Według organów podatkowych słuszna wykładnia przepisów to taka, która pozwoli ściągnąć z podatnika jeszcze więcej

0

Jeśli przedsiębiorca płaci podatki, to przecież może ich płacić więcej. Urząd skarbowy domagał się zapłaty wyższych podatków od spółki organizującej turnieje gry w pokera, bo tak interpretował na jej niekorzyść – wydawać by się mogło – jasne przepisy ustawy hazardowej, w oparciu o które działała.

Koncesja na organizację turniejów pokerowych

W 2012 r. jedna ze spółek z o.o. otrzymała od Ministra Finansów koncesję na organizację gier hazardowych na okres 6 lat. Koncesja obejmowała organizację turniejów pokerowych. Takich turniejów w okresie od 1 marca 2014 r. do 30 listopada 2016 r. spółka przeprowadziła dwanaście. Na każdy otrzymywała zezwolenie od Ministra i każdorazowo zatwierdzał on szczegółowy regulamin zasad i warunków turnieju. Stanowiły one, że warunkiem uczestnictwa jest wpłata wpisowego, którego część stanowiła opłatę turniejową, a część opłatę kasynową. Pierwsza składała się na pulę wygranych dla graczy. Z kolei opłata kasynowa stanowiła dochód spółki. Wypłacane graczom wygrane w wysokości uzależnionej od zajętego przez nich w turnieju miejsca pomniejszane były o 25% podatek od gier. Podstawa opodatkowania pomniejszana była z kolei o kwotę uiszczonego przez gracza wpisowego.

Kontrola urzędu i decyzja o bezprawnym zaniżaniu podstawy opodatkowania

Od 13 stycznia do 16 lutego 2017 r. funkcjonariusze urzędu celnego przeprowadzili w spółce kontrolę prawidłowości rozliczania podatku od gier dla uczestników turniejów pokerowych. Ustalono, że spółka składała w urzędzie skarbowym comiesięczne deklaracje podatkowe w jego zakresie i wpłacała wykazane w tych deklaracjach kwoty. Jednak zdaniem kontrolerów sposób obliczania przez nią podstawy opodatkowania w okresie od marca 2014 r. do lipca 2015 r. był nieprawidłowy i doprowadził do zaniżenia kwoty należnego podatku. Za podstawę opodatkowania spółka przyjmowała różnicę pomiędzy sumą wszystkich wygranych z danego miesiąca a sumą wszystkich opłat turniejowych. Urząd celny ustalił, że powinna ona brać za podstawę sumę kwot dziennych wygranych pomniejszoną o kwotę dziennego wpisowego, wpłaconego jedynie przez gracza, który w tym dniu wygrał.

Po sporządzeniu przez funkcjonariuszy protokołu z kontroli w lutym 2017 r. naczelnik urzędu skarbowego wszczął postępowanie podatkowe, w wyniku którego wydał decyzję o obarczeniu spółki odpowiedzialnością w zakresie niepobrania lub pobrania i niewpłacenia podatku od gier w odpowiedniej wysokości we wskazanym przez kontrolerów okresie oraz określił wysokość niedopłaty.

Rozliczenie miesięczne

Spółka zarzuciła naczelnikowi naruszenie przepisów obowiązującej wówczas ustawy o swobodzie działalności gospodarczej poprzez niespełnienie wymogów upoważnienia do przeprowadzenia kontroli. Organ nie przywołał w nim pełnej podstawy prawnej wszczęcia i prowadzenia kontroli oraz daty jej rozpoczęcia. Zdaniem spółki naczelnik urzędu skarbowego dokonał również błędnych ustaleń, że za podstawę opodatkowania podatkiem od gier nie można przyjmować kwoty wygranej, pomniejszonej o kwotę wpisowego za udział w turnieju. Skarżąca stała na stanowisku, że kwoty wygranej podlegają oczywistemu pomniejszeniu o wpisowe wniesione także w dniach, w których gracz nie uzyskał wygranej. Dlatego też podstawę opodatkowania należy ustalać, wyliczając różnicę sumy uzyskanych wygranych w całym turnieju, a więc w danym miesiącu, i sumy wpłaconego wpisowego w całym turnieju, również w danym miesiącu.

Dyrektor izby administracji skarbowej utrzymał w mocy zaskarżoną decyzję naczelnika urzędu skarbowego, stwierdzając, że podatek należało obliczyć oddzielnie dla każdej pojedynczej rozgrywki każdego dnia, bez ujmowania kwot wpłaconych przez gracza w dniach, w których nie wygrał lub wygrana nie przekraczała wysokości wpłaty.

Przepisy są jasne

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi rozstrzygający spór przytoczył treść przepisów ustawy o grach hazardowych (dalej: „u.g.h.”) z daty powstania obowiązku podatkowego spółki. Jej art. 75 ust. 6 jasno stwierdza, że urządzający turniej gry pokera jest zobowiązany do złożenia właściwemu naczelnikowi urzędu skarbowego deklaracji podatkowych w zakresie podatku od gier, obliczania, pobierania i wpłacania go na konto urzędu skarbowego za okresy miesięczne, w terminie do 20. dnia miesiąca następnego. Natomiast zgodnie z art. 73 ust. 1 pkt 8 ww. ustawy podstawę opodatkowania tym podatkiem w pokerze rozgrywanym w formie turnieju stanowi kwota wygranej pomniejszona o kwotę wpisowego za udział w turnieju.

Sąd orzekł, że nie powinno być żadnych wątpliwości co do tego, iż kwoty wygranej i wpisowego muszą być ujmowane za cały turniej w rozliczeniu miesięcznym. W przepisie art. 73 ust. 1 pkt 8 u.g.h. ustawodawca nie wprowadził żadnego ograniczenia w postaci możliwości pomniejszenia podstawy opodatkowania o wpisowe wnoszone jedynie w dniach uzyskania wygranej. Błędna interpretacja przepisów dokonana przez organy podatkowe w tej sprawie doprowadziłaby do sytuacji, gdy organizator turnieju, jako płatnik, pobierałby podatek od gier także wtedy, gdy zwycięzca uzyskiwałby dochód w jednym dniu, podczas gdy w miesięcznym rozliczeniu turnieju osiągnąłby stratę.

„Skoro art. 73 ust. 1 pkt 8 u.g.h. nie wprowadza żadnych rozróżnień co do możliwości obniżenia podstawy opodatkowania tylko od dni, w których gracz uzyskał wygraną, nie ma podstaw do wprowadzania takich rozróżnień w drodze wykładni” (wyrok WSA w Łodzi z 26 marca 2020 r., sygn. akt I SA/Łd 521/19).

