WHO w Polsce: Szczepionka AstraZeneca bezpieczna i nadal zalecana. Nie wszystkie kraje przywróciły ją do programów szczepień

Ubiegłotygodniowe pozytywne rekomendacje Europejskiej Agencji Leków i Światowej Organizacji Zdrowia sprawiły, że większość państw zdecydowała się wznowić szczepienia AstraZenecą, ale efekty paniki są nadal widoczne m.in. w zmniejszonej o kilkadziesiąt procent liczbie osób, które zapisują się na szczepienia oksfordzkim preparatem. – Nie zmusimy nikogo, żeby się zaszczepić, ale gorąco zachęcamy, żeby to zrobić. Sama otrzymam najprawdopodobniej szczepionkę AstraZeneca i nie mam w związku z tym żadnych obaw – mówi dr Paloma Cuchi, przedstawicielka Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce. Dotychczasowe analizy nie wskazują, aby jednostkowe przypadki zakrzepicy były związane z podaniem tej szczepionki.

 Dotychczasowe analizy nie wykazały żadnej korelacji nietypowych przypadków ze szczepieniami preparatem AstraZeneca. Wszystkie szczepionki mają pewne efekty uboczne, może wystąpić np. ból ręki, ale nie odnotowaliśmy żadnych skutków, które kazałyby nam wycofać ten preparat. Wręcz przeciwnie. WHO zachęca do dalszego szczepienia preparatem firmy AstraZeneca. Otrzymało go już 5 mln ludzi i z naszych analiz wynika, że jest bezpieczny i skuteczny – mówi agencji Newseria Biznes dr Paloma Cuchi.

W ostatnich tygodniach kilkanaście krajów – w tym kilka europejskich, m.in. Francja, Włochy, Holandia, Austria, Litwa i Hiszpania – czasowo wstrzymało szczepienia preparatem AstraZeneca w związku z doniesieniami o jednostkowych przypadkach wystąpienia zakrzepicy i zgonów wśród osób zaszczepionych. Do 10 marca do Europejskiej Agencji Leków (EMA) zgłoszono 30 takich przypadków na 5 mln osób zaszczepionych w Europie preparatem brytyjsko-szwedzkiej firmy.

– Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że system działa. Wykryto kilka nietypowych przypadków i system je odnotował, więc mamy działający mechanizm, który daje nam ogląd całej sytuacji. Pytanie, czy te przypadki były powiązane z przyjęciem preparatu, czy też nie. Dotychczas zebrany przez nas materiał świadczy o tym, że zdarzenia te nie były powiązane ze szczepionką AstraZeneca. Jak dotąd więc nasze stanowisko pozostaje niezmienne – powinniśmy nadal korzystać z tych szczepionek – mówi przedstawicielka Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce.

WHO w ubiegłotygodniowym komunikacie wskazała, że korzyści z podawania szczepionki firmy AstraZeneca przewyższają związane z nią ryzyka. Dlatego na razie zaleca kontynuowanie szczepień preparatem brytyjsko-szwedzkiej firmy. W ubiegłym tygodniu również EMA w oficjalnym stanowisku poinformowała, że jak dotąd nie znaleziono dowodów, aby przypadki zakrzepów miały związek z preparatem AstraZeneca, wskazując, że liczba takich incydentów wśród osób zaszczepionych wydaje się być nie wyższa niż w populacji w ogóle. EMA nadal zaleca szczepienia tym preparatem, podkreślając, że szczepionki stanowią najbardziej skuteczną ochronę przeciw COVID-19.

– Oczywiście przyjęcie szczepionki jest dobrowolne, ale zachęcamy wszystkich, żeby skorzystali z tej możliwości. Nie będziemy bezpieczni, dopóki nie zabezpieczymy wszystkich przed COVID-19 – mówi Paloma Cuchi. – Ja sama otrzymam najprawdopodobniej szczepionkę firmy AstraZeneca i nie mam w związku z tym żadnych obaw. Ważne jest to, żeby nie doszło do poważnego przebiegu choroby, a AstraZeneca – podobnie jak inne zatwierdzone do tej pory szczepionki – stwarza to bezpieczeństwo, dlatego zalecamy dalsze szczepienia.

Zgodnie z opublikowaną w poniedziałek analizą okresową badań III fazy prowadzonych w USA przez AstraZeneca skuteczność tej szczepionki wynosi 79 proc. w zapobieganiu objawowemu COVID-19 i 100 proc. w ochronie przed ciężkim przebiegiem choroby i hospitalizacją. Dane te były podobne we wszystkich grupach etnicznych i wiekowych. Producent poinformował także, że podczas analizy nie stwierdzono zwiększonego ryzyka zakrzepicy ani zdarzeń związanych z zakrzepicą wśród ponad 21,5 tys. uczestników badania, którzy otrzymali co najmniej jedną dawkę szczepionki. Nie stwierdzono żadnych zdarzeń związanych z zakrzepicą zatok żylnych naczyń mózgowych.

Zamieszanie wokół preparatu AstraZeneca wpłynęło także na podejście Polaków do szczepień przeciw COVID-19. Pełnomocnik rządu ds. szczepień Michał Dworczyk poinformował podczas sobotniej konferencji, że w punktach szczepień zalega nawet kilkaset tysięcy szczepionek tej firmy, które nie zostały wykorzystane, bo pacjenci się po nie nie zjawili.

– Najlepiej podjąć decyzję o przyjęciu szczepionki AstraZeneca po zapoznaniu się z dostępnymi informacjami. Można np. wejść na stronę internetową Światowej Organizacji Zdrowia czy Europejskiej Agencji Leków i zapoznać się z realnymi liczbami i dowodami, zamiast polegać na tym, co zasłyszeliśmy od kogoś, czy słuchać informacji, które nie są rzetelne. W ten sposób będziemy mogli dokładnie ocenić, jakie jest bezpieczeństwo danej szczepionki. Jeśli ktoś nie chce się zaszczepić, to go do tego nie zmusimy, ale gorąco zachęcamy, żeby to zrobić – podkreśla przedstawicielka WHO.

Pozytywna rekomendacja EMA sprawiła co prawda, że większość państw zdecydowała się wznowić szczepienia AstraZenecą, ale skutki paniki są nadal widoczne m.in. w zmniejszonej o kilkadziesiąt procent liczbie osób, które zapisują się na szczepienia tym preparatem. Michał Dworczyk poinformował też, że te osoby, które nie zgłoszą się na umówiony termin szczepienia preparatem AstraZeneca, spadną na koniec kolejki i będą musiały czekać na uruchomienie już pełnych, populacyjnych szczepień.

– Polski program szczepień przebiega zgodnie z planem, podobnie jak w innych krajach. Chcemy, by szczepionki trafiły do najbardziej potrzebujących, począwszy od grup priorytetowych, a potem – w miarę jak programy szczepień będą kontynuowane – aby wszyscy zostali zaszczepieni jak najwcześniej – podkreśla Paloma Cuchi. – Pozostawienie pacjentom wyboru szczepionki skomplikuje tylko sytuację i utrudni dystrybucję. To nieistotne, czy przyjmiemy tę, czy inną szczepionkę. Najważniejsze jest to, że każda z nich wzmocni nasz układ odpornościowy, który będzie mógł odpowiednio zareagować na obecność wirusa. Dzięki temu nie trafimy do szpitala.

Zgodnie z informacjami Ministerstwa Zdrowia w Polsce wykonano ponad 5 mln szczepień: 3,2 mln pierwszą dawką i prawie 1,8 mln drugą dawką. 23 marca ruszyła rejestracja na szczepienia kolejnych pięciu roczników.

