GDDKiA: dobre perspektywy dla wykonawców inwestycji drogowych

Choć sezon budowlany oficjalnie rusza dopiero w przyszłym tygodniu, to tam, gdzie pozwalała na to technologia, prace były prowadzone nieprzerwanie. Inwestycje na drogach krajowych realizowane są zgodnie z harmonogramem, a polskich budów nie zatrzymała ani zima, ani trwająca epidemia COVID-19. Podczas spotkania z przedstawicielami firm wykonawczych, które odbyło się online 10 marca, podsumowaliśmy 2020 rok, przedstawiliśmy plany na kolejne lata oraz dyskutowaliśmy na temat zmian w zakresie realizacji inwestycji.

Roboty budowlane – intensywny rok 2020

W Polsce dostępnych dla kierowców jest 4269 km dróg szybkiego ruchu (1712 km autostrad i 2557 km dróg ekspresowych). Na etapie realizacji znajdują się 102 zadania z rządowego PBDK o łącznej długości 1313,1 km oraz 3 obwodnice z PB100 o łącznej długości 19,9 km. 25 zadań z PBDK (o długości 355,6 km) i 10 obwodnic, które zrealizowane zostaną w ramach PB100 (o długości 87,2 km), jest na etapie przetargu. Kolejne zadania o łącznej długości niemal 2900 km są obecnie w przygotowaniu.

Zeszły rok był dla nas czasem wytężonych działań. W 2020 r. w ramach PBDK i PB100 ogłosiliśmy przetargi na 48 odcinków nowych dróg o łącznej długości ok. 600,2 km. Podpisaliśmy też 35 umów na realizację o łącznej długości 450 km i wartości ponad 18 mld zł. Warto też wspomnieć, że wydatki inwestycyjne GDDKiA wzrosły z 10,95 mld zł w 2019 r. do 15,35 mld zł w 2020 r., co stanowiło istotny zastrzyk finansowy dla branży budowlanej oraz pozytywny impuls gospodarczy w trudnym czasie zmagań z epidemią COVID-19.

2020 rok to także szereg działań na istniejącej sieci dróg krajowych. Ogłosiliśmy 129 przetargów na roboty, podpisaliśmy 121 umów oraz zakończyliśmy 112 inwestycji.

2021 rok – podpisane umowy i ambitne plany

W bieżącym roku podpisaliśmy już sześć umów na realizację nowych zadań o łącznej długości ok. 87,9 km i wartości ponad 2,2 mld zł.

W planach na 2021 r. mamy ogłoszenie przetargów na realizację 347 km nowych dróg, w tym 26 odcinków o łącznej długości 313 km w ramach PBDK oraz 6 odcinków o łącznej długości 34 km w ramach PB100.

W zakresie zadań na istniejącej sieci planujemy 96 przetargów (do kwoty 100 mln zł) na przebudowy i rozbudowy dróg o długości ok. 255 km. Ich szacunkowa wartość to niemal 1,8 mld zł. W tym roku planujemy także zakończenie 76 robót (o wartości od 0,35 do ok. 120 mln zł) w zakresie m.in. rozbudowy i przebudowy dróg.

Priorytety inwestycyjne na 2021 rok

W 2021 r. planujemy oddać do ruchu niemal 400 km nowych dróg. W woj. podlaskim będą to cztery odcinki drogi ekspresowej S61 o łącznej długości 59 km. W woj. kujawsko-pomorskim oddanych zostanie niemal 10 km drogi ekspresowej S5, a w woj. śląskim podobnej długości odcinek S1. Ponad 13 km drogi ekspresowej S7 planowane jest do oddania w woj. małopolskim. Plany dla województwa lubelskiego to pięć odcinków drogi ekspresowej S19 oraz jeden odcinek S17, które mają łączną długość ok. 64 km.

W woj. łódzkim do końca roku planujemy oddać do ruchu ok. 40 km autostrady A1, a w woj. warmińsko-mazurskim ok. 77 km ekspresówek (trzy odcinki S7 i jeden ponad 20-kilometrowy odcinek S61). W woj. opolskim planujemy oddać dwa odcinki (S11 i GP46) o łącznej długości ok. 18 km, a w woj. podkarpackim dwa odcinki drogi ekspresowej S19 oraz dwa odcinki drogi klasy GP (główna ruchu przyspieszonego) – obwodnica Stalowej Woli i Niska w ciągu DK77 i obwodnica Łańcuta w ciągu DK94. Ich łączna długość to ok. 37 km. Trzy odcinki (dwa odcinki S3 i jeden GP26) oddane zostaną w woj. zachodniopomorskim, a jeden (S3 o długości 14 km) w woj. dolnośląskim. Plany dla Mazowsza zakładają oddanie do końca roku trzech odcinków nowych dróg (S7, S2, GP61) o łącznej długości 14 km.

2022 rok – planowane nowe przetargi

Warunkiem ogłoszenia przetargu na roboty budowlane jest otrzymanie rzetelnej i kompletnej dokumentacji. W 2022 roku planujemy odbiór dokumentacji dla 23 zadań w ramach PBDK o łącznej długości prawie 300 km oraz 8 zadań w ramach PB100 o łącznej długości niemal 60 km. Pozwoli nam to ogłosić przetargi na realizację tych inwestycji.

Program Bezpiecznej Infrastruktury Drogowej

Zadania realizowane przez GDDKiA to nie tylko PBDK i PB100. 23 lutego br. Rada Ministrów przyjęła Program Bezpiecznej Infrastruktury Drogowej na lata 2021 – 2024. Program dedykowany jest sieci dróg krajowych. Podejmowane w ramach programu działania będą ukierunkowane na zwiększenie ochrony uczestników ruchu oraz stworzenie bezpiecznej infrastruktury drogowej. Efektem będzie zmniejszenie liczby wypadków i ich ofiar. Na ten cel z Krajowego Funduszu Drogowego przeznaczone zostanie 2,5 mld zł.

Zaangażowanie wykonawców, składane oferty

Podczas spotkania przedstawiono listę 20 największych wykonawców realizujących działania na rzecz GDDKiA. Ich portfele zamówień mieszczą się w przedziale od 0,12 mld zł do 8,28 mld zł.

Wartość najtańszych składanych ofert w 2020 r. (39 przetargów) wahała się między 45,9 a 141,8 proc. szacunków GDDKiA (średnia wartość najtańszej oferty: 80,8 proc.). Średnia ze wszystkich ofert wahała się między 55,7 a 161,1 proc. szacunków GDDKiA (ogólna średnia to 95,7 proc.).

W dotychczasowych 20 przetargach w 2021 roku najtańsze oferty wahały się w przedziale między 53,4 a 99 proc. szacunków GDDKiA (średnia wartość najtańszej oferty: 70,9 proc.). Średnia ze wszystkich ofert wahała się między 59 a 126,8 proc. szacunków GDDKiA (ogólna średnia to 84,2 proc.).

GDDKiA

BitBay nawiązał współpracę ze szwajcarskim SEBA Bank

Największa giełda kryptowalut w Europie Środkowo-Wschodniej BitBay nawiązała współpracę ze szwajcarskim SEBA Bankiem, liderem smart-bankingu. Wyznaczanie potencjalnych obszarów partnerstwa między dwoma podmiotami staje się początkiem nowego standardu wydajności, bezpieczeństwa i elastyczności w zakresie wirtualnego finansowania przedsiębiorstw i tokenizacji aktywów.

