Dodatkowy 1 mld zł od rządu nie uratuje przedsiębiorców utrzymujących się w górach z turystyki. Bunt z południa może się rozlać na cały kraj

Gminy górskie, które ucierpiały w wyniku pandemii, dostaną od rządu dodatkowy 1 mld zł pomocy finansowej. Środki trafią do ok. 200 samorządów i będą mogły zostać wykorzystane m.in. na infrastrukturę turystyczną. Prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej Agata Wojtowicz wskazuje, że nie będą mieć jednak wpływu na trudną sytuację przedsiębiorców utrzymujących się z turystyki, którzy w tym roku stracili praktycznie cały sezon zimowy. Ci coraz częściej zapowiadają, że otworzą swoje biznesy mimo rządowych obostrzeń i lockdownu. – Ta niepokora jest dopiero namiastką tego, co za chwilę zacznie dziać się w całej Polsce – mówi Agata Wojtowicz.

Bardzo się cieszymy, że w ogóle jakakolwiek pomoc została wyasygnowana dla gmin z regionów górskich. Tym bardziej że ich kasa będzie w tym roku pusta. My jako przedsiębiorcy nie będziemy zasilać ich swoimi podatkami, bo nie pracując i nie uzyskując przychodów, nie będziemy nic płacić – mówi agencji Newseria Biznes Agata Wojtowicz, prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.

W ubiegłym tygodniu Rada Ministrów przyjęła uchwałę, która przyznaje dodatkową pomoc gminom z rejonów górskich (Sudety Wschodnie, Środkowe i Zachodnie, Beskidy Środkowe i Zachodnie, Obniżenie Orawsko-Podhalańskie, Łańcuch Tatrzański i Beskidy Lesiste) poszkodowanym w wyniku pandemii. Większość z nich znalazła się w bardzo trudnej sytuacji finansowej na skutek rządowych obostrzeń i lockdownu, przez który hotele i stoki narciarskie będą zamknięte co najmniej do końca stycznia.

Dodatkowa pomoc obejmie ponad 200 górskich gmin, które będą mogły skorzystać z dwóch instrumentów wsparcia w ramach Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych. Pierwszym jest dofinansowanie 40 proc. średniorocznej wartości wydatków gminy na inwestycje w latach 2016–2020 (jednak nie więcej niż 8 mln zł na jedną gminę). Drugi instrument to rekompensaty za zwolnienie przedsiębiorców z podatku od nieruchomości w I kwartale br. Chodzi o zwolnienia z tej daniny gruntów, budynków i budowli związanych z prowadzeniem usług hotelarskich i infrastruktury turystycznej (kolejki linowe, wyciągi, etc.). Rządowe dofinansowanie ma pokryć 80 proc. utraconych przez gminy dochodów.

Prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej ocenia, że to dodatkowe wsparcie od rządu podreperuje budżety samorządów, ale nie będzie mieć dużego przełożenia na sytuację przedsiębiorców z regionów górskich, którzy stracili w tym roku cały zimowy sezon turystyczny.

– Instrumenty pomocowe samorządów dla przedsiębiorców są niestety bardzo ograniczone prawem. Samorządy nie mogą w jakikolwiek sposób finansować działalności firm. Jedyną rzeczą, jaką mogą zrobić, jest właśnie zwolnienie, odroczenie lub zmniejszenie wpłat na podatek od nieruchomości. To może być także ograniczenie podatku od gruntu lub rezygnacja z opłat czynszowych, np. w lokalach, których właścicielem jest gmina. Są tylko te trzy instrumenty, którymi gmina może się posłużyć, chcąc pomóc przedsiębiorcom. Z drugiej strony jest też gros różnych przedsiębiorców, którzy nie płacą podatku od nieruchomości, np. przewodnicy, piloci wycieczek, i oni nie dostaną tej pomocy – mówi.

Zgodnie z rządową uchwałą dodatkowe środki dla gmin będą mogły sfinansować infrastrukturę turystyczną i komunalną związaną z usługami turystycznymi, czyli na przykład budowę i modernizację szlaków turystycznych, placów, parków, punktów widokowych, parkingów, muzeów, obiektów kultury regionalnej i innych atrakcji turystycznych, a także dróg czy chodników.

– Środki, które mają popłynąć do samorządów, są przeznaczone głównie na różne inwestycje. Wiadomo, że realizując je, gmina musi ogłosić przetarg. Miejscowi mogą do niego stanąć, ale nie wiadomo, czy wygrają i ile firm będzie te projekty realizowało. Te wyasygnowane pieniądze nie są przecież aż tak duże, żebyśmy mogli mówić o jakimś boomie inwestycyjnym. Dlatego najprawdopodobniej te środki w każdej gminie zostaną przeznaczone na dokończenie dotychczasowych inwestycji. Nie ma co oczekiwać, że to jest kanał pomocowy dla przedsiębiorców – mówi Agata Wojtowicz.

W górach turystyka jest dominującą aktywnością gospodarczą. Większość przedsiębiorców utrzymuje się właśnie z turystów i zarabia głównie zimą. Jednak w tym roku sezon narciarski został odwołany, a stoki są puste. Ich właściciele – podobnie jak m.in. hotelarze i restauratorzy – z każdym miesiącem ponoszą dotkliwe straty. Prezes TIG wskazuje, że część spośród tych firm może już nie stanąć na nogi, dlatego w nadchodzącym czasie można spodziewać się fali upadłości i bankructw.

 Już widzimy, że firmy się zamykają, część upadnie, na pewno wyjdzie z tej sytuacji bardzo okaleczona. Niektórzy pewnie wrócą na rynek szybciej, niektórzy będą wracali wolniej. Jesteśmy w sytuacji, w której wyczerpaliśmy już wszystkie swoje zasoby, więc naprawdę trudno mówić o jakichś inwestycjach czy o dynamice rozwoju w tych firmach – mówi .

Z turystyki utrzymują się nie tylko gminy górskie, ale też te położone nad Bałtykiem czy na Mazurach. One również zaapelowały już do rządu o przyznanie im dodatkowego wsparcia. Tamtejsi przedsiębiorcy, chcąc uniknąć upadłości, coraz częściej deklarują też, że otworzą swój biznes mimo rządowych obostrzeń i lockdownu.

