63% pracowników na home office odczuwa negatywne skutki pracy zdalnej

Badanie: aż 60 proc. pracowników oczekuje od pracodawców większego wsparcia w zakresie zdrowego i aktywnego stylu życia.

Aktywni fizycznie pracownicy rzadziej doświadczają negatywnych skutków pracy zdalnej – aż 79 proc. ćwiczących Polaków wskazuje, że sport poprawia ich samopoczucie i efektywność w pracy. W rezultacie aż 16,6 mln (60 proc.) aktywnych zawodowo mieszkańców Polski oczekuje od pracodawców większego wsparcia w zakresie zdrowia i aktywności fizycznej w czasie pandemii – wynika z najnowszej edycji badania MultiSport Index 2020 przeprowadzonego przez Kantar na zlecenie Benefit Systems.

Utrzymanie zdrowia, efektywności i motywacji pracowników należą do najważniejszych wyzwań, z którymi mierzą się obecnie firmy – negatywne skutki pracy poza biurem dotykają średnio 63 proc. zatrudnionych. Im więcej dni tygodnia przepracowanych w domu, tym wyższy jest ten odsetek. W przypadku osób, które pracują zdalnie 3-4 dni w tygodniu, aż 74 proc. odczuwa negatywne konsekwencje pracy w warunkach domowych. Obecnie, według badania MultiSport Index 2020, aż 40 proc. aktywnych zawodowo Polaków pracuje w warunkach domowych, a 64 proc. z nich przebywa na home office z powodu trwającej pandemii.

Negatywne skutki pracy zdalnej63% pracowników na home office odczuwa negatywne skutki pracy zdalnej 2

Aktywność fizyczna łagodzi negatywne skutki pracy zdalnej

W grupie osób, które są aktywne fizycznie, czyli korzystających z ruchu przynajmniej raz w miesiącu, 42 proc. przyznaje, że nie odczuwa żadnych negatywnych skutków home office. Tymczasem wśród pracowników, którzy nie ćwiczą jedynie 29 proc. deklaruje taką odpowiedź.63% pracowników na home office odczuwa negatywne skutki pracy zdalnej

– Zdrowe nawyki i aktywny styl życia mają także istotny wpływ na sferę zawodową – wspierają efektywne zarządzanie czasem pracy, redukują absencję chorobową czy stres, który jest jedną z wiodących przyczyn wypalenia zawodowego. W czasie pandemii aż 79 proc. ćwiczących Polaków odczuwa pozytywny wpływ ruchu na samopoczucie i produktywność w pracy. Najnowsze badanie MultiSport Index 2020 pokazało, że aktywni pracownicy rzadziej zmagają się z negatywnymi skutkami pracy zdalnej. Największe różnice widoczne są w przypadku problemów zdrowotnych (-15 p.p.), związanych z prawidłowym odżywianiem (-14 p.p) czy też z poziomem stresu (-10 p.p.) – komentuje Emilia Rogalewicz, Członek Zarządu Benefit Systems, firmy będącej twórcą Programu MultiSport.

Z badanie MultiSport Index 2020 wynika, że aż 41 proc. aktywnych fizycznie Polaków odnalazło w sporcie sposób na łagodzenie stresu związanego z pandemią.

– To bardzo dobry trop, ponieważ wysiłek fizyczny sprzyja relaksowi i powoduje wydzielanie hormonów szczęścia, takich jak endorfiny, czy oksytocyna – czyli hormon bliskości. Dzięki aktywności fizycznej możemy wesprzeć nie tylko nasze samopoczucie psychiczne, ale także nasze zdolności poznawcze. Podczas wysiłku pobudzamy pracę mózgu i dotleniamy organizm, w efekcie pamięć czy koncentracja działają sprawniej, a to bezpośrednio wspiera naszą efektywność w czasie wykonywania obowiązków zawodowych – mówi Mateusz Banaszkiewicz, psycholog zdrowia.

Popularność sportowych benefitów

Jednym z najpopularniejszych świadczeń pozapłacowych wspierających aktywność fizyczną są obecnie karty sportowe. Ma do nich dostęp 60 proc. pracowników dużych firm i co czwarta osoba pracująca w Polsce. Drugą najczęściej oferowaną przez pracodawców formą sportowego wsparcia jest infrastruktura rowerowa – np. stojaki na rowery.

Dostępność benefitów pozapłacowych z zakresu sportuDostępność benefitów pozapłacowych z zakresu sportu

Jednocześnie 47 proc. pracowników uznaje, że ich pracodawca nie podejmuje wystarczających działań w obszarze promocji aktywności fizycznej wśród pracowników. 60 proc. zatrudnionych oczekuje od firm większego wsparcia w zakresie zdrowia i sportu, a 75 proc. aktywnych fizycznie pracowników zapewnia, że niezależnie od rozwoju sytuacji epidemicznej, nie zamierza rezygnować z ćwiczeń.

– Tak zdecydowane deklaracje sportowych potrzeb wynikają w dużej mierze z doświadczeń pracowników, nagromadzonych w ostatnich miesiącach. Chęć zadbania o nadwyrężone w okresie pandemii zdrowie fizyczne i psychiczne jest w tej chwili dla Polaków najważniejszą motywacją do ćwiczeń. Możliwość łagodzenia skutków pracy zdalnej poprzez aktywność fizyczną, a także jej wpływ na efektywność pracy, również nie pozostają bez znaczenia. Podczas wiosennego lockdownu, w związku z zamknięciem obiektów sportowych, aż 43 proc. aktywnych fizycznie Polaków ograniczyło częstotliwość treningów. Większość z tych osób bardzo szybko odczuła wpływ zmiany sportowych nawyków na samopoczucie, zdrowie i sylwetkę. Dziś, zgodnie z deklaracjami, wiele osób chce uniknąć ponownych zmian w sportowej rutynie, tym bardziej że w okresie pandemii benefity, takie jak Program MultiSport, dostosowały swoją ofertę do zmiennych warunków. Obecnie umożliwiają podejmowanie aktywności fizycznej zarówno w obiektach sportowych, jak i w warunkach domowych. Użytkownicy chętnie korzystają z tych funkcjonalności, co widzimy m.in. po statystykach odtwarzania treningów online, dostępnych za pośrednictwem platformy kartamultisport.pl  – mówi  Emilia Rogalewicz.

Od początku pandemii z treningów online skorzystało 74 proc. MultiSportowców. W październiku, czyli w momencie ponownego zaostrzenia restrykcji związanych z pracą biurową oraz funkcjonowaniem obiektów sportowych, popularność internetowych treningów wzrosła o ponad 100 proc. w porównaniu z wrześniem bieżącego roku. Użytkownicy Programu MultiSport wciąż korzystają także ze stacjonarnych obiektów sportowych, które działają w różnorodnej formule. Szkoły jogi, szkoły sztuk walki, ścianki wspinaczkowe, korty do tenisa czy squasha działają bez przeszkód, stosując wyśrubowanie wytyczne sanitarne. Działa także część siłowni i klubów fitness, które zgodnie z obowiązującym rozporządzeniem, prowadzą np. zorganizowane zajęcia sportowe pod okiem trenera.  Warto podkreślić, że 94 proc. Polaków, którzy od zakończenia pierwszego lockdownu odwiedzili obiekty sportowe potwierdza, że czuje się w nich bezpiecznie.

Badanie MultiSport Index 2020 „Aktywność fizyczna Polaków wymaga wsparcia” zostało zrealizowane przez Kantar na zlecenie Benefit Systems (twórcy Programu MultiSport) na reprezentatywnej, losowej próbie 1200 Polaków powyżej 18. roku życia (wrzesień 2020), losowej próbie 1000 Polaków powyżej 18. roku życia (kwiecień 2020) oraz losowej próbie 1800 Polaków powyżej 18. roku życia (styczeń 2020). Badania przeprowadzono z wykorzystaniem techniki wywiadu telefonicznego wspomaganego komputerowo (CATI) w dniach od 15 stycznia do 29 stycznia 2020 roku, od 23 do 30 kwietnia 2020 roku oraz od 21 sierpnia do 7 września 2020 roku.

