Opodatkowanie spółek komandytowych mocno uderzy w sektor MŚP

Spółki komandytowe opodatkowane od 2021 roku. Północna Izba Gospodarcza krytycznie o tempie zmian w tym temacie.

Opodatkowanie spółek komandytowych staje się faktem w roku 2021. To fatalna wiadomość dla setek firm, szczególnie sektora MŚP, dla których forma komandytowa była najbardziej korzystną formą rozliczenia. Dlaczego Rząd RP zdecydował się na zmiany? W opinii ekspertów Północnej izby Gospodarczej jest to próba poszukiwania pieniędzy w kieszeniach przedsiębiorców w trudnych czasach pandemii koronawirusa. Efekt gospodarczy może być taki, że wiele firm straci stabilność finansową. Niektóre przestaną gromadzić kapitał i inwestować w rozwój, a jeszcze inne mogą stracić płynność finansową.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie od momentu ogłoszenia planu podwójnego opodatkowania spółek komandytowych aktywie działała w temacie lobbując za rozwiązaniami korzystnymi dla przedsiębiorców. Autorem izbowej koncepcji merytorycznej dla projektu zatrzymania rządowych planów był Michał Wojtas, ekspert podatkowy z Kancelarii EOL oraz członek prezydium Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Spółki komandytowe opodatkowane w roku 2021. Głęboka ingerencja w system podatkowy, która mocno uderzy w sektor MŚP

Dyskusja nad reformą trwała zaledwie kilkanaście tygodni. Rząd RP nie wysłuchał głosu przedsiębiorców i w ostatnim możliwie terminie nowe przepisy zostały uchwalone. Wszystkie spółki komandytowe w roku 2021 staną się podatnikami podatku CIT, co oznacza, że dochody wspólników będą opodatkowane podwójnie: – Zmiany zostały wprowadzone w takim tempie, że nie jestem przekonany czy wszyscy wspólnicy spółek komandytowych mają świadomość, że od 2021 roku będą opodatkowani podwójnie. Jest to zmiana bardzo głęboko ingerująca w system podatkowy. Spółki komandytowe to bardziej zaawansowana forma działalności, ale nie tak jak spółki z.o.o czy akcyjne. Taką formę wybierały najczęściej firmy rodzinne, co jest prawdziwym dramatem, bo te zmiany podatkowe z zaskoczenia dotykać będą firmy, które mają kredyty, horyzont zaplanowanych zdarzeń i często sporo problemów wynikających z bieżącej sytuacji gospodarczej (pandemia). Jestem przekonany, że wprowadzona zmiana w znaczący sposób wpłynie na efektywność i zyski przedsiębiorców – mówi Michał Wojtas, ekspert podatkowy i członek prezydium Północnej Izby Gospodarczej.

Oczywiste jest, że Rządowi RP zależy na zwiększenie wpływów do budżetu Państwa, który jest mocno uszczuplony przez pandemię koronawirusa. Przedsiębiorcy czują się potraktowani niesprawiedliwie, bo używana jest argumentacja konieczności uszczelniania systemu właśnie w tej przestrzeni: – Te zmiany wprowadzane są tak dynamicznie, że przedsiębiorcy nie mieli szans na to, by się do nich przygotować, zebrać kapitał dodatkowy, zmienić formułę przychodów czy zrewidować swoje plany zarobkowe. Z dnia na dzień muszą wziąć pod uwagę w swoich zyskach zupełnie nowy podatek. To sięganie głęboko do kieszeni przedsiębiorców – mówi Michał Wojtas. – Firmy wybierają sposób prowadzenia działalności dopuszczony przez prawo, planują projekty z dużym wyprzedzeniem, wspólnicy zostali potraktowani partykularnie niczym oszuści podatkowi. Zarzucono niektórym firmom „unikania płacenia podatków” przez zagranicznych właścicieli, a to tak naprawdę 1% spółek komandytowych, których dotyczy cała sprawa – dodaje.

„Nie da się planować inwestycji i zaciągać zobowiązania mając wizję tego, że w miesiąc może zmienić się cały system podatkowy”

Północna Izba Gospodarcza bardzo aktywnie zabierała głos w tej sprawie od początku pojawienia się tematu w agendzie publicznej. Zorganizowaliśmy spotkanie Zachodniopomorskiego Zespołu Parlamentarnego w tej sprawie. Aktywnie lobbowaliśmy u ekspertów ekonomicznych czy u posłów. Spotkaliśmy się także z Marszałkiem Senatu prof. Tomaszem Grodzkim: – Pomimo naszego ogromnego zaangażowania i ekspresowego tempa prac zespołu działającego przy Północnej Izbie Gospodarczej nie udało się zatrzymać rządowego ekspresu, który zdawał się zupełnie nie słuchać głosu przedsiębiorców. Liczyliśmy, że ten pomysł uda się anulować lub chociaż dać nam jeszcze rok byśmy dopasowali się do nowej formuły opodatkowania. Żyjemy w dynamicznych czasach, w podatkach zmiana jest pewną stałą, jesteśmy tego świadomi. Nie da się jednak planować inwestycji, zaciągać zobowiązania, rozwijać firmę, mając wizję tego, że w miesiąc może zmienić się cały system podatkowy. Tak nie może być, to nie sprzyja przedsiębiorczości – mówi Michał Wojtas.

