Nowy indeks WIG.Games urósł już o 50 proc.

W marcu GPW ogłosiła powstanie nowego indeksu giełdowego WIG.GAMES. W jego skład wchodzi pięć spółek. Najważniejszy jest oczywiście CD PROJEKT, którego seria gier o Wiedźminie stała się polskim hitem eksportowym. Firma ogłosiła niedawno, że 23 maja chce wypłacić swoim akcjonariuszom sowitą dywidendę (1,05 zł na akcję). Inne spółki, których notowania składają się na wyniki indeksu WIG.GAMES to 11 BIT, CI Games, Play Way i TSGames.

– WIG.GAMES, który reprezentuje spółki gamingowe na naszej giełdzie, urósł już o 50 proc. To świetna wiadomość dla akcjonariuszy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią.

Czy utworzenie tego indeksu zmieni warszawską giełdę? Czy pojawią się kolejne spółki z sektora gier? Czy GPW stanie się źródłem kapitału dla innowacyjnych spółek oferujących cyfrowe rozwiązania?

– Stworzenie tego indeksu to próba pozycjonowania się przez naszą giełdę jako miejsce finansowania startupów, innowacji, ale na razie niestety nie działa to tak jak na amerykańskim Nasdaq – ocenia Wardyn. Według niego na GPW brakuje inwestorów indywidualnych, których na parkiet mogłyby przyciągnąć zwyżki głównych indeksów. Czy jest na to szansa? – Jest wiele małych kroków. Są Pracownicze Plany Kapitałowe, niektóre fragmenty strategii GPW, niższe opłaty w funduszach inwestycyjnych – wylicza ekspert. Jeśli działania te przyniosą efekt, z czasem możemy spodziewać się kolejnych cyfrowych i innowacyjnych spółek, które dzięki inwestorom na GPW będą mogły rozwijać nowe usługi i przełomowe rozwiązania, dając jednocześnie zarobić swoim akcjonariuszom.

Akcjonariusze Grupy Azoty Police zatwierdzili emisję akcji wspierającą realizację planów inwestycyjnych

Akcjonariusze spółki Grupa Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. („Spółka”) w dniu 26 kwietnia 2019 roku podjęli decyzję w sprawie podwyższenia kapitału zakładowego Spółki w drodze emisji akcji z zachowaniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy. Planowane do pozyskania wpływy z emisji powinny wynieść ok. 1 mld zł. Środki z emisji akcji umożliwią realizację planów inwestycyjnych Spółki związanych z projektem Polimery Police, jednej z największych inwestycji w historii polskiego sektora chemicznego.

Podwyższenie kapitału zakładowego Spółki nastąpi w drodze emisji akcji z zachowaniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy (poprzez emisję nie mniej niż 1 i nie więcej niż 110 mln szt. akcji zwykłych na okaziciela serii C o wartości nominalnej 10 zł każda). Dniem prawa poboru będzie 18 czerwca 2019 r. Ostateczna wysokość podwyższenia kapitału zakładowego Spółki oraz liczba i cena emisyjna akcji nowej emisji zostaną określone przez Zarząd Spółki. Spółka planuje pozyskać w ramach oferty akcji środki w kwocie ok. 1 mld zł.

W strukturze oferty publicznej przyjęliśmy, iż dniem prawa poboru będzie 18 czerwca 2019 r., a planowane podwyższenie kapitału powinno nastąpić nie później niż do końca lipca 2019 r. Taki scenariusz pozwoli nam na optymalną, w zakresie terminów, realizację inwestycji. W ostatnich tygodniach ostatecznie wybraliśmy generalnego wykonawcę projektu, a najpóźniej do końca sierpnia 2019 roku spodziewamy się podpisania umów kredytowych, aby móc ruszyć z budową kompleksu w 1 kw. 2020 roku i rozpocząć jego użytkowanie w 2022 roku. Inwestycja ma kluczowe znaczenie dla Grupy Kapitałowej Grupa Azoty, jak i dla polskiego sektora przemysłowego mówi dr Wojciech Wardacki, Prezes Zarządu Grupy Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. oraz Grupy Azoty S.A.

Zasadniczym wydarzeniem dla rozwoju projektu (poza decyzją Akcjonariuszy w związku
z uchwaleniem emisji akcji), był ostateczny wybór przez Zarząd PDH Polska S.A. (spółki celowej Grupy Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. i Grupy Azoty S.A.) koncernu Hyundai Engineering jako generalnego wykonawcy inwestycji. Wybór zarządu uzyskał pozytywną opinię Rady Nadzorczej PDH Polska.

dr Wojciech Wardacki, Prezes Zarządu Grupy Azoty Police oraz Grupy Azoty
dr Wojciech Wardacki, Prezes Zarządu Grupy Azoty Police oraz Grupy Azoty

Pozytywna decyzja naszych Akcjonariuszy w zakresie podwyższenia kapitału w Grupie Azoty ZCh „Police” to wyraz zaufania i wsparcia, a jednocześnie kolejny ważny krok w procesie realizacji kluczowego dla rozwoju Grupy Azoty projektu inwestycyjnego dodaje dr Wojciech Wardacki.