Sytuacja firm z branży gastronomicznej i eventowej jest dramatyczna. Prawie połowa została zlikwidowana lub zawiesiła działalność

Wystarczył rok od pierwszego lockdownu, aby gastronomia i szeroko pojęta branża HoReCa doznały nieodwracalnych negatywnych zmian. Prawie połowa lokali zawiesiła działalność lub została zlikwidowana. Pomoc publiczna w postaci tarcz antykryzysowych czy zwolnień z ZUS-u nie przyniosła oczekiwanych efektów, podobnie jak próby ratowania firm przez zbiórki i inne formy pomocy dla przedsiębiorców. Wiele restauracji uratowało się przed upadkiem, decydując się na wprowadzenie dostaw na wynos. W najtrudniejszej sytuacji są te obiekty, które utrzymywały się głównie z wynajmu przestrzeni na eventy i imprezy.

– Rok po wprowadzeniu pierwszego lockdownu sytuacja lokali z branży gastronomicznej i eventowej jest dramatyczna. Połowa z nich zawiesiła działalność lub została zlikwidowana. Dodatkowo jedynie 5 proc. lokali potrafiło zmienić całkowicie swój profil działalności, żeby odnaleźć się na rynku – informuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Tomasz Szczęśniak, prezes zarządu portalu Briefly. pomagającego w organizacji imprez okolicznościowych oraz wydarzeń firmowych.

Marcowy raport Briefly wykazał wyraźny podział branży HoReCa na trzy segmenty. Jednym z nich – który radzi sobie całkiem nieźle – są restauracje i kawiarnie. 60 proc. spośród nich działa na wynos. Również hotele, czyli drugi segment branży, w większości (84 proc.) utrzymują działalność, na jaką pozwala im reżim sanitarny.

– Natomiast nie możemy tego powiedzieć o branży eventowej – kluby, puby, przestrzenie eventowe w zdecydowanej większości są zamknięte [70 proc. zawiesiło działalność – red.] – mówi Tomasz Szczęśniak.

Jak wskazuje Licznik Strat Lockdownowych uruchomiony przez Warsaw Enterprise Institute, straty krajowych firm wynikające z lockdownów sięgają już prawie 34 mld zł. Branża gastronomiczna jest jedną z najbardziej poszkodowanych. Jej straty szacowane są na 2,2 mld zł, a branży hotelarskiej na bisko 1,3 mld zł. Każda kolejna odsłona lockdownu działa na ich niekorzyść.

Pierwszy lockdown był szokiem, wtedy branża została rozłożona na łopatki. Później stopniowo zaczęła się podnosić i maj był takim małym świętem, bo wtedy wrócili klienci, a właściciele i menedżerowie zyskali znowu energię do działania. Kiedy we wrześniu 2020 roku badaliśmy nastroje w branży gastronomicznej i eventowej, przeważali minimalnie pesymiści, natomiast dużo było też optymistów, którzy spodziewali się, że będzie już tylko lepiej. Natomiast drugi lockdown wprowadzony w październiku 2020 roku niestety doprowadził do takiej sytuacji, którą mamy obecnie, że połowa lokali z branży gastronomicznej i eventowej nie jest w stanie funkcjonować – wyjaśnia prezes Briefly.

We wrześniowej ankiecie 40 proc. przedsiębiorców spodziewało się pogorszenia sytuacji, a co trzeci – jej poprawy. Już wtedy 90 proc. firm deklarowało spadek obrotów w porównaniu do sytuacji sprzed pandemii, a 57 proc. również spadek zatrudnienia. Wiele firm próbowało zmienić profil działalności, ale jak wynika z raportu Briefly, udało się to jedynie 5 proc. z nich.

– Profil działalności bardzo trudno zmienić. Skokowo wzrosła liczba lokali, które zaczęły więcej sprzedawać z dostawą i na wynos. Niektóre lokale z branży eventowej, jak np. sale, które organizowały wcześniej imprezy okolicznościowe, zaczęły oferować firmom swoją przestrzeń do pracy lub na szkolenia. Lecz to jest bardzo mała skala – mówi Tomasz Szczęśniak.

Wielu przedsiębiorców z branży gastronomicznej i eventowej liczy na efekt odroczonego popytu. Mimo że zainteresowanie klientów powinno po pandemii wrócić ze zdwojoną siłą, to może nie wystarczyć, by uratować branżę.

Sytuacja klubów, pubów, sal na imprezy okolicznościowe jest bardzo zła. Ich właściciele raczej poszli drogą przebranżowienia, powrotu do swoich starych zajęć, więc ta branża będzie miała bardzo duże trudności, żeby odbić się po pandemii. Mimo tego, że wielu właścicieli spodziewa się tzw. popytu odroczonego, to nie widziałbym dużych szans, aby w tym roku branża klubowo-pubowa wróciła do stanu przed pandemią – ocenia prezes Briefly.

Sytuacji nie ratuje także pomoc ze strony państwa. We wrześniowym badaniu serwisu 85 proc. ankietowanych firm deklarowało, że skorzystało z jakiejś formy pomocy publicznej: zwolnień z ZUS, tarczy antykryzysowych czy finansowych. Jak wynika z ostatnich danych resortu rozwoju, na pomoc dla firm w ciągu ostatniego roku trafiło ok. 200 mld zł. Wiele firm uruchomiło również internetowe zrzutki albo sprzedaż voucherów dla klientów, ale miały one raczej incydentalny charakter i stanowiły ratunek na kilka tygodni pierwszego zamknięcia.

Rosnące ceny prądu przekonują firmy do inwestowania w odnawialne źródła energii. Najpopularniejsza jest fotowoltaika

Firmy szukają możliwości obniżenia rachunków za prąd. Pierwszym krokiem często jest zmiana sprzedawcy energii. Tylko na takim działaniu mogą zaoszczędzić ponad 30 proc. Coraz więcej przedsiębiorstw skłania się też ku inwestycjom w odnawialne źródła energii i produkcję prądu na własne potrzeby. Małe i średnie firmy wysoko oceniają swoją wiedzę na temat OZE, ale w praktyce 95 proc. z nich nie korzysta na razie z energii odnawialnej – wynika z badań Europejskiego Funduszu Leasingowego. Co 10. jednak ma taki zamiar.

Ceny energii rzeczywiście mogą mieć pewne tendencje do wzrostu, aczkolwiek nie jest to związane z pandemią, tylko ze strukturą rynku energii. Konsumujemy nadal około 80 proc. energii, która pochodzi z węgla i jest coraz droższa w produkcji. Mamy także starzejące się elektrownie i w związku z tym brak modernizacji sprawia, że te ceny niestety są coraz wyższe – mówi agencji Newseria Biznes Emmanuel Lickel-Skiba, założyciel portalu DobryPrad.pl, który umożliwia porównywanie ofert sprzedawców prądu i instalacji fotowoltaicznych.

Z danych Agencji Rynku Energii wynika, że w 2020 roku udział węgla w miksie energetycznym spadł do rekordowo niskiego poziomu 70 proc. To najmniej w ponad stuletniej historii polskiej elektroenergetyki. Rośnie natomiast energia pozyskiwana z gazu, wiatru i fotowoltaiki, przy czym elektrownie słoneczne dostarczyły o 176 proc. więcej energii r/r. Wciąż jednak zdecydowana większość energii w Polsce wytwarzana jest z węgla, a rosnące ceny surowca i wyższe ceny uprawnień do emisji CO2 powodują wzrost cen prądu. W tym roku – zgodnie z zatwierdzonymi przez URE taryfami – rachunki gospodarstw domowych są o 9–10 proc. wyższe niż w 2020 roku.

