Tak bardzo chcieć pomóc, że aż zaszkodzić

Donald Trump zapragnął przypomnieć, że jeszcze przez miesiąc pozostaje prezydentem Stanów Zjednoczonych i chce mieć swój udział w pakiecie ratunkowym. Jednak jego żądania mogą skomplikować proces uruchomiania pomocy fiskalnej, z którą nie ma co zwlekać.

Prezydent USA Trump zagroził, że nie podpisze pakietu stymulacyjnego, dopóki Kongres nie wprowadzi poprawki podnoszącej wartość czeków dla Amerykanów do 2000 USD z 600 USD. Nastąpiło to po tym, jak w weekend Demokraci i Republikanie wspólnymi siłami wypracowały pakiet wart 900 mld USD. Więcej pieniędzy do kieszeni Amerykanów wpisuje się w politykę Demokratów, stąd nie dziwi poparcie dla pomysłu ze strony spikerki Izby Pelosi, która jest gotowa poddać poprawkę pod głosowanie jeszcze w tym tygodniu. Jednak zmiany w ustawie to tylko odraczanie wypłaty pieniędzy, gdyż trudno uwierzyć, że Republikanie tak łatwo przystaną na podwyżkę wartości czeków, szczególnie że pierwotnie chcieli oni pakietu wartego zaledwie 500 mld USD. Dodatkową komplikacją jest powiązanie pakietu z ustawą budżetową zapewniającą 1,4 bln USD finansowania operacji rządowych do września przyszłego roku. Czas na poprawki kończy się 28 grudnia – jeśli do tego czasu ustawa budżetowa nie zostanie zatwierdzona, USA czeka częściowy government shutdown. Z historii wiemy, że kongresmenów w Waszyngtonie nie zraża shutdown i są gotowi przeciągać negocjacje budżetowe przy wstrzymanej działalności instytucji federalnych. Tylko czy warto aplikować gospodarce dodatkowy chaos, kiedy pandemia COVID-19 wystarczająco ciąży na aktywności gospodarczej? Zamiast otrzymać czeki zaraz po świętach, Amerykanie będą musieli czekać na pomoc kolejne dni, a być może dodatkowo pracownicy sektora publicznego i zewnętrzni zleceniobiorcy na pewien czas stracą dotychczasowe źródło dochodu. Na horyzoncie rodzi się ryzyko, że wprawdzie wizja silnego ożywienia w 2021 r. dalej czeka na horyzoncie, ale dopiero za niespodziewaną przeszkodą.
Rynek akcji ma trudności z obraniem kierunku i obroną wczorajszej próby odreagowania poniedziałkowej korekty, ale po rynku walutowym nie widać skoku awersji do ryzyka. Wręcz przeciwnie USD traci dziś, przerywając wzrostową passę z ostatnich trzech sesji. Nie odczytywałbym z tego, że rynek nie widzi zagrożenia w żądaniach Trumpa. Szczerze, to nic bym nie starał się wyczytywać z zachowania instrumentów. Płynność wyraźnie spadła, za chwilę mamy długi, świąteczny weekend. Na rynku USD dochodzi do porządkowania pozycji po ostatnich wzrostach. Nie ma masowego pędu, by budować świeże pozycje pod dyskonto nowych informacji. Pozostaje tylko śledzić odniesienia z Waszyngtonu, aby mieć lepszy ogląd sytuacji pod powrót normalnego handlu po Nowym Roku.

Ograniczona płynność wpływa też na funta. W temacie brexitu po ostatniej dobie wiemy, że tylko kwestia łowisk pozostała do uzgodnienia (a zatem temat równych szans dla firm został uzgodniony), ale napływające informacje nie sugerują szybkiego kompromisu. GBP/USD zaczyna dzień na 1,34, a w kolejnych godzinach równie dobrze możemy skoczyć do 1,35, co spaść do 1,33. Teoretycznie dyplomaci unijni zasugerowali dzisiejszy deadline na porozumienie, ale tak naprawdę liczy się tylko 31 grudnia, po którym w przypadku braku porozumienia nastąpi handlowy chaos, którego jednak nikt nie chce.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zakup mieszkania – jakie czekają Cię opłaty?

Przy zakupie mieszkania – szczególnie tego pierwszego – nie zawsze wiemy, na jakie wydatki powinniśmy się przygotować. Tymczasem cena samego lokalu oraz wkład własny do kredytu gotówkowego to nie jedyne koszty, z jakimi trzeba się liczyć. To ważne na etapie planowania oraz szacowania budżetu. Opłata, której nie wzięliśmy pod uwagę, może zrujnować nasze plany, wymagać poszukiwania dodatkowych środków, a nawet zaprzepaścić urządzanie nowego wnętrza. Jakie koszty trzeba więc wkalkulować?

1. Podatek VAT

2. Opłaty notarialne

3. Pośrednictwo sprzedaży

4. Opłaty sądowe

Co ważne, koszty zakupu mieszkania różnią się, jeśli chodzi o nowe mieszkanie w Krakowie a mieszkania z rynku wtórnego pod względem podatkowym.

Podatek VAT

Zarówno przy zakupie mieszkania z rynku wtórnego, jak i pierwotnego, uiścić trzeba podatek. Pierwszy przypadek jest pod tym względem mniej korzystny, gdyż kupujący zobowiązany jest uregulować podatek od czynności cywilnoprawnych wynoszący 2% wartości rynkowej mieszkania. Warto podkreślić, że ta wartość rynkowa nie musi być tożsama z kwotą transakcji. Podatek naliczany jest i odprowadzany przez notariusza, u którego zawierana jest umowa. Jeśli chodzi o nowe mieszkania w Krakowie, podobnie jak inne nieruchomości na rynku pierwotnym, ta opłaca nie występuje. Deweloper w cenie uwzględnia natomiast podatek VAT w wysokości 8%, gdy powierzchnia mieszkania nie przekracza 150 metrów kwadratowych lub 23% przy większym metrażu.

Opłaty notarialne

Powyżej zasygnalizowana została już kwestia notariusza. W przypadku każdej umowy kupna-sprzedaży nieruchomości wymagany jest akt notarialny. Wysokość tak zwanej taksy notarialnej, czyli wynagrodzenia notariusza, określa Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości. Ostateczna kwota zależy od wartości nieruchomości. Gdy nie przekracza ona miliona złotych, taksa to maksymalnie 1 010 złotych plus dodatek w wysokości 0,4% nadwyżki w wartości mieszkania powyżej 60 000 złotych. Pozostałe progi także określone są ustawą.

Co prawda, maksymalna stawka może zostać przez notariusza obniżona, jednak najczęściej zdarza się to w przypadku kancelarii współpracujących z biurami pośrednictwa nieruchomości lub deweloperami.