Nie każdemu podatnikowi będzie się chciało sądzić z fiskusem

To kolejny przykład, jak organy podatkowe rozumieją swój obowiązek budowania do siebie zaufania podatników czy też rozstrzygania zaistniałych wątpliwości na ich korzyść. A w omawianej sprawie nawet trudno mówić o jakichkolwiek wątpliwościach, bo – jak stwierdził sąd – brzmienie treści przepisów jest jasne i klarowne. Jak widać, organy skarbowe preferują raczej taktykę obarczania przedsiębiorców, takich jak skarżąca spółka, nienależnymi ciężarami podatkowymi. Skoro i tak płaci, to przecież może płacić jeszcze więcej. A nuż nie będzie mu się chciało iść do sądu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Praca tymczasowa szansą na wyjście z kryzysu

0

• W ciągu kilku tygodni sytuacja na rynku pracy zmieniła się drastycznie. Do tej pory największym zmartwieniem pracodawców było znalezienie pracowników o odpowiednich kwalifikacjach, teraz firmy walczą o utrzymanie etatów.
• Konieczne są rozwiązania, które będą wspierać utrzymanie miejsc pracy.
• Polskie Forum HR, członek Konfederacji Lewiatan, przedstawiło resortowi rodziny, pracy i polityki społecznej rekomendację dotyczącą wydłużenia okresu zatrudnienia pracownika tymczasowego u jednego pracodawcy użytkownika z 18 do 30 miesięcy w ciągu 36 miesięcy.

Wszelkie badania pokazują, że pracodawcy w ograniczonym zakresie będą zwiększać bezpośrednie zatrudnienie . Prognozy rekrutacyjne są najsłabsze od 2008 roku. Jak wynika z badania Plany Pracodawców, realizowanego przez Randstad, aż 59% pracodawców w ciągu najbliższych 6 miesięcy spodziewa się w Polsce recesji. To o 35 pkt proc. więcej niż zanotowano w poprzedniej edycji badania. Firmy jeszcze długo będą odczuwały skutki pandemii. Nieprzewidywalność wpływu wirusa na rynek pracy, w skali dotąd niespotykanej, sprawia, że wszelkie decyzje podejmowane przez przedsiębiorców są bardzo ostrożne, naznaczone presją ograniczania kosztów i zachowania maksymalnej elastyczności.

– Z rozmów, jakie prowadzimy w firmach, przebija duże poczucie niepewności co do przyszłości ich organizacji i całej gospodarki. Obawy przed drugą falą epidemii, utraty rynków zbytu, odbudowy łańcucha dostaw, spadku popytu czy utrzymania płynności. To duże wyzwania, na które często nadal nie ma jeszcze odpowiedzi, a wszelkie prognozowanie jest obarczone dużym ryzykiem – dodaje Ewelina Glińska-Kołodziej, Dyrektor Operacyjny, Trenkwalder Polska.

Konsekwencją tego jest również niepewność po stronie pracowników. Wiele branż znacznie ograniczyło swoją działalność, co przełożyło się na rosnące wskaźniki bezrobocia. Z drugiej strony mamy sektory, które dużo lepiej radzą sobie z obecną sytuacją. Przemysł spożywczy, producenci środków czystości, IT, e-commerce, czy centra usług wspólnych – te sektory nadal zatrudniają.

– Badanie zrealizowane przez naszą firmę pokazało, iż spośród nowo zatrudnionych pracowników tymczasowych 45% zostało zwolnionych z poprzedniej pracy. Aż 80% nowych pracowników było wcześniej zatrudnionych w gastronomii, usługach lub produkcji. 68% z nich wskazało, że w wyniku pandemii musiało podjąć pracę w zupełnie innej branży niż dotychczas. Praca tymczasowa jest dla tych osób sposobem na przetrwanie tego trudnego okresu – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force.

Praca tymczasowa w dużym stopniu wsparła pracodawców i pracowników w wychodzeniu z kryzysu ponad dekadę temu. Mimo, że pracownicy tymczasowi w początkowej fazie masowo tracili zatrudnienie, co obserwowaliśmy również w momencie wybuchu pandemii, jednocześnie byli pierwszymi, których zatrudniano gdy tylko sytuacja zaczęła się poprawiać. Pierwsze sygnały takich reakcji już obserwujemy na rynku.

Z tych wszystkich powodów Polskie Forum HR przedstawiło Ministerstwu Rodziny Pracy i Polityki Społecznej rekomendację dotyczącą wydłużenia okresu zatrudnienia pracownika tymczasowego w u jednego pracodawcy użytkownika z 18 do 30 miesięcy w ciągu 36 miesięcy.

– W naszej opinii zmiana ta pozwoli firmom na łagodniejsze przejście przez ten trudny okres. Będzie bardzo dobrą alternatywą dla pracodawców, którzy nie mogą pozwolić sobie na podejmowanie długotrwałych zobowiązań, a nadal chcą realizować projekty i tworzyć miejsca pracy – nawet w krótkim okresie czasu. To rozwiązanie pozwoli również na łatwiejszy powrót na rynek pracy i utrzymanie zatrudnienia przed dłuższy okres czasu grupie osób, które zostały zwolnione w czasie kryzysu – mówi Anna Wicha, Prezes Polskiego Forum HR.

Pośród elastycznych form zatrudnienia, pracę tymczasową wyróżniają wysokie standardy zatrudnienia. W założeniu praca tymczasowa odpowiada nie tylko potrzebom przedsiębiorstw w zakresie elastyczności, lecz także potrzebie godzenia życia zawodowego i prywatnego przez pracowników. Przyczynia się zatem do tworzenia miejsc pracy oraz do udziału większej liczby osób w rynku pracy i ich integracji, co ma szczególne znaczenie w przejściowym okresie trwania pandemii.

Co Polacy transportowali w czasie epidemii – Raport Clicktrans

0

W czasie licznych obostrzeń, wywołanych przez koronawirusa, Polacy zaczęli intensywnie transportować zwierzęta, paczki czy palety. Jednocześnie spadła liczba przeprowadzek czy sprowadzanych samochodów. Więcej informacji o transporcie i jego cenach w czasie COVID-19 prezentuje raport Clicktrans.pl – polskiego serwisu aukcji transportowych.

Serwis Clicktrans.pl zbadał tendencje transportowe Polaków w okresie największych obostrzeń i społecznego dystansu od zamknięcia granic w połowie marca 2020 do końca maja, po którym wprowadzono ostatni etap odmrażania gospodarki. Raport Clicktrans pokazuje, jak pandemia wpłynęła na transport towarów i zwierząt.

W okresie pandemii królowali czworonożni towarzysze

Społeczny dystans sprawił, że Polacy częściej zlecali transport zwierząt domowych. Na terenie kraju liczba zleceń wzrosła aż o 39,5% w porównaniu z analogicznym okresem 2019 roku. Pupil ułatwiał przetrwanie społecznego dystansu. Ponadto, osoby na kwarantannie musiały przetransportować swoje psy rodzinie czy znajomym.

transport zwierząt

Koronawirus nie sprzyjał przeprowadzkom, sprowadzaniu samochodów i motocykli

Z oczywistych względów okres epidemii nie był dobrym czasem na przeprowadzkę. Liczba zleceń w serwisie Clicktrans na przeprowadzkę spadła zarówno na trasach międzynarodowych (o 11,9%), jak i krajowych (28,8%). Podobny spadek dotyczył samochodów. W trakcie COVID-19 międzynarodowy transport samochodów spadł o 10,6% a krajowy o 2,7%. To pokazuje, że Polacy w niepewnym finansowo czasie nie byli gotowi na kosztowne wydatki, jak przeprowadzka czy sprowadzenie samochodu. Przeprowadzkom nie sprzyjała także obowiązkowa kwarantanna po przekroczeniu granic wielu europejskich państw.

transport aut

Spadek cen usług transportowych

W większości przypadków, niezależnie czy transport był krajowy czy międzynarodowy, koronawirus wywołał spadek cen transportu w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku.

