I zdalnie, i w biurze. Idzie nowe

Praca zdalna stała się rzeczywistością wielu firm, niosąc za sobą jednocześnie szereg wyzwań, którym codziennie starają się sprostać m.in. liderzy zespołów. Mimo tej istotnej zmiany, która towarzyszy nam od początku pandemii, w długofalowych planach dotyczących organizacji zatrudnienia, pracodawcy nie planują całkowitego przejścia na model home office. Jak będzie więc wyglądała nasza służbowa rzeczywistość w przyszłości?

Ostatni rok przyniósł wiele nieoczekiwanych i w dużej mierze zaskakujących zmian. Dotknęły one praktycznie każdej dziedziny naszego życia, wpłynęły na światową gospodarkę, funkcjonowanie biznesu, a także rynek pracy. W 2020 roku pojawiło się wiele nowych trendów. Niektóre z nich funkcjonowały w określonym czasie i warunkach, inne zostały z nami na dłużej. Jednym z nich, wzbudzającym wiele emocji zarówno po stronie pracodawcy jak i pracowników, jest model pracy zdalnej wprowadzony w wielu organizacjach praktycznie z dnia na dzień. Mimo, iż wielomiesięczne funkcjonowanie na zasadach home office usprawniło wiele procesów i stało się codziennością dla całej rzeszy pracowników, firmy postrzegają ten model pracy jako „przejściowy”.

Hybrydowa przyszłość

Potwierdzają to wyniki badań przeprowadzonych przez EY Polska wśród firm, które przynajmniej częściowo korzystają z rozwiązania pracy zdalnej – żadna z organizacji nie planuje przejścia w przyszłości na ten system w pełnym wymiarze[1]. – Jeszcze przed rokiem home office był w wielu firmach traktowany jako benefit, z którego pracownicy mogli korzystać w określonym wymiarze. Dziś praca z domu to codzienność wielu firm. Zarządzanie rozproszonym zespołem i realizowanie projektów wyłącznie w modelu wirtualnym niesie za sobą wiele różnorodnych wyzwań, dlatego w perspektywie długofalowej najbardziej optymalnym wydaje się być model pracy hybrydowej, który odpowiada także na oczekiwania samych pracowników – komentuje Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Aż 64 proc. z nas opowiada się za pracą w systemie hybrydowym. Z najnowszych badań wynika, że prawie połowa respondentów (44 proc.) chciałaby 3 dni w tygodniu pracować z domu, a dwa pozostałe w biurze[2]. Co ciekawe, tylko 10 proc. respondentów wybiera wykonywanie obowiązków służbowych wyłącznie stacjonarnie w siedzibie firmy. Duże zainteresowanie modelem hybrydowym wynika m.in. z faktu, że całkowity home office wprowadzony w wielu firmach, niesie za sobą szereg wyzwań także dla zatrudnionych. Głównym z nich jest ograniczony kontakt z innymi pracownikami, na który wskazuje 4 na 10 badanych, ale także trudność w wyraźnym oddzieleniu życia zawodowego od prywatnego oraz zmniejszenie kontaktu z innymi osobami.

Zmiany w funkcjonowaniu szeroko pojętego biznesu, które rozpoczęły się na globalnym rynku wraz z wybuchem pandemii z pewnością będą jeszcze ewoluowały. Pracodawcy diagnozują i starają się reagować na potrzeby zarówno firmy, jak i pracowników. Jedną z odpowiedzi na bieżące wyzwania będzie postawienie na model pracy hybrydowej, jako docelowej w przyszłości.

[1] https://www.ey.com/pl_pl/news/2021/01/sposrod-firm-ktore-stosuja-rozwiazania-pracy-zdalnej

[2] https://biuroprasowe.cbre.pl/124088-praca-zdalna-zostanie-ale-tesknimy-za-biurem-64-pracownikow-chce-hybrydowego-modelu

Zestaw pandemicznego kibica. Jak wygląda życie miłośników rozgrywek w dobie zamkniętych stadionów?

Ostatnie miesiące nie rozpieszczały fanów sportu. Oprócz wciąż zamkniętych siłowni i klubów fitness również śledzenie zmagań sportowców stało się w dużym stopniu ograniczone. Zamrożona działalność stadionów i hal widowiskowych to niemały cios zarówno dla widzów, jak i gwiazd rozgrywek — drużyn i zawodników. O ile same zgrupowania i mecze są możliwe, to na trybunach nadal zadomawia się nienaturalna cisza. Jak w takiej scenerii odnajdują się sami kibice?

Już nie na trybunach

Adam (33) i Sebastian (31) poznali się w trakcie studiów na jednym z meczów organizowanych na warszawskiej Agrykoli. Dla wówczas dwudziestoparoletnich zawodników AZS Szkoły Głównej Handlowej rozgrywki z innymi uczelniami były wyłącznie jedną stroną medalu. Po sparingach zawodnicy mogli przejść do górującego nad boiskiem kompleksu stołecznej Legii, aby śledzić poczynania profesjonalnych drużyn. Dla Sebastiana i Adama studencki zwyczaj zmienił się w cotygodniową tradycję również po odebraniu dyplomów.

— Oprócz samego oglądania meczu, dużą frajdę sprawia nam typowanie wyników. Pamiętam, że przy bramie wejściowej od strony Łazienkowskiej zapisywaliśmy naszym zdaniem najbardziej prawdopodobną punktację i tuż przed zajęciem miejsc niemiłosiernie ugniataliśmy te kartki, aby ograniczyć pokusę dopisania innego scenariusza już podczas spotkania. Dawało nam to sporo funu, choć po 90 minutach z naszych zapisków nic nie mogliśmy wyczytać [śmiech] — wspomina 31-letni Sebastian.

