Polska motorem wzrostu gospodarczego w Europie i z wysoką inflacją

  • PKB wzrośnie w Polsce o 0,1% w 2023 r., a w kolejnych dwóch latach wzrost ustabilizuje się na poziomie 3,3%, ponad dwa razy wyższym niż w strefie euro (odpowiednio 1,1% i 1,5% w 2024 r. i 2025 r.).
  • Inflacja w Polsce, obok Węgier, utrzyma się powyżej celu do 2026 r. W strefie euro powinna spaść do celu inflacyjnego w 2025 r.
  • NBP prawdopodobnie będzie kontynuował cykl obniżek stóp procentowych. Europejski Bank Centralny, Fed i Bank Anglii (BoE) obniżą stopy procentowe po raz pierwszy w czerwcu 2024 r.

Gospodarka Polski i Europy z trudem wychodzi ze stagnacji, ale najgorsze ma już za sobą – wynika z najnowszej odsłony raportu European Economic Outlook przygotowanego przez Zespół Analiz Ekonomicznych EY.

PKB w Polsce był w II kwartale 2023 r. niższy o 0,6% w porównaniu do II kw. 2022 r., ale analiza danych miesięcznych wskazuje na odbicie z gospodarczego dołka począwszy od III kw. br. – przewidują analitycy EY.

Wzrost gospodarczy pobudziła konsumpcja, rosnąca w obliczu spadającej inflacji, oraz inwestycje, wspierane przez absorpcję funduszy unijnych. Spodziewam się przyspieszenia wzrostu PKB w kolejnych kwartałach. Będzie to spowodowane dalszym spadkiem inflacji, wprowadzeniem 800+ i wzrostem wynagrodzeń, co z kolei będzie dodatkowo napędzane przez silną podwyżkę płacy minimalnej i prawdopodobny znaczący wzrost wynagrodzeń w sektorze publicznym – mówi Marek Rozkrut, Partner EY, szef Zespołu Analiz Ekonomicznych, Główny Ekonomista EY na Europę i Azję Centralną.

Silny wzrost konsumpcji zniweluje z naddatkiem spowolnienie inwestycji. Te mogą spaść w I kwartale 2024 r. w związku z zakończeniem wydatkowania środków z unijnej perspektywy finansowej na lata 2014-2020. W konsekwencji, po minimalnym wzroście PKB w Polsce o 0,1% w tym roku, Zespół Analiz Ekonomicznych EY spodziewa się wzrostu PKB o 3,3% zarówno w 2024 r., jak i w 2025 r.

Inflacja kontynuuje rajd w dół, ale powrót do celu inflacyjnego będzie mocno rozciągnięty w czasie – wynika z prognoz EY. Inflacja osiągnęła poziom 8,2% we wrześniu, co oznacza silny spadek ze szczytowego poziomu 18,4% w lutym.

Spadek inflacji jest spowodowany nie tylko obniżką cen energii i żywności, ale też składników bazowych, w tym usług. Zespół Analiz Ekonomicznych EY spodziewa się spadku inflacji CPI do poziomu poniżej 7% na koniec 2023 r. Jednak w nadchodzącym roku spadek inflacji będzie już wolniejszy ze względu na silny wzrost płac i spodziewane wygaśnięcie obniżonych stawek VAT na żywność. Zespół Analiz Ekonomicznych EY prognozuje inflację na poziomie 5,1% w 2024 r. i 4,6% w 2025 r. Utrzymywaniu jej na stosunkowo wysokim poziomie w kolejnych latach będą sprzyjały spodziewane wzrosty cen energii związane z wygaszaniem programów osłonowych dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw oraz utrzymujący się silny wzrost płac. W efekcie inflacja nie powróci do celu na poziomie 2,5% nawet na koniec 2026 r. – uważają analitycy Zespołu Analiz Ekonomicznych EY.

Prognozy inflacji są jednak obarczone wysoką niepewnością związaną z czynnikami regulacyjnymi – nie wiemy kiedy VAT na żywność powróci do pierwotnych stawek oraz kiedy i w jakim zakresie odmrożone zostaną ceny energii. Wybory samorządowe i do Parlamentu Europejskiego w 2024 r. mogą opóźnić te decyzje, co już uwzględniliśmy w naszej prognozie. W przeciwnym wypadku, tj. gdyby te decyzje nastąpiły na początku roku, średnioroczna inflacja w Polsce byłaby w 2024 r. dużo wyższa – mówi Marek Rozkrut.

Rada Polityki Pieniężnej (RPP) zaskoczyła rynki skalą cięć stóp procentowych we wrześniu, a po kolejnej obniżce w październiku ich poziom został zredukowany łącznie z 6,75% do 5,75%. Niepewność odnośnie kolejnych ruchów RPP jest wysoka. Zespół Analiz Ekonomicznych EY spodziewa się dalszych obniżek, choć wolniejszych niż zakładał w poprzedniej prognozie. Aktualna prognoza EY zakłada, że stopy procentowe spadną do 4,5% na koniec 2024 r. Nie można jednak wykluczyć, że RPP wstrzyma się z obniżkami na pewien czas.

Spodziewam się dalszej ekspansji fiskalnej w krótkim terminie związanej z realizacją obietnic wyborczych, w szczególności silnego wzrostu płac w sektorze publicznym. Środki z Krajowego Planu Odbudowy powinny zostać stosunkowo szybko odblokowane, zwiększając inwestycje publiczne głównie w latach 2025-2026 – mówi Marek Rozkrut.

Europa wychodzi ze stagnacji

Polska, obok Irlandii, Niderlandów, Francji i Włoch, jest jednym z motorów wzrostu gospodarczego Unii Europejskiej – wynika z European Economic Outlook. PKB UE był w II kw. 2023 r. o 3,4% większy niż w IV kw. 2019 r. Nasz kraj odpowiada za 0,32 pkt. proc. tego wzrostu

W III kwartale 2023 r. europejska gospodarka pozostawała w marazmie. Spodziewam się, że PKB strefy euro lekko spadł, a w najlepszym wypadku był w stagnacji, w związku z wygasającym ożywieniem w usługach i utrzymującą się recesją w przemyśle. Dobra wiadomość jest taka, że trzeci kwartał to prawdopodobnie dołek cyklu koniunkturalnego. Gwałtownie spadająca inflacja wspiera realne dochody i tym samym konsumpcję. Wzrost gospodarczy będą też stymulować inwestycje rządowe, wraz z rosnącą absorpcją środków z unijnego Funduszu Odbudowy. Spodziewam się, że strefa euro powróci do wzrostu gospodarczego na przełomie 2023 i 2024 r. Ożywienie będzie jednak stopniowe, hamowane przez restrykcyjną politykę pieniężną oraz powolne ożywienie popytu zagranicznego – mówi Marek Rozkrut.

