Spadają ceny mieszkań i marże kredytów

W II kwartale 2011 roku odnotowano wzrosty wartości i liczby udzielanych kredytów względem I kwartału, aczkolwiek w porównaniu do II kwartału 2010 roku, wartości te są nieznacznie niższe. Wzrosła podaż mieszkań na rynku co wpłynęło na spadek cen w największych miastach w Polsce.

Klienci starali się skorzystać z ostatniej szansy na realne skorzystanie z programu Rodzina na Swoim. Akcji kredytowej pomogły również banki obniżając marże.

Wyniki akcji kredytowej uzyskane w II kwartale 2011 roku, zarówno jeśli chodzi o liczbę – 62 197 kredytów, jak i wartość – 13,395 miliarda złotych, oznaczały wzrost w stosunku do wyników z I kwartału br. odpowiednio o 9,33% jeśli chodzi o wartość udzielonych kredytów oraz o 8,02 % gdy chodzi o liczbę udzielonych kredytów i oznaczają powrót do poziomu akcji kredytowej sprzed roku, w II i III kwartale roku 2010. Jednakże II kwartał bieżącego roku oznaczał nieznacznie niższe wartości. Odnotowany wzrost był w dużej mierze efektem systematycznie obniżanych przez banki marż kredytowych oraz innych opłat związanych z udzieleniem kredytu hipotecznego.

„W naszej ocenie wyniki II kwartału należy uznać za pozytywne. Należy wziąć pod uwagę, że otoczenie nie do końca sprzyjało kredytobiorcom i bankom. II kwartał upłynął pod znakiem wyższych wymagań banków w zakresie zdolności kredytowej, podyktowanych dostosowaniem do zapisów rekomendacji S – ich część zaczęła obowiązywać od 1 lipca – a także powściągliwości samych kredytobiorców. Ponadto w II kwartale toczyła się dyskusja na temat ograniczeń w programie Rodzina na Swoim. Ostatecznie realne możliwości skorzystania z niego wyczerpały się klika dni temu, ale wcześniejsze zapowiedzi wpłynęły na nienaturalne wzrosty na początku roku.” – mówi Jacek Furga, Przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości Związku Banków Polskich, Wiceprezes Zarządu Centrum Prawa Bankowego i Informacji.

Utrzymuje się trend wzrostowy udziału kredytów w walucie krajowej. Na przestrzeni ostatnich 2 lat było to około 75-80% wszystkich udzielanych kredytów. Co jednak ciekawe patrząc całościowo, kredyty walutowe stanowią ponad 62% portfeli banków, a najpopularniejsze do niedawna denominowane we franku szwajcarskim 53%. W kolejnych miesiącach udział waluty krajowej będzie nadal rósł, nie bez wpływu na popularność złotówki pozostaje rekomendacja S Komisji Nadzoru Finansowego i ostatnie wahania kursów walutowych.

„Prezentowane dzisiaj dane dotyczą II kwartału bieżącego roku. W tym okresie widzimy już skutki nowych regulacji takich jak rekomendacja S. Dane za miesiąc czerwiec były nawet jak na okres wakacyjny stosunkowo niskie. Kolejne miesiące według naszych szacunków również nie były zbyt optymistyczne. Mimo wszystko wydaje się, że zawirowania kursowe, te najgwałtowniejsze, są już za nami. Ponieważ dotyczą sezonu wakacyjnego nie powinny bardzo negatywnie wpłynąć na ostateczne wyniki akcji kredytowej. Tym bardziej, że od miesięcy złotówka dominuje jako waluta udzielanych kredytów. Widać niestety wyraźnie, że Polacy są zainteresowani i potrzebują programów wspierających możliwości remontu, budowy i zakupu mieszkań, podobnych do Rodziny na Swoim. To bardzo ważny temat, który powinien zostać długofalowo rozwiązany.” – podkreśla Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes Związku Banków Polskich.

Zdecydowanie gorzej w porównaniu z wynikami za analogiczny okres w roku 2010 wypada aktywność na rynku budownictwa mieszkaniowego. W okresie od stycznia do czerwca 2011 roku rozpoczęto budowę 80 010 mieszkań, czyli o 1,3% mniej niż w analogicznym okresie roku 2010. Kontynuowany jest trend dominacji inwestorów indywidualnych, którzy rozpoczęli 48 508 nowych mieszkań, czyli o 7,4 % więcej w stosunku do roku 2010 a sektor deweloperski z liczbą 28 529 rozpoczętych mieszkań, osiągnął wynik o 9,3% niższy niż w roku 2010.

II kwartał 2011 roku przyniósł kolejny, spadek średnich cen (od 50 do 150 złotych za 1 m2 powierzchni) na większości największych rynków mieszkaniowych. Największy spadek notowano w Warszawie i Poznaniu. Minimalne wzrosty średniej ceny notowano jedynie we Wrocławiu, aglomeracji katowickiej i Gdańsku. W drugim kwartale bieżącego najwyższą spośród badanych miast średnią cenę transakcyjną za metr kwadratowy mieszkania odnotowano w Warszawie – 7 826 PLN, zaś najniższą w aglomeracji katowickiej – 3 432 PLN.

