Mobilny Bankowiec – wspólny projekt Banku Pocztowego i Poczty Polskiej – nabiera rozpędu

Dzięki tzw. leadom pozyskanym za pośrednictwem Mobilnego Bankowca, udzielono już kredyty o łącznej wartość blisko 3 mln zł, czyli 10-krotnie więcej niż po pierwszym miesiącu funkcjonowania projektu. Do aplikacji umożliwiającej zbieranie danych kontaktowych osób potencjalnie zainteresowanych uzyskaniem dodatkowego finansowania ma dostęp już 20 tysięcy listonoszy.

– Projekt, który był od podstaw tworzony z naszym strategicznym partnerem Pocztą Polską, nabiera rozpędu. Pod koniec sierpnia, czyli po pierwszym miesiącu działania Mobilnego Bankowca, dzięki uzyskanym za pośrednictwem aplikacji leadów Bank Pocztowy udzielił kredytów o łącznej wartości ponad 300 tysięcy złotych. Teraz dzięki Mobilnym Bankowcom wartość kredytów udzielonych z wykorzystaniem pozyskanych w ten sposób kontaktom wzrosła do 2,9 mln zł mówi Marcin Ledworowski, Członek Zarządu Banku Pocztowego.

Uruchomiony w połowie wakacji projekt to efekt strategicznej współpracy między spółkami z grupy Poczty Polskiej. Został stworzony tak, by korzyści z niego mogła czerpać jak największa grupa obywateli. Klienci uzyskują dostęp do produktów kredytowych Banku Pocztowego, doradcy Banku i Poczty dostęp do tzw. leadów kredytowych, a listonosze prowizję za pozyskanie kontaktu.

Mobilny Bankowiec to przykład wykorzystywania synergii między Pocztą Polską i Bankiem Pocztowym. To jeden z elementów ułatwiających rozwój bankowości pocztowej w Polsce, tak popularnej także w Europie, między innymi we Francji i Szwajcarii – mówi Andrzej Bodziony, Wiceprezes Zarządu Poczty Polskiej.  

W ramach projektu Mobilny Bankowiec,  została specjalnie przygotowana aplikacja na tablety. Listonosze z całego kraju mogą za jej pomocą zbierać dane kontaktowe osób potencjalnie zainteresowanych skorzystaniem z oferty kredytu gotówkowego. Imiona i nazwiska oraz inne informacje, jak dane kontaktowe i numer telefonu, są wpisywane w specjalny formularz na tablecie i za zgodą klienta przesyłane są bezpośrednio do doradcy. Ten kontaktuje się później z klientem w celu umówienia spotkania w dogodnym dla niego czasie w wybranej placówce Poczty Polskiej.

– Mobilny Bankowiec jest odpowiedzią Poczty Polskiej na coraz większe zainteresowanie naszych klientów usługami realizowanymi z użyciem nowoczesnych narzędzi komunikacji. To również wspólny wkład Poczty Polskiej i Banku Pocztowego w przeciwdziałanie cyfrowemu wykluczeniu niektórych grup społecznych oraz w zakresie korzystania z usług finansowych – dodaje Krzysztof Falkowski, wiceprezes zarządu Poczty Polskiej.

Na wzrost inflacji mają wpływ drożejące usługi

Podwyższona inflacja przywodzi na myśl głównie ceny produktów. Słabnąca pozycja waluty ma być związana z drożejącymi produktami na półkach sklepowych. Jednak w przypadku obecnej inflacji mamy do czynienia z innym mechanizmem. Można to zauważyć, analizując tegoroczne sprawozdania z cen towarów. Okazuje się, że wzrost ich cen w tym roku nie przekroczył nawet 1%. To bardzo mało – zważywszy, że aktualnie obserwujemy ponad 3% wzrost inflacji. Co ją w takim razie spowodowało?

– Jeżeli popatrzymy na to, co się dzieje w usługach – to tam w ujęciu rocznym obserwujemy 7% wzrost cen. Część z nich to usługi, na które państwo ma wpływ – na przykład wywóz śmieci, za który płacimy 50% więcej niż przed rokiem – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej.  Do tego przyczynił się wzrost kosztów za składowanie śmieci. Ale podrożały też inne usługi – głównie z powodu ostrej podwyżki płacy minimalnejOd stycznia jest ona podniesiona o przeszło 16%. To dużo więcej niż inflacja i przeciętny poziom płac. To zaowocowało podniesieniem płac tam, gdzie one były stosunkowo niewysokie i gdzie stanowią dużą część kosztu usługi. Jako społeczeństwo nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że usługi są drogie. Jeżeli usługodawcy podnosili ceny – szliśmy tam, gdzie ta cena została w miejscu. Jednak przy ostrym podniesieniu płac tego nie dało się tego utrzymać. Ceny usług rosną również przez pandemię. Wymagania higieniczne przekładają się na dodatkowe koszty zakładów usługowych. W jednostce czasu można obsłużyć mniej klientów, a to przekłada się na wzrost ceny. Przedsiębiorstwa ponoszą również dodatkowe koszty pozapłacowe – takie jak droższa energia, śmieci i woda. Dlatego analizując aktualny poziom inflacji należy pamiętać, że na jej wzrost wpływ mają przede wszystkim usługi: wzrost płacy minimalnej i cen usług państwowych – wyjaśnia Soroczyński.

Branża transportowa w nowych realiach – jak TSL radzi sobie na home office?

Wykonywanie obowiązków poza obszarem firmy staje się coraz bardziej popularne. Według badań nawet 57% pracodawców jest chętnych do wprowadzenia pracy zdalnej długofalowo[i]. Ma to oczywiście związek z pandemią koronawirusa, która przyczyniła się do wielu zmian w funkcjonowaniu wszystkich sektorów życia zawodowego. Jednak nie każdy miał okazję komfortowo dostosować się do nowych realiów. 39 proc. pracowników, w momencie wprowadzenia pracy zdalnej nie czuło się do niej przygotowanych ze względu na brak odpowiednich rozwiązań technologicznych[ii]. Branża TSL to z kolei jeden z największych sektorów w Polsce, który musiał dostosować się do nowych realiów Jakie rozwiązania wprowadziły firmy transportowe? Jak skutecznie organizować zdalny back-office w TSL? Odpowiada Dawid Kochalski, ekspert Grupy INELO.