Jak wynika z szacunków Cambridge Centre for Alternative Finance, obecnie na świecie ponad 100 mln ludzi posiada cyfrowe aktywa. W porównaniu do 2018 roku oznacza to wzrost o 189 proc[1]. Zdaniem ekspertów, kryptowaluty są przyszłością cyfrowych transakcji, a najbliższe lata upłyną pod znakiem dynamicznego rozwoju branży. Zagwarantowanie bezpieczeństwa operacji na kryptoaktywach jest dzisiaj niezbędnym działaniem. Dostrzegła to giełda kryptowalut z największą liczbą użytkowników w regionie CEE BitBay, która nabyła jednostki inwestycyjne od szwajcarskiego lidera innowacyjnej bankowości. SEBA Bank zapewnia elastyczny, bezpieczny i łatwy w użyciu pomost między aktywami cyfrowymi i tradycyjnymi. Bank ogłosił emisję akcji serii B posiadaczom jednostek inwestycyjnych jako tokeny bezpieczeństwa w łańcuchu blokowym, stając się pierwszym bankiem, który tokenizuje udziały kapitałowe.

Dzięki nowym przepisom DLT pojawiły się prawne regulacje dotyczące zabezpieczenia zarejestrowanych akcji, takich jak tokeny oferowane przez SEBA Bank. Aktywa są wydawane i przechowywane w ramach cyfrowego depozytu bankowego w środowisku regulowanym przez FINMA, dzięki czemu są w pełni zgodne ze szwajcarskim prawem prywatnym i korporacyjnym. Tokeny są oparte na protokole ERC20 i zaprojektowane w celu umożliwienia bezproblemowej łączności w zakresie handlu i płynności w uznanych na świecie cyfrowych systemach płatności.

BitBay to największa giełda cyfrowych walut w Europie Środkowo-Wschodniej i trzecia pod względem wielkości w Europie. Giełda zadebiutowała w 2014 roku i od tamtego czasu zgromadziła blisko milion użytkowników, realizując 125 transakcji na minutę.

Rozwój regulacji prawnych sprawia, że Szwajcaria staje się jednym z najbardziej przyjaznych krajów dla rozwoju kryptowalut, określanych mianem „krypto narodu”. Uchwalenie tzw. ustawy o blockchain (DLT) ma na celu zapewnienie Szwajcarii pozycji lidera w powstającej gospodarce cyfrowej, dzięki wykorzystywaniu i adaptacji istniejących przepisów do promocji  innowacji cyfrowych. Wejście wszystkich przepisów wspomnianej ustawy jest planowane na okres letni 2021 roku.

[1] „3rd Global Cryptoasset Benchmarking Study”, September 2020.  Cambridge U

Algorytm podpowie, jak sprzedać odpady poprodukcyjne szybko i korzystnie

Twórcy aplikacji WasteMaster, łączącej wytwarzających odpady z firmami je odbierającymi i przetwarzającymi, proponują nowy sposób na szybką utylizację dowolnej ilości odpadów. Algorytm Odpadowy umożliwia przedsiębiorcom błyskawiczne wyszukanie jednego z kilku tysięcy punktów skupu lub zbiórki w całej Polsce. To niedostępne dotąd w kraju rozwiązanie przyciągnęło już uwagę firm z zagranicy oraz funduszy inwestycyjnych.

W bazie danych Algorytmu Odpadowego znalazło się około 5 tysięcy firm z całej Polski, zajmujących się odbiorem i recyklingiem odpadów. Baza pokrywa niemal cały kraj – obecnie około 90% terytorium. Dzięki temu gdziekolwiek znajduje się nasz odpad, szybko uzyskamy informację, jak wygodnie go zagospodarować. Wystarczy wybrać w Algorytmie Odpadowym kategorię odpadu oraz kod pocztowy, pod którym się znajduje. Na tej podstawie nowa funkcja WasteMaster wskaże najbliższe punkty zajmujące się skupem lub zbiórką danego odpadu i poda odległość do każdego z nich w kilometrach – od najbliższego do najdalszego.

Kolejność lokalizacji prezentowanych przez Algorytm Odpadowy zachęca do utylizacji odpadów jak najbliżej miejsca ich postania. Twórcy WasteMaster podkreślają, że to element proekologicznego nastawienia spółki – im krótsza jest podróż odpadów, tym mniejsza emisja dwutlenku węgla i innych szkodliwych substancji podczas transportu.

Nowe rozwiązanie WasteMaster jest ogólnodostępne. Aby korzystać z Algorytmu Odpadowego, nie trzeba zakładać konta w aplikacji ani być wpisanym do BDO, czyli Bazy danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami. Za korzystanie z nowej funkcji WasteMaster nie są też pobierane opłaty. Z Algorytmu Odpadowego z łatwością skorzysta każdy użytkownik, w tym osoba prywatna. WasteMaster jest dostępny w wersji na smartfony i komputery.

Algorytm oszczędza czas

WasteMaster wprowadził nową usługę w odpowiedzi na sugestie napływające z rynku. Coraz więcej jego uczestników zwraca uwagę na to, jak potrzebny jest wzrost transparentności branży, aby gospodarowanie odpadami odbywało się płynnie. Zdaniem ekspertów z WasteMaster wypełnianie coraz bardziej restrykcyjnych norm, przede wszystkim unijnych, dotyczących przetwarzania odpadów będzie możliwe tylko wtedy, gdy ulegnie poprawie obieg informacji w obrębie branży oraz między wytwarzającymi odpady a odbierającymi je oraz recyklerami.

Obecnie wyszukiwanie punktów skupu lub zbiórki odpadów wymaga cierpliwych i często długich poszukiwań. Informacje o firmach są rozproszone, a dane podane na stronach internetowych zwykle niepełne, więc trzeba je potwierdzać telefonicznie lub mailowo albo udać się do punktu skupu bez pewności, czy zostaniemy obsłużeni.

Aby usprawnić gospodarowanie odpadami, eksperci WasteMaster przez kilka ostatnich miesięcy weryfikowali kilka tysięcy przedsiębiorstw pod kątem zainteresowania każdą z 400 szczegółowych kategorii odpadów dostępnych w aplikacji. Potwierdzili też szereg danych istotnych dla użytkowników: lokalizację punktów zbiórki i skupu, zaplecze transportowe oraz ofertę obsługi firm lub osób fizycznych.

Lista proponowanych przez Algorytm Odpadowy punktów automatycznie dopasowuje się do ostatniego parametru, a pozostałe możemy zmieniać w zależności od tego, czego szukamy. W wynikach wyszukiwania znajdziemy m.in. strony internetowe firm i telefony kontaktowe.

Nasza aplikacja jest skierowana do firm i osób chcących szybko pozbyć się odpadu na jak najlepszych warunkach. Oferujemy dwa rozwiązania, oba szybkie i wygodne, i to użytkownik wybiera, które bardziej mu odpowiada. Można wystawić ogłoszenie w WasteMaster i spokojnie poczekać na korzystne oferty od zainteresowanych danym odpadem przedsiębiorstw. Teraz można też bez wystawiania oferty samodzielnie skontaktować się z podmiotami, które zaproponuje Algorytm Odpadowy – tłumaczy Krzysztof Kowalski, lider projektu w zakresie gospodarki odpadami w WasteMaster.

