Microsoft: 73 proc. pracowników oczekuje elastycznego modelu pracy

Zastosowanie elastycznego modelu pracy będzie miało wpływ na pozyskiwanie i utrzymywanie talentów – wynika z najnowszej edycji badania Work Trend Index. Microsoft zaprezentował również 7 trendów pracy hybrydowej, które każdy menedżer powinien znać, wraz z wejściem w nową erę pracy. Eksperci przekonują, że zdalny model pracy zapewni dostęp do szerszego grona talentów, które były dotychczas niedostępne ze względu na przywiązanie do miejsce wykonywania obowiązków.

Mając na uwadze wsparcie przedsiębiorstw w procesie zmian, Microsoft zaprezentował wnioski z nowej edycji badania Work Trend Index pt. “The Next Great Disruption is Hybrid Work – Are We Ready?” („Nowa wielka przemiana to praca hybrydowa – czy jesteśmy na nią gotowi?”). Raport przedstawia wyniki badania 30 tys. pracowników z 31 krajów oraz analizę bilionów zagregowanych danych dotyczących produktywności i pracy osób korzystających z Microsoft 365 i LinkedIn. Obejmują one również perspektywę ekspertów, którzy od lat studiowali zagadnienia współpracy, kapitału społecznego oraz projektów przestrzeni.

Raport wyraźnie pokazuje, że liderzy biznesowi nie mogą postrzegać pracy hybrydowej według starych zasad. Wymaga ona ponownego przemyślenia wcześniej przyjętych założeń.

„Wybory, których dokonujemy dzisiaj wpłyną na przedsiębiorstwa i instytucje w  kolejnych latach. To moment, który wymaga jasnej wizji i podejścia nastawionego na wzrost” – mówi Jared Spataro, Corporate Vice President for Microsoft 365. “Te decyzje wpłyną na wszystko, począwszy od tego, jak kształtujemy kulturę organizacyjną, jak przyciągamy i utrzymujemy talenty, po sposób, w jaki możemy lepiej wspierać współpracę i innowacje”.

Wyniki badania pokazują, że ostatni rok fundamentalnie zmienił naturę naszej pracy:

  • Trendy dotyczące współpracy na podstawie analizy Microsoft Teams i Outlook sugerują, że nasze sieci kontaktów zmniejszyły się, ale praca hybrydowa jest w stanie je ożywić.
  • Czas spędzony na spotkaniach podwoił się w skali globalnej, a liczba przesyłanych e-maili w lutym br. wzrosła o 40 miliardów w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej.
  • Praca stała się bardziej ludzka. Prawie 40 proc. respondentów przyznało, że czuje się bardziej komfortowo w całości angażując się w wykonywane obowiązki niż przed pandemią, a jedna na sześć osób doświadczyła momentów wzruszeń w towarzystwie kolegi lub koleżanki z pracy.

Badania wskazują, że jesteśmy na progu transformacji zachodzącej w miejscu pracy:

  • 73 proc. ankietowanych pracowników chce kontynuować pracę w elastycznym modelu.
  • Liczba ogłoszeń na LinkedIn uwzględniających pracę zdalną wzrosła pięciokrotnie podczas pandemii.
  • Ponad 40 proc. globalnej liczby pracowników rozważa odejście z pracy w tym roku, a 46 proc. planuje zmienić miejsce zamieszkania, ze względu na możliwość wykonywania obowiązków w sposób zdalny.

Krótko mówiąc, adopcja elastycznego modelu pracy będzie miała wpływ na to, kto zostaje, kto odchodzi i kto dołącza do firmy.

Raport prezentuje również 7 trendów pracy hybrydowej, które każdy lider powinien znać wchodząc w nową erę pracy:

  • Elastyczna praca pozostanie z nami na dłużej.
  • Liderzy biznesowi nie maja kontaktu z pracownikami i wymaga to pilnej zmiany.
  • Pod wysoką wydajnością kryją się wyczerpani pracownicy.
  • Przedstawiciele generacji Zet mają poczucie zagrożenia i potrzebują zaktywizowania.
  • Kurczące się sieci kontaktów są zagrożeniem dla innowacyjności.
  • Autentyczność zwiększy produktywność i dobre samopoczucie.
  • W świecie pracy hybrydowej utalentowani pracownicy są wszędzie.

Oprócz wskazania trendów dotyczących przyszłości pracy, Work Trend Index identyfikuje pięć strategii przydatnych dla liderów biznesowych, którzy zaczynają dokonywać niezbędnych zmian:

  • Stwórz plan wspierający i przygotowujący ludzi do ekstremalnej elastyczności.
  • Inwestuj w przestrzeń i technologię do łączenia świata fizycznego i cyfrowego.
  • Walcz z wypaleniem cyfrowym od samej góry struktury organizacyjnej.
  • Odbudowa kapitału społecznego i dostosowanie kultury organizacyjnej powinny być priorytetem.
  • Przeanalizuj doświadczenia swoich pracowników, po to by lepiej konkurować o najlepsze i najbardziej różnorodne talenty.

„W ostatnich miesiącach zaobserwowaliśmy przyspieszenie trendów, które pojawiły się przed pandemią. Prawdopodobnie najbardziej ekscytującym trendem jest wzrost znaczenia pracy zdalnej. W miarę demokratyzacji możliwości, dzięki pracy zdalnej i przepływowi talentów, będziemy świadkami rozprzestrzeniania się umiejętności w całym kraju. To czas dla liderów biznesu, aby wykorzystać okazję do pozyskania różnych umiejętności i talentów, które wcześniej nie były dla nich dostępne” – mówi Karin Kimbrough, Główna Ekonomistka LinkedIn.

Przewoźników mniej, ale rosną w siłę i jeżdżą więcej

Przez ostatnie 10 lat co roku pojawiało się w polskiej branży TSL średnio tysiąc nowych przewoźników. Rok 2020 był zupełnie inny – z raportu GITD wynika, że nie tylko liczba aktualnych licencji nie wzrosła, ale nawet minimalnie zmalała. Za to na drogach przybyło ciężarówek i wykonują więcej przewozów, co potwierdzają też dane z 30 tysięcy pojazdów monitorowanych przez systemy telematyczne GBox. – Skoro ciężarówek stale przybywa, a liczba firm się nie zmienia, oznacza to, że przewoźnicy obecni na rynku zwiększają tabor. Pomimo pandemii w 2020 roku nie brakuje przedsiębiorstw transportowych, które się rozwijają – uważa Mateusz Włoch, ekspert OCRK, Grupa INELO.

