W Poznaniu dominują transakcje na pierwotnym rynku mieszkań

W Poznaniu dominują transakcje mieszkaniowe przeprowadzane na rynku pierwotnym. Różnice w cenach są niemal dwukrotne.

Ceny na rynku pierwotnym wahają się w granicach 6 500 – 12 000 zł za m kw.
– Klienci wolą rynek pierwotny, bo ten zapewnia wyższą stopę zwrotu z inwestycji – mówi w rozmowie z MarketNews24 Sylwia Komorowska, dyr. oddziału w Poznaniu Grupy Emmerson SA.

Będą zmiany w Krajowym Funduszu Szkoleniowym

Krajowy Fundusz Szkoleniowy będzie wspierał te działania rozwojowe, które służą utrzymaniu zatrudnienia przez osoby zagrożone zwolnieniem z pracy. Firma będzie zobowiązana zatrudniać przeszkolonego pracownika przez co najmniej 6 miesięcy – takie m.in. zmiany zaproponowało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Konfederacja Lewiatan uważa wiele propozycji jest zbieżnych z oczekiwaniami pracodawców, niektóre wzbudzają jednak kontrowersje.

KFS ma być rozwijany, jako skuteczne narzędzie wsparcia rozwoju kapitału ludzkiego przedsiębiorstw, a nieprawidłowości w jego funkcjonowaniu mają zostać wyeliminowane. Część z propozycji ma być wprowadzona szybko, poprzez wydanie rozporządzenia. Zmiany bardziej istotne, będą jednak musiały poczekać na nowelizację ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy, a to może potrwać nawet rok.

– W wielu punktach propozycje ministerstwa są zbieżne z tymi, które my formułujemy. Świadczy to o tym, że resort jest otwarty na dialog i wsłuchuje się w głos pracodawców, którzy chcą podnosić kompetencje pracowników. W kilku obszarach pomysły ministerstwa są jednak mocno niedookreślone lub wręcz kontrowersyjne – mówi dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan.

MRPiPS proponuje uporządkowanie wniosków i wymaganych do nich załączników, które bardzo różnią się między poszczególnymi powiatowymi urzędami pracy. Ma powstać jednolity wniosek obowiązujący na terenie całego kraju, z zamkniętą listą standardowych załączników. Podobne porządki mają dotyczyć wzoru umowy zawieranej przez pracodawcę z urzędem pracy a także z instytucją szkoleniową. Również procedura naboru wniosków przez urzędy pracy ma być bardziej przejrzysta z określeniem konkretnego harmonogramu działań na dany rok.

– Zdarzały się sytuacje, że urzędy pracy ogłaszały nabór wniosków z zaskoczenia, z terminem za kilka dni, a nawet ci, którzy zdążyli na czas złożyć wniosek, często nie dostawali pieniędzy, bo „środki się wyczerpały”. W niektórych powiatach wsparcie środkami KFS instytucji podlegających władzom samorządowym przez urzędy pracy podlegające tym samym władzom stanowiło nawet do 20-30%. To ewidentny konflikt interesów. Konieczne jest zwiększenie transparentności przyznawania środków KFS, w tym publikacja informacji o otrzymujących wsparcie na stronie urzędu. Warto też na poważnie zastanowić się nad wykluczeniem instytucji publicznych z możliwości wnioskowania o te pieniądze. Na razie cieszy zapowiedź doprecyzowania kryteriów oceny wniosków, co pomoże ograniczyć praktykę przyznawania wsparcia w sposób dowolny, według uznania urzędnika – dodaje Grzegorz Baczewski.

Prawdziwą rewolucję ministerstwo szykuje jednak dopiero w ramach zmian ustawowych. Wyłącznym celem przyznania wsparcia KFS będą te działania rozwojowe, które służą utrzymaniu zatrudnienia przez osoby zagrożone zwolnieniem z pracy. Jeżeli firma z tego wsparcia skorzysta będzie zobowiązana utrzymać zatrudnienie przeszkolonego pracownika przez co najmniej 6 miesięcy. Firmy nie dostaną także środków na nowo zatrudnianych pracowników lub takich ze stażem krótszym niż pół roku. Ministerstwo chce wymagać także większego powiązania szkoleń z wykonywana pracą, zatem finansowane mają być wyłącznie szkolenia zawodowe i to tylko takie, które kończą się egzaminem zawodowym lub służą uzyskaniu certyfikatu wymaganego w danym zawodzie. Ponadto ministerstwo planuje zmniejszyć limit dofinansowania działań rozwojowych na jednego pracownika z 300% do 150% przeciętnego wynagrodzenia i wprowadzić obowiązkowy wkład własny pracodawcy.

– Te propozycje nie korespondują z przygotowywaną przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego Strategią Odpowiedzialnego Rozwoju, która zakłada budowanie konkurencyjności polskiej gospodarki poprzez zwiększenie jej innowacyjności oraz reindustrializację w zakresie nowoczesnych branż, dających największą wartość dodaną. Realizacja tej strategii będzie wymagała znacznych nakładów na rozwój, aktualizację, a także nabywanie całkiem nowych kwalifikacji. Najbardziej nowoczesne firmy potrzebują szkoleń, które czasami dużo kosztują, ale są inwestycją dającą wysoką stopę zwrotu i to nie tylko firmom, ale też do budżetu. Wiele badań wskazuje też na ogromne potrzeby w zakresie uzupełniania tzw. kompetencji miękkich, których niestety pracownicy nie nabywają w ramach edukacji formalnej. W tym kontekście ograniczenia zaproponowane przez MRPiPS wymagają przemyślenia – komentuje dr Grzegorz Baczewski.

Konfederacja Lewiatan

Czy rządowy program mieszkaniowy obejmie mniejsze miasta

Program rządowy Mieszkanie Plus teoretycznie powinien objąć także mniejsze miejscowości. Z tym będzie jednak duży problem, ze względu na koszt doprowadzenia mediów, co powinno przełożyć się na duże zróżnicowanie wysokości czynszu

– Lokalizacja terenów pod budowę mieszkań będzie miała bardzo duże znaczenie, ze względu na doprowadzenie mediów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon. -W rządowym programie założono, że czynsz wyniesie 10-20 zł miesięcznie za m kw, ale ze względu na koszt doprowadzenia mediów okaże się znacznie bardziej zróżnicowany.

Koszt ten powinien mieć istotny wpływ na to czy program będzie realizowany w małych miejscowościach i w których.

Jakie będą skutki dużego wzrostu płacy minimalnej?

Rząd zaproponował od 2017 roku podwyższenie płacy minimalnej do 2 tys. zł brutto.

Komentarz dr Grzegorza Baczewskiego, dyrektora departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan

Obecna sytuacja na rynku pracy coraz częściej porównywana jest do roku 2008, który wśród analityków rynku pracy uchodzi za najlepszy od początku transformacji gospodarczej. Wówczas stopa bezrobocia spadła do historycznego poziomu 6,6% (w październiku wg Eurostatu), a rosnący popyt na prace przy malejącej puli poszukujących pracy wywołał presję płacową.

Wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w ujęciu realnym o 5,4% (8,1% nominalnie). Spektakularny był także wzrost płacy minimalnej, która przekroczyła wtedy poziom 1000 zł, rosnąc o 190 zł, czyli o ponad 20%. Stanowiło to ogromny skok w stosunku do kilkuprocentowych wzrostów z lat poprzednich.

W 2016 roku stopa bezrobocia już w marcu osiągnęła poziom 6,8%, (wg Eurostatu) a do urzędów pracy napływają tysiące nowych ofert zatrudnienia. Miesięczne wzrosty przeciętnego wynagrodzenia w ujęciu realnym przekraczają 5% r/r, a zatrudnienie wyraźnie przekroczyło 16 mln osób. Czy w takich warunkach powinniśmy przyspieszać wzrost płacy minimalnej?

W ostatnich latach nasza płaca minimalna rosła relatywnie szybko. Od 2008 r. wzrosła z 1126 zł do 1850 zł, łączny wzrost wyniósł zatem 724 zł ( ok. 9% rocznie). Na rękę pracujący za minimalną płacę dostaje dziś 1355 zł zamiast 851 zł, jak było w 2008. Jednak koszt dla pracodawcy wzrósł z 1306 zł do 2231 zł, jeśli dodamy wszystkie obowiązkowe narzuty na wynagrodzenia. Zatem dochody pracownika zarabiającego minimalną płacę wzrosły o 504 zł, a koszty pracodawcy przy takiej pensji o 925 zł. Jeżeli rząd zrealizuje swoją propozycję na 2017 r. to wzrost płacy minimalnej do poziomu 2000 zł będzie oznaczał faktyczny wzrost kosztu zatrudnienia pracownika za płacę minimalną do poziomu 2 412,20 zł (o ponad 180 zł).

Główna różnica jaką mamy dziś w porównaniu z rokiem 2008 jest taka, że wówczas rząd działał w warunkach inflacyjnych a dziś wynagrodzenia zyskują w ujęciu realnym (po uwzględnieniu inflacji) ponieważ mamy do czynienia z deflacją. To dlatego kiedy obliczymy wymagany wzrost płacy minimalnej wynikający z ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę (wzrost cen i PKB), okazuje się, że powinno ono wzrosnąć nieznacznie, o ok. 12 zł, czyli niespełna 1%. Wynika to z faktu, że poważnie przeszacowano wskaźnik wzrostu cen w 2015 r. wykorzystany do wyliczenia płacy minimalnej. Zamiast wzrosnąć o 2,3% ceny spadły o 0,9%.

Warto zwrócić uwagę na relację płacy minimalnej do przeciętnego wynagrodzenia. Związki zawodowe postulują żeby minimalne wynagrodzenie stanowiło co najmniej 50% przeciętnego. Tylko, że istnieją badania wskazujące na to, że optymalny poziom tej relacji w Polsce powinien kształtować się w okolicach 40-41%. Jest to najwyższy poziom płacy minimalnej, który nie powoduje ubytku miejsc pracy, czyli zwalniania pracowników i ucieczki do szarej strefy. Obecnie w Polsce relacja ta przekroczyła już 45% a 2000 zł niebezpiecznie przybliżają nas do 50%, czyli poziomu przy którym ubędzie miejsc pracy, przynajmniej tych słabiej płatnych, w mniejszych miejscowościach oraz w firmach mikro, w niskodochodowych sektorach gospodarki i na obszarach oddalonych od centrów rozwoju, gdzie rynek pracy jest słabo rozwinięty.

Głównym problemem jest nie tylko skala wzrostu, ale jego tempo. Jeżeli wzrost jest zbyt szybki rynek pracy nie zdąży się do niego dostosować, a miejsca pracy znikają lub przechodzą do szarej strefy. Warto zwrócić uwagę, że rok 2017 może okazać się newralgiczny, jeśli chodzi o ustalenia poziomu płacy minimalnej. W tym roku dojdzie do rewolucji w zakresie wynagradzania osób zatrudnionych na umowach zlecenia i samozatrudnionych. Wprowadzona zostanie minimalna stawka godzinowa, która ma wynieść 12 zł + przyrost proporcjonalny do wzrostu płacy minimalnej. Im ten wzrost będzie większy tym większy będzie szok wynikający z wprowadzenia nowej stawki. A z propozycji rządu wynika wzrost jeszcze o 1 zł do 13 zł za godzinę! Tempo wzrostu (ponad 8%) zaproponowane przez rząd może okazać się zabójcze dla części firm.

Konfederacja Lewiatan, wobec dobrej sytuacji gospodarczej, zakładała szybsze tempo wzrostu płacy minimalnej od ustawowego. Jednak płaca minimalna w 2017 r. nie powinna wynieść więcej niż 1900 zł. Byłby to przyzwoity, niemal 3% wzrost, który nie powinien spowodować nadmiernych perturbacji na rynku pracy. Większe przyrosty wywołają znaczny poziom niepewności dla firm i dla pracowników, przynajmniej tych których zarobki kształtują się blisko płacy minimalnej.

Konfederacja Lewiatan

Inwestorzy boją się warszawskiej giełdy

Ostatnie lata przyniosły dwa zjawiska w skali makroekonomicznej, które były dla warszawskiej giełdy jednoznacznie negatywne. Pierwszym jest kończący się proces prywatyzacji, która od drugiej połowy lat 90. ubiegłego stulecia była dla rynku giełdowego dostarczycielem kapitału poprzez oferty dużych prywatyzowanych firm. Drugim zjawiskiem, które w GPW uderzy- ło niemalże z dnia na dzień, była decyzja rządu Donalda Tuska z 2013 r. o przeniesieniu ponad połowy aktywów OFE do ZUS, skutkująca wstrzymaniem dopływu kapitału na GPW.

Konsekwencją tych dwóch zjawisk była konieczność poszukiwania przez GPW nowych źródeł pozyskiwania kapitału i opracowanie nowej strategii rozwoju. Nie były to przy tym próby konsekwentne ani spójne, co po części wynikało ze zmian we władzach GPW. Tylko w 2014 r. powstały dwie zupełnie odmienne koncepcje dalszego rozwoju giełdy – jedna, której osią miały być powiązania kapitałowe z innymi rynkami, i druga, stawiająca na rozwój organiczny. Obecnie, według słów prezes GPW Małgorzaty Zaleskiej, opracowywana jest kolejna propozycja, mająca wpisać rynek kapitałowy w Plan na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, autorstwa wicepremiera i ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego.

Biorąc pod uwagę jedynie tradycyjne giełdy, GPW znajduje się w europejskim zestawieniu na 9. miejscu pod względem obrotów. Bazując na wzroście organicznym, trudno spodziewać się w najbliższym czasie awansu na wyższą pozycję.

