Rynek wtórny wyraźnie przyspieszył w marcu. Ceny mieszkań w większości miast stabilne

Marzec przyniósł wyraźne ożywienie na rynku mieszkań z drugiej ręki – wynika z analiz portalu GetHome.pl. Z ogłoszeń znikało znacznie więcej ofert niż w poprzednich miesiącach, jednak mimo ograniczonej podaży w większości metropolii średnia cena metra kwadratowego mieszkań używanych pozostała stabilna.

– Rynek wtórny cechuje sezonowość, ale już dawno marcowe ożywienie po stronie kupujących nie było tak gwałtowne – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że w marcu z serwisów ogłoszeniowych zniknęło 35,5 tys. ofert mieszkań – o 20 proc. więcej niż w lutym i aż o 61 proc. więcej niż w styczniu. Choć część ogłoszeń mogła zostać wycofana przez właścicieli z powodów niezwiązanych bezpośrednio ze sprzedażą, skala zjawiska sugeruje, że wiosną popyt na mieszkania z drugiej ręki wyraźnie przyspieszył.

Marek Wielgo ocenia, że na tak silny wzrost aktywności kupujących wpłynęło kilka czynników. Z jednej strony poprawiła się dostępność kredytów mieszkaniowych, z drugiej pojawiły się obawy, że w kolejnych miesiącach warunki finansowania mogą się pogorszyć. W efekcie wielu nabywców uznało, że decyzji o zakupie własnego M nie warto już odkładać.

Co istotne, w marcu uaktywnili się również sprzedający. Na rynek trafiło ok. 35,5 tys. nowych ofert mieszkań z drugiej ręki – o 22 proc. więcej niż miesiąc wcześniej. Ożywienie było więc wyraźne także po stronie podaży, jednak wciąż daleko mu do boomu znanego z poprzednich lat.

Mimo wzrostu liczby nowych ogłoszeń, całkowita oferta mieszkań używanych pozostaje wyraźnie mniejsza niż przed rokiem. Pod koniec marca w całym kraju dostępnych było ok. 141 tys. unikalnych ofert sprzedaży – praktycznie tyle samo co w lutym, ale jednocześnie aż o ok. 19 proc. mniej niż w marcu 2025 r.

Jednym z powodów ograniczonej podaży jest silna konkurencja ze strony rynku pierwotnego. Deweloperzy wciąż oferują bardzo szeroki wybór nowych mieszkań, co wywiera presję na ceny lokali używanych i studzi oczekiwania części właścicieli. Dla wielu z nich obecne warunki rynkowe mogą nie być wystarczającą zachętą do sprzedaży.

Wiosenne ożywienie na rynku wtórnym

Stabilizację podaży widać także w największych miastach. Tylko w Warszawie liczba dostępnych mieszkań nieznacznie się skurczyła – z 16,1 tys. w lutym do 16 tys. w marcu, czyli o ok. 1 proc. W pozostałych metropoliach miesiąc zakończył się praktycznie bez zmian.

W Krakowie i Trójmieście kupujący mieli do wyboru po ok. 8,1 tys. lokali, we Wrocławiu – 7,9 tys., w Łodzi – 4,9 tys., w Poznaniu – 3,6 tys., a w Katowicach – 2,3 tys.

Jednocześnie we wszystkich tych miastach oferta jest dziś wyraźnie mniejsza niż przed rokiem. Największy spadek odnotowano w Warszawie – aż o 33 proc. Bardzo duże ubytki widać także we Wrocławiu i Krakowie (po 32 proc.) oraz w Łodzi (28 proc.).Komunikat-rynek wtórny-04.2026-oferta-miasta

Teoretycznie tak silny wzrost popytu powinien sprzyjać wyraźnym podwyżkom cen. Tymczasem marcowe dane portalu GetHome.pl pokazują, że reakcja rynku była bardzo selektywna. Wyraźny wzrost średniej ceny metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki odnotowano tylko w dwóch metropoliach.

We Wrocławiu średnia wzrosła o 3 proc., do około 14,2 tys. zł, a w Trójmieście – o 1 proc., do 16,8 tys. zł. W pozostałych miastach utrzymała się stabilizacja. W Warszawie średnia cena metra kwadratowego pozostała na poziomie ok. 18 tys. zł, w Krakowie – 17 tys. zł, w Poznaniu – 12,1 tys. zł, w Katowicach – 11,6 tys. zł, a w Łodzi – 8,7 tys. zł.

Równie umiarkowanie wyglądają zmiany w ujęciu rocznym. W większości metropolii średnie ceny metra kwadratowego mieszkań używanych są dziś stabilne (Katowice i Łódź) lub niższe niż przed rokiem. Spadki odnotowano w Krakowie i Wrocławiu – w obu miastach o ok. 2 proc. Z kolei w Trójmieście i Poznaniu średnie wyraźnie wzrosły – odpowiednio o 6 proc. i 4 proc. Warszawa pozostaje rynkiem dość stabilnym, z rocznym wzrostem na poziomie 1 proc.Komunikat-rynek wtórny-04.2026-cena m kw-miasta

Marcowe dane pokazują, że popyt na rynku wtórnym wyraźnie przyspieszył, oferta pozostaje ograniczona, a mimo to średnie ceny metra kwadratowego w większości miast nie reagują gwałtownie. Kluczową rolę odgrywa tu konkurencja z rynkiem pierwotnym, który nadal oferuje bardzo szeroki wybór mieszkań.

– W kolejnych miesiącach to właśnie relacja między tempem sprzedaży a skalą podaży – zarówno mieszkań używanych, jak i deweloperskich – zdecyduje o tym, czy obecne ożywienie przełoży się na trwalszą zmianę trendów cenowych. Na razie wiosna przyniosła przede wszystkim więcej transakcji, a nie wyższe ceny – komentuje ekspert portalu GetHome.pl.

PZWLP wybrał nowe władze – Paweł Piórkowski Prezesem Zarządu

0

Z końcem marca Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów dokonał wyboru nowych władz na kolejną dwuletnią kadencję. Funkcję Prezesa Zarządu objął Paweł Piórkowski, dotychczasowy wieloletni Członek Zarządu PZWLP. Nowy skład władz odzwierciedla strategiczny kierunek rozwoju organizacji, w tym wzmocnienie reprezentacji segmentu pojazdów użytkowych i działalności nowo powołanej Grupy Truck Rental.