Jak rozwijały się firmy transportowe na przestrzeni lat?

Z raportów Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego wynika, że w latach 2010-2020 liczba przewoźników na rynku wzrosła o 12 tysięcy.  Średnio co rok przybywało ich około tysiąca. Pierwszy raz to się zmieniło – na koniec 2020 roku są dwie aktywne licencje mniej niż rok wcześniej.

Z drugiej strony, według danych systemów telematycznych GBox w 4 kwartale 2020 roku ciężarówki polskich przewoźników pokonały 190 milionów kilometrów więcej, niż w tym samym okresie roku poprzedniego.

– Z danych GITD i systemów telematycznych GBox możemy wywnioskować, że na rynku przewozów międzynarodowych zostają przedsiębiorstwa z ugruntowaną pozycją oraz nabytym przez lata doświadczeniem. W czasach pandemii koronawirusa ostrożnie inwestujemy w nowe obszary i szukamy sprawdzonych rozwiązań. To samo dotyczy sytuacji w branży TSL – komentuje Mateusz Włoch, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców, Grupa INELO.Jak rozwijały się firmy transportowe na przestrzeni lat

Branża TSL – więcej pojazdów w firmach

Nie przybywa przewoźników, jednak firmy, które już działają w tym sektorze gospodarki powiększają flotę. – W 2020 roku było ważnych 256 362 wypisów z licencji międzynarodowej, czyli dokumentu niezbędnego dla każdego pojazdu wykonującego przewóz zarobkowy rzeczy poza granicami Polski. Jest ich o 9 607 więcej niż rok wcześniej. Skoro pojazdów w transporcie międzynarodowym stale przybywa, a liczba firm się nie zmienia, oznacza to, że przewoźnicy obecni na rynku zwiększają tabor. Co ważne, dane o aktualnych wypisach i licencjach są podawane według stanu na ostatni dzień roku. To oznacza, że pandemia w 2020 roku nie zahamowała rozwoju tej gałęzi transportu, jeśli wziąć pod uwagę rosnącą liczbę wypisówkomentuje Mateusz Włoch.

Branża TSL – więcej pojazdów w firmach
Dane: GITD Opracowanie: INELO

Najlepiej radzą sobie przedsiębiorstwa z dużym taborem

W Polsce mamy 36 511 przedsiębiorstw transportowych posiadających licencje na międzynarodowy przewóz rzeczy, które dysponują łącznie 256 352 ciężarówkami. Największy odsetek – ponad 60 proc. stanowią małe przedsiębiorstwa, które posiadają od 1 do 4 pojazdów.  Tyle że należy do nich tylko 15 proc. ciężarówek spośród licencjonowanych przewoźników.

W ostatnich trzech latach najszybciej procentowo rośnie liczba przedsiębiorstw, które zarządzają flotą powyżej stu pojazdów. Jest ich 33 proc. więcej niż w 2017 roku. Liczba przewoźników posiadających między 51 a 100 pojazdów zwiększyła się o prawie 30 proc.. Podobny wzrost widać u przewoźników z mniejszą flotą. Działa coraz więcej firm, które mają od 5 do 50 pojazdów. Liczba najmniejszych przewoźników (1 – 4 pojazdów) jest podobna do lat poprzednich.

Najlepiej radzą sobie przedsiębiorstwa z dużym taborem
Dane: GITD Opracowanie: INELO

Dynamika zmian sektora transportu drogowego w 2020 roku była bardzo duża. Przedsiębiorcy musieli stawić czoła zmianom wprowadzonym przez pakiet mobilności, problemy na wschodnich granicach z Białorusią, sytuacja z wydawaniem zezwoleń w Rosji i wreszcie, sama pandemia koronawirusa, obostrzenia w wielu krajach, obowiązkowe testy dla kierowców – to tylko wybrane przeszkody dla firm prowadzących działalność związaną z międzynarodowym TSL w zeszłym roku. Nic więc dziwnego, że coraz więcej przewoźników decyduje się na inwestycję w nowoczesne rozwiązania cyfrowe dla transportu i modernizację przedsiębiorstwa. W tej chwili bez zabezpieczenia odpowiedniego, zdrowego rozwoju dla transportowych działalności gospodarczych może być zwyczajnie ciężko utrzymać się na rynku.

– Oprócz zwiększania liczby ciężarówek we flocie przedsiębiorcy coraz częściej sięgają po nowoczesne rozwiązania zwiększające rentowność i pozwalające na bieżąco analizować sytuację w firmie. Same systemy telematyczne przestają wystarczać, kiedy monitorujemy 100 różnych samochodów. Coraz większą popularnością cieszą się więc systemy TMS, pozwalające w szybki sposób zebrać dane ze wszystkich pojazdów i przedstawić w jasny, przejrzysty sposób obecną sytuację, co pozwala szybko podejmować decyzje, dzięki czemu możemy zadbać o rozwój w ekspresowym tempiekomentuje Marta Staniszewska, ekspert GBox, Grupa INELO.

Oczywiście, nowoczesna flota to nie wszystko. Bardzo ważne jest, by zadbać o zrównoważony rozwój biznesu z możliwością kontroli wszystkich jego aspektów: księgowości, rentowności i wydajności. Dlatego coraz więcej przewoźników decyduje się na proces cyfryzacji swoich firm.

– Z powyższych danych wyraźnie widzimy, że przedsiębiorcy, którzy nie inwestują w nowoczesne rozwiązania i nie rozwijają taboru, w najlepszym przypadku stoją w miejscu. Rok 2021, który jest „buforem” przed wejściem w życie kolejnych punktów pakietu mobilności to ostatni moment na wprowadzenie innowacji, które pomogą firmie być konkurencyjną i zadba o jej rozwój. Odkładanie takich inwestycji na dalsze lata może mieć negatywne skutki. Rynek zdominują firmy z rozbudowanym taborem, które korzystają z cyfrowych rozwiązań, a mniejsi przewoźnicy się na nim nie utrzymająuważa Marta Staniszewska.

