Grupa ENERGA po raz kolejny poprawiła wyniki finansowe

Grupa ENERGA zakończyła 2013 rok bardzo dobrymi wynikami finansowymi. Przychody wzrosły o 2 proc. do poziomu 11,4 mld zł. EBITDA wyniosła niemal 2 mld zł i była o 21 proc. wyższa niż w 2012 r. Zysk netto był aż o 63 proc. wyższy i wyniósł 743 mln zł. Rada Nadzorcza ENERGA SA pozytywnie zaopiniowała rekomendowaną przez Zarząd Spółki wypłatę 414 mln zł dywidendy, czyli 1 zł na akcję. To poziom wyższy niż wskazany w prospekcie emisyjnym.

Skonsolidowane przychody ze sprzedaży w 2013 roku wzrosły o 252 mln zł (2 proc.) do poziomu 11 429 mln zł. Pozytywny wpływ na poziom sprzedaży miała wyższa taryfa dystrybucyjna, korzystne warunki hydrometeorologiczne dla wytwarzania w elektrowniach wodnych oraz wzrost mocy wytwórczych w odnawialnych źródłach energii. Wypracowana EBITDA Grupy była wyższa o 21 proc. i wyniosła 1 965 mln zł, natomiast zysk netto wzrósł o 63 proc. i wyniósł 743 mln zł. Poprawie uległy marże: rentowność EBITDA wzrosła do 17,2 proc. z 14,6 proc., natomiast na poziomie wyniku netto marża wyniosła 6,5 proc. w stosunku do 4,1 proc. w 2012 roku. Na dynamiczne wzrosty EBITDA oraz zysku netto wpływ miały wyniki segmentów dystrybucji oraz wytwarzania.

Dobre wyniki finansowe pozwoliły Zarządowi ENERGA SA na zarekomendowanie wypłaty 414 mln zł dywidendy z jednostkowego zysku za rok 2013 (499 mln zł), czyli 1 zł na jedną akcję. Polityka wypłaty dywidendy jest konsekwentnie realizowana przez spółkę: w 2012 r. na dywidendę za 2011 r. przeznaczyła 646 mln zł, co stanowiło 86 proc. zysku netto, a w kolejnym roku – 497 mln zł, czyli 91 proc. zysku. Ostatecznie decyzję o wypłacie z zysku za 2013 r. podejmie Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy.

– Jesteśmy zadowoleni z wypracowanych wyników i zgodnie z naszymi zapowiedziami, w tym i kolejnych latach, będziemy chcieli dzielić się z Akcjonariuszami lwią częścią zysku. Rekomendacja wypłaty dywidendy w wysokości powyżej założeń wskazanych w prospekcie, jest dowodem realizacji tych zapowiedzi. W minionym roku inwestorzy docenili stabilność naszego biznesu, o czym świadczy choćby zakończona sukcesem emisja euroobligacji czy przeprowadzenie największej od ponad dwóch lat oferty publicznej sprzedaży akcji i debiut na warszawskim parkiecie – mówi Mirosław Bieliński, Prezes Zarządu ENERGA SA.

Wyższa rentowność dystrybucji – stabilny biznes

W 2013 roku największy udział w wypracowaniu zysku EBITDA Grupy miał, kluczowy dla niej w strukturze dochodów, segment dystrybucji. Wskaźnik ten wyniósł 79 proc., czyli o ponad 4 p.p. więcej niż w roku poprzednim.

– Nasza rentowność na poziomie EBITDA w obszarze dystrybucji wzrosła z 33,1 do 41,1 proc. Mamy ambicję by być liderem w zakresie efektywności i konsekwentnie poprawiać nasze rezultaty na wszystkich poziomach rachunku wyników. Dzięki temu Grupa ENERGA, będąc wiarygodnym partnerem dla instytucji finansowych, jest w stanie pozyskiwać finansowanie na bardzo korzystnych warunkach – mówi Roman Szyszko, Wiceprezes Zarządu ENERGA SA ds. Finansowych.

Wzrost produkcji energii – większe przychody

W 2013 roku wolumen sprzedaży energii elektrycznej poza Grupę wzrósł o ponad 12 proc. i wyniósł 29,1 TWh. Na rynku hurtowym Grupa ENERGA podwoiła sprzedaż, która ukształtowała się na poziomie 10,9 TWh. Grupa w 2013 roku dostarczyła 20,4 TWh energii elektrycznej do ponad 2,9 mln odbiorców.

Całkowita zainstalowana moc wytwórcza Grupy ENERGA na koniec 2013 roku wynosiła 1,3 GW. Grupa wytworzyła brutto 5,0 TWh energii elektrycznej, co oznacza wzrost o 0,9 TWh, czyli 22 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Największy wzrost produkcji energii, o 38 proc., nastąpił w elektrowniach przepływowych, na co wpływ miały korzystne warunki hydrometeorologiczne. O 27 proc. wzrosła produkcja jednostek współspalających biomasę (2013 rok był pierwszym pełnym rokiem funkcjonowania kotła do współspalania biomasy w spółce ENERGA Elektrownie Ostrołęka).