– Spadek cen usług transportowych był spowodowany większą konkurencją o zlecenia wśród przewoźników. Część firm miała problem ze stałymi zleceniami, m.in. na trasach międzynarodowych, i zaczęła intensywnie szukać ich w Internecie, proponując bardziej konkurencyjne stawki szczególnie w transporcie krajowym – tłumaczy Michał Brzeziński, CEO Clicktrans.pl.

Najwyższy spadek cen widać w krajowych przeprowadzkach, wyniósł niemal 16% (z 664 zł do 559 zł). O 15% spadły także ceny międzynarodowego transportu zwierząt (z 1095 zł do 931 zł). Spory spadek cen (o 11%) odnotowano także w krajowym transporcie mebli (z 225 zł do 200 zł).

Raport: „Transport towarów przez Polaków w czasie epidemii” został opracowany na podstawie 70 595 zleceń transportowych użytkowników serwisu Clicktrans.pl opublikowanych w okresie największych obostrzeń związanych z koronawirusem (15.03.-31.05.2020). Dane zostały porównane z analogicznym okresem 2019 roku. Szczegółowe informacje, wnioski oraz wykresy znajdują się w raporcie.

Ransomware kosztuje gospodarkę 11,5 miliardów dolarów – biznes i władza na celowniku.

0

Ransomware pozostaje jednym z najbardziej kosztownych zagrożeń dla biznesu. Tylko w 2019 roku wygenerował globalne straty w wysokości 11,5 miliardów dolarów. Targetowane kampanie, koncentracja na biznesie i instytucjach państwowych, ransomware-as-a-service, leakware… – tak będzie wyglądał krajobraz ataków szyfrujących w kolejnych latach. 

Biznes rodzi…ransom-biznes

Przestępcy coraz chętniej mierzą w sektor biznesowy, w tym MŚP. Dotyka je aż 71% ataków. Nie jest więc zaskoczeniem, że według raportu Ransomware i Cyberbezpieczeństwo przygotowanego przez Xopero Software, ataki szyfrujące wywołują poważny niepokój u 79,8% małych i średnich firm. Paradoksalnie co druga z nich przyznaje, że nie jest wystarczająco przygotowana na to zagrożenie. Jednocześnie ponad 77% przedsiębiorstw, które dotknął ransomware deklaruje, że używa aktualnych programów antywirusowych.

Rośnie również sama częstotliwość ataków. Na początku 2016 roku ransomware uderzał co 2 minuty, rok później co 40 sekund. W 2019 roku mówiono o 14 sekundach, a do przyszłego roku czas ten może skrócić się nawet do 11 sekund!

Władza na celowniku

Ransomware nie jest łaskawy dla rządowych i lokalnych władz.

Jeden z najgłośniejszych ataków typu ransomware w 2019 r., przydarzył się miastu Baltimore w USA. W wyniku szkód wyrządzonych przez złośliwe oprogramowanie, miasto straciło około 18,2 miliona dolarów. Pikanterii całej sprawie dodał fakt, że hakerzy stojący za atakiem zażądali tylko 76 tysięcy dolarów okupu, które i tak na początku lokalnym władzom wydały się pokaźną sumą. Przykład Baltimore dobrze ilustruje błąd w szacowaniu strat związanych z atakami ransomware – mówi Paweł Wałuszko, Cybersecurity Expert w TestArmy.

Wbrew pozorom, dotyczy to również Polski. W grudniu minionego roku byliśmy świadkami ataków szyfrujących na Urzędy Gminy w Kościerzynie i Lututowie.

Skąd rosnąca ilość ataków na organizacje rządowe i instytucje publiczne? Przetwarzają one ogromne ilości danych dotyczących milionów ludzi, a z reguły korzystają z przestarzałych i łatwych do obejścia technologii, co dla przestępców oznacza niekiedy szybki i prosty zysk – wart swojego ryzyka.

A ryzykiem jest tutaj prawdopodobieństwo zapłaty okupu. Okazuje się bowiem, że sektor publiczny niechętnie sięga do portfela. Z badań CyberEdge wynika, że 45% firm, które padły ofiarą ransomware opłaciły okup, podczas, gdy współczynnik ten w sektorze publicznym wyniósł 17,1%.

Ile kosztuje ransomware?

Według danych Cybersecurity Ventures wartość globalnych szkód spowodowanych przez ransomware w 2019 roku możemy szacować na 11,5 miliarda dolarów. Dla porównania, w 2015 było to 325 milionów. Do tych kosztów zaliczamy: wartość zniszczonych/skradzionych danych, koszty przestoju, utraconej produktywności, postępowania karne, szkolenia pracowników i utratę reputacji. Koszt pojedynczego ataku szacowany jest na 150 tys. dolarów. W jego skład wchodzi kwota okupu oraz koszt przestoju w działalności organizacji, który potrafi być nawet 23 razy wyższy niż żądana kwota.

Jak się chronić?

Przede wszystkim inwestować w edukację zespołu i bezpieczeństwo systemów informatycznych. Regularne szkolenia pracowników mogą w znaczącym stopniu zminimalizować ryzyko ataku poprzez phishing. Ransomware stale ewoluuje, a więc nawet jeśli dziś zabezpieczenia dają 100% gwarancji bezpieczeństwa, to nie można mieć pewności, że jutro, w obliczu nowych ataków, nadal będą tak samo skuteczne. Dlatego tak istotne jest, by regularnie aktualizować wszelkie zabezpieczenia – radzi Grzegorz Bąk, Product Development Manager w Xopero Software – Nie możemy również zapomnieć o backupie. Gdy wszystkie nasze zabezpieczenia zawiodą, będzie on kołem ratunkowym, które pozwoli na odzyskanie danych, bez konieczności płacenia okupu.

– Zamiast liczyć na to, że przestępcy zaprzestaną swojego procederu, ochroni nas jeden cudowny antywirus albo łudzić się, że „nam się to nie zdarzy bo to mała firma” zakładajmy najgorsze i stosujmy się do powszechnych najlepszych praktyk bezpieczeństwa (edukacja pracowników, separacja sieci, ochrona poczty i stacji, aktualizacje czy zasada least privilege), a gdy mimo wszystko to zawiedzie przywróćmy system z niezaszyfrowanej kopii zapasowej – radzi Robert Grabowski, Head of CERT Orange Polska.

