Likwidacja resortu transportu to krótkowzroczna decyzja

CEO Magazyn Polska

W wyniku wczorajszej rekonstrukcji rządu Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej zostało włączone do Ministerstwa Rozwoju Regionalnego. Likwidacja resortu transportu może doprowadzić do pogłębienia problemów, szczególnie na kolei. Trudniej będzie też koordynować politykę transportową na poziomie europejskim. Eksperci przewidują, że najpóźniej za trzy lata nastąpi reaktywacja resortu.

 – Zupełnie nie rozumiem tej decyzji, ponieważ jest parę przesłanek, które przemawiałyby za utrzymywaniem resortu transportu – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Wojciech Paprocki z Katedry Transportu Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Połączenie resortów transportu i rozwoju regionalnego może osłabić polską pozycję w kształtowaniu polityki transportowej Unii Europejskiej. A ta w Polsce, ze względu na centralne położenie, powinna mieć szczególne znaczenie.

 – W UE jest prowadzona świadoma, wyodrębniona polityka transportowa i Polska jako kraj członkowski powinna nie tylko aktywnie uczestniczyć w realizowaniu tej polityki, ale również w jej korygowaniu, bo jesteśmy za dużym krajem, o położeniu centralnym na kontynencie, żeby na pewne rzeczy patrzeć biernie – podkreśla prof. Paprocki.

To na tyle ważny obszar, że nawet w Szwajcarii, gdzie jest tylko siedmiu ministrów, istnieje stanowisko ministra transportu.

Dodatkowo, na spotkaniach Rady Europejskiej ds. Transportu, Telekomunikacji i Energii, które gromadzą ministrów odpowiedzialnych za te dziedziny, nasz kraj będzie teraz reprezentowany przez odpowiedniego wiceministra. Zdaniem eksperta, spowoduje to również utrudnienia w podejmowaniu decyzji na szczeblu krajowym.

 – To będzie dla innych krajów niezrozumiałe, dlaczego tylko podsekretarz stanu zawsze reprezentuje Polskę, kiedy przy stole siedzą ministrowie – zauważa prof. Paprocki. – Jeżeli byłbym ministrem transportu, to mam pełnomocnictwo do podejmowania decyzji typowych dla ministra konstytucyjnego. Jak jestem podsekretarzem stanu, to mam udzielone pełnomocnictwo, że mogę decydować w kwestiach od A do C, a w sprawie D muszę zadzwonić do centrali.

Z uwagi na centralne położenie Polski brak ministra odpowiedzialnego wyłącznie za transport może utrudnić także relacje z Moskwą.

Według eksperta, premier mógł odnieść wrażenie, że w transporcie jest niewiele problemów, ponieważ ostatni ministrowie odpowiedzialni za tę dziedzinę nie byli aktywnymi politykami na innych polach. Jednak wcielenie tego resortu do MRR może znacznie pogorszyć sytuację polskiego transportu.

 – Mamy problem sytuacji w LOT-cie. Oczywiście możemy powiedzieć: to jest sprawa ministra skarbu. Nie, to jest sprawa funkcjonowania ważnej gałęzi transportu. Mamy kwestię transportu pasażerskiego, w tym transportu aglomeracyjnego, i mówienie: niech tę kwestię rozwiążą marszałkowie województw, jest nieeleganckie. Problemy trzeba regulować w skali kraju, to powinno być skoordynowane – przekonuje prof. Paprocki.

Ucierpieć może szczególnie transport kolejowy. Prof. Paprocki zauważa, że w tej chwili brakuje koordynacji pomiędzy spółkami z grupy PKP, Przewozami Regionalnymi oraz przewoźnikami wojewódzkimi. Likwidacja resortu transportowego, w jego ocenie, jest krótkowzroczną decyzją, która nie rozwiąże żadnego problemu.

 – Ta decyzja prowadzi nas na manowce i za dwa, najpóźniej trzy lata będziemy z dużym pośpiechem reaktywować ministerstwo transportu – prognozuje prof. Paprocki. – W dodatku to da pozorne oszczędności, może na paru etatach, ale utrudni w ogóle proces podejmowania decyzji urzędniczych, bo ze wszystkim trzeba będzie iść do wicepremiera.

Gaz łupkowy priorytetem nowego ministra środowiska. Korolec zostaje w rządzie

CEO Magazyn Polska

Zadania związane z jego poszukiwaniem i wydobyciem gazu łupkowego będą priorytetem nowego ministra środowiska, Macieja Grabowskiego. Doświadczenie z resortu finansów może być przydatne przy planowaniu modeli finansowania inwestycji, związanych z gazem niekonwencjonalnym czy zielonymi źródłami energii. Dotychczasowy wiceminister finansów zastąpi na stanowisku Marcina Korolca, który mimo to pozostanie w rządzie. Będzie pełnomocnikiem ds. negocjacji klimatycznych.

Dużo zależy od zespołu doradców i najważniejszych decydentów na stanowiskach wyższych urzędniczych i niższych politycznych w resorcie, jakich dobierze sobie nowy minister środowiska – uważa Dominik Smyrgała, ekspert ds. energetyki oraz kierownik studiów podyplomowych „Bezpieczeństwo energetyczne: państwo, samorząd, biznes” Collegium Civitas. – Doświadczenie finansowe może się przydać, chociażby w zakresie opracowywania modeli finansowania inwestycji w energetykę.

Szczególnie w tak kosztochłonnych dziedzinach jak poszukiwania gazu łupkowego czy rozwój zielonej energii.

 – Opracowanie dobrych modeli finansowych na te inwestycje może być dla nowego ministra wyzwaniem, do którego może mieć odpowiednie kompetencje – mówi Smyrgała.

Ekspert Collegium Civitas pozytywnie ocenia działania byłego ministra Marcina Korolca, który zajmował stanowisko od listopada 2011 roku. Wcześniej pracował w Ministerstwie Gospodarki. 

 – Przede wszystkim było widać trzeźwy stosunek do kwestii globalnego ocieplenia – ocenia Dominik Smyrgała. – Resort miał odwagę na swoich stronach internetowych pisać o tym, że dwutlenek węgla emitowany przez przemysł to jedno, ale są jeszcze wulkany, oceany, aktywność słoneczna. Więc klimat jest wypadkową wielu czynników, a redukcja tylko do jednego z nich może być niewłaściwa.

Zdaniem Smyrgały, po części można się zgodzić z zarzutami o przedłużających się pracach nad nowym prawem o gazie łupkowym.

 – Z drugiej strony pomysły, które wychodziły z ministerstwa na to, jak zagospodarować złoża, by nie stać się krajem, który pada ofiarą klątwy zasobów, a zapewnić jakiś dochód i regularne wpływy, szły w nie najgorszym kierunku – mówi ekspert ds. energetyki.

Zgodnie z zapewnieniami premiera, Marcin Korolec pozostanie w rządzie i będzie jego pełnomocnikiem ds. negocjacji klimatycznych przez kolejny rok, do czasu kolejnego szczytu ONZ w Peru. Polska pójdzie tym samym śladem m.in. Wielkiej Brytanii i Niemiec, gdzie funkcjonują rządowi pełnomocnicy ds. zmian klimatycznych i polityki ekologicznej.

 – Tam istnieje taka osobna funkcja, ponieważ kompleksowość tej problematyki jest specyficzna – mówi Dominik Smyrgała. – Mam nadzieję, że minister Korolec nadal będzie reprezentował takie zdroworozsądkowe stanowisko i dalej będzie stał na straży naszego interesu i pokazywał, że umie trzymać się pewnych realiów.

Resort transportu pracuje nad systemem zarządzania ruchem

CEO Magazyn Polska

Systemy zarządzania ruchem mają być priorytetem w nowej perspektywie budżetowej UE. Resort transportu planuje przeznaczyć na budowę systemów pokaźne środki. Chce je budować w oparciu o istniejącą infrastrukturę, ale także z wykorzystaniem nowych rozwiązań oferowanych przez firm obecne na polskim rynku. Wszystko na zasadach konkurencyjności.

 Systemy zarządzania ruchem są wprowadzane wszędzie przez zarządców dróg, w szczególności miejskich i w ten sposób lepiej organizujemy ruch w dużych miastach. Planujemy dosyć pokaźne środki na ten cel w nowej perspektywie finansowej i uważamy to za priorytet – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zbigniew Rynasiewicz, pełniący obowiązki ministra transportu.

Rynasiewicz przekonuje, że system można budować w oparciu o istniejącą infrastrukturę, np. bramownice z czujnikami elektronicznego systemu poboru opłat viaTOLL, których właścicielem jest Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, a operatorem Kapsch Telematic Services. Podkreśla jednak, że musi to się odbywać w taki sposób, by także inne firmy mogły wejść na rynek ze swoimi rozwiązaniami. 

 – To musi być transparentne. Wszystkie firmy funkcjonujące na rynku muszą mieć możliwość udziału w postępowaniach przetargowych, nie możemy ograniczać się do tych, które już zafunkcjonowały – dodaje Zbigniew Rynasiewicz.

Nad Krajowym Systemem Zarządzania Ruchem pracuje też GDDKiA. Rynasiewicz podkreśla, że ta instytucja może w dużej mierze skorzystać na rozwoju technologii, bo lepszy monitoring pojazdów i zarządzanie ruchem dadzą wymierne oszczędności.

Równocześnie GDDKiA musi pracować nad integracją poszczególnych elementów systemów na drogach krajowych i miejskich. Rynasiewicz podkreśla, że wśród nich powinny się znaleźć m.in. badania natężenia ruchu, przepływu samochodów, parametrów funkcjonowania dróg, a także montaż nowego oznakowania. Poza oszczędnościami dla GDDKiA rozwój ITS-ów może doprowadzić do zmniejszenia emisji dwutlenku węgla oraz mniejszego hałasu. 

 – System musi być spójny, inaczej jego wdrożenie nie miałoby sensu. Nie da się uporządkować sytuacji na drodze ekspresowej, autostradzie czy unowocześnionej drodze krajowej, jeżeli nie będziemy wspólnie np. z Warszawą, zarządzać ruchem samochodów na drogach wjazdowych do miasta, monitorować przepływy w potoków transportowych. To musi być zintegrowany system – przekonuje Rynasiewicz i dodaje, że to właśnie GDDKiA musi zająć się koordynacją.

Prace nad systemem potrwają jeszcze co najmniej kilka lat. 

 – Trudno powiedzieć, kiedy system może zostać wdrożony, bo to są dopiero pierwsze prace dotyczące jego wprowadzenia. Mam nadzieję, że najbliższe lata, już w nowej perspektywie finansowej, umożliwią zbudowanie spójnego systemu, nie tylko do nadzoru samego ruchu, ale także pod kątem zmniejszenia emisji spalin, wypełnienia norm hałasu i zmniejszenia obciążeń dla kierowców – ocenia Rynasiewicz.

Opracowana przez GDDKiA architektura KSZR została oddana w proces konsultacji społecznych i branżowych. W środę rozpoczęła funkcjonowanie platforma informacyjna (www.kszr.gddkia.gov.pl). W założeniu ma umożliwiać komunikację pomiędzy GDDKiA i podmiotami zainteresowanymi wdrażaniem systemu i rozwojem usług ITS. Będą tam zamieszczane m.in. specyfikacje techniczne i opisy architektury.

Przetarg na okręty podwodne najszybciej w przyszłym roku

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Obrony Narodowej zastanawia się nad zmianą wymagań technicznych na trzy nowe okręty podwodne dla Marynarki Wojennej. Przygotowane w ubiegłym roku wstępne kryteria wykluczały z postępowania niemiecki okręt U-212A, dlatego resort zapowiedział, że zamierza je teraz zmienić. Decyzje MON budzą wątpliwości ekspertów, którzy czekają na wyjaśnienia. Problemem jest również to, że większość szczegółów dotyczących wymagań i ofert producentów okrętów została utajniona.

We wrześniu ubiegłego roku MON poinformował, że wstępne wymagania techniczne co do okrętów technicznych są już gotowe.

 – Teraz na interpelację poselską posła Jacka Sasina minister nagle odpowiada, że będą zmieniane. Ale nie dlatego, że były złe, ale dlatego, że jeden z okrętów podwodnych nie mieści się w tych wymaganiach i pod ten okręt będą zmieniane – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes komandor Maksymilian Dura, były oficer Marynarki Wojennej i dziennikarz portalu Defence24. – Należałoby odpowiedzieć, dlaczego zrobiono tak, że okręt 212A nie mieści się w tych wstępnych wymaganiach, a po drugie, co się zmieniło, że nagle dla MON ten okręt podwodny stał się bardzo ważny i trzeba te wymogi teraz dostosować.

W odpowiedzi na pojawiające się w mediach zarzuty 14 listopada Ministerstwo Obrony Narodowej wydało komunikat, w którym dementuje, by zapadły już jakiekolwiek decyzje w sprawie okrętów podwodnych. Argumentuje, że trwa jeszcze proces wewnętrznych uzgodnień w sprawie wymogów, jakie sprzęt ma spełniać, a ich ogłoszenie nastąpi w przyszłym roku. Eksperci Defence24 podkreślają, że MON nie odpowiedział jednak na kluczowe pytania.

Program Orka, czyli zakup trzech okrętów podwodnych o wyporności ok. 2 tys. ton, to jeden z kluczowych elementów strategii modernizacji floty polskiej Marynarki Wojennej. Wartość programu Orka wynosi 7,5 mld zł, a całej modernizacji – 10 mld zł. Poza okrętami podwodnymi Marynarka Wojenna kupi też niszczyciele min, okręty patrolowe oraz okręty obrony wybrzeża.

To właśnie program zakupu nowych okrętów podwodnych budzi najwięcej kontrowersji. Najczęściej wymieniane są oferty francuskiego koncernu DCNS oraz niemieckiego TKMS. Francuzi zaoferowali okręty typu Scorpene, deklarując gotowość budowy ich w Polsce oraz transferu technologii. Niemcy mają w ofercie dwa okręty – typów 212A i 214. Okręt 212A nie spełniał wstępnych kryteriów, m.in. z uwagi na nieco mniejszą długość i tylko jeden silnik, ale po ich zmianie może zostać uwzględniony. 

 – MON próbuje się bronić odwracając sytuację. Oskarża nas, dziennikarzy, że to my chcemy wyeliminować okręt 212A i nie chcemy się zgodzić, by brał on udział w przetargu w postępowaniu na okręty podwodne, chociaż jest dobry. Ale to MON swoimi wymaganiami wykluczył okręt 212A – zaznacza Dura. – Wiemy, że w tej chwili jest rekomendacja w MON na okręt podwodny 212. Należałoby się zastanowić, jak można było napisać rekomendację ministrowi obrony narodowej dla okrętu, który nadal jeszcze nie spełnia wymagań, które MON sam napisał.

Wyjaśnienia wymaga również to, dlaczego wstępne kryteria wykluczyły niemiecki okręt. Jego zdaniem możliwości są trzy. Mogło to być błędem osób ustalających wymagania, ale to podważałoby ich wiedzę. Mogło również dojść do złamania prawa poprzez faworyzowanie modelu 214, ale w ocenie Dury to mało prawdopodobne. Niewykluczone, że kryteria zostały ustalone w taki sposób celowo, gdyż okręt 212A został uznany za nieodpowiedni, ale to z kolei nie tłumaczy, czemu teraz wymagania są zmieniane. 

