Stabilizacja cen nieruchomości w Polsce. W Europie rośnie optymizm inwestorów

Trzecia edycja Europejskiego Barometru Inwestycyjnego Rynku Nieruchomości przygotowanego przez firmę doradczą EY pokazuje optymistyczne prognozy dla sektora. Polska w 2014 roku będzie bardzo atrakcyjnym rynkiem dla inwestujących w nieruchomości. Ci, którzy już inwestują w naszym kraju stwierdzili, że jest to rynek bardzo atrakcyjny (33%), albo atrakcyjny (67%). Żaden z inwestorów nie ocenił naszego kraju jako nieatrakcyjny (jest to jedyny taki przypadek w Europie). Zdaniem większości badanych ceny nieruchomości w Polsce, również mieszkaniowych, w roku 2014 będą stabilne.

Europejski Barometr Inwestycyjny Rynku Nieruchomości EY przedstawia opinię inwestorów na temat stanu europejskiego rynku nieruchomości i perspektywy dla tego sektora na najbliższy rok. Badanie przeprowadzono jesienią 2013 roku wśród ponad 500 inwestorów działających na rynku nieruchomości w 15-tu krajach: Austrii, Belgii, Francji, Hiszpanii, Holandii, Luksemburga, Niemiec, Polski, Rosji, Szwajcarii, Szwecji, Turcji, Ukrainy, Wielkiej Brytanii i Włoch.

Poprawiająca się sytuacja makroekonomiczna Eurolandu i coraz lepsze nastroje wśród inwestorów zapowiadają m.in. zwiększenie aktywności na rynku nieruchomości. Przewiduje się, że w 2014 roku wzrośnie liczba transakcji na tym rynku w Europie, a kryzys zadłużenia w strefie euro nie będzie już najważniejszym czynnikiem determinującym skłonność do inwestowania w nieruchomości.

Silna pozycja rynków

W trzeciej edycji badania EY ankietowani inwestorzy wyżej niż przed rokiem ocenili atrakcyjność wszystkich rynków poddanych badaniu. Znaczna większość inwestorów pozostała zgodna co do pozytywnej oceny atrakcyjności swoich rynków w 2014 roku. Na pytanie ‘Czy uważasz swój kraj jako atrakcyjny rynek do inwestycji w nieruchomości?’ najbardziej optymistycznie zareagowali inwestorzy działający na polskim rynku – wszyscy przyznali wysokie noty: 67% odpowiedzi ‘tak’, a 33%: ‘zdecydowanie tak’. Wysoki optymizm wykazali również inwestorzy w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Szwecji, gdzie łączne odpowiedzi wskazujące atrakcyjność krajów wyniosły odpowiednio 99%, 96% i 95%. Zarówno w Hiszpanii jak i we Włoszech, krajach gdzie kryzys Eurolandu najbardziej ciążył nad nastrojami rynkowymi, widać szczególną poprawę nastrojów w porównaniu z ubiegłoroczną edycją badania. Aż 84% respondentów w Hiszpanii i 61% we Włoszech (odpowiedzi łączne ‘tak’ i ‘zdecydowanie tak’) wysoko oceniła atrakcyjność swoich rynków. W porównaniu z zeszłoroczną edycją badania jest to znaczna poprawa, wtedy odsetek tych odpowiedzi wyniósł odpowiednio 37% i 30%.

Więcej transakcji

Inwestorzy zgodnie prognozują zwiększenie aktywności na rynku nieruchomości. Spodziewają się wzrostu wolumenu transakcji w 2014 roku i przekroczenia poziomu zaobserwowanego rok wcześniej. Najbardziej optymistyczni w tym zakresie są inwestorzy w Luxemburgu, Wielkiej Brytanii i Holandii. W tych trzech krajach odsetek odpowiedzi wskazujących oczekiwany wzrost wolumenu transakcji wyniósł 87%. W Polsce takiego zdania jest 67% ankietowanych. Jedynie respondenci z Austrii i Szwajcarii mieli bardziej podzielone zdania w tej kwestii, gdzie odpowiednio 44% i 50% respondentów nie spodziewa się wzrostu aktywności na rynku nieruchomości w tym roku.

Wychodząca z kryzysu strefa euro optymistycznie nastraja inwestorów, co wyraźnie pokazują wyniki tegorocznej edycji naszego badania. Inwestycje na rynku nieruchomości znów stają się coraz bardziej atrakcyjne. Rosnące zaufanie zachęca zagranicznych inwestorów, co może przełożyć się na wyższą wartość jak i wolumen transakcji na tym rynku. Jeśli chodzi o ceny nieruchomości – najbardziej wzrosną one na rynkach, które mocno odczuły kryzys strefy euro. W Polsce inwestorzy przewidują utrzymanie cen nieruchomości komercyjnych i mieszkaniowych na tym samym poziomie co obecnie – komentuje Anna Kicińska, Partner w zespole Doradztwa Nieruchomości EY.

Czynniki wzrostu i nowe trendy rynku

Wyniki Europejskiego Barometru Inwestycyjnego Rynku Nieruchomości EY pokazują, że kryzys zadłużenia w strefie euro nie będzie najważniejszym czynnikiem determinującym skłonność do inwestowania w nieruchomości. Jedynie inwestorzy w czterech krajach – w Niemczech, Austrii, Szwecji i Wielkiej Brytanii – w ponad 70% przyznali, że obecna sytuacja gospodarcza Eurolandu przełoży się na wzrost inwestycji na rynku nieruchomości w tym roku. W Polsce takie zdanie podziela 60% ankietowanych.

Czynnikiem wciąż poprawiającym aktywność inwestycyjną na rynku nieruchomości będzie obawa przed rosnącą inflacją. Większość respondentów przewiduje, że w okresie średnioterminowym wysoka inflacja będzie determinować inwestycje na europejskich rynkach. Prawie 90% respondentów w Niemczech i Austrii przewiduje, że czynnik ten będzie napędzał inwestycje w sektorze. Jedynie zdania szwedzkich, ukraińskich i polskich inwestorów były bardziej odmienne, gdzie połowa lub mniej respondentów uznała ten czynnik za napędzający inwestycje w 2014 roku.