Projekt Polimery Police pozwoli wzmocnić zaangażowanie Spółki oraz Grupy Azoty w rozwój obszarów niezwiązanych z produkcją nawozową oraz umożliwi dywersyfikację przychodów i ograniczy zjawisko sezonowych wahań popytu na niektóre obecne produkty Spółki. Inwestycja będzie mieć także strategiczne znaczenie dla polskiej gospodarki – pozwoli istotnie zredukować ujemny bilans handlowy w segmencie tworzyw sztucznych i wzmocni niezależność energetyczno-surowcową kraju.

Projekt oznacza m.in. poszerzenie działalności o perspektywiczny rynek tworzyw sztucznych, zwłaszcza polipropylenu. Zakładamy, iż dzięki planowanej inwestycji udział segmentu tworzyw sztucznych w ciągu kilku lat przynajmniej podwoi się do ponad 30 proc. skonsolidowanej sprzedaży Grupy dodaje Prezes Zarządu Grupy Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. oraz Grupy Azoty S.A.

Walne Zgromadzenia Akcjonariuszy podjęło także decyzje w zakresie dematerializacji oraz ubiegania się o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu praw poboru, praw do akcji oraz akcji nowej emisji na rynku regulowanym GPW.

Sfinks: 12,19 mln zl EBITDA i poprawa wyniku netto o 5,33 mln zl w 2018

Sfinks Polska, spółka zarządzająca sieciami takimi jak Sphinx, Piwiarnia Warki, Chłopskie Jadło czy Fabryka Pizzy, wypracowała w 2018 r. przychody w wysokości 175,20 mln zł wobec 182,55 mln zł w 2017 r., jednocześnie zwiększając rentowność na sprzedaży do 15,4% (+2,4 p.p. r/r). W efekcie w minionym roku spółka zanotowała zysk operacyjny na poziomie 2,47 mln zł (wzrost o 7,26 mln zł wobec 2017 r.), a także znacząco poprawiła wynik netto, który wyniósł -3,44 mln zł (wzrost o 5,33 mln zł wobec 2017 r.). Ubiegły rok w Sfinksie stał pod znakiem realizacji zadań określonych w strategii – rozwoju portfolio marek, wdrażania systemu IT do zarządzania sprzedażą i rentownością, rozwoju delivery oraz pozyskiwania źródeł finansowania.

– Zeszły rok był dla Sfinksa niezwykle pracowitym okresem. Posunęliśmy się do przodu w wielu strategicznych projektach, które mają znaczenie dla budowania wartości spółki i jej pozycji na rynku. Równolegle pracowaliśmy nad rentownością naszej sieci, co odbywało się w niełatwych warunkach, w jakich musiała działać cała branża gastronomiczna. Mierzyliśmy się przede wszystkim z presją kosztową związaną z sytuacją na rynku pracy i zmianami prawa, zwłaszcza wprowadzeniem zakazu handlu w niedzielę. Ten ostatni element miał negatywny wpływ na nasze wyniki, ale – co trzeba podkreślić – mimo niższych obrotów zwiększyliśmy zysk brutto na sprzedaży o 3,29 mln zł i rentowność sprzedaży z 13% do 15,4%. To bardzo ważny wskaźnik, świadczący o coraz większej efektywności operacyjnej  naszej sieci restauracji – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska SA.

Kluczowym narzędziem do dalszej pracy nad rentownością biznesu ma być dla Sfinksa nowy system IT do zarządzania sprzedażą i efektywnością – na poziomie poszczególnych lokali, sieci oraz w skali całej grupy. Nad zakończeniem przygotowania i wdrożeniem systemu IT pod nazwą ANGUS spółka pracowała przez cały 2018 r. Obecnie działa on w dużej części restauracji, m.in. w całej sieci Sphinx, Chłopskie Jadło i WOOK. Innym ważnym technologicznym projektem Sfinksa jest rozwój w segmencie delivery. W ubiegłym roku spółka uruchomiła testowo własny portal do składania zamówień online – smacznieiczybko.pl. Na koniec 2018 r. usługą delivery objętych było 47 lokali z grupy Sfinks w różnych miastach Polski.

Oprócz rozwoju na rynku zamówień online, grupa Sfinks pracowała także nad rozbudową sieci restauracji i portfolio marek. W 2018 r. otworzono 12 nowych restauracji, w tym po pięć restauracji pod szyldem Sphinx i Fabryka Pizzy, a także Chłopskie Jadło. Operator uruchomił również nowy koncept w segmencie fast casual dining – Lepione & Pieczone. Pierwsza testowa restauracja tej marki powstała w Łodzi. Równolegle w ubiegłym roku pracowano nad włączeniem Piwiarni Warki, sieci pubów kupionej przez Sfinksa pod koniec 2017 r., w systemy organizacyjne grupy.