Specjaliści są zgodni – szkolenia pracowników z zakresu cyberbezpieczeństwa, aktualizacja zabezpieczeń, separacja sieci, ochrona poczty i oprogramowanie do backupu – to sposoby na walkę z ransomware.

Brexit to także sprawa zachodniopomorska. Pandemia koronawirusa „przykryła” ważny, międzynarodowy temat

0

Czy w dobie pandemii koronawirusa, ktoś jeszcze pamięta, że jesteśmy na półmetku roku przejściowego Brexitu? To w tym czasie miały wykuwać się nowe przepisy i ustawy międzynarodowe, które będą jasno i wyraźnie definiować jak powinien wyglądać import, eksport i gospodarcze kontakty międzynarodowe pomiędzy Wielką Brytanią i reszty Europy. W czerwcu premier Boris Johnson stwierdził, że nie ma szans na przedłużenie okresu przejściowego. Nie da się jednak ukryć, że niepewność jaka panuje wokół tego tematu może się znacząco odbić na relacjach gospodarczych z Królestwem, a to będzie ciosem dla firm transportowych i logistycznych z naszego regionu. – To jest temat globalny, o silnym wydźwięku lokalnym. Zgłasza się do mnie wiele firm z pytaniem: ten Brexit to będzie czy może pandemia sprawiła, że mamy się teraz martwić innymi rzeczami? No niestety, Brexit będzie i jeżeli Wielka Brytania wspólnie z Unią Europejską nie opracuje szybko spójnego planu działania to przed nami miesiące chaosu – mówi Piotr Porzycki, prawnik i doradca podatkowy z kancelarii CMW, ekspert Północnej Izby Gospodarczej.

  • Kontrole graniczne wracają do Wielkiej Brytanii 1 stycznia 2021. Wciąż jednak brakuje przepisów i wytycznych jak będzie wyglądał obrót handlowy po Brexicie
  • Pandemia koronawirusa spowodowała, że rozmowy spowolniły, ale nie ma mowy o wydłużeniu okresu przejściowego dla Brexitu. Efektem jest chaos, który najmocniej dotyka firmy, które zajmują się m.in. spedycją i logistyką, handlem międzynarodowym i rozliczeniami podatkowymi
  • Efekty nieumiejętnie przeprowadzonego Brexitu dotkną nas wszystkich. Wzrosną obciążenia publicznoprawne i koszty wymiany towarowej z Wielką Brytanią, a to odbije się na cenach
  • To się skończy bardzo źle, bo powstanie umowa o wolnym handlu pisana „na kolanie”, która będzie zawierała masę luk, niedomówień i błędów – mówi mec. Piotr Porzycki, prawnik i ekspert Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Umowa na kolanie” albo brak porozumienia. Brexit zapowiada się boleśnie

Mówiąc kolokwialnie: Brexit został „przykryty” przez koronawirusa. Wiele firm zajmujących się logistyką, transportem, e-commerce i rozliczeniami finansowymi zajęło się „gaszeniem pożaru” w postaci ratowania bieżącej działalności przed konsekwencjami globalnej pandemii, a tymczasem za rogiem czekają już kolejne komplikacje. Jak wyglądać będzie międzynarodowa wymiana handlowa między Wielką Brytanią, a Unią Europejską? To dzisiaj wielka niewiadoma, a czasu by ustalić przepisy i rozliczenia coraz mniej. Od 1 stycznia 2021 roku na granicy Unia Europejska – Wielka Brytania powrócą kontrole. Najpierw częściowo, a całkowicie – równo za rok – w lipcu 2021.

– Świat skupił się na pandemii, ale o Brexicie zapominać nie można. Decyzje zapadły i cały czas trwają prace legislacyjne i negocjacyjne, co do kształtu przyszłej współpracy. Jest to temat aktualny i ważny, bo negocjacje nie przynoszą żadnego rezultatu. Sytuacja jest więc taka, że przedsiębiorcy oczekują na pewne uporządkowanie spraw związanych z importem, eksportem czy możliwością przekraczania granic, a nic takiego nie ma miejsca. Wielka Brytania ma swoje postulaty, których nie akceptuje Unia Europejska i odwrotnie. To się skończy bardzo źle, bo albo powstanie umowa o wolnym handlu między Unią Europejską a Wielką Brytanią, która będzie zawierała masę luk, niedomówień i błędów albo wcale nie będzie takiego porozumienia – mówi mec. Piotr Porzycki, prawnik i  doradca podatkowy kancelarii CMW.

Pandemia koronawirusa według naszego eksperta nie może być usprawiedliwieniem dla spowolnienia prac legislacyjnych w zakresie Brexitu. Koronawirus skomplikował pewne sprawy, ale nie zatrzymał pracy instytucji europejskich. – Zadaniem stron jest określić warunki współpracy dla obopólnych korzyści. Brak porozumienia to problem  zarówno dla przedsiębiorców unijnych, jak również brytyjskiego otoczenia biznesowego – dodaje mec. Porzycki.

Transport, spedycja, logistyka, handel – Brexit będzie odczuwalny dla całej gospodarki

Co najbardziej martwi przedsiębiorców? Wyłączenie w relacjach polsko – brytyjskich zasady swobody przepływu kapitału, skutkujące opodatkowaniem dywidend i niektórych innych należności transgranicznych podatkiem dochodowym oraz podatkiem od czynności cywilnoprawnych, wprowadzenie obszaru celnego i ustalenie jak import i eksport towarów będzie przebiegać np. pod kątem cła czy preferencji podatkowych. Te kwestie to podstawa przyszłego obrotu gospodarczego między Wielką Brytanią, a Unią Europejską.

Brexit bez umowy o wolnym handlu oznaczać będzie bowiem objęcie taryfą celną wymiany towarowej między Polską, a Wielką Brytanią. To z kolei skutkować będzie koniecznością uzyskania przez polskich przedsiębiorców uczestniczących w takim obrocie stosownych pozwoleń na stosowanie uproszczeń i preferencji celnych. Są to jednak procedury skomplikowane i czasochłonne, które trwają miesiącami. Jak mówi mec. Piotr Porzycki uzyskanie ww. pozwoleń może zajmować nawet… 10 miesięcy. Biorąc pod uwagę fakt, że mamy lipiec to nie ma szans by przedsiębiorcy przygotowali się na to w odpowiedni sposób.