Ułatwienie dla firm dużych i małych

Algorytm Odpadowy to wygodne rozwiązanie dla przedsiębiorców. Wystarczy, że wskażą ilość wytwarzanych odpadów i ich kategorię. Większe firmy, wytwarzające duże ilości odpadów poprodukcyjnych, będą miały możliwość wyszukania skupów przyjmujących odpady w hurcie. Znacznie ułatwi to utylizację m.in. odpadów poprodukcyjnych z tworzyw sztucznych czy w postaci złomu. Algorytm Odpadowy pomoże także hurtowniom i sklepom w pozbyciu się dużych ilości opakowań kartonowych. Z kolei mniejsze przedsiębiorstwa wyszukają punkty działające lokalnie, gdy zechcą zagospodarować np. zużyte oleje z restauracji.

Dzięki nowej funkcji WasteMaster można szybko nawiązać relacje handlowe z firmami z całej Polski. Również dla przedsiębiorstw z rynku odpadowego, odbierających i przetwarzających odpady, obecność w Algorytmie Odpadowym jest nieodpłatna.

Zebranie danych o branży odpadowej w ramach jednego narzędzia to także źródło wartościowych informacji o zróżnicowaniu rynku odpadowego w każdym województwie. Twórcy WasteMaster zwracają uwagę na to, że w zależności od lokalizacji wytwarzających odpady, różnią się możliwości zagospodarowania poszczególnych frakcji. Poprawa obiegu informacji o poszczególnych punktach pomoże firmom odpadowym w ich działalności.

Liczymy na to, że najaktywniejsze firmy zajmujące się skupem lub recyklingiem odpadów, działające dotąd tylko lokalnie, będą dzięki współpracy z nami szybko rozszerzać działalność. To kolejny element, który wnosimy na rzecz wzrostu ilości odpadów poddawanych recyklingowi. Podobny zamysł stoi za naszymi cyklicznymi raportami cenowymi, dotyczącymi poszczególnych frakcji odpadów. Zaprezentowaliśmy dotąd ceny odpadów z gastronomii, złomu kolorowego, złomu kablowego i katalizatorów – dodaje Krzysztof Kowalski.

Algorytm Odpadowy nie odsyła z kwitkiem

Algorytm Odpadowy proponuje do każdego wyszukiwania łącznie sześć przedsiębiorstw dobranych według zaznaczonych kryteriów. Jeśli mimo to nie uda nam się znaleźć satysfakcjonującej oferty, odpad można wystawić w aplikacji. Dzięki temu, zdaniem zespołu WasteMaster, żaden użytkownik nie pozostanie bez pomocy z niezagospodarowanym odpadem i nie porzuci go, zanieczyszczając środowisko.

– Wprowadzenie Algorytmu Odpadowego to nie jest nasze ostatnie słowo. Równolegle rozwijamy kolejne pomysły, więc użytkownicy WasteMaster mogą już niedługo spodziewać się nowości w aplikacji – zaznacza Krzysztof Kowalski.

Ponad 90% Polaków chce zrobić tegoroczne zakupy wielkanocne w sklepach stacjonarnych

Ponad 60% konsumentów planuje zrobić świąteczne zakupy na dwa tygodnie lub tydzień przed Wielkanocą. Z kolei 12% rodaków już teraz nabywa tego typu produkty. W zeszłym roku Polacy wykazywali dużo większy pośpiech. Z tegorocznego badania również wynika, że przeszło 90% ankietowanych zapowiada wizyty w stacjonarnych sklepach. Poprzednio było to niecałe 80%. Podobnie jak w ubiegłym roku, większość osób zaopatrzy się w dyskontach. Do tego widać, że mniej klientów odwiedzi hipermarkety i sklepy osiedlowe. Za to supermarkety, targowiska i bazary zyskają na znaczeniu.

Badanie „INTENCJE ZAKUPOWE POLAKÓW – Wielkanoc 2020 vs 2021”, zrealizowane przez UCE RESEARCH dla Grupy BLIX, wykazało, że w tym roku Polacy głównie planują zrobić okolicznościowe zakupy na dwa tygodnie i tydzień przed świętami. Tak zapowiedziało odpowiednio 33% (w 2020 roku – 22%) i 31% (w ubiegłym roku – 29%) konsumentów. Z kolei na kilka dni przed Wielkanocą zakupy zrobi 17% ankietowanych (poprzednio 20%). Tylko 12% badanych zadeklarowało, że już teraz dokonuje tego (rok temu – 15%). Dla 4% respondentów nie ma to znaczenia (wcześniej – 5%). Zaledwie 3% jeszcze nie wie, kiedy zrealizuje świąteczne zakupy (w 2020 roku – 10%).

– Konsumenci nauczyli się żyć w warunkach pandemii i nie działają już tak zapobiegliwie, jak w zeszłym roku. Poza tym ograniczenia sanitarne nie są tak dotkliwie szczelne. Do tego sklepy nauczyły się odpowiednio reagować na specjalne wyzwania. Dlatego tylko 12% Polaków wykazuje wyjątkowo duży pośpiech, choć to jeszcze może się zmienić – komentuje dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia „Forum Dialogu Gospodarczego”.

W tym roku Polacy głównie chcą robić zakupy świąteczne w sklepach stacjonarnych. Zdecydowanie to deklaruje 60% ankietowanych, a raczej jest o tym przekonanych 33% (poprzednio 26% i 52%). W opinii Krzysztofa Zycha, głównego analityka UCE RESEARCH, finalnie sposób robienia zakupów będzie zależał od tego, jak ukształtuje się sytuacja epidemiologiczna w kraju przed samymi świętami. Eksperci medyczni zapowiadają duży wzrost zakażeń i to może jeszcze zmienić preferencje konsumentów.

– Wyniki badania idealnie pokazują, że zmalał udział świątecznych zakupów online w relacji rocznej, bo obawa przed fizycznym odwiedzaniem sklepów jest mniejsza niż rok temu. Widać też, że konsumenci przyzwyczaili się do sytuacji i mniej obawiają się kupowania produktów w sklepach stacjonarnych – mówi Marcin Lenkiewicz, wiceprezes Grupy BLIX.

Polacy, tak jak w zeszłym roku, w większości planują zrobić zakupy w dyskontach. Na drugiej pozycji są hipermarkety, a na trzeciej – supermarkety. Na czwartym miejscu są lokalne bazary i targowiska, a za nimi – sklepy osiedlowe. Ranking zamykają placówki typu convenience i cash & carry. Do tego widać, że w tym roku mniej osób odwiedzi hipermarkety i sklepy osiedlowe. W tych dwóch przypadkach różnice wynoszą 5% w relacji rocznej. Za to supermarkety oraz targowiska i bazary odwiedzi więcej osób niż rok temu – odpowiednio o 9% i 4%.

– Nie ma w tym żadnego zaskoczenia. Dyskonty od dłuższego czasu umacniają pozycję rynkową. Jednak na plus należy uznać, że targowiska i bazary będą częściej odwiedzane, bo w czasie pandemii ruch tam się zmniejszył. Sprzedawcy to odczuwają. W ogóle dobrze byłoby, gdyby Polacy częściej wspierali lokalny handel, bo on tego bardzo potrzebuje, szczególnie w obecnych czasach – stwierdza Krzysztof Zych.

