Paweł Bojko nowym wiceprezesem zarządu EFL

Zarząd EFL informuje o powołaniu, z dniem 4 maja br. Pawła Bojko na stanowisko wiceprezesa zarządu EFL. Nowy wiceprezes będzie odpowiadał za sprzedaż i rozwój. Równocześnie Paweł Bojko będzie nadal pełnił funkcję prezesa zarządu EFL Finance.

Paweł Bojko jest związany z EFL od 20 lat. Od 2001 roku zajmował stanowiska z-cy Dyrektora Marketingu odpowiedzialnego za planowanie, analizy i modele rynkowe, Doradcy Zarządu ds. Planowania Strategicznego później Dyrektora Controllingu, który od podstaw tworzył. Od 2007r. na stanowisku Dyrektora Zarządzającego Pionem Finansów odpowiedzialny za finanse, controlling i księgowość. Jednocześnie prokurent Spółki i członek rad nadzorczych spółek zależnych EFL Finance SA, Carefleet SA i EFL Service SA. odpowiedzialny za politykę płynności całej Grupy EFL. Od czerwca 2015r. Członek Zarządu ds. Finansów i koordynator polityki finansowej Grupy EFL.

Od marca 2020 roku Paweł Bojko pełni funkcję prezesa zarządu EFL Finance.

Z wykształcenia Paweł Bojko jest magistrem inżynierem, ukończył Wydział Informatyki i Zarządzania na Politechnice Wrocławskiej.

To koniec automatyzacji, co dalej?

Ledwo się z nią oswoiliśmy, a już za moment, będziemy musieli o niej zapomnieć. Eksperci z ośrodka analitycznego Gartnera wieszczą koniec automatyzacji w znanej nam formule. Analitycy są przekonani, że czeka nas zasadnicza zmiana w obszarze cyfrowej transformacji. Kwestią czasu jest odejście od punktowych projektów, na rzecz bardziej wszechstronnych i systemowych. Zdaniem Gartnera wchodzimy w erę hiperautomatyzacji.

Przed nami nowy etap cyfryzacji, zapowiada instytut Gartnera:

Przedsiębiorstwa będą wymagały więcej od technologii, która z opcji stała się warunkiem przetrwania. Firmy zdają sobie sprawę, że muszą przyspieszyć swoje plany związane z cyfrową transformacją. – mówi Fabrizio Biscotti, wiceprezes ds. badań w Gartnerze i dodaje: – Wkraczamy w erę digital-first, w której główną rolę odgrywać będzie hiperautomatyzacja. – kończy ekspert.

Nowa lepsza transformacja

Czym jest hiperautomatyzacja? Jak wyjaśnia Adam Stańczyk, Product Owner obszaru Produkcja z BPSC, to cyfrowa transformacja, ale bardziej wszechstronna:

Hiperautomatyzacja łączy w sobie kilka komponentów składających się na robotyzację procesów. Integruje narzędzia i technologie, które zwiększają możliwości automatyzacji pracy, słowem jest bardziej kompleksową i zaawansowaną wersją swojej poprzedniczki – mówi Adam Stańczyk i kontynuuje: – Zaczyna się od cyfryzacji procesów stałych,
by rozszerzać możliwości automatyzacji o sztuczną inteligencję, eksplorację procesów, analitykę i inne zaawansowane narzędzia służące m.in. do predykcji.
Idea hiperautomatyzacji polega na ucyfrowieniu coraz większej ilości pracy i zaangażowaniu całej organizacji do udziału w tej transformacji. – kończy ekspert ze śląskiej spółki IT.

Koniec cyfrowego minimalizmu

Przedsiębiorstwa, które chcą zwiększyć swoją wydajność i wykorzystać w pełni potencjał rozwiązań cyfrowych muszą skończyć z cyfrowym minimalizmem. Digitalizacja tylko wybranych obszarów, czyli opcja oszczędna, może okazać się niewystarczająca
w nowych, postpandemicznych realiach. W związku z wykładniczym wzrostem ilości danych firmy muszą przyjąć nowe strategie.

Gartner zapowiada, że najszybciej rozwijającą się kategorią oprogramowania wspierającego hiperautomatyzację będą rozwiązania automatyzujące przyjmowanie treści, takie jak narzędzia do weryfikacji podpisów, optyczne rozpoznawanie obrazu, konwersacyjna sztuczna inteligencja i technologia języka naturalnego. To te rozwiązania będą cieszyły się największym wzięciem. Przedsiębiorstwa będą potrzebowały takich narzędzi, aby zrestrukturyzować politykę danych i treści, na przykład robotyzując proces digitalizacji i sortowania papierowej dokumentacji.

Te zmiany będą kluczowym czynnikiem usprawniającym działalność operacyjną i przyniosą bardzo konkretne oszczędności. – zauważa Adam Stańczyk, Ekspert z BPSC. Analitycy Gartnera wyliczyli, że do 2024 roku firmy inwestujące w kompleksowe rozwiązania IT, obniżą koszty operacyjne o 30%.

Miliardy dla dostawców oprogramowania

Na nowym trendzie najwięcej zyskają dostawcy zaawansowanych rozwiązań IT dla biznesu, przede wszystkim systemów. Jeżeli wierzyć zapowiedziom Gartnera, najbliższe dwa lata zapowiadają się nadzwyczaj okazale. W 2022 roku rynek oprogramowania umożliwiającego hiperautomatyzację wart będzie 596,6 miliarda dolarów. To aż 23% więcej niż w 2020, a warto przypomnieć, że w ubiegłym roku firmy nie szczędziły środków
na digitalizację.

