Niemieckie samochody używane wciąż najpopularniejsze wśród Polaków. Coraz częściej kupowane są auta na benzynę zamiast aut z silnikami diesla

CEO Magazyn Polska

Niemieckie samochody cieszą się największą popularnością wśród Polaków. Prym wiodą Volkswagen, Audi i BMW. W ubiegłym roku po raz czwarty z rzędu Volkswagen Golf był najczęściej poszukiwanym modelem wśród aut używanych w serwisie otoMoto.pl. Dla osób szukających samochodów z drugiej ręki wciąż najważniejszym kryterium jest cena. I choć najpopularniejsze są auta w przedziale do 10 tys. zł, to wzrosło zainteresowanie autami droższymi, do 20 tys. zł.

Zestawienie dziesięciu najczęściej poszukiwanych marek aut używanych zdominowały koncerny niemieckie: Volkswagen, Audi i BMW.

 – W 2013 roku najpopularniejszym samochodem wśród Polaków szukających używanych aut był Volkswagen Golf. Jest to niezmienne już od 4 lat. Na drugim miejscu uplasowało się Audi A4, a na trzecim – Volkswagen Passat – analizuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Radosław Dobrołęcki, dyrektor serwisu otoMoto.pl.

Podobnie jak w poprzednich latach najwięcej osób było zainteresowanych Volkswagenem Golfem. Wynik lidera to 4,6 mln wyszukań (o 1 mln więcej niż przed rokiem). Użytkownicy otoMoto.pl najczęściej poszukiwali tego modelu z 2008 r., w kolorze czarnym i z silnikiem benzynowym.

Auta z innych krajów niż Niemcy są mniej popularne – dopiero szóstym najczęściej wyszukiwanym autem była Skoda Octavia (choć producent należy do koncernu VW), a dwa miejsca dalej uplasowała się Honda Civic. 

 – Popularność aut niemieckich jest poparta latami doświadczeń. Wiele takich samochodów jeździ po ulicach, co świadczy o tym, że wiele osób je wybiera i są one niezawodne. Jest to poparte także sprzedażą, zarówno w plebiscycie aut używanych, jak i nowych. Marka Volkswagen zajmuje drugie miejsce w kraju pod względem liczby rejestrowanych samochodów nowych – mówi Paweł Murszewski z VW Group.

Statystki serwisu wskazują, że zmieniają się preferencje klientów co do napędu auta. W poprzednich latach popularniejsze były modele używane z silnikami diesla, ale wzrost ceny oleju napędowego (z 4 zł w 2010 r. do 5,8 zł w styczniu br.) spowodował, że zainteresowanie tym rodzajem napędu spada. W roku 2012 straciły one 17 proc. udziałów we wszystkich zapytaniach. W roku 2013 spadły do poziomu niespełna 35 proc.

 – Popularność diesla wynikała głównie z tego, że konsumenci na rynku polskim szukali samochodów ekonomicznych, a cena paliwa pozwała na zaoszczędzenie na kosztach eksploatacji. W tym momencie trend cenowy, jeśli chodzi o olej napędowy i benzynę bezołowiową jest podobny. Różnica w cenie tych paliw praktycznie nie istnieje – podkreśla Michał Roszkowski z TNS Polska. – Powracająca popularność silników benzynowych może się nasilać, bo koncerny starają się, by nowe były coraz bardziej ekonomiczne.

Dobrym sygnałem dla rynku są większe kwoty przeznaczane na zakup aut używanych. Choć wciąż najpopularniejszym przedziałem cenowym są kwoty do 10 tys. zł i do 5 tys. zł, to w ubiegłym roku więcej osób było zainteresowanych autami w przedziale cenowym 20-25 tys. zł.

W przypadku samochodów dostawczych również dominują producenci niemieccy – Mercedes i Volkswagen. Ale wśród nowych aut największą popularnością cieszyła się Skoda Octavia. Popularny czeski model wyprzedził w ubiegłym roku rumuńską Dacię Duster (producent należy do koncernu Renault).

Serwis otoMoto.pl po raz kolejny przygotował ranking w oparciu o dane z wyszukiwarki samochodów na tej stronie. Podstawą do stworzenia klasyfikacji było ponad 460 milionów zapytań internautów i ponad 9 milionów ofert w serwisie.

Zagraniczni klienci coraz częściej szyją u polskich krawców

CEO Magazyn Polska

Pracowniom krawieckim przybywa klientów. Najczęściej zamawiający zlecają uszycie garniturów ślubnych, płaszczy i smokingów. Wśród klientów coraz częściej pojawiają się przyjezdni z zagranicy, m.in. z Anglii i Niemiec. Na Zachodzie szycie na miarę, choć bardzo popularne, jest dużo droższe niż w Polsce.

Zainteresowanie krawiectwem na miarę z roku na rok rośnie. Do pracowni często przychodzą klienci, którzy mają niesymetryczną sylwetkę i trudno im znaleźć ubranie w sieciowych sklepach.

 – Są różni klienci, od wysokich do bardzo niskich, od dobrze zbudowanych do bardzo szczupłych. Najczęściej zamawiają garnitury ślubne – mówi Józef Błoński, właściciel jednej z najstarszych warszawskich pracowni krawieckich.

W polskich pracowniach krawieckich coraz częściej pojawiają się także klienci z zagranicy. Ceny nie są bowiem jeszcze tak wysokie, jak w innych krajach zachodnich. Za uszycie garnituru trzeba zapłacić od 2,5 tys. zł, za płaszcz – od 300 zł, za koszulę męską – ok. 400 zł. Panie za uszycie spódnicy zapłacą ok. 200 zł, za żakiet – ok. 300 zł.

Osoby, które składają zamówienie w pracowni krawieckiej, chcą mieć pewność, że strój będzie idealnie pasował lub będzie ich wyróżniał. Z kolei ci, którzy mają niesymetryczne kształty, mogą liczyć na to, że uszyte ubranie, poprawi ich sylwetkę.

 – Przy nierównych ramionach można je wyrównać poduszkami. Natomiast, żeby wyrównać sylwetkę, można jedną stronę zwęzić, drugą nieco rozszerzyć. Jeśli ktoś ma wyższe biodro, to nogawkę nie robi się na dole dłuższą tylko wyrównuje się biodrem i wtedy optycznie wygląda równo – zdradza krawieckie tricki w rozmowie z agencją Newseria Lifestyle Józef Błoński.

Pracownie krawieckie od lat są popularne w Anglii, Francji, Niemczech i we Włoszech. W Londynie na ulicy Savile Row klienci mają do wyboru ok. 30 prywatnych krawców. Z takich usług korzystają często politycy, dyplomaci oraz ludzie ze świata show-biznesu.

Fundusz Mieszkań na Wynajem przyciąga deweloperów. Widzą w nim szansę na zwiększenie sprzedaży

CEO Magazyn Polska

Bank Gospodarstwa Krajowego planuje poprzez Fundusz Mieszkań na Wynajem wykupić w największych polskich miastach całe budynki mieszkalne i udostępnić lokale wynajmującym na preferencyjnych warunkach. Nie wyklucza, że oprócz kupowania gotowych inwestycji, będzie również zamawiać je u deweloperów. W rządowym projekcie udział zapowiada firma ROBYG. Deweloper ten w ubiegłym roku sprzedał najwięcej mieszkań w Polsce.

 – Wprawdzie nie wiemy jeszcze, jaki będzie ostateczny kształt tego projektu, ale mieliśmy już wstępne rozmowy i sądzimy, że ten program może być również śmiało przez nas realizowany – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zbigniew Wojciech Okoński, prezes zarządu firmy ROBYG.

Deweloper ma w swojej ofercie również mieszkania w ramach rządowego programu „Mieszkanie dla Młodych”, który wszedł w życie z początkiem tego roku. Prezes podkreśla, że cieszy się ona dużym zainteresowaniem klientów. 

 – Zarówno na targach, jak i w biurach sprzedaży obserwujemy rozmowy wielu młodych osób, które pytają się o ten program i możliwość zakupu mieszkania z wykorzystaniem subsydiów rządowych. I w dużym stopniu te mieszkania są kupowane – zaznacza Okoński.

Firma deklaruje, że chciałaby przynajmniej utrzymać, a w perspektywie być może poprawić wynik z roku 2013, który był rekordowy pod względem liczby sprzedanych lokali (1731 mieszkań), a to wymaga rozszerzenia działalności. Dlatego też obok uruchamiania kolejnych inwestycji w Warszawie i Gdańsku, deweloper rozważa w ciągu najbliższych lat rozpoczęcie realizacji budowy mieszkań we Wrocławiu. Planuje zakup większej działki, aby mieć odpowiednią skalę działalności.

 – Chcielibyśmy utrzymać tę liczbę mieszkań, którą udało nam się sprzedać w ubiegłym roku. Wprowadzamy do budowy w tym roku ponad 2500 mieszkań. Sprzedaż w styczniu i lutym szła bardzo dobrze, więc trend z zeszłego roku jest kontynuowany – przyznaje Okoński.

Największym zainteresowaniem wśród klientów cieszyły się w 2013 roku mieszkania dwu- i trzypokojowe, jednak, jak zaznacza prezes firmy ROBYG, wielkość tych lokali musiała być dopasowana do możliwości klienta.

 – Czyli dwupokojowe mieszkania nieprzekraczające 48 metrów kwadratowych, a trzypokojowe dochodzące do 60 metrów kwadratowych. Połączenie dobrej lokalizacji i wysokiego standardu był opcją najbardziej rozchwytywaną – mówi Okoński.

Podobnie wygląda sytuacja na rynku w tym roku. Jeśli jednak tendencje będą się zmieniać, firma będzie się do nich dostosowywać. Zwłaszcza że obecnie można zaobserwować większy popyt.

 – W zeszłym roku sprzedało się bardzo dużo mieszkań w systemie deweloperskim. Sądzimy, że klienci dojrzeli do realizacji swoich zamiarów zakupowych. Zapotrzebowanie fundamentalne w Polsce jest oceniane na około 1 mln nowych mieszkań, a produkujemy rocznie między 30 a 50 tysięcy. Oczywiście chodzi też o to, by klienci mieli wystarczająco dużo pieniędzy i otrzymywali kredyty, to taki ogranicznik, który będzie wyznaczał liczbę sprzedawanych rocznie mieszkań. My jednak jesteśmy zadowoleni z rozwoju rynku – podsumowuje Okoński.

Pierwsza podwyżka stóp procentowych możliwa w listopadzie. Odsunąć ją w czasie może sytuacja na Ukrainie

CEO Magazyn Polska

Pierwsza podwyżka stóp procentowych może nastąpić jeszcze w tym roku – w listopadzie – na to, zdaniem Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Credit Agricole, wskazuje projekcja inflacyjna Narodowego Banku Polskiego. Termin ten może jednak zostać przesunięty o kilka miesięcy z powodu rozwoju wydarzeń na Ukrainie.

 – Jeśli ożywienie w Polsce będzie się utrwalać, jeśli wzrost gospodarczy będzie przyspieszał, a negatywny wpływ sytuacji gospodarczej i politycznej na Ukrainie na polską gospodarkę będzie niewielki, jest szansa, że pierwszą podwyżkę stóp procentowych zobaczymy jeszcze w tym roku w listopadzie – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole.

Jak podkreśla, na to może wskazywać marcowa projekcja inflacji Narodowego Banku Polskiego. 

 – Ta analiza pokazuje, że inflacja bardzo powoli będzie wracać do celu inflacyjnego, do 2,5 proc. Ten powrót nastąpi w zasadzie w drugiej połowie 2016 roku. To jest perspektywa na dziś, dość odległa, ale pod koniec tego roku to będzie już perspektywa, która zmieści się w tak zwanym horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej, a więc w okresie 5-7 kwartałów – uważa Jakub Borowski.

Według ostatnich danych GUS, w styczniu ceny wzrosły o 0,7 proc. Dziś opublikuje dane za luty.

Scenariusz podwyżek może się jedna odsunąć w czasie z powodu rozwoju wydarzeń na Ukrainie. W opinii ekonomisty, jeśli przez najbliższe miesiące nie dojdzie do ustabilizowania się sytuacji, RPP może wstrzymać się z podwyżkami do I kwartału 2015 roku, prawdopodobnie do marca.

 – Bardzo ważnym elementem, który będzie wiązał ręce Radzie Polityki Pieniężnej, będzie wpływ sytuacji na Ukrainie na ceny w Polsce, w szczególności na ceny żywności. Dynamika tych cen z powodu kryzysu ukraińskiego może być niższa o około 0,3-0,5 punktu procentowego w II połowie roku – prognozuje Jakub Borowski.

A to by oznaczało, że do końca roku inflacja pozostanie poniżej celu inflacyjnego, a nawet poniżej dopuszczalnego dolnego odchylenia. Cel inflacyjny to 2,5 proc. plus minus 1 pkt proc.

 – To jest scenariusz, w którym bardzo trudno sobie wyobrazić podwyżkę stóp procentowych w tym roku – wyjaśnia Borowski.

PISM: Krym straciłby na odłączeniu się od Ukrainy

CEO Magazyn Polska

Na oderwaniu Krymu od Ukrainy i możliwym przyłączeniu do Rosji najbardziej straciliby mieszkańcy półwyspu uważa ekspert PISM. Region jest obecnie uzależniony od Ukrainy i przemysłu turystycznego, a konflikt po niedzielnym referendum może ciągnąć się przez wiele lat, co spowoduje odpływ turystów. Region dla Ukrainy nie ma znaczenia gospodarczego, ale bardzo duże polityczne i militarne.

 – Obawiam się, że Krym po tym referendum i po najbardziej prawdopodobnym scenariuszu, czyli przyłączeniu półwyspu do Rosji, stanie się strefą kolejnego zamrożonego konfliktu na obszarze poradzieckim. Będzie czymś podobnym do Naddnieprza, Abchazji czy Osetii Południowej – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Konrad Zasztowt, ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. – To oczywiście będzie miało najgorsze skutki dla mieszkańców tego regionu, którzy żyją z turystyki, i w tym momencie oczywiście turyści już przestaną przyjeżdżać na Krym.

Zasztowt podkreśla, że Krym ma wyjątkowy status w obrębie Ukrainy. Jest regionem autonomicznym z własnym parlamentem i rządem, ma także możliwość stanowienia własnego prawa, które nie może być jednak sprzeczne z ukraińskim. Mimo to półwysep jest gospodarczo niemal całkowicie uzależniony od Kijowa – przez wąski Przesmyk Perekopski na Krym dostarczane są gaz oraz woda pitna, biegną tamtędy również wszystkie drogi łączące półwysep z Ukrainą.

Dlatego jeśli w niedzielnym referendum mieszkańcy Krymu zadecydują o odłączeniu go od Ukrainy, co może doprowadzić do włączenia półwyspu do Rosji, gospodarka Krymu ucierpi znacznie bardziej niż ukraińska.

 – Krym jest stosunkowo biednym regionem i raczej dostaje subwencje z rządu centralnego w Kijowie, nie jest rejonem dochodowym z punktu widzenia ukraińskiego budżetu. Natomiast już w czasach radzieckich i wcześniejszych region słynął jako niezwykle atrakcyjny turystycznie, który potencjalnie w przyszłości mógłby się rozwinąć jako region turystyczny, przynoszący duże zyski, również z punktu widzenia ukraińskiego budżetu – mówi Zasztowt.

Podkreśla, że są to jednak spekulacje dotyczące przyszłości, podobnie jak rozważania na temat dostępności gazu i ropy naftowej w szelfie otaczającym Krym. Choć trwają analizy, na razie nie wiadomo, czy wydobycie będzie się opłacało. Zasztowt zauważa jednak, że z punktu widzenia Ukrainy to ważny czynnik, bo kraj mógłby częściowo uniezależnić się od Rosji.

Jednak ważniejsze od czynników gospodarczych i energetycznych w konflikcie na Krymie są te polityczne, militarne i symboliczne. Rosja jest zainteresowana półwyspem nie tylko dlatego, że 60 proc. mieszkańców to etniczni Rosjanie, lecz także z uwagi na bazę Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu.

Możliwe odłączenie Krymu od Ukrainy, którego zapewne nie uznają ani władze w Kijowie, ani w stolicach europejskich, mogłoby na długi czas zaważyć na stosunkach Ukrainy z Rosją.

 – Odłączenie regionu krymskiego nie wpłynie na pogorszenie sytuacji gospodarczej na Ukrainie, która jest bardzo zła niezależnie od kryzysu krymskiego. Głównym problemem będą stosunki z Rosją, ponieważ każdy kolejny rząd, niezależnie od tego, czy to będzie rząd bardziej czy mniej proeuropejski, będzie musiał sobie poradzić z problemem, jak ukształtować relacje z sąsiadem, który okupował i przyłączył część terytorium Ukrainy – podkreśla Zasztowt.

Prognozuje, że niezależnie od statusu Krymu, niedzielne referendum oznacza początek napiętej sytuacji między Ukrainą i Rosją, która może potrwać nawet dziesiątki lat. Porównuje sytuację do historii Naddnieprza – terytorium Mołdawii będącego quasi-niepodległym terytorium ściśle związanym z Rosją, oraz Abchazji i Osetii Południowej – dwóch terytoriów uznawanych przez większość państw świata za należące do Gruzji, a kontrolowane przez Rosję od 2008 r.

Ile polska firma jest w stanie oszczędzić na e-fakturze?

Nawet 70% – tyle kosztów mniej poniesie przedsiębiorca wysyłający faktury elektroniczne. Tym samym dziwi fakt, że tylko niewielki odsetek polskich firm korzysta z tej formy dystrybucji dokumentów rozliczeniowych. A przecież każdy 1000 e-faktur to oszczędność rzędu 2 800 zł w stosunku do faktury papierowej!

Im więcej rachunków wystawiamy w skali miesiąca, tym większe oszczędności możemy osiągnąć dzięki e-fakturze. Korzystając z tej formy dystrybucji dokumentów eliminujemy kosztowne pozycje, takie jak chociażby opłaty pocztowe, konieczność zakupu papieru i kopert, ponoszenia kosztów eksploatacji urządzeń drukujących czy kopertujących, nie wspominając o nakładach pracy związanych z przygotowywaniem papierowej korespondencji. Fakty te są istotne zarówno w przypadku korporacji wysyłającej tysiące faktur miesięcznie, jak i małej firmy, której właściciel zajmuje się nie tylko bieżącą działalnością, ale także rozliczaniem kontrahentów.