Pośrednictwo sprzedaży

Jeśli kupujemy nowe mieszkanie od dewelopera lub poszukujemy nieruchomości na rynku wtórnym na własną rękę, temat ten nas nie dotyczy. W przypadku gdy w zakupie nieruchomości pomaga nam pośrednik, do kosztów mieszkania doliczyć należy jego prowizję. Takie wynagrodzenie określane jest procentowo na podstawie ostatecznej ceny zakupu, ale podlega dość elastycznej negocjacji. Zazwyczaj to około 2 – 3 procent, ale zdarzają się pośrednicy, którzy określają konkretną sumę niezależnie od kwoty transakcji.

Opłaty sądowe

Kolejne opłaty, których nie da się ominąć, to koszty sądowe. Na szczęście nie są one bardzo wysokie, choć mogą stanowić uciążliwość. Na początku, tuż po dokonaniu transakcji, zakup oraz zmianę prawa własności mieszkania należy potwierdzić wpisem w księdze wieczystej. Zapłacimy za to 200 złotych. Często kwotę tę uiszcza się już u notariusza, który sam wysyła wniosek do sądu. Jeśli nieruchomości nie założono księgi wieczystej, trzeba to zrobić, co pociąga za sobą kolejną opłatę – tym razem w wysokości 60 złotych.

Koszty rosną, jeśli mieszkanie kupowane jest na kredyt. Niezbędne w takiej sytuacji jest wpisanie do księgi wieczystej hipoteki jako zabezpieczenia dla banku. To koszt 200 złotych. Często także do momentu umieszczenia tego wpisu – co może potrwać nawet kilka miesięcy – bank pobiera dodatkowe opłaty w ramach zabezpieczenia kredytu.

Rynek nieruchomości przemysłowych i logistycznych odporny na koronawirusa

Mimo pandemii, od początku stycznia do końca września 2020 r. przybyło w Polsce 1,7 mln metrów kw. powierzchni przemysłowych i logistycznych. To prawie tyle samo, co rok wcześniej. Polska znalazła się na drugim miejscu pod względem popytu na nieruchomości industrialne w Europie. Zdaniem ekspertów BNP Paribas Real Estate z Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych zawdzięczamy to w głównej mierze ekspansji polskich firm.

Największe przyrosty nowych powierzchni magazynowych, logistycznych i przemysłowych pojawiły się w obszarze Warszawa II (obiekty usytuowane ok. 50 km od centrum stolicy) oraz na Górnym i Dolnym Śląsku. W rejonach tych znajduje się również najwięcej inwestycji w budowie: 352 tys. metrów kw. na Górnym Śląsku oraz 249 tys. metrów kw. w Warszawie II.

„To był niewyobrażalnie trudny rok. Dla wielu branż stał pod znakiem >>być albo nie być<<. Sektor magazynowy okazał się wyjątkowo odporny na turbulencje gospodarcze spowodowane pandemią. Przyśpieszający e-commerce, zmiany w strukturze handlu, reorganizacje łańcuchów dostaw, wysoki popyt i aktywność najemców, a także ruch na placach budów wskazują, że w 2021 roku magazyny nadal będą w formie i nie znikną z radarów inwestorów” – mówi Igor Roguski, dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych BNP Paribas Real Estate.

Zasoby powierzchni magazynowych i logistycznych wynoszą aktualnie w Polsce 20,3 mln metrów kw., z czego ponad 10 mln znalazło się na rynku w ciągu ostatnich pięciu lat. Skokowo wzrósł również wolumen powierzchni wynajętej – w porównaniu do trzech pierwszych kwartałów 2019 roku ilość wynajmowanych powierzchni magazynowych wzrosła o 1 mln metrów kw. i wynosi obecnie 3,7 mln metrów kw.

Rozwój centrów dystrybucyjnych w pobliżu wielkich miast wynika ze wzrostu zapotrzebowania na usługi „logistyki ostatniej mili”. Parki przemysłowe, dobrze skomunikowane z centrum większych miejscowości, oferujące powierzchnie komercyjne o wysokim standardzie, cieszą się dużym zainteresowaniem firm e-commerce, kurierskich i konfekcjonujących, a także firm poszukujących miejsc na główne siedziby czy showroomy.

Rynek ten podlega jednak dynamicznym zmianom. „Przewidujemy, że w przyszłym roku na tapecie będą małe magazyny miejskie, szalenie istotne z punktu widzenia e-handlu, ale także operacji firm kurierskich. Możemy mieć za to do czynienia z mniejszym niż dotychczas udziałem powierzchni budowanej spekulacyjnie” – mówi dyr. Roguski.

Według niego można również założyć, że bazowe stawki czynszu w obszarze powierzchni industrialnych nie będą już rosły, jak to się działo w ciągu ostatnich dwóch lat. „W 2021 roku stawki uplasują się na stabilnym poziomie, podobnie jak to miało miejsce w drugiej połowie mijającego roku. Będziemy mieli do czynienia z oferowaniem najemcom atrakcyjnych zachęt czynszowych przy jednoczesnym proponowaniu lepszych parametrów technicznych wynajmowanych obiektów” – mówi dyr. Roguski.

Ekspert zauważa również, że wzrasta znaczenie niszowych najemców, wynajmujących powierzchnie biurowo-magazynowe. Podmioty te oczekują np. rozwiązań wymaganych dla potrzeb nowoczesnych serwerowni – jak dostęp do światłowodów, niezależne źródła zasilania, systemy chłodzenia – umożliwiających prowadzenie operacji w centrach danych.

Kondycja sektora zależy od wielu czynników, część z nich stanowią uwarunkowania globalne. „Spodziewamy się, że nadchodzące kwartały to czas decyzji o przenoszeniu części produkcji z rynków azjatyckich do Europy, w tym Polski. Rok 2021 z pewnością będzie stał pod znakiem jeszcze większego wykorzystania potencjału rozwojowego e-handlu” – przewiduje dyr. Roguski.

Podkreśla jednocześnie, że w oczach zagranicznych inwestorów Polska nadal będzie gwiazdą europejskiej logistyki, a to za sprawą stabilnej dotychczas gospodarki, strategicznej lokalizacji, a także wysokiej klasy aktywów. „To, co ważne, i z pewnością będzie procentować nie tylko w 2021 roku, to fakt, iż pandemia nie zatrzymała dużych projektów infrastrukturalnych związanych z rozbudową sieci dróg ekspresowych i autostrad” – podsumowuje dyr. Roguski.

Zamachy samobójcze Polaków. Eksperci: Depresja będzie najbardziej powszechną chorobą cywilizacyjną

Jak wynika z danych Komendy Głównej Policji, nie został ustalony powód prawie co drugiego zamachu samobójczego z pierwszej połowy 2020 roku. Podobnie sytuacja wyglądała rok temu. Natomiast choroba psychiczna lub zaburzenia psychiczne to według policyjnych statystyk najczęstsza przyczyna targnięcia się na własne życie. Dalej są takie powody, jak zawód miłosny oraz nieporozumienia i przemoc w rodzinie. Dane pokazują również, że najwięcej tego typu czynów jest dokonywanych w poniedziałki, we własnych mieszkaniach lub domach.