– Wiele projektów prowadzonych przez nas w zeszłym roku zaczęło przynosić efekty, co widać w wynikach operacyjnych grupy. W 2019 r. nie zwalniamy tempa. Od stycznia uruchomiliśmy już pięć kolejnych restauracji w ramach sieci Sphinx, Fabryka Pizzy i Piwiarnia Warki. Podpisaliśmy też umowę na przejęcie lokali marek Meta Seta Galareta i Meta Disco. Równolegle prowadzimy pozostałe nasze projekty strategiczne, włączając w to dalszy rozwój programu lojalnościowego Aperitif, w którym uczestniczy już ponad 230 tysięcy klientów. Jestem przekonany, że konsekwentne realizowanie strategii, w tym kontynuacja rozwoju narzędzi IT oraz usługi delivery, przyczyni się do osiągnięcia zakładanych celów – podsumowuje prezes Sfinksa.

W ujęciu skonsolidowanym w 2018 r. grupa Sfinks Polska wypracowała przychody ze sprzedaży w wysokości 181,61 mln zł (wobec 187,07 mln zł w 2017 r.). Zysk operacyjny grupy wyniósł 1,27 mln zł (wzrost o 6,49 mln zł wobec 2017 r.), a skonsolidowany wynik netto -4,68 mln zł (wzrost o 4,53 mln zł wobec 2017 r.).

Grupa Azoty otrzymała deklarację LOTOSU dotyczącą objęcia akcji o wartości do 500 mln zł

Grupa LOTOS S.A. podpisała list intencyjny ze spółkami z Grupy Azoty w zakresie ewentualnego zainwestowania kwoty do 500 mln zł w realizację projektu Polimery Police. Wcześniej, tj. 12 kwietnia PDH Polska S.A. otrzymała ze strony koreańskich koncernów Hyundai Engineering Co., Ltd. oraz Korea Overseas Infrastructure & Urban Development Corporation listy intencyjne w sprawie potencjalnego zaangażowania finansowego w Projekt Polimery Police o wartości do 130 mln USD, tj. także ok. 500 mln zł.

26 kwietnia 2019 r. podpisany został list intencyjny między Grupą Azoty S.A., Grupą Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. i PDH Polska S.A., (spółka celowa Grupy Azoty i Grupy Azoty Police realizująca Projekt Polimery Police), a Grupą LOTOS S.A. dotyczący rozpoczęcia i prowadzenia rozmów w sprawie potencjalnego udziału Grupy LOTOS w finansowaniu Projektu Polimery Police. Prowadzone na podstawie listu intencyjnego rozmowy mają dotyczyć objęcia przez Grupę LOTOS nowych akcji w kapitale zakładowym PDH i wniesienia wkładu pieniężnego na kapitał zakładowy PDH do 500 mln zł. Strony przystępują do rozmów dotyczących ustalenia wszystkich istotnych elementów udziału Grupy LOTOS w finansowaniu Projektu Polimery Police. Rozmowy mają trwać nie dłużej niż do 31 października 2019 roku.

dr Wojciech Wardacki, Prezes Zarządu Grupy Azoty Police oraz Grupy Azoty
dr Wojciech Wardacki, Prezes Zarządu Grupy Azoty Police oraz Grupy Azoty

Zawarcie listu intencyjnego z Grupą LOTOS to ważne wydarzenie dla realizacji Projektu Polimery Police. Liczymy na pomyślne zakończenie rozmów. Zainteresowanie naszego potencjalnego Partnera i możliwe zaangażowanie finansowe to sygnały wskazujące na potencjał biznesowy projektu w Policach. Jesteśmy pewni, iż będzie on korzystny inwestycyjnie zarówno dla spółek z Grupy Azoty, jak i partnerów zewnętrznych – mówi dr Wojciech Wardacki, Prezes Zarządu Grupy Azoty Police oraz Grupy Azoty.

Zarówno Grupa Azoty Police jak i Grupa Azoty wskazują, że list Intencyjny nie stanowi wiążącego zobowiązania do udziału Grupy LOTOS w finansowanie Projektu Polimery Police. O wynikach prowadzonych rozmów spółki te będą informować w swoich raportach bieżących.

dr Mateusz A. Bonca, prezes Zarządu Grupy LOTOS S.A.
dr Mateusz A. Bonca, prezes Zarządu Grupy LOTOS S.A.

– Grupa LOTOS S.A. w swojej strategii na lata 2017-22 jako jeden z kierunków wskazuje inwestycje w rozwój sektora petrochemicznego. Widzimy potencjał rynku i analizujemy nasze możliwości dalszego wydłużania łańcucha wartości ku produktom wysokomarżowym – podkreśla dr Mateusz A. Bonca, prezes Zarządu Grupy LOTOS S.A. – Projekt Polimery Police jest dla nas interesujący i chcemy lepiej zrozumieć drzemiący w nim potencjał, by w stosownym czasie zdecydować o naszym bezpośrednim zaangażowaniu w jego realizację. Postrzegamy ten projekt jako potencjalną szansę na dalszą dywersyfikację naszej działalności.

