Brexitowe nagłówki szarpią kursem funta

Kolejny wyznaczony deadline na osiągnięcie porozumienia Wielkiej Brytanii z UE minął, negocjacje jednak trwają. W najbliższych dniach oczekujemy dalszych wieści na ten temat, a także ważnych danych makro ze strefy euro.

W tym tygodniu kluczową kwestią w kontekście ryzyka rynkowego pozostaną negocjacje brexitowe. Grudniowe posiedzenie Rezerwy Federalnej, którego wynik poznamy w środę, będzie również istotne dla rynku, chociaż w jego kontekście nie oczekuje się zmian w polityce monetarnej. W tym tygodniu czeka nas też dość dużo ważnych publikacji ze strefy euro, w tym grudniowe odczyty PMI, które poznamy w środę, i dane o inflacji, które zostaną opublikowane w czwartek.

PLN

Polski złoty zakończył miniony tydzień umocnieniem. Wpisywało się ono w zachowanie walut regionu. Ostatni tydzień nie przyniósł specjalnie istotnych wieści z Polski. Pozytywną informacją było to, że Polska i Węgry ostatecznie porzuciły wetowanie unijnego budżetu, odblokowując też fundusz odbudowy. Rynek jednak nie spodziewał się innego scenariusza, stąd też trudno z tym wiązać umocnienie polskiej waluty. Ten tydzień przyniesie sporo danych z Polski, które pozwolą wstępnie ocenić kondycję gospodarki w połowie ostatniego kwartału tego roku. Szczególną uwagę warto zwrócić na piątkowe dane o produkcji przemysłowej, jednak nie powinny one mieć istotnego znaczenia dla kursu walutowego w krótkim terminie.

EUR

Losy porozumienia brexitowego nadal się ważą, państwom członkowskim jednak udało się przyjąć budżet i otworzyć drogę funduszowi odbudowy UE. Przezwyciężyły one wcześniejszą opozycję ze strony Polski i Węgier dotyczącą powiązania finansów z praworządnością. Grudniowe posiedzenie EBC dla rynku walutowego okazało się mniej istotne, niż można było zakładać. Choć rozszerzenie pandemicznego programu skupu aktywów i operacji pomocowych dla banków było oczekiwane, tak jednak naszym zdaniem komentarze Lagarde wyrażające obawy o siłę euro i wpływ tejże siły na inflację były ważniejsze, niż uznały rynki.

Bieżący tydzień będzie istotny. Przed nami bowiem zarówno publikacja wstępnych odczytów PMI, jak i inflacji w grudniu. W krótkim terminie kurs euro w relacji do głównych walut może reagować na rozczarowanie w kontekście któregokolwiek z tych odczytów, zwłaszcza biorąc pod uwagę skalę ostatnich wzrostów i pozycjonowanie rynku, który mocno wierzy w euro.

USD

Wygląda na to, że dolar amerykański stabilizuje się po półrocznym okresie deprecjacji w relacji do kluczowych walut. Paradoksalnie nadchodzi to w momencie, w którym napływające dane z gospodarki USA okazują się gorsze – w minionym tygodniu rozczarowały cotygodniowe dane o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Obecnie kierujemy wzrok na ostatnie w tym roku posiedzenie Rezerwy Federalnej. Inwestorzy nie przewidują zmian w polityce monetarnej, a ich uwaga skupi się raczej na projekcjach ekonomicznych FOMC, oczekiwaniach dotyczących polityki pieniężnej podsumowanych w „dot plocie” i tonie komunikacji prezesa Powella podczas konferencji prasowej po posiedzeniu.

Mniej przewidywalny jest za to wynik rozmów pomiędzy Demokratami i Republikanami na temat nowego pakietu fiskalnego. Ciągle jednak oczekujemy, że stronom uda się osiągnąć porozumienie w tym kontekście, szczególnie biorąc pod uwagę sygnały o pewnej słabości amerykańskiej gospodarki wyłaniające się z danych w ostatnich kilku tygodniach.

GBP

Negatywne nagłówki z negocjacji między Wielką Brytanią a Unią Europejską w minionym tygodniu szkodziły brytyjskiej walucie. W weekend Boris Johnson i Ursula von der Leyen zgodzili się na wydłużenie niedzielnego deadline’u. Pojawiły się doniesienia, że porozumienie jest bliskie, jednak po tych informacjach funt odrobił zaledwie część strat z poprzedniego tygodnia.

Różnice dotyczą kluczowej kwestii równych szans (level playing field). W uproszczeniu chodzi o to, żeby Wielka Brytania nie pogorszyła swoich standardów dotyczących środowiska i praw pracowniczych, żeby móc lepiej konkurować z UE. Jeśli dojdzie do zgody, sądzimy, że druga z istotnych kwestii spornych, dotycząca praw połowowych, nie powinna doprowadzić do załamania negocjacji. Stąd spodziewamy się, że porozumienie zostanie niedługo osiągnięte, a handel brytyjską walutą przed końcem roku będzie się charakteryzować optymizmem.

CHF

Frank szwajcarski był jedną z lepiej radzących sobie walut G10 w zeszłym tygodniu. Para EUR/CHF zakończyła tydzień poniżej kluczowego poziomu 1,08. Frank nadal radzi sobie lepiej niż inne waluty safe haven. Jego zmienność jednak pozostaje niska, nie obserwujemy bowiem nagłych zmian sentymentu.

Ostatnimi czasy nie docierało do nas zbyt wiele wieści ze Szwajcarii, niemniej w tym tygodniu kraj skupi na sobie większą uwagę, a to za sprawą czwartkowego posiedzenia Szwajcarskiego Banku Narodowego. Stopy procentowe z pewnością pozostaną niezmienione. Spodziewamy się, że SNB podkreśli, że kluczowym narzędziem polityki monetarnej pozostają interwencje na rynku walutowym. Sama potrzeba tego typu działań jednak zdaje się być obecnie ograniczona, biorąc pod uwagę ostatnie zmiany na rynku FX. Dodatkowo zwrócimy uwagę, czy zaktualizowana warunkowa projekcja inflacji pokaże istotne zmiany w relacji do wrześniowej. Niemniej w przewidywalnej przyszłości wzrost stóp procentowych w Szwajcarii wydaje się zupełnie nieprawdopodobny.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Czy Twoja firma jest skalowalna?

Skalowalność to słowo, które cały czas po polsku brzmi dziwnie. Powoli jednak powinniśmy się zacząć do niego przyzwyczajać, ponieważ nie ma innego terminu, którym można opisać niezwykle ważną cechę, jaką powinny posiadać prawie wszystkie nowoczesne przedsiębiorstwa.

Czym jest skalowalność

Skalowalność przedsiębiorstwa należy rozumieć jako możliwość łatwego zwiększenia skali działania. W przypadku tradycyjnego przedsiębiorstwa, takiego jak na przykład fabryka samochodów, zwiększenie produkcji nie jest łatwe. Może wymagać wybudowania nowych budynków, zakupu maszyn, zatrudnienia i przeszkolenia pracowników, czy renegocjacji kontraktów z dostawcami i odbiorcami. Taki proces wymaga czasu i znacznej ilości kapitału.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku przedsiębiorstwa oferującego na przykład płatny dostęp do eksperckich raportów lub webinariów. Skokowy wzrost sprzedaży w najgorszym wypadku może doprowadzić do tego, że trzeba będzie co miesiąc wydać niewielką kwotę na bardziej wydajny serwer. Również ekspansja geograficzna jest bardzo łatwa, gdyż nie trzeba dostarczać klientom żadnych fizycznych produktów, brać pod uwagę kosztów transportu czy ceł. Bez problemu można rozwijać sprzedaż na całym świecie.