Problemy psychiczne

Analizując dane Komendy Głównej Policji, można wnioskować, że nie został ustalony powód niemal połowy zamachów samobójczych z pierwszej polowy tego roku (2434 z 5945). W analogicznym okresie ub.r. było podobnie (2582 z 6039). Jak zaznacza Damian Markowski, ekspert z aplikacji Therapify, u ok. 80% osób, które tego dokonują występuje tzw. syndrom presuicydalny, będący zbiorem zachowań poprzedzających akt samobójczy. Oczywiście zdarzają się czyny popełnione pod wpływem chwilowego impulsu, ale one są rzadziej spotykane.

– Jeżeli policja zostaje wezwana do próby samobójczej, to jest zainteresowana głównie tym, czy można wykluczyć udział osób trzecich. Do tego dochodzi kwestia sporządzenia dokładnej informacji o dacie, godzinie i miejscu dokonania zamachu. Jednocześnie zdarza się, że informacje nt. przyczyn są zupełnie przypadkowe, bo np. członkowie rodziny czy sąsiedzi chcą coś ukryć. Bardziej rzetelne dane z tego zakresu są od lekarzy, np. w kartach zgonu – wyjaśnia prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny.

Natomiast patrząc na ustalone przyczyny zamachów, w tym roku najczęściej wskazywano chorobę psychiczną lub zaburzenia psychiczne – 1458 (wcześniej – 1310), zawód miłosny – 590 (585) oraz nieporozumienia i przemoc w rodzinie – 560 (652). Natomiast na drugim końcu zestawienia znajdują się takie powody, jak mobbing, cybermobbing bądź znęcanie się – 1 (wcześniej – 4), niepożądana ciąża – 3 (2) oraz zakażenie wirusem HIV lub zachorowanie na AIDS – 4 (2).

– Wymieniane w statystykach przyczyny samobójstw nie są nimi faktycznie. Stanowią one jedynie korelaty tych prób. Podstawowym powodem samobójstw, wspólnym dla wszystkich ludzi bez względu na to, czy mają zaburzenia psychiczne, czy też przeżywają problemy życiowe – jest cierpienie. Stanowi ono powód do poszukiwania pomocy i zgłaszania się do psychologów czy psychiatrów – podkreśla Jarosław Stukan, prezes Polskiego Towarzystwa Zapobiegania Samobójstwom.

Jak stwierdza prof. Czapiński, zaburzenia afektywne, depresja oraz zespół maniakalno-depresyjny to główne przyczyny nawet 50-60% zamachów samobójczych. Natomiast w ok. 40% jest to uzależnienie od substancji psychoaktywnych. W przypadku osób dorosłych i starszych mówimy najczęściej o alkoholu, a u młodzieży i dzieci o dopalaczach i narkotykach, czyli ogólnie o substancjach psychoaktywnych. Według eksperta, tylko kilka procent prób jest spowodowanych innymi przyczynami.

– Ok. 25% samobójców pozostawia listy pożegnalne. Ta tendencja utrzymuje się także w Stanach Zjednoczonych i Niemczech. Treść jest różna, są tzw. listy instrumentalne, które wyrażają ostatnią wolę, np. oddania pieniędzy komuś, pewnych czynności związanych z pogrzebem itd. Ale niektórzy niejako w cudzysłowie usprawiedliwiają swój czyn. Ujawniają proces motywacyjny, który zadecydował o zachowaniach autodestrukcyjnych. Do tych listów należy podchodzić krytycznie, ponieważ samobójcy przedstawiają siebie w korzystnym świetle – zaznacza prof. zw. dr hab. dr h. c. Brunon Hołyst, prezes Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego.

Niechlubny poniedziałek

Z danych policyjnych wynika, że najczęściej wybieranym miejscem zamachu samobójczego jest dom lub mieszkanie. Tak było zarówno w pierwszej połowie tego roku (3390), jak i w analogicznym okresie ub.r. (3452).

– Człowiek jakby zamyka się w sobie i w pomieszczeniu, do którego nie mają dostępu inne osoby z zewnątrz. Tak jest właściwie na całym świecie, że własne mieszkanie jest równocześnie miejscem, w którym dokonuje się samobójstwa – mówi prof. Hołyst.

Według policyjnych statystyk, poniedziałek jest dniem, w którym w analizowanych okresach najczęściej dochodziło do zamachów samobójczych (2020 r. – 938, 2019 r. – 936). Dalej jest niedziela (895 i 903). W tym roku najrzadziej był wybierany wtorek (812), a w ubiegłym – piątek (791).

– W poniedziałek dokonuje się najczęściej prób samobójczych na całym świecie i tę tendencję można obserwować już od kilku dekad. To jest dzień powrotu do codziennych obowiązków, co wiele osób stresuje, ale też związane są z tym sytuacje patologiczne, jak choćby mobbing w pracy. Wobec niedzieli należy zaznaczyć, iż najczęściej samobójstwa w tym dniu popełniane są zimą – informuje prezes Stukan.

Z kolei ekspert z aplikacji Therapify zaznacza, że osoby planujące samobójstwo często komunikują swój zamiar otoczeniu w pośredni sposób – „nie mam już na nic siły”, „nie mam po co żyć”, „lepiej byłoby beze mnie”. Zdarza się również, że rozdają swoim bliskim przedmioty czy nieoczekiwanie spisują testament. Okazując wsparcie i proponując profesjonalną pomoc, możemy uratować komuś życie. Damian Markowski wskazuje też na dane WHO, z których wynika, że do 2030 roku depresja stanie się najbardziej powszechną chorobą cywilizacyjną na świecie. A ryzyko samobójstwa wśród osób nią dotkniętych jest dwudziestokrotnie wyższe niż w populacji ogólnej.

– Pandemia z pewnością wyzwala stres oraz kryzysy, np. wówczas, gdy traci się pracę. Dodatkowe problemy psychiczne może wyzwalać niepewność jutra, co również ma miejsce. Zatem może przyczyniać się do wzrostu liczby samobójstw, jeśli będzie trwała zbyt długo, a przez to radykalnie zmieni życie wielu ludzi – podsumowuje prezes Polskiego Towarzystwa Zapobiegania Samobójstwom.

Ochrona portfela z kryptowalutami – jak zwiększyć bezpieczeństwo swoich środków?