Na koniec 2013 roku w odnawialnych źródłach energii (OZE) zainstalowanych było 0,5 GW, a produkcja zielonej energii z aktywów Grupy wyniosła 1,9 GWh energii elektrycznej brutto.

Efektywne inwestycje – korzyści dla klienta

Nakłady inwestycyjne Grupy wyniosły 2 802 mln zł (1 849 mln zł w 2012 r.), z czego blisko połowa, bo 1 397 mln zł przeznaczona została na inwestycje w kluczowym dla dochodów Grupy segmencie dystrybucji. Ponadto Grupa ENERGA przeznaczyła 1 052 mln zł na zakup spółek wiatrowych od Grupy DONG i Iberdrola Renovables oraz spółki Ciepło Kaliskie. Finalizacja tych transakcji zwiększyła moce wytwórcze w OZE z 343 MW do 508 MW, przyczyniając się do realizacji strategii Grupy, która zakłada umacnianie jej pozycji na rynku energii odnawialnej.

Ubiegłoroczne inwestycje w modernizację sieci dystrybucyjnych, podobnie jak te z lat poprzednich, przekładają się na poprawę jakości dostaw energii, co widoczne jest we wskaźnikach określających zarówno częstotliwość, jak i czas trwania zakłóceń zasilania. W 2013 roku o 12 proc. spadła częstotliwość przerw w dostawach prądu na odbiorcę (wskaźnik SAIFI)wobec roku 2012. Wprawdzie z uwagi na przejście orkanu Ksawery średni czas awarii na odbiorcę wzrósł o niespełna 15 proc. (wskaźnik SAIDI), ale i tak pozostaje o 41 proc. niższy niż w roku 2011 r.

Stałą poprawę jakości obsługi odbiorców Grupa ENERGA realizuje również poprzez inwestowanie w rozwój technologiczny biznesu dystrybucji, m.in. budowę systemu inteligentnego opomiarowania, które stanowi element wdrażania inteligentnych sieci dystrybucyjnych. Do tej pory Grupa zainstalowała już ok. 400 tys. liczników zdalnego odczytu u klientów indywidualnych oraz u wszystkich odbiorców biznesowych. Innowacyjne rozwiązania przynoszą już klientom konkretne korzyści, m.in. w postaci rzeczywistych, a nie prognozowanych rozliczeń za zużytą energię elektryczną. Ponadto Grupa ENERGA z sukcesem testuje inteligentne rozwiązania dystrybucyjne, związane m.in. z podniesieniem pewności zasilania.

– Wstępne wyniki naszych zaawansowanych programów pilotażowych wskazują na wysoką skuteczność systemu inteligentnych sieci w skracaniu przerw w dostawach energii, co wpływa na satysfakcję klienta i oszczędności dla Spółki. Wysoką skuteczność osiągają także zdalne odczyty, co pozwala nam na wejście w kolejny etap oferowania udogodnień dla klientów – na obszarach objętych wdrożeniem AMI udostępniamy konkretne produkty oparte na bazie inteligentnego opomiarowania – mówi Wojciech Topolnicki, Wiceprezes Zarządu ds. Strategii Rozwoju.

Uporządkowana Grupa – sprawniejsze działanie

W 2013 roku ENERGA kontynuowała proces reorganizacji i porządkowania struktur Grupy Kapitałowej. Celem tych działań jest podniesienie rentowności poprzez optymalizację kosztów, a także większa integracja podstawowych obszarów działalności. Wprowadzony został nowy ład organizacyjny oparty na regułach rynkowych i strategiach konkurencji, wdrożona została również polityka zarządzania przez cele. Model biznesowy Grupy oparty został na trzech, samodzielnych w realizacji celów biznesowych, segmentach: wytwórczym, dystrybucyjnym i sprzedażowym. ENERGA SA pełni w tym modelu funkcję kontrolną i strategiczną.

Komentarz indeksowy BossaFX 10 marca 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 10 marca 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Raport OECD: Polska gospodarka potrzebuje uproszczenia podatków i przyspieszenia prywatyzacji

CEO Magazyn Polska

Zmiany na rynku pracy, ułatwienie funkcjonowania firm i wspieranie ich innowacyjności oraz przyspieszenie prywatyzacji – to, według prezydenckiego ministra Olgierda Dziekońskiego, główne warunki, aby polska gospodarka stała się bardziej konkurencyjna. Jak podkreśla, wskazuje na nie raport OECD, który dziś zostanie zaprezentowany w Warszawie.

