Warszawski rynek mieszkaniowy uodpornił się na COVID-19

Jak dotąd jesienny atak COVID-19 jest praktycznie niezauważalny na mieszkaniowym rynku wtórnym w Warszawie. Ceny są stabilne, a chętnych na zakup mieszkań nie brakuje.

Marcowy lockdown spowodowany pandemią koronawirusa był dla warszawskich pośredników ogromnym zaskoczeniem. Z ich biur nagle zniknęli klienci kupujący mieszkania. Zamknęły się urzędy i biura notarialne.

Początek pandemii wprowadził wiele niepewności o naszą przyszłość – przyznaje Grzegorz Pogorzelski, właściciel agencji Pogorzelski Nieruchomości. – Na szczęście lockdown nie trwał długo. Od maja obserwowaliśmy niesłabnące zainteresowanie zakupem nieruchomości.

– Różnica jest taka, że większość prezentacji mieszkań przeniosło się do Internetu – dodaje Tomasz Obarski, Warszawski Agent Nieruchomości.

Dyrektor zarządzający Alfa Home Nieruchomości Jan Czajkowski, w najnowszej sondzie GetHome.pl na temat II fali koronawirusa na warszawskim rynku nieruchomości przyznaje, że obecnie każde szanujące się biuro proponuje osobom zainteresowanym zakupem mieszkania prezentację online w formie wirtualnego spaceru.

Jeśli mieszkanie spodoba się zainteresowanemu, pokazujemy mu je na żywo – wyjaśnia Jan Czajkowski. I dodaje, że choć takich spotkań jest mniej, to niejednokrotnie bywają one tylko formalnością. Dzięki wirtualnym spacerom klienci są bowiem bardziej zdecydowani niż wcześniej.

Październik był miesiącem absolutnego rekordu pod względem obrotu w całej historii firmy. Nasz wynik wzrósł o 13% względem analogicznego okresu w zeszłym roku – chwali się Paweł Madejek, specjalista ds. sprzedaży i wynajmu nieruchomości w Nowodworski Estates.

Wśród warszawskich pośredników przeważa jednak opinia, że pod względem obrotów ten rok będzie trochę słabszy od poprzedniego.

Okres od maja do września to czas, kiedy obserwowaliśmy zdecydowanie wzmożone zainteresowanie zakupem nieruchomości. Październik jest natomiast podobny do marca 2020 r. Zainteresowanie oglądających wyraźnie spadło – mówi Krystian Podbielski, współwłaściciel agencji En Casa.

Pośrednicy zgodnie przyznają, że i tak sytuacja na rynku jest zdecydowanie lepsza, niż podczas pierwszej fali pandemii koronawirusa. Tomasz Obarski zwraca uwagę, że wiosną dość powszechne było oczekiwanie spadku cen mieszkań. Tak się jednak nie stało.

– Ceny mieszkań pozostają bez większych zmian – potwierdza Jan Czajkowski.srednia-cena

Dlatego wielu z tych, którzy wstrzymali się z zakupem mieszkania, jesienią wróciło na rynek.

– W decyzji zakupowej pomagają niskie stopy procentowe – podkreśla Tomasz Obarski.

Dane Biura Informacji Kredytowej (BIK) wskazują, że po wybuchu pandemii wyraźnie spadła liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych. Jednak w sierpniu banki poluzowały swoje wymagania (m.in. dotyczące wysokości wkładu własnego). Efekt tego widać w wynikach za wrzesień i październik.liczba-udzielonych-kredytow (1)

Co ważne, także w listopadzie w BIK spodziewają się wzrostu akcji kredytowej. Czy ta tendencja utrzyma się w kolejnych miesiącach? W BIK odpowiadają, że to zależy od banków – jak zareagują na nawrót pandemii w postaci tzw. drugiej fali.

– Jak widać zapotrzebowanie na zakup nieruchomości nie spadło, zmianie uległy preferencje klientów – komentuje Paweł Madejek. Według niego, zdecydowanie więcej osób zwraca teraz uwagę na lokale z ogródkiem, tarasem lub szuka lokalizacji z bliskością terenów zielonych. Wzrosło też zainteresowanie działkami pod budowę domów jednorodzinnych oraz terenów rekreacyjnych w odległości do 30 km od Warszawy.

Podobny trend, jeśli chodzi o działki, zaobserwował Tomasz Obarski. Jego zdaniem spadło za to zainteresowanie zakupem mieszkań pod wynajem.

Właściciel agencji Goeste Nieruchomości Michał Spodymek nie ma wątpliwości, że przyczyną są wzrosty cen. – Osiągnęły one poziom, który nie gwarantuje zadowalających stóp zwrotu – wyjaśnia Michał Spodymek. Według niego, prawie do zera spadło zainteresowanie mieszkaniami przeznaczonymi na cele biurowe.

Tymczasem Jan Czajkowski zaobserwował, że wśród kupujących mieszkania jest coraz więcej tzw. klientów gotówkowych.

– Gdy oprocentowanie lokat bankowych nie rekompensuje skutków inflacji, nieruchomość jest jedną z lepszych form ulokowania kapitału – tłumaczy Grzegorz Pogorzelski, właściciel agencji Pogorzelski Nieruchomości.

Autor/Źródło: GetHome.pl

Jaki rynek pracy przyniesie nowy rok?

W pierwszym kwartale nowego roku 6% firm będzie powiększać swoje zespoły, a 4% chce redukować etaty – to dane z najnowszej analizy prognostycznej rynku pracy w Polsce, opublikowanej dziś przez ManpowerGroup w ramach raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”. Czas od stycznia do marca przyniesie najmocniejszy rynek pracy w budownictwie, produkcji przemysłowej oraz w handlu detalicznym i hurtowym. To w tych sektorach przedsiębiorstwa będą zatrudniać najwięcej nowych pracowników. Najsłabsze perspektywy czekają natomiast na poszukujących pracy w restauracjach i hotelach.

W pierwszym kwartale nowego roku 6% firm chce poszukiwać nowych pracowników i powiększać swoje zespoły, 4% myśli o redukowaniu etatów, 86% nie planuje zmian personalnych a 4% nie wie, co przyniosą najbliższe miesiące. Prognoza netto zatrudnienia po korekcie sezonowej wynosi +5% i jest na takim samym poziomie jak w ubiegłym kwartale. To dane płynące z opublikowanego dziś raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, prezentującego plany rekrutacyjne firm na okres od stycznia do marca.

Budownictwo, produkcja przemysłowa i handel z największym zapotrzebowaniem na ręce do pracy

W ramach raportu przedstawiono prognozy także dla siedmiu sektorów rynku. Najbardziej optymistyczne plany rekrutacyjne, podobnie jak w minionym kwartale, wskazali przedstawiciele budownictwa (prognoza netto na poziomie +18%), produkcji przemysłowej (+11%) oraz handlu detalicznego i hurtowego (+9%). To dobra wiadomość dla osób, które myślą o zmianie pracodawcy i rotacji do przedsiębiorstw z tych branż, ponieważ mogą oczekiwać znacznej liczby ofert pracy. To także informacja dla pracowników zatrudnionych w tych organizacjach, zapowiadająca okres stabilny w kontekście zatrudnienia. Prognozy świadczące o chęci powiększania zespołów wskazały także firmy związane z finansami i usługami dla biznesu (+5%), niewielkie wzrosty deklarują przedstawiciele innych usług (+2%) i innych obszarów produkcji (+1%). Jedyny sektor, gdzie przedsiębiorstwa planują zmniejszać zespoły to restauracje i hotele, z prognozą na poziomie -7%, która jest zapowiedzią znaczących redukcji etatów.Budownictwo, produkcja przemysłowa i handel z największym zapotrzebowaniem na ręce do pracy

– Prognozy zatrudnienia potwierdzają, że nadal więcej firm będzie poszukiwać nowych pracowników, a ogólny wynik dla Polski jest na stabilnym poziomie, podobnym jak ten deklarowany przez firmy rok temu, przed wybuchem pandemii. Patrząc na plany rekrutacyjne przedsiębiorstw na przestrzeni ostatniego roku widzimy, że czasem największej niepewności a jednocześnie okresem największych redukcji etatów był trzeci kwartał 2020 roku. Teraz organizacje powoli się stabilizują i większość chce wzmacniać swoje zespoły – mówi Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup w Polsce.