Pandemia koronawirusa brutalnie zakończyła wypady Sebastiana i Adama. Wiosenny, a następnie jesienny lockdown obiektów widowiskowych odbił się na grafikach tysięcy kibiców. Początkowo fani pokładali swoje nadzieje w spotkaniach barowych, jednak po rozporządzeniu władz o zamrożeniu działalności gastronomii, miłośnikom rozgrywek pozostały spotkania we własnych czterech ścianach.

Przejście do sieci

Według obecnie obowiązujących przepisów na terenie obiektów sportowych mogą przebywać uczestnicy zawodów, osoby odpowiedzialne za organizację oraz ściśle ograniczona liczba dziennikarzy. Przed wejściem do obiektu każdy musi przejść pomiar temperatury oraz zdezynfekować ręce. Z wyjątkiem samych sportowców, management i przedstawiciele mediów są zobligowani do zakrywania ust i nosa. Kibice z kolei są zdani wyłącznie na relację telewizyjną lub stream w internecie.

— Jeszcze latem nasze wyjścia przypominały po prostu mniej intensywny scenariusz leniwego weekendu. Wieczorne śledzenie Ligi Mistrzów w barach nie było złe, choć brakowało atmosfery prawdziwych trybun. Nasz zwyczaj zapisywania wyników w notatnikach, albo serwetkach przeszedł do lamusa. Nieco “higienicznej” wypada opcja obstawiania w aplikacji. Nie chodzi jednak o dedykowane buchmarcherce platformy, ale apki, takie jak chociażby NOINN. Faktycznie, kibicowanie idzie z duchem czasu, a w momencie całkowitego zamknięcia gastronomii, nie musieliśmy wysyłać wyników SMS-ami — wyjaśnia 33-letni Adam.

Na pomysł stworzenia aplikacji umożliwiającej wspólne obstawianie rozgrywek sportowych wpadli trzej znajomi, którzy jeszcze podczas studiów próbowali swoich sił w tzw. typingu. Architekt Piotr Lewicki, scenarzysta Mateusz Zimnowodzki oraz prawnik Bartłomiej Szczepański doszli do wniosku, że nie trzeba iść do bukmachera, aby poczuć dreszczyk emocji, oglądając mecz, czy śledząc rozgrywki. Co więcej, panowie zaobserwowali brak narzędzi, które umożliwiałyby wspólne obstawianie wyników w większym gronie. Wspólna burza mózgów zaowocowała powstaniem aplikacji NOINN.

Z aplikacją również na stadionach

Początkowo NOINN był dostępny wyłącznie w języku polskim, ale twórcy postanowili rozszerzyć swoją ofertę o kolejne wersje. Nawet będąc tysiące kilometrów od znajomych użytkownicy, mają możliwość połączenia się z osobami anglo i hiszpańskojęzycznym współtworząc społeczność fanów nie tylko piłki nożnej, ale i siatkówki, koszykówki, skoków narciarskich, a nawet… MMA. Wkrótce zespół NOINN chce wprowadzić również opcję śledzenia rozgrywek, tenisowych, skoków narciarskich oraz żużla. Tylko w ciągu ostatniego półrocza propozycją zespołu zainteresowało się blisko 500 tys. odwiedzających.

— Szczególnie w dobie covidu kontakt z przyjaciółmi mamy znacznie utrudniony, ale dwa lata temu zakładając spółkę, nie myśleliśmy o scenariuszu powszechnej izolacji. Na szczęście zakończyliśmy prace długo przed pojawieniem się hasła “koronawirus”. Teraz wiemy, że NOINN jest potrzebny, jak nigdy dotąd. Nie chodzi nawet o obstawianie wyników, łączenie się w drużyny, czy zdobywanie bonusów. Przyczyniliśmy się do powstania darmowego narzędzia, które integruje i daje choć namiastkę realnego spotkania przy meczu — podkreśla Bartłomiej Szczepański, założyciel i Dyrektor Operacyjny NOINN.

Z poziomu aplikacji zrealizowano już 3,75 mln zakładów, a dostęp do wszystkich opcji NOINN jest całkowicie darmowy. Sami twórcy deklarują, że platforma jest bardziej nastawiona na współpracę z reklamodawcami oraz integrację środowiska kibiców, aniżeli rozwój hazardu online. Co więcej, wśród samych użytkowników pojawiają się głosy, że nawet po powrocie na stadiony, śledzenie rozgrywek będzie dopełniane nie tylko popcornem, ale i aplikacjami mobilnymi.

— Federacje zapowiadają powrót dużych rozgrywek, takich jak Copa America, Euro 2021, czy Igrzyska w Tokio. Środowisko kibiców znacząco odczuło skutki pandemii, ale covid nauczył nas kilku rzeczy. Przede wszystkim kontakt ze znajomymi z poziomu dedykowanych aplikacji sprawdza się lepiej, niż uniwersalne komunikatory, a jeśli na koncertach większość osób nagrywa solówki ulubionych zespołów smartfonem, to czy większym faux paux będzie wyciągnięcie telefonu podczas meczu? Oczywiście, że nie — puentuje Sebastian.

Dwa miliardy złotych na crowdfunding w 2021 r.