Po spowolnieniu wzrostu PKB do 0,6% w 2023 r., Zespół Analiz Ekonomicznych EY spodziewa się delikatnego przyspieszenia wzrostu w strefie euro do 1,1% w 2024 r. i 1,5% w 2025 r. Prognozy na 2023 i 2024 r. zostały zrewidowane w dół o 0,1 pkt proc., z odpowiednio 0,7% i 1,2% prognozowanych przez EY w lipcu.

Pomimo lekkiego wzrostu aktywności ekonomicznej, kraje europejskie prawdopodobnie pozostaną znacząco poniżej trendu sprzed Covid-19. Powodem są długoterminowe negatywne efekty pandemii i wojny w Ukrainie – mówi Marek Rozkrut.

Wyboista droga do spadku inflacji

Inflacja w Europie nadal spada, obniżając się w strefie euro do 4,3% we wrześniu br. ze szczytu 10,6% w październiku 2022 r. Początkowo dezinflację napędzały efekty bazowe i spadająca inflacja cen energii. Następnie łagodzenie problemów w łańcuchach dostaw, słaby popyt i spadek cen surowców zaczęły się przekładać na spowolnienie inflacji towarów bazowych (tj. po wyłączeniu żywności i energii) i żywności.

Zespół Analiz Ekonomicznych EY prognozuje dalszy spadek inflacji w strefie euro do końca roku, ponieważ dezinflacja cen żywności i towarów bazowych będzie kontynuowana, a inflacja usług będzie nadal się obniżać po pierwszym spadku we wrześniu.

W przyszłym roku, gdy pośrednie skutki wcześniejszych szoków energetycznych i innych szoków podażowych stopniowo zanikną, skończy się szybki i łatwy etap procesu dezinflacji i coraz ważniejszym czynnikiem wpływającym na inflację będą koszty pracy. Przy napiętej sytuacji na rynkach pracy, pracownicy mogą wykorzystać swoją siłę przetargową, by odbić sobie z nawiązką spadek realnych dochodów, którego doświadczyli w ostatnich kwartałach. Będzie to utrzymywać presję na wzrost płac i cen, szczególnie w sektorze usług, gdzie udział płac w kosztach jest dwukrotnie wyższy niż w przemyśle. Tak więc, chociaż Zespół Analiz Ekonomicznych EY przewiduje, że inflacja w strefie euro spadnie poniżej 3% do końca 2023 r., jej dalszy spadek będzie bardziej problematyczny. Oczekujemy, że inflacja pozostanie nieco powyżej 2%, czyli celu Europejskiego Banku Centralnego, przez cały 2024 rok, osiągając 2% dopiero w 2025 roku. Inflacja bazowa będzie jeszcze wyższa w 2024 roku, ale osiągnie cel również w 2025 roku – mówi Marek Rozkrut.

Trendy inflacyjne są podobne w całej Europie, jednak poziomy inflacji różnią się znacznie. Wynika to przede wszystkim z odmiennych wrażliwości poszczególnych gospodarek na zmiany cen surowców, zróżnicowanego poziomu napięcia na rynkach pracy oraz rozbieżności w sposobie mierzenia inflacji w niektórych krajach. Inflacja jest nadal najwyższa w krajach Europy Środkowo-Wschodniej (w przedziale 7%-12% we wrześniu 2023 r.), głównie ze względu na niekorzystny miks energetyczny (oparty na paliwach kopalnych), wyższe udziały żywności i energii w koszykach inflacyjnych oraz napiętą sytuację na rynku pracy. Najniższe stopy inflacji, bliskie zeru, zanotowały Holandia, Dania i Belgia – kraje, w których ceny energii są obliczane na podstawie cen nowych umów, co przełożyło się na obecnie głęboko ujemną inflację cen energii.

Jednakże te krajowe rozbieżności będą nadal się zmniejszać. Inflacja w większości gospodarek Unii Europejskiej będzie oscylować w przedziale 1,5%-3,0% w 2024 r.

Presja inflacyjna może pozostać na podwyższonym poziomie w niektórych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, zwłaszcza w Polsce i na Węgrzech. Napięta sytuacja na rynkach pracy, ekspansywna polityka fiskalna, stopniowe wycofywanie się z czasowych obniżek podatków pośrednich i zamrożenia cen energii utrzymają wysoką inflację na dłużej – mówi Maciej Stefański, Starszy Ekonomista, Zespół Analiz Ekonomicznych EY.

Cykl podwyżek stóp w strefie euro dobiegł końca

Główne banki centralne strefy euro zakończyły podnoszenie stóp procentowych, ale ze względu na utrzymującą się presję inflacyjną i wysoki wzrost płac stopy procentowe pozostaną przez dłuższy czas na podwyższonym poziomie – wynika z szacunków przedstawionych przez EY w European Economic Outlook.

Spodziewamy się, że EBC, Fed i Bank Anglii obniżą stopy procentowe po raz pierwszy w czerwcu 2024 roku i będą kontynuować stopniowe łagodzenie polityki monetarnej na kolejnych posiedzeniach – napisali analitycy Zespołu Analiz Ekonomicznych EY.

W pozostałych krajach europejskich banki centralne prezentują rozbieżne stanowiska. Władze monetarne Europy Środkowo-Wschodniej już rozpoczęły lub niedługo zaczną łagodzić politykę pieniężną, szwajcarski bank centralny zakończył cykl podnoszenia stóp, podczas gdy skandynawskie banki centralne kontynuują zaostrzanie polityki.

Skutki podnoszenia stóp procentowych występują z opóźnieniem i ich najsilniejsze efekty odczujemy dopiero w przyszłym roku. Koszty obsługi długu będą nadal rosły, ponieważ coraz większa część zadłużenia jest refinansowana przy wyższych stopach procentowych. W miarę jak inflacja spada, a stopy nominalne pozostają niezmienione, stopy realne rosną, co prowadzi de facto do zaostrzenia polityki pieniężnej. Trzeba jednak zaznaczyć, że efekty polityki pieniężnej różnią się w zależności od kraju, co wynika między innymi z różnic w poziomie zadłużenia i popularności kredytów ze stałą stopą procentową – czytamy w najnowszej edycji European Economic Outlook.

Perspektywy gospodarcze dla Europy pozostają bardzo niepewne, a realizacja scenariusza niższego PKB i wyższej inflacji wydaje się na tym etapie być bardziej prawdopodobna niż optymistycznego scenariusza prognoz.