Do spadku cen mieszkań przyczynił się głównie wzrost podaży nowych mieszkań obserwowany od połowy roku 2010. Wzrost podaży mieszkań wynikał zarówno ze wzrostu liczby nowo rozpoczynanych inwestycji oraz wznowienia tych, które zostały zawieszone w poprzednich latach z powodu kryzysu subprime. Oznacza to również że w perspektywie kilku miesięcy nie grozi nam wzrost cen mieszkań. Nadchodzące ze świata sygnały o kolejnej fali kryzysu gospodarczego, wygaszanie programu Rodzina na Swoim oraz wejście w życie nowych regulacji ostrożnościowych mogą skutkować zmniejszeniem liczby potencjalnych nabywców mieszkań i konsekwentnie – mniejszym popytem na kredyty hipoteczne.

Nowy dyrektor marketingu i sprzedaży w Nazwa.pl

Nazwa.pl, jeden z polskich liderów w rejestracji domen i hostingu ma nowego dyrektora Działu Marketingu i Sprzedaży. Jest nim Krzysztof Jagliński, dotychczas związany z ING Bankiem Śląskim.

Wcześniej Jagliński był związany między innymi z MySpace i Onet.pl. Prawie dekadę temu stał już na czele działu marketingu nazwa.pl, obecna współpraca jest więc powrotem do źródeł.

Stanowisko Dyrektora Marketingu i Sprzedaży jest nowe w strukturze firmy, powstało w skutek zmiany strategii zarządzania – mówi Tomasz Żyła – prezes zarządu nazwa.pl. Cieszę się, że obejmie je właśnie Krzysztof, który z jednej strony miał już okazję poznać firmę a z drugiej – zdobył wiele cennych doświadczeń, dzięki którym z pewnością wniesie powiew świeżości.

Krzysztof Jagliński jest odpowiedzialny za przygotowanie i wdrożenie nowej strategii marketingowej i sprzedaży, a także wprowadzenie na rynek nowych, innowacyjnych produktów.

Warszawski Nowy Świat znalazł się w gronie najdroższych ulic świata

Polska zajęła 41. miejsce w rankingu najdroższych ulic handlowych świata przygotowywanym corocznie przez firmę doradczą Cushman & Wakefield. Na warszawskim Nowym Świecie za wynajem powierzchni handlowej trzeba zapłacić ok. 16 razy mniej niż na Piątej Alei w Nowym Jorku.

Najwięcej na świecie trzeba zapłacić za wynajem lokalu na nowojorskiej Piątej Alei. Czynsz wynosi tam 1.392 EUR/mkw./miesiąc. Drugie miejsce w rankingu zajęła Causeway Bay w Hongkongu, a trzecie Ginza w Japonii. Dzięki zakończonemu właśnie procesowi renowacji ulica Pitt Street Mall w Sydney przeskoczyła z miejsca 9. na czwartą pozycję. Najdroższe w Europie są paryskie Pola Elizejskie (613 EUR/mkw./miesiąc), które zamykają pierwszą piątkę rankingu.

Warszawski Nowy Świat ze stawką 85 EUR/mkw./miesiąc zajął 41. miejsce na świecie. Natomiast w zestawieniu 10 najdroższych ulic w Polsce ulica ta zajęła miejsce 1. Na drugiej pozycji znajduje się ul. Floriańska w Krakowie (79 EUR/mkw./miesiąc). Ulica Chmielna w Warszawie uplasowała się na miejscu 3. Pierwszą dziesiątkę w krajowym rankingu zamyka aleja Niepodległości w Szczecinie, gdzie trzeba zapłacić 33 EUR/mkw./miesiąc.

„Nowy Świat pozostaje najdroższą ulicą w Polsce. Ulica powoli przyciąga najemców z sektora dóbr luksusowych, szczególnie jej odcinek od pl. Trzech Krzyży do Al. Jerozolimskich. W ostatnim czasie w miejsce dominujących do niedawna lokali gastronomicznych zaczęło przybywać najemców handlowych” – uważa Katarzyna Michnikowska, starszy analityk z Cushman & Wakefield, firmy doradczej, która przygotowała raport „Najdroższe ulice handlowe świata”.

Wzrosty czynszów to tendencja ogólnoświatowa. W niemal dwóch trzecich krajów objętych badaniem trzeba płacić więcej niż przed rokiem. Najszybciej idą w górę stawki w Ameryce Łacińskiej i Azji. Na nowojorskiej Piątej Alei wzrosły o 21,6% w porównaniu do 2010 r. Tempo wzrostu czynszów w całej Europie było zdecydowanie słabsze (1,9%). Jednak w porównaniu do spadków odnotowanych w zeszłym roku (4,2%) można mówić o poprawie sytuacji.

