W tym roku na świecie powstaną 1 134 nowe centra handlowe. Najwięcej w Brazylii, Indiach, Chinach i Rosji

Ponad 38 mln mkw. powierzchni handlowej w 1 134 nowych centrach handlowych może powstać w tym roku na całym świecie – wynika z raportu firmy Cushman & Wakefield. Najwięcej nowo budowanej powierzchni przypada na Azję i państwa rozwijające się: Brazylię, Indie, Rosję i Chiny. Rozwojowi rynku sprzyja globalne ożywienie w gospodarce i wzrost wydatków konsumenckich.

Najwięcej nowoczesnej powierzchni handlowej powstaje w takich państwach, jak: Brazylia, Chiny, Indie i Rosja – powiedział agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Noetzel, partner, dyrektor działu powierzchni handlowych w firmie Cushman & Wakefield. – To właśnie te kraje będą dostarczały najwięcej nowoczesnej powierzchni handlowej w najbliższym czasie. 

Azja jest najważniejszym regionem wzrostu dla sieci handlowych. W ciągu najbliższych trzech lat nowa podaż na rynkach azjatyckich ma wynieść ponad 53,3 mln mkw. powierzchni najmu brutto, a więc prawie pięciokrotnie więcej niż w Stanach Zjednoczonych. To w Chinach wydatki konsumenckie będą rosnąć najszybciej. W 2014 r. o 4,5 proc., a w 2015 r. o 5,1 proc. Sektor handlowy rozwija się bardzo dynamicznie również w Indiach, Indonezji i Wietnamie.

Jednak wzrost konsumpcji nie ograniczy się do Azji. Wydatki gospodarstw domowych zwiększą się w znaczny sposób także w strefie euro i w Stanach Zjednoczonych. Choć ten ostatni kraj ma najwięcej powierzchni handlowej na świecie w przeliczeniu na mieszkańca, to powstają tam kolejne projekty o powierzchni ponad 100 tys. mkw.

Stany Zjednoczone czy kraje Europy Środkowej i Centralnej również obserwują stały napływ nowoczesnej powierzchni handlowej na rynek – dodaje ekspert.

Według raportu firmy doradczej Cushman & Wakefield w badanych krajach w latach 2012-2013 oddano do użytku ponad 1650 nowych centrów handlowych o powierzchni 63,9 mln mkw. powierzchni najmu brutto. Większość nowej podaży, która stanowi 7 proc. wszystkich istniejących zasobów, przypadała na takie kraje, jak: Stany Zjednoczone, Rosja, Brazylia, Meksyk, Indie i Chiny. Ponad 1000 centrów wybudowano w Ameryce Północnej i Południowej. W 2014 r. planowane jest powstanie 38,3 mln mkw. powierzchni najmu brutto w 1134 nowych centrach handlowych.

Polska nie powinna być w ogonie

Eksperci Cushman & Wakefield oceniają, że rozwój rynku nie ominie również Polski.

W Warszawie nie obserwowaliśmy otwarcia dużej galerii handlowej od dobrych kilku lat, więc jestem przekonany, że najbliższa przyszłość udowodni nam, że jest tam jeszcze miejsce na kilka ciekawych realizacji. Podobnie zresztą w Szczecinie i Trójmieście. Na Śląsku też jeszcze możemy być świadkami nowych inwestycji, więc nie podpisałbym się pod twierdzeniem, że rynek nowoczesnych powierzchni handlowych w Polsce jest nasycony – podkreśla Marek Noetzel.

Nowoczesne centra handlowe będą powstawać nie tylko w centrach dużych miast, lecz także w mniejszych miejscowościach czy na przedmieściach. Temu sprzyja np. rozwój infrastruktury drogowej.

Jeżeli wybudujemy w Warszawie obwodnice, to warto by otworzyć się na szybko rozbudowujące się przedmieścia Warszawy. Myślę, że inwestycje w infrastrukturę są kołem zamachowym dla nieruchomości handlowych, które dzięki temu mogą się rozwijać również na obrzeżach miast. Nie można powiedzieć, że z samego faktu bycia w centrum miasta dana lokalizacja jest lepsza, na to ma wpływ wiele innych czynników – mówi Marek Noetzel.

Nowo powstające obiekty muszą być nowoczesne, estetyczne, z poszanowaniem tkanki miejskiej, a jednocześnie wychodzące naprzeciw potrzebom konsumentów przy zachowaniu finansowej efektywności. Ekspert podkreśla, że powstawaniu centrów handlowych będzie towarzyszyć również modernizacja istniejących od kilku lat obiektów.

Galerie istniejące od 5, 10 czy 15 lat wymagają odświeżenia, nowego pomysłu na komercjalizację i marketing, dzięki czemu mogą stać się konkurencyjne wobec nowo powstających obiektów. Nowym centrom dzisiaj jest dużo trudniej zaistnieć na rynku, bo konkurencja z obiektami istniejącymi jest dużo większa – podsumowuje Noetzel.