Jak informuje Marcin Lenkiewicz, przeprowadzane w ciągu roku badania geolokalizacyjne pokazały, że coraz mniej konsumentów dokonuje zakupów w hipermarketach. Polski shopper w czasie pandemii chętnej wybiera mniejsze sklepy, znajdujące się blisko miejsca zamieszkania. Zdaniem eksperta z Grupy BLIX, z tego właśnie wynika lepsza pozycja na rynku supermarketów. Jest tam relatywnie mniej osób, dzięki czemu konsumenci mogą robić zakupy szybciej i czuć się bezpieczniej. Mniejsze formaty stają się też coraz bardziej konkurencyjne cenowo, co również nie pozostaje bez znaczenia.

Badanie metodą CAWI zostało przeprowadzone w dniach 26.02-01.03.2021 roku przez UCE RESEARCH dla Grupy BLIX na reprezentatywnej próbie 1118 dorosłych Polaków.

Frankowicze mogą być ofiarami nieuczciwych praktyk firm odszkodowawczych. UOKiK sprawdza, czy te podmioty naruszają interesy konsumentów

Wysoki kurs franka szwajcarskiego, przedłużające się postępowania sądowe i rozbieżności w orzecznictwie to tylko część wyzwań, z którymi muszą się mierzyć frankowicze.  – Na rynku usług prawnych działają podmioty, które podszywają się pod kancelarie adwokackie. Często zawierane z nimi umowy są krzywdzące dla konsumentów – mówi adwokat Bartosz Czupajło. UOKiK przygląda się działalności kancelarii odszkodowawczych, m.in. firmom oferującym pomoc frankowiczom, od blisko czterech lat i prowadzi postępowania wyjaśniające wobec kilku z nich.

Wśród firm, które oferują usługi prawne, obserwujemy swego rodzaju wyścig po klienta. Czasami konsumenci są wprowadzani w błąd przez podmioty, które podszywają się pod kancelarie adwokackie, aby nakłonić ich do podpisania umowy o współpracy. Skutki tych umów mogą być zaskakujące i niekorzystne – przestrzega w rozmowie z agencją Newseria Biznes Bartosz Czupajło, adwokat z Kancelarii Adwokackiej Czupajło & Ciskowski, ekspert kampanii „Prawo bez strachu”.

Jak podkreśla, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzi postępowania wyjaśniające wobec kilkunastu podmiotów, które zawierają tego typu umowy z klientami. Ich wynik nie jest jeszcze znany, ale na pewno warto mieć to na uwadze i przed nawiązaniem współpracy z firmami oferującymi pomoc prawną dobrze zapoznać się szczegółowo z umową.

UOKiK przygląda się ofercie kancelarii odszkodowawczych od drugiej połowy 2017 roku, kiedy część z nich zachęcała do współpracy osoby, które posiadały polisy z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym, do ubiegania się o zwrot opłat likwidacyjnych. Po korzystnym dla frankowiczów wyroku TSUE w sprawie państwa Dziubaków kancelarie odszkodowawcze zaczęły oferować swoje usługi na znacznie większą skalę także konsumentom posiadającym kredyty hipoteczne we frankach. Zadaniem UOKiK-u jest sprawdzenie, czy umowy proponowane przez kancelarie nie zawierają klauzul niedozwolonych lub nie naruszają zbiorowych interesów konsumentów. Prezes urzędu wydał już pierwsze decyzje w tych sprawach, a w toku są kolejne postępowania.

Frankowicze mierzą się z wieloma problemami, nie tylko z tym, że ich sprawy sądowe są rozpoznawane bardzo długo. Przede wszystkim długość rozpoznawania ich spraw ma też wpływ na to, że cały czas związani są umowami kredytu, które pociągają za sobą obowiązek uiszczania rat kredytu wynikających z tych umów – dodaje adwokat z Kancelarii Adwokackiej Czupajło.

Frank szwajcarski kosztuje teraz ok. 4,10 zł. W ciągu ostatnich trzech lat podrożał o ponad 14 proc. Ostatnie zwyżki notował w marcu 2020 roku – ok. 4,30 zł. W 2008 roku jego kurs był dwukrotnie niższy. Wysoki kurs przekłada się na wysokość rat, które muszą płacić kredytobiorcy, choć część sądów uznaje, że umowy z bankami zawierają szereg klauzul niedozwolonych.

Do sądów trafia coraz więcej spraw frankowiczów. To zasługa korzystnego dla kredytobiorców wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE ws. państwa Dziubaków, wydanego jesienią 2019 roku. Eksperci wskazują, że większość procesów jest rozstrzygana na korzyść kredytobiorców. Sądy najczęściej orzekają nieważność umowy z bankiem. Wyroki jednak wciąż różnią się co do sposobu wzajemnych rozliczeń między stronami. Pozostaje też niewielki odsetek spraw, które rozstrzygane są na niekorzyść frankowiczów.

Zdaniem adwokata w kwestii kredytów frankowych możliwe są dwa warianty rozwiązań systemowych. Pierwszy kierunek to rozwiązania na poziomie legislacyjnym. Jako przykład można podać Węgry lub Chorwację, w których to parlament rozwiązał problem frankowiczów, dając im możliwość przewalutowania kredytów.

– Wydaje się jednak, że w Polsce rządzący wycofali się z tego rodzaju pomysłów, które były dość głośno formułowane jeszcze w 2015 roku. Ta koncepcja upadła i tutaj już nie poszukiwałbym nadziei na rozwiązanie tego problemu – zaznacza Bartosz Czupajło.

Innym rozwiązaniem systemowym jest zawieranie ugód z bankami na szeroką skalę. Wszystko wskazuje na to, że fali pozwów składanych przez frankowiczów nie da się już powstrzymać ani zagrozić im roszczeniami zwrotnymi, co przez długi czas próbowały robić banki.

– Z tym problemem trzeba się po prostu zmierzyć i zaproponować kredytobiorcom frankowym realne, rzetelne i uczciwe rozliczenie tych umów. Mam wątpliwości, czy ugody w tym kształcie, jaki zaproponował KNF, spełniają te kryteria – dodaje adwokat z Kancelarii Adwokackiej Czupajło & Ciskowski. – W praktyce jest niewiele przypadków, w których ugody są podpisywane, a wszelkie propozycje, z którymi miałem okazję się zapoznać, były mało korzystne dla klientów. Zwykle niosą one za sobą najczęściej korzyści na poziomie ok. 20 proc. tego, co można by osiągnąć, kierując sprawę do sądu.

Kwestią tzw. umów frankowych ma się wkrótce zająć Sąd Najwyższy. 25 marca w pełnym składzie SN ma wydać orzeczenie dotyczące m.in. możliwości żądania wynagrodzenia za korzystanie z kapitału oraz przedawnienia roszczeń banku w przypadku unieważnienia umowy. Tomasz Chróstny, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, podkreślił, że spodziewa się korzystnej dla konsumentów uchwały. Pozwoliłoby to ujednolicić orzecznictwo sądów powszechnych, ale też mogłoby skłonić banki do zaproponowania konkretnych rozwiązań.

– Przez wiele lat sektor bankowy nie wykazał w tym zakresie otwartej postawy. Propozycje ustawowego rozwiązania problemu kredytów walutowych zostały przez sektor bankowy odrzucone. Rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego może być ostatnim momentem dla banków na zaproponowanie rozwiązań wychodzących naprzeciw kredytobiorcom frankowym i przedstawienie realnej alternatywy względem ścieżki sądowej. (…) Liczę na odpowiedzialną postawę i rozsądek – zarówno ze strony banków, jak i organizacji je zrzeszających – podkreślił w komunikacie prasowym prezes UOKiK.

