Jakie wyzwania stawia przed Polską europejski Zielony Ład?

Po pandemii zostały uruchomione dodatkowe środki z funduszu odbudowy Unii Europejskiej, które trafią do wszystkich krajów członkowskich. Będą jednak pewne zasady dotyczące ich wydawania. Przede wszystkim mamy spożytkować je na inwestycje związane z rewolucją energetyczną – które z jednej strony zmniejszą nasze zapotrzebowanie na energię, a z drugiej strony zwiększą wydajność i efektywność procesów gospodarczych. Głównym tematem jest udoskonalenie technologii wytwarzania i magazynowania czystej, zeroemisyjnej energii. Dotyczy to przede wszystkim technologii wodorowej, która pozwoli nam na lepsze wykorzystanie i ustabilizowanie dostaw prądu pochodzącego z OZE. Dla Polski oznacza to także wyeliminowanie węgla z miksu energetycznego. Pamiętajmy także, że przeobrażenie energetyczne nie jest tylko kwestią zmiany naszych gospodarstw domowych. Przede wszystkim jest to kwestia zapewnienia energii w odpowiedniej ilości i w odpowiedniej cenie dla naszego przemysłu. Robimy się coraz bardziej przemysłowym krajem i będziemy potrzebowali większej ilości energii, niż w tej chwili. Zupełnie czym innym jest też korzystanie z prądu przy transporcie samochodowym, a być może również morskim. To wyzwania, które będą potrzebowały różnych rozwiązań technologicznych.

– Zielony Ład jest dla nas szczególnie trudnym wyzwaniem – bo nasz system energetyczny oparty jest o węgiel, który się w tej chwili na świecie bardzo nie podoba. W dotychczasowych negocjacjach zobowiązaliśmy się na pewną ścieżkę i musimy zrobić wszystko, żeby móc się w niej znaleźć – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Wielu mówi o tym, że przyszłość gospodarki leży w technologii wodorowej. Nie mamy jednak jasnego scenariusza, który na pewno zapewni nam wymarzoną, czystą i efektywną gospodarkę energetyczną. Nie ma jasnego pomysłu, co może odmienić świat. Pamiętam, jak w końcówce ubiegłego tysiąclecia mówiono nam, że w 2000 roku wszystko wyschnie. Będzie zbyt mało wody, wszyscy umrzemy z pragnienia i braku jedzenia. I jakoś udało się w tej agendzie ostatnich dwóch, trzech dekad znaleźć sposoby i pomysły pozwalające na to, że może być nas jeszcze więcej i wciąż mamy zapasy. Wody nie brakuje, rolnictwo się rozwija. Oczywiście pojawiają się kolejne bariery, przy których będziemy mieli kłopot, ale być może znowu nam się uda to w jakiś sposób przeskoczyć – oczekuje Soroczyński.

Co (u)gryzie e-commerce? 21 wskazówek dla e-commerce na 2021 rok

Na podstawie badania zrealizowanego wspólnie przez Mobile Institute i Izbę Gospodarki Elektronicznej na grupie ponad 2700 internautów. Partnerami Merytorycznymi projektu
są Przelewy24 i Adyen.

Jeśli Cię nie ma w e-commerce, to…

Rok 2020 pokazał, że jeśli nie ma Cię w e-commerce, to właściwie nie istniejesz, a jeśli nawet istniejesz, to na pewno gorzej Ci się wiedzie niż biznesom, które zdążyły się choć odrobinę zdigitalizować. Już w maju 2020 roku badania (m.in. „Omnicommerce. Kupuję wygodnie” oraz „E-commerce w Polsce”) wskazały, że prawie ¾ internautów przynajmniej raz kupiło coś w Internecie w ciągu ostatnich 6 miesięcy. Najnowsze dane – z badania „Co (u)gryzie e-commerce?” z lutego 2021 roku – mówią zaś już o 60% kupujących regularnie w sieci, przy czym 35% kupuje przynajmniej raz w tygodniu. 51% konsumentów deklaruje, że zwiększyli wydatki w Internecie lub zaczęli e-kupować ze względu na pandemię, a kolejne 19% zamierza zwiększyć wydatki w 2021 roku.

„Wyniki badania „Co (u)gryzie e-commerce?” pokazują wyraźnie, że polski handel elektroniczny stale rośnie w siłę. Coraz więcej internautów dokonuje regularnych zakupów online, zaś ponad połowa e-konsumentów deklaruje zwiększenie wydatków w Internecie. Niemniej wpływająca na popularność e-zakupów pandemia obnażyła problemy, z którymi
na co dzień borykają się sklepy internetowe. Według raportu jedynie 12% kupujących w sieci nie wyszczególniło problemów w żadnym z obszarów e-commerce. Sytuacja ta wykazuje, iż przed e-handlem stoi wiele wyzwań, aby zatrzymać e-klientów i dotrzeć do nowych, również w rzeczywistości post-covid. Jestem pewna, że polski e-commerce sprosta wyzwaniom i oczekiwaniom e-konsumenta, tak aby chętniej dokonywał zakupów na rodzinnych platformach, wiedząc, że kupuje produkty dobrej jakości oraz z odpowiednią certyfikacją unijną, na co nie może liczyć, kupując produkty na azjatyckich platformach
e-commerce” – Patrycja Sass-Staniszewska, prezes Izby Gospodarki Elektronicznej.

To bardzo pozytywne dane, nic więc dziwnego, że wszyscy patrzymy huraoptymistycznie na e-commerce. Wartość rynku sprzedaży online do konsumentów przekroczyła na koniec 2020 roku 100 mld zł. Jedynie czasem przemyka nam gdzieś z tyłu myśl, co będzie po pandemii – czy konsumenci pozostaną w Internecie, no i czy w tym Internecie pozostaną wierni obecnie kupowanym markom, czy raczej skorzystają z możliwości w zasadzie nieograniczonego wyboru, a jak tak, to jak ich powstrzymać. Czas prosperity to ten moment, kiedy powinniśmy zastanowić się nad aspektami działania e-commerce, bo okazuje się, że różnorodne problemy przy zakupach online zauważa aż 88% e-klientów. I wcale tak łatwo nie wybaczają.

“Jedną z niedogodności, na którą wskazują klienci jest brak wyboru preferowanych metod płatności, co, jak pokazują badania, może być przyczyną porzucania koszyków.
Dlatego właśnie wiodący na rynku operatorzy oferują szereg rozwiązań dostosowanych
do specyfiki danego biznesu, a przede wszystkim spełniających oczekiwania klientów.  Współczesnych konsumentów cechuje otwartość na nowości technologiczne, warto więc stale poszerzać wachlarz oferowanych rozwiązań płatniczych, pamiętając, że satysfakcja klienta przekłada się na konwersję sprzedażową sklepu” – Jacek Kinecki CCO Przelewy24

Testy odbiorowe e-commerce

Zacznijmy od tego, gdzie skierowali swoje kroki – a właściwie kliki – nowi klienci e-commerce, którzy wcześniej wydawali większość budżetu offline. Można by przypuszczać,
że do sklepów, gdzie zwykle kupowali, ale to nie jest do końca prawda. Zrobiło tak 21% internautów, za to 36% udało się do e-sklepów specjalistycznych, dedykowanych do zakupów w danej kategorii, np. sport, hobby, elektronika, a co 4. zaczął kupować na platformach, które Polacy cenią przede wszystkim za duży wybór i bezpieczeństwo zakupów. Nie wygląda to natomiast na zbyt lojalne zachowanie wobec marek znanych z offline’u. Dodatkowo, konsumenci zapytani, czy wyobrażają sobie zakupy wyłącznie w Internecie, mówią, że nie (80% wskazań wśród internautów i 67% wśród regularnie kupujących w Internecie). Owszem, jest sporo czynników, które by im to ułatwiły, jak lepszej jakości zdjęcia, utrzymywanie standardów opisów produktów czy rozwiązania typu esize.me, wizualizacja produktów modowych na modelce (najchętniej w postaci autentycznej klientki) lub mebli czy sprzętu AGD we wnętrzu i wideo produktowe, które wymieniają jednym tchem, ale nie oceniają e-sklepów pod kątem oferowania tych rozwiązań zbyt dobrze.

Co więcej, aż 49% uważa, że e-commerce nie poradził sobie z pandemią. W tym zakresie szczególnie doskwierają konsumentom długie terminy dostaw, mała dostępność produktów, wyższe ceny, np. na elektronikę oraz pozorne promocje, gdzie ceny są sztucznie zawyżane, żeby następnie np. przy okazji Black Friday, czy wyprzedaży sezonowych, znów je obniżyć. Konsumenci to dostrzegają i czują się oszukani.