Wraz z wybuchem konfliktu między Izraelem i Hamasem, napięcia geopolityczne znów jawią się jako główne źródło ryzyka. W obecnym kształcie, wpływ konfliktu na gospodarkę europejską i światową prawdopodobnie będzie bardzo ograniczony (mniej niż 0,1% PKB) i będzie polegał głównie na zwiększonej zmienności cen ropy naftowej i mniejszej stabilności na rynkach finansowych. Jeśli jednak konflikt rozszerzy się na inne kraje Bliskiego Wschodu, może to prowadzić do skokowego wzrostu cen ropy, zakłóceń w łańcuchach dostaw oraz zaostrzenia warunków finansowych. Ponadto, wojna w Ukrainie oraz potencjalne napięcia między Chinami i Tajwanem nadal stanowią istotne źródła ryzyka dla globalnych perspektyw gospodarczych – podsumowuje Marek Rozkrut.

Rynki finansowe w obliczu ważnych decyzji banków centralnych

W tym tygodniu poznamy wiele danych makro oraz decyzje banków centralnych w sprawie poziomu stóp procentowych. Oprócz Fed-u o kształcie polityki monetarnej będzie decydować także Bank Japonii oraz Anglii. Dziś jednak kalendarz jest dość ubogi. Najważniejszy dla amerykańskiej gospodarki będzie raport NFP, który poznamy w piątek. Tego samego dnia światło dzienne ujrzy ISM dla usług. W środę, jeszcze przed decyzją Fed, zaprezentowane zostaną: ankieta JOLTS, raport ADP oraz ISM dla przemysłu.

Europejski Bank Centralny nie zaskoczył rynku. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami (pauza w podwyżkach) a przekaz na konferencji prasowej w niewielkim stopniu różnił się od tego usłyszanego we wrześniu. Kurs EURUSD nie zmienił jakoś szczególnie swojego położenia. Cały czas oscyluje wokół poziomu 1,0550.

Jeśli chodzi o Fed – tu konsensus rynkowy wskazuję na utrzymanie głównej stopy procentowej na niezmienionym poziomie (5,25 – 5,5 proc.). Inflacja jest na dobrej drodze do osiągnięcia celu. Preferowana przez bank centralny miara inflacji PCE core obniżyła się w październiku nieznacznie do 3,7 proc. z 3,8 proc. r/r poprzednio. Wskaźnik uwzględniający ceny żywności i energii wypadł na poziomie 3,4 proc. r/r podobnie jak miesiąc wcześniej. O ile wskaźnik bazowy wciąż jest na spadkowej trajektorii, o tyle miara zasadnicza od pewnego czasu ponownie lekko wzrasta. W czerwcu wynik wskazywał 3 proc., więc wakacje przyniosły lekkie odbicie dynamiki wzrostu cen. Tak czy inaczej inflacja zmierza w dobrym kierunku, choć ostatni etap zejścia jej do celu będzie raczej długi i mozolny.

Dokonanie dalszych podwyżek jest wciąż dyskusyjne. Z pewnością Rezerwa Federalna zanim dokona kolejnego kroku zacieśniającego politykę monetarną będzie chciała mieć pewność, że wzrost gospodarczy jest naprawdę odporny. Amerykański bank dopiero w grudniu opublikuje swoje nowe prognozy oraz najnowszy „wykres kropkowy” przedstawiający medianę oczekiwań kształtu ścieżki stóp procentowych przedstawicieli FOMC. Dane z tego tygodnia nie zmienią decyzji Fed-u, mogą jednak wpłynąć na to, co zobaczymy w grudniu, kiedy instytucja będzie miała w ręku więcej aktualnych liczb oraz nowe projekcje. Uważam, że Powell ponownie będzie chciał być dużym dyplomatą i unikać będzie wskazówek co do terminu pierwszej obniżki stóp w USA. Nie padnie również raczej oficjalna informacja o tym, że aktualny cykl zakończył się. Instytucja będzie chciała zostawić sobie otwartą furtkę i prawdopodobnie nie wykluczy żadnej z opcji a jakiekolwiek dalsze działania uzależni od danych makro. Wszystko wskazuje na to, że będzie to nudna konferencja prasowa, która nie będzie przełomowym wydarzeniem dla rynków.

Po tym jak kurs pary walutowej USD/JPY przekroczył psychologiczny poziom 150,00, jutrzejsza decyzja BoJ stała się nieco bardziej interesująca. Co prawda do zmian w parametrach polityki monetarnej raczej nie dojdzie i wciąż jej ultra-ekspansywny charakter pozostanie. W Japonii inflacja od dłuższego czasu przekracza docelowy poziom 2 proc. i utrzymuje się na uporczywie wysokim poziomie. Październikowe dane z Tokio w miniony piątek również zaskoczyły na plus. Jak na razie bank jedynie kontroluję swoją krzywą dochodowości. 10-letnie obligacje Japonii zbliżają się do 1 proc., co powoduje, że rosną spekulacje, że dopuszczalny zakres może zostać poszerzony. Dodatkowo słaby jen pociąga za sobą ryzyko wzrostu inflacji. Presja na zmianę kształtu polityki monetarnej przez BoJ jest coraz większa. Jakiekolwiek sygnały o możliwej zmianie kursu będzie wpływać pozytywnie na JPY.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Cena ropy spada po weekendzie. Bitcoin najwyżej od trzech miesięcy

Pomimo strachu, który widzieliśmy na rynku ropy przed piątkowym zamknięciem, nic szczególnego się nie wydarzyło. Dzisiaj na otwarciu rynek wraca do poprzednich poziomów. Amerykanie wydają jeszcze więcej, niż zarabiają, a bitcoin nieśmiało wraca na salony.

Amerykanie na zakupach

Dane na temat wydatków i dochodów Amerykanów są dość specyficzne. Teoretycznie przy tak zadłużonym społeczeństwie powinniśmy się cieszyć, gdy wydatki nie rosną, a przynajmniej nie tak szybko jak dochody. Problem w tym, że dane pokazują dużo szybszy wzrost wydatków, a rynki reagują pozytywnie. Większe wydatki oddalają bowiem perspektywę kryzysu gospodarczego. Z drugiej jednak strony mamy do czynienia z bombą, którą z każdym rokiem będzie coraz trudniej rozbroić. O ile oczywiście ktoś takie bomby zamierza kiedykolwiek rozbrajać.

Spokojniej na ropie

Obecna sytuacja w Izraelu spowodowała, że nie wiedząc, co się wydarzy w weekend, inwestorzy w piątek wyraźnie dokupywali ropy naftowej. Brak handlu w sobotę i niedzielę oraz perspektywa eskalacji powodowały, że ceny rosły. Z drugiej strony weekend przeszedł bez dramatycznej eskalacji, co nie znaczy, że emocji brakowało. Otwarcie rynku przebiega jednak pod dyktando wyraźnej przeceny. Ci, którzy kupili, przewidując intensyfikację działań zbrojnych, teraz bowiem sprzedają. Różnica względem piątkowego zamknięcie to aż 3% ceny obecnie. Patrząc na sytuację, może nas czekać jeszcze kilka takich cykli w kolejnych tygodniach, zanim sytuacja wróci do normy, czymkolwiek będzie norma na Bliskim Wschodzie.

