Jaki będzie 2021 rok w zarządzaniu nieruchomościami

Dla zarządców nieruchomościami kończący się rok okazał się przełomowy. Dostrzegamy kilka wyraźnych trendów, które pojawiły się w ciągu ostatnich miesięcy i z nami pozostaną. Jednym z nich, silnie związanym z aktualną sytuacją pandemiczną jest modyfikacja funkcjonowania wspólnot mieszkaniowych. Zdalne zebrania mieszkańców i głosowanie będą najsilniejszym trendem nadchodzących miesięcy. Wspólnoty, które nie przeszły cyfrowej modernizacji mają wiele do nadrobienia.

Komentarz przygotował Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus, zajmującej się zarządzaniem nieruchomościami

Istotną modyfikacją w pracy i funkcjonowaniu wspólnot mieszkaniowych w Polsce będzie element spotkań, głosowań i zebrań. Wszystkie te powyższe czynności już od jakiegoś czasu powinny odbywać się zdalnie. Mimo luzowania obostrzeń i powrotu do możliwości przeprowadzenia pewnych czynności osobiście, prawdziwie profesjonalni zarządcy uruchomili narzędzia online, które pomagają załatwić wszystkie wspólnotowe sprawy w 100% bez kontaktu osobistego. Co więcej, profesjonaliści czynią starania, aby Rząd wpisał na stałe stosowne regulacje w ustawę o własności lokali związane z procedowaniem spraw administracyjnych w sposób zdalny – z wykorzystaniem odpowiednich narzędzi informatycznych. Na dzień dzisiejszy, każda ze wspólnot która chce w taki sposób procedować musi najpierw podjąć stosowną uchwałę i ją przegłosować w tradycyjny sposób – np. zbierając podpisy od drzwi do drzwi poprzez pracownika firmy zarządzającej daną nieruchomością lub reprezentanta Zarządu. Wspólnoty, które liczą na zmianę obostrzeń i rychły powrót do normalności mogą się zwyczajnie bardzo zdziwić. Przed nami kolejna fala pandemii i nie ma co się oszukiwać – mimo bardziej zrównoważonego podejścia Rządu do lockdownu, obostrzenia w sektorze administracji budynkami są bezinwazyjne i konieczne. Te firmy, które zwlekają z wdrożeniem rozwiązań informatycznych do bardziej sprawnego i efektywnego funkcjonowania będą musiały to zrobić tak czy inaczej i przegrają walkę z konkurencją, która będzie już w tej materii bardzo sprawna. Na rynku jest obecnie dostępnych kilka bądź kilkanaście narzędzi, które można kupić i wdrożyć praktycznie od ręki. Są to rozwiązania dedykowane dla branży zarządzania nieruchomościami bądź wymagające niewielkich modyfikacji i dostosowania do naszej pracy. My z tego typu rozwiązań autorskich korzystamy od lat i zapewniam, nie taki wilk straszny jak go malują.

Wyścig po najemcę powierzchni biurowej – marketingowa Formuła 1 w dobie Covid-19

Na podstawie powierzchni biurowej w budowie do 2022 roku w Polsce zostanie oddanych 1,7 mln m kw. Ta informacja w połączeniu ze spowolnieniem w sektorze zmusza właścicieli biurowców i deweloperów do głębokiej refleksji, a w niektórych przypadkach nawet do modyfikacji dotychczasowej strategii działań. Czy odpowiednie rozwiązania marketingowe pomogą wygrać wyścig po najemcę?

„W licznych rozmowach z właścicielami budynków biurowych pojawia się wątek zaniepokojenia obecną sytuacją na rynku. Szczególnie wśród tych, którzy mają pustostany w swoich obiektach. Obawy są poniekąd uzasadnione, bo z danych za III kw. 2020 roku wynika, że w Warszawie najemcy wynajęli najmniej powierzchni od dekady. Jeżeli natomiast przyjrzymy się miastom regionalnym to okaże się, że wynajęto o 40% mniej powierzchni niż w analogicznym okresie przed rokiem. Oznacza to, że właściciele biurowców mający problem z wynajęciem powierzchni powinni wyjść poza utarte schematy i z pomocą agenta wyłącznego poszukać rozwiązań, które mogą pozytywnie wpłynąć na znalezienie najemcy. Trzeba uzbroić się jednak w cierpliwość, bo wdrożone działania marketingowe mogą nie przynieść efektu od razu. Mogą być widoczne dopiero w długofalowej perspektywie” – komentuje Monika Sułdecka-Karaś, Partner, Dyrektor Regionalna w Knight Frank.

Znalezienie nowych najemców w dobie Covid-19 jest możliwe

Marketing oferuje szerokie spektrum narzędzi, które można wykorzystać przy poszukiwaniu nowych najemców. Są to m.in. mające obecnie olbrzymi potencjał media społecznościowe, wideo marketing, landing page (strony docelowe), Google Ads (system reklamowy Googla), newslettery czy bardziej tradycyjne metody – broszury.

„Niestety nie ma uniwersalnego rozwiązania marketingowego, które za każdym razem będzie w takim samym stopniu efektywne przy poszukiwaniu najemcy. Wynika to z kilku czynników – budżetu jakim dysponujemy, wielkości projektu, grupy docelowej oraz kompetencji zespołu. Niemniej jednak rozwój technologii oraz idąca za tym zmiana zachowań konsumenckich wymusza pewne konkretne działania. Planując strategię marketingową warto rozważyć włączenie w nią mediów społecznościowych, które są najszybciej rozwijającym się narzędziem – według badań w 2024 roku będzie z nich korzystało prawie 4,5 miliarda ludzi. Kolejny trend to wideo marketing – przewiduje się, że w 2022 roku aż 82% treści w Internecie będzie przekazywana za pomocą obrazu. Jest to związane ściśle z dużą ilością informacji, jaka do nas codziennie dociera i brak czasu, żeby to wszystko przeczytać. Dlatego też, istotne jest personalizowanie przekazu i segmentacja odbiorcy, tak żeby precyzyjnie trafić w oczekiwania odbiorcy. Należy o tym pamiętać prowadząc blogi i przygotowując kampanię mailingową, które też mają nam pomóc wygenerować kolejne leady (kontakty do osób zainteresowanych usługą/produktem) oraz przy wsparciu content marketingu, wypozycjonują nas na ekspertów. Przygotowując taką strategię warto również zwrócić uwagę na treść naszych materiałów marketingowych – czy broszura nie jest przeładowana tekstem i czy mówimy w niej językiem korzyści podkreślając, co możemy zrobić dla najemcy” – mówi Magdalena Michalak, Dyrektor Marketingu i PR w Knight Frank.

Ze względu na różnorodność narzędzi marketingowych z jakich możemy korzystać przy szukaniu nowych najemców do biurowców, warto przeprowadzić rzetelną i szczegółową analizę w celu znalezienia tego najbardziej optymalnego dla naszego budynku i firmy. Jednym z pierwszych kroków powinno być zastanowienie się nad wysokością budżetu i dokładnego określenia naszego odbiorcy, czyli tego, do kogo kierujemy informację o wolnej powierzchni.

