Restrukturyzacja podatkowej grupy kapitałowej a CIT

Na gruncie ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych z dnia 15 lutego 1992 r. (ustawa o CIT) powołano instytucję podatkowej grupy kapitałowej (PGK). Jej istota z założenia sprowadza się do polepszenia efektywności rozliczeń podatkowych dzięki uwzględnieniu zróżnicowania poszczególnych spółek wchodzących w skład PGK. Definicja ustawowa wskazuje, że na podatkową grupę kapitałową muszą składać się co najmniej dwie spółki kapitałowe z siedzibą na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Co jednak w przypadku, gdy dojdzie do zmian w strukturze grupy? Gdy jeden z jej uczestników przejmie inną spółkę? Czy ma to wpływ na funkcjonowanie PGK? Jakie skutki w kontekście CIT może generować?

Wątpliwości w tym zakresie rozwiał w ostatnim czasie Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej, który w interpretacji indywidualnej z dnia 13 października 2020 r. odniósł się do szeregu pytań wnioskodawcy, poruszających tę problematykę.

Stan faktyczny

Stronami postępowania, które złożyły wniosek o interpretację zdarzenia przyszłego, była spółka dominująca oraz spółki zależne składające się na podatkową grupę kapitałową. Wskazana grupa, wypełniwszy przesłanki przewidziane przez art. 1a ust. 2 ustawy o CIT, utworzona została w wyniku zawarcia przez zainteresowane spółki umowy przewidującej istnienie PGK przez pięć lat podatkowych. Ostatni rok podatkowy funkcjonowania grupy upływa z końcem 2020 r. Co istotne dla sprawy, uczestnicy PGK rozważają obecnie restrukturyzację grupy. W wyniku powyższego elementem omawianego zdarzenia przyszłego jest planowana inkorporacja przez spółkę dominującą jednej ze spółek zależnych, a także określonej spółki spoza przedmiotowej PGK, z intencją kontynuacji funkcjonowania dotychczasowej podatkowej grupy kapitałowej.

Zważywszy na niejasności powstałe na gruncie zaistniałego stanu faktycznego, przywołane spółki skierowały do organu pytania dotyczące m.in. kwestii:

  • wpływu przejęcia przez należącą do PGK spółkę dominującą spółki zależnej na status podatkowej grupy kapitałowej jako podatnika CIT oraz możliwości wydłużenia okresu istnienia grupy;
  • wpływu przejęcia przez spółkę dominującą spółki niebędącej uczestnikiem podatkowej grupy kapitałowej na status PGK jako podatnika CIT oraz możliwości wydłużenia czasu funkcjonowania grupy.

Pełna akceptacja stanowiska

Przechodząc do głębszej analizy poszczególnych zagadnień, podkreślić należy, że Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej przychylił się do zaprezentowanego przez wnioskodawcę stanowiska, uznając je za w pełni prawidłowe. Na marginesie warto też nadmienić, że poza przytoczonymi punktami, w treści omawianej interpretacji stwierdzono, że umowa, na gruncie której dochodzi do utworzenia PGK, może być swobodnie przedłużona o kolejne lata podatkowe bez jednoczesnej utraty ciągłości istnienia podatkowej grupy kapitałowej, jak również jej statusu jako podatnika CIT, co z kolei wiąże się także z zachowaniem dotychczasowego NIP PGK.

Wpływ stanu epidemicznego na PGK

Kolejnym obszarem, który okazał się newralgiczny z punktu widzenia funkcjonowania PGK, jest problem uprawnienia grupy do zmniejszenia w następnych latach jej dochodu, z uwzględnieniem straty, która została poniesiona w roku minionym. Zasygnalizowania w tym miejscu wymaga niedawna zmiana przepisów ustawy o CIT, wymuszona negatywnym wpływem pandemii Covid-19 na gospodarkę, któremu uległ także podmiot zainteresowany w niniejszej sprawie. W świetle bowiem nowego art. 38n wymienionego aktu (powołanego tzw. tarczą antykryzysową) jedna z przesłanek zaklasyfikowania PGK za podatnika CIT, wskazująca wymóg osiągnięcia dochodów w wysokości minimum 2% w stosunku do przychodów za każdy rok podatkowy, zostaje uznana za spełnioną także, o ile podatkowa grupa kapitałowa w 2020 r. odczuła ujemne skutki gospodarcze, będące rezultatem panującej epidemii koronawirusa. Pozostając na płaszczyźnie zmian legislacyjnych wywołanych epidemią, nie sposób pominąć art. 38f ustawy o CIT, stosownie do którego podmioty, których sytuacja ucierpiała z powodu zaistniałych warunków, po spełnieniu określonych warunków, mają uprawnienie do obniżenia o wysokość straty dochodu uzyskanego za rok bezpośrednio poprzedzający jej poniesienie (limit takiego jednorazowego obniżenia wynosi 5 mln zł). W wyniku powyższych zmian, zgodnie ze stanowiskiem wyrażonym w poddanej niniejszej analizie interpretacji, podatkowej grupie kapitałowej co do zasady przyznaje się uprawnienie do odliczenia straty poniesionej w 2020 r. na opisanych zasadach również w okresie po przedłużeniu okresu istnienia PGK.

Restrukturyzacja wewnątrz PGK a CIT

Art. 1a ust. 6 ustawy CIT statuuje generalny zakaz pomniejszania czy rozszerzania podatkowej grupy kapitałowej o inne spółki. Wyjątek od tej zasady stanowi możliwość fuzji podmiotów w ramach tej samej PGK, pod warunkiem – rzecz jasna – że nie doprowadzi to do pozostawienia wyłącznie jednej funkcjonującej spółki. Mając na uwadze powyższą regułę, podkreślić należy, że przypadki reorganizacji grupy z udziałem podmiotów spoza jej dotychczasowej struktury wiążą się z utratą statusu podatnika CIT przez tę PGK. Niezależnie jednak od powyższego nie ma wpływu na zachowanie ciągłości istnienia grupy okoliczność, że do połączenia spółek wewnątrz PGK dojdzie wraz z początkiem roku podatkowego, rozpoczynającego okres następujący po przedłużeniu umowy, stanowiącej podstawę funkcjonowania danej podatkowej grupy kapitałowej. Irrelewantne dla statusu grupy pozostaje zatem, gdy jedna ze spółek zawierających umowę dotyczącą przedłużenia PGK przejęta zostaje przez inną spółkę z grupy, tracąc tym samym byt prawny.