 Po góralsku nazywa się to „poruseństwo”. Ta niepokora jest dopiero namiastką tego, co za chwilę zacznie dziać się w całej Polsce. Jeżeli ktoś już teraz nie zacznie o tym myśleć, to za miesiąc będzie już za późno. Będziemy mieli o wiele większe problemy społeczne i coraz więcej ludzi będzie wypowiadać posłuszeństwo. Zresztą dobrze wiemy, że ono ma miękkie podstawy prawne, coraz więcej przedsiębiorców zdaje sobie z tego sprawę i przestaje się obawiać, bo niewiele ma już do stracenia. To będzie narastać jak kula śnieżna. Ona została ulepiona tutaj, na południu, ale można ją potoczyć pod sam Bałtyk – przestrzega Agata Wojtowicz.

Izolacja i niepewność pogorszyły kondycję psychiczną Polaków. Ponad 70 proc. badanych odczuwa lęk, smutek, bezsilność i inne negatywne skutki pandemii

Ponad 70 proc. Polaków zmaga się z negatywnymi skutkami pandemii, a 46 proc. odczuwa obciążenie psychiczne przynajmniej raz w tygodniu – wynika z badania „Kondycja psychiczna Polaków” przeprowadzonego przez Instytut LB Medical i SW Research. Specjaliści alarmują, że jedną z długotrwałych konsekwencji pandemii będzie pogorszenie zdrowia psychicznego Polaków, a najbardziej odczują to osoby starsze i samotne. Tym bardziej że w dobie COVID-19 mają one utrudniony dostęp do lekarzy specjalistów. – Liczba osób w potrzebie jest tak duża, że nasza społeczność może w końcu zaakceptować fakt, że pójście do psychiatry nie jest niczym złym – prognozuje psycholog Krzysztof Tokarski.

– Kiedy pandemia się skończy, będziemy musieli wyjść z traumy spowodowanej sytuacją z ostatniego roku: codziennymi lękami, niepewnością, konfliktami, które narastały między ludźmi w rodzinach i związkach. Konflikty będą skutkowały rozwodami, rozpadem rodzin, zerwaniem związków, więzi zawodowych i kłopotami w pracy – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Tokarski, psycholog, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku. – Z tym będziemy się musieli mierzyć jako psychologowie przez najbliższe lata.

Z badania „Kondycja psychiczna Polaków” wynika, że w 2020 roku ponad 70 proc. badanych odczuwało w swoich nastrojach negatywne skutki pandemii COVID-19. Respondenci przyznają, że odczuwali lęk i niepokój (36 proc.), strach, a nawet przerażenie (31 proc.), smutek i przygnębienie (16 proc.) w odniesieniu do sytuacji związanej z koronawirusem.

Problem pogorszenia zdrowia psychicznego Polaków pokazuje także raport pt. „Bezpieczeństwo pracy w Polsce 2020. Wpływ pandemii koronawirusa na polski rynek pracy” opublikowany przez Koalicję Bezpieczni w Pracy. Według statystyk prawie trzech na czerech badanych zaczęło doświadczać różnych schorzeń od czasu wybuchu pandemii. Co trzeci badany wspomina o uczuciu lęku i niepokoju. U 31 proc. pracowników pojawiły się zaburzenia nastroju, a co czwarty badany zadeklarował, że zaczął doświadczać zaburzeń snu, bólu głowy lub pleców bądź kręgosłupa. Podobnie jest także w innych krajach. Z ankiety Międzynarodowego Czerwonego Krzyża wynika, że ponad połowa społeczeństwa w siedmiu badanych krajach (Kolumbia, Liban, RPA, Szwajcaria, Ukraina, Filipiny i Wielka Brytania) odczuwa negatywne skutki pandemii dla ich zdrowia psychicznego.

– Co nas nie zabije, to nas wzmocni, takie panuje powszechne przekonanie, ale jest ono mitem. Uodparnianie się na stresy i lęki jest okupione bardzo wysokim kosztem psychologicznym – twierdzi psycholog z WSB.

Często skutkuje to zamknięciem się w sobie i wycofaniem z życia społecznego.

– Pod względem nasilenia lęków najtrudniej będą miały osoby starsze, samotne, o temperamencie neurotycznym lub osoby w spektrum autyzmu. To grupy osób, które z natury rzeczy częściej chorują na depresję, mają stany lękowe, zaburzenia adaptacyjne. Teraz będą spotykały się z trudnościami natury organizacyjnej, bo lekarzy jest za mało, czas oczekiwania w kolejkach się wydłuża, a nie każdego stać na prywatną wizytę – zauważa Krzysztof Tokarski.

Jak pokazało badanie Instytutu LB Medical, świadomość społeczna na temat zdrowia psychicznego jest bardzo niska, co może prowadzić do wykluczenia społecznego pewnych grup. Wprawdzie 40 proc. Polaków deklaruje, że gdyby obciążenie psychiczne zdarzało się częściej niż raz w tygodniu, udaliby się do psychologa lub psychiatry, jednak osoby zmagające się z zaburzeniami często nie są tego świadome lub wstydzą się skorzystać z pomocy.

– Już obecnie widzimy pewne skutki utrudnionej pomocy specjalistycznej i medycznej dla osób z wyjątkowymi trudnościami. Ceny wizyt u lekarzy są wysokie, zajęcia rewalidacyjne czy rehabilitacje są odwoływane, a gabinety integracji sensorycznej dla dzieci zamykane. Dla osób niepełnosprawnych jest to bardzo duży problem. Uważam, że nawet gdy przywrócimy dostęp do tych gabinetów, to będziemy zmagać się przede wszystkim z traumami oraz ze skutkami lęku i niepewności – zaznacza psycholog.

Ta sytuacja może jednak zmienić przekonanie Polaków na temat korzystania z pomocy psychiatry czy psychologa. Do tej pory często był to temat tabu.

– Liczba osób w potrzebie w tej chwili jest tak duża, że nasza społeczność może w końcu zaakceptować fakt, że pójście do psychiatry nie jest niczym złym, nie jest żadną ujmą, i stanie się to powszechne. Zaakceptują to, że czasem mogą potrzebować pomocy lekarza psychiatry. Lepiej z pomocą lekarza dojść do siebie w ciągu kilku miesięcy, niż próbować sobie radzić z nerwicami i depresją samodzielnie przez znacznie dłuższy czas – tłumaczy wykładowca z WSB w Gdańsku.

Jak podkreśla, przynajmniej u części osób dotkniętych obniżeniem nastroju powrót do normalności i poprawa kondycji psychicznej nie będą jednak długotrwałym procesem.