Nie każde polskie przedsiębiorstwo transportowe było przygotowane na zmiany spowodowane pandemią koronawirusa. TSL to obecnie jedna z największych branż w Polsce z ogromnym znaczeniem dla polskiej gospodarki, dlatego ważne było znalezienie rozwiązań, które pomogą jej w skuteczny sposób organizować pracę nie tylko w trasie, ale także w biurach. ­– Transport, logistyka i spedycja to podstawa funkcjonowania gospodarek na całym świecie. Łatwo zauważyć, że mimo obecnej sytuacji na świecie popyt na usługi TSL nie słabnie, jednak mocno zmienia się organizacja pracy w tym sektorze. Wiele firm, szczególnie małe i średnie przedsiębiorstwa nie były przygotowane na tak dynamiczne zmiany. Część z nich może nie poradzić sobie z wdrożeniem nowych rozwiązań. Aby utrzymać konkurencyjność na rynku przedsiębiorcy muszą jak najszybciej dostosować się do obecnie obowiązujących realiów wprowadzając zmiany, które poprawią komfort pracy zdalnej oraz maksymalnie zautomatyzują procesy logistyczne i transportowe ­– komentuje Dawid Kochalski, ekspert Grupy INELO.

Branża TSL vs. praca zdalna

Przeniesienie pracy z biura do domu niejednokrotnie stanowiło ogromne wyzwanie dla wielu firm transportowych, w szczególności, kiedy transport sprzętu potrzebnego do wykonywania obowiązków służbowych do domu pracownika nie był możliwy. Według raportu Future Busines Institute 18% badanych jako problem związany z pracą zdalną wskazuje na brak odpowiednich technologii, które ułatwiłyby pracę poza biurem. Problemy ze sprzętem ciągną za sobą konieczność inwestowania w narzędzia, które pozwolą na łatwy dostęp do programów potrzebnych do realizacji frachtów oraz organizacji pracy całej firmy. – Przedsiębiorstwa z branży TSL obawiały się zaburzenia procesów komunikacji oraz spadku efektywności pracy swoich pracowników. Istnieje jednak duża liczba programów oraz aplikacji, które wspomagają monitorowanie aktywności pracy, czy wspierają komunikację między pracownikami. Dzięki odpowiednim narzędziom jesteśmy w stanie planować zadania oraz sprawdzać status ich realizacji, aby zminimalizować prawdopodobieństwo opóźnień czasowych. Obawy te jednak szybko zamieniły się w działania. Firmy zainwestowały w odpowiedni sprzęt aby umożliwić swoim pracownikom pracę zdalną. Doskonałym rozwiązaniem okazała się także inwestycja w nowe technologie. Systemy, takie jak TMS pozwalają zarządzać procesami w firmie z dowolnego miejsca na świecie z dostępem do internetu Co więcej, wiele firm bało się także o bezpieczeństwo danych i przepływ dokumentów poza miejscem pracy. Tutaj znów ogromnym wsparciem okazały się nowe technologie w transporcie. Informacje z systemów TMS przechowywane są na w wewnętrznych serwerach, a dane telematyczne zapisywane są w chmurze, do której dostęp ma tylko administrator. Dużą rolę odgrywa także szyfrowanie wszystkich danych, dzięki czemu osoby trzecie nie mają dostępu do poufnych informacji – dodaje Dawid Kochalski.

Czy koniec pandemii pogrzebie pracę zdalną?

Zarówno pracodawcy oraz pracownicy przyzwyczaili się do nowego modelu pracy, a raporty i badania wskazują, że w momencie powrotu do względnej normalności, chcieliby mieć możliwość jej kontynuowania. 57% badanych uważa, że mogliby utrzymać taki system pracy po zakończeniu pandemii. Takie dane wskazują na korzyść home office, które mimo pierwotnych problemów i zamieszania przy wprowadzaniu tego modelu, okazało się dobrą alternatywą pracy, która przynosi satysfakcję pracownikom oraz pracodawcom. Wcześniejsze obawy o spadek efektywności również wydają się być bezpodstawne, badanie Bezpieczni w Pracy wskazuje, że blisko 80 proc. pracodawców nie odnotowało jej spadku a aż 17 proc. zauważa jej poprawę. W badaniu Future Business Institute ponad 50 proc. respondentów uważa, że praca zdalna pobudza innowacyjność. Pandemia przeprowadziła także rewolucję w procesie rekrutacji, duża liczba przedsiębiorstw wprowadziła całkowicie zdalne procesy rekrutacyjne. Dane wskazują, że blisko 50 proc. ankietowanych twierdzi że całkowicie zdalna rekrutacja zachęca ich do aplikowania na dane stanowisko[iii]. – Takie dane mają ogromne znaczenie dla przyszłego kształtowania wyglądu zespołu. Niejednokrotnie lokalizacja firmy blokuje możliwość znalezienia specjalistów, którzy mogliby wspierać rozwój i działania firmy. Dzięki rekrutacji online oraz pracy zdalnej możliwe będzie zatrudnienie pracowników nie tylko z najbliższej okolicy, ale praktycznie z całej Polski i nie tylko. To sprawia także, że konkurencja oraz rynek pracy staje się znacznie bardzie otwarty, co daje dużo więcej możliwości. Warto zaznaczyć także, że coraz więcej przedsiębiorstw transportowych korzysta z systemów telematycznych oraz nowoczesnych technologii, które skutecznie wspierają automatyzację procesów w firmie. Cyfryzacja jest kluczem do pracy zdalnej, więc podmiotów korzystających z tych rozwiązań przeszło transformację z „normalnego” trybu pracy na „covidowy” zupełnie bezboleśnie – mówi Kochalski, ekspert Grupy INELO.

[i] http://bezpieczniwpracy.pl/wp-content/uploads/2020/10/Raport-Bezpieczeństwo-Pracy-w-Polsce-2020.pdf

[ii] http://www.pte.pl/pliki/2/36/Future_Business_Institute.pdf

[iii] https://prowly-uploads.s3.eu-west-1.amazonaws.com/uploads/landing_page_image/image/266143/f8f1b4f13d3af3f28575dea557d6ac27.pdf

Kupujemy mniej mieszkań. W listopadzie znaczny spadek wnioskujących o kredyt mieszkaniowy

Wartość BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Przedostatni w tym roku, jedenasty odczyt Indeksu wyniósł -4,4%, co oznacza, że w listopadzie 2020 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 4,4% w porównaniu z listopadem 2019 r.