Kolejne wzrosty bitcoina

Najpopularniejsza kryptowaluta świata bardzo silnie reaguje na wszystkie informacje związane z otwarciem funduszu pozwalającego inwestować w bitcoina. Operatorem ma być BlackRock, czyli gigant na rynku funduszy, co będzie jednocześnie bardzo silną legitymizacją dla tego rynku. Co prawda to jeszcze nie koniec drogi, bo czekamy jeszcze na decyzję regulatora, ale optymizmu nie brakuje. Dodatkowi chętni do zakupu znajdują się zresztą również z innych powodów. Perspektywa spadku stóp procentowych i niepewność w gospodarce, szczególnie europejskiej powoduje, że inwestorzy dywersyfikują swoje portfele, szukając alternatyw. Część z nich wybiera kryptowaluty. W rezultacie tych dwóch trendów od początku października bitcoin wzrósł o niemal 25%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Kody QR to nowy cel hakerów

Hakerzy tym razem wykorzystują kody QR! Analitycy Check Point Software zaobserwowali 587-proc. wzrost ataków typu Quishing, a wśród ofiar miała być m.in. „duża amerykańska firma energetyczna”. Tymczasem Polacy coraz chętniej korzystają z kodów. Wg badania MediaHub Poland, przeprowadzonego przez Pollster, do regularnego używania QR kodów przyznaje się 61 proc. badanych.

Specjaliści bezpieczeństwa cybernetycznego z Check Point Software poinformowali, że ich usługa Harmony Email odnotowała w okresie od sierpnia do września niemal 6-krotny wzrost liczby oszustw phishingowych wykorzystujących kody QR. Ma to odpowiadać tysiącom ataków w skali miesiąca.

– Kody QR są świetnym sposobem na ukrycie złych zamiarów. Za obrazem może znajdować się złośliwy link, który bez zeskanowania i analizy nie będzie wzbudzał podejrzeń – zauważa Jeremy Fuchs, badacz cyberbezpieczeństwa w Check Point Software.

Ponieważ użytkownicy są już przyzwyczajeni do skanowania kodów QR, otrzymanie ich w wiadomości e-mail zazwyczaj nie jest powodem do niepokoju. Według Statista w 2022 r. około 89 milionów użytkowników smartfonów w Stanach Zjednoczonych zeskanowało kod QR na swoich urządzeniach mobilnych, co oznacza wzrost o 26 procent w porównaniu z 2020 r. Przewiduje się, że wykorzystanie mobilnych skanerów kodów QR będzie stale rosło, osiągając ponad 100 milionów użytkowników w USA do 2025 roku.

Również w Polsce to coraz popularniejszy nośnik informacji Do regularnego używania QR kodów przyznaje się 61 proc. badanych, a aż 54 proc. konsumentów skanuje je na opakowaniach produktów, by dowiedzieć się czegoś więcej – wnioskują autorzy badania przeprowadzonego na zlecenie MediaHub Poland. W trakcie trwania pandemii: 26 proc. badanych znacząco zwiększyło wykorzystywanie kodów, 38 proc. zrobiło to w nieznacznym stopniu, a 33 proc. używa ich jak wcześniej.

Upadłość konsumencka coraz popularniejsza

Pierwsze półrocze obecnego roku przyniosło w Polsce ponad 10 tysięcy upadłości konsumenckich. Choć rok się jeszcze nie skończył, już teraz możemy mówić o osiągnięciu rekordowej liczby bankructw. Eksperci ostrzegają, że w obliczu zbliżającej się recesji ten trend może utrzymać się na stałe.

Perspektywy poprawy sytuacji finansowej w Polsce wydają się niewielkie

Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że obecnie zadłużenie osób indywidualnych wynosi ponad 45,4 miliardów złotych. Tylko w pierwszym kwartale bieżącego roku zaległości Polaków wzrosły o ponad 400 milionów. Już 40% osób przyznaje, że ma do spłacenia raty kredytów, pożyczki lub długi.

Z problemem nieterminowej spłaty zaległych rat czy opłaty bieżących rachunków zmaga się już 6% Polaków. Biuro Informacji Kredytowej regularnie notuje przyrost liczby opóźnień w spłatach kredytów wynoszących powyżej 90 dni. Poduszki finansowe również ulegają uszczupleniu. Coraz mniej osób deklaruje, że ich gospodarstwa domowe mają jakiekolwiek oszczędności.

Gdzie szukać przyczyn rosnącego zadłużenia?

Pandemia, hiperinflacja, konflikt zbrojny za wschodnią granicą oraz rosnące raty kredytów to główni “winowajcy” pogarszającej się sytuacji społeczno-gospodarczej. Kumulacja wydarzeń z kilku ostatnich lat ma teraz swoje skutki. Najbardziej poszkodowani są zwykli konsumenci.

W marcu inflacja w Polsce osiągnęła rekordowy poziom 18,4% – najwyższy od grudnia 1996 roku. Od dwóch kwartałów są odnotowane ujemne wyniki wzrostu PKB, więc zgodnie z definicją pojawiła się w Polsce techniczna recesja. Dla wielu osób podwyżki stóp procentowych z ostatnich miesięcy wiązały się niekiedy z ponad dwukrotnym wzrostem wysokości miesięcznych rat kredytów.

Choć niski poziom bezrobocia czy coraz wyższe wynagrodzenie minimalne mogą brzmieć obiecująco, to w rzeczywistości siła nabywcza pieniądza spada, a koszty życia drastycznie rosną. Efekt? Polacy tracą stabilność finansową. Coraz częściej jedynym i najlepszym rozwiązaniem staje się dla nich upadłość konsumencka.

Zainteresowanie upadłością konsumencką w Polsce widać dobrze w statystykach otwieranych postępowań. Po raz ostatni takie rekordy notowano pod koniec 2020 roku. Wówczas przyczyna była jednak inna. Był to rok, w którym przepisy związane ogłaszaniem upadłości zostały mocno zliberalizowane – komentuje Jarosław Rembisz z kancelarii prawnej Rembisz i Wspólnicy z Chełma.

Upadłość konsumencka – zwykła ucieczka czy najrozsądniejsze wyjście?

Tego trendu nie da się już nie zauważyć. W marcu 2023 roku miesięczna liczba ogłoszeń bankructwa osób fizycznych po raz pierwszy przekroczyła 2 tysiące. Trzy miesiące później odnotowano kolejny rekord – ponad 1800 upadłości konsumenckich. Dla porównania w całym 2022 roku liczba ta wyniosła 15 tysięcy. Wzrosła też przeciętna wysokość długu – z zeszłorocznego 18,5 do 19,2 tys. zł obecnie.