Deloitte: Wodór odegra ważną rolę w transformacji energetycznej

Uchwalony przez Unię Europejską cel redukcji emisji gazów cieplarnianych o 55 proc. do 2030 r. i osiągnięcie pełnej neutralności klimatycznej przez kraje Unii Europejskiej do 2050 r. oznacza konieczność dynamicznego rozwoju rynku alternatywnych źródeł energii. Według raportu „Investing in hydrogen. Ready, set, net zero”, opracowanego przez firmę doradczą Deloitte, dotyczy to także wodoru, który jest paliwem czystym, coraz tańszym w pozyskiwaniu oraz składowaniu i jednocześnie mającym znaczący potencjał inwestycyjny.

Ambitnych celów neutralności klimatycznej nie uda się osiągnąć bez alternatywnych, nisko lub zeroemisyjnych, odnawialnych źródeł energii. Dotyczy to także fotowoltaiki i energii wiatrowej. Wzrost zapotrzebowania na wodór będzie w dużym stopniu zależał od tempa rozwoju tego rynku i gałęzi gospodarki, w których będzie wykorzystywany – mówi Irena Pichola, partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

W samej Wielkiej Brytanii popyt na wodór może wzrosnąć do 2050 r. z obecnych 27 TWh do 43 TWh, przy założeniu, że zostanie zachowane dotychczasowe tempo rozwoju tego rynku. Jeżeli zmianie ulegną preferencje konsumentów, popyt na wodór może wynieść 179 TWh. Natomiast w przypadku wprowadzenia zmian systemowych, ta wartość może wzrosnąć aż do 618 TWh.

Potencjał wodoru

Zakres potencjału dla wykorzystania wodoru nie rozkłada się równomiernie w poszczególnych branżach i z pewnością w przyszłości będzie się rozwijał w różnym tempie. Podstawowym obszarem, gdzie już teraz używane są znaczne ilości tego surowca jest przemysł. Działająca w rafineriach infrastruktura do wychwytywania i składowania dwutlenku węgla jest przystosowana do przetwarzania zanieczyszczeń także z innych obszarów przemysłu. Dzięki temu możliwe będzie rozłożenie kosztów inwestycyjnych i potencjalnych ryzyk na więcej podmiotów.

Jak wynika z raportu Deloitte, zastosowanie wodoru w transporcie jest nadal w znacznym stopniu ograniczone przez słabo rozwiniętą infrastrukturę, percepcję ryzyka dla łańcucha dostaw i stosowania paliwa wodorowego oraz koszty przesyłu i składowania tego surowca, a także niewielką podaż pojazdów wykorzystujących wodór jako paliwo. Znacznie popularniejsze są obecnie samochody osobowe zasilane elektrycznie lub w sposób hybrydowy. Zakłada się, że w początkowej fazie wdrażania technologii, większe prawdopodobieństwo upowszechnienia się paliwa wodorowego istnieje w przypadku cięższych środków transportu, takich jak ciężarówki, autobusy i transport szynowy. Ta sytuacja może się jednak zmienić, a możliwą skalę i tempo rozwoju rynku wodoru pokazuje np. przyjęty w Japonii plan zakładający do 2030 r. dynamiczny wzrost liczby pojazdów napędzanych wodorowymi ogniwami paliwowymi na tamtejszych drogach do 800 tys., przy zaledwie 3 tys. obecnie.

Chociaż mało prawdopodobne jest, że wodór odegra w energetyce dominującą rolę jako paliwo pierwotne, może on jednocześnie w znacznym stopniu przyczynić się do zapewnienia stabilności i elastyczności systemu energetycznego. Z kolei wykorzystanie wodoru w ciepłownictwie będzie wymagało znacznych inwestycji kapitałowych, co może skutkować okresowo wyższymi cenami dla konsumentów podczas potencjalnej niezbędnej modernizacji infrastruktury i urządzeń końcowych.

Wiele wskazuje na to, że potencjał wodoru odegra ważną rolę w transformacji energetycznej. Mówi się o nim od paru dziesięcioleci, ale teraz wydaje się, że sytuacja wreszcie nabiera tempa. Inwestycje i wsparcie rządowe rosną, a technologie pozyskiwania i składowania tego paliwa są gotowe do dalszego rozwoju, doskonalenia efektywności technologii oraz definiowania modeli możliwych zastosowań na skalę przemysłową. Może się więc okazać, że wodór będzie zaskoczeniem obecnej dekady, takim jak energia słoneczna i wiatrowa były w latach ubiegłych – mówi Tomasz Gasiński, dyrektor w zespole ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Opłacalność przejścia na wodór

Według ekspertów Deloitte budowa gospodarki w szeroki sposób wykorzystującej wodór będzie wymagała znacznych nakładów finansowych. Tylko w Wielkiej Brytanii rozwój samej technologii produkcji tego surowca oznacza konieczność inwestycji od 3,5 mld do 11,4 mld funtów do 2035 roku. Koszty produkcji wodoru niskoemisyjnego lub zeroemisyjnego są obecnie nie tylko wyższe niż w przypadku innych źródeł ekologicznej energii, ale także nie ma pewności co do przyszłych poziomów popytu i jego zastosowań. Co więcej, jeśli ten surowiec nie może być używany w stanie gazowym blisko miejsca wytworzenia, ale jest przetwarzany, przechowywany i transportowany, koszty dla użytkownika końcowego szybko wzrosną.

Obniżenie kosztów wodoru w najbliższym czasie będzie możliwe pod warunkiem, że na świecie przyjęte zostaną programy stymulujące dalsze innowacje i badania. Konieczne będzie też opracowanie wydajnych procesów produkcyjnych i łańcuchów dostaw, aby pomóc obniżyć koszty konwersji, transportu i przechowywania tego paliwa. Taką drogę z sukcesem przeszedł sektor odnawialnych źródeł energii, w którym koszty zostały znacząco zredukowane właśnie dzięki znaczącemu rozwojowi technologii, a także dzięki skutecznemu wsparciu na szczeblu rządowym – mówi Irena Pichola.

Inwestorzy oczekują większej pewności

Jak wynika z raportu Deloitte, wyzwania związane z postępującymi zmianami klimatu i dochodzeniem do gospodarki zeroemisyjnej wymagają bardziej skoordynowanego podejścia ze strony rządów i przedsiębiorstw. Choć inwestorzy są przyzwyczajeni do pewnego podwyższonego stopnia ryzyka związanego z inwestycjami w nowe technologie, to jednak oczekują większej pewności co do tego, jaki będzie popyt na wodór w przyszłości oraz na jaki zwrot z inwestycji mogą potencjalnie liczyć.