1,2 zł za jedną e-fakturę

Szacuje się, że całkowity koszt obsługi faktury papierowej to ok. 4 zł, tymczasem jak pokazują dane udostępnione przez platformę do dystrybucji e-faktur billbox.pl, to ok. 70% więcej niż kwota potrzebna na przygotowywanie i dystrybucję e-faktury. Wysyłając w skali miesiąca przykładowe 1000 faktur elektronicznych, możemy zaoszczędzić nawet 2 800 zł! Mimo że polscy przedsiębiorcy wystawiają średnio 1,5 mld faktur rocznie, tylko 8-11% z nich korzysta z e-faktury (dane Lewiatan, 2012 rok). Skąd wynika ta niechęć?

– Jednym z powodów może być konieczność spełniania określonych wymogów, niezbędnych do tego, aby e-faktura była ważna i wiążąca. Ustawodawca określa, że taki dokument musi być przesłany w formie zapewniającej autentyczność pochodzenia, integralność jego treści oraz czytelność – tłumaczy Piotr Szambelańczyk z billbox.pl. Zauważmy, że od początku 2013 roku przedsiębiorcy nie muszą zasłaniać się koniecznością uzyskania pisemnej akceptacji od klienta na wystawianie e-faktury, ponieważ wystarcza słowna deklaracja z jego strony. Co więcej, wystawiający może przesłać odbiorcy e-fakturę bez wcześniejszego porozumienia się, a jeżeli ten ją opłaci – uznaje się ten fakt za zgodę na zaproponowaną formę rozliczenia.

Jeżeli przepisy są dla przedsiębiorcy nadal niejasne, może skorzystać z dostępnych platform online przeznaczonych do dystrybucji faktur internetowych oraz płatności dokonywanych w sieci. Takie rozwiązanie z jednej strony skraca czas potrzebny na wysyłkę rachunków, z drugiej – zmniejsza ponoszone przez przedsiębiorcę koszty. Odbiorca otrzymuje powiadomienie sms lub mailowe o przesłanej fakturze oraz możliwości jej uregulowania poprzez system płatności online PayByLink lub tradycyjny przelew. Każdą taką e-fakturę można zapisać na dysk lub wydrukować, można także ustawić przypomnienia o zbliżającym się terminie płatności. Dodajmy, że wystawca faktur ma możliwość generowania raportów dotyczących wysyłanych i otrzymywanych dokumentów oraz rachunków, a także ma bieżący dostęp do informacji o wszystkich wykonanych płatnościach. Taka platforma to także oszczędności wynikające z możliwości archiwizacji ważnych plików w formie elektronicznej bez konieczności generowania niezliczonych ilości dokumentów papierowych.

Pamiętajmy, że nie warto iść na skróty, wysyłając e-faktury zwykłą, niezabezpieczoną pocztą e-mail oraz bez kwalifikowanego podpisu elektronicznego. Taki dokument dla odbiorcy nie zawsze będzie w pełni wiarygodny, nie mówiąc już o problemach z samą skutecznością doręczeń czy ograniczonymi funkcjonalnościami dla wystawiającego.

Korzyści nie tylko dla przedsiębiorcy

E-faktury to ułatwienie nie tylko dla przedsiębiorcy, ale również klientów, dla których elektroniczne rozliczanie jest szybsze i wygodniejsze niż tradycyjna forma płatności. Jako wady faktur papierowych wskazują także negatywny wpływ na środowisko naturalne, kłopoty związane z koniecznością ich przechowywania i ryzykiem zgubienia oraz brak w pewności w otrzymaniu faktury na czas.

Wprowadzając e-faktury zyskują wszystkie trzy strony – przedsiębiorcy korzystający z narzędzi, które ułatwiają obsługę księgową oraz oszczędzają czas i pieniądze, klienci mający pewność, że otrzymają rachunek na czas, a także środowisko naturalne, ponieważ e-faktura to mniejsze wycinki drzew, zanieczyszczenia wody pitnej i emisja dwutlenku węgla. Obok kalkulacji czysto finansowych, to najważniejsze argumenty, które powinny przekonać każdego przedsiębiorcę w Polsce do rezygnacji z tradycyjnych faktur papierowych na rzecz elektronicznej formy rozliczeń.

Źródło: materiały prasowe www.billbox.pl

Artykuł opracowany przy współpracy z TM Solutions Agencja Pracy

Jak pracować krócej i zrobić w tym czasie więcej?

Wielu pracowników w Polsce boryka się z problemem chronicznego przepracowania. Spędzają w biurze po kilkanaście godzin dziennie, zabierają pracę do domu i nawet w swoim wolnym czasie nie są w stanie zrezygnować np. z systematycznego sprawdzania służbowej poczty. Ich zdaniem tego typu działania nastawione są na poprawę efektywności. Jak się jednak okazuje, paradoksalnie często by zrobić więcej należy robić mniej – dużo bowiem zależy od prawidłowej organizacji czasu.

Praca bez wątpienia stanowi nieodłączny element naszej codzienności. Statystycznie w ciągu całego życia spędzamy w niej łącznie nawet 40 lat. I tak naprawdę to tylko od nas zależy, czy czas ten minie nam w ciągłym napięciu i oczekiwaniu na koniec pracy, weekend lub wakacje, czy też może sprawimy, by każdy kolejny dzień był pełen wyzwań i satysfakcji.

Druga z tych opcji bez wątpienia wydaje się być dużo bardziej atrakcyjna. Osiągnięcie tego może się jednak okazać trudne bez wcześniejszej poprawy naszej wydajności. A tu kluczem do sukcesu będzie odpowiednie planowanie swojego czasu.

Kiedy mniej znaczy więcej

– Jeśli często budzimy się zmęczeni, pomijamy śniadanie, a później w porze lunchu rzadko opuszczamy swoje stanowisko, biegamy z jednego spotkania na drugie bez choćby chwili przerwy czy też wychodzimy z biura znacznie później, niż byśmy chcieli, a mimo to w domu kontynuujemy pracę, to bez wątpienia mamy kłopot z organizacją swojego czasu – mówi Grzegorz Frątczak, specjalista zarządzania czasem.

I rzecz jasna, wcale nie jesteśmy w tym odosobnieni. Na całym świecie w dużym tempie rośnie liczba osób mających trudności z pogodzeniem ze sobą wysokich oczekiwań stawianych przez przełożonych z normalnym, zdrowym rytmem dnia.

– Paradoksalnie, najlepszym sposobem, by ostatecznie zrobić więcej, jest robić mniej. Naszą biurową wydajność znacząco poprawić bowiem mogą np. wysiłek fizyczny (jako przerwa w pracy umysłowej), krótka drzemka, każda minuta spędzona poza biurem, a także częstsze niż tylko weekendowe odpoczynki – dodaje Frątczak.

Niezależnie od miejsca pracy warto więc odejść od myślenia w stylu „im więcej czasu na to poświęcę, tym lepsze osiągnę rezultaty” i skupić się wyłącznie na poszukiwaniu efektywnych rozwiązań.

Więcej śpisz – lepiej pracujesz

O tym, że może to nie być łatwe zadanie, w dużej mierze decydują zakorzenione w nas przeświadczenia. Odpoczynek w żaden sposób nie kojarzy nam się z pracą, a większość pracodawców uważa go wręcz za zwyczajną stratę czasu. Często też nagradza się osoby najczęściej i najdłużej zostające po godzinach.

Więcej czasu spędzonego w pracy zwykle oznacza jednak, że krócej śpimy, a niewystarczająca ilość snu przekłada się przecież na nasze osiągnięcia i wydajność. Co więcej, liczne badania pokazują, że mniej niż 6 godzin snu na dobę znacząco zwiększa ryzyko pojawienia się wypalenia zawodowego.

– Z całą pewnością nie warto więc rezygnować z właściwej dla naszego organizmu ilości snu. Naszą efektywność wspomóc też mogą krótkie (trwające około15-30 minut) drzemki w ciągu dnia – podpowiada właściciel CEO Solutions.

Planuj swój dzień efektywnie

Każdy organizm ludzki posiada genetycznie zakodowaną potrzebę odnawiania energii. Nikt z nas nie został „zaprogramowany” na ciągłe jej wytwarzanie – działamy raczej na zasadzie balansowania pomiędzy zużywaniem i odnawianiem zasobów energetycznych.

W ciągu zwykłego dnia ze stanu czujności do stanu zmęczenia przechodzimy stopniowo średnio co 90 minut. Nasze ciało z całą pewnością da nam o tym znać, o ile nie zagłuszymy go kofeiną, hormonami stresu czy adrenaliną.

– Kluczem do zwiększenia produktywności może zatem być praca w trwających 90 minut, przeplatanych przerwami cyklach. Należy przy tym unikać całkowitego wyczerpania organizmu i ograniczać swoje wysiłki do poziomu, który pozwoli na kolejny dzień zregenerować się w 100% – mówi Grzegorz Frątczak.

Cykle te stanowić mogą także idealne narzędzie do projektowania swojego czasu. Pozwalają bowiem na bieżąco kontrolować ilość chwil spędzanych w pracy, nie pomijając przy tym niezbędnego odpoczynku.

Nierzadko zdarza się również, iż podczas takich przerw spędzonych np. na bieganiu w naszej głowie rodzą się najlepsze pomysły. Wyjście z biura może więc przynieść nawet kilkukrotną poprawę poziomu efektywności i w konsekwencji dać nam znacznie więcej wolnego czasu.

Urlop bez telefonu

W ostatecznym rozrachunku energia, z jaką pracownicy przychodzą do firmy jest zdecydowanie ważniejsza niż to, ile godzin w niej spędzą, a odpowiednie zarządzanie czasem zarówno swoim, jak i reszty zespołu pozwoli wykonać więcej zadań w krótszym czasie.

Z całą pewnością warto więc swoje biuro zmienić w miejsce przyjazne odnawianiu zasobów energetycznych np. poprzez stworzenie pokoju przeznaczonego wyłącznie do relaksu. Dobrym pomysłem może być także wprowadzenie zasady, że dzień pracy kończy się np. o 18:00 i później nikt nie musi odbierać e-maili czy telefonów.

– Tych ostatnich z całą pewnością należy unikać także podczas urlopów. Gdy pracujemy – dajemy z siebie wszystko, ale gdy odpoczywamy, nasze myśli nie powinny koncentrować się na sprawach służbowych – dodaje na koniec trener zarządzania czasem.

Samochody w małej firmie – jak wybrać optymalne rozwiązanie?

Większość firm handlowych działających w Polsce nie mogłaby funkcjonować nie mając do dyspozycji określonej liczby samochodów. I tak, jak zapotrzebowanie to zwykle nie podlega dyskusji, to już sam sposób stworzenia floty służbowych pojazdów, może się różnić w zależności od indywidualnych potrzeb czy możliwości. Zanim więc podejmiemy jakąkolwiek decyzję, warto poznać wady i zalety wszystkich dostępnych rozwiązań.

Mimo dynamicznego rozwoju handlu elektronicznego i coraz większej ilości transakcji zawieranych na odległość, wciąż istnieje wiele przedsiębiorstw, u podstaw działania których stoi grupa odpowiednio wyszkolonych przedstawicieli handlowych.

– Pracownicy ci, rozsiani zwykle niemalże po całym kraju, są też przeważnie dysponentami określonej liczby samochodów. Stworzenie i nadzór nad taką flotą to zadanie, przed którym stanąć zatem muszą osoby zarządzające daną firmą – mówi Łukasz Bazarewicz prezes zarządu Grupy Martom, która jest m.in. właścicielem serwisu AlejaOpon.pl czy Centrum Motoryzacyjnego Martom

Niestety, w tym przypadku trudno o wyjście idealne. Niezależnie bowiem od tego, czy wybierzemy zakup aut, czy też może ich długoterminowy wynajem, zmierzyć się będziemy musieli z określonymi wadami każdego ze sposobów zbudowania i zarządzania taborem samochodowym w przedsiębiorstwie.

Full Service Leasing – drogo, ale stabilnie

Pierwsze z wspomnianych rozwiązań, zwane także Full Service Leasing, to nic innego jak operacyjny leasing pojazdów, w skład którego wchodzi szereg dodatkowych usług. Opcja ta jest szczególnie polecana firmom użytkującym nieco wyższą liczbę aut.

– W tym przypadku oczywistą zaletą jest brak konieczności angażowania środków własnych. Co równie ważne, wszystkie czynności związane z serwisem pojazdów przeniesione zostają na firmę wynajmującą, przedsiębiorca nie musi zatem dodatkowo płacić za naprawy czy np. systematyczne wymiany opon – dodaje Łukasz Bazarewicz.

Z brakiem owego obowiązku wiąże się także znaczne uproszczenie procedur księgowych. Wszelkie koszty związane z utrzymaniem samochodu zawarte są bowiem w jednej racie, a to gwarantuje firmom zminimalizowanie ilości dokumentacji przy jednoczesnej pewności co do wysokości comiesięcznych zobowiązań i bezpieczeństwa w zakresie używania zawsze w pełni sprawnych aut.

Wynajem długoterminowy ma też jednak pewne minusy. Warto bowiem uświadomić sobie, że pojazd będący w naszej dyspozycji przez cały okres trwania umowy pozostaje własnością firmy leasingowej. Nie da się także ukryć, że rozwiązanie to jest dość drogie – pod uwagę musimy tutaj wziąć niemałą przecież opłatę uiszczaną podmiotom wynajmującym.

– Oprócz tego, w przypadku kradzieży czy też dużej szkody skutkującej utratą samochodu, obowiązek płacenia rat nie znika. W skrajnym przypadku może się więc zdarzyć tak, że przez kilka lat będziemy ponosić koszt mimo braku możliwości użytkowania auta – przestrzega przedstawiciel Grupy Martom.

Flota firmowa – koszty, których nie widzimy

Alternatywą dla Full Service Leasingu zwykle jest samodzielne stworzenie floty służbowych pojazdów. Te zakupione mogą zostać za gotówkę lub też na kredyt. Rozwiązanie to z wielu względów jest szczególnie popularne w znacznie mniejszych firmach.

W tym przypadku liczyć z całą pewnością możemy na nieco niższe koszty. Niestety, te będą widoczne jedynie wówczas, gdy sami zadbamy o zarządzanie naszymi samochodami. Możliwe to będzie jednak jedynie w sytuacji, gdy wszystkie auta znajdują się w jednym mieście.

– Nadzór nad takim taborem wymaga dużych nakładów czasu własnego. W niektórych przypadkach opłacalne może się więc okazać zatrudnienie odpowiednio wykwalifikowanej osoby na stanowisko menedżera floty – podpowiada prezes.

Jeśli bowiem standardową eksploatację aut postanowimy powierzyć naszym pracownikom, narażamy się na ogromne straty finansowe. Ci bowiem niezwykle często świadomie zawyżają koszty wszelkich napraw służbowych samochodów, a my nie posiadamy absolutnie żadnej możliwości ich
skontrolowania.

Trzecia droga

Co jednak w przypadku, gdy nasze przedsiębiorstwo potrzebuje średniej liczby aut? Z jednej strony pojazdów tych jest zbyt dużo i sam właściciel firmy nie jest w stanie o taką flotę zadbać, z drugiej zaś nie opłaca się jeszcze zatrudnianie dedykowanego pracownika czy też skorzystanie z oferty wynajmu długoterminowego.

Z całą pewnością na rynku motoryzacyjnym brakuje w tej chwili rozwiązania pośredniego. Nie oznacza to jednak, że przedsiębiorcy z tego typu dylematem już na zawsze zostaną pozostawieni sami sobie:

– Prace nad stworzeniem specjalnej aplikacji flotowej, pozwalającej na rozsądne zarządzanie nawet niewielką liczbą samochodów w firmie, idą pełną parą – mówi Łukasz Bazarewicz z Grupy Martom.
I dodaje: Nasza propozycja, która niebawem zostanie zaprezentowana, zapewni przedsiębiorcom dogodne warunki obsługi, a współpraca z szeregiem serwisów partnerskich w całej Polsce sprawi, że będą one realizowane w ramach jednej umowy i opłacane na jednej fakturze.

OECD zawiesza rozmowy o członkostwie z Federacją Rosyjską

Rada Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) zawiesza rozmowy z Rosją w sprawie jej członkostwa w Organizacji. Dziś decyzja ta została przekazana władzom rosyjskim. Jednocześnie Rada OECD zadeklarowała potrzebę wzmocnienia współpracy z Ukrainą, szczególnie że Ukraina zgłosiła ponownie w zeszłym tygodniu  wniosek o znalezienie się w kręgu tej elitarnej organizacji. Rosja zabiegała o członkostwo w OECD od 7 lat. 

 – OECD po posiedzeniu Rady, która miała miejsce wczoraj, na wniosek dziekana Rady polskiego ambasadora, zawiesiła postępowanie w ramach ewentualnego przyjęcia Federacji Rosyjskiej do OECD – poinformował agencję informacyjną Newseria Olgierd Dziekoński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

Podkreśla, że jest to ważny sygnał, który pokazuje, że następuje swojego rodzaju ostracyzm w stosunku do takich działań ze strony władz Rosji, które nie spełniają kryteriów demokracji, liberalnego, wolnego handlu, gwarancji stabilności przepisów prawa.

 – Organizacja daje swój sygnał, co z pewnością będzie miało również znaczenie w innych relacjach związanych z Federacją Rosyjską i kształtowanych na podstawie tak budowanego poglądu – mówi Olgierd Dziekoński.

Rosja bardzo mocno zabiegała o uczestnictwo w OECD. Od 7 lat była w procesie przystępowania do tej organizacji, który wymagał spełnienia 200 standardów, ustalonych przez tę organizację.

 – Warto zauważyć, że w trakcie wizyty poniedziałkowej pana Gurrii w Pałacu Prezydenckim w Polsce, była podnoszona kwestia poszerzenia wsparcia tej organizacji na rzecz Ukrainy. Również prezydent Bronisław Komorowski taką deklarację i taką intencję przedstawiał, zarówno w trakcie bezpośrednich rozmów z panem Gurrią, jak i publicznie w trakcie debaty na konferencji – dodaje sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta.

