Przekazywanie danych do USA po wyroku Schrems II – czy musimy rezygnować z usług Microsoftu, Google’a i Facebooka

W dniu 16 lipca 2020 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wyrok, który sprawił, że cały europejski świat ochrony danych osobowych (i nie tylko) zatrząsł się w posadach. Zgodnie z sentencją wyroku w sprawie Schrems II straciła ważność tzw. Tarcza Prywatności, czyli decyzja Komisji Europejskiej stwierdzająca, że Stany Zjednoczone zapewniają właściwy poziom ochrony danych osobowych przekazywanych z Europy, a unijni przedsiębiorcy korzystający z usług amerykańskich dostawców, jak i same podmioty danych mogą spać spokojnie. Wraz z publikacją wyroku TSUE pozbawił przywołanej podstawy dziesiątek, jeśli nie setek, a nawet tysięcy administratorów danych osobowych, powodując, że przekazywanie niezliczonych ilości danych w tym momencie stało się bezprawne. Co teraz? Czy istnieje alternatywa? A może należy zaprzestać współpracy z amerykańskimi podmiotami?

Rozpoczynając omawianie przedmiotowej sprawy, warto nadmienić, że wyrok TSUE w sprawie Schrems II oprócz unieważnienia Tarczy Prywatności dotknął dwóch newralgicznych kwestii. Po pierwsze zaakcentowano, że nieadekwatny stopień ochrony danych osobowych przesyłanych do USA wynika z amerykańskich przepisów, którym podlegają dostawcy usług łączności elektronicznej, a które zobowiązują te podmioty do udostępniania wszelkich danych (w tym osobowych) organom publicznym. Trybunał stanął na stanowisku, że jest to nieakceptowalne z perspektywy standardów europejskich, narzuconych przez przepisy unijne, a w szczególności RODO. Druga nie mniej istotna teza odwołuje się do standardowych klauzul umownych (ang. Standard Contractual Clauses). SCC to zestaw klauzul umownych zatwierdzony przez Komisję Europejską. Zastosowanie ich przez administratora w relacji z podmiotem przetwarzającym (tzw. procesorem) spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego dotychczas dawało solidną podstawę prawną, a równocześnie zabezpieczenie w odniesieniu do transferu danych poza EOG. Wyrok Schrems II wprawdzie nie neguje dalszego wykorzystywania tego instrumentu, ale zaznacza, że nie jest to narzędzie wystarczające, a przekazanie danych osobowych poza EOG wymaga dodatkowych środków, które zapewnią adekwatny poziom bezpieczeństwa danych mieszkańców Unii Europejskiej.

Myślisz, że nie przekazujesz danych do USA? Nic bardziej mylnego!

Choć wyrok Schrems II ogólnie odnosi się do zagadnienia przekazywania danych poza EOG, to najwięcej emocji wzbudza jednak kwestia transferu do Stanów Zjednoczonych. Wielu przedsiębiorców może poczuć się w tej chwili bezpiecznie, myśląc, że przecież nie utrzymuje kontaktów biznesowych z żadną amerykańską firmą. Niestety to poczucie bezpieczeństwa jest zdecydowanie złudne, bowiem znakomita większość podmiotów gospodarczych bez cienia wątpliwości korzysta w swojej działalności z narzędzi dostarczanych przez Google, Microsoft czy Facebook. To z kolei nierozerwalnie wiąże się z przetwarzaniem znacznych ilości danych osobowych klientów (w tym potencjalnych), kontrahentów czy pracowników. Z kolei okoliczność, że przywołani giganci posiadają swoje główne siedziby na terenie USA, jest równoznaczna z tym, że wraz z założeniem firmowego fanpage’a na FB albo użyciem Google Analytics może dochodzić do przekazania danych do USA. Nie bez znaczenia jest również fakt, że rozpatrywana problematyka obejmuje nie tylko dosłowny przesył danych osobowych, ale również sytuację, gdy podmiot z państwa trzeciego ma jedynie dostęp do naszych informacji. Taki stan faktyczny ma miejsce, m.in. względem popularnych usług chmurowych.

I co teraz?

Pokłosiem wyroku w sprawie Schrems II i wywołanej nim powszechnej dezorientacji środowiska jest szereg opinii i zaleceń wydanych przez organy nadzorcze państw europejskich. I choć akurat Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych na razie milczy na ten temat, to warto zwrócić uwagę na charakter wypowiedzi Niemców czy Irlandczyków, którzy rekomendują, a nawet nakazują wstrzymanie przesyłu danych poza EOG. Szwajcarzy natomiast – choć nie są prawnie związani rzeczoną decyzją TSUE – w oficjalnym stanowisku stwierdzają, że Tarcza Prywatności nie zapewnia odpowiedniego poziomu ochrony przy przekazywaniu danych osobowych ze Szwajcarii do Stanów Zjednoczonych, zaś oparte na tym instrumencie transfery powinny zostać wstrzymane do momentu wprowadzenia nowego mechanizmu prawnego w tym zakresie.

Pomimo pojawiających się w ostatnim czasie różnorakich propozycji i wskazówek prezentowanych tak przez doktrynę, jak i praktyków, najbardziej oczekiwanym dokumentem ostatnich miesięcy okazały się oficjalne rekomendacje wydane w dniu 10 listopada 2020 r. przez Europejską Radę Ochrony Danych. Dokładny tytuł opracowania EROD to „Zalecenia 01/2020 w sprawie środków uzupełniających, zapewniających zgodność transferu z unijnym poziomem ochrony danych osobowych”, co doskonale wskazuje jego istotę. Zalecenia to swego rodzaju instrukcja postępowania, kiedy okaże się, że już mamy do czynienia z przekazywaniem danych osobowych poza EOG bądź taki transfer planujemy. We wprowadzeniu do poradnika EROD szczególnie akcentuje, że standardowe klauzule umowne „nie są zawieszone w próżni” i powinny stanowić jeden, lecz nie jedyny ze środków bezpieczeństwa. Rada wprawdzie nie podaje gotowego przepisu na to, jakie konkretnie narzędzia zabezpieczające dane są właściwe, jednak wskazuje sześć kroków, dzięki którym każdy administrator będzie mógł indywidualnie ocenić swoje potrzeby w tym zakresie.

Krok po kroku

Pierwszym krokiem, który należy wykonać według EROD, jest analiza i ocena „swojego transferu”. Oznacza to konieczność rozebrania określonej operacji na czynniki pierwsze oraz ustalenia, gdzie dokładnie kierowane są dane, których administratorem jesteśmy, czy ich zakres jest ograniczony i adekwatny do celu, w jakim dane te są przekazywane i przetwarzane w państwie trzecim oraz przede wszystkim, czy jesteśmy w stanie zapewnić im odpowiedni stopień bezpieczeństwa. Drugi krok polega na weryfikacji instrumentu prawnego, o który opiera się legalność transferu danych osobowych. Katalog tych podstaw przewiduje Rozdział V RODO i enumeratywnie wymienia on m.in. stosowną decyzję Komisji Europejskiej. Krok trzeci to kontrola przepisów bądź praktyk obowiązujących w państwie trzecim oraz to, czy nie rzutują one na efektywność zabezpieczeń stosowanych przy określonym przesyle danych osobowych. Przyczynkiem do powstania tego punktu jest prawodawstwo amerykańskie, na gruncie którego organy publiczne mają dostęp nie tylko do danych powstałych w USA, ale także do tych mających źródło w innych krajach, w tym w Europie. Stosownie do treści zaleceń jest to okoliczność, której stanowczo nie można zaaprobować, a ocena prawa lokalnego, docelowego miejsca transferu musi być pod tym kątem wnikliwie przeprowadzona oraz udokumentowana. Krok czwarty skupia się na identyfikacji i przyjęciu stosownych środków uzupełniających w przypadku, gdy krok poprzedni wykaże ryzyka wynikające z badanych przepisów prawa. Z kolei krok piąty dotyczy formalnych działań z tym związanych. Jako przykładowe środki przywołane jest przede wszystkim szyfrowanie (z kluczem deszyfrującym znajdującym się po stronie administratora) oraz anonimizacja przekazywanych danych. Może jednak okazać się, że w pewnych okolicznościach żadne z tych środków nie będą stosowne. Wówczas EROD zaleca zawieszenie lub powstrzymanie się od transferu. W ostatnim kroku znajdziemy rekomendację ciągłego nadzoru nad transferem danych do państw trzecich oraz jego sukcesywnej oceny, która może zmieniać się ze względu na zmianę stanu faktycznego bądź prawnego.