– To będzie problem, który dotknie lokalnych przedsiębiorców. Wiele firm z Pomorza Zachodniego to przedstawiciele sektora TSL, czyli Transportu, Spedycji i Logistyki. Nowa rzeczywistość będzie skutkowała tym, że firmy wypadną z kręgu przedsiębiorstw importujących lub eksportujących towary z lub do Wielkiej Brytanii. . Wiele zależy także od wysokości ponoszonych kosztów – jeżeli będą one zbyt wysokie, a procedury zbyt skomplikowane, to nawet firmy, które teoretycznie uzyskają wszystkie dokumenty i pozwolenia mogą nie być zainteresowane taką działalnością. Dla firm z naszego regionu Brexit może więc oznaczać straty, a jak wiadomo kolejne straty w czasie pandemii koronawirusa to ogromny problem i wiele przedsiębiorstw nie może pozwolić sobie na utracenie kolejnych rynków – mówi mec. Piotr Porzycki. – Branża TSL z pewnością będzie dotknięta najmocniej, ale straci też sektor handlowy, w tym branża retail. Wzrosną koszty obrotu towarowego, co przełoży się na wysokość uzyskiwanych marż, a w konsekwencji – ceny towarów. Będzie to odczuwalne dla wszystkich – dodaje mec. Porzycki.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie nie wyklucza, że już niebawem powołany zostanie panel ekspercki, który będzie udzielać informacji przedsiębiorcom, którzy mogą być dotknięci Brexitem. Założenie jest takie, by think-tank działał podobnie do „Izbowego Pakietu dla Przedsiębiorców”, który został powołany, by wspierać firmy borykające się z problemami w czasie pandemii koronawirusa.

Jan Dębski nowym prezesem Polskiej Rady Centrów Handlowych

0

Podczas walnego zebrania członków stowarzyszenia Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) wybrano nowy zarząd i komisję rewizyjną organizacji. Pierwsze obrady nowego kierownictwa zaowocowały wyłonieniem prezesa, wiceprezesów oraz dyrektora generalnego. 

Sprawozdawczo-wyborcze walne zebranie członków PRCH odbyło się 17 czerwca br., w związku z pandemią koronawirusa po raz pierwszy w formie łączonej, offline i online. Głosowanie 42 członków zwyczajnych wyłoniło nowe struktury stowarzyszenia. W skład zarządu powołano 12 ekspertów branży nieruchomości komercyjnych: Karola Bartosa (Atrium European Real Estate), Agatę Brzezińską (Pradera), Jana Dębskiego (Unibail-Rodamco-Westfield), Radosława Knapa, Justynę Kur (Apsys Polska), Annę Malcharek (Gemini Holding), Urszulę Matej-Bil (EPP), Dominika Piwka (NEPI Rockcastle), Leszka Sikorę (ECE Projektmanagement), Piotra Staniszewskiego (Dentons), Aleksandra Walczaka (DEKADA) oraz Aleksandrę Zentile-Miller (Chapman Taylor). Wybrano również członków komisji rewizyjnej: Danutę Dąbrowską, Jakuba Jonkisza i Izabelę Walczewską – Schneyder.

Pierwsze obrady zarządu odbyły się 2 lipca br. i zaowocowały wyłonieniem nowego prezesa PRCH. Jan Dębski zastąpił na tym stanowisku Aleksandrę Zentile-Miller i jest czwartym przewodniczącym zarządu stowarzyszenia w jego 17-to letniej historii. Dębski swoją karierę rozpoczynał w Kanadzie, gdzie spędził trzynaście lat pracując w sektorze budowlanym. Od 1993 roku był Dyrektorem Rozwoju Pepsico w Centralnej Europie i Rosji. Następnie przez jedenaście lat piastował pozycję CEO w firmie ECE Projektmanagement, z którą rozpoczął ekspansję w Polsce. Od dziesięciu lat jest związany z Unibail Rodamco Westfield jako Chairman of Business Development.

– Wraz z pandemią koronawirusa przed branżą miejsc handlu i usług pojawiło się wiele nowych wyzwań, dlatego czuję ogromną odpowiedzialność obejmując stanowisko prezesa PRCH w takim momencie. Scenariusza, który napisało nam życie, nie da się napisać na nowo, jednak mogę obiecać, że będę starał się z całych sił zmienić jego zakończenie tak, aby branża wyszła z kryzysu obronną ręką. Czeka nas teraz wiele miesięcy wytężonej pracy, pracy na rzecz poprawy wizerunku centrów handlowych, zmian legislacyjnych, edukacji oraz rozwoju miejsc handlu i usług – mówi Jan Dębski, nowy prezes Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Nowe kierunki działania stowarzyszenia będzie wyznaczać również pięciu wiceprezesów organizacji: Karol Bartos, Justyna Kur, Anna Malcharek, Piotr Staniszewski oraz Aleksander Walczak. Dyrektorem generalnym PRCH pozostał Radosław Knap, związany ze stowarzyszeniem od 2009 r., wybrany na to stanowisko po raz drugi.

– Dziękuję za ten dowód zaufania i docenienie mojej dotychczasowej działalności. Zależy mi na dalszym rozwoju organizacji w nowych obszarach, jakie są ważne dla sektora, dlatego bardzo cieszę się, że będę mógł kontynuować pracę jako dyrektor generalny PRCH. Czuję na sobie odpowiedzialność, aby odpowiednio kierować zespołem stowarzyszenia, jednocześnie wsłuchując się w głos ekspertów, będących naszymi członkami. Chcę nadal budować ich zaangażowanie i tworzyć organizację będącą głosem w sprawach legislacyjnych i jednocześnie merytorycznym wsparciem sektora nieruchomości handlowych. W odnowionym składzie rozpoczynamy pracę nad nowymi projektami, nie rezygnując jednocześnie z naszych flagowych przedsięwzięć jak PRCH Expert Development Programme, PRCH Database czy PRCH Retail Awards, które przez lata zyskały uznanie branży – mówi Radosław Knap, dyrektor generalny PRCH.

Decyzją walnego zgromadzenia w poczet członków honorowych stowarzyszenia przyjęto Elżbietę Dmowską-Mędrzycką (Mediadem) oraz Pawła Dębowskiego (Dentons). Oboje zaangażowani byli w działalność PRCH od początku istnienia organizacji i zostali wyróżnieni za zasługi dla rozwoju sektora.

Wakacyjny rynek pracy: Najwięcej ofert pracy na wschodzie Polski, najmniej na południu

0

W trzecim kwartale 2020 roku największe możliwości znalezienia nowej pracy będą w Polsce wschodniej i południowo-zachodniej, tam firmy będą poszukiwać nowych pracowników. Najsłabsze prognozy zatrudnienia wskazały przedsiębiorstwa na południu oraz w centrum Polski, co oznacza mniejszy popyt na pracowników i spadek liczby etatów. Dowiedz się więcej z analizy przygotowanej przez ManpowerGroup.