W tym roku inwestycje w bardziej zaawansowaną digitalizację wyniosą natomiast
532,4 miliarda dolarów, co w porównaniu z rokiem ubiegłym oznacza ponad 10% wzrost. Rynek oprogramowania będzie rósł szybciej o 2 punkty procentowe niż wydatki w całym segmencie IT (8,4%). Mało tego, nakłady na hiperautomatyzajcę będą większe niż łączne wydatki przedsiębiorstw na oprogramowanie dla biznesu (516,8 miliardów dolarów). Trend wzrostowy utrzyma się także w przyszłym roku. Czy to zapowiedź wielkich zmian
w strategiach cyfrowych? Wydaje się, że tak.

Aby móc nałożyć na spółkę podatki, fiskus uznał wynajmowane przez nią urządzenia za przemysłowe, bo przecież zostały wyprodukowane przez przemysł

Polska spółka wynajmowała od niemieckiej firmy aluminiowe elementy, służące jej do ułożenia tymczasowych dróg dojazdowych. W oparciu o łączącą oba państwa umowę ws. unikania podwójnego opodatkowania dochody z czynszu za wynajem elementów niestanowiących urządzeń przemysłowych nie podlegają podatkowi u źródła. Fiskus stwierdził jednak, że sporne w tej sprawie panele aluminiowe i plastikowe maty to urządzenia przemysłowe, bo przecież wyprodukował je przemysł.

Drogi dojazdowe do farm wiatrowych

Polska spółka kapitałowa wchodzi w skład grupy kapitałowej, jednego z liderów w branży energetyki wiatrowej. Przedsiębiorstwo realizuje projekty budowy i eksploatacji farm wiatrowych. Na potrzeby tej działalności wynajęła od niemieckiej firmy aluminiowe panele oraz plastikowe maty, które posłużyły jej do ułożenia tymczasowych dróg dojazdowych do farm wiatrowych. Wszystko po to, by mógł do nich dojeżdżać ciężki transport z wielkogabarytowymi urządzeniami.

Urządzenia przemysłowe

Spółka zadała organowi podatkowemu pytanie, czy słusznie uważa, że ww. panele i maty nie stanowią urządzeń przemysłowych w rozumieniu art. 12 ust. 3 umowy ws. unikania podwójnego opodatkowania, zawartej między Polską a Niemcami 14 maja 2003 r. (dalej: umowa u.p.o.), a zatem spółka nie jest zobowiązana do pobierania podatku u źródła przy wypłacie niemieckiej firmie wynagrodzenia za wynajem tych paneli i elementów.

Należności licencyjne

Zasadniczo zgodnie z art. 12 ust. 1 u.p.o. należności licencyjne powstałe w jednym z umawiających się państw na rzecz podmiotu mającego siedzibę lub miejsce zamieszkania w drugim umawiającym się państwie podlegają opodatkowaniu w tym drugim. Jednakże na podstawie ust. 2 tego przepisu należności te mogą również zostać opodatkowane w tym państwie, w którym powstają. Ust. 3 natomiast precyzuje, co należy rozumieć pod pojęciem „należności licencyjnych”. Chodzi o wszelkiego rodzaju należności płacone za użytkowanie lub prawo do użytkowania m.in.: wszelkich praw autorskich, znaku towarowego, patentu, jak również urządzenia przemysłowego.

Urządzenia są przemysłowe, bo wyprodukował je przemysł

W interpretacji indywidualnej wydanej w październiku 2020 r. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał stanowisko przedsiębiorcy za nieprawidłowe. W braku definicji legalnej pojęcia „urządzenie przemysłowe” dokonał jego interpretacji w oparciu o rozumienie słownikowe. Skonstatował na tej podstawie, że „urządzenie” to przedmiot o złożonej konstrukcji, wykonujący lub ułatwiający określoną pracę, mechanizm służący do wykonywania określonych czynności, pełniący jakąś funkcję. Natomiast przymiotnik „przemysłowy” znaczy tyle samo, co związany z przemysłem, używany, stosowany w przemyśle, a sam „przemysł” oznacza działalność polegającą na produkcji towarów określonego rodzaju na dużą skalę, przy użyciu maszyn, jak również podstawowy dział gospodarki, obejmujący masowe wytwarzanie za pomocą środków technicznych określonej grupy wyrobów. Jak podkreślił organ podatkowy, ta ostatnia definicja została przyjęta i zaakceptowana w orzecznictwie sądowoadministracyjnym, jako pozwalająca na szerokie rozumienie pojęcia „urządzenie przemysłowe”. A szerokie rozumienie tego pojęcia powinno prowadzić do wniosku, że obejmuje ono swym znaczeniem wszelkie wytwory przemysłowe.

Organ kontynuował, że urządzenie przemysłowe to takie urządzenie, które przeznaczone jest do wykorzystania w przemyśle. Ponieważ więc energetyka wiatrowa to gałąź przemysłu, stąd też wykorzystywane do dojazdu do farm wiatrowych panele i maty zostały przez spółkę wykorzystane do celów przemysłowych. Wynajmowane przez spółkę elementy zostały również wytworzone przez przemysł. Zatem nie ulega wątpliwości, że stanowią one „urządzenia przemysłowe”, o których mowa w art. 12 ust. 3 polsko-niemieckiej umowy u.p.o. Dlatego też organ stwierdził, że wynagrodzenia płacone przez spółkę zagranicznemu przedsiębiorstwu z tytułu wynajmu tych urządzeń stanowią podlegające opodatkowaniu podatkiem u źródła należności licencyjne.