Uzyskanie tej pewności będzie więc wymagało określenia skali inwestycji potrzebnych w ciągu najbliższych 20-30 lat. Niezbędne będą działania zmierzające do stymulowania innowacji i badań w celu obniżenia kosztów produkcji wodoru. Cechą charakterystyczną tego paliwa jest możliwość wykorzystania w wielu gałęziach gospodarki (energetyka, ciepłownictwo, przemysł i transport), co oznacza jeszcze większą potrzebę integracji i koordynacji kierunków działań.

Obowiązujące do tej pory założenia w zakresie dekarbonizacji nie preferują żadnej z dostępnych technologii wodorowych, pozwalając rynkowi decydować, która z nich najlepiej odpowiada potrzebom danego sposobu wykorzystania oraz wykazuje się największą efektywnością finansową. Jednak biorąc pod uwagę skalę wyzwania, jakim jest osiągnięcie pełnej neutralności klimatycznej, prawdopodobnie potrzebny jest bardziej ukierunkowany i konkretny zestaw wytycznych, aby wodór stał się bardziej atrakcyjny dla potencjalnych inwestorów – mówi Kamil Janczyk, wicedyrektor w dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Wciąż niepewnie

Pomimo generalnie pozytywnego przebiegu poniedziałkowego handlu (z wyłączeniem Turcji), dziś na rynkach widać negatywne napięcie, za co może odpowiadać przerzucenie uwagi na nowe restrykcje covidowe w Europie. Inwestorzy nie zapominają też o śledzeniu rentowności obligacji USA przed wystąpieniem prezesa Fed Powella i sekretarz skarbu Yellen w Kongresie.

Można zaryzykować stwierdzenie, że wstrząsy na lirze i tureckich aktywach pozwoliły wczoraj na chwilę zapomnieć o innych problemach rynków i na tym udało się zbudować umiarkowanie pozytywne nastroje. Ale dziś Turcja jest już czerstwym tematem i dyskusje rynkowe krążą między przedłużeniem lockdownu w Niemczech do 18 kwietnia a sankcjami USA i innych państw wobec chińskich urzędników powiązanych z łamaniem praw człowieka. Nie są to silne tematy (przedłużenie restrykcji w Europie było spodziewane, a restrykcje mają mały ciężar gospodarczy), ale zawsze to pretekst dla poddania ryzykownych aktywów presji.

Nie zapominamy o rynku długu USA, nawet jeśli rentowności 10-letnich obligacji USA spadają do 1,66 proc. Potrzeba by było zejścia co najmniej pod 1,55 proc., by ruch był doczytany jako odwołanie alarmu i impuls do silniejszego apetytu na ryzyko. Inwestorzy pasywnie czekają na kolejne wydarzenia, wśród których dziś wyróżnia się wystąpienie prezesa Fed Powella i sekretarz skarbu Yellen w Kongresie. Politycy mają odpowiadać w związku z ustawą pomocową CARES, a opublikowane już mowy otwierające wskazują na pozytywną ocenę perspektyw gospodarczych oraz powtórzenie deklaracji o podtrzymaniu wspierającej polityki Fed. Nie zanosi się na nic przełomowego, szczególnie zaledwie kilka dni po posiedzeniu FOMC. Stąd reakcja dolara i obligacji powinna być minimalna, o ile nie pojawią się niespodzianki.

EUR/USD jest względnie stabilny blisko 1,19 bez oznak wzmożonej negatywnej presji na euro z tytułu trzeciej fali zachorowań na COVID-19 w Europie. Od kilku dni rynki były przygotowane na zaostrzanie restrykcji w obliczu wzrostu liczby odnotowywanych zakażeń, podczas gdy w ocenie skutków gospodarczych dominuje przeświadczenie, że jakkolwiek w drugim kwartale ożywienie może kuleć, tak druga połowa roku będzie pod znakiem przyspieszenia. Poza tym lockdowny nie zamykają całej gospodarki, co w dalszej części tygodnia potwierdzą wciąż wysokie odczyty indeksów PMI dla przemysłu. O ile perspektywy dla strefy euro nie zmienią się i nie wskażą na wyraźne odstawanie ścieżki ożywienia od trajektorii np. USA czy Wielkiej Brytanii, nie ma powodu, by w wycenie euro ujmować agresywniejsze luzowanie EBC (i kolejnej obniżki stóp procentowych).

Wczorajsza poprawa nastrojów i umiarkowane osłabienie dolara dały walutom rynków wschodzących przestrzeń do częściowego odreagowania ostatniej słabości. EUR/PLN obniżył się do 4,59, ale dziś rano już widać powrót ponad 4,60. Zbliżając się do końca miesiąca (i kwartału) nie można wykluczyć podwyższonej zmienności na korzyść złotego, co jednak nie będzie mówić nic o poprawie postrzegania waluty, a bardziej o potencjalnym domykaniu krótkich pozycji, które były budowane przed wyrokiem Sądu Najwyższego w sprawie kredytów frankowych. Przesunięcie terminu posiedzenia z 25 marca na 13 kwietnia podnosi ryzyko z tytułu utrzymywania pozycji, skłaniając do odkupienia złotego, ale prawdopodobnie z zamiarem odnowienia pozycji po lepszej cenie. Innymi słowy ostrożnie podchodziłbym do spadków EUR/PLN w rejon 4,57-4,59, gdyż może to być chwilowy epizod przed kolejnymi wzrostami kursu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dziesięć organizacji biznesu apeluje do Premiera Morawieckiego: nie kody PKD powinny kwalifikować do wsparcia

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie kolejny raz apeluje do Premiera Mateusza Morawieckiego i Rządu RP o wycofanie się z krzywdzącego przedsiębiorców kryterium kodów PKD jako czynnika uzależniającego wsparcie. Postulujemy, by to spadek przychodów – jako najbardziej obiektywny czynnik – był wyznacznikiem, które firmy potrzebują wsparcia. Sygnatariuszami listu są instytucje gospodarcze, które podobnie jak Izba uważają, że przedsiębiorcom w obliczu TRZECIEGO lockdownu należy się pomoc i wsparcie.