Północna Izba Gospodarcza przeprowadziła dużą akcję informacyjną. Tematem zainteresowaliśmy osoby z naszego regionu, ale podjęliśmy także rozmowę z Rzecznikiem MŚP Adamem Abramowiczem. Podmioty z którymi podjęliśmy dyskusję bardzo pozytywnie oceniły nasze pomysły i zaangażowanie Izby w tym temacie. Efekt gospodarczy tej zmiany widoczny będzie szybciej niż się spodziewamy. Niestety prawdopodobnie negatywne.

Małe firmy przestają planować – funkcjonują z dnia na dzień

Firmy z sektora MŚP w czasie pandemii porzuciły długookresowe planowanie – tylko 5% z nich planuje działania na przyszły rok. Dwukrotnie wzrosła grupa przedsiębiorców, którzy nic nie zakładają, a zamiast tego wolą podejmować decyzje z dnia na dzień. Brak myślenia o rozwoju to działanie na granicy egzystencji – wskazują eksperci z Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG.

Grudzień to czas, w którym spisujemy swoje postanowienia noworoczne, a firmy zamykają budżety i harmonogramy działań na kolejny rok. Zazwyczaj, bo tym razem spora część z nich tego nie zrobi. Dalekosiężne plany są luksusem, z którego firmy rezygnują w czasie pandemii.

Ubywa długodystansowców

Jak wskazuje badanie IMAS International przeprowadzone wśród przedsiębiorców w IV kwartale br. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG „Płynność finansowa MŚP w pandemii”, przedsiębiorcy porzucają długoterminowe strategie na rzecz podejmowania doraźnych decyzji. Przy czym planowanie działań z wyprzedzeniem nie było priorytetem mikro, małych i średnich firm także i w czasach prosperity.

Blisko co czwarty przedsiębiorca (24,8%) przed pandemią tworzył harmonogram działań na najbliższy miesiąc. Ponad 31% firm planowało swoje działania z kwartalnym wyprzedzeniem. Co piąty (19,8%) planował najbliższe pół roku, a tylko 17% planowało odważnie cały najbliższy rok. 7% respondentów podejmowało decyzje ad hoc.

W czasie pandemii w widoczny sposób zwiększyła się grupa firm, które podejmują decyzje z dnia na dzień (+8 pp.) oraz z miesięcznym wyprzedzeniem (+7,2 pp.). Zdecydowanie malał natomiast odsetek przedsiębiorców, którzy planują działania na najbliższy rok (-11,2 pp.) i tych, którzy planują najbliższe pół roku (-6,6, pp.).

– Bez wątpienia wpływ na to ma pandemia, która gwałtownie zweryfikowała plany przedsiębiorców – uważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA i dodaje: – Firmy w krótkim czasie musiały stawić czoła recesji, wiele koncepcji biznesowych legło w gruzach, część branż, jak: HoReCa, MICE, fitness, beauty z dnia na dzień straciły źródło dochodu. Przedsiębiorcy, którzy wcześniej poczynili plany na najbliższy rok, nie uwzględnili w nich światowego kryzysu wywołanego przez pandemię. A ponieważ nikt tak naprawdę nie wie, kiedy się ona zakończy, dużo ostrożniej podchodzą do planowania działań z wyprzedzeniem. Przybywa natomiast firm, które wolą podejmować decyzje z dnia na dzień, co może mieć niestety negatywne konsekwencje dla całej gospodarki.plan dzialania firmy

Plany są bezużyteczne, ale planowanie jest koniecznością

Niespodziewane problemy finansowe firm w pandemii spowodowały, że część z nich zaniechała również planowania budżetów. O ile przed pandemią 7% firm w ogóle tego nie robiło, tak teraz grono rezygnujących wzrosło do 12,2% firm.

Wcześniej niemal tyle samo firm (ok. 20%) planowało budżet z wyprzedzeniem miesięcznym co rocznym czy półrocznym. Największą grupę przedsiębiorców stanowili zwolennicy planowania finansów na najbliższy kwartał (30,4%). Pod wpływem pandemii różnice w tworzeniu budżetu stały się bardziej widoczne. Nadal większość, bo 37,2% stanowią firmy, które ustalają swój budżet na 3 miesiące do przodu i jest to wzrost o 6,7 pp., ale spadł wyraźnie odsetek firm, które budżetują najbliższe pół roku (-6,2 pp.) i rok (-12,2 pp.).

Wiele firm, nawet jeśli przygotowuje budżet na przyszły rok, to rezygnuje w nim z inwestycji. Z kilku powodów: po pierwsze nie wiedzą, kiedy się skończy pandemia i związane z nią problemy, po drugie wielką niewiadomą jest znalezienie pieniędzy na rozwój. Polityka kredytowa banków i firm leasingowych może się w każdej chwili zmienić. Sami przedsiębiorcy też nie chcą zaciągać zbyt wielu zobowiązań, nie mając pewności, że będą mieli je z czego spłacać. Większy komfort daje pożyczanie pieniędzy akonto już wystawionych faktur, bo te już zarobili, tylko czekają na zapłatę. W czasach niepewności faktoring staje się najpewniejszym źródłem finansowania – wskazuje Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu NFG.plan budzet

Badanie „Płynność finansowa MŚP w pandemii” na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG przeprowadzone przez IMAS International na przełomie października i listopada 2020 r. metodą CAWI na grupie 500 mikro, małych i średnich przedsiębiorstw.