– Zgodnie z założeniami ekspertów polska energetyka wymaga nakładów w wysokości 100 mld euro na modernizację zakładów i sieci energetycznych. To też obrazuje skalę, w związku z tym nie możemy oczekiwać, że ta modernizacja zostanie przeprowadzona szybko. To długi proces i w związku z tym w najbliższym czasie raczej możemy oczekiwać dalszej podwyżki cen prądu – prognozuje ekspert serwisu DobryPrad.pl.

Ekonomiści Polskiego Instytutu Ekonomicznego podają, że prognozy dla Unii Europejskiej, według różnych źródeł, zakładają wzrost cen o 30–40 proc. do 2030 roku. W Polsce skala podwyżek może być jeszcze większa.

Jednym ze sposobów szukania oszczędności na rachunkach za prąd jest zmiana sprzedawcy energii. Z tego narzędzia korzystają zarówno klienci biznesowi, jak i odbiorcy indywidualni. Serwis DobryPrad.pl podaje, że w przypadku firm korzyść może wynieść ponad 30 proc., w przypadku klientów indywidualnych – o kilka procent niższe rachunki, co jednak przekłada się na oszczędności rzędu kilkudziesięciu złotych rocznie.

– Firmy mogą obniżyć sobie dosyć łatwym sposobem rachunki za prąd do 100 tys. zł w skali roku. Mamy przykład galerii handlowej w Warszawie, która się z nami skontaktowała, przeprowadziła zmianę sprzedawcy prądu. Była w stanie wygenerować 86 tys. zł oszczędności w skali roku – wylicza Emmanuel Lickel-Skiba.

Zgodnie z danymi Urzędu Regulacji Energetyki w ciągu 13 lat liberalizacji rynku sprzedawcę zmieniło 904 tys. odbiorców, z czego 688 tys. to odbiorcy indywidualni, a 216 tys. – odbiorcy przemysłowi i biznesowi. Pandemia wyraźnie zahamowała ten proces – w październiku 2020 roku zainteresowanie zmianą było o jedną trzecią mniejsze niż rok wcześniej (1534 vs. 4250). W listopadzie nieco wzrosło – sprzedawcę zmieniło 1,9 tys. klientów indywidualnych. Na taki krok zdecydowało się także 234 odbiorców biznesowych i przemysłowych wobec 354 w październiku.

– Niektóre firmy konsumują mniej energii w trakcie pandemii, chociażby dlatego że niektóre biura stoją puste. Coraz więcej osób pracuje z domu, więc korzysta z domowego sprzętu i prądu w godzinach pracy. W związku z tym część rachunku, która miałaby być płacona przez firmy, jest płacona przez osoby indywidualne. Widzimy na naszym portalu coraz więcej osób indywidualnych, które szukają sposobów, by zaoszczędzić pieniądze na rachunku za prąd. Robią to różnymi sposobami: zmianą sprzedawcy prądu albo też np. decydując się na instalację fotowoltaiczną – podkreśla założyciel portalu DobryPrad.pl.

Trend przechodzenia na energię odnawialną widać również wśród firm. Na razie jednak jest to głównie domena większych przedsiębiorstw. Mogą o tym świadczyć wyniki ubiegłorocznego badania EFL „Zielona energia w MŚP. Pod lupą”. Siedmiu na 10 zarządzających takimi firmami deklaruje dużą lub bardzo dużą wiedzę na temat OZE. To jednak teoria, ponieważ z zielonej energii w praktyce korzysta tylko 5 proc. MSP. Z raportu wynika jednak, że jest to w obszarze planów przedsiębiorców. Co 10. firma z tego sektora planuje inwestycje w OZE, przede wszystkim w fotowoltaikę. W przypadku większych firm 30 proc. zamierza zainwestować w energię słoneczną, po 5 proc. w wiatrową i pompy ciepła.

Badani jako największą barierę wskazują koszty takiego przedsięwzięcia. Wraz ze spadającymi cenami samych instalacji oraz coraz większym wsparciem i dotacjami ze strony rządu zainteresowanie OZE wśród MŚP powinno jednak rosnąć.

– Widzimy rosnące zainteresowanie firm fotowoltaiką. Głównie to są firmy, które mają zużycie do 50 MWh w skali roku i które są zainteresowane inwestycją długoterminową w celu obniżenia rachunków za prąd – mówi Emmanuel Lickel-Skiba.

Według ARE na koniec stycznia br. łączna moc zainstalowana odnawialnych źródeł energii wyniosła 12,7 GW, co stanowi 24,5 proc. rynku energii. W porównaniu do stycznia 2020 roku nastąpił wzrost mocy o ponad 30 proc. Fotowoltaika odpowiada za ponad 4,1 GW.

Nowe technologie przyspieszają odkrycia w paleontologii. Dzięki modelowaniu i drukowi 3D udało się dokładnie zbadać żuchwę prassaka z Grenlandii

Nowe technologie zrewolucjonizowały paleontologię. Na podstawie żuchwy nowo odkrytego prassaka naukowcom udało się niedawno wyjaśnić, dlaczego u ssaków, w przeciwieństwie do innych zwierząt, zęby trzonowe mają więcej niż jeden korzeń. Tomografia komputerowa, modelowanie i druk 3D oraz analizy biomechaniczne pozwoliły sprawdzić, jak nasi przodkowie, przechodząc z owadożerności na wszystkożerność, zmodyfikowali swoje trzonowce. Nowe technologie pozwalają też zobaczyć, jak poszczególne kości reagują na naprężenia i jak zmiana kształtu kości wpływa na ich odporność.

W 2014 roku polscy badacze znaleźli na Grenlandii, w skałach sprzed 215 mln lat, szczątki najstarszego na świecie prassaka.

– Znaleźliśmy niekompletną żuchwę prassaka z Grenlandii zawierającą dwa zęby. Wydaje się, że to jest bardzo niewiele. Ale w czasie, z którego pochodzi ta skamieniałość, ponad 200 mln lat temu, nasi przodkowie przechodzili bardzo intensywną ewolucję uzębienia i żuchwy. Wtedy powstała charakterystyczna dla naszego organizmu budowa ucha wewnętrznego, wtedy też powstały korzenie w zębach policzkowych, rozdzielone na dwa lub trzy – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr Mateusz Tałanda z Instytutu Biologii Ewolucyjnej Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Odnaleziona żuchwa, jak się niedawno okazało, stanowiła przełom w ewolucji. Prassak z Grenlandii to nowy gatunek, pierwsze poznane ogniwo przejściowe między drobnymi owadożernymi prassakami a większymi, wszystkożernymi potomkami. Ich zęby są bardzo odmienne, a na podstawie szczątków udało się zobaczyć, jak wyglądało przejście z morfologii jednych do drugich. Gatunek kalaallitkigun jenkinsi jest najstarszym znanym prassakiem, który ma trzonowce z dwoma korzeniami.

Polscy naukowcy na wirtualnych modelach 3D sprawdzili, jak podział korzenia na dwa osobne wpływa na wytrzymałość zęba podczas gryzienia.