Dane na temat kapitalizacji GPW, dodajmy: mierzonej kapitalizacją spółek krajowych z pominięciem dual listingu, przedstawiają sytuację warszawskiej giełdy bardziej optymistycznie niż jest ona w rzeczywistości. Bolączką giełdy w Warszawie jest bowiem płynność, co widać na wykresie porównującym obroty na mniejszych giełdach europejskich.
Podczas gdy kapitalizacja giełdy w Stambule jest od kapitalizacji GPW większa o niecałą jedną trzecią, to już obroty na Borsa Istanbul są prawie siedmiokrotnie wyższe niż w Warszawie. Większą płynnością charakteryzuje się też giełda w Oslo, a nieco gorszym stosunkiem obrotów do kapitalizacji giełda w Wiedniu.
-Inwestorzy boją się, a warszawskiej giełdzie grozi dalsza stagnacja – mówi prezes Martis Consulting, Dariusz Jarosz, współautor raportu “GPW nowe otwarcie albo marginalizacja”. – Nasilające się najnowsze obawy inwestorów związane są z dalszą likwidacją OFE, podatkiem bankowym, przygotowywaną pomocą dla frankowiczów.

Kraków: poszukiwane są mieszkania z wydzielonymi kuchniami

W Krakowie najbardziej poszukiwane są mieszkania 1-pokojowe lub 2-pokojowe – te dwupokojowe najlepiej z wydzieloną kuchnią – o duzym potencjale inwestycyjnym. Najpopularniejsza jest dzielnica Ruczaj.

W przypadku mieszkań 1-pokojowych najbardziej pożądany metraż to 18-20 m kw. Przy 2-pokojowych to powierzchnia 40-50 m kw.

Na rynku pierwotnym najniższe ceny zaczynają się od 4 500 zł. Natomiast krakowski rekord cenowy to 25 tys. zł za m kw.

– Bardzo popularna jest dzielnica Ruczaj, ponieważ powstaje tam trzeci campus UJ i siedziby na terenie tej dzielnicy ma wiele firm IT – mówi w rozmowie w MarketNews24 Justyna Białowąs, dyr. oddziału w Krakowie firmy Emmerson SA.

USD/CAD – w długoterminowym trendzie spadkowym

czerwiec 16, 2016 09:07

Chart USDCAD, W1, 2016.06.16 08:08 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Super czwartek trwa w najlepsze. W nocy mieliśmy okazję wysłuchać Prezesa Banku Centralnego Kanady, poniżej najważniejsze rzeczy, które padły z jego ust:

  • Globalne stopy procentowe będą niższe niż oczekiwano jeszcze przez długi czas
  • Wzrost w kanadyjskiej gospodarce w II i III kwartale będzie płaski lub ujemny
  • Ryzyko płynące z rynku nieruchomości jest niepokojące
  • Spadek cen ropy nie wpłynie na inwestycje w sektorze ropy naftowej
  • Odbicie eksportu będzie nierówne

Nie zostało powiedziane nic, co mogłoby zmienić sytuację na wykresie pary walutowej USD/CAD. Na wykresie tygodniowym w dalszym ciągu znajdujemy się w długoterminowym trendzie spadkowym. Aktualna korekta trwa ze względu na przecenę notowań ropy naftowej. W długim terminie bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu spadkowego.

Mateusz Groszek
Młodszy Analityk Rynków Finansowych

Bańka utrudnia nam funkcjonowanie?

  • Kryzysy finansowe prawie zawsze sprowadzają się do eksplozji baniek rynkowych
  • Najważniejsi inwestorzy przestrzegają przed „supernową” na rynku obligacji
  • Niskie stopy procentowe i rentowności odbijają się na wycenach we wszystkich klasach aktywów i na wszystkich rynkach

Historia rynku finansowego obfituje w kryzysy i okresy paniki, które w większości przypadków wynikają z gwałtownego pęknięcia tzw. baniek; najświeższym i najbardziej dramatycznym tego przykładem jest kryzys finansowy spowodowany pęknięciem bańki na amerykańskim rynku nieruchomości.

Cechą charakterystyczną wspomnianych baniek jest często „instynkt stadny” inwestorów, który owocuje windowaniem cen aktywów na coraz to wyższe poziomy; w miarę jak proces ten się rozwija, nawet najbardziej sceptycznie nastawieni obserwatorzy mogą dać się przekonać o trwałości danego trendu.

Siła przekonania bywa wtedy tak silna, że głosząc opinie przeciwne, można stać się obiektem szyderstw (czego słynnym przykładem był Peter Schiff w 2006 r.). Z tego względu często słyszy się kontrargument, że jeśli zbyt wiele osób mówi o bańce, to nie może to być prawdziwa bańka.

Argument ten może wkrótce stać się aktualny dla rynków obligacji, które w ostatnim czasie są przedmiotem coraz intensywniejszych dyskusji o bańce. Nasiliła się ona jeszcze bardziej w tym tygodniu, gdy po raz pierwszy w historii rentowność niemieckich 10-letnich obligacji rządowych przyjęła wartość ujemną.

Niemiecka firma ubezpieczeniowa Allianz to najnowszy ważny głos wśród tych, którzy wypowiadają się w sprawie bańki na rynku obligacji; dołączyła ona do osób takich jak Bill Gross, który nieco wcześniej w tym roku stwierdził, że obligacje bund to “short życia”, a w zeszłym tygodniu dodał, że rynki obligacji to “supernowa, która pewnego dnia eksploduje”.

W świetle rentowności obligacji rządowych w krajach rozwiniętych, od dziesięcioleci wykazujących trend spadkowy (wywołany wieloletnim stosowaniem luźnej polityki pieniężnej przez najważniejsze banki centralne), a teraz także trudnej do pojęcia koncepcji, zgodnie z którą rządy w rzeczywistości będą otrzymywać zapłatę za  pożyczanie  jeszcze przez  10 lat lub dłużej, taki wniosek faktycznie wydaje się oczywisty.

Tym razem jednak dyskusja nie koncentruje się na tych klasach aktywów, co zawsze, ani na nieruchomościach, ani na kwiatach, czy na podobnych tematach. W chwili obecnej problem tkwi w samym centrum rynków finansowych. Oczywiście rentowności obligacji rządowych są istotnym czynnikiem wpływającym na stopę finansowania każdego ważniejszego aktywa czy pożyczki, a tym samym wpływają na stopę oprocentowania każdej pożyczki czy kredytu hipotecznego, jak również na wycenę każdej klasy aktywów, z jaką przedsiębiorstwa czy indywidualni inwestorzy mogą mieć do czynienia na rynkach rozwiniętych.

Ponadto biorąc pod uwagę bezpośrednie zaangażowanie wszystkich banków centralnych w świecie zachodnim, które najwyraźniej połączyły swe siły, by stworzyć obecne otoczenie niskiej rentowności, dalsze utrzymywanie się takiej sytuacji w dużej mierze zależy od skuteczności tych właśnie polityk, jak również od zaufania, jakim inwestujący na rynkach finansowych darzą banki centralne w kwestii utrzymania płynności.

Utrzymywanie się bańki na rynkach obligacji rządowych w rzeczywistości oznaczałoby istnienie bańki zaufania do banków centralnych czy do samego pieniądza papierowego; pęknięcie tej bańki z kolei miałoby dużo bardziej wszechstronne konsekwencje dla rynków finansowych.

Proszę sobie wyobrazić, jaki byłby wpływ napiętych poziomów stóp procentowych na wycenę akcji, ceny nieruchomości i przedsiębiorstw na całym świecie, wspieranych od czasu wielkiego kryzysu finansowego łatwo dostępną płynnością.

Biorąc pod uwagę fakt, że coraz więcej osób mówi o bańce, może powinniśmy raczej mieć nadzieję, że to kolejny mocny wskaźnik tego, że tak naprawdę nie jest to bańka, która zaraz eksploduje… Historia jednak każe nam zachować pewną ostrożność w tej kwestii.

Przecież ten, kto wyśmiewa się z wieszczącego klęskę tuż przed tym, jak ta klęska faktycznie nadejdzie, szybko sam staje się obiektem szyderstw.

Michael Boye, Saxo Bank

 

Po SNB

czerwiec 16, 2016 09:30

Chart CHFJPY, D1, 2016.06.16 08:30 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Dzisiejszego poranka o godzinie 9:30 poznaliśmy decyzję Szwajcarskiego Banku Centralnego dot. stóp procentowych. Polityka monetarna pozostała niezmieniona. Poniżej komunikat SNB:

  • Gotowość do interwencji na rynku walutowym
  • Frank jest przewartościowany
  • Wzrost globalnej gospodarki w kolejnych kwartałach powinien być umiarkowany
  • Bierzemy pod uwagę ryzyko globalne
  • Referendum w Wielkiej Brytanii będzie miało znaczące konsekwencję na rynkach finansowych
  • Odbicie w Szwajcarii będzie kontynuowane

SNB przewiduje również wzrost inflacji, która może być efektem wyższych cen ropy naftowej. Na parze walutowej CHF/JPY nie doszło do istotnej zmiany po decyzji oraz komunikacie BC, jednakże dany walor znajduje się w długoterminowym trendzie spadkowym. Na wykresie dziennym stronie sprzedającej udało się pokonać ostatnie, silne wsparcie 111.80. Aktualnym celem niedźwiedzi może być dolne ograniczenie kanału spadkowego.

Mateusz Groszek
Młodszy Analityk Rynków Finansowych

Nerwowy Londyn

Dzień jest gęsty od informacji gospodarczych, ale to, co naprawdę się dzisiaj liczy, to sondaże opinii publicznej w Wielkiej Brytanii. W czwartek mają ukazać się kolejne raporty, więc funt czeka w napięciu. Nastroje się minorowe, do głosowania został tydzień, a dzisiejszy występ drużyny piłkarskiej Anglii, która gra w swojej grupie z Walią, może zadecydować o karierze reprezentacji w Mistrzostwach Europy. Emocje sięgają zenitu, nie tylko na stadionie.

Wczesnym popołudniem decyzję w sprawie stóp procentowych podejmie Bank Anglii. Inwestorzy nie oczekują zmian, natomiast komunikat będzie ciekawy. Rynki finansowe intensywnie przygotowują się do ewentualnego Breksitu, trudno więc wyobrazić sobie, by Londyn też nie wystosował jasnego przekazu w tej sprawie. EBC już jest gotowy, Szwajcarzy i Japończycy również. Banki centralne uspokajają rynki, bo szok wywołany wyjściem Brytyjczyków z UE może być olbrzymi.

Ameryka zaprezentuje dzisiaj ciekawy pakiet danych, z wnioskami o zasiłek dla bezrobotnych i inflacją CPI i na czele. Rynek pracy to jeden z głównych kluczy do kolejnych podwyżek stóp w USA. Szanse, że tak się stanie w lipcu, są minimalne, ale wiele zależy od tego, czy fatalne wrażenie po ostatnich non-farm payrolls za maj zostanie wymazane.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

 

​Dot-chart co się zmieniło?

 
Mediana oczekiwań stóp procentowych w 2016 roku pozostała na niezmienionym poziomie. Zmieniło się natomiast nastawienie członków Rezerwy Federalnej co do przyszłych podwyżek. W marcu tego roku tylko jeden członek FED był za jedną podwyżką stóp procentowych, natomiast teraz jest ich sześciu.

Komunikat nie jest jasny, rynek na podstawie kontraktów terminowych nie wycenia żadnej podwyżki w 2016 roku. Ponadto rynek obniżył swoje oczekiwania co do przyszłych podwyżek stóp procentowych.

Po komunikacie odbyła się konferencja z udziałem Janet Yellen, na której nie dowiedzieliśmy się nic nowego. Ostrożność FED-u w dłuższym terminie może przełożyć się negatywnie na rynek akcji oraz dolara amerykańskiego, inwestorzy będą obawiali się spowolnienia wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych.

Mateusz Groszek
Młodszy Analityk Rynków Finansowych

BoJ przegrywa z rynkiem

czerwiec 16, 2016 07:25
Chart USDJPY, W1, 2016.06.16 07:20 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Jen japoński umacnia się już 2,17% w stosunku do dolara amerykańskiego. Tak duży ruch zawdzięczamy Banku Centralnemu Japonii, który wstrzymał się z dodatkowym luzowaniem monetarnym. Obecny skup aktywów pozostaje na poziomie 80 bilionów jenów, stopa zostaje utrzymana na poziomie -0,1%. Był to moment, w którym inwestorzy zdali sobie sprawę, że dalszego luzowania w najbliższej przyszłości ze strony Banku Centralnego Japonii nie będzie.

Dodatkowo oczekiwania BC względem inflacji spadły. Wśród ekspertów pojawiają się opinie, że programy dalszego luzowania monetarnego nie działają oraz nie przekładają się w żadnym stopniu na poprawę warunków gospodarczych.

Po przebiciu tygodniowego wsparcia 105.20-106.90 strona sprzedająca otworzyła sobie drogę do okrągłego poziomu 100 jenów za jednego dolara amerykańskiego.

Mateusz Groszek
Młodszy Analityk Rynków Finansowych

Miedź znowu tanieje. W najbliższych tygodniach jej cena zależeć będzie głównie od wartości dolara

CEO Magazyn Polska

Ceny miedzi na giełdach znowu spadają, momentami w okolice 4,5 tys. dol. za tonę, czyli najniższego poziomu od grudnia ubiegłego roku. Zdaniem Piotra Kuczyńskiego z Domu Inwestycyjnego Xelion, chociaż spadek niepokoi, to nie musi jednak o pogarszającej się kondycji światowej gospodarki. W najbliższych miesiącach wartość tego surowca będzie zależeć głównie od wyceny amerykańskiego dolara oraz wyniku referendum w Wielkiej Brytanii.