Polski rynek finansowania społecznościowego w tym roku praktycznie się podwoi, uzyskując wartość przekraczającą 2 miliardy złotych. Najdynamiczniej, bo aż o 100%, urośnie w  tym roku sub-rynek zrzutek charytatywnych i cyklicznych. Co kształtuje zmianę jakościową polskiego rynku crowdfundingu, która właśnie zachodzi, jakie trendy aktualnie na nim dominują i co nas jeszcze czeka w 2021 r.?Green and Blue Let’s Go Shopping Inforgraphics

Zbiórki w internecie osiągnęły już status polskiej zrzutko-manii. Rodacy masowo organizują i chętnie finansują zbiórki w sieci na każdy cel, od charytatywnych poprzez biznesowe, naukowe, społeczne, a skończywszy na indywidualnych, np. na realizację mniej lub bardziej wyszukanego hobby czy pasji. Rosnąca popularność zrzutek była obserwowana w Polsce przez ostatnie lata. Jednak to, co się działo w zeszłym roku oraz to, co z czym będziemy mieli do czynienia w bieżącym, spowoduje, że śmiało można uznać, iż ten rynek przechodzi poważną przemianę, którą śmiało można określić mianem zmiany jakościowej.

Kluczowe czynniki zmian

Tę znaczącą przemianę zawdzięczamy przede wszystkim Covid-19, który wraz z dwoma lockdown-ami spowodował, że Polacy zaczęli spędzać bardzo dużo czasu w domach przed komputerami, czyli się na masową skalę digitalizować. Dodatkowo, będąc z natury wrażliwymi na nieszczęścia innych, w jakiś sposób chcieli pomóc finansowo wielu potrzebującymi. Wraz z początkiem pandemii, w sieci pojawiło się wiele bardzo dobrze wypromowanych i nagłośnionych zrzutek, np. dla medyków, seniorów czy na przełomie 2020 i 21 roku przedsiębiorców, m.in. dla branży HORECA czy właścicieli stoków i wyciągów.

W efekcie, pandemia i zamknięcie gospodarki czy jej poszczególnych sektorów, w bardzo dużym stopniu przyczyniły się do popularyzacji finansowania społecznościowego w naszym kraju. Spowodowały także, rewolucyjną zmianę w świadomości Polaków na temat crowdfundingu i stopnia zaangażowania w jego rozwój. Tę przemianę jakościową będzie także dobrze widać w bieżącym roku.

– Wartość rynku crowdfundingu w 2021 roku zwiększy się do poziomu 2,033 miliarda z 1,089 miliarda w 2020 roku, przy dynamice na poziomie 86,6%. – mówi Tomasz Chołast, współzałożyciel zrzutka.pl. – Na tak duży wzrost w br. wpływa kilka czynników, w tym m.in. dynamiczny bo aż 100% r/r wzrost wartości największego sub-rynku, tj. zbiórek charytatywnych, który w tym roku urośnie do wartości 1,572 miliarda złotych. Także 100% dynamiką będzie mógł się pochwalić rynek cyklicznych zbiórek, choć jego wartość nie będzie jeszcze aż tak znacząca, gdyż w br. wyniesie 50 milionów złotych. Trzecią co do wielkości dynamiką wzrostu, na poziomie 50%, będzie mógł się poszczycić rynek finansowania społecznościowego udziałowego, który w 2021 roku zwiększy swoją wartość do poziomu blisko 138 milionów złotych. – dodaje Chołast ze zrzutka.pl.

Lider rośnie jeszcze szybciej

Zrzutka.pl miniony rok, pomimo pandemii, zalicza do bardzo udanych. Liczba wpłat na platformie wzrosła o 89% w porównaniu z rokiem 2019 i wyniosła 2 696 175, a wartość transakcji była na poziomie 192 milionów złotych, przy dynamice 102% w stosunku do 2019 r. Zgodnie z planami i zapowiedziami zostały uruchomione nowe narzędzia na platformie, w tym zbiórki cykliczne i patronatowe. W IV kwartale 2020 r. zostało przetestowane unikatowe rozwiązanie zrzutka.pl, tj. pierwsza na świecie karta wpłatnicza. Dodatkowo, pod koniec 2020 r. wystartowały internetowe skarbonki. Na masową skalę zostały wykorzystane, z resztą z dużym sukcesem, podczas organizacji #rozgrzewkaprzedfinałem, ponad miesięcznego okresu poprzedzającego finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, jak i w jego trakcie. Także najbliższy rok zapowiada się bardzo dobrze.

– Pomimo faktu, że jesteśmy platformą numer jeden w Polsce, dzięki której internauci finansują każdy rodzaj projektu, a także wiceliderem rynku crowdfundingu w bieżącym roku nie osiadamy na laurach. Wartość transakcji na zrzutka.pl w 2021 r. wzrośnie o 108% i przekroczy kwotę 400 mln zł, podczas gdy liczba transakcji wyniesie 5 milionów, przy dynamice na poziomie 85%. – zapowiada Tomasz Chołast z zrzutka.pl. – W 2021 r. uruchomimy wersję międzynarodową naszej platformy. Jej start został przesunięty na ten rok, gdyż sprawy prawno-licencyjne wydłużyły się i przekroczyły zakładane przez nas terminy. Także w ciągu najbliższych kilku miesięcy nastąpi komercyjny start globalnej innowacji, tj. pierwszej na świecie karty wpłatniczej. – dodaje Chołast ze zrzutki.

Stymulatory wzrostu

Duża dynamikę sub-rynku zbiórek cyklicznych, zawdzięczamy przede wszystkim liderowi tego rynku w Polsce, który urósł w 2020 roku ponad 3-krotnie. Wynika, to z dwóch faktów, tj. po pierwsze popularyzacji tego rodzaju finansowania społecznościowego wśród gwiazd i celebrytów, którzy z powodu lockdown-ów utracili swoje źródła zarobkowania. Druga z przyczyn związana jest z prowadzeniem dwóch, dużych i dobrze nagłośnionych zrzutek, a przeznaczonych na start konkurencyjnych stacji radiowych, m.in. stacji 357, organizowanych przez dziennikarzy, którzy wcześniej pracowali dla Trójki Polskiego Radia. Zgromadzone wokół nich całkiem pokaźnych rozmiarów społeczności, bardzo mocno zaangażowały się w wypromowanie, a także sfinansowanie tych zbiórek.