Podpisanie listu intencyjnego z Grupą LOTOS to kolejny krok w zakresie budowy struktury finansowania Projektu Polimery Police. 26 kwietnia 2019 r. Akcjonariusze Grupy Azoty Police zdecydowali o przeprowadzeniu oferty publicznej z prawem poboru o wartości ok. 1 mld zł. Z kolei 12 kwietnia 2019 r. PDH otrzymała wstępne deklaracje dotyczące inwestycji kapitałowej (wniesienie wkładu na kapitał zakładowy), podpisane przez Hyundai Engineering Co., Ltd. oraz Korea Overseas Infrastructure & Urban Development Corporation. Strony są zainteresowane objęciem akcji o wartości odpowiednio do kwot 80 i 50 mln USD, a listy intencyjne pozostają ważne do 12 października 2019 r.

Projekt Polimery Police ma kluczowe znaczenie dla polskiej gospodarki. W naszej ocenie inwestycja może istotnie poprawić pozycję kraju na europejskim rynku producentów polipropylenu. Polska zredukuje ujemny bilans handlowy w segmencie tworzyw sztucznych i może zostać największym producentem w regionie CEE. Ponadto Polimery Police to także rozwój niezależności energetyczno-surowcowej kraju, dzięki oddaniu nowego terminalu paliw płynnych oraz powstanie szeregu wysokokwalifikowanych miejsc prac, a jednocześnie solidna baza do rozwoju polskiej nauki, w tym sektora badawczego – dodaje dr Wojciech Wardacki.

Środki potencjalnie pozyskane z podwyższenia kapitału zakładowego w PDH umożliwią realizację planów inwestycyjnych związanych z Projektem Polimery Police, w tym stanowić będą wzmocnienie zaangażowania w rozwój obszarów niezwiązanych z produkcją nawozową. PDH zakłada, że udział segmentu tworzyw sztucznych wzrośnie w ciągu kilku lat do ok. 1/3 skonsolidowanych przychodów całej grupy kapitałowej Grupa Azoty, wobec ok. 15 proc. w 2017 r. oraz pozwoli to na ograniczenie sezonowych wahań popytu na jej produkty.

Kredyt mieszkaniowy dla par jednopłciowych w nieformalnym związku

  • Polskie prawo nie uznaje małżeństwa jednopłciowego zawartego za granicą jako obowiązującego w Polsce.
  • To od podejścia banku zależy, w jaki sposób wyliczona zostanie zdolność kredytowa takiej pary – czy będzie traktowana jako jedno czy dwa gospodarstwa domowe.
  • W sporej części banków w Polsce związki te traktowane są tak, jak pozostałe pary będące w związku nieformalnym – wystarczy oświadczenie o wspólnym prowadzeniu gospodarstwa.

Podejście banku do kwestii formalnych oraz światopoglądowych może być kluczowe dla osób, które starają się o kredyt hipoteczny. Fakt, że w jednym banku nie otrzymaliśmy pozytywnej decyzji kredytowej, nie oznacza, że w innym będzie podobnie. Wszystko zależy od wewnętrznych ustaleń i sposobu wyliczania zdolności kredytowej. Tak jest na przykład w przypadku par nieformalnych oraz małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą. Czy przy wyliczaniu zdolności kredytowej banki uznają, że osoby pozostające w takim związku tworzą jedno gospodarstwo domowe? Czy mogą liczyć na korzystniejsze warunki kredytu?

Liberalne podejście i zaufanie do klientów

Małżeństwa jednopłciowe zawarte za granicą nie są uznawane przez prawo za legalnie funkcjonujące w Polsce. W związku z tym takie pary muszą liczyć się z wieloma ograniczeniami. ANG Spółdzielnia sprawdziła, czy problematyczne będzie także wzięcie wspólnego kredytu hipotecznego.

Zapytaliśmy przedstawicieli współpracujących z nami banków, czy w przypadku małżeństw oraz nieformalnych par jednopłciowych mają specjalne procedury postępowania. Okazało się, że banki traktują takie związki tak samo, jak wszystkie pary nieformalne. Po złożeniu odpowiedniego oświadczenia przez klientów, osoby pozostające w związku w większości banków będą uznawane za jedno gospodarstwo domowe – czyli mogą liczyć na podobne warunki kredytowe, jak małżeństwo. Należy jednak pamiętać, że niektóre banki z automatu uznają wszystkie pary nieformalne, a więc także jednopłciowe, za dwa gospodarstwa domowe – mówi Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

Jedno gospodarstwo domowe – dlaczego to takie ważne?

