350 milionów złotych na pożyczki dla przedsiębiorców, 1300 wspartych firm. Polska Fundacja Przedsiębiorczości podsumowuje 2020 rok

Rok 2020 zapisze się czarnymi zgłoskami w gospodarczej historii wolnej Polski. Dynamiczny rozwój gospodarczy i galopujące plany przedsiębiorców zostały dość nagle zatrzymane przez pandemię koronawirusa. Polska Fundacja Przedsiębiorczości w tym roku zaoferowała beneficjentom rekordowe wsparcie. Rozdysponowaliśmy ponad 350 milionów złotych na pożyczki, wspartych kapitałowo zostało 1300 firm z sektora MŚP.  To dwukrotnie więcej niż w rekordowym 2019 roku. Uwolniony został olbrzymi potencjał ludzi w Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości. Pokazaliśmy, że w tak trudnym okresie potrafimy efektywnie pomagać przedsiębiorcom, będąc uznanym partnerem dla BGK oraz lokalnych instytucji – mówi Marcin Pawłowski, Prezes Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości.

„Jesteśmy na pierwszym froncie gospodarczej walki z koronawirusem”

Rok 2020 to dla Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości najbardziej dynamiczny czas w historii. Z jednej strony organizacja przechodziła wewnętrzne zmiany: wprowadzono nową strategię na lata 2020-2025, z drugiej sytuacja gospodarcza spowodowała, że nasza instytucja znalazła się na pierwszym froncie gospodarczej walki z pandemią koronawirusa.

– Ten rok to  duże wsparcie przedsiębiorców w zakresie kapitału obrotowego, który w wielu obszarach gospodarki był potrzebny i pomógł przetrwać  firmom. Rozdysponowaliśmy 200 milionów złotych na pożyczki płynnościowe, to wielki sukces wszystkich pracowników Fundacji. Otwieramy się na nowe podmioty, nowych klientów, chcemy wspierać nie tylko MŚP ale również organizacje, samorządy, spółdzielnie, wspólnoty. Wchodzimy na rynek z nową ofertą w ramach Funduszu Dostępności, który ma pomagać najbardziej potrzebującym. Kontynuujemy ofertę udzielania pożyczek inwestycyjnych, profilowanych oraz dla osób rozpoczynających działalność – mówi Marcin Pawłowski, Prezes Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości.  – W 2020 roku byliśmy aktywnym graczem w oferowaniu usług rozwojowych dla firm i ich pracowników. Mają oni możliwość skorzystania z 80% dofinansowania dotacji na szkolenia i kursy. W tym roku wypłaciliśmy ponad 6 mln dotacji  i podnieśliśmy kompetencje ponad 1500 pracowników firm z Pomorza Zachodniego – dodaje Pawłowski.

Nowa rzeczywistość, nowy sposób realizacji celów statutowych. Szkolenia online i nowa platforma komunikacyjna

W 2020 Polska Fundacja Przedsiębiorczości przygotowała zupełnie nową strategię szkolenia klientów. Z powodu pandemii niemożliwe było prowadzenie spotkań stacjonarnych. Program edukacyjny przeniósł się do sieci i okazało się to prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Za nami ponad 200 szkoleń, webinarów i prezentacji. Jesienią wystartowały regularne programy publicystyczne z udziałem ekspertów. Fundacja przygotowuje także podcasty z udziałem przedsiębiorców.

– Podjęliśmy decyzję o stworzeniu nowoczesnej platformy szkoleniowej, dzięki której będziemy mieli okazję dotrzeć z wiedzą i nowymi umiejętnościami do dziesiątek tysięcy osób oferując różnorodne cykle szkoleń zakończone przyznanym certyfikatem.  Wszystko to odbywa się bezpłatnie w ramach misji edukacyjnej Fundacji. To inicjatywa nowoczesna, mam wrażenie, że najnowocześniejsza w Polsce. Baza merytoryczna dla przedsiębiorców, ale jednocześnie wielka wartość informacyjna – dodaje Prezes Pawłowski.

Polska Fundacja Przedsiębiorczości aktywnie uczestniczy w procesie konsultowania inicjatyw ustawodawczych wspierających przedsiębiorców. Zabieramy głos podczas konsultacji organizowanych przez Ministerstwo Finansów, Bank Gospodarstwa Krajowego czy Federacje Przedsiębiorców Polskich. Współpracujemy z Północną Izbą Gospodarczą w Szczecinie.

2021? Nic nie zapowiada żeby było spokojniej

Wiele wskazuje na to, że rok 2021 również będzie czasem wielu gospodarczych wyzwań, a Polska Fundacja Przedsiębiorczości będzie musiała ramię w ramie dotrzymywać kroku przedsiębiorcom i ich oczekiwaniom.  Jednym z filarów nowej strategii  jest rozwój sieci Oddziałów i zbudowanie obecności Naszych pracowników we wszystkich województwach.  – Chcemy być jak najbliżej przedsiębiorców stąd 26 Oddziałów i 50 Specjalistów na terenie całego kraju. Efekty już widać a to dopiero początek – dodaje Marcin Pawłowski, Prezes Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości.

Efekty pracy Fundacji będą widoczne nie tylko na Pomorzu Zachodnim, ale i w całej Polsce. Serdecznie zachęcamy do współpracy zarówno przedsiębiorców jak i instytucje otoczenia biznesu.

Opłata mocowa silnym uderzeniem w przedsiębiorców

Nowe podatki, wzrost płacy minimalnej, niepewne terminy wypłacania pomocy w ramach tarcz antykryzysowych, rozpoczęcie roku w czasie lockdownu i… podwyżki. Trudno wyobrazić sobie bardziej problemowy start w roku 2021 niż ten scenariusz z którym mierzyć się musi wiele firm. Do Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie w ostatnim kwartale zgłosiła się duża liczba przedsiębiorców, która zwróciła uwagę, że „opłata mocowa”, która niebawem wejdzie w życie bardzo mocno dotknie ich budżety. – Podejmujemy ten temat, bo próśb o interwencje było mnóstwo. Dla wielu firm to dodatkowy wydatek na poziomie kilku tysięcy złotych miesięcznie – mówi Piotr Wolny, dyrektor Biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Prąd może kopnąć. Przedsiębiorcy czują się kopnięci. I to mocno”

„Opłata mocowa” pojawi się na naszych rachunkach za energię pierwszy raz już w styczniu. Koszty dopłat zasilą budżety państwowych koncernów energetycznych za utrzymanie elektrowni w gotowości do dostarczenia określonych mocy. Jak mówi dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Piotr Wolny o kolejny cios dla przedsiębiorców, którzy od 9 miesięcy są w trudnej sytuacji spowodowane pandemią koronawirusa.

– Po nowym roku pojawi się kilka nowych danin publicznych, a stawki innych pójdą w górę. Dodatkowo po raz kolejny wzrosną znacząco ceny energii. Premier Mateusz Morawiecki tłumaczy to tym, że dzięki pieniądzom z podatków państwo może wspierać przedsiębiorców dotkniętych skutkami kryzysu. Co absolutnie nie może być prawdą. Dodatkowe obciążenia jeszcze mocniej spotęgują dotkliwe skutki pandemii, dotykające przedsiębiorców – mówi dr Piotr Wolny.