– Kolejny kwartał z rzędu liderem w zakresie prognozy zatrudnienia jest budownictwo, które zgłasza największe zapotrzebowanie na ręce do pracy. Co więcej plany rekrutacyjne firm z tego sektora uwzględniają zatrudnienie pracowników na większą skalę niż działo się to jeszcze przed pandemią. Na znalezienie nowej pracy będą mogli liczyć nie tylko pracownicy fizyczni, lecz także specjaliści jak na przykład inżynierowie budowy, specjaliści do spraw kosztorysowania, projektanci instalacji, także kierownicy robót, kierownicy kontraktu. Budownictwo to jednocześnie sektor, który mierzy się ze znacznym niedoborem rąk do pracy, a wykwalifikowani oraz niewykwalifikowani pracownicy fizyczni od lat znajdują się w czołówce zawodów dotkniętych największym niedoborem talentów. Z kolei produkcja przemysłowa jeszcze wzmocniła swoją prognozę wskazywaną na końcówkę roku, czyli czas zwykle bardzo intensywny w tym sektorze. Rosnący optymizm pracodawców z tej branży to dobry znak dla polskiej gospodarki. Optymistyczne prognozy wskazali także przedstawiciele handlu, gdzie znaczne potrzeby personalne zgłasza zyskujący w pandemii e-commerce. Mówiąc o perspektywach na pierwszy kwartał roku będzie to dobry czas dla specjalistów do spraw sprzedaży ze znajomością języków obcych, inżynierów sprzedaży, osób odpowiedzialnych za sprzedaż w regionie, przedstawicieli handlowych – dodaje Iwona Janas.

W ujęciu kwartalnym prognozy rekrutacyjne są bardziej optymistyczne jedynie w dwóch obszarach. Najwyższy wzrost zanotowały firmy z produkcji przemysłowej (o 5 punktów procentowych), mniejszy wskazali przedstawiciele innych usług (1 pp.). Spadek nastrojów rekrutacyjnych firm jest widoczny w czterech z siedmiu sektorów. Największy, o 9 pp., dotyczy restauracji i hoteli. Mniej niż w ubiegłym kwartale pracowników będą poszukiwać przedsiębiorstwa z handlu detalicznego i hurtowego (spadek o 3 pp.) oraz budownictwa (2 pp.). Wynik dla innych obszarów produkcji oraz finansów i usług dla biznesu pozostaje na relatywnie podobnym poziomie.

Pracodawcy w trzech z siedmiu badanych sektorów będą poszukiwać większej liczby pracowników niż rok temu, przed wybuchem pandemii. Mowa o budownictwie (gdzie prognoza wzrosła w ujęciu rocznym o 6 pp.), handlu detalicznym i hurtowym (4 pp.) oraz produkcji przemysłowej (2 pp.). Z kolei w trzech sektorach w ujęciu rocznym zmniejszyło się zapotrzebowanie na nowych pracowników, najbardziej w restauracjach i hotelach (9 pp.), a także w innych obszarach produkcji (4 pp.) i innych usługach (3 pp.).

Polska siódma w europejskim rankingu

W zestawieniu dla regionu EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka) prognoza dla Polski daje nam siódme miejsce w rankingu rynków, gdzie w najbliższym kwartale będzie najłatwiej o pracę. Najwięcej nowych pracowników będą poszukiwać organizacje w Grecji (+9%), Niemczech (+8%) i Turcji (+8%). Biorąc pod uwagę dane dla południowych sąsiadów Polski to w Czechach firmy deklarują prognozę na poziomie +1%, a w Słowacji -1%. Najgorszych perspektyw na rynku pracy mogą się spodziewać mieszkańcy Wielkiej Brytanii (-6%), Szwajcarii (-4%), Austrii (-2%) i Hiszpanii (-1%). To rynki, gdzie więcej firm będzie redukować zespoły niż zatrudniać nowych pracowników.

Raport z badania jest bezpłatny i ogólnodostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy. Wyniki dla wszystkich badanych 43 krajów i terytoriów, a także interaktywne narzędzie umożliwiające ich analizę, są dostępne na stronie: http://manpowergroup.com/meos.

Sieć Badawcza Łukasiewicz i GPW będą promować innowacyjność spółek giełdowych

  • Wspólna inicjatywa Łukasiewicza i Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) ma doprowadzić do rozpoczęcia obliczania i publikacji indeksu obejmującego spółki giełdowe zaangażowane w działalność badawczo-rozwojową prowadzoną we współpracy z Siecią Badawczą Łukasiewicz
  • Powstanie „Indeks Łukasiewicza”

Koncepcję „Indeksu Łukasiewicza” zaprezentowali Piotr Dardziński, Prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz i Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie podczas konferencji „Debiut Łukasiewicza” – pierwszego spotkania naukowców i inżynierów Łukasiewicza z przedstawicielami spółek notowanych na warszawskim parkiecie.

Poziom innowacyjności nie od dziś bezpośrednio wpływa na jej rynkowy sukces i przyciąga uwagę inwestorów. Inicjując, wraz z Giełdą Papierów Wartościowych w Warszawie, powołanie indeksu najbardziej innowacyjnych firm na warszawskim parkiecie, chcemy docenić i wyróżnić ich zaangażowanie w działalność badawczo- rozwojową oraz zachęcić pozostałe firmy do rozwijana własnego potencjału w oparciu o wiedzę i kompetencje naukowców Łukasiewicza, największego w Polsce dostawcy innowacyjnych rozwiązań B+R. Chcemy, aby naturalnym odruchem każdej spółki, która myśli o modernizacji swojej firmy i wzroście wartości dla akcjonariuszy stało się rzucenie wyzwania Łukasiewiczowi. Cieszę się, że możemy realizować ten ambitny cel wspólnie z instytucją, której zasługa w promowaniu innowacyjności wśród polskich firm jest nieoceniona – uzasadnia inicjatywę powołania nowego indeksu giełdowego, Piotr Dardziński, prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz.

– Wprowadzenie „Indeksu Łukasiewicza” grupującego najbardziej innowacyjne spółki na GPW wpisuje się w trendy zachodzące w gospodarce oraz na rynku kapitałowym. My również stawiamy na nowoczesne rozwiązania i technologie, a jedną z naszych najważniejszych innowacji jest nowa wersja kalkulatora indeksów giełdowych stosowanego przez GPW Benchmark. Dzięki temu rozwiązaniu będziemy mogli od II kwartału 2021 roku zwiększyć zakres usług „fabryki szytych na miarę” indeksów i wskaźników referencyjnych dla banków, towarzystw ubezpieczeniowych i towarzystw funduszy inwestycyjnych – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Według wstępnych założeń w skład indeksu wejdą spółki notowane na Głównym Rynku oraz na rynku NewConnect, które współpracują z Łukasiewiczem. Aktualizacja listy uczestników będzie przeprowadzana co pół roku. Wartości indeksu będą obliczane raz dziennie na podstawie kursów zamknięcia. Ambicją autorów projektu jest, aby pierwszy skład portfela indeksu został opublikowany 1 kwietnia 2021 r., w drugą rocznicę powołania Sieci Badawczej Łukasiewicz.