Na czele PZWLP stanął Paweł Piórkowski, który z organizacją związany jest od blisko dekady – funkcję Członka Zarządu pełnił nieprzerwanie w latach 2017–2026. Od 2013 roku jest Prezesem Zarządu Hertz Polska (Motorent sp. z o.o.), gdzie odpowiada za rozwój jednej z wiodących firm na rynku wynajmu krótkoterminowego w Polsce.

W skład pięcioosobowego Zarządu PZWLP, poza Prezesem, weszli: Michał Iwanek – CEO Fraikin Polska, Anna Makarewicz – Członek Zarządu Leasys Polska, Robert Antczak – Dyrektor Generalny Regionu Europy Centralnej w Arval, Daniel Trzaskowski – Prezes Zarządu Carefleet.

Poza wyborem Zarządu, podczas Walnego Zgromadzenia PZWLP powołano również Komisję Rewizyjną na kolejną kadencję. W jej skład weszli: Paweł Kostrubiec – MHC Mobility Polska, Grzegorz Fijałkowski – PKO Masterlease oraz Dariusz Tucharz – mLeasing. Komisja będzie odpowiedzialna za nadzór nad działalnością Związku oraz wspieranie realizacji jego celów statutowych w latach 2026–2028.

Związek składa serdeczne podziękowania ustępującym Członkom Zarządu – Piotrowi Wróblowi oraz Tomaszowi Kapelko – a także ustępującym Członkom Komisji Rewizyjnej –Marcinowi Nivette’owi oraz Hubertowi Laszczykowi – za ich zaangażowanie, wkład w rozwój PZWLP oraz aktywne współtworzenie standardów rynku flotowego w Polsce.

Nowa struktura, pełna reprezentacja rynku

Tegoroczny wybór władz PZWLP odbywa się w szczególnym momencie – po rozszerzeniu struktury organizacji o segment pojazdów ciężarowych i specjalistycznych oraz powołaniu Grupy Truck Rental. Włączenie do Zarządu przedstawiciela tego obszaru stanowi istotny krok w kierunku pełnej reprezentacji wszystkich segmentów rynku flotowego.

Obecny skład Zarządu odzwierciedla trzy kluczowe filary działalności PZWLP: wynajem długoterminowy (CFM), Rent a Car oraz rozwijający się dynamicznie segment pojazdów użytkowych, w tym transport ciężki. Jednocześnie do władz organizacji dołączyły nowe osoby reprezentujące firmy członkowskie, które aktywnie angażują się w prace struktur PZWLP i rozwój branży.

Doświadczenie, ciągłość zarządzania i świeża perspektywa

Istotnym elementem nowego rozdania jest zachowanie ciągłości zarządzania. Robert Antczak, który pełnił funkcję Prezesa Zarządu przez trzy kolejne kadencje w latach 2020–2026, pozostaje w Zarządzie jako jego Członek, wnosząc doświadczenie zdobyte w okresie dynamicznych zmian rynkowych.

W Zarządzie kontynuuje pracę również Daniel Trzaskowski, Członek Zarządu od 2024 roku (wcześniej także w latach 2014–2019), uznany ekspert w dziedzinie zarządzania flotą i digitalizacji procesów w branży motoryzacyjnej.

Do Zarządu PZWLP dołączył Michał Iwanek, CEO Fraikin Polska, od lat związany z rynkiem flotowym, w tym segmentem pojazdów dostawczych i ciężarowych, co dodatkowo wzmacnia kompetencje Związku w obszarze transportu użytkowego.

Anna Makarewicz, Członek Zarządu Leasys Polska, wnosi doświadczenie w zakresie zarządzania organizacją, HR oraz ryzyka kredytowego, wspierając realizację strategii biznesowych w środowisku międzynarodowym.

Wyzwania i priorytety na nową kadencję

Nowy Zarząd PZWLP to połączenie doświadczenia, ciągłości oraz świeżej perspektywy wynikającej z rozszerzenia naszej działalności o segment pojazdów użytkowych. Naszym priorytetem jest dalsze wzmacnianie roli PZWLP jako wspólnego głosu całej branży – od samochodów osobowych, przez dostawcze, po ciężki transport. Chcemy aktywnie uczestniczyć w kształtowaniu otoczenia regulacyjnego, rozwijać standardy rynkowe oraz wspierać transformację sektora w kierunku zrównoważonej i nowoczesnej mobilności – powiedział Paweł Piórkowski, Prezes Zarządu PZWLP.

Nowo powołany Zarząd stanie przed szeregiem wyzwań, które definiują obecny etap rozwoju rynku. Należą do nich m.in. dalsza transformacja w kierunku elektromobilności i napędów alternatywnych, rozwój segmentu pojazdów użytkowych, cyfryzacja usług flotowych, a także dostosowanie branży do zmieniającego się otoczenia regulacyjnego i rosnących oczekiwań klientów.

Matexi Polska podsumowuje I kwartał: sprzedaż mieszkań wyraźnie w górę

Deweloper Matexi Polska podsumował wyniki sprzedaży mieszkań w pierwszym kwartale 2026 roku. W tym okresie zawarto łącznie 92 umowy deweloperskie, czyli o około 30% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Firma Matexi Polska, obecna na rynku warszawskim i krakowskim, w pierwszym kwartale br. zawarła z klientami łącznie 92 umowy deweloperskie i przedwstępne (70 w Warszawie oraz 22 w Krakowie). Oznacza to wzrost o około 30% w porównaniu z pierwszymi trzema miesiącami poprzedniego roku, kiedy podpisano z klientami łącznie 71 umów. W pierwszym kwartale br. Matexi Polska przekazała klientom łącznie 27 gotowych mieszkań, natomiast w całym 2026 roku planuje przekazać klientom około 300 lokali.

– Początek roku oceniamy pozytywnie pod kątem osiągniętej sprzedaży. Obserwujemy trend wydłużonego procesu zakupowego oraz przesuwania decyzji klientów bliżej momentu oddania inwestycji do użytkowania. Klienci są coraz bardziej świadomi swoich potrzeb i możliwości, a także wnikliwie analizują oferty dostępne na rynku. To sprawia, że w momencie podejmowania rozmów z nami są bliżsi decyzji zakupowej – podkreśla Mirosław Bednarek, Prezes Zarządu Matexi Polska.