Mówiąc o pieniądzach, większość z nas wyobraża sobie tradycyjne banknoty lub środki zgromadzone na koncie bankowym. Jednak na przestrzeni lat formy płatności mocno ewoluowały. Mamy dziś do dyspozycji kryptowaluty Bitcoin i Ether, które przechowuje się w specjalnych portfelach. Skuteczna ochrona portfela z kryptowalutami jest równie ważna, jak ochrona dostępu do bankowości internetowej.

Czym są kryptowaluty?

Kryptowaluty stają się dziś coraz bardziej popularne. Zarówno Bitcoin, jak i Ether dają możliwość bardzo szybkiej płatności. Transakcja jest niemalże natychmiastowa, nie trzeba czekać na środki tak długo, jak to jest w przypadku tradycyjnych przelewów bankowych walutą obowiązującą w danym kraju. Ponadto, obie te kryptowaluty są uniwersalne i nie podlegają pod żadne państwo, co również wpływa na wygodę korzystania z nich. Przetrzymuje się je w specjalnych portfelach wirtualnych, nie ma tutaj innej możliwości, aby dysponować taką walutą. Ochrona portfela Ethereum i Bitcoin wymaga zainstalowania odpowiedniego oprogramowania antywirusowego. Niestety hakerzy i złośliwe oprogramowanie wciąż czyhają na pieniądze – niezależnie od tego czy jest to waluta na Twoim rachunku bankowych, czy kryptowaluta w portfelu. Każde pieniądze są celem ataków internetowych, przed którymi należy się odpowiednio chronić. Cyberprzestępcy korzystają z różnorodnych metod, tak więc wybierając odpowiedni program antywirusowy, warto zdecydować się na taki, który zagwarantuje kompleksową ochronę portfela i wszystkich danych na komputerze.

Jaki program antywirusowy?

Aby ochrona portfela Bitcoin była skuteczna, potrzebujemy oprogramowanie ze specjalnym modułem ochrony właśnie takich portfeli. Tutaj świetnym wyborem będzie antywirus G Data, który posiada dedykowany moduł ochrony portfeli dla kryptowalut, ale również ochrony bankowości internetowej dla tradycyjnej waluty. Do wyboru mamy aż trzy programy, które wyposażone są w różne moduły ochrony komputera. Tak więc bez problemu dobrać można program optymalny do swoich potrzeb. G Data Antivirus, G Data Internet Security i G Data Total Security – każdy z tych programów posiada moduł ochrony portfeli kryptowalut Bitcoin i Ethereum. Jest to więc najlepsze rozwiązanie dla każdego, kto na swoim portfelu zgromadził spore środki i chce w maksymalny sposób zadbać o ich bezpieczeństwo. Kryptowaluty to produkt w pełni elektroniczny, dlatego tylko odpowiednie oprogramowanie komputerowe jest w stanie je zabezpieczyć.

Od stycznia 2021 roku przedłużona refundacja leku na rdzeniowy zanik mięśni. Lekarze czekają już tylko na badania przesiewowe noworodków

W Polsce jest około 1 tys. pacjentów z SMA, czyli rdzeniowym zanikiem mięśni – ciężką i rzadką chorobą genetyczną. W ponad 90 proc. przypadków objawy choroby pojawiają się już w okresie niemowlęcym. Dzieci, u których zanik mięśni został wcześnie zdiagnozowany, mogą zostać poddane błyskawicznemu leczeniu i rozwijać się podobnie jak ich zdrowi rówieśnicy. Dlatego też od 2021 roku mają ruszyć badania przesiewowe, które pozwolą szybko diagnozować i włączać do leczenia noworodki. Polska już w tej chwili jest w Europie liderem pod względem leczenia tej choroby. Na około tysiąc pacjentów 660 jest w programie lekowym i odczuwa znaczną poprawę jakości życia. Właśnie przedłużono także refundację leku nusinersen, który nie tylko zatrzymuje postęp choroby, ale też przywraca funkcje ruchowe chorych.

– Rdzeniowy zanik mięśni jest chorobą nieuchronnie postępującą. Bez leczenia zawsze prowadzi do postępującego osłabienia mięśni i ich zaniku. Im wcześniejszy początek choroby, tym pogorszenie jest szybsze i tym gwałtowniej postępuje – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak, kierownik Kliniki Neurologii i Epileptologii Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”.

SMA, czyli rdzeniowy zanik mięśni, to ciężka i rzadka choroba o podłożu genetycznym. Wywołuje ją mutacja w genie SMN1, która sprawia, że organizm nie wytwarza wystarczających ilości białka warunkującego przeżycie neuronów ruchowych. Kiedy jest go zbyt mało, dochodzi do obumierania tych neuronów i postępującego osłabienia mięśni, szczególnie tych odpowiadających za poruszanie się, oddychanie i przełykanie.

Szacuje się, że na SMA cierpi w Polsce około 1 tys. osób. W ostatnich latach ich życie diametralnie się poprawiło dzięki pojawieniu się w 2016 roku pierwszej na świecie skutecznej terapii farmakologicznej – nusinersenu. Od ubiegłego roku mają do niej dostęp wszyscy chorzy w Polsce. Obecnie leczonych nusinersenem jest ok. 660 pacjentów, a kolejnych kilkudziesięciu zostało zakwalifikowanych do programu lekowego. Tempo wdrażania tej terapii jest tak szybkie, że Polska staje się europejskim liderem w leczeniu SMA – jest jedynym krajem, który włączył do leczenia nusinersenem tak dużą liczbę chorych w tak krótkim czasie.

– Zdecydowaliśmy się na leczenie całej populacji. Dane napływające z realnej praktyki klinicznej wskazują, że mieliśmy rację. Wszyscy pacjenci korzystający z tego leczenia, niezależnie od typu SMA, odnoszą korzyści, a leczenie jest bezpieczne. Dotychczas żaden pacjent nie wypadł z programu lekowego np. ze względu na działania niepożądane, bezpieczeństwo leczenia czy kwestionowaną skuteczność – mówi prof. dr. hab. n. med. Marcin Czech, kierownik Zakładu Farmakoekonomiki Instytutu Matki i Dziecka, były wiceminister zdrowia. – Nasza decyzja była dość odważna w Europie, a szczególnie w naszym regionie, ale mamy dowody na to, że był to olbrzymi sukces dla polskiej medycyny, systemu ochrony zdrowia, a przede wszystkim – dla pacjentów.

Przed opracowaniem nusinersenu nie istniała żadna metoda przyczynowego leczenia rdzeniowego zaniku mięśni. Po postawieniu diagnozy lekarze mogli tylko zalecać chorym leczenie objawowe, które sprowadzało się do łagodzenia powikłań i poprawy komfortu życia. Wprowadzenie nowej terapii okazało się przełomem. Właśnie przedłużono program refundacji leku na kolejne dwa lata.