Dane pokazują, że większość tych osób miała problemy finansowe na długo przed ogłoszeniem niewypłacalności. Ponad połowa z nich widniała w KRD już od co najmniej dwóch lat. Dlaczego tyle czekali? Najczęstszą obawą związaną z ogłoszeniem bankructwa jest utrata możliwości rozporządzania własnym majątkiem. Dochodzi też czynnik psychologiczny. Dla wielu osób ogłoszenie upadłości jest powodem do wstydu.

Duża część Polaków próbuje spłacać zobowiązania, posiłkując się zaciąganiem kolejnych pożyczek. W efekcie popadają w spiralę zadłużenia, z której ciężko się wydostać. Upadłość konsumencka jest alternatywą dla ciągnących się egzekucji komorniczych oraz legalnym sposobem na powstrzymanie windykacji i wyjście z długów – wyjaśnia radca prawny Jarosław Rembisz.

Rozwiązanie bardzo skuteczne. Są tylko dwa „ale”

Osoba, która ogłosi upadłość konsumencką, otrzymuje możliwość uzyskania oddłużenia względem zdecydowanej większości zadłużenia. Ma to na celu spowodować, że rozpocznie „nowe życie” bez długów. Jarosław Rembisz przestrzega jednak przed traktowaniem upadłości konsumenckiej jako standardowej metody na wyjście z trudności finansowych.

Jej alternatywą może być na przykład układ konsumencki. Pozwala on na porozumienie się z wierzycielami, tj. zaproponowanie im spłaty należności z własnych dochodów. W przeciwieństwie do bankructwa, układ konsumencki pozwala dłużnikowi na zachowanie przynajmniej części majątku.

Eksperci podkreślają również rosnącą rolę prawników, od których w dużej mierze zależy sukces postępowania. Nie tylko dokonują analizy sytuacji prawno-finansowej, ale też sporządzają wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej, negocjują z wierzycielami, reprezentują dłużnika w sądzie czy kontrolują działania syndyka. Wiele wskazuje na to, że zapotrzebowanie na tego typu usługi będzie w Polsce tylko rosło.

Według przewidywań Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej liczba niewypłacalności w Polsce do końca 2023 roku może przekroczyć nawet 20 tysięcy. To o 5 tysięcy więcej niż w ubiegłym roku.

Wzrost napięcia geopolitycznego zbliża złoto do 2 000 USD

Złoto w październiku wykonało duży zwrot, napędzany z jednej strony przez perspektywę zakończenia cyklu podwyżek stóp procentowych przez FED, z drugiej zaś, przez niepokoje geopolityczne na Bliskim Wschodzie. Aktualnie gra toczy się o barierę 2 000 USD.

Dwie główne przyczyny to polityka FED na najbliższe miesiące, a także sytuacja na Bliskim Wschodzie. Atak na Izrael, który Hamas przeprowadził ze Strefy Gazy, był aktem, który nie miał precedensu w historii Izraela z uwagi na jego brutalność i ilość cywilnych ofiar. W odpowiedzi Izrael dokonuje bezwzględnych ostrzałów Gazy i przygotowuje się do operacji lądowej.

Konflikt ten wzbudza niepokoje również ze względu na możliwe zaangażowanie innych stron – przede wszystkim Iranu, ale też Hezbollahu. Aby uniknąć tego rodzaju eskalacji, Stany Zjednoczone wysłały na Morze Śródziemne dwa lotniskowce.

Złoto przeważnie jest skorelowane odwrotnie z dolarem amerykańskim i w większości przypadków zmiany ceny złota spowodowane są osłabieniem się lub umocnieniem dolara. W tej sytuacji rośnie zarówno cena złota, jak i umacnia się dolar. Tego rodzaju sytuacje zdarzają się rzadko. To – w połączeniu ze spadającymi rynkami akcji – pokazuje, jak bardzo kapitał szuka teraz bezpieczeństwa.

EBC przerywa cykl podwyżek

Po dziesięciu podwyżkach stóp procentowych, Europejski Bank Centralny poinformował w czwartek o przerwaniu cyklu podwyżek. Christine Lagarde tłumaczy, że kraje strefy euro są obecnie osłabione gospodarczo, zatem dalsze podwyżki stóp procentowych mogłyby bardziej zaszkodzić niż pomóc. Mimo to podkreśla, że ryzyko dalszego wzrostu inflacji w pozostaje podwyższone, z uwagi na zwiększone napięcia geopolityczne i możliwość wzrostu cen energii.

Rozpoczęty w lipcu 2022 roku cykl podwyżek był pierwszym od 11 lat i doprowadził do rekordowych poziomów. Stopa oprocentowania operacji refinansujących wynosi obecnie 4,5 proc., kredytu 4,75 proc., zaś depozytu 4 proc.

Dobry kwartał w USA

 

Odczyt PKB za trzeci kwartał wyniósł 4,9 proc. i okazał się przewyższać oczekiwania ekonomistów, którzy prognozowali wzrost na poziomie 4,3 proc. Wzrost ten napędzany jest w dużej mierze przez konsumpcję.

Choć wg CME FedWatch Tool prawdopodobieństwo podwyżki w grudniu wynosi zaledwie 19,5 proc., dobra kondycja gospodarki oraz utknięcie w martwym punkcie postępu w walce z inflacją, może oznaczać, że FED zaskoczy nas jeszcze przed końcem roku.

Polski dług publiczny

Powyborcza zmiana polityczna w Polsce będzie okresem burzliwym nie tylko z powodu konieczności sformowania nowego rządu, co może być trudne, ale także dlatego, że mamy za sobą osiem lat rządów Prawa i Sprawiedliwości, które pozostawiły po sobie pewien określony krajobraz.

Jedną z rzeczy budzących duże emocje w ostatnich dniach jest dług publiczny, który oficjalnie wynosi 34,7 mld złotych. Jednak – jak donosi Rzeczpospolita – rząd Mateusza Morawieckiego prowadził praktykę polegającą na przesuwaniu dużej części wydatków poza budżet centralny, do tzw. “funduszy pozabudżetowych”, co zmniejsza transparentność polskich wydatków publicznych i utrudnia oszacowanie prawdziwej skali długu publicznego. Uwzględniając wydatki pozabudżetowe, dług publiczny jest ponad dwukrotnie wyższy i wynosi ponad 77 mld złotych.

Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Banki muszą się przygotować na fale pozwów. Prawnicy mówią o nadciągającym problemie z WIBOR-em

Jak informują prawnicy, coraz więcej osób dopytuje się o możliwości podważenia umów kredytowych opartych o WIBOR. Do sądów trafiają też kolejne pozwy. Eksperci podkreślają, że wskaźnik nie jest dobrze opisany w umowach. Ponadto całe ryzyko zmienności jest przerzucone na kredytobiorcę. Wyznaczaniem wskaźnika zajmuje się GPW Benchmark, ale tylko nieliczni klienci są o tym informowani. Ponadto prawnicy dodają, że są mocne argumenty za wyeliminowaniem z umów zmiennego oprocentowania. Ale z pewnością banki nie oddadzą gigantycznych zysków bez walki. Dlatego znawcy tematu twierdzą, że w niedługim czasie dojdzie do lawiny pozwów. Twierdzą też, że sprawę z pewnością ułatwili frankowicze, którzy w pewien sposób przetarli szlaki. Jednak to nie oznacza, że będzie łatwo. Prawdopodobnie kredytobiorców czeka dojście zagadnienia do Sądu Najwyższego i TSUE, a następnie utrwalenie korzystnego orzecznictwa krajowych sądów.

Problem WIBOR-u narasta

W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się pytania o możliwość podważenia umów kredytowych opartych o wskaźnik WIBOR. Prawnicy potwierdzają, że rośnie liczba kredytobiorców zainteresowanych tym tematem. Jak stwierdza adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal, takich spraw będzie przybywać wraz z kolejnymi zabezpieczeniami wydawanymi przez sądy. W opinii eksperta, Kredytodawcy chowają głowę w piasek przed problemem, jednak ten ich raczej nie ominie. Banki uważają, że przygotowane przez nich umowy są bezbłędne, a klienci zostali odpowiednio poinformowani o wszystkich ryzykach i okolicznościach związanych z zaciąganiem kredytów. Podobnie twierdzili o kredytach powiązanych z walutami obcymi.

– W ciągu ostatniego roku do sądów zaczęły napływać sprawy złotówkowiczów. Z jednej strony przyczynili się do tego frankowicze, którzy wiele lat temu również rozpoczynali w ten sposób swoje sprawy. Z drugiej zaś wzrosła społeczna świadomość tego, że banki często nadużywają prawa i można z nimi wygrać – komentuje dr Jędrzej Jachira, adwokat i wspólnik w Kancelarii Prawnej Sobota Jachira.

Z kolei jak zaznacza adwokat Tomasz Majkowycz, wspólnik zarządzający Kancelarią Majkowycz Adwokaci, banki wyciągnęły wnioski ze sporów z frankowiczami i są lepiej przygotowane do konfrontacji. Można dostrzec, że obecnie prowadzą dobrze skoordynowane i przemyślane działania. W odpowiedzi na pozew, różne banki przedstawiają te same dokumenty. W ten sposób chcą udowodnić, że stawka referencyjna jest w porządku. Ponadto, podejmują więcej tzw. działań PR-owych. Ogłaszają nawet najmniejsze sukcesy. W ten sposób chcą zniechęcić klientów do kierowania tego typu spraw do sądu. Ekspert dodaje, że to oczywiście działa w dwie strony. Kancelarie również przedstawiają swoje osiągnięcia w tym temacie.

– Poza nielicznymi wyjątkami, banki w większości uważają, że ten problem nie istnieje. Jednocześnie w każdym miesiącu kolejne setki pozwów trafiają do sądów. Jest tylko kwestią czasu, kiedy zacznie dochodzić do pierwszych prawomocnych wyroków, chyba że wreszcie nastąpi zmiana nastawienia sektora bankowego i regulatora. Natomiast zatrważające jest to, że nikt nie pracuje nad rozwiązaniem kłopotu na płaszczyźnie legislacyjnej – dodaje dr Jachira.

Umowa z niewiadomą

Według mec. Bartosiaka, sposób ustalania wskaźnika WIBOR nie jest opisany w umowach. Kredytodawcy wskazują najczęściej jedynie miejsce jego publikacji, a i to – w ocenie eksperta – często robią nieprawidłowo. Ponadto, dane przekazywane przez banki do podmiotu ustalającego WIBOR są ustalane w skomplikowany sposób. Prawnik z MBM Legal zwraca uwagę na stanowisko Sądu Najwyższego. Za działanie wbrew dobrym obyczajom uznaje on naruszenie równowagi kontraktowej (umownej) czy posunięcia, które zmierzają do wykorzystania niewiedzy konsumenta, nierównomiernego rozłożenia praw i obowiązków. A z tym mamy do czynienia w umowach kredytowych opartych o WIBOR, gdzie całe ryzyko zmienności oprocentowania jest przerzucone na kredytobiorcę. Pominięcie tak istotnej kwestii stanowi nieuczciwą praktykę rynkową w rozumieniu art. 4 ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym.

– Problem WIBOR-u, podobnie jak kredytów frankowych, narastał od lat. Wbrew pierwotnym założeniom, nie jest to stawka oparta o ceny transakcyjne, albowiem do transakcji tego rodzaju na rynku międzybankowym w praktyce prawie w ogóle nie dochodzi. Istniejąca nadpłynność kapitałowa sektora bankowego powoduje, że banki nie muszą pożyczać między sobą środków, aby następnie udzielić kredytu. Z tego powodu stawka ta jest asymetryczna, chroni wyłącznie interes banków. Intensyfikacja zysków całego sektora bankowego, pomimo znacznie mniejszej liczby udzielonych kredytów jest tego wyraźnym potwierdzeniem – mówi ekspert z kancelarii prawnej Sobota Jachira.

Jak stwierdza adwokat Jakub Bartosiak, banki nie wykonują obowiązku informacyjnego wobec kredytobiorców. W wyroku C-128/18 TSUE wskazał wprost, że o przejrzystości warunku umownego, ustalającego zmienną stopę procentową, decyduje dostarczenie informacji na temat zmian w przeszłości wskaźnika, na podstawie którego obliczana jest ta stopa procentowa. Banki powinny zatem przedstawiać kredytobiorcom informację, że w 2001 roku WIBOR 3M wynosił blisko 20 punktów procentowych, a w 1995 roku – nawet 30%. Zdaniem eksperta, przy kredytach udzielanych zwykle na 30 czy 40 lat kredytobiorcy powinni być uprzedzeni o takiej zmienności i ryzyku, że WIBOR może przyjmować nawet tak skrajne wartości.

– Sektor bankowy najczęściej wskazuje, że ryzyko wzrostu WIBOR-u nie jest nieograniczone, bo limituje je tzw. instytucja odsetek maksymalnych. Ale nie można się zgodzić z takim stanowiskiem. Jeżeli bowiem NBP podnosi stopy procentowe, to również rosną odsetki maksymalne. One mogą zwiększać się w nieskończoność, choć jest to pojęcie abstrakcyjne. Jednak de facto nie ma żadnych prawnych przeciwwskazań do tego, żeby podnosić je i podnosić bez końca – przekonuje mec. Majkowycz.