– Kiedyś mówiło się, że miedź ma doktorat z ekonomii i jeżeli jej cena jest wysoka, to znaczy, że gospodarka kwitnie, gdy spada to pojawiają się trudności ekonomiczne – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion. – Ostatnio miedź na rynkach światowych zachowuje się kiepsko, bardzo słabo. Chociaż teoria doktoratu tego surowca już chyba nie obowiązuje, to mimo wszystko można się trochę niepokoić.

Po chwilowym wzroście na przełomie maja i czerwca do blisko 4,7 tys. dol. za tonę, cena miedzi w ostatnich dniach znowu spada i ponownie zbliża się do granicy 4,5 tys. Z powodu obaw o kondycję światowej gospodarki wartość tego surowca od połowy czerwca 2015 roku obniżyła się o blisko jedną czwartą (23 proc.).

– Teraz sporo będzie zależeć od tego, co będzie się działo na rynku walutowym – uważa Piotr Kuczyński. – Im słabszy dolar, tym surowce droższe. Jeżeli wartość dolara rośnie, surowce tanieją.

Zdaniem analityka Domu Inwestycyjnego Xelion kolejna podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, która spowoduje aprecjację amerykańskiej waluty, jest już przesądzona, ale operacja ta odbędzie się w sierpniu, a jej skala wyniesie jedynie 25 punktów bazowych (wcześniej rynki spekulowały, że stopy procentowe mogą wzrosnąć nawet w czerwcu).

– Cenie miedzi to jednak raczej nie zagrozi, choć zobaczymy, co stanie się później. Tutaj sporo zależy od tego, jak zakończy się referendum w Wielkiej Brytanii, do którego, jak widać, ciągle wracamy – uważa Piotr Kuczyński. – To będzie najważniejsze wydarzenie w najbliższych dniach.

Zdaniem analityka niskie ceny miedzi nie będą mieć jednak zasadniczego wpływu na długoterminową kondycję krajowego giganta w przerobie i wydobyciu tego surowca, koncernu KGHM.

– Tego, czy spółka jest przygotowana na tak niskie ceny, do końca nie wiemy, bo trudno, żeby przedsiębiorstwo dokładnie spowiadało się z tego, jaka jest jego sytuacja – wskazuje Piotr Kuczyński. – Ale roczne czy nawet dwuletnie zmiany cen surowców nie przywrócą formy takiej firmy. Trzeba patrzeć w długim okresie. Jeżeli wierzymy, że wzrost gospodarczy na świecie mimo wszystko będzie się utrzymywał, to i wartość miedzi w końcu zacznie się zwiększać. KGHM na pewno nie zbankrutuje.

Bank Zachodni WBK rozwija multikanałowe centrum kontaktu. Miesięcznie z 9 kanałów korzysta łącznie 460 tys. Klientów

CEO Magazyn Polska

Klienci coraz częściej korzystają ze zdalnych kanałów w bankowości. W BZ WBK 90 proc. interakcji z klientami następuje za pomocą multikanałowej platformy. Coraz więcej osób decyduje się także na zakup produktów i usług za jej pośrednictwem.

Z danych BZ WBK wynika, że jeszcze w 2013 roku liczba użytkowników bankowości mobilnej wynosiła 239 tys., w 2015 roku sięgnęła już 666 tys. Choć klienci wciąż jeszcze korzystają przede wszystkim z tradycyjnej sprzedaży w placówkach banku, to kanały zdalne rosną w siłę. W 2018 roku sprzedaż za ich pośrednictwem ma stanowić połowę całkowitej sprzedaży.

 Klienci w coraz większym stopniu korzystają ze zdalnych kanałów komunikacji z bankiem. Już dzisiaj 90 proc. interakcji z klientami odbywa się poprzez kanały zdalne. Do codziennych czynności, jak do sprawdzenie salda, historii czy wykonania transakcji, przelewu, służy przede wszystkim internet. To najczęściej wykorzystywany kanał przez naszych klientów – ocenia Tomasz Niewiedział, dyrektor Obszaru Bankowości Multikanałowej BZ WBK.

– Proporcje między sprzedażą na przykład kredytu gotówkowego dla klientów detalicznych w oddziałach a kanałami zdalnymi w naszym banku układają się na poziomie 15 proc. na rzecz kanałów zdalnych i 85 proc. na rzecz bankowości oddziałowej. Niewątpliwie te proporcje w najbliższej przyszłości będą się bardzo mocno zmieniać na rzecz kanałów zdalnych – analizuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Pietrucha, dyrektor Contact Center w BZ WBK.

Rośnie liczba transakcji mobilnych (z 580 tys. w 2013 roku do ponad 6,5 mln w ubiegłym roku). Klienci coraz częściej do kontaktu z bankiem wykorzystują zdalne kanały kontaktu. W ubiegłym roku już połowa lokat, 19 proc. produktów kredytowych  i 11 proc. kont było zakładanych za ich pomocą.

 Świat się zmienia, klienci codzienne sprawy częściej załatwiają przez internet, robią w ten sposób zakupy, kupują bilety lotnicze. Przyzwyczajenia z innych branż przenoszą na oczekiwania wobec instytucji finansowych. Musimy i chcemy temu sprostać, a realizujemy to, rozwijając naszą bankowość zdalną – mówi Tomasz Niewiedział.

Aby sprostać oczekiwaniom klientów, BZ WBK rozwija multikanałowe centrum kontaktu. Klienci mają do wyboru 9 kanałów kontaktu z bankiem, w tym poprzez telefon, e-mail, chat, audio, video oraz social media.

Średnia miesięczna liczba kontaktów z contact center to 460 tys. interakcji, w tym najwięcej, bo 410 tys., przez telefon i 21 tys. poprzez chat. Przedstawiciele banku podkreślają rosnące znaczenie kontaktów poprzez kanały zdalne ,takie jak chat, audio i video, które stanowią 12 proc. całości połączeń w contact center, w tym 17 proc. należy do kanału wideo. Łącznie od stycznia 2015 roku do kwietnia tego roku dynamika przyrostu połączeń wyżej wymienionych kanałów wyniosła 183 proc.

 Staramy się zapewnić klientowi kompleksową ofertę w kanałach zdalnych. Klienci, którzy będą chcieli iść do oddziału, oczywiście będą je odwiedzać, ale chcemy mieć taki poziom usług sprzedażowych i posprzedażowych, żeby każdą sprawę klient mógł załatwić zdalnie – tłumaczy dyrektor Obszaru Bankowości Multikanałowej BZ WBK.

Bank rozwija też aplikację mobilną. Pozwala ona na szybkie otwarcie konta i oferuje wiele innych możliwości, jak na przykład płatności telefonem w sklepie i w internecie, przelewy na telefon i wypłaty z bankomatu w ramach BLIK, płatności zbliżeniowe telefonem czy zakup biletów komunikacji miejskiej i opłacanie stref parkingowych. Niedawno została rozbudowana o możliwość logowania za pomogą Touch ID, można też zamawiać taksówki czy zrealizować przelewy do urzędów skarbowych i ZUS. Bankowość mobilna BZ WBK zajęła pierwsze miejsce w benchmarku bankowości mobilnej w kraju i trzecie w Europie. Doceniona została funkcjonalność i łatwość obsługi.

– Jestem przekonany, że przyszłość budowania relacji z klientami banku będzie bazować na kanałach zdalnych. Takie są trendy wśród młodego pokolenia, które coraz aktywniej korzysta z bankowości. Ważnym wsparciem w ramach samoobsługi jest możliwość połączenia się z doradcą, który pomoże i odpowie na pytania – mówi Tomasz Niewiedział.

Niedawno Bank wprowadził biometrię głosową, która jest bezpieczną metodą weryfikacji klientów, korzystających z contact center, nie do podrobienia za pomocą urządzeń elektronicznych. To rozwiązanie jednocześnie skraca czas obsługi.

BZ WBK chce stać się również bankiem pierwszego wyboru dla osób z niepełnosprawnością. Jako pierwszy bank w Polsce dostosował bankomaty do potrzeb klientów z dysfunkcją wzroku (256 mówiących bankomatów), 154 placówki banku mają certyfikaty dostępności.

 Mamy dwóch doradców, którzy perfekcyjnie posługują się polskim językiem migowym, rozmawiają z naszymi klientami przez połączenia wideo i za pomocą usługi Doradca online. Bardzo mocno promujemy kanał wideo, daje on nam możliwość użycia w stu procentach polskiego języka migowego – podkreśla Maciej Pietrucha.

Prezes ARP: Za kilka lat Polska może stać się liderem w robotyce i przemyśle kosmicznym

CEO Magazyn Polska

Odpowiednio wspierając niektóre branże, jesteśmy w stanie stać się liderem w dziedzinach istotnych w czwartej rewolucji przemysłowej, jak automatyka przemysłowa czy robotyka – przekonuje Marcin Chludziński, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu. Konieczne jest jednak wsparcie państwa, zlikwidowanie barier regulacyjnych i zaproponowanie korzyści finansowych dla przedsiębiorców inwestujących w innowacyjne projekty.

Polska stoi przed unikalną szansą skorzystania z czwartej fazy rewolucji przemysłowej. Mamy potencjał w takich branżach jak robotyka i przemysł kosmiczny, w których liczy się kapitał intelektualny, a nie aktywa trwałe. To okres roku, dwóch, trzech, czterech lat, kiedy, odpowiednio stawiając priorytety w polityce wsparcia państwa, możemy być liderami w wielu ciekawych branżach – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Chludziński, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu.

Przedsiębiorcy przenoszą coraz większą liczbę zadań do internetu, stawiają na usieciowienie produkcji i promują idee inteligentnych fabryk. Intensywniejsze wykorzystanie technologii informacyjnych i internetu w klasycznych gałęziach przemysłu pozwala na stworzenie szybszych, bardziej elastycznych i bardziej wydajnych procesów produkcji oraz szybkie dostosowanie ich do indywidualnych potrzeb klientów.

Czwarta rewolucja przemysłowa dotyczy spięcia różnych procesów, które miały miejsce wcześniej, czyli automatyki przemysłowej, robotyki, kobotyki, technologii informacyjnych związanych z magazynowaniem danych, ze sterowaniem poprzez chmurę całym procesem, np. łańcuchem dostaw. Teraz jednak mają okazję działać dalej, przyspieszać procesy produkcyjne, łańcuchy dostaw, dawać większą wartość dodaną – tłumaczy prezes ARP.

Jak wskazuje, nowe technologie pozwalają osiągnąć coraz większe zyski, wiążą się jednak z mniejszym zapotrzebowaniem na siłę roboczą. Jeszcze na początku lat 90. trzy czołowe amerykańskie firmy z Detroit miały kapitalizację na poziomie 36 mld dol. W 2014 roku trzy największe firmy z Doliny Krzemowej przy 10-krotnie mniejszym zatrudnieniu miały kapitalizację na poziomie 1 bln dol. Czwarta rewolucja przemysłowa znacząco wpłynie również na polską gospodarkę. Według raportu „Czy robot zabierze ci pracę? Sektorowa analiza komputeryzacji i robotyzacji europejskich rynków pracy” sporządzonego przez Warszawski Instytut Studiów Ekonomicznych w Polsce nawet 36 proc. pracowników może zostać zastąpione przez maszyny. Jak jednak wskazuje Chludziński, nie oznacza to, że ludzie przestaną być potrzebni.

Dzięki budowaniu wartości powstaje wiele nowych firm, w których ci ludzie są zatrudniani. Widziałem firmy, w których wdrażana jest automatyka przemysłowa, ale przecież ona nie działa sama. Na halach są ludzie, którzy obsługują maszyny. Oczywiście potrzebne są również inne kompetencje, związane z programowaniem sterowników, z obsługą skomplikowanych maszyn, ale ludzie absolutnie cały czas w tym procesie są potrzebni – podkreśla Chludziński.

Czwarta rewolucja przemysłowa to przede wszystkim szansa dla gospodarki. Możemy stać się jednym z liderów w niektórych dziedzinach, ale do tego konieczne jest wsparcie państwa. Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju zakłada wsparcie rozwoju firm, ich produktywności i innowacyjności. Łącznie na inwestycję zostanie przeznaczony 1 bln dol.  a w drugiej połowie roku ma być gotowa Konstytucja biznesu przygotowywana przez Ministerstwo Rozwoju. Jak jednak przekonuje Chludziński, finansowanie innowacyjnych projektów może nie wystarczyć.

Należy po prostu przedsiębiorcom zdejmować kamienie z pleców. Mówimy o pewnych regulacjach, które zajmują czas i pieniądze, a są łatwe do odblokowania przez państwo. Z tym wątkiem regulacyjnym wiąże się również wątek podatkowy. Trzeba dawać premię podatkową tym, którzy inwestują w ten sektor, w tę fazę rozwoju. Trzeba dawać mechanizmy szybszej amortyzacji, ludzie muszą mieć korzyść finansową z tego, że podejmują wyzwania inwestycyjne – ocenia prezes ARP.

Przy wsparciu i stworzeniu odpowiednich warunków dla polskich firm, Polska jest w stanie stać się jedną z europejskich lokomotyw czwartej fazy rewolucji przemysłowej.

Rosnący handel między Azją a Europą gigantyczną szansą dla Polski i krajowej branży logistycznej. Poczta Polska liczy na dodatkowy 1 mld euro przychodów w ciągu kilku lat

CEO Magazyn Polska

Polska może się stać rynkiem pośredniczącym w wymianie handlowej między Azją a Europą. Wszystko dzięki koncepcji jedwabnego szlaku 2.0, wdrażanej przez chińskie władze, który ma biec przez nasz kraj. Już dziś wymiana dynamicznie rośnie – w ciągu ostatnich dwóch lat wzrost był trzykrotny. To ogromna szansa dla polskiej branży logistycznej. Do jej wykorzystania intensywnie przygotowuje się także Poczta Polska.