Answear.com o krok od debiutu na GPW

Answear.com, wiodąca platforma cyfrowej sprzedaży odzieży w regionie Europy Środkowo-Wschodniej finalizuje postępowanie prospektowe i przygotowuje się do rozpoczęcia pierwszej oferty publicznej. Spółka planuje zadebiutować na rynku głównym do końca 2020 roku.

– Wejście na giełdę to dla nas naturalny krok związany z dynamicznym rozwojem biznesu, dużą skalą działania, a także apetytem na więcej. Dzięki ofercie publicznej pozyskamy środki na realizację naszych strategicznych celów. Mam tu na myśli przede wszystkim powiększenie oferty produktowej, rozwój działalności na nowych rynkach, a także zwiększenie świadomości marki Answear.com wśród potencjalnych klientów. To główne filary rozwoju, które bezpośrednio będą wpływać na budowę wartości spółki dla naszych akcjonariuszy. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com

Debiut Answear.com związany będzie z emisją nowych akcji oraz sprzedażą do 50 proc. pakietu akcji przez fundusz MCI Capital (MCI. TechVentures 1.0). Większościowy akcjonariusz – Fundusz Forum X, powiązany z prezesem Krzysztofem Bajołkiem oraz członkiem rady nadzorczej Arkadiuszem Bajołkiem, nie będzie uczestniczył w transakcji. Akcjonariusze zobowiążą się nie sprzedawać akcji Spółki przez okres 12 miesięcy od transakcji.

Answear.com to internetowa platforma sprzedażowa z markową odzieżą̨, obuwiem oraz akcesoriami, która działa od 2011 r. Spółka prowadzi obecnie działalność w 7 krajach Europy Środkowo-Wschodniej: Bułgarii, Czechach, Polsce, Rumunii, Słowacji, Ukrainie oraz Węgrzech. Sprzedaż jest zdywersyfikowana geograficznie, a żaden z rynków nie stanowi więcej niż 30 proc. udziału w całkowitych przychodach Spółki. Answear.com oferuje około 90 tys. produktów z ponad 350 światowych marek.

Osiągnęliśmy już dużą skalę działalności, za ostatnie 12 miesięcy (liczone od końca września) nasze przychody wyniosły 369 mln zł. Jednocześnie utrzymujemy wysokie, kilkudziesięcioprocentowe dynamiki wzrostu. W listopadzie osiągnęliśmy rekordowe wyniki sprzedaży w historii platformy, przychody wzrosły o przeszło 60 proc. rdr. Pozwala to nam z dużym optymizmem patrzeć na wyniki za IV kwartał. – mówi Krzysztof Bajołek.

Szczegóły dotyczące oferty zostaną udostępnione w prospekcie emisyjnym po jego zatwierdzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego. Po publikacji prospekt zostanie również udostępniony na stronie internetowej Spółki https://answear.com/relacje-inwestorskie.

W połowie września złożyliśmy prospekt emisyjny do Komisji Nadzoru Finansowego. Obecnie finalizujemy to postępowanie. Liczymy, że uda nam się zadebiutować jeszcze w obecnym roku.– dodaje Krzysztof Bajołek.

Globalnymi Koordynatorami oferty, prowadzącymi księgę popytu jest mBank oraz Trigon Dom Maklerski. Doradcą prawnym Spółki w tym procesie jest Kancelaria Prawna Dubiński Jeleński Masiarz i Wspólnicy. Audytorem Spółki jest Grant Thornton.

Bezpłatna Konferencja ONLINE – Cyfrowa Transformacja w Biznesie

Jak rozpocząć proces zmiany i zadbać o rozwój technologiczny firmy?

Już 10 grudnia o godzinie 9:30 odbędzie się konferencja, podczas której zostaną przedstawione najnowsze trendy w zakresie udoskonalania procesu cyfrowej transformacji. Analityka danych, digitalizacja procesów wewnętrznych, automatyzacja oraz sztuczna inteligencja, to obszary, które stają się niezbędne, aby firmy funkcjonowały efektywniej.

Serdecznie zapraszamy do udziału i rejestracji na konferencję ONLINE

Wśród wystąpień m.in.:

  • Czy Twoja firma jest gotowa na nieuchronną cyfryzację?

Hubert Turaj – Grant Thornton

  • Droga do innowacji – modele funkcjonowania komórek innowacyjnych w organizacji – doświadczenia i dobre praktyki

Paulina Skrzypińska – BNP Paribas

  • Jak przygotować organizację, aby transformacja cyfrowa mogła zakończyć się sukcesem – Case study

Natalia Suska – NeuroHM

  • Podpis elektroniczny i forma elektroniczna umów – dlaczego digitalizacja zawierania umów idzie wolniej niż myśleliśmy?

Tomasz Zalewski – Bird & Bird

  • Jak stać się data-driven organization?

Łukasz Grala – TIDK

Biznesowym celem cyfrowej transformacji jest niewątpliwie redukcja kosztów oraz poprawa jakości i uatrakcyjnienie oferty. Warto zaznaczyć, że zachodząca na naszych oczach cyfrowa rewolucja, zakłada postawienie klienta w centrum uwagi. To stwierdzenie wiąże się ze stałym monitorowaniem i zbieraniem danych o potrzebach i nastawieniu konsumentów, a nawet przewidywaniem ich zachowań, Stosowanie najnowszych rozwiązań technologicznych niewątpliwie wpływa na pozyskiwanie przewagi konkurencyjnej na rynku. Właśnie te firmy, które staną się przedsiębiorstwami cyfrowymi, będą liderami zmian w biznesie, w swoim sektorze.