W pierwszym kwartale br. Matexi Polska wprowadziła do sprzedaży projekt Verdea Żoliborz, zlokalizowany przy ul. Przasnyskiej 6A na warszawskim Żoliborzu. W siedmiokondygnacyjnym budynku zaplanowano 67 mieszkań, podziemny garaż z komórkami lokatorskimi i boksami rowerowymi oraz 7 lokali usługowych na parterze. Połowę oferty stanowią mieszkania dwupokojowe, idealne jako pierwsze lokum lub pod inwestycję. Pozostałą część tworzą lokale trzy-, cztero- i pięciopokojowe, zaprojektowane z myślą o rodzinach. To kolejna inwestycja dewelopera w tej dzielnicy. Matexi zrealizowało na Żoliborzu I etap osiedla Sady Żoliborz, natomiast w trakcie budowy jest II etap tego projektu.  W marcu Matexi uzyskało również pozwolenie na użytkowanie dla inwestycji Apartamenty Portowa na krakowskim Zabłociu przy ul. Portowej. W ramach projektu powstał siedmiopiętrowy budynek obejmujący łącznie 99 mieszkań oraz 3 lokale użytkowe.

W tym roku planowane jest wprowadzenie do sprzedaży jeszcze dwóch nowych projektów mieszkaniowych. W przygotowaniu znajdują się inwestycje przy ul. Grzybowskiej 52 na warszawskiej Woli oraz Apartamenty Józefińska 16 na krakowskim Podgórzu. Matexi Polska dysponuje obecnie bankiem ziemi umożliwiającym realizację ponad 3000 mieszkań, co plasuje firmę w gronie liderów rynku deweloperskiego w Polsce.

RPP dziś zdecyduje o stopach. Rynek niemal pewny jednego scenariusza

Dzisiaj kończy się dwudniowe posiedzenie decyzyjne Rady Polityki Pieniężnej. Konsensus rynkowy zakłada, że RPP pozostawi stopy procentowe bez zmian, utrzymując stopę referencyjną NBP na poziomie 3,75 proc. Po marcowej obniżce o 25 pb. Rada najprawdopodobniej przejdzie do trybu wyczekiwania i będzie obserwować napływające dane oraz rozwój sytuacji geopolitycznej. Ogłoszenie dwutygodniowego rozejmu między USA a Iranem obniżyło ceny ropy i gazu względem wcześniejszych szczytów, choć trwałość porozumienia nadal budzi wątpliwości, co jednocześnie ograniczyło część obaw o ponowny, silniejszy wzrost inflacji. Dodatkowo konferencja prezesa NBP Adama Glapińskiego została wyjątkowo zaplanowana jeszcze na dziś, na godz. 15:00, więc decyzji RPP należy spodziewać się wcześniej.

Choć inflacja w marcu wzrosła do 3,0 proc. z 2,1 proc. w lutym, skok ten był w dużej mierze związany ze wzrostem cen paliw. Jednocześnie rząd uruchomił pakiet osłonowy na rynku paliw, obejmujący czasowe obniżenie VAT do 8 proc., obniżkę akcyzy oraz mechanizm maksymalnych cen detalicznych, co może ograniczać presję inflacyjną w kolejnych tygodniach. W tej sytuacji część ekonomistów zakłada, że RPP może utrzymać stopy bez zmian przez dłuższy czas, a sam prezes NBP prawdopodobnie pozostanie ostrożny w sygnalizowaniu dalszych kroków. Na rynku finansowym widać poprawę nastrojów: w czwartek rano euro kosztowało około 4,2566 zł, a dolar 3,6481 zł, co potwierdza utrzymującą się siłę złotego. WIG20 znajdował się natomiast w pobliżu 3526 pkt, czyli na poziomach niewidzianych od 2007 roku.

Develia ocenia rynek jako stabilny. Sprzedaż odbiła w marcu, oferta ma rosnąć

0

Develia sprzedała 860 lokali na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych w I kwartale 2026 r. Spółka przekazała 1205 mieszkań.

W I kwartale br. Develia sprzedała na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych 860 lokali w porównaniu do 951 w I kwartale 2025 r. oraz 845 w IV kwartale 2025 r. W liczbie sprzedanych mieszkań uwzględniono 131 lokali w inwestycjach pozyskanych dzięki przejęciu Bouygues Immobilier Polska oraz 8 lokali w projektach realizowanych w ramach joint-venture. W minionym kwartale deweloper przekazał 1205 mieszkań w porównaniu do 523 w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli o 130% więcej.

Develia na koniec marca br. miała również zawartych 158 umów rezerwacyjnych, które po podjęciu decyzji przez klientów mogą w najbliższym okresie przekształcić się w umowy deweloperskie. Na koniec 2025 r. spółka miała zawartych 48 takich umów, wobec 433 rok wcześniej.

– Jesteśmy zadowoleni z wyniku osiągniętego w I kwartale, na który warto patrzeć przez pryzmat niskiego poziomu rezerwacji, z jakim weszliśmy w 2026 r. Obecną sytuację rynkową postrzegamy jako stabilną i podtrzymujemy nasze roczne cele. Analiza sprzedaży w minionym kwartale wskazuje na ożywienie, które było widoczne w marcu.  Spodziewamy się, że w kolejnych miesiącach na rynku utrzyma się ograniczona liczba nowych wprowadzeń, co już dziś przekłada się na mniejszą dostępność mieszkań, szczególnie w Warszawie. W tym otoczeniu będziemy koncentrować się na rozszerzaniu oferty poprzez uruchamianie nowych projektów, co powinno wspierać naszą sprzedaż w dalszej części roku – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii.

Develia planuje w tym roku wprowadzić do oferty i rozpocząć budowę 4350-4550 mieszkań, z czego większość w I półroczu. W I kwartale deweloper wprowadził do sprzedaży blisko 1500 lokali w 11 projektach.

W okresie styczeń – marzec 2026 r. najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach: Unii Lubelskiej Vita w Poznaniu, M Bemowo i Aleje Praskie w Warszawie, Południe Vita w Gdańsku oraz Centralna Vita w Krakowie.