Poczta Polska na pewno skorzysta na odtworzeniu jedwabnego szlaku. Jeżeli zaistniejemy na tym szlaku, tak jak tego oczekują operatorzy Europy Środkowo-Wschodniej, to na pewno wejdziemy w nowy obszar z większymi możliwościami, otworzymy się na nowe kierunki, na całą Unię Europejską. Poprzez Polskę będzie biegł cały kanał łączący Azję i Europę – mówi agencji Newseria Biznes Wiesław Włodek, wiceprezes zarządu Poczty Polskiej.

Jedwabny Szlak 2.0 to doktryna przyjęta przez chiński rząd trzy lata temu. Zakłada wzmocnienie połączeń gospodarczych między Azją a Unią Europejską, dzięki którym przepływ towarów i usług stanie się łatwiejszy. Już dziś wymiana transgraniczna dynamicznie rośnie. Z danych Poczty Polskiej wynika, że w okresie 2011–2014 całkowity wolumen paczek międzynarodowych wzrósł o blisko 44 proc., a wartość tego rynku zwiększyła się o ponad 30 proc.

Z drugiej strony e-commerce transgraniczny stanowi tylko 4 proc. całego e-handlu, obszar ten stanowi więc duże pole do popisu.

Jesteśmy jako gospodarka bardzo mało aktywni w imporcie i w eksporcie, więc mamy doskonałe podwójne szanse rozwoju. To nie jest wyłącznie kwestia importu towarów z Chin do Europy czy do Polski, lecz także w drugą stronę. Nasi partnerzy chińscy są bardzo zainteresowani importem towarów polskich i europejskich jedwabnym szlakiem i ich dystrybucją na gigantyczny rynek, zapewnieniem im tam miejsca i promocji – mówi Łukasz Gołębiowski, dyrektor zarządzający Poczta Polska.

Poczta Polska może się bardzo dobrze wpisać w możliwości państwa polskiego, ponieważ możemy oferować coś, czego nie oferują inni gracze rynku logistycznego. Mamy nadzieję, że tak się stanie. Poprzez rozwiązania legislacyjne będziemy mieli pewne uprawnienia celne, a to dla nas istotne, zwłaszcza przy wymianie z Chinami – mówi Wiesław Włodek.

Przedstawiciele Poczty podkreślają, że trwają intensywne negocjacje z różnymi partnerami i klientami, zarówno w Chinach, jak i w Europie. Wśród nich są zarówno duże korporacje, jak i przedstawiciele sektora małych i średnich firm. Poczta Polska wraz z kilkunastoma innymi operatorami, m.in. z Chin, Tajlandii, Japonii oraz Niemiec czy Francji, została sygnatariuszem deklaracji z Chongqing. Jej celem jest wypracowanie korzystnych możliwości rozwoju handlu transgranicznego. Do porozumienia przystąpili także potentaci handlu internetowego, np. chiński serwis Alibaba.

W najbliższych dniach przyjedzie do nas prezydent Chin z przedstawicielami biznesu. Poczta Polska i inni przedstawiciele branży logistycznej będą uczestniczyć w takich spotkaniach – mówi Włodek.

Poczta Polska chce zaproponować innym graczom rynkowym alians, dzięki któremu możliwe będzie zaproponowanie importerom i eksporterom w Azji kompleksowej oferty. Ma ona obejmować cały proces logistyczny – od odebrania towaru z Chin, Indii czy innych państw Azji Dalekowschodniej, przez jego transport drogą lotniczą, morską lub kolejową, odprawę celną, magazynowanie po doręczenie do adresatów w całej Europie. Na każdym etapie nadawca będzie mógł śledzić przesyłkę dzięki zaawansowanym systemom informatycznym. To dlatego w tym aliansie jest miejsce zarówno dla firm lotniczych, kolejowych, jak i branży magazynowej.

Myślimy np. o bardzo mocnym aliansie z PKP i będziemy tworzyć wspólne huby, dzięki którym będziemy mogli kierować przesyłki czy palety na całą Unię Europejską – mówi wiceprezes Poczty Polskiej.

Spółka liczy na to, że obsługa dynamicznie rosnących segmentów e-commerce i transgranicznej wymiany handlowej zrównoważy spadek przychodów związany z usługami listowymi.

Szacujemy, że w pozytywnym scenariuszu, przy wsparciu rządu i zbudowaniu aliansu strategicznego z innymi spółkami Skarbu Państwa, branżą logistyczną w Polsce i operatorami zagranicznymi, jesteśmy w stanie wygenerować w perspektywie kilku najbliższych lat nawet 1 mld euro przychodów w tym zakresie – mówi Łukasz Gołębiowski.

Między innymi o szansach dla rynku logistycznego związanych z Jedwabnym Szlakiem 2.0. rozmawiają przedstawiciele operatorów pocztowych z państw z całego świata podczas trwającej w dniach od 14 do 16 czerwca konferencji World Mail Express.

Termin wprowadzenia dyrektywy MiFID przesunięty. Instytucje finansowe nie są gotowe technologicznie na nowe unijne przepisy

CEO Magazyn Polska

Termin wdrożenia kluczowej dyrektywy MiFID II został przełożony na styczeń 2018 roku. Nowe przepisy dotyczące rynku finansowego, które mają zwiększyć przejrzystość i bezpieczeństwo klientów, wymagają nierzadko przebudowy systemów informatycznych. Polskie instytucje finansowe nie są na to jeszcze odpowiednio przygotowane. 

– Celem nowych regulacji rynku finansowego jest podniesienie transparentności tak, żeby klient czuł się bezpiecznie – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Paweł Baszuro, analityk biznesowy w firmie GFT Polska. – Po ich wprowadzeniu klient będzie miał dostęp do takich informacji, jak elementy wpływające na cenę instrumentu, a także do wyceny. Dowie się, ile kosztuje instrument w jednym banku, ile w innym, a jak dużo u brokera. Będzie także dokładnie wiedział, jakiej transakcji dokonuje.

Chodzi zarówno o wdrażaną do krajowego prawa już dwa lata temu dyrektywę o usługach płatniczych (PSD), jak i dotyczącą rynków i instrumentów finansowych (MiFID II), z którą wiąże się wdrożenie rozporządzenia EMIR (skrót od ang. European Market Infrastructure Regulation) w sprawie instrumentów pochodnych, które są przedmiotem obrotu poza rynkiem regulowanym, kontrahentów centralnych i repozytoriów transakcji.

Z punktu widzenia usług finansowych kluczową regulacją, jak ocenia Paweł Baszuro, jest MiFID II i wiążące się z nią inne postanowienia. Dotyczą one praktycznie całego sektora i wpływają na wszystkie aspekty działania instytucji finansowej oraz banku. Ich celem jest zwiększenie transparentności, lepsza ochrona interesów klienta, większa przejrzystość wycen. Początkowo miała być ona wdrożona do stycznia 2017 roku. Ale ostatnio, na mocy decyzji ESMA (Europejskiego Organu Nadzoru nad Giełdą i Papierami Wartościowymi), termin ten został przesunięty na początek 2018 r. Jednym z powodów były obawy przed niedostatecznym przygotowaniem sektora finansowego pod kątem technologicznym.

– To bardzo duża regulacja, więc jej wdrożenie musi się zacząć jak najwcześniej ze względu na szerokie spektrum zastosowania – radzi Paweł Baszuro. – Wymaga przejścia przez różne funkcje biznesowe oraz zebrania wielu danych. Dotyczy wszystkich instytucji finansowych, w tym oczywiście banków działających na krajowym rynku, uniwersalnych, detalicznych, z funkcją korporacyjną, słowem – bardzo szerokiego zakresu instytucji.

Dodatkowy czas na wdrożenie nie powinien być jednak powodem do zwolnienia prac nad przebudową architektury IT. Jak wynika z raportu firmy GFT „The New Normal”, aż 86 proc. globalnych instytucji finansowych korzysta z tymczasowych rozwiązań technologicznych, by sprostać zmianom prawnym. Ponad połowa (58 proc.) postępuje tak, ponieważ obawia się, że nie zdąży się dostosować do nowych regulacji w wymaganym czasie.

– Istniejące IT nie wspiera wielu funkcji wymaganych przez regulatora – wyjaśnia Paweł Baszuro. – W związku z tym regulacje są okazją do odświeżenia stosu technologicznego i wdrożenia nowych, strategicznych rozwiązań. Z jednej strony wiążą się z tym koszty organizacyjne, obejmujące dostosowanie firmy do nowych wyzwań, z drugiej – technologiczne, czyli związane z wdrożeniem nowych systemów informatycznych.

Zaniechanie w tym zakresie, jak precyzują autorzy raportu GFT, może pogłębić tzw. dług technologiczny, czyli zwiększyć poziom niedostosowania platform technologicznych do realiów rynkowych. Już obecnie decydenci instytucji finansowych wiedzą, że w przyszłości trzeba go będzie wyrównać. W badaniu GFT 42 proc. respondentów przyznało, że nadrobienie zaległości technologicznych już niebawem stanie się dla ich organizacji koniecznością.

Na wdrożeniu regulacji, jak podkreśla Paweł Baszuro, skorzystają przede wszystkim klienci. Kupując określony instrument finansowy, uzyskają informację o tym, co wpłynęło na jego cenę, czyli o marżach czy kosztach związanych na przykład z badaniem rynkowym.

– Bank natomiast będzie musiał bardzo dużo informacji przesyłać do regulatora. Część nawet tego samego dnia, w którym została przeprowadzona transakcja – wskazuje Baszuro.

Polacy coraz częściej kupują produkty bankowe w kanałach zdalnych. Banki inwestują więc w bankowość mobilną, internetową i contact center

CEO Magazyn Polska

Klienci coraz częściej korzystają ze zdalnych kanałów w bankowości. W BZ WBK 90 proc. interakcji z klientami następuje za pomocą multikanałowej platformy. Coraz więcej osób decyduje się także na zakup produktów i usług za jej pośrednictwem.

Z danych BZ WBK wynika, że jeszcze w 2013 roku liczba użytkowników bankowości mobilnej wynosiła 239 tys., w 2015 roku sięgnęła już 666 tys. Choć klienci wciąż jeszcze korzystają przede wszystkim z tradycyjnej sprzedaży w placówkach banku, to kanały zdalne rosną w siłę. W 2018 roku sprzedaż za ich pośrednictwem ma stanowić połowę całkowitej sprzedaży.

 Klienci w coraz większym stopniu korzystają ze zdalnych kanałów komunikacji z bankiem. Już dzisiaj 90 proc. interakcji z klientami odbywa się poprzez kanały zdalne. Do codziennych czynności, jak do sprawdzenie salda, historii czy wykonania transakcji, przelewu, służy przede wszystkim internet. To najczęściej wykorzystywany kanał przez naszych klientów – ocenia Tomasz Niewiedział, dyrektor Obszaru Bankowości Multikanałowej BZ WBK.

– Proporcje między sprzedażą na przykład kredytu gotówkowego dla klientów detalicznych w oddziałach a kanałami zdalnymi w naszym banku układają się na poziomie 15 proc. na rzecz kanałów zdalnych i 85 proc. na rzecz bankowości oddziałowej. Niewątpliwie te proporcje w najbliższej przyszłości będą się bardzo mocno zmieniać na rzecz kanałów zdalnych – analizuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Pietrucha, dyrektor Contact Center w BZ WBK.

Rośnie liczba transakcji mobilnych (z 580 tys. w 2013 roku do ponad 6,5 mln w ubiegłym roku). Klienci coraz częściej do kontaktu z bankiem wykorzystują zdalne kanały kontaktu. W ubiegłym roku już połowa lokat, 19 proc. produktów kredytowych  i 11 proc. kont było zakładanych za ich pomocą.

 Świat się zmienia, klienci codzienne sprawy częściej załatwiają przez internet, robią w ten sposób zakupy, kupują bilety lotnicze. Przyzwyczajenia z innych branż przenoszą na oczekiwania wobec instytucji finansowych. Musimy i chcemy temu sprostać, a realizujemy to, rozwijając naszą bankowość zdalną – mówi Tomasz Niewiedział.

Aby sprostać oczekiwaniom klientów, BZ WBK rozwija multikanałowe centrum kontaktu. Klienci mają do wyboru 9 kanałów kontaktu z bankiem, w tym poprzez telefon, e-mail, chat, audio, video oraz social media.

Średnia miesięczna liczba kontaktów z contact center to 460 tys. interakcji, w tym najwięcej, bo 410 tys., przez telefon i 21 tys. poprzez chat. Przedstawiciele banku podkreślają rosnące znaczenie kontaktów poprzez kanały zdalne ,takie jak chat, audio i video, które stanowią 12 proc. całości połączeń w contact center, w tym 17 proc. należy do kanału wideo. Łącznie od stycznia 2015 roku do kwietnia tego roku dynamika przyrostu połączeń wyżej wymienionych kanałów wyniosła 183 proc.

 Staramy się zapewnić klientowi kompleksową ofertę w kanałach zdalnych. Klienci, którzy będą chcieli iść do oddziału, oczywiście będą je odwiedzać, ale chcemy mieć taki poziom usług sprzedażowych i posprzedażowych, żeby każdą sprawę klient mógł załatwić zdalnie – tłumaczy dyrektor Obszaru Bankowości Multikanałowej BZ WBK.