Skutki przejęcia spółki spoza PGK… albo ich brak

W opozycji do reorganizacji podatkowej grupy kapitałowej dokonywanej z udziałem podmiotów dotychczas do niej należących stoi przejęcie przez spółkę z grupy podmiotu trzeciego. Należy bowiem zwrócić uwagę, że jakkolwiek przytoczony wyżej art. 1a ust. 6 ustawy o CIT determinuje niedopuszczalność rozszerzania PGK o nowe spółki, to nie odnosi się on do połączenia uczestnika grupy z inną spółką poprzez przejęcie jej majątku. Zważywszy bowiem nie tylko na art. 93 § 2 Ordynacji podatkowej, ale również na ogólne zasady prawa cywilnego i handlowego, spółka przejmująca zasadniczo staje się sukcesorem praw i obowiązków podmiotu przejmowanego, w skład których wchodzą także zobowiązania i uprawnienia powstałe na gruncie prawa podatkowego. W konsekwencji powyższego spółka przejmująca kontynuować będzie działalność podmiotu przejmowanego, który z kolei utraci byt prawny, podlegając wykreśleniu z odpowiedniego rejestru. Zważywszy na tak zarysowany stan faktyczny i prawny, po połączeniu spółek przez przejęcie de facto nie będziemy mieli do czynienia z dołączeniem do PGK nowego podmiotu, a co za tym idzie – nie wpłynie to w jakimkolwiek stopniu na status takiej grupy podatkowej jako podatnika CIT ani na inne, wypływające z tego statusu korzyści podatkowe.

Wiele hałasu o nic?

Podejmując lekturę omawianej indywidualnej interpretacji podatkowej, ciężko oprzeć się wrażeniu, że instytucja podatkowej grupy kapitałowej jest formą dość elastyczną i sprzyjającą zmianom, którym poddawana bywa PGK przez uczestniczące w niej spółki. Jakie są jednak granice prawnych i faktycznych manewrów dokonywanych przy tej konstrukcji, pokażą zapewne kolejne, traktujące o tej materii stanowiska organów podatkowych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Największe kryzysy wizerunkowe 2020 roku: Kościół Katolicki – w sferze publicznej, Wirtualna Polska – w biznesie

Największy kryzys wizerunkowy 2020 roku w Polsce to postawa hierarchów Kościoła Katolickiego. Instytucja ta już drugi rok z rzędu znalazła się na pierwszym miejscu rankingu Kryzysometr tworzonego przez specjalistów od komunikacji. W osobnym rankingu kryzysów świata biznesu pierwsze miejsce zajęła Wirtualna Polska w związku ze sprawą tekstów fikcyjnych dziennikarzy i niejasnych powiązań z Ministerstwem Sprawiedliwości. Takie są główne wyniki badania „Kryzysometr 2020/2021” przeprowadzonego przez Alert Media Communications wśród ponad stu dyrektorów komunikacji, menadżerów PR i rzeczników prasowych kluczowych firm rynkowych, instytucji państwowych i samorządowych oraz organizacji pozarządowych.

W badaniu przeprowadzonym w ostatnich dniach listopada wzięło udział 113 respondentów szczebla co najmniej menedżerskiego, dyrektorskiego lub rzeczników prasowych, a więc PR-owcy „pierwszego frontu” w przypadku kryzysów[1].  Agencja Alert Media Communications specjalizująca się w komunikacji antykryzysowej i strategicznym PR zapytała ich o wskazanie największych kryzysów roku z podziałem na sferę publiczną i biznesową.

„Komunikacyjnie największe emocje budzi w nas świat polityczno-społeczny i to tam pojawiają się kryzysy wizerunkowe budzące największe zainteresowanie. Po doświadczeniach z ubiegłego roku – kiedy wydarzenia ze sfery publicznej zupełnie zdominowały ranking, zajmując siedem pierwszych pozycji –  podjęliśmy decyzję o jego przeformułowaniu i stworzeniu dwóch oddzielnych zestawień: polityczno-społecznego i biznesowego. Dzięki temu możemy obserwatorom obu scen, publicznej i rynkowej, zapewnić lepsze rozeznanie w charakterze prawidłowości rządzących aktualnymi kryzysami” – powiedział Adam Łaszyn, Prezes Alert Media Communications.

W sferze publicznej kolejny rok z rzędu respondenci kryzysową palmę pierwszeństwa przyznali Kościołowi Katolickiemu,  w związku z zarzutami wobec hierarchów kościelnych dotyczącymi przede wszystkim tuszowania afer pedofilskich. Znamienne jest to, że odsetek głosów na kryzys tej instytucji wzrósł z 45% w 2019 roku, do aż 64% w 2020, zdecydowanie wyprzedzając inne kryzysy. „Jeśli w roku COVID-u i gigantycznych afer politycznych aż tak rosną i tak wysokie wskazania na Kościół, to oznacza, że kryzys wizerunkowy tej instytucji jest nie tylko trwały, ale i przyspiesza oraz pogłębia się. Wyraźnie brakuje tam wyciągania wniosków” – ocenił Adam Łaszyn.

Na drugim miejscu w rankingu kryzysów publicznych – z 42% wskazań[2] – znalazł się Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej i skutki wyroku likwidującego konsensus społeczny w sprawie przepisów dotyczących aborcji. Na podium trafił jeszcze wicepremier Jacek Sasin w związku z wydaniem 70 milionów złotych na wybory korespondencyjne, które się nie odbyły (37% głosów).

Na czwartym miejscu zestawienia znalazła się radiowa Trójka i katastrofalne zarządzanie konfliktem wokół odejścia czołowych dziennikarzy tej jeszcze niedawno kultowej stacji (29% wskazań). Kolejne miejsca w kategorii „kryzys sfery publicznej” zajęli zaś politycy: Łukasz Szumowski (zarzuty korupcyjne oraz kontrowersje wokół zakupu respiratorów i maseczek – 28 % głosów) oraz Jarosław Kaczyński – i to dwukrotnie: oświadczenie video dotyczące wyroku Trybunału Konstytucyjnego i strajku kobiet (18% wskazań) i wizyta Prezesa PiS na Powązkach w czasie, gdy cmentarze były zamknięte dla wszystkich obywateli (17%).

