W 2020 r. zawarto ponad 100 000 umów deweloperskich

Jak co roku, Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało informację na temat liczby zawartych umów deweloperskich. W 2020 roku ich liczba, po raz trzeci z rzędu przekroczyła 100 000!

Dane RynekPierwotny.pl wskazują, że z punktu widzenia deweloperów miniony rok zakończył się o wiele lepiej, niż można było sądzić na przykład w kwietniu. Ministerstwo Sprawiedliwości niedawno zaprezentowało statystyki, które potwierdzają wcześniejsze wnioski analityków RynekPierwotny.pl. Mowa o danych na temat liczby zawartych umów deweloperskich.

Dane Ministerstwa Sprawiedliwości odnośnie liczby umów deweloperskich są dokładne, ponieważ pochodzą od notariuszy. Warto przypomnieć, że każda umowa deweloperska musi zostać zawarta w formie notarialnej. Od 29 kwietnia 2012 r. wspomniana umowa stanowi jedyny sposób ustalenia z deweloperem warunków zakupu budowanego mieszkania lub domu. Dotyczy to również wieloetapowych inwestycji, które były oferowane przed wejściem w życie ustawy deweloperskiej.
Tabela – Liczba umów deweloperskich 2013-2020

W związku z powyższym, statystyki resortu sprawiedliwości dobrze odzwierciedlają zmiany koniunktury na rynku pierwotnym. Jak wskazuje powyższa tabela, deweloperzy w 2020 roku zawarli ponad 104 tysiące umów deweloperskich. To wynik o 9% gorszy od tego uzyskanego rok wcześniej. Warto jednak zauważyć, że pomimo trwającej pandemii był to drugi najlepszy wynik odnotowany od początku tworzenia ministerialnego zestawienia.

Jak tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl: „wzrost analizowanych wyników z lat 2014 – 2019 był nie tylko efektem dobrej koniunktury rynkowej. Znaczenie miał również malejący udział gotowych lokali i domów w ofercie deweloperów. Jeżeli natomiast chodzi o dane z 2020 roku, to tylko dziewięcioprocentowy spadek liczby zawartych umów deweloperskich wydaje się dobrym wynikiem w realiach pandemii”. Warto podkreślić, że w minionym roku zawarto nieco więcej umów deweloperskich niż od stycznia do grudnia 2018 r.

Euro poniżej 4,60

Wczoraj niespodziewanie byliśmy świadkami umacniania się rodzimej waluty. Nie wiadomo, co poza brakiem złych informacji pchało inwestorów ku polskiemu złotemu. Dzisiaj pomimo lepszych danych z rynku pracy jesteśmy świadkami korekty.

Niespodziewana siła złotego

Inwestorzy często obawiają się trzymać ryzykownych aktywów przez weekend. Widać to np. na polskiej walucie, która relatywnie często na zamknięcie tygodnia traci, szczególnie podczas niepokoi, czy to na rynku, czy politycznych. Powodem jest prawidłowość, że pojawiające się w weekend dane znacznie częściej mogą nagle zaszkodzić złotemu niż mu pomóc. Z drugiej strony po spokojnym weekendzie, przed którym rynki uciekały od złotego, często mamy gwałtowne umocnienie waluty. Tak właśnie było wczoraj. Bez większego powodu złoty umocnił się wczoraj o 3 grosze względem euro, spadając nawet poniżej 4,60 zł za euro.

Dane z Wysp

Odczyty z Wielkiej Brytanii nie zachwyciły dzisiaj rynków. Co prawda, bezrobocie spadło do 5,0%, ale gwałtownie wzrosła liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Jak to możliwe jednocześnie? Dane o bezrobociu są dłużej przeliczane, więc to odczyt za styczeń, wnioski o zasiłek dla bezrobotnych pochodzą natomiast z lutego. Sugeruje to, że dane styczniowe powinny ulec wyraźnemu pogorszeniu w lutym. Równocześnie pojawiły się również dane o wynagrodzeniach. Te, co prawda, rosną, ale delikatnie wolniej od oczekiwań. W rezultacie od rana widzimy odwrót inwestorów od funta brytyjskiego.

Niższe bezrobocie w Polsce

Wbrew oczekiwaniom analityków bezrobocie w Polsce nie wzrosło do 6,6% w lutym, a pozostało na niezmienionym poziomie 6,5%. Jest to oczywiście pozytywny sygnał, wpisujący się w dobre wyniki polskiej gospodarki. Po publikacji mieliśmy krótki moment umacniania się złotego, kiedy to inwestorzy uwierzyli w lepsze perspektywy dla złotego. Szybko jednak ruch się odwrócił i rozpoczęła się korekta wczorajszego umocnienia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Współczesna gra: Jak cyfrowa transformacja przyczyni się do sukcesu klubów piłkarskich na boisku i poza nim

Wypełnione po brzegi stadiony w dniu meczu, kolejki na treningi drużynowe i wycieczki śladami klubowych legend – wszystko to jednoczy społeczności fanów klubów sportowych na całym świecie. Kiedy natomiast emocje po strzelonym golu słabną i sportowcy opuszczają murawę, a kibice wracają do swoich domów, to technologia może dalej nieprzerwanie podtrzymywać unikalną więź pomiędzy sportowcami i ich fanami.

Każdy oddany fan piłki nożnej to istne kompendium wiedzy na temat swojego ulubionego klubu. Śledząc najświeższe informacje ze świata futbolu, oczekuje łatwego i szybkiego dostępu do tych nowinek na wyciągnięcie ręki. Wyzwaniem dla drużyn jest natomiast pozyskanie szerokiej wiedzy na temat swoich odbiorców, aby dostarczać im przeżyć piłkarskich również poza murawą. Pandemia COVID-19, która zmusiła ligi do całkowitego przerwania sezonów lub rozgrywania meczów za zamkniętymi drzwiami, sprawia, że kluby coraz pilniej potrzebują cyfrowej transformacji jako sposobu utrzymywania kontaktu z kibicami przy jednoczesnym zachowaniu stałych przychodów.

Kryzys zmienia również sposób, w jaki wszystkie organizacje sportowe wykorzystują technologię do budowania poczucia wspólnoty i lojalności wobec marki. W ostatnich tygodniach kluby piłkarskie komunikowały się z fanami online, np. oferując zdalne treningi, prenumerowały magazyny, aby zapewnić rozrywkę młodszym fanom, a także oferowały obiekty stadionowe lokalnej służbie zdrowia. Wykorzystując technologię w dobrym celu i przekładając swoje wartości na realne działania, budowały relacje poza boiskiem, które będą służyć światu futbolu, gdy piłka znów wróci do gry.