Profiskalna interpretacja organu

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu, przywołując Modelową Konwencję OECD oraz orzecznictwo Naczelnego Sądu Administracyjnego, wskazał, że definicja „urządzenie przemysłowe” obejmuje majątek, który ma charakter uzupełniający do procesu przemysłowego. A zatem urządzenie uznane za przemysłowe musi być wkomponowane w systematyczną serię działań mechanicznych lub chemicznych, które zajmują się produkcją lub wytwórstwem. Powinny być związane z produkcją określonych dóbr. Sąd uznał dokonaną przez organ wykładnię za błędną i uchylił zaskarżoną przez spółkę interpretację:

Przyjęcie wykładni zaprezentowanej przez organ (…) prowadziłoby do przyjęcia, że definicja „urządzenia przemysłowego” obejmuje wszystkie dostępne aktualnie na rynku dóbr urządzenia, bez względu na ich charakter i przeznaczenie. W ramach gospodarki rozwiniętej nie produkuje się bowiem urządzeń inaczej niż w procesie produkcji przemysłowej. Przyjęcie wykładni zaprezentowanej przez organ prowadziłoby do wniosków, że zakresem pojęcia „urządzenia przemysłowe” nie są objęte jedynie urządzenia wytwarzane w ramach manufaktury, czy rękodzieła” (wyrok WSA w Poznaniu z 25 lutego 2021 r., sygn. akt I SA/Po 794/20).

Podsumowanie

Przedsiębiorcy, którzy chcą ochronić majątek swojej firmy, muszą o niego walczyć z rzeszą urzędników z różnych szczebli organów podatkowych, realizujących profiskalną politykę fiskusa. Zaś polityka profiskalna oznacza po prostu, że im więcej wpływów podatkowych do budżetu państwa, tym lepiej. Oczywiście odbywa się to kosztem tych, którzy te podatki płacą. Na szczęście przedsiębiorcy nie są dziś w tej walce osamotnieni i mogą korzystać z pomocy prawnej oferowanej przez adwokatów, doradców podatkowych, radców prawnych, a nawet całych wyspecjalizowanych w walce z urzędniczym bezprawiem kancelarii prawnych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Adopcja chmury ograniczy emisję CO2 o ponad miliard ton

Według ostatniej analizy IDC, kontynuowana w obecnym tempie implementacja usług chmurowych w biznesie pozwoli ograniczyć emisję dwutlenku węgla na całym świecie o ponad miliard ton w okresie 2021 – 2024.

W raporcie IDC stwierdzono, że kluczowym czynnikiem ograniczającym emisję CO2 związaną z utrzymaniem firmowych środowisk IT jest stopniowe przechodzenie z zarządzania „mikro-centrami” wewnątrz firm i organizacji na rzecz dużych centrodanowych kampusów. Czyli migrowanie zasobów do chmur obliczeniowych dostarczanych przez profesjonalne centra danych.

„Outsourcing IT i…ekologii”

Te są w stanie znacznie efektywniej zarządzać energią, w tym optymalizować systemy chłodzenia czy wykorzystywać odnawialne źródła energii do tego stopnia, że w coraz większym stopniu stają się obiektami klimatycznie neutralnymi. – Analiza IDC daje do zrozumienia, że migracja do chmury zyskuje przewagę nad zarządzaniem własnymi zasobami w modelu on-premise już nie tylko w obszarze kosztów, wsparcia w zarządzaniu usługami czy skalowalności, ale także w zakresie ekologii i zrównoważonego rozwoju. Oczywiście, te pierwsze wciąż mają większe znaczenie w większości przypadków, lecz nie zapominajmy, że przedsiębiorstwa przywiązują coraz większą wagę do społecznej odpowiedzialności za środowisko naturalne, o czym świadczy choćby rosnące zainteresowanie raportowaniem niefinansowym (ESG) – tłumaczy Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud. – Można więc stwierdzić, że poza outsourcowaniem swoich zasobów IT, firmy powierzać będą również zewnętrznym dostawcom takim jak centra danych dbałość o ekologię i obniżanie emisji CO2 swoich cyfrowych środowisk – dodaje Marcin Zmaczyński.

Już w 2016 roku badanie Lawrence Berkeley National Laboratory dowiodło, że tylko w USA całkowite zużycie energii przez cyfrowe zasoby przedsiębiorstw udałoby się ograniczyć o jedną czwartą, gdyby 80% małych, ulokowanych wewnątrz firm serwerowni „zmigrować” do chmury obliczeniowej dostarczanej przez wielkoskalowe centra danych.

Droga do neutralności

Europejskie centra danych kładą coraz mocniejszy akcent na zielone IT. Jest to w pełni zrozumiałe, zważywszy na fakt, iż roczna konsumpcja energii przez wszystkie kampusy zlokalizowane na terenie UE wynosi według szacunków DataCenterDynamics, uwzględnionych w raporcie Komisji Europejskiej, od 48 do 55 TWh rocznie. To mniej więcej jedna trzecia rocznego zapotrzebowania na energię całej Polski. Konsumpcja energii elektrycznej przez centra danych systematycznie jednak spada, co daje się zaobserwować w przypadku tych mieszczących się na terenie Europy Zachodniej.

Zgodnie z analizą Komisji Europejskiej „Trends in data center energy consumption under the European Code of Conduct for Data Centre Energy Efficiency” wartość zużycia energii przez zachodnioeuropejskie centra danych przestała rosnąć w 2017 roku. O ile wtedy wynosiła ona ok. 102 TWh, na koniec ubiegłego roku, wedle ówczesnych prognoz, powinna spaść do 87 TWh. – Spadki z pewnością będą coraz bardziej widoczne, w głównej mierze dzięki silnej, wspólnej „mobilizacji” dostawców chmury obliczeniowej ze Starego Kontynentu. Za sprawą takich inicjatyw jak Pakt Neutralności Klimatycznej Centrów Danych czy Europejska Koalicja na Rzecz Ekologicznej Cyfryzacji, w których uczestniczy także Aruba, usługi IT oferowane są wraz z gwarancją ich rosnącej neutralności klimatycznej – dodaje Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

Ostudzić energetyczny zapał

Jednym z najbardziej obiecujących obszarów poprawy efektywności energetycznej centrów danych jest ich chłodzenie i systemy utrzymujące odpowiednią temperaturę w pomieszczeniach serwerowych. Ostatnia analiza firmy EkkoSense, na bazie 133 kampusów DC, dowodzi, że optymalizacja chłodzenia jest obecnie na poziomie jedynie 40%.

