Brak rekordów nie oznacza nudy – rynek handlowy w Polsce w 2017 roku

Pomimo spadku nowej podaży w stosunku do roku poprzedniego, w 2017 byliśmy świadkami kilku spektakularnych otwarć centrów handlowych – Galerii Północnej, Wroclavii, Skende Shopping w Lublinie i Serenady w Krakowie. W 2018 roku podaż może wzrosnąć, gdyż kolejne duże galerie mają zostać oddane do użytku.

Katarzyna Michnikowska, Dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International
Katarzyna Michnikowska, Dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International

Trendem numerem 1 ubiegłego roku i tematem szeroko omawianym w mediach było zwiększanie powierzchni w centrach handlowych zajmowanej przez koncepty gastronomiczne i rozrywkowe. Na samych teoriach się nie skończyło. Zgodnie z nowymi standardami, nowo otwarte obiekty w Polsce przyniosły innowacyjne rozwiązania w zakresie organizacji przestrzeni, oferty handlowo-rozrywkowej i technologii, poprawiające jakość robienia zakupów i spędzania wolnego czasu. Właściciele starszych obiektów, chcąc konkurować z nowoczesnymi galeriami, musieli zmodyfikować swoją ofertę pod kątem zmieniających się oczekiwań klientów i ich stylu życia, w którym coraz ważniejsze miejsce zajmuje aktywność poza domem. Najczęściej robili to poprzez rozbudowę lub modernizację nieruchomości. Przykładem takiego działania jest bardzo udana rozbudowa centrum handlowego Galaxy w Szczecinie, które po dobudowaniu 17 tys. mkw. jest  największym obiektem handlowym funkcjonującym w aglomeracji.

Ale nie tylko dużymi galeriami człowiek żyje. Klienci, zwłaszcza w małych i średnich miastach, w dalszym ciągu preferują zakupy w mniejszych centrach i parkach handlowych o profilu zakupów codziennych, czego dowodem jest systematyczny wzrost podaży obiektów tego typu.

Nie tylko właściciel

Sieci handlowe, podobnie jak właściciele obiektów handlowych, coraz częściej zdają sobie sprawę, że aby sprostać wyzwaniom, jakie niesie dynamiczny rozwój e-commerce i nowych technologii, muszą wprowadzać różnego rodzaju innowacje i rozwiązania. Pierwsze działania już widać. Carrefour otworzył nowatorski koncept supermarketu w warszawskiej Promenadzie, IKEA powiększyła pulę miast z dostawą zakupów przez internet, a CCC szykowało się do wielkiego debiutu nowego konceptu e-obuwie we wrocławskiej Magnolii.

Pustostany bez zmian

Co ciekawe, mimo oddania kilku dużych galerii handlowych w 2017 roku, wskaźnik pustostanów pozostaje stabilny na większości rynków i wynosi około 4% dla 18 największych polskich miast. Uwagę zwraca silna pozycja rynku wrocławskiego, gdzie średni poziom niewynajętej powierzchni jest porównywalny z rynkiem warszawskim.

Jednak na każdym z analizowanych rynków znajdziemy obiekty, gdzie pustostany plasują się znacznie powyżej średniej. Poziom pustostanów w Krakowie zawyża na przykład Galeria Plaza, która jest w przededniu repozycjonowania na centrum wyprzedażowe z modułem rozrywkowo-rekreacyjnym. Na wielu rynkach podwyższony poziom pustostanów to z kolei jedynie kwestia pustych lokali po sieci marketów budowlanych Praktiker.

W oczekiwaniu

Można szacować, że w tym roku popyt i pustostany pozostaną na podobnym poziomie, mimo że planowane są kolejne otwarcia dużych obiektów handlowych, takich jak: Forum Gdańsk, Galeria Libero w Katowicach czy Gemini Park Tychy. Ciekawe będzie obserwowanie tempa komercjalizacji obiektów nowego typu, które wchodzą na rynek stolicy – centrów lifestyle o funkcjach mieszanych, takich jak ArtN, EC Powiśle czy Bohema – tym bardziej, że w warszawskiej propozycji dla najemców znajdują się także Galeria Młociny i lokale handlowo-usługowe w kilkunastu biurowcach powstających w centrum miasta.

Niemało emocji wciąż będzie wywoływać uchwalone w końcu ubiegłego roku stopniowe wprowadzanie zakazu handlu w niedzielę. Podpisanie ustawy  było asumptem do rozpoczęcia dyskusji o renegocjacjach stawek i innych warunków najmu (w tym kosztów eksploatacyjnych), w związku z koniecznością nowej organizacji działania centrów i sieci handlowych na polskim rynku. Efekty tej dyskusji będą widoczne w roku bieżącym. Już teraz anonsowane są pierwsze decyzje dotyczące przedłużania godzin funkcjonowania sklepów, otwierania jedynie części handlowo-rozrywkowo-gastronomicznych czy zmiany formatu sklepów na showroom z częścią magazynową. Kolejne z pewnością pojawią się w najbliższych miesiącach.

Podwyżki, nadgodziny i Ukraińcy – sposoby firm na narastające braki pracowników

Na przestrzeni ostatniego roku o niemal 18 p.p. wzrósł odsetek przedsiębiorców, którzy mają trudności rekrutacyjne. Obecnie przeszło co druga firma w Polsce deklaruje, że doświadczyła niedoborów kadrowych – wynika z najnowszego raportu Work Service „Barometr Rynku Pracy IX”, który w całości zostanie zaprezentowany 28 lutego. Pracodawcy, chcąc radzić sobie z tą niespotykaną w ostatnich dekadach sytuacją, stawiają w pierwszej kolejności na podwyżki dla pracowników, a także proponują nadgodziny. Jednocześnie więcej niż 1/4 firm deklaruje, że sięga po pracowników z Ukrainy.

Plany przedsiębiorców związane z tworzeniem nowych miejsc pracy w 2018 roku są jasne – będą zatrudniać. To wniosek z szybkiego monitoringu przygotowanego przez Narodowy Bank Polski. Analitycy banku centralnego mówią o kontynuacji pozytywnych trendów zatrudnieniowych z ubiegłego roku. A te są na rekordowych poziomach i już przekroczyły wyniki z przełomu lat 2007 i 2008, gdy notowany był największy do tej popyt na pracowników.

Plany związane z rozwojem wielu firm, a nawet całych sektorów gospodarki, mogą być w tym roku wstrzymywane, ze względu na nasilające się braki kadrowe. Z naszych najnowszych badań wynika, że już 50,5% firm w kraju doświadczyła problemów rekrutacyjnych, a wśród przedsiębiorców, którzy planują zwiększanie poziomów zatrudnienia w najbliższych miesiącach, ten odsetek sięgnął niemal 70%. To oznacza, że pomimo ambitnych planów rekrutacyjnych wielu pracodawców pozostanie z nieobsadzonymi miejscami pracy, a to dodatkowo będzie wzmagać rywalizację o kandydatów – podkreśla Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Podwyżki, nadgodziny i Ukraińcy – sposoby firm na narastające braki pracownikówDo największych trudności rekrutacyjnych przyznają się obecnie duże firmy (62%), zatrudniające ponad 250 pracowników. Dla porównania, niedoborów kadrowych, doświadczyło „tylko” 48,5% małych przedsiębiorstw. Na największe deficyty kadrowe narzekają przedstawiciele branży produkcyjnej (77,8%), handlu (60%) i usług (50,6%).

Porównując Polskę z krajami Europy Środkowej, możemy powiedzieć, że nie doświadczamy jeszcze tak niskich poziomów bezrobocia, jak choćby w Czechach, Niemczech czy na Węgrzech. Naszym znacznie większym problemem pozostaje wyraźnie niższa aktywność zawodowa osób w wieku produkcyjnym. Na tym tle odbiegamy zarówno od średnich unijnych, jak i od krajów naszego regionu. To właśnie ten czynnik odpowiada za dzisiejsze deficyty na rynku pracy. Należy pamiętać, że w Polsce mamy wielomilionową grupę osób biernych zawodowo, które wraz z długotrwale bezrobotnymi stanowią niewykorzystane rezerwy kadrowe. Dlatego dzisiejszą dobrą koniunkturę warto wykorzystać do intensywnych działań aktywizacyjnych. Szczególnie, że niemal 1/4 firm ma dziś trudności ze znalezieniem pracowników niewykwalifikowanych, a więc tych osób, które potencjalnie można by przywrócić spoza dzisiejszego rynku – dodaje Maciej Witucki. 

Sposoby na trudności rekrutacyjne

Z najnowszego raportu Work Service wynika, że firmy doświadczające deficytów kadrowych, chcąc radzić sobie z tą sytuacją, najczęściej sięgają po podnoszenie stawek płac. Na wyższe wynagrodzenia w procesach rekrutacyjnych decyduje się 37,1% przedsiębiorców, a najczęściej dotyczy to dużych firm z sektora handlowego i produkcyjnego. W drugiej kolejności pracodawcy proponują swoim załogom wydłużanie czasu pracy (28,1%), aby wypełnić brakujące wakaty własnymi zasobami. Z tej strategii najchętniej korzystają firmy usługowe. Na trzecim miejscu przedsiębiorcy wskazali imigrację. Obecnie 26,6% firm planuje przyciągać pracowników z Ukrainy. Z tego rozwiązania w największym stopniu czerpie sektor produkcyjny oraz duże przedsiębiorstwa, które muszą wypełnić setki wakatów.Podwyżki, nadgodziny i Ukraińcy – sposoby firm na narastające braki pracowników 2

Czynnikiem, który w ostatnich latach ratował podaż pracy w Polsce była głównie imigracja. W ubiegłym roku pracodawcy wystąpili o 1,82 mln oświadczeń o powierzeniu zatrudnienia dla cudzoziemców. Był to wynik o ponad 1/3 wyższy niż w 2016 roku. Jednak, pomimo tak masowego napływu pracowników zza granicy nadal odnotowujemy lawinowy wzrost wakatów. Szczególnie był on widoczny w branży produkcyjnej, budowlanej i logistycznej, gdzie liczba nieobsadzonych miejsc pracy wzrosła o ponad połowę w ciągu roku – mówi Andrzej Kubisiak, Dyrektor ds. Analiz w Work Service S.A. Co ciekawe, wśród firm planujących zwiększenie zatrudnienia i mających trudności rekrutacyjne, ponad 40% planuje przyciągać kadry zza wschodniej granicy. Poza oferowaniem wyższych płac, w tej grupie jest to najpopularniejsza metoda na walkę z deficytami kadrowymi – dodaje Andrzej Kubisiak.

Na liście metod radzenia sobie z wyzwaniami rekrutacyjnymi znalazły się jeszcze rekrutacje skierowane do pracowników 50+, które wskazało 9,1% firm, a także aktywności employer brandingowe deklarowane przez 8,7% badanych.

***

Metodologia:

Dane prezentowane w ramach Barometru Rynku Pracy IX zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Kantar Millward Brown S.A. Badanie zrealizowano na próbie pracodawców (N=300) dobranych w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby to +/- 4,2%, a dla wyróżnionych trzech klas wielkości zatrudnienia +/- 10,2%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI Ad hoc w okresie 15-22.01.2018 r.

Przełomowe zmiany w ochronie zdrowia – kolejny sektor staje się „smart”

W latach 2018-2021 wydatki na ochronę zdrowia na świecie będą rosły średnio o 4,1 proc. rocznie. Za trzy lata będą one stanowić 10,5 proc. globalnego PKB, czyli 8,7 bln dolarów. Do roku 2021 średnia długość życia na świecie wzrośnie o ponad jeden rok, z 73 do 74,1. Jak przekonuje raport firmy doradczej Deloitte „2018 Global Health Care Outlook. The Evolution of Smart Health Care”, w najbliższej dekadzie szpitale będą sukcesywnie odnawiać i odbudowywać swoją przestarzałą infrastrukturę. Wśród czynników wpływających na wydatki w sektorze opieki zdrowotnej znajduje się problem starzejącego się społeczeństwa, rosnąca liczba ludności, dynamiczny rozwój rynków wschodzących, kosztowne innowacje kliniczne, a także rosnące koszty pracy.

Tegoroczna edycja raportu pokazuje obecny stan globalnego sektora ochrony zdrowia, przedstawia trendy i czynniki, które mają lub będą miały wpływ na pracowników medycznych, rządy oraz pacjentów. Autorzy raportu wskazują na kluczowe wyzwania, które prawdopodobnie w 2018 roku napotkają firmy medyczne w walce o bycie coraz bardziej „smart”:

  • Generowanie zysków w niepewnej i zmieniającej się gospodarce zdrowotnej
  • Zwiększenie koncentracji na jakości świadczonych usług, a nie ich ilości
  • Inwestycje w dynamicznie rozwijające się technologie w celu zmniejszenia kosztów i zwiększenia dostępu do opieki zdrowotnej
  • Większa współpraca z pacjentami i dbanie o większą satysfakcję
  • Zgodność z regulacjami i polityką zdrowotną

Większe wydatki na ochronę zdrowia nie gwarantują lepszej jakości

Analizując tempo wzrostu wydatków na opiekę zdrowotną do 2020 roku, widać różnice pomiędzy poszczególnymi regionami. W Europie Zachodniej będzie to jedynie 4 proc., w Ameryce Łacińskiej 2,4 proc., Ameryce Północnej 4,3 proc., podczas gdy w Azji i Australii będzie to 5 proc., a w gospodarkach będących w fazie transformacji aż 7,5 proc. – Istnieją także duże różnice, jeśli chodzi o wydatki na sektor ochrony zdrowia per capita w poszczególnych krajach. Raport pokazuje, że w USA w 2021 roku będzie to średnio 11,4 tys. dolarów przypadających na jednego pacjenta, a w Pakistanie jedynie 53 dolarów. Wyższe wydatki jednak nie zawsze dają lepsze wyniki i jakość – mówi Oliver Murphy, Partner, Lider ds. Life Sciences & Health Care w Deloitte. – Na przykład Stany Zjednoczone, gdzie wydatki na służbę zdrowia w 2016 roku wynosiły 16,9 proc. PKB, przeznaczają coraz większe kwoty na opiekę zdrowotną, ale pozostają w dolnej części zestawienia wśród krajów OECD pod względem długości życia. Z kolei Polska, gdzie wydatki na służbę zdrowia w tym samym roku wynosiły 6,3 proc. PKB, plasuje się w zestawieniu jedynie o cztery pozycje niżej od USA – dodaje.

Coraz poważniejszy problem starzejącego się społeczeństwa

Raport Deloitte pokazuje, że do roku 2021 średnia długość życia na świecie wzrośnie o ponad jeden rok, z 73 do 74,1 lat. W wyniku tego liczba osób powyżej 65-go roku życia zwiększy się do 656 mln osób, czyli 11,5 proc. całej populacji. Co się z tym wiąże, rośnie zapadalność na choroby przewlekłe – w dużym stopniu na nowotwory, choroby serca i cukrzycę, którym sprzyjają: szybkie tempo urbanizacji, siedzący tryb życia, niezdrowa dieta i otyłość. Chiny i Indie to kraje o największej liczbie cukrzyków na świecie (odpowiednio 114 i 69 mln osób). Prognozy mówią, że na poziomie globalnym liczby te wzrosną z obecnych 415 mln do 642 mln w roku 2040.

Co trzy sekundy jedna osoba na świecie zapada na demencję. Szacuje się, że w roku 2015 z tą chorobą borykało się 50 mln ludzi w skali globalnej. Według przewidywań liczba ta będzie się podwajać co 20 lat, a w 2018 roku demencja będzie generować koszty w wysokości niemal biliona dolarów.

Czas na przełomowe zmiany w sektorze ochrony zdrowia

Wraz z coraz starszą infrastrukturą szpitalną w niektórych krajach rozwiniętych oraz jej brakiem w krajach rozwijających się, rządy i pracownicy sektora ochrony zdrowia szukają sposobów na optymalizację systemu leczenia szpitalnego i ambulatoryjnego. Rozważają również możliwości na wprowadzenie innowacyjnych rozwiązań do tradycyjnych usług szpitalnych w celu zmniejszenia kosztów i zwiększenia dostępu do opieki zdrowotnej. W najbliższej dekadzie wiele szpitali zarówno w USA, jak i Europie, planuje odnowić lub odbudować swoją przestarzałą infrastrukturę. Podobnie, rosnący popyt na usługi zdrowotne w krajach wschodzących powinien napędzać projektowanie i budowę szpitali. Szacuje się, że do roku 2024 wydatki na nową infrastrukturę szpitalną w Indiach wyniosą 200 mld dolarów, a w Chinach do 2020 roku pojawi się 89 tys. nowych łóżek szpitalnych.

Sektor ochrony zdrowia niewątpliwie czekają zmiany. W najbliższych latach technologia ma duży potencjał zrewolucjonizować systemy i procesy, które definiują wartość tego rynku. Raport Deloitte wymienia 12 innowacyjnych rozwiązań, których wpływ na opiekę zdrowotną przez najbliższą dekadę może być największy. Wśród nich znalazła telemedycyna, która zapewnia pacjentom łatwiejszy dostęp do opieki medycznej, pozwala zaoszczędzić czas na drogę do przychodni oraz może zmniejszyć liczbę wizyt u lekarza. Z kolei robotyzacja i sztuczna inteligencja pozwalają opiekunom osób starszych lub niepełnosprawnych spędzać więcej czasu z pacjentem zamiast dokumentować parametry ich stanu zdrowia.

Kluczowe: zaangażowanie pacjentów

Według badania Deloitte, głównym priorytetem pacjentów jest spersonalizowana opieka medyczna, w tym jasna komunikacja i wzajemne zrozumienie. – Szpitale mogą zapewniać bardziej spersonalizowaną opiekę, angażować w proces leczenia samych pacjentów i zapewnić wyższej jakości leczenie lub rehabilitację korzystając z rozwiązań technologicznych – mówi Piotr Arak, Menedżer w Deloitte. – Mogą one gwarantować wielokanałowy dostęp do opieki, m.in. poprzez aplikacje mobilne, portale dla pacjentów, spersonalizowane cyfrowe pakiety informacji oraz samoobsługowe kioski. Poza tym, wzmożenie interakcji na linii personel medyczny-pacjent poprzez kanały cyfrowe możliwe jest dzięki mediom społecznościowym, telemedycynie, rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej – dodaje. Badanie pokazuje również, że wyższej jakości świadczenia, które sprawiają, że satysfakcja pacjenta na końcu procesu leczenia jest większa może pozytywnie wpływać na wyniki finansowe szpitali.

Osobnym zagadnieniem pozostaje zgodność z regulacjami. Na całym świecie opieka zdrowotna jest jednym z najbardziej uregulowanych i kontrolowanych środowisk, w którym kontroli podlegają jakość i bezpieczeństwo usług, obrót podrabianymi lekami czy bezpieczeństwo cyfrowe. – Nieefektywnie zarządzanie danymi, kwestie dotyczące compliance oraz cyberataki najczęściej związane są z brakiem systematycznego podejścia instytucji medycznych do inwestycji w pracowników, procesy i technologie. Póki rządy zmierzają do zwiększenia bezpieczeństwa opieki medycznej na poziomie makroekonomicznym poprzez zasady i regulacje, firmy powinny zwrócić szczególną uwagę na swoją politykę compliance, etyki i ryzyka – podsumowuje Oliver Murphy.

Co to badanie mówi o przyszłości medycyny w Polsce

Wydatki na ochronę zdrowia w Europie, w tym w Polsce, nie będą tymi najdynamiczniej rosnącymi na świecie i to pomimo tego, że jest to najszybciej starzejący się region świata. Powodem są różne działania związane z profilaktyką zdrowotną, wykorzystaniem technologii i odpowiednimi regulacjami zwiększającymi efektywność systemu ochrony zdrowia przy mniejszych nakładach. Polska na tle innych regionów świata stoi przed wyzwaniem zwiększenia nakładów, ale też zaadaptowania większości technologii, które dzisiaj coraz częściej dostępne są na rynkach innych krajów. To co jest wspólnym wyzwaniem dla krajów takich jak Polska jest konieczność zaadaptowania nowych rozwiązań, które z jednej strony dają większą satysfakcję pacjentom, a także poprawiają wyniki finansowe szpitali i innych placówek zdrowotnych. – W ochronie zdrowia w Polsce jeszcze nie nauczyliśmy się jak wykorzystać szansę jaką daje organic data poprzez połączenie różnych rejestrów administracyjnych i epidemiologicznych, a w innych krajach trendem staje się korzystanie z designed data, czyli z danych, które zbierane są w trybie rzeczywistym z naszych telefonów i aplikacji zdrowotnych, które dostarczają określonej wiedzy – mówi Piotr Arak, menedżer w Deloitte. Szansą dla Polski jest wykorzystanie najnowszych technologii, dokonując „żabiego skoku”, zamiast powtarzać proces rozwoju medycyny i usług zdrowotnych z Europy Zachodniej.

Leniwy start

Kombinacja świąt dookoła świata może położyć się cieniem na zmienności rynków finansowych. Wizja długiego weekendu stała się zbawienna dla dolara w piątek, ale nie zmienia to ogólnego obrazu wokół waluty.

W piątek USD był wyraźnym zwycięzcą na tle pozostałych walut G10, choć zasługi przypisywałbym pokrywaniem pozycji/realizacją zysków przed długim weekendem niż wnioskowałbym zwrot sentymentu. Zeszłotygodniowa wyprzedaż była znaczna i perspektywa trzech dni wolnych (dziś święto w USA) to najwyraźniej za dużo, by godzić się na zamrożenie pozycji na tak dzikim rynku. Niektóre wahnięcia były bardziej brutalne niż inne. Zjazd EUR/USD pod 1,24 daje do myślenia, ale w mojej ocenie to tylko pokazuje, gdzie handel jest najbardziej zatłoczony – sporo inwestorów aktywnych przy wzrostach, ale też w redukcji pozycji. Jednak jeśli założenia handlu (nienawiść do dolara, miłość do euro) nie uległy zmianie, jest bardziej realne, że traderzy wkrótce wrócą do tego, co lubią najbardziej. Nie wszyscy dziś będą przed swoimi komputerami, więc odbicie może się przeciągać do jutra.

W odróżnieniu do poprzednich dwóch dni, dziś USD/JPY podążał w tym samym kierunku, co Nikkei 225 (+2 proc.), ale nie jest to dowodem powrotu do zgodnej z logiką korelacji, ale bardziej potwierdzeniem, że motyw sprzedaży dolara jest wyciszony. Rynek akcji może dalej sobie rosnąć i w niczym nie będzie to przeszkadzać w aprecjacji JPY, jeśli niechęć do USD będzie dominować. W piątek rynek trochę wystraszył się komentarzami z japońskiego rządu, który wyraził obawy o zmienność na rynku walutowym, ale z tego położenia jeszcze daleko do faktycznej interwencji, która pozostawiłaby tamę dla zjazdu USD/JPY. Rynek odłożył fundamenty na bok i pozostaje głuchy nawet na deklarację BoJ, że żadna normalizacja polityki nie wchodzi w grę w najbliższym czasie. USD/JPY jest teraz najczystszym barometrem sentymentu wobec dolara.

Nastroje będą w tym tygodniu głównym rozgrywającym, gdyż kalendarz makro oferuje głównie drugorzędne pozycje. Dziś jedyne ciekawe wydarzenie to przemówienie prezesa Banku Anglii Marka Carney, choć także i tutaj szanse na niespodzianki są niewielkie. Dalej w tygodniu najbardziej interesujące mogą być wstępne odczyty indeksów PMI (śr), większe ryzyko jest w pojawieniu się spadków, gdyż może to podkopać zaufanie inwestorów do słuszności założeń rajdu na rynku akcji i wśród aktywów ryzykownych. Protokoły po posiedzeniach Fed (śr) i EBC (czw) wydadzą się przestarzałe. Oba są sprzed zawirowań rynkowych, a obawy europejskich decydentów o zmienność waluty są już zdyskontowane.