– Stworzyliśmy model trójwymiarowy takiego zęba za pomocą tomografii komputerowej, a następnie za pomocą analiz biomechanicznych sprawdziliśmy, co się będzie z nim działo, gdy poddamy go charakterystycznym naprężeniom podczas gryzienia. Porównaliśmy to z identycznym modelem zęba, u którego sztucznie połączyliśmy te korzenie ze sobą w jeden, czyli stworzyliśmy ząb, który pokazywał stan przodka, stan wcześniejszy. Okazało się, że ząb z rozdzielonymi korzeniami reagował na naprężenia znacznie lepiej niż ząb z połączonymi korzeniami, co pokazuje, że ta zmiana miała bardzo ważne znaczenie adaptacyjne i zwiększyła odporność zębów na złamanie – tłumaczy dr Mateusz Tałanda.

To przełomowe odkrycie. Wcześniej nikt nie znał przyczyny, dlaczego u ssaków korzenie zębów policzkowych są rozdzielone. To tylko pokazuje, jak ogromne znaczenie w paleontologii ma zastosowanie nowoczesnych technologii. Rozwój dużych internetowych baz danych paleontologicznych, stosowanie coraz bardziej wyrafinowanych modeli numerycznych do określania relacji między organizmami żywymi a organizmami kopalnymi oraz dostępność coraz dokładniejszych metod obrazowania, nie tylko w odniesieniu do postaci organizmów, ale także ich składu chemicznego, całkowicie zmieniły tę gałąź nauki.

– Za pomocą tomografii komputerowej udało nam się zajrzeć w głąb skamieniałości i obejrzeć ją z każdej strony. Dzięki temu mogliśmy zobaczyć budowę tego zęba ze wszystkich stron, we wszystkich trzech wymiarach. To było niezwykle istotne, by móc stworzyć realistyczne modele do analiz biomechanicznych – wskazuje ekspert. – Technika finite element analysis pozwoliła natomiast zobaczyć, jak poszczególne kości reagują na naprężenia i jak zmiana kształtu kości wpływa na ich odporność.

Wielu odkryć mogłoby nie być, gdyby nie wizualizacje i druk 3D. Wcześniejsze odlewy powstawały z gipsu, żywicy czy silikonu, nie pozwalały na odtworzenie całego kształtu skamieniałości i narażały je na uszkodzenia przy procesie tworzenia odlewów.

– Wydruk i modelowanie 3D pozwala na dokładne badanie bardzo delikatnych skamieniałości w o wiele precyzyjniejszy sposób. Do tej pory, gdy mieliśmy do czynienia z dużymi kośćmi, np. dinozaurów, mogliśmy je z łatwością oczyścić ze skały, obejrzeć z każdej strony. W przypadku bardzo małych skamieniałości, do których właśnie zaliczani są przodkowie ssaków, to nie było możliwe. W tej chwili możemy swobodnie to robić, możemy model takiej skamieniałości, która ma kilka milimetrów średnicy, wydrukować w kilkukrotnym czy kilkudziesięciokrotnym powiększeniu i oglądać równie łatwo jak kości dużych dinozaurów – tłumaczy dr Mateusz Tałanda.

Paleontologię zmienił także synchrotron, który wytwarza wiązki promieni rentgenowskich o wysokiej energii. Może  służyć do tworzenia szczegółowych map składu chemicznego skamieniałości i otaczających skał. Z kolei w badaniu śladów dinozaurów w Alpach pomagają drony.

– Za pomocą bardzo wielu zwykłych zdjęć możemy zrobić fotogrametrię, czyli tworzenie modeli trójwymiarowych. I w ten sposób możemy odtworzyć w trójwymiarowej przestrzeni całą ścieżkę zostawioną przez duże zwierzę w bardzo trudno dostępnym regionie ze wszystkimi szczegółami – wskazuje badacz z Instytutu Biologii Ewolucyjnej Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Pandemia koronawirusa przyspieszyła rozwój szczepionek opartych na RNA. Naukowcy pracują już nad szczepionkami przeciwko malarii czy HIV

Szczepionki przyszłości mogą być oparte na RNA. Pandemia koronawirusa przyspieszyła rozwój technologii poświęconej analizie kwasów rybonukleinowych kodujących białka patogenów. Pomysł wykorzystania RNA w szczepionkach istnieje od prawie trzech dekad. Technologia genetyczna umożliwia naukowcom przyspieszenie wielu etapów badań i rozwoju szczepionek. Ogromne zainteresowanie może teraz doprowadzić do znalezienia rozwiązań dla takich chorób jak gruźlica, HIV czy malaria i ulepszyć te przeciw sezonowej grypie.

 – W zasadzie od początku XXI wieku rośnie zainteresowanie i rozwój technologii poświęconej analizie RNA jako takiej, jego roli w komórce i badaniu dokładnych struktur, które w tej komórce występują, za co odpowiadają, w przypadku jakich chorób, jakie formy są obecne. To rodzaj kwasu nukleinowego, odmiana, która cieszy się i tak olbrzymim zainteresowaniem, niezależnie od koronawirusa i pandemii – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Piotr Barski, dyrektor Działu Badań i Rozwoju w A&A Biotechnology.

Pomysł szczepień opartych na RNA sięga lat 90. XX wieku, kiedy naukowcy we Francji po raz pierwszy zastosowali u RNA myszy kodujący antygen grypy. Preparat wywołał odpowiedź, ale system dostarczania lipidów, którego użył zespół, okazał się zbyt toksyczny, aby można go było stosować u ludzi. Minęła kolejna dekada, zanim firmy odkryły technologie LNP.

W 2012 roku zespół naukowców w ośrodku badawczym Novartis spakował łańcuchy nukleotydów RNA wewnątrz nanocząsteczek lipidowych (LNP) i wykorzystał je do skutecznego szczepienia szczurów przeciwko wirusowi układu oddechowego. Rok później wykorzystał technologię do stworzenia szczepionki przeciwko ptasiej grypie. Praktycznie w ciągu miesiąca szczepionka była gotowa. To właśnie technologia LNP umożliwiła powstanie szczepionek przeciwko COVID-19.

– W zasadzie wszystkie do tej pory stosowane szczepionki były oparte na części mikroorganizmów, które wywołują chorobę, ale jednak głównie na części białkowej. Czyli to raczej białka były materiałem, który był wprowadzany do organizmu ludzkiego i rozpoznawany przez układ immunologiczny do produkcji własnych przeciwciał i do wytworzenia bariery immunologicznej obrony przed danym czynnikiem etiologicznym. Natomiast RNA to nowe podejście, które na szeroką skalę zostało dopiero zastosowane przy okazji pandemii koronawirusa – wskazuje Piotr Barski.

W 2012 roku Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności Stanów Zjednoczonych (DARPA) rozpoczęła finansowanie prac nad szczepionkami opartymi na RNA. Niemiecki CureVac dzięki temu rozpoczął testy szczepionki przeciw wściekliźnie na ludziach w 2013 roku, a obecnie ma również szczepionkę przeciwko COVID-19 na etapie testów.

Także Moderna, dzięki DARPA, pod koniec 2015 roku doprowadziła do badań klinicznych szczepionki RNA na ptasią grypę. Wywołała ona na tyle silne reakcje immunologiczne, że firma opracowała szczepionki RNA przeciwko wirusowi cytomegalii (częsta przyczyna wad wrodzonych), dwóm wirusom przenoszonym przez komary (chikungunya i Zika) oraz trzem wirusowym przyczynom chorób układu oddechowego u dzieci. Tylko jedna szczepionka jednak, dotycząca wirusa cytomegalii, trafiła do dalszych badań.