Powtórka z frankowiczów

Od 30 czerwca 2017 roku wskaźnik WIBOR jest wyznaczany przez GPW Benchmark. Mec. Jakub Bartosiak zaznacza, że informacje o tym znajdują się tylko w nielicznych umowach, zwykle tych z ostatnich lat. Wspomniana spółka ustala WIBOR na podstawie własnego regulaminu, którego banki nie udostępniają klientom. Jednak to deklaracje dostarczane przez banki, niemal identyczne, niezależnie od sytuacji rynkowej poszczególnych kredytodawców, stanowią podstawę ustalenia wskaźnika. Banki mają zatem wpływ na jego wysokość.

– Procedura ustalania wysokości stawki WIBOR niewiele różni się od mechanizmu ustalania kursów przez banki, z tą jedną różnicą, że w przypadku franków, kurs w jakimś zakresie odnosił się do kursów średnich banku centralnego, a w przypadku WIBOR-u ciężko znaleźć jakiekolwiek obiektywne kryterium. Zbiorowe ustalanie WIBOR-u przez największe banki nie oznacza, że są one pozbawione wpływu na dowolne kształtowanie jego wysokości – podkreśla dr Jachira.

W ocenie prawnika z MBM Legal, są mocne argumenty za wyeliminowaniem z umów kredytowych zmiennego oprocentowania. Zgodnie z art. 23b rozporządzenia BMR, Komisja Europejska lub organ krajowy może wskazać zamiennik wskaźnika, jeśli np. nie odzwierciedla on danego rynku lub realiów. Dlatego obecnie WIBOR jest już zastępowany przez WIRON, który opiera się na warunkach rzeczywiście wykonanych depozytowych transakcji jednodniowych. Zaprzestanie publikacji WIBOR-u nastąpi prawdopodobnie dopiero w 2027 roku. I chociażby to pokazuje, że stosowanie go było błędne.

– Jednak banki zapalczywie bronią WIBOR-u. Nie chcą oddać gigantycznych zysków bez walki. Czują wsparcie KNF. Mają też silną organizację, tj. Związek Banków Polskich. Dlatego możliwy jest podobny schemat jak przy kredytach walutowych. Mam na myśli kilka lat niejednolitych wyroków, dojście zagadnienia do Sądu Najwyższego i Trybunału Sprawiedliwości UE, a następnie utrwalenie korzystnego orzecznictwa sądów i zwiększone zainteresowanie klientów – przewiduje mec. Bartosiak.

Ekspert z MBM Legal szacuje, że dziś, pozywając bank, trzeba liczyć się z długim, nawet 4-letnim procesem. Można jednak liczyć na to, że po pierwszych niekorzystnych dla nich wyrokach będą bardziej skłonne do rozmów niż z frankowiczami. Być może szybciej zaczną zawierać ugody i zmieniać warunki kredytowania, zamiast czekać kilka lat i ryzykować większe straty. Jak pokazują pierwsze udzielane zabezpieczenia, sądy dostrzegają obowiązki informacyjne banków i traktują je poważnie. Niestety, niewydolność wymiaru sprawiedliwości, którą świetnie widać w sprawach frankowych, jest powszechna. Pewną nadzieją jest fakt, że sprawy kredytów złotowych będą częściej rozpoznawane przez sądy rejonowe, które nie są aż tak obłożone sprawami.

– W najbliższym czasie jedna z takich spraw może trafić na wokandę TSUE bądź Sądu Najwyższego. Takie rozstrzygnięcia tym bardziej ożywiłyby dyskusję nad tym tematem. Jeśli nie dojdzie do systemowego rozwiązania tego problemu, np. ustawą, to do sądów będzie trafiało coraz więcej takich spraw – podsumowuje dr Jędrzej Jachira.

John Palmer dołącza do zespołu doradztwa nieruchomościowego Deloitte

W październiku br. powiększyło się grono specjalistów z dziedziny nieruchomości, projektów deweloperskich oraz budownictwa w firmie doradczej Deloitte. Stanowisko partner associate w dziale real estate advisory objął John Palmer, posiadający ponad 25-letnie doświadczenie w doradztwie z zakresu inwestycji przemysłowych i magazynowych. W ramach swojej nowej funkcji ekspert będzie zajmować się kompleksową obsługą procesu wyszukiwania i wyboru lokalizacji oraz wspieraniem wdrażania optymalnych rozwiązań deweloperskich w ramach projektów inwestycyjnych dla klientów korporacyjnych.

Wieloletnie doświadczenie i wiedza Johna w obszarze polskiego sektora nieruchomości stanowią wartościowe wsparcie w realizowanych przez nas projektach. Cieszę się, że tak wysoko ceniony ekspert w branży dołącza do naszego zespołu. Jego obecność w Deloitte jest także kolejnym etapem realizacji naszej strategii polegającej na koncentracji na kluczowych klientach oraz stanowi istotny krok w osiągnięciu synergii z działami doradztwa podatkowego, finansowego, prawnego oraz usług księgowych. Pozwoli nam to również wzmocnić ofertę naszych usług dla klientów realizujących projekty na dynamicznie rozwijającym się polskim rynku nieruchomości przemysłowych – mówi Dominik Stojek, partner, lider sektora nieruchomości w Polsce.

John Palmer jest związany z polskim rynkiem nieruchomości od ponad dwóch dekad. Swoje doświadczenie w zakresie usług doradztwa w branży nieruchomości komercyjnych zdobywał m.in. w agencjach Savills, BNP Paribas Real Estate oraz CBRE. John specjalizuje się w analizie lokalizacji pod inwestycje, badaniu potencjału komercyjnego nieruchomości (commercial due diligence) oraz w underwritingu istniejących i przyszłych inwestycji. Jego doświadczenie związane z sektorami przemysłu, lekkiej produkcji i logistyki w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, a w szczególności w Polsce, doskonale odpowiada potrzebom wynikającym z wyraźnego wzrostu wymagań zgłaszanych przez klientów korporacyjnych Deloitte.

– Z przyjemnością dołączam do grona ekspertów tworzących dział doradztwa nieruchomościowego w Deloitte. To dla mnie przede wszystkim unikalna szansa na współpracę z liderami branży real estate. Jestem przekonany, że razem będziemy w stanie realizować nowe, ambitne projekty i świadczyć usługi najwyższej jakości dla naszych klientów. Cieszę się, że w najbliższych latach będę mógł z bliska obserwować i dalej kształtować dynamicznie rozwijający się polski sektor nieruchomości przemysłowych – mówi John Palmer, partner associate, Real Estate Advisory, Deloitte.