„Rekomenduję odpowiedzialnie podejść do wyboru grupy docelowej. To ona w dużym stopniu zdefiniuje kierunek w jakim pójdziemy. Jeżeli wolna powierzchnia, którą dysponujemy zawiera specjalistyczne zabezpieczenia, które zostaną docenione przez firmy z branży finansowej, to do nich powinniśmy skierować nasz przekaz. W celu dotarcia do tak konkretnej grupy odbiorców możemy na przykład skorzystać z płatnych kampanii LinkedIn. Na pewno sprawdzi się to dużo lepiej niż reklama w lokalnej prasie, której adresatem będzie zbyt szeroka grupa odbiorców. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na samą treść przekazu. Bardziej formalna reklama będzie odpowiednia do kancelarii prawnych, a luźniejsza do start up’ów” – dodaje Magdalena Michalak.

Zatrzymanie najemców w biurowcu

W III kw. 2020 roku prawie połowa wynajętej powierzchni biurowej była renegocjacjami wcześniejszych umów najmu.

„Tak znaczący udział odnowień i przedłużeń umów najmu w całym wolumenie transakcji może być analizowany dwutorowo – może być zarówno ściśle związany z trwającą pandemią, w konsekwencji czego pojawiła się obawa po stronie najemców przed relokacją biura, jak również pewnym pozytywnym symptomem, tzn. wskaźnikiem zadowolenia dużej części firm z ich dotychczasowej lokalizacji biurowej i poziomu współpracy z wynajmującym. Myślę, że w ten drugi z wniosków szczególnie mocno mogą i powinni wierzyć wszyscy właściciele nieruchomości, którzy porządnie odrobili swoją „pracę domową” i nie zapomnieli o tym, by zadbać o swoich klientów w biurowcach. Począwszy od szybkiego czasu reakcji na nową rzeczywistość biurową, niosącą za sobą różnego rodzaju obostrzenia i dostosowanie do niej, przez wszelkiego rodzaju modernizacje w nieruchomości i wdrożenie niezbędnych rozwiązań, zapewniających odpowiednie środowisko pracy i poczucie bezpieczeństwa u najemców, aż po działania prospołeczne. Te wszystkie kwestie mogły być   kluczowe przy podejmowaniu decyzji o pozostaniu w biurowcu i mieć bezpośrednie przełożenie na tak wysoką liczbę renegocjowanych umów najmu” – wyjaśnia Aneta Danielska-Rodak, Specjalista ds. marketingu budynkowego w Knight Frank.

„Niewątpliwie, wszelkie działania właścicieli nieruchomości podejmowane na rzecz pracowników najemców, prowadzące do poprawy jakości ich życia – zarówno zawodowego, jak i prywatnego, wpływające na ich dobre samopoczucie i pozwalające na zachowanie zdrowej równowagi między tymi dwoma płaszczyznami, działają na korzyść przy późniejszych renegocjacjach umów. Jak wszyscy doskonale wiemy, zadowolony pracownik to zadowolony najemca, a zadowolony najemca dużo chętniej przedłuży umowę w dotychczasowej lokalizacji. Warto więc zainwestować w zadowolenie po drugiej stronie, warto pokusić się o akcje niesztampowe, dedykowane i angażujące pracowników najemców, a na koniec dnia warto też zadać pytania najemcom w tzw. ankiecie satysfakcji. Spektrum podejmowanych działań może być naprawdę bardzo szerokie – ogranicza nas jedynie wyobraźnia i budżet, jaki chcemy oraz jaki możemy na nie przeznaczyć. Takie inicjatywy procentują zawsze w krótszej lub w dłuższej perspektywie oraz przekładają się finalnie na korzyść wynajmującego” – dodaje Aneta Danielska-Rodak.
Jeżeli dysponujemy wolnymi powierzchniami w biurowcu, to w trakcie pandemii do potencjalnych najemców możemy skutecznie dotrzeć wykorzystując internetowe narzędzia marketingowe. Nie powinniśmy jednak zapominać o najemcach, którzy są już w budynku. Warto postarać się, żeby chcieli w nim zostać jak najdłużej.

2021 rok w gospodarce będzie nieregularny. Silne odbicie w drugim półroczu

2020 rok zakończy się spadkiem PKB Polski w wysokości 3,1 proc. – będzie to jeden z najlepszych wyników w UE. W kolejnych dwóch latach polska  gospodarka będzie nadrabiała straty spowodowane pandemią, rosnąc w latach 2021-2022 o odpowiednio 4,2 proc. i 4 proc. – wynika z  premierowego wydania „Przeglądu Gospodarczego PIE”. Nowa cykliczna publikacja Polskiego Instytutu Ekonomicznego będzie co pół roku przedstawiać prognozę makroekonomiczną dla Polski na dwa kolejne lata.

Polska gospodarka przeszła pierwszą falę kryzysu w stosunkowo dobrej kondycji. Biorąc pod uwagę skalę kryzysu, wzrost bezrobocia jest umiarkowany, a liczba zamykanych przedsiębiorstw niewielka. Kosztem jest jednak znaczący wzrost długu publicznego. Według naszej prognozy 2021 rok w gospodarce będzie nieregularny.

Przewidujemy kontynuację zjawisk kryzysowych przez większą część pierwszego półrocza, z jednoczesnym silnym odbiciem gospodarki w drugim półroczu. Prognoza ta opiera się na założeniu, że do końca I kwartału 2021 r. chorobę przejdzie istotna część populacji (nawet 20 proc.), a w pierwszych tygodniach roku rozpocznie się ogólnokrajowy program szczepień. Kluczowym motorem odbicia gospodarczego w drugiej połowie roku będzie odłożony popyt konsumentów, który będzie stymulował konsumpcję prywatną po zniesieniu restrykcji gospodarczych – uważa Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii PIE.

Pandemia nie zatrzyma konwergencji Polski do Europy Zachodniej

Według PIE pandemia nie zmienia znacząco długookresowych perspektyw wzrostu polskiej gospodarki i w 2022 r. wróci ona do stanu „normalności”. Warunkiem jest powodzenie programu szczepień. Pandemia nie zatrzyma także procesu konwergencji Polski do państw szeroko rozumianej Europy Zachodniej. W 2022 r. PKB Polski będzie o około 5 proc. wyższy niż w 2019 roku. Dla porównania, PKB strefy euro będzie o około 1 proc. niższy.

Wykres 1. Prognoza PIE na tle innych ośrodków

prognoza PIE
Źródło: PIE, Komisja Europejska, NBP.

Jednocześnie rynek pracy będzie odbudowywał się po kryzysie dłużej niż PKB. Zgodnie z przewidywaniem PIE, stopa bezrobocia rejestrowanego znajdzie się na poziomie obserwowanym przed pandemią (5,3 proc.) dopiero na końcu 2022 roku, natomiast zatrudnienie nie wróci do wielkości obserwowanych przed kryzysem w całym horyzoncie prognozy. Inflacja będzie się natomiast kształtowała powyżej celu inflacyjnego NBP (2,5 proc.) do końca 2022 roku, lecz jednocześnie nie przekroczy górnej granicy dopuszczalnych odchyleń (3,5 proc.).