Zdalne doświadczenia fanów

Jeszcze przed pandemią technologie cyfrowe pomagały klubom przekształcać doświadczenia kibiców w dowolnym miejscu na świecie i wzmacniać ich markę w krajach, w których zainteresowanie piłką nożną wzrastało. Dziś, w kontekście dystansu społecznego, te wyzwania stały się priorytetowe. Kluby muszą odpowiednio skalować swoje funkcje biznesowe, jednocześnie tworząc wydajne kanały komunikacji i pozwalające na spersonalizowaną obsługę kibiców oraz umożliwiającą interakcję z klubem.

Transformacja cyfrowa zmienia strategie zaangażowania fanów i rozwój komunikacji klubów na całym świecie. Przykładem może być włoska drużyna Inter Mediolan FC, która na podstawie historii interakcji każdego fana, była w stanie zbudować centrum kontaktowe klubu oparte na 360-stopniowym profilu każdej osoby. Dzięki temu obsługa klienta mogła zostać dopasowana indywidualnie do oczekiwań każdego z nich.

Natomiast pochodzący z Niemiec klub FC Schalke 04 rozwinął zaawansowany system kanałów cyfrowych i społecznościowych do angażowania i inspirowania swoich fanów. Poczynając od udostępniania wiadomości w czasie rzeczywistym na Twitterze, poprzez relacje na Snapchacie i transmisji na żywo przez Periscope, aż po własną aplikację Schalke, dzięki której tysiące fanów mogło otrzymywać natychmiastowe informacje o klubie i powiadomienia o konkursach. Całość działań jest integralną częścią szerszej kampanii, mającej na celu zwiększenie liczby rejestracji członków.

W przypadku braku meczów i imprez firmowych, elastyczność, jaką platformy oparte na chmurze oferują klubom piłkarskim, na przykład w zakresie prowadzenia kampanii cyfrowych, monitorowania i analizy informacji ma zasadnicze znaczenie dla maksymalizacji działań marki i doświadczeń klientów oraz kibiców. Dane to nie tylko automatyzacja wysyłania e-maili i powiadomień push, to także zapewnienie trafności i spójności w komunikacji. Takie spersonalizowane narzędzia będą rewolucjonizować doświadczenia kibiców, jak również zwiększać potencjał klubów do pozyskiwania przychodów – komentuje Krzysztof Augustynowicz, dyrektor regionalny w Salesforce.

Działania na rzecz społeczności

Tak jak zwyczaje klubowe są unowocześniane za pomocą technologii, tak samo zmienia się sposób, w jaki kluby działają na rzecz swoich społeczności w czasie pandemii. W Anglii, Everton Football Club korzystając z narzędzi CRM, zidentyfikował wszystkich posiadaczy biletów sezonowych w wieku powyżej 70 lat, a następnie skontaktował się z nimi bezpośrednio w celu zaoferowania pomocy w zakupach spożywczych, wykupieniu recept, jak i innych, codziennych potrzebach. Jeden z fanów otrzymał nawet telefon od menedżera klubu – Carlo Ancelottiego.

Relacje mają znaczenie

Nic nie może się równać z wrzawą wypełnionego po brzegi stadionu w dniu meczu – celebrowania zdobytej bramki czy wspólnego śpiewania piosenek klubowych. W przypadku braku możliwości spotkania się na żywo, podczas meczu, technologia ma moc zbliżania ludzi do siebie zdalnie.

Sposób, w jaki ligi piłkarskie na całym świecie kończą swoje sezony, będzie się różnił, ale pragnienie fanów, by pozostać w kontakcie i gotowości do okazania wsparcia – by założyć nową koszulkę i kupić karnet na cały sezon – będzie tylko rosło.

W piłce nożnej, od zarządu po szatnię, relacje mają znaczenie, a sukces rodzi sukces. Przekształcenie sposobu, w jaki kluby angażują się w relacje z kibicami, innowacje w zakresie marketingu marki oraz cyfryzacje stadionów będą miały kluczowe znaczenie dla losów klubu zarówno na boisku, jak i poza nim – dodaje Krzysztof Augustynowicz z Salesforce.

Duch przedsiębiorczości ma się dobrze, chociaż warunki są trudne

Właściciele przedsiębiorstw odczuwają satysfakcję z prowadzenia biznesu, pomimo że warunki do jego prowadzenia w 2020 roku znacznie się pogorszyły – wynika z „Badania Polskiej Przedsiębiorczości” zleconego przez firmę inFakt agencji ARC Rynek i Opinia. To już trzecia edycja badania, a pierwsza przeprowadzona po kryzysowym 2020 roku.

Indeks inFakt po raz pierwszy na minusie

Indeks inFakt to wskaźnik opracowany na bazie odpowiedzi udzielonych przez respondentów w „Badaniu Polskiej Przedsiębiorczości”. Zostali oni poproszeni m.in. o skomentowanie poziomu ich satysfakcji z prowadzonego biznesu, łatwości prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce oraz bieżącej i prognozowanej sytuacji finansowej. Indeks może przyjmować wartości od -100 pkt. do 100 pkt., przy czym -100 pkt. oznacza skrajny pesymizm, 0 pkt. – równowagę, a 100 pkt. – skrajny optymizm.

Według „Badania Polskiej Przedsiębiorczości”, które jako pierwsze kompleksowo ilustruje kondycję polskiego biznesu po 2020 roku, wartość Indeksu inFakt wyniosła -10,6 pkt. Jest to pierwszy raz w ciągu trzech lat, kiedy Indeks przyjął wartość ujemną i znacznie obniżył się w stosunku do poziomu z 2019 roku, kiedy wyniósł 2,7 pkt. W porównaniu do 2019 roku pogorszyły się warunki do prowadzenia biznesu w Polsce, na gorsze zmieniła się sytuacja finansowa przedsiębiorstw, które również raczej pesymistycznie oceniają szanse na poprawę finansów w 2021 roku.Indeks inFakt

Coraz większa satysfakcja

Jednocześnie wyraźnie wzrósł poziom satysfakcji z prowadzenia własnego biznesu. Wskazało tak niemal trzy czwarte uczestników ostatniego badania (73%). Dla porównania w ubiegłych latach ten odsetek wyniósł 64% w 2019 oraz 56% w 2018 roku.

Największy wpływ na poczucie satysfakcji miała niezależność, którą daje prowadzenie biznesu oraz bycie swoim własnym szefem. Wskazało tak 74% badanych. W dalszej kolejności wymieniane były: możliwość wykonywania na co dzień tego, co sprawia radość (47%), samorealizacja (39%) czy osiąganie wyższych zarobków niż na podstawie innych form zatrudnienia (25%).