 – Nie znamy kryteriów, według których MON chce wybrać okręt podwodny. One zostały utajnione – zauważa Dura. – Oczywiście, są pewne rzeczy, wrażliwe dla oferentów, które nie powinny być ukazywane, ale poza nimi przy przetargu na 2 mld euro wszystko musi być jasne. Nie można kryć tego po gabinetach.

Jego zdaniem, istnieje możliwość, że decyzja MON o zmianie wymogów przetargu to efekt lobbingu strony niemieckiej. 

 – Ale być może jest też tak, że MON nie ma pieniędzy i chce wypożyczyć niemiecki okręt, bo Niemcy zaproponowali również wypożyczenie okrętu podwodnego i chce szkolić załogi. Być może takie jest rozwiązanie, ale trzeba to powiedzieć, a nie mamić inne firmy, inne państwa, że będzie robiony przetarg według określonych kryteriów – podkreśla Dura.

Według eksperta ważnym kryterium powinna być produkcja okrętu w Polsce.  Eksperci szacują, że kontrakt na zakup okrętów podwodnych może zapewnić w kraju ok. 1000 miejsc pracy w branży stoczniowej i spółkach kooperujących przez co najmniej 8-9 lat. Może to być ogromny impuls technologiczny i ekonomiczny dla polskiego przemysłu i gospodarki. Nie wiadomo jednak, czy będzie to istotne kryterium brane pod uwagę w przetargach.

W Polsce tylko na co dziesiątym stanowisku kierowniczym zasiada kobieta

CEO Magazyn Polska

Według organizacji Gender Equality Project w firmie 30 proc. stanowisk kierowniczych powinna być obsadzona przez kobiety. W Polsce średnia wynosi 10,5 proc. Również z równym traktowaniem kobiet i mężczyzn w zakresie m.in. warunków wynagradzania, awansu, dostępu do podnoszenia kwalifikacji zawodowych, bywa różnie. Choć coraz więcej firm zwraca na to uwagę.

Kodeks pracy nakłada na pracodawców obowiązek równego traktowana pracowników w zakresie m.in. warunków wynagradzania, awansu, dostępu do podnoszenia kwalifikacji zawodowych bez względu na płeć. W praktyce bywa z tym jednak różnie. 

 – Zaledwie 4 proc. kobiet pełni odpowiedzialne funkcje kierownicze w spółkach z listy 500 największych spółek, TOP 500  Forbesa. Średnie zarobki kobiet zarządzających tymi spółkami są o blisko 20  proc. niższe. Jest to więc duży problem, także w skali globalnej – stwierdza Wojciech Lorenc, dyrektor HR w firmie CEPD N.V., zarządzającej siecią aptek Dbam o Zdrowie.

CEPD  N.V  z grupy Pelion, jest pierwszą polską firmą i Europie Środkowo – Wschodniej, która uzyskała Międzynarodowy Certyfikat Przestrzegania Zasad Równości Płci w Miejscu Pracy, przyznawany przez Fundację The Gender Equality Project (GEP), działająca przy Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. 

 – Certyfikat jest przyznawany firmom, które spełniają określone wymagania w zakresie równouprawnienia płci w miejscu pracy. W projekcie bierze udział obecnie ponad 30 firm – to są duże korporacje, działające na całym świecie. W naszej firmie jedna trzecia stanowisk kierowniczych jest obsadzona przez kobiety. Norma, którą nakłada Gender Equality Projekt, do której dąży to środowisko, to jest 30 proc. W porównaniu do średnich statystyk w Polsce, gdzie odsetek ten wynosi 10,5 proc.,  wypadamy oczywiście znacznie lepiej – mówi agencji  informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Lorenc. 

Otrzymanie Międzynarodowego Certyfikatu Przestrzegania Zasad Równości Płci w Miejscu Pracy jest procesem wieloetapowym. W sieci aptek Dbam o Zdrowie trwał on niemal półtora roku. 

 – Przyznanie certyfikatu poprzedziło badanie wynagrodzeń, czyli czy przestrzegamy zasady równej płacy za taką samą pracę, zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Ocenie podlegało to, jaka grupa kobiet pełni odpowiedzialne funkcje kierownicze, jaki jest odsetek  kobiet na stanowiskach kierowniczych; jak wygląda dostęp do szkoleń, do kształcenia, do rozwoju; czy kobiety po urlopach macierzyńskich wracają na te same stanowiska albo lepsze stanowiska niż te, które miały przed tym urlopem – wyjaśnia Wojciech Lorenc.

Dodaje, że firma CEPD chce teraz skupić się na stworzeniu swoim pracownikom warunków, umożliwiających im zachowanie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym.

 – Z naszego badania ankietowego, które przeprowadziliśmy przy okazji uzyskania certyfikatu wynika, że mamy jeszcze trochę do zrobienia, jeżeli chodzi o tzw. work/life balance, czyli balans pomiędzy tym, co dzieje się w pracy, a tym, co dzieje się w życiu prywatnym – podsumowuje Wojciech Lorenc. 

Zasada równości w miejscu pracy

Według polskiego Kodeksu pracy równe traktowanie w zatrudnieniu oznacza niedyskryminowanie żadnego z pracowników w jakikolwiek sposób, bezpośrednio lub pośrednio m.in. ze względu na płeć. Naruszeniem zasady równego traktowania w zatrudnieniu są np. różnice w wynagrodzeniu na tym samym stanowisku albo pominięcie przy awansie lub przyznawaniu innych świadczeń związanych z pracą, chyba że pracodawca udowodni, że kierował się obiektywnymi powodami.

Pracownicy mają prawo do jednakowego wynagrodzenia za jednakową pracę lub za pracę o jednakowej wartości. Dotyczy to wszystkich składników wynagrodzenia oraz innych świadczeń pieniężnych przyznawanych pracownikom. Osoba, wobec której pracodawca naruszył zasadę równego traktowania w zatrudnieniu, ma prawo do odszkodowania w wysokości nie niższej niż minimalne wynagrodzenie za pracę.

Ponadto pracownika, który dochodzi od firmy roszczeń z tytułu dyskryminacji w zatrudnieniu, nie można zwolnić ani zmusić do rozwiązania umowy o pracę z tego powodu. 

Piwa smakowe mają juz 11 proc. udziału w rynku. Ich sprzedaż wciąż rośnie

CEO Magazyn Polska

W ostatnich dwóch latach kategoria piw smakowych rozwija się w tempie dwucyfrowym. Jej udziały w rynku sięgają 11 proc. Coraz szybciej gusta Polaków zdobywają radlery, czyli niskoprocentowe piwa z dodatkiem lemoniady lub innego napoju bezalkoholowego. To najszybciej rosnąca kategoria nie tylko w Polsce, ale w całej Europie.

W oparciu o piwa sezonowe oraz nowe piwa smakowe swoją pozycję na rynku chce wzmocnić Carlsberg Polska. Sukces marek Okocim Radler, Somersby czy piw sezonowych Okocimia powoduje, że firma myśli o poszerzaniu tej oferty. Piwa smakowe mają już około 11 proc. rynku, z czego 1,5 proc. to radlery, które są najszybciej rosnącym segmentem.

 Cały czas pracujemy nad nowymi markami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Bławat, prezes Carlsberg Polska. – Przed paroma laty dużym sukcesem był Kasztelan Niepasteryzowany, który się cieszy powodzeniem piwoszy. W zeszłym roku wprowadziliśmy markę Somersby, a w tym Okocim Radler dla wielbicieli piw smakowych. Nie poprzestaniemy na tym.

Prezes Carlsberga podkreśla, że zgodnie z rynkowymi trendami sprzedaż Somersby i Okocim Radler dynamicznie rośnie. Dlatego ta pierwsza marka prawdopodobnie zyska nowe smaki. Również sprzedaż piw niepasteryzowanych jest w tym roku o 20 proc. większa w porównaniu z 2012 rokiem, głównie dzięki marce Kasztelan Niepasteryzowany.

Nowością wprowadzoną w tym roku jest limitowana linia piw specjalnych z Browaru Okocim – zaplanowana na każdą porę roku. Na półkach pojawiły się już m.in. piwo Świętojańskie (maj/czerwiec) i Dożynkowe (lipiec/sierpień). Na przełomie listopada i grudnia klienci będą mogli spróbować Świątecznego, a na wiosnę 2014 – Wielkanocnego.

Tomasz Bławat zaznacza, że wprowadzenie każdej nowości badane jest pod kątem opłacalności sprzedaży.

 – Czasami są bardzo atrakcyjne segmenty z punktu widzenia potencjalnego popytu konsumentów, ale one nie są interesujące z punktu widzenia cenowego. Porównując koszty do ceny, za jaką można sprzedać piwo, często trzeba podjąć decyzję, że jednak nie wprowadzamy produktu, bo jest to nieopłacalne – wyjaśnia Tomasz Bławat.

Prezes oczekuje, że tegoroczna sprzedaż piwa powinna być wyższa niż przed rokiem. Firma spodziewa się również wzrostu udziałów w rynku (dziś 18,5 proc.), głównie dzięki markom Okocim, Somersby, Kasztelan i Harnaś. Natomiast w przyszłym roku Carlsberg chce się rozwijać szybciej niż branża.

Carlsberg Polska inwestuje w rozbudowę i modernizację browarów.

 – Prowadzimy duży projekt w Browarze w Sierpcu, gdzie jest produkowany Kasztelan. Jest to jest inwestycja w moce produkcyjne i w centrum dystrybucyjne, która zamyka się sumą 187 milionów złotych. Będziemy ją finalizować na wiosnę przyszłego roku – informuje Tomasz Bławat.

W Sierpcu zostanie wybudowana nowa warzelnia i linia rozlewnicza, powstanie też centrum dystrybucji, czyli nowy magazyn. Dzięki tej inwestycji w przyszłym roku zostaną zwiększone moce produkcyjne browaru – do 2,6 mln hl piwa rocznie (dziś ok. 1 mln hl). Wiosną tego roku koncern zakończył dużą inwestycję w linię butelkową w Browarze Okocim w Brzesku (60 tys. butelek na godzinę).

Carlsberg Polska jest trzecią co do wielkości firmą tej branży z 18,5 proc. udziałem w polskim rynku piwa i roczną produkcją na poziomie 7mln hektolitrów.

Notariusze chcą wprowadzenia darowizny na wypadek śmierci

CEO Magazyn Polska

Notariusze proponują utworzenie instytucji, dzięki której możliwe będzie przekazywanie swojego majątku następcom w drodze darowizny na wypadek śmierci. Pomysł zyskał właśnie poparcie resortu sprawiedliwości. Notariusze liczą więc, że zmiany będą możliwe już w 2014 roku. Od obecnej umowy darowizny nowe rozwiązanie będzie się różniło tym, że przekazanie np. rodzinnej firmy na rzecz obdarowanego nastąpi formalnie po śmierci darczyńcy.

 Instytucja darowizny na wypadek śmierci byłaby lepsza od zwykłej darowizny dla tych przedsiębiorców, którzy są w podeszłym wieku, a chcą zadysponować swoim majątkiem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Leszek Zabielski, notariusz. – Nowe rozwiązanie polegałoby na zawarciu z potencjalnym następcą umowy darowizny, ale weszłaby ona w życie dopiero z dniem śmierci przedsiębiorcy. Oznacza to, że zachowa on kontrolę nad firmą oraz prawo do podejmowania kluczowych decyzji w firmie.

Notariusze zgłosili już tę propozycję w 2009 r., ale Sejm wówczas ją odrzucił. Teraz pomysł ma duże szanse na pomyślne przejście ścieżki legislacyjnej w parlamencie, ponieważ ma poparcie Ministerstwa Sprawiedliwości.

 – Ponieważ sama ustawa właściwie jest już gotowa, to droga do wejścia w życie tych rozwiązań powinna być, miejmy nadzieję, szybka. Wierzę, że w roku 2014 będzie to uchwalone – podkreśla Leszek Zabielski.

Przedsiębiorca będzie mógł także w drodze darowizny na wypadek śmierci wyszczególnić dane składniki majątku, które chce podarować następcom. 

Obecne formy sukcesji majątku firmy 

Aktualnie obowiązujące przepisy dają po pierwsze możliwość przekazania firmy następcom formie testamentu. To rozwiązanie może uchronić spadkobierców od ewentualnych sporów o majątek, także na drodze sądowej. Natomiast jeśli właściciel firmy chce ją za życia przekazać komuś innemu, jedynym wyjściem jest darowizna.

 – Wydaje się , że najlepszym rozwiązaniem jest, aby właściciel firmy, który dobiega swoich lat, podjął pewne kroki, dzięki którym po jego śmierci majątek spadkowy płynnie przejdzie na spadkobierców. Czyli powinien sporządzić testament, który określa, jakie osoby, w jakim stopniu będą dziedziczyły dany majątek spadkowy – stwierdza Zabielski. – Natomiast w przypadku darowizny, właściciel firmy darowuje przedsiębiorstwo, w rozumieniu artykułu 55. z indeksem pierwszym Kodeksu cywilnego swojemu dziecku czy dwojgu dzieciom, w zależności jak zdecyduje.

Co można darować?

Według przepisów Kodeksu cywilnego przedsiębiorstwo to zespół składników niematerialnych i materialnych przeznaczonych do prowadzenia działalności gospodarczej. W skład przedsiębiorstwa wchodzą np. własność nieruchomości lub ruchomości, w tym urządzeń, materiałów, towarów i wyrobów oraz inne prawa rzeczowe do nieruchomości lub ruchomości, prawa wynikające z umów najmu i dzierżawy nieruchomości lub ruchomości oraz prawa do korzystania z nieruchomości lub ruchomości, prawa do papierów wartościowych i środki pieniężne, koncesje, licencje i zezwolenia, patenty i inne prawa własności przemysłowej, prawa autorskie oraz tajemnica przedsiębiorstwa. Każdy taki składnik majątku można przekazać w drodze umowy darowizny przedsiębiorstwa.

Technologia rozpoznawania obrazów nowym sposobem na zakupy bez wychodzenia z domu

CEO Magazyn Polska

Technologia rozpoznawania obrazów pozwala użytkownikowi w kilka sekund zdobyć informacje na temat produktu. To daje możliwość zrobienia zakupów bez wychodzenia z domu. Wystarczy wykonać zdjęcie produktu w gazecie, na plakacie czy też ekranie telewizora. Produkt zostaje wyszukany w kilka sekund, a jego zamówienie jest kwestią kilku chwil. 

 – Technologia rozpoznawania obrazów pozwala z dużą precyzją zidentyfikować, co jest na wykonanym przez nas zdjęciu. Dla przykładu: jeżeli sfotografujemy kosmetyk, to z pomocą odpowiedniej aplikacji będziemy mogli zdobyć szczegółowe informacje na temat jego zastosowania. Jeżeli zrobimy zdjęcie butelki wina w restauracji, możemy dowiedzieć się, w jakiej temperaturze powinno być przechowywane, mamy okazję także zamówić je online. Potrzebne nam informacje dostajemy zaraz po wykonaniu zdjęcia – mówi Arek Skuza z portalu recognize.im.

Początkowo technologia ta miała zastosowanie głównie przy odczytywaniu kodów kreskowych. W ostatnim czasie nastąpił jednak gwałtowny rozwój w dziedzinie rozpoznawania zdjęć. Wykorzystywana jest m.in. przy kojarzeniu twarzy przez urządzenia, a także w celach komercyjnych. Przewiduje się, że aplikacje powiązane z tzw. „image recognition” w najbliższym czasie wyprą z rynku technologię QR kodów. 