Wyniki tegorocznego raportu „Co ugryzie e-commerce” wyraźnie wskazują, że klienci oczekują elastycznego, wygodnego, dopasowanego do ich potrzeb procesu zakupowego. 76% badanych przyznało, że gdy zetkną się z problemami w czasie zakupów w sklepie internetowym, są w stanie z nich zrezygnować. Okazuje się, że wystarczy jedna negatywna interakcja ze sklepem, aby klient skierował swoje kroki w inne miejsce. Zapewnienie wygodnej i elastycznej podróży klienta bez względu na kanał, preferowaną metodę płatności czy miejsce składania zamówień wydaje się kluczowym elementem w budowaniu solidnego fundamentu do rozwoju firmy i budowaniu odpowiedniego poziomu doświadczeń konsumentów” – Jakub Czerwiński, VP CEE, Adyen

Houston, we have a problem

Promocje to jednak tylko jeden z niewielu problematycznych obszarów w e-commerce.
17% internautów, a 1/3 e-kupujących przyznaje, że zdarzyło im się podczas zakupów w sieci coś, co zdenerwowało ich do tego stopnia, że przerwali zakup. Co ciekawe, ¾ spośród takich zdenerwowanych konsumentów, uważa, że zdarzyło się to podczas ostatnich zakupów lub zdarza im się non-stop. Co denerwuje konsumentów? Jedną z bolączek jest prezentacja produktów, w kontekście której problemy widzi 77% internautów. Przede wszystkim dotyczą wciąż złej jakości zdjęć, braku zdjęć 360 i wideo produktowego, niewystarczających opisów i braku opcji sprawdzenia dostępności produktów w sklepach stacjonarnych. Niewidoczna jest też często, zdaniem konsumentów, informacja o tym, że produkt będzie dostarczany zza granicy, np. Chin. Nie lepiej wypadły elementy usability e-sklepów, jak porównywanie ofert, wyszukiwanie i filtrowanie oraz niewygodne formularze zamówienia. Zdecydowanie wiele do życzenia, zdaniem badanych, pozostawia kontakt z e-sklepem, a właściwie jego brak. 57% internautów twierdzi, że ma problem z takim skomunikowaniem się ze sprzedawcą. Najmniej przyjazne pod tym względem e-sklepy działają według konsumentów w branży sport i hobby, spożywczej i związanej ze zdrowiem. Rozwiązanie tego problemu konsumenci upatrują w interaktywnych widgetach, które umożliwiłyby kontakt kontekstowy bezpośrednio z obsługą e-sklepu i pozostawienie feedbacku. Stosunkowo najlepiej badani ocenili aspekt płatności w e-sklepach, choć dużym błędem wciąż jest brak opcji płacenia BLIKiem oraz niezapamiętywanie preferowanej przez klienta formy płatności.

Tak duża skala niedostatków e-commerce powinna zostać zauważona, gdyż konsument napotykający wskazane problemy nie zawsze da marce dugą szansę, a dane wręcz pokazują, że 1/3 uda się od razu w inne miejsce zakupowe. 2/3 zawiedzionych e-klientów będzie próbowało nawiązać kontakt z e-sklepem i prosić o pomoc, informacje czy interwencję, ale w przypadku, gdy ponad połowa deklaruje, że nie mają ku temu możliwości, może to oznaczać porzucenie e-sklepu również przez tę grupę.

Zdaniem Katarzyny Czuchaj-Łagód, Dyrektor Zarządzającej w Mobile Institute: „Zapewnienie konsumentom wygodnego i kontekstowego kontaktu z e-sklepem, może się okazać czynnikiem, który zaważy o utrzymaniu obecnych klientów. 76% konsumentów chce i próbuje kontaktować się z e-sklepami w różnych tematach, m.in. po pomoc w dokończeniu procesu zakupowego czy dodatkowe informacje o produkcie. Konsumenci są też zdania, że powinni móc oceniać nie tylko dokonany zakup, ale też wygląd e-sklepu, proces zakupu, usability i generalnie wszystkie aspekty związane z zakupem. Tymczasem 42% badanych uważa, że e-sklepy nie są niestety zainteresowane ich opiniami, pomysłami i problemami. To musi się zmienić.”

Czy zmiana przepisów budowlanych wpłynie na ceny mieszkań

W jakim stopniu nowe przepisy dotyczące ochrony cieplnej budynków wpłyną na koszt realizacji inwestycji? Czy zmiana norm budowlanych przełoży się na wzrost cen mieszkań? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości dompress.pl

Andrzej Oślizło, prezes Develii

Nowe przepisy prawa budowanego związane są m.in. ze zmniejszeniem zapotrzebowania budynków na energię nieodnawialną czy zastosowaniem w inwestycjach „cieplejszych” okien i wymagają od inwestorów spełnienia zaostrzonych warunków technicznych. Dodatkowe wymagania przełożą się na wzrost kosztów realizacji inwestycji, a co za tym idzie wzrost cen mieszkań w nowych projektach. Jednak należy mieć na uwadze, że energooszczędne budynki, w których wykorzystane są nowoczesne rozwiązania ekologiczne, np. panele fotowoltaiczne czy osiedla, na których zastosowano lampy solarne to docelowo niższe rachunki za prąd, czyli wymierne oszczędności dla mieszkańców.

Mateusz Bromboszcz, wiceprezes zarządu ds. Prawno-Administracyjnych w Atal

Nowe regulacje związane z oszczędnością energii i izolacją cieplną wiążą się z szeregiem wyzwań dla branży deweloperskiej m.in. niosą konieczność uwzględniania dodatkowych rozwiązań i źródeł zasilania. Wejście w życie nowych przepisów regulujących charakterystykę energetyczną budynków ma więc bezpośrednie przełożenie na wzrost kosztu prowadzenia inwestycji, co wynika z konieczności zastosowania dodatkowego wyposażenia technicznego i większego zapotrzebowania na materiały budowlane.

Trudno jeszcze prognozować, jakie dokładnie mogą to być wzrosty i czy przełoży się to na wyższe ceny mieszkań. Niemniej rosnące koszty prowadzenia inwestycji, wynikające m.in. z wyższych cen materiałów budowlanych i wykonawstwa, ciążą na branży budowlanej. Warto zaznaczyć jednak, że dotąd rosnące koszty inwestycji w naszym przypadku nie miały aż tak odczuwalnego, jak u konkurencji, przełożenia na ceny mieszkań. To zasługa naszego unikatowego modelu biznesowego, minimalizującego udział pośredników i bazującego m.in. na własnym generalnym wykonawstwie. Dzięki temu w znacznym stopniu kompensujemy rosnące koszty inwestycji i niezmiennie oferujemy mieszkania w atrakcyjnych cenach.

Sebastian Barandziak, prezes Dekpol Deweloper

Nowelizacja warunków technicznych dokonywana jest systematycznie co kilka lat ze względu na rozwój technologiczny zachodzący w branży budowlanej. Zmiany dotyczące podwyższenia energooszczędności budynków są jednocześnie znane z dużym wyprzedzeniem i deweloperzy na bieżąco się do nich dostosowują. Jest to długofalowy proces, który wpływa na zwiększenie kosztów inwestycji i stopniowy wzrost cen mieszkań. Wyższe wymagania obowiązujące od początku tego roku są już z reguły uwzględnione w realizowanych projektach. Powoli musimy już jednak przygotowywać się do kolejnych zmian, które doprowadzą do tego, że standardem będą m.in: systemy produkcji energii elektrycznej – instalacja fotowoltaiczna, systemy wentylacji z odzyskiem ciepła, pompy ciepła w układzie hybrydowym z układami ogrzewania konwencjonalnego, systemy ogrzewania niskotemperaturowego, tj. ogrzewanie podłogowe lub ścienne. Cena wytworzenia mieszkań może wzrosnąć, w zależności od standardu i wyposażenia oraz zastosowanych rozwiązań, od 200 – 300 zł netto do 600 zł netto/mkw. powierzchni mieszkania. Stawki uzależnione będą również od czynników zewnętrznych, m.in. ceny energii elektrycznej, paliw, podatki itp., a także podwyżki cen materiałów. To z pewnością przełoży się również na dalszy wzrost cen mieszkań.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Tego typu zmiany w przepisach są wprowadzane co jakiś czas i są odpowiedzią na postęp cywilizacyjny. Nie są to zbyt kosztotwórcze zmiany jeżeli deweloper stawia na jakość i dotrzymywanie norm. Nowe przepisy są często tylko potwierdzeniem tego co już jest stosowane w praktyce od dawna.

Dużo większym zagrożeniem są natomiast planowane zmiany w Ustawie Deweloperskiej, które znacząco podniosą koszt realizacji inwestycji deweloperskich, a co za tym idzie ceny mieszkań.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Każda zmiana w przepisach, niosąca za sobą dodatkowe obowiązki po stronie dewelopera w zakresie realizowanych inwestycji, z pewnością przełoży się na ceny mieszkań. Zwiększenie kosztów realizacji projektów spowoduje wzrost cen ofertowych.

Tomasz Czubak, dyrektor Przygotowania Projektów Deweloperskich w Jakon

Zmiany w prawie budowlanym na pewno wpłyną na koszt realizacji inwestycji. Przyjęty współczynnik przenikania ciepła dla okien i ścian jest bardzo restrykcyjny. Na tle innych, europejskich państw Polska zdecydowanie najwyżej zawiesiła poprzeczkę w tym aspekcie. Zmiany te przełożą się na zmianę cen mieszkań, co będzie widoczne w drugiej połowie roku. Szacowany wzrost to 2-3 proc. w porównaniu do obecnych cen.