– Dzięki koronawirusowi na pewno został wykonany pierwszy duży krok, tzn. wprowadzenie cząsteczki RNA na szeroko rozumiany rynek komercyjny szczepionek i jako preparatu, który jest stosowany dla wszystkich. I to jest bardzo duży krok, ponieważ wcześniej takie szczepionki w ogóle nie były oficjalnie dopuszczane do obiegu. Mówmy może nie „szczepionka”, tylko faktycznie „preparat podobny do szczepionki”. Jak zwykle przy okazji pierwszego kroku będziemy musieli zaczekać na prawdziwe, bardzo solidne dane co do skuteczności tych szczepionek w skali populacyjnej i dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, jakie są perspektywy rozwoju – ocenia ekspert.

Postępy w technologii pomagają teraz naukowcom zbliżyć się do opracowania szczepionek na takie choroby jak gruźlica, HIV, malaria czy uniwersalna szczepionka przeciwko grypie, która działałaby przeciwko dowolnemu szczepowi wirusa. To jednak dopiero przyszłość. Szczepionki przeciwko koronawirusowi mogą jednak przyspieszyć pojawienie się kolejnych przeciwko innym chorobom.

– W ciągu najbliższego roku będzie już wiadomo, jak skuteczność tych szczepionek czy preparatów podobnych do szczepionek ma się względem szczepionek tradycyjnych. To porównanie będzie stricte wykładnią tego, jak dużo produktów i w którym kierunku technologia będzie się rozwijać odnośnie do szczepionek opartych na RNA – podkreśla Piotr Barski.

5 sposobów na przesilenie wiosenne

Po kilku zimnych, pochmurnych miesiącach nasz organizm jest wyczerpany. Zwłaszcza po ciężkiej i długiej zimie, która ostatnio nas nawiedziła. Początek wiosny, a dokładnie przełom marca i kwietnia to okres odczuwania wzmożonej senności, spadku motywacji i permanentnego zmęczenia. Pięć wskazówek na temat zadbania o siebie w tym czasie zdradza dr Magdalena Cubała-Kucharska, specjalistka medycyny integracyjnej.

Na dwór marsz!

Regularne spacery zapewnią przyzwyczajenie się naszego ciała do ekspozycji na świeże powietrze. Tutaj niezmiernie ważne jest zadbanie o odpowiedni strój. W szczególności należy chronić uszy i gardło. Wiosna jest pogodowo zmienna, nigdy nie wiadomo, kiedy zimno całkowicie ustąpi. Narażeni na zmienne temperatury, zwiększamy szansę na przeziębienie – nawet gdy sezon grypowy dobiega końca. Odpowiednie jest ubieranie się na „cebulkę”. Ten sposób znany naszym babciom jest wciąż aktualny.

Kąpiele słoneczne

Po zimie nasz organizm cierpi na zbyt niski poziom witaminy D. Jej niedobór może prowadzić do zmniejszonej odporności na wirusy. Ten ważny organiczny związek chemiczny reguluje odpowiedź immunologiczną naszych organizmów. Oznacza to, że zapewnia natychmiastową i pierwszą linię obrony przed niebezpiecznymi wirusami. Zgodnie z danymi National Institutes of Health, dzienna ilość potrzebnej witaminy D zależy od wieku. Ważne, by przyjmować odpowiednią dawkę. Co ciekawe, większość ludzi może uzyskać dzienną dawkę poprzez ekspozycję na słońce, ale inni mogą potrzebować więcej. Dobrze jest też wystawiać oczy na słońce! Oczywiście wyłącznie z zamkniętymi powiekami. Tzw. kąpiele słoneczne regulują nasze rytmy dobowe i związaną z nimi produkcję melatoniny, która wpływa na jakość snu.

Daj mi cynk!

Cynk ważny jest dla prawidłowego działania hormonu grasicy i wspiera układ odpornościowy. Najlepsze są tak zwane formy chelatowe cynku, czyli związane z aminokwasami. Gdzie znajdziemy ten mikroelement? Cynk występuje w produktach spożywczych takich jak ostrygi, mięso, wątróbka, kraby, sery żółte, kasza gryczana, jaja, ryż, ryby, pestki dyni, nasiona słonecznika. Jego niedobór nie wiąże się jedynie z obniżoną odpornością, ale również gorszą kondycją skóry, włosów i paznokci. Co z pewnością jest istotne dla pań, które dbają o swój wygląd.

Dieta na odporność

By układ odpornościowy działał prawidłowo, musi być odpowiednio zasilany. Usunięcie rafinowanych, przetworzonych produktów z diety i zastąpienie ich pożywnymi, naturalnymi produktami zapewni paliwo, którego potrzebuje organizm do prawidłowego przebudzenia po zimie. Wiosną modne jest oczyszczanie, czyli głodówki zdrowotne. Jeśli chcemy je prowadzić, powinniśmy jednak skonsultować się z lekarzem, zanim ich spróbujemy. Miesiąc bez mięsa, ze zwiększoną ilością świeżych i kiszonych warzyw może mieć dobre skutki zdrowotne, pod warunkiem jednak, że nie doprowadzimy do niedoborów białkowych. Niestety, okres przednówku to nie jest najlepszy czas dla świeżych warzyw – zatem tego typu pomysły należy przesunąć raczej na wczesne lato.

Ruch i sen to zdrowie

Bez wystarczającej ilości snu ciało nie ma szansy zregenerować się po całym dniu i nabrać sił na następny. A wiosną motywacji do ruchu zwykle nam nie brakuje. Regularne ćwiczenia wzmacniają układ krążenia, obniżają ciśnienie krwi oraz wzmacniają układ odpornościowy. Jednak brak odpowiedniej regeneracji może osłabić układ odpornościowy i ostatecznie zwiększyć ryzyko zachorowania. Aby być wypoczętym, The Sleep Foundation zaleca starszym dorosłym co najmniej siedem do ośmiu godzin snu każdej nocy.

Wiosna to pora przebudzenia. Warto zadbać o własne zdrowie fizyczne, ale również psychiczne. Budząca się do życia przyroda niech motywuje do obniżenia poziomu stresu i zapewnienia komfortu psychicznego. Czas z bliskimi, wiosenne porządki, sadzenie kwiatów – upiększysz nie tylko swoje życie ale i otoczenie.

Dr Magdalena Cubała-Kucharska – założycielka Instytutu Medycyny Integracyjnej Arcana. W jej pracy medycznej pacjent jest dla niej przede wszystkim całością, złożoną z oddziałujących na siebie wzajemnie układów. Dlatego niepodważalnym standardem jej praktyki lekarskiej jest właśnie szerokie, całościowe spojrzenie na pacjenta połączone z profesjonalizmem, innowacyjnością i terminowością.

Szczególnym tematem zainteresowań dr Cubały-Kucharskiej jest oś jelitowo-mózgowa, immunologiczno-mózgowa oraz medycyna środowiskowa. Oznacza to, że bada, w jaki sposób zespół przerostu bakteryjnego w jelicie (SIBO) i przewlekły zespół rozrostu grzybiczego w jelicie (SIFO) (czyli inaczej candida lub kandydoza układowa) mogą wpływać na zaburzenia funkcjonowania mózgu, w tym zaburzenia neurorozwojowe, takie jak autyzm. Szczególnie dużo uwagi poświęca encefalopatii wątrobowej. Ponadto bada związki pomiędzy infekcjami drobnoustrojami takimi jak paciorkowce, jersinia, campylobacter, borelioza, bartonelloza, Coxackie, wirus EBV (mononukleoza) ,a przewlekłymi stanami zapalnymi takimi jak PANDAS, PANS, ale także Hashimoto.