W listopadzie 2020 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 31,72 tys. potencjalnych kredytobiorców, w porównaniu do 33,60 tys. rok wcześniej – jest to spadek o -5,6%. W porównaniu do października 2020 r., liczba wnioskujących spadła o 17,5%, zaś w stosunku do minimum z kwietnia 2020 r. wzrosła o 14,0%. Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w listopadzie br. wyniosła 300,21 tys. zł i była o 6,6% wyższa niż w listopadzie 2019 r.

– Na wartość Indeksu pozytywnie wpłynął wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu, która ponownie (po kwietniu br.) przebiła barierę 300 tys. zł. Natomiast negatywny wpływ miał spadek liczby wnioskodawców. Listopadowy odczyt Indeksu jest ponownie ujemny. Nie ma więc kontynuacji optymizmu, jaki obserwowaliśmy we wrześniowym, a jeszcze wyraźniej w październikowym odczycie, które były dodatnie po serii ujemnych odczytów z okresu marzec – sierpień.

Mamy więc pierwszy sygnał ostrzegawczy wskazujący, że odbudowa popytu (ujęcie wartościowe) na rynku kredytów mieszkaniowych przyjmie raczej kształt litery W. Potwierdza się więc moja ostrożność co do optymizmu, wzmiankowana w poprzedniej – październikowej informacji o BIK Indeksie. Na razie mamy labilność popytu na kredyty mieszkaniowe: w styczniu i lutym duże wzrosty, w marcu lekki spadek, w kwietniu – głęboki spadek, w maju lekka poprawa, w czerwcu wyraźna poprawa, stabilizacja w miesiącach wakacyjnych lipcu i sierpniu, we wrześniu i październiku odczyty dodatnie i ponowny spadek w listopadzie.

Dużą niewiadomą będzie sytuacja w grudniu, jednak wygląda na to, że w 2021 rok wejdziemy raczej w pesymistycznych nastrojach – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Trzeba również pamiętać, że Indeks opisuje jedynie stronę popytową rynku kredytów mieszkaniowych i to tylko w wymiarze wartościowym. Warto zwrócić uwagę na wzrost wartości średniej kwoty wnioskowanego kredytu, co częściowo może być związane z poluzowaniem przez część banków wymagań co do udziału własnego – a tym samym wzrostu akceptowalnego poziomu wskaźnika LtV – dodaje prof. Rogowski.

BIK Indeks – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe wyniósł w listopadzie 2020Metodyka indeksu:

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

Banki centralne wznowiły skup złota

Środowe posiedzenie RPP nie przyniosło niespodzianki. Stopy procentowe zostały utrzymane na niezmienionym poziomie, a Rada Polityki Pieniężnej jest gotowa do dalszego wspierania gospodarki jeśli sytuacja będzie tego wymagać. Zarówno w Polsce, jak i na rynkach globalnych utrzymuje się silny apetyt na ryzyko, obecny od czasów amerykańskich wyborów prezydenckich. W piątek poznaliśmy dane z amerykańskiego rynku pracy. Mimo słabego odczytu i dużo niższej od oczekiwań kreacji nowych miejsc pracy indeksy amerykańskie zakończyły tydzień na rekordowych poziomach.

Silne wzrosty na rynkach wschodzących nie omijają Polski. Indeks szerokiego rynku WIG zakończył tydzień wzrostem o 3,76% i był to piąty wzrostowy tydzień z rzędu, a łącznie od początku listopada WIG wzrósł o 25,41%.Ciągle jednak indeks w tym roku pozostaje pod kreską na poziomie blisko -4,34%.

Warto zauważyć, że według raportu World Gold Council, po dwóch kolejnych miesiącach sprzedaży netto banki centralne wznowiły skup złota. Pojawiający się popyt ze strony tak dużych inwestorów oraz perspektywa kolejnych programów stymulacyjnych sprawia, że perspektywy dla wzrostu cen metali szlachetnych pozostają sprzyjające.

W tym tygodniu oczy inwestorów będą skierowane na negocjacje Unii Europejskiej z Wielką Brytanią w kwestii umowy handlowej. Brak porozumienia sprawi, że od 1 stycznia relacje handlowe między stronami napotkają szereg barier, które utrudnią swobodny handel. Również w tym tygodniu odbędzie się posiedzenie ECB, który podejmie decyzje w sprawie stóp procentowych (czwartek). Rynki oczekują gołębiej komunikacji i zwiększenia poziomu skupu aktywów.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Zapłata podatku przez osobę trzecią

Obowiązek zapłaty podatku ciąży na każdym podatniku. Podstawą prawną tego obowiązku jest art. 84 Konstytucji RP. Wspomniany przepis Konstytucji RP w zakresie powstania obowiązku podatkowego oraz zobowiązania podatkowego odsyła już do poszczególnych ustaw podatkowych, w tym w szczególności do ustawy – Ordynacja podatkowa. Czy prawnie dopuszczalne jest zapłacenie podatku nie bezpośrednio przez podatnika, a przez osobę trzecią? Jeżeli możliwość taka istnieje, to czy prawo przewiduje jakieś warunki dla zapłaty podatku przez osobę trzecią?

Zapłata podatku przez inny podmiot niż podatnik

Obowiązujące obecnie w Polsce przepisy prawa podatkowego przewidują możliwość zapłaty podatku nie tylko przez podatnika, ale również przez osobę trzecią. Wyróżnić możemy dwie grupy osób, które w zależności od przynależności do jednej z nich będą mogły zapłacić za podatnika podatek wyłącznie do określonej kwoty lub bez ograniczeń kwotowych. Pierwsza grupa to osoby bliskie dla podatnika. Należą do nich małżonek podatnika, jego zstępni, wstępni, pasierb, rodzeństwo, ojczym oraz macocha. Każda z tych osób może zapłacić podatek za podatnika niezależnie od wysokości tego podatku. Druga grupa to wszystkie pozostałe osoby niespokrewnione z podatnikiem i nienależące do jego rodziny. Osoby obce dla podatnika mogą również zapłacić za niego podatek z tym, że w takim przypadku obowiązuje już limit, który wynosi 1000 zł – wyjaśnia adwokat Marek Szymała z Kancelarii Adwokatów i Radców Prawnych Szymała Zaremba.

Należy pamiętać o tym, że rozwiązanie prawne umożliwiające osobom trzecim zapłatę podatku, który dotyczy samego podatnika, został wprowadzony do Ordynacji podatkowej 1 stycznia 2016 roku. Przed tą datą przepisy podatkowe nie przewidywały w ogóle możliwości zapłaty podatku przez kogoś innego niż sam podatnik.