Jednym z podstawowych czynników branych pod uwagę podczas procesu kredytowego jest zdolność kredytowa kredytobiorcy. Jest to kwota, jaką według szacunków banku klient jest w stanie spłacić w określonym czasie. Na zdolność kredytową składa się wiele czynników, m.in. wysokość kosztów, jakie osoba starająca się o kredyt ponosi co miesiąc w związku z prowadzeniem gospodarstwa domowego. W przypadku jednego gospodarstwa, zarówno dochody, jak i koszty utrzymania są liczone wspólnie. Jest to niezwykle istotne w całym procesie kredytowym, ponieważ koszty utrzymania gospodarstwa, obok wysokości zobowiązań, mają główny wpływ na zdolność kredytową klientów.

Najlepiej obrazują to liczby. Przy łącznych dochodach w wysokości 5 tys. zł netto, różnice w zdolności kredytowej, zależnie od tego, czy para traktowana jest jako jedno czy dwa gospodarstwa domowe, wynoszą obecnie od 17 do nawet 66 tys. zł. Pary, które znalazły wymarzoną nieruchomość i nie chcą ograniczać budżetu o kilkadziesiąt tysięcy zł, powinny skorzystać z usług takiego banku, który nie będzie miał problemów z wyliczeniem zdolności kredytowej na korzystniejszych warunkach. Jeżeli osoby starające się o kredyt faktycznie tworzą jedno gospodarstwo domowe, to nie powinny mieć kłopotów ze znalezieniem odpowiedniej oferty – dodaje Katarzyna Dmowska.

Startupy medyczne w Polsce ratują system ochrony zdrowia

Bez startupów system ochrony zdrowia w Polsce może się rozsypać – alarmował wiceprezes Adam Niedzielski podczas konferencji MEDmeetsTECH, na której zaprezentowano raport poświęcony rynkowi polskich startupów medycznych. Podczas konferencji MEDmeetsTECH, która odbyła się 26 marca 2019 r. w Warszawie, dyskutowano m.in. o barierach w rozwoju startupów medycznych w Polsce. Punktem wyjścia był raport przygotowany we współpracy z agencją Atena Search & Consulting. 

„Uważam, że cały sektor startupowy związany z innowacjami w medycynie jest w gruncie rzeczy ratownikiem systemu ochrony zdrowia” – stwierdził dr n. ekon. Adam Niedzielski, zastępca prezesa NFZ ds. operacyjnych. „Mamy rosnący geometrycznie popyt na różne usługi medyczne i podaż, która stoi w miejscu – deficyt lekarzy i pielęgniarek. Te dwa trendy można zderzyć ze sobą wyłącznie za pomocą technologii” – przekonywał. Adam Niedzielski podkreślił, że nie tyle chodzi o technologie zwiększające efektywność, ile o rozwiązania, które pozwalają na wczesnych etapach wychwytywać pewne zjawiska i zmniejszać kosztochłonność interwencji. „Bez startupów system ochrony zdrowia może się rozsypać” – alarmował.

Na oszczędności, jakie pozwalają generować startupy, zwrócił również uwagę dr n. med. Łukasz Kołtowski, który dzielił się swoim doświadczeniem z wdrażania przenośnego spirometru AioCare we współpracy z Polpharmą. Wskazał na ważny aspekt, jakim jest trafne zdiagnozowanie przez twórców startupów potrzeb zarówno pacjentów, jak i lekarzy. „Lekarze rodzinni chcą robić spirometrię, ale nikt ich tego nie nauczył i się tego boją. Danie im narzędzia dowartościowało lekarzy – dzięki niemu mogą lepiej diagnozować pacjentów” – stwierdził dr Kołtowski. Kolejnym krokiem było dopracowanie produktu i dotarcie z nim poprzez przedstawicieli do konkretnych lekarzy. „U 23 proc. z 5 tys. przebadanych pacjentów wykryto obturację. Włączenie tanich leków generycznych pozwoliło na oszczędności” – podsumował.

Michał Pizon, współzałożyciel systemu teleopieki SiDLY, mówił o potrzebie certyfikacji startupów. Zapytany o korzyści ze współpracy z instytucjami samorządowymi, wskazał na skalę działania i minimalizację kosztów. Zwrócił też uwagę na zyski dla jednostek samorządowych. „Pomagamy im utrzymać założenia statusowe, które one muszą realizować, np. zapewnienie opieki socjalnej osobom niepełnosprawnym, seniorom. Staramy się tak dobierać modele finansowania, aby to było dla nich jak najbardziej atrakcyjne” – podsumował Michał Pizon.

Katarzyna Michalak-Magda z departamentu programów sektorowych Polskiego Funduszu Rozwoju zdradziła, że PFR zamierza stworzyć – wspólnie z Ministerstwem Zdrowia oraz Ministerstwem Rozwoju i Przedsiębiorczości – forum dialogu dla przedsiębiorstw z obszaru medtech. Takie działania zostały już podjęte w przypadku innych branż, m.in. biotechnologii.