Dr Magdalena Cubała-Kucharska pacjenta zawsze rozpatruje w powiązaniu ze środowiskiem, uwzględniając takie czynniki jak przewlekły zespół odpowiedzi zapalnej (CIRS) wywołany przez mykotoksyny, zespół chorego budynku, wywołany przez Aspergillusa, czy narażenie na toksyny środowiskowe takie jak metale ciężkie, rtęć, arsen, glifosat, pestycydy. Na co dzień współpracuje z wykwalifikowanymi dietetykami, dobierając indywidualnie diety do potrzeb pacjenta. Oferuje oparte na badaniach diety FODMAP, SCD, bezglutenowe, bezmleczne, immunologiczne.

Rynek uodparnia się na wzrost rentowności obligacji

Na zeszłotygodniowym posiedzeniu decyzyjnym prezes Fedu podkreślił, że stopy pozostaną niezmienione, nawet jeśli inflacja przekroczy cel. Obligacje skarbowe w USA ponownie doświadczyły wyprzedaży, lecz większość klas aktywów zareagowała na wzrost ich rentowności w mniejszym stopniu niż na przełomie lutego i marca.

Wyprzedaż obligacji skarbowych była kontynuowana w zeszłym tygodniu, wspierana przez rosnące oczekiwania inflacyjne, które podbiły do najwyższego poziomu od ośmiu lat. Co ciekawe, aktywa ryzykowne, w szczególności waluty rynków wschodzących, stosunkowo dobrze poradziły sobie w obliczu wzrostu rentowności. Dobrym tego przykładem są waluty regionu Ameryki Łacińskiej, które zakończyły tydzień, umacniając się w parze z dolarem amerykańskim. Takie zachowanie rynku potwierdza naszą opinię zakładającą, że dolarowi amerykańskiemu trudno będzie się umocnić pomimo wyższych rentowności obligacji. Wyraźna zmiana w podejściu Rezerwy Federalnej do inflacji oznacza, że historyczne relacje między klasami aktywów są obecnie mniej użyteczne jako drogowskaz na przyszłość.

W tym tygodniu w centrum uwagi rynku, w tym walutowego, niezmiennie pozostaną zmiany sytuacji na amerykańskim rynku obligacji. Odczyty indeksów PMI dla strefy euro w środę przyniosą raczej niewiele pozytywnych informacji przez powolny postęp szczepień w regionie i kolejne obostrzenia w niektórych krajach. Ze względu na rosnące zaniepokojenie rynku presją inflacyjną piątkowy odczyt inflacji PCE w USA w lutym powinien skupić na sobie uwagę inwestorów.

PLN

Po krótkim okresie spokoju wyprzedaż polskiego złotego powróciła: w czwartek kurs EUR/PLN przebił poziom 4,62, osiągając najwyższy punkt od października ub.r. Skala słabości złotego w ujęciu procentowym była jednak umiarkowana w porównaniu z tym, co obserwowaliśmy na przełomie lutego i marca.  Złoty, podobnie jak inne waluty emerging markets, w ograniczonym stopniu reagował na silny wzrost rentowności amerykańskich obligacji skarbowych.

Wiele czynników działa obecnie na niekorzyść złotego, przytłaczająca większość z tych najistotniejszych wydaje się jednak tymczasowa (pogorszenie sytuacji epidemicznej w Polsce, powolne postępy w zakresie szczepień w UE i rynkowy niepokój związany ze wzrostem rentowności amerykańskich obligacji skarbowych). Nie widzimy potencjału dla dalszego silnego osłabienia złotego, równocześnie nie wykluczamy jednak, że marazm i pozostawanie w okolicy obecnych poziomów może trwać nawet tygodniami. Im dłużej kurs EUR/PLN będzie utrzymywał się na tak wysokich poziomach, tym bardziej w naszej ocenie prawdopodobny staje się jednak scenariusz skokowej aprecjacji waluty. Nie byłoby to nic specjalnie odbiegającego od normy, jeśli za normę uznać sytuację z roku poprzedniego, w którym kilkakrotnie obserwowaliśmy takie epizody.

Powolny postęp szczepień przeciwko COVID-19 w UE przybrał w zeszłym tygodniu nieoczekiwany obrót na gorsze. Większość najważniejszych krajów w Europie zdecydowała o wstrzymaniu szczepień preparatem AstraZeneca na podstawie wątpliwych przesłanek statystycznych, wbrew wyraźnej rekomendacji Europejskiej Agencji Leków. W przeważającej części państw to zamieszanie trwało tylko kilka dni, ale nie poprawi to perspektyw gospodarczych w krótkim terminie. Już teraz są one gorsze w związku z przywróceniem lockdownów we Francji i innych krajach. O ile liczba nowych przypadków zachorowań na COVID-19 w krajach strefy euro nie zwiększyła się istotnie, o tyle wskaźniki transmisji sugerują, że liczba zakażeń rośnie wykładniczo, a przed nami trzecia fala.

Poza indeksami PMI w tym tygodniu na szczególną uwagę zasługuje rozpoczynający się w czwartek szczyt UE, w którego kontekście istotna będzie kwestia postępu szczepień.

USD

Gołębie stanowisko FOMC zostało potwierdzone przy okazji posiedzenia decyzyjnego w ubiegłym tygodniu. Prezes Powell podkreślał, że stopy procentowe pozostaną na zerowym poziomie, dopóki nie zostanie osiągnięte pełne zatrudnienie, którego definicja jest dość nieuchwytna i obejmuje szeroką część rynku pracy. Wskazywał jednocześnie, że wszelkie skoki inflacji będą traktowane jako przejściowe i nie będą miały przełożenia na politykę pieniężną. Dwóch dodatkowych członków FOMC prognozuje podniesienie stóp procentowych przed końcem 2023 roku, jednak mediana prognoz w ramach „dot plotu” FOMC nadal pokazuje stabilne stopy procentowe na przestrzeni tego horyzontu czasowego. Co nie dziwne, obligacje skarbowe ponownie doświadczyły wyprzedaży, a oczekiwania inflacyjne zawarte w ich cenach są najwyższe od 2013 roku.

W kalendarzu na ten tydzień nie ma wielu publikacji ani wydarzeń, które mogłyby wpływać na rynek walutowy, aż do piątku, kiedy zostaną opublikowane dane o inflacji PCE. Uważamy, że dane o dynamice cen będą dla rynków coraz ważniejsze, więc jeśli tegotygodniowe zaskoczą in plus, reakcja rynku może być silna.

GBP

Funt brytyjski w parze z głównymi walutami pozostaje dość stabilny, wspierany przez wysokie tempo szczepień w Wielkiej Brytanii i perspektywy silnego wzrostu gospodarczego w tym i kolejnym roku po zniesieniu lockdownów.

Zgodnie z oczekiwaniami Bank Anglii w zeszłym tygodniu nie zmienił stóp procentowych ani tempa skupu obligacji. Podobnie jak Rezerwa Federalna zdaje się na razie nie przejmować wzrostami rentowności obligacji. Komitet decyzyjny zasugerował, że chcąc wspierać wzrost gospodarczy, w kolejnych miesiącach będzie ignorował wzrosty inflacji ponad cel inflacyjny, przeciwstawiając się rosnącym oczekiwaniom rynkowym dotyczącym wzrostu stóp procentowych przed końcem przyszłego roku. Spodziewamy się, że w krótkim terminie funt pozostanie w trendzie bocznym lub nieznacznie umocni się względem dolara i euro.