W Polsce odczyt produkcji przemysłowej (wt) powinien wypaść dobrze z uwagi na łagodny przebieg zimy (8,5 proc. r/r). Sprzedaż detaliczna w ujęciu miesięcznym odczuje odreagowanie świątecznego szału zakupów (-21,2 proc.), ale dynamika roczna (6,9 proc.) powinna potwierdzić silną postawę konsumpcji na starcie nowego roku. Uspokojenie nastrojów rynkowych pozwala złotemu obronić poziomy, jednakże po rynku nie widać zapału do pchnięcia EUR/PLN wyraźnie niżej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na USDJPY i EURUSD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na USDJPY i EURUSD 1– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na USDJPY i EURUSD 2-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Raport COT nie potwierdza ostatniego osłabienia dolara amerykańskiego, czy ostatnią wyprzedaż można uznać za manipulacje rynkiem w celu lepszej ceny wejścia w dolara amerykańskiego? O tym przekonamy się już w przyszłym tygodniu, ale wszystko na to wskazuje.

EURUSD – nowe szczyty bez funduszy lewarowanych?

16 lutego notowania EURUSD osiągnęły nowy szczyt, po czym runęły. Analiza ostatniego raportu COT wskazuje, że fundusze lewarowane nie wykorzystały potencjału ostatnich wzrostów. Jednak należy pamiętać, że dopiero w przyszłym tygodniu (w piątek wieczorem razem z publikacją nowego raportu COT dowiemy się co zaszło w poprzednim tygodniu, opublikowane dane zawierają stan pozycji funduszy lewarowanych na wtorek wieczór).

W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane zamknęły ponad 32 000 długich pozycji oraz ponad 500 krótkich. Dalsze upłynnianie długich kontraktów terminowych powinno przełożyć się na deprecjację pary walutowej EURUSD. Pozycja netto funduszy lewarowanych w dalszym ciągu znajduje się na bardzo wysokim poziomie, co przekłada się na większe prawdopodobieństwo dobierania krótkich pozycji niż długich.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

W zeszłym tygodniu po opublikowaniu amerykańskiej inflacji notowania EURUSD zanotowały potężną aprecjację, która przebiła poprzedni szczyt. Z jednej strony wyższa inflacja potwierdza politykę FED-u, dolar amerykański powinien się w takim scenariuszu umocnić, ale doszło do zupełnie innego scenariusza. Gdzie leży przyczyna? Być może duzi gracze chcieli wywindować kurs po to, aby po lepszej cenie wyprzedać notowania EURUSD, a także doprowadzić do masowego zamykania krótkich pozycji.

Jednak tak jak już wcześniej wspominałem, odpowiedź na to pytanie zostaną opublikowana dopiero za tydzień (należy szukać spadku długich pozycji na kontraktach terminowych w portfelu funduszy lewarowanych oraz wzrost pozycji krótkich).

Notowania EURUSD, interwał dzienny

Notowania EURUSD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Na interwale dziennym notowania EURUSD znajdują się ponad linią trendu wzrostowego. Z drugiej strony mamy duże prawdopodobieństwo uformowania podwójnego szczytu, co potwierdzone jest przez negatywną dywergencje na MACD. Pierwszym celem wyprzedaży jest linia trendu wzrostowego, następnie poziom 1.20375.

USDJPY – fundusze zarobiły na deprecjacji USDJPY

W poprzednim tygodniu na notowaniach USDJPY padł bastion kupujących. Czy powinniśmy być zaskoczeni? Nie, ponieważ tak jak wcześniej zwracałem uwagę, fundusze lewarowane od kilku tygodni dobierały długie pozycje na JPY.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane dobrały ponad 6000 długich pozycji oraz 1300 krótkich. Warto zwrócić uwagę, iż linia netto rośnie już od pięciu tygodni, co dawało większe prawdopodobieństwo, że wsparcie zostanie pokonane.

Notowania USDJPY, interwał tygodniowy

Notowania USDJPY, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

W poprzednim tygodniu na notowaniach USDJPY padł bastion kupujących w postaci strefy wsparcia 109.20-108.20. Czy trend będzie kontynuowany? Tak, ale notowania zatrzymały się na kolejnym wsparciu oraz dolnej bandzie kanału spadkowego, co wskazuje na duże prawdopodobieństwo korekty.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Rekordowy rok dla rynku powierzchni magazynowej w Polsce. Popyt napędza rosnący w siłę handel w internecie

Rekordowy rok dla rynku powierzchni magazynowej w Polsce. Popyt napędza rosnący w siłę handel w internecie 3

Rynek wynajmu nowoczesnej powierzchni magazynowej notuje rekordowe wyniki. Popyt brutto w 2017 roku sięgnął blisko 4 mln mkw. powierzchni, netto – 3,1 mln mkw. – szacuje firma JLL. 65 proc. popytu netto generują sieci handlowe i operatorzy logistyczni. Na zwiększone zapotrzebowanie na magazyny wpływa przede wszystkim rosnący segment e-commerce. Choć w 2017 roku do użytku oddano 2,3 mln mkw. powierzchni, a w budowie znajduje się kolejne 1,2 mln mkw., na rynku jest zapotrzebowanie na kolejne projekty. Sprzyjają temu jedne z niższych w Europie ceny najmu. Eksperci zaznaczają, że w perspektywie kilku lat ceny będą jednak rosnąć.

– Rynek wynajmu nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce od kilku lat notuje absolutne rekordy. W 2017 roku łączny popyt sięgnął niemal 4 mln mkw., co uplasowało nasz kraj na trzeciej pozycji pod względem wynajętej powierzchni magazynowej w Europie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Olszewski, dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych w Europie Środkowo-Wschodniej w JLL.

Blisko 30 proc. popytu netto generuje Polska Centralna, po ok. 20 proc. – Warszawa i Górny Śląsk.

– Zdecydowanie najbardziej popularnym wśród najemców regionem w Polsce jest rejon szeroko pojętej Polski Centralnej, czyli Łodzi, Strykowa i Piotrkowa Trybunalskiego. Tam firmy wynajęły łącznie prawie 1 mln mkw. – to niemal 1/4 całego popytu. Tradycyjnie dużym zainteresowaniem cieszy się Warszawa, Górny Śląsk, następnie Wrocław, Poznań – wymienia ekspert JLL.

Na duży popyt wpływają też ceny należące do jednych z najniższych w Europie. Najwyższe stawki oferowano w Warszawie i Krakowie, gdzie czynsze wynoszą odpowiednio 4,1–5,1 oraz 3,8–4,5 euro za mkw. miesięcznie.

– Supernowoczesny magazyn klasy A w zależności od wielkości i długości okresu najmu można wynająć już nawet za około 2 euro za 1 mkw. miesięcznie. To stawki jedne z najniższych w Europie. W perspektywie najbliższych kilkunastu, kilkudziesięciu miesięcy przewidujemy lekki wzrost czynszów, spowodowany przede wszystkim wzrostem cen ziemi, kosztów budowy oraz wzrastającymi prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości stopami procentowymi – analizuje Tomasz Olszewski.

Jak ocenia firma JLL, w ciągu ostatnich pięciu lat zasoby magazynowe niemal podwoiły swoją wielkość. Na koniec 2017 roku powierzchnia sięgnęła 13,5 mln mkw. W ubiegłym roku oddano do użytku 2,3 mln mkw. powierzchni, a w budowie znajduje się kolejne 1,2 mln mkw.

Jak podaje JLL, od IV kwartału 2016 roku poziom realizowanej powierzchni magazynowej nie spada poniżej 1 mln mkw. Mimo wysokiej podaży współczynnik pustostanów utrzymuje się na niskim, ok. 6-proc. poziomie.

– Perspektywy na najbliższe lata i miesiące wydają się bardzo dobre. Popyt na powierzchnie magazynowe w Polsce nieustająco rośnie, zgłaszają się przede wszystkim duże sieci handlowe, zarówno handlujące w tradycyjnych sklepach, jak i online, a także operatorzy logistyczni i firmy produkcyjne – mówi Olszewski.

Sieci handlowe wynajęły 1,1 mln mkw. powierzchni w 2017 roku i wspólnie z operatorami logistycznymi generują ponad 65 proc. popytu netto. Jak ocenia ekspert JLL, to w dużej mierze rezultat szybkiego rozwoju sektora handlu w internecie (którego wartość w 2017 roku sięgnęła 40 mld zł) i wielkich umów z firmami Amazon i Zalando. Z badania „E-commerce w Polsce 2017” wynika, że już 54 proc. internautów robi zakupy w sieci, a ich liczba dynamicznie rośnie.

– Na naszych oczach dzieje się rewolucja w handlu. Ludzie coraz więcej kupują przez internet, co de facto oznacza, że kupują towary bezpośrednio z magazynu. Niewątpliwie rozwój sektora e-commerce oraz optymalizacje całego łańcucha dostaw w tradycyjnych sieciach handlowych są głównym czynnikiem zwiększającym zapotrzebowanie na magazyny – ocenia Tomasz Olszewski.

Coraz więcej firm traci z powodu cyberataków. Największe powody do obaw w tym roku ma branża medyczna

Coraz więcej firm traci z powodu cyberataków. Największe powody do obaw w tym roku ma branża medyczna 4

W 2017 roku blisko co czwarta firma zarejestrowała dziesięć lub więcej incydentów naruszenia bezpieczeństwa. Większość firm obawia się przede wszystkim złośliwego oprogramowania, które może być wykorzystywane do zaawansowanych ataków ukierunkowanych oraz kradzieży danych. Na celowniku hakerów w 2018 roku może znaleźć się przede wszystkim branża medyczna – prognozują eksperci firmy Atende. Cyberbezpieczeństwo coraz bardziej przypomina wyścig zbrojeń. Firmy inwestują coraz większe środki w zabezpieczenia IT, ale hakerzy stale są krok przed nimi.

 Rynek cyberbezpieczeństwa rośnie w sposób ciągły i będzie rósł jeszcze przez wiele lat. To przypomina trochę wyścig zbrojeń: my wymyślamy nowe rozwiązania, hakerzy je łamią i znów musimy wymyślać nowe rozwiązania. Wzrost rynku spowodowany jest też wzrostem świadomości menadżerów, którzy przekładają ataki hakerskie na wymierne straty finansowe – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Jagielak, menadżer ds. bezpieczeństwa w Atende.

Polskie firmy mają coraz większą świadomość zagrożeń, jakie płyną z sieci internetowej. Jak wynika z raportu „Cyberbezpieczeństwo firm”, w 2016 roku 23 proc. badanych firm zwiększyło nakłady finansowe przeznaczone na cyberbezpieczeństwo, zaś w przypadku 46 proc. pozostały one na niezmienionym poziomie. W dużej mierze dlatego, że ataki hakerskie wiążą się z wymiernymi stratami finansowymi. Eksperci z Kaspersky Lab i B2B International obliczyli, że całkowity koszt ataku na firmę z wykorzystaniem oprogramowania ransomware może wynosić średnio ponad 713 tys. dol.

Z raportu KPMG „Barometr cyberbezpieczeństwa. Cyberatak zjawiskiem powszechnym” wynika, że w 2017 roku 82 proc. przedsiębiorstw zanotowało przynajmniej jeden tego typu incydent, ale co czwarta firma zaobserwowała ich co najmniej 10. Niepokojące jest to, że jedna trzecia badanych firm zanotowała wzrost liczby ataków.

Mamy do czynienia z wieloma atakami: typu DDoS, phishing, APT. Każdy charakteryzuje się zupełnie innym kierunkiem. DDoS to ataki polegające na tym, żeby wyeliminować z działania naszą infrastrukturę. O atakach phishingowych mówimy, gdy ktoś chce wykraść dane od konkretnej osoby bądź zmusić konkretną osobę do konkretnego działania. Najbardziej złożone ataki APT to kilka złożonych ze sobą działaniach, mających na celu wykradzenie danych z organizacji – wymienia Jakub Jagielak.

Z badania KPMG wynika, że większość pracowników, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo IT, najbardziej obawia się złośliwego oprogramowania (malware), które może zostać wykorzystane do zaawansowanych ataków ukierunkowanych APT (Advanced Persistent Threat).

Nie ma najgroźniejszego ataku. Wszystkie są bardzo istotne i groźne z punktu widzenia organizacji. Każdy z nich ma na celu doprowadzenie do strat materialnych w organizacji, do kradzieży danych czy uszkodzenia infrastruktury. Nie można też wskazać, który z tych ataków jest najłatwiejszy do odparcia. W przypadku ataków DDoS mówimy o ataku na infrastrukturę i zupełnie inaczej się bronimy niż w przypadku ataków phishing, gdzie mamy do czynienia z atakiem na człowieka – podkreśla Jagielak.

Według „Internet Security Threat Report”, przygotowanego przez firmę Symantec, w 2016 roku na każde 131 e-maili, które odebraliśmy, przypadał jeden stanowiący próbę ataku typu malware, czyli zawierający złośliwe oprogramowanie. To dużo więcej niż w 2015 roku, gdy taki atak występował raz na 220 e-maili.

Rośnie liczba ataków DDoS (Distributed Denial of Service), czyli ataków na serwery lub strony internetowe, które generują sztuczny ruch tak, aby doprowadzić do niedostępności usług. Deloitte oceniał, że w 2017 roku takich ataków mogło być nawet 10 mln. Coraz więcej firm pada też ofiarą phishingu. Z danych Symantec wynika, że takie ataki wymierzone są najczęściej w te sektory, w których dane przechowywane na komputerach mają największą wartość, m.in. finansach i górnictwie.

W przypadku ataków na infrastrukturę informatyczną mamy do czynienia z tzw. security, czyli cyberbezpieczeństwem. W przypadku ataków na automatykę przemysłową mówimy o safety, czyli bezpieczeństwie ludzi. Ataki na infrastrukturę informatyczną mają za zadanie wykraść dane i je ewentualnie spieniężyć, przy atakach na infrastrukturę krytyczną czy automatykę przemysłową może dojść również do zagrożenia życia ludzi, bo atak np. na sterowniki czy czujniki w zbiornikach paliwa może doprowadzić do wybuchu – tłumaczy ekspert Atende.

Według raportu firmy doradczej Deloitte pt. „Security Awareness: People and Technology” 70 proc. przebadanych firm uważa brak świadomości swoich pracowników w zakresie cyberbezpieczeństwa za zwykłe lub wysokie zagrożenie dla firmy. To właśnie pracownicy stanowią najsłabszy czynnik bezpieczeństwa. Hakerzy wykorzystują też jednak dziury w systemach informatycznych i brak odpowiednich zabezpieczeń.

Żeby skutecznie obronić się przed cyberatakami, należy pamiętać o czterech podstawowych elementach. Pierwszym elementem są ludzie, należy ich edukować i podnosić świadomość związaną z cyberbezpieczeństwem. Drugim elementem jest dobór odpowiedniego rozwiązania, które może dostarczyć taka firma jak Atende – mówi Jakub Jagielak.

Trzecim elementem jest przyjęcie odpowiedniej polityka bezpieczeństwa, a czwartym – regularne sprawdzanie jej poprawności i aktualności.

Należy pamiętać, że to, co dzisiaj przygotowaliśmy i uważamy za bezpieczne, w jutro może się stać podatne i zostać zaatakowane przez hakerów – przestrzega ekspert Atende.

Z raportu „Cyber Risks 2017” opracowanego przez FireEye i Marsh & McLennan Companies wynika, że cyberzagrożenia mogą dotknąć niemal każdy sektor gospodarki

W 2017 roku najczęściej atakowaną branżą była branża przemysłowa, rok wcześniej finansowa. W tym roku mówi się, że najczęściej atakowana będzie branża medyczna. Ataki na ten sektor nie pojawiły się nagle i znikąd, one były, ale był on najsłabiej zabezpieczonym sektorem na rynku. Kiedy zaczęły pojawiać się tam rozwiązania cyberbezpieczeństwa, nagle zauważono, że skala tych ataków jest bardzo wysoka – zauważa Jagielak.

Zaangażowanie finansowe biznesu w akcje humanitarne rośnie. Zmienia się świadomość prezesów i właścicieli firm

Zaangażowanie finansowe biznesu w akcje humanitarne rośnie. Zmienia się świadomość prezesów i właścicieli firm 5

Transparentność i wspólne wartości – to dwa kluczowe warunki, które muszą być spełnione przy współpracy biznesu z organizacjami pożytku publicznego. Najpopularniejszą formą wsparcia dla takich instytucji jest sponsoring albo darowizna, a firmy przekazują je chętniej niż jeszcze 10 lat temu, kiedy ich budżety zostały nadszarpnięte kryzysem finansowym. – Osiągamy duży poziom zaangażowania finansowego biznesu, zmienia się świadomość prezesów i właścicieli firm – mówi Karina Diłanian-Pinkowicz z Polskiej Akcji Humanitarnej.

Biznes jest związany z PAH od dłuższego czasu. Nasze pierwsze konwoje nie byłyby możliwe bez zaangażowania biznesu, takich firm jak LOT czy DHL, które sponsorowały tego typu wyjazdy. Dzisiaj, oprócz wsparcia technologicznego, nasze działania można w największym stopniu wesprzeć poprzez przekazanie darowizny finansowej albo na zasadzie sponsoringu, ponieważ nie wysyłamy już konwojów – to zupełnie nieadekwatne do dzisiejszych standardów niesienia pomocy humanitarnej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karina Diłanian-Pinkowicz, kierownik ds. współpracy z darczyńcami Polskiej Akcji Humanitarnej

PAH zajmuje się niesieniem pomocy ofiarom konfliktów zbrojnych i katastrof naturalnych oraz osobom dotkniętym skrajnym ubóstwem. Organizacja, która istnieje od 1992 roku, do tej pory pomogła blisko 10 mln ludzi w 44 krajach świata. W Polsce prowadzi akcję dożywiania dzieci (Pajacyk), natomiast globalnie prowadzi stałe misje w Syrii, Sudanie Południowym, Somalii, Iraku i na wschodniej Ukrainie oraz reaguje na bieżące kryzysy.

Kierowniczka ds. współpracy z darczyńcami PAH ocenia, że podejście biznesu do przekazywania środków na cele charytatywne znacząco zmieniło się na przestrzeni ostatniego dziesięciolecia.

– Wtedy mieliśmy do czynienia z kryzysem, który w znaczącym stopniu uszczuplił budżety firm na tego typu działania. Dziś odbijamy się od dna – żaden partner nas wówczas nie opuścił, ale widzieliśmy, że pieniądze są mniejsze niż przekazywane wcześniej. Dzisiaj osiągamy dość duży poziom zaangażowania finansowego biznesu – mówi Karina Diłanian-Pinkowicz. – Zmienia się świadomość prezesów i właścicieli firm, którzy widzą, że nasze pole odpowiedzialności nie leży tylko w Polsce, lecz także za granicą. Wiele firm przychodzi do nas i chce sponsorować działania w Sudanie czy w Somalii, bo czują, że świat się trochę skurczył.

PAH koncentruje się na lokalnych działaniach w miejscach, gdzie dochodzi do konfliktów czy katastrof. Stąd najbardziej pożądaną i najwygodniejszą dla firm formą pomocy jest wsparcie finansowe dla organizacji.

– Widzimy, że to jest najbardziej popularna forma pomocy, co z naszej strony wiąże się też z zapewnieniem pełnej transparentności – mamy świadomość tego, że firma nie może pojechać do Sudanu czy Somalii, żeby sprawdzić, w jaki sposób studnia czy latryna zostały wybudowane z ich pieniędzy. Po naszej stronie leży więc zapewnienie pełnej transparentności i sprawozdawczości dla firmy – mówi Karina Diłanian-Pinkowicz.

Jedną z misji prowadzonych przez PAH jest ta w Sudanie Południowym, rozpoczęta w 2006 roku. Od tego momentu organizacja wybudowała w kraju ogarniętym wojną i głodem ponad 700 studni, z których każda zapewnia wodę pitną dla 0,5–1 tys. osób.

– Wiercenie studni jest naszym kluczowym zadaniem. W ubiegłym roku udało nam się pozyskać sponsora, który zdecydował się wesprzeć nas poprzez zakup maszyny wiertniczej. Poprzednia nie była wydolna i nie mogliśmy dalej wiercić. W planach mamy wywiercenie kilku studni w porze suchej, więc będzie ona w użytku w ciągu najbliższych kilku tygodni – mówi Karina Diłanian-Pinkowicz. – Zamierzamy się koncentrować w Sudanie w obszarze wodno-sanitarnym, więc będziemy wiercić studnie, budować kioski wodne i latryny. Będziemy też dalej realizować projekt, który jest odpowiedzią na ubiegłoroczny kryzys głodu w Sudanie.

Jak podkreśla Karina Diłanian-Pinkowicz, aby zachęcić biznes do zaangażowania, trzeba spełniać dwa podstawowe warunki. Pierwszym z nich jest transparentność.

– Żaden biznes nie zaryzykuje swojego wizerunku dla organizacji, która w nieprzejrzysty sposób prezentuje swoje wyniki finansowe. Widzimy, że firmy zwracają na to uwagę – gdy przychodzą do nas na pierwsze rozmowy, są już po lekturze naszego raportu rocznego – podkreśla Karina Diłanian-Pinkowicz.

Drugim warunkiem są wspólne wartości organizacji pozarządowej i biznesu.

– Mamy swoje wartości i bardzo trudno przychodzi uwiarygodnienie współpracy, gdy organizacja mówi jedno, a współpracuje z firmą o innych poglądach. W naszym przypadku trudno byłoby np. wejść we współpracę z firmą z sektora zbrojeniowego, kiedy realizujemy działania pomocowe w miejscach konfliktów zbrojnych – podkreśla Karina Diłanian-Pinkowicz.

W Polsce działa przeszło osiem tysięcy organizacji pożytku publicznego. Według badań TNS Polska z 2015 roku Polska Akcja Humanitarna znajduje się w pierwszej dziesiątce najlepiej rozpoznawalnych (kojarzy ją 10 proc. Polaków), obok m.in. Caritas, WOŚP, Polskiego Czerwonego Krzyża, Szlachetnej Paczki, fundacji założonych przez Polsat i TVN oraz UNICEF-u. Założycielkę PAH Janinę Ochojską kojarzy natomiast 63 proc. Polaków.

Ponad 50 proc. polskich konsumentów wybiera płatności bezgotówkowe. Zbliżeniowo płacimy trzykrotnie częściej niż nasi europejscy sąsiedzi

Ponad 50 proc. polskich konsumentów wybiera płatności bezgotówkowe. Zbliżeniowo płacimy trzykrotnie częściej niż nasi europejscy sąsiedzi 6

Polacy polubili płatności bezgotówkowe – preferuje je ponad 50 proc. konsumentów, głównie ze względu na wygodę i oszczędność czasu. W obiegu znajduje się blisko 38 mln kart płatniczych. Zyskują przede wszystkim płatności zbliżeniowe – w ten sposób płacimy trzykrotnie częściej niż nasi europejscy sąsiedzi. Wciąż jednak nie wszędzie można zapłacić kartą – terminali brakuje zwłaszcza w małych i średnich punktach usługowo-sprzedażowych.

– Wzrost płatności bezgotówkowych w Polsce jest dostrzegalnym trendem. Doskonale obrazuje go wzrost udziału takich transakcji w stosunku do gotówki w całej liczbie transakcji detalicznych. Jeszcze 10 lat temu ten stosunek wynosił 2 proc., a obecnie przekracza 20 proc. Polscy konsumenci korzystają z transakcji zbliżeniowych trzykrotnie częściej niż ich europejscy sąsiedzi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maja Feliksiak, specjalista ds. PR i marketingu Tpay.