Ustawa regulująca rynek pożyczek pozabankowych nie powstrzyma jego rozwoju. Zapotrzebowanie na te produkty rośnie

0

CEO Magazyn Polska

Rządowy projekt wprowadza m.in. limit opłat i kar, jakie pobierają od klientów firmy pożyczkowe. Nie będą one mogły przekraczać 30 proc. kosztów pożyczki. W założeniu ma to chronić konsumentów przed wpadnięciem w pętle zadłużenia, ale przez to część z nich może być zmuszona pożyczać na gorszych warunkach. Nie jest wykluczone, że w szarej strefie, bo popyt na pożyczki szybko rośnie, co ma związek z powszechnością elastycznych form zatrudnienia.

W tej chwili na rynku są dostępne pożyczki o bardzo krótkim okresie zapadalności, czyli 15-30-dniowe, tak zwane chwilówki. I one zostaną ograniczone regulacją ze względu na koszty naliczane od jednego klienta w okresie do 120 dni – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Tokarek, prezes zarządu SMS Kredyt Holding SA, spółki świadczącej usługi finansowe dla konsumentów. 

Obok mikropożyczek na krótki termin nowe regulacje mogą dotknąć także te długoterminowe. To skutek wprowadzenia limitu całkowitych kosztów pożyczki w wysokości 30 proc. Do tej pory firmy oferujące pożyczki (podobnie jak banki) mogły omijać limit oprocentowania w wysokości czterokrotności stopy lombardowej NBP, pobierając wysokie prowizje i inne opłaty. Odgórne ograniczenie całkowitych kosztów pożyczki może jednak ograniczyć dostępność takich produktów dla klientów, bo staną się one mniej rentowne dla firm.  Zwłaszcza w przypadku klientów o niskiej zdolności kredytowej, limit narzucony przez ustawodawcę może nie rekompensować ryzyka niespłacenia pożyczki.

Będzie bardzo trudno firmom pożyczkowym skonstruować produkt, który z jednej strony będzie w stanie pokryć zdecydowanie większe niż w produktach bankowych koszty ryzyka, a z drugiej strony produkt, na którym firmy będą w stanie zarabiać. Więc w mojej ocenie ulegnie zmniejszeniu średni okres kredytowania osób fizycznych. To są osoby o gorszej sytuacji materialnej, niż te, do których oferty kierują banki, dlatego zostaną one zmuszone do wzięcia pożyczki zamiast np. na 4 lata, na okres 1,5 roku bądź roku – uważa Tokarek.

W ten sposób pogorszy się sytuacja osób, które z różnych względów preferują pożyczać pieniądze na dłuższy termin. Część z tych klientów ze względu na trudną sytuację finansową jest zmuszona rozkładać kwotę i koszty pożyczki na mniejsze miesięczne płatności. Skrócenie terminu spłaty przy takich samych potrzebach pożyczkowych może zmniejszyć ich zdolność do regulowania zobowiązań.

Miesięcznie obciążenie wynikające ze spłaty takiej pożyczki będzie na tyle duże, że większa część pożyczkobiorców będzie mieć kłopoty ze spłatą, a co za tym idzie często postępowanie windykacyjne, a jeżeli ono nie przyniesie efektów, to również egzekucję komorniczą – twierdzi prezes SMS Kredyt Holding.

Firmy pożyczkowe zwracają często uwagę, że ich klientami są osoby, które potrzebują pieniędzy na spłatę innych zobowiązań, np. wobec instytucji finansowych czy z powodu nieprzewidzianych wydatków. Według przedstawicieli branży rzadko są to typowe wydatki konsumpcyjne. Segment produktów, które pozwalają konsolidować zobowiązania klientów, może być kolejnym, który zostanie faktycznie zlikwidowany, jeśli ustawa wejdzie w życie w obecnym kształcie.

Część klientów jest zainteresowana skonsolidowaniem swojego zadłużenia, ponieważ osoby o trochę gorszym profilu, jeżeli chodzi o ryzyko kredytowe, nie mogą takich produktów pozyskać. Właśnie z uwagi na ryzyko część firm pożyczkowych, w tym nasza, kieruje do nich takie oferty. W nowych regulacjach będzie to niemożliwe – uważa Tokarek.

Z powyższych względów zdaniem części ekspertów i firm pożyczkowych nowe prawo przysłuży się przede wszystkim lombardom i podmiotom działającym w szarej strefie, a nie bezpieczeństwu konsumentów. Z drugiej jednak strony zwolennicy silniejszej regulacji państwa wskazują, że jest ona konieczna w związku z dynamicznym rozwojem rynku mikro- oraz małych pożyczek. Sprzyja mu relatywnie wysoki udział umów na czas określony oraz umów cywilnoprawnych na polskim rynku pracy, przez co duża część pracowników ma utrudniony dostęp do produktów bankowych. To dlatego produkty firm pożyczkowych są coraz częściej sprzedawane w tych samych miejscach, co bankowe.

Mamy umowę z partnerem, który we własnej sieci agencyjnej, to jest około 1000 punktów, włączy do dystrybucji produkty SMS oprócz tych produktów bankowych, które sprzedawał do tej pory i produktów jednej, dwóch firm poza bankowych – mówi prezes SMS Kredyt Holding.

