Pracodawcy znów zapłacą więcej. Rośnie składka na ubezpieczenie wypadkowe

Od 1 kwietnia przedsiębiorca zatrudniający mniej niż 9 osób zapłaci składkę na fundusz wypadkowy w wysokości 1,93 proc. Od 2009 roku obowiązywała składka w wysokości 1,67 proc. To kolejny wzrost obciążenia dla pracodawców, po podwyżce składki rentowej i płacy minimalnej. Eksperci ostrzegają, że w końcu może to spowodować spadek zatrudnienia oraz ucieczkę w szarą strefę.

Najwyższa stopa składki wypadkowej, przeznaczona dla firm wydobywających węgiel kamienny i brunatny, wzrośnie od 1 kwietnia z 3,33 proc. do 3,86 proc. Stawki dla firm, zatrudniających powyżej 10 osób lub dla płatników podlegających wpisowi do REGON, ustalane są przez ZUS na podstawie danych o wypadkach w pracy. Osoby, które prowadzą działalność gospodarczą zapłacą za siebie o 5,50 zł więcej. Ich składka będzie wynosić nieco ponad 40 zł.

Mali przedsiębiorcy, zatrudniający poniżej 9 osób zapłacą o 0,26 pkt proc. więcej. To niewielki wzrost kosztów pracy, ale już kolejny w tym roku.

– Wzrosła składka rentowa, podnieśliśmy płacę minimalną, wzrastają różnego rodzaju obciążenia pracy, a to zniechęca do zatrudniania. Jeżeli ktoś powie, że podwyżka kosztu pracy o 1 proc. nie stanowi przełomu, to ja się z tym zgodzę, ale jeżeli z tej kropli naleje się cała czarka, to w końcu pracodawcy zaczną zwalniać pracowników – ostrzega Jeremi Mordasewicz, ekspert rynku pracy Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

Jednocześnie podkreśla, że takie zjawisko można już zaobserwować, szczególnie w regionach słabiej rozwiniętych gospodarczo, gdzie nie można wyższych kosztów przerzucić na konsumentów, w postaci m.in. podwyżki cen produktów czy usług.

Poza tym każdy, nawet najmniejszy wzrost kosztów dla pracodawcy, sprawia, że zarówno dla firm, jak i dla pracowników atrakcyjniejsze staje się działanie w szarej strefie.

– Nasila się ucieczka do szarej strefy, dlatego że wysokie, pozapłacowe koszty pracy, wysokie składki i podatki obciążające pracę, to jednocześnie wysoka korzyść, jeśli zaczniemy działać nieoficjalnie i uciekniemy do szarej strefy – mówi Jeremi Mordasewicz.

Pracodawcy mogą też zrezygnować ze stałych umów o pracę na rzecz umów o dzieło czy zleceń. Każdy z tych scenariuszy nie jest dobry dla rynku pracy. Szczególnie, jeśli uwzględnimy, że stopa bezrobocia w lutym osiągnęła poziom 13,5 proc.

– To oczywiste, że część przedsiębiorców upada, bo nie daje sobie rady z konkurencją. Nie poradzi sobie z bardziej sprawnymi przedsiębiorcami na rynku, ale część z nich przetrwałaby, gdyby nie tak wysokie obciążenia podatkami czy składkami na ubezpieczenia społeczne, gdyby nie to, że musi wykonać wiele kosztownych działań administracyjnych, które są w gruncie rzeczy zbędne, ale pochłaniają czas przedsiębiorcy i odciągają go od innych działań – wymienia ekspert PKPP Lewiatan.

I podsumowuje: – Mamy do czynienia z jednej strony z mieszanką pewnej nieudolności, braku sprawności, braku efektywności przedsiębiorców, z drugiej strony wysokimi kosztami generowanymi przez państwo.

Składka wypadkowa w nowej wysokości będzie naliczana od 1 kwietnia, nawet jeśli płatności dotyczą wcześniejszego okresu. W przypadku, kiedy pracodawca wypłaca wynagrodzenie za marzec na początku kwietnia musi opłacić składkę według nowej stawki.

Dziś rząd rusza z kampanią przekonującą do energetyki atomowej

Według wstępnych założeń pierwsza w Polsce elektrownia atomowa miała działać już od 2020 roku. Jednak pierwszy reaktor zostanie oddany najwcześniej rok później. Dziś rząd rozpoczyna kampanię informacyjną na temat energetyki jądrowej.

Dwuletnia kampania rządowa obejmie m.in. debaty społeczne, spotkania z mieszkańcami terenów typowanych na lokalizację pierwszej elektrowni atomowej, ale również programy, spoty telewizyjne, broszury oraz inne działania informacyjno-edukacyjne. Celem jest wyjaśnienie wątpliwości Polaków, głównie związanych z zagrożeniami, jakie niesie za sobą inwestowanie w energetykę jądrową.

