Tygodniowy przegląd rynku surowców: W centrum uwagi referendum w sprawie Breksitu

  • W ubiegłym tygodniu sektor energetyczny traci najwięcej
  • Był to mocny tydzień produktów rolnych dzięki kawie Arabica
  • Profil ryzyka do zysku w związku z Breksitem wskazuje raczej na wzrosty

Na aktywność na rynku coraz większy wpływ ma niepewność związana z brytyjskim referendum, zaplanowanym na 23 czerwca. Sondaże wskazujące na coraz większe poparcie dla obozu opowiadającego się za opuszczeniem Unii sprawiły, że inwestorzy rzucili się do ucieczki, notowania akcji spadają, a na rynku obligacji dominują zwyżki.

Z kolei w środę po posiedzeniu Federalnego Komitetu Otwartego Rynku opublikowano komunikat o wyraźnie gołębim wydźwięku. FOMC obniżył prognozowaną ścieżkę zmian stóp procentowych, a obecnie jedynie sześcioro członków Komitetu przewiduje, że w 2016 r. dojdzie do jednej podwyżki oprocentowania.

W tej sytuacji na rynku surowców negatywne nastawienie inwestorów do ryzyka sprawiło, że indeks Bloomberg Commodity Index (BCOM) po raz pierwszy od sześciu tygodni zanotował spadek. Szczególnie ucierpiała ropa naftowa, nie z powodu pogorszenia się danych fundamentalnych, ale ze względu na fakt, że inwestorzy spekulujący musieli zmniejszyć swoją niemal rekordową ekspozycję na tym rynku po nieudanej próbie utrzymania ceny tego surowca powyżej 50 USD za baryłkę.

Tymczasem ceny złota i srebra wystrzeliły w górę; żółty metal jest najdroższy od prawie dwóch lat, co wynika z utrzymującego się popytu zarówno ze strony inwestujących w złoto fizyczne, jak i w produkty pośrednio związane z tym metalem. Pozycje w srebrze w ramach funduszy notowanych na giełdzie osiągnęły nowy rekord, natomiast po majowej korekcie zaangażowania o jedną trzecią fundusze hedgingowe obracające kontraktami terminowymi na złoto nadal zwiększały wielkość pozycji obliczonych na wzrosty.

Tragiczna śmierć Jo Cox, opowiadającej się za opcją pozostania w UE brytyjskiej posłanki z Partii Pracy, przyczyniła się do silnego zwrotu na rynku, spowodowanego osłabieniem dolara. Powodem było okrutne założenie, że to morderstwo przekona większą liczbę niezdecydowanych do pozostania w Europie. Nie ulega wątpliwości, że zaplanowane na 23 czerwca brytyjskie referendum jest najważniejszym wydarzeniem dla tego kraju – a także dla Europy – na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Ponieważ jego wyniki poznamy już w zbyt bliskiej przyszłości, aby można było formułować jakieś prognozy, przed głosowaniem, a w razie zwycięstwa opcji wyjścia z UE także po ogłoszeniu rezultatów zmienność na rynkach i w różnych klasach aktywów będzie podwyższona.

Jeśli chodzi o notowania kukurydzy, czynnikiem wspierającym cenę są prognozowane na najbliższe lato suche warunki pogodowe i krótkotrwała susza. Natomiast dzięki prognozom dobrych zbiorów w USA oraz znacznych zbiorów w Australii pszenica oddała już większość zysków odnotowanych na początku czerwca. W rezultacie przewaga ceny pszenicy nad ceną kukurydzy (nowe zbiory z grudniowym terminem dostawy) spadła z przeciętnych 112 USD z ostatniego półrocza do zaledwie 70 USD.

Notowania złota w tym miesiącu znacząco się odbiły, przede wszystkim po nieudanej próbie zaszczepienia przez FOMC na rynku bardziej jastrzębiego nastawienia. Słabsze od przewidywań wyniki zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych, opublikowane 3 czerwca, znów doprowadziły do obniżenia przewidywań co do stóp procentowych, po czym w środę po posiedzeniu Komitetu otrzymaliśmy wspomniany gołębi komunikat.

Te dwa wydarzenia więcej niż w połowie przyczyniły się do silnego odbicia, jakie obserwujemy w tym miesiącu. Pozostałe czynniki to premia związana z Breksitem, bardzo ograniczona w chwili obecnej ze względu na tymczasowe zawieszenie kampanii.

Chociaż rynek akcji ucierpiał, rentowność obligacji państwowych nadal malała, czego najnowszym przejawem jest spadek rentowności niemieckich 10-letnich obligacji bund do zera, odnotowany na początku ubiegłego tygodnia. Gdy już po referendum opadnie pył, inwestorzy nadal będą mieli do czynienia z otoczeniem, w którym coraz mniej jest obligacji z dodatnią rentownością. Naszym zdaniem fakt ten, w powiązaniu z gołębimi prognozami FOMC, będzie nadal sprzyjał alternatywnym inwestycjom w produkty takie jak metale szlachetne.

Obligacje państwowe coraz częściej odnotowują ujemną rentowność, tym samym sprzyjając przechodzeniu do innych rodzajów inwestycji, np. w złoto.

Popyt na oparte na złocie i srebrze produkty notowane na giełdzie nadal jest znaczny. Nawet w czasie majowej korekty popyt ten rósł. Inwestorzy taktyczni stosujący kontrakty terminowe byli głównymi sprawcami majowej wyprzedaży, w ramach której fundusze hedgingowe zmniejszyły wielkość pozycji obliczonych na wzrosty o jedną trzecią. Po ostrym zwrocie, jaki nastąpił w tym miesiącu, intensywnie odbudowują oni długie pozycje, a w tygodniu zakończonym 7 czerwca zwiększyli je o 20%.

Nadal najważniejszym pytaniem pozostaje kwestia wpływu wyniku brytyjskiego referendum na złoto. Naszym zdaniem profil relacji ryzyka do zysku jest raczej pozytywny. Opowiedzenie się przez Brytyjczyków za opuszczeniem Unii Europejskiej niemal na pewno pociągnęłoby za sobą dłuższy okres niepewności, w którym ucierpiałyby notowania akcji, natomiast obligacje nadal byłyby atrakcyjną formą inwestycji. Sytuacja ta może też wesprzeć dolara, co będzie pewnym utrudnieniem, jednak biorąc pod uwagę negatywną korelację, naszym zdaniem istnieje zwiększone ryzyko, że cena złota może osiągnąć poziom 1400 USD, maksimum z 2014 r.

Poparcie przez Wyspiarzy opcji pozostania w Unii spowodowałoby dużą zwyżkę na fali poczucia ulgi na wszystkich rynkach akcji; dolar zapewne straciłby na wartości, a przy nadal niewielkiej rentowności obligacji na całym świecie ryzyko spadków jest naszym zdaniem ograniczone.

Poziomem wsparcia dla notowań złota będzie cena 1271 USD i 1258 USD, a żeby inwestorzy znów nastawili się na wzrosty – po okresie konsolidacji – konieczne jest wyjście notowań z powrotem ponad poziom 1300 USD za uncję.

Trwająca od wielu tygodni zwyżka w notowaniach ropy naftowej straciła impet po tym, jak cena tego surowca nie utrzymała się na dłużej powyżej progu 50 USD za baryłkę. Większa niepewność związana z zaplanowanym na 23 czerwca brytyjskim referendum, a także coraz większe wykupienie rynku ropy, sprzyjały spadkowi notowań.

Po tygodniowej wyprzedaży cena ropy napotkała wsparcie, oddawszy 61,8% majowej zwyżki wywołanej zakłóceniami w podaży. Notowania tego surowca ucierpiały nie z powodu gorszych danych fundamentalnych, ale ze względu na fakt, że inwestorzy spekulujący musieli zmniejszyć niemal rekordową ekspozycję w tygodniu, w którym nastrojom inwestorów zaszkodziły obawy związane z Breksitem.

W comiesięcznym raporcie z rynku ropy opublikowanym przez Międzynarodową Agencję Energetyczną 14 czerwca wspomniano, że w przyszłym roku w segmencie tym może wytworzyć się stan równowagi, gdyż popyt nadal rośnie szybciej niż wydobycie.

Zaznaczono jednak, że pozbycie się „ogromnego nawisu zapasów” trochę potrwa i może ograniczyć znaczniejsze wzrosty cen.

Cotygodniowy raport o zapasach w Stanach Zjednoczonych zasadniczo sprzyjał notowaniom – pod względem wydobycia zyski z poprzedniego tygodnia uległy odwróceniu, natomiast zapasy zarówno ropy, jak i benzyny zmalały. Fakty te przyćmiła konieczność redukowania ryzyka oraz sygnały, że zakłócenia w dostawach z Kanady maleją, podczas gdy Iranowi udaje się zwiększać wydobycie i eksport znacznie szybciej, niż przewidywano.

Wzrost popytu, zwłaszcza na diesla w Indiach, w tym roku jest bardzo duży, jednak według agencji Reuters w najbliższych miesiącach może się to zmienić. Ubiegłoroczna susza przyczyniła się do wzrostu popytu na diesla do pomp irygacyjnych i generatorów. Ponieważ jednak prognozy wskazują na większe od przeciętnych opady w porze monsunu, popyt ten może teraz zmaleć, a w ujęciu netto Indie znów staną się eksporterem diesla.

Procesowi zmiany równowagi nadal sprzyjać będzie ryzyko zakłóceń w dostawach z Nigerii, Libii i Wenezueli. Natomiast producenci amerykańscy będą potrzebować utrzymania się ceny ropy dużo powyżej 50 USD przez dłuższy okres, np. kilka miesięcy, zanim stan ten przyczyni się do odwrócenia spadkowego trendu wydobycia.

Podtrzymujemy naszą opinię, że w najbliższych miesiącach cena ropy naftowej będzie oscylować w przedziale między 45 USD a niewiele ponad 50 USD za baryłkę. Najważniejszym czynnikiem powodującym niepewność jest obecnie brytyjskie referendum i wpływ, jaki ewentualna decyzja o opuszczeniu Unii może wywrzeć na pozycje zajmowane przez spekulantów.

Ole Hansen, szef działu strategii rynków towarowych, Saxo Bank

VN:F [1.9.22_1171]

Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Bank BGŻ BNP Paribas przestał finansować górnictwo

Grupa BNP Paribas, która w Polsce jest właścicielem BGŻ SA, postanowiła, że nie będzie finansować takiego rozwoju przemysłu, który szczególnie negatywnie wpływa na emisję dwutlenku węgla, a więc dotyczy to sektora węglowego.

W ramach działań związanych ze społeczną odpowiedzialnością biznesu (CSR) bank analizuje co i jak finansuje. – Polityki sektorowe są naszym najważniejszym narzędziem do prowadzenia CSR przez nasz bank – mówi w rozmowie z MarketNews24 dyr. CSR w BGŻ BNP Paribas Małgorzata Zdzienicka-Grabarz.

Obowiązek dla dużych firm: raportowanie danych pozafinansowych

Jeszcze w tym roku zacznie obowiązywać w Polsce nowa dyrektywa unijna dotycząca raportowania danych poza finansowych. Dotyczy jednak tylko dużych firm.

– Dyrektywa zostanie wprowadzona poprzez nowelizację ustawy o rachunkowości – mówi w rozmowie z MarketNews24 dyr. pionu CSR w BGŻ BNP Paribas Małgorzata Zdzienicka-Grabarz.

W ten sposób raportowane będą także dane dotyczące społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR).

Cameron, mistrz thrillerów

Brytyjczycy zgotowali rynkom całkiem udany thriller. Jego autorem jest oczywiście David Cameron, który sam wymyślił scenariusz. Na razie nie wiadomo, czy przejdzie do historii jako polityk, który wyprowadził Wielką Brytanię z UE, ale na pewno zapisze się w dziejach Imperium (nad którym nigdy nie zachodzi słońce) jako genialne dziecko Alfreda Hitchcocka.   Sondaże w weekend… Czytaj więcej… »

Brexit zagrożeniem dla naszej waluty. Może również dojść do krótkoterminowego wzrostu rentowności polskich obligacji

CEO Magazyn Polska

Najpoważniejszym ryzykiem w krótkim terminie dla naszej waluty jest brexit – ocenia Kamil Maliszewski, analityk DM mBanku. W przypadku opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej, złoty znacznie osłabi się w stosunku do najważniejszych walut. Brexit wpłynie też na rentowność polskich obligacji, które zdaniem ekspertów mogą osiągnąć poziom 3,60 proc. Stracić może cała gospodarka, a brexit negatywnie odbije się również na polsko-brytyjskiej wymianie handlowej.