Bank rozwija też aplikację mobilną. Pozwala ona na szybkie otwarcie konta i oferuje wiele innych możliwości, jak na przykład płatności telefonem w sklepie i w internecie, przelewy na telefon i wypłaty z bankomatu w ramach BLIK, płatności zbliżeniowe telefonem czy zakup biletów komunikacji miejskiej i opłacanie stref parkingowych. Niedawno została rozbudowana o możliwość logowania za pomogą Touch ID, można też zamawiać taksówki czy zrealizować przelewy do urzędów skarbowych i ZUS. Bankowość mobilna BZ WBK zajęła pierwsze miejsce w benchmarku bankowości mobilnej w kraju i trzecie w Europie. Doceniona została funkcjonalność i łatwość obsługi.

– Jestem przekonany, że przyszłość budowania relacji z klientami banku będzie bazować na kanałach zdalnych. Takie są trendy wśród młodego pokolenia, które coraz aktywniej korzysta z bankowości. Ważnym wsparciem w ramach samoobsługi jest możliwość połączenia się z doradcą, który pomoże i odpowie na pytania – mówi Tomasz Niewiedział.

Niedawno Bank wprowadził biometrię głosową, która jest bezpieczną metodą weryfikacji klientów, korzystających z contact center, nie do podrobienia za pomocą urządzeń elektronicznych. To rozwiązanie jednocześnie skraca czas obsługi.

BZ WBK chce stać się również bankiem pierwszego wyboru dla osób z niepełnosprawnością. Jako pierwszy bank w Polsce dostosował bankomaty do potrzeb klientów z dysfunkcją wzroku (256 mówiących bankomatów), 154 placówki banku mają certyfikaty dostępności.

 Mamy dwóch doradców, którzy perfekcyjnie posługują się polskim językiem migowym, rozmawiają z naszymi klientami przez połączenia wideo i za pomocą usługi Doradca online. Bardzo mocno promujemy kanał wideo, daje on nam możliwość użycia w stu procentach polskiego języka migowego – podkreśla Maciej Pietrucha.

Rodzinne firmy producentami najlepszych win. O uprawie winogron i produkcji myślą w kontekście przyszłych pokoleń

CEO Magazyn Polska

Światowa produkcja wina wyniosła na koniec ubiegłego roku ponad 275 mln hektolitrów. Duża część pochodzi od małych, niezależnych producentów i firm rodzinnych. – Wiele spośród najlepszych win na świecie jest produkowanych przez firmy rodzinne. By stworzyć wielkie wina, potrzeba dużo czasu, rodzina na to cierpliwie poczeka – przekonuje Miguel Torres, właściciel firmy Bodegas Torres. Firma produkuje wina od ponad wieku, obecnie prowadzi ją piąte pokolenie winiarzy.

Naszą największą przewagą jest to, że jesteśmy prawdziwie rodzinną firmą. Działamy na rynku już od 145 lat i jesteśmy pasjonatami wina. Produkujemy je w Hiszpanii, Chile, także w Kalifornii. Wyróżnia nas to, że mamy wiele własnych winnic, co pozwala nam kontrolować produkcję od samego początku, od uprawy, przez cały proces produkcyjny. Cała rodzina poświęca temu wielką uwagę, dzięki czemu oferujemy najlepsze wino, na jakie nas stać – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Miguel Torres, właściciel firmy Bodegas Torres.

Większość niezależnych producentów nie ingeruje w proces wzrostu roślin i samej produkcji. Unikają używania jakichkolwiek substancji w procesie tworzenia się wina, niekiedy całkowicie rezygnują z kwasów, związków siarki czy cukru. Wino powstaje w sposób całkowicie naturalny.

Inwestujemy w pojedyncze, wyjątkowe winnice w Hiszpanii i Chile. Oferujemy takie gatunki jak Mas la Plana czy Grans Muralles. To kultowe gatunki, które mogą konkurować z najlepszymi na świecie. Obecnie produkujemy 60 różnych win na całym świecie. Każde z nich traktujemy jak własne dziecko – mówi Torres.

Światowa konsumpcja i produkcja wina rośnie. Międzynarodowa Organizacja ds. Winorośli i Wina (OIV) podaje, że w ubiegłym roku produkcja wina wzrosła o 2 proc., do 275,7 mln hektolitrów. Choć przeważają duże korporacje, branża winiarska jest jedną z najbardziej rozdrobnionych wśród producentów alkoholi. Wedle różnych szacunków na rynku działa od 300 do nawet 50 tys. niezależnych producentów. Część z nich to firmy, w których produkcją zajmują się wszyscy członkowie rodziny. Jak przekonuje właściciel Bodegas Torres, wina tworzone przez rodzinne firmy mają często przewagę nad tymi wyprodukowanymi przez duże korporacje.

By stworzyć wielkie wino, potrzeba naprawdę dużo czasu – na uprawę winogron, proces fermentacji i starzenia się wina. Często stworzenie nowego wina zajmuje 7–8 lat. To zrozumie tylko rodzina, zaczeka cierpliwie, ponieważ myśli w perspektywie następnych pokoleń. W korporacji jest inaczej – tu trzeba wypracowywać szybkie zyski. Wciąż uważam, że wiele spośród najlepszych win na świecie jest produkowanych właśnie przez rodziny – ocenia Torres.

Jak tłumaczy, firmę Bodegas Torres założyło dwóch braci, z których jeden miał talent do winiarstwa, zaś drugi umiejętności potrzebne do rozkręcenia biznesu. W ten sposób stali się pierwszą hiszpańską firmą, która rozpoczęła eksport wina.

Zaczęliśmy produkować nasze własne wino ok. 145 lat temu. Już w XVII wieku nasza rodzina miała winnice, przede wszystkim w Hiszpanii, w pobliżu Barcelony, wówczas były to jednak tylko uprawy. Musiało minąć kilka pokoleń, zanim zdecydowaliśmy się na produkcję własnego trunku. Jestem piątym pokoleniem winiarzy w naszej rodzinie – wskazuje właściciel Bodegas Torres.

Do rodziny należą duże obszary upraw winorośli – blisko 2,5 tys. ha. To dzięki niej świat poznał katalońskie wina. Wśród najważniejszych uprawianych szczepów znajdują się chardonnay, riesling, sauvignon blanc, moscatel, cabernet sauvignon, merlot, pinot noir czy parellada. Firma przywiązuje też dużą wagę do ochrony środowiska.

Niezależnie od robionych przez nas planów biznesowych, natura nie pozwoli wyprodukować więcej takiego czy innego wina. To nie maszyna, którą można zaprogramować, by wyprodukowała więcej. Trzeba więc zrozumieć naturalne cykle i to właśnie jest piękne. Winiarstwo jest jedną z najstarszych branż na świecie, która ma wspaniałe korzenie – przekonuje Miguel Torres.

Ponad połowa planujących urlop Polaków sfinansuje go z kilkumiesięcznych oszczędności. Średnio najdłuższy wyjazd potrwa 12 dni, a jego koszt sięgnie 2,3 tys. zł

CEO Magazyn Polska

Niemal połowa Polaków w tym roku nie ma w planach wakacyjnego wyjazdu – wynika z Barometru Providenta. Poza domem urlop spędzi natomiast 36 proc. osób. Najdłuższy wyjazd będzie trwał 12 dni i średnio może kosztować 2 300 zł. Z badań wynika też, że ci, którzy pozostaną w domu, ostatni raz byli na wakacjach prawie pięć lat temu.

Badania Providenta pokazują, że na wakacje najczęściej wyjeżdżają osoby młode, w wieku 15–24 lata. Tylko 19 proc. z nich w tym roku pozostanie w domu. Natomiast wśród osób powyżej 40 roku życia odsetek tych, którzy nie planują urlopu poza miejscem zamieszkania, wynosi już 56 proc.

Według badań Barometr Providenta w tym roku tylko 36 proc. Polaków wyjedzie urlop. Będzie on trwał maksymalnie do 12 dni, jest to taki średni czas. To o jeden dzień dłużej niż w ubiegłym roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Karolina Łuczak, kierownik ds. komunikacji w Provident Polska.

Wydatki wakacyjne różnią się w zależności od dochodów i liczby członków rodziny. Najgłębiej do portfela muszą sięgnąć małżeństwa z dziećmi.

Średnio na najdłuższy wakacyjny wyjazd planujemy wydać 2 300 zł. Wśród rodzin mających dzieci te wydatki są wyższe, bo około 2 700 zł. Wśród osób młodszych, takich jednoosobowych gospodarstw domowych, przeciętne wydatki to około 1 600 zł – tłumaczy Przemysław Kasza, ekspert ds. badań rynkowych w Provident Polska.

Najgorzej sytuowane rodziny są skłonne wydać na urlop 1 500 zł. Natomiast te, w których deklarowany dochód jest wyższy niż 5 000 zł, na letnie przyjemności są w stanie przeznaczyć 3 600 zł. Jak wynika z Barometru, ponad połowa Polaków sfinansuje swoje wyjazdy wakacyjne z oszczędności.

Ci, którzy wakacyjny wyjazd planują sfinansować z oszczędności, na zebranie odpowiedniej kwoty potrzebowali ok. 8 miesięcy i średnio oszczędzali około 230–250 zł. Z kolei 26 proc. badanych deklaruje, że wydatki wakacyjne poniesie z bieżących dochodów, a 4 proc. w celu sfinansowania swoich wakacji planuje zaciągnąć pożyczkę – podkreśla Przemysław Kasza.

61 proc. respondentów do miejsca wypoczynku planuje dotrzeć samochodem, a 31 proc. – komunikacją zbiorową (pociąg, samolot, autobus). 8 procent wyjeżdżających jeszcze nie podjęło w tej kwestii decyzji.

– Około 49 proc. Polaków nie wybiera się na wakacje. Co jest smutne w tych danych, to fakt, że są to osoby, które od 5 lat nie były na żadnych urlopach – mówi Karolina Łuczak.

Z badań GFK przeprowadzonych wśród pożyczkobiorców Providenta wynika, że spośród mieszkańców krajów Europy Środkowo-Wschodniej najrzadziej na wakacje wyjeżdżają Litwini, Węgrzy i Polacy. Najliczniej urlop poza domem spędzają natomiast Rumunii i Bułgarzy.

Nagroda specjalna Lewiatana dla Wolfganga Schäuble

Krzysztof Zawadzki, Igor Klaja, Jerzy Koźmiński, Wiktor Osiatyński i Wolfgang Schäuble – to tegoroczni laureaci Nagród Konfederacji Lewiatan. Nagrody zostaną wręczone w środę, 15 czerwca, w Filharmonii Narodowej w Warszawie.

Nagroda im. Andrzeja Wierzbickiego w kategorii Małe, Średnie, Przedsiębiorstwa, za pokazanie, że innowacje są kluczem do sukcesu dla firm MSP trafiła w ręce Krzysztofa Zawadzkiego, twórcy i właściciela Frankonii Polska. Nagrodę im. Andrzeja Wierzbickiego za zbudowanie marki odzieży, która podbija nie tylko polski rynek otrzymał Igor Klaja, właściciel marki 4F.

Nagrodę im. Władysława Grabskiego za codzienne udowadnianie, że skromność i profesjonalizm pozwalają realizować najśmielsze projekty przyznano Jerzemu Koźmińskiemu byłemu ambasadorowi RP w USA, prezesowi Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności.

Nagrodę za odważne myślenie wręczaną przez Konfederację Lewiatan i Fundację na Rzecz Myślenia im. Barbary Skargi dostał Wiktor Osiatyński, pisarz, konstytucjonalista.

Nagrodą specjalną zarząd Lewiatana uhonorował Wolfganga Schäuble, ministra finansów Niemiec, za wybitne osiągnięcia w dziele integracji europejskiej, szczególnie w umacnianiu i stabilizowaniu strefy euro.

Gość z Niemiec nagrodę odbierze w trakcie Polsko- Niemieckiego Szczytu Biznesu, który odbywa się dzisiaj w Warszawie. Pozostałe nagrody zostaną wręczone wieczorem na uroczystej Gali Nagród Lewiatana, w Filharmonii Narodowej. Partnerem strategicznym Gali jest firma MetLife.

Konfederacja Lewiatan

Złoty koryguje przecenę, w centrum uwagi FOMC

czerwiec 15, 2016 14:55
Złoty koryguje przecenę, w centrum uwagi FOMC 1

Po czterech dniach przeceny złoty dziś zyskuje do głównych walut. Wspiera go poprawa nastrojów na rynkach globalnych i czekanie na wieczorne wyniki posiedzenia FOMC. W kolejnych dniach polska waluta wciąż jednak może znajdować się pod presją sprzedających z uwagi na BREXIT.

W środę złoty zyskuje na wartości, odreagowując przecenę z ostatnich dni, gdy główne waluty podrożały o 10-15 gr. O godzinie 15:34 kurs EUR/PLN testował poziom 4,4175 zł, wobec 4,4306 we wtorek na zamknięciu i wobec wczorajszego maksimum na 4,4436 zł. Kurs USD/PLN cofnął się do 3,9405 zł, a CHF/PLN do 4,0842 zł. Jedynym wyjątkiem jest para GBP/PLN, która rośnie o 10 gr do 5,5797 zł. To reakcja na odreagowanie na rynku funta, po tym jak w ostatnim czasie brytyjska waluta osłabiła się na fali obaw przed wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Dzisiejsze odbicie złotego wspiera poprawa nastrojów na rynkach globalnych, co znajduje odzwierciedlenie w rosnących europejskich giełdach i w związanym z tym wzrostem apetytu na ryzyko. U źródeł tej poprawy leży pewne wyciszenie obaw przed BREXIT-em, jak również oczekiwanie na wieczorne wyniki posiedzenia amerykańskiego Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) i późniejszą konferencję prasową Janet Yellen.