Najnowsze zdobycze techniki mogą mieć poważny wpływ na tradycyjny sposób sprzedaży. Obecnie, robiąc zdjęcie, możemy błyskawicznie znaleźć tańszy produkt w sieci. Taka metoda staje się poważnym zagrożeniem dla tradycyjnych, sklepów powierzchniowych.

 – Zmienia się sposób myślenia klientów. Odchodzi się powoli od robienia zakupów tylko w tradycyjnych sklepach. Dla przykładu, ktoś na ulicy widzi kogoś w bardzo ładnych butach, podchodzi i robi zdjęcie, aby dowiedzieć się, który sklep je oferuje. Prowadzi to do sytuacji, kiedy klienci mogą wchodzić do sklepu tylko po to, by sfotografować dany produkt, a jego tańszego odpowiednika będą szukać w internecie – stwierdza Skuza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Jedyną radą dla właścicieli tradycyjnych sklepów jest przystosowanie się do nowych reguł gry. Muszą oni być otwarci na nowości i szybko reagować na pojawianie się kolejnych technicznych nowinek.

 – Dla firmy kluczowy powinien być fakt, że udziela klientowi jak największej ilości informacji. Dzięki temu kupujący skusi się na ich produkt. W polityce dużych sieci handlowych niezwykle ważne wydaje się więc przygotowywanie oferty w taki sposób, aby klient, uzyskując kompleksowe dane, nie chciał nabywać produktów przez internet. Dziś sklepy działają odwrotnie; ograniczają dostęp do wiedzy kupującym, co sprawia, że użytkownicy wolą robić zakupy online – dodaje Skuza.

Specjaliści ds. marketingu uważają, że technologia rozpoznawania obrazów ma przed sobą świetlaną przyszłość. Pozwala ona bowiem tworzyć w pełni interaktywne kampanie reklamowe. Potencjał najnowszych rozwiązań dostrzegły już największe korporacje w Stanach Zjednoczonych. Światowe marki, takie jak Nike oraz Coca-Cola, zapowiedziały zastąpienie stosowanych dotychczas QR kodów systemem rozpoznawania obrazów.

Contact Center PKO Banku Polskiego ponownie liderem rankingu bankowych infolinii

Zaangażowanie, wiarygodność i profesjonalizm konsultantów, wiedza produktowa oraz umiejętność dopasowania oferty do potrzeb klienta po raz piąty z rzędu zapewniły zwycięstwo Contact Center PKO Banku Polskiego. Cykliczne badanie infolinii bankowych przeprowadzane przez ARC Rynek i Opinia w październiku br. objęło 13 konkurencyjnych banków.

PKO Bank Polski wyróżniony w konkursie „Liderów Filantropii 2013”

Bank został uhonorowany w kategorii firm, które przekazały w minionym roku najwięcej środków na cele społeczne. Zbigniew Jagiełło, Prezes Zarządu PKO Banku Polskiego wziął udział w uroczystej gali finałowej VII edycji konkursu „Liderów Filantropii” organizowanej na GPW.

COLLAGE NIGHT Kraków 1/12/2013

Chcesz pozyskać wiedzę jak profesjonalnie zadbać o swój wygląd, aby od stóp do głów być zarówno stylową, jak i zmysłową?
W dniu 1/12/2013 zapraszamy na spotkanie COLLAGE NIGHT Kraków przeznaczone dla ceniących luksus i nieprzeciętny styl życia kobiet, stale poszukujących nowych inspiracji.

Spotkanie będzie doskonałym instruktażem dla kobiet, które chcą dowiedzieć się więcej o pielęgnacji własnej urody i pragną same opanować sztukę makijażu. Odkryją zatem najlepsze, dobrane specjalnie do swojej osobowości makijaże i fryzury, a także poznają najnowsze trendy panujące w świecie mody. Projekt COLLAGE NIGHT Kraków realizowany jest przy współpracy z producentem luksusowych torebek damskich antbag by ania.

Warsztaty odbywać się będą w godzinach od 16:00 do 20:00 na BARCE food.life.music. Bulwar Kurlandzki (u wylotu ul. Gazowej).

BARKA food.life.music

ZAPROSZENIE COLLAGE NIGHT KRAKÓW

Euler Hermes najlepszym ubezpieczycielem należności

0

Euler Hermes został ogłoszony najlepszym globalnym ubezpieczycielem należności 2012 roku w konkursie magazynu „Global Finance” na „Najlepszego Globalnego Ubezpieczyciela”

Ludovic Subran, Główny Ekonomista w Euler Hermes
Ludovic Subran, Główny Ekonomista w Euler Hermes

Komentarz dzienny, 20 listopada 2013

Płace w przedsiębiorstwach wzrosły w październiku o 3,1% r/r, powyżej konsensusu i naszej prognozy (odpowiednio: 2,9 i 2,6% r/r). Jak co miesiąc, możemy jedynie spekulować na temat przyczyn zaskoczenia, ale warto odnotować, że dynamika płac spowolniła jedynie nieznacznie, pomimo mniej korzystnego układu dni roboczych (0 r/r vs. +1 r/r w poprzednim miesiącu) i wysokiej bazy w górnictwie. Dynamika wynagrodzeń pozostaje niska, biorąc pod uwagę historyczne standardy, aczkolwiek dane z ostatnich miesięcy pozwalają wnioskować o powolnym stromieniu się trendu – szacujemy, że w ostatnich dwóch miesiącach przyspieszył on do ok. 3% r/r z 1,5-2% notowanych na początku roku. Pozwala to mieć nadzieję na gradualny wzrost presji płacowej w miarę zacieśniania się rynku pracy (lub przynajmniej jego wybranych segmentów).

NFOŚiGW: 6 mld zł rocznie ze środków unijnych na ochronę środowiska

CEO Magazyn Polska

Wsparcie w dziedzinie ochrony klimatu, gospodarki wodno-ściekowej oraz odpadowej – to główne priorytety zawarte w Programie Operacyjnym Infrastruktura i Środowisko w nowej unijnej perspektywie budżetowej. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej chce przy wsparciu środków z UE, podobnie jak w ostatnich latach, przeznaczać rocznie ok. 5-6 mld zł na finansowanie działań związanych z ochroną środowiska.

 – We współpracy z Wojewódzkimi Funduszami Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej chcemy pełnić podobną rolę do tej jaką  pełnimy w tej perspektywie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Małgorzata Skucha, prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. – Mamy doświadczenia, możemy służyć naszym i beneficjentom oraz  innym instytucjom, które z nami współpracują.

Ocenia również, że na nowym programie operacyjnym skorzystają zarówno przedsiębiorstwa, jak i obywatele.

 – Beneficjentem będą mieszkańcy z wielu regionów  Polski. Skorzystają przede wszystkim  ci  których aktywne samorządy,  będą aplikowały o środki – zaznacza.

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska zamierza wraz z dotacjami unijnymi wydawać rocznie około 5–6 miliardów złotych na ochronę środowiska. Prezes podkreśla, że priorytety określone w nowym Programie Operacyjnym Infrastruktura i Środowisko bezpośrednio wynikają z krajowych strategii, dotyczących bezpieczeństwa energetycznego i środowiska.

 – Przede wszystkim dotyczy to  realizacji zobowiązań wynikających z Traktatu Akcesyjnego i zakończenia np. porządkowania gospodarki wodno-ściekowej – zaznacza. – Drugą bardzo istotną kwestią pozostaje gospodarka odpadami. Chcemy, żeby oferowane przez nas efektywne wsparcie finansowe spowodował , że będziemy krajem, który może się poszczycić, że wykorzystuje odpady ponownie – dodaje Małgorzata Skucha.

Kolejną istotną kwestią w nowej perspektywie budżetowej ma być również ochrona klimatu, czyli położenie nacisku na działania ekologiczne zapobiegające zmianom klimatycznym na ziemi.

 – Będzie to osłona przeciwpowodziowa, ale również efektywność energetyczna i odnawialne źródła energii –  tłumaczy prezes NFOŚ.

Zasady, na jakich środki będą przyznawane przedsiębiorcom, są obecnie na etapie konsultacji. Wiadomo jednak, że w nowej perspektywie budżetowej będzie trudniej o dotację, a łatwiej o dostęp do tanich pożyczek.

 – Komisja Europejska wskazała, że w nowej perspektywie finansowej będzie musiało być więcej instrumentów zwrotnych. Zatem  środki w formie dotacji oferowane będą tylko w tych obszarach, w których rzeczywiście innej możliwości nie będzie – dodaje prezes NFOŚ.

 

P. Woźniak: Gaz łupkowy pozwoli zlikwidować część przestarzałych elektrowni węglowych

CEO Magazyn Polska

Rodzime złoża gazu ziemnego są niezbędne, by ograniczyć pracę przestarzałych, nieekologicznych elektrowni opalanych węglem. Piotr Woźniak, wiceminister środowiska odpowiedzialny za kwestie związane z gazem łupkowym, przekonuje, że prace nad jego wydobyciem dają nadzieję na zmodernizowanie polskiej energetyki.

 – Jesteśmy absolutnym liderem, jeśli chodzi o rozpoznawanie złóż gazu z formacji niekonwencjonalnych, tzw. shale gas – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Woźniak, Główny Geolog Kraju i wiceminister środowiska. – Mamy już wykonanych ponad 50 wierceń, prawie 30 zabiegów szczelinowania hydraulicznego w Polsce.

To, w ocenie wiceministra, przybliża Polskę do możliwości zastąpienia elektrowni węglowych tymi gazowymi, czyli do procesu przechodzenia z gospodarki węglowej, a zwłaszcza energetyki, do bardziej przyjaznej klimatowi.

 – Dla nas szansą nie jest gaz importowany, niesłychanie drogi i obarczony ryzykami przerw w dostawach, tylko paliwo rodzime. Jeżeli uda nam się dokonać przełomu w technologii wydobywania gazu z łupków, a myślę, że to nastąpi, to mamy szansę wejść na ścieżkę przejściową prowadzącą do zapobiegaia zmianom klimatycznym – uważa Piotr Woźniak.  

Zdaniem wiceministra środowiska, ekologiczne źródła energii, jak elektrownie wiatrowe, geotermalne czy biogazowe, nie są w stanie zastąpić tradycyjnych elektrowni.

 – Energetyka gazowa w pewnej części może łatwo zastąpić energetykę węglową. Zwłaszcza teraz, kiedy z polskiego systemu energetycznego „wypadają” stare elektrownie opalane węglem. To jest okazja, żeby je zastąpić. Próbujemy nadążyć z badaniami nad rozpoznaniem złóż gazu łupkowego, po to, żeby taka szansa mogła się pojawić, bo bez dużej porcji gazu rodzimego nie można spokojnie myśleć o rozwoju energetyki gazowej w Polsce. Dlatego że importujemy gaz z nie do końca stabilnych źródeł – podkreśla Piotr Woźniak.

60 tys. pożyczki dla studentów i absolwentów na założenie działalności gospodarczej

CEO Magazyn Polska

Ponad 20 mln zł wynosi budżet programu niskooprocentowanych pożyczek na działalność gospodarczą studentów i absolwentów wyższych uczelni. Jednorazowa pożyczka może wynieść maksymalnie 60 tys. zł. Osoby tworzące miejsca pracy mogą liczyć na wyższe wsparcie. Pilotażowy program ruszy na razie tylko w trzech województwach. Kolejne dołączą w przyszłym roku.

Małopolska, Mazowsze i województwo świętokrzyskie otrzymają pieniądze na wsparcie bezrobotnych absolwentów uczelni, którzy zdecydują się na założenie firmy.

 – Osobami uprawnionymi do uzyskania takiej pożyczki są studenci ostatniego roku każdego rodzaju studiów oraz absolwenci wyższych uczelni. Mogą składać wnioski w odstępie nie dłuższym niż 48 miesięcy od dnia uzyskania dyplomu. To jest program pilotażowy, realizowany w tej chwili w trzech województwach: mazowieckim, świętokrzyskim i małopolskim. Pula pieniędzy, którymi dysponujemy jako Mazowsze na cały projekt to jest 8,8 mln zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Sypuła, prezes Mazowieckiego Regionalnego Funduszu Pożyczkowego.

Pod koniec października MRFP podpisał umowę z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, na mocy której fundusz stał się pośrednikiem finansowym w projekcie. Pożyczki dla studentów i absolwentów będą udzielane na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Mogą o nią ubiegać się jedynie osoby bezrobotne, które w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie prowadziły działalności gospodarczej. Nie muszą jednak być zarejestrowane w urzędzie pracy jako osoby bezrobotne.

 – Jednorazowa pożyczka może wynosić maksymalnie 60 tysięcy złotych, pożyczka jest udzielana na siedem lat i jest możliwość uzyskania rocznej karencji, kiedy płacone są tylko odsetki – podkreśla Sypuła.

Roczne odsetki będą wynosić ok. 0,67 proc. Do tego osoby, które zdecydują się w trakcie trzech miesięcy od uzyskania pożyczki rozszerzyć działalność i dać pracę innej osobie bezrobotnej, mogą liczyć na dodatkowe wsparcie w wysokości 20 tys. zł. Po roku ta część pożyczki zostanie umorzona.

Program pilotażowy będzie dostępny jedynie w trzech województwach, ale znaczenie ma jedynie miejsce prowadzenia działalności gospodarczej. Oznacza to, że o pożyczkę mogą ubiegać się osoby zameldowane w całym kraju i niezależnie od miejsca uzyskania dyplomu. Działalność gospodarcza musi jednak być prowadzona w województwie mazowieckim, małopolskim lub świętokrzyskim. W przyszłym roku planowany jest jednak drugi etap programu, w którym wezmą udział kolejne regiony kraju.

MRFP jest już gotowe do przyjmowania pierwszych wniosków o pożyczkę. Ubiegający się o nią muszą przedstawić wniosek, plan przedsięwzięcia oraz kosztorys, obejmujący m.in. koszty związane z zakupem usług, wynajmem lokalu czy nabyciem odpowiednich towarów.

 – W przypadku każdej pożyczki będzie decydowała ocena wniosku, czyli ocena przedsięwzięcia, które będzie przedstawione we wniosku. To będzie podlegało pewnej weryfikacji, natomiast pożyczki będą udzielane do momentu wyczerpania środków, na zasadzie, kto będzie pierwszy i spełni warunki, dostanie pożyczkę do wyczerpania pewnej puli – zapowiada Sypuła.

Młodzi przedsiębiorcy będą też musieli rozliczyć się z otrzymanych środków. W przypadku złego ich wykorzystania lub opóźnienia w spłacie grożą im karne, ponad 7-proc. odsetki. Zarówno Ministerstwo Finansów, BGK, jak i Mazowiecki Regionalny Fundusz Pożyczkowy będą prowadzić kontrolę, ale Sypuła nie przesądza o ich częstotliwości. Zapowiada, że nie będą one uciążliwe dla pożyczkobiorców.

Rynek farmaceutyczny od przyszłego roku zacznie rosnąć

CEO Magazyn Polska

Rynek farmaceutyczny w 2014 r. będzie rósł w tempie 3–6 proc., czyli podobnie jak w latach poprzedzających wprowadzenie ustawy refundacyjnej – prognozuje Jacek Dauenhauer, wiceprezes Pelion Healthcare Group. Spodziewa się on wysokiej dynamiki przychodów ze sprzedaży w tym i kolejnym kwartale, które dla branży farmaceutycznej zwykle są wysokim sezonem.