Świat po Schremsie

Choć wypada docenić aktywność EROD, to należy jednocześnie stwierdzić, że nie wnoszą one wiele nowego do obecnego stanu prawnego, na dobrą sprawę przywołując wszystko to, co już wiemy. Mimo to z pewnością będą one przydatnym drogowskazem w oczekiwaniu na ruch Komisji Europejskiej, która ma moc wykreowania nowego instrumentu, zastępującego Tarczę Prywatności, gorączkowo wypatrywanego przez całą Europę.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Portret finansowy seniora – co czwarty dorabia na emeryturze, a co trzeci pomaga finansowo bliskim

O niemal połowę (49%) spadło poczucie bezpieczeństwa finansowego seniorów w okresie pandemii. Największe obawy budzą podwyżki cen, spadek siły nabywczej pieniądza oraz utrata dodatkowej pracy zarobkowej. Co czwarty senior dorabia na emeryturze, a co trzeci pomaga finansowo bliskim – wynika z badania opinii. Przy okazji Święta Babci i Dziadka, sprawdźmy czy starsze osoby w naszym otoczeniu nie potrzebują pomocy.

Osoby starsze powyżej 65 roku życia najczęściej utrzymują się z emerytury. Co czwarty emeryt deklaruje podejmowanie dodatkowej pracy zarobkowej, wyrównując niedobory swojego budżetu domowego. Trudno się temu dziwić, skoro najwięcej pobieranych emerytur (20,1% ) mieści się w przedziale od 1600 zł do 2000 zł brutto, a wysokość najniższego świadczenia emerytalnego od 1 marca 2020 r. wynosi 1200 zł brutto.senior na emeryturze

Jak wynika z grudniowego badania opinii „Sytuacja finansowa seniorów w pandemii”*, wśród ankietowanych osób po 65 r.ż. blisko 1/3 respondentów regularnie bądź dodatkowo wykonuje prace zlecone, 13% pracuje na część etatu,  6% wykonuje prace dorywcze. W grupie pracujących emerytów są także osoby, prowadzące własną działalność gospodarczą i pracujące w oparciu o umowę o dzieło.

Seniorzy zaciskają pasa, a jednak nadal pomagają bliskim

Pandemia obniżyła poczucie bezpieczeństwa finansowego wśród niemal połowy badanych seniorów (49%). Największe obawy budzą podwyżki cen i spadek siły nabywczej pieniądza, a co za tym idzie mniej środków na bieżące potrzeby.  Podwyżka cen,  w tym za utrzymanie mieszkania czy na leki, szczególnie martwi tych, dla których emerytura stanowi jedyny dochód. Co ciekawe, o swoje finanse obawiają się także emeryci, posiadający dodatkowe dochody, poza emeryturą. Widmo utraty pracy oznaczałoby dla nich utratę szansy na utrzymanie ich dotychczasowego standardu życia.Seniorzy zaciskają pasa

Wobec tej sytuacji osoby starsze zaciskają pasa. Ponad połowa w czasie pandemii ograniczyła wydatki, rezygnując głównie z własnych przyjemności, jak wyjście z przyjaciółmi do kawiarni, kino, wycieczki. Emeryci zmniejszyli dotychczasowe wydatki spożywcze i zmuszeni byli do kupowania tańszych produktów.

Jednocześnie należy podkreślić, że aż 34% ankietowanych seniorów potwierdziło, że ze swoich dochodów pomagają dodatkowo swojej rodzinie. W przeddzień Dni Babci i Dziadka warto zapytać, czy jednak oni nie potrzebują wsparcia. W najtrudniejszej sytuacji finansowej znajduje się bowiem niemała grupa emerytów.

Ponad 16% seniorów ma ciężką sytuację finansową i potrzebuje pomocy od bliskich, często musi wspomagać się pożyczkami lub kredytami. A tymczasem, według danych BIK, już w tej chwili współczesny senior jest aktywnym uczestnikiem rynku finansowego, posiada zarówno kredyty zaciągnięte w bankach, jak i pożyczki w firmach pozabankowych.

Kredyty i pożyczki 65-latków

Według ZUS, w Polsce jest ok. 5,9 mln osób po 65 r.ż. W tej grupie wiekowej 2,9 mln emerytów i emerytek spłaca kredyty i pożyczki. Jak wynika z bazy BIK, wyższy jest udział pań (57,0%) niż panów, chociaż kwota do spłaty rozkłada się prawie po połowie – 50,4% kobiet i 49,6% mężczyzn, na co bez wątpienia wpływ ma czynnik dochodowy.

– Współczesny senior jest aktywnym uczestnikiem rynku finansowego. Osoby w wieku 65 lat i starsze spłacają zarówno kredyty, jak i pożyczki w firmach pozabankowych. Niepokojący jest fakt, że osoby w najstarszej grupie wiekowej, korzystające ze świadczeń emerytalnych, mają najwyższy udział opóźnionych w spłacie kredytów gotówkowych w porównaniu do innych grup wiekowych. Wynosi on 15,4%, czyli o 7,2 pkt proc. więcej niż najlepiej spłacający klienci z grupy wiekowej 35-44 lat – mówi Sławomir Nosal, kierownik Zespołu Analiz Portfelowych w BIK.

– Z danych BIK wynika, że w ostatnich dwóch latach spadła średnia kwota do spłaty przypadająca na osobę biorąc pod uwagę łączne zadłużenie seniora z tytułu kredytów bankowych i pożyczek. Na koniec 2020 r. średnia kwota do spłaty wyniosła 11 017 zł, o 5,0% mniej niż w 2018 r. i 3,7% mniej niż rok temu – dodaje Sławomir Nosal.

Według danych BIK, osoby powyżej 65 r.ż. spłacają kredyty mieszkaniowe (8,92 mld zł), konsumpcyjne (20,39 mld zł), karty kredytowe (1,35 mld zł) oraz limity kredytowe (0,91 mld zł). Seniorzy mają zatem udział we wszystkich rodzajach kredytów, jednak należy zwrócić uwagę, że ponad 63% wartości wszystkich zobowiązań seniora to kredyty konsumpcyjne, czyli gotówkowe i ratalne.Kredyty i pożyczki 65-latków

Osoby w wieku powyżej 65 lat korzystają także z ofert firm pożyczkowych. Pożyczki, które stanowią 1,7% łącznego zadłużenia seniorów spłaca obecnie 68,19 tys. osób. Jest to liczbowo 109,15 tys. pożyczek, z tytułu których wartość do spłaty wynosi 558 mln zł.

Martwi pogarszająca się jakość regulowania zobowiązań w tej grupie wiekowej: udział opóźnionych zobowiązań na koniec 2018 r. wynosił 8,44%, w 2019 r. poprawił się na 8,36%, ale na koniec 2020 r. wzrósł do 8,91%.

* Badanie opinii, pt. „Sytuacja finansowa seniorów w pandemii”, wykonane na zlecenie Biuro Informacji Kredytowej S.A. przez firmę Research&Grow, CAWI, osoby w wieku 65+, N=500, grudzień 2020 r.