Posiedzenie FOMC jest dziś głównym tematem rynkowym. Nie tylko odwróciło ono na chwilę uwagę od brytyjskiego referendum, ale też stało się pretekstem do zignorowania całej serii amerykańskich danych. Danych bardzo różnych. Otóż okazało się, że inflacja bazowa PPI w maju przyspieszyła dużo mocniej od prognoz, a ożywienie w sektorze przemysłowym wokół Nowego Jorku było w czerwcu silniejsze od oczekiwań (to plus dla dolara). Z drugiej strony, produkcja przemysłowa w maju dla całych Stanów Zjednoczonych obniżyła się o 0,4% w relacji miesięcznej, po tym jak w kwietniu podskoczyła ona o 0,6% (minus dla dolara).

Wyniki posiedzenia FOMC znane będą o godzinie 20:00. Wówczas też zostaną opublikowane projekcje przyszłych zmian stóp procentowych i najważniejszych danych makroekonomicznych. Pół godziny później na konferencji prasowej wystąpi Janet Yellen.

Stopy procentowe

Na tym posiedzeniu zmiana stóp procentowych nie jest oczekiwana. To jest pewne. Pytanie więc, jakie będą nowe prognozy i co powie Yellen. W teorii korekty prognoz może nie być wcale, a szefowa Fed powinna utrzymać dotychczasową retorykę banku. Wówczas z dużej chmury mielibyśmy przysłowiowy mały deszcz. A więc brak reakcji rynków finansowych. W tym rynku walutowego. Gdyby jednak przyjąć, że jakieś zmiany nastąpią, to najbardziej realna jest korekta w dół prognoz i gołębia retoryka Yellen. W efekcie dolar straciłby na wartości, giełdy zyskały, a apetyt na ryzyko wzrósł by. Wtedy zyskałby też złoty. To właśnie pod taki scenariusz dziś toczy się gra.

W tej chwili największym zagrożeniem dla złotego jest referendum ws. BREXIT-u, a potencjalnym wsparciem wspomniana polityka Fed-u. W tym ostatnim przypadku oddalająca się perspektywa podwyżek stóp procentowych dałaby pozytywny impuls wszystkim rynkom wschodzącym. Przynajmniej do czasu, aż inwestorzy nie zorientowaliby się, że brak przyspieszenia gospodarczego w USA zwiastuje problemy globalnej gospodarki, w tym przede wszystkich Chin i Strefy Euro.

Na horyzoncie brak jest natomiast nowych potencjalnych impulsów płynących z rodzimej gospodarki. Ostatnio opublikowane dane, a także te które będą opublikowane w tym tygodniu wpisują się w scenariusz odbicia gospodarczego po słabym I kwartale. Z drugiej strony wciąż utrzymuje się ryzyko związane z rozwiązaniem kwestii kredytów frankowych i budżetem na 2017 rok, ale póki co to ryzyko to się nie zwiększa.

Jutro rano złoty będzie pod wpływem sygnałów wysłanych dziś przez FOMC, a także pod wpływem nocnej decyzji Banku Japonii ws. stóp procentowych. Jednak już w godzinach popołudniowych, pomimo zaplanowanej publikacji danych z Polski (płace, zatrudnienie) i USA (inflacja CPI, indeks Fed z Filadelfii), może wrócić temat BREXIT-u. To by oznaczało, że złoty ponownie znajdzie się pod presją sprzedających.

Wspólna deklaracja biznesu z Polski i Niemiec

Europa, która przemawia jednym głosem i rozwija się wewnętrznie, nie pozbawia nas tożsamości narodowych. To różnorodność czyni ją silną, i chcemy, aby tak pozostało. Tym ważniejsze jest, aby akceptacja dla Unii nie została podważona nadmierną ingerencją w codzienne życie obywateli. „Wielka w wielkich sprawach, mała w małych sprawach” – to właściwe motto! Sprawy, które można lepiej załatwić na szczeblu krajowym, należy pozostawić w kompetencji państw członkowskich – napisali we wspólnej deklaracji przedstawiciele organizacji pracodawców z Niemiec i Polski: BDI, BDA i Konfederacji Lewiatan.

Deklaracja została podpisana przez przedstawicieli biznesu z Polski i Niemiec na zakończenie Polsko – Niemieckiego Szczytu Biznesu „Razem na rzecz lepszej Europy”, który odbywał się w Warszawie z okazji 25 rocznicy podpisania Traktatu o Przyjaźni i Dobrym Sąsiedztwie.

– Polsko-niemieckie pojednanie jest faktem i sukcesem, z którego doświadczeń mogą czerpać inni. Dzisiejszy szczyt jest tym bardziej powodem do dumy, gdyż to my, świat ludzi biznesu, inaugurujemy nim, w obecności polityków z naszych państw, ciąg wydarzeń polityczno- gospodarczych na poziomie państwowym, które w rocznicę Traktatu pozwolą spojrzeć na nowo na nasze wspólne relacje i wyznaczyć ich ramy rozwoju w przyszłości – powiedziała Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan.

W czasie Szczytu zarząd Konfederacji Lewiatan uhonorował Wolfganga Schäuble, ministra finansów Niemiec, nagrodą specjalną za wybitne osiągnięcia w dziele integracji europejskiej, szczególnie w umacnianiu i stabilizowaniu strefy euro. Gość z Niemiec, dziękując za wyróżnienie powiedział, „że nie wyobraża sobie Europy bez Polski”.

– Nie byłoby zjednoczenia Niemiec bez zgody Polski.
Niemcy o tym pamiętają. Europa przetrwa kryzys i będzie się dalej integrowała. Ścisła współpraca gospodarcza przełoży się na pogłębienie relacji politycznych. Każdy kraj ma prawo samodzielnie decydować, czy chce integrować się szybciej, czy wolniej, czy też woli trochę poczekać. Wszystko powinno się odbywać na zasadzie dobrowolności – dodał minister finansów Niemiec.
Uczestniczący w spotkaniu Paweł Szałamacha, minister finansów podkreślił, że w przyszłym tygodniu bez względu na wyniki referendum w sprawie pozostania Wielkiej Brytanii w UE, obudzimy się w nowej rzeczywistości.
– Zmieni się sposób funkcjonowania UE i jej instytucji. Dotychczasowy model integracji budzi coraz większy sprzeciw i niezadowolenie społeczeństw. Bruksela sama dostarcza coraz więcej argumentów przeciwnikom integracji, chociażby swoim postępowaniem wobec naszego kraju. Polska pragnie współpracy z Niemcami, będziemy budować wspólnotę interesów z naszym zachodnim sąsiadem na partnerskich relacjach – powiedział Paweł Szałamacha.

Gościem specjalnym Szczytu był Timothy Snyder, prof. Uniwersytetu Yale, który mówił o integracji europejskiej.

W panelu biznesu poświęconym polsko – niemieckiej współpracy dwustronnej uczestniczyli przedsiębiorcy, m.in. z firm Robert Bosch, Ergis, Metro AG, natomiast w panelu prezydentów organizacji pracodawców ich szefowie z Niemiec i Polski.

W Polsko-Niemieckim Szczycie Biznesu brało udział ponad 300 przedsiębiorców, polityków z kraju i z zagranicy, m.in. z BDI (Federacja Niemieckiego Przemysłu) i BDA (Konfederacja Niemieckich Związków Pracodawców).

Konfederacja Lewiatan

Pfizer kontynuuje wzrosty

czerwiec 15, 2016 12:45
Pfizer kontynuuje wzrosty 2

Akcje spółki Pfizer znajdują się w trendzie wzrostowym od początku kwietnia br. Po niewielkiej korekcie spadkowej zakończonej w okolicach wsparcia 34,50 USD powróciliśmy do ruchu w górę. Potwierdza to również formacja przenikania, która pojawiła się po wczorajszej sesji. Obecnie akcje próbują przełamać obszar oporu w pobliżu 35 USD. Przebicie tej strefy otworzy drogę do szczytu z lipca oraz października 2015 roku w okolicach 36 – 36,50 USD.

Firma pokazała dobre wyniki za pierwszy kwartał br. Zarówno zysk na akcję oraz przychody okazały się lepsze od rynkowych prognoz. Ponadto przychody wzrosły o prawie 20% w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

Ropa znowu poniżej 50 dolarów za baryłkę. A dlaczego?

Od końca ubiegłego tygodnia ropa naftowa staje się coraz tańsza. Wynika to po części z osłabienia się amerykańskiej waluty. Z drugiej strony znacznie większe znaczenie miały informacje o eksploatacji amerykańskich łupków. Swoje do zmian poziomów cen wniosły również zamieszki w Nigerii. Więcej w materiale wideo.

Rynki ulegają atmosferze amoku, czy frank będzie drogi?

Pełen odwrót od ryzyka – tak dziś wygląda perspektywa wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej na rynkach. Inwestorzy szukają bezpiecznych przystani. Drożeje frank szwajcarski drożeje również japoński jen. Czy w sytuacji gdyby Brytyjczycy zdecydowali się na opuszczenie Wspólnoty odczują to posiadacze kredytów walutowych w Polsce? Wiele na to wskazuje.

Duża niepewność na rynku surowców

Perspektywa wyjścia Wielkiej Brytanii mocno daje się odczuć na rynku surowcowym. Najwięcej tracą surowce przemysłowe jak miedź czy rudy żelaza. Wyjście Brytyjczyków ze Wspólnoty wpłynąć może negatywnie na wzrost gospodarczy na świecie. Więcej w materiale wideo.

Microsoft kupuje LinkedIn

Microsoft za 26,2 mld dolarów kupił portal społecznościowy LinkedIn. Koncern zapłacił gotówką za serwis, który umożliwia nawiązywanie kontaktów zawodowych i biznesowych.
Spółka Microsoft poinformowała, że zakupiła za 26,2 mld dolarów portal społecznościowy LinkedIn. Z oferty wynika, że Microsoft zapłacił 196 dolarów za akcję, co oznacza premię w wysokości 49,5 proc. w stosunku do cen akcji z piątkowego zamknięcia.
LinkedIn to serwis społecznościowy, za pomocą którego użytkownicy mogą nawiązywać kontakty zawodowe i biznesowe. Portal został założony w grudniu 2002 roku i uruchomiony w maju 2003 roku. W zeszłym roku liczba użytkowników LinkedIn przekroczyła 400 mln.

Dlaczego złoty się osłabia?

Odpływ kapitału z Polski i Europy środkowej sprawia, że nasza waluta traci na wartości. Do 23 czerwca wiele może się jeszcze wydarzyć. Czy dzień, kiedy Brytyjczycy w referendum zdecydują o ewentualnym wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej okaże się katastrofalny na rynku walutowym. – Nikt nie wie, co nas czeka. Jakie poziomy cenowe będziemy obserwować, ciężko prognozować. Możemy spodziewać się dużych wahań kursów walut, jednak złoty będzie się osłabiał – mówi w rozmowie z MarketNews24 Robert Galoch z Rkantor. Takiego wydarzenia nie było jeszcze w historii, a decyzja o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE może być równie odczuwalna w skutkach jak zeszłoroczna skok wartości franka szwajcarskiego. Więcej w materiale wideo.

FOMC wydarzeniem dnia

czerwiec 15, 2016 08:25
Chart [SP500], W1, 2016.06.15 08:22 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Indeks pięciuset największych amerykańskich spółek stara się przełamać tygodniowy opór w strefie 2072-2106. Jest to już trzeci test tego poziomu, czy tym razem bykom się powiedzie?

Rynki finansowe w ostatnim czasie żyją BREXIT-em. Według ostatnich sondaży przybywa zwolenników odpowiadających się za wyjściem Brytanii z Unii Europejskiej. Skutkiem jest wyprzedaż funta szterlinga oraz indeksów giełdowych. Natomiast złoto oraz inne, bezpieczne aktywa zyskują na wartości.

Jednakże dzisiejszego dnia najważniejszym wydarzeniem będzie FOMC oraz decyzja w sprawie stóp procentowych, a także projekcja makroekonomiczna FED-u. Na dzień dzisiejszy bazowym scenariuszem pozostanie obrona tygodniowego oporu.

Mateusz Groszek
Młodszy Analityk Rynków Finansowych

Studenci nie spłacają kredytów

1-92Zadłużenie Stanów Zjednoczonych sięga historycznych poziomów. Poprzednia bańka na rynku akcji była spowodowana złą ekspozycją kredytową na nieruchomości. W 2008 roku ponad 5% kredytów hipotecznych nie była spłacana w terminie, w szczycie było to prawie 10%. Aktualnie największym problemem stają się pożyczki studenckie. Ponad 11% procent pożyczek studenckich nie jest spłacana w terminie. Czy mamy się czego obawiać?

Niekoniecznie, ponieważ udział kredytów studenckich nie jest duży jak na taki rynek.2-42Pożyczki studenckie opiewają na kwotę 1,3 biliona USD, natomiast rynek kredytów hipotecznych jest prawie 7 razy większy. Niemniej jednak wskazuje to na bardzo duży problem edukacji.

​Co musisz wiedzieć przed FED?

Już dzisiaj, po dwudniowym spotkaniu Federalnego Komitetu do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC) poznamy koszt pieniądza w Stanach Zjednoczonych. Konsensus rynkowy nie zakłada żadnej zmiany w stopach procentowych.

Rynek na podstawie kontraktów terminowych na stopę procentową wycenia dzisiejsze prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych na 0%, natomiast istnieje ponad 2% obniżki, do tego też nie dojdzie. Na lipcowym posiedzeniu rynek jest przekonany z 82% prawdopodobieństwem, że stopy również pozostaną na niezmienionym poziomie.