– Prąd może kopnąć. Przedsiębiorcy czują się kopnięci. I to mocno. Kolejne ciosy w postaci podwyżek cen energii, podatków, czy kosztów pracy, zamiast ratować i pomagać utrzymać firmy i pracowników, będą przynosić tylko straty. W szczególności, że już wiemy iż nie będzie powszechnych rekompensat za rosnące ceny energii pomimo zapowiedzi ministra aktywów państwowych z początku tego roku. Nowy gospodarz tej ustawy, ministerstwo klimatu i środowiska, wycofał ją z wykazu prac legislacyjnych.  Kolejny raz przedsiębiorcy nie mają poczucia stabilności w decyzjach rządu i nie są w stanie przygotować się na wprowadzane zmiany. Jak zwykle wszystkie te koszty ostatecznie będzie musiał ponieść konsument, który więcej zapłaci za towar czy usługę, a to spowoduje spadek poziomu konsumpcji, a więc i w konsekwencji spowolnienie gospodarcze – dodaje dyrektor Wolny.

Przedsiębiorcy będą zmuszeni do oszczędności

Opłata mocowa dotknie wszystkich odbiorców. Jej wysokość w przyszłym roku dla odbiorców biznesowych uzależniona będzie od ilości energii elektrycznej pobranej z sieci w wybranych godzinach w ciągu doby – w dni robocze od 7:00 do 21:00 – i wyniesie 76,2 zł/MWh. Natomiast dla odbiorców indywidualnych (nie będących firmami)  :

  • dla zużycia poniżej 500 kWh energii elektrycznej – 1,87 zł;
  • dla zużycia od 500 kWh do 1200 kWh energii elektrycznej – 4,48 zł;
  • dla zużycia powyżej 1200 kWh do 2800 kWh energii elektrycznej – 7,47 zł;
  • dla zużycia powyżej 2800 kWh energii elektrycznej – 10,46 zł.

– Wysokość opłat zapewne zmuszała będzie odbiorców  do racjonalnego wykorzystania energii elektrycznej. Wzorcowa  jakość  energii  elektrycznej  polega  na  tym,  że  w  miejscu obioru występuję nieprzerwanie,  przebieg  napięcia  jest dokładnie  sinusoidalny,  częstotliwości  znamionowa   o  wartości  skutecznej napięcia równej  napięciu  znamionowemu. Wstępny audyt racjonalizacji zakupu energii  możemy przeprowadzić analizując faktury za energie elektryczna na ich podstawie możemy przeprowadzić optymalizacje w zakresie m.in. zamówionej mocy czy doboru grupy taryfowej. Nasze badania wskazują że dzięki doświadczeniu naszych audytorów i przy niewielkich nakładach finansowych  udaje się zaoszczędzić  10 do 30% kosztów zużycia energii elektrycznej – wyjaśnia Piotr Wiśniewski z firmy MEON, członek Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Większość deweloperów prowadzi działalność w formie spółki komandytowej, a zmiany w CIT wpłyną na ceny mieszkań

Miało być zahamowanie wzrostu cen mieszkań na rynku pierwotnym, ale zmiany w przepisach podatkowych mogą pokrzyżować plany osób wstrzymujących się z kupnem własnego M. „Większość firm deweloperskich to spółki komandytowe, które od przyszłego roku będą musiały dodatkowo zapłacić CIT. Ten koszt pokrycie może znaleźć w kieszeni kupujących mieszkania” – wynika z analizy Kancelarii Adwokackiej Świecki.

Od 1 stycznia 2021 roku w życie wchodzi szereg istotnych zmian w podatkach dochodowych. Szczególnie te dotyczące CIT mogą mieć wpływ na sytuację deweloperów, a co za tym idzie na cenę nowych mieszkań.

„Przyszły rok rozpocznie się dla istotnej części branży deweloperskiej od obciążenia zysku dodatkowymi podatkami. Zdecydowana większość deweloperów prowadzi działalność w formie spółki komandytowej, a zmiany w przepisach podatkowych spowodowały, że od 2021 r. spółka komandytowa dodatkowo zapłaci podatek CIT” – tłumaczy mecenas Adam Świecki z Kancelarii Adwokackiej Świecki specjalizującej się w obsłudze firm deweloperskich. „Realnie może to spowodować obciążenie podatkowe dwukrotnie wyższe od dotychczasowego” – wyjaśnia i dodaje, że aktualnie podatek od dochodów wspólników to najczęściej 19% PIT, od 2021 r. dodatkowo spółka komandytowa zapłaci jeszcze 19% CIT lub 9% CIT – w przypadku małych podatników.

Ma to znaczenie w przypadku inwestycji jeszcze niesfinalizowanych, a także rozpoczynających się lub planowanych. Z pewnością dodatkowe obciążenie podatkowe dewelopera znajdzie swoje odzwierciedlenie w biznesplanie. Można się zatem spodziewać korekt cenników mieszkaniowych i podniesienie ceny za m2.

„Wzrostu cen nie muszą się obawiać osoby, które jeszcze nie nabyły mieszkania, ale mają już zawartą umowę deweloperską. Wprowadzenie podatku CIT nie jest podstawą dla dewelopera do zmian umowy deweloperskiej lub odstąpienia od niej” – uspokaja ekspert. „Wszelkie praktyki polegające na próbie zmiany ustalonej w umowie deweloperskiej ceny mieszkania z uwagi na wprowadzenie podatku CIT będą bezprawne” – podkreśla.

Na ceny mieszkań na rynku pierwotnym w przyszłym roku wpływ może mieć też wzrost wynagrodzenia minimalnego za pracę, które od stycznia 2021 roku wynosić będzie 2 800 złotych. Oznacza to wzrost o 200 zł w stosunku do najniższego wynagrodzenia obowiązującego w 2020 r. Ta zmiana niewątpliwie podniesie koszty realizacji budowy. Pracownicy budowlani niskowykwalifikowani najczęściej zatrudnieni są z wynagrodzeniem równym płacy minimalnej.

Ilu Polaków zadłużyło się „pod korek”?

Kryzys gospodarczy zawsze jest okresem próby dla kredytobiorców. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, ilu Polaków spłacających „hipoteki” może mieć zbyt wysoką relację rat do dochodu netto.

Wiosenna seria obniżek stóp procentowych NBP skutkowała spadkiem rat prawie wszystkich kredytów mieszkaniowych, które są rozliczane w złotych. Tym niemniej, kryzys gospodarczy wzbudza pewne obawy w kontekście spłacalności „hipotek”. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili zatem sprawdzić, ilu rodaków w poprzednich latach zaciągnęło kredyty mieszkaniowe z ratą zbyt wysoką względem poziomu dochodów.