Z badania przeprowadzonego przez eService w ramach kampanii „Warto bezgotówkowo” wynika, że już ponad połowa Polaków (56 proc.) preferuje bezgotówkowe metody płatności. Jak wynika ze statystyk Związku Banków Polskich, obecnie w obrocie znajduje się około 38 mln kart płatniczych. 85 proc. Polaków deklaruje, że ich karta ma funkcję zbliżeniową, podczas gdy w Europie ten odsetek wynosi średnio 43 proc. 8 na 10 transakcji dokonywanych za ich pośrednictwem to transakcje zbliżeniowe (badanie Kantar TNS na zlecenie MasterCard).

– Wzrost popularności transakcji bezgotówkowych jest niewątpliwie wynikiem światowego trendu, dynamiki zmian, krótko mówiąc – postępu technologicznego. Wynika to również z faktu, że polski konsument jest coraz bardziej świadomy. Oczekuje, że jego pieniądze będą bezpieczne, a bank i operatorzy płatności zagwarantują mu, że jego środki trafią we właściwe miejsce, we właściwym czasie, a on otrzyma usługę bądź towar, który zamówił i którego oczekuje. Dla konsumenta liczy się również możliwość kontroli nad swoimi finansami, wgląd do historii transakcji wpłat i wypłat – mówi Maja Feliksiak.

Badanie Kantar TNS przeprowadzone na zlecenie MasterCard wskazuje, że dwie trzecie konsumentów ma zaufanie do kart płatniczych. 42 proc. badanych ma ich w swoim portfelu co najmniej dwie.

Dużym plusem płatności bezgotówkowych jest oszczędność czasu i komfort polegający na tym, że konsument nie musi mieć przy sobie gotówki, a transakcja przebiega szybko i sprawnie. Coraz częściej klienci doceniają też możliwość skorzystania z dodatkowych rabatów, ofert czy zwrotów części transakcji, które oferują wystawcy kart.

– Z badań przeprowadzonych na zlecenie MasterCard wynika, że 18 proc. respondentów chciałoby użyć swojej karty przy płatnościach w swoim bliskim otoczeniu, natomiast nie mogą tego zrobić ze względu na brak dostępnych terminali. Brakuje ich głównie w małych i średnich punktach usługowych i sprzedażowych, takich jak warsztaty samochodowe, salony fryzjerskie, rynki czy bazarki, a także w komunikacji miejskiej – mówi Maja Feliksiak.

Polacy w badaniach podkreślają, że chętnie zastąpiliby tradycyjne metody płatności innymi udogodnieniami, jak zastąpienie PIN-u technologią biometryczną czy płatnościami za pomocy wearables (np. elementami garderoby czy akcesoriami). O otwartości na nowinki technologiczne może świadczyć fakt, że jedną z wiodących metod płatności staje się BLIK, czyli system płatności mobilnych.

Eksport polskiej żywności rośnie w tempie dwucyfrowym. Mógłby przyspieszyć dzięki dodatkowym działaniom promocyjnym

Eksport polskiej żywności rośnie w tempie dwucyfrowym. Mógłby przyspieszyć dzięki dodatkowym działaniom promocyjnym 7

Promocja polskiej żywności na nowych rynkach i wsparcie dla eksportu to największe wyzwania, jakie czekają rolnictwo w 2018 roku – ocenia dyrektor generalny Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Eksport polskiej żywności rośnie w tempie dwucyfrowym. Wynik mógłby być jeszcze lepszy, gdyby działania promocyjne były prowadzone w bardziej zintegrowany sposób. Problemami, z jakimi boryka się branża, są też choroba afrykańskiego pomoru świń i anomalie pogodowe. W ubiegłym roku straty szacowało się w miliardach złotych.

Rok 2017 był bardzo udany dla polskich eksporterów żywności. Wyeksportowaliśmy żywność za 25,7 mld euro. To ok. 13 proc. wartości polskiego eksportu. Cały czas prowadzimy działania wspierające, bo żywność jest produktem konkurencyjnym. Chcielibyśmy docierać na większy obszar geograficzny. Uczestniczymy aktywnie w różnego rodzaju imprezach targowych, gdzie promowana jest żywność z różnych krajów świata. Obserwujemy duże zainteresowanie tym, co oferujemy. Przyczyniamy się w ten sposób do zwiększenia eksportu – ​mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Witold Strobel, dyrektor generalny Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa.

Dane resortu rozwoju za 11 miesięcy 2017 roku wskazują na 13-proc. wzrost eksportu polskiej żywności. KOWR podaje, że tylko po pierwszych trzech kwartałach ubiegłego roku dodatnie saldo wymiany wzrosło o 16 proc. Choć większość towarów rolno-spożywczych kierowanych jest na rynek Unii Europejskiej (ponad 80 proc.), to prowadzona polityka promocji pozwoliła na dostęp do 30 nowych rynków zbytu oraz zintensyfikowanie wymiany towarowej z krajami pozaeuropejskimi, np. Senegalem, Ghaną, Kenią, Nigerią czy Malezją.

Wyniki mogłyby być jeszcze lepsze, gdyby nie choroba afrykańskiego pomoru świń. W Polsce odnotowano już ponad 1,1 tys. przypadków choroby u dzików, a z powodu ASF dla producentów zamknięta jest większość dużych rynków azjatyckich.

– Obecnie ASF nie sprzyja eksportowi polskiej wieprzowiny, ale bardzo dobre wyniki osiągamy w eksporcie wołowiny, która jest ceniona w świecie. Już 80 proc. produkcji polskiej wołowiny trafia właśnie na eksport –​ podkreśla Witold Strobel.

Wyzwaniem dla całej branży jest zintegrowanie systemów jakości. Strategia promocji żywności, która ma zwiększyć rozpoznawalności marki polskich produktów i pozytywny wizerunek polskiej żywności, zakłada promocję produktów hasłem „Polska smakuje”. Na portalu „Polska smakuje” mogą prezentować swoje produkty ci wytwórcy, którzy produkują żywność w systemie jakości, np. QMP czy QAFP, żywność ekologiczną, produkty znajdujące się w rejestrze Chroniona Nazwa Pochodzenia, Chronione Oznaczenie Geograficzne czy Gwarantowana Tradycyjna Specjalność lub na ministerialnej liście produktów tradycyjnych, mające oznaczenia Poznaj Dobrą Żywność, Produkt Polski, Produkt Górski.

Obserwujemy bardzo dużo znaków i systemów jakości, które często są nieczytelne dla konsumenta. KOWR promuje polską żywność w Polsce pod hasłem „Polska smakuje”, natomiast na rynkach zachodnich „Poland tastes good”. Trzeba uczciwie powiedzieć, że choć mamy dobrze opracowaną strategię promocji polskiej żywności w świecie, że mamy rozpoznane rynki perspektywiczne, którymi są m.in. Daleki Wschód, Półwysep Arabski, również Kanada, Meksyk czy Afryka Północna, są to działania, które wymagają systematyczności i długotrwałej perspektywy –​ ocenia dyrektor generalny KOWR. – Wsparcie dla eksportu powinno być bardziej zintegrowane, a obecnie są prowadzone przez różne podmioty. Gdyby je zintegrować, zapewne wyniki byłyby lepsze.

Jak podkreśla ekspert, 2017 rok był dla rolników trudny, choć w niektórych sektorach sytuacja była zdecydowanie lepsza. Ceny mleka w Polsce są najwyższe od 3 lat. W grudniu stawka za 100 litrów mleka wynosiła nieco ponad 152 zł i była o 12 proc. wyższa niż rok wcześniej. Z drugiej strony rolnicy borykają się z szeregiem problemów. Anomalie pogodowe oraz trudne warunki atmosferyczne w 2017 roku spowodowały straty liczone w miliardach złotych. Najbardziej ucierpiały uprawy sadownicze, dużo strat stwierdzono też w zbożach.

– Polskim rolnikom na pewno można życzyć stabilizacji pogodowej, ale również stabilizacji cenowej, bo jeśli mamy do czynienia z taką stabilizacją, to łatwiej jest zaplanować produkcję w dłuższym okresie i postawić na jakąś specjalizację – tłumaczy Witold Strobel.

W Polsce trwają prace nad opracowaniem nasion i sadzonek takich roślin, które byłyby lepiej przystosowane do polskich warunków glebowych i klimatycznych. Marka Polskie Nasiona ma być odpowiedzią na szeroką gamę nasion odmian roślin rolniczych i ogrodniczych oferowanych przez koncerny zagraniczne, których cena i jakość nie zawsze odpowiadają oczekiwaniom polskich rolników.

– Cały czas tworzone są nowe, lepsze odmiany roślin. Chcielibyśmy raczej, aby były to odmiany pozbawione GMO, bo trudno określić, jak GMO będzie wpływać w dłuższej perspektywie na konsumentów. W naszych spółkach prowadzone są prace nad lepszymi, dostosowanymi do naszego klimatu odmianami roślin, one są wdrażane, trafiają do produkcji, można powiedzieć, że postęp biologiczny cały czas się dokonuje – podkreśla Witold Strobel.

Polscy studenci zaprojektowali system nawigacji GPS wewnątrz budynków. Bezpłatna aplikacja z cyfrowymi mapami wnętrz pomoże zwłaszcza niewidomym

Polscy studenci zaprojektowali system nawigacji GPS wewnątrz budynków. Bezpłatna aplikacja z cyfrowymi mapami wnętrz pomoże zwłaszcza niewidomym 8

System GPS to nawigacja satelitarna znana głównie z możliwości wyznaczania trasy przejazdu samochodem. Może być jednak wykorzystywana również do nawigacji wewnątrz budynków. Aplikacja wewnątrzbudynkowego GPS opracowana przez polskich studentów może być wykorzystywana między innymi w centrach handlowych i logistycznych. Najbardziej zainteresowaną grupą odbiorców są jednak studenci i uczelnie. Może być ona pomocna zwłaszcza dla osób niedowidzących i niewidomych.

– Projekt wewnątrzbudynkowego GPS polega na dostarczeniu użytkownikom technologii, która pozwoli im budować aplikacje dla przestrzeni wewnątrzbudynkowych prowadzących użytkowników do ich punktów docelowych, do lepszego odnalezienia się w przestrzeni, a także do kontekstowej komunikacji na podstawie ich lokalizacji – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Grzegorz Koblański, prezes firmy Indoorway.

Aplikacja powstała podczas współorganizowanego przez Indoorway hackathonu Campus App Challenge. Zespół studentów Politechniki Warszawskiej i Uniwersytetu Jagiellońskiego zaprojektował prototyp zaawansowanego, wewnątrzbudynkowego GPS-u, który dzięki asystentowi głosowemu oraz intuicyjnemu sterowaniu poprowadzi osoby niewidome po wielopiętrowych gmachach uczelni.

– Cyfrowa mapa jest osadzona w aplikacji mobilnej. Użytkownik na tej mapie widzi swoją lokalizację i jest dokładnie prowadzony do punktu docelowego. Możemy wyobrazić sobie scenariusz, że telefon jest w kieszeni, a osoba niewidoma dostaje poprzez słuchawkę informacje z konkretnymi kierunkami, w których powinna się poruszać – przekonuje Grzegorz Koblański.

Jednym z podstawowych problemów związanych z nawigacją GPS wewnątrz budynków był dotychczas fakt, że urządzenia nie analizowały informacji o tym, na jakiej wysokości znajduje się odbiornik. Powodowało to utrudnienie w rozpoznaniu piętra, na którym znajdował się nawigowany obiekt. Dzięki wykorzystaniu różnego rodzaju czujników, w jakie wyposażony jest smartfon, takich jak żyroskop, akcelerometr, magnetometr i beacon (emiter sygnału Bluetooth), aplikacja pozwala precyzyjnie określić pozycję posiadacza smartfona.

Aplikacja dostarczana przez Indoorway będzie bezpłatna dla użytkowników końcowych. Jej wdrożenie planowane jest na początek roku akademickiego 2018/2019.

– Na ten moment stworzona została aplikacja dla studentów. W pierwszej fali chcemy jej zasięgiem objąć uczelnie działające w systemie USOS. To ponad pięćdziesiąt szkół wyższych w Polsce. W kolejnej fazie wyjdziemy również poza granice Polski – zapowiada Grzegorz Koblański.

W dwudziestoczterogodzinnym hackathonie Campus App Challenge wzięło udział czternaście drużyn. Każda z nich pracowała nad prototypem aplikacji wykorzystującej system mikrolokalizacji i będącej zarazem odpowiedzią na potrzeby zgłaszane przez studentów. Podczas hackatonu uczestnicy m.in. zdigitalizowali Wydział Matematyki i Nauk Informacyjnych Politechniki Warszawskiej.

Projekt BRILLANT umożliwi edukację Polaków w zakresie energetyki jądrowej. NCBJ: energia jądrowa to dla nas jedyna racjonalna technologicznie opcja

Projekt BRILLANT umożliwi edukację Polaków w zakresie energetyki jądrowej. NCBJ: energia jądrowa to dla nas jedyna racjonalna technologicznie opcja 9

Unia Europejska wezwała kraje bałtyckie, w tym Polskę, do opracowania do czerwca 2018 roku projektu połączenia sieci energetycznych z infrastrukturą europejską. Litwa, Łotwa i Estonia miałyby się połączyć z Zachodem za pośrednictwem polskich linii energetycznych. To rozwiązanie ma zapewnić większe bezpieczeństwo energetyczne tych krajów i uniezależnienie się od Rosji. Prowadzony projekt BRILLIANT to także okazja do edukacji polskich naukowców w zakresie energetyki jądrowej. Według przedstawiciela Narodowego Centrum Badań Jądrowych jest to jedyna racjonalna technologicznie opcja dostarczania energii.

Według zaleceń UE do czerwca 2018 roku ma powstać projekt przyłączenia sieci energetycznych krajów nadbałtyckich do infrastruktury europejskiej. Projekt Baltic Region Initiative for Long Lasting Innovative Nuclear Technologies (BRILLIANT) ma na celu nie tylko zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego krajów bałtyckich, lecz także dywersyfikację źródeł energii, redukcję emisji gazów cieplarnianych i walkę ze zmianami klimatycznymi.

– Projekt BRILLIANT wziął się z tego, że kraje bałtyckie chcą się połączyć energetycznie z Europą. Jak dotąd są zsynchronizowane z Rosją, więc muszą na nowo przeorganizować swoją sieć energetyczną. Projekt polega na przeanalizowaniu struktury sieci i opracowaniu rozwiązań, które ułatwią podłączenie krajów bałtyckich do wspólnej sieci europejskiej​.– mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. dr hab. Jacek Jagielski, dyrektor Departamentu Fizyki Materiałów Narodowego Centrum Badań Jądrowych.

Aktualnie przygotowywane są analizy, które pozwolą zorganizować sieć w taki sposób, aby zapewnić w przyszłości niezawodność systemu oraz bezpieczeństwo energetyczne. Według szacunków łączne koszty przyłączenia Litwy, Łotwy i Estonii do europejskich sieci energetycznych wyniosą około 1 mld euro. 75 proc. tej kwoty będzie mogło zostać sfinansowane ze środków funduszu „Connecting Europe Facilities”.

W projekcie resynchronizacji sieci energetycznych krajów bałtyckich bierze udział Narodowe Centrum Badań Jądrowych. To szansa na naukę i edukację polskich naukowców w zakresie energetyki jądrowej.

– Możemy kształcić ludzi, którzy będą pracowali przy budowie i eksploatacji polskiej elektrowni atomowej. To jest krytyczny problem, który musimy jak najszybciej zacząć rozwiązywać, bo na to potrzeba więcej czasu niż się wydaje. Każde szkolenie, każde doświadczenie jest dla nas bardzo cenne, a nasi młodzi pracownicy mogą jeździć dzięki temu projektowi do Szwecji, obejrzeć, jak wygląda reaktor, jak wygląda przetwarzanie wypalonego paliwa i jego składowanie, jakie są rozwiązania ​– tłumaczy prof. Jacek Jagielski.

Jak wynika z danych Ministerstwa Energii, na świecie pracuje obecnie 448 bloków jądrowych w 30 krajach. W budowie jest kolejnych 57 bloków, a ponad 160 jest planowanych. Produkcja energii elektrycznej w elektrowniach atomowych stanowi ok. 11,5 proc. całkowitej produkcji elektryczności na świecie. Według deklaracji rządu polska elektrownia jądrowa ma powstać do 2031 roku.

– Generalnie energetyka jądrowa jest w tej chwili jedyną wiarygodną technologią, która umożliwia w skali świata produkowanie energii bez emisji dwutlenku węgla. Pod tym względem im więcej energii atomowej, tym lepiej. Nie ma w tej chwili innej, racjonalnej technologicznie opcji niż energia jądrowa, musimy w to pójść ​– twierdzi przedstawiciel NCBJ.

Rynek pracownika w 2018 roku. Jak firma może na nim przetrwać?

Na koniec 2017 roku stopa bezrobocia w Polsce wyniosła zaledwie 6,6 proc. Eksperci prognozują,
że w bieżącym roku spadnie poniżej 6 proc. Oznacza to dalszy rozwój rynku dobrego dla pracownika i nowe wyzwania dla pracodawców. W jaki sposób firmy mogą sprostać zmianom, dokonującym się na rynku pracy?

Rok 2017 był rekordowy pod względem niskiej wartości stopy bezrobocia. W listopadzie ubiegłego roku stopa bezrobocia zatrzymała się na 6,5 proc. i była najniższa od 25 lat. Ponadto, jak podaje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej odnotowano spadek liczby bezrobotnych o 18,9 proc. względem roku 2016. Jednocześnie mieliśmy do czynienia ze wzrostem przeciętnego wynagrodzenia o 7,4 proc. To rezultat m.in. dynamicznego ożywienia gospodarczego w kraju oraz wzrostu PKB.

Przyrost planowanych inwestycji, w tym z wykorzystaniem budżetów Unii Europejskiej, a co za tym idzie pojawienie się nowych miejsc pracy, wskazuje na to, że rynek pracownika w 2018 r. nadal będzie się miał bardzo bobrze. Eksperci prognozują dalszy spadek poziomu bezrobocia w 2018 r. Szacuje się, że wyniesie poniżej 6 proc. – mówi Grzegorz Lewandowski, Prezes Sales Group, dostawcy usług outsourcingu sił sprzedaży.

Zmiany na polskim rynku pracy i coraz większa trudność w poszukiwaniu właściwego pracownika generuje dla przedsiębiorców nowe wyzwania.  Silna presja płacowa, trudność  w pozyskaniu odpowiedniego kandydata oraz zatrzymanie go w szeregach pracowników, to problemy, z którymi już teraz mają do czynienia pracodawcy. Jakie rozwiązania warto wdrożyć w firmie, żeby przetrwać na dynamicznym rynku pracownika?

Optymalizacja procesu rekrutacji

W dobie rynku pracownika w walce o kandydata bardzo istotnym czynnikiem, niekiedy przesądzającym o rekrutacyjnym sukcesie, jest czas. Osoba poszukująca pracy, mając do wyboru inne oferty, nie będzie czekała zbyt długo z decyzją. Dlatego należy zoptymalizować czas dostarczania informacji zwrotnej kandydatowi i skrócić go do kilku dni. Aby to zrobić, warto zainwestować w narzędzia IT, które usprawnią procesy kadrowe.

Nowe technologie będą coraz częściej grały pierwsze skrzypce w rekrutacyjnym wyścigu. Przewiduje się szersze wykorzystanie aplikacji, ale też portali wspomagających poszukiwanie kandydatów w 2018 roku. Wirtualne rozmowy i e-rekrutacja przez Skype, kontakt przez SMS, czy media społecznościowe stają się coraz powszechniejsze.

Kreatywne sposoby na milenialsów

Szczególnie dużym wyzwaniem dla firm jest obecnie pozyskanie młodego pracownika z licznego już na rynku pracy pokolenia milenialsów, czyli osób urodzonych między 1894 a 1997 rokiem. Dlatego firmy, aby przyciągnąć młode talenty, szukają nowych rozwiązań. Niektóre z nich są oparte np. na formule grywalizacji. Przykłady jej wykorzystania znajdziemy na polskim rynku.

Jedna z globalnych firm doradczych zamiast zapraszać kandydatów na formalne rozmowy, stworzyła fabularny projekt rekrutacyjny, w którym kandydaci przeprowadzali audyt fikcyjnej firmy. Inna organizacja, aby uprościć proces rekrutacyjny dla sieci sprzedaży oddała w ręce kandydatów test kompetencyjny w postaci gry, której fabuła została osadzona w realiach codziennej pracy. Jeszcze inna firma wykorzystała w rekrutacji niestandardowe narzędzie, jakim jest Escape Room, czyli  gra, w której uczestnicy przenoszą się do tematycznie przygotowanego pokoju zagadek, z którego muszą się wydostać. Dało to możliwość obserwowania kandydata w działaniu, a jemu samemu zabawę. Menedżer miał możliwość podjęcia decyzji, czy zaprosić daną osobę zespołu, bazując na tym, jak poradziła sobie z zadaniami, współpracą w grupie i pod presją czasu.

Co jednak w sytuacji, kiedy firma nie jest w stanie samodzielnie realizować swoich potrzeb rekrutacyjnych?

Sprawdzeni partnerzy

W obliczu trudnej sytuacji na rynku pracy, część firm w celu zapewnienia odpowiedniego poziomu zasobów ludzkich, sięga po wsparcie firm zewnętrznych. Taką możliwość daje m.in. outsourcing, czyli model współpracy, w której firma wydziela ze struktury przedsiębiorstwa niektóre funkcje i przekazuje je do wykonania innym podmiotom.

Coraz częściej przedsiębiorstwa mają do czynienia z sytuacją, gdzie na publikowane przez nich ogłoszenia rekrutacyjne nie ma wystarczającej liczby odpowiedzi, a wsparcie kadrowe jest potrzebne od zaraz. Wówczas może pomóc zewnętrzna firma, która ma wypracowane metody pozyskiwania pracowników i wiedzę na temat tego, jak pracowników zatrzymać w firmie, m.in. za pomocą programów szkoleniowych, coachingowych, czy systemów motywacyjnych i premiowych. Taki model współpracy sprawdza się szczególnie w środowisku dużych firm – mówi Paweł Wrzos, dyrektor ds. Rozwoju Biznesu w Sales Group.

Na rynku obserwuje się współpracę firm z outsourcerami zarówno w zakresie wsparcia w procesie rekrutacyjnym, ale też bezpośredniego zapewnienia pracowników, np. sił sprzedaży. W drugim przypadku firma nie musi przechodzić przez procesy rekrutacyjno-kadrowe. Istnieje wówczas również możliwość zaangażowania pracowników w danym momencie tylko w części. Daje to firmom przede wszystkim dużą elastyczność w działaniu i szansę na szybką reakcję na potrzeby kadrowe, a także optymalizację czasu oraz kosztów.

Aaazjatę zatrudnię

Sytuację na polskim rynku pracy w ostatnich latach ratowali pracownicy z Ukrainy. Źródło to zostało już mocno wyeksploatowane i powoli zaczyna wysychać. Masowa ukraińska migracja zmieniła kierunek i, tak jak niegdyś wybierała Polskę, tak teraz kieruje się do krajów Europy Zachodniej, traktując nasz kraj tylko jako państwo tranzytowe.