W Polsce wzrosły stawki za wynajem nieruchomości handlowych w najlepszych lokalizacjach. Nowy Świat w Warszawie i Floriańska w Krakowie podrożały odpowiednio o 2,4% i 2,6%. Według danych Cushman & Wakefield więcej płacić muszą też najemcy na szczecińskiej alei Niepodległości. Pozostałe lokalizacje zaliczane do dziesięciu najdroższych ulic w Polsce odnotowały spadki. Należy do nich m.in. ulica Świdnicka we Wrocławiu czy 3 Maja w Katowicach.

„Poziom siły nabywczej statystycznego Polaka wynosi zaledwie ok. 40% średniej europejskiej. Niewielka oferta sklepów „z wyższej półki cenowej” w centrach miast, sprawia, że po towary luksusowe najbogatsi Polacy wciąż wybierają się na ulice Paryża czy Londynu, a nie Warszawy czy Krakowa. Powoli zwiększa się jednak liczba marek luksusowych, które zaczynają tworzyć mikrolokalizacje handlowe” – mówi Katarzyna Michnikowska.

Firma Cushman & Wakefield bada stawki za wynajem powierzchni przy głównych ulicach handlowych już od 26 lat. Porównuje ona czynsze w najważniejszych 278 lokalizacjach handlowych w 63 krajach.

Kryzys finansowy dotyka nawet marzycieli

Badanie realizowane przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych na zlecenie BNP Paribas Banku zostało przeprowadzone pod koniec sierpnia br. Bank po raz drugi poprosił polskich internautów o odpowiedź na pytanie, jakie plany lub marzenia życiowe są im najbliższe. Porównując dwie edycje badania, można stwierdzić, że potrzeby Polaków się nie zmieniają. Trzy najczęściej wymieniane obecnie plany Polaków to nadal remont mieszkania, podróże i zakup samochodu. Zmieniła się za to kolejność wskazywania osobistych planów.

W pierwszej edycji badania przeprowadzanej wiosną tego roku, najpopularniejszymi wskazaniami były: zakup samochodu, remont mieszkania lub domu oraz podróże.

Styl realizacji osobistych planów również nie uległ zmianie. Nadal ponad połowa respondentów określa siebie jako osoby mające wiele planów, ale realizujące tylko niektóre z nich (53 proc.). Blisko co piąty respondent (19 proc.) deklarował, że konsekwentnie realizuje wszystkie swoje plany. Niewiele mniej osób (17 proc.) stwierdziło, że stara się raczej nie robić planów, bo ich nie realizują – wolą działać spontanicznie.

Blisko 40 proc. badanych (o 10 p.p. więcej niż w pierwszej edycji badania) deklaruje gotowość skorzystania z kredytu, gdyby miało to ułatwić realizację ważnego planu życiowego. Jednocześnie jedna czwarta internautów uważa, że banki obecnie mniej chętnie udzielają kredytów z powodu niestabilnej sytuacji ekonomicznej. W opinii 22 proc. badanych kredyty w bankach są obecnie łatwo dostępne. Zainteresowanie klientów banków pożyczkami i kredytami gotówkowymi nie słabnie, dlatego instytucje finansowe wprowadzają promocje i uatrakcyjniają produkty, aby przyciągnąć klientów. Przykładem może być kredyt gotówkowy „Zrealizuj swój plan” z oprocentowaniem 9,9 proc., który BNP Paribas proponuje klientom od 25 sierpnia br. Porównywarka finansowa Comperia.pl wskazuje go jako najkorzystniejszą ofertę na rynku (według porównania z dnia 31 sierpnia br.).

Pomimo trudnej sytuacji ekonomicznej 28 proc. internautów deklarowało, że rozpoczyna realizację planów i nie obawia się kryzysu ani ekonomicznych zawirowań. Taki wynik może świadczyć o niesłabnącym optymizmie i wierze we własne możliwości. Deklarujący taką postawę mogą także nie doceniać potencjalnego ryzyka. Mniejszą grupę stanowią osoby, które musiały odłożyć realizację planów na stabilniejsze czasy (17 proc.). Co dziesiąty internauta zadeklarował, że czeka z rozpoczęciem realizacji planów, aż „wszystko się uspokoi”.

– Sierpniowa edycja badania marzeń i planów życiowych Polaków mocno pokazuje więc, że słowa takie jak „kryzys”, „spowolnienie gospodarcze” czy wręcz „recesja” obecnie pozostają jedynie w sferze spekulacji medialnych i rynkowych – mówi Marcin Mróz, główny ekonomista BNP Paribas Banku – Sądząc po wynikach badania, nie widać by – pod wpływem obaw o sytuację polskiej czy wręcz światowej gospodarki – konsumenci znacząco weryfikowali swoje cele życiowe. Wprost przeciwnie, na czele priorytetów wciąż utrzymują się większe wydatki, co zdecydowanie nie wskazuje na to by wzrosła skłonność do przezornościowego zaciskania pasa. Jednocześnie, widać rosnącą skłonność do finansowania swych planów wydatkowych za pomocą kredytu. Tak więc również tutaj widzimy zachowania, które zwykle mają miejsce, gdy gospodarstwa domowe postrzegają swoją sytuację finansową co najmniej jako stabilną – dodaje Marcin Mróz.