Skutki zapłaty podatku przez osobę trzecią

Zapłata podatku przez osobę trzecią odnosi bezpośredni skutek wobec zobowiązań podatkowych podatnika. Skuteczność ta nie jest uzależniona od wyrażenia przez podatnika albo organ podatkowy zgody na zapłatę podatku przez osobę trzecią. Z chwilą zapłaty podatku przez osobę trzecią zobowiązanie podatkowe podatnika wygasa z mocy prawa, zatem późniejsza wpłata dokonana już przez samego podatnika, dotycząca tego samego zobowiązania podatkowego za ten sam okres podatkowy, będzie traktowana jako wpłata nienależna (powstanie nadpłata podatku do zwrotu na rachunek podatnika).  

Treść dowodu zapłaty

Obowiązkiem osoby bliskiej, zamierzającej uwolnić podatnika od ciążącego na nim zobowiązania podatkowego poprzez zapłatę należności, jest wskazanie takiej okoliczności na dowodzie zapłaty. W razie umieszczenia takiej adnotacji i braku wątpliwości co do przeznaczenia wpłaty, należy przyjmować, że wpłata nastąpiła ze środków podatnika. Tym samym istotnego znaczenia dla oceny, czy określona zapłata osoby trzeciej stanowiła w rzeczywistości uiszczenie podatku, który obciążał podatnika, czy też była innego rodzaju świadczeniem pieniężnym, stanowić będzie informacja zawarta w tytule przelewu. Dopisek informujący, że przelew stanowi zapłatę określonego podatku wymienionej z imienia i nazwiska osoby (oczywiście innej niż sam wpłacający), będzie wystarczający dla uznania, że przelew ten jest zapłatą cudzego podatku. W konsekwencji tak wykonany przelew pieniędzy na mikrorachunek podatkowy podatnika stanowić będzie zapłatę podatku podatnika przez osobę trzecią. Środki przelane w ramach takiego przelewu traktowane będą tak jakby pochodziły od samego podatnika.

Zapłata podatku przez osobę trzecią a egzekucja z pieniędzy

Przepisy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji jako jeden ze środków egzekucyjnych przewidują egzekucję z pieniędzy. Organ egzekucyjny stosuje egzekucję z pieniędzy poza siedzibą tego organu poprzez ustne wezwanie zobowiązanego do zapłaty egzekwowanej należności pieniężnej, odsetek z tytułu niezapłacenia jej w terminie, kosztów upomnienia i kosztów egzekucyjnych oraz pobranie od zobowiązanego tych należności. Pobranie należności pieniężnej nastąpić może gotówką lub bezgotówkowo przy użyciu terminala płatniczego. W związku z powyższym zadać można pytanie, kiedy dana wpłata – np. przy użyciu terminala płatniczego – będzie, a kiedy nie będzie stanowiła egzekucji z pieniędzy. Odpowiedź na to pytanie ma doniosłe konsekwencje dla podatnika, gdyż zastosowanie środka egzekucyjnego (a takim jest egzekucja z pieniędzy), o którym podatnik został zawiadomiony, przerywa bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego. Odpowiadając na to pytanie, należy w pierwszej kolejności zwrócić uwagę na to, że ustne wezwanie do zapłaty egzekwowanej należności pieniężnej, np. zaległości podatkowej, musi nastąpić wobec samego zobowiązanego (podatnika), a nie wobec innej osoby. Jeżeli więc wezwanie do zapłaty egzekwowanej należności pieniężnej nie zostanie wyrażone ustnie wobec zobowiązanego (podatnika), a np. wobec osoby trzeciej, która chwilę później dokona wpłaty zaległości podatkowej poborcy skarbowemu traktując ją jako zapłatę podatku dotyczącego podatnika, to czynność ta nie będzie stanowiła egzekucji z pieniędzy. Inaczej będzie natomiast w sytuacji, gdy poborca skarbowy wezwie zobowiązanego (podatnika) do zapłaty egzekwowanej należności pieniężnej, a ten zdecyduje się wpłacić pieniądze gotówką lub bezgotówkowo przez terminal płatniczy. Wówczas spełnione zostaną wszystkie warunki by traktować taką wpłatę dokonaną przez samego podatnika (zobowiązanego) jako egzekucję z pieniędzy. Co więcej, w takiej sytuacji przyjąć należy, że podatnik został zawiadomiony o zastosowanym środku egzekucyjnym (egzekucji z pieniędzy), gdyż na pokwitowaniu pobrania pieniędzy znajdować się będzie podpis zobowiązanego (podatnika). Tak przeprowadzona czynność egzekucyjna spowoduje przerwanie biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego.

Agregator bankowych API firmy Savangard otwiera drogę do nowych możliwości biznesowych, nie tylko dla sektora finansowego

Firma Savangard właśnie wprowadza na rynek nowe rozwiązanie z zakresu otwartej bankowości. Whizzapi to gotowy agregator API, który pozwala na szybką integrację ze wszystkimi API bankowymi w Polsce przy użyciu jednego interfejsu. Otwiera to całkowicie nowe możliwości, nie tylko bankom, ale również firmom z innych sektorów, m.in. ubezpieczeniowego czy energetycznego, które mogą od teraz zyskać dostęp do pełnego potencjału otwartej bankowości.

Sektor bankowy w Polsce jest od dawna pionierem nowych technologii oraz siłą napędową cyfrowej transformacji gospodarki, dzięki czemu możliwy był rozwój tzw. otwartej bankowości. Dzięki unijnej dyrektywie PSD2 i wiążącej się z nią możliwości budowania aplikacji opartych o dane bankowe także przez strony trzecie (TPP – Third Party Provider), coraz więcej firm może wykorzystać potencjał open bankingu. Kluczem do sukcesu dla przedsiębiorstw chcących np. świadczyć usługę dostępu do informacji o rachunku są wydajne agregatory API, pozwalające w kilka sekund zintegrować się i przetworzyć dane pochodzące z różnych banków przy wykonaniu tylko jednej interakcji.

Otwarta bankowość dla firm

Przykładem takiego agregatora może być stworzone przez firmę Savangard Whizzapi. Rozwiązanie zapewnia szybkie i optymalne połączenie z API bankowymi i wejście w świat otwartej bankowości bez konieczności uwzględniania różnic implementacyjnych pomiędzy bankami. Whizzapi realizuje dyrektywę PSD2 z perspektywy TPP, zapewniając najwyższe standardy bezpieczeństwa. Zgodnie ze wspomnianą dyrektywą w ramach usług oferowanych jako licencjonowana strona trzecia, Whizzapi umożliwia ich dwa typy: AIS (Account Information Service), czyli dostęp do rachunku, oraz PIS (Payment Initiation Service), która umożliwia inicjowanie płatności.