Analiza RynekPierwotny.pl uwzględnia wskaźnik DSTI (ang. Debt-Service-to-Income). Mowa o stosunku wszystkich rat kredytowych (z wyłączeniem limitów kredytowych) do dochodu netto gospodarstwa domowego. Dane KNF wskazują, że w 2018 roku udział nowych kredytów mieszkaniowych pod względem poziomu DSTI wyglądał następująco:

  • DSTI do 20% – 24% wartości kredytów mieszkaniowych
  • DSTI od 20% do 30% – 22%
  • DSTI od 30% do 40% – 25%
  • DSTI od 40% do 50% – 19%
  • DSTI od 50% do 60% – 8%
  • DSTI powyżej 60% – 2%

Analogiczne wyniki dotyczące nowych „hipotek” z 2019 r. przedstawiają się następująco:

  • DSTI do 20% – 21% wartości kredytów mieszkaniowych
  • DSTI od 20% do 30% – 22%
  • DSTI od 30% do 40% – 26%
  • DSTI od 40% do 50% – 19%
  • DSTI od 50% do 60% – 9%
  • DSTI powyżej 60% – 2%

Powyższe informacje potwierdzają, że w 2018 r. oraz 2019 r. rozkład nowych kredytów mieszkaniowych pod względem wskaźnika DSTI był dość podobny. Niepokoić może jednak ubiegłoroczne przesunięcie wyników w kierunku wyższego poziomu DSTI (widoczne dla przedziałów do 20%, 30% – 40% oraz 50% – 60%). Ogólnie rzecz biorąc, dane Komisji Nadzoru Finansowego wskazują, że około 20% nowych kredytów mieszkaniowych z lat 2018 – 2019 cechowało się wysokim poziomem wskaźnika DSTI (40% – 50%), a w przypadku kolejnych 10% – 11% kredytów ten indeks osiągnął alarmującą wysokość (ponad 50%). Analogiczne wyniki dla całego portfela kredytów mieszkaniowych pod koniec 2019 r. wynosiły odpowiednio 12% (DSTI 40% – 50%) oraz 11% (DSTI ponad 50%).Udział nowych kredytów mieszkaniowych pod względem DSTI

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

5 trendów IT na 2021 rok. Co było i co nas czeka według OVHcloud?


Żegnamy 2020 i z nadzieją wchodzimy w 2021 rok. Co było i co nas czeka według OVHcloud?

Rok 2020 wywrócił do góry nogami rzeczywistość, którą znaliśmy. Obowiązek zachowania fizycznego dystansu w praktyce przeniósł wiele osób do wirtualnego świata. Dlatego w czasie gdy wiele branż, takich jak gastronomia czy hotelarstwo musiało zawiesić swoją działalność, sektor IT rozwijał się w przyśpieszonym tempie, a chmura obliczeniowa, usługi w chmurze i e-commerce stały się dla wielu nową normalnością. I chociaż mijający rok zapamiętamy zapewne na długo, to z pewnością zaowocuje on wieloma ciekawymi trendami technologicznymi. Czy pozwolą one spojrzeć w nadchodzącą przyszłość z optymizmem?

Podsumowanie 2020 roku w branży technologicznej

Zarówno wielbiciele technologicznych nowinek, jak i fani fantastyki naukowej od wielu lat rozmyślali nad jeszcze kiedyś futurystycznie brzmiącym rokiem 2020. Oprócz zalet życia w świecie zaawansowanej technologii, niektórzy zastanawiali się również nad jej negatywnymi konsekwencjami. Jednak, gdy pełni nadziei wchodziliśmy w bieżący rok, nikt nie przewidywał jak wyczerpujący się okaże. Ostatnie 12 miesięcy upłynęło nam pod znakiem wielu istotnych wydarzeń:

  1. Zwarci i gotowi

Pandemia w 2020 roku to tragedie poszczególnych ludzi i całych narodów. To jednak także seria wyzwań. Z jednej strony koncerny farmaceutyczne ruszyły do opracowania szczepionek w możliwie najkrótszym czasie, z drugiej strony Polacy przenieśli do swoich mieszkań nie tylko biura, ale także i szkoły, gabinety lekarskie, restauracje czy sale kinowe. Poziom edukacji, rzetelność telewizyt czy efektywność wykonywanej pracy pod dyktando e-testów czy zdalnych lekcji można oceniać różnie. Najważniejsze jednak, że konieczne rozwiązania były powszechnie dostępne, istniały narzędzia i niezbędna infrastruktura – aplikacje do prowadzenia spotkań i przesyłania filmów, szerokopasmowy Internet czy sprzęt komputerowy. Oczywiście, zawsze można było sprawniej i lepiej, ale wyobraźmy sobie lockdown choćby dekadę temu, przecież nasza codzienność wyglądałaby zupełnie inaczej. Mimo wszystko obecny wynik należy uznać za sukces, a z pewnoscią 2021 rok pozwoli udoskonalić wiele elementów.

  1. Szybsza cyfryzacja

Jedną z trudności, jakie przyniósł mijający rok, był brak stabilności. Z dnia na dzień konieczne stało się dostosowanie planów, preferencji i przyzwyczajeń do nowych warunków. Okazało się, że niemal każda potrzeba: od kontaktu z drugim człowiekiem przez zakupy po realizację recepty łączy się ze zmianą. Toteż konsumenci, jak i usługodawcy oraz sprzedawcy zaczęli szukać nowych możliwości. Konieczność zapewnienia ciągłości biznesowej zmotywowała wiele firm do działania i zrealizowania odkładanej od lat transformacji cyfrowej, spełniając przy tym restrykcyjne wymagania dotyczące bezpieczeństwa danych oraz prywatności. Ponieważ świat zamknął się niemal z dnia na dzień, a wiele sektorów nie było na to przygotowanych, innego wymiaru nabrały wzajemne wsparcie i współpraca. Przykładem są tu firmy IT, które już na początku pandemii powołały do życia organizacje pomocowe, takie jak europejska inicjatywa „Open Solidarity” czy „Tech To The Rescue”, dzięki którym potrzebujące firmy mogły skorzystać ze wsparcia narzędziowego i wiedzy eksperckiej w cyfryzacji.

  1. Cybersuwerenność Europy

Bez wątpienia, donośniej wybrzmiewała w 2020 roku kwestia cyfrowej suwerenności danych. Koncepcja oddania krytycznej infrastruktury informacyjnej europejskich podmiotów w ręce prywatnych firm podlegających prawu odbiegającemu znacznie od kontynentalnych standardów prowokowała pytania i dyskusje. Rozdrobnienie mapy politycznej Europy utrudniało jednak stworzenie jednolitego planu. Chcąc znaleźć rozwiązanie i celem stworzenia zaufanej oferty usług chmury publicznej na potrzeby rynków europejskich, dla których kluczowa jest suwerenność danych oraz zgodność z RODO, z inicjatywy francusko – niemieckiej powołano międzynarodowy projekt Gaia-X, gdzie OVHcloud było jednym z założycieli. Obecnie opracowywane są kolejne narzędzia, które mogą służyć europejskim firmom, a jednocześnie zapewniać standardy ochrony danych, kluczowe dla Europy.

  1. Blockchain

Rewolucja Blockchain wydaje się wciąż przed nami. Technologia Blockchain, która wymusiła współpracę pomiędzy konkurującymi z sobą instytucjami finansowymi i zarazem absolutny hit roku 2019 nie zmieniła świata. Niewykluczone jednak, że za czas jakiś znów usłyszymy o Blockchainie, który wciąż może zrewolucjonizować ekonomię i przyczynić się do gospodarczego boomu, zwłaszcza że jako pierwsza potencjał blochchain doceniła branża finansowa.