– Jeżeli faktycznie miałoby dojść do opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię, to myślę, że ścieżka kursu złotego na kolejne kwartały poszłaby w górę i raczej mówilibyśmy o poziomach 4,40–4,50 za euro, a nie 4,30 czy może w perspektywie końca roku nawet trochę poniżej – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Kamil Maliszewski, analityk DM mBanku.

Polska, podobnie jak inne kraje regionu, oceniana jest jako rynek ryzykowny. W przypadku brexitu inwestorzy uciekliby w kierunku walut bardziej bezpiecznych, jak np. frank szwajcarski. Już teraz za franka trzeba płacić 4,10, jeśli faktycznie doszłoby do opuszczenia Unii przez Wielką Brytanię, jego kurs mógłby pójść znacznie w górę, podobnie jak euro czy dolara.

– Funt mógłby spaść do 5,30, może nawet 5,20, i to w pierwszych dniach po tym, kiedy decyzja o brexicie zostałaby podjęta. Jeżeli Wielka Brytania pozostanie w Unii Europejskiej i wszystko skończy się dobrze z perspektywy rynkowej, to funt zdecydowanie odzyska siłę, gdyż w ostatnich tygodniach był pod wyraźną presją, i wówczas ponownie możemy myśleć o wzrostach nawet do okolic 6 zł. To jednak horyzont przynajmniej kilku miesięcy – ocenia analityk.

Ponadto, jak przekonuje Maliszewski, zmiana prezesa NBP nie ma większego wpływu na naszą walutę. Adam Glapiński podkreśla, że polska polityka monetarna powinna być ostrożna i konserwatywna, a takie podejście – zdaniem eksperta DM mBanku – podoba się inwestorom.

– To nie będzie czynnik osłabiający złotego w kolejnych miesiącach. Większość członków Rady Polityki Pieniężnej wypowiada się bardzo jasno, że nie poparłoby obecnie obniżek stóp procentowych, więc wydaje się, że jest bardzo mała szansa, aby w ogóle te obniżki pojawiły się jeszcze w ramach obecnego cyklu gospodarczego – mówi Maliszewski.

W przypadku brexitu rosnąć może też rentowność polskich obligacji. Obecnie wynosi 3,26 proc. (na początku 2015 roku było to jeszcze 2 proc.). Jeśli Wielka Brytania zdecyduje o wyjściu z Unii może to spowodować wyprzedaż polskich obligacji i osiągnięcie przez nie poziomu 3,60 proc.To byłaby zła wiadomość dla rządu, bo Polska ponosiłaby znacznie wyższe koszty obsługi długu i w ten sposób zwiększyłaby deficyt. 

– Aktywa z naszego regionu są pod presją, to widać po spadających indeksach, rosnących rentownościach obligacji, gwałtownym osłabieniu złotego. W związku z tym należy się uzbroić w cierpliwość i przeczekać ten okres do referendum 23 czerwca, gdyż, jeżeli nie zrealizuje się ten negatywny scenariusz, to jest szansa na spore odreagowanie i wzrost wartości polskich obligacji i spadek rentowności – podkreśla analityk.

Brexit miałby poważne skutki nie tylko na rynku walutowym, lecz także dla całej gospodarki. Na Wyspach żyje blisko 700 tys. Polaków, z czego 82 proc. ma w Wielkiej Brytanii pracę. Duża część zarobionych przez nich pieniędzy zasila polską gospodarkę. Opuszczenie Unii spowodowałoby spadek transferów do Polski, a część mieszkających na Wyspach Polaków mogłaby zwiększyć chęć powrotu do kraju.

– Konsekwencje będą poważne dla wszystkich krajów naszego regionu, wiele osób zarówno z Polski, jak i z Węgier czy Czech zamieszkuje w Wielkiej Brytanii, zarabia tam i sporą część swoich dochodów wysyła do kraju. Ich dochody mogą spaść choćby ze względu na ograniczenie zasiłków – podkreśla Kamil Maliszewski.

Na wyjściu Brytyjczyków z Unii stracą także eksporterzy. W ubiegłym roku wartość wyeksportowanych tam towarów sięgnęła 11 mld euro. Szacunki Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej wskazywały, że w tym roku wartość eksportu mogłaby dojść do poziomu 12 mld euro. Eksperci Euler Hermes oceniają, że straty na eksporcie produktów rolno-spożywczych mogą sięgnąć 100 mln euro rocznie.

Niepewność w Polsce i za granicą sprawia, że polscy przedsiębiorcy wstrzymują się z inwestycjami. To może pokrzyżować rządowe plany co do wzrostu PKB w tym roku

CEO Magazyn Polska

Niepewność co do przyszłości Unii Europejskiej oraz warunków prowadzenia biznesu w Polsce sprawiają, że wstępne założenia rządu do przyszłorocznego budżetu mogą być zbyt optymistyczne – uważa Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan. Według wstępnych założeń makroekonomicznych rządu udział inwestycji prywatnych w PKB zwiększy się do 16,6 proc. Tymczasem w I kwartale tego roku średnie i duże przedsiębiorstwa ograniczyły swoje inwestycje o blisko 10 proc. 

– Potencjalnie jesteśmy w stanie osiągnąć te parametry, aczkolwiek widać już po danych dotyczących I kw., że gospodarka trochę słabnie – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Według rządowego planu inflacja ma osiągnąć 1,3 proc., a bezrobocie spaść do poziomu 8,1 proc. Starczewska-Krzysztoszek przestrzega jednak przed niebezpieczeństwem załamania się inwestycji, które są motorem napędowym wzrostu gospodarczego. 

– W I kwartale tego roku przedsiębiorstwa średnie i duże, czyli zatrudniające od 50 pracowników w górę, obniżyły swoje inwestycje aż o 8,6 proc., a w skali całej gospodarki ten spadek inwestycji był dwuprocentowy – mówi  Starczewska-Krzysztoszek.

Tymczasem z rządowego dokumentu wynika np. że w 2017 roku udział inwestycji sektora rządowego i samorządowego w PKB wzrośnie do 4,6 proc., po spadku o 0,1 proc. (do 4,3 proc.) w 2016 roku. Z kolei udział inwestycji prywatnych w PKB w 2016 roku zwiększy się z 15,7 proc. do 16,2 proc., a w 2017 roku do 16,6 proc.

– Inwestycje oczywiście są realizowane, ale w I kwartale były mniejsze niż w I kw. 2015 roku – mówi ekonomistka. – Rozmawiałam z przedsiębiorcami, pytając ich o to, jaka jest przyczyna tego, że inwestycje spadły i odpowiedź jest dosyć prosta: bardzo duża niepewność wewnętrzna i bardzo duża niepewność zewnętrzna.

Starczewska-Krzysztoszek podkreśla, że niepewność przedsiębiorców wynika m.in. z nowych przepisów czy pojawienia się nowych podatków, tych już obowiązujących, jak choćby podatek od instytucji finansowych czy wprowadzany od lipca podatek od sprzedaży detalicznej. Zdaniem ekonomistki przedsiębiorcy obawiają się, że nowymi podatkami zostaną objęte kolejne branże.

– Wprowadza się zakaz sprzedaży ziemi rolnej, a dla bardzo wielu przedsiębiorców to jest bardzo ważne aktywo, ważny element majątku, ponieważ on stanowi zabezpieczenie dla kredytu, a bez kredytu nie ma rozwoju. I takich sygnałów mamy wiele. Mamy już dwa podatki branżowe, jeden wdrożony – podatek od banków, drugi za chwilę zostanie wprowadzony – od lipca ma wejść podatek od sprzedaży detalicznej, więc przedsiębiorcy się zastanawiają, która branża będzie kolejna. I dlatego wstrzymują się z inwestycjami, a tak naprawdę to inwestycje budują wzrost gospodarczy – podkreśla  Starczewska-Krzysztoszek.

Ekspertka przypomina też o ryzyku zewnętrznym. Jak większość ekonomistów zaznacza, że brexit będzie miał bardzo poważne konsekwencje nie tylko dla Brytyjczyków, lecz także dla całej Europy, w tym także bardzo silne konsekwencje dla Polski. Starczewska-Krzysztoszek zwraca uwagę także na słabnące Chiny. 

– Ryzyko zewnętrzne też wywołuje niepewność – mówi Starczewska-Krzysztoszek. – Za chwilę referendum w Wielkiej Brytanii. Nie wiemy, co się wydarzy, ale istnieje poważne ryzyko, że Brytyjczycy podejmą decyzję o wyjściu z UE – dodaje. – Chiny słabną, jeśli chodzi o dynamikę wzrostu, a to oznacza istotny mniejszy popyt na surowce, a więc ceny surowców spadają. Jak ceny surowców spadają, to te kraje, które są eksporterami surowców, mniej zamawiają, a więc nasz eksport do tych krajów, jak już to widać, że jest mniejszy,

Zgodnie z założeniami wzrost gospodarczy w przyszłym roku ma wynieść 3,9 proc. Realne tempo wzrostu eksportu w PKB wyniesie 6,0 proc. w 2015 roku i 5,5 proc. w 2017 roku. Rząd proponuje też, aby minimalne wynagrodzenie za pracę w 2017 r. wynosiło 2 000 zł brutto, co oznacza wzrost o 8,1 proc. (150 zł) w stosunku do 2016 r. (obecnie pensja minimalna to 1 850 zł brutto). Kwota ta stanowiłaby 47,04 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej na 2017 r.

– Obecnie zagrożeń jest niebywale dużo – ostrzega Starczewska-Krzysztoszek. – Dlatego, gdy będziemy opiniować założenia do budżetu, to będziemy zachęcać rząd, aby przedstawił scenariusze, co się wydarzy, jeśli te zagrożenia zewnętrzne i wewnętrzne się zmaterializują i nie da się osiągnąć planowanego przez rząd wzrostu PKB.

Do 2018 roku Polacy będą wysyłać prawie 440 mln paczek rocznie. Firmy kurierskie i pocztowe inwestują w nowe formy dostaw

CEO Magazyn Polska

Rośnie zainteresowanie usługami kurierskimi i paczkowymi w Polsce. Z szacunków PwC wynika, że w kolejnych dwóch latach rynek będzie rósł o ponad 10 proc. rocznie, a jego wartość w 2018 r. może osiągnąć ponad 6,4 mld zł. Rynek napędza ponad 20-proc. wzrost e-handlu. W Poczcie Polskiej usługi paczkowe i kurierskie rosną dwukrotnie szybciej niż rynek.

W 2015 roku dostawy towarów zakupionych przez internet odpowiadały za 29 proc. ruchu paczek. Za trzy lata ten odsetek może wzrosnąć do 39 proc.

Segment e-commerce w Polsce rośnie w tempie około 23 proc. rocznie, za tym oczywiście idą paczki pocztowe, których ruch rośnie o 10–12 proc. Jesteśmy już liderem tego rynku ­– mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Babut, click & collect manager w Poczcie Polskiej.

W pierwszych trzech miesiącach roku operator dostarczył 12 mln paczek kurierskich Pocztex, czyli o jedną piątą więcej niż rok wcześniej. Poczta spodziewa się dalszego wzrostu tego segmentu i to mimo bardzo silnej konkurencji na rynku.

Klienci w Polsce mają bardzo dobry wybór operatorów kurierskich. Jest to naprawdę światowy standard. Ceny są bardzo niskie, bo poziom 15 zł, który klienci widzą zazwyczaj w sklepach internetowych, nie jest to żadna wartość zaporowa. W związku z tym e-zakupy dynamicznie rosną – dodaje Paweł Babut.