Spotkanie będzie idealnym miejscem do wymiany doświadczeń oraz dyskusji z ekspertami branżowymi.

9:30 | Czwartek, 10 grudnia 2020

Aby wziąć bezpłatny udział w konferencji ONLINE, wystarczy zarejestrować się na stronie: https://kongrestransformacji.pl/

Uwaga, ilość miejsc ograniczona! Decyduje kolejność zgłoszeń.

Monika Strogulska-Dwojak nową PR Manager w IAA Polska

Od 1 grudnia 2020 r. do zespołu IAA Polska Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy dołączyła Monika Strogulska-Dwojak, która objęła stanowisko PR Managera. Zajmie się zarówno komunikacją wewnętrzną, jak i zewnętrzną, skierowaną do wszystkich interesariuszy Stowarzyszenia, a także zaangażuje się w nowe projekty przygotowywane przez organizację.

Monika Strogulska-Dwojak ma kilkunastoletnie  doświadczenie w komunikacji. Pracując jako Group Head i copywriterka w agencji reklamowej IQ Marketing, obsługiwała takie marki jak: PLL LOT, MasterCard, Citibank, Żywiec Zdrój, czy marki koncernu Unilever.  Pracowała również jako koordynator komunikacji w fundacji korporacyjnej oraz jako PR Manager w agencji eventowej i w wydawnictwie.

Jest absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego (socjologia), Szkoły Głównej Handlowej (podyplomowe studia Public Relations) i Szkoły Trenerów INTRA (uprawnienia do prowadzenia szkoleń komunikacyjnych).

Doświadczenie i entuzjazm Moniki są obietnicą ciekawej i owocnej współpracy. Jestem przekonany, że nasi członkowie bardzo szybko dostrzegą efekty jej pracy – mówi Jerzy Minorczyk, Dyrektor Generalny stowarzyszenia.

CASE: W długim terminie możemy spodziewać się wzrostu bezrobocia. Na razie przed zwolnieniami firmy powstrzymują warunki pomocy publicznej

Według badania Diagnoza.plus, przeprowadzonego pod koniec października, bezrobocie jesienią nie spadło, choć normalnie w tym okresie jest niższe ze względu na sezon przedświąteczny. Rodzi to obawy o zachowanie rynku pracy po Nowym Roku. Według prezes Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych trudna sytuacja na wielu firmach wymusiłaby redukcję etatów, ale pracodawcy nie mogą tego zrobić ze względu na otrzymaną pomoc państwa. To może pogłębić ich problemy finansowe.

Nasze badanie Diagnoza.plus (D+) wskazuje na zatrzymanie się wzrostu stopy bezrobocia. Oscyluje ona obecnie na poziomie około 6 proc. Jest to ten sam poziom, który obserwowaliśmy w wakacje i w czerwcu. Uważam, że to jest trend niepokojący – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Izabela Styczyńska, prezes CASE – Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych. – W normalnej sytuacji powinniśmy oczekiwać spadku bezrobocia ze względu na prace sezonowe związane z okresem przedświątecznym, które w tej chwili powinny mieć miejsce. 

Badanie przeprowadzone przez naukowców z UW we współpracy z think-tankami, m.in. CASE, uwzględnia nie tylko osoby, które są zarejestrowane w urzędach pracy jako bezrobotne i szukające pracy, ale także te, które z różnych przyczyn, np. opieki nad dziećmi, nie mogą ani wykonywać, ani poszukiwać zajęcia. Z badania wynika, że choć bezrobocie w danych rejestrowych nie zmieniło się od lipca, to w tym czasie wzrosła liczba osób gotowych do podjęcia pracy, lecz chwilowo jej nieposzukujących. Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) także pokazuje głównie wzrost liczby osób biernych zawodowo, a nie bezrobotnych.

W porównaniu do wcześniejszych edycji badania D+ spada gotowość do podjęcia pracy. Obecnie deklaruje ją ok. 33 proc. bezrobotnych. To mniej niż na początku pandemii, ale i tak trzy razy więcej niż przed nią. Niepokojącym zjawiskiem jest fakt, że jesienią zaledwie co szósta osoba bez pracy była zarejestrowana w urzędzie pracy, a to mniej niż latem. Z drugiej strony osoby, które chcą pracować, bardziej angażują się w poszukiwanie zajęcia w porównaniu do czasu sprzed pandemii. Normalnie aktywnie poszukuje pracy ok. 8 proc. badanych, podczas gdy w czasie koronawirusa ich odsetek wzrósł do 40 proc.

Zdaniem dr Izabeli Styczyńskiej w długim terminie możemy się spodziewać wzrostu bezrobocia.

Przedsiębiorstwa, które otrzymały finansowanie w ramach tarczy ochronnej na początku tego roku, zostały zobowiązane do tego, że nie zwolnią pracowników. One dalej borykają się z różnego rodzaju obostrzeniami, spowolnieniem rynku, co powoduje, że powinny zwolnić te osoby, bo inaczej zbankrutują. Jednak formalnie nie mogą tego zrobić, bo będą musiały zwrócić dofinansowanie, co znowu wiąże się z ryzykiem bankructwa, a więc te osoby i tak pracę stracą – tłumaczy.