Oznacza to, że centra danych wciąż w dużej mierze niedostatecznie wykorzystują rekuperację, bądź nie modernizują systemów chłodzenia zarówno na poziomie infrastruktury, jak i oprogramowania do sterowania nimi. Gdyby zastosować praktyki sugerowane przez autorów opracowania „Data Center energy waste could be costing you the Earth” tylko dzięki efektywniejszemu chłodzeniu można ograniczyć emisję CO2 przez centra danych o 3.3 mln ton oraz zaoszczędzić tym samym 1,7 mld dolarów na kosztach energii elektrycznej. Mowa tutaj szczególnie o narzędziach pozwalających na bieżąco monitorować wydajność termiczną każdej pojedynczej szafy rack oraz aktualny status pracy urządzeń chłodzących powierzchnie serwerowe. Zdaniem ekspertów EkkoSense zespoły M&E w znacznej części centrów danych wciąż nie posiadają, opartych na instalacjach czujników i sensorów IoT, systemów mierzących efektywność chłodzenia i przepływu powietrza oraz wizualizujących to w prostej, graficznej formie. A do tego – odwołujące pozyskane wnioski do idealnych parametrów w swojej obszernej bazie danych.

Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud

Prezes postanowił – koniec pracy zdalnej, wracamy do biura

Wkrótce biura mają ponownie zapełnić się pracownikami. 3 na 4 prezesów pytanych przez KPMG jest przekonanych, że do swoich biurek wrócimy najpóźniej w przyszłym roku. Nic dziwnego, że tylko 16% przepytywanych firm planuje zmniejszyć fizyczną powierzchnię biur. To czterokrotnie mniej niż jeszcze pół roku temu. Czy zwolennicy home office pospieszyli się z ferowaniem wyroków?

Czeka nas powrót do biur, ale oczywiście nie będzie tak samo jak przed pandemią. Nowe badania KPMG sugerują, że największe firmy nie mają w planach redukcji powierzchni biurowej – raczej spodziewają się, że większość pracowników wróci do pracy stacjonarnej, gdy tylko rządy zduszą pandemię koronawirusa. Prognozy mówiące o tym jakoby praca biurowa miała odejść wraz z dawną normalnością, okazały się zbyt pochopne.

Prezes wie lepiej

Firma doradcza KPMG przepytała pół tysiąca prezesów reprezentujących największe firmy z 11 krajów. Celem była odpowiedź na pytanie jakiej rzeczywistości spodziewają się firmy w nowej normalności? W efekcie powstał raport 2021 Pulse Survey, z którego dowiadujemy się co planują korporacje, a przede wszystkim jak wyglądać będzie praca w erze post-covid.

Zmiany, zmiany, zmiany – można powiedzieć, że tego spodziewają się szeregowi pracownicy, ale nie zarządy firm. Okazuje się, że tylko 16 proc. dyrektorów generalnych planuje zmniejszenie powierzchni biurowej. To trzykrotnie mniej niż jeszcze kilka miesięcy temu (w sierpniu 2020 było to ponad 69% ankietowanych).

– Konsultacje, jakie zrealizowaliśmy z przedstawicielami rynku przestrzeni komercyjnych, doprowadziły nas do wniosku, że zapotrzebowanie na powierzchnię biurową w dłuższej perspektywie nie zmaleje. Nie widać, żeby pandemia miała jakiś fundamentalny wpływ na obraz samego sektora powierzchni komercyjnych – mówi Tomasz Zieliński dyrektor marketingu i sprzedaży w biznesie rozwiązań dla budownictwa ABB w Polsce. Jednocześnie ekspert międzynarodowego koncernu nie kwestionuje tego, że pandemia miała i będzie mieć wpływ na przestrzeń, w której żyjemy i pracujemy: – Zaczęliśmy zwracać baczniejszą uwagę na automatykę budynkową, na takie aspekty jak bezpieczeństwo, elastyczność, komfort, funkcje monitoringu, analizy i kontroli danych czy systemy predykcji i efektywnego zarządzania budynkiem. To wartości dodane zarówno z perspektywy właściciela, jak i najemcy. Dostaliśmy pracę domową do odrobienia. Czas zdecydować, które i w jakim zakresie technologie wdrożyć, by sprawnie dostosować się do postpandemicznej rzeczywistości.

Mit pracy zdalnej

Tylko co trzeci prezes (30%) pytany przez KPMG planuje, by większość zatrudnionych pracowała zdalnie 2–3 dni w tygodniu. Według autorów badania kadra C-level jest przekonana, że masowe szczepienia pozwolą na powrót do biurowej rutyny. Prezesi uważają także, że są na lepszej pozycji niż rok temu, dzięki udanym inicjatywom w obszarze cyfryzacji.

Z badania dowiadujemy się również, w jakim stopniu COVID-19 wpłynął na realizację planów transformacji cyfrowej w firmach. Trzy czwarte dyrektorów (74%) stwierdziło, że pandemia przyspieszyła postęp o kilka miesięcy, podczas gdy 15% ocenia, że dzięki koronawirusowi są „lata do przodu w stosunku do tego, czego się spodziewali wcześniej”. – Pandemia uwidoczniła i zhierarchizowała obszary, które pozostaną z nami na dłużej. Wiele z nich związanych jest z nowoczesną technologią budowlaną i cyfrowymi systemami. Z czasem staną się one standardem budownictwa komercyjnego – uważa Zieliński.

Potrzeba wyboru

Wiemy już, że przed pracą w biurze nie ma ucieczki. Kiedy więc możemy spodziewać się powrotu? 76% prezesów uważa, że do biur wrócimy najpóźniej do końca przyszłego roku. Jedna trzecia ankietowanych (31%) prognozuje, że wydarzy się to już w 2021 roku, zaś 45% oczekuje, że na normalizację jeszcze chwilę poczekamy i nastąpi ona najpóźniej w 2022 roku. – Zanim zostaną podjęte jakiekolwiek poważne decyzje, prezesi firm chcą mieć pewność, że ich pracownicy są chronieni przed wirusem – powiedział Bill Thomas, dyrektor generalny KPMG.

