FPP i ZPPHiU o czynszach w galeriach handlowych

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) wyrażają pozytywną opinię o propozycji zapłaty 20% czynszów przez najemców galerii handlowych, czyli rozwiązaniu proponowanym przez rząd. Jest to wsparcie dla właścicieli galerii handlowych, jednak najemcy są skłonni je ponosić w imię solidarności biznesowej. FPP i ZPPHiU wskazują, że Kodeks cywilny jasno precyzuje – w przypadku braku świadczeń strony umowy z przyczyn niezależnych, a galerie handlowe nie wywiązują się ze świadczeń w zakresie zapewnienia umownych wskaźników odwiedzalności – druga strona umowy, czyli najemcy, także nie ma obowiązku realizowania świadczeń. Tym samym najemcy nie mają zobowiązania do płacenia czynszów w okresie zamknięcia galerii handlowych. Należy także jak najszybciej rozpocząć prace nad określeniem warunków współpracy podczas wychodzenia z lockdownu – po otwarciu centrów handlowych oraz doprowadzić do zrównoważenia warunków umów między wynajmującymi a najemcami.

„Zapłata 20% czynszu za okres zamknięcia galerii handlowych jest dużym obciążeniem finansowym dla każdego przedsiębiorcy, który nie może prowadzić swojego biznesu i nie ma przychodów. Ponosi przecież koszty wynagrodzeń dla pracowników oraz wiele innych opłat stałych. Mimo to jako najemcy jesteśmy w stanie zaakceptować rozwiązanie, w którym w taki sposób wspieramy i udzielamy pomocy właścicielom galerii handlowych. Niecierpliwie oczekujemy szczegółów rozwiązania proponowanego przez rząd i przepisów wykonawczych – nie można jednak nazywać tej propozycji 80% obniżką czynszu. Za ten okres najemcy zgodnie z prawem nie powinni ponosić opłat czynszowych – więc zapłata 20% czynszu to wsparcie i kontrybucja na rzecz właścicieli galerii ponoszona w imię solidarności biznesowej. Ponadto już dziś należy myśleć o warunkach współpracy podczas wychodzenia z okresu pandemii i po zakończeniu obostrzeń – trzy miesiące podczas których czynsz będzie wynosić 50% nie będą wystarczające, by przywrócić ruch notowany w 2019 roku – wskazuje Zofia Morbiato, dyrektor generalna Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

FPP i ZPPHiU zwracają uwagę, że kluczowe będzie transparentne podawanie rzeczywistych danych odwiedzalności galerii handlowych w kolejnych miesiącach. Dane dotychczas prezentowane nie znajdowały potwierdzenia w ruchu notowanym przez najemców oraz w ich obrotach. Zawyżone dane mogły być zaś przyczyną niewłaściwej oceny sytuacji pod kątem rozprzestrzeniania się koronawirusa i tym samym bardziej restrykcyjnych obostrzeń – trudno jednoznacznie potwierdzić, że wielkie obiekty handlowe są bardziej niebezpieczne niż małe sklepy. Co więcej, można założyć, że w dużych przestrzeniach łatwiej jest wprowadzić i przestrzegać reżimu sanitarnego, można także wprowadzić więcej skutecznych środków przeciwdziałania zakażeniom. ZPPHiU wielokrotnie zwracał uwagę na fakt, że nie ma żadnych danych potwierdzających zależność między otwarciem galerii handlowych a wzrostem zakażeń koronawirusem, zaś sklepy w centrach  handlowych funkcjonują w najwyższym reżimie sanitarnym.

Sprzedaż w lutym 2021 roku była niższa od ubiegłorocznej o 30%, a footfall o niemal 50%. Jedynie w okolicach Walentynek liczba odwiedzających nasze salony zbliżyła się do 75% wartości z ub. roku. Niestety, już w następnym tygodniu ponownie zaczęła spadać i na niskim 50-60% poziomie pozostała już do końca. Tak naprawdę w tym czasie mieliśmy tylko 3-4 dni lepszej sprzedaży, która dawała nadzieję na bliski powrót “normalnych” czasów” – potwierdza Paweł Korobacz, Dyrektor Działu Ekspansji, YES Biżuteria SA.

Kluczowe obecnie staje się także wypracowanie nowych, zrównoważonych warunków współpracy pomiędzy wynajmującymi a najemcami – ze szczególnym uwzględnieniem równości umów opartych na wzajemnych, partnerskich relacjach. Umowy powinny uwzględniać powiązanie wysokości czynszów z odwiedzalnością centrów handlowych lub poziomem obrotów najemcy.

„Galerie handlowe i sklepy w nich funkcjonujące – obok branży turystycznej i gastronomicznej – są najbardziej poszkodowane w wyniku obostrzeń pandemicznych. Rząd powinien ze szczególną uwagą podchodzić do budowania wieloletniego wsparcia dla tych sektorów. Mówimy tu nie tylko o pomocy w okresie lockdownów – ale mądrej, długoterminowej strategii odbudowania tych biznesów. Jasnym jest, że sytuacja nie powróci do normy jeszcze przez wiele miesięcy po odmrożeniu gospodarki. Co więcej – dotychczasowe formy pomocy państwa w tym sektorze były daleko niewystarczające, a handel internetowy w żaden sposób nie jest w stanie uzupełnić powstałej luki sprzedażowej. Tylko systemowe rozwiązania pozwolą przedsiębiorcom – w wielu przypadkach polskim małym i średnim biznesom – na powolne wypracowanie środków i pokrywanie strat z lat 2020-2021. Takie systemowe rozwiązanie FPP zaproponowała dla branży gastronomicznej i rolniczej w postaci benefitu na posiłki pracownicze. Teraz pora na segment handlu i usług – bardzo ważne staje się zapewnienie wsparcia na kilku kluczowych obszarach: wzmocnienia płynności finansowej, ochrony miejsc pracy i zmniejszenia obciażeń fiskalnych. Ważne jest, aby rozumieć, że zapłata nawet 20% czynszów w zamkniętych galeriach handlowych to pomoc dla wynajmujących – nie dla najemców. Ale wsparcie wynajmujących ze strony rządu może być szersze – na przykład obejmować przesunięcie wynajmującym spłat rat kredytów oraz odsetek zaciągniętych na zakup czy budowę centrum handlowego. Brak zrównoważenia pozycji prawnej stron umów między galeriami handlowymi a najemcami to także jeden z problemów, który należy pilnie rozwiązać. Wnioski płynące z okresu pandemii muszą znaleźć odzwierciedlenie w zapisach umów” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Barbara Garlacz: Przedsiębiorca wygrał z Alior Bankiem sprawę o nieważność umowy swapa walutowo-procentowego

W dniu 21 kwietnia 2021 Sąd Okręgowy w Warszawie Wydział Gospodarczy wydał wyrok (XVI GC 334/16), w którym po 5 latach procesu oddalił w całości pozew Alior Banku na kilkaset tysięcy złotych przeciwko przedsiębiorcy. Spór dotyczył transakcji swapa walutowo-procentowego, którą sąd uznał w całości za nieważną.