W rankingu kryzysów świata biznesu, niechlubne pierwsze miejsce zajęła Wirtualna Polska w związku z tekstami fikcyjnych dziennikarzy i zarzutami dotyczącymi powiązań z Ministerstwem Sprawiedliwości (43% głosów). Dwie kolejne pozycje to kryzysy „celebryckie”: Veclaim i  tzw. „afera metkowa” dotycząca fałszowania miejsca produkcji ubrań marki Jessiki Mercedes (38%) oraz Anna Lewandowska – filmik, na którym gwiazda przebrała się w strój imitujący otyłość, a następnie groziła pozwem aktywistce, która zamieściła negatywny komentarz w tej sprawie (31% głosów).

W czołówce rankingu rynkowego znalazł się jeszcze luksusowy sklep Moliera 2 i kontrowersje wokół akcji #DzieńSzpilek (30% wskazań) oraz mBank – wyciek danych klientów i omyłkowa masowa wysyłka testowych powiadomień „push” (26%). Inne wydarzenia notowały poniżej 13% wskazań.

„Tegoroczny ranking kryzysów biznesowych potwierdza, że życie firm nie jest tak medialnym tematem, jak sfera publiczna. W czołówce zestawienia znalazły się albo takie wydarzenia, które w jakiś sposób dotykają polityki, jak np. relacje wp.pl z Ministerstwem Sprawiedliwości, albo „kryzysy celebryckie”, o których jest głośno bardziej ze względu na rozpoznawalność głównych aktorów, niż naturę samego wydarzenia. A przecież ranking przygotowany był przez specjalistów ds. komunikacji – czyli osoby, które kryzysami interesują się w szczególny, bo profesjonalny sposób. To pokazuje, że odbiór przez konsumentów kryzysów wizerunkowych firm, a co za tym idzie, ich przełożenie na biznes nie jest obecnie znaczące wobec przyćmiewających je wizerunkowych katastrof świata społeczno-politycznego” – podsumował Krzysztof Tomczyński, Partner i Account Director w Alert Media Communications.

[1] W badaniu nie brali udziału usługodawcy PR, czyli pracownicy agencji PR. Respondentami byli wyłącznie specjaliści PR tzw. in house, czyli zatrudnieni w korporacjach lub instytucjach.

[2] W odpowiedzi na pytanie można było wskazać do trzech wydarzeń, dlatego wyniki nie sumują się do 100%.

Budownictwo mieszkaniowe odporne na COVID-19. Jak długo?

Ostatnia w 2020 roku informacja GUS, prezentująca dane budownictwa mieszkaniowego w okresie od stycznia do listopada, wciąż nie komunikuje jakichkolwiek niepokojących sygnałów, które mogłyby zapowiadać osłabienie aktywności budowlanej inwestorów i schyłek inwestycyjnej prosperity rynku pierwotnego. Pytanie, czy tak dobra koniunktura może się utrzymać bez ograniczeń w dobie COVID-19.

Sezonowość rynku budowlanego w odniesieniu do deweloperskiego segmentu mieszkaniowego coraz częściej nie znajduje potwierdzenia w praktyce. Po części to efekt sprzyjających warunków atmosferycznych, czyli ciepłych okresów jesienno-zimowych, po części zaś determinacji deweloperów w dążeniu do utrzymywania produkcji mieszkań na rekordowych poziomach.

W tegorocznym listopadzie deweloperzy rozpoczęli budowę kolejnych nieco ponad 13 tys. lokali. To minimalnie więcej rok do roku, a jednocześnie o 14 proc. więcej niż w poprzednim miesiącu. Natomiast od początku roku ruszyła budowa 118 tys. mieszkań deweloperskich, a więc blisko 10 proc. mniej rdr, co pozwala już dziś oszacować całoroczny wynik przedsiębiorców na ponad 130 tys. Nie trzeba dodawać, że jak na bezprecedensowe warunki globalnej zarazy COVID-19, to rezultat w pełni godny uznania.

W sumie w ramach wszystkich form budownictwa mieszkaniowego od stycznia do listopada br. rozpoczęto budowę blisko 207 tys. lokali mieszkalnych, co oznacza regres rok do roku rzędu zaledwie 6 proc., będący i tak potwierdzeniem bardzo dobrej koniunktury inwestycyjnej krajowej mieszkaniówki.

Na wysokim, stabilnym poziomie utrzymują się wolumeny mieszkań oddanych do użytkowania, które w przypadku deweloperów są naturalnym następstwem najnowszej historii statystyk mieszkań rozpoczętych. W efekcie miesięczny wynik listopadowy na poziomie 12,8 tys. oddanych lokali deweloperskich dobrze wpisuje się w scenariusz wysokiej stabilizacji.  Z kolei od początku roku wolumen takich mieszkań wyniósł już ponad 127 tys., co oznacza wzrost w stosunku do analogicznego okresu ub. roku o prawie 9 proc.

W ramach wszystkich form budownictwa od początku roku oddano już z górą 196 tys. lokali, czyli o dokładnie 6 proc. więcej rok do roku.

Już od kilku miesięcy elementem comiesięcznych raportów GUS z rynku mieszkaniowego, który budzi największe emocje, są statystyki dotyczące ilości mieszkań, na realizację których wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym. Liczba pozwoleń w deweloperskich portfelach rośnie jak na drożdżach od początku roku, a średnia miesięczna ich wolumenu utrzymuje się na historycznie rekordowym poziomie.

Tradycyjnie po październikowych „fajerwerkach”, jakie odnotowano w wynikach nowych pozwoleń, listopad przyniósł korektę i wyciszenie nastrojów. Tym samym wolumeny tych decyzji administracyjnych zniżkowały mdm o blisko jedną piątą, wciąż jednak osiągając wyniki na poziomach uznawanych za wysokie. Prawdopodobnie więc śrubowanie tej kategorii danych nie będzie trwało do końca roku, jak się powszechnie uważa za sprawą zmiany przyszłorocznych warunków technicznych.

W sumie listopadowe dane GUS budownictwa mieszkaniowego niczym nie zaskoczyły. W dalszym ciągu sygnalizują utrzymywanie się bardzo dobrej koniunktury inwestycyjnej na pierwotnym rynku mieszkaniowym. Można odnieść wrażenie, jakby nic szczególnego się nie działo w otoczeniu mieszkaniówki, a ona sama miała przed sobą świetlaną przyszłość w każdej możliwej perspektywie.