Wysoka elastyczność i mniejsza stabilność zatrudnienia może być wynikiem nie tylko istniejącego prawa, lecz także zmian strukturalnych, jakie zachodzą w gospodarce. W jednym i drugim przypadku ewentualne zmiany będą miały prawdopodobnie charakter ewolucyjny, dzięki czemu firmy pożyczkowe mogą poszukiwać dla siebie kolejnych rynkowych nisz. Przykładem jest SMS Kredyt Holding, który w ostatnim roku wprowadził na rynek dwa nowe produkty: pożyczka na rachunki bieżące i na zakupy ratalne.

Rynek rozwija się dynamicznie także dzięki nowym kanałom dystrybucji produktów. Coraz większe znaczenie ma współpraca z agentami i partnerami, ale klienci coraz częściej szukają pożyczek w internecie.

Recepta na życiowy sukces, czyli co masz zrobić jutro, zrób to dziś

Od jutra przechodzę na dietę lub rzucam palenie – to najbardziej popularne postanowienia, w których słowo „jutro” odgrywa kluczową rolę. Bez dobrego planu ciężko jest osiągnąć sukces, więc po co zwlekać? Czas nie stoi w miejscu, a człowiek z dnia na dzień nie staje się młodszy, zatem „jutro” warto zamienić na „dziś”.

Ludzie boją się zmian. Bardziej lub mniej świadomie odkładają podejmowanie trudnych decyzji na później. Takie zachowanie daje więcej czasu na zastanowienie się i pozorny komfort bezpieczeństwa. Natomiast to umiejętność podejmowania szybkich decyzji sprawia, kto osiągnie sukces, a kto nie. Zarówno zawodowy, jak i osobisty.

Na podejmowanie decyzji wpływają: osobowość, charakter, otoczenie, jak również sytuacja życiowa. Każdy człowiek jest inny. Jednak gdy w grę wchodzą pieniądze to nie jest tak, że wszystko możemy odkładać na później i nigdy nie uderzy to w nasz portfel. Jak twierdzi Grzegorz Ogonek, ekonomista ING Banku Śląskiego „[…] niektóre umowy mają takie zapisy, że same się przedłużają – rolują – na przykład ubezpieczenie OC. W takim wypadku przepada moment, kiedy mogliśmy dokonać pewnych zmian bez żadnych konsekwencji. To typowy przykład, który pokazuje, że odwlekanie może nas zaboleć finansowo”.

O swoim życiu decydujemy sami. „Ponad 50% Polaków uważa, że jest kowalem swojego losu i lepiej jest działać, niż nic nie robić. To pokazuje, że mamy duże poczucie odpowiedzialności za swoje życie” – uważa Jacek Walkiewicz, psycholog i trener motywacji. Ponadto dodaje, że „[…] duży wpływ ma poczucie własnej wizji życia, osobistej motywacji, chęci osiągania i rozwoju oraz posiadania wokół siebie ludzi, którzy czasami powiedzą nam – zrób”. Element szczęścia jest istotny dla każdego człowieka. Jednak, jak zaznacza Jacek Walkiewicz „[…] spora część ludzi uważa, że szczęście sprzyja, ale trzeba znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie”.

Polska się zmienia i my jako jej obywatele również. „Wieloletnie badania Polskiej Akademii Nauk, przeprowadzone na przestrzeni ostatnich 25 lat, wykazują wzrost przekonania, że za osobistym sukcesem kryje się własny wysiłek. Taka odpowiedź jest częściej udzielana przez społeczeństwo, niż wcześniej wskazywane powiązania.

Jako Polacy jesteśmy niezwykli, produktywni i przedsiębiorczy. Potrzebujemy jedynie bodźca. „W trudnych momentach potrafimy pokazać, jak jesteśmy skuteczni. Natomiast w życiu codziennym, gdzieś to gubimy” – twierdzi Jacek Walkiewicz.

Gdy jesteśmy dziećmi – nasze decyzje są weryfikowane przez rodziców. Tymczasem w dorosłym życiu o takie wsparcie zdecydowanie trudniej i zdarza się, że odkładamy na później różne obowiązki. „[…] Rzeczy proste odłożone na jutro są trudne, a rzeczy trudne stają się niemożliwe do zrealizowania. Jest to kwestia samodyscypliny i samokontroli. To bezcenne umiejętności. Samodyscyplina, czyli – robię to, na co nie mam ochoty, samokontrola – nie robię tego, na co mam ochotę” – dodaje Jacek Walkiewicz.

Jako społeczeństwo bardziej się usprawiedliwiamy niż motywujemy nawzajem. Szukamy przyczyn, z powodu których coś nam w życiu nie wyszło. „Brak czasu i pieniędzy to dwie najczęstsze wymówki. A przecież każdy ma go tyle samo. Codziennie jest to 1440 minut do wykorzystania. Tak naprawdę to jest kwestia priorytetów. Jeśli coś jest dla nas ważne, to powinno być przed tym, co mniej ważne. Dzisiaj ludzie mają poczucie, że wszystko jest priorytetem. To jest kwestia organizacji swojego życia. Pieniądz jako wymówka jest jak najbardziej naturalna. Jeżeli coś jest dla nas ważne – jeśli są to marzenia – to na ogół tak wielkie, że nie mamy na nie pieniędzy. Dlatego są marzeniami, ponieważ trudno je od razu zrealizować” – argumentuje Jacek Walkiewicz.

