Sprawy frankowe zalegają w sądach. Planowana na marzec uchwała Sądu Najwyższego ma ujednolicić orzecznictwo i przyspieszyć postępowania

Liczba spraw w sądach dotycząca kredytów frankowych stale rośnie. Tylko w styczniu tego roku do Sądu Okręgowego w Warszawie, który rozpatruje większość spraw frankowych, wpłynęło dwukrotnie więcej pozwów w porównaniu ze styczniem 2020 roku. W całym ubiegłym roku było ich około 16 tys., czyli czterokrotnie więcej niż rok wcześniej, więc czas trwania postępowań znacznie się wydłużył. – Uchwała Izby Cywilnej Sądu Najwyższego zaplanowana na 25 marca powinna ujednolicić orzecznictwo sądów powszechnych w sprawach frankowych, a także doprowadzić do przyspieszenia postępowań – ocenia adwokat Bartosz Czupajło.

29 stycznia prof. Małgorzata Manowska, pierwsza prezes Sądu Najwyższego, wystąpiła z wnioskiem o rozstrzygnięcie przez skład całej Izby Cywilnej Sądu Najwyższego zagadnień prawnych dotyczących tematyki kredytów denominowanych i indeksowanych w walutach obcych. Przygotowała również obszerny dokument, który ujawnił rozbieżności w wykładni przepisów prawa w orzecznictwie Sądu Najwyższego i sądów powszechnych. Termin posiedzenia został wyznaczony na 25 marca. Uchwała Izby Cywilnej Sądu Najwyższego będzie miała moc zasady prawnej.

Obecnie zbyt wiele kwestii jest rozstrzyganych odmiennie przez sądy różnych instancji, co przekłada się na długość postępowań, obszerność pism i postępowania dowodowego prowadzonego przez strony. To bardzo ważne, aby sprawy, które są przecież w dużej mierze do siebie podobne, były również rozstrzygane w podobny sposób – komentuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Bartosz Czupajło, adwokat kancelarii Czupajło & Ciskowski, ekspert kampanii społecznej Prawo bez Strachu.

Statystyki z poprzednich lat pokazują wręcz lawinowy wzrost liczby tzw. spraw frankowych. Z informacji udostępnionych przez rzeczniczkę Sądu Okręgowego w Warszawie wynika, że w 2017 roku na wokandę Sądu Okręgowego w Warszawie trafiło 999 pozwów przeciwko bankom z zakresu spraw frankowych, w 2018 roku to było 2631 spraw, a w 2019 roku już 4634 pozwów. 2020 rok był rekordowy pod względem liczby pozwów skierowanych przeciwko bankom. Do Sądu Okręgowego w Warszawie zostało złożonych ponad 15 588 pozwów, co w porównaniu do 2019 roku pokazuje prawie czterokrotny wzrost. Do stołecznego sądu trafia ponad połowa takich spraw w skali kraju. Eksperci podkreślają, że jeśli tendencja wzrostowa utrzyma się w takiej skali, przekroczy to możliwości sądów, stąd potrzebne są rozwiązania systemowe.

Tym bardziej że rekordowa liczba spraw przyczynia się do wydłużenia czasu ich rozpoznawania. Dodatkowo czas ten jest bardzo różny w zależności od sądu czy sędziego rozpatrującego sprawę.

Niektórzy sędziowie rozpoznają te sprawy na pierwszej czy drugiej rozprawie, inni potrzebują czterech lub pięciu. Nie zawsze jest to uzależnione od sędziego. Często jest to problem związany z liczbą świadków wzywanych do sądu, a wnioskowanych przez banki, lub z opiniami biegłych, na które często trzeba bardzo długo czekać. Jeśli liczba spraw frankowych będzie dalej rosła, a wszystko na to wskazuje, będzie to ogromne wyzwanie dla sądów – dodaje Bartosz Czupajło.

Tak duże zainteresowanie sprawami frankowymi to przede wszystkim wynik korzystnego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, które przełożyło się na pozytywne rozstrzygnięcia dla kredytobiorców w orzecznictwie krajowym. Można się spodziewać, że w 2021 roku padnie kolejny rekord. Tylko w styczniu do SO w Warszawie wpłynęło 1897 pozwów w sprawach frankowych (dla porównania w styczniu 2020 roku było ich 808).

Ponadto, jak podaje serwis Franknews.pl, sprawy dotyczące kredytów frankowych stanowiły w 2020 roku 71 proc. wszystkich nowych spraw, które zostały poddane pod rozstrzygnięcie Sądu Okręgowego w Warszawie. Dane dotyczące liczby spraw przypadających na jednego sędziego w SO w Warszawie są jeszcze bardziej wymowne. Pod koniec 2020 roku w referacie orzekającego tam sędziego średnio znajdowało się około 590 spraw, z czego 313 to były sprawy frankowe. Dla porównania rok wcześniej każdy sędzia miał około 361 spraw, z czego frankowe oscylowały w granicach 119.

Rzeczniczka prasowa stołecznego SO zapowiedziała, że 1 kwietnia br. zacznie działać nowy wydział do spraw frankowych, który ma poprawić organizację pracy i usprawnić postępowania.

Powstanie nowego wydziału wyspecjalizowanego w sprawach kredytów frankowych budzi mieszane uczucia. Z jednej strony są pewne nadzieje, że pomoże to ujednolicić praktykę sądową i pozwoli przyspieszyć rozpoznawanie tego typu spraw z uwagi na wyspecjalizowanie sędziów w tym zakresie, a także wdrożenie pewnych technologicznych rozwiązań, które powinny wspomóc sędziów w obsłudze tego rodzaju postępowań. Z drugiej strony obecnie sprawy frankowe trafiają do sześciu różnych wydziałów cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie, a po reformie będą trafiały do jednego. W efekcie mniej sędziów będzie obsługiwało taką samą liczbę spraw, która zresztą wciąż wzrasta. Pozostaje pytanie, czy to nie spowoduje efektu odwrotnego od zamierzonego. Musimy poczekać przynajmniej do połowy tego roku – zauważa ekspert kampanii społecznej Prawo bez Strachu.

Jak podkreśla, przeprowadzanie rozpraw w trybie zdalnym jest pewnym rozwiązaniem w obecnej sytuacji, zwłaszcza w kontekście pandemii. Jednak rozprawy prowadzone online nie rozwiążą problemu związanego z ogromną liczbą spraw, które czekają na rozpoznanie.

– To jednak wciąż sędzia musi poświęcić swój czas na to, żeby zapoznać się z aktami, przeprowadzić rozprawę i ostatecznie wydać rozstrzygnięcie. Rozprawy online są rozwiązaniem pożądanym i dobrze, że praktyka idzie w tym kierunku, ale nie jest to remedium na aktualne bolączki, które trawią polski wymiar sprawiedliwości – podsumowuje Bartosz Czupajło.