Czego brakuje startupom? „Kapitału i kompetencji. Główna potrzeba pozostaje niezmienna: smart kapitał, smart money. Jeżeli kapitał, to połączony z wiedzą i doświadczeniem i z tym, że jeżeli budowany jest model biznesowy, to jest on konstruowany w ten sposób, że produkt będzie chroniony, certyfikowany, skalowalny, będzie spełniał potrzeby płatnika i będzie mógł wychodzić na zagraniczne rynki” – powiedziała Katarzyna Michalak-Magda.

Co wynika z „Raportu o startupach medycznych w Polsce”?

W raporcie przygotowanym przez MEDmeetsTECH i agencję Atena Search & Consulting uwzględniono 62 startupy (szacuje się, że w Polsce jest ok. 100 startupów medycznych) z różnych dziedzin medycyny, związane ze sportem, zdrowym stylem życia, odżywianiem. Zawiera on też opinie ekspertów (niektóre zacytowaliśmy poniżej), mających znaczący wpływ na medtech w Polsce. Badanie zrealizowano metodą CAWI w dniach 14.01-8.02.2019 r.

STARTUP to słowo, które jest rożnie definiowane. Najczęściej mówi się, że jest to organizacja szukająca modelu biznesowego, która posiada rozwiązanie lub produkt mający charakter innowacyjny. Taką też definicję przyjęli autorzy raportu.
Jak wynika z raportu, przeważająca większość założycieli startupów to mężczyźni (85 proc.). Z drugiej strony startupy założone przez kobiety, m.in. SiDLY, Pregnabit, Braster, PelviFly, wyróżniają się na tle innych – stwierdzają autorzy opracowania.

W przypadku branży medtech nie potwierdza się stereotyp,  że startupy zakładają głównie studenci zaczynający swoją przygodę z biznesem – 57 proc. założycieli startupów medycznych w Polsce jest w wieku 30-39 lat, czyli to młodzi, ale już  doświadczeni przedsiębiorcy.

38 proc. założycieli startupów ma wykształcenie techniczne, a 19 proc. medyczne. 80 proc. ma doświadczenie zawodowe z pracy w korporacji, firmie rodzinnej lub innym przedsiębiorstwie. 15 proc. deklaruje doświadczenie w pracy naukowej i dydaktycznej.

KiK podsumowuje pierwsze miesiące 2019 roku

8 nowo otwartych sklepów zlokalizowanych w całej Polsce i 5 zmodernizowanych sklepów z puli ponad 260 istniejących lokalizacji. Tak w żołnierskich słowach prezentują się działania KiK w pierwszych miesiącach tego roku. Co dalej? Sieć komunikuje, że jest to dopiero początek, a w tym roku na mapie Polski pojawi się jeszcze kilkadziesiąt nowych sklepów.

Dyskonty są obecne na polskim rynku od dawna, ale w ostatnim czasie można zaobserwować wzrost ich znaczenia. Sklepy, które cechowały niskie ceny od zawsze miały swoich zwolenników, jednak to te z nich, które oferują więcej niż tylko atrakcyjną cenę, mają silną pozycję wśród konkurencji. Co cenią klienci? Na przykład zgodność produktów z najnowszymi trendami, a także ich jakość. Słowem – doceniają wysoki standard w dyskontowej cenie. Przynajmniej tak jest w przypadku KiK, który zaledwie w ciągu 3 miesięcy oddał do użytku klientów blisko 5.000 mkw. powierzchni sprzedażowej. Do końca roku ta liczba ma przekroczyć 30.000 mkw. w postaci około 60 nowych sklepów, co da KiK-owi ponad 300 sklepów w Polsce.

Mariusz Kulik, dyrektor generalny sieci sklepów KiK
Mariusz Kulik, dyrektor generalny sieci sklepów KiK

– Pierwszy kwartał to dla nas zawsze chwila oddechu przed aktywnymi miesiącami. Nie oznacza to jednak zawieszenia działań. W minionym kwartale udało nam się pojawić w 8 nowych lokalizacjach i zmodernizować 5 istniejących sklepów. Dodatkowo sfinalizowaliśmy kolejne działania z obszaru CSR, przekazując pieniądze podarowane przez naszych klientów na rzecz Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”. To bardzo dobre wyniki, ale to też przedsmak tego, co czeka nas w 2019 roku – mówi Mariusz Kulik, dyrektor generalny sieci sklepów KiK.

KiK prowadząc intensywną ekspansję wciąż poszukuje nowych lokali – optymalna przestrzeń oferowana klientom w ramach nowych sklepów powinna wynosić ok. 650 mkw. i znajdować się przede wszystkim w galeriach handlowych i retail parkach. Dodatkowym wymaganiem jest odpowiednia ilość miejsc parkingowych (co najmniej 15), a także możliwość atrakcyjnej zewnętrznej ekspozycji towaru.

Dziś w polskim hurcie paliwowym benzyna drożeje średnio 4 gr/l; a ON 2 gr/l

  • W ostatnim tygodniu: Pb95 +11 gr/l, ON +8 gr/l.
  • Od początku kwietnia: Pb95 +27 gr/l, ON +20 gr/l.
  • Od początku roku: Pb95 +1,03 zł/l (+25%), ON +0,66 zł/l (+15%).

