COVID-19: Kolejna fala oszustw internetowych właśnie trwa

  • CPR udokumentował 7056 nowych domen związanych ze szczepionkami, z których aż 294 uznano za potencjalnie niebezpieczne
  • rejestracja domen „szczepionkowych” wzrosła o 300%, natomiast liczba witryn uznanych za niebezpieczne wzrosła o blisko 30%.
  • „fałszywe” witryny często proszą nas o podanie danych logowania do popularnych usług takich jak konto Microsoft, poczta elektroniczna czy media społecznościowe

W ostatnich miesiącach nastąpił trzykrotny wzrost rejestracji domen związanych ze szczepionkami oraz 29-procentowy wzrost tego typu witryn, które uznawane są za niebezpieczne – informuje Check Point Research. Jak twierdzą eksperci wraz ze wzrostem zainteresowania szczepieniami rośnie aktywność hakerów chcących wyłudzić nasze dane.

Rozpowszechnianie szczepionek COVID-19 nabiera tempa – na całym świecie podano już około 250 milionów dawek. Choć ogólnoświatowy program szczepień jest prowadzony na bezprecedensową skalę, to warto pamiętać, że pełny cykl zastrzyków otrzymało mniej niż 1% światowej populacji. Potężne zainteresowanie kwestią szczepionek, ich skuteczności oraz bezpieczeństwa, wykorzystują cyberprzestępcy, przygotowując treści internetowe, które mają m.in. za cel kradzież danych uwierzytelniających lub potajemną instalację złośliwego oprogramowania na urządzeniach użytkowników.

Jak wynika z danych Check Point Research, liczba domen ze słowem „szczepionka” w nazwie skokowo wzrosła w ostatnich czterech miesiącach, czyli od momentu przygotowania do dystrybucji pierwszych partii. Od listopada 2020 roku Check Point Research udokumentował 7056 nowych domen związanych ze szczepionkami, z których aż 294 uznano za potencjalnie niebezpieczne.

Porównując powyższe dane do tych z okresu lipiec-październik ub.r. dowiadujemy się, że rejestracja domen „szczepionkowych” wzrosła o 300%, natomiast liczba witryn uznanych za niebezpieczne wzrosła o blisko 30%.COVID-19 Kolejna fala oszustw internetowych właśnie trwa

Jak wskazują eksperci niebezpieczne „fałszywe” witryny często proszą nas o podanie danych logowania do popularnych usług takich jak konto Microsoft, poczta elektroniczna czy media społecznościowe.  W związku z niepokojącymi danymi firma Check Point przedstawiła rekomendacje w jaki sposób można ustrzec się przed niebezpieczeństwem czyhającym na użytkowników Internetu:

  1. Uważaj na błędy ortograficzne – uważaj na błędy ortograficzne lub inne błędy w pisowni, w tym błędy w adresach stron – np. z końcówką „.co” zamiast „.com”. Mogą one świadczyć o potencjalnym oszustwie.
  2. Uważaj na oferty „kup szczepionkę online” – choć może się to wydawać kuszące, ponieważ wciąż wielu z nas czeka na otrzymanie szczepionek, oferty te praktycznie gwarantują, że będą oszustwem.
  3. Nigdy nie udostępniaj swoich danych uwierzytelniających – kradzież danych uwierzytelniających jest wspólnym celem cyberataków. Wiele osób używa tych samych nazw użytkownika i haseł na wielu różnych kontach, więc kradzież danych logowania do jednego konta może dać atakującemu dostęp do innych. Nigdy nie udostępniaj danych logowania i nie używaj takich samych haseł.
  4. Zawsze zachowuj podejrzliwość w stosunku do wiadomości e-mail dotyczących resetowania hasła – jeśli otrzymasz wiadomość e-mail z niespodziewaną prośbą o zmianę hasła, zawsze odwiedzaj witrynę bezpośrednio (nie klikaj osadzonych linków). Klikając w link znajdujący się w wiadomości, możesz zostać przekierowany do witryny phishingowej, która przejmie Twoje dotychczasowe dane logowania.
  5. Zawsze zwracaj uwagę na język w e-mailu – techniki inżynierii społecznej mają na celu wykorzystanie ludzkiej natury, w tym fakt, że ludzie są bardziej skłonni popełniać błędy, gdy się spieszą np. otrzymując polecenia osób na stanowiskach kierowniczych. Ataki phishingowe często wykorzystują te techniki, aby przekonać swoje cele do zignorowania potencjalnych podejrzeń dotyczących wiadomości e-mail i kliknięcia łącza lub otwarcia załącznika.

Cyberprzestępcy podszywają się pod Ministerstwo Finansów i rozsyłają e-maile ze złośliwym linkiem

Hakerzy próbują kolejnych socjotechnicznych sztuczek, aby wykraść dane przedsiębiorców. Chcą wykorzystać zainteresowanie firm pakietami pomocowymi oferowanymi przez rząd w ramach kolejnych Tarcz Antykryzysowych i rozsyłają e-maile z informacjami o rzekomym wsparciu finansowym oraz złośliwym linkiem do rejestracji po nie.

Rząd opracował już osiem wersji Tarcz Antykryzysowych. Przedsiębiorcy mogą w ich ramach ubiegać się m.in. o bezzwrotną mikropożyczkę w kwocie 5 tys. zł. To właśnie zainteresowanie tą formą pomocy usiłują wykorzystać cyberprzestępcy. Oszuści informują w mailu (pisownia oryginalna):

„Biorąc pod uwagę sytuację związaną z COVID-19, rząd podjął decyzję o utworzeniu funduszu solidarnościowego dla bardzo małych firm i osób samozatrudnionych, aby zapewnić pomoc doraźną w wysokości 7.000 PLN tym, których obroty spadają.”

W polu nazwy nadawcy wiadomości podane jest Ministerstwo Finansów, ale widać, że e-mail został wysłany z prywatnego adresu – z domeną z jednego z popularnych portali. Podana została także inna kwota niż w rzeczywiście obowiązujących rozwiązaniach pomocowych.

Co jeszcze powinno wzbudzić czujność w tej wiadomości? – Z pewnością niefachowe nazewnictwo, takie jak „bardzo małe firmy”, czy też brak jakichkolwiek szczegółów poza niejasnym i nieprecyzyjnym kryterium „spadających obrotów” – mówi Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce. – Dodatkowo po najechaniu kursorem na link prowadzący do rejestracji widać, że nie jest to prawdziwa strona Ministerstwa Finansów, ale najprawdopodobniej phishingowa strona, znajdująca się na serwerze w domenie wixsite.com.