Marcin Żurek, dyrektor działu inwestycji w Nickel Development

Nowe przepisy budowlane ponad wszelką wątpliwość wpłyną na zwiększenie kosztów realizacji inwestycji. Zdecydowane podniesienie parametrów cieplnych dla przegród budowlanych oraz wymóg wykorzystania w części energii pierwotnej wynikają z proekologicznej postawy Parlamentu Europejskiego, który znowelizował dyrektywę dotyczącą charakterystyki energetycznej budynków.

Nowobudowane lub modernizowane budynki w krajach członkowskich Unii Europejskiej powinny osiągnąć status zeroenergetycznych z bardzo wyraźnym kierunkiem minimalizowania energii pierwotnej. W praktyce oznacza to, że wszystkie pozwolenia na budowę uzyskane od 2021 roku będą musiały spełnić nowe warunki techniczne. Dla przykładu współczynniki przenikania ciepła jeszcze w 2017 roku wynosiły dla ścian zewnętrznych 0,23 W/m2K, a dzisiaj jest to 0,2 W/m2K. W przypadku stolarki okiennej było to 1,1 W/m2K, a dzisiaj jest to 0,9 W/m2K. Takie dane jasno wskazują, że musimy szukać nowych rozwiązań dla przegród zewnętrznych przez zastosowanie materiałów znacznie droższych od tradycyjnego styropianu. Mogą to być choćby poliuretany, fenole itp. To konieczne, aby utrzymać optymalne grubości przegród, biorąc pod uwagę, że świadomi deweloperzy szanują każdy metr kwadratowy powierzchni użytkowej mieszkalnej.

W przypadku energii pierwotnej dyrektywy również zaostrzyły parametry. W 2014 roku wskaźnik Ep wynosił 120kWh/(m2/rok), natomiast dzisiaj nie może on przekroczyć 70kWh/(m2/rok). W konsekwencji niezbędne będzie zastosowanie bardzo nowoczesnych kotłów, wyposażenie budynków w pompy ciepła, rekuperację, czy fotowoltaikę.

W konsekwencji koszt tych wszystkich innowacji, przy rosnących cenach materiałów i paliw, niestety będzie musiał ponieść klient. Budżety inwestycyjne świadomych i odpowiedzialnych deweloperów niestety nie mają już przestrzeni na kompensację tych kosztów.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg SA.

Oferowane przez nas budynki już od dłuższego czasu spełniały obecne wymagania dotyczące ochrony cieplnej. A nawet proponowaliśmy i proponujemy więcej, na przykład system Smart House bez dodatkowych opłat. Ponadto mamy bardzo atrakcyjne opcje wykończenia: specjalnie uszczelnione okna, rolety, etc. Zakładamy zatem, że nowe przepisy nie wpłyną na ceny naszych mieszkań, ale znacznie większy wpływ mogą mieć na wzrost cen nieruchomości na rynku.

Jarosław Kozak, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Zmiany w zakresie oporu cieplnego przegród budowlanych niewątpliwie przełożą się na wzrost kosztów realizacji inwestycji, zwłaszcza mieszkaniowych. Szacujemy, iż podniesienie parametrów dla otworów oraz ścian spowoduje wzrost kosztów realizacji o około 3-5 proc., co niechybnie spowoduje podniesienie cen sprzedaży mieszkań. Należy jednak pamiętać, że wyższe parametry oporu cieplnego przegród przekładają się na niższe zapotrzebowanie na energię cieplną, a tym samym na niższe koszty eksploatacji.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Wawel Service

Zmiany w przepisach spowodowały wzrost kosztów inwestycji, a co za tym idzie wzrost cen mieszkań. Plusem nowych przepisów jest poprawa izolacyjności przegród budowalnych oraz ślusarki okienno-drzwiowej, a także sposobu wykorzystania energii do ogrzewania i wentylacji budynku.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Wielu ekspertów przewiduje, że wprowadzony od początku 2021 roku obowiązek podporządkowania się nowym restrykcyjnym normom dotyczącym efektywności energetycznej spowoduje, że inwestorzy będą musieli ponieść wyższe koszty budowy nawet o kilkanaście procent. To niewątpliwie wpłynie na wzrost cen mieszkań. Podwyżek wywołanych tą zmianą należy raczej spodziewać się w przyszłym roku, gdyż aktualnie są i będą kontynuowane inwestycje, które uzyskały pozwolenia na budowę wg starych przepisów. Niemniej jednak mieszkania nadal będą atrakcyjną inwestycją, nie tylko z powodu niskich stóp procentowych. Od wielu lat stosujemy w inwestycjach standardy promujące budownictwo energooszczędne i niskoemisyjne a zatem dostosowanie budynków do nowych norm nie będzie dla nas wyzwaniem.

Obecnie realizujemy projekt budowy domów drewnianych energooszczędnych i ekologicznych w cenie domów standardowych, które produkujemy w naszej fabryce i stawiamy w podmiejskim Osiedlu Villa Campina blisko Puszczy Kampinoskiej, a także oferujemy je klientom, którzy mają własne działki. Dzięki zastosowaniu ogrzewania podłogowego i pompy ciepła, cechują się one wyższą energooszczędnością niż standardowe. W przypadku domów budowanych w technologii szkieletowej nowe standardy nie przekładają się na ich cenę, a niskie koszty użytkowania niewątpliwie są dodatkowym atutem.

Autor: dompress.pl

Jak pandemia zmieniła rynek usług HR w 2020 roku

Główne wskaźniki dotyczące sytuacji na polskim rynku pracy wykazały się sporą odpornością na pandemię, niemniej jednak ubiegły rok przyniósł wiele zmian w zakresie tego, jak przedsiębiorcy podejmowali decyzje dotyczące zmian zatrudnienia. Sytuacja na rynku usług HR doskonale odzwierciedla te zmiany – wynika z raportu przygotowanego przez Polskie Forum HR, członka Konfederacji Lewiatan.

Praca tymczasowa

Już pierwsze miesiące 2020 roku przyniosły znaczny spadek zatrudnienia pracowników tymczasowych. Branża zareagowała dużo szybciej niż oficjalne wprowadzenie stanu epidemii w Polsce. Wynikało to z faktu, iż duża część pracowników tymczasowych świadczy pracę na rzecz branży produkcyjnej, w dużym stopniu zależnej od zagranicznych, głównie chińskich poddostawców. Drugi kwartał przyniósł kolejne spadki.

Sytuację dodatkowo pogarszał fakt braku faktycznej możliwości objęcia pracowników tymczasowych rozwiązaniami pomocowymi z kolejnych tarcz. Dopiero w trzecim kwartale przyszło odbicie i gwałtowny wzrost zatrudnienia pracowników tymczasowych. Pracodawcy powoli wracali do normalnego funkcjonowania, nie mniej jednak wszelkie decyzje w zakresie zatrudnienia były podejmowanie znacznie ostrożniej, stąd większa otwartość na korzystanie z usług agencji pracy tymczasowej. Podobny trend obserwowaliśmy ponad dekadę temu, w trakcie globalnego kryzysu. Praca tymczasowa jest niezbędnym rozwiązaniem pozwalającym na stosunkowo szybki powrót do normalności. Z jednej strony zapewnia pracownikom możliwość świadczenia pracy w warunkach równego traktowania, z drugiej daje pracodawcom większą elastyczność działania i dostosowania się do zmieniających się warunków otoczenia.

Podsumowując, ubiegły rok zmniejszył liczbę pracowników tymczasowych o ok. 10%, co wydaje się nie najgorszym wynikiem biorąc pod uwagę ogromne spadki na początku roku. Szacujemy, że w całej Polsce liczba pracowników tymczasowych w 2020 roku wyniosła ok. 641 tys. osób.

„Należy pamiętać, iż spadek liczby pracowników tymczasowych towarzyszy nam już od kilku lat, czego główną przyczyną był rynek pracownika i duża łatwość w dostępie do stałych miejsc pracy. Co naturalne, dla dużej części społeczeństwa praca tymczasowa zawsze pozostaje opcją drugiego wyboru. Fakt ten przekłada się to na rosnącą liczbę obywateli państw trzecich, którzy świadczą pracę tymczasową w Polsce. Szybciej niż liczba pracowników tymczasowych spada liczba godzin przepracowana przez tych pracowników, co do tej pory było sygnałem potwierdzającym trend częstszego przechodzenia na bezpośrednie zatrudnienie. W 2020 roku ten spadek świadczy o czymś inny, odzwierciedla duży spadek zapotrzebowania na pracę tymczasową, który obserwowaliśmy w pierwszych dwóch kwartałach roku, wynikający z sytuacji epidemiologicznej w Polsce, jak i na rynkach zagranicznych” – komentuje Anna Wicha, Prezes Polskiego Forum HR.

liczba pracowników tymczasowych 1Liczba godzin przepracowanych przez tych pracowników spadła aż o 21% (o tyle samo zmalał współczynnik FTE, czyli liczba przepracowanych godzin w przeliczeniu na pełne etaty). Średnio jeden pracownik tymczasowy przepracował w ubiegłym roku 50 dni, w porównaniu do 57 w roku ubiegłym.

wykres_2

Wśród firm członkowskich PFHR odsetek umów o pracę zawieranych z pracownikami tymczasowymi nadal jest bardzo wysoki, stanowi bowiem 89%. Dla porównania ten wskaźnik dla całego rynku jest dużo niższy – wynosi 44% (dane z Informacji o działalności agencji zatrudnienia 2019, MRPiPS 2020).

