Jakich błędów pomoże uniknąć testowanie oprogramowania?

Marzeniem każdego programisty jest napisanie takiego kodu, który od samego początku będzie w pełni funkcjonalny i kompletny. Tymczasem może okazać się, że stworzonemu przez niego programowi daleko do doskonałości. Testowanie oprogramowania na etapie jego tworzenia stanowi nieodzowną pomoc. Pozwala na wychwycenie błędów, które można skorygować. Dzięki temu klient otrzymuje produkt, który jest satysfakcjonujący, a firma może uniknąć przykrych konsekwencji.

Testowanie? A co to?

Dzisiaj trudno wyobrazić sobie jakąkolwiek dziedzinę naszego życia bez dedykowanej dla niej aplikacji. Począwszy od małych programów służących głównie rozrywce aż po wielofunkcyjne i pełne licznych połączeń zewnętrznych oprogramowanie. Proces powstawania programu to nie tylko pisanie skryptu, który ma zadziałać. To mozolna praca licznych zespołów, które zajmują się uzgodnieniami z klientem, tłumaczą je na język  techniczny, planują strukturę programu, piszą skrypt, projektują interfejs aż po testerów, których zadaniem jest wypróbowanie działania skryptu i wychwycenie jego niedoskonałości.

Testowanie oprogramowania to – najprościej mówiąc – nic innego jak kontrola jakości. W środowisku programistów znane jest pojęcie „Quality Assurance”, czyli zapewnienie jakości. Testerzy weryfikują poprawność działania aplikacji. Ich zadaniem jest również zbieranie informacji na temat oprogramowania. Do takich informacji należą na przykład sygnały docierające od użytkowników programu wprowadzonego na rynek. Im bardziej zgłoszenia użytkowników są uzasadnione, tym bardziej do pracy powinien przystąpić zespół QA.

Testować można już sam pomysł na program. Testować można stworzoną dokumentację. Testować można kod źródłowy. Testować można funkcjonalność programu. Testować można interakcje pomiędzy systemami. Możliwości jest naprawdę wiele. Jednak nawet najdrobniejsze testy mają ogromne znaczenie dla osiągnięcia sukcesu zakładanego przez twórców oprogramowania.

Metody testowania

Do testowania oprogramowania stosuje się dwie metody. Pierwsza z nich to metoda „czarnej skrzynki” (ang. black-box testing). Polega ona na fizycznym sprawdzaniu oprogramowania. W metodzie czarnoskrzynkowej nie analizuje się kodu źródłowego. Dużo większe znaczenie ma wykrycie błędów zgodności funkcjonalności oraz poszczególnych komponentów z tym, co zostało zapisane w dokumentacji. Testy te nazywa się testami funkcjonalnymi. Natomiast testy niefunkcjonalne mają za zadanie wykazać bezpieczeństwo danych, obciążenie systemu czy też poprawność osadzenia komponentów w środowisku programu.

Drugą metodą jest metoda „białej skrzynki” (ang. white-box testing). Tester podaje na wejściu zdefiniowane dane, po czym sprawdza przejście wszystkich możliwych ścieżek oprogramowania. Test białoskrzynkowy pozwala na weryfikację, czy wykonanie akcji wywołuje następne akcje, jakie zostały założone w architekturze kodu.

Kiedy testować?

Właściwa odpowiedź brzmi: zawsze. Testowanie oprogramowania ma znaczenie nie tylko przed wprowadzeniem produktu na rynek. Testy przeprowadzane przed udostępnieniem oprogramowania wykazują błędy i wady na etapie jego powstawania; powodują, że finalny produkt wzbudza zaufanie wśród użytkowników; pozwalają na uniknięcie awarii, które mogą być powodem kosztów ponoszonych na prace naprawcze; są źródłem efektywności aplikacji, co gwarantuje zadowolenie klientów i wzrost zaufania wobec firmy.

Kod jest żywym organizmem. Wraz z rozwojem technologii może potrzebować zmiany, unowocześnienia czy uzupełnień. Nowe wersje systemów operacyjnych mogą spowodować konieczność wprowadzenia istotnych zmian w architekturze kodu. Jest zatem oczywiste, że taki unowocześniony kod trzeba przetestować zanim odda się aplikację użytkownikom. Natomiast szczególnie wśród użytkowników biznesowych mogą pojawić się dodatkowe oczekiwania wynikające ze zmian zachodzących w ramach rozwoju działalności. Dodawane kolejne funkcjonalności bez wątpienia poddać należy testom.

Kilka głośnych błędów oprogramowania

W latach osiemdziesiątych firma AECL, producent maszyn do naświetlania, borykała się z poważnymi problemami w funkcjonowaniu swoich urządzeń. Kilka osób poddanych naświetlaniu zmarło w wyniku zabiegów. Po długim dochodzeniu firma przyznała, że przeprowadzono zbyt mało testów. W trakcie śledztwa ujawniono, że oprogramowanie stworzyła jedna osoba. Błąd był wynikiem pominięcia przez nią jednego wiersza kodu. Brak dbałości o prawidłowość i kompleksowość testów doprowadził do poważnych konsekwencji.

Innym przykładem błędu, który mógł zostać wychwycony i usunięty w fazie testów, jest błąd zwany „millenium bug”. Polegał on na tym, że programiści, w ramach oszczędności, postanowili zapisywać w programach komputerowych oznaczenie roku pod postacią liczby dwubajtowej. W ten sposób wraz z nadejściem roku 2000 niektóre systemy zaczęły błędnie podawać datę: 1 stycznia 1900 roku. Inne systemy uległy po prostu awarii. Tego błędu również można było uniknąć w procesie testowania.

Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) przeznaczyła 7 mld dolarów oraz 10 lat pracy na budowę rakiety Ariane-5, która 4 lipca 1996 roku 30 sekund po starcie zboczyła z kursu i eksplodowała. Przyczyną był całkowity brak testów oprogramowania, które po prostu skopiowano z rakiety Ariane-4, gdzie doskonale się sprawdziło. Jednak nowa rakieta miała szybsze silniki. Oprogramowanie zaczęło generować wyższe liczby, co skutkowało błędem konwersji danych między 64-bitowymi danymi zmiennoprzecinkowymi a 16-bitowymi całkowitymi. Wynik konwersji danych był zbyt duży i spowodował przepełnienie, czego skutkiem było zniszczenie rakiety.

Testowanie wewnętrzne czy outsourcing?

Testowanie oprogramowania można przeprowadzić własnym zespołem QA. Jednak powierzenie testów zewnętrznemu usługodawcy jest z punktu widzenia biznesowego znacznie korzystniejsze. Gwarantuje wyższy poziom obiektywizmu, wysoką jakość usługi wynikająca z profesjonalizmu testerów. Testerzy, obok posiadanego przygotowania, dysponują doświadczeniem i gruntowną znajomością procesu przygotowania oraz przeprowadzania testów oprogramowania. Ostatecznie outsourcing lub konsulting IT jest ekonomiczniejszy. Przygotowanie własnego zespołu QA wymaga znacznych kosztów, pomijając kwestię czasu, jaki należałoby poświęcić na ich wyszkolenie.

Biznes oszalał na punkcie SI, jednak potrzebuje wsparcia

Każdy chce skorzystać z rewolucji algorytmów, jednak ⅓ projektów R&D kończy się niepowodzeniem, wynika z raportu Rackspace Technology. Powód? Brak dostępu do danych wysokiej jakości. Obecnie mniej niż 20% badanych uważa, że ich organizacja jest wystarczająco dojrzała w obszarze IT – wdrożenia i rozwoju technologii.