Rozpędzona machina rozwoju polskiej gospodarki hamowana jest przez trywialny problem – braki kadrowe. Te zaś spowodowane są starzejącym się społeczeństwem, niskim poziomem bezrobocia, zmniejszonym wiekiem emerytalnym oraz migracją zarobkową młodej siły roboczej.

Według badania „Plany Pracodawców” realizowanego przez TNS co czwarty ankietowany przedsiębiorca w ciągu najbliższych sześciu miesięcy planuje stworzyć nowe miejsca pracy. Plany rekrutacyjne zgłosiły głównie firmy z branży budowlanej (45%), przemysłowej (44%) oraz handlu i napraw (40%), przy czym ich celem jest zminimalizowanie braków kadrowych. Niemal połowa przedsiębiorstw zasygnalizowała trudności ze znalezieniem osób o wymaganych umiejętnościach i kwalifikacjach. Jak wskazują analizy ekspertów Business Centre Club, aby plany mogły się ziścić, potrzeba nawet 200 tys. dodatkowych pracowników rocznie.

Rozwiązanie dla tej sytuacji podsuwają polskie firmy, które już zatrudniły obcokrajowców. Konkretniej – obcokrajowców z Azji. Kierunek ten może początkowo nieco dziwić oraz budzić obawy. Nie znamy bowiem zbyt dobrze tamtej kultury, boimy się bariery językowej, nieznanego. Jednakże, jak wskazują ankietowani, nie ma się czego obawiać: „Różnice kulturowe nie są nie do przejścia”, podsumowała kadrowa w jednej z firm produkcyjnych. Jako rady dla pracodawców podaje: „ [Należy] wyczulić pozostałych (pracowników z Polski – przyp. red.) na różnice kulturowe i pilnować tolerancji”. Z drugiej strony podkreśla, że warto zdyscyplinować również nowozatrudnione osoby z Azji: „Muszą mieć dokładnie powiedziane, jaka jest norma, ile mają zrobić i trzeba to egzekwować”.

Różnice kulturowe pomiędzy Europą a Azją przejawiają się w mniej lub bardziej codziennych czynnościach. „Trzeba tak stopniowo, powolutku wytłumaczyć różne kwestie. Potrzebny lider, który wie, jak to zrobić taktownie”, podpowiada kierownik produkcji z łódzkiej firmy zatrudniającej Hindusów. Ponownie została podkreślona potrzeba osoby, która sprawowałaby nadzór i była bezpośrednim przełożonym pracowników z Azji. Wynika to z kultury tamtych krajów, gdzie w zakładach pracy stanowiska są mocno zhierarchizowane.

„Druga kwestia to kwestia noży rytualnych, które nie są nożami w naszym rozumieniu. To są ich takie modlitewne talizmany. Im to trzeba jakoś taktownie wyjaśnić, bo oni nie chcą się z tym rozstawać, to jakiś taki amulet, który ma dla nich ogromne znaczenie. Odebranie im go i wytłumaczenie, że oni nie mogą z nim wejść na produkcję, wymaga taktu”, kontynuował kierownik.

Inny wątek porusza przełożony magazynu z Kędzierzyna-Koźla: „To jest zupełnie inna religia niż ta, której się boimy. Z chłopakami było na początku ciężko, bo mieli problem, że mieli kobietę-szefa, ale później już otwierali jej drzwi do samochodu. Nie jest to ten odłam religijny, z którym gdzieś tam są problemy”. Wiodącą religią w Bangladeszu czy Uzbekistanie jest islam. Wyznanie to w ciągu ostatnich kilku lat nabrało pejoratywnego znaczenia – społeczeństwo nie zważa na kraj pochodzenia wyznawców islamu i nie widzi różnicy między pojęciami muzułmanin (osoba wierząca, studiująca Koran, religijna) a islamista (osoba walcząca w imię Koranu, fanatyk). W krajach, z których obywatele chętnie szukają pracy poza granicami swojego państwa, wpływ imama (przywódcy religijnego, który może narzucać ekstremistyczną interpretację Koranu) jest mniejszy, stąd łatwiej im przystosować się do zachodniej rzeczywistości. Nie mają też fundamentalistycznych zamiarów, więc nie są w żaden sposób powiązani z islamskimi bojówkami typu ISIS.

Pracowników z Azji charakteryzuje sumienność oraz chęć do pracy w zespole. Ważne dla nich jest poczucie bezpieczeństwa, dlatego też wybierają oni prace, w których mogą działać w mniejszej lub większej grupie rodaków. Warto zatrudnić obcokrajowców, którzy mają doświadczenie w pracy w naszym kraju, ponieważ szybko podłapują polskie zwroty i błyskawicznie uczą się języka.

Liczby mogą potwierdzić popularność tematu zatrudniania obcokrajowców. Jak wskazuje Miłosz Myszka, redaktor naczelny raportu „Rockwell View: Pozyskiwanie Zagranicznego Pracownika 2018”, tylko w pierwszej połowie 2017 roku w Polsce zostało zatrudnionych dwa razy więcej Azjatów niż w całym 2016 roku.

Nieruchomość zamiast lokaty? Tak, ale lokal wybierz z głową

Polacy inwestują w mieszkania na wynajem częściej i więcej niż kiedykolwiek. Oszczędności lokują na rynku nieruchomości, gdyż na najmie mogą zarobić od 4,5 % do 6,5 % netto rocznie. Nie każde lokum da się jednak dobrze wynająć.

Kilkanaście miliardów złotych Polacy wycofali z lokat w bankach od początku 2017 roku. Z niedawno publikowanych danych Narodowego Banku Polskiego wynika bowiem, że średnio na lokacie w banku można zarobić zaledwie 1,5 % (brutto) w skali roku. – Tylko w kwietniu 2017 r. wycofano z lokat około czterech miliardów złotych. To najwięcej od czterech lat. Inwestorzy szukają alternatyw, które mogą przynieść większe odsetki niż skromne 1,5-2 % na bankowym depozycie. Jedną z opcji jest rynek nieruchomości – wynika z danych Home Brokera i Domiporta.pl.

Ile można zarobić

Analitycy tych firm wyliczyli, że przeciętna rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem wynosi 5,28 % netto rocznie. Dla Warszawy jest to 5,64 % (rentowność ta uwzględnia 10,5-miesięczny okres wynajmu lokalu oraz czynsz dla administracji płacony przez właściciela – w wysokości 4-7 zł za mkw. miesięcznie, a także podatek ryczałtowy od przychodów z wynajmu w wysokości 8,5 %).

Eksperci podkreślają jednak, że powodzenie inwestycji w nieruchomość na wynajem zależy od wielu czynników. Ważne są cena, stałe wydatki na lokal oraz koszt wyposażenia. Należy także zwrócić uwagę na inne zalety nieruchomości, które spowodują, że nietrudno będzie znaleźć najemcę, a lokal w czasie użytkowania będzie zyskiwał na wartości, tak by jego sprzedaż w przyszłości była dodatkowym zarobkiem.

Atrakcyjność otoczenia

Jak zatem ocenić potencjał inwestycyjny nieruchomości? Czym musi się wyróżniać projekt?

Dobra lokalizacja, z miejską komunikacją pod ręką, to podstawa z punktu widzenia najemców. Przykładem jest warszawskie osiedle Holm House, powstające w centrum Mokotowa. Budynek cieszy się dużym powodzeniem inwestorów. W około siedem miesięcy od rozpoczęcia budowy sprzedano tam 60 % mieszkań. Zaletą inwestycji jest jej położenie.

Holm House rośnie na obrzeżach centrum biznesowego Mokotowa. Dlatego to pracownicy zagłębia biurowego mogą być potencjalnymi najemcami. – Część osób pracujących na Mokotowie nie stać na kupno mieszkania, ale na wynajem mogą sobie pozwolić. Tym bardziej, że dzięki lokalizacji osiedla unikną kłopotów z dojazdem do biura. Z punktu widzenia inwestora kolejnym plusem jest fakt, że mieszkania są sprzedawane wraz z prawem własności gruntu, co oznacza brak dodatkowych opłat za użytkowanie wieczyste – opowiada Karolina Guzik, menadżer sprzedaży Skanska Residential Development Poland.

Wzrost wartości

Z analiz firmy Reas wynika, że średni poziom czynszów w Warszawie, sąsiedztwie Holm House (w istniejących już projektach mieszkaniowych, w blokach wybudowanych po 2005 r.) wynosi dziś 59,83 zł za mkw. Dla inwestorów istotne jest jednak nie tylko to, za ile wynajmą lokum, ale także z jakiego powodu nieruchomość zyska na wartości. Kupując mieszkanie pod inwestycję warto więc zwrócić uwagę na certyfikacje, według których ona powstaje. Ważne są także nowoczesne rozwiązania architektoniczne czy technologiczne, jak pozbawianie budynku barier architektonicznych oraz systemy typu smart home.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W przyszłym tygodniu dane mogą być istotne dla podtrzymania trendów na ryzykownych aktywach. Potwierdzenie globalnego przyspieszenia inflacji w danych ze Szwecji, strefy euro i Kanady będzie mieć negatywny wydźwięk, o ile indeksy PMI z Europy i USA zasygnalizują hamowanie. Uwagę przyciągną też zapiski z ostatnich posiedzeń FOMC i EBC.

Przyszły tydzień: PMI, minutki FOMC/EBC, ZEW, Ifo, rynek pracy z Wlk. Bryt., CPI ze Szwecji/Kanady

Przyszły tydzień otwiera się z opóźnieniem w związku z obchodami Dnia Prezydenta w poniedziałek. Na polu danych z USA nie pojawi się nic, co mogłoby mieć wymierny wpływ na USD. Wstępne odczyty PMI (śr) dalej traktowane są jako drugorzędne za ISM, a wnioski o zasiłek (czw) już nie przyciągają tyle uwagi. W protokole z posiedzenia FOMC (śr) powinniśmy zobaczyć rozwinięcie umiarkowanie jastrzębiego komunikatu. Ocena perspektyw inflacji i nastawienia do tempa podwyżek będą ważnym punktem wyjścia dla nowego prezesa, choć nie można zapominać, że dokument nie przedstawi poglądów FOMC na ostatnie zawirowania na rynkach oraz silny odczyt CPI za styczeń. W tym kontekście minutki mogą zostać zignorowane przez rynek.

W strefie euro najciekawsze będą pierwsze szacunki PMI (śr). Większe ryzyko jest w pojawieniu się spadków, gdyż może to podkopać zaufanie inwestorów do słuszności założeń rajdu na rynku akcji i wśród aktywów ryzykownych. Finalny szacunek CPI (pt) będzie mieć znacznie tylko jeśli będzie odbiegał od wstępnych danych. Niemiecki indeks ZEW (wt), który odzwierciedla nastroje wśród inwestorów, może zaliczyć spadek pod wpływem ostatnich zawirowań. Ważniejszy indeks Ifo (czw) prawdopodobnie wskaże na utrzymanie pozytywnych trendów w gospodarce. Nie oczekujemy, aby protokół z posiedzenia EBC miał przynieść rewelacje, gdyż po zamieszaniu wywołanym zapiskami z grudniowego posiedzenia Rada Prezesów raczej nauczyła się, by kontrolować przekaz.

Funt więcej swojej siły bierze ze słabości dolara niż czynników lokalnych. Podczas gdy informacje dotyczące Brexitu stanowią wszechobecne ryzyko, na razie funt pozostaje na nie względnie uodporniony. Poprawiła się za to wrażliwość na zaskoczenia w danych makro, stąd raport z rynku pracy (śr) może być istotnym katalizatorem dla zmienności. Oznaki przyspieszenia dynamiki płac wzmocnią oczekiwania na wcześniejszą podwyżkę stóp procentowych BoE.

W Szwecji sezonowe obniżki cen odzieży, obuwia i kosztów podróży będą ściągać inflację o 0,7 proc. m/m, choć dynamika roczna powinna utrzymać się na 1,7 proc., co byłoby zgodne z prognozami Riksbanku. Wyższy odczyt będzie jastrzębim sygnałem, choć po ostatnim posiedzeniu widać, że gołębie dominują w banku. Mimo to dobre dane mogą dać SEK argumenty dla budowy siły w średnim terminie.

W Polsce styczniowy odczyt produkcji przemysłowej (wt) powinien wypaść dobrze z uwagi na łagodny przebieg zimy (8,5 proc. r/r). Sprzedaż detaliczna w ujęciu miesięcznym odczuje odreagowanie świątecznego szału zakupów (-21,2 proc.), ale dynamika roczna (6,9 proc.) powinna potwierdzić silną postawę konsumpcji na starcie nowego roku. Uspokojenie nastrojów rynkowych pozwala złotemu obronić poziomy, jednakże po rynku nie widać zapału do pchnięcia EUR/PLN wyraźnie niżej.

Publikacje z Japonii tradycyjnie przejdą bez echa. Jen pozostaje jednym z czołowych beneficjentów wyprzedaży dolara przy porzuceniu wszelkich korelacji z rynkiem akcji i długu. Po weekendzie pewna forma korekty wydaje się stosowna, szczególnie, że wzmagają się głosy niepokoju o siłę jena ze strony japońskich władz, co może skłaniać do realizacji zysków. Nie zmienia to jednak faktu, że USD/JPY jest w trendzie spadkowym.
W Australii protokół z posiedzenia RBA (wt) raczej nie doda wiele do wydźwięku komunikatu. Z Nowej Zelandii dostaniemy kwartalne wyniki sprzedaży detalicznej (czw) z oczekiwaniami zbudowanymi dla dobrego wyniku (1,3 proc.). To może jednak być wysoko postawiona poprzeczka dla wykupionego NZD i o ile nie będziemy świadkami dalszego pogromu USD, wrażliwość na korektę po słabszych danych będzie większa.

Przyszły tydzień w Kanadzie przynosi sprzedaż detaliczną (czw) i CPI (pt). Sprzedaż ma za sobą trzy miesiące wzrostów razem o 2 proc., więc ryzyko jest po stronie korekty. Inflacja w ujęciu ogólnym i w miarach bazowych krąży blisko, choć poniżej celu 2 proc. Zaskoczenie w górę będzie miało większy wydźwięk, gdyż dołoży się do oczekiwań na kolejna podwyżkę stóp procentowych. Marzec jest raczej przegranym terminem, ale wycena na kwiecień na ok.72 proc. daje pole do manewru. Do czasu danych CAD pozostanie pod wpływem generalnego sentymentu względem USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Ministerstwo Sprawiedliwości proponuje ułatwienia w procedurze cywilnej

Planowanie rozprawy, zmiany w elektronicznym postępowaniu upominawczym, postępowaniu nakazowym, zabezpieczającym i w zakresie opłat sądowych – to tylko niektóre zmiany, jakie przewiduje rządowy Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw.

Zgodnie z rządowym projektem zmian w Kodeksie postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustawach rozprawy będą planowane i mają być prowadzone tylko w razie potrzeby. Jeżeli dojdzie do rozprawy, to rozstrzygnięcie sprawy ma nastąpić po jednej lub kilku rozprawach, bez długich przerw. Projekt przewiduje postępowanie przygotowawcze przed rozprawą oraz ustalanie harmonogramu postępowania w pierwszej instancji. Strony sporu będą włączone w planowanie czynności sądu.

Projekt reguluje postępowania pojednawcze, które będą miały charakter niejawny i nieformalny. Sędzia ma pełnić na nich rolę rozjemcy.

Postępowanie przygotowawcze ma trwać 2 miesiące. Strony będą miały obowiązek się na nie stawić. W razie niestawiennictwa stron postępowanie zostanie umorzone. Strony na posiedzeniu pojednawczym będą musiały wskazać fakty i dowody pod rygorem ich pominięcia w dalszym postępowaniu.

Strony i sędzia będą musieli podpisać plan rozprawy. W razie nieobecności stron plan będzie doręczony, a doręczenie będzie miało skutek taki jak zatwierdzenie.

Wobec strony, która celowo i w sposób nieuzasadniony przewleka sprawę, sąd będzie mógł zastosować następujące środki: nałożyć na nią grzywnę, obciążyć całością lub częścią kosztów procesu, obciążyć kosztami spowodowanymi zwiększonym nakładem pracy strony przeciwnej lub podwyższyć stopę odsetek należnych od zasądzonego świadczenia.

Bezzasadne wniesienie pozwu będzie wiązało się z opłatą 100 zł.

Projekt nakłada na strony obowiązek wykazania faktów, które chcą udowodnić danym dowodem. Dotyczyć to będzie każdego dowodu przedstawionego przez stronę.

Projekt upraszcza procedurę dopuszczania dowodów. Sąd nie będzie musiał wydawać odrębnego postanowienia dla każdego kolejnego dowodu.

Sąd będzie mógł posiłkować się dowodami z opinii biegłego wydanej w innej sprawie niż ta, w której wydaje orzeczenie.

W Kodeksie postępowania cywilnego ma znaleźć się wymóg, aby uzasadnienia orzeczeń były zwięzłe.

Projekt przewiduje minimalną opłatę sądową w wysokości 100 zł.

W myśl projektu w sprawach o prawa majątkowe pobierana będzie opłata stała od pozwu – przy wartości przedmiotu sporu, a od apelacji przy wartości przedmiotu zaskarżenia:

1) do 500 złotych – 100 złotych;
2) ponad 500 złotych do 1 000 złotych – 150 złotych;
3) ponad 1 000 złotych do 2 000 złotych – 200 złotych;
4) ponad 2 000 złotych do 4 000 złotych – 300 złotych;
5) ponad 4 000 złotych do 6 000 złotych – 400 złotych;
6) ponad 6 000 złotych do 8 000 złotych – 500 złotych;
7) ponad 8 000 złotych do 10 000 złotych – 600 złotych;
8) ponad 10 000 złotych do 12 500 złotych – 700 złotych;
9) ponad 12 500 złotych do 15 000 złotych – 800 złotych;
10) ponad 15 000 złotych do 18 000 złotych – 900 złotych;
11) ponad 18 000 złotych do 20 000 złotych – 1 000 złotych.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Gospodarcza potyczka Warszawy i Berlina. Wygrywamy!

Porównaliśmy PKB europejskich stolic, bezrobocie i wynagrodzenia. Z zestawienia wynika, że Warszawa już zostawia za plecami wiele europejskich metropolii, a wkrótce nawet w sferze płac może dogonić Berlin – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

W statystykach zamożności poszczególnych unijnych obszarów Warszawa wysuwa się na lidera Wspólnoty. Według danych Eurostatu w parytecie siły nabywczej PKB stolicy Polski jest wyższe nie tylko od Bratysławy, Budapesztu czy Pragi, ale również od Rzymu i Madrytu, a także Berlina. Co ciekawe, największa miasto Polski pokonuje stolicę Niemiec także w innych gospodarczych rankingach.

PKB: 1:0 dla Warszawy

PKB, podobnie jak w zestawieniach krajowych, można też porównywać na szczeblu lokalnym. Miernikiem rozwoju danego obszaru jest roczna wartość wytworzonych dóbr i usług na mieszkańca. Często przedstawia się ją również w parytecie siły nabywczej (euro PPS), by różnice w cenach na obszarze Unii nie zaburzały ogólnego wyniku.

PKB na mieszkańca Warszawy według ostatnich danych Eurostatu (za rok 2014) miało wartość 54,6 tys. euro PPS. Dla Berlina natomiast w analogicznym okresie było to 32,8 tys. euro PPS. Nawet poziom nominalnego PKB na osobę (bez wyrównania cen) był bardzo podobny w Berlinie (34,3 tys. euro) i w Warszawie (31,3 tys. euro). Biorąc pod uwagę coraz szybszego rozwoju stolicy Polski, teraz nominalne rezultaty powinny być przynajmniej równe.

Rynek pracy: Nasza stolica prowadzi już 2:0

Według danych GUS bezrobocie w grudniu 2017 r. wynosiło w Warszawie 2 proc. Z kolei według oficjalnych publikacji statystycznych dla Berlina (Statistischen Ämtern des Bundes und der Länder) bezrobocie dla stolicy Niemiec w analogicznym okresie wynosiło aż 8,4 proc.

Choć stopa bezrobocia nie jest idealnym miernikiem rynku pracy, to jednak warto zauważyć, że już na koniec 2015 r. – według szacunków Eurostatu dla obszarów metropolitalnych – stopa zatrudnienia w okręgu warszawskim dla populacji w wieku 20-64 lata wynosiła 78 proc., natomiast w przypadku Berlina – 75,1 proc.

Wynagrodzenia: Punkt dla Berlina, ale pościg się zbliża

Z ostatniej publikacji GUS dla Warszawy wynika, że w grudniu ub.r przeciętne wynagrodzenie brutto dla zatrudnionych w stołecznych przedsiębiorstwach (ponad milion osób) wynosiło 6233 zł, czyli niemal o 8 proc. więcej niż rok wcześniej. Dane grudniowe lekko zaburzają wypłaty corocznych premii, mimo to w ujęciu za cały 2018 r. bariera 6 tys. zł zostanie bez problemu przekroczona, biorąc pod uwagę tempo wzrostu płac z ostatnich miesięcy.

Przeciętne wynagrodzenie brutto w Berlinie we wrześniu 2017 r. (ostatnie dostępne dane) wynosiło 3708 euro. Przeliczając na złote, da to oczywiście znacznie więcej niż warszawskie 6,2 tys. zł. Warto jednak pamiętać, że ceny w stolicy Niemiec, zwłaszcza usług, są znacznie wyższe niż w stolicy Polski.

Średnio, według danych Eurostatu, koszty życia w Berlinie są o ok. 80 proc. wyższe niż w Warszawie i o 5 proc. od przeciętnych w Unii. Porównując więc wynagrodzenia w euro PPS dla stolicy Niemiec oraz Polski, otrzymujemy odpowiednio 3530 oraz 2650 euro PPS. W tej konkurencji berlińczycy cały czas jeszcze wygrywają, ale biorąc pod uwagę stosunkowo niewielkie różnice, już niedługo pracownikom w niektórych branżach będzie się bardziej opłacało przyjeżdżać na saksy do stolicy Polski niż do stolicy Niemiec.

Brytyjscy konsumenci w grobowych nastrojach

Indeks GBP (odniesienie funta do koszyka głównych walut) po serii ostatnich wzrostów dziś skierował się na południe. Inwestorzy rozczarowali się niską dynamiką sprzedaży detalicznej, która wskazuje na problemy brytyjskiej gospodarki związane z Brexitem.

Czwartek dla złotego był dniem obniżonej zmienności. Dane krajowe pokazały oczekiwany spadek rocznej inflacji, która w lutym prawdopodobnie również skieruje się w dół. Dzisiejsze informacje z krajowego rynku pracy były imponujące: z jednej strony w styczniu mieliśmy do czynienia z utrzymaniem bardzo wysokiego tempa dynamiki płac (7,3% rocznie), z drugiej natomiast – dynamika zatrudnienia pokazała oczekiwany spadek (chociaż ów “spadek” był powodowany przez statystykę).

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,15 – 4,16. Wspólna waluta zyskiwała w relacji do dolara amerykańskiego, jednak powodowane było to głównie słabością tego ostatniego. Warto zwrócić uwagę, że ważąc kurs EUR handlem, kurs wspólnej waluty znajduje się na najwyższym poziomie od 2014 r.

Tematem wewnętrznym, który ostatnio przycichł, jednak za kilka tygodni powinien znów pobudzić inwestorów jest kwestia zakończenia programu luzowania ilościowego oraz podwyżek stóp procentowych w strefie euro. Większość ekonomistów ankietowanych przez agencję Reutersa sugeruje, że EBC zaczeka 6 miesięcy od momentu zakończenia programu QE do czasu pierwszej podwyżki stóp procentowych. Zakończenie programu QE zgodnie z opinią 56 z 57 ekonomistów nastąpi przed końcem 2018 r. (prawdopodobnie we wrześniu).