Wartość rynku pracy tymczasowej spadła w podobnym tempie co FTE, bo o 18%. Firmy członkowskie w zakresie pracy tymczasowej w 2020 roku wypracowały obroty na poziomie 2,8 mld PLN. Wartość całego polskiego rynku szacujemy na ok. 5 mld PLN.

Rekrutacje stałe

Duża część procesów rekrutacyjnych była zawieszona od momentu wybuchu pandemii. Dopiero w trzecim kwartale pracodawcy zaczęli oswajać się z panującą sytuacją i wtedy to zaczęto podejmować odkładane decyzje i wzrosła liczba rekrutacji. Nie uratowało to niestety całorocznego wyniku branży, która odnotowała blisko 19% spadek.
Firmy członkowskie PFHR w ubiegłym roku w ramach rekrutacji prowadzonych na rzecz polskich i zagranicznych pracodawców wygenerowały obroty na poziomie 156,2 mln PLN.

„Sytuacja na rynku rekrutacyjnym na początku 2020 roku wyglądała jeszcze normalnie, spadki odczuwaliśmy przez cały drugi kwartał roku. Najbardziej dotknęły one przemysł hotelarski, turystykę i sprzedaż detaliczną. Co ciekawe, w odróżnieniu od poprzedniego kryzysu, w pozostałych sektorach zmiany zachodzące w zatrudnieniu nie miały gwałtownego charakteru. Mamy sektory, gdzie popyt na pracowników wręcz wzrósł, odnosi się do centrów logistycznych i dystrybucyjnych, e-commerce czy branży IT. Ciekawym zjawiskiem jest zmiana postawy kandydatów. Podobnie jak dekadę temu, spora ich część traktuje udział w projektach rekrutacyjnych jako sposób na weryfikacje swoich szans na rynku pracy. Chcą się poczuć bezpiecznie. Niestety, przekłada się to często na rezygnację z procesów na finalnym etapie ich realizacji. Mimo obaw, które towarzyszyły rozpoczęciu tego roku, po upływie dwóch pierwszych miesięcy widzimy, iż zainteresowanie pracodawców poszukiwaniem nowych pracowników nie spada” – mówi Piotr Dziedzic, członek Zarządu PFHR.

Outsourcing

Rynek usług HR rozwija się bardzo dynamicznie. Początkowo agencje ograniczały swoją działalność do usługi rekrutacyjnej, potem biorąc coraz większą odpowiedzialność za pracowników zaczęły świadczyć usługi pracy tymczasowej, teraz agencje coraz częściej biorą na siebie odpowiedzialność za całe usługi czy procesy, wkraczając tym samym w świat outsourcingu.

„Ostatni rok był przełomowym dla usług outsourcingu. Pomimo pandemii i spowolnienia, zarówno w rekrutacji stałej, jak i tymczasowej, firmy zrzeszone w ramach PFHR odnotowały wzrost zapotrzebowania na outsourcing usług. Wynika to z faktu, że przedsiębiorcy w warunkach niepewności (czy to zamówień czy rynków zbytu) preferowali oddanie całej odpowiedzialności za daną usługę podmiotowi zewnętrznemu. Dodatkowo postępująca cyfryzacja i spopularyzowanie modelu pracy zdalnej otworzyło oczy wielu zagranicznym klientom na niewykorzystany potencjał zasobów z Europy Środkowej i Wschodniej. Ten trend jest szczególnie widoczny w sektorze IT gdzie przez covid łańcuchy dostaw i dostarczania usług IT z krajów azjatyckich zostały zakłócone. Tym samym, klienci europejscy coraz częściej poszukiwali rozwiązań Nearshoringowych, czyli dostawców usług w kraju o geograficznej i kulturowej bliskości” – mówi Michał Młynarczyk, członek zarządu Polskiego Forum HR

Polskie Forum HR, podążając za tymi zmianami, w ubiegłym roku rozpoczęło gromadzenie danych w zakresie świadczonych przez firmy członkowskich usług outsourcingowych. Ich wartość w ubiegłym roku wyniosła 902 mln PLN.
wykres_3

Delegowanie

Stosunkowo niewielki spadek obrotów nastąpił w ubiegłym roku również w zakresie delegowania pracowników. Wyniósł on 6%, firmy członkowskie osiągnęły obroty na poziomie 222 mln PLN. Utrudniony ruch tras granicznych z pewnością wpłynął na wyniki firm w tym zakresie.

Career management

Career management to grupa usług w zakresie podnoszenia i zmiany kompetencji. W tym kontekście najczęściej wymienia się outplacement, lecz career management to znacznie więcej. Firmy członkowskie od lat wspierają swoich klientów w odpowiednim zarządzaniu kompetencjami, aby w możliwie najlepszy sposób zabezpieczyć przyszłość zarówno pracowników, jak i firmy. Budowanie strategii zarządzania kompetencjami, mobilność kariery, tzw. redeployment, w kontekście niezmieniających się wyzwań rynku pracy, wśród których najważniejszym pozostaje deficyt kompetencji, nabiera na znaczeniu. Od 2020 roku Polskie Forum HR przygląda się bliżej również tym usługom. W ubiegłym roku ich wartość w gronie członków organizacji wyniosła 3,3 mln PLN.

Raport: RYNEK USŁUG HR W 2020 dostępny jest na stronie:
https://polskieforumhr.pl/wp-content/uploads/2021/03/RAPORT_-RYNEK_USLUG_HR_2020.pdf

Rynek pierwotny czy wtórny – na którym zawarto jest więcej transakcji?

W naszym kraju prawdopodobnie powszechne jest przekonanie, że mieszkaniowy rynek wtórny jest większy od rynku pierwotnego. Ale czy tak jest naprawdę? W jaki sposób liczba oferowanych na danym rynku mieszkań i domów przekłada się na liczbę zawieranych transakcji?

Oferty na obu rynkach policzyć jest stosunkowo łatwo. Np. w portalu RynekPierwotny.pl oferowanych jest do sprzedaży przeszło 60 tys. mieszkań i domów od firm deweloperskich. Z kolei w portalu GetHome.pl znajdziemy dodatkowo ok. 34 tys. ofert z rynku wtórnego. Co ważne, żadna się nie powtarza.

– Oczywiście w portalach ogłoszeniowych nie ma wszystkich ofert dotyczących mieszkań i domów na sprzedaż. Te dwie liczby powinny nam jednak uświadomić, jak bardzo zmienił się rynek mieszkaniowy w ostatnich latach – komentuje ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Według niego, dzieje się tak za sprawą firm deweloperskich, które budują coraz więcej mieszkań. Np. w 2020 r. deweloperzy oddali do użytku prawie 144 tys. mieszkań.  – Tylko w ciągu ostatniej dekady zwiększyli więc swoją produkcję o 142%! – mówi Marek Wielgo.

GetHome – Wykres 1

I dodaje, że znajduje to odzwierciedlenie w liczbie zawieranych transakcji. Na rynku pierwotnym mieszkania i domy zwykle kupowane są na etapie budowy. W takiej sytuacji deweloperzy zawierają ze swoimi klientami umowę deweloperską. Ponieważ odbywa się to w obecności notariusza, więc wiemy – na podstawie sprawozdań Ministerstwa Sprawiedliwości – że np. w 2020 r. zawarto ok. 104,3 tys. takich umów.

Z kolei na runku wtórnym akt notarialny przeniesienia własności zwykle jest poprzedzony przedwstępną umową sprzedaży. Ministerstwo podaje, że w ubiegłym roku zawarto ich nieco ponad 67,6 tys. Z tego wynika, że transakcji na rynku wtórnym może być nawet o ponad jedną trzecią mniej niż na pierwotnym.  – Oczywiście zakładamy, że w obu przypadkach wszystkie te transakcje zostały sfinalizowane – zastrzega ekspert GetHome.pl.GetHome – wykres 2

Dodajmy, że jeszcze w 2013 r. to na rynku wtórnym zawieranych było więcej transakcji mieszkaniowych. Wprawdzie w ostatnich latach ich liczba rosła, ale mniej dynamicznie niż na rynku pierwotnym. Dlaczego?

Na forach internetowych można znaleźć mnóstwo komentarzy i opinii na ten temat. Internauci najczęściej podkreślają, że na rynku wtórnym częściej oferowane są mieszkania na starszych osiedlach z dobrze rozwiniętą infrastrukturą i komunikacją. Mieszkańcy mają więc w zasięgu ręki m.in. sklepy, punkty usługowe, a także przedszkole, szkołę, aptekę czy ośrodek zdrowia. Ponadto na starych osiedlach przestrzenie między budynkami są zwykle dużo większe i zadrzewione. Internauci zwracają także uwagę, że kupując używane mieszkanie można uniknąć kłopotliwego sąsiedztwa.