Działanie na rzecz możliwości wzmocnienia potencjalnego uczestnictwa Ukrainy w ramach OECD będzie związane z dostępem do ekspertów, którymi dysponuje ta organizacja, jak i również działań ze strony innych krajów, które w ramach ogólnego pakietu będą wspierały proces reformy na Ukrainie, pozwalający spełnić kryteria i wypracowane standardy Organizacji Współpracy Międzynarodowej.

Deloitte wzmacnia i rozwija sektor instytucji finansowych

Wiesław Thor objął funkcję Doradcy Zarządu w firmie doradczej Deloitte. Jego dołączenie do zespołu wiąże się z dalszym rozwojem sektora instytucji finansowych. Deloitte tym samym umacnia pozycję najbardziej wszechstronnego dostawcy usług w tym zakresie w całym regionie Środkowej Europy.

Wiesław Thor będzie wspierał dział usług dla sektora finansowego, wykorzystując swe bogate doświadczenie w bankowości, które zdobył przede wszystkim w BRE Banku, gdzie przez wiele lat był Wiceprezesem ds. Zarządzania Ryzykiem. „To dla nas zaszczyt, że ekspert rynków finansowych takiej klasy dołącza do naszego zespołu. Celem naszej działalności jest dostarczanie klientom szerokiego i zintegrowanego portfela usług w sektorze instytucji finansowych, a doświadczenie Wiesława Thora zdobyte przez wiele lat w bankowości jest atutem nie do przecenienia” – mówi Zbigniew Szczerbetka, Partner Deloitte, Lider Sektora Instytucji Finansowych w Polsce i w Europie Środkowej.

Wiesław Thor jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz programów szkoleniowych w South Carolina Business School oraz McIntire University Business School. Po uzyskaniu dyplomu, został asystentem w Instytucie Nauk Ekonomicznych przy Polskiej Akademii Nauk. Karierę w BRE Banku rozpoczął w 1990 roku. Siedem lat później został Dyrektorem Działu Kredytowego, a w roku 2000 Dyrektorem ds. Zarządzania Ryzykiem. W roku 2002, wkrótce po objęciu stanowiska Dyrektora Zarządzającego w Banku Handlowym, został powołany na Członka Zarządu BRE Banku. Do 2013 roku piastował w tej instytucji stanowisko Dyrektora Działu Kredytowego i Wiceprezesa Zarządu.

W kwietniu 2013 roku został powołany do Rady Nadzorczej mBanku. Obecnie jest także wykładowcą Warszawskiego Instytutu Bankowości i SGH.

Asseco podpisało umowę na wdrożenie systemu bilingowego w Etiopii. Największy kontrakt na polskie systemy IT w Afryce

0

13 marca 2014 roku w Addis Abebie, Etiopia, została podpisana umowa pomiędzy Asseco Poland a rządową agencją etiopską Information Network Security Agency (INSA). Dotyczy wspólnej realizacji projektu mającego na celu budowę nowoczesnego rynku energii w Etiopii. Wartość zawartej umowy wynosi blisko 10 mln USD, a projekt ma zostać zrealizowany do końca 2015 roku.

Budowa nowoczesnego rynku energii ma dla etiopskiej gospodarki znaczenie strategiczne. Zostanie stworzony w oparciu o autorskie oprogramowanie Asseco z rodziny AUMS oraz o know-how Asseco w zakresie rozwiązań informatycznych dla sektora energetycznego. Tym samym Asseco Poland ma szansę odegrać znaczącą rolę w rozwoju informatycznym Etiopii oraz całej Afryki i sprawić, aby Polska była rozpoznawana na tym kontynencie jako kraj innowacyjnych technologii, które z powodzeniem mogą być wdrażane w szybko rozwijających się gospodarkach afrykańskich.

 

– Współpraca Asseco z etiopskim rządem spotkała się ze wsparciem ze strony polskiego MSZ. To wzorcowy przykład zaangażowania naszej dyplomacji w promocję polskiej gospodarki na rynkach światowych. Szczególne podziękowania kieruję w stronę Jacka Jankowskiego, Ambasadora RP w Etiopii oraz pracowników Ambasady. Bez ich zaangażowania nie byłoby możliwe odbycie tylu owocnych spotkań z ministrami, przedstawicielami rządu Etiopii oraz przedstawicielami Unii Afrykańskiej. Obecność Ambasadora nie tylko podnosiła rangę spotkań, ale również zapewniła większe zainteresowanie ze strony rozmówców – podkreśla Adam Góral, prezes zarządu, Asseco Poland.

 

Umowy „INSA 2.0 Energy Enterprise Management System Development and Implementation” i„An Agreement For An Advisory on ERP Solution” obejmują współpracę Asseco oraz INSA w obszarze wdrożenia rozwiązania niezbędnego do stworzenia w Etiopii nowoczesnego rynku energii. W tym celu zostanie dostarczony i uruchomiony kompleksowy system informatyczny do zarządzania danymi odczytowymi, oparty o autorskie oprogramowanie Asseco z rodziny Asseco Utility Management Solutions (AUMS). Przewidziane są również usługi doradcze m.in. związane z rozwojem oprogramowania klasy ERP, a także transfer wiedzy i technologii informatycznych umożliwiających INSA budowę nowoczesnego rynku energii.

 

– Współpraca z Etiopią ma strategiczne znaczenie dla ekspansji produktów z rodziny Asseco Utility Management Solutions na rynki zagraniczne. To dla nas ogromny sukces – pierwszy wymierny efekt działań sprzedażowych na rynku afrykańskim. Realizacja tego projektu to jednocześnie ogromna szansa na dalszą ekspansję Asseco w Afryce, nie tylko w sektorze energetycznym – mówi Paweł Piwowar, wiceprezes zarządu, Asseco Poland.

 

Sztandarowym produktem Asseco dla energetyki jest system AUMS Biling, certyfikowany w laboratorium IBM w Singapurze, wdrożony z sukcesem m.in. w Grupie Tauron, Grupie PGNiG czy Polkomtelu. Zespół Asseco Poland od kilkunastu lat realizuje projekty dla energetyki. Inżynierowie spółki projektowali i wdrażali innowacyjne systemy informatyczne w większości przedsiębiorstw energetycznych w Polsce. Firma współpracuje z klientami na zasadzie partnerstwa. Wspomaga ich w procesie tworzenia nowych rozwiązań, od etapu promocji nowego pomysłu do jego realizacji. Asseco jest partnerem nie tylko w projektowaniu rozwiązań czysto informatycznych lecz także oferuje swoją wiedzę i doświadczenie w procesie planowania zmian organizacyjnych, kreowania po stronie klienta nowych procesów i metod działania. Asseco Poland korzysta z uznanych w świecie modeli usprawniających działalność przedsiębiorstw. Zostały one przystosowane do specyfiki rynku informatycznego i zmodyfikowane w oparciu o doświadczenia zdobyte podczas realizacji złożonych projektów dla klientów korporacyjnych.

 

Inicjatywa komisji sejmowych po kontroli NIK

Posłowie chcą, aby powstał Narodowy Program Zapobiegania Nadwadze i Otyłości u dzieci i młodzieży. To efekt kontroli przeprowadzonej przez NIK. Trzy komisje sejmowe, zaniepokojone raportem Izby, podpisały się pod wspólnym dezyderatem do Ministrów Zdrowia, Edukacji Narodowej oraz Sportu i Turystyki.

Sejmowe komisje zwróciły uwagę na niepokojące dane zawarte w raporcie Najwyższej Izby Kontroli. W starszych klasach szkół podstawowych lekcje WF-u regularnie omija ok. 15 proc. uczniów. W gimnazjach i liceach odsetek ten sięga nawet 30 procent. I to pomimo coraz lepszej infrastruktury sportowej w szkołach. Jednocześnie już blisko pół mln dzieci w Polsce ma nadwagę lub cierpi z powodu wad postawy.

Dlatego komisje sejmowe zwróciły się do Ministrów Zdrowia, Edukacji Narodowej oraz Sportu i Turystyki o opracowanie Narodowego Programu Zapobiegania Nadwadze i Otyłości u dzieci i młodzieży. Komisje oczekują także podjęcia działań zmierzających do zmniejszenia odsetka uczniów nieuczestniczących w zajęciach wychowania fizycznego.

Dezyderat podpisany został przez przewodniczących Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży; Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki oraz Zdrowia.

Rynek powierzchni biurowych w Europie Środkowo-Wschodniej

Największym rynkiem powierzchni biurowych pod względem podaży i wynajmu jest Warszawa. Również w Warszawie notowane są najwyższe stawki czynszów za wynajem powierzchni w centrum miasta oraz najniższa stopa pustostanów. Najwyższe stopy pustostanów notowane są w Budapeszcie czego bezpośrednią przyczyną jest spowolnienie gospodarcze, którego doświadczyły Węgry na przestrzeni ostatnich lat. Jednak i tutaj zauważalne jest powolne odbicie, co wynika z raportu At a glance: the office market in CEE capitals przygotowanego przez firmę doradczą BNP Paribas Real Estate.

Podaż powierzchni biurowych w czterech europejskich stolicach, które przeanalizowano w raporcie: Budapeszcie, Bukareszcie, Pradze i Warszawie osiągnęła poziom ponad 13 milionów mkw. na koniec 2013 roku. W Warszawie znajduje się 4,16 miliona mkw. powierzchni biurowych, podczas gdy w pozostałych stolicach podaż ta wynosi po ok. 3 miliony mkw.

Wolumen powierzchni biurowych, które trafiły na rynek w 2013 roku kształtuje się na poziomie 504 000 mkw. we wszystkich omawianych miastach. 60% z tych powierzchni znajduje się w Warszawie. W Budapeszcie z kolei oddano jedynie 30 000 mkw. nowej powierzchni, co jest najniższym poziomem od ponad 10 lat. Nowe budynki biurowe powstają głównie poza centralnymi obszarami miast, jednak należy zwrócić uwagę na rosnącą aktywność deweloperów w Warszawie w obrębie centrum – mówi Anna Staniszewska,Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate.

Wartym podkreślenia jest fakt zróżnicowanej oferty pod względem charakteru oferowanych powierzchni biurowych w Warszawie, Budapeszcie, Bukareszcie, czy też w Pradze. Na terenie tych stolic znaleźć można powierzchnie biurowe w odrestaurowanych kamienicach, czy też w pałacach, w nowoczesnych budynkach biurowych o różnej charakterystyce i standardzie wykończenia.

Wynajem powierzchni biurowych (wyłączając przedłużenie umów najmu i renegocjacje) osiągnął poziom 1,3 miliona mkw. w 2013 roku we wszystkich 4 omawianych miastach, co oznacza wzrost o 5% rok do roku. Najwięcej aktywności zarejestrowano na warszawskim rynku, gdzie nowych najemców znalazło 450 000 mkw. Za Warszawą uplasowała się Praga, gdzie wynajęto 317 000 mkw., co oznacza wzrost o 33% w porównaniu do zeszłorocznego wyniku. Wzrost zanotowano również na rynku powierzchni biurowych w Budapeszcie – o 9,5% rok do roku. Spadek zanotował natomiast Bukareszt – tutaj aktywność najemców w przypadku nowych umów najmu spadła o 28,5%, co jest wynikiem wysokiego poziomu renegocjacji na rynku, które spowodowane zostały zachętami ze strony właścicieli budynków mającymi na celu zatrzymanie najemców.

Najwyższy wskaźnik wolnych powierzchni biurowych w 2013 roku zanotowany został w Budapeszcie – 18,4% z istniejącej w mieście powierzchni pozostaje do wynajęcia. Jednak przewidujemy, że na przestrzeni kolejnych 18-24 miesięcy to Budapeszt będzie jedynym z pośród czterech omawianych miast, w którym poziom pustostanów spadnie. W przypadku pozostałych stolic wskaźnik powierzchni niewynajętych będzie rosnąć, jednak warto zaznaczyć, że trend ten nie dotyczyć będzie biurowców w dobrych lokalizacjach i dobrze zarządzanych – dodaje Anna Staniszewska.

Stawki za wynajem powierzchni biurowych znacznie się od siebie różnią w czterech omawianych stolicach. Najwyższe stawki w przypadku wysokiej jakości nieruchomości biurowych centralnie zlokalizowanych notowane są w Warszawie i wynoszą 24-25 Euro za mkw. / mies. Najniższe obserwujemy w Budapeszcie – 16 Euro za mkw. / mies.

Ministerstwo Finansów upraszcza procedury podatkowe. Zmieni się aż 125 przepisów

CEO Magazyn Polska

Procedury podatkowe mają być uproszczone, a ściganie oszustw podatkowych – skuteczniejsze. To główne założenia projektu ustawy o zmianie ustawy Ordynacja podatkowa oraz niektórych innych ustaw, które są właśnie rozpatrywane przez Radę Ministrów. Część regulacji ma wejść w życie jeszcze w tym roku.

Pakiet zmian liczy 125 regulacji i ma zrealizować dwa podstawowe cele, czyli uprościć procedury podatkowe i zapewnić efektywniejszy pobór podatków.

 – Przede wszystkim mowa tu o wprowadzeniu zmian usprawniających procedury podatkowe, które rozwiążą największe problemy w kontaktach podatników z urzędami skarbowymi – ocenia Włodzimierz Gurba, zastępca dyrektora Departamentu Polityki Podatkowej w Ministerstwie Finansów.

Zmianie mają ulec przepisy przy udzielaniu pełnomocnictwa w postępowaniu podatkowym, dzięki wprowadzeniu pełnomocnictwa ogólnego.

 – Podatnik będzie mógł ustanowić jednego pełnomocnika ogólnego, zgłosić go do centralnego rejestru i pełnomocnik będzie go reprezentował we wszystkich procedurach podatkowych przed wszystkimi organami podatkowymi. Nie trzeba już będzie składać oddzielnych dokumentów do akt każdej sprawy – wyjaśnia Gurba.

Zmiany w ustawie mają także uprościć i unowocześnić zasady doręczania pism. Podatnik będzie mógł wskazać adres doręczeń, niekoniecznie zbieżny z adresem zamieszkania.

 – Ponadto możliwe będzie doręczenie pism na skrytkę pocztową. Planowane jest również otwarcie rejestru zastawów skarbowych poprzez umożliwienie bezpłatnego dostępu do rejestru przez internet – tłumaczy Gurba.  

Ważną zmianą jest zapis o klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania. Ma on zapobiegać oszustwom podatkowym i wykorzystywaniu luk w prawie w rozliczaniu podatków, zwłaszcza u firm współpracujących z zagranicznymi partnerami.

 – Planujemy wprowadzenie rozwiązania procesowego, które pozwoli na ustanowienie urzędu wiodącego do prowadzenia spraw podatkowych wielu podmiotów powiązanych, jeśli tylko zajdzie podejrzenie popełniania przestępstw podatkowych – mówi Włodzimierz Gurba.

Jak tylko nowa ustawa wejdzie w życie – a resort finansów liczy, że część przepisów zostanie wdrożona jeszcze w tym roku – ma zostać powołana Rada ds. Unikania Opodatkowania, opiniodawczy panel ekspercki niezależny od administracji podatkowej.

 – Rada będzie opiniować zasadność stosowania klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania tam, gdzie będą się pojawiać w tym zakresie spory – podsumowuje Gurba.

Fundusz Mieszkań na Wynajem gotowy do startu. Liczba ofert deweloperów już przewyższa liczbę mieszkań planowanych do zakupu

CEO Magazyn Polska

Na przełomie marca i kwietnia Fundusz Mieszkań na Wynajem rozpocznie swoją działalność inwestycyjną, a pierwsze inwestycje mają ruszyć w najbliższych miesiącach. Bank Gospodarstwa Krajowego planuje wybudować łącznie ok. 20 tys. mieszkań. Wiadomo, że wszystkie powstaną na zlecenie funduszu. Już dziś liczba ofert od firm budowlanych i deweloperów przewyższa zaplanowaną liczbę mieszkań.

Chcemy, by pierwsze transakcje funduszu i pierwsze inwestycje pojawiły się w najbliższych tygodniach i żeby procesy budowlane były widoczne już w najbliższych miesiącach – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Kuszewski, dyrektor Departamentu Inwestycji Kapitałowych w Banku Gospodarstwa Krajowego. – Zainteresowani będą mogli zobaczyć płoty z logo Funduszu Mieszkań na Wynajem już wiosną tego roku.

Gdy rozpocznie się proces inwestycyjny, mają ruszyć również rozmowy z deweloperami zainteresowanymi współpracą z BGK w ramach funduszu.

 – Naszym planem jest zbudowanie 20 tys. mieszkań w najbliższych latach, a już w tej chwili ofert ze strony firm deweloperskich jest znacznie więcej – mówi Piotr Kuszewski. – Dlatego będziemy wybierać tylko te najlepsze, najbardziej adekwatne i zgodne z polityką inwestycyjną funduszu.

Przede wszystkim oznacza to wybór lokali znajdujących się w dużych miastach, takich jak: Warszawa, Poznań, Kraków, Wrocław, Trójmiasto i Łódź i w lokalizacjach dobrze usytuowanych pod względem komunikacyjnym, które cieszą się największym zainteresowaniem wśród wynajmujących. Jak podkreśla Piotr Kuszewski, Fundusz Mieszkań na Wynajem jest traktowany przez Bank Gospodarstwa Krajowego jako działalność inwestycyjna, która powinna przynosić dochody.

 – Każdą propozycję dewelopera będziemy analizowali pod wieloma różnymi względami – zapowiada dyrektor w BGK. – Będziemy sprawdzać nie tylko jakość technologii, architekturę czy lokalizację, lecz także będziemy je badać pod względem komercyjnym, a więc, czy przy założonych przez nas stawkach czynszu będziemy w stanie na tych mieszkaniach zarabiać.

Fundusz Mieszkań na Wynajem jest zainteresowany tylko wynajmem całych budynków.