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek umocnił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,66 – 4,69. Brytyjska waluta zyskiwała wczoraj, umacniając się zarówno w relacji do głównych walut, jak i złotego. Dziś jednak oddaje część zysków, głównie za sprawą rozczarowujących danych o sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii.

Dynamika sprzedaży wzrosła wprawdzie w styczniu, jednak po fatalnych wynikach w poprzednim miesiącu przyspieszenie o 0,1% nie może być odczytywane pozytywnie. W ujęciu rocznym sprzedaż wyniosła 1,6% wobec oczekiwanych 2,6%. Słabsze dane sugerują, że problem z utrzymaniem poziomu konsumpcji nadal doskwiera brytyjskiej gospodarce i – jeśli wyniki będą się pogarszać – może to negatywnie rzutować na wzrost gospodarczy Zjednoczonego Królestwa.

Dlaczego sprzedaż detaliczna cierpi? Głównym powodem pozostaje ujemna realna dynamika płac – wysoka inflacja (która jest pochodną m.in. słabszego funta i efektem niepewności związanej z Brexitem) sprawia, że nawet rosnące tempo dynamiki płac nominalnych nie powoduje, że Brytyjczycy na koniec dnia mogą kupić więcej.

Utrzymująca się, wysoka inflacja przyspiesza działania Banku Anglii, który – starając się ową inflację obniżyć – jednocześnie sprawia, że rosną koszty kredytów, co dodatkowo nie sprzyja konsumentom.

USD  

Kurs USD/PLN w czwartek osłabił się o 0,3%, wahając się w widełkach 3,32 – 3,34. Wczorajsze dane o inflacji PPI pokazały nieoczekiwany wzrost wartości wskaźnika. Indeks cen producentów w ujęciu rocznym pokazał dynamikę rzędu 2,7% – o 0,2 p.p. wyższą niż zakładali ekonomiści. Jest to wskaźnik wyprzedzający, który (podobnie jak szereg innych danych, na czele z wyższą dynamiką płac) sugeruje, że dynamika cen w USA powinna jedynie przyspieszać.

Dane – prawdopodobnie ze względu na swoją ograniczoną wagę, jak i bieżący, wyjątkowo negatywny sentyment do USD – nie wpłynęły jednak na dolara, który kontynuował rajd w dół. W tym kontekście warto wspomnieć o tym, iż ostatnio obserwujemy zastanawiające załamanie się rynkowych korelacji – dolar wczoraj tracił, pomimo wzrostu rentowności amerykańskich obligacji. Na wyprzedaży dolara z kolei nie zyskiwały waluty EM, takie jak PLN.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w styczniu
  • 14:30 – dane o cenach eksportowych i importowych w USA w styczniu
  • 16:00 – indeks Michigan opisujący nastroje konsumentów w USA w lutym

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Dolar leci w dół

W czwartek amerykański dolar tracił na wartości do głównych walut światowych czwartą sesję z rzędu, o co można winić gorsze od oczekiwań niektóre wskaźniki gospodarcze. Choć inflacja producencka w USA za styczeń była wyższa niż prognozowano, to w styczniu słabsza była produkcja przemysłowa i zanotowano gorsze wykorzystanie mocy produkcyjnych. Dodatkowo doszło do wzmocnienia japońskiego jena w związku z faktem nominacji na drugą kadencję gubernatora Banku Japonii Haruhiko Kurody. W efekcie dolar był najsłabszy do japońskiej waluty od 3 lat.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar nadal traci do głównych walut: do euro (-0,45%), brytyjskiego funta (-0,73%), dolara kanadyjskiego (-0,08%), dolara australijskiego (-0,25%) oraz japońskiego jena (-0,48%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,254, GBP/USD – 1,413, USD/CAD – 1,247, AUD/USD – 0,797 i USD/JPY – 105,8. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,02%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,887. Złotówka umacnia się do dolara, pozostaje na podobnym poziomie do euro, a minimalnie traci do funta i franka szwajcarskiego. W piątek rano dolar kosztuje ponad 3,31 zł, euro – ponad 4,15 zł, funt – 4,68 zł, a frank – 3,6 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach drugi dzień z rzędu zdecydowana przewaga koloru zielonego. W czwartek w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,29%, frankfurcki indeks DAX – 0,06%, a paryski indeks CAC 40 – 1,11%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 1,21%, meksykański indeks Bolsa – o 0,84%, a brazylijski indeks Bovespa – o 0,9%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 1,19%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy naftowej wahają się. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 64,33 USD (-0,05%), a ropy WTI – 61,34 USD (+1,21%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 70 USD. Z kolei złoto idzie w górę. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1357 USD. To 4 USD więcej (+0,3%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 9:00 – Czechy – PKB (r/r), IV kw. – 5,1% (prognoza 5,6%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Sprzedaż detaliczna (r/r), styczeń (prognoza 2,6%)
  • 14:00 – Polska – Wynagrodzenia (r/r), styczeń (prognoza 6,9%)
  • 14:00 – Polska – Zatrudnienie (r/r), styczeń (prognoza 3,4%)
  • 14:30 – USA – Rozpoczęte budowy domów, styczeń (prognoza 1234 tys.)
  • 14:30 – USA – Pozwolenia na budowę domów, styczeń (prognoza 1300 tys.)
  • 16:00 – USA – Indeks Uniwersytetu Michigan, luty (prognoza 95,5 pkt.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

SSK S.A. liczy na pozytywne efekty restrukturyzacji

Surfland Systemy Komputerowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r., działająca w branży IT, oczekuje poprawy wyników dzięki przeprowadzeniu głębokiej restrukturyzacji w wielu obszarach funkcjonowania. Spółka rozwija także swoje kompetencje w obszarze wdrożenia procedur i rozwiązań IT związanych z RODO oraz usług w zakresie cyberbezpieczeństwa.

Emitent zakończył 4 kw. 2017 r. stratą netto w wysokości 137 tys. zł oraz stratą EBITDA na poziomie 14 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 895 tys. zł. W analogicznym okresie 2016 r. strata netto SSK S.A. wyniosła 174 tys. zł, strata EBITDA 429 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 1.089 tys. zł. Cały 2017 r. Spółka zakończyła zyskiem EBITDA w kwocie 253 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży wynoszących 3.254 tys. zł. Osiągnięte wyniki finansowe wykazują wyraźną poprawę, co jestem efektem działań restrukturyzacyjnych w wielu obszarach działalności Emitenta oraz utrzymywania dyscypliny kosztowej. Zarząd SSK S.A. koncentruje obecnie swoje działania na optymalizacji struktury finansowania Spółki, dzięki czemu możliwe będzie realizowanie nowych przedsięwzięć biznesowych.

„Poprawa wyników finansowych w relacji rok do roku jest z jednej strony wynikiem  weryfikacji i przebudowy zespołów merytorycznych, redukcji niedochodowych obszarów działalności oraz optymalizacji kosztów stałych, a z drugiej strony silnej koncentracji na wybranych, dochodowych działaniach rynkowych. Realizowana wspólnie z głównymi akcjonariuszami restrukturyzacja finansowania Spółki powinna zakończyć się m.in. zdecydowaną poprawą dostępności do instrumentów finansowych, niezbędnych do finansowania projektów rozwojowych. W warunkach ostrej konkurencji i dynamicznych zmian na rynku wyłącznie realizacja tych projektów stwarza szanse na zwiększenie strumieni przychodowych i marż.” – podkreśla Bogusław Bartoń, Prezes Zarządu Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A.

Spółka zbudowała całościową ofertę w zakresie przygotowania podmiotów do spełniania wymogów rozporządzenia RODO wykorzystując przy tym wiedzę i wieloletnie doświadczenia na polu doradztwa prawnego (partnerskie kancelarie prawne), informatyki oraz zarządzania projektami. Dzięki temu uzyskany został efekt synergii, który pozwala planować oraz nadzorować proces przygotowań zarówno w warstwie organizacyjno-prawnej, jak i technologicznej. Drugim, ważnym działaniem w obszarze technologiczno-produktowym było przygotowanie i wprowadzenie do oferty SSK S.A platformy do tworzenia i zarządzania kopiami zapasowymi danych osobowych – ODO Backup. Emitent kontynuuje też rozwój swoich kompetencji w zakresie cyberbezpieczeństwa, co powinno mu umożliwić zaoferowanie rynkowi w najbliższym czasie komplementarnych produktów i usług. Te dwa kierunki rozwoju zdaniem Zarządu Spółki mogą przełożyć się na jej dynamiczną transformację i poprawę wyników finansowych.

„RODO to jeden z bardziej nośnych tematów ostatnich miesięcy, także w kontekście konieczności zapewnienia bezpieczeństwa danych osobowych przetwarzanych w systemach informatycznych. RODO dotyczy praktycznie wszystkich podmiotów, co istotnie poszerzyło rynek dla dostawców usług IT. Oceniamy, że przede wszystkim w roku 2018, ale i w kolejnych latach, będzie się utrzymywało zainteresowanie rynku usługami informatycznymi wspierającymi przedsiębiorstwa i instytucje w odpowiednim zabezpieczeniu przetwarzanych danych. Widzimy też, że bezpieczeństwo informatyczne to dziś w dużej mierze ochrona przez zagrożeniami płynącymi z cyberprzestrzeni. Nie ulega wątpliwości, że „cyber security” to naturalny kierunek rozwoju kompetencji dla firm z naszej branży.” – zakończył Prezes Bartoń.

SSK S.A. poinformowała o zrealizowaniu pierwszego etapu projektu w ramach realizacji umowy z Gminą Strzegom na dostawę, montaż, instalację i konfigurację sprzętu multimedialnego oraz utworzenie ścieżki dydaktycznej w budynku CAS „Karmel” w Strzegomiu dla potrzeb zadania inwestycyjnego pn. „Szlak Kamienia”. Wartość pierwszego etapu zadania wynosi 236 tys. zł brutto. Realizacja drugiego etapu prac o wartości 102 tys. zł brutto powinna nastąpić do 30 maja 2018 r.

PLNOG20: Znamy agendę dziesięciolecia i mamy dla Was zniżkę!

SDN, security, edukacja, IoT, routing, Data Center, sesje historyczne, a nawet blockchain i kryptowaluty. To tylko niektóre z tematów obecnych w agendzie PLNOG20. Poznajcie szczegóły!

Już 19-20 marca w Warszawie odbędzie się dwudziesta, jubileuszowa edycja konferencji PLNOG. Zapraszamy do udziału w hucznych obchodach dziesięciolecia, podczas których nie zabraknie merytorycznych wykładów, praktycznych przykładów z życia inżyniera sieciowego wziętych i biznesowych rozmów w kuluarach!

10-lecie najważniejszej, polskiej konferencji sieciowej

PLNOG to wydarzenie stworzone, aby dwa razy w roku zgromadzić w jednym miejscu polskich dostawców usług internetowych, operatorów sieci, inżynierów oraz entuzjastów rozwoju rynku telco. Konferencja już od 10 lat napędza i wspiera współpracę między przedstawicielami firm teleinformatycznych oraz telekomunikacyjnych. Każde spotkanie to świetna okazja do osobistego poznania osób, które definiują kierunki rozwoju polskiej cybernetyki i kreują technologiczne trendy.

Jakie atrakcje czekają Was na PLNOG20?

  • inżynierskie sesje wprost od najlepszych specjalistów (m.in. Piotr Gruszczyński, Tomasz Brol, Łukasz Bromirski),
  • community corner pełen rozmów i burzliwych dyskusji (mniej i bardziej poważnych),
  • problematyka security (m.in. Adam Haertle z Zaufanej Trzeciej Strony oraz Tomasz Matula Dyrektor Infrastruktury ICT i Cyberbezpieczeństwa Orange),
  • ścieżka edukacyjna wspierana przez Cisco Network Academy,
  • jubileuszowa, huczna zabawa na 10-lecie PLNOG!
  • podsumowanie ostatnich 10 lat w telekomunikacji i IT.

A to zaledwie część atrakcji przygotowanych przez specjalistów dla specjalistów! Więcej informacji można znaleźć na stronie organizatora.

Dołącz do grona uczestników ze zniżką!

Jak co roku PLNOG zapowiada się nie tylko jako konferencja, ale jako wydarzenie branżowe, na którym po prostu trzeba być. Specjalnie dla naszych czytelników organizator przygotował kod promocyjny, który uprawnia do 15% zniżki – wystarczy podczas rejestracji podać kod – CEO.

Pamiętajcie, że tylko do 19 lutego możecie skorzystać z niższego progu cenowego i razem z naszą zniżką dołączyć do PLNOG20 w korzystnej cenie.

Więcej informacji o PLNOG20 można znaleźć na Facebooku i Twitterze, a żeby przekonać się, jak wyglądała poprzednia edycja, wystarczy zajrzeć na Youtube.

Obligacje ostrzegają: ryzyko rośnie

Rynek amerykańskich obligacji skarbowych w przeszłości trafnie ostrzegał przed zmianą trendu na giełdzie, a nawet przed recesją. Teraz zaś rentowności są najwyższe od czterech lat.

Obligacje są w powszechnej opinii publicznej postrzegane jako raczej nieciekawy instrument (ostatnie statystyki potwierdzają, że stale w obligacje inwestuje zaledwie kilkanaście tysięcy Polaków) i nudny rynek, na którym niewiele się dzieje. W rzeczywistości jednak to rynek długu ma wpływ na wszystkie pozostałe z prostej przyczyny – jest największy, a oprocentowanie długu ma wpływ na marże przedsiębiorstw i portfele konsumentów. Aby lepiej uzmysłowić sobie skalę zagadnienia warto wiedzieć, że – według szacunków Instytutu Finansów Międzynarodowych (IIF) globalne zadłużenie (publiczne i prywatne) osiągnęło na koniec trzeciego kwartału ub.r. poziom 233 bilionów dolarów, co daje 318 proc. światowego PKB. Co prawda na początku ub.r. było to 327 proc., relatywne zadłużenie jest więc niższe niż było dzięki szybkiemu wzrostowi PKB, niemniej dekadę temu globalny dług zamykał się w kwocie 149 bln dolarów, a już wtedy m.in. jego skala doprowadziła do potężnego kryzysu finansowego.

światowy długŹródło: IFM za SRSroccoReport.com

Dla porównania – łączna kapitalizacja wszystkich giełd to ok. 90 proc. światowego PKB. Także na tej podstawie można sobie uzmysłowić, który rynek jest psem, a który jego ogonem w tej grze. Z tego też powodu sygnały, które wysyła rynek obligacji są od dekad uważnie analizowane przez inwestorów na rynku akcji oraz przez ekonomistów.

Czego uczy historia?

Jednym z sygnałów, które mogą świadczyć o zmianie warunków rynkowych jest wzrost rentowności obligacji, który wyprzedza lub towarzyszy podwyżkom stóp procentowych. Tak właśnie dzieje się obecnie – dziesięcioletnie skarbowe obligacje USA potaniały, a ich rentowność wspięła się do blisko 2,9 proc., co jest wynikiem najwyższym od czterech lat. W przeszłości notowania obligacji dość precyzyjnie „przepowiadały” przyszłość rynkom akcji, a konkretnie zakończenie hossy na niej trwającej, dlatego również obecnie notowania obligacji w USA obserwowane są z wielką atencją.

Co prawda rentowności te rosną już od połowy 2016 r. (z okolic 1,35 proc. – rentowność w tym czasie się podwoiła), ale to na początku bieżącego roku przebiła się ona przez szczyt z przełomu lat 2016/2017 wywołując popłoch na rynkach akcji całego świata, poczynając jednak od USA, gdzie główne indeksy zanotowały 10 proc. spadki. Pytanie brzmi – czy jest to zapowiedź poważniejszego ruchu na giełdach?

(Nie)omylny sygnał

Niekonieczne. W ostatnich 30 latach trwała hossa na rynku obligacji, co oznacza wzrost cen i spadek rentowności. Takie zjawisko wspomaga gospodarkę (a z nią notowania akcji), ponieważ niższy koszt długu oznacza wyższe marże przedsiębiorstw i ich szybszy rozwój. Przebieg notowań nie był naturalnie jednostajny w tym okresie i rzeczywiście zdarzyło się, że wzrost rentowności obligacji USA poprzedzał załamanie na giełdach. Tak było w okresie bańki internetowej (przełom wieków), tak było również dekadę temu. Trzeba jednak pamiętać, że inne okresy wzrostu rentowności obligacji w USA nie wywoływały poważniejszych napięć na rynkach akcji. W latach 90. dwukrotnie taki trend zaowocował wręcz przyspieszeniem zwyżek (kapitał z rynku obligacji przenosił się na giełdę), podobnie stało się także w połowie obecnie trwającej dekady. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej?

Wykres1: Rentowność 10-letnich obligacji rządu USA w trendzie spadkowym (w proc.)

rentowność obligacjiW przeszłości bardziej jednoznaczne sygnały dawała inna sytuacja na rynku obligacji niż tylko sam wzrost ich rentowności. W przypadku dwóch ostatnich przesileń na giełdach, wzrost rentowności obligacji dwuletnich powyżej rentowności papierów dziesięcioletnich trafnie zapowiadał nadejście recesji, co oczywiście nie było korzystne dla rynków akcji. Sytuacja, w której obligacje o krótkim terminie osiągają wyższe rentowności zdarza się rzadko, ponieważ brakuje w takim układzie naturalnej premii czasowej za inwestycje o dłuższym terminie. Jest ona odzwierciedleniem oczekiwań rynku na obniżki stóp procentowych w dalszym terminie jako reakcji banku centralnego na oczekiwane pogorszenie koniunktury w gospodarce. Nie jest to więc sytuacja, z którą mielibyśmy do czynienia obecnie, ponieważ rentowność dwuletnich obligacji USA dotarła w tym roku maksymalnie do 2,18 proc. i pozostawała sporo poniżej rentowności papierów dziesięcioletnich. Niemniej, premia między tymi papierami skurczyła się do 70-75 pkt bazowych, z 90 pkt notowanych jeszcze półtora roku temu i 120 pkt bazowych trzy lata temu. Naturalnie nikt nie każe też inwestorom czekać ze sprzedażą akcji, aż premia ta spadnie do zera – część z nich zechce wyjść z rynku zanim niezawodny w ostatnich dekadach sygnał z rynku obligacji da znak do ewakuacji i być może ostatnie zawirowania to efekt tak przeprowadzonych kalkulacji. Ale jest jeszcze coś – zakładane w tym roku podwyżki stóp procentowych w USA (trzy lub cztery) działają na niekorzyść obligacji o dłuższym terminie wykupu i pojawi się szansa na ponowny wzrost premii między papierami dwu- i dziesięcioletnimi. Dlatego korekta na rynku akcji nie musi już teraz przerodzić się w większy ruch.

Dług nie do udźwignięcia

Z tym jednak scenariuszem wiąże się inny problem – jeśli rentowność 10-letnich obligacji rządu USA przełamie 3,03 proc., na wykresie powstanie formacja podwójnego dna, która może dać dalszy impuls wzrostowy. Taki scenariusz oznaczałby także przerwanie trzydziestoletniego trendu spadkowego rentowności dziesięcioletnich, do czego zresztą już niewiele brakuje. Zgodnie z kanonem analizy technicznej to wydarzenie może stać się katalizatorem dalszego wzrostu rentowności dziesięcioletnich obligacji nawet w okolice 4,5-5,5 proc. A taki wzrost zrealizowany szybko (np. przy obecnym tempie wzrostu, zabrałoby to około roku, dwóch) byłby niemałym kłopotem dla całego świata długu. Wcześniej czy później przedsiębiorstwa staną przed koniecznością zrefinansowania zapadającego zadłużenia (jego wartość to ponad 90 proc. światowego PKB), a w przypadku najsłabszych z nich nowe – wyższe – koszty odsetkowe mogłyby okazać się niemożliwe do obsłużenia (pamiętajmy, że firmy płacą zwykle za dług sporo więcej niż rządy).

I tu wracamy do poziomu globalnego długu – jeśli przekracza on trzykrotność światowego PKB, to jest on możliwy do obsłużenia w środowisku niskich i stóp i szybko rosnącego PKB. Odwrotne okoliczności – wzrost stóp i spowolnienie gospodarcze – byłyby mieszanką iście zabójczą.

Zmienny układ sił

W całym tym równaniu jest jednak zbyt wiele „jeśli”, by musiało stać się ono prawdziwe. Póki co, rynki działają w otoczeniu niskich stóp i silnego wzrostu gospodarczego, a kolejne dane i wskaźniki wyprzedzające nie sugerują, by sytuacja miała się prędko zmienić. Do tego historycznie okres wzrostu stóp procentowych był korzystny dla rynków akcji, bo towarzyszył ożywieniu gospodarczemu. Dopiero osiągnięcie kulminacyjnego momentu podwyżek zbiegało się z przesileniem giełdowym i – zwykle nieco później – gospodarczym. Po trzecie okres dobrej koniunktury można jeszcze wykorzystać do zmniejszenia zadłużenia i niektóre państwa i firmy rzeczywiście to robią. Niemniej, moment przesilenia kiedyś nadejdzie, a rynek obligacji wyśle światu sygnał alarmowy. To, co usłyszeliśmy na przełomie stycznia i lutego, mogło być pierwszym dzwonkiem.

Emil Szweda dla Michael/Ström Dom Maklerski

Ochrona danych: przepisy to nie wszystko, liczą się dobre praktyki

Często firmy, które przetwarzają dotyczące nas informacje postrzegą przepisy o ochronie danych osobowych jako zło konieczne. Dostrzegając jedynie negatywne strony ustaw i traktując je jako ograniczenia w prowadzonej działalności. Takie podejście jest widoczne najczęściej w sferze marketingu własnych produktów i usług. Jednak część organizacji jest w stanie przekuć prawo do prywatności w swój atut i dodatkowo skorzystać wizerunkowo, spełniając nie tylko wymogi stawiane przez przepisy, ale również wdrażając dobre praktyki z zakresu ochrony danych.

Jak nie należy postępować

Konrad Gałaj-Emiliańczyk
Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ODO 24

Administratorzy danych – szczególnie, ci którzy działają w sektorze prywatnym – zachowują się często w wątpliwy etycznie sposób do informacji obecnych i przyszłych klientów. Przykładowo w branży telekomunikacyjnej operatorzy „kupują” zgody na przetwarzanie danych osobowych w celach marketingowych w zamian za zniżki w opłatach. Natomiast w obszarze ubezpieczeń, przedstawiciele rozpoczynają proces wdrażania upustów w momencie otrzymania pozwolenia na stosowanie geolokacji (GPS) wobec kierowców pojazdów.

Takie działania opierają się na zasadzie „coś za coś”. Niestety mało który podmiot decyduje się prowadzić kampanię transparentności, a byłby to dobry sposób promowana organizacji jako tej, która przestrzega prawa. Należy pamiętać, że obowiązkiem każdego administratora przetwarzającego dane osobowe jest zapewnienie pełnej kontroli nad tym, jakie dane i komu są udostępniane – mówi Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ODO 24.

Administratorzy, z których należy brać przykład

Warto przyjrzeć się firmie LEGO (producentowi klocków znanemu na całym świecie). Spełnia on nie tylko wymogi przepisów ochrony danych osobowych, o czym szeroko informuje w swoich politykach i regulaminach, ale również podpowiada użytkownikom usług jak powinni chronić zarówno swoje prawo do prywatności, jak i swoich dzieci.

Warto również zwrócić uwagę na działania mBanku, który swoją lekką w przekazie, ale jednocześnie bardzo prawdziwą kampanią pokazuje w jaki sposób powinniśmy zadbać o bezpieczeństwo naszych informacji. Hasło akcji „Nie robisz tego w realu? Nie rób tego w sieci!” poza samym edukacyjnym charakterem promuje także sam bank jako podmiot świadomy i przestrzegający zasady ochrony danych osobowych – wskazuje Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ODO 24.