Handel motorem napędowym

Jedną z ważnych przyczyn stosunkowo dobrej kondycji polskiej gospodarki w trakcie pierwszej fali kryzysu były dobre wyniki eksportu towarów. Przyczynił się do tego wysoki udział Niemiec, słabiej dotkniętych kryzysem niż inne państwa Zachodu, a także mniejsze niż w sąsiednich państwach uzależnienie od eksportu samochodów i maszyn. Pozytywny wpływ miały też zmiany kursu walutowego.

Wyniki corocznego badania PIE wśród eksporterów wskazują, że także inne czynniki miały znaczenie na te relatywnie dobre wyniki. Wśród nich istotna była aktywna postawa samych eksporterów na rynkach międzynarodowych, wyrażająca się poszukiwaniem nowych odbiorców i rynków zbytu oraz wychodzeniem z nową ofertą towarową. Elastyczne reagowanie na zmiany popytu i potrzeby nabywców jest od lat jednym z podstawowych źródeł międzynarodowej przewagi konkurencyjnej dla polskich przedsiębiorstw eksportujących. Trwały, strukturalny charakter większości z tych czynników sprawia, że powinny one amortyzować również efekty ewentualnych przyszłych załamań w handlu światowym.

Im większy spadek PKB wywołany pandemią tym większą dotkliwość pogorszenia koniunktury w państwach UE wskazali eksporterzy w ankiecie PIE. Jako stosunkowo najmniej dotkliwe oceniono pogorszenie koniunktury na najważniejszym dla Polski rynku – w Niemczech (bardzo dotkliwe tylko dla 11,7 proc. respondentów). Z kolei najdotkliwsze okazało się ono we Włoszech oraz w Hiszpanii, których gospodarki zostały silnie dotknięte przez pierwszą falę pandemii. Jako bardzo dotkliwe wskazało pogorszenie koniunktury w tych krajach wskazało odpowiednio 35 i 24 proc. badanych firm, tj. trzykrotnie i dwukrotnie więcej niż w Niemczech (wykres 31).

Wykres 2. Dotkliwość wywołanego pandemią pogorszenia koniunktury na głównych rynkach zagranicznych dla eksportu badanych firm (w proc.) na tle spadku PKB w II kwartale 2020 roku (proc., r/r)

Dotkliwość wywołanego pandemią pogorszenia koniunktury na głównych rynkach zagranicznych dla eksportu badanych firm
Źródło: Ankieta eksportowa PIE oraz dane Eurostatu

Najwięcej eksporterów biorących udział w ankiecie PIE, ponad 40 proc., wskazywało na redukcję kosztów jako działania podejmowane na rzecz podtrzymania kondycji ekonomiczno-finansowej przedsiębiorstwa. W znacznie mniejszym stopniu decydowano się na zwolnienia pracowników (12 proc. ankietowanych przedsiębiorców). Eksporterzy upatrują też swoich szans w obliczu zmian w globalnych łańcuchach wartości. Co dziesiąty wskazał, że już bierze udział w przenoszeniu produkcji z Chin, a kolejne 13 proc. bierze pod uwagę taki scenariusz – zauważa Marek Wąsiński, kierownik zespołu handlu zagranicznego PIE.

„Przegląd Gospodarczy PIE” będzie cykliczną, wydawaną dwa razy w roku (w czerwcu i grudniu) publikacją Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Raporty będą zawierały prognozę kształtowania się zmiennych makroekonomicznych w Polsce w perspektywie najbliższych 2 lat – będą ukazywały się dwa razy w roku (w grudniu i czerwcu). Ich celem jest dostarczenie uczestnikom życia gospodarczego – instytucjom publicznym, organizacjom międzynarodowym, firmom, pracownikom i konsumentom – analizy perspektyw rozwoju sytuacji gospodarczej w Polsce.

Pożegnaj się z połową firm, które znasz – możesz już ich nie zobaczyć

Odliczanie już się zaczęło. Co drugi właściciel biznesu, który wziął udział w badaniu McKinsey, nie jest pewny czy przetrwa najbliższe 12 miesięcy. Nic w tym dziwnego skoro aż 7 na 10 firm odnotowało spadek obrotów. Ta ponura prognoza nie dotyczy wszystkich. Branży IT ma się świetnie!

Przypomnij sobie cztery ulubione marki obuwia. Być może, za 12 miesięcy, o dwóch z nich będziesz musiał zapomnieć. Tak przynajmniej uważa McKinsey. Firma doradcza zrealizowała badania, które miały pokazać, jak europejskie małe i średnie przedsiębiorstwa radzą sobie podczas sztormu wywołanego przez pandemię COVID-19. Jak będzie wyglądał europejski krajobraz biznesowy po burzy?

Europejscy pesymiści

Ponad 2200 przedstawicieli sektor MŚP z Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii oraz Wielkiej Brytanii uważa, że po pandemicznej burzy nie dla każdego europejskiego przedsiębiorcy zaświeci słońce. Warto dodać, że ankietowani pochodzą z krajów, które łącznie odpowiadają za prawie ¾ populacji Unii Europejskiej. A w pierwszych czterech żyje, pracuje i wydaje niemal 80% mieszkańców strefy euro.

Raport przedstawia nam ponury obraz europejskiego sektora MŚP. Okazuje się, że mimo iż co piąta firma, biorąca udział w ankiecie, otrzymała pewnego rodzaju rządowe wsparcie, wynikające ze specjalnych tarcz antykryzysowych, to blisko połowa ankietowanych uważa, że ich biznesy mogą nie przetrwać kolejnych 12 miesięcy.

Jak wynika z ostatnich badań Instytutu Gartnera, tym co przeważy o sukcesie przedsiębiorstw w czasie kryzysu, będzie otwartość na cyfrowe innowacje. Być może dlatego, tak dobrze w tym ciężkim czasie radzą sobie firmy z sektora IT, które w swoim DNA, mają wpisany głód zmian – uważa Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, który 9 lat temu założył spółkę Big Data, do której dziś należy jedna z największych na świecie hurtowni anonimowych danych o Internautach.

Kryzys zaufania

Prawda jest jednak taka, że obawy, jakie przejawiają europejscy biznesmeni, nie biorą się znikąd. Około 70% respondentów badania McKinsey odnotowało spadek dochodów w czasie trwania pandemii. A to z kolei wpływa na ich ocenę sytuacji i plany na przyszłość. Jeden na pięciu przedsiębiorców obawia się, że nie będzie w stanie spłacić posiadanych zobowiązań i będzie zmuszony do redukcji zatrudnienia, natomiast co trzeci bierze pod uwagę, że jego projekty rozwojowe mogą zostać anulowane.

Te obawy widać na każdym kroku, niewielu przedstawicieli MŚP wydaje się optymistycznie nastawionych do obecnej sytuacji ekonomicznej. 4 na 5 respondentów z obawą patrzy na obecną kondycję gospodarki swojego regionu. – Nie oznacza to, że fala kryzysu zniszczy lub zakłóci działalność wszystkich firm. Wykorzystując covidowy sztorm, możemy osiągać sukcesy, co doskonale widać na przykładzie branży handlowej. – odnotowuje Prajsnar z Cloud Technologies, a następnie dodaje: – Według danych Digital Commerce 360, pandemia COVID-19 przeniosła nas w czasie o 4 lata do przodu. Eksperci szacują, że w listopadzie i grudniu br. świąteczne zakupy online przyczynią się do wygenerowania dodatkowych przychodów w ecommerce w wysokości 40 mld USD. W porównaniu z ubiegłym rokiem oznacza to wzrost o ponad 40%.