Polska europejskim liderem rynku nieruchomości

W 2022 roku odnotowany został rekordowy poziom bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce, których w najbliższej przyszłości będzie zapewne jeszcze więcej. W odpowiedzi na te trendy Deloitte pracuje nad zapewnieniem klientom dostępu do szerokiej, specjalistycznej wiedzy w obszarach przez nich wskazywanych. Globalne łańcuchy dostaw, podobnie jak miejsca lokalizacji zakładów produkcyjnych i funkcji back-office ulegają dziś rekonfiguracji na korzyść Polski i Europy Środkowej. Zakres usług oferowanych przez Deloitte dotyczy obszaru nieruchomości w połączeniu z innymi obszarami, takimi jak proces restrukturyzacji firm, ESG, doradztwa podatkowego czy pozyskiwania dotacji państwowych.

Rynek biurowy w Polsce. Trendy Q3 2023

Dynamika na rynku biur w Polsce nieustannie ewoluuje, pod wpływem zmieniających się potrzeb najemców i deweloperów. Analiza danych z pierwszych trzech kwartałów 2023 roku rzuca światło na te zmiany i ukazuje interesujące trendy w trzecim kwartale 2023 roku.

Aktywność na rynku biur: Warszawa i regiony

W Warszawie aktywność najemców w biurach jest niższa niż rok wcześniej, ale wyższa niż w latach 2020 i 2021 — wskazuje ekspert REDD. Co ciekawe, w pierwszych trzech kwartałach 2023 roku zanotowano o blisko 20% mniej transakcji wynajmu powierzchni biurowych niż w roku poprzednim. Niemniej jednak ogólny wolumen transakcji wynajmu jest wyższy niż w latach 2020 i 2021.

Podobne trendy obserwuje się na rynkach regionalnych. Suma wolumenu transakcji wynajmu na sześciu głównych rynkach poza Warszawą w pierwszych 3 kwartałach 2023 roku była niższa niż w analogicznym okresie w 2022 roku (o blisko 22%), jednak wciąż utrzymuje się na wyższym poziomie niż w latach 2020 i 2021. Ten trend może być wynikiem zmieniających się potrzeb najemców, którzy dostosowują biura do nowych wymagań i trendów, ale jest jeszcze za wcześnie, żeby określić to jednoznacznie — mówi Krzysztof Foks, Head Of Research, REDD.Rynek biurowy w Polsce. Trendy Q3 2023

Preferencje i czas wynajmu biur

W trzecim kwartale 2023 roku biura były dostępne w ofertach przez średnio 386 dni, co stanowi drugi najniższy wynik od początku 2022 roku. Obecnie obserwujemy tendencję spadkową, ale warto zauważyć, że w poprzednich okresach wskaźnik ten doświadczał pewnych wahaniach.

Analizując REDD Index pod kątem różnych wielkości biur, widzimy, że biura o powierzchni do 500 m² wynajmują się najszybciej. Wartość ta spada od 346 dni w trzecim kwartale 2023 roku do 390 dni w pierwszym kwartale 2023 roku. W przypadku biur o powierzchni od 500 m² do 1000 m² i powyżej 1000 m² czas wynajmu jest bardziej zróżnicowany, a w trzecim kwartale biura z grupy 500-1000 m² były dostępne najdłużej — zaznacza Foks.Preferencje i czas wynajmu biurPreferencje i czas wynajmu biur

Stawki najmu biur w Warszawie i regionach

W stolicy już za kilka euro miesięcznie można wynająć biura, ale nowoczesne przestrzenie kosztują znacznie więcej. — Najwyższe ceny sięgają ponad 30 EUR/m², podczas gdy średnia cena wynajmu w Warszawie wynosi niemal 15 EUR/m². W miastach regionalnych oferty wynajmu są zazwyczaj tańsze, oscylując od kilku do kilkunastu EUR/m², z średnią ceną wynajmu wynoszącą 12,19 EUR/m². Interesującym trendem jest to, że minimalne stawki wynajmu biur od początku 2022 roku rosną stopniowo. W Warszawie wzrosły z 14,11 EUR/m² do 14,9 EUR/m², a w miastach regionalnych z 11,86 EUR/m² do 12,19 EUR/m². Wzrost cen obserwuje się na przestrzeni ostatnich kwartałów — wylicza ekspert REDD.Stawki najmu biur w Warszawie i regionach

Nowe projekty biurowe w Polsce

Po rekordowej liczbie projektów biurowych na początku dekady, obecnie obserwuje się spadek liczby projektów w realizacji. W Warszawie jest w budowie 220 000 m² powierzchni biurowych, a na rynkach regionalnych blisko 450 000 m². Realizowane projekty to m.in. The Bridge i Vibe Ghelamco w Warszawie, Quorum Cavatina we Wrocławiu, Andersia Silver w Poznaniu i kompleks The Park w Krakowie (White Star). Ostatnio ruszyły nowe inwestycje, takie jak The Form na warszawskiej Woli, Towarowa 22 w Warszawie prowadzone przez Echo Investment czy Grundmann Office Park w Katowicach.Nowe projekty biurowe w Polsce

 

Odbicie w branży budowlanej – czy to już? – komentuje Sławomir Majchrowski, prezes Grupy Selena

Wrześniowa koniunktura w branży budowlanej była jedną ze słabszych w tym roku. Jak podał GUS, wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury (NSA) kształtował się na poziomie minus 9,5, a więc jeszcze niższym od notowanego miesiąc wcześniej (minus 8). Jednak widzimy, że w październiku branża zaczyna wykazywać oznaki lekkiej stabilizacji. Jeszcze jest za wcześnie wyrokować czy to początek trendu, czy jednorazowe zjawisko. Z perspektywy producenta chemii budowlanej widzimy tu jednak wpływ sezonowości w pogodzie, która sprzyja planowaniu prac dociepleniowych i izolacyjnych budynków. Obserwujemy zwiększone zainteresowanie naszymi produktami, które wspierają termomodernizację. Na pewno nie można powiedzieć, że wspomniany wzrost to konsekwencja programu Bezpieczny Kredyt 2%. Na zwyżkę powodowaną rządowym programem przyjdzie branży jeszcze poczekać.

Dobrym sygnałem dla branży jest wolniejszy wzrost cen materiałów budowlanych. Jak wyliczyła Grupa PSB, porównując dane za 9 miesięcy 2023 roku do analogicznego okresu w roku poprzednim, wzrost ten wyniósł 6%.

Nie zapominajmy także, że wciąż borykamy się ze skutkami, które dla branży budowlanej niesie sytuacja geopolityczna. Zgodnie z ostatnimi danymi GUS negatywne skutki wojny w Ukrainie i jej bardzo poważne konsekwencje dla prowadzonych działalności odczuwa w Polsce 15 proc. firm sektora budowlanego. Niemal trzy czwarte z nich mówi o wzroście kosztów, a co piąta odczuwa zakłócenia w łańcuchach dostaw. Nie bez znaczenia jest też niepewność konsumentów – dla prawie jednej czwartej osób pytanych przez GUS obecna sytuacja na terytorium Ukrainy stanowi duże zagrożenie dla gospodarki w Polsce.