Razem z komunikatem poznamy najnowsze projekcje makroekonomiczne Rezerwy Federalnej. Według ostatnich projekcji makroekonomicznych FOMC (linia zielona) stopy w 2017 roku mają oscylować w okolicy 1,87%.

​Co musisz wiedzieć przed FED? 3

Źródło: Bloomberg

Rynek jest odmiennego zdania, uważa bowiem, że stopy w 2017 będą na poziomie ok. 0,65% (linia fioletowa). Zatem dzisiejsze wydarzenie może wywołać duże ruchy na rynku.

Mateusz Groszek
Młodszy Analityk Rynków Finansowych

Fed w cieniu Breksitu

Środa należy oczywiście do FOMC, choć o żadnych podwyżkach stóp dzisiaj nie może być mowy. W obecnej sytuacji liczą się jednak bardziej słowa niż czyny. Rezerwa Federalna będzie musiała wykonać kilka spektakularnych gestów, by przekonać rynek, że podwyżki stóp są możliwe, i to jeszcze w tym roku. Nie powinno być to takie trudne, bo rynek powoli dojrzewa do myśli, że fatalne dane z rynku pracy wcale nie musiały być początkiem dramatycznej tendencji. Pierwszy akt pozytywnej dla dolara retoryki powinien zostać odegrany wieczorem.

Poza FOMC, ciekawie zapowiadają się dane o stopie bezrobocia w Wielkiej Brytanii, na które rynek w normalnych czasach czekałby z dużym zainteresowaniem. Jednak czasy teraz są inne, wyobraźnią inwestorów rządzą mniej lub bardziej wiarygodne sondaże opinii publicznej, a ponieważ – według nich – przybywa zwolenników Brexitu, atmosfera na rynku zrobiła się gęsta.

Inwestorów na tydzień przed głosowaniem w sprawie Brexitu bardziej interesują analizy TNS czy artykuł w The Sun niż dane z Eurostatu. Nie mniej jednak obiektywnie rzecz biorąc, mają one swoją wagę, choć w atmosferze lekkiej paniki schodzą na plan dalszy. Dzisiaj warto pamiętać o bilansie handlu zagranicznego strefy euro czy o danych o inflacji we Francji. Poza FOMC, Ameryka dostarczy po południu pokaźny pakiet danych z produkcją przemysłową w maju i raportem o zapasach ropy na czele. Z wczorajszych danych API wynikało, że zapasy wzrosły.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

 

Przybywa centrów handlowych. Rynek zdominowany jest przez najemców

CEO Magazyn Polska

Najemcy mają coraz większy wybór powierzchni handlowych, co stawia ich w uprzywilejowanej pozycji w stosunku do deweloperów centrów handlowych. Kwestiami powodującymi najczęstsze sytuacje sporne pomiędzy wynajmującym a najemcą są m.in. wysokość opłaty za części wspólne oraz klauzule dotyczące przedłużenie umowy najmu.

Obecnie na rynku centrów handlowych stroną coraz bardziej dominującą są najemcy, czyli sieci, marki oraz sklepy – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Radosław Knap, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych (PRCH). – Sieci mają duży wybór i prawo do tego, aby decydować o tym, w którym obiekcie handlowych chcą prowadzić swój biznes. Wiele centrów zabiega o kolejne nowe marki, aby wyróżnić się na tle konkurencji i być bardziej atrakcyjnym w oczach konsumentów.

Jak wynika z ostatniego raportu Retail Research PRCH, ubiegły rok dla rynku centrów handlowych w Polsce był bardzo udany. Powstało 27 tego rodzaju nieruchomości o łącznej powierzchni 443,3 tys. mkw., a osiemnaście już istniejących zostało rozbudowanych (o dodatkowe 161,9 tys. mkw.). Najwięcej, bo dwanaście, ukończono w miastach mających poniżej 100 tys. mieszkańców. W przypadku rozbudowy były to przede wszystkim aglomeracje.

Ze względu na dużą dynamikę rynku, różnorodność obiektów oraz mnogość podmiotów na nim działających możliwe są nieporozumienia i sytuacje sporne pomiędzy zarządzającymi a najemcami. PRCH, jak informuje Radosław Knap, opracowała kodeks dobrych praktyk dla branży. Prowadzi także szkolenia dla tych, którzy chcą wejść na rynek i otworzyć sklep w centrum handlowym.

W umowach może być wiele klauzul powodujących konflikty – zauważa Marcin Juszczyk, adwokat, wspólnik z Kancelarii Drzewiecki Tomaszek. – Najbardziej doskwierają stronom kwestie dotyczące rozliczenia kosztów wspólnych. Z jednej strony wielkie sieci często potrafią wynegocjować preferencyjne warunki, czyli mają mniejszy udział w kosztach wspólnych. Mniejsze podmioty natomiast, nie mając wystarczająco silnej pozycji w negocjacjach, często ponoszą większe koszty. Z drugiej strony centrum handlowe jest wielkim przedsięwzięciem i jego działalność jest związana z koniecznością ponoszenia szeregu różnorodnych kosztów.

Źródłem wielu nieporozumień jest również, jak wskazuje Marcin Juszczyk, rozczarowanie najemców związane z wysokością obrotów i kwestią odpowiedzialności za taki stan rzeczy. Najczęściej twierdzą, że jest to wynik złego zarządzania i marketingu obiektu. Z kolei zarządcy bardzo często są zdania, że ich zadanie polega na doprowadzeniu klienta do centrum handlowego, a to, czy zdecyduje się on na zakup i w jakim sklepie, leży już w gestii najemców poszczególnych sklepów. Najemcy niejednokrotnie oczekują także, że przez cały czas trwania ich umowy w centrum obecne będą sklepy ściśle określonych marek, znanych i popularnych wśród klientów.

– Z punktu widzenia wynajmującego stanowi to duży problem, bo działalność centrum to proces zmienny w czasie. Marki się zmieniają. Niektóre sieci mogą wycofać się z Polski – precyzuje Marcin Juszczyk. – Przyjmowanie takich zobowiązań przez wynajmujących przy potencjalnie dotkliwych konsekwencjach, np. prawie do wypowiedzenia umowy przez najemcę, jest odbierane jako zbyt daleko idąca ingerencja.

Zdaniem Radosława Knapa nieporozumienia jednak zdarzają się w każdej branży. W stosunku do całości sektora stanowią jednak znikomy procent, o czym między innymi rozmawiali uczestnicy Targów ReDI, które odbyły się w dniach 1–2 czerwca w Warszawie.

W ciągu 4 lat Polska powinna zainwestować 66 mld euro w zieloną energię. Taki poziom inwestycji pozwoliłby spełnić wymogi unijne

CEO Magazyn Polska

Zgodnie ze zobowiązaniami wobec UE Polska powinna do 2020 roku osiągnąć 15 proc. udziału odnawialnych źródeł w miksie energetycznym. – To wymaga inwestycji rzędu 66 mld euro – podkreśla Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej. Stworzyłoby to ogromny rynek dla rozwijających się firm instalacyjnych, dystrybucyjnych, a przede wszystkim dla producentów urządzeń. Krajowy rynek energii odnawialnej ma jednak poważne problemy.

Firmy, które działają na rynku energetyki odnawialnej, to przede wszystkim firmy instalacyjne. Mamy również firmy dystrybucyjne, ale podstawą energetyki odnawialnej są firmy produkujące urządzenia na rynek krajowy. Jeżeli jednak na rynku krajowym dzieje się coś złego, próbują to eksportować do innych krajów, pod warunkiem że są wystarczająco silne – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Wiśniewski, prezes IEO.

Z raportu IEO wynika, że jest to branża, która prężnie się rozwija. Mimo braku impulsów do rozwoju zielonej energii ze strony rządu firmy zatrudniają już blisko 34 tys. osób. Eksperci oceniają, że w ciągu następnych 15 lat zatrudnienie mogłoby wzrosnąć do 100 tys. Całkowity skumulowany przychód tylko z branży produkcji urządzeń związanych z energią słoneczną w latach 2015–2030 może wynieść łącznie 18,5 mld zł. Do tego niezbędna jest jednak konsekwentna polityka wspierania OZE, a tego w Polsce brakuje.

Jak wskazuje Wiśniewski, na rynku mamy stagnację we wszystkich sektorach (na rynku transportu, ciepła i energii)

Było przyspieszenie na rynku energii elektrycznej, ale tylko dlatego, że firmy, w szczególności wiatrowe, deweloperskie uciekały przed nowymi regulacjami, które nie stwarzają najlepszych warunków do rozwoju energetyki wiatrowej – przypomina prezes IEO.

Obecnie całkowita moc zainstalowanych OZE sięga 8 GW (dane URE na koniec I kw. 2016 roku), z czego ponad 5,4 GW to energetyka wiatrowa. Ustawa odległościowa ma wprowadzić obowiązek stawiania wiatraków co najmniej 2–4 km od domów. Jeszcze niedawno prognozy wskazywały, że jeśli energetyka wiatrowa będzie się rozwijać w podobnym tempie co obecnie, to w 2020 roku ich zainstalowana moc sięgnie od 9 GW do nawet 13 GW. Nowa ustawa wiatrakowa ten wzrost znacznie ograniczy.

Obserwujemy też zatrzymanie rozwoju na rynku ciepła, wycofywane są programy dotacyjne dla kolektorów słonecznych, małych kotłów na biomasę czy pomp ciepła. Mamy też problemy na rynku biopaliw transportowych. Postawiliśmy na biopaliwa pierwszej generacji z produktów rolniczych, a te przestają się liczyć. Świat takich paliw już nie potrzebuje – wymienia Grzegorz Wiśniewski.

Brak odpowiedniego wsparcia państwa dla OZE i prosumentów może skutkować zahamowaniem rozwoju tej branży i utratą wymiernych korzyści.

Aby wypełnić nasze zobowiązania ilościowe wobec Unii Europejskiej, czyli żeby uzyskać 15 proc. energii odnawialnej w 2020 roku, powinniśmy ponieść nakłady rzędu 66 mld euro. Są to nakłady na inwestycje, które pracowałyby do 2040 roku i jeszcze dłużej, i wnosiłyby nie tylko wkład w wypełnienie celów do 2020 roku, lecz także do 2030 rok – tłumaczy Wiśniewski.

Jak podkreśla, największy udział w tych inwestycjach, zgodnie z Krajowym Planem Działań, miałyby kolektory słoneczne, biogaz i energetyka wiatrowa.

To jest potężny rynek dla krajowych producentów urządzeń i komponentów. Wiele wskazuje na to, że inwestycje w zakresie energetyki wiatrowej będą niższe, niepewne są nowe inwestycje w zakresie biogazu i w tej chwili również wiodący sektor produkcji urządzeń – kolektory słoneczne – natrafia na problemy – wymienia prezes IEO. – Następuje spowolnienie i firmy pracują przy wykorzystaniu niewielkiej części zdolności produkcyjnych. A to powoduje, że koszty ich urządzeń rosną i stają się niekonkurencyjne wobec rynku światowego.

Zdaniem Wiśniewskiego wykreślenie z ustawy systemu taryf gwarantowanych dla mikroinstalacji do 10 kW i zastąpienie ich systemem wsparcia umożliwiającym rozliczenie z operatorem 70 proc. energii wyprodukowanej w mikroinstalacji o mocy do 7 kW lub 50 proc. w przypadku mocy powyżej 7 kW uderzy w prosumentów. Nie będzie też możliwe podejmowania decyzji o inwestycjach w krajową produkcję urządzeń dla energetyki prosumenckiej. Jak przypominają eksperci IEO i Greenpeace, doświadczenia innych krajów udowodniły, że taryfy gwarantowane są najskuteczniejszym instrumentem wsparcia przemysłu OZE produkującego urządzenia do wytwarzania energii elektrycznej.

Nawet co piąte przedsiębiorstwo wymaga głębokiej restrukturyzacji. Głównie z powodu nieodpowiedniego finansowania i zbyt późnej reakcji na problemy finansowe

CEO Magazyn Polska

Niedopasowanie finansowe to najważniejszy problem firm w Polsce – przekonuje Maciej Pietrzak z PMR Restrukturyzacje. Z analizy rynku wynika, że nawet co piąte działające przedsiębiorstwo może wymagać głębokiej restrukturyzacji. Przy szybkiej reakcji na pojawiające się problemy z płynnością finansową firmy można ją uratować. Na restrukturyzacji korzystają wszyscy: firmy dalej funkcjonują, a wierzyciele odzyskują więcej niż przy upadłości. 

W obecnych postępowaniach, z którymi mamy do czynienia, okazuje się, że przedsiębiorstwa są dość dobrze zarządzane, natomiast potrzebują pieniędzy. Restrukturyzacje, nawet wdrażane w postępowaniach sanacyjnych, wbrew pozorom nie opierają się na redukcji zatrudnienia i wyprzedaży majątku, ale raczej na kumulacji – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Roch Pietrzak, doradca restrukturyzacyjny i prezes PMR Restrukturyzacje.

Jeszcze nieco ponad rok temu Agencja Rozwoju Przemysłu informowała, że aby polskie firmy mogły się rozwijać szybciej niż dotychczas, potrzebują programów innowacyjnych, a nie naprawczych. Jak wynika jednak z analizy przeprowadzonej przez PMR Restrukturyzacje, nawet 20 procent przedsiębiorstw działających obecnie na rynku może wymagać głębokiej restrukturyzacji.

Główne problemy polskich firm to niedopasowanie finansowania. Często zdarza się, że firma, która próbuje się rozwijać i uzyskać nowe środki finansowe na rozwój, jest pod pewnym dyktatem wierzycieli czy inwestorów. Mówią oni: potrzebujecie 7 mln kredytu, udzielimy wam 5 mln, a resztę dofinansujemy innym narzędziem, np. faktoringiem. Po pewnym czasie kredyt się kończy, środków jest za mało, finansowanie jest niedopasowane i pojawiają się problemy, bo z chwilą zakończenia umowy kredytowej wierzyciel domaga się zwrotu – tłumaczy ekspert.