 – Prezentowany dzisiaj przez sekretarza generalnego OECD Angela Gurrię raport dotyczący konkurencyjności polskiej gospodarki, obejmuje  to, co jest przedmiotem wielu spotkań i dyskusji prowadzonych  w Polsce, również  w Pałacu Prezydenckim – podkreśla Olgierd Dziekoński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Najważniejsze warunki wzmocnienia konkurencyjności Polski to zmiany na rynku pracy oraz ułatwienia w działalności gospodarczej.

 – To przede wszystkim kwestia konieczności uniknięcia pułapki średniego dochodu, czyli zmiana funkcjonowania rynku pracy, jego uelastycznienie, zlikwidowanie swoistego dualizmu na rynku pracy, gdzie mamy kwestie umów krótkoterminowych i tych nie w pełni opodatkowanych – podkreśla Olgierd Dziekoński. – Po drugie, jest to kwestia koniecznej deregulacji związanej z ułatwieniem funkcjonowania firm. Bardzo ważne jest usprawnienie prawa upadłościowego, tak, żeby możliwość powrotu do funkcjonowania na rynku pracy była znacznie łatwiejsza.

Prezydencki minister podkreśla, że raport OECD rekomenduje również przyspieszenie prywatyzacji. W porównaniu do innych krajów OECD Polska ma jeden z wyższych udziałów przemysłu państwowego w całej strukturze gospodarczej. I to mimo intensywnej prywatyzacji w ostatnich latach.

 – Bardzo ważna jest również kwestia usprawnienia funkcjonowania rynku związanego z systemem podatkowym, czyli ordynacji podatkowej. Ta kwestia była i będzie mocno podnoszona przez prezydenta Bronisława Komorowskiego w wielu jego rekomendacjach dotyczących zmiany dla Polski, a w szczególności dla małych i średnich firm – zapewnia Olgierd Dziekoński.

Eksperci OECD oceniają, że sektor MŚP mógłby stać się jeszcze ważniejszy dla polskiego PKB, ale konieczne jest wsparcie innowacyjności tych firm. Minister przekonuje, że budowanie proinnowacyjnego rynku wiąże się z kolei ze zmianami w funkcjonowaniu wyższych uczelni.

UKE: składanie ofert wstępnych w aukcji częstotliwości 800 MHz ma zakończyć się w maju

CEO Magazyn Polska

Do 19 marca potrwają konsultacje dotyczące dokumentacji związanej z aukcją na rezerwację częstotliwości z pasma 800 MHz. Składanie ofert powinno rozpocząć się po sprawdzeniu i uwzględnieniu uwag operatorów, czyli – jak szacuje prezes UKE – po ok. trzech tygodniach. Potem przedsiębiorcy będą mieli 45 dni na złożenie ofert wstępnych i po ich formalnej ocenie nastąpi aukcja właściwa. To drugie podejście do licytacji – pierwszą UKE odwołał ze względów formalnych. 

 – W tej chwili konsultujemy dokumentację aukcyjną z przedsiębiorcami. 19 marca upływa termin zgłaszania stanowisk i uwag. Zakładam, że ich sprawdzenie nie powinno trwać dłużej niż 2–3 tygodnie. I będziemy chcieli ogłosić aukcję – przedsiębiorcy będą mieli 45 dni na składanie ofert, więc myślę, że w maju ten termin minie i będziemy mogli przystąpić do aukcji właściwej – wyjaśnia Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Nowa aukcja na rezerwacje częstotliwości LTE dotyczy pasm z zakresu 791-816 MHz oraz 832-857 MHz, a także z zakresu 2500-2570 MHz oraz 2620-2690 MHz. Częstotliwości te pozwolą operatorom na świadczenie usług telekomunikacyjnych stałych i mobilnych na terenie całego kraju. Największa walka między operatorami rozegra się o częstotliwości z zakresu 800 MHz. 

 – To są częstotliwości najdroższe i jest ich bardzo mało – tylko 25 MHz, w sumie 30, bo jedną „piątkę” mamy zarezerwowaną dla Sferii. Jest to częstotliwość tak zwana pokryciowa, czyli taka, w której jedna stacja bazowa obsługuje bardzo duży teren. Nakłady na nią nie są więc tak duże, jak np. przy częstotliwościach 2600 MHz, gdzie maszty trzeba budować bardzo gęsto. To jest częstotliwość, która daje możliwości szybkiego przesyłu danych, czyli 100 Mbps, dlatego jest tak droga – tłumaczy Magdalena Gaj.

Zaproponowane w konsultacjach ceny wywoławcze to 250 mln zł za jeden blok częstotliwości 800 MHz oraz 25 mln zł za blok z pasma 2600 MHz.

W budżecie wpływy z aukcji oszacowano na 1,8 mld zł. Jak wyjaśnia prezes UKE, właśnie z tego powodu, że w grę wchodzą tak znaczące kwoty, a częstotliwości są wyjątkowo ważne dla operatorów, w lutym odwołano pierwszą aukcję na rezerwację nowych częstotliwości LTE. Jako oficjalną przyczynę odwołania licytacji podano opóźnioną publikację wyjaśnień do dokumentacji aukcyjnej. 

 – Urząd jest zobowiązany do publikacji wyjaśnień do treści dokumentacji aukcyjnej na 7 dni przed upływem terminu składania ofert. Do końca nad tym pracowaliśmy i opublikowaliśmy te wyjaśnienia w terminie, ale niestety załączniki do tego komunikatu nie wyświetlały się na stronie. Zobaczyliśmy to dopiero po upływie terminu – mówi Magdalena Gaj.

Podkreśla, że ta kwestia mogła być później podstawą do zaskarżenia wyników aukcji. A tego Urząd chce uniknąć.

 – Pieniądze, które uzyskamy i które przedsiębiorcy będą wpłacali za te częstotliwości, są tak duże, że moim zadaniem jest dbanie o maksymalne bezpieczeństwo prawne i eliminowanie każdej, nawet jak najmniejszej wątpliwości, aby podmiot, który uzyska rezerwację, wiedział, że ona jest stabilna i oparta na mocnych podstawach, bez jakichkolwiek wad – zapewnia prezes UKE.

W tym roku Alior Bank skupi się na innowacyjnym w skali świata projekcie

CEO Magazyn Polska

Alior Bank rezygnuje z mniejszych projektów lub odkłada je na później i skupia się na rozwijaniu współpracy z T-Mobile. Dzięki temu operator telekomunikacyjny będzie w stanie zapewnić swoim klientom pełną obsługę finansową. Jak zapewnia zarząd banku, jest to projekt innowacyjny na skalę światową, ale na jego odbicie w wynikach finansowych, trzeba będzie poczekać. 

Współpraca Alior Banku i T-Mobile będzie miała pionierski charakter. Do tej pory operatorzy telekomunikacyjni, współpracując z bankami, oferowali tzw. wallet, czyli serię aplikacji do korzystania z bankowości mobilnej, i umożliwiali płatności przy użyciu smartfona.

 – My chcemy to zmienić całkowicie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Sobieraj, prezes Alior Banku. – Chodzi nam o to, by to T-Mobile oferował swoim klientom usługę bankową. Naszą rolą będzie świadczenie jej na zasadzie white table. Klienci T-Mobile będą mogli więc skorzystać z uznanych na świecie rozwiązań naszego banku, jeśli chodzi o zaplecze technologiczne: od szybkiego procesu kredytowego po dobre interfejsy – dodaje. 

Od kilku dni klienci Alior Banku, podobnie jak pięciu innych banków mogą korzystać z aplikacji MyWallet, która służy do płatności mobilnych. Do współpracy z T-Mobile zachęciła Alior Bank m.in. duża baza klientów i punktów sprzedaży oraz silna pozycja rynkowa i innowacyjność operatora. 

 – Współpraca z T-Mobile to jest pewna część naszej działalności. Podstawowym zadaniem jest to, by wypełnić klientami to, co budowaliśmy przez ostatnie pięć lat. W ubiegłym roku przeszło do nas 632 tys. nowych klientów, trzeba tak zrobić, by większość z nich traktowała Alior jako bank pierwszego wyboru – przekonuje prezes banku.

Jak podkreśla, będzie to jeden z ważniejszych projektów w tym roku.

 – Współpraca między bankiem a operatorem telekomunikacyjnym w formie, jaką planujemy, będzie unikalna na skalę światową. Przeznaczamy na nią wszystkie siły – zapewnia Sobieraj.

Oznacza to rezygnację z innych projektów lub ich spowolnienie i przesunięcie pracowników do współpracy z T-Mobile. Z rynku zniknie m.in. marka Alior Sync, choć zarząd banku zapewnia, że dla klientów ta zmiana nie powinna być odczuwalna.

 – To jest pierwszy rok działania, a ta usługa planowana jest na lata. W pierwszym roku nie spodziewamy się rewelacji. To będzie raczej wpływ na lata następne, ale już dziś setki osób pracuje po obu stronach, żeby tę ofertę przygotować – mówi prezes Alior Banku.

W ubiegłym roku zysk Alior Banku, przy uwzględnieniu zdarzeń nadzwyczajnych, wniósł 227,9 mln zł, czyli był o blisko 300 proc. wyższy niż w 2012 roku. Jednak bez uwzględniania tych zdarzeń wyniósł 247 mln zł, czyli o 12  proc. od wyniku osiągniętego w 2012 roku. Jak podkreśla prezes banku, to średnio satysfakcjonujący wynik. Liczy, że w tym roku wzrost kosztów będzie dużo mniejszy niż przed rokiem. Mają się do tego przyczynić działania restrukturyzacyjne.

Polska liderem produkcji AGD w Europie. W tym roku wzrośnie eksport sprzętu

CEO Magazyn Polska

Choć ostatni rok nie był szczególnie udany dla polskiej branży AGD, głównie dla eksportu, to Polska pozostaje europejskim liderem produkcji. Przedstawiciele branży prognozują, że w tym roku zarówno produkcja, jak i eksport będą rosły.

Według opublikowanego przez CECED raportu „Produkcja AGD w 2013” w ubiegłym roku wyprodukowano w Polsce ponad 17 milionów sztuk dużego AGD.

 – W zeszłym roku Polska zanotowała kolejny wzrost produkcji, który będzie plasował nas na pozycji lidera pod względem produkcji sprzętu AGD w Europie, szczególnie dużego AGD – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Konecki, dyrektor generalny Związku Pracodawców AGD CECED Polska. – Jednak z powodu perturbacji wśród niektórych producentów, wzrosty produkcji nie są oszałamiające.

Problemy miał jeden z wiodących producentów FagorMastercook, który z powodu bankructwa hiszpańskiego właściciela, został postawiony w stan upadłości likwidacyjnej. Co prawda, proces upadłościowy wstrzymano na trzy miesiące, bo jest szansa na znalezienie inwestora dla firmy. Na razie wznowiono część produkcji.

W ubiegłym roku gorzej było z eksportem wyprodukowanych towarów. Wskutek wciąż odczuwalnych konsekwencji kryzysu na zachodzie Europy eksport sprzętu AGD w ubiegłym roku niemal nie drgnął. 

 –  Po latach dwucyfrowego wzrostu zanotowaliśmy stagnację i prawdopodobnie tylko powtórzymy wynik z poprzedniego roku. Są jednak segmenty, takie jak chłodnictwo, w których sprzedaż zagraniczna wzrosła znacząco – dodaje Konecki. – Jesteśmy pewni, że w tym roku wzrosną zarówno produkcja, jak i eksport.

Polska specjalizuje się w produkcji takich sprzętów AGD, jak: pralki (32 proc. produkcji), suszarki (11 proc.) i zmywarki  (20 proc.), a ostatnio – w coraz większym stopniu – także sprzęt chłodzący (16 proc.).

 – Do tych segmentów, które rosną i w których jesteśmy liderami europejskimi, dodałbym cały sprzęt grzewczy, kuchnie oraz płyty [21 proc. – red.] – mówi Wojciech Konecki. – Tutaj od zawsze tradycyjnie byliśmy głównym graczem europejskim i teraz jeszcze tę pozycję umacniamy.

Polski rynek jest także kluczowym rynkiem europejskim, jeśli chodzi o inwestycje zagraniczne w branży AGD. Zdaniem w 2014 r. wiele może się wydarzyć na polskim rynku AGD. 

 –  Można powiedzieć, że utarła się taka zasada, że albo się jest w Polsce i znaczy się dużo w Europie, albo taki gracz nie może sobie znaleźć miejsca na naszym kontynencie – mówi dyrektor generalny CECED Polska. – Mamy już w Polsce firmy azjatyckie. Bardzo dużo zainwestował Samsung, przejmując dwie fabryki firmy Amica, a także koreański LG. Nie ma na razie firm chińskich. Pamiętajmy, że europejscy, a może też i koreańscy gracze, nie oddadzą pola zupełnie bez walki.

Polscy pacjenci mają dostęp do niespełna połowy innowacyjnych leków refundowanych w krajach Europy Zachodniej

CEO Magazyn Polska

Niskie wydatki publiczne na ochronę zdrowia w Polsce ograniczają dostęp do innowacyjnych terapii. Nowy wykaz leków refundowanych uwzględnia kilka nowoczesnych preparatów, jednak większość pozycji na liście to tańsze wersje starych farmaceutyków. Barierą w dostępie do leków innowacyjnych jest także długi okres rejestracji badań klinicznych i skomplikowany proces refundacyjny.

Wydatki publiczne na ochronę zdrowia w Polsce wynoszą 4,7 proc. PKB, podczas gdy w krajach Europy Zachodniej sięgają 7,5 proc. PKB – wynika z raportu PwC. Niskie nakłady na opiekę medyczną w naszym kraju ograniczają dostęp do innowacyjnych leków i świadczeń leczniczych. Polscy pacjenci mogą wybierać jedynie spośród 48 proc. nowoczesnych farmaceutyków stosowanych w Niemczech czy w Wielkiej Brytanii.

 – Na zdrowie wydajemy mało, w związku z tym na farmakoterapię również wydajemy mało. W efekcie jesteśmy w tyle z innowacją, w sensie dostępu do leczenia dla pacjentów. Głównym celem ustawy refundacyjnej, która weszła w życie 1 stycznia 2012 roku, była właśnie poprawa dostępu do nowoczesnych leków. To się dzieje i są tego przykłady, natomiast proces ten jest bardzo powolny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Sztwiertnia, dyrektor generalny Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA.

Sztwiertnia dodaje, że zmiana wykazu leków refundowanych, ogłoszona 1 marca, to krok w dobrym kierunku. Na nowej liście znalazło się dziewięć innowacyjnych preparatów, które stosuje się w leczeniu nowotworów, chorób reumatologicznych, spastyczności kończyny górnej po udarze mózgu oraz przewlekłego wirusowego zapalenia wątroby typu B. Pozostałe 75 produktów objętych refundacją to jednak generyki, czyli tańsze wersje starych farmaceutyków. 

Na liście zabrało kilku leków długo wyczekiwanych przez pacjentów i środowisko lekarskie, m.in. nowatorskich leków inkretynowych dla diabetyków, które są już refundowane we wszystkich pozostałych krajach Unii Europejskiej.

Oprócz skomplikowanego procesu refundacyjnego, głównymi barierami rozwoju nowoczesnych terapii w Polsce są długi okres rejestracji badań klinicznych oraz niewystarczająca przejrzystość przepisów. W efekcie wiele firm farmaceutycznych przenosi swoją działalność do innych krajów. Branża farmaceutyczna wpływa więc nie tylko na jakość i długość życia społeczeństwa. Sektor ten ma dużo szerszy zasięg i oddziałuje na wiele obszarów gospodarki.

 – Warto spojrzeć na przemysł farmaceutyczny nie tylko w kategorii konsumpcji środków, bo ochrona zdrowia kosztuje, lecz także z perspektywy ekonomicznej. To może być jedno z kół zamachowych innowacyjnej gospodarki w Polsce. Chodzi o tworzenie nowoczesnych miejsc pracy, transfer technologii czy powstawanie konkurencyjnych ośrodków badawczych – tłumaczy Paweł Sztwiertnia.

Szwedzka sieć Jula w ciągu roku podwoiła przychody. Otwiera kolejne sklepy

CEO Magazyn Polska

Czas kryzysu okazał się sprzyjającym okresem dla sieci sklepów budowlano-ogrodniczych Jula. Szwedzka sieć wkroczyła do Polski dwa i pół roku temu, uruchamiając w tym czasie 10 marketów. Kolejny uruchomiony zostanie we wtorek w Szczecinie.

Jula do Polski weszła pod koniec roku 2011, czyli podczas kulminacji kryzysu w całej Europie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Daniel Adamiuk, dyrektor regionalny na Polskę sieci Jula. – Nasza firma nie odczuła specjalnie tego spowolnieniaPo prawie 2,5 roku działalności w Polsce możemy powiedzieć, że obroty są bardzo obiecujące. Rosną one niemal o 100 proc. rok do roku.

Dobra kondycja sklepu wynika w znacznym stopniu ze specyfiki działalności sklepu. Adamiuk zapewnia, że asortyment firmy, która sprzedaje narzędzia i materiały do samodzielnych napraw, odpowiada na potrzeby klientów, którzy w czasie kryzysu wolą oszczędzać na usługach.

 – Nasz sklep ma bogatą, zróżnicowaną ofertę i tym właśnie ma przyciągać klientów – mówi dyrektor. – Jednym z naszych atutów jest oferta odzieży roboczej, która ma zapewnić bezpieczeństwo pracownikom. Ale mamy też ciekawą ofertę marek własnych m.in.: w narzędziach, częściach motoryzacyjnych czy akcesoriach dla żeglarzy i wędkarzy. Sądzę, że zajmujemy pewną niszę na rynku – twierdzi Adamiuk. 

Grupą docelową szwedzkiej sieci są nie tylko mężczyźni. Kobiety najczęściej kupują w Juli małe AGD, bo – jak podkreśla Adamiuk – w ofercie jest wiele artykułów do użytku domowego, a także narzędzi ogrodowych.
 
Mimo że asortyment Juli pokrywa się w pewnej mierze z tym sprzedawanym przez inne sieci, zarząd nie obawia się konkurencji.

 – Odczuwam pewien komfort, który wynika z tego, że nie traktuję żadnej sieci w Polsce jako bezpośredniej konkurencji – mówi Adamiuk. – Oczywiście spotykamy się na pewnych polach produktowych, co jest w dzisiejszych czasach nieuniknione, mimo to dysponujemy świeżą formułą biznesową i unikalnym w kraju konceptem, co sprzyja naszemu rozwojowi, także w trudnych czasach – dodaje.

Jula Postorder AB to szwedzka firma rodzinna, zatrudniająca globalnie ok. 2200 pracowników. Do sieci należy ponad 60 sklepów w Szwecji, Norwegii i w Polsce.

Polacy coraz rzadziej chodzą do kin. A kiedy już idą, najczęściej wybierają filmy zagraniczne

CEO Magazyn Polska

Dziś wręczenie Polskich Nagród Filmowych Orły 2014. O tytuł najlepszego polskiego filmu konkurują trzy obrazy: „Ida”, „Chce się żyć” i „Imagine”. Mimo coraz wyższego poziomu polskich filmów, rodzima kinematografia z każdym rokiem traci widzów. To efekt zarówno szerokiego dostępu do filmów w internecie, coraz wyższych cen biletów do kin, jak i wciąż niezbyt pozytywnej opinii o rodzimych produkcjach.

Do kin chodzimy coraz rzadziej. W 2013 roku Polacy kupili 36 milionów biletów do kin, rok wcześniej było to 2 miliony więcej, z czego tylko 7 milionów widzów wybrało polskie kino – wynika z danych Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. W 2011 roku co trzeci bilet był kupiony na polską produkcję. Z 312 filmów, które pokazano w 2013 roku w kinach, 39 to były produkcje polskie. 

 – Rok temu królował na ekranach film Wojciecha Smarzowskiego „Drogówka”. Na ten film wybrało się ponad milion osób, ale ogólnie frekwencja Polaków na polskich filmach z roku na rok spada – mówi agencji informacyjnej Newseria Patrycja Paczyńska, filmoznawca.

Oglądaniu filmów na wielkim ekranie nie sprzyjają rosnące ceny biletów (w kinach sieciowych zaczynają się od 20 zł), a także internet, który w coraz większym stopniu pozwala bezpłatnie konsumować kulturę. Dodatkowo polski przemysł filmowy zwykle przegrywa z produkcjami zachodnimi, ponieważ – Polacy mają nie najlepsze zdanie o rodzimych filmach. Patrycja Paczyńska ocenia, że to krzywdzące, ponieważ w Polsce od paru lat powstają filmy bardzo wysokiej jakości – zarówno pod względem zdjęć, jak i reżyserii czy obsady aktorskiej. Choć polska kinematografia ewoluuje, opinia społeczna o rodzimych filmach się nie zmienia. Zdaniem filmoznawcy, warto powrócić do polskiej kinematografii, bo może nas bardzo pozytywnie zaskoczyć. 

 – Często ludzie twierdzą, że polska kinematografia zamknęła się na latach 90. na „Psach” czy „Kilerze”, a następnie były romantyczne historie o tańcu – mówi Patrycja Paczyńska, redaktor www.facebook.com/setoci.okinie. – Ostatnio mieliśmy bardzo dobre produkcje, np. „Jesteś Bogiem” Leszka Dawida, „Różę”, „Drogówkę” Wojtka Smarzowskiego, teraz „Pod Mocnym Aniołem” czy „W imię” Szumowskiej.

Jeśli już widzowie wybierają polski film, najczęściej są to filmy historyczne i komedie. Dużą popularnością w Polsce cieszyły się największe produkcje o tematyce historycznej, takie jak: „Ogniem i mieczem”, „Pan Tadeusz”, „Katyń” czy ostatnio „Wałęsa. Człowiek z nadziei”. W ich przypadku oglądalność była na tyle wysoka, że przyniosła zwrot wartych dziesiątki milionów kosztów produkcji.

Polski film jest nadal niedofinansowany. Tylko ok. 20 proc. filmów jest dofinansowanych z budżetu państwa. Choć polską kinematografię wspiera wiele instytucji państwowych, dofinansowanie wciąż jest niewystarczające. To powoduje, że nie wszystkie filmy przynoszą zwrot. Dotyczy to zwłaszcza niszowych produkcji. 

 – Produkcja przeciętnego filmu to kwota 2,5-3 mln zł – podkreśla ekspertka. – Oczywiście są wielkie ekranizacje jak „Ogniem i mieczem” czy „Katyń”, których produkcja kosztowała ponad 20 mln zł.

Polski film wciąż cierpi na brak środków. Tylko ok. 20 proc. filmów jest dofinansowanych z budżetu państwa. Pieniądze przeznaczone z budżetu państwa na produkcje wystarczają na produkcję 3-5 filmów, a rocznie w Polsce powstaje blisko 40 filmów. Prawie 80 proc. produkcji przygotowuje się w prywatnych firmach.

Bardzo wysokie są również koszty promocji filmu, często pochłaniające kilka milionów złotych. Pozytywnym sygnałem natomiast jest fakt, że polski przemysł filmowy i model jego finansowania nie różni się znacząco od zagranicznego. Zdaniem Patrycji Paczyńskiej, w Polsce filmowcy mają wbrew pozorom spore możliwości pozyskania dofinansowania, porównywalne do tych w Wielkiej Brytanii, Francji czy we Włoszech.

Za 5 lat rynek kolei w UE zostanie uwolniony

CEO Magazyn Polska

Wchodzący w życie z końcem 2019 r. czwarty pakiet kolejowy zliberalizuje rynek kolei w UE. Polscy przewoźnicy na razie nie są na to gotowi. Niektóre spółki, np. Przewozy Regionalne, mogą mieć problemy z tym, aby sprostać konkurencji z zewnątrz. Konieczna jest szybka modernizacja infrastruktury oraz ustanowienie wspólnych biletów. W przeciwnym wypadku spółkom tym grozić będzie likwidacja miejsc pracy.

 – Czwarty pakiet kolejowy dotyczy przewozów pasażerskich. Z punktu widzenia pasażerów widzę raczej szansę na poprawę jakości i na obniżenie kosztów, czyli na to, że transport kolejowy stanie się bardziej atrakcyjny. Dla firm przewozowych i innych uczestników rynku kolejowego pakiet wiąże się też z zagrożeniami, ponieważ zwiększy się konkurencja, rynek będzie bardziej otwarty i pojawi się więcej podmiotów – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bogusław Kowalski, ekspert Zespołu Doradców Gospodarczych TOR oraz wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Bydgoszczy.

Konkurencja ze strony nowych przewoźników może oznaczać problemy dla polskich spółek kolejowych. W najgorszej sytuacji są Przewozy Regionalne, czyli największy przewoźnik w Polsce. Według Kowalskiego, ta spółka w najmniejszym stopniu się zrestrukturyzowała i przygotowała na nowe warunki rynkowe.

Konkurencję mocno mogą odczuć też mniejsze samorządowe spółki, takie jak Koleje Wielkopolskie oraz Koleje Śląskie. Według eksperta, stosunkowo mocne są Koleje Mazowieckie i ta spółka – m.in. dzięki nowemu i zmodernizowanemu taborowi – powinna poradzić sobie z rywalami, którzy mogą być zainteresowani atrakcyjnym rynkiem warszawskim i mazowieckim.

Zgodnie z nowymi przepisami samorządy nawet na połączeniach dotowanych będą musieli ogłaszać w pewnym stopniu przetargi rynkowe. Spółki samorządowe będą musiały w nich startować i liczyć się z przegraną. Eksperci podkreślają, że do 2019 r. niezbędne są duże zmiany na całej kolei, bo inaczej niewykluczone są upadłości spółek i duże zwolnienia.

 – Na pewno trzeba dopracować formuły organizacyjne i to jest przede wszystkim rola Urzędu Transportu Kolejowego. Pamiętajmy o tym, że polskie kłopoty w transporcie kolejowym głównie biorą się ze złego stanu infrastruktury. Na jej sieci realizuje się w tej chwili wielki plan inwestycyjny, modernizacyjny, jest mnogość remontów, co skutkuje gorszą ofertą – podkreśla Kowalski.

Dodaje, że drugim poważnym problemem jest brak integracji biletowej pomiędzy przewoźnikami. Jeśli do czasu liberalizacji rynku nie zostanie on rozwiązany, polskim spółkom będzie trudno rywalizować z zagranicznymi konkurentami.

 – Jeżeli zbudujemy ramy, które będą spójne, to kwestia, czy w ramach tego systemu będzie funkcjonowało kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu przewoźników, już nie będzie miała znaczenia – prognozuje Kowalski. Poprawa konkurencyjności na rynku kolejowym powinna poprawić jakość. A więc pociągi powinny jeździć bardziej punktualnie, być czystsze, wygodniejsze; a pasażer otrzyma na czas pełną informację.

Ekspert ma nadzieję, że dzięki konkurencji rozkłady będą lepiej dopasowane do potrzeb pasażerów, a ceny biletów mogą nawet spaść dzięki większej efektywności kosztowej przewoźników. Jednak nie jest wykluczone, że obniżki nie będą miały miejsca, bo wyższa jakość może się wiązać z wyższymi kosztami. Tak właśnie było w Wielkiej Brytanii, gdzie rynek kolejowy został bardzo zliberalizowany. Jak zauważa Kowalski, unijny czwarty pakiet jest wzorowany właśnie na rozwiązaniach z Wysp Brytyjskich.

Wynikająca z liberalizacji poprawa jakości transportu i oferty przewoźników może ponownie zwiększyć znaczenie kolei i zachęcić pasażerów do podróżowania pociągami.

Czwarty pakiet kolejowy został na razie przyjęty przez Parlament Europejski przy sprzeciwie związków kolejowych. Wciąż muszą go przyjąć także przedstawiciele rządów 28 państw członkowskich.