Zaległości firm po pół roku pandemii

O 1,22 mld zł do 34,38 mld zł podwyższyły się zaległości przedsiębiorstw widoczne w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w BIK w drugim i trzecim kwartale. Przyrost zaległości nie przekroczył 4 proc. i był tylko nieznacznie wyższy niż przed rokiem. Tym razem jednak rozłożył się bardzo nierównomiernie pomiędzy sektorami i branżami. Najbardziej ucierpiały te dotknięte ograniczeniami wynikającymi z pandemii: rekreacja (19,1 proc.), turystyka (18,4 proc.) i kultura (13,1 proc.), a wśród dużych sektorów transport. Z wypłacalnością kontrahentów nie jest jednak najgorzej – wynika z badania dla BIG InfoMonitor. Większość firm jest zadowolona z jakości rozliczeń B2B, na negatywny wpływ pandemii wskazuje 18 proc. przedsiębiorstw MSP.

Zaległości firm w pół roku pandemiiW okresie od marca do września w największym stopniu zaległości B2B wzrosły w pierwszym pełnym miesiącu lockdownu. Z puli 1,22 mld zł, o którą podwyższyły się przeterminowane zobowiązania przedsiębiorstw przez pół roku – 0,57 mld zł przypadło na kwiecień, przed uruchomieniem pomocy państwa i wakacji kredytowych. Później było to ok. 130 mln zł miesięcznie, by na koniec września suma zaległości sięgnęła 34,38 mld zł. Mowa tu o nieopłaconych fakturach zgłoszonych przez wierzycieli do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz widocznych w BIK ratach kredytów opóźnionych przez co najmniej 30 dni na kwotę min. 500 zł. Od maja pomogła Tarcza Antykryzysowa, możliwość przełożenia spłaty rat kredytów o 3 lub 6 miesięcy, a także większe zaangażowanie przedsiębiorców w ściąganie należności, poza tym ograniczenie sprzedaży z odroczonym terminem płatności, no i ogólny spadek liczby faktur. Poza tym firmy same z siebie również starały się, o ile to możliwe, płacić na czas, by nie narażać dostawców na utratę płynności finansowej, a siebie na przerwanie łańcucha dostaw. W rezultacie kwota zaległości w okresie pandemii wzrosła o 3,7 proc., czyli niewiele bardziej niż w drugim i trzecim kwartale 2019 r., kiedy było to 3,5 proc. (1,07 mld zł). Ogromne znaczenie ma tu również fakt, że skutki pandemii nie dotknęły równie silnie wszystkich branż, bo jeśli tak by się stało, statystyki z pewnością wyglądałyby dużo gorzej. W kilku przypadkach zaległości nawet stopniały. Zmniejszył je sektor wytwarzający i dostarczający energię, gaz i gorącą wodę, górnictwo, a także obsługa rynku nieruchomości. – Gdyby oceniać sytuację pod kątem zaległości przedsiębiorstw, to widać, że szereg elementów: oszczędności firm, umiejętność zarządzania, pomoc państwa oraz wakacje kredytowe sprawiły, że nie jest tak źle jak można było zakładać. Ostatecznie bowiem wzrost kwoty przeterminowanych płatności, w czasie pierwszych sześciu miesięcy pandemi, był porównywalny do obserwowanego w analogicznym okresie minionego roku. A sytuacja nie jest porównywalna, dlatego niestety należy się obawiać, że z czasem wraz z finalizowaniem wakacji kredytowych i ograniczaniem pomocy państwa przełoży się na problemy w rozliczeniach – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Na koniec września wciąż aktywne wakacje kredytowe miało 29 066 firm (3,12 proc.). Zawieszenie spłaty rat dotyczyło 39 464 linii kredytowych (2,56 proc.) na łączną kwotę 17,8 mld zł (5,5 proc.). W szczytowym momencie tego typu rozwiązanie dotyczyło 88 tys. kredytów o wartości niemal 24 mld zł.

Jeśli chodzi o liczbę firm w kłopotach finansowych, to w stosunku do I kw. tego roku doszło do sporej zmiany, przybyło ponad 6 tys. przedsiębiorstw opóźniających płatności. Łącznie niemal 320,6 tys. przedsiębiorstw (działających, zawieszonych i zamkniętych) ma długi wobec dostawców lub nieuregulowane w terminie raty kredytów. Dla porównania, w zeszłym roku, w okresie od marca do września przybyło 1,9 tys. niesolidnych płatników.

– Należy podkreślić, że nie zawsze kłopoty szybko przekładają się na zaległości. Szczególnie mali przedsiębiorcy długo wahają się, czy informację o długu swojego zleceniodawcy zgłosić do rejestru. Pomijając jeszcze fakt, że część dalej korzystała z zawieszania spłaty rat kredytowych, co daje im większą swobodę w rozliczeniach i pozwala nadal stać po stronie solidnych płatniczo. Pandemia nie uderza też w taki sam sposób w każda branżę, a nawet w poszczególnych branżach dla jednych firm jest większym, a dla innych mniejszym wyzwaniem – tłumaczy Sławomir Grzelczak.

Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK, największe zaległości mają: handel – 8,1 mld zł (23,6 proc. łącznej kwoty opóźnionych zobowiązań), przemysł – 6 mld zł (17,4 proc.), budownictwo – 5,3 mld zł (15,3 proc.) oraz transport – 2,2 mld zł (6,4 proc.). Kwoty ich przeterminowanych zobowiązań w II i III kw. wzrosły od 3,9 do 7,5 proc., w najmniejszym stopniu w przemyśle, następnie w budownictwie i handlu, a najbardziej w transporcie. Tak samo było w zeszłym roku, lecz mniejszy był zakres zmian – od 4,4 proc. do 6,3 proc. Tym razem jednak transportowi, któremu w normalnych czasach również pod względem rozliczeń z partnerami biznesowymi i bankami nie szło najlepiej, dodatkowo płynność finansową pogarsza pandemia. Szczególnie silnie obostrzeniami i zmianą stylu życia dotknięty został przewóz pasażerów. Efekt? Transport odnotował czwarty co do wysokości wzrost zaległości wśród 18 prezentowanych sektorów.
Transport jest również sektorem, w którym najwięcej firm – 9,1 proc. – ma problemy z przeterminowanymi zobowiązaniami. Ryzyko sprzedaży z odroczonym terminem płatności na rzecz firm transportowych przedstawia się więc stosunkowo wysoko. Drugi w tym zestawieniu jest sektor dostawy energii, gazu i gorącej wody, gdzie udział niesolidnych płatników wynosi 8,6 proc., a trzecie górnictwo z 8 proc. odsetkiem opóźniających płatności. Wśród ogółu firm jest to obecnie 5,9 proc., o 0,1 p.p. więcej niż w marcu.Zaległości firm w pół roku pandemii 2020O ile w drugim i trzecim kwartale zeszłego roku na 1,072 mld zł nowych zaległości 0,979 mld zł przypadło na cztery największe sektory: handel, przemysł, budownictwo oraz transport, tym razem ich udział w 1,220 mld zł wyniósł 0,945 mld zł.

W kwocie pozostałych 285 mln zł przeterminowanych zobowiązań sporo waży sektor Działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierająca. Jego przeterminowane zobowiązania podwyższyły się w pół roku o 15,9 proc. (ponad 101 mln zł). Mieści się w tym sektorze m.in. turystyka, która zanotowała wzrost zaległości o 18,4 proc. (15 mln zł), ale także branża wynajmu i dzierżawy, której opóźnione zobowiązania podniosły się o 39,9 proc. (61 mln zł). Absolutnym rekordzistą wzrostów jest bowiem znajdujące się tu wypożyczanie i dzierżawa sprzętu rekreacyjnego i sportowego, gdzie 75 podmiotów na koniec września ma przeterminowane zobowiązania wobec partnerów wyższe o 2199 proc. niż w marcu br. Mocno poszkodowani są także wykonujący fotokopie – ponad 29 proc. wzrostu zaległości (1 mln zł) oraz organizatorzy wystaw, targów i kongresów – 14 proc. (1,9 mln zł).