Wprowadzona w styczniu 2012 roku ustawa refundacyjna, obniżająca marże i wprowadzająca zakaz reklamy aptek, przełożyła się na spadek sprzedaży firm farmaceutycznych w 2012 roku. Obserwując tegoroczne powolne odbicie, branża oczekuje, że w przyszłym roku rynek farmaceutyczny powróci do swoich wcześniejszych wyników, czyli do stabilnych wzrostów sprzedaży, jakie notował w latach poprzedzających zmianę przepisów.

 – Jednym z efektów zmian był dosyć istotny spadek rynku w roku 2012. Bazę porównawczą mamy na stosunkowo niskim poziomie, stąd w tym roku dynamika jest dosyć wysoka – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Dauenhauer, wiceprezes Pelion Healthcare Group. – Myślę, że w kolejnych kwartałach roku 2014, powróci ona do poziomu rzędu 3–6 proc., czyli takiej długoterminowej dla rynku farmaceutycznego, którą obserwujemy na przestrzeni wielu ostatnich lat.

Przychody ze sprzedaży Pelionu w III kwartale wyniosły blisko 1,8 mld zł, co oznacza wzrost o ponad 10 proc. wobec analogicznego okresu ubiegłego roku. Spółka odnotowała jednak spory spadek marży na sprzedaży, przez co EBITDA wyniosła w tym okresie 30,5 mln zł, a zysk netto 11,6 mln zł. Daje to zatem niską rentowność netto, na poziomie poniżej 0,7 proc.

 – Przede wszystkim udaje nam się utrzymywać wysoką dynamikę wzrostu przychodów ze sprzedaży – po trzech kwartałach jest to blisko 11 proc., w samym trzecim kwartale nieco mniej – 10,6 proc. Cały czas jest to dosyć duża dynamika, mniej więcej pokrywająca się z dynamiką rynku farmaceutycznego – dodaje wiceprezes koncernu.

Zapowiada, że jak co roku IV kwartał będzie jeszcze lepszy dla sprzedaży leków.

 – Trzeci kwartał to jest najniższy sezon – są to dwa miesiące wakacyjne, gdzie sprzedaż w aptekach jest najniższa. Dopiero wrzesień jest początkiem wyższego sezonu. Przed nami dwa kwartały, kiedy z pewnością sprzedaż leków będzie większa i to się powtarza co roku – przypomina Dauenhauer.

Pelion prowadzi działalność w czterech segmentach rynku, którymi pod względem wielkości są kolejno – sprzedaż hurtowa do aptek, segment detaliczny, sprzedaż do szpitali oraz usługi dla producentów.

 – Rozpoczęliśmy prace nad pozyskaniem nowego finansowania dla segmentu sprzedaży hurtowej do aptek. Jeśli chodzi o sprzedaż do szpitali, to mamy nadzieję na tempo rozwoju porównywalne do rynku – w Polsce w ostatnim czasie istotnie sprzedaż do szpitali rośnie – dodaje wiceprezes Pelionu. – Najmniejszy segment to usługi dla producentów. To stosunkowo młoda dziedzina, w której dopiero zaczynamy wprowadzać nowe produkty.

Pelion rozważa też nowe akwizycje w segmencie aptek, który systematycznie rozwija. Poprzez jedną ze swoich spółek zależnych, CEPD NV, grupa zarządza siecią aptek „Dbam o Zdrowie”.

 – Jeżeli zdarzają się sytuacje takie, że na rynku pojawia się jakaś spółka, której właściciele decydują się na sprzedaż udziałów, a ta spółka prowadzi apteki, to jesteśmy takimi transakcjami zainteresowani, zwłaszcza jeżeli są to nasi klienci, którzy z nami współpracowali od lat – dodaje Jacek Dauenhauer.

Notowana na GPW Pelion Healthcare Group (dawniej Polska Grupa Farmaceutyczna) jest jedną z największych grup kapitałowych działających na rynku ochrony zdrowia w Polsce, na Litwie i w Wielkiej Brytanii.

Konkurencję z dyskontami przegrywają nie tylko małe sklepy, ale i hipermarkety

Dyskonty będą coraz mocniej wypierać z rynku małe osiedlowe sklepy, ale także hipermarkety. Konsolidacja następuje także wśród hurtowni. Te najmniejsze mają coraz większe problemy z utrzymaniem się. Duże szanse na rozwój ma za to sprzedaż internetowa.

 – W najgorszej sytuacji w tej chwili są małe osiedlowe sklepy, które nie są jeszcze zrzeszone w żadne sieci, nie są podpięte pod sieciowe hurtownie, ponieważ ich ekonomika sprzedaży jest najgorsza. One też są najpłytsze finansowo, więc ich znikanie jest właściwie w tej chwili masowe – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Gantner, prezes Polskiej Federacji Producentów Żywności.

W trudnej sytuacji są również hipermarkety, które przegrywają rywalizację z dynamicznie rozwijającymi się sieciami dyskontów. Małe sklepy osiedlowe wciąż mogą jednak odzyskać udział w rynku. Potrzebna jest do tego zmiana prawa, ale także nowe podejście właścicieli, którzy muszą rozszerzyć działalność. Sklepy osiedlowe muszą oferować klientom możliwie jak najniższe ceny produktów, by utrzymać się na rynku. Ich przewagą jest bliskość oraz znajomość lokalnego zapotrzebowania.

 – Moim zdaniem kończą się czasy, kiedy na jednej ulicy były 3-4 małe sklepy tuż obok siebie. One po prostu nie przetrwają. Każdy musi to dobrze przemyśleć, szczególnie przeliczyć sobie powierzchnię, zastanowić się, gdzie będzie się zaopatrywał w towary, jaką może uzyskać marżę, zbadać, jaką ma siłę nabywczą wokół – przekonuje prezes PFPŻ.

Dodaje, że konsolidacja następuje nie tylko wśród sklepów osiedlowych, ale także na rynku hurtowni. Eurocash, największa z nich, ma już ponad 20 proc. udziału w rynku hurtowym, a pozostała przestrzeń należy do kilku dużych konkurentów. Małe hurtownie natomiast mają coraz większe problemy z utrzymaniem się na rynku.

Na razie na obszar dystrybucji w niewielkim stopniu wpływa sprzedaż internetowa. Jak przekonuje Gantner, jej rozwój jest nieunikniony, ale Polacy wciąż preferują tradycyjne zakupy.

 – Polacy lubią obejrzeć to, co kupują. Biorąc pod uwagę, że nawet największe formaty sklepowe detaliczne uruchamiają usługę e-commerce, to można się zastanowić, czy w ciągu najbliższych pięciu, może dziesięciu lat, nawet 5-7 proc. całego obrotu detalicznego nie znajdzie się w sieciach e-commerce – prognozuje Gantner.

W jego ocenie na razie e-commerce funkcjonuje przede wszystkim w segmencie sprzętów elektronicznych i książek. Żywność oraz ubrania, które trzeba przymierzyć, wciąż są raczej kupowane w tradycyjny sposób. Jednak zaznacza, że coraz więcej firm działających na rynku spożywczym inwestuje w specjalne pojazdy z chłodniami oraz centra przeładunkowe, które ułatwiają dystrybucję towarów zakupionych przez internet.

Prezes LW Bogdanka: trudne czasy dla energetyki opartej na węglu kamiennym

CEO Magazyn Polska

Bogdanka analizuje, czy inwestycje w wytwarzanie węgla są dziś opłacalne. Prezes spółki zapowiada, że raczej nie zaangażuje się kapitałowo w budowę 500 MW bloku we współpracy z GDF Suez, ale chce odgrywać rolę głównego dostawcy paliwa. O ile projekt w ogóle dojdzie do skutku. Pod znakiem zapytania stoi też budowa przez Bogdankę własnej elektrowni o mocy 70 MW.

 – Analizujemy wszystkie czynniki, ponieważ otoczenie rynkowe nie jest łatwe dla energetyki opartej na węglu kamiennym. W związku z tym ostatecznej decyzji dotyczącej realizacji tego projektu nie ma. Wydaje się, że w najbliższym czasie GDF Suez jakąś decyzję podejmie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbigniew Stopa, prezes zarządu spółki Lubelski Węgiel Bogdanka.

Elektrownia Połaniec z grupy GDF Suez Energia Polska i Bogdanka w maju podpisały list intencyjny w sprawie współpracy przy projekcie budowy elektrowni węglowej. Elektrownia o mocy 500 MW w pobliżu Łęcznej pod Lublinem mogłaby zacząć działać do 2020 roku. Koszt inwestycji oszacowano na ok. 3,5 mld złotych. 

 – LW Bogdanka w najbliższym czasie musi podjąć decyzję odnośnie swojego udziału w tej inwestycji. Analizy, które prowadziliśmy odnośnie jej rentowności wskazują, że kapitałowo raczej się w ten projekt nie zaangażujemy. Jesteśmy natomiast gotowi podpisać umowę długoterminową na dostawy węgla, jeżeli projekt zaistnieje – zapewnia Zbigniew Stopa.

Potencjalne dostawy węgla do tej elektrowni o mocy 500 MW mogłyby wynieść według szacunków Bogdanki 1,5-2 mln ton rocznie.

Niepewny jest los także elektrowni, w którą Bogdanka zmierzała zainwestować poprzez spółkę-córkę. Łęczycka Energetyka miała wybudować blok spalający odpady o mocy 70 MW. Koszt tej inwestycji miał opiewać na 400 mln zł.

 – Pracowaliśmy nad własnym małym projektem energetycznym na terenie kopalni na bazie spółki zależnej, Łęczycka Energetyka. Analizujemy go od nowa, ponieważ bardzo zmieniło się otoczenie dla energetyki opartej na węglu kamiennym. W związku z tym nie podjęliśmy ostatecznej decyzji, czy zrealizujemy ten projekt – mówi prezes zarządu spółki Lubelski Węgiel Bogdanka.

Pasażerom linii lotniczych będzie łatwiej dochodzić odszkodowań od przewoźników

CEO Magazyn Polska

Trwają prace nad proponowanymi przez Komisję Europejską zmianami w prawach pasażerów linii lotniczych. Najważniejszą propozycją jest powołanie we wszystkich krajach Unii Europejskiej instytucji zajmujących się dochodzeniem roszczeń pasażerów na drodze pozasądowej. Ujednolicenie prawa w tej dziedzinie zwiększy szanse pasażerów na uzyskanie odszkodowania od przewoźnika. 

 – Przede wszystkim zostanie wyeliminowanych wiele niejasnych dotychczas punktów, które np. wynikały z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Stańczak, dyrektor Europejskiego Centrum Konsumenckiego (ECK). – Okazało się też, że potrzebne jest powołanie instytucji, które będą w pozasądowym trybie pozwalały dochodzić konsumentom ich praw.

Nowelizacja rozporządzenia EU261/2004, które obecnie reguluje prawa pasażerów w UE, ma m.in. umożliwić im dochodzenie odszkodowań od przewoźników na drodze pozasądowej oraz obniżyć koszty tej procedury.

 – Wszystkie kraje będą miały po prostu obowiązek powołać pewne mechanizmy, pewne instytucje, które będą takie dochodzenie roszczeń dla indywidualnego konsumenta zapewniać – wyjaśnia Stańczak. – W praktyce konsumenci otrzymają możliwość taniego, szybkiego i w 90 procentach efektywnego dochodzenia ich szkód, rozwiązywania ich problemów.

Dodaje, że dotychczas istniejąca sieć organów, powołanych do egzekwowania przepisów rozporządzenia, nie do końca służyła pomocą przy dochodzeniu roszczeń przez osoby indywidualne.

 – Kowalski mógł pójść ze sprawą do Urzędu Lotnictwa Cywilnego. ULC mógł wydać decyzję przeciwko przewoźnikowi i na tym się kończyło. I potem Kowalski zostawał z tą decyzją, musiał sam szukać pomocy, aby ją wyegzekwować – dodaje Piotr Stańczak. – W zależności od systemów w różnych krajach bardzo różnie to wyglądało. Nie zawsze dochodzenie decyzji, egzekwowanie tych decyzji w przypadku konkretnego Kowalskiego miało jakiś szczęśliwy finał – tłumaczy.

Dyrektor ECK podkreśla, że ważne jest to, że większość regulacji w końcu znajdzie się w rozporządzeniu, a nie będzie wynikała np. z orzecznictwa unijnego trybunału. Jednak nie wszystkie zmiany można jednoznacznie ocenić jaki korzystne dla pasażera.

 – Problemem z punktu widzenia Europejskiego Centrum Konsumenckiego może być wydłużenie okresu opóźnienia, który zrównuje skutki opóźnienia z odwołaniem lotu. Przypomnę, że dotychczas, wskutek orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE, były to trzy godziny. Natomiast w tej chwili ten okres ma być wydłużony do pięciu godzin – wyjaśnia Stańczak.

To oznacza, że jeśli lot opóźni się o pięć godzin, będzie to traktowane tak jak jego odwołanie, co uprawnia pasażera do ubieganie się o odszkodowanie z tego tytułu.

Komisja Europejska zaproponowała również zmiany w ramach tzw. pakietu lotniskowego. W jego skład wchodzą projekty rozporządzeń o przydzielaniu slotów, czyli zezwoleń na start i lądowanie, o obsłudze naziemnej na lotniskach oraz o ograniczeniu hałasu wokół portów lotniczych. Wszystkie trzy rozporządzenia zostały już przegłosowane przez Parlament Europejski. Teraz musi je przyjąć Rada Unii Europejskiej złożona z ministrów poszczególnych krajów członkowskich.

Polacy coraz chętniej kupują produkty marek własnych sieci handlowych

CEO Magazyn Polska

W Polsce rośnie sprzedaż produktów marek własnych. Towary sprzedawane z logo sieci detalicznej bądź tylko w jednej sieci cieszą się coraz większą popularnością. Główną przyczyną jest cena, jednak coraz większego znaczenia nabiera też czynnik jakościowy. 

 – Co ciekawe, produkty marek własnych bardzo dobrze radzą sobie nie tylko w sieciach dyskontowych, które są kojarzone z tymi produktami, ale również w sieciach chemiczno-kosmetycznych czy w hiper- i supermarketach – mówi agencji informacyjnej Newseria Tomasz Krysiak Senior Retail Client Consultant w firmie Nielsen. 

Według badań Polacy wybierając marki własne kierują się głównie ceną, ale to powoli się zmienia. 

 – Coraz istotniejszy staje się czynnik jakościowy. Jakość marek własnych poprawia się i tak uważa coraz więcej Polaków. Konsumenci wyżej cenią sobie najlepsze produkty marek własnych, które dobrze znają, od przeciętnych produktów brandowych – dodaje Krysiak.

Według raportu PLMA Private Label Yearbook, który został opracowany przez firmę Nielsen dla Międzynarodowego Stowarzyszenia Producentów Marek Własnych, w tym roku aż 28 proc. produktów sprzedawanych w polskich sieciach handlowych ma logo samej sieci. To o 3 proc. więcej niż w ubiegłym roku. Jeśli Polska dostosuje się do trendów w najbardziej rozwiniętych krajach, to można się spodziewać dalszych wzrostów. W Szwajcarii marki własne mają ok. 53 proc. udziału w rynku; zaś w Niemczech, Belgii czy Wielkiej Brytanii – ponad 40 proc. 