Okres wakacyjny nie oznacza korzystnych warunków do poszukiwania nowej pracy, ponieważ ofert w całej Polsce będzie dużo mniej niż w ostatnich latach. Pracodawcy jedynie w dwóch z sześciu badanych przez ManpowerGroup regionów kraju zamierzają od lipca do września 2020 roku rekrutować nowych pracowników. Najwyższy odsetek firm planujących zatrudniać nowe osoby stanowią przedsiębiorstwa z regionu wschodniego. Prognoza netto zatrudnienia (różnica pomiędzy odsetkiem organizacji, które deklarują wzrost, a spadek liczby pracowników) wynosi tam +6% i jest to stosunkowo dobra informacja dla osób planujących zmianę pracy. Na dobre perspektywy znalezienia nowego zatrudnienia mogą liczyć również kandydaci z Polski południowo-zachodniej (+5%).
– Dodatnia prognoza w regionie wschodnim wynika przede wszystkim z prężnie rozwijającej się tam branży przetwórstwa spożywczego, która mimo pandemii, notuje duże zapotrzebowanie na ręce do pracy. Obserwujemy, że producenci ze wschodnich województw borykają się z brakiem kadr i często sięgają po nasze wsparcie w rywalizacji o kandydatów. Polska wschodnia to również obszar rolniczy, gdzie w sezonie letnim właściciele gospodarstw poszukują pracowników do pomocy przy zbiorach – wyjaśnia Dominik Malecdyrektor regionalny w agencji rekrutacyjnej Manpower. – Południowo-zachodnia część kraju to z kolei region, który jest bardzo dobrze rozwinięty gospodarczo i biorąc pod uwagę dane archiwalne, zawsze notował większe potrzeby personalne. Wpływ na to ma między innymi bliska odległość do granicy zachodniej i inwestycje przedsiębiorstw zagranicznych, które tam ulokowały swój kapitał. Ponadto południowy-zachód charakteryzuje się dużą różnorodnością biznesu i nasyceniem również firm z tych branż, które nie odczuły skutków kryzysu. Z tego względu w miesiącach wakacyjnych przedsiębiorstwa z Dolnego Śląska i województwa opolskiego będą poszukiwać nowych pracowników, jednak nie w takiej skali, jak to miało miejsce przed rozwojem koronawirusa – dodaje ekspert.
Kogo zatem będą poszukiwać polscy pracodawcy w trzecim kwartale bieżącego roku? Jak zaznacza ekspert Manpower, największe braki kadrowe odczuwają obecnie właściciele magazynów, firm produkcyjnych, kurierskich i logistycznych, potrzebni są również niewykwalifikowani i wykwalifikowani pracownicy fizyczni, osoby do obsługi wózków widłowych z uprawnieniami. – Pracodawcy poszukują również specjalistów IT i osób o specjalnościach technicznych. Mimo pandemii, nie maleje zapotrzebowanie na pracowników ze znajomością języków obcych. W cenie jest szczególnie niemiecki, francuski, hiszpański, włoski. Kandydaci, którzy biegle posługują się jednym z nich, a także językiem angielskim, w dalszym ciągu mogą liczyć na atrakcyjne oferty pracy. To zasługa dobrze rozwiniętego i dalej rozwijającego się sektora usług wspólnych w Polsce – tłumaczy Dominik Malec.
Redukcje etatów zapowiadają pracodawcy z pozostałych czterech regionów, gdzie plany rekrutacyjne są najniższe od momentu rozpoczęcia badania w 2008 roku. Najmniej optymistyczni są pracodawcy z południa (-12%) oraz centrum Polski (-11%). Niekorzystne warunki do zmiany zawodowej będą również na północy kraju (-10%) oraz w regionie północno-zachodnim (-8%).
plany pracodawcow zatrudnienie
– Najbliższy kwartał będzie trudnym okresem na rynku pracy. Sytuacja na rynku jest nieprzewidywalna i nie wiemy, jaka będzie finalna skala wpływu pandemii na polską gospodarkę. Już teraz obserwujemy, że nie wszystkie regiony prognozują wzrost liczby pracowników. Cięcia etatów zapowiadane na południu wynikają z umiejscowionych tam firm produkcyjnych, szczególnie tych z branży motoryzacyjnej, które najbardziej odczuły skutki kryzysu. Brak ciągłości w utrzymaniu łańcucha dostaw, opóźnienia w transporcie komponentów spowodowały zatrzymanie produkcji, a co za tym idzie spadek obrotów i redukcję miejsc pracy. Oprócz tego producenci aut walczą ze zmniejszonym popytem na ich produkty – mówi Dominik Malec. – Każdy region odczuwa skutki pandemii indywidualnie i pracodawcy patrzą na prognozy zatrudnienia z różnych perspektyw. Z jednej strony lock down spowodował spadki obrotów w wielu organizacjach, ale z drugiej strony wciąż brakuje specjalistów o umiejętnościach, które mogą utrzymać ciągłość biznesową, również w trybie zdalnym – podsumowuje ekspert.
W ujęciu kwartalnym plany rekrutacyjne firm pogorszyły się w pięciu z sześciu badanych regionów. Największy spadek (o 13 pp.) wskazali pracodawcy z Polski centralnej i południowej. Mniej ofert pracy niż w minionym kwartale będzie również na północy (8 pp.) i północnym-zachodzie kraju (7 pp.). W ujęciu rocznym spadek optymizmu wśród ankietowanych firm zadeklarowali pracodawcy we wszystkich badanych regionach. Najbardziej prognoza obniżyła się na południu Polski (o 23 pp.), najmniej w regionie wschodnim – o 2 pp.

Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia to kwartalne badanie, które mierzy intencje pracodawców związane ze zwiększeniem lub zmniejszeniem całkowitego zatrudnienia w ich oddziale w najbliższym kwartale. Badanie jest przeprowadzane od ponad 55 lat, aktualnie wśród ponad 36 000 pracodawców w 43 krajach i jest jednym z najbardziej wiarygodnych badań rynku pracy na świecie. Raport dla III kwartału 2020 r. został opracowany na podstawie wywiadów indywidualnych przeprowadzonych od 17 do 30 kwietnia 2020 r. W Polsce wyniki raportu ManpowerGroup publikowane są od II kwartału 2008 r. W badaniu dla trzeciego kwartału 2020 roku wzięło udział 436 pracodawców. Więcej informacji na temat raportu dostępnych jest na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy.

Autor: Patrycja Miązek

Bez paliwa nie ma jazdy

Dolar zaczyna lekko zyskiwać we wtorek, niwelując wczorajsze osłabienie, ale w ruchu nie widać przekonania. Podobnie globalny rynek akcji nie kontynuuje wczorajszej zwyżki, a inwestorzy czekają na świeże impulsy.

Z łatwością przyszło wczoraj rynkom odsunąć na bok wszelkie statystyki związane z rozwojem pandemii COVID-19, a skupić uwagę na sygnałach wzmocnienia gospodarki. Zaczęło się od przekazu chińskiej prorządowej prasy, która zachęcała inwestorów do przyglądania się „efektowi majątkowemu rynków kapitałowych” i „wychowania zdrowego rynku byka”. Potem doszedł silny skok indeksu ISM dla sektora usługowego USA (57,1, prog. 50), odzwierciedlający odbudowę aktywności gospodarczej po okresie lockdownu. Wreszcie Wall Street otrzymało dodatkowy zastrzyk optymizmu w postaci obietnicy czwartej fazy pakietu fiskalnego. Co interesujące, charakter sygnałów był różny, ale każdy był traktowany jako wystarczający, by wspierać chęć do wzrostów ryzykownych aktywów. Wygodne było, że jeden po drugim sygnały potrafiły podtrzymać entuzjazm rynkowy. Jednak w nocy już zabrakło kolejnego zastrzyku optymizmu i dziś rano obserwujemy cofnięcie na giełdach, spadek cen ropy naftowej i powrót umocnienia USD. To pokazuje, że rynek sam z siebie nie ma siły ani przekonania od podtrzymania trendu i prędzej preferuje uczepić się popularnej w danym momencie informacji. Gdy jednak punktu zaczepienia brak, wątpliwości skłaniają do przyjęcia defensywnej pozycji. Taki niezdecydowany handel z przeplataniem wzrostowych i spadkowych dni będzie się utrzymywał do czasu, aż trend w nowych przypadkach zachorowań nie zostanie odwrócony, albo dane makro przestaną zwiastować przyspieszenie ożywienia.