 

Warszawska giełda przyciąga coraz więcej spółek gamingowych. Jest pod tym względem światowym liderem

Na warszawskiej giełdzie – zarówno na NewConnect, jak i na parkiecie głównym – notowanych jest coraz więcej spółek z sektora gamingowego. Jest ich w sumie ok. 60, a ich łączna kapitalizacja wynosi ok. 50 mld zł. Jak podkreślają przedstawiciele GPW, pod względem liczby notowanych spółek growych Warszawa jest światowym liderem. Ubiegłotygodniowy debiut amerykańskiej Huuuge był największą ofertą firmy z branży gier mobilnych w Europie i cieszył się dużym zainteresowaniem inwestorów indywidualnych. Choć nie był on spektakularnym sukcesem pod względem wzrostu ceny akcji pierwszego dnia notowań, to segment ten pozostaje atrakcyjny dla inwestorów ze względu na dobre perspektywy rozwoju dla całego rynku.

– Polski rynek profesjonalizuje się w obszarze gier. Mamy już niemalże 60 spółek z tego segmentu notowanych na rynku głównym i na NewConnect. Ta liczba plasuje warszawski parkiet wśród globalnych liderów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Kopka, dyrektor w Dziale Emisji Akcji Haitong Banku.

Jak wskazuje GPW, warszawska giełda od października ubiegłego roku wyprzedza technologicznych liderów jak giełdy w Japonii i Korei Południowej. Ostatni debiut Huuuge powiększył grono spółek gamingowych, których kapitalizacja na polskiej giełdzie przekracza 1 mld zł. Wśród nich są m.in. CD Projekt, 11 bit studios, Ten Square Games, PCF Group i PlayWay.

W ciągu niespełna dwóch i pół roku swego istnienia indeks WIG.GAMES na GPW zyskał ponad 120 proc., rosnąc z nieco ponad 13,3 tys. punktów do niemal 29,5 tys. Dla porównania – indeks szerokiego rynku WIG w tym czasie wzrósł o 0,8 proc., a indeks największych spółek stracił 12 proc.

W składzie portfela WIG.GAMES jest tylko pięć największych spółek z rynku głównego, podczas gdy łącznie na obu parkietach funkcjonuje około 60 podmiotów, z tego trzy czwarte na NewConnect. Kapitalizacja wszystkich spółek z tego sektora notowanych w Polsce wynosi ponad 48 mld zł.

– Kapitalizacja największej spółki, którą jest CD Projekt, wynosi około 26 mld zł, czyli spółka odpowiada za około 55 proc. wartości całego rynku. W ostatnim roku spółka ta odnotowała jednak spadek kursu akcji, podczas gdy kolejnych 12 (pod względem wartości) spółek, których kapitalizacja sięga około 14 mld zł, wykazało wzrost kursu akcji, który przełożył się na łączny wzrost ich kapitalizacji o 70 proc. Z perspektywy tych głównych podmiotów mówimy o rosnącym rynku – wyjaśnia Andrzej Kopka. – Pozostałe spółki z sektora gamingowego, których kapitalizacja wynosi łącznie 2,5 mld zł, miały dużo bardziej mieszane wyniki, jeżeli chodzi o zwrot na akcjach, tutaj mieliśmy trochę wzrostów, trochę strat. Per saldo kapitalizacja tych spółek zmieniła się przez ostatni rok o 12 proc. in plus.

Pandemia przełożyła się na wzrost kosztów sektora spowodowany przestawieniem się na pracę zdalną, co było zresztą jednym z powodów pierwszego opóźnienia premiery Cyberpunka 2077. Wzrosło natomiast zapotrzebowanie zamkniętych w domach konsumentów na gry, wydłużył się też czas grania. Dlatego ogólnie pandemia nie powinna mieć negatywnego wpływu na całą branżę. Zdaniem Andrzeja Kopki perspektywy rozwoju branży pozostają atrakcyjne z powodów fundamentalnych, wynikających z rosnącego zapotrzebowania na gry.

– Spółki gamingowe cieszą się zainteresowaniem inwestorów nie tylko w Polsce, ale właściwie na całym świecie. Globalna wartość sektora gamingu sięga już około 160 mld dol., więc jest to duży segment i do tego szybko rosnący, w tempie około 9 proc. rocznie – mówi dyrektor w Dziale Emisji Akcji Haitong Banku. – W całym 2020 roku wartość transakcji kapitałowych w sektorze growym przekroczyła 33 mld dol., z czego oferty publiczne stanowiły około połowę. Pozostałe transakcje mają charakter fuzji i przejęć czy też inwestycji w różne rundy finansowania venture capital, co pokazuje, że również niepubliczna część rynku jest bardzo aktywna. Na niej warto wskazać chociażby nordyckie Stillfront czy Embracer Group, które od początku 2020 roku przeprowadziły już ponad 30 transakcji. Mamy również przykłady takich transakcji jak przejęcie ZeniMax przez Microsoft – transakcja o wartości przekraczającej 7,5 mld dol.

Choć pierwszy dzień notowań Huuuge, która zadebiutowała 19 lutego 2021 roku, zakończył się spadkiem wartości akcji o 1 proc., to popyt na akcje wśród inwestorów indywidualnych był bardzo duży. Złożyli zapisy ponad 30-krotnie przekraczające liczbę oferowanych akcji. Oferta publiczna amerykańskiej spółki była warta 1,67 mld zł i była rekordowa zarówno w sektorze spółek gamingowych na GPW, jak i wśród producentów gier mobilnych w Europie.

– Sektor jest interesujący z punktu widzenia inwestycyjnego. Historie sukcesów spółek, które zrealizowały produkcje bardzo dobrze przyjęte przez graczy i osiągnęły sukces finansowy, przełożyły się na spektakularne wzrosty kursów akcji na giełdzie, co z pewnością przekłada się na pozytywne oczekiwania inwestorów w zakresie inwestycji w tego typu spółki – podsumowuje Andrzej Kopka. – Co ważne, segment growy nigdy nie był oczywistym segmentem w zakresie finansowania dłużnego, które często wiąże się z koniecznością przedstawienia jakiegoś zabezpieczenia. Stąd też rynki kapitałowe, w szczególności rynek akcji, wydają się bardzo dobrym źródłem finansowania tego typu projektów i spółek.