– Już nie tylko skala, tj. liczba organizowanych zrzutek czy też poziom ich finansowanie implikuje stan rozwoju rynku finansowania społecznościowego w Polsce. Także, a może przede wszystkim wysoki stopień świadomości na temat samego rynku, mechanizmów na nim działających oraz zaangażowania się bardzo dużej grupy internautów, nie tylko fanów poszczególnych projektów, w promocję w internecie, w tym w mediach społecznościowych, można uznać za nowy trend na rynku crowdfundingu w Polsce. – zauważa Tomasz Chołast ze zrzutka.pl. – Także w bieżącym roku ten czynnik będzie napędzał dynamiczny rozwój rynku finansowania społecznościowego – podsumowuje Chołast.

Dodatkowo, bardzo intensywnie w tym roku w Polsce będzie rósł rynek zbiórek reward crowdfunding, reprezentowany globalnie m.in. przez lidera tego rynku tj. Kickstartera. Firma ta oficjalnie w br. zadebiutuje nad Wisłą. Do wzrostów całego rynku przyczynia się także fakt, że już 75% transakcji na rynku finansowania społecznościowego będzie realizowanych mobilnie, tj. za pomocą inteligentnych telefonów i tabletów.

O dojrzałości rynku finansowania społecznościowego w Polsce świadczy także fakt, iż zaczynają powstawać i udanie debiutować serwisy dedykowane konkretnym sektorom tego rynku. Dla przykładu, w styczniu 2021 r., wystartowała wrocławska platforma finansowania społecznościowego, przeznaczona dla zbiórek na gry planszowe, która sama w modelu reward crowdfunding zebrała kwotę blisko 5 milionów dolarów.

Polskie PKB w IV kw. -2.8%

Za nami spokojny tydzień na rynkach kapitałowych. W piątek poznaliśmy odczyt PKB w Polsce za IV kw. Gospodarka w ostatnim kwartale 2020 roku skurczyła się o 2,8% i był to lepszy wynik od oczekiwań ekonomistów, którzy prognozowali spadek o 3%. Z kolei na rynkach globalnych w środę poznaliśmy odczyt inflacji w USA za styczeń. Odczyt na poziomie 1,4% był niższy od oczekiwań, analitycy spodziewali się wzrostu cen o 1,5%. Warto zwrócić uwagę, że mimo niższego tempa wzrostu cen narracja rynkowa się nie zmienia i inwestorzy spodziewają się przyśpieszenia inflacji w kolejnych miesiącach. W ślad za tymi oczekiwaniami spadają ceny obligacji skarbowych długoterminowych na rynkach bazowych (USA, Niemcy).

W tym tygodniu najciekawsze dane pojawią się w piątek, kiedy poznamy odczyty wskaźników PMI za luty dla Niemiec, Francji oraz Strefy Euro. Tego dnia również publikacja danych o sprzedaży detalicznej i produkcji montażowej w Polsce. Ponadto w czwartek poznamy poziom produkcji przemysłowej w Polsce za styczeń.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

BioMaxima podsumowuje rekordowe wyniki w 2020 r. i publikuje dane za IV. kwartał

Zgodnie z opublikowanym właśnie raportem finansowym BioMaxima SA, wiodącego polskiego producenta i eksportera diagnostyki laboratoryjnej, w ostatnim kwartale 2020 r. spółka wygenerowała 23 mln zł przychodu, uzyskując dynamikę 293 proc. w porównaniu z IV kwartałem 2019 roku. Zysk EBITDA BioMaxima SA (jednostki dominującej) wyniósł 4 635 tys. zł, a zysk netto 3 395 tys. zł, co oznacza, rok-do-roku odpowiednio, dynamikę EBITDA ponad 558 proc. oraz dynamikę zysku netto 1 672 proc. Łącznie przychód spółki za cały ubiegły rok wyniósł ponad 60,1 mln zł. Z kolei przychody ze sprzedaży eksportowej wyniosły 19.445 tys. zł, uzyskując dynamikę rok do roku na poziomie 246,20 proc., a także udział w sprzedaży ogółem na poziomie 32,35 proc.

Przy skonsolidowanych przychodach grupy kapitałowej za 2020 r. na poziomie 62 988 tys. zł, skonsolidowany zysk netto grupy kapitałowej wyniósł 7 787 tys. zł. Z kolei skonsolidowany zysk netto grupy kapitałowej za IV kw. wyniósł 3 427 tys. zł.

Więcej sprzedaży, należności pod kontrolą

Skokowy wzrost sprzedaży w minionym roku nie poskutkował równie dużym wzrostem należności – te wzrosły jedynie o 30 proc. i odpowiadają kwocie mniejszej niż miesięczna sprzedaż. Oznacza to, że zapotrzebowanie na kapitał obrotowy w spółce wzrosło w istotnie mniejszym stopniu, aniżeli wzrosła skala jej działalności. Spadły z kolei zobowiązania krótkoterminowe spółki – spółka wykorzystała ten okres na spłatę ponad 1,7 mln zł kredytu, a także zwiększyła swoją płynność w zakresie płatności dla dostawców w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Znaczny wzrost sprzedaży istotnie poprawił sytuację finansową spółki. Na koniec 2020 mieliśmy ponad 4,3 miliony złotych dostępnej gotówki, co pozwala myśleć spokojnie o inwestycjach w 2021 roku. Wskaźniki płynności wskazują wręcz na nadpłynność, ale nie stanowi ona zagrożenia, natomiast pozwala finansować szybki wzrost. Chciałbym podkreślić, że inwestycja w rozbudowę zakładu w Lublinie będzie finansowana w 80 proc. długiem, dzięki czemu nie wpłynie negatywnie na dostępność kapitału obrotowego.– mówi Łukasz Urban, prezes zarządu w BioMaxima SA.