Jakie są konsekwencje skalowalności

W sensie ekonomicznym skalowalność oznacza możliwość zwiększenia sprzedaży dzięki pozyskaniu kapitału. Z punktu widzenia przedsiębiorcy, który chce pozyskać środki na działalność, kluczowe jest zrozumienie, że ta zależność działa w dwie strony. Pozyskanie kapitału umożliwia rozwój, ale jednocześnie skalowalność w znacznym stopniu umożliwia pozyskanie kapitału.

Jeżeli można udowodnić, że dany projekt jest rentowny działając w niewielkiej skali oraz że jego model biznesowy jest skalowalny, potencjalny inwestor nie ma żadnego powodu, aby w niego nie zainwestować. Przy właściwym wykorzystaniu, zainwestowane środki muszą doprowadzić do zwiększenia dochodów.

Inwestorzy biorą pod uwagę jeszcze jeden bardzo istotny czynnik – ryzyko. Skalowalność, rozumiana jako powiązanie kapitału z wielkością sprzedaży, ułatwia jego szacowanie. Dzięki temu dynamiczny wzrost biznesu staje się procesem bardziej przewidywalnym.

Kluczowe narzędzia wzrostu

Właściwe wykorzystanie pozyskanego kapitału wymaga zastosowania odpowiednich narzędzi. Zatrudnienie nowych pracowników powinno zwiększać możliwości przedsiębiorstwa w zakresie tworzenia rentownych produktów, inwestycje w technologie powinny prowadzić do automatyzacji kluczowych procesów i zwiększenia efektywności działania, a efektem wydatków na marketing powinien być bezpośredni wzrost sprzedaży. Należy również pamiętać o tym, że nie można być specjalistą od wszystkiego. Szczególnie małe i średnie przedsiębiorstwa powinny rozważyć outsourcing niektórych ważnych procesów i koncentrację na najważniejszych obszarach działalności.

Skalowalność nie powstaje sama z siebie. Powinna być efektem świadomych decyzji podjętych przez założycieli przedsiębiorstwa już na etapie projektowania jego struktury. Należy pamiętać o tym, że możliwość łatwej i szybkiej ekspansji przedsiębiorstwa jest dziś kluczowym kryterium, jakie biorą pod uwagę profesjonalni inwestorzy.

Autor: Bartosz Tomczyk, przewodniczący Rady Nadzorczej w polskim fintech’u Provema

Skazany na upadek? Przedsiębiorca „około targowy” z Rzeszowa do podkarpackich parlamentarzystów

O umorzenie całości otrzymanych kwot pomocy z PFR dla firm, a także otrzymanie rekompensaty w wysokości połowy ubiegłorocznego przychodu dla firm na najbliższe 14 miesięcy – zwraca się w imieniu firm około targowych do parlamentarzystów z Podkarpacia Jacek Jankowiak, właściciel firmy pracującej od prawie 25 lat dla targów branżowych. – My nie zarabiamy nic – zero. Jeżeli nie otrzymamy jakiejkolwiek skierowanej do nas pomocy, będzie to bardzo duży zawód, a nasza branża praktycznie zostanie uśmiercona – mówi.

Przedsiębiorstwo Wystawiennicze Resovia Expo – to jedna z wielu okołotargowych firm działających w Polsce, reprezentująca Region Podkarpacki. Jej twórcą
i właścicielem jest od blisko 24 lat Jacek Jankowiak. Resovia Expo zajmuje się projektowaniem i budową systemowych stoisk targowych, a także techniczną obsługą dużych organizatorów targów.

– Podczas swojej działalności pracowałem niemalże dla wszystkich organizatorów targów w Polsce. Od wielu lat jestem m.in. generalnym wykonawcą zabudowy targowej dla Targów Lubelskich, gdzie w chwili obecnej powstaje tymczasowy szpital covidowy – opowiada Jacek Jankowiak. Przyznaje, że praca jego firmy spotykała się zawsze z pozytywnymi ocenami zleceniodawców, dzięki czemu wyrobił sobie dobrą markę w branży.

Dobra passa skończyła się nagle w marcu, gdy zaczęła się pandemia.

– W jednym momencie działalność targowo – wystawiennicza wyhamowała do zera. Nie stało się tak jak w niektórych branżach – o których tak wiele słychać w mediach – że pracują mniej, że zarabiają mniej – relacjonuje Jacek Jankowiak, który z dnia na dzień po prostu przestał dostawać zlecenia. Od tamtej pory, i to pomimo czasowego odblokowania możliwości organizowania targów latem, trwa ten stan rzeczy.

– My nie pracujemy mniej, nie zarabiamy mniej. My nie zarabiamy nic – zero – w tak krótkim, a zarazem dramatycznym stwierdzeniu ujmuje sytuację firm „około targowych”. W ich imieniu, właściciel Resovia Expo, zwraca się do parlamentarzystów z Podkarpacia, gdzie działa, o uwzględnienie w kolejnej wersji tzw. Tarczy wsparcia. Chodzi przede wszystkim o rozwiązania neutralne dla budżetu:

  • Umorzenie całości otrzymanych kwot pomocy z PFR dla firm, które pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadczą, że 75% ich ubiegłorocznego przychodu była całkowicie zależna od organizacji, obsługi oraz innych usług świadczonych na rzecz imprez targowych w kraju i za granicą,
  • Otrzymanie rekompensaty w wysokości 50% ubiegłorocznego przychodu dla firm, które pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadczą, że 75% ubiegłorocznego przychodu firmy była całkowicie zależna od organizacji, obsługi oraz innych usług świadczonych na rzecz imprez targowych w kraju i za granicą.
  • Dodatkowym kryterium byłby również spadek przychodów firmy od czasu rozpoczęcia pandemii, o minimum 75% w stosunku do roku ubiegłego. Pomoc ta zostałaby określona na najbliższe 14 miesięcy i wypłacana byłaby w transzach miesięcznych.

– Z takimi postulatami w imieniu branży wystąpił Komitet Obrony Branży Targowej podczas protestu przeprowadzonego pod KPRM dnia 28.10.2020. Do naszych postulatów próbowaliśmy przekonać przedstawicieli rządu RP w osobie Pana Premiera Jarosława Gowina oraz Pani Minister Olgi Semeniuk, a osobną petycję skierowaliśmy bezpośrednio do Pana Premiera Mateusza Morawieckiego – przeczytać można w skierowanym do podkarpackich parlamentarzystów piśmie.

– Za każdą firmą taką jak moja, gdzie dochody spadły do zera, kryje się na pewno mniejszy lub większy dramat. W moim przypadku tak jest, ponieważ dochody mojej firmy to były jedyne dochody także dla mojej rodziny – wskazuje Jacek Jankowiak. Dodaje: – Jeżeli Państwo nie zainteresuje się naszą branżą i nie otrzymamy jakiejkolwiek skierowanej do nas pomocy, będzie to bardzo duży zawód. Tym bardziej, że choć nie jesteśmy może medialnie zbyt popularni, to w skali kraju latami wspieraliśmy budżet Państwa nie małymi kwotami. W moim przypadku – firmy naprawdę bardzo małej –  to były kwoty kilkaset tysięcy rocznie.

Pomysły dotyczące zmiany działalności określa jako „mgliste” i pozbawione konkretnych rozwiązań.

– Padają głosy, aby się przebranżowić. Świetny pomysł, tylko jeżeli ma się 54 lata, od kilkudziesięciu lat „robi się targi”, to zmiana branży wydaje się czymś nierealnym i bardzo trudnym. Zwłaszcza, że w tym wieku człowiek powinien mieć życie zawodowe ustabilizowane. Uczciwie i ciężko pracując kilkadziesiąt lat, po prostu się na to zasługuje – uważa właściciel Resovia Expo. Zwraca też uwagę, że przez cały czas działalności inwestował potężne pieniądze w sprzęt (np. zabudowa typu octanorm), który bez targów ma wartość złomu. – Przecież, jeżeli targów nie będzie, nikt nie zainteresuje się kupnem takiego materiału – przewiduje Jacek Jankowiak.