Jeśli człowiek czegoś mocno pragnie, może to osiągnąć. A najważniejsze jest to, że sukces można odnieść w każdym wieku, bez względu na to, czy wychowaliśmy się w bogatym czy biednym domu, w spokojnej czy niebezpiecznej okolicy. Decydują nasze wybory. Przysłowie „co masz zrobić dzisiaj, zrób jutro – będziesz miał dwa dni wolnego” można włożyć między bajki. Jutro to przyszłość, o której decyduje się teraz i dziś.

Polska na podium w Europie pod względem nowych miejsc pracy stworzonym dzięki Bezpośrednim Inwestycjom Zagranicznym

Inwestorzy zagraniczni nadal postrzegają Polskę jako najatrakcyjniejszą lokalizację dla nowych projektów w Europie Środkowo-Wschodniej. Takiego zdania jest 31% badanych w ramach 12. edycji raportu Atrakcyjność Inwestycyjna Europy przeprowadzonego przez firmę doradczą EY. Kolejne dwa miejsca należą do Czech (11%) i Rumunii (9%). W Europie Zachodniej najwyżej oceniane są Niemcy – najbardziej atrakcyjne w opinii aż 40% badanych. Ponadto według danych EY za 2013 rok, Polska obroniła 3. miejsce w Europie pod względem liczby miejsc pracy stworzonych dzięki Bezpośrednim Inwestycjom Zagranicznym (BIZ).

Inwestorzy zagraniczni byli zgodni – Polska i Niemcy utrzymały pozycje najatrakcyjniejszych lokalizacji w swoich częściach kontynentu. Razem tworzą w Europie swoisty centralny magnes inwestycyjny. Nasz kraj wskazywany jest jako najbardziej atrakcyjny do lokowania BIZ przez 31% ankietowanych. To o 20 p.p. więcej niż drugie w klasyfikacji Czechy, które wskazało 11% badanych. Na trzecim miejscu znalazła się Rumunia, a dalej Węgry, Ukraina i Turcja.

– Tym, co przyciąga inwestorów do Polski, są od lat takie czynniki jak stabilna sytuacja gospodarcza i polityczna, wielkość rynku wewnętrznego i położenie geograficzne. Natomiast w tym roku zauważyliśmy też, że Polska jest zdecydowanym liderem w regionie jeśli chodzi o projekty badawczo-rozwojowe, głównie dzięki inwestycjom z sektora IT. To oznacza, że inwestorzy docenili naszych świetnie wykształconych ludzi. Po raz kolejny widać wyraźnie, że ta wysoka ocena Polski zbliża nas zdecydowanie do poziomu zaufania, jakim inwestorzy darzą kraje Europy Zachodniej – mówi Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY w Polsce. – Jednocześnie uwagę zwracają dość wysokie notowania Ukrainy i Turcji, które zyskały w porównaniu z poprzednim rokiem. Badanie było jednak prowadzone w styczniu i lutym tego roku, a ostatnie wydarzenia w tych krajach mogą się odbić na ich postrzeganiu w przyszłości – dodaje Jacek Kędzior.

W krajach Europy Zachodniej prym wiodą Niemcy, których wskazało 40% inwestorów z całego świata. Wielka Brytania (22%) i Francja (11%) zajęły pozostałe miejsca na podium. W swoich ocenach badani brali pod uwagę wizerunek, poziom zaufania, postrzeganie danego kraju i jego możliwości w zakresie zapewnienia korzystnych warunków dla rozwoju BIZ.

Mniej projektów, ale więcej miejsc pracy

W 2013 roku Polska przyciągnęła 107 nowych inwestycji, co dało nam dziesiąte miejsce w Europie. Pod względem liczby nowych projektów odnotowaliśmy spadek z pozycji siódmej. Natomiast pod względem nowoutworzonych miejsc pracy utrzymaliśmy trzecią lokatę na Starym Kontynencie plasując się tylko za Wielką Brytanią i Francją. W sumie w 2013 r. dzięki BIZ w Polsce zatrudnienie znalazło 13 862 osób czyli o 6% więcej niż rok wcześniej. Warto odnotować, że podczas gdy inwestorzy lokowali w Polsce pracochłonne projekty, w skali całej Europy zatrudnienie wykreowane przez inwestycje bezpośrednie spadło o 2%. – Po raz kolejny Polska zdystansowała konkurencję z Europy Środkowo – Wschodniej. Szczególnie cieszy nas wysoka pozycja, jeśli chodzi o tworzenie nowych miejsc pracy, ponieważ na inwestycje poluje się nie dla statystycznych tabelek, ale po to by ludzie mieli pracę. Długofalowo jesteśmy zadowoleni z powrotu inwestorów do Europy – mówi Sławomir Majman, Prezes PAIiIZ.