– Kiedy rozpoczną się szczepienia przeciwko koronawirusowi i pojawi się szansa na powrót do normalności, ludzie będą tak spragnieni wyjścia na ulicę, do restauracji, spotkań na luzie, że to podziała jak najlepsza terapia. Bardzo szybko przyzwyczaimy się do tego i powrócimy do naszego codziennego życia – podsumowuje Krzysztof Tokarski.

Inteligentna platforma usprawni pracę handlowców w terenie. Rozwiązanie może w przyszłości zastąpić systemy CRM

Automatyzacja procesów biznesowych postępuje coraz szybciej. Już dziś szereg monotonnych działań pracownicy umysłowi mogą oddelegować inteligentnym botom reagującym na polecenia głosowe i tekstowe. Dzięki opracowanej przez Polaków platformie znacznie usprawni się praca przedstawicieli handlowych. Specjalna aplikacja sama nawiąże kontakt z klientem, wysyłając mu maila lub SMS i podejmując dalsze działania uzależnione od jego reakcji. Dzięki temu skróci się czas między zainteresowaniem się klienta ofertą a przedstawieniem mu bardziej szczegółowych informacji. Rozwiązanie może zastąpić systemy CRM i zwiększyć szanse na sprzedaż nawet dwuipółkrotnie.

– Platforma Sellions jest narzędziem do wsparcia pracy handlowców w terenie. Po pierwsze, umożliwia szybkie dotarcie do potencjalnego klienta. Po drugie, umożliwia handlowcom łatwe raportowanie wizyt, tak żeby również ich przełożeni widzieli, jak handlowcy pracują w terenie. A po trzecie, zapewnia handlowcom szybką informację zwrotną na temat ich pracy, wykorzystując elementy grywalizacyjne do tego, aby budować zaangażowanie pracowników w terenie – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Wojciech Mikucki-Wituszyński, prezes zarządu Sellions.

Opracowana przez Polaków platforma do automatyzacji procesów biznesowych dzięki wykorzystaniu innowacyjnego silnika procesorowego umożliwia m.in. bezobsługową wysyłkę wiadomości e-mail do klientów i zaprogramowanie konkretnych działań następujących np. po kliknięciu przez nich w link. Zautomatyzowane jest również wysyłanie wiadomości SMS. Dzięki temu klient otrzymuje natychmiastową reakcję na wykazanie zainteresowania ofertą. To kluczowe dla zwiększenia sprzedaży.

– Zredukowanie czasu oczekiwania klienta na pierwszy kontakt ze strony handlowca do czasu krótszego niż 15 minut daje o 250 proc. wyższe szanse na zamknięcie tej sprzedaży niż kontakt po 24 godzinach. Firmom przyświecają bardzo zróżnicowane cele, jeżeli chodzi o powody, dla których decydują się na wdrożenie aplikacji do automatyzacji procesów. To może być chęć zwiększenia sprzedaży, to może być chęć zwiększenia jakości ekspozycji naszych produktów u klientów, chęć skrócenia czasu dotarcia do klienta albo po prostu zgromadzenie w jednym miejscu informacji na temat klientów, jakich nasi handlowcy obsługują, i na temat relacji, jakie z nimi budują – wyjaśnia Wojciech Mikucki-Wituszyński.

Platforma umożliwia również gromadzenie informacji o klientach, co pozwala na personalizację działań poprzez mechanizmy segmentacji i scoringu. Sellions jest również rozwiązaniem pozwalającym na zarządzanie przebiegiem wizyty handlowej. W czasie spotkania z klientem handlowiec korzysta z aplikacji mobilnej, która umożliwia nie tylko programowanie dalszych działań biznesowych, lecz także kontrolę pracy przedstawiciela przez przełożonych.

– Kierownicy zespołów sprzedażowych mają zróżnicowane możliwości weryfikacji tego, jak pracują ich handlowcy w terenie. Zaczynając od weryfikacji po GPS-ie, przez weryfikację zdjęć, które zostały zrealizowane np. w czasie wizyty u klienta, po zdjęcia dokumentów, które ten klient podpisał. Co więcej, menadżerowie mogą dokładnie zobaczyć przebieg wizyty handlowej, prześledzić krok po kroku, jakie elementy w jej czasie były realizowane. Kluczową wartością jest jednak dostarczenie pracownikom wartości, np. w postaci szybkiej informacji zwrotnej na temat tego, jak ich wyniki wypadają na tle innych osób, i pokazania, na czym powinni się skupić w danym miesiącu, aby zrealizować postawione przed nimi cele – zaznacza prezes Sellions.

Inteligentne platformy do zarządzania procesami biznesowymi mogą zastąpić powszechnie już wykorzystane w firmach systemy zarządzania relacjami z klientami (CRM). Tego typu oprogramowanie cieszy się wprawdzie wciąż dużym zainteresowaniem przedsiębiorców, ale rozwój tego rynku wyraźnie traci na dynamice. Według PR Newswire w 2020 roku był on wyceniany na 23,7 mld dol. Do 2026 roku wzrośnie do 25,4 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu wyniesie 1,1 proc.

– Współczesne CRM-y nie odpowiadają na potrzeby rynku, w szczególności na potrzeby przedstawicieli handlowych. Obecne na rynku CRM-y w większości zostały stworzone w wyniku potrzeb raportowych kierowników zespołów sprzedażowych. W tym wszystkim został pominięty aspekt handlowców, od których zależy to, czy dane wprowadzone do systemu będą się zgadzać i czy menadżerowie na wyższych szczeblach będą mieli tak naprawdę co analizować. Staramy się tak rozwijać aplikacje, żeby to przede wszystkim handlowcom zapewniały one wartość i pomagały w codziennej pracy. To od nich zaczyna się ścieżka, która prowadzi do zgromadzenia danych potrzebnych menadżerom do analizy tego, czy dany proces jest skuteczny, czy też nie – wskazuje Wojciech Mikucki-Wituszyński.

Tymczasem dynamicznie rośnie rynek robotycznej automatyzacji procesów. Według Globe Newswire osiągnie on do 2025 roku wycenę na poziomie 7,2 mld dol. w skali świata przy utrzymaniu średniorocznego tempa wzrostu na poziomie sięgającym niemal 33 proc. Na początku ubiegłego roku firma NICE wypuściła na rynek rozwiązanie NEVA, czyli pierwszego na świecie inteligentnego asystenta cyfrowego współpracującego z pracownikami, który może wykonywać za pośrednictwem ich poleceń głosowych i tekstowych szereg działań w różnych aplikacjach. Jeden z modułów oprogramowania obejmuje optyczne rozpoznawanie znaków. Zdaniem ekspertów między innymi w tym kierunku w najbliższych latach rozwiną się technologie związane z automatyzacją procesów biznesowych.