Nie mniej doświadczony przez wprowadzane obostrzenia pandemiczne sektor Kultura, rozrywka i rekreacja zanotował 15,6-proc. zmianę nieuregulowanych zobowiązań (o ponad 22 mln zł). W tej akurat grupie firm, te zajmujące się twórczością artystyczną i literacką zanotowały 48,3 proc. zmiany, a prowadzące obiekty sportowe – 34,4 proc.

Znacząco, bo o 17,9 proc. (88,8 mln zł) podwyższyły się też nieopłacone na czas zobowiązania rolnictwa.

Na piątą pozycję sektorów z największymi zaległościami awansowała Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna. Po tym jak jego kwota przeterminowanych zobowiązań podwyższyła się o 5 proc., czyli 86,2 mln zł wyprzedził Obsługę rynku nieruchomości. Wśród przedsiębiorstw tego sektora są m.in. agencje PR, fotografowie, tłumacze, projektanci, prawnicy i weterynarze. W ich przypadku nieopłacone na czas faktury i raty wzrosły w pół roku między 8 a 11 proc.

Idące w setki, a nawet tysiące procent wzrosty zaległości w minionych 6 miesiącach dotyczą węższych branż, szczególnie z produkcji przemysłowej. Producenci piwa mają o 1349 proc. (18,6 mln zł) nieopłaconych zobowiązań więcej, producenci zegarków i zegarów o 181 proc. (0,12 mln zł), a producenci maszyn do obróbki gumy lub tworzyw sztucznych oraz wytwarzania wyrobów z tych materiałów o 100 proc. (1,5 mln zł).

W II i III kwartale cztery z 18 sektorów zmniejszyły zaległości. Firmy zajmujące się wytwarzaniem i dostawą energii, gazu i gorącej wody zanotowały spadek rzędu 62,9 proc., górnictwo – 21,5 proc., obsługa rynku nieruchomości – 8,7 proc., a zakwaterowanie i gastronomia, głównie za sprawą wypadających dobrze, jeśli chodzi o terminowość rozliczeń, hoteli i obiektów noclegowych, o 1,4 proc. W ciągu 6 miesięcy zobowiązania hoteli i obiektów noclegowych obniżyły się o 6,6 proc. (73,6 mln zł) do 950 mln zł, podczas gdy w gastronomii wzrosły o 7,5 proc. (48,2 mln zł) do prawie 696 mln zł.

– Dla wielu firm pogorszenie się koniunktury gospodarczej, a szczególnie nałożenie ograniczeń w funkcjonowaniu, wiązało się z koniecznością zamknięcia lub zawieszenia działalności. Nie oznacza to, że ich zaległości zniknęły z rejestrów BIG InfoMonitor, ale taka sytuacja powoduje, że nie odnotowujemy ich przyrostu. Najlepszym przykładem jest Działalność związana z zakwaterowaniem i usługami gastronomicznymi, która na koniec września miała nawet spadek nieuregulowanych zaległości o 1,4 proc., ale to właśnie wśród tych przedsiębiorstw, we wrześniu było najwięcej nowo zawieszonych firm. Jak wynika z danych GUS, to również jedyna kategoria, w której liczba podmiotów wyrejestrowanych przekroczyła liczbę nowych – zauważa Sławomir Grzelczak.

Terminowość płatności B2B a pandemia w badaniu

Zrealizowane na zlecenie BIG InfoMonitor badanie research&grow sprawdziło, jak koronawirus wpłynął na rozliczenia B2B w odczuciu mikro, małych i średnich firm. Wyniki wrześniowej ankiety pokazują, że dla 51 proc. firm jest tak samo dobrze jak przed wybuchem epidemii, a w 6 proc. przypadków nawet lepiej. Ale już 43 proc. firm uważa, że jest równie źle jak było wcześniej lub nawet gorzej. Za pogorszenie ściągalności należności pandemię obwinia niemal co piąte przedsiębiorstwo MSP (18 proc.), a w branży usługowej nawet co czwarte.

Terminowość płatności B2B a pandemia w badaniu

Zakupy świąteczne 2020: Żywność i produkty do domu kupimy w sklepach stacjonarnych, a smartfony, gadżety elektroniczne oraz zabawki nabędziemy online

W tym roku na prezenty, żywność, podróże oraz spotkania z najbliższymi zamierzamy przeznaczyć średnio 1 318 zł, czyli o 29 proc. mniej niż wydaliśmy rok temu. Tegoroczne Boże Narodzenie, ze względu na pandemię, będzie miało wyjątkowy charakter. Dotyczy to także naszych zwyczajów zakupowych. Jak pokazuje kolejna edycja międzynarodowego badania „Zakupy świąteczne 2020”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, 56 proc. Polaków preferuje zakupy w sklepach stacjonarnych, a 44 proc. wskazuje częściej na e-commerce. Decydując się na zakupy internetowe, najczęściej wybieramy platformy typu marketplace i e-sklepy znanych marek.

Ponad połowę z kwoty 1 318 zł pochłoną prezenty, a jedną trzecią żywność i napoje. – Ten rok jest wyjątkowy pod wieloma względami. Pandemia zmieniła nasze zwyczaje zakupowe i prawdopodobnie będzie miało to też odzwierciedlenie w wydatkach świątecznych. Na wzmożony ruch już w listopadzie nastawiły się sklepy internetowe, licząc, że Polacy z rozsądku i w obawie o zdrowie nie będą szturmować sklepów stacjonarnych. Te ostatnie z kolei chcą zrekompensować sobie październikowe i listopadowe tygodnie, podczas których były zamknięte – mówi Agnieszka Szapiel, Menedżer w dziale Konsultingu Deloitte. Wpływ na ostateczne rozłożenie sił pomiędzy e-commerce a sklepami stacjonarnymi będą miały także niedziele handlowe. Za nami już jedna z nich – wprowadzona dodatkowo zgodnie z postulatami handlowców. Przed świętami jeszcze dwa razy będzie można zrobić zakupy w niedzielę – 13 oraz 20 grudnia.

Elektronikę i zabawki kupujemy online

Badanie Deloitte pokazuje, że 56 proc. Polaków, myśląc o bożonarodzeniowym szaleństwie zakupowym, preferuje raczej sklepy stacjonarne, a 44 proc. woli online. Należy jednak zaznaczyć, że w zależności od kategorii produktów proporcje te rozkładają się inaczej.

W sklepach fizycznych kupujemy najczęściej produkty do domu (66 proc.), kosmetyki i perfumy (63 proc.) czy dobra luksusowe (59 proc.). Największa dysproporcja widoczna jest jednak przede wszystkim w kategorii żywność oraz napoje. Aż 83 proc. Polaków uda się po nie do sklepów stacjonarnych, a jedynie 17 proc. kupi je w sklepach internetowych. W grupie ankietowanych powyżej 55 roku życia, odsetek ten sięgnie prawie 90 proc.

Z kolei kanały online najczęściej wybieramy w przypadku elektroniki (telefony komórkowe i akcesoria). W badaniu Deloitte było to odpowiednio 53 i 57 proc. Kategorią, w której Polacy częściej wybiorą e-commerce zamiast wizyty w tradycyjnym sklepie są także zabawki i prezenty związane z hobby (51 proc.). Ci, którzy decydują się na zakup odzieży i obuwia oraz akcesoriów sportowych, sklepy online wskazywali niemal równie często co stacjonarne (47 vs. 53 proc.). Podobnie było w przypadku kart podarunkowych i subskrypcji (49 vs. 51 proc.).