Sąd uznał, że:

  • przedsiębiorcy nie zostały przedstawione wszystkie potencjalne scenariusze prezentujące rzetelnie całość możliwych zysków i strat, a w szczególności ryzyko zmienności stóp procentowych;
  • umowa swapa walutowo-procentowego jest sprzeczna z zasadami współżycia społecznego, a przez to nieważna.

Sprawa dotyczyła umowy kredytu inwestycyjnego w złotych polskich oraz zawartej razem z nią transakcji swapa walutowo-procentowego (CIRS), na podstawie której strony uzgodniły zamianę kwoty kredytu w PLN na kwotę w CHF i okresowe płatności odsetek według stopy WIBOR oraz LIBOR plus marża. Bank miał płacić okresowo stopę WIBOR przedsiębiorcy, a przedsiębiorca do banku stopę LIBOR i marżę. Transakcja była zawarta na okres 3 lat i jej zamkniecie doprowadziło do negatywnego rozliczenia dla przedsiębiorcy na kilkaset tysięcy złotych. Po tym, jak przedsiębiorca nie uregulował na rzecz banku kwoty wynikającej z domknięcia transakcji CIRS, Alior Bank w 2016 roku pozwał przedsiębiorcę do sądu.

W sprawie została sporządzona opinia biegłego – zgodnie z którą scenariusze zysków i strat, na które powoływał się Alior Bank w toku procesu, nie przedstawiały w ogóle wpływu zmian stóp procentowych na potencjalne zyski i straty z transakcji, tj. zakładały stałą stawkę WIBOR oraz LIBOR.

Sprawa była dość skomplikowana. Całość zebranego materiału dowodowego nie pozostawiła żadnych wątpliwości co do tego, że przedsiębiorca nie był świadom skutków ekonomiczno-finansowych zawartej transakcji, a w szczególności konieczności jej końcowego zamknięcia z wygenerowaniem możliwej straty na kapitale. Tę skomplikowaną transakcję wiązał z wymianą okresowych strumieni odsetkowych. Ponadto biegły potwierdził, że scenariusze pomijały ryzyko zmienności stawek WIBOR i LIBOR, co miało kluczowe znaczenie dla potencjalnych zysków i strat z tej transakcji” – komentuje mec. Barbara Garlacz, która reprezentowała przedsiębiorcę.

Wyrok nie jest prawomocny, niemniej wpisuje się w serię wyroków stwierdzających nieważność umów na instrumenty finansowe zawartych przez przedsiębiorców.

Britcoin – cyfrowy funt odpowiedzią na Brexit. Trwają prace nad kolejną narodową kryptowalutą

Bank of England i Skarb Państwa Jej Królewskiej Mości rozpoczynają pracę, która ma zaowocować powstaniem Britcoina. W założeniach cyfrowa waluta nie zastąpiłaby gotówki, ale byłaby dodatkowym środkiem płatniczym udostępnionym nie tylko przedsiębiorcom, ale też gospodarstwom domowym. E-funt ma pokazać m.in to, że gospodarka brytyjska jest innowacyjna i mimo Brexitu i kryzysu związanego z pandemią nadal konkurencyjna. 

Bank of England i Skarb Państwa Jej Królewskiej Mości to dwie najważniejsze instytucje finansowe w Wielkiej Brytanii. Uruchomiona przez nie grupa zadaniowa ma sprawdzić jak wprowadzenie wirtualnej waluty – Britcoin – może wpłynąć na wzmocnienie kraju po Brexicie. Jednym z podstawowych założeń wstępnych jest to, że brytyjski cyfrowy pieniądz byłby powiązany z funtem, aby uniknąć radykalnych zmian kursowych, które często widzimy na rynku kryptowalut.

Zainteresowanie brytyjskich instytucji finansowych wprowadzeniem narodowej kryptowaluty nie dziwi. Nie jest to przecież pierwszy kraj, który myśli o decentralizacji narodowych finansów. Podobne ruchy widzimy w Chinach, a i administracja Joe Bidena coraz przychylniej patrzy na takie rozwiązania. Dodatkowo Wielka Brytania po Brexicie musi szukać nowych gospodarczych wyzwań i pokazać, że jej gospodarka i londyńskie City nadal są konkurencyjne i innowacyjne – podkreśla Marcin Wituś, CEO Geco.one -platformy do handlu aktywami cyfrowymi Geco.one, będącej członkiem Polsko-Estońskiej Izby gospodarczej.

Prywatna konkurencja jest daleko z przodu

Brytyjska grupa zadaniowa w najbliższym czasie skonsultuje projekt z instytucjami instytucjami finansowymi, sprzedawcami detalicznymi, przedsiębiorstwami czy konsumentami. Jak podkreśla Bank of England cyfrowa waluta nie zastąpiłaby gotówki, ale byłaby dodatkowym środkiem płatniczym udostępnionym nie tylko przedsiębiorcom, ale też gospodarstwom domowym.

Dzięki wykorzystaniu technologii blockchain cyfrowe waluty umożliwiają osobom i firmom dokonywanie transakcji bez jakiejkolwiek ingerencji ze strony „pośredników”, takich jak banki czy rządy. – Chęć postawienia na innowacyjność to jedno, ale banki centralne są zaniepokojone rosnącą popularnością kryptowalut takich jak Bitcoin. E-waluty już stają się ważnymi systemami płatności i mogą w przyszłości zastąpić standardowe waluty, takie jak funt – dodaje Wituś.

Jak zaznacza założyciel Geco.one, co jakiś czas słyszymy o powstaniu kolejnej oddolnej inicjatywy, która umacnia rynek kryptowalut. Wituś wspomina m.in. o walucie wprowadzanej przez Facebooka czy fascynacją rynkiem kryptowalut, która widoczna jest w wypowiedziach i działaniach Elona Muska, który w 2021 roku zainwestował w zakup bitcoinów ok. 1,5 miliarda dolarów. To zdecydowanie zwiększa świadomość społeczną i skłania rządy na całym świecie do zbadania, jak może w praktyce działać cyfrowa waluta wspierana przez bank centralny.