Druga edycja badania pokazała, jak zmieniają się priorytety rodaków od czasu edycji wiosennej. W najnowszym badaniu respondenci na pierwszym miejscu wskazali remont mieszkania lub domu (47 proc. wszystkich badanych internautów, poprzednio 28 proc.) jako najistotniejszy obszar realizacji planów.

Na drugie miejsce awansowała kategoria podróże (44 proc. wskazań, poprzednio 24 proc.). Wskazań w tej kategorii częściej dokonywały kobiety niż mężczyźni. Popularność podróży wyraźnie zaznaczała się wśród osób z wykształceniem wyższym, mieszkających w dużych miastach (100-500 tys. mieszkańców). Wśród celów podróży najczęściej wymieniano kraje Ameryki Północnej, Hiszpanię, ogólnie Europę oraz Włochy.

Spadek na trzecie miejsce odnotowała kategoria zakup samochodu (obecnie 40 proc. wskazań, poprzednio 38 proc.). Tak jak w poprzednim badaniu mężczyźni zdecydowanie częściej niż kobiety wskazywali tę kategorię jako istotną (46 proc. w stosunku do poprzednich 34 proc.). Co ciekawe, zakup nowego auta częściej wskazywali mieszkańcy wsi (48 proc.) niż największych miast (28 proc.), co może świadczyć o poprawie sytuacji finansowej na wsi.

Badanie BNP Paribas Banku wskazuje na podział na marzenia bardziej „męskie” (samochód, sprzęt AGD itp.) oraz „kobiece” (podróże, pobyt w kurorcie wypoczynkowym SPA, zakup nowych mebli, organizacja przyjęcia, nauka czy zabiegi medycyny estetycznej). Marzenia „męskie” wiążą się częściej z zastosowaniem praktycznym i chęcią posiadania, a „kobiece” raczej z chęcią doświadczania nowych wrażeń.

Warto także zauważyć, że plany i marzenia Polaków są odzwierciedleniem stopnia rozwoju naszego społeczeństwa. Ciągle jesteśmy w fazie gromadzenia kapitału i dlatego konsumpcja i posiadanie dóbr są wciąż kluczowym elementem marzeń internautów. – Można jednak zaobserwować pewną zmianę. Najmłodsze pokolenie respondentów wypowiadających się w badaniu stara się zadbać o równowagę w swoim życiu – mówi dr Krzysztof Pierścieniak, ekspert w zakresie efektywności osobistej z Katedry Edukacji Ustawicznej i Andragogiki na Uniwersytecie Warszawskim – Chociaż nadal jednymi z najbardziej pożądanych dóbr są te, które stanowią zewnętrzne wskaźniki statusu (posiadanie domu, mieszkania, samochodu, tabletu, czy nowoczesnego sprzętu RTV) i na zakup tych dóbr zdaniem respondentów banki chętnie udzielają kredytów, to przynajmniej część respondentów swoje plany wiąże z rozwojem osobistym. Dla 16 proc. odpowiadających priorytetowym marzeniem były różnego rodzaju kursy – tłumaczy dr Pierścieniak.

– Na razie nie widać, by polscy konsumenci żyli w strachu przed kryzysem. Powyższe zachowania Polaków nie są specjalnie zaskakujące. Doświadczenia przeszłości pokazują bowiem, że znacząca weryfikacja postaw konsumentów ma miejsce dopiero wtedy gdy efekty kryzysu stają się namacalne. A wziąwszy pod uwagę że na razie polska gospodarka ma się całkiem dobrze (na co wskazuje choćby 4,3-procentowa dynamika PKB za 2 kwartał tego roku) do znaczących zmian w planach i marzeniach konsumentów może być wciąż daleko – podsumowuje Marcin Mróz.

Metodologia badania

Badanie zostało zrealizowane metodą CAWI Real Time Sampling w dniach 23.08 – 25.08.2011 w ramach GO96! – Omnibus online. Próbę dobrano metodą losowo-kwotową spośród użytkowników witryn internetowych korzystających z bezpłatnej wersji systemu stat24 lub bezpłatnego audytu site-centric stat.pl/PBI. Badaniem objęto grupę 1000 osób w wieku 15 i więcej lat.

Przeprowadzone badanie miało charakter półotwarty – oprócz predefiniowanych odpowiedzi, respondenci mogli udzielić odpowiedzi spontanicznej, oraz doprecyzować wybrane opcje z odpowiedzi zamkniętych. Każdy mógł wskazać/wymienić max. 3 plany/marzenia.

Przychody największych firm w Europie Środkowej wzrosły o 88 mld euro

Przychody największych firm w Europie Środkowej w 2010 r. wzrosły o 17%. Jednak pomimo dynamicznego rozwoju, przedsiębiorstwa nie osiągnęły jeszcze poziomu obrotów sprzed kryzysu. Najlepiej w czasach niepewności poradziła sobie branża energetyczna i surowcowa, ale najbardziej obiecujące perspektywy rysują się przed sektorem farmaceutycznym i ochrony zdrowia, a także dóbr konsumpcyjnych. Jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed przedsiębiorstwami w regionie, także w Polsce, będzie znalezienie długoterminowych źródeł przewagi konkurencyjnej – oceniają eksperci firmy doradczej Deloitte.

Z analizy przeprowadzonej przez Deloitte w 19 krajach Europy Środkowej wynika, że w 2010 r. największe wzrosty przychodów (23% w euro, i 17% w walucie lokalnej) zanotował sektor wyrobów przemysłowych (obejmujący firmy metalurgiczne, chemiczne czy maszynowe). Jest to bardzo dobry wynik, mając na uwadze, że rok wcześniej przychody spółek z tej branży spadły średnio o ponad 5% w walucie lokalnej oraz o ponad 20% w euro. Wzrost, w analizowanym okresie, był możliwy dzięki poprawie koniunktury na rynku surowców, ogólnemu ożywieniu gospodarczemu oraz, w mniejszym stopniu, wzrostowi eksportu napędzanego popytem niemieckiej gospodarki.

„Należy pamiętać, iż poprawa w branży wyrobów przemysłowych była przede wszystkim wynikiem wyższych cen surowców. Wielkość sprzedaży również uległa powiększeniu, ale to rosnące ceny metali, a w przypadku branży energetycznej – rosnące ceny ropy, były istotnym czynnikiem determinującym wzrosty przychodów firm w regionie.” – tłumaczy Tomasz Ochrymowicz, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

We wszystkich krajach Europy Środkowej rok 2010 był okresem odrabiania spadków. Najlepsze wyniki uzyskały spółki z Ukrainy, Serbii i Polski. Gorsze rezultaty osiągnięto w niektórych krajach bałkańskich – Bułgarii, Bośni i Hercegowinie czy Chorwacji. W pierwszym kwartale 2011 r. dynamika przychodów uległa dalszemu zwiększeniu. Polskie i ukraińskie spółki pozostały w gronie rosnących najdynamiczniej. Dołączyły do nich spółki litewskie oraz firmy z dwóch krajów strefy euro – Słowenii i Słowacji.

Od 2007 r., kiedy Deloitte wykonał pierwszą analizę dużych firm regionu, polskie spółki stanowią największą narodową grupę spośród wszystkich badanych krajów. W porównaniu do wyników zeszłorocznego badania, liczba przedsiębiorstw z naszego kraju spadła ze 180 do 173. Powodem tego były przede wszystkim zmiany strukturalne i konsolidacje podmiotów, zwłaszcza w Grupie PGE oraz Tauron. Od czasu pierwszego badania w grupie największych firm w regionie sukcesywnie wzrasta także pozycja przedsiębiorstw z Czech. Ich liczba w ostatnim roku zwiększyła się o 7, co jest odzwierciedleniem silnego udziału sektora wyrobów przemysłowych. Branża ta, mimo wzrastających kosztów, nadal wydaje się być konkurencyjna w stosunku do firm zachodnich, w mniejszym stopniu pozostaje bowiem uzależniona od cen surowców, a bardziej od rozwiązań technicznych i innowacji.

Od kilku lat stabilny wzrost wyników obserwowany jest w sektorze farmaceutycznym i ochrony zdrowia oraz dóbr konsumpcyjnych. Przychody dla pierwszej z tych branż wzrastały średnio o 6% w walucie lokalnej i 8% w euro w 2010 r. Dla drugiego z wyżej wymienionych sektorów wyniki rosły średnio w tempie 3% i 8%. Eksperci firmy doradczej Deloitte oceniają, że w następnym roku, pomimo niepewności na rynkach, trend wzrostowy powinien się utrzymać.

„Największe spółki regionu nie odrobiły jeszcze zeszłorocznych spadków przychodów i nie wróciły do poziomu z 2008 r., a więc sprzed kryzysu. W dłuższej perspektywie przedsiębiorstwa w Europie Środkowej napotykają na poważną barierę wzrostu. Historycznie, najlepsze wyniki osiągnięto w latach 2005-2007, kiedy suma przychodów największych firm w regionie wzrosła o 37%. W najbliższych latach nie jest już możliwy równie dynamiczny rozwój. Teraz najważniejszym zadaniem stojącym przed firmami, także w Polsce, jest budowa długoterminowej koncepcji wzrostu przewagi konkurencyjnej. W celu dalszego rozwoju przedsiębiorstwa muszą postawić na innowacyjność i poprawę efektywności wewnętrznej.” – podsumowuje Tomasz Ochrymowicz z Deloitte.

Informacja prasowa dotyczy wstępnych wyników rankingu CE Top 500 – zestawienia 500 największych i najszybciej rozwijających się firm regionu Europy Środkowej i Wschodniej wraz z szczegółową analizą i komentarzami ekspertów.

depresja pourlopowa to nie wymysł, ale częsta przypadłość

<a title=depresja pourlopowa to nie wymysł, ale częsta przypadłość" title="depresja pourlopowa to nie wymysł, ale częsta przypadłość" />

Każdy pracownik marzy o urlopie i czeka na niego przez cały rok. Jednak „powrót do rzeczywistości”, czyli koniec wakacji i ponowne pojawienie się w pracy, może być bardzo nieprzyjemny.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez specjalistów z amerykańskiego Uniwersytetu Stanu Waszyngton, przeciętna wydajność pracownika przez pierwszy tydzień po powrocie z urlopu wynosi jedynie 40% efektywności pracy sprzed wakacji. Zdarza się, że brakuje nam energii, bywamy rozdrażnieni i rozleniwieni, wszystko odkładamy „na później” i nie możemy się na niczym skupić. Co ważne, zły nastrój towarzyszy nam nie tylko w pracy. Nawet w domu możemy być wiecznie zmęczeni, w dodatku miewamy problemy ze snem. Takie objawy psycholodzy pracy określają terminem „stresu-nerwicy/”>depresji pourlopowej”. Podobne symptomy – ale w o wiele mniejszym natężeniu – występują również po weekendzie, kiedy wiele osób dotyka „poniedziałkowa chandra”.

Powakacyjny zły nastrój trwa zazwyczaj kilka dni (przeważnie 3-7 dni) i po tym czasie mija sam. Niekiedy zdarza się jednak, że pogorszenie samopoczucia utrzymuje się przez kilka tygodni. Jeżeli w dodatku pojawiają się u nas takie objawy, jak wybuchy agresji czy nadmierna płaczliwość, warto poszukać pomocy u specjalisty. Połączenie pourlopowej chandry z innymi stresującymi czynnikami w pracy czy chronicznym zmęczeniem, które niekiedy ciężko wyplenić nawet w ciągu dwóch tygodni wolnego, może bowiem prowadzić do rozwoju klinicznej postaci depresji.

Duży wpływ na takie samopoczucie ma chroniczne zmęczenie. W skrócie – pracujemy za długo, a odpoczywamy za krótko. Standardowe 14 dni urlopu to zdecydowanie za mało, aby organizm mógł w pełni zregenerować się po ciężkim roku pracy. Psycholodzy pracy podkreślają, że przez pierwszy tydzień wolnego zapracowany człowiek czuje się czasem jak na odwyku. Brak pośpiechu, obowiązków zawodowych i stresu mogą niekiedy prowadzić nawet do syndromu „odstawienia”. Taki stan najczęściej mija po 7 dniach. Dopiero w następnym tygodniu organizm przyzwyczaja się do nowej sytuacji, a człowiek zaczyna się w pełni relaksować i cieszyć z urlopu. Jednak aby taka regeneracja i odpoczynek były stuprocentowe, potrzebny byłby jeszcze kolejny tydzień odpoczynku.

Złe wiadomości z rynku pracy

Z opublikowanych dziś przez GUS danych wynika, że w lipcu 2011 roku stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce wyniosła 11,7%. To o 0,1 punktu procentowego mniej niż przed miesiącem, ale o 0,2 punktu procentowego więcej niż przed rokiem.

Choć różnice mogą wydawać się niewielkie, jest to negatywny sygnał dla rynku pracy. Z wyjątkiem fatalnego pod względem gospodarczym 2009 roku w ciągu ostatnich 5 lat okres czerwiec-lipiec-sierpień wiązał się z tradycyjnym, sezonowym spadkiem bezrobocia. Choć nie wiemy, jak sytuacja rozwinie się w sierpniu, dane za lipiec można uznać za niepokojące.

Martwić mogą również inne statystyki, zwłaszcza kurczący się popyt na pracę. W ujęciu rok do roku, jak i miesiąc do miesiąca zmniejszyła się liczba ofert zatrudnienia skierowanych przez pracodawców do urzędów pracy. W lipcu 2011 roku było ich łącznie 63,1 tys., tj. o 5,2 tys. mniej niż w czerwcu
i aż o 27,3 tys. mniej niż przed rokiem.

Nadal problem stanowią różnice regionalne. Najwyższą stopę bezrobocia w lipcu 2011 odnotowano tradycyjnie w 2 województwach: warmińsko-mazurskim (18,4%) i zachodniopomorskim (16,1%). Najlepiej było w Wielkopolsce (8,5%) oraz na Mazowszu (9,3%).

Bardziej drastyczne są dysproporcje w poziomie bezrobocia w poszczególnych powiatach.
W powiecie szydłowieckim, w południowej części woj. mazowieckiego, odsetek osób zarejestrowanych w urzędach pracy wyniósł 34,3%. W tym samym czasie w powiecie grodzkim
m. Sopot miernik wyniósł 3,3%.

Na mapie polskiego bezrobocia nie działo się jednak tylko źle. W ciągu ostatniego roku w powiecie słubickim w woj. lubuskim wskaźnik spadł aż o 6,4 punktów procentowych (z 20,7% do 14,3%).

Nie czas na powroty do Polski -wyniki ankiety ING

ING w swojej ankiecie postanowiło sprawdzić czy wobec pesymistycznych danych z płynących zachodnich gospodarek Polacy, którzy wyjechali za granicę w poszukiwaniu pracy, rozważają powrót do ojczyzny.

Ankieta została przeprowadzona w dniach 04-18.08 br. wśród klientów ING Banku Śląskiego korzystających z systemu bankowości internetowej ING BankOnLine. Na zadane pytanie uzyskano 31633 odpowiedzi.

W obliczu globalnej recesji w listopadzie 2008 r. ING Bank Śląski zapytał swoich klientów czy oni lub ich znajomi pracujący za granicą zamierzają wracać do Polski. Wtedy co czwarta (27%) osoba pracująca za granicą zadeklarowała w najbliższym czasie powrót do kraju albo znała osobę, która miała takie plany. To samo pytanie postanowiliśmy zadać naszym klientom w tym miesiącu (sierpień br.). Chcieliśmy sprawdzić, czy wobec pesymistycznych danych płynących z zachodnich gospodarek, reakcja naszych rodaków pracujących za granicą będzie podobna.

Odsetek respondentów wskazujących na zamiar powrotu do kraju (lub znający osoby mające takie plany) okazał się być prawie dwa razy mniejszy niż trzy lata temu (15% w sierpniu br. wobec 27% w listopadzie 2008 r.). Wzrósł natomiast udział osób niechętnych powrotowi z powodu względnie lepszych warunków na zagranicznym rynku pracy (85% w sierpniu br. wobec 73% w listopadzie 2008 r.)

Choć decyzja o powrocie do kraju bądź pozostaniu dłużej na emigracji nie zależy tylko od stanu rynku pracy, (co podkreślaliśmy w komentarzu do pytania z listopada 2008 roku), ma on jednak zasadnicze znaczenie. Gdyby w Polsce stopa bezrobocia spadała, a w krajach-odbiorcach polskiej siły roboczej rosła, ten fakt zapewne skłaniałby emigrantów do powrotów. Tymczasem dane tego nie pokazują. Wskutek kryzysu stopa bezrobocia wzrosła zarówno w Polsce, jak i w głównych krajach-odbiorcach polskiej emigracji (z wyjątkiem Niemiec). W przypadku Polski stopa bezrobocia (zharmonizowana odsezonowana stopa bezrobocia liczona przez Eurostat) wzrosła od listopada 2008 r. do maja 2011 r. o prawie jedną trzecią (31%), w Wielkiej Brytanii o jedną czwartą (24%), a w Irlandii o ponad trzy czwarte (77%). W Niemczech była za to niższa niż przed kryzysem (o 18%). Z drugiej strony, nie ma też wyraźnego sygnału pogorszenia się sytuacji w Polsce w porównaniu z pozostałymi krajami, więc te dane nie pomagają wyjaśnić, dlaczego mniej Polaków chciałoby wrócić do ojczyzny.

Wyniki naszej sondy pasują natomiast do zachowania wskaźnika nastrojów konsumenckich, opracowywanego przez Komisję Europejską. Mierzy on nastroje konsumentów względem własnej sytuacji finansowej w najbliższej przyszłości, sytuacji gospodarczej kraju, perspektyw rynku pracy i możliwości oszczędzania. Wynika z niego, że w porównaniu z listopadem 2008 roku tylko w Polsce nastroje konsumentów nie poprawiły się, natomiast konsumenci mieszkający w Wielkiej Brytanii, Irlandii, a zwłaszcza w Niemczech optymistyczniej oceniają teraz własną przyszłość.

Najmniejsze mieszkania, najwyższa cena

W naszym kraju największym zainteresowaniem cieszą się małe mieszkania 2- oraz 3-pokojowe. Na tej podstawie można stwierdzić, że to właśnie lokale z segmentu popularnego powinny charakteryzować się najdroższą ceną w zł/mkw. Tyle teoria, a jak jest w rzeczywistości?

We wszystkich miastach za wyjątkiem Wrocławia najwyższa cena w zł/mkw. ma miejsce w przypadku najmniejszych mieszkań. W stolicy Dolnego Śląska najgłębiej trzeba sięgnąć do kieszeni decydując się na lokal o metrażu mieszczącym się w przedziale od 41 do 60 mkw., choć różnica pomiędzy dwoma pierwszymi segmentami jest niewielka. Ponadto warto również zwrócić uwagę na fakt, że w większości miast najniższe stawki osiągają mieszkania największe. W tym wypadku wyjątek potwierdzający regułę stanowi Kraków. Trzeba jednak tutaj wspomnieć o specyfice grodu Kraka, gdzie znajduje się spora grupa większych mieszkań usytuowanych w kamienicach w okolicy Starego Miasta, których wysoka cena podnosi poziom średniej stawki w tym segmencie.

Na podstawie powyższego zestawienia można stwierdzić, że niższy metraż mieszkania, przekłada się na wyższą cenę w zł/mkw. Na taką sytuacje niewątpliwie wpływa fakt, że od początku kryzysu finansowego, a więc już od około trzech lat zwiększa się grono Polaków zainteresowanych najmniejszymi lokalami. W takim wypadku pomimo wyższej stawki w zł/mkw., całkowita cena lokalu mieszkalnego jest niższa. Ma to duże znacznie w sytuacji obniżającej się zdolności kredytowej polskich gospodarstw domowych. Ponadto w mniejszych jednostkach mieszkalnych wyższy udział w całym metrażu stanowią kuchnia oraz łazienka, których wykonanie jest najdroższe. W tych pomieszczeniach znajdują się, bowiem instalacje gazowe, sanitarne itp., które stanowią sporą część kosztów budowy.

Emmerson S.A.

PGNiG przejmuje Vattenfall Heat Poland za prawie 3 mld PLN

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo SA nabyło 24.591.544 akcji stanowiących ponad 99,8% akcji Vattenfall Heat Poland SA (VHP). Zakup stołecznych elektrociepłowni jest dla PGNiG kolejnym, po projekcie w Stalowej Woli, etapem rozwoju PGNiG jako koncernu multienergetycznego.

„Ta transakcja, to kolejny przykład, że polskie spółki opierając się na czysto biznesowej kalkulacji i uważnie śledząc rynek angażują się tam, gdzie widzą atrakcyjne możliwości inwestycyjne” – powiedział Aleksander Grad, Minister Skarbu Państwa.

„Nabycie przez PGNiG warszawskich aktywów Vattenfalla umożliwi dywersyfikację źródeł osiąganych przychodów zgodnie ze zaktualizowaną strategią Grupy Kapitałowej, zgodnie z którą energetyka jest jednym z trzech kluczowych obszarów rozwoju spółki. Kierując się interesem naszej spółki i jej akcjonariuszy, chcemy dalej rozwijać działalność energetyczną w Grupie Kapitałowej PGNiG” – powiedział Michał Szubski, prezes PGNiG.

Przejęcie aktywów VHP oraz wdrożenie programu inwestycyjnego, mającego na celu dalszy rozwój mocy wytwórczych w stołecznych elektrociepłowniach, pozwoli na zwiększenie przychodów PGNiG dzięki sprzedaży ciepła i energii elektrycznej oraz wpłynie pozytywnie na rozwój krajowego rynku gazu.

Dzięki tej transakcji do grupy PGNiG dołączy podmiot uważany za krajowego lidera sektora elektroenergetycznego, charakteryzujący się wysoką efektywnością, silną pozycją finansową oraz wykwalifikowaną i doświadczoną kadrą. Zamiarem PGNiG jest wykorzystanie wiedzy i umiejętności pracowników VHP, tworząc z nabywanej spółki centrum kompetencyjne PGNiG w ramach działalności energetycznej.

„Odpowiadając na rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną i ciepło w Warszawie planujemy w przyszłości budowę co najmniej jednej elektrociepłowni dużej mocy opalanej gazem. Planowane przez PGNiG stopniowe przejście ze starych bloków węglowych na nowoczesne bloki gazowo-parowe przyczyni się do poprawy jakości życia Warszawiaków, a dodatkowo pozwoli na lepsze dostosowanie produkcji energii do potrzeb mieszkańców stolicy. Gazowe jednostki kogeneracyjne charakteryzują się wysoką efektywnością energetyczną oraz emitują do atmosfery o około 50 proc. mniej zanieczyszczeń w porównaniu do źródeł węglowych” – powiedział Radosław Dudziński, Wiceprezes Zarządu odpowiedzialny za strategię spółki.

W opinii Zarządu PGNiG przejęcie VHP istotnie wzmocni pozycję Grupy Kapitałowej PGNiG, jako poważnego gracza na rynku energetycznym w Polsce oraz pozwoli uzyskać znaczący udział w rynku wytwarzania energii. Dodatkowo, transakcja wzmocni konkurencję w sektorze energetycznym w Polsce.

Cena nabycia na dzień podpisania umowy wynosi około 2,96 mld PLN, co odpowiada wartości przedsiębiorstwa na poziomie około 3,5 mld PLN. Cena nabycia jest indeksowana odzwierciedlając koszt pieniądza w czasie. Wysokość ostatecznej ceny nabycia będzie zależna od daty zamknięcia transakcji. Inwestycja zostanie w całości sfinansowana z programu obligacji PGNiG.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z warunków transakcji. Nabycie aktywów Vattenfalla dowodzi determinacji Zarządu PGNiG w konsekwentnej realizacji naszej aktualnej strategii rozwoju w kluczowych obszarach działalności. Dodatkowo wierzymy, że transakcja zrównoważy naszą ekspozycję na ryzyko poprzez zwiększenie zaangażowania w regulowane obszary działalności i że spotka się z pozytywną oceną uczestników rynków finansowych” – powiedział Sławomir Hinc, Wiceprezes PGNiG ds. finansowych.

Zamknięcie transakcji będzie wymagało zgody Prezesa UOKiK na koncentrację.

Transakcja zakupu VHP przez PGNiG będzie jedną z największych transakcji przejęcia w historii polskiego rynku energetycznego.