– Spółki notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie to firmy, które z jednej strony są najbardziej na rynku transparentne, a z drugiej nie boją się podejmować ryzyka i już dziś posiadają własne innowacyjne technologie, często unikatowe na skalę świata. My chcemy ten gen nowoczesności wzmocnić, oferując to co w Łukasiewiczu najcenniejsze – zespół ponad 4500 kreatywnych ludzi, którzy tworzą z pasją rozwiązania dla biznesu poszukującego innowacyjnych rozwiązań. Dwanaście starannie wyselekcjonowanych, gotowych do wdrożenia projektów nowoczesnych technologii zaprezentowaliśmy dziś uczestnikom Debiutu Łukasiewicza. Są wśród nich rozwiązania dotyczące elektrochemioterapii, czyli chemioterapii nowotworowej wspomaganej elektroporacją, technologie odzysku ciepła odpadowego z procesów przemysłowych czy miniautobus elektryczny z funkcją cargo. Jestem przekonany, że już wkrótce będą one pracować na zyski spółek, które zdecydowały się w nie zainwestować – podkreślił Piotr Dardziński.

Na ofertę Sieci Badawczej Łukasiewicz składa się unikalny system Wyzwań Łukasiewicza, dzięki któremu grupa naukowców w nie więcej niż 15 dni roboczych przygotowuje dla przedsiębiorcy propozycję opracowania skutecznego rozwiązania wdrożeniowego w ramach czterech kierunków działalności – transformacji cyfrowej, inteligentnej mobilności, zdrowia oraz zrównoważonej gospodarki i energii. Angażuje przy tym najwyższe w Polsce kompetencje naukowców i unikalną w skali kraju aparaturę naukową. Przedsiębiorca nie ponosi żadnych kosztów związanych z opracowaniem pomysłu na prace badawcze.

– VIGO System od lat dziewięćdziesiątych współpracuje na poziomie badawczo-rozwojowym z instytutami, które dziś tworzą Łukasiewicz – Instytut Mikroelektroniki i Fotoniki. Dzięki tej kooperacji, udało nam się rozwinąć nowe technologie oraz stworzyć nowe innowacyjne produkty. Bardzo istotną rzeczą przy naszej współpracy jest dostęp do ogromnego zaplecza badawczo-rozwojowego. Realizując długofalową strategię rozwoju firmy zaczynamy nowy projekt z Łukasiewicz-IMIF i Politechniką Warszawską o całkowitym budżecie około 30 mln zł. Ma on na celu stworzenie zintegrowanych układów fotonicznych w zastosowaniach codziennego użytku. To otwiera nowy rozdział naszej współpracy. Jestem przekonany, że dalsze wspólne działania przyczynią się do wielu sukcesów i pozwolą budować innowacyjne środowisko dla rozwoju polskiej fotoniki – mówi Adam Piotrowski, prezes Vigo System S.A.

Lista projektów zaprezentowanych podczas konferencji:

Zdrowie:

  • Poszukiwanie nowych celów molekularnych w terapii depresji;
  • Technologie leków generycznych zabezpieczających dostępność terapii chorób cywilizacyjnych;
  • Elektrochemioterapia (ECT), czyli chemioterapia nowotworowa wspomagana elektroporacją odwracalną.

Transformacja Cyfrowa

  • Inteligentna fabryka – magazyny i zapasy;
  • Inteligentna fabryka – sieć dystrybucji i logistyka;
  • Inteligentna fabryka – cyfrowe łańcuchy dostaw.                    

Inteligentna Mobilność

  • EV600 – Mini autobus elektryczny z funkcją Cargo przeznaczony do transportu zbiorowego w obszarach podmiejskich, turystycznych, uzdrowiskowych, lotniskach;
  • Platforma Autonomiczna Wsparcia Operacyjnego poruszająca się w trybie zdalnego sterowania lub w trybie autonomicznym;
  • Inteligentne zatoczki rozładunkowe redukujące kongestię i poprawiające bezpieczeństwo w centrum miasta.

Zrównoważona gospodarka i energia

  • Polimery i biododatki do biodegradowalnych tworzyw sztucznych nowej generacji;
  • Technologia odzysku ciepła odpadowego z procesów przemysłowych;
  • Opracowanie metod odzysku jonów metali ze strumieni technologicznych i ścieków procesowych.

Ostatnia mila w logistyce e-commerce

Można powiedzieć, że ostatnia mila oznacza „tylko” końcowy etap dostarczania towaru do klienta. Jednak w przypadku zakupów internetowych właśnie ten finał okazuje się najbardziej istotny, kosztowny i skomplikowany w całym procesie logistycznym.

Gdy klikamy „kup teraz”, zupełnie nie myślimy o tym, jak skomplikowany proces uruchamiamy. A przecież od tego momentu rozpoczyna się walka z czasem, w efekcie której wybrany produkt powinien trafić w nasze ręce w 48 godzin, a coraz częściej w ciągu jednej doby. Nie jest to łatwe wyzwanie!

Jeszcze trudniejsze staje się obecnie, gdy z powodu pandemii wiele osób pracuje zdalnie. Nie tylko praca, ale także zakupy mogą być bezpieczniejsze, jeśli będą wykonywane przez Internet. Dodatkowo, na wzrost zainteresowania zakupami on-line w Polsce wpływ mogło mieć ograniczenie stacjonarnego handlu w niedzielę.

Z raportu Global Ecommerce 2020 wynika, że najwyższy na świecie wzrost sprzedaży w kanale e-commerce odnotuje w tym roku Europa Środkowo-Wschodnia – aż o 21,5% w stosunku do roku ubiegłego. Niektórzy analitycy przewidują, że te wyniki będą jeszcze bardziej spektakularne. Problem w tym, że ktoś ten wzrost musi obsłużyć.

Dlaczego ostatnia mila jest taka ważna?

Droga towaru od zamówienia do dostarczenia jest zazwyczaj długa. Dlaczego więc właśnie ostatnią milę uważa się za tak istotną?

– Przede wszystkim dlatego, że ten etap stanowi punkt styku pomiędzy sprzedawcą a klientem. Jego zadowolenie będzie zależało w dużej mierze od punktualności dostawy, od tego czy paczka trafi pod właściwy adres, od stanu przesyłki, czy też od kultury osobistej kuriera – mówi Urszula Rąbkowska z firmy logistycznej XBS Group.

Dostarczenie przesyłki do punktu odbioru lub pod drzwi klienta w obiecywanym terminie zależy nie tylko od sklepu, ale często także od kilku pośredników (magazyn, firma transportowa, kurier). A jednak, ostatecznie, klient będzie wystawiał opinię sklepowi. Może to zrobić w wyszukiwarce, w mediach społecznościowych, w porównywarce cenowej, czy też na platformie sprzedażowej, a negatywne oceny mogą mieć duży wpływ na decyzje innych potencjalnych klientów.

Z drugiej strony, sprawna logistyka może być elementem szeroko pojętej obsługi klienta i przewagą konkurencyjną firmy. Klient chętnie będzie zamawiał produkty w sklepie, który dostarcza paczki szybko, bezbłędnie, a kurier jest zarówno punktualny, jak i miły. W związku z tym etap ostatniej mili ma dla sklepu największe znaczenie ze względu na wizerunek czy reputację, a pośrednio ma wpływ także na przychody. W końcu ostatecznie do sklepu wróci tylko klient zadowolony.

Dlaczego ostatnia mila jest taka skomplikowana?

Skoro ostatni etap dostarczania przesyłek jest tak ważny, to z czego wynikają trudności?

– Wcześniejsze etapy, choć niezwykle ważne, można dość dokładnie zaplanować – zauważa Urszula Rąbkowska. – Przekazywanie informacji o zamówieniach ze sklepu on-line do magazynu można zautomatyzować. W magazynie proces kompletowania zamówień, a następnie ich pakowania i wydawania do wysyłki można poddać niemal bezbłędnym procedurom. Sam transport towaru do danego miasta również odbywa się najczęściej bez problemów, a współczesne systemy nawigacyjne pomagają przewidzieć i ominąć ewentualne utrudnienia na trasie. Komplikacje pojawiają się dopiero później – podkreśla.