Dużym wyzwaniem dla operatorów logistycznych będzie jednak sprostanie radykalnie zmieniającym się w ostatnim czasie oczekiwaniom klientów.

Klienci oczekują od firm kurierskich czy firmy pocztowej tego, że weźmiemy odpowiedzialność za czas dostarczenia przesyłki. Dzisiaj klient oczekuje, że przesyłka, która go kosztuje 15 zł, zostanie dostarczona w ciągu 48 godzin – mówi Paweł Babut. – 80 proc. dostarczanych przez nas przesyłek dociera w ciągu pierwszego dnia po nadaniu, kolejne 20 proc. w ciągu drugiego, więc jesteśmy nawet trochę powyżej oczekiwań klientów.

Jak podkreśla, oprócz terminowości liczy się także jakość dostawy, czyli to, żeby przesyłki nie były gubione po drodze, docierały niezniszczone, a proces zwrotu były jak najprostszy.

Ważne dla klientów są również późne godziny odbioru przesyłki oraz możliwość SMS-owego i mailowego kontaktu odbiorcy z kurierem. Nadal główną formą odbioru paczek jest przesyłka na adres domowy, natomiast bardzo dynamicznie rozwija się rynek click & collect, czyli odbiór w punkcie.

Oferujemy dzisiaj klientowi trzy możliwości: wysyłkę do placówki pocztowej, na stację Orlen oraz do urządzeń samoobsługowych, które nazywamy automatami pocztowymi. Deklarujemy, że do 2020 roku będziemy mieli 10 tys. zewnętrznych punktów odbioru, w tej chwili mamy ich 5 tys. – podkreśla click & collect manager w Poczcie Polskiej.

Z tych 5 tys. ponad 4 tys. stanowią punkty własne Poczty Polskiej, a ponad 1 tys. to punkty partnerskie. Do końca 2020 roku punktów partnerskich ma być 10-krotnie więcej.

– Mamy w tej chwili 38 urządzeń samoobsługowych. To dopiero początek, zbieramy doświadczenia, widzimy, że klienci są zadowoleni z tej formy usługi. Jesteśmy jednym z unikalnych rynków na tle Europy. Polacy nie boją się urządzeń samoobsługowych, bardzo chętnie z nich korzystają, mamy ich 2 tys. na rynku. Poczta jest trzecim co do wielkości operatorem, który ma tego typu urządzenia – zaznacza Paweł Babut.

Ta opcja dostawy cieszy się coraz większym zainteresowaniem klientów, głównie ze względu na niższą cenę (o 25–40 proc.), szybkość dostawy, możliwość odbioru o dogodnej godzinie czy możliwość przekazaniu kodu innej osobie.

E-commerce musi podążać za oczekiwaniami, szczególnie klientów biznesowych, którzy oczekują pełnego łańcucha wartości: od odbioru przesyłki, poprzez fulfilment, czyli pakowanie towarów, po wysyłkę do klientów w jak najkrótszym czasie. Prawdopodobnie będzie się skracał też czas od momentu decyzji klienta o zakupie do momentu wydania przesyłki, w związku z tym również czas dostawy do odbiorcy będzie się skracał. Pytanie, czy w związku z tym będzie się jakoś zmieniała cena dla klienta końcowego – mówi Pawel Babut.

60 proc. ruchu na polskim rynku paczek jest generowane przez pięć głównych branż: e-commerce, handel detaliczny, sprzedaż bezpośrednią, finanse i wydawnictwa. W kolejnych latach będzie wzrastał popyt na usługi dostawy paczek ponadgabarytowych w związku z rozwojem sprzedaży internetowej urządzeń RTV/AGD i mebli.

Największe polskie firmy odpowiadają za ¼ PKB kraju. Skala działania pozwala im skutecznie pomagać i angażować się społecznie

CEO Magazyn Polska

Największe przedsiębiorstwa, stanowiące ok. 1 proc. ogółu firm w Polsce, coraz częściej angażują się w działalność społeczną i charytatywną. – Dobroczynność jest elementem społecznej odpowiedzialności biznesu, a ta wspiera całą strategię biznesu – przekonuje Barbara Tęcza z PKN Orlen. Firmy te mają wiele możliwości angażowania się w projekty społecznie. To zasługa pracowników i potencjału organizacyjnego, ale też możliwości finansowych. Szacuje się, że największe przedsiębiorstwa tworzą ponad 30 proc. PKB wytwarzanego przez sektor przedsiębiorstw i blisko 25 proc. PKB całego kraju.

Bez filantropii nie da się propagować takich wartości jak solidaryzm społeczny, walka z wykluczeniem, przeciwdziałanie różnego rodzaju traumom i problemom społecznym. Wszyscy potrzebują wsparcia i to jest siła napędowa zmiany w społecznościach lokalnych. Jeżeli filantropia jest na odpowiednim poziomie, to taka społeczność szybko uczy się współdzielenia i powstają rozwiązania, które nazywamy ekonomią współpracy. Wówczas mamy do czynienia z nowoczesnymi społecznościami – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Łukasiak, prezes Akademii Rozwoju Filantropii. – We współczesnej ekonomii filantropia i społeczne zaangażowanie są drzwiami do nowych wspólnotowych rozwiązań biznesowych.

Jak podkreśla, firmy będą miały coraz większy wpływ na rozwój gospodarczy kraju, głównie w zakresie kształtowania gospodarki opartej na wiedzy i budowania kapitału społecznego.

Filantropia, a właściwie dobroczynność, jest częścią większego projektu, który w PKN Orlen określamy jako strategię CSR. Kilka lat temu opracowaliśmy politykę dobroczynności, określiliśmy zasady, na jakich jest u nas prowadzona, określiliśmy też priorytety, czyli ochrona zdrowia i życia oraz edukacja i wychowanie. Ważna jest przede wszystkim wrażliwość na krzywdę, cierpienie innych, potrzeba czynienia dobra i autentyczne działanie – mówi Barbara Tęcza, kierownik zespołu ds. społecznej odpowiedzialności biznesu w PKN Orlen.

Firmy w Polsce coraz częściej angażują się w działalność charytatywną. Zachęcają do tego pracowników, co więcej dobroczynność często jest wpisana w tworzoną strategię odpowiedzialnego biznesu. Raport „Menedżerowie CSR” sporządzony przez Forum Odpowiedzialnego Biznesu we współpracy z Instytutem PBS i Deloitte wskazuje, że ok. 80 proc. menadżerów dostrzega wpływ idei CSR na sposób działania biznesu w Polsce. Według 35 proc. wolontariat jest jednym z najlepszych narzędzi CSR w pracy.

Nasza fundacja Orlen Dar Serca była jedną z pierwszych na polskim rynku. Powstała w 2001 roku. Jej podstawowym projektem jest opieka nad rodzinnymi domami dziecka, których w Polsce jest ponad 300 i które mają 2 tys. podopiecznych. Opiekujemy się dziećmi, a także wspieramy kompetencje osób prowadzących rodzinne domy dziecka. Drugą dużą grupą programów są stypendia. Prowadzimy też działania społeczne nie tylko jako fundacja, lecz także jako cały koncern PKN Orlen – wymienia Barbara Tęcza.

Przedsiębiorstwa włączają się również w życie lokalnych społeczności. PKN Orlen zorganizował pięć edycji projektu „Zaczarowany tornister”, w ramach którego pracownicy kupowali wyprawki szkolne dla dzieci z ubogich rodzin z Płocka i Lubelszczyzny. Łącznie przez ponad 10 lat działalności koncern pomógł ponad 3 tys. beneficjentów.

Biznes angażuje się w działania społeczne, a częściej robi to znacznie skuteczniej niż państwowa administracja. Największe przedsiębiorstwa stanowią mniej niż 1 proc. ogólnej liczby firm w Polsce, ale odpowiadają za jedną trzecią PKB wytwarzanego przez sektor przedsiębiorstw i prawie jedną czwartą całego PKB. To jednak nie tylko efekt dużych środków, które firmy przeznaczają na taką działalność, sprawia, że jest ona bardzo skuteczna.

Duże firmy mają praktycznie nieograniczone możliwości, mają wielu pracowników i potencjał organizacyjny. W przypadku Totalizatora Sportowego jest też fundacja korporacyjna, realizator programu wolontariatu pracowniczego adresowanego do wszystkich pracowników spółki. Program dociera do blisko 2 tys. osób w spółce. W bieżącej edycji wolontariusze zaangażują się aż 500 razy w projekty wolontariackie. To pokazuje skalę, na jaką firmy mogą się angażować społecznie – wskazuje Bartosz Mielecki, prezes Fundacji LOTTO Milion Marzeń.

Często to pracownicy inicjują działalność charytatywną, znajdują potrzebujących, angażują nie tylko współpracowników, lecz także członków rodziny i przyjaciół. W ten sposób skala programu jest coraz większa i dociera do większej grupy.

Z roku na rok w projekty angażuje się coraz większa liczba zatrudnionych. Uczestniczy w nich cała kadra, na wszystkich stanowiskach, włącznie z kadrą menadżerską, czy przedstawicielami zarządu – mówi Mielecki.

Z badań CBOS „Dobroczynność w Polsce” wynika, że 78 proc. Polaków stara się pomagać potrzebującym, a wskaźnik dobroczynności jest najwyższy od 2007 roku. Przekłada się to na liczbę programów inicjowanych przez pracowników i realizowanych przez firmy.

Program wolontariacki jest realizowany od 2009 roku. Zaczynaliśmy od pięciu projektów wolontariatu pracowniczego, obecnie jest ich aż 95. To pokazuje jak bardzo konsekwentna praca i dobry przykład wpływają motywująco na angażowanie się innych pracowników w projekty społeczne – podkreśla prezes Fundacji LOTTO Milion Marzeń.

Działalność charytatywna przekłada się również bezpośrednio na usytuowanie firmy na rynku. Z badania „State of sustainable business survey”, przeprowadzonego w 2015 roku przez BSR/ Globe Scan wśród 200 firm będących członkami organizacji Business for Social Responsibility wynika, że przedsiębiorcy coraz częściej włączają CSR do strategii biznesowej, bo takie działania przynoszą wymierne korzyści finansowe.

Działalność dobroczynna to element społecznej odpowiedzialności biznesu, a ta wspiera realizację strategii biznesowej firmy. To jest ściśle ze sobą powiązane i statuuje firmę biznesowo. Jesteśmy dumni, że już od chwili, kiedy powstał RESPECT Index, jesteśmy w nim notowani. To indeks firm odpowiedzialnych społecznie, jest też więcej inwestorów, dla których odpowiedzialność społeczna firmy jest istotna. To coraz częściej staje się podstawą do decyzji o kupieniu akcji danej firmy – przekonuje Barbara Tęcza.

Z badania Nielsen „Global sustainability report” przeprowadzonego wśród 30 tys. internautów wynika, że również użytkownicy sieci zwracają uwagę na podejmowane aktywności CSR. Dla 45 proc. z nich ważne jest, by producent działał z poszanowaniem środowiska naturalnego i był zaangażowany społecznie, a 66 proc. deklaruje, że zapłaciłaby więcej za produkt czy usługę, gdyby dostawcą była firma odpowiedzialna społecznie.

PKN Orlen i Totalizator Sportowy znaleźli się wśród tegorocznych laureatów nagrody „Dobroczyńca Roku”, którą przyznaje od 19 lat Akademia Rozwoju Filantropii w Polsce.

Do czasu zrównania wieku emerytalnego dla obu płci kobiety mogą pobierać okresową emeryturę kapitałową. Dotyczy to tylko tych, które gromadziły środki w OFE

CEO Magazyn Polska

Kobiety urodzone po 1948 r. do osiągnięcia przez nie powszechnego wieku emerytalnego przewidzianego dla mężczyzny urodzonego w tym samym roku i kwartale mogą liczyć na okresową emeryturę kapitałową. Otrzymają ją, jeśli są członkami OFE, ukończyły wiek emerytalny i mają wystarczające środki na subkoncie w ZUS. Okresowa emerytura kapitałowa wypłacana jest z tzw. nową emeryturą z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Trzeba o nią wystąpić z wnioskiem i wskazać OFE, w którym gromadzone były składki. 

