ZPP: Polski rynek aptekarski wymaga zmian. Obecne regulacje mogą ograniczyć dostęp pacjentów do leków

Eksperci oceniają, że w Polsce rynek aptekarski wymaga zmian regulacji, które dziś ograniczają swobodę prowadzenia działalności, a co za tym idzie dostęp pacjentów do leków. Jednym z postulatów części branży jest więc ograniczenie bardzo szerokich kompetencji samorządu aptekarskiego, który reguluje nie tylko kwestie dostępu do zawodu i jego wykonywania, lecz również ma wpływ na regulacje dotyczące rynku. Ze względu na to, że w samorządzie często zasiadają przedsiębiorcy prowadzący apteki, może to prowadzić do konfliktu interesów – podkreślają eksperci Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.  

– Mamy w tej chwili dyskusję dotyczącą kształtu rynku aptecznego w Polsce. Z jednej strony są zwolennicy modelu rynku zamkniętego, w którym najważniejszy jest farmaceuta, natomiast interes pacjenta jest podrzędny. Z drugiej strony jest koncepcja rynku otwartego, w którym farmaceuta traci pewien komfort, natomiast zyskuje pacjent. W ostatnich latach – wskutek wprowadzenia „Apteki dla aptekarza” i coraz bardziej ekspansywnej kampanii samorządu aptekarskiego – zmierzamy niebezpiecznie w kierunku koncepcji rynku zamkniętego. To wbrew trendom funkcjonującym w Europie – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jakub Bińkowski, dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Źródłem konfliktu jest rozbieżność wizji kształtu rynku aptecznego. Jedna ze stron optuje za rynkiem otwartym, konkurencyjnym i propacjenckim. Druga forsuje model rynku zamkniętego i skoncentrowanego na farmaceutach. Przejawem tej drugiej koncepcji jest np. regulacja „Apteka dla aptekarza”, mająca poprawić dostępność aptek na terenach wsi i małych miasteczek, a w efekcie której zlikwidowano ponad tysiąc placówek, w kilkudziesięciu przypadkach będących jedyną w danej okolicy.

– W większości państw funkcjonuje rynek otwarty, a ten zamknięty stanowi regulacyjną skamielinę z przeszłości. Mam nadzieję, że zmienimy ten kierunek, bo na razie mamy do czynienia ze stopniowym zamykaniem rynku aptecznego w Polsce – przekonuje Jakub Bińkowski.

Jak podkreśla, koncepcja zamkniętego rynku aptecznego, która wiąże się ze szkodami dla pacjentów, jest forsowana przez samorząd aptekarski. Ten ma w Polsce znacznie szersze kompetencje niż inne samorządy zawodowe.

– Rola samorządów zawodowych w Polsce, które są usankcjonowane konstytucyjnie, polega na regulowaniu sposobu wykonywania zawodu, wychwytywaniu patologii, pilnowaniu jakości wykonywania zawodu. Niestety bardzo często działania samorządu aptekarskiego wychodzą poza regulację zawodu i starają się regulować rynek. Mamy tu do czynienia z sytuacją, że wielu członków samorządu posiada apteki, a więc jest też przedsiębiorcami. Wielokrotnie w tej sprawie wypowiadał się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który uznał Izbę Aptekarską w pewnych sytuacjach za organizację przedsiębiorców. Powinno być to rozdzielone – mówi Marcin Piskorski, prezes Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET.

W wielu krajach, np. w Wielkiej Brytanii czy Holandii, równolegle z samorządem zawodowym istnieje także urząd regulujący rynek aptekarski. Obie te instytucje działają niezależnie od siebie i nie przenikają się, co zwiększa poziom kontroli.

– W Polsce też powinniśmy do tego dążyć – postuluje Marcin Piskorski. – Tymczasem inspektorem farmaceutycznym w Polsce może zostać tylko farmaceuta, a więc członek korporacji, który z tej korporacji wychodzi, a potem do niej wraca. W przypadku innych zawodów czy innych instytucji nie mamy tak wąskiego zakreślenia. Przykładowo prezesem Urzędu Rejestracji Leków może być farmaceuta bądź lekarz, a minister zdrowia może być ekonomistą. W przypadku Państwowej Inspekcji Farmaceutycznej także powinno być to poszerzone przynajmniej o pozostałe zawody medyczne.

Eksperci ZPP podkreślają, że obecne regulacje – łącznie z modelem funkcjonowania samorządu aptekarskiego – mogą ograniczać rynkową konkurencję i w dużej mierze godzić w interesy pacjentów. Są także barierą w rozwoju otwartego rynku aptecznego w Polsce.

– W ramach rynku aptecznego mamy do czynienia z rozmaitością modeli, w których apteki funkcjonują. Mamy apteki sieciowe, apteki prowadzone w ramach modeli franczyzowych, mamy też grupy zakupowe i rozmaite formy współpracy. Mamy również apteki indywidualne, prowadzone przez jednego farmaceutę, dla którego jest to jedyna placówka, którą dysponuje. Coraz popularniejsze będą te apteki, które będą najlepiej odpowiadały na potrzeby klientów. To od pacjenta powinno zależeć, z którego rodzaju placówki będzie chciał skorzystać i która najlepiej odpowie na jego oczekiwania – mówi Jakub Bińkowski.

Według marcowego raportu IQVIA („Opieka farmaceutyczna w Polsce 2020”) w Polsce na rynku funkcjonuje 12,5 tys. aptek (nie licząc punktów aptecznych). Apteki sieciowe stanowią w tej chwili mniej niż połowę wszystkich placówek w Polsce, a większość sieci aptecznych to polskie małe i średnie przedsiębiorstwa. Tylko dziewięć sieci w skali całego kraju posiada więcej niż 100 aptek.

– W branży aptecznej coraz ważniejsza jest franczyza, bo posiadanie know-how jest szczególnie istotne, a jego zdobycie jest drogie – podkreśla prof. Robert Gwiazdowski, szef Rady Programowej Warsaw Enterprise Institute. – Pojedynczy przedsiębiorcy często nie mają szans na pozyskanie środków finansowych, które pozwoliłyby im zdobyć taką wiedzę, jaką mają ci, którzy prowadzą sieci aptek w różnych miejscach na świecie i wiedzą, w jaki sposób apteka powinna być prowadzona, jak klient powinien być obsługiwany. To szczególnie istotne w dobie, w której coraz większe znaczenie mają usługi farmaceutyczne.

– Pewna przewaga modeli franczyzowych polega na tym, że one pozwalają na połączenie efektu związanego z wykorzystaniem gromadzonego latami know-how i często nowoczesnych rozwiązań z wykorzystaniem znanej marki, ale mogącej dostosować swoją działalność do potrzeb lokalnej społeczności – dodaje dyrektor ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Potwierdzono wpływ neutrin na powstawanie i rozszerzanie się Wszechświata. Może to stanowić przełom w jego symulowaniu

Neutrina rzadko reagują z normalną materią. Dlatego uznawane są za najlepsze przekaźniki zjawisk zachodzących daleko poza naszą galaktyką. Są jednak przy tym stosunkowo mało poznane. Dotychczasowe symulacje komputerowe miały trudności z uchwyceniem wpływu neutrin na powstawanie i wzrost struktury Wszechświata. Badacze z Japonii przedstawili symulacje, które dokładnie obrazują rolę neutrin, przedstawiają funkcję rozkładu ich prędkości i śledzą jej ewolucję w czasie.

Neutrina rzadko reagują z normalną materią, co czyni je świetnymi przekaźnikami zjawisk zachodzących daleko poza naszą galaktyką. Kosmiczne neutrina są generowane przez promienie kosmiczne w źródłach pozagalaktycznych. Przenoszą przy tym ogromne ilości energii. Wskazują na intensywne wydarzenia w kosmosie, takie jak czarne dziury, pulsary, pozostałości supernowych czy aktywne jądra galaktyczne.