Największe projekty trafiają do Polski i… Serbii

Polska przyciągała największe, zaraz po Serbii, projekty inwestycyjne. Średnio dzięki jednej zagranicznej inwestycji w naszym kraju powstawało 130 miejsc pracy. To najlepszy wynik w Unii Europejskiej i drugi w Europie właśnie po Serbii (ponad 190 miejsc pracy na projekt). W sumie ponad połowę inwestycji stanowiły projekty z branży przemysłowej – głównie z sektora motoryzacyjnego i tworzyw sztucznych.

– To czego Unia Europejska potrzebuje dzisiaj najbardziej to właśnie miejsca pracy. Bezrobocie, szczególnie wśród młodych, jest największym problemem UE, więc powinniśmy się cieszyć z tego, że nasz kraj przyciąga inwestycje generujące istotną liczbę miejsc pracy. Jednocześnie spadek liczby projektów musi zastanawiać i skłaniać polityków do przemyślenia tego, jak jeszcze można zmotywować inwestorów, aby zamiast do Niemiec czy Wielkiej Brytanii, przyjeżdżali do nas. Myślę tu nie tylko o zachętach inwestycyjnych, choć przedłużenie „życia” Specjalnych Stref Ekonomicznych na pewno było bardzo dobra decyzja. Do dyspozycji będą też środki z nowej perspektywy UE – musimy to wykorzystać! – uważa Paweł Tynel, Dyrektor Zespołu Ulg i Dotacji Inwestycyjnych w EY.

Europa: rekord pod względem liczby BIZ, ale miejsc pracy najmniej od 4 lat

W 2013 roku do Europy napłynęła największa liczba nowych inwestycji zagranicznych w 12-letniej historii badania Atrakcyjność Inwestycyjna Europy. Mimo, że w ubiegłym roku Stary Kontynent dopiero zaczął wchodzić na ścieżkę wzrostu, to liczba nowych projektów wyniosła 3 955 czyli o 4% więcej niż w 2012 roku. Natomiast wartość BIZ była aż o ¼ wyższa niż w 2012 i wyniosła w sumie 223 mld euro. Po raz pierwszy od 4 lat skurczyła się za to liczba nowych miejsc pracy wytworzonych przez zagranicznych inwestorów. Zdecydowanie największym beneficjentem z tytułu BIZ jest Wielka Brytania, Niemcy oraz Francja. Największym inwestorem w Europie pozostają Stany Zjednoczone, ale rośnie także liczba projektów z krajów BRIC czyli Brazylii, Rosji, Indii i Chin.

Europa Zachodnia w końcu wyprzedziła Chiny

Z części badania poświęconej postrzeganiu przez inwestorów poszczególnych regionów świata wynika, że Europa Zachodnia (45% wskazań inwestorów) po raz pierwszy od lat wyprzedziła w rankingu atrakcyjności Chiny (44%). Od najniższego poziomu w 2012 roku, notowania Zachodu wzrosły aż o 12 p.p. Na trzecim miejscu znalazła się Ameryka Północna (31%), a tuż za nią Europa Środkowo -Wschodnia (29%).

Piotr Minkina: Wpływ eurowyborów na sytuację gospodarczą

Rezultaty eurowyborów wskazują na rosnącą siłę partii eurosceptycznych, zarówno z prawej jak i lewej strony sceny politycznej. Z punktu widzenia gospodarki – zwłaszcza w krajach borykających się z problemami – były one wyrazem poparcia lub jego braku dla polityki gospodarczej bazującej na „zaciskaniu pasa”. We Francji i Hiszpanii społeczeństwo wyraziło swoje niezadowolenie z takiej polityki, co może w przyszłości prowadzić do większych deficytów budżetowych i w rezultacie wzmóc kryzys zadłużenia. Jeżeli chodzi o główny nurt polityki gospodarczej UE wydaje się, że zmian na tym polu nie będzie, choć w niektórych kwestiach, takich jak np. energetyka, wypracowanie kompromisu może być trudniejsze.

Dla Polski kluczowe jest to, jakie stanowiska w Komisji Europejskiej otrzymają Polacy i czy będą one zbieżne z tymi resortami, które są dla naszej gospodarki ważne.

Na tę całą sytuację nakładają się wygrane w pierwszej turze przez Petra Poroszenkę wybory prezydenckie na Ukrainie. Jest to sytuacja na tyle korzystna, że będzie wpływać na stabilizację sytuacji w regionie, która z kolei powinna przenieść się na rynki finansowe.

Senat przyjął nowe prawo antymonopolowe

0

Zwalczanie praktyk niekorzystnych dla przedsiębiorców i konsumentów – to główne cele nowej ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Nowelizacja została przyjęta dzisiaj przez Senat

Nowa regulacja, wprowadza istotną zmianę dotyczącą ochrony konsumentów. Prezes UOKiK będzie miał możliwość publicznego ostrzegania o praktykach naruszających zbiorowe interesy konsumentów, które mogą narazić ich na poważne straty finansowe.