Tymczasem sytuacja nie wygląda jak wiadomo aż tak optymistycznie. Wręcz przeciwnie, docierające na rynek informacje o wciąż bardzo wysokim, jeśli nie wciąż rosnącym zagrożeniu pandemicznym i wynikających stąd kolejnych restrykcjach rządowych, pogłębiających negatywne skutki dla gospodarki, stanowią bardzo poważne zagrożenie dla koniunktury sprzedażowej pierwotnego rynku mieszkaniowego. Mocno utrwalone przekonanie, że będzie on nieprzerwanie „zieloną wyspą” na oceanie gospodarczej destrukcji kraju, może w każdej dosłownie chwili ulec załamaniu, a w ślad za tym także deweloperska kontraktacja.

W dalszym ciągu jednak poważne kapitały w kraju poszukują bezpiecznej przystani, a wciąż „nieskończenie” długa perspektywa minimalnych stóp procentowych może ten stan utrwalać. Co więcej, doniesienia o możliwości wprowadzania ujemnych stóp procentowych w bankach mogą wywołać u posiadaczy większych zasobów finansowych poczucie trudnego do akceptacji zagrożenia, będącego kolejną odmianą wody na młyn branży deweloperskiej.

Jednak jakikolwiek scenariusz rozwoju koniunktury by nie zaistniał, deweloperzy mieszkaniowi będą do niego zapewne bardzo dobrze przygotowani. Po latach boomu sytuacja ekonomiczna branży jest najlepsza w historii, w związku z czym jakiekolwiek obawy o jej perspektywy do czasu przezwyciężenie kryzysu wywołanego zarazą COVID-19 nie mają wiarygodnego uzasadnienia.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

W najbliższych miesiącach sytuacja na rynku pracy będzie się pogarszać

Liczba zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw w listopadzie br. wynosiła 6318,9 tys. pracowników. W stosunku do analogicznego miesiąca ubiegłego roku oznacza to spadek o 1,2%. Wynagrodzenia wzrosły zaś o 4,9% w ujęciu rocznym – podał GUS.

Mimo iż dane dotyczą wyłączenie firm zatrudniających powyżej 9 osób, widać, że rynek pracy zaczyna odczuwać w sposób istotny konsekwencje wprowadzanych ograniczeń i skutki pandemii Covid-19. Urzędy pracy sygnalizują więcej niż w roku ubiegłym zgłoszeń zwolnień grupowych.

Tarcze rządowe i te, przygotowywane przez PFR, były nakierowane przede wszystkim na utrzymanie zatrudnienia, stąd też obecne przy wielu instrumentach wymaganie dotyczące braku zwolnień pracowników. Wydaje się, że o ile w perspektywie kilkumiesięcznej zastosowane instrumenty okazały się skuteczne dla utrzymania niskiego poziomu bezrobocia, o tyle długoterminowo firmy mogą nie podołać kosztom związanym z utrzymaniem dotychczasowej liczby zatrudnionych.

Zwolnień można spodziewać się w branżach gastronomicznej, hotelarskiej, turystycznej i targowo – evenetowej, gdyż zarządzane ze względów epidemicznych ograniczenia w istotny sposób zmniejszają lub nawet uniemożliwiają prowadzenie działalności. Przy tego typu biznesach trudno jest mówić o przekwalifikowaniu lub szukaniu alternatywnych sposobów zarobkowania, szczególnie w momencie, kiedy zwyczaje zakupowe konsumentów podlegają silnym zmianom. Obecnie wdrażana tarcza branżowa oferuje instrumenty, które mogą co najwyższej pomóc przetrwać przedsiębiorcom przez kilka miesięcy. Jednak bez powrotu do choćby „nowej normalności” z lata tego roku, musimy się liczyć z upadłościami, a tym samym ze zmniejszeniem liczby pracujących. Ogłoszone dzisiaj decyzje rządu dotyczące kwarantanny narodowej, w tym ograniczenie ruchu m.in. w Sylwestra, oznaczają, że część branż straci możliwość zarobienia minimalnych choćby środków w okresie, który w poprzednich latach generował dla nich wyższe niż w innych miesiącach dochody.

Na tym tle może dziwić wzrost przeciętnego wynagrodzenia. W listopadzie wynosiło ono 5484,07 zł i było wyższe od tego wypłaconego w październiku o 25,19 zł. Wzrost rok do roku (wynoszący 4,9%) można częściowo tłumaczyć podwyżką minimalnego wynagrodzenia, która spowodowała nie tylko wzrost najniższych płac, ale również zwiększyła oczekiwania płacowe pracowników zarabiających nieco poniżej tej kwoty. Jednym z wytłumaczeń tego wzrostu może być zmniejszenie zatrudnienia wśród pracowników najniżej zarabiających lub zwiększenie dodatków do wynagrodzeń w tych firmach, dla których obecna sytuacja stwarza możliwości rozwoju lub pozyskania nowych rynków (e-commerce, transport i logistyka). Porównując jednak opublikowane dane z tymi sprzed pandemii (marzec br.) obserwujemy spadek wysokości wynagrodzenia o 5,14 zł. Oznacza to, że obecne wzrosty wynagrodzenia są raczej odrabianiem redukcji będących efektem wiosennego lockdownu.

Dane listopadowe nie odzwierciedlają w pełni ani skutków ograniczenia działalności wybranych branż na początku tego miesiąca, ani – co oczywiste – efektów narodowej kwarantanny ogłoszonej 17 grudnia. Środki kierowane na wsparcie przedsiębiorstw są coraz bardziej ograniczone. Na pewno nie jest możliwe pokrycie nimi wszystkich strat, jakie ponoszą obecnie przedsiębiorcy, którzy mają coraz mniejsze zasoby własne umożliwiające przetrwanie okresu pandemii.

Według Eurostatu Polska ma jeden z niższych w UE wskaźników nieobsadzonych miejsc pracy (0,5%), co oznacza, że szanse osób tracących zatrudnienie na nowy etat będą relatywnie niewielkie. Musimy się liczyć z tym, że sytuacja na rynku pracy będzie podlegała w najbliższych miesiącach zmianom – spadnie liczba pracujących i wzrośnie bezrobocie, a co za tym idzie zahamowany zostanie wzrost płac.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

Dlaczego NBP kładzie kres sile złotego?

Narodowy Bank Polski interweniował w piątek w celu osłabienia złotego. Kurs EUR/PLN wystrzelił po tym ponad poziom 4,50, a USD/PLN w kierunku 3,70. Dlaczego doszło do interwencji? Oto opinie analityków Cinkciarz.pl.