W 2009 roku rząd rozpoczął prace nad programem Polskiej Energetyki Jądrowej, który ustala harmonogram prac nad jej wdrażaniem aż do 2030 roku. Zgodnie z wstępnymi planami budowa pierwszej elektrowni atomowej miała zakończyć się w 2020 roku. Już teraz wiadomo, że termin przesunie się o ok. 5 lat.

– Żeby zaczęła działać, musi posiadać 2-3 bloki, reaktory pracujące, a więc pierwszy reaktor musi być oddany w 2021 lub 2022 roku. Mówimy więc o pewnym, ale jeszcze trudno sprecyzowanym opóźnieniu – mówi Zbigniew Kubacki, dyrektor Departamentu Energetyki Jądrowej w Ministerstwie Gospodarki.

Opóźnienie – zdaniem Kubackiego – wynika z ambitnego harmonogramu realizacji strategii rządowej.

Zgodnie z formułą Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej proces budowy infrastruktury związanej z energetyką jądrową podzielony jest na 3 etapy: od podjęcia decyzji o budowie do stanu ogłoszenia konkursu ofert; od przetargu do rozpoczęcia budowy oraz od rozpoczęcia budowy do jej odbioru i rozpoczęcia eksploatacji. W przypadku kraju budującego pierwszą elektrownię jądrową okres realizacji tych etapów szacowany jest na 10-15 lat.

– My zaczęliśmy ten program realizować w ubiegłym roku i on w tym kalendarzu czasowym wciąż się mieści – podkreśla dyrektor w Ministerstwie Gospodarki.

I dodaje: – Ostateczną decyzją, którą rząd będzie mógł potwierdzić, że program jest już przyjęty i na pewno będzie realizowany, będzie decyzja zasadnicza, którą minister gospodarki przygotuje w formie uchwały Rady Ministrów.

Taka uchwała to jednak kwestia kilku lat, ponieważ program powinien być zatwierdzony dopiero po przygotowaniu całego procesu inwestycyjnego.

– Po pierwsze, inwestor musi zaproponować technologię, w której będzie funkcjonowała elektrownia atomowa. Musi zostać podana lokalizacja elektrowni. Po trzecie, musi zostać przedstawiony pakiet finansowy, który będzie służył realizacji tego celu. Mając na uwadze te 3 zasadnicze elementy, rząd podejmie decyzje o realizacji budowy obiektu – wyjaśnia Zbigniew Kubacki.

Ministerstwo Gospodarki szacuje, że przygotowania te potrwają minimum 4 lata.

– Będzie rozpisany przetarg międzynarodowy i Polska Grupa Energetyczna wybierze technologię. Przewidujemy, że sam przetarg, czyli wybór spośród 8 konkurujących ze sobą przedsiębiorców potrwa 2 lata. Potem nastąpi okres oceny technologii, uzyskania niezbędnych licencji i pozwoleń ze strony Polskiej Agencji Atomistyki. Po tych 4 latach należy oczekiwać ostatecznej decyzji ze strony rządu – mówi Zbigniew Kubacki.

W przypadku tak poważnej inwestycji czas realizacji projektu nie jest najważniejszym kryterium.

– Proces budowy elektrowni atomowej jest bardzo długi i skomplikowany. Minimalny okres przygotowania i realizacji wynosi 10 lat. Dlatego należy się do tego przygotować bardzo rzetelnie, a podjęte zobowiązania muszą mieć perspektywę, że program będzie realizowany nawet w okresie 100-letnim. Stąd też ta decyzja rządu zapadnie po tak długim okresie przygotowania do budowy elektrowni – wyjaśnia dyrektor Departamentu Energetyki Jądrowej w resorcie gospodarki.

Facebook finansów: powstanie nowy mBank

To jedna z największych inwestycji technologicznych w sektorze polskich finansów – zapewniają przedstawiciele banku. Nowoczesna platforma będzie oferować możliwość zarządzania finansami osobistymi czy wideo konferencji z doradcą. Projekt ma ruszyć jeszcze w tym roku. Docelowo zastąpi istniejący dziś mBank.

Jak podkreślają przedstawiciele banku, nowy bank będzie bardzo intuicyjny. Częścią systemu będzie rozbudowane narzędzie do zarządzania domowym budżetem, czyli tzw. planner finansowy. Klienci zyskają w ten sposób większą kontrolę nad swoimi wydatkami i oszczędnościami.