Nadzieja w technologii

Słowa prezesa warszawskiej spółki mają silne poparcie w ostatnich badaniach firmy konsultingowej Dealroom, która obliczyła, że wartość europejskich firm technologicznych jest obecnie czterokrotnie większa niż zaledwie 5 lat temu. Szacuje się, że w 2020 wzrośnie ona o 46% i wyniesie 618 mld Euro.

Od października 2020 r. jedna trzecia łącznej wartości firm technologicznych w Europie, opiera się na 10 przodujących przedsiębiorstwach: Adyen, BioNtech, Delivery Hero, Klarna, Spotify, Ocado, HelloFresh, Takeaway.com, UiPath i Zalando.

Nasz sektor MŚP wygląda inaczej niż w badanych krajach zachodu. Nie jest tak uzależniony od turystyki i gastronomii. Małe rodzinne manufaktury też nie mają takich tradycji, jak ma to miejsce na zachód od Odry – zauważa Piotr Prajsnar i tłumaczy – Polskie MŚP jest znacznie młodsze. Dlatego małe i średnie firmy to w dużej mierze przedsiębiorstwa z sektora ICT. W tym kontekście nasza pierwotna słabość może okazać się siłą, która ochroni nadwyrężoną gospodarkę. Mimo że wciąż nad Wisłą nie doczekaliśmy się jednorożca, to mamy szereg prężnie działających organizacji – podkreśla Prajsnar. Kierowana przez niego spółka Cloud Technologies w ciągu niespełna jednej dekady z małej rodzinnej firmy urosła do jednej z największych spółek w sektorze Big Data Analytics i notowana jest na warszawskim parkiecie NewConnect.

Nadwiślańskie samorodki

Tym samym szlakiem podążają również nadwiślańskie firmy z sektora IT, które wydają się nie przejmować pandemicznymi zawirowaniami i równie sprawnie radzą sobie w czasie zwiększonego rygoru, co ich zagraniczni konkurenci. Na przykład polska spółka technologiczna, Cloud Technologies, która jest jednym z największych na świecie dostawców anonimowych profili internautów, wykorzystywanych do targetowania kampanii reklamowych w sieci. Warszawska firma odnotowała w III kwartale 2020 r. 12,4 mln zł przychodów i 1,6 mln zł EBITDA. Co stoi za jej sukcesem?

Z perspektywy czasu oceniam, że czas lockdownu stał się pomostem pomiędzy starą rzeczywistośćią, do której już nie ma powrotu, a nową codziennością, w której pierwsze skrzypce gra technologia. Staliśmy się beneficjentami transformacji społecznej, behawioralnej i gospodarczej. W tym momencie wypracowana przez lata pozycja rynkowa zaprocentowała. A co najważniejsze, okazało się, że wybijamy się ponad branżową średnią, ponieważ osiągnięta dynamika przychodów była istotnie wyższa, niż samo tempo rozwoju rynku – mówi Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Pomimo zakłóceń spowodowanych koronawirusem, który bezlitośnie potraktował przedstawicieli takich sektorów, jak gastronomia czy turystyka, europejska branża technologiczna ma się nadspodziewanie dobrze. To drogowskaz dla innych gałęzi, które wciąż muszą uporać się z covidowymi powikłaniami. Każdy biznes, powinien dziś traktować rozwiązania IT jako narzędzia autoasekuracji. Ten mariaż pozwoli im nie tylko odzyskać utracony impet, ale również wkroczyć na zupełnie nowe obszary.

Instytut Zamenhofa rozpoczyna monitoring naruszeń wobec dziennikarzy

Do zespołu ekspertów Instytutu Zamenhofa dołączył Piotr Drabik, dziennikarz portalu RadioZET.pl.  Będzie koordynował Monitor Zamenhofa, czyli repozytorium naruszeń wobec dziennikarzy i pracowników mediów.

Używanie gazu łzawiącego wobec reporterów, oskarżenia o zniesławienie z art. 212 Kodeksu karnego czy próby nacisku a nawet szantaż – to tylko niektóre przykłady coraz bardziej powszechnych naruszeń praw i wolności, przysługujących dziennikarzom, operatorom kamer, fotografom i innym pracownikom redakcji oraz freelancerom.

– W trosce o ich bezpieczeństwo Instytut Zamenhofa rozpoczął program zbierania i opisywania wszystkich sygnałów o utrudnianiu pracy lub nękaniu przedstawicieli mediów. W ostatnim czasie byliśmy świadkami takich naruszeń przez policję, zwłaszcza podczas protestów, zgromadzeń publicznych i manifestacji. Ale gdy mówimy o naruszeniach wobec przedstawicieli mediów nie mamy na myśli wyłącznie zagrożeń o charakterze fizycznym. Chcemy jasno również wskazać, które instytucje utrudniają lub uniemożliwiają dostęp do informacji publicznej oraz udokumentować i upublicznić przypadki nacisków czy szantażu wobec dziennikarzy – mówi Grzegorz Kwolek, członek zarządu Instytutu Zamenhofa.

Do tej pory w Polsce nie było jednego zbioru wszystkich tego typu naruszeń wobec dziennikarzy. Dlatego powstał Monitor Zamenhofa, który będzie publikowany w formie kwartalnych i rocznych raportów. – Bardzo nam zależy nie tylko na odnotowaniu nagłośnionych już przypadków naruszeń praw i wolności pracowników mediów, ale i zbieraniu sygnałów bezpośrednio od dziennikarzy czy fotografów, także z mediów lokalnych. Zachęcamy przedstawicieli mediów do zgłaszania nam wszystkich takich przypadków – mówi Grzegorz Kwolek.

W tym celu Instytut Zamenhofa uruchomił specjalną skrzynkę mailową, gdzie można wysyłać wszelkie przypadki politycznych i prawnych nacisków oraz innych przypadków utrudniania pracy dziennikarzy. Jej adres to: [email protected].

Monitor Zamenhofa będzie koordynował dziennikarz Piotr Drabik, który właśnie dołączył do zespołu ekspertów Instytutu Zamenhofa. Obecnie pracuje w redakcji portalu RadioZET.pl, wcześniej związany z TVN24 i „Dziennikiem Polskim”. Drabik jest absolwentem Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz uczestnikiem międzynarodowych projektów dziennikarskich.

Dynamika sprzedaży detalicznej w listopadzie 2020 roku

GUS opublikował dane dotyczące dynamiki sprzedaży detalicznej w listopadzie 2020 roku. Poniżej zamieszczamy komentarz Magdaleny Szlezyngier, Menedżer ds. Klientów Strategicznych z DNB Bank Polska.