Ikona i gwiazda światowego biznesu, kiedyś przedsiębiorca, a dziś filantrop Bill Gates, powiedział: Nie ma nic złego w świętowaniu sukcesu, ale ważniejsze jest wyciągnięcie nauki z porażki. To zdanie jest idealnym podsumowaniem najnowszych wyników raportu firmy Rackspace Technology. Spółka notowana na Wall Street opublikowała szeroką analizę, z której wynika, że istnieje przepaść między tym czego firmy spodziewają się osiągnąć po wdrożeniu Sztucznej Inteligencji (SI) a swoimi realnymi możliwościami.

Chcieć, to nie znaczy móc

W grudniu 2020 i styczniu 2021 eksperci z firmy Rackspace Technology zebrali odpowiedzi od 1870 liderów IT z wielu branż, od produkcji, przez finanse, handel detaliczny, na administracji i opiece zdrowotnej skończywszy. Tak szeroko zakrojone badania miały dać odpowiedź na pytanie: jaki jest obecny stan wdrożenia i wykorzystania sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego oraz czego w związku z tym oczekują organizacje. W badaniu: Are Organizations Succeeding at AI and ML?, udział brali przedstawiciele biznesu z obu Ameryk, Europy, Azji i Bliskiego Wschodu. Podstawowy wniosek z raportu brzmi: pod każdą szerokością geograficzną biznes skłania się ku SI i uczeniu maszynowemu, ale brakuje mu specjalistycznej wiedzy i infrastruktury, a te są niezbędne do wdrożenia dojrzałych i udanych programów ze wspomnianych obszarów.

Mało tego, firmy, które zdały “cyfrowy egzamin dojrzałości” są w zdecydowanej mniejszości. Tylko 17% reprezentantów badanych uważa, że są na tyle zaawansowani cyfrowo, że mogą z powodzeniem realizować projekty z zakresu SI i uczenia maszynowego. Przytłaczająca większość respondentów (82%) wciąż bada sposoby wdrożenia tych technologii lub ma trudności z ich obsługą.

Nie tylko sztuczna inteligencja, ale także inne działania ukierunkowane na rozwój cyfrowych kompetencji w przedsiębiorstwach stały się priorytetem w pandemicznej rzeczywistości. Jak wynika z badań zrealizowanych przez Amplitude i Harvard Business Review, 97% dyrektorów globalnych firm, uważa że epidemia COVID-19 przyspieszyła ich migrację w kierunku technologii cyfrowych, a co jeszcze ciekawsze, 92% z nich zapowiada, że chce tę okazję wykorzystać! – mówi Grzegorz Kosiński, CEO Audience Network, a następnie dodaje: – Bardzo ważnym elementem nowej cyfrowej strategii jest dziś reklama w sieci. Komunikacja z otoczeniem od zawsze stanowiła podstawę sukcesu jakiegokolwiek przedsięwzięcia o charakterze biznesowym. Obecnie, gdy wiele aktywności przenieśliśmy do internetu, reklamodawcy chcąc dotrzeć do konsumentów, wybierają właśnie kanał online, który jest odporny na lockdown, a jego efektywność może być dokładnie zmierzona.  Jako agencja zauważamy wzrost zainteresowania cyfrowym marketingiem, a w szczególności reklamą wykorzystującą wielkie zbiory danych i algorytmy sztucznej inteligencji, które pomagają w profilowaniu danych o internautach z całego świata. Dzięki tej formie promocji jesteśmy w stanie tak kierować komunikacją, że będzie ona precyzyjna i mierzalna.

Lista życzeń do SI

Przedstawiciele firm, którzy brali udział w badaniu Rackspace Technology mają już za sobą pierwsze wdrożenia rozwiązań z zakresu SI i machine learning, wskazali najistotniejsze ich zdaniem zastosowania dla tych technologii: rozwój kompetencji analitycznych (40%), wsparcie dla innowacji (38%) oraz uzupełnienie już istniejących systemów wewnątrz firmy (35%).

A czego oczekują firmy znajdujące się w trakcie wdrażania sztucznej inteligencji? Najpopularniejsze odpowiedzi to: poprawa szybkości i efektywności już istniejących procesów (46%), zwiększenie przychodów (40%) i oferowanie nowych usług i produktów (38%).

Porażką między danymi

W kultowej już polskiej komedii z 2001 roku “Poranek Kojota” padają słowa: Nie daj się wyprowadzić z równowagi. Pamiętaj, że każda klęska jest nawozem sukcesu. Nie pozwól, by zawładnęły tobą drobiazgi. Te trzy zdania bohatera filmu mogą być dewizą dla firm myślących o SI. Bo przedsiębiorcom nie można odmówić chęci ani entuzjazmu, ale co się dzieje, gdy oczekiwania i nadzieje spotykają się z rzeczywistością? Okazuje się, że ponad ⅓ projektów R&D, związanych z wykorzystaniem SI kończy się porażką. Co ciekawe, pytani są w stanie wskazać źródło klęski. Respondenci uważają, że przyczyną są dane, a dokładnie ich niska jakość (34%) oraz poziom specjalistycznej wiedzy, który ich zdaniem jest zbyt niski (34%). – Zaawansowane technologie żyją z danych – podkreśla dr Stanisław Drosio, Dyrektor Pionu Usług i Utrzymania Oprogramowania z BPSC i dodaje – Istnieje współzależność między dobrej jakości danymi a udanym procesem technologicznym. Dane są jak podłoże, jeżeli jest ono bogate w składniki i mikroelementy, plon będzie obfity. Jeżeli natomiast baza w postaci danych i wiedzy będzie kiepskiej jakości, o satysfakcjonujące efekty będzie ciężko – mówi ekspert ze śląskiej spółki dostarczającej zaawansowane systemy IT dla biznesu.

34% projektów idzie do kosza

Mimo że 34% projektów R&D, związanych z wykorzystaniem SI w organizacji zostało porzucone, to jednocześnie 44% zakończyło się sukcesem, a 22% wciąż znajduje się na etapie testowania. – Wskaźnik sukcesu będzie systematycznie rósł, głównie ze względu na to, że firmy otrzymały dostęp do danych wysokiej jakości, które mogą wzbogacić już zebrane przez biznes informacje, dzięki czemu zbiór, na jakim operuje przedsiębiorstwo, jest większy i co za tym idzie, bardziej precyzyjny. Również systemy zyskują na funkcjonalności, uzupełniając wyrwy kompetencyjne. Wiele narzędzi dziś to prawdziwe kombajny, naszpikowane topową technologią, która pozwala na automatyzację całych procesów – mówi dr Stanisław Drosio z BPSC, rodzimego dostawcy oprogramowania ERP.

W niedawno opublikowanym na łamach Financial Times materiale Johna Thornhilla zatytułowanym “Wchodzimy w erę e-globalizacji”, pojawiło się pojęcie e-globalizacji. Autor uważa, że obecnie przyjmuje się za pewnik, że świat wkroczył w erę deglobalizacji. Gdy rosną napięcia narodowe, a globalne łańcuchy dostaw ulegają fragmentacji, przynajmniej w części cyfrowego świata jest dokładnie odwrotnie: jesteśmy świadkami gwałtownego przyspieszenia e-globalizacji. A to oznacza, że inwestycja w nowoczesne rozwiązania wspierające biznes, wydaje się dziś jedyną słuszną drogą.

Rekrutacja menedżerów w 2021. Co się zmieniło?

Na rynku pracy doszło do poważnych przetasowań. Omówione zostały już zmiany dotyczące aplikowania i weryfikowania zgłoszeń kandydatów, a także przebieg rozmowy kwalifikacyjnej online oraz możliwe błędy, które można popełnić w jej trakcie. Najważniejszy jest jednak finał procesu rekrutacyjnego – a więc wybór najlepszego możliwego kandydata. Również i na tym polu widać wyraźną różnicę.

Rządzi nami technologia

Trudno nie zauważyć, że proces rekrutacyjny uległ wyraźnym przeobrażeniom nie tylko za sprawą kryzysu związanego z pandemią, ale przyspieszającego rozwoju technologicznego. Piętno technologii widać w obu aspektach, które omawiałam w poprzednich komentarzach. Po pierwsze, CV i listy motywacyjne kandydatów coraz częściej są sprawdzane przez systemy ATS, które weryfikują kandydaturę potencjalnego pracownika na podstawie pożądanych słów kluczowych. Im tych słów, pasujących do profilu pracownika idealnego, jest mniej, tym gorzej dla kandydata: system odrzuca wtedy jego aplikację. ATS nie jest systemem pozbawionym błędów i wad, ale po pierwsze, może być wciąż udoskonalany, a po drugie – da się go „zhackować”, a więc nauczyć pisać CV, które trudniej zweryfikować negatywnie.

Drugą zmianą są rozmowy kwalifikacyjne, które przeniosły się na platformy Zoom, Google Meets czy Teams i stały się bardziej wymagające niż tradycyjne. Nietrudno pozostawić po sobie negatywne wrażenie, źle ustawiając kamerę, ignorując tzw. small talk czy doświadczając trudności z „przejściem” z jednej platformy komunikacyjnej na drugą. Na podstawie takich wpadek można – często błędnie – wywnioskować, że kandydat nie jest ani elastyczny ani nowoczesny; można założyć, że taki kandydat nie jest na bieżąco z nowymi technologiami albo jest mało zmotywowany, bo się nie przygotował. Innymi słowy, przygotowanie techniczne staje się równie ważne, jak przygotowanie merytoryczne. Lepiej unikać takich sytuacji, bo mogą zaważyć na procesie rekrutacyjnym!

Kandydat doskonały vs rekrutacja potencjału

Ostatnio zadzwonił do mnie jeden z klientów, poszukujący pracy. Był wyraźnie rozżalony po kolejnym nieudanym procesie rekrutacyjnym, i z goryczą zauważył, że „dziś nikt nie rekrutuje potencjału”. Miał rację – rynek szuka menedżerów „na już”.

Firma Paycor opublikowała niedawno artykuł, w którym wspomina, że obecnie ponad 80% firm listy Fortune 500 korzysta z oceny kompetencji przy rekrutacji na najwyższe stanowiska w organizacji, by potwierdzić deklarowane umiejętności, a tym samym ograniczyć ryzyko nieefektywnej rekrutacji. Główna myśl, która za tym stoi: „Dlaczego mam zatrudnić managera z potencjałem, czekać 3-6 miesięcy, by się dowiedzieć, czy się sprawdzi, skoro mogę wybrać kogoś, kto ewidentnie spełnia moje wymagania i dowiezie wyniki od razu?”

Wspomniany artykuł potwierdza nasze obserwacje: 2-3 lata przed pandemią firmy stawały się powoli bardziej otwarte na nietypowych kandydatów spoza branży. Tolerancja na potencjalne ryzyko nieudanej rekrutacji spadła drastycznie w zeszłym roku – pracodawcy szukają „gotowych” managerów, którzy dobrze znają swoją branżę, mają solidną sieć kontaktów, i których nie trzeba szkolić, wdrażać lub coachować.

Konsekwencje dla kandydatów

Kandydat, który przechodzi przez proces rekrutacyjny w sposób tradycyjny, tzn. nie jest badany „od góry do dołu” (= nie ma potwierdzonych dowodów), musi włożyć jeszcze większy wysiłek, by się dobrze przygotować do rozmów kwalifikacyjnych. Musi przekonać drugą stronę dobrymi argumentami i przykładami, że jest wymarzonym kandydatem, który nie stanowi ryzyka dla organizacji.

Sandra Bichl, Wykładowca i doradca kariery w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej Career Angels

323 tys. osób nie pracowało przez pandemię w czwartym kwartale

W ostatnim kwartale 2020 r. na rynku pracy widać było skutki pandemii i wprowadzonych obostrzeń. Według badania „Monitoring Rynku Pracy” Głównego Urzędu Statystycznego w okresie październik-grudzień aż 323 tys. osób nie wykonywało pracy z uwagi na kwestie bezpośrednio związane z pandemią. To ponad trzy razy więcej niż w trzecim kwartale. Liczba bezrobotnych osób nie zmieniła się znacząco, a liczba osób aktywnych zawodowo nawet wzrosła.

W czwartym kwartale 2020 r. liczba ludności aktywnej zawodowo (w wieku 15 lat i więcej) wyniosła 17 mln 86 tys. osób, a współczynnik aktywności zawodowej (56,5%) zwiększył się o 0,5 pp. w stosunku do analogicznego okresu z 2019 r. Warto zaznaczyć, że w tej grupie aż 16 mln 555 tys. to osoby pracujące, a 531 tys. – bezrobotni. Wpływ koronawirusa był jednak widoczny, bo wzrósł odsetek osób, które mają pracę, ale nie wykonywały jej w tygodniu badania z uwagi na kwestie związane z pandemią. W trzech ostatnich miesiącach 2020 r. było takich osób 323 tys., co oznacza wzrost w stosunku do trzeciego kwartału o 223 tys. Pod tym względem „bezkonkurencyjny” był jednak drugi kwartał, podczas którego z uwagi na kwestie związane z COVID-19, nie pracowało 1,2 mln osób, co stanowiło 62,2% wszystkich osób niewykonujących pracy w badanym tygodniu.

Dane GUS potwierdzają to, co dało się zauważyć w codziennym życiu, druga fala koronawirusa i wprowadzone obostrzenia sprawiły, że pracownicy mieli trudności, by wykonywać swoje obowiązki zawodowe bez wymuszonej przerwy. Na liczbę ponad 300 tys. osób, które w czwartym kwartale ubiegłego roku nie wykonywały pracy w związku z COVID-19, składają się nie tylko osoby, które chorowały lub przechodziły kwarantannę, ale też takie, których branże zostały objęte obostrzeniami – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Złudzenia nie pozostawiają też dane dotyczące przepracowanych godzin – 93 tys. osób w badanym tygodniu pracowało krócej niż zwykle z przyczyn związanych ze zmianami w działaniu zakładów pracy. Ta liczba dość znacznie zwiększyła się w porównaniu do sytuacji w analogicznym okresie 2019 r., kiedy takich osób było zaledwie 21 tys. Co ważne, aż 80 tys. ze wspomnianych 93 tys. zaznaczyło, że przyczyna ich krótszej niż zwykle pracy ma bezpośredni związek z pandemią.

Bezrobocie wzrasta, ale… powoli

Dość stabilnie od początku pandemii prezentuje się wskaźnik bezrobocia rejestrowanego, który w czwartym kwartale 2020 r. wyniósł 6,2%. Ta wartość utrzymuje się na podobnym poziomie od czerwca 2020 r. (wówczas – 6,1%). W porównaniu do sytuacji sprzed roku także nie zanotowano dużego skoku, bo o 1 pp. Zdaniem ekspertów Personnel Service, to po części również zasługa ukraińskiej emigracji, która złagodziła pierwszy szok wywołany pandemią.

W marcu i kwietniu, kiedy wprowadzono największe obostrzenia związane z koronawirusem, ok. 250 tys. pracowników ze Wschodu zdecydowało się na powrót do ojczyzny. Zwolnione przez Ukraińców miejsca pracy mogli zajmować Polacy. To oznacza, że odpływ kadry ze Wschodu stał się swoistą poduszką powietrzną dla Polaków tracących zatrudnienie – podkreśla Krzysztof Inglot.

Styczniowa odwilż na rynku pożyczek

Sprzedaż pożyczek pozabankowych spadła w styczniu o blisko 11 proc. w ujęciu wartościowym w porównaniu z grudniem. Mając na uwadze, że koniec roku to zwykle najlepszy okres dla instytucji pożyczkowych, uzyskane wyniki można uznać za dość dobre. Nastroje w branży wciąż jednak nie są optymistyczne. Aktywność sektora jest nadal znacznie niższa niż przed rokiem – w porównaniu do stycznia 2020 r. branża udzieliła finansowania na kwotę o ponad 20 proc. niższą.  

Z analizy Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego wynika, że w pierwszych tygodniach nowego roku utrzymało się lekkie odbicie w sprzedaży pożyczek zaobserwowane pod koniec 2020 roku. Wciąż jednak aktywność kredytowa sektora jest na poziomie niższym niż przed rokiem, co ma związek z ograniczoną podażą. Na wyniki instytucji pożyczkowych rzutują spadek koniunktury gospodarczej
w wyniku pandemii COVID-19 i związany z tym wzrost ryzyka kredytowego oraz skutki obniżonego limitu kosztów pozaodsetkowych.  

Lekki wzrost liczby zapytań

W poprzednim miesiącu obserwowaliśmy podwyższoną aktywność w zakresie liczby zapytań o raport BIK, co wynikało z efektu świąt. W pierwszych tygodniach stycznia strumień kierowanych zapytań był znacznie mniejszy, co jest naturalne ze względu na dni wolne w okresie noworocznym, a następnie wzrósł w drugiej połowie miesiąca (tygodnie rozpoczynające się 18. i 25. stycznia). Według bazy BIK liczba zapytań o raport rosła systematycznie w kolejnych tygodniach miesiąca, zbliżając się do niemal 60 tys. w ostatnim tygodniu stycznia, a poszczególne tygodnie odnotowywały spadki w wysokości 17,1 – 33,8 proc. r/r. Podobną tendencję możemy dostrzec w bazie CRIF, natomiast tutaj od pewnego czasu obserwujemy większy poziom spadków – ostatnie tygodnie stycznia wskazują na około 60 proc. aktywność firm w zakresie odpytań dotyczących klientów aplikujących o pożyczkę.

Wykres nr 1
Liczba odpytań ws. klientów aplikujących o pożyczkę w okresie ostatnich 12 miesięcy w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego

Liczba odpytań ws. klientów aplikujących o pożyczkę
Źródło: CRIF

Rozwój pandemii nie zahamował stabilizacji w zakresie udzielania pożyczek

Według danych CRIF w styczniu branża udzieliła pożyczek o wartości mniejszej o 10,9 proc. w porównaniu z grudniem 2020 r., co wynika ze spadku o 8,7 proc. liczby udzielonych pożyczek i spadku o 2,4 proc. średniej wartości pożyczki. Należy jednak pamiętać o różnicy w dniach roboczych między grudniem a styczniem (21 dni w grudniu wobec 19 w styczniu), co sprawia, że w przeliczeniu na dni robocze oba miesiące są dosyć porównywalne oraz daje lekki powiew optymizmu na kolejne miesiące. Warto dodać, że w przypadku porównania stycznia 2020 r. z grudniem 2019 r. efekt dni roboczych działał odwrotnie, a branża w ujęciu nominalnym notowała głębsze spadki sprzedaży w styczniu’20.

Zgodnie z danymi CRIF w ujęciu tygodniowym wartość udzielonych pożyczek w styczniu była niższa o kilkanaście procent wobec okresu porównawczego w zeszłym roku. Dane BIK również wskazują na stabilizację w zakresie wartości udzielanych pożyczek, jednakże przy głębszych spadkach sięgających ok. 20-30 proc. w zależności od analizowanego tygodnia.


Wykres_Liczba i wartość przynanych pożyczek

Wykres nr 3
Średnia wartość pożyczki w okresie ostatnich 12 miesięcy w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego

Średnia wartość pożyczki w okresie ostatnich 12 miesięcy
Źródło: CRIF

Średnia wartość pożyczki bliska wartości sprzed roku

Średnia wartość pojedynczej pożyczki wyniosła w styczniu 3067 zł, co oznacza spadek o 2,4 proc. w porównaniu do grudnia 2020 r. i spadek o 2,3 proc. w ujęciu rok do roku. Odczyty w styczniu powróciły niemal do poziomów notowanych rok wcześniej, co sugeruje, że firmy pożyczkowe oceniają zdolność kredytową klientów na zadowalającym poziomie. Warto zwrócić uwagę, że przy praktycznie niezmiennym poziomie średniej pożyczki spada łączna wartość udzielonych pożyczek, co może oznaczać, że część bardziej ryzykownych klientów została odcięta od możliwości pozyskania finansowania na skutek zmian legislacyjnych powodujących obniżenie poziomu maksymalnych kosztów pozaodsetkowych.Wykres_Sprzedaż styczniowa vs grudniowa

Względnie dobre zachowanie rynku w styczniu potwierdzają dane odniesione do średniego tygodnia grudnia, przy czym obie dane są ze sobą dosyć mocno skorelowane. W pierwszym tygodniu stycznia obserwowane było osłabienie, co jest związane z dniami wolnymi w okresie noworocznym. Kolejne tygodnie były już lepsze wobec średniego tygodnia grudnia, choć poprawa była umiarkowana i wynikała z nieco większej liczby udzielonych pożyczek.

Wykres nr 5
Odsetek klientów odrzuconych w okresie wrzesień 2020 r. – styczeń 2021 r.[1]

Odsetek klientów odrzuconych w okresie wrzesień 2020
Źródło: CRIF

Z uwagi na model raportowania przez firmy pożyczkowe danych nt. liczby odrzucanych aplikacji o pożyczki, należy mieć na uwadze, że dane z ostatnich czterech tygodni ulegną korekcie. Z tego względu jako ostatni miarodajny odczyt należy potraktować tydzień rozpoczynający się 4 stycznia, który pokazuje stabilizację wskaźnika na poziomie 41 proc. wobec odczytów na poziomach 35-37 proc. notowanych w tygodniach wrześniowych oraz październikowych. Efekt „drugiej fali” COVID-19 jest widoczny w danych, lecz jej wpływ był zauważalnie słabszy niż w miesiącach marzec-kwiecień 2020 r., kiedy odczyty sięgały 50 procent.

 Liczba firm pożyczkowych mniejsza o blisko 25 proc.

Według danych CRIF liczba aktywnych firm pożyczkowych, tj. takich, które w analizowanym okresie udzieliły choć jednej pożyczki, wyniosła w styczniu 38, co oznacza, że jedna z firm zdecydowała się wznowić lub rozpocząć aktywność pożyczkową. Należy jednakże podkreślić, że na ogólny krajobraz sektora pożyczkowego coraz większy wpływ ma rozwój segmentu płatności odroczonych. Na rynku przybywa firm oferujących usługi w modelu BNPL (buy now, pay later), które w 4 kwartale 2020 r. dołączyły do systemów wymiany informacji kredytowej (łącznie dołączyły 3 podmioty), z jakich korzystają firmy pożyczkowe. Ich obecność jest odnotowywana w bazach CRIF, co przekłada się na liczbę aktywnych podmiotów. Oznacza to, że spośród 38 podmiotów uczestniczących w rozwiązaniu CRIF w styczniu 3 spółki reprezentują segment płatności odroczonych, a pozostałe 35 podmioty to instytucje pożyczkowe, specjalizujące się w udzielaniu kredytów konsumenckich. Biorąc pod uwagę powyższe, rynek pożyczek pozabankowych pod względem liczby aktywnych graczy skurczył się o 24 proc. w stosunku do stycznia 2020 roku (z 46 do 35 firm pożyczkowych).

Wykres nr 6
Liczba aktywnych podmiotów[2]

Liczba aktywnych podmiotów
Źródło: CRIF

Podsumowanie

Zarówno dane BIK jak i CRIF za styczeń 2021 r. pokazują, że pierwszy miesiąc nowego roku wbrew pozorom nie był złym okresem dla branży pożyczkowej, choć w dalszym ciągu dużo gorszym wobec stycznia 2020 roku.  Dane styczniowe pokazują wyraźnie, że przy bardzo podobnej wartości średniej pojedynczej pożyczki branża udziela wartościowo dużo mniej pożyczek niż przed rokiem, co może oznaczać zwiększenie wykluczenia finansowego, szczególnie wśród konsumentów o nieco niższym scoringu kredytowym. Gros klientów, którzy jeszcze do niedawna mogli liczyć na finansowanie z firm pożyczkowych, wraz z koniecznością zaostrzenia wymogów kredytowych przez branżę (wskutek wzrostu ryzyka kredytowego oraz ograniczonych możliwości przychodowych w związku z obniżonym limitem kosztów pozaodsetkowych) aktualnie nie spełnia wymogów także w tym sektorze.  Materializacja ryzyka w postaci odcięcia części klientów od finansowania pozabankowego może się jeszcze pogłębić wraz z dalszym rozwojem pandemii i ograniczeniami działalności wielu branż, co może zostać odzwierciedlone w kolejnych danych dotyczących bezrobocia.

[1] We wszystkich danych CRIF, gdzie dokonujemy porównania z analogicznym okresem zeszłego roku lub średnimi danymi z poprzedniego miesiąca, stosujemy jednorodną grupę porównawczą, tj. analizujemy wyłącznie grupę instytucji pożyczkowych, która była obecna w całym okresie badania, co pozwala na uniknięcie zaburzeń wniosków na skutek rozpoczęcia lub zakończenia raportowania przez instytucję pożyczkową. W przypadku tego wykresu wskazana w pierwszym zdaniu reguła nie obowiązuje.

[2] Ze względu na specyfikę raportowania spółek do CRIF dane za ostatnie tygodnie stycznia w zakresie odsetka klientów odrzuconych mogą ulec zmianom. W niniejszej publikacji używamy danych CRIF wg stanu na 10 lutego 2021 r.

Bain&Co.: Pomimo pandemii wzrosły wyceny przejmowanych spółek

Pomimo dekoniunktury gospodarczej spowodowanej epidemią koronawirusa średnie wyceny przejmowanych firm na świecie wzrosły w ubiegłym roku, wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Bain & Company. Inwestorzy musieli zapłacić więcej niż rok wcześniej za firmy z sektora technologicznego, telekomunikacyjnego, farmaceutycznego oraz mediów cyfrowych. Zmniejszyły się natomiast wyceny spółek z sektora handlu detalicznego i energetyki.

Z wyliczeń ekspertów Bain & Company wynika, że w 2020 roku średnia cena zakupu spółki odpowiadała 14-krotności jej zysku EBITDA. Rok wcześniej inwestorzy płacili średnio 13-krotność zysku. Powodem utrzymania się wysokich wycen w wielu branżach jest wysoka podaż kapitału. Przyczyniają się do tego rządowe pakiety stymulacyjne, utrzymujące się od dłuższego czasu niskie stopy procentowe, wzrost oszczędności gospodarstw domowych, jak również rekordowo wysokie środki na inwestycje zgromadzone przez fundusze private equity.

To był rok wielkich niepewności i zawirowań, ale także ogromnych niespodzianek. Wzrost średnich wycen przejmowanych spółek w wielu sektorach to na pewno spore zaskoczenie dla wielu uczestników rynku – powiedział Jacek Poświata, Partner Zarządzający Bain & Company.

Ubiegły rok nie zapowiadał się dobrze. W pierwszych miesiącach pandemii rynek fuzji i przejęć właściwie zamarł. Jednak już w drugiej połowie 2020 roku inwestorzy powrócili na rynek. W efekcie, w trzecim i czwartym kwartale łączna wartość transakcji na świecie wzrosła o ponad 30%. Jak wynika z globalnego badania przeprowadzonego przez Bain & Company wśród 300 uczestników rynku ten pozytywny trend prawdopodobnie utrzyma się w najbliższych miesiącach – około połowa respondentów spodziewa się zwiększonej aktywności na rynku w 2021 roku.

Wyniki naszej ankiety pokazują również, że menedżerowie w coraz większym stopniu upatrują w przejęciach sposobu na utrzymanie wzrostu przedsiębiorstw. W czasach podwyższonej niepewności i zawirowań powinni rozważyć dostosowanie swojej strategii fuzji i przejęć. Może to oznaczać rozszerzenie zakresu działalności akwizycyjnej na przykład przez tworzenie funduszy typu corporate venture capital, wchodzenie w partnerstwa czy też nabywanie mniejszościowych pakietów – powiedział Jacek Poświata.

Eksperci Bain & Company podkreślają, że pandemia koronawirusa zintensyfikowała trendy, które od kilku lat można było obserwować na rynku fuzji i przejęć. Coraz większego znaczenia nabiera inwestowanie zgodnie z zasadami ESG (Environmental, Social, and Governance), czyli przejmowanie spółek realizujących strategię zrównoważonego rozwoju z poszanowaniem środowiska. Jednocześnie spadło zainteresowanie transakcjami ponadregionalnymi na korzyść rynku krajowego i regionu.

W centrum zainteresowania inwestorów pozostają spółki i aktywa, których przejęcie umożliwia poszerzenie umiejętności i wejście w nowe obszary działalności. Dotyczy to zwłaszcza takich sektorów jak ochrona zdrowia, technologia oraz dobra konsumpcyjne. Eksperci zauważają, że z powodu wprowadzanych obostrzeń i ograniczenia możliwości podróżowania nastąpiło także przyspieszenie digitalizacji samych procesów transakcji – inwestorzy szybko zaadaptowali się do zdalnego przeprowadzenia badania due diligence spółek, finalizowania transakcji a następnie prowadzenia procesu integracji.

Eksperci Bain & Company uważają, że branża technologiczna będzie w tym roku jednym z motorów wzrostu rynku fuzji i przejęć. Już w drugiej połowie 2020 roku wartość i wolumen transakcji M&A w tym sektorze osiągnął rekordowy poziom. Konsolidacja będzie również postępować w sektorze handlu detalicznego za sprawą chęci zwiększania skali działalności oraz potrzebą dalszej cyfryzacji usług.

Można się też spodziewać dalszych przejęć w sektorze bankowym po tym jak wyceny wielu spółek usług finansowych spadły za sprawą pogarszających się wyników i słabszych wskaźników kapitałowych, a konsolidacji sprzyjają regulatorzy.

Podsumowanie danych policji: 70 181 zatrzymanych pijanych kierowców i 22 873 wypadków drogowych w 2020 roku

Choć rok 2020 nie był rekordowym pod względem statystyk policyjnych, to dane i tak są alarmujące. Mimo pandemii i związanych z nią ograniczeń w 2020 roku zatrzymano ponad 70 000 pijanych kierowców i odnotowano 22 873 wypadków, w których zginęło aż 2 130 osób, a 25 843 zostało rannych. Policja interweniowała aż 6 084 048 razy. Domowa izolacja doprowadziła też do wzrostu spożycia alkoholu przez Polaków. Jak podaje instytut Nielsena w 2020 roku wydaliśmy na alkohol o 7% więcej niż w poprzednim, czyli rekordowe 40 mld złotych. Specjaliści twierdzą, że mamy społeczny problem z adaptacją do nowej rzeczywistości, a statystki dotyczące pijanych kierowców powinny być jeszcze niższe.

Pijani kierowcy wciąż zagrożeniem na polskich drogach

Podczas pandemii nie opuszczała nas chęć brawurowej jazdy i ruszania w trasę pod wpływem alkoholu. Mimo, że 70 181 pijanych kierowców zatrzymanych przez policję w 2020 roku to o ponad 40 000 mniej niż w 2019  to biorąc pod uwagę krajowe obostrzenia ze względu na COVID-19, wciąż jest to ogromna liczba. Największy problem stanowią „wczorajsi kierowcy”, czyli osoby, które wsiadając za kierownicę były przekonane, że nie mają już promili we krwi, ponieważ rano czuły się dobrze fizycznie. Jednak brak bólu czy zawrotów głowy nie jest równoznaczny ze stanem trzeźwości, a nawet chwilowe rozkojarzenie może doprowadzić do tragedii.

– W pandemii wzrosły nasze obawy o zdrowie i bezpieczeństwo bliskich. Jednak nawet to nie powstrzymuje kierowców przed ryzykownymi zachowaniami na drodze. Cały czas nie biorą pod uwagę realnych zagrożeń wynikających m.in. z prowadzenia samochodu na następny dzień po zakrapianej imprezie. Najczęściej wynika to z braku świadomości i edukacji w tym obszarze. Liczą, „że się uda, że to tylko kilka kilometrów”, a to właśnie  sekundy decydują o tragedii – przestrzega Rafał Misztalski, prezes AutoWatch Polska.

Problem z adaptacją do nowej rzeczywistości

W wyniku izolacji Polacy zaczęli nadużywać alkoholu. Jego spożycie od marca 2020 roku wzrosło niemal o 30%. Głód kontaktów międzyludzkich spowodował, że pomimo obowiązujących obostrzeń wiele osób zdecydowało się na spotkania towarzyskie i zakraplane domówki, inni zaś postanowili odciąć się od problemów pijąc alkohol w samotności.

– Polacy są społeczeństwem bardzo rodzinnym i lubiącym gościnność. Spotkania z najbliższymi są niejako wpisane w naszą osobowość kulturową. Dlatego w momencie, gdy z dnia na dzień musieliśmy ograniczyć nasze kontakty społeczne, wiele osób dotknęła ogromna samotność i poczucie przytłoczenia zaistniałą sytuacją. By poradzić sobie z narastającą frustracją zaczęliśmy więc sięgać po coraz mocniejsze alkohole, by poradzić sobie z emocjami – ten sposób wydawał się nam szybki i skuteczny. Mała wiedza na temat emocji, błędne przekonania na temat złości, lęk przed jej okazywaniem spowodowanym często brakiem społecznej akceptacji doprowadził wiele osób do pojawiania się lub pogłębienia stanów lękowych i depresyjnych. Dużo lepiej radzą sobie z nieprzyjemnymi emocjami osoby, których wiedza o emocjach pomaga im nimi właściwie zarządzać, wyrażać i regulować je w zdrowy sposób – mówi Marzena Martyniak, psycholog i szef Poradis: Centrum Diagnozy i Terapii oraz międzynarodowy badacz inteligencji emocjonalnej.

Europa stawia na blokady alkoholowe

Według szacunków Komisji Europejskiej aż 25% wszystkich śmiertelnych zdarzeń drogowych w Unii Europejskiej jest spowodowanych jazdą pod wpływem alkoholu, który oprócz nadmiernej prędkości i niezapinania pasów bezpieczeństwa jest najczęstszą przyczyną wypadków. To międzynarodowy problem, nad którego rozwiązaniem od lat pracuje szerokie grono specjalistów. Według Dyrekcji Generalnej Komisji Europejskiej odpowiedzialnej za transport w UE jednym z najskuteczniejszych środków przeciwdziałania pijanym kierowcom są blokady alkoholowe. Ich podstawową funkcją jest uniemożliwienie uruchomienia pojazdu osobom, u których wykryto zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu, tym samym zamontowanie ich zwiększa bezpieczeństwo na drodze. Z europejskich danych wynika również, że system ten doskonale sprawdza się także wśród recydywistów, którzy dzięki jego zastosowaniu mogą odzyskać prawo jazdy nawet w połowie zasądzonego wyroku. W Polsce w 2015 roku weszła w życie ustawa regulująca zamontowanie blokad alkoholowych w pojazdach jednak wciąż  przepis ten nie jest dobrze znany zarówno samym kierowcom, jak i organom ścigania.

-W Europie z każdym rokiem coraz więcej mówi się o skuteczności i potrzebie stosowania blokad alkoholowych przekładających się na poprawę bezpieczeństwa na drodze. W Polsce świadomość ta utrzymuje się nadal na niskim poziomie, dlatego dostrzegamy potrzebę społecznej edukacji w tym obszarze. Blokady alkoholowe to doskonałe rozwiązanie zarówno dla osób prywatnych, jak i przedsiębiorców, zatrudniających setki kierowców, którzy każdego dnia pokonują służbowo tysiące kilometrów samochodem – mówi Rafał Misztalski, prezes AutoWatch Polska.

W 2019 roku do Policji zgłoszono 30 288 wypadów drogowych, w wyniku których rannych zostało 35 477 osób, a śmierć poniosło 2 909. Zgłoszono również 455 454 kolizji. Z winy pijanych kierowców doszło do 1655 incydentów, zmarły 192 osoby. Statystyczny Polak wypił w zeszłym roku 9,78 litrów alkoholu w przeliczeniu na czysty spirytus.  Na ten cel wydano 36,6 miliardów złotych.

Rozwój polskiego sektora usług dla biznesu – raport płacowy 2021

Polska pozostaje największym w regionie Europy Środkowo-Wschodniej ośrodkiem inwestycji realizowanych w sektorze usług dla biznesu. Mimo że dynamika wzrostu jest niższa niż w ubiegłych latach, to do kraju napływają kolejne inwestycje, a pracodawcy z sektora centrów dla biznesu mają w planach rekrutacje. Takie wnioski płyną z badania branży nowoczesnych usług dla biznesu, którego wyniki opublikowane zostały na łamach najnowszego Raportu płacowego Hays Poland 2021 – Centra usług biznesowych.

Polski sektor nowoczesnych usług dla biznesu (ang. Business Services Sector, BSS) to obecnie już ponad 1 500 firm, zatrudniających 340 000 osób. Jednocześnie te liczby cały czas rosną. Dojrzałość polskiego rynku, w połączeniu z szerokim dostępem do wykwalifikowanych pracowników, znających różnorodne języki obce, wciąż zachęcają do dalszego inwestowania. Stąd też pomimo widocznego spowolnienia wywołanego pandemią, nadal można mówić o rozwoju sektora i oczekiwać, że ten trend utrzyma się w najbliższej przyszłości.

Zainteresowanie inwestorów

Polska dała się poznać zagranicznym inwestorom jako kraj, w którym warto lokować centra usług. Wynika to nie tylko ze znakomitego stosunku jakości kompetencji do kosztów prowadzenia działalności, ale też dojrzałości sektora BSS. Polska jest największym i historycznie najlepiej rozwiniętym rynkiem nowoczesnych usług dla biznesu w regionie, co przez inwestorów jest postrzegane jako gwarancja powodzenia całego przedsięwzięcia.

Jak zauważa Anna Podolska, ekspertka branży usług dla biznesu w Hays Poland, rozwój polskiego sektora usług biznesowych nadal przebiega dwutorowo. – Z jednej strony mamy do czynienia z rozbudową już istniejących centrów. Najczęściej jest to skutkiem decyzji o przeniesieniu do Polski kolejnych, coraz bardziej zaawansowanych procesów. Z drugiej strony rozwój sektora cały czas jest napędzany przez nowych inwestorów, którzy decydują się na ulokowanie swoich centrów na terenie kraju. Chociaż okres pandemii wiązał się z wyzwaniami dla firm tworzących nowe struktury w Polsce, to zdalna rekrutacja i zdalne przeprowadzenie migracji procesów najczęściej kończyły się pełnym sukcesem – komentuje Anna Podolska, Branch Manager w Hays Poland.

Potrzeby kompetencyjne

Rekrutacja pozostaje kluczowa w planach firm na nadchodzące miesiące. Większość pracodawców z branży BSS pytana o perspektywę roku 2021, zakłada bowiem dużą aktywność w obszarach związanych z zasobami ludzkimi. Rekrutacje nowych pracowników znalazły się w planach 88 proc. pracodawców. Co druga firma (51 proc.) planuje zatrudniać wyłącznie pracowników etatowych. Co trzecia (32 proc.) uwzględnia natomiast większą dywersyfikację w ramach strategii zatrudnienia i planuje rekrutować zarówno pracowników stałych, jak i tymczasowych, zewnętrznych oraz kontraktowych.

Rozwój polskiego sektora usług dla biznesu
Źródło: Raport płacowy 2021 – Centra usług biznesowych, Hays Poland.

Firmy z branży najczęściej przewidują rekrutacje na stanowiska związane z finansami i księgowością, IT, obsługą klienta oraz usługami finansowymi. Nie zabraknie też ofert dla specjalistów administracji, HR, e-Commerce oraz inżynierii. Znajduje to odzwierciedlenie w strukturze zatrudnienia w sektorze. Specjaliści w obszarze finansów i księgowości stanowią drugą najliczniejszą grupę wśród osób zatrudnionych w polskich centrach usług. Pod względem liczby pracowników sektora BSS przewyższają ich wyłącznie osoby zatrudnione na stanowiskach IT.

W minionym roku na rynku można było zaobserwować wzrost popytu na ekspertów specjalizujących się w bankowości, m.in. procesach związanych z zapobieganiem praniu brudnych pieniędzy (AML) oraz weryfikacją klientów (KYC). Dużym zainteresowaniem cieszyły się również role związane z usługami finansowymi – ubezpieczeniami, inwestycjami oraz obrotem papierami wartościowymi i towarami.

Niezależnie od specjalizacji i posiadanego doświadczenia, kluczowa w prowadzonych rekrutacjach pozostaje znajomość języków obcych oraz kompetencje miękkie. Powszechnym standardem w centrach usług jest znajomość języka angielskiego, natomiast praca w sektorze BSS bardzo często wymaga kombinacji językowych, tj. znajomości języka angielskiego oraz drugiego języka obcego. W rankingu popularności, zaraz po angielskim plasuje się język niemiecki, francuski, włoski oraz hiszpański.

Kompetencje językowe odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu wynagrodzeń pracowników sektora. Tak zwany bonus językowy – będący stałym dodatkiem do wynagrodzenia podstawowego – w przypadku języków unikalnych i trudnych do pozyskania może wynosić nawet 60 proc. miesięcznej pensji. Najwyższe bonusy są wypłacane specjalistom władającym językami skandynawskimi oraz językiem niderlandzkim.

Trendy płacowe

W związku z niepewną sytuacją na globalnym rynku, w pierwszych miesiącach pandemii część firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu musiało dokładniej przyjrzeć się kosztom prowadzenia działalności, w tym kosztom pracy. To też sprawiło, że pomimo kontynuacji rozwoju sektora, w 2020 zaobserwowano nieznaczne wyhamowanie dynamiki wzrostu wynagrodzeń oferowanych pracownikom centrów usług. Trendy płacowe były też mocno uzależnione od specjalizacji oraz lokalizacji centrum usług. Podwyżki wynagrodzeń dotyczyły przede wszystkim stanowisk związanych z realizacją procesów w obszarze bankowości oraz usług finansowych, co wynikało ze zwiększonego zapotrzebowania pracodawców na tego typu kompetencje.

Jak wynika z badania Hays, podwyżki wynagrodzeń w 2021 przewiduje 51 proc. firm działających w branży. Będzie to podyktowane zarówno napływem nowych inwestycji i zwiększenia konkurencji w walce o najlepszych kandydatów, jak również stale zmieniającego się zakresu obowiązków pracowników. Od kilku lat obserwowany jest trend profesjonalizacji branży, gdyż w Polsce coraz częściej obsługiwane są zaawansowane procesy biznesowe o znaczeniu strategicznym dla globalnych struktur organizacji. To z kolei naturalnie pociąga za sobą wzrost wynagrodzeń.

Oczekiwania kandydatów

Pracodawcy częściej będą zabiegać o kandydatów pozafinansowymi elementami oferty. Mimo że wynagrodzenie i benefity pozostają najczęstszym powodem rozważania zmiany pracy przez pracowników centrów usług, to wysoko na liście plasują się również charakter wykonywanej pracy oraz brak możliwości rozwoju.

Otwartość na zmianę miejsca zatrudnienia często wynika z chęci poszerzenia zakresu odpowiedzialności. Szczególnym zainteresowaniem kandydatów cieszą się stanowiska umożliwiające udział w migracji procesów lub implementacji nowych systemów. Kandydaci, którzy do tej pory zajmowali się wyłącznie wycinkiem danego procesu, często dążą do objęcia roli oferującej bardziej kompleksowe do niego podejście – zauważa Dorota Staniczek, Lead Recruitment Partner w Hays Poland.

Trendy płacowe
Źródło: Raport płacowy 2021 – Centra usług biznesowych, Hays Poland

W minionym roku zmieniło się postrzeganie kwestii benefitów pozapłacowych. Obecnie kandydaci bardziej cenią wsparcie pracodawcy w podnoszeniu kwalifikacji m.in. poprzez dofinansowanie studiów oraz kursów rozwijających kompetencje językowe. W rozmowach rekrutacyjnych coraz częściej pojawia się temat elastyczności godzin pracy i miejsca, z którego jest ona wykonywana. Wielu pracowników sektora BSS oczekuje, że również po pandemii będą mogli pracować całkowicie w formie zdalnej. Tym samym kandydaci częściej przeglądają oferty pracy z całej Polski. Większe znaczenie w wyborze miejsca zatrudnienia odgrywa również branża pracodawcy. Kandydaci zwracają uwagę na ten aspekt nie tylko ze względu na stabilność zatrudnienia i jej odporność na skutki pandemii, ale również wpływ działalności firmy na środowisko i społeczeństwo.

O RAPORCIE

Raport płacowy Hays dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń na ponad 30 stanowiskach, uzupełnionym wnioskami i komentarzami ekspertów oraz wynikami badania na temat rynku pracy, które zostało przeprowadzone pod koniec 2020 r.

Recykl – biznes, sztuka i zero waste

Warto pomagać. Trzeba pomagać. To się opłaca. Dobro wysłane w świat okrąża go i wraca do nadawcy ze zwielokrotnioną siłą. Prędzej lub później CSR przynosi korzyści.

Te proste zasady zawładnęły również działaniami dobroczynnymi w biznesie. Akcje charytatywne stały się środkiem wzmacniania wizerunku liderów rynkowych. CSR jest wpisany na stałe w agendy CSR międzynarodowych korporacji. Trend przeszedł również na start-upy, biznesy lokalne, firmy rodzinne. Niemal każdy z nas oddaje 1% podatku, aby pomagać.  Jednak w ostatnich latach mogliśmy zaobserwować zalew mało przemyślanych inicjatyw charytatywnych, przez co spowszedniały one zarówno organizatorom, jak i darczyńcom.

  • Projekt Recykl jest garścią fiołków ciśniętych w oczy wszystkim nudnawym akcjom charytatywnym.
  • Projekt Recykl to powtarzający się cykl, który nie tylko reanimuje przedmioty, ale przynosi nowe.
  • Projekt Recykl to Biznes, Sztuka Odzyskiwania i sztuka pomagania.
  • Beneficjentami projektu staną się dzieci – podopieczni gdańskiego oddziału Fundacji Korczaka.

Dla tych niezwykłych dzieci, o niezwykłych potrzebach, został napisany Recykl. Ale również dla kogoś innego. Recykl został napisany dla Państwa. Dla osoby, która czyta to zdanie i ma potrzebę wspierania. Pragniemy oddać narzędzie dobroczynności, które przynosi wyłącznie korzyści – również dla świata. Pomagając, nie marnujemy. Pomagając, tworzymy z tego, co jest. Zachęcamy do wspierania innych, poprzez czynienie dobra charytatywnie.

Czy umiemy papier zamienić w złoto? Tak i chętnie tego dokonamy. Okazuje się, że możemy to osiągnąć przy wsparciu czterech artystów (Marek Ciszkowski, Karolina Pielak, Karolina Michałek, Weronika Michalska), którzy z odpadków stworzą dzieła sztuki, które mamy nadzieję wylicytować tak dobrze, jak licytują się dzieła mistrzów. A to alchemiczne działanie zdziała magię dla Gdańskiej Fundacji Korczaka.

Pomysł na ten projekt zrodził się w głowie jego twórcy – Sebastiana Choromańskiego, pracownika działu kreatywnego firmy Tarifa – który w trakcie niszczenia dokumentów w pracy, ubolewał nad niewykorzystanym potencjałem powstałej w ten sposób makulatury. Recycling to za mało. Stąd urodził się Recykl, czyli przetwarzanie odpadków papierowych na sztukę. Dawcami makulatury staną się firmy, które używają niszczarek w biurach oraz te, których pracownicy pozbywają się odpadków makulaturowych na co dzień. Organizatorem  jest agencja eventowa TARIFA Corporate Events.

Przebieg akcji w teorii jest bardzo prosty: Biura będą zbierać makulaturę do pojemników (tu uwaga: do bardzo fajnych pojemników zaprojektowanych specjalnie dla tej akcji) postawionych w placówkach firm. Pracownicy tych firm chętnie pozostawią niepotrzebny papier w boxach Recyklu, włączając się w akcję Recykl. Papier trafi następnie do artystów, którzy stworzą z niego dzieła sztuki. Prace pójdą pod młotek na charytatywnej akcji, a pieniądze z licytacji przeznaczone zostaną na terapię podopiecznych Fundacji Jana Korczaka w Gdańsku. Wartość tej makulatury wzrośnie wraz z jej artystycznym kształtem, duchem tchniętym rękoma zdolnych ludzi.

Beneficjentów tego projektu jest wielu. I to go wyróżnia na tle innych projektów charytatywnych. TARIFA, jako zespół event managerów,  może zająć się, na czym się zna najlepiej – czyli organizacją eventów, które spełniają biznesowe cele. Fundacja Jana Korczaka w Gdańsku dostanie pieniądze na terapię. Artyści będą mieli okazję pokazać się szerszej publiczności, zaskoczyć swoich odbiorców. Partnerzy Recyklu poddadzą wyjątkowemu recyclingowi swoje odpadki oraz wypromują się jako darczyńcy myślący wielowektorowo o działaniach CSR.

Recykl startuje w już kwietniu. Zapraszamy na naszą stronę na Facebooku (14) Recykl | Facebook, wchodząc z nią w interakcję, zostawiając „lajka”, komentując, udostępniając dorzucasz swoje „trzy grosze” do powodzenia akcji. Potraktujmy to jak skarbonkę, tylko nominałem są tu kliknięcia. Każdy zainteresowany projektem  może skontaktować się z nami przez maila [email protected]. Udzielimy wszelkich informacji.

Po interwencji Rzecznika MŚP przedsiębiorca uzyskał ponad 3 mln zł subwencji – Wcześniej PFR trzykrotnie mu odmówił

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców podjął interwencję ws. przedsiębiorcy z branży gastronomicznej, któremu Polski Fundusz Rozwoju S.A. w ramach programu „Tarcza Finansowa 2.0″ trzykrotnie odmówił wypłaty subwencji finansowej. Po zapoznaniu się ze stanowiskiem Rzecznika MŚP, ostatecznie PFR wydał decyzję korzystną dla przedsiębiorcy przyznającą subwencję finansową we wnioskowanej kwocie 3,45 mln zł.

Przedsiębiorca, zwracając się do PFR o pomoc w ramach rządowego programu „Tarcza Finansowa 2.0 wykazał, że jego przychody drastycznie spadły o ponad 90% po wprowadzeniu ograniczeń w ramach walki z pandemią, oraz że spełnia wszystkie kryteria przyznania pożyczki w formie subwencji finansowej. Trzykrotnie PFR poinformował wnioskodawcę, że podjął decyzję negatywną skutkującą odmową wypłaty wnioskowanej przez Przedsiębiorcę kwoty subwencji finansowej stwierdzając, że „może zdarzyć się sytuacja, w której przedsiębiorca otrzyma z PFR decyzję odmowy przyznania subwencji bez podania przyczyny. W takim przypadku prosimy o sprawdzenie historii działalności i ewentualne złożenie wniosku o subwencję w późniejszym terminie”.

Przedsiębiorca do złożonej reklamacji przed PFR równolegle wniósł wniosek do Oddziału Terenowego Rzecznika MŚP w Białymstoku, licząc, że taka interwencja w sprawie przyniesie pozytywny skutek.

W zajętym stanowisku Rzecznik MŚP zwrócił się do PFR o podjęcie działań zmierzających do zapewnienia skutecznej ochrony praw przedsiębiorców oraz podkreślił fakt, że zasadniczym celem programu Tarcza 2.0 jest realizacja podstawowego interesu ekonomicznego Rzeczypospolitej Polskiej w postaci zapewnienia stabilności przedsiębiorstw i gospodarki. Tarcza Finansowa 2.0 pomimo jej branżowego zasięgu ma na celu zapobiegnięcie ryzyka masowej upadłości oraz zwolnień pracowników w objętych pomocą branżach na skutek znaczących zakłóceń w funkcjonowaniu gospodarki w związku z drugą falą pandemii COVID-19. W ocenie Rzecznika MŚP, jeżeli podstawą do odmowy wypłaty przedsiębiorcy subwencji finansowej na podstawie Regulaminu Tarczy 2.0 jest istnienie podejrzenia wystąpienia nadużyć to wskazanym jest precyzyjne określenie w decyzji wydanej przez PFR podstaw uzasadniających odmowę wpłaty subwencji (również poprzez wskazanie nadużyć). Rzecznik MŚP wskazał, że znaczenie w sprawie winien mieć również fakt, iż przedsiębiorca cały czas kontynuuje działalność gospodarczą, pomimo trudności spowodowanych pandemią, dając jednocześnie zatrudnienie 108 pracownikom.

Polski Fundusz Rozwoju S.A. na skutek interwencji Rzecznika MŚP, wydał korzystną decyzję dla Przedsiębiorcy przyznającą subwencję finansową we wnioskowanej kwocie 3,45 mln zł w ramach programu „Tarcza Finansowa 2.0″.