Kurs euro jest obecnie o ok. 7 groszy wyżej niż w dołku z pierwszej połowy miesiąca. Kurs dolara w ubiegłym tygodniu zbliżał się do 3,60, a obecnie jest tuż poniżej 3,70. Polskie władze monetarne potwierdziły swoją renomę najłagodniej nastawionych w całym regionie.

Przypomnijmy, że wiosną w komunikacji Rady Polityki Pieniężnej pojawiło się zaakcentowanie zaniepokojenia siłą polskiej waluty – chciano bowiem, by słabszy złoty wspomógł wyjście gospodarki z pandemicznego załamania.

Od tego czasu koniunktura w Polsce potwierdziła jednak swoją względną odporność, a prognozy dynamiki PKB na 2021 r. są optymistyczne. Pojawiło się również światełko w tunelu pod postacią szczepionek. Mimo to władze zdecydowały się na interwencję. Dlaczego? Motywy interwencji nie są oficjalnie znane.

– Jednym z powodów, o których się spekuluje, jest chęć podwyższenia wartości rezerw walutowych, przeszacowanie ich wartości i wykreowanie w ten sposób wyższego zysku, by móc hojniej podzielić się z budżetem – tłumaczą analitycy Cinkciarz.pl.

– Biorąc pod uwagę agresywny skup obligacji rządowych, taki krok, mocno podkopujący wiarygodność w oczach międzynarodowych inwestorów, byłby mało racjonalny. Szokujące kroki NBP kładą kres silnemu złotemu, ale nie wykluczamy, że polska waluta wróci do umacniania się w przyszłym roku. Nastawienie władz NBP będzie jednak mocno tłamsić impet tej tendencji, działając jak hamulec ręczny. Nie zmieniamy jednak oficjalnych prognoz walutowych Cinkciarz.pl, które zakładają, że na koniec marca euro kosztować będzie ok. 4,50 zł, a za rok za wspólną walutę płacić będziemy ok. 4,35 zł – wskazują eksperci Cinkciarz.pl.

Biurowe podsumowanie 2020. Rekordowy koniec roku. Historyczne wyniki

Analitycy REDD, niezależnej platformy dostarczającej dane o rynku biurowym w Polsce, informują, że czwarty kwartał 2020 roku będzie rekordowy na rynku biurowym. Do poniedziałku 21 grudnia zanotowaliśmy już 1580 nowych umów najmu, co stanowi 42% wszystkich umów zarejestrowanych w 2020 roku.

– Koniec roku jest niezwykle dynamiczny i ostatnie dwa tygodni mogą przynieść jeszcze umowy, które w części zasilą statystyki grudniowe. Do czasu zamknięcia zbierania danych, liderem rankingu jest jednak październik, w którym zarejestrowaliśmy 663 transakcje biurowe. Jest to najwyższy wynik zanotowany w 2020, prawie dwukrotnie wyższy, niż w poprzednim miesiącu – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.REDD1

Czwarty kwartał będzie również rekordowy pod względem wolumenu wynajętej powierzchni. Do dzisiejszego dnia, w ostatnim okresie roku zarejestrowaliśmy transakcje dotyczące ponad 420,000 m2.REDD2

– Przed nami ostatnie dwa tygodnie roku. Na podstawie napływających danych od właścicieli obiektów biurowych możemy jednak już stwierdzić, że czwarty kwartał 2020 będzie rekordowy pod względem zawartych transakcji – mówi Judyta Bartnicka, analityczka REDD.

Inteligentny wózek inwalidzki wygrał w konkursie Toyoty i trafi do produkcji

Inteligentny, superlekki wózek inwalidzki „Phoenix i” z kompozytu włókna węglowego to innowacyjny projekt brytyjskiej firmy Phoenix Instinct. Projekt zdobył finansowanie jako zwycięzca konkursu Mobility Unlimited Challenge zorganizowanego przez Toyota Mobility Foundation i Nesta Challenges.

Phoenix i zdobył główną nagrodę w wysokości 1 miliona dolarów w trwającym trzy lata konkursie Mobility Unlimited Challenge, którego celem było wprowadzenie nowych rozwiązań do świata urządzeń wspomagających osoby niepełnosprawne. Jest to jedna z wielu form realizacji przez Toyotę jej misji Mobility for All.

Wózek Phoenix i wykorzystuje inteligentne systemy, które automatycznie utrzymują jego środek ciężkości we właściwej pozycji. Dzięki temu pojazd, choć bardzo lekki, jest wyjątkowo stabilny i łatwy w manewrowaniu. Jego ramę wykonano z lekkiego i wytrzymałego kompozytu z włóknem węglowym. Wspomaganie przednich kół redukuje nieprzyjemne wibracje i minimalizuje obciążenia użytkownika. Inteligentnie sterowany system hamowania automatycznie wykrywa zjazd ze wzniesienia i adekwatnie redukuje prędkość pojazdu. Projekt wniesie do życia osób z niepełnosprawnościami nowy poziom wolności i swobody poruszania się. Otrzymaną nagrodę firma Phoenix Instinct przeznaczy na uruchomienie produkcji wózka i wprowadzenie go na rynek.

Konkurs istnieje od 2014 roku i jest skierowany do inżynierów, innowatorów i projektantów na całym świecie. Zgłaszane są do niego projekty na nowatorskie urządzenia wykorzystujące najnowsze technologie do zwiększenia mobilności i niezależności osób niepełnosprawnych. W najnowszej edycji konkursu ogłoszonej w 2017 roku pula wszystkich nagród wynosiła 4 miliony dolarów. Swoje projekty zgłosiło 80 zespołów z 28 krajów. Uczestnicy otrzymali opiekę mentorską inżynierów Toyoty oraz naukowców z Human Engineering Research Laboratories Uniwersytetu w Pittsburghu.

Andrew Slorance, CEO firmy Phoenix Instinct
Andrew Slorance, CEO firmy Phoenix Instinct

„Zwycięstwo w konkursie Toyota Mobility Unlimited Challenge to dla naszego zespołu w Phoenix Instinct ogromne wyróżnienie. To także dobra wiadomość dla użytkowników wózków inwalidzkich. Wózek inwalidzki, jaki znamy, nie zmienił się technologicznie od dziesięcioleci. Fundusze, które otrzymaliśmy w ramach konkursu, pozwoliły nam udowodnić, że sztuczna inteligencja ma potencjał także w tej branży. Dzięki nagrodzie możemy teraz przyspieszyć prace i wprowadzić nasz nowy produkt na rynek. To dla nas bardzo ekscytująca wiadomość, że Toyota otwiera się w swojej działalności na szeroko rozumianą mobilność. Myślę, że dzięki Toyocie niedługo zobaczymy wiele ważnych nowości na tym rynku. W Phoenix Instinct cieszymy się, że możemy przewodzić rewolucji w dziedzinie inteligentnych wózków inwalidzkich” – powiedział Andrew Slorance, CEO firmy Phoenix Instinct.