Na powrót do biur liczą nie tylko prezesi. Okazuje się, że także stosunkowo wielu pracowników chętnie wróci do dawnej rutyny przy swoim biurku. Z anonimowego badania przeprowadzonego przez WeWork i Workplace Intelligence, dowiadujemy się, że pracownicy pragną dzielić swój czas pomiędzy siedzibę firmy, dom i inne lokalizacje – takie jak biura satelitarne, przestrzenie co-workingowe i publiczne „trzecie przestrzenie”, jak zdefiniowano np. biblioteki czy kawiarnie.

Od samego początku pandemii wiele się pisze o modelu hybrydowym jako przyszłości pracy. Czy w takim razie pracodawcy mogą pozwolić sobie na ograniczenie dostępu do przestrzeni biurowych? Badanie WeWork i Workplace Intelligence jako jedno z pierwszych pokazuje, że byłoby to zbyt ryzykowne posunięcie. 64% ankietowanych etatowców zapłaciłoby za gwarancję dostępu do przestrzeni biurowej, a 75% zrezygnowałoby z co najmniej jednego świadczenia dodatkowego, np. karnetu na siłownię, w zamian za swobodę wyboru środowiska pracy.

Dan Schawbel z Workplace Intelligence uważa, że ludzie z natury pragną większej swobody w życiu, w tym kontroli nad tym, kiedy, gdzie i jak pracują. I ma na to twarde dowody: 95% ankietowanych chce mieć możliwość wyboru sposobu świadczenia pracy.

Odkryliśmy, że nawet jeśli firmy nie zapewniają dostępu do biur, wielu pracowników jest skłonnych wykorzystać własne dochody, aby zapewnić sobie hybrydowy model świadczenia pracy – powiedział Schawbel. – Im szybciej firmy zaakceptują, wypromują i dostosują się do hybrydowego modelu, tym lepiej będzie dla wszystkich – radzi ekspert.

Simteract zakończył na plusie pierwszy kwartał 2021

Do 1 miliona zł wzrosły przychody Simteract ze sprzedaży produktów w pierwszym kwartale bieżącego roku. Pomimo kosztów związanych z produkcją dwóch gier oraz debiutem na NewConnect, spółka odnotowała zysk netto w wysokości 82 tysięcy zł. Spółka kontynuuje dynamiczny rozwój, zatrudniając nowych specjalistów oraz otwierając biuro w Warszawie

W porównaniu do Q1 2020, Simteract zwiększył swoje przychody ze sprzedaży produktów o ponad 55% (z 0,643 do 1 miliona złotych). Pomimo zwiększonych kosztów działalności operacyjnej (1,5 miliona złotych), spółce udało się odnotować nieznaczny zysk netto, w wysokości 82 tysięcy złotych. Na pozytywne wyniki wpłynęły w dużej mierze odbiory kamieni milowych związanych z ‘Train Life – A Railroad Simulator’.

– Pierwszy kwartał 2021 roku był niezwykle ważnym okresem dla Simteract – zadebiutowaliśmy na NewConnect oraz ogłosiliśmy szczegóły naszej nadchodzącej premiery: ‘Train Life – A Railroad Simulator’. Pomimo wyższych kosztów operacyjnych, związanych m.in. ze wspomnianym wejściem na rynek giełdowy oraz wzrostem liczby zatrudnionych pracowników, zamknęliśmy Q1 2021 na plusie – komentuje Paweł Puzio, Dyrektor Finansowy Simteract odpowiedzialny bezpośrednio za przygotowanie raportu kwartalnego.

Simteract w trakcie trwania pandemii kontynuuje dynamiczne tempo rozwoju. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy spółka podwoiła stan osobowy i obecnie zatrudnia ponad 50 specjalistów z całej Polski. Spółka otworzyła również biuro w Warszawie – oddział znajdujący się w stolicy posiada w swoich szeregach ekspertów odpowiedzialnych za QA (Quality Assurance) a także kluczowe osoby kształtujące najważniejsze aspekty nadchodzących gier – Head of Production ‘Train Life – A Railway Simulator’ i ‘Carpool Simulator’, czy Lead Designera drugiej z wymienionych produkcji.

– Miejsce zamieszkania nie jest ważne kontekście projektów, do których przydzielani są członkowie naszego zespołu. Uważamy jednak, że należy zapewnić chętnym możliwość pracy w biurze – wpływa to nie tylko kulturę pracy i work-life balance, ale także na możliwości integracji i swobodnej wymiany myśli.. Wybór stylu zatrudnienia pozostawiamy każdemu z osobna i głęboko wierzymy, że Simteract to coś więcej niż tylko miejsce pracy – tworzymy razem fantastyczne projekty, których nie ukończylibyśmy gdyby nie zaufanie i wiara w każdą osobę pracującą nad nimi – dodaje Marcin Jaśkiewicz, prezes Simteract S.A.

Spółka obecnie tworzy dwie gry – Train Life – A Railway Simulator oraz Carpool Simulator. Pierwsza z nich to połączenie symulatora kolejowego, połączonego z rozbudowanym managerem – do najważniejszych zalet produkcji należy realistycznie odwzorowany świat, przyjazny dla gracza model jazdy oraz możliwość zarządzania taborem. Za wydanie Train Life – A Railway Simulator odpowiada francuski wydawca – Nacon. Carpool Simulator natomiast jest pierwszą grą, przy której Simteract ma pełnię decyzyjności nie tylko w zakresie produkcji, ale również promocji i dystrybucji. Produkcja pozwoli graczowi się wcielić w rolę kierowcy i managera floty taksówek w najważniejszych miastach Europy. Dokładne daty oraz ceny tytułów nie zostały jeszcze opublikowane.