– Polscy przedsiębiorcy już przyzwyczaili się do korzystania z dobrodziejstw cyfrowej bankowości, chętnie wybierają nowoczesne metody płatności, czy korzystają z profilu zaufanego. Nadszedł czas, aby poznali także zalety otwartej bankowości. Dzięki Whizzapi mogą oni w prosty sposób, za zgodą klienta, korzystać z informacji o jego rachunku, ułatwiając mu w ten sposób realizację wielu usług, takich jak choćby zakup ubezpieczenia czy opłatę rachunków bezpośrednio w aplikacji dostawcy – podkreśla Janusz Konik, Prezes Zarządu Savangard.   

Zalety dla małych i dużych przedsiębiorstw

W jakich sektorach w szczególności można wykorzystać zalety otwartej bankowości? Oprócz wspomnianych już branż: ubezpieczeniowej (m.in. ocena ryzyka danej osoby na podstawie jej wydatków na poszczególne kategorie produktów) czy energetycznej (m.in. zapłata za rachunki, bezpośrednio w aplikacji dostawcy, bez potrzeby przekierowywania do banku), Whizzapi może wspierać także klientów związanych z rynkiem franczyzy, pożyczek, windykacji czy księgowości.

– Tak naprawdę, potencjał agregatora API może być wykorzystany w każdym przedsiębiorstwie, które zechce ułatwić w ten sposób klientom dostęp do swoich usług. Franczyzodawcy mogą dzięki temu zweryfikować płynność finansową potencjalnych partnerów, windykatorzy oszacują zdolność finansową dłużnika i zaproponują optymalny harmonogram spłat, a księgowi w łatwy sposób pobiorą wyciągi. To dodatkowy komfort dla finalnego klienta, który w uwierzytelniony i bezpieczny sposób udostępnia dane rachunku, a dla firmy szansa na zbudowanie dodatkowej przewagi konkurencyjnej i optymalizacja kosztów obsługi – dodaje Janusz Konik.

 

Whizzapi jest już dostępne dla małych, jak i dużych firm – może być zaimplementowane lokalnie lub w chmurze.

Polacy ufają doniesieniom naukowców. Coraz częściej zauważają wpływ ich badań na codzienne życie

Polscy naukowcy mają na swoim koncie coraz więcej przełomowych osiągnięć w skali świata. Zidentyfikowanie genu, który odpowiada za odporność roślin na chorobę zwaną rakiem ziemniaka, oraz optymalizacja kwalifikacji do zabiegów przezskórnego otwarcia przewlekle zamkniętych tętnic wieńcowych na podstawie nieinwazyjnej tomografii komputerowej serca – to dwa rozwiązania wyróżnione w tegorocznych konkursach naukowych. Oba będą mieć duży wpływ na życie codzienne milionów ludzi. W mediach społecznościowych startuje właśnie akcja #ThankYouScience, w ramach której można podziękować naukowcom za ich osiągnięcia i wybitny wkład w zmienianie świata na lepsze. 

– Świadomość istotności i wpływu badań naukowych na życie codzienne jest w społeczeństwie coraz większa. Niemniej przydałoby się więcej akcji, które popularyzują naukę, przekazują wiedzę naukową w sposób prosty, zrozumiały i pokazują korzyści z prowadzenia badań naukowych. Jedną z takich akcji jest #ThankYouScience, gdzie prezentowane są badania naukowe i ich wpływ na życie codzienne każdego z nas – mówi agencji Newseria Biznes dr Jarosław Plich, laureat Nagrody AgroBioTop Komitetu Biotechnologii Polskiej Akademii Nauk.

Z badań opinii społecznej przeprowadzonych przez instytut Kantar na zlecenie firmy Bayer wynika, że Polacy najbardziej ufają doniesieniom naukowców. Wskazało tak 78 proc. respondentów. Badanie, które miało na celu sprawdzić, jakie jest społeczne podejście do wiedzy naukowej, pokazało, że w kwestii wyzwań współczesnego świata Polacy polegają głównie na nauce.

– Społeczeństwo ma coraz większą świadomość, jak ważni są naukowcy i ich odkrycia, jaki mają one wpływ na funkcjonowanie społeczeństwa. Dlatego tak pozytywnie oceniam wszelkie inicjatywy, które wspierają naukę i naukowców, w tym #ThankYouScience – mówi dr hab. n. med. Maksymilian Opolski, kardiolog, laureat Nagrody Prezesów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Inicjatywa ta, zainicjowana przez firmę Bayer, wystartowała w mediach i kanałach społecznościowych na początku grudnia i potrwa do 15 stycznia. Jej celem jest wyrażenie wdzięczności naukowcom za ich zaangażowanie, dociekliwość i wiarę w przełomowe odkrycia. Inicjatorzy zachęcają, żeby w ramach akcji pokazywać w mediach społecznościowych, jak ich praca zmienia nasze codzienne życie.

– Akcja #ThankYouScience narodziła się w celu podziękowania ludziom nauki. Ludziom, którzy często stoją gdzieś w tle, ale pracują z ogromną pasją i wieloma wyrzeczeniami. Jak wiadomo, nie zawsze wszystkie ich osiągnięcia są pozytywne – 90 proc. pracy naukowców ląduje w koszu, a tylko te 10 proc. powoduje, że nasze życie staje się lepsze. Dobrze więc połączyć siły, żeby tym ludziom dodać jeszcze więcej energii – mówi Monika Lechowska-Wróbel, dyrektor ds. komunikacji w Bayer. – Aby dołączyć do grona osób, które chciałyby podziękować ludziom nauki, wystarczy wpisać #ThankYouScience i na YouTubie lub Facebooku obejrzeć filmy przybliżające postaci laureatów dwóch tegorocznych konkursów naukowych i ich osiągnięcia.

Jak wskazuje, przyczynkiem do akcji #ThankYouScience była współorganizowana od 20 lat przez Bayer i Polskie Towarzystwo Kardiologiczne gala nagród, wyróżniająca najlepsze osiągnięcia kardiologów, oraz gala rozdania nagród AgroBioTop Komitetu Biotechnologii PAN. W tym roku ze względu na pandemię koronawirusa oba wydarzenia – po raz pierwszy od dwóch dekad – się nie odbędą.