Kolejnym bardzo ciekawym przypadkiem wdrażania dobrych praktyk są działania organizowane przez firmę Fellowes – dostawcę niszczarek do dokumentów. Kampania skierowana jest do społeczeństwa. Podkreśla, że nie należy wyrzucać dokumentów zawierających cenne informacje do zwykłych śmietników, a odpowiednio je niszczyć. Tym samym organizacja reklamuje własne produkty, które już teraz spełniają wymogi stawiane przez RODO.

Powyższe przykłady obrazują nieco inną koncepcję wykorzystania prawa do poufności w celu promowania własnego biznesu. W świecie, w którym społeczeństwo niemal wszędzie jest bombardowane ofertami, transparentność i wdrożenie dobrych praktyk wydaje się być najsensowniejszym rozwiązaniem – dodaje Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ODO 24.

Czasy, w których marketing w sieci opierał się głównie na wysyłaniu masowych informacji handlowych do nieoznaczonego kręgu odbiorców już dawno mięły. Osoby fizyczne jak i dostawcy usług poczty elektronicznej korzystają obecnie z bardzo rygorystycznych filtrów antyspamowych i skuteczność tego typu działań jest bardzo niska. Co więcej, stosowanie dedykowanych baz danych zawierających szczegółowe informacje o potencjalnych klientach również nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Jest to spowodowane powszechnym brakiem zaufania do firm, które przetwarzają nasze dane.

Wyobraźmy sobie adresata takiej wiadomości, który właśnie otrzymał coś czego nie szukał i nie zamawiał. Zaczyna się zastanawiać jak nadawca pozyskał jego dane. Okazuje się, że informacje te zostały przekazane – bądź sprzedane – przez firmę którą obdarzył wcześniej zaufaniem. Efektem takich działań jest utrata zaufania, zarówno do nowego nadawcy i do tego, który wcześniej pozyskał dane legalnie.

Coraz częściej wdrażanie dobrych praktyk i prowadzenie ciekawych kampanii promujących prawo do prywatności spotyka się z dużym zainteresowaniem. Świadomość osób sukcesywnie rośnie. Dlatego w obliczu zbliżającego się RODO przedsiębiorcy powinni zacząć stosować się do przepisów ochrony danych osobowych, inaczej będą narażeni na kary finansowe przewidziane w unijnym rozporządzeniu – podsumowuje ekspert.

Po dwóch latach działania Mieszkania Plus powstało tylko 1700 lokali

Miały być mieszkania na tanich gruntach za niski czynsz a skończyło się na obietnicach. Program Mieszkanie Plus istnieje bardziej w świadomości społecznej, niż na rynku nieruchomości – alarmuje ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Minister Infrastruktury zapowiedział ostatnio przygotowanie specustawy, która miałaby przyśpieszyć realizację programu. Po dwóch latach działania Mieszkania Plus powstało tylko 1700 lokali.

– Mieszkanie Plus funkcjonuje na polskim rynku nieruchomości już drugi rok, ale można powiedzieć, że program istnieje bardziej w świadomości społecznej, niż na rynku nieruchomości. Dane, które dotyczą realizowanych mieszkań w ramach programu zupełnie nie dają żadnej rękojmi powodzenia tej inwestycji w przyszłości – w przyszłej, lub dalszej perspektywie. – mówi newsrm.tv Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości, RynekPierwotny.pl

Co stało na przeszkodzie w realizacji programu Mieszkanie Plus?

Jak wskazuje ekspert z portalu RynekPierwotny.pl, deweloperów odstraszały warunki programu rządowego: – Przede wszystkim jest to problem dochodzenia do własności, czyli długoletniego, trzydziestoletniego finansowania mieszkań. Poza tym chodzi tu również o kwestię narzucanych urzędowo czynszów. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy te czynsze, które nie będą rynkowe, tylko narzucane z góry deweloperom, będą gwarantować zysk z inwestycji – wyjaśnia Jarosław Jędrzyński, i dodaje. – Dochodzi również kwestia ziemi, za którą deweloperzy będą musieli zapłacić, co prawda będzie to rozłożone w czasie, ale jednak nie zostanie zrealizowane założenie budowy na tanich gruntach Skarbu Państwa.

Problem deweloperów z zakupem gruntów miało rozwiązać ostatnie rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów z 12 stycznia, w ramach której ma powstać tzw. „bank ziemi”, rozporządzający nieruchomościami Skarbu Państwa. Grunty z Krajowego Zasobu Nieruchomości przeznaczone będą pod inwestycje z programu Mieszkanie Plus. Czynsz natomiast będzie zależny od corocznych rozporządzeń wydawanych przez Radę Ministrów.

– Jeśli chodzi o statystyki mieszkań, które są realizowane w ramach programu Mieszkanie Plus, jest to zaledwie 1700 lokali w inwestycjach zrealizowanych w ramach części komercyjnej. Polega to na tym, że BGK Nieruchomości odkupuje gotową inwestycję wybudowaną na prywatnym gruncie od dewelopera, a następnie mieszkania będą wynajmowane najemcom po cenach rynkowych. Już dziś wiadomo, że będą co najmniej dwukrotnie wyższe od zaproponowanych w ustawie – dodaje Jarosław Jędrzyński.

Wg nowej ustawy KZN, zyski z uczestnictwa w programie ma zapewnić m.in. niższy koszty uzyskania nieruchomości, ustalona część mieszkań w charakterze deweloperskim i użytkowym (kolejno: 30% i 20%) oraz proces ustalania czynszu, będący kompromisem z inwestorem.

Minister Infrastruktury zapowiedział przygotowanie specustawy, która miałaby przyśpieszyć realizację programu. Pierwsze lokale w ramach inwestycji Mieszkania Plus na gruntach Skarbu Państwa mają stanąć już w 2019 roku.

Setanta ASI S.A. przeprowadzi przegląd opcji strategicznych

Setanta ASI S.A., Spółka notowana na Głównym Rynku GPW w Warszawie, będąca Grupą Kapitałową (Jednostką Inwestycyjną) skoncentrowaną na trzech obszarach: projektach globalnych, projektach lokalnych oraz nieruchomościach, dokona analiz opcji strategicznych. Ich celem jest umożliwienie kapitałowego wzmocnienia Emitenta.

Zarząd Setanta ASI S.A. poinformował o podjęciu decyzji o przeanalizowaniu opcji strategicznych dla Spółki, które mogą umożliwić jej kapitałowe wzmocnienie. Emitent podkreśla, że aktualnie żadne decyzje związane z wyborem konkretnej opcji strategicznej nie zostały jeszcze podjęte i nie ma pewności, czy oraz kiedy taka decyzja zostanie podjęta w przyszłości. Setanta ASI S.A. ocenia, iż podjęcie działań mających na celu ewentualny wybór konkretnej opcji strategicznej może stanowić dla inwestorów istotną informację niezależnie od wyniku analiz oraz finalnego skutku potencjalnego procesu. Zarząd Spółki będzie dążył do wypracowania jak najlepszego modelu jej dalszego rozwoju.

„Naszym celem jest znalezienie rozwiązania, które umożliwi prowadzenie działalności w skali znacznie większej niż do tej pory, co powinno przełożyć się na osiąganie przez Spółkę lepszych wyników finansowych.” – wyjaśnia Konrad Szwedziński, Członek Zarządu Spółki Setanta ASI S.A.

Setanta ASI S.A. koncentruje się obecnie na rozwoju perspektywicznych projektów globalnych, które obok projektów lokalnych i nieruchomości, stanowią jeden z trzech fundamentów działalności inwestycyjnej Spółki. Podmioty globalne wchodzące w skład portfela inwestycyjnego Emitenta zostały dobrane do niego w oparciu o bardzo rygorystyczne kryteria związane m.in. z potencjałem realizowania innowacyjnych przedsięwzięć w skali globalnej. W dłuższym horyzoncie czasowym spółki mają skoncentrować swoją sprzedaż przede wszystkim na rynkach zagranicznych. Strategia Setanta ASI S.A. przewiduje, że podmioty te mają umożliwić osiągnięcie ponadprzeciętnych stóp zwrotu przy odpowiednio podwyższonym poziomie ryzyka. W portfelu inwestycyjnym Emitenta znajdują się obecnie cztery spółki o globalnym potencjale rozwoju: MODE S.A., Excelead S.A., PRIDE Gaming Sp. z o.o. oraz City Inspire S.A.

Podążać z trendem

Niemal nic nie uległo zmianie w trendach na rynkach finansowych. Nikt nie kocha dolara w otoczeniu rosnących indeksów giełdowych i przy wyższych rentownościach długu. Lekki kalendarz makro nie zwiastuje fajerwerków na koniec tygodnia.

Indeks S&P500 zamknął czwartkowy handel wzrostem o 1,2 proc. i jest już w połowie drogi do wymazania całych spadków z tego miesiąca. Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA na 2,90 proc. są najwyżej do czterech lat, ale w żaden sposób nie pomaga to dolarowi, który traci do wszystkiego, czego może i zmierza do zaliczenia najgorszego tygodnia do dwóch lat. Po krótkiej przerwie w postaci zeszłotygodniowych zawirowań motyw przewodni handlu w tym roku wrócił w pełnej krasie. Takie są fakty, nawet jeśli nie do końca mają jasne uzasadnienie fundamentalne. W tym miejscu zwykle jest miejsce na dwa podejścia w analizie fundamentalnej – przyznanie, że ten rodzaj analizy stał się (przejściowo) nieskuteczny albo szukanie na siłę bezsensownego wytłumaczenia. Obecny klimat zachęca do wypływania co bardziej zadziwiających teorii, których Tobie Czytelniku oszczędzę i jednocześnie przestrzegałbym przed nimi. Na razie pozostaje po prostu podążać z trendem.

Kalendarz na koniec tygodnia nie zawiera porywających pozycji. Dane z polskiego rynku pracy tradycyjnie przejdą bez echa, choć dynamika płac (prog. 6,9 proc. r/r) może być interesująca dla RPP. Z drugiej strony wczorajsze dane o CPI pokazują, że jak na razie rosnące wynagrodzenia nie wywierają presji na wzrost cen w gospodarce, więc RPP może siedzieć z założonymi rękami. Po sprzedaży detalicznej z Wielkiej Brytanii za styczeń oczekuje się odbicia po słabych wynikach z poprzedniego miesiąca (prog. 0,5 proc. m/m). W USA dane o pozwoleniach na budowę domów są drugorzędne, podczas gdy indeks nastrojów konsumentów ma podtrzymać styczniowe poziomy, co by wskazywało, że Amerykanie nie przejęli się ostatnimi zawirowaniami na rynkach. W raporcie otrzymamy też informacje o oczekiwaniach inflacyjnych, co może mieć istotne znacznie dla percepcji przyszłej ścieżki Fed. Na tym etapie (bez konfirmacji z samego Fed) może to jednak być za mało, by pomóc dolarowi.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Chiński Nowy Rok – czego mogą oczekiwać inwestorzy w Roku Psa?

W piątek 16 lutego przypada początek Chińskiego Nowego Roku. Miliony ludzi na całym świecie będą świętować rozpoczęcie Roku Psa. Ubiegły rok był szczególnie mocnym okresem dla chińskich akcji. A w jaki nastrój wprawi inwestorów Rok Psa?

Dale Nicholls, portfolio manager, Fidelity China Special Situations plc, dzieli się swoimi przemyśleniami na temat „czempionów” (zwycięzców w dłuższej perspektywie), „szczeniąt” (nowopowstałych koncepcji) i „zbłąkanych” (obszarów zaniepokojenia) na najbliższy rok. Oto jego komentarze:

„Czempioni” (zwycięzcy w dłuższej perspektywie) – akcje spółek konsumenckich

Inwestycje związane ze wzrostem średniej klasy konsumentów w Chinach pozostają dla mnie celem najważniejszym. Są to konsumenci, którzy mają większe oczekiwania wobec produktów i usług – a niektóre firmy przygotowują mocne oferty na obu tych frontach.

China Meidong Auto to holding, który świetnie sobie radzi już od paru dobrych lat. Niezmiennie uważam, że dysponuje o wiele większym potencjałem. Jest to dealer samochodowy z siedzibą w regionie Guangdong, które systematycznie rozwija swoją sieć sprzedaży, a jego doskonały zespół zarządzający raz po raz odnosi sukcesy, przejmując słabszych dealerów i uzdrawiając ich kondycję. Sprzedaż aut jest dla China Meidong Auto najważniejsza, a jej działania zaowocowały partnerstwami z markami najwyższej jakości, takimi jak Porsche czy Lexus. Ale to, co odróżnia Chiny Meidong Auto od konkurencji, to nie tylko uzdrawianie nabywanych przedsiębiorstw. To przede wszystkim ich podejście do obsługi klienta.

Kupić od nich samochód to doskonałe doświadczenie – zespół zarządzający w dużej mierze skupia się na oferowaniu najlepszych usług posprzedażowych. Dostępność mechaników, którym klienci ufają, albo wspólne picie herbaty w luksusowym salonie, gdy opony w twoim samochodzie właśnie są wymieniane – takie podejście zapewnia szerszy, jeszcze bardziej regularny strumień dochodów z obsługi serwisowej. Inne usługi (na przykład finansowanie) są równie istotnymi szansami pozwalającymi na uzyskanie przychodów, i spółka to wykorzystuje. Możliwy jest dalszy wzrost, ponieważ w regionie (i w skali kraju) ich sieć dealerów rozszerza się, co przekłada się na dużą potencjalną przyszłą wartość rynkową.

„Szczenięta” (nowopowstałe koncepcje) – dystrybutorzy farmaceutyczni

Nieustannie poszukuję możliwości inwestycyjnych w sektorze opieki zdrowotnej, mając na uwadze mocne perspektywy średniookresowego wzrostu. Ciekawym obszarem są dystrybutorzy z branży farmaceutycznej.

Branża dystrybucji produktów farmaceutycznych konsoliduje się już od ostatniej dekady – i przyśpieszy po wprowadzeniu polityki dwóch faktur na chińskim rynku farmaceutycznym. Ta nowowprowadzona reforma pozwala na wyeliminowanie pośredników i w efekcie w procesie sprzedaży farmaceutyków pojawić się mogą tylko dwie faktury: jedna wystawiona dystrybutorowi przez producenta, a druga wystawiona szpitalowi przez dystrybutora. Skutki tej reformy widoczne były już na etapie testów w wybranych prowincjach: doszło do zauważalnej konsolidacji. W Chinach biznes ten jest również kapitałochłonny, ponieważ dystrybutorzy kredytują szpitale na okresy od 1 do 6 miesięcy, a terminy płatności wydłużają się wraz z poszukiwaniem nowych możliwości w bardziej odległych miejscowościach. W rezultacie najwięksi i najlepsi zwiększają swoje udziały w rynku.

W tym obszarze zainwestowaliśmy w Sinopharm, China Resources Pharmaceutical i Shanghai Pharmaceutical z uwagi na ich rozległą sieć dystrybucji i większe zaplecze finansowe. Biorąc pod uwagę zmiany regulacyjne i wynikające z nich zmiany w strukturze sektora, obszar ten został przez rynek zaniedbany i dlatego wyceny wydają się wciąż stosunkowo atrakcyjne.

 „Zbłąkane” (obszary zaniepokojenia) – deweloperzy

Deweloperzy muszą mierzyć się z coraz trudniejszymi warunkami. Po kilku latach korzystnej polityki i ogólnego wzrostu popytu na nieruchomości byliśmy świadkami ukształtowania się silnego rynku mieszkaniowego.

Niemniej jednak wszystkie cykle kiedyś się kończą. Gdy ceny w niektórych miastach wzrosły ponad dwukrotnie, rząd wyraźnie zaostrza politykę – zarówno poprzez surowsze przepisy dotyczące kredytów hipotecznych, jak też poprzez ograniczenia dotyczące osób inwestujących w dodatkowe nieruchomości. Efekty tych działań zaczynają być widoczne na rynku nieruchomości – ceny transakcyjne spadają, a zapasy rosną. Co prawda w ciągu ostatnich dwóch lat deweloperzy odnotowali znaczny wzrost cen akcji. Ale skoro obecnie są stosunkowo wysoko wyceniani, analizy bilansów mogą sprawić, że nadchodzący okres będzie znacznie trudniejszy dla mniejszych i mniej zdyscyplinowanych graczy.

Uważam że nie będzie miało to znaczącego wpływu na trendy konsumenckie, ponieważ większość rosnącego popytu na lokale mieszkalne pochodzi od inwestorów, a nie od właścicieli nieruchomości. Jednak jeżeli polityka ta zacznie przynosić negatywne skutki, wówczas rząd będzie starał się zmienić sytuację.

Korekta na giełdach. Co z Deutsche Bank?

Po gwałtownych spadkach z początku miesiąca amerykańskie giełdy odrobiły już sporą część strat. Notowanie Deutsche Banku znów spadają. Neutralne dane z USA.

Korekta na giełdach

Po tym jak początek lutego pokazał nam gwałtowne spadki na giełdach po długim okresie wzrostów przyszedł czas na korektę korekty. Od początku tygodnia amerykańskie giełdy odrabiają straty zamykając cały tydzień nawet kompletem wzrostów. Nasdaq po tym jak spadł z 7500 tysiąca punktów do 6700 właśnie odbił na 7250. Europejskie giełdy nie pokazały aż takiej siły. Być może powodem był słabnący dolar, który uczynił amerykańskie parkiety atrakcyjniejsze względem europejskich, którym mocne euro z kolei ciążyło.

Akcje Deutsche Banku znów spadają

Cena akcji spadła w lutym przez moment nawet do 12,5 euro. Po lekkim odbiciu wciąż znajduje się w okolicach 13 euro za akcje. Warto zwrócić uwagę, że to już naprawdę niewiele powyżej poziomów z 2016 roku kiedy mówiło się o potencjalnym bankructwie banku ze względu na zaangażowanie w ryzykowne aktywa oraz koszty kar nakładanych między innymi przez amerykański nadzór. Kurs akcji otrzymał obecnie dwa silne ciosy, po pierwsze korekta na giełdach nie oszczędziła banku. Po drugie największy udziałowiec banku, chiński konglomerat HNA zredukował swoje udziały w banku z 9,9% do 8,8% z powodu problemów

Dane z USA

Czwartkowe dane zza oceanu okazały się mało istotne dla rynków walutowych.O godzinie 14:30 poznaliśmy spory pakiet. Liczba nowozarejestrowanych bezrobotnych zgodnie z oczekiwaniami wyniosła 230 tysięcy. Poznaliśmy indeksy FED z Filadelfii i NY Empire State. Pierwszy osiągnął 25,8 pkt wobec oczekiwanych 21,1 pkt. Drugi zaś 13,1 pkt zamiast 17,5 pkt. W efekcie rynki mając dane zarówno lepsze jak i gorsze od oczekiwań je zignorowały. 45 minut później poznaliśmy informacje na temat produkcji przemysłowej. Rynki oczekiwały wzrostu miesiąc do miesiąca o 0,2% podczas gdy spadła o 0,1%. Po tym rozpoczął się delikatny odwrót od dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 10:00 – Polska – przeciętne wynagrodzenie i zatrudnienie,
  • 10:30 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna,
  • 14:30 – USA – budowy domów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Przygotuj się na przyszłe dane makroekonomiczne 15.02.2018

W przyszłym tygodniu pierwsze ważniejsze dane makroekonomiczne zostaną opublikowane 19 lutego z Japonii, poznamy bilans handlowy. W ostatnim czasie dane z Japonii nie zachwyciły, wzrost gospodarczy wolniejszy od konsensusu ekonomistów, tak samo jak zamówienia na sprzęt, maszyny i urządzenia. Gorsza publikacja danych makroekonomicznych doprowadziła do umocnienia jena japońskiego, co nie jest celem banku centralnego Japonii.

W kalendarzu na wtorek zaplanowane są trzy ważne publikację, niemiecki optymizm konsumentów oraz indeks nastroju ekonomicznego wg ZEW. Oprócz tego poznamy optymizm konsumentów ze wspólnoty europejskiej.

Środa będzie ciekawsza, ponieważ na 9.00 zaplanowano spotkanie członków ECB, które po ostatniej aprecjacji euro może okazać się bardzo ciekawe. Ponadto tego samego dnia poznamy siłę brytyjskiego rynku pracy, a także amerykańską sprzedaż istniejących nieruchomości.

W czwartek zaplanowano publikację niemieckiego wskaźnika nastrojów biznesowych oraz wzrost brytyjskiej gospodarki, który w pryzmacie Brexit-u jest bardzo ważny oraz obserwowany przez Traderów na ryku kapitałowym.

Piątek minie pod wpływem publikacji japońskiej, a w szczególności kanadyjskiej inflacji.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Kanada – inflacja

Od ostatniego kryzysu banki centralne zalały rynek finansowy płynnością. Bankierzy chcieli zobaczyć stabilna inflację, przeważnie w okolicy 2 albo 2.5 procenta. Gdyby cel został wcześniej zrealizowany, to stopy procentowe dawno zostały podniesione. Dlatego na dzień dzisiejszy publikowany CPI jest jednym z ważniejszych wskaźników makroekonomicznych.

Gdyby przyszłe odczyty inflacji CPI R/R układały się zgodnie z oczekiwaniem Banku Kanady (wyższe odczyty inflacji), to moglibyśmy zobaczyć szybszą podwyżkę stóp procentowych, co umocniłoby dolara kanadyjskiego.

Inflacja CPI R/R, Kanada

Inflacja CPI R/R, Kanada

Źródło: Admiral Markets

Prognoza inflacji wynosi 1.9 procenta. Opublikowana wartość wyższa od prognozy pozytywnie wpłynie na notowania dolara kanadyjskiego, z drugiej strony odczyt poniżej prognozy doprowadzi do jego wyprzedaży.

Instrument do obserwacji – DAX 30

Na dzień dzisiejszy ostatnią wyprzedaż na indeksie 30 największych niemieckich spółek możemy uznać jedynie za korektę. Bowiem nie została naruszona linia trendu wzrostowego oraz nie został pokonany opór w postaci strefy 11864-12150. Ponadto na wykresie tygodniowym dwie ostatnie świece wskazują na większe prawdopodobieństwo kontynuacji trendu niż przerwanie oporu.

Notowania DAX 30, interwał tygodniowy

Notowania DAX 30, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Ponadto na indeksie S&P 500 również nie zostało przerwane żadne wsparcie, zatem na dzień dzisiejszy nie mamy czego się obawiać, obecny trend prawdopodobnie będzie kontynuowany.

Celem kupujących jest szczyt z stycznia obecnego roku. Kolejnym targetem będą psychologiczne poziomy takie jak 14 000 lub też 14 500 punktów.

Dział Analiz Admiral Markets

Przyszłość telewizorów to giętkie ekrany OLED i sztuczna inteligencja. Już w 2018 r. na rynek może trafić zwijany telewizor 4K

Przyszłość telewizorów to giętkie ekrany OLED i sztuczna inteligencja. Już w 2018 r. na rynek może trafić zwijany telewizor 4K 10

Rozwijany telewizor OLED 4K, elementy sztucznej inteligencji i rozdzielczość 8K to przyszłość segmentu telewizyjnego. Już w 2018 roku na rynek może trafić zwijany w rulon telewizor w technologii organicznej. 65-calowy prototyp takiego urządzenia LG zaprezentowało podczas targów CES 2018. Coraz powszechniejsza staje się także sztuczna inteligencja, w której elementy wyposażone są nowoczesne telewizory. W Polsce na korzyści płynące z jej stosowania będziemy musieli jednak zaczekać. Powodem jest brak polskojęzycznej wersji Asystenta Google.