Z drugiej strony w starych blokach dużo mniejsze są możliwości aranżacji wnętrz, a najczęściej nie ma takiej możliwości. W budynku często nie ma windy. Brakuje miejsc parkingowych, a zaparkowanie auta na ulicy coraz częściej graniczy z cudem.

Tego typu wad nie mają nowe mieszkania. Do tego ich ogromną zaletą jest możliwość indywidualnego rozliczania kosztów ogrzewania oraz wody i ścieków.

– Oczywiście internauci często krytykują deweloperów za zbyt zagęszczoną zabudowę nowych osiedli oraz brak zieleni. Tyle tylko, że o decyzji zakupowej decydują najczęściej ceny mieszkań i możliwości finansowe kupujących – zauważa Marek Wielgo.

Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że w Warszawie, Krakowie i Gdańsku, czyli w miastach, w których deweloperzy budują najwięcej mieszkań, ich średnie ceny ofertowe są wyraźnie niższe niż kupowanych z drugiej ręki.GetHome – Wykres 3

Autor: portal GetHome.pl

Branża piekarnicza czeka na odbicie w HoReCa

  • Pandemia COVID-19 spowodowała, że w branży piekarniczej w zeszłym roku odnotowano spadek zamówień z hoteli i gastronomii. Wzrosła z kolei sprzedaż pieczywa w kanale handlu detalicznego.
  • Dane ze średnich i dużych firm wskazują, że handel detaliczny nie zrekompensował w całości spadku sprzedaży w innych kanałach. W 2020 roku produkcja pieczywa była o 9% niższa niż rok wcześniej.
  • Dla części firm dużą szansą pozostaje rosnący popyt zagraniczny na wyroby piekarskie, m.in. na pieczywo cukiernicze.

Pandemia COVID-19 wpłynęła na producentów pieczywa w zróżnicowany sposób. Z jednej strony segment produkcji pieczywa mrożonego odczuł spadek zamówień z branży hotelarsko-gastronomicznej. Oczywiście wpłynął na to fakt, że w ubiegłym roku przez prawie 5 miesięcy działalność branży HoReCa była silnie ograniczona. Z drugiej strony konsumenci znacznie więcej czasu spędzali w domach, co sprzyjało zakupom pieczywa w kanale handlu detalicznego. Jednak dane o produkcji ze średnich i dużych zakładów pokazują, że wzrost sprzedaży w handlu detalicznym tylko w części wyrównał niższe zamówienia z branży HoReCa. W całym ubiegłym roku produkcja pieczywa wyniosła 970 tys. ton i była niższa o 9% w relacji rocznej.

Pieczywo świeże, nie jest produktem, który można przechowywać długo w warunkach domowych. Dlatego producenci tego rodzaju asortymentu nie skorzystali w marcu ubiegłego roku, kiedy Polacy robili zapasy artykułów spożywczych w obawie o skutki lock-downu. Z kolei osłabienie sprzedaży detalicznej, które nastąpiło w kwietniu, negatywnie wpływało również na pieczywo, produkcja w tym miesiącu spadła 17% w porównaniu z marcem. Druga fala pandemii nie spowodowała tak głębokiego spadku, jak ta z marca i kwietnia, w listopadzie produkcja była niższa o 8% w porównaniu do października – wyjaśnia Renata Dutkiewicz, dyrektor ds. sektora spożywczego i FMCG w Santander Bank Polska.

Oczywiście są kategorie, które w czasie pandemii mogły radzić sobie lepiej, jak np. pieczywo paczkowane (tosty, hamburgery, hot-dogi). Jednak nie zmienia to jednoznacznej negatywnej oceny wpływu COVID-19 na segment produkcji pieczywa. Dodatkowo rok 2020 przyniósł branży wyzwanie w postaci wzrostu kosztu surowców. Z danych Ministerstwa Rolnictwa wynika, że średnia cena pszenicy konsumpcyjnej w ubiegłym roku wzrosła o 4% r/r, a mąki pszennej była na poziomie zbliżonym do roku 2019. Jednak w drugiej połowie ubiegłego roku odnotowano silny wzrost cen, który jest kontynuowany na początku 2021 roku. W styczniu oraz w lutym mąka pszenna piekarnicza była droższa średnio o 15% w relacji rocznej. W efekcie  średnia rentowność sprzedaży w sektorze obniżyła się. W okresie od stycznia do września 2020 roku wyniosła 9,5% wobec 10,2% rok wcześniej.

Polacy jedzą coraz mniej pieczywa

Produkcja pieczywa świeżego w ostatnich latach wykazuje lekką tendencję spadkową. Według danych GUS, łączna produkcja 2019 r. w porównaniu do 2010 roku zmniejszyła się o 12%. Cały czas najwięcej produkujemy pieczywa wytwarzanego z mieszanki mąki pszennej i żytniej. Choć jego udział systematycznie się obniża, nadal jest to 54% produkcji. Spadek produkcji pieczywa jest związany ze spadkiem spożycia. Z badania budżetów gospodarstw domowych, które realizował GUS wynika, że w 2019 roku spadło ono o 5% r/r. Trend spadkowy notowany jest od wielu lat, w porównaniu z rokiem 2010 spożycie było niższe aż o 36%. Jednocześnie więcej jemy pozostałych wyrobów piekarskich, konsumenci bardziej interesują się m.in. wyrobami cukierniczymi. W 2019 roku konsumpcja tego asortymentu była wyższa o 4% w relacji rocznej oraz o 51% w porównaniu do roku 2010.

W latach 2018-2019 na konsumpcję pieczywa niekorzystny wpływ mógł mieć szybki wzrost cen detalicznych. W tym okresie dynamika wzrostu cen pieczywa była znacznie wyższa niż całej kategorii „Żywność i napoje”. Podobnie było w roku 2020, ceny pieczywa wzrosły przeciętnie o 8,1% r/r, przy wzroście cen całej kategorii na poziomie 4,7%. Według szacunków firmy badawczej Euromonitor, w 2020 roku wartość detalicznego rynku pieczywa wyniosła 10 718 mln zł i była o 8% wyższa w relacji rocznej. Głównymi kanałami sprzedaży pieczywa są obecnie dyskonty (38% sprzedaży), na drugim miejscu znalazły się sklepy typu convenience (22% sprzedaży). Na trzecim zaś supermarkety (11%) a tuż za nimi hipermarkety (10%).

Eksport ciągle ważnym silnikiem napędowym branży

Polskie wyroby piekarskie są bardzo istotnym towarem eksportowym. W 2019 roku wartość sprzedaży zagranicznej tego asortymentu osiągnęła 1,8 mld euro i był wyższa o 11% r/r. Również w ubiegłym roku utrzymywał się trend wzrostowy, po jedenastu miesiącach 2020 roku wartość sprzedaży była wyższa o 4% r/r. W ciągu ostatnich dziesięciu lat wartość eksportu wyrobów piekarskich zwiększyła się ponad trzykrotnie. Przychody z eksportu tej grupy towarowej stanowią około 16% łącznych przychodów ze sprzedaży w grupie przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 pracowników.

Sprzedaż wyrobów piekarniczych jest ważną częścią naszego eksportu, polska branża notuje regularne wzrosty i z każdym rokiem poprawia wynik. Co ciekawe, za prawie połowę wartości polskiego eksportu wyrobów piekarniczych odpowiada pieczywo cukiernicze. Jest to również jedna z najszybciej rozwijających się kategorii produktowych. W okresie od 2010 do 2019 roku wartość jego eksportu zwiększyła się o ponad 340% – wyjaśnia Grzegorz Rykaczewski, analityk sektorowy w Santander Bank Polska.eksport piekarni

Wyroby piekarskie sprzedajemy głównie na rynek unijny. W 2019 roku 80% wartości sprzedaży zagranicznej zostało wygenerowane właśnie na tym rynku. Po uwzględnieniu Brexit-u udział wspólnoty

obniży się do 70%, ale nadal jest bardzo istotny. Spośród krajów spoza UE największymi odbiorcami są: Rosja, Arabia Saudyjska i Ukraina. Ogółem polskie wyroby piekarskie trafiły do 129 krajów na świecie.

Plan na przyszłość – podążanie za trendami i nowe kanały sprzedaży

Pandemia wprowadziła wiele zmian w preferencjach zakupowych klientów. Zdanie analityków Santander Bank Polska trudno ocenić, czy w przypadku branży piekarniczej będą one trwałe. Obecnie z wielu badań opinii społecznych płynie wniosek o wzroście znaczenia lokalności wśród konsumentów, to może sprzyjać rozwojowi mniejszych firm, operujących lokalnie.

Polski rynek działa pod presją przesuwania konsumpcji z pieczywa tradycyjnego w stronę pozostałych wyrobów piekarskich. Widać też wyraźnie, że rośnie zainteresowanie konsumentów pieczywem pełnoziarnistym lub z dodatkiem ziaren, produktami o obniżonej zawartości soli, bez cukru czy glutenu. Można się spodziewać, że firmy, które będą rozwijać swoje portfolio produktowe oraz śledzić zmieniające się trendy, w kolejnych latach zwiększą swój udział w rynku.