– Przedłużenie decyzji refundacyjnej leku nusinersen w ramach programu lekowego NFZ na kolejne dwa lata jest bardzo dobrą wiadomością dla wszystkich chorych na SMA. Od 2019 roku mamy możliwość w Polsce obserwować dużą skuteczność leku, leczenie jest dobrze tolerowane. Objęto już nim ok. 70 proc. populacji chorych na SMA w naszym kraju, co jest dowodem dużego zaangażowania i źródłem satysfakcji lekarzy z 29 ośrodków realizujących program. Również doświadczenia mojego zespołu, leczącego obecnie ponad 60 osób z SMA, są bardzo dobre – dzięki farmakoterapii jesteśmy w stanie nie tylko zatrzymać postęp tej groźnej choroby, ale także przywracać ludziom już utracone funkcje ruchowe – podkreśla prof. dr hab. med. Anna Kostera-Pruszczyk, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii WUM.

Program leczenia SMA realizuje 29 krajowych ośrodków neurologicznych, a do terapii na bieżąco są kwalifikowani kolejni pacjenci. Co istotne, są to głównie osoby dorosłe, ponieważ włączanie do leczenia noworodków, u których rozpoznano SMA, odbywa się na bieżąco. Najmłodsze niemowlę z Wrocławia zostało objęte leczeniem zaledwie 20 godzin po urodzeniu.

Lekarze podkreślają, że efekty tej terapii wśród polskich pacjentów są bardzo dobre. Nawet chorzy z ciężkim przebiegiem SMA odzyskują część utraconych funkcji ruchowych i większą samodzielność w codziennym życiu. Z kolei niemowlęta z najcięższą postacią choroby otrzymały szansę na znacznie dłuższe życie.

– Leczenie pokazuje, jak bardzo zmienia się życie chorych na rdzeniowy zanik mięśni. Jedna z osób chorych mówiła nam, że teraz może samodzielnie pogryźć marchewkę, orzecha, czego wcześniej nie mogła robić. Są chorzy, którzy mogą teraz zostać sami w domu, sami obrócić się w łóżku. Ich rodzice, którzy przez 20 lat nie przespali ani jednej nocy, mogą teraz spokojnie spać – podkreśla Dorota Raczek.

– Badania są jednoznaczne: im szybciej włączone leczenie, tym jego efekt jest bardziej spektakularny. Najlepsze obserwowane są u dzieci, które są włączone do leczenia jeszcze przedobjawowo – dodaje prof. dr hab. n. med. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Neurologów Dziecięcych, kierownik Kliniki Neurologii Rozwojowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

W ponad 90 proc. przypadków objawy choroby pojawiają się już w okresie niemowlęcym. W Polsce co roku rodzi się ok. 50. dzieci, u których na jakimś etapie rozwinie się SMA. Chorobę tę wywołuje mutacja genetyczna, którą w Polsce ma średnio jedna na 35 osób. Jeżeli oboje z rodziców są nosicielami tej wady genetycznej, istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że ich dziecko zachoruje. Bez leczenia dzieci chorujące na SMA stopniowo tracą siłę, mobilność, zwykle też możliwość samodzielnego oddychania i umiejętność przełykania. Nieleczony rdzeniowy zanik mięśni jest najczęstszą genetyczną przyczyną śmierci dzieci do drugiego roku życia.

– W tej chwili naszym głównym celem jest wprowadzenie w Polsce badań przesiewowych noworodków pod kątem rdzeniowego zaniku mięśni. Mamy już informację, że dokumenty trafiły do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, która przygotowuje rekomendację dla ministra zdrowia. Liczymy, że wczesną wiosną uda się wprowadzić pilotaż, najpierw w dwóch województwach: mazowieckim i łódzkim, a potem w kolejnych. Mamy nadzieję, że do końca 2022 roku badania przesiewowe obejmą już wszystkie niemowlęta, które rodzą się w Polsce – podkreśla Dorota Raczek.

To istotne o tyle, że czas ma ogromne znaczenie w leczeniu tej choroby. Potwierdzają to też wyniki opublikowanego niedawno badania klinicznego NURTURE. Wykazało ono, że wczesne przedobjawowe rozpoczęcie terapii stwarza szansę, że dziecko będzie rozwijać się prawie tak jak jego zdrowi rówieśnicy. W grupie 25 dzieci z genetycznie potwierdzonym SMA poddanych leczeniu w pierwszych sześciu tygodniach życia, jeszcze przed wystąpieniem objawów, po blisko pięcioletniej terapii 100 proc. z nich pozostaje przy życiu, a 88 proc. samodzielnie chodzi.

– Mam nadzieję, że badania przesiewowe, które będą wprowadzone być może już od przyszłego roku, spowodują, że wyeliminujemy problem rdzeniowego zaniku mięśni jako choroby tak ciężko upośledzającej pacjenta, ale i funkcjonowanie całej jego rodziny – mówi prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska.

W czasie pandemii Polacy częściej remontują mieszkania i zmieniają wystrój. Sklepy budowlane z dużymi wzrostami sprzedaży

Praca zdalna i lockdown sprawiły, że Polacy częściej decydowali się na remont mieszkań, a wiosną ruszyli do prac ogrodowych. W efekcie sklepy budowlane, mimo pandemii koronawirusa, zanotowały w II i III kwartale 2020 roku kilkunastoprocentowy wzrost sprzedaży. Spowolnienie widać było jednak w sprzedaży takich produktów jak znicze przed 1 listopada. – Zakładamy, że początek 2021 roku może wykazywać tendencję spadkową, ale już od II kwartału powinniśmy powrócić na ścieżkę dynamicznego wzrostu – ocenia Paweł Stefaniak, dyrektor handlowy Bricomarché.

 Na wiosnę i w lecie Polacy nie tylko rozpoczęli remonty swoich mieszkań, ale też masowo ruszyli do prac ogrodowych. Więcej czasu spędzali w domu, co spowodowało, że nie tylko zapragnęli zmienić wystrój wnętrz, ale też musieli przystosować je do zdalnej pracy oraz zdalnej nauki. Przełożyło się to na kilkunastoprocentowy wzrost sprzedaży w II i III kwartale br. – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Stefaniak.

Z badania platformy Homebook.pl („Jak wyglądają remonty w polskich domach?”) wynika, że 47 proc. ankietowanych przeprowadziła remont w ciągu minionych trzech miesięcy, a co piąty – w czasie ostatniego roku. Z deklaracji Polaków badanych przez Santander Consumer Bank we wrześniu wynikało zaś, że blisko 20 proc. osób planowało remont jesienią.

Raport Homebook.pl wskazuje też, że najczęściej Polacy decydowali się na malowanie ścian jako najszybszy i najprostszy sposób na nową aranżację wnętrza (91 proc.). Prawie trzech na czterech postawiło na nowe meble, a 71 proc. – na zmianę dodatków. W dalszej kolejności uczestnicy badania wymieniali montaż nowej podłogi (67 proc.) i zakup nowych sprzętów kuchennych (50 proc.).