Pożegnalna rozmowa ze zwalnianym pracownikiem to nie miejsce na wytykanie błędów

CEO Magazyn Polska

Tzw. exit interview, czyli końcowa rozmowa ze zwalnianym pracownikiem, jest trudna, ale bardzo istotna. Psychologowie biznesu radzą w tej sytuacji podzielić rozmowę na dwa odrębne etapy. Pierwszy powinien dotyczyć powodów zwolnienia z pracy, drugi, już mniej emocjonalny, to powinno być pożegnanie i podziękowanie pracownikowi za pracę. Właściwe traktowanie pracownika podczas kończenia przez niego pracy pomaga firmie tworzyć pozytywny wizerunek.

Nie zawsze szef potrafi przekazać pracownikowi informację o zwolnieniu z pracy. Dlatego często obowiązek ten spada na kierownika ds. kadr. Eksperci uważają, że rozmowa przełożonego z pracownikiem jest w takiej sytuacji niezbędna. I to nie jedna.

 – Pierwsza rozmowa w takiej sytuacji powinna dotyczyć podania pracownikowi powodów rozstania. Ta rozmowa o powodach rozstania powinna się odbyć przed rozmową końcową. Trzeba się przygotować na to, że pracownik może wtedy zareagować różnie: może zacząć płakać, może wyjść i trzasnąć drzwiami. Jeśli w grę wchodzi agresja pracownika, trzeba ją stanowczym tonem przerwać – mówi agencji informacyjnej Newseria Izabela Kielczyk, psycholog biznesu.

Następnie, gdy emocje opadną, powinna mieć miejsce druga rozmowa, podczas której można podziękować pracownikowi za dotychczasową pracę.

 – Podczas tej końcowej rozmowy (exit interview) możemy tylko przypomnieć, że to jest nasze ostatnie spotkanie. Trzeba podziękować za współpracę, docenić sukcesy, powiedzieć, że być może będzie szansa się spotkać na gruncie zawodowym. Bo może kiedyś będziemy razem współpracować. Warto w tym momencie posłuchać pracownika. On też może nam coś ważnego powiedzieć – podkreśla ekspertka.

Dodaje, że podczas pożegnalnej rozmowy przełożony nie powinien już skupiać się na mankamentach pracy danego zatrudnionego.

 – Jest bardzo ważne, aby szef w tym momencie nie mówił, z czego był niezadowolony, co ten pracownik przez lata pracy robił nie tak, dlaczego go w tej chwili wyrzuca. Ostateczna rozmowa nie jest miejscem na te negatywne emocje, kiedy pracownik odchodzi z pracy. Na to jest miejsce wcześniej – sugeruje Izabela Kielczyk.

Jej zdaniem zwolnienie z pracy osoby, która się nie sprawdza, powinno być ostatecznością. Pracodawca przed podjęciem takiej decyzji ma wiele możliwości zmotywowania pracownika do lepszej, bardziej efektywnej pracy.

 – Nie ma sensu rozstawać się z pracownikiem, gdy ten „nawalił” raz, na zasadzie „wyrzucam cię z roboty, są inni na twoje miejsce”. Szef zawsze może zastosować cały wachlarz środków dyscyplinujących pracownika: upomnienie, karę, naganę, czy zalecenie naprawienia błędu – mówi Kielczyk. – Pozwala to na ocenę, czy pracownik naprawia błędy i na podjęcie ostatecznej decyzji o zwolnieniu z pracy.

ENEA Wytwarzanie S.A. – trwa budowa pylonów komunikacyjnych

Na placu budowy nowego bloku energetycznego w ENEA Wytwarzanie S.A. zakończył się proces palowania. Wbicie ponad 1.500 pali pod fundamenty było niezbędne w wypadku podłoża, jakie występuje na terenie przewidzianym pod powstanie nowej jednostki wytwórczej.

Exatel S.A. dostarcza łącza internetowe dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych

Od października Ministerstwo Spraw Zagranicznych korzysta z dostępu do Internetu dostarczanego przez Exatel.

Przedmiotem realizowanej umowy jest zestawienie, uruchomienie oraz utrzymanie łączy dostępowych o gwarantowanej przepustowości 500 Mb/s wraz z urządzeniami teletransmisyjnym z możliwością uruchomienia protokołu bramy brzegowej BGP w dwóch lokalizacjach MSZ.

„Exatel od lat dostarcza rozwiązania do sektora publicznego. Cieszymy się, że i tym razem jakość oferowanych przez nas usług została zauważona” – powiedział Aleksander Biernacki, Pełnomocnik Zarządu, Dyrektor Departamentu Współpracy z Sektorem Publicznym Exatel S.A.

Umowa z MSZ realizowana jest w wyniku wygranego przetargu nieograniczonego i obowiązuje przez 36 miesięcy.

Światowa gospodarka rusza w żółwim tempie

Kondycja światowej gospodarki będzie się sukcesywnie poprawiać, ale na fajerwerki nie ma co liczyć. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu OECD.

Autorzy raportu wprost przyznają, że polityka monetarna głównych banków centralnych musi trzymać obecny kurs. Dalsze drukowanie zaleca się szczególnie strefie euro i Japonii, natomiast program zakupu aktywów przez Rezerwę Federalną jest – zgodnie z oficjalnym stanowiskiem Fedu – uzależniony od dalszej poprawy na amerykańskim rynku pracy.

Nawet wówczas jednak na baczności powinny się mieć państwa rozwijające się. Skoro już same plotki o wstrzymaniu przez Fed pompowania na rynek 85 mld dolarów zatrzęsły walutami emerging markets, to cóż dopiero się stanie, gdy ten czarny scenariusz wejdzie w życie – ostrzegają autorzy.

Umiarkowane prognozy dla Polski

– Eksperci OECD wskazują, że Polska jest gospodarką, która powoli wychodzi z kategorii rynków wschodzących do krajów rozwiniętych. Chociaż znajdujemy się w trudnej sytuacji ekonomicznej, to mimo wszystko nie jest ona tak zła, jak wieszczą najbardziej pesymistyczne ekonomiczne Kasandry. Wzrost PKB w 2013 roku szacowany jest na 1,4%, co w tym momencie wydaje się trochę zaniżoną wartością. Niemniej wynika to z momentu zbierania danych – twierdza Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

– Z prognozy OECD wynika, że w 2014 roku PKB wzrośnie o 2,7%, a w 2015 roku o 3,3%. Jest to dobrą wiadomością, bo wzrost tej wysokości z dużym prawdopodobieństwem będzie odczuwalny przez przeciętnego obywatela. Przy takiej wartości bezrobocie powinno się znacznie obniżyć, a dobra kondycja na rynku pracy przyczyni się równocześnie do wzrostu wynagrodzeń. Niebagatelne znaczenie dla rozwoju gospodarczego ma rosnący eksport, który w tym roku osiągał rekordy, a przewiduje się, że w 2015 roku wzrośnie o ponad 6% – dodaje Łukasz Piechowiak.

Bankier.pl podjął współpracę z OECD w celu rozpowszechnienia statystyk ekonomicznych OECD w Polsce i ich promocji. Dzięki tej współpracy, możemy dumnie zaprezentować jako pierwsi w Polsce widget z statystykami OECD w języku polskim. Mamy nadzieję, że to narzędzie , ekskluzywnie dostępne dla użytkowników Bankier.pl przez najbliższy miesiąc, znacząco pomoże w analizach globalnej sytuacji ekonomicznej.

Więcej na ten temat: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Swiatowa-gospodarka-rusza-w-zolwim-tempie-2992666.html

Rejestracja spółki z o.o. drogą elektroniczną

Chcesz założyć spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością? Jednym z najważniejszych kroków prawnych jest podpisanie umowy spółki, która jest sporządzana przez notariusza. To pierwszy wydatek. Kolejny związany jest często z wyjazdem do innego miasta, gdzie mieści się Krajowy Rejestr Sądowy. Aby ograniczyć czas formalności, jakie trzeba spełnić, a tym samym pieniądze, od dwóch lat rejestracji spółki z o.o. można dokonać drogą elektroniczną.

Dzięki zmianom w prawie spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością można zarejestrować poprzez wypełnienie wzorca umowy spółki, udostępnionego na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości. Warto dodać, że jeśli wspólnicy chcieliby zmienić w treści formularza którykolwiek z punktów, to rejestracji będą musieli dokonać w sposób tradycyjny.

Aby pierwszym formalnościom stało się zadość, potrzebny jest jednak bezpieczny podpis – podkreśla Roman Comi, mecenas z kancelarii R.Comi, E.I. Chełkowska – Kamionka „[…] Wszyscy założyciele spółki, wszyscy członkowie zarządu muszą uzyskać ten podpis. Do tego potrzebny jest dowód osobisty.”

Kolejnym krokiem jest złożenie przez zarząd spółki z o.o. oświadczenia o pokryciu kapitału zakładowego, co oczywiście można zrobić w późniejszym czasie. Tak złożony wniosek sąd rejestrowy rozpozna w terminie jednego dnia od daty jego złożenia.

Założeniem wprowadzonej w 2012 roku nowelizacji, dotyczącej zakładania spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, było przyspieszenie i uproszczenie związanej z tym procedury. Bo choć kłopotu z zarejestrowaniem spółki nie mieli mieszkańcy dużych miast, to dla tych z mniejszych miejscowości czy wsi, gdzie nie ma bezpośredniego dostępu do wydziałów gospodarczych sądów rejonowych, problem już istniał.

Jednak, jak zaznacza mecenas Roman Comi, „[…] liczba osób w skali kraju, dla których to narzędzie prawne jest przydatne, jest niewielka, bo mieszkańcy miasteczek czy wsi rzadko zakładają spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Ponadto wątpliwym jest bezpieczeństwo procedur rejestracji on – line. Do uzyskania podpisu elektronicznego potrzebny jest dowód osobisty, a przecież uzyskanie informacji z obcego dokumentu tożsamości jest niezwykle proste. Polacy codziennie podpisują tysiące umów, gdzie podczas procedur ich dowód wraz z danymi jest kopiowany. […] nigdzie nie jest napisane, że takich danych nie można sprzedać.”

Nic dziwnego, że narzędzie prawne, jakim jest umożliwienie rejestracji spółki z ograniczoną odpowiedzialnością drogą elektroniczną, niesie ze sobą również wątpliwości, czy bezpieczeństwo obrotu – gwarantowane w metodzie tradycyjnej przez notariusza – jest w tym przypadku jest zapewnione.

Za tydzień odbędzie się Polski Kongres Prawa Pracy 2013

Za tydzień, 26 listopada, w Warszawie odbędzie się Polski Kongres Prawa Pracy 2013, który stawia sobie za cel ocenę kondycji rynku pracy i funkcjonalności obowiązujących regulacji prawnych. Wydarzenie tworzy kolejne ogniwo cyklu kongresów prawno-gospodarczych Allerhand Summits.

Kongres stwarza unikalną płaszczyznę do rozmowy dla reprezentantów biznesu, sektora usług biznesowych, pracodawców i pracowników, przedstawicieli związków zawodowych i władz publicznych. Gromadzi kadrę zarządzającą spółek, in-house lawyers, menadżerów i specjalistów HR, ekspertów ds. CRS, przedstawicieli kancelarii prawniczych, przedstawicieli szkół wyższych i instytutów naukowych, członków stowarzyszeń i związków zawodowych. Głos na Kongresie zabiorą m.in. minister Wojciech Wiewiórowski – Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, dr hab. Arkadiusz Sobczyk – prawnik, autor ok. 80 publikacji z zakresu prawa pracy, w tym monografii dotyczącej czasu pracy; Andrzej Radzikowski – Wiceprzewodniczący OPZZ, Jolanta Jaworska – Wiceprezes Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych, Paweł Baka z firmy Microsoft.

Uwaga zaproszonych ekspertów oraz uczestników spotkania skoncentruje się na poszukiwaniu odpowiedzi na pytania dotyczące kondycji rynku pracy i funkcjonalności prawa. Zgromadzeni będą mieli okazję porozmawiać o funkcjonowaniu w praktyce zmian wprowadzonych w tym roku w Kodeksie pracy oraz przedyskutować reformy planowane na przyszłość. Ważnym tematem jest konflikt pomiędzy wymogami ochrony prywatności i zakazem dyskryminacji a tworzeniem nowych miejsc pracy. Brak możliwości pozyskiwania niektórych danych (np. informacje nt. karalności) od początku roku 2012 zdążył zniechęcić kilka firm obsługujących sektor finansowo-księgowy, które planowały stworzyć co najmniej 2000 nowych miejsc pracy, do wejścia na polski rynek*. Kolejnym istotnym zagadnieniem, które zostanie omówione na Kongresie są działania z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu – korzyści dla firm, regulacje unijne nt. raportowania danych pozafinansowych, zmiany w procedurze rozpatrywania zarzutów naruszania przez przedsiębiorstwa Wytycznych OECD dla Przedsiębiorstw Wielonarodowych.

– W trakcie Polskiego Kongresu Prawa Pracy będziemy starali się odpowiedzieć na pytanie: czy mamy w Polsce dobre prawo pracy? –mówi Beata Faracik z Instytutu Allerhanda, organizatora spotkania – Przy obecnej polaryzacji stanowisk wobec zmian w prawie pracy bardzo potrzebna jest neutralna płaszczyzna umożliwiająca merytoryczną i spokojną dyskusję wszystkich zainteresowanych podmiotów oraz poszukiwanie konstruktywnych rozwiązań.

Rejestracja na Kongres możliwa jest poprzez stronę www.prawopracy.allerhand.pl, gdzie dostępna jest agenda spotkania, sylwetki prelegentów oraz szczegóły programowe.

Swoistym dopełnieniem Kongresu będą odbywające się następnego dnia tj. 27 listopada anglojęzyczne warsztaty “CSR & Human Rights – A Game Changer!” poświęcone najnowszym trendom w CSR, zmieniającym się oczekiwaniom odnośnie praw człowieka oraz obowiązkom i szansom dla biznesu wynikającym z Wytycznych ONZ ds. Biznesu i Praw Człowieka. Więcej informacji na stronie: http://training.allerhand.pl/szkolenie/csr-human-rights-a-game-changer/
*dane za ABSL (http://www.absl.pl) , Puls Biznesu, 14.05.2013

Kiedy przysługuje urlop uzupełniający?

Zgodnie z Kodeksem pracy, wymiar urlopu wypoczynkowego zależny jest od stażu zatrudnienia. W przypadku osób, które dopiero uzyskują przywilej korzystania z 26 dni urlopu pojawiają się jednak wątpliwości. Jeśli 10-letni staż wypracują one w połowie roku, to przysługuje im pełny wymiar urlopu, czy może jest on liczony proporcjonalnie? Niejasności tłumaczy ekspert, Wojciech Popławski, radca prawny w Kancelarii Radców Prawnych Kowalski, Popławski i Wspólnicy w Legnicy.

Zgodnie z art. 154 § 1 Kodeksu pracy (tekst jedn. Dz.U. z 1998 r. Nr 21, poz. 94 z poźn. zm.) wymiar urlopu wypoczynkowego wynosi:
1) 20 dni – jeżeli pracownik jest zatrudniony krócej niż 10 lat,
2) 26 dni – jeżeli pracownik jest zatrudniony co najmniej 10 lat.