 – Wprawdzie w trakcie analiz prowadzonych przed rozpoczęciem procesu przygotowywania funduszu, wiedzieliśmy, że kilkadziesiąt tysięcy mieszkań w Polsce pozostaje niesprzedanych. Jednak przedmiotem inwestycji może być tylko cały budynek, a takich jest tylko kilka w całej Polsce. Dlatego inwestować będziemy tylko w nowe budynki, które powstaną na nasze zlecenie i dostosowane będą od początku do potrzeb najmu.– mówi Kuszewski. 

Celem programu Banku Gospodarstwa Krajowego jest pobudzenie rynku mieszkaniowego i zwiększenie dostępności mieszkań do wynajęcia. W Polsce ten rynek jest sześć razy mniejszy od europejskiej średniej. Ceny mieszkań wynajmowanych w ramach programu będą niższe od cen rynkowych, jednak mimo to program ma przynosić zyski.

Kontakt z urzędami i sądami będzie łatwiejszy. I to drogą elektroniczną

CEO Magazyn Polska

Za dwa miesiące wejdzie w życie część przepisów, które mają uprościć kontakt obywateli i przedsiębiorców z urzędami i sądami oraz zwiększyć liczbę e-usług. Zgodnie z przepisami, urzędy będą miały obowiązek posługiwania się e-skrzynkami podawczymi w jednolitym standardzie, co ułatwi komunikację elektroniczną, a także jednolitymi wzorami pism i formularzy. To kolejny krok ku cyfryzacji kraju – podkreśla Michał Boni, były minister administracji i cyfryzacji.

Urzędy już dziś świadczą wiele usług drogą elektroniczną,  np. e-podatki, Krajowy Rejestr Sądowy czy e-rejestracja w urzędzie pracy. Z e-administracji korzysta 90 proc. przedsiębiorców i co trzeci internauta. Znowelizowana ustawa o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne oraz niektórych innych ustaw zacznie obowiązywać od maja 2014 roku. 

 – Przy informatyzacji każdej jednej instytucji trzeba myśleć o tym, żeby te systemy były interoperacyjne, żeby ze sobą współpracowały. Ustawa wprowadza wymóg posiadania elektronicznej skrzynki podawczej, i to wystandaryzowanej. Wprowadza też obowiązek ujednolicenia dokumentów, które mają służyć usługom administracyjnym świadczonym drogą elektroniczną – wymienia Michał Boni w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Były minister administracji i cyfryzacji ma nadzieję, że nowe przepisy ułatwią kontakt obywateli z urzędami i skrócą czas potrzebny na wydanie różnego rodzaju dokumentów. 

 – Mówimy również o tym, że będziemy mogli wszystkie sprawy podatkowe załatwiać drogą internetową, że za nas będą wypełniane zeznania podatkowe w rozliczeniu podatkowym od osób fizycznych – wyjaśnia były szef MAC.

Według Michała Boniego, kolejnym bardzo istotnym krokiem powinna być informatyzacja w służbie zdrowia.

 – Martwi mnie trochę, że Ministerstwo Zdrowia chce przesunąć część projektów zdrowotnych, bo uważam, że trzeba byłoby skupić energię i starać się, jak najszybciej je zrealizować. Kiedyś się mówiło, że w 2015–2016 weszłaby w życie Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego, która jest potrzebna po to, żebyśmy mieli szybciej świadczone usługi. Problemu kolejki nie rozładuje się pokrzykiwaniem na lekarzy, tylko lepszą organizacją – podkreśla Michał Boni.

Zaznacza, że efekty takich rozwiązań nie są widoczne od razu, ale konsekwentne ich wdrażanie przynosi efekty. I choć Polska w zakresie cyfryzacji ma pewne zapóźnienia w porównaniu do innych krajów europejskich, to szybko nadrabia zaległości. Przykładem jest wprowadzenie numer alarmowego 112.

 – Rok temu 10 proc. populacji mogło korzystać z telefonu 112, bo była dostępność techniczna. Dzisiaj – 100 proc. populacji. Ale rok 2014 musi służyć temu, żeby pojawiły się elektroniczne formatki, które będą przekazywały informacje drogą elektroniczną do wszystkich tych, którzy mogą nam udzielić pomocy, czyli do straży pożarnej, policji i pogotowia ratunkowego – przekonuje były minister.

Szansę na dogonienie Europy Zachodniej daje nowa perspektywa unijna, a szczególnie Program Operacyjny Polska Cyfrowa, który – jak podkreśla Boni – jest chwalony w Komisji Europejskiej. Podstawowe trzy filary programu to: zwiększenie dostępu Polaków do szybkiego internetu, rozwój e-usług i e-treści oraz zwiększanie kompetencji użytkowników.

Sejm pracuje nad systemem wsparcia dla producentów ciepła

CEO Magazyn Polska

Dziś Sejm wysłucha sprawozdania z poprawek Senatu do propozycji dotyczących systemu wsparcia dla kogeneracji, czyli równoczesnej produkcji energii cieplnej i elektrycznej. Wsparcie zostanie przedłużone, ale w przypadku niektórych producentów może być nawet o 2/3 niższe niż to wygasłe z końcem 2012 r. Zdaniem prezesa PGNiG Termika, nie zachęci to do nowych długoterminowych inwestycji. Ponadto nie wiadomo, czy nie zakwestionuje go Komisja Europejska.

 – Dla producentów ciepła system wsparcia, którym zajmują się Senat i Sejm i który będzie obowiązywał do 2018 roku, nie jest motywacją do inwestycji. Proponowane wsparcie pozwoli tylko na przywrócenie produkcji w wyłączonych obecnie jednostkach gazowych i sfinansowanie niezbędnych modernizacji w jednostkach węglowych – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Gajewski, prezes PGNiG Termika.

W styczniu Sejm jednogłośnie zagłosował za przywróceniem wsparcia dla kogeneracji na dotychczasowych zasadach do końca 2018 r. Kogeneracja, czyli równoczesna produkcja ciepła i energii elektrycznej, pozwala na nawet 10-proc. oszczędność energii w porównaniu do rozdzielonej produkcji. Sprzedawcy ciepła dla odbiorców końcowych będą musieli posiadać certyfikaty pochodzenia energii z kogeneracji w odpowiedniej proporcji do ilości sprzedawanej energii. W 2012 roku system pomocy przyniósł elektrociepłowniom ponad 700 mln zł.

Gajewski ocenia, że aktualnie procedowany w Sejmie system wsparcia pozwoli jedynie na ponowne włączenie urządzeń, których dziś nie opłaca się uruchamiać, ale nie będzie stymulował do nowych inwestycji. 

 – PGNIG Termika dzięki temu, że system wsparcia zostanie uchwalony i wdrożony, uzyska środki finansowe na modernizację i dostosowanie instalacji do nowych, zaostrzonych wymogów środowiskowych. Szkoda, że jest to rozwiązanie na niespełna 4 lata. Inwestowanie w energetyce wymaga dłuższych okresów. Liczymy na  obietnice, iż docelowo w ustawodawstwie polskim zostanie wypracowany system obowiązujący w okresie kilkunastoletnim, że obecne rozwiązanie, na swój sposób doraźne, jest początkiem prac nad systemami wsparcia, które będą obowiązywały przez  10–15 lat i będą motorem nowych inwestycji – mówi Gajewski.

Prace nad przedłużeniem systemu wsparcia jeszcze się nie zakończyły. Senat wprowadził poprawki, które mogą doprowadzić do zmniejszenia kwoty pomocy nawet o dwie trzecie, bo o tyle obniżono dolny próg możliwej pomocy: z 15 do 5 proc. Komisja sejmowa zaakceptowała poprawki Senatu.

Polski system wsparcia dla kogeneracji znalazł się pod lupą Komisji Europejskiej, która ocenia, czy nie jest to czasem niedozwolona pomoc publiczna. Dotyczy to nie tylko nowych przepisów, lecz także starych. Pojawiają się obawy, że Bruksela może nakazać zwrot wsparcia. Dlatego Gajewski uważa, że polskie prawo powinno dość wiernie opierać się na sprawdzonych przykładach z innych państw europejskich, gdzie często kwoty przeznaczane na wsparcie są zdecydowanie większe niż w Polsce.

U naszych zachodnich sąsiadów podmioty wytwarzające energię w kogeneracji mają prawo ponadto domagać się pierwszeństwa w przyłączeniu i zakupie energii wobec innych źródeł, co zapewnia stabilny rynek zbytu. W niektórych krajach, jak np. Niemczech, do ceny energii doliczany jest także tzw. dodatek kogeneracyjny. 

 – Jako sektor ciepłowniczy uważamy, że powinniśmy brać przykład z krajów europejskich, zwłaszcza takich, jak Niemcy, Dania czy Holandia, a nawet Węgry. Cechą wspólną dobrych i efektywnych systemów wsparcia jest długi horyzont czasowy, nawet 15-letni i zachęty do nowych inwestycji. PGNIG Termika jest największym zespołem elektrociepłowni w Unii Europejskiej. I to my w UE powinniśmy pokazywać, jaki jest trend, i dlaczego ciepłownictwo powinno być w ten sposób wspierane – apeluje Gajewski.

W rocznicę śmierci Jana Pawła II odbędzie się w Polsce światowa premiera musicalu operowego o papieżu Polaku

W dziewiątą rocznicę śmierci papieża Jana Pawła II, 2 kwietnia 2014 roku, w Krakowie odbędzie się światowa premiera włoskiego musicalu operowego „Karol Wojtyła: historia prawdziwa”, który opowiada o życiu wielkiego Polaka. Autorami muzyki do spektaklu są izraelsko-jemeńska piosenkarka Noa oraz włoski kwartet skrzypcowy Solis String Quartet.

Scenariusz musicalu powstawał pod okiem watykanistki Palomy Gomez Borrero, która jako dziennikarka towarzyszyła papieżowi podczas ponad stu podróży po świecie. W postać Karola Wojtyły wcielą się aktorzy w różnym wieku: 9-letniego chłopca gra Alessandro Bendinelli, 20-letniego bohatera – Mike Introna oraz 50-letniego – Massimiliano Colonna.

 – Na przekór trudnym warunkom Karol Wojtyła stał się niesamowitą osobą, która zmieniła historię, zmieniła nastawienie do Kościoła katolickiego i dała milionom ludzi szansę na powrót do innego, otwartego, demokratycznego świata – mówi agencji informacyjnej Newseria Vittorio Hemsi, CEO Media5, organizatora spektaklu. – W filmie użyte zostały nowoczesne technologie: hologramy, projekcje, technologia 3D. To będzie coś ponadprzeciętnego.

Premierowe pokazy w Polsce odbędą się w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie w dniach 2–4 kwietnia 2014 roku i na warszawskim Torwarze między 8–9 kwietnia 2014 roku. Następnie spektakl będzie wystawiany w Rzymie i kilkunastu włoskich miastach.

 – Papież pochodził z Krakowa, premiera odbywa się w rocznicę jego śmierci, dlatego po rozmowach z Watykanem zdecydowaliśmy, by nadać tej premierze dodatkową jakość i zorganizować ją właśnie w Krakowie – tłumaczy Vittorio Hemsi.

Twórcy przygotowują się obecnie do realizacji polskiej wersji musicalu. Vittorio Hemsi przewiduje, że spektakl z udziałem polskich gwiazd odniesie wielki sukces.

 – W musicalu kluczowa jest muzyka, a to, co usłyszałem, musi odnieść sukces. Myślimy obecnie o stworzeniu polskiej wersji musicalu, czyli o przetłumaczeniu wszystkich 32 piosenek na język polski. Rozmawiamy z największymi wokalistami w Polsce, którym bardzo podoba się ten rodzaj muzyki. Mam nadzieję, że polska wersja też odniesie duży sukces – mówi Hemsi.

Patronat honorowy nad musicalem „Karol Wojtyła: historia prawdziwa” objęli: Marek Sowa – Marszałek Województwa Małopolskiego, Jacek Majchrowski – Prezydent Miasta Krakowa, a także Ambasada Włoch.

W niektórych branżach wzrosną pensje. Jednak tylko dla najbardziej wykwalifikowanych

CEO Magazyn Polska

Wciąż najbardziej poszukiwani są wykwalifikowani pracownicy fizyczni, inżynierowie i specjaliści IT. Te osoby mają największą moc negocjacyjną i w tych właśnie branżach może w najbliższym czasie nastąpić najszybszy wzrost płac. Przedsiębiorcy poszukują również pracowników o kompetencjach technicznych i sprzedażowych.

 – Zanim przejdziemy do zwiększenia płac, to rzeczywiście musi być bardzo silny trend na rynku i musi on stać się bardziej rynkiem pracownika niż pracodawcy – dodaje Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup Polska.

Bardzo intensywnie rozwija się sektor usług BPO/SSC, czyli centra usług outsourcingowych, gdzie cały czas w Polsce przybywa inwestycji. Według raportu Manpower, Polska jest nadal krajem atrakcyjnym dla inwestorów zagranicznych z tego sektora, ale także dla koncernów motoryzacyjnych i firm badawczo-rozwojowych. 

 – Polska jest w ogóle jest jednym z czołowych krajów na świecie pod względem inwestycji w BPO, shared service w naszym kraju. I w tymże właśnie sektorze na pewno jest i będzie wiele ofert pracy w najbliższych miesiącach – ocenia Iwona Janas.

Pracodawcy w Polsce pozostają umiarkowanie optymistyczni co do planów zwiększania zatrudnienia w najbliższych trzech miesiącach. Prognoza netto zatrudnienia po korekcie sezonowej wynosi +7 proc., przy czym dwa razy więcej przedsiębiorców zamierza zwiększyć zatrudnienie niż je zredukować. Najlepiej wypadają sektor produkcji przemysłowej oraz transportu i logistyki, w których firmy najbardziej są nastawione na zwiększenie zatrudnienia.

 – Na 10 sektorów gospodarki tylko 2 sektory mają prognozy zatrudnieniowe negatywne. Zdecydowana większość jest w poszczególnych sektorach pozytywnie nastawiona do zatrudnienia – dodaje dyrektor generalna ManpowerGroup Polska.

Polska nazywana w UE mamutem węglowym. Może być weto przeciw nowym celom pakietu klimatycznego

CEO Magazyn Polska

Polska może kolejny raz zawetować pakiet klimatyczny, którym Rada Europejska ma się zająć na szczycie 20-21 marca. Unia chce bowiem dalszego ograniczenia emisji CO2 i zwiększenia udziału zielonej energii. Tymczasem według prezesa Instytutu na rzecz Ekorozwoju, opór Polski szkodzi prestiżowi naszego kraju i nie pozwala mu budować przewag konkurencyjnych.

 – Uważam, że wetowanie jest najłatwiejsze. Świadczy o naszej słabości i buduje pozycję w Unii Europejskiej nie tego, który jest partnerem, lecz tego, który ciągle się boczy i staje okoniem. Złośliwi w Parlamencie Europejskim mówią, że Polska jest mamutem węglowym – mówi dr Andrzej Kassenberg, prezes Instytutu na rzecz Ekorozwoju. – Zamiast mówić „nie, bo nie” – co już zrobiliśmy trzy razy – powinniśmy powiedzieć „tak, ale…”, tylko nie jesteśmy na to „ale” gotowi.

Jak podkreśla, polska gospodarka – dla własnego dobra – powinna zacząć odchodzić od węgla. Im wcześniej takie kroki zostaną podjęte, tym będzie to mniej kosztowne i tym większa będzie szansa na zbudowanie przewag konkurencyjnych w takich dziedzinach, jak energetyka odnawialna czy efektywność energetyczna.

Polscy politycy argumentują, że dla Polski już dotychczasowe cele, czyli redukcja emisji CO2 do 2020 r. o 14 proc. w porównaniu do roku 2005 oraz wzrost udziału energii z OZE o 15 proc., są bardzo kosztowne. Tymczasem Unia proponuje dalsze wyśrubowane limity w perspektywie kolejnej dekady. To m.in. ograniczenie emisji o 40 proc. i wzrost udziału OZE w energetyce do 27 proc. 

 – W ramach proponowanych 40 proc. mamy dwa obszary – handlu uprawnieniami do emisji, który jest obszarem ogólnounijnym oraz dotyczący transportu, budynków, budownictwa, gospodarki odpadami, rolnictwa, gdzie jest cel do osiągnięcia – 30 proc., co jest bardzo trudne – przyznaje Andrzej Kassenberg. – Natomiast te 27 proc. w energetyce odnawialnej to jest zobowiązanie dla całej Unii, nie ma celu poszczególnych krajów. Jeżeli udział we wszystkich krajach nie złoży się na te 27 proc., wtedy Komisja będzie rozważać, w jaki sposób przymusić poszczególne kraje, ażeby osiągnąć ten poziom – tłumaczy.

Wyjaśnia, że Komisja Europejska bierze pod uwagę możliwe trudności w poszczególnych państwach. Dlatego potrzebne będą rozwiązania elastyczne, które ułatwią takim krajom jak Polska – w większości opartym na węglu – dostosować się do nowych wymogów.

 – Powinien to być program w miarę ambitny, ale nie taki, żebyśmy musieli mieć z tego powodu bardzo poważne problemy, zwłaszcza w regionach, w których węgiel występuje, gdzie jest podstawą gospodarki – postuluje ekspert. – Te cele są w miarę ambitne, ale nie nadmiernie. Wydaje się, że są możliwe do osiągnięcia, ale w zależności od kraju będzie to łatwiejsze lub trudniejsze. Nie tylko punktu widzenia tego, jaka jest struktura gospodarki, jaka jest produkcja energii elektrycznej, ale z punktu widzenia zamożności krajów – uważa dr Andrzej Kassenberg.

Polska nie ma jeszcze oficjalnego stanowiska w sprawie nowych celów, nieoficjalnie słychać jednak głosy ze strony rządu mówiące o możliwości ich zawetowania. Dotychczas Polska postrzegana jest jako hamulec w ograniczaniu zmian klimatycznych – już trzykrotnie blokowała wprowadzenie bardziej postępowych kroków.

Przewoźnicy tracą na konflikcie ukraińsko-rosyjskim. Mniej zamówień ze Wschodu

CEO Magazyn Polska

Przez granicę polsko-ukraińską przejeżdża dziennie ok. 700 samochodów z ładunkami towarowymi. To o około 200 pojazdów mniej niż przed eskalacją napięcia politycznego u wschodnich sąsiadów. To oznacza, że liczba transakcji handlowych jest mniejsza. Jak zapewnia zrzeszenie przewoźników, obie strony pracują nad tym, żeby innych zakłóceń w transporcie nie było.