Coraz więcej firm przestawia się na zieloną energię i ograniczanie emisji CO2. To biznes będzie odgrywać decydującą rolę w walce ze zmianami klimatu

Kryzys klimatyczny i zrównoważony rozwój odgrywają coraz ważniejszą rolę w strategii dużych firm. Ze względu na skalę swojej działalności będą one mieć w nadchodzących latach decydującą rolę w przeciwdziałaniu zmianom klimatu i rozwiązywaniu związanych z tym globalnych problemów. – Te problemy, chociaż zajmują się nimi rządy i organizacje pozarządowe, nie zostaną rozwiązane bez udziału i innowacyjności przedsiębiorstw – podkreśla Robert Metzke z firmy Philips, która została niedawno jednym z pierwszych na świecie przedsiębiorstw z branży technologii medycznych w pełni neutralnych pod względem emisji CO2.

– Na przedsiębiorstwach spoczywa ogromna odpowiedzialność związana z realizacją globalnych celów środowiskowych. Klimat naszej planety jest pod presją, wykorzystujemy zasoby w tempie o wiele szybszym, niż mogą się one odnawiać. Występują olbrzymie nierówności społeczne, a połowa ludzkości nie ma dostępu do opieki zdrowotnej. Te problemy – chociaż zajmują się nimi rządy i organizacje pozarządowe – nie zostaną rozwiązane bez udziału i innowacyjności przedsiębiorstw – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Robert Metzke, dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju w Philipsie. – Stojące przed nami wyzwania znacząco przerastają możliwości jakiejkolwiek organizacji działającej w pojedynkę. Niezależnie od tego, czy mówimy o rządach, czy o poszczególnych firmach.

Według danych Banku Światowego w ciągu ostatnich 50 lat globalny PKB wzrósł o 330 proc., a wolumen światowego handlu zwiększył się o ok. 960 proc. Jednocześnie liczba ludzi żyjących na Ziemi podwoiła się, emisja gazów cieplarnianych wzrosła o 94 proc., a ilość wykorzystywanej energii w przeliczeniu na osobę zwiększyła się o 44 proc. Zgodnie z prognozami ONZ, jeżeli światowa populacja wzrośnie do 9,6 mld ludzi w 2050 roku, ludzkość będzie już potrzebować zasobów naturalnych trzykrotnie przekraczających obecne zasoby planety.

Pogłębiającym się problemem jest też kryzys klimatyczny. Jak pokazał ostatni raport IPCC (Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu), średnia globalna temperatura jest obecnie o 1°C wyższa od poziomu przedindustrialnego i jeśli emisja gazów cieplarnianych nie zostanie szybko zahamowana, to dynamika wzrostu globalnej temperatury przekroczy bezpieczny próg 1,5°C już w 2040 roku, co grozi katastrofą klimatyczną na niespotykaną dotąd skalę.

Jak wynika z ubiegłorocznego raportu PwC i DNB Bank Polska („Kierunki 2020. Zielona odpowiedzialność biznesu”), za 70 proc. globalnej emisji gazów cieplarnianych od 1988 do 2015 roku odpowiada tylko 100 firm. Dlatego w nadchodzących latach to właśnie przedsiębiorstwa będą mieć do odegrania decydującą rolę w przeciwdziałaniu zmianom klimatu.

– Pierwszym krokiem, który mogą wykonać przedsiębiorstwa, jest spojrzenie w lustro i analiza własnej działalności, a także ustalenie obszarów, które wywierają istotny wpływ na środowisko i mogą naprawdę coś zmienić – wskazuje ekspert Philipsa. – Następnie zrównoważony rozwój powinien stać się częścią strategii innowacyjności przedsiębiorstwa. Aby osiągnąć realne rezultaty, ekologia nie może być tylko zajęciem sporadycznym. Musi być elementem codziennych działań każdego pracownika.

Jak wskazuje, to właśnie pracownicy powinni zostać włączeni w proces zmian i transformacji ekologicznej przedsiębiorstwa.

Trzeba wspierać pracowników, by pracowali nad tematami związanymi z ochroną środowiska i raportowali te czynności. Kluczowy jest też system motywacyjny. Gdy pracownicy rozumieją wpływ swoich działań na firmę i środowisko, a także otrzymają odpowiednie szkolenia, ich wkład będzie się zwiększał. Co więcej, pracownicy powinni być również nagradzani za swój wkład na koniec roku. Takich działań, które mogą i powinny podejmować firmy, jest bardzo wiele – mówi Robert Metzke.

Philips ogłosił właśnie, że udało mu się osiągnąć wszystkie cele założone na lata 2016–2020 w programie „Zdrowi ludzie, zrównoważona planeta”. Do jego kluczowych założeń należało osiągnięcie neutralności węglowej we wszystkich działaniach firmy i pozyskiwanie 100 proc. energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, ponad 70 proc. przychodów z przyjaznych środowisku produktów i usług oraz 90 proc. odpadów operacyjnych poddawanych recyklingowi. Tym samym Philips – jako jedna z pierwszych firm z branży technologii medycznych na świecie – stał się w pełni neutralny pod względem emisji CO2.

 W ramach naszej globalnej działalności osiągnęliśmy neutralność węglową we wszystkich krajach, w których jesteśmy obecni. Obejmuje to emisje z zakładów, lecz także biur, logistyki i przelotów naszych pracowników – wymienia  dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju w Philipsie. – Opublikowaliśmy ostatnio  nasz raport roczny, którego nieodłączną częścią jest sprawozdanie z naszego oddziaływania na środowisko i społeczeństwo. Podjęliśmy się realizacji szeregu kluczowych zadań – począwszy od zwiększenia dostępu do opieki zdrowotnej w aspekcie społecznym, ze szczególnym uwzględnieniem kwestii ochrony środowiska, aż po gospodarkę o obiegu zamkniętym i działania na rzecz klimatu.

Na najbliższych pięć lat Philips podjął szereg kolejnych zobowiązań dotyczących dostępu do opieki zdrowotnej, gospodarki o obiegu zamkniętym i działań na rzecz klimatu.

– Do 2025 roku chcemy poprawić jakość życia 2 mld ludzi na świecie. W szczególności obejmuje to zwiększenie dostępu do opieki zdrowotnej w społecznościach, w których jest on szczególnie utrudniony. Żyje w nich 300 mln ludzi, więc jest to fundamentalny aspekt naszej strategii – podkreśla Robert Metzke.

Prof. UW Bogdan Góralczyk: Handel z Chinami to ogromne pole do działania dla polskich firm. Nadal nie rozumiemy jednak, jak dużo możemy zyskać

Chińska szczepionka na COVID-19 – o ile Polska zdecydowałaby się na jej zakup – mogłaby być częścią większej umowy, która szerzej otworzyłaby drzwi dla dwustronnej współpracy gospodarczej. Handel z Państwem Środka to ogromne pole dla krajowych firm i producentów, tym bardziej że tempo wzrostu tamtejszego PKB ma w 2021 roku wrócić do dynamiki sprzed pandemii i przekroczyć 6 proc. Jednak – jak ocenia politolog i dyplomata, dr hab. Bogdan Góralczyk – w Polsce wciąż brak pomysłu i woli politycznej do zacieśniania relacji z Chinami, na które dodatkowo rzutują nasze silne powiązania z USA.