Do okresu pracy, od którego zależy wymiar urlopu, wliczyć należy 8 lat z tytułu ukończenia szkoły wyższej (art. 155 § 1 pkt 6 Kp). Jeżeli w czasie zatrudnienia pracownik pobierał naukę, do okresu pracy, od którego zależy wymiar urlopu, wlicza się okres zatrudnienia, w którym była pobierana nauka lub okres nauki – zależnie od tego, co jest korzystniejsze dla pracownika (art. 155 § 2 Kp).

Następnie należy sięgnąć do przepisu regulującego tzw. urlop uzupełniający, tj. do art. 158 Kp. Stanowi on, że pracownikowi, który wykorzystał urlop za dany rok kalendarzowy, a następnie, w ciągu tego roku, uzyskał prawo do urlopu w wyższym wymiarze, przysługuje tzw. urlop uzupełniający.

PRZYKŁAD
W czerwcu 2013 r. okres pracy p. Kowalskiej, od którego zależy wymiar jej urlopu wypoczynkowego, wyniósł 10 lat. Na okres ten składają się:
– 8 lat z tytułu ukończenia szkoły wyższej oraz
– 2 lata zatrudnienia w ramach stosunku pracy (okres: lipiec 2011 r. – czerwiec 2013 r.).
Pani Kowalska nabyła więc prawo do dłuższego, tj. 26-dniowego urlopu. Jeśli w dotychczasowym wymiarze nie został on wykorzystany, pracownica może od lipca udać się na dłuższy urlop. Jeżeli natomiast wykorzystała już 20-dniowy urlop, od lipca ma prawo jeszcze do dodatkowych 6 dni.

Nieprawidłowe jest ustalenie urlopu w niższym wymiarze, tj. 3 dni – stosując proporcję w związku z okresem obejmującym pozostałą część roku kalendarzowego. Zgodnie z § 3 Rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Socjalnej w sprawie szczegółowych zasad udzielania urlopu wypoczynkowego, ustalania i wypłacania wynagrodzenia za czas urlopu oraz ekwiwalentu pieniężnego za urlop z dnia 8 stycznia 1997 r. (Dz.U. Nr 2, poz. 14 z późn. zm.) „wymiar proporcjonalnego urlopu wypoczynkowego w roku kalendarzowym, w którym pracownik nabył u danego pracodawcy prawo do urlopu wypoczynkowego w wyższym wymiarze, ustala się uwzględniając wyższy wymiar tego urlopu”.
Należy jednak pamiętać, że łączny wymiar urlopu w danym roku kalendarzowym nie może przekroczyć 26 dni.

Prognozy dla rynku telekomunikacyjnego w Polsce na lata 2013-2017

Polski rynek telekomunikacyjny jest rynkiem dojrzałym, który pomimo rosnącego nasycenia, silnej konkurencji i ograniczonych możliwości wzrostu przychodów, nadal gwarantuje operatorom relatywnie wysoki poziom rentowności. By odpowiedzieć na rosnące oczekiwania klientów, operatorzy muszą inwestować w rozwój infrastruktury. Szukają aliansów i nowych segmentów, które mogłyby ustawić ich w bardziej korzystnej pozycji konkurencyjnej w kolejnych latach. Zwłaszcza, że spadek przychodów ogółem nie oznacza spadku przychodów każdego gracza z osobna.

Sytuacja bieżąca

Wartość rynku usług telekomunikacyjnych w Polsce, bez wpływów z płatnej telewizji, wyniosła w 2012 r. 38,5 mld zł. W porównaniu do roku 2011, rynek minimalnie spadł – o 0,6% rok do roku. Struktura rynku telekomunikacyjnego w Polsce jest stabilna i stosunkowo łatwo przewidywalna. Jak co roku, rozstrzygające znaczenie dla sytuacji na rynku mają wyniki operatorów telefonii komórkowej i od tego w największym stopniu zależy skala wzrostu bądź spadku rynku. W 2012 r. skumulowana wartość przychodów wszystkich graczy na rynku telefonii komórkowej (zarówno MNO, jak i MVNO) wyniosła według naszych kalkulacji ok. 25 mld zł. Utrzymywanie się kluczowego znaczenia operatorów komórkowych dla całego rynku telekomunikacyjnego, oprócz wzrostu intensywności korzystania z usług telefonii komórkowej w Polsce, wynika również z faktu konsekwentnego rozszerzania przez nich działalności. Rzeczywiste wpływy operatorów wyłącznie z podstawowych usług telefonii komórkowej w praktyce maleją, choćby z uwagi na obniżki stawek za zakańczanie połączeń.

Na wynik całej branży telekomunikacyjnej w Polsce w ubiegłym roku złożył się też niemal dwucyfrowy spadek w sektorze telefonii stacjonarnej, w której usługi w oparciu o VoIP i WLL nie są w stanie zrównoważyć mocnych spadków z tradycyjnych usług głosowych na bazie sieci PSTN. Na podobnym, jak rok wcześniej, stosunkowo niskim poziomie pozostała dynamika rynku usług dostępu do internetu i transmisji danych. O ile nadal jest to segment oddziałujący pozytywnie na wartość całego rynku telekomunikacyjnego, o tyle poziom nasycenia usługami internetowymi nie pozwala już na bardziej dynamiczne wzrosty przychodów dostawców.

Prognozy

Rynek telekomunikacyjny w Polsce znajduje się obecnie w trendzie spadkowym. Wprawdzie erozja skumulowanych przychodów operatorów jest nieznaczna, jednak bieżący rok jest kolejnym okresem, w którym wartość rynku nie wzrośnie. Z naszych szacunków uwzględniających wyniki operatorów za pierwsze trzy kwartały bieżącego roku wynika, że rynek usług operatorskich, bez płatnej telewizji, stopnieje w tym roku o ponad 2 mld zł. Nieuniknione są spadki przychodów największych MNO na rynku telefonii komórkowej – pytanie jest jedynie o ich skalę. Należy przy tym brać pod uwagę dwie obniżki stawek MTR, zniesienie asymetrii i rywalizację cenową operatorów na rynku ryczałtów. Jeśli dodać do tego kilkaset milionów złotych nominalnego spadku przychodów ze stacjonarnych usług głosowych, to nawet niewielki wzrost przychodów z usług transmisji danych i dostępu do internetu nie jest w stanie uchronić rynku przed spadkiem.

W przypadku segmentu stacjonarnego jeszcze kilka lat temu, analizując benchmarki z krajów Europy Zachodniej, gdzie poziom nasycenia telefonią stacjonarną był relatywnie wyższy niż w Polsce, można było zakładać, że po okresie spadków, wzrost dochodów gospodarstw domowych może w dłuższym terminie oddziaływać pozytywnie również na rynek stacjonarnych usług głosowych. Obecnie, takie założenie jest już jednak mało prawdopodobne, ponieważ rośnie liczba gospodarstw domowych, które telefonu stacjonarnego nie potrzebują i nie chodzi tutaj tylko o dodatkowe koszty. W tym kontekście obecne prognozy dla rynku telefonii stacjonarnej muszą zakładać dalszą erozję linii, abonentów i spadki wpływów operatorów.

Biorąc powyższe czynniki pod uwagę, w latach 2013-2017 spodziewamy się spadku całego rynku usług telekomunikacyjnych w Polsce. Pod koniec okresu niewykluczone jest stopniowe odwrócenie negatywnego trendu, głównie dzięki inwestycjom realizowanym i planowanym obecnie przez operatorów, a także rozwojowi sieci szerokopasmowych w obszarach słabiej zurbanizowanych. Średnioroczna stopa wzrostu rynku w całym okresie będzie negatywna, jednak należy podkreślić, że w sytuacji nasycania się rynku i dodatkowo zmian natury regulacyjnej o przyrost całkowitych przychodów branży jest niezwykle trudno. Nie znaczy to, że poszczególne podmioty nie mogą zwiększać swoich przychodów, jednak odbywa się to najczęściej kosztem innych graczy czy segmentów, zmieniając w ten sposób strukturę rynku poprzez przepływ pieniądza, ale nie jego całkowitą sumę. Poszczególni operatorzy mogą również notować lepsze wyniki dzięki zaangażowaniu sprzedaż i uzupełnianie oferty o inne niż podstawowe usługi telekomunikacyjne, jak również wyjście poza sektor telekomunikacyjny.

Patrząc na strategie operatorów, widać jeden wspólny mianownik, a więc konwergencję i sprzedaż usług w pakietach, i trudno odmówić takim działaniom logiki. Naszym zdaniem, w kolejnych latach w zasadzie wszyscy więksi operatorzy będą kontynuowali ze sprzedażą usług w pakietach. Sposobem na utrzymanie klientów i wpływów są też dodatkowe usługi. Niewykluczone, że sieci komórkowe, których domeną są na razie płatności mobilne, wejdą na szerszą skalę w usługi bankowe, a polscy operatorzy telekomunikacyjni zainteresują się bardziej rynkiem dystrybucji energii, czy dalszym rozwojem oferty w zakresie rozwiązań ICT. Tym bardziej, że takie działania z sukcesem podjęli inni operatorzy, również w regionie środkowoeuropejskim. Najlepszym przykładem jest zdecydowanie węgierski Magyar Telekom, którego skonsolidowane przychody w trzecim kwartale tego roku wzrosły o 5,4%, głównie dzięki działalności poza podstawowym rynkiem usług telekomunikacyjnych.

Niniejszy tekst został przygotowany na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek telekomunikacyjny w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2017”.

Komentarz dzienny, 19 listopada 2013

Dziś opublikowane zostaną dane z polskiego rynku pracy. Mniej korzystna różnica dni roboczych (0 r/r zamiast +1 r/r), zmniejszająca ruchome części wynagrodzeń (zwłaszcza w przetwórstwie przemysłowym) i wysoka baza w górnictwie sprawiają, że dynamika średniego wynagrodzenia powinna osłabnąć o ok. 1 p. proc. Towarzyszyć będzie temu umiarkowany wzrost zatrudnienia m/m, wskutek którego dynamika r/r po raz kolejny zbliży się do zera.

Ministerstwo Finansów chce wprowadzić limit kosztów pożyczki. Eksperci sceptyczni

Ministerstwo Finansów planuje wprowadzenie limitu kosztów pożyczek, by uchronić kredytobiorców przed wpadaniem w spiralę zadłużenia. Eksperci ostrzegają, że może to mieć odwrotny skutek – spowodować likwidację części firm pożyczkowych i skazać wielu Polaków na korzystanie tylko z lombardów. Z badań Homo Homini wynika, że problem może dotyczyć nawet 2,8 mln Polaków, bo już 10,7 proc. Polaków korzysta z firm pożyczkowych. 

Blisko połowa Polaków uważa, że winę za nadmierne zadłużenie ponoszą sami kredytobiorcy, a nie banki czy instytucje finansowe – wynika z badania Homo Homini.

Resort finansów kończy prace nad regulacjami dotyczącymi rynku pożyczek pozabankowych. Proponuje m.in. wprowadzenie rejestru firm pożyczkowych, zwiększenie kar finansowych oraz pozbawienia wolności za prowadzenie działalności pożyczkowej bez wymaganego zezwolenia, zakaz zarządzania firmami pożyczkowymi przez osoby karane za przestępstwa finansowe oraz wpisywanie udzielonych pożyczek do zewnętrznych baz danych, co pozwoli kontrolować ich skalę.

Najwięcej dyskusji wywołuje ustalenie maksymalnego limitu kosztów pożyczki. Według propozycji Ministerstwa Finansów, całkowity koszt pożyczki nie będzie mógł przekroczyć 30 proc. kwoty udzielonej pożyczki. Eksperci sektora finansowego uważają, że to złe rozwiązanie i nie uchroni Polaków zaciągających pożyczki przez popadaniem w spiralę zadłużenia.

 – Myślę, że wprowadzenie limitu nie rozwiąże problemu, który w zamyśle autorów zmian, miałby rozwiązać. Mówimy  o mikropożyczkach. Nie wiem, jak duże musiałoby być oprocentowanie 500 zł  pożyczki, żeby mogło ono stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa finansowego gospodarstwa domowego. Nie można tego porównywać do zagrożenia wynikającego np. z ryzyka wahań kursu przy kredycie hipotecznym we franku szwajcarskim – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Łukasz Gębski ze Szkoły Głównej Handlowej.

Wyniki badań Homo Homini pokazują m.in., że 45,9 proc. badanych odrzuca ideę limitu kosztów pożyczki, gdyby powodowałoby to ograniczenie możliwości wyboru źródeł finansowania. Jednocześnie ankietowani podkreślają, że każdy powinien mieć prawo decydowania o tym, gdzie weźmie
pożyczkę.

Ponadto limit ten nie jest postrzegany jako sposób walki z nadmiernym zadłużeniem, ponieważ jedynie 22 proc. badanych uważa, że winę za powstawanie nadmiernego zadłużenia ponoszą firmy pożyczkowe, SKOKi i banki. Aż 44,4 proc. respondentów Homo Homini jako winowajców wskazuje samych kredytobiorców. Polacy obawiają się też lombardów – ponad 77  proc. nie poleciłoby ich usług nikomu z bliskich.

Zdaniem eksperta, innym problemem jest obecna sytuacja rynkowa. Ustalenie dziś limitu na określonym poziomie może oznaczać konieczność jego zmian przy np. podnoszeniu stóp procentowych.

 – Jesteśmy dziś w szczególnym momencie, kiedy mamy najniższe stopy procentowe. Limit, który dziś mógłby wydawać się racjonalny, za kilka lub kilkanaście miesięcy może okazać się nieadekwatny do sytuacji i będzie potrzeba jego korekty. A zaletą regulacji ustawowej powinno być to, że jest ona uniwersalna  – uważa Łukasz Gębski.

Dodaje również, że na ryku firm pożyczkowych nie potrzeba rewolucji, a jedynie korekty przepisów, które źle funkcjonują w praktyce albo ich nie ma, a są potrzebne dla ochrony praw klientów.

 – Poziom ochrony konsumenckiej w Polsce jest relatywnie wysoki i jest zgodny ze standardami Unii Europejskiej i nie wydaje mi się, że potrzebne są wielkie zmiany. Rynek firm pożyczkowych sam proponuje pewne rozwiązania, jak np. rejestr tych firm, co pokazuje, że jest pełen zrozumienia dla potrzeby ochrony klientów – uważa Łukasz Gębski.

Wprowadzenie limitu kosztów pożyczki dotknęłoby działające legalnie firmy pożyczkowe. Nie zadziałałoby natomiast w przypadku firm, które od początku działają nielegalnie, jak niegdyś Amber Gold, i które narażają bezpieczeństwo finansów swoich klientów.

 – Firmy pożyczkowe udzielają pożyczek ze środków własnych i to ich ma dotyczyć limit. Problem Amber Gold polegał na tym, że firma brała pieniądze od klientów, udając bank i te pieniądze przepadły. Limit, o którym rozmawiamy, w żaden sposób nie pasuje do tej sytuacji i nie jest żadnym antidotum na problem z parabankami, piramidami finansowymi. W świetle obowiązującego prawa działalność Amber Gold od początku do końca była nielegalna – podkreśla ekspert SGH.

Biznes oficjalnie włączy się w dyskusje o ochronie klimatu

CEO Magazyn Polska

COP 19 to pierwszy szczyt klimatyczny, na którym oficjalnie przedsiębiorcy z dużych, średnich i małych firm spotkają się z obradującymi w Warszawie politykami z różnych krajów i przedstawicielami Organizacji Narodów Zjednoczonych. Inicjatorzy spotkania oczekują od biznesu większego zaangażowania w negocjacje globalnego porozumienia klimatycznego i samego procesu ochrony środowiska.