  1. Wirtualnie blisko

Przymus fizycznego dystansu obrócił o 180 stopni formę świadczenia pracy i od miesięcy otwartym pozostaje pytanie, czy wrócimy na pełen etat do biur? Obostrzenia przyśpieszyły otwieranie się biznesu na szerokie zastosowanie Wirtualnej Rzeczywistości (VR). Wyszkolenie pracownika w bezpiecznym, wirtualnym środowisku pozwala mu nie tylko przećwiczyć te mniej i bardziej typowe scenariusze wydarzeń, ale także zyskać niezbędną pamięć mięśniową. A wszystko to bez konieczności zatrzymywania działania zakładu i bez ryzyka wypadków. Co ciekawe, w 2020 roku VR współpracujący z komputerami PC wreszcie doczekał się gier AAA, ale to też rok, w którym cała Polska zobaczyła zdalne lekcje prowadzone w poznańskiej szkole, właśnie z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości. To też pierwsze konferencje i spotkania biznesowe prowadzone w wirtualnej przestrzeni.

Technologiczne trendy na które z niecierpliwością czekamy w 2021

Oprócz symbolicznego znaczenia, Nowy Rok nie należy do przełomowych momentów. Gdy zegary wybijają północ, a my sięgamy po okazjonalną lampkę szampana, w naszym życiu przeważnie nie zmienia się nic oprócz daty w kalendarzu. Mimo to nowy rok zawsze wywołuje dreszcz ekscytacji, choć branża IT nie zmienia się z dnia na dzień. Nowe, przełomowe rozwiązania w rzeczywistości rozwijane są latami zanim przyjdzie ich czas. Jakie trendy wypłyną lub umocnią się w 2021?

  1. Bliżej klienta

Wczoraj off-line, dziś on-line. Boom przenoszenia biznesów do sieci oraz skokowy wręcz rozwój e-commerce skłonił nowe grupy konsumentów do zmiany swoich nawyków. Dotąd nieufni i niechętni zaczęli szukać w sieci potrzebnych produktów i usług, zmuszeni sytuacją. Jedna trzecia, według badań, deklaruje, że nadal będzie robić zakupy w e-sklepach, ale co postanowi reszta? Aby zostać w grze, nie wystarczy już tylko uruchomić e-biznes. W nadchodzącym roku konieczne będzie umiejętne zagospodarowanie klientów, którzy zaufali wirtualnej rzeczywistości, a zarazem dbanie o jakość usług, a więc w cenie będzie UX, zbieranie danych i ich analityka. Na pewno zrobi to nasza konkurencja.

  1. Opóźniona nowa era Internetu? Wdrożenie technologii 5G

Rośnie pula urządzeń mobilnych, mogących korzystać z nowoczesnych sieci piątej generacji. Przynajmniej od roku na rynku dostępne są rozwiązania umożliwiające działanie w sieci 5G. Okraszone kontrowersjami, przedłużające się oczekiwanie na aukcję operatorskich częstotliwości 5G już w 2020 roku odważyło głodne nowości firmy do podejmowania ograniczonych przestrzennie eksperymentów z nową siecią. W roku 2021 nie uda się już utrzymać 5G na smyczy. Tym bardziej, że media naukowe donoszą o koncepcjach sieci szóstej oraz siódmej generacji.

  1. Sztuczna inteligencja (AI)

Niezależnie od tego czy jesteśmy zwolennikami sztucznej inteligencji czy wręcz przeciwnie, AI już teraz towarzyszy nam w życiu codziennym i nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić. Wystarczy spojrzeć na inteligentne chatboty wykorzystywane w sektorze usługowym. Wdrożenie tego rozwiązania odciążyło pracowników od mechanicznych czynności i podniosło satysfakcję klientów, którzy nie muszą już czekać na odpowiedź konsultantów. Pandemia pokazała nam też inne schematy wykorzystania algorytmów SI, takie na przykład jak zbieranie informacji na temat opieki zdrowotnej, czy wskaźników dot. Infekcji. Analizując zebrane dane i śledząc trendy AI może przyczynić się do odkrywania przed nami niewidzianych ludzkim okiem powiązań, które mogą pomóc w walce z pandemią… tą lub następną.

  1. Kwantowi siłacze

Coś, co jeszcze niedawno stawiane było na jednej półce z teleporterem i podbojem kosmosu, wkrada się powoli do powszechnej świadomości jako rzecz nie tyle “wykonalna”, co “oczywista”. Po takich gigantach, jak IBM, Google, czy Honeywell w końcu 2020 roku do gry weszli Chińczycy. Ich specjalnie w tym celu zaprojektowany komputer kwantowy w ciągu kilku minut rozwiązał problem, który istniejącym już komputerom opartym na mechanice kwantowej, zająłby kilka miliardów lat. Imponujące. I choć wciąż więcej w tym prężenia muskułów i marketingu, niż scenariuszy praktycznego zastosowania, rok 2021 może obfitować w pokazy siły kwantowych osiłków.

  1. Jeszcze większa suwerenność danych?

Eksperci nie są pewni jak zmiany w amerykańskiej administracji wpłyną na trwającą wojnę handlowo-technologiczną USA-Chiny. Szale mogą się przechylić w obie strony… i choć Europa znajduje się z boku tego konfliktu, ona także odczuwa jego skutki. Fragmentacja Starego Kontynentu, wielość języków, kultur, stopnia rozwoju i różnorodne prawodawstwo sprawiają co prawda, że Europa nie jest łatwym rynkiem. To jednak także powód braku zdolności dogadania się nawet w tych kluczowych sprawach. Zdaje się jednak, że w 2021 roku musi nastąpić przełom. Coraz silniej słychać bowiem głosy promujące zajęcie wspólnego, europejskiego stanowiska. Na sile przybierają takie inicjatywy jak Gaia-X czy Open Trusted Cloud. Istotne jest także ogłoszenie przez Komisję Europejską gotowej (po 7 latach negocjacji) umowy ekonomicznej UE-Chiny.

Mówi się, że covid-19 zrobił dla cyfryzacji nad Wisłą więcej niż wszystkie rekomendacje Komisji Europejskiej w tym temacie do tej pory. W ubiegłorocznych prognozach[1] na 2020 Gartner przewidywał, że do 2021 inicjatywy dotyczące transformacji cyfrowej obejmą duże tradycyjne przedsiębiorstwa, ale będą trwały średnio dwa razy dłużej i kosztować dwa razy więcej niż zakładano. – zauważa Robert Paszkiewicz, odpowiedzialny w OVHcloud za region Europy Środkowo-Wschodniej. – Nikt jednak nie przewidział globalnej pandemii. A gdy wybuchła, w obliczu realnych i palących potrzeb wiele latami odkładanych decyzji i ciągnących się procesów zostało natychmiast wdrożonych. Potrzeba wymusiła działanie. Zostaliśmy wyrwani ze strefy komfortu i weszliśmy do strefy wpływów… technologii.

O ile przed lockdownem aż 73 % firm nie inwestowało w nowe technologie, to podczas pandemii wykorzystywało je już 91 %[2] ponieważ pojawiły się wymierne, policzalne oczekiwania, a istniejąca technologia potrafiła je zaadresować. W przyszłym roku zaś te rozwiązania będą zapewne doskonalone i upowszechniane i dzięki wirusowi zrobimy spory digitalowy krok naprzód.

[1] Gartner Top Strategic Predictions for 2020 and Beyond, październik 2019

[2] Raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego, czerwiec 2020

Sylwester 2020 – jak pożegnamy stary rok? Ile wydamy?