Nethansa pozyskała 8 mln zł w rundzie finansowania late seed

Nethansa to sopocka firma działająca na polskim i niemieckim rynku, która specjalizuje się w kompleksowym prowadzeniu kont na Amazon oraz wsparciu i automatyzacji sprzedaży na tej platformie. Spółka podczas rundy finansowania late seed pozyskała od inwestorów 8 mln zł. Środki te zostaną przeznaczone na dalszą ekspansję zagraniczną oraz rozwój systemu Clipperon w modelu SaaS.

Nethansa jest jedyną firmą na świecie, która wspiera sprzedaż na Amazonie przy wykorzystaniu zaawansowanego systemu do automatyzacji sprzedaży i logistyki, kompleksowo prowadzi konta swoich kontrahentów i obsługuje klienta końcowego aż w sześciu językach. Jej autorski system Clipperon wykorzystuje sztuczną inteligencję do analizy ofert konkurencji i optymalizacji cen wystawionych na sprzedaż produktów, dzięki czemu skokowo zwiększa marżę swoich klientów.

Nethansa oferuje swoim klientom możliwość sprzedaży we wszystkich państwach, w których prowadzi działalność Amazon. Największy marketplace świata pozwala dziś na dotarcie do ponad 310 mln potencjalnych klientów, a z usługi Amazon Prime korzysta ponad 100 milionów osób. To dzięki nim tylko w 2018 roku obroty sprzedawców na platformie handlowej Amazon wyniosły 160 miliardów dolarów, co odpowiada 58% jej łącznych obrotów. Dla porównania wartość całego polskiego rynku e-commerce w 2019 r. to 12 miliardów dolarów. Liczby te tłumaczą, dlaczego coraz więcej producentów i dystrybutorów znad Wisły, szukając prostego i bezpiecznego sposobu na zagraniczną ekspansję, rozpoczyna sprzedaż na platformie Amazon.

Rosnące znaczenie Amazona doskonale rozumieją inwestorzy. W zakończonej właśnie rundzie finansowania dla startupów late seed, Nethansie udało się uzyskać niemal 8 mln zł. Łącznie z poprzednimi rundami finansowania spółka pozyskała już 15 mln zł kapitału.

Zainteresowanie inwestorów naszą firmą i decyzja o inwestycji w jej dalszy rozwój to dla nas sygnał, że nasz biznesplan jest słuszny. Dowodzą tego również wyniki firmy. Jako cel wyznaczyliśmy sobie zbudowanie pozycji paneuropejskiego lidera w zakresie wsparcia sprzedaży na Amazon. Stworzony przez nas system jest innowacyjnym rozwiązaniem w skali globalnej. Niebawem będzie on dostępny również w modelu SaaS, stając się drugim, łatwo skalowalnym filarem naszej działalności. Za jego sprawą otworzy się przed nami wiele nowych rynków. Pozyskane środki chcemy wykorzystać również do rozbudowania możliwości sztucznej inteligencji w zakresie zarządzania polityką cenową na Amazon – mówi Sascha Stockem, CEO Nethansy.

Spółka na razie nie zdradza, na jakich zagranicznych rynkach pragnie rozpocząć swoją działalność, jednak fakt, że z systemu Clipperon korzystają już firmy nie tylko z Polski, lecz również z innych państw położonych w Europie, wskazuje wyraźnie, że posiada ona potencjał do ekspansji zagranicznej.

Nethansa ma świetny, bardzo kompletny zespół z klarowną wizją rozwoju – tłumaczy powody inwestycji Artur Banach, Partner w Movens VC. – Spółka osiąga rzadko spotykaną, przekraczającą 250% rocznie dynamikę wzrostu przychodów, działa na olbrzymim rynku, ma produkt, który w kompleksowy sposób rozwiązuje problemy potencjalnych i obecnych sprzedawców na Amazonie, przewagę konkurencyjną wynikającą z wykorzystania algorytmów AI oraz potencjał przyśpieszenia wzrostu wynikający z wprowadzenia łatwo skalowalnej wersji aplikacji Clipperon. W takiej sytuacji z optymizmem patrzymy na tą inwestycje.

Kapitał, wiedza i doświadczenie

Movens VC jest jednym z trzech funduszy, które w rundzie finansowania late seed zainwestowały w Nethansę. Koncentruje się on na młodych, polskich firmach technologicznych – szczególnie na tych, które dzięki SI mogą zaburzyć dotychczasowy sposób funkcjonowania całych sektorów gospodarki.

W sopocką spółkę zainwestował również CofounderZone, który współpracując ze stworzoną przez siebie siecią Aniołów Biznesu, dostarcza startupom wartości dodane w postaci indywidualnego podejścia do strukturyzacji i finansowania transakcji na rynku prywatnym.  Do sieci należą właściciele przedsiębiorstw oraz menedżerowie korporacji, którzy chcą inwestować swój czas i kapitał w dobrze rokujące, innowacyjne spółki. Chętnie dzielą się z nimi praktyczną wiedzą ekspercką, kontaktami i doświadczeniem.

Trzecim podmiotem, który przeznaczył środki na rozwój Nethansy, jest LT Capital – fundusz wspierający polskie startupy technologiczne, z szansami na międzynarodowy sukces. Ponadto w sopocką firmę zainwestowało ośmiu prywatnych inwestorów – tzw. Business Angels – z czterech europejskich krajów: Polski, Niemiec, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii.

Rynek pocztowy: wystrzeliły przesyłki kurierskie, nie poddają się listy. Czego spodziewać się w 2021 roku?

Zbliżający się okres świąteczny i koniec roku będą doskonałym ukoronowaniem wzrostów, jakie od miesięcy przeżywa branża kurierska. Kolejki ustawiające się przed automatami i punktami do odbioru paczek już teraz pokazują jak dużą popularnością cieszy się zarówno taka forma przesyłki, jak i sposób doręczania. Rynek usług kurierskich od początku pandemii nakręcają związane z lockdownem ograniczenia w tradycyjnym handlu oraz dynamiczny rozwój sektora e-commerce. Trendy dotyczące tradycyjnych przesyłek listowych od lat są spadkowe. Segment korespondencji masowej delikatnie się kurczy, ale przesyłki reklamowe przed świętami cieszą się ciągle popularnością wśród nadawców biznesowych.