Poniżej list podpisany przez Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hannę Mojsiuk:

Szanowny Panie Premierze,

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie jako największy samorząd gospodarczy w Polsce, będąc bardzo blisko przedsiębiorców i ich problemów, przygląda się panującej w Polsce sytuacji związanej z epidemią COVID-19, a co za tym idzie, skutkom gospodarczym będących efektem wprowadzanych obostrzeń. Z niepokojem wsłuchujemy się w głos przedsiębiorców, bo jest to głos rozpaczy.

Trzecia fala koronawirusa stała się faktem i absolutnie nie kwestionujemy zasadności wprowadzanych obostrzeń w obliczu rosnącej liczby dobowych zakażeń, jednakże kolejny pełny lockdown, zamrożenie gospodarki na kolejne trzy długie tygodnie, z możliwością przedłużenia tego okresu, oznacza dla wielu przedsiębiorców bankructwo, upadłość, a co za tym idzie dramatyczną sytuację wielu rodzin pozbawionych źródła dochodu i ogólny wysoki wzrost bezrobocia. Pandemia nie opuszcza nas od ponad roku, wiele branż, w tym gastronomia, hotele, eventy czy fitness, od ponad pięciu miesięcy nie funkcjonuje. Przedsiębiorcy są pozbawieni możliwości działania, firmy generują ogromne straty, nie przynosząc dochodu. W wielu przypadkach sytuacja jest już nie tylko dramatyczna, jest krytyczna.

W związku z tym, wnosimy o jak najszybszą rezygnację z kryterium kodu PKD w dostępie do pomocy z Tarczy Antykryzysowej i powrót, wzorem zeszłego roku, do kryterium progu spadku przychodów umożliwiającego  uzyskanie pomocy wielu przedsiębiorcom, w tym momencie pozbawionym takiej szansy. Wniosek nasz w pełni popiera wiele organizacji i instytucji otoczenia biznesu, w tym także Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, albowiem według naszej wspólnej opinii jest to rozwiązanie najbardziej słuszne w tym trudnym

gospodarczo czasie. Polski przedsiębiorca potrzebuje pomocy natychmiastowej, a polska gospodarka natychmiastowego programu ratowania. Od wielu miesięcy postulat odejścia od zasady udzielania pomocy jedynie przedsiębiorcom ze ściśle określonym kodem PKD podnosi także w swych działaniach Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, Pan Adam Abramowicz.

Sygnatariusze listu – Instytucje Gospodarcze:

  1. Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie,
  2. Zachodniopomorski Związek Przedsiębiorców i Pracodawców,
  3. Koszalińska Izba Przemysłowo-Handlowa,
  4. Business Club Szczecin,
  5. Rotary International Dystrykt 2231,
  6. Klaster Medyczny MediKlaster Szczecin,
  7. BCC Loża Koszalińska,
  8. Zrzeszenie Kupców i Przedsiębiorców w Koszalinie,
  9. Kołobrzeska Izba Gospodarcza,
  10. Słupska Izba Przemysłowo-Handlowa.

Columbus Energy publikuje wyniki za 2020 r.

Columbus Energy, wiodący dostawca usług na rynku nowoczesnej energetyki, zakończył rok 2020 skonsolidowanymi przychodami na poziomie 670 mln zł i wynikiem EBIDTA 99 mln zł, notując rekordową dynamikę wzrostu tych wartości.

Jak wynika z raportu rocznego Columbus, w 2020 r. Grupa osiągnęła przychody z działalności na poziomie 670 mln zł, co stanowi wzrost o prawie 220% r/r. Skonsolidowany zysk brutto wzrósł o 480% w perspektywie rocznej – 87 mln zł, a skonsolidowana EBITDA wyniosła 99 mln zł, czyli o 350% więcej niż rok wcześniej. W ciągu ostatnich 3 lat przychody Grupy wzrosły ponad dwudziestokrotnie, a EBIDTA prawie czterdziestokrotnie.

To był wyjątkowy rok, trudny, wymagający przez męczącą pandemię. Jednak zaangażowanie i motywacja naszego zespołu pokazały, jak można zagrożenia zamieniać w szanse, a wyzwania niepewnych czasów – w walkę o lepszą przyszłość – komentuje Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Columbus Energy S.A.

Wśród licznych sukcesów minionego roku Zarząd Columbus wymienia przede wszystkim inwestycje na rynku farm fotowoltaicznych. Grupa pozyskała 1500 MW projektów farm lub praw do nich oraz przeszła do negocjacji umów o potencjale kolejnych prawie 4500 MW projektów. Łącznie daje to prawie 6000 MW mocy w farmach, gdzie zakładając że zostanie wybudowanych około połowa,  wartość po wybudowaniu  przekroczy 6 mld zł.

Finansowanie budowy farm Grupy odbywa się przez emisję pierwszych na polskim rynku energetycznym Zielonych Obligacji, których wartość w pierwszym programie wynosi 500 mln zł, a partnerem biznesowym jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska. Obecnie Columbus jest na etapie plasowania Zielonych Obligacji na dodatkowe 200 mln zł, które przeznaczy w 100% na zakup nowych projektów farm fotowoltaicznych lub wiatrowych. Wszystkie te działania prowadzą do akumulacji w aktywach Grupy gigawatów zielonej, czystej energii.

Do perspektywicznych inwestycji roku 2020 Zarząd Columbus zalicza także objęcie udziałów w Nexity Global – spółce z branży elektromobilności i wytwarzania technologii IT, oraz przeznaczenie 10 mln euro na rozwój przełomowej technologii perowskitów, należącej do spółki Saule. Columbus ma ambicje być strategicznym partnerem tej Spółki w dystrybucji licencji na wdrożenia produktowe oraz dystrybucji samych produktów, opartych o perowskity.

W minionym roku Columbus zamontował też pilotażowo kilkadziesiąt pomp ciepła, a zdobywając kompetencje i doświadczenie, planuje montaż znaczącej ilości tych urządzeń w najbliższych latach – tak, aby i w tym obszarze osiągnąć pozycję lidera.

W najbliższych miesiącach Grupa chce się skoncentrować na większej optymalizacji operacyjnej i wytworzeniu usług, które pozwolą zdywersyfikować przychody w przyszłości. W tym celu Columbus uruchomił niedawno usługę Prąd jak Powietrze, polegającą na bilansowaniu energii elektrycznej 1:1 oraz magazynowaniu jej bez strat. Po finalizacji przejęcia spółki obrotu energią, Columbus będzie mógł także poszerzyć tę usługę o tokenizację energii, czyli przesyłanie jej innym odbiorcom.