Czas na stabilne prawo

Coraz trudniejsze w ocenie polskich przedsiębiorców są warunki zewnętrzne, w jakich na co dzień funkcjonują. Najbardziej dokuczliwe w 2020 roku były dla nich: brak stabilnego prawa, wywołujący niepewność co do prowadzenia biznesu (59%), uciążliwe formalności (46%), a w efekcie niepewność co do zarobków oraz stres wywołany poczuciem odpowiedzialności za biznes i pracowników (po 39% wskazań).

Pomimo tego, nawet w czasie pandemii, Polacy zakładali nowe działalności gospodarcze, chociaż było ich znacznie mniej niż w 2019 roku. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2020 roku w Polsce powstało 311,8 tys. nowych firm, o 44% mniej niż rok wcześniej. Z danych GUS wyraźnie wynika, że największe spowolnienie nastąpiło w pierwszych miesiącach pandemii, a więc w II kwartale. Później sytuacja zaczęła się stabilizować i spadki w III i IV kwartale rok do roku były już nieznaczne.

Postulat uproszczenia przepisów pojawia się w naszym badaniu co roku i dzięki temu widać, jak ważna jest to potrzeba polskich przedsiębiorców – podkreśla Wiktor Sarota, prezes firmy inFakt. Co warte podkreślenia, nawet w roku naznaczonym kryzysem wywołanym przez pandemię, wielu przedsiębiorców potrafiło się odnaleźć i nadal czerpać satysfakcję z prowadzenia biznesu, mimo tego, że często musieli ponieść ogromny wysiłek, aby ten czas przetrwać.

Metodologia opracowania Indeksu inFakt

W celu pozyskania informacji do Indeksu przeprowadzono badanie ankietowe wśród mikroprzedsiębiorców na przełomie 2020 i 2021. Badanie zrealizowała agencja ARC Rynek i Opinia metodą mix-mode na grupie 304 osób (przedstawiciele mikro i małych firm). Udzielając odpowiedzi na pytania będące komponentami Indeksu, respondenci w swoich ocenach posługiwali się skalą pięciostopniową. Poszczególnym wariantom odpowiedzi przypisane zostały odpowiednie wagi – waga 1,0 dla wariantu bardzo pozytywnego, waga 0,5 dla wariantu umiarkowanie pozytywnego, waga 0 dla wariantu neutralnego, waga -0,5 dla wariantu umiarkowanie negatywnego oraz waga -1,0 dla wariantu bardzo negatywnego). Dla pytań tych obliczano następnie statystyki bilansowe (salda), które, po przeliczeniu, dały wynik tegorocznego Indeksu inFakt.

Nie tylko Silicon Valley. Na czym polega startupowy fenomen Izraela?

W ciągu ostatnich miesięcy świat spojrzał na Tel Awiw i Jerozolimę szczególnie za sprawą ogromnych postępów w szczepieniu mieszkańców przeciw COVID-19. Sprawne zarządzanie w czasach pandemii nie jest jednak wypadkową skrajnie niesprzyjających warunków, które funduje gospodarce pandemia, ale wcześniejszego know-how napędzającego m.in. miejscowy rynek start-upowy. Jak wygląda tamtejsza scena innowacyjnych debiutantów?

Wsparcie zza Atlantyku i American Dream

Izrael jest jednym z najbardziej dynamicznych hubów start-upowych świata, jednak region nie zawsze był Mekką dla przedsiębiorców. Konflikty lokalne, które nadszarpywały miejscową gospodarkę, były po II wojnie światowej znaczącym ciosem, którego efekty niejako łagodziły Stany Zjednoczone. To właśnie z Waszyngtonu między rokiem 1962 a 2007 do Izraela spłynęło łącznie 100 mld dolarów, czym Tel Awiw i Jerozolima zaskarbiły sobie miano największego sojusznika Amerykanów na Bliskim Wschodzie (a nieoficjalne miano “51. stanu”).

Bliskie stosunki z USA przełożyły się nie tylko na poprawę obronności i ogólnej kondycji izraelskiej gospodarki, ale również kulturę biznesową, która z czasem wywindowała kraj do czołówki najbardziej kuszących kierunków startupowej emigracji. Tylko w latach 2014-2015 ranking “Innovation Top 10” usytuował Izrael na 3. miejscu, zaraz po Finlandii i Szwajcarii. W tym samym czasie autorzy “Startup Genome Raport 2015” uznali kraj za 5. najważniejszy hub startupowy świata, który ustępował wyłącznie Dolinie Krzemowej, aglomeracji Nowego Jorku, Los Angeles i Bostonu. Tym samym spełnił się autorski American Dream Izraela — od państwa borykającego się z wojnami lokalnymi, do absolutnego lidera Azji i Bliskiego Wschodu.

W kraju start-upów i hebrajskiej “hucpy”

Jeszcze 3 lata temu analitycy z IVC Reseach Center szacowali, że rokrocznie na izraelskiej scenie pojawia się co najmniej 400 nowych start-upów. Według Deloitte z kolei obecnie na powierzchni utrzymuje się 6 tys. aktywnych spółek, co w przypadku Tel Awiwu — największego centrum biznesowego kraju — przekłada się na najwyższy wynik świata w kategorii koncentracji spółek w jednej metropolii. Wyjątkowo prężnym czynnikiem, który wspiera tak duże zainteresowanie Izraelem, jest przede wszystkim rozbudowany system badań rozwojowych.

Na tzw. R&D (ang. Research and Development) rząd Izraela przeznacza 4,1 proc. swojego PKB. Jest to współczynnik ponad dwukrotnie wyższy od średniej krajów skupionych w Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), która wynosi niespełna 2 proc. Inwestycje w badania idą w parze z popularyzacją wydziałów technicznych, ponieważ Izrael cieszy się jednym z najwyższych współczynników zdawalności egzaminów inżynierskich per capita na świecie. Czy tylko nauka i akademicy przyczyniają się do startupowego sukcesu kraju? Swój udział w budowaniu wyjątkowo prężnej sceny ma także system inkubatorów przedsiębiorczości, których w prawie 9-mln Izraelu funkcjonuje ponad 25. Pomimo iż tego typu podmioty są całkowicie sprywatyzowane, swoim podopiecznym oferują nie tylko własne know-how, ale i pieniądze publiczne — do 85 proc. finansowania w okresie 2 lat od założenia spółki. Wszystko to, w duchu typowo izraelskiej wiary w sukces projektu (od hebrajskiego “ḥuṣpāh”, czyli “śmiałość).