– Telewizor zwijany to po prostu podstawa, z której możemy wysunąć sobie telewizor. To telewizor 65-calowy, ale jeśli mówimy o przyszłości, możemy sobie wyobrazić taki telewizor o przekątnej 100–120 cali, który wyjeżdża z sufitu, a nie z podłogi. W tym momencie wszystkie projektory przestaną mieć rację bytu, ponieważ OLED oferuje dużo wyższą jakość obrazu – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Wiesław Kowalczyk z LG Electronics Polska.

Telewizor zwijany w rulon produkcji LG to jeden z największych hitów tegorocznych targów technologicznych CES 2018 w Las Vegas. Ekran OLED o przekątnej 65 cali i rozdzielczości 4K rozwija się z podstawy telewizora. Co ciekawe, urządzenia nie trzeba wysuwać do końca, uzyskując np. kinowe proporcje ekranu 21:9. Ekran telewizora jest tak cienki, że producent nie był w stanie zmieścić w obudowie głośnika. Można skorzystać z zewnętrznego soundbaru. Zaprezentowany podczas targów CES 2018 telewizor jest prototypem, jednak według zapewnień LG jest bardzo bliski fazy produkcyjnej.

To właśnie giętkie panele OLED będą głównym kierunkiem rozwoju telewizorów oferowanych przez koreańską firmę.

– LG zdecydowanie idzie w kierunku giętkich paneli OLED, które można schować czy rozwijać w odpowiednim momencie. Mamy także np. OLED-y, które są dwustronne i możemy je zainstalować np. między dwoma pomieszczeniami. Wówczas dwie osoby, które przebywają w dwóch różnych pomieszczeniach, mogą oglądać dwa różne obrazy – twierdzi Wiesław Kowalczyk.

Już w marcu na rynek ma trafić natomiast nowa linia telewizorów LG OLED oferujących rozdzielczość 4K i technologię ThinQ wyposażonych w procesor Alpha9 zapewniający dużo lepszą jakość obrazu i elementy sztucznej inteligencji. Włączenie oferowanych przez LG telewizorów w technologię ThinQ ma pozwolić na zarządzanie domem właśnie z poziomu telewizora. Aktualnie w ofercie produktów LG wspierających tę technologię jest lodówka, zmywarka, pralka i piekarnik. Urządzenia komunikują się ze sobą za pomocą łączności Wi-Fi.

– Cały czas będziemy rozwijali technologię organiczną (OLED – przyp. red.). Wierzymy, że w tej technologii tkwi jeszcze bardzo wiele rzeczy do odkrycia i dużo rzeczy można poprawić. Oczywiście przyszłość telewizorów to też sztuczna inteligencja. Telewizor będzie centrum naszego domowego sterowania. Siedząc przed nim, będziemy w stanie na przykład sterować światłem w pomieszczeniu, w którym jesteśmy, zamówić sobie do domu pizzę, kupić bilet na samolot czy zamówić Ubera – wymienia Wiesław Kowalczyk.

Wszystko za sprawą Asystenta Google wbudowanego w urządzenie. Niestety, nie zadebiutowała jeszcze jego polskojęzyczna wersja. Z tego powodu polscy użytkownicy nowoczesnych telewizorów mogą korzystać z nich jak na razie w ograniczonym zakresie. Z nieoficjalnych informacji wynika jednak, że polski Asystent Google może się pojawić już za kilka miesięcy. Jak na razie rozwiązanie jest w fazie testowej.

Jak wynika z raportu „Przyszłość telewizji. Czynniki zmian” sporządzonego przez Infuture Hatalska Foresight Institute, tylko 3,3 proc. polskich gospodarstw nie ma telewizora. Badania przeprowadzone przez Orange Polska pokazują, że już 12 proc. Polaków ma telewizor 4K. Do 2021 roku odbiorniki w takiej rozdzielczości mają być obecne w pięć milionów domów.

Analitycy Grand View Research prognozują, że do 2025 roku rynek Smart TV będzie wyceniany na 300 mld dolarów.

Programowanie w szkole podstawowej nie spełnia oczekiwań ekspertów. Mimo to polscy uczniowie należą do najlepszych na świecie w programowaniu i robotyce

W zeszłym roku programowanie weszło do podstawy programowej nauczania w klasach I–III w szkole podstawowej. Eksperci zwracają uwagę, że nie są to zajęcia praktyczne, a jedynie przygotowujące do nauki programowania w późniejszych klasach. Tymczasem według ekspertów dzieci w wieku 7 lat są już gotowe do przyswajania konkretnych języków programowania. Powstaje coraz więcej prywatnych inicjatyw w zakresie programowania i robotyki, a polscy uczniowie odnoszą już w tej dziedzinie pierwsze sukcesy. Lubelska drużyna Spice Gears zdobyła wicemistrzostwo świata na olimpiadzie robotycznej w Stanach Zjednoczonych.

– Nauka poprzez programowanie i robotykę obejmuje cały proces tworzenia, czyli kreatywnego podejścia do rozwiązywania problemów, które następnie łączy się z naukami ścisłymi, np. programowaniem. Jak to działa w praktyce – mamy cały ekosystem, który pozwala na zaprojektowanie od podstaw własnego robota. Dziecko tworzy własną zabawkę, projektuje ją od podstaw, wymyśla własny design i personalizuje go. Na koniec programuje, bawiąc się przy tym i nabywając umiejętności, które są potrzebne na rynku pracy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Karol Górnowicz, prezes zarządu Skriware.

Prywatne zajęcia z programowania dla najmłodszych to odpowiedź rynku na zbyt małe zaangażowanie szkół. W nowej podstawie programowej już w I klasie szkoły podstawowej zawarta jest nauka programowania i rozwiązywania problemów z wykorzystaniem komputera oraz innych urządzeń cyfrowych. Wśród zajęć Ministerstwo Edukacji Narodowej wymienia: układanie i programowanie algorytmów, organizowanie, wyszukiwanie i udostępnianie informacji, czy posługiwanie się aplikacjami komputerowymi. Wielu ekspertów zwraca jednak uwagę na to, że dzieci uczą się jedynie teorii, a nie konkretnych języków czy aplikacji, tymczasem dzieci w wieku 7 lat niejednokrotnie biegle posługują się już smartfonem czy tabletem.

– Słyszymy głosy krytyki dotyczące nowej podstawy programowej i pominięcia w niej praktycznej nauki kodowania. Mimo że nasza państwowa edukacja ma pewne braki w porównaniu do tej zachodniej, cieszymy się, że do placówek oświatowych docierają małymi krokami cyfrowe rozwiązania powodujące pozytywne zmiany w toku nauczania – komentuje Karol Górnowicz.

Nowe technologie zaczynają odgrywać w edukacji coraz większą rolę. Pod koniec lat  90. uczniowie szkół podstawowych poznawali tajniki programowania w programie Logo Komeniusz, w którym za pomocą komend i procedur można było narysować różnego rodzaju figury. Obecnie klasy I–III zdobywają programistyczną wiedzę poprzez kreatywną zabawę. Jednym z aktualnie wykorzystywanych rozwiązań jest gra Scottie Go – składająca się z papierowych klocków i aplikacji mobilnej.

Tego typu forma nauczania staje się coraz popularniejsza w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. W USA funkcjonuje ruch STEAM, który zyskuje popularność nawet w szkołach podstawowych. Jego głównym celem jest promowanie holistycznego podejścia do nauki, oswojenie dzieci z nowymi technologiami oraz pokazanie najmłodszym, że programowanie nie jest wyłącznie domeną dorosłych i można połączyć je z zabawą, co rozbudza ciekawość świata.

W niektórych europejskich krajach, takich jak Estonia, Finlandia czy Wielka Brytania, nauka programowania jest obowiązkowa. W Polsce powstaje coraz więcej prywatnych inicjatyw propagujących naukę programowania już od najmłodszych lat.

– Rodzice inwestują coraz więcej w edukację. Szkoły często nie nadążają z materiałem, żeby zaciekawić dziecko, nauczyć je właściwych, najbardziej potrzebnych na rynku pracy umiejętności. My, współpracując z kilkoma szkołami programowania, widzimy rosnące zapotrzebowanie, widzimy, że brakuje miejsc. Ustawiają się kolejki, podobnie jak do najlepszych prywatnych szkół czy przedszkoli – twierdzi ekspert.

Na polskim rynku także powstaje coraz więcej prywatnych inicjatyw. Rozwiązanie edukacyjne Skriware przeznaczone jest dla dzieci w wieku od 9 do 16 lat. Częścią platformy jest kreator 3D, w którym uczniowie mogą zaprojektować swojego robota. Kolejnym etapem jest jego zamówienie lub własnoręczne wydrukowanie za pomocą drukarki 3D, złożenie konstrukcji i rozpoczęcie nauki programowania. Istotne jest wyznaczenie dziecku celu, w tym przypadku jest to misja na Marsa.

– Mamy platformę i aplikację, które w prosty nawet dla 9-letnich dzieci sposób pokazują, jak wygląda logika programowania, a na koniec cały proces opisujemy w kontekście misji na Marsa, co jest narracyjnym scenariuszem. W ten sposób dziecko bawi się, programuje swojego przyjaciela, który udaje się w kosmos, a w praktyce uczy się projektowania 3D, programowania, mechaniki i elektroniki, wykorzystując przy tym dużo kreatywności w rozwiązywaniu problemów i współpracy grupowej – tłumaczy Karol Górnowicz.

Polscy uczniowie mają już pierwsze sukcesy w programowaniu. Drużyna Spice Gears składająca się z uczniów z powiatu kraśnickiego na Lubelszczyźnie zdobyła wicemistrzostwo świata na olimpiadzie robotycznej First Global Challenge w Stanach Zjednoczonych. Teraz ruszają na podbój Chin, gdzie w drugiej połowie marca wezmą udział w dwóch turniejach.

Przez podróbki producenci tracą miliardy dolarów rocznie. Możliwość dochodzenia swoich praw dają im patenty

Przez podróbki producenci tracą miliardy dolarów rocznie. Możliwość dochodzenia swoich praw dają im patenty 11

Na świecie sprzedaż podróbek przynosi miliardy dolarów strat rocznie. Posiadanie patentów daje przedsiębiorcom możliwość dochodzenia swoich praw. W lutym funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej z Augustowa ujawnili blisko 40 tysięcy sztuk podrobionych perfum, odzieży, obuwia i galanterii. Rzeczy były bezprawnie oznaczone znakami towarowymi znanych marek. Takie sytuacje nie należą do rzadkości. 

Jak wynika z danych OECD i EUIPO, na globalnym rynku około 2,5 proc. wszystkich towarów stanowią podróbki. Import podrabianych produktów to ponad 460 mld dol. rocznie. Z kolei wśród artykułów importowanych do Unii Europejskiej nawet 5 proc. mogą stanowić podróbki. Handel tego typu towarami oznacza straty przede wszystkim dla producentów, a to znajduje odzwierciedlenie także w mniejszych podatków do budżetów państw.

Prym w wytwarzaniu podrobionych artykułów wiodą państwa azjatyckie. Według danych OECD blisko 2/3 ujawnionych przez służby podróbek pochodzi z Chin. Straty producentów w wyniku tej działalności sięgają miliardów dolarów rocznie. Aby producent mógł dochodzić swoich praw wyłącznych w przypadku wprowadzenia na rynek nielegalnych produktów, koniecznie jest objęcie wytwarzanych przez niego produktów czy rozwiązań ochroną własności przemysłowej.

– Ochrona patentowa jest w tym wypadku niezbędna do tego, żeby podjąć kroki prawne. Granice są coraz bardziej szczelne, coraz skuteczniej wykrywane są towary podrobione, w ten sposób możemy chronić swoje prawa i przedsiębiorca zabezpiecza swój interes prawny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Taukert, rzecznik prasowy Urzędu Patentowego RP.

Ochrona patentowa niezbędna jest m.in. w przypadku wynalazków, które można łatwo skopiować i w nieskomplikowany sposób przenieść do produkcji przez inny podmiot. W takiej sytuacji patent zabezpiecza prawa przedsiębiorcy, który może dochodzić roszczeń w przypadku naruszenia jego praw wyłącznych na dane rozwiązanie czy produkt.

– Możliwe są różne strategie ochrony własności przemysłowej i intelektualnej. Patentowanie jest jedną z nich. Możliwa jest też ochrona za pomocą tzw. tajemnicy przedsiębiorstwa, np. przepis Coca-Coli nie jest nigdzie opatentowany i nigdzie ujawniony, bo firma bardzo skutecznie chroni swoje know-how za pomocą tajemnicy przedsiębiorstwa – zauważa Adam Taukert.

W zależności od skali działania przedsiębiorstwa ochrona własności przemysłowej może się odbywać na kilku poziomach. Producenci mogą się starać o patenty w systemie krajowym, regionalnym i międzynarodowym.

– To daje dużo różnorodnych możliwości zabezpieczenia praw wyłącznych w różnorodnych kombinacjach, w zależności od potrzeb danego przedsiębiorcy. Jeżeli przedsiębiorca prowadzi działalność na terenie naszego kraju, to logiczne jest, że uzyskuje ochronę patentową w Polsce, wtedy taka ochrona obowiązuje na terenie naszego kraju. Natomiast jeżeli prowadzi ekspansję zagraniczną, chce licencjonować towary na rynkach zagranicznych, to zwraca się o patent unijny albo patent międzynarodowy – dodaje przedstawiciel Urzędu Patentowego RP.

Jak podkreśla Komisja Europejska, dobrze zaprojektowane systemy ochrony własności intelektualnej są istotne dla promowania inwestycji w innowacje i wzrost. Dzięki nim firmy, twórcy i wynalazcy uzyskują zwrot z dokonywanych przez siebie inwestycji w proces wytwórczy. Sektory, w których prawa własności intelektualnej są intensywnie wykorzystywane, odpowiadają za blisko połowę unijnego PKB i 38 proc. wszystkich miejsc pracy.

L. Sobolewski: Zwiększy się rola autoprezentacji spółek giełdowych. Będą tego oczekiwać inwestorzy

L. Sobolewski: Zwiększy się rola autoprezentacji spółek giełdowych. Będą tego oczekiwać inwestorzy 12

Polska awansuje w zestawieniach gospodarek z grupy rynków wschodzących do rozwiniętych. Dla spółek giełdowych oznacza to wyzwania związane z komunikacją, raportowaniem i autoprezentacją. Profesjonalizacja działań związanych z relacjami inwestorskimi ułatwi spółkom korzystanie z możliwości rynków globalnych. Cornerstone Communications, agencja relacji inwestorskich założona przez Ludwika Sobolewskiego, byłego prezesa GPW, chce wspierać firmy w pozyskiwaniu nowych partnerów i profesjonalizacji funkcjonowania na rynkach.

– Spółki, zwłaszcza w obliczu zmian regulacyjnych, które zachodzą na rynkach kapitałowych, będą musiały być bardziej otwarte wobec inwestorów, jeżeli będą chciały, żeby to dobrze wpływało na obrót ich akcjami i na ich wycenę. W relacjach inwestorskich finalnie chodzi o to, żeby optymalizować wycenę podmiotu, który jest notowany na giełdzie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ludwik Sobolewski, współzałożyciel Cornerstone Communications.

Wymagania wobec polskich spółek będą rosły w związku z awansem naszego kraju do grona rynków rozwiniętych. We wrześniu 2017 roki agencja indeksowa FTSE Russell zakwalifikowała Polskę do grona dwudziestu pięciu najbardziej rozwiniętych na świecie rynków. Formalnie przejście do tego grona ma nastąpić we wrześniu tego roku.

– Będzie wzrastała rola niezależnego researchu i analizy, a więc przygotowywanych przez podmioty, które nie uczestniczą w transakcjach – nie przez firmy inwestycyjne, ale przez różne wyspecjalizowane instytucje, które będą dostarczać zawodowego pokrycia analitycznego – wyjaśnia Ludwik Sobolewski.

Agencja Cornerstone Communications to wspólne przedsięwzięcie byłego prezesa GPW Ludwika Sobolewskiego i Zuzanny Kurek, byłego szefa działu marketingu i rozwoju biznesu na giełdzie w Bukareszcie. Agencja chce się skupić na wsparciu spółek giełdowych i spółek niepublicznych na wszystkich rynkach Europy Środkowej i Wschodniej. Działa już w Bukareszcie, teraz rozpoczyna działalność na polskim rynku kapitałowym. Później zamierza być również aktywna na innych rynkach regionu CEE.

– Mamy już klientów w Rumunii, w Polsce. Za chwilę będziemy mieć klientów w Bułgarii, która też jest ciekawym, małym rynkiem, trochę off-shore’owym jeśli chodzi np. o opodatkowanie prowadzenia biznesu – wylicza Ludwik Sobolewski.

W pakiecie usług, które Cornerstone Communications oferują potencjalnym klientom, jest m.in. prowadzenie komunikacji z inwestorami i mediami, organizacja spotkań, administrowanie aplikacją mobilną i stroną internetową IR spółki, zarządzanie ładem korporacyjnym oraz pomoc przy przeprowadzeniu procesu IPO.

– Raportowanie finansowe i niefinansowe, czyli stanowisko spółek wobec zagadnień środowiskowych, swojego kontekstu społecznego i standardów ładu korporacyjnego, to zawsze były tematy ważne na wiodących giełdach na rynkach wschodzących, ale dzisiaj one stają się wręcz koniecznością – podkreśla Ludwik Sobolewski.

Były prezes GPW zwraca uwagę na to, że spółki niepubliczne także zaczynają być poddawane presji ze strony partnerów biznesowych, interesariuszy i inwestorów, by profesjonalizować funkcjonowanie swojego biznesu na wzór spółek publicznych.

– Zwiększy się rola autoprezentacji spółek giełdowych i to w sposób bardzo profesjonalny. Inwestorzy instytucjonalni po prostu nie będą polegać na informacjach i sposobie ich przetwarzania, który będzie słabej jakości, będzie budził jakieś zastrzeżenia metodologiczne lub nie będzie dostatecznie wiarygodny. Jest bardzo ważne, żeby spółki giełdowe uzupełniły swoje kompetencje właśnie o takie umiejętności pokazywania analiz na swój temat i poprawiły jakość dostępu do siebie – podkreśla Ludwik Sobolewski.

Mieszkańcy małych miast z łatwiejszym dostępem do e-administracji. Poczta Polska umożliwi potwierdzenie Profilu Zaufanego we wszystkich swoich placówkach

Mieszkańcy małych miast z łatwiejszym dostępem do e-administracji. Poczta Polska umożliwi potwierdzenie Profilu Zaufanego we wszystkich swoich placówkach 13

W blisko 4,7 tys. placówek Poczty Polskiej na terenie całego kraju można zakładać Profil Zaufany, który pozwala załatwić większość spraw urzędowych przez internet. Usługa dotrze również do mieszkańców tych miejscowości, które są wykluczone cyfrowo i do tej pory nie miały takiej możliwości. Poczta Polska pracuje nad rozwiązaniem, które umożliwi założenie profilu na tablecie, w który będzie wyposażony listonosz. Spółka podkreśla też, że chce być pierwszym partnerem dla instytucji rządowych w rozwijaniu e-administracji i cyfrowych usług dla obywateli Polski. 

– Polacy, którzy na co dzień korzystają z bankowości elektronicznej i spędzają dużo czasu w świecie cyfrowym, chętnie korzystają z e-usług. Wyzwaniem jest zachęcić do nich Polaków, którzy jeszcze na co dzień nie korzystają z tabletów czy smartfonów. Stąd nasza oferta, powiązana z tradycyjnymi placówkami pocztowymi, gdzie można potwierdzić Profil Zaufany. Pełnimy poniekąd funkcję edukacyjną, staramy się przenieść to starsze pokolenie Polaków w epokę cyfrową, aby nie pozostali w wykluczeniu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Putkiewicz, wiceprezes zarządu, Poczta Polska Usługi Cyfrowe.

Profil Zaufany to bezpłatne, elektroniczne narzędzie służące do uwierzytelniania tożsamości w internecie, odpowiednik elektronicznego podpisu. Z jego pomocą można prosto i szybko załatwić wiele spraw urzędowych przez internet, m.in. złożyć wniosek o dowód osobisty, zarejestrować działalność gospodarczą czy sprawdzić liczbę punktów karnych naliczonych przez drogówkę. Profil Zaufany jest niezbędny do złożenia Jednolitego Pliku Kontrolnego przez płatników VAT – w tym roku taki obowiązek mają nie tylko duże i średnie podmioty, lecz także mikroprzedsiębiorcy, którzy prowadzą własną działalność gospodarczą.

Poprzez sieć placówek w całym kraju Poczta Polska umożliwia zakładanie Profilu Zaufanego i potwierdzanie go przez Konto Zaufane Envelo. Po prawidłowej weryfikacji klient będzie mógł się zalogować do e-usług administracji publicznej za pośrednictwem swojego konta.

– Uwierzytelnienie Elektronicznej Tożsamości jest równoważne z okazaniem dowodu osobistego w placówce pocztowej, banku, u notariusza albo adwokata. W ten sposób druga strona potwierdza naszą tożsamość. Po potwierdzeniu tożsamości w placówce pocztowej możemy tym ciągiem znaków numerycznych posługiwać się w relacjach z administracją, która wie, że Profil Zaufany należy do konkretnego obywatela. Trzeba więc zadbać o to, żeby uwierzytelnienie było dokonywane w bezpiecznych i sprawdzonych kanałach – mówi Michał Putkiewicz.

Prezentacja cyfrowych usług Poczty Polskiej odbyła się w tym tygodniu w Andrespolu – to jedna z tych miejscowości, gdzie Profil Zaufany można założyć tylko i wyłącznie za pośrednictwem placówki pocztowej. Spółka podkreśla, że jako jedyny podmiot w Polsce dociera do 100 proc. mieszkańców, urzędów, przedsiębiorstw i obywateli. Dzięki temu może bezpiecznie koordynować przepływ informacji urzędowych w całym kraju. Podobnie jak inne poczty narodowe – np. w Czechach, Danii czy Francji – spółka może odgrywać ważną rolę w e-kontaktach między administracją a obywatelami.

– Chcemy pokazać, że Poczta Polska dociera wszędzie tam, gdzie jest wykluczenie cyfrowe, gdzie nie ma dostępności mediów, które umożliwiają korzystanie z Profilu Zaufanego. Jako jedyna instytucja w kraju docieramy do każdej gminy, jesteśmy też w stanie dotrzeć za pośrednictwem naszych listonoszy do każdego obywatela – podkreśla Paweł Kopeć, dyrektor zarządzający pionem sprzedaży Poczty Polskiej.

Poczta Polska pracuje teraz nad rozwiązaniem, które umożliwi założenie Konta Zaufanego Envelo za pomocą urządzenia mobilnego, w które będzie wyposażony listonosz.

– Chcemy, aby nie trzeba było chodzić na pocztę, żeby uwierzytelnić swój Profil Zaufany. Listonosz z tabletem może przyjść do klienta przy okazji doręczenia korespondencji, zapuka do drzwi, poprosi o okazanie dowodu osobistego i złożenie podpisu na tablecie. W ten sposób uwierzytelnimy swój Profil Zaufany – wyjaśnia Michał Putkiewicz.

– W ten sposób wszyscy mieszkańcy będą mieli dostęp do szerokiego spektrum usług, które oferowane są przez ePUAP i instytucje rządowe. Każdy obywatel będzie mógł złożyć wniosek o paszport, dowód osobisty, zarejestrować sprzedaż pojazdu, złożyć wniosek o wydanie odpisu aktu urodzenia czy aktu małżeństwa. Te usługi będą dostępne dla wszystkich w ramach Profilu Zaufanego – podkreśla Paweł Kopeć.