Według ostatniego raportu Global Threat Landscape, opracowanego przez analityków z FortiGuard Labs, cyberprzestępcy coraz chętniej sięgają po tego typu narzędzia jak złośliwe strony www, aby wykradać dane nieostrożnych użytkowników.

Niestety metody socjotechniczne wciąż mają się bardzo dobrze, dlatego specjaliści ds. bezpieczeństwa wciąż apelują o to, aby zachowywać szczególną ostrożność wobec podejrzanych treści, zwłaszcza wiadomości, które przychodzą na nasze skrzynki mailowe czy za pośrednictwem komunikatorów – podkreśla Jolanta Malak.

Cyberprzestępcy, którzy podszywają się pod Ministerstwo Finansów, zastosowali kilka podstawowych „sztuczek”, jakie są używane w tego typu phishingowych wiadomościach:

  • Wykorzystywanie bieżących wydarzeń – odwołanie się pandemii i towarzyszącej jej legislacji. Hakerzy wykorzystują natłok informacji, jaki panuje wokół kolejnych ustaw i zainteresowanie otrzymaniem pomocy ze strony firm.
  • Stworzenie wrażenia wyjątkowości oferty – słowa o „doraźnej” pomocy mają zachęcić do natychmiastowego skorzystania z propozycji i kliknięcia w link do rejestracji.
  • Żerowanie na emocjach – wiele firm znajduje się w trudnej sytuacji finansowej, więc obietnica szybkiego uzyskania wsparcia może być dla nich bardzo atrakcyjna i wywołać spadek czujności.

Można się spodziewać, że firmy będą otrzymywać więcej podobnych wiadomości. Cyberprzestępcy wciąż chętnie korzystają z możliwości, jakie stwarza im pandemia COVID-19. Dlatego zawsze należy podchodzić z ostrożnością do podejrzanych maili z propozycjami wsparcia finansowego, a w razie wątpliwości najlepiej rozwiać je, sięgając do oficjalnych źródeł.

Nie tylko podbój kosmosu. Czego polscy inwestorzy i branża OZE mogą się nauczyć od Elona Muska?

Czołowy przedstawiciel kalifornijskiego biznesu — Elon Musk — to nie tylko przedsiębiorca, który za punkt honoru przyjął sobie podbój kosmosu. W portfolio CEO SpaceX znajdziemy również szereg innych projektów, które mogą w znacznym stopniu ograniczyć ślad węglowy. Poczynania guru Doliny Krzemowej to także całkiem obiecująca lekcja dla polskiego sektora OZE i inwestorów zainteresowanych ekogospodarką przyszłości. Czego możemy się nauczyć od Elona Muska?

Fundacja w cieniu Tesli

Mimo faktu, iż nazwisko Muska firmowane jest raczej inwestycjami spod znaku Tesli, SpaceX czy wcześniejszej pracy w ramach PayPal, już w 2002 roku przedsiębiorca założył proekologiczne The Musk Foundation. Strategiczne obszary projektu to rozwój pediatrii, promocja nauk ścisłych oraz edukacji przyszłych inżynierów, a także odnawialne źródła energii. Zarejestrowany w Santa Monica Boulevard podmiot unika rozgłosu na skalę innych spółek, jednak według amerykańskiego Forbesa, struktury organizacji działają prężnie, pod okiem m.in. młodszego brata biznesmena — Kimbala Muska. Co więcej, roczne wpłaty na rzecz fundacji to środki rzędu od 175 tys. do nawet 600 tys. dolarów.

Pierwszym sygnałem dla polskich inwestorów i branży OZE w tej kategorii powinno być łączenie oświaty z inicjatywami eko. Bez autentycznego przesłania i chęci zaangażowania młodzieży, silny trend świadomego biznesu może się spalić na panewce nie tylko w polskich realiach. Przypadek Muska z kolei pokazuje, że istnieje kompromis syntezy obu światów, ponieważ jednym z projektów fundacji był program instalacji paneli PV w kalifornijskim mieście Riverside oraz promocja ekologicznego ogrodnictwa na terenie amerykańskich szkół podstawowych. Co więcej, w 2010 roku Musk sfinansował system fotowoltaiczny dla Communities Alliance Hurricane Response Center w Alabamie, który przyczynia się do produkcji 25 kWh całkowicie zielonej energii. Taki wynik zaspokaja 100 proc. potrzeb m.in. cyklicznie zmagających się z huraganami mieszkańców miejscowości Coden.

Aktywizm, baterie i fotowoltaika w kalifornijskim wydaniu

Rok później z kolei fundacja zainwestowała 250 tys. dolarów w rozwój modułu fotowoltaicznego w japońskiej Sōmie, która została wyjątkowo dotknięta zagrożeniem sejsmicznym, co przełożyło się na terminowe ograniczenie prac elektrowni jądrowej Fukushimy. Tym samym Musk pokazał, że aktywizm może iść ramię w ramię z biznesem oraz OZE, co powinno być również domeną polskich spółek oraz inwestorów. Powód? Przede wszystkim nastroje społeczne, potrzeby konsumentów oraz tak istotna etyka działania. Na tym jednak nie koniec proekologicznej ruchów Muska.

Kwestia energii jest jedną z najbardziej strategicznych elementów filozofii biznesowej przedsiębiorcy, więc nie dziwi również deklaracja, iż do 2022 roku spółki zależne chcą stworzyć największy na świecie system dostawy energetycznej. Składowymi przedsięwzięcia mają być m.in. domowe panele fotowoltaiczne oraz autorskie baterie Tesli. W założeniu już za rok Musk chce dostarczać względnie czystą energią do 50 tys. gospodarstw domowych na terenie Południowej Australii, a inicjatywa koncernu ma odpowiadać za 20 proc. potrzeb energetycznych stanu. Brzmi znajomo? Już w Polsce pierwsze ruchy w tym kierunku branża odnotowała przy okazji największej w regionie inwestycji fotowoltaicznej w Zwartowie na Pomorzu realizowanej przez Respect Energy oraz niemiecki koncern Goldbeck Solar. Choć skala przedsięwzięcia odpowiada nieco innej specyfice, w tej kategorii możemy mówić o odrobionej lekcji na polskim rynku.