W Sylwestra zostaną wprowadzone ograniczenia w przemieszczaniu się. Czy pokrzyżuje to imprezowe plany Polaków? Niekoniecznie, bowiem i tak niemal trzykrotnie więcej (69 proc.) osób niż w 2019 zamierzało spędzić ostatnią noc roku w towarzystwie domowników. Tylko co czwarta osoba wybiera się na imprezę do znajomych lub sama organizuje domówkę albo też planuje gdzieś wyjechać. Efekt? Zdecydowanie mniejsze wydatki przewidziane na nadchodzącego Sylwestra – średnio 212 zł wobec 307 zł w ub.r. 31 grudnia będziemy żegnać rok, który pozostanie w pamięci przede wszystkim jako czas niepewności, obaw, stresu, strachu, smutku i złości – wynika z badania dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Choć w Sylwestra większość z nas zwykle chce się dobrze bawić, w tym roku okoliczności są ku temu niesprzyjające. Pandemia pokrzyżowała plany organizatorom imprez masowych i osobom, które chciałyby witać Nowy Rok spędzić na zabawach, balach i wyjazdach. Obostrzenia zalecają pozostanie w domu, a sytuacja również nie do końca zachęca do świętowania. Dlatego tym razem pozostają przede wszystkim domówki z ograniczoną liczbą osób, a i tych będzie znacznie mniej niż zazwyczaj.

Sylwester 2020 – jak go spędzimy
Źródło: Badanie dla BIG InfoMonitor

Kowalski sam w domu

Chętnych do hucznego pożegnania mijającego roku jest zaledwie 26 proc., podczas gdy w 2019 r. bawiło się lub wyjeżdżało z tej okazji ponad 70 proc. osób. Tym razem 69 proc. deklaruje, że nie ruszy się z domu i nie będzie do siebie kogokolwiek zapraszało – wynika z badania przeprowadzonego przez Maison&Partners dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Jedynie co ósmy ankietowany (13 proc.) urządzi imprezę w swoich czterech kątach, a niemal co dziesiąty (9 proc.) uda się na domówkę do znajomych lub kogoś z rodziny. To spora zmiana w porównaniu do zeszłego roku, kiedy to niemal co trzeci Polak bawił się u znajomych, a jedna czwarta była gospodarzem sylwestrowej imprezy. Jeszcze gorzej jest z imprezami zorganizowanymi. W 2019 roku co dziesiąta osoba wybierała się do restauracji, klubu, kina czy teatru, by pożegnać stary rok. Tym razem nie ma takiej możliwości, a nawet gdyby była, to taką opcję wybrałby zaledwie 1 proc. Polaków. Podobnie z imprezami pod gołym niebem. Rok temu była to atrakcyjna propozycja dla 3,4 proc., teraz jedynie dla 1 proc. badanych.

Ta zmiana zwyczajów nie powinna właściwie dziwić, skoro główną przyczyną takich postanowień są restrykcje wywołane pandemią, ograniczeniem liczby osób przy spotkaniach świątecznych, pogorszenie się sytuacji materialnej wielu osób i wprowadzony zakaz przemieszczania się. Choć należy zaznaczyć, że akurat ten ostatni element nie miał wpływu na wyniki badań, bo zostały one przeprowadzone w dniach 11-15 grudnia, jeszcze przed ogłoszeniem przez rząd zakazu poruszania się między godz. 19, 31 grudnia a 6 rano, 1 stycznia.

Jednak znajdą się też tacy, którzy mimo wszystko wyruszą gdzieś dalej od domu, by przywitać Nowy Rok i pożegnać ten, który przysporzył tylu kłopotów. Według badania na wyjazdy bliższe i dalsze uda się ok. 3 proc. osób.

Sylwester tańszy o prawie jedną trzecią

Tegoroczna drastyczna zmiana planów przełożyła się na przewidziane na Sylwestra wydatki. W porównaniu z zeszłym rokiem spadły prawie o jedna trzecią z 307 zł do 212 zł. Nie będzie balów, uroczystych przyjęć, a nawet imprez pod chmurką, a co za tym idzie wydatków na fryzjera, kosmetyczkę czy nową garderobę. Stąd też spora w tym roku różnica w deklarowanych wydatkach, w zależności od płci. Panie zaoszczędzą i przewidują przeznaczyć na tę okazję mniej niż panowie, wydadzą średnio 177 zł, podczas gdy panowie 261 zł. Co ciekawe gospodarstwa o niższych wpływach (od 1 do 2 tys. zł) zamierzają świętować za wyższą kwotę – 288 zł, niż ci, których portfele co miesiąc zapełniają się sumą od 7 do 10 tys. zł. Oni wydadzą 241 zł. Zaszaleją osoby, które na to stać: gospodarstw domowych którym co miesiąc wpływa na konto co najmniej 10 tys. zł netto, chcą przeznaczyć na zabawę sylwestrową średnio aż 774 zł.

Trudno przesadzać z wydatkami w niepewnych czasach

Zwykle nadmierne wydatki związane wyprzedażami, a potem ze świętami Bożego Narodzenia i Sylwestrem stawały się dla niejednej osoby powodem problemów finansowych i ostatecznie wpisu do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. W rezultacie w pierwszym kwartale roku wierzyciele zgłaszali więcej niesolidnych konsumentów do rejestru, niż miało to miejsce w innych okresach.

– Pytanie, jak będzie tym razem? Niepewność, obawa o przyszłość i stres to trzy najczęściej wskazywane przez Polaków emocje, jakie towarzyszyły im w mijającym roku. Trudno w takich okolicznościach przesadzać z zakupami zakładając, że wszystko skończy się dobrze i w następnych tygodniach uda się wyjść z finansowego dołka. Zdecydowana większość stała się bardziej przezorna i oszczędna, a ze względu na pandemię sytuacja materialna niektórych osób się pogorszyła. Niższe o 10 proc. wydatki na zorganizowanie świąt i o ponad 30 proc. na Sylwestra są tego najlepszym dowodem – mówi Halina Kochalska, ekspert Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. – Dlatego też, jeśli w najbliższych miesiącach do rejestru będą trafiać nowi dłużnicy, to zdecydowanie rzadziej powodem będzie niepoprawny optymizm przy zazrądzaniu pieniędzmi, jak bywało wcześniej. Przyczyny będą zdecydowanie poważniejsze – dodaje.

2020 rok odebrał poczucie stabilizacji

Najczęściej odczuwane przez Polaków emocje w 2020 r. to: niepewność, obawy, stres, strach, smutek, gniew i złość oraz rozczarowanie. Niewielu z tego czasu wyniesie choćby odrobinę pozytywnych emocji. Na możliwe trzy wskazania, jedynie w co dziesiątym przypadku badani byli w stanie wspomnieć też o radości, spokoju czy pozytywnym zaskoczeniu. Nachodząca zmiana roku nie zapowiada na razie, by pierwsze tygodnie 2021 r. miały być odbierane inaczej.

2020 rok odebrał poczucie stabilizacji
Źródło: Badanie dla BIG InfoMonitor

Pandemiczne zasady zostaną z nami w 2021 roku

Dla zarządców nieruchomościami kończący się rok okazał się przełomowy. Dostrzegamy kilka wyraźnych trendów, które pojawiły się w ciągu ostatnich miesięcy i z nami pozostaną. Jednym z nich, silnie związanym z aktualną sytuacją pandemiczną jest modyfikacja funkcjonowania wspólnot mieszkaniowych. Zdalne zebrania mieszkańców i głosowanie będą najsilniejszym trendem nadchodzących miesięcy. Wspólnoty, które nie przeszły cyfrowej modernizacji mają wiele do nadrobienia.