O tym, jak w czasach pandemii wyglądał polski rynek pocztowy oraz o dotyczących go prognozach na rok 2021 opowiada Janusz Konopka, prezes zarządu spółki Speedmail, największego w Polsce niezależnego operatora pocztowego.

Badania dotyczące rynku pocztowego, zarówno w Polsce, jak i na świecie, pokazują wyraźnie dwie tendencje. Z jednej strony mamy kurczący się segment listów, z drugiej – gwałtowny rozwój usług kurierskich. Opublikowany przez UKE „Raport o stanie rynku pocztowego” mówi, że już w ubiegłym roku ilość wysyłanych przesyłek kurierskich wzrosła o ponad 19 proc., a przychody branży zwiększyły się o ponad 11 proc. W tym samym czasie wolumen tradycyjnych przesyłek listowych spadł o ponad 9 proc., choć jego wartość wzrosła o blisko 5 proc[1]. Oba zjawiska mają charakter globalny, co potwierdzają opracowania Światowego Związku Pocztowego[2].

Rynek listów się kurczy, ale nadal jest w nim potencjał

Raport UKE podaje, że choć rozpowszechnienie się elektronicznych kanałów komunikacji w znacznym stopniu ograniczyło korespondencję papierową, to niektóre segmenty rynku przesyłek listowych odnotowują regularne wzrosty. Chodzi przede wszystkim o przesyłki reklamowe, których wolumen w 2019 roku zwiększył się o prawie 12 proc., a wysokość przychodów uzyskanych z realizacji tej usługi o ponad 22 proc. Pokazuje to wyraźnie, że taka forma promocji jest wciąż bardzo istotna dla wielu firm i branż. Widać to szczególnie w okresie wychodzenia z lockdownu i zwiększonej aktywności reklamowej nadawców takich jak sieci handlowe, które poprzez direct mailing zachęcają do odwiedzin w sklepach stacjonarnych. Tradycyjna forma papierowego listu wciąż pozostaje podstawową formą przesyłek dla wielu firm, instytucji czy urzędów wysyłających faktury, umowy lub rozliczenia.

Rynek, choć uwolniony, wymaga wyrównania szans

Mimo uwolnienia rynku usług pocztowych, dominującym podmiotem w naszym kraju wciąż pozostaje Poczta Polska. Jej niemal monopolistyczna pozycja najmniej odczuwana jest w segmencie przesyłek kurierskich, gdzie panuje największa konkurencja. Gorzej jest w przypadku listów. Odzwierciedla to trendy na świecie. Jak podaje Światowy Związek Pocztowy, operatorzy wyznaczeni obsługują prawie 80 proc. segmentu listów, lecz tylko 35 proc. paczek. Jeśli chodzi o przesyłki listowe to od 2013 roku nadawcy masowi mogą w Polsce korzystać z oferty alternatywnych operatorów pocztowych. Ich pozycja w publicznych przetargach jest jednak gorsza niż operatora wyznaczonego, którego faworyzuje przywilej pieczęci urzędowej. Mimo że jest konkurencja, szanse na wygranie przetargu nie zawsze są równe.

Presja na obniżenie kosztów

Dominująca pozycja operatora wyznaczonego sprawia, że koszt usług pocztowych jest w naszym kraju relatywnie wysoki, zarówno dla nadawcy masowego, jak i indywidualnego. Tegoroczny raport Deutsche Post porównujący sytuację w 31 europejskich krajach mówi, że jesteśmy na szóstym miejscu pod względem wysokości cen usług pocztowych (uwzględniając koszty pracy i siłę nabywczą pieniądza). Na ich rosnące koszty narzekają również jednostki samorządowe oraz spółki komunalne. Mimo zasad przetargowych, faworyzujących operatora wyznaczonego, coraz częściej wybierają one alternatywne rozwiązania. W przypadku dużych nadawców masowych, takich jak banki, czasem bardziej opłaca się zainwestować w rozwój sieci dystrybucyjnej mniejszego operatora niż korzystać z oferty dotychczasowego.

Potrzeba niezawodności

Jak podaje raport UKE, w roku 2019 odsetek uwzględnionych przez operatora wyznaczonego reklamacji wyniósł 31 proc. Ich najczęstszym powodem była utrata przesyłki. Pokazuje to jak wiele jest jeszcze do zrobienia w kwestii niezawodności doręczeń. Ze względu na bezpieczeństwo danych oraz ryzyko zagubienia listu lub jego trafienia w niepowołane ręce, jest to sprawa niezwykle istotna m.in. dla banków. Wpływ na niezawodność mają wprowadzane coraz częściej przez operatorów technologie takie jak GPS online, który umożliwia śledzenie przesyłek w czasie rzeczywistym i dokładne raporty doręczeń. Rozwiązania tego typu przyczyniają się do mniejszej ilości reklamacji i z pewnością będą rozwijane.

Nowe formaty przesyłek

Dobra passa e-commerce wymusza na rynku pocztowym ciągły rozwój jeśli chodzi formę doręczenia oraz format przesyłki. W ostatnim czasie bardzo pozytywny wpływ na terminowość i jakość doręczeń mają automaty do odbioru przesyłek i sieci punktów odbiorczych. Rozwijane są także nowe formaty, takie jak listopaczka, stworzona pod kątem produktów niskowartościowych. Dzięki temu tam, gdzie to możliwe, udaje się znacząco obniżyć koszty dostawy z e-sklepu. Niższa cena wysyłki to z kolei jeden z najważniejszych czynników, który może skłonić do zakupów on-line osoby, które nie były do nich przekonane[3].

Przyszły rok to niewątpliwie kontynuacja reżimu sanitarnego związanego z trwającą wciąż pandemią. Dla branży pocztowej będzie to oznaczało konieczność dalszego stosowania zaostrzonych procedur bezpieczeństwa, stosowania maseczek, rękawiczek i płynów dezynfekujących. Być może na trwałe zagości wprowadzona w czasie pandemii procedura odbioru przesyłek, zgodnie z którą odstąpiono od potwierdzania odbioru w tradycyjnej formie podpisu na liście doręczeń lub tablecie.