– Polska rozważa zakup chińskich szczepionek. Jak wiadomo z mediów, to prezydent poruszył tę kwestię na wyraźne życzenie premiera. Mamy już przykład w Grupie Wyszehradzkiej, konkretnie na Węgrzech, gdzie zaszczepił się nią Viktor Orbán i zaczynają się szczepienia powszechne, mimo że nie ma atestów odpowiednich służb Unii Europejskiej – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Bogdan Góralczyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, politolog i znawca Azji, były ambasador RP.

Pierwsza partia 550 tys. dawek szczepionki przeciw COVID-19 od chińskiego producenta Sinopharm trafiła w połowie lutego na Węgry, które jako pierwszy kraj w UE zatwierdziły ją do stosowania w nagłych wypadkach. Docelowo Węgry mają otrzymać ok. 5 mln dawek. Według deklaracji producenta szczepionka jest skuteczna w około 80 proc., choć dane dotyczące wyników trzeciej fazy badań klinicznych nie zostały opublikowane. Żadna z czterech szczepionek opracowanych w Chinach nie została też jeszcze dopuszczona do stosowania przez Europejską Agencję Leków.

Zakup chińskiej szczepionki – poza unijnym mechanizmem wspólnych zakupów – rozważa również Polska, a o szczegółach prezydent Andrzej Duda rozmawiał z przewodniczącym Xi Jinpingiem. Żadna decyzja w tej sprawie jednak na razie nie zapadła, a minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział, że rząd będzie chciał najpierw zweryfikować bezpieczeństwo i skuteczność preparatu. Szczepionki – o ile Polska zdecydowałaby się je kupić – mogłyby się stać częścią większej umowy, która szerzej otworzyłaby drzwi dla polskiego biznesu w Chinach. Zwłaszcza że w ostatnich latach Polska również znalazła się w kręgu zainteresowania Państwa Środka. W ubiegłym roku, w ujęciu krajowym, była dla niego trzecim najszybciej rozwijającym się partnerem handlowym.

– Szczepionki są ważne w kontekście aktualnym, ale chodzi o sprawy znacznie ważniejsze – podkreśla dr hab. Bogdan  Góralczyk. – Polska znajduje się na chińskim Jedwabnym Szlaku i to w samym jego centrum. To Chińczycy narysowali ten plan i wskazali gdzieś w okolicach Łodzi coś, co nazwaliśmy potem Centralnym Portem Komunikacyjnym. Widziałem te chińskie mapy i na nich z tego miejsca po całym kontynencie rozchodziły się drogi, autostrady, koleje etc. My nie mamy świadomości, że w długich chińskich dziejach jeszcze nie było takiego przypadku, żeby Polska leżała w interesie Chin. Teraz leży i warto by było to sobie uświadomić.

Jak zauważa, to właśnie w Warszawie blisko dekadę temu, w kwietniu 2012 roku, ówczesny premier Wen Jiabao ogłosił inną chińską strategię, zwaną 16+1 (przemianowaną na 17+1 po dołączeniu Grecji), która miała połączyć z Chinami – głównie gospodarczo – kraje Europy Środkowo-Wschodniej, państwa bałtyckie i Bałkany.

– Chińczycy narysowali te dwa Jedwabne Szlaki, które idą ku Europie, tymczasem nasza polityka wschodnia wciąż zamyka się gdzieś między Bugiem a Moskwą – podkreśla politolog. – Kiedy po 2008 roku główny nurt mediów zachodnich zaczął mówić, że Chiny rosną w siłę i stały się mocarstwem, nasze stosunki trochę drgnęły. Wtedy też prezydent Bronisław Komorowski pojechał do Chin i otrzymaliśmy status najwyższy z możliwych, czyli comprehensive strategic partnership, a więc rozwinięte partnerstwo strategiczne. Taki sam status ma na przykład Rosja, a wyższego już w stosunkach z Chinami mieć nie można.

Chiny już w tej chwili są dla Polski drugim po Niemczech największym partnerem handlowym, a  wartość towarów w miesięcznym ruchu kontenerowym szacowana jest na około 10 mld zł. Według danych KUKE przed wybuchem światowej pandemii Chiny miały ponad 12-proc. udział w polskim imporcie, wart przeszło 125 mld zł. Z kolei udział w eksporcie wynosił niewiele ponad 1 proc. i był wart 11,4 mld zł. Dlatego podczas ostatniego, zdalnego szczytu przywódców grupy 17+1, który po raz dziewiąty odbył się na początku lutego, prezydent Andrzej Duda podkreślił, że Polska widzi potrzebę szerszego otwarcia rynku chińskiego na jej towary i eksport z niej, w tym także produktów rolnych, oraz oczekuje podjęcia przez władze Chin możliwych działań w tym zakresie.

Zdaniem eksperta Polsce brakuje jednak woli politycznej, by dbać o rozwijanie współpracy gospodarczej z Chinami. Dodatkowo jednym z czynników rzutujących na dwustronne relacje są też powiązania ze Stanami Zjednoczonymi, które za czasów administracji Donalda Trumpa zapoczątkowały wojnę handlową z Państwem Środka.

– Za Donalda Trumpa wszystko się rozsypało, bo rozpoczęła się wojna handlowa, a potem wojna technologiczna o Huaweia i 5G. Zobaczymy, co z tym zrobi administracja Joe Bidena. Aczkolwiek jestem przekonany, że Chiny pozostaną największym wyzwaniem również dla nowej amerykańskiej administracji – mówi dr hab. Bogdan Góralczyk.

Przeciętnemu Polakowi handel z Chinami może się kojarzyć przede wszystkim z platformą AliExpress, ale w rzeczywistości jest to ogromne pole dla biznesu. Liczący blisko 1,4 mld mieszkańców kraj jest silnie agrarny, ale ma dynamicznie rosnącą klasę średnią, szacowaną na ok. 300 mln osób. Jak zauważa KUKE, kilkaset milionów Chińczyków stanowi grupę konsumentów o poziomie zamożności przynajmniej takim, na jakim są przeciętnie Polacy. To właśnie tam polscy producenci mogliby kierować swoje produkty. Z dynamiką wzrostu PKB wynoszącą jeszcze przed pandemią 6,1 proc. (dane za 2019 rok) Chiny stanowią ogromny rynek, o dużym potencjale wzrostu.

Choć w całym 2020 roku tamtejsza gospodarka urosła tylko o 2,3 proc., to już czwarty kwartał przyniósł wzrost na poziomie 6,5 proc. Cel wyznaczony na tegorocznej sesji Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych w Pekinie zakłada, że w 2021 roku PKB urośnie już przynajmniej o 6 proc. W ramach wychodzenia gospodarki z koronakryzysu premier Li Keqiang zapowiedział na początku marca znaczne zwiększenie wydatków m.in. na badania i rozwój oraz zdrowie publiczne.

– Chiny już wyciągają wnioski z pandemii. Na trwającej sesji Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych, czyli tamtejszego parlamentu, postawiono na nowy model podwójnego obrotu. On zakłada, że najważniejszy jest rynek wewnętrzny, a reszta – czyli handel zagraniczny, który dotychczas był siłą napędową chińskiej gospodarki – stał się wtórny – mówi profesor Uniwersytetu Warszawskiego.