Międzynarodowy, jak Izrael

Krajowe VC obejmuje 70 funduszy, z czego 14 to kapitał zagraniczny, wyłącznie z oddziałem w Izraelu. Stopień internacjonalizacji miejscowej sceny startupowej nie ogranicza się jednak wyłącznie do inwestycji, ale również współpracy na polu rozwoju technologicznego. Wcześniej wspomniane projekty R&D realizowane są nie tylko w ramach lokalnych instytutów, ale też w porozumieniu z ośrodkami w USA, Kanadzie czy Chinach. To właśnie zespoły międzynarodowe odpowiadają za około połowę wszystkich projektów badawczych Izraela. Za ich sprawą, na miejscowej scenie pojawia się coraz więcej innowacyjnych spółek.

A takich jest w Izraelu naprawdę sporo — dynamicznych, gotowych do podbijania rynków, a przede wszystkim — wychwytujących globalne trendy. Spośród czołowych reprezentantów miejscowego rynku należy w pierwszej kolejności wymienić unicorna Monday.com (dostawcę oprogramowania do zarządzania czasem pracy i projektami), Gett Business Solutions (gracza z branży transportowej B2B) czy Cybereason (jednorożca zajmującego się cyberbezpieczeństwem). Wszystkie te spółki wpisują się w ogólną charakterystykę preferencji inwestycyjnych lokalnego rynku, ponieważ tylko w 2019 roku wszystkie start-upy dobiły do poziomu 8,3 mld dolarów, co najbardziej napędzała nisza AI (3,7 mld dolarów) oraz cyberbezpieczeństwo (1,88 mld dolarów). Względem roku 2018, był to wzrost o okrągłe 30 proc. —  a na horyzoncie pojawia się szansa na kolejne awanse pomimo covidu.

Bliskie relacje ze Stanami, dynamiczne inwestycje w badania, naturalna pewność siebie i głęboka internacjonalizacja rynku. Wszystkie te czynniki przełożyły się na sukces Izraela, jako największego hubu regionu, a w niedalekiej przyszłości — absolutnego lidera Azji, Afryki i Europy. Czego Polacy mogą nauczyć się z lekcji zaserwowanej przez rokroczne awanse Tel Awiwu? Głównie wiary we własne możliwości oraz istoty czerpania z doświadczeń większych rynków.

Autor: Łukasz Blichewicz — współzałożyciel i prezes zarządu Grupy Assay; ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych.

Barometr PINK: Projekty wielofunkcyjne sposobem na dywersyfikację ryzyka?

Rozwój projektów wielofunkcyjnych jest bez wątpienia jednym z kluczowych elementów kształtujących polski sektor nieruchomości. Szybkie tempo życia Polaków, nasze rosnące potrzeby zakupowe, a także poszukiwanie wygody wpływają na decyzje inwestycyjne deweloperów aktywnych na największych biurowych, mieszkaniowych i handlowych rynkach w Polsce. Według danych JLL, podaż powierzchni komercyjnej w nowoczesnych obiektach wielofunkcyjnych (tzw. mixed-use) w Polsce przekroczyła 1 mln mkw., z czego ponad połowa została oddana do użytkowania w ciągu ostatnich 5 lat.

Rosnąca popularność inwestycji mixed-use została dodatkowo wzmocnione przez pandemię. Większa koncentracja na zdrowiu, czy zyskujący na sile trend lokalności sprawiają, że wszystkie najważniejsze funkcje, jakie oferuje nam miasto, chcemy mieć na wyciągnięcie ręki. Jednak tego typu projekty to nie tylko odpowiedź na zmieniający się styl życia Polaków, ale też ważny element strategii biznesowych deweloperów i inwestorów, które są nacelowane na osiągnięcie odporności biznesowej w długim horyzoncie czasowym. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w segmencie mixed-use jednymi z najbardziej aktywnych inwestorów są polskie firmy lub ze znaczącym udziałem polskiego kapitału, tacy jak Capital Park, Cavatina czy Echo Investment.

Odchodzenie od monofunkcyjnych dzielnic miast na rzecz zróżnicowanych, wielofunkcyjnych kwartałów oraz projektów miastotwórczych było widoczne jeszcze przed pojawieniem się COVID-19 i tak jak w przypadku innych trendów, również on przybrał na sile w miarę rozprzestrzeniania się pandemii. Kurczące się zasoby atrakcyjnych gruntów inwestycyjnych pod praktycznie każdy typ nieruchomości, skłania deweloperów, a zwłaszcza tych działających w kilku segmentach jednocześnie, do realizacji złożonych inwestycji zaspokajających popyt ze strony różnych grup najemców. Co więcej, projekty wielofunkcyjne pozwalają na dywersyfikację ryzyka i dość płynne nawigowanie w czasach niepewności rynkowej, z którą mierzymy się aktualnie. Nieruchomości mixed-use przekładają się na szybszą komercjalizację części biurowych projektów i zapewniają stały poziom przychodów z tytułu czynszów bez względu na koniunkturę. Znajduje to odzwierciedlenie w planach deweloperów. Według prognoz JLL, w ciągu najbliższych 5 lat podaż powierzchni w projektach wielofunkcyjnych w Polsce może ulec podwojeniu, tłumaczy Agnieszka Jachowicz, Członek Zarządu, Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK).

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych PINK zapytała swoich członków o perspektywy rozwoju dla projektów mixed-use w Polsce:

Marcin Juszczyk, Członek Zarządu, CFO/CIO w Grupie Capital Park

W naszej strategii inwestycyjnej stawiamy na projekty wielofunkcyjne i miastotwórcze, a doświadczenia, które zbieramy w związku z pandemią tylko nas w tym utwierdzają. Royal Wilanów to typowy przykład projektu mixed-use, który świetnie poradził sobie w tym trudnym czasie. Po pierwszej fali szybko się podniósł, a do drugiej był już dobrze przygotowany. Mocno zróżnicowany mix funkcji i silna dywersyfikacja wynajmowanej powierzchni to najmocniejsze strony takiego obiektu. Żaden najemca nie przekracza więcej niż 7% przychodów, a poziom komercjalizacji utrzymuje się na poziomie 97%. Nawet w trakcie pandemii podpisujemy nowe umowy najmu i zwiększamy przychody z czynszów. W tym przypadku duże znaczenie ma lokalizacja budynku na granicy miasta, poza ścisłym centrum oraz w otoczeniu tzw. sypialni, która zyskała na znaczeniu ze względu na konieczność pozostawania w swoim miejscu zamieszkania. Między innymi z tego powodu po zniesieniu obostrzeń dla branży gastronomicznej i otwarciu restauracji ich ogródki w Royal Wilanów szybko się zapełniły, a niektórzy najemcy notowali rekordowe obroty, podczas gdy w tradycyjnych obiektach w dzielnicach biurowych lokale gastronomiczne jeszcze długo pozostaną puste.