Jak podkreśla, samo zadłużenie nie jest problemem – ten sposób finansowania inwestycji i rozwoju firmy jest wręcz pożądany.

Jednym z podstawowych błędów popełnianych przez polskich przedsiębiorców jest niedostosowanie bieżących kosztów prowadzonej działalności operacyjnej do zmian w branży. Tymczasem początkowe spadki rentowności mogą doprowadzić do utraty płynności finansowej. Często również przy ewentualnych problemach wierzyciele od razu domagają się spłaty, co przy choćby chwilowej utracie płynności może doprowadzić firmę do niewypłacalności i nawet upadku.

Wierzyciele powinni wiedzieć, że co pewien czas przychodzi okres, kiedy jedno finansowanie się kończy i powinno pojawić się kolejne. To główna przyczyna niezrozumienia i problemów polskich firm. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie inwestorzy, wierzyciele finansowi i dłużnicy zrozumieją, że restrukturyzacja to refinansowanie, a nie windykacja. Jeżeli to się zmieni, będziemy mieli otwartą drogę do skutecznych procesów restrukturyzacyjnych polskich firm – ocenia prezes PMR Restrukturyzacje.

Restrukturyzacja chroni działalność operacyjną przedsiębiorstwa. Bank nie będzie mógł wypowiedzieć umowy kredytowej ze względu na okoliczności, które miały miejsce przed rozpoczęciem procesu restrukturyzacji. Postępowanie chroni też wierzycieli – restrukturyzacja zapobiega niekontrolowanej wyprzedaży majątku czy jego transferowaniu. Jak jednak wskazuje Pietrzak, najważniejsze to nie czekać z reakcją przy problemach finansowych, tym bardziej że dostępnych jest coraz więcej narzędzi. Ekonomiści podkreślają, że kluczem do sukcesu nowego prawa jest zmiana mentalności przedsiębiorców i uświadomienie im, że im szybciej przystąpią do restrukturyzacji, tym większe są szanse jej powodzenia.

Firmy powinny reagować możliwie jak najszybciej, z możliwie jak największym wyprzedzeniem, antycypując pewne zdarzenia, które się pojawią. Nie mogą czekać do momentu, kiedy już nie ma szans na negocjacje, a bank wyśle komornika. Wtedy jest już za późno. Trzeba chronić płynność tak, aby przedsiębiorstwo nie odczuwało negatywnych skutków operacyjnych, zmniejszenia poziomu obrotów handlowych i rentowności i nie zeszło poniżej stałych kosztów – przekonuje Pietrzak.

Przy ewentualnych problemach firmy przyjmują nierentowne zlecenia, licząc, że w ten sposób zapewnią ciągłość pracy wszystkim pracownikom. To jednak działanie, które sprawdza się tylko w krótkim okresie. Dlatego warto skorzystać z możliwości, jakie dają nowe przepisy restrukturyzacyjne. W trakcie restrukturyzacji spółka obejmowana jest ochroną sądową, która umożliwia jej powrót do działań operacyjnych. To korzystne rozwiązanie dla firmy, która dzięki restrukturyzacji jest w stanie zatrzymać pracowników, w których często zainwestowała ogromne środki.

Jeśli można ratować przedsiębiorstwo za pomocą restrukturyzacji, to później przynosi to korzyści. Utrzymując działalność gospodarczą przedsiębiorstwa, utrzymujemy zasoby kadrowe i wartości niematerialne. Przedsiębiorstwa mogą nadal działać, generować dochód i spłacać wierzycieli na wyższym poziomie, niż będzie mógł to zrobić syndyk – tłumaczy Maciej Roch Pietrzak.

Polacy inwestują w alkohole. Ich zyski sięgają kilkunastu procent rocznie

Alternatywne inwestycje cieszą się coraz większą popularnością wśród Polaków. W alkohole – wina, koniaki czy whisky – zainwestowali już łącznie ponad 150 mln zł. Beczki whisky mogą stanowić bezpieczną alternatywę dla tradycyjnych lokat. W ciągu roku pozwalają osiągnąć kilkunastoprocentowy wzrost. Szczególnie opłacalne są inwestycje długofalowe – kilkudziesięcioletnie beczki warte są setki tysięcy funtów.

Polacy zainwestowali ponad 150 mln zł w alkohole. To zarówno wina, koniaki, jak i szkockie whisky w butelkach oraz beczkach. Skutek tych inwestycji jest bardzo dobry, a dywersyfikacja portfela to największa ich zaleta – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Maruszewski, prezes Stilnovisti Investments, firmy zajmującej się inwestowaniem w beczki whisky.

Jak wskazuje, inwestycje w beczki whisky są jedną z najlepszych inwestycji w towary. W ostatnich latach pozwalają osiągać ponad 10-proc. roczne zyski. Według prognoz wzrost wartości dojrzewającej whisky rok do roku może wynosić kilkanaście procent.

Staramy się dla klientów uzyskać przynajmniej dwu-, trzykrotność lokaty w skali roku. Uzyskujemy więcej, ponieważ nasze działanie opiera się o success fee. Musimy jak najtaniej kupić beczki whisky i następnie sprzedać je jak najdrożej, tak by na transakcji zarobił zarówno klient, jak i my – tłumaczy prezes Stilnovisti.

Jak wyjaśnia, ok. 30 proc. klientów Stilnovisti sprzedało już swoje beczki whisky i zarobiło w skali roku przynajmniej 11 proc.

Najtańsza beczka kosztuje ok. 3 tys. funtów. Przy 2–3 beczkach w różnym wieku, jako polecanej inwestycji, należy liczyć się z kosztem ok. 60 tys. zł.

Inwestujemy w towar, który się starzeje. Różnica między whisky 5-letnią a 10-letnią dla każdego, nawet dla laika, jest jasna. Wszyscy rozumieją, że whisky 10-letnia będzie zawsze droższa niż 5-letnia. W przeciwieństwie do wina whisky starzeje się w beczkach, a nie w butelkach, dlatego ten sposób zakupu whisky jest najbardziej korzystny – przekonuje Krzysztof Maruszewski.

Szczególnie opłacalne są inwestycje długofalowe. Cenniejsze butelki alkoholu oznaczane jako kilku- lub kilkunastoletnie muszą zawierać whisky z równie starej beczki. Tych zaś na rynku jest coraz mniej. Szacuje się, że tylko 15 proc. z około 18 mln beczek, które leżą w Szkocji, to beczki starsze niż 12 lat. Według indeksu Investment Grade Scotch ceny 100 najlepszych destylatów tylko od początku 2008 roku do połowy 2014 roku wzrosły średnio o 440 proc. Kilkudziesięcioletnie beczki osiągają ceny od 100 tys. do nawet 1 mln funtów.

Inwestycja w whisky jest oparta o fizyczny zakup beczek whisky single malt, typu whisky, który wchodzi w skład whisky blended. Bez single malt nie można wyprodukować tej najbardziej popularnej i bardzo ekonomicznej whisky dostępnej na całym świecie – przekonuje prezes Stilnovisti.

W każdej butelce popularnej whisky blended znajduje się 15 proc. whisky single malt. To sprawia, że inwestycje w ten wysokiej jakości trunek są bezpieczne, a na świecie whisky blended odpowiada za 90 proc. całkowitej konsumpcji.

Jak wskazuje Maruszewski, strategia inwestycyjna firmy opiera się zarówno na zakupie nowo wyprodukowanych beczek whisky, czyli new made spirit, jak i kilku-, kilkunasto- i kilkudziesięcioletnich beczek. Większość aktywów klientów Stilnovisti stanowią beczki first fill – pierwszy raz używane do starzenia whisky.

– Inwestujemy w whisky, zarówno produkowaną z bardzo dobrych destylarni, które są używane jako główne składniki np. do produkcji whisky Ballantine’s, jak i w starsze, bardzo rzadkie beczki, które będziemy butelkowali w Polsce. Stopa zwrotu z tych dwóch rodzajach inwestycji zdecydowanie lepiej wypada przy zakupie i sprzedaży beczki. Przy starszych beczkach czasami lepiej wypada inwestowanie w beczkę i następnie jej butelkowanie – tłumaczy Maruszewski.

W ubiegłym roku specjalnie dla Stilnovisti zostały zabutelkowane szkockie whisky – Mortlach 2006, Aultmore 2008 oraz RAGE Whisky. Single cask Mortlach 2006 i Aultmore 2008 dostępne są tylko dla inwestorów Stilnovisti. RAGE Whisky mogą kupić wszyscy.

Koniec z wykluczeniem osób niepełnosprawnych podczas korzystania z usług finansowych. Pomogą im nowoczesne technologie

0

CEO Magazyn Polska

Dzięki rozwojowi nowych technologii osoby niepełnosprawne, np. niewidome lub niesłyszące, mogą korzystać z usług urzędów czy banków. Służą temu m.in. bankomaty wyposażone w moduły audio, odpowiednio przystosowane aplikacje mobilne i systemy transakcyjne oraz wsparcie tłumaczy języka migowego online. – Jeszcze niedawno Głusi byli wykluczeni z rynku usług finansowych. Dzięki nowym technologiom wprowadzanym przez banki są traktowani na równi z innymi klientami – przekonuje Iwona Cichosz, tłumaczka języka migowego z Migam. Na takie rozwiązania zdecydował się m.in. PKO Bank Polski.

 Głusi byli wykluczeni z rynku usług finansowych, nie było tłumaczy online, a załatwienie tłumacza na miejscu było trudne. Pisanie na kartce nie wystarczy, więc komunikacja była trudna. To się zmienia wraz z rozwojem technologii – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Iwona Cichosz, szefowa zespołu tłumaczy języka migowego w Migam.

Przystosowanie urzędów i placówek publicznych do potrzeb osób z problemami słuchu jest istotne. Statystyki GUS wskazują, że w Polsce wady słuchu ma ok. 850 tys. osób, z czego połowa to osoby niedosłyszące lub niesłyszące. Dla osób niesłyszących naturalnym językiem jest język migowy. Język polski, nawet dla osób urodzonych i żyjących w kraju, jest obcy, a 70 proc. Głuchych ma problemy z pełnym zrozumieniem języka pisanego.

W siedmiu placówkach PKO Banku Polskiego w Poznaniu, Krakowie, Warszawie, Wrocławiu i Opolu, gdzie w maju wystartowała pilotażowa usługa we współpracy z firmą Migam osoby z problemami słuchu mogą skorzystać z tłumacza języka migowego online. Wystarczy, że klient pokaże międzynarodowy znak pomocy Głuchym i niedosłyszącym posługującym się językiem migowym.

Wówczas doradca połączy klienta z tłumaczem języka migowego online. Po stronie klienta nie ma konieczności wykonywania dodatkowych czynności, całość obsłuży nasz doradca. Po połączeniu następuje trójstronna rozmowa, tłumacz języka migowego tłumaczy polski język foniczny na język migowy i odwrotnie, dzięki czemu komunikacja odbywa się w sposób płynny i zrozumiały – tłumaczy Patryk Korus z Centrum Bankowości Mobilnej i Internetowej w PKO Banku Polskim.

Dzięki temu Głusi czują się traktowani na równi z innymi. Mogą normalnie rozmawiać z doradcą finansowym, bez żadnych barier komunikacyjnych – ocenia Iwona Cichosz. – Dzięki technologii można od razu, niezależnie od godziny, połączyć się z tłumaczem. Można więc przyjść w godzinach pracy placówki i załatwić wszystko od ręki. Również dzięki aplikacji na telefon można migać z kimś w czasie rzeczywistym. To naprawdę bardzo ułatwia życie.

Takie udogodnienie cieszy się dużym zainteresowaniem klientów z problemami słuchu. Podobne usługi wprowadzono w urzędach, m.in. w placówkach ZUS, gdzie z obsługi tłumaczonej na język migowy przez pracowników urzędu skorzystało blisko 3,5 tys. osób.

Jak wskazuje Patryk Korus z PKO PB, placówki objęte pilotażową akcją są specjalnie oznaczone, a w tych, gdzie został wprowadzony system kolejkowy, na urządzeniu do pobierania numerków również znajduje się informacja o obsłudze osób z dysfunkcją słuchu.

Klient zostanie skierowany do miejsca, w którym udostępniona została usługa. Również w strefach oczekiwań na ekranach telewizorów wyświetlane są informacje, że w danym oddziale obsługujemy w języku migowym – mówi Korus.

Na stronie banku zostało wytłumaczone, jak krok po kroku skorzystać z usługi. W oddziałach, już po zakończeniu tłumaczenia, klienci będą mogli wypełnić krótką ankietę, która ma pomóc w usprawnieniu usługi.

Pilotaż będzie trwał co najmniej do końca tego roku. Pozwoli nam to przede wszystkim na zbadanie potrzeb naszych niesłyszących klientów i rozwinąć usługę w dalszych etapach trwania projektu również na pozostałe kanały kontaktu z bankiem – zapowiada Patryk Korus.

Bank wyposażają również w moduły audio bankomaty, w ten sposób dostosowując je do potrzeb osób niewidomych lub słabowidzących.

Mamy już około 1,3 tys. takich bankomatów. Do potrzeb osób niepełnosprawnych dostosowane są również aplikacja mobilna IKO, serwis telefoniczny i transakcyjny banku. W ramach obsługi w oddziale zapewniamy także dostosowaną indywidualną obsługę do potrzeb osób z niepełnosprawnościami – wymienia Patryk Korus.