Nowy zakład, nowe możliwości

W grudniu 2020 r. BioMaxima podpisała przedwstępną umowę zakupu nabycia nieruchomości w Specjalnej Strefie Ekonomicznej w Lublinie, gdzie chce wybudować nowy zakład produkcyjny. Nabycie nieruchomości związane jest z realizacją planów dalszej rozbudowy potencjału produkcyjnego spółki. Zarząd obecnie podejmuje działania, które zapewnią spółce systematyczne zwiększanie skali działalności na najbliższe lata, również po opanowaniu pandemii COVID-19. BioMaxima SA cały czas pracuje m.in. nad opracowaniem nowych wyrobów w zakresie swojej specjalizacji, zwłaszcza testów do oznaczania lekowrażliwości. Potencjał rynku polskiego i światowego w zakresie badania lekowrażliwości oceniany jest przez niezależne instytucje badawcze jako bardzo duży i ciągle rosnący.

– Decyzja o zakupie nowej przestrzeni pod rozbudowę możliwości produkcyjnych zapadła w optymalnym czasie. W 2019 roku przychody ze sprzedaży własnych produktów stanowiły 55 proc. całości sprzedaży, a w 2020 roku spółka wyraźnie rozwinęła produkcję własną – na przestrzeni zeszłego roku nasze wyroby to już 67 proc. łącznych przychodów, a w samym IV kwartale – ponad 73 proc. Jeżeli przyjrzymy się asortymentowi sprzedaży, to widzimy, również że oprócz wzrostu covidowego, czyli sprzedaży szybkich testów i w zakesie diagnostyki molekularnej, spółka odnotowała nieznaczny wzrost w prawie każdej grupie produktów i towarów. W sytuacji gdy w wielu dziedzinach diagnostyki medycznej rynek w 2020 roku niemalże zatrzymał się, nawet najmniejsze wzrosty są dla nas powodem do zadowolenia i motywacji do dalszej wytężonej pracy. Cieszy także wdrożenie nowych produktów – testów antygenowych i testów COMBO w kontekście pandemii koronawirusa – komentuje Łukasz Urban, prezes zarządu w BioMaxima SA.

Dywersyfikacja produktowa, rekordowo duże zamówienie

Oceniając na bieżąco sytuację rynkową oraz rozwój technologii diagnostycznych, spółka w październiku wprowadziła nowy antygenowy test do wykrywania SARS-CoV-2. Testy BioMaxima spełniają rekomendacje WHO dotyczące wydajności klinicznej w zakresie czułości i swoistości.

Spółka podpisała w styczniu  2021  r. największy w swojej historii kontrakt na dostawę tych testów do jednostki finansów publicznych na kwotę 9,1 mln zł który zostanie zrealizowany do końca lutego 2021 r. Sukcesem zakończył się również udział emitenta w licznych postępowaniach o udzielenie zamówień publicznych do jednostek publicznej służby zdrowia, co zapewniło spółce już gruby portfel zamówień do realizacji w 2021 roku.

Kolejna edycja DIMAQ Voice Online już 23 lutego

Zapraszamy na bezpłatne, wirtualne spotkanie dla entuzjastów digital marketingu. Kolejna edycja DIMAQ Voice, który emitowany jest na platformie streamingowej, odbędzie się 23 lutego, w godzinach 15:00 – 16:35.

Podczas najbliższego spotkania DIMAQ VOICE wysłuchamy trzech prelekcji. Wystąpią: Damian Wiszowaty z Gonito, Piotr Stanoch z Carsmile oraz Monika Kołodziejczyk z ThinkDigital.

Link do bezpłatnej rejestracji znajdziesz TU.

Prelekcja I, godz. 15:05: „SZTUKA KUPOWANIA, czyli jak rozkochać klienta na AMAZON”

Obecnie zakupy w internecie są tak łatwe jak randkowanie. O generalnych, ale nie uniwersalnych regułach budowania relacji z klientem opowie Damian Wiszowaty, CEO Gonito.

Podczas prelekcji dowiesz się:

– jak sprawić, żeby produkt został zauważony, a nie pominięty,

– czym jest „one night stand”, a czym „for life” w kontekście zakupów,

– dlaczego pierwsze wrażenie w sprzedaży jest kluczowe,

– co zrobić, żeby utrzymać związek z klientem.

Na przykładzie rozwoju sprzedaży na Amazon prześledzimy w jaki sposób polski producent świec stworzył sobie niszę, którą w pełni zagospodarował:

– w jaki sposób przedefiniował spojrzenie na tak konwencjonalny produkt jak świeca?

– w jaki sposób potrafi utrzymywać klienta i sprzedaż przez cały rok na równym poziomie?

– jak udało mu się zdywersyfikować ryzyko sezonowości produktu?

– jak kreatywność popchnęła go do rozwoju kolejnych segmentów branży home&decor?

Prelekcja II, godz. 15:35: „Jak daleko jest 2021 od 2012 w kampaniach digital?”

O branży digital mówi się, że szybko się zmienia i ewoluuje. Czy jednak kampanie i media mix są obecnie drastycznie inne niż prawie dekadę wcześniej? Zaskakującą historię zmian z punktu widzenia klienta nastawionego na performance opowie Piotr Stanoch, CMO Carsmile.

Prelekcja III, godz. 16:05: „Jak raportować w Google Data Studio? Poznaj skuteczne metody pracy z danymi.”