Youtuber-naganiacz Damian Żukiewicz ma zapłacić 450 tys. zł kary

  • Niemal maksymalną karę za każdą z trzech stwierdzonych praktyk – łącznie blisko 450 tys. zł – nałożył Prezes UOKiK Tomasz Chróstny na Damiana Żukiewicza (INVESTPROVIDER) za propagowanie systemów promocyjnych typu piramida.
  • Youtuber namawiał do przystąpienia do systemów FutureNet, FutureAdPro i NetLeaders, obiecujących korzyści zależne od wprowadzenia nowych osób.
  • To pierwsza decyzja Prezesa UOKiK wobec tzw. naganiaczy na systemy typu piramida.

Damian Żukiewicz, który prowadził działalność gospodarczą pod nazwą INVESTPROVIDER – Damian Żukiewicz we Wrocławiu, to youtuber czerpiący zyski z promowania różnych inwestycji. Na swojej stronie internetowej i na kanale Youtube publikował materiały i nagrania, w których namawiał konsumentów do rejestrowania się na portalu FutureNet, platformie Future AdPro i przystępowania do sieci NetLeaders. W ten sposób promował systemy typu piramida obiecujące zyski uzależnione głównie od wprowadzenia do systemu kolejnych osób. Ich organizowanie i propagowanie jest prawnie zakazane jako nieuczciwa praktyka rynkowa. Po przeprowadzeniu postępowania Prezes UOKiK Tomasz Chróstny stwierdził, że poprzez promocję takich systemów Damian Żukiewicz naruszał zbiorowe interesy konsumentów.

– Systemy promocyjne typu piramida są zakazane zarówno przez prawo polskie, jak i europejskie. Musimy je szybko i skutecznie eliminować z rynku, bowiem na ich działalności swoje oszczędności tracą konsumenci. Istotnym elementem w przypadku tego typu przedsięwzięć są tzw. naganiacze – osoby, które te „projekty” świadomie i odpłatnie propagują, wciągając do nich kolejnych konsumentów. Bez ich działalności systemy promocyjne typu piramida nie miałyby możliwości sprawnego pozyskania nowych uczestników. Naganiacze muszą ponosić odpowiedzialność za swoje działania wprowadzające konsumentów w błąd, które skutkują poważnymi stratami finansowymi po stronie konsumentów i mogą prowadzić do poważnych tragedii ludzkich. Po przeprowadzeniu postępowania podjąłem decyzję o ukaraniu naganiacza Damiana Żukiewicza karą w wysokości blisko 450 tys. zł. Za każdą ze stwierdzonych praktyk, odnoszących się do promowania w internecie nielegalnych inwestycji, wprowadzania konsumentów w błąd i mamienia ich wizją wielkich zysków, nałożyłem na niego niemal maksymalną, ustawową sankcję finansową. Prowadzimy kolejne działania wymierzone w organizatorów i promotorów systemów typu piramida, każdorazowo informujemy o naszych podejrzeniach również organy ścigania  – mówi Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK.

FutureNet i FutureAdPro

Prowadzący działalność gospodarczą pod nazwą INVESTPROVIDER – Damian Żukiewicz na swojej stronie http://zukiewicz.com i w nagraniach dostępnych na YouTube do czerwca 2019 r. namawiał do zarejestrowania się na portalu FutureNet i platformie reklamowej FutureAdPro prowadzonych przez firmy FUTURENET UKRAINE ze Lwowa oraz BCU Trading z Dubaju. Obiecywały one wynagrodzenie za wprowadzenie nowych osób do systemu, namówienie ich do kupienia pakietów uczestnictwa lub statusów. Korzyści uzależnione były przede wszystkim od wprowadzenia nowych członków do systemu. UOKiK ostrzegał przed nimi już w marcu 2019 r. W lipcu 2020 r. Prezes Urzędu Tomasz Chróstny wydał decyzję, w której uznał, że projekty te były nielegalnymi systemami promocyjnymi typu piramida. Śledztwo w sprawie FutureNet i FutureAdPro pod sygnaturą PO 2 Ds. 63.2016 prowadzi także Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu.

Sieć NetLeaders

Damian Żukiewicz propagował także w internecie sieć NetLeaders. To inicjatywa firmy CL Singapore wprowadzającej na rynek kryptowalutę DasCoin. Spółka oferowała licencje, które kosztowały od 100 euro do 25 tys. euro i obiecywała zyski za to, że ktoś namówi inne osoby do wpłaty pieniędzy. UOKiK ostrzegał przed CL Singapore w marcu 2019 r., a w grudniu 2019 r. Prezes UOKiK wydał decyzję, w której uznał, że był to system promocyjny typu piramida. Sprawą interesuje się również Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która prowadzi czynności zarówno w odniesieniu do CL Singapore (sygn. PO 5 Ds. 33.2017), jak i śledztwo  w sprawie Netleaders/DasCoin (sygn. PO III Ds. 176.2018).

Sposoby propagowania systemów

Aby namówić internautów do rejestrowania się w wymienionych systemach, inwestowania w nie i wprowadzania znajomych, Damian Żukiewicz zamieszczał np. takie wpisy:

  • Jeśli chcesz zarabiać minimum 5.000 zł miesięcznie przez Internecie. Jeśli chcesz zwolnić się na zawsze z pracy na etacie, z której nie jesteś zadowolony, to nie zastanawiaj się i nie słuchaj swoich znajomych nieudaczników, tylko ZRÓB TO! Co masz zrobić? Zacznij od podstaw czyli zarejestruj się w minimum 5 programach, które będą podstawą twoich przychodów pasywnych. Ani ja, ani żaden inny lider zarabiający dziś minimum $1.000 dziennie w Internecie nie pominął tego kroku.
  • Firma NetLeaders, bardzo dobrze wynagradza osoby, które przyczynia się do szybkiego rozwoju firmy, dzięki którym kryptowaluta DasCoin wraz z systemem płatności DasPay szybciej staną się powszechnie znane i używane. DasCoin – wynagrodzenie za luty 2017 to około 94.000 PLN.

Jako dowód mający przekonać konsumentów do inwestycji Damian Żukiewicz zamieszczał zdjęcia, które opisywał jako wyciągi ze swojego konta bankowego i zeznania PIT. Kusił także wycieczkami do egzotycznych krajów. Zachęcał nawet do zaciągania pożyczek, żeby w ten sposób uzyskać pieniądze na wykup kolejnych pakietów, statusów czy licencji.

Kara i usunięcie skutków naruszenia

Za praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów grozi kara maksymalnie do 10 proc. obrotu przedsiębiorcy z poprzedniego roku. Za przedsiębiorcę uznaje się nie tylko osobę zarejestrowaną w CEIDG, ale każdego (w tym blogerów, infuencerów), kto w sposób zorganizowany i ciągły faktycznie prowadzi działalność gospodarczą i czerpie zyski np. z zakładania, prowadzenia lub propagowania systemów promocyjnych typu piramida.

Na Damiana Żukiewicza Prezes UOKiK nałożył karę w wysokości 437 655 zł. Ponadto przedsiębiorca musi poinformować o swoich nieuczciwych praktykach oraz decyzji Prezesa UOKiK na stronie internetowej http://zukiewicz.com i na swoim kanale w portalu Youtube. W tym drugim miejscu oświadczenie ma mieć nie tylko formę pisemną, ale także dźwiękową i być opatrzone odpowiednimi hasztagami.

Decyzja Prezesa UOKiK jest nieprawomocna. Przedsiębiorca ma możliwość odwołać się od niej do sądu.

Polska na 38. miejscu w globalnym rankingu Global Innovation Index 2020

Polska na 38. miejscu w globalnym rankingu GII i 25. wśród krajów europejskich. 

Kryzys COVID-19 uderzył w obszar innowacji w okresie jego rozkwitu. W 2018 r. globalne wydatki na badania i rozwój (R&D) wzrosły o 5,2%, czyli znacznie szybciej niż wzrost globalnego produktu krajowego brutto (PKB). Inwestycje Venture Capital i wykorzystanie własności intelektualnej (IP) były na rekordowo wysokim poziomie – pokazuje najnowszy raport Global Innovation Index 2020 Who will finance innovations?, którego partnerem merytorycznym jest Dassault Systèmes.