Technologia przyspiesza rozwój telemedycyny. e-rejestracja, e-recepta, e-zwolnienie

Pandemia COVID-19 spowodowała, że świat przechodzi proces przyspieszonej adaptacji nowych technologii. Tą tendencją objęty jest także sektor opieki zdrowotnej, który w ostatnim roku znacznie rozwinął ofertę usług oferowanych online. Otwartość na tę podaż widać zarówno wśród dostawców usług medycznych, jak i samych pacjentów. Elektroniczne skierowania, recepty czy zwolnienia to już nasza codzienność, a liczba użytkowników Internetowego Konta Pacjenta pod koniec października ub.r. sięgnęła 3,5 mln osób[1]. Ponadto, w ofercie kilku kluczowych dostawców prywatnych usług medycznych działa już zaawansowana usługa potwierdzania tożsamości online.

Tradycyjne, papierowe recepty zostały już w Polsce niemal całkowicie odesłane do lamusa i zastąpione receptami elektronicznymi, funkcjonującymi od stycznia 2020 r. Już w maju ub. r. odsetek wystawianych e-recept wobec całego wolumenu recept wystawianych przez lekarzy wyniósł 95 procent[2] . Tylko w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy zeszłego roku polscy lekarze wystawili ich łącznie 207 mln dla 20,5 mln pacjentów. Kolejny etap cyfryzacji w państwowej służbie zdrowia ma miejsce właśnie teraz – od  stycznia 2021 r. wszystkie przychodnie w pełni korzystają z elektronicznych skierowań[3].  Weryfikacja tożsamości pacjenta online, już dziś wdrażana z powodzeniem w sieciach prywatnych placówek medycznych, to następny logiczny krok w tym procesie.

Cyfrowe zarządzanie

Rozwój medycyny online jest zasługą nie tylko otwartości sektora medycznego na zmiany oraz presji legislacyjnej, ale również dostarczanych nowoczesnych rozwiązań technologicznych. Weryfikacja tożsamości pacjenta, prowadzenie dokumentacji, przekazywanie wyników badań – w realiach cyfrowych wszystkie te działania wymagają daleko idącej automatyzacji. Jednym z jej warunków jest sprawna i bezpieczna weryfikacja tożsamości pacjenta.

Zdalna weryfikacja tożsamości, którą zapewnia usługa mojeID dostarczana przez KIR, jest
z powodzeniem wykorzystywana w sektorze prywatnych usług medycznych. Mechanizm działania usługi jest prosty, a zarazem niezwykle efektywny – zarówno z punktu widzenia pacjenta, jak i całego systemu opieki medycznej. Polega on na bezkontaktowym potwierdzaniu tożsamości w oparciu o dane pacjenta pochodzące z zaufanego źródła, takiego jak np. bankowość internetowa. Dzięki temu możliwe jest załatwienie wszelkich formalności sprawnie, bez potrzeby wizyty w placówce medycznej. Usługa mojeID daje gwarancję bezpiecznego i jednoznacznego uwierzytelniania pacjenta.

Obecnie serwisy rezerwacyjne czy punkty medyczne radzą sobie z kwestią rejestracji teleporady na różne sposoby. W wielu przypadkach, w czasie wizyt online pacjent jest zobowiązany podawać PESEL, adres zameldowania lub inne dane wrażliwe. Nie zawsze jest to bezpieczne, a tym bardziej nie jest to komfortowe – taki proces trwa znacznie dłużej niż rejestracja za pomocą mojeID. Optymalizacja ścieżki rejestracji pacjenta i niezbędnego dopełnienia formalności oznacza więcej czasu na świadczenie usług i bezpośredniej opieki nad pacjentem.

Zdalna weryfikacja tożsamości pomaga zadbać o bezpieczeństwo zarówno personelu, jak i pacjentów, co w czasach pandemii nabrało szczególnego znaczenia. Dzięki możliwości rejestracji online, ograniczany jest kontakt lekarzy z pacjentami co pozwala zniwelować ryzyko związane z rozprzestrzenianiem się chorób. Sieci Medicover, Enel-med oraz Centrum Medyczne Damiana Holding od pewnego czasu wykorzystują mojeID, dzięki czemu ich pacjenci mają dostęp do portalu pacjenta czy aplikacji mobilnej. Bez konieczności odwiedzania stacjonarnej placówki mogą umówić wizytę, odebrać wyniki swoich badań czy też mieć wgląd w historię leczenia, zyskując komfort możliwości zdalnego załatwienia swoich spraw i oszczędność czasu.

W ostatnim roku zaobserwowaliśmy zwiększony wzrost zainteresowania naszymi rozwiązaniami z zakresu zdalnych kontaktów z lekarzem. Możliwość uzyskania dostępu do wrażliwych danych medycznych za pomocą mojeID jest z miesiąca na miesiąc coraz chętniej wykorzystywane przez naszych pacjentów. Zdalne uzyskania dostępu do platformy Medicover Online umożliwia pacjentowi nie tylko założenie konta, ale również skorzystanie z porady specjalisty, odebranie recepty, skierowania lub zwolnienia lekarskiego oraz weryfikację zaleceń lekarskich. Wszystko bez wychodzenia z domu.
W mojej ocenie to rozwiązanie, które gwarantuje nie tylko bezpieczeństwo w czasie pandemii, ale i dużą wygodę dla naszych pacjentów. W Medicover wierzymy, że rozwiązania zdalne są przyszłością i istotną częścią świadczenia usług zdrowotnych, dlatego mamy  jeszcze wiele ciekawych pomysłów na udostępnianie kolejnych rozwiązań –
mówi Magdalena Dębowska, Kierownik ds. Serwisów Internetowych, Medicover Polska.

W dobie zwiększonego zapotrzebowania na świadczenia zdrowotne, możliwość skorzystania
z teleporady powiązanej z rejestracją online, wystawieniem e-skierowania czy e-recepty ma ogromny wpływ na sprawność i efektywność systemu opieki medycznej. Efektem jest nie tylko możliwość obsłużenia większej liczby pacjentów, ale optymalizacja procesów biznesowych.

Digitalizacja w telemedycynie to nie tylko sprawna rejestracja

Możliwość elektronicznej weryfikacji tożsamości naturalnie łączy się z umożliwieniem zdalnego podpisywania dokumentów przez lekarzy, personel medyczny czy pacjentów i znacząco wpływa wzrost  poziomu digitalizacji systemu opieki zdrowotnej.

Intensywny rozwój telemedycyny, który obserwujemy szczególnie w ciągu ostatnich miesięcy pokazuje jak duży jest potencjał tego rynku. Wciąż pozostaje jednak wiele obszarów, które pilnie wymagają digitalizacji. Warunkiem jest dalsza popularyzacja usług zaufania i zdalnej weryfikacji tożsamości. Udostępniane przez KIR rozwiązania, jak usługa mojeID czy mobilny, kwalifikowany podpis elektroniczny mSzafir, dostępny całkowicie online, są z sukcesem wykorzystywane – poza medycyną, także w wielu innych sektorach gospodarki. Czas pandemii wyraźnie pokazał znaczenie dostępu do usług świadczonych zdalnie i możliwość obsługi klientów w trybie online dla funkcjonowania niemal każdej gałęzi gospodarki – mówi Piotr Wichowski, dyrektor Linii biznesowej usługi identyfikacji w KIR.