Zastanawiasz się jak zautomatyzować raportowanie działań online? Szukasz efektywnych sposobów na przedstawienie danych z SEO, Facebooka czy ecommerce? Chcesz połączyć kilka źródeł w jednym raporcie? Przydatne metody pracy z danymi przedstawi Monika Kołodziejczyk, CEO ThinkDigital.

Podczas prelekcji dowiesz się między innymi:

– dlaczego warto korzystać z narzędzia Google Data Studio?

– jak szybko i efektywnie tworzyć raporty?

– jak łączyć kilka źródeł w jednym raporcie?

– jakie dane i informacje  warto raportować?

– jakie są przydatne szablony raportów z obszaru SEO/SEM/FB.

Zarejestruj się >

Posiadacze certyfikatów DIMAQ otrzymują punkty za udział w tym wydarzeniu. Szczegóły punktacji dla Uczestnika i Prelegenta znajdują się stronie: https://dimaq.pl/dimaq-voice-online/

Bądź na bieżąco z DIMAQ Voice! Dołącz do nowego wydarzenia na Facebooku.

Zostań prelegentem DV Online w 2021!

Nieustannie przyjmujemy zgłoszenia od osób, które chcą spróbować swoich sił jako prelegent/ka podczas DV Online. Jeśli masz ciekawy temat, którym chciałbyś/abyś podzielić się z naszą widownią nie zwlekaj, wyślij zgłoszenie wypełniając krótki formularz.

Co możesz zyskać będąc prelegentem DIMAQ Voice?

  • Jeśli jesteś posiadaczem certyfikatu DIMAQ, możesz zdobyć nawet 40 pkt recertyfikacyjnych (25 gwarantowane, dodatkowo do 15 pkt w zależności od ocen publiczności)
  • Wzmocnisz swój ekspercki wizerunek
  • Zaprezentujesz ciekawe rozwiązania/case’y swojej firmy

Aby zostać prelegentem DIMAQ Voice nie musisz posiadać certyfikatu DIMAQ. Jeśli Twoja prezentacja będzie oryginalna i spełni określone wymagania merytoryczne, na pewno odezwiemy się w celu omówienia szczegółów i zaplanowania dogodnego terminu wystąpienia.

O IAB Polska

Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska jest organizacją zrzeszającą 230 najważniejszych firm polskiego rynku internetowego, w tym największe portale internetowe, sieci reklamowe, domy mediowe, agencje interaktywne, firmy technologiczne oraz reklamodawców. Jego głównym celem jest szeroko pojęta edukacja rynku w zakresie wykorzystania internetu jako skutecznego narzędzia prowadzenia biznesu i komunikacji marketingowej. Propaguje skuteczne rozwiązania e-marketingowe i reklamowe, oraz tworzy, prezentuje i wdraża branżowe standardy jakościowe. Przygotowuje raporty, badania rynku online i poradniki, m.in. Raport Strategiczny czy AdEx, którego wyniki są bazą analiz wydatków reklamowych. Jest organizatorem konferencji (Forum IAB, IAB HowTo), konkursów (IAB MIXX Awards), warsztatów i szkoleń (Akademia DIMAQ). Jednym z flagowych projektów IAB Polska jest DIMAQ – standard kompetencji oraz program certyfikujący wiedzę z dziedziny e-marketingu.  IAB Polska działa od 2000 roku, jest częścią światowych struktur IAB, członkiem IAB Europe oraz IAB Tech Lab, a także Związku Stowarzyszeń Rada Reklamy, Krajowej Izby Gospodarczej, Business Center Club i Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców.
https://iab.org.pl/

O DIMAQ

DIMAQ to międzynarodowy program certyfikacji i weryfikacji kompetencji digital marketingowych. Dostępny Został opracowany przez ekspertów IAB Polska i wdrożony pod koniec 2015 roku. Program posiada rekomendację IAB Europe i jest dostępny w 9 europejskich krajach: Polsce, Bośni i Hercegowinie, Czarnogórze, Grecji, Rumunii, Serbii, Słowenii, Słowacji oraz na Cyprze). Egzamin weryfikuje wiedzę z zakresu marketingu cyfrowego na poziomie ogólnym i obejmuje zagadnienia z 12 obszarów, to m.in. strategia i planowanie, display advertising, social media i content marketing, mobile marketing, prawo w internecie, e-commerce, programmatic, analityka. Certyfikat – zgodny z założeniami Europejskiej Ramy Kwalifikacji jest ograniczony czasowo ze względuna dynamicznie rozwijającą się branżę marketingu cyfrowego. Po dwóch latach należy ponownie przystąpić do egzaminu bądź przedłużyć ważność certyfikatu poprzez uczestnictwo w programie recertyfikacji. https://dimaq.pl/

Agnieszka Durlik: system podatkowy powinien być prosty i przejrzysty

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) kontynuuje rekomendacje podatkowe, skierowane do Polskiego rządu. Ich głównym postulatem wciąż jest prostszy i bardziej przejrzysty system podatkowy, który mniej obciąża przedsiębiorców i upraszcza procedury. Eksperci z FPP wskazują, że im bardziej skomplikowany jest system, tym łatwiej jest obchodzić prawo i unikać płacenia podatków. Wyspecjalizowały się w tym wielkie firmy, a przepisy mające blokować ich poczynania rykoszetem trafiają w drobnych przedsiębiorców.