Istotnym problemem jest chociażby rozdrobnienie punktów odbioru. Niegdyś towar był przewożony z magazynu do sklepu, w którym klienci robili zakupy. Obecnie, samo dotarcie transportu do danego miasta nie wystarczy – część klientów będzie chciała odebrać produkt w sklepie, część zamawia kuriera, jeszcze inni wskazują paczkomat lub inny punkt odbioru. W związku z tym dostawy z jednego sklepu do konkretnego miasta (nawet niewielkiego) trzeba podzielić na różne kanały dostawy. To generuje koszty i wyzwania organizacyjne.

Poza tym transport w mieście jest utrudniony przez wiele czynników. Niektóre korki da się przewidzieć, ponieważ powstają codziennie, ale już zatory wywołane kolizjami to zdarzenia losowe. Poza tym transport w dużych miastach może być utrudniony przez problemy związane z parkowaniem, czy też zakazy wjazdów obowiązujące ciężarówki w określonych miejscach, czy też w określonych godzinach.

Gdy przesyłki dostarczane są do punktów odbioru czy automatów, może się okazać, że niektóre z nich są przepełnione lub też, że brakuje miejsca na paczki o określonych gabarytach. Z kolei odwiedzając odbiorcę bezpośrednio, kurierzy często muszą fatygować się w dane miejsce kilkukrotnie, zanim zastaną adresata. 3-krotny powrót pod ten sam adres nie należy do rzadkości. Każda powtórna dostawa to także dodatkowe koszty i dodatkowy czas pracy kuriera. Opóźnienie w jednym miejscu, niczym domino, spowoduje kolejne opóźnienia.

Jeszcze inne problemy mogą dotyczyć produktów o krótkiej trwałości – np. spożywczych. W ich przypadku dostawa powinna być szczególnie szybka, a wszelkie błędy lub utrudnienia mogą sprawić, że towar w ogóle nie dotrze do adresata w formie nadającej się do użytku lub spożycia.

Na końcu mamy jeszcze wspomniany punkt styku osoby wydającej towar z odbiorcą końcowym – bez względu na to czy paczkę wyda sprzedawca w osiedlowym sklepie czy kurier, zachowanie takiej osoby może mieć znaczący wpływ na zadowolenie klienta z całej transakcji.

Kluczowe procesy dzieją się wcześniej

Co może pomóc w usprawnieniu logistyki na ostatniej mili? Na pewno korzystna jest rosnąca popularność automatów czy też punktów odbioru, dzięki którym klienci mogą odbierać przesyłki w dogodnym dla siebie miejscu i czasie. Więcej przesyłek zgromadzonych w jednym punkcie to znaczne ułatwienie dla kurierów. Natomiast tam, gdzie klienci życzą sobie dostawy bezpośredniej, ułatwieniem może być możliwość wcześniejszego ustalenia, w jakich godzinach odbiorca będzie dostępny pod danym adresem.

Choć jednak rozmaite udogodnienia mogą usprawnić terminowe dostawy, kluczowe okazują się operacje dokonywane na wcześniejszych etapach. Jeśli sam proces magazynowania i kompletowania zamówienia będzie przebiegał sprawnie i nie będzie generował wysokich kosztów, prawdopodobnie mniej problemów wystąpi także na ostatniej mili.

– Na organizację i koszty wpływać może choćby liczba magazynów, a więc konieczność przewożenia towarów między nimi – mówi Urszula Rąbkowska – Dlatego bardziej opłacalne może być utrzymywanie jednego magazynu centralnego zamiast kilku lokalnych. Wielu naszych klientów zanotowało duże oszczędności właśnie poprzez centralizację magazynowania – podkreśla przedstawicielka XBS Group.

Sam magazyn powinien być optymalnie wykorzystany. Wysokie półki i wąskie alejki przekładają się na niższe koszty składowania.  Z kolei usługi dodatkowe, oferowane przez niektóre firmy logistyczne, takie jak co-packing, sprawiają że sklep nie musi zatrudniać własnych pracowników np. do przygotowywania pakietów promocyjnych (w tym zestawów świątecznych).

Niezwykle ważne okazuje się także odpowiednie oprogramowanie, w którym wszystkie dane dotyczące m.in. stanów magazynowych, zamówień, przesyłek są ze sobą zintegrowane. Dzięki współpracującymi ze sobą systemom WMS oraz ERP można wygodnie śledzić drogę każdej przesyłki od złożenia zamówienia przez klienta, aż do momentu odbioru.

Ewentualnie, z magazynu produkty mogą trafiać do mniejszego centrum przeładunkowego w danym mieście, gdzie dopiero zostaną podzielone na różne formy dostawy. W takim przypadku mówimy jednak o znacznie mniejszych i tańszych w utrzymaniu obiektach niż oddzielne magazyny regionalne.

Istotne jest także planowanie tras wysyłek wspólnie z firmami transportowymi. Chodzi o to, aby trasy były możliwie efektywne. Co to znaczy? Otóż, lepiej wypuścić ciężarówkę w pełni załadowaną, która po drodze obsłuży kilka miast, niż wysyłać dwa lub trzy transporty wypełnione częściowo, gdzie każdy pojazd wyruszy do innego miasta. Konsolidowanie tras przekłada się zarówno na niższe koszty, jak i na mniejsze obciążenie dla środowiska, a przy dobrym rozplanowaniu, czas transportu może być w wielu przypadkach podobny.

Niektóre dane wskazują, że sama logistyka ostatniej mili generuje aż 40% wszystkich kosztów logistycznych. Niestety, uzyskanie większych oszczędności na tym etapie jest bardzo trudne. Nie zapominajmy jednak, że pozostaje jeszcze 60% kosztów, nad którymi zapanować jest znacznie łatwiej. Współpracując z odpowiednimi firmami i integrując wszystkie działania w jeden system, sklepy internetowe mogą dokonać znacznych oszczędności a zarazem skrócić czas dostawy towaru.

I choć pozornie te wcześniejsze etapy nie dotyczą problemu ostatniej mili, to jednak w praktyce mogą znacznie zmniejszyć ryzyko związane np. z opóźnieniami czy pomyłkami. Poza tym, jeśli pierwsze etapy zostaną zrealizowane sprawnie i bezbłędnie, kurier jadący do odbiorcy zyska więcej czasu. Nawet więc, jeśli straci w korku więcej czasu niż planował, nadal będzie miał większe szanse, że dotrze do celu jeszcze zanim wybije ta kluczowa dwudziesta czwarta lub czterdziesta ósma godzina od złożenia zamówienia przez klienta.

Deweloperzy są aktywni również w mniejszych miastach

Działalność deweloperów jest kojarzona głównie z miastami wojewódzkimi. Warto jednak pamiętać, że niektóre mniejsze ośrodki miejskie także bardzo skutecznie przyciągają inwestorów.

 

Aktywność krajowych deweloperów zwykle bywa analizowana w kontekście sześciu największych metropolii albo 16 – 18 miast wojewódzkich. Trudno się temu dziwić, bo wspomniane ośrodki miejskie są bardzo ważne dla wyników całej branży deweloperskiej. Niemniej jednak, czasem warto porzucić wielkomiejską perspektywę i przyjrzeć się aktywności firm deweloperskich na terenie mniejszych ośrodków. Analiza ekspertów portalu RynekPierwotny.pl wskazuje, że niektóre miasta liczące sobie poniżej 100 000 mieszkańców pod względem intensywności działań deweloperów wyprzedzają nawet znacznie większe miejscowości.Mapa 1 – Liczba domów i mieszkań wybudowanych w latach 2015-2019

Relatywnie dużo buduje się m.in. w Kołobrzegu oraz Ząbkach

Podczas swoich obliczeń bazujących na danych GUS-u, analitycy portalu RynekPierwotny.pl wzięli pod uwagę wszystkie krajowe miasta liczące poniżej 100 000 mieszkańców. W przypadku badanych ośrodków miejskich, obliczono między innymi łączną liczbę mieszkań ukończonych przez deweloperów od 2015 roku do 2019 roku, a także średnią liczbę ludności miasta w tym okresie. Po sprawdzeniu wszystkich miast, na terenie których domy i lokale wybudowali deweloperzy okazało się, że największą liczbą nowych mieszkań cechowały się następujące ośrodki miejskie, zaprezentowane na mapie.

Jeżeli chodzi o ścisłą czołówkę, to pewną niespodzianką może być wynik Siedlec. Warto jednak pamiętać, że wspomniane miasto jest jednym z większych ośrodków w badanej grupie. Poza tym w pierwszej dziesiątce znajdziemy prawie wyłącznie ośrodki miejskie, które mają charakter turystyczny i/lub są zlokalizowane blisko metropolii. Korzystnym umiejscowieniem charakteryzuje się też większość miast zajmujących pozycje 11 – 20 (patrz powyżej).

Pod względem liczby mieszkań na 1000 osób prowadzi Mielno

W badanej grupie ośrodków miejskich posiadających do 100 000 mieszkańców, eksperci RynekPierwotny.pl dostrzegli także miasta, gdzie przez 5 lat (2015 r. – 2019 r.) deweloperzy wybudowali bardzo dużo domów i lokali w przeliczeniu na 1000 osób. Pod tym względem najlepiej prezentuje się dwadzieścia miast zaprezentowanych na poniższej mapie.Mapa 2 – Liczba domów i mieszkań wybudowanych w latach 2015-2019.png

Podobnie jak w poprzednim przypadku, bardzo ważnym czynnikiem okazała się bliskość metropolii lub atrakcyjność turystyczna dwudziestu wiodących miast. Warto odnotować, że takie miejscowości jak Mielno, Siechnice, Szklarska Poręba, Międzyzdroje oraz Dziwnów pod względem relacji liczby ludności oraz wybudowanych lokali i domów deweloperskich, zdecydowanie wyprzedziły nawet wiodące metropolie. Ciekawy jest też przykład Ożarowa Mazowieckiego, Ząbek i Marek, gdzie w przeliczeniu na 1000 osób deweloperzy budują znacznie więcej lokali i domów niż na terenie pobliskiej Warszawy.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Negocjacji ciąg dalszy

Po burzliwym poniedziałku, którzy zaczął się ucieczką do ryzyka, a skończył odreagowaniem i powrotem przeceny USD, ostatnie godziny przynoszą uspokojenie, choć w ostrożnej atmosferze. Katalizatorów zmienności nie brakuje w tym tygodniu z brexitem, decyzją EBC, szczytem UE i pakietem fiskalnym w USA. O ile nie mówimy o funcie, inwestorzy tonują emocje.

Wczorajsze wstrząsy nie utrzymały się na długo. Poranna ucieczka od ryzyka, dla której katalizatorem była przecena funta po niepokojących wieści znad stołu negocjacyjnego brexitu, zaczęła przemijać wraz z przebudzeniem handlu w Nowym Jorku. Takie szybkie wygaszenie korekty sugeruje, że mieliśmy do czynienia z dostosowaniem pozycji (prawdopodobna realizacja zysków z ostatnich, mocnych ruchów) niż z istotną zmianą nastawienia inwestorów. Potwierdza to różnica w zachowaniu walut G10 z rynkami wschodzącymi. Choć ruchy par walut emerging markets z dolarem dochodziły do 1 proc., to po oczyszczeniu z korekty wartości dolara nie było widać dodatkowej presji na wyprzedaż ryzykownych aktywów. Szybkie odbicie, jak tylko sentyment wobec USD się odwrócił, a także umiarkowane wahania rynku akcji implikują, że nie doszło do istotnej zmiany zasad gry. Co najwyżej został zagubiony kierunek w obliczu mnożących się czynników ryzyka.

We wtorek nieco przycichło na froncie brexitu. Spekulacje o zerwaniu negocjacji przez brytyjskiego premiera Johnsona nie materializują się, a wręcz przeciwnie, BoJo przystąpił do bezpośrednich rozmów z szefową Komisji Europejskiej von der Leyen. Wczorajsza rozmowa telefoniczna nie przyniosła przełomu, ale sam fakt, ze strony chcą rozmawiać dalej jest już pozytywnie odbierany przez rynek. Kolejna tura rozmów ma być już w cztery oczy, prawdopodobnie podczas unijnego szczytu (czwartek-piątek), ale determinacja stron pokazuje, że wszystkim zależy na uzyskaniu porozumienia. Jedocześnie wydaje się oczywiste, że w kluczowych tematach rybołówstwa i subwencji publicznych dla firm każda ze strony będzie musiała pójść na jakieś ustępstwa. Nie będzie łatwo, nie będzie brakować zaskakujących nagłówków prasowych, jednak fakt, jak łatwo rynek podnosi GBP/USD pokazuje, że zakłady inwestorów są po pozytywnej stronie.

W USA polityka fiskalna jest w centrum uwagi, a politycy zdają się być zmobilizowani, by osiągnąć międzypartyjne porozumienie. Decyzja Izba Reprezentantów o zapewnieniu o jedne tydzień dłużej finansowania administracji państwowej bez nowej ustawy budżetowej (termin mijał 11 grudnia), jest dobrą informacją. Kongres daje sobie dodatkowy czas na uzgodnienie pakietu pomocowego, który ma być elementem ustawy budżetowej. Nowy termin do obserwacji do 18 grudnia, ale już teraz sygnały z Waszyngtonu dają nadzieję, że gospodarka USA wkrótce otrzyma fiskalne wsparcie. To dobra wiadomość dla USA i apetytu na ryzyko, ale jednocześnie przyhamuje korektę USD.

Czy polskie weto wobec unijnego budżetu może zostać wycofane? Prasa sugeruje, że taka opcja istnieje, jeśli powiązanie wypłat z przestrzeganiem zasad praworządności zostanie zawężone tylko do przypadków defraudacji środków. Tymczasem dziś rano rzecznik prasowy rządu informuje, że podejście Polski do rozmów o budżecie nie uległo zmianie. Czas goni, gdyż Bruksela do dziś dało Polsce i Węgrom czas na wycofanie weta, inaczej rozpocznie się realizacja planu B, tj. konstruowania Funduszu Odbudowy z pominięciem obu krajów. Próba sił zapewne będzie trwać do unijnego szczytu 10-11 grudnia, a możliwe i rozmowy przeciągną się na weekend. Rynek walutowy dalej widzi światełko w tunelu i liczy na ostateczny konsensus. W efekcie EUR/PLN utrzymuje trend boczny, choć im bliżej końca tygodnia kurs może odpływać w wyższe zakresy konsolidacji, tj. 4,49-4,50.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Z rynku do samorządu, z samorządu do inspekcji, z inspekcji z powrotem na rynek – zjawisko obrotowych drzwi w sektorze aptecznym i jego konsekwencje

byt szeroki zakres kompetencji samorządu aptekarskiego, dążenie do zamykania rynku, a także „obrotowe drzwi” polegające na przepływie osób między organami samorządu zawodowego a instytucjami inspekcji, tworzą „aptekarski układ zamknięty” uderzający zarówno w przedsiębiorców będących właścicielami aptek, jak i w pacjentów – to podstawowy wniosek z opublikowanych dzisiaj raportów Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Nie ulega wątpliwości, że w Polsce trwa obecnie spór dotyczący kształtu regulacji rynku aptecznego. Jedna z jego stron optuje za rynkiem otwartym, konkurencyjnym i propacjenckim. Druga forsuje model rynku zamkniętego i skoncentrowanego na realizacji interesów wąskiej grupy farmaceutów. W ciągu ostatnich lat prawodawca przychylał się raczej do tej drugiej koncepcji, osiągając zresztą rezultaty odwrotne do zamierzonych. Najlepszym przykładem może być „apteka dla aptekarza”, która – będąc regulacją mającą poprawić dostępność aptek na terenach wsi i małych miasteczek – doprowadziła do likwidacji ponad tysiąca placówek, w kilkudziesięciu przypadkach będących jedyną w okolicy.