Pandemia jest za to wyzwaniem dla segmentu pieczywa, produkowanego na potrzeby branży HoReCa. Nawet w przypadku „odmrożenia” gospodarek powstaje obawa o kolejne lock-downy i trwałość popytu. Tu znaczenia nabiera możliwość elastycznego przesuwania sprzedaży między różnymi kanałami, np. do sklepów detalicznych. Powinna temu sprzyjać rosnąca liczba punktów, zarówno w handlu wielko jaki i małoformatowym, które dysponują urządzeniami do odpieku pieczywa.

Dlaczego warto korzystać z usługi Quality Assurance, czyli zapewnienia jakości?

QA pod tymi dwoma literami kryje się niezawodność, wysoka jakość i produkt dopasowany do potrzeb klienta końcowego. Quality Assurance to proces, który zaczyna się na długo przed wdrożeniem testów. Na czym polega i dlaczego warto go wdrożyć?

Quality Assurance – na czym polega zapewnianie jakości?

QA, czyli Quality Assurance, to usługa zapewnienia jakości, która kryje się za sukcesem niejednego produktu lub firmy. Jeżeli czujesz, że to, co tworzysz, mogłoby działać lepiej, QA pomoże Ci znaleźć odpowiedź na pytanie, jak to poprawić. Ta usługa obejmuje szereg działań, które pozwalają na podwyższenie jakości i osiągnięcie pożądanego efektu. Wymagają skrupulatnej analizy, zaplanowania, a następnie wdrożenia zgodnie z dokumentacją. Być może zadajesz sobie pytanie, do czego to wszystko dąży, czy nie da się stworzyć dobrego produktu bez wsparcia specjalistów QA. Oczywiście, istnieje taka możliwość, ale należy liczyć się w takim przypadku z wysokim ryzykiem biznesowym. Jeżeli nie musisz go podejmować, to dlaczego miałbyś to robić?

Wytworzenie i wypuszczenie niesprawdzonego produktu wiąże się z wysokim ryzykiem. W efekcie mogą pojawić się bugi, których naprawa będzie niosła za sobą jeszcze większe koszty. Dodatkowo produkt może nie spełniać oczekiwań klienta końcowego, co wpłynie negatywnie na wizerunek firmy. Koszt może być liczony nie tylko w jednostkach monetarnych, ale również wartościach niematerialnych. Jeżeli chcesz tego uniknąć, pomoże Ci w tym usługa Quality Assurance.

Jakie działania składają się na usługę Quality Assurance?

Quality Assurance ma na celu zapobieganie błędom, które mogą pojawić się w przyszłości. Specjaliści biorą na warsztat nie tylko sam produkt, ale również wprowadzane technologie, metody oraz procesy biznesowe. Do podstawowych działań należy weryfikacja, czy każdy z tych elementów jest prawidłowo zaprojektowany oraz implementowany. Dlatego też warto wprowadzać usługę Quality Assurance na samym początku procesu wytwarzania oprogramowania lub innego produktu. Jak wspomnieliśmy, działania specjalistów mają charakter prewencyjny, więc im wcześniej, tym lepiej. Pojawia się pytanie, czy warto wprowadzać usługę Quality Assurance, kiedy produkt został wdrożony, a klient zaczął z niego korzystać. Odpowiedź brzmi: tak, oczywiście.

W takim przypadku specjaliści pomogą w wykryciu obecnych już błędów, zarekomendują dalsze działania, a także zdefiniują potencjalne zagrożenia i bugi. Po wdrożeniu zaleceń zredukujesz określone ryzyka biznesowe, a także podniesiesz bezpieczeństwo i skuteczność procesu.

Quality Assurance a doskonalenie procesów

Jak wspomnieliśmy, Quality Assurance ma na celu doskonalenie procesów. Jeżeli zdecydujesz się na wdrożenie odpowiednich działań i rekomendacji specjalistów, zyskasz transparentne schematy komunikacji oraz postępowania pracowników w określonych sytuacjach. Dzięki temu unikniesz chaosu, a w razie problemów i wątpliwości możesz zawsze wrócić do procesu i znaleźć w nim odpowiedź, co należy zrobić w danym przypadku. Bez wątpienia Quality Assurance poprawia funkcjonowanie firmy, a nawet wpływa na optymalizację czasu pracy i zwiększa efektywność pracowników. Specjaliści QA zajmą się w ramach doskonalenia procesów metodami pozyskiwania wymagań, sposobami komunikacji, procesami wytwarzania oprogramowania, a także wdrożonymi technikami.

QA w zarządzaniu projektem

Zarządzanie projektami to działania, które mają na celu osiągnięcie najwyższej jakości, terminowości oraz pełnej satysfakcji klienta. Wewnątrz firmy skupiają się na optymalizacji czasu, kosztów oraz prawidłowym wykorzystaniu zasobów ludzkich. Jak widać, cele są niemal takie same jak w przypadku QA. Jeżeli połączysz te usługi i skupisz zarządzanie projektami wokół jakości, osiągniesz złoty środek, który pozwoli na poprawienie wyników firmy. Specjaliści QA opracują dla Ciebie plan wykorzystujący w pełni potencjał zasobów, jakimi dysponuje przedsiębiorstwo.

Wsparcie ekspertów QA w zarządzaniu projektami opiera się przede wszystkim na działaniach, które mają na celu zidentyfikowanie procesów oraz zdefiniowanie i udokumentowanie luk. Następnie przychodzi czas na ich uzupełnienie poprzez opracowanie nowych zasad działania oraz określenie priorytetów.

Outsourcing usługi QA

Outsourcing usługi QA daje Ci pewność, że korzystasz z pomocy osób doświadczonych, posiadających niezbędną wiedzę do tego, by procesy zyskały na jakości i skuteczności. Aby wprowadzić odpowiednie standardy jakości, należy wziąć pod uwagę kilka aspektów:

  • jak przeprowadzać testy,
  • co robisz i dlaczego,
  • skąd bierzesz specyfikację,
  • jak kontrolować cały proces.

Pomożemy Ci zweryfikować, czy wszystkie działania są realizowane zgodnie z harmonogramem, oczekiwaniami klienta i budżetem. Jedną z firm, która oferuje usługę QA, jest Testspring. W zakres jej działań wchodzą nie tylko wyżej wymienione zadania, ale również ulepszenie procesu developmentu. Opracuje dla Ciebie również metody i procedury. Dzięki temu możesz wytwarzać taniej lepiej i szybciej. Twoi pracownicy otrzymają wdrożenie w nowe procesy poprzez odpowiednie szkolenia. Jak widać, usługa QA to nie tylko testy, ale również szereg innych działań, które pomogą osiągnąć pożądaną jakość.

Janusz Palikot: Tenczyńska Okovita planuje crowdfunding, a Grupa Manufaktury Piwa Wódki i Wina IPO

Tenczyńska Okovita jeszcze w marcu br. ruszy z emisją crowdfundingową promowaną przez Crowdway. Jest to część zaplanowanego procesu upublicznienia Grupy Manufaktury Piwa Wódki i Wina, której Tenczyńska Okovita jest częścią. Debiut giełdowy jest przewidziany na III kwartał 2021 roku. W 2022 roku inwestorzy Tenczyńska Okovita SA uzyskają możliwość upłynnienia akcji przez konwersję do spółki matki.

W zbliżającej się zbiórce spółka planuje pozyskać ponad 4,4 mln zł. Środki od inwestorów społecznościowych zostaną przeznaczone na rozbudowę dotychczasowych mocy wytwórczych, uruchomienie produkcji oraz sprzedaży własnej marki whisky, jak i rozpoczęcie działalności eksportowej na rynkach azjatyckich.

Tenczyńska Okovita w ostatnim roku rozwinęła największy w historii polskiego rynku alkoholowego program zakupów whisky. Nie był on wcześniej planowany na etapie crowdfundingu, odniósł jednak ogromny sukces i zapewnił dodatkowe przychody. W związku z bardzo dobrymi wynikami, osiąganymi na początku 2021 roku, spółka wypłaci ok. 0,5 mln zł zaliczki na poczet dywidendy – będzie to pierwszy taki przypadek w historii polskiego crowdfundingu udziałowego.

Polska od kilku lat jest w trakcie rewolucji na rynku alkoholowym. Zaczęło się od piwa kraftowego, które jako pierwsze zaczęło cieszyć się coraz większą popularnością. Następnie przyszedł czas na alkohole wysokoprocentowe. Doświadczenie i zaangażowanie zespołu Tenczyńska Okovita sprawiło, że rzemieślnicze gorzałki z różnych zbóż i owoców podbiły gusta Polaków. Teraz zapraszamy nowych akcjonariuszy do kolejnego przedsięwzięcia – stworzenia nowej polskiej marki whisky – powiedział Janusz Palikot, prezes Manufaktury Piwa Wódki i Wina SA oraz Tenczyńska Okovita SA.