Komentarz przygotował Mariusz Łubiński, prezesa firmy Admus, zajmującej się zarządzaniem nieruchomościami

Istotną modyfikacją w pracy i funkcjonowaniu wspólnot mieszkaniowych w Polsce będzie element spotkań, głosowań i zebrań. Wszystkie te powyższe czynności już od jakiegoś czasu powinny odbywać się zdalnie. Mimo luzowania obostrzeń i powrotu do możliwości przeprowadzenia pewnych czynności osobiście, prawdziwie profesjonalni zarządcy uruchomili narzędzia online, które pomagają załatwić wszystkie wspólnotowe sprawy w 100% bez kontaktu osobistego. Co więcej, profesjonaliści czynią starania, aby Rząd wpisał na stałe stosowne regulacje w ustawę o własności lokali związane z procedowaniem spraw administracyjnych w sposób zdalny – z wykorzystaniem odpowiednich narzędzi informatycznych. Na dzień dzisiejszy, każda ze wspólnot która chce w taki sposób procedować musi najpierw podjąć stosowną uchwałę i ją przegłosować w tradycyjny sposób – np. zbierając podpisy od drzwi do drzwi poprzez pracownika firmy zarządzającej daną nieruchomością lub reprezentanta Zarządu. Wspólnoty, które liczą na zmianę obostrzeń i rychły powrót do normalności mogą się zwyczajnie bardzo zdziwić. Przed nami kolejna fala pandemii i nie ma co się oszukiwać – mimo bardziej zrównoważonego podejścia Rządu do lockdownu, obostrzenia w sektorze administracji budynkami są bezinwazyjne i konieczne. Te firmy, które zwlekają z wdrożeniem rozwiązań informatycznych do bardziej sprawnego i efektywnego funkcjonowania będą musiały to zrobić tak czy inaczej i przegrają walkę z konkurencją, która będzie już w tej materii bardzo sprawna. Na rynku jest obecnie dostępnych kilka bądź kilkanaście narzędzi, które można kupić i wdrożyć praktycznie od ręki. Są to rozwiązania dedykowane dla branży zarządzania nieruchomościami bądź wymagające niewielkich modyfikacji i dostosowania do naszej pracy. My z tego typu rozwiązań autorskich korzystamy od lat i zapewniam, nie taki wilk straszny jak go malują.

Brexit może być szansą dla polskich przedsiębiorców. Eksporterzy muszą jednak liczyć się z komplikacjami

Do końca okresu przejściowego, po którym brexit stanie się faktem, zostały tylko dwa dni. Wielka Brytania opuści jednolity rynek i unię celną, a firmy prowadzące wymianę handlową z tamtejszym rynkiem od 1 stycznia 2021 roku będą obowiązywać nowe zasady. Część branż, ze względu na spodziewane komplikacje formalnoprawne, zaczęła szukać alternatywnych kierunków. Doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej wskazuje jednak, że ze względu na strukturę tamtejszego rynku Wielka Brytania nie może zrezygnować z importu, a z tamtejszego rynku, który jest duży i chłonny, polskie firmy nie powinny szybko rezygnować.

– Sporo polskich przewoźników i eksporterów liczy się z tym, że będzie im znacznie trudniej dotrzeć do brytyjskiego rynku. Od jakiegoś czasu patrzą na rynki alternatywne, takie jak Skandynawia, Francja, Holandia czy Belgia. Z drugiej strony rynek brytyjski wciąż jest wart, żeby o niego powalczyć. Wielka Brytania to piąta największa gospodarka świata, bogaty i podatny rynek, który potrzebuje produktów i warto się będzie postarać, mimo że stanie się to zdecydowanie bardziej skomplikowane – mówi agencji Newseria Biznes Michał Dembiński, główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej.

Wielka Brytania oficjalnie wystąpiła z Unii Europejskiej 31 stycznia br. Z kolei z końcem tego roku mija okres przejściowy, po którym definitywnie przestanie być członkiem UE. 24 grudnia, po ponad trzyletnich negocjacjach, obie strony doszły w końcu do porozumienia w kwestii wspólnych relacji i zasad obowiązujących od 1 stycznia 2021 roku.

Dokument, który wraz z załącznikami liczy prawie 2 tys. stron, reguluje nie tylko wartą około 750 mld euro rocznie wymianę handlową, ale także m.in. kwestie bezpieczeństwa czy rynku pracy. Zawarcie umowy oznacza, że w obrocie gospodarczym nie będą obowiązywały cła i ograniczenia ilościowe. Mimo to polscy przedsiębiorcy współpracujący z tamtejszym rynkiem muszą liczyć się z dużymi utrudnieniami.

– W tej chwili polski przedsiębiorca, który eksportuje swój towar do Wielkiej Brytanii, potrzebuje dwóch kartek papieru, czyli faktury i listu przewozowego. Natomiast od nowego roku będzie potrzebował już 11 kartek papieru i będzie musiał postarać się m.in. o zaświadczenie kraju pochodzenia towaru czy certyfikaty fitosanitarne bądź weterynaryjne w przypadku produktów pochodzenia zwierzęcego. Aby to wszystko działało na czas, rząd brytyjski wprowadza 10 nowych systemów informatycznych, z których wszystkie muszą współpracować między sobą i być dostępne dla przedsiębiorców wszystkich krajów unijnych do końca tego roku. Wiadomo, jak to jest, kiedy się wprowadza jeden nowy system informatyczny, a tutaj chodzi aż o 10, więc pole do komplikacji jest duże – mówi Michał Dembiński.

Uzgodniona w zeszłym tygodniu umowa o handlu i współpracy między Wielką Brytanią i UE nie przewiduje okresu dostosowawczego, co oznacza, że większości podmiotów pozostało raptem kilka dni na dostosowanie się do nowych zasad. Tylko niektóre jej przepisy będą wdrażane z opóźnieniem (np. konieczność posiadania paszportu przy wjeździe do UK pojawi się dopiero od października). Jednak eksperci są zgodni, że bezumowny brexit byłby dla polskiej gospodarki dużo gorszym scenariuszem, np. ze względu na wprowadzenie stawek celnych. Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii szacowało, że w takim przypadku w długim terminie spadek eksportu z Polski do Wielkiej Brytanii mógłby sięgnąć od 30 do 70 proc., przy czym najmocniej ucierpiałby sektor rolno-spożywczy.

 Zobaczymy spadek w eksporcie, ale trzeba brać pod uwagę, że w tym roku już go widzieliśmy w związku z COVID-em. W przyszłym roku Wielka Brytania będzie miała wielkie problemy, żeby odbić się od tego dna. Polsce będzie zdecydowanie łatwiej – mówi główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej.

Wielka Brytania ma nadwyżkę w eksporcie usług na rynek UE. Z kolei kraje Unii mają zdecydowaną nadwyżkę w sprzedaży towarów na brytyjski rynek. Na Wyspy najwięcej eksportują Niemcy, ale trafia tam również około 6 proc. towarów wyprodukowanych w Polsce (42,5 mld zł). Jak podaje resort rozwoju, w ciągu trzech kwartałów tego roku wartość wymiany handlowej między Polską a Wielką Brytanią wyniosła 57,5 mld zł. Znaczący udział ma w tym sektor rolno-spożywczy, bo Zjednoczone Królestwo jest drugim odbiorcą polskich produktów (wartość eksportu po trzech kwartałach to ok. 10 mld zł).

Doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej wskazuje, że ze względu na strukturę tamtejszego rynku Wielka Brytania nie może zrezygnować z importu i kupowania chociażby żywności. Dlatego też, mimo spodziewanych komplikacji, z brytyjskiego rynku, który jest duży i chłonny, nie należy zbyt szybko rezygnować.

– Najważniejsza prawda o brytyjskiej gospodarce jest taka, że ona za mało produkuje. Produkcja przemysłowa stanowi jedynie 8,5 proc. brytyjskiego PKB. W Polsce to jest 17 proc., a w Niemczech – 20 proc. Brytyjczycy są więc skazani na import towarów. Pytanie jest jedno: skąd będą kupowali po brexicie. Tutaj widzę szansę dla polskich eksporterów – zwłaszcza biorąc pod uwagę, że baza kosztowa w Polsce nadal jest znacznie tańsza niż w Europie Zachodniej. Polskie produkty, które cieszą się renomą, są w atrakcyjnej cenie i dobrej jakości, będą miały szanse, żeby się przebić – mówi Michał Dembiński.

Dla firm, które prowadzą handel z Wielką Brytanią, MRPiT udostępnia na stronie brexit.gov.pl specjalny poradnik, w którym opisane są m.in. nowe zasady dotyczące formalności celnych, podatkowych, wymaganych od nowego roku świadectw, zezwoleń, oznakowań i etykiet dla towarów eksportowanych na brytyjski rynek.

COVID-19 długoterminowo wpłynie na bezpieczeństwo emerytów w Polsce. Może stać się poważnym zagrożeniem dla stabilnych wypłat

W Polsce emerytury w przeważającej mierze zależą od Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, zasilanego przez składki pracowników oraz budżet państwa. Zmiany demograficzne powodują, że te pierwsze będą topnieć, a dodatkowo COVID-19 utrudni wypłaty z budżetu, co może oznaczać zagrożenie dla bezpieczeństwa przyszłych emerytów w Polsce. – Alternatywy dla ZUS istnieją, ale my ich nie rozwijamy – podkreśla Krzysztof Nowak z firmy Mercer. Potrzebne jest zwiększenie części kapitałowej w systemie, bo dziś jej udział wciąż jest zbyt niski, i to mimo rozwijania programu pracowniczych planów kapitałowych.

 COVID ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa emerytów w Polsce i to długoterminowe, które dzisiaj trochę lekceważymy albo go nie dostrzegamy, a za chwilę będzie to jedno z bardziej istotnych zagrożeń – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Nowak, prezes zarządu Mercer w Polsce. – W efekcie COVID-u rośnie zadłużenie, rośnie deficyt. ZUS zaczyna konkurować o środki budżetowe z innymi typami wydatków. Na razie są to wydatki bezpośrednie w ramach tarcz czy ochrony gospodarki, a za chwilę będą to wydatki związane ze spłatą tego zadłużenia.

W 2020 roku wydatki z budżetu państwa na ZUS wynieść mają – według uzasadnienia nowelizacji dokonanej w związku z pandemią i wprowadzeniem tarcz antykryzysowych – 57,4 mld zł, o 12,5 mld zł więcej niż przed nowelizacją. To ponad połowa zaplanowanej na ten rok dziury budżetowej (109,3 mld zł), chociaż zgodnie ze sprawozdaniem resortu finansów na temat wykonania budżetu deficyt po listopadzie wynosi nieco ponad 13 mld zł (czyli 12 proc. zaplanowanego). Zdecydowana większość tej dodatkowej kwoty, bo 12 mld zł, zasili Fundusz Ubezpieczeń Społecznych. Wpłata ta ma stanowić „bufor ograniczający ryzyko wynikające z wpływu pandemii COVID-19 na otoczenie makroekonomiczne oraz ryzyko systemowe wynikające z niezakończonych prac nad ustawą o reformie OFE”.

Sytuacja ZUS-u ma znaczenie z dwóch perspektyw, pierwsza jest taka, ile osób płaci składki, czyli im większe bezrobocie, tym sytuacja ZUS-u i wypłat świadczeń jest bardziej zagrożona – mówi prezes zarządu Mercera. – W Polsce ta sytuacja nie jest wcale zła, tzn. oczywiście bezrobocie rośnie, natomiast cały czas jest to poziom stosunkowo bezpieczny. Natomiast jest drugie zagrożenie: luka w ZUS-ie, czyli różnica między wpływami składek a wypłatami. Ona się dzisiaj zwiększa, po pierwsze, ze względu na obniżenie wieku emerytalnego, ale po drugie, właśnie ze względu na skutki COVID-u dla gospodarki.

Jak podał ZUS, po trzech kwartałach roku sytuacja finansowa napawa optymizmem. W okresie od stycznia do końca września wydatki Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wyniosły 197,1 mld zł, podczas gdy wpływy ze składek i ich pochodnych wyniosły 144,5 mld zł, co stanowi 73,3 proc. wydatków, przy czym w samym III kwartale odsetek ten wzrósł do 77,9 proc. Jednak stało się to przed listopadowym lockdownem i wprowadzeniem tarczy branżowej. Zakłada ona zwolnienie ze składek na ubezpieczenia społeczne firm z branż najbardziej dotkniętych skutkami zamknięcia gospodarki. To w dalszym ciągu będzie rzutować na finanse ZUS. W przyszłym roku – według ustawy budżetowej – przychody FUS oszacowano na 270,6 mld zł, a koszty na 282,4 mld zł. Dotacja z budżetu państwa (uwzględniająca przychody, przewidywany koszt świadczeń i koszty bieżące FUS) została przewidziana na 59,5 mld zł.

– Alternatywy dla ZUS-u istnieją, ale my ich nie rozwijamy. Jest tylko jedno rozwiązanie, żeby zwiększać udział systemu kapitałowego. My akurat robimy na odwrót, ponieważ właśnie likwidujemy OFE. W zamian mamy wyłącznie pracownicze plany kapitałowe, w których składka wynosi 3,5 proc., podczas gdy na początku OFE było to 7,3 proc., czyli nie rozwijamy elementu kapitałowego. Co więcej, długo będziemy jeszcze budować aktywa PPK, żeby one chociaż dorównywały w jakimś stopniu przeszłym aktywom OFE – mówi Krzysztof Nowak.

Firma Mercer wraz z Australijskim Centrum Usług Finansowych od niemal 12 lat przygotowuje ranking systemów emerytalnych różnych krajów – Melbourne Mercer Global Pension Index. W 2020 roku Polska znalazła się na 25. miejscu na 39 krajów (rok wcześniej była to 21. pozycja na 37 państw), uzyskując 54,7 na 100 punktów. Dla porównania najwyżej sklasyfikowane Holandia i Dania przekroczyły 80 punktów. W przyszłym roku pod uwagę zostaną wzięte kolejne etapy wprowadzania PPK i dokończenie zamiany OFE na IKE.