Najbardziej energetycznymi neutrinami, jakie kiedykolwiek zaobserwowano, były kosmiczne neutrina przechwycone przez teleskop IceCube – miały energię petaelektronowoltów, czyli tysiąca bilionów elektronowoltów. To olbrzymia ilość energii. Dla porównania typowe neutrino atmosferyczne ma około 1 do 10 bln elektronowoltów. Wielki Zderzacz Hadronów, najpotężniejszy akcelerator cząstek na świecie, rozbija cząstki ze sobą przy ok. 13 bln elektronowoltów.

Choć rola neutrin w procesie powstawania Wszechświata może być ogromna, wiadomo o nich stosunkowo niewiele. Dotychczasowe symulacje komputerowe miały trudności z uchwyceniem ich wpływu na powstawanie i wzrost struktury Wszechświata. Zespół badaczy z Japonii opracował właśnie metodę, która pokonuje tę przeszkodę.

– Wcześniejsze symulacje dotyczące neutrin opierały się na pewnych przybliżeniach, które mogły nie być dokładne – mówi Kohji Yoshikawa, wykładowca na Uniwersytecie Tsukuby. – W naszej pracy uniknęliśmy tych przybliżeń, stosując technikę, która dokładnie przedstawia funkcję rozkładu prędkości neutrin i śledzi jej ewolucję w czasie.

Symulacje są o tyle istotne, że mogą nałożyć ograniczenia na obecnie nieznaną masę neutrin. Jeśli ta wielkość jest ustawiona na określoną wartość, a wyniki symulacji różnią się od obserwacji, można wykluczyć tę wartość. Takim ograniczeniom można ufać jednak tylko wtedy, gdy symulacje są dokładne. Japoński zespół naukowców z Uniwersytetu w Tsukubie rozwiązał układ równań Własowa–Poissona, które opisują sposób poruszania się cząstek we Wszechświecie. Następnie przeprowadził symulacje dla różnych wartości masy neutrin i systematycznie badał ich wpływ na strukturę Wszechświata.

Wyniki symulacji pokazały, że neutrina tłumią skupianie się ciemnej materii. Udowadniają też, że obszary bogate w nie są silnie skorelowane z masywnymi gromadami galaktyk, a efektywna temperatura neutrin znacznie się różni w zależności od masy.

– Nasze odkrycia sugerują, że neutrina w znacznym stopniu wpływają na formowanie się wielkoskalowych struktur, a nasze symulacje dostarczają dokładnych informacji o ich istotnym wpływie na kształtowanie się Wszechświata – przekonuje Kohji Yoshikawa. – Nasze nowe wyniki są spójne z wynikami uzyskanymi w przypadku zupełnie innych podejść do symulacji, co zwiększa ich wiarygodność.

Zdaniem naukowców opracowanie japońskiego zespołu może stanowić przełom w symulowaniu Wszechświata. Może też rozpocząć erę kolejnych badań nad wpływem neutrin na tworzenie innych wielkoskalowych struktur. Nowe symulacje można byłoby wykorzystać do badania dynamiki neutrin i niekonwencjonalnych typów ciemnej materii.

Polska jednym z najlepszych miejsc do rozwoju rynku dronów na świecie. Pomaga w tym także pandemia

Z najnowszego raportu Drone Industry Insights wynika, że Polska jest drugim najbardziej przyjaznym krajem dla rozwoju sektora dronowego i najlepszym miejscem do rozwoju tej technologii w Europie. Wśród 35 przebadanych rynków tylko Singapur uzyskał wyższe noty. Tak  dobra ocena rodzimego sektora branży może przyczynić się do dynamicznego rozwoju bezzałogowych systemów monitoringu, które sprawdzą się zarówno w czasie pandemii, np. przy wykrywaniu dużych skupisk ludzi, jak i po jej zakończeniu.

– W Instytucie Lotnictwa opracowano system do małego wielowirnikowca, który jest w stanie wykrywać duże skupiska ludzi. Bardzo często zdarza się, że ludzie gromadzą się przez przypadek, to może być np. źle wyregulowane przejście dla pieszych. I nikt się nie zorientuje, że są takie miejsca w mieście. Bezzałogowe statki powietrzne mogą latać nad miastem i sprawdzać, gdzie ludzie się gromadzą. Takiego drona można też wyposażyć w głośnik, dzięki któremu można by zwrócić uwagę pieszemu, że nie ma założonej maseczki – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje prof. dr hab. inż. Cezary Galiński, kierownik Zakładu Samolotów i Śmigłowców na Wydziale MEiL Politechniki Warszawskiej

Już na początku pierwszej fali pandemii koronawirusa podjęto pierwsze próby wdrożeniowe systemów zdalnego monitoringu tłumu. Włoski Urząd Lotnictwa Cywilnego dopuścił od 3 kwietnia używanie dronów na szeroką skalę, aby przyspieszyć proces wykrywania potencjalnych ognisk zapalnych i wyłapać osoby, które łamią restrykcje pandemiczne. Drony do monitoringu wykorzystuje również gdańska policja, a włodarze Madrytu i Nicei testowali systemy głosowej kontroli tłumu instalowane na bezzałogowych pojazdach latających.

Tak dynamiczny rozwój branży dronowej w czasie pandemii jest możliwy m.in. dzięki regulacjom prawnym, które ułatwiają inwestowanie w projekty z tego sektora gospodarki.

– Bezzałogowe statki powietrzne będą się rozwijały dość dynamicznie. Sprzyja temu fakt, że pojawiły się przepisy dotyczące ich wykorzystywania, dzięki którym można wszystkie procedury, ubezpieczenia załatwiać w sposób legalny, bardziej kontrolowany i bezpieczny – mówi prof. Cezary Galiński.

Eksperci odpowiedzialni za raport Drone Industry Insights przyznali Polsce najwyższą ocenę za przejrzyste procedury przyznawania uprawnień do obsługi dronów oraz standardy integracji infrastruktury lotniczej. Wysoko oceniono również kompetencje w zakresie HR, czyli odsetek operatorów w społeczeństwie oraz przebieg procesu szkoleniowego.

Polskie władze rozpoczęły proces regulacji rynku na długo przed wejściem w życie rozporządzenia Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego dotyczącego funkcjonowania rynku dronowego, które zaczną obowiązywać od 2021 roku. W Polsce już od 31 stycznia 2019 roku uchwalono przepisy regulujące zasady wykonywania lotów specjalistycznych oraz autonomicznych, które pozwalają na szeroką skalę wykorzystać narzędzia tego typu m.in. w procesie monitoringu powietrznego.

– Najbardziej dynamicznie będą się rozwijały zastosowania związane np. z fotogrametrią, czyli wykonywaniem zdjęć na dużych obszarach. Poczynając od czysto urbanistycznych zastosowań, aż po np. dopilnowywanie różnego rodzaju składowisk materiałów palnych, które czasami mają tendencję do znikania. System bezzałogowy potrafi zrobić bardzo dobrą ortofotomapę, na podstawie której można określić kształt każdego obiektu. W związku z tym od razu wiadomo, czy coś zniknęło, a nawet można znaleźć osobę, która to spowodowała – tłumaczy kierownik Zakładu Samolotów i Śmigłowców na Wydziale MEiL Politechniki Warszawskiej

Z szacunków przeprowadzonych przez Polski Instytut Ekonomiczny wynika, że wartość rynku dronów w 2026 roku wyniesie 3,26 mld zł, a całościowe zyski z rozwoju tej branży mogą sięgnąć 576 mld zł.

Obniżać czy podwyższać podatki? Czesi i Niemcy się cieszą, Polacy płac(z)ą

Obniżanie podatków dochodowych szczególnie dla osób najmniej zarabiających byłoby najlepszym rozwiązaniem dla polskiej gospodarki przy wychodzeniu z kryzysu. Prawdopodobnie pójdziemy jednak inną drogą niż wiele państw.

– Wszędzie widzimy bardzo dużo interwencjonizmu, ale ten przybiera bardzo różną formę – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Są państwa, które chcą decydować nie tylko o tym dokąd trafiają pieniądze, ale też jak mają być wydawane.

Podejścia są różne, są również kraje, które pozostawiają sposób wydawania pieniędzy gospodarstwom domowym i prawom rynku.

W Niemczech od 1 lipca wprowadzono obniżkę podatku VAT. Na obniżkę tego podatku stawiają też Czechy. W tych krajach państwo chce pozostawić więcej pieniędzy w kieszeniach obywateli, aby w ten sposób wspomóc gospodarkę.

Pomysłów jest wiele, a związane są także z podejściem do problemu zwiększonego krajowego deficytu budżetowego.

– W przypadku Polski ten interwencjonizm państwowy jest bardziej scentralizowany, a netto ma dojść do podwyżki podatków – dodaje ekspert XTB. – Jesteśmy jako kraj na podobnym jak Czechy etapie i powinniśmy iść w podobnym kierunku.

Polska podąża swoja własną drogą. U nas dyskusja koncentruje się na roli transferów finansowych i płacy minimalnej, a nie na konsekwencjach obniżaniu podatków obciążających konsumentów.

– Obniżanie podatków dochodowych szczególnie dla osób najmniej zarabiających jest najlepszym rozwiązaniem dla polskiej gospodarki – ocenia P.Kwiecień.

Polacy przeciw upolitycznieniu protestów Strajku Kobiet

Tylko co szósty Polak (17 proc.) uważa, że jeżeli protestujący mają zrealizować swoje postulaty, to na ich czele powinna stanąć partia polityczna – wynika z najnowszego sondażu SW Research, zrealizowanego w dniach 1-3.12.20 na próbie 1100 dorosłych Polaków.

Strajk Kobiet – oddolny ruch społeczny, zainicjowany na skutek kontrowersyjnej decyzji Trybunału Konstytucyjnego, w ciągu 1,5-miesięcznej działalności zmotywował przedstawicieli świata polityki do różnych deklaracji i pomysłów rozwiązania trwającego sporu. Nierzadko próby identyfikacji czy solidaryzowania się z protestującymi kończyły się ostrą wymianą zdań. Niemniej jednak opinia publiczna nieustannie zadaje sobie pytania o przyszłość protestów i polityczne konsekwencje ruchu kobiet.

Z badania SW Research wynika, że co trzeci ankietowany (33 proc.) nie widzi konieczności objęcia przywództwa nad strajkiem przez ugrupowanie polityczne, aby zostały osiągnięte cele protestujących. Najliczniejszą grupę stanowią jednak osoby bez wyrobionego poglądu (37 proc.), a najmniej, bo tylko 13 proc. badanych twierdzi, że nie wie, jakie są postulaty protestujących.

Biorąc pod uwagę genezę protestów, zaskakuje wysoki odsetek niezdecydowanych wśród kobiet – aż 41 proc. z nich deklaruje brak zdania. Odsetek niezdecydowanych rośnie również wraz ze spadkiem poziomu wykształcenia – wśród  z wykształceniem zasadniczym zawodowym niemal co drugi ankietowany (46 proc.) nie potrafi się ustosunkować jednoznacznie wobec kwestii upolitycznienia protestów.

Wśród mężczyzn (16 proc.) znacznie częściej niż wśród kobiet (10 proc.) pojawia się deklarowany brak wiedzy na tematów celów Strajku Kobiet. Widać także wyraźną korelację z wiekiem ankietowanych – wśród 18-24 latków tylko 5 proc. przyznaje, że nie zna postulatów protestujących, podczas gdy w najstarszej grupie badanych, tj. pow. 50 roku życia,  ten odsetek wynosi już 16 proc. Deklarowana nieznajomość postulatów rośnie wraz ze spadkiem poziomu wykształcenia – wśród osób o wykształceniu zasadniczym zawodowym odsetek ten wynosi aż 20 proc.

Najwięcej zwolenników partyjnego przywództwa protestów jest wśród najmłodszej grupy badanych, tj. 18-24 latków – pomysł ten popiera niemal co trzeci badany (31 proc.) z tej kategorii wiekowej.

Mimo, że pytanie w sondażu dotyczyło politycznego kontekstu przyszłości protestów Strajku Kobiet, to po raz kolejny ukazało ono społeczny sceptycyzm wobec angażowania polityki do oddolnych inicjatyw – komentuje Piotr Zimolzak, wiceprezes agencji SW Research.  Na ten moment społeczeństwo nie daje „zielonego światła” żadnej partii do oficjalnego reprezentowania ruchu na arenie politycznej. Przyszłość protestów nie jest jednak jasna, na co wskazuje liczba grupa osób niezdecydowanych. Na tym tle nie sposób jednak nie zauważyć specyfiki młodego pokolenia o bardziej sprecyzowanych poglądach – dodaje Zimolzak.IP Strajk Kobiet

Nota metodologiczna:

Badanie zostało zrealizowane w dniach 1-3.12.2020 r. przez agencję badawczą SW Research na reprezentatywnej próbie n=1110 dorosłych Polaków w ramach badania omnibusowego OmniWatch48.  Metoda: wywiady online, CAWI. Źródło próby: panel badawczy SW PANEL.

Oświadczenie o rynkowości stosowanych cen – ryzyko i metody zabezpieczeń

Przepisy w zakresie cen transferowych w ostatnich latach zmieniają się bardzo dynamicznie. Dlatego też przygotowanie dokumentacji i wypełnienie innych obowiązków w tym zakresie wygląda nieco inaczej w każdym roku. Z początkiem 2019 r. weszły w życie nowe przepisy w zakresie cen transferowych. Istotną dla podatników zmianą było między innymi wprowadzenie modyfikacji do oświadczenia o sporządzeniu dokumentacji cen transferowych poprzez jego rozszerzenie o konieczność deklarowania, że w transakcjach objętych dokumentacją zastosowane zostały ceny rynkowe. Takie oświadczenie będą musieli złożyć w formie elektronicznej wszyscy członkowie zarządu (lub innego organu zarządzającego), jeżeli podatnik był zobowiązany do sporządzenia lokalnej dokumentacji cen transferowych.

Termin na złożenie oświadczenia

Zgodnie z ustawą podatnicy mają czas na sporządzenie oświadczenia o rynkowości stosowanych cen w transakcjach z podmiotami powiązanymi w terminie 9 miesięcy od zakończenia roku obrotowego. W związku z przepisami tzw. Tarczy Antykryzysowej 4.0. termin ten został wydłużony o 3 miesiące. Zatem w przypadku podatników, gdzie rok obrotowy jest równy rokowi kalendarzowemu, termin został przesunięty z 30 września na 31 grudnia 2020 r.

Oświadczenia nie można złożyć w formie papierowej. Należy je podpisać za pomocą podpisu zaufanego lub certyfikatu kwalifikowanego i złożyć w formie elektronicznej za pośrednictwem Elektronicznej Platformy Usług Administracji Publicznej.

Odpowiedzialność

W zakresie odpowiedzialności kierownictwa jednostki dotyczącej powyższego oświadczenia ustawodawca przewidział osobny artykuł w Kodeksie karno-skarbowym. Zgodnie z art. 56c KKS karze podlega ten, kto nie składa właściwemu organowi podatkowemu oświadczenia albo składa je po terminie lub poświadcza informacje niezgodne ze stanem rzeczywistym. Ustawodawca przewidział bardzo wysoką karę grzywny za niedopełnienie powyższych obowiązków w wysokości 720 stawek dziennych, czyli prawie 25 mln zł. Należy zaznaczyć, że kary z tego przepisu można wymierzyć w przypadku działania umyślnego. W przypadku braku złożenia oświadczenia podatnik nie może tłumaczyć się brakiem wiedzy w zakresie przepisów. Z kolei w przypadku złożenia oświadczenia po terminie należy jak najszybciej złożyć oświadczenie wraz z czynnym żalem, który w tym przypadku powinien mieć zastosowanie i pozwoli uniknąć odpowiedzialności. Złożenie oświadczenia niezgodnego ze stanem rzeczywistym jest kwestią wynikającą z ewentualnej kontroli podatkowej, czyli organy podatkowe w pierwszej kolejności muszą wykazać, że oświadczenie jest niezgodne ze stanem rzeczywistym, a osoby zarządzające złożyły je umyślnie. W związku z tym organy zarządzające powinny podjąć odpowiednie działania ograniczające ryzyko w tym zakresie.

Działania ograniczające ryzyko

Dochowanie należytej staranności przy kalkulowaniu cen transferowych pomiędzy podmiotami powiązanymi jest bardzo istotne. W szczególności ma to na celu wykazanie nieumyślności działania poprzez podjęcie szczególnych zasad ostrożności w przypadku tematu cen transferowych. W tym zakresie dobrą praktyką jest przygotowanie spójnej polityki cen transferowych, regulującej zakres transakcji występujących w przedsiębiorstwie oraz sposób określania/kalkulacji cen, a także ryzyka, aktywa i inne niezbędne elementy dokumentacji. Polityka powinna przewidywać także procedury nadzoru oraz kontroli w zakresie kalkulacji cen.

Część przedsiębiorców decyduje się na oddzielne audyty podatkowe w zakresie cen transferowych, prowadzone przez zewnętrznych doradców podatkowych. Rekomendacje audytu winny być przedstawione zarządowi. Powinny być też wdrażane działania ograniczające ryzyko. W zakresie współpracy z doradcami zewnętrznymi można się także zdecydować na certyfikacje, czyli specjalne narzędzie, w którym doradca określi poziom ryzyka w zakresie cen transferowych.

Nieodpłatne świadczenia

Warto zwrócić uwagę na ostatnie stanowisko fiskusa prezentowane w interpretacjach indywidualnych Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 28 lutego 2020 r., 0111-KDIB1-2.4010.495.2019.1.AW, 0111-KDIB1-1.4010.544.2019.1.BK, zgodnie z którym w przypadku osiągania przychodu z nieodpłatnych świadczeń podatnik nie będzie zobowiązany do złożenia wyżej wymienionego oświadczenia, ponieważ w ocenie organu właściwym postępowaniem byłoby ustalenie ceny na warunkach rynkowych. Jeżeli taki pogląd się utrzyma, to rodzi się wątpliwość, co dalej z transakcjami nieodpłatnymi pomiędzy podmiotami powiązanymi. Czy będą one dalej funkcjonowały, czy konieczne będzie każdorazowe ustalanie ceny. Zdaje się jednak, że w tym przypadku organy poszły zbyt daleko, uznając, że w przypadku nieodpłatnego świadczenia nie można złożyć oświadczenia o ustaleniu cen na warunkach rynkowych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Dwie kolejne aplikacje podchorążych WAT wspierają WOT w walce z pandemią

Podchorążowie Wojskowej Akademii Technicznej, skierowani do wsparcia działań Dowództwa Wojsk Oborny Terytorialnej w Zegrzu, opracowali narzędzia informatyczne wykorzystywane w przeciwdziałaniu rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV‑2. To aplikacja meldunkowa oraz portal prezentujący dane przestrzenne realizowanych zadań. Oba rozwiązania wykorzystywane są przez jednostki podległe DWOT.

Aplikacja meldunkowa opracowana przez studentów wojskowych WAT umożliwia monitorowanie wykorzystania zasobów – sił i środków, poszczególnych brygad oraz stanu zdrowia żołnierzy. „Podczas współpracy z Dowództwem Wojsk Obrony Terytorialnej naszym zadaniem było przygotowanie i wdrożenie rozwiązania wspierającego system meldunkowy na szczeblu brygady. Zbierane informacje monitorowały działania żołnierzy WOT w ramach łagodzenia skutków pandemii COVID-19 oraz wzmacniania odporności społecznej na kryzys. Zbudowane rozwiązanie zostało oparte o dostępną w sieci wojskowej infrastrukturę udostępnianą przez firmę Microsoft” – tłumaczą podchorążowie Wydziału Cybernetyki WAT sierż. pchor. Michał Bryła i sierż. pchor. Rafał Huk. Dodatkowo studenci przygotowali instrukcję pozwalającą użytkownikom zapoznać się z prawidłową obsługą aplikacji.
Dwie kolejne aplikacje podchorążych WAT wspierają WOT w walce z pandemią
W ramach uznania za wykonaną pracę, podchorążowie Wydziału Cybernetyki WAT otrzymali podziękowania ze strony Dowództwa Wojsk Obrony Terytorialnej. „Pańskie umiejętności i fachowa wiedza o systemach funkcjonujących we współczesnym środowisku teleinformatycznym zasługują na najwyższe uznanie. Swoją postawą wyznacza Pan pożądany kierunek osobistego rozwoju i właściwego przygotowania do wyzwań stojących współcześnie przed oficerem Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej” – napisali do każdego zaangażowanego w opracowanie aplikacji studenta płk Czesław Perłak, szef Oddziału Wsparcia Dowodzenia i Łączności oraz płk dypl. Arkadiusz Mikołajczyk, szef Sztabu DWOT.

Portal umożliwiający wizualizację udziału żołnierzy w działaniach mających na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się SARS-CoV 2 to kolejne rozwiązanie opracowane przez podchorążych i używane przez Wojska Obrony Terytorialnej. Studenci stworzyli aplikację, która w czasie rzeczywistym daje możliwość integracji danych pochodzących ze wszystkich Brygad Obrony Terytorialnej. Zintegrowane dane są prezentowane w postaci geoportalu z interaktywną mapą. Można na niej odnaleźć informacje nt. aktualnej liczby żołnierzy zaangażowanych w pomoc w szpitalach, punktach poboru wymazów, czy domach opieki społecznej. „Jest to intuicyjne rozwiązanie, które w skuteczny sposób umożliwia wsparcie procesu dowodzenia informacjami przestrzennymi obrazującymi zaangażowanie wojska w przeciwdziałaniu rozprzestrzeniania się wirusa. Aplikacja jest skalowalna i daje możliwość szybkiej integracji z funkcjonującymi w SZ RP rozwiązaniami tego typu” – zaznacza kpt. Marek Wyszyński z Wydziału Inżynierii Lądowej i Geodezji WAT, koordynujący pracę studentów.

Nad aplikacją pracowała grupa czterech podchorążych WAT: dwóch z Wydziału Cybernetyki – plut. pchor. Rafał Szczepański i st. kpr. pchor. Damian Tomasik oraz dwóch z Wydziału Inżynierii Lądowej i Geodezji – sierż. pchor. Michał Słomski oraz st. kpr. pchor. Patryk Szempruch.

„Podchorążowie WAT skierowani do wsparcia utrzymania i rozbudowy systemów teleinformatycznych Dowództwa WOT oraz pomocy w zobrazowaniu wsparcia społeczeństwa przez jednostki podległe dowództwu, w przeciągu niespełna trzech tygodni zdołali zbudować dwa autorskie rozwiązania ułatwiające monitorowanie wykorzystania oraz położenia sił i środków WOT. Jest to dowód na aplikacyjność wiedzy i umiejętności jakie nabywają kandydaci na żołnierzy zawodowych kształceni w Wojskowej Akademii Technicznej. Jesteśmy przekonani, że technologiczna rewolucja jaka następuje w Wojsku Polskim, pozwoli na pełne wykorzystanie kompetencji naszych absolwentów. Z kolei absolwenci WAT nadadzą właściwy kierunek (i zwrot chcąc być precyzyjnym) procesowi transformacji Sił Zbrojnych RP, zdolnych do realizacji swoich konstytucyjnych zadań w dynamicznie zmieniającym się środowisku bezpieczeństwa” – podkreśla ppłk dr inż. Rafał Kasprzyk, zastępca dziekana Wydziału Cybernetyki WAT.

To już kolejne rozwiązania informatyczne opracowane przez podchorążych WAT dla Dowództwa Wojsk Obrony Terytorialnej w ramach działań związanych z zapobieganiem rozprzestrzeniania się wirusa. W marcu br. studenci Wydziału Cybernetyki WAT oddelegowani do służby w DWOT opracowali mobilną aplikację ułatwiającą dotarcie z pomocą do osób pozostających w izolacji.

Rubel najdroższy od października

Ogólnie dobra dyspozycja ropy naftowej i wzrost wydobycia to bardzo dobre sygnały dla Rosji. W rezultacie, nie można się dziwić, że rosyjski rubel jest blisko historycznych maksimów.

Lepsze dane z Niemiec

Wczoraj poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej, która w skali miesiąca rośnie szybciej, niż oczekiwano. Nie zmienia to faktu, że w ujęciu rocznym jest to nadal 2,2% spadku. Dzisiaj do tych danych doszedł lepszy od oczekiwań wynik indeksu ZEW, który przekroczył oczekiwania analityków o imponujące 9,5 pkt, osiągając 55 pkt. W rezultacie, doszło do stabilizacji na głównej parze walutowej świata, pomimo tego, że wczorajsze zachowanie analityków wskazywało na realizację zysków i związaną z tym korektę.

PKB w Unii bez niespodzianek

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat dynamiki PKB w strefie euro. Wynosi ona w skali roku -4,3%, pomimo bardzo dobrego trzeciego kwartału ze wzrostem na poziomie 12,5%. Jak widać, dotychczasowe czarne scenariusze nie realizują się w pełni. Nie można jednak wykluczyć, że kolejne kwartały kryzysu spowodują, że dane będą jeszcze słabsze.

Wzrosty na rublu

Dane z rynku ropy nie pomagają ostatnimi dniami notowaniom ropy. W górę idzie za to rosyjski rubel. Przeważnie waluta ta jest silnie związana z notowaniami ropy. Teraz jednak inwestorzy zwracają uwagę, że spadek cen ropy nie jest na tyle duży, by podwyżka wydobycia nie zrekompensowała tego Rosji. Jest to zatem korzystna informacja dla rynków, z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że od początku roku rosyjski rubel stracił grosz na wartości względem złotego. Nie byłaby to zła wiadomość dla euro, ale tutaj jest to strata z 6 na 5 groszy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Prof. Edward Haliżak: Chiny oczekują ułożenia stosunków z USA na nowych zasadach

Mariusz Marszałkowski/Instytut Jagielloński: Jak może zmienić się polityka USA w stosunku do Chin podczas prezydentury Joe Bidena?

Prof. Edward Haliżak: Przy zmianie władzy prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych mamy zawsze do czynienia ze zmianą i kontynuacją polityki zarazem. Podobnie będzie w stosunku do Państwa Środka. Chiny dla amerykańskiej globalnej strategii są największym wyzwaniem, dlatego że dzięki postępowi w reformach gospodarczych przekształciły swoją gospodarkę w dobrze funkcjonujący organizm i stały się drugą potęgą gospodarczą w świecie. Dzięki temu gospodarka chińska kumuluje duże dochody, które są przeznaczane na realizację globalnej strategii tego państwa. To, co jest najważniejsze dla Ameryki to to, że pod koniec dekady Chiny, jeśli utrzymają obecną dynamikę wzrostu, prześcigną Amerykę pod względem wielkości dochodu narodowego. Perspektywa, że chińska gospodarka będzie numerem jeden, wcale nie jest odległa. To właśnie bardzo martwi Amerykę, ponieważ z tym wiąże się przyszły kształt międzynarodowej strategii Chin.

Jak Stany Zjednoczone postrzegają Chiny?

Chiny postrzegane są jako główny rywal Stanów Zjednoczonych. Nie są widziane jako nieprzyjaciel, a jako rywal. Takie postrzeganie zaczęło się już kształtować w okresie administracji demokratycznej Baracka Obamy. Owa administracja w 2010 roku ogłosiła strategię pivotu, której celem jest ewentualne powstrzymanie Chin jako mocarstwa poprzez niedopuszczenie do utworzenia w rejonie Azji i Pacyfiku wyłącznej strefy wpływu Chin i wyeliminowanie Ameryki z Azji Wschodniej. Taka była istota tej strategii i to będzie kontynuowane. Jednocześnie Stany Zjednoczone nie mogą wyzbyć się elementów współpracy i to jest kluczowa kwestia. Chiny są dla Ameryki jednocześnie rywalem i partnerem. I jakby to nie brzmiało paradoksalnie, jest tak w coraz większej ilości dziedzin. Ameryka zdaje sobie sprawę, że z Chinami można robić interesy. Lobbuje za tym wielki amerykański biznes. Wielkie firmy amerykańskie optują za rozwijaniem współpracy z Chinami, bo tam można zarobić wielkie pieniądze.

Elon Musk, marzyciel, twórca programu kosmicznego jest też właścicielem fabryki samochodów Tesla w Szanghaju, której wydajność zbliża się do 500 tysięcy samochodów elektrycznych rocznie. Technologia jest amerykańska, ale wszystkie elementy są produkowane na miejscu w Chinach. Pół miliona samochodów na rynek chiński i na eksport. Ważne jest, by zwrócić uwagę, że rząd Chin dopłacił do tej inwestycji 20 procent. W związku z tym program Elona Muska jest finansowany z zysków i pieniędzy wypracowanych w Chinach. To jest pewnego rodzaju paradoks, ale taka jest po prostu prawda. Kiedy administracja Donalda Trumpa przystąpiła do wojny handlowej, gospodarczej z Chinami, napotkała opór największych amerykańskich korporacji (w tym Apple), które boją się utraty dostępu do chińskiego rynku. Te przykłady pokazują, że Ameryka ma niełatwy strategicznie wybór. Nie wiadomo na czym dokładnie miałaby polegać strategia: na ile powstrzymywać Chiny, a na ile rozwijać z nimi współpracę. To drugie jest bardzo ważne, ponieważ chodzi o bardzo duże pieniądze. Chiny ogłosiły, że do 2030 roku zamierzają zaimportować towary o wartości 22 bilionów dolarów, ponieważ przestawiają się na inny model gospodarczy, w którym popyt wewnętrzny i import będą odgrywać ważną rolę. Te 22 biliony stoją przed oczyma menadżerów wielkich, amerykańskich korporacji, którzy upatrują szanse na sprzedaż i realizację zysków na wielkim rynku chińskim. To właśnie oni będą wywierać presję na administrację prezydencką, żeby powstrzymywała się przed nakładaniem sankcji, czy też kontynuowaniem wojny handlowej z Chinami.

Jak Chiny patrzą na Stany Zjednoczone po tym resecie i wyborze Joe Bidena? Czym Ameryka jest dla Chin?

Od czasów powstania Chińskiej Republiki Ludowej 1 października 1949 roku komuniści chińscy zawsze bardziej łaskawie spoglądali na Amerykę niż na ZSRR. To są fakty historyczne. Ktoś kiedyś napisał właśnie o tej postawie Chińczyków publikację pt. „Beautiful imperialist”, czyli „Piękni imperialiści”. Tak Chińczycy postrzegają Stany Zjednoczone. W sensie politycznym, strategicznym, a także ze względu na popularność, większość młodzieży chińskiej wybiera studia w Ameryce. To jest 250 tysięcy młodych ludzi, którzy studiują w USA. To wynika z postrzegania pozytywnego. Oczywiście w sferach politycznych, w kręgach decydenckich Ameryka jest postrzegana jako rywal. To negatywne postrzeganie Ameryki nasiliło się w okresie administracji prezydenta Donalda Trumpa, która przystąpiła do nierealistycznej strategii ograniczenia możliwości wzrostu gospodarczego Chin, po to, żeby Chiny nie rozwijały się zbyt szybko i żeby ten moment pościgu za Ameryką maksymalnie wydłużyć. Zatem to negatywne postrzeganie Ameryki się zmieniło, ale Chińczycy jako społeczeństwo generalnie patrzą na Stany Zjednoczone raczej w sposób pozytywny. Chiny nie deklarują, nie określają Stanów Zjednoczonych mianem wroga. Chińczycy mówią, że świat jest zbyt wielki, a Pacyfik i Azja są na tyle pojemne, że jest tam miejsce dla dwóch supermocarstw: dla Chin i dla USA. Władze Chin, decydenci zdają sobie doskonale sprawę z istniejącej jeszcze luki między Chinami, a USA. I ta realistyczna ocena sprawia, że Chiny powściągają się w pewnych reakcjach. Chińscy autorzy, badacze w swoich publikacjach zwracają uwagę na to, że Chiny są jeszcze na dorobku, są w fazie wzrostowej. Wiedzą o tym, że Ameryka nadal ma przewagę nad nimi. Dominuje realistyczna ocena, ale Chińczycy uważają, że nastał czas, aby stosunki między tymi dwoma wielkimi mocarstwami ułożyć na nowych zasadach. Chińczycy podkreślają, że stosunki z USA są dla nich bardzo ważne i traktują je priorytetowo, z największą uwagą i poświęcają temu najwięcej uwagi oraz środków.

Czy wygrana Joe Bidena jest szansą dla, np. Polski do powrotu do relacji z Chinami z poziomu sprzed prezydentury Donalda Trumpa? Czy zmiana w Białym Domu może na to jakoś wpłynąć? Czy może się coś zmienić w stosunkach między Polską a Chinami?

Wpływ stosunków polsko-amerykańskich na stosunki polsko-chińskie da się zidentyfikować, ale nie przeceniałbym tego w sposób znaczący. Po pierwsze między Chinami a USA toczy się wojna technologiczna. W tej chwili to jest jedyna dziedzina, w której obydwa mocarstwa bardzo ze sobą rywalizują. Amerykanie obawiają się wzrostu postępu Chin w tej dziedzinie. Wyścig technologiczny to jest istota współczesnych stosunków. W związku z tym Amerykanie przystąpili do polityki blokady i polityki rugowania chińskich firm technologicznych z rynku światowego. Przykładem jest Huawei. Stany Zjednoczone blokują technologicznie Chiny, ale chcą rozwijać się i robić biznesy w tradycyjnych dziedzinach gospodarki, jak handel, rolnictwo, energetyka, sprzedaż surowców. To jest pewnego rodzaju dwoistość w postawie władz amerykańskich. Można powiedzieć, że Polskę pośrednio ten związek interesów chińsko-amerykańskich blokuje. Amerykanie blokują na całym świecie technologię 5G autorstwa Chin. Nie chcą dopuścić, żeby za pomocą tej technologii zdobyły duży udział w rynku. Chodzi tu o dostęp do danych, ale przede wszystkim o ograniczenie zysków Chin, czyli dochodów, jakie chińska firma może otrzymać z tytułu kontraktów. To są dwa cele wyrugowania Chin. W związku z tym polski rząd w pośredni sposób zasugerował, że chińska firma może dostać kontrakt, ale tylko gdy spełni określone warunki. Jest jeszcze jeden aspekt. Polska poparła Amerykanów, ale nie w bezpośredni sposób. Zostawiliśmy sobie otwartą furtkę do negocjacji w tej sprawie. Myślę, że duży związek z tym ma perspektywa budowania Centralnego Portu Lotniczego, w którym pewnie rozpatruje się także udział kapitału chińskiego. Chińczycy bardzo chętnie zainwestowaliby w taki projekt. Być może są to tylko spekulacje, ale myślę jednak, że coś jest na rzeczy. W momencie kiedy administracja demokratyczna będzie kontynuowała politykę blokady technologicznej z Chinami, ale przy jednoczesnym rozwoju współpracy w innych dziedzinach, zwłaszcza w sprawach klimatu, wówczas wznowiony zostanie dialog amerykańsko-chiński. Może wtedy dojść do spotkań na szczeblu ministrów i przywódców. To z pewnością przełoży się na odważniejsze decyzje naszego rządu w stosunku do Chin. Ożywienie w stosunkach amerykańsko-chińskich w jakimś stopniu przełoży się także na ożywienie relacji polsko-chińskich.

Edward Haliżak, politolog, profesor nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki, wykładowca na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.

Prof. Władysław Teofil Bartoszewski: dyplomata musi być profesjonalistą. Nasze miejsce jest przy głównym stole

Mariusz Marszałkowski: panie profesorze jakimi cechami powinien odznaczać się dobry dyplomata?

Prof. Władysław Teofil Bartoszewski: dyplomacja jest wykonawcą polityki zagranicznej państwa, a ta jest oparta na kontynuacji, dlatego nie może być ona ani rewolucyjna, ani zbyt często zmieniana. Jedną z najlepszych służb dyplomatycznych mają Rosjanie. Służba dyplomatyczna w Rosji powstała za czasów cara Aleksandra I i była stworzona przez księcia Adama Czartoryskiego. W Rosji, a potem w Związku Sowieckim, dyplomacja była utrzymywana na bardzo wysokim poziomie. To znaczy, była (niestety dla nas) skuteczna w realizowaniu celów polityki zagranicznej swego państwa. Dyplomacja musi być kontynuacją tego, co było wcześniej wraz ze zrozumieniem tego, co może się wydarzyć. Dyplomaci z Chin świetnie wiedzą, co zaszło w relacjach między krajem gdzie pracują, a Chinami w ostatnich 30 latach, albo i dłużej. Ważne jest zrozumienie tego, na czym polega interes kraju. Nasza dyplomacja w ciągu ostatnich kilku lat jest niestety w stanie rozpadu. Źle się stało, że od jakiegoś czasu nad względami merytorycznymi zaczęły przeważać względy ideologiczne. Dyplomata musi być profesjonalistą. Nieważne są jego poglądy polityczne. Zaczęliśmy demontować kadrę dyplomatyczną z tego powodu, że rzekomo nie wspierała wystarczająco rządu. A to jest duży błąd, bo poglądy polityczne dyplomatów nikogo nie powinny interesować. Z drugiej strony, dyplomaci nie powinni mieć wystąpień politycznych. Znam dobrze wielu dyplomatów z państw Unii Europejskiej i bardzo często nie wiem, na jakie partie głosowali. Polityka zagraniczna jest długofalowa i pro-państwowa, a nie partyjna i tutaj nie może być mowy o żadnej rewolucji, bo to jest bardzo szkodliwe.

Marszałkowski: jak według pana polska dyplomacja ma się w tej dobie rewolucji nowoczesności?

Bartoszewski: nasze problemy polegają nie tyle na rewolucji nowoczesności, raczej na rewolucji kadrowej, która jest dużym problemem, dlatego, że wyeliminowano z gry wielu doświadczonych dyplomatów. Dyplomata powinien służyć państwu, a nie partii. Jego pracą ma być realizacja zadań, które są wyznaczane przez ministra spraw zagranicznych i premiera. Ważne jest by dyplomata był również sprawny językowo. Są takie ambasady jak np. niegdyś ambasada Szwecji w Warszawie, gdzie wszyscy pracownicy dyplomatyczni – Szwedzi – mówili po polsku. Ambasador powiedział mi, że Polska jest bardzo ważnym partnerem dla Szwecji, dlatego każdy pracownik dobrze znał język polski. Dyplomaci angielscy i rosyjscy, ale i inni, mówią świetnie w wielu, często trudnych językach. Dobrze byłoby, żeby ludzie, których my wysyłamy do różnych ambasad posiadali podobne umiejętności. Płynne mówienie w języku, w którym się przebywa pomaga w osiąganiu sukcesów w dyplomacji, która jest oparta na nieformalnych kontaktach w kraju akredytacji. Dobrym przykładem jest nasz ambasador w Tel Awiwie Marek Magierowski, który w krótkim czasie nauczył się języka hebrajskiego i płynnie się nim posługuje. Tego należy oczekiwać od służby dyplomatycznej. W taki sposób łatwiej jest się zintegrować z miejscową społecznością i rozmawiać o współpracy.

Marszałkowski: czego dyplomata nie powinien robić? I co należy wziąć pod uwagę wykonując tę pracę?

Bartoszewski: jest rzeczą absolutnie niestosowną, aby dyplomaci krytykowali państwo, w którym są akredytowani w sposób publiczny i w mediach. To się niestety zdarza. A to jest rzecz kompletnie niedopuszczalna. Jeżeli chce się ostro zareagować przeciwko jakimś wypowiedziom innego państwa, to robi się to dyskretnie, przy zamkniętych drzwiach. Wtedy osiąga się najlepsze efekty, a nie przy świetle reflektorów. Nigdy nie należy tego robić publicznie, bo to ma odmienny skutek od zamierzonego. Wszystkie ważne sprawy ustala się „po cichu” wówczas można powiedzieć, że taka dyplomacja jest skuteczna. Żaden polski minister spraw zagranicznych nie dostał od MSZ Federacji Rosyjskiej złotego medalu za wyjątkiem mojego ojca – Władysława Bartoszewskiego. Ojciec był bardzo twardy w relacjach z Rosją, ale robił to prywatnie tzn. w gabinecie podczas rozmów ze swoim odpowiednikiem ministrem. Nigdy nie robił tego publicznie. Rosjanie to doceniali, ponieważ oni lubią przewidywalnych i stanowczych przeciwników. Dyplomaci powinni wiedzieć, jakim sposobem osiągnąć cele wyznaczone przez ministra spraw zagranicznych i dlatego muszą świetnie znać państwo, w którym są akredytowani i utrzymywać tam stosunki z całą masą wpływowych ludzi. Dyplomacja jest jedynie narzędziem, by osiągać cele polityki zagranicznej państwa. Z tego powodu, rolą dyplomaty jest również tłumaczenie MSZ, co można realnie osiągnąć, a co nie, bo politycy miewają czasem całkiem nierealistyczne pomysły. Kompletną aberracją jest natomiast krytykowanie przez dyplomatę Polski w państwie, w którym jest akredytowany. To już jest powód do dymisji.

Marszałkowski: jakie cele powinna mieć polska dyplomacja?

Bartoszewski: w naszej dyplomacji nie bardzo wiadomo, jakie są cele, bo MSZ ich nie wyznacza. Wyznacza ją partia polityczna, której prominentni członkowie nie interesują się polityką zagraniczną. Oni chcą rozgrywać politykę wewnętrzną Polski za granicą. To jest kompletne nieporozumienie. Najważniejszym dla Polski państwem w Europie są Niemcy. Niemcy są naszym największym partnerem handlowym, jak również naszym największym sojusznikiem w ramach Unii Europejskiej. Popierali akcesję Polski do NATO oraz UE. Od pewnego czasu staramy się konsekwentnie prowadzić politykę, która jest antyniemiecka. Pojawia się pytanie, co Polska chce przez to osiągnąć? Obecny ambasador Niemiec w Polsce czekał na „agrément” przez trzy miesiące, co jest niespotykane. Ambasador bardzo ważnego i zaprzyjaźnionego z Polską państwa spytał mnie nieformalnie, co chcemy dzięki temu uzyskać od Niemców. Bo w dyplomacji można się czasem zachowywać twardo, a nawet brutalnie, ale tylko po to, żeby coś konkretnego uzyskać. To był przykład, jak się nie prowadzi polityki zagranicznej. Inny przykład z końca października. Jeżeli publicznie nie mówimy o tym, że cały parlament niemiecki zagłosował za specjalnym upamiętnieniem polskich ofiar II wojny światowej, tylko komentujemy jeden negatywny występ w mediach społecznościowych posłanki jednej z partii, to jest to jakieś niezrozumienie co jest naprawdę dla Polski ważne. Naszym celem powinno być utrzymywanie jak najlepszych stosunków z Republiką Federalną Niemiec, by następnie poprawiać nasza pozycję w Unii Europejskiej. Jeśli Niemcy pierwsi występują do Polski z pozytywnym gestem, to powinniśmy to nagłaśniać i wykorzystywać chociażby w naszej polityce historycznej, o której tyle się mówi.

Marszałkowski: w takim razie panie profesorze jak należy budować dobre relacje i trwałe więzi z innymi państwami?

Bartoszewski: na początku poprzedniej kadencji rządu Zjednoczonej Prawicy (2015 rok) był taki przekaz (niepubliczny, ale zakomunikowany służbie dyplomatycznej), że najważniejszymi partnerami w naszej polityce zagranicznej są Stany Zjednoczone i Izrael. I to był bardzo mądry przekaz. Jeżeli mamy dobre stosunki z Izraelem, to bardzo trudno będzie usiłować komuś pogarszać nasze stosunki ze Stanami Zjednoczonymi. I nagle powstała ustawa o IPN, która nie była przemyślanym pomysłem. Wielokrotnie mówiłem o tym publicznie, że taka ustawa nie będzie dla nas dobra. I tak się stało. Popsuły się przez to nasze stosunki z Izraelem, z Diasporą Żydowską na świecie i ze Stanami Zjednoczonymi. Trudno powiedzieć, żeby w taki sposób cele naszej polityki zagranicznej mogły być dobrze realizowane. Prowadzimy politykę zagraniczną od kilku lat wyłącznie ze względu na politykę wewnętrzną, która przynosi nam właśnie takie skutki. Nie możemy patrzeć na reakcje na takie sytuację w kraju, nie patrząc, jakie to będzie miało konsekwencje za granicą. W polityce zagranicznej polska ma swoje interesy niezależnie od tego, kto w danej chwili rządzi krajem. Nie powinno mieszać się polityki krajowej z zagraniczną. Naszym wspólnym interesem jest silna pozycja Polski w Unii Europejskiej, żeby Polska miała dobre relacje: ze Stanami Zjednoczonymi, Niemcami, z Izraelem, z najbliższymi sąsiadami, w tym ze Szwecją oraz aby odgrywała ważną rolę w NATO.

Marszałkowski: na jakich zasadach powinna opierać się nasza współpraca z Niemcami?

Bartoszewski: uchwała Bundstagu z końca października mówiła jasno, że tylko Polska, tak jak i Francja, są i będą centralnymi partnerami Niemiec w Europie. To oznacza, że parlament Niemiec stawia nas na poziomie Francji, która jest najbliższym sojusznikiem Niemiec od kilkudziesięciu lat. To jest szansa na reaktywację Trójkąta Weimarskiego. Jeśli uda nam się odnowić ten sojusz i zacieśnić współpracę z Niemcami oraz Francją, to Polska może na tym tylko zyskać. To zapewnia nam przejście z pozycji średniej wielkości kraju z nie za dużym PKB do roli jednego z decydentów tego, co się będzie działo w Europie. Wzmocni to naszą pozycję w Unii Europejskiej. Te dwa państwa są w stanie przestawić politykę europejską w dowolnym kierunku. W sytuacji, w której mamy po swojej stronie Niemcy i Francję, a także „Grupę Wyszechradzką” (Polska, Czechy, Słowacja, Węgry) oraz dobrą współpracę z państwami bałtyckimi, to wówczas wspólnie decydujemy o losach Europy. To jest bardzo dobra strategia. Za prezydentury śp. prezydenta, profesora Lecha Kaczyńskiego, który bardzo interesował się polityką zagraniczną sytuacja była zgoła inna. Owszem, pojawiły się wtedy problemy z Trójkątem Weimarskim, ale mieliśmy wówczas doskonałe stosunki np. z Izraelem. On się tym bardzo interesował i był bardzo zaangażowany w to, także osobiście. Podczas swojego oficjalnego pobytu w Izraelu prezydent Lech Kaczyński stwierdził, że stolicą Państwa Izrael jest Jerozolima. Dziesięć lat później to samo powiedział prezydent USA Donald Trump. To wywołało pewnego rodzaju zamieszanie dyplomatyczne, ale to było jego prawdziwe odczucie, które wskazywało na jego głębokie zainteresowanie tą problematyką.

Marszałkowski: panie profesorze w takim razie jak należy układać sobie relacje z innymi krajami?

Bartoszewski: z każdym państwem jest zupełnie inaczej. W przypadku Stanów Zjednoczonych trudno jest mówić o relacjach partnerskich. Żadne państwo w Europie nie jest równym partnerem dla Stanów Zjednoczonych. Mówił o tym Zbigniew Brzeziński, który się świetnie znał na polityce amerykańskiej. Polska dla Stanów Zjednoczonych jest przyjaznym krajem o średniej wielkości. Bardzo dobrze, że jesteśmy w dobrych stosunkach, ale partnerem to nie jest dla nich nawet Wielka Brytania, która jest najbliższym wojskowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Polska jest częścią Unii Europejskiej i powinniśmy szukać sojuszników w swoim najbliższym otoczeniu. Wspólnota ze względu na swoją wielkość ma moc m.in. w wymianie handlowej. Jeżeli Polska ma bardzo dobre relacje z Izraelem, który jest najbliższym sojusznikiem USA na Bliskim Wschodzie to mamy automatycznie pewne przełożenie w USA jako sojusznik Izraela. Jest to dodatkowy atut w rozmowach czy w negocjacjach. Zawsze najważniejsze jest szukanie elementów wspólnych. Nie musimy się zgadzać we wszystkim ze wszystkimi państwami w Europie, ale zawsze trzeba szukać tego, co nas łączy i na tym budować oraz załatwiać istotne dla nas interesy, w oparciu o wspólne poglądy czy cele. Tak krok po kroku buduje się zaufanie. Jak się ma większe zaufanie, to pewne nawet sporne rzeczy, jest łatwiej załatwić. I na tym polega właśnie dyplomacja, to trochę taka ciężka zakulisowa praca. Na przykład nasze stosunki z Litwą są obecnie dużo lepsze niż były kiedyś. Podkreślamy i doceniamy, że byliśmy równymi partnerami w Unii Polsko-Litewskiej.

Marszałkowski: to wszystko oznacza, że jest sporo tych dylematów polskiej polityki zagranicznej. Jak postrzega to pan profesor?

Bartoszewski: ogólne cele polskiej polityki zagranicznej są jasno określone i dla większości nie powinny być one kontrowersyjne. Ważna jest kwestia zrozumienia mechanizmu tej polityki. Po pandemii świat zmienił się błyskawicznie. Wszyscy mówili o tym czy Europa powinna być państw narodowych czy może raczej federalizacja. Teraz de facto nastąpiła federalizacja poprzez zaciągnięcie wspólnego długu i do tego się trzeba dostosować. Jest to kolosalna zmiana jakościowa, która stwarza różnego rodzaju możliwości, ale i potencjalne zagrożenia. Dlatego Polska musi dołączyć do głównego stolika, abyśmy mogli współdecydować o naszym losie. Nie możemy być na peryferiach, bo wtedy będą podejmowane decyzje, które są sprzeczne z naszym interesem państwowym. Nasze miejsce jest przy głównym stole. Jest jedno duże niebezpieczeństwo dla nas w tej chwili. To niebezpieczeństwo polega na tym, że część starych państw Unii Europejskiej wolałoby stworzyć Unię tylko wokół strefy Euro, albo jeszcze gorzej, wrócić do koncepcji małej Unii czyli sześciu państw założycieli. Taka sytuacja byłaby dla Polski wielką katastrofą. Muszę także pochwalić poprzedni rząd za podpisanie bilateralnej umowy wojskowej i bezpieczeństwa z Wielką Brytanią. To było bardzo rozsądne z tego powodu, że Wielka Brytania poza Francją to jedyna siła wojskowa w Europie, która ma jakieś znaczenie.

Marszałkowski: czy zdaniem pana profesora dołączenie do „głównego stolika” zapewni Polsce lepszą pozycję w tej globalnej grze?

Bartoszewski: powrót do tego stołu powinien być jednym z priorytetów polskiej polityki zagranicznej. My od tego stołu odeszliśmy na własne życzenie, a teraz mamy możliwość powrotu. Jeżeli odpowiemy pozytywnie propozycje Niemiec i zdecydujemy się na współpracę w ramach Trójkąta Weimarskiego to my automatycznie staniemy się jednym z głównych rozgrywających. Jesteśmy w sytuacji, w której ani Niemcy nie są tak silne jak były, ani Francja nie jest tym samym silnym państwem. Jeżeli oni nas ponownie zapraszają, to powinniśmy to zaproszenie przyjąć i realizować wspólnie nasze interesy. Taka sytuacja zapewni nam możliwość realnego decydowania o naszym losie w Europie i na świecie. Stosując piłkarskie określenia to trzeba przyznać, że Polska powinna grać w Lidze Mistrzów. Co oznacza, że powinniśmy umiejętnie wykorzystywać nasze atuty (intelekt, sprawność), żeby być bardziej znaczący politycznie krajem niż to teoretycznie wynika z naszego poziomu PKB czy ilości mieszkańców. Powinniśmy tak wykorzystywać nasze siły miękkie, żeby grać z największymi partnerami, a nie przez brutalną siłę, której i tak nie posiadamy.

Władysław Teofil Bartoszewski – antropolog, historyk, samodzielny pracownik naukowy Uniwersytetu Oksfordzkiego i Warwick, były konsultant ds. zarządzania, bankowiec, menadżer, współkierownik katedry w Collegium Civitas, poseł na Sejm R.P.