Równolegle, coraz większą rolę w polskim systemie aptecznym odgrywa samorząd zawodowy aptekarzy. Jak wskazano w opublikowanym opracowaniu, konstytucyjnym zadaniem samorządów zawodowych jest reprezentowanie osób wykonujących zawody zaufania publicznego i sprawowanie pieczy nad właściwym wykonywaniem tych zawodów. Samorząd aptekarzy rości sobie tymczasem prawo m.in. do dokonywania wiążącej wykładni przepisów. Przykładem mogą być choćby przepisy antykoncentracyjne (słynny 1% aptek w województwie), z których brzmienia wprost wynika, że zakazują one wydawania nowych zezwoleń na prowadzenie apteki podmiotom, które już posiadają powyżej 1% aptek ogólnodostępnych w województwie. Samorząd aptekarski forsuje tymczasem interpretację sprzeczną z literalnym brzmieniem regulacji, zgodnie z którą zakazane miałoby być posiadanie więcej, niż 1% aptek w województwie. Organy samorządu wydają się przy tym nie zważać na orzeczenia NSA, czy chociażby fakt, że ustawodawca podejmował już kilkukrotne próby modyfikacji przepisów Prawa farmaceutycznego tak, by odpowiadały one wykładni forsowanej przez samorząd aptekarski.

Eksperci ZPP podkreślają, że na promowaniu sprzecznej z klarownym brzmieniem przepisu interpretacji, ponadstandardowa aktywność samorządu aptekarskiego się jednak nie kończy. Coraz częściej pragnie on de facto przejmować rolę regulatora rynku, wykraczając poza przewidzianą przepisami konstytucji rolę samorządu zawodowego. Przykładem takiego działania może być choćby uchwała Krajowego Zjazdu Aptekarzy ze stycznia 2020 roku, która stanowi że farmaceuta związany umową franczyzy nie daje rękojmi prawidłowego prowadzenia apteki. Teoretycznie nie istnieje żadna podstawa prawna ku temu, by samorząd mógł weryfikować rękojmię farmaceuty – w przypadku zawodów zaufania publicznego przyjmuje się, że uzyskanie prawa do wykonywania zawodu jest równoznaczne z uzyskaniem rękojmi, którą utracić można wyłącznie w rezultacie postępowania dyscyplinarnego. Samorząd apteczny jednak, bazując na zawartym z Głównym Inspektorem Farmaceutycznym porozumieniu, opiniuje wnioski o wydanie zezwolenia na prowadzenie apteki, dokonując w praktyce oceny, czy wnioskodawca daje rękojmię prawidłowego prowadzenia placówki.

Powyższemu zjawisku, tj. konsekwentnym próbom poszerzania zakresu kompetencji samorządu zawodowego, towarzyszy zjawisko „drzwi obrotowych” na rynku aptecznym. Polega ono na stosunkowo swobodnym przepływie osób pomiędzy poszczególnymi podmiotami budującymi rynek apteczny i wykonywaniu przez te same osoby wielu funkcji w relatywnie krótkich odstępach czasu. Farmaceuta prowadzący aptekę (będący zatem przedsiębiorcą) może stać się członkiem organu władz samorządu aptekarskiego, który z kolei dzięki swoim szerokim kompetencjom ma możliwość skutecznego ustanawiania reguł funkcjonowania na rynku. Nic nie stoi na przeszkodzie, by farmaceuta taki w kolejnym kroku objął stanowisko Wojewódzkiego, czy nawet Głównego Inspektora Farmaceutycznego, czyli realizował funkcję nadzoru nad rynkiem. Przepisy stanowią bowiem wprost, że inspektorem farmaceutycznym może być wyłącznie farmaceuta. Po zakończeniu pracy jako Inspektor, farmaceuta może wrócić do funkcjonowania na rynku jako przedsiębiorca prowadzący aptekę. W rezultacie, Główny Inspektor Farmaceutyczny może być byłym przedstawicielem władz samorządu aptecznego, a przedstawiciel władz samorządu aptecznego – byłym Inspektorem. Taka sytuacja tworzy swoisty „układ zamknięty”, którego ofiarami stają się w pierwszej kolejności właściciele aptek, dla których organy samorządu nie widzą na rynku miejsca, a w drugiej kolejności – pacjenci, dla których dostępność leków zmniejsza się.

Od tego, którą wizję rynku aptecznego przyjmie regulator, zależy zatem ostatecznie dobrostan pacjentów. Przykład Irlandii pokazuje, że rynek zamknięty powoduje zmniejszenie liczby placówek i zwiększenie cen leków nierefundowanych – dlatego właśnie irlandzki ustawodawca wycofał się z ustawy analogicznej do polskiej „apteki dla aptekarza”.

Mając na uwadze powyższe, eksperci ZPP apelują do prawodawcy o uznanie, że ostatecznym celem każdej regulacji rynku aptecznego nie powinien być komfort farmaceutów i właścicieli aptek, lecz dobro pacjentów i wysoka dostępność leków – zarówno w kontekście procedowanej ustawy o zawodzie farmaceuty, jak i przyszłych inicjatyw legislacyjnych.

Ostatnia mila – e-logistyka w 2020 i 2021 roku

E-commerce rośnie w siłę, to stwierdzenie niepodlegające dyskusji. W 2019 roku liczba e-sklepów wyniosła prawie 32 tys., a w tym roku, zgodnie z szacunkami, liczba nowopowstałych sklepów internetowych przekroczy 10 tys. Przewidywany wzrost przychodu generowanego przez polski e-commerce sięgnie aż 40%, co przełoży się na wygenerowanie wartości bliskiej 100 mld zł (szacunki przed pandemią mówiły o wartości 70 mld zł). Nowe regulacje prawne i zmiany w handlu stacjonarnym, wynikające z działań mających na celu ograniczenie rozprzestrzeniania się pandemii COVID-19 sprawiły, że struktura zakupów przeniosła się do sieci. Wszystko wskazuje na to, że ten trend zostanie z nami na dłużej. Jakie działania mogą pomóc sklepom stacjonarnym zachęcić konsumentów do przejścia z online do offline? Oferowanie nowych, pożądanych przez e-klientów usług, np. możliwości nadania i odbioru przesyłki kurierskiej.

Wzrost e-handlu wpłynął bezpośrednio na liczbę placówek nadawczo-odbiorczych w całej Polsce, które coraz częściej są wskazywane jako preferowana forma odbioru paczek. Z danych własnych Poczty Polskiej wynika, że sklepy partnerskie Żabka, należące do sieci spółki, stanowiły 48% całościowego udziału. To one zanotowały największą dynamikę wzrostu, która wyniosła ponad 18% rok do roku. Do sieci – oprócz sklepów Żabka, należą też stacje Orlen oraz kioski, placówki pocztowe i saloniki prasowe Ruchu. Inne autonomiczne sieci handlowe, takie jak np. Dino, Livio, marka „abc” czy Kaufland – zyskując status placówki pocztowej – również w ten sposób starają się utrzymać dotychczasowych klientów i zainteresować nową grupę konsumentów.