– Najłatwiej jest obejść rozwiązania, które są nadmiernie skomplikowane. W nich łatwo znaleźć jest luki. Tutaj prym wiodą duże podmioty, które stać na odpowiednich doradców podatkowych. Bardzo często legislacje mające ograniczyć ich działania uderzają w małych i średnich przedsiębiorców – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspertka prawno-gospodarcza i Dyrektor Generalna w Sądzie Arbitrażowym Krajowej Izby Gospodarczej. – Ważne jest to, aby promować płacenie podatków w Polsce przez wszystkie podmioty, które tutaj świadczą usługi i sprzedają swoje towary. System powinien być prosty, by nie obciążać małych i średnich przedsiębiorców oraz stymulować takie zachowania konsumenckie, które chcemy promować. Tak mogą działać podatki pośrednie, które są płacone przez konsumentów – czyli podatek akcyzowy i VAT. Przykładem może być wyższe opodatkowanie wyrobów z wysokim poziomem cukru, co ogranicza jego spożycie. Opodatkowanie nie powinno jednak za bardzo wzrastać, by nie powiększać szarej strefy – która ogranicza konkurencyjność i negatywnie wpływa na gospodarkę – zaznacza Durlik.

Walutowa apatia

Przy powracających z przedłużonego weekendu Amerykanach dziś możemy zobaczyć więcej akcji na rynku walutowym, ale tymczasem kolejna świąteczna sesja w Azji przynosi niewiele zmian. Strategia reflacyjna ciągnie w górę indeksy, rentowności obligacji, a na FX podtrzymuje presję na USD. Mocniejszy jest złoty, choć w granicach ostatnich fluktuacji.

Pozytywne nastroje budowane na postępach w procesie dystrybucji szczepionek i oczekiwaniach przyspieszenia ożywienia gospodarczego są motywem przewodnim dla ryzykownych aktywów, ale główna siła popytu idzie na rynek akcji i surowców. Wciąż są rynki, gdzie dochodzi do nadganiania optymizmu za Wall Street, ale dopiero gdy okazuje się, że dana gospodarka ma już za sobą najgorszy etap ostatniej fali zachorowań. W tym tygodniu rekordami pochwaliły się japoński indeks Nikkei225 (najwyżej do 1990 r.) oraz rynek miedzi (ośmioletni szczyt). Za to na FX zmiany są mniej imponujące. EUR/USD nie może odkleić się od 1,2130; NOK i CAD rosną tylko dzięki wyższym cenom ropy naftowej, a GBP/USD, po wczorajszym wyskoku, dziś nie jest w stanie ruszyć wyraźnie dalej ponad 1,39. Dla walut podstawowym katalizatorem wahań są oczekiwania gospodarcze i ich implikacje dla polityki pieniężnej. Tymczasem generalny przekaz brzmi: pozostawać w ultra-łagodnym nastawieniu na miesiące, jeśli nie lata. I nieważne, co zasygnalizują pojedyncze odczyty. Szczególnie kiedy świat znajduje się w przełomowym momencie. Po obu stronach Atlantyku odczyty pokazują negatywne skutki wzrostu liczby zachorowań na przełomie roku i konsekwencje wprowadzanych restrykcji. Jednocześnie jednak wskaźniki sentymentu będą odzwierciedlać nadzieje, że wraz z procesem zaszczepień przyszłość będzie lepsza. Ten pozytywno-negatywny mix pokażą dziś niemiecki indeks ZEW i NY Empire State z USA. Ewentualne odchylenia od prognoz nie doprowadzą do nagłego zwrotu w myśleniu EBC i Fed. A zatem i nie powinny elektryzować uczestników handlu EUR/USD. To oznacza utrzymanie marazmu jeszcze przez jakiś czas. Jeśli rynek chce rosnąć dalej, musi liczyć na pozytywną impuls ze strefy euro, a taki najprędzej wypłynie z indeksów PMI, które jednak poznamy dopiero w piątek.

Dane też nie mają większego wpływu na złotego. Wczoraj GUS podał styczniowe dane o inflacji CPI – 2,7 proc. r/r vs 2,4 proc. – ale wątpię, aby siłę złotego można było przypisywać wzrostowi oczekiwań na podwyżkę stóp procentowych. Skok inflacji ma swoje podwaliny w podwyżkach cen administrowanych oraz wyższe ceny paliw. Są to czynniki poza kontrola banku centralnego i Rada Polityki Pieniężnej powinna oceniać trendy inflacyjne już po oczyszczeniu z tych efektów. W rezultacie pozostajemy z dotychczasowym przekazem zdominowanej przez gołębi RPP i nie należy spodziewać się zmian poziomu stóp procentowych co najmniej do końca kadencji obecnej Rady, tj. do połowy 2022 r. Lokalnie istotne jest tylko czy NBP zdecyduje się na kolejne interwencje walutowe i jaka będzie jego rola w procesie konwersji kredytów frankowych. Jak na razie nie widać, aby NBP chciał walczyć z rynkiem, a w kwestii konwersji bank centralny jest otwarty do współpracy z bankami komercyjnymi, by zmniejszyć negatywny wpływ procesu na rynek walutowy. Jakkolwiek obie kwestie stanowią negatywne ryzyko dla kursu, tak na ten moment nie ma powodu do generowania dodatkowej premii w wycenie złotego. Złoty będzie podążał za wahaniami nastrojów globalnych i utrzymanie trybu risk-on przemawia za retestem 4,47 i ruchem w kierunku 4,45.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Służby bez problemu łamią zabezpieczenia Signala i iPhone’a

Prestiżowy amerykański tygodnik – Forbes Magazine ujawnił, że FBI może przejąć wiadomości komunikatora Signal z zablokowanego iPhone’a. Dokumenty sądowe pozyskane przez magazyn potwierdziły, że nie ma mowy o pełnym bezpieczeństwie zarówno komunikatora Signal, jak i telefonów iPhone….