Potencjał do wdrażania kolejnych ułatwień związanych z usługami online, takimi jak mojeID, w ramach prywatnej opieki zdrowotnej wciąż jest duży. Przykłady firm takich jak Medicover, Enel-med czy Centrum Medyczne Damiana, które z powodzeniem wdrożyły system zdalnej weryfikacji pacjentów pokazują, że jest to rozwiązanie niezwykle efektywne, które usprawnia procesy i zwiększa zadowolenie pacjentów ze świadczonych usług.

[1] Kolumna24, Innowacje rewolucjonizują medycynę. Bez cyfrowych rozwiązań służba zdrowia nie poradziłaby sobie w czasie pandemii, grudzień 2020

[2] Kolumna24, Innowacje rewolucjonizują medycynę. Bez cyfrowych rozwiązań służba zdrowia nie poradziłaby sobie w czasie pandemii, grudzień 2020

[3] Dziennik Gazeta Prawna, Cyfryzacja ochrony zdrowia zwiększa bezpieczeństwo, listopad 2020

Na co zwracać uwagę przy urządzaniu własnej kuchni?

Aby kuchnia dobrze spełniała swoją funkcję, powinna nie tylko dobrze wyglądać, ale przede wszystkim być funkcjonalna. Każdego dnia spędzasz w niej sporo czasu i błędy popełnione przy jej projektowaniu mogą Ci utrudnić codzienne gotowanie. Oto kilka wskazówek, które Cię przed nimi uchronią!

Funkcjonalny trójkąt roboczy

Tzw. trójkąt roboczy to obszar, z którego korzystasz podczas przygotowywania posiłków, składający się z trzech stref: przechowywania, zmywania i gotowania. Jego uzasadnieniem jest kolejność czynności, które wykonujesz w kuchni, szykując coś do jedzenia: najpierw otwierasz lodówkę i wyjmujesz z niej składniki, później myjesz je pod bieżącą wodą, a na końcu poddajesz obróbce termicznej na płycie grzewczej lub w piekarniku. Z tego powodu wierzchołkami trójkąta roboczego powinny być lodówka, zlewozmywak i kuchenka z płytą. Istotne są również odległości między nimi, które w idealnej sytuacji powinny wynosić:

  • 120-210 cm w przypadku zlewozmywaka i lodówki,
  • 120-270 cm w przypadku lodówki i kuchenki,
  • 90 lub 120-210 cm w przypadku zlewozmywaka i kuchenki.

Jeśli zachowasz te proporcje, skrócisz odległości, które pokonujesz zwykle podczas przygotowywania posiłków – zaoszczędzisz więc na czasie.

Szafek nigdy za wiele

Nawet jeśli obecnie nie masz dużo akcesoriów kuchennych, z biegiem lat ich liczba będzie rosnąć, a Tobie zacznie brakować miejsca do ich przechowywania. Stojąc na blacie roboczym, będą zajmować miejsce potrzebne do przygotowywania posiłków, a przy tym wprowadzać do pomieszczenia przytłaczający chaos.

Unikniesz tego, jeśli już na etapie projektowania kuchni zadbasz o to, by znalazło się w niej miejsce na odpowiednią liczbę szafek i szuflad. Zorganizuj je też w taki sposób, by były nie tylko pojemne, ale także funkcjonalne. Pomogą Ci w tym wysuwane koszyki i najróżniejsze organizery, dzięki którym każdy przedmiot znajdzie swoje miejsce i będzie zawsze pod ręką.

Nowoczesne urządzenia kuchenne

Na Twój codzienny komfort podczas gotowania wpłynie również to, jakie urządzenia wybierzesz. Producenci współczesnego AGD wyposażają je w szereg innowacyjnych funkcji, które nie tylko zapewniają Ci wygodę i bezpieczeństwo, ale wręcz ułatwiają przygotowywanie potraw.

Aby kuchnia była jak najbardziej funkcjonalna, wybierz takie sprzęty, które łączą w sobie funkcje kilku urządzeń – zajmą niewiele miejsca, a jednocześnie zapewnią Ci dużo możliwości. Przykład? Nowoczesne piekarniki mogą dysponować funkcją gotowania z wykorzystaniem pary, umożliwiającą przygotowywanie zdrowych potraw bez grama tłuszczu. Grille elektryczne mogą mieć wymienne płytki do gofrów, panini, a nawet do ciasteczek. Innowacyjne płyty gazowo-indukcyjne stanowią z kolei połączenie dwóch rodzajów popularnych płyt grzewczych. Dzięki temu możesz korzystać z zalet płyty indukcyjnej i gazowej, choć masz na blacie tylko jedno urządzenie.

Design na lata?

Kuchnię urządzasz zapewne raz na kilka lub kilkanaście lat. Wybierając jej kolorystykę i wyposażenie, zwróć uwagę, by ich wygląd nie znudził Ci się w krótkim czasie – a jeśli już się znudzi, by można go było szybko odświeżyć, bez dużego wkładu finansowego. Pamiętaj o tym, że w zasadzie każdy element wystroju kuchni możesz przemalować. Wymaga to nieco wysiłku, lecz pozwala szybko zmienić aranżację, i to w względnie tanim kosztem.

Pandemia i nowe przepisy spowodowały dynamiczny wzrost liczby upadłości konsumenckich. W tym roku rekord może zostać pobity

Ponad 13 tys. upadłości konsumenckich zostało ogłoszonych w ubiegłym roku. To o 2/3 więcej niż rok wcześniej. Ten przyrost to z jednej strony efekt przepisów, które weszły w życie w marcu 2020 roku, a z drugiej strony – pandemicznego kryzysu. Wprawdzie zmienione prawo zapewnia, że każdy wniosek o upadłość zostanie przyjęty, kryją się w nich jednak pułapki, przez które zadłużony konsument, decydując się na taki krok, może wyrządzić sobie więcej szkód, niż zyskać korzyści.

Na pewno ten rok i następny będą bardzo istotne, jeżeli chodzi o upadłość konsumencką. Wiele osób w związku z pandemią będzie zmuszonych udać się po tę formę oddłużenia. Z drugiej strony jednak przestrzegam przed zbyt łatwym wchodzeniem w proces upadłościowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Oppenheim z Kancelarii Doradztwa Finansowego. Oddłużanie, Upadłość konsumencka. – Upadłość konsumencka ma nie tylko swoje zalety, ale też bardzo dużo wad. Patrzymy bowiem na samo oddłużenie, natomiast nie zastanawiamy się nad tym, jakie są minusy upadłości, m.in. hamowanie aktywności zawodowej, także utrata posiadanego majątku, bo musimy złożyć tenże do masy upadłości.