Kobiety na świątecznych e-zakupach

Badanie Deloitte pokazuje, że to kobiety są bardziej otwarte na zakupy internetowe. Ponad połowa z nich (56 proc.) kupi przed świętami odzież i obuwie w Internecie. Taką deklarację złożyło o 19 pp. mniej mężczyzn. Kobiety najczęściej wybierają do tego typu zakupów strony typu marketplace i w równym stopniu sklepy online znanych marek, które prowadzą również sprzedaż stacjonarną. – W niemal wszystkich wiodących kategoriach kobiety częściej niż mężczyźni wybierały e-commerce. W niektórych przypadkach, jak właśnie odzież czy kosmetyki i perfumy różnice te były naprawdę znaczące i sięgały co najmniej kilkunastu procent. Może to oznaczać, że kobiety w Internecie kupują produkty, które znają lub, że korzystają z tego, że obecnie zwroty lub wymiana towarów kupionych w sieci nie stanowi żadnego problemu – wyjaśnia Natalia Załęcka, CMO Advisory Leader, Head of Marketing Transformation, Deloitte.

Niespodzianką nie jest fakt, że bardziej na zakupy internetowe nastawione są osoby młodsze i w średnim wieku. Niemal we wszystkich kategoriach produktowych respondenci po 55. roku życia znacznie częściej niż inni wskazywali sklepy stacjonarne. Było tak nawet w przypadku zakupu smartfonu czy akcesoriów i gadżetów elektronicznych, w których dla ogółu badanych wygrał online. Tymczasem osoby starsze niż 55-letnie także w tych kategoriach częściej wybierały sklepy stacjonarne (57 proc. w przypadku smartfonów i 52 proc. w przypadku akcesoriów elektronicznych).

W e-commerce królują platformy zakupowe

Jeśli już jednak decydujemy się na e-commerce, głównym kanałem wybieranym przez respondentów są strony typu marketplace – tam najczęściej kupujemy m.in. zabawki (65 proc.), akcesoria sportowe (62 proc.) czy kosmetyki i perfumy oraz akcesoria do domu (56 proc). Popularne są także sklepy online znanych marek prowadzące również sprzedaż stacjonarną, w których kupujemy ubrania i buty (36 proc.) oraz dobra luksusowe (25 proc.). – Aplikacje mobilne czy też marketplace w mediach społecznościowych wciąż czekają na swój czas, jeżeli chodzi o udział w koszyku zakupowym. W tej chwili nie przekracza on kilkunastu procent w najpopularniejszych kategoriach. Wyjątkiem są nasze aktywności związane z działalnością charytatywną. Ten sposób przekazywania pieniędzy wybiera aż 38 proc. osób – mówi Bartek Bobczyński, Dyrektor, Deloitte Digital.

Z kolei w przypadku sprzedaży stacjonarnej królują sklepy specjalistyczne, co oznacza, że na zakupy udajemy się zazwyczaj z konkretnym pomysłem na to, co chcemy kupić. Wybór kategorii zakupowej rzadko podyktowany jest impulsem (zwłaszcza gdy chodzi o elektronikę, sport i dobra luksusowe). Z kolei produkty spożywcze kupujemy zarówno w sklepach wielkopowierzchniowych (40 proc.), jak i sklepach lokalnych (38 proc.). W super- i hipermarketach najczęściej zaopatrujemy się także w karty podarunkowe i subskrypcje (28 proc.) oraz zabawki (27 proc.). Z kolei tylko 13 proc. z nas szuka tam produktów luksusowych oraz smartfonów.

Informacje o badaniu:
Badanie online przeprowadzono w dniach 29 października – 4 listopada 2020 roku, wśród blisko 5 tys. respondentów w przedziale wiekowym od 18 do 65 lat. Tegoroczna edycja analizuje dane z pięciu krajów europejskich (Niemcy, Włochy, Polska, Hiszpania i Holandia).

Sklep internetowy – skąd pozyskać wiedzę o e-commerce?

Coraz większa część obrotu handlowego przenosi się do Internetu. Praktycznie każdy biznes może tu znaleźć dodatkowe możliwości dla dalszego rozwoju oraz ekspansji na nowe rynki. Bez względu na to, czy zamierzamy sprzedawać nasze produkty albo usługi lokalnie, czy też marzy nam się sprzedaż w większym zakresie, warto pomyśleć o zapleczu w postaci sklepu internetowego. Dobrze zaprojektowany e-sklep w sieci na pewno wpłynie na nasze postrzeganie w świecie internetowego handlu, a nasze zyski powinny być dzięki temu zdecydowanie większe. Warto uwzględnić ją od razu w naszym biznesowym pomyśle.

  1. E-commerce rośnie w siłę
  2. Książki, które warto przeczytać, by odnieść sukces w e-commerce
  3. Im więcej wiedzy, tym mniej błędów

    1. E-commerce rośnie w siłę

    Branża e-commerce cały czas zyskuje na popularności. Pozwala on bowiem na sprzedaż produktów oraz usług na niespotykaną dotychczas skalę. Odpowiednio zaprojektowany oraz wypromowany sklep internetowy daje szansę na duży zysk w niedalekiej przyszłości. Aby taką witrynę otworzyć, trzeba dysponować dość szeroką wiedzą, która nam to umożliwi. Warto więc skorzystać z różnorodnych źródeł profesjonalnej wiedzy, co pozwoli nam na rozpoczęcie własnego biznesu.

    W tym celu dobrze by było sięgnąć po wartościowe książki e-commerce, w których krok po kroku wytłumaczone są podstawy postępowania w internetowym świecie handlu oraz usług. Pomocą tutaj mogą także służyć profesjonalne blogi oraz vlogi, prowadzone przez ludzi, dla których e-commerce nie ma żadnych tajemnic. Dla tych z nas, którzy mogą sobie pozwolić na większe wydatki, a niekoniecznie mają know-how, jak założyć własny sklep internetowy, są dostępne inne rozwiązania. Można skorzystać z platform sprzedażowych, ułatwiających otwarcie własnego sklepu albo sięgnąć po pomoc specjalistycznych firm, projektujących takie witryny od A do Z. Zwłaszcza to ostatnie rozwiązanie ma sens, gdyż nie musimy się niczym przejmować, bo mamy pewność, że nasz sklep zostanie zorganizowany w najdrobniejszych szczegółach.

    2. Książki, które warto przeczytać, by odnieść sukces w e-commerce

    Przystępując do planu powołania własnej przestrzeni sprzedażowej, warto także się zastanowić, po jakie książki e-commerce wyciągnąć rękę. W tym celu dobrze jest odwiedzić profesjonalne miejsca w Internecie, takie jak np. blog Ekomersiak.pl. Znajdziemy tam całą masę przydatnych porad, dzięki którym na pewno łatwiej będzie nam się poruszać w świecie internetowej sprzedaży. Jeśli chodzi o książki omawiające meandry e-handlu można skorzystać z klasycznych tytułów, takich jak „Nie każ mi myśleć” Steve’a Kruga z 2000 roku, która nic a nic nie straciła ze swojej aktualności, zwłaszcza w kwestiach użyteczności stron sieciowych. Inną pozycją, dla niektórych – podstawową – jeśli chodzi o handel w sieci, jest książka „Dawaj innym szczęście – ścieżka pasji, zysku i celu” autorstwa Tony’ego Hiseha.

    Napisał ją on na podstawie własnych doświadczeń związanych z budową giganta sieciowego, jeśli chodzi o sprzedaż obuwia w USA. Książek tego typu jest nieco więcej, warto więc przejrzeć profesjonalne porady, które pomogą nam w wyborze tych najlepszych pozycji. Nabycie ich nie powinno być większym problemem. Możemy w tym celu skorzystać z księgarni internetowych albo wybrać się do sieciowego antykwariatu, by nabyć nieco taniej używany egzemplarz książki. Bez względu na to w jaki sposób wejdziemy w posiadanie wybranej książki, wiedza którą zyskamy jej dzięki lekturze, będzie pierwszej wody. Odpowiednio zastosowana, powinna przynieść nam określone efekty w praktyce.

    3. Im więcej wiedzy, tym mniej błędów

    Dobrym rozwiązaniem może być tutaj także zasubskrybowanie profesjonalnego bloga o e-commerce, podcastu lub vloga, gdzie będzie można się dowiedzieć jak założyć własny sklep internetowy? To pozwoli nam być na bieżąco z wiadomościami, które na pewno nam się przydadzą. Handel w sieci podlega ciągłym zminaom, co i rusz pojawiają się nowinki, dzięki którym można poprawić to i owo. Zadowolony klient lub klientka, mający możność skorzystania z dobrze urządzonej witryny internetowej, na pewno wkrótce do nas wrócą.