– Będzie to kombinacja poszczególnych procesów, od zbierania podpisu pod dokumentami w formie elektronicznej, przez prowadzenie zautomatyzowanych konwersacji z klientami, czy to w formie czatu, czy to wręcz w formie rozmowy głosowej, jak też połączenie tych wszystkich działań w ramach jednego, spójnego i łatwego do zarządzania procesu kompleksowej obsługi klienta – przewiduje prezes Sellions.

E-sport coraz szybciej wdraża nowe rozwiązania technologiczne. Oprócz wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości na znaczeniu zyskuje blockchain

Branża e-sportu jest podatna na rozwój technologiczny. Na przestrzeni lat rynek gier zintegrował nowe technologie, takie jak sztuczna inteligencja czy rzeczywistość wirtualna i rozszerzona. Pandemia nie wstrzymała wprowadzania innowacyjnych rozwiązań. – Dzięki działaniom, które w dużej mierze skupiły się na internecie, nie straciliśmy na innowacyjności, a wręcz w pewnych aspektach zyskaliśmy – zapewnia Paweł Kowalczyk, prezes Polskiej Ligi Esportowej. Przyszłością branży jest blockchain, który może wypełnić lukę między zasobami offline i online i wpłynąć nie tylko na sposób interakcji graczy i programistów, lecz także na dostęp do cyfrowych zasobów.

– Polski e-sport na pewno możemy uznać za innowacyjną dziedzinę rozrywki, chociażby dlatego że stwarza zdecydowanie więcej możliwości do wprowadzania innowacji niż sport tradycyjny. Mieliśmy okazję to zauważyć w ostatnich miesiącach, jeżeli chodzi chociażby o podnoszenie jakości realizacji telewizyjnej, pokazania zawodników. To jedna z tych gałęzi, w ramach której mamy większy dostęp do danych na temat naszych odbiorców, wiemy, czego potrzebują, przez co jesteśmy w stanie spełniać ich oczekiwania – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Paweł Kowalczyk, prezes Polskiej Ligi Esportowej.

Według firmy badawczej Grand View Research wartość globalnego rynku e-sportu do 2027 roku wzrośnie do 8,2 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie 24,4 proc. w skali roku. Rozgrywki przyciągają miliony widzów niezależnie od sytuacji pandemicznej. Przykładem na polskim podwórku może być turniej Intel Extreme Masters rozgrywany w Katowicach. Choć został zamknięty dla publiczności kilkanaście godzin przed rozpoczęciem, a zawody odbyły się przy zamkniętych trybunach, rywalizację w sieci śledziło blisko milion widzów.

Według szacunków Insider Intelligence w 2023 roku liczba widzów e-sportowych sięgnie 646 mln. To wszystko sprawia, że e-sport coraz częściej sięga po nowoczesne rozwiązania, które poprawiają komfort rozgrywek i ich oglądania. Pandemia była okresem, kiedy w branży przyspieszył rozwój technologiczny.

– Z jednej strony mieliśmy ograniczenia tych działań, które były stricte offline’owe, i nie mogliśmy sobie pozwolić na to, żeby tam wprowadzać pewne produkty, które moglibyśmy uznać za innowacyjne. Z drugiej strony mogliśmy się bardziej skupić na innowacyjności w obszarze online i starać się szukać tam rozwiązań, które byłyby substytutem tych działań offline’owych. Więc myślę, że dzięki działaniom, które w dużej mierze skupiły się na internecie, nie straciliśmy na innowacyjności, a wręcz w pewnych aspektach zyskaliśmy – przekonuje prezes Polskiej Ligi Esportowej.

Na przestrzeni lat rynek gier zintegrował nowe technologie, takie jak sztuczna inteligencja czy rzeczywistość wirtualna i rozszerzona. Wydaje się, że branża gier jest też gotowa na zmiany oparte na blockchainie. W e-sport zaangażowanych jest wiele grup, gracze, twórcy gier, sponsorzy, media, reklamodawcy, kierownicy zespołów. Potrzebują kompleksowej platformy, w czym może pomóc właśnie blockchain, który zwiększy także przejrzystość i bezpieczeństwo.

Inteligentne kontrakty zawierane na takiej platformie mogą działać jako umowy między twórcami gier a organizatorami turniejów. Przejrzystość kontraktów może też wyeliminować obawy związane z nieuczciwą dystrybucją nagród pieniężnych. To istotna kwestia, bo najlepsi e-gracze zarabiają krocie. Dla przykładu w 2019 roku wśród 10 sportowców z różnych dziedzin, którzy zarobili najwięcej w jednym tylko turnieju, znalazło się sześciu przedstawicieli e-sportu. Olbrzymie pieniądze zarabia jednak tylko część osób. Dzięki platformie blockchain łatwiej będzie wyeliminować ryzyko jakiejkolwiek pomyłki.

– Te wszystkie innowacyjne gałęzie gospodarki, które widzimy w świecie online’owym czy innych gałęziach, są także obecne w e-sporcie. Z jednej strony to blockchain, z drugiej strony możliwość dostarczania cyfrowej rozrywki dla użytkowników bez konieczności wychodzenia z domu, z rozgrywek z zachowaniem wszelkich reżimów sanitarnych. W żaden sposób nie ogranicza nas konieczność przebywania w domu, bo kluczowym warunkiem jest posiadanie łącza internetowego – tłumaczy Paweł Kowalczyk.

Związek Cyfrowa Polska z uwagami do unijnych regulacji dot. usług i rynku cyfrowego

Związek Cyfrowa Polska przedstawił rządowi swoje stanowiska ws. projektów rozporządzeń Komisji Europejskiej o rynkach cyfrowych (DMA) oraz o usługach cyfrowych (DSA). Opinie zostały złożone do ministra do spraw cyfryzacji w KPRM Marka Zagórskiego oraz ministra rozwoju, pracy i technologii Jarosława Gowina w ramach prowadzonych przez ich resorty publicznych konsultacji.

Cyfrowa Polska o usługach cyfrowych

Związek pozytywnie ocenił fakt, że zaprezentowany przez KE projekt DSA opiera się na zasadach obecnej Dyrektywy o handlu elektronicznym, w tym w szczególności systemie odpowiedzialności pośredników, zakazie ogólnego monitorowania czy zasadzie kraju pochodzenia. Zdaniem organizacji reprezentującej polską branżę cyfrową i nowych technologii, konieczna jest jednak harmonizacja przepisów, co – w jej ocenie – pozwoli na dokończenie budowy jednolitego rynku cyfrowego. A to znacząco ułatwi prowadzenie biznesu szczególnie małym i średnim przedsiębiorcom. Dlatego, też w tym zakresie Związek popiera koncepcję przyjęcia przepisów w formie rozporządzenia, nie zaś w formie Dyrektywy.