Wniosek o upadłość konsumencką mogą złożyć osoby, które nie są w stanie regulować swoich zobowiązań od co najmniej trzech miesięcy. Głównym celem postępowania upadłościowego jest oddłużenie polegające na zaspokojeniu wierzycieli, np. z majątku dłużnika, bądź umorzeniu części lub całości długów. Jak wynika z analiz Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, w 2020 roku ogłoszono upadłość konsumencką w stosunku do 13 084 osób. To o 64,5 proc. więcej niż w 2019 roku i jedna trzecia wszystkich upadłości zarejestrowanych w ciągu sześciu lat. Rekord padł w grudniu 2020 roku, gdy upadłość ogłosiło 1809 osób. Granica tysiąca upadłości po raz pierwszy została przekroczona pół roku wcześniej.

Możliwość ogłoszenia upadłości przez konsumentów istnieje od stycznia 2015 roku. Przez pięć lat około połowy wniosków było jednak odrzucanych. Niemal równocześnie z wprowadzeniem pierwszego lockdownu w marcu 2020 roku weszły jednak w życie zmiany w prawie ułatwiające rozpoczęcie procesu upadłości konsumenckiej. Wcześniej sąd sprawdzał, czy niekorzystna sytuacja finansowa dłużnika nie powstała z jego winy, i dopiero wtedy decydował o przyjęciu lub odrzuceniu wniosku. Obecnie każde zgłoszenie upadłości przez dłużnika kończy się jej ogłoszeniem, natomiast to sąd rozstrzyga, czy i w jakiej wysokości – dostosowanej do aktualnej możliwości dłużnika – oraz przez jak długi czas (do siedmiu lat) dłużnik będzie spłacał zobowiązania. Ponieważ jednak wiele osób nie zna szczegółowych zasad, zamiast oddłużenia może stanąć w obliczu utraty majątku.

– Nowe przepisy wbrew pozorom nie są w każdym przypadku korzystne dla upadłych. Owszem, upadłość może ogłosić nawet osoba, która wykonała wiele posunięć lekkomyślnie, można jej zarzucić rażące niedbalstwo, natomiast proces upadłościowy może się przeciągnąć nawet do 10 lat. Nie wszystkie procedury są jasne i może nastąpić zbycie majątku z udziałem syndyka i brak oddłużenia – tłumaczy Krzysztof Oppenheim. – Pewne zapisy w obecnej ustawie o upadłości konsumenckiej są niejednoznaczne, pozwalające na różne interpretacje i jest to poważne zagrożenie dla tych osób, które są nieprzygotowane, idą po upadłość bez odpowiedniej wiedzy. Zalecam również zabezpieczenie się i korzystanie z pomocy pełnomocnika w okresie postępowania upadłościowego wtedy, kiedy sprawą opiekuje się syndyk. Jest to obrona przed sytuacją, kiedy syndyk wyraźnie będzie działał w interesie wierzycieli ze szkodą dla upadłego.

Dodaje, że w najlepszej sytuacji są te osoby, które nie posiadają żadnego majątku. Wówczas nie mają nic do stracenia, a mogą liczyć na oddłużenie. Tu jednak też kryje się pułapka, jeśli bowiem w ciągu ostatnich pięciu lat – a sąd sprawdza sytuację finansową wstecz – dokonali darowizny majątku, np. nieruchomości, to nie mogą liczyć na darowanie długów. Ten mechanizm zadziała także w przyszłości. W przypadku gdy podczas trwania procesu upadłościowego zadłużony otrzyma spadek, to wejdzie on do masy upadłości.

– Upadłość konsumencka może okazać się bardzo niekorzystna dla byłych przedsiębiorców, którzy utracili płynność finansową. Procedura upadłościowa obecnie zakłada dokładną weryfikację transakcji, które ów przedsiębiorca przeprowadził w okresie ostatnich 12 miesięcy, i nie wszystkie działania mogą się spodobać wierzycielom – tłumaczy ekspert. – Absolutnie nie można traktować upadłości konsumenckiej jako lekarstwa na całe zło. W każdym przypadku zanim złożymy wniosek, trzeba ocenić, czy opłacalność upadłości konsumenckiej przewyższy straty. Często doradzam klientom upadłość, ale nie w tym momencie, tylko za rok, dwa, czasem za pięć. Najważniejsza jest profesjonalna diagnoza.

W tym roku liczba upadłości może ponownie wzrosnąć, ponieważ od lipca zacznie działać system teleinformatyczny, który ułatwi składanie wniosków i usprawni przebieg postępowań.

Wkrótce więcej automatycznych kontroli parkingowych w Warszawie. Cztery nowe elektryki z inteligentnymi kamerami będą patrolowały stołeczne ulice

Warszawscy kierowcy muszą się liczyć z częstszymi kontrolami płatnych parkingów. Zarząd Dróg Miejskich planuje zakup czterech kolejnych aut wyposażonych w inteligentne kamery i systemy RFID, które automatycznie skanują tablice rejestracyjne zaparkowanych samochodów i pozwalają ocenić, czy ich właściciel zapłacił za postój. Tylko w zeszłym roku trzy takie elektryki pozwoliły ukarać 166 tys. nielegalnie parkujących kierowców. Rozwiązaniem zainteresowane są także inne polskie miasta.

– E-kontrola jest czymś, co zupełnie zmieniło sposób sprawdzania zajętości miejsc w strefie płatnego parkowania. Jedno auto skanujące przez 12 godzin dziennie tablice rejestracyjne wykonuje pracę ok. 10 patroli pieszych. Mamy w tym momencie trzy takie auta, a do tej pory korzystaliśmy w porywach z 25 patroli pieszych, więc podwoiła nam się możliwość kontroli strefy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jakub Dybalski, rzecznik Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie.