Wraz z wdrożeniem prawa opartego o unijną dyrektywę RED II, czas domowych i biznesowych magazynów energii nastanie szybciej niż nam się wydaje – komentuje Dawid Zieliński. – Zielona rewolucja i czysta ekonomia dają nam przestrzeń, w której już od lat zdobywamy doświadczenie. Zeroemisyjna energetyka, termomodernizacja, elektromobilność i zielone technologie to nowe fundamenty gospodarki, a Columbus jest w samym w środku tej zmiany.

Jak podkreśla Zarząd w podsumowaniu rocznym, Columbus zamierza wykorzystać szansę przeistoczenia się z instalatora fotowoltaiki w solidną i nowoczesną firmę energetyczną.

CIMA i ABSL podpisały list intencyjny

Zintensyfikowana współpraca między CIMA i ABSL ma na celu zwiększenie konkurencyjności sektora nowoczesnych usług biznesowych  w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

– The Chartered Institute of Management Accountants (CIMA) i Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) podpisały 18 marca 2021 r. porozumienie o współpracy. Ma ona na celu zwiększenie znaczenia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej na globalnej mapie nowoczesnych usług biznesowych oraz rozwoju pracowników i firm z sektora.

W ramach nowego projektu Akademia Kompetencji Przyszłości: 2021 – 2026 (ang. Skills of the Future Academy 2021-2026) CIMA i ABSL zidentyfikują luki kompetencyjne w sektorze nowoczesnych usług biznesowych i będą pracować nad wdrożeniem światowej klasy rozwiązań, które je zaadresują.

W początkowej fazie projekt będzie polegał na zidentyfikowaniu aktualnych i przyszłych luk kompetencyjnych, a następnie rozpoczęciu prac nad wykorzystaniem i zaadaptowaniem tej wiedzy do dalszej współpracy.

W ramach głębszej współpracy między CIMA i ABSL chcemy zaproponować rozwiązania dla sektora, które pomogą jego pracownikom rozwijać kluczowe kompetencje z korzyścią dla nich samych, ich firm, a w dłuższej perspektywie także społeczeństw i gospodarek krajów z regionu” – mówi Jakub Bejnarowicz, dyrektor regionalny na Europę, CIMA.

Mając na uwadze nowe wyzwania, jakie stawia przed nami świat po pandemii koronawirusa, chcemy razem ściśle współpracować m.in. nad projektem Skills of the Future Academy, który został zainicjowany, by wspierać pracowników naszego sektora w rozwijaniu umiejętności potrzebnych im w nowej rzeczywistości” – powiedział Paweł Panczyj, Managing Director Strategy & Partnerships, ABSL.

Wodór, wiatr i słońce – czy założenia Zielonego Ładu się sprawdzą?

Główną częścią nowego budżetu Unii Europejskiej są środki przeznaczone na realizację projektu Zielony Ład. Obejmuje on finansowanie inwestycji, które zmienią naszą gospodarkę energetyczną w nisko i zeroemisyjną, ekologiczną oraz odpowiedzialną środowiskowo. Nie jest jednak jeszcze pewne, czy założenia Zielonego Ładu się sprawdzą. O ile bowiem technologia odnawialnych źródeł energii, takich jak fotowoltaika i turbiny wiatrowe, jest udoskonalona i rozpowszechniona – o tyle nie posiadamy jeszcze technologii wodorowej, która mogłaby uzupełnić potrzeby nowych sieci energetycznych. Na samym wietrze i słońcu daleko nie zajedziemy – potrzebujemy stabilizatora, który zapewni nam prąd wtedy, gdy nie świeci i nie wieje.

– Bilansowanie mocy musi się odbywać przy pomocy albo gazu ziemnego, który w dużej części płynie z Federacji Rosyjskiej – albo wodoru, który musi być wytwarzany w sposób zielony. Wodór byłby rozwiązaniem idealnym, ale technologie jego pozyskiwania nie są jeszcze komercyjnie rozpowszechnione. Dlatego Zielony Ład musi przede wszystkim dofinansować i mocno dotować sektor, który jeszcze tak naprawdę nie istnieje – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Wprowadzenie na dużą skalę odnawialnych źródeł energii doprowadziło do upowszechnienia się tych technologii i spadku cen. Czy tak będzie z wodorem? Zobaczymy. Polityki unijne zakładają jednak, że zeroemisyjna gospodarka ma się realizować właśnie przez wodór, wiatr i słońce. Wśród projektów zgłoszonych w ramach planu odbudowy, a jest ich już ładnych parę tysięcy, widać bardzo duży nacisk na zielone technologie, elektryfikację ciepłownictwa, elektromobilność oraz zmiany źródeł wytwarzania energii. Zielony Ład przyczyni się więc także do cyfryzacji energetyki i połączenia sektorów. Co to oznacza dla Polski? W budowaniu nowej gospodarki energetycznej nie ma jednego dobrego rozwiązania. Widać jednak, że polski biznes i samorządy nie wyłamują się z kierunku nadanego przez Unię. Nie chcemy iść pod prąd rozwiązaniom, które są implementowane w innych krajach sojuszu. Szczególnie, że ten kierunek jest dosyć jasno wyznaczony – zauważa Roszkowski.

Pierwszy rok umowy handlowej UE przyniósł wzrost polskiego eksportu do Japonii o prawie 20 proc.