Dostawy do punktu

Widocznym kierunkiem w obszarze budowania łańcucha dostaw przez przewoźników, jest szukanie rozwiązań obniżających koszty dostarczenia przesyłek. Ostatnia mila to jedna z najważniejszych faz procesu realizacji zamówienia internetowego, która odpowiednio zorganizowana, może znacznie obniżyć koszty operacyjne firm kurierskich. Kilkukrotne próby dostarczenia paczki w momencie braku odbiorcy pod wskazanym adresem nie tylko generują dodatkowe koszty, ale wywołują frustrację obu stron procesu. Optymalizując własne procesy, w tym kładąc nacisk na efektywność kosztową, jak również kierując się oczekiwaniami konsumentów, przewoźnicy rozwijają usługę „odbioru w punkcie” rozumianą szeroko, nie tylko przez pryzmat automatów paczkowych. Dzięki temu, e-klient może odebrać przesyłkę w dowolnym momencie, w wybranym przez siebie miejscu.

Liczba punktów odbioru przesyłek cały czas rośnie, gdyż jest odpowiedzią na oczekiwania e-konsumentów w zakresie wygody i łatwości odbioru, jak również z uwagi na masowo realizowane zakupy online i zwiększenie liczby przesyłek pojawiających się w obrocie. Możliwości punktów nadawczo-odbiorczych, czy to maszyn paczkowych czy punktów retail są ograniczone, stąd konieczność uruchamiania nowych. Odbywa się to nie tylko poprzez ich budowanie od podstaw (np. stawianie nowych maszyn), lecz także poprzez wykorzystanie już dostępnej infrastruktury handlu stacjonarnego. Dziś, dzięki odpowiedniej technologii, każdy sklep czy sieć handlowa może stać się punktem nadawczo-odbiorczym, zwiększając zakres swoich usług i poszerzając grono potencjalnych klientów.

Jak wynika z badania Global State of the Consumer Tracker, realizowanego przez Deloitte na przełomie października i listopada br., zdecydowana większość (89%) polskich konsumentów decyduje się kupować żywność w sklepach stacjonarnych. Choć dość ostrożnie podchodzimy do robienia zakupów spożywczych online (7% ankietowanych), jest to trend, którego nie należy lekceważyć. Przemawia za tym sytuacja w dużych miastach, gdzie sklepy z żywnością zaczęły tracić klientów, a na wielkoformatowe obiekty zostały nałożone dodatkowe restrykcje sanitarne. Może to przełożyć się na niższy komfort robienia tradycyjnych zakupów offline i przejście konsumenta do online. Oferowanie przez sklepy dodatkowych usług, np. nadania lub odbioru paczki sprawi, że motywacja e-konsumenta, by wybrać daną placówkę zamiast zakupów internetowych wzrośnie.

E-logistyka przyszłości

Popularyzacja punktów odbioru jako preferowanej formy dostawy oraz migracja klienta w kierunku zakupów online powoduje, że branża logistyczna szuka optymalnych rozwiązań e-logistycznych, mających połączyć wszystkie składowe, tj.: konsumenta e-commerce, placówki sieci detalicznej oraz branżę KEP – w jedną spójną całość.

Przewoźnicy, dywersyfikując swoją ofertę, stawiają na współpracę z sieciami i sklepami stacjonarnymi – do tego celu wykorzystują dostępne już obiekty, zamiast budowania nowych punktów nadawczo-odbiorczych lub stawiania własnych maszyn paczkowych. To maksymalizacja potencjału rynku w funkcjonującej strukturze sprzedaży punktów stacjonarnych. Połączenie świata online z offline przekłada się na zbiór nazwanych i oczywistych korzyści wynikających z powstałej synergii.

Jak to wygląda w praktyce?

Sklep lub sieć detaliczna musi być widoczna na mapie prezentującej dostępne punkty odbioru przesyłki zamówionej online. Usługę lokalizacji punktu na mapie oferuje np. Bliskapaczka.pl, należąca do Sendit S.A. Dzięki takiemu rozwiązaniu e-klient, chcąc odebrać swoją przesyłkę, w procesie składania zamówienia online będzie mógł wybrać nie tylko popularne już maszyny paczkowe czy znane mu i obecne na mapie sieci partnerskie, lecz np. swój osiedlowy sklep, do którego mu najbliżej. Odbierając zamówienie, z dużym prawdopodobieństwem dokona tam też zakupów, przyczyniając się do zwiększenia obrotów danego biznesu. W naturalny sposób budowany jest dodatkowy napływ e-klienta w danej placówce sieci i to bez konieczności ponoszenia przez nią dodatkowych, płatnych działań marketingowych.

Trójstronne korzyści

Wprowadziliśmy niedawno na rynek system Smart-Points, który w powiązaniu z projektem BliskaPaczka.pl stał się nowoczesnym rozwiązaniem e-logistyki, przynoszącym korzyści dla wszystkich podmiotów transakcji kupna-sprzedaży. Projekt łączy potrzeby oraz oczekiwania zarówno e-klienta, dążącego do wygody odbioru przesyłki w wybranym przez siebie momencie i miejscu, e-sklepu, dbającego o satysfakcję oraz lojalność konsumenta oraz tradycyjnego sklepu offline, który przystępując do Smart-Points wprowadza u siebie nową usługę. Występując tym samym w roli placówki pocztowej, tradycyjny handel zyskuje możliwość pozyskania grona nowych klientów oraz generowania dodatkowego przychodu wynikającego z samego faktu obsłużenia e-klienta – zarówno w kontekście świadczenia usługi odbioru. jak również w ramach sprzedaży artykułów z własnej oferty.

Smart-Points ze swoją ideą naturalnie wpisuje się w trend popularyzacji odbioru przesyłek w punkcie. Kto wie, może ten model jest „biznesową witaminą”, dzięki której handel tradycyjny zmniejszy straty lub – co więcej – poprawi swoją kondycję spowodowaną utratą klientów w okresie pandemii? Czas pokaże.

Michał Goldmann, Prezes Zarządu, Sendit S.A.

Kto się boi nowego Prawa zamówień publicznych?

Nowa ustawa Prawo zamówień publicznych (PZP) zgodnie z planem powinna wejść w życie od 1 stycznia. Tymczasem wiele samorządów czy miast w ostatnich dniach apelowało o wydłużenie vacatio legis. „Dyskusja na temat późniejszego wprowadzenia nowej ustawy Prawo  zamówień publicznych to najczęściej efekt braku rozporządzeń wykonawczych do ustawy, oraz braku wiedzy jak przygotować dokumenty według nowej ustawy i w efekcie strach zamawiających przed nowymi przepisami – zauważa Małgorzata Dobrzyńska-Dąbska założyciel kancelarii DABSKA.LEGAL, która specjalizuje się w Prawie zamówień publicznych. „Prace nad przygotowaniem dokumentacji postępowań według nowej ustawy, w przypadku zamawiających ruszyły tak naprawdę dopiero kilkanaście dni temu” – dodaje ekspert.

Nowe przepisy dotyczące zamówień publicznych uchwalono już we wrześniu 2019. Obecnie trwają prace nad nowelizacją części przepisów, ale dotyczą one niewielkiego wycinka nowej ustawy. Zapewniono vacatio legis który powinien pozwolić przygotować się do nowych procedur. Tymczasem pod koniec listopada br. Związek Miast Polskich zaapelował o przesuniecie, o co najmniej 6 miesięcy terminu wejścia w życie nowej ustawy. Jak wynika z doniesień medialnych za dłuższym terminem opowiada się m.in. Warszawa, Gdynia, Łódź, Kołobrzeg czy Białystok, a włodarze miejscy wytykają rządowi chaos legislacyjny[1].