Polska uważana jest za najbardziej atrakcyjny rynek w regionie. Na pozytywne postrzeganie naszego kraju jako atrakcyjnego miejsca do inwestycji wpływają korzystne warunki makroekonomiczne, stabilna sytuacja polityczna, jak również rosnąca liczba atrakcyjnych aktywów inwestycyjnych oraz ogólna sytuacja na rynku nieruchomości. W związku z tym, można sądzić, że wartość i wolumen transakcji powinny systematycznie wzrastać. Dowodem tego jest także rok 2013, w którym odnotowano jeden z najwyższych wolumenów transakcji – zbliżony do tych z najlepszych lat przed kryzysem – dodaje Anna Kicińska.

Na rynku obserwujemy też nowe trendy. Inwestorzy częściej korzystają z internetu i mediów społecznościowych w swoich działaniach i poszukiwaniach kolejnych celów inwestycyjnych. Mają coraz większą świadomość zmian zachodzących w branży. Widoczny jest wpływ branży e-commerce na kondycję i obrót nieruchomościami handlowymi, zwłaszcza poza centrami miast. Ponadto wcześniejszy podział, na rynki rozwinięte i wschodzące oraz na europejskie centra i peryferie, stracił na aktualności – ukazując bardziej skomplikowany obraz sytuacji na rynku w regionie.

Bezkonkurencyjne CV w branży IT

Uważa się, że informatyk wszędzie znajdzie pracę. Jednak według danych GUS, 45 proc. dużych firm ma trudności z zatrudnieniem specjalisty. Przygotowania do zmiany pracy dobrze zacząć od stworzenia lub odświeżenia swojego CV. Co powinno znaleźć się w curriculum vitae dobrego informatyka, a czego w nim najczęściej brakuje?

W badaniu „Wykorzystanie technologii informacyjno- (tele)komunikacyjnych w przedsiębiorstwach i gospodarstwach domowych w 2013 r.” Główny Urząd Statystyczny podaje, że aż 45 procent dużych firm (pow. 250 pracowników) napotyka trudności przy zatrudnianiu specjalistów IT.

Najciężej zatrudnić informatyka w województwie mazowieckim, gdzie 13 procent firm wskazuje na problemy przy rekrutacji. Nieco lepiej jest w dolnośląskim (12 proc.) i pomorskim (9 procent). Najbardziej „bezproblemowym” województwem jest świętokrzyskie, gdzie tylko 4 firmy na 100 borykają się z trudnościami przy rekrutacji.

CV, czyli „bilet do kariery”, to zbiór umiejętności i doświadczeń kandydata, umożliwiający pracodawcy zapoznanie się z przebiegiem jego pracy i wykształcenia. W zależności od branży dokumenty mogą się znacznie różnić, np. grafik lub architekt powinien przedstawić swoje portfolio. Czy takie zasady mają zastosowanie także w prężnie rozwijającej się branży IT?

– Na pewno możemy wyróżnić kilka tzw. „dobrych praktyk” pisana CV w branży informatycznej, które czynią dokument kopalnią wiedzy o umiejętnościach kandydata. Z drugiej jednak strony kandydatom zdarza się popełniać błędy mogące zaważyć na wyniku rekrutacji. Dlatego zebraliśmy kilka podpowiedzi, które mogą pomóc w utworzeniu dobrego CV w branży IT – mówi Marta Zerka, HR Specialist w Hicron, firmie IT.

Co powinno się znaleźć w CV?

Celem dokumentów aplikacyjnych jest przedstawienie wykształcenia i doświadczenia zawodowego kandydata. CV jest uważane za wizytówkę, warto jest więc dopilnować zarówno jego zawartości merytorycznej jak i strony wizualnej.

Najistotniejszą informacją dla przyszłego pracodawcy jest znajomość systemów i technologii oraz określonych języków programowania. Te informacje powinny znaleźć się w CV zaraz po doświadczeniu zawodowym i wykształceniu. Według GUS niewystarczający poziom umiejętności jest główną przeszkodą w zatrudnianiu informatyków w małych (0,7 proc.), średnich (1,8 proc.), a przede wszystkim w dużych (6,5 proc.) firmach.

– Posiadane umiejętności można opatrzyć krótkim komentarzem o poziomie ich obsługi, lepiej jednak unikać rozwlekłych i drobiazgowych, dokładnych opisów. Dobrym pomysłem jest przedstawienie tej sekcji w formie graficznej lub opisanie poszczególnych programów w skali 1-10 – mówi Marta Zerka z Hicron. – Kandydat może opisać swoje kwalifikacje np. jako „zaawansowaną znajomość platformy Android, w szczególności części natywnych systemu”, „doświadczenie w korzystaniu z pakietu narzędzi Atlassian (jira, stash)”, czy „doświadczenie w pracy w metodyce SCRUM”.

Mile widziane są również informacje o dodatkowych projektach powiązanych z zawodem. Drobne aplikacje, własny blog lub aktywność na branżowym forum pokazują, że IT to nie tylko praca, lecz także pasja. Kandydat angażujący się w aktywności tego typu jest z reguły lepiej postrzegany przez pracodawców.

Sporą popularnością cieszy się ostatnio podsumowanie zawodowe. To kilkuzdaniowy opis kandydata, treściwie opisujący cechy, atuty, cel zawodowy i aspiracje kandydata. Dobry opis z powodzeniem zastępuje list motywacyjny, który powoli odchodzi do lamusa.

Podsumowanie to rozwiązanie także dla studentów i absolwentów, którzy dopiero poszukują własnej ścieżki kariery, lecz mają sprecyzowany cel zawodowy. Oto przykład podsumowania:

Jestem studentem IV roku informatyki na PWr, którego pasjonuje programowanie obiektowe, analiza danych wielowymiarowych, a także sztuczna inteligencja. Poszukuję stanowiska w którym mógłbym rozwijać swoje umiejętności, pasje i kwalifikacje.

Uzupełnienie CV o zdobyte certyfikaty oraz branżowe kursy i szkolenia to ważna informacja dla rekrutera. Każdy „papier” to udokumentowana wiedza w danym zakresie, która świadczy także o chęci do podnoszenia kwalifikacji. Dodatkowym atutem są szkolenia, w których kandydat występował jako prowadzący. To dowodzi dużego doświadczenia i specjalizacji w danej dziedzinie, potwierdza tzw. soft skills – komunikatywność, wystąpienia publiczne.