Okresowa emerytura kapitałowa jest emeryturą pochodzącą ze środków zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych. Stanowi uzupełnienie emerytury wypłacanej przez ZUS z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wiesława Lempska z Departamentu Świadczeń Emerytalno-Rentowych Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Okresowa emerytura kapitałowa jest świadczeniem, na które mogą liczyć tylko kobiety urodzone po 31 grudnia 1948 roku, które należą do OFE, ukończyły wiek emerytalny, niższy niż ten określony dla mężczyzny urodzonego w tym samym roku i kwartale oraz mają ustalone prawo do emerytury na nowych zasadach. Ponadto kwota środków zgromadzonych na subkoncie w ZUS nie może być niższa niż 20-krotność kwoty dodatku pielęgnacyjnego (obecnie nieco ponad  4170  zł).

Przy obliczaniu wysokości okresowej emerytury kapitałowej dzieli się środki zgromadzone na subkoncie w ZUS przez średnie dalsze trwanie życia, które przyjmuje się również przy ustalaniu wysokości emerytury z ZUS – wskazuje ekspertka.

Takie świadczenie panie będą mogły pobierać do czasu, gdy ich wiek zrówna się z wiekiem emerytalnym dla mężczyzny urodzonego w tym samym roku i w tym samym kwartale. Dopiero kobiety urodzone po 30 września 1973 roku będzie obowiązywał taki sam wiek emerytalny jak mężczyzn – 67 lat.

Prawo do okresowej emerytury kapitałowej wygasa z dniem śmierci członka OFE lub z dniem wyczerpania się środków zgromadzonych na subkoncie w ZUS. Jest tak również w przypadku osiągnięcia wieku emerytalnego wynoszącego 67 lat lub też wcześniej, jeżeli dla danej osoby wiek emerytalny wynosi mniej niż 67 lat – przypomina Lempska.

Wysokość emerytury kapitałowej może być ponownie przeliczona, jeśli kobieta po dniu przyznania takiej emerytury podlegała ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowemu. Emerytura podlega również corocznej waloryzacji, podobnie jak inne świadczenia. Po zakończeniu pobierania świadczenia ZUS na nowo obliczy wysokość emerytury.

Jeśli po przeliczeniu okaże się, że nowa emerytura będzie niższa niż poprzednia, nie ma obawy. Będzie wypłacana w dotychczasowej wysokości – zaznacza Wiesława Lempska.

Aby uzyskać okresową emeryturę kapitałową, wystarczy złożyć wniosek do ZUS. Można go też przesłać w formie elektronicznej. Należy pamiętać jednak o tym, że z wniosku oprócz wymaganych danych, jak PESEL czy adres zamieszkania i zameldowania, musi także wynikać, o jakie świadczenie dana kobieta się ubiega.

W Polsce powstaje największa platforma wsparcia start-upów w Europie Środkowo-Wschodniej. Na wsparcie innowacyjnych projektów trafi blisko 3 mld zł

CEO Magazyn Polska

W Polsce działa obecnie ponad 2,4 tys. start-upów. Blisko 60 proc. z nich rozwija się dzięki środkom własnym, a nieco mniej niż jedna piąta pozyskała finansowanie z funduszy venture capital. Program Start in Poland może to zmienić. Jego kluczowym elementem jest Fundusz PFR Ventures pod egidą Polskiego Funduszu Rozwoju, zarządzający pulą 2,8 mld zł. Celem platformy jest rozwijanie innowacyjnych projektów i pobudzenie zaangażowania prywatnego kapitału. – Chcemy stworzyć kompletną ofertę dla przedsiębiorców na polskim rynku – zapowiada Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

– Start in Poland to opracowany przez Ministerstwo Rozwoju program dla branży innowacji, start-upów, venture capital. Jego istotnym elementem jest zbudowanie w ramach Polskiego Funduszu Rozwoju nowej platformy inwestycji na rynku venture capital, czyli w przedsięwzięcia na wczesnym etapie rozwoju. W ramach platformy PFR Venture mamy blisko 3 mld zł. Będzie to największa platforma inwestycyjna w Europie Środkowo-Wschodniej i jedna z większych w całej Europie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Paweł Borys, prezes PFR.

PFR Ventures przy wykorzystaniu pieniędzy europejskich stworzy pięć zamkniętych funduszy inwestycyjnych: Starter FIZ, Biznest FIZ, Otwarte Innowacje FIZ, BRIdge VC FIZ oraz KOFFI FIZ. Przewidziane środki, czyli blisko 3 mld zł, zostały podzielone na trzy pule dostosowane do etapów rozwoju przedsiębiorstw. Ponad 1 mld zł trafi na projekty we wczesnej fazie rozwoju (Inkubacja). W ramach programów akceleracyjnych PARP rozdysponuje 35 mln zł dla przedsiębiorstw w fazie tworzenia modelu biznesowego. W ramach Scale Up start-upy będą mogły rozwijać swoje firmy w oparciu o potrzeby dużych przedsiębiorstw. Trzecia pula, Rozwój, jest przeznaczona dla inwestycji w etapie ekspansji (1,75 mld zł.).

– W ramach niektórych funduszy będziemy inwestowali bezpośrednio w spółki. W większości funduszy będziemy natomiast wybierali firmy inwestycyjne, które będą tworzyły fundusze i same wyszukiwały projekty. Nasz fundusz będzie inwestował do 50 proc. wartości inwestycji. Zakładamy że drugie 50 proc. będzie stanowił kapitał prywatny. Chcemy być kołem zamachowym dla rynku venture capital, aby rozwinął się do takiej skali, jak w Izraelu, Stanach Zjednoczonych czy w Niemczech. Chcemy, by każda złotówka publicznego kapitału mobilizowała jedną czy dwie kolejne na rynku prywatnym – tłumaczy Borys.

Jak przekonuje prezes PFR, istotne jest zlikwidowanie luki kapitałowej. W ramach programu start-upy mogą liczyć na maksymalne wsparcie 250 tys. zł, zaś grant dla akceleratora może sięgnąć 6 mln zł. Z deklaracji działających w Polsce start-upów wynika, że 60 proc. z nich rozwija się w oparciu o własne środki, a 18 proc. uzyskało dofinansowanie venture capital (dane „Polskie Startupy Raport 2015”).

– Obecnie problem polega na tym, że nawet jeżeli jest kapitał dostępny na wczesnym etapie, często brakuje go na etapie późniejszym. Dlatego polskie firmy muszą szukać tego kapitału za granicą, w efekcie dużo ciekawych, innowacyjnych projektów trafia do Stanów Zjednoczonych. Chcemy zamknąć tę lukę, czyli mieć kapitał i możliwość finansowania przedsięwzięć na każdym etapie jego realizacji, żeby stworzyć kompletną ofertę dla przedsiębiorców na polskim rynku – przekonuje Borys.

Program ma również zapełnić lukę kompetencyjną. Polskie przedsiębiorstwa często nie wiedzą, w jaki sposób mogą się rozwijać i komercjalizować projekty. Problemem jest również współpraca ze światem nauki. Tylko co czwarty start-up współpracuje z naukowcami.

– Duże spółki mają problem z zarządzaniem portfelem innowacji. Nie wiedzą, jak inwestować w fundusze venture capital. Chcemy też pomóc firmom zarządzającym na rynku, czyli firmom inwestycyjnym, strukturyzować tego typu firmę i pokazać jej, jak tworzyć fundusz inwestycyjny – wskazuje prezes PFR.

Jak przekonuje Borys, blisko 3 mld zł na rozwój firm powinny okazać się wystarczające. Dla porównania, Krajowy Fundusz Kapitałowy przez kilka lat działalności zaangażował się w nieco ponad 100 projektów na łączną kwotę ok. 200 mln zł.

 Rynek jest dość płytki, nie powinno więc być problemu z pieniędzmi. Bardziej obawiam się, czy będzie wystarczająca podaż ciekawych projektów inwestycyjnych, funduszy, firm zarządzających. Dlatego priorytetem w stosunku do tworzenia profesjonalnego procesu inwestycyjnego będzie w ramach PFR działalność doradcza, promocyjna, budowanie szerszego ekosystemu dla rynku venture capital i innowacji – zapowiada Paweł Borys.

Polska staje się atrakcyjnym rynkiem pracy dla mieszkańców Europy Wschodniej. Rośnie liczba wydanych zezwoleń na pracę, przede wszystkim dla Ukraińców

CEO Magazyn Polska

Dynamicznie rozwijająca się polska gospodarka i powstające nowe miejsca pracy sprawiają, że Polska jest atrakcyjnym rynkiem pracy dla cudzoziemców, przede wszystkim ze Wschodu. W ubiegłym roku w Powiatowych Urzędach Pracy zarejestrowano ponad 782 tys. wniosków o zamiarze powierzenia wykonywania pracy cudzoziemcom. To ponaddwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Ponad 97 proc. oświadczeń dotyczyło obywateli Ukrainy. Korzystają na tym takie sektory jak budownictwo i rolnictwo, rośnie też udział przetwórstwa i produkcji.

Od dwóch lat nasza gospodarka galopuje. Pracodawcy z Polski i Unii Europejskiej, którzy otworzyli tu swoje zakłady pracy, potrzebują pracowników. Często praca jest skoncentrowana w specjalnych strefach ekonomicznych, których zadaniem było obniżenie bezrobocia w danych regionach. Funkcjonujące w nich firmy tak się jednak rozwinęły, że bezrobocie jest tam teraz znikome, pracodawcy dowożą pracowników z okolicznych miejscowości. Dlatego niezbędnym rozwiązaniem dla kontynuacji rozwoju tych spółek są pracownicy z innych państw – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Korkus, prezes Grupy EWL, agencji pośredniczącej w zatrudnianiu obcokrajowców na polskim rynku pracy.

W ubiegłym roku polski PKB zwiększył się o 3,6 proc. To najlepszy wynik w ostatnich czterech latach. Na koniec ubiegłego roku stopa bezrobocia wyniosła 9,8 proc., przy 11,4 proc. rok wcześniej. Według GUS w 2015 roku powstało ponad 600 tys. etatów. Ponadto w okresie od I kwartału 2012 roku do IV kwartału 2015 roku liczba nowo powstałych miejsc pracy w Polsce znacznie przewyższała liczbę zlikwidowanych. To wszystko sprawia, że krajowy rynek pracy przyciąga cudzoziemców.

Sprzyjają temu również przepisy, jak wskazuje Korkus, jedne z najbardziej liberalnych w Europie. Zniesienie w 2009 roku dwustopniowej procedury ubiegania się o zezwolenie o pracę, obowiązku uzyskiwania przyrzeczeń wydania zezwolenia na pracę oraz ograniczenie liczby wymaganych dokumentów badanych przez administrację znacznie uprościły całą procedurę zatrudniania. Dziś rośnie liczba oświadczeń, na podstawie których obywatele Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy mogą wykonywać pracę na terytorium Polski w okresie do 6 miesięcy w ciągu kolejnych 12 miesięcy bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę.

Od dwóch lat widzimy gigantyczny wzrost zapotrzebowania na pracę w Polsce, ciągle malejące bezrobocie, a mimo stałego dopływu coraz większej liczby ludzi spoza naszego kraju, zapotrzebowanie na pracowników jest coraz większe. Dlatego dostęp do rynku pracy Europy Wschodniej, czyli Ukrainy, Białorusi, Mołdawii, jest dla naszej gospodarki czymś nieodzownym – przekonuje Korkus.

W 2015 roku w powiatowych urzędach pracy zarejestrowano ponad 782 tys. oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy, dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Największa część (ponad 97 proc.) przypada na mieszkańców Ukrainy. Rośnie też liczba zezwoleń na pracę. W ubiegłym roku urzędy wojewódzkie wydały ich ponad 65,5 tys., co stanowi 50 proc. wzrost w porównaniu do 2014 roku. Przeważają te wydane dla mieszkańców Ukrainy (blisko 50,5 tys.), Białorusi (2 tys.) i Mołdawii (ok. 1,5 tys.).