Cyfrowa Polska popiera zróżnicowane podejście KE do kwestii treści bezprawnych oraz szkodliwych – definicja treści szkodliwych powinna pozostać w gestii poszczególnych państw członkowskich. Związek pozytywnie odnosi się również do umieszczenia w projekcie DSA zasady „dobrego samarytanina”, która chroni pośredników przed odpowiedzialnością w przypadku, gdy usuwając nielegalne treści działają w dobrej wierze. Ostrzega on jednak przed tym, aby nie doprowadzić do sytuacji, w której każde imienne zgłoszenie mogłoby zostać uznane za faktyczną wiedzę lub świadomość o bezprawności treści. Takie rozwiązanie prowadziłoby do zagrożenia wolności prowadzenia otwartej publicznej debaty.

W ocenie Cyfrowej Polski konieczna jest pełna harmonizacja procedury notice and action. Bo jakiekolwiek rozbieżności w systemach prawnych poszczególnych państw utrudniają swobodny przepływ usług i zaburzają funkcjonowanie jednolitego rynku. Wątpliwości wzbudza jednak katalog obowiązkowych elementów oceny okoliczności popełnienia nadużyć, które zdaniem Związku należy doprecyzować.

W odniesieniu do Alternatywnych metod Rozwiązywania sporów (ADR) Cyfrowa Polska obawia się regulacji, które pozwalałyby każdej osobie, nawet tej działającej w złej wierze, na korzystanie z alternatywnych metod rozwiązywania sporów (ADR). Wątpliwości budzi też bezwarunkowe zwolnienie odbiorcy usług z wszelkich opłat dotyczących postępowania pozasądowego w przypadku, gdy jego sprawa zostanie rozstrzygnięta na korzyść platformy internetowej.

Związek w opinii do ministra Marka Zagórskiego zwraca uwagę na zróżnicowanie przepisów do podmiotów o określonej wielkości. W obecnym brzmieniu przepisy koncentrują się na „bardzo dużych platformach internetowych”. Aby regulacje mogłyby być naprawdę skuteczne, obowiązki w zakresie należytej staranności muszą chronić – zdaniem Związku – przed rozpowszechnianiem nielegalnych treści również na mniejszych platformach.

Cyfrowa Polska o rynkach cyfrowych

Związek zaniepokojony jest dążeniem Komisji do wprowadzenia mechanizmu ex ante, co wpłynie negatywnie nie tylko na same platformy, ale również na korzystające z ich usług MŚP – doprowadzi do ograniczenia konkurencji i zmniejszenia gamy oferowanych produktów.

Związek przeciwny jest zmianom prawa konkurencji, dlatego z niepokojem obserwuje zaprezentowaną przez Komisję koncepcję tzw. „strażników dostępu”.  W jego ocenie kryteria kwalifikowania danego podmiotu jako tzw. strażnik dostępu” powinny być określane indywidualnie w odniesieniu do konkretnych działań na określonych rynkach. „Kryteria przedstawione w DMA dotyczące identyfikacji „strażników” według liczby użytkowników i przychodów są bardzo arbitralne. Projekt powinien w szczególności wyjaśniać, w jaki sposób progi ilościowe i kryteria jakościowe będą stosowane do wyznaczania platform, które pełnią funkcję „strażników dostępu”, biorąc pod uwagę różnorodność modeli biznesowych w sektorze cyfrowym. Niezbędne wydaje się również, aby metodologia określania danego przedsiębiorstwa jako „strażnika dostępu” została dokładnie zdefiniowana w samym projekcie” – napisano w projekcie stanowiska.

Cyfrowa Polska w piśmie do ministra Jarosława Gowina zwraca uwagę na to, że regulacje wymierzone w dominujące platformy mogą w sposób nieproporcjonalny dotknąć przedsiębiorców z sektora MŚP, a przez to negatywnie wpływać na potencjalny rozwój innowacji cyfrowych w Unii. Związek uważa, że nowe regulacje nie powinny powodować nadmiernych kosztów i obciążeń dla europejskich przedsiębiorstw, a także nie ograniczać ich rozwoju oraz oferowanych usług zarówno na terenie UE jak również na całym świecie.

Według Związku projekt DMA powinien zostać oparty o podstawę traktatową dotyczącą konkurencji, a nie o przepisy dotyczące funkcjonowania rynku wewnętrznego. A przyjęcie regulacji w obecnym kształcie może spowodować przyznanie zbyt dużych uprawnień Komisji Europejskiej, odbierając je Państwom Członkowskim i tworząc obszar niepewności kompetencyjnych dla krajowych organów ochrony konkurencji.

Przedsiębiorcy w kłopocie, a ministerstwa przesyłają sobie pisma – Rzecznik MŚP ponagla Ministerstwo Zdrowia o wydanie objaśnień prawnych

Od kilku dni przedsiębiorcy mogą składać wnioski o subwencje z Tarczy Finansowej PFR. Otrzymanie środków uzależnione jest jednak od przestrzegania przepisów epidemicznych, związanych z ograniczeniem prowadzenia działalności gospodarczej. Przedsiębiorcy muszą w tej sprawie złożyć stosowne oświadczenie. Problem w tym, że wątpliwości interpretacyjne budzi kwestia, kiedy dochodzi do naruszenia przepisów epidemicznych.

– Sanepid kontroluje firmę np. z branży fitness. Nakłada na przedsiębiorcę karę, uznając, że nie stosuje się do ograniczeń. Ten uważa jednak, że jego klienci, korzystają z oferty klubu zgodnie z zawartą w rozporządzeniu dyspozycją o wyłączeniu od zakazu prowadzenia działalności – np. są sportowcami. Dochodzi do sporu, który ostatecznie rozstrzygnie sąd. Stanie się to jednak dopiero za jakiś czas, a już dziś przedsiębiorca ma zadeklarować, czy naruszył przepisy, czy nie. Takie sytuacje stwarzają niebezpieczeństwo ignorowania przez urząd zasady domniemania niewinności – komentuje problem Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

W tej sprawie Rzecznik MŚP zwrócił się 30 listopada 2020 r. o wydanie objaśnień prawnych do Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, które to 17 grudnia 2020 r. przekazało sprawę Ministerstwu Zdrowia. Natomiast 19 stycznia 2021 r. Biuro Rzecznika MŚP wysłało do tego ministerstwa ponaglenie, w celu jak najszybszego przedstawienia stanowiska.

Warto przypomnieć, że Rzecznik MŚP na całym etapie procedowania ustawy zgłaszał uwagi do przepisu art. 23 ust. 1 ustawy z dnia 28 października 2020 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym, związanym z wystąpieniem COVID-19 (Dz. U. z 2020 r. poz. 2112) – który to przepis uzależnia otrzymanie wsparcia od respektowania przepisów epidemicznych. W praktyce oznacza to bowiem, że przedsiębiorca poniesie dodatkową karę, obok np. grzywny nałożonej za samo złamanie obostrzeń. W dodatku ograniczony czas składania wniosków w programach pomocowych może wykluczać możliwość otrzymania wsparcia po uprawomocnieniu się wyroku sądu, ponieważ nie ma jasno określonego trybu odwoławczego. Dlatego były kierowane wystąpienia przez Rzecznika MŚP w przedmiotowej sprawie.

Elastyczność w pracy – jakie trendy utrzymają się lub rozwiną w tym roku?

Praca i jej elastyczność nabrały w ostatnich miesiącach zupełnie innego znaczenia. Home office, który nie tak dawno był pożądanym benefitem, stał się nie zawsze chcianą codziennością. Obserwujemy również kształtowanie się nowych trendów. Które z nich pozostaną z nami na dłużej i na co pracodawcy postawią w tym roku? O tym Monika Pawelczak, specjalista HR firmy New Work.

Elastyczność niejedno ma imię

Pojęcie elastyczności ma wiele znaczeń. Jeszcze do niedawna większość firm nastawiona była na pracę w sztywnych ramach, wyłącznie z biur. Obecnie wygląda to nieco inaczej, pracodawcy stawiają na mobilność, a przekonanie, że efektywność pracy zależy wyłącznie od fizycznej obecności w biurze, odchodzi w zapomnienie. Ubiegły rok można nazwać mianem przełomowego, także w kwestii podejścia do pracy.

– 2020 rok to czas społecznej izolacji, niepewności i funkcjonowania w środowisku wirtualnym. Wraz z pojawieniem się szczepionki na koronawirusa, z niecierpliwością czekamy na możliwość powrotu do życia jakie znamy sprzed pandemii. Nowa elastyczność w kwestii organizacji pracy zakłada tworzenie takiej przestrzeni, by zapewnić pracownikom komfort i bezpieczeństwo, przy optymalnym wykorzystaniu powierzchni biurowej. Zachwianie równowagi między pracą a domem, którego mamy okazję doświadczać w czasie pandemii skłania do refleksji. W obecnej sytuacji bezpieczeństwo i higiena pracy nabierają głębszego znaczenia. – mówi Monika Pawelczak, specjalista HR w firmie New Work, operatora biur elastycznych, oferujących nową generację biur serwisowanych.

Co zaskoczy nas w tym roku?

Po 2020 roku wydawałoby się, że niewiele może nas zaskoczyć. Choć wiele ze schematów wypracowanych do tej pory będzie nadal funkcjonowało, szeroko rozumiana elastyczność pozostanie niekwestionowanym liderem dominując rynek pracy. Przedsiębiorcy, położą nacisk na projektowanie takich modeli pracy, który połączą bezpieczeństwo i komfort pracowników z optymalizacją kosztów.

Wszystkie te elementy mają na celu zwiększenie efektywności pracy, a w rezultacie – poczucia bezpieczeństwa u pracowników, na które negatywnie wpływa niepewna sytuacja związana z pandemią. Jakie jeszcze trendy będą w zauważalny sposób rozwijać się w najbliższych miesiącach?

  • Upskilling – czyli połączenie rozwoju pracowników z potrzebami organizacji. Wiele mówi się o poszerzaniu horyzontów i zdobywaniu nowych umiejętności. Coaching, programy rozwojowe, szkolenia dla pracowników, to stałe elementy polityki personalnej corocznie realizowane w wielu firmach. Upskillling w kontekście pandemii związany jest również z redukcją zatrudnienia jakie miało miejsce w wielu organizacjach w ubiegłym roku. W wyniku braków kadrowych spowodowanych tym procesem, pracodawcy muszą zapewnić ciągłość funkcjonowania firm, mając do dyspozycji ograniczone zasoby. To jest moment na reorganizację i doszkalanie pracowników. Niezwykle ważną rolę w tym procesie odgrywają liderzy – to oni przekazują rzetelne informacje na temat kierunku rozwoju organizacji dając możliwość pracownikom na określenie swoich celów, co w przyszłości ułatwiłoby im podjęcie się wyzwań w innym obszarze zawodowym. Otwartość na zmiany, głęboka analiza mocnych i słabych stron i poszerzanie umiejętności – to coś, na co należy postawić w tym roku.
  • Przywództwo nowych czasów – czas pandemii to sprawdzian dla liderów. Kształtowanie nowego środowiska pracy wymaga pokory, empatii i zmiany podejścia do zarządzania zasobami ludzkimi. Pracownicy potrzebują teraz liderów, którzy pomagają w rozwoju, oferują wsparcie i dają możliwość swobodnej realizacji zadań swoim pracownikom.
  • Wellbeing – nowy wymiar zyskała promocja zdrowia i równowagi między pracą a domem. Jest to ogromnie ważne szczególnie w przypadku firm, w których pracownicy wykonują obowiązki zawodowe z domu. Przez przedłużające się lockdowny coraz trudniej jest rozgraniczyć obowiązki służbowe od czasu prywatnego, co w konsekwencji prowadzi do nieuzasadnionych nadgodzin, stresu i poczucia przeciążenia zadaniami. Dlatego teraz zarówno pracodawcy, jak i pracownicy, kładą jeszcze większy nacisk na „prawo do bycia offline” i stawianie jasnych granic między pracą a domem.
  • Komunikacja na odległość – spotkania, zebrania i poranną kawę w biurach zamieniliśmy na środowisko wirtualne. Taka forma kontaktu ze współpracownikami i klientami wpłynęła nie tylko na sposób organizacji pracy, ale ma również bardzo silny wydźwięk społeczny. Ograniczone możliwości spotkań offline pozostawiają w nas poczucie osamotnienia. Pracodawcy będą mocno skupiać się na tym, by utrzymać komunikację pomiędzy firmą a pracownikami na odpowiednio wysokim poziomie. Regularność kontaktu z zespołem oraz spotkania liderów z pracownikami w formule 1 na 1, są niezwykle istotne ze względu na planowanie pracy, wyznaczanie celów i stałe podtrzymywanie zaangażowania zespołów.
  • Innowacyjne rozwiązania – Digitalizacja segmentu biurowego, to przyszłość, która staje się rzeczywistością. Ze względu na obowiązujący dystans społeczny, a także wzmożone reżimy sanitarne oraz pracę z domu, która w wielu przypadkach nie spełnia naszych oczekiwań, coraz bardziej popularne stają się elastyczne przestrzenie biurowe. Elastyczność to nie tylko optymalizacja kosztów, ale także bezpieczne środowisko pracy, wygodny sposób rozliczania się i możliwość wykonywania obowiązków służbowych z dowolnej lokalizacji.

Korzystanie z takiego rozwiązania jeszcze nigdy nie było tak proste. Posiadając aplikację na telefonie można wybrać przestrzeń, która najbardziej nam odpowiada – biuro czy salkę konferencyjną w preferowanej lokalizacji. Aplikacja i usługi z nią połączone dają nam wolność wyboru oraz przestrzeń do pracy, która jest dostosowana do naszych potrzeb a nie odwrotnie.

– Warto podkreślić, że firmy to przede wszystkim ludzie i ich emocje. Elastyczne i empatyczne podejście do ich potrzeb to podstawa dobrych relacji i wstęp do budowania zdrowej kultury organizacyjnej – podsumowuje ekspertka New Work.

Wymiar sprawiedliwości pod presją. Będą odszkodowania za reformę KRS?

Ponad 70 tys. spraw sądowych było rozstrzyganych w składach, które pozostają wątpliwe, ze względu na sposób powołania Krajowej Rady Sądownictwa. Tych spraw jest tak dużo, że być może Trybunał w Strasburgu zdecyduje się na wydanie tzw. wyroku pilotażowego.

Jak wynika z innych danych, również na koniec czerwca 2020 r., sędziów powołanych przez neo-KRS było ponad pięciuset, stąd tak duża też liczba orzeczeń, które mogą zostać zakwestionowane.

– Skala problemu jest olbrzymia, ponieważ obywatelowi przysługuje prawo do rozpoznania jego sprawy karnej bądź cywilnej przez niezawisły, bezstronny i niezależny sąd, przy udziale sędziego ustanowionego ustawą – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Skrzypek, senior associate w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Polski problem dotyczy właśnie sformułowania dotyczącego „udziału sędziego ustanowionego ustawą”.

W wyroku z 1 grudnia 2020 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, który zajmował się tym problemem, zdecydował, że procedura powołania sędziego nie może budzić żadnych wątpliwości, a w szczególności żadna z innych władz (ze względu na trójpodział władzy) nie może mieć zbyt dużego wpływu na powoływanie sędziów. Ten wyrok Trybunału dotyczył wprawdzie bezpośrednio sprawy w Islandii, jednak może mieć istotny wpływ na polskie sądownictwo.

Trybunał stwierdził, że jeżeli są wątpliwości dotyczące procedury powołania sędziego, to dla uznania, że proces nie jest rzetelny bez znaczenia jest postawa takiego sędziego podczas procesu. Wyrok ETPC jest więc dalej idący niż uchwała polskiego Sądu Najwyższego, podjęta w składzie trzech izb połączonych.

– Konsekwencją wadliwości powoływania sędziów w Polsce jest to, że każdy przedsiębiorca i obywatel będzie mógł domagać się odszkodowania jeżeli jego sprawa była rozstrzygana z udziałem sędziego powołanego przez neo-KRS – wyjaśnia M.Skrzypek. – Tych spraw jest tak dużo, że być może Trybunał w Strasburgu zdecyduje się na wydanie tzw. wyroku pilotażowego, w którym stwierdzi, że problem jest systemowy, a Polska jako państwo pozwane musi jak najszybciej podjąć działania zmierzające do usunięcia tego problemu.

Postępowanie najczęściej zaczyna się po roku od złożenia skargi, co oznacza, że wydanie orzeczenia zajmie co najmniej dwa lata.

– Pocieszające jest jednak, że takie postępowanie jest bezpłatne – dodaje prawnik z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Ursula von der Leyen: Europa ma teraz przyjaciela w Białym Domu i jest gotowa na nowy start

Szansa dla Europy na wzmocnienie więzi między UE i USA, wola współdziałania w obronie demokratycznego porządku, potrzeba uregulowania zasad działania gigantów technologicznych – takie m.in. wątki pojawiły się w środowej debacie w Parlamencie Europejskim, związanej z inauguracją prezydentury Joe Bidena.

Przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel podkreślił, że dzień inauguracji kadencji Bidena jest okazją do ożywienia stosunków transatlantyckich, które bardzo ucierpiały w ciągu ostatnich czterech lat.

„W tym czasie świat stał się bardziej złożony, mniej stabilny i mniej przewidywalny. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej wymaga to od nas, Europejczyków, by wziąć nasz los w swoje ręce, by bronić naszych interesów i promować nasze wartości. Wspólnie z USA musimy stać na fundamencie opartego na zasadach porządku międzynarodowego, działając na rzecz pokoju, bezpieczeństwa, dobrobytu, wolności, praw człowieka i równości płci” – przekonywał Michel.

W podobnym tonie utrzymane było wystąpienie przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen. „Europa ma teraz przyjaciela w Białym Domu i jest gotowa na nowy start ze swoim najstarszym i najbardziej zaufanym partnerem. Musimy dążyć do globalnych zmian opartych na wspólnych wartościach, na demokracji, w dziedzinie zmian klimatycznych, przeciwdziałaniu pandemii, wyzwań cyfryzacji” – argumentowała.

Odnosząc się do ataku na Kapitol, przygotowanym w internecie, do mowy nienawiści i dezinformacji szerzonej za pośrednictwem mediów społecznościowych, von der Leyen wezwała do współpracy z USA w celu uregulowania kwestii gigantów technologicznych, tzw. wielkiej czwórki.

„Nieokiełznana władza polityczna internetowych gigantów musi być ograniczona, ponieważ ich działanie musi opierać się na prawie, a nie na arbitralnych decyzjach podejmowanych przez tego czy innego prezesa zarządu firm z Doliny Krzemowej” – podkreśliła.