E-funt uderzy w technologicznych gigantów?

Kryptowaluta wprowadzana przez bank centralny to po pierwsze odpowiedź na realne zapotrzebowanie rynku finansowego na nową formę pieniądza, ale też szansa dla publicznych instytucji na zmniejszenie ryzyka uzależnienia ludzi od dokonywania płatności poprzez pośrednictwo światowych gigantów technologicznych i firmy obsługujące karty. Wprowadzenie do obiegu państwowych walut cyfrowych będzie oznaczało ich centralizację, tzn. główne aktywa będą chronione przez państwo i instytucje finansowe – komentuje CEO Geco.one.

Jak zaznaczają pomysłodawcy grupy zadaniowej krok ku narodowej kryptowalucie ma pobudzić rozwijające się fintechy, przesunąć granice finansów cyfrowych i zwiększyć ich wydajność. Przytaczają też raport na temat walut cyfrowych z 2016 roku. Wtedy to Positive Money – organizacja na rzecz reformy banków centralnych i wprowadzenia alternatywnych narzędzi polityki pieniężnej – stwierdziło, że przyjęcie waluty cyfrowej zwiększy liczbę narzędzi monetarnych, których banki lub politycy mogą użyć do stymulowania wzrostu gospodarczego. Zaznaczyli też, że zastąpienie tradycyjnej waluty cyfrową może pozwolić na znaczne obniżanie stóp procentowych, a także może być wykorzystywana jako sposób do zwiększania zagregowanego popytu, a to może pozwolić na osiągnięcie stabilizacji cen.

Chiny i tak są już pierwsze

Zawiązanie się brytyjskiej grupy zadaniowej nie dziwi, jeśli spojrzy się za ocean. Tam jeszcze w marcu Jane Yellen – sekretarz skarbu USA – podkreślała, że Stany Zjednoczone powinny zastanowić się nad sensem wprowadzenia e-dolara. Przyznała też, że cyfrowy dolar może umożliwić bezpieczniejsze, tańsze oraz szybsze dokonywanie płatności. Natomiast w kwietniu jest zastępca Jerome Powell – w wywiadzie dla stacji CBS – dodawał, że Fed uważnie bada rozwój cyfrowego pieniądza, ale nie podjął jeszcze decyzji, czy kontynuować pracę nad wprowadzeniem e-dolara. Powell zaznaczył też, że Bank Centralny nie wyemituje wirtualnego dolara bez zgody Kongresu, a to może znacznie wydłużyć cały proces.

Równolegle trwają również prace w poszczególnych stanach, żeby szerzej dopuścić kryptowaluty na tradycyjny rynek finansowy. Jednym z nich jest Texas, który chce dołączyć do stanu Wyoming i uznać Bitcoina oraz inne kryptowaluty za pełnoprawny środek płatniczy.

Najbardziej zaawansowane prace nad wprowadzeniem narodowej cyfrowej waluty trwają jednak w Chinach. E-juan nie jest już tylko rozwiązaniem na papierze, ale już można nim płacić. W styczniu 100 000 mieszkańców regionu Shenzen otrzymało w ramach loterii łącznie 31 mln cyfrowych juanów. W prowincji utworzono także bankomaty, które pozwalają na zamianę cyfrowej waluty na gotówkę.

Również takie państwa jak Rosja, Japonia, Izrael czy Szwecja aktywnie pracują nad ewentualnym wprowadzeniem narodowych walut. Natomiast w Estonii zawieszono projekt “Estcoin”, ale dotychczasową pracę nad wykorzystaniem technologii blockchain, chcą tam przekuć w stworzenie e-podpisu.

E-commerce napędza sprzedaż mebli – wzrosty do 17%

Z nowych danych GUS[1] wynika, że jedne z największych wzrostów sprzedaży detalicznej w ujęciu miesięcznym odnotowano w sektorze meblarskim. Ostatni rok Polacy wykorzystali jako okazję do poszukiwań nowych elementów wyposażenia domu. Na popularności zyskało także nowe „pandemiczne hobby”, jakim jest renowacja. W odpowiedzi na rosnące zainteresowanie tym tematem, właściciele sklepów zaczęli kierować swoje działania w świat e-commerce, w którym to technologie odgrywają wiodącą rolę, poprawiając komfort ich działalności i zwiększając skalę dotarcia do zainteresowanych.  Sprzedaż detaliczna mebli w marcu odnotowała prawie 17% wzrost w stosunku do lutego.

Hybrydowa przestrzeń do życia

Wraz z ograniczeniami dotyczącymi wychodzenia z domu i spotkań towarzyskich, zakupy nowej odzieży czy obuwia przestały zajmować pełną uwagę konsumentów (według danych GUS negatywna dynamika w tej kategorii wyniosła w marcu 8,3%). Pojawiły się za to inne potrzeby, a jedna z nich wynikająca z faktu, że coraz więcej czasu spędzamy w domach a hybrydowy model życia, w tym pracy i nauki zostanie z nami na dłużej, to komfortowo i optymalnie urządzone „cztery ściany”. Jeżeli przy tym uda się to zrobić przyjemnie i stylowo, to ma to tylko szansę zwiększyć dobrostan mieszkańców.

Sklepy i outlety meblowe oraz większe markety budowlane, takie jak Leroy Merlin czy IKEA, pozostały otwarte przez większość okresu obowiązywania obostrzeń i zgromadziły w związku z tym wielu zainteresowanych klientów, chcących wykorzystać ten czas na załatwienie spraw, które zawsze planowali, ale na które brakowało im czasu. W efekcie wykształcił się nowy konsumencki trend i nawyk zakupowy – w końcu oszczędzanie pieniędzy na podróżach czy rozrywce dało kilka ekstra opcji finansowych na poprawę komfortu życia.

Do tej pory klienci niechętnie kupowali meble w sieci, ponieważ większość produktów to poważna inwestycja, którą warto zobaczyć na własne oczy przed dokonaniem zakupu. Dla przedsiębiorców z kolei meble były nieporęczne i drogie w transporcie, zwroty nieopłacalne a obsługa reklamacji rozciągnięta w czasie z uwagi na zaburzenia łańcuchów dostaw na całym świecie. Udział sprzedaży online w sprzedaży detalicznej w Polsce wzrósł jednak w marcu do 9,5% z 8,6% w lutym, a sprzedaż mebli odnotowała wzrost na poziomie prawie 17%. Właściciele firm zaczęli szybko zwracać się w kierunku e-commerce, aby płynąć na fali trendu i zwiększać swoją obecność i szansę na dotarcie do nowych klientów.