Bank Rezerwy Australii nie zaskoczył i utrzymał stopę kasową oraz cel dla rentowności 3-letnich obligacji skarbowych na 0,25 proc. Bank powtórzył forward guidance, że zamierza utrzymać akomodacyjną politykę tak długo, aż będzie to konieczne. Jednocześnie bank podtrzymał optymistyczną ocenę powrotu ożywienia i przyznał, że prognozy kształtują się lepiej niż wcześniej oczekiwano. Mimo to podkreślił, że z powodu pandemii perspektywy pozostają bardzo niepewne. Firmy rewidują swoje modele biznesowe i przeprowadzają restrukturyzacje. To może opóźnić proces odbudowy miejsc pracy po tym, jak w II kw. ubyło ich 1 milion. Ogólnie RBA liczy na poprawę i nie wybrzmiał nadmiernie ostrożnie, co było zdyskontowane przez AUD i nie wywołało reakcji. Gorzej przyjęte zostały jednak doniesienia, że stan Wiktoria, drugi najludniejszy w Australii, wprowadza 6-tygodniowy lockdown dla obszaru miejskiego Melbourne po tym, jak wczoraj stwierdzono tam 191 nowych przypadków zachorowań. Gorzkie przypomnienie, że gospodarka dalej tkwi w pandemii.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wielomilionowe dofinansowanie dla innowacyjnych projektów w zakresie zwalczania pandemii

0

200 mln zł przewidziano w konkursie „Szybka ścieżka – Koronawirusy” na dofinansowanie projektów badawczych, których efektem ma być opracowanie innowacyjnych rozwiązań mających na celu przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się wirusów, w tym przede wszystkim SARS-COV-2. W konkursie, który potrwa do końca roku, mogą wziąć udział przedsiębiorstwa, ich konsorcja oraz konsorcja naukowo-przemysłowe.

Konkurs był tematem środowego webinarium z cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu”, który to cykl został zorganizowany przez Ministerstwo Rozwoju we współpracy z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości.

Jak poinformowała Agnieszka Lewandowska z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, podstawowym warunkiem zakwalifikowania przedstawionego projektu do dofinansowania jest możliwość jego wdrożenia w działalności gospodarczej.

W 200-milionowym budżecie konkursu, który jest realizowany w ramach Programu Inteligentny Rozwój, 75 mln jest przeznaczonych dla województwa mazowieckiego, a 125 mln dla pozostałych 15 województw. Otrzymane dofinansowanie można przeznaczyć na badania przemysłowe i/lub eksperymentalne prace rozwojowe mieszczące się w trzech obszarach tematycznych konkursu (badania przemysłowe są fakultatywne, natomiast prace rozwojowe obowiązkowe).

Pierwszy z obszarów to zestawy i urządzenia do szybkiej diagnostyki, np. testy czy roboty do zdalnego pobierania próbek. Drugi obejmuje badania nad lekami i szczepionkami. Mogą one dotyczyć zarówno wykorzystania już zarejestrowanych substancji w nowy sposób, czyli np. w terapii koronawirusa, jak i nowych, innowacyjnych leków.

Trzeci ostatni obszar to prace związane z prewencją zakażeń, z tworzeniem tzw. tarczy antywirusowej. Mieszczą się w nim projekty urządzeń do podtrzymywania życia, środki ochrony osobistej i grupowej (np. skuteczne maseczki ochronne), systemy dezynfekcji, systemy teleinformatyczne (np. specjalne aplikacje), kioski do diagnostyki czy systemy zwiększające efektywność wszelkiego rodzaju pracy zdalnej.

Wartość kosztów kwalifikowalnych projektów, czyli kosztów, na których pokrycie może zostać przyznana dotacja – to w przypadku projektów realizowanych samodzielnie przez mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa – od 1 mln zł do 50 mln euro, a pozostałych projektów – od 2 mln zł do 50 mln euro.

Poziom dofinansowania dla MŚP może wynieść nawet 80 proc. na badania przemysłowe i do 60 proc. na prace rozwojowe. W przypadku dużych firm jest to odpowiednio 65 proc. i 40 proc.

Nadsyłanie wniosków przebiega w trzech rundach. Pierwsza już się zakończyła i trwała od 6 maja do 5 czerwca, druga obejmuje okres od 6 czerwca do 24 lipca, trzecia – od 25 lipca do 31 grudnia br. Na początku oceny projektów sprawdzana jest ich poprawność formalna . Potem następuje panelowe spotkanie online wnioskodawcy z ekspertami i pracownikami NCBR, którzy przekazują mu swoje uwagi dotyczące wniosku. Po panelu przedsiębiorca ma szansę na poprawienie wniosku i uwzględnienie wskazówek ekspertów.

Na koniec projekt jest oceniany przez panel ekspertów pod względem zgodności z kryteriami konkursu. Ocenia się m.in. istotę projektu (jego cel, proponowaną metodologię badawczą, innowacyjność rezultatów), realizację (plan prac, zespół badawczy oraz zarządzający, infrastrukturę naukowo-badawczą), a także aspekty procesu wdrożenia projektu takie jak np. znaczenie realizacji projektu dla polskiej gospodarki i jej opłacalność, zachowanie praw własności intelektualnej.

Innym sposobem uzyskania dofinasowania na inwestycje związane z przeciwdziałaniem pandemii jest ubieganie się o dotację na infrastrukturę do zwalczania COVID-19 w ramach Programu Inteligentny Rozwój. Łukasz Małecki z Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej poinformował, że chodzi tu o wsparcie finansowe projektów, których celem jest budowa lub unowocześnienie infrastruktury służącej do testowania oraz przygotowania do masowej produkcji produktów służących do zwalczania pandemii COVID-19. Chodzi tu o szczepionki i inne produkty lecznicze, sprzęt szpitalny, odzież ochronną, środki odkażające itp.

Budżet konkursu opiewa na 100 mln zł, a nabór wniosków, który rozpoczął się 8 czerwca, potrwa do 31 lipca. Jak wskazał Małecki, pod uwagę będą brane tylko te projekty, które mogą zostać zrealizowane w okresie do 6 miesięcy od dnia udzielenia pomocy. Maksymalna wysokość dotacji wynosi 75 proc. kosztów kwalifikowalnych. Może ona zostać zwiększona o 15 pkt. proc., jeżeli projekt zostanie zakończony w terminie dwóch miesięcy od dnia udzielenia dofinasowania.