 – Ten szczyt klimatyczny jest szczególny, ponieważ po raz pierwszy formalnie sektor prywatny, rozumiany bardzo wielowymiarowo, nie tylko jako duże korporacje, ale też małe i średnie firmy, zostanie włączony w proces dyskusji z przedstawicielami rządów, czyli społecznością międzynarodową na temat polityki klimatycznej i ochrony środowiska – wyjaśnia Kamil Wyszkowski, krajowy przedstawiciel inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ Global Compact.

Celem warszawskiego COP 19 jest określenie mapy dojścia do globalnego porozumienia ws. ochrony klimatu. Negocjacje mają zakończyć się na szczycie w Paryżu w 2015 roku. Inicjatorzy spotkania polityków i przedsiębiorców, czyli dwudniowego Caring for Climate Business Forum, chcieliby, żeby również biznes zaangażował się w negocjacje.

 – Oczekujemy, po pierwsze, większego zaangażowania, po drugie większego poczucia współodpowiedzialności za proces. Żeby nie było tak w społecznym odbiorze, że ten szczyt klimatyczny to jest jakieś spotkanie dyplomatów, którzy sobie rozmawiają nie wiadomo o czym – mówi Kamil Wyszkowski. – To jest miejsce, gdzie cała społeczność międzynarodowa pochyla się nad planetą, która nazywa się Ziemia i w trosce o środowisko i klimat zaczyna się zastanawiać, co nas spotka za 10, 20, 30 lat, jeżeli nic nie zrobimy i co możemy zrobić.

Jego zdaniem, dbałość o środowisko zaczyna być dla firm coraz ważniejsza z punktu widzenia wizerunkowego. Tym bardziej, że i społeczeństwa stają się bardziej świadome ekologicznie.

 – Biznes oraz mocniej odkrywa ta sferę wizerunkową. Im więcej mamy odpowiedzialnych konsumentów, im więcej osób patrzy na to, czy firma, której produkty kupuje, jest odpowiedzialna, jest środowiskowo wrażliwa, tym chętniej te produkty czy usługi kupuje – wyjaśnia przedstawiciel ONZ. – Znaczenie ma też presja oddolna, ze strony pracowników, którzy nie chcą wstydzić się za przedsiębiorstwo, w którym pracują i zaczynają wymagać od swoich kadr zarządzających, żeby firma była etyczna, uczciwa w działaniu i nie niszczyła środowiska, nie zatruwała go.

Eksperci przestrzegają, że bez globalnego porozumienia na rzecz ochrony klimatów przemysłowych „trucicieli” może przybywać. Duże zakłady produkcyjne, niespełniające wysokich norm środowiskowych w UE, zamiast usprawniać produkcję, będą przenosić się do krajów, gdzie takie standardy nie obowiązują.

Jak podkreśla Kamil Wyszkowski, im bardziej przemysł jest konkurencyjny w krajach o wysokich normach środowiskowych, tym lepiej dla klimatu.

 – Katastrofą byłoby, gdyby np. polskie firmy o relatywnie wysokich standardach środowiskowych, co warto podkreślić, bo bardzo dużo w Polsce się zmieniło przez ostatnich 20 lat, przeniosły swoją produkcję do sąsiedniej Ukrainy czy dalej na Wschód. Już nie wspomnę o krajach, gdzie te standardy są mocno zaniżone, typu Chiny – dodaje ekspert. – Jednak rozumiem argumenty sektora prywatnego, który broni się przed kolejną porcją ograniczeń biurokratycznych, walcząc o konkurencyjność przemysłu.

Dlatego najważniejszym celem jest to, by we wszystkich krajach obowiązywały identyczne standardy ochrony środowiska.

 – Cały kłopot polega z tzw. wybiórczym podejściem, że jest oczekiwanie, żeby kraje wysoko rozwinięte po swojej stronie miały wyśrubowane obostrzenia. To może spowodować, że biznes się przeniesie do krajów, gdzie tych obostrzeń nie ma i z punktu widzenia globalnego bilansu klimatycznego dla klimatu to będzie katastrofa. Chyba że uda nam się uzgodnić takie porozumienie, żeby wszystkie państwa zobowiązały się do tego dostosowania wysokich norm środowiskowych – podkreśla Wyszkowski w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Caring for Climate Business Forum: Innovation, Ambition, Collaboration jest organizowane przez United Nations Global Compact, Program Środowiskowy ONZ (UNEP) i Ramową Konwencją Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (UNFCCC). 19 listopada, podczas pierwszego dnia Forum, odbędzie się 15 paneli tematycznych, na których omówione zostaną kwestie innowacyjnych technologii, walki ze zmianami klimatu, społecznej odpowiedzialności biznesu i proekologicznej polityki, a minister środowiska Marcin Korolec zainauguruje działalność Caring for Climate w naszym kraju. Z kolei podczas drugiego dnia wysoko postawieni członkowie firm – członków inicjatywy Caring for Climate będą mieli okazję dyskutować z przedstawicielami rządów i ONZ.

Rosjanie kontrolują polskie zakłady mięsne i mleczarskie

CEO Magazyn Polska

Do piątku 22 listopada mają potrwać rosyjskie kontrole weterynaryjne w polskich zakładach mięsnych i mleczarniach. Podczas kilkudniowej inspekcji skontrolowane zostaną wybrane firmy, które posiadają uprawnienia do handlu z Rosją. O kontrole wnioskowało ponad 40 firm zainteresowanych eksportem na tamtejszy rynek.

Zdaniem ministra rolnictwa Stanisława Kalemby, Rosjanie cenią polską żywność, a także to, że w przypadku jakiegokolwiek problemu z normami polskie służby są gotowe do współpracy. Rosja chce też skorzystać z polskich doświadczeń rozwoju rynków hurtowych.

 – Trzeba przyznać, że w wielu asortymentach Federacja Rosyjska ma własne normy, często wyższe niż w UE. Nie zauważamy specjalnej polityki w stosunku do Polski. Są państwa w UE, do których jeszcze bardziej rygorystycznie Rosjanie podchodzą – przekonuje w rozmowie z Newserią Biznes Stanisław Kalemba, minister rolnictwa i rozwoju wsi.

To m.in. z powodu wysokich norm rosyjscy inspektorzy sprawdzają wybrane zakłady mięsne i mleczarnie, eksportujące żywność do Rosji. Kontrole zostały uzgodnione podczas spotkania ministrów rolnictwa obu państw na początku października. 

 – Rosjanie wyrazili bardzo dobrą ocenę polskiej żywności. Bardzo sobie też cenią współpracę w zakresie wyjaśniania wątpliwości. że kiedy powstaje problem z normami, a każde państwo ma problemy z żywnością przy takiej skali handlu, to, że służby polskie podejmują działania, starają się wyjaśnić, nawet wyprzedzająco – informuje Stanisław Kalemba.

Rospotriebnadzor, czyli federalna służba ds. nadzoru w sferze ochrony praw konsumentów, powołując się na względy sanitarne, zakazał m.in. importu mięsa z Polski (w 2005 roku), ograniczenia dotyczyły także polskich warzyw i produktów mlecznych. Restrykcje dotknęły też sprowadzania warzyw z Unii Europejskiej (2011), a ostatnio produktów – mlecznych z Litwy, wina z Mołdawii i czekolady z Ukrainy. W ostatnich dniach – zgodnie z doniesieniami agencyjnymi – Rosja rozważa zakaz sprowadzania z Polski owoców i warzyw.

Nie tylko eksport żywności

Stanisław Kalemba dodaje, że zgodnie z ustaleniami październikowego szczytu, współpraca między Polską a Rosją zostanie rozszerzona o wspólny projekt dotyczący rozwoju rynków hurtowych w Rosji.

 – Federacja Rosyjska zwróciła się do resortu rolnictwa o pomoc w logistyce, przygotowaniu projektów inwestycji, jeżeli chodzi o rynki hurtowe i już w tym zakresie współpracujemy. Konkretnie w Baszkortostanie, w Baszkirii. Na bazie tego przedsięwzięcia pojawiła się oferta, żebyśmy to pomogli zorganizować na innych terenach Rosji – mówi Stanisław Kalemba.

Jego zdaniem, zaletą polskiej strony jest wieloletnie doświadczenie w rozwoju podobnych rynków hurtowych, np. w oparciu o podwarszawskie Bronisze czy Gildię w Poznaniu.

 – Oni rozpoczynają taką działalność i liczą na pomoc w wyborze koncepcji czy w projektowaniu, w doradztwie, a i może w udziale finansowym. Uważam, że to dobre przedsięwzięcie, bo też daje szanse na dalszy rozwój naszego sektora rolno-spożywczego – wyjaśnia minister.

W tym roku eksport towarów z Polski będzie większy od importu. Po raz pierwszy od 1989 r.

CEO Magazyn Polska

2013 rok możemy zakończyć z nadwyżką w handlu zagranicznym, czyli eksportem większym od importu, po raz pierwszy od transformacji ustrojowej. Ta nadwyżka, podobnie jak stosunkowo wysoki wzrost PKB, wynikają w największym stopniu z rozwoju rynku spożywczego i meblarskiego. Problemem pozostają jednak niskie nakłady polskich firm na innowacje.

Według szacunków GUS-u PKB Polski wzrósł w III kwartale o 1,9 proc. w ujęciu rocznym i o 0,6 proc. w porównaniu z II kwartałem br. Według NBP we wrześniu br. bilans handlowy naszego kraju był dodatni i wynosił 673 mln euro.

 – To optymistyczne dane, które pokazują, że polscy przedsiębiorcy dobrze plasują się na rynkach zagranicznych i to nie tylko europejskich, ale też np. azjatyckich. W dłuższym terminie powinny one również wspierać polską walutę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Lipka analityk w firmie Cinkciarz.pl.

Największy – kilku, a nawet kilkunastoprocentowy wzrost notują rynki spożywczy i meblarski.

 – Z jednej strony to dobrze, że specjalizujemy się w konkretnych gałęziach przemysłu – mówi Lipka. – Z drugiej jednak powinniśmy myśleć o bardziej kapitałochłonnych i technologicznie bardziej zaawansowanych branżach. Marża jest tam zdecydowanie wyższa, niż np. z  eksportu żywności – dodaje analityk Cinkciarz.pl

Zgodnie z raportem firmy Grant Thornton, coraz więcej firm deklaruje, że będzie inwestować. Ich odsetek w III kwartale wzrósł z 34 proc. do 58 proc., co jest najlepszym wynikiem wśród 16 państw europejskich. Głównie zamierzają inwestować w park maszynowy. Lipka ocenia, że z jednej strony to dobrze, bo świadczy to o zamiarze wzrostu czy usprawnienia produkcji, z drugiej strony, szkoda, że firmy nie decydują się na inwestycje w nowe technologie.

 – Niestety to głównie inwestycje w odnowienie już istniejącej infrastruktury. Choć pod względem wzrostu gospodarczego znajdujemy się w europejskiej czołówce, to jeśli chodzi o innowacje ciągniemy się w ogonie. Obecnie importujemy technologie, podczas gdy gospodarki rozwinięte powinny je tworzyć samodzielnie – przekonuje Marcin Lipka.

Nakłady na badania i rozwój są w Polsce nadal niewielkie. Zgodnie z Rankingiem Innowacyjności sporządzonym przez Komisję Europejską, Polska należy do najsłabszej grupy „innowatorów o skromnych wynikach”. Na badania i rozwój przeznaczamy jedynie 0,77 proc. PKB, podczas gdy średnia w UE to 2,03 proc.

Zdaniem analityka Cinkciarz.pl niskie nakłady na innowacyjność nie wynikają tylko z braku odpowiednich środków.

 – To raczej kwestia zachowawczości naszych przedsiębiorstw i ich nastawienia na krótki horyzont czasowy – twierdzi Lipka. – Szansą na zmianę jest nowa perspektywa budżetowa UE na lata 2014-20. Zakłada ona, że zdecydowanie więcej środków powinno iść na badania i rozwój. Miejmy nadzieję, że przedsiębiorcy wykorzystają tę okazję i przeznaczą dodatkowe pieniądze na poprawę efektywności i konkurencyjności – dodaje.

Co czwarty Polak płaci w sklepie kartą zbliżeniową

CEO Magazyn Polska

Polacy chętnie korzystają z nowych rozwiązań technologicznych w dziedzinie płatności. Co czwarty Polak płaci kartą zbliżeniową, co jest jednym z najlepszych wyników w Europie wynika z badania Mastercard. Wprawdzie zbliżeniowo za pomocą smartfona płaci tylko 5 proc. badanych, ale eksperci oceniają, że i ten sposób szybko się w Polsce upowszechni.

Do niedawna Polska pozostawała w tyle za Europą zarówno pod względem ubankowienia społeczeństwa, jak i korzystania z najnowszych rozwiązań płatniczych. Dziś tendencja się odwróciła.

 – Jesteśmy niezwykle daleko z przodu w stosunku do innych krajów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aleksander Naganowski, Business Leader Business Development w Mastercard Europe. – Używamy już PayPass, jesteśmy jednym z liderów światowych, jeśli chodzi o liczbę transakcji zbliżeniowych. To jest dla niektórych krajów śpiew przyszłości.

Polacy zdążyli się już przyzwyczaić do płacenia kartą. Ci, którzy płacą nią zbliżeniowo, to głównie osoby w wieku 18–39 lat z wykształceniem wyższym lub średnim. Częściej od innych korzystają też z internetu i mają bardziej zaawansowane technologicznie telefony komórkowe. Tego typu płatności mogą stać się jeszcze powszechniejsze, gdyż od przyszłego roku każdy terminal będzie wyposażony w czytnik kart zbliżeniowych.

Z badania Mastercard wynika, że 26 proc. Polaków korzysta z kart zbliżeniowych, a 25 proc. ze smartfonów. Mimo to zaledwie 5 proc. badanych deklaruje, że płaci zbliżeniowo przy użyciu telefonu. Taką możliwość zyskali jednak całkiem niedawno.

 – Wreszcie od zeszłego roku mamy komercyjnie dostępne płatności zbliżeniowe telefonem, które mogą być technologią przyszłości. Każdy chciałby mieć wszystko w swoim telefonie, mieć jedno urządzenie, którym się posługuje, o którym pamięta, dzięki któremu może dokonywać transakcji płatniczych – wyjaśnia ekspert.

Podkreśla również, że dzięki temu, że telefon uczestniczy w transakcji, klient zyska nowe innowacyjne usługi. Za ich pośrednictwem bank (wydawca instrumentów płatniczych) będzie mógł np. prowadzić dialog z klientem po każdej transakcji. 

Ponad jedna czwarta uczestników badania Mastercard zna technologię NFC (Near Field Communications, umożliwiającej płatność zbliżeniową przez telefon) Jednak jej użytkownicy stanowią zaledwie 4 proc. tej grupy.

 – Sama wiedza na temat technologii nie jest w zasadzie niezbędna do korzystania, więc jest to ciekawa deklaracja, że Polacy są otwarci na tę technologie, interesują się nią i będą pewnie z niej korzystać – komentuje Aleksander Naganowski. – Na pewno możemy liczyć na cywilizacyjne przyspieszenie, które polega na tym, że każda nowa usługa, nowa technologia, którą dzisiaj wdrażamy, najczęściej szybciej się przyjmuje na rynku niż jej poprzednik. Jeżeli pięć lat w Polsce zajęło wdrożenie kart zbliżeniowych, co się wiązało z migracją wszystkich czytników, to już o wiele szybciej Polacy, którzy używają smartfonów, zaczną używać ich również do płacenia.