Nie wiem, jak kwestia OFE zostanie oceniona, bo z jednej strony eliminujemy system kapitałowy o znaczącej wartości aktywów,  około 200 mld zł. Natomiast z drugiej strony, na szczęście, jeżeli rządowy projekt zostanie wprowadzony w życie, środki OFE zostaną przekształcone w prywatne środki IKE, czyli pozostaną w systemie. Z perspektywy wartości aktywów one będą działać, natomiast na IKE nie wpłyną żadne obowiązkowe składki – mówi prezes Mercera.

1 stycznia 2021 roku do PPK przystąpią firmy zatrudniające od 1 do 19 osób. Reforma wdrażana jest od 1 lipca 2019 roku i objęła kolejno duże przedsiębiorstwa (powyżej 250 osób), średnie (50–249 pracowników) oraz zatrudniające od 20 do 50 osób. Jak powiedział szef PFR Paweł Borys, po trzech etapach stopa partycypacji przekroczyła 30,4 proc., a liczba pracowników aktywnie odkładających w PPK wynosi 1,7 mln. To o 500–700 tys. mniej, niż planowano, gdyż mniej niż połowa firm objętych tymi etapami posiada aktywne konta PPK. Po IV etapie celem jest podwojenie liczby uczestników. Do 2025 roku ma ich być 4,5–6 mln, a w długim terminie 6–8 mln (partycypacja na poziomie 50–75 proc.).

Początek roku przyniesie wiele nowych obciążeń dla firm. Część z nich dotknie również konsumentów

Podatek CIT dla spółek komandytowych, opłata cukrowa czy podatek od sprzedaży detalicznej to tylko niektóre koszty, które będą musiały uwzględnić firmy od 2021 roku. Do tego dojdą m.in. wyższa płaca minimalna czy podwyżka opłat za wywóz śmieci i energię. Zdaniem Grzegorza Baczewskiego z Konfederacji Lewiatan nadmierne obciążenie firm w warunkach kryzysu i często zmniejszonych przychodów może skutkować bankructwami. Te zaś spowodują mniejsze wpływy do budżetu państwa.

Od nowego roku wejdzie w życie szereg zmian dotyczących sposobu opodatkowania, m.in. dodatkowy podatek dla spółek komandytowych, ale także tzw. opłata cukrowa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan. – Mamy też do czynienia z obostrzeniami, które powodują, że wiele firm właściwie nie tyle musi borykać się ze zwiększonymi wydatkami, co przede wszystkim ze znacznie zmniejszonym przychodem. To powoduje, że regulacje, które zwiększają obciążenia dla firm, są wprowadzane w niewłaściwym momencie.

Jednym z nowych przepisów będzie nałożenie 19-proc. podatku CIT na spółki komandytowe. Niezależnie od tego wspólnicy będą płacić, jak dotychczas, podatek dochodowy. Przepis ten dotyczy 40,6 tys. spółek komandytowych (stan na koniec 2019 roku). Ta liczba była o 13,3 proc. wyższa niż rok wcześniej.

Także z początkiem roku wchodzi w życie tzw. opłata cukrowa, czyli podatek od zawartości cukru w dosładzanych napojach. Obejmuje ona jednak nie tylko cukier, ale i jego zastępniki, także te nisko- lub zerokaloryczne. Opłata składać się będzie z części stałej oraz zmiennej. Pierwsza z nich wyniesie 50 gr za litr napoju, a jeśli napój zawiera także substancję aktywną (taurynę lub kofeinę), do tego dochodzi dodatkowe 10 gr za litr. Jeśli natomiast produkt zawiera więcej niż 5 g substancji słodzącej w 100 ml, podlega dodatkowo opłacie zmiennej w wysokości 5 gr za każdy gram cukru powyżej tego poziomu w przeliczeniu na litr napoju. Opłata ta odbije się na sadownikach, producentach nektarów i napojów, producentach buraka cukrowego i cukrowniach. Dodatkowo opodatkowane zostaną napoje alkoholowe w małych pojemnościach – do 300 ml, tzw. małpki.

Wprowadzenie nowych opłat i nowych obowiązków przez legislatora, przede wszystkim przez fiskusa, to  działanie, które wynika z konieczności naprawy kasy państwa, ale niestety jest to rozwiązanie, które może się bardzo negatywnie odbić na sytuacji przedsiębiorstw. Jest ono wprowadzone w warunkach niepewności i prawdopodobnego dalszego spowolnienia, a przynajmniej bardzo poważnych trudności finansowych części branż, co może się z kolei odbić na zwiększonej liczbie bankructw czy zwolnień pracowników – wyjaśnia dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan. – To nie przełoży się na naprawę realnej sytuacji budżetowej, ponieważ tłamsząc działalność gospodarczą, jednocześnie doprowadzimy do tego, że pogarszające się wyniki będą powodowały zmniejszone przychody.

Po pierwsze, mniejsze mogą być wpływy z podatków od przedsiębiorców, po drugie – z tytułu mniejszej konsumpcji.

– Do tego może doprowadzić chociażby tzw. podatek od handlu, który zostanie prawdopodobnie przerzucony na konsumentów. Ceny wzrosną, co z kolei spowoduje, że i tak już zmniejszona konsumpcja wynikająca z aktualnej sytuacji pandemicznej przełoży się na mniejszą sprzedaż, a więc mniejsze wpływy z VAT-u czy akcyzy – ocenia Grzegorz Baczewski.

Nowemu podatkowi od stycznia będą podlegały największe sieci handlowe (te o miesięcznym obrocie przekraczającym 17 mln zł). Do wysokości 170 mln zł sprzedaży miesięcznie wyniesie on 0,8 proc., a powyżej tego poziomu – 1,4 proc. Wprawdzie TSUE nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji w tej sprawie i przed styczniem jej nie podejmie, rząd jednak może zaryzykować „odwieszenie” uchwalonej w 2016 roku ustawy, gdyż w październiku rzeczniczka TSUE ogłosiła, że polski podatek nie stoi w sprzeczności z prawem UE. Ministerstwo Finansów wyraźnie oznajmiło, że żadne prace nad prolongowaniem zawieszenia poboru podatku nie są prowadzone.

Wprowadzane dodatkowe podatki z jednej strony będą powodowały wzrost obciążeń firm, które w warunkach zdecydowanie zmniejszonego popytu na produkcję, czyli zmniejszonej sprzedaży, pogarszających się wyników i tak nie radzą sobie finansowo – przewiduje dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan. – W tej chwili raczej należałoby się spodziewać redukcji obciążeń. Wiele krajów idzie tą drogą, w ramach swojej polityki antykryzysowej obniża stawki podatkowe bądź zawiesza wprowadzenie podatków. W Polsce niestety mamy do czynienia z rosnącym fiskalizmem.

Jak informował w październiku Polski Instytut Ekonomiczny, dziewięć państw OECD zdecydowało się na obniżenie podatków w 2020 roku. Kolejnych 10 zredukowało VAT na produkty medyczne wspierające walkę z koronawirusem. Przykładem rynku, który obniżył stawki podatkowe, konkretnie podatku VAT, mogą być Niemcy, które dokonały takiego ruchu od 1 lipca 2020 roku, ścinając stawkę podstawową z 19 proc. do 16 proc., a obniżoną z 7 do 5 proc. Sieci handlowe przeniosły tę obniżkę na konsumentów, mocno to działanie nagłaśniając. Od 1 stycznia 2021 roku stawki wracają jednak do poprzednich poziomów. W Polsce podstawowa stawka VAT wynosi 23 proc.