„Dziś jest dzień nadziei; cztery lata dzielenia społeczeństwa są już za nami” – powiedział Manfred Weber z EPL. Uznał, że nie możemy pouczać USA, ponieważ Europa ma te same problemy. „Media społecznościowe promują postawy skrajne. Wielka czwórka potrzebuje jasnych zasad – muszą one służyć społeczeństwu” – podkreślił Weber. Według niego ważne jest również, aby poważnie potraktować obawy wyborców Trumpa.

Iratxe Garcia Perez (S&D) wyraziła pogląd, że wszystkie demokracje, nawet te najsilniejsze, są zagrożone. Według niej przerażające sceny ataku na Kapitol dowodzą, że konieczna jest walka z dezinformacją. Wspólnym wyzwaniem we współpracy UE i USA jest też odbudowa multilateralizmu w stosunkach międzynarodowych, a także zapewnienie poszanowania zasad i instytucji demokratycznych.

„Atak na Kapitol ma rozpoznawalne korzenie – powiedział Dacian Ciolos (Renew Europe). – Populizm, pogoń za egoistycznymi interesami podczas sprawowania urzędu publicznego, polaryzacja i wielkie kłamstwa wymyślone i propagowane z pozycji najwyższego urzędu w kraju. Żadna demokracja na świecie nie jest odporna na takie zagrożenia” – argumetował. Według niego dzisiaj jest „szansa, której nie możemy przegapić”. Musimy zakasać rękawy i nadać nowy kształt naszemu partnerstwu oraz znaleźć wspólną wizję tego, jak radzić sobie ze wspólnymi wyzwaniami, takimi jak łagodzenie napięć w handlu, przeciwdziałanie zmianom klimatycznym oraz radzenie sobie z cyfrowymi gigantami – przekonywał.

Zdaniem Jerome Riviere (ID) atak na świątynię amerykańskiej demokracji jest niewybaczalny. Jednak potępił on jednak to, że prawie wszystkie media społecznościowe zablokowały demokratycznie wybranego prezydenta, który nadal sprawował urząd, naruszając podstawową demokratyczną zasadę wolności słowa. Powiedział, że porażka Donalda Trumpa nie zmienia programu politycznego USA, „który ma na celu zdominowanie całego świata”.

Ska Keller (Zieloni/EFA) wezwała do ochrony podstawowych wolności i praworządności. Według niej wydarzenia na Kapitolu były bezpośrednim rezultatem zachęt Trumpa i „czterech lat codziennych kłamstw i pogardy dla faktów”. Czy Europa jest zabezpieczona przed populizmem i demagogią, przed dezinformacją i atakami na praworządność? – pytała posłanka. Wymieniła w tym kontekście kampanię poprzedzającą brexit „przepełnioną rażącymi kłamstwami i fałszywymi obietnicami”, „niewiarygodne lekceważenie przez polski rząd prawa kobiet do własnych ciał” oraz „systemowy demontaż praworządności na Węgrzech przez Viktora Orbana”.

Derk Jan Eppink (EKR) ostrzegał przed uciszaniem debaty publicznej przez gigantów technologicznych lub polityków. Uznał, że „duże firmy technologiczne nadużywają swojej dominującej pozycji, a ich władza musi zostać złamana”. Ale podczas gdy demokraci mogą „przeżywać traumę po czterech latach rządów Trumpa”, nowa władza powinna powstrzymać się od kryminalizacji przejawów sprzeciwu. Podnoszenie niewygodnych kwestii jest sednem demokracji” – dodał.

Martin Schirdewan (GUE/NGL) powiedział, że cztery lata rządów Trumpa podważyły zaufanie do demokracji, które należy przywrócić i wzmocnić. Według niego nowy prezydent USA powinien też dać sygnał dla nowego początku w stosunkach transatlantyckich. Poseł przedstawił oczekiwania swojej frakcji politycznej w PE: powrót do multilateralizmu, wspólne działania na rzecz klimatu i wspólna praca na rzecz pokojowego porządku na świecie.

woj/

Źródło informacji: EuroPAP News

UE-USA: biznes oczekuje nowej ery partnerstwa

Dziś inauguracja Joe Bidena jako 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki. BusinessEurope liczy, że oznaczać to będzie nową erę w stosunkach transatlantyckich, która, miejmy nadzieję, będzie bardziej kooperacyjna i mniej konfliktowa.

Bez wątpienia ważnym sygnałem wskazującym, że rozpoczął się odnowiony dialog, byłoby zniesienie lub przynajmniej zawieszenie taryf w czasie, gdy obie administracje negocjują rozwiązanie długotrwałych sporów między Airbusem a Boeingiem. W perspektywie średnioterminowej celem powinno być opracowanie wspólnej agendy, obejmującej m.in. współpracę w Chinach, reformę WTO, kwestie klimatyczne i technologie cyfrowe.

Prezes BusinessEurope Pierre Gattaz powiedział:

„Mamy teraz szansę na nowy początek i wejście w nową erę. Przedsiębiorstwa europejskie z niecierpliwością czekają na odnowione partnerstwo transatlantyckie, w ramach którego obie strony wspólnie określą nowe możliwości ścisłej współpracy w obszarach wspólnego zainteresowania. Obywatele Europy i biznes z niecierpliwością czekają na sygnał, że Stany Zjednoczone ponownie postrzegają Unię Europejską jako sojusznika i partnera.

Wynegocjowane rozwiązanie sporów Airbusa i Boeinga pomogłoby odwrócić stronę i przejść do innych pilnych kwestii, takich jak bardzo potrzebne przyjęcie wielostronnych dyscyplin dotyczących dotacji i ogólna modernizacja Światowej Organizacji Handlu.

Podczas gdy obie nasze gospodarki borykają się z dramatycznymi ekonomicznymi i społecznymi skutkami Covid-19, gospodarka transatlantycka może być potężnym motorem wspierającym trwałe ożywienie i przywracającym trwały wzrost gospodarczy i nowe miejsca pracy. Jednocześnie nasi obywatele zarówno w UE, jak i w USA odnieśliby korzyści z budowania pozytywnego dwustronnego programu, który dotyczy pilnych wyzwań gospodarczych i społecznych, takich jak zmiana klimatu, transformacja cyfrowa, opieka zdrowotna lub handel ”.

Komentarz Kingi Grafy, dyrektorki biura Konfederacji Lewiatan w Brukseli: „Mamy nadzieję, że nowa amerykańska administracja postawi na bardzo bliską współpracę polityczną i gospodarczą z UE, tym samym wzmacniając więzi transatlantyckie. Kluczowym wyzwaniem będzie wypracowanie wspólnego podejścia UE i USA wobec Chin”.