CV nie powinno być zbyt długie. Przyjmuje się, że maksymalna objętość dokumentu nie może przekroczyć dwóch stron. Jeśli jednak ciężko zawrzeć wszystkie aktywności zawodowe w podstawowym dokumencie, dobrym pomysłem jest zamieszczenie linka do profilu zawodowego w portalach typu LinkedIn, GoldenLine, lub na własnej stronie internetowej. Strona WWW może być także wizytówką web developera; warto więc poświęcić nieco czasu na jej dopracowanie.

– Portale tego typu umożliwiają szerszy opis doświadczenia zawodowego, a także otrzymanie wirtualnych rekomendacji zarówno od firm, współpracowników jak i klientów. Nie są one przeznaczone dla osób z rozbudowanym doświadczeniem zawodowym, ale mogą także służyć jako narzędzie świadomej i systematycznej pracy nad swoją historią zawodową dla osób z mniejszym doświadczeniem. Tego typu portale społecznościowe pozwalają na rozszerzanie sieci kontaktów, czerpanie informacji z grup tematycznych, a nawet umożliwiają samodzielne prowadzenie takiej grupy. Cenne jest także otrzymywanie pozytywnych rekomendacji tuż po udziale w poszczególnych projektach, ponieważ trudno jest je zgromadzić w perspektywie późniejszych kilku lat – biorąc pod uwagę choćby rotację pracowników – mówi Dorota Pisula, Kierownik Biura Karier Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Warto jednak pamiętać, że nie każdy pracodawca korzysta z możliwości rozszerzenia informacji o kandydacie do pracy, dlatego informacje zawarte w CV nie powinny być podane zbyt skrótowo – dodaje.

A czego w CV często brakuje…

Zbyt ogólne sformułowaniaw CV informatyka, np. ponoć najbardziej irytująca z wypowiedzi „bardzo dobra znajomość systemu Windows”, nie dają rekruterowi wiedzy o konkretnym poziomie umiejętności. Zawsze warto wymienić technologie, z którymi mieliśmy do czynienia w karierze zawodowej ze wskazaniem poziomu zaawansowania. Ważne jest jednak, aby zachować umiar w opisach, ponieważ zbyt długie i barwne wyjaśnienia mogą nie wyglądać profesjonalnie.

Kolejną kwestią są przykłady. Kandydaci rzadko piszą o swoich dokonaniach zawodowych, np. o programach czy aplikacjach, które stworzyli, lub brali udział w ich powstaniu. Jeśli jest taka możliwość, zawsze warto się nimi pochwalić, załączając linki. Potencjalny szef chętnie oceni praktyczne umiejętności kandydata na podstawie jego pracy.

Mijanie się z prawdą lub wpisywanie umiejętności, których nie posiadamy, zupełnie się nie opłaca: na rozmowie kwalifikacyjnej wszelkie nieścisłości ujrzą światło dzienne, zaś kandydat raczej pożegna się z możliwością zatrudnienia. Lepiej więc napisać mniej, ale szczerze i bez koloryzowania. Nieścisłości często pojawiają się przy językach obcych. Zawsze starajmy się podać poziom zaawansowania językowego biorąc pod uwagę jego branżową stronę. Lekkość w komunikacji nieformalnej nie oznacza, że bez problemu dojdziemy do porozumienia z programistą z zagranicy.
Jeśli potrzebujemy CV w języku obcych najlepiej powierzyć jego tłumaczenie profesjonalistom. Tłumaczenie można zamówić korzystając np. z serwisu http://123tlumacz.pl/cv

Dlaczego kandydatom zdarza się skłamać?

– Prywatnych uzasadnień kłamstwa autoprezentacyjnego jest tyle, ilu ludzi; ujmując rzecz najogólniej główne powody kłamstwa są dwa. Pierwszy to ochronienie lub podniesienie poziomu swojej samooceny. Okłamując, zwykle odbijamy się w zwierciadle społecznym jako piękniejsi, mądrzejsi, bardziej kompetentni. Chcemy to poczuć, nawet za cenę potencjalnego zdemaskowania. Drugi powód jest bardziej prozaiczny: kłamcy mają większe szanse na zwycięstwo w konkurencji z innymi, pod warunkiem, że kłamstwo nie wyjdzie na jaw oraz, że ci inni nie kłamią. To powszechna strategia – mówi dr Jarosław Polak z Katedry Psychologii Pracy i Organizacji Uniwersytetu Śląskiego, psychoterapeuta.

Dodatkową „motywacją” może być sytuacja na rynku pracy: – Skłonność do stosowania kłamstwa jako strategii w rywalizacji z innymi kandydatami z pewnością rośnie, gdy zwiększa się stawka w grze. A stawką jest tutaj coraz trudniej dostępna praca – dodaje dr Jarosław Polak.

Rzadko który programista umieszcza informacje o swoim hobby w CV. Warto jednak o nim napisać choćby było najbardziej nietypowe, np. sędziowanie ogólnopolskich zawodów marynistycznych. Te – z pozoru – drobne wzmianki wyróżniają CV, dając dodatkowy temat do rozmów.

– Na rozmowie kwalifikacyjnej jest wiele pytań i tematów do poruszenia, o hobby często rekruter nie zdąży zapytać. Może się jednak okazać, że ma podobne zainteresowania, więc podświadomie patrzy na taką osobę przychylniej – mówi Marta Zerka. – W Hicron „sportem firmowym” stało się bieganie, jeśli więc kandydat również okaże się biegaczem, może szybciej odnaleźć się w zespole właśnie ze względu na hobby – dodaje.

Na sam koniec warto przypomnieć o tym, że CV (a zwłaszcza CV informatyka) powinno trafić do działu HR w nieedytowalnej formie, najlepiej jako PDF. Nawet najpiękniejszy dokument może sporo stracić, jeśli na innym komputerze przepadnie całe formatowanie.

Sprawozdania finansowe spółek giełdowych pod lupą Komisji Nadzoru Finansowego

W spółkach giełdowych trwają obecnie intensywne prace nad przygotowaniem sprawozdań finansowych za rok 2013. Jedną z najważniejszych czynności jest wycena bilansowa aktywów i pasywów zgodna z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej (MSSF). Działy finansowo-księgowe, zarządy, ale także rady nadzorcze firm powinny zwrócić większą uwagę na wycenę wartości firmy, a także utratę wartości posiadanych aktywów. To zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte może ich uchronić przed możliwymi sankcjami ze strony Komisji Nadzoru Finansowego, która w ostatnim czasie zaczęła uważnie przyglądać się temu problemowi.

Zagadnienie „odpowiedniej wyceny wartości aktywów” po raz pierwszy pojawiło się w styczniu 2013 r. w raporcie ESMA (European Securities and Markets Authority – instytucja nadzorcza, powstała na podstawie Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady). Dokument był przeglądem przykładowych rzeczywistych sprawozdań finansowych kilku firm w zakresie jakości informacji na temat wyceny wartości firmy i testów na trwałą utratą wartości aktywów, prezentowanych w skonsolidowanych sprawozdaniach finansowych, sporządzanych zgodnie z MSR 36. Raport był alarmujący dla europejskich emitentów giełdowych.

„ESMA wskazała na wiele nieprawidłowości. Trwający na świecie kryzys ekonomiczny przyczynił się do znacznej deprecjacji wielu aktywów, będących własnością spółek giełdowych. Zmiana sytuacji ekonomicznej spowodowała, że dziś aktywa te mogą generować znacznie mniejsze lub nawet ujemne przepływy pieniężne, co oznacza utratę ich wartości, a w konsekwencji wpływa na wycenę firmy. W związku z tym ryzyko istotnego zniekształcenia informacji finansowej staje się bardziej prawdopodobne. Problem ten dotyczy także Polski” – mówi Piotr Świętochowski, Dyrektor w Dziale Audytu, Deloitte.

Dlatego, wkrótce po ESMA, tematem zajęła się także Komisja Nadzoru Finansowego, która jest członkiem tego stowarzyszenia. KNF zwróciła uwagę na ten aspekt w swoim raporcie „Zgodność sprawozdań finansowych emitentów papierów wartościowych z MSSF” (analiza przeprowadzona w 2013 r., publikacja w styczniu 2014 r.). Wyniki analizy, przeprowadzonej na bilansach 87 spółek notowanych na GPW (blisko 20 proc. udział w łącznej liczbie emitentów w rynku regulowanym) także nie były zadowalające. Komisja wezwała spółki giełdowe do poprawy jakości swoich sprawozdań zgodnie z MSSF, w szczególności w obszarach związanych z zagrożeniem kontynuacji działalności, utratą wartości aktywów (zarówno niefinansowych jak i finansowych) oraz ryzykiem związanym z instrumentami finansowymi.

Po opublikowaniu raportu, Komisja wystosowała pisma do spółek notowanych na GPW, które prezentowały w swoich raportach rocznych istotne (wysokie) wartości posiadanych aktywów, z pytaniami odnośnie testów na ich utratę. Pod lupę wzięto również jakość innych ujawnień w sprawozdaniach finansowych. Na jedną ze spółek nałożono nawet karę finansową w wysokości 250 tys. zł.

Dlatego już teraz, podczas przygotowywania sprawozdań za ubiegły rok, spółki giełdowe powinny upewnić się, co do jakości swojego systemu monitorowania i kontroli sprawozdawczości finansowej. Ewentualne nieprawidłowości wynikają bowiem często z niedopatrzenia i niedoskonałości tego systemu oraz niejasności lub nieadekwatności obowiązujących dotychczas polityk rachunkowości, które mogą niejednokrotnie nie uwzględniać ostatnich zmian w gospodarce czy w samej branży. Jak zaznaczają eksperci Deloitte kontrole KNF mogą objąć także sprawozdania za poprzednie lata. „Dlatego, tym bardziej, firmy powinny przeprowadzić testy na utratę wartości posiadanych przez siebie aktywów i jeżeli istnieje taka konieczność nanieść korekty także w swoich wcześniejszych bilansach. Takie testy powinny być przeprowadzane raz do roku” – mówi Katarzyna Pulczukiewicz, Menadżer w Dziale Audytu, Deloitte.

Takie działania profilaktyczne mogą często pomóc w odpowiednio wczesnej identyfikacji zwiększonego ryzyka w obszarach, uznawanych do tej pory za nieistotne. Jak dotąd bowiem częstą praktyką było przepisywanie z roku na rok tych samych wartości pieniężnych w odpowiednich rubrykach sprawozdania finansowego.

Kwestia ta powinna być ważna nie tylko dla służb finansowo-księgowych, ale również dla zarządów i
organów nadzorujących te jednostki. Rady nadzorcze są bowiem odpowiedzialne m.in. za monitorowanie systemu sprawozdawczości finansowej i jej kontroli oraz za finalny kształt raportu rocznego.

„Temat jest trudny i skomplikowany, ale instytucje nadzorujące rynek kapitałowy i giełdowy przyglądają się coraz częściej i takim zagadnieniom. Dlatego naszym zdaniem spółki nie mogą zaniedbywać kwestii utraty wartości swoich aktywów. I nie chodzi tylko o ewentualne kary finansowe, które im za to grożą, ale także kwestie wizerunkowe. Pamiętajmy, że wszystkie sprawy, w których KNF upomina i karze emitenta są upubliczniane i dostępne na stronie Komisji” – podsumowuje Piotr Świętochowski.

Samsung i Swarovski na nowojorskim Fashion Week

Podczas tygodnia mody Mercedes – Benz Fashion Week, Samsung Electronics i luksusowa marka jubilerska Swarovski zaprezentują kolejną odsłonę współpracy. Specjalnie dla najważniejszych gości pokazów – modelek, dziennikarzy i dyrektorów kreatywnych, oddany zostanie salon VIP, zaprojektowany przez obie marki. Podczas nowojorskiego święta mody zostanie też zaprezentowana limitowana kolekcja obudów dla Samsung GALAXY Note 3.

W salonie Samsung GALAXY Lounge na terenie pokazów, pojawią się roziskrzone, specjalnie na tę okazję zaprojektowane elementy dekoracyjne oraz kurtyna wykonana z kryształów Swarovskiego. Salon Samsung gościć będzie najważniejsze osoby w świecie mody – najsłynniejsze modelki, projektantów i inne sławy szukające chwili oddechu od gwaru pokazów Mercedes-Benz Fashion Week. Będzie to dla nich okazja do zapoznania się z najnowszymi urządzeniami marki Samsung, m. in. smartfonem GALAXY Note 3.

Samsung Electronics i Swarovski podczas nowojorskiego tygodnia mody zaprezentują też limitowaną edycję wymiennych obudów dla GALAXY Note 3. Obudowy, z lśniącą bransoletką, zostały pokryte drobnymi, specjalnie dobranymi kryształkami Swarovskiego. Dostępne będą trzy wersje kolorystyczne: czarna, błękitna ze złotym odcieniem oraz srebrna.

Samsung czerpie inspiracje z kreatywności świata mody, przenosząc ją do świata technologii. Podczas tej edycji Mercedes-Benz Fashion Week wspólnie z marką Swarovski podkreślamy tę kreatywność. Zachwycająca obudowa ozdobiona kryształkami Swarovskiego dodaje blasku pięknemu designowi GALAXY Note 3, czyniąc z niego obiekt pożądania podczas tygodnia mody – powiedział Young Hee Lee, wiceprezes firmy Samsung.

Limitowane zestawy zawierające bransoletkę i obudowę dla Samsung GALAXY Note 3 będzie można nabyć w salonie Swarovski przy Piątej Alei na nowojorskim Manhattanie, w cenie 299 dolarów.

Video marketing w pigułce

Skuteczny marketing firmy, wobec dynamicznie rozwijającego się świata biznesu stawia coraz wyże wymagania. Jedną z innowacyjnych metod promowania marki w Internecie jest jest viedo marketing, który przy pomocy odpowiednich działań i narzędzi może okazać się najefektywniejszą formą reklamy w Internecie. Najważniejszymi aspektami podczas realizowania tego typu produkcji są strategie wytwarzania i dobrze skonstruowana polityka promowania.

Jednym z powodów, dla których wielu właścicieli małych firm ma sceptyczne podejście do tworzenia filmów jest brak tematu i pomysłu na jego realizację. Najskuteczniejszą metodą zainteresowania klientów jest podanie rozwiązania problemu, który dręczy rynek docelowy. Aby dotrzeć do istoty zagadnienia należy przeprowadzić analizę rynku docelowego oraz wytypować najczęściej zadawane przez klientów pytania. Zabiegiem przynoszącym kluczowe efekty podczas tworzenia video reklamy będzie również analiza słów kluczowych. Im więcej niszowych fraz umieszczonych przy opisach filmów, tym lepiej.

Ważne jest aby pamiętać, iż treść zawarta w filmie powinna być oryginalna. Powinna być prezentacją własnego, nie wyimaginowanego doświadczenia, wiedzy i know-how. Podczas realizacji filmu nie jest wymagane wybieranie obsady wśród pracowników firmy. Nie każdy czuje się komfortowo przed kamerą. Warto skorzystać z pomocy profesjonalnego aktora albo firmy zajmującej się video produkcją, która stworzy dostosowaną do potrzeb marki animację.

Nie istnieje również żaden przepis, który mówi, że wszystkie filmy wymagają przedstawienia postaci. Istnieje kilka rodzajów filmów, które można śmiało wykorzystywać w marketingu.

Filmy instruktażowe – zalecane do obsługi konkretnego produktu bądź usługi. W ramach filmów instruktażowych powinno znaleźć się mnóstwo ciekawych porad, mile widziane są również print screen’y tłumaczące publiczności jak daną czynność wykonać krok po kroku.

Recenzje produktu – dla trudniących się sprzedażą fizycznych produktów. Opinia w formie narracji może stanowić ciekawy dodatek.

Zza kulis – stwarza możliwości, aby klient mógł przyglądnąć się pracy w obrębie danej firmy. Odbiorcy zawsze czują się bardziej komfortowo dokonując zakupu od osoby, którą znają i której ufają. Taki rodzaj video podkreśla autentyczność działań, produktu oraz uwiarygadnia metody produkcji.

Wywiady – coraz więcej osób identyfikuje wywiad z najbardziej rzetelną formą przedstawienia informacji. Ten rodzaj materiału nie ma żadnych ograniczeń co do treści, może być wykorzystany w każdym segmencie i modelu biznesowym firmy.

Obróbka

Surowe viedo wymaga skrupulatnej obróbki. Należy zadbać o wykończenie tzw. „krawędzi”, dodanie tytułów, przejścia, muzyki oraz ciekawego intro i outro. Końcówka filmu powinna zawierać wezwania do działania, np. kliknij w link, tak aby rozpocząć interakcje z potencjalnymi klientami.

Publikacja

Najważniejszą częścią procesu tworzenia video jest oczywiście jego publikowanie. Jednym z miejsc, na którym powinien się znaleźć każdy film jest serwis sharingowy – YouTube. Jest on drugą, najpopularniejszą wyszukiwarką (zaraz po Google), gdzie każdy film ma możliwość uzyskać miliony widzów dziennie. Przewagą polecanego przez wielu użytkowników sieci serwisu Vimeo, jest możliwość umieszczania filmów w dobrej jakości, co ma bezpośredni wpływ na reakcję oglądających. – komentuje Kamila Szwagiel, Project Manager GRUPA 365NET.

Film, tak samo jak stronę internetową obowiązują zasady optymalizacji SEO. Tytuł video powinien być zwięzły i chwytliwy, jak nagłówek reklamy. Opis musi skupiać wystarczającą ilość informacji, na podstawie których odbiorcy będą mogli zdecydować czy oglądną video do końca. W ramach tych widomości powinien znaleźć się opis zawartości video wraz ze szczegółami dotyczącymi firmy t.j.: kontakt, adresy stron www, Facebook, Twitter. Obok opisu powinny zostać wprowadzone tagi (słowa kluczowe) oraz odpowiednio dobrana miniaturka prezentująca video.

Promowanie filmów online skupia się również wokół serwisów tj.: Facebook i Twitter oraz LinkedIn. Gotowe video warto również „przypiąć” na Pinterest oraz rozważyć przesłanie go do tzw. serwisów social bookmarking, takich jak Reddit czy Delicious. Obsadzenie filmów na odpowiednich blogach również może przynieść pożądany rozgłos. – dodaje.

PIT-owy zawrót głowy – na jakie zmiany muszą szykować się Polacy?

„Na tym świecie pewne są tylko śmierć i podatki” – powiedział kiedyś Benjamin Franklin. A że rozliczyć się z wypracowanych dochodów musi każdy Polak, warto jest już teraz zapoznać się ze zmianami, jakie przygotował rząd. A są one dosyć duże. Ich znajomość pozwoli rozliczyć się z urzędem skarbowym jeszcze przed wyznaczonym terminem, na spokojnie.

Na początek zmiana dotycząca rodziców. Do tej pory ulga na dziecko obowiązywała każdego, niezależnie od dochodu i liczby potomków. Od tego roku osoby, które mają jedno dziecko, a ich przychody są większe niż 112 tys. rocznie, tracą prawo do odliczenia ulgi. Zatem, jak zaznacza Łukasz Piechowiak, Główny Ekonomista serwisu Bankier.pl „[…] patrząc z perspektywy wynagrodzeń miesięcznych wychodzi na to, że ulgę tracą osoby, które zarabiają trochę więcej niż średnia krajowa.” Tym samym, zmiana nie wszystkim rodzicom może się podobać. Sytuacja nie zmieni się dla osób posiadających dwójkę dzieci. Natomiast najbardziej skorzystają na zmianach rodziny wielodzietne, ponieważ limit ulgi zależeć będzie od liczby dzieci – od 1112,04 złotych do 2224,08 złotych rocznie na dziecko.

Kolejną zmianą, która prawdopodobnie nie przypadnie do gustu większości podatników, jest zniesienie ulgi na Internet. „Od teraz będzie można ją rozliczyć tylko dwa razy. Jeżeli ktoś skorzystał z tej ulgi w zeszłym roku, w obecnym będzie mógł ją rozliczyć ostatni raz. Jeżeli ktoś korzystał w przeszłości z ulgi za Internet więcej niż dwa razy, w tym roku traci tę możliwość” – tłumaczy Łukasz Piechowiak.

Dotkliwe są również zmiany dla artystów i twórców. Wprowadzony został próg dla stosowania 50% kosztów uzyskania przychodu – wynosi on połowę górnej granicy pierwszego przedziału podatkowego, czyli 42.764 złotych. Jak podpowiada Łukasz Piechowiak „[…] tylko do tej kwoty będzie można rozliczać koszty uzyskania przychodu w wysokości 50%.”

Minister finansów zapowiedział również duże zmiany w organizacji wypełniania i składania formularzy PIT. Co prawda wejdą one w życie od przyszłego roku, ale już teraz urzędy przygotowują się do tego. O czym mowa? O tym, że rozliczeniem podatku zajmą się urzędy. Jedyne, co będziemy musieli zrobić, to zalogować się do systemu i sprawdzić, czy wypełniony formularz zawiera wszystkie informacje. Jeżeli wszystko będzie prawidłowo – wystarczy zatwierdzić i deklaracja już zostanie złożona.

Jednak oceny tego rozwiązania są podzielone. Według Łukasza Piechowiaka „[…] wypełnienie PIT-u nie jest tak bardzo skomplikowane. Większości osób prawdopodobnie się to spodoba, ale jeżeli będzie obligatoryjne, to wiele osób na tym straci.” Bardziej radykalne zmiany sugeruje Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, według którego „[…] podatki w istniejącej formie należy po prostu zlikwidować i wprowadzić podatek od funduszu płac. Wówczas obywatel nie miałby do czynienia z żadnymi PIT-ami. Podatki byłyby opłacane zbiorczo przez przedsiębiorcę.”

Niezależnie od tego, czy zmiany w systemie podatkowym okażą się korzystne, czy też nie – PIT należy złożyć. Na pewno nie powinno czekać się z tym do ostatniej chwili, czyli do 30 kwietnia. Niewątpliwie dobrym rozwiązaniem, aby uniknąć kolejek i oczekiwania w urzędach skarbowych, jest złożenie rocznego zeznania podatkowego przez Internet.

NIK skontroluje zakłady karne

Najwyższa Izba Kontroli zaplanowała (jesienią ubiegłego roku) przeprowadzenie w 2014 roku kontroli readaptacji społecznej skazanych na wieloletnie kary pozbawienia wolności. NIK sprawdzi czy warunki wykonania kary pozbawienia wolności, a zwłaszcza prowadzone działania resocjalizacyjne i terapeutyczne oraz pomoc po wyjściu z zakładu karnego redukują u skazanych ryzyko ponownego wejścia w konflikt z prawem oraz ułatwiają im powrót do społeczeństwa.

Readaptacja społeczna osób skazanych na wieloletnią karę pozbawienia wolności ma istotne znaczenie społeczne: jej skuteczność przyczynia się do zapobiegania wejściu tych osób w ponowny konflikt z prawem, a tym samym ma bezpośredni wpływ na zwiększenie poziomu bezpieczeństwa społecznego.

W wymiarze ekonomicznym skuteczna readaptacja społeczna i zawodowa ogranicza koszty utrzymania systemu penitencjarnego i pomocy społecznej.

I wreszcie przygotowanie skazanych do odpowiedzialnego życia w społeczeństwie oraz przeciwdziałanie poczuciu wykluczenia ze społeczeństwa i potępienia przez nie wspomaga powrót do życia społecznego, zawodowego i rodzinnego po okresie izolacji.

NIK zbada (kontrola zostanie przeprowadzona jesienią 2014 roku) m.in.

    • Warunki bytowe osób skazanych na wieloletnie kary pozbawienia wolności w zakładach karnych.

Prowadzone działania penitencjarne, terapeutyczne i resocjalizacyjne oraz nadzór nad ich realizacją.

  • Prowadzone zindywidualizowane formy oddziaływania na skazanych oraz udzielanie pomocy w ich readaptacji społecznej w trakcie wykonywania kary wieloletniego pozbawienia wolności.
  • Udzielanie pomocy po opuszczeniu zakładu karnego przez instytucje pomocy społecznej i rynku pracy.

Izba będzie kontrolowała zakłady karne, w tym zakłady dla więźniów niebezpiecznych, Centralny Zarząd Służby Więziennej, ministerstwo sprawiedliwości. W ramach tej kontroli NIK sprawdzi m.in. przygotowanie do uruchomienia i funkcjonowanie Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie, w którym umieszczone będą osoby stwarzającej zagrożenie. NIK interesować będą zarówno warunki bytowe stworzone skierowanym tam osobom, przestrzeganie ich praw, a przede wszystkim warunki do prowadzenia zajęć terapeutycznych (prawne, lokalowe, kadrowe). Izba zbada również, jak wygląda praca osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo w tej placówce terapeutycznej (organizacja ochrony terapeutów, monitoring wizyjny, ochrona przed samookaleczeniami, ochrona osób umieszczonych w ośrodku przed innymi umieszczonymi) oraz organizacja ochrony zewnętrznej – zapobieganie przed samowolnym opuszczeniem ośrodka).

Rozmowy na temat utworzenia na Pomorzu centrów logistycznych dla inwestorów z Chin

CEO Magazyn Polska

Pomorze stawia na współpracę Chinami. Podpisana w październiku umowa pomiędzy portami w Gdyni i w Zhuhai była pierwszym poważnym krokiem do pogłębienia współpracy, która trwała już od dwóch lat. Teraz prowadzone są rozmowy na temat utworzeniu na Pomorzu centrów logistycznych dla inwestorów z Chin.

Jak podkreśla Teresa Kamińska, prezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, chiński port bardzo się rozbudowuje, a delta Rzeki Perłowej, gdzie się znajduje, ma strategiczne znaczenie dla chińskiej gospodarki.

 – Umowa to jednak dopiero pierwszy krok, bo tak naprawdę wszystko zależy od armatorów. Ale jeśli doprowadzimy do powstania wspólnego projektu między portem w Zhuhai a Portem Gdynia, mam nadzieję, że również gdański port się do tego włączy, jeśli dla armatorów stworzona zostanie wspólna oferta obsługi na Unię i na Indochiny, pojawią się ułatwienia w ramach tej współpracy, to myślę, że  efekty tego porozumienia będą ogromne – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Teresa Kamińska, prezes PSSE.

Jej zdaniem, to dobry prognostyk dla dalszej współpracy Pomorza z Chinami. Tym bardziej że i chińscy inwestorzy coraz bardziej otwierają się na kooperację z Polską.

 – Dwa lata temu przyjęliśmy strategię, że dążymy do połączenia rynków. Staramy się pomóc Chińczykom wprowadzać produkty na rynki unijne, a naszym firmom – na rynek chiński. Gdyby ta współpraca się rozwijała, mogłyby powstać centra logistyczne, a później chińskie inwestycje w produkcję – dodaje rozmówczyni Newserii Biznes. – W tej chwili jesteśmy na poziomie rozmów o centrach logistycznych, więc zapowiada się nieźle. Ten rok może być przełomowy, bo rozmowy są już bardzo zaawansowane.

W porcie w Zhuhai odbywają się głównie przeładunki suchych i płynnych towarów masowych, petrochemicznych, ropy i kontenerów; świadczone są także inne usługi portowe. Port zarządzany jest przez Zhuhai Port Holdings Group, który osiągnął w 2010 r. obrót 1,5 miliarda jenów. Przedstawiciele holdingu odwiedzali Gdynię m.in. we wrześniu 2012 r. i w czerwcu 2013 r.

Prof. Roman Kuźniar: Ukrainę czekają długie miesiące szamotaniny. Najbardziej obawiamy się zbrojnych rozstrzygnięć

CEO Magazyn Polska

Sytuacji na Ukrainie nie rozwiąże ani pomoc z zewnątrz, ani zmiany na szczytach władzy – potrzebna jest zmiana systemu – podkreśla profesor Roman Kuźniar, doradca polskiego prezydenta. Do tego trudno jednak będzie przekonać rządzących i innych beneficjentów obecnego układu politycznego, a także Rosję, która poprzez naciski utrzymuje Ukrainę w swojej strefie wpływów. Na razie obserwatorzy nie widzą szans na szybkie rozwiązanie patowej sytuacji.

 – Wiemy, że Unia Europejska i USA pracują nad pakietem pomocy gospodarczej, finansowej i osłonowej dla Ukrainy, gdyby zechciała wejść na drogę reform. Ukraińcy zaczynają już powoli dochodzić do tego, że rzecz nie w deszczu pieniędzy, który idzie z zewnątrz, tylko w zmianie systemu, która spowoduje, że ten pracowity i wykształcony naród będzie mógł zarobić na siebie, żeby żyć w godnych warunkach – mówi Newserii Biznes prof. Roman Kuźniar, doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. – Na tym polega sens tego powstania. Wcale nie chodzi o członkostwo w Unii Europejskiej – to jest dalsza historia.

Jego zdaniem, nie widać w tej chwili szans na porozumienie, które mogłoby szybko uspokoić sytuację. Ukrainę czekają więc jeszcze długie miesiące takiej „szamotaniny”, dopóki któraś ze stron nie pójdzie na ustępstwa. Obserwatorzy najbardziej obawiają się, że do tego czasu będzie dochodzić do eskalacji konfliktu z użyciem siły.

Na przychylność władz wobec postulatów społeczeństwa nie ma co liczyć. Sprawą podstawową jest, zdaniem profesora, zmiana systemowa, co jest trudniejsze niż wymiana osób w rządzie. 

 – Niektóre osoby są przywiązane do swoich stanowisk, a także do systemu, który czyni z nich beneficjentów sytuacji. Dlatego nie chcą z niego zrezygnować. Ukraina, jeżeli chodzi o mentalność klasy politycznej, bardzo mocno przypomina mentalność klasy panującej w I Rzeczpospolitej pod koniec XVIII wieku, w okresie tuż przed rozbiorami – mówi prof. Kuźniar agencji Newseria Biznes. – I choć dziś nikt państw nie rozbiera, to przecież groźba podziału Ukrainy w sposób niekoniecznie pokojowy, tak, jak chociażby stało się z Czechosłowacją, nie jest groźbą abstrakcyjną. To byłby bardzo niedobry scenariusz. Mimo że takie pomysły pojawiają się po stronie Partii Regionów, nikt z zewnątrz nie jest tym zainteresowany.

Rosjanie nie odpuszczą. Na razie

Zmiana systemowa na Ukrainie będzie trudna również dlatego, że jest nie po myśli Rosji, która wciąż traktuje Ukrainę jako swoją strefę wpływów i nie chce z tego rezygnować. Zamyka się na rozmowy z Zachodem w tej sprawie i nie przyjmuje na razie do wiadomości, że Ukraińcy mają prawo decydować o własnej drodze (co pokazała 50. Konferencja Bezpieczeństwa w Monachium). Jedyna nadzieja w tym, że Rosjanie dojdą w pewnym momencie do wniosku, że dalsze naciskanie na Ukrainę już im się nie opłaci i zmienią swoją politykę. 

 – Rosjanie nie mają tradycji respektowania wyborów obcych narodów, zewnętrznych państw, o ile są w stanie wywrzeć na nich presję, szantażować tak jak w przypadku ukraińskiego prezydenta Janukowycza – tłumaczy doradca prezydenta. – Potrafią być jednak pragmatyczni. Kiedy widzą, że nie osiągną w dany sposób niczego, potrafią nagle zupełnie odwrócić podejście, po to, żeby uratować cokolwiek w danej sytuacji.

W interesie Rosji leżą też dobre kontakty z Zachodem, więc wycofanie się z Ukrainy może im się w końcu bardziej opłacić.

To jeszcze nie jest ten moment. Rosjanie w dalszym ciągu uważają, że mogą Ukrainę wygrać – mówi prof. Kuźniar. – Gdyby nie przymuszenie Ukrainy do porzucenia umowy o stowarzyszeniu z UE, nie byłoby tego powstania oraz tak radykalnie niekorzystnej sytuacji zarówno dla Janukowycza, jak i samej Rosji, która nie bardzo wie, co z tym fantem teraz zrobić. Na pewno Rosjanie nie mogą czuć się zwycięzcami w tej sytuacji.

MAC: Polska nie jest w ogonie Europy pod względem cyfryzacji. Dorównujemy Niemcom i Francuzom

CEO Magazyn Polska

Wbrew stereotypom Polska nie jest w ogonie Europy pod względem cyfryzacji – przekonuje minister administracji i cyfryzacji Rafał Trzaskowski. Podkreśla, że udziałem gospodarki cyfrowej w PKB dorównujemy takim krajom, jak Francja czy Niemcy. W pewnych aspektach, jak budowa sieci szerokopasmowej czy usługi w ramach e-państwa, mamy jeszcze wiele do nadrobienia względem Europy, ale resort zapewnia, że te zagadnienia będą priorytetowe w programie Polska Cyfrowa, który będzie realizowany do 2020 roku.

 Wbrew stereotypom nie jesteśmy wcale na szarym końcu Unii Europejskiej. Jeżeli porównamy udział gospodarki cyfrowej w naszym PKB, to jest on identyczny, jak we Francji czy w Niemczech. Jest oczywiście całkiem sporo rzeczy, których możemy się nauczyć od naszych partnerów, ale to nie jest tak, że jesteśmy ubogim kuzynem, tylko wymiana doświadczeń może być obustronna – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rafał Trzaskowski, minister administracji i cyfryzacji.

Unijny urząd statystyczny Eurostat po raz ostatni opublikował dane dotyczące udziału sektora ICT w PKB w 2010 r. W Polsce wartość ta wyniosła wtedy 3,3 proc., w Niemczech było to 4 proc., a we Francji 4,2 proc. Jednak analitycy szacują, że w tym roku w Polsce gospodarka cyfrowa może wyprodukować ponad 5 proc. PKB.

Znacznie gorzej jest pod względem pokrycia Polski siecią szerokopasmową. Zgodnie z danymi publikowanymi na unijnej stronie Broadband For All, tylko 69 proc. Polski ma dostęp do szybkiego internetu. To najgorszy wynik we wspólnocie – na Słowacji jest to 75 proc., a w Czechach nawet 98 proc. Również większe nowe kraje unijne mają lepsze statystyki, np. 87 proc. mieszkańców Rumunii ma dostęp do internetu szerokopasmowego. 

 – To jest problem dużych państw, które mają również peryferyjne regiony. Warszawa czy Kraków mają pokrycie internetowe lepsze niż niejedno miasto w Niemczech czy we Francji – zapewnia jednak Rafał Trzaskowski.

Z raportu Deloitte wynika, że gdyby Polska zwiększyła dynamicznie pokrycie kraju siecią szerokopasmową (do ok. 86 proc. jak w przypadku Wielkiej Brytanii) PKB wzrósłby o kolejne 3 proc., a to oznacza kolejne miejsca pracy. Jeśli dorównalibyśmy liderowi, czyli Norwegii, bezrobocie mogłoby się zmniejszyć o 270 tys. osób.

Budowa sieci szerokopasmowej to jeden z trzech priorytetów w Programie Operacyjnym Polska Cyfrowa, który będzie realizowany w tej perspektywie finansowej. 

 – Po drugie, kwestia wspierania e-usług, czyli tak, żeby państwo było obecne w internecie i świadczyło usługi. I po trzecie, budowanie kompetencji tak, żeby ludzie mogli z tego wszystkiego skorzystać – wymienia minister administracji i cyfryzacji.

Prace nad rozwojem gospodarki cyfrowej trwają nie tylko w Polsce, lecz także na poziomie UE. Unijni urzędnicy pracują m.in. nad nowym prawem telekomunikacyjnym. Planowane są zmiany również w przepisach o ochronie danych osobowych w internecie, o cyberbezpieczeństwie i handlu w sieci.

Rozwój gospodarki cyfrowej może przyczynić się do wzrostu innowacyjności kraju. Jak podkreśla minister Trzaskowski, w tym zakresie zarówno Polska, jak i reszta Europy powinna brać przykład z Izraela, w którym jest rekordowa liczba start-upów, czyli nowych, małych i innowacyjnych przedsiębiorstw. By osiągnąć podobny sukces, niezbędne jest jednak działanie zarówno w zakresie prawa i rozwiązań podatkowych, jak i edukacji i wspierania innowacyjności.

 – W Izraelu start-upów jest więcej niż w całej Unii Europejskiej. I chodzi o to, żeby z tego typu wzorców korzystać. Przede wszystkim chodzi o obniżanie wszystkich barier regulacyjnych, przestawienie się na tory myślenia innowacyjnego, jak również konstruowanie ciekawych instrumentów finansowe, które mogą tego typu działalność wspierać – ocenia Trzaskowski.