18% firm ma we flotach auta elektryczne, połowa deklaruje, że postawi na nie w ciągu 3 lat

Przyspieszają trendy obserwowane już przed pandemią – popularność zyskują samochody z ekologicznymi napędami oraz alternatywne środki transportu – wynika z nowego „Barometru Flotowego” opublikowanego przez Arval Mobility Observatory (AMO). Już 18% firm korzysta z co najmniej jednego auta w pełni elektrycznego, a blisko 1/3 ma we flotach samochody napędzane ekologicznie.

  • Połowa firm w Polsce deklaruje, że w ciągu 3 lat uzupełni flotę o samochody w pełni elektryczne, 18% już je ma.
  • 62% firm w Polsce wprowadziło inne formy mobilności niż tradycyjne auta służbowe.
  • Już 7 na 10 firm w Polsce w ciągu najbliższych 3 lat rozważa skorzystanie z wynajmu długoterminowego pojazdów, a 19% na pewno to zrobi.
  • 55% polskich firm planuje zwiększenie liczebności flot w ciągu 3 najbliższych lat. Średnia dla krajów UE to 43%.
  • Dopłaty do wynajmu prywatnego pracowników rozważa w Polsce 54% firm, czyli dwukrotnie więcej niż w 2019 roku.

Wśród kluczowych wniosków wskazanych w tegorocznym „Barometrze Flotowym” na pierwszy plan wysuwa się postępująca elektryfikacja flot. Pandemia nie tylko nie zatrzymała proekologicznego trendu – w ciągu ostatniego roku obserwowaliśmy jego wzmocnienie. Już 18% przedsiębiorstw w Polsce może się pochwalić co najmniej jednym „elektrykiem” (BEV) na firmowym parkingu. W 2020 roku co najmniej jedną technologię napędu zelektryfikowanego – samochód w pełni elektryczny (BEV), hybrydę (HEV) lub hybrydę plug-in (PHEV) – w swoich flotach miała już blisko 1/3 (31%) polskich firm. Niestety to wciąż mniej od europejskiej średniej, która wyniosła 42%.

Ta sytuacja może jednak szybko ulec zmianie, jeśli respondenci zrealizują deklarowane w badaniu plany. Aż 50% badanych firm w Polsce (a 56% w UE) deklaruje chęć posiadania we flocie w pełni elektrycznego samochodu w perspektywie 3 lat. Hybrydami i hybrydami plug-in będą za 3 lata jeździć pracownicy 6 na 10 badanych firm.

Bardzo pozytywnym wnioskiem z tegorocznego badania AMO jest ograniczenie barier, które dotychczas zniechęcały fleet managerów do wybierania pojazdów w pełni elektrycznych. Znaczną poprawę widać przede wszystkim w dostępności punktów ładowania w miejscu pracy (spadek wskazań z 63% na 51%) i domach użytkowników (spadek z 54% na 36%). Problemem przestał być już także niewielki wybór modeli pojazdów elektrycznych, wskazywany obecnie przez 36% fleet managerów wobec 45% rok wcześniej.

Wśród powodów decydujących o wyborze alternatywnych napędów dominują względy praktyczne. Najczęściej wskazywaną przyczyną proekologicznych zmian we flotach jest redukcja kosztów paliwa. Na drugim miejscu znalazła się troska o środowisko. Trzeci najistotniejszy czynnik różni się w zależności od rodzaju pojazdów we flocie. W przypadku samochodów osobowych jest to budowanie dobrego wizerunku firmy, natomiast w przypadku elektrycznych aut dostawczych ważniejszy jest całkowity koszt użytkowania (TCO).

Wyraźny wpływ pandemii widać we wzroście popularności alternatywnych form mobilności. Obecnie korzysta z nich już 62% przedsiębiorstw, a w ciągu 3 lat odsetek może wzrosnąć do 88%, co w sporej mierze jest efektem chęci zapewnienia pracownikom bezpieczeństwa zdrowotnego i komfortu w dojazdach do pracy.

– W polskich flotach wyraźnie widać rosnącą skłonność do dywersyfikacji. Klasycznie rozumiany samochód służbowy wielu firmom już nie wystarcza, a pandemia COVID-19 dodatkowo pogłębiła zapotrzebowanie na inne formy mobilności. Na rynku istnieją już odpowiedzi na wiele aktualnych potrzeb, dopasowane do różnych modeli biznesowych. Zdecydowanie najważniejsza jest dziś skuteczność – bezpieczne dotarcie do celu w jak najkrótszym czasie – mówi Radosław Kitala, Consulting & Arval Mobility Observatory Manager w Arval Service Lease Polska.

Jaką alternatywę wybierają fleet managerowie? Już co trzecia firma (wzrost o 13 punktów procentowych) korzysta ze wspólnych dojazdów pracowników, w 28% flot (wzrost o 10 pp) funkcjonował firmowy system car sharingu, a 26% firm wybrało budżet na mobilność (15 pp więcej rok do roku). W ciągu 3 lat 46% badanych firm będzie udostępniać pracownikom opcję wynajmu lub współdzielenia roweru albo innych rozwiązań mikromobilnościowych, z czego 17% już wdrożyło te rozwiązania. Dopłaty do wynajmu prywatnego pracowników rozważa w Polsce 54% firm. To dwukrotnie więcej niż w 2019 roku.

Co ciekawe, zgodnie z deklaracjami respondentów, firmowe floty będą rosły. W Polsce powiększenie parku samochodowego w ciągu najbliższych 3 lat deklaruje 55% badanych. Te wyniki plasują nas zdecydowanie powyżej średniej unijnej (43%), ale zauważalny jest też wzrost w porównaniu z ubiegłym rokiem. Wówczas plany powiększania flot zadeklarowało 31% respondentów. O optymizmie działających w Polsce przedsiębiorców świadczy też najczęściej wskazywany przez nich powód zwiększania liczby aut. „Rozwój biznesu” zaznaczyło 71% badanych (58% to średnia w UE). Wśród innych przyczyn znalazły się zapewnienie bezpiecznego środka transportu pracownikom w związku z zagrożeniem zdrowotnym (26% odpowiedzi) oraz potrzeby związane z rekrutacją i utrzymaniem pracowników (także 26% odpowiedzi).

– Dynamicznie ewoluuje nie tylko to, jak firmy postrzegają mobilność, ale również sposób finansowania rozwoju flot – mówi Robert Antczak, Dyrektor Generalny Arval Service Lease Polska. – Przedsiębiorstwa coraz rzadziej decydują się na zakup pojazdów ze środków własnych. Rośnie natomiast popularność leasingu i wynajmu. Z badania Arval Mobility Observatory wynika, że w najbliższych latach najsilniejsze perspektywy wzrostu ma wynajem długoterminowy. Szczególnie dotyczy to dużych firm (powyżej 500 pracowników), wśród których 8 na 10 deklaruje zamiar wykorzystania tej formy finansowania. Przyczyn takiego stanu rzeczy należy upatrywać w wygodzie i elastyczności tego rozwiązania, ale także w możliwości uzyskania kompleksowego wsparcia merytorycznego. To szczególnie ważne teraz, kiedy w obszarze mobilności obserwujemy tak wiele nowych trendów – dodaje.

Zamiar korzystania z wynajmu długoterminowego w ciągu najbliższych 3 lat zadeklarowało 69% badanych firm w Polsce, z czego 19% fleet managerów na pewno wybierze to rozwiązanie.

W „Barometrze Flotowym” od lat opisywany jest rozwój w obszarze wykorzystania telematyki. Dzięki popularyzacji technologii podłączania aut do sieci (connected cars) liczba firm używających tego typu narzędzi rośnie błyskawicznie. Już 64% polskich firm deklaruje cyfrowy monitoring pozycji i stanu pojazdów. To wynik wyższy niż średnia w UE, gdzie wykorzystanie takiej technologii deklaruje 56% firm. Im większa firma, tym więcej pozytywnych odpowiedzi dotyczących wykorzystania telematyki. Podobne są natomiast czynniki, które respondenci wskazali jako decydujące – 52% firm monitoruje położenie pojazdów by poprawić bezpieczeństwo, 49% oczekuje, że telematyka pozwoli poprawić zachowanie i sposób jazdy kierowców, a 44% chce w ten sposób wyeliminować niepożądane wykorzystanie samochodów.

Rynek inwestycyjny w regionie EMEA po I kw. 2021

W I kwartale 2021 r. sektory magazynowy i living utrzymały w regionie EMEA dynamiczne tempo rozwoju. Mniejszy udział w całkowitym wolumenie inwestycji w Europie miały natomiast transakcje biurowe. W wielu krajach EMEA odnotowano spadek ogólnej aktywności inwestorów i całkowitego wolumenu inwestycji o połowę w porównaniu z I kwartałem 2020 r. – zauważa firma doradcza Colliers w swoim najnowszym raporcie pt. EMEA Markets Snapshot Capital Markets Q1 2021.

– Rynek magazynowy nadal dynamicznie się rozwija – stopy zwrotu w tym sektorze spadają na prawie wszystkich rynkach, a transakcje portfelowe osiągają wysokie wartości. Inwestorzy są również skłonni zawierać transakcje obarczone większym ryzykiem, inwestując w magazyny, chociaż niektórzy z nich wykazują początkowe obawy co do cen i tego, czy deweloperzy będą w stanie podnieść czynsze wystarczająco wysoko w kontekście coraz niższej stopy zwrotu – mówi Richard Divall, dyrektor Colliers ds. rynków kapitałowych w regionie EMEA.

Wartość inwestycji bezpośrednich w europejskie nieruchomości wyniosła 51 mld euro, co oznacza spadek o 35% w porównaniu z I kwartałem 2020 r. Warto jednak zauważyć, że I kwartał 2020 r. był drugim pod względem wartości inwestycji kwartałem w ciągu ostatnich 10 lat, a dane te odzwierciedlają zróżnicowanie wyników w poszczególnych krajach.

– Ze względu na trzecią falę pandemii w Europie wiele procesów przetargowych zostało opóźnionych, jednak odnotowano aktywność w segmentach pozarynkowych i procesach przetargowych na mniejszą skalę. Pomimo braku dużych transakcji biurowych w I kw. nastroje pozostają pozytywne dla mało ryzykownych aktywów w najlepszych lokalizacjach. Oczekujemy, że kilka dużych obiektów zostanie wprowadzonych na rynek w II kw. 2021 r., a po przywróceniu podróży międzynarodowych wolumeny wzrosną – dodaje Richard Divall.

Ożywienie w sektorze hotelowym

Dużym zainteresowaniem w krajach skandynawskich, we Włoszech i Europie Środkowo-Wschodniej nadal cieszy się sektor living będący dynamicznie rozwijającą się klasą aktywów. Pozytywne nastroje powracają również na brytyjski rynek akademików. W dalszym ciągu utrzymuje się także znaczące zainteresowanie sektorami alternatywnymi, w tym life sciences, mieszkaniami dla seniorów (senior living) oraz aktywami wspieranymi przez sektor technologiczny.

Widać ponowny zwrot inwestorów w kierunku sektora hotelarskiego. W ostatnim czasie na kilku rynkach odnotowano tu pierwsze transakcje od wybuchu pandemii. Na rynku pojawiło się już kilka znaczących ofert hotelowych, a inwestorzy z niecierpliwością wyczekują rewizji cen.

Dobry wynik w Polsce

W I kwartale 2021 r. wartość rynku inwestycyjnego w Polsce wyniosła 1,27 mld euro (wyniki wstępne). Lepsze wyniki w analogicznym okresie osiągnięto tylko w  2018 r. i 2020 r. Dużym zainteresowaniem inwestorów ze względu na kompresję stóp kapitalizacji cieszy się wciąż sektor magazynowy.

– 58% całkowitego wolumenu transakcji na polskim rynku dotyczyło nieruchomości zlokalizowanych poza Warszawą, z czego 350 mln dotyczyło aktywów z sektora magazynowego – podaje Piotr Mirowski, senior partner, dyrektor Działu Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers.

Ostatni kwartał pokazał jednak, że płynność wraca także na rynek biurowy, czego potwierdzeniem jest 11 transakcji obejmujących sprzedaż 22 aktywów w całej Polsce. Patrząc na ponowny zwrot inwestorów w kierunku sektora biurowego, eksperci Colliers spodziewają się w II kwartale 2021 r. finalizacji kolejnych transakcji na tym rynku.

– Inwestorzy poszukują dobrze zlokalizowanych i dochodowych aktywów ze wszystkich kluczowych sektorów. Oczekujemy, że w kolejnych kwartałach stopy zwrotu za najlepsze produkty będą nadal spadać. Wzrasta płynność w przypadku lokalizacji niecentralnych napędzana popytem na nieruchomości typu value-add – podsumowuje Piotr Mirowski.

Przedsiębiorcy w obliczu transformacji węglowej. Z czym będą musieli się zmierzyć?

Polska stoi przed koniecznością przeprowadzenia transformacji węglowej. Wymusza ją cały szereg europejskich regulacji klimatycznych, ale także przyczyny ekonomiczne i techniczne. Z jakimi problemami musi się zmierzyć polski przedsiębiorca i jakie czekają na niego wyzwania?

Według GUS w 2019 r. w Polsce zużyto 68,3 mln ton węgla kamiennego, czyli o 8% mniej niż w roku 2018. Sektor energetyczny odpowiadał za 60,1% zużycia, 24,6% to przemysł i budownictwo, a 15,2% – gospodarstwa domowe.  W związku z tym, zgodnie z danymi BP Statistical Review, w 2018 r. Polska wyemitowała do atmosfery 322,5 mln ton dwutlenku węgla, z czego znaczna część to właśnie efekt spalania węgla kamiennego. Takie poziomy emisji są nie do utrzymania, choćby w związku z nowymi wymogami prawnymi, które nakładają ograniczenia na przedsiębiorców. Z czym przyjdzie się im zmierzyć w nadchodzących latach?

Wysoka cena emisji dwutlenku węgla

Pierwszym wyzwaniem są zmiany, jakie zachodzą w EU ETS, czyli w Europejskim Systemie Handlu Emisjami – znanym także jako wspólnotowy rynek uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Zgodnie z jego założeniami firmy (posiadające źródła spalania o mocy powyżej 20 MW) muszą przedstawić do umorzenia uprawnienia do emisji, odpowiadające swojemu poziomowi emisji. Przedsiębiorcy kupują te pozwolenia na aukcjach, a następnie zużywają zgodnie ze swoim zapotrzebowaniem lub odsprzedają. Obecnie cena emisji tony dwutlenku węgla jest na najwyższym poziomie w historii – około 40 euro. Specjaliści przewidują kolejne dynamiczne wzrosty cen, wynikające choćby z malejącej liczby dostępnych na rynku uprawnień. Według Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBiZE) w 2030 r. mogą osiągnąć poziom około 70 euro za tonę CO2. – Wysokie stawki za prawa do emisji wywołają dwa podstawowe skutki dla polskiej gospodarki. Po pierwsze: opłaty za energię elektryczną wytwarzaną z węgla będą drastycznie rosnąć. Po drugie: pomimo tych wzrostów, elektrownie oparte na węglu nie utrzymają rentowności i będą funkcjonować tylko do czasu ich technicznego wyeksploatowania. Może to w przyszłości skutkować brakami mocy w systemie i powstawaniem blackoutów wyjaśnia dr Lech Wojciechowski, Kierownik Zespołu Badań i Strategii w DUON, dostawcy gazu ziemnego i skroplonego.

Konieczność dostosowania istniejących instalacji – dyrektywa MCP

Kolejnym wyzwaniem jest dyrektywa w sprawie ograniczenia emisji niektórych zanieczyszczeń do powietrza ze średnich obiektów energetycznego spalania, czyli tzw. Dyrektywa MCP wydana przez Parlament Europejski i Radę Europy. Regulacja ta określa normy emisji dwutlenku siarki, tlenków azotu i cząstek stałych (pyłów) ze średnich obiektów energetycznego spalania o nominalnej mocy cieplnej nie mniejszej niż 1 MW i nie większej niż 50 MW. Standard emisyjny dwutlenku siarki ze spalania węgla kamiennego dla źródeł istniejących (o mocy poniżej 50 MW) jest obecnie ustalony na poziomie 1500 mg/Nm3. Nowo powstałe obiekty MCP muszą przestrzegać tych standardów, zaś istniejące mają czas na dostosowanie się do 1 stycznia 2025 r. (instalacje o mocy większej niż 5 MW) i do 1 stycznia 2030 r. (instalacje o mocy cieplnej nie mniejszej niż 1 MW i nie większej niż 5 MW). Gdy obiekt nie zostanie odpowiednio dostosowany, nałożone zostaną kary pieniężne lub instalacja zostanie zamknięta.

Podwyżka opłaty mocowej

Wprowadzona z początkiem roku podwyżka opłaty mocowej będzie kolejnym wyzwaniem dla przedsiębiorców i kolejnym czynnikiem, który wpłynie na koszty działalności firm. Od stycznia jej wysokość wynosi już 76,20 zł/MWh. Doliczana jest ona do opłat dystrybucji dla energii czynnej pobieranej z sieci elektroenergetycznej pomiędzy godziną 7 a 22 w dni robocze. Opłata mocowa nie dotyka wszystkich przedsiębiorców w tym samym stopniu, ponieważ np. zakłady pracujące na 3 zmiany, 7 dni w tygodniu nie dopłacą za energię zużytą w nocy i w weekendy. Mimo to jest to nadal spory wydatek dla większości przedsiębiorstw.

ESR – rozszerzenie obowiązku redukcji emisji na kolejne branże

Kolejny akt prawny, wpływający na działalność przedsiębiorstw korzystających z węgla, to ESR. Rozporządzenie stanowi o wspólnym wysiłku redukcyjnym i dotyczy wszystkich emisji CO2 nieobjętych zakresem ETS. Są to tak zwane sektory non-ETS czyli np. transport, budownictwo, rolnictwo i gospodarka odpadami. Firmy z tych branż będą musiały zredukować emisję gazów do 2030 r. o 7% względem poziomu w 2005 r. W tym momencie nie ma jeszcze konkretnych przepisów, ale to również będzie generować koszty dla przedsiębiorstw.

Znalezienie odpowiedniej alternatywy

Jedno jest pewne: cena energii będzie rosnąć i firmy będą szukać alternatyw. Dlatego też w naturalny sposób rozwinie się rynek rozproszonego wytwarzania energii na własne potrzeby czy to z wykorzystaniem odnawialnych źródeł, czy gazu ziemnego.   Na poziomie krajowym konieczne będzie zainwestowanie w stabilne źródło niskoemisyjne takie jak, elektrownia atomowa. Na poziomie lokalnym firmy będą musiały brać sprawy w swoje ręce i inwestować, by zapewnić sobie własną energię. W zależności od mocy i profilu zużycia będą to różne technologie. W przypadku przedsiębiorców zużywających głównie energię elektryczną w ciągu dnia będzie to zapewne fotowoltaika. Dla firm zużywających ciepło i energię elektryczną przez całą dobę, optymalnym rozwiązaniem jest kogeneracja gazowa lub zasilana biomasą. Rozwiązania są różne i możliwe do dopasowania do specyfiki każdego zakładu wyjaśnia dr Lech Wojciechowski, Kierownik Zespołu Badań i Strategii w DUON, dostawcy gazu ziemnego i skroplonego.

Konieczność zainwestowania w nową instalację

Niezależnie od tego, na jakie rozwiązanie postawi firma, będzie musiała się zmierzyć ze sporą inwestycją. Na wysokość kosztów wpływa bardzo dużo zmiennych: technologia, moc, uczestnictwo w systemie wsparcia, rodzaj zastępowanego paliwa, zakres koniecznej inwestycji dostosowawczej i wiele innych. Jednak w przypadku wielu przedsiębiorstw będzie to inwestycja w być albo nie być. Dlatego też firmy muszą tę decyzję podjąć w najbliższych miesiącach, bo czas ucieka.

Narty szorują po dnie i domagają się pomocy od państwa oraz PFR

Aż o 50-60 procentowym spadku sprzedaży branży sprzętu do sportów zimowych – w stosunku do analogicznego okresu w zeszłym roku – można obecnie mówić – wynika z analizy Bartosza Hamery – wspólnika spółki Pm Sport, odpowiedzialnej za dystrybucję w Polsce takich marek jak Rossignol, Dynastar i Lange. Tak jak inni przedsiębiorcy zrzeszeni w Komitecie Narty Snowboard Outdoor, domaga się on wsparcia sklepów dealerskich, wypożyczalni, dystrybutorów i producentów sprzętu narciarskiego oraz snowboardowego przez państwo i Polski Fundusz Rozwoju. Przypomina, że cała branża została w tym sezonie unieruchomiona przez zamknięcie stoków i centrów handlowych. Wskazuje też na rosnący problem jego sektora. Dotyczy on stoku sprzętu i odzieży narciarskiej oraz snowboardowej, za które trzeba zapłacić dostawcom. Pozostające cały czas w magazynach, niesprzedane produkty ponownie wejdą do sprzedaży najwcześniej dopiero w listopadzie tego roku.

  • Komitet Narty Snowboard Outdoor walczy o poszerzenie tzw. tarcz o kody PKD firm zajmujących się dystrybucją czy produkcją sprzętu narciarskiego.
  • Domaga się też zwolnienia z czynszów lub ich przeważającej części za czas lockdownu, a także wsparcia państwa i BGK przy uzyskiwaniu pożyczek płynnościowych.
  • Komitet musi teraz zbudować skalę organizacji, rozpoznać jej problemy po sezonie covidowym – tak, by móc dalej działać proaktywnie na rzecz jej przetrwania.

Pomimo dużo lepszych warunków do uprawiania sportów zimowych niż w ubiegłych latach, okres 2020/2021 pozostanie już na zawsze w złej pamięci właścicieli sklepów czy wypożyczalni sprzętu narciarskiego i snowboardowego w Polsce, a także jego producentów.

– Mijający sezon był najgorszym w 25 letniej historii naszej firmy oraz naszych dealerów. Nasza firma notowała, w zależności od miesiąca, 20-60% spadki przychodów. W tym samym czasie rósł nasz stok magazynowy towarów sezonowych ze względu na ograniczone zakupy naszych dealerów oraz klientów docelowych w naszej sieci sklepów Adventure Sports – relacjonuje Bartosz Hamera, dyrektor Sprzedaży i Marketingu polskiej sieci PM Sport. Przypomina, że to wynik ogłaszanych przez władze lockdownów: zarówno zamknięć centrów handlowych w listopadzie, grudniu, styczniu i marcu oraz wyłączenia z funkcjonowania stacji narciarskich w grudniu, styczniu, lutym i marcu. – Nasza firma, tak jak cała branża, boryka się problemami pokrycia kosztów stałych przedsiębiorstwa, jak również z problemem sfinansowania niesprzedanego stoku towarowego produktów sezonowych o wartości dziesiątek milionów złotych, które mogą wejść do sprzedaży dopiero w listopadzie – mówi.

Zdaniem Bartosza Hamery, który wraz z innymi dystrybutorami i producentami specjalistycznego sprzętu do uprawiania sportów zimowych od ponad pół roku działa w Komitecie Narty Snowboard Outdoor, w kończącym się właśnie sezonie mamy do czynienia z drastycznym spadkiem sprzedaży nart, desek snowboardowych, całego oprzyrządowania czy odzieży sportowej.

– Według moich szacunków, wynosić on może nawet 60% procent, jeśli porównamy obecny okres 2020/2021 do ubiegłego, w końcówce którego dopiero wybuchła pandemia. Moi koledzy, a zarazem konkurenci, też są podobnego zdania co do tych danych – szacuje Bartosz Hamera. Spadek to jedna z głównych przyczyn kłopotów, jakie spotkały przedsiębiorców z jego branży. – Nasz Komitet (Narty Snowboard Outdoor) przedstawia, jak pewnie wiele innych organizacji z branży retail, problem płynnościowy związany z niesprzedanymi zapasami towarowymi w okresie lockdownu. Ten problem w branży sezonowej – takiej jak nasza, dotyczy stoku sprzętu i odzieży narciarskiej oraz snowboardowej, za które musimy zapłacić dostawcom, a te zalegające w magazynach, niesprzedane produkty ponownie wejdą do sprzedaży dopiero najwcześniej dopiero w listopadzie tego roku – wskazuje Bartosz Hamera i, jak inni należący do Komitetu przedsiębiorcy, uważa, że przydałoby się tu bardzo wsparcie rządu/BGK przy uzyskaniu pożyczek płynnościowych dla firm.

– Dodatkowym problem takich firm jak nasza, która ma sklepy w centrach handlowych, jest kwestia czynszów za okres zamknięcia, a co za tym idzie, rozwiązanie bubla prawnego dotyczącego słynnego już art.15ze, który pisany był pod kątem tylko jednego lockdownu, a nie wielu, i przewiduje zwolnienie najemcy z czynszu tylko w wypadku przedłużenia umowy najmu o 6 miesięcy i okresu zamknięcia na pierwotnych warunkach oferty – mówi Bartosz Hamera, zwracając jednocześnie uwagę, że jest to rozwiązanie satysfakcjonujące jedynie wynajmujących. – My jako najemcy, apelujemy stricte o zwolnienie z czynszów lub z jego przeważającej części za cały okres lockdownu – deklaruje Bartosz Hamera.

Tak jak cały Komitet, angażuje się on w walkę o uwzględnienie przez rząd i PFR kodów PKD firm sprzedających i produkujących sprzęt narciarski i snowboardowy. – Bez wątpienia w grupie siła. To, że na początku drugiej fali pandemii branża się zjednoczyła, wybrała swoich reprezentantów i wypracowała wspólne stanowisko, żeby bronić się przed kryzysem, to już na 100% był i cały czas jest sukces, który został zmaterializowany najpierw otwarciem stoków narciarskich w Polsce oraz dopisaniem numerów PKD do (ogólnych) tarcz antykryzysowych, które występują u przeważającej ilości podmiotów w naszej branży – relacjonuje Bartosz Hamera, przypominając jednocześnie, że cel Komitetu to reprezentowanie całej branży, niezależnie od typu działalności i wielkości podmiotu, stąd przystąpienie każdej kolejnej firmy po pierwsze wzmacnia skalę wspólnego działania i dotarcia medialnego czy społecznego, ale również może pomóc rozwiązać kolejne problemy branży, które do tej pory były „niesłyszalne”.

Jako jeden z najnowszych sukcesów Komitetu wymienia znalezienie się PKD 47.64.Z czyli sprzedaży detalicznej sprzętu sportowego prowadzonej w wyspecjalizowanych sklepach w tarczy 9.0 dla mikro i małych przedsiębiorstw. – Upór KNSO i wielomiesięczne, różnorakie działania medialne, happeningowe, „pukanie” do drzwi decydentów… w końcu przyniosły skutek i zostaliśmy zauważeni, że również w naszej branży odczuliśmy i będziemy odczuwać skutki kolejnych lockdownów. Warto było walczyć, bo jednak kropla drąży skałę – uważa Bartosz Hamera.

Wraz z Komitetem Narty Snowboard Outdoor zapowiada dalszą walkę o pomoc dla branży, która przez aż około 2/3 obecnego sezonu skazana była na ponurą wegetację, bowiem wtedy właśnie wyłączone z użytku pozostawały stoki narciarskie, a lockdown uderzył też w centra handlowe. Tam bowiem znajduje się większość sklepów ze specjalistycznym sklepem narciarskim. – Podstawą kwalifikacji do pomocy z tarczy firm z branży narciarskiej, należącej do tzw. sezonowych, powinien być spadek obrotów – mówi w imieniu Komitetu Bartosz Hamera, kładąc przy tym nacisk na to, że takie firmy jak PM Sport nie są w stanie odrobić w kolejnych miesiącach spadku obrotów z zimy. – Dodatkowo obrót wykazany przez nas jako dystrybutora jest w dużej mierze niezapłacony przez naszych dealerów, którzy mają kłopoty z regulowaniem należności również z powodu ogromnych spadków sprzedaży – opisuje sytuację branży Bartosz Hamera i apeluje: – Potrzebujemy pomocy państwa, żeby utrzymać firmę i personel w skali całego roku z tego względu, że restrykcje „odwołały nam sezon”, i to zarówno w Polsce, jak i w Alpach.

Oprócz ekonomicznego, wskazuje też na zdrowotny skutek obecnego kryzysu, bowiem brak możliwości uprawiania sportów równoznaczny jest z obniżeniem odporności organizmu i większą skłonnością do pogarszania się stanu psychicznego. Według Bartosza Hamery, wychodzenie z wywołanego pandemią kryzysu stanie się bardziej efektywne, jeśli wesprzemy to aktywnością fizyczną, a narciarstwo to jeden z nielicznych sportów masowych, który, w dodatku, przyczynić się może do poprawy ogólnej kondycji społeczeństwa. – Nasz Komitet związany jest z branżą sezonową – zimową, która właśnie kończy sezon. Jednak kolejny – przed nami i mimo, że mamy nadzieję, że już będzie on w miarę normalny handlowo i narciarsko, to jednak nie jest to pewne, i musimy teraz zbudować właśnie skalę naszej organizacji, rozpoznać jej problemy po sezonie covidowym – tak, żeby móc dalej działać proaktywnie na rzecz jej przetrwania, ale także pomocy członkom Komitetu i, w razie potrzeby, prowadzić dialog z organami państwa w celu zauważenia sytuacji, w której jesteśmy jako pracodawcy – podsumowuje Bartosz Hamera, który kieruje PM Sport.

Branża Narty-Snowboard-Outdoor, obejmuje:

  • Producentów i dystrybutorów sprzętu sportowego
  • Sieci handlowe
  • Ponad 1000 specjalistycznych sklepów narciarskich, snowboardowych i outdoorowych
  • Ponad 1000 wypożyczalni nart

Zatrudnia w Polsce ponad 50 tysięcy osób oraz generuje obrót ponad 5 miliardów złotych rocznie w samych miesiącach zimowych. Tylko w miesiącu listopadzie 2020, firmy z branży zanotowały spadki obrotów rzędu 50-80% w stosunku listopada roku 2019.

Organ dochodził od członka zarządu spółki spłaty zobowiązań podatkowych, które już nie istniały

W określonych sytuacjach członkowie zarządów spółek ponoszą odpowiedzialność własnym majątkiem za zobowiązania spółki. Obarczeni są tą odpowiedzialnością przez okres, w jakim organy podatkowe mogą tych zobowiązań dochodzić, zanim się przedawnią – bo wtedy powinny umorzyć prowadzone postępowanie. W opisanej niżej sprawie skarbówka ociągała się z dochodzeniem takich zobowiązań od spółki przez niemal 5 lat. A po upływie blisko 6 lat swoje działania skierowała przeciw jednemu z członków jej zarządu.

Jak stanowi art. 299 §1 Kodeksu spółek handlowych w dziale poświęconym spółkom z ograniczoną odpowiedzialnością, jeżeli egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna, członkowie zarządu odpowiadają solidarnie za jej zobowiązania.

Postępowanie egzekucyjne wobec spółki

Utworzona w lipcu 2011 r. spółka z ograniczoną odpowiedzialnością w 2014 r. złożyła deklarację w podatku dochodowym od osób prawnych CIT-8 za 2013 r. W związku z ustaleniem, że spółka nie dokonała wpłaty należnego CIT w terminie, naczelnik urzędu skarbowego w lutym 2015 r. wszczął wobec niej postępowanie egzekucyjne. We wrześniu 2018 r. naczelnik umorzył prowadzone postępowanie egzekucyjne, stwierdzając, że w toku tego postępowania nie uzyska się kwoty przewyższającej wydatki egzekucyjne.

Skierowanie egzekucji przeciw członkowi zarządu

W sierpniu 2019 r., a więc po blisko 6 latach, ten sam organ wszczął z urzędu postępowanie podatkowe w sprawie orzeczenia o solidarnej odpowiedzialności podatkowej członka zarządu spółki z o.o. za zaległości podatkowe tej spółki za 2013 r., wraz z odsetkami za zwłokę i kosztami egzekucyjnymi. W listopadzie 2019 r. naczelnik US stwierdził o odpowiedzialności osoby objętej tym postępowaniem. Jak uzasadnił, w okresie, kiedy upływał termin płatności CIT za 2013 r., pełniła ona funkcję członka zarządu spółki, a nie wykazała przesłanek, które uwolniłyby ją od tej odpowiedzialności. Na takie przesłanki wskazuje m.in. przepis art. 299 § 2 Kodeksu spółek handlowych, zgodnie z którym członek zarządu może uwolnić się od odpowiedzialności za zobowiązania spółki, jeśli wykaże, że we właściwym czasie zgłoszono wniosek o ogłoszenie jej upadłości lub w tym samym czasie wydano postanowienie o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego albo o zatwierdzeniu układu w postępowaniu w przedmiocie zatwierdzenia układu, albo że niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości nastąpiło nie z jego winy, albo że pomimo niezgłoszenia wniosku o ogłoszenie upadłości oraz niewydania postanowienia o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego albo niezatwierdzenia układu w postępowaniu w przedmiocie zatwierdzenia układu wierzyciel nie poniósł szkody.

Mimo wniesionego przez członka zarządu odwołania dyrektor izby administracji skarbowej podtrzymał decyzję wydaną przez organ I instancji. W październiku 2020 r. członek zarządu wniósł skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie.

Odpowiedzialność solidarna za zobowiązania podatkowe spółki

Szczeciński sąd w pierwszej kolejności przyznał organom podatkowym rację, że w obliczu bezskutecznej egzekucji z majątku spółki, jak i niewskazania przez członka zarządu mienia spółki, z którego egzekucja umożliwiłaby zaspokojenie zaległości podatkowych spółki w znacznej części, ani też niespełnienia innych przesłanek zwalniających z odpowiedzialności, odpowiedzialność całym swoim majątkiem ponosi członek zarządu spółki za jej zaległości podatkowe, których termin płatności upływał w czasie pełnienia obowiązków członka zarządu, a w tym czasie powstałe (art. 116 Ordynacji podatkowej). Sąd przyznał również, że w tej sprawie w ogóle nie zgłoszono wniosku o jej upadłość, a skarżący w żaden sposób nie wykazał, by do tego niezgłoszenia doszło bez jego winy.

Brak zobowiązania podatkowego, którego organy chciały dochodzić

WSA zaznaczył jednak, że z przywołanych regulacji wynika, iż warunkiem koniecznym, uprawniającym organ podatkowy do wszczęcia i prowadzenia postępowania przeciw członkowi zarządu, jest istnienie zaległości podatkowej. Tak, by miał on za co ponosić solidarną odpowiedzialność ze spółką. A w przedmiotowej sprawie nastąpiło przedawnienie zobowiązania podatkowego spółki. Nie ma więc podstaw, nie ma czego od skarżącego dochodzić. Dlatego też wyrokiem z 3 lutego 2021 r. uchylił zaskarżoną decyzję dyrektora izby administracji skarbowej, jak i poprzedzającą ją decyzję naczelnika urzędu skarbowego. Umorzył też postępowanie w sprawie.

Organy były zobowiązane do umorzenia prowadzonego przeciwko członkowi zarządu postępowania

W uzasadnieniu swojego wyrok WSA w Szczecinie orzekł: „Brak zatem zaległości podatkowej w stosunku do podmiotu, z którym osoba trzecia ma ponosić solidarną odpowiedzialność podatkową, uniemożliwia organowi podatkowemu wszczęcie postępowania w zakresie jej odpowiedzialności. Jeżeli natomiast w toku wszczętego już postępowania organy podatkowe stwierdzą, że zaległość podatkowa nie istnieje, zobowiązane są do umorzenia postępowania” (sygn. akt I SA/Sz 785/20).

Pytanie tylko, czy organy nie znają prawa, czy po prostu dopuszczają się bezprawia, działając jak nielegalny windykator, który nie ma umocowania prawnego do ściągania długów, a mimo to próbuje je ściągnąć. Aby uchronić się przed takimi „windykatorami”, członkowie zarządu mogą korzystać z oferowanej przez kancelarie prawne pomocy, ale i pamiętać, by w przypadku pojawienia się sytuacji kryzysowych, czy poważnych problemów z płynnością spółki, w porę dopełnić obowiązków nałożonych na nich ustawą i tym samym uwolnić się od ponoszenia odpowiedzialności.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Ruch w sklepach wielkopowierzchniowych wciąż na minusie. Spadek jest nadal dwucyfrowy

Jak wynika z badania Proxi.cloud i UCE RESEARCH, o przeszło 20% zmniejszyła się liczba wizyt w sklepach wielkopowierzchniowych. Spadek nastąpił w pierwszym kwartale br. Wynik został porównany z danymi z początku 2020 roku. Natomiast o niespełna 15% zmalała liczba unikalnych klientów. Na minusie są wszystkie formaty. Jednak w najmniejszym stopniu dotyczy to dyskontów. Do tego widać, że ogólnie średnia liczba wizyt na osobę zmniejszyła się o przeszło 6%, ale w sieciach cash&carry wzrosła o niemal 7%.

Z analizy, wykonanej na próbie 9 tys. placówek i blisko 1,2 mln konsumentów, którzy odbyli łącznie ponad 23,4 mln wizyt, wynika, że w pierwszym kwartale br. o 20,2% spadła liczba wizyt w sklepach wielkopowierzchniowych w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Patrząc na wcześniejsze dane, widać, że największe spadki mamy już za sobą. W pandemii były one średnio na poziomie ok. 40%, a przed świętami – nawet ok. 66%.

– Sklepy wielkopowierzchniowe w dalszym ciągu muszą liczyć się z mniejszym ruchem. I tak będzie dopóki pandemia nie zostanie w pełni powstrzymana. Mimo to, zyski sieci handlowych niekoniecznie spadły. Przy okazji rzadszych wizyt, klienci wciąż robią większe zakupy – komentuje Mateusz Chołuj z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Do tego dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego zaznacza, że liczba wizyt klientów w sklepach wielkopowierzchniowych odbudowuje się, ale stosunkowo wolno. Konsumenci nadal ograniczają takie wyjścia z powodu obaw przed Covid-19. Zdaniem eksperta, sytuacja stopniowo będzie się poprawiać wraz ze wzrostem osób zaszczepionych. Jednak obecnie trudno określić, kiedy powróci do stanu sprzed pandemii. Będzie to zależne od szeregu czynników rynkowych i społecznych.

– Obostrzenia rządowe wciąż obowiązują i ograniczają ilość osób mogących przebywać w sklepie w tym samym czasie. To również wpływa na liczbę wizyt. Zniesienie tych regulacji może spowodować ich wzrost. Natomiast nie wiemy, czy stan sprzed pandemii zostanie osiągnięty. Być może obserwowane kiedyś rodzinne zakupy nie będą już spotykane – mówi Adam Grochowski z Proxi.cloud.

Z badania wynika też, że liczba unikalnych klientów spadła o 14,8% w relacji rocznej. Jak podkreślają eksperci z centrum analiz UCE RESEARCH, spadek ten jest na pewno odczuwalny. Ale wcześniej był on zdecydowanie większy, np. przed Bożym Narodzeniem – nawet o 57%. Jednak obecnie można zauważyć już trend rosnący i powrót klientów do sklepów.

– Średnia liczba wizyt na osobę w badanym okresie zmniejszyła się o 6,3%. To pokazuje, że obecnie klienci robią zakupy rzadziej. COVID-19 wpływa na obawy ludzi przed wyjściem z domu do miejsc, w których gromadzą się inni konsumenci, czyli też do sklepów spożywczych. Ten spadek jest niższy niż jeszcze w ostatnim okresie przedświątecznym. Wówczas Polacy odwiedzali placówki wielkopowierzchniowe o 23,7% rzadziej niż rok wcześniej – dodaje Mateusz Chołuj.

Patrząc na poszczególne formaty, widać, że liczba unikalnych klientów spadła wszędzie, najmniej – w dyskontach – o 15,3%. Dalej są hipermarkety (spadek o 22,6%), supermarkety (o 23,2%) i sieci typu cash&carry (o 29,9%). Jak stwierdza dr Kłosiewicz-Górecka, dyskonty radzą sobie stosunkowo najlepiej pod tym względem, co wynika m.in. z ich lokalizacji. Według eksperta, znaczenie mają też niskie ceny będące dla większości konsumentów podstawowym kryterium wyboru produktów. Ponadto liczą się intensywne reklamy zachęcające klientów do odwiedzenia tych placówek. Wiele osób ma również karty lojalnościowe wiążące je z dyskontami.

– Powodem największego spadku sieci cash&carry z pewnością jest sytuacja w gastronomii. Bardzo duży udział klientów tych placówek stanowią właśnie właściciele restauracji, którzy zaopatrywali się tam w produkty potrzebne do funkcjonowania ich biznesu – podkreśla Adam Grochowski.

Z badania wynika też, że we wszystkich analizowanych formatach handlowych zmniejszyła się liczba wizyt. Najmniej spadła w dyskontach – o 14,7%. Dalej w zestawieniu znajdują się hipermarkety (spadek o 22,8%), cash&carry (25%) oraz supermarkety (29,8%).

– Słaba pozycja supermarketów wynika z silnej konkurencji ze strony dyskontów i małych sklepów. One dobrze wpisują się w obecnie preferowane zakupy w placówkach zlokalizowanych blisko miejsca zamieszkania konsumentów. Małe sklepy są też postrzegane przez klientów jako bardziej bezpieczne. Zakupy w nich to też wyraz wspierania lokalnych biznesów, które ucierpiały podczas pandemii – dodaje ekspert z PIE.

Natomiast liczba wizyt na osobę wzrosła w sieciach cash&carry o 6,9%. Nieznacznie w górę poszła też w dyskontach – o 0,8%. Z kolei w hipermarketach i supermarketach odnotowano spadki, odpowiednio o 0,4% i 8,5%.

– Zwiększona liczba wizyt na osobę w sieciach cash&carry prawdopodobnie wynika z istnienia grupy sklepów, która utrzymuje swoją dobrą pozycję na rynku i systematycznie zaopatruje się w takich placówkach. Może być to też wynik skutecznego wykorzystywania przez coraz większą grupę zakładów gastronomicznych możliwości oferowania dań na wynos. Rośnie też zainteresowanie zakupami w cash&carry ze strony sklepów rozszerzających swoją ofertę o gotowe dania – podsumowuje dr Kłosiewicz-Górecka.

Badanie zostało przeprowadzone przez firmę technologiczną Proxi.cloud i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH. Analiza została wykonana na podstawie monitoringu ruchu odbywającego się wokół 9 tys. wielkopowierzchniowych placówek największych sieci handlowych. Obserwacji poddano ponad 1,2 mln Polaków, którzy w I kwartale 2020 i 2021 roku odbyli łącznie ponad 23,4 mln wizyt konsumenckich. Anonimowe dane zebrano za pośrednictwem tzw. geofencingu.

W połowie maja lawina pozwów od frankowiczów zaleje sądy – nawet 3 lata oczekiwania na wyrok

  • Zbliża się ważny czas dla frankowiczów – wyroki TSUE (29.04) i SN (11.05). Spłacający kredyty hipoteczne w CHF wiążą z tymi orzeczeniami duże nadzieje.
  • Czas oczekiwania na wyrok w sprawach przeciwko bankom jest w sądach powszechnych długi – nawet 2,5 roku dla pozwów z 2020 r., bo w sądach jest aż 28 tys. spraw. Po wyrokach TSUE i SN ten czas się wydłuży.
  • Jesienią banki informowały o 5 mld zł* rezerw na wypłaty dla frankowiczów, ta kwota na pewno okaże się za mała. Sprawy, które już są w sądach to ponad 6 mld. zł.
  • Kredytobiorcy, którzy z pozwem będą czekać na rozstrzygnięcia TSUE i SN ustawią się na końcu kolejki do rozstrzygnięcia swojej sprawy.

Na 29 kwietnia 2021 r. TSUE (Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej) zaplanował wydanie orzeczenia, które będzie miało wpływ na krajowe orzecznictwo w sprawach hipotecznych kredytów frankowych. Trybunał odpowie na pytania o termin przedawnienia i zasadność roszczenia banków związanego z wynagrodzeniem za korzystanie z kapitału przez kredytobiorcę po stwierdzeniu nieważności umowy. Te kwestie budzą duże kontrowersje, a orzecznictwo w tym zakresie nie jest jednolite.

Orzeczenie TSUE będzie miało wpływ na treść uchwały polskiego Sądu Najwyższego (SN) zaplanowanej na 11.05 br. Ta z kolei na orzecznictwo sądów w całej Polsce w sprawach wytaczanych bankom przez kredytobiorców. W opinii większości ekspertów wyroki TSUE i SN będą korzystne dla frankowiczów.

– Wyroki TSUE i SN pozwolą zunifikować linię orzeczniczą w tym zakresie. Spodziewamy się, że w obydwu przypadkach będą korzystne dla kredytobiorców frankowych skarżących banki. To uruchomi lawinę pozwów, po prostu po korzystnych orzeczeniach TSUE i SN nie będzie już na co czekać. Otworzy się szerokie okno na wygraną z bankiem i pozbycie się drogiego kredytu – mówi Piotr Maciągowski z E-Kancelaria Grupa Prawno-Finansowa Sp. z o.o.

Liczba skarżących banki jest już większa niż mieszkańców liczy np. Zakopane

Już teraz liczba kredytobiorców składających pozwy przeciwko bankom jest bardzo duża. Co miesiąc rośnie o kilka tysięcy. W ciągu roku liczba spraw sądowych wytoczonych bankom przez frankowiczów wzrosła o 148 proc.* Łączna wartość przedmiotów sporu w ponad 28 tys. pozwów (czyli w przybliżeniu tyle, ile liczy mieszkańców np. Zakopane) to około 6,1 mld zł. Przy czym liczby te dotyczą tylko giełdowych banków, które ze względu na przepisy muszą ujawniać takie dane. Nie pokrywa to jednak całego rynku kredytów mieszkaniowych udzielanych przed laty w szwajcarskiej walucie. Jesienią banki informowały o 5 mld zł* rezerw na wypłaty dla frankowiczów, zatem w sądach już jest znacznie więcej do wygrania. A to nie koniec: z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że w połowie 2020r. umowy w helweckiej walucie miało 768 tys. Polaków, a ich wartość to 100-120 mld zł.

– Liczba skarżących banki w najbliższym czasie znacząco zwiększy się. W ciągu całego zeszłego roku notowaliśmy stały wzrost liczby próśb o analizę umów kredytowych pod kątem szans na wygranie sporu w sądzie. Do tej pory jednak wielu frankowiczów wstrzymywało się z decyzją o skierowaniu sprawy na wokandę. Mrożąco działały ostrzeżenia banków, że w przypadku pozwu od kredytobiorców będą żądać wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, który posłużył do zakupu mieszkania. Do tej pory udzielaliśmy wsparcia prawnego na wypadek takiego scenariusza. Teraz spodziewamy się, że Sąd Najwyższy ostatecznie zdecyduje, że banki nie mogą żądać od frankowiczów takiego wynagrodzeniu. To z pewnością wyzwoli nową, ogromną falę pozwów – Piotr Maciągowski z E-Kancelaria.

Zalew nowych pozwów w praktyce może zablokować sądy. Sprawy frankowe, na których rozpatrzenie w ubiegłym roku pojawiały się terminy nawet ponad 2 lata, od maja będą jeszcze bardziej się przewlekać. O kolejności rozpatrywania spraw decyduje kolejność pozwów – czyli ten złożony np. 30 kwietnia będzie rozpatrywany przez sąd wcześniej niż ten złożony np. 4 maja.

Ugody korzystne? Tylko dla banków

Na wzrost liczby pozwów ma wpływ jeszcze jeden czynnik: coraz więcej kredytobiorców zdaje sobie sprawę, że ugoda z bankiem nie jest dla nich najkorzystniejszym rozwiązaniem. Wyliczenia pokazują, że zawarcie ugody na warunkach proponowanych przez KNF (Komisję Nadzoru Finansowego) spowoduje spadek salda kredytu o około 20%.  Rozwiązanie sądowe, w przypadku odfrankowienia kredytu, może obniżyć saldo o około 2/3 (przy umowie kredytowej zawartej na kwotę 250 tys. zł, przy kursie CHF wynoszącym 2,2792 zł – wyliczenia E-Kancelaria). W przypadku unieważnienia umowy saldo kredytu w przedstawionym przykładzie wyniesie 0 zł.

Jarosław Gowin: Już ponad połowa przedsiębiorców w Polsce zakłada firmy przez Internet

W 2020 roku prawie 110 tys., czyli niemal 42 proc. firm, zostało założonych przez Internet, a w pierwszym kwartale tego roku z takiej formy wpisu do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej skorzystało już 54 proc. przedsiębiorców. Wśród nich najwięcej jest młodych osób z Mazowsza, zajmujących się handlem. Od II kwartału 2021 r. wpisu online do CEIDG będzie można dokonywać już tylko przez platformę Biznes.gov.pl.

Na przestrzeni ostatnich lat sukcesywnie rośnie liczba firm zakładanych przez Internet. Prawie 42 proc. wszystkich działalności gospodarczych, które Polacy otworzyli w 2020 r. była rejestrowana online. To ponad dwa razy więcej niż rok wcześniej (20,7 proc.) i prawie trzy razy tyle, co w 2018 r. (15,5 proc.). W ciągu trzech ostatnich lat liczba firm założonych przez Internet wzrosła ponad dwukrotnie: z 50,4 tys. w 2018 r. do 109,8 tys. w 2020 r. Tylko w styczniu br. firmy założone online stanowiły blisko 55 proc. wszystkich aktywnych podmiotów gospodarczych w Polsce, a w całym pierwszym kwartale ten odsetek wyniósł 54 proc. W styczniu 2020 r. było to ponad dwa razy mniej – 23,4 proc.

– Jestem przekonany, że w tym roku te dane jeszcze wzrosną. Od początku stycznia aż 11,5 tys. spośród 21,4 tys. nowych firm zostało zarejestrowanych bez wizyty w urzędzie. To kolejny dowód na to, że Polacy z coraz większą swobodą korzystają z dostępnych narzędzi internetowych i również za ich pośrednictwem nie tylko się komunikują, ale także załatwiają coraz więcej spraw biznesowych i urzędowych – mówi Jarosław Gowin, wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii.

Mniej wniosków o likwidację i zawieszenie firmy

Ze względu na pandemię miniony rok był bardzo trudny dla wielu przedsiębiorców, ale nie zniechęcił ich do zakładania nowych przedsiębiorstw. Większa liczba działalności zawieszonych na początku 2021 r. niż w analogicznym okresie 2020 roku wynika z naturalnych cykli funkcjonowania firm. Jest to wyraźnie widoczne szczególnie w tak obszernym zbiorze jak baza CEIDG, gdzie jest ponad 2,5 mln aktywnych podmiotów. Potwierdzeniem tego trendu jest znacznie mniejszy odsetek wniosków dotyczących zawieszenia i likwidacji działalności odnotowany w minionym roku. Mimo wszystkich przeciwności w 2020 r. było ich o 12 proc. mniej niż rok wcześniej.

Analiza liczby aktywnych i zawieszonych działalności jednoznacznie wskazuje, że w 2020 roku, za wyjątkiem okresu lockdownu od połowy marca do początku czerwca, firm przybywało w takim samym stopniu jak rok wcześniej. Choć pandemia dla wielu z nich była bardzo dotkliwa, wiosenny lockdown właściwie nie zburzył trendu wypracowanego w 2019 roku.

Obraz polskiego przedsiębiorcy

Dużą popularnością wśród przedsiębiorców zakładających firmę przez Internet cieszy się detaliczna i hurtowa działalność handlowa. Tylko w 2020 r. drogą elektroniczną wpłynęło do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej 19,1 tys. wniosków dotyczących tego sektora. Drugą najpopularniejszą kategorią branżową była działalność profesjonalna, naukowa i techniczna – 18,4 tys. zgłoszeń. Na trzecim i czwartym miejscu znalazły się: informacja i telekomunikacja (14,5 tys.) oraz budownictwo (14,3 tys.).

Dane z CEIDG z ostatnich lat pokazują, że w zakresie rozpoczynania własnej działalności przez Internet najbardziej aktywne są osoby młode – ponad połowa z nich nie ma 40 lat i prowadzi swoje firmy na Mazowszu. W 2020 r. 46,1 tys. firm założyli przedsiębiorcy w wieku 28-37 lat, a 30,2 tys. jeszcze młodsi – 18-27 lat.

W zeszłym roku mężczyźni założyli 68,8 tys. firm (63 proc.), przeważnie w branży budowlanej (12,8 tys. wniosków), kobiety natomiast – 41 tys. (37 proc.), najczęściej była to działalność profesjonalna, naukowa i techniczna (8,1 tys. wniosków).

Najwięcej nowych biznesów od lat powstaje na Mazowszu. W zeszłym roku było to 17,7 tys. zgłoszeń online. Na drugim na liście Śląsku w 2020 r. założono 9,8 tys., a w Małopolsce, która zamyka pierwszą trójkę – 8,3 tys. podmiotów gospodarczych. Najmniej osób, które zdecydowały się na założenie własnego biznesu, było w woj. opolskim (1,5 tys.) i lubuskim (1,6 tys.).

Własną działalność zakładają nad Wisłą nie tylko Polacy, ale także cudzoziemcy. Prawie jedna trzecia, czyli 461 spośród 1515 wniosków obcokrajowców, została zarejestrowana na Mazowszu. Na drugim miejscu w tej kategorii jest Małopolska ze 157 rejestracjami, a na trzecim – Dolny Śląsk (114). Działający w Polsce cudzoziemcy najczęściej rejestrowali przez Internet działalność z sektora informacji i telekomunikacji.

Jeszcze prościej

Dotychczas firmę można było założyć online na dwa sposoby – składając wniosek o wpis do rejestru CEIDG przez stronę ceidg.gov.pl lub przez platformę Biznes.gov.pl.

W II kwartale tego roku łączymy oba te portale dla przedsiębiorców. Powstanie Konto Przedsiębiorcy na Biznes.gov.pl. Chcemy w ten sposób uprościć i przyspieszyć całą procedurę załatwiania spraw urzędowych, w tym także podatkowych i organizacyjnych, przez Internet. Już dziś na Biznes.gov.pl za pośrednictwem intuicyjnych kreatorów przedsiębiorca jest prowadzony krok po kroku nie tylko przez proces rejestracji firmy, ale też przy okazji każdej zmiany w CEIDG – mówi Jarosław Gowin.

Majówka przelała czarę goryczy. Coraz więcej hotelarzy rozważa pozwy przeciw Skarbowi Państwa

„Zamknięta majówka to kropla, która przelała czarę goryczy”. Hotelarze chcą pozywać Skarb Państwa za brak możliwości pracy

Dotychczas branża hotelarska – w przeciwieństwie do gastronomii czy branży fitness – dość powściągliwie wypowiadała się na temat potencjalnych pozwów przeciwko Skarbowi Państwa za lockdown i blokadę możliwości swobodnej pracy. Sytuacja diametralnie zmieniła się w ostatnich tygodniach. Po pierwsze – przez zaledwie trzy tygodnie w ciągu ostatniego półrocza branża hotelarska mogła działać w reżimie sanitarnym, po drugie blokada możliwości działania w długi majowy weekend to dla branży straty liczone w milionach złotych, które trudno jest uzasadnić, bo przecież oficjalnie padają informacje, że trzecia fala pandemii ustępuje. – Hotelarze przyznają, że ostatnie miesiące to dla nich pasmo bolesnych strat finansowych. Zamknięta majówka to kropla, która przelała czarę goryczy i pytań o możliwość walki o odszkodowanie jest bardzo dużo. Przedsiębiorcy są tym tematem zainteresowani, nawet w sytuacji gdy potencjalnie już niebawem ma nastąpić odmrożenie gospodarki i przywrócenie im możliwości działania – mówi mec. Marek Jarosiewicz z Kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

  • Od jesieni 2020 hotelarze mogą funkcjonować w bardzo ograniczonym trybie. Poluzowanie obostrzeń do 50% reżimu sanitarnego nastąpiło na zaledwie trzy tygodnie
  • Przedsiębiorcy przyznają, że straty są gigantyczne, a zadłużenie branży rośnie. Długi majowy weekend byłby szansą na potencjalne odrobienie strat
  • Przedsiębiorcy rozważają pozwy przeciwko Skarbowi Państwa lub otwieranie się na majówkę. Oficjalne lub… nieoficjalne

Wiele wskazuje na to, że hotelarstwo w reżimie sanitarnym rozpocznie działać po długim majowym weekendzie. I tutaj zaczyna się pewien problem, który na tyle silnie zirytował całą branże, że coraz częściej adwokaci odbierają telefony od hotelarzy zainteresowanym pozwami przeciwko Skarbowi Państwa „za lockdown”. Długi majowy weekend to np. dla zachodniopomorskiego pasa nadmorskiego szansa na duży zysk i odrobienie strat z minionych miesięcy. Zamknięcie hoteli na majówkę trudno jest wytłumaczyć, skoro ilość zakażeń i hospitalizacji spada, a cała Europa powoli szykuje się do odmrażania gospodarki. Pytań jest wiele i należy spodziewać się, że hotelarze będą walczyć o swoje prawa.

– Hotelarze mają coraz większą świadomość prawną i dopytują o możliwość walki o odszkodowanie za straty wynikające z czasu lockdownu. Branża hotelarska ma swoją specyfikę, jest bardziej sezonowa i nie da się ukryć, że zamknięcie na czas świąt, ferii zimowych, czasu wielkiej nocy czy teraz majówki jest dla przedsiębiorców szczególnie bolesne. Przedsiębiorcy z którymi rozmawiałem wielokrotnie mówili, że majówka to dla nich kropla, która przelała czarę goryczy. Nie potrafią zrozumieć dlaczego nie mogą działać choćby przy 50% obłożeniu – mówi mec. Marek Jarosiewcz z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski. – Hotelarze dbają wnikliwie o reżim sanitarny, mają możliwość takiego przygotowania swojej działalności, by nie dochodziło np. do kontaktów pomiędzy turystami czy lokatorami hotelu. Tym bardziej więc uważamy, że te sprawy przed sądem mają szansę na pozytywne rozpatrzenie. Ilość zamkniętych dni oraz skala poniesionych strat jest częścią składową w przypadku konkretnego roszczenia finansowego – przyznaje mec. Jarosiewcz.

O co najczęściej pytają hotelarze zainteresowani potencjalnym pozwem? Jakie mają wątpliwości? Jak mówi mec. Jarosiewicz dominują dwie grupy pytań: – To kwestia możliwości dochodzenia odszkodowania oraz pytania o potencjalne konsekwencje, gdy przedsiębiorca zdecyduje się na oficjalne lub zakamuflowane otwieranie hotelu w czasie majowego weekendu. W rozmowie z przedsiębiorcami mówimy im wprost, że konieczne będzie udokumentowanie strat jakie zaszły w ich hotelach i pensjonatach w czasie pandemii oraz wyliczenie odszkodowania – dodaje ekspert.

Raport: 27% firm w Polsce w wyniku pandemii przyspieszyło decyzję o automatyzacji. Niemal wszystkie chcą dzięki temu zwiększyć zatrudnienie

W wyniku pandemii 27% firm w Polsce oraz 35% w ujęciu globalnym zdecydowało się na przyspieszenie decyzji o wdrożeniu automatyzacji i digitalizacji. Jednocześnie COVID-19 doprowadził do wstrzymania tych planów w przypadku 21% pracodawców nad Wisłą i 17% na świecie. Wśród organizacji, które chcą się automatyzować i digitalizować, niemal wszystkie (97%) zamierzają zwiększyć lub utrzymać zatrudnienie na obecnym poziomie. To wnioski płynące z najnowszego raportu ManpowerGroup „Rewolucja Umiejętności – restart pod znakiem trzech P: przedłuż, przekwalifikuj, przeorganizuj”.

W wyniku automatyzacji i digitalizacji procesów powstanie więcej nowych miejsc pracy – potwierdzili pracodawcy zapytani przez ManpowerGroup o wpływ tych rozwiązań na zatrudnienie w ich firmach. W gronie polskich przedsiębiorców, którzy korzystają z dobrodziejstw najnowszych technologii, 97% prognozuje, że w wyniku automatyzacji i digitalizacji liczba pracowników w ich firmach wzrośnie lub utrzyma się na obecnym poziomie. Nieco mniej optymistyczne plany mają przedsiębiorstwa w ujęciu globalnym, gdzie 86% spodziewa się tak pozytywnego wpływu na zatrudnienie. Na drugim biegunie jest 2% firm nad Wisłą, które szacują, że automatyzacja i digitalizacja doprowadzą do redukcji etatów. Podobnego zdania jest 11% pracodawców na świecie.

– Transformacja cyfrowa zachodzi w bezprecedensowym tempie, a organizacje, które chcą się digitalizować zapewniają sobie większą elastyczność w obliczu nadchodzących zmian. Pandemia pokazała, że firmy, które stawiały na digitalizację jeszcze przed wybuchem kryzysu zdrowotnego, lepiej poradziły sobie z dynamiką przemian spowodowanych światowym lockdownem. Przedsiębiorstwa, które więcej inwestują w cyfryzację, umiejętności zespołów i innowacje, zdobywają większy udział w rynku. Automatyzacja i digitalizacja nie zabiorą pracy człowiekowi, ale zmienią ją w znaczny sposób, czyniąc bardziej jakościową i wymagającą nieustannego uczenia się – mówi Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup na Polskę. – Automatyzacja i digitalizacja to nie tylko inwestycje w nowoczesne technologie. Aby móc efektywnie korzystać z ich funkcji potrzebni są ludzie, którzy będą wiedzieć, jak robić to z sukcesem dla firmy. Dlatego tak ważne jest właściwe przygotowanie kadry i w ramach projektów reskillingu oraz upskillingu pracowników wyposażenie ich w potrzebne kompetencje. Przyszłość pracy jest cyfrowa, dlatego firmy już dziś powinny zadbać o wzmocnienie w zespołach tych umiejętności, których nie będą w stanie zapewnić technologie. Nie bez powodu w raporcie Światowego Forum Ekonomicznego na liście kompetencji przyszłości znalazło się tak wiele umiejętności miękkich. Zdolność i chęć uczenia się, odporność i elastyczne reagowanie na zmiany to kompetencje, które pozwolą firmom w przyszłości odpowiadać na dynamicznie zmieniające się środowisko biznesowe. Te cechy okazały się już bardzo potrzebne przy okazji zmian wynikających z pandemii. Transformacja cyfrowa to nie tylko zakup technologii, to również transformacja umiejętności – dodaje Iwona Janas.

Produkcja przemysłowa z największym przyspieszeniem dla automatyzacji i digitalizacji procesów

Pandemia w największym stopniu przyczyniła się do podjęcia decyzji o przyspieszeniu digitalizacji i automatyzacji procesów w firmach produkcyjnych – 23% z nich zdecydowało się na taki krok. W sprzedaży detalicznej było to 17% organizacji, tyle samo w sektorze finansów, ubezpieczeń i nieruchomości. Najwięcej organizacji wstrzymało digitalizację w sektorze sprzedaży detalicznej (28%) i w budownictwie (23%).

Jak zaznacza Tomasz Walenczak, dyrektor Manpower, część organizacji, w związku z panującą na rynku niepewnością wynikającą z sinusoidalnego zamrażania i odmrażania gospodarki, postanowiła ograniczyć swoje plany dotyczące wdrażania innowacyjnych technologii. – Szczególnie widoczne jest to w handlu i budownictwie. Na przeciwległym biegunie są organizacje, dla których szybka automatyzacja i digitalizacja procesów była niejednokrotnie szansą na usprawnienie funkcjonowania i bardziej efektywne działanie w nowej rzeczywistości. Wiele firm, aby utrzymać swoją konkurencyjność na rynku, prawie z dnia na dzień przeniosło biznes do sfery online i wdrożyło rozwiązania, umożliwiające pracownikom pracę zdalną. Organizacje dostrzegają korzyści, płynące z automatyzacji i digitalizacji – należą do nich między innymi optymalizacja kosztów, większa elastyczność oraz wzrost wydajności przedsiębiorstwa. Szczególnie otwarte na technologiczne innowacje są firmy przemysłowe, dla których utrzymanie ciągłości produkcji jest kwestią kluczową – dodaje ekspert.
Większe organizacje automatyzują na największą skalę

Analizując dane na temat planów automatyzacji pod kątem wielkości firm, to duże organizacje w Polsce, zatrudniające powyżej 250 pracowników, planują szerzej zakrojoną cyfryzację oraz najbardziej w jej wyniku zwiększają zatrudnienie. Z powodu pandemii co trzecia duża firma (30%) podjęła decyzję o przyspieszeniu cyfryzacji. W przypadku zarówno średnich, jak i małych przedsiębiorstw potencjał automatyzacji dostrzega 13% firm, a wśród mikroprzedsiębiorstw – 7%.

– Niewielkie przedsiębiorstwa intensywniej odczuwają ograniczenia budżetowe, które nie pozwalają im w pełni korzystać z możliwości, jakie daje automatyzacja. Nie zawsze uważają też, że profil ich działalności wymaga zwiększonych nakładów na digitalizację. Natomiast duże organizacje są bardziej skłonne do wdrażania cyfrowych rozwiązań, ponieważ zależy im na dynamicznym rozwoju i wykazywaniu wzrostów przed inwestorami. Częściej niż małe firmy korzystały też z innowacyjnych technologii przed pandemią i mają pozytywne doświadczenia w tym zakresie – uzupełnia dyrektor Manpower.

Raport z badania jest bezpłatny i ogólnodostępny w wersji polskiej na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy.