NVIDIA – kopanie kryptowalut a przemysł gamingowy

NVIDIA publikuje imponujące wyniki za czwarty kwartał – dyrektor generalny bagatelizuje znaczenie wydobywania kryptowalut jako głównego czynnika wzrostu.

NVIDIA ogłosiła w nocy rekordowe wyniki za czwarty kwartał, znacznie przewyższając przewidywania analityków ze wzrostem zysku na akcję o 51% rok do roku. Jednak po początkowych wzrostach cena akcji spadła o 2% w handlu po godzinach, ponieważ dyrektor generalny NVIDIA powiedział, że sprzedaż procesorów ludziom zajmującym się kopaniem kryptowalut „nie będzie wyjątkowo wzrastała”. Dzięki zwiększeniu wartości akcji o ponad 120% w ciągu ostatnich 12 miesięcy, NVIDIA zapewniła swoim akcjonariuszom imponujące zyski. Firma produkująca sprzęt komputerowy była jedną z popularniejszych akcji w 2020 roku pośród polskich inwestorów na eToro, którzy świadomie i z pasją kupują akcje firm technologicznych. NVIDIA była też dziesiątą najczęściej kupowaną akcją na eToro wśród inwestorów detalicznych globalnie. Czy ta chwilowa obniżka cen stanowi okazję do zakupu? – pyta Katarina Hrenova, komentatorka rynku eToro.

NVIDIA (NVDA), producent jednostki przetwarzania grafiki (GPU), jest ważną częścią świata gier video, ale ostatnio zaobserwowała także wzrost popytu na jej produkty w społeczności kryptowalut.

Od końcówki 2020 roku, ceny krypotwalut eksplodowały, co łączy się z coraz większą ilością firm ogłaszającą swoje zainteresowanie w inwestowanie w nie, jak np.: Tesla oraz BNY Mellon. Z rosnącymi cenami kryptowalut, będzie rósł także popyt na lepsze oprogramowanie do ich kopania. Kopanie kryptowalut wymaga niesamowicie szybkich procesorów, na co NVIDIA odpowiedziała, wypuszczając na rynek nowy procesor graficzny (GPU) – NVIDIA CMP – przeznaczony do profesjonalnego kopania kryptowalut. Logicznym jest, że jeżeli ceny krypto dalej będą rosły, to pojawi się więcej kopalni, prowadząc do rosnącej sprzedaży dla NVIDIA.

Jednak w obliczu globalnego niedoboru chipów firma wskazała, że mogą wystąpić problemy z dostawami kart graficznych, jednak próbowała też zapewnić swoich głównych klientów – graczy – że pozostają oni jej głównym priorytetem. W zeszłym tygodniu firma NVIDIA ogłosiła również, że możliwości jej najnowszego GPU w zakresie wydobywania kryptowalut będą ograniczone, co nasuwa pytania, czy ludzie przeniosą swoją zainteresowanie gdzie indziej.

Komunikaty firmy NVIDIA mogą być tylko krótkoterminową próbą sprostania oczekiwaniom wzrostu, do czasu aż problemy z dostawą chipów zostaną rozwiązane. Inwestorzy detaliczni będą uważnie obserwować, w jaki sposób firma NVIDIA zarządza istniejącym popytem i ofertą swoich produktów.

Digital Now! Holding zainwestował w Blue Whale Press – nowego gracza na rynku medialnym

2 miliony złotych – tyle zdecydował się zainwestować holding Digital Now! w wydawnictwo Blue Whale Press. Inwestycja jest zgodna ze strategią wspierania innowacyjnych przedsiębiorstw Spółki. – Pomysł autorskiej sieci reklamowej dla e-commerce jest odpowiedzią na potrzeby współczesnego biznesu – wyjaśnia Łukasz Nawrocki, Prezes Zarządu Digital Now! Holding.

Autorska sieć reklamowa Blue Whale Press, będąca jednocześnie wydawcą tematycznych portali informacyjnych, to nowy gracz na rynku medialnym. Oferuje świeże podejście do dystrybucji contentu oraz emisji reklam. W ramach powstałego w lipcu 2020 roku wydawnictwa działa już 70 wyspecjalizowanych portali tematycznych. Wśród nich można znaleźć witryny związane z tematyką sportu, mody i urody, rodziny, domu i ogrodu, motoryzacji, technologii, hobby, podróżom oraz wielu innym. Uruchomienie kolejnych zaplanowano na drugi kwartał 2021 r. Łącznie ich liczba ma przekroczyć 100 do końca roku.

Jednym z ważniejszych elementów naszego projektu wydawniczego był odpowiedni dobór autorów treści na poszczególne serwisy. Redaktorzy i dziennikarze, z którymi współpracujemy to nie tylko specjaliści, ale także, a może przede wszystkim, pasjonaci tematyki poruszanej w swoich publikacjach. Dzięki temu jesteśmy w stanie zagwarantować ich wysoką jakość i zainteresowanie czytelników, którzy będą wracać do wybranych treści. Zwiększamy tym samym szansę na uzyskanie oczekiwanych korzyści marketingowych przez naszych klientówmówi Anna Tworek-Skrzyszowska, Prezes Zarządu Blue Whale Press.

Wysoka jakość materiałów przygotowywanych przez wyspecjalizowane zespoły redakcyjne oraz działania promocyjne umożliwią dotarcie do ponad 500 000 użytkowników miesięcznie. W tym czasie wydawnictwo opublikuje 3000 artykułów tematycznych oraz 600 reklam dostosowanych do profilu serwisów. Poszczególne portale zaoferują przestrzeń reklamową pozwalającą aktywnie wspierać generowanie ruchu na stronie klienta. Serwisy Blue Whale Press są szansą dla sklepów internetowych poszukujących efektywnych form reklamy
i nowych możliwości zwiększenia sprzedaży.

Na inwestycję wartości 2 mln złotych zdecydował się holding Digital Now!, który obejmuje spółki specjalizujące się w udzielaniu kompleksowego wsparcia dla branży e-commerce oraz firm usługowych działających online. Holding odpowiada za prowadzenie strategii tworzących nowy obraz e-marketingu w wymiarze 360.