To rzuca nowe światło na produkt i zapewnienia wybitnych ekspertów cyberbezpieczeństwa portalu Nibezpiecznik.pl, którzy od 2 lat informowali i chwalili Signal jako ‘’najbezpieczniejszy komunikator’’ dla polskich polityków. Teraz zapewnienia te stały się iluzją. Signal stał się w obiegowej opinii komunikatorem „nie do złamania”. Po głośnym skandalu z nową polityką prywatności WhatsAppa zyskał setki tysięcy nowych użytkowników i stał się kolejnym pretendentem do miana najpopularniejszego komunikatora, choć wciąż niezmiernie ciężko będzie podważyć pozycję należącego do Facebooka WhatsAppa. Nagły wzrost popularności zachęcił jednak dziennikarzy do sprawdzenia tezy o wyjątkowym bezpieczeństwie aplikacji.

Zebrane przez amerykańskiego Forbesa dokumenty sądowe dotyczące operacji handlu bronią w Nowym Jorku pokazują, że Federalne Biuro Śledcze (FBI) już w zeszłym roku było w stanie złamać zabezpieczenia zarówno Signala, jak i iPhone’a. Tym samym amerykańska agencja rządowa była w stanie odczytać wiadomości najprawdopodobniej potwierdzające winę podejrzanych.

forbes

Sukces służb częściowo potwierdził rzecznik Signala, który w rozmowie z Forbesem wskazał, że jeśli ktoś jest w fizycznym posiadaniu urządzenia i ma możliwość wykorzystania niezałatanej luki w systemie operacyjnym Apple lub Google (…) to może wtedy wejść w interakcję z urządzeniem tak, jakby był jego właścicielem.

Jak udało się służbom złamać zabezpieczenia iPhone’a? Najprawdopodobniej Biuro Śledcze wykorzystało w tym celu jedno z dwóch narzędzi programistycznych: GrayKey lub Cellebrite UFED. Głosy ekspertów wskazują raczej na pierwsze rozwiązanie, które wg twórców jest w stanie pobrać z iPhone’a praktycznie każdą informację. Cena GrayKey zaczyna się od 10 tys. dolarów, więc niewykluczone, że polskie służby również będą chciały wykorzystać możliwości nowych technologii wykorzystujących najmniejsze podatności urządzeń i aplikacji.

Polacy rzadziej przeprowadzają się w epidemii. Raport Clicktrans

Epidemia odmieniła rok 2020 w wielu aspektach. Jednym z nich były przeprowadzki Polaków. Polacy przeprowadzali się rzadziej niż w roku 2019. Płacili także mniej za przeprowadzkę krajową oraz powrót do kraju. Szczegółowe informacje o przeprowadzkach Polaków znajdują się w raporcie Clicktrans.pl – polskiego serwisu aukcji transportowych.

Raport Przeprowadzki 2020 to 5. edycja raportu pokazującego trendy Polaków związane z przeprowadzkami krajowymi i zagranicznymi.

Spadek przeprowadzek w czasie COVID-19

W branży przeprowadzkowej skutki epidemii były najbardziej widoczne w kwietniu 2020. W tym miesiącu użytkownicy Clicktrans zlecili najmniej przeprowadzek w skali roku. Liczba krajowych przeprowadzek spadła o 40%, a międzynarodowych o 30% w porównaniu do kwietnia 2019.

Ostatecznie od maja sytuacja zaczęła stopniowo wracać do normy. Jednak w porównaniu do 2019 roku na trasach krajowych nastąpił spadek zleceń przeprowadzkowych o 13%. Za to na trasach z/do Polski nastąpił spadek o 5%.

Tańsze przeprowadzki dzięki epidemii

Pierwszy raz od 2018 roku nastąpił spadek średniej ceny przeprowadzki na terenie Polski. Krajowa przeprowadzka kosztowała średnio 578 zł, czyli 7% mniej niż w 2019 (619 zł). O 3% wzrosła średnia cena wyprowadzki z Polski za granicę (2 260 zł). Za to powrót do kraju z zagranicy okazał się tańszy o 5% i wyniósł średnio 2 120 zł.Polacy rzadziej przeprowadzają się w czasach COVID-19

 

– Obniżka cen krajowych przeprowadzek w 2020 mogła mieć związek z obostrzeniami na granicach związanymi z pandemią. Choć transport międzynarodowy towarów dalej funkcjonował, polskie firmy transportowe zaczęły mocniej skupiać się na pozyskiwaniu zleceń krajowych. Większa rywalizacja skutkowała obniżką cen – tłumaczy Michał Brzeziński, CEO Clicktrans.

Przeprowadzki zagraniczne Polaków

Niemal 24% zleceń przeprowadzkowych z Polski za granicę dotyczyło wyprowadzki do Wielkiej Brytanii. Pomimo Brexitu jest to wciąż najpopularniejszy kierunek wyprowadzki z Polski. Drugie miejsce zajęły Niemcy (21,4%), a trzecie Hiszpania (7,8%). Hiszpania przeskoczyła Holandię, która przez ostatnie 2 lata zajmowała 3. miejsce.

W kierunku powrotnym (z zagranicy do Polski) Polacy tradycyjnie powracali przede wszystkim z Wielkiej Brytanii (47,9%). Choć po raz pierwszy od 2017 jej udział w przeprowadzkach do Polski nie przekroczył 50%. Drugie miejsce zajęły Niemcy (18,1%) oraz Holandia (9,6%).

Raport Przeprowadzki 2020 został opracowany na podstawie 33 808 zleceń użytkowników serwisu Clicktrans.pl dotyczących przeprowadzek w latach 2011-2020. Szczegółowe informacje, wnioski oraz wykresy zawarte zostały w raporcie.