Spośród osób objętych badaniem mniej więcej co piąta prowadziła działalność gospodarczą. Z tej grupy 30 proc. zadeklarowało, że pandemia i lockdown nie miały wpływu na ich funkcjonowanie. Jednak aż 20 proc. mikroprzedsiębiorców musiało zamknąć działalność, choć przed pandemią tylko co piąta z nich borykała się z kłopotami. Nieco ponad 21 proc. przedsiębiorców, którzy zaniechali działalności, utrzymuje, że lepiej zorganizowana pomoc państwa pomogłaby im w zachowaniu firmy.

70 proc. firm skorzystało z programu wsparcia, 30 proc. firm nie mogło z nich skorzystać z powodu różnego rodzaju kryteriów, które były wprowadzane. Nie mogły z tego korzystać start-upy, firmy, które zostały założone w 2019 bądź 2020 roku, ponieważ nie mogły wykazać spadku przychodu – wyjaśnia  prezes CASE. – 8 proc. firm oceniło programy pomocowe jako bardzo istotne dla ich egzystencji programy, które pozwoliły im przetrwać. Około 30 proc. firm powiedziało, że pomogły im one przetrwać, ale nie były kluczowe w niezamykaniu działalności.

Pozytywna informacja płynie z badania na temat sytuacji finansowej pracowników. Spada wśród nich odsetek tych, którzy otrzymują niższe pensje niż przed pandemią.

O ile w ostatnim badaniu 30 proc. pracowników deklarowało niższe pensje, o tyle obecnie jest to połowa mniej, czyli około 15–16 proc. – mówi dr Izabela Styczyńska. – Głównie są to osoby, których wynagrodzenia są powiązane z systemem bonusowym za wyniki, osoby, które dostają wynagrodzenie w tzw. kopercie bądź pod stołem, oraz takie, które są wynagradzane za przepracowane godziny.

Na wejście do branży IT decyduje się coraz więcej młodych. Większość programistów to samoucy, a co trzeci zaczynał od studiów kierunkowych

Ponad 60 proc. polskich programistów deklaruje, że samodzielnie stawiało pierwsze kroki w zawodzie. Tylko 35 proc. zgłębianie IT zaczynało na studiach, a 4 proc. – od kursów programowania – wynika z Antybadania firmy Just Join IT. Wbrew stereotypom programiści to nie zamknięci w domach introwertycy mieszkający z rodzicami, ale ludzie, którzy mają lub planują założyć rodzinę, lubią integrację z zespołem i sport. Co drugi pracownik podkreśla, że bardzo ceni sobie work–life balance.

Okazuje się, że stereotypowy programista nie istnieje, a kilka łatek, które im przylepiliśmy, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością – podkreśla inicjator badania Piotr Nowosielski, prezes Just Join IT, portalu gromadzącego oferty pracy z branży IT. – 85 proc. polskich programistów lubi spędzać czas wśród innych, integrować się z zespołem, jeździć na wyjazdy integracyjne. Nie są więc oni introwertykami, jak wskazują stereotypy.

Kolejny mit to pogląd, że programista mieszka z rodzicami. Według Antybadania tylko 16 proc. pracowników IT nie wyprowadziło się jeszcze z rodzinnego domu. Nie są też zadeklarowanymi samotnikami. Blisko połowa chce mieć dzieci, a co czwarty przyznaje, że gdyby nie praca, już skupiłby się na rodzinie. Zdecydowana większość deklaruje, że ma lub chce mieć w przyszłości zwierzaka.

– Wbrew pozorom polski programista to człowiek, który lubi sport. Uprawia go 80 proc. z nich [43 proc. regularnie, czyli co najmniej dwa razy w tygodniu, a 42 proc. sporadycznie – red.] wyjaśnia Piotr Nowosielski. – Cenią sobie także work–life balance, na co również bardzo często wskazywali w naszym Antybadaniu.

Programiści nie kodują całą dobę. Ponad połowa pracuje po sześć–osiem godzin dziennie. Wolny czas – jak przedstawiciele innych branż – spędzają najchętniej na oglądaniu filmów i seriali (67 proc. wskazań), głównie na Netfliksie oraz HBO Go.

Antybadanie wskazuje także, że kariera w IT często nie zaczyna się od specjalistycznego wykształcenia, a wejście do branży staje się coraz prostsze. Tylko 35 proc. badanych w zawodzie startowało od kierunkowych studiów, a częściej uczyli się samodzielnie (prawie 61 proc.). To oznacza, że wielu pracowników IT zaczęła programować, zanim wybrała studia informatyczne. Według deklaracji respondentów wykształcenie wyższe powiązane z zawodem ma prawie 55 proc. z nich.

Co najczęściej skłania młode osoby do kariery w IT? Prawie 80 proc. przyznało, że było to zainteresowanie technologiami. Dla blisko połowy motywacją były perspektywy rozwoju zawodowego, a także zarobki.

W zarobkach sytuacja jest dosyć mocno zróżnicowana. Kiedy mówimy o osobie, która wchodzi na rynek bez doświadczenia i chce przede wszystkim otrzymać szansę od pracodawcy, to zarabia około 2,5–3 tys. zł netto na start. Jeżeli jej nauka będzie szła harmonijnie, to po roku–dwóch te zarobki mogą sięgać 5–7 tys. zł, natomiast później mogą dojść do nawet 15–20 tys. zł, a ci najlepsi zarabiają już od dawna ponad 30 tys. zł netto na polskim rynku – mówi prezes Just Join IT.