Warto dodać, że w tym roku nasi dotychczasowi inwestorzy otrzymają zaliczkę na poczet dywidendy. Wypłacimy ją jako pierwsza spółka w Polsce, która wsparła się finansowaniem z crowdfundingu udziałowego. Ponadto w tym roku planujemy IPO Grupy Manufaktury, której Tenczyńska Okovita jest ważnym ogniwem, co docelowo dostarczy naszym akcjonariuszom m.in. wartość w postaci płynności papierów wartościowych – dodał Janusz Palikot.

Cele emisji – wzrost produkcji, whisky i eksport

Spółka – za sprawą działań komunikacyjnych i wprowadzeniem na rynek wysokojakościowych rzemieślniczych wyrobów alkoholowych – notuje rosnącą liczbę zamówień. Maszyny zakupione ze środków pozyskanych z crowdfundingu z 2019 roku oraz z dodatkowej późniejszej emisji prywatnej jeszcze przed startem ich pracy były obłożone w pełni na cztery miesiące do przodu. W odpowiedzi na rosnące zainteresowanie Tenczyńska Okovita postanowiła zwiększyć moce produkcyjne.

Ponadto spółka planuje także produkcję whisky, którą będzie sprzedawana pod własną marką (nie tylko produkując ją dla prywatnych właścicieli beczek) – wymaga to nakładów na rozwój produkcji, zakup kolejnych beczek i zagospodarowanie miejsca na magazynowanie przez minimum 3 lata, a docelowo o wiele dłużej.

Wraz z popularyzacją produktu whisky i jej tokenizacji pojawiła się szansa wprowadzenia projektu na rynek azjatycki, który wykazuje bardzo duże zapotrzebowanie na projekty inwestycyjne w alkohol starzony. Spółka planuje wejść na rynki Azji, które są jednym z najciekawszych rynków sprzedaży dla tego typu produktów. Whisky z Tenczynka – która powstanie w beczkach z profilem japońskim, a także polskim – będzie niebawem oferowana poza granicami Polski.

Beczki Palikota, Palikot Selekcja i tokenizacja whisky

Pod koniec 2019 roku spółka uruchomiła program “Beczki Palikota”, w którym inwestorzy mogą rezerwować beczki pełne rzemieślniczej okowity oraz destylatu, który po trzech latach staje się whisky. Ceny beczek zaczynają się już od 4000 zł. W ciągu roku zarezerwowano ich już prawie 300.

Zanim jeszcze whisky z Tenczynka będzie gotowa spółka wprowadzi na rynek ­– w ramach programu Palikot Selekcja – szkocką whisky słodową mieszaną (blended malt whisky), wybraną jako wzorzec, na którym oprze się smak Whisky Palikota.

Tenczyńska Okovita to prawdopodobnie pierwsza na świecie spółka, która tokenizuje whisky. Projekt wystartował 10 grudnia 2020 roku i do tej pory zakupy whisky w formie tokenów zrealizowało ponad 1100 osób, na kwotę niemal 1,5 mln złotych.

Perspektywy rynkowe

Kultura picia alkoholu znacząco zmieniła się podczas pandemii. Nie tylko piwa rzemieślnicze zyskały na popularności, ale także odnotowano wzrost sprzedaży alkoholi premium. Polacy są otwarci na nietypowe smaki i wysokiej jakości wyroby. Wynika to między innymi z rosnącej świadomości konsumentów. Ponadto widoczny jest trend, w którym coraz bardziej pożądane są marki personalne, pochodzące od aktorów czy przedsiębiorców, a nie produkty korporacyjne. To ta część branży rozwija się dziś najszybciej na całym świecie.

Rynek whisky odnotował w Polsce w trakcie pandemii największy wzrost (aż o 15% rok do roku). Społeczeństwo pije droższe i bardziej ekskluzywne trunki. Za sprawą stabilnej i pewnej lokacie kapitału whisky stało się pożądanym towarem także dla inwestorów. Rynek tego alkohol jest w trakcie dynamicznego wzrostu. Według prognoz International Wine & Spirit Research (IWSR) udział rynku whisky super premium w Polsce wzrośnie do ok. 4 proc. całego rynku whisky, co będzie średnią Europejską w 2025 roku.[1][2]

Na atrakcyjność inwestycyjną whisky wpływa stabilny rynek, wysoki popyt i stopy zwrotu z inwestycji. Analitycy podkreślają, że najmocniej ilościowo rosną takie kategorie, jak whisky (15%), wino (8%), rumy (30%) czy giny (26%).[3]

Zainteresowanie polskimi produktami szczególnie w trakcie pandemii jest mocno zauważalne. Swój wpływ na to zjawisko miały nie tylko kampanie promujące zakupy u polskich producentów, wsparcie krajowej gospodarki, ale także świadomy wybór konsumenta stawiającego na dobrą jakość. Istotnym zjawiskiem nasilonym przez pandemię jest wzrost patriotyzmu konsumenckiego, który skutkuje wyborem polskich marek.

Pod koniec 2019 roku Tenczyńska Okovita zebrała 4 180 000 zł w pierwszej zbiórce crowdfundingowej. Wówczas do Janusza Palikota dołączyło 1339 nowych wspólników. Środki z emisji zostały przeznaczone na powstanie tradycyjnej okowity, starzenie piw warzonych w Browarze Tenczynek i otwarcie taproomu. Cieszymy się z dynamicznego rozwoju biznesu, ale także zapowiedzianego upublicznienia, co pozwoli zrealizować zyski inwestorom – powiedział Marcel Rowiński, dyrektor operacyjny w Crowdway.

[1] https://www.portalspozywczy.pl/alkohole-uzywki/wiadomosci/william-grant-and-sons-rynek-whisky-luksusowych-w-polsce-potroi-swoja-wartosc-w-ciagu-5-6-lat,193774.html

[2] https://www.horecatrends.pl/trendy/119/whisky_premium_chetnie_spozywana_w_czasie_pandemii,7006.html

[3] https://www.portalspozywczy.pl/alkohole-uzywki/wiadomosci/william-grant-and-sons-rynek-whisky-luksusowych-w-polsce-potroi-swoja-wartosc-w-ciagu-5-6-lat,193774.html

3 na 4 firmy straciły głównego kontrahenta w czasie pandemii

Kryzys związany z COVID-19 dotknął niemal wszystkich. Nawet 80% firm mogło stracić swoich głównych kontrahentów. Polskę dotknęła recesja, a ponad 75% polskich przedsiębiorców uważa, że pandemia negatywnie wpływa na ich biznes. Rozwiązań muszą szukać nie tylko menedżerowie firm, ale też rządzący – choćby w ułatwieniach podatkowych, takich jak ulga IP BOX.

– W dobie szalejącej pandemii zakończenie współpracy z dużym klientem jest niemal codziennością. Wiele firm musiało nauczyć się jak działać na niepewnym rynku. Strata klienta to nie tylko ubytek dochodu, to też wiele ważnych decyzji do podjęcia np. dotyczących zwolnień czy szybkiego przebranżowienia się – mówi Marek Czyżewski, CEO PRAVNA.pl, jednego z największych polskich serwisów świadczących usługi prawne dla biznesu przez internet.

Amerykańska platforma Skynova, która na co dzień zajmuje się pomocą małym firmom w fakturowaniu online, sprawdziła jak ich klienci radzą sobie w dobie pandemii. Ponad 1000 przepytanych właścicieli firm oraz menedżerów wyższego szczebla rysuje obraz, który musi wzbudzać uczucie przynajmniej lekkiego zaniepokojenia.

Najwięksi klienci odchodzą – ludzie tracą pracę

Według raportu, ponad cztery na pięć badanych firm straciło swojego największego klienta w czasie trwania kryzysu wywołanego przez COVID-19, a to skutkowało utratą dochodu na poziomie 48%. Ponad 20% biznesmenów przyznało, że utracili od 60% do nawet 80% całkowitych przychodów z powodu rozstania się z największym kontrahentem. Według Skynovy lepiej poradziły sobie mikroprzedsiębiorstwa, które odnotowały najniższą stratę w całkowitych przychodach po utracie największego klienta (42%), podczas gdy średnie przedsiębiorstwa – zatrudniające od 50 do 249 pracowników – odnotowały największą stratę przychodów (51%). Głównym powodem zakończenia współpracy z kontrahentem była pandemia (50%) i straty finansowe poniesione przez te firmy (48%). Mniejszy wpływ miały zmiany celów i kierunków działania (36%) czy zmiany właścicielskie (31%).

Co ważne, praca badanych firm była oceniana zdecydowanie dobrze, bo zaledwie dla kilkunastu procent klientów brak dalszej współpracy wiązał się z niesatysfakcjonującym czasem pracy, słabą jakością czy brakiem oczekiwanych wyników. Ponadto przedsiębiorcy, którzy tracili swojego największego klienta zmuszeni byli do nagłego i zdecydowanego działania. Średnio pracę straciło 13 osób zatrudnionych w firmach badanych przez Skynovę.

Polska nie jest zieloną wyspą

Dane dotyczą głównie firm amerykańskich, ale w światowej gospodarce, która jest systemem naczyń połączonych, takie rezultaty muszą skłaniać do refleksji. Stan polskiej gospodarki – na tle choćby pozostałych krajów Unii Europejskiej – nie jest najgorszy, ale i tak Polskę trawi pierwsza od ponad 30 lat recesja. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego polskie PKB spadło do poziomu -2,8%. Niepokoić mogą też dane o bezrobociu, które na koniec 2020 roku wzrosło do 6,2% (wzrost o 1%).