[1] Urząd Komunikacji Elektronicznej, „Raport o stanie rynku pocztowego w 2019 roku”, 29.05.2020 https://www.uke.gov.pl/akt/raport-o-stanie-rynku-pocztowego-w-2019-roku,322.html
[2] Universal Postal Union (UPU), „Postal economic outlook 2020”, 24.11.2020 https://www.upu.int/en/Universal-Postal-Union/Activities/Research-Publications/All-publications
[3] „E-commerce w Polsce 2020” Gemius dla e-Commerce Polska, 2020-06-30 https://www.gemius.pl/e-commerce-aktualnosci/e-commerce-w-polsce-2020.html

Płatności Cyfrowe 2020 – raport

Informacja o nowoczesnych rozwiązaniach płatniczych na podstawie raportu Izby Gospodarki Elektronicznej „Płatności cyfrowe 2020” opracowanego przez serwis GoMobi.pl, na podstawie wyników badania zrealizowanego przez Mobile Institute. Partnerami merytorycznymi raportu są Przelewy24 i Visa.

Gotówka jest passe, nie to co smart watch

Rok 2020 jest zdecydowanie rokiem płatności elektronicznych. Niewątpliwy wpływ na tendencję do ograniczania transakcji gotówkowych miała (i nadal ma) pandemia COVID-19. Drugim czynnikiem, choć już nie będącym wyłącznie efektem pandemii jest zainteresowanie zakupami online, które sukcesywnie wzrasta z każdym rokiem ze względu na wygodę zakupów, oszczędność czasu i bezpieczeństwo, a także szeroki asortyment produktów, dostępnych już często tylko online. W tym kontekście – podczas e-zakupów – konsumenci wykorzystują już z powodzeniem od kilku lat, takie metody płatności jak szybkie przelewy, płatności kartowe i mobilne. Coraz śmielej wkraczają już jednak i zastępują polskie portfele – zupełnie nowe i coraz to ciekawsze metody płatności – do wykorzystania zarówno online, jak i offline, czyli w sklepach stacjonarnych. Polacy uzbrajają się chociażby w urządzenia tzw. ubieralne z możliwością dokonywania płatności. O kolejne 2 p.p. – tj. z 12% w 2019 roku do 14% w roku 2020 – wzrósł odsetek internautów dokonujących transakcji za pomocą smart zegarków, np. Apple Pay, Google Pay, Garmin Pay czy Fitbit Pay.

W przypadku młodych osób, w wieku 25-34 lat ten odsetek wynosi już 24%.

– Wygoda i bezpieczeństwo to czynniki, które mają niewątpliwy wpływ na popularność nowych metod płatności oraz urządzeń za pomocą których są one dokonywane. Wearables to coraz częściej nie tylko modny gadżet, ale solidna alternatywa dla portfela, zwłaszcza w segmencie młodszych konsumentów. Nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że ewolucja preferencji w obrębie płatności, to nie tylko chwilowa zmiana, związana z ograniczeniami wynikającymi z pandemii, ale zapowiedź trendu, który na stałe wpisze się w zakupową codzienność. – mówi Jacek Kinecki CCO serwisu Przelewy24  

– Podniesienie, wysiłkiem całego ekosystemu płatniczego, limitów transakcji, które nie wymagają podawania kodu PIN, ułatwiło płatność, także przy pomocy smartfonów i smartwatchy. W Polsce, gdzie wszystkie terminale obsługują transakcje zbliżeniowe zmiana ta padła na podatny grunt. Nasze społeczeństwo w ciągu ostatnich kilku lat przeszło znaczące zmiany, jeśli chodzi o udział transakcji zbliżeniowych, a średnią europejską znacznie przekroczyliśmy jeszcze przed pandemią. To istotne, ponieważ transakcje zbliżeniowe wspierają zachowanie dystansu społecznego, tak obecnie istotnego. Dlatego Visa cały czas pracuje, wraz z partnerami z całego ekosystemu płatniczego, by wspierać zarówno konsumentów jak i sprzedawców, tak by mogli oni płacić i przyjmować opłaty w najbardziej wygodny i dogodny dla siebie sposób. Mam na myśli zarówno wykorzystanie płatności mobilnych, przy wykorzystaniu smartfonów i smartwatchy, jak i takie rozwiązania jak Tap to Phone, czy nawet wykorzystanie portfeli walut cyfrowych – mówi Katarzyna Zubrzycka, dyrektor ds. relacji z detalistami i agentami rozliczeniowymi w Europie Środkowo-Wschodniej w Visa.

Płatności na stacjach, w sklepach i na drogach

Coraz więcej polskich internautów deklaruje także, że korzystają z płatności Orlen Pay, czyli płacą telefonem na stacjach benzynowych tej sieci. Ponownie, jest to raczej domeną młodszych osób – ponad jedna czwarta wskazań w przypadku Polaków w wieku 25-34 lata. Podobne udogodnienie oferowane jest także na stacjach Carrefour za pośrednictwem płatności Tank&Go. Korzysta z niego 19% przebadanych konsumentów.16% deklaruje wykorzystanie płatności Żappka Pay, czyli dokonuje ich za pośrednictwem aplikacji mobilnej sklepu, a już niemal jedna piąta wykorzystuje do transakcji płatniczych aplikację mobilną Lidl Pay. Widać wyraźnie, że coraz więcej sklepów oferuje swoim klientom to wygodne i szybkie rozwiązanie i jest to ruch w dobrym kierunku. Jak pokazują wyniki badania, korzystanie z aplikacji mobilnych dotyczy także polskich kierowców – już 21% internautów użytkuje płatności AutoPay, czyli płaci za przejazdy autostradami z poziomu aplikacji.

Datkomaty i ofiaromaty

Nowością w tegorocznej edycji raportu „Płatności Cyfrowe” były pytania dotyczące korzystania z datkomatów oraz ofiaromatów. Są to urządzenia, które są instalowane np. w kościele, a za których pośrednictwem można złożyć datek na działalność Caritas bądź złożyć ofiarę na Kościół. Płatności dokonuje się elektronicznie i bezdotykowo. Z takiego rozwiązania korzystało już 12% polskich internautów. Zapytaliśmy badanych także o ich stosunek do takich urządzeń. Dane pokazują, że niemal połowa, bo 48% z nich, jest jednak przeciwnych funkcjonowaniu takich rozwiązań w miejscach kultu religijnego. Dokładnie jedna trzecia internautów nie potrafi określić swojego stanowiska wobec takich nowości, a, prawie jedna piąta (19%) je popiera. W szczególności istnienie datkomatów i ofiaromatów popierają osoby 25-44 lata.