Dla przedsiębiorców korzystne będą zmiany w programie łagodzenia kar leniency, który umożliwia uczestnikowi niedozwolonego porozumienia uniknięcie lub obniżenie sankcji finansowej w zamian za współpracę z Urzędem i dostarczenie informacji na temat zmowy. Obecnie tylko podmiot, który jako pierwszy poinformuje Urząd o niedozwolonych praktykach, może liczyć na całkowite zwolnienie z kary – pozostali na obniżenie sankcji. Wprowadzone rozwiązanie, tzw. leniency plus umożliwi przedsiębiorcy, który złoży wniosek jako drugi lub kolejny, uzyskanie dodatkowego obniżenia kary o 30 proc, jeśli poinformuje Urząd o innej zmowie, której również był uczestnikiem. W tej drugiej sprawie będzie miał status pierwszego wnioskodawcy i uniknie w niej kary finansowej.

Okręty podwodne dla Polski mogłyby powstać w polskich stoczniach

Ministerstwo Obrony Narodowej ma ogłosić do końca roku przetarg na trzy okręty podwodne. Wartość zamówienia wyniesie ponad 7,5 mld zł. MON prowadzi obecnie rozmowy z zainteresowanymi firmami dotyczące szczegółów technicznych okrętów i ich uzbrojenia. Równie ważną kwestią jest maksymalne zaangażowanie polskiego przemysłu w program modernizacji Marynarki Wojennej.

 Jakiś czas temu odbyliśmy spotkania techniczne z przedstawicielami MON. Obecnie polskie władze analizują nasze odpowiedzi, aby następnie móc wystosować zapytanie ofertowe, którego spodziewamy się pod koniec czerwca lub na początku lipca – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Olivier Dambricourt, szef pionu okrętów podwodnych w DCNS.

Program Orka, dotyczący modernizacji floty okrętów podwodnych, zakłada kupno trzech jednostek o wyporności około 2 tys. ton, z klasycznym napędem. Konieczność przezbrojenia polskiej Marynarki Wojennej wynika z zobowiązań w ramach NATO oraz konieczności zwiększenia bezpieczeństwa morskiego terytorium. Stan techniczny większości okrętów służących w polskiej armii jest zły, dlatego MON planuje zamówić także jednostki nawodne. Jak na razie nie podjęto jeszcze decyzji dotyczących uzbrojenia przyszłych jednostek podwodnych.

– Polskie zapotrzebowanie na okręty podwodne związane jest ze strategicznym obronnym systemem uzbrojenia, z pociskami manewrującymi. Odpowiadając na to zapotrzebowanie, staramy się zaproponować jak najlepsze produkty. DCNS jest jedną z firm konkurujących o udział w programie modernizacji marynarki wojennej. Naszym planem jest zbudowanie okrętu podwodnego w Polsce – mówi Olivier Dambricourt.

Polski rynek staje się coraz bardziej atrakcyjny dla europejskich koncernów zbrojeniowych, ponieważ tamtejsze rządy w większości redukują wydatki obronne, a Polska utrzymuje zalecany przez NATO poziom wydatków około 2 proc. PKB.  Obok francuskiej firmy Direction des Constructions Navales Services (DCNS) do dialogu technicznego z MON przystąpiły: hiszpański koncern Navantia, niemiecki Thyssen Krupp Marine Systems oraz szwedzkie konsorcjum stoczni Kockums AB z Agencją Eksportu Eksportu Technologii Obronnych i Bezpieczeństwa.

DCNS chce przekonać polski rząd do swojej oferty, gwarantując wykonanie okrętów w Polsce.

Jesteśmy przekonani, że polski przemysł może być naszym partnerem w tym projekcie – uważa szef pionu okrętów podwodnych w DCNS.

DCNS buduje już okręty podwodne typu Scorpène w ramach transferu technologii, np. w indyjskiej stoczni. Obok miejsc pracy i zamówień, dla polskiego przemysłu zbrojeniowego jeszcze ważniejszy może być napływ technologii i knowhow towarzyszący temu zamówieniu.  Pozwoli to następnie na serwisowanie i remontowanie okrętów podwodnych w polskich stoczniach.

– Transfer technologii jest dla DCNS bardzo ważny. W ten sposób działaliśmy już przy współpracy z innymi naszymi partnerami, np. w Indiach czy Brazylii. Przykładowo w Indiach latem ukończymy budowę pierwszego indyjskiego okrętu podwodnego Scorpène z naszym partnerem, stocznią w Bombaju. W podobny sposób widzimy współpracę z polskim partnerem, chcemy wdrażać i rozwijać działania związane z budową okrętów podwodnych i infrastruktury – uważa Olivier Dambricourt.

Według prognoz za 5 lat polski sektor informatyczny podwoi swój udział w PKB. Brakuje mu jednak globalnej marki

Polscy informatycy należą do światowej czołówki. To na Dolnym Śląsku powstała używana na całym świecie technologia 4G, a zagraniczne koncerny zaciekle walczą o informatyków z Wrocławia czy Krakowa. Mimo to na razie nie udało się zbudować znanej na całym świecie polskiej marki. Powoli zaczynają się jednak pojawiać pewne nisze, jak np. gry komputerowe. Znacznie branży teleinformatycznej w gospodarce będzie wciąż rosło – za 5 lat będzie wytwarzać 1/10 polskiego PKB.