Ukraina do tej pory rozwijała się podobnie jak Polska. Wskutek zawirowań politycznych i wydarzeń na Wschodzie ten trend się odwrócił. Polska gospodarka rośnie, a ukraińska nurkuje. Spadek PKB sięgnął 15 proc. – to niewyobrażalne w europejskich realiach. Ukraina jest obecnie wiodącym krajem, który dostarcza nam pracowników – tłumaczy prezes EWL.

Jak podkreśla Korus, cudzoziemców najczęściej zatrudniają takie branże jak rolnictwo i budownictwo (po ok. 30 proc.). Polscy pracodawcy wykazują też coraz większe zainteresowanie pracownikami wyższego szczebla. W ubiegłym roku wydano blisko 6,2 tys. oświadczeń dla firm z sektora Informacji i komunikacji. Rok wcześniej było ich zaledwie 3,2 tys. Wzrost zapotrzebowania na specjalistów z zagranicy przełożył się także na liczbę wydanych zezwoleń na pracę dla informatyków spoza granic naszego kraju. W 2014 roku było ich 469, rok później – 1579.

Dzięki rozwojowi gospodarczemu i temu, że powstaje dużo zakładów produkcyjnych w strefach ekonomicznych widzimy, że coraz większy jest udział produkcji, przetwórstwa i innych branż, które są w jakimś stopniu związane z pracami sezonowymi. Jest też duże zapotrzebowanie na pracowników w branży automotive, a ponieważ ich brakuje, pracodawcy zwracają się na Wschód – mówi ekspert.

Jak tłumaczy prezes EWL, cudzoziemcy ze Wschodu zostają w Polsce. Oświadczenia o zamiarze powierzenia wykonywania pracy pozwalają na jej wykonywanie wyłącznie w naszym kraju, wyłącznie dla tego pracodawcy, który takie oświadczenie wystawił.

Większość ludzi, którzy do nas przyjeżdżają, szuka legalnej pracy i wiąże swoją przyszłość z naszym krajem. Polska jest dla imigrantów z Ukrainy bardzo przyjaznym krajem, nasze języki i kultury są podobne. Imigranci chcą sobie u nas ułożyć życie, zarobić i wrócić do siebie – przekonuje Andrzej Korkus.

Sponsoring sportowy wspiera sprzedaż koncernów motoryzacyjnych. Hyundai angażuje się w kolejną dyscyplinę sportu

CEO Magazyn Polska

Marki o znanej i ugruntowanej pozycji na rynku coraz częściej podejmują współpracę ze światem sportu na zasadzie sponsoringu. Wspierając sportowców, wzmacniają świadomość marki wśród klientów, a co za tym idzie – globalną sprzedaż. Przykładem jest firma Hyundai, która od lat jest partnerem FIFA i UEFA oraz rajdów WRC, a od dwóch lat wspiera także Tour de Pologne. Na potrzeby organizatorów wyścigu koncern przekazał blisko 60 aut.

Hyundai jest zorientowany na sport, jest zorientowany na swoich klientów kibiców. Chce być z nimi i wspólnie przeżywać wielkie emocje sportowe, które następnie kojarzą się pozytywnie z poszczególnymi wydarzeniami. To największa zaleta działalności sponsorskiej ­– przyznaje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Leszek Płonka, dyrektor zarządzający Hyundai Motor Poland.

Hyundai jest wieloletnim partnerem międzynarodowych organizacji piłkarskich UEFA i FIFA. Na potrzeby trwających we Francji mistrzostw koncern przeznaczył do dyspozycji UEFA ponad 360 samochodów do obsługi logistycznej wydarzenia.

Oprócz partnerstwa z międzynarodowymi organizacjami Hyundai podejmuje także inicjatywy lokalne. Od ubiegłego roku koncern wzbogacił portfolio wspieranych przez siebie wydarzeń sportowych o prestiżowy Tour de Pologne.

Podobnie jak w ubiegłym roku teraz także jesteśmy dostawcą logistyki. Dostarczamy flotę prawie 60 samochodów do obsługi logistycznej tego ważnego przedsięwzięcia kolarskiego. Jesteśmy także sponsorem koszulki dla najlepszego sprintera – mówi Leszek Płonka.

W ubiegłym roku w ramach projektu TdP wprowadzono do sprzedaży nowy model Hyundai Tucson w najwyższej wersji wyposażeniowej. Jak podkreśla dyrektor koncernu w Polsce, była to świetna promocja nowego SUV-a, która ułatwiła jego rynkowy debiut.

– Tucson sprawdził się doskonale w realiach Tour de Pologne i zyskał dużą popularność wśród naszych klientów – mówi Płonka.

Tegoroczna flota samochodów Hyundai składa się m.in. z samochodów Tucson, które będą jechały w peletonie i pozostaną do dyspozycji sędziów oraz H350, które będą służyć głównie do transportu sprzętu kolarskiego i innego ciężkiego sprzętu. We flocie znajdą się również auta i40 wagon, Santa Fe oraz flagowe limuzyny Genesis – samochody z segmentu premium, którymi będą poruszać się specjalni goście.

Przygotowanie floty 57 samochodów było dosyć dużym wyzwaniem, ponieważ musimy pamiętać o tym, że auta będą eksploatowane w nietypowym, trudnym terenie – szczególnie mam tu na myśli odcinki na południu Polski. Do tego samochody będą użytkowane w sposób nietypowy technicznie. Podczas wyścigu mamy do czynienia z dynamicznym przyspieszaniem, zwalnianiem, dlatego musieliśmy zabezpieczyć całą flotę w taki sposób, żeby rzeczywiście te samochody były niezawodne i nie sprawiały problemu organizatorom – mówi Katarzyna Kaszubkiewicz, PR Manager Hyundai Motor Poland

Hyundai jest także sponsorem nagród głównych 73. Tour de Pologne. Dla najlepszej zawodniczki tegorocznego wyścigu przewidziano nowy model Hyundai Elantra, natomiast na zwycięzcę edycji dla mężczyzn czeka Hyundai Tucson, będący najlepiej sprzedającym się modelem Hyundaia w Europie.

Sądzę, że nasza współpraca ze sportem w dalszym ciągu będzie polegała głównie na działalności sponsorskiej imprez sportowych, wsparciu m.in. w postaci udostępniania floty samochodów, spotkaniach czy wspieraniu wybitnych sportowców – mówi Leszek Płonka.

Inną dyscypliną, w którą Hyundai jest mocno zaangażowany, są rajdy WRC. Hyundai i20 WRC, który w nich startuje, jest doskonałą promocją standardowego modelu i20, na bazie którego zbudowano auto rajdowe. Przedstawiciele koncernu zapowiadają, że niedługo pojawi się nowa linia modelowa samochodów sportowych.

Saxo: Złoto może osiągnąć poziom 1400 USD za uncję

Przed brytyjskim referendum, które ma odbyć się 23 czerwca, metale szlachetne bardzo skorzystały na niepewności panującej na rynku. W maju po bardzo mocnym rozpoczęciu zarówno złoto, jak i srebro uległo pędowi do realizacji zysków.

Osłabienie wynikało z ponownego umocnienia się dolara a także z wypowiedzi prezes Rezerwy Federalnej Janet Yellen i jej kolegów z Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, który próbował przywrócić bardziej jastrzębi akcent w odniesieniu do prędkości i częstotliwości przyszłych podwyżek stóp procentowych.

Te próby wprowadzenia bardziej jastrzębiego nastawienia na rynku zniweczono 3 czerwca, kiedy to z powodu słabszych niż oczekiwano danych z raportu na temat zatrudnienia w USA ponownie spadły oczekiwania co do stóp procentowych. Następnie w środę po ostatnim posiedzeniu FOMC pojawiła się wyraźnie gołębia wypowiedź. FOMC obniżył swoje prognozy dotyczące jego ścieżki zmian w odniesieniu do stóp procentowych i obecnie ich podwyżkę w 2016 r. przewiduje już tylko 6 członków.

Poza zmianą perspektywy Rezerwy Federalnej weszliśmy już na ostatnią prostą przed brytyjskim referendum, a ponieważ obóz postulujący wyjście z UE zyskuje na sile, rynek obniża poziom ryzyka, jednocześnie poszukując schronienia podczas szalejącej burzy.

W związku z potencjalnie negatywnym wynikiem referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii rodzą się pytania dotyczące nie tylko wpływu na Wielką Brytanię, lecz również efektu domina rozlewającego się na resztę Europy. Inne kraje, gdyby miały taką możliwość, prawdopodobnie również wyrażałyby sceptycyzm wobec Unii Europejskiej.

Malejące oczekiwania co do podwyżki amerykańskich stóp procentowych, spadające akcje i rosnąca zmienność w połączeniu ze spadającą rentownością obligacji i ogólnym wyższym poziomem niepewności powodują, że złoto przebija się przez szczyt z początku maja. Ze względu na obecne osłabienie funta brytyjskiego XAU/GBP osiągnęła najwyższy poziom od niemalże trzech lat.

Zapotrzebowanie na produkty notowane na giełdzie wspierane przez złoto utrzymuje się na wysokim poziomie. Nawet podczas korekty w maju zapotrzebowanie nadal rosło. Inwestorzy kierujący się jakąś taktyką, korzystający z kontraktów futures byli głównymi winowajcami majowej wyprzedaży, podczas której fundusze hedgingowe zmniejszyły swoje stawki na wzrosty złota o 1/3. Z powodu gwałtownego odwrotu w tym miesiącu były one zajęte odbudowywaniem długich pozycji, a w tygodniu kończącym się 7 czerwca dodały 20%.

Wielką niewiadomą pozostaje kwestia tego, jakiego rodzaju wpływ na żółty metal będzie miało referendum. Stosunek ryzyka do zysku postrzegamy jako wykazujący tendencję rosnącą. Wynik za wyjściem z Unii Europejskiej niemalże by zagwarantował dłuższy okres niepewności, podczas którego ucierpiałyby akcje, a popyt na obligacje by się utrzymywał. Podczas gdy możemy wesprzeć dolara, tym samym stwarzając pewną przeszkodę, wywołującą negatywną korelację, to widać również większe zagrożenie, że złoto mogłoby poszybować w kierunku 1400 USD, czyli do szczytu z 2014 r.

Wynik za pozostaniem w UE początkowo na światowych giełdach spowodowałby wywołaną ulgą zwyżkę, ale przy prawdopodobieństwie osłabienia się dolara i utrzymaniu niższej rentowności obligacji na świecie widać też ryzyko spadków ograniczone do poziomu 1250 USD za uncję.

Ole Hansen, szef działu strategii rynków towarowych, Saxo Bank

VN:F [1.9.22_1171]

Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Pieniądze z programu 500+ trochę wspierają sprzedaż detaliczną

Sprzedaż detaliczna wzrosła w maju 2016 r. o 2,2 proc. r/r w cenach bieżących, a o 4,3 proc. w cenach stałych – podał GUS.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Sprzedaż detaliczna w maju wzrosła o 4,3 proc. r/r (ceny stałe), a miesiąc wcześniej – o 5,5 proc. Miesiące, w których rozpoczęły się wypłaty z programu 500+ były więc dla handlu nieznacznie lepsze niż 1. kwartał br. Sprzedaż detaliczna w ciągu pierwszych 3. miesięcy 2016 r. wzrosła bowiem o 4,4 proc. w cenach stałych. Po 5. miesiącach, czyli uwzględniając kwiecień i maj dynamika jest nieco wyższa – bo sprzedaż detaliczna wzrosła o 4,6 proc. r/r w cenach stałych. Można zatem założyć, że mamy na razie niewielki konsumpcyjny efekt 500+.