Jak informuje warszawski Zarząd Dróg Miejskich, w okresie od rozpoczęcia e-kontroli 7 stycznia 2020 roku do końca ubiegłego roku auta pozwoliły na wystawienie ponad 166 tys. opłat dodatkowych dla kierowców, którzy parkowali w strefie płatnego parkowania i nie uiszczali za to stosownej opłaty. Rok wcześniej piesze patrole ukarały łącznie ponad 250 tys. kierowców

– Miasto zdecydowało się na zakup tych samochodów właśnie po to, żeby strefę płatnego parkowania uszczelnić. Do tej pory mieliśmy taką sytuację, że kierowcy parkowali swoje auto w strefie i w sytuacji, kiedy podejrzewali, że właściwie nikt ich nie złapie, to nie przejmowali się tym, żeby odwiedzić parkomat albo żeby skorzystać z aplikacji i za parkowanie zapłacić. W zeszłym roku, po pierwsze, zaczęły jeździć auta do e-kontroli, po drugie, kara za brak opłaty parkingowej została podniesiona z 50 do 250 zł i to razem sprawiło, że w tym momencie wreszcie możemy kontrolować to, jak kierowcy korzystają z miejsc parkingowych – podkreśla Jakub Dybalski.

Do kontroli przystosowane zostały trzy samochody elektryczne Nissan Leaf. Są one wyposażone w specjalny czytnik RFID, który automatycznie rozpoznaje auta otagowane jako wykorzystywane przez właścicieli Karty Honorowej, Karty Powstańca czy Karty N+, które uprawniają do bezpłatnego korzystania ze strefy płatnego parkowania. Kamery umieszczone na autach skanują wyłącznie tablice rejestracyjne, a wymazują ze zdjęć całą resztę obrazu, w tym wizerunki osób. Po porównaniu zeskanowanych numerów z wykazem wykupionych biletów parkingowych zdjęcia są automatycznie kasowane.

– Jeśli się okaże, że samochód stoi na miejscu parkingowym bez opłaty, wtedy do takiego kierowcy jest wysyłany dokument opłaty dodatkowej – mówi rzecznik ZDM. – Przejazdy samochodów e-kontroli są wykonywane dwukrotnie w danym miejscu w odstępie dwóch–trzech minut, żeby uniknąć takich sytuacji, że ktoś akurat poszedł do parkomatu czy akurat dokonuje płatności w aplikacji.

Warto dodać, że Strefa Płatnego Parkowania Niestrzeżonego w Warszawie obejmuje łącznie 37,3 tys. miejsc parkingowych. W ubiegłym roku włączone do niej zostały części dwóch dzielnic: Pragi Północ oraz Woli, w których jest 7,8 tys. miejsc parkingowych. Z uwagi na to, że w przyszłości strefa prawdopodobnie jeszcze będzie się powiększać, ZDM planuje rozszerzyć flotę aut e-kontroli.

– Planujemy, że rozszerzy się ona na Żoliborz i Ochotę. Przygotowujemy się też do wyznaczenia Śródmiejskiej Strefy Płatnego Parkowania, to jest taka część strefy płatnego parkowania, w której opłaty są jeszcze wyższe niż do tej pory. W tym roku przygotowujemy się do zakupu kolejnych czterech takich samochodów, prawdopodobnie w marcu ogłosimy przetarg. One będą bardzo podobne do tych, które w tym momencie jeżdżą po Warszawie i które znają warszawiacy – zapowiada Jakub Dybalski.

System kontrolowania miejsc parkingowych wkrótce może się rozszerzyć także o inne polskie miasta.

– E-kontrola to jest efekt naszej współpracy z firmą Smart Factor, warszawskim start-upem, który wymyślił taki system. Z jednej strony korzystamy z wiedzy warszawskiego start-upu, z drugiej strony korzystamy z pieniędzy unijnych w ramach Programu Virtual WOF, który pozwala nam na wydatkowanie tych pieniędzy w Warszawie. I wyszło z tego coś, co już interesuje inne polskie miasta, pytają się nas, jak to zrobić, jak to działa, jakie są z tego korzyści – podsumowuje rzecznik warszawskiego ZDM.

Prof. Szymon Malinowski: Klimat jeszcze nie jest do końca zdestabilizowany. Polsce grozi jednak deficyt wody i wzrost cen żywności

Ubiegłoroczna zima była najcieplejsza od lat – od ostatnich 240 lat nie zdarzyła się jeszcze zima, w której średnia ogólnokrajowa temperatura byłaby na poziomie 4 stopni powyżej wieloletniej normy. Choć w tym roku luty przyniósł śnieg i mróz, to zmiany klimatu następują. Według Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu temperatury na Ziemi będą wciąż rosnąć – nawet o 3,7 st. C do 2100 roku. – W czarnym scenariuszu już wkrótce może zabraknąć wody nawet do celów komunalnych, mniejsze będą plony, wzrosną zaś ceny żywności – ostrzega prof. dr hab. Szymon Malinowski, dyrektor Instytutu Geofizyki na Uniwersytecie Warszawskim.

– Tegoroczna zima cały czas była dużo cieplejsza i dużo mniej śnieżna, niż to było jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Fakt, że w ubiegłym roku praktycznie ani razu nie spadł śnieg w Warszawie, to było już dramatyczne odstępstwo od normy, a fakt, że mieliśmy trochę zimy w lutym w tym roku, świadczy o tym, że jeszcze klimat nie jest zdestabilizowany do końca. Natomiast nie ma się co dziwić, że w okresie zimowym, szczególnie w drugiej połowie zimy, kiedy Arktyka się wychłodziła i duża część Oceanu Arktycznego zamarzła, może spłynąć do nas chłodne powietrze – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje prof. dr hab. Szymon Malinowski, dyrektor Instytutu Geofizyki na Uniwersytecie Warszawskim.

Z opracowania „Klimat Polski 2020″ Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowego Instytutu Badawczego wynika, że ubiegły rok był ekstremalnie ciepły. Średnia temperatura powietrza w 2020 roku w Polsce wyniosła 9,9 st. C, o 1,6 st. C więcej od średniej z lat 1981–2010. Temperatura w styczniu, zazwyczaj najzimniejszym miesiącu w roku, była wyższa od normy klimatologicznej o 3,7 st. C, a w lutym aż o 4,6 st. C. Była to najcieplejsza zima od połowy XX wieku i od początku regularnych pomiarów. Ogólnie temperatura powietrza w Polsce od 1951 roku wzrosła o nieco ponad 2 st. C.

– Nie wiemy, czy ten rok będzie kolejnym rekordowym, natomiast jest minimalna szansa, żeby był rokiem chłodnym. Może być i ciepły, bardzo ciepły, może być rzeczywiście gorący. Co do suszy też oczywiście nie mamy pewności, aczkolwiek im cieplejszy klimat w naszych szerokościach geograficznych, tym szybciej woda, która spadła, paruje i tym krócej zatrzymywana jest na powierzchni ziemi, zwłaszcza że wycinamy lasy, osuszamy mokradła – ocenia Szymon Malinowski.

Raport Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu (IPCC) wskazuje, że w związku ze zmianą klimatu stale postępuje utrata kriosfery, zakwaszanie oceanów i mórz, a temperatury na Ziemi będą wciąż rosnąć, nawet o 3,7 st. C do 2100 roku. Zmiany będą widoczne także w Polsce, zwłaszcza że nasz kraj nie jest zasobny w wodę.