Podczas pierwszego lockdownu dużą popularnością cieszyły się też prace ogrodowe. Według analiz Cyrek Digital od 13 marca do 3 kwietnia na platformie Allegro kategoria Dom i ogród stała się czwartą największą pod względem sprzedaży, ze wzrostem wartości sprzedaży o 50 proc. r/r.

 Wprowadzone obostrzenia spowodowały nie tylko wzrost sprzedaży online, ale również zmianę zachowania klienta w sklepach stacjonarnych. Notujemy bardzo duży wzrost koszyka, a jednocześnie brak realnego wzrostu liczby paragonów, co oznacza, że klienci dokonują zakupów rzadziej, ale znacznie większych – analizuje dyrektor handlowy Bricomarché.

Także IV kwartał przyniósł wzrosty sprzedaży. Obostrzenia związane z pandemią wpłynęły jednak na spadek zainteresowania świątecznymi akcesoriami. Dużo mniejsza była np. sprzedaż zniczy przed 1 listopada.

– Wstępnie podsumowując bieżący rok, oceniamy, że był on trudny dla wielu branż, w tym także dla branży budowlanej. Bardzo znaczący wpływ miała niepewność dotycząca ogólnej sytuacji gospodarczej, a także spadek inwestycji. Pozytywna okazała się natomiast dodatnia dynamika w zakresie przeprowadzanych remontów. Zakładamy, że początek 2021 roku może wykazywać jednak tendencję spadkową, ale już od II kwartału powinniśmy powrócić na ścieżkę dynamicznego wzrostu – ocenia Paweł Stefaniak.

Na wzrosty sprzedaży, mimo pandemii, wpłynęła też większa liczba mieszkań, które trafiły na rynek. Z raportu GUS „Budownictwo mieszkaniowe w okresie I–XII 2020 r.” wynika, że w ciągu 11 miesięcy oddano do użytkowania 196,4 tys. mieszkań, czyli o 6 proc. więcej niż przed rokiem. Deweloperzy przekazali do eksploatacji 127,3 tys. mieszkań – o 8,6 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku, a inwestorzy indywidualni – 65,8 tys., o 6,1 proc. więcej. Z drugiej jednak strony zamknięcie hoteli, restauracji i ogólne spowolnienie w gospodarce wstrzymało część inwestycji, przez co dynamika sprzedaży w branży budowlanej była niższa od spodziewanej.

– Przedsiębiorcy wstrzymują pewne inwestycje ze względu na dużą niepewność – zauważa ekspert.

Choć w ostatnich miesiącach wzrosła liczba mieszkań oddanych do użytkowania, spadła za to liczba wydanych pozwoleń oraz mieszkań, których budowę rozpoczęto. Jak podaje GUS, po 11 miesiącach 2020 roku liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, jest niższa o 6,6 proc. r/r, w samym sektorze deweloperskim spadek przekroczył 9 proc. Może się to przełożyć na gorsze wyniki sklepów budowlanych na początku 2021 roku.

– Branża remontowa zawsze jednak rządzi się trochę innymi prawami. To nie tylko dekoracja istniejących wnętrz, ale często też naprawa. Także cała część związana z sezonem ma swój cykl i klienci w danych okresach mają potrzebę zrobienia zakupów, aby np. utrzymać ogród. Spadek inwestycji to niewątpliwie zagrożenie, natomiast należy patrzeć optymistycznie przynajmniej na tę część związaną z remontami – prognozuje dyrektor handlowy Bricomarché.

Pierwsze europejskie decyzje w sprawie aukcji 5G i wykluczenia Huaweia. Rozstrzygnięcie sądowe może mieć wpływ na wdrożenie sieci w całej UE

Aukcja na częstotliwości 5G w Szwecji może ruszyć na zasadach, które pozwalają na wykluczenie Huaweia z dostaw sprzętu – wynika z orzeczenia szwedzkiego sądu apelacyjnego. To nie musi jednak oznaczać wykluczenia chińskiego dostawcy, bo przed tamtejszym sądem administracyjnym toczy się jeszcze jedno, kluczowe w tej sprawie postępowanie. Jeżeli sąd przychyli się do wniesionej skargi, może to mieć wpływ na orzecznictwo także w innych krajach Europy i prowadzonych przez nie przygotowaniach do wdrożenia 5G.

– Wykluczenie Huaweia z budowy sieci 5G w Szwecji nie jest jeszcze przesądzone – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. dr hab. Maciej Rogalski, rektor Uczelni Łazarskiego, założyciel kancelarii Rogalski i Wspólnicy.

Szwecja jako drugi kraj po Wielkiej Brytanii wykluczyła w październiku chiński koncern technologiczny Huawei z budowy infrastruktury dla sieci 5G. Tamtejszy organ regulacyjny – Urząd ds. Poczty i Telekomunikacji (PTS) – ogłosił dwa miesiące temu aukcję na częstotliwości 3,5 GHz i 2,3 GHz dedykowane nowej technologii. Przyjęte przez PTS kryteria uniemożliwiają operatorom telekomunikacyjnym wykorzystanie sprzętu niektórych producentów. Według orzeczenia także istniejąca już infrastruktura 5G, bazująca na sprzęcie marki Huawei, ma zostać wycofana do 2025 roku.

Chiński koncern odwołał się od tych decyzji do sztokholmskiego sądu administracyjnego, który wstrzymał decyzję PTS wykluczającą Huaweia z dostaw sprzętu telekomunikacyjnego. To zaś spowodowało zawieszenie aukcji na częstotliwości 5G. Regulator nie pozostał jednak bierny i złożył apelację do Kammarrätten – sądu apelacyjnego. Ten 16 grudnia uwzględnił odwołanie PTS i uchylił wcześniejszą decyzję sądu administracyjnego, dzięki czemu aukcja może być kontynuowana na październikowych zasadach. Jak podkreśla ekspert, nie oznacza to jednak, że sprawa została rozstrzygnięta i zamknięta.

 Rozstrzygnięcie szwedzkiego sądu apelacyjnego, czyli Kammarrätten, dotyczyło tylko tzw. kwestii wpadkowej. Chodziło o zabezpieczenie prawne – w postaci wstrzymania aukcji przez PTS – na czas rozstrzygnięcia kwestii zasadniczej, czyli odwołania Huaweia od decyzji PTS dotyczącej wykluczenia tej firmy z dostaw sprzętu telekomunikacyjnego dla operatorów – wskazuje prof. Maciej Rogalski.