Tak jak wszyscy polscy przedsiębiorcy, skorzystał z proponowanych wcześniej form rządowej pomocy, jednak dziś, aby dotrwać do końca spowodowanej przez pandemię blokady, potrzebne jest dalsze wsparcie. I właśnie o nie zwraca się do posłów i senatorów z województwa podkarpackiego. Wierzy, że zwrócenie im uwagi na ten – doskonale do marca prosperujący i będący wówczas powodem dumy rządzących – segment gospodarki, pozwoli na umieszczenie w przygotowywanej właśnie w parlamencie kolejnej wersji tarczy korzystnych dla firm około targowych rozwiązań. Inaczej, skazane zostaną one na szybki upadek. Swoje pismo wysłał m.in. Grzegorza Brauna, Wiesława Buża, Pawła Poncyljusza, Zbigniewa Chmielowca, Kazimierz Gołojucha, Fryderyka Kapinosa, Kazimierza Moskala, Jerzego Paula, Krzysztofa Sobolewskiego, Andrzeja Szlachty, Stanisława Tyszki, Marcina Warchoła, Jana Warzechy, Rafała Webera, Piotra Babinetza, Tadeusza Chrzana, Marka Kuchcińskiego, Adama Śnieżka, Piotra Uruskiego, Krystyny Skowrońskiej, Marii Kurowskiej, Teresy Pamuły, Anny Schmidt, Marka Rząsy.

Ropa znów drożeje

Czarne złoto drożeje. Na giełdzie w Londynie po raz kolejny przekroczyło poziom 50 dolarów za baryłkę. W górę idzie też liczba odwiertów w USA, co potencjalnie może spowodować wyhamowanie wzrostów.

Lepsze dane przed weekendem

Zeszły tydzień dobrze się zakończył, w piątek byliśmy świadkami lepszych od oczekiwań odczytów indeksów koniunktury z USA. Indeks Uniwersytetu Michigan według wstępnych danych osiągnął 81,4 pkt. To niemal o 5 pkt powyżej oczekiwań analityków. W rezultacie, dolar odrobił część strat z końca ostatniego tygodnia. Z drugiej strony aktywność ta nie była na tyle silna, byśmy dzisiaj od rana nie widzieli przeciwnego ruchu. W rezultacie, jesteśmy tylko ułamki centa od poziomu, gdy dolar będzie najsłabszy względem euro od niemal trzech lat.

Odbicia na ropie ciąg dalszy

Rynki wciąż są przekonane o lepszych perspektywach i rosnącym popycie na ropę. Rezultaty widać nie tylko na ponownie rosnących cenach surowca, ale również po liczbie odwiertów w USA. Kolejny dzień z rzędu rośnie liczba aktywnych wież wiertniczych. Są to, co prawda, nadal bardzo niskie poziomy, ale sam fakt, że otwierane są nowe punkty wydobycia w kraju nieustalającym poziomu produkcji z OPEC, może sugerować, że na rynek będzie trafiać jeszcze więcej surowca. To z kolei może powodować, że ceny surowca nie będą tak szybko rosnąć, o ile w ogóle będą.

W Japonii nie aż tak źle

Dzisiaj poznaliśmy lepsze od oczekiwań dane na temat produkcji przemysłowej. Oznacza to, że produkcja przemysłowa spada nie o 3,2% w skali roku, tylko o 3%. Nie jest to korzystny odczyt, ale pamiętać należy też, że mamy bardzo specyficzny rok i spadki ważnych wskaźników makroekonomicznych nie są niczym nadzwyczajnym. Najlepszym dowodem jest fakt, że pomimo spadku jen idzie w górę po publikacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Cyberbezpieczeństwo zdominowane przez mężczyzn – tylko 20% stanowisk kierowniczych obejmują kobiety

  • Z nowego raportu „Jumping the hurdles: Moving women into cybersecurity’s top spots” opracowanego przez Accenture wynika, że tylko 20% dyrektorów ds. bezpieczeństwa to kobiety.
  • Aż 50% kobiet z technicznym wykształceniem rezygnuje z pracy w połowie swojej kariery – to dwa razy więcej niż liczba mężczyzn na tych samych stanowiskach.
  • Wzrasta zapotrzebowanie na ekspertów. Lukę w zatrudnieniu w obszarze cyberbezpieczeństwa szacuje się globalnie na 4,07 mln osób, a w samej Europie na blisko 300 000 potrzebnych pracowników[1]. Tendencja jest wzrostowa. Zachęcenie kobiet do rozwoju swojej kariery w tym obszarze jest koniecznością.

W związku z przyspieszonym przez pandemię COVID-19 procesem transformacji cyfrowej rośnie zapotrzebowanie na specjalistów w obszarze IT i innych pokrewnych dziedzinach, w tym ekspertów w zakresie cyberbezpieczeństwa. W ostatnich latach obserwujemy zarówno wzrost liczby incydentów bezpieczeństwa na firmy, organizacje oraz sektor publiczny, jak i rozwój różnych, coraz bardziej skomplikowanych form cyberataków – od socjotechnicznych do całkowicie zautomatyzowanych ataków ransomware (szyfrujące wszystkie dane na urządzeniach) przeprowadzanych na światową skalę[1]. Jak wynika z najnowszego raportu Accenture Cyberthreat 2020, liczba różnego rodzaju cyberataków była nawet 4 razy wyższa w ciągu wiosennego lockdownu niż przed pandemią. Żeby skutecznie obronić się przed tymi zagrożeniami, potrzebujemy zarówno nowoczesnych rozwiązań technologicznych, jak i ludzi, którzy potrafią je obsłużyć, a także zbudować i zarządzać strategią cyberbezpieczeństwa.

Według raportu (ISC)2 – międzynarodowej organizacji skupiającej profesjonalistów branży cyberbezpieczeństwa – szacuje się, że tylko w Europie brakuje blisko 300 000 nowych specjalistów. To gigantyczne wyzwanie dla bezpieczeństwa biznesu. Sytuacji nie ułatwia powszechnie znana dysproporcja w zatrudnieniu kobiet i mężczyzn w branży IT. W obszarze cyberbezpieczeństwa jest ona jeszcze bardziej widoczna. W 2018 r. 24% pracowników w tym sektorze stanowiły kobiety, podczas gdy w 2017 r. było to tylko 11%.[2] Pomimo że tendencja jest rosnąca, zwiększone zapotrzebowanie na specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa powoduje, że kobiet w branży wciąż jest za mało.

– Cyberbezpieczeństwo to de facto zabezpieczenie przyszłości świata. A mając na horyzoncie tak zdefiniowane, bardzo kompleksowe wyzwanie dla całej branży ICT, musimy w jego realizację zaangażować bardzo zróżnicowane zespoły ludzi. Dlatego  zwiększenie zaangażowania kobiet jest w tym procesie kluczowe. Do ważnych cech, które mogą być wielką wartością dodaną w procesie tworzenia konkretnych rozwiązań dla bezpieczeństwa cyfrowego świata, zaliczyłabym nasze interdyscyplinarne podejście, skupienie na rozwiązywaniu problemów, dokładność, czy nieszablonowe myślenie. To, czego nam brakuje to systemowych zachęt i likwidacji barier – mówi Izabela Albrycht, prezes Instytutu Kościuszki i współzałożycielka Women4Cyber.

Najnowszy raport Accenture – „Jumping the hurdles: Moving women into cybersecurity’s top spots” – jest próbą diagnozy problemu i wyjaśnienia, dlaczego kobiety nie decydują się na karierę w tym sektorze. Badanie wskazuje m.in. na niedobór kobiet na kierowniczych stanowiskach w cyberbezpieczeństwie oraz niewystarczającą liczbę menedżerów aktywnie wspierających rozwój kobiet w tym obszarze. Kobiety często nie decydują się na karierę w tej branży z uwagi na poczucie izolacji oraz obawy przed podjęciem ryzyka związanego z obejmowaniem kierowniczych stanowisk. Wyzwaniem są także ograniczone możliwości rozwinięcia pełnego zakresu kompetencji wymaganych do awansu na stanowiska menedżerskie oraz brak jasnych ścieżek kariery.