– Postanowiliśmy więc przenieść je do mediów społecznościowych, gdzie wszyscy jesteśmy obecni. Tam masowo możemy podziękować tym ludziom – mówi Monika Lechowska-Wróbel.

Bohaterami akcji są właśnie jurorzy i laureaci dwóch prestiżowych nagród naukowych – kardiologicznej i agrobiotechnologicznej – którzy w jej ramach dzielą się swoją wiedzą, motywacjami i planami.

– Moje główne osiągnięcie to wprowadzenie do użytku klinicznego tzw. tomograficznej skali o nazwie CT-RECTOR, która przewiduje wynik zabiegu otwarcia zamkniętej tętnicy wieńcowej za pomocą metod kardiologii interwencyjnej. To są zabiegi dość trudne technicznie i czasochłonne, wymagające zarówno pod względem manualnym, jak i mentalnym, które wiążą się z koniecznością użycia dużej ilości sprzętu zabiegowego. Dlatego warto wcześniej przewidywać, jakie jest prawdopodobieństwo skutecznego wykonania tego zabiegu, którego celem jest poprawa jakości życia pacjentów z chorobą wieńcową – mówi dr hab. Maksymilian Opolski.

Kardiolog jest adiunktem w Klinice Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej w Narodowym Instytucie Kardiologii w Warszawie. Specjalizuje się w kardiologii interwencyjnej i obrazowaniu. Drugim osiągnięciem, za które został wyróżniony nagrodą PTK, było wprowadzenie na użytek kliniczny optycznej koherentnej tomografii w diagnostyce pacjentów z zawałem serca bez istotnych zwężeń w tętnicach wieńcowych. Oba dokonania spotkały się z dużym zainteresowaniem kardiologów interwencyjnych na całym świecie.

Bohaterem akcji #ThankYouScience jest również dr Jarosław Plich z Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w Młochowie. W tym roku został laureatem prestiżowej nagrody naukowej AgroBioTop, przyznawanej przez Komitet Biotechnologii PAN dla naukowców, których dokonania wnoszą wybitny wkład w rozwój rolnictwa.

– Istotą nagrodzonego osiągnięcia jest zidentyfikowanie nowego genu odporności Sen2. Gen ten warunkuje odporność roślin ziemniaka na patogen grzybowy o łacińskiej nazwie Synchytrium endobioticum, który wywołuje chorobę zwaną rakiem ziemniaka. Objawia się ona formowaniem na bulwach rakowych narośli. W skrajnych przypadkach cała bulwa przekształca się w taką zrakowaciałą tkankę, która wypełniona jest zarodniami, czyli przetrwalnikowymi formami grzyba, mogącymi przetrwać w glebie przez ponad 40 lat. Przez cały ten okres są żywotne i są w stanie infekować nowe podatne rośliny żywicielskie, czyli uprawiane na tym polu rośliny ziemniaka – wyjaśnia dr Jarosław Plich.

Grzyb powodujący raka ziemniaków występuje niemal we wszystkich krajach świata, znajduje się na listach organizmów kwarantannowych. Badacz z Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w Młochowie nie tylko zidentyfikował gen Sen2 , który warunkuje odporność roślin ziemniaka na patogen, ale opracował również łatwy w użyciu molekularny test pozwalający zidentyfikować jego obecność w roślinach.

– Rak ziemniaka powoduje też całkowitą utratę wartości użytkowej plonów, a także wieloletnie zanieczyszczenie pól, które muszą zostać wyłączone na co najmniej 20–30 lat z upraw rolniczych – wskazuje biotechnolog.

Liczba transakcji na rynku biurowym wciąż niewielka. Wynajmujący oferują lepsze warunki najmu niż przed pandemią

Chociaż ostatnie miesiące charakteryzują się znacznie mniejszą aktywnością najemców, to rozbudowa powierzchni biurowych w polskich miastach nie zwalnia. W rezultacie rośnie liczba pustostanów na rynku, bo niepewność związana z COVID-19 i przeniesienie się części pracowników na pracę zdalną  spowodowały wstrzymanie decyzji firm o zmianie siedziby lub dalszej ekspansji. – Dla tych, które nie odczuwają spowolnienia, to dobry moment na taką decyzję – oferta wynajmujących jest dziś zdecydowanie atrakcyjniejsza niż przed pandemią – mówi Mateusz Strzelecki z Walter Herz.

 Zdecydowanie spadła liczba zawieranych umów, ponieważ wszyscy jesteśmy w fazie niepewności. Każdy klient, który ma jeszcze kilka czy kilkanaście miesięcy do wygaśnięcia obecnej umowy najmu, czeka i obserwuje obecną sytuację. Nie spadło samo zainteresowanie, natomiast zdecydowanie wydłużył się okres podejmowania decyzji – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mateusz Strzelecki, partner, head of regional markets w Walter Herz.

Sytuacja związana z pandemią koronawirusa spowodowała, że na większości rynków można obserwować znacznie mniejszą aktywność najemców. Ma to związek nie tylko z niepewnością co do sytuacji gospodarczej, lecz także z upowszechnieniem się na szeroką skalę pracy zdalnej, co ograniczyło zapotrzebowanie firm na nowe powierzchnie.

Raport Walter Herz „Rynek biurowy, Polska 1–3 kw. 2020” wskazuje, że tylko w Warszawie w III kwartale br. podpisano umowy na 113 tys. mkw. powierzchni, co jest jednym z najniższych wyników w ciągu ostatniej dekady. Współczynnik pustostanów sięgnął 9,6 proc. (wzrost o 1,8 pkt proc.). Na lokalnych rynkach sytuacja jest tylko niewiele lepsza. Chociaż Wrocław i Trójmiasto odnotowały całkiem wysoką aktywność najemców w III kwartale, to również tam obserwowany jest wzrost współczynnika pustostanów. Wyjątkiem jest tylko Poznań, który zanotował spadek.

Stosunkowo niskie zainteresowanie najemców oraz wzrastająca ilość przestrzeni niewynajętej powoduje nacisk na wynajmujących, którzy coraz częściej oferują szerszy pakiet zachęt niż przed pandemią. Czynsze są niższe, tańsze są też oferty firm fit-outowych, które zajmują się aranżacją wnętrz.