Wprowadzone przez rząd obostrzenia oraz rekordowe wzrosty zachorowań na koronowirusa znalazły swoje odzwierciedlenie w najnowszych danych dotyczących sprzedaży detalicznej. Opublikowany w dniu dzisiejszym przez GUS odczyt sprzedaży za miesiąc listopad wskazuje na jej spadek o 5,3 proc. zarówno w ujęciu rocznym, jak i miesięcznym. Po okresie pierwszej fali pandemii, kiedy to w miesiącach marcu, kwietniu i maju odnotowaliśmy spadki sprzedaży na poziomach odpowiednio: 9 proc., 22 proc. oraz 7 proc., listopad okazał się kolejnym trudnym miesiącem dla handlu.

Czynnikiem decydującym o tak gwałtownym osłabieniu wyników sprzedaży były obowiązujące przez zdecydowanie większą część miesiąca obostrzenia dotyczące zamkniętych galerii handlowych, dużych sklepów meblowych oraz ograniczenia co do liczby osób w sklepach. Nie bez znaczenia na najnowszy odczyt sprzedaży miało istotne nasilenie pandemii koronowirusa w listopadzie oraz wywołane tym samoograniczanie się konsumentów.

Podobnie jak w pierwszej fali pandemii najsilniejsze spadki sprzedaży dotyczyły kategorii odzież i obuwie. Ujemna dynamika w ujęciu rocznym w tej kategorii wyniosła aż 21,9 proc. Jednocześnie ze względu na ograniczenie mobilności konsumentów pogłębił się spadek sprzedaży paliw do poziomu 14,7 proc. Dane opublikowane przez GUS wskazują też, że konsumenci wyciągnęli wnioski z pierwszej fali pandemii i szybciej przestawiają się na sprzedaż on-line. Udziału e-handlu w sprzedaży detalicznej wyniósł 11,4 proc. w listopadzie, co stanowi istotny wzrost w stosunku do 7,3-proc. odczytu za październik.

Mimo drugiej fali pandemii oraz ujemnej dynamiki sprzedaży detalicznej zanotowanej w październiku i listopadzie prognozujemy, iż spadki rocznej dynamiki sprzedaży w IV kwartale będą płytsze, niż na wiosnę w momencie wybuchu COVID-19. Miejmy nadzieje, że świąteczny nastrój pozwoli podtrzymać optymizm oraz skłonność konsumentów do zwiększonych wydatków świątecznych.

Mieszkania droższe niż przed pandemią, a Polacy pożyczają z banków jeszcze większe kwoty

Po niemal roku pandemii mieszkania nie potaniały, nieznacznie wyhamował tylko wzrost cen na rynku nieruchomości. Z raportu Oferteo.pl wynika, że w 2020 roku Polacy zaciągali jeszcze wyższe kredyty hipoteczne niż w roku ubiegłym.

Ceny mieszkań rosną mimo pandemii

W ostatnich latach obserwowaliśmy w Polsce dynamiczny wzrost cen nieruchomości. Od 2017 roku koszt mieszkania w dużym mieście wzrósł o ponad jedną czwartą! Wielu ekspertów zastanawiało się, jak na rynek wpłynie pandemia koronawirusa. Wedle niektórych prognoz na koniec tego roku ceny nieruchomości miały być niższe nawet o 20–30%!

Dziś, po 9 miesiącach od początku pandemii, okazuje się, że mieszkania wcale nie potaniały. Co więcej, ich ceny nie stanęły nawet w miejscu. Jedyne, co można było zaobserwować, to nieco spowolniony ich wzrost.

Poniższa tabela[1] przedstawia, jak zmieniły się ceny mieszkań na rynkach pierwotnym oraz wtórnym w stosunku do roku 2019, w największych miastach w Polsce. Największy wzrost cen można było zaobserwować dla rynku pierwotnego w Warszawie i Krakowie, a dla rynku wtórnego – w Krakowie i Katowicach.

Miasto Zmiana ceny w stosunku do roku 2019 [%]
Rynek pierwotny Rynek wtórny
Gdańsk +3,3 +2,2
Katowice -0,3 +9,2
Kraków +11,8 +8,0
Warszawa +12,1 +5,7
Wrocław +6,7 +5,1

Pożyczamy więcej niż rok temuJaka jest kwota poszukiwanego kredytu

Zmieniające się ceny mieszkań to jeden z czynników wpływających bezpośrednio na kwoty kredytów hipotecznych. Dane zgromadzone przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług z ich dostawcami, wskazują, że w 2020 Polacy zadłużali się na wyższe kwoty niż przed rokiem. W 2019 aż 65% kredytów mieściło się w przedziale między 101 a 300 tys. zł. W tym roku takich kredytów było 47%. O 16% wzrósł natomiast odsetek osób pożyczających sumy od 301 do 500 tys. zł. W tegorocznym badaniu wyniósł on aż 37%.

Kwota kredytu na zakup gotowego mieszkania lub domu najczęściej wynosiła w tym roku między 101 a 300 tys. zł. Na budowę nieruchomości pożyczano zwykle od 301 do 500 tys. zł.

Kredyt na 30 latJaki ma być okres kredytowania

Spłata kredytu hipotecznego zajmuje Polakom zwykle 30 lat. Taki okres kredytowania wybrało w tym roku 54% badanych. Rok temu odsetek ten był identyczny. Co trzeci kupujący nieruchomość rozłożył spłatę rat na 20 lat, a pozostałym 13% ankietowanym wystarczyło 10 lat.

Wyniki badania Oferteo.pl pokazują, że kredytobiorcy dysponowali zwykle wkładem własnym nieprzekraczającym 10% inwestycji. Między 10 a 20% kosztów było w stanie pokryć 35% badanych, a od 21 do 35% – 14%. Co dziesiąty inwestor deklarował możliwość wpłacenia powyżej 35% ceny nieruchomości.Jakim wkładem własnym Państwo dysponują

– Skoro na spłacenie kredytu hipotecznego statystyczny Polak poświęca 30 lat, to wydaje się, że jest to przedsięwzięcie, które powinno zostać uprzednio bardzo dogłębnie przemyślane. Decyzję o finalizacji zaciągnięcia kredytu powinno poprzedzić bardzo dokładne zapoznanie się z rynkiem i ofertami różnych banków. Im więcej możliwości rozpoznamy, tym łatwiej będzie wybrać najkorzystniejszą radzi Karol Grygiel z zarządu serwisu Oferteo.pl.

Na swoim po trzydziestceW jakim wieku są kredytobiorcy

Na zakup nieruchomości i zaciągnięcie kredytu Polacy decydują się najczęściej tuż po przekroczeniu 30 roku życia. 33% badanych ten krok poczyniło jeszcze przed trzydziestką. 24% zainteresowanych kredytem przekroczyło już 40 lat.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z analizy prawie 2 900 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl w 2020 roku przez podmioty poszukujące kredytu hipotecznego.

[1] „Raport serwisu Bankier.pl” https://www.bankier.pl/wiadomosc/Ceny-ofertowe-mieszkan-listopad-2020-Raport-Bankier-pl-8007506.html

Co piąty Polak zrezygnuje z kredytu lub pożyczki ze względu na pandemię

Ponad połowa (55%) Polaków przyznaje, że ma obecnie do spłacenia kredyty gotówkowe lub ratalne, bądź pożyczki. Od marca na pożyczenie pieniędzy zdecydowało się 47% konsumentów. Co czwarty wskazuje, że do tej decyzji przyczyniła się pandemia. Jednocześnie 35% ocenia, że otrzymanie dodatkowych środków jest obecnie trudniejsze niż przed pojawieniem się COVID-19. Co piąty zainteresowany musiał zrezygnować ze starania się o kredyt lub pożyczkę, najczęściej z obawy przed utratą możliwości ich spłaty, wykazało badanie Krajowego Rejestru Długów.