W ślad za zmianami na rynku instrumentów płatniczych podążają operatorzy i producenci telefonów komórkowych, co widać po ich ofercie. Coraz więcej telefonów dostępnych na rynku to urządzenia wyposażone w technologię NFC.

 – Niektóre telefony już mają technologię NFC wbudowaną, więc to jest tylko kwestia wyposażenia klienta w odpowiednią kartę SIM, wydania mu tej karty płatniczej. Mamy już pięć banków, które w tej chwili w Polsce karty komercyjnie wydają na telefony klientów, więc już nabieramy dobrego rozpędu – dodaje Aleksander Naganowski.

Idą tłuste lata dla funduszy inwestycyjnych. Branża wierzy w zyski

Aktywa detalicznych funduszy inwestycyjnych przekroczyły 100 mld zł. Towarzystwom funduszy inwestycyjnych sprzyja niskie oprocentowanie depozytów bankowych i perspektywa utrzymania stóp procentowych na rekordowo niskim poziomie przez najbliższy rok. Dzięki temu rynek akcji wciąż rośnie, a zarządzający funduszami wierzą, że tak będzie przez najbliższych kilka lat.

 – Oczekujemy, że w przyszłym roku kolejne kilkadziesiąt miliardów złotych napłynie do funduszy: albo nowych środków, albo środków przenoszonych z depozytów bankowych – mówi Marek Przybylski, prezes Aviva Investors TFI. – Natomiast trzeba pamiętać, że w złotym okresie 2006-2007 w jednym miesiącu napływały na rynek aktywa rzędu 10 mld złotych i więcej.

Wartość wszystkich aktywów funduszy inwestycyjnych przekracza obecnie 170 mld zł i rośnie już od czerwca tego roku. 100 mld złotych to granica, którą przekroczyły fundusze detaliczne. Reszta to fundusze niedetaliczne, tworzone na potrzeby konkretnych inwestorów.

Przybylski mocno wierzy, że TFI czeka kilka dobrych lat.

 – Od 2007 roku mamy, może nie kryzys, ale złe czasy, prawie sześć chudych lat, więc należy nam się teraz co najmniej tyle samo lat tłustych. Mamy nadzieję, że tak będzie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prezes Aviva Investors TFI.

Ta nadzieja wynika z obserwacji, że światowa gospodarka wychodzi z recesji i wchodzi w fazę wzrostu. Pytanie jest jednak takie, czy ceny akcji nie zdyskontowały już przyszłego wzrostu gospodarczego i czy nie rośnie kolejna bańka inwestycyjna. Zdaniem Przybylskiego – tak nie jest.

 – Ceny nie są aż tak wysokie, żeby można było powiedzieć, że już jest bańka. Dużym pytaniem jest to, czy zyski spółek w kolejnych kwartałach będą bardzo mocno rosły. Patrząc na długofalowe trendy można powiedzieć, że zyski z akcji jeszcze nie są przesadne, i że wciąż jest potencjał do dalszych wzrostów – wyjaśnia Marek Przybylski. – Na przykład zwrot na kapitale może być długoterminowo wyższy niż zwrot na pracy, bo technologia powoduje, że coraz więcej zawodów czy czynności jest wykonywanych przez technologie, a nie człowieka, czyli zarabia się na kapitale, a nie na pracy.

Doradza jednocześnie inwestowanie w fundusze teraz i to w horyzoncie długoterminowym, 10-letnim i dłuższym. Dopiero w takiej perspektywie zyski z funduszy będą pewne, nawet jeśli po drodze zdarzy się kilka kilkudziesięcioprocentowych korekt.

M. Witucki (Orange Polska): Liczba operatorów na europejskim rynku telekomunikacyjnym będzie się zmniejszać

Europejski rynek telekomunikacyjny, w przeciwieństwie do amerykańskiego, jest zbyt rozdrobniony – uważa c, przewodniczący rady nadzorczej Orange Polska. Próby łączenia się firm telekomunikacyjnych natrafiają na biurokratyczne bariery ze strony Brukseli, co niekorzystnie wpływa na rozwój rynku i dalsze inwestycje. Mimo to, zdaniem Wituckiego, w ciągu najbliższych kilku lat liczba operatorów w Europie powinna się zmniejszyć.

 Podstawowym problemem europejskiego rynku telekomunikacyjnego jest jego rozdrobnienie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Witucki, przewodniczący rady nadzorczej Orange Polska. – W Stanach Zjednoczonych jest około 300 milionów mieszkańców i 3-4 operatorów. W Europie zaś na 500 mln mieszkańców i mamy stu operatorów.

Rozdrobnienie wpływa niekorzystnie na możliwości inwestycyjne firm – są one zbyt małe, by inwestować ogromne pieniądze w rozbudowę infrastruktury. To powoduje, że w niektórych krajach jest stan pozostawia wiele do życzenia.

 – W Stanach Zjednoczonych operatorzy budują światłowody i  przykrywają ogromne obszary sieciami LTE. W Europie to wszystko jest blokowane gdzieś między światem polityków, regulatorów i biznesu – twierdzi Witucki.

Jego zdaniem, rynek europejski powinien pójść w stronę konsolidacji. Na przeszkodzie łączeniu się firm stają jednak urzędnicy w Brukseli.

 – Z jednej strony niektórzy unijni urzędnicy dopuszczają myśl o konsolidacjach, z drugiej zaś komisarz ds. konkurencji niechętnie patrzy na łączenie się firm. Myślę, że tu potrzeba debat i spotkań, by znaleźć złoty środek – mówi przewodniczący rady nadzorczej Orange Polska. – Dziś nawet drobne przejęcia w Szwajcarii czy Austrii, a więc na niewielkich rynkach i między niewielkimi operatorami są blokowane. Myślę więc, że zanim nastąpi duży ruch konsolidacyjny musi minąć jeszcze trochę czasu.

W Polsce na razie operatorzy myślą o łączeniu usług. Jak podkreśla Witucki, w trudnych czasach na rynku, kiedy baza klientów nie rośnie znacząco, a ceny są niskie, współpraca z innymi branżami może być sposobem na poprawę swojej pozycji.

 – W Polsce nie ma już możliwości dalszych znaczących wzrostów – twierdzi Witucki. – Nasze aktywa, takie jak bazę kliencką i kontakt z klientem możemy wykorzystać we współsprzedaży. Orange od dawna współpracuje z branżą ubezpieczeniową. Współpraca z firmami energetycznymi także jest dobrym rozwiązaniem – dodaje.

Home Broker: Program wsparcia wynajmu mieszkań może skłonić Polaków do przeprowadzki do innego miasta

CEO Magazyn Polska

Rządowy program taniego najmu mieszkań zwiększy nie tylko konkurencję na rynku nieruchomości, ale również mobilność społeczeństwa – uważa Marcin Krasoń, analityk Home Broker. Na inicjatywie rządu skorzystają przede wszystkim młodzi ludzie i ci, których nie stać na zakup własnego mieszkania. Stracić mogą osoby wynajmujące swoje mieszkania. 

Program wynajmu mieszkań na preferencyjnych warunkach miałby ruszyć w przyszłym roku i umożliwiać młodym ludziom, którzy wchodzą na rynek pracy, wynajem mieszkań po niższej cenie niż rynkowa.

 – Widzę wiele grup potencjalnych w społeczeństwie, które mogą z tego skorzystać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Krasoń, analityk Home Broker. – Przede wszystkim osoby, które z pewnych względów nie chcą kupić mieszkania lub ich nie stać na własne mieszkanie. Wtedy innej opcji właściwie nie ma, trzeba wynajmować, więc takie osoby są grupą docelową – dodaje.

Zdaniem analityka pojawienie się możliwości najmu na preferencyjnych warunkach przełoży się m.in. na zwiększenie mobilności Polaków, czyli skłonność do przeprowadzki np. za nową pracą.

 – Polacy są przyzwyczajeni do tego, że jak już gdzieś zamieszkają, to mieszkają tam długo. Stosunkowo rzadko przenosimy się do innego województwa, czy do innego miasta za pracą – tłumaczy. – Jeżeli na rynku będzie więcej mieszkań pod wynajem, będą one atrakcyjne cenowo, co przecież też jest bardzo ważne, to myślę, że mobilność polskiego społeczeństwa może wzrosnąć.

Nad stworzeniem Funduszu Mieszkań na Wynajem pracują Bank Gospodarstwa Krajowego i Ministerstwo Finansów. Miałby on kupić 20 tys. mieszkań, głównie w dużych miastach, i wynajmować je potrzebującym po niższych stawkach niż rynkowe. Należy jednak liczyć się również z tym, że nowa inicjatywa rządu częściowo uderzy w interesy właścicieli obecnie wynajmowanych lokali, bo zwiększy konkurencję na rynku. 

 – Mieszkania będą atrakcyjne w stosunku do tego, co oferują osoby mające mieszkania na wynajem. Myślę jednak, że to jest na tyle duży rynek, że nie będzie nagłej rewolucji na rynku – tłumaczy Marcin Krasoń.Resort finansów zamierza zintensyfikować prace nad funduszem – tak, by mógł ruszyć od początku przyszłego roku. Program taniego najmu mieszkań miałby być realizowany w ramach programu Inwestycje Polskie, niezależnie od rządowego programu Mieszkanie dla Młodych.

Od stycznia sprawozdania finansowe spółek będą musiały być zgodne z międzynarodowymi standardami

CEO Magazyn Polska

Wprowadzenie nowej i znacznie szerszej niż obecna definicji kontroli do Międzynarodowych Standardów Sprawozdawczości Finansowej  – to jedna ze zmian, jakie czeka spółki objęte tymi standardami od początku 2014 roku. Zdaniem ekspertów zmiany powinny znacząco wpłynąć na przejrzystość skonsolidowanych sprawozdań finansowych w spółkach. Za brak dostosowania się do nowych przepisów będą groziły upomnienia i kary finansowe.

 – Zmiany dotyczą przede wszystkim obszaru konsolidacji, czyli sposobu, w jaki grupy kapitałowe sporządzają swoje sprawozdanie skonsolidowane. Zmiany te mogą skutkować inną prezentacją danych w sprawozdaniu finansowym, ale niekoniecznie muszą – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Monika Jakubczyk, dyrektor w Dziale Audytu firmy Deloitte.

W Polsce obowiązek stosowania Międzynarodowych Standardów Sprawozdawczości Finansowej (MSSF) mają instytucje finansowe oraz spółki giełdowe. Najważniejszą zmianą będzie wprowadzenie od stycznia 2014 r. nowej definicji kontroli w MSSF 10. Według niej, dla wszystkich przedsięwzięć, w które zainwestował podmiot sporządzający skonsolidowane sprawozdanie finansowe, będą obowiązywały te same kryteria określania kontroli. W praktyce oznacza to włączenie do konsolidacji tych inwestycji, które do tej pory jej nie podlegały lub odwrotnie.

Zmiany obejmą przede wszystkim udziałowców, którzy posiadają mniej niż 50 proc. prawa do głosu w danej inwestycji (głównie między 40 a 50 proc.), a w której pozostały akcjonariat jest rozdrobniony. Dotychczasowa definicja kontroli w MSSF kładzie nacisk na aspekty formalne. Po zmianach nacisk będzie położony na ekonomiczne powiązania między spółkami.

Nowością będzie również to, że zgodnie z MSSF 10, sprawowanie kontroli będzie można zlecić innemu podmiotowi.

 – Przedsiębiorstwa muszą ponownie dokonać analizy koncepcji kontroli i zastanowić się, które podmioty spełniają definicje kontroli według nowych, rozszerzonych założeń interpretacyjnych. Muszą też przeanalizować, czy do sprawozdań skonsolidowanych nie będą musiały dołączyć podmiotów, które dotychczas znajdowały się w informacji dodatkowej, czyli poza bilansem, bądź też ewentualnie, czy nie zajdą sytuacje, w których podmioty,które do tej pory były objęte konsolidacją, nie zostaną wyłączone poza grupę na bazie tej szczegółowej analizy definicji kontroli – wyjaśnia ekspertka.

Kolejnym nowym standardem będzie MSSF 11. Dotyczy on tzw. wspólnych ustaleń umownych. Jego adresatami będą przede wszystkim ci inwestorzy, którzy wraz z innymi partnerami biznesowymi prowadzą wspólne przedsięwzięcie lub spółkę. Takie przypadki zdarzają się przede wszystkim w branżach: energetycznej, telekomunikacyjnej czy budowlanej oraz wszędzie tam, gdzie inwestycje wymagają dużego zaangażowania kapitałowego. Dotychczasowy standard MSR 31 wyodrębniał wspólną kontrolę nad aktywami, działaniami oraz jednostkami. Nowy MSSF dopuszcza ustalenia umowne obejmujące wyłącznie: wspólne działania (zastępuje wspólnie kontrolowaną działalność oraz aktywa) oraz wspólne przedsięwzięcia (zastępuje wspólnie kontrolowane jednostki).

Ostatni z nowych standardów MSSF 12 (o ujawnianiu udziałów w innych spółkach), który także zacznie obowiązywać od stycznia 2014, w całości dotyczy informacji ujmowanych w notach do sprawozdania finansowego. Wprowadza wymóg, by spółka ujawniła informacje umożliwiające czytelnikom jej sprawozdania finansowego ocenę charakteru i ryzyka inwestycji oraz wpływu inwestycji na sytuację finansową inwestora i przepływy pieniężne. Obowiązkiem stosowania MSSF 12 będą objęte wszystkie spółki posiadające spółki zależne, wspólne ustalenia umowne, jednostki stowarzyszone lub nieobjęte konsolidacją  jednostki strukturyzowane.

Zmiany w MSSF 10, 11 i 12 dotyczą głównie konsolidacji spółek, które mają kilku udziałowców – funduszy inwestycyjnych oraz przedsiębiorstw, które zarządzają także spółkami zależnymi.

Globalny rynek tłumaczeń i 100 nawiększych firm translatorskich działających na świecie

Common Sense Advisory niezależna amerykańska firma badawczo-konsultingowa od lat bada światowy rynek usług translatorskich. Według szacunków organizacji globalnie rynek tłumaczeń jest wart ponad 33,5 miliarda dolarów. Dane te powstały na podstawie badań przeprowadzonych na ponad 26 tysiącach firm.

Ranking 100 największych firm translatorskich zawiera porównanie najlepszych graczy roku na rynku tłumaczeń ustnych, pisemnych i lokalizacji w oparciu o dochody, liczbę pracowników i biur. Wyniki badania pokazały znaczący wzrost w sprzedaży większości analizowanych firm, przy czym największe sukcesy odnotowują spółki amerykańskie. Według danych CEIDG w Polsce funkcjonuje ponad 60 tysięcy firm, świadczących usługi związane z tłumaczeniami. A zatem, dzisiejszy rynek usług tłumaczeniowych jest mocno rozdrobniony i zróżnicowany. Językiem dominującym w branży zdecydowanie jest język angielski. Najlepiej świadczy o tym fakt, że ok. 2/3 tłumaczonych w Europie książek stanowi literatura angielska. Tłumaczenia polskich książek to zaledwie 0,8%.

Tłumaczenia ekspresowe - 123Tlumacz.pl