 – Sytuacja na Ukrainie bardzo komplikuje życie nie tylko Ukraińcom, lecz także całemu biznesowi związanemu z Ukrainą, w tym całemu transportowi drogowemu, który obsługuje wszystkie procesy handlowe  – ocenia Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce.

Branża przewoźników nie odczuwa żadnych działań retorsyjnych ani po stronie polskich, ani ukraińskich służb celnych i granicznych. Również wewnątrz Ukrainy nie ma problemów z ostateczną odprawą ładunków. Ujemnym skutkiem konfliktu jest wyłącznie zmniejszenie liczby transakcji handlowych.

 – Na całej granicy celnej polsko-ukraińskiej liczba pojazdów przewożących ładunki to 900 dziennie. Taka była norma do momentu konfliktu, teraz mamy ok. 700 samochodów dziennie – podkreśla Jan Buczek. – Trudno nam oszacować, jakie to są straty. Ale jeżeli granicę przekracza ok. 200 samochodów mniej, to może świadczyć o tym, że obroty handlowe są mniejsze o kilkadziesiąt milionów dolarów czy euro w skali jednego dnia. To są poważne problemy dla samych przedsiębiorców, jak również dla państw.

Przewoźnicy ograniczają również kursy w okolice Krymu.

 – Nie wykonujemy przewozów na południe Ukrainy ze względu na bezpieczeństwo. Nasi przewoźnicy odmawiają przyjmowania takich ładunków – dodaje Jan Buczek.

Prezes Zrzeszenia deklaruje, że wspólnie z ukraińską stroną próbują przeciwdziałać negatywnym skutkom.

 – Jesteśmy w stałym kontakcie z organizacją, która zrzesza ukraińskich przewoźników i jest również elementem w łańcuchu gwarancyjnym systemu TIR, czyli Asmap Ukraina. Dzięki temu tych utrudnień, obiektywnie mówiąc, jest naprawdę niewiele – podsumowuje.

Według wstępnych danych Ministerstwa Gospodarki, w 2013 r. obroty towarowe pomiędzy Polską i Ukrainą wzrosły o 1,4 proc. i wyniosły blisko 8 mld dol., w tym polski eksport na Ukrainę zwiększył się o 8,5 proc. i osiągnął wartość 5,7 mld dol., natomiast import obniżył się o 13 proc. do poziomu 2,2 mld dol. Polska eksportuje przede wszystkim wyroby przemysłu elektromaszynowego, chemicznego, produkty mineralne oraz artykuły rolno-spożywcze.

2,5 tysięca szkół korzysta z elektronicznego dziennika. Niektóre również z jego wersji na smartfony i tablety

E-dziennik, czyli elektroniczny dziennik szkolny, jest już dostępny w wersji mobilnej. Uczniowie, ich rodzice oraz nauczyciele mogą z niego korzystać w telefonach, tabletach czy smartfonach. Dzięki mobilnej wersji rodzice są na bieżąco informowani o ocenach i frekwencji dziecka. Taka forma komunikacji szkoły z rodzicami wspiera rozwój ucznia, zwiększa jego bezpieczeństwo oraz zapobiega potencjalnym problemom w nauce oceniają psycholodzy.

Z e-dziennika korzysta obecnie ponad 2500 szkół w Polsce. System wspiera placówki oświatowe w prowadzeniu dokumentacji przebiegu nauczania oraz zarządzaniu danymi ucznia. Dla rodziców jest to źródło informacji, dzięki któremu mogą szybko reagować i pomagać dziecku, ale jest to także narzędzie do komunikacji ze szkołą. E-dziennik służy również uczniom, ponieważ dzięki niemu mogą szybko sprawdzić swoje stopnie, informacje o zapowiedzianych sprawdzianach, zmianach w planie czy odwołanych lekcjach.

 – Wszystko, co się dzieje w szkole, prawie natychmiast pojawia się w elektronicznym dzienniku. Korzystając z niego, rodzice mają także wiedzę na temat frekwencji dziecka w szkole. System zapewnia im stały wgląd w oceny dziecka i możliwość szczegółowej analizy postępów w nauce – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Wioletta Oszczypko, psycholog szkolny, konsultant poradnika dla rodziców korzystających z mobilnego e-dziennika.

Jak podkreśla psycholog, mobilny e-dziennik to szybkie źródło informacji o tym, co dzieje się z dzieckiem, jednak nie zastąpi on spotkań rodziców z nauczycielami na wywiadówkach. Zebrania szkolne nie służą wtedy przekazaniu informacji o ocenach, a częściej rozmowie o tym, jak dziecku można pomóc przezwyciężyć słabości lub w jaki sposób rozwijać jego zdolności i predyspozycje.

Choć pojawiają się opinie, że e-dziennik to forma inwigilacji dziecka przez rodziców, to jednak również sami uczniowie doceniają jego zalety.

 – Uczniowie wiedzą, jakie są wagi ocen, mogą sobie te średnie wyliczać, mogą je poprawiać, znają terminy, kiedy nauczyciel powinien rozliczyć się z klasówki. Doskonale wiedzą, kiedy będą odwołane lekcje i lepiej mogą zaplanować swój czas – mówi psycholog Wioletta Oszczypko.

Aby mobilny e-dziennik służył dziecku i rodzicom, warto trzymać się kilku zasad, które omówione są w poradniku korzystania z aplikacji. Przede wszystkim warto pamiętać, że e-dziennik ma służyć dziecku, a nie działać przeciwko niemu. Dlatego jeśli rodzic dostanie niezadowalające go informacje o ocenach lub niepokojące dane o frekwencji, nie powinien reagować na gorąco. Lepiej przemyśleć, co dana wiadomość może oznaczać i jak wyeliminować problem. E-dziennik ma wspierać aktywne uczestnictwo rodzica w edukacji dziecka poprzez wspólną naukę czy odpytanie przed ważnym testem.

Europejski przemysł chemiczny coraz mniej konkurencyjny w porównaniu z firmami z USA i Chin

W 2013 roku na rynku fuzji i przejęć w globalnym przemyśle chemicznym doszło do 537 transakcji, których wartość wyniosła 31,8 mld dolarów, o 10 mld dolarów mniej niż rok wcześniej. Zdaniem autorów raportu „2014 Global Chemical Industry Mergers and Acquisitions Outlook”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, w tym roku ta aktywność powinna wzrosnąć. W orbicie zainteresowania inwestorów będzie branża agrochemiczna i wysoko wyspecjalizowane firmy. Procesy konsolidacji spodziewane są na rynku europejskim, któremu coraz trudniej walczyć z presją konkurencyjną ze strony Azji i niskimi kosztami produkcji w USA.

Raport Deloitte wskazuje, że aż 60 proc. wszystkich fuzji i przejęć w ubiegłym roku dotyczyło przedsiębiorstw zajmujących się przetwórstwem surowców chemicznych. Wzrost aktywności M&A na świecie w 2014 roku będzie kontynuowany dzięki temu, że spółki będą się koncentrować na kluczowych rynkach docelowych w branży chemicznej w obrębie sektorów, takich jak:

  • rolnicze środki chemiczne,
  • ekologiczne środki chemiczne/ tzw. „zielona chemia”,
  • zdrowie i zdrowe żywienie.

„Wzrost zaludnienia, starzejące się społeczeństwo oraz powiększająca się na całym świecie klasa średnia sprawiają, że zagadnienie bezpieczeństwa żywności dotyka także branży chemicznej, która musi zmodyfikować chociażby rynek środków ochrony roślin. Wiele firm przestawi się na bioprodukcję i to one będą cieszyć się zainteresowaniem inwestorów” – mówi Wojciech Hann, Partner w dziale Doradztwa Finansowego, Lider Środkowoeuropejskiego Zespołu Energii i Zasobów Naturalnych, Deloitte. Ten trend był już widoczny w ostatnich kilkunastu miesiącach. Jeden z największych europejskich koncernów chemicznych BASF przejął firmę Becker Underwood, lidera na rynku biologicznej ochrony roślin. Z kolei koncern DuPont przeznaczył 10 mld dolarów na badania, które pomogą do 2020 roku stworzyć 4 tys. nowych produktów wytworzonych zgodnie z zasadami zrównoważonego rolnictwa. Wiele firm wydaje ogromne środki pieniężne na projekty badawcze, umożliwiające produkcję, która pozwoli chronić środowisko naturalne.

„Odnośnie polskich graczy, jeszcze w 2013 r. Zakłady Chemiczne Police należące do Grupy Azoty dokonały przejęcia producenta fosforytów w Senegalu. Nie można wykluczyć dalszych etapów ekspansji międzynarodowej, być może we współpracy z partnerami. Kluczowy dla producentów nawozów jest i pozostanie stabilny dostęp do tanich dostaw gazu ziemnego i innych surowców, oraz do taniej energii, który może decydować o przewadze kosztowej nad konkurencją, lub jej braku” – wyjaśnia Wojciech Hann.

Wpływ na mniejszą liczbę transakcji M&A w sektorze chemicznym w 2013 roku miały Europa i Ameryka Północna, gdzie ich liczba wyraźnie spadła w porównaniu do 2012 roku (odpowiednio o 34 i 54 transakcje). Większy ruch zanotowała natomiast Azja, głównie za sprawą dynamicznie rozwijającego się rynku chińskiego. „Chińscy inwestorzy szukają interesujących transakcji dających szansę wzrostu zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicą. W orbicie ich zainteresowań są szczególnie firmy z wyspecjalizowanym portfolio produktów. Z drugiej strony globalni gracze liczą, że będą w stanie skorzystać z nowych możliwości rynkowych w Chinach, rozwijając tam nowe linie produkcyjne” – dodaje Wojciech Hann.

W nieco gorszej sytuacji znajduje się za to europejski przemysł chemiczny. Aktywność na rynku M&A europejskich przedsiębiorców z tego sektora wynika głównie z chęci poprawy swojej pozycji w konkurencji z azjatyckimi i północnoamerykańskimi firmami. Te ostatnie, opierając swoją produkcję na tańszym gazie łupkowym, osiągają lepszą pozycję wzrostową. „Dużą rolę na europejskim rynku M&A będą nadal odgrywały fundusze private equity, które inwestują w branżę chemiczną. Wśród nich są SK Capital, Black Diamond Capital Management LLC, Cinven Group czy Charterhouse. W tym roku perspektywy aktywności M&A na rynku chemicznym w UE są mniej więcej takie same jak w roku poprzednim. Według dostępnych danych sytuacja gospodarcza się poprawia, ale jest jeszcze zbyt krucha, by mówić o jakimś trwałym trendzie” – wyjaśnia Mark Jung, Partner w dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Dla UE walka o przemysł chemiczny ma niewątpliwie duże znaczenie. Według danych Komisji Europejskiej w 2012 roku branża ta zapewniała pracę ponad 3,1 mln osób, które były zatrudnione w 83 tys. przedsiębiorstw. Wartość sprzedaży w unijnym sektorze chemicznym wyniosła 539 mld euro, co stanowiło ok. jedną piątą globalnej wartości sprzedaży chemikaliów. Także w Polsce przemysł chemiczny jest jednym z bardziej istotnych, dając pracę 250 tys. ludzi. Już dziś jego udział w ogólnej produkcji przemysłowej w Polsce wynosi ponad 10 proc., a prognozy mówią, że w najbliższych latach wskaźnik ten będzie się powiększał. Podobnie jak na całym świecie procesy konsolidacji są widoczne również w Polsce. Największy gracz na tym rynku Grupa Azoty w ub. roku przejęła Kopalnie i Zakłady Chemiczne Siarki „Siarkopol”. Spółka wraz Grupą Lotos zainwestuje też w budowę kompleksu petrochemicznego, którego wartość szacowana jest na 12 mld zł.

„W tym roku globalny przemysł chemiczny jest przygotowany na większą aktywność na rynku fuzji i przejęć. Należy spodziewać się dalszej konsolidacji, szczególnie na rynkach rozdrobnionych oraz inwestycji w firmy, które dają szansę dużego i stabilnego wzrostu. Poza tym ożywienia na rynku M&A można spodziewać się w Ameryce Północnej, gdzie spółki chemiczne będą w dalszym ciągu przeprowadzać transakcje mające na celu strukturalną reorganizację portfeli” – podsumowuje Mark Jung.

Sytuacja polskiego budownictwa: co zmieniają nowe Warunki Techniczne?

Wprowadzenie nowych Warunków Technicznych to moment, który rodzi wiele pytań. Najczęściej dociekają one tego, co się zmieniło, jak trzeba teraz budować oraz w jakim stanie znajduje się obecnie polska branża budowlana. O rozmowę poprosiliśmy Piotra Pawlaka, eksperta z firmy ROCKWOOL Polska.

Pytanie zasadnicze: o co chodzi z tymi Warunkami Technicznymi?

Rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie Warunków Technicznych to szereg wytycznych, które projekt nowego obiektu musi spełniać, aby otrzymać aprobatę Nadzoru Budowlanego. Nowe przepisy, które weszły w życie od stycznia 2014, wprowadziły bardzo istotne zmiany w kwestii budownictwa zarówno publicznego, jak i prywatnego.

Co uległo najistotniejszym zmianom?

Największą zmianą w stosunku do lat ubiegłych jest potrzeba zwiększenia efektywności energetycznej nowych budynków. Do tej pory spełnienie przez obiekt wymaganych parametrów energooszczędności można było wykazać na dwa sposoby – utrzymując na dopuszczalnym poziomie współczynnik przenikania ciepła dla przegród zewnętrznych lub wskaźnik zapotrzebowania na nieodnawialną energię pierwotną. W 2014 wymagania te zmieniły się i dziś trzeba je spełnić jednocześnie.

Co to oznacza w praktyce?

Ustawowo musimy skuteczniej izolować nasze domy. Skuteczniej znaczy grubiej oraz przy pomocy lepszej jakości materiałów, np. skalnej wełny mineralnej czy okien i drzwi o wyższych parametrach izolacyjnych. Przykładowo – w stosunku do poprzednich Warunków Technicznych, średnia grubość minimalnej warstwy ocieplenia wzrosła o 2 cm. A wartości te będą dodatkowo wzrastać w kolejnych latach.

Co nas zatem czeka w przyszłości?

Zmiany zostały tak zaplanowane, aby dać nowym inwestorom pewien okres przejściowy. Kolejne etapy wymagań zaczną nas obowiązywać w 2017 i 2021. Warto jednak w tym miejscu zaznaczyć, że prawo nie działa wstecz. Dlatego też otrzymane do 31 grudnia 2016 pozwolenie na budowę będzie ważne po aktualizacji Warunków Technicznych w roku następnym.

Czym są podyktowane tak zdecydowane zmiany?

Poprawa efektywności energetycznej budynków to również wynik zmian w ustawodawstwie unijnym, zmierzającym do jak największej oszczędności surowców i pieniędzy. I jest w tym sens – inwestycja w skuteczniejszą izolację zwraca się stosunkowo szybko w postaci niższych rachunków za ogrzewanie. To krok ku nowoczesnemu budownictwu, opłacalnemu i korzystnemu zarówno na poziomie całej gospodarki jak i prywatnego inwestora. Warto przy tym zaznaczyć, że Warunki Techniczne wyznaczają wartości minimalne, które w porównaniu z budownictwem europejskim i tak są dość łagodne. Zamiast iść po najmniejszej linii oporu, warto zatem wykraczać poza obowiązujące standardy – to się po prostu opłaca.

Początek ożywienia? Bezrobocie w lutym tylko 14%

Stopa bezrobocia w ubiegłym miesiącu utrzymała się na poziomie ze stycznia i wyniosła 14%. Po raz pierwszy od sześciu lat, w ujęciu rok do roku, w lutym ubyło osób bez pracy – informuje Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. W urzędach pracy na koniec lutego zarejestrowanych było 2 257 tys. osób. To o 3,7 tys. mniej niż w styczniu.

– Spadek bezrobocia w lutym po raz ostatni miał miejsce w Polsce w 2008 r., jeszcze przed wybuchem kryzysu. Sytuacja na rynku pracy była wówczas najkorzystniejsza na przestrzeni ostatnich 15 lat – mówi Władysław Kosiniak-Kamysz, minister pracy i polityki społecznej. Dla porównania w lutym 2013 r. przybyło 41 tys. osób bezrobotnych, w lutym 2012 r. – 47 tys., w lutym 2011 r. – 45 tys., w lutym 2010 r. – 49 tys., a w lutym 2009 r. – aż 84 tys.

Fundusz Pracy poprawia statystyki

Resort przekonuje, że spadek liczby bezrobotnych wynika ze zmian w redystrybucji środków pochodzących z Funduszu Pracy. Urzędy pracy już w grudniu wiedziały ile sumą będą dysponować na różne formy wsparcia bezrobotnych, m.in. rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej, staże, szkolenia oraz dotowanie miejsc pracy.

Obecnie stopa bezrobocia jest niższa niż rok temu o 0,4pp, co przekłada się na ok. 60 tys. zarejestrowanych mniej. Nie zmienia to faktu, że bez pracy wciąż pozostaje ponad 2 mln ludzi, z czego 1 mln to osoby do 35. roku życia.

Czy Ukraina będzie czarnym łabędziem?

– W ubiegłych latach sytuacja budżetowa PUP-ów tak naprawdę klarowna była dopiero na wiosnę. Słowem – świetna robota. Utrzymanie stopy bezrobocia na poziomie ze stycznia to dobra wiadomość, ale jeszcze daleko nam do ożywienia. Na razie dzięki pieniądzom z Funduszu Pracy (dokładnie 5 mld zł) udaje się powstrzymać wzrost i statystycznie poprawić niektóre wskaźniki. Jednak to wciąż tylko sztuczne miejsca pracy – o prawdziwym ożywieniu będziemy mówić wtedy, gdy liczba miejsc pracy rosnąć będzie bez konieczności ich dotowania – stwierdza Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Przyjmuje się, że realnie miejsc pracy w gospodarce przybędzie dopiero wtedy, gdy wzrost gospodarczy przekroczy 3%. Jesteśmy bardzo blisko tego wyniku. Na razie jedynym zagrożeniem dla utrzymania dobrej passy jest konflikt na Ukrainie, który jeśli się utrzyma może doprowadzić do pogorszenia sytuacji polskich eksporterów sprzedających swoje towary m.in. do Rosji.