Jakie wnioski wyciągną przedsiębiorstwa po fazie przestoju i niepewności wywołanej pandemią COVID-19? Czy wystarczy środków i determinacji do inwestowania w nowe technologie? Raport pokazuje, że jednym ze skutków obecnego kryzysu jest stymulowanie zainteresowania innowacyjnymi rozwiązaniami w zakresie ochrony zdrowia, ale także w takich obszarach jak zdalna praca czy edukacja, handel elektroniczny i rozwiązania mobilne.

Potencjał innowacji

Raport Who will finance innovations? podkreśla, że pandemia nie zmieniła faktu, iż potencjał przełomowych technologii i innowacji wciąż jest ogromny. Największe firmy i przedsiębiorstwa powinny kontynuować prace badawczo-rozwojowe oraz inwestować w innowacyjność w dążeniu do zapewnienia konkurencyjności w przyszłości. Na przykład wiele czołowych firm R&D z sektora technologii informacyjnych posiada ogromne rezerwy gotówkowe, a dążenie do cyfryzacji wzmocni innowacyjność tych firm. Sektor farmaceutyczny i biotechnologiczny prawdopodobnie doświadczy wzrostu w zakresie R&D w wyniku ponownego skupienia się na badaniach i rozwoju w dziedzinie zdrowia. Inne kluczowe sektory, takie jak transport, będą musiały szybko dostosować się do zyskującej na znaczeniu „czystej energii”. Co więcej, kryzys COVID-19 może również zapoczątkować innowacje w organizacji pracy w firmach oraz wpłynąć na reorganizację produkcji na poziomie lokalnym i globalnym.

Autorzy raportu wskazują, że uwolnienie powyższego potencjału jest obecnie niezbędne i wymaga wsparcia rządowego, a także modeli ścisłej współpracy i ciągłych inwestycji sektora prywatnego w innowacje.

Szwajcaria liderem innowacji – Europa na prowadzeniu

Indeks GII kładzie największy nacisk na analizę krajów i regionów wyróżniających się pod względem innowacyjności[1]. Podobnie jak w poprzednich latach, czołowe miejsce w rankingu należy do Szwajcarii. Na drugim miejscu znalazła się Szwecja, na trzecim – USA. Polska uplasowała się na 38. pozycji w rankingu światowym i 25. wśród krajów europejskich, co stanowi awans o jedno miejsce w stosunku do poprzedniego roku. Indeks wskazuje również, że innowacyjność Polski koresponduje z poziomem rozwoju naszej gospodarki. Europa znajduje się na szczycie światowego rankingu od lat – w ogólnym zestawieniu aż 16 na 25 czołowych pozycji w rankingu należy do państw europejskich, co pokazuje duży potencjał innowacyjności w Europie.

Sześć wniosków Globalnego Indeksu Innowacji

Na podstawie zebranych danych analitycy opracowujący Indeks GII 2020 sformułowali następujące obserwacje:

  1. Kryzys COVID-19 wpłynie na innowacje – aby uzdrowić sytuację potrzebne jest zaangażowanie rządów i sektora prywatnego w rozwój innowacyjności
  2. Poziom finansowania innowacji spada w czasie obecnego kryzysu, ale jest nadzieja na stopniowe odbicie. Co ważne, główne obszary zainteresowania innowacjami obejmują dziś dziedziny: ochrony zdrowia, edukacji online, Big Data, handlu elektronicznego i robotyki.
  3. Globalny krajobraz innowacji ulega zmianie: Chiny, Wietnam, Indie i Filipiny stale umacniają swoją pozycję
  4. Kraje rozwijające się wykazują znakomite wyniki w wybranych obszarach innowacyjności
  5. Podziały regionalne wciąż są silne, jednak niektóre gospodarki mają znaczny potencjał innowacyjności
  6. Innowacje koncentrują się na poziomie klastrów naukowo-technologicznych w wybranych gospodarkach o wysokim dochodzie, a także w Chinach. Najwięcej klastrów znajduje się w Stanach Zjednoczonych (25), następnie w Chinach (17), Niemczech (10) i Japonii (5).

Globalny Indeks Innowacyjności (GII) jest publikowany corocznie od 2007 r. i stanowi przewodnik dla decydentów politycznych i biznesowych w zakresie innowacji na świecie. Indeks GII analizuje 131 krajów i gospodarek na całym świecie i jest wspierany przez renomowanych partnerów, którzy dzięki swojej wiedzy mogą wnieść cenny wkład w identyfikację i promocję innowacji.

Pełna wersja raportu Global Innovation Index 2020 – Kto finansuje innowacje?: https://www.globalinnovationindex.org/gii-2020-report

[1] Kryteria brane pod uwagę obejmują liczbę osiągnięć w zakresie innowacyjności, kładą też duży nacisk na ich jakość. Indeks GII mierzy tę ostatnią w oparciu o standardy jakościowe lokalnych uniwersytetów (QS World University Ranking)  oraz liczbę międzynarodowych patentów i jakość publikacji naukowych (H-Index). Na tej podstawie uzyskuje się ogólny obraz innowacyjności poszczególnych krajów i uwzględnia go w ocenie.

AWILUX rozbudowuje zakład produkcyjny

Firma AWILUX zakończyła rok 2020 z rekordowym obrotem przekraczającym 100 milionów złotych oraz gotowym planem na rozbudowę hali produkcyjnej. Pierwsze działania związane z inwestycją rozpoczęły się w już okresie międzyświątecznym.

Leszczyński producent stolarki okienno-drzwiowej w wersji premium, firma AWILUX, stawia sobie wysokie cele i osiąga je dzięki rzetelnej pracy oraz stałemu rozwojowi wszystkich działów. Jednym z postanowień firmy na nowy rok jest powiększenie hali produkcyjnej oraz poszerzenie parku maszyn. Plan rozbudowy zakładu obejmuje także część socjalno-biurową ze względu na wzrost zatrudnienia. Późnym latem zeszłego roku AWILUX zakupił działkę sąsiadującą z zakładem.

Więcej powierzchni i nowoczesne maszyny

Nasza najnowsza inwestycja, która jest priorytetem na rok 2021, zakłada rozbudowę zakładu, a w szczególności powierzchni produkcyjnej dla działu produkcji okien i drzwi z aluminium oraz dodatkowej powierzchni magazynowej pod dachem, będącej w przyszłości magazynem wyrobów gotowych. Pierwsze prace ruszyły pomiędzy świętami a początkiem nowego roku. W tym czasie zostało zdemontowane dotychczasowe ogrodzenie, zdjęta wierzchnia warstwa humusu i wykonane pierwsze prace geodezyjne. Codziennie na budowie pracuje kilkunastoosobowa załoga, dzięki czemu już teraz widać zarysy nowej hali oraz dodatkowych placów odkładczych – mówi Marek Sprengel, prezes firmy AWILUX.

Nowa łączna powierzchnia „pod dachem” to kolejne 6000 m². Około połowy z tego zajmie dodatkowa hala produkcyjna a pozostała powierzchnia przeznaczona będzie do kompletacji i przygotowania wysyłek oraz do krótkoterminowego magazynowania wyrobów gotowych, chroniąc je tym samym przed wpływem niekorzystnych warunków atmosferycznych. W części produkcyjnej montowane będą rozwiązania aluminiowe, co odpowiada rosnącemu zapotrzebowaniu klientów i wpływa także na decyzje firmy AWILUX o zatrudnieniu nowych pracowników oraz inwestycji w nowoczesny park maszynowy.