– W niektórych latach sytuacja może być ekstremalna, wody może zabraknąć w niektórych miejscach nawet do celów komunalnych. Brak wody to także niższe plony, droższe ceny żywności i kłopoty z chłodzeniem naszych starych elektrowni węglowych. Upały to kłopot dla nas wszystkich, szczególnie żyjących w mieście, bo w mieście dodatkowo dochodzi jeszcze tzw. miejska wyspa ciepła, coraz trudniej schować się w cieniu, bo wycinamy drzewa – wskazuje ekspert.

Zmiany klimatu i stale rosnąca temperatura oznaczają częstsze i bardziej intensywne susze w lecie, nawałnice, huragany czy trąby powietrzne.

–  Już obserwujemy, że zmieniają się zjawiska pogodowe i pory roku, tylko jakoś tego nie kojarzymy z globalnym ociepleniem i z globalnymi zmianami klimatu. Chodząc do szkoły, grałem zimą w hokeja na łyżwach, nie na sztucznym lodowisku, tylko na lodowisku, które było wylane na początku sezonu zimowego na boisku szkolnym i pomimo kilku odwilży i rozmarznięć po drodze trwało do końca zimy. Dla nas normalną rzeczą były łyżwy, sanki, sporty zimowe, dla których w tej chwili w zasadzie w dużej części kraju już nie ma warunków – mówi prof. dr hab. Szymon Malinowski.

Czas korekt – kapitał inwestorów ucieka

Po długich wzrostach na rynkach wywołanych zalewem taniego pieniądza przyszedł czas korekt. Zobaczymy, czy to tylko chwilowa korekta, czy fragment dłuższej tendencji rynkowej.

Dane z Wysp

O 8:00 rano poznaliśmy pakiet danych z brytyjskiego rynku pracy. Po raz kolejny już okazuje się, że brexit, co prawda, ma negatywne konsekwencje, ale są one znacznie słabsze niż dotychczas sądzono. Stopa bezrobocia wzrosła w grudniu, ale 5,1% to nie jest zły wynik. W styczniu liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła o 20 tysięcy, podczas gdy oczekiwano wzrostu. Co ciekawe, pomimo wzrostu bezrobocia o 0,1% płace również rosły. Rynki reagują pozytywnie na dane z Wysp i po raz kolejny mamy funta na najwyższym poziomie nie tylko od opuszczenia struktur unijnych, ale i od początku pandemii.

Przeceny na rynkach

Od początku tygodnia na wielu rynkach trwają istotne przeceny. W dół idą nie tylko główne indeksy giełdowe, ale również obligacje skarbowe. Cały proces wygląda jakby dochodziło do sporego wycofywania środków z rynków. Kolejne dni pokażą nam, czy te środki przepłynęły w inne miejsca, czy po prostu inwestorzy widząc, co się dzieje, woleli pogodzić się z trzymaniem ich na koncie, zamiast ryzykować. Dobrze widać to szczególnie w USA, gdzie za 10-letnie obligacje można dostać już niemal 1,4%, podczas gdy na początku roku był to niecały 1%.

Spadki na bitcoinie

Już wczoraj byliśmy świadkami dużej zmienności cen najpopularniejszej kryptowaluty świata. W ciągu dnia spadła ona z 57 000 dolarów na 55 000 dolarów, w trakcie jednak była przez chwilę na poziomie 49 000. Dzisiaj od rana spadki trwają dalej. Na moment pisania tego tekstu przez chwilę kurs odbił się odrobinę powyżej 45 000 dolarów. Analitycy nie są zgodni, co jest powodem gwałtownej przeceny, ale wskazują na znaczny ruch w górę w ostatnich tygodniach i łączą przecenę z realizacją zysków przez dużych inwestorów oraz aktywacją zleceń automatycznych wywołanych spadkami.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Shoppertainment – nowy trend w handlu popularny wśród Europejczyków

Najnowsze badanie przeprowadzone przez AliExpress, przy współpracy z firmą consultingową Forrester, pokazuje rosnące zainteresowanie e-handlem i przedstawia spostrzeżenia na temat dostosowywania strategii zakupowych do zmieniających się potrzeb klientów.

AliExpress, globalna platforma e-commerce, należąca do Alibaba Group, opublikowała dziś badanie na temat zmieniających się potrzeb europejskiego e-handlu oraz roli, jaką mogą odegrać zakupy przez Internet we wzmacnianiu lokalnych małych i średnich przedsiębiorstw. Obecnie jedną z najpopularniejszych innowacji w handlu elektronicznym jest Shoppertainment – koncepcja, która zaciera granice między e-commerce, rozrywką i codziennym stylem życia, angażując konsumentów i dostarczając im niezwykłe doświadczenia, dzięki transmisjom na żywo, interaktywnym grą, czy filmom.

Badanie e-konsumentów

Forrester Consulting,  wiodąca firma badań rynku, przeprowadziła na zlecenie AliExpress   analizę trendu związanego z rozrywką zakupową w Europie. W badaniu wzięło udział ponad 14 tysięcy  osób z Francji, Polski, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Wyniki sugerują, że konsumenci są otwarci na eksperymentowanie z nowymi formami robienia zakupów online. Dwie trzecie ankietowanych zaczęło kupować coraz więcej przez Internet. W przypadku rozrywki zakupowej – 70% konsumentów wyraziło zainteresowanie nową formą e-zakupów.

„Jako pionier w dziedzinie rozrywki zakupowej, AliExpress jest zaangażowany w rozwój ekosystemu i tworzenie większej liczby miejsc pracy w Europie, gdzie ta forma handlu elektronicznego zaczyna się powiększać” – powiedział Vita Chang, kierownik działu Content Operations Ecosystem w AliExpress. „Chociaż, w porównaniu z Azją, ten trend w Europie wciąż jeszcze się rozwija, badanie wskazuje na jego rosnący potencjał. Klienci są otwarci na nowe trendy i technologie, które mogą usprawnić ich zakupy. To prawdziwa szansa dla sprzedawców i detalistów, którzy wiedzą, jak strategicznie korzystać z trendów”.

Trendy w zakupach

Badanie wykazało, że do wiodących kategorii produktów, które zwracają uwagę konsumentów należy elektronika, moda i kosmetyki. Klienci są najbardziej zaangażowani, gdy sprzedający prowadzą transmisje na żywo, publikują krótkie, wiarygodne , edukacyjne treści i są prezentowane przez prowadzącego, którego lubią. Ponadto, analiza badania dzieli konsumentów europejskich na sześć osobowości, analizując ich zachowania związane z rozrywką i zakupami online, pomagając sprzedawcom lepiej zrozumieć swoich klientów.