Polacy toną w luce emerytalnej

Aby otrzymać emeryturę w wysokości 70% ostatniej pensji, statystyczny Polak powinien odkładać dodatkowo 300 zł przez 20 lat.

Reforma emerytalna, wydłużający się czas życia, niże demograficzne, zmniejszająca się liczba płacących składki sprawiają, że dzisiejszych 30–40-latków nie czeka wesołe życie staruszków. Analizy wskazują, że pogłębia się tzw. luka emerytalna – różnica pomiędzy wysokością ostatniego dochodu a wymiarem emerytury.

Zgodnie z wyliczeniami firmy Aviva obecny wymiar luki emerytalnej to ok. 295 mld złotych, taką kwotę powinni zgromadzić przyszli emeryci, którzy nabędą uprawnienia do świadczeń emerytalnych do roku 2051, aby móc cieszyć się emeryturą w wysokości 70% ostatnich poborów. Aby ją zniwelować, statystyczny Polak powinien więc dokładać do wspólnej puli ponad 1.100 zł miesięcznie.

Jak podaje Tygodnik Biznes i Prawo – zdaniem ekspertów, trend wywołany m.in. przez czynniki demograficzne sprawia, że osoby, które przejdą na emeryturę w krótkiej perspektywie, mogą oczekiwać emerytury w wysokości ok. 50% ostatnich poborów. Wysokość emerytur tych, którzy przejdą na emeryturę za 30 lat, wyniesie prawdopodobnie 30% ostatniej pensji. Na godną emeryturę z ZUS czy OFE nie mogą liczyć zwłaszcza prowadzący mikro i małe firmy, Ci przy założeniu, że nie zmienią formy zatrudnienia, otrzymają w przeliczeniu ok 820 zł emerytury.

Zdaniem redakcji Tygodnika Biznes i Prawo zapewnienie sobie bezpiecznej poduszki finansowej i zmniejszenie luki emerytalnej jest możliwe poprzez comiesięczne odkładanie 300 zł przez okres 20 lat, jeśli okres ten wydłuży się o 10 lat, zgromadzony kapitał może ulec podwojeniu.

Ponad miliard dolarów zysku Grupy PZU w 2013 roku

Grupa PZU realizuje przyjętą strategię i kolejny rok z rzędu przynosi akcjonariuszom bardzo dobre, najwyższe od debiutu giełdowego zyski. Zysk netto wzrósł o 1,2% w stosunku do roku poprzedniego i wyniósł 3 293,7 mln zł. Porównując zyski roku 2013 z rokiem 2006, udział czynników jednorazowych spadł ponad dziesięciokrotnie, co świadczy o zdrowej strukturze wyników Grupy PZU.

„Warto podkreślić, że od wielu lat struktura wyniku netto Grupy PZU zmienia się. W poprzednich latach rekordowe wyniki były rezultatem m.in. rozwiązywania rezerw związanych z ubezpieczeniami grupowymi typu P. Struktura zysku netto za 2013 rok wskazuje, że składa się on przede wszystkim z wyniku na podstawowej działalności ubezpieczeniowej” – powiedział Andrzej Klesyk, prezes zarządu PZU SA.

„Przy okazji publikacji wyników za rok 2013 chciałbym z satysfakcją potwierdzić, że w IV kwartale ubiegłego roku z sukcesem rozpoczęliśmy wdrożenie nowego systemu polisowego w PZU SA. Na chwilę obecną z systemu Everest wystawiane są polisy komunikacyjne w południowo wschodniej Polsce. Do końca tego roku z nowego rozwiązania IT korzystać będą agenci ubezpieczeniowi w całym kraju. To dla mnie bardzo ważne, ponieważ technologicznie przenosi naszą firmę w XXI wiek i pozwala nam skoncentrować się na zaspokajaniu potrzeb naszych klientów” – dodał Andrzej Klesyk.

Główne czynniki wpływające na rezultaty finansowe Grupy PZU w 2013 roku to:

wzrost składki przypisanej brutto. Wyniosła ona 16 480 mln zł, czyli przyrosła o 1,5% w porównaniu
z poprzednim rokiem. Po uwzględnieniu udziału reasekuratorów i zmiany stanu rezerw, składka zarobiona netto wyniosła 16 248,8 mln zł i była o 1,5% wyższa niż w 2012 roku;

spadek odszkodowań i wypłaconych świadczeń. Ukształtowały się one na poziomie 11 161,2 mln zł, co oznacza że spadły o 8,7% w porównaniu z 2012 rokiem. W 2012 roku znacznie wzrosły rezerwy techniczno-ubezpieczeniowe na skutek jednorazowej zmiany stóp technicznych. Łączny ujemny wpływ tej operacji na wynik brutto Grupy PZU w 2012 roku wyniósł 1 032,8 mln zł.

spadek wyniku netto z działalności inwestycyjnej. Głównie w rezultacie spadku cen skarbowych papierów dłużnych, wynik netto na działalności inwestycyjnej wyniósł 2 488,1 mln zł, tj. był o 32,8% niższy niż w 2012 roku, w którym ceny papierów dłużnych osiągały wysokie poziomy.

utrzymanie dyscypliny kosztowej w zakresie kosztów akwizycji i kosztów administracyjnych. Łącznie wyniosły one 3 422,4 mln zł i dzięki niższym kosztom administracyjnym ukształtowały się na analogicznym poziomie jak w 2012 roku;
Omówienie wyników finansowych

Składki

W 2013 roku Grupa PZU zebrała składki brutto o wartości 16 480,0 mln zł, czyli o 1,5% więcej niż w 2012 roku. Składały się na nie przede wszystkim: składki z tytułu ubezpieczeń na życie opłacane regularnie (41,9% udziału w ogólnej wartości składki przypisanej brutto) i pochodziły przede wszystkim z ubezpieczeń grupowych, składki z tytułu ubezpieczeń komunikacyjnych OC (17,2% portfela ubezpieczeń), składki z tytułu ubezpieczeń AC (12,3% udziału), składki z tytułu ubezpieczeń od ognia i szkód majątkowych (11,5% składki ogółem) oraz składki z tytułu ubezpieczeń na życie ze składką jednorazową, składki z tytułu ubezpieczeń NNW i pozostałych, których udział wynosił 5,0%.

Działalność inwestycyjna

W 2013 roku wynik netto z inwestycji Grupy PZU wyniósł 2 488,1 mln zł wobec 3 704,7 mln zł w 2012 roku (spadek o 32,8%). Do spadku tych dochodów przyczyniły się przede wszystkim wzrost rentowności obligacji. Rentowność 5-letnich obligacji skarbowych wzrosła o 42 punkty bazowe w ujęciu rocznym, a 10-letnich o 61 punktów bazowych, podczas gdy w 2012 roku spadła odpowiednio o 211 punktów bazowych i 215 punktów bazowych. Wpływ na działalność inwestycyjną miała także gorsza niż w roku 2012 roku koniunktura na rynkach kapitałowych. W 2013 roku indeks WIG wzrósł jedynie o 8,1%, podczas gdy w poprzednim roku o 26,2%. W efekcie, w 2013 roku dochody Grupy z instrumentów kapitałowych wyniosły 592,8 mln zł i były o 253,2 mln zł niższe niż w poprzednim roku.

Odszkodowania i świadczenia

W 2013 roku wartość netto odszkodowań i świadczeń oraz przyrostu stanu rezerw Grupy PZU wyniosła 11 161,2 mln zł. W stosunku do 2012 roku wartość odszkodowań łącznie ze zmianą stanu rezerw była niższa o 8,7%. Do spadku wartości odszkodowań i świadczeń netto przyczyniły się: niski poziom szkód związanych z ujemnymi skutkami przezimowań, brak przymrozków oraz powodzi w okresie letnim, brak konieczności zawiązania dodatkowych rezerw szkodowych w ubezpieczeniach finansowych z tytułu gwarancji kontraktowych, utrzymanie niskiej szkodowości w ubezpieczeniach komunikacyjnych dzięki korzystnym warunkom drogowym oraz mniejszemu natężeniu ruchu (niska częstość szkód).

Koszty administracyjne i akwizycyjne

W 2013 roku koszty akwizycji wyniosły 2 015,9 mln zł i wzrosły o 0,8% w stosunku do poziomu z 2012 roku. Przyrost ten wynikał głównie z dynamicznego rozwoju sprzedaży produktów inwestycyjnych przez kanał bankowy, w szczególności produktu typu unit-linked, charakteryzującego się wysokimi kosztami akwizycji, zwiększenia udziału droższych kanałów dystrybucji w sprzedaży ubezpieczeń dla klienta masowego oraz zmian w stawkach prowizyjnych dla wybranych grup produktów a także rozpoczęcia konsolidacji spółek ubezpieczeń na życie na Litwie i Ukrainie – koszty akwizycji konsolidowanych spółek wyniosły 30,7 mln zł.

Koszty administracyjne Grupy w 2013 roku ukształtowały się na poziomie 1 406,5 mln zł, czyli były o 2,3% niższe w relacji do poprzedniego roku. Na ich poziom wpłynęły niższe o 19,1 mln zł koszty pracownicze będące efektem restrukturyzacji zatrudnienia i reorganizacji oraz spadek wydatków na reklamę w porównaniu do 2012 roku, kiedy zrealizowano szeroko zakrojoną kampanię wizerunkową.

Wskaźniki

W 2013 roku Grupa PZU poprawiła wskaźniki efektywności działania. Na szczególną uwagę zasługuje uzyskanie wysokiego zwrotu z kapitałów własnych. Wskaźnik ROE wyniósł 24,1% i był wyższy o 0,1 p.p. niż w poprzednim roku. Wartości wskaźników rentowności uzyskane w 2013 roku przez Grupę PZU przewyższają poziomy osiągnięte przez cały rynek (wg danych dla trzech kwartałów 2013 roku).

Nowy Dyrektor Zarządzający w 3M Poland

Stanowisko dyrektora zarządzającego 3M Poland objął Sebastian Arana Araya. Zastąpi on Xaviera Douellou, pełniącego tę funkcję od roku 2010.

Sebastian Arana Araya dołączył do 3M ponad 15 lat temu. W trakcie swojej kariery miał okazję zdobyć szerokie doświadczenie w zakresie marketingu i sprzedaży. Od 2005 do 2012 roku piastował stanowiska Dyrektora Handlowego Rynku w grupie biznesowej Przemysł, a następnie w grupie Ochrona Zdrowia w 3M w Chile. Przez ostatnie dwa lata pełnił stanowisko Dyrektora Zarządzającego 3M Chile.

– Jestem bardzo zadowolony, że będę miał możliwość realizować się zawodowo w Polsce, która jest kluczowym dla koncernu 3M rynkiem w Europie. Ścisła współpraca z polskim zespołem ekspertów, a w efekcie dalszy rozwój firmy, wzrost sprzedaży oraz wzmocnienie wizerunku marki to główne cele, jakie zamierzam realizować w najbliższych miesiącach – powiedział Sebastian Arana Araya, Dyrektor Zarządzający 3M Poland.

Nowy dyrektor 3M Poland ukończył Pontificia Universidad Catolica w Chile oraz Tulane University w Nowym Orleanie, USA. Jest członkiem zarządu Amerykańskiej Izby Handlowej w Chile, a także przewodniczy United Way Chile, organizacji non-profit, działającej na rzecz rozwoju edukacji i poprawy życia społeczności. Jest również dyrektorem ICARE, organizacji pozarządowej, która skupia ponad 1200 chilijskich przedsiębiorstw.

Budowa Lubelskiego Centrum Konferencyjnego i siedziby Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie

12 marca 2014 roku Budimex podpisał z Marszałkiem Województwa Lubelskiego umowę na budowę Lubelskiego Centrum Konferencyjnego i siedziby Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie. Umowa ma wartość 89,7 mln złotych netto.

Lubelskie Centrum Konferencyjne zostanie wybudowane przy ul. Grottgera 2 Budynek będzie miał 6 kondygnacji nadziemnych i 3 podziemne z 52 miejscami parkingowymi. Całkowita powierzchnia Centrum wyniesie 9,8 tys. m.kw., powierzchnia użytkowa – 5,1 tys. m.kw. Budowa Lubelskiego Centrum Konferencyjnego zakończy się 30 kwietnia 2015 roku.

Nowa siedziba Urzędu Marszałkowskiego będzie zlokalizowana przy ul. Grottgera 4 w Lublinie. Budynek będzie miał 6 kondygnacji nadziemnych i 3 podziemne ze 186 miejscami parkingowymi. Powierzchnia całkowita obiektu to 18,3 tys. m.kw., użytkowa – 12,8 tys. m.kw. Budynek Urzędu Marszałkowskiego będzie gotowy 31 maja 2015 roku.

Do obowiązków wykonawcy należy również zagospodarowanie terenu, budowa nowej infrastruktury podziemnej, dróg, zatok postojowych i parkingów, nasadzenia zieleni oraz ogrodzenie terenu.

Bezpłatny webinar PMR – Rynek bezpieczeństwa IT w Polsce – analiza rynku i prognozy rozwoju

W dniu 27 marca, w czwartek, o godzinie 10:00-10:30 serdecznie zapraszamy wszystkich profesjonalistów zainteresowanych rynkiem bezpieczeństwa IT w Polsce do udziału w bezpłatnym webinarze Rynek bezpieczeństwa IT w Polsce – analiza rynku i prognozy rozwoju. Seminarium poprowadzimy w języku angielskim.

Seminarium internetowe jest zorganizowane przez firmę badawczo-konsultingową PMR i poprowadzi je analityk rynku ICT w PMR, Zoran Vuckovic.

Tematyka seminarium internetowego:

– Analiza rynkowa poszczególnych segmentów rynku: sprzęt IT, oprogramowanie i usługi
– Sytuacja na rynku w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw oraz w segmencie korporacyjnym
– Prognozy rozwoju tego rynku w Polsce do 2018 roku
– Najważniejsze trendy na rynku  bezpieczeństwa IT w Polsce.

Dynamiczny wzrost przestępczości gospodarczej w Polsce

W ciągu ostatnich dwóch lat niemal połowa badanych firm w Polsce padła ofiarą przestępstw gospodarczych – wynika z raportu PwC „Global Economic Crime Survey 2014”. Prawie co czwarte z poszkodowanych przedsiębiorstw poniosło stratę w wysokości do 3 mln zł, a co piąte nawet 15 mln zł. Coraz bardziej dotkliwymi przestępstwami, które po raz pierwszy zostały ujęte w badaniu, są nadużycia w obszarze zakupów. Również korupcja pozostaje problemem dla polskich przedsiębiorców.

Jak wynika z badania PwC, najczęstszym przestępstwem była kradzież majątku wskazana przez 72% przedsiębiorców, która w porównaniu z badaniem z 2011 roku wzrosła o ponad 11%. Na drugim miejscu znalazły się nadużycia w obszarze zakupów (33% wskazań), a na kolejnych pozycjach zestawienia uplasowała się korupcja i przekupstwo (21%), cyberprzestępczość (19%) oraz manipulacje księgowe (19%).

”Tak dynamiczny wzrost nadużyć gospodarczych w Polsce jest wypadkową kilku przyczyn. Z jednej strony, przedsiębiorcy wyciągnęli wnioski ze spowolnienia gospodarczego i uważniej przyglądają się każdej wydanej złotówce, a co za tym idzie, częściej wykrywają i ujawniają nadużycia. Z drugiej strony, polskie firmy coraz odważniej inwestują na rynkach o wyższym ryzyku nadużyć, co przekłada się na większą skalę zagrożeń widoczną w tegorocznym badaniu” – wyjaśnia Marcin Klimczak, dyrektor w zespole ds. przestępczości gospodarczej w PwC.

Jakie straty ponieśli polscy przedsiębiorcy?

Ponad ¼ przedsiębiorców w Polsce szacuje poniesione straty finansowe pomiędzy 150 a 300 tys. zł. To dwa razy więcej niż na świecie. Jednocześnie aż 19% firm na naszym rynku, czyli niemal o 1/3 więcej niż na świecie, odnotowało straty w wysokości między 3 a 15 mln zł. W porównaniu z wynikami Badania 2011, wielkość strat w Polsce była na porównywalnym poziomie.

Przestępczość gospodarcza oznacza także koszty, których wielkość trudno oszacować, a które w dłuższej perspektywie mogą przełożyć się na straty finansowe. Najbardziej dotkliwa zdaniem firm jest utrata lub naruszenie relacji z interesariuszami. Według badanych najbardziej narażone są: morale pracowników (44% wskazań w Polsce, 31% na świecie), relacje biznesowe (21% wskazań w Polsce, 17% na świecie) i relacje z organami regulacyjnymi (19% wskazań w Polsce, 10% na świecie). W porównaniu z wynikami z lat wcześniejszych w Polsce obecnie rzadziej wskazywano negatywny wpływ na reputacje i markę przedsiębiorstwa.

Kim są sprawcy nadużyć?

Jak wynika z badania PwC, 56% przestępstw popełniły osoby pochodzące z wewnątrz firmy, z czego 50% stanowili przedstawiciele kadry kierowniczej średniego i wyższego szczebla. W najnowszym badaniu jako sprawców nadużyć częściej wymieniano pracowników niższego szczebla (połowa nadużyć wewnętrznych w porównaniu z 31% w 2011 roku). W Polsce przeciętny oszust to:

  • mężczyzna,
  • z wykształceniem wyższym,
  • w wieku od 41 do 50 lat,
  • ze stażem pracy powyżej 10 lat

Jako sprawców nadużyć z zewnątrz organizacji firmy najczęściej wskazywały: klientów (44%), osoby trzecie niezwiązane bezpośrednio z przedsiębiorstwem (28%) oraz dostawców (11%).

Konsekwencją wobec sprawcy wewnętrznego było najczęściej podjęcie decyzji o zwolnieniu pracownika (75%). Firmy decydowały się także na podjęcie kroków prawnych poprzez: poinformowanie organów ściągania (63%) czy wszczęcie postępowania cywilnego (46%). Szczególną uwagę zwraca fakt, że aż 13% organizacji, które ucierpiały w wyniku nadużyć ze strony sprawcy wewnętrznego nie wyciągnęło wobec niego żadnych konsekwencji, podczas gdy w 2011 r. wszystkie poszkodowane firmy podjęły działania wobec sprawców pochodzących z firmy.