Jesteśmy aktualnie na etapie finalizowania zamówień nowych maszyn. W głównej mierze inwestujemy w najnowsze centrum tnąco-obróbcze do działu aluminium, które umożliwi nam produkowanie nowych, jeszcze większych konstrukcji. Inwestycja obejmie także szereg maszyn pomocniczych oraz sprzęt potrzebny do wewnętrznego transportu okien. Stawiamy na modernizację oraz uzupełnienie dotychczasowej infrastruktury technicznej, co pozwoli nam zwiększyć produkcję stolarki aluminiowej – dodaje Marek Sprengel.

Drugi etap działań inwestycyjnych AWILUX polega na wdrożeniu w życie planu rozwoju, optymalizacji i automatyzacji linii produkcyjnej stolarki PVC. Jak mówi Marek Sprengel, w tej części zakładu również planowane są zakupy nowych maszyn, między innymi do sortowania szyb i ram oraz innych rozwiązań, które zwiększą wydajność linii produkcyjnej.

Najważniejsze wakacje

Umowa z generalnym wykonawcą przewiduje zakończenie prac budowlanych pod koniec lipca 2021. Przeniesienie produkcji do nowej hali ma się planowo odbyć w okresie wakacyjnym, kiedy dział produkcji ma coroczną przerwę urlopową.

– Przeprowadzka do naszego nowego zakładu w 2016 roku przebiegła bardzo sprawnie, więc i tym razem nie powinno nic stanąć nam na przeszkodzie. Jestem przekonany, że cała firma będzie gotowa do reorganizacji pracy i przeniesienia produkcji na przełomie lipca i sierpnia – dodaje Marek Sprengel.

2021 pod znakiem rozwoju

Choć rozbudowa zakładu jest priorytetem na ten rok, AWILUX nie zwalnia tempa i podejmuje szereg innych, kluczowych decyzji.

– Rok 2021 zapowiada się intensywnie i prorozwojowo. Jeśli żadne, niezależne od nas wydarzenia nie pokrzyżują naszych planów, w tym roku chcemy rozwinąć także naszą bazę transportową o zakup kolejnych samochodów ciężarowych wyposażonych oczywiście w wózki do rozładunku. Własna flota ciężarowa wraz autami z firm spedycyjnych, które na stałe współpracują z AWILUX, zwiększy się do ponad 20 aut – wyjawia prezes firmy AWILUX.

Polacy po pandemii ograniczą zakupy w e-sklepach. Ponad 55% chce wrócić do tradycyjnego handlu

Pandemia „sztucznie” napompowała e-sklepy. Duża część Polaków zapowiada powrót do tradycyjnego handlu. W czasie pandemii blisko 60% Polaków częściej korzysta z internetowych sklepów.

W czasie pandemii 29% Polaków w dużej części zastąpiło zakupy stacjonarne internetowymi. Ponad 25% nieznacznie zmieniło w ten sposób nawyki, a więcej niż 3% całkowicie przeszło do e-commerce. Głównym powodem było bezpieczeństwo. Kolejnym był utrudniony dostęp do placówek. Ale ponad połowa osób zamierza do nich wrócić. Niespełna 23% będzie nadal robiło e-zakupy, a 22% nie ma jeszcze na ten temat zdania. Tak wynika z badania UCE RESEARCH i SYNO Poland, wykonanego dla sklepu internetowego Złote Wyprzedaże.

Jak wykazało najnowsze badanie opinii społecznej, 29% Polaków w czasie pandemii w dużej części zastąpiło zakupy stacjonarne internetowymi. 25,2% dokonało nieznacznej zmiany w tym kierunku, a 3,4% w pełni przestawiło się na nabywanie produktów online. Tylko 0,6% badanych twierdzi, że zawsze robi to w sieci. Z kolei 25,7% konsumentów łączy obie metody pół na pół. 5,8% klientów, pomimo pandemii, dalej kupuje stacjonarnie. Natomiast 9,1% uważa, że nie potrzebowało przechodzić z placówek stacjonarnych do e-sklepów.

– Analizując wyniki, rodzi się pytanie o trwałość zaistniałej zmiany. Naiwnością będzie zakładać, że po ustąpieniu ograniczeń wszyscy klienci pozostaną wierni nowym zwyczajom i będą już teraz kupować tylko online. Dlatego uważam, że zatrzymanie ich w tym kanale to główne wyzwanie dla branży w tym roku – komentuje Maciej Tygielski, wieloletni obserwator i ekspert rynku e-commerce, dyrektor generalny spółki Złote Wyprzedaże.

Ten tok myślenia potwierdzają też inni eksperci. Jak stwierdza Jacek Celiński, Head of E-Commerce w Havas, pytanie o trwałość nowych zwyczajów konsumenckich jest jak najbardziej zasadne. Według eksperta, utrzymanie nie tylko dynamiki zmian, ale także ich kierunku w wybranych kategoriach zakupów może być problematyczne. Będzie to jednak proces bardzo zróżnicowany zarówno na poziomie grup towarów, jak i poszczególnych platform sprzedażowych.

– O skutecznym przemodelowaniu handlu świadczy to, że sprzedaż nie spadła, a nawet wzrosła o ok. 1,2%, pomimo szoku wywołanego pandemią. Nie ma więc raczej możliwości powrotu e-commerce do roli pomocniczej. Stał się on pełnoprawnym, rosnącym segmentem rynku sektorowego. Natomiast finalnie wiele będzie zależało od samej branży, jak i czy w ogóle wykorzysta tak przygotowaną szansę po zakończeniu pandemii – przekonuje dr Maria Andrzej Faliński, wieloletni obserwator rynku detalicznego.

Osoby, które w małej lub w dużej części bądź w całości zmieniły zwyczaje, zrobiły to głównie ze względów bezpieczeństwa – 41,2%. Zmotywował ich też utrudniony dostęp do sklepów stacjonarnych – 32,8%. Niektórych zmusiła do tego ogólna sytuacja – 9,5%. Ponadto zadziałała chęć sprawdzenia, jak działają e-sklepy – 7,8%.

– Moim zdaniem, e-commerce może się poważnie obawiać powrotu klientów do tradycyjnego modelu sprzedaży. Grupa prawie 8% badanych stanowi stały poziom migracji wynikający nie tylko z ciekawości, ale również z pojawiającego się nowego kanału sprzedaży marek, które lubią, ale wcześniej występowały tylko w stacjonarnych placówkach. Nie jest też wielkim zaskoczeniem, że utrudniony dostęp do sklepów był głównym powodem zmiany myślenia. Od początku pandemii można było się spodziewać tego, że sporo konsumentów zostanie przymuszonych do robienia zakupów online – dodaje Maciej Tygielski.

W grupie osób, które z różnych powodów zmieniły swoje przyzwyczajenia, aż 55,4% konsumentów zamierza wrócić po pandemii do tradycyjnego kupowania. Z kolei 22,6% zapowiada, że pozostanie przy zakupach online. Natomiast 22% nie ma jeszcze w tej kwestii wyrobionego zdania.

– Być może do zakupów tradycyjnych wróci więcej osób, niż to wynika z zapowiedzi ankietowanych. Nie oznacza to jednak, że będą one robić tylko tradycyjne zakupy. Zapewne nieco zmienią się proporcje, ale ponad połowa klientów nie zapomni o e-commerce, znając już korzyści tego kanału. Deklaracje badanych mogą być jeszcze dobrze nieprzemyślane, składane raczej na złość ograniczeniom. E-commerce będzie rósł po pandemii, choć pewnie inaczej niż w jej trakcie – przekonuje dr Faliński. 

Z kolei ekspert ze Złotych Wyprzedaży przekonuje, że Polacy chcą dokonywać zmian, ale we własnym, komfortowym tempie. Pandemia sztucznie tylko przyspieszyła ten proces. I dlatego odnotowane wzrosty raczej nie będą trwałe. To właśnie wynika z odpowiedzi respondentów. Naturalnie część z nich już wcześniej rozważała próbę migracji do sklepów internetowych. Czekała tylko na dogodny impuls.