– Budując nowy mBank, zamierzamy rozszerzyć pojęcie bankowości wirtualnej. Udowodnimy, że „wirtualny” nie musi oznaczać „niedostępny”. Zaoferujemy użytkownikom przyjazne i intuicyjne usługi, dostępne w zasięgu kilku kliknięć – zapowiada Jarosław Mastalerz, członek zarządu BRE odpowiedzialny za bankowość detaliczną. – Zamierzamy być „Facebookiem finansów”, bankiem dla rosnącej grupy adeptów nowych technologii, która już dziś liczy w Polsce milion osób – deklaruje.

– Poza tym ten projekt będzie stwarzał klientowi lepsze i przychylniejsze warunki, żeby uzyskiwać ofertę sprzedażową wspartą przez bank poprzez rabaty. Po trzecie, projekt będzie lepiej wiązał bank z naszymi klientami, poprzez fakt, że komunikacja będzie odbywała się również drogą wideo – wymienia Cezary Stypułkowski, prezes BRE Banku, właściciela mBanku.

Dzięki możliwości porozmawiania z doradcą do załatwienia niektórych spraw w banku nie będzie już potrzebna wizyta w oddziale. Chociaż – jak zapewnia prezes – to wciąż pozostanie dostępną opcją. W związku z rozbudową bankowości elektronicznej mBank nie zamierza likwidować żadnego ze swoich 200 oddziałów w kraju.

Nowy bank wychodzi naprzeciw młodym ludziom. Będzie w pełni zintegrowany z Facebookiem, dzięki czemu możliwe będą przelewy między użytkownikami czy wspólne ze znajomymi korzystanie z ofert specjalnych. Ponadto system ma być dostępny również na smartfonach i tabletach.

– To jest projekt, którego istota sprowadza się do podtrzymania relacji z najbardziej wymagającymi klientami i na pozyskanie całej rzeszy nowych klientów, wchodzących na rynek – mówi prezes BRE Banku.

System ma być gotowy jeszcze w tym roku.

– Przewidujemy, że łączne wydatki na ten projekt zamkną się w kwocie 100 mln zł – podkreśla Cezary Stypułkowski.

Dzisiejszy mBank ma już ponad 3 mln klientów. Zgodnie z oczekiwaniami banku ich liczba wzrośnie do 5 mln w 2015 roku. Nowy mBank będzie budowany od podstaw, niezależnie od funkcjonującej dziś platformy. Jednak docelowo ma ją zastąpić.

– Świat wirtualny w zasadzie zintegrował się z tym realnym. Nowe technologie ułatwiają codzienne życie, czyniąc je prostszym, wygodniejszym i ciekawszym. Wykorzystaliśmy tę wiedzę, tworząc założenia naszego przedsięwzięcia – wyjaśnia Michał Panowicz, dyrektor projektu nowego mBanku, szef departamentu Client Lab. – W nowym banku chcemy dać użytkownikom dużo więcej niż dziś mogą oczekiwać od bankowości wirtualnej. Wykorzystując nowoczesną technologię, stworzymy intuicyjną platformę dostępną dla każdego – dodaje.

Nad podobnym projektem pracuje Alior Bank – jego Alior Sync ruszyć ma już za niecałe dwa miesiące. Kosztować będzie połowę tego, co projekt mBanku. Liczba pozyskanych klientów ma też być o połowę niższa.

Rynek złota rośnie. Jeszcze większy potencjał inwestycyjny srebra

W ubiegłym roku sprzedaż czystego złota w Polsce sięgnęła 3 ton. To 2 razy więcej niż w 2010 roku, ale polski rynek wciąż jest daleko w tyle za krajami Europy Zachodniej. Coraz częściej inwestorzy zwracają się w stronę innych metali szlachetnych. – Srebro reprezentuje nawet większy potencjał inwestycyjny niż złoto – twierdzi Piotr Wojda, wiceprezes Mennicy Wrocławskiej.

Perspektywy dla rynku metali szlachetnych, czyli złota, srebra, platyny i palladu, są przez przedstawicieli Mennicy Wrocławskiej oceniane jako bardzo dobre.

– Polska to kraj, który pod względem inwestycyjnym bardzo szybko się rozwija. Obserwujemy bardzo dynamiczne zmiany i przyrost ilości inwestorów, którzy chcą inwestować w sztabki i monety bulionowe – mówi Piotr Wojda, wiceprezes Mennicy Wrocławskiej.

W 2010 roku w Polsce sprzedano ok. 1,5 tony złotego kruszcu. W ubiegłym roku było to 100 proc. więcej. Analitycy Mennicy szacują, że jeśli Polacy zainwestowaliby w złoto 1 proc. swoich oszczędności, rynek urósłby do 52 ton. To i tak zdecydowanie mniej niż np. w Niemczech.

– Rynek niemiecki w 2011 roku był szacowany na ok. 80 ton. Rynek francuski, włoski to są też rynki duże, choć nie tak imponujące jak rynek niemiecki. W Polsce z tą ilością sprzedanego złota nadal jesteśmy bardzo z tyłu – podkreśla Piotr Wojda.

Wzrost zainteresowania inwestycjami w metale szlachetne wynika przede wszystkim z wahań na rynkach finansowych.

– Można zauważyć odwrotną korelację ceny złota do ceny szerokiego rynku akcji, obligacji, papierów dłużnych i papierów skarbowych. Inwestorzy, którzy tracą zaufanie, że szeroki rynek akcji ma szanse na aprecjację, zaczynają przechodzić w walory, które są systematycznie postrzegane jako walory alternatywne, które zabezpieczają przed spadkami. Nie zawsze to jest wyciśnięcie największej stopy zwrotu, to często jest utrzymanie siły nabywczej. Taka jest dzisiaj rola złota – wyjaśnia wiceprezes Mennicy Wrocławskiej.

Według raportu Mennicy w 2012 roku sprzedaż złotych sztabek i monet bulionowych wzrośnie do 5,6 tony.

Alternatywą dla inwestowanie w złoto jest rynek srebra.

– Srebro jest metalem szlachetnym, który występuje w przyrodzie niewiele częściej niż złoto. Szacuje się, że geologicznie srebra jest 10-krotnie więcej niż złota. Jednak srebra wydobytego na powierzchnię ziemi jest mniej niż złota – mówi Piotr Wojda.

Jednak mimo to dysproporcja cenowa między dwoma kruszcami jest bardzo duża – za jedną uncję złota można kupić 55 uncji srebra.

– Dysproporcja wynika z braku wiary w to, że srebro może powrócić do tej roli monetarnej, jaką w przeszłości miało. Naszym zdaniem srebro reprezentuje większy potencjał inwestycyjny niż złoto. Aczkolwiek trzeba zauważyć, że cechuje się inną dynamiką wzrostu cen. Srebro przeznaczone jest dla inwestora młodszego w większym stopniu akceptacji ryzyka, dla kogoś kto wierzy w to, że ta rola monetarna ma szansę powrócić – wyjaśnia wiceprezes Mennicy Wrocławskiej.

Podczas środowej sesji w Londynie za uncję złota płacono niewiele ponad 1670 dolarów. Uncja srebra kosztowała 32 dolary.

Netia przymierza się do kolejnych zakupów

Po przejęciu Telefonii Dialog, Crowley Data Poland i kilkudziesięciu lokalnych sieci internetowych, Netia przymierza się do kolejnych zakupów. Na celowniku m.in. TK Telekom i Exatel. Dzięki akwizycjom operator pozyskał ok. 140 tys. abonentów i 3 razy więcej zasobów sieciowych.

W strategii na najbliższy rok Netia planuje skupić się na konsolidacji z przejętym Dialogiem i Crowleyem. Jednocześnie – jak podkreśla prezes spółki Mirosław Godlewski – stale monitoruje rynek w poszukiwaniu okazji do przejęć.

– Przyszłość polskiego rynku to jest integracja i konsolidacja. W związku z tym staramy się trzymać zasoby finansowe – możliwość pozyskania dalszego finansowania z banków czy też inne metody finansowania – tak, by mieć tę elastyczność do uczestnictwa w konsolidacji rynku, jeśli pojawia się sprzedający – wyjaśnia Mirosław Godlewski.

Zapytany o konkretne plany odpowiada: – Typowe spółki, o których już wspominaliśmy, że prawdopodobnie będą wystawione na sprzedaż, to jest TK Telekom, czyli telekomunikacja kolejowa, Exatel, to są być może spółki z grupy MNI. Chcemy być gotowi, aby móc odpowiadać na takie oferty.

Termin składania wstępnych ofert na TK Telekom został przesunięty przez PKP i Ministerstwo Skarbu Państwa na 23 kwietnia. Sprzedaż ma zostać zakończona w tym roku. Decyzję o wystawieniu na sprzedaż spółki Exatel Polska Grupa Energetyczna podejmie jeszcze w tym półroczu.

Od wielkości tegorocznych zakupów zarząd Netii uzależnia wypłatę dywidendy z zysku za 2012 rok.

Przejęcia to dla spółki przede wszystkim okazja do powiększenia bazy abonentów. W strategii rozwoju spółki zapisano, że ok. 20 proc. nowych klientów będzie pochodziło właśnie z akwizycji, głównie małych sieci ethernetowych.

– Do tej pory kupiliśmy 40 takich spółek. Dzięki temu pozyskaliśmy ponad 140 tys. abonentów i 3 razy więcej zasobów sieciowych – podkreśla prezes Netii.

W ubiegłym roku za blisko 1 mld zł Netia przejęła Telefonię Dialog i Crowley Data Poland. Dzięki temu na koniec roku spółka posiadała ponad 910 tys. klientów usług internetowych i 1,74 mln abonentów usług głosowych.

– Oczywiście przygotowywaliśmy się do tego przejęcia w zakresie organizacyjnym i w zakresie budowania zasobów finansowych. Dzisiaj jesteśmy na etapie integrowania Netii z Dialogiem i Crowleyem – mówi Mirosław Godlewski.

Zmiany w zarządzie PKO TFI – Jakub Karnowski zrezygnował z funkcji prezesa

Z dniem 10 kwietnia br. z funkcji prezesa PKO TFI zrezygnował Jakub Karnowski. Do czasu wyłonienia nowego prezesa prace zarządu spółki będzie koordynować Piotr Żochowski, wiceprezes zarządu. Rada Nadzorcza powołała jednocześnie Remigiusza Nawrata, związanego z Towarzystwem od 2008 roku, na członka zarządu spółki od 11 kwietnia br.

Piotr Żochowski funkcję wiceprezesa zarządu PKO TFI pełni od 1 czerwca 2011 roku. Od 1996 roku związany zawodowo z polskim rynkiem finansowym. Karierę rozpoczynał w Arthur Andersen Audit. W latach 1999-2010 pracował w Grupie Kapitałowej Pioneer Pekao Investment Management, między innymi jako dyrektor finansowy oraz wiceprezes zarządu w Pioneer Pekao Towarzystwie Funduszy Inwestycyjnych. Był odpowiedzialny m.in. za rozwój Pioneer Global Asset Management w regionie Europy Centralnej i Wschodniej. Był członkiem rady nadzorczej NETIA S.A. oraz członkiem rady nadzorczej Platforma Mediowa Point Group S.A. Absolwent Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej oraz Executive MBA prowadzonego przez Politechnikę Warszawską przy współpracy z London Business School, HEC School of Management Paris oraz NHH Bergen. Posiada tytuł Chartered Financial Analyst (CFA) oraz tytuł Fellow of ACCA.

Remigiusz Nawrat
Remigiusz Nawrat

Remigiusz Nawrat w PKO TFI zajmował do tej pory stanowisko dyrektora zarządzającego, odpowiedzialnego za stworzenie i działanie Pionu Zarządzania Aktywami. Posiada ponad 13-letnie doświadczenie zawodowe w administracji publicznej (Ministerstwo Finansów, Narodowy Bank Polski), a także w krajowych i międzynarodowych instytucjach finansowych (Bank Światowy, PZU Asset Management). Absolwent Szkoły Głównej Handlowej – kierunek ekonomia oraz studiów MBA w George Washington University w Waszyngtonie. Posiadacz tytułu CFA – Chartered Financial Analyst.

PKO TFI na przestrzeni ostatnich trzech lat utworzyło własny zespół zarządzający funduszami inwestycyjnymi, pozyskując ekspertów z największych centrów finansowych świata. Dzięki tym zmianom fundusze PKO TFI znacząco awansowały w rankingach. W 2011 roku, we wszystkich grupach porównawczych, znalazły się powyżej mediany, co świadczy o stabilności i jakości generowanych przez Towarzystwo wyników. Rozwinięto paletę produktów zarówno dla klienta podstawowego, jak i dla osób z zasobnymi portfelami. W zeszłym roku uruchomiono usługę asset management. Obecnie PKO TFI zarządza 29 funduszami, w których zgromadzono ponad 8,2 mld złotych.

Staż zwiększa szansę na zatrudnienie

Dobre wykształcenie, niepoparte odpowiednim doświadczeniem, to dziś zdecydowanie za mało, aby mieć satysfakcjonującą pracę. Z tego względu warto skorzystać z ofert staży, na które właśnie zaczął się… sezon.

Dlaczego akurat teraz? Wynika to z prostego faktu, iż w pierwszym kwartale nowego roku powiatowe urzędy pracy otrzymują zwykle dofinansowania na organizację staży. Wówczas też rozpoczynają się nabory wniosków, posiedzenia komisji, a wreszcie wydawane są skierowania na staż.

Jak ubiegać się o staż?

W przypadku absolwentów do 27. roku życia, jeśli jeszcze nie minął rok od ukończenia przez nich studiów, a także osób, które nie ukończyły 25 lat, wystarczy zarejestrować się w powiatowym urzędzie pracy. Warto dodać, iż o staż mogą ubiegać się nie tylko osoby młode. Jest on bowiem przeznaczony dla osób bezrobotnych w szczególnej sytuacji na rynku pracy, czyli także osób powyżej 50. roku życia, kobiet, które po urodzeniu dziecka nie podjęły zatrudnienia, bezrobotnych długotrwale czy bezrobotnych po odbyciu kontraktu socjalnego. Ponadto do tej grupy zaliczają się też bezrobotni bez kwalifikacji zawodowych, bez doświadczenia zawodowego, bez wykształcenia średniego, bezrobotni, którzy samotnie wychowują co najmniej jedno dziecko w wieku do lat 18, osoby bezrobotne niepełnosprawne, a także ci, którzy po odbyciu kary pozbawienia wolności nie podjęli zatrudnienia.

Jeśli mamy na oku konkretnego pracodawcę, możemy zwrócić się bezpośrednio do niego i zaproponować złożenie imiennego wniosku o staż. Jest to niekiedy o tyle korzystne, że mamy pewność, do jakiej firmy trafimy, wiemy, czym ona się zajmuje, a przede wszystkim zdobywamy umiejętności zawodowe, na których najbardziej nam zależy. Pracodawcy zwykle bardzo chętnie godzą się na staż organizowany przez urząd pracy, gdyż w efekcie otrzymują „darmowego pracownika”, czyli stażystę, który wdraża się w działanie firmy i którego mogą też poniekąd sprawdzić, a w przyszłości zatrudnić bez obawy, że pracownik się nie sprawdzi.

Połowa stażystów zdobywa zatrudnienie

Jak wynika z prowadzonych corocznie badań, z reguły około 50 proc. stażystów, którzy zgłaszają się na staż organizowany przez urząd pracy, zdobywa później zatrudnienie. Biorąc pod uwagę sytuację na rynku pracy, wynik ten jest całkiem przyzwoity. Z takiej formy zatrudnienia są zadowoleni także pracodawcy:

– Szefowie firm, którzy do nas dzwonią, bardzo często pytają o warunki organizacji stażu i środki na tę formę wsparcia – tłumaczy Agnieszka Jastrzębska, konsultantka Zielonej Linii. – Staże to najpopularniejsza forma pomocy, oferowana przez urzędy pracy – z przekonaniem dodaje konsultantka.

Rzeczywiście, staże upodobali sobie przede wszystkim prywatni przedsiębiorcy. Nie jest to jednak tylko kwestia zyskania „darmowego pracownika”, o czym świadczy fakt, że w tych, często mikro- i małych, przedsiębiorstwach stażyści są znacznie częściej zatrudniani, niż w instytucjach publicznych, w których odbywa się staż.

– Z jednej strony warto skorzystać z oferty pracy w dużej instytucji publicznej, w której z pewnością nabędziemy spore doświadczenie i będziemy mieli atrakcyjny wpis w CV, ale jednocześnie musimy liczyć się z tym, że niekoniecznie będziemy tam zatrudnieni po odbyciu stażu. Problemem są tu chociażby długie procesy rekrutacyjne – tłumaczy Agnieszka Jastrzębska. – Z drugiej strony firma prywatna nie zawsze ma taki sam prestiż (choć nie jest to w żadnym wypadku regułą) czy nawet warunki zatrudnienia, ale szanse na pozostanie w takiej firmie, o ile stażysta się sprawdzi, są dużo większe i mogą sięgać nawet 80 proc. – dodaje pani Agnieszka.

Świadczenia a staż

Stażysta, który aktualnie odbywa staż, może otrzymywać stypendium w kwocie 784,47 zł netto. Jeśli jest to staż współfinansowany przez Unię Europejską (a takie też zdarzają się w urzędach pracy), kwota stypendium, jaka wpływa na konto, wynosi 913,70 zł (nie jest odliczany podatek). Stażysta, ze względu na to, iż nadal zachowuje status osoby bezrobotnej, jest objęty ubezpieczeniem zdrowotnym z urzędu pracy. Tym samym pracodawca, który przyjmuje stażystę na staż do swojej firmy, nie ponosi żadnych kosztów, a zyskuje możliwość sprawdzenia przyszłego pracownika lub wdrożenia absolwenta w praktyczne aspekty pracy zawodowej.

Informacje na temat organizacji stażu z urzędu pracy oraz innych form pomocy, jakie oferują urzędy, są dostępne pod numerem telefonu infolinii urzędu pracy, czyli Zielonej Linii: 19524.

Zmiany w przepisach dotyczących utylizacji starych samochodów

Polska zbyt wolno zmienia przepisy dotyczące utylizacji starych aut – oceniła Komisja Europejska i zagroziła skierowaniem sprawy do Trybunału Sprawiedliwości. Chodzi m.in. o naliczaną opłatę od importowanych aut, a także brak bezpłatnej sieci odbioru pojazdów. Zostały jeszcze niecałe 2 miesiące na zmiany.

Komisja Europejska upomniała Polskę za zbyt powolne wdrażanie zmian w przepisach dotyczących utylizacji starych samochodów.

– Chodzi głównie o to, żebyśmy wprowadzili zmiany w przepisach dotyczących opłat, jakie są pobierane od właścicieli aut czy firm sprowadzających auta. W szczególności od tych, które sprowadzają mniej niż 1 tys. aut rocznie, bo to one są obciążane dodatkowymi opłatami. To jest kwestia systemu bezpłatnego odbioru samochodów od właścicieli przez firmy zajmujące się utylizacją – wyjaśnia Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar.

Obecnie każdy, kto sprowadza samochód z zagranicy musi wnieść opłatę recyklingową w wysokości 500 zł na Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Komisja Europejska jest zdania, że kwota ta została ustalona arbitralnie i nie ma związku z realnym kosztem utylizacji pojazdu.

To nie jest pierwsze upomnienie w tej sprawie. Już pod koniec 2009 roku Bruksela zwracała Polsce uwagę na te nieprawidłowości.

– Do tej pory ta zmiana nie nastąpiła. Dostaliśmy 2 miesiące na sfinalizowanie tej sprawy. Jeżeli nie zostanie ona sfinalizowana, to Polska może zostać podana do Trybunału Sprawiedliwości – ostrzega Wojciech Drzewiecki.

Dlatego rząd powinien przyspieszyć prace nad projektem zmian i jego wdrożeniem. Oprócz zniesienia opłaty w Polsce powinien zacząć obowiązywać system odbioru starych aut. Zgodnie z unijną dyrektywą organizacją i finansowaniem złomowania samochodów mają zajmować się producenci i duże firmy importujące samochody, więc kierowcy zostaną zwolnieni z tych kosztów.

– Producenci samochodów, a więc firmy, które sprowadzają do Polski duże ilości aut, zostali zobowiązani do stworzenia nowego systemu odbioru pojazdu. Systemu bezpłatnego dla klientów pod warunkiem, że auto, które trafia do utylizacji jest autem w pełni wyposażonym. Gdyby brakowało, np. silnika lub innych ważnych elementów w pojeździe, to wtedy opłacalność procesu utylizacji byłaby znacznie mniejsza i być może właściciel takiego auta musiałby ponosić związane z tym koszty – mówi prezes Samaru.

Ministerstwo Środowiska zapewnia, że projekt zmian w kwestii recyklingu aut jest już gotowy.

Sektor bankowy: coraz lepsze perspektywy na przyszłość

Zgodnie z obliczeniami Komisji Nadzoru Finansowego ubiegły rok banki zakończyły z zyskiem netto na poziomie 15,7 mld zł. To ponad 1/3 więcej niż w 2010 roku. – Wyniki roku ubiegłego były najlepsze w historii polskiej bankowości – przynaje Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Tak dobre wyniki nie byłyby możliwe bez dobrej kondycji całej polskiej gospodarki.

– Ponad 100 mld zł zysku netto polskich przedsiębiorstw za rok 2011 – właśnie w tych okolicznościach polski sektor bankowy uzyskał dobre wyniki. Mamy nadzieję, że pomimo spowolnienia gospodarczego sygnalizowanego w wielu krajach UE i nieco mniejszego tempa rozwoju w Polsce, również w tym roku będą dobre wyniki – mówi prezes Związku Banków Polskich.

W jego opinii do utrzymania wysokich zysków potrzebne będą pewne zmiany regulacyjne i prawne, które usprawnią pracę banków. Jednak zagrożeniem dla wyników działających w Polsce instytucji może być planowana jeszcze na ten rok opłata bankowa, której wprowadzenie zapowiedział ostatnio minister finansów Jacek Rostowski.

– Opłata stabilizacyjna na rzecz Bankowego Funduszu Gwarancyjnego mogłaby sięgnąć, poza wpłatami na BFG, które już poczyniliśmy w wysokości ponad 900 mln zł, dodatkowo 1 mld 900 mln zł jeszcze w tym roku – wyjaśnia Krzysztof Pietraszkiewicz.

Jeśli w życie wejdzie jeszcze proponowany przez Komisję Europejską podatek od transakcji finansowych, obciążenia dla polskiego sektora bankowego wzrosną jeszcze o 8-12 mld zł rocznie. Zdaniem Krzysztofa Pietraszkiewicza nowe obciążenia mogą skutkować wzrostem kosztów usług bankowych dla klientów oraz ograniczeniem możliwości finansowania niektórych grup klientów.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez TNS Pentor, większość bankowców spodziewa się ożywienia na rynku kredytowym. Wskaźnik Pengab, mierzący koniunkturę w sektorze bankowym wzrósł w marcu o 3,7 pkt i wynosi 28,8 pkt. Poprawa sytuacji ekonomicznej nastąpiła w co trzecim badanych oddziale.

Według autorów badania marzec jest pierwszym miesiącem od dłuższego czasu, kiedy poprawiła się ocena perspektyw w tym sektorze.

– Wyniki pomiaru Pengabu świadczą o nieco lepszej prognozie, lepszych nastrojach wśród bankowców, które przede wszystkim oparte są na tym, że jest większy optymizm w części kredytowej, związany w szczególności z małymi i średnimi przedsiębiorstwami oraz w niektórych segmentach gospodarstw domowych – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Blisko 2/3 oddziałów spodziewa się, że w najbliższym czasie wzrośnie liczba kredytów konsumenckich i mieszkaniowych, przede wszystkim w polskiej walucie.

Nowe przepisy wprowadzające menedżerski system zarządzania w sądownictwie

Dziś wchodzą w życie nowe przepisy wprowadzające menedżerski system zarządzania w sądownictwie. W praktyce oznacza to, że w sądzie pojawi się dyrektor, który będzie odpowiedzialny za zarządzanie pracownikami sądu i kwestie infrastruktury. Przez kolejne miesiące będzie to pilotażowy program. Od 1 stycznia 2013 roku obowiązek zatrudnienia menedżera zacznie obowiązywać w każdej sądowej placówce.

Do tej pory wszystkie funkcje zarządcze, czy to związane z orzekaniem, administracją, czy infrastrukturą sądu, spoczywały na jego prezesie.

– Nie jestem specjalnie zwolennikiem kierowania różnymi placówkami przez tych, którzy powinni wykonywać tam określone funkcje usługowe. Uważam, że niekoniecznie lekarz będzie dobrym dyrektorem szpitala, aczkolwiek zdarzają się również i tacy. Jednak tutaj są potrzebne funkcje menedżerskie – podkreśla Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP.

Wchodząca dziś w życie nowelizacja ustawy „Prawo o ustroju sądów powszechnych” wprowadza podział obowiązków między prezesów i dyrektorów sądów. Dyrektorzy będą odpowiadać przede wszystkim za infrastrukturę sądów, czyli kwestie techniczno-administracyjne oraz za urzędników i personel pomocniczy. Kadrami należącymi do pionu orzeczniczego, czyli m.in. sędziami, prokuratorami wciąż będzie zajmował się prezes sądu, podobnie jak organizacją prac placówki związanych z wymiarem sprawiedliwości. Dyrektorzy sądów będą mieli znaczną autonomię, ale w niektórych kwestiach ostateczna decyzja będzie należała do ich zwierzchników, czyli prezesów sądów.

Zmiany kompetencyjne są pozytywnie oceniane przez środowisko przedsiębiorców.

– Jeśli dojdzie do podziału, że prezes sądu będzie zajmował się tylko i wyłącznie kwestią orzekania, natomiast dyrektor czy określony menedżer będzie zajmował się normalnym funkcjonowaniem, to będzie z pewnością dobre dla funkcjonowania sądów. Wiele dotychczasowych problemów tkwi w złej organizacji pracy sądów, więc myślę, że z tego punktu widzenia powinno być to rozwiązanie dobre – uważa Andrzej Malinowski.

Sukces wdrożenia nowych przepisów uzależniony będzie w dużej mierze od polityki kadrowej przy zatrudnianiu dyrektorów.

– Czy znajdzie się odpowiednie grono ludzi, którzy będą potrafili to robić, czy znowu nie będziemy mieli tych angaży na zasadzie, że ktoś tam nie ma pracy, ale jest związany z sądem. Niestety tak bywa często w tych obszarach związanych z państwem – mówi prezydent Pracodawców RP.

Przekazanie dyrektorom sądów funkcji zarządczych to na razie możliwość. Jednak od 1 stycznia 2013 roku każda placówka będzie miała taki obowiązek.

Reforma sądownictwa od dziś wprowadza również system ocen okresowych sędziów i prokuratorów, zmienia zasady powoływania prezesów sądów rejonowych i zatrudniania referendarzy, zmienia strukturę sądów, pozostawiając obowiązkowe tylko 2 wydziały: karny i cywilny oraz wprowadza nowy tryb rozpatrywania skarg na działalność administracyjną. Wiele zmian proponowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości zostało oprotestowanych przez środowisko sądowe. Trybunał Konstytucyjny zajmie się oceną niezgodności niektórych przepisów z konstytucją.