Co ciekawe, większość programistów przyznaje, że ich praca to nie tylko nudne wklepywanie kodów. Trzy czwarte uważa, że mają ciekawe zajęcie. O tym, że programiści lubią swoją pracę, może świadczyć fakt, że duża grupa badanych w odpowiedzi na to, co robiliby w życiu, gdyby nie musieli zarabiać pieniędzy, przyznała, że dalej by programowała – prawie 42 proc. dla własnej satysfakcji.

Zawód programisty cały czas się zmienia i jest na tyle dynamiczny, że wymaga nie tylko umiejętności ścisłych, ale też miękkich – mówi Piotr Nowosielski. – Pojawiają nam się nowe dziedziny nauki takie jak sztuczna inteligencja, Big Data, Data Science. Obecnie programista musi mieć zdecydowanie więcej kompetencji miękkich, które polegają również na tym, aby komunikować się w zespole, z osobami odpowiedzialnymi za projekt i pracować bardziej kreatywnie nad tymi rozwiązaniami, które dopiero będą kształtować naszą przyszłość.

Przez pandemię pogarsza się kondycja skóry Polaków. Przyczynami rezygnacja z wizyt u dermatologa, stres i noszenie maseczek

Przez pandemię pogarsza się kondycja skóry Polaków. Przyczynami rezygnacja z wizyt u dermatologa, <a title=stres i noszenie maseczek" title="Przez pandemię pogarsza się kondycja skóry Polaków. Przyczynami rezygnacja z wizyt u dermatologa, stres i noszenie maseczek" />

Prawie połowa pacjentów ze schorzeniami dermatologicznymi ogranicza lub rezygnuje z wizyt u lekarzy specjalistów w czasie pandemii COVID-19 – wynika z badania przeprowadzonego w ramach kampanii #WłączLeczenie. – Przewlekłe choroby skóry nieregularnie kontrolowane mogą się zaostrzyć,  a wtedy ich terapia jest bardzo trudna – przestrzega dermatolog, dr Ivana Stanković. Już teraz ponad połowa pacjentów dostrzega pogorszenie kondycji skóry w czasie pandemii. Wpływ na to może mieć nie tylko brak opieki dermatologicznej, lecz również stres i noszenie maseczek.

– Zasadniczo pandemia koronawirusa źle wpłynęła na skórę Polaków. To wynika przede wszystkim z lęku przed przychodzeniem na wizyty i spotkaniem się z innymi ludźmi w poczekalni. Jeśli pacjenci kontaktują się z lekarzem, to jedynie w przypadku dokuczliwej choroby albo bardzo gwałtownych zaostrzeń chorób przewlekłych skóry – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Ivana Stanković, właścicielka kliniki Dermea.

Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez SW Research na zlecenie firmy Galderma, inicjatora kampanii HASHWłączLeczenie, 53,2 proc. badanych zauważyło pogorszenie kondycji swojej skóry (13,3 proc. podkreśla, że stan ten jest zdecydowanie gorszy) w porównaniu do sytuacji sprzed pandemii. Co trzecia osoba nie zauważyła zmian, a 15 proc. dostrzegło poprawę.

– Negatywnie na kondycję skóry wpływają również stres wywołany pandemią i częste noszenie maseczek – wymienia dermatolog. – Wszystkie te czynniki powodują, że nasza skóra jest mniej zadbana.

Regularne wizyty są szczególnie ważne w przewlekłych chorobach skóry, np. trądziku, trądziku różowatym, atopowym zapaleniu skóry czy łuszczycy.

– Te choroby nieleczone i nieregularnie kontrolowane mogą się bardzo mocno zaostrzyć, a wtedy terapia jest bardzo trudna. Poza tym mogą one zostawić przewlekłe ślady, takie jak blizny potrądzikowe czy przebarwienia, które też trudno leczyć – wyjaśnia dermatolog. – Głównym celem kampanii #WłączLeczenie jest edukacja naszych pacjentów, aby nie przerywali terapii przewlekłych chorób skóry.

Tym bardziej że w badaniu SW Research cała grupa badanych pacjentów dermatologicznych podkreśliła, że ich choroba w ostatnich miesiącach wymagała konsultacji dermatologa. W badaniu z czerwca br. 61,4 proc. deklarowało, że z niej skorzystało w trakcie zalecanej izolacji społecznej. W listopadowej edycji odsetek ten wzrósł do 79 proc., co może wynikać właśnie z obserwowanego pogorszenia stanu skóry.

Osoby, które nie korzystały z konsultacji dermatologicznej w czasie pandemii, najczęściej uzasadniały to tym, że wizyty u lekarzy zostały czasowo zawieszone (45,9 proc.). Prawie 40 proc. wskazało, że możliwe były konsultacje zdalne, ale taka forma im nie odpowiadała.

– Każda e-wizyta może być równie skuteczna jak wizyta tradycyjna. Dla pacjentów największą przeszkodą jest to, że nie mogą osobiście spotkać się z lekarzem, dlatego wielu z nich uważa, że e-konsultacja nie jest tak samo wartościowa jak wizyta tradycyjna – mówi dr Ivana Stanković. – Zapewniam jednak, że jest tak samo wartościowa.