– Pomocne w analizie mogą być trendy długoterminowe, które jeszcze przed pandemią jasno pokazywały dynamicznie rosnący udział e-commerce. Trudne doświadczenia ubiegłego roku jedynie wyostrzyły ten proces. Powtarzające się w różnych źródłach wyniki, wskazujące na to, że ok. jedna trzecia Polaków w krótkim czasie istotnie zwiększyła ilość zakupów online jest zmianą bez precedensu – podkreśla ekspert z Havas.

Natomiast Maciej Tygielski przewiduje, że grupa osób niezdecydowanych nieco się rozwarstwi, ale większość wybierze jednak tradycyjny model zakupowy. Jest na nim wychowana, dobrze go zna i w pełni akceptuje. Dopiero młodzi konsumenci, którzy praktycznie urodzili się z komórkami i tabletami w rękach, mają szansę poważnie i stabilnie zmienić ten rynek, co oczywiście w pewnym stopniu już teraz się dzieje. Jednak na ile i w jakich kierunkach to pójdzie, zależy w głównej mierze od kreatywności samej branży.

– Jako uczestnicy i twórcy rynku e-commerce, zarówno po stronie e-retailerów, marketerów, jaki i agencji, mamy moc sprawczą. Od efektów naszych działań zależy, czy kupujący będą zadowoleni z doświadczenia zakupowego. Musimy wciąż zadawać sobie pytanie, czy jesteśmy w stanie zaproponować konsumentom rozwiązania, które sprostają ich oczekiwaniom – podsumowuje Jacek Celiński.

Sondaż zrealizowano metodą CAWI w drugim i trzecim tygodniu stycznia br. na reprezentatywnej próbie 1008 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Polski instytut liderem przełomowego międzynarodowego projektu w hematoonkologii

Instytut Genetyki Człowieka Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu wraz z międzynarodowym konsorcjum rozpoczyna przełomowy europejski projekt mający na celu budowanie doskonałości naukowej w dziedzinie hematoonkologii. Celem projektu jest transfer wiedzy, wymiana dobrych praktyk, innowacje, rozwój zasobów ludzkich, zwłaszcza początkujących naukowców oraz zwiększenie wyników badań na poziomie europejskim, a poprzez te działania wyniesienie polskiej hematoonkologii na następny poziom naukowy – stąd nazwa projektu – Next Level.

Konsorcjum składające się z Instytutu Genetyki Człowieka Polskiej Akademii Nauk (Koordynator, PL), Uniwersytetu w Gandawie (BE), Uniwersytetu Medycznego w Groningen (NL) oraz Uniwersytetu w Ulm (DE) 19 stycznia 2021 r. rozpoczęło projekt pt. „W drodze do doskonałości w odkrywaniu (epi)genetycznego krajobrazu nowotworów hematologicznych – NEXT_LEVEL”.

Projekt NEXT_LEVEL ma na celu zwiększenie doskonałości naukowej i potencjału innowacyjnego w dziedzinie hematoonkologii Instytutu Genetyki Człowieka Polskiej Akademii Nauk poprzez intensyfikację mobilności naukowców w obszarze Europejskiej Przestrzeni Badawczej [ERA]. Ponadto, w oparciu o utworzone konsorcjum planowane jest powołanie nowej międzynarodowej grupy zajmującej się pionierskimi badaniami w dziedzinie hematoonkologii.

  • To pierwszy projekt naukowy o tak szerokiej międzynarodowej skali, w którym nasz instytut jest koordynatorem, z czego jesteśmy bardzo dumni. Nasi konsorcjanci to europejska czołówka ośrodków naukowych w dziedzinie hematoonkologii w Europie. Liczymy na to, iż efektem naszych działań po 3 latach trwania projektu będzie zacieśnienie współpracy między naszymi instytucjami oraz możliwość tworzenia ogólnoświatowych konsorcjów. – wyjaśnia prof. Michał Witt, Dyrektor Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu.

Projekt jest realizowany w ramach programu „Upowszechnianie doskonałości i poszerzanie uczestnictwa – Twinning Action” programu Horyzont 2020. Szczególnym wyzwaniem związanym z programem Twinning jest wzmocnienie działań w zakresie tworzenia sieci kontaktów między instytucjami badawczymi krajów poszerzających działalność (Polska) a wiodącymi na arenie międzynarodowej ich odpowiednikami na poziomie UE.

  • To, co jest ważne w projektach typu Twinning to fakt, że nie są to projekty bezpośrednio nacelowane na badania naukowe. Nie ma tu budżetu naukowego i planu badań, jak w przypadku grantów typowo naukowych. Celem tych projektów jest zwiększenie możliwości naukowych i technologicznych instytucji z tzw. nowych państw Unii, nie tak jeszcze rozwiniętych, jak nasi zachodnioeuropejscy partnerzy. Poprzez różne atrakcyjne aktywności spodziewamy się doprowadzić do zwiększenia doskonałości naukowej i badawczej naszego instytutu oraz polskiej nauki w tym obszarze w ogóle. To 36 miesięcy intensywnej wymiany doświadczeń i praktyk w obszarze hematoonkologii. – tłumaczy prof. Maciej Giefing, Kierownik Zakładu Genetyki Nowotworów, Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu.

Wskazana w projekcie dziedzina naukowa – „nowotwory hematologiczne” dotyczy różnych postaci białaczek i chłoniaków. Nowotwory te stanowią poważny problem medyczny na całym świecie i stanowią około 10% nowych przypadków raka zdiagnozowanych w krajach rozwiniętych. Niepokojące jest to, że u dzieci ponad 40% wszystkich nowotworów wieku dziecięcego to właśnie białaczki i chłoniaki. W ostatnich latach badania nowotworów hematologicznych dostarczyły dowodów na znaczenie komponentu epigenetycznego i złożonej interakcji między genetyką i epigenetyką w ich rozwoju.

  • Aspekt epigenetyczny jest mocno zaakcentowany w tym projekcie nie bez powodu. Większość nowotworów to choroby ludzkiego genomu związane z klasycznymi zjawiskami genetycznymi, jak np. pęknięciami chromosomów i ich przemieszczaniem się w inne miejsca w genomie, co powoduje powstanie nowych nieprawidłowych genów o działaniu onkogennym. Tak dzieje się na przykład w przypadku różnego rodzaju białaczek. Natomiast w wybranych chorobach hematoonkologicznych jak m.in. chłoniak Hodkina, to właśnie zjawiska epigenetyczne są kluczowe. Choroby te można określić jako choroby epigenomu i między innymi w tym obszarze chcemy prowadzić naszą działalność naukową i badawczą w projekcie. – mówi prof. Giefing.

Projekt oferuje takie działania, jak: otwarte wykłady, warsztaty i seminaria, mobilność badawczą, w tym staże dla młodych naukowców w instytucjach partnerskich, networking, udział w konferencjach naukowych, wspólne publikacje, wydarzenia upowszechniające i działania informacyjne.

  • Aspektem projektu, którego nie można pominąć, jest szerzenie wiedzy i edukacja społeczna w tematyce nowotworów, głównie białaczek i chłoniaków, którą chcemy zapewnić nie tylko profesjonalistom, ale również pacjentom, dziennikarzom – całemu społeczeństwu. Dlatego zaplanowaliśmy również specjalne aktywności, takie jak Dni Hematoonkologii w naszym instytucie, które będą poświęcone edukacji pacjentów w każdym wieku – od uczniów szkół przez dorosłych aż po seniorów. – podkreśla prof. Witt.

Projekt NEXT_LEVEL otrzymał dofinansowanie z unijnego programu badań i innowacji Horyzont 2020 w ramach umowy o grant nr 952304.