W 2019 r. 80 proc. polskiego eksportu trafiło na rynek unijny. Jednocześnie, aż 42 proc. importowanych do kraju towarów pochodziło spoza UE. Aby zrównoważyć bilans handlowy, polscy eksporterzy powinni w większym stopniu wykorzystywać szanse ekspansji kreowane przez strefy wolnego handlu. W latach 2015-2019 udział Ukrainy w polskim eksporcie towarów wzrósł o 0,6 pkt. proc., zaś w pierwszym roku obowiązywania umowy o wolnym handlu między UE a Japonią polski eksport do tego kraju wzrósł o 18,3 proc. Do rynków szczególnie atrakcyjnych z perspektywy wzrostu eksportu polskich produktów zaliczają się również Korea Południowa oraz Kanada. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Polska a strefy wolnego handlu. Powolne wykorzystanie liberalizacji”.


tłumaczenia dla eksporterów


80 proc. polskiego eksportu jest kierowana do krajów UE w ramach jednolitego rynku. Pozostała część wymiany przypada na państwa, z którymi UE zawarła umowy o wolnym handlu, udzieliła jednostronnie preferencji w dostępie do swojego rynku lub z którymi handel odbywa się na zasadach ogólnych WTO. Spośród analizowanych szczegółowo krajów, największe korzyści polscy eksporterzy odnieśli w wyniku umowy z Ukrainą, relatywnie najmniejsze dzięki porozumieniu z Kanadą. W przypadku Japonii mieliśmy do czynienia z wyraźnym skokiem eksportu polskich towarów w 2019 r., będącym pierwszym rokiem obowiązywania umowy (o ponad 18 proc.).

Z naszych analiz wynika, że aż 41 proc. polskiej wartości dodanej konsumowanej w Japonii oraz 37 proc. w Korei Płd. i 30 proc. w Kanadzie trafiało tam przez inne kraje. Największym eksporterem polskiej wartości dodanej były Niemcy, zaś w dalszej kolejności Chiny, USA, Wielka Brytania, Francja, Włochy oraz Czechy. Polscy przedsiębiorcy mogli zatem odnieść pośrednie korzyści z utworzenia stref wolnego handlu poprzez uczestnictwo w globalnych łańcuchach wartości oraz współpracę z rozpoznawalnymi markami zagranicznymi. Poprawa warunków dostępu do rynków pozaunijnych to dla polskich eksporterów szansa, szczególnie jeśli dopasują swoją ofertę do specyfiki poszczególnych krajów. W przypadku rozwiniętych państw azjatyckich poprawa polskiej pozycji eksportowej może nastąpić dzięki oferowaniu produktów wysokiej techniki, co przysłuży się procesowi transformacji polskiego eksportu w kierunku zwiększenia wolumenu sprzedaży dóbr o dużej wartości dodanej – mówi Łukasz Ambroziak, analityk zespołu handlu zagranicznego Polskiego Instytutu Ekonomicznego, autor raportu.

Korzyści ze stref wolnego handlu widoczne, ale może być lepiej

Wprawdzie z preferencyjnego dostępu skorzystało w 2019 r. 77 proc. towarów do tego uprawnionych, to jednak polscy eksporterzy wciąż nie w pełni korzystają z przyznanych państwom UE na mocy umów o wolnym handlu możliwości. W największym stopniu polscy eksporterzy korzystali z przyznanych preferencji w eksporcie do Ukrainy, gdzie aż 81 proc. objętych preferencjami towarów rzeczywiście z nich skorzystało. W przywozie do Japonii ten wskaźnik wyniósł już zauważalnie mniej, bo 66 proc., w przypadku Korei Płd. 57 proc., zaś w przypadku Kanady tylko 40 proc. Należy pamiętać, że rola rynku ukraińskiego rosła już w okresie przed wejściem umowy w życie, a po 2016 r. dodatkowo się zwiększyła, co sprawiło, że udział Ukrainy w polskim eksporcie towarów w latach 2015-2019 wzrósł o 0,43 pkt. proc. Podobnie wyglądała sytuacja, jeżeli chodzi o eksport usług. Udział Ukrainy w polskim eksporcie usług w 2019 r. wyniósł 4,9 proc. i był o 0,6 pkt. proc. wyższy niż przed wejściem w życie porozumienia DCFTA.

Umowy o wolnym handlu to także szansa na pogłębienie współpracy inwestycyjnej. Obecnie polskie inwestycje bezpośrednie na Ukrainie koncentrują się w sektorze finansowym, budowlanym, a także w przemyśle motoryzacyjnym, meblowym, odzieżowym, spożywczym oraz w branży kosmetycznej i wyposażenia wnętrz. W przypadku Korei Płd. kluczowe obszary aktywności inwestycyjnej polskich firm to branża budowlana, okrętowa oraz biofarmaceutyki. Z kolei aktywność inwestycyjna polskich przedsiębiorstw w Kanadzie była skoncentrowana głównie w sektorze poszukiwawczo-wydobywczym.Korzyści ze stref wolnego handlu

Perspektywy rozwoju współpracy handlowej z rynkami pozaunijnymi

Wśród najbardziej perspektywicznych grup produktów w kontekście eksportu do Korei Płd. znajdują się artykuły rolno-spożywcze, kosmetyki, wyroby przemysłu stoczniowego oraz maszynowego, a także gry komputerowe, produkty medyczne oraz usługi technologiczne w obszarze ochrony środowiska. Z kolei Polska jest atrakcyjnym rynkiem dla koreańskich firm inwestujących w produkcję sprzętu elektronicznego, AGD, zaawansowanych technologii informacyjnych, a także dla przedsiębiorstw z branży motoryzacyjnej. Jeżeli chodzi o eksport do Ukrainy, w gronie najbardziej perspektywicznych produktów znajdują się maszyny i urządzenia do produkcji, produkty rolno-spożywcze, kosmetyki, artykuły drogeryjno-higieniczne oraz środki czystości. Polscy inwestorzy mają także szansę zaangażować się w budowę ukraińskiej infrastruktury drogowej i kolejowej. Czynnikiem dodatkowo wzmacniającym pozycję polskich produktów na rynku ukraińskim jest duża skala emigracji zarobkowej z Ukrainy do Polski. Jeżeli chodzi o rynek kanadyjski, to atrakcyjnymi obszarami dla polskich eksporterów są wyroby przemysłu lotniczego, materiały budowlane, technologie energetyczne i cyfrowe, rozwiązania IT, żywność oraz meble. W przypadku Japonii, największe szanse na eksport mają wysokiej jakości produkty żywnościowe o długim okresie przydatności, ceramika, kosmetyki, a także oprogramowanie dla branży finansowej i technologicznej oraz gry komputerowe.