Polacy, zapytani o to, jak określiliby swoją sytuację finansową, najczęściej (48%) wskazują, że nie jest ona ani dobra, ani zła. Stan swojego portfela dobrze lub bardzo dobrze ocenia łącznie 36%. Natomiast 16% boryka się z problemami w tej sferze i wskazuje na złą lub bardzo złą sytuację finansową – wynika z badania „Jak pożyczają Polacy”, przeprowadzonego przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Jak pożyczamy?

Pożyczamy lub kupujemy na raty najczęściej gdy nie jesteśmy w stanie kupić czegoś za gotówkę (48%), bo zakup przekracza nasze możliwości. Co piąta osoba (21%) pokrywa w ten sposób nieprzewidziane wydatki. Nieco ponad co dziesiąty badany (11,5%) przyznaje, że pożycza, bo brakuje mu pieniędzy na podstawowe potrzeby z powodu niskich zarobków, trudności w planowaniu swojego budżetu czy w związku ze stratą źródła dochodów. Natomiast co dwudziesty konsument (5%) nie ukrywa, że wydaje więcej niż zarabia, więc musi ratować się pożyczkami.

W 2020 r. do powodów zaciągnięcia pożyczki lub kredytu dołączyła także pandemia. Jej wpływ na decyzję o zaciągnięciu zobowiązania wskazał już co czwarty pożyczający. Potrzeba dodatkowego wsparcia finansowego pojawia się najczęściej w związku z utratą pracy (16%), wydatkami na leczenie (14%) czy obniżką wynagrodzenia (11%). Natomiast najczęściej wybieranym w czasie pandemii sposobem dodatkowego dofinansowania są zakupy na raty (18%) i kredyty gotówkowe (16%).

W obliczu obostrzeń i utrudnień w handlu sklepy starają się przyciągnąć klientów, zachęcając ich do skorzystania z możliwości rozłożenia spłaty lub przesunięcia jej nawet o kilka miesięcy. Jak widać to działa, konsumenci chętnie z tej możliwości korzystają, mając poczucie, że dzięki temu mogą podzielić duży wydatek w czasie i udźwignąć jego koszt nawet w przypadku pogorszenia się ich sytuacji finansowej – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Epidemia utrudnia dostęp do finansowania

Zdecydowaną większość kredytów i pożyczek (83%) mamy zaciągniętą w bankach. 12% pożycza od osób prywatnych – rodziny, znajomych, sąsiadów. Co dziesiąta osoba zwróciła się o środki do firmy pożyczkowej niebędącej bankiem. Natomiast 7% udało się po tzw. chwilówkę, czyli do firmy pożyczającej bez sprawdzenia w KRD i BIK.

Sytuacja epidemiologiczna wpłynęła na decyzje o sięganiu po finansowanie na rynku kredytów i pożyczek. Już 35% ankietowanych w badaniu KRD wskazuje, że w pandemii trudniej jest pożyczyć pieniądze. Co piąta z tych osób jako powód najczęściej wskazuje niepewność zatrudnienia lub fakt jego utraty, 14% stwierdza, że miałoby problem ze zdolnością kredytową. Blisko co dziesiąty badany mówi o pogorszeniu sytuacji finansowej lub niższych dochodach.

Co więcej, z powodu COVID-19 blisko co piąta osoba (19%) w ogóle zrezygnowała ze starania się o kredyt lub pożyczkę. Najczęściej wymienianą tu obawą jest niepewność dotycząca możliwości spłacenia zobowiązania (40,5%). Część (35%) woli za to poczekać na lepsze czasy lub nie ma w obecnej sytuacji wystarczającej zdolności kredytowej (30,3%).

– Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest przeczekanie gorszego momentu i rezygnacja z zaciągania dodatkowych zobowiązań, gdy nie ma się odpowiednich możliwości finansowych, niż brnięcie w kolejne pożyczki. To prosta droga do pętli zadłużenia. Trzeźwa ocena własnych możliwości finansowych jest kluczem do bezpiecznego pożyczania, ale i oddawania. Trzeba zawsze pamiętać, że wierzyciel nie zrezygnuje z odzyskania pożyczonych pieniędzy i bez wątpienia wdroży procedury windykacyjne, gdy upłynie termin płatności – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Banki miejscem pierwszego wyboru

Większość, bo 81% Polaków w ciągu najbliższych 12 miesięcy nie planuje zaciągnięcia kredytu lub pożyczki. Pozostałe 19% przewiduje, że może potrzebować dodatkowego finansowania. Odsetek ten realnie może okazać się jednak większy, biorąc pod uwagę, że co piąta pożyczająca osoba pokrywa tymi środkami swoje nieprzewidziane wydatki.

Respondenci zapytani o to, gdzie zwróciliby się o finansowanie, gdyby mieli teraz zaciągnąć zobowiązanie, w 60% wskazywali na banki. 19% z taką prośbą udałoby się do bliskich czy znajomych. Tylko około 3% rozważyłoby w takiej sytuacji ofertę firmy pożyczkowej niebędącej bankiem, a kolejne 3% wzięłoby chwilówkę bez weryfikacji w KRD i BIK.

Badanie „Jak pożyczają Polacy” zostało przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów w dniach od 12 listopada 2020 r. do 20 listopada 2020 r. na reprezentatywnej grupie 1007 osób.

Przed świętami prawie połowa Polaków szuka promocji i wyprzedaży

Zbliżające się święta Bożego Narodzenia i Sylwester mają duży wpływ na zawartość zakupowego koszyka Polaków. Najbliższe dni to większe wydatki na jedzenie i alkohol, ale także na kategorie, z których najczęściej wybieramy prezenty dla bliskich. Według autorów badania firmy doradczej Deloitte Global State of the Consumer Tracker o 3 p.p. przybyło konsumentów, którzy więcej wydadzą na odzież i aż o 5 p.p. tych, którzy zwiększą wydatki na elektronikę. Na lepsze nastroje wskazuje też spadek opracowanego przez Deloitte indeksu niepokoju. W najnowszej fali badania wyniósł on zaledwie 7 proc. To duża poprawa w porównaniu do 34 proc. na początku listopada.

Najnowsza edycja badania Deloitte przyniosła wyraźną odwilż w poziomie obaw Polaków wywołanych pandemią, a opracowany przez firmę doradczą indeks niepokoju spadł w ciągu miesiąca z rekordowych 34 proc. aż o 27 p.p. Na początku grudnia różnica netto między osobami, które zgodziły się ze zdaniem „Jestem bardziej zaniepokojony niż tydzień temu” oraz tymi, które zaprzeczyły, wyniosła zaledwie 7 proc. Nadal jednak jesteśmy na wysokim, bo drugim miejscu z najwyższym poziomem niepokoju wśród osiemnastu badanych krajów, choć dużo nas dzieli od Indii, które w bieżącym zestawieniu są na pierwszym miejscu (29 proc.).