2020 to nie był dobry rok dla seniorów. Rekordowy wzrost zaległości

Najrzadziej przyznają, że mają problemy z bieżącymi płatnościami, ale najbardziej zwiększyli w minionym roku kwotę swoich zaległości i liczbę niesolidnych dłużników. Problemy osób w wieku 65+ odpowiadają za ponad jedną czwartą przyrostu ogółu przeterminowanych zobowiązań wynikających z nieuregulowanych rachunków i rat kredytowych Polaków – pokazują dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK, na koniec listopada 2020 r. Prawie 388 tys. seniorów ma 10,4 mld zł nieopłaconych na czas zobowiązań, średnio 26 817 zł na osobę. Najstarsi przyznają, że w pandemii nadal pomagali rodzinie, wielu z nich nie mogło jednak dorabiać. Dokuczał im też wzrost cen.

To nie był dobry rok dla seniorów. Osoby w wieku 65+ okazały się niekwestionowanymi liderami negatywnych zmian statystyk dotyczących nieopłaconych bieżących rachunków oraz pożyczek i kredytów. Na 4,9 mld zł zaległości, o które podwyższyły się przeterminowane zobowiązania wszystkich grup wiekowych (do 82,6 mld zł), 1,4 mld zł przypadło właśnie na najstarszych – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK, na koniec listopada 2020 r. Nie lepiej było, jeśli chodzi o liczbę dłużników. W żadnym innym pokoleniu nie pojawiło się tylu nowych nierzetelnych płatników. Wśród seniorów przybyło bowiem 21,7 tys. osób, a drugi wynik, należący do 45-54 latków, wyniósł 18,2 tys. nowych osób z problemami w rozliczeniach. Są też grupy wiekowe, w których posiadających przeterminowane zobowiązania ubyło. 18-34 latków z zaległościami jest na koniec listopada 2020 r. o prawie 26 tys. mniej niż po roku 2019.

Zmiany duże, ale statystycznie na 100 osób w wieku 65+ dłużników nadal jest niewielu

W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK, na koniec listopada 2020 r. znajdowało się 387,8 tys. osób w wieku min. 65 lat z problemami w terminowym opłacaniu rachunków i kredytów. Łączna wartość ich zaległości sięga 10,4 mld zł, średnio na osobę wypada 26 817 zł i jest to o 10 proc. więcej niż w grudniu 2019 r., ale jednocześnie o 2,5 tys. zł (9,4 proc.) mniej niż wynosi średnia dla wszystkich. Seniorzy wyróżniają się pozytywnie też pod innym względem. Mimo negatywnych zmian, nadal udział niesolidnych dłużników wśród ogółu najstarszych Polaków należy do najniższych w porównaniu z innymi grupami wiekowymi. Kłopoty z terminowymi rozliczeniami ma 5,8 proc. osób 65+, czyli co siedemnasta. Lepiej jest jedynie w najmłodszym pokoleniu 18-24 latków, gdzie udział osób, które mają problemy z opłacaniem rachunków i rat wynosi 4,8 proc., w pozostałych jest zdecydowanie wyższy. Najgorzej wypada grupa 45-54 latków, gdzie nie radzi sobie już 12 proc., czyli co ósma osoba.

– Wydawałoby się, że w minionym roku kłopoty finansowe powiększą przede wszystkim osoby aktywne zawodowo, którym lockdowny odebrały źródło utrzymania lub też ograniczyły wpływy z powodu czasowych obniżek wynagrodzeń. Jednak to seniorzy poradzili sobie najgorzej – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

niesolidnych dłużników
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i BIK

Nie można jednak wszystkich kłopotów seniorów przypisać pandemii, bo znaczący przyrost zaległości jak i samych dłużników, właśnie w tej kategorii wiekowej widoczny był już w pierwszym kwartale (0,4 mld zł i 10 tys. osób), kiedy to jeszcze koronakryzys nie wpływał na przedstawiane statystyki. Wzrost kłopotów osób od 65. roku życia zaskakuje też z innego powodu. Jak wynika z badań zleconych przez Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor, seniorzy najrzadziej deklarują, że w ub.r. brakowało im w ciągu miesiąca pieniędzy na opłacenie bieżących zobowiązań. Mówi o tym 34 proc. ankietowanych, podczas gdy wśród ogółu badanych, we wszystkich kategoriach wiekowych – 41 proc. Najwyraźniej, jeśli już starsze osoby podają, że brakuje im pieniędzy, to są w trudniejszej sytuacji niż inni przyznający się do takich problemów. Co według seniorów jest przyczyną kłopotów? Przede wszystkim zbyt niskie wpływy – wskazuje na to ponad połowa (55 proc.) osób twierdzących, że mają trudności, by co miesiąc związać koniec z końcem. Niemal co piaty ankietowany mówi również, że w tarapaty wpędza ich finansowa pomoc udzielana najbliższym (18 proc.). – Wygląda na to, że pomagają, choć to oni bardziej potrzebują pomocy. Zawirowania gospodarcze, a nawet same restrykcje sanitarne, również uderzyły w portfele grupy 65+, bo co piątemu zaszkodził fakt, że pandemia odebrała mu możliwość dorabiania do emerytury i renty – informuje Sławomir Grzelczak. 15 proc. wskazywało także, że zbyt optymistycznie podeszli do pożyczania. O taką wpadkę nie było akurat trudno, jeśli ktoś zadłużał się w pierwszych miesiącach ub.r. Co charakterystyczne dla seniorów, w wynikach badań podsumowujących miniony rok, widać, że to oni najczęściej skarżyli się na wzrost cen towarów i usług (45 proc.).

Najwięcej seniorów z długami na Górnym i Dolnym Śląsku

Biorąc pod uwagę poszczególne regiony kraju, najwięcej osób starszych ma problemy z opłacaniem rachunków oraz regulowaniem rat pożyczek i kredytów w województwach: śląskim, mazowieckim, dolnośląskim i wielkopolskim. Zamieszkuje tu najwięcej dłużników i mają oni najwyższe kwoty przeterminowanych zobowiązań. Najwyższa średnia zaległość przypada na seniorów z Mazowsza – prawie 36 tys. zł na osobę oraz z woj. łódzkiego, niemal 30,3 tys. zł.
Najwięcej seniorów z długami na Górnym i Dolnym Śląsku
Największy udział nierzetelnych dłużników w swojej grupie wiekowej seniorzy mają również na Górnym i Dolnym Śląsku oraz w woj. kujawsko-pomorskim, zachodniopomorskim i lubuskim. Wszędzie tu problemy z terminowym opłacaniem zobowiązań ma ponad 7 proc. osób w grupie 65+. Średnia dla kraju wynosi 5,8 proc.

Największy udział nierzetelnych dłużników w swojej grupie wiekowej
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i BIK

Choć w najstarszej kategorii wiekowej niesolidnych dłużników dominują kobiety (ponad 51 proc.), to wśród rekordzistów zdecydowanie więcej jest mężczyzn. Największa nieoddana kwota ciąży na 65-latku z woj. łódzkiego, ponad 34,7 mln zł. Drugi rekordzista to również mężczyzna, pochodzi z woj. dolnośląskiego ma 65 lat i prawie 32,5 mln zł zaległości. Trzecia jest mieszkanka Mazowsza, 67-letnia kobieta widnieje w BIG InfoMonitor i BIK z nieopłaconymi zobowiązaniami powyżej 27,5 mln zł.

Badanie zostało zrealizowane przez Maison&Partners, metodą CAWI na panelu badawczym Ariadna w dniach 11-15 grudnia 2020 r., na ogólnopolskiej, reprezentatywnej pod względem płci, wieku oraz wielkości miejsca zamieszkania próbie Polaków 18+. W badaniu wzięło udział N=1106 osób.