Poczta podkreśla, że jest technologicznie przygotowana do obsługi e-korespondencji i rozwijania usług cyfrowych. Spółka chce być przy tym partnerem pierwszego wyboru dla instytucji i administracji państwowej. W sierpniu 2016 roku pomiędzy Ministerstwem Infrastruktury i Budownictwa, Ministerstwem Cyfryzacji a Pocztą Polską i jej spółką PPUC zostało podpisane porozumienie dotyczące integracji systemów informatycznych administracji publicznej z cyfrową platformą Envelo.

– Współpracujemy z administracją państwową w tym temacie już od wielu lat. Już w 2016 roku podpisaliśmy kluczowe porozumienie, zgodnie z którym to właśnie Poczta Polska i Poczta Polska Usługi Cyfrowe powinny być głównym partnerem państwa w budowie e-administracji. Cały czas staramy się, żeby od słów i deklaracji przejść do czynów. My jesteśmy gotowi, platforma Envelo działa, podmioty komercyjne i osoby indywidualne z niej korzystają. Czekamy na dobre decyzje administracji publicznej – mówi Michał Putkiewicz.

W styczniu liczba niewypłacalności wzrosła o 19%

Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności w styczniu. W pierwszym miesiącu obecnego roku w oficjalnych źródłach (Monitor Sądowy i Gospodarczy) opublikowano łącznie 82 przypadki niewypłacalności przedsiębiorstw, co oznacza wzrost o 19% w stosunku do stycznia 2017 roku. Za ponad połowę przypadków – 44 – odpowiada sektor usług i produkcji. 18 niewypłacalności odnotowano w branży hurtowej i to ten dział gospodarki wygenerował najwyższy, bo 125% wzrost r/r. Palącym problemem wspomnianych sektorów staje się wzrost kosztów wynagrodzeń, co będzie również istotną determinantą dla problemów z niewypłacalnością w całym 2018 roku.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkują upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

  • 19% wzrost liczby niewypłacalności polskich firm w styczniu 2018 roku, w dalszym ciągu spowodowany brakiem poduszki powietrznej, wynikłej ze zbyt niskich marż.
  • Największe wzrosty rok do roku odnotowano w hurcie (+125%), sektorze produkcji (+29%), oraz w usługach (+22%). Warto podkreślić, że we wszystkich tych sektorach notujemy dynamiczny wzrost liczby niewypłacalności już drugi rok z rzędu. Istotnym problemem w tym roku staje się wzrost wynagrodzeń pracowniczych wymuszonych presją z rynku pracy.
  • W całym 2018 roku spodziewany jest dalszy wzrost liczby niewypłacalności spowodowany – z punktu widzenia przedsiębiorcy – brakiem poprawy na rynku pracy i dalszą presją na wzrost wynagrodzeń, jak również ogromnym ryzykiem, jakie za sobą niesie wejście 1 lipca br. przepisów wymuszających tzw. podzieloną płatność „split payment”.

W styczniu liczba niewypłacalności wzrosła o 19Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Już od kilku miesięcy palącym problemem dla polskich przedsiębiorców stają się wydłużające się terminy płatności i rosnące zatory płatnicze. Właścicieli firm, szczególnie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, przytłacza z jednaj strony brak oszczędności spowodowany niską rentownością, a z drugiej rosnące koszty pracy spowodowane wymuszonym przez rynek wzrostem wynagrodzeń.

W styczniu liczba niewypłacalności wzrosła o 19 1

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Wzrost liczby niewypłacalności pogłębiony wzrostem kosztów pracowniczych

Znaczący wzrost liczby niewypłacalności w produkcji, usługach oraz hurcie został odnotowany kolejny rok z rzędu. W chwili obecnej, głównym problemem firm jest bardzo znaczący wzrost kosztów wynagrodzeń, a także znikoma dostępność siły roboczej. Problemy dotykają przede wszystkim małe i średnie firmy, zwykle działające na lokalną, bądź co najwyżej regionalną skalę, które przegrywają rywalizację z większymi, lepiej zorganizowanymi, zasobniejszymi w gotówkę konkurentami.

– Kluczową przewagą konkurencyjną wielu producentów, jak i firm usługowych była przez lata niska baza kosztowa, wynikająca z wykorzystywania łatwo dostępnej, taniej siły roboczej. Zmiany na rynku pracy, jakie obserwujemy w ostatnim okresie, doprowadziły do zaniku tej przewagi. Zaniedbywane przez lata inwestycje w automatyzację pracy, brak innowacji produktowych i procesowych, utrudniają, bądź uniemożliwiają wręcz prowadzenie działalności w obecnych realiach rynkowych – wskazuje Tomasz Starus, Członek Zarządu ds. oceny ryzyka w Euler Hermes i dodaje: Podobnie ma się sprawa z hurtownikami. Trudno jest wskazać dominującą branżę, a niewypłacalność ogłaszają dystrybutorzy z wielu branż. Ich wspólnym mianownikiem jest niewielka skala działalności, nie pozwalająca im uzyskiwać korzystnych cen zakupu, co oznacza wyrok śmierci w starciu z dystrybucyjnymi gigantami, dysponującymi nieporównanie większą siłą przetargową.

W 2018 roku sytuacja na rynku pracy nie zmieni się, co determinuje dalsze problemy z rentownością firm

– Z uwagi na to, że wynagrodzenia nadal dynamicznie rosną, zaś bezrobocie pozostaje na bardzo niskim poziomie, w kolejnych miesiącach możemy spodziewać się kontynuacji wzrostu liczby niewypłacalnych firm we wszystkich tych obszarach gospodarki, gdzie koszty pracy stanowią znaczącą część całkowitych kosztów działalności. Jeśli dodamy do tego czekające nas w drugim półroczu bieżącego roku znaczące tąpnięcie płynności firm, wynikające z wejścia w życie podzielonej płatności, możemy założyć, że 2018 rok będzie, pomimo dynamicznie rosnącego PKB, kolejnym trudnym rokiem dla przedsiębiorców – podkreśla Tomasz Starus. 

Najwięcej przypadków niewypłacalności odnotowano w województwie mazowieckim oraz śląskim.

W styczniu liczba niewypłacalności wzrosła o 19 2 W styczniu liczba niewypłacalności wzrosła o 19 3Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Podobnie, jak i na początku roku ubiegłego, w czołówce województw z największą liczbą niewypłacalności znalazły się województwa mazowieckie i śląskie. Na ewidentny plus w przeciągu roku poprawiła się sytuacja w Małopolsce, gdzie liczba niewypłacalności spadła z 11 (ówczesny wicelider) do 4.

Eksperci apelują do rządu o ponowne przygotowanie przepisów o cyfrowych umowach telekomunikacyjnych. To ułatwiłoby życie milionom klientów

Eksperci apelują do rządu o ponowne przygotowanie przepisów o cyfrowych umowach telekomunikacyjnych. To ułatwiłoby życie milionom klientów 14

Zamiast uproszczenia wzorców umów telekomunikacyjnych klienci otrzymają obszerne i skomplikowane kontrakty, których nie będą w stanie zrozumieć – uważa Związek Przedsiębiorców i Pracodawców i apeluje do rządu o zaniechanie prac nad nowelizacją prawa telekomunikacyjnego. Jego zdaniem zmniejszeniu biurokracji mogą służyć cyfrowe rozwiązania, wzorowane na najlepszych, znanych na świecie zastosowaniach.

– Prawo narzuca operatorom takie sformułowania i rygory, że klient nie będzie w stanie w ogóle zrozumieć umowy. Intencją rządu są umowy paperless, a wychodzi jednak, że będą to umowy papermore. Klient, który przyjdzie ją podpisać, wyjdzie z książką telefoniczną, z której w dodatku nic nie rozumie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Cezary Kaźmierczak, prezes zarządu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Zgodnie z proponowanymi zmianami klienci nie będą mogli już zmienić ani przedłużyć swojej umowy telefonicznie, tak jak dzieje się to teraz. Przepisy skomplikują też popularne wśród klientów aktywowanie usług np. pakietu danych. Firma telekomunikacyjna nie będzie mogła zrobić tego automatycznie po zakończeniu rozmowy. Aktywacja nastąpi dopiero po tym, jak klient zaloguje się do swojego konta e-mail, odczyta przesłaną korespondencję, zaakceptuje zmiany i odeśle ją operatorowi.

Nowe przepisy narzucają też firmom telekomunikacyjnym obowiązek automatycznego wysyłania klientom nagrań rozmów telefonicznych z biurem obsługi klienta. Po stronie operatorów rodzi to obowiązek przechowywania plików dźwiękowych na skrzynkach e-mailowych. Poza dźwiękowym zapisem rozmowy, klient otrzyma również – w miejsce obecnego jednostronicowego podsumowania zmian – szereg innych dokumentów, m.in. regulaminy i cenniki.

Rząd rozpoczął prace nad zmianą prawa telekomunikacyjnego, by zagwarantować klientom ochronę ich praw. Jednak zdaniem prezesa ZPP propozycje są niewspółmierne do założonego celu.

– Jestem subskrybentem kilku zagranicznych serwisów, w których nie podpisywałem „książki telefonicznej” i uważam, że moje interesy są dobrze chronione przez te firmy. Mogę w każdej chwili zrezygnować z umowy abonamentowej, po prostu przestając ją opłacać – mówi Cezary Kaźmierczak. – Trzeba się cofnąć, od nowa pochylić się nad tym. Przygotować rozwiązania, żeby podpisana umowa była przede wszystkim zrozumiała dla klienta.

Za przykład rozwiązań dobrych dla klientów i firm oferujących usługi w abonamencie ZPP wskazuje globalne koncerny Google, Netflix czy Spotify. Według prezesa związku umowy abonamentowe powinny spełniać trzy podstawowe kryteria: mieć przejrzysty cennik usług, regulamin usługi i nie mogą zawierać klauzul niedozwolonych (tzw. abuzywnych).

– Proponujemy rozwiązania, które są przyjęte wszędzie na świecie. Wielkie, globalne koncerny radzą sobie na takich umowach i nikt nie jest oszukiwany. Trzeba po prostu skorzystać z tych wzorców, zamiast tworzyć administracyjne monstra – tłumaczy Cezary Kaźmierczak. – Zwykle wystarczy podać numer karty kredytowej, zaakceptować regulamin danej usługi, który musi być zgodny z prawem i nie może zawierać klauzul niekorzystnych dla klienta, a potem, co miesiąc pobierana jest z karty kredytowej należność. Tego typu umowy powinny zostać wprowadzone w Polsce.

Nowe prawo telekomunikacyjne to kolejny z wielu ostatnich projektów, który jest kwestionowany przez przedstawicieli przedsiębiorców. Związek zwraca uwagę, że problemem jest przede wszystkim nadmierna biurokracja.

– W ubiegłym roku wyprodukowaliśmy tego tyle, że byłoby na cztery godziny czytania dziennie. Prawo zaczyna tracić jakiekolwiek swoje funkcje, bo trudno przestrzegać przepisów, których się nie zna – dodaje Cezary Kaźmierczak. – Rząd mówi o tym, że za jedną wprowadzoną ustawę będzie chciał likwidować dwie. To bardzo pozytywne działanie. Chcemy natomiast bardziej czerpać z wzorców światowych, bo Donald Trump za jedną wprowadzoną zlikwidował 27, więc może lepiej iść w tym kierunku.

Ujednolicenie umów o pracę ograniczy swobodę działania pracowników

Zmiany w regulacjach dotyczących warunków zawiązywania umów o pracę, umów zlecenie i o dzieło będą uwzględniały dużą cześć osób, które w tej chwili świadczą pracę różnego typu, w ogólnej grupie pracowników.

Oprócz zatrudnienia rozumianego jako stosunek pracodawca – pracobiorca, dotyczyć będą relacji zleceniodawca – zleceniobiorca oraz zlecający dzieło – wykonujący dzieło.

Działania te mają na celu umożliwienie wszystkim uzyskania większych wpływów do funduszu ubezpieczeń społecznych.

Niestety nie usprawni to w efektywny sposób transferu środków. Kiedy zatrudnienie określane jako „zlecenie” rozpatrywać będziemy jako prawo pracy, to zamkniemy możliwość ponoszenia odpowiedzialności danych osób – specjalistów za wykonywane przez nie czynności oraz swobodnego ich przechodzenia między podmiotami. W chwili, kiedy dużo osób wykonuje zawody niekoniecznie związane z jednym pracodawcą lub opierające się o realizację pracy w formie projektowej, często nie chcą one być zobowiązane regulacjami dotyczącymi prawa pracy.

 Mogłoby to jednak zrobić upowszechnienie systemu tego transferu, tak abyśmy mieli jak największą grupę osób objętych jednolitymi rozwiązaniami prawnymi – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej –  Obecnie często mówi się o tym, żeby rozwiązaniami podatkowymi oraz związanymi z prawem pracy ograniczyć grupę, która nie płaci w ogóle składek na ubezpieczenie społeczne lub płaci je w innych wymiarach niż zatrudnieni na umowie o pracę. To jednak wkracza w zakres swobody umów oraz tego, aby każdy bez problemu kształtował zobowiązania i relacje z tym, komu dostarcza swoją pracę. Tymczasem prawo pracy określa jednoznacznie zakaz konkurencji czy okresy, kiedy i na jakich warunkach można rozwiązać daną umowę oraz to, jak i kiedy zwolnić kogoś z wykonywania świadczenia pracy. Odbieranie ludziom możliwości swobodnego kształtowania wiążących ich umów jedynie w celu zapewnienia wpływów do funduszu ubezpieczeń społecznych, to kazus jeszcze większego komplikowania sytuacji na rynku. To także może być bodziec do konstruowania rozbudowanych umów o dziwnej treści, które jeszcze bardziej będą wymykać się z regulacji kodeksu pracy – dodała Durlik.

Polacy najchętniej czytają kryminały i fantastykę. Wśród ulubionych pisarzy są Remigiusz Mróz i Zygmunt Miłoszewski

Polacy najchętniej czytają kryminały i fantastykę. Wśród ulubionych pisarzy są Remigiusz Mróz i Zygmunt Miłoszewski 15

Z danych serwisu lubimyczytac.pl wynika, że kobiety zdecydowanie częściej czytają kryminały, romanse i powieści obyczajowe, z kolei mężczyźni chętniej stawiają na pozycje techniczne, historyczne, biznesowe oraz literaturę faktu. Im jesteśmy starsi, tym bardziej interesujemy się literaturą z wyższej półki. Do najpoczytniejszych autorów należą Stephen King, Agatha Christie, Remigiusz Mróz, Zygmunt Miłoszewski i Andrzej Sapkowski.

Z ostatniej edycji badania „W sieci o książkach”, przeprowadzonego przez serwis lubimyczytac.pl we współpracy z Polską Izbą Książki, wynika, że sięgając po kolejną książkę, aż  69 proc. czytelników zwraca uwagę na rekomendacje internetowe, 59 proc. sugeruje się opinią rodziny i znajomych.

– Kobiety czytają bardzo dużo kryminałów, romansów, powieści obyczajowych, z kolei mężczyźni sięgają najchętniej po non-fiction, ale też fantastykę i kryminały – mówi agencji Newseria Anna Misztak, redaktor naczelna portalu lubimyczytac.pl.

Z raportu wynika, że czytamy więcej książek papierowych niż w 2016 roku. Ankietowani deklarują, że często czytają 2–3 książki jednocześnie i z reguły doczytują je do końca.

– Im jesteśmy starsi, tym chętniej sięgamy po literaturę z wyższej półki. Bardzo nas cieszy, że obserwujemy wzrost zainteresowania książkami u dzieci i młodzieży. Mam nadzieję, że z czasem przełoży się to na poprawę statystyk czytelnictwa w Polsce – mówi Anna Misztak.

Wśród ulubieńców polskich czytelników są najpopularniejsi zagraniczni pisarze, m.in. Jaume Cabré, Neil Gaiman, Stephen King, Jo Nesbø, Orhan Pamuk, Zadie Smith, Andy Weir i Carlos Ruiz Zafón.

– Co roku „Forbes” publikuje listę najbogatszych pisarzy. Od wielu lat na pierwszym miejscu był James Patterson, którego w tym roku zdetronizowała J.K. Rowling. Nazwiska pisarzy w pierwszej piętnastce od lat pozostają praktycznie bez zmian. Cokolwiek wydadzą, wzbudza to dużą sensację i będzie się dobrze sprzedawało. W Polsce też mamy równie popularnych autorów. Są to chociażby Remigiusz Mróz, Katarzyna Puzyńska czy Katarzyna Bonda – mówi Anna Misztak.

Serwis lubimyczytac.pl już po raz trzeci organizuje plebiscyt na Książkę Roku. W dwunastu kategoriach nominowanych jest 240 książek – w tym 79 polskich autorów. Polacy zdecydowanie dominują w kategoriach autobiografia, biografia, wspomnienia oraz literatura faktu i publicystyka. Pisarze zagraniczni zmonopolizowali natomiast takie kategorie, jak literatura młodzieżowa, literatura obyczajowa, romans i fantastyka młodzieżowa – w każdej z nich nominację otrzymał tylko jeden Polak.

– Dla wielu pisarzy już sama nominacja jest dużym osiągnięciem, ponieważ jest to nagroda przyznawana przez czytelników, a zatem przez grono, do którego najbardziej chcą dotrzeć. O zwycięstwie nie decyduje wąskie jury, a sami czytelnicy – ludzie, którzy kupują ich książki w księgarniach, wypożyczają je w bibliotekach, polecają je w serwisie i wystawiają im opinie. Nie mam wątpliwości, że dla pisarzy i pisarek to bardzo ważna nagroda – mówi Anna Misztak.

Plebiscyt potrwa do końca lutego w portalu lubimyczytac.pl. Głos może oddać każdy miłośnik książek, wystarczy posiadać konto w serwisie. W ubiegłym roku na najlepsze książki oddano aż 110 tysięcy głosów, a organizatorzy są przekonani, że tegoroczne wyniki będą jeszcze bardziej imponujące.

Bezpłatne warsztaty networkingowe w poznańskim Idea Hub – 22 lutego o godzinie 18:00

Według najnowszych badań StartUp Polska, bardzo mała liczba, bo jedynie 11 proc. polskich startupowców w 2017 roku zamierzało sfinansować swój biznes korzystając z crowdfundingu. Spotkanie poruszające temat korzyści płynących z crowdfundingu, już w najbliższy czwartek, 22 lutego o godzinie 18:00 w poznańskim Idea Hub. Gościem będzie Kamil Dziadkiewicz specjalista ds. marketingu i komunikacji w Swimmo, firmie produkującej inteligentne zegarki pływackie, która za pośrednictwem Kickstartera zebrała kwotę w wysokości 184 350 dolarów.

Blisko 20 lat temu w Stanach Zjednoczonych fani, w wyniku przeprowadzonej w internecie kampanii, sfinansowali trasę koncertową zespołu Marillion. Zebrano wówczas 60 tys. dolarów. Grupa odwdzięczyła się, umożliwiając wpłacającym przedpremierowe nabycie jej nowego albumu. To wydarzenie umownie określa się jako początek tzw. crowdfundingu, czyli finansowania społecznościowego. Polega ono na wpłacaniu dowolnych kwot na określony cel bezpośrednio przez osoby zainteresowane daną ideą czy produktem. W crowdfundingu pośredniczą media społecznościowe oraz specjalne portale internetowe. Najbardziej znanym jest ogólnoświatowy Kickstarter, zaś wśród polskich wymienić można m.in. Polakpotrafi.pl, Patronite.pl czy Zrzutka.pl.

Polacy ostrożni w finansach

Polacy plasują się na 5. miejscu wśród najbardziej nieufnych narodów na świecie – wynika z danych agencji Edelman. Przekłada się to również na biznes. Wciąż nieliczni przedsiębiorcy w naszym kraju rozważają opcję pozyskiwania funduszy na rozwój swojego biznesu w sposób inny niż np. środki własne czy kredyt bankowy. Według Raportu StartUp, najpopularniejszym źródłem zewnętrznego kapitału dla polskich startupowców są: venture capital (krajowy lub zagraniczny), finansowanie z funduszy unijnych, zagraniczni aniołowie biznesu czy programy akceleracyjne. Wielu z polskich przedsiębiorców prawdopodobnie nie zdaje sobie nawet sprawy, jak duże możliwości stwarza im obecnie rynek. Aktualnie organizowane są m.in. takie wydarzenia, jak konkursy, które umożliwiają pozyskanie grantów. Startupowcy mogą także postarać się o  wsparcie ze strony akceleratorów czy sfinansowanie projektu z Krajowego Funduszu Kapitałowego.

Crowdfunding pozwala rozwinąć skrzydła

Mimo iż praktyka crowdfundingu w Polsce dopiero się rozwija, można przytaczać wiele przykładów na wykorzystywanie tej formy finansowania. Wśród nich wymienić można m.in. duet muzyczny Paula&Karol, którzy dzięki crowdfundingowi wydali płytę, iluzjonistę Macieja “Y” Dzięgielewskiego, który ze zbiórki publicznej sfinansował produkcję kolekcjonerskich kart, co w rezultacie przyniosło mu prawie 8-krotnie większy zysk w porównaniu do jego wstępnych założeń. Łódzka gra SUPERHOT zaś uzyskała na Kickstarterze przeszło 250 tys. dolarów. Przez wiele lat był to rekord wśród polskich projektów, jednak w ubiegłym roku przebił go Bivrost –  producent sprzętu dla profesjonalistów tworzących wideo 360 stopni. W nieco ponad miesiąc firma zebrała 1,6 mln złotych. W styczniu 2018 roku i ten rekord został pobity – polska firma, chcąca wydać grę planszową Nemesis, dzięki działaniom crowdfundingowym na Kickstarterze zebrała fundusze 62 razy wyższe niż zakładał pierwotny cel. Na świecie te liczby robią jeszcze większe wrażenie – Fidget Cube, kostka służąca do rozładowywania stresu uzyskała 43-krotność środków w odniesieniu do potrzebnych funduszy.

Dotychczasowy limit środków pozyskanych za pomocą crowdfundingu wynosił 100 tys. euro, czyli w przybliżeniu 430 tys. złotych. Jednak wchodzące w najbliższym czasie rozporządzenie ma zwiększyć tę kwotę aż 10-krotnie. Dla przedsiębiorców oznacza to szersze możliwości finansowe wsparcia rozwoju ich biznesu.

Kickstarter w praktyce – jak to wygląda?

Dzięki crowdfundingowi sukces odniosła również firma Swimmo, produkująca inteligentne zegarki pływackie. Jej specjalista ds. marketingu oraz komunikacji, Kamil Dziadkiewicz, będzie gościem poznańskiego Idea Hub przy ul. Małe Garbary 9 w czwartek, 22 lutego o godzinie 18:00. Opowie m.in. o tym, kto może szukać wsparcia finansowego na Kickstarterze, jakie darmowe oraz płatne formy pomocy powinni wykorzystać przedsiębiorcy oraz od czego w ogóle zacząć. Uczestnicy dowiedzą się także, jak przygotować kampanię promocyjną oraz w jaki sposób zorganizować pracę zespołu podczas jej trwania.

Kamil Dziadkiewicz zajmuje się strategią komunikacji w Swimmo. Przeprowadził z sukcesem kampanię na Kickstarterze. Zdobywał doświadczenie w największych stacjach telewizyjnych takich jak TVP2, TVN czy Polsat oraz w agencjach reklamowych, gdzie zajmował się mediami społecznościowymi i komunikacją marki w internecie.