Drugim przykładem w naszym portfolio jest Fabryka Norblina. Poziom komercjalizacji w części biurowej przekroczył 70%, a w części retailowej 55%. Dbamy o optymalne zróżnicowanie funkcji tego miejsca pod kątem jego przyszłych pracowników, ale też lokalnej społeczności dynamicznie zmieniającej się dzielnicy Wola. Na atrakcyjność projektu wśród najemców ma wpływ jego niebywała historia i połączenie tkanki historycznej z nową architekturą, a także właśnie wszechstronna oferta, w której znajdą się m.in. butikowe kino, pierwsza w Polsce digitalowa galeria sztuki, kultowy eko-targ BioBazar, foodhall z ponad 30 konceptami gastronomicznymi czy otwarte muzeum, upamiętniające dzieje Fabryki i jej terenu. To właśnie dzięki temu udało nam się m.in. zachęcić lidera rynku e-commerce – firmę Allegro, do przeniesienia tutaj swojej warszawskiej siedziby.
Wszystkie te czynniki – lokalizacja, wielofunkcyjność, dywersyfikacja najemców, bliskość osiedli mieszkaniowych, a także kreowanie przestrzeni miejskich dla lokalnych społeczności – powodują, że takie obiekty niezależnie od czasu i sytuacji na rynku mają stabilne przychody. Być może są większym wyzwaniem analitycznym dla potencjalnych inwestorów, ale w naszej ocenie znacznie mniej ryzykowne od obiektów monofunkcyjnych, co jest szczególnie zauważalne, analizując wpływ obecnej pandemii na ich funkcjonowanie.

Rafał Malarz, Prezes Zarządu, Cavatina Holding

Przyszłością̨ polskich miast oraz sektora nieruchomości są wielofunkcyjne inwestycje. W portfolio Grupy Cavatina już teraz są trzy takie projekty: Quorum we Wrocławiu, Global Office Park w Katowicach oraz Widzewska Manufaktura w Łodzi, które dostarczą na rynek ok. 175 tys. mkw. GLA i przeszło 1,5 tys. mieszkań na wynajem, a w 2021 roku będziemy realizować kolejne, o zróżnicowanych funkcjach, dostosowane do potrzeb użytkowników – najemców oraz lokalnych społeczności.

Tego typu miastotwórcze projekty, biorące pod uwagę specyfikę miejsca i otoczenia, najlepiej odpowiadają dziś na zmieniające się oczekiwania mieszkańców polskich miast. A elastyczność to ważny atut w dzisiejszym świecie. Szczególnie w dużych miastach coraz bardziej liczy się możliwość organizacji życia tak, aby uniknąć marnowania czasu na przejazdy – popularna staje się idea 15-minute city, zgodnie z którą większość swoich codziennych potrzeb można zaspokoić w niewielkim zasięgu od domu. Dlatego nie chodzi jedynie o łączenie funkcji mieszkaniowych i biurowych, ale stworzenie także przestrzeni do spędzania wolnego czasu, ośrodków kultury, usług i innych, oczywiście w zależności od lokalnych uwarunkowań. W efekcie, w dobrze zbalansowanych obiektach, bliskość biur i, jak w naszym przypadku, mieszkań na wynajem podnosi ich wartość.Warto też zauważyć, że segment mieszkań na wynajem, którym zajmuje się Resi Capital, spółka w ramach grupy kapitałowej, pomoże realizować inwestycje zróżnicowane w funkcjach oraz w źródłach dochodu. Dodatkowo miniony rok pokazał duże zainteresowanie inwestowaniem w ten dopiero rozwijający się u nas segment. W Polsce najem instytucjonalny to zaledwie ok. 4–5 proc. rynku. Globalnie jest to ponad 25 proc. Tylko do końca 2022 r. w ramach grupy kapitałowej będziemy mieć bazę 2200 takich lokali.

W Cavatina Holding myślimy też szerzej, wychodząc poza koncentrację tylko na biznesie – staramy się także pozytywnie wpływać na zachodzące zmiany społeczne i wspierać wielopłaszczyznowy rozwój miast. Przykładem jest tu nasza inicjatywa stworzenia w ramach Cavatina Hall w Bielsku-Białej we współpracy pierwszej w regionie sali koncertowej światowej klasy, która pomieści blisko 1000 gości. W obiekcie tworzymy także profesjonalne studio realizacyjno-nagraniowe. Naszym celem jest zapewnienie lokalnej społeczności możliwości obcowania z najlepszą muzyką wykonywaną na żywo przez uznanych artystów z całego świata, czym zajmie się fundacja Fiducia.

Nicklas Lindberg, Prezes Echo Investment

Jednym z głównych założeń naszej strategii jest tworzenie dużych, wielofunkcyjnych, miejskich projektów – tzw. „destinations”. Realizujemy całe kwartały, jak np. Browary Warszawskie czy łódzka Fuzja, gdzie łączy się powierzchnia biurowa, mieszkalna i handlowo-usługowa z otwartymi, zielonymi przestrzeniami publicznymi. Ponieważ cykle koniunkturalne dla różnych sektorów są zwykle inne, kiedy jeden przechodzi przez turbulencje, to inne radzą sobie lepiej. Dzięki temu projekty „destination” są najbardziej odporne na zmiany rynkowe i jako całość pozostają stabilne. Przewidując zmienne tendencje na rynku nieruchomości, wykorzystujemy nasze kompetencje w głównych sektorach oraz inwestujemy w nowe, perspektywiczne biznesy, jak np. mieszkania na wynajem czy biura serwisowane, które dopełniają nasze wielofunkcyjne projekty. Potencjał „destinations” dostrzegają także inni, czego dowodem jest decyzja Fujitsu o konsolidacji łódzkich biur i przeniesieniu się do Fuzji czy wybór Browarów Warszawskich na debiut restauratorski Roberta Lewandowskiego. Pandemia zwiększyła naszą koncentrację na dywersyfikacji strategii z naciskiem na rozwój naszego biznesu mieszkaniowego, a miastotwórcze projekty Echo Investment odpowiadają na wyzwania jakie stworzyła. Są to miejsca, gdzie przez cały dzień obecność ludzi jest równomiernie rozłożona, nie ma momentów kumulacji, a układ budynków jest tak zaprojektowany, by pozostawić jak najwięcej otwartych, zielonych przestrzeni, które gwarantują dostęp do naturalnego światła i swobodny przepływ użytkowników i odwiedzających.