1,4 tryliona dolarów – tyle będzie kosztować realizacja Porozumienia Paryskiego z 2015 roku

W Europie jesteśmy na etapie wprowadzania w życie Nowego Zielonego Ładu. Jego założenia – tak jak założenia podobnych programów na całym świecie – wynikają z Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ, a dokładnie z celu numer 7. Został on przedstawiony w 1972 roku, na konferencji w Sztokholmie i zakłada przebudowę globalnej gospodarki energetycznej na korzystającą z odnawialnych źródeł energii. Można więc powiedzieć, że walka o Nowy Zielony Ład trwa już prawie 50 lat. 

– 7 Cel Zrównoważonego Rozwoju ONZ jest o czystej energii, czyli pozyskiwanej ze słońca, wody i wiatru. Przejściowo również z energetyki jądrowej bądź innych źródeł, które są na etapie opracowywania. Konsekwencją tego ma być zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych do atmosfery: dwutlenku węgla, metanu i innych – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, dyrektor generalny UN Global Compact w Polsce. – Walka o równowagę klimatyczną nie jest żadną nowością. Na problem zwrócono uwagę już w 1972 roku. Później mieliśmy spotkanie w Rio De Janeiro, protokół z Kioto i cały cykl 26 szczytów klimatycznych. Wreszcie pojawiło się porozumienie bankowe, wokół którego budowany jest właśnie Zielony Ład. Banki rozwoju i banki komercyjne zdecydowały o przeniesieniu pieniędzy z inwestycji wysokoemisyjnych, opartych na wytwarzaniu energii z paliw kopalnych, w kierunku technologii OZE. Ile trzeba wydać pieniędzy na tą przebudowę? Globalnie do 2030 roku powinna być to zawrotna kwota 1,4 tryliona dolarów. Tyle powinniśmy zdeponować kapitału, żeby zrealizować Porozumienie Paryskie z 2015 roku. Czy nam się to uda? Zobaczymy. Wielu klimatologów uważa, że jest już za późno. Część twierdzi, że do 2030 roku mamy jeszcze czas. Oby ci drudzy mieli rację – trzyma kciuki Wyszkowski.

Amazon ogłasza kolejną inwestycję w Polsce. W Świebodzinie powstanie ponad tysiąc miejsc pracy

  • Amazon kontunuuje inwestycje w Polsce. W ciągu roku od otwarcia nowego obiektu w Świebodzinie powstanie ponad tysiąc nowych, stałych miejsc pracy;
  • Dziesiąte już centrum logistyczne Amazon w Polsce zostanie wyposażone w zaawansowaną technologię Amazon Robotics – pracowników będzie wspierać 3 tys. robotów;
  • Nowy budynek pomoże zaspokoić rosnące oczekiwania klientów, poszerzy ofertę produktów oferowanych przez Amazon i zapewni wsparcie większej liczbie sprzedawców, korzystających z usługi Fulfillment by Amazon;
  • Trwa rekrutacja na stanowiska operacyjne oraz inżynieryjne.

Amazon potwierdził plany otwarcia w 2021 r. nowego budynku o powierzchni 193 tys. m2 w Świebodzinie. To już dziesiąte centrum logistyczne firmy w Polsce i pierwsze w województwie lubuskim. W ubiegłym roku Amazon otworzył dwa nowe centra w kraju – w Gliwicach i Łodzi, zwiększając tym samym łączną liczbę stałych etatów w Polsce do 18 tys.

W nowej inwestycji Amazon stworzy kolejne miejsca pracy dla ponad 1 tys. osób. Pracownicy zatrudnieni w nowo otwartym centrum logistycznym będą kompletować, pakować i wysyłać klientom zamówienia zawierające małe przedmioty, takie jak książki, elektronikę i towary konsumpcyjne. W codziennej pracy będą wspierani przez innowacyjne technologie Amazon Robotics. Prawie 3 tys. robotów pomoże w realizacji zamówień klientów. Te specjalistyczne urządzenia przesuwają się pod regałami z produktami, podnoszą je i przemieszczają po centrum logistycznym, pomagając przyspieszyć czas obsługi zamówień, ułatwiając pracę pracownikom i podnosząc jakość obsługi klientów. To będzie trzecie centrum robotyczne Amazon w Polsce, po Kołbaskowie koło Szczecina i Gliwicach.

Rozpoczęła się rekrutacja na wiele nowo utworzonych stanowisk. Amazon zatrudni w pierwszym etapie, między innymi: inżynierów, specjalistów HR i IT, specjalistów ds. BHP i finansów oraz menedżerów operacyjnych. Osoby zainteresowane pracą w Amazon znajdą więcej informacji na tej stronie.

Wszyscy pracownicy Amazon w Świebodzinie od pierwszego dnia pracy otrzymają bardzo atrakcyjne wynagrodzenie i pakiet świadczeń. Płace pracowników poziomu początkowego zaczynają się od 20 zł brutto za godzinę, a liderów zespołów od 25 zł brutto za godzinę. Zatrudnionym osobom przysługiwać będą również dodatkowe miesięczne premie w wysokości do 15%, uzależnione od frekwencji indywidualnej i wyników zespołu, a także szereg benefitów obejmujących prywatną opiekę medyczną, ubezpieczenie na życie, bezpłatny dojazd do pracy autokarem na wybranych trasach i wiele innych, np. możliwość skorzystania z programu „Postaw na Swój Rozwój”. Dzięki niemu, pracownicy Amazon o co najmniej rocznym stażu, którzy chcą zyskać nowe kwalifikacje, mogą w ciągu 4 lat otrzymać nawet do 26 tys. zł dofinansowania na opłacenie czesnego, kosztów kursów i materiałów edukacyjnych.

„Z dumą ogłaszam naszą nową inwestycję w Świebodzinie, która umożliwi nam świadczenie usług większej liczbie klientów, a polskim firmom pozwoli osiągać jeszcze większe sukcesy w sprzedaży na Amazon. Polska to dla nas bardzo ważny rynek. Działamy na nim od ponad sześciu lat, intensywnie inwestując i wspierając lokalne społeczności. Cieszymy się, że możemy mieć swój istotny wkład w rozwój województwa lubuskiego poprzez tworzenie nowych, stałych miejsc pracy i dalsze zaangażowanie na rzecz lokalnych społeczności. Do tej pory Amazon stworzył w Polsce ponad 18 tys. stałych miejsc pracy, oferując konkurencyjne wynagrodzenia i kompleksowe świadczenia już od pierwszego dnia pracy, a także zróżnicowane możliwości rozwoju kariery w naszej szybko rozwijającej się, globalnej organizacji” – powiedział Marian Sepesi, dyrektor regionalny w Amazon.

„Cieszy mnie, że Amazon wybrał Świebodzin na miejsce swojej kolejnej inwestycji. Dla regionu szczególnie ważne są wysokojakościowe miejsca pracy, które powstaną w nowym centrum logistycznym. Wierzę, że dzięki tej współpracy nasze miasto będzie w stanie w pełni wykorzystać swój ogromny potencjał” – powiedział Tomasz Sielicki, burmistrz Świebodzina.
Od momentu wybuchu epidemii w Polsce i na świecie, Amazon dostosowuje swoje procesy i centra logistyczne, aby zapewnić pracownikom bezpieczeństwo przy obsłudze zamówień klientów. W tym celu firma wprowadziła ponad 150 rozwiązań na rzecz bezpieczeństwa, obejmujących m.in. zapewnianie dostępu do maseczek, środków do dezynfekcji rąk, kamer termowizyjnych, termometrów, chusteczek odkażających, rękawiczek i dodatkowych stanowisk do mycia rąk. Ponadto, w centrach logistycznych szybko wprowadzono rozwiązania umożliwiające zachowanie dwóch metrów bezpiecznego dystansu pomiędzy pracownikami. Na całym świecie Amazon zainwestował już ponad 800 mln USD w środki bezpieczeństwa w związku z COVID-19. Tylko w Polsce firma zakupiła w 2020 roku ponad 8 mln par rękawiczek ochronnych, 2 mln maseczek, 24 mln opakowań chusteczek dezynfekujących i 33 mln środków do dezynfekcji rąk.