 – Mamy najlepszych informatyków na świecie. To nad czym ubolewam, to fakt, że nie mamy polskiej marki informatycznej, ale cały czas nad tym pracujemy. Kadry menadżerskie kształcimy od 25 lat i myślę, że jednak to pozwoli nam na wytworzenie zarówno własnej marki teleinformatycznej, jak i na posiadanie menadżerów na wysokich stanowiskach w firmach matkach, w firmach korporacyjnych – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bartosz Ciepluch, szef centrum technologicznego Nokia Solutions and Networks.

W 2013 r. sektor teleinformatyczny wytworzył 5 proc. polskiego PKB. Branża odpowiadała też za 7,5 proc. wartości eksportu i 3 proc. miejsc pracy – wynika z danych Ministerstwa Gospodarki. Co roku sektor rośnie o blisko 8 proc., dzięki czemu w 2020 r. ma generować od 9 proc. do 13 proc. polskiego PKB. Działa w nim ok. 1,5 tys. dużych firm i 50 tys. z sektora MŚP. Koncentrują się one głównie w największych miastach: Warszawie, Krakowie, a przede wszystkim w stolicy Dolnego Śląska.

Takie miasto jak Wrocław, które potocznie jest też nazywane IT hubem Polski, ciągle poszukuje pracowników w obszarze teleinformatycznym. Firmy muszą ze sobą konkurować, żeby przyciągnąć jak najlepszych pracowników. Polska ma ku temu potencjał. Dla firmy takiej jak Nokia Solutions and Networks decyzja, dlaczego wchodzimy do Polski, była podjęta pod wpływem informacji o łatwym dostępie do kadr – wyjaśnia Bartosz Ciepluch.

Obecnie we Wrocławiu coraz trudniej jest znaleźć informatyków. Dzięki temu mogą oni dyktować warunki na rynku pracy. Wysokie płace, atrakcyjne pakiet socjalne itp. sprawiają, że niekiedy koszty pracy są tu wyższe niż w Niemczech. To problem dla mniejszych, polskich firm, których nie stać na zaoferowanie takich warunków, jakie dają zagraniczne koncerny.

– Konkurencja i walka o pracownika jest dość duża. Rynek IT, rynek teleinformatyczny jest rynkiem pracownika. To pracownik decyduje, dlaczego przychodzi do firmy. I bardzo często obserwuję, że wypłata wcale nie jest tego powodem, a raczej to, czy może pracować nad innowacyjnymi projektami –  uważa Ciepluch.

To właśnie wysokie kwalifikacje miejscowych pracowników zadecydowały o tym, że to tutaj stworzono i rozwinięto technologię 4G. Sieć 4G umożliwiała rozwój szybkiego internetu, w tym mobilnego, co ma szczególne znaczenie dla korzystania z usług online, multimediów czy gier.

Nokia Solutions and Network (NSN) jest jednym z trzech dostawców takich rozwiązań na świecie. Wszyscy operatorzy w Polsce korzystają z rozwiązań NSN. Można powiedzieć, że technologia 4G od szkiców, od specyfikacji, poprzez rozwój, testowanie, została zrobiona we Wrocławiu. Teraz główną technologią, która jest w rozwoju, w badaniach, jest to technologia 5G. Technologia, która wejdzie pod strzechy w 2020 roku – wyjaśnia dyrektor w Nokia Solutions and Networks.

Nic nie wskazuje na to, żeby popyt na innowacje projekty ICT miał spadać w najbliższym czasie. Rosnące znaczenie tej branży wynika wprost ze zmian technologicznych, jakie przechodzi obecnie polska gospodarka. Polskie firmy działające w warunkach otwartej gospodarki oraz wspólnego rynku UE są zmuszone inwestować w nowy sprzęt, oprogramowanie i usługi, by utrzymywać konkurencyjność. Ważnym klientem sektora ICT jest także administracja, która stopniowo przechodzi proces informatyzacji.

Wysokie zamówienia ze strony firm i sektora publicznego częściowo są zasługą środków unijnych. W latach 2007-2013 PARP przeznaczyła na wsparcie projektów ICT ponad 15 mld zł. Obecnie obowiązujący Program Operacyjny Inteligentny Rozwój ma zwiększyć potencjał innowacyjny polskich firm i ułatwić im zagraniczną ekspansję. To będzie sprzyjało dalszemu wzrostowi zatrudnienia i płac, jakie dostają informatycy.

 Dwa lata temu liczba pracowników we Wrocławiu wynosiła około 1,3 tys. ludzi. Aktualnie jest ich ponad 1,9 tys. i cały czas ta liczba rośnie w zależności od potrzeb biznesowych. Strategia firmy mówi o tym, żeby rozwijać się w Polsce, rozwijać się we Wrocławiu, rozwijać się w Krakowie, bo doświadczenia, które zostały zdobyte na przestrzeni ostatnich 11 lat, mówią o tym, że to jest dobry rynek, żeby tu można rosnąć, rozwijać się   uważa Bartosz Ciepluch.

Wielu informatyków lub analityków biznesowych nie pracuje w oparciu o umowę o pracę na czas nieokreślony, lecz w trybie projektowym. To dlatego pojawia się także wiele ofert pracy na 3 lub 6 miesięcy, które są związane z konkretnymi zamówieniami ze strony klientów. Duża elastyczność rynku pracy dla informatyków to większy wybór projektów, które pozwalają im się lepiej rozwijać czy też realizować własne ambicje.

Rząd chce podwyższyć opłatę paliwową, by finansować inwestycje kolejowe

CEO Magazyn Polska

Nawet miliard złotych rocznie ma trafiać z opłaty paliwowej do Funduszu Kolejowego. Propozycją resortu finansów zajmie się dziś Rada Ministrów. Dzięki zmianom rząd chce zapewnić wkład własny na współfinansowane przez Unię inwestycje kolejowe. Zwiększenie opłaty paliwowej ma być skompensowane obniżką akcyzy, ale to może nie powstrzymać podwyżek cen paliw na stacjach.

Fundusz Kolejowy, który jest takim młodszym bratem Krajowego Funduszu Drogowego, nie dysponował do tej pory znaczącymi środkami, które by wystarczały na pokrycie w całości zwiększonych potrzeb w zakresie wkładu własnego – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bogusław Kowalski, ekspert Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – W jakimś stopniu problemy z wydatkowaniem pieniędzy na kolej w tej perspektywie też były związane z tym, że nie było właściwego finansowania ze środków krajowych.

Rząd planuje, że wydatki z Funduszu Kolejowego w latach 2014-2019 sięgną 4,5 mld zł. By zapewnić dopływ środków do funduszu, resort finansów zaproponował zwiększenie opłaty paliwowej. Jest ona zawarta w cenie paliwa i obecnie wynosi ok. 10 gr za litr benzyny, ok. 26,5 gr za litr oleju napędowego i ok. 13,5 gr za kilogram autogazu. Projekt zakłada podwyżkę o 0,025 zł za litr lub kilogram w latach 2014-2019.

Równocześnie o równowartość podwyżki opłaty paliwowej miałaby zostać zmniejszona akcyza. Dzięki temu ceny paliw mają utrzymać się na obecnym poziomie. Kowalski zaznacza jednak, że nie jest przesądzone, czy tak się stanie.

To jest założenie teoretyczne, a w praktyce może to wyglądać trochę inaczej. Zmiana w strukturze kosztów paliwa zawsze jest okazją do tego, aby dostawcy paliw i sprzedawcy skorzystali z tego i cenę podnieśli – podkreśla Kowalski. – Ogólnie możemy oceniać tę propozycję pozytywnie. Natomiast rzeczywiście, trochę niepokoi sytuacja, chcący lub niechcący, generowania konfliktu między koleją a kierowcami.

Kowalski przypomina, że do tej pory to inwestycje drogowe były traktowane priorytetowo przez polski rząd. Jednak z uwagi na nacisk Komisji Europejskiej w perspektywie budżetowej 2014-2020, już trzeciej od wstąpienia Polski do UE, w najbliższych latach więcej pieniędzy ma być przeznaczonych na kolej. Kowalski przypomina, że do 2020 r. może to być nawet 10 mld euro.

Zwiększenie środków Funduszu Kolejowego zapewni wkład własny, niezbędny przy współfinansowanych przez UE projektach. Kowalski ocenia, że to nauczka wyciągnięta przez rząd z poprzedniej perspektywy, gdy zapewnienie własnego udziału było czasem problemem. Tym bardziej że Fundusz Kolejowy był według eksperta do tej pory wykorzystywany raczej w związku z restrukturyzacją i długami PKP oraz usamorządowieniem Przewozów Regionalnych niż przeznaczany na inwestycje.

Przede wszystkim te pieniądze będzie wydawała spółka PKP PLK – zarządca infrastruktury, który prowadzi największe inwestycje kolejowe. Fundusz Kolejowy przede wszystkim powinien wspierać rozwój infrastruktury kolejowej – przypomina Kowalski.

Dodaje, że nacisk na inwestycje kolejowe powinien być priorytetem rządu, bo może napędzić całą gospodarkę. Kowalski przypomina, że według rządowej Strategii Rozwoju Transportu Polska traci nawet ok. 0,5 proc. PKB z uwagi na niewydolność systemu kolejowego. Do tej pory jednak unijne dofinansowania na kolej nie były w pełni wykorzystywane.

Kowalski przyznaje jednak, że zmiany mogą zirytować kierowców. Jeśli paliwo podrożeje, mogą oni mieć wrażenie, że rząd zabiera pieniądze kierowcom i przeznacza je na kolej. Kowalski przypomina jednak, że w rzeczywistości nikt na tym nie straci, a zrównoważony transport jest korzystny dla wszystkich użytkowników dróg i kolei.