„Badanie wykazało, jak ważne jest przyjrzenie się  osobno każdemu z krajów, aby zapewnić odpowiednie doświadczenia konsumentom z różnych części świata” – powiedział Chang. Kluczowe ustalenia sugerują, że konsumenci w Polsce najbardziej cenią sobie interakcje z prowadzącymi transmisje i innymi klientami.

„Wraz z pojawiającym się w europejskim handlu elektronicznym trendem, jakim jest Shoppertainment, firmy będą mogły wyprzedzić konkurencję, jeśli treści prezentowane konsumentom będą odpowiednie, godne zaufania i zabawne”, mówi Xiaofeng Wang, starszy analityk w firmie Forrester.

Od lipca 2019 roku AliExpress dostarczył do tej pory ponad 44 000 transmisji na żywo w trzynastu różnych językach. Po uruchomieniu nowej funkcjonalności  transmisji na żywo w aplikacji Connect, AliExpress zainteresował  prawie 92 miliony widzów z całego świata.

O badaniu

Badanie zostało przeprowadzone w grudniu 2020 r. W ankiecie online wzięło udział 14 460 respondentów w wieku od 18 lat z Francji, Polski, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, w tym 8039 respondentów, którzy kupują produkty lub usługi online co najmniej raz na kwartał i są zainteresowani co najmniej jedną formą zakupów.

Podatek od reklamy – prace przy projekcie ustawy w obecnym kształcie powinny być wstrzymane

Podatek od reklamy – konsultacje IAA Polska, IAB Polska oraz SKM SAR z Wicepremierem Jarosławem Gowinem.

19 lutego przedstawiciele trzech organizacji reprezentujących branżę reklamy i komunikacji marketingowej: IAA Polska, IAB Polska oraz SKM SAR odbyli spotkanie online z Wicepremierem Jarosławem Gowinem na temat projektu ustawy wprowadzającej podatek od reklamy. W konkluzji wszyscy uczestnicy zgodzili się, że prace przy projekcie ustawy w obecnym kształcie powinny być wstrzymane.

Spotkanie odbyło się w ramach konsultacji, jakie Wicepremier i Minister Rozwoju, Pracy i Technologii prowadzi z podmiotami, które bezpośrednio lub pośrednio odczują skutki wprowadzenia nowego podatku. Na wstępie Premier Jarosław Gowin przypomniał, że zarówno resort przez niego kierowany jak i ugrupowanie, na czele którego stoi, zadeklarowały, iż nie poprą aktualnie procedowanego projektu. Z kolei przedstawiciele przedsiębiorców poinformowali, że szczegółowe uzasadnienia, dlaczego należy zaniechać dalszych prac na tym projektem przesłali do Ministerstwa Finansów, do Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii oraz do Gabinetu Premiera.

Uczestnicy spotkania skoncentrowali się na prawnych i gospodarczych aspektach projektu rządowego. – Trwają zaawansowane prace nad podatkiem cyfrowym w OECD oraz ostatnio w Komisji Europejskiej. Naszym zdaniem tylko rozwiązanie wypracowane globalnie lub w przypadku jego braku, zaakceptowane przez wszystkich członków Unii Europejskiej, może sprawić, że wyrównają się szanse w walce konkurencyjnej firm lokalnych z globalnymi platformami technologicznymi” – stwierdził Jerzy Minorczyk, dyrektor generalny IAA Polska. – Legislacja ograniczona do jednego państwa będzie całkowicie nieskuteczna w stosunku do podmiotów świadczących usługi globalnie, za to dotkliwie uderzy rykoszetem w polskie firmy i osłabi ich konkurencyjność – dodał.

Ministerstwo Finansów przedstawiło projekt ustawy, dzięki któremu zamierza pozyskać 800 milionów do budżetu Państwa z przeznaczeniem na Narodowy Fundusz Zdrowia, Fundusz Ochrony Zabytków oraz Fundusz Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Niestety, w treści uzasadnienia brakuje analizy skutków wprowadzenia nowego podatku. – Nasza analiza wskazuje, że opodatkowanie przychodów z reklamy doprowadzi do faktycznego zmniejszenia wpływów do budżetu – stwierdził Paweł Tyszkiewicz, dyrektor zarządzający SKM SAR. – Opodatkowanie reklam ukazujących się w mediach ograniczy aktywność reklamową, opóźni wychodzenie z recesji i utrudni przedsiębiorcom sprzedaż artykułów (zwrócili już na to uwagę producenci mleka https://swiatrolnika.info/podatek-od-reklam-mleczarze). Większe koszty prowadzenia kampanii reklamowych to większe koszty funkcjonowania przedsiębiorstw, a w konsekwencji większe koszty wprowadzania nowych produktów na rynek i budowania marek. To z kolei pośrednio wpłynie negatywnie na chęć do inwestowania – podsumował Tyszkiewicz.

– Pan Premier Morawiecki podkreślał wielokrotnie, że cyfryzacja i budowanie innowacyjnej gospodarki, również poprzez wspieranie ekosystemu start-upów, jest priorytetem działań obecnego rządu. Tymczasem propozycja nowego podatku od reklam zniweczy te wysiłki. Pamiętajmy, że internet istnieje dlatego, że był i nadal jest prawie w całości finansowany z reklam. Dotyczy to również całej masy innowacyjnych firm i lokalnych start-upów” – stwierdził Włodzimierz Schmidt, prezes zarządu IAB Polska. – Mamy wiele przykładów polskich firm odnoszących ogromne sukcesy na arenie międzynarodowej, które nie są powszechnie znane, jednak w swojej domenie odnoszą sukcesy na miarę Wiedźmina. Jest to niedoceniony sukces eksportowy Polski, który zostanie zniweczony w momencie wprowadzenia kolejnego finansowego obciążenia, ponieważ to na tych firmach przede wszystkim odbije się nowa składka. Znacząco pogorszy się ich konkurencyjność w stosunku do firm zagranicznych, co w najlepszym wypadku oznacza zamrożenie dalszej ekspansji, a w bardziej realnym scenariuszu świetnie prosperujące biznesy po prostu zamkną się lub przeniosą działalność poza Polskę – dodał Schmidt.

– Zgadzam się z Waszą oceną w 95 procentach – stwierdził na zakończenie Premier Jarosław Gowin. Jednocześnie zwrócił się do organizacji branżowych z ofertą współpracy w toku dalszych prac nad podatkiem cyfrowym w Komisji Europejskiej, jak również w innych projektach legislacyjnych dotyczących bezpośrednio lub pośrednio branży komunikacji marketingowej.