Tesla, czyli nie tylko samochody

Jedną z głównych osi proekologicznej działalności Muska jest właśnie modernizacja systemów baterii oraz branża elektromobilności. Oba segmenty w przypadku Tesli rozwijane są równolegle, ponieważ ambicją koncernu jest maksymalne skrócenie ładowania samochodów elektrycznych, a więc przejście z kilkugodzinnych sesji do minut. Ponadto, w filozofii Muska prym ma wieść zasada skali. Jeszcze w 2015 roku podczas spotkania American Geophysical Union w San Francisco miał stwierdzić, iż tylko w przypadku Europy cały kontynent może być zasilany zieloną energią za sprawą farm położonych wyłącznie na “pewnej części” Hiszpanii. W przypadku USA z kolei — zdaniem Muska – “wystarczy” dobrze zagospodarowany nieużytek stanu Utah lub Nevady. Tym samym (przynajmniej w teorii) do roku 2030 największe kraje świata mogłyby cieszyć się energią z OZE. Lekcja dla Polski? Współpraca międzyregionalna — w przypadku realiów nadwiślańskich — m.in. z Niemcami, Danią oraz Austrią.

Ciekawym elementem oferty samej Tesli nie jednak jest wyłącznie flota pojazdów elektrycznych, ale projekt Tesla Solar Roof. Autorskie panele słoneczne zapowiedziane (nomen omen na Twitterze) w maju 2017 roku to koszt 21,85 dolarów na około 0,1 metra kwadratowego. Jak na razie system nadal jest w fazie dynamicznych zmian, jednak biorąc pod uwagę ostatnie wyniki Tesli — następne lata mogą być całkiem obiecujące dla fotowoltaicznego projektu Muska. Wniosek? W tym przypadku Tesla wygrała marketingowo. Podobnych schemat mógłby się sprawdzić również w polskich realiach. Jak obecnie sprawdzają się hucznie zapowiadane projekty?

Musk, a więc obietnice bez pokrycia?

Cała mitologia Muska brzmi obiecująco, jednak jakie są realne efekty? Jak się okazuje – krok po kroku Tesla faktycznie realizuje swoje ekozałożenia. Zarówno ostatni kwartał, jak i cały rok 2020 okazały się rekordowe pod względem dostaw magazynów energii Tesli (tzw. Megapacks), a jak przewidują analitycy — sprzedaż w kolejnych sezonach może być jeszcze większa. W ujęciu kwartalnym koncern dostarczył magazyny o łącznej pojemności 1584 MW. Analogiczny okres 2019 roku z kolei stanął pod znakiem 530 MWh, więc skok jest wyjątkowo znaczący.

Wcześniej podobnym projektem były Powerpacki, które w porównaniu z wersją “Mega” miały o 60 proc. mniejszą gęstość energii. Kolejna przewaga? Czas montażu, ponieważ nowa wersja magazynów to także skrócony okres instalacji, który w przypadku uruchomienia modułu o mocy 250 MW i pojemności nawet 1 GWh szacuje się na około 3 miesiące. Co ważne jednak Tesla nadal bazuje na segmencie moto, choć sam twórca zapowiedział wyrównanie szans obu gałęzi koncernu.

Co to oznacza dla inwestorów? Nie chodzi o masowe przelewanie kapitału na konta Tesli, jednak przystosowanie polskiego rynku do intensywnej pracy na rzecz OZE. Obecnie duża część przedsiębiorców z Doliny Krzemowej działa w duecie ze źródłami odnawialnymi, a tylko przykład Muska pokazuje, iż czas nie jest kartą przetargową, a chęć i zaangażowanie — w tej kategorii, jako lider w Europie Centralnej możemy zawalczyć z podniesioną głową.

Autor: Sebastian Jabłoński — prezes Zarządu spółki Respect Energy

Andrius Mikalauskas objął stanowisko CEO Barbory w Polsce

Andrius Mikalauskas, były CEO Barbory w krajach bałtyckich, objął stanowisko CEO Barbory w Polsce. Zastąpił tym samym Andriusa Jurgelevičiusa, który tymczasowo pełnił obowiązki szefa spółki.

Jak zaznacza Andrius Mikalauskas, spółka jest obecnie skoncentrowana na rynku polskim. Jako swoje główne cele nowy prezes wskazuje rozwój działalności Barbory w Warszawie, tak, by marka stała się pierwszym wyborem pod kątem codziennych zakupów spożywczych online dla mieszkańców Warszawy oraz realizację planów ekspansji.

Udało nam się to osiągnąć z powodzeniem na innych rynkach. Wierzę, że nasz model biznesowy sprawdzi się również w Polsce. Naszą ambicją jest dostarczanie polskim klientom najwyższej jakości usług tak, by docelowo zakupy na Barbora.pl stały się ich pierwszym wyborem. Obecnie koncentrujemy się przede wszystkim na rozszerzaniu asortymentu i personalizacji – tak, by doświadczenia zakupowe klientów i poziom obsługi były jeszcze lepsze. Jeśli chodzi o rozwój geograficzny, w tej chwili w pełni koncentrujemy się na Warszawie – nie tylko na samym mieście, ale na całej aglomeracji warszawskiej. Stopniowo będziemy rozszerzać zasięg Barbory na tereny wokół Warszawy mówi Andrius Mikalauskas, CEO Barbory w Polsce i dodaje:  Wierzę, że serwis który zaoferujemy stanie się nowym standardem w robieniu zakupów. Doskonała obsługa połączona z dbaniem o jakość produktów i dostawą do domu zapewnią klientom wygodę i dodatkowy czas, który będą mogli przeznaczyć dla rodziny czy na własne hobby.

Andrius Mikalauskas dołączył do zespołu Barbory na Litwie w 2017 roku jako dyrektor finansowy. W 2019 roku został powołany na stanowisko CEO Barbory na Litwie oraz CEO JSC „Radas”, spółki zarządzającej spółkami Barbory w krajach bałtyckich, a obecnie również w Polsce. Pod kierownictwem Andriusa Mikalauskasa spółka sprostała znacznie zwiększonemu popytowi na usługi e-grocery, przeprowadziła ekspansję w regionach wszystkich krajów bałtyckich oraz dokonała kolejnego kroku w rozwoju międzynarodowym – rozpoczęła działalność Barbory w Polsce.

Morskie farmy wiatrowe – kluczowy element polskiej transformacji energetycznej

Powstanie farm wiatrowych na morzu jest naszym kluczowym interesem. Są istotnym elementem transformacji polskiego miksu energetycznego i zapewnienia wymaganych dostaw prądu. Ceny tego prądu muszą być jednak rozsądne, bo to ma wpływ na konkurencyjność gospodarki – mówił w trakcie debaty Instytutu Jagiellońskiego wiceminister klimatu i środowiska Adam Guibourgé-Czetwertyński.

Debata pod tytułem „Zielone inwestycje odpowiedzią na skuteczną transformacje energetyczną w Polsce?” odbyła się w ramach konferencji „Rynek Opinii: Energetyka, Gospodarka, Społeczeństwo” i zgromadziła ekspertów w dziedzinie energetyki. Stanowisko polskiego rządu prezentował wiceminister klimatu i środowiska Adam Guibourgé-Czetwertyński. Minister mówił o budowie systemu zeroemisyjnego o mocy ok. 40 gigawatów (GW) porównywalnej do dzisiejszej energetyki konwencjonalnej. „W dużej mierze będzie to energetyka wiatrowa, ale także fotowoltaika, inne formy energetyki odnawialnej np. biogazownie. Te wszystkie kierunki będą wykorzystane w procesie transformacji” – mówił wiceminister Guibourgé-Czetwertyński.

Podkreśli przy tym, że różne źródła energii mają różne możliwości zastosowania. „Wiadomo, że wiatr czy fotowoltaika nie są w stanie dostarczać prądu przez całą dobę. Muszą działać w tandemie, albo z bardziej konwencjonalnym rozwiązaniem, albo z magazynem energii” – mówił wiceminister Guibourgé-Czetwertyński. Z drugiej jednak strony, bardziej stabilne źródła energii, np. biogazownie, mają ograniczony potencjał surowców z punktu widzenia środowiskowego.

Nie wszystkie koszty „zielonej transformacji” będą realizowane dzięki instrumentom unijnym, ponieważ mają one ograniczony horyzont czasowy – muszą być rozliczone do końca 2026 roku. Dlatego zostaną przeznaczone na budowę infrastruktury związanej z realizacją inwestycji w farmy wiatrowe, niż na same farmy, które powstaną później. Minister podkreślił, że powstanie farm wiatrowych na morzu jest kluczowym interesem Polski jako państwa. „Są istotnym elementem transformacji polskiego miksu energetycznego i zapewnienia wymaganych dostaw prądu. Ceny tego prądu muszą być jednak rozsądne, bo to ma wpływ na konkurencyjność gospodarki” – mówił Guibourgé-Czetwertyński.

Plany związane z transformacją energetyczną Polskiej Grupy Energetycznej przedstawił Paweł Strączyński, wiceprezes zarządu ds. finansowych PGE. „Planujemy na inwestycje w farmy offshorowe (wiatrowe, przyp. red.), fotowoltaikę, nowoczesne sieci przesyłowe i ciepłownictwo przeznaczyć kwotę 75 mld złotych. Za te pieniądze powstanie co najmniej 2,5 GW farm morskich, ok. 3 GW fotowoltaiki oraz ok. 1 GW w farmach lądowych” – mówił wiceprezes Strączyński.

Najbliższe lata będą bardzo ważne dla budowy pierwszych morskich farm wiatrowych. PGE zaangażowane jest w dwa projekty: Baltica-2 i Baltica-3. „To projekty o łącznej mocy 2,5 GW. Powinny zapewnić zieloną energię co najmniej czterem milionom gospodarstw domowych. Chcielibyśmy je zrealizować w latach 2026-28. Po roku 2030 roku powstanie kolejna farma Baltica-1 o mocy o 1 GW” – mówił wiceprezes Strączyński.

Do 2050 roku, czyli do osiągnięcia neutralności klimatycznej, PGE chce uzyskać dzięki morskim farmom wiatrowym 6,5 GW. Część inwestycji planuje realizować z innymi polskimi grupami energetycznymi – Eneą i Tauronem.

O strategiach budowy portfela inwestycji w zieloną energetykę mówiła również Izabela van den Bosche, wiceprezes zarządu firmy City Solutions Fortum. Według niej przejście na energetyką bezemisyjną nie może zakłócać konkurencyjności spółki, jak również transformacja ta musi uwzględnić zabezpieczenie ciągłości dostaw energii.

„Z blackoutami możemy sobie poradzić w domu kupując dużo świec, ale przemysł tak nie działa. Dlatego przejście do gospodarki opartej o źródła całkowicie bezemisyjne musimy przeprowadzać w sposób rozważny i odpowiedzialny” – mówiła wiceprezes van den Bosche. Dlatego jej firma jednocześnie inwestuje w źródła bezemisyjne – fotowoltaikę i wiatr, ale i źródła emitujące dwutlenek węgla. Są to na przykład spalarnie odpadów, gdzie dwutlenek węgla jest wychwytywany. (Inwestycja w Oslo.)

Budowanie farm wiatrowych to wielka szansa dla całej polskiej gospodarki. „Ponad sto polskich przedsiębiorstw zgłosiło się do nas jako potencjalni partnerzy. To ogromna szansa dla polskich portów i przemysłu stoczniowego, ale i rozwoju innych sektorów: usług transportowych, bazy noclegowej, gastronomicznej. Będzie to ogromny impuls inwestycyjny, korzystny dla polskiej gospodarki po Covidzie” – mówił wiceprezes Strączyński.

Część łańcucha dostaw dla morskiej energetyki wiatrowej już istnieje. „Mamy firmy kablowe, które produkują dla wiatru, ale nie w Polsce, tylko zagranicą. Mamy firmy, które dostarczają komponenty, właściwie wszystkie, oprócz turbin. Mają one potencjał by rozwinąć działalność i dostosować się do polskiego rynku” – mówiła dr Kamila Tarnacka, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. Według niej właściwe wykorzystanie tego potencjału wymaga przystosowania polskich portów. „To bardzo istotny element, wokół którego buduje się cała infrastruktura łańcucha dostaw”- mówiła dr Tarnacka.

Według niej proces przystosowania posuwa się zbyt wolno. „To skomplikowany, długi proces, wymagający wsparcia państwa. W naszej ocenie, porty nie dadzą sobie same rady” – mówiła dr Tarnacka. Zwłaszcza, że pierwsze farmy wiatrowe mają powstać już za kilka lat. Państwo powinno wspomóc porty m.in. w zakresie ustalania stosunków własności gruntów wokół portu.

Transformacja cywilizacyjna tej skali musi mieć kilka komponentów finansowania – mówił o przemianach polskiej energetyki Wojciech Hann, wiceprezes zarządu, kierujący pracami Zarządu Banku Ochrony Środowiska S.A. Jednym z nich finansowanie komercyjne albo quasi komercyjne – finansowanie dłużne, a na późniejszym etapie poprzez fundusze inwestycyjne.