„Nowe przepisy będą dotyczyły tylko tych przetargów i zamówień, które zostaną ogłoszone po 1 stycznia 2021 r., o ile nie zostanie wydłużone vacatio legis. Wcześniejsze postępowania będą się odbywały na dotychczasowych zasadach. Może to skutkować przesunięciem ogłoszenia części zamówień na ten rok, by uniknąć nowych regulacji. Tych z niecierpliwością oczekują zwłaszcza wykonawcy, którzy będą mogli w większym stopniu wpływać na przebieg przetargu dzięki np. nowej procedurze negocjacji. Z kolei zamawiający obawiają się zmian, bo nowe przepisy nakładają na nich obowiązek precyzyjnego opisu przedmiotu zamówienia oraz przewidują konsekwencje niezachowania obowiązków należytego przygotowania. Problemem jest również na pewno brak przygotowania wcześniejszych szkoleń, dostosowanych do nowej ustawy  które tak naprawdę ruszyły w ostatnich tygodniach i dniach” – tłumaczy Małgorzata Dobrzyńska-Dąbska.

Część ekspertów, jak min. Stowarzyszenie Prawa Zamówień Publicznych przekonuje, że wydłużanie okresu wejścia w życie nowych przepisów będzie szkodliwe i zajmują zdecydowane stanowisko za utrzymaniem planowanego vacatio legis.

Jedną z kluczowych zmian, w PZP jest wprowadzenie przetargu nieograniczonego z negocjacjami, czyli trybu podstawowego zamówienia dopuszczającego negocjacje, w celu ulepszenia treści ofert, które podlegają ocenie w ramach kryteriów oceny ofert.

„To ważny przepis dla wykonawców, bo na odpowiednim etapie postępowania mogą mieć większy wpływ na określenie potrzeb zamawiającego, które często wynikają z bardzo precyzyjnych warunków technicznych oraz braku pełnej wiedzy zamawiających jak wygląda rynek produktu lub usługi i jakich rozwiązań mogą oczekiwać. Tak dzieje się np. przy okazji zamówień w służbie zdrowia, gdzie dostęp do oprogramowania czy sprzętu jest kluczowy dla jakości wykonanych usług, o czym zamawiający może nie mieć pełnej wiedzy. W przypadku zastosowana postępowania bez tego trybu, to na zamawiającym, jak dotychczas będzie ciążył obowiązek właściwego opisu przedmiotu zamówienia. Zamawiający nie są przygotowani do prowadzenia negocjacji i mają obawy przed specjalistami reprezentującymi wykonawców, którzy będą dążyć do narzucenia warunków postępowania jakie będą mogli spełnić.  Jeśli dodamy do tego że zamawiający podlega pod szereg regulacji w tym pod ustawę o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych, to w efekcie możemy wywnioskować, skąd bierze się opór dotyczący nowych przepisów o zamówieniach publicznych” – dodaje ekspert.

Nowe przepisy stanowią, ze postępowanie w trybie podstawowym z obligatoryjnymi negocjacjami będzie miało miejsce gdy potrzeby zamawiającego oraz specyfika przedmiotu zamówienia uniemożliwiają lub utrudniają precyzyjne opisanie warunków. W takiej sytuacji zamawiający będzie przygotowywał opis potrzeb i wymagań, w którym w szczególności określa minimalne wymagania, które muszą spełnić wszyscy wykonawcy oraz kryterium oceny ofert.

„W przypadku gdy negocjacje są wymuszane przez nowe przepisy ich przedmiotem mogą być zasadniczo wszystkie elementy zamówienia. Wykonawcy mogą negocjować wagi przypisane kryteriom oceny ofert, ale również aktywnie uczestniczyć w procesie tworzenia warunków zamówienia, co ma zapewnić efektywność realizowanego zamówienia. Oczywiście możliwe będzie przeprowadzenia postępowania bez negocjacji, ale tylko gdy zamawiający precyzyjnie określi przedmiot i warunki zamówienia na etapie wszczęcia postępowania. Zamawiający powinni być lepiej przygotowani do prowadzenia takich negocjacji, aby proponowane przepisy nie okazały się martwe.  To jest bardzo dobre rozwiązanie, ale zawsze będzie po stronie zamawiających obawa, czy na pewno kontrola zamówienia nie zakwestionuje ustaleń po negocjacjach. Nie ma w tej chwili rozwiązań, które zachęcałyby zamawiających do stosowania tego trybu” – podsumowuje  Dobrzyńska-Dąbska.

Prace nad nowelizacją ustawy Prawo zamówień publicznych zostały zakończone i oczekuje ona na podpis Prezydenta.

[1] RP.pl https://regiony.rp.pl/finanse/32796-znowu-kontrowersyjne-prawo-jeszcze-nie-obowiazuje-a-juz-je-nowelizowano?utm_source=rp&utm_medium=teaser_redirect

Współpraca CPK z powiatami w sprawie pozyskiwania danych ewidencyjnych nieruchomości

Przedstawiciele spółki Centralny Port Komunikacyjny podpisali dziś porozumienia ze starostami powiatów: sochaczewskiego, żyrardowskiego i grodziskiego w sprawie pozyskiwania danych geodezyjnych i kartograficznych z zasobów tych samorządów. To następny krok w ramach uruchomionego w ubiegłym tygodniu Programu Dobrowolnych Nabyć.

Dzięki dzisiejszym ustaleniom spółka Centralny Port Komunikacyjny będzie otrzymywać od powiatów informacje na temat nieruchomości na terenie Programu Dobrowolnych Nabyć (PDN). W spotkaniu w formie telekonferencji wzięli udział wiceminister infrastruktury i pełnomocnik rządu ds. CPK Marcin Horała, prezes spółki CPK Mikołaj Wild i członek zarządu CPK ds. nieruchomości Patryk Demski. Ze strony samorządowej porozumienia zostały zawarte w imieniu starostów: sochaczewskiego Jolanty Gonty, żyrardowskiego Krzysztofa Dziwisza i grodziskiego Marka Wieżbickiego.

 

Zawarte dziś porozumienia będą obowiązywały do końca 2023 r., podobnie jak uruchomiony w ubiegłym tygodniu Program Dobrowolnych Nabyć, w ramach którego otrzymaliśmy już pierwsze zgłoszenia od właścicieli zainteresowanych sprzedażą nieruchomości. Jest to istotny krok w procesie nabywania nieruchomości i planowania przestrzennego związanego z budową nowego lotniska i węzła kolejowego – mówi Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK.

Porozumienia z powiatami to kolejny, konsekwentny krok w ramach przygotowań do realizacji CPK. Będziemy korzystać z danych kartograficznych i geodezyjnych od powiatów podczas pozyskiwania gruntów pod budowę Portu Solidarność. Naszym celem jest sprawna budowa CPK, ale także jak najlepsze zagospodarowanie terenu wokół lotniska w ścisłej współpracy z przedstawicielami lokalnych władz – wyjaśnia Mikołaj Wild, prezes spółki CPK.

Jak wynika z założeń PDN, osoby zainteresowane szybką sprzedażą nieruchomości na rzecz CPK, które nie chcą w niepewności czekać na decyzję lokalizacyjną i wywłaszczenie, będą mogły zbyć ziemię wcześniej, otrzymując cenę opartą o jej wartość rynkową. W każdym przypadku wartość nieruchomości będzie określana w formie operatu szacunkowego, sporządzonego przez rzeczoznawcę majątkowego.

Spółka CPK nabywa nieruchomości z obszaru położonego na zachód od Warszawy, leżące między miastami Żyrardów, Grodzisk Mazowiecki i Sochaczew. Teren ten ograniczają: od południa autostrada A2, od zachodu droga krajowa nr 50, od północy wieś Szymanów i rzeka Pisia, a od wschodu – rzeka Pisia Tuczna i miejscowość Baranów.