W pierwszej połowie kwietnia hurtowe ceny benzyny (Pb95) przekroczyły poziom 5 zł/l brutto.

Ostatnio z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w październiku 2018 r. Hurtowe ceny ON utrzymują się powyżej 5 zł/l od początku kwietnia. Jednocześnie zmniejszała się w hurcie różnica cen Pb95/ON – 12.04 wynosząc zaledwie 18 zł/m3 – ostatnio  było tak w początkach września ub.r., kiedy to ceny diesla przeważyły ceny benzyny. Dziś ta różnica wynosi +12 zł/m3 w Orlenie i aż +21 w Lotosie zł/m3.

Dziś:

  • w Orlenie Pb95 notuje +31 zł/m3, osiągając 4232 zł/m3 netto  (5,21 zł/l brutto), a ON +23 zł/m3 : 4220 zł/m3 netto  (5,19 zł/l brutto);
  • w Lotosie Pb95 drożeje nieco mniej: +29 zł/m3, do 4231 zł/m3 netto  (5,20 zł/l brutto), a ON +10 zł/m3: 4210 zł/m3 netto  (5,18 zł/l brutto).

W porównaniu z 26 kwietnia 2018 r. średnio benzyna w hurcie polskich rafinerii jest dziś droższa 382 zł/m3, a ON zaś 392 zł/m3, tj. ok. +10% (ok. +47 gr/l brutto).

Średnia marża polskiej stacji w 17. tygodniu 2019 r.* ukształtowała się na poziomie -0,035 zł/l (-0,68% ceny paliwa), wobec: 0,00 zł/l w 9. tygodniu’19, i 0,08 zł/l (1,71%) jako średniej lutego. Przypomnijmy też, jak kształtowały się średnie marże w:

  • IV kwartale 2018 r.: 0,22 zł/l (4,49%).
  • II półroczu 2018 r. to: 0,11 zł/l (2,33%);
  • zaś w całym 2018 r. 0,06 zł/l, czyli 1,21% ceny litra paliwa.

* Zestawienie sporządzone wg monitoringu cen paliw prowadzonego przez Biuro Polskiej Izby Paliw Płynnych (notowanie z 26 kwietnia 2019 r.) (więcej na: paliwa.pl).

Firma Rodzinna 2.0 – przez tradycję do innowacji

W dn. 9 kwietnia na Stadionie Legii Warszawa im. Marszałka J. Piłsudskiego odbyła się konferencja pt. “Firma Rodzinna 2.0 – przez tradycję do innowacji” organizowana przez Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych. Wydarzenie było skierowane do przedsiębiorców rodzinnych, a dyskusja poświęcona najważniejszym elementom funkcjonowania firm – rozwojowi i bezpieczeństwu. Rodzinna atmosfera, merytoryczna debata oraz fascynujący widok z sali Skybox przyciągnęły ponad 80 przedsiębiorców z całego kraju. Wydarzenie było zapowiedzią 12. edycji Ogólnopolskiego Zjazdu Firm Rodzinnych U-RODZINY, który odbędzie się 24-26 października br. w Warszawie.

Współgospodarzem wydarzenia było Miasto Stołeczne Warszawa. Do organizacji dołączyli również partnerzy strategiczni IFR: Kancelaria Ożóg Tomczykowski, Union Investment TFI, Grupa AXA w Polsce, BNP Paribas Bank Polska oraz agencja reklamowa Recevent, a także partner motoryzacyjny TMFlota.

Uczestników i gości wydarzenia powitała Prezes Zarządu IFR Ewa Sobkiewicz. W imieniu m.st. Warszawa głos zabrał Piotr Sawicki (Dyrektor Biura Rozwoju Gospodarczego), który opowiedział o wsparciu Miasta dla przedsiębiorców, w szczególności sektora MŚP. O działalności Stowarzyszenia, bieżących projektach i głównych aktywnościach powiedział Krzysztof Ogorzałek, Członek Zarządu IFR. Przedstawił on także wstępne dane statystyczne z prowadzonego obecnie badania członków Stowarzyszenia –  informacje zebrane od 75% członków pokazują, że IFR reprezentuje ponad 540 firm, zatrudniających niemal 26,5 tys. pracowników, z obrotem rocznym ponad 6,9 mld zł w 2018 roku. Jednak główną częścią wystąpienia Krzysztofa Ogorzałka była uroczysta zapowiedź U-RODZIN 2019, krótkie przedstawienie programu oraz głównych ciekawostek 12. edycji Zjazdu. Ogłoszono także beneficjenta Balu Charytatywnego, którym jest Fundacja Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa. W imieniu Fundacji wystąpił Marcin Milczarski.