Musi być też drugi komponent finansowania, czyli finansowanie grantowe, dopłatowe. „Myślę, że miks tych dwóch typów finansowań musi być zastosowany” – mówił wiceprezes Hann.

Podkreślił, że BOŚ ma szeroko rozwinięte kompetencje w zakresie doradztwa w ekologiczne inwestycje. „Nie jesteśmy największym bankiem w Polsce. Naszą ambicją jest by być katalizatorem inwestycji, które ostatecznie mogą finansować więksi od nas. Chcemy się dzielić naszym doświadczeniem w inwestycjach ekologicznych” – mówił wiceprezes Hann.

Eesti Energia zwiększyła produkcję energii odnawialnej i osiągnęła zysk netto przekraczający 19 mln EUR

W 2020 roku Eesti Energia osiągnęła EBITDA w wysokości 213,6 mln EUR i 19,3 mln EUR zysku netto przy przychodach ze sprzedaży w wysokości 833,7 mln EUR.

Przychody grupy energetycznej ze sprzedaży spadły o 10%, EBITDA o 18%, a zysk netto o 45% w porównaniu z rokiem 2019, głównie z powodu spadku zapotrzebowania na energię w związku z pandemią COVID-19.

Pomimo niesprzyjających warunków prowadzenia działalności udało nam się zwiększyć produkcję energii odnawialnej i wolumen sprzedaży w naszym portfelu energetycznym, wprowadzić nowe, użyteczne i wygodne rozwiązania energetyczne dla naszych klientów oraz zakończyć rok z zyskiem dzięki dobrym wynikom w obszarze energii odnawialnej – skomentował Andri Avila, Dyrektor Finansowy Grupy i Członek Zarządu Eesti Energia.

To było duże wyzwanie, ponieważ w ciągu roku co dziesiąty pracownik Eesti Energia uzyskał pozytywny wynik testu na koronawirusa. Mimo to, udało nam się zapewnić sprawne funkcjonowanie kluczowych usług. Pozostaliśmy dla naszych klientów niezawodnym partnerem nawet w najtrudniejszych czasach, pomagając oświetlić i ogrzać ich pomieszczenia – dodał Avila.

Wiosną 2020 roku ograniczenia nałożone w związku z kryzysem zdrowotnym doprowadziły do gwałtownego spadku zapotrzebowania na energię, a wyjątkowo ciepły rok dodatkowo ograniczył pobór w miesiącach zimowych. Jednocześnie duża dostępność energii wodnej ze Skandynawii utrzymywała podaż na wysokim poziomie, skutkując niskimi cenami energii elektrycznej na rynku Nord Pool.

Cena energii elektrycznej na giełdzie spadła rok do roku na wszystkich rynkach Eesti Energia. Średnia roczna cena w estońskim obszarze cenowym wyniosła 33,7 EUR/MWh (-27%), na Łotwie i Litwie 34 EUR/MWh (-26%), w Finlandii 28 EUR/MWh (-36,4%), a w Polsce 46,8 EUR/MWh (-12%).

W 2020 roku Eesti Energia sprzedała 7,8 TWh energii elektrycznej, 2 TWh gazu, 0,9 TWh ciepła i 5,1 TWh (461 tys. ton) paliw płynnych. Łączna sprzedaż energii wzrosła w ciągu roku o 0,7 TWh, czyli o 4%.

Eesti Energia wyprodukowała 3,8 TWh energii elektrycznej, 1,1 TWh ciepła i 5,1 TWh (452 tys. ton) paliw płynnych. Łączna produkcja energii spadła o 15% rok do roku ze względu na spadek produkcji energii elektrycznej z łupków bitumicznych.

Produkcja energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych wyniosła 1,5 TWh, czyli 40% z 3,8 TWh energii elektrycznej wyprodukowanej w 2020 roku. Produkcja energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych wzrosła w ciągu roku o jedną piątą – produkcja energii wiatrowej wzrosła o 11% do 1,14 TWh, a produkcja energii odnawialnej w elektrowniach cieplnych wzrosła o 33% do 243 GWh.

Eesti Energia wyprodukowała łącznie 1,9 TWh energii ze źródeł odnawialnych, zarówno energii elektrycznej jak i cieplnej. Stanowi to 38% całej energii elektrycznej i cieplnej wytworzonej przez grupę.

Zmniejszenie węglochłonności produkcji energii w 2020 roku spowodowało, że Eesti Energia wyemitowała o 35% mniej CO2 w porównaniu z rokiem 2019, co oznacza spadek z 5,9 mln ton do 3,8 mln ton. Ślad węglowy grupy zmniejszył się trzykrotnie w porównaniu z 2018 rokiem.

Inwestycje grupy wzrosły w ciągu roku o 35% do 183,8 mln EUR. Zdecydowaną większość tej kwoty, tj. 95 mln euro, stanowiły inwestycje podnoszące jakość sieci dystrybucyjnej. Udział sieci odpornej na warunki atmosferyczne wzrósł do 70%.

W 2020 roku Eesti Energia całkowicie odpisała wartość swoich trzech elektrowni łupkowych o starszej technologii na łączną kwotę 23 mln euro oraz podniosła wartość elektrowni Auvere o kwotę 36 mln euro.

Nasze starsze elektrownie w których paliwem są łupki bitumiczne zbliżają się do końca okresu eksploatacji i rzadko mają dostęp do rynku ze względu na wysoką cenę CO2, wynikającą z polityki klimatycznej, choć nadal odgrywają ważną rolę w zapewnianiu rezerwy dla regulowanej produkcji energii elektrycznej. Elektrownia Auvere to najbardziej wydajna, umożliwiająca sterowanie produkcją elektrownia w Estonii, która może już obecnie wykorzystywać różne paliwa. W tym roku planujemy dalsze modyfikacje, tak aby udział łupków bitumicznych w miksie paliwowym wyniósł jedynie 20%. Przyszłość elektrowni widzimy, między innymi, w świadczeniu usług systemowych. Zwiększy to konkurencyjność Auvere – wyjaśnił Avila, komentując aktualizację wyceny aktywów.

Avila powiedział, że rok 2020 na rynkach energii był rokiem zmiennym i pełnym wyzwań, ale dzięki przeprowadzonej w grupie restrukturyzacji Eesti Energia była w stanie dostosować się do szybko zmieniających się okoliczności, pozostając konkurencyjna także w nowej rzeczywistości rynkowej.

    2019 r. 2020 r.
Sprzedaż energii elektrycznej GWh 8.644 7.840
Dystrybucja energii elektrycznej GWh 6.878 6.706
Sprzedaż ropy łupkowej tys. ton 436 461
Sprzedaż energii cieplnej GWh 819 892
Sprzedaż gazu GWh 924 2.038
       
Produkcja energii elektrycznej GWh 5.549 3.808
Produkcja energii cieplnej GWh 1.150 1.087
udział energii odnawialnej (elektrycznej i cieplnej) % 25 38
Produkcja ropy łupkowej tys. ton 442 452
       
Przychody ze sprzedaży mln EUR 925,8 833,7
EBITDA mln EUR 259,8 213,6
Zysk z działalności operacyjnej mln EUR 71,9 52,2
Zysk netto mln EUR 35,4 19,3
Inwestycje mln EUR 136,0 183,8
Przepływy pieniężne z działalności operacyjnej mln EUR 147,6 282,6

 

Ewa Drozd w Zarządzie polskiego oddziału Microsoft

1 marca Ewa Drozd dołączyła do ścisłego kierownictwa firmy w Polsce. Jako Enterprise Commercial Lead będzie odpowiedzialna za wsparcie klientów sektora dużych przedsiębiorstw na drodze ich transformacji przy udziale technologii Microsoft.

Ewa Drozd jest doświadczoną menedżerką i doradczynią sektora IT z ponad 25-letnim doświadczeniem w branży. Przez ostatnie 20 lat była związana z polskim oddziałem SAP, pełniąc regionalne funkcje kierownicze Head of Commercial Sales MU CEE & CIS oraz Head of Education CEE oraz jako Wiceprezes SAP Polska. W trakcie swojej kariery w firmie była odpowiedzialna m.in. za rozwój strategii biznesowej i sprzedaż do największych klientów firmy oraz za procesy edukacyjne i konsultingowe, wsparcie klientów oraz partnerów, nie tylko w Polsce, ale również na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej oraz Wspólnoty Niepodległych Państw. Doświadczenia menedżerskie zdobywała i rozwijała również w polskim oddziale Huhtamaki, pełniąc w firmie rolę Dyrektor ds. logistyki.

„Jeszcze przed dołączeniem do firmy z zainteresowaniem obserwowałam to, jak Microsoft wspiera organizacje na drodze do ich cyfrowego wzrostu. Bardzo cieszę się, że wraz z nową rolą będę mogła być częścią tego procesu i wspólnie z klientami i partnerami będziemy wzmacniać potencjał Polskiej Doliny Cyfrowej. Zrozumienie potrzeb i wyzwań, zwłaszcza w obecnych czasach pracy zdalnej, z którymi mierzą się największe przedsiębiorstwa w Polsce, jest kluczem do owocnej współpracy. Technologia jest ważna, ale najważniejszym elementem tej transformacji są ludzie, ich kompetencje, kultura organizacyjna, poczucie bezpieczeństwa i zaangażowanie w zmiany i udział w definicji nowych procesów w organizacji przy wsparciu technologii. Dlatego tak ważne jest, aby wsłuchać się w głos klienta i podejmować partnerską współpracę, bo tylko tak można osiągnąć prawdziwy sukces, którego efekty będą dostrzegalne przez wiele lat” – mówi Ewa Drozd

Ewa Drozd jest od lat aktywnie zaangażowana w rozwój społeczeństwa informacyjnego, między innymi w zakresie wsparcia młodych talentów w edukacji i karierze jako mentor, a także dzieci w nauce kodowania. Jest absolwentką Zarządzania na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach a także psychologii biznesu w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

„Po raz pierwszy mam okazję dołączyć do organizacji w zupełnie cyfrowy sposób. To nie tylko rodzaj osobistej transformacji technologicznej, ale przede wszystkim kompetencyjnej i społecznej. W okolicznościach, których doświadczamy w minionym roku, mierzymy się ze zmianą kulturową, która wymaga zmiany utrwalonych zachowań w budowaniu realizacji, zaufania, dyscypliny pracy. Bardzo cieszę się, że będę współpracować z wieloma polskimi liderami, wielu z nich, jak PKO BP, Lotos, czy Tauron, zdecydowały się wprowadzić elastyczne środowisko pracy i współpracy tworząc przewagę w cyfrowych czasach” – mówi Ewa Drozd.

Spółka ma prawo do rozliczenia strat podatkowych powstałych przed zawiązaniem grupy nawet do 5 lat po jej rozwiązaniu

Spółka zawarła umowę o utworzeniu grupy kapitałowej z innymi spółkami na okres 2 lat. Przed zawiązaniem grupy nie rozliczyła swoich strat podatkowych. Zwróciła się więc do organu skarbowego z pytaniem, czy po rozwiązaniu grupy będzie mogła to zrobić w 5-letnim okresie, o którym mowa w przepisach ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. Fiskus stwierdził, że przystępując do grupy, spółka straciła prawo do takiego rozliczenia na cały okres istnienia grupy i uczestnictwa w niej spółki. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie orzekł jednak, że to organ skarbowy jest w błędzie i w okresie trwania grupy termin na rozliczenie przez spółkę straty nie będzie ulegał upływowi.

Prawo do rozliczenia straty w okresie 5 lat podatkowych

Spółka akcyjna wraz z trzema innymi spółkami z o.o. w listopadzie 2019 r. zawarła umowę o utworzeniu grupy kapitałowej na okres od 1 stycznia 2020 r. do 31 grudnia 2022 r. Spółka ta przyjęła w grupie rolę zależnej. Na dzień poprzedzający pierwszy dzień roku podatkowego grupy, tj. 31 grudnia 2019 r., spółka posiadała częściowo nierozliczone straty podatkowe wygenerowane w latach poprzednich. Po rozwiązaniu grupy, po dwóch latach jej funkcjonowania chciała rozliczyć powstałą przed przystąpieniem do grupy stratę w okresie 5 lat od rozwiązania grupy. Jako podstawę tego rozliczenia przyjęła przepis art. 7 ust. 5 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, zgodnie z którym podatnik może obniżyć o wysokość straty ze źródła przychodów:

  1. a) dochód uzyskany z tego źródła w najbliższych kolejno po sobie następujących 5 latach podatkowych, z tym że kwota obniżenia w którymkolwiek z tych lat nie może przekroczyć 50% wysokości tej straty, albo
  2. b) jednorazowo dochód uzyskany z tego źródła w jednym z najbliższych kolejno po sobie następujących 5 lat podatkowych o kwotę nieprzekraczającą 5 000 000 zł, nieodliczona kwota podlega rozliczeniu w pozostałych latach tego pięcioletniego okresu, z tym że kwota obniżenia w którymkolwiek z tych lat nie może przekroczyć 50% wysokości tej straty.

Fiskus odmówił spółce prawa do odliczenia

Fiskus uznał stanowisko przedsiębiorcy za nieprawidłowe. W wydanej w maju 2020 r. interpretacji indywidualnej wskazał, że przepis art. 7 ust. 5 ustawy o CIT nie przewiduje żadnych wyjątków od reguły rozliczenia przez podatnika straty w kolejnych, następujących po sobie latach podatkowych. W opinii Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, odwołując się do językowej wykładni tej regulacji, należy stwierdzić, że wraz z przystąpieniem z dniem 1 stycznia 2020 r. do grupy kapitałowej spółka traci prawo do rozliczenia swojej straty, jeśli w przedmiotowym 5-letnim okresie będzie należeć do współtworzonej przez siebie grupy.

Bezsprzeczne prawo spółki

Spółka zarzuciła organowi profiskalną wykładnię przepisów na niekorzyść podatnika i wniosła skargę do sądu. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przywołał treść m.in. przepisów art. 7a ust. 2 i 3 ustawy o CIT, stanowiących, że strat podatkowej grupy kapitałowej nie pokrywa się z dochodu poszczególnych spółek po upływie okresu obowiązywania umowy lub utracie statusu podatkowej grupy kapitałowej, a z dochodu takiej grupy nie pokrywa się strat spółek wchodzących w skład grupy, poniesionych przez nie w okresie przed powstaniem grupy. Analizując te regulacje, WSA stwierdził, że błędne jest stanowisko, jakie przyjmuje w tej sprawie organ, iż pomimo nieposiadania przez spółkę statusu podatnika podatku dochodowego w czasie istnienia grupy upływałyby kolejne lata podatkowe tej spółki, co przy odpowiednio długim okresie trwania tej grupy oznaczałoby, że mogłaby ona całkowicie utracić przysługujące jej prawo do rozliczenia straty.

Sąd wskazał jednocześnie na art. 8 ust. 7 ustawy o CIT, zgodnie z którym dla poszczególnych spółek wchodzących w skład grupy kapitałowej:

1) dzień poprzedzający początek roku podatkowego przyjętego przez grupę jest dniem kończącym rok podatkowy tych spółek;

2) dzień następujący po dniu, w którym upłynął okres obowiązywania umowy lub w którym grupa utraciła status podatkowej grupy kapitałowej, jest dniem rozpoczynającym rok podatkowy tych spółek.

Uchylając zaskarżoną przez przedsiębiorcę interpretację Dyrektora KIS, WSA w Warszawie orzekł:

„Powyższe unormowanie wskazuje zatem bezsprzecznie, że w przeddzień powstania […] kończy się bieżący rok podatkowy spółki i zawieszeniu ulega rozpoczęcie jej kolejnego roku podatkowego. Odliczanie kolejnych lat podatkowych spółki zostaje zatem wstrzymane w przeddzień początku roku podatkowego […] i następuje na nowo w dzień następny po upływie okresu obowiązywania umowy […]. Jeśli zatem przykładowo, spółka wygenerowała stratę w ostatnim roku podatkowym, który został przerwany powstaniem […], to wspomnianą stratę będzie mogła rozliczyć w pięciu kolejnych latach podatkowych, czyli w latach po zakończeniu obowiązywania umowy” (wyrok z 8 grudnia 2020 r., sygn. akt III SA/Wa 1308/20).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Obowiązkowe maseczki to za mało. Ważne także regulacje pozwalające na egzekwowanie nowych przepisów

Od soboty 27 lutego obowiązuje nakaz zakrywania ust i nosa za pomocą maseczki. Podstawą jest rozporządzenie Rady Ministrów z 26 lutego 2021 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii.  

Adam Mikoś, Kierownik Działu BHP w DHL Parcel, ekspert Koalicji Bezpieczni w Pracy:

Zgodnie z zapowiedziami ministra zdrowia Adama Niedzielskiego w zeszłą sobotę wprowadzono nakaz zakrywania ust i nosa jedynie przy pomocy maseczki. Jest to wynik zaleceń Rady Medycznej, która uznała, że zamienniki maseczek nie spełniają kryteriów bezpieczeństwa i nie chronią przed zakażeniem. Wbrew pierwotnym zapowiedziom, z rozporządzenia nie wykreślono możliwości stosowania powszechnie stosowanych maseczek wielorazowego użytku wyprodukowanych z dowolnego rodzaju materiału. Eksperci od początku informowali, że chusty, bawełniane maseczki czy bandamy mogą być tylko rozwiązaniem doraźnym na czas niedoboru maseczek na rynku, a badania przeprowadzone już kilka miesięcy temu dowiodły, że przyłbice chronią jedynie oczy, podczas gdy przez nos i usta nadal mogą być rozpylane groźne dla otoczenia patogeny. Zgodnie z rekomendacjami przyłbice powinny stanowić jedynie dodatkową ochronę oczu przy jednoczesnym stosowaniu maski.

Podług nowych przepisów rekomendowanymi maseczkami są te chirurgiczne i wyższej klasy ochronności. W opinii środowisk eksperckich rekomendacja stanowi zbyt miękki środek nacisku, aby skutecznie wyegzekwować stosowanie odpowiednich środków ochrony w celu powstrzymania transmisji koronawirusa. Tymczasem w Europie coraz częściej dokładnie wskazuje się na typ maseczek, których noszenie jest obowiązkowe. W Niemczech od kilku tygodni obowiązuje nakaz korzystania z masek chirurgicznych lub spełniających normy filtracji co najmniej na poziomie FFP2, podobnie we Francji. 23 lutego Czechy wprowadziły obowiązek noszenia w miejscach publicznych maseczek FFP2 lub dwóch chirurgicznych. Obawiam się, że w przypadku Polski nowe przepisy wprowadzone na zasadzie rekomendacji pozostaną martwe, ponieważ niewiele osób zastosuje się do rekomendacji.

Co do samego procesu legislacji należy zauważyć, że pracodawcy po raz kolejny stanęli przed wyzwaniem wprowadzenia zmian organizacyjnych w bardzo krótkim czasie. Nadal obowiązek zakrywania ust i nosa mają wszyscy w zakładach pracy, jeżeli w pomieszczeniu przebywa więcej niż 1 osoba oraz stanowiska pracy znajdują się w odległości mniejszej niż 1,5m, chyba że pracodawca postanowi inaczej. Z tą tylko różnicą, że teraz nie mogą to już być przyłbice, z których korzystało wiele pracowników różnych branż.

Z racji tego, że nowe prawo weszło właściwie z dnia na dzień, w piątek 26 lutego zostało oficjalnie opublikowane rozporządzenie obowiązujące już od dnia 27 lutego, pracodawcy którzy wymagają od swoich pracowników zasłaniania nosa i ust, musieli zapewnić odpowiednią liczbę maseczek w bardzo krótkim czasie. Większość z nich czekała z decyzją do ostatniej chwili, ponieważ już kilkukrotnie w przeszłości okazywało się, że zapisy publikowanego rozporządzenia były odmienne od informacji przedstawianych przez stronę rządową na konferencjach prasowych. Dla pracodawców zatrudniających mniejszą liczbę osób lub nie posiadających struktury rozproszonej, najprawdopodobniej nie stanowiło to większego problemu, dla innych już mogło. To duże wyzwanie również dla służb bhp, które od początku pandemii pracują ze dwojoną siłą, aby utrzymać ciągłość biznesu organizacji, w których odpowiadają za kwestie bezpieczeństwa. Ustawodawca często zapomina, że nawet nieduże zmiany w regulacjach wiążą się z koniecznością przeorganizowania procesów, a co za tym idzie, zaangażowania odpowiednich sił i środków.

Powodzenia Panie Powell – od Pana słów sporo dziś zależy

Inwestorzy w dalszym ciągu borykają się z interpretacją zmian na rynku długu w odniesieniu do perspektywy rajdu ryzykownych aktywów. Bez wątpienia łatwiej byłoby obrać kierunek, gdyby z Fed płynął konkretny przekaz, szczególnie że dane wysyłają mieszane sygnały. W czwartek indeksy są niżej, a USD odrabia straty w atmosferze wyczekiwania na wystąpienie prezesa Fed Powella.

Sporo zamętu jest na rynkach finansowych. Wczoraj ponowny wzrost rentowności obligacji przywołał obawy o wysokie wyceny niektórych aktywów z największą presją na spółkach technologicznych. Dane makro z USA nie pomagały. Z jednej strony raport ADP rozczarował dwukrotnie niższym od oczekiwań wzrostem zatrudnienia w sektorze prywatnym w lutym. Dla odmiany w raporcie ISM dla sektora usługowego subindeks kosztów znalazł się najwyżej od 2008 r. (71,8) – oznaka rosnącej presji inflacyjnej. W tym zamieszaniu przydałoby się konkretne ucięcie spekulacji przez Fed, że nie ma mowy o żadnej normalizacji polityki pieniężnej w najbliższym czasie. Jednak wczoraj Charles Evans z Fed w Chicago powtórzył, że wzrost rentowności to przejaw optymizmu w stosunku do perspektyw gospodarczych. Wprawdzie nadmienił dodał, że skup aktywów może być wydłużony, a Fed może też przejść do kontroli krzywej dochodowości, ale jego komentarze wskazywałby bardziej na wymienianie możliwych opcji niż zapowiedź działań. To już drugi raz, po komentarzach Brainard z wtorku, kiedy przedstawiciele Fed dość miękko starają się tonować emocje na rynku długu. Podnosi to obawy, że także i dziś prezes Powell nie zdecyduje się na stanowcze słowa na rzecz zahamowania wzrostu rentowności. Co jeszcze na początku tygodnia wydawało się nadzieją na przywrócenie pozytywnych nastrojów, teraz jest ryzykiem pogłębienia nerwowości. Powodzenia Panie Powell, gdyż od Pana słów sporo dziś zależy.

Komunikat Rady Polityki Pieniężnej nie dostarczył zmian w nastawieniu. NBP będzie nadal prowadził operacje zakupu papierów skarbowych i pozostaje otwarty do stosowania interwencji na rynku walutowym. Powtórzono, że polityka pieniężna NBP łagodzi negatywne skutki pandemii, wspiera aktywność gospodarczą oraz stabilizuje inflację na poziomie zgodnym ze średniookresowym celem inflacyjnym NBP. Intersujące były nowe prognozy gospodarcze wskazujące na podtrzymanie silnego wzrostów gospodarczego 5+ proc. w latach 2022-2023. Podniesione zostały też prognozy inflacji sugerujące utrzymanie się CPI powyżej 3 proc., a zatem powyżej celu inflacyjnego (2,5 proc.), choć w dopuszczalnych odchyleniach +/-1 proc. Jakkolwiek prognozy mogą być odczytywane jako nasilenie argumentów za podwyżkami stóp procentowych, wątpię, aby Rada spieszyła się z zacieśnianiem polityki, stawiając na pierwszym miejscu wzrost gospodarczy. Jeżeli już, to większość w RPP będzie czekać na dowody trwałe ustabilizowania się wyższej presji cenowej, zanim przychyli się do podwyżki. Oczekuje, że pierwsza podwyżka nastąpi dopiero w II połowie 2022 r.

Złoty neutralnie przyjął komunikat RPP, ale wcześniej znalazł się pod presją sprzedaży po komentarzu ministra finansów Kościńskiego, według którego banki nie mają co liczyć na dodatkową pomoc w kwestii kredytów frankowych i powinny same się ratować. Jakkolwiek na pierwszy rzut oka komentarz brzmi negatywnie dla PLN, w rzeczywistości nic nie znaczy, gdyż decyzja w sprawie pomocy bankom w przypadku rozliczenia ugód z klientami leży w gestii NBP. Ale nagłówek wyświetlony w serwisach informacyjnych trafił na podatny grunt, kiedy apetyt na ryzyko ulatniał się z rynków finansowych. Nie będę się rozwodził o szkodliwości takich komentarzy dla stabilności rynku walutowego. Temat kredytów frankowych będzie generował nieprzyjemny szum zniechęcający do powrotu kapitału do kupowania złotego. Osobiście sądziłem, że te trudności mogą się pojawić później, bliżej rozprawy Sądu Najwyższego w sprawie umów kredytów frankowych (25 marca), jednak w przypadku ryzyka politycznego każdy dzień może przynieść niespodziankę.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.