PTS ogłosił już, że aukcja na częstotliwości 5G ruszy ponownie 19 stycznia przyszłego roku. Tymczasem przed sztokholmskim sądem administracyjnym wciąż toczy się postępowanie w kluczowej sprawie, zaskarżającej decyzję PTS o wykluczeniu Huaweia z dostaw sprzętu. Co istotne, Kammarrätten zastrzegł też, że jego decyzja nie ma wpływu na przyszłe orzeczenia w tej sprawie. Dlatego – jak wskazuje rektor Uczelni Łazarskiego – jest kilka różnych scenariuszy tego, jak potoczy się sytuacja.

– Sąd apelacyjny może oddalić skargę Huaweia, a PTS przeprowadzi aukcję bez zakłóceń i przyzna koncesje operatorom na korzystanie z częstotliwości. Prawdopodobny jest jednak również scenariusz, w którym PTS przeprowadzi aukcję i rozdysponuje częstotliwości operatorom, a później sąd administracyjny – po zakończeniu prowadzonego postępowania w tej sprawie – wyda wyrok uwzględniający odwołanie Huaweia, czyli uzna, że decyzja o wykluczeniu tego koncernu była bezprawna – mówi.

Jak podkreśla ekspert, to spowodowałoby konieczność unieważnienia już przeprowadzonej aukcji i jej powtórzenie, co wywołałoby chaos na szwedzkim rynku telekomunikacyjnym.

– Trudno sobie wyobrazić, jaki to spowoduje chaos na każdej płaszczyźnie: rynku telekomunikacyjnego, operatorów, dostawców czy wreszcie konsumentów. Dlatego wydaje się, że w tej sytuacji naturalne powinno być powstrzymanie się od kontynuowania aukcji na obecnych warunkach do czasu rozstrzygnięcia sprawy, przynajmniej w pierwszej instancji sądowej. Z informacji prasowych wynika, że sąd apelacyjny też sugerował takie podejście. Niewykluczone więc, że PTS ponownie przesunie termin rozpoczęcia aukcji, jeżeli 19 stycznia okaże się, że nie ma jeszcze orzeczenia sądu w tej sprawie – mówi prof. Maciej Rogalski.

Huawei, zaskarżając decyzję PTS o wykluczeniu go z dostaw sprzętu, powołał się nie tylko na szwedzkie, lecz także międzynarodowe prawo dotyczące wolności prowadzenia działalności gospodarczej, w tym m.in. unijne zapisy Europejskiego kodeksu łączności elektronicznej. To sprawia, że decyzja, którą szwedzki sąd administracyjny podejmie w sprawie chińskiego koncernu, może wpłynąć również na inne kraje Europy i prowadzone przez nie przygotowania do wdrożenia 5G.

– Rozstrzygnięcie w tej sprawie, dotyczące podstawowych kwestii, takich jak prawo do swobodnego prowadzenia działalności gospodarczej, nastąpi na podstawie przepisów obowiązujących we wszystkich krajach UE. Będzie więc rzutować na inne, analogiczne sprawy w innych krajach europejskich. Nie jest wykluczone, że ta sprawa może mieć kontynuację przed europejskimi sądami, jak np. Trybunał Sprawiedliwości UE, z uwagi na możliwość naruszenia praw podstawowych UE – wskazuje założyciel kancelarii Rogalski i Wspólnicy.

Jak podkreśla, w Polsce rozpoczęcie aukcji, w ramach której będą podejmowane decyzje wykluczające lub ograniczające działalność dostawców sprzętu, według obecnie obowiązujących przepisów rodzi jeszcze większe ryzyko niż w Szwecji. Nie ma bowiem w krajowym prawie zapisów, które umożliwiałyby takie decyzje.

– Polska aukcja będzie się odbywać na podstawie obecnie obowiązującego prawa telekomunikacyjnego. Tymczasem od 21 grudnia br. powinny obowiązywać przepisy, które wprowadzają Europejski kodeks łączności elektronicznej. Z tym dniem przestają także obowiązywać dyrektywy łączności elektronicznej, na których opiera się polska ustawa Prawo telekomunikacyjne. W Szwecji zaimplementowano już kodeks do przepisów krajowych. Kilka miesięcy temu zmieniono przepisy, na podstawie których została wydana decyzja PTS ograniczająca udział Huaweia w dostawach telekomunikacyjnych. W Polsce takich zmian nie wprowadzono. Miała je wprowadzić nowela ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, ale dotychczas nie została przyjęta i nie wiadomo, kiedy to nastąpi – wyjaśnia prof. Maciej Rogalski.

Polacy często mają problem z wyborem prezentu dla bliskich. 70 proc. znajduje pod choinką nietrafiony upominek

61 proc. Polaków ma dylemat, co podarować najbliższym pod choinkę – wynika z badania Digital Reload Polska. Boją się, że nie trafią z rozmiarem czy kolorem albo prezent nie spodoba się obdarowanemu. Zdecydowana większość badanych przyznaje, że sami też kiedyś dostali nietrafiony prezent. To dlatego coraz częściej pod choinkę wybierają karty podarunkowe, które można zrealizować w jednym konkretnym lub kilku sklepach. Jest to też rozwiązanie, po które chętnie sięgają pracodawcy. W tym roku po różnego typu bony podarunkowe sięgnie co trzeci z nich.

Polacy szukają rozwiązania, które będzie uniwersalne, zarówno dla kupujących prezent, jak i dla obdarowanych. Większość respondentów naszego badania byłaby zadowolona z otrzymania karty podarunkowej, ponieważ daje ona dużą elastyczność wyboru. Obdarowany może zdecydować, kiedy wykorzysta prezent, wybrać kolor, rozmiar, markę itp. – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Mucha, dyrektor zarządzający Digital Reload Polska.

Wśród najchętniej kupowanych prezentów są od lat książki, filmy i muzyka, kosmetyki oraz odzież. Zgodnie z badaniem Opinion Way „Zmiany w branży e-commerce w Polsce” te kategorie bierze pod uwagę przy zakupie prezentów świątecznych odpowiednio 31 proc., 28 proc. i 27 proc. W tym roku 17 proc. chciało kupić elektronikę, a 16 proc. zamierzało postawić na gry i konsole.

Coraz częściej – zamiast kolejnego szalika, skarpetek czy kosmetyków pielęgnacyjnych – Polacy kupują karty podarunkowe. Sami doskonale wiedzą, z czym się wiąże nietrafiony upominek – 70 proc. badanych przez IQS na zlecenie Digital Reload Polska przyznało, że kiedyś taki otrzymali.

Jak podkreśla zarządzający Digital Reload Polska, największym zainteresowaniem cieszą się karty podarunkowe do sklepów, które są znane na rynku albo lubiane przez obdarowanych. Z kolei wartość kart podarunkowych zależy od marki i zasobności portfela – oferta cenowa mieści się w przedziale od 20 zł do nawet kilku tysięcy złotych w przypadku marek luksusowych.