Część merytoryczną konferencji rozpoczął panel przedsiębiorców pt. „Jak pokonać bariery w rozwoju firmy rodzinnej”, w którym wzięli udział Adam Rozwadowski (Enel-Med), Grzegorz Putka (Piekarnie Cukiernie Putka) i Robert Dąbrowski (Recevent). Dyskusję prowadził dziennikarz Paweł Rochowicz. Każdy z prelegentów podzielił się własnym doświadczeniem w prowadzeniu firmy rodzinnej oraz wspomniał o problemach, które spotkał na drodze do sukcesu. Adam Rozwadowski opowiedział o wejściu jego firmy na Giełdę Papierów Wartościowych. Grzegorz Putka wspomniał o problemach związanych z odzyskiwaniem VATu oraz kontrolami organów podatkowych, które często są dużym wyzwaniem dla płynności funkcjonowania firmy. Robert Dąbrowski opowiedział o tym, że jego firma, jako agencja reklamowa często spotyka się z koniecznością “uczenia” klientów, jak lepiej tworzyć i dystrybuować materiały reklamowe.

Drugi panel dyskusyjny – panel ekspertów skupiał się wokół tematu „Bezpieczeństwo firmy rodzinnej jako przewaga konkurencyjna”. W dyskusji wzięli udział przedstawiciele partnerów strategicznych IFR: Anna Turska (Kancelaria Ożóg Tomczykowski), Małgorzata Popielewska (Union Investment TFI), Jerzy Śledziewski (BNP Paribas Bank Polska) oraz Agnieszka Żołędziowska-Kulig (Grupa AXA w Polsce). Dzięki różnym obszarom działalności, eksperci kompleksowo omówili kwestie bezpieczeństwa firmy rodzinnej. Rozmawiali m.in. o bezpieczeństwie podatkowym i kontrolach organów podatkowych, o znaczeniu ubezpieczenia działalności gospodarczej, o pracowniczych planach kapitałowych (PPK) i pracowniczych programach emerytalnych (PPE), a także bezpieczeństwie finansowym i inwestycyjnym. Zakończeniem części merytorycznej konferencji była otwarta dyskusja z udziałem uczestników oraz ekspertów. Po przerwie na rozmowy kuluarowe goście wydarzenia mieli okazję zwiedzić Centrum Ortopedii i Rehabilitacji Enel-Sport.

Konferencja była pierwszą z serii wydarzeń na Mazowszu (i nie tylko) zapowiadających 12. Zjazd Firm Rodzinnych U-RODZINY 2019 w Warszawie. Więcej informacji o kolejnych wydarzeniach z „przed u-rodzinowej” serii  – już niebawem na:  www.firmyrodzinne.pl  oraz  www.u-rodziny.pl

Elemental Holding dołącza do EERA

Elemental Holding – europejski lider w recyklingu elektroniki i katalizatorów – dołącza do EERA, Europejskiego Stowarzyszenia Recyklingu Elektroniki. Celem EERA jest wspieranie budowy zamkniętego obiegu produkcyjnego, gdzie przetwarzane odpady wracają do gospodarki jako surowce do ponownego użycia. Współpraca europejskich firm w ramach EERA zakłada tworzenie efektywnych procesów recyklingu, kształtowanie otoczenia prawnego i eliminację nielegalnych praktyk rynkowych.

Paweł Jarski, prezes zarządu Elemental Holding
Paweł Jarski, prezes zarządu Elemental Holding

„EERA to pełen przegląd rynku UE pod kątem wprowadzenia i generowanych mas odpadów. Obejmuje wszystkie frakcje przetwarzane przez Elemental Holding: katalizatory, PCB, WEEE, baterie, metale. Stowarzyszenie działa na rzecz zrównoważonego rozwoju w gospodarce, prowadzenia odpowiedzialnej polityki w zakresie recyklingu i ochrony środowiska. Szczególnie dotyczy to trudno dostępnych surowców i ich roli w łańcuchu produkcyjnym” – powiedział Paweł Jarski, prezes zarządu Elemental Holding SA.

EERA prowadzi m.in. projekt CEWASTE, który ma za zadanie upowszechnić certyfikowany system odzysku odpadów i ich ponownego użycia w ramach globalnej społecznej odpowiedzialności firm za środowisko i strategii „Go Green”.

Członkowie EERA przetwarzają rocznie 2,2 miliona ton odpadów WEEE. Łączna ilość odpadów WEEE w Europie jest szacowana na 9 milionów ton, z czego zgodnie z legislacją do przetworzenia nadaje się tylko 3,5 miliona ton. Członkowie EERA mają na celu współpracę z producentami, rządami krajów i Komisją Europejską w zakresie zwiększenia liczby przetwarzanych odpadów oraz ich odzysku w ramach łańcucha produkcyjnego. Sektor recyklingu WEEE – wraz z punktami odbioru odpadów, dostawcami, przetwórcami – ma coraz większe znaczenie w globalnej gospodarce, zapewniając miejsca pracy dla ponad 10 tys. osób i pozwalając na zmniejszenie emisji CO2 na poziomie 2,9 mln ton rocznie.