– Jeżeli jesteśmy pewni naszego biznesu, tego, w jaki sposób będzie wyglądał za kilka- czy kilkanaście miesięcy, to jest to bardzo dobry okres, żeby podejmować takie decyzje. Warunki najmu będą zdecydowanie korzystniejsze niż jeszcze kilka miesięcy temu – przekonuje partner w Walter Herz.

Tym bardziej że podaż na głównych rynkach w Polsce nie zwalnia. W Warszawie w tym i przyszłym roku zostanie oddanych do użytku po ok. 375 tys. mkw. powierzchni, co jest jednym z najlepszych wyników w historii stołecznego rynku. Wiele nowych biur powstaje także w Krakowie, Trójmieście czy Wrocławiu.

W kwestii przyszłości rynku powierzchni biurowych staram się być realistą, czyli ani nie będzie zdecydowanie lepiej, ani zdecydowanie gorzej, niż było przed pandemią. Obecna sytuacja jest szansą dla Polski, żeby przyciągnąć nowe inwestycje. Bardzo dobrze poradziliśmy sobie z przejściem na pracę zdalną i kryzysem wywołanym pandemią, a wiele zagranicznych firm, które miały ulokowany biznes w Azji, coraz mocniej myśli o przeniesieniu go do Europy. Z jednej strony biorą one pod uwagę koszty pracownika czy najmu powierzchni biurowej, z drugiej – pewność prowadzenia biznesu i obsługi kontrahenta. To może być dla nas szansa – wyjaśnia Mateusz Strzelecki.

Jak podkreśla ekspert Walter Herz, w trudnych czasach najemcy coraz częściej decydują się na podnajem swoich powierzchni. Na koniec III kwartału w Warszawie oferta podnajmów przekraczała 100 tys. mkw. (na 5,5 mln mkw. powierzchni biurowej). Z danych platformy REDD wynika, że w takim przypadku czynsze są o 8–15 proc. niższe od pierwotnej stawki najmu. Wszystko zależy jednak od lokalizacji i klasy budynku.

Aby podnajem miał wartość dodaną dla klienta, to powinna być oferta, która nie była dostępna w normalnych realiach na rynku, czyli np. w budynku w bardzo dobrej lokalizacji, który był w stu procentach wynajęty i przez najbliższe kilka lat nie było okazji znaleźć się w prestiżowym gronie najemców, albo po prostu ten podnajem musi być zdecydowanie tańszy niż stawki rynkowe – przekonuje.

Choć pandemia znacząco wpłynęła na rynek najmu powierzchni biurowej, zdaniem eksperta nie oznacza końca tradycyjnych biur, zmieni się nieco ich funkcja. Mimo że COVID-19 pokazał, iż firmy równie dobrze funkcjonują przy pracy zdalnej, to biura wciąż będą oferować wartość dodaną – pracownik w otoczeniu współpracowników, przy stałym rytmie dnia, jest w lepszej kondycji psychicznej.

Biuro buduje siatkę powiązań, identyfikację pracowników z organizacją, buduje relacje pomiędzy pracownikami, ale też pozwala im rozgraniczyć życie prywatne od życia biurowego. Osoby, które nie mają w mieszkaniu odpowiednich warunków do pracy, chcą już wrócić do biura mimo obecnej sytuacji epidemiologicznej – podkreśla Mateusz Strzelecki.

Pandemia wyostrzyła problem braków kadrowych w służbie zdrowia. Ponad 3/4 młodych przedstawicieli zawodów medycznych wskazuje technologie jako panaceum

Jeszcze przed pandemią młodzi pracownicy służby zdrowia doświadczali dużego stresu i natłoku obowiązków. Ostatnie miesiące tylko wyostrzyły ten stan i uwidoczniły szereg deficytów, związanych m.in. z niedoborem kadr medycznych i brakiem nowoczesnych narzędzi w opiece nad pacjentami. Ten ostatni czynnik młodzi medycy wymieniają jako jeden z najważniejszych, wpływających na ich poziom satysfakcji z pracy. Ponad 3/4 uważa też, że wdrożenie nowych technologii w ochronie zdrowia pozwoliłoby im lepiej radzić sobie z natłokiem pracy i obowiązków, a zdaniem 60 proc. umożliwiłoby też zmniejszenie poziomu zawodowego stresu – wynika z raportu Future Health Index 2020.

– Motywacja do pracy wśród personelu medycznego jest kiepska, bo zagrożenia w tym zawodzie są duże, a rozwiązań, które by usprawniały pracę, nie widać. Musimy na nie poczekać i trzeba by je wdrożyć jak najszybciej, a wtedy być może zainteresowanie pracą w sektorze medycznym wzrośnie –ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Ryszard Gellert, kierownik Kliniki Nefrologii i Chorób Wewnętrznych, Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego.

Badanie Future Health Index 2020, przeprowadzone na zlecenie firmy Philips w czasie pandemii wśród młodych przedstawicieli zawodów medycznych w Chinach, USA, Niemczech, Francji i Singapurze, pokazało, że pandemia nie musi wpłynąć na spadek motywacji do pracy w zawodach medycznych. 38 proc. respondentów odpowiedziało, że po doświadczeniach związanych z COVID-19 są bardziej chętni, żeby kontynuować rozwój w ramach tej ścieżki kariery. Przykładowo w USA przed pandemią 46 proc. młodych rozważało porzucenie swojej profesji, teraz deklaruje to tylko 21 proc. Jedynie w Singapurze odsetek ten wzrósł w ostatnim czasie.

Karierze medycznej młodych osób towarzyszą jednak różne problemy. Jak wynika z wcześniejszej edycji badania, wykonanego w przededniu kryzysu pandemicznego, młode pokolenie pracowników opieki zdrowotnej już wówczas sygnalizowało rozbieżności między wyobrażeniami a rzeczywistym przebiegiem swojej kariery zawodowej. Zdaniem 41 proc. realia pracy w zawodzie są zgodne z ich oczekiwaniami, z kolei 58 proc. nie zgadza się z takim stwierdzeniem lub nie ma na ten temat zdania.

– Personel medyczny młodego pokolenia w Polsce zmaga się z brakami dotyczącymi umiejętności pozaklinicznych i – w niektórych obszarach – także z rozbieżnościami pomiędzy oczekiwaniami co do kariery a rzeczywistością. Są to problemy, które warto zaadresować w pierwszej kolejności. W tym względzie można jeszcze dużo zrobić, żeby dać młodym przedstawicielom zawodów medycznych więcej satysfakcji, więcej poczucia, że rzeczywistość odpowiada ich potrzebom  – mówi Michał Kępowicz, dyrektor ds. relacji strategicznych w Philips Healthcare.