    Ważną sprawą jest także to, że mogą polecić stronę swoim znajomym czy też przyjaciołom. Marketing szeptany w przypadku e-commerce ma duże znaczenie, a w dobie ciągłego rozwoju mediów społecznościowych może nam przynieść dodatkowe zyski. Jeśli zainteresuje nas właśnie ten temat, dobrym pomysłem będzie sięgnięcie po książkę Nira Eyala „Skuszeni”. Lektura tej pozycji uświadomi nam, jak możemy starać się utrzymać użytkowników naszej strony cały czas blisko naszego biznesu. Strategie tego typu są bardzo przydatne w każdym biznesie, a zwłaszcza tym, który swą potęgę buduje w oparciu o sieć.

    Budując nawet najmniejsze przedsięwzięcie warto skupić się na tym, by przynosiło nam ono satysfakcję. Pasja połączona z pracą, generującą zadowolenie oraz zysk, to coś o co warto powalczyć. E-commerce daje możliwości, których nie mieli nasi ojcowie oraz matki. Warto więc przyjrzeć się temu zagadnieniu z bliska oraz wykorzystać wszystko to, co z sobą niesie. Dzięki temu znajdziemy się tam, gdzie zawsze chcieliśmy być.

Przedświąteczne porządki frankowiczów. Polacy chcą się pozbyć uciążliwych kredytów

  • W tym roku na 10 spraw sądowych dotyczących kredytów w szwajcarskiej walucie konsumenci wygrywają średnio prawie 9.
  • Tak wielka przewaga kredytobiorców zachęca kolejne osoby do wytaczania procesów bankom. Sprzyja temu także druga fala pandemii, rosnący i zmienny kurs franka, koniec roku kalendarzowego i sytuacja sądów.
  • Wniosek o zabezpieczenie roszczeń warto złożyć jak najszybciej, bo ze względu na ogromną liczbę pozwów czas oczekiwania na rozprawę jest długi – w sądach brakuje pracowników, na rozstrzygnięcie trzeba czekać nawet dwa i pół roku.

Od końca ubiegłego roku, od wyroku TSUE (Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej) w sprawie Państwa Dziubaków, kredytobiorcy wygrywają z bankami 88 proc. spraw*. Z każdym kolejnym miesiącem tego roku zwiększa się liczba postępowań związanych z kredytami w szwajcarskiej walucie (CHF), jak również procent sporów wygranych przez konsumentów. Ogromne zainteresowanie możliwościami rozwiązania i waloryzowania umów hipotecznych potwierdzają kancelarie prawne specjalizujące się w pomocy frankowiczom.

Liczba zleceń ze strony frankowiczów rośnie z miesiąca na miesiąc. Tylko w październiku w sprawie umów w szwajcarskiej walucie kontaktowało się z nami dwa i pół razy więcej osób niż we wrześniu. Od czerwca mamy aż sześciokrotny wzrost zapytań w sprawie wsparcia frankowiczów w sporach z bankami. Kolejne miesiące przynoszą coraz więcej wygranych w sądach. Wpływa to na decyzje kolejnych kredytobiorców. Spodziewamy się, że do końca roku odnotujemy rekord zapytań w sprawie umów hipotecznych w CHF — mówi Piotr Maciągowski – Prezes Zarządu E-Kancelaria Grupa Prawno – Finansowa sp. z o.o.

Pandemia, wysoki kurs franka i zamykanie spraw pod koniec roku

Wielu Polaków, zachęconych przychylnością sądów chce się pozbyć problemu raz na zawsze. Niepokojące prognozy wysokiego wzrostu kursu franka zapowiadają coraz wyższe raty, a pandemia — jeśli jeszcze tego nie zrobiła — w każdej chwili może przyczynić się do spadku dochodów. Kredytobiorcy nie czekają na lepsze czasy, żeby spłacać kredyt. A koniec roku jest kolejnym impulsem, aby zacząć w tej sprawie działać. Tym bardziej, że wszystko wskazuje, że banki są na przegranej pozycji i same o tym wiedzą – ich rezerwy finansowe przygotowane na wypłaty w toczonych z kredytobiorcami CHF sprawach, to już ponad 4 mld zł.

Jak pozbyć się kredytu we frankach – pierwsze kroki

Najważniejsza jest analiza umowy pod względem klauzul abuzywnych (niedozwolonych) wykonana przez profesjonalną i specjalizującą się w kredytach hipotecznych kancelarią prawną. Wiele umów frankowych zawiera takie klauzule i jest to podstawa do założenia sprawy o unieważnienie kredytu. Na tym etapie lub jeszcze przed nim, warto zgłosić wniosek o zabezpieczenie roszczeń. Podstawą prawną do tego jest art. 755 k.p.c., który mówi o umożliwieniu unormowania praw i obowiązków kredytobiorcy na czas trwania sprawy sądowej. Rozpatrzony pozytywnie wniosek oznacza w praktyce odroczenie spłaty rat zobowiązania na czas procesu. Co więcej, bank nie może w tym czasie wypowiedzieć umowy, a zwykle także zgłosić zadłużenia klienta do BIK-u. Sądy przychylnie rozpatrują te wnioski, a koszt złożenia pisma jest niewielki – wynosi 100 zł.

Jeśli chcemy uzyskać decyzję o zawieszeniu spłaty, trzeba uprawdopodobnić swój interes prawny i konieczność ochrony praw majątkowych – wyjaśnia Piotr Maciągowski z E-Kancelarii – Najważniejsze jest wykazanie, że w umowie z bankiem zawarte są niedozwolone klauzule. Liczą się też spłacone dotychczas raty kredytu. Możliwość otrzymania zabezpieczenia zwiększa się również, gdy klient banku spłacił wartość nominalną zaciągniętej kwoty kredytu.

Wniosek o zabezpieczenie roszczeń warto złożyć jak najszybciej, bo ze względu na ogromną ilość pozwów czas oczekiwania na rozprawę jest długi. W Sądzie Okręgowym w Warszawie, gdzie ze względu na siedziby banków składana jest większość roszczeń, od momentu złożenia pozwu do rozprawy może minąć nawet dwa i pół roku.

Można wygrać już w sądzie I instancji – co można uzyskać na drodze sądowej

Gdy sprawa trafi do sądu I instancji, już tam może mieć swój finał oczekiwany przez konsumenta. Jeśli jednak któraś ze stron wniesie apelację i sprawa trafi do II instancji, również duże szanse na wygraną ma kredytobiorca.

Najwyższą stawką w sporze o hipotekę frankową jest całkowite unieważnienie kredytu. Umowę uznaje się wtedy za nieważną, a nieruchomość przestaje być zabezpieczeniem hipotecznym. Szacunkowe liczby spraw, które przyniosły taki efekt to 75 proc.

Kredytobiorcy walczą też o odfrankowienie zobowiązania. Po wygraniu takiej sprawy umowa kredytowa wciąż obowiązuje, ale nie ma w niej klauzul walutowych niekorzystnych dla klienta. Kredytobiorca może więc ubiegać się o zwrot nadpłaty, która powstała przy płaceniu rat naliczanych według tych klauzul. Natomiast raty, które pozostały do spłacenia, mogą być obniżone, bo nie będą już naliczane zgodnie z dotychczasowymi klauzulami. Odfrankowienie nie zwalnia nieruchomości z zabezpieczenia hipotecznego.

Kto może pomóc

W walce z bankami konsumentów wspiera m.in. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. UOKiK wydaje opinie w poszczególnych sprawach. Od pamiętnego wyroku TSUE wydał ponad 500 takich opinii. Poglądy w sprawach kredytów frankowych wydaje również instytucja Rzecznika Finansowego. Uzyskana z UOKiK i od Rzecznika Finansowego dokumentacja jest cennym narzędziem w sporze sądowym z instytucją bankową. Analizę umowy, zgłoszenie wniosku o odroczenie spłaty rat na czas procesu oraz reprezentowaniem w sądzie zajmują się m.in. kancelarie prawne.

Spraw związanych z umowami frankowymi jeszcze nigdy nie było tak dużo. Stale zwiększamy moce naszego zespoły, żeby sprostać dużej liczbie umów kierowanych do nas do analizy przez frankowiczów. Rozumiemy, że teraz otworzyło się dla nich okno, które daje ogromną jak nigdy do tej pory możliwość uwolnienia się od niekorzystnej umowy kredytowej – dodaje Piotr Maciągowski z E-Kancelarii.

* Dane Stop Bankowemu Bezprawiu

Nowy raport “Logistyka 2040” opisuje trzy scenariusze przyszłości logistyki

Świat, w którym wszechobecna technologia rozwiązała wszystkie bieżące problemy, świat zerowego wzrostu lub świat bez wystarczającej współpracy międzynarodowej. Oto scenariusze przyszłości nakreślone w nowym raporcie „Logistyka 2040” opublikowanym dziś przez FM Logistic CE przy współpracy z ekspertami specjalizującymi się w foresighcie strategicznym z firmy 4CF. Raport zachęca do dyskusji związanej z rozważaniami na temat przyszłości logistyki i jej roli w gospodarce Europy na przestrzeni najbliższych dwóch dekad.

Scenariusze powstały na bazie analizy insightów branżowych, istniejącej literatury naukowej, a także pogłębionych rozmów z ekspertami FM Logistic. Następnie specjaliści z 4CF zdefiniowali 3 możliwe kierunki rozwoju sytuacji na świecie, które będą miały wpływ na sektor logistyki:

  • Świat hi-tech, w którym większość problemów roku 2020 została już rozwiązana dzięki nadzwyczajnemu postępowi technologicznemu. Jest to wizja świata zakładająca ścisłe połączenie produkcji z logistyką. Usługi, jakimi dysponować będą operatorzy logistyczni, będą mocno wyspecjalizowane.
  • Świat “zerowego wzrostu”, w którym gospodarka i społeczeństwo są podporządkowane walce ze zmianami klimatu. Świat ten pokazuje rolę, jaką będą wywierać działania z zakresu zrównoważonego rozwoju i kapitału społecznego na gospodarkę, w tym na operatorów logistycznych. Dzięki zeroemisyjnym systemom transportu logistyka odegra decydującą rolę w rozwoju zielonych miast oraz umożliwi firmom osiągnięcie neutralności klimatycznej.
  • Świat, w którym poziom współpracy międzynarodowej jest niewystarczający, aby z powodzeniem rozwijać się i rozwiązywać najważniejsze problemy globalne. Świat ten jest wizją koncentracji logistyki w rękach najsilniejszych graczy, których przewagą będzie uzyskanie odpowiednich certyfikatów i licencji środowiskowo – operacyjnych. Do 2040 roku firmy logistyczne będą działały w oparciu o koncesje, dzięki czemu tylko największe podmioty będą mogły zaoferować dostęp do wszystkich kanałów dystrybucji oraz e-commerce.

Rynek logistyczny we wszystkich trzech scenariuszach bardzo różni się od tego, co znamy dzisiaj, a dzieli go od naszych czasów zaledwie 20 lat. Scenariusze to panoramiczne spojrzenie na świat przyszłości, ich celem nie jest dawanie wszystkich odpowiedzi. Zamiast tego powinny intrygować i zachęcać do zadawania nowych pytań, które wcześniej nie przyszłyby nam do głowy.

Logistyka wpływa dzisiaj na prawie wszystkie sektory rynku, a jej rozwój jest niemal jednoznaczny ze zmianą w wielu innych obszarach, dla których jest ona istotną częścią działalności operacyjnej i modelu biznesowego. Naszą intencją jest, aby opracowanie “Logistyka 2040” stanowiło wyzwanie dla wcześniejszych założeń, skłaniało do zastanowienia się, jak może rozwijać się handel i logistyka oraz inspirować do poszukiwania innowacyjnych rozwiązań na przyszłość – powiedział Daniel Franke, Managing Director FM Logistic CE.

Scenariusze zawarte w raporcie “Logistyka 2040” nie powinny być traktowane jako prognozy na przyszłość. Są one wariantami przyszłości, które stanowią największe wyzwanie dla operatorów logistycznych i ich klientów. Są to wersje świata przyszłości, które mogą wymagać ogromnych inwestycji, odważnych zmian w modelach biznesowych, nawiązania lub wzmocnienia partnerstwa strategicznego, zdobycia nowych kompetencji i ciągłego rozwoju.

Raport “Logistyka 2040” dostępny jest online pod adresem: link

Luma Automation zwiększa potencjał produkcyjny

Grupa Kapitałowa Luma Automation SA inwestuje w firmy z sektora zaawansowanych technologii produkcji i obróbki metali. Pod koniec listopada zamknęła transakcję nabycia warszawskiej spółki Hydomat.

Powstała w 1966 r. firma jest producentem części tłoczonych oraz narzędzi do obróbki plastycznej m.in. dla branży motoryzacyjnej, gospodarstwa domowego, budownictwa i przemysłu, dla odbiorców zarówno krajowych, jak i zagranicznych.

– Jestem przekonany, że wykorzystanie części metalowych w obsługiwanych przez nas branżach, a szczególnie w tej części Europy,  ma olbrzymie perspektywy rozwoju. Spowodowane pandemią zawirowania na rynku pokazały wyraźnie, że przyszłość należy do tych, którzy mogą zaoferować jak najpełniejszy portfel usług. To odpowiedź na nadmiernie wydłużane i rozdrabniane ostatnimi laty łańcuchy dostaw, które w tym roku stały się przyczyną kryzysu wielu branż – stwierdził Wojciech Derda, prezes zarządu Grupy Kapitałowej Luma Automation.

Dzięki zakupowi warszawskiego przedsiębiorstwa Grupa Luma Automation poszerzy możliwości w usługach tłoczenia, opierając się na synergii z gliwickimi Zakładami Metalowymi Postęp oraz rozwinie kompetencje narzędziowe związane z projektowaniem i wykonywaniem różnego rodzaju tłoczników dla przemysłu. Wśród odbiorców są m.in. duże międzynarodowe korporacje: Valeo, B/S/H/ i Trelleborg.

–  Jako Grupa Kapitałowa chcemy się rozwijać w szeroko rozumianej branży produkcji i obróbki metali. Owszem, zarówno polska, jak i światowa gospodarka funkcjonują w tym roku w szczególnych warunkach, w których wyjątkowego znaczenia nabierają elastyczność i wszechstronność, ale jest to także czas na konsolidację – dodaje prezes W. Derda.

Grupa Kapitałowa Luma Automation inwestuje w firmy, które specjalizują się w zaawansowanych technologiach produkcji i obróbki metali, i wspiera je. Grupa wciąż się rozwija, zarówno organicznie, jak i poprzez akwizycje. Konsolidując rynek małych i średnich firm, stwarza możliwości wzajemnego rozwoju na podstawie synergii w warunkach stabilności finansowej. Obecnie Grupę tworzy pięć spółek: Odlewnia Kutno, odlewnia cynku i aluminium Saga Poland, narzędziownia Luma Tools, ZM Postęp w Gliwicach oraz Hydomat z Warszawy.

Co roku na Boże Narodzenie wycina się miliony drzewek. Rozwiązaniem są coraz popularniejsze wypożyczalnie choinek

Większość Polaków nie wyobraża sobie Bożego Narodzenia bez choinki. Co roku w ramach świątecznej tradycji wycina się w naszym kraju kilka milionów drzewek, bo zdecydowana większość społeczeństwa woli choinki żywe. Każde ścięte drzewko to jednak mniej tlenu, a więcej dwutlenku węgla w atmosferze. Rozwiązaniem może być wypożyczenie świątecznego drzewka, które po Bożym Narodzeniu trafi z powrotem do szkółki. Volvo po raz czwarty rusza z tego typu ekologiczną akcją. Firma przygotowała 1,3 tys. drzewek, a za każdą wypożyczoną choinkę zobowiązuje się zasadzić 10 kolejnych.

Od 17 do 19 grudnia z salonów Volvo będzie można wypożyczyć najpopularniejsze bożonarodzeniowe drzewko, czyli świerk pospolity. To już czwarta edycja akcji „Wypożyczalnia choinek”, a Volvo z każdym rokiem zwiększa jej zasięg – w tym roku firma przygotowała 1,3 tys. choinek, czyli o 100 więcej niż w 2019 roku.

– Każdego roku w Polsce ścina się kilka milionów drzew tylko po to, by służyły nam dwa tygodnie i wylądowały na śmietniku. „Wypożyczalnia choinek” Volvo to akcja, którą prowadzimy po raz czwarty. Namawiamy Polaków, aby nie kupowali ściętych drzew, tylko aby wypożyczyli żywe drzewka w donicach i następnie oddali je naturze – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Stanisław Dojs, PR manager Volvo Car Poland.

Polacy są przywiązani do świątecznych tradycji. Nie wyobrażają sobie Bożego Narodzenia bez łamania się opłatkiem czy prezentów. Z raportu Homebook.pl „Jak Polacy dekorują swój dom na święta?” wynika, że coraz częściej decydujemy się na żywe drzewka. Wybiera je 64 proc. ankietowanych. Tylko 27 proc. deklaruje, że zakupi na święta sztuczną choinkę. W efekcie każdego roku wycina się ok. 6 mln drzewek.

Szacuje się, że jedno drzewo do 25 metrów wysokości usuwa w ciągu dnia tyle dwutlenku węgla, ile emitują dwa jednorodzinne domy, a ok. 60-letnia sosna produkuje tyle tlenu, ile potrzebują trzy osoby. Każde ścięte drzewko oznacza więc mniej tlenu, a więcej dwutlenku węgla.

Naszą akcją chcemy uczulić wszystkich, że swoją postawą można zmienić świat. To zaczyna się właśnie od takich małych gestów, które proponujemy. Możemy drzewko wypożyczyć i ulżyć naturze – mówi Stanisław Dojs.

W akcji wypożyczania choinek weźmie udział większość salonów Volvo, przy zachowaniu wszystkich zasad bezpieczeństwa, które mają zminimalizować ryzyko zakażenia koronawirusem. Jej patronami po raz kolejny zostały organizacja ekologiczna Klub Gaja oraz Ambasada Szwecji w Polsce.

 Aby zwiększyć szansę na przeżycie drzewka, należy otoczyć je troską: podlewać dwa razy w tygodniu, odsunąć od źródeł ciepła, takich jak kominek czy kaloryfer. Pomoże też łagodne, stopniowe przyzwyczajenie drzewa do temperatury, czyli lepiej nie wstawiać go z zimnego dworu od razu do bardzo ciepłego pokoju. Zalecamy też, by choinek mocno nie obciążać – radzi PR manager Volvo Car Poland.

Koncern zobowiązuje się, że za każde wypożyczone drzewko zasadzi 10 kolejnych. Dotychczas w trzech edycjach akcji Volvo wypożyczyło ponad 2 tys. choinek, co przyczyniło się do zasadzenia dwóch lasów z 20 tys. drzewek o łącznej powierzchni ponad 3 ha w nadleśnictwie Cewice oraz w sąsiedztwie Doliny Chochołowskiej.

– Drzewka, które są w donicach, trafiają w zupełnie inne miejsce. To nie są drzewa, za pomocą których dokonuje się nasadzeń w lasach. Te lasy, które odbudowujemy, to najczęściej te, które nawiedziły silne huragany i gdzie drzewa są połamane. Las by się odbudował, ale trwałoby to latami. Dzięki temu, że kupujemy pewną partię sadzonek, malutkich drzewek do 40 cm, to odbudowa odbywa się dużo szybciej – tłumaczy Stanisław Dojs.

Akcja „Wypożyczalnia choinek” to tylko część ekologicznych działań Volvo.

– Do 2025 roku chcemy zmniejszyć ślad węglowy, całą emisję CO2 aż o 40 proc. w porównaniu do emisji z 2018 roku. W ciągu kilkunastu lat chcemy być całkowicie neutralni klimatycznie i równoważyć dwutlenek węgla, który jest emitowany podczas procesu produkcyjnego. Chodzi o to, aby nasza działalność zarówno przemysłowa, jak i biznesowa była bez śladu CO2 dla naszej planety. Akcja „Wypożyczalnia choinek” Volvo doskonale wpisuje się w priorytety firmy – podkreśla PR manager Volvo.

Rozwój sztucznej inteligencji błyskawicznie zwiększa ilość danych. Wybór odpowiednio szybkiej i wydajnej infrastruktury to spore wyzwanie dla firm

Przewiduje się, że za pięć lat ilość danych zwiększy się 10-krotnie. Już dziś pandemia przyspiesza proces zbierania i wykorzystywania danych, a nakładają się na to także rosnące wymagania cyfrowej gospodarki, rozwój sztucznej inteligencji oraz Big Data. To wszystko sprawia, że firmy stanęły przed dużymi wyzwaniami w zakresie infrastruktury IT. Choć sama pandemia i konieczność pracy zdalnej wymusiła zmiany bardziej w zakresie łączności internetowej, narzędzi do komunikacji czy zdalnego dostępu, to obecne wyzwania łączą się także z potrzebą przechowywania i przetwarzania coraz większej ilości danych. Dla firm kluczowy jest bezpieczny i szybki dostęp do nich, a także skalowalność rozwiązań do ich przechowywania.

Pandemia i związana z nią praca zdalna z pewnością wymusza na firmach zmiany w infrastrukturze IT. Najważniejszymi kwestiami były jednak wprowadzenie zmian w systemach zdalnego dostępu, wzmocnienie bezpieczeństwa dostępu, zapewnienie płynności połączeń, szczególnie na spotkaniach online. Istotne jest także zapewnienie platformy do pracy grupowej na dokumentach dla całych zespołów czy działów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Syta, presales manager w GoldenOre.

Z badania przeprowadzonego na zlecenie Gumtree.pl wynika, że przed pandemią SARS-CoV-2 tylko 19 proc. pracowników w Polsce wykonywało swoją pracę głównie w trybie zdalnym, a 29 proc. miało taką możliwość przez kilka dni w miesiącu. Koronawirus zmienił te statystyki. W pierwszych tygodniach marca tysiące polskich pracowników i firm niemal z dnia na dzień musiało przejść w tryb pracy zdalnej. Pod koniec kwietnia ponad 3/4 pracowników umysłowych w Polsce pracowało w tym modelu. Z badania „Odmrażanie pracy” CIONET, Deloitte i VMware wynika z kolei, że blisko 90 proc. firm chce zwiększyć możliwość pracy spoza biura po ustaniu pandemii.

– Popularność pracy zdalnej to dla firm całkiem korzystna sytuacja ze względu na zmniejszenie kosztów obsługi i wynajmu przestrzeni biurowej, dla pracowników to z kolei oszczędność czasu na dojazdach – wskazuje Andrzej Syta. – Do utrzymania pracy zdalnej bardzo istotne jest połączenie internetowe. Nie możemy jednak zapominać o systemach do pracy rozproszonej, odpowiednich narzędziach do komunikacji dla pracowników czy do zarządzania środowiskiem klienta dla administratorów.

– IBM Storage Insight to narzędzie do zarządzania zasobami dyskowymi – dzięki niemu możemy uzyskać lepsze wykorzystanie zasobów, zmniejszyć utylizację przechowywanych danych, mieć pełny monitoring na nowoczesnych dashboardach, a także szybciej reagować na problemy i potencjalne awarie. Storage Insight umożliwia zarządzanie rozwiązaniami różnych producentów. W czasie pracy zdalnej pozwala administratorowi np. na dostęp do jednego panelu sterowania i zarządzanie wszystkimi danymi organizacji z dowolnego miejsca – domu, hotelu czy kawiarni – dodaje Jakub Grzywacz, solution architect w GoldenOre.

Oparte na chmurze IBM Storage Insights umożliwia zdalne monitorowanie pamięci masowej i powiadamianie o zdarzeniach wymagających uwagi. Pracownik z działu IT ma do dyspozycji panel kontrolny, by w odpowiednim czasie podejmować stosowne działania i przesyłać dane szybciej i wydajniej. Można tego dokonywać także zdalnie, co jest istotne zwłaszcza w czasie pandemii koronawirusa. Rozwiązanie w wersji Pro, które tymczasowo IBM udostępnia bezpłatnie wszystkim użytkownikom wersji podstawowej, opiera się na algorytmach sztucznej inteligencji i analizie predykcyjnej.

Firmy coraz chętniej sięgają po rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji i Big Data. Według raportu Instytutu Badawczego Capgemini z lutego br. ponad 50 proc. największych światowych producentów w Europie wdraża co najmniej jedno rozwiązanie z obszaru sztucznej inteligencji. Wymaga ona jednak zbierania i przetwarzania ogromnej ilości danych, co z kolei wymusza na firmach także inwestycje w miejsce do ich przechowywania.

W bardziej skutecznym zarządzaniu danymi w firmie pomagają np. pamięci masowe IBM FlashSystem. Optymalizują infrastrukturę IT i zapewniają w prosty i bezpieczny sposób dostęp do potrzebnych danych w prywatnej chmurze lub środowisku wielochmurowym. Zastosowane w projektach związanych ze sztuczną inteligencją zapewniają wydajność, elastyczność i skalowalność – mówi Jakub Grzywacz.

Ilość danych rośnie w ogromnym tempie. Według dotychczasowych szacunków IDC globalna baza danych miała zwiększyć się z 45 zetabajtów w ubiegłym roku do 175 w 2025 roku. Nowsze prognozy pokazują jednak, że tylko w tym roku na całym świecie zostanie przetworzonych 59 ZB danych. Do tego wzrostu przyczyniła się pandemia COVID-19.

Większa ilość danych to wyzwanie dla firm, które muszą inwestować w dyski i serwery o coraz większej pojemności. Rozwiązaniem może być jednak także kompresja danych.

Rozwiązania IBM FlashSystem są skalowalne, co pozwala na przechowywanie większej ilości danych i dopasowanie ilości i rodzaju pamięci masowej w zależności od potrzeb. Przechowywanie większej ilości danych na mniejszej ilości sprzętu odbywa się z nawet pięciokrotną redukcją danych, szczególnie z wykorzystaniem modułów NVMe FCM oferujących kompresję bez wpływu na wydajność – tłumaczy solution architect w GoldenOre. – Elastyczna i skalowalna platforma o wysokiej wydajności pozwala na łatwe, szybkie wdrożenie i dostosowanie infrastruktury IT naszych klientów do potrzeb zmieniającego się otoczenia – bez wielkich nakładów budżetowych.

Rodzina pamięci masowych FlashSystem składa się z wielu modeli o różnych parametrach, które mogą być dopasowane do potrzeb zarówno małych, jak i dużych firm. W doborze najlepszych rozwiązań do istniejącej infrastruktury IT oraz strategii i budżetu firmy specjalizuje się GoldenOre.

Innowacyjny system zwiększy bezpieczeństwo pociągów Pendolino. Nowatorskie w skali europejskiej rozwiązanie pozwoli przewidzieć awarie i usterki

TrainScanner, czyli innowacyjne urządzenie do oceny i kontroli stanu technicznego pociągów, rozpoczął pracę na stacji techniczno-postojowej PKP Intercity na warszawskiej Olszynce Grochowskiej. Będzie na bieżąco monitorować stan 20 pociągów Pendolino i pozwoli m.in. przewidywać możliwe awarie oraz usterki, jeszcze zanim się pojawią. To zwiększy bezpieczeństwo przejazdów i skróci kosztowne przestoje w pracy składów. Innowacyjne urządzenie, które może posłużyć do każdego rodzaju pociągów, to nowość na skalę europejską.

– TrainScanner jest jednym z najnowocześniejszych urządzeń tego typu na rynku. Jest to nasza kolejna innowacja, krok w kierunku Przemysłu 4.0. To urządzenie jest jedynym na Starym Kontynencie. Podobne mamy tylko w Wielkiej Brytanii, gdzie jest wykorzystywane do serwisowania floty Pendolino w Avanti West Coast – mówi agencji Newseria Biznes Artur Fryczkowski, prezes zarządu i dyrektor zarządzający Alstom w Polsce i na Ukrainie.

TrainScanner, czyli skaner taboru produkcji Alstom, posłuży do obsługi utrzymaniowej 20 pociągów Pendolino, które jeżdżą w barwach PKP Intercity od sześciu lat. Innowacyjne urządzenie już rozpoczęło pracę na stacji techniczno-postojowej PKP Intercity na warszawskiej Olszynce Grochowskiej.

– TrainScanner pozwala na codzienną analizę stanu technicznego taboru, dzięki czemu jesteśmy pewni, że oddajemy pociąg w pełni sprawny – tłumaczy Michał Guzek, dyrektor zarządzający serwisami Alstom w Polsce. – Pociągi codziennie przejeżdżają około 20 tys. km, odwiedzając 34 miasta. Gdy tylko pociąg znajduje się w Olszynce Grochowskiej, przejeżdża przez TrainScanner.

Innowacyjne urządzenie pozwoli na bieżąco kontrolować stan pociągów i przewidywać usterki, zanim się pojawią. Dzięki cyfrowej analizie danych wskaże optymalny moment – z dokładnością do jednej godziny – wymiany komponentów, aby nie dopuścić do ich awarii. To zaś pozwoli uniknąć przestojów, zwiększyć bezpieczeństwo podróżnych i dostępność taboru, a PKP Intercity zapewni dodatkowe oszczędności.

– Czujniki laserowe i kamery sprawdzają integralność poszycia, wózków jezdnych, dokonują pomiarów nakładki pantografu, grubości tarcz hamulcowych i klocków oraz profilu koła. Na podstawie tych pomiarów otrzymujemy automatyczne raporty w postaci liczb i profili 3D – wyjaśnia Michał Guzek.

– Na podstawie tych informacji, przetworzonych cyfrowo, tworzymy następnie bazę danych, która pozwala nam z wyprzedzeniem określić zużycie materiałów i optymalny moment ich wymiany. Dzięki temu zwiększamy dostępność i niezawodność floty – dodaje Artur Fryczkowski.

Zgromadzone dane z podzespołów są przesyłane do platformy Alstom HealthHub, która dzięki specjalnym algorytmom przekształca je w przydatne informacje i oblicza wskaźnik kondycji dla każdego sprawdzanego elementu.

– Z uwagi na to, że pociągi przejeżdżają przez TrainScanner codziennie, doskonale wiemy, kiedy dany element dojdzie do swojego wymiaru granicznego, i w tym momencie go wymienimy – mówi dyrektor zarządzający serwisami Alstom w Polsce.

Eksperci podkreślają, że skuteczne skanowanie jest szczególnie istotne w pociągach kolei dużych prędkości, ale skaner może być wykorzystywany także przy innych rodzajach flot.

– Jedno urządzenie może być zaprojektowane dla kilku różnych rodzajów taboru. I taki jest cel – aby nie świadczyć usług tylko dla jednego typu floty, ale dla wielu. Jest to oferta kierowana dla operatorów i właścicieli taboru, żeby optymalizować jego wykorzystanie i utrzymanie, które ma duży udział w kosztach całego cyklu życia pojazdów – mówi prezes i dyrektor zarządzający Alstom w Polsce i na Ukrainie.

Jak podkreśla, istotne oszczędności na najdroższych komponentach pociągu, takich jak klocki hamulcowe, sprawiają, że inwestycja zwróci się w ciągu 10 lat kontraktu utrzymaniowego z PKP Intercity.