CHF

Frank szwajcarski w zeszłym tygodniu doświadczył lekkiego umocnienia, mimo trwającego niezmiennie wzrostu rentowności amerykańskich obligacji, co wcześniej szkodziło szwajcarskiej walucie. Uodpornienie się franka na wyższe rentowności jest interesujące, jednak nie nadzwyczajne na tle całego rynku. Ciekawe jest również, że pozycje netto w CHF ostatnio spadły do najniższego poziomu od lipca 2020 roku, co sugeruje, że mniej spekulantów jest przekonanych o umocnieniu waluty w przyszłości.

Poza nieustannym monitorowaniem sentymentu rynkowego i koronawirusowych danych ze Szwajcarii, które niestety w ostatnim czasie się pogorszyły, w tym tygodniu będziemy przyglądać się również pierwszemu w tym roku spotkaniu Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB). Czwartek raczej nie przyniesie istotnych zmian w polityce pieniężnej, jednak skupimy się na języku. Biorąc pod uwagę ostatnią słabość franka, SNB może w mniej silnych słowach wypowiadać się na temat waluty, a nawet wskazać na malejącą potrzebę interwencji na rynku walutowym. Dodatkowo możliwa jest rewizja prognozy inflacji w górę ze względu na wzrost cen kontraktów terminowych (futures) na ropę i osłabienie franka od ostatniej rewizji prognoz w grudniu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Dwa razy więcej Polaków zainteresowanych emigracją zarobkową

Choć Polska jest w czołówce państw o najniższym bezrobociu w UE, blisko 18% niewykluczonych z rynku pracy Polaków powyżej 18 roku życia rozważa emigrację zarobkową w ciągu najbliższego roku. To dwa razy więcej niż lipcu 2020. O wyjeździe najczęściej myślą 25-36 latkowie, którzy jako kraje docelowe wybraliby w pierwszej kolejności Niemcy, Holandię i Wielką Brytanię, wynika z „Barometru Rynku Pracy” przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Work Service.

– Znaczący wzrost liczby Polaków zainteresowanych emigracją zarobkową daje do myślenia. Niepewność przyszłości i ograniczenia wynikające z pandemii sprawiają, że chcą oni szukać źródeł dochodu za granicą, gdzie zapotrzebowanie na pracowników wybranych specjalności nadal jest wysokie, a zarobki dużo wyższe. Jednocześnie jednak, jak wynika z danych Eurostat, Polska od miesięcy znajduje się w czołówce państw UE o najniższej stopie bezrobocia. Wydaje się więc, że o pracę w naszym kraju powinno być łatwiej niż w wielu innych – komentuje Iwona Szmitkowska, Prezes Zarządu Work Service.

Dwukrotny wzrost zainteresowanych emigracją zarobkową od lipca 2020

Odsetek osób, które biorą pod uwagę podjęcie pracy poza granicami kraju pozostawał na przestrzeni ostatnich kilku lat na zbliżonym poziomie. Tymczasem, jak wynika z XV edycji „Barometru Rynku Pracy” przeprowadzonego w grudniu 2020 i styczniu 2021 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Work Service, emigrację zarobkową w ciągu najbliższego roku rozważa 17,7% niewykluczonych z rynku pracy Polaków powyżej 18 roku życia. To najwięcej od pięciu lat. W lipcu 2020 roku było to 9,9%, w lutym ub. roku – 11,6%, we wrześniu 2019 – 8,6 %, w marcu 2018 – 11,8 %. Zdecydowanych na wyjazd jest ponad 6% badanych, dwa razy więcej niż pół roku wcześniej. Jednocześnie znacznie, gdyż o 17,6% zmalał w tym okresie odsetek osób, które nie zamierzają wyjechać. Obecnie to 69,7%. Aż czterokrotnie  wzrosła liczba niezdecydowanych.Dwa razy więcej Polaków zainteresowanych emigracją zarobkową

Kto chce wyjechać?

Osoby biorące pod uwagę wyjazd z kraju w celach zarobkowych, to najczęściej osoby w wieku 25-44 lat, z wykształceniem średnim i zawodowym. Częściej są to mężczyźni niż kobiety, osoby pracujące na pełny etat, mające dochody poniżej 3 000 zł. Przed pandemią zainteresowane wyjazdem były małżeństwa, obecnie jest to zauważalne w dużo mniejszym stopniu.

Nadal zdecydowanie najczęściej bierze pod uwagę emigrację zarobkową pokolenie Y (25-36 latkowie), które potrafi porozumiewać się, choćby w stopniu podstawowym w językach obcych, co ułatwia im odnalezienie się na zachodnich rynkach pracy. Pokolenie X (37-59) najczęściej deklaruje, że nie bierze wyjazdu pod uwagę, za to pokolenie Z (18-24) jest najbardziej niepewne decyzji.

Kto chce wyjechać
Rozważający emigrację mieszkają przede wszystkim w regionie centralnym, wschodnim i północnym, rzadziej na południu i zachodzie kraju.

emigracja zarobkowa

Dokąd?

Podobnie jak w poprzednich latach, rozważający emigrację zarobkową najczęściej wskazywali na Niemcy (40%) i Holandię (28%) i Wielką Brytanię (16 %), w dalszej kolejności to Norwegia, Francja, Szwecja i USA.

– Widzimy, że Niemcy stawiają na standaryzację warunków pracy zagranicznych opiekunek. Podejmują też walkę z nielegalnym zatrudnieniem. To dobra wiadomość legalnego rynku pracy, w tym pracowników, którzy współpracując z legalną agencją wiedzą na co w rzeczywistości mogą liczyć i w każdej chwili skorzystać z jej wsparcia – dodaje Iwona Szmitkowska.Dokąd chce wyjechać Dokąd chce wyjechać 2

Oferty pracy za granicą

Z danych Work Service wynika, że pracownicy są potrzebni m.in. w produkcji, logistyce, branży magazynowej, które działają pomimo pandemii. Duże zapotrzebowanie cały czas zgłasza sektor medyczny. Szacuje się, że tylko na rynku niemieckim nadal brakuje ok. 17 tys. pielęgniarek i 3,5 tys. lekarzy. Co roku na pracowników z Polski czekają też rolnicy i sadownicy – tylko niemieckie rolnictwo zgłasza zapotrzebowanie na około 300 tys. pracowników sezonowych. Jesienią dużymi zleceniodawcami są właściciele winnic.

– W wyniku pandemii rośnie zainteresowanie prywatną opieką dla osób starszych. Widzimy to po zgłoszeniach kandydatek do Support and Care, naszej linii biznesowej stworzonej dla opiekunek. Z jednej strony jest to związane z trudniejszym dostępem do służby zdrowia, z drugiej – mniejszym ryzykiem zachorowania w warunkach domowych. Co istotne – nie tylko pracownicy służby zdrowia w Niemczech, ale także osoby opiekujące się seniorami mogą liczyć na udogodnienia, związane np. z przekraczaniem granicy i pierwszeństwa w szczepieniach na COVID– komentuje Iwona Szmitkowska, Prezes Zarządu Work Service.

Wynagrodzenie

Z danych Work Service wynika, że płace pozostają na tym samym poziomie. W Niemczech średnio to 10 Euro (44 zł) dla prostych prac produkcyjnych i logistycznych, więcej w przypadku zawodów specjalistycznych. W najbliższym czasie wynagrodzenia nie powinny rosnąć, co wynika z pogorszenia sytuacji ekonomicznej. Na wyższe uposażenia mogą liczyć pracownicy specjalności, których brakuje na rynku.