Internetowy sklep przyszłości

Sprzedawcy polegają na zdjęciach produktów i opiniach użytkowników, aby przekonać do siebie kupujących i coraz częściej eksperymentują z nowymi technologiami, by zagwarantować innowacyjne doświadczenie klienta. Interesującym polskim przykładem firmy meblarskiej nowej generacji, a w zasadzie startupu technologicznego, jest Tylko, specjalizujące się w dostarczaniu wysokiej jakości spersonalizowanych produktów do przechowywania, które klienci mogą zaprojektować w najdrobniejszych szczegółach – wszystko dzięki intuicyjnemu konfiguratorowi i algorytmom rzeczywistości rozszerzonej, które pozwalają na dynamiczną wizualizację mebla w przestrzeni potencjalnego kupującego.

„Odpowiednia technologia może pomóc przeanalizować każdy etap tradycyjnego procesu zakupu mebli, aby zagwarantować klientom lepsze, bezproblemowe i bardziej spersonalizowane doświadczenie zakupowe online. Warto zauważyć, że jest to również siła napędowa spektakularnego wzrostu marketplaceów, którego obecnie jesteśmy świadkami. Wystarczy spojrzeć na to, jak dobrze radzą sobie Westwing, Allegro, eBay czy Amazon. Jednak, aby osiągnąć sukces sprzedażowy, należy odpowiednio zadbać o kilka aspektów – a za każdym z nich stoi technologia” – komentuje Jakub Czerwiński, VP CEE z Adyen, globalnego operatora płatności.

Wśród kluczowych znajdują się rozwiązania platformowe (Unified Commerce, zarządzanie systemem w jednym miejscu), narzędzia do zapobiegania oszustwom (krótsze niż jedna sekunda przewidywanie ryzyka), ekspansja transgraniczna (dane dotyczące lokalnych preferencji płatniczych) czy bezproblemowe dokonywanie płatności w każdym kanale zakupowym (jedno kliknięcie, brak przekierowań). Usługa Amazon Pay pomaga na przykład usprawnić dokonywanie transakcji, umożliwiając klientom korzystanie z informacji przechowywanych już na ich profilu w serwisie – bez konieczności zakładania nowego konta, ponownego wprowadzania informacji o karcie kredytowej lub debetowej, czy też wprowadzania adresu rozliczeniowego i adresu wysyłki.

Sektor zyskał też w ostatnim czasie dużą przewagę za sprawą coraz popularniejszej funkcjonalności „kup teraz, zapłać później”, którą Polacy powitali z otwartymi ramionami (co trzeci Polak chętnie z niej korzysta[2]). To dodatkowy bieg napędzający silnik e-handlu, ponieważ meble stanowią zwykle jeden z większych wydatków, który można wygodnie odłożyć w czasie. Warto też pamiętać, że gros użytkowników najpopularniejszych marketplace’ów to obeznani z technologią millenialsi, a większość z nich ma dostęp do aplikacji, z których korzysta wyłącznie za pośrednictwem urządzeń mobilnych. Oczekują przy tym, że obsługa będzie intuicyjna, łatwa, szybka, niezawodna i stale ulepszana dla ich wygody – ale nie zrobotyzowana i pozbawiona „duszy”.

„Jeśli chodzi o zakupy mebli, strategia omnichannel jest z tej perspektywy zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem. W miarę ewolucji rynku detalicznego, w portfelach i świadomości klientów wciąż jest miejsce dla kilku kanałów: sklepów, serwisów direct-to-consumer i platform marketplace. Branża meblarska przekroczyła most do świata cyfrowego, a to tylko przyspieszy proces jej rozwoju” – dodaje Czerwiński.

[1] Dynamika sprzedaży detalicznej w marcu 2021 roku, GUS

[2] Polacy w Internecie w 2020 r.”, IMAS dla Krajowego Rejestru Długów (KRD) i spółki Easy Check

Rynek biurowy na głównych rynkach regionalnych po I kw. 2021 r.

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała dane dotyczące rynku powierzchni biurowych na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) za pierwszy kwartał 2021 roku.

Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cresa, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Savills), a podsumowanie dotyczy istniejących zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec I kwartału 2021 roku całkowite istniejące zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych wyniosły 5 826 400 m kw. Niezmiennie największymi rynkami biurowymi w Polsce (po Warszawie) pozostawały Kraków (1 574 000 m kw.), Wrocław (1 226 300 m kw.) oraz Trójmiasto (913 600 m kw.).
W okresie od stycznia do marca 2021 roku do użytkowania oddano 5 inwestycji o łącznej powierzchni biurowej wynoszącej 46 400 m kw. Nowa podaż została zrealizowana w Krakowie (21 400 m kw. w 3 projektach) oraz w Trójmieście (25 000 m kw. w 2 projektach). Największymi inwestycjami ukończonymi w tym okresie były: Palio Office Park A (16 500 m kw., Cavatina) w Gdańsku oraz Equal Business Park D (11 650 m kw., Cavatina) w Krakowie.

Na koniec I kwartału 2021 roku współczynnik pustostanów oszacowany dla ośmiu głównych rynków regionalnych kształtował się na poziomie 12,9%, co daje łącznie 753 000 m kw. powierzchni biurowej dostępnej do wynajęcia od zaraz (poziom wyższy zarówno od tego w poprzednim kwartale – o 0,2 p.p. jak i od odnotowanego w analogicznym okresie ubiegłego roku o 3,4 p.p.). Najwyższy współczynnik powierzchni niewynajętej odnotowano w Łodzi (16,9%), zaś najniższy w Szczecinie – 7,4%.

W okresie od stycznia do marca 2021 roku na ośmiu rynkach regionalnych przedmiotem najmu było prawie 98 300 m kw. Najwyższy udział w strukturze popytu w tym okresie przypadł na renegocjacje – 45%. Nowe umowy stanowiły 42%, powierzchnia wykorzystana przez właścicieli na własny użytek stanowiła 9% oraz ekspansje stanowiły 5%. Rynkiem cieszącym się największą popularnością wśród najemców było Trójmiasto z popytem zarejestrowanym w pierwszym kwartałem 2021 roku na poziomie 37 900 m kw.

Największymi transakcjami zawartymi od stycznia do marca 2021 roku były umowy zawarte w Krakowie i Trójmieście, w tym: renegocjacja umowy IBM w budynkach Galileo, Newton i Edison w Krakowie na 11 300 m kw., odnowienie umowy Intel w Tryton Business House w Gdańsku na 9800 m kw., 8500 m kw. w nowym biurowcu LPP w Gdańsku wybudowanym na własny użytek właściciela oraz renegocjacja 7000 m kw. w gdyńskim budynku Baltic Business Centre przez poufnego najemcę.

Czy dolar straci dominującą pozycję na rynku? Analiza B. Sawickiego

Od początku II kw. 2021 r. dolar wyraźnie słabnie względem głównych walut świata. Nie brakuje głosów, że amerykańska waluta traci dominującą pozycję w globalnym systemie finansowym.  Czy jednak medialnie chwytliwa teza jest uzasadniona? Jeśli tak, to co i kiedy może zdetronizować amerykańską walutę: euro, juan, a może bitcoin?

Od zakończenia II wojny światowej dolar jest hegemonem międzynarodowych rozliczeń. Twarde dane nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Na koniec 2020 r. udział dolara w światowych rezerwach finansowych wynosił aż 59 proc.

Trzy różne miary, jeden lider

Wprawdzie przytoczony odsetek stopniowo się obniża i w ub. r. był najniższy od 1995 r., niemniej jednak między znaczeniem dolara a kolejnej waluty rezerwowej, czyli euro, utrzymuje się przepaść. Wspólna europejska waluta stanowi bowiem niewiele ponad 20 proc. rezerw, ale to i tak znacznie więcej niż np. juan. Udział chińskiej waluty w globalnych rezerwach to ledwie ok. 2 proc.

– Można oczywiście rozważyć, czy miara rezerw, tworzonych przez nieskore do zmian banki centralne, najtrafniej oddaje hierarchię w świecie walut. Dlatego warto przyjrzeć się sytuacji także z innych stron. Jedną z nich może być struktura obrotów na międzynarodowym rynku finansowym, którą odzwierciedlają m.in. statystyki Banku Rozrachunków Międzynarodowych. Według danych z 2019 r. (nowsze jeszcze nie są dostępne), dolar brał bowiem udział w 44 na 100 transakcji na rynku walutowym. Euro było stroną zaledwie 16 proc., juan natomiast zaledwie 2 proc. transakcji. Jeszcze bardziej wymownego znaczenia nabiera fakt, że w minionych 30 latach udział dolara w strukturze obrotów na międzynarodowym rynku finansowym nie zmniejszył się – zauważa Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Zamiast oznak chwiejącej się dominacja dolara, w danych można dostrzec gigantyczną dysproporcję pomiędzy wpływem Chin na globalną wymianę towarową, a znaczeniem chińskiej waluty dla globalnych rynków finansowych. Potwierdzają to zresztą statystyki dotyczące walut w płatnościach międzynarodowych. Chociaż Chiny mają ok. 25-procentowy udział w globalnym handlu towarami i usługami, to z raportów Swift wynika, że w juanach rozlicza się tylko 2 proc. płatności międzynarodowych. Jednak dolar już nie dominuje z przewagą porównywalną do wcześniej przytaczanych kategorii, czując na plecach oddech euro, którego udział w transakcjach międzynarodowych zbliża się do 40 proc. Na dodatek, w minionych latach dystans między tymi dwiema walutami wyraźnie maleje.

Upłynie jeszcze wiele, wiele czasu…

– Liczby mówią jasno, że dolar pozostaje absolutnie najważniejszą walutą współczesnego świata. Głosy, że stan ten dobiegnie lada moment końca, zdają się nieuzasadnione. Dominacja amerykańskiej waluty na pewno jest solą w oku władz Państwa Środka, może też nie podobać się części europejskich decydentów. Jednakże pozycja USD jest tak dobrze ugruntowana, że musi upłynąć bardzo dużo czasu, zanim ambicje chińskie czy europejskie będą mogły się ziścić. Wprowadzenie cyfrowego juana czy też prace nad cyfrowym euro są krokami w dobrym kierunku, by tak mogło się stać, natomiast potrzebna jest też zmiana nastawienia i przyzwyczajeń zarówno w handlu zagranicznym, jak i wśród inwestorów. Przed bitcoinem i innymi kryptowalutami droga jest jeszcze dalsza. Tezy głoszące ich rychłą dominację należy póki co włożyć między bajki – komentuje analityk Cinkciarz.pl.

Ekspert dodaje na koniec jeszcze jeden argument, który rozprawia się z tezą o rychłym zmierzchu detronizacji amerykańskiej waluty. Otóż dolar sprawdza się w roli międzynarodowej waluty i jest dobrym fundamentem międzynarodowego systemu finansowego, ponieważ Stany Zjednoczone od lat cechuje deficyt w obrotach z zagranicą. Oznacza to, że dolar zalewa świat. Dla odmiany, na rachunkach obrotów bieżących Chin czy strefy euro cyklicznie notowane są nadwyżki.

– Gospodarki Chin oraz państw UE, które przyjęły euro, zasysają z globalnego systemu lokalne waluty. W takiej sytuacji wzrost popytu na euro czy też juana spowodowałby presję na umocnienie tych walut, nie korespondując z sytuacją gospodarczą i makroekonomiczną w krajach, z których pochodzą. Oznacza to, że rychła detronizacja dolara jest nie tylko nieosiągalna, ale również wynika raczej z politycznych ambicji, niż jest odpowiedzią na realną potrzebę – podsumowuje Bartosz Sawicki z Cinkciarz.pl.

Zapowiada się senny dzień

Dolar zyskuje w aurze ostrożnego odliczania do jutrzejszej decyzji FOMC, nawet jeśli konsensus zakłada podtrzymanie deklaracji o utrzymaniu luźnej polityki na dłużej. Najprawdopodobniej mamy do czynienia z szumem przy braku silniejszych katalizatorów.

Można się wysilić i skupić większą uwagę na fatalnym zarządzaniu pandemią w Indiach, ale to bardziej temat na utrudnianie wzrostów azjatyckich giełd. W Europie większe znaczenie ma przyspieszające tempo szczepień na Starym Kontynencie, co powinno pomóc w odbiciu ożywienia i nadgonieniu USA. Na domykaniu luki powinien korzystać EUR/USD, choć w większym stopniu bliżej końca kwartału niż teraz. W krótkim terminie EUR/USD odbędzie wrażliwy na wahania rynku akcji oraz jutrzejsze sygnały z Fed. Dzisiejsze odbicie dolara prawdopodobnie bierze się z podejrzliwości, że jeśli wszyscy zakładają gołębi przekaz FOMC, to rośnie ryzyko jastrzębiego zaskoczenia. Kłóciłoby się to jednak z powtarzanymi wielokrotnie przez prezesa Powella komentarzami, według których najpierw muszą pojawić się twarde dowody, że rynek pracy się naprawił, a inflacja utrzymuje się w celu 2 proc. bez pomocy czynników przejściowych (jak np. windowania cen surowców przez postpandemiczne niedobory podaży). Rynek jednak nie lubi próżni i jeśli w tym momencie nie ma (jeszcze) silnego impulsu do sprzedaży dolara, należy mu się chwila oddechu i odreagowania słabości.

Zapowiada się senny dzień z małą liczbą wydarzeń, które mogą podnieść zmienność. Za nami niezaskakująca w żadnym miejscu decyzja Banku Japonii, który po zeszłomiesięcznej rewizji swojej strategii dziś musiał tylko stwierdzić, że wszystko gra. Prognozy inflacji zostały obniżone, a zatem ultra-luźna polityka musi być utrzymywana. Uspokojenie na rynku długu (czyt. brak presji na wzrost rentowności wywoływanej przez obligacje USA) pomaga w obronie celu dla oprocentowania japońskich 10-latego (0 proc., +/- 0,25 pkt proc.). JPY nie otrzymał żadnych wskazówek dla kierunku i USD/JPY pozostaje niewolnikiem nastrojów wokół dolara. Podobnie bez emocji może przejść korona szwedzka po decyzji Riksbanku. Bank powinien utrzymać stopę procentową na 0 proc. i nie dokonywać zmian w programie QE. W obliczu trzeciej fali zachorowań, która w Szwecji przebiega gorzej od oczekiwań, Bank podtrzyma gołębie nastawienie. Z drugiej strony przed sygnalizowaniem dalszych obniżek bank powstrzymują rosnące ceny nieruchomości. Riksbank najprawdopodobniej postawi na wyczekiwanie nowych danych, rozwoju sytuacji zdrowotnej i przebiegu ścieżki inflacji. Taki przekaz nie dostarczy impulsu dla SEK.
Nic nowego do dodania w odniesieniu do sytuacji na złotym. EUR/PLN stoi na 4,5550. Dalej jestem zdania, że przed czwartkiem i orzeczeniem TSUE w sprawie kredytów frankowych może pojawić się presja, która pchnie kurs w stronę 4,57+. Niepewność orzeczenia zdaje się jednak zniechęcać do wyprzedających spekulacji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Witold Modzelewski: Afera frankowa może całkowicie zniszczyć zaufanie obywateli do banków

Sprawy frankowiczów trwają już od kilkunastu lat. W cieniu walki z bankami zdążyło już wyrosnąć całe pokolenie – które przez całe swoje życie widziało, jak rodzice cierpią konsekwencje niesprawiedliwych umów kredytowych. Ci, którzy z bankami walczą już prawie połowę swojego życia, zdążyli zaś już dojrzeć i dorosnąć – większość czasu spędzając w poniewierce finansowej i psychicznej. Komentując sprawy kredytów frankowych trzeba pamiętać o tych dwóch pokoleniach – dotkniętych bezpośrednio i pośrednio błędem banków, które do dzisiaj nie umieją się do niego przyznać. Bo najdłuższą konsekwencją tych parunastu lat życia z kredytami we frankach nie będzie personalna krzywda poszkodowanych, ani straty finansowe banków. Sprawy frankowe pozostawią za sobą widmo złamanego zaufania.

– Kilkanaście lat temu banki podjęły pewną akcję, importowaną z innych rynków. Nie oszukujmy się, sprawy frankowe to skutek wyprzedaży kapitału obcym inwestorom. Ale jest to dowód na to, że banki miały świadomość konsekwencji tej akcji. A teraz wszyscy rżną głupa. Że nie byli kompetentni, że nie można było tego przewidzieć. Za niekompetencję jeszcze nikogo nigdy w Polsce nie ukarano – powiedział serwisowi eNewsroom Witold Modzelewski, prezes Instytutu Studiów Podatkowych. – Mamy jednak dokumenty i relacje, które zadają kłam tym tłumaczeniom. W pewnym momencie banki zapytały się władzy, czy zabrania podpisywania z klientami tak sformułowanych umów kredytowych. Powiedziały wprost: jeżeli tego nie zabronicie, będziemy to robić. A że władza z bankami żyje za pan brat i niczego bankom szczególnie nie zabrania, nie zabroniła i tego. To pokazuje, że banki już wtedy dobrze wiedziały, że ich działania nie są do końca zasadne. A teraz nie chcą się do tego przyznać. W takiej sytuacji każda instytucja, czy publiczna, czy prywatna, traci zaufanie swoich klientów. I tak najpewniej stanie się z bankami. Młodzi frankowicze, którzy brali te kredyty, teraz są ludźmi dojrzałymi. Wyrosło pokolenie ich następców – których stopień niechęci do tych, którzy zgotowali im ten los, jest o wiele większy. Bo ktoś, kto zasługiwał na zaufanie – nawet nie publiczne, ale wynikające z rzetelności w relacjach z klientem – powinien się przyznać do błędu. Banki tego nie zrobiły i nadal tego nie robią. To drugie, znacznie bardziej radykalne pokolenie, srogo się za to zemści – przewiduje Modzelewski.

Nowa era bankowości skoncentrowanej na kliencie

Bankowość przyszłości to jeszcze większa koncentracja na konsumentach, zrównoważonym rozwoju i racjonalizacji kosztów, oparta o cyfrowe rozwiązania i platformy, które ułatwiają bezpieczne transakcje i podwyższają jakość obsługi klienta. Jak wynika ze Światowego Raportu Bankowości Detalicznej, opublikowanego przez Capgemini i Efma, dla banków detalicznych dostosowanie oferty do oczekiwań klientów to dziś być albo nie być. Trudności wywołane przez pandemię zapoczątkowały nową erę bankowości skoncentrowanej na kliencie, którą raport określa mianem Banking 4.X. Aby odnieść sukces, banki muszą przyspieszyć transformację cyfrową i wdrożyć oparte na chmurze platformy tzw. banking-as-a-service (BaaS), które wspomagają osadzenie bankowości w codziennym życiu, czyniąc ją bardziej dostępną dla klientów.

Wstrząsy rynkowe w 2020 roku wpłynęły na sektor bankowy – z jednej strony poprzez ograniczenie wzrostu przychodów, z drugiej strony przez przymus digitalizacji i adopcji nowych rozwiązań technologicznych, jaki przyniosła pandemia – na wzrost kosztów. Dodatkowo duży wpływ miały towarzysząca wszystkim niepewność ekonomiczna jutra, zmiany w zachowaniu konsumentów w czasie pandemii, nowe regulacje prawne, a także pojawiająca się konkurencja ze strony podmiotów FinTech.

  • Pandemia wpłynęła na formowanie się nowego modelu bankowości. Postpandemiczna, zintegrowana bankowość jest już od początku do końca osadzona w strukturze cyfrowej, skoncentrowana na usługach dostępnych online, gdzie potrzeby konsumenta, jego doświadczenia i zachowania są postawione w centrum zainteresowania. Towarzyszy temu duża zmiana organizacyjna pracy banków. Rezygnuje się z niektórych oddziałów, pracownicy banków coraz częściej też przechodzą na pracę zdalną. Uwidoczniła się też zmiana nastawienia z biznesowego na postawę bardziej odpowiedzialną społecznie. Zmienił się też kontekst konkurencyjności na rynku – wcześniej banki konkurowały między sobą, w tej chwili zmiany zmierzają ku tworzeniu całych ekosystemów usług finansowych, gdzie konkurencją stają się wszyscy inni bardziej technologicznie rozwinięci usługodawcy – mówi Piotr Siuda Vice President, Head of Financial Services Strategic Business Unit w Capgemini Polska.

W ostatniej dekadzie neo-banki i challenger-banki pozyskały ponad 39 milionów klientów

Jak wynika z raportu aż 81 proc. konsumentów twierdzi, że łatwy dostęp i elastyczność bankowości jest dla nich motywacją do przejścia do nowego dostawcy usług finansowych. Tymczasem wiele tradycyjnych banków stara się utrzymać i zwiększyć bazę klientów i już rozpoczęło swoje działania w zakresie cyfryzacji i optymalizacji kosztów, ponieważ pandemia zmusiła je do znacznego przyspieszenia zmian. Ponadto, klienci bankowości detalicznej w obliczu obecnej sytuacji oczekują w pełni zdigitalizowanych i spersonalizowanych usług na żądanie oraz całodobowej pomocy.

Z drugiej jednak strony, spośród badanych, 46 proc. dyrektorów banków twierdzi, że nie jest pewna w jaki sposób wprowadzić otwartą bankowość, zorganizować ekosystemy i stać się organizacją w pełni opartą na danych. Rozwiązania te są niezbędnymi elementami nowego sposobu prowadzenia działalności bankowej, określonego przez Capgemini jako Banking 4.X.

  • Przed pandemią z bankowości elektronicznej korzystało 49 proc. klientów, dziś jest to już 57 proc. i te liczby się zwiększają. Duży wzrost, aż o 8 proc., dotyczy korzystania przez klientów z aplikacji mobilnych. Przezwyciężając przestarzałe sposoby myślenia i przyjmując koncepcję Banking-as-a-Service, instytucje finansowe będą wykraczać poza swoje podstawowe produkty bankowe, tworzyć nową ofertę i zapewniać klientom spersonalizowane doświadczenia. Dzięki platformifikacji i wykorzystaniu danych, banki mogą lepiej zaspokajać potrzeby współczesnego klienta, a także tworzyć nowe źródła przychodów. W branży widać także rosnącą akceptację dla rozwiązań chmurowych. 32 proc. managerów wysokiego szczebla z całego świata deklaruje zaangażowanie w projekty chmurowe w ciągu dwóch najbliższych lat. Banki będą migrowały do chmury, aby stworzyć efektywne kosztowo, zwinne i elastyczne organizacje – komentuje Marcin Szczotok, Senior Director, Head of Global Markets Technology w Capgemini Polska.

Platformifikacja definiuje nową erę dla branży

Tradycyjne banki mogą poszukać nowych możliwości w otwartych ekosystemach i platformach BaaS, które oferują dostęp do nowych źródeł danych i możliwości monetyzacji. Banki muszą szybko zwrócić się w kierunku podejścia opartego na doświadczeniach i platformach, które osadzają bankowość i inne usługi w stylu życia konsumentów. Pozytywnym zjawiskiem jest to, że 66 proc. banków twierdzi, że korzysta już z platformy BaaS, a 25 proc. jest w trakcie jej tworzenia.

Dla tradycyjnych banków dostęp do możliwości szerszego ekosystemu jest kluczowym elementem ich nowej drogi, a aż 80 proc. dyrektorów bankowych stwierdziło, że BaaS pomoże im w kultywowaniu synergii otwartego ekosystemu w celu wprowadzania innowacji i tworzenia nowych produktów i usług bankowych. Umożliwi to bankom wypełnienie luki pomiędzy ich obecną pozycją a spełnianiem oczekiwań klientów, które w przyszłości będą jeszcze większe. Ten nowy sposób prowadzenia działalności pozwoli bankom również na większą integrację z segmentem nieubankowionych i niedostatecznie ubankowionych klientów poprzez kanały cyfrowe, łatwiejsze w użyciu i dostępne na żądanie.

  • Tempo zmian przyspiesza. Nowi gracze na rynku, bez infrastruktury czy licencji bankowej, tworzą produkty i integrują usługi bankowe na swoich platformach biznesowych. Bankowość i firmy pozabankowe mają możliwość połączenia sił i zapewnienia lepszej obsługi klienta. Te strategiczne partnerstwa umożliwiają tworzenie nowych, kreatywnych ofert, które odzwierciedlają styl życia, potrzeby, a nawet osobowość klientów. Przyszłość bankowości opiera się na silnym fundamencie cyfrowym i elastycznym podejściu do wprowadzania innowacji. Produkty i usługi ze zintegrowaną usługą bankową (eng. embedded finance) rozwijają się w niezwykłym tempie. Według Forbesa, prognozowany ich wzrost w kolejnych pięciu latach wyniesie więcej niż tysiąc procent. Wynika z tego, że jeśli nawet tradycyjna bankowość transakcyjna nie zniknie zupełnie, to jej znaczenie będzie szybko maleć – mówi Piotr Siuda.

Podejście oparte na danych pozwoli nadać priorytet hiperpersonalizacji i zapewnić długoterminowy wzrost

Ponieważ bankowość wkracza w erę, w której usługi finansowe są wbudowane w codzienne życie klientów, to dobra współpraca będzie drogą do sukcesu. BaaS oferuje bezprecedensowe możliwości gromadzenia danych poprzez ekosystemy, przy czym ponad 86 proc. konsumentów deklaruje, że podzieliłoby się swoimi danymi, aby uzyskać lepsze, bardziej spersonalizowane doświadczenia. Obecne na rynku banki muszą zbudować cyfrowe możliwości, aby wykorzystać te ekosystemy danych w celu stworzenia, utrzymania i zwiększenia wartości dodanej w erze Banking 4.X. Wiodące banki utrzymają klientów w centrum procesu transformacji, śledząc ich zachowania i nastroje za pomocą inteligentnej analityki danych.

Banki muszą jednak działać szybko. Raport Capgemini i Efma wykazał, że 61 proc. firm nie posiada dedykowanego zespołu ds. zarządzania doświadczeniami klientów (CX), który definiowałby plany działania dla klientów. Banki mogą radykalnie poprawić doświadczenia klientów poprzez wdrożenie cyfrowej warstwy CX i zmianę wizerunku oddziałów na centra doświadczeń, aby oferować spójne i bezpieczne doświadczenia omni-channel we wszystkich punktach kontaktu.

Metodologia raportu

Światowy Raport Bankowości Detalicznej 2021 opiera się na wnioskach z dwóch głównych źródeł – globalnego badania Voice of the Customer Survey 2021 dotyczącego bankowości detalicznej oraz ankiet i wywiadów z kadrą zarządzającą bankowości detalicznej 2021. Raport zawiera spostrzeżenia z 23 rynków, ponad 8 500 klientów bankowych i ponad 130 członków wyższej kadry kierowniczej wiodących banków i firm pozabankowych z różnych regionów. Więcej informacji można znaleźć na stronie www.worldretailbankingreport.com.

Mikroprzedsiębiorcy – najnowsze dane o sprzedaży kredytów dla mikrofirm (marzec 2021 r.)

W marcu 2021 r., w porównaniu do marca 2020 r., banki udzieliły mniej kredytów mikroprzedsiębiorcom w ujęciu liczbowym (-2,1%), ale na wyższą kwotę (+5,4%). W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-3,6%) mniej kredytów obrotowych, więcej o (+11,8%) kredytów inwestycyjnych i więcej o (+2,4%) kredytów w rachunku bieżącym. Spadła w porównaniu do marca 2020 r. wartość udzielonych w marcu 2021 r. kredytów obrotowych o (-1,7%). Wzrosła natomiast wartość udzielonych kredytów inwestycyjnych o (+15,7%) oraz kredytów w rachunku bieżącym o (+6,7%).

SPRZEDAŻ KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG PRODUKTÓW KREDYTOWYCH

W marcu 2021 r. banki udzieliły łącznie 13,9 tys. kredytów mikroprzedsiębiorcom, o (+3,4%) więcej niż w poprzednim miesiącu, na łączną kwotę 1,938 mld zł – wzrost m/m o (+20,6%), w tym: 0,8 tys. kredytów inwestycyjnych na kwotę 318 mln zł, 4,7 tys. kredytów obrotowych na kwotę 725 mln zł oraz 4,2 tys. kredytów w rachunku bieżącym na kwotę 552 mln zł.

W pierwszym kwartale 2021 r. banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom 37,7 tys. kredytów – mniej o (-16,8%) w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku, na kwotę 4,687 mld zł. Spadek wartości udzielonych kredytów w tym okresie w porównaniu z analogicznym okresem 2020 r. wyniósł (-12,8%).

JAKOŚĆ PORTFELI KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG PRODUKTÓW KREDYTOWYCH

Marcowy odczyt Indeksu jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 5,1% w ujęciu wartościowym. Produktowe Indeksy jakości w marcu 2021 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 3,1%, kredyty obrotowe 10,3% oraz kredyty w rachunku bieżącym 3,5%. W marcu 2021 r. w porównaniu do lutego 2021 r. pogorszył się (wzrósł) ogólny indeks jakości (+0,23). Natomiast indeks polepszył się (spadł) w porównaniu do marca 2020 o (-0,32). Pomimo kolejnego już wzrostu i tak jest on nadal na stosunkowo niskim poziomie. Głównym źródłem pogorszenia w marcu 2021 r. jest przede wszystkim zakończenie dużej części moratoriów kredytowych (wakacji kredytowych) oraz nadal utrzymujące się ograniczenia działalności dużej części branż, w szczególności usługowych, z uwagi na restrykcje pandemiczne. Oba te zjawiska negatywnie wpływają na jakość portfela kredytów mikroprzedsiębiorców w ostatnich miesiącach. Marcowe pogorszenie wartości Indeksu w porównaniu do lutego 2021 r. jest jednak zróżnicowane co do wartości dla poszczególnych produktów kredytowych. Najwyższe pogorszenie wystąpiło w przypadku kredytów obrotowych (+0,54) oraz kredytów w rachunku bieżącym (+0,36).
W przypadku kredytów inwestycyjnych nastąpiło pogorszenie Indeksu o (+0,26) w porównaniu do odczytu z lutego 2021 r.

SPRZEDAŻ KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG SEKTORÓW

Na 13,9 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w marcu br., 6,2 tys. zaciągnęły firmy usługowe (45%) i 3,6 tys. handlowe (26%). Łącznie więc 71% udzielonych w marcu 2021 r. kredytów przypada na te dwa sektory. Z łącznej kwoty 1,938 mld zł, banki udzieliły 665 mln zł (34,3%) kredytów firmom z sektora usług oraz 528 mln zł (27,2%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to 61,5% łącznej wartości udzielonych kredytów w marcu 2021 r. W marcu 2021 r. najwyższe spadki liczby udzielonych kredytów dotyczyły finansowania usług (-8,6%). W przypadku produkcji spadek wyniósł (-2,5%). Akcja kredytowa dla firm budowlanych wzrosła o (+9,4%) a dla handlu o (+3,2%).

W ujęciu wartościowym w marcu 2021 r. w porównaniu do marca 2020 r. najwyższa dodatnia dynamika dotyczyła kredytów mikroprzedsiębiorców z sektora budownictwa (+22,1%), produkcji (+14,3%) oraz handlu (+6,9%).

JAKOŚĆ PORTFELI KREDYTÓW DLA MIKROPRZEDSIĘBIORCÓW WEDŁUG BRANŻ

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w marcu 2021 r. spłacane były kredyty przez firmy usługowe – wartość indeksu wyniosła 5,87%. Najlepszy (najniższy) odczyt w marcu br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora budowlanego i wynosił on 3,7%. W porównaniu do lutego 2021 r. Indeks pogorszył się (wzrósł) we wszystkich branżach. Najwięcej w usługach (+0,3). W pozostałych trzech branżach wartość Indeksu pogorszyła się: o (+0,27) w budownictwie, o (+0,16) w handlu oraz o (+0,09) w budownictwie.