Zawsze pytamy naszych respondentów o powód wzrostu niepokoju. W najnowszej fali badania znacząco przybyło konsumentów, którzy wymieniają stan finansów. W listopadzie te obawy wyraźnie przykrył niepokój o zdrowie i bezpieczeństwo. W tym miesiącu jako powód wzrostu obaw kwestie finansowe wskazuje prawie połowa ankietowanych, czyli więcej aż o 9 p.p. Nadal jednak tym, co najbardziej wpływa na poziom naszych obaw jest COVID-19, choć, by oddać sprawiedliwość, trzeba odnotować, że o ile na początku listopada wskazało tę przyczynę 85 proc. ankietowanych, teraz zrobiło to 77 proc. z nich – mówi Michał Tokarski, Partner, lider sektora dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte.

Więcej na żywność i alkohol

Najnowsze badanie pokazuje spore zmiany w koszyku zakupowym polskiego konsumenta, na który bez wątpienia wpływ mają zbliżające się święta i Sylwester. Aż o 8 p.p. przybyło Polaków, którzy planują w ciągu najbliższego miesiąca zwiększyć wydatki na żywność (38 proc.). Nieznacznie, bo o 2 p.p. przybyło też kupujących, którzy spodziewają się więcej pieniędzy zostawić w restauracjach, zamawiając jedzenie na wynos.

Myślę, że i w tym przypadku wpływ na to ma zbliżająca się Wigilia. Wielu z nas zamawia w restauracjach gotowe świąteczne potrawy czy ciasta. Świąteczny catering oferują także restauracje, które wcześniej tego nie robiły, bo dla wielu z nich to okazja do poprawienia swojej sytuacji i zarobku w czasie gdy, przez wywołane pandemią ograniczenia, nie mogą pracować jak zawsze

– mówi Kamil Kucharczyk, Wicedyrektor w dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte. Zauważalnie, bo aż o 9 p.p. wzrosła także liczba ankietowanych, którzy spodziewają się w najbliższych tygodniach zwiększyć wydatki na alkohol. Aż 18 proc. konsumentów spodziewa się wydać na ten cel więcej niż w ciągu ostatnich czerech tygodni.

Dziewięciu na dziesięciu Polaków wybierze się po zakupy spożywcze do sklepów stacjonarnych. To też kategoria, którą najchętniej kupujemy w tradycyjny sposób, ponieważ wciąż ostrożnie podchodzimy do zakupów żywności w Internecie. Decyduje się na to tylko 6 proc. z nas. Globalnie z większą rezerwą do kupowania produktów spożywczych online podchodzą tylko mieszkańcy Kanady i Niemcy (po 5 proc.). Na podobnym poziomie ten trend utrzymuje się również we Francji i Włoszech (po 7 proc.). W Europie najchętniej żywność w sieci kupują Brytyjczycy (18 proc.), na świecie natomiast ponad jedna czwarta Chińczyków.

Globalnie częściej od nas po żywność wybierają się do fizycznych sklepów tylko Niemcy (91 proc.). Na trzecim miejscu są Włosi (89 proc.).

Prezentowa gorączka

Zmiany w koszyku widać także w kategoriach, które można uznać za prezentowe. Po spadku na początku listopada, o 3 p.p. przybyło zapytanych, którzy więcej wydadzą na odzież (19 proc.) i aż o 5 p.p. tych, którzy z pewnością zwiększą wydatki na elektronikę (16 proc.). Nieznaczny wzrost widać także w przypadku mebli (3 p.p.) oraz rzeczy do domu (2 p.p.). Większe wydatki na te cele deklaruje odpowiednio 13 proc. i 28 proc. zapytanych przez Deloitte.

Kupując rzeczy do domu, prawie trzy czwarte polskich konsumentów zdecyduje się na wybór produktów znanych marek. Ponad połowa z nas wybiera je, sięgając w sklepie po napoje. Private labels, czyli marki własne sieci handlowych i pozostałe marki wybieramy najczęściej, kupując jedzenie (35 proc.), środki higieny i napoje (po 28 proc.).

Dokonując wyboru pomiędzy markami, najczęściej kierujemy się jakością produktów. Prawie 40 proc. konsumentów, którzy wybierają na zakupach duże marki, uważa, że mają one wyższą jakość. 35 proc. Polaków, którzy sięgają w sklepach po private labels, mówi, że ich jakość jest taka sama lub podobna do droższych produktów znanych producentów – mówi Natalia Załęcka, CMO Advisory Leader, Deloitte.

O 3 p.p. przybyło od ostatniego badania ankietowanych, którzy ufają dużym markom (36 proc.). Kolejne 11 proc. uważa, że są one łatwiej dostępne.

Jedna piąta naszych badanych wybiera też marki sklepowe, bo zwyczajnie nie może sobie pozwolić na droższy wybór – dodaje Natalia Załęcka.

Online trzyma się mocno

Po znacznym zwrocie w kierunku zakupów online na początku listopada, ich popularność utrzymała się na zbliżonym poziomie. Kategorią, którą najchętniej Polacy kupują w Internecie pozostaje elektronika (42 proc.). Tylko nieco mniej z nas (39 proc.) zamawia online jedzenie w restauracjach. O 2 p.p. przybyło od ostatniego badania ankietowanych, którzy w sklepach internetowych kupują ubrania (37 proc.). Niemal jedna trzecia konsumentów decyduje się na tę formę zakupów, wybierając meble. Oprócz żywności w sklepach fizycznych zdecydowanie wolimy kupować rzeczy do domu (81 proc.) oraz leki (80 proc.).

Powoli Polacy przekonują się do tzw. trendu BOPIS, czyli buy online, pick up in store. Najczęściej wybieramy go w przypadku elektroniki. 13 proc. z nas telewizory czy sprzęt kuchenny woli kupić online i odebrać w tradycyjnym sklepie. Niemało, bo 12 proc. konsumentów woli też zamówić w sieci jedzenie i osobiście wybrać się do restauracji po jego odbiór. Te wskaźniki są bardzo podobne w przypadku Francji czy Niemiec

– mówi Wiesław Kotecki, Partner, lider zespołu Customer Strategy & Applied Design w Deloitte Digital. Ekspert dodaje, że w najnowszej edycji badania największą popularność na świecie trend BOPIS zyskał w Stanach Zjednoczonych. Jedna piąta konsumentów za oceanem najchętniej kupuje online i odbiera osobiście jedzenie w restauracjach.

Przedświąteczne polowanie na okazje

Zbliżające się święta i związane z nimi większe wydatki sprawiły, że Polacy w zauważalny sposób zaczęli polować na okazje. Prawie połowa rodzimych konsumentów przyznaje, że gdyby trafiła na atrakcyjną cenę rzeczy, która nie jest im niezbędna, kupiłaby ją. To więcej miesiąc do miesiąca o 4 p.p. W Europie najczęściej okazji wypatrują Irlandczycy (51 proc.) i Brytyjczycy (50 proc.), na świecie natomiast Chińczycy (61 proc.).