Warto jednak przyjrzeć się strukturze sprzedaży detalicznej, czyli temu na co zostały przeznaczone pieniądze z programu 500+. W pierwszej kolejności wzrost dotyczył pojazdów samochodowych, których sprzedaż w maju wzrosła o prawie 15 proc. (ceny stałe), a miesiąc wcześniej o ponad 19 proc. Wzrosła także dość silnie sprzedaż tekstyliów, odzieży i obuwia – wzrost o prawie 19 proc. (ceny stałe) w maju i prawie 23 proc. w kwietniu. „Beneficjentami” programu 500+ są także niewyspecjalizowane sklepy, których sprzedaż wzrosła w maju o ponad 8 proc., a w kwietniu o ponad 7 proc. Na programie 500+ korzystają także producenci mebli, sprzętu rtv i agd (wzrost o ponad 15 proc. w kwietniu, ale już „tylko” o prawie 7 proc. w maju), a także kosmetyków i farmaceutyków (wzrost w kwietniu o 13 proc., a w maju „tylko” o 6,5 proc.). Niestety znacznie mniejsze wzrosty dotyczą sprzedaży książek.

Oczywiście dwa miesiące to zbyt krótki czas na analizy i oceny. To raczej czas na przyglądanie się decyzjom gospodarstw domowych korzystających z programu 500+. A „przyglądanie się” pokazuje, że gospodarstwa domowe nasycają się samochodami, wymianą mebli, sprzętu rtv, agd, bowiem dynamika sprzedaży tych produktów w maju była już niższa niż w kwietniu. Teraz zapewne zobaczymy wzrost sprzedaży usług wakacyjnych, a w sierpniu – wzrost sprzedaży artykułów potrzebnych do szkoły i, miejmy nadzieję, książek.

Czyli pierwsze miesiące wydatkowania otrzymanych pieniędzy z programu 500+ podyktowane są chęcią zaspokojenia potrzeb, które do tej pory nie były zaspokojone, a przynajmniej nie w zakresie oczekiwanym przez gospodarstwa domowe. Czy ma to coś wspólnego z inwestycjami w dzieci. Bardzo pośrednio – może tak. Ale to, na co zostaną długoterminowo przeznaczone pieniądze z programu 500+ zobaczymy dopiero w końcu 2016r. Miejmy nadzieję, że wydatki te będą naprawdę miały charakter inwestycji w dzieci. Szkoda byłoby „przejeść” ponad 17 mld zł w 2017 r., a w kolejnych latach po blisko 23 mld zł.
Konfederacja Lewiatan

Przy tej dynamice budownictwa i przemysłu zagrożony 3,8% wzrost

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w maju 2016 r. o 3,5 proc. r/r, produkcja budowlano-montażowa ciągle spada – podał GUS.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Przemysł rośnie w porównywalnym tempie do pierwszych miesięcy 2015 r. – w ciągu 5. miesięcy 2016 r. wzrósł o 4,0 proc., w zeszłym roku w tym samym okresie o 4,1 proc. Utrzymanie takiego, raczej przeciętnego, tempa wzrostu produkcji sprzedanej przemysłu nie daje szans na wzrost PKB na założonym w budżecie państwa na 2016 r. poziomie 3,8 proc. Tym bardziej, że budownictwo jest ciągle w dołku – w ciągu 5. miesięcy produkcja budowlano-montażowa spadła o 12,5 proc. r/r. A przedsiębiorcy budowlani mówią, że poziom zadłużenia firm rośnie.

Ponieważ pieniędzy na rynku na projekty budowlane jest mniej (nie uruchomione środki unijne), to wyścig o zlecenia które się pojawiają jest coraz większy. Skutkuje to obniżaniem cen przez firmy budowlane do poziomu nie pozwalającego na pokrycie kosztów. Efektem będą bankructwa firm budowlanych, szczególnie tych mniejszych. Obraz zatem nie jest optymistyczny.
Przemysł tworzy ok. 25 proc. PKB, a razem z budownictwem 1/3 polskiego PKB, więc to jak dynamicznie rośnie ich produkcja i sprzedaż ma kluczowe znaczenie dla wzrostu gospodarczego w Polsce.

W maju wzrost odnotowało 25 działów przemysłu, a 9 zamknęło miesiąc spadkami produkcji sprzedanej, w tym dział naprawa, konserwacja i instalowanie maszyn i urządzeń (spadek o 10,5 proc.). Do spadków w dziale wydobywanie węgla kamiennego i brunatnego, czy w dziale wytwarzanie i zaopatrywanie w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę zdążyliśmy się już „przyzwyczaić”, i znamy ich źródła.

Natomiast spadek w dziale naprawa, konserwacja, a szczególnie instalowanie maszyn i urządzeń, niepokoi i potwierdza, że mamy problemy z inwestycjami. Instalowanie maszyn i urządzeń to bowiem część składowa procesu inwestycyjnego. W grupie rosnących działów przemysłu GUS nie pokazuje także produkcji maszyn i urządzeń, co jest kolejnym źródłem niepokoju wskazującym na osłabienie inwestycji. Rośnie jednak kolejny miesiąc z rzędu produkcja wyrobów tekstylnych ( o prawie 18 proc.), ale tę trudno uznać za produkcję o wysokim stopniu przetworzenia i wysokiej wartości dodanej. Rośnie także kolejny miesiąc z rzędu produkcja sprzedana komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych, a także pojazdów samochodowych. Wyjątkowo silnie wzrosła w maju br. produkcja artykułów spożywczych. Zapewne w przewidywaniu zwiększonego popytu wynikającego z dochodów gospodarstw domowych z programu 500+.

Na GUS-owskiej liście rosnących w maju br. działów przemysłu nie ma głównych branż eksportowych, m.in. wspomnianych maszyn i urządzeń, mebli, chemii, wyrobów z surowców niemetalicznych, urządzeń elektrycznych. Miejmy nadzieje, że nie oznacza to osłabienia wzrostu eksportu.
Majowe wyniki przemysłu nie są złe, jednak dynamika spowalnia, szczególnie w branżach eksportowych. Coraz większym niepokojem napawa sytuacja w budownictwie. Nie wydaje się, aby efekt 500+ poprawił znacząco tę sytuację.

Konfederacja Lewiatan

Projekt w sprawie geo-blokowania powinien zachęcać firmy do ekspansji

Projekt rozporządzenia w sprawie zniesienia blokowania geograficznego (geo-blokowanie), który przedstawiła Komisja Europejska ma ułatwić dostęp konsumentów do towarów i usługi oferowanych w innych państwach członkowskich. Nie uda się to jednak bez realnego ułatwienia przedsiębiorcom sprzedaży za granicą – uważa Konfederacja Lewiatan.

W ramach tzw. pakietu e-commerce Komisja Europejska przedstawiła projekt rozporządzenia w sprawie blokowania geograficznego oraz innych form dyskryminacji (rozporządzenie w sprawie geo-blokowania).

Projekt zmierza do zniesienia ograniczeń w dostępie obywateli i firm unijnych do towarów i niektórych usług oferowanych w innych państwach członkowskich UE. W odniesieniu do towarów wprowadza on obowiązek sprzedaży, ale nie obowiązek dostarczenia towaru do innych państw (obligation to sell, but not to deliver).

W nawiązaniu do prowadzonych przez Ministerstwo Rozwoju konsultacji społecznych dotyczących geo-blokowania Konfederacja Lewiatan przygotowała stanowisko w tej sprawie.

– W naszej ocenie projekt Komisji wymaga doprecyzowania m.in. w kwestiach związanych z rozumieniem pojęcia „kierowania usług i towarów” na określone rynki oraz relacji rozporządzenia do innych przepisów unijnych i krajowych, m.in. dotyczących bezpieczeństwa produktów – mówi Magdalena Piech, prawnik w Konfederacji Lewiatan.

– Konieczne jest zagwarantowanie przedsiębiorcom prawa do uwzględniania w cenie produktów lub usług obiektywnych kosztów, związanych np. z koniecznością przewalutowania płatności lub w przypadku usług, które wiążą się z wysłaniem przesyłki do klienta (np. biletu na koncert) – kosztów związanej z tym dostawy – dodaje.
Konfederacja Lewiatan podkreśliła w swoim stanowisku, że w braku zmian, projekt doprowadzi do skutków sprzecznych z założeniami, tzn. zniechęci przedsiębiorców do rozszerzania działalności poza granice swojego kraju.

Zgodnie z projektem rozporządzenia jeśli klient będzie zainteresowany kupnem towaru od przedsiębiorcy z innego państwa, będzie on musiał wskazać adres doręczenia w państwie działalności przedsiębiorcy. Zgodnie z projektem, przedsiębiorca w takiej sytuacji nie będzie mógł różnicować warunków sprzedaży towaru. Jeśli konsument z innego państwa niż państwo prowadzenia działalności przedsiębiorcy będzie chciał korzystać z oferowanych przez niego usług świadczonych elektronicznie (np. rezerwacja hotelu on-line) lub w miejscu prowadzenia działalności (np. wynajem samochodów), przedsiębiorca nie będzie mógł różnicować tzw. warunków dostępu (czyli ceny lub warunków dostawy) ze względu na przynależność państwową, miejsce zamieszkania lub miejsce prowadzenia działalności klienta.

Projekt wprowadza też zakaz blokowania dostępu do stron lub przekierowywania na strony internetowe skierowane do innych państw (np. „sklep.pl” lub „sklep.uk”) bez zgody klienta. Wyjątkiem będzie sytuacja gdy blokowanie lub przekierowanie wynika z obowiązków nałożonych na przedsiębiorcę przez przepisy UE lub przepisy krajowe.
Projekt nie dotyczy usług, które polegają na zapewnieniu dostępu do utworów chronionych prawem autorskim. Ułatwienie dostępu obywateli Unii do takich usług regulowane jest w projekcie rozporządzenia w sprawie unijnego rozporządzenia w sprawie zapewnienia możliwości transgranicznego przenoszenia na rynku wewnętrznym usług online w zakresie treści (stanowisko Konfederacji Lewiatan w sprawie rozporządzenia o przenoszalności usług).

Stanowisko Konfederacji lewiatan w sprawie geo-blokowania.

Stanowisko Konfederacji Lewiatan dotyczące projektu unijnego rozporządzenia w sprawie zapewnienia możliwości transgranicznego przenoszenia na rynku wewnętrznym usług online w zakresie treści.

Konfederacja Lewiatan

Spokojniejsza końcówka tygodnia

Piątek przynosi lekkie uspokojenie na rynkach, a to za sprawą zawieszonej kampanii dotyczącej Brexitu z powodu zabójstwa posłanki Partii Pracy Jo Cox, która opowiadała się za pozostaniem Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej.

Wczorajsza tragiczna informacja była niestety powodem odreagowania rynków. Rynki akcji w Europie i Stanach Zjednoczonych zakończyły sesje na plusie. Złoto zawróciło z poziomu 1315 USD, dodajmy najwyższego pułapu od prawie dwóch lat. Nieco również odreagował polski złoty.
Zawieszenie kampanii na półtora dnia nie sprawi jednak, że rynki zapomną o brytyjskim referendum. Prawdopodobnie do najbliższego czwartku, czyli do czasu kiedy będzie już wszystko wiadomo, rynki pozostaną nerwowe, a kapitał będzie uciekał od bardziej ryzykownych aktywów na rzecz tych bezpieczniejszych takich, jak chociażby złoto. Cena tego metalu szlachetnego przełamała wczoraj szczyty z maja br. i prawdopodobnie dalej będzie kierowała się w górę.

Po drugiej stronie barykady znajduje się polski złoty, który w relacji do euro stracił w tym tygodniu około 9 gr. Jeszcze większa przecena odbyła się w stosunku do franka szwajcarskiego. Kurs CHF/PLN wczoraj widziany był w okolicach 4,13; a jeszcze na początku tygodnia było to w pobliżu 4,02.

Dzisiaj złoty dalej traci na wartości po wczorajszym lekkim odreagowaniu. Winne mogą być słabsze dane z polskiej gospodarki. Produkcja przemysłowa w maju w ujęciu r/r wyniosła 3,5%, a prognozy rynkowe sugerowały wzrost o 4,65%.Również sprzedaż detaliczna wypadła nieco słabiej od rynkowych predykcji. Odczyt wyniósł w ujęciu r/r 2,2% vs. 3%. Jednak głównym winowajcą wciąż pozostaje widmo Brexitu, który będzie ciążył naszej walucie w najbliższym czasie.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

Marcin Krasoń, Home Broker: Koniec prosperity deweloperów czy efekt statystyczny?

Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker
Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker

Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazały pierwsze od dawna wyraźne spadki aktywności deweloperów. Na razie jest jednak za szybko na ogłaszanie końca dobrego okresu na rynku. By to ocenić potrzeba trochę więcej czasu niezbędnego do przyjrzenia się wynikom w dłuższym okresie.

W pierwszych pięciu miesiącach tego roku deweloperzy rozpoczęli budowę 33 440 nowych lokali mieszkalnych, to o 1,2 proc. mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. W samym maju były to 6 072 mieszkania, co rok do roku oznacza spadek o 26,7 proc. Gdy jednak przyjrzymy się tej statystyce w dłuższym okresie, badając okresy 12-miesięczne, to okaże się, że aktualny poziom (86 100 mieszkań) jest o 11,1 proc. wyższy niż przed rokiem i o 2,5 proc. niższy niż miesiąc temu.

Liczba Zmiana r/r
Oddane mieszkania 72 625 +29,0%
Rozpoczęte budowy 86 100 +11,1%
Wydane pozwolenia na budowę 100 145 +20,2%
Aktywność deweloperów w okresie czerwiec 2015 – maj 2016 r.
Źródło: Źródło: obliczenia Home Broker, na podst. danych GUS

Aktualnie rynek jest w okresie zbierania plonów pracy sprzed roku-dwóch. Z miesiąca na miesiąc przybywa mieszkań oddawanych do użytkowania. W ostatnich 12 miesiącach było ich 72,6 tys., wartość ta niemal nieprzerwanie rośnie od wiosny ubiegłego roku, w kwietniu 2015 r. wynosiła 55,4 tys. Spodziewamy się dalszych wzrostów tego wskaźnika jeszcze przez kilka kwartałów. Realizacja inwestycji deweloperskiej trwa bowiem około dwóch lat, a statystyka GUS-u pokazywała wzrost liczby rozpoczętych budów przez niemal całe ostatnie trzy lata. Nowych mieszkań na rynku nie powinno więc brakować przez jeszcze co najmniej dwa lata.

Spadkowy miesiąc (w samym maju obniżyły się wszystkie wskaźniki aktywności deweloperów, zarówno w ujęciu rok do roku jak i miesiąc do miesiąca) może być jednak statystycznym wypadkiem przy pracy związanym z dwoma długimi weekendami jakie były w kalendarzu. Jest to bowiem okres, który nie sprzyja jakiejkolwiek aktywności biznesowej.

Co zmieni Mieszkanie Plus?

Rynek mieszkaniowy z zaciekawieniem wyczekuje konkretów związanych z Mieszkaniem Plus. W czerwcu pojawiły się kolejne uszczegółowienia nowego programu rządowego, ale nadal pozostaje w nim sporo pytań. Na razie pewni możemy być tego, że pomysł ma opierać się na kilku filarach: wsparciu budownictwa społecznego, wprowadzenia tanich mieszkań na wynajem oraz stymulowaniu indywidualnego oszczędzania na mieszkanie.

Najbardziej interesująco zapowiada się drugi z tych punktów, czyli budowa tanich mieszkań na wynajem, które na dodatek lokatorzy będą mogli po latach wykupić. Teoretycznie lokale te mają być dostępne dla wszystkich, ale z zapowiedzi polityków wynika, że preferowane będą rodziny wielodzietne oraz osoby, których nie stać na kredyt hipoteczny i rynkowy najem. To ostatnie zastrzeżenie jest o tyle ważne, że ogranicza dostępność tanich mieszkań. Należy też pamiętać, że nieruchomości te nie będą budowane w wysokim standardzie, mogą nie mieć garaży, a ich położenie na mapie miasta pozostawiać wiele do życzenia.

Bez względu na powyższe, pojawienie się dużej liczby tanich mieszkań na wynajem powinno doprowadzić do obniżek stawek także w innych segmentach rynku, pozornie odległych od oferty programu Mieszkanie Plus. Nie ma się jednak co spodziewać rewolucji i gwałtownych spadków, bo program jest rozpisany na wiele lat i na jego efekty trzeba będzie zaczekać. Najem w Polsce rozwija się w ostatnich latach dynamicznie i takie inicjatywy mogą ten rozwój tylko przyśpieszyć, z korzyścią dla wszystkich.

Z zapowiedzi wynika, że pierwsze inwestycje w programie Mieszkanie Plus zostaną uruchomione na początku 2018 r., co oznacza, że wprowadzić się do nowych mieszkań będzie można raczej nie szybciej niż na przełomie 2019 i 2020 roku.

Lewiatan ocenia reformę administracji skarbowej

Lewiatan ocenia reformę administracji skarbowej

Trwają prace nad utworzeniem Krajowej Administracji Skarbowej. Projekt zmian pomimo prowadzonych konsultacji z pracodawcami i pracownikami w Radzie Dialogu Społecznego został już skierowany do Sejmu. Zakłada konsolidację administracji podatkowej, służby celnej oraz kontroli skarbowej w jedną Krajową Administrację Skarbową, która ma być spójna i jednolita, a dzięki temu lepiej wypełniać obowiązki. Zdaniem Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan niektóre regulacje mogą jednak znacząco pogorszyć sytuację przedsiębiorstw.

W ocenie Lewiatana zmiany w administracji podatkowej są konieczne, przedsiębiorcy od dawna wskazują na problemy z załatwieniem spraw, niekompetentną obsługą, brakiem zainteresowania urzędników przestępczością gospodarczą i kierowaniem swojej opresyjności w kierunku legalnie działających firm.

– Należy mieć nadzieję, że po zmianach funkcjonowanie skarbówek poprawi się, niemniej już na etapie konsultacji projektu widać, że w niektórych obszarach sytuacja przedsiębiorców znacząco się pogorszy. Przede wszystkim za sprawą osłabienia kontroli wydawanych decyzji. Od części decyzji, przeprowadzonych w wyniku postępowania podatkowego powstałego po kontroli celno – skarbowej, nie będzie już odwołania do dyrektora izby skarbowej (po zmianie dyrektora izby administracji skarbowej), a jedynie odwołanie do tego samego organu. Takie rozwiązanie niesie ze sobą ryzyko uzgadniania ostatecznego rozstrzygnięcia pomiędzy komórkami organu kolejno rozpatrującymi sprawy w pierwszej i drugiej instancji – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Może dojść do nacisków na pracowników komórek odwoławczych, aby szybko, a nie wnikliwie rozpatrywać sprawę. Ponadto, utrata niezależności przez organy II instancji, doprowadzić może do patologicznych sytuacji, w których błędy komórek I instancji nie będą zauważane i korygowane. W konsekwencji przeniesienie ciężaru oceny postępowania podatkowego na sądy spowoduje większe ich obłożenie i dłuższe oczekiwanie na rozstrzygnięcie sprawy.

Andrzej Nikończyk, doradca podatkowy, przewodniczący Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan zauważa, że wbrew wcześniejszym zapowiedziom reforma administracji skarbowej nie eliminuje dualizmu kontroli. Kontrolę podatkową będą prowadzić tak jak obecnie urzędy skarbowe, a kontrolę celno – skarbową urzędy celno – skarbowe (odpowiednik obecnych urzędów kontroli skarbowej). Tryb obu kontroli wpływa w istotny sposób na uprawnienia procesowe podatnika, i tym samym budzi daleko idące wątpliwości dlaczego jeden podatnik, w tym samym zakresie, będzie podlegać kontroli podatkowej, zaś inny kontroli celno-skarbowej.

Konieczne jest wskazanie warunków objęcia podatnika jednym, bądź drugim typem kontroli, gdyż inaczej będzie dochodzić do naruszenia zasady równości, przez to, jaki organ będzie przeprowadzał kontrolę. Wykluczenie dualizmu kontroli, powinno dotyczyć nie tylko wprowadzenia jednego typu kontroli, ale poprzez określenie w jakich sytuacjach podatnik podlega kontroli podatkowej, a w jakich (np. przypadki kwalifikowane związane z przestępczością podatkową) podlega kontroli celno-skarbowej.

W projekcie przewidziano także rozszerzenie zakresu czynności sprawdzających na wszystkich podatników, którzy brali udział w dostawie towaru lub usługi. W ocenie Rady Podatkowej nie wpłynie to na wynik kontroli, ponieważ rozliczenie podatnika nie zależy od tego, co zrobili kontrahenci kontrahenta. Często podatnik nawet nie wiem, kto to jest, a często nawet nie ma prawa o tym wiedzieć ze względu na tajemnicę handlową i skarbową.

Konfederacja Lewiatan

Brexit: katastrofa czy szansa?

Eksperci Saxo Banku o konsekwencjach wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej dla Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej

 

Ryzyko polityczne większe niż gospodarcze
Steen Jakobsen, Główny Ekonomista Saxo Bank

Potencjalnie negatywny wynik referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii oznacza, że nad Polską pojawia się szczególna groźba. Wynika ona z tego, że środki przesyłane do kraju przez mieszkających w Wielkiej Brytanii Polaków pozostają istotnym źródłem finansowania gospodarki. Wyobraźmy sobie, że sceptycy mają rację i UE oddali się od Wielkiej Brytanii (w co osobiście szczerze wątpię), wówczas środki przekazywane do kraju przez rodaków drastycznie zmaleją.

Sukces Polski w obecnym kryzysie finansowym jest niepodważalny, jednak w ogromnej mierze opierał się on na zdolności Polski do szybszego i lepszego dostosowywania się do swoich nowych europejskich kuzynów.

Polska nadal będzie wygrywać rywalizację o outsourcing w Europie, często pozyskując globalne firmy lokalizujące w Polsce swoje działy logistyki, call center i centra danych. Ten proces zawsze odbywa się przy jednoczesnym zrozumieniu faktu, że pełna integracja europejska będzie i powinna być kontynuowana.

Z powodu Breksitu zagrożony jest wielki strumień pieniędzy; wynika z tego potrzeba bliższego przyjrzenia się, jak skonstruowana jest Europa i jak odtąd będzie się rozwijać. Od biurokratów z Brukseli słyszymy starą śpiewkę, że problem Europy polega nie na tym, iż mieliśmy do czynienia z nadmiarem, lecz raczej na tym, że czegoś brakowało… Polska skorzystała na tym najbardziej; w związku z tym grozi jej zarówno duże niebezpieczeństwo uszczuplenia przesyłanych przez UE środków, jak i spadek bezpośredniego handlu z Wielką Brytanią.

Mimo wszystko nadal jestem pewien siły polskiej gospodarki, może w mniejszym stopniu jej ram konstytucyjnych i polityki, ale akceptuję zachodzący tu proces demokratycznych przemian, który należy uszanować.

Krótkoterminowa perspektywa dla Polski stanowi pewne wyzwanie: mniej przekazywanych środków finansowych w realiach niższego wzrostu (z Wielką Brytanię w UE lub bez niej), mniej atrakcyjny klimat polityczny w niezmiennych warunkach i z pewnością eskalacja konfliktu z UE, w wyniku którego Polska ryzykuje, że stanie się pierwszym krajem ostatecznie uznanym za niespełniający wymogów unijnych.

W rezultacie tych wszystkich okoliczności złoty już teraz znacznie się osłabił, niemniej jednak taka sama sytuacja miała miejsce w wielu innych wrażliwych gospodarkach w Europie. Polska nie jest wyjątkiem, jeśli chodzi o wyzwania związane z Breksitem, a mimo wszystko utrzymuje swoją konkurencyjność. Jednak jej gospodarka będzie zwalniać, coraz trudniej będzie jej odgrywać rolę dogodnej przystani dla inwestycji, chyba że uda się rozwiązać powyższe problemy, co oczywiście się powiedzie.

Wracając do zbliżającego się referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, należy się spodziewać osłabienia złotego, a także giełdy i w miarę możliwości przeczekać do momentu głosowania w przyszłym tygodniu oraz uciec się do taktycznej wyprzedaży ryzykownych aktywów, przyjmując długą pozycję w odniesieniu do Polski. Zgodnie z naszymi analizami w NAJGORSZYM WYPADKU: GBP może się osłabić o 5-6%, obroty na giełdzie mogą spaść o 5%, jednak w konsekwencji stanowiłoby to niemalże stuprocentową gwarancję obniżki stóp procentowych przez Bank Anglii z poziomu 25 do 50 punktów bazowych, a następnie nieograniczonej płynności zapewnionej przez EBC. W ujęciu jednosesyjnym widać duży przedział na 24 czerwca, jednak wydaje się, że w ciągu 48/72 godzin wszystko powróci już do względnego spokoju.

Nadal uważam, że z Breksitem w mniejszym stopniu wiąże się ryzyko gospodarcze, w większym natomiast ryzyko polityczne – to, czy Wielka Brytania zagłosuje za pozostaniem w UE czy za też wyjściem, przedefiniowanie Unii będzie priorytetem. Bardzo wierzę, że w ciągu następnej dekady UE lepiej się dostosuje do nowej sytuacji, zwłaszcza że były polski premier Donald Tusk bardzo dobrze robi, uczciwie dyskutując na temat tego wyzwania.

Na tej podstawie twierdzę, że nie tylko rola Polski ma polegać na przyczynianiu się do rozwoju Europy, lecz że Europa jako całość wyjdzie na tym lepiej, jeśli chodzi o cały ten dzisiejszy krzyk o referendum w sprawie pozostania w Unii.

Polska jest dowodem na to, że Europa, a w tym również kraje Europy Wschodniej po roku 1989, stały się bardziej konkurencyjne. W mojej karierze nie spotkałem się z lepszą sytuacją w Polsce i w Europie w skali mikro. Trochę tylko szkoda, że krótkoterminowa negatywna sytuacja w skali makro nadal przyćmiewa tę wielką zmianę. Jeśli spojrzymy na nią w mniejszym stopniu z perspektywy makro (polityka, bank centralny i ogólne zamieszanie polityczne), a w większym w mikro, uświadomimy sobie, jak bardzo Europa po tym mini kryzysie się umocni.

 

Najbardziej straci funt
John J. Hardy, dyrektor ds. strategii rynków walutowych:

Jeżeli Wielka Brytania wyjdzie z Unii i na rynkach wystąpi szeroko zakrojony „efekt zarażenia”, może to nieco osłabić waluty Europy Środkowo-Wschodniej, mimo iż w znacznie mniejszym stopniu, niż w przypadku funta szterlinga. W tym momencie jednak nie jestem pewien, czy zagrożenie spadkiem kursu funta i apetyt na ryzyko są tak wysokie, jak uważa rynek. Nawet w przypadku Brexit jakakolwiek wczesna reakcja może przyczynić się do relatywnie szybkiego umocnienia, ponieważ wielu inwestorów będzie zadowolonych z faktu, iż referendum będzie już za nami. Ważniejszym pytaniem dotyczącym walut Europy Środkowo-Wschodniej jest to, czy decyzja o opuszczeniu lub pozostaniu Wielkiej Brytanii w Unii będzie mieć w dłuższej perspektywie jakiekolwiek znaczenie dla podtrzymania przy życiu UE.

 

Kiedy jedno centrum nie działa, rynek znajdzie kolejne
Realne zagrożenie wiąże się z dyskusją inicjowaną przez inne kraje po ewentualnym Breksicie – mówi Simon Fasdal, dyrektor ds. inwestycji o stałym dochodzie w Saxo Banku.

Jeżeli dojdzie do Breksitu, jak wpłynie on na napływ kapitału do państw Europy Środkowo-Wschodniej i jaka może być reakcja na rynku obligacji?

Bardzo trudno formułować takie prognozy. Mimo, że należy przyjąć, iż po Breksicie apetyt na ryzyko spadnie, nie jestem do końca przekonany, że wpłynie to negatywnie na przepływy kapitału w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednym ze scenariuszy mógłby być odpływ kapitału na rynki bardziej ryzykownych aktywów denominowanych w euro i ogólna ucieczka z epicentrum (EUR i GBP) w kierunku obligacji o wyższej ocenie inwestycyjnej i bezpieczniejszych walut. W takiej sytuacji do państw Europy Środkowo-Wschodniej napłynąłby znaczny kapitał, w szczególności w odniesieniu do aktywów czy krajów o lepszej ocenie.

Czy polskie spółki planujące emisje obligacji za granicą miałyby po ewentualnym Breksicie jakiekolwiek problemy z plasowaniem długu? Jaka byłaby sytuacja innych krajów, takich jak Czechy, Węgry czy Rumunia?

Nie, nie wierzę w to. W przypadku scenariusza całkowitej awersji do ryzyka nastąpiłaby ucieczka inwestorów, a obligacje rządowe w ujęciu ogólnym skorzystałyby z pozytywnych przepływów kapitału. Naturalnie, istnieje również ryzyko, że inwestorzy zachowają ostrożność wobec Europy Środkowo-Wschodniej ze względu na niepewność dotyczącą przyszłego kształtu strefy euro. Pozytywne wyniki odnotowywane przez państwa Europy Środkowo-Wschodniej to niewątpliwie solidny argument za dodaniem tych aktywów do portfela w przypadku ewentualnej wyprzedaży.

Jak zachowają się obligacje rządowe państw Europy Środkowo-Wschodniej?

Istnieje duża szansa, że odnotują dobre wyniki, szczególnie w przypadku, gdy rentowności bazowe pójdą w dół.

Czy Brexit jest w stanie wpłynąć na rosyjskie obligacje, ich wycenę i kolejne emisje?

Zawirowania na rynku zawsze mogą przyczynić się do zwiększenia różnic i pogorszenia wyników. Uważamy, że Brexit i w konsekwencji pogorszenie perspektyw dla Europy i Zjednoczonego Królestwa przyczyni się do utrzymania globalnego środowiska niskich rentowności przez dłuższy czas, co będzie korzystne dla rynków obligacji gospodarek wschodzących, takich jak obligacje rosyjskie. Jednym z czynników ryzyka jest ogólna wyprzedaż walut rynków wschodzących, nie sądzę jednak, by był to scenariusz wysokiego ryzyka.

 

Czy wyjście Wielkiej Brytanii z UE oznacza globalną recesję na rynku obligacji, tj. czy Londyn mógłby utracić status kluczowego światowego centrum finansowego?

Nie – jeżeli jedno centrum nie działa jak należy, rynek znajdzie inne. Rynki cechuje obecnie cyfryzacja i globalizacja.

W przypadku, gdyby Brexit nie nastąpił, a Zjednoczone Królestwo pozostałoby w Unii, czy zmieniłoby to cokolwiek na rynku obligacji w ujęciu globalnym, szczególnie w Europie Środkowo-Wschodniej?

Uważam, że w przypadku pozostania Wielkiej Brytanii w Unii bardzo wzrośnie apetyt na ryzyko, zwłaszcza w odniesieniu do akcji. Przewiduję również, że rentowności bazowe w Europie znacznie wzrosną, a na rynkach zapanuje powszechny optymizm. W takiej sytuacji preferowane będą aktywa Europy Środkowo-Wschodniej o krótszej zapadalności i nieco wyższym ryzyku. Spready kredytowe staną się węższe, co będzie korzystne dla rynków wschodzących ogółem.

Czy wpłynęłoby to na wyceny i okazje do sprzedaży obligacji – zarówno korporacyjnych, jak i rządowych – w Polsce, na Węgrzech, w Rumunii, w Czechach, w Rosji?

Nie, ale w dłuższej perspektywie, jeżeli rynek latem ogarnie optymizm, Fed ponownie stanie się ostrożna, co mogłoby zapoczątkować niekorzystny cykl dla rynków wschodzących i negatywnie wpłynąć na niektóre państwa Europy Środkowo-Wschodniej.

Czy Brexit wpłynie na rating Polski i – w ujęciu bardziej globalnym – na poziom ryzyka inwestycyjnego w państwach Europy Środkowo-Wschodniej?

Nie, nie uważam tak. Brexit to zjawisko krótkotrwałe. Realne zagrożenie wiąże się z dyskusją inicjowaną przez inne kraje po ewentualnym Breksicie. Co do zasady, istnieje znaczna opozycja wobec polityków strefy euro i może to zachęcić inne kraje do wyjścia z Unii w ramach protestu przeciwko ich mocy decyzyjnej.

VN:F [1.9.22_1171]

Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

GBP/USD – po referendum

GBP/USD - po referendum 1

Według ankiety przeprowadzonej przez Bloomberga wśród ekonomistów wynika, że większość z ankietowanych osób w przypadku Brexit-u widzi parę walutową poniżej 1.35, w przypadku pozostania w Unii Europejskiej na poziomie 1.50. Jest to bardzo realny scenariusz, aczkolwiek musimy pamiętać o Bankach Centralnych, które z dużym prawdopodobieństwem wkroczą do interwencji.

ECB, BOJ, BOE, BAC – to właśnie te, Banki Centralne, prawdopodobnie szykują się na akcje skoordynowaną w celu uratowania funta szterlinga oraz euro przed nadmierną deprecjacją w ciągu jednego dnia.

Z ostatnich sondaży opublikowanych przez Ipsos Mori oraz Survation wskazują na większe poparcie sceptyków Unii Europejskiej. Według Bloomberga prawdopodobieństwo opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanie wzrosło z 32% do 42% w tym tygodniu.

Mateusz Groszek
Młodszy Analityk Finansowy

Państwo powinno kupić warszawską giełdę

Warszawska giełda jest hybrydą własnościową. Od ponad 5 lat jest spółką publiczną, ale pełną kontrolę nad nią poprzez akcje uprzywilejowane posiada Skarb Państwa. Może to rodzić komplikacje w zarządzaniu spółką, która z jednej strony nie może ignorować interesów akcjonariuszy mniejszościowych, a z drugiej jej strategia powinna wpisywać się w plany Skarbu Państwa.

Interesy te mogą stać ze sobą w sprzeczności. Naturalne, że mniejszościowym akcjonariuszom, nie mającym wpływu na strategiczne decyzje, zależy na krótkoterminowych zyskach. Z kolei Skarbowi Państwa może zależeć na budowie silnego centrum finansowego wspierającego finansowanie gospodarki w długim terminie. Zasadna jest albo całkowita prywatyzacja GPW i oparcie ją o inwestora strategicznego, mającego wpływ i interes we właściwym nią zarządzaniu albo przeciwnie: delisting i pełna kontrola Skarbu Państwa – piszą autorzy raportu “GPW nowe otwarcie albo marginalizacja”, przygotowanego przez Martis Consulting.

-Nacjonalizacja giełdy jest lepszym z tych dwóch wariantów – mówi w rozmowie z MarketNews24 prezes Martis Consulting, Dariusz Jarosz, współautor raportu. – GPW SA jako spółka zostanie wtedy wycofana z obrotu giełdowego, powróci do działalności non profit, a skoro nie będzie musiała dzielić się zyskiem z akcjonariuszami, z których największym jest Skarb Państwa, to będzie mogła obniżyć opłaty dla spółek trafiających na giełdę.

​WTI – czy to powrót do długoterminowych spadków?

Ropa naftowa WTI przez ostatnie kilkanaście miesięcy podrożała o ponad 20$. Na początku 2016 roku za jedną baryłkę ropy należało zapłacić niecałe 30$, teraz jest to 47$, a tydzień temu trzeba było zapłacić ponad 50$.

W bieżącym tygodniu „czarne złoto” znajduje się pod presją sprzedających, czy jest to powrót do długoterminowych spadków? Niekoniecznie. Producenci ropy naftowej w dalszym ciągu mają ogromny problem i przy obecnych cenach ropy narażeni są na bankructwo. Zbyt niskie ceny ropy doprowadzą, wcześniej, czy później do szeregu bankructw, a tym samym podaż zostanie ograniczona. Dlatego też długoterminowym scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu wzrostowego.

Na interwale tygodniowym najbliższym wsparciem jest strefa popytu 43.30-45.70. Jeżeli stronie sprzedającej uda się ją pokonać, to kolejnym celem może być okolica 40 USD.

Mateusz Groszek
Młodszy Analityk Rynków Finansowych