– Odpowiedzią na wyzwanie, jakim jest niedobór pracowników, szczególnie kobiet, w cyberbezpieczeństwie jest wdrożenie programów aktywizujących oraz wspieranie doświadczonych ekspertek chcących rozwijać się w tym obszarze. Mentoring wewnątrz organizacji, zapewnienie większej elastyczności pracy, wspieranie kobiet po urlopach macierzyńskich, czy zagwarantowanie sprawiedliwych płac bazujących na kompetencjach, to podstawowe elementy, o które powinny zadbać firmy. Ważne jest też promowanie osób zmotywowanych do rozwoju. Kobiety mają wielki potencjał, ale niekoniecznie postrzegają cyberbezpieczeństwo jako atrakcyjny obszar rozwoju zawodowego – mówi Artur Józefiak, dyrektor Accenture Security w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. – Pewne jest, że długoterminowo aktywizacja kobiet w tym obszarze przyniesie pozytywne skutki, nie tylko w wymiarze ograniczenia braków kadrowych. Z doświadczenia wiem, że zdywersyfikowane zespoły są skuteczniejsze, bardziej innowacyjne i lepiej współpracują z otoczeniem. Warto stawiać na kobiety, zyskają na tym nie tylko one, ale cała domena cyberbezpieczeństwa i, szerzej, gospodarka cyfrowa – dodaje Józefiak.

[1] https://www.isc2.org/-/media/ISC2/Research/ISC2-Women-in-Cybersecurity-Report.ashx?la=en&hash=4C3B33AABFBEAFDDA211856CB274EBDDF9DBEB38

[2] https://www.isc2.org/-/media/ISC2/Research/ISC2-Women-in-Cybersecurity-Report.ashx?la=en&hash=4C3B33AABFBEAFDDA211856CB274EBDDF9DBEB38

Koronawirus a zakupy: w drugiej fali Polacy wydają więcej i wybierają droższe produkty

Dane zebrane z zarejestrowanych paragonów w programach lojalnościowych Blovly, potwierdzają, że na jesienny wzrost zachorowań zareagowaliśmy z relatywnym spokojem, co przekłada się na nasze nawyki zakupowe. Indywidualnej analizie poddano też wydatki mieszkańców 5 największych miast Polski – w jaki sposób koronawirus wpłynął na dokonywane przez nich zakupy?

Kwarantanna a zakupy – jak kształtowały się trendy konsumenckie

Na początku marca wraz z pojawieniem się pierwszych potwierdzonych przypadków koronawirusa, rząd zaczął stopniowo wprowadzać kolejne obostrzenia. Polacy szturmem ruszyli do sklepów, przede wszystkim po artykuły podstawowe, takie jak produkty spożywcze z dłuższą datą przydatności do spożycia, płyny do dezynfekcji, maseczki oraz chemię. Jednak tendencję do ostrożniejszego dysponowania budżetem widać, kiedy porównamy wartości paragonów rok do roku. W analogicznym okresie 2019 r., wartość naszego koszyka była aż o 26 proc. wyższa.

Druga fala przyniosła większą stabilność

Podczas drugiej fali pandemii zachowania konsumentów nieco się odwróciły. Strach związany z koronawirusem i ewentualną kwarantanną zmalał. Klienci kupują mniej produktów, ale wydają stosunkowo więcej pieniędzy. Polacy nie robią już zapasów żywności, ale wybierają droższe produkty.

 Podczas pierwszej fali pandemii kupowaliśmy więcej, ale taniej. Zaobserwowaliśmy, że przyzwyczajenia zakupowe polskich konsumentów różnią się od siebie znacząco
w obu okresach. Średnia dzienna wartość paragonu w okresie 4 marca – 2 kwietnia, wyniosła 55 zł. Natomiast w drugiej fali średnia wartość koszyka kształtowała się już na poziomie 89 zł, co daje wzrost o 61,5 proc. Może to sugerować, że czujemy się spokojniejsi o naszą sytuację finansową. Za to w pierwszych miesiącach trwania pandemii jednorazowo wkładaliśmy do koszyka więcej produktów. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że chętniej robiliśmy zapasy, a do sklepów, ze względów bezpieczeństwa, wybieraliśmy się rzadziej
mówi Krystian Dylewski, General Manager 2take.it.

Wzrost wartości paragonu w drugiej fali, w zestawieniu z mniejszą liczbą produktów przekładają się także na wzrost średniej ceny wybieranych przez konsumentów towarów, który w stosunku do przełomu marca i kwietnia wynosi 15,4 proc.

Polacy wydają więcej i wybierają droższe produkty
Dane z systemu Blovly obsługiwanego przez 2take.it

Koronawirus a zakupy mieszkańców poszczególnych miast

Dane z systemu Blovly pokazują, w jaki sposób kształtowały się zachowania mieszkańców pięciu największych miast w Polsce. Wnioski? Ogólne trendy konsumenckie w większości aglomeracji pozostają zbliżone, choć zdarzają się wyjątki.

– W okresie marzec – kwiecień najwięcej wydawali mieszkańcy Krakowa, a najmniej mieszkańcy Łodzi. Natomiast od września do października w Warszawie, Łodzi, Poznaniu i Wrocławiu odnotowaliśmy wzrost wartości paragonów – odwrotna tendencja zarysowała się jedynie w Krakowie komentuje Krystian Dylewski, 2take.it.

W pierwszej fali koronawirusa to właśnie w stolicy Małopolski zanotowano najwyższą średnią dzienną kwotę na paragonie w wysokości 139 zł. Z kolei w drugiej fali, przy takiej samej ilości produktów, które lądowały w koszykach krakowiacy kupowali produkty nieco tańsze. Co więcej, Kraków jako jedyne miasto odnotował wtedy spadek wartości paragonu. Być może wynika to z faktu, że stolica Małopolski dosyć wcześnie stała się żółtą strefą.

Na drugim miejscu pod względem wydatków w pierwszej fali plasuje się Warszawa ze średnią wartością koszyka 83,5 zł. Jednak w przeciwieństwie do Krakowa, widzimy 40% wzrost wartości paragonu dla drugiej fali. W pierwszej fali warszawiacy kupowali więcej produktów niż mieszkańcy Łodzi, Poznania czy Wrocławia, gdzie zarejestrowano najmniejszą liczbę produktów na paragonie na początku pandemii. Porównując do siebie obie fale, widzimy, że w Łodzi zarejestrowano największy wzrost kwoty na paragonie w porównaniu do pierwszego okresu, o blisko 60%, co może świadczyć o tym, że łodzianie podeszli do drugiej fali pandemii z większym dystansem i mniejszymi obawami.

Koronawirus a zakupy mieszkańców poszczególnych miast
Dane z systemu Blovly obsługiwanego przez 2take.it

Dane zakupowe mogą wesprzeć miasta w drugiej fali

Jak podaje Deloitte[1] polscy konsumenci nie wrócili do swoich zakupowych przyzwyczajeń sprzed koronawirusa. Sytuacja epidemiczna w kraju nadal jest dynamiczna, zmieniają się wprowadzane przepisy covidowe i obostrzenia. Mali i średni przedsiębiorcy nadal potrzebują wsparcia, nie tylko na poziomie ogólnopolskim, ale i na tym lokalnym, samorządowym.

W obliczu wyzwania stoi obecnie, nie tylko krajowa gospodarka, ale również lokalni przedsiębiorcy oraz zarządcy miast i gmin. Tym ostatnim z pomocą mogą przyjść dane pozyskiwane za pomocą programów lojalnościowych dedykowanych konkretnym ośrodkom miejskim. To kopalnia informacji, dzięki którym możemy dowiedzieć się m.in. gdzie dokonywane są zakupy, jaka jest średnia wartość koszyka i jakie kategorie produktów najczęściej wybierają konsumenci. Ich analiza przy wsparciu algorytmów AI ułatwia zarządzanie handlem w mieście i pozwala wspierać lokalny biznes. Samorządy mogą zobaczyć czarno na białym, jak radzą sobie poszczególne przestrzenie handlowe i mogą bardziej świadomie podejmować decyzje o tym jak je wspierać mówi Michał Dylewski, szef programów lojalnościowych w 2take.it

Koronawirus, zakupy i lojalność klientów

Programy lojalnościowe dedykowane miastom pomagają również zachęcać mieszkańców do wsparcia lokalnych punktów handlowych i usług. Jak wynika
z niedawnej analizy McKinsey, pandemia zachwiała lojalnością konsumentów. Ponad 60 proc. z nich od marca 2020 próbowało nowych zachowań zakupowych. Zwłaszcza teraz warto zatem zawalczyć o zjednanie sobie przychylności klientów.

Przeanalizowane dane z paragonów zarejestrowanych w programach lojalnościowych systemu Blovly, pochodzą z okresów 4.03.2020 – 2.04.2020 oraz 14.09.2020 – 13.10.2020, które można przyjąć za początek odpowiednio pierwszej i drugiej fali pandemii. Pierwszy analizowany okres rozpoczyna wykrycie pierwszego przypadku koronawirusa w Polsce. Drugi natomiast obejmuje znaczne jesienne wzrosty zachorowań (19 września po raz pierwszy odnotowano w Polsce ponad 1000 nowych przypadków koronawirusa).

[1] Raport pt. „Global State of the Consumer Tracker: https://www2.deloitte.com/us/en/insights/industry/retail-distribution/consumer-behavior-trends-state-of-the-consumer-tracker.html

3 kw. na rynku nieruchomości biurowych w Europie Środkowo-Wschodniej

Eksperci międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield podsumowali trzeci kwartał 2020 roku na rynku nieruchomości biurowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

  • Pomimo spadku popytu wśród najemców na głównych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, czynsze obniżyły się tylko nieznacznie w porównaniu z innymi krajami europejskimi.
  • Stopy kapitalizacji dla nieruchomości biurowych utrzymywały się na poziomie zbliżonym do najniższego od 10 lat.
  • Na wolumen transakcji inwestycyjnych wpływały obostrzenia w podróżowaniu i niepewność rynkowa.

Polska: Okres kwarantanny oraz niepewność związana z wpływem pandemii koronawirusa na gospodarkę spowodowały, że część najemców tymczasowo wstrzymała decyzje o negocjacjach umów najmu. W rezultacie, popyt brutto w Warszawie w pierwszych trzech kwartałach tego roku był niższy o 35% niż w analogicznym okresie 2019 roku, który był rekordowy pod względem wolumenu transakcji. Biorąc pod uwagę obecną sytuację i niższą aktywność najemców spodziewamy się ograniczenia liczby nowych projektów wprowadzanych na rynek, co może doprowadzić do wystąpienia efektu luki podażowej w latach 2022-2023.

Czechy: Popyt netto na praskim rynku biurowym spadł do najniższego kwartalnego poziomu w ostatniej dekadzie, a jednocześnie wzrosła ilość powierzchni oferowanej na podnajem. Z drugiej strony wskaźnik pustostanów pozostał stosunkowo niski. Towarzyszył temu duży udział renegocjacji umów najmu oraz spory wzrost podaży nowej powierzchni biurowej.

Węgry: Na budapeszteńskim rynku biurowym popyt w trzecim kwartale był niewielki w porównaniu z analogicznym okresem w latach wcześniejszych. Rosnąca podaż nowej powierzchni doprowadziła do wzrostu wskaźnika pustostanów, który należał jednak do najniższych w regionie. Wielkość powierzchni biurowej w budowie z terminem ukończenia w latach 2020-2022 wzrosła w porównaniu do ostatnich dziesięciu lat, ale dopiero przyszłość pokaże wpływ modelu pracy z domu na zapotrzebowanie na biura i sposoby ich projektowania. Jednocześnie warto zauważyć, że transakcje najmu dotyczące dużych powierzchni są kontynuowane, a najemcy decydują się na finalizowanie umów.

Rumunia: Pomimo znacznej ilości powierzchni w budowie, czynsze w najlepszych budynkach biurowych w Bukareszcie utrzymały się na stabilnym poziomie. Po słabym drugim kwartale popyt wzrósł nieznacznie w kolejnych trzech miesiącach, ponieważ wiele firm zdecydowało się na przedłużenie lub renegocjowanie dotychczasowych umów najmu. Duzi najemcy wprowadzili na rynek szereg ofert podnajmu. Ponadto, odnotowaliśmy opcje ekspansji, jeśli powrót do biur wiązałby się z koniecznością wynajęcia dodatkowej powierzchni w związku z regulacjami dotyczącymi dystansowania społecznego.

Słowacja: Całkowite zasoby powierzchni biurowej powiększą się do końca roku o 61 tys. mkw., co może spowodować wzrost wskaźnika pustostanów. Całkowity wolumen transakcji (popyt brutto) na rynku w Bratysławie był zbliżony do odnotowanego w roku 2019. Jednocześnie, z powodu kryzysu związanego z pandemią koronawirusa, w trzecim kwartale znacząco zmniejszył się udział nowych transakcji najmu i ekspansji.

Nawet 40% pracowników w UE skarży się na bóle mięśni, stawów i kręgosłupa

Dolegliwości w obrębie układu mięśniowo-szkieletowego – czyli bóle mięśni, kręgosłupa lub stawów – dokuczają bardzo wielu pracownikom. Tym, którzy w pracy noszą ciężary, a także tym, którzy spędzają dzień przy komputerze. Według europejskich statystyk aż 40% wszystkich pracowników w UE cierpi na takie dolegliwości. Są to głównie bóle kręgosłupa w obrębie krzyżowo-lędźwiowym, ale także bóle barków, karku i kończyn górnych. Centralny Instytut Bezpieczeństwa Pracy – Państwowy Instytut Badawczy (CIOP-PIB) prowadzi kampanię społeczną, która ma zmniejszyć problem występowania schorzeń układu mięśniowo-szkieletowego wśród pracowników. Specjaliści CIOP-u wskazują, że oprócz jednostkowego cierpienia konkretnego chorego, jest to szerszy problem – społeczny i ekonomiczny. 

– Powszechne dolegliwości układu ruchu mają duży wpływ na polską gospodarkę. Doprowadzają do spadku efektywności pracy, a nawet skutkują niemożliwością jej wykonywania. Jest to ogromny problem społeczny i ekonomiczny. W Polsce około 15% wszystkich wydatków ZUS-u, spowodowanych absencją chorobową, wynika właśnie z dolegliwości mięśniowo- szkieletowych – powiedziała serwisowi eNewsroom  dr hab. med. Joanna Bugajska, prof. CIOP-PIB, kierownik Zakładu Ergonomii CIOP-PIB. – Dlatego tak ważne jest upowszechnianie wiedzy o tego typu schorzeniach. Wcześniej wiązano dolegliwości mięśniowo-szkieletowe z czynnikami biomechanicznymi i fizycznymi – takimi jak nadmierna powtarzalność ruchów, wymuszona pozycja ciała, nadmierne obciążenie, przenoszenie ciężarów czy drgania. Obecnie coraz częściej wiąże się je z nadmiernym obciążeniem psychospołecznym, związanym z organizacją pracy czy z obciążeniem poznawczym. Dolegliwości mięśniowo-szkieletowe są ogromnym problemem. Oczywiście jednostkowym, dla osoby cierpiącej, ale też społecznym i ekonomicznym. Upowszechnianie, czy wręcz propagowanie wśród pracodawców i pracowników wszelkich działań, mogących zapobiegać powstawaniu tych dolegliwości, jest więc ważne – a obecnie wręcz pilne – podkreśla Bugajska.

Świadczenia złożone a VAT. Kryteria opodatkowania tzw. zespołów świadczeń i czynności

Podejmujący rynkowe działania przedsiębiorcy niejednokrotnie zderzają się w obrocie gospodarczym z problemem, jak traktować, a w związku z tym, jak opodatkować te działania, jeśli składa się na nie kilka świadczeń lub czynności. Ma to doniosłe znaczenie, bowiem od rozstrzygnięcia, czy przedsiębiorca ma do czynienia z jednym świadczeniem złożonym albo z niesamodzielnym świadczeniem o charakterze pomocniczym, czy z kilkoma świadczeniami, które należy rozpatrywać niezależnie, może zależeć prawo do skorzystania ze zwolnienia z VAT tudzież z niższego opodatkowania tym podatkiem. W tej problematycznej kwestii wypowiedział się 22 października 2020 r. Trybunał Sprawiedliwości UE.

Zwolnienia od opodatkowania VAT zostały wymienione w Tytule IX Dyrektywy 2006/112/WE Rady z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz. Urz. UE z 11.12.2006 r., L 347/1). Wskazano w nim transakcje, które państwa członkowskie UE zobowiązane są zwalniać z VAT, jak i warunki, jakie należy spełnić, by móc z tych zwolnień skorzystać.

Dwie usługi świadczone przez jedną firmę i dwie różne stawki opodatkowania

Na art. 132 ust. 1 lit. c) tej dyrektywy powołał się przedsiębiorca, który w Portugalii prowadzi obiekt sportowy, a w nim, prócz usług związanych z poprawą kondycji fizycznej, oferuje również doradztwo żywieniowe. Przepis ten stanowi, że zwolnieniu z opodatkowania podlegają świadczenia opieki medycznej w ramach zawodów medycznych i paramedycznych, określonych przez zainteresowane państwo członkowskie. Przedsiębiorca pierwsze ze świadczonych przez siebie usług zakwalifikował jako podlegające opodatkowaniu VAT, a drugie jako niezależne świadczenie opieki medycznej korzystającej ze zwolnienia, o jakim mowa w art. 132 ust. 1 lit. c).

To właśnie możliwość skorzystania z tego zwolnienia stała się przedmiotem rozstrzygnięcia przez TSUE w ramach skierowanego przez portugalski sąd arbitrażowy ds. podatkowych pytania prejudycjalnego (sprawa C‑581/19, Frenetikexito – Unipessoal Lda przeciwko Autoridade Tributária e Aduaneira). Przedsiębiorca nie mógłby bowiem skorzystać ze wskazanego zwolnienia z VAT, jeśli połączenie usług związanych z poprawą kondycji fizycznej i doradztwa żywieniowego byłoby traktowane jako jednolita usługa lub też, gdy doradztwo żywieniowe miałoby być niesamodzielnym świadczeniem o charakterze pomocniczym wobec usług związanych z poprawą kondycji fizycznej.

Niejednoznaczne kryteria oceny zespołu czynności i świadczeń

Opinię w tej sprawie 22 października 2020 r. wydała Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości UE Juliane Kokott. Na wstępie zwróciła uwagę, jak istotne dla przedsiębiorców i obrotu gospodarczego jest to zagadnienie. Już wielokrotnie bowiem bywało ono przedmiotem rozpoznania przez TSUE. A mimo to, jak zauważył portugalski sąd odsyłający, na podstawie dotychczasowego orzecznictwa Trybunału wciąż nie da się ustalić jednoznacznych kryteriów VAT, w świetle których należy oceniać takie zespoły świadczeń i czynności. Zatem sprawa ta daje TSUE szansę doprecyzowania kryteriów opodatkowania VAT w tym zakresie.

Generalną zasadą jest rozpoznawanie dla celów VAT każdego świadczenia osobno

Dla rozstrzygnięcia tego zagadnienia istotne były dwie regulacje. Pierwsza, zawarta w art. 1 ust. 2 akapit drugi dyrektywy VAT, zgodnie z którą: VAT obliczony od ceny towaru lub usługi według stawki, która ma zastosowanie do takiego towaru lub usługi, jest wymagalny od każdej transakcji, po odjęciu kwoty podatku poniesionego bezpośrednio w różnych składnikach kosztów. Druga to art. 9 pkt 1 portugalskiej ustawy o VAT (Código do Imposto sobre o Valor Acrescentado), zwalniająca z VAT usługi świadczone w ramach wykonywania zawodu lekarza, dentysty, położnej, pielęgniarki lub innych zawodów paramedycznych.

Usługa główna i świadczenie niesamodzielne

Mająca siedzibę w Portugalii spółka Frenetikexito – Unipessoal Lda, prowadząc działalność w zakresie poprawy kondycji fizycznej, oferuje również usługi doradztwa żywieniowego. Oferuje ją zarówno swoim klientom korzystającym z usług poprawy kondycji fizycznej jako dodatek do ich planów treningowych, jak i klientom zewnętrznym, jako całkowicie odrębną usługę. Jej miesięczne przychody kształtują się następująco: 60% z usługi głównej i 40% z dodatkowej usługi doradztwa żywieniowego. Pierwszą opodatkowuje odpowiednią stawką VAT, zaś do drugiej stosuje zwolnienie na podstawie art. 9 pkt 1 portugalskiej ustawy o VAT.

Portugalski fiskus traktuje jednak tę drugą usługę jako niesamodzielne świadczenie o charakterze pomocniczym wobec usług związanych z poprawą kondycji fizycznej. A ponieważ niesamodzielne świadczenie podlega takiemu samemu opodatkowaniu jak świadczenie główne, zdaniem tamtejszych organów skarbowych ta dodatkowa usługa doradztwa żywieniowego również podlega opodatkowaniu VAT. Organy domagały się więc od spółki uregulowania zaległości w podatku VAT za lata 2014 i 2015, jako powstałe w wyniku nieprawidłowego stosowania przez spółkę w tych latach zwolnienia w opodatkowaniu VAT dodatkowej usługi doradczej.

Wyjątki od reguły

Rozpoznający pytanie prejudycjalne Trybunał Sprawiedliwości UE podkreślił znaczenie naczelnej zasady opodatkowania VAT – zasady niezależności każdego świadczenia, o której mowa w art. 1 ust. 2 akapit drugi unijnej dyrektywy VAT. Dlatego generalnie każde pojedyncze świadczenie należy poddać odrębnej ocenie dla celów VAT. W tym względzie bez znaczenia są nawet uregulowania umowne. Stąd, tak jak w niniejszej sprawie, nie ma znaczenia, że więcej niż jedno świadczenie było wykonywane na rzecz kontrahenta w ramach jednej umowy cywilnoprawnej.

Jednocześnie TSUE przypomniał, że istnieją trzy odstępstwa od tej zasady:

  1. a) kwalifikacja świadczenia jako jedno świadczenie złożone – występuje wówczas, gdy dwie lub więcej czynności dokonane przez podatnika są ze sobą tak ściśle związane, że tworzą obiektywnie tylko jedno niepodzielne świadczenie gospodarcze, którego rozdzielenie miałoby charakter sztuczny;
  2. b) kwalifikacja jako niesamodzielne świadczenie o charakterze pomocniczym – występuje wówczas, gdy świadczenie to nie stanowi dla klienta celu samego w sobie, lecz służy skorzystaniu w jak najlepszy sposób ze świadczenia głównego;
  3. c) kwalifikacja jako czynność ściśle związana – występuje wówczas, gdy pomaga czynności głównej w osiągnięciu pełnej skuteczności, różni się od niesamodzielnego świadczenia pomocniczego tym, że wykonywać je może również inny podatnik niż ten, który wykonuje właściwe świadczenie; kwalifikacja jako czynność ściśle związana dokonywana jest na gruncie oceny możliwości korzystania przez nią ze zwolnienia z VAT, jakie przysługuje czynności głównej.

Różne, niezależne od siebie świadczenia, z których jedno może korzystać ze zwolnienia z VAT

Dlatego też rzecznik generalny TSUE w swojej opinii stwierdził, że w rozpoznawanym przypadku usługa doradztwa żywieniowego świadczona przez przedsiębiorcę jest niezależną usługą w rozumieniu dyrektywy VAT, stąd dla jej klasyfikacji dla celów VAT nie ma znaczenia klasyfikacja usług związanych z poprawą kondycji fizycznej. Niemniej ocena, czy w danych okolicznościach taka usługa spełnia kryteria do zastosowania zwolnienia w podatku od towarów i usług, każdorazowo należeć będzie do sądu (a w praktyce także do organów podatkowych).

„Jeżeli podatnik jak w niniejszej sprawie świadczy usługi w zakresie doradztwa żywieniowego oraz utrzymania i poprawy kondycji fizycznej, są to różne, niezależne od siebie świadczenia w rozumieniu dyrektywy 2006/112/WE. Doradztwo żywieniowe takie jak to w niniejszej sprawie jest jednak zwolnionym z podatku świadczeniem opieki medycznej w rozumieniu art. 132 ust. 1 lit. c) dyrektywy 2006/112, jeśli służy celowi terapeutycznemu. Do sądu odsyłającego należy zbadanie, czy przesłanka ta jest spełniona” (Opinia rzecznik generalnej TSUE Julianne Kokott, przedstawiona w dniu 22 października 2020 r., sprawa C‑581/19).

Fiskus lubi interpretować przepisy na swoją korzyść, ale przedsiębiorcy mogą się bronić

To bardzo ważne dla przedsiębiorców rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości UE. W Polsce przykładem podobnego, niekorzystnego dla podatników rozpoznawania dla celów opodatkowania VAT zespołów świadczeń i czynności przez fiskusa były usługi najmu, w ramach których wyższą 23% stawką VAT Minister Finansów jako jedno świadczenie opodatkowywał również ponoszone przez najemców opłaty za dostawę mediów (wyrok TSUE z dnia 16 kwietnia 2015 r. w sprawie C-42/14 Minister Finansów przeciwko Agencja Mienia Wojskowego). Wówczas Trybunał orzekł, że możliwe jest traktowanie tych świadczeń jako odrębnych, a więc i obejmowanie każdego z nich odpowiednią, odrębną stawką VAT.

Na niekorzyść przedsiębiorców polski fiskus interpretował też przepisy „odwrotnie”, tzn. rozdzielał świadczenie złożone, tak by jedno z nich oddzielić od świadczenia zwolnionego z VAT i tym samym móc je opodatkować tym podatkiem. Tak było w przypadku bankowych usług udzielania kredytów, które korzystały ze zwolnienia z VAT. Gdy banki wprowadziły w ich ramach usługę zlecenia kredytowego, polegającą na kredytowaniu przez bank na zlecenie partnerów handlowych zakupów dokonywanych przez bezpośrednich klientów tych partnerów. Fiskus stwierdził, że ta usługa realizacji zlecenia kredytowego to całkowicie odrębne od usługi udzielenia kredytu świadczenie, niekorzystające ze zwolnienia z VAT, a winne podlegać opodatkowaniu według podstawowej 23% stawki podatku. Wówczas po stronie przedsiębiorców stanął Naczelny Sąd Administracyjny, orzekając:

„…usługa udzielenia kredytu świadczona przez bank jest w istocie usługą o charakterze kompleksowym, w ramach której bank podejmuje określone czynności w celu osiągnięcia jednego celu gospodarczego w postaci ”udzielenia kredytu”. Temu celowi służy zarówno przyjęcie od sprzedawcy zlecenia kredytowego, jak i udzielenie klientowi finansowania zgodnie z tym zleceniem” (wyrok z dnia 1 marca 2017 r., sygn. akt I FSK 1492/15).

Cała sprawa portugalskiej spółki potwierdza, jak niesłusznie zapłaty VAT (w tym przypadku aż za dwa lata wstecz) mogą domagać się od firm organy podatkowe. Co prawda, nadal to od ustalenia przez odpowiednie organy państwa członkowskiego UE zależeć będzie, czy dana usługa zostanie uznana za niezależne świadczenie spełniające przesłanki uprawniające do zwolnienia albo za osiągającą ten sam efekt czynność ściśle związaną ze zwolnionym z VAT świadczeniem głównym. Niemniej rozstrzygnięcie Trybunału znacząco ogranicza swobodę organów podatkowych w dokonywaniu tych ustaleń, dając jednocześnie przedsiębiorcom silny oręż do obrony przed niekorzystnym dla nich klasyfikowaniem świadczonych przez siebie usług do celów opodatkowania VAT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Brexit: Organizacje sadowników wzywają do przyspieszenia negocjacji handlowych między UE a Wielką Brytanią

Zbliża się 1 stycznia 2021, czyli dzień, w którym zakończy się okres przejściowy dot. Brexitu. W konsekwencji Wielka Brytania stanie się tzw. krajem trzecim w handlu z krajami UE. Oznacza to koniec swobodnego przepływu towarów między Wielką Brytanią i członkami UE. Wlk. Brytania już ogłosiła, że w związku z COVID w planach ma wdrożenie pełnych kontroli granicznych w trzech etapach do lipca 2021. Ostatecznie obciążenia wynikające dla eksporterów z Brexitu będą zależeć od przyszłej treści Umowy o wolnym handlu, która nadal nie została wynegocjowana. Jakie warunki polsko-brytyjskiej współpracy powinny zostać wypracowane, by zapobiec potencjalnemu powrotowi ceł i wznowieniu kontroli granicznych?

Freshfel Europe, do którego należy Stowarzyszenie Unia Owocowa, wzywa UE i Wielką Brytanię do zakończenia negocjacji handlowych w celu zminimalizowania zatorów w portach od stycznia 2021 r. Członkom organizacji zależy w szczególności na ustaleniu jasnych i przejrzystych procedur w zakresie kontroli i ich lokalizacji śródlądowych, certyfikacji elektronicznej oraz wyznaczenia kanałów i szybkich ścieżek dla produktów łatwo psujących się.

Od 1 stycznia 2021 unijni operatorzy świeżych owoców i warzyw będą zwiększać swój eksport poza jednolity rynek UE aż o 60%. Wielka Brytania importuje obecnie około 3 mln ton owoców i warzyw z UE rocznie. Eksport jabłek z Polski był jednym z najdynamiczniej rosnących spośród innych krajów dostarczających jabłka do Wielkiej Brytanii – 33% wzrost od 2014 roku. W sezonie 2018/19 wyeksportowaliśmy ponad 20 tys. ton jabłek, a w sezonie 2019/20 – blisko 11 tys. ton. Wielka Brytania jest też jednym z większych odbiorców polskiego koncentratu z soku jabłkowego. Do Wielkiej Brytanii eksportowaliśmy również inne owoce, np. maliny, truskawki i czarną porzeczkę. W 2020 roku eksport borówki do Wlk. Brytanii zbliżył się do 5 tys. ton, co stanowiło blisko 40% naszego całego eksportu tego owocu na rynki zagraniczne.

W przypadku braku umowy UE-Wielka Brytania, cła od 2 do 16% zostaną nałożone na główne kategorie UE eksportowane do Wielkiej Brytanii. To dodatkowy koszt, szczególnie w przypadku towarów o wysokich cłach, takich jak brzoskwinie (16%), klementynki i mandarynki (16%), winogrona (14%), ogórki i inne warzywa (12%). Wprowadzenie ceł może mieć istotny wpływ na podmioty gospodarcze i prowadzić do zakłóceń na jednolitym rynku, jeżeli produkcja pozostanie w UE-27 zamiast trafiać na rynek brytyjski. To z kolei może prowadzić do mniejszej dostępności i wyższych cen dla konsumentów owoców i warzyw w Wielkiej Brytanii.

– Owoce i warzywa są bardzo nietrwałym, ale jednocześnie niezbędnym towarem i muszą nadal docierać do Wielkiej Brytanii w odpowiednim czasie zachowując wysoką jakość. Aby uniknąć wąskich gardeł w eksporcie świeżych owoców i warzyw przez Kanał La Manche oraz strat w jakości żywności, jak również marnotrawstwa, sektor apeluje o umożliwienie szybkiego przejścia lub wdrożenia zielonych pasów, aby łatwo psujące się świeże produkty docierały do ​​konsumentów bez opóźnień – podkreśla Arkadiusz Gaik, prezes Unii Owocowej.

Gdyby nie doszło do uzgodnienia porozumienia handlowego pomiędzy UE a Wlk. Brytanią, obie strony musiałyby prowadzić wzajemną wymianę handlową w oparciu o zasady WTO. W takim przypadku władze celne państw członkowskich UE będą stosować unijne przepisy dotyczące eksportu oraz importu towarów, które obecnie stosują wobec krajów trzecich, tj. krajów niebędących członkami UE, z którymi Unia nie zawarła umów handlowych.

W przypadku Brexitu bez umowy wyjścia, możliwą konsekwencją jest średnia stawka celna na owoce i warzywa w wysokości 10,5%. (Obliczenia Światowej Organizacji Handlu dot. stawek celnych zgodnych z klauzulą największego uprzywilejowania (KNU). Źródło: World Tariff Profiles 2017). Według ekspertów, w najgorszym scenariuszu, cła, jakimi mogą zostać objęte produkty rolno-spożywcze mogą wzrosnąć średnio nawet o ok. 28%.

Niezależnie od wyników negocjacji handlowych zostaną wprowadzone kontrole na granicy pomiędzy UE i UK. Przedsiębiorcy będą zobowiązani m. in. do dopełnienia standardowych formalności celnych, w tym m. in. obowiązku: zarejestrowania się w usłudze Krajowej Administracji Skarbowej „e-Klient””, w celu uzyskania numeru EORI, składania zgłoszeń i deklaracji celnych oraz regulowania należności celnych i podatkowych (VAT i akcyza). Oznacza to wiele dodatkowych obciążeń i formalności dla eksporterów warzyw i owoców do Wielkiej Brytanii. Inną konsekwencją mogą też być nowe zasady rozliczania VAT w handlu transgranicznym. VAT od importu towarów, co do zasady trzeba będzie uiszczać na granicy. Jednolite system podatku VAT obowiązuje jedynie na terenie Unii Europejskiej.

Zdaniem ekspertów w pierwszej kolejności największą dolegliwość stanowić będą kontrole graniczne: celne, fitosanitarne oraz kontrole bezpieczeństwa produktów itp., konieczność stosowania się do odmiennych standardów technicznych, norm sanitarnych oraz fitosanitarnych. Może to powodować znaczące koszty, często wyższe niż same stawki celne. Obecnie Wielka Brytania deklaruje również, że przyjmie żywność ekologiczną z UE bez świadectwa kontroli (COI) tylko do 1 stycznia 2021 r.

Z uwagi na fakt, że od dnia wystąpienia Zjednoczone Królestwo będzie państwem trzecim, w niektórych przypadkach konieczne może być wprowadzenie pewnych zmian dotyczących etykietowania środków spożywczych. Jeszcze inną kwestię stanowią opakowania wielokrotnego użytku służące do przewozu towarów. Obecnie intencją ustawodawcy w Wielkiej Brytanii jest pominięcie konieczności ich oddzielnego deklarowania, które mogłoby oznaczać wzrost kosztów importu. Dla opakowań importowanych istnieć będzie konieczność wywiezienia ich z powrotem w deklarowanym czasie w celu uniknięcia dodatkowych opłat. Finalne rozstrzygnięcia dot. opakowań nie są jednak jeszcze znane.

Ambasada Wielkiej Brytania zwraca uwagę na fakt, iż zgodnie z nowymi regulacjami importerzy i eksporterzy muszą mieć wydany numer EORI. Importerzy zgłaszają się po numer EORI GB, a eksporterzy np. z polski o EORI UE wydawany przez Urząd Celny w państwie członkowskim. Od nowego roku eksporterzy z UE będą się również mierzyć ze znacznie większą liczbą procedur koniecznych do legalnego importu towarów do Wielkiej Brytanii. Przykładowo dziś dokumenty potrzebne do transportu towarów między Belgią a Wielką Brytanią składają się z: faktury i umowy przewozu. Od stycznia 2021 roku natomiast pojawi się, co najmniej 9 dodatkowych procedur, np. certyfikacja towarów, deklaracja eksportowa, dokumenty związane z wywozem, dokumenty potwierdzające przybycie towarów do Wielkiej Brytanii spełniające wszystkie wymogi importu do tego kraju.

Wielka Brytania nie zażąda świadectwa kontroli na produkty ekologiczne wywożone z UE, Norwegii, Islandii, Liechtensteinu i Szwajcarii do 1 lipca 2021 r. Do tego czasu świadectwa kontroli będą wydawane za pośrednictwem tymczasowego system importu produktów ekologicznych (nie dotyczy eksportu do północnej Irlandii). Oficjalne wskazówki: https://www.gov.uk/guidance/trading-and-labelling-organic-food-from-1-january-2021

Organizacjom zależy przede wszystkich na jasnych procedurach w zakresie kontroli, certyfikacji elektronicznej oraz wyznaczenia szybkich kanałów dla produktów łatwo psujących się. Wierzymy, że uda nam się jak najszybciej wypracować warunki współpracy, by polscy eksporterzy owoców i warzyw nie musieli borykać się z utrudnieniami podkreśla Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Kilka ważnych natychmiastowych działań przygotowujących do eksportu Wielkiej Brytanii po zakończeniu okresu przejściowego, które warto polecić przedsiębiorcom to:

  • Zapoznaj się z nowymi procedurami obowiązującymi po 1 stycznia 2021 r.,
  • Zarejestruj się, aby uzyskać numer EORI,
  • Zapoznaj się z koniecznymi deklaracjami i naucz się je wypełniać,
  • Sprawdź, jakie dokumenty celne oraz związane z bezpieczeństwem i certyfikatami powinien posiadać twój przewoźnik oraz twój partner w UK (m.in. MRN, elektroniczne wersje certyfikatów sanitarnych) w momencie wjazdu do Wielkiej Brytanii,
  • Monitoruj kwestie związane z oznakowanymi wymaganymi w Wielkiej Brytanii,
  • Uzgodnij wcześniej obowiązki z agentem celnym, dostawcą usług logistycznych oraz importerem np. złożenie elektronicznego wstępnego powiadomienia o imporcie (EHC), złożenie dokumentów do systemu CHIEF oraz wystąpienie np. o ERN (Entry Reference Number) może być po jego stronie. Importer może również wystąpić o odroczenie płatności VAT. Nie powinieneś wysyłać ładunków bez prenotyfikacji eksportu, gdyż taki ładunek nie opuści portu,
  • Według informacji z Krajowej Agencji Skarbowej, jeżeli przedsiębiorca unijny będzie dokonywał importu do Zjednoczonego Królestwa lub eksportu ze Zjednoczonego Królestwa lub będzie realizował operacje tranzytowe WPT (Wspólna Procedura Tranzytowa) ze Zjednoczonego Królestwa, to będzie musiał posiadać również brytyjski numer EORI, żeby móc złożyć zgłoszenie celne w Zjednoczonym Królestwie.

Ambasada Wielkiej Brytanii zachęca do jak najsprawniejszego zapoznawania się z wytycznymi, które krok po kroku opisane są m.in. na stronie www.gov.uk. Czynności do wykonania przez eksportera do UE znajdziemy również na stronie www.podatki.gov.pl. Istotne informacje dla polskich eksporterów znajdują się również na stronie Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa www.piorin.gov.pl