Przestępstwa popełniane przez sprawców z zewnątrz organizacji spotykały się z następującymi konsekwencjami: poinformowanie organów ścigania (67%), zakończenie współpracy z partnerem (44%) oraz wszczęcie postępowania cywilnego (33%).

W których branżach odnotowano najwięcej przestępstw?

Branże, w których w ciągu ostatnich 24 miesięcy odnotowano najwięcej przestępstw gospodarczych to w ujęciu globalnym: usługi finansowe (49% respondentów z danego sektora), handel detaliczny (49%), telekomunikacja (48%), sektor publiczny (41%), turystyczny (41%), przetwórczy (36%) i ubezpieczeniowy (35%).

Jak polscy przedsiębiorcy wykrywają nieprawidłowości?

Jak wynika z badania 42% nadużyć w Polsce wykryto poza kontrolą zarządu, w tym prawie ¼ przez przypadek. Tymczasem na świecie jedynie 22% – czyli o połowę mniej niż w Polsce – przestępstw wykrywanych jest poza kontrolą zarządu.

Ponad połowę z popełnionych przestępstw (52%) udało się wykryć w ramach czynności kontrolnych, a konkretnie w efekcie działań audytu wewnętrznego (odpowiednio – 22% w Polsce, 12 % na świecie) oraz systemów raportowania o podejrzanych transakcjach (wykryto w ten sposób 14% nadużyć w Polsce, 16 % na świecie).

Narzędzia kultury korporacyjnej, takie jak systemy anonimowego informowania (whisle-blowing) lub nieformalne są w Polsce zdecydowanie niedocenianie – w ten sposób w Polsce wykryto jedynie
6% nadużyć, podczas gdy na świecie aż 23%. Tymczasem jak wynika z doświadczeń firm, które zdecydowały się na wdrożenie tego typu narzędzi systemów – były one w użyciu ponad 100 razy
w ciągu ostatnich 2 lat u 9% przedsiębiorstw.

„Niestety wykrywaniem nadużyć w polskich przedsiębiorstwach wciąż rządzi przypadek. To, w połączeniu z brakiem systemów dedykowanych oraz systemów anonimowego informowania lub zarządzania ryzykiem nadużyć sprawia, że nieprawidłowości nadal „zaskakują” polskie firmy. Działa to na niekorzyść przedsiębiorców, gdyż utrudnia odpowiednią reakcję w przypadku wystąpienia nadużycia, a zwłaszcza ograniczenie ich negatywnych skutków” – mówi Katarzyna Kreft, menedżer w zespole ds. przestępczości gospodarczej w PwC.

Korupcja w Polsce

Przewidywania przedsiębiorców, co do wystąpienia nadużyć w przyszłości, znacznie odbiegają od danych rzeczywistych. Najbardziej jaskrawa rozbieżność dotyczy korupcji – w tym przypadku aż
43% przedsiębiorstw uważa, że staną się jej ofiarą w przyszłości, podczas gdy rzeczywisty wskaźnik jest dwa razy niższy i wynosi 21% (o 6% mniej niż na świecie). Spośród wszystkich badanych firm w Polsce ponad 7% przyznało, iż poproszono je o zapłacenie łapówki, a ponad 16% oceniło, że straciło kontrakt na rzecz konkurenta, który zapłacił łapówkę. Ci z przedsiębiorców, którzy potrafili ocenić straty szacują je na ponad 150 tys. zł (21%), w tym aż ponad 7% powyżej 3 mln zł.

Straty finansowe są dla polskich firm najbardziej dotkliwą konsekwencją korupcji (41%, czyli o 13 % więcej niż na świecie), a zaraz po nich utrata reputacji (ponad 1/3 badanych). Jednocześnie jednak połowa przedsiębiorców nie potrafiła oszacować strat finansowych poniesionych w wyniku korupcji. Co ciekawe, na świecie to utrata reputacji była wskazywana jako główna strata dla przedsiębiorstwa (niemal 40% badanych).

„Tak duża różnica pomiędzy faktycznym występowaniem zjawiska korupcji, a jego postrzeganiem może wynikać z kilku przyczyn. Przede wszystkim korupcja i przekupstwo są niezwykle trudne do udowodnienia, dlatego liczba wykrytych przypadków może być niska. Dodatkowo korupcja jest tematem niezwykle drażliwym, w związku z tym firmy niechętnie przyznają się, że padły jej ofiarą. Samo postrzeganie korupcji jest kształtowane głównie przez media, które informują o skandalach korupcyjnych jak o zjawisku codziennym i powszechnym. Co więcej, jak pokazało nasze badanie, około połowa ankietowanych przedsiębiorców prowadzi działalność lub planuje w najbliższych latach ekspansję na rynki
o wysokim zagrożeniu korupcyjnym, co pozostaje nie bez znaczenia dla postrzegania przez nie tego zjawiska” – podkreśla Marcin Klimczak.

Nadużycia w obszarze zakupów

Nadużycia w obszarze zakupów znalazły się na drugim miejscu najczęściej występujących przestępstw w Polsce – doświadczyła ich aż jedna trzecia polskich firm (33%). Dotyczyły one najczęściej ustawiania przetargów / wyboru dostawcy (79% wskazań respondentów, będących ofiarą tych nadużyć) oraz nieprawidłowości przy zawieraniu umów (57%). Na świecie nadużycia w obszarze zakupów dotyczyły najczęściej wyboru dostawcy (61%), jak również zawierania umów i procesu płatności (w obu przypadkach 45%).

„W najnowszym badaniu po raz pierwszy badaliśmy nadużycia w obszarze zakupów, ponieważ nasi klienci wskazywali na duży problem w tym obszarze. W ramach tych nadużyć, w szczególności w odniesieniu do nieprawidłowości w procesie wyboru dostawcy uchwycona została korupcja w biznesie, która jest problemem równie dotkliwym dla przedsiębiorców jak korupcja w sektorze publicznym” – wskazuje Katarzyna Kreft.

Informacje o badaniu

Badanie przestępczości gospodarczej „Global Economic Crime Survey 2014” przeprowadzono między sierpniem a październikiem 2014 r. Na kwestionariusz internetowy odpowiedziało 5128 respondentów z 99 krajów na świecie, w tym także 94 respondentów z Polski. Połowę respondentów stanowiła kadra zarządzająca w spółkach.

Grupy usług ds. przestępczości gospodarczej (Usług Forensic) globalnej sieci firm PwC odgrywają wiodącą rolę w rozwiązywaniu problemów w całym cyklu życia przestępstwa i w dziedzinie innych możliwych do uniknięcia strat, oferując usługi śledcze po popełnieniu przestępstwa oraz prewencyjne usługi naprawcze i z zakresu compliance klientom w sektorze publicznym i prywatnym.

Zamknięcie rundy A dla mGenerator i Feedo

0

W Internet Ventures.FIZ, jednym z funduszy spółki MCI Management, zamknięto rundę A dla dwóch nowych inwestycji – mGenerator i Feedo. Poziom finansowania dla spółek wyniesie łącznie ponad 7 mln zł, z opcją doinwestowania ponad 20 mln zł w kolejnych rundach przez pozostałe fundusze z Grupy MCI. Łączny poziom finansowania zależeć będzie od efektywnej realizacji biznesplanów przedstawionych przez spółki. Internet Ventures jest jednym z funduszy portfelowych Krajowego Funduszu Kapitałowego S.A. Realizowany wraz z Internet Ventures projekt jest współfinansowany z funduszy europejskich w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.

Pierwsza inwestycja – mGenerator – jest platformą B2B, umożliwiającą automatyczne i półautomatyczne tworzenie mobilnych stron firmowych, platform e-commerce (sklepów online) i aplikacji (ze szczególnym uwzględnieniem aplikacji wspierających sprzedaż). Spółka jest pionierem w obszarze automatyzacji kreacji stron mobilnych w Polsce. Celem mGeneratora jest zdobycie pozycji lidera na europejskim rynku platform B2B. Inwestycja Funduszu zostanie przeznaczona na finansowanie rozwoju platformy online, a także szerokie wsparcie marketingowe w celu pozyskania znaczącej bazy klientów i przygotowania projektu do ekspansji zagranicznej.

Wierzymy, że przy bardzo dużym popycie na szybkie i efektywne kosztowo wejście na rynek mobilny, mGenerator może stać się najistotniejszym graczem, przyciągającym tysiące małych i średnich firm. Zaawansowana technologia mGenerator, połączona z prostotą interfejsu, jest doskonałym narzędziem do zdobywania klientów operujących na smartfonach lub tabletach – powiedział Tomasz Danis, zarządzający funduszu Internet Ventures.FIZ. Jednocześnie cieszymy się, że możemy współpracować z Piotrem Krawcem, doświadczonym przedsiębiorcą i menedżerem, który z powodzeniem tworzył i zarządzał serwisem Praktycy.com.

Drugi projekt to platforma typu marketplace w branży babycare. Feedo.cz i Feedo.sk to liderzy czeskiego i słowackiego rynku sprzedaży wyrobów w tej kategorii. Feedo przeznaczy środki pozyskane z inwestycji na rozwój platformy technologicznej, działania marketingowe i komunikacyjne, a także na rozwój wysokiej jakości obsługi klienta. Inwestycja w Feedo stanowi dla MCI kontynuację inwestycji w sektory o dużym potencjale wzrostu. Feedo jest drugą po Windeln.de inwestycją MCI w sektorze babycare. Pozwala to na wymianę doświadczeń i budowę pozycji eksperckiej w tym segmencie rynku, a w efekcie tworzenie regionalnych i europejskich liderów branży.

– Zdecydowaliśmy się zainwestować w biznes z branży babycare i rozszerzyć obszar jego działalności na rynek polski, poszerzając jednocześnie formułę na marketplace. Dzięki temu możemy integrować wielu dostawców i prowadzić zarówno sprzedaż w modelu „pełnej ceny” jak również „flash sale” – powiedział Tomasz Danis. – Jesteśmy przekonani, że założyciele Feedo przeniosą swoje bogate doświadczenia z rynku czeskiego i słowackiego do Polski. W krótkim czasie Feedo zbudowało firmę generującą kilkadziesiąt milionów koron przychodów, a aspiracje na najbliższy rok to już kilkadziesiąt milionów złotych.

Agatha Ruiz de la Prada zaprezentuje swoją kolekcję podczas 10. edycji Fashion Week Poland

Znamy już nazwisko pierwszej zagranicznej gwiazdy wiosennej edycji Polskiego Tygodnia Mody. 10. FashionPhilosophy Fashion Week Poland rozpocznie się 6 maja 2014 roku pokazem Agathy Ruiz de la Prada.

Agatha Ruiz de la Prada to najsłynniejsza hiszpańska projektantka mody. Od ponad 30 lat jej twórczość jest stale obecna na największych i najważniejszych światowych scenach mody, a projektantka cieszy się statusem ikony popkultury. Globalna rozpoznawalność i popularność marki Agatha Ruiz de la Prada doskonale ukazuje jak na fundamencie niepowtarzalnego stylu, można skutecznie budować zarówno sukces komercyjny, jak i artystyczny.

Gdziekolwiek pojawiają się sylwetki spod znaku de la Prady, przyciągają uwagę charakterystycznym stylem i budzą silne emocje. Organizatorzy Polskiego Tygodnia Mody są przekonani, że podobnie będzie 6 maja w centrum EXPO-Łódź, gdzie kolekcja hiszpańskiej projektantki otworzy pokazy na scenie Designer Avenue.

FashionPhilosophy Fashion Week Poland to największe międzynarodowe wydarzenie modowe w Polsce, organizowane dwa razy w roku w Łodzi i prezentujące premierowe kolekcje przygotowane przez najzdolniejszych polskich projektantów oraz zagraniczne domy mody.

FashionPhilosophy Fashion Week Poland wyznacza świeże trendy w rozwoju polskiej branży modowej. 10. edycja Polskiego Tygodnia Mody kreuje unikatową przestrzeń owocnych spotkań polskich projektantów z zainteresowanymi rynkiem mody przedstawicielami świata biznesu. Szeroko otwiera przed designerami drzwi do budowania profesjonalnych marek, a przedsiębiorcom ukazuje atrakcyjne biznesowo oblicze świata mody.

Koncentracje: Sześć decyzji UOKiK

0

Lafarge Cement i PGNiG Termika mogą utworzyć wspólnego przedsiębiorcę – to jedna z sześciu decyzji wydanych niedawno przez Prezes UOKiK. Pozostałe dotyczą następujących przedsiębiorców:  Cinema City Holding, SM Mlekovita, Hygienika, Shell Self Service oraz Skandia Życie

Zgodnie z przepisami transakcja podlega zgłoszeniu do urzędu antymonopolowego, jeżeli biorą w niej udział przedsiębiorcy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył 1 mld euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce.

Pierwsza z decyzji dotyczy utworzenia wspólnego przedsiębiorcy przez Lafarge Cement i PGNiG Termika. Przedmiotem działalności pierwszej ze spółek jest m.in. wydobywanie skał wapiennych, produkcja cementu i wapna oraz produkcja i dystrybucja ciepła. PGNiG Termika jest producentem ciepła i energii. Wspólny przedsiębiorca – Zakład Separacji Popiołów Siekierki będzie zajmował się separacją popiołów lotnych powstających w procesie spalania węgla. W wyniku tego procesu powstaną tzw. popioły wysokowęglowe HiCarbon, które będą wykorzystane do produkcji energii elektrycznej oraz ciepła, a także tzw. popioły ProAsh, używane przy produkcji cementu, betonu oraz produktów dla drogownictwa.

Prezes Urzędu zgodziła się również na połączenie Spółdzielni Mleczarskiej Mlekovita oraz Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Sanoku. Przedsiębiorcy prowadzą działalność w zakresie m.in.: skupu i przetwórstwa mleka oraz wyrobu produktów mleczarskich. Koncentracja zostanie przeprowadzona na podstawie prawa spółdzielczego, a po jej dokonaniu na rynku pozostanie jeden podmiot – SM Mlekovita.

Kolejna zgoda dotyczy przejęcia przez Cineworld Group kontroli nad Cinema City Holding. Przedsiębiorcy prowadzą przede wszystkim działalność kinową oraz reklamy kinowej i dystrybucji filmów. Cineworld Group działa na terenie Wysp Brytyjskich oraz Irlandii, natomiast Cinema City Holding w Europie Środkowo-Wschodniej i Izraelu. W Polsce posiada 31 kin w 19 miastach.

Zielone światło otrzymała również Hygienika, która jest producentem artykułów higienicznych dla dzieci (pieluch marki Bambino i Bambi oraz chusteczek nawilżonych) i artykułów higieny osobistej dla kobiet marki Linell. Będzie ona mogła przejąć Daily Polska, zarządzającą siecią około 160 sklepów drogeryjnych Schlecker. Spółka jest obecnie współkontrolowana przez BB Royal Holding oraz Hygienikę, która w wyniku transakcji stanie się jedynym właścicielem.

Prezes Urzędu zgodziła się również na nabycie części mienia Shell Self Service przez BM Reflex i Wspólnicy. Przejmująca spółka zajmuje się hurtową sprzedażą paliw oraz usługami konsultingowymi dla branży paliwowej. Shell Self Service jest kontrolowana przez Shell Polska i jest właścicielem sieci ponad 100 samoobsługowych stacji benzynowych w Polsce.

Ostatnia decyzja to zgoda dla  Vienna Insurance Group, która zajmuje się m.in. działalnością ubezpieczeniową. Będzie mogła ona przejąć spółki Skandia Życie oraz IICS/Polska. Pierwsza z nich jest towarzystwem ubezpieczeniowym, działającym w zakresie ubezpieczeń na życie. IICS/Polska to spółka serwisowa, stanowiąca wsparcie administracyjne oraz operacyjne dla Skandia Życie.

Po przeprowadzeniu postępowań antymonopolowych, Prezes Urzędu uznała, że koncentracje nie doprowadzą do istotnego ograniczenia konkurencji.

Decyzje wyrażające zgodę na dokonanie koncentracji wygasają, jeżeli połączenie nie zostanie dokonane w terminie 2 lat od ich wydania.

Zmiany w Kodeksie pracy

4 marca weszła w życie długo oczekiwana zmiana Kodeksu pracy, która pozwoli na lepszą organizację czasu pracy pracowników wykonujących pracę na rzecz zagranicznych podmiotów. W 2014 roku pracodawcy po raz pierwszy mogą też rozliczać pracę w 12 miesięcznym okresie rozliczeniowym. O kluczowych zmianach w Kodeksie pracy, które wpływają na pracę w 2014 roku, opowiadają specjaliści D.A.S. Towarzystwa Ubezpieczeń Ochrony Prawnej S.A.

Elastyczny czas pracy

Najważniejsza nowelizacja Kodeksu pracy, która weszła w życie 23 sierpnia 2013 roku, wprowadziła możliwość przedłużenia okresu rozliczeniowego do 12 miesięcy. Wcześniej nie mogły to być więcej niż 4 miesiące. Zmiana ta jest kontynuacją ustawy antykryzysowej. Według ustawodawcy regulacja ta pozwoli ograniczyć zwolnienia. Elastyczność rozwiązań poprawi również konkurencyjność polskich przedsiębiorstw. Pośrednio może to chronić pracowników przed koniecznością zmniejszenia stanu zatrudnienia lub upadłością pracodawcy.

– Przedłużenie okresu rozliczeniowego musi być jednak uzasadnione przyczynami obiektywnymi, technicznymi lub dotyczącymi organizacji pracy – podkreśla Anna Moszczynska, radca prawny D.A.S. I dodaje – Przy wprowadzeniu dłuższego okresu rozliczeniowego zachowane muszą być ogólne zasady dotyczące ochrony bezpieczeństwa i zdrowia pracowników.