Jedną z branż, która przez pandemię przechodzi nieco pewniej niż pozostałe, jest sektor IT. Nie oznacza to jednak tego, że firmy zajmujące się nowymi technologiami, nie musiały mierzyć się z problemami. Według Software Development Association Poland – organizacji zrzeszającej polskie firmy z sektora IT – aż 65% z nich odczuło negatywne skutki kryzysu związanego z COVID-19. Głównym czynnikiem wpływającym na nieco gorszą kondycję branży IT są kłopoty kontrahentów. Spowolnienie w wielu innych branżach bezpośrednio wpływa na sytuację firm IT, a te które współpracowały np. tylko z firmami turystycznymi musiały mierzyć się ze zwolnieniami. To dla sektora usług IT niespotykana do tej pory sytuacja. Przyszłość branży nowych technologii może być też zahamowana poprzez fakt wydawania ogromnych środków państwowych na walkę z pandemią. W rządowej kasie może po prostu zabraknąć środków na innowacje.

Czy polskie firmy mają plan B?

– Fakt, że w raporcie firmy Skynova aż 85% respondentów jest pewnych tego, że pomimo straty swojego największego klienta poradzi sobie w sytuacji kryzysu, napawa optymizmem. Dla połowy z nich utrata kontrahenta to tylko chwilowe niepowodzenie, a plan naprawczy, który posiada ponad 90% z nich, ma im pozwolić tak przebudować swój biznes, żeby znowu był konkurencyjny. Warto zastanowić się czy polskie firmy mają już przygotowane plany awaryjne, bo zdecydowanie jest to czas, żeby przejść do działania – podkreśla Prezes Zarządu, Marek Czyżewski z PRAVNA.pl

Respondenci badania przeprowadzonego przez Skynovę wskazywali na kilka rozwiązań, które poczynili, żeby ratować swoje firmy przed zapaścią. Dla partnerów przygotowywali promocyjne ceny, oferowali więcej pracy i negocjowano inne warunki umowy, tak aby były korzystniejsze dla klientów. Większość spotkań odbywało się online, ale co trzeci badany przyznał, że próbował przekonać swoich partnerów do kontynuowania współpracy podczas tradycyjnego spotkania.

Raport BCC wskazuje drogę rządowi

Raport platformy Skynova skupia się na działaniach, które musi wykonać sam przedsiębiorca, żeby przetrwać kryzys i wejść w kolejny rok z nowymi perspektywami na odbudowę swoich biznesów – z największymi klientami lub bez nich. Menedżerowie firm powinni skupić się na szukaniu nowych możliwości, dążyć do zmaksymalizowania satysfakcji klienta i podejmować natychmiastowe działania, które złagodzą straty największych klientów. Nie mogą też zapominać o wzmocnieniu obecności marketingowej.

Natomiast Business Center Club przepytał ponad stu właścicieli polskich firm. Wnioski z raportu „Pozaprawne bariery związane z zatrudnieniem w okresie COVID-19” są jednoznaczne. Trzech na czterech polskich przedsiębiorców stwierdziło, że pandemia miała negatywny wpływ na kondycję ich biznesów. Przypomnijmy, że ok. połowa polskiego PKB generowana jest przez małych i średnich przedsiębiorców.

Polscy biznesmeni zwracają uwagę nie tylko na chaos prawny, niezrozumiałe dla nich decyzje o zamykaniu kolejnych branż czy dziurawe „tarcze antykryzysowe”. W raporcie zaznaczono, że decyzję o zmniejszeniu zatrudnienia w ramach optymalizacji kosztów działań mogą zastopować też pozaprawne czynniki. Ponad 70% przedsiębiorców zauważa, że wypowiedzi polityków są nacechowane negatywnie wobec działań biznesu. Tworzy to niekorzystny klimat i podważa zaufanie do przedsiębiorców. Jednak już ponad 90% menedżerów uskarża się na przedłużający się czas wydawania decyzji urzędowych czy wyroków sądowych. Według przedsiębiorców w dobie pandemii każdy dzień zwłoki może spowodować niepowetowane straty – z likwidacją firmy włącznie.

Ulga IP BOX pomoże innowacyjnym przedsiębiorcom

Innym czynnikiem, który może pomóc przetrwać przedsiębiorcom jest ulga podatkowa zmniejszająca podatek dochodowy do 5%. – W Polsce firmy i przedsiębiorcy, którzy zajmują się nowymi technologiami, a za swój cel biorą badania i rozwój mogą skorzystać z jeszcze jednej opcji, która pomoże im przetrwać trudny pandemiczny czas. Ulga IP Box, wprowadzona do systemu podatkowego w 2019 roku, pozwala innowacyjnym podatnikom (np. programistom, wynalazcom) na opłacanie referencyjnej 5% stawki podatku CIT/PIT w odniesieniu do dochodów z kwalifikowanych praw własności intelektualnej – podkreśla ekspert PRAVNA.pl

Idea wprowadzenia specjalnej ulgi podatkowej wiązała się z chęcią zwiększenia innowacyjności polskiej gospodarki. Rząd Mateusza Morawieckiego chciał, żeby na badania i rozwój przypadało 2% polskiego PKB w 2020 roku. Dziś wiemy, że ten plan nie ma już szans powodzenia, bo w 2019 roku zaledwie 1,21% PKB było związane bezpośrednio z wydatkami na innowacyjność.

Z ulgi IP BOX mogą skorzystać te firmy, które prowadzą działalność innowacyjną. – Teoretycznie B+R jest to każda działalność, która rozwija stan wiedzy, wytwarza coś nowego, innowacyjnego. Jednak już tworzenie nowych programów czy ich funkcjonalności w oparciu o stare systemy i przy użyciu dostępnych już narzędzi może być uznane jako nieuzasadnione skorzystanie z ulgi IP BOX – zwraca uwagę Marek Czyżewski.

Według ordynacji podatkowej z takiej ulgi mogą też skorzystać m.in. wynalazcy, którzy zdobyli patent, a także firmy, które zarejestrowały produkt leczniczy czy naukowcy, którzy zarejestrowali nowe odmiany roślin lub ras zwierząt. Dochód dla którego stosuje się ulgę IP Box można uzyskać m.in. ze sprzedaży kwalifikowanego IP czy należności z tytułu umów licencyjnych. – Co do zasady podstawą opodatkowania preferencyjną stawką podatku dochodowego w wysokości 5% jest iloczyn dochodu z kwalifikowanego IP i wskaźnika nexus, który wylicza się ze wskazanego w ustawie wzoru – dodaje ekspert PRAVNA.pl.

Korekta cen ropy. Deflacja w Chinach

Po nagłym wystrzale w górę przyszła korekta cen ropy. Jak widać, na rynku wcale nie jest tak dobrze, jak dotychczas sądzono. Pytanie, jak sytuacja rozwinie się dalej, skoro spadają prognozy popytu na ropę.

Gospodarka strefy euro

Wczorajsze dane ze strefy euro okazały się lepsze od oczekiwań. Wzrost gospodarczy (a właściwie spadek) wyniósł 4,9% w skali roku. To mniej niż oczekiwane 5%, ale przede wszystkim mniej niż w początkach pandemii zakładali analitycy, mówiący o niemal 10% recesji. Dane te ze względu na swoja przewidywalność nie wprowadziły większego zamieszania na rynkach. Większość informacji cząstkowych była bowiem już znana. Potwierdzają one jednak, że początkowo wyraźnie przeszacowaliśmy negatywny wpływ lockdownu.

Korekta czarnego złota

Po niespodziewanym przekroczeniu ceny 70 dolarów za baryłkę ropy wg notowań w Londynie przyszedł czas na korektę. W ciągu raptem dwóch dni cena baryłki spadła od szczytów o 4 dolary. Powodem są między innymi gwałtownie rosnące zapasy surowca i paliw w USA. Sytuacja ta sugeruje, że na rynku wcale nie brakuje surowca. To właśnie zbyt mała produkcja względem potrzeb miała pchać ceny w górę. Wczoraj zapasy rosły o 12,8 mln baryłek, to nie tylko wynik wyższy od spodziewanego spadku, ale przede wszystkim jeden z najwyższych odczytów ostatnich pięciu lat.

Deflacja w Chinach

W Państwie Środka w ujęciu rocznym ceny wciąż spadają. W lutym ten spadek ogranicza się już, co prawda, do 0,2% wobec oczekiwanej deflacji 0,4%. Mówimy o cenach dla konsumentów. Ceny producentów rosną jednak o 1,7%, oznacza to spadek rentowności handlu, skoro koszty rosną a ceny w sklepach spadają. Pokazuje to, że wzrost, który mamy obecnie w Chinach, nie ma zbyt trwałych podstaw i nie da się go w ten sposób trwale podtrzymywać. Jest to zatem kolejny wątpliwy sygnał dla światowej gospodarki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl