Nauka sposobem na rozwiązanie realnych problemów. Tak uważa coraz więcej Polaków

Znalezienie leku na COVID-19 i nowotwory, ograniczenie zanieczyszczeń powietrza i stosowania plastiku oraz dobre wykształcenie dla kolejnych pokoleń. Aż dziewięciu na dziesięciu Polaków liczy, że to wszystko może zapewnić nam nauka. Dwie trzecie badanych wierzy z kolei, że nauka poprawi jakość ich życia. Tak wynika z najnowszych wyników cyklicznego badania postaw społecznych wobec nauki – State of Science Index.

Od 2018 roku firma 3M pyta ponad 1000 Polaków o ich stosunek do nauki. Badanie State of Science Index jest realizowane jednocześnie w 14 krajach na łącznej próbie 14 tys. osób w wieku powyżej 18 r.ż. W tym roku firma przeprowadziła dwie edycje – przed (sierpień-październik 2019 r.) i podczas (lipiec-sierpień 2020 r.) pandemii COVID-19 w 11 krajach.

Pandemia zwiększyła poziom zaufania do nauki

Z badań wynika, że w okresie pandemii poziom zaufania Polaków do nauki wzrósł z 85 do 90 proc. (dane z okresu sierpień-październik 2019 r. vs. lipiec-sierpień 2020 r.). Największym zaufaniem nauka cieszy się wśród osób z wyższym wykształceniem (95 proc.) oraz w wieku 35-50 lat (94 proc.). W ciągu dwóch lat znaczenie nauki w codziennym życiu Polaków wzrosło niemal o połowę – z 37 do 54 proc. Dostrzegamy rolę nauki w większym stopniu niż np. Brytyjczycy (46 proc.), Niemcy (44 proc.) czy Japończycy (31 proc.).

Od 2018 roku rósł sceptycyzm Polaków do nauki. Pandemia odwróciła ten trend. Podobnie w Niemczech, UK, Japonii i USA – spadki sięgają nawet o 11 p.p. W okresie przed pandemią największymi sceptykami byli Brytyjczycy (40 proc. badanych przyznało się do takiej postawy) i Amerykanie (39 proc.). Poziom sceptycyzmu Polaków spadł w porównaniu do okresu przed pandemii o 7 p.p. i aktualnie znajduje się na poziomie 20 proc.

Nie tylko szczepionka na COVID-19, ale też lek na raka

Pandemia COVID-19 spowodowała, że blisko czterech na pięciu Polaków uważa, że nauka odgrywa kluczową rolę w rozwiązywaniu kryzysów zdrowia publicznego. To ponad trzy czwarte (77 proc.) badanych. Podczas gdy na świecie osiem na dziesięć osób oczekuje od nauki znalezienia leku na COVID-19 (80 proc. respondentów z 11 krajów, w Polsce 73 proc.), Polacy równie mocno liczą na znalezienie skutecznego lekarstwa na istniejące już choroby, takie jak nowotwory złośliwe czy choroby serca (71 proc.).

– Stoimy w obliczu najtrudniejszego kryzysu zdrowotnego w naszym życiu. Świat, który wydawał się coraz bardziej sceptyczny wobec nauki, dzisiaj powoli zaczyna dostrzegać jej znaczenie – mówi Mike Roman, prezes zarządu i dyrektor generalny 3M.

Świeże powietrze priorytetem dla Polaków

Zapewnienie czystego powietrza jest dla Polaków tak samo ważne, jak zapewnienie przystępnej cenowo opieki zdrowotnej (89 proc.). Z raportu State of Science Index wynika, że 92 proc. kobiet oczekuje od państwa działań na rzecz poprawy jakości powietrza. Podobnie myślą Niemcy (80 proc.), Brytyjczycy (86 proc.) czy obywatele Chin (79 proc).

Korporacje powinny stawiać na zrównoważony rozwój

Od korporacji Polacy oczekują zmniejszenia ilości produkowanego plastiku (40 proc.), wykorzystywania odnawialnych źródeł energii do zasilania obiektów (34 proc.), zmniejszenia ilości wytwarzanych odpadów (32 proc.), a także wykorzystywania materiałów pochodzących z recyklingu (28 proc.).

– Od 1972 roku ONZ apeluje, że emisje gazów cieplarnianych mogą spowodować kryzys klimatyczny, którego nie będziemy w stanie kontrolować i który może doprowadzić do katastrofalnych skutków. Od 1992 roku trwa proces klimatyczny prowadzony przez ONZ w oparciu o konsensus naukowy, wskazujący na kluczową rolę człowieka w emisji gazów cieplarnianych i w konsekwencji gwałtownego wzrostu temperatur. Dzięki wiedzy i prowadzonym badaniom wiemy, że mamy czas do 2030 roku, aby zawrócić ludzkość z kursu kolizyjnego i utrzymać wzrost temperatur poniżej 1,5 stopnia Celsiusa. Jeśli nie uda nam się tego dokonać w 2100 roku temperatury będą wyższe o 3,7 stopnia Celsiusa, rozpoczną się wielkie migracje klimatyczne szacowane na poziomie 2 miliardów ludzi. Zacznie się era wojen o wodę, żywność i terytoria, gdzie będzie panować temperatura pozwalająca na funkcjonowanie stałocieplnych ssaków, w tym gatunku homo sapiens – zaznacza Kamil Wyszkowski, Przedstawiciel Krajowy i Prezes Zarządu UN Global Compact Network Poland. – Żeby uchronić przyszłe pokolenia, nasze dzieci, wnuki i prawnuki przed dramatycznymi wyborami trzeba działać tu i teraz. Trzeba wdrożyć porozumienia paryskie z 2015 i 17 Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ. Bez nauki i biznesu to się nie uda – dodaje.

Potrzebujemy umysłów ścisłych, aby to wszystko osiągnąć

Niemal trzy czwarte Polaków (72 proc.) jest skłonnych zgodzić się z twierdzeniem, że najwięcej korzyści przyniosą społeczeństwu osoby z wykształceniem ścisłym w obszarze nauk przyrodniczych, technologii, inżynierii i matematyki, które generują innowacje.

Znaczenie nauki w życiu codziennym dostrzega 54 proc. Polaków, w tym 60 proc. osób w wieku 18-34 lat oraz 62 proc. rodziców. Co piąta osoba (22 proc.) deklaruje jednak, że na etapie szkoły podstawowej zostały one skutecznie zniechęcone do dalszego rozwoju w zakresie nauk ścisłych. Wśród nich 39 proc. stanowią osoby w wieku 18-34 lat. Aż 38 proc. spośród wszystkich przebadanych osób jest zdania, że sugerowano im, iż nie są wystarczająco inteligentni, a 31 proc., że nauka jest dla „geeków” i „nerdów”. W efekcie w Polsce tego typu kwalifikacjami może się pochwalić dzisiaj zaledwie co piąta osoba.

Nauka w teorii jest nudna

Niemal trzy czwarte badanych (74 proc.) oczekuje od państwa zapewnienia lepszego dostępu do kształcenia w zakresie nauk przyrodniczych, technologii, inżynierii i matematyki dla kobiet. Natomiast 45 proc. z nas uważa, że w tworzenie sprzyjających warunków do nauki powinny być zaangażowane firmy i międzynarodowe korporacje.

Równocześnie trzy czwarte badanych wskazuje, że konieczna jest większa motywacja przy nauce przedmiotów ścisłych w szkołach. Połowa badanych (50 proc.) przyznała, że byłaby skłonna do nauki, gdyby lekcje były prowadzone w ciekawszy sposób z uwzględnieniem przykładów z życia codziennego (44 proc.), ukazywania nauki jako sposobu na zmienianie świata (47 proc.), ale także wskazania, jak nauka pozwoli rozwijać się zawodowo (43 proc.).

− Pandemia COVID-19 pokazała nam wyraźnie, jak wiele zawdzięczamy nauce i jak bardzo potrzebujemy naukowców oraz inżynierów, którzy pomogą nam odpowiedzieć na wyzwania dzisiejszego świata. Jako firma oparta na nauce czujemy się odpowiedzialni za komunikowanie roli, jaką innowacyjne rozwiązania odgrywają w naszym życiu – podsumował Alain Simonnet, Dyrektor Zarządzający regionu Europy Wschodniej w 3M.

Badanie State of Science Index realizowane jest jednocześnie w 14 krajach na łącznej próbie 14 tys. osób w wieku powyżej 18 r.ż. W tym roku firma 3M przeprowadziła dwie edycje – przed (sierpień-październik 2019 r.) i podczas (lipiec-sierpień 2020 r.) pandemii COVID-19 w 11 krajach.

Przedstawione poniżej wnioski z najnowszych badań postaw społecznych wobec nauki – State of Science Index dotyczą wyników uzyskanych w Polsce na tle wybranych krajów: Wielkiej Brytanii, Niemiec, Japonii, Chin i Stanów Zjednoczonych.

  1. Badani ufają nauce. Największy odsetek osób, które deklarują taką postawę to Chińczycy (93 proc.), a także Polacy i Brytyjczycy (90 proc.). We wszystkich analizowanych krajach pandemia pozytywnie wpłynęła na poziom zaufania wobec nauki. Największym zaufaniem nauka cieszy się w Polsce wśród osób z wyższym wykształceniem (95 proc.) oraz w wieku 35-50 lat (94 proc.).
  2. Choć badaczom ufamy mniej niż samej nauce, dane pokazują, że pod wpływem pandemii znacząco wzrósł poziom zaufania wobec naukowców – w Polsce o 7 p.p. (dane z okresu sierpień-październik 2019 r. w porównaniu do lipiec-sierpień 2020 r.) i 9 p.p. w porównaniu z wynikami z 2018 r. Aktualny poziom zaufania Polaków do naukowców wynosi 85 proc. i jest wyższy w porównaniu z Japonią o 8 p.p. (77 proc.), ale niższy, niż w Chinach o 7 pp.(91 proc.).
  3. Od 2018 roku rósł sceptycyzm Polaków do nauki. Pandemia odwróciła ten trend. Podobnie w Niemczech, UK, Japonii i USA – spadki nawet o 11 pp. W okresie przed pandemią największymi sceptykami byli Brytyjczycy (40 proc. badanych przyznało się do takiej postawy) i Amerykanie (39 proc.). Poziom sceptycyzmu Polaków spadł w porównaniu do okresu sprzed pandemii o 7 p.p. i aktualnie znajduje się na niskim poziomie 20 proc.
  4. W ciągu dwóch lat znaczenie nauki w codziennym życiu Polaków wzrosło niemal o połowę – z 37 do 54 proc. Dostrzegamy rolę nauki w większym stopniu niż Brytyjczycy (46 proc.), Niemcy (44 proc.) czy Japończycy (31 proc.).
  5. Spora część badanych wierzy w naukę, która jest zgodna z ich osobistymi przekonaniami. Taką postawę wykazują przede wszystkim Chińczycy (49 proc.). Równocześnie w analizowanych krajach widać, że pod wpływem pandemii spadła liczba osób, które przyznają się do takiego sposobu myślenia. W Polsce osiągnięto wyniki na poziomie 43 proc., ale już w Wielkiej Brytanii wynosi on zaledwie 28 proc., a w Japonii jeszcze mniej – 25 proc.
  6. Polacy są przekonani, że trzeba postępować zgodnie z badaniami naukowymi, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa (91 proc.). Najwięcej osób z analizowanych krajów zgadza się z tym stwierdzeniem w Chinach (96 proc.), a najmniej w Niemczech, Japonii i USA (po 90 proc.)
  7. Zdaniem badanych największe wyzwania dziś, pod wpływem pandemii, to dla Polaków znalezienie leku na COVID-19 (73 proc.). Polacy równie mocno liczą na znalezienie skutecznego lekarstwa na istniejące już choroby, takie jak nowotwory złośliwe czy choroby serca (71 proc.). W Japonii to oczekiwanie kształtuje się na poziomie 51 proc., a w Wielkiej Brytanii to 69 proc.
  8. Warto również zwrócić uwagę na wagę problemów związanych z nauką w poszczególnych krajach. Dostęp do edukacji STEM – w Japonii jest mało ważny na tle innych krajów (26 proc. – co może wynikać z tego, że kraj jest b. rozwinięty technologicznie), a w Chinach najważniejszy (62 proc.). Łagodzenie skutków zmian klimatycznych jest istotne dla Niemców (64 proc.), ale o wiele mniej dla Amerykanów (43 proc.).
  9. Większość badanych w każdym z analizowanych krajów uważa, że niedocenianie nauki doprowadzi do negatywnych skutków. Do tego twierdzenia najbardziej przekonani są Chińczycy (89 proc.), a najmniej Japończycy (70 proc.). W Polsce uważa tak 87 proc. badanych. Jedynie co dziesiąty Polak nie zgadza się z tą tezą (13 proc.).
  10. Zdaniem Polaków niedocenianie nauki może szkodzić przede wszystkim środowisku (62 proc.). Tak samo uważają Brytyjczycy i Japończycy (po 79 proc.). Polacy są wśród analizowanych nacji najbardziej przekonani, że konsekwencją może być kryzysy gospodarczy (52 proc.). Z kolei kryzys gospodarczy z niedocenianiem nauki w najmniejszym stopniu wiążą ze sobą Niemcy (33 proc.).
  11. 85 proc. Polaków za wiarygodne źródło informacji o nauce uznają najczęściej naukowców (85 proc.), dokumentalistów (84 proc.), regularnie odwiedzane media (66 proc.) oraz rodzinę i przyjaciół (62 proc.). Najmniej wiarygodnym źródłem o nauce są celebryci (11 proc.), politycy (14 proc.), posty w mediach społecznościowych (24 proc.), strony firmowe (42 proc.), znajomi (39 proc.), urzędnicy zajmujący się ochroną zdrowia (47 proc.). Równocześnie widać, że urzędnicy są bardziej wiarygodni niż politycy, tradycyjne media bardziej niż media społecznościowe, a rodzina i przyjaciele bardziej niż znajomi. Naukowcy są najważniejsi w przekazie – to im najbardziej wierzymy i ich autorytet rośnie. Wyniki pokazują źródła informacji zyskały w Polsce na znaczeniu na przestrzeni ostatnich 3 lat. Celebryci są postrzegani jako najmniej wiarygodne źródło informacji o nauce w Polsce, a politycy są wiarygodni najbardziej w Chinach (76 proc.) oraz Niemczech (29 proc.) i UK (28 proc.). Najbardziej odstają Chiny – tam połowa obywateli ufa celebrytom (50 proc.), ponad trzy czwarte politykom (76 proc.), a urzędnicy (84 proc.) są prawie tak samo wiarygodni, jak naukowcy (90 proc).
  12. Ponad połowa obywateli analizowanych krajów przyznaje, że pod wpływem pandemii chętniej słucha/czyta wiadomości o nauce. W Chinach aż 80 proc. osób. W Polsce to 61 proc., więcej niż w Niemczech (58 proc.) i tyle samo co w UK (61 proc.).
  13. Korporacjom przypisuje się ważną rolę w walce z problemami, które nas otaczają. W Polsce oczekujemy, że firmy zaangażują się w przygotowania kraju na przyszłe pandemie/epidemie (63 proc.), walkę ze zmianami klimatu (53 proc.) i współpracę międzynarodową (43 proc.), która w skali makro będzie zwalczać globalne problemy. Te 3 wyzwania pojawią się także jako top 3 w odpowiedziach badanych z innych krajów. Warto zobaczyć, które priorytety są w największym, a które w najmniejszym stopniu przypisywane korporacjom w analizowanych krajach. Przygotowanie na przyszłe pandemie to priorytet dla dużych firm w opinii Japończyków (74 proc.). Po drugiej stronie osi są Chiny – 50 proc. Współpraca z rządami w celu wspierania polityk, które pomagają rozwiązywać globalne wyzwania (63 proc.) to priorytet korporacji zdaniem Niemców, a najmniej ważny dla Chińczyków (57 proc).
  14. Dwie trzecie badanych (63 proc.) wierzy, że nauka poprawi jakość ich życia w ciągu najbliższych 10 lat. Jednak na tle innych analizowanych krajów nasz wynik jest jednym z najniższych. W Chinach wiara w siłę nauki w dłuższej perspektywie sięga aż 88 proc.
  15. Co piąty Polak twierdzi, że w szkole był zniechęcany do kontynuowania edukacji w obszarze nauk ścisłych (22 proc.), głównie osoby w wieku 18-34 (39 proc.). To zdecydowanie więcej, niż w Japonii (4 proc.), Niemczech (8 proc.) oraz Chinach (9 proc). W Polsce co trzeciej osobie (31 proc.) mówiono, że nauka jest dla „geeków” i „nerdów”, podczas gdy w Japonii taką opinię usłyszało zaledwie 9 proc. uczniów.
  16. Polacy uważają, że inne kraje przykładają większą uwagę do nauki niż ich kraj (61 proc.), podczas gdy wśród Niemców sądzi tak co czwarta osoba (44 proc.).

Link do badania: https://www.3m.com/3M/en_US/state-of-science-index-survey/

Metodologia badania

Badanie State of Science Index zostało przeprowadzone przed pandemią wśród 1000 dorosłych mieszkańców populacji ogólnej (18+) w 14 krajach: Brazylia, Kanada, Chiny, Niemcy, Indie, Japonia, Meksyk, Polska, Singapur, Republika Południowej Afryki, Korea Południowa, Hiszpania, Wielka Brytania i USA.

Badanie w okresie pandemicznym 2020 przeprowadzono wśród 1000 dorosłych mieszkańców populacji ogólnej (18+) w 11 z 14 krajów z badania prepandemicznego w 2020 r. Kraje wyłączone z tego badania to Indie, Meksyk i Republika Południowej Afryki.

Badań w okresie przed pandemią zostały przeprowadzone w okresie sierpień – październik 2019 r., a wyniki w trakcie pandemii w okresie lipiec – sierpień 2020 r.

Od 1 stycznia nowe Warunki Techniczne. Co się zmieni?

1 stycznia z jednej strony żegnamy niefortunny rok 2020, z drugiej – witamy nowe Warunki Techniczne, które modyfikują m.in. wymagania cieplne względem dachów i ścian zewnętrznych budynków. Jak wyglądają zmiany i co oznaczają one w praktyce dla osób budujących lub rozważających budowę domu w niedalekiej przyszłości?

Nadchodząca aktualizacja rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki, stanowi kulminację zmian zapoczątkowanych jeszcze w 2014 roku. W międzyczasie stopniowo podwyższane były wymagania dotyczące standardów energetycznych budynków – tak, aby inwestorom indywidualnym dać odpowiedni bufor czasowy na przystosowanie swoich projektów do obowiązujących standardów.

Osoby, które złożyły wniosek i otrzymały pozwolenie na budowę jeszcze w tym roku, w przyszłym roku będą mogły przystąpić do realizacji swojego projektu w niezmienionym kształcie. Domy i obiekty użyteczności publicznej, na budowę których inwestorzy wystąpią o pozwolenie po 1 stycznia, będą musiały już spełniać nowe, wyższe wymagania, dzięki którym ich zapotrzebowanie na energię będzie niższe. O jakie parametry konkretnie chodzi?

Zatrzymać ciepło w budynku

Charakterystykę energetyczną budynków określa szereg parametrów, jednak tym, który odgrywa kluczową rolę i przekłada się na odczuwalny komfort użytkowników, jest współczynnik przenikania ciepła U. – Parametr określa skuteczność konstrukcji w zapobieganiu ucieczce ciepła na zewnątrz – wyjaśnia Adam Buszko, ekspert firmy Paroc Polska, producenta izolacji budowlanych. – Im mniejsza wartość U, tym lepszą izolację zapewnia dana ściana zewnętrzna lub dach, a im lepsza izolacyjność, tym wyższy komfort cieplny domowników i niższe rachunki za ogrzewanie ­– dodaje.

Jak kształtują się docelowe wymagania dla poszczególnych przegród, prezentuje poniższa tabela.nowe Warunki Techniczne

O ile wymagania izolacyjności dla podłóg na gruncie pozostaną takie same, zmiany dotkną izolacje ścian zewnętrznych i dachów. Jak podkreślają eksperci, są to zmiany uzasadnione. – Średnio poprzez konstrukcję i połać dachową ucieka od 1/4 do nawet 1/3 całości energii przeznaczanej na ogrzewanie – przestrzega Adam Buszko. – Zadbanie o odpowiedni standard energetyczny w tej strefie to nie tylko oszczędność pieniędzy, paliw nieodnawialnych i ewentualnych emisji, lecz także możliwość zagospodarowania cennej przestrzeni na strychu na cele mieszkaniowe – dodaje.

Co to wszystko oznacza w praktyce?

W praktyce obniżenie dopuszczalnych współczynników przenikania ciepła spowoduje zwiększenie minimalnej grubości izolacji ścian zewnętrznych i dachów. Poniższa tabela prezentuje orientacyjny rozkład grubości izolacji, wymaganych dla poszczególnych konstrukcji w poszczególnych latach, w tym docelowe wymagania WT 2021.
wymagania WT 2021

Jak podkreślają eksperci, inwestorzy nie powinni obawiać się znacząco wyższych kosztów budowy. – Jak wynika z obliczeń Stowarzyszenia Producentów Wełny Mineralnej MIWO, zwiększenie minimalnej grubości izolacji ścian zewnętrznych o około 2 cm, a dachów i stropodachów o 4-5 cm zwiększy koszt typowej inwestycji o 1-1,5 promila, co i tak zwróci się w szybkim czasie w postaci niższych kosztów eksploatacyjnych – tłumaczy Adam Buszko.

Oszczędności większe, niż ustawa przewiduje

Bilans kosztów i zysków okazuje się na tyle korzystny, że w ostatnich latach część inwestorów decydowała się wręcz wyprzedzać nadchodzące wymagania, stawiając na optymalną ekonomicznie grubość izolacji. – Ogrzewanie domów jednorodzinnych pochłania niekiedy nawet 80% wszystkich kosztów eksploatacyjnych, dlatego w pierwszej kolejności powinniśmy skupić się na „załataniu” przepuszczających ciepło przegród – podkreśla Adam Buszko. – Inwestorom zalecamy stosowanie wełny kamiennej o grubości 20 cm dla fasad, 30 cm dla poddasza oraz 15 cm dla podłóg. Poprawnie i kompleksowo wykonana termomodernizacja może obniżyć koszty ogrzewania nawet o połowę, a czas zwrotu takiej inwestycji za sprawą niższych rachunków wynosi zazwyczaj 7 lat – podsumowuje ekspert firmy Paroc Polska.

Drugi etap połączenia Przelewy24, Dotpay i eCard

Dalsze zmiany w ramach połączenia czołowych operatorów płatności w Polsce: Przelewy24 i Dotpay: kolejny etap integracji będzie zachodzić na poziomie formalnym, a wszystkie brandy będą dalej obecne na rynku.

W najbliższych tygodniach zakończony zostanie kolejny etap integracji w ramach połączenia Przelewy24 i Dotpay.  W styczniu 2021 roku dopełnione zostaną kwestie formalne integracji Dotpay Sp. z o.o. z PayPro S.A. (działającą pod marką Przelewy24). Marka Dotpay cały czas będzie obecna na rynku, jednak obsługa klientów oraz Merchantów spółki będzie realizowana przez PayPro S.A.

Jest to zamknięcie kolejnego etapu integracji oraz następny krok do umocnienia naszej współpracy w ramach połączonych spółek. Wszelkie działania jakie podejmujemy mają na celu zapewnienie jak najlepszego poziomu obsługi oraz dostarczanie nowoczesnych rozwiązań płatniczych będących odpowiedzią na potrzeby kupujących i sprzedawców–komentuje Jacek Kinecki CCO.

Od samego początku konsekwentnie realizowane są działania zmierzające do ujednolicenia oferty oraz rozbudowania portfolio usług płatniczych w oparciu o know-how operatorów. Wcześniej w tym roku przeprowadzone zostało m.in. wskazanie brandu wiodącego, przebudowa procesów obsługowych i sprzedażowych, odświeżenie stron internetowych Przelewy24, Dotpay i eCard, co również stanowi kontynuację ujednolicenia komunikacji połączonych firm.

Z punktu widzenia klientów sklepów obsługiwanych przez Dotpay w zasadzie nic się nie zmieni. Zachowana zostanie dotychczasowa, dobrze znana formatka płatnicza, a sam brand będzie dalej obecny na rynku. Również Partnerzy Dotpay nie odczują znaczących zmian, bowiem wszystkie usługi płatnicze i systemy administrowania transakcjami zostają zachowane –mówi Michał Bzowy CIO/COO spółki. 

Zmiana formalna procesowana pomiędzy spółkami Dotpay Sp. z o.o., a PayPro S.A. jest kontynuacją konsolidacji serwisów Przelewy24, Dotpay i eCard, która wynika z włączenia w struktury duńskiej grupy Nets – lidera rynku usług płatniczych w krajach nordyckich i regionie DACH (Niemcy, Austria, Szwajcaria).

KNF zatwierdziła Prospekt Answear.com

Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła Prospekt Answear.com S.A. w związku z planowaną Ofertą Publiczną. Spółka ubiega się o wprowadzenie akcji do obrotu na głównym rynku GPW i planuje zakończenie oferty do świąt Bożego Narodzenia. Publikacja Prospektu zaplanowana jest na środę 9 grudnia. Globalnymi koordynatorami oferty, prowadzącymi księgę popytu jest mBank oraz Trigon Dom Maklerski.

Answear.com to wiodąca platforma cyfrowej sprzedaży markowej odzieży, obuwia oraz akcesoriów w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W swojej ofercie posiada około 90 tys. produktów ponad 350 światowych marek. Spółka prowadzi działalność w Bułgarii, Czechach, Polsce, Rumunii, Słowacji, Ukrainie oraz na Węgrzech. Sprzedaż jest zdywersyfikowana geograficznie, żaden z rynków nie stanowi więcej niż 30 proc. udziału w całkowitych przychodach.

Cieszymy się z zatwierdzenia Prospektu. W ciągu najbliższych dni rozpocznie się Oferta Publiczna Answear.com. Jesteśmy przekonani, że to dobry moment, by wejść na giełdę. Zarówno biorąc pod uwagę rozwój naszej firmy, jak i obecne warunki rynkowe. Do świąt Bożego Narodzenia planujemy zakończyć ofertę. Z kolei w pierwszych dniach stycznia 2021 r. spodziewamy się pierwszego dnia notowań akcji. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Spółka planuje dalszą ekspansję zagraniczną. Do 2024 r. zamierza wejść do 11 nowych rynków i być obecną praktycznie w każdym kraju Europy Środkowo-Wschodniej. W porównaniu z Europą Zachodnią są to dynamicznie rosnące rynki, z niską penetracją e-commerce i niższym kosztem dotarcia do klienta.

Mamy ambicję być liderem wśród e-commerce sprzedających modę w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, posiadającym szeroką ofertą produktową, w tym bogatą paletę marek premium, które pozytywnie wpływają na wartość koszyka i rentowność. Dodatkowo chcemy dalej rozwijać naszą markę własną Answear LAB, dzięki której jesteśmy w stanie generować relatywnie wysokie marże. Środki pozyskane z IPO z pewnością przybliżą nas do realizacji tych celów. – dodaje Krzysztof Bajołek.

Answear.com za ostatnie 12 miesięcy (liczone do końca września 2020 r.) odnotował 369 mln zł przychodów oraz 23,4 mln zł EBITDA. Listopad był rekordowym miesiącem, w którym Spółka osiągnęła o ponad 60 proc. większe wyniki sprzedaży w porównaniu do analogicznego miesiąca poprzedniego roku. Pozwala to spółce z dużym optymizmem patrzeć na wyniki za IV kw., który z reguły jest najlepszy w branży odzieżowej.

Na środę 9 grudnia planowane jest opublikowanie Prospektu na stronie internetowej Spółki https://answear.com/relacje-inwestorskie

Oferta Publiczna Answear.com związana będzie z emisją nowych akcji oraz sprzedażą do 50 proc. Pakietu akcji przez fundusz MCI Capital (MCI. TechVentures 1.0). Główny akcjonariusz Spółki, powiązany z prezesem Krzysztofem Bajołkiem oraz członkiem rady nadzorczej Arkadiuszem Bajołkiem, nie będzie uczestniczył w transakcji.

Globalnymi Koordynatorami oferty, prowadzącymi księgę popytu jest mBank oraz Trigon Dom Maklerski. Doradcą prawnym Spółki w tym procesie jest Kancelaria Prawna Dubiński Jeleński Masiarz i Wspólnicy. Audytorem Spółki jest Grant Thornton.

W Warszawie powstaną dwa nowe projekty PRS

Firma Heimstaden Bostad została partnerem inwestycyjnym Eiffage Immobilier Polska i w ramach współpracy sfinansuje budowę, a następnie zostanie właścicielem dwóch projektów mieszkaniowych zlokalizowanych w Warszawie, które dostarczą ok. 640 apartamentów na instytucjonalny wynajem. W procesie poszukiwania inwestora firmie Eiffage Immobilier Polska doradzała firma Savills. Przybliżona wartość transakcji wynosi 65 milionów euro.

Pierwsza nieruchomość liczyć będzie ponad 15 000 m kw. i powstanie na Mokotowie. Termin ukończenia przewidziany jest na pierwszy kwartał 2023 roku. W ramach inwestycji powstać ma również zaplecze handlowo-usługowe i siłownia dla mieszkańców. Drugi projekt zlokalizowany będzie na Pradze Północ. Termin oddania liczącego ok. 8000 m kw. obiektu planowany jest na pierwszy kwartał 2022 r.

„Cieszymy się, że mogliśmy doradzać firmie Eiffage Immobilier Polska w tej transakcji i gratulujemy firmie Heimstaden Bostad nabycia pierwszych aktywów na polskim rynku. W Polsce rośnie popularność rynku najmu nieruchomości mieszkaniowych, co stwarza dobre perspektywy do rozwoju najmu instytucjonalnego” – mówi Kamil Kowa, członek zarządu i dyrektor działu Corporate Finance & Valuation w Savills w Polsce.

„Nieruchomości mieszkaniowe okazały się jednym z najbardziej odpornych sektorów na negatywne skutki pandemii Covid-19 a podaż takich obiektów w Polska jest wciąż niewystarczająca. Ta transakcja ma szansę być przełomowa dla dalszego rozwoju rynku instytucjonalnego najmu mieszkań nie tylko w Polsce, ale i całej Europie Środkowo-Wschodniej” – mówi Aurelio Di Napoli, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w segmencie nieruchomości operacyjnych w Savills.

Czego zarządzający centrami danych mogą się nauczyć od superkomputerów?

Superkomputery wciąż odbiegają od niektórych wyobrażeń z futurystycznych filmów i daleko im do przejęcia władzy nad światem, ale już teraz znajdują istotne zastosowanie w wielu branżach. Stosuje się je m.in. w poszukiwaniach ropy naftowej i gazu, prognozach pogody, skomplikowanych analizach rynków finansowych, a także po prostu – w rozwoju nowych technologii. Istotne znaczenie mają rosnące możliwości przetwarzania danych, które wpływają z kolei na rozwój technologii superkomputerów – obszary te wzajemnie się przenikają. Czego więc od superkomputerów mogliby nauczyć się zarządzający centrami danych?

W świecie superkomputerów najważniejsze jest dostosowanie do indywidualnych potrzeb i zastosowań. Ich znajomość jest pierwszym krokiem do uzyskiwania wysokowydajnych i stabilnych infrastruktur. Bez względu na wielkość centrum danych, ważne jest, aby traktować je jako obiekt o kluczowym znaczeniu. W kontekście generowania, przechowywania czy udostępniania danych, można je również postrzegać w kategoriach superkomputera.

  1. Superkomputery są projektowane specjalnie z myślą o stabilności

Większość platform opartych na chmurze, stworzonych do obsługi różnych aplikacji, może korzystać ze współdzielonych zasobów i infrastruktur. Z kolei większość superkomputerów powstała z myślą o określonych potrzebach. Jest to widoczne nawet na liście TOP 500[1] najszybszych superkomputerów na świecie (odtajnionych i znanych publicznie), która zawiera nie tylko informacje dotyczące lokalizacji czy szybkości urządzenia, ale także główny obszar jego zastosowania.

Maszyny te nie są więc uniwersalnymi konstrukcjami. Są budowane w celu wykonywania określonych rodzajów obliczeń na precyzyjnie określonych zestawach danych — w czasie rzeczywistym lub w obliczeniach asynchronicznych. Pojemności ich pamięci mierzy się w eksabajtach, co daleko wykracza poza wartości petabajtowe w nowoczesnych hurtowniach danych. Systemy takie jak Frontera nie muszą osiągać maksymalnych prędkości przy szczytowym obciążeniu obliczeniowym, ale za to powinny ze stabilną wydajnością odczytywać ogromne ilości danych w celu uzyskania końcowego wyniku. Skok wydajności obliczeniowej mógłby powodować błędy w wynikach, dlatego kładzie się duży nacisk na stabilność. Jakie wnioski mogą wyciągnąć z tego dla siebie zarządzający centrami danych?

W pierwszej kolejności warto sobie zadać pytanie: „do czego będziemy wykorzystywać system?”, aby następnie móc go zaprojektować, zarządzać zasobami i stworzyć niezawodne zabezpieczenia przed awarią.

W przypadku data centers należy rozważyć, w jaki sposób uzyskać stabilną wydajność bez konieczności stosowania niestandardowych konfiguracji. Najwięksi gracze na rynku mogą pozwolić sobie na tworzenie niestandardowych infrastruktur obliczeniowych lub pamięci masowych, ale większość dostawców usług musi w selektywny sposób korzystać z gotowych rozwiązań. Pomocne byłoby tu ustalenie ścisłych kryteriów testów porównawczych wydajności, które pozwolą rozwiązać problem jakości usług i sprawią, że oprócz szybkości obliczeniowej i opóźnienia, równie ważnym czynnikiem będzie stabilność działania.

  1. Przetwarzanie w czasie rzeczywistym – zapisywanie modeli, a nie strumieni danych

W przypadku superkomputerów wiele przykładów zastosowania przetwarzania danych w czasie rzeczywistym ma poważne implikacje np. zatrzymanie reakcji jądrowej czy dane telemetryczne podczas startu rakiety. Każde opóźnienie w obliczeniach mogłoby mieć katastrofalne następstwa, a operacje odbywają się na ogromnych zbiorach danych. Ich strumienie nie pochodzą z jednego źródła, często są dostarczane z sieci węzłów raportujących.

Istotne jest to, że mają one krótką żywotność. Podczas przetwarzania danych przesyłanych w czasie rzeczywistym większość z nich jest przechowywana tylko przez określony czas. Dane są przetwarzane partiami, a obliczenia mają na celu uzyskanie wyniku (np. średniej, modelu statystycznego lub algorytmu) — i dopiero on jest przechowywany na dłużej.

Można zobrazować to na przykładzie prognozy pogody, gdzie superkomputer nie przechowuje wszystkich danych dotyczących czynników meteorologicznych jak opady atmosferyczne, temperatura powietrza, wiatr itd. Zmieniają się one nieustannie i są przesyłane jako strumień danych, jednak przechowywane są wyłącznie modele prognostyczne tworzone na ich podstawie. Lokalni meteorolodzy opierają się następnie o te modele ograniczone do konkretnego obszaru i uzupełniają je o informacje z lokalnych stacji pogodowych, żeby doprecyzować prognozę pogody o mikroklimat.

Ten sam model przetwarzania danych w czasie rzeczywistym można zastosować do handlu akcjami czy modeli finansowych. Opierają się one na średnich ruchomych — każdy z wbudowanymi określonymi wskaźnikami i czynnikami wyzwalającymi, w oparciu o określone parametry dla dopuszczalnych wartości progowych zachowań rynku.

Projektowanie systemu wykorzystującego dane w czasie rzeczywistym nie musi więc uwzględniać przechowywania wszystkich informacji, które do niego spływają. Powinien on wykorzystywać nieulotną pamięć o dostępie swobodnym (NVRAM) oraz pamięć dynamiczną (DRAM) do bieżącego buforowania i przetwarzania danych, aby następnie zapisywać uzyskane wyniki w pamięci masowej.

  1. Wartości progowe opóźnień, pamięć flash NAND i dostrajanie pamięci DRAM

Superkomputery działają przy z góry określonym obciążeniu dla danego poziomu usług — niezależnie od tego, czy chodzi o opóźnienie, zasoby obliczeniowe, pamięć masową, czy przepustowość. Podczas obliczeń uwzględniają błędy, w których system może przekierowywać strumienie danych dla uzyskania optymalnych warunków opóźnienia, przechodząc na asynchroniczne modele obliczeniowe lub nadając priorytet zasobom obliczeniowym, żeby zapewnić wystarczają moc przetwarzania lub przepustowość dla określonych zadań.

Zarówno w przypadku wysokiej klasy stacji roboczych, wysoko wydajnych serwerów, czy obciążeń w środowiskach HPC i badań naukowych, duże komputery i przetwarzanie typu Big Data wymagają potężnych zasobów pamięci DRAM. Sposoby, w jakie twórcy superkomputerów precyzyjnie dostosowują strukturę sprzętu i kontrolera pamięci, są unikalne dla projektowanego zastosowania. Często określone zadania obliczeniowe, w których dostęp do dysku stanowi poważne wąskie gardło z związku z wymaganiami pamięci RAM, sprawiają, że pamięć DRAM staje się niepraktyczna, ale są wystarczająco małe, aby można było wykorzystać pamięci flash NAND. Klastry FPGA są również dostrajane do każdego konkretnego obciążenia, aby dużym zestawom danych towarzyszył potężny wzrost wydajności, jeśli konieczne będzie ich pobieranie z tradycyjnych nośników.

Współpracujące zespoły z Uniwersytetu Utah, Lawrence Berkeley Lab, Uniwersytetu Południowej Kalifornii i Argonne National Lab przedstawiły nowe modele automatycznego dostosowywania wydajności (lub inaczej autodostrajania) jako skutecznego sposobu na przenoszenie wydajności między architekturami. Zamiast zależeć od kompilatora, który może zapewnić optymalną wydajność w nowszych architekturach wielordzeniowych, automatycznie dostrajające się jądra i aplikacje mogą automatycznie dostroić docelowy procesor, sieć i model programowania.

  1. Wiele warstw zabezpieczeń przed awarią

Coraz większym wyzwaniem w centrach danych HPC staje się dystrybucja energii — zwłaszcza w przypadku infrastruktur wykorzystywanych jako zasoby wspólne. Infrastruktury dedykowane lub centra danych udostępniające swoje usługi muszą zapewniać ciągłą pracę i minimalizować ryzyko wszelkich awarii. Kopie zapasowe w przypadku centrów danych stają się terminem operacyjnym. Podobnie jak w przypadku superkomputerów data centers powinny być zabezpieczane na wielu poziomach.

Obecnie większość centrów danych wykorzystuje struktury RAID wysokiego poziomu, aby zapewnić ciągłe i niemal jednoczesne zapisy w różnych macierzach pamięci. Ponadto infrastruktury HPC wykorzystują duże ilości pamięci NVRAM do buforowania danych podczas przetwarzania, które są albo strumieniami danych na żywo, nieprzesyłanymi między macierzami pamięci, albo przetwarzanymi równolegle informacjami z wykorzystaniem dyskowej przestrzeni tymczasowej (tzw. scratch) co pozwala zwalniać dodatkowe zasoby obliczeniowe.

Większość infrastruktur HPC eliminuje również ryzyko awarii sprzętu związane z zastosowaniem dysków obrotowych, przechodząc całkowicie na macierze półprzewodnikowe i bloki pamięci flash. Te rozwiązania pamięci masowej zapewniają stabilne wartości IOPS i przewidywalne opóźnienia, które mieszczą się w przedziałach wartości progowych opóźnień właściwych dla danego zastosowania. Wiele superkomputerów korzysta również z licznych bibliotek taśmowych (o pojemności skalowalnej do eksabajta lub większej) w celu zapewnienia niezawodnej archiwizacji każdego przetwarzanego i przechowywanego bitu.

Również w wielu systemach, na wypadek awarii całego łańcucha zabezpieczeń, przy dyskach SSD i pamięciach DRAM instaluje się kondensatory podtrzymujące zasilanie, które umożliwiają napędom (niezależnym lub w ramach macierzy) na ukończenie zapisu w toku, zmniejszając w ten sposób ilość potencjalnie utraconych danych na skutek krytycznej usterki.

Robert Sepeta, Business Development Manager w Kingston Technology w Polsce

[1] https://www.top500.org/

Czeski Unipetrol od 1 stycznia 2021 r. zmienia nazwę na ORLEN Unipetrol

Jedna z sześciu największych firm w Czechach, z rocznymi przychodami na poziomie ponad 20 mld zł, już od 1 stycznia 2021 r. zmieni nazwę na ORLEN Unipetrol. To ważny element wzmacniania globalnej rozpoznawalności marki ORLEN, co umożliwia dalszy rozwój Grupy Kapitałowej na rynkach zagranicznych.

– Publikacją strategii do 2030 r., otworzyliśmy nowy rozdział w historii Grupy ORLEN. Budujemy zrównoważony koncern multienergetyczny pod jedną silną marką. Już dzisiaj 60 proc. przychodów Grupy ORLEN pochodzi spoza Polski, ale bez jednego, spójnego wizerunku nie wykorzystamy w pełni naszego potencjału. Dlatego przeprowadziliśmy  proces rebrandingu stacji paliw w europejskiej sieci, w ramach którego marka ORLEN jest już obecna na wszystkich rynkach. Chcemy w pełni wykorzystać potencjał marki ORLEN w obszarze biznesowym, finansowym czy marketingowym na globalnych rynkach.  Dlatego kolejnym krokiem do wzmacniania wizerunku będzie pojawienie się w Grupie od początku 2021 r. marki ORLEN Unipetrol – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Dzięki zmianie nazwy, czeska spółka z Grupy Kapitałowej będzie mogła korzystać z najsilniejszych atrybutów przypisywanych marce ORLEN przez klientów, jak nowoczesność, zaufanie, przyjazność, szeroka oferta oraz wysoka jakość produktów i usług.

– Od objęcia przez PKN ORLEN 100 proc. udziałów w Unipetrol, korzystamy z efektów synergii w badaniach i rozwoju, wspólnych zakupach surowców i usług czy wreszcie w produkcji i sprzedaży swoich produktów. Nowe logo ORLEN Unipetrol ułatwi wdrażanie i komunikację międzynarodowych projektów marketingowych. Jestem przekonany, że nasze nowo logo ORLEN-Unipetrol, w którym będzie tak silna marka jak ORLEN  zwiększy nie tylko rozpoznawalność, ale przełoży się na korzyści biznesowe – mówi Tomasz Wiatrak, Prezes Zarządu Unipetrolu, a od 1 stycznia 2021 r. ORLEN Unipetrol.

Unipetrol jest największym w Czechach koncernem rafineryjno-petrochemicznym, zatrudniającym ponad 4,8 tys. pracowników. Z przychodami na poziomie 21,7 mld zł w 2019 r. Unipetrol znajduje się wśród sześciu największych czeskich firm. Spółka zarządza rafineriami w Litvínovie i Kralupach, spółką Spolana, jest także jedynym producentem PCW i kaprolaktamu na czeskim rynku. Działalność petrochemiczna opiera się m.in. na sfinalizowanej w 2020 r. jednej z najnowocześniejszych instalacji produkcyjnych PE3 w Litvinowie. W skład Grupy wchodzą także dwa centra badawcze w Litvínovie i Brnie. Unipetrol zarządza również największą na czeskim rynku siecią 416 stacji paliw Benzina-Grupa ORLEN oraz 13 stacjami na Słowacji. Najwyższą jakość produktów i obsługi kierowców na stacjach paliw Benzina – Grupa ORLEN potwierdza przyznany po raz czwarty tytuł „Marka Godna Zaufania”.

Etapy przejęcia akcji Unipetrolu:

  • 12.12.2017 – PKN ORLEN, posiadający 62,9 proc. akcji Unipetrol rozpoczął procedurę ogłoszenia dobrowolnego warunkowego wezwania na akcje czeskiej spółki.
  • 23. 02. 2018 – PKN ORLEN zrealizował płatności na rzecz akcjonariuszy mniejszościowych, którzy odpowiedzieli na ogłoszone dobrowolne wezwanie na wykup pakietu akcji Unipetrol. Łączna wartość transakcji wyniosła ok. 3,5 mld PLN. W ten sposób Koncern osiągnął warunkowy próg wezwania zapewniając sobie 94,03% udziałów w akcjonariacie czeskiej spółki.
  • 22.05.2018 – Rada Nadzorcza PKN ORLEN wyraziła zgodę na nabycie przez Koncern pozostałych akcji spółki Unipetrol reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego.
  • 23.05.2018 – PKN ORLEN złożył wniosek do Czeskiego Banku Narodowego o przeprowadzenie wykupu akcji Unipetrol reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego spółki
  • 20.06.2018 – PKN ORLEN otrzymał zgodę od Czeskiego Banku Narodowego na przeprowadzenie wykupu akcji Unipetrol reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego spółki.
  • 28.08.2018 – Walne Zgromadzenie Unipetrolu wyraziło zgodę na przeprowadzenie wykupu przez PKN ORLEN akcji tej spółki reprezentujących ok. 5,97% kapitału zakładowego.
  • 01.10.2018 – PKN ORLEN sfinalizował zakup 100% akcji Unipetrolu

88 proc. kobiecych biznesów to mikrofirmy. Portret leasingobiorczyń EFL

Co piąta firma, która skorzystała w ubiegłym roku z finansowania EFL, jest zarządzana przez kobietę. Zdecydowana większość tych biznesów to mikrofirmy (88 proc.) i z obrotami poniżej 1 mln zł (67 proc.). Leasingobiorczynie najczęściej działają w obszarze sprzedaży detalicznej, opieki zdrowotnej i usług transportowych. EFL chce skłonić jeszcze więcej Polek do inwestowania we własną działalność. Leasingodawca realizuje program „Kobiety w biznesie” oraz proponuje specjalną usługę finansową wspólnie z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym.

– Mogę śmiało powiedzieć, że Polki mają zdolności przywódcze w swoim DNA. Mamy się czym chwalić bo jak pokazuje ostatnie badanie Grant Thornton, Polska na tle Europy zajmuje trzecie miejsce, jeśli chodzi o awansowanie kobiet na stanowiska kierownicze. Jednak kobiety na wysokich stanowiskach w firmach to jedno, a drugie to kobiety przedsiębiorcze, które stawiają na własny biznes Sfinansowane przez nas w ubiegłym roku inwestycje firm zarządzanych przez kobiety stanowiły jedynie 20% co jeszcze optymizmem nie napawa. Optymistycznym jest natomiast fakt, że jeśli przyjrzymy się, jakie rodzaje działalności wykonują, to na liście są nie tylko „kobiece biznesy” jak salony kosmetyczne, ale również te uchodzące za bardziej męskie jak sprzedaż pojazdów czy usługi transportowe. Każdy z nich wspieramy w EFL, między innymi przygotowując z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym ofertę, skierowaną w szczególności do przedsiębiorczych kobiet, czy realizując projekt „Kobiety w biznesie” – powiedział Wojciech Przybył, członek zarządu ds. marketingu, innowacji i ubezpieczeń w EFL.

Portret leasingobiorczyń EFL

Z wewnętrznych danych EFL wynika, że zdecydowana większość firm prowadzonych przez kobiety, które skorzystały z finansowania EFL, to mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające do 9 pracowników (88 proc.). Co trzeci biznes to jednoosobowa działalność gospodarcza (37 proc.). Biorąc pod uwagę obroty, 2 na 3 kobiece biznesy znajdują się w progu poniżej 1 mln zł. Obroty od 1 do 5 mln zł generuje co czwarta firma, a powyżej 20 mln zł – 1 proc. Niemal połowa leasingobiorczyń finansowała przy wsparciu EFL auta osobowe i dostawcze, 28 proc. – maszyny i urządzenia, a co piątym przedmiotem leasingu były pojazdy ciężkie.

Kobiece biznesy nie są jednorodne, jeśli spojrzymy na rodzaj wykonywanej działalności. 15 proc. klientek EFL działa w obszarze sprzedaży detalicznej , 14 proc. to prywatny i publiczny sektor opieki zdrowotnej, a 8 proc. to usługi transportowe. Co dwudziesty biznes związany jest z usługami finansowymi, m.in. biurami rachunkowymi, doradztwem podatkowym i pośrednictwem finansowym. Restauracje, hotele i catering to obszar działania 5 proc kobiecych firm.

Biorąc pod uwagę miejsce wykonywanej działalności, dominują większe miasta. 5 proc. biznesów jest zarejestrowanych w Warszawie, 3 proc. we Wrocławiu i po 2 proc. w Krakowie, Poznaniu, Łodzi i Szczecinie.

Zostań kobietą sukcesu

EFL prowadzi projekt „Kobiety w biznesie”, w ramach którego porusza takie kwestie jak promowanie różnorodności płci w środowisku pracy, rozwijanie się w biznesie, a także potrzeba wypoczynku. Wspólnie z ekspertkami, które już od wielu lat z sukcesem prowadzą swoje firmy, podpowiada Polkom, jak zabrać się do otworzenia własnego biznesu i jakie kroki warto postawić na początku, żeby osiągnąć postawiony cel. Ekspertki, m.in. Magdalena Szewczuk, CEO Czerwonej Szpilki, i Małgorzata Czernecka, CEO Human Power, dzielą się swoimi sposobami na sukces oraz tym, jak utrzymać balans między życiem prywatnym i zawodowym. Wśród przedsiębiorczych leasingobiorczyń są również takie, które rozwijają rodzinne biznesy jak GTA Gaztechnika. Właścicielka firmy Renata Owczarek-Stefaniak mówi, że trzeba mieć dobry pomysł i sprawdzić, czy jest na niego zapotrzebowanie na rynku., że na charakter firmy ma wpływ osobowość właściciela.

– Uczestniczę w rozmowach z klientami i często uświadamiam sobie, że przydają się cechy, które są właściwe kobietom. Staram się w łagodny, otwarty, aczkolwiek zdecydowany i kompetentny, sposób udzielać informacji klientom, aby w pełni czuli się doinformowani. Cechuje się większą dokładnością i precyzją niż mężczyźni, którzy czasami bywają impulsywni – mówi Renata Owczarek-Stefaniak.

Praca w czasie pandemii: home office oznacza nadgodziny dla 42% badanych

Brak dostępu do odpowiednich narzędzi usprawniających współpracę i zapewniających dostępność do kluczowych danych obniża efektywność, rodzi frustrację i źle wpływa na nastawienie do pracy. To wnioski z badań zrealizowanych na zlecenie Ricoh. Grupa badawcza obejmowała 632 pracowników z firm zatrudniających od 250 do 999 osób.  Aż 42% badanych przyznało, że podczas pracy z domu na realizację służbowych obowiązków poświęca więcej godzin niż w biurze. Natomiast 31% odczuwa zniechęcenie i brak motywacji ze względu na problemy z korzystaniem ze sprzętu i systemów. Problemem jest również brak odpowiedniego wsparcia działów IT – 30% badanych skarży się na utrudniony kontakt i trudność z uzyskaniem szybkiej pomocy.

Dlatego kluczowe jest stworzenie optymalnych warunków, które pozwolą pracownikom elastycznie przełączać się między pracą z domu i z biura. Niestety wiele firm nie sprostało na razie temu zadaniu. Aż 24% badanych wskazało, że nie dysponuje odpowiednimi narzędziami aby zapewnić odpowiedni poziom usług dla swoich klientów. Natomiast 27% potwierdziło, że nie może w pełni efektywnie współpracować w zespole. Te statystyki pokazują potrzebę gruntownych zmian i inwestycji w nowe technologie. Bez nich przyszły sukces firmy stoi pod dużym znakiem zapytania.

Problemy techniczne to również zagrożenie dla bezpieczeństwa danych. 27% badanych przyznaje, że przez braki w tym obszarze nie może działać zgodnie z procedurami obowiązującymi w  firmie.

„Firmy muszą wyposażyć swoich ludzi w narzędzia, które pozwolą im pracować mądrzej i będą dla nich wsparciem. Technologie, z których korzystają nie mogą generować dodatkowych problemów. To powoduje frustracje i kradnie czas potrzebny na wykonanie ważnej z perspektywy biznesowej pracy. Żadna firma nie może sobie pozwolić na coś takiego” – powiedział David Mills, CEO w Ricoh Europe.

Fala ataków na sklepy internetowe

Przedświąteczny okres zakupowy to czas największej aktywności cyberprzestępców. Sięgają oni zarówno po sprawdzone i skuteczne metody ataków, jak i po nowe narzędzia. Analitycy z FortiGuard Labs firmy Fortinet przygotowali kilka porad, które mogą pomóc w zachowaniu bezpieczeństwa w trakcie gorączki świątecznych zakupów.

Jak rozwijają się zagrożenia związane z e-commerce?

Derek Manky: Z powodu pandemii użytkownicy w naturalny sposób zaczęli częściej korzystać z usług online, w tym zakupów. Od początku września, dzięki badaniom FortiGuard Labs, widzimy falę ataków na sektor e-commerce. W październiku zanotowaliśmy ponad miliard takich prób – niemal 140% więcej w porównaniu z poprzednim miesiącem. Za cel obierani są kupujący, zaś jako narzędzie rozpoczęcia ataku służą phishing oraz fałszywe reklamy.

Jakie trendy zauważono w kontekście cyberataków ukierunkowanych na e-commerce?

Aamir Lakhani: Można odnieść wrażenie, że cały rok 2020 był jednym, nieustannym sezonem wyprzedaży. Ludzie czekają w wirtualnych kolejkach, wiele produktów szybko staje się niedostępnych, a strony internetowe działają wolniej ze względu na zwiększony ruch. Przestępcy wykorzystują ten stan rzeczy i nieustannie przeprowadzają próby ataków na kupujących online. Najpowszechniejsze metody to phishing, malware lub tzw. ataki „man-in-the-middle”, mające na celu przejęcie serwerów bezprzewodowych lub proxy. Hakerzy próbują kierować ruch internetowy w określone miejsca i przechwytywać transakcje. Na kradzież danych narażone są również firmy. Sezon świątecznych zakupów to zazwyczaj bardzo zyskowny okres dla sprzedawców detalicznych, ale cyberataki mogą to niestety zmienić.

Derek: Złośliwe oprogramowanie internetowe jest bardzo popularne w sezonie wyprzedaży. Cyberprzestępcy umieszczają niebezpieczne linki lub reklamy, aby odciągnąć kupujących od bezpiecznej witryny. Takie pułapki często pojawiają się pod postacią zachęcających promocji – to łatwa i dobrze sprawdzona metoda. Zauważyliśmy też większą liczbę ataków na routery oraz urządzenia IoT, ponieważ więcej osób korzysta obecnie z domowych sieci do pracy lub nauki. Napastnicy chcą uzyskać za ich pomocą dostęp do danych firmowych.

Jakie porady macie dla klientów internetowych sklepów w sezonie świątecznym?

Aamir: Warto zwracać uwagę na strony, jakie się odwiedza. Tak jak w galeriach handlowych można zapomnieć się w zakupowym szale, tak w internecie można w pośpiechu nie zauważyć, że trafiło się na podejrzaną stronę. Nie ufaj od razu ofertom i promocjom, które wydają się zbyt dobre, aby były prawdziwe. Odwiedzaj sklepy internetowe, które dobrze znasz, bo zawsze będą bezpieczniejsze – osobiście staram się robić zakupy tylko na stronach znanych i zaufanych firm. Zainstaluj w swoim systemie dobre oprogramowanie zabezpieczające, które będzie wykrywać szkodliwe linki, próby phishingu i inne rodzaje ataków. Dobrze jest rozważyć bezpieczne metody płatności, np. niektóre banki zaczęły oferować opcję jednorazowych numerów kart płatniczych. Warto też odbyć szkolenie w zakresie świadomości o zagrożeniach IT, jeśli istnieje taka możliwość.

Derek: Zgadzam się, że świadomość ryzyka jest kluczowa. Wiele osób ma fałszywe poczucie bezpieczeństwa w wirtualnym świecie. Oprócz tego trzeba upewnić się, że wszystkie urządzenia mają zainstalowane aktualne oprogramowanie. Niebezpieczne jest też łączenie się z publiczną siecią Wi-Fi z urządzeń służbowych lub prywatnych – cyberprzestępcy mogą wykorzystywać fałszywe punkty dostępu, aby włamać się na komputer lub smartfon. W takich wypadkach przydaje się bezpieczne połączenie VPN. Przede wszystkim trzeba być jednak świadomym zagrożeń i metod ochrony przed nimi.

Co powinny robić firmy, aby w przyszłości chronić dane użytkowników?

Derek: Głównym powodem powtarzających się cyberataków są przestarzałe zabezpieczenia. Wciąż regularnie zauważamy błędne konfiguracje zasobów pamięci masowych i systemów dostępu do chmury publicznej. Niektóre firmy muszą zaktualizować swoje systemy, aby unikać ataków wykorzystujących luki w ich zabezpieczeniach. Uwierzytelnianie wieloskładnikowe to również stosunkowo łatwa i coraz powszechniej wykorzystywana przez firmy metoda ochrony ruchu w sieci.

Aamir: Posiadanie aktualnej infrastruktury ma zdecydowanie duży wpływ na zabezpieczenia. Podczas aktualizowania stron internetowych często zwraca się uwagę na back-end, czyli np. bazy danych, ale nie elementy odpowiedzialne za sprzedaż, czyli przede wszystkim witrynę i mechanizm obsługi klienta. Systemy e-commerce są skomplikowane i mogą zawierać np. oprogramowanie lub moduły, które aktualizuje się osobno. Czasami można od razu uaktualnić cały pakiet aplikacji, ale kiedy indziej w ramach zarządzania trzeba sprawdzać poszczególne systemy, strony, bazy danych, moduły i inne oprogramowanie. W najlepszym przypadku trzeba tylko pobrać aktualizację dla plug-inu. W najgorszym można natrafić na spersonalizowany kod, zintegrowany z samym systemem, więc trudno jest przeprowadzić aktualizację. Nawet doświadczeni specjaliści ds. bezpieczeństwa mają czasem trudności z zabezpieczeniem wszystkich elementów bardziej skomplikowanych systemów, a bywa, że luki pozostają niezałatane przez bardzo długi czas. Napastnicy zdają sobie z tego sprawę, dlatego wracają do starych i sprawdzonych metod, które już wcześniej pozwalały im odnieść sukces.