Najczęstszą formą konsultacji dermatologicznych w czasie pandemii były wizyty stacjonarne – prawie połowa badanych korzystających z porady w tym czasie wskazywała na taką ich formę. Na konsultacje online oraz rozmowy telefoniczne wskazało po około 40 proc. badanych. Połowa badanych uważa, że wie, jak przygotować się do takiej wizyty, co piąta osoba przyznaje, że nie posiada takiej wiedzy.

– Przy łączeniu online warto zadbać o dobre warunki techniczne, czyli dobre oświetlenie, dobrą kamerę i mikrofon, żebyśmy mogli bez przeszkód porozmawiać – podpowiada dermatolog.

Osoby, które zdecydowały się na tele- lub wideoporadę, najczęściej twierdziły, że była to jedyna dostępna opcja. Decydowali się na nią także pacjenci, którzy konsultowali się ze swoim stałym lekarzem znającym ich problemy, oraz ci, którzy potrzebowali jedynie e-recepty na kontynuację leczenia.

Badanie SW Research pokazało także, że za najważniejsze cechy dobrej konsultacji dermatologicznej odbywającej się online pacjenci uznają: krótki czas oczekiwania (52,1 proc. wskazań), zaangażowanie ze strony lekarza (49,2 proc.) oraz zapewnienie o możliwości zrobienia dodatkowych badań laboratoryjnych w razie potrzeby (prawie 39 proc.).

Technologiczna rewolucja w handlu przyspieszyła dzięki pandemii. Skanowanie i płatności w aplikacji mobilnej mają zwiększyć bezpieczeństwo zakupów

Pandemia sprawiła, że podczas zakupów przykładamy większą wagę do własnego bezpieczeństwa i zachowywania dystansu. Choć w rekordowym tempie rośnie rynek e-commerce, Polacy wciąż kupują także w sklepach stacjonarnych, które w dobie koronawirusa zaczęły zbroić się w nowe technologie. Sieci handlowe wprowadzają rozwiązania, które pomagają zachować dystans i zwiększają bezpieczeństwo, takie jak np. mobilne kasy samoobsługowe. Całkowicie bezdotykowe płatności od 1 grudnia uruchomiła sieć Rossmann. Artykuły w popularnej drogerii można skanować za pomocą telefonu i zapłacić za nie aplikacją mobilną.

– Rossmann GO to nowy sposób robienia zakupów w naszych drogeriach, z możliwością płacenia przy użyciu płatności mobilnych w telefonie, bez konieczności podchodzenia do kasy – mówi Marcin Grabara, wiceprezes Rossmanna.

Z badania KPMG wynika, że przed koronawirusem stosunek jakości do ceny był najważniejszym czynnikiem wpływającym na podjęcie decyzji zakupowej dla 80 proc. Polaków. Wybuch pandemii zmienił ich oczekiwania w tym względzie, a na znaczeniu zyskało własne bezpieczeństwo, na które zaczęło zwracać uwagę o 58 proc. więcej osób niż przed pandemią. Coraz więcej klientów (wzrost o 41 proc.) oczekuje także łatwości dokonywania zakupów. Wśród niedogodności, które nam ten proces utrudniają, 60 proc. osób wymienia zbyt duże kolejki do kas uniemożliwiające zachowanie dystansu społecznego. Dlatego też coraz więcej sklepów wprowadza rozwiązania, które mają ułatwić zakupy i uczynić je bezpieczniejszymi.

– Podczas pandemii nie wstrzymaliśmy inwestycji. Odpowiedzieliśmy na sygnalizowaną przez naszych klientów potrzebę zakupów jeszcze bardziej bezpiecznych, bezdotykowych. W każdej z 1500 naszych drogerii wprowadziliśmy kasy samoobsługowe. 1 grudnia wystartowaliśmy z nową formą zakupów, dzięki której będą one jeszcze prostsze i także bezpieczniejsze. Klient skanuje produkty telefonem dzięki aplikacji Rossmann PL, wkłada je do swojej torby i płaci online. Jeśli chce, ma też możliwość zapłacenia w kasie samoobsługowej lub tradycyjnej – tłumaczy Marcin Grabara.

Aby skorzystać z Rossmann GO, należy zainstalować aplikację Rossmann PL, wstąpić do Klubu Rossmann, a podczas zakupów wyrazić zgodę na udostępnienie lokalizacji lub zeskanować kod QR sklepu. Funkcję skanera pełni smartfon, po zakończeniu zakupów należy wybrać sposób płatności, np. przez przelew, BLIK-iem czy kartą płatniczą, którą można podpiąć do aplikacji. Z badania KPMG wynika, że 41 proc. Polaków od momentu wybuchu pandemii koronawirusa rzadziej płaci za zakupy gotówką. 24 proc. respondentów częściej wykorzystuje w tym celu cyfrowy portfel.

Branża handlowa dzięki sztucznej inteligencji i inteligentnym algorytmom przechodzi transformację. Pandemia tylko ją przyspieszyła. Część sieci wprowadziła np. mobilne kasy samoobsługowe, które same skanują produkty, a należność jest automatycznie pobierana z konta.

Przedstawiciele firmy liczą, że Rossmann GO spotka się z podobnym zainteresowaniem, co sama aplikacja sieci, która w ciągu kilku miesięcy od pojawienia się na rynku trafiła do czołowej dziesiątki najpopularniejszych aplikacji mobilnych w Polsce.