Co trzeci Polak nie dba wystarczająco o oczy, a tylko co czwarty systematycznie chodzi do okulisty. Stan wzroku Polaków pogarsza praca i nauka zdalna

W wolnym czasie 44 proc. Polaków korzysta ze smartfona lub tabletu ponad cztery godziny dziennie, a co trzeci przeznacza ten czas na oglądanie telewizji. W połączeniu z pracą lub nauką zdalną stanowi to ogromne obciążenie dla wzroku. Co najmniej 30 proc. przyznaje, że nie dba wystarczająco o oczy. To wnioski z badania przeprowadzonego w grudniu 2020 roku na zlecenie firmy Ursapharm. Przekłada się to na kondycję naszego wzroku – co czwarty badany ocenia ją źle lub bardzo źle.

– Zgodnie z badaniami inicjowanymi przez markę Hylo-Dual oprócz wad wzroku i niewyraźnego widzenia aż 59 proc. ankietowanych deklaruje problemy z nadmiernym łzawieniem, a 52 proc. z zaczerwienieniem i przekrwieniem. Z kolei szczypanie i pieczenie oczu dokucza aż 49 proc. ankietowanych, a uczucie suchości zadeklarowało 33 proc. – mówi agencji Newseria Biznes Michał Członkowski, dyrektor marketingu w firmie Ursapharm.

Mimo że Polacy mają świadomość, że nie dbają wystarczająco o swoje oczy (utrzymuje tak co trzeci ankietowany), to często nie korzystają z wizyt u lekarza, nie konsultują niepokojących objawów i tym samym nie stosują odpowiedniego leczenia. W ubiegłym roku 65 proc. Polaków nie było u okulisty.

Troska o oczy powinna sprowadzać się do dwóch obszarów. Po pierwsze, należy kontrolować wzrok u okulisty, a po drugie, dbać o wzrok w codziennym życiu, czyli prowadzić zdrowy styl życia z uwzględnieniem oczu – radzi dr n. med. Agnieszka Nowosielska, chirurg okulista. – Pandemia koronawirusa pogorszyła dostęp do wszystkich specjalistów, w tym okulistów. Badania prowadzone wśród pacjentów pokazały, że tylko 25 proc. osób kontroluje się systematycznie u okulisty. Dla porównania – cztery lata temu u okulisty było 30 proc. badanych osób. Z tego wynika, że większość społeczeństwa w ogóle nie korzysta z porad specjalisty.

Częściej do okulisty chodzą osoby, które mają wadę wzroku. Jednak wizyta polegająca na dobraniu okularów czy soczewek kontaktowych nie jest wizytą lekarską, jeśli dobraniu korekcji nie towarzyszą medyczne badanie okulistyczne lub badanie gałek ocznych. Z badania wynika również, że częściej badają się osoby młode, które pracują przed komputerem. Zapewne wynika to z faktu, że mają więcej dolegliwości związanych z wpatrywaniem się w ekran.

Podstawową funkcją układu wzroku jest zabezpieczenie widzenia, a należy o niego dbać, aby utrzymać prawidłową ostrość widzenia. Jeżeli nie badamy systematycznie narządu wzroku, nie dbamy o niego, nie stosujemy odpowiedniej higieny pracy wzrokowej, to w dłuższej perspektywie narażamy się na pogorszenie widzenia. Niektóre choroby można leczyć, można je cofnąć, natomiast istnieje szereg schorzeń, które nieleczone powodują utrwaloną utratę wzroku – przestrzega dr Agnieszka Nowosielska.

Niekorzystnie na nasze oczy wpływa zmiana stylu życia na bardziej domowy.  44 proc. Polaków deklaruje, że w czasie wolnym od pracy ponad cztery godziny dziennie korzysta ze smartfona lub tabletu, a co trzeci – z telewizji.

Osiem godzin pracy plus rozrywka dla oka to jest bardzo duże obciążenie – mówi Michał Członkowski.

Praca przed komputerem w warunkach domowych może być jeszcze bardziej obciążająca dla oczu niż w biurze ze względu na brak odpowiednich warunków. Niewiele osób stosuje się do tego, że ekran monitora powinien znajdować się w odległości ok. 50–70 cm od oczu i być pochylony pod kątem 10–20 stopni. Ważne jest również odpowiednio dobrane oświetlenie, które nie będzie przemęczać oczu. Praca przy komputerze powinna się odbywać przy włączonym świetle, aby zmniejszyć efekt kontrastu między bardzo jasnym światłem monitora a otoczeniem.

– Co ciekawe, osiem na dziesięć osób przy organizacji swojego stanowiska podczas pracy zwraca uwagę na oświetlenie. To jest pozytywna wiadomość – podkreśla dyrektor marketingu w Ursapharm.

Ważne jest także ustawienie monitora – najlepiej bokiem do okna – wietrzenie pomieszczenia i robienie krótkich regularnych przerw w pracy. Można na chwilę wyjrzeć przez okno, wodzić wzrokiem po pokoju lub zamknąć oczy i wykonywać koliste ruchy wzrokiem w wyobraźni. Takie ćwiczenia warto powtarzać co dwie godziny. Okuliści radzą też, by dbać o nawilżanie oczu, stosując krople. W ten sposób można zapobiec zespołowi suchego oka, który jest powodowany przez długotrwałe patrzenie w ekran. Z badania wynika, że sięga po nie 82 proc. ankietowanych.

Polski start-up opracował rozwiązanie monitorujące pobór energii w czasie rzeczywistym. Analizuje zużycie i produkcję przy wykorzystaniu sieci 5G

Zużycie energii systematycznie rośnie. Choć na rynku pojawiają się innowacyjne rozwiązania, które pomagają zwiększyć efektywność energetyczną budynków, jak izolacja nowej generacji czy odblaskowe materiały dachowe, brakuje rozwiązań do monitorowania i zarządzania poborem energii. Ten problem chce rozwiązać polski start-up. Friendly Innovation, przy wykorzystaniu sieci 5G, tworzy narzędzia do monitorowania i optymalizacji wykorzystania energii elektrycznej. EcoPlanet24 integruje odnawialne źródła energii, na bieżąco analizuje też rzeczywiste zużycie i produkcję energii.

– Dla większości konsumentów i producentów energii elektrycznej jedynym monitoringiem, który obecnie jest dostępny w masowym zastosowaniu, jest niestety rachunek za energię elektryczną. Rachunek ten zawiera informacje historyczne, nie pozwala nam powiedzieć, jak bieżące zachowanie wpływa na konsumowanie energii, na oszczędzanie czy na inne możliwości optymalizacji tego zużycia. Idealnym rozwiązaniem byłoby zastosowanie bieżącego monitorowania tego zużycia lub też produkcji energii – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Cezary Wierzchołek, prezes Friendly Innovation.

Na rynku nie brakuje innowacji w zakresie efektywności energetycznej, które już pomagają właścicielom domów zaoszczędzić pieniądze. Za pomocą smartfona można monitorować i zarządzać inteligentnymi urządzeniami, np. przełączając je w tryb czuwania. Koszty ogrzewania i chłodzenia można obniżyć dzięki ekologicznej izolacji za pomocą materiałów piankowych pochodzących z recyklingu. Odblaskowe materiały dachowe pozwalają z kolei zmniejszyć koszty klimatyzacji. Zmienia się też technologia chłodnicza, np. nowoczesne lodówki chłodzą poprzez zmianę pola magnetycznego. Wciąż jednak brakuje rozwiązań, które pomagają na bieżąco zarządzać energią i monitorować jej zużycie.