Rozejm nie wystarczy. Braki Jet A1 i drogie paliwo zmieniają europejskie lotnictwo

„Paliwo Jet A1 jest niedostępne” – taki komunikat dotarł do pilotów lecących na lotnisko Brindisi w regionie Apulia w południowych Włoszech. Tankowanie możliwe jest w przypadku lotów rządowych, misji ratowniczych oraz poszukiwawczych. Niedobory pojawiły się również na lotniskach Mediolan-Linate, Bolonia, Treviso i Wenecja[1]. Dwutygodniowy rozejm nie sprawi, że sytuacja wróci do normy i nastąpi stabilizacja cen.

Z kolei – jak informuje portal Supply Chain – duzi przewoźnicy, tacy jak United Airlines, Scandinavian Airlines i Air New Zealand, ograniczają rozkłady lotów, co wpływa na pojemność ładunkową i zwiększa złożoność logistyczną dla firm zależnych od szybkich przesyłek międzynarodowych. Linie lotnicze Scandinavian Airlines odwołały już ok. 1000 lotów w tym miesiącu, głównie w zakresie krótkodystansowych połączeń regionalnych[2]. Według danych Argus cena paliwa lotniczego w Europie osiągnęła w czwartek tuż przed świętami rekordową cenę 1900 dolarów za tonę.

W szczególnie trudnej sytuacji wydaje się Wielka Brytania, która według mediów pozyskuje nieproporcjonalnie dużą część nafty bezpośrednio z regionu Zatoki Perskiej. To sprawia, że ​​kraj ten jest niezwykle zależny od bezpieczeństwa morskich szlaków transportowych na Bliskim Wschodzie. Bez dostaw obecne rezerwy nafty w Wielkiej Brytanii wystarczą zaledwie na pięć do sześciu tygodni. Jeśli kryzys się utrzyma, brytyjskie lotniska przesiadkowe, takie jak Londyn-Heathrow czy Gatwick, mogą zostać zmuszone do wprowadzenia środków racjonowania, podobnych do tych we Włoszech. Miałoby to poważny wpływ na podróże międzynarodowe, ponieważ Wielka Brytania jest kluczowym węzłem transatlantyckim[3].

Zacznijmy od cyfr

Cieśnina Ormuz to kluczowy szlak wodny u ujścia Zatoki Perskiej, łączący produkcję ropy naftowej i skroplonego gazu ziemnego (LNG) na Bliskim Wschodzie z rynkami światowymi poprzez Morze Arabskie i Ocean Indyjski. Przez cieśninę transportuje się ok. 20% dziennego światowego zapotrzebowania na ropę, wynoszącego 100 mln baryłek. Z tego 15 mln baryłek stanowi ropa naftowa, a 5 mln – produkty ropopochodne.

Według danych S&P Global Energy, na które powołuje się turecka agencja informacyjna Anadolu[4], codziennie z Bliskiego Wschodu i północno-zachodniej Europy dostarcza się ok. 177 tys. baryłek paliwa lotniczego, przy czym 31 tys. – do południowej Europy i wschodniej części Morza Śródziemnego, 100 tys. – do Afryki oraz 17 tys. – do Azji. Dodatkowo 34 tys. baryłek paliwa lotniczego z tego regionu przesyła się przez Kanał Sueski, głównie do Egiptu. Według Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA) ok. 30% europejskiego zapotrzebowania na paliwo lotnicze pochodzi z Zatoki Perskiej.

To dane dotyczące dużego lotnictwa. W jego cieniu pozostaje cały rynek General Aviation, który również odczuwa skutki rynkowych zawirowań.

– Dzisiaj, i zapewne przez kilka kolejnych dni, jeżeli nie tygodni, najważniejszym czynnikiem wpływającym na wzrost cen pozostaje relacja popytu do podaży. Gdy niszczone są instalacje wydobywcze, terminale przesyłowe, a kluczowe szlaki handlowe zostają zablokowane, podaż surowca do produkcji benzyn – ale też wielu innych produktów ropopochodnych – drastycznie spada. To zaburza równowagę całego rynku – podkreśla Konrad Bieńkowski, członek zarządu spółki Warter Fuels.

Aby zdać sobie sprawę ze skali obecnych perturbacji, wystarczy jedno porównanie. Kryzysy naftowe lat 70. XX wieku, które wstrząsnęły Europą Zachodnią i Stanami Zjednoczonymi, wynikały z sankcji i embarg OPEC, eliminujących ok. 7% światowych dostaw ropy. Skutkiem było racjonowanie paliw w najbogatszych krajach świata oraz długotrwały kryzys gospodarczy. Zamknięcie Cieśniny Ormuz dotyczy aż 20% podaży ropy i produktów paliwowych.

Współczesna gospodarka znajduje się jednak w innym miejscu niż 50 lat temu. Zmieniła się choćby rola USA na rynku ropy i gazu. Powstały nowe rurociągi i rafinerie, a teoretycznie łatwiej dziś znaleźć alternatywnych dostawców i trasy eksportu z regionu Zatoki Perskiej. – Problem w tym, że świat jest znacznie bardziej uzależniony od ropy i gazu niż pół wieku temu. Nie wszędzie istnieją rurociągi, a tam, gdzie ich nie ma, nie zawsze można prowadzić konwoje cystern – choć decyzja Iraku o transporcie ropy przez Syrię do bezpieczniejszych portów może znaleźć naśladowców. Każda nowa trasa wymaga przetestowania i wydłuża czas dostaw. Wraz z tym rośnie cena ropy i obawa przed jej brakiem – przypomina Konrad Bieńkowski.

Podaż mniejsza niż popyt

Rafinerie na całym świecie są gotowe zapłacić więcej, by zapewnić sobie ciągłość dostaw. Skoro płacą więcej, drożeją również produkty gotowe, np. benzyna na giełdach. Co więcej, zanim jeszcze stanie się droga z powodu przetwarzania droższej ropy, drożeje wskutek zwiększonego popytu generowanego przez konsumentów chcących zaopatrzyć się w paliwo, zanim wzrosną ceny. To spirala, która napędza szybkie podwyżki.

– Producenci benzyn lotniczych kupują półprodukty w oparciu o formuły zakupowe – matematyczne wzory oparte m.in. na notowaniach benzyny samochodowej na odpowiednich giełdach paliw. Jeśli benzyna samochodowa drożeje, automatycznie drożeją półprodukty do produkcji benzyn lotniczych. W samym marcu tego roku ceny benzyn gotowych na światowych giełdach wzrosły o ponad 45%, a oleju napędowego – newralgicznego dla transportu kołowego – o 90%. Kolejnym czynnikiem jest kurs walut. Półprodukty kupowane są globalnie, więc relacja euro i dolara do złotówki ma bezpośredni wpływ na ceny – twierdzi Konrad Bieńkowski.

Na cenę litra paliwa wpływa wiele czynników, nie tylko koszt ropy

Gdy drożeją produkty energetyczne, drożeje wszystko – przewoźnicy podnoszą ceny, rosną koszty energii i produkcji. W przypadku benzyn samochodowych koszty półproduktów i wytworzenia stanowią dziś 68% ceny końcowej (wcześniej 54%). Zmiana ta jest skutkiem zmniejszenia obciążeń fiskalnych. W benzynach lotniczych udział ten wynosi ok. 61%, ponieważ wykorzystuje się surowce wysokooktanowe o dużej czystości. Resztę stanowią podatki: akcyza, VAT i opłata paliwowa.

Akcyza na benzyny lotnicze wynosi 1822 zł/l i jest wyższa niż w przypadku benzyn samochodowych – a obniżki akcyzy i VAT wprowadzone w ramach pakietu pomocowego CPN nie obejmują paliw lotniczych. Dyrektywa europejska dopuszcza niższą akcyzę dla paliw bezołowiowych, ale w Polsce benzyny bezołowiowe lotnicze objęte są najwyższą stawką. Jedyną ulgą jest zwolnienie z akcyzy dla podmiotów szkoleniowych. Użytkownik „rekreacyjny” musi ponosić pełne obciążenia fiskalne.

– Dziś wyraźnie już widzimy, że sytuacja w dużym lotnictwie zaczyna przekładać się także na General Aviation. Na razie obserwujemy obawy związane z przyszłymi cenami. Klienci kupują paliwo na zapas, co wydłuża czas dostaw – wszystkie autocysterny mają pełne obłożenie – mówi Konrad Bieńkowski.

Kiedy sytuacja może się uspokoić?

Nawet gdyby konflikt skończył się w tym tygodniu – ceny nie spadną. Może przestaną co najwyżej tak szybko rosnąć. – Pamiętajmy, że odbudowa zniszczeń wojennych to złożony proces. Nie chodzi tylko o materiały budowlane, ale także o maszyny i urządzenia. Odbudowa i przywracanie zdolności produkcyjnych potrwa miesiące. Na razie jesteśmy w jego gorącej fazie. Sprzeczne komunikaty administracji USA również nie pomagają. Jeśli dostawy do niektórych regionów świata w konsekwencji zniszczeń infrastruktury produkcyjnej spadły o 20%, odbudowa potrwa, a ceny w najlepszym razie się ustabilizują — o ile nie wystąpią braki surowca. Kraje najbardziej dotknięte niedoborami będą ściągać ropę z innych kierunków, płacąc więcej. Zawracanie tankowców i gazowców na Atlantyku może stać się codziennością. Konsekwencje mogą pójść jeszcze dalej. W niektórych rejonach Europy już mocno rewidowana i obcinana jest siatka połączeń lotniczych – właśnie z powodu braków paliwa. Wygląda na to, że w przypadku braków zaopatrywanie zawęzi się do rejonów najbliższych miejscu produkcji – zdecydowanie podkreśla Konrad Bieńkowski.

Podsumowując, na cenę benzyn lotniczych wpływa wiele czynników: zapasy, okresy rozliczeniowe, formuły zakupowe, kursy walut, koszty transportu i przetwarzania. Szybkość zmian zależy m.in. od wielkości zapasów i harmonogramów dostaw. Gdybyśmy jednak chcieli wybrać jeden, po którym można by stwierdzić, że coś się będzie działo, zarówno w benzynach lotniczych, jak i samochodowych, to jest to cena paliw gotowych na światowych giełdach. – Warto również współpracować ze sprawdzonymi partnerami, to najlepsza gwarancja pewności dostaw – zapewnia Konrad Bieńkowski.

[1] https://aviation.direct/en/Fuel-is-becoming-scarce-at-several-airports-in-Italy.

[2] https://supplychaindigital.com/news/jet-fuel-crisis-why-flight-cuts-are-squeezing-cargo.

[3] https://aviation.direct/en/Fuel-is-becoming-scarce-at-several-airports-in-Italy.

[4] https://www.aa.com.tr/en/economy/jet-fuel-prices-double-amid-strait-of-hormuz-blockade-paralyzing-supply-flows/3886851.

AI zmienia zakupy online. Konwersacyjny e-commerce zwiększa konwersję nawet 4 razy

Konwersacyjny e-commerce: 4 razy wyższa konwersja i 47 proc. szybsze zakupy. Moda czy nowy standard sprzedaży online?

66 proc. kupujących w USA i Wielkiej Brytanii deklaruje gotowość do korzystania z asystenta AI przy zakupach, a 45 proc. konsumentów już używa go do odkrywania produktów – wśród osób w wieku 25–34 lata to aż 59 proc. kupujących. Wartość rynku conversational commerce ma urosnąć z 8,8 mld USD w 2025 roku do 32,7 mld USD do 2035. Czy polski e-commerce zdąży wskoczyć do tego pociągu?

Konwersacyjny e-commerce to podejście do sprzedaży online, w którym klient wchodzi w interakcję z platformą za pomocą naturalnego języka – tak jak rozmawiałby z prawdziwym doradcą w sklepie stacjonarnym. Zamiast filtrować i klikać, opisuje, czego szuka. System rozumie intencję, kontekst i ograniczenia – a jeśli zapytanie jest zbyt ogólne, prosi o doprecyzowanie. To istotna różnica w stosunku do rozwiązań, które znamy od lat.

Klasyczny chatbot działa na zasadzie drzewa decyzyjnego i odpowiada wyłącznie na z góry zaprogramowane pytania. Gdy użytkownik zapyta inaczej, niż przewidział programista, system się gubi – nie rozumie kontekstu, nie pamięta poprzednich wiadomości, nie potrafi rekomendować produktów na podstawie złożonych preferencji” – zauważa Dominika Wojnar, Lead Account Manager w Luigi’s Box. „Z kolei live chat z konsultantem daje wyższy poziom zrozumienia, ale ma swoje ograniczenia: człowiek obsługuje tylko kilka rozmów pod rząd, nie jest dostępny całą dobę, a jakość pomocy zależy od jego wiedzy i dyspozycji w danej chwili”.

Konwersacyjny e-commerce łączy to, co najlepsze w obu podejściach – skalę i dostępność AI z jakością doświadczenia rozmowy. Nie zastępuje doradcy – symuluje go na poziomie, który jeszcze niedawno był nieosiągalny dla maszyny.

Realna potrzeba czy technologiczna moda? Liczby mówią same za siebie

Entuzjaści nowych technologii mają skłonność do ogłaszania każdej kolejnej innowacji „rewolucją”. Warto więc sprawdzić, czy za konwersacyjnym e-commerce stoją rzeczywiste zachowania klientów, czy tylko marketingowy szum.

Dane są przekonujące. Aż 66 proc. kupujących w USA i Wielkiej Brytanii deklaruje gotowość do korzystania z asystenta AI przy zakupach online[1]. Co więcej, na początku bieżącego roku 45% konsumentów już używało asystenta AI do odkrywania produktów[2] – a wśród grupy wiekowej 25–34 lata odsetek ten sięga 59 proc.[3]. Nie jest to zatem zachowanie »niszowe«” – potwierdza ekspertka. „Biznesowa strona rachunku jest jeszcze bardziej wymowna. Sklepy z asystentem AI osiągają nawet czterokrotnie wyższy współczynnik konwersji w porównaniu do platform bez takiego rozwiązania – odpowiednio 12,3 proc. wobec 3,1 proc[4]. Zakupy finalizowane są 47 proc. szybciej, a sklepy korzystające z chatbotów nowej generacji notują średnio 23 proc. wzrost konwersji[5]. Jeśli do tego dodać dane rynkowe – wartość segmentu conversational commerce szacowana jest na 8,8 mld USD w 2025 roku i ma osiągnąć 32,7 mld USD do 2035 roku[6] – trudno mówić o chwilowej modzie”.

Adopcja rozwiązania jest co prawda jeszcze „nierówna” i zależy mocno od jakości konkretnego wdrożenia oraz branży. Ale kierunek jest jednoznaczny: klienci chcą szukać produktów i kupować tak, jakby rozmawiali ze sprzedawcą.

W jakich branżach konwersacyjny model ma największy sens?

Nie każda kategoria produktów wymaga rozmowy. Konwersacyjny e-commerce sprawdza się przede wszystkim tam, gdzie decyzja zakupowa jest złożona, spersonalizowana lub emocjonalna – gdzie klient potrzebuje kogoś, kto pomoże mu wybrać, a nie tylko wyszukać.

Moda i odzież to segment wprost stworzony dla tego rozwiązania. Klient nie szuka po prostu „kurtki” – szuka „kurtki na deszczową jesień do codziennych spacerów z psem, w stylu casual, w rozmiarze M, najlepiej w stonowanych kolorach, posiadającej kaptur”. Standardowy filtr nie zrozumie takiego zapytania, za to model konwersacyjny – tak. Segment elektroniki i RTV/AGD to kolejny oczywisty kandydat do wdrożenia konwersacyjnego e-commerce, ponieważ parametry techniczne bywają przytłaczające dla przeciętnego kupującego.

Segment beauty i kosmetyków to także obszar działający w oparciu o bardzo spersonalizowane potrzeby kupujących: typ skóry, problemy dermatologiczne, skład INCI, kompatybilność produktów. Nabywcy oczekują tu poziomu rozmowy, który wcześniej był zarezerwowany dla dobrego dermokosmetologa w drogerii. Warto wspomnieć też o farmacji i zdrowiu – wrażliwym kontekście, w którym klient często wstydzi się pytać wprost i docenia dyskretną, asystencką formę interakcji.

Gdzie konwersacyjny model ma mniejszy sens? Tam, gdzie zakup jest prosty i transakcyjny – czyli w takich obszarach jak artykuły biurowe, standardowe materiały eksploatacyjne, powtarzalne zamówienia spożywcze. Choć i tam pojawia się wartość przy odkrywaniu nowości czy planowaniu zakupów. Ogólna zasada jest prosta: im więcej zmiennych w decyzji zakupowej, tym więcej sensu ma rozmowa zamiast filtrów.

Czy konwersacyjny e-commerce stanie się standardem w Polsce?

Wszystko wskazuje na to, że konwersacyjny e-commerce w ciągu najbliższych kilku lat przejdzie w Polsce drogę od niszy do standardu. Pytanie nie brzmi już „czy?”, ale „jak szybko?” to nastąpi.

Polski rynek e-commerce rośnie w imponującym tempie, a Polacy należą do najbardziej mobilnych konsumentów w Europie. Wysokie nasycenie smartfonami i rosnące oczekiwania wobec personalizacji tworzą idealne warunki do adopcji konwersacyjnego interfejsu” – stwierdza Dominika Wojnar. „Sygnał z rynku już nadszedł. W marcu 2026 roku jeden z największych graczy logistycznych w Polsce uruchomił asystenta zakupowego AI dla swoich 16 milionów użytkowników, prowadzącego ich przez cały proces zakupowy w ramach jednej aplikacji. To nie jest eksperyment – to deklaracja, że konwersacyjny interfejs staje się pełnoprawnym kanałem sprzedaży”.

W perspektywie roku konwersacyjne wyszukiwanie i asystenci zakupowi staną się standardowym elementem oferty większych sklepów – podobnie jak kilka lat temu stało się to z wyszukiwarką produktową czy silnikami rekomendacji” – dodaje ekspertka. „W perspektywie 3–5 lat możemy spodziewać się, że interfejs konwersacyjny wyprze tradycyjną nawigację kategoriami w segmencie mobile, szczególnie w branżach fashion, beauty i elektronice. Sklepy, które nie zaoferują tej ścieżki, będą postrzegane jak te bez sensownej wyszukiwarki – czyli jako archaiczne”.

[1] https://www.experro.com/blog/conversational-commerce-statistics-and-market-size/

[2] https://www.digitalapplied.com/blog/ai-shopping-assistants-45-percent-shoppers-use-ai-discovery

[3] https://www.prweb.com/releases/two-thirds-of-shoppers-now-open-to-using-ai-assistants-to-help-them-buy-online-302680182.html

[4] https://neuwark.com/blog/conversational-commerce-2026-ai-replacing-shopping-cart

[5] https://www.experro.com/blog/conversational-commerce-statistics-and-market-size/

[6] https://neuwark.com/blog/conversational-commerce-2026-ai-replacing-shopping-cart

Aleksandra Karczewska nową Associate Director w Savills Polska

0

Wraz z początkiem kwietnia 2026 roku do zespołu doradztwa inwestycyjnego w Savills Polska, dołączyła Aleksandra Karczewska. Ekspertka z ponad 13-letnim doświadczeniem w branży nieruchomości komercyjnych objęła stanowisko Associate Director. To istotne wzmocnienie kompetencji Savills w obszarze doradztwa transakcyjnego, szczególnie w sektorach biurowym, logistycznym oraz  retailu.

Aleksandra Karczewska w trakcie swojej kariery zawodowej doradzała wiodącym międzynarodowym inwestorom oraz deweloperom w transakcjach na rynku biurowym i logistycznym, ale także w retailu. W gronie jej dotychczasowych klientów znajdowały się takie podmioty jak m.in. LaSalle IM, Stena Real Estate, Echo Investment, KGAL, Uniqa, Wood & Co., Martley Capital, IROKO oraz CORUM.

Podczas pracy w poprzedniej firmie Aleksandra brała udział w transakcjach o łącznej wartości przekraczającej 850 mln EUR. Odpowiadała za pełen cykl procesu inwestycyjnego – od identyfikacji okazji rynkowych (sourcing) i analiz rentowności (underwriting), przez modelowanie finansowe i audyty umów najmu, po koordynację procesów due diligence oraz negocjacje umów kupna-sprzedaży. Posiada bogate doświadczenie w procesach typu buy-side i sell-side oraz doradztwie strategicznym.

Do jej najważniejszych sukcesów transakcyjnych należy m.in. udział w transakcji off-market biurowca Wronia 31 w Warszawie pomiędzy LaSalle IM a Uniqa, a także doradztwo na rzecz Stena Real Estate przy zakupie od Skanska dwóch budynków biurowych w Krakowie i Wrocławiu za łączną kwotę 126 mln EUR.

W Savills Aleksandra będzie odpowiedzialna za doradztwo w zakresie transakcji inwestycyjnych. Będzie odgrywać kluczową rolę w pozyskiwaniu i realizacji nowych projektów biznesowych, a także w prowadzeniu i koordynowaniu procesów transakcyjnych oraz due diligence. Będzie nadzorować także analizy finansowe i underwriting, uczestniczyć w opracowywaniu dopasowanych rozwiązań doradczych oraz wspierać rozwój zespołu, dbając jednocześnie o najwyższe standardy świadczonych usług.

Dołączenie Aleksandry do Savills to istotne wzmocnienie naszych kompetencji transakcyjnych w kluczowym momencie dla rynku. Jej ekspercka wiedza w zakresie strukturyzowania złożonych transakcji oraz doskonałe relacje z międzynarodowym kapitałem pozwolą nam jeszcze lepiej wspierać klientów w poszukiwaniu wartości w ich portfelach nieruchomości. Doświadczenie Aleksandry w sektorach biurowym, logistycznym oraz retailu, idealnie wpisuje się w strategię rozwoju naszego działu – mówi Mark Richardson, Head of Investment w Savills Polska.

Przed dołączeniem do Savills Polska, Aleksandra Karczewska była związana z Colliers, a jeszcze wcześniej przez ponad sześć lat pracowała w Burlington Real Estate (BSC / Sharman Church), gdzie doradzała inwestorom w regionie CEE. Karierę zawodową rozpoczynała w Departamencie Nieruchomości Komercyjnych Banku Pekao S.A.

Aleksandra jest absolwentką studiów Master of Science in Real Estate na University College of Estate Management w Reading (Wielka Brytania). Ukończyła także Finanse i Rachunkowość w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie oraz studia podyplomowe z zakresu wyceny nieruchomości na Politechnice Warszawskiej. Jest członkiem Królewskiego Instytutu Dyplomowanych Rzeczoznawców (MRICS) oraz aktywną przedstawicielką komitetu Young Leaders w ramach Urban Land Institute (ULI) Poland.

TACO na giełdach. Deeskalacja rozpędza zieloną falę na rynkach

Końca cywilizacji nie ma, a każda ze stron ogłasza zwycięstwo – tak mniej więcej można podsumować zawieszenie konfliktu na Bliskim Wschodzie. Trzeba jednak podkreślić, że jest to dobra informacja dla całego świata. W rynkowym menu smak TACO to powrót skłonności do ryzyka.

Zawieszenie wystarcza rynkom

USA i Iran zgodziły się na dwutygodniowe zawieszenie broni. Oznacza to zatrzymanie amerykańsko-izraelskiej operacji wojskowej, która zgodnie z zapowiedziami Trumpa miała wywołać masowe zniszczenia w kraju wroga, a nawet zniszczyć cywilizację. W zamian Teheran ma ponownie otworzyć Cieśninę Ormuz. Mediatorem był Pakistan, który według doniesień medialnych „błagał” o odroczenie terminu ultimatum prezydenta USA. Deeskalacja to dobra wiadomość, jednak pamiętajmy, że nie jest to ani koniec wojny, ani gwarancja braku ataków w przyszłości. Zwłaszcza że już kilka krajów arabskich z Zatoki Perskiej poinformowało o kolejnych nalotach ze strony Iranu. Dodatkowo Premier Izraela, mimo aprobaty decyzji Trumpa, wciąż twierdzi, że zawieszenie broni nie dotyczy Libanu. Mamy zatem do czynienia z deeskalacją, ale powstaje pytanie, jak trwała ona będzie. Testem wydaje się być piątkowa runda negocjacji pomiędzy przedstawicielami USA i Iranu w Islamabadzie, która przykuwać będzie uwagę całego świata.

Ropa dołuje, giełdy na zielono, dolar traci

Deeskalacyjne doniesienia przyniosły ulgę niemal na każdym rynku. Zacznijmy od ropy, gdzie wyceny dosłownie runęły. Odmiana amerykańska w momencie pisania tekstu odnotowuje ponad 15% spadek względem wtorkowego zamknięcia. Jeszcze wczoraj kontrakty terminowe na WTI swoje maksima wyznaczały powyżej 117 USD za baryłkę. Dziś do południa wykres potrafił wskazywać wartości poniżej 95 USD. Dla BRENT różnica jest nieco mniejsza, jednak nie mniej imponująca. Notowania poniżej 94 USD to prawie 18 dolarów taniej względem wczorajszych szczytów. Pełne emocji ruchy widać także na innych surowcach, rynkach kapitałowych czy na forex. Złoto, srebro i kryptowaluty rosną, podobnie jak europejskie giełdy. WIG20 po godzinie 13:30 znajduje się przy 3540 pkt, co oznacza ok. 3,4% wzrost. Niemiecki DAX jest jeszcze bardziej zielony (ok. 4,8% na plusie).

W końcu przechodzimy na rynek walutowy, gdzie kapitał polubił ryzyko. Traci na tym amerykański dolar, do którego inwestorzy uciekali w ciągu ostatnich 5 tygodni. Kurs głównej pary walutowej świata przebija właśnie 1,17 USD (jeszcze o północy byliśmy o cent niżej). Odpływ kapitału od dolara widać na USD/PLN, który zniżkuje poniżej 3,635 PLN. Krajowa waluta dobrze radzi sobie względem euro. Wykres EUR/PLN schodzi poniżej 4,255 PLN. Kurs CHF/PLN o godzinie 13:30 to 4,613 PLN, natomiast GBP/PLN to 4,895 PLN.

Niewojenne tło

Oprócz informacji z Bliskiego Wschodu, w środę rynki otrzymały kilka ciekawych danych makroekonomicznych. Za naszą zachodnią granicą odnotowano 3,5% r/r wzrost zamówień w przemyśle (poprzednio 0,3% r/r). W całej strefie euro delikatnie powyżej oczekiwań znalazła się sprzedaż detaliczna (1,7% r/r, konsensus 1,6% r/r). Dodatkowo o 3% r/r spada inflacja producencka. Dziś te odczyty nie mają tak istotnego wpływu na kurs eurodolara jak doniesienia z Bliskiego Wschodu, jednak są korzystne dla unijnej waluty. Odchodząc od strefy euro, nie można zapomnieć o ponownie zaskakująco dobrych danych z Węgier. Przypomnę, że ostatniego dnia marca dowiedzieliśmy się o aż 26,3% r/r wzroście wynagrodzeń za styczeń. Dziś dane inflacyjne (1,8% r/r) są niższe od spodziewanego skoku z 1,4% r/r do 2,2% r/r, a sprzedaż detaliczna rośnie z 3,5% r/r do 3,8% r/r. Nie wchodząc w polityczne dywagacje, dodam jedynie, że w niedzielę w omawianym kraju odbędą się wybory parlamentarne. Przypadku nie można się za to doszukiwać w dzisiejszym umocnieniu nowozelandzkiego „kiwi”. Waluta umacnia się względem słabego USD o 1,7%. Do tak silnego ruchu swoją cegiełkę dołożył Bank Rezerwy Nowej Zelandii, który, po pozostawieniu kosztu pieniądza na dotychczasowym poziomie 2,25%, jasno zasygnalizował swoje obawy inflacyjne. Jastrzębi komunikat podwyższył prognozy docelowego poziomu stóp procentowych w Nowej Zelandii. Rynek widzi opcję nawet dwóch podwyżek o 25 punktów bazowych do końca roku, co przekłada się na siłę NZD. To nie ostatnie istotne dane od bankierów centralnych w tym tygodniu. Wieczorem czeka nas publikacja protokołu FOMC z marcowego posiedzenia, a już jutro poznamy kwietniową decyzję Rady Polityki Pieniężnej.

Rosną w tempie rakiety, spadają jak piórko. Przewoźnicy drogowi o cenach paliw

Ceny paliw rosną jak wystrzał rakiety, a spadają z lekkością piórka. Jako Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych nie mamy żadnych wątpliwości, że nawet ustabilizowanie sytuacji na Bliskim Wschodzie i dobre zmiany w kontekście tego konfliktu nie spowodują, że tak jak dramatycznie zmieniły się na niekorzyść ceny paliw i ropy, tak nagle wszystko się uspokoi i wróci do stanu z przełomu stycznia i lutego 2026.

Sytuacja geopolityczna charakteryzuje się obecnie daleko idącą nieprzewidywalnością. Środowe uspokojenie nastrojów z jednej strony cieszy, bo jeszcze dzień wcześniej prezydent Trump mówił o „rozwiązaniach ostatecznych”, ale z drugiej strony czy jesteśmy w stanie przewidzieć ja wyglądać będzie sytuacja w czwartek i w kolejnych dniach? Ceny na rynku ropy szaleją i tak naprawdę przewidywanie cen na kolejne tygodnie do przodu. Oczywiście zauważalne jest, że już teraz ceny na światowych rynkach nieco spadają, mowa o około 15% do około 95 USD za baryłkę Brent. To jednak nie oznacza, że jutro na stacjach paliw w Polsce będzie już widoczne, że ceny spadają.

Jak przewoźnicy odczuwają ostatnie tygodnie? Problemy w przypadku łańcuchów dostaw i radykalny spadek opłacalności prowadzenia działalności gospodarczej w wielu przypadkach stanie się wyznacznikiem tego, jak wyglądać będzie prowadzenie biznesu w kolejnych tygodniach. Dla wielu firm – szczególnie mniejszych przewoźników – radykalny wzrost cen paliwa spowodował gigantyczne straty. Znam opinie, że firmy dają sobie jeszcze kilka tygodni czasu, by ocenić perspektywy opłacalności dalszego prowadzenia firmy.