Frankowicze czekają na wyrok Sądu Najwyższego. Okres pandemii może jeszcze zwielokrotnić liczbę spraw w sądach

W kryzysowej rzeczywistości nie ma raczej szans na spadek kursu franka do złotego, a przez pandemię wielu kredytobiorców dodatkowo straciło zdolność do spłaty rat. Wyjściem z sytuacji jest proces sądowy przeciw bankowi. Na ten krok decyduje się coraz więcej frankowiczów, licząc na korzystne rozstrzygnięcie przed sądem. Dziś linia orzecznicza nie jest jednolita, ale kredytobiorcy liczą, że zmieni to orzeczenie Sądu Najwyższego. Zostało ono jednak przesunięte z 25 marca na 13 kwietnia.

Część frankowiczów w czasie pandemii straciła możliwość spłaty długu, mowa o tych, którzy wcześniej obawiali się wejść na drogę sporu sądowego z bankiem i spłacali, a w tej chwili przez pandemię nie są w stanie tego robić. Powyższa sytuacja na pewno wymusi na dużej grupie frankowiczów to, żeby wejść w proces sądowy z bankiem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Oppenheim, ekspert Kancelarii Doradztwa Finansowego. Upadłość Konsumencka i Antywindykacja. – Można powiedzieć, że pandemia pomoże im w podjęciu tej trudnej decyzji.

13 kwietnia 2021 roku (termin przełożony z 25 marca) Sąd Najwyższy wypowie się na temat umów o kredyt hipoteczny we frankach szwajcarskich zawieranych w 2008 roku, gdy kurs szwajcarskiej waluty był najniższy do złotego w historii i wynosił poniżej 2 zł. Było to w drugiej połowie lipca i pierwszym tygodniu sierpnia 2008 roku, tuż przed upadkiem banku Lehman Brothers, który wstrząsnął zaufaniem inwestorów do rynku finansowego i spowodował odpływ pieniędzy z rynków wschodzących do tzw. bezpiecznych przystani – jedną z nich jest właśnie frank szwajcarski.

Pół roku później kurs wyraźnie przekraczał 3 zł, a w kolejnych latach frank tylko się umacniał do złotego, choć nie bez okresów korekt. Przełomowym punktem w historii tej waluty okazał się 15 stycznia 2015 roku, gdy Szwajcarski Bank Narodowy uwolnił kurs franka. Wcześniej waluta ta była „przywiązana” do euro, tak by za jedno euro trzeba było płacić minimum 1,2 franka. Po uwolnieniu szwajcarska waluta umocniła się o 20–30 proc., a w Polsce kosztowała już powyżej 4 złotych.

Także pandemia podbiła franka: w marcu 2020 roku podskoczył do 4,35 zł. Obecnie trzeba płacić za niego niemal 4,20 zł.

– W okresie zawirowań gospodarczych niemal pewne jest, że złoty będzie się osłabiać wobec franka w dłuższej perspektywie, więc nawet jeżeli są chwilowe obniżenia kursu, nie możemy zakładać, że będzie to trwało długo. Nie jest wcale wykluczone, że frank będzie kosztował 5 czy 6 zł, szczególnie właśnie w okresie popandemicznym, kiedy nasza gospodarka będzie w opłakanym stanie – ocenia Krzysztof Oppenheim.

Sąd Najwyższy ma wskazać, w jaki sposób sądy powinny orzekać w sprawach frankowiczów przeciwko bankom. Wielu z nich mimo wieloletniego spłacania rat wciąż ma do spłacenia więcej niż w chwili zaciągnięcia pożyczki. Głośne zwycięstwa klientów w sporze z bankami dają nadzieję frankowiczom na pozytywne dla nich rozstrzygnięcie SN, czyli unieważnienia umów lub przewalutowania po korzystnym dla nich kursie. Z kolei banki, obawiając się tego wyroku, zaczęły proponować klientom ugody.

Wysyp spraw sądowych nastąpił w ciągu ostatniego półtora roku. W październiku 2019 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że choć unieważnienie umowy we frankach nie jest sprzeczne z unijnym prawem, to do tego unieważnienia nie można stosować przepisów ogólnych prawa cywilnego, czyli każdy musi walczyć o swoje pieniądze sam.

 Od kiedy pod koniec 2019 roku zapadł wyrok TSUE, frankowicze w zdecydowanej większości przypadków wygrywają. Statystyki pokazują, że jest to już na poziomie 80 proc., co nie znaczy, że idziemy do sądu jak po swoje – zastrzega prawnik. – Po pierwsze, umowy kredytowe różnych banków mocno się różnią między sobą, po drugie, także orzecznictwa sądów nie są jednoznaczne. Przykładowo bardzo korzystne dla frankowiczów wyroki wydaje sąd w Warszawie czy Białymstoku, natomiast dużo gorzej jest we Wrocławiu czy w Gdańsku. 

Jak wynika z raportu AMRON-SARFiN, w IV kwartale 2020 roku udział kredytów zagrożonych w portfelu kredytów mieszkaniowych ogółem wyniósł 2,46 proc., co oznaczało wzrost o 0,04 pkt proc. w stosunku do poziomu notowanego w poprzednim kwartale. Przy tym o ile złotowe kredyty mieszkaniowe z zaległościami w spłacie na koniec grudnia br. stanowiły 2,04 proc. portfela kredytów złotówkowych, co oznaczało wzrost o 0,03 p.p., o tyle odsetek zagrożonych kredytów we franku szwajcarskim wyniósł 4,08 proc. portfela (więcej o 0,16 p.p.). Wzrósł również udział kredytów zagrożonych w pozostałych walutach – na koniec IV kwartału wyniósł on 2,19 proc. (więcej o 0,07 p.p.).

– Jeżeli frankowicz ma problemy z płynnością finansową lub ją utracił, nie ma wyboru: musi wejść w spór z bankiem. Wybór strategii działania jest dla niego bardzo ważny. Możemy mówić o trzech różnych, które są zależne od sytuacji frankowicza. Pokrótce to jest „spłacaj i pozwij bank”, „nie spłacam i czekam na pozew banku” i trzecia możliwość: „pozywam bank i nie spłacam” – wyjaśnia Krzysztof Oppenheim. – Musimy też pamiętać, że pojawiło się na rynku bardzo dużo prawników i kancelarii, które się deklarują podjęcia sprawy frankowej, natomiast wielu z nich nie ma dostatecznej wiedzy. To może się bardzo źle skończyć dla frankowicza. Pamiętajmy, że mamy tylko jedno podejście. Nie idźmy więc do przypadkowej kancelarii, sprawdzajmy w internecie opinie na temat danego prawnika czy kancelarii.