Najnowsza fala badania jest kolejną, która pokazuje spadek liczby konsumentów (-1 p.p.), którzy chętniej kupują od lokalnych sprzedawców i producentów, nawet jeśli muszą zapłacić za ich produkty więcej (47 proc.). Po sporym wzroście w ubiegłym miesiącu nieznacznie (-2 p.p.) zmniejszyło się też zainteresowanie markami odpowiedzialnymi społecznie. 37 proc. zapytanych Polaków przyznaje, że kupuje więcej od takich właśnie producentów.

Polacy nadal są grupą konsumentów, którzy najchętniej w Europie kupują na zapas (41 proc.), choć ogólne uspokojenie nastrojów sprawiło, że zmniejszyła się ona o 4 p.p.

Warto bliżej przyjrzeć się tzw. trendowi convenience. Od października przybywa konsumentów gotowych wydać więcej za wygodę, czyli na przykład dostarczenie zakupów do domu. W najnowszej edycji badania odpowiedziała tak jedna trzecia naszych ankietowanych. Zapytani o powód, prawie dwie trzecie z nich wskazuje ochronę zdrowia, połowa oszczędność czasu, a 41 proc. mniejszy stres – podsumowuje Michał Tokarski.

O badaniu

Omawiana edycja badania „Global State of the Consumer Tracker”, czyli badanie reakcji i obaw konsumentów związanych z pandemią koronawirusa, została przeprowadzona przez Deloitte na przełomie listopada i grudnia. To trzynasta ankieta na świecie i dziesiąta, w której udział bierze Polska. Na pytania Deloitte odpowiadało po tysiąc osób z każdego spośród 18 badanych krajów. Oprócz Polski były to: Australia, Kanada, Chiny, Francja, Niemcy, Indie, Irlandia, Włochy, Japonia, Meksyk, Holandia, Korea Południowa, Hiszpania, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Chile oraz RPA.

Wszystkie główne waluty tracą do dolara. Nowy szczep COVID-19 osłabia też złotego

W ponurych nastrojach startuje przedświąteczny tydzień. Nowy szczep COVID-19 wykryty w Wielkiej Brytanii podnosi obawy o ryzyko wybuchu nowej fali zachorowań i wprowadzeniem surowszych lockdownów. Awersje do ryzyka podsycana też brak postępów w negocjacjach brexitu. Porozumieniem nad pakietem fiskalnym w USA nie może się przebić ponad negatywne informacje. Uwaga skupia się na złotym po piątkowej interwencji NBP. To może nie być koniec sprzedaży.

Awersja do ryzyka uderza mocno w rynek walutowy, szczególnie biorąc pod uwagę, jak silny był zryw optymizmu przed weekendem. Wszystkie główne waluty tracą do dolara i to nie przez uzgodnienie warunków fiskalnego pakietu na rzecz walki z COVID-19. Wypracowane między partiami 900 mld USD powinno być ulga dla gospodarki, a zatem wspiera apetyt na ryzyko na Wall Street, ale też globalnie. Jeśli dookoła nie byłoby innych informacji, powinniśmy z tego tytułu widzieć zieleń na indeksach, ale słabość USD, który w najbliższych miesiącach powinien być źródłem finansowania rajdu ryzykownych aktywów.

Jednak dziś główna uwaga jest na nowej odmianie wirusa COVID-19, którą wykryto w Wielkiej Brytanii. Z dostępnych informacji wynika, że jest to już ósma mutacja koronawirusa, bardziej zakaźna od poprzednich, choć w badaniach nie stwierdzono cięższego przebieg choroby. Mimo to w południowej Anglii wprowadzono nowy, czwarty poziom alarmowy, a kilka krajów z Europy wstrzymała loty z Wielkiej Brytanii. GBP mocno traci pod naporem negatywnych informacji, a do tego dochodzi kolejny zmarnowany weekend negocjacji brexitu. Kwestia łowisk pozostaje głównym źródłem sporu, a czas ucieka. Ale im dłużej trwają negocjacje, tym mniejsza szansa, że jakiekolwiek nowe warunki wejdą w życie od 1 stycznia, w efekcie czego przynajmniej na kila miesięcy Wielka Brytania nie zostanie całkowicie odcięta od jednolitego rynku. Rajd ulgi funta wciąż jest możliwy, tylko kto cierpliwie wyczeka do tego czasu z otwartą pozycją?

Dla reszty rynku na kalkulację wpływu nowego szczepu COVID-19 będą wpływać, jak zaburzony będzie handel w ostatnich dniach grudnia przeplatanych świętami. Niska płynność i dni wolne nie są dobrymi warunkami do obrony pozycji. Redukcja ryzyka i ochrona zysków mogą ściągać aktywa ryzykowne w dół. Widać ot już na rynku ropy naftowej i wycenach spółek z sektorów bankowego, energii i turystyki. Na FX waluty surowcowe są najbardziej narażone na osłabienie względem USD.

Złotego dotyka pogorszenie nastrojów na rynkach zewnętrznych, ale lokalnie spotyka się z nieoczekiwanym przeciwnikiem w postaci Narodowego Banku Polskiego. W piątek pierwszy raz od 2013 r. NBP interweniował na rynku walutowym. Zaskakujący był też kierunek interwencji, gdyż bank centralny sprzedawał polską walutę, co nie zdarzyło się do 2010 r. W odróżnieniu od poprzednich interwencji, nie otrzymaliśmy wyjaśnienia z NBP. W ostatnich sześciu miesiącach Rada Polityki Pieniężnej w protokole po posiedzeniu zwracała uwagę na „brak wyraźnego i trwalszego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią oraz poluzowania polityki pieniężnej NBP.” Jednak ponad to nie otrzymaliśmy żadnych sygnałów, że skala umocnienia jest na tyle niepokojąca dla banku centralnego, aby wymagać interwencji. Pod tym kątem działania na rzecz osłabienia złotego wydają się niepotrzebne: EUR/PLN jest relatywnie wysoko, eksport jest silny, a silny popyt zewnętrzny już wspiera sektor przemysłowy. Niski USD/PLN także nie powinien być powodem do niepokoju, gdyż neutralizuje wzrost cen surowców, a także obniża ceny dóbr importowych, kiedy krajowa konsumpcja kuleje przez covidowe restrykcje.

Jedyny powód, jaki pozostaje, to chęć podwyższenia wartości rezerw walutowych dla zwiększenia zysku NBP, którego prawie całość (95 proc.) będzie mogła zostać zasilić budżet państwa. Jeśli to jest faktyczny cel działań NBP, w najbliższych dniach możemy być świadkami kolejnych interwencji, biorąc pod uwagę, że istotny jest tutaj kurs na koniec roku. Jednak taka strategia tylko skutkuje niepotrzebnymi fluktuacjami kursu. Jeśli w 2021 r. na rynkach zewnętrznych będzie rządzić apetyt na ryzyko wywołany oczekiwaniami szybszego ożywienia gospodarczego, osłabiony złoty jest tak naprawdę zaproszeniem inwestorów do wejścia na polski rynek po niższej, bardziej atrakcyjnej cenie. Długofalowo jedyną rzeczą, którą takimi działaniami można trwale osłabić, to wiarygodność NBP.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.