Inwestycja w Blue Whale Press to realizacja w praktyce strategii naszej firmy wspierania nowatorskich rozwiązań w biznesie. Zależy nam na ciągłym podnoszeniu satysfakcji klientów z kampanii prowadzonych na ich rzecz poprzez precyzyjne i, co najważniejsze, skuteczne działania marketingowe. Wpływ na decyzję o zainwestowaniu kolejnych środków miało bardzo dobre przyjęcie oferty Blue Whale Press na rynku. Liczymy, że dzięki naszej inwestycji już wkrótce wydawnictwo stanie się jednym z najważniejszych podmiotów wspierających rozwój branży w Polsce – podkreśla Łukasz Nawrocki, CEO Digital Now! Holding.

Inwestycja jest prowadzona w ramach rund inwestycyjnych. Oznacza to, że projekt finansują inwestorzy zewnętrzni, od których firma pozyskuje transze pieniężne umożliwiające wejście w kolejne fazy rozwoju. Digital Now! Holding wsparł Blue Whale Press w pierwszej fazie inwestycyjnej.

Kiedy warto kupić rower na raty i gdzie najlepiej dokonać zakupu?

Raty i subskrypcje z roku na rok zyskują na popularności. Coraz więcej rzeczy wolimy opłacić w formie wygodnych, mniejszych kwot przez pewną ilość miesięcy, niż wydawać raz dużą sumę, która może nadwyrężyć nasz budżet. Jednoślad jest czymś, co warto mieć w swoim wyposażeniu, by przemieszczać się w sposób zdrowy i wygodny, a także dbać o środowisko. Sprawdźmy jak wziąć rower na raty i czy istnieje ryzyko podczas takiej transakcji.

Rower na raty – jak wygląda proces zakupu

Wybierając taką formę zakupu w pierwszej kolejności warto przemyśleć swój budżet i ustalić jaką kwotę miesięcznie jesteśmy w stanie płacić za nasz nowy pojazd. W domu powinno się także przemyśleć oczekiwania względem nabywanego dwukołowca, by ten na pewno był trafiony i odpowiadał naszym potrzebom i możliwościom. Następnie warto wybrać się osobiście do dobrego sklepu rowerowego, w którym nie tylko bezstresowo nabędziemy nowy rower na raty, ale i uzyskamy poradę jaki model będzie najlepiej przystosowany do naszych oczekiwań. Sam proces poza kilkoma końcowymi formalnościami nie różni się wiele od zwyczajnego zakupu jednośladu. Możemy klasycznie przymierzyć się do roweru, wykonać jazdę testową, a w ramach rat zakupić nie tylko rower, ale i wszystkie potrzebne nam dodatki i akcesoria. Można więc pomyśleć o swoim bezpieczeństwie i wyposażyć się w kask i lampki, a także o wygodzie, którą zapewni nam odpowiednia odzież czy inne dodatki.

Możliwości zakupu roweru na raty

Źródło: Sklep i Serwis rowerowy BikeSalon.pl

Możliwości zakupu roweru na raty

W rozmaitych sklepach posiadamy różne opcje zakupu roweru na raty, dlatego warto poszukać takiego sprzedawcy, który oferuje najbardziej korzystne dla nas raty 0%. Dzięki temu po zakupie zapłacimy wyłącznie za nabyty jednoślad i ewentualne dodatki, bez konieczności uiszczania dodatkowych opłat za dokonanie transakcji. Rower na raty w sklepie BikeSalon możemy nabyć właśnie korzystając z takiej możliwości – jeżeli wybierzemy produkt z najnowszej kolekcji, który jest nieprzeceniony, to będziemy mogli go kupić bez żadnych opłat i prowizji. Modele przecenione niestety nie mają możliwości skorzystania z rat 0%, jednak te wciąż są niskooprocentowane, by klienci nie odczuli wyprzedaży roweru w powiększonej wysokości rat.

Gdzie kupić rower na raty?

Jednym z profesjonalnych sklepów rowerowych, jakie oferują taką możliwość jest BikeSalon. W nim skorzystamy zarówno z możliwości zakupu na raty 0%, jak i z niskooprocentowanych rat dla modeli przecenionych. BikeSalon posiada bogatą ofertę wysokiej jakości jednośladów pochodzących z kolekcji znanych i cenionych producentów. Wybierając się do tego sklepu mamy więc pewność, że kupiony przez nas rower będzie doskonale dobrany do naszych potrzeb i oczekiwań, a także wyróżni się wytrzymałością, wysoką jakością wykonania i dobrymi komponentami. Rower na raty Warszawa kupisz w BikeSalonie mieszczącym się przy ulicy Wrocławskiej 25 lub Ostrobramskiej 38b. Rower na raty Gdańsk to oferta sklepu BikeSalon w galerii City Meble, przy alei Grunwaldzkiej 211. W tym sklepie możesz nabyć także rower na raty online – wystarczy, że wybierzesz się na witrynę bikesalon.pl, by skorzystać z najlepszej oferty jednośladów w korzystnych warunkach finansowania.

Kupując rower na raty warto postawić na zaufanego sprzedawcę jednośladów. Dzięki temu nie tylko nabędziemy wysokiej jakości model w korzystnej cenie, ale i bez obaw dokonamy zakupu na raty. Warto skorzystać z oferty BikeSalon, by nasz nowy rower na raty dawał nam pełnię satysfakcji z jazdy.

Zainteresowany zakupem? Kup online na -> BikeSalon.pl lub odwiedź jeden z naszych punktów stacjonarnych:

Warszawa, ul. Wrocławska 25
Warszawa, ul. Ostrobramska 38b
Gdańsk, aleja Grunwaldzka 211

Źródło: Sklep i Serwis rowerowy BikeSalon.pl

Prowadzisz własną działalność? Sprawdź Orange Flex dla firm

Komunikacja to podstawa każdego biznesu. Z myślą o przedsiębiorcach Orange Flex przygotowało ofertę Flex dla Firm. Przejrzyste zasady, elastyczne plany i minimum formalności – to wszystko znajdziesz w Orange Flex.

Orange Flex dla firm to jedyna w swoim rodzaju oferta Planu komórkowego bez długoterminowej umowy. Oferta działa na zasadzie subskrypcji, z której możesz zrezygnować w dowolnym momencie. Takie rozwiązanie stworzone zostało z myślą o małych działalnościach gospodarczych, start-upach i osobach, które działają na rynku jako freelancerzy.

W Orange Flex dla Firm dostępne są cztery Plany. Każdy z nich obejmuje nielimitowane rozmowy, SMS-y i MMS-y w Polsce i w roamingu w UE oraz pakiet danych: 15 GB, 30 GB, 50 GB lub 100 GB. Wszystkie Plany zawierają usługę Social Pass – dzięki niej możesz korzystać z najpopularniejszych komunikatorów i serwisów społecznościowych, bez zużywania transferu. W dobie Internetu media społecznościowe to ważny kanał komunikacji z klientami – w Orange Flex możesz bez ograniczeń korzystać m.in. z Facebooka, Messengera, Instagrama i Twittera.

Maksymalna wygoda i minimum formalności

Do Orange Flex dla firm możesz dołączyć bez wychodzenia z domu – wystarczy pobrać na telefon aplikację mobilną ze sklepu Apple Store lub Google Play. Za pomocą aplikacji Orange Flex będziesz również na bieżąco zarządzał swoją ofertą. Po pobraniu aplikacji na swoje urządzenie, będziesz mógł w kilka minut utworzyć firmowe konto, potwierdzić swoją tożsamość i wybrać nowy numer. Możesz także przenieść do Orange Flex dotychczasowy numer.

W Orange Flex dla firm co miesiąc możesz zmieniać swój Plan na inny – w zależności od tego, jak dużej paczki danych akurat potrzebujesz. Wystarczy jedno kliknięcie. Jeżeli sparujesz swoją kartę płatniczą z aplikacją Orange Flex, płatności za wszystkie usługi będą pobierana z Twojego konta. Możesz także korzystać z szybkich płatności BLIK. E-faktury, które wystawiane są po każdej płatności, będą trafiały na Twoją skrzynkę mailową. Wszystkie faktury znajdziesz także w aplikacji, zgromadzone w jednej zakładce.

Orange Flex – rozwiązania dla firmy

Do swojego konta Orange Flex dla firm możesz dodać do pięciu numerów, które przeznaczone będą dla Twoich pracowników. Dodatkowymi numerami zarządzasz ze swojego konta w aplikacji Orange Flex – wybierasz Plan i kontrolujesz wydatki. Wszystkie numery możesz wliczyć w koszty prowadzenia działalności.

W Orange Flex dla firm możesz korzystać z wirtualnej karty eSIM za 0 zł – zainstalujesz ją na drugim telefonie lub smartwatchu. Dzięki temu ten sam numer telefonu będziesz mógł obsługiwać za pomocą dwóch urządzeń. Możesz także zamówić drugą tradycyjną kartę SIM – za 0 zł!

Wybierz najlepszą ofertę dla Twojego biznesu!

Pakiety bateryjne i akumulatorowe w przemyśle

Rozwój technologiczny i postęp w przemyśle sprawia, że coraz większa liczba firm sięga po rozwiązania na bazie pakietów bateryjnych i akumulatorowych. Przemawia za tym szereg zalet finansowych, logistycznych i technicznych, a nieustanne badania tej gałęzi dodatkowo przynoszą korzyści użytkownikom tego rozwiązania. Jakie są to benefity? Czym w ogóle są pakiety bateryjne i akumulatorowe od firmy Wamtechnik? Które branże zdążyły już wdrożyć technologię baterii i akumulatorów do swojego przedsiębiorstwa?

Technologia związana z bateriami i akumulatorami znana była już u początków XIX wieku, jednak początkowo nie wiązano z nią zbytnich nadziei. Prężna elektryfikacja oraz pierwsze narzędzia przenośne wymagające dostarczenia prądu sprawiły, że walory lekkich, poręcznych źródeł energii stały się szeroko doceniane. Dziś praktycznie każdy z nas dysponuje minimum jednym urządzeniem, w którym znajdują się baterie lub akumulator: pilot do telewizora, smartphone, laptop, wkrętarka akumulatorowa, samochód osobowy. Wiele wskazuje na to, że na naszych oczach dokonuje się rewolucja, a w perspektywie 10-15 lat ciężko będzie znaleźć przedsiębiorstwo niekorzystające z baterii i akumulatorów.

Czym są pakiety bateryjne i akumulatorowe?

Pakiety bateryjne lub akumulatorowe to konstrukcje energetyczne zaprojektowane na miarę potrzeb danego przedsiębiorstwa. Jeden zestaw może zawierać dowolną ilość baterii lub akumulatorów, a pomiędzy nimi zachowana jest przewodność elektryczna. Poza samym źródłem energii, pakiety te posiadają szereg zabezpieczeń mechanicznych i mechanizmów kontrolnych, jak na przykład czujniki temperatury. Dzięki temu możliwa jest maksymalizacja wydajności i efektywności w bezpiecznych warunkach, które można w dowolnej chwili skontrolować.

Pakiety bateryjne i akumulatorowe projektowane są na zamówienie przedsiębiorstwa – nie sprzedaje się gotowych zestawów. Wynika to z trzech faktów:

  • Różnorodność zapotrzebowania energetycznego – hale produkcyjne będą miały inne zapotrzebowanie niż parki przemysłowe, a te z kolei potrzebować będą o wiele więcej mocy niż chociażby magazyny.
  • Zróżnicowane możliwości technologiczne przedsiębiorstwa – dostępna przestrzeń, warunki panujące wewnątrz budynku czy obecność innych czynników niejednokrotnie definiuje parametry pakietów bateryjnych.
  • Technologie bateryjne do wyboru – litowa wersja to jedna z wielu możliwości; dostępne są zarówno ładowalne pakiety niklowe czy kwasowo-ołowiowe, jak również nieładowalne zestawy alkaliczne.

Rodzaje pakietów bateryjnych i akumulatorowych

Dostępna oferta rynkowa pakietów bateryjnych podzielona jest na cztery główne kategorie:

  1. Technologia litowa: znajdziemy tutaj m.in. akumulatory litowo-jonowe, litowo-polimerowe, litowo-żelazowo-fosforanowe oraz nieładowalne baterie litowe. Jest to jedna z najszerzej stosowanych technologii: od przenośnych systemów alarmowych przez hulajnogi elektryczne aż po samochody hybrydowe i elektryczne. Jest to jedno z najlżejszych, najbardziej efektywnych źródeł przenośnej energii.
  2. Technologia niklowa: tutaj dostępne są między innymi akumulatory niklowo-kadmowe oraz niklowo-wodorkowe. Pierwsze z nich stosowane są w branżach, które kładą szczególny nacisk na niezawodność, takich jak wojskowość czy medycyna. Drugi typ akumulatorów sprawdza się tam, gdzie wymagana jest wydajna praca przez długi czas, nawet w ekstremalnych warunkach pogodowych (zakres temperatur pracy wynosi od -40 do +85 stopni Celsjusza).
  3. Technologia kwasowo-ołowiowa: dzieli ona się na dwie główne grupy akumulatorów – VRLA-AGM oraz VRLA-żelowe. Obie cechują się niskimi wymaganiami w zakresie miejsca pracy czy położenia, nie wymagają również częstych konserwacji, napraw czy uzupełniania środków ładujących. Zastosowanie tych technologii jest niezwykle szerokie: od branży motoryzacyjnej przez telekomunikację, energetykę (w szczególności branżę fotowoltaiczną) i przemysł.
  4. Technologia alkaiczna: najczęściej utożsamiana jest z popularnymi bateriami sklepowymi w postaci „paluszków” AAA, AA, C, D i 9V. Praktycznie każde urządzenie RTV, AGD i małej elektroniki w gospodarstwie domowym korzysta z takiego rozwiązania, jeśli nie posiada podłączenia do prądu. Baterie alkaiczne są niezbędne w takich urządzeniach jak pilot TV, waga łazienkowa i kuchenna, zegary ścienne, zabawki zdalnie sterowane, latarki czy systemy detekcyjne.

Co sprawia, że pakiety bateryjne i akumulatorowe są tak wyjątkowe?

Za sukcesem pakietów bateryjnych i akumulatorowych stoi szereg czynników, takich jak niezawodność, wydajność czy ergonomia użytkowania. Jednak cechy te nie byłyby możliwe, gdyby nie najwyższe standardy produkcyjne, kompleksowe podejście i myślenie przyszłością. Dobrze zaprojektowana bateria lub akumulator musi nie tylko spełniać potrzeby doraźne, bieżącego momentu (czyli skuteczne dostarczenie energii elektrycznej), ale także odpowiadać na ewentualne potrzeby za kilka miesięcy lub kilka lat (np. brak konieczności częstej wymiany lub serwisowania).

Nie można także poprzestać na laurach i obecnych sukcesach – konieczne jest nieustanne prowadzenie badań i innowacji, które umożliwią utrzymanie konkurencyjności i dostarczanie najlepszych rozwiązań do klientów. Nie można pozostać także obojętnym na kwestie bezpieczeństwa – ta bowiem pozwala zbudować zaufanie i zminimalizować ryzyko uszkodzeń mienia oraz uszczerbku na zdrowiu. Obie te kwestie potwierdzają unijne certyfikaty i licencje niezbędne do funkcjonowania i obrotu wskazanymi produktami.

Jakie branże korzystają z pakietów bateryjnych i akumulatorowych?

Pakiety bateryjne i akumulatorowe znajdują swoje zastosowanie w wielu rozmaitych gałęziach przemysłowych i branżach. Wśród nich warto wyszczególnić takie nisze, jak:

  • Branża motoryzacyjna – opracowywane są technologie służące jak najwydajniejszemu użytkowaniu napędu, bezawaryjnym przemieszczeniu się w poczuciu bezpieczeństwa.
  • Branża elektromobilna – mała przestrzeń, w której można ulokować pakiety oraz zaawansowanie technologiczne sprawiają, że gałęź ta poddawana jest nieustannym udoskonaleniom.
  • Branża elektronarzędziowa – akumulatory i baterie są tutaj lekkie, wydajne, szybko ładowalne oraz uniwersalne, dzięki czemu pasują do wielu urządzeń jednego producenta.
  • Branża medyczna – tam, gdzie ratuje się ludzkie życie, koniczne jest stosowanie najwyższych standardów, a niezawodność, poręczność i funkcjonalność są kluczem do skuteczności.
  • Branża budowlana – wszechobecny brud, pył, wilgoć oraz ekstremalne użytkowanie i narażenie na uszkodzenia mechaniczne w żaden sposób nie mogą pogorszyć parametrów pakietów bateryjnych i akumulatorowych.
  • Branża przemysłowa, w tym przemysł 4.0 – responsywność wraz z komunikatami zwrotnymi, niski koszt produkcji masowej, możliwość konfiguracji AI oraz uwzględnienie wymagających warunków pracy to kluczowe kwestie dla współczesnego przedsiębiorstwa.

Więcej informacji na temat produkcji i zastosowania baterii i akumulatorów znajdziesz na stronie: Wamtechnik.pl

Przyzwyczajanie się do nowych realiów

Nastroje na rynkach poprawiają się przy odbiciu na większości głównych giełd. Pomimo wstępnych strachów wywołanych (ponownie) skokiem rentowności obligacji skarbowych, udało się obronić dzień odwrotu. Inwestorzy przyczajają się do nowych reguł, gdzie hossa na rynku akcji może iść w parze ze wzrostami rentowności.

Wczoraj kolejny zryw wyprzedaży na rynku długu pociągnął rentowność 10-latek USA do prawie 1,43 proc. – nowe 12-miesięczne szczyty. Zatrzęsło to rynkiem akcji, ale ostatecznie dzień odwrotu został obroniony i zielona fala przelała się przez Europę, USA, a dziś w nocy także Azję. Strach o to, co znaczą wyższe rentowności dla perspektyw hossy na rynku akcji systematycznie słabnie. Oczekiwania wyższej inflacji nie oznaczają od razu kresu ultra-luźnej polityki. Wyższe rentowności są dowodem zdrowienia gospodarki i poprawy perspektyw ożywienia. Wydaje się, że przedstawiciele Fed muszą o tym przypominać inwestorom co najmniej raz dziennie, aby żadne inne myśli nie wkradły się do umysłów uczestników rynku. Wczoraj prezes Powell razem z członkami zarządu Fed – Claridą i Brainard – zapewniali o podtrzymaniu ekspansywnej polityki na dłużej. Powell tonował obawy o inflację, Clarida deklarował utrzymanie QE bez zmian do końca roku, ale najważniejszy był przekaz od Brainard. Zwróciła ona uwagę, że po oczyszczeniu dany z rynku pracy z wpływu złego przypisania zatrudnienia, stopa bezrobocia jest bliżej 10 proc. niż raportowanych 6,3 proc. To świadczy, że jest jeszcze sporo miejsca, zanim zrealizowany zostanie warunek Fed dotyczący „znacznej poprawy” i spekulacje o wcześniejszej normalizacji polityki są na wyrost.

Na tej bazie powinien być budowany apetyt na ryzyko w kolejnych tygodniach, w czym także pomagają lepsze wiadomości w temacie walki z pandemią. Niektóre kraje nadrabiają zaległości w tempie wyszczepienia. Szczepionka od Johnson&Johnson ma być wkrótce dostępna w USA. Badani potwierdziły też wysoką (94 proc.) skuteczność szczepionki Pfizera w Izraelu. Obawy o przedłużanie się lockdownów ustępują miejsca dyskontowaniu skali odbicia globalnego ożywienia. Powinniśmy oczekiwań, że zmienność rynkowa zmniejszy się na rzecz przywrócenia spokojniejszych trendów.

Z uwagi na charakter rozliczenia transakcji w dacie spot (+2), gros przetasowań na koniec miesiąca dokonała się wczoraj i od dziś powinniśmy widzieć więcej ruchów pod kątem marcowych trendów. Na FX bezpieczne przystanie – USD, JPY, CHF – są pod presją, a równowagę odzyskują waluty ryzykowne. EUR/USD zbliża się do 1,22, silny pozostaje funt. Także ze złotego znika presja osłabienia na koniec miesiąca z EUR/PLN wracającym pod 4,51 i USD/PLN spadającym pod 3,70. Dziś przed nami dość napakowany informacjami dzień. Z Eurolandu otrzymamy indeksy nastrojów, a w USA m.in. kolejną rewizję PKB za IV kw. Większa uwaga może być na przemówieniach przedstawicieli EBC i Fed. Szczególnie interesujące może być przemówienie głównego ekonomisty EBC Lane’a, który może próbować werbalnie osłabić euro, choć nikogo już to nie zaskoczy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W drugiej połowie 2020 r. przybyło zadłużonych bankrutów

Druga połowa 2020 roku była rekordowa pod względem liczby upadłości konsumenckich. Sądy orzekły ją wobec 8,4 tys. osób – to blisko dwukrotnie więcej niż w pierwszym półroczu. Większość bankrutów miała na swoim koncie przeterminowane zobowiązania finansowe: 65% z nich w dniu ogłoszenia upadłości było notowanych w Krajowym Rejestrze Długów, zaś 51% widniało wśród dłużników już rok wcześniej.

Pandemia pozostawiła ślad w portfelach konsumentów i w wielu przypadkach przyczyniła się do bankructwa Polaków. Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej w pierwszej połowie roku zbankrutowało 4,3 tys. osób. Natomiast w drugiej już 8,4 tys. Większość konsumentów, którzy ogłosili upadłość, można było znaleźć w danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej (5,5 tys.). Na rok przed ogłoszeniem widniało w nim 51% bankrutów. Na pół roku przed orzeczeniem upadłości odsetek ten rósł do 58%, a w dniu ogłoszenia upadłości do 65%. W drugim półroczu suma ich zaległych zobowiązań przekroczyła 310,2 mln zł. To ponad dwukrotnie więcej niż w pierwszym półroczu 2020 r. (118,5 mln zł). Łącznie w całym ubiegłym roku bankrutujący konsumenci mieli niespłacone 429 mln zł.

Bankructwo to ostateczność, ale jednocześnie efekt długiego procesu, którego symptomy można dostrzec znacznie wcześniej. Pierwszym sygnałem niewypłacalności jest nieradzenie sobie ze spłatą rachunków czy zobowiązań. Z danych KRD wynika, że każdy statystyczny bankrut w dniu upadłości miał średnio 37 tys. zł długów wobec ponad dwóch wierzycieli. Jeśli więc wartość zaległych zobowiązań przekracza możliwości spłaty, liczba wierzycieli upominających się o pieniądze rośnie, a długi zaczynają się kumulować, może to być objaw poważnych problemów finansowych, których finałem będzie ogłoszenie upadłości – mówi Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów.

Wraz z długiem rośnie ryzyko niewypłacalności

W odróżnieniu od liczby upadłości w 2020 r., liczba dłużników-konsumentów wpisanych do KRD nie zmieniła się znacząco r/r. W porównaniu do grudnia 2019 r., w ostatnim miesiącu minionego roku było ich o ok. 34 tys. mniej, a łącznie prawie 2,5 mln osób. Urosła za to suma długu, z 45,6 mld zł na koniec 2019 roku do 48 mld zł w grudniu 2020 roku. Średnio każdy dłużnik miał do oddania ponad 19,5 tys. zł.

Dane naszego rejestru pokazują, że w czasie pandemii większe problemy ze spłacaniem zobowiązań miały osoby zadłużone jeszcze przed jej wybuchem. Można przypuszczać, że wiele z nich nie było przygotowanych na taki scenariusz wydarzeń lub pracowało w branżach, które dotknął koronakryzys. Przeterminowane zobowiązania, bo takie odnotowujemy właśnie w KRD, są w takich sytuacjach dużym obciążeniem – dodaje Adam Łącki.

Do KRD dłużnicy wpisywani są zgodnie z Ustawą o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych, a więc m.in. zostali powiadomieni o zadłużeniu minimum 30 dni po upływie terminu płatności i otrzymali 30 dodatkowych dni na zapłatę.

Kto najczęściej ogłasza upadłość

W poprzednich latach upadłości konsumentów najczęściej przypadały w udziale kobietom. Według ostatnich danych sytuacja jest już wyrównana. Spośród bankrutów z drugiej połowy 2020 roku notowanych w KRD równe 50 proc. stanowiły kobiety, a drugie 50 proc. mężczyźni. Suma zobowiązań, jakie pozostawiły po sobie panie, wyniosła ponad 137 mln zł, a panowie ponad 173 mln zł.

Większość konsumentów, którzy nie poradzili sobie ze spłatą zobowiązań i ogłosili bankructwo w drugiej połowie 2020 roku oraz byli wcześniej wpisani do KRD, mieszka w miastach – to niemal 4,5 tys. osób. Mniej niż co dwudziesty (17%) mieszka na wsi.

Jedna na dziesięć upadłości konsumenckich miała miejsce w województwie śląskim (1143), nieco mniej bankrutów pochodziło z województwa mazowieckiego (773), a trzecie miejsce zajęło województwo wielkopolskie, z liczbą 541 upadłości konsumenckich. W pozostałych regionach takich osób było mniej niż 500.

Upadłości konsumenckich mogłoby być więcej, gdyby nie pomocowe działania rządu, które wymuszały na pracodawcach m.in. utrzymywanie miejsc pracy i powstrzymały szybki wzrost bankructw, szczególnie w pierwszej połowie roku. Możemy się spodziewać, że w 2021 roku wciąż będziemy notować wysokie liczby upadłości konsumenckich do czasu, aż nie ustabilizuje się sytuacja pandemiczna i gospodarcza. Dla wielu osób ogłoszenie bankructwa może stanowić jedyną furtkę do zaspokojenia roszczeń wierzycieli, pozbycia się długów i rozpoczęcia nowego życia bez obciążeń finansowych – dodaje Adam Łącki.

Wierzyciel to nie wróg

W drugim półroczu 2020 r. ogłaszający upadłość konsumenci byli najczęściej dłużni bankom (135,2 mln zł), funduszom sekurytyzacyjnym (118,7 mln zł) i firmom pożyczkowym (25,6 mln zł).

Warto zwrócić uwagę, że w większości wierzycielami konsumentów-bankrutów są instytucje finansowe, które często mogą zaproponować pomoc dłużnikowi w zwrocie należności, przedstawiając mu dostosowany do jego możliwości plan spłaty czy konsolidując zaciągnięte zobowiązania. Nasze doświadczenie pokazuje, że nawet z bardzo trudnej sytuacji można znaleźć wyjście. Wymaga to jednak woli i determinacji samego zadłużonego. Jeśli skorzysta on z propozycji wierzyciela, dotyczącej planu spłaty, będzie go realizował i nie zaciągnie kolejnych długów, to wizja bankructwa i utraty majątku się oddali – zaznacza Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

Co trapi franka, czyli świat widzi koniec pandemii

Stabilizacja kursu EUR/USD przy 1,21 może sprawiać wrażenie, że w świecie walut zmienność przygasła. Spokój jest jednak tylko pozorny. Za plecami głównej pary walutowej dochodzi bowiem do dynamicznych przetasowań. Ich klucz: im ryzykowniejszy profil waluty oraz im silniejszy i trwalszy jej związek z globalną koniunkturą, tym radzi sobie lepiej. To złe informacje dla jena i franka, czyli walut nazwanych bezpiecznymi przystaniami.

Osłabienie notowań franka szwajcarskiego wybija się tu na pierwszy plan, bo w lutym stracił on do euro i dolara po ok. 2 proc. Tendencja nabrała rumieńców w bieżącym tygodniu. Odwrót od helweckiej waluty jest też widoczny w notowaniach względem złotego. Pomimo wzrostu kursu EUR/PLN do ok. 4,52, CHF/PLN osunął się pod 4,10. Z perspektywy polskiej waluty frank tak tani nie był od września 2020 r.!

W roku odbudowy i powrotu inflacji

Globalna gospodarka najbardziej przypominała dobrze naoliwioną maszynę lub perfekcyjnie zgraną orkiestrę w 2017 r. Światowe PKB rosło o blisko 4 proc., a najsłabszymi walutami były wówczas tzw. “bezpieczne przystanie”, czyli dolar, jen i właśnie frank. Czy w tym roku, który ma stać pod znakiem postpandemicznej odbudowy i powrotu inflacji, sytuacja może się powtórzyć? Wiele na to wskazuje.

Na razie pozytywnie wybijają się waluty, których gospodarki stosunkowo dobrze poradziły sobie z drugą falą pandemii, albo są one związane z rynkami drożejących surowców lub mają zaplecze pod postacią sprawnego przebiegu programu szczepień. Kryteria te spełniają m.in. waluty skandynawskie czy ostro drożejący w ostatnich tygodniach funt szterling. W dalszej części roku kapitał będą przyciągać te, których banki centralne najszybciej skłonią się (lub zostaną zmuszone okolicznościami) do porzucenia nadzwyczajnego trybu działania. Innymi słowy: słabe będą te waluty, których stopy procentowe zostaną podniesione ostatnie. Wypisz wymaluj: sytuacja Japonii i Szwajcarii – mówi Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Opisując ostatnie przetasowania na rynku franka, trudno doszukiwać się jednej wiadomości, wypowiedzi lub odczytu danych, które mógłyby zadziałać jak zapalnik. Korekta na rynku akcji modelowo niezbyt sprzyja też takiemu zachowaniu franka.

Wyprzedaż franka wyraźnie przyspieszyła po pokonaniu przez kurs EUR/CHF szczytów z ubiegłego roku – zadziałał efekt zbliżony do kuli śnieżnej. W obliczu postępu programu szczepień i spadku liczby zachorowań (zwłaszcza w USA) mogło to przypomnieć o walucie, której kurs wcześniej przez wiele tygodni podlegał bardzo nikłej zmienności.

Można powiedzieć, że frank długo był na bocznym torze, a teraz wraca na swoje miejsce. Jego wycena nadrabia dystans do jena, który wcześniej zaczął tracić. Inne pary walutowe związane ze światową koniunkturą już dawno wykonały silne skoki. Potężne umocnienie ma za sobą np. korona szwedzka, a imponujący rajd – funt szterling – analizuje Bartosz Sawicki.

Czarne scenariusze coraz mniej prawdopodobne

Nie można także wykluczyć sytuacji, w której część uczestników rynku zakładała, że zimą sytuacja epidemiczna nie będzie się poprawiać, a szczepionki mogą okazać się nieskuteczne na nowo wykryte odmiany koronawirusa. Dla oczekujących schłodzenia nastrojów inwestycyjnych frank i jen były pierwszymi wyborami na rynku walutowym.

Tymczasem w największej światowej gospodarce pandemia wydaje się być pod kontrolą – zaszczepiony został już co piąty obywatel Stanów Zjednoczonych. Lada moment zostanie zatwierdzona kolejna antycovidowa szczepionka (Johnson & Johnson’s), która nie będzie wymagała dwóch dawek. W rezultacie, w kilka miesięcy może zostać osiągnięta stadna odporność w Stanach Zjednoczonych.

Kwartał powoli zmierza ku końcowi i nie widać znacznych szans na zmaterializowanie się czarnych scenariuszy. Osłabienie franka może być dowodem kapitulacji inwestorów, którzy preferowali takie zakłady rynkowe.

Złoty w perspektywie lepszej koniunktury

Opisywane prawidłowości i schematy znajdują przede wszystkim zastosowanie do notowań walut gospodarek rozwiniętych. Entuzjazm wobec rynków wschodzących przygasł w obliczu silnego podbicia dochodowości obligacji Stanów Zjednoczonych. Tendencja ta osłabia przecież główny motyw wycieczek do świata emerging markets, którym niezmiennie jest poszukiwanie jak najwyższych stóp zwrotu.

Nie spodziewamy się, by zjawisko to przerodziło się w trwały trend. Kolejne oznaki krzepnięcia koniunktury i dalszy postęp programów szczepień powinny sprzyjać naszemu koszykowi walut. Ma to zastosowanie również w kontekście złotego. W IV kwartale ub.r. pozytywne tendencje przerwał bank centralny. Groźba interwencji walutowych ze strony Narodowego Banku Polskiego utrzymuje kurs euro blisko 4,50 zł. Tolerancja władz monetarnych dla niższych poziomów kursu powinna rosnąć wraz z pojawianiem się ewidentnych oznak wychodzenia gospodarki z dołka. Złoty staje zatem przed szansą, by nadrabiać stracony w ostatnich tygodniach dystans, ale zapewne przyjdzie na to poczekać do kolejnego kwartału – zakłada analityk Cinkciarz.pl.

Oznacza to, że w najbliższych tygodniach za franka nie powinniśmy płacić więcej niż 4,12 zł, a jeszcze w tym roku kurs CHF/PLN powinien wyraźnie spadać poniżej poziomu 4,0.

Lockdown do Wielkanocy to plan minimum. Przedsiębiorcy wiedzą, że w pierwszym kwartale 2021 roku lepiej już nie będzie

Zapewnienia Ministerstwa Zdrowia nie pozostawiają złudzeń: trzecia fala pandemii koronawirusa trwa i wiele wskazuje na to, że przed nami kolejne miesiące ograniczenia, a może nawet zamykania gospodarki. Jak mówią przedstawiciele Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska sytuacja jest poważna i pewne ruchy są widoczne już w wielu firmach: – Przedsiębiorcy reagują dynamicznie na wszystkie zmiany, które ogłaszane są przez Ministerstwo Zdrowia. Rozmawiamy z wieloma podmiotami, które „spisały na straty” pierwszy kwartał tego roku i planują działanie na kolejne miesiące. Obecne funkcjonowanie w biznesie nie może się skupiać tylko na bieżącej działalności, ale i na planowaniu tego, co będzie po pandemii. Przetrwają tylko Ci, którzy potrafią łączyć operacyjne działanie w czasie rzeczywistym i przyszłości – mówi Filip Kiżuk, doradca gospodarczy.

„Myślę, że takie branże jak transport, hotelarstwo czy kultura bardzo ostrożnie będą planować swoją działalność w kolejnych tygodniach”

Ministerstwo Zdrowia w czwartek ogłosiło kolejne obostrzenia – zmienia się system ochrony osobistej, który wyklucza noszenie przyłbic na rzecz noszenia maseczek. Wraca także podział na regiony jeżeli chodzi o wdrażanie obostrzeń. Póki co lockdownem objęty jest tylko jeden region: województwo warmińsko-mazurskie. Nie jest jednak wykluczone, że wzrost zachorowań będzie wiązał się z poszerzeniem lockdownu na kolejne regiony. Przedsiębiorcy zmuszeni są do budowania swojego biznesu w dużej niepewności o przyszłość.

– Przedsiębiorcy z jednej strony odetchnęli, że obostrzenia nakładane są punktowo, a z drugiej mają wrażenie, że niebawem lockdown znów obejmie całą Polskę. Nie ma się co oszukiwać, trzecia fala pandemii staje się faktem, zachorowań będzie coraz więcej, więc i generowanie obostrzeń będzie postępować. Czy w takiej sytuacji można planować działalność? Myślę, że takie branże jak transport, hotelarstwo czy kultura bardzo ostrożnie będą planować swoją działalność w kolejnych tygodniach. O przyszłość drży także poturbowany lockdowami handel – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy. – Gastronomia, branża fitness, branża ślubna, branża eventowa, kultura. Tutaj widzimy coraz większy nihilizm i  coraz większe pogodzenie się z tym, że to zamknięcie będzie trwać. Rozmowy z przedsiębiorcami z tych branż przygnębiają. Oni często już spodziewają się, że kolejne konferencje ministrów czy premiera nie przyniosą im dobrych wiadomości. Gospodarka potrzebuje tlenu – dodaje Filip Kiżuk.

 

Powinno być progresywnie, a znów jest defensywnie?

Trzecia fala koronawirusa, kolejne informacje o brytyjskich i amerykańskich mutacjach choroby, lockdown i obostrzenia w całej Europie. Na ile jeszcze przedsiębiorcom starczy energii i pieniędzy do trwania w tej trudnej sytuacji? Specjaliści nie mają wątpliwości, że rok trwania pandemii koronawirusa wielu nauczył zarządzania kryzysowego w praktyce. Nie można jednak budować spokojnej przyszłości swojej i swoich pracowników z miesiąca na miesiąc walcząc o przetrwanie.

– Na początku lutego chwaliłam Rząd RP za progresywne poluzowywanie obostrzeń w czasach, gdy inne kraje europejskie coraz mocniej pogłębiają się w zamykaniu gospodarki. Miałam nawet taką myśl, że może mamy jakiś unikalny sposób na działanie, który wyróżnia strategię z Polski na tle innych krajów europejskich. Ogłoszenia ze środy i plan powrotu do zamykania branż trochę mnie zasmucił. Musimy być realistami. Gospodarcze obostrzenia do Wielkanocy to wariant optymistyczny – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy. – Przedsiębiorcy muszą znów zbierać kapitał obrotowy na kolejne miesiące trwania w trudnym otoczeniu gospodarczym. Czyli właściwie nic się nie zmienia – dodaje Filip Kiżuk.

W marcu obchodzić będziemy rok z pandemią koronawirusa. Straty w poszczególnych sektorach gospodarki liczone są w miliardach.

Inwestycyjne rozterki w niepewnych czasach

Czy oprocentowanie lokat bankowych pójdzie w górę? Na jakie fundusze inwestycyjne postawić? Kupować złoto? Czy bitcoin przekroczy wszelkie granice? Co z gotówką – warto ją posiadać, a może nie? Te pytania zadają sobie obecnie wszyscy inwestorzy. Ekspert firmy Tavex wyjaśnia wątpliwości.

Inwestycyjne rozterki

Jak pokazują badania firmy Tavex, Polska to kraj inwestorów lokatowych. Prawie 37% respondentów postawiło na ten rodzaj aktywa. Co ciekawe, wiele osób nadal w nic nie inwestuje – prawie trzy czwarte badanych nie pomnaża zaoszczędzonych pieniędzy. Jednak przez dość intensywne zmiany zachodzące na rynkach finansowych może to się zmienić.

Trzymając środki finansowe na koncie oszczędnościowym lub lokacie, nie tylko nie zarabiają, ale wręcz tracą na wartości z powodu inflacji i dodatkowych opłat narzucanych przez banki – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Polacy inwestują – oprócz lokat – w akcje na giełdzie (24,9%) i nieruchomości (22,3%). Co ciekawe, sporo osób zdecydowało się w 2020 roku postawić na złoto – prawie 15%.

Coraz częściej dostrzegamy potrzebę dywersyfikacji portfela. Nie wybieramy tylko jednego aktywa. Do swojego inwestycyjnego portfolio staramy się wprowadzać różnorodność – posiadać kapitał ulokowany w lokatach, nieruchomościach, złocie, kryptowalutach, a także gotówce – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Przywiązanie do gotówki

Gotówka w czasach pandemii jest istotnym elementem stabilizacji infrastruktury finansowej państwa. Opinie na temat potrzeby jej obrotu w gospodarce znajdują swoje potwierdzenie w stosunku Polaków do pomysłu jej likwidacji. Ponad połowa z nas uważa, że jest to rozwiązanie niekorzystne (59%), natomiast przeciwnego zdania jest 17%, według których gospodarka powinna postawić na obrót bezgotówkowy – wynika z badania Tavex zrealizowanego przez firmę SW Research.

Co ciekawe, większość (81%) ankietowanych deklaruje, że na co dzień nosi gotówkę w swoich portfelach. Co więcej, ponad dwie trzecie wskazuje, że jest ona potrzebna gospodarce. Przeciwnego zdania jest jedynie 13% ankietowanych.

Nierzadko chcąc się zabezpieczyć przed kryzysem gospodarczym odruchowo wypłacamy gotówkę, co jest historycznie uzasadnione, ponieważ już kilkukrotnie mogliśmy obserwować upadki dużych banków np. w Stanach Zjednoczonych. Co więcej, gotówka daje nam również poczucie swobody. W sytuacji awarii banków lub bankomatów nie zostajemy bez środków płatniczych. Gwarantuje nam ona pełną suwerenność, a także ochronę przed coraz powszechniejszymi ujemnymi stopami procentowymi. Daje poczucie bezpieczeństwa.

Gotówkę w Polsce noszą praktycznie wszyscy. Potwierdza to nasze badanie przeprowadzone na różnych grupach wiekowych. Młode osoby (do 24 r.ż.) potwierdzają, że posiadają w swoich portfelach gotówkę – blisko 90% wskazań. Sytuacja wygląda podobnie w przypadku pozostałych ankietowanych grup – osoby w wieku 25-34 lat – 89,4%, 35-49 – 88,5% oraz powyżej 50 r.ż. – 92,7% – podkreśla Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Zdaniem niemal jednej trzeciej respondentów płatność gotówką jest zawsze bezpieczna. 46% badanych uważa, że taka forma płatności jest bezpieczna tylko przy małych kwotach, a 15% respondentów nie uznaje płacenia gotówką za bezpieczne, przy czym zwraca uwagę na to, że inne metody wiążą się z większym zagrożeniem.