Najczęściej wybierane są karty podarunkowe pozwalające na zakup multimediów, produktów z oferty marek modowych, ale także do sklepów spożywczych – uściśla Grzegorz Mucha. – Kolejny czynnik, który decyduje o atrakcyjności karty podarunkowej, to szeroki wybór asortymentu. Kupujący ma przekonanie, że osoba, która ją dostanie, będzie zadowolona z możliwości, jakie oferuje karta.

Według respondentów badania Digital Reload Polska największą wadą kart podarunkowych jest ograniczenie wyboru tylko do produktów jednej marki. Sposobem na rozwiązanie tego problemu jest multikarta. 84 proc. badanych, którzy mają trudności z wyborem upominków, uważa, że byłby to atrakcyjny prezent. Taką multikartę „7 życzeń”, którą można wykorzystać w różnych sklepach online i offline, zróżnicowanych branżowo, oferuje np. serwis Kartypodarunkowe.online.

– Jest to karta podarunkowa, która pozwala na zakupy produktów wielu marek. Aż 90 proc. respondentów naszego badania uznało kartę wielomarkową za produkt, który spełni ich oczekiwania, bo umożliwi swobodę wyboru osobie obdarowanej – wyjaśnia dyrektor zarządzający Digital Reload Polska.

81 proc. badanych stwierdziło, że taką właśnie kartę podarowałoby jako prezent świąteczny.  To może być dobre rozwiązanie także dla pracodawców, którzy nie znają preferencji zakupowych swoich pracowników.

Karta podarunkowa jest dla pracodawców nie tylko sposobem na podarunek, ale rozwiązuje także problemy logistyczne. Dzięki temu, że można łatwo udostępnić obdarowanemu elektroniczny kod, przygotowanie i rozdysponowanie prezentów wymaga znacznie mniejszego zaangażowania – dodaje Grzegorz Mucha.

Jak wskazuje badanie Randstad i GfK Polonia, w tym roku pracodawcy rezygnują z firmowych wigilii. Do tej pory tego typu spotkania były wskazywane jako najpopularniejsza inicjatywa kierowana do pracowników w okresie okołoświątecznym. W tym roku planowała je tylko co czwarta firma. Na pierwsze miejsce „wskoczyły” za to premie okolicznościowe (35 proc.). Wyraźnie wzrosła też popularność bonów podarunkowych (33 proc. firm vs. 26 proc. w ubiegłym roku). Co ciekawe, pracodawcy przyznali, że są gotowi wydać na inicjatywy świąteczne więcej niż w 2019 roku.

Najnowsze badania potwierdzają, że brodaci handlowcy są skuteczniejsi. Dzięki zarostowi notują nawet trzykrotnie wyższe wyniki sprzedaży, także w internecie

Badania pokazują, że mężczyźni z zapuszczoną brodą jako handlowcy mogą pomóc zwiększyć sprzedaż. Naukowcy przeprowadzili pięć badań, aby sprawdzić moc brody. Okazało się, że reklama na Facebooku z brodatą wersją przedstawiciela handlowego była w stanie zapewnić wyższy współczynnik klikalności na poziomie 2,66 proc, co znacznie przewyższa średnie branżowe ledwie przekraczające 1 proc. – Broda  wydaje się przekazywać spójny sygnał na temat wiedzy specjalistycznej w danej dziedzinie – kluczowej siły napędowej sukcesu w sprzedaży – ocenia David H. Silvera, profesor nadzwyczajny na Uniwersytecie Teksańskim w San Antonio.

Najnowsze badanie naukowców z Uniwersytetu Teksańskiego w San Antonio oraz Uniwersytetu św. Edwarda w Teksasie potwierdza, że chętniej kupimy produkt, jeśli sprzedawca będzie miał zapuszczoną brodę.

– Nasze badania sugerują, że mężczyźni zajmujący się sprzedażą lub usługami, w których wiedza i zaufanie są kluczowe dla konwersji sprzedaży, byliby milej widziani, gdyby zapuścili brodę. Nawet profil na LinkedIn czy materiały marketingowe takiej osoby mogą zyskać po zapuszczeniu brody – przekonuje Sarah Mittal, adiunkt w dziedzinie marketingu na Uniwersytecie św. Edwarda w Teksasie.

Naukowcy przeprowadzili pięć badań, aby sprawdzić „moc brody”, przewidując, że byłaby ona zaletą w rolach sprzedażowych i usługowych. Zbadali wpływ brody na postrzeganie wiedzy, wiarygodność, satysfakcję z obsługi i prawdopodobieństwo sprzedaży. Okazało się, że niezależnie od branży, rasy, pochodzenia etnicznego czy atrakcyjności sprzedawcy potencjalni nabywcy uważają brodatych sprzedawców za posiadających większą wiedzę i wiarygodność.

– Broda może być modna i wychodzić z mody, jeśli chodzi o jej zdolność do zwiększania atrakcyjności fizycznej. Jednak z perspektywy ewolucyjnej konsekwentnie służy innym jako wskazówka dotycząca męskości, dojrzałości, zasobów, kompetencji, przywództwa i statusu – wymienia Sarah Mittal. – Zdolność do zapuszczenia zdrowej brody sygnalizuje „immunokompetencję”, a to ma wpływ na sposób oceny takiej osoby w wielu aspektach życia.

Jedno z badań wykorzystało Facebook Ad Manager. Korzystając z niego, naukowcy opracowali dwa rodzaje reklamy – z gładko ogolonym i brodatym sprzedawcą. Okazało się, że reklama z brodatą wersją przedstawiciela handlowego była w stanie zapewnić wyższy współczynnik klikalności, na poziomie 2,66 proc. Dla porównania średnia branżowa w usługach przemysłowych wynosi 0,71 proc., a w technologii 1,04 proc.

– Broda wydaje się przekazywać spójny sygnał na temat wiedzy specjalistycznej w danej dziedzinie – kluczowej siły napędowej sukcesu w sprzedaży. Efekty te mają również miejsce w zakresie oferowania usług, w których osoby z brodą notują wyższe wskaźniki zadowolenia wśród klientów – przekonuje David H. Silvera, profesor nadzwyczajny na Uniwersytecie Teksańskim w San Antonio

Już badanie przeprowadzone w 2014 roku w „Journal of Marketing Communications” wykazało, że mężczyźni z zadbanymi brodami, którzy reklamowali produkty, byli postrzegani jako bardziej doświadczeni i bardziej godni zaufania. Inne badania cytowane na Phd.org sugerują, że osoby z brodą są traktowane jako silniejsze, bardziej szanowane i o wyższym statusie. Badanie przeprowadzone przez „Official Journal of the Human Behavior and Evolution Society” w 2015 roku i opublikowane w Huffington Post wykazało, że mężczyźni z brodami są postrzegani jako bardziej atrakcyjni.