To zwiększyłoby także skłonność młodych osób do polecania innym kariery w medycynie. W Polsce taką gotowość deklaruje 43 proc. młodych medyków, podczas gdy w Europie odsetek ten sięga 67 proc. To szczególnie istotne w kontekście deficytu kadr medycznych.

– Lekarza czy pielęgniarkę kształci się bardzo długo, a my potrzebujemy na teraz nowych kadr nie aż tak wyspecjalizowanych: sekretarek medycznych, koderów, administratorów, zarządzających, asystentów lekarza, asystentów pielęgniarki. Potrzebujemy nowych zawodów, które można wykształcić szybko. Dzięki temu w krótkim czasie możemy doprowadzić do znakomitej poprawy warunków pracy, wpuszczając do systemu więcej dobrze przygotowanych ludzi, którzy odciążą zawody lekarza i pielęgniarki – wskazuje prof. Ryszard Gellert.

Jak podkreśla, jedną z oczywistych bolączek zawodów medycznych są również niskie zarobki i bardzo długi proces kształcenia, przez co dopiero po kilkunastu latach od momentu podjęcia studiów wchodzą oni na pełnoprawny rynek pracy.

 Młodzi ludzie, którzy rozpoczynają pracę w zawodach medycznych, mają parę lat opóźnienia w starcie w dorosłe życie. Dopiero po sześciu latach studiów zaczynają pracę, potem rok stażu za bardzo małe pieniądze, czyli w najlepszym wypadku dopiero po siedmiu latach od matury zaczynają karierę zawodową. Dla porównania inżynier zaczyna już po czterech latach. Ci młodzi medycy chcieliby się urządzić, założyć rodzinę, ale nie mają na to pieniędzy. Lekarz, który skończy staż, musi jeszcze przez kolejnych sześć lat zdobywać doświadczenie zawodowe, żeby uzyskać specjalizację, bo dopiero wtedy Narodowy Fundusz Zdrowia za niego zapłaci. Dopiero wtedy zaczyna w miarę dobrze zarabiać – mówi ekspert.

Raport Future Health Index pokazuje, że dla młodych osób ważna jest kultura organizacyjna w miejscu pracy. Zadeklarowało tak 94 proc. badanych, czyli o 4 pkt proc. więcej niż w pozostałych badanych krajach. Drugim istotnym czynnikiem jest dostęp do technologii medycznych i nowoczesnych narzędzi.

– Pandemia wyostrzyła większość problemów systemu opieki zdrowotnej. Przede wszystkim te dotyczące deficytów nowoczesnych narzędzi, które pozwoliłyby w sposób szybki, sprawny i efektywny dla procesu klinicznego opiekować się pacjentem wtedy, kiedy relacja pacjent – lekarz nie może być stacjonarna. Pewnym dobrodziejstwem pandemii było szybkie upowszechnienie teleporad. Zachwyciliśmy się tym, że w końcu, po wielu latach szklanego sufitu dla tej formy udzielania świadczeń, otworzyła się dla nich przestrzeń i to bardzo szeroka. Ale po kilku miesiącach korzystania z tej formy już wiemy, jakie ograniczenia, wady i słabości ma to rozwiązanie – mówi dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia na Uczelni Łazarskiego.

To również udowodniło badanie przeprowadzone już w czasie pandemii w pięciu wybranych krajach – 61 proc. młodych respondentów wskazało, że telemedycyna najbardziej usprawniła ich pracę w tym trudnym okresie. 53 proc. wymieniło sztuczną inteligencję.

Jak pokazuje przeprowadzona przed pandemią edycja badania Future Health Index 2020, wykorzystanie cyfrowych narzędzi (np. sztucznej inteligencji do wsparcia diagnostyki, cyfrowych danych czy rozwiązań telemedycznych i telemetrycznych) w opiece nad pacjentem może mieć istotne przełożenie na poziom satysfakcji z pracy wśród medyków. 72 proc. z nich uważało, że nowe technologie są istotne dla ich pracy, a zdaniem 60 proc. pozwoliłyby one zmniejszyć poziom zawodowego stresu. Ponad 3/4 młodych uważa też, że dzięki nim lepiej radziliby sobie z natłokiem pracy i obowiązków.

Co trzeci przedstawiciel młodego pokolenia personelu medycznego w Polsce wskazuje, że jedną z najważniejszych innowacji medycznych, która przyczyniłaby się do poprawy ich zadowolenia z pracy, jest możliwość wymiany cyfrowych danych medycznych. W tej chwili jest to mocno utrudnione. Ponad połowa (57 proc.) młodych medyków uważa, że nie dysponuje wystarczającą ilością cyfrowych danych medycznych pacjentów, które stanowią podstawę do decyzji o wyborze ścieżki leczenia. Większość (59 proc.) deklaruje też chęć odbycia szkoleń dotyczących nowych technologii, które mogłyby pomóc im w pełni wykorzystać zgromadzone informacje.

– Młodzi medycy z wielką ochotą chcą otrzymywać, zarządzać i analizować dane medyczne. Czują się do tego przygotowani, ale jeszcze nie w takim stopniu jak ich koledzy z innych krajów, dlatego potrzebują dodatkowej wiedzy na ten temat. Co ciekawe, młodzi medycy widzą dużą potrzebę zwiększenia interoperacyjności systemów. Chodzi o to, żeby elektroniczne dane medyczne płynnie przepływały pomiędzy placówkami medycznymi, żeby informacja szła za pacjentem, a nawet przed nim. To pozwoliłoby zbudować wokół niego pewien ekosystem danych dostępnych dla lekarzy i placówek medycznych, w których pacjent się leczy – mówi Michał Kępowicz z Philips.

– Młodzi medycy wiedzą, że współczesna medycyna i opieka nad pacjentem może dzisiaj być wsparta nowoczesnymi narzędziami, które – np. oparte na sztucznej inteligencji – pomagają chociażby w stawianiu finalnej diagnozy – dodaje dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Młodzi medycy wskazują, że by lepiej czerpać z korzyści wynikających z możliwości analizy danych pacjentów, przydałyby im się nie tylko szkolenia, ale i personel pomocniczy, np. w zakresie wprowadzania takich danych do systemów. Zdaniem 67 proc. utworzenie takiego dodatkowego personelu pozwoliłoby im efektywniej pracować i skuteczniej korzystać z cyfrowych narzędzi.