Ma to znaczenie w przypadku czasowego, zazwyczaj sezonowego, obniżenia liczby zleceń pracodawcy. Daje to pracodawcy możliwość dopasowania czasu pracy pracowników do wielkości zamówień lub liczby zleceń w firmie. Pracodawca może w miesiącach, w których ma większe zapotrzebowanie na pracę, przedłużyć godziny pracy pracowników, co zrównoważy w pozostałych częściach okresu rozliczeniowego, zapewniając pracownikom wolne. Jeżeli w danym miesiącu, ze względu na rozkład czasu pracy w przyjętym okresie rozliczeniowym, pracownik nie ma obowiązku wykonywania pracy, przysługuje mu wynagrodzenie w wysokości nie niższej niż minimalne wynagrodzenie za pracę ustalane na podstawie odrębnych przepisów. W przypadku pracownika zatrudnionego w niepełnym wymiarze czasu pracy wysokość tego wynagrodzenia ustala się proporcjonalnie do tego wymiaru czasu pracy.

– Umożliwienie przedłużenia okresu rozliczeniowego do 12 miesięcy oparta jest na mało precyzyjnych przesłankach – wskazuje Moszczyńska i przestrzega dalej – Taki wyjątek od zasady może prowadzić w praktyce do stworzenia prawnej możliwości odroczenia wypłaty dodatkowego wynagrodzenia z tytułu pracy w godzinach nadliczbowych, bez weryfikowalnej przyczyny wydłużenia okresu rozliczeniowego.

Ruchomy czas pracy

Druga zmiana z sierpnia 2013 r. dotyczy wprowadzenia ruchomego czasu pracy.

Oznacza to, że rozkład czasu pracy może przewidywać różne godziny rozpoczynania pracy albo przedział czasu, w którym pracownik decyduje o godzinie rozpoczęcia pracy w dniach, które zgodnie z tym rozkładem, są dla pracowników dniami pracy.

– Nie zmieniają się gwarancje odpoczynku dla pracowników określone w Kodeksie pracy – wyjaśnia Anna Moszczyńska – pracownikowi przysługuje w każdej dobie prawo do minimum 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku oraz w każdym tygodniu prawo do co najmniej 35 godzin nieprzerwanego odpoczynku, obejmującego co najmniej 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku dobowego.

Wprowadzenie ruchomego czasu pracy ma ułatwić pracownikom godzenia życia rodzinnego z pracą.

Obowiązujące przepisy nie przewidują możliwości korzystania z elastycznego czasu pracy przez kobiety w ciąży oraz młodocianych. Korzystają oni bowiem ze specjalnej ochrony dobowego czasu pracy, który nie może przekraczać 8 godzin w przypadku kobiet w ciąży i 6 godzin w przypadku młodocianych.

Od kogo zależy wprowadzenie zmian?

Pracodawcy nie mają swobody w podejmowaniu decyzji o wprowadzeniu przedłużonego okresu rozliczenia pracy czy ruchomego czasu pracy.

– Wyraźnie trzeba zaznaczyć, że pracodawcy mogą wprowadzić zmiany wyłącznie za zgodą działających w firmie związków zawodowych – podkreśla Moszczyńska, radca prawny D.A.S.

Możliwość wprowadzenia przedłużonego okresu rozliczeniowego oraz ruchomego czasu pracy wymaga zawarcia takiego postanowienia w układzie zbiorowym pracy lub zawarcia porozumienia z zakładowymi organizacjami związkowymi. Jeśli ich nie ma, pracodawca będzie musiał porozumieć się z przedstawicielami pracowników.

Natomiast w przypadku stosowania ruchomego czasu pracy dla konkretnego pracownika, możliwe jest jego wprowadzenie jedynie na jego pisemny wniosek. Wówczas zgoda związków zawodowych nie jest już konieczna.

Wyższa płaca minimalna

Od 1 stycznia 2014 roku wzrosło wynagrodzenie minimalne i wynosi obecnie 1680 zł brutto. Przypominamy, że przepisy dotyczące najniższej płacy dotyczą tylko pracowników zatrudnionych na umowę o pracę.

Prace dopuszczalne w niedziele i święta

4 marca weszła w życie długo oczekiwana zmiana Kodeksu cywilnego, która pozwoli na lepszą organizację czasu pracy pracowników wykonujących pracę na rzecz zagranicznych podmiotów.

Zgodnie z nowym brzmieniem Kodeksu pracy, praca w niedziele i święta jest dozwolona przy wykonywaniu prac:

polegających na świadczeniu usług z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej w rozumieniu przepisów o świadczeniu usług drogą elektroniczną lub urządzeń telekomunikacyjnych w rozumieniu przepisów prawa telekomunikacyjnego, odbieranych poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, zapewniających możliwość świadczenia takich usług.

– Zlecenie pracy w niedziele i święta jest możliwe wyłącznie wówczas, gdy niedziela lub święto określone w ustawie o dniach wolnych od pracy, zgodnie z przepisami obowiązującym w państwie, które jest odbiorcą usługi, jest dniem pracy – wyjaśnia Moszczyńska.

Pracodawca ma jednak obowiązek zrekompensowania pracownikowi pracy w niedziele i święta poprzez udzielenie innego dnia wolnego w zamian:

za pracę w niedzielę – w okresie 6 dni kalendarzowych poprzedzających lub następujących po takiej niedzieli, za pracę w święto – w ciągu okresu rozliczeniowego.

Pracownikowi wykonującemu pracę w niedziele, przysługuje prawo do wolnej niedzieli co najmniej raz na 4 tygodnie.

Przedsiębiorco, chroń swoją reputację!

Jako przedsiębiorąca z pewnością nie raz zastanawiałeś się jak skutecznie utrzymać nieposzlakowaną opinię o twoich produktach lub usługach w sieci. Co więcej- jesteśmy przekonani, że obecnie zdecydowana większość firm działających na rynku już dawno zaopatrzyła się w odpowiednią infrastrukturę pozwalającą na utrzymanie kontroli nad treściami umieszczanymi w sieci w odniesieniu do ich marki. W końcu to JAK mówią o naszej firmie w Internecie oznacza w dzisiejszych czasach być albo nie być na rynku. Jeśli jesteś przedsiębiorcą i jeszcze nie wdrożyłeś odpowiednich procedur zabezpieczających wizerunek twojej firmy – koniecznie przeczytaj ten artykuł i przemyśl strategię działania zanim będzie za późno. Jeśli już o to zadbałeś- świetnie! Tutaj dowiesz się, jakie działania należy podjąć w obliczu naruszeń, które wymknęły się spod kontroli pomimo twojej przezorności.

Lepiej zapobiegac niż leczyć

Jakie działania należy podjąć, aby zawczasu być przygotowanym na nagłe pojawienie się w sieci niepochlebnych treści w odniesieniu do naszej marki?

Przed wszystkim należy wdrożyć strategię działania pozwalającą przeciwdziałać pojawieniu się negatywnych opinii w Internecie. W tym celu należy zapewnić firmie stosowne zabezpieczenia technologiczne umożliwiające skuteczne i szybkie usunięcie negatywnych treści. Pozwoli to zneutralizować negatywne przekazy u samego źródła, zapobiegając ponownemu pojawieniu się ich w wyszukiwarce. Warto zaufać specjalistom, którzy kompleksowo zajmują się neutralizacją wszelkiego rodzaju pomówień, zniesławień, znieważeń i oszczerstw jakie mogłyby zaszkodzić twojej firmie. W miejsce zablokowanych już treści wypromowane zostaną treści pozytywne oraz neutralne materiały informacyjne wskazane przez Ciebie. Doraźnie można także przygotować nowe materiały w celu umieszczenia ich następnie na wybranych stronach internetowych w zależności od problemu jaki zaistnieje. Kolejnym elementem, który skutecznie pozwoli zabezpieczyć Twoją markę jest monitoring sieci. Dzięki niemu uzyskasz stuprocentową pewność, że w razie wykrycia potencjalnie niebezpiecznej dla Ciebie treści, zostanie ona szybko zneutralizowana u samego źródła, zanim użytkownicy zdążą odnaleźć ją w wyszukiwarce.

Jakie kroki należy podjąć w sytuacji, gdy renoma naszej marki została już nadszarpnięta i same działania w Internecie są niewystarczające?

W takiej sytuacji warto rozważyć sięgnięcie po instrumenty prawne jakie oferuje nam ustawa Kodeks cywilny – a dokładniej regulacja dotycząca ochrony dóbr osobistych. Zastosowanie znajdą także przepisy ustawy z 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Zgodnie z art. 43 Kodeksu cywilnego, przepisy o ochronie dóbr osobistych osób fizycznych, (art. 23 Kodeksu) należy stosować odpowiednio do osób prawnych. Do dóbr osobistych osób prawnych, które będą podlegały ochronie można zaliczyć między innymi: prawo do klienteli, prawo do czerpania zysku z prowadzonej działalności oraz to, co interesuje nas najbardziej, czyli dobrą renomę, wiarygodność i reputację firmy.

W przypadku naruszenia wskazanych wyżej praw przez jakikolwiek podmiot działający w sieci, przedsiębiorca ma prawo skierować do sądu roszczenieo ochronę dóbr osobistych. Wnosząc pozew trzeba skonkretyzować, które wypowiedzi narażają firmę na utratę zaufania w obrocie gospodarczym i w jaki sposób naruszają dobre imię. W ramach postępowania sądowego można żądać zaniechania podejmowania określonych działań, usunięcia negatywnych skutków dokonanego naruszenia dóbr, a nawet – jeśli działanie naruszyciela było w świetle przepisów prawa cywilnego zawinione – zadośćuczynienia lub zapłaty określonej sumy na wskazany cel społeczny (art. 24 Kodeksu cywilnego). Ponadto, można także zażądać naprawienia wyrządzonej naszej firmie szkody majątkowej lub wydania korzyści uzyskanych przez osobę, która dopuściła się naruszenia. Jeżeli natomiast zostanie naruszone prawo do nazwy przedsiębiorstwa (tzw. prawo do firmy) – np. poprzez podszywanie się pod naszą firmę w celu wykorzystania jej renomy – wówczas zastosowanie znajdzie art. 4310 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym przedsiębiorca może żądać zaniechania tego działania, usunięcia jego skutków, złożenia oświadczenia lub oświadczeń w odpowiedniej treści i formie oraz naprawienia na zasadach ogólnych szkody majątkowej lub wydania korzyści uzyskanej przez osobę, która dopuściła się naruszenia. Zanim jednak skierujemy pozew do sądu powinniśmy rozważyć, czy takie działanie nie spowoduje, że sprawa zostanie jeszcze bardziej nagłośniona, a następnie przeanalizować ewentualne zyski i straty wynikające z egzekwowania naszych praw na drodze sądowej – radzi Dominika Strupiechowska, Junior PR Specialist GRUPA 365 NET

Serinus Energy – zakontraktowana wieża wiertnicza dla nowego odwiertu w Tunezji

Winstar Tunisia, spółka zależna Serinus Energy, zakontraktowała sprzęt, dzięki któremu już wkrótce rozpocznie pracę nad odwiertem Winstar-12bis na polu Sabria. Będzie to pierwszy odwiert w programie wierceń przewidzianym na 2014 rok na tej koncesji. Prace wiertnicze rozpoczną się pod koniec maja.

Dostawcą wiertni IDECO-E2100 o mocy 2.000 koni mechanicznych jest włoska spółka Pergemine Tunisie S.A.R.L. Sprzęt znajduje się obecne w Gabes, ok. 175 km na północny-wschód od Sabrii. Według planów, dotrze on na miejsce odwiertu na początku maja. Głębokość docelowa Winstar-12bis wynosi 3.830 m. Znajduje się on 1,9 km od Sabria Nord-1 – odwiertu wykonanego w 1979, który wykazał podczas testów przepływ na poziomie 930 baryłek ropy dziennie. Nie podjęto jednak wówczas próby rozpoczęcia produkcji.

Pole Sabria zostało odkryte w 1979, ale do tej pory wykonano tam jedynie sześć odwiertów – cztery z nich w latach 1979-1983. Produkcja rozpoczęła się w 1998 roku. Według danych aktualnych na 31 grudnia 2013, z pola wydobyto w sumie 4,.54 miliony baryłek ropy. Aktualna produkcja na polu Sabria z czterech odwiertów wynosi dziennie 648 baryłki ekwiwalentu ropy naftowej (boe/d) o gęstości 42° według skali API (American Petroleum Institute) (netto dla Winstar Tunisia: 291 boe/d). Według raportu niezależnej agencji RPS Energy Canada, szacunkowa objętość początkowych zasobów geologicznych ropy (OOIP) na tej koncesji wynosi 347 milionów baryłek w warunkach powierzchniowych (MMstb – stock tank barrels) (netto dla Winstar Tunisia – 156 MMstb). Do tej pory, wydobyto jedynie 1 proc. OOIP.

„Czekaliśmy z niecierpliwością na podpisanie wszystkich niezbędnych umów i cieszymy się, że nasze prace przechodzą do etapu realizacji. Wysoki potencjał pola Sabria pozwala wierzyć, że dzięki nadchodzącym pracom istotnie zwiększymy wydobycie i wartość spółki. Pokładamy w naszych tunezyjskich aktywach duże nadzieje.” – powiedział Jakub Korczak, Wiceprezes ds. Relacji Inwestorskich, Dyrektor Operacji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Serinus, poprzez Winstar Tunisia, posiada 45 proc. udziałów w licencji Sabria oraz status operatora, co daje Spółce prawo do prowadzenia poszukiwań oraz produkcji ropy i gazu na obszarze 104 km2. Partnerem Spółki jest Entreprise Tunisienne d’Activités Pétrolières – Tunezyjskie Państwowe Przedsiębiorstwo Naftowe, które posiada pozostałe 55 proc. udziału.

Niezależny Operator Międzystrefowy – Niezgodna z prawem praktyka

0

Automatyczne przedłużanie umowy na kolejny okres bez pytania konsumenta o zgodę – Prezes UOKiK zakwestionowała praktykę spółki Niezależny Operator Międzystrefowy i nałożyła karę w wysokości blisko 195 tys. zł

Niezależny Operator Międzystrefowy jest przedsiębiorcą telekomunikacyjnym. Postępowanie UOKiK wykazało, że w regulaminie świadczenia usług spółki znajdowało się niezgodne z prawem i niekorzystne dla konsumentów postanowienie.

NOM zastrzegał, że umowa zawarta na czas określony ulega automatycznemu przedłużeniu na kolejny, taki sam okres. Abonenci, którzy chcieli zrezygnować z nowego kontraktu, byli zobowiązywani do złożenia pisemnego oświadczenia, co najmniej 30 dni przed upływem starej umowy.

Praktyka ta wymuszała na konsumentach podejmowanie działań zapobiegających przedłużeniu umowy oraz ograniczała możliwość rezygnacji z usług przedsiębiorcy. Jest to sprzeczne z dobrymi obyczajami a tym samym niezgodne z prawem. Zdaniem UOKIK przedsiębiorca powinien zapewnić konsumentowi możliwość podjęcia świadomej decyzji dotyczącej przedłużenia umowy na kolejny czas określony informując go o upływającym terminie i przedstawiając mu nową ofertę.

Warto podkreślić, że wśród przedsiębiorców telekomunikacyjnych istnieje powszechna praktyka przedłużania umowy na czas nieokreślony jeżeli abonent nie składa deklaracji co do jej kontynuacji. Praktyka taka nie jest kwestionowana ponieważ rozwiązanie umowy na czas nieokreślony nie wiąże się z ponoszeniem przez konsumenta dodatkowych kosztów jak w przypadku kontraktu na czas określony (np. kara umowna, wynagrodzenie do końca obowiązywania umowy).

Prezes UOKiK nałożyła na spółkę Niezależny Operator Międzystrefowy karę w wysokości 194 833 zł. Przedsiębiorca zaniechał stosowania kwestionowanej praktyki dzięki czemu możliwe było obniżenie sankcji. Decyzja nie jest prawomocna spółka odwołała się do sądu.

NIK skontroluje koordynację polityki rodzinnej w Polsce

Według wstępnych danych GUS w 2013 roku odnotowano najniższy ujemny przyrost naturalny w powojennej historii Polski. Liczba zgonów była większa od liczby urodzeń o ponad 15 tysięcy. Najwyższa Izba Kontroli szuka odpowiedzi na pytanie, co należy zmienić w polityce rodzinnej państwa, aby zatrzymać postępujący kryzys demograficzny. Dyskutowali o tym także zaproszeni do NIK eksperci.

Od końca II wojny światowej liczba zgonów była w Polsce większa od liczby urodzeń tylko w latach 2002-2005. Wówczas ujemny przyrost naturalny wynosił od 3,8 tys. do 14,1 tys. Dzisiaj można już stwierdzić, że rok 2013 okazał się najgorszy pod tym względem. Liczba zgonów była większa od liczby urodzeń o ponad 15 tysięcy.

Jeśli obecny trend utrzyma się, to za 50 lat będzie żyło w Polsce nieco ponad dwa miliony dzieci – trzy razy mniej niż w roku 1960. Natomiast znacznie więcej będzie osób 80-letnich lub starszych – około 4 miliony. Według prof. Okólskiego to zapowiedź fundamentalnych zmian, w tym ekonomicznych. W 2060 r. sto osób w wieku produkcyjnym będzie musiało zapewnić utrzymanie 70 osobom w wieku emerytalnym.

Najwyższa Izba Kontroli, dostrzegając, że kryzys demograficzny jest jednym z najpoważniejszych zagrożeń, przed jakim stanął nasz kraj, zaplanowała w roku 2014 szereg tematycznych kontroli. Kluczową z nich będzie kontrola koordynacji polityki rodzinnej w Polsce. Rozpoczął ją we wtorek panel ekspertów.

Przedstawiciele parlamentu (m.in. Magdalena Kochan – zastępca Przewodniczącego Komisji Polityki Społecznej i Rodziny), rządu (m.in. wiceminister Elżbieta Seredyn – z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej), samorządów (m.in. Ryszard Grobelny, prezes Związku Miast Polskich) organizacji pozarządowych (m.in. Paweł Woliński) oraz zewnętrzni eksperci (m.in. prof. dr hab. Irena Wóycicka, prof. dr hab. Marek Okólski, dr Katarzyna Kocot-Górecka, dr Anna Kurowska) dyskutowali z kontrolerami o programie kontroli.