Kolejne webinaria z cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu” poświęcono ułatwieniom podatkowym w Tarczy Antykryzysowej (wtorek 7 lipca) oraz dopłatom do kredytów dla firm dotkniętych kryzysem (środa 8 lipca).

Więcej informacji oraz szczegółowy harmonogram webinariów: www.parp.gov.pl/tarcza.

Partnerami cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu” są Ministerstwo Finansów, Krajowa Administracja Skarbowa, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Agencja Rozwoju Przemysłu, Polski Fundusz Rozwoju, Urząd Zamówień Publicznych, Bank Gospodarstwa Krajowego, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej.

Powstała koalicja izb handlowych i gospodarczych w Polsce

0

W ramach zawartego porozumienia organizacje członkowskie koalicji będą współpracować na rzecz zapewnienia finansowania systemu ochrony zdrowia w Polsce na poziomie średniej państw OECD oraz poprawy dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej. 

Wyzwanie bez precedensu

Pięć międzynarodowych izb handlowych i gospodarczych w Polsce podpisało list intencyjny na rzecz wspólnego dialogu, wspierającego zapewnienie finansowania systemu ochrony zdrowia w Polsce na poziomie średniej państw Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (Organisation for Economic Co-operation and Development – OECD) oraz poprawy dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej.

Sygnatariusze listu to przedstawiciele: Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce, Belgijskiej Izby Gospodarczej, Polsko-Kanadyjskiej Izby Gospodarczej, Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej oraz Polsko-Szwajcarskiej Izby Gospodarczej. Koalicjanci zapowiadają możliwość rozszerzenia porozumienia o kolejne organizacje członkowskie.

Przedstawiciele koalicji zwracają uwagę, że pandemia COVID-19 jest jak dotąd najpoważniejszym wyzwaniem dla polskiej gospodarki w XXI wieku. Zdaniem przedstawicieli organizacji członkowskich koalicji skutki tego zjawiska stanowią bezprecedensowe zagrożenie między innymi dla stabilności finansowania systemu ochrony zdrowia.

Odpowiednio finansowany i stabilnie funkcjonujący system opieki zdrowotnej stanowi kluczowy warunek bezpieczeństwa społecznego. Zdrowie obywateli to zaś istotny czynnik zrównoważonego rozwoju państwa. Jako sygnatariusze listu intencyjnego izb handlowych i gospodarczych w Polsce nie mamy wątpliwości, że wszelkie działania na rzecz wsparcia dla zapewnienia optymalnego poziomu finansowania systemu ochrony zdrowia są konieczne. Czas kryzysu to paradoksalnie najwłaściwszy czas na rewizję strategii i mądre inwestycje w tym obszarze. W ostatnim raporcie OECD zwrócono uwagę, że „dopływ dodatkowych funduszy, o ile zostaną one skutecznie zainwestowane, może w znacznym stopniu przyczynić się do usunięcia głównych barier utrudniających dostęp do opieki”[1] – mówi Dorota Dąbrowska-Winterscheid, dyrektor zarządzająca w Amerykańskiej Izbie Handlowej w Polsce.

Konstruktywny dialog

W ramach zawartego porozumienia przedstawiciele koalicji izb handlowych i gospodarczych w Polsce zamierzają podejmować działania, których celem jest zapobieganie negatywnym skutkom zdrowotnym i gospodarczym pandemii COVID-19. Chodzi między innymi o uniknięcie pogorszenia dostępu do świadczeń, który skutkowałby pogorszeniem stanu zdrowia i jakości życia pacjentów.

Sygnatariusze listu intencyjnego deklarują działania w obszarze formułowania wspólnych stanowisk i opinii, wypracowywanych w oparciu o analizy i wzajemną wymianę informacji. Członkowie porozumienia zamierzają brać aktywny udział w debacie publicznej dotyczącej znaczenia stabilności finansowania systemu ochrony zdrowia dla bezpieczeństwa społecznego i rozwoju gospodarczego Polski. Ważnym aspektem planowanych działań koalicji ma być wspieranie dyskusji dotyczących zapewnienia wysokiej jakości usług w ochronie zdrowia oraz budowanie świadomości znaczenia dostępności skutecznych i bezpiecznych produktów leczniczych jako istotnego czynnika polityki zdrowotnej państwa.

– Aktualne wyzwania, związane ze skutkami pandemii COVID-19, wymagają szczególnego zaangażowania i współpracy wielu interesariuszy. W naszym przekonaniu jedynie opracowywanie rozwiązań na rzecz zapewnienia optymalnego poziomu finansowania ochrony zdrowia oraz dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej przy szerokim zaangażowaniu przedstawicieli instytucji publicznych, przedsiębiorców, organizacji pozarządowych oraz instytucji naukowych pozwoli zabezpieczyć kluczowe potrzeby w obszarze opieki zdrowotnej. Jako koalicja izb handlowych i gospodarczych pragniemy aktywnie uczestniczyć we współtworzeniu propacjenckiego systemu ochrony zdrowia – mówi Piotr Górski, członek zarządu Belgijskiej Izby Gospodarczej.

Dostępność świadczeń

Ważnym aspektem aktualnych potrzeb w sektorze ochrony zdrowia, na który zwracają uwagę przedstawiciele koalicji, jest dostępność świadczeń opieki zdrowotnej, w tym terapii farmakologicznych.

Dostępność skutecznych technologii lekowych ma zasadnicze znaczenie dla uzyskiwanych efektów zdrowotnych, zarówno doraźnych, jak i odległych. W ostatnich latach w wielu dziedzinach medycyny zwiększyła się dostępność terapii, jednak wciąż wielu polskich pacjentów nie może skorzystać z leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną. W naszym odczuciu utrzymanie dobrego trendu inwestycji w nowoczesne rozwiązania terapeutyczne jest konieczne. Ze swojej strony pragniemy dostarczać interesariuszom rzetelnych informacji i analiz, które będą stanowiły wartościowy wkład do dyskusji w tym zakresie. Zdajemy sobie sprawę z wagi i trudności decyzji podejmowanych w obszarze inwestycji w nowoczesne terapie farmakologiczne, szczególnie w dobie kryzysu. Ponieważ jednak inwestycje te wydają się mieć jedynie pozytywne skutki dla zdrowia obywateli i gospodarki Polski, służymy swoimi analizami i opiniami, które pomogą z rozwagą podejmować decyzje o kluczowym dla zdrowia i bezpieczeństwa obywateli Polski znaczeniu – mówi Jacek Graliński, przewodniczący Komitetu Farmaceutycznego AmCham.

[1] https://www.oecd.org/poland/Polska-Profil-systemu-ochrony-zdrowia-2019-Launch-presentation.pdf