– Rossmann jest w Polsce liderem nowoczesnych rozwiązań technologicznych w sklepach i drogerii online. Z naszej aplikacji zakupowej korzysta już 7 mln użytkowników – podkreśla wiceprezes Rossmanna.

Coraz bliżej powstania Polskiej Doliny Medycznej. Już w pierwszym kwartale 2021 roku rusza polski hub biotechnologiczny

Agencja Badań Medycznych we współpracy ze szwedzko-brytyjskim gigantem farmaceutycznym buduje polski hub biotechnologiczny. Dzięki niemu rodzimy dorobek naukowy w dziedzinie biotechnologii nie będzie już eksportowany, lecz doczeka się komercjalizacji w kraju. Budowana jest także fabryka osocza, która uniezależni nas od importowanych preparatów wytwarzanych z krwi. Obie inwestycje pomogą zawalczyć o udział Polski w rynku, który w najbliższych latach niemal podwoi swoją wartość. Czuwać nad nimi będzie prezes ABM, powołany właśnie na nowe stanowisko pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów ds. rozwoju sektora biotechnologii.

– Przede mną dwa bardzo ważne sektorowe zadania – rozwój biotechnologii, którego pierwszym namacalnym efektem będzie stworzenie w Warszawie hubu biotechnologicznego. Drugie zadanie to budowa polskiej fabryki osocza. Bardzo duży, skomplikowany projekt, który od wielu lat nie doczekał się realizacji. Mam nadzieję, że tym razem uda się z pełną determinacją doprowadzić go do szczęśliwego końca, bo to istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa polskich pacjentów i samowystarczalności Polski w tym zakresie – mówi agencji Newseria Innowacje dr n. med. Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych i pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. rozwoju sektora biotechnologii i niezależności Polski w zakresie produktów krwiopochodnych.

Warsaw Health Innovation Hub ma być platformą przeznaczoną do wykorzystywania rozwiązań informatycznych w celu poprawy opieki zdrowotnej w Polsce. Projekt prowadzony będzie przez firmę farmaceutyczną AstraZeneca we współpracy z Agencją Badań Medycznych. Brytyjsko-szwedzki koncern ma już na koncie podobne realizacje między innymi w Rosji, Brazylii czy Argentynie.

– Z partnerami prywatnymi, w modelu partnerstwa publiczno-prywatnego, chcemy wpierać innowacje w systemie ochrony zdrowia, wspierać i akcelerować polskie start-upy tak, żeby te technologie, które już są obecne na naszym rynku, znalazły właściwe źródło finansowania, mogły być w szerokiej skali wdrożone do polskiego systemu ochrony zdrowia. I po to potrzebni nam są wszyscy interesariusze tego systemu, żeby wspólnie zaplanować te inicjatywy – mówi dr Radosław Sierpiński.

W zespole roboczym dedykowanym projektowi WHIH znaleźli się przedstawiciele Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, Ministerstwa Zdrowia, AstraZeneca Pharma Poland, a także Agencji Badań Medycznych, Narodowego Funduszu Zdrowia, Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji oraz Centrum e-Zdrowia. Hub ma rozpocząć działalność jeszcze w pierwszym kwartale przyszłego roku. Ambicją jego twórców jest jednak doprowadzenie do powstania Polskiej Doliny Medycznej, w której uda się zintegrować wiedzę naukową z biznesem i instytucjami publicznymi.

– Sektor biotechnologiczny w Polsce na pewno ma bardzo duży potencjał. Widzimy to również w analizach, jeżeli chodzi o potencjał kadrowy oraz infrastrukturalny. Dostępność do laboratoriów, do mikroskopów wysokiej klasy jest w Polsce zabezpieczona. I to niewątpliwie cieszy. Natomiast dopiero ostatnie lata przynoszą wyraźne zainteresowanie rozwojem tego sektora, zarówno pod kątem gospodarczym, jak i naukowym – twierdzi prezes ABM.

Drugie z zadań stawianych przed pełnomocnikiem Prezesa Rady Ministrów ds. rozwoju sektora biotechnologii i niezależności Polski w zakresie produktów krwiopochodnych to stworzenie polskiej fabryki osocza, a właściwie Polskiego Frakcjonatora Osocza. Pozwoliłoby to Polsce uniezależnić się od zagranicznych dostawców preparatów krwiopochodnych. Obecnie krew pozyskiwana od krwiodawców musi być sprzedawana do zagranicznych producentów i odkupowana po przerobieniu na produkty lecznicze. Z danych ABM wynika, że jest to 200 tys. litrów osocza rocznie.

– Działania, które podjęliśmy, zaowocują w ciągu kilku lat dynamicznym wzrostem tego sektora, wsparciem polskich naukowców i umożliwieniem rozwijania technologii medycznych w naszym kraju. Pandemia pokazała, jak ważny jest ten sektor nie tylko z punktu widzenia gospodarczego, ale również z punktu widzenia bezpieczeństwa krajowego. Wszystkie oczy zwrócone są na naukowców, na lekarzy, na biotechnologów. Zarówno szczepionka, jak i lekarstwa odmieniane są teraz przez wszystkie przypadki. Być może jest to dobry czas, żeby inwestować w biotechnologię i pokazywać, że to jest dla nas ważne – ocenia Radosław Sierpiński.

Według analityków z Fior Markets światowy rynek biotechnologii osiągnie do 2027 roku wartość ponad 833 mld dol. Dla porównania wycena za 2019 rok opiewała na niespełna 448 mld dol.