Coraz więcej Polaków korzysta z rat podczas zakupów online

Popyt na zakupy internetowe na raty systematycznie rośnie – wynika z danych PayU. W 2020 roku łączna wartość zakupów opłacanych tą metodą płatności wzrosła o 45%. Najczęściej na raty kupowany jest sprzęt elektroniczny oraz dobra luksusowe, w tym biżuteria i zegarki. Coraz większy udział płatności ratalnych w całościowej sprzedaży odnotowują jednak także sklepy oferujące e-usługi, w szczególności te związane z edukacją i zdrowiem.

Z roku na rok przybywa w Polsce konsumentów zainteresowanych finansowaniem zakupów online na raty oraz odpowiadających na ten trend sklepów internetowych. Liczba e-sklepów, które oferują klientom rozłożenie płatności w czasie wzrosła w ciągu ostatnich 2 lat o 15 p.p., wynika z danych PayU.

Analizując dane za rok 2020, zaobserwowaliśmy wzrost łącznej wartości zakupów opłaconych na raty przekraczający 45%, w porównaniu do roku 2019. Wynika to zarówno z coraz większego popytu na taką metodę płatności wśród konsumentów, jak i z przyrostu liczby sklepów, które oferują raty PayU. Nasze dane potwierdzają także, że aż 2/3 zakupów na raty w 2020 roku dokonały osoby, które wcześniej już skorzystały z tej formy płatności, co świadczy o tym, że konsumenci pozostają wierni sprawdzonym rozwiązaniom – mówi Martyna Szczepaniak, Head of Consumer Credit w PayU.

Potencjał drzemie w e-usługach

Z danych PayU wynika, że najwięcej sprzedaży online niezmiennie generują kategorie zakupowe takie jak elektronika, dobra luksusowe (w tym szczególnie biżuteria i zegarki) oraz wyposażenie domu (meble). W ubiegłym roku, w wyniku pandemii oraz związanym z nią zamknięciem obiektów sportowych i ograniczeniem możliwości korzystania z siłowni, zauważalny był również znaczny wzrost zainteresowania sprzętem sportowym i turystycznym do domowego użytku kupowanym na raty.

Internauci coraz chętniej inwestują też w rozwój osobisty i dbają o zdrowie. To właśnie e-sklepy oferujące usługi medyczne i dentystyczne oraz związane z edukacją odnotowały najwyższą średnią kwotę pożyczki, czyli powyżej 3 tys. złotych.

Kategorią zakupową, w której cały czas dostrzegamy duży potencjał, są e–usługi – w szczególności te związane z samokształceniem i zdrowiem. Rozłożenie płatności na raty może pomóc konsumentom w podjęciu decyzji o skorzystaniu z droższego świadczenia oraz ułatwić regularne korzystanie z profesjonalnych szkoleń czy kursów udoskonalających – dodaje Martyna Szczepaniak.

Niezależnie od kategorii zakupowej, wnioski o raty online składane są coraz częściej za pośrednictwem urządzeń mobilnych – niemal 60% z nich konsumenci składają przy użyciu smartfona lub phableta.

Zakupy na raty domeną mężczyzn

Z danych PayU wynika, że w 2020 roku z rat online najczęściej korzystali konsumenci w wieku 25-34 lata (40%). Natomiast najmniejszy odsetek użytkowników finansujących zakupy w ten sposób stanowiły osoby w przedziale wiekowym 18-24 lata (11%).

62% wszystkich transakcji ratalnych w 2020 roku wykonali mężczyźni. Dokładnie połowa kupujących na raty to osoby pozostające w związkach małżeńskich. Z rozłożenia płatności za zakupy w czasie najczęściej korzystały osoby z wykształceniem średnim (44%).

Finansowaniem zakupów online na raty zainteresowani są również beneficjenci rządowego programu wsparcia dla rodzin „Rodzina 500 plus”. Świadczenie pobierane w ramach programu zostało wskazane jako jedno z dwóch głównych źródeł dochodu (dodatkowe lub główne) przez 17% konsumentów korzystających z rat PayU w 2020 r.

JR HOLDING ASI S.A. miał 482 mln zł zysku netto w 2020 r.

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., zakończyła 2020 rok zyskiem netto w wysokości ponad 482 mln zł. Wartość portfela inwestycyjnego Spółki na koniec minionego roku przekroczyła poziom 839 mln zł.

Zakończony 2020 rok był najlepszym w wieloletniej historii JR HOLDING ASI S.A. Osiągnięcie tak dobrych wyników było możliwe dzięki realizacji opublikowanej pod  koniec  2019  r.  nowej  strategii  rozwoju  na  lata  2020-2022. W styczniu br. została ona zaktualizowana i przyjęte zostały nowe, ambitniejsze cele. Spółka do końca 2022 r. planuje osiągnąć wartość aktywów portfela inwestycyjnego na poziomie 3 mld zł i rozpocząć  pierwsze  inwestycje  w  spółki  zagraniczne oraz  o  zasięgu globalnym,  a  także zainwestować w latach 2021-2022 środki w wysokości od 200 mln zł do 500 mln zł m.in. w projekty z obszaru Digital Business. Zarząd JR HOLDING ASI S.A. bardzo dobrze ocenia zakończony rok i dąży do utrzymania dobrych wyników finansowych w kolejnych latach.

„Nasze wyniki finansowe uznajemy za bardzo dobre. Zakładany w strategii rozwoju poziom  aktywów  na  poziomie 1  mld  zł został zrealizowany  w  zaledwie  dziewięć miesięcy. Obecnie będziemy się koncentrowali na nowych inwestycjach w projekty z obszaru nowych mediów, energii odnawialnej, digital business, gier komputerowych oraz biotechnologii. Planujemy też dokonać częściowych lub całkowitych wyjść z niektórych projektów i reinwestować te środki w spółki o ponadprzeciętnym potencjalne wzrostu.” – mówi January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

W ramach nowych inwestycji w spółki z zakresu Digital Business JR HOLDING ASI S.A. chce inwestować w podmioty dostarczające rozwiązania w technologiach m.in. 5G, sztucznej inteligencji, usług chmurowych, SaaS, analizy predykcyjnej, Internetu rzeczy czy Blockchain. Obecnie Spółka posiada niezwykle szerokie portfolio projektów inwestycyjnych z obszaru odnawialnych źródeł energii, rynku gier, nowych technologii oraz biotechnologii. Plany zakładają także sprzedaż wszystkich nieruchomości, co pozwoli na uwolnienie zamrożonej gotówki oraz zniwelowanie poziomu zadłużenia do zera.

Na przełomie roku 2021/2022 JR HOLDING ASI S.A. chce dokonać zmiany rynku notowań na rynek regulowany GPW. Prowadzone są też prace nad prospektem emisyjnym związanym z emisją akcji z prawem poboru, które zostało przydzielone akcjonariuszom w listopadzie 2020 r.

Ograniczanie trudności przy modernizacji działalności magazynu

Jak małe i średnie firmy logistyczne mogą zrewolucjonizować działalność magazynową w roku 2021. Analiza Marka Wheelera, Director of Supply Chain Solutions, Zebra Technologies.

Rok 2020 pokazał firmom logistycznym, że konkurowanie w obecnym, błyskawicznie zmieniającym się świecie wysokiego popytu wymaga elastyczności. Dziś bardziej niż kiedykolwiek ważne jest, by produkty opuściły magazyn szybciej, z zachowaniem większej dokładności oraz przy udziale mniejszej liczby pracowników.

Mimo, że aż 80 proc. decydentów z działów IT i operacji firm działających w sektorze produkcji, logistyki, handlu detalicznego oraz dystrybucji jest przekonanych, że kluczową przewagę konkurencyjną w obecnej gospodarce stanowią nowoczesne technologie, jedynie 35 proc. z nich przyznaje, że w pełni rozumie jak należy rozpocząć proces zmian technologicznych.

Wyzwanie to jest szczególnie wymagające dla małych i średnich firm logistycznych, które wciąż w dużym stopniu bazują na procesach manualnych. Jednak dobre wieści są takie, że postęp technologiczny znacząco ułatwił takim firmom wdrażanie nowoczesnych technologii magazynowych. Innowacyjne rozwiązania technologiczne wprowadza się dziś łatwiej, są one bardziej intuicyjne, a zwrot wydanych na nie nakładów następuje szybciej.

Nie dziwi więc fakt, że pierwszym krokiem do osiągnięcia solidnego wskaźnika zwrotu na inwestycji (ROI) jest zidentyfikowanie obszarów, w których technologia jest w stanie szybko usprawnić działalność firmy. Najpierw należy zwrócić uwagę na codzienne zadania wykonywane przez pracowników. Choć może wydawać się to oczywiste, firmy często nie potrafią zdobyć się na dokonanie rzetelnej oceny codziennych, powtarzalnych czynności. Gdy jednak ocena taka zostanie przygotowana, odkrywa ona nowe sposoby usprawnienia działalności i zwiększenia wydajności.

 

Poprawa wydajności personelu pierwszej linii

Wyobraźmy sobie, że twoi pracownicy przez wiele godzin każdego dnia skanują kody paskowe, wykorzystując do tego zawodne skanery, co znacząco obniża wydajność ich pracy. Samo wprowadzenie do firmy inteligentnych skanerów, które są w stanie dokładnie odczytywać uszkodzone, przetarte lub niedokładnie nadrukowane kody paskowe pod każdym kątem eliminuje potrzebę wielokrotnego sczytywania kodów, oszczędzając tym samym czas i pieniądze.

A może twoi pracownicy powinni zostać wyposażeni w skanery o wzmocnionej konstrukcji, które są w stanie odczytywać kody z bliskiej jak i dalekiej odległości lub skanować wiele kodów za jednym razem? Taki sprzęt umożliwia m.in. operatorom wózków magazynowych szybkie skanowanie wielu produktów bez opuszczania pojazdu – oszczędzając wiele godzin ich pracy każdego dnia.

Do oszczędzania czasu pracy personelu może także przyczynić się zainwestowanie w skanery zakładane na ciało. Wprowadzenie mobilnych drukarek termicznych w pobliżu punktów przyjmowania i wydawania towarów może również zwiększyć wydajność pracy, eliminując konieczność przemieszczania się pracowników między ich stanowiskiem pracy a drukarką etykiet. Co więcej, nowsze modele drukarek termicznych łatwiej się obsługuje i bezproblemowo uzupełnia się w nich materiały eksploatacyjne, co również oszczędza czas potrzebny na szkolenie pracowników oraz obsługę sprzętu.

Większa wydajność i bezpieczeństwo pracowników

Po dokonaniu analizy poszczególnych procesów, należy rozważyć sposoby usprawnienia działań poszczególnych zespołów. Przykładowo, mobilne urządzenia do komunikacji grupowej ułatwiają współpracę pracowników i pomagają w zachowaniu bezpieczeństwa, umożliwiając „wirtualne spotkania”.

Rozwiazania ubieralne, takie jak smart okulary zintegrowane z systemem magazynowym WMS to niezbędny element usprawnień pracy w zespołach. Oto przykład:  pracownicy wyposażeni w zakładane na głowę wyświetlacze, wykonując wyświetlane przez system instrukcje krok po kroku, są w stanie wykonywać wiele czynności jednocześnie. Kierownicy zespołów mogą na bieżąco wydawać instrukcje dotyczące poszczególnych zamówień, w zależności od miejsca pracy danego pracownika, jego dostępności, a nawet stopnia pilności konkretnego zamówienia.

Drobne modyfikacje w pracy wielu pracowników mogą również przynieść znaczącą poprawę wydajności przy minimalnych nakładach. Na przykład, tablety o wzmocnionej konstrukcji montowane na wózkach magazynowych lub widłowych mogą przyczynić się do szybszego i wydajniejszego transportowania towarów.

W ten sam sposób technologia jest w stanie zapewnić pracownikom bezpieczeństwo w sytuacji pandemii, wysyłając im alerty z ostrzeżeniem o zbyt małym dystansie między osobami i zapisując dane o zmniejszaniu dystansu między pracownikami w konkretnym czasie. W ten sposób łatwo jest prześledzić kontakty między pracownikami w przypadku pozytywnego testu na COVID-19 jednego z nich oraz określić miejsca zwiększonego zagęszczenia ludzi w obiekcie, po czym podjąć odpowiednie kroki ograniczające możliwość zakażeń. W odniesieniu do punktów obsługi dużych ilości towarów, operator magazynu może w takiej sytuacji podjąć decyzję o przeorganizowaniu procesu kompletacji zamówień w taki sposób, aby ograniczyć skupiska pracowników lub rozważyć wprowadzenie transporterów taśmowych lub kobotów, ograniczając w ten sposób fizyczny kontakt pracowników.

Lepsza widoczność towarów

Po usprawnieniu wydajności pracy poszczególnych pracowników oraz całych zespołów, kolejnym logicznym krokiem w poprawie procesów magazynowych jest uzyskanie większej widoczności towarów. Systemy typu RFID rejestrują odpowiednio otagowane towary tuż po wyładunku z naczepy i przekroczeniu bramy magazynu. Czytniki RFID rozmieszczone w magazynie umożliwiają pozyskiwanie precyzyjnych danych o aktualnych stanach towarów i ich rozmieszczeniu.

Ma to szczególne znaczenie w przypadku magazynów obsługujących sieci detaliczne, ponieważ, według IHLD Group, w samych Stanach Zjednoczonych sklepy co roku odnotowują straty blisko 145 mld dolarów wyłącznie z powodu braku dostępności towaru. Dokładniejszy wgląd w każdą część stanów magazynowych może znacząco ograniczyć braki towaru i generowane tym samym straty.

77 proc. respondentów zgadza się ze stwierdzeniem, że konieczne jest dokonanie modernizacji operacji ich magazynów, jednak przyznają, że ich firmy nowe technologie wdrażają powoli. Niestety, w dzisiejszej rzeczywistości „transakcji na żądanie”, powolne wdrażanie nowych technologii może oznaczać utratę przychodów na rzecz sprawniej działających konkurentów. Na szczęście, rozpoczęcie tego procesu jest obecnie łatwiejsze niż wielu firmom się wydaje. Mogą one rozpocząć modernizację swoich magazynów od dokonania dokładnej, surowej oceny codziennych czynności i zidentyfikowania obszarów do poprawy. Co więcej, firmy nie są skazane na samodzielne dokonywanie takich ocen. Wybierając technologicznego partnera, należy wybrać takiego, który jest przygotowany do przeprowadzenia dokładnego przeglądu operacji jeszcze przed podjęciem decyzji zakupowych.

Rzetelna ocena procesów wskazuje na obszary, w których technologia może pomóc w usprawnieniu działalności oraz dostarczyć informacji o tym, w jakim czasie zwrócą się nakłady na tę technologię. Dysponując takimi danymi, firma jest w stanie wdrożyć nowe technologie z pełnym przekonaniem, że przyniosą one znaczące korzyści dla jej biznesu.

Więcej informacji o tym jak technologie są w stanie usprawnić działalność magazynów i przygotować je na zmiany w przyszłości można przeczytać na stronie Zebra Technologies (www.zebra.com/content/dam/zebra_new_ia/en-us/solutions-verticals/vertical-solutions/warehouse-management/vision-study/2024/..)

W lutym 2021 liczba samochodów osobowych z napędem elektrycznym w Polsce przekroczyła 20 tys. sztuk

Według danych z końca lutego 2021 r., w Polsce były zarejestrowane łącznie 20 504 samochody osobowe z napędem elektrycznym. Przez pierwsze dwa miesiące br. ich liczba zwiększyła się o 1 793 sztuki – o 51% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.

Pod koniec lutego 2021 r. po polskich drogach jeździły 20 504 elektryczne samochody osobowe, z których 51% stanowiły pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) – 10 471 szt., a pozostałą część hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 10 033 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 851 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec lutego składała się z 9 134 pojazdów.

Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 450 szt. W styczniu i lutym flota elektrobusów powiększyła się o 20 zeroemisyjnych pojazdów. W porównaniu z początkiem 2020 r., kiedy zarejestrowano 8 takich autobusów, oznacza to wzrost o 150% r/r.

Wraz ze wzrostem liczby pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec stycznia w Polsce funkcjonowało 1 410 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (2 744 punkty). 33% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 67% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W lutym uruchomiono 15 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (33 punkty).

„Branża motoryzacyjna oraz klienci z niecierpliwością oczekują na wejście w życie dwóch programów, które mogą znacząco wpłynąć na rozwój rynku pojazdów niskoemisyjnych w Polsce. Pierwszym z nich jest program wsparcia pojazdów elektrycznych kupowanych przez firmy. Już w najbliższym czasie powinny zostać wyjaśnione ostatnie wątpliwości dotyczące sposobu dofinansowania do elektrycznych samochodów firmowych. To szczególnie ważny program ze względu na fakt, że rejestracje samochodów osobowych przez firmy stanowią niemal ¾ rynku. Takie zainteresowanie jest także efektem wewnętrznych polityk wielu firm, które poprzez ekologiczną i niskoemisyjną flotę podkreślają swój wkład w ochronę środowiska. Drugim wyczekiwanym programem jest Krajowy Plan Odbudowy, w którym zostaną określone zasady, na jakich będą wykorzystane fundusze unijne przeznaczone na odbudowę gospodarki po pandemii. Wiadomo, że o ile w rządowych propozycjach nie przyznano dofinansowania na zakup i promocję samochodów elektrycznych, to zaplanowano środki na dofinansowanie zakupu autobusów niskoemisyjnych i rozbudowę infrastruktury. Ponieważ jednak te propozycje są jeszcze na etapie konsultacji, pozostaje mieć nadzieję, że wnioski i postulaty sektora motoryzacyjnego zostaną uwzględnione w ostatecznej wersji dokumentu” – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Jedną z priorytetowych kwestii z perspektywy przyspieszenia rozwoju zeroemisyjnego transportu w Polsce stanowi obecnie konieczność uwzględnienia programów wsparcia elektromobilności w powstającym Krajowym Planie Odbudowy, który ma stanowić podstawę do otrzymania przez Polskę środków unijnych w ramach Instrumentu na rzecz Odbudowy i Wzmocnienia Odporności. W pierwotnym wariancie KPO przewiduje przeznaczenie 27,4 mld zł na zieloną i inteligentną mobilność, jednak w porównaniu do podobnych dokumentów, przygotowanych przez pozostałe państwa członkowskie UE, rządowe propozycje zostały sformułowane bardzo ogólnikowo. W toku konsultacji społecznych dokumentu PSPA przedstawi swoje rekomendacje w tym właśnie obszarze, liczymy na to, że zostaną uwzględnione przez przedstawicieli administracji. Czasu na optymalizację KPO pozostało niewiele – ostateczna wersja dokumentu musi zostać przedstawiona Komisji Europejskiej do końca kwietnia” – dodaje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA. licznik_elektromobilnosci_2021-02_A4 (4) licznik_elektromobilnosci_2021-02_grafika_489x275px