Tę lukę chce wypełnić polski start-up Friendy Innovation.

– Do zarządzania energią potrzebne jest nam urządzenie, które z jednej strony daje nam informację, jakie jest zużycie czy jaki jest kierunek energii na wyjściu z naszego budynku, oraz drugą informację dotyczącą bieżącej produkcji energii, jeżeli ona w tym momencie zaistnieje. Jeżeli do tego dodamy urządzenia, które mogą być sterowane z poziomu naszego sprzętu za pomocą takiej informacji, mamy komplet do tego, żeby zoptymalizować zużycie energii bez ciągłego myślenia, w jaki sposób się to odbywa – tłumaczy Cezary Wierzchołek.

EcoPlanet24 połączone jest ze smartfonem, na który przesyłane są na bieżąco informacje o zużyciu. Użytkownik śledzi więc np., co generuje najwięcej energii i w jaki sposób można byłoby zmniejszyć zużycie.

– Dodatkowo użytkownik ma też informację, czy aktualnie produkuje energię w nadmiarze, czy jest jej deficyt. Czyli, jeżeli np. dołożyłby niektóre elementy do produkcji energii, zyskałby na tym, czy jeżeli np. zakupiłby urządzenie, które by konsumowało tę energię w momencie produkcji, również by na tym zyskał, np. ogrzał wodę czy włączył klimatyzację wcześniej – wskazuje prezes Friendly Innovation.

Start-up wykorzystuje najnowsze technologie oraz sieć 5G, która pozwala na większą przepustowość i przesyłanie dużej ilości danych w czasie rzeczywistym.

– Korzystny wpływ ma niezawodność działania tej technologii, będziemy mogli się nią wesprzeć. Jeżeli będzie to masowe użycie przez konsumentów, będzie większa ilość danych, wówczas będą potrzebne większe kanały przepustowości. Duży nacisk kładziemy na bezpieczeństwo tych danych, żeby po drodze nie trafiały do niepowołanych użytkowników. Odbiorcy będą bezpieczni – zapewnia Cezary Wierzchołek.

Rozwiązanie dedykowane jest przede wszystkim właścicielom domów jednorodzinnych, którzy korzystają z odnawialnych źródeł energii. W Polsce największą popularnością cieszą się panele fotowoltaiczne. Resort rozwoju podaje, że na koniec 2020 roku funkcjonowało ponad 457,4 tys. mikroinstalacji o łącznej mocy ok. 3006 MW, czyli o 196 proc. więcej niż jeszcze na koniec 2019 roku.

– Klienci indywidualni w tej chwili nie optymalizują energii, nawet ci, którzy posiadają produkcję energii, czyli farmy fotowoltaiczne, dopóki nie dostaną rachunku, nie wiedzą, ile tej energii produkują, w jaki sposób ją wykorzystują – wskazuje prezes Friendly Innovation. – Jeśli spojrzymy szerzej, mogą powstać lokalne grupy bilansujące, które będą bilansowały powiat czy gminę. Mając informację z takich urządzeń i sterując nimi, będą mieć wpływ na niektórych użytkowników, na całościowe bilansowanie danego obszaru.

Uczenie maszynowe pozwoli analizować DNA nawet 30 razy szybciej. Możliwe będzie badanie rzadkich komórek, np. rakowych, dotychczas niemożliwych do przebadania

Naukowcy z Nvidii oraz Wydziału Komórek Macierzystych i Biologii Regeneracyjnej Uniwersytetu Harvarda opracowali AtacWorks, narzędzie służące do odszumiania danych uzyskanych z sekwencjonowania DNA. Opiera się ono na współdziałaniu uczenia maszynowego i pracy procesorów graficznych GPU. Dzięki niemu analiza próbek może się odbywać nawet trzydziestokrotnie szybciej niż z użyciem tradycyjnych metod. Odkrycie może oznaczać przełom we wczesnym wykrywaniu raka i chorób genetycznych.

– Za pomocą AtacWorks jesteśmy w stanie przeprowadzić na pojedynczych komórkach eksperymenty, które zazwyczaj wymagałyby 10 razy większej liczby komórek – wskazuje Jason Buenrostro, adiunkt na Uniwersytecie Harvarda, twórca metody ATAC-seq i współautor artykułu w prestiżowym piśmie „Nature”.

Rozwiązanie opisane przez inżynierów Nvidii i naukowców Uniwersytetu Harvarda w „Nature” opiera się na technice ATAC-seq, służącej analizie DNA opartej na badaniu chromatyny w pojedynczych komórkach. Dzięki niej możliwe jest znajdowanie otwartych obszarów w genomie zdrowych i chorych komórek, co może stanowić punkt wyjścia np. w opracowywaniu nowych leków. Standardowo zastosowanie procedury ATAC-seq wymaga dostarczenia dziesiątek tysięcy komórek do przygotowania preparatu, z którego można wyizolować niezaszumiony sygnał. Jest to kłopotliwe w momencie, gdy badaniu trzeba poddać komórki rzadkie, takie jak komórki macierzyste.

Narzędzie AtacWorks pozwala na wykorzystanie w takim samym badaniu zaledwie kilkudziesięciu komórek.

– Odszumienie niskiej jakości danych z sekwencjonowania za pomocą głębokiego uczenia maszynowego wspieranego przez procesory graficzne GPU może mieć ogromny wpływ na naszą zdolność do badania zmian epigenetycznych związanych z rozwojem i chorobami komórek rzadkich – wskazuje Jason Buenrostro.

AtacWorks jest konwolucyjną siecią neuronową przeszkoloną na parach zestawów danych Atac-seq, z których jedne były dobrej jakości, a drugie zaszumione. Wykorzystanie do jej pracy procesorów graficznych NVIDIA Tensor Core umożliwiło przeprowadzenie w zaledwie pół godziny analizy, która normalnie zajęłaby 15 godzin. Co więcej, dostarczone do analizy dane zawierały pięćdziesięciokrotnie mniej odczytów.

– W przypadku bardzo rzadkich typów komórek nie jest możliwe badanie różnic w ich DNA przy użyciu istniejących metod – podkreśla Avantika Lal, badaczka z firmy NVIDIA, główna autorka artykułu w „Nature”. – AtacWorks może nie tylko pomóc obniżyć koszty gromadzenia danych o dostępności chromatyny, lecz także otworzyć nowe możliwości w odkrywaniu nowych leków i diagnostyce.

Dzięki temu rozwiązaniu będzie można identyfikować określone mutacje lub biomarkery, które zwiększają podatność ludzi na choroby, takie jak m.in. choroba Alzheimera, choroby serca czy nowotwory. Może też znacznie ułatwić opracowywanie nowych leków. Naukowcy zastosowali AtacWorks do analizy komórek macierzystych, wytwarzając rzadkie podtypy czerwonych i białych krwinek. Przy tradycyjnych metodach badań ich analiza byłaby niemożliwa.

Z raportu InsightAce Analytic wynika, że światowy rynek sztucznej inteligencji w genomice był w 2019 roku wyceniany na 142,5 mln dol. Do 2028 roku tempo wzrostu utrzyma się na średniorocznym poziomie równym 39 proc. aż do osiągnięcia wyceny na poziomie 2,76 mld dol.