###

Metodologia badania – XV edycja badania Barometr Rynku Pracy została przeprowadzona przez ARC Rynek i Opinia sp. z o.o. na zlecenie Work Service. Zostało zrealizowane w dniach 21.12.2020-12.012021 metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych (CATI) z przedstawicielami małych, dużych i średnich firm. Próbę 507 pracodawców dobrano w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po ok. 170 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Badanie pracowników zostało przeprowadzone w okresie 17 – 22.12.2020 roku metodą wywiadów online (CAWI) na panelu badawczym epanel.pl należącym do ARC Rynek i Opinia. Próba bazowa 524 pracowników odpowiada strukturze populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości miejscowości zamieszkania – dzięki losowo-kwotowemu doborowi badanych oraz ważeniu wyników. W pytaniach dotyczących emigracji zarobkowej próbę tę uzupełniono o bezrobotnych, na urlopach macierzyńskich i wychowawczych oraz uczących się – próba wraz z pracującymi – 708.

Zarząd ATAL przyjął program emisji obligacji

W dniu 19 marca br. Zarząd ATAL S.A. – ogólnopolskiego dewelopera – przyjął program emisji obligacji. Zakłada on emisję do końca roku jednej lub więcej serii obligacji do maksymalnej kwoty 200 mln zł. Planowany termin wykupu obligacji nowej emisji w ramach programu nie przekroczy dwóch lat. Emisje obligacji będą następowały w trybie oferty publicznej zwolnionej z obowiązku sporządzania prospektu i zostaną wprowadzone do alternatywnego systemu obrotu Catalyst. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na finansowanie wybranych przedsięwzięć deweloperskich oraz zakupy gruntów.

ATAL regularnie korzysta z finansowania pochodzącego z emisji obligacji. Nasz sprawdzony model biznesowy spotyka się z pozytywnymi reakcjami inwestorów – jesteśmy znanym na rynku kapitałowym podmiotem i preferowanym partnerem instytucji finansowych. Dlatego tym razem zdecydowaliśmy się na nowy program emisji obligacji na kwotę 200 mln zł. Środki pozyskane z emisji zostaną przeznaczone na dalszy wzrost – rozbudowę oferty i wzrost liczby realizowanych inwestycji – mówi Zbigniew Juroszek, prezes zarządu ATAL S.A.

ATAL w 2020 roku przekazał klientom 3 002 lokale mieszkaniowe i usługowe. To rekordowy wynik w historii spółki i jednocześnie wzrost o 70 proc. w stosunku do poziomu wydań wypracowanego w 2019 roku (1 769). Najwięcej lokali zostało wydanych w Warszawie (685), Łodzi (598), Krakowie (479) oraz we Wrocławiu (438).

W 2020 roku ATAL zakontraktował 2 896 lokali. To wynik zgodny z założeniami dewelopera, które uwzględniły korektę związaną z nadzwyczajną pandemiczną sytuacją. W samym tylko czwartym kwartale minionego roku nabywców znalazły 824 lokale.

W minionym roku zgodnie z harmonogramem realizowaliśmy przedsięwzięcia inwestycyjne. W 2020 roku ATAL wprowadził do sprzedaży w sumie 13 projektów z blisko 2500 lokalami – w Trójmieście Przystań Letnica etap II i III, ATAL Bosmańska oraz Śląska 12, w Krakowie kolejne etapy ATAL Aleja Pokoju (IIIB), Apartamenty Przybyszewskiego (IV) oraz ATAL Residence Zabłocie (V), w Warszawie Bartycka 49 Apartamenty, w Łodzi Nowe Miasto Polesie II i Apartamenty Drewnowska IV, we Wrocławiu Nowe Miasto Jagodno etap III oraz ATAL City Square.

ATAL w ubiegłym roku zorganizował największą w historii spółki emisję obligacji, dzięki której pozyskał łącznie 200 mln zł – z czego 50 mln zł pochodziło z zapisów złożonych na papiery w dodatkowej rundzie po tym, jak popyt na obligacje istotnie przekroczył pierwotnie zakładane 150 mln zł. Środki zostały przeznaczone na dalszą rozbudowę oferty oraz zakup nowych gruntów.

ATAL jest spółką dywidendową. W tym roku Zarząd rekomenduję wypłatę dywidendy w wysokości 3,03 zł na akcję, co łącznie daje kwotę 117,3 mln zł. Natomiast pozostałą część wypracowanego zysku w kwocie blisko 28,4 mln zł planuje przeznaczyć na kapitał zapasowy.

W 2020 roku ATAL pozyskał 9 nowych gruntów inwestycyjnych w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Trójmieście oraz w Katowicach. Łączny koszt zakup nowych działek to ok. 52 mln zł, w przeliczeniu na 1 mkw. PUM to niespełna 600 złotych, co potwierdza realizację racjonalnej polityki zakupu działek pod inwestycje. Tereny pozwolą na realizację 86 tys. mkw. PUM. Obecny bank ziemi w posiadaniu spółki w pełni zabezpiecza plany inwestycyjne spółki na najbliższe lata.

Spokojny poniedziałek

Otwarcie rynków w poniedziałek przebiega na razie dosyć spokojnie. Pomimo lekkiej słabości złotego na otwarciu niemal od razu po otwarciu europejskich parkietów powrócił na poziomy z piątkowego zamknięcia, wciąż jednak znajduje się powyżej bariery 4,60 zł za euro.

Chiny nie zmieniają stóp procentowych

Chiński Bank Narodowy nie podjął po raz kolejny decyzji o zmianie stóp procentowych. W trakcie pandemii doszło zaledwie do symbolicznej obniżki stóp procentowych z 4,3% na 3,85%. Była to jedna z najniższych obniżek stóp procentowych wśród państw, które miały możliwość zareagowania poziomem stóp procentowych. Część, jak np. Szwajcaria, czy strefa euro, nie zdążyła bowiem podnieść stóp procentowych po kryzysie z 2008 roku. Warto natomiast zwrócić uwagę, że w Chinach inflacja od kilku miesięcy jest bliska zeru, co zwiększa szanse na dalsze luzowanie. Z drugiej strony w Państwie Środka realny jest problem baniek spekulacyjnych np. na rynku nieruchomości. Biorąc to pod uwagę, widać jakie cele realizuje bank centralny.

Lepsze dane z Kanady

Piątkowe odczyty sprzedaży detalicznej z Kanady okazały się lepsze od oczekiwań. Analitycy spodziewali się spadku o 3,0%, a faktycznie wynik wyniósł 1,1% spadku. Jest to zatem zły wynik, aczkolwiek biorąc pod uwagę pandemię i oczekiwania obserwatorów nie może dziwić, że inwestorzy przyjęli go jako dobrą informację. Po publikacji dolar kanadyjski drożał. Co ciekawe, do końca dnia oddał całe umocnienie i powrócił na poprzednie poziomy. Jak widać, inwestorzy uznali, że nie wiedząc, co wydarzy się w weekend, dolar kanadyjski nie jest dobrym miejscem do trzymania środków.

Mniej źle na południu

Słowacja opublikowała w piątek dane na temat bezrobocia. Poziom 7,9% jest lepszy od oczekiwanego poziomu 8%. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że miesiąc temu było to 7,8%, zatem bezrobocie rośnie, po prostu wolniej niż oczekiwali analitycy. Słowacja ze względu na rozmiar gospodarki nie ma istotnego wpływu na kurs euro. Pogarszająca się sytuacja u naszego południowego sąsiada może finalnie przełożyć się jednak na polską gospodarkę. Do tego trzeba jednakże większej ilości danych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl