Praca zdalna i brak ruchu coraz bardziej doskwierają Polakom. To wzmaga zainteresowanie treningami w domu

Praca zdalna daje się Polakom we znaki, dlatego zaczynają szukać sposobów nie tylko na zrzucenie zbędnych kilogramów, lecz także na złagodzenie stresu i bólu kręgosłupa. Po ponad roku pandemii coraz chętniej ćwiczą w domach i przekonali się do treningów online. Potwierdzają to także dane pochodzące z platformy treningowej Yes2Move.com, której popularność w ostatnich miesiącach zwiększyła się aż pięciokrotnie. Dla wielu osób zajęcia online stały się sposobem na relaks i łagodzenie dolegliwości. Również tych związanych z wadami postawy i bólami kręgosłupa, które pogłębiają praca zdalna i siedzący tryb życia.

– Nasze ciało w bezruchu cierpi. Wielogodzinny home office powoduje, że cierpimy dwa razy bardziej, bo teraz, kiedy nie musimy wychodzić z domu, siedzimy jeszcze więcej niż przed pandemią. Dlatego tak bardzo potrzebujemy ruchu. Nie ma znaczenia, czy to będzie spacer, czy też zajęcia na kręgosłup lub ogólnorozwojowe, ważna jest aktywność. Musimy wstawać, chodzić, przemieszczać się, nawet pracując w domu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Galus, trener Zdrofit i Yes2move.com

Jak wynika z danych Benefit Systems, na początku zeszłego roku 65 proc. Polaków podejmowało aktywność fizyczną przynajmniej raz w miesiącu, ale  z powodu wiosennego lockdownu 43 proc. aktywnych osób ograniczyło treningi. Przedłużająca się izolacja, zamknięcie obiektów sportowych i home office sprawiają, że coraz więcej z nich boryka się np. z nadprogramowymi kilogramami czy bólami kręgosłupa, będącymi efektem nieergonomicznego stanowiska pracy.

 W trakcie pracy zdalnej siedzimy przy stołach i na krzesłach, które nie są do tej pracy przystosowane. Dodatkowo zaczyna działać grawitacja. Garbimy się, przestajemy skupiać się na tym, jak siedzimy, a nasz kręgosłup coraz bardziej zaokrągla się, zaś głowa wychyla się do przodu. Jeśli to trwa przez wiele dni czy tygodni, jest ryzyko, że w kręgosłupie pojawią się mikrourazy – tłumaczy Piotr Galus.

Dla 41 proc. aktywnych fizycznie Polaków sport stał się sposobem na łagodzenie stresu wywołanego pandemią. Jedną z najpopularniejszych obecnie kategorii ćwiczeń online na platformie Yes2Move jest Body & Mind, czyli joga i ćwiczenia relaksacyjne, wpływające na umysł i dobre samopoczucie. Jak podają twórcy platformy, od października jej użytkownicy wykonali już ponad 20 tys. takich treningów.

Aktywność fizyczna pomaga nam zwalczać negatywne skutki stresu. Treningi w domu poprawiają nastrój dzięki uwalniającym się endorfinom. Nawet 10–15-minutowa seria kilku prostych ćwiczeń albo pozycji jogowych może przynieść wymierne korzyści – dodaje Nicole Kiersnowska, trenerka Zdrofit oraz Yes2move.com.

W ubiegłym roku wielu aktywnych Polaków przeniosło sportowe przyzwyczajenia do domów, a treningi online stały się jedyną szansą na utrzymanie kondycji i sylwetki.

– Pandemia to często dodatkowe kilogramy, ale nawet w warunkach domowych można spalić tkankę tłuszczową i zredukować swoją wagę. Lockdown pokazał, że w domu także można znacząco poprawić kondycję. Pozostaje tylko wybór treningu, który nam najbardziej odpowiada, a następnie systematyczna praca i konsekwencja w działaniu – podkreśla Nicole Kiersnowska.

Wraz z przedłużającymi się restrykcjami ćwiczenia w domu coraz bardziej zyskują na popularności. Z badań Deloitte’a wynika, że wśród aktywnych fizycznie Polaków zainteresowanie ofertą zajęć fitness online sięga 50 proc. Potwierdzają to też dane z uruchomionej wiosną zeszłego roku platformy treningowej Yes2Move.com. Przez pierwsze pół roku jej użytkownicy wykonali w sumie 150 tys. treningów online.

– Platformę Yes2Move.com stworzyliśmy podczas pierwszego lockdownu, a jej głównym założeniem jest wspieranie aktywności użytkowników w warunkach domowych. Platforma jest dostosowana do potrzeb użytkowników, ich kondycji oraz wielu innych parametrów, które można zweryfikować dzięki dostępnym fit-testom bez względu na wiek, formę, w jakiej się obecnie znajdują, czy miejsce, w którym ćwiczą – wyjaśnia Tomasz Groń, dyrektor zarządzający Benefit Systems Oddział Fitness.

Platformy treningowe online zdobywają popularność, bo odpowiadają na przeróżne indywidualne potrzeby osób aktywnych. Yes2Move.com zapewnia dostęp do bazy ok. 800 treningów online o różnym poziomie zaawansowania oraz fit-testów, dzięki którym można określić swój poziom i śledzić efekty ćwiczeń. Na platformie są też podcasty, artykuły poradnikowe dotyczące aktywnego trybu życia i prawidłowego odżywiania oraz instruktaże do prawidłowego i bezpiecznego wykonania ćwiczeń.

 Yes2Move to szeroki wybór treningów, od ćwiczeń typu Body & Mind po tabatę, interwały albo treningi siłowe ze sprzętem lub ciężarem własnego ciała. Jednym z bardziej popularnych i polecanych do wykonywania w warunkach domowych jest trening cardio, czyli bardzo proste ćwiczenia – typu pajace, podskoki, wykroki i przysiady – powtarzane z dużą częstotliwością – wskazuje Nicole Kiersnowska.

Co istotne, ćwiczyć w domu mogą też rodzice z dziećmi, bo na platformie Yes2Move.com znalazła się też baza treningów online, które można wykonywać w rodzinnym gronie.

 Zachęcam do ćwiczenia wspólnie z dziećmi, zarażania ich pasją do aktywności fizycznej. Natomiast jeśli dzieci są jeszcze malutkie, zawsze można zrobić trening z dzieckiem w pobliżu, mając je na oku. Początki bywają trudne, jednak nie ma rzeczy niemożliwych, wystarczy się nie zniechęcać i powoli zwiększać czas i intensywność treningów – podkreśla trenerka Zdrofit oraz Yes2move.com.

Druk 3D nadzieją onkologii. Polscy naukowcy wydrukowali trójwymiarowy model żyły zajętej nowotworem, co pozwoliło na skuteczną operację

Polscy naukowcy wydrukowali trójwymiarowy model żyły pacjenta ze zmianami nowotworowymi. Dzięki temu lekarzom udało się precyzyjnie i bezpiecznie zaplanować zabieg usunięcia guza. Technologie przyrostowe coraz częściej są wykorzystywane do obrazowania chorych tkanek i narządów przed planowaną interwencją chirurgiczną, a światowy rynek druku 3D w zastosowaniach medycznych do 2027 roku wzrośnie prawie czterokrotnie.

Technologia druku 3D coraz częściej jest wykorzystywana do modelowania zmian nowotworowych u pacjentów, którzy mają być poddawani operacjom. Lekarze z argentyńskiego Hospital Transito Caceres de Allende wykorzystali go w planowaniu operacji u kobiety zmagającej się z nowotworem, dającym przerzuty do wątroby. Operacja była bardzo złożona i wymagała precyzyjnego planowania. Pomógł w tym wielokolorowy trójwymiarowy model zajętego chorobą narządu, wydrukowany z dokładnością do 0,02 mm.

Naukowcy z Politechniki Opolskiej wydrukowali z kolei trójwymiarowy model żyły, w której znajdowały się zmiany nowotworowe.

– Celem było przede wszystkim zwizualizowanie zmian patologicznych w żyle na podstawie obrazów tomografii komputerowej. Wspieraliśmy bezpośrednio zespół medyczny przed wykonaniem operacji, która była dosyć skomplikowana. Tego typu operacji przeprowadzono na świecie zaledwie kilka czy kilkanaście. Operatorzy, którzy wykonywali zabieg, prosili nas o to, żebyśmy pomogli im to zwizualizować i zaplanować całą operację – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr hab. inż. Mirosław Szmajda, profesor Politechniki Opolskiej, Wydział Elektrotechniki, Automatyki i Informatyki.

Aby wizualizacja była możliwa, konieczne było przeanalizowanie 1,5 tys. obrazów żyły uzyskanych w badaniu tomografem komputerowym. Dokonał tego zespół inżynierów biomedycznych.

– Chcieliśmy zamodelować żyłę, a marker wprowadzany był do tętnicy i w momencie, kiedy trafił do żyły, to praktycznie podświetlał nam cały organizm. Nie sposób było automatycznymi algorytmami wyłuskać tylko tę konkretną żyłę. Po tej serii zaznaczeń można było już przystąpić do cyfrowego przetwarzania tych danych – tłumaczy dr hab. inż. Jarosław Zygarlicki z Wydziału Elektrotechniki, Automatyki i Informatyki Politechniki Opolskiej.

Praca ta stanowiła punkt wyjścia do drugiego etapu, czyli wygenerowania trójwymiarowego modelu żyły, wraz z patologiczną zmianą, które opierało się na działaniu algorytmu maszerujących sześcianów i triangulacji. Finalnym etapem było wydrukowanie fizycznego modelu.

– Bardzo istotnym wymogiem było wykonanie wydruku dwumateriałowego, co nie jest jeszcze na dzisiaj techniką standardowo stosowaną. Należało stworzyć dwa niezależne modele i przejść do wydruków w technologii FDM. Filamentem była termoplastyczna żyłka roztapiana do temperatury około 200 stopni i nakładana warstwa po warstwie w ustalonej rozdzielczości. Jeden z materiałów nakładany na wydruk był przeźroczysty, pełniący funkcję izolacyjną żyły – po to, by móc zajrzeć do tkanki nowotworowej, która znajdowała się wewnątrz – tłumaczy dr inż. Mariusz Sobol z Wydziału Elektrotechniki, Automatyki i Informatyki Politechniki Opolskiej.

Tkanka nowotworowa była drukowana drugim filamentem w kolorze czerwonym. Pozwoliło to uwydatnić kolorystycznie jej rozrost i rozmieszczenie oraz określić, w jakich miejscach dotyka ścian żyły i w jakim zakresie się rozmieszcza. Tak szczegółowe obrazowanie w powiększeniu pozwoliło dokładnie rozplanować przebieg operacji i określić jej szczególnie ryzykowne etapy.

– Mając w rękach ten model, zespół lekarzy mógł dokładniej przyjrzeć się z poszczególnych stron i zaplanować podejście, przewidzieć, gdzie należy spodziewać się problemu, bo np. może będzie trzeba chirurgicznie odcinać nowotwór od ścian – dodaje dr inż. Mariusz Sobol.

Pacjentka z rozległym nowotworem rozpoczynającym się od narządów rodnych i sięgającym aż do serca, wewnątrz dużej żyły, po zabiegu trafiła już do domu. Nie było komplikacji po zabiegu, a stan chorej szybko się poprawił.

Według analityków z Verified Market Research światowy rynek druku 3D w medycynie osiągnie do 2027 roku wartość 3,93 mld dol. W 2019 roku było to 1,1 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie 17,1 proc.

Pandemia napędza sprzedaż laptopów. Coraz mocniejsze karty graficzne i sztuczna inteligencja zachęcają graczy do ich zakupu

Praca zdalna i edukacja domowa w czasie pandemii wpłynęły na rekordową sprzedaż laptopów. Z raportu Canalys PC Analysis wynika, że w 2020 roku sprzedano 297 mln komputerów, czyli o blisko 11 proc. więcej niż rok wcześniej. Sprzedaż napędzały zwłaszcza laptopy (ponad 235 mln sztuk), które stanowiły 79 proc. wszystkich sprzedanych urządzeń. Taki trend będzie się utrzymywał, zwłaszcza że karty graficzne w laptopach nie ustępują tym z komputerów stacjonarnych, a coraz częściej w komputerach mobilnych wykorzystywane są też technologie deep learning i sztucznej inteligencji.

– Pandemia znacznie zwiększyła wzrost sprzedaży laptopów. Coraz więcej sprzedaje się ich w niższym segmencie, czyli w granicach 2,5–3 tys. zł, skierowanym przede wszystkim do pracy i nauki zdalnej, bez kart graficznych, z niższymi parametrami, które świetnie się właśnie do takich zastosowań sprawdzają. Natomiast spore zainteresowanie jest też laptopami, które jednak te karty graficzne posiadają. Najwidoczniej konsumenci używają komputerów w dzień do pracy, a wieczorami do gier – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tomasz Jarka, członek zarządu firmy Blue Technology, właściciela marki Hyperbook.

Z raportu Canalys PC Analysis wynika, że w 2020 roku sprzedano rekordowe 297 mln komputerów (według IDC było to nawet 302 mln). To wzrost o 11 proc. r/r, czyli o ok. 30 mln egzemplarzy. Silny wzrost zanotowano przede wszystkim w segmencie laptopów, na co wpłynęła częstsza praca zdalna i wprowadzenie domowej edukacji – w 2020 roku sprzedaż laptopów przekroczyła 235 mln, co stanowiło 79 proc. wszystkich sprzedanych urządzeń. Wzrosło też zainteresowanie tańszymi i bardziej mobilnymi notebookami (o 44 proc.), spadła za to sprzedaż komputerów stacjonarnych do blisko 62 mln (spadek o 20 proc. r/r).

– Niektórzy kupują po kilka laptopów, do firm, dla rodzin, dla dzieci, np. jeden sprzęt mocny dla siebie do pracy i drugi laptop słabszy dla dziecka do nauki zdalnej. W przypadku naszej firmy co roku odnotowywaliśmy znaczny wzrost sprzedaży, natomiast rok 2020 względem 2019 było to już nawet kilkadziesiąt procent wzrostu, więc zainteresowanie komputerami mobilnymi jest znaczące – ocenia Tomasz Jarka.

Jak przekonuje ekspert, choć na wzrost sprzedaży laptopów wpłynęła pandemia oraz przeniesienie pracy i nauki do domów, to taki trend będzie się utrzymywać, nawet jeśli sytuacja wróci do normy.

– Laptopy często już są bardzo zbliżone w zakresie wydajności do komputerów stacjonarnych, a ich ceny też nie są dużo wyższe. Obecnie cena podstawowych kart graficznych nowej generacji w komputerze stacjonarnym sięga 3 tys. zł, natomiast u nas cały laptop z kartą graficzną o podobnej wydajności można kupić za 5 tys. zł, więc te różnice są już całkiem spore, a wydajność jest naprawdę zbliżona – przekonuje członek zarządu Hyperbook.

Jeszcze kilka lat temu laptopy służyły niemal wyłącznie do pracy. Obecnie jednak mobilne komputery sprawdzają się także u graczy. W 2020 roku NVIDIA wypuściła swoje najnowsze procesory graficzne do gier i tworzenia treści oraz zaktualizowaną technologię Max-Q (obniżającą taktowanie procesorów, ale zwiększającą ich energooszczędność). Firma ogłosiła też, że ​​jej partnerzy OEM wypuszczają laptopy z procesorami graficznymi RTX, obsługującymi technologię ray tracing, która była kiedyś używana głównie przy efektach specjalnych.

Najnowsze mobilne procesory graficzne zapewniają już wydajność zbliżoną do komputerów stacjonarnych. Przykładowo GeForce RTX 3080 z układem Ampere może osiągnąć nawet ponad 40 klatek na sekundę przy rozdzielczości 1440p w grze Cyberpunk 2077, co jest imponujące nawet w świecie komputerów stacjonarnych.

– Głównym zainteresowaniem będą się jednak cieszyć mocne karty graficzne, mocne procesory, gdyż komputery mają już naprawdę bardzo dobre układy chłodzenia, radzą sobie z tym świetnie, przez co zainteresowanie wydajnymi laptopami jest bardzo duże – mówi Tomasz Jarka.

Jak przekonuje, laptopy coraz częściej wyposażone są w nowoczesne technologie, w tym deep learning czy sztuczną inteligencję. Technologia głębokiego uczenia może wykorzystać sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe do tworzenia obrazu, który wygląda jak obraz o wyższej rozdzielczości, bez narzutu renderowania. Algorytm uczy się z dziesiątek tysięcy wyrenderowanych sekwencji obrazów.

– Jest już wiele aplikacji, wiele funkcji, które wykorzystują nauczanie maszynowe i sztuczną inteligencję w laptopach. Technologia DLSS sprawia, że minimalnie obniżona jest jakość graficzna gry, natomiast znacznie zwiększona jest jej wydajność, do tego służy właśnie sztuczna inteligencja. Sztuczna inteligencja jest również wykorzystywana np. w aplikacji Windows Hello do rozpoznawania twarzy przez kamerę komputera – wymienia członek zarządu Hyperbook.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 5.04 – 9.04.2020

Jesteśmy po zamknięciu kwartału, który przyniósł burzliwą rewizję optymizmu w odniesieniu do przyszłego tempa globalnego ożywienia, kiedy Europą targa trzecia fala zachorowań. Ale proces szczepień postępuje, stąd otwieranie gospodarek tylko się opóźnia. Powrót na właściwe tory przywróci strategię reflacyjną w dalszym okresie, ale wcześniej wyróżniać się będzie wyjątkowość gospodarki USA, dając przejściową przewagę USD nad walutami ryzykownymi.

Wydarzenia tygodnia: ISM z USA, minutki FOMC, Sentix, PMI z Eurolandu/Wlk. Brytanii, RPP, RBA, CPI/PPI z Chin, rynek pracy z Kanady

USA

W USA oczekuje się silnego wzrostu indeksu ISM dla usług (pon). Sugerują to mocne wskaźniki regionalne, pozytywne zaskoczenie w ISM dla przemysłu oraz silny raport NFP. Razem dane wskazują na wyraźne przyspieszenie aktywności gospodarczej wraz z zakończeniem restrykcji. Wypłaty czeków pomocowych także znajdą swoje odbicie w indeksie ISM. Poza tym większa uwaga może dotyczyć protokołu z marcowego posiedzenia FOMC (śr), gdyż mogą dostarczyć treści do dyskusji na temat rosnących rentowności obligacji skarbowych. Oczekiwalibyśmy, że minutki potwierdzą przekaz z konferencji prasowej prezesa Powella, gdzie podkreślano brak zaniepokojenia rosnącymi rentownościami, które są odbiciem wzmacniającej się gospodarki. Nie oczekujemy dowodów szerszej dyskusji nad redukcją tempa skupu aktywów czy terminem pierwszej podwyżki. Silne dane powinny być wsparciem dla wyższych rentowności obligacji, na czym będzie korzystał USD.

Strefa euro

W strefie euro indeks Sentix (wt) będzie pierwszym barometrem nastrojów w obliczu zagrożeń trzeciej fali zachorowań na COVID-19. Wzrost indeksu będzie sygnalizował podtrzymanie nadziei na otwarcie gospodarki i łatwiejsze zwalczenie pandemii dzięki wyższym temperaturom i postępującemu (choć powoli) procesowi szczepień. Indeksy PMI dla usług z Hiszpanii i Włoch (śr) potwierdzą ogólnoeuropejski trend poprawy, który było widać w danych z Francji i Niemiec. Produkcja przemysłowa z Niemiec (pt) powinna wzrosnąć, potwierdzając prężny rozwój sektora. Wątpimy, aby dane mogły wpłynąć na EUR, a EUR/USD pozostanie barometrem nastrojów i funkcją nastawienia do USD.
W Wielkiej Brytanii finalny szacunek PMI dla usług (śr) oraz PMI dla sektora budowlanego (czw) powinny dowodzić poprawy sytuacji gospodarczej w otwierającej się gospodarce. Dane mogą być wygodnym pretekstem dla odnowienia długich pozycji w GBP po ostatniej korekcie wywołanej ogólnorynkową awersją do ryzyka.

Polska

W Polsce Rada Polityki Pieniężnej pozostawi stopy procentowe bez zmian (śr). Nawet pomimo niespodzianki w wyższej marcowej inflacji (3,2 proc. r/r, prog. 2,8 proc.) nie sądzimy, aby zmianie uległo nastawienie RPP. Ostatnio prezes NBP Glapiński tłumaczył, że wyższa inflacja teraz i w kolejnych miesiącach będzie się brać z podwyżek cen administrowanych, na które polityka pieniężna nie ma wpływu. Wprost określił on rynkowe oczekiwania podwyżek za błędne. Jednocześnie trzecia fala zachorowań i nowe restrykcje dają silny argument przeciw zacieśnianiu monetarnemu. Podtrzymujemy prognozy, że stopy procentowe nie ulegną zmianie wcześniej, jak w drugiej połowie 2022 r. Bardziej interesujące niż posiedzenie RPP może być (o ile się odbędzie) wideokonferencja prezesa Glapińskiego, gdzie odpowie on na pytania dziennikarzy (prawdopodobnie w piątek). Szczególnie pytania o sytuację złotego oraz udział NBP w potencjalnej konwersji kredytów frankowych mogą mieć istotne znaczenie dla kierunku rynku walutowego. Biorąc pod uwagę preferowanie przez NBP słabego złotego, wątpimy, aby wideokonferencja mogła przynieść pozytywne impulsy dla PLN. Razem z rozwojem trzeciej fali zachorowań i niepewnością o wyrok SN ws. kredytów frankowych w najbliższych dniach ryzyka dla złotego przeważają po negatywnej stronie.

Australia

W Australii nie oczekujemy zmian w polityce monetarnej (wt). Komunikat powinien dalej stwierdzać, że gospodarka jest daleko od założonych celów, stąd polityka pozostanie akomodacyjna. Jednocześnie ostatni spadek stopy bezrobocia do 5,8 proc. – rok wcześniej niż bank prognozował – pozwoli na bardziej optymistyczną ocenę sytuacji. Ogólnie gołębi przekaz nie powinien istotnie ciążyć na AUD, który będzie podążał za generalnymi nastrojami.

Chiny

W Chinach po silnych danych z przemysłu sugerujących odbudowę popytu zewnętrznego oraz w reakcji na wzrost cen surowców interesująca będzie skala narastającej presji inflacyjnej w odczytach PPI i CPI (pt). Przyspieszająca inflacja będzie skłaniać władze monetarne do zaostrzania warunków kredytowych, co może mieć implikacje dla globalnych nastrojów rynkowych.

Kanada

W Kanadzie oczekiwany jest silny wzrost nowych miejsc pracy (pt) za sprawą otwierania handlu i restauracji po lockdownie. Jednak ponowny wzrost liczby przypadków i przywrócenie restrykcji (Ontario) zwiastuje ponowne zwolnienia w kolejnym miesiącu. Te spodziewane wahania mogą ograniczyć pozytywną reakcję CAD na lepsze od prognoz odczyty.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Jakiego stroju będzie potrzebować bizneswoman?

Każda bizneswoman ma w swojej garderobie eleganckie marynarki i garsonki, które stanowią podstawę stylizacji do pracy. Spotkania biznesowe wymagają odpowiedniego stroju, pierwsze wrażenie robi się tylko raz i zajmuje to dosłownie kilkadziesiąt sekund. Za pomocą właściwego ubioru można podkreślić profesjonalizm, dodać sobie prestiżu. W wielu firmach obowiązuje ścisły dress code, którego należy się trzymać, aby nie zostać źle odebranym. Mając do wyboru różne garsonki, marynarki, spodnie i spódnice, możliwe staje się stworzenie idealnej stylizacji na każdą okazję.

Odpowiedni strój na spotkanie biznesowe, czyli jaki?

Każda kobieta biznesu dobrze wie, jak ważny jest dobry wizerunek. Jego zbudowanie zajmuje trochę czasu, ale łatwo go nadszarpnąć czy zniszczyć. Odpowiednie zachowanie to jedno, ale niezwykle ważne będzie dobranie właściwego stroju. Powinien być on dostosowany nie tylko do okazji, ale też sylwetki. Sprawdzą się zarówno spodnie i spódnica, jak również sukienka. Idealne będą garsonki i marynarki. Każde spotkanie biznesowe może być nieco inne, dlatego strój zawsze należy dobierać indywidualnie, do okazji i rozmówcy. Inna stylizacja sprawdzi się w przypadku zaproszenia do eleganckiego miejsca niż do sali konferencyjnej. Dopasowanie ubioru do otoczenia to kwestia priorytetowa, aby zostać dobrze odebraną. Przy tworzeniu stylizacji powinno się mieć na uwadze dress code obowiązujący w danej firmie.

Uniwersalnym rozwiązaniem jest założenie eleganckiego garnituru. Ten w wydaniu klasycznym będzie pasować praktycznie na każde spotkanie biznesowe. Latem można pozwolić sobie nawet na zastąpienie garnituru kombinezonem, oczywiście w tylu formalnym, nie casualowym. Ma być przewiewny i lekki, jednocześnie elegancki. Do kombinezonu w jednolitym kolorze pasować będą klasyczne buty i marynarka. Śmiało można łączyć ciemną kolorystykę z jasnymi dodatkami. Nie trzeba stawiać na czerń, zdecydowanie lepiej nadaje się kolor granatowy, beże i szarości. Istotne jest to, aby barwy były stonowane, neutralne. Można nieco ożywić stylizację za pomocą dodatków w bardziej intensywnych kolorach, ale należy je stosować z umiarem. Zawsze mile widzianymi barwami w eleganckich outfitach będzie butelkowa zieleń i bordo. Z kolorem żółtym i czerwonym należy uważać, gdyż zbyt mocne zwracanie na siebie uwagi może zostać źle odebrane.

Jakie stylizacje sprawdzą się w przypadku bizneswoman?

Spodnie, koszula lub elegancka bluzka i marynarka to uniwersalna stylizacja na każde spotkanie biznesowe. Możliwości jest jednak zdecydowanie więcej. Świetnie sprawdzi się także spódnica, ale musi być ona dobrze dopasowana do sylwetki. Nie nadają się fasony typu oversize ani rozkloszowane. Zachować trzeba też odpowiednią długość, najlepiej do kolan i dłuższe, nawet do połowy łyski. Obowiązkowo należy ubierać rajstopy/pończochy, eksponowanie gołych nóg jest niemile widziane. Świetnym wyborem będzie prosta spódnica o kroju ołówkowym, w połączeniu z elegancką bluzką. Idealnie nadaje się elegancka sukienka, podkreślająca kobiece kształty, ale nieemanująca seksapilem. Najlepszy będzie klasyczny model w stonowanym kolorze, bez dekoltu, sięgający za kolano. Do tego wystarczy ubrać dobrze skrojoną marynarkę i stylizacja biznesowa gotowa. Wystarczy jeszcze umiejętnie dobrać odpowiednie dodatki w postaci torebki, butów i biżuterii. Zobacz więcej propozycji w serwisie https://manwoman.co/pl

Jedna czwarta wszystkich zakupów w e-commerce jest odsyłana

W 2021 roku wartość rynku e-commerce ma osiągnąć około 2,7 biliona dolarów, z tempem wzrostu wynoszącym około 6,3 proc. rocznie[1]. W związku z tym wielu przedsiębiorców chce działać w tej branży. Wszystko wskazuje również na to, że przyszłość będzie online, dlatego warto rozważyć założenie własnej działalności zajmującej się handlem elektronicznym. Sprzedawcy muszą się jednak mierzyć z wyzwaniami. Jednym z głównych i bardzo powszechnych są obciążenia zwrotne (tzw. chargebacki), które frustrują zarówno kupujących, jak i sklepy internetowe. Klienci i sprzedawcy mogą czekać nawet do 120 dni na zwrot pieniędzy na swoje konta[2]. Jak utrzymać płynność finansową, gdy praktycznie nad każdą sprzedażą wisi niebezpieczeństwo zwrotów?

Sklepowe zwroty to wyzwanie dla sprzedawców

97 proc. badanych e-klientów twierdzi, że zrezygnowało z zakupu, ponieważ proces zwrotu nie był dla nich wygodny[3]. Należy mieć świadomość, że nawet jeśli sprzedawcy uda się podnieść współczynnik konwersji i zmniejszyć liczbę porzuceń koszyka, nie oznacza to, że decyzja konsumenta jest ostateczna. Może on przecież zrezygnować z produktu już po jego otrzymaniu. Dane dowodzą, że kupujący online są trzykrotnie bardziej skłonni do zwrotu produktów zakupionych online w porównaniu do zakupów w sklepie (30 proc. vs 10 proc.)[4]. Średnio jedna czwarta wszystkich zakupów internetowych jest odsyłana, podczas gdy nawet jedna trzecia kupujących może celowo przesadzić z zakupami, aby wybrać tylko jeden przedmiot i zwrócić resztę zamówienia[5].

Oczywiście, problem może tkwić w tym, że kupujący nie są w stanie dotknąć lub obejrzeć przedmiotu, który zamawiają przez internet. Dopiero, gdy towar dotrze do nich fizycznie, są w stanie ocenić jego jakość i wygląd. Problem ten jest szczególnie obecny w branżach takich jak moda, która jest największym segmentem e-commerce. Kupowane przez nas ubrania czy dodatki mogą przecież wyglądać o wiele lepiej na modelu online niż na nas samych. W tym przypadku niekoniecznie winą klienta jest to, że decyduje się na odesłanie towaru, ponieważ trudno przewidzieć, czy dany ubiór będzie na niego pasować.

Liczba obciążeń zwrotnych rośnie, a to może generować większe straty

Nawet jeśli sprzedawca przygotuje dodatkowy budżet na potencjalne chargebacki, w dalszym ciągu musi poświęcić sporo czasu, aby wyjaśnić sprawę bankom lub dostawcom systemów płatności (w końcu te instytucje chcą wiedzieć, czy współpracują z zaufanymi podmiotami[6]), prawidłowo obsłużyć obciążenia zwrotne i przechować odesłane produkty. W efekcie jeszcze w 2018 roku globalna branża traciła na chargebacki i procedury z nimi związane nawet 31 mld dolarów[7]. Przy rosnącej popularności e-commerce w 2020 roku łatwo sobie wyobrazić, że wartości te jeszcze tylko wzrosły. Co więcej, dane dowodzą, że gdy klient z powodzeniem wypełni wniosek dotyczący chargeback, jest bardziej prawdopodobne, że złoży kolejny w ciągu 2 miesięcy[8].

Możliwe jest, że polski rynek czeka wielka walka sprzedawców o klienta i przejęcie części rynku e-commerce. Wejście do Polski Amazon.pl i świetne wyniki Allegro w czwartym kwartale 2021 roku oznaczają, że przed nami ciekawy czas. Allegro zanotowało wzrost wartości sprzedanych produktów (GMV) na platformie Grupy Allegro.eu rok do roku o ponad 57 proc.[9] Widać też, że jeśli Amazon wchodzi na jakiś rynek, to jest do tego bardzo dobrze przygotowany, a jego udział w nim szybko rośnie. Dlatego można się spodziewać, że polski sektor e-commerce nadal będzie się rozwijał na podobnym poziomie. Chargebacki i warunki zwrotu produktów mogą być ważnymi czynnikami dla klientów przy wyborze danego dostawcy.

Niektórzy sprzedawcy decydują się na rozwiązanie tej kwestii bez polityki obciążeń zwrotów. Tylko około jedna trzecia europejskich stron e-commerce oferuje jakąkolwiek gwarancję lub politykę zwrotu pieniędzy[10]. Inni sprzedawcy mogą zdecydować się na wprowadzenie rygorystycznej polityki chargeback lub polityki zwrotów. Takie rozwiązania, choć są korzystne dla budżetu sprzedawcy, mogą negatywnie wpłynąć na odczucia klienta i zniechęcić go do ponownego odwiedzenia sklepu internetowego. Według danych, nawet do 56 proc. użytkowników może zrezygnować z zakupu na danej stronie, widząc jej politykę zwrotów[11].

Dlatego z finansowego punktu widzenia przedsiębiorcy zajmujący się e-handlem powinni utrzymywać wystarczający budżet na zwroty. Jeśli przedsiębiorca nie posiada rezerwy finansowej, dobrze jest zawczasu zorganizować dostęp do zewnętrznego finansowania kapitału obrotowego. Warto również wcześniej rozpocząć negocjacje w sprawie finansowania i stworzyć historię kredytową z partnerem. Jeśli bank nie jest w stanie pomóc, na rynku istnieją inne opcje, takie jak np. Lidya, która zapewnia krótkoterminowe finansowanie obrotowe dla MŚP. Lidya analizuje głównie bieżące przepływy pieniężne firm i zwykle dostarcza środki w ciągu 48 godzin od złożenia wniosku.

Jakie jest więc idealne rozwiązanie, które pozwoli sprzedawcy pozostać finansowo wypłacalnym, zapewniając jednocześnie najwyższą jakość obsługi klienta? Kluczem jest zainwestowanie w przejrzystą politykę zwrotów, poświęcenie czasu na rozwiązywanie wszystkich kwestii związanych z chargebackami, a także zapewnienie wysokiej jakości szkoleń dla pracowników obsługi klienta, aby byli w stanie szybko i bezbłędnie rozwiązać każdy problem.

[1] https://www.statista.com/outlook/dmo/ecommerce/worldwide

[2] https://www.najlepszekonto.pl/procedura-chargeback-obciazenie-zwrotne-co-to-jest

[3] https://nrf.com/research/consumer-view-winter-2020

[4] https://recommend.pro/ecommerce-handling-returns-lockdown/

[5] https://www.pymnts.com/news/retail/2020/returns-come-back-to-haunt-ecommerce-amid-pandemic/

[6] https://www.statista.com/outlook/dmo/ecommerce/worldwide

[7] https://chainstoreage.com/operations/the-newest-factor-impacting-chargeback-losses-is

[8] https://www.getbankcard.com/blog/chargeback-stats-merchants-must-know

[9] https://www.dlahandlu.pl/e-commerce/wiadomosci/wyniki-allegro-wzrosly-o-kilkadziesiat-proc-spolka-chce-podwoic-srodki-na-inwestycje,96225.html?utm_source=gravitec&utm_medium=push&utm_campaign

[10] https://www.pymnts.com/wp-content/uploads/2020/06/Cross-Border-Merchant-Friction-Index-June-2020-1.pdf

[11] https://www.salecycle.com/blog/featured/ecommerce-returns-2018-stats-trends/

Oszuści atakują klientów Nest Banku – podszywają się pod specjalistów/ekspertów od cyberbezpieczeństwa

Nest Bank ostrzega przed oszustami, którzy podszywają się pod jego pracowników. Oszuści dzwonią do klientów, wyłudzają kody SMS, dane do logowania, kody BLIK czy dane karty płatniczej oraz zachęcają do zainstalowania „dodatku do aplikacji”.

Jak działają oszuści – krok po kroku

Oszuści dzwonią do klientów i podają się za pracowników Nest Banku – specjalistów/ekspertów ds. bezpieczeństwa. Zazwyczaj podają imię, nazwisko i fikcyjny numer pracownika. Scenariuszy rozmów jest klika. Jednak najczęściej oszuści informują klienta, że odnotowali podejrzany przelew z jego konta do osoby, która jest w banku zidentyfikowana jako oszust.

  1. Rzekomy pracownik Nest Banku zadaje klientowi różne pytania np. Czy ktoś oprócz Ciebie ma dostęp do karty lub konta osobistego? Czy masz przy sobie kartę do konta i dowód osobisty? Czy instalowałeś ostatnio podejrzane, aplikacje? Czy zabierasz potwierdzenia po każdej płatności kartą?
  2. Po uzyskaniu odpowiedzi na te pytania oszust informuje, że teraz podsumuje klientowi co się dzieje na jego koncie. Najczęściej klient dowiaduje się, że bank zablokował podejrzany przelew, a jego adresat jest znanym oszustem. Dlatego „bank” przekazał już zgłoszenie na policję, która wkrótce się z nim skontaktuje. Po chwili „pracownik” weryfikuje czy klient ma dobrze zabezpieczone dane do konta oraz czy posiada aplikację mobilną.
  3. Jeżeli klient ma aplikację to „pracownik” pyta: Czy posiada Pan dodatek do aplikacji służący do szybkiej pomocy? Klient zazwyczaj odpowiada, że nie. (Nest Bank nie ma takiej aplikacji). Wtedy „pracownik” prosi o instalację tej aplikacji/ oprogramowania, często oferując również swoją pomoc, są to zazwyczaj QuickSupport, TeamViewer, AnyDesk.
  4. Jeżeli klient zainstaluje aplikację to oszuści uzyskują zdalny dostęp do jego urządzenia. W ten sposób przejmują kontrolę nad komputerem/telefonem i przechwytują wrażliwe dane dzięki, którym będą mogli okraść klienta. Często w dalszej części rozmowy oszuści proszą także o podanie kodu BLIK oraz kodów sms.

Apelujemy do klientów, aby zachowali czujność. Scenariusze wykorzystywane przez oszustów dynamicznie się zmieniają. Są one coraz bardziej wiarygodne. Dlatego uczulamy klientów, że jeżeli nie mają pewności, że rozmawiają z pracownikiem Nest Banku to powinni natychmiast się rozłączyć i skontaktować się z naszą infolinią pod numerem telefonu 22 438-41-41 (od pon. do pt. 8.00-18.00).W ten sposób potwierdzimy, że osoba o wskazanym imieniu i nazwisku pracuje w banku i próbowała się kontaktować z klientem – mówi przedstawiciel Nest Banku.

Euro poniżej 4,60 zł

Mało kto spodziewał się, że po tym jak w środę zobaczyliśmy 4,66 zł za euro, już w czwartek będziemy poniżej bariery 4,60 zł. Splot rosnącej inflacji i poprawy nastrojów wywołanych programem szczepień pozwolił jednak polskiej walucie odrobić straty.

Kolejny dzień umocnienia złotego

Mamy właśnie trzeci z rzędu dzień nagłego umacniania się złotego na rynku. Dzisiaj nad ranem euro wyceniane jest już poniżej 4,59 zł, a biorąc pod uwagę, że Wielki Piątek jest świętem w wielu krajach zachodu można się dzisiaj spodziewać kolejnych niespodzianek. Brak inwestorów w pracy powoduje, że potrzeba mniej kapitału, aby zmienić ceny. Z drugiej strony wiedzą to również w NBP, który ostatnimi czasy wykorzystywał takie sytuacje do interwencji walutowych na rynku. Możemy zatem mieć dzisiaj zamiast typowego świątecznego marazmu na rynku bardzo ciekawy dzień.

Indeksy koniunktury z Europy

Wczorajsze dane na temat indeksów PMI w Europie potwierdziły dobrą dyspozycję europejskich gospodarek. Dla Unii Europejskiej było to niemal dokładnie zgodne z oczekiwaniami imponujące 62,5 pkt, pokazujące duży optymizm badanych menedżerów. Pół godziny później nie zawiedli Brytyjczycy, którzy po raz kolejny pokazali wynik lepszy od oczekiwań. 58,9 pkt to również bardzo korzystny rezultat. To wszystko działo się w cieniu kolejnych zapowiedzi przyspieszania programu szczepień. W rezultacie, nie może dziwić, że waluty europejskie zyskiwały wczoraj wyraźnie względem dolara.

Dane zza oceanu

Wczoraj był dzień dobrych danych z gospodarek światowych. Również Amerykanie pokazali dobre odczyty indeksów koniunktury. Szczególnie dobrze wypadł raport ISM dla przemysłu. Jest to bardzo podobne badanie do indeksu PMI, ale organizowany przez inną instytucję. Trochę słabiej wypadły wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że i tak był to trzeci najlepszy tydzień pod kątem tych danych w ciągu ostatniego kwartału. Nie można go zatem traktować jednoznacznie negatywnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych pomimo dni wolnych w wielu krajach warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – stopa bezrobocia.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

60% Polaków nie chce podnoszenia składek, żeby ratować służbę zdrowia

Wyższa składka zdrowotna za poprawę jakości służby zdrowia. Polacy są temu stanowczo przeciwni.

Niemal co czwarty Polak uważa, że rząd powinien podnieść składkę zdrowotną w celu poprawienia jakości służby zdrowia. Mogłoby to nastąpić nawet kosztem niższych zarobków pracowników. Opowiadają się za tym głównie osoby w wieku 30-39 lat, z wyższym wykształceniem i mieszkające w miastach liczących 100-200 tys. ludności. Takie wnioski płyną z badania opinii społecznej, przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland.

Według 24,7% Polaków, rząd powinien podnieść składkę zdrowotną, żeby poprawić jakość służby zdrowia. I mógłby to zrobić nawet kosztem obniżenia pensji pracowników. Natomiast 60,2% rodaków jest przeciwnego zdania. Z kolei 15,1% respondentów nie ma stanowiska w tej kwestii.

– Gdyby badanie odbyło się przed pandemią, to prawdopodobnie jeszcze więcej osób nie chciałoby podniesienia tej składki. Większość pytanych była w momencie sondażu zdrowa i odbierała takie działania jako niepotrzebne zabieranie im pieniędzy. Wśród części ludzi panuje też przekonanie, że nawet jeśli zapłacą więcej, to i tak nic się nie zmieni. Na pewno brakuje reform. Ale nie ma też pełnego zrozumienia, że na ochronę zdrowia trzeba wydawać więcej i składka musi być podwyższona – komentuje prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce.

Wymienione wyniki są skutkiem utrzymywanej od lat dezinformacji obywateli, co stwierdza Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. I zaznacza, że nie jest to żadna składka zdrowotna, tylko czysty podatek. Ponadto wysokość wpłaty nie ma żadnego wpływu na zakres świadczonych usług medycznych. Wmówiono społeczeństwu, że można mieć nieograniczony dostęp do służby zdrowia przy ograniczonych pieniądzach. A tego nie oferują nawet najbogatsze kraje na świecie.

– Od lat ludzie nie lubią płacić podatków, a składka zdrowotna jest jedną z wielu pobieranych danin. Te same osoby, które są przeciwne jej podnoszeniu, prawdopodobnie dodatkowo się ubezpieczą. I kiedy to zrobią, to zmieniają postrzeganie tej kwestii, tzn. większe wydatki im nie przeszkadzają – mówi Wojciech Bociański, ekspert BCC ds. służby zdrowia.

Za podniesieniem składki opowiada się 28,3% mężczyzn oraz 21,3% kobiet. Natomiast patrząc na wiek, widać, że zwolennikami tego rozwiązania są przede wszystkim Polacy mający 30-39 lat – 27,3%, a także 40-49 lat – 27%. Na końcu zestawienia znajdują się osoby od 60. roku życia – 18,1%. Jak zaznacza Wojciech Bociański, ta ostatnia grupa obejmuje emerytów. Zdaniem eksperta z BCC, można było się spodziewać, że oni licznie opowiedzą się za podniesieniem składki zdrowotnej. Przecież nie płacą wprost na ubezpieczenie zdrowotne, tylko regulują podatek.

– Ci najstarsi respondenci wiedzą z doświadczenia życiowego, że służba zdrowia jest nieefektywna. I przewidują, że każde pieniądze zostaną zmitrężone bez zauważalnej poprawy jakości usług albo skrócenia czasu na oczekiwanie do specjalisty. Natomiast młodsze osoby mają nieprawdziwy obraz rzeczywistości, więc popierają kolejne nic niezmieniające, a coraz bardziej obciążające finansowo podatnika działania – dodaje prezydent Centrum im. Adama Smitha.

Patrząc na miejsce zamieszkania badanych, można zauważyć, że największy odsetek zwolenników podniesienia składki jest w ośrodkach miejskich liczących od 100 tys. do 200 tys. mieszkańców – 33,3%. Natomiast najmniejsze poparcie występuje w miastach mających od 200 tys. do 500 tysięcy – 19,3%. Z kolei najwięcej przeciwników ww. rozwiązania jest w miejscowościach do 50 tys. ludności – 67,4%. Według prof. Orłowskiego, to może dać wyobrażenie o tym, gdzie ludzie czują się pewniej, jeśli chodzi o funkcjonowanie służby zdrowia. Nie jest również wykluczone, że głosy za podniesieniem składki to efekt większych problemów w danej okolicy. Ale to wymagałoby dokładniejszej analizy.

– W małych ośrodkach ludzie są bardziej związani ze swoją podstawową opieką zdrowotną i przeważnie mają o niej dobre zdanie. Im często się wydaje, że są zadbani, bo korzystają z lekarza rodzinnego. Ale to nie odpowiada prawdzie. Dzisiaj potrzebna jest możliwość natychmiastowego dotarcia do diagnostyki wysoko wyspecjalizowanej – stwierdza Wojciech Bociański.

Najwięcej zwolenników podniesienia składki widzimy wśród osób z wyższym wykształceniem – 25,9%. Dalej w zestawieniu są Polacy z podstawowym i gimnazjalnym – 25%, zasadniczym – 24,7%, a na końcu listy ze średnim wykształceniem – 23,3%.

– Decyzja o podniesieniu składki, czyli podatku, oznaczałaby brak jakiejkolwiek naprawy i zmiany w tym obszarze. Kilka lat temu pokazywaliśmy, jak w prosty sposób można zapewnić znacznie wyższy poziom opieki medycznej i to tymi samymi pieniędzmi, które są do dyspozycji rządu i obywateli. Natomiast w obecnym systemie one są najzwyczajniej marnowane bez efektu dla pacjenta – podkreśla Andrzej Sadowski.

Natomiast ekspert z BCC zaznacza, że na pewno w ochronie zdrowia jest zdecydowanie za mało pieniędzy w porównaniu z innymi krajami. W Europie jesteśmy na szarym końcu, nawet jeżeli wydatki na ten cel osiągną 6% PKB. A dziś to powinno być co najmniej 7-8%. Można to osiągnąć, m.in. podnosząc składkę zdrowotną.

– Przynajmniej od 20 lat mówię, że w Polsce należy podnieść składkę zdrowotną, ale pod warunkiem jednoczesnego przeprowadzenia gruntownych reform służby zdrowia. Powinniśmy wiedzieć, za co płacimy, a nie tylko ponosić większe koszty – podsumowuje prof. Orłowski.

Badanie zostało przeprowadzone w połowie marca 2021 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla Gazety Wyborczej na reprezentatywnej próbie 1001 dorosłych Polaków.

Małe zmiany o dużym zasięgu, czyli analiza projektu nowelizacji ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych

PSPA opublikowało szczegółową analizę dziesięciu najważniejszych zmian zawartych w projekcie nowelizacji ustawy o elektromobilności. Sześć propozycji zostało ocenionych pozytywnie (w trzech przypadkach z zastrzeżeniem), dwie zdobyły ocenę neutralną, zaś kolejne dwie – negatywną. Zdaniem ekspertów, nowelizacja ma potencjał by przyspieszyć rozwój zeroemisyjnego transportu w Polsce, lecz sama w sobie jest niewystarczająca. Konieczne jest wprowadzenie dodatkowych rozwiązań.

Nowa treść projektu ustawy o zmianie Ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych oraz niektórych innych ustaw znacznie różni się od poprzedniej. Część nowelizacji ma charakter drobnych (w tym doprecyzowujących) zmian m.in. w przypadku przepisów odnoszących się do wykorzystania wodoru jako paliwa alternatywnego w transporcie. Nie zabrakło jednak również zmian znaczących, w tym dotyczących rozwijania budynkowej infrastruktury ładowania, nowej kategorii opłat za nadanie  kodów w rejestrze EIPA, czy warunków tworzenia i funkcjonowania stref czystego transportu. W opublikowanym dziś opracowaniu, PSPA i uznani eksperci prawni współpracujący ze Stowarzyszeniem dokonali analizy projektu nowelizacji.

Jedne z najważniejszych zmian na lepsze, jakie znalazły się w projekcie, są bezpośrednią pochodną postulatów wypracowanych w ramach projektu Biała Księga Elektromobilności PSPA – mówi Joanna Makola, Kierownik Centrum Legislacyjnego PSPA. Mowa o przepisach dotyczących  relacji między operatorem ogólnodostępnej stacji ładowania a dostawcą usługi ładowania (ocena pozytywna), wprowadzeniu dedykowanej procedury uzyskania zgody na instalację punktu ładowania w budynkach mieszkalnych wielorodzinnych (ocena pozytywna z zastrzeżeniem), usprawnieniu procedur przyłączeniowych (ocena pozytywna z zastrzeżeniem). Są to najważniejsze, ale niejedyne dobre zmiany, na które mieliśmy wpływ.

Ocenę neutralną przyznano przepisom dotyczącym stref czystego transportu w nowym kształcie, a także regulacjom dotyczącym rozwijania infrastruktury tankowania wodoru. Ich wpływ na stopień rozwoju elektromobilności w Polsce będzie możliwy do oceny dopiero na etapie praktycznej implementacji.

Na jednoznacznie negatywną ocenę zasłużyły dwie zmiany: wprowadzenie nowej kategorii opłat za przyznanie operatorom ogólnodostępnych stacji ładowania i dostawcom usługi ładowania kodów w rejestrze EIPA oraz rezygnacja z dalszej realizacji mechanizmu budowy stacji przez OSDe, przy pozostawieniu stanu niepewności prawnej co do inwestycji znajdujących się na różnym etapie zaawansowania.

Zdaniem ekspertów, uwzględniając całkokształt planowanej nowelizacji, propozycje przewidziane w ustawie zmieniającej, są w dużym stopniu zmianami na lepsze. Tam, gdzie ocenę pozytywną opatrzono zastrzeżeniem, PSPA rekomenduje ich ponowną analizę i modyfikację (kwestia ekspertyzy w budynkach mieszkalnych wielorodzinnych) lub poszerzenie o dodatkowe rozwiązania (kwestie przyłączeniowe). W końcowej części opracowania  przedstawiono propozycje wprowadzenia dalszych zmian o kluczowym charakterze, bez których polska elektromobilność nie ma szans na szybki rozwój.

Uznanie zidentyfikowanych barier i przyjęcie do realizacji naszej propozycji odpowiedzi na te problemy, to realna szansa na dynamizację rozwoju rynku e-mobility w Polsce. Niezbędny jest przegląd przepisów podatkowych, a zmiany w tym obszarze należy zacząć od wprowadzenia możliwości odliczenia 100% VAT od nabycia i eksploatacji pojazdów elektrycznych. Rynek niecierpliwie oczekuje także na uruchomienie mechanizmu dopłat do nabywania samochodów zeroemisyjnych przez przedsiębiorców i osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej. Sprawą najwyższej wagi jest ponadto odpowiednie sformułowanie polskiego Krajowego Planu Odbudowy, również w kontekście harmonogramu prac nad tym dokumentem. KPO powinien zawierać pakiet konkretnych reform i inwestycji o dużej sile oddziaływania, których brakuje w obecnej wersji dokumentu. Projekt KPO musi zostać zmieniony, jeżeli za pomocą środków z Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności chcemy faktycznie wpłynąć na rozwój elektromobilności w Polsce. PSPA przygotowało i przekazało stronie rządowej konkretne propozycje w tym zakresie podsumowuje Jan Wiśniewski, Kierownik Centrum Badań i Analiz PSPA.