Złoty coraz mniej wrażliwy na wyrok w sprawie frankowiczów

Polska waluta już tak długo czeka na sądowe rozstrzygnięcie kwestii kredytów frankowych, że staje się odporna na kolejne przesunięcia terminów i ciągły brak jednoznacznego rozwiązania spornych kwestii. Dlatego, gdy wczorajsze posiedzenie Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, które miało przynieść przełom, zakończyło się bez orzeczenia, kurs euro nie drgnął nawet o 0,5 proc. względem zamknięcia poprzedniego tygodnia.

Każdy wyrok otwierałby szerzej drzwi do umocnienia złotego. Tymczasem po majowym posiedzeniu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego nie ma ani orzeczenia, ani nie ma kolejnego terminu. Jest za to prośba o opinię szeregu instytucji, m.in. Komisji Nadzoru Finansowego, Narodowego Banku Polskiego, Rzecznika Finansowego czy nawet… Rzecznika Praw Dziecka.

Inwestorzy tracą zainteresowanie, balast frankowy traci wagę

– Wciąż pozostaje więcej pytań niż odpowiedzi. Wciąż nie wiadomo, jak podchodzić do umów kredytowych we frankach szwajcarskich zawierających klauzule abuzywne. Impas trwa już tak długo, a szanse na jego szybkie przełamanie są tak nikłe, że dla inwestorów kwestia ta przesuwa się na dalszy plan. Zresztą już od pewnego czasu dawało się zaobserwować, że z punktu widzenia rynku złotego kwestia frankowiczów ulegała stopniowemu rozmyciu. Wyrok Sądu Najwyższego był dwukrotnie przesuwany, a po drodze pojawiły się wątpliwości, czy ważniejsza będzie opinia Trybunału Sprawiedliwości UE (z końca kwietnia). W rezultacie, dla kapitału spekulacyjnego temat praktycznie nie istnieje. Zresztą skromny spadek kursu euro, o mniej niż 0,5 proc. względem zamknięcia poprzedniego tygodnia, potwierdza, że każdy kolejne wydarzenie, które miało przynieść przełom, rodziło coraz mniejsze zainteresowanie inwestorów sprzedających polską walutę – tłumaczy Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Brak wiarygodnego terminu (a w tym przypadku jego całkowity brak) nie pozwala też na podejmowanie zakładów na rynku opcji, a przecież w marcu był to bardzo istotny element oddziałujący w kierunku wzrostów kursu EUR/PLN. Inwestorzy kilka razy sparzyli się na próbach spekulacji na osłabienie złotego w wyniku prokonsumenckiego orzeczenia. Zainteresowanie tym temat powinno zatem wyraźnie przygasać. Prędzej należy spodziewać się reakcji ex post niż prób pozycjonowania się pod ten czynnik z wyprzedzeniem. Ewentualne podbicie kursu EUR/PLN po wyroku również nie powinno okazać się trwałe.

– Oznacza to także, że kwestia kredytów frankowych będzie mniej istotnym balastem dla złotego, który po czterech miesiącach tego roku ma znaczny dystans do nadrobienia i – w świetle naszych prognoz – będzie gonił peleton ryzykownych walut. Zakładamy, że na koniec roku zapłacimy za euro 4,40 zł. Polskiej walucie sprzyjać będzie silny, nawet około  5-procentowy wzrost gospodarczy oraz tendencje w bilansie płatniczym. Po ostatnim wystrzale inflacji (w maju jej dynamika będzie się zbliżać do 5 proc.), ostrzej na horyzoncie zaczyna majaczyć wizja pierwszej podwyżki stóp procentowych. Mogłaby ona mieć miejsce w połowie przyszłego roku. Krajowa polityka pieniężna będzie zaostrzona później niż na Węgrzech czy w Czechach, ale nie będzie aż tak mocno kontrastować z tendencjami w regionie – wskazuje analityk Cinkciarz.pl.

W zanadrzu plan przerabiany na Węgrzech

Zagadnienie kredytów hipotecznych w walutach obcych z roli motywu przewodniego notowań zostaje zdegradowane do roli czynnika, który z dalszego planu wyjdzie na pierwszy zapewne jedynie na moment. Nie ma podstaw, by banki intensyfikowały potencjalnie osłabiające złotego transakcje zabezpieczające na rynku instrumentów pochodnych (swapy walutowe), związane z udzielonymi kredytami. Co więcej, w piątek 7 maja br. Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego, wyraził sugestię, że NBP będzie brał udział w ewentualnej konwersji, jeśli połowa banków przystanie na propozycję KNF. Widać na tym polu pewne łagodzenie stanowiska, gdyż wcześniej mowa była o większości banków.

Przypomnijmy, że w czarnym dla banków scenariuszu koszt przekroczy (według szacunków Komisji Nadzoru Finansowego) 230 mld zł. Z punktu widzenia instytucji finansowych i stabilności sektora rozstrzygnięcia są zatem kluczowe.

– Zakładamy jednak, że potencjalna konwersja odbyłaby się przez bank centralny i w ten sposób byłaby praktycznie neutralna dla wyceny polskiej waluty. Podobny mechanizm w 2014 r. z powodzeniem zastosowano na Węgrzech – przypomina Bartosz Sawicki z Cinkciarz.pl.

InPost wyemituje obligacje o wartości do 1 mld zł

InPost – lider wśród platform dostaw dla e-commerce w Europie – podpisał umowę z Bankiem Polska Kasa Opieki S.A. i BNP Paribas Bank Polska S.A. jako współorganizatorami i dealerami oraz ING Bankiem Śląskim S.A. jako dealerem w sprawie ustanowienia programu polskich obligacji. Program obejmie serie emisji obligacji denominowanych w złotych, podlegających prawu polskiemu, do łącznej wartości nominalnej 1 miliarda złotych. W styczniu 2021 InPost z sukcesem zadebiutował na giełdzie EURONEXT Amsterdam.

Spółka zamierza wykorzystać wpływy netto z emisji obligacji do częściowej spłaty kredytu pomostowego, który zamierza zaciągnąć w celu sfinansowania przejęcia Mondial Relay – wiodącego dostawcy rozwiązań logistycznych dla e-commerce w Europie. Wartość transakcji planowanego nabycia Mondial Relay, ogłoszonego 15 marca 2021 r., wynosi ok. 565 mln euro (ok. 2,6 mld zł).

Obligacje wyemitowane w ramach Programu będą oferowane wyłącznie inwestorom kwalifikowanym[1], bez obowiązku publikacji prospektu emisyjnego[2]. Obligacje zostaną zarejestrowane w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych S.A. i mogą zostać wprowadzone do obrotu w Alternatywnym Systemie Obrotu (Alternatywny System Obrotu) Catalyst prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie.

Obligacje wyemitowane w ramach Programu mogą być oprocentowane według zmiennej lub stałej stopy procentowej z terminem zapadalności do 6 lat. Ostateczne parametry każdej serii obligacji zostaną określone w procesie budowania księgi popytu.

Z zastrzeżeniem warunków rynkowych i wymaganych zgód korporacyjnych, spółka zamierza wyemitować pierwszą serię Obligacji w ramach Programu do końca lipca 2021 roku.

[1] W rozumieniu Rozporządzenia (UE) 2017/1129 – „Rozporządzenie w sprawie Prospektu”, zgodnie z art. 33 ust. Ustawa o Obligacjach z dnia 15 stycznia 2015 r. (Z późn. Zm.),

[2] Na podstawie art. 1 ust. 4 lit. a) Rozporządzenia w sprawie Prospektu

Myneviskin z portfela Satis Group razem z Puwer Polska wprowadzi do aptek urządzenie do wczesnej diagnostyki raka skóry

Myneviskin Sp. z o.o, którego inwestorem jest Satis Group, grupa technologiczna z GPW, podpisała porozumienie z Puwer Polska, specjalizującą się w marketingu medycznym dotyczącym skanera do wczesnej diagnostyki raka skóry. W ramach ustaleń, w początkowej fazie komercjalizacji urządzenie ma znaleźć się w dwóch sieciach aptek liczących 60 placówek. Docelowo, Myneviskin ma być gotowy do wprowadzenia produktu do 12 tys. polskich aptek – wynika z porozumienia z Puwer Polska. Start sprzedaży planowany jest do końca czerwca.

Ustalenia pomiędzy Myneviskin i partnerem przewidują również uruchomienie mobilnych badań w Polsce. Początkowo mają one być przeprowadzane przez 4 jednostki w różnych lokalizacjach. Puwer Polska wydzieli również zespół sprzedażowy do komercjalizacji urządzenia na terenie Polski. Rozwiązanie opracowane przez spółkę z grupy Satis Group ma na celu umożliwienia wykrywania wczesnych symptomów niebezpiecznych zmian skórnych.

Myneviskin sp. z o.o. opracowało system: aplikację połączoną ze skanerem wraz ze zbiorem materiałów edukacyjnych i instruktażowych, która pozwoli na kontakt pacjenta z lekarzem, a także umożliwi wstępną diagnostykę różnych form i odmian złośliwych nowotworów, a także zmian skórnych na podstawie charakterystycznych cech znamion (w tym pigmentacji, kształtu, struktury itp.).

Pomysłodawcą skanera oraz założycielem spółki Myneviskin jest Yulianna Yussef, blogerka oraz influencerka znana na całym świecie poprzez dziesiątki artykułów opisujących jej życie ze znamionami na skórze. Posiada życiowe doświadczenie w postepowaniu ze znamionami, liczne kontakty wśród dermatologów, a także rozległą wiedzę w dziedzinie dbania i pielęgnacji skóry. Yulianna Yussef jest również autorką linii naturalnych kremów z filtrem przeciwsłonecznym.

Inwestycja w Myneviskin jest kolejnym etapem poszerzania działalności przez Satis Group na perspektywicznym rynku MedTech. 30 kwietnia br. Spółka nabyła pakiet akcji medycznej firmy INVO BioScience Inc., notowanej na NASDAQ. Satis Group i INVO Bioscience Inc negocjują warunki strategicznej współpracy, mającej na celu rozwój działalności INVO BioScience na rynkach Europy Środkowej i Wschodniej.

Wejście na rynek medyczny zostanie wsparte zmianami w kadrze zarządzającej. 29 kwietnia br. Rada Nadzorcza Satis Group powołała do Zarządu Spółki Marcina Hańczaruka, doświadczonego managera w obszarze ochrony zdrowia. W swojej dotychczasowej karierze prowadził on różnorodne zespoły, a także całe organizacje w wiodących międzynarodowych firmach i koncernach: Bristol-Myers Squibb (USA); Schering Plough (USA); Ferring (Szwajcaria), Amgen (USA.

Ericsson ConsumerLab: 5G zmienia nawyki konsumenckie

Wraz z popularyzacją sieci 5G na świecie oraz wprowadzaniem nielimitowanych planów taryfowych przez operatorów zaczynamy obserwować nowe zachowania konsumentów. W najnowszym raporcie ConsumerLab firmy Ericsson zauważono, że 5G zaczyna wypierać Wi-Fi, a zasięg sieci 5G wewnątrz budynków jest ważniejszy dla konsumentów niż prędkość czy czas pracy baterii smartfonu. Użytkownicy 5G spędzają dwie godziny tygodniowo więcej na korzystaniu z gier w chmurze i jedną godzinę więcej na aplikacjach rzeczywistości rozszerzonej (AR) w porównaniu z użytkownikami 4G. Jednocześnie 70% jest niezadowolonych z dostępności innowacyjnych usług i oczekuje nowych aplikacji wykorzystujących łączność 5G.

Badanie Ericsson ConsumerLab „Pięć sposobów na lepsze 5G. Kluczowe trendy konsumenckie wpływające na wdrożenie 5G” pokazuje, że wyższe zadowolenie z wydajności sieci 5G oznacza, że użytkownicy 5G są bardziej skłonni do polecania swoich operatorów komórkowych, ale oczekują również bardziej innowacyjnych usług.

Aplikacje i usługi kluczowe dla konsumentów

„Na większości rynków z wdrożoną siecią 5G widzimy, że użytkownicy technologii piątej generacji są bardzo skłonni do polecania usług swojego operatora telekomunikacyjnego. Ponadto, jako pierwsi użytkownicy nowej technologii, są bardziej wyrozumiali i wierzą, że operatorzy dokładają wszelkich starań, aby rozbudować sieć, dlatego cierpliwie czekają na poprawę zasięgu. Cierpliwość konsumentów ma jednak swoje granice. Podczas gdy pierwsi użytkownicy są zadowoleni z szybkości sieci 5G, już teraz wyrażają niezadowolenie z powodu braku nowych i innowacyjnych aplikacji i usług w pakiecie, które w ich odczuciu były obiecane w marketingowej kampanii 5G” – tłumaczy Jasmeet Singh Sethi, Head of ConsumerLab, Ericsson Research.

Podczas gdy użytkownicy 5G wydają się być zadowoleni z szybkości sieci, 70% jest niezadowolonych z niewielkiej liczby innowacyjnych aplikacji i usług dołączanych do planów 5G. Operatorzy powinni proponować ekskluzywne treści i usługi, które mogłyby odróżnić korzystanie z 5G od 4G oraz promować poczucie nowości i ekskluzywności.

20% użytkowników 5G zmniejszyło korzystanie z Wi-Fi

W pandemii, kiedy wykorzystanie szerokopasmowego dostępu do internetu w domu jest rekordowo wysokie, konsumenci polegają na łączności komórkowej 5G jako na rezerwowej usłudze w przypadku problemów z wydajnością domowej sieci Wi-Fi. Dlatego też zasięg 5G w pomieszczeniach, w domu oraz miejscach publicznych, takich jak centra handlowe, jest dla konsumentów ważniejszy niż prędkości 5G, a nawet czas pracy baterii smartfonu. Średnio jeden na pięciu użytkowników przechodzących na 5G zmniejszył wykorzystanie sieci Wi-Fi w domu i innych miejscach. Na rynkach gdzie większy odsetek użytkowników 5G korzysta z planów nielimitowanych, 22% abonentów zmniejszyło wykorzystanie Wi-Fi w domu, a 10% twierdzi, że w ogóle przestało korzystać z Wi-Fi na smartfonach po przejściu na sieć 5G.

Użytkownicy 5G chętniej korzystają z usług cyfrowych o wysokiej przepustowości niż użytkownicy 4G. Nie tylko spędzają dwie godziny tygodniowo więcej na strumieniowym przesyłaniu mobilnego wideo o wysokiej rozdzielczości, ale także zaczęli korzystać z aplikacji wideo o rozszerzonym zakresie, np. obejmujących strumieniowe przesyłanie treści wideo 360 stopni. Ponieważ więcej czasu spędzają używając aplikacji wymagających dużej przepustowości, zużywają miesięcznie 2,5-krotnie więcej danych w porównaniu z użytkownikami 4G.

Interesujący jest fakt, że chociaż zestawy okularów wirtualnej rzeczywistości (VR) z obsługą 5G nie są jeszcze szeroko dostępne na rynku i większość konsumentów przy ich użyciu korzysta z sieci Wi-Fi, to użytkownicy 5G już teraz poświęcają więcej czasu na treści VR w porównaniu z użytkownikami 4G. Immersyjne wideo, obejmujące AR i VR, stanowi obecnie 20% całkowitego czasu spędzanego przez konsumentów 5G na korzystaniu z usług cyfrowych – mówi Jasmeet Singh Sethi, ekspert firmy Ericsson.

Polska u progu 5G

Polska jest już na drodze do upowszechnienia komunikacji w sieciach 5G, które dzięki dużej przepustowości łącza i praktycznie zerowym opóźnieniom otworzą nowe możliwości dla gospodarki. Sprzęt firmy Ericsson jest gotowy do pracy w sieci 5G już od 2015 roku. Jest to możliwe dzięki aktualizacji do 5G za pomocą zdalnej instalacji oprogramowania. Do tej pory do operatorów na całym świecie wysłanych zostało ponad 5 milionów anten 5G. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G.

Polska wnosi duży wkład w budowę sieci piątej generacji dzięki inżynierom R&D firmy Ericsson w Krakowie i Łodzi oraz produkcji urządzeń 5G w Tczewie. 5G w Europie może być budowana na bazie komponentów i rozwiązań „Made in Poland”. Ericsson w Polsce razem z Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną i Politechniką Łódzką współpracuje ze środowiskiem akademickim, start-upami, przedsiębiorstwami i operatorami telekomunikacyjnymi, aby umożliwić pierwszym branżom w Polsce wdrożenie nowych produktów i usług opartych na technologii 5G.

Ericsson posiada obecnie ponad 138 komercyjnych umów 5G, z których
85 to aktywne sieci działające w ponad 40 krajach. Ericsson jest również liderem w standaryzacji 5G, z większością udziałów dla 4G i 5G. Biorąc pod uwagę deklaracje zgłoszone do Europejskiego Instytutu Norm Telekomunikacyjnych (ETSI), stosując filtr niezbędności, Ericsson jest na szczycie wyścigu patentowego 5G. Według analizy firmy prawnej Bird & Bird, Ericsson posiada największą liczbę znaczących patentów SEP (standard-essential patent) związanych z 5G na świecie (15,8%).