Scanway podpisał umowę z Łukasiewicz – ILOT. Współpraca wesprze rozwój instrumentów kosmicznych

Polska firma technologiczna Scanway oraz Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa (Łukasiewicz – ILOT) podpisały umowę ramową dotyczącą realizacji testów środowiskowych dla instrumentów optycznych przeznaczonych do pracy w przestrzeni kosmicznej. Współpraca obejmuje badania prowadzone w laboratoriach Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa i dotyczy kolejnych generacji instrumentów rozwijanych przez wrocławską spółkę. Nowa współpraca wzmocni kompetencje produkcyjne Scanway S.A. i ułatwi przejście do seryjnej produkcji ładunków optycznych dla światowego New Space.

Współpraca naszych instytucji odzwierciedla szerszy trend obserwowany w polskim sektorze kosmicznym – coraz większe znaczenie krajowej infrastruktury badawczej w procesie rozwoju technologii kosmicznych. Dostęp do laboratoriów umożliwiających testy środowiskowe pozwala polskim firmom realizować kolejne etapy projektów w kraju, przy zachowaniu standardów wymaganych w międzynarodowych programach kosmicznych – mówi Mikołaj Podgórski, COO Scanway S.A.

Testy będą realizowane w Laboratorium Badań Środowiskowych Łukasiewicz – ILOT i obejmą m.in. badania wibracyjne oraz testy w komorze termiczno-próżniowej TVAC (Thermal Vacuum). Pierwsze z nich symulują obciążenia mechaniczne występujące podczas startu rakiety, natomiast badania TVAC pozwalają sprawdzić zachowanie sprzętu w warunkach próżni i dużych wahań temperatur, jakie panują na orbicie. Tego rodzaju testy są standardowym elementem procesu rozwoju sprzętu kosmicznego. Pozwalają sprawdzić zarówno poprawność konstrukcji, jak i jej odporność na środowisko kosmiczne jeszcze przed wyniesieniem instrumentu na orbitę.

Zgodnie z założeniami współpracy, badania będą prowadzone na kolejnych etapach rozwoju instrumentów – od modeli strukturalno-termicznych (STM), przez modele inżynierskie (EM) i kwalifikacyjne (QM), aż po docelowe modele lotne (FM). Na wczesnych etapach testy pozwalają przede wszystkim zweryfikować przyjęte założenia projektowe i modele symulacyjne. W przypadku modeli kwalifikacyjnych służą uzyskaniu pełnej kwalifikacji środowiskowej, a testy modeli lotnych stanowią końcowe potwierdzenie jakości wykonania instrumentu.

Dla Scanway oznacza to możliwość prowadzenia powtarzalnego, usystematyzowanego procesu weryfikacji swoich systemów optycznych u lokalnego partnera, w tym teleskopów z rodziny SOP (Scanway Optical Payload), rozwijanych z myślą o misjach obserwacji Ziemi i innych zastosowaniach kosmicznych.

Rozwijamy nasze moce produkcyjne i stopniowo przechodzimy z modelu projektowego do seryjnej produkcji ładunków optycznych dla globalnego sektora New Space. Testy środowiskowe są jednym z najważniejszych elementów procesu budowy sprzętu kosmicznego – to one weryfikują niezawodność rozwiązań jeszcze przed ich wyniesieniem na orbitę. Współpraca z Łukasiewicz – Instytutem Lotnictwa pozwoli nam prowadzić je w sposób powtarzalny i dopasowany do konkretnych instrumentów, zgodnie z wymaganiami międzynarodowych standardów branży kosmicznej. Nowa współpraca wesprze skalowanie naszej działalności i wzmocni kompetencje produkcyjne konieczne przy realizacji projektów dla klientów z rynku globalnego – podsumowuje Mikołaj Podgórski.

Z perspektywy Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa współpraca wpisuje się w rozwój krajowej infrastruktury badawczej dla sektora kosmicznego. W ostatnich latach rośnie liczba polskich firm rozwijających technologie satelitarne, co przekłada się na większe zapotrzebowanie na wyspecjalizowane badania środowiskowe.

Laboratoria Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa umożliwiają prowadzenie testów, które pozwalają zweryfikować zachowanie komponentów i instrumentów w warunkach odpowiadających rzeczywistym scenariuszom misji kosmicznych.

– Laboratorium Badań Środowiskowych należy do podmiotów akredytowanych przez Polskie Centrum Akredytacji. Nasi inżynierowie posiadają wieloletnie doświadczenie w realizacji testów zgodnie z wymaganiami międzynarodowych programów kosmicznych, przez co aktywnie wspierają rozwój krajowych technologii satelitarnych. To nasz wkład w budowanie silnej pozycji Polski w globalnym sektorze kosmicznympodkreśla Svitlana Okolelova, Lider Obszaru – Kierownik Laboratorium Badań Środowiskowych w Łukasiewicz – ILOT.

Leasingowy przekręt na luksusowe auta. Klienci wpadają w sidła przestępców

Związek Polskiego Leasingu ostrzega przed obserwowanym schematem oszustw, w którym klienci firm leasingowych są wykorzystywani do finansowania drogich samochodów na potrzeby zorganizowanych grup przestępczych. Mechanizm opiera się na obietnicy szybkiego, łatwego zarobku i tzw. „dochodu pasywnego”, ale w rzeczywistości prowadzi do wplątania klientów w wątki kryminalne oraz poważnych strat finansowych i długotrwałych problemów prawnych.

W przestrzeni publicznej funkcjonuje pojęcie „pasywnego dochodu”, najczęściej rozumiane jako generowanie regularnych wpływów pieniężnych bez konieczności stałego, operacyjnego zaangażowania w ich uzyskiwanie. W praktyce oznacza to sytuację, w której źródło przychodu działa w sposób względnie zautomatyzowany, przy zachowaniu pełnej kontroli właściciela nad aktywem oraz jasno określonego poziomu ryzyka. W przypadku opisywanych schematów leasingowych mamy jednak do czynienia z pozorną pasywnością – klient formalnie ponosi pełną odpowiedzialność finansową i prawną, nie posiadając jednocześnie realnej kontroli nad przedmiotem leasingu ani nad sposobem jego wykorzystania.

Punkt wyjścia: dlaczego właśnie Ty?

Przestępcy nie działają przypadkowo. Ich celem są osoby o dobrej wiarygodności finansowej, stabilnych dochodach i pozytywnej historii kredytowej, często przedsiębiorcy, lekarze, specjaliści IT czy menedżerowie. Kluczowe pytanie, które powinno zapalić czerwoną lampkę, brzmi:
skąd nieznany pośrednik wie tak dużo o Twojej sytuacji finansowej i oferuje wątpliwy schemat rzekomej inwestycji?

Z obserwacji rynkowych wynika, że przestępcy mogą próbować dotrzeć do osób o wysokiej wiarygodności finansowej, posługując się różnymi źródłami informacji. Sam fakt, że ktoś kontaktuje się z konkretną ofertą finansowania bardzo drogiego pojazdu, powinien skłonić do refleksji, a nie do rozważania potencjalnych korzyści finansowych.

Punktem wyjścia nie jest wyłącznie pytanie „dlaczego właśnie Ty?”, ale także „dlaczego mam leasingować coś, czego realnie nie potrzebuję?” – odpowiedź podsuwana przez pośredników wydaje się oczywista („dla dodatkowego zarobku”), warto jednak zastanowić się, czy taki zarobek nie wiąże się z nadmiernym ryzykiem, na co odpowiedź znajdą Państwo w niniejszym artykule.

Jak działa schemat?

Pośrednicy, działający poza siedzibami firm leasingowych i poza oficjalnymi kanałami sprzedaży, proponują „współpracę”:

  • zawarcie umowy leasingu na samochód wysokiej wartości,
  • szybkie przekazanie auta podmiotowi trzeciemu,
  • obietnicę wysokich, często nieudokumentowanych wpływów,
  • brak realnego zaangażowania klienta w użytkowanie pojazdu.

Często stosowany jest leasing finansowy (kapitałowy), wysoki udział własny, bardzo krótki okres finansowania lub deklaracja szybkiego zakończenia umowy. Celem jest ominięcie płatności gotówkowej za pojazd i „przepuszczenie” drogiego auta przez firmę klienta w ciągu kilku miesięcy.

Co dzieje się z samochodami?

Samochody, najczęściej marek premium i sportowych, są niemal natychmiast wywożone poza granice Polski. Trafiają do wypożyczalni, które mogą być kontrolowane przez grupy przestępcze, gdzie są intensywnie eksploatowane, uczestniczą w kolizjach i wypadkach lub ulegają całkowitemu zniszczeniu. W wielu przypadkach auta wykorzystywane są w celach przestępczych, co ma znaczny wpływ na podejmowanie działań przez służby. Zdarza się również, że pojazdy są transportowane w kontenerach do krajów Afryki Północnej.

Skutki dla klienta

Klient, który użyczył swojej firmy i podpisał umowę leasingu:

  • nie ma kontroli nad pojazdem,
  • nie wie, gdzie samochód się znajduje ani kto nim jeździ,
  • narusza warunki umowy leasingowej, przekazując auto bez zgody leasingodawcy,
  • naraża się na odmowę wypłaty odszkodowania z AC w razie szkody lub kradzieży,
  • może być uwikłany w kryminalny charakter przestępczy takiego schematu,
  • dochody z takiego procederu związane są z ryzykiem prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu,
  • naraża się na ryzyko reputacyjne swoje i firmy leasingowej,
  • może to wpłynąć na jego historię kredytową.

Jeśli pojazd zostanie zniszczony, zatrzymany przez organy ścigania lub skonfiskowany, pełne zobowiązanie leasingowe pozostaje do spłaty po stronie klienta, niezależnie od tego, że auto fizycznie nie istnieje lub znajduje się poza jego zasięgiem.

Ryzyko, o którym się nie mówi

Udział w takim procederze może trwale zaszkodzić reputacji klienta na rynku finansowym. Instytucje finansowe analizują historię zachowań, sposób korzystania z produktów i powtarzalność schematów. „Szybki zarobek” może zamknąć drogę do finansowania w przyszłości.

Apel o ostrożność

Firmy leasingowe apelują, by:

  • zachować szczególną ostrożność wobec ofert „dochodu pasywnego” opartego na leasingu lub pokrewnych,
  • zawsze pytać, skąd pośrednik posiada informacje o sytuacji finansowej klienta,
  • nie podpisywać umów poza oficjalnymi kanałami i bez pełnej kontroli nad pojazdem,
  • pamiętać, że jeśli oferta brzmi jak szybki sposób na wysoki dochód bez ryzyka, to najczęściej jest elementem przestępczego schematu.

W leasingu, podobnie jak w finansach, brak kontroli zawsze oznacza realne ryzyko.

Przykłady z rynku

Samochody typu RS – „auto, którego właściciel nigdy nie widział”. Klientka prowadząca zwykłą działalność gospodarczą została namówiona przez nieznanych jej pośredników do sfinansowania sportowego Audi RS o wartości ok. 400 tys. zł. Obiecywano jej dochody znacznie przewyższające raty leasingowe. Po pięciu miesiącach zgłosiła możliwą kradzież auta, nie potrafiąc wskazać miejsca zdarzenia, bo samochodu nigdy nie odebrała ani nie użytkowała. Odbiór z salonu i wszystkie formalności przeprowadziły osoby trzecie. Równocześnie pojawiły się zaległości w spłacie rat, a organizatorzy procederu przestają regulować płatności. Z kolei ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania. Klientka musi spłacić całe zobowiązanie leasingowe oraz bierze udział w postępowaniu Prokuratury.

Przewartościowane auta i „kreatywne” wyposażenie. Klient o dobrej zdolności kredytowej sfinansował niemal nowe Audi A6 z niskim przebiegiem, które miało trafić do wypożyczalni zarządzanej przez osoby trzecie. Po kilku miesiącach auto zostało rozbite. Ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania, wskazując, że cena zakupu znacząco odbiegała od realnej wartości rynkowej, a dekodowanie numeru VIN wykazało znacznie uboższe wyposażenie niż deklarowane. Dodatkowo klient nie miał żadnej faktycznej kontroli nad pojazdem.

Leasing „spłacony w trzy miesiące” i gotówka do ręki. Klientowi zaproponowano użyczenie firmy do zakupu luksusowego Mercedesa. Warunek: leasing spłacony w trzy miesiące, a na udział własny przekazana gotówka „z góry”. Klient miał jedynie podpisać umowę i poczekać na przelewy. Samochodu nigdy nie zobaczył, bo niemal natychmiast wyjechał poza granice Polski. Umowa została faktycznie zakończona, klient uzyskał dodatkowych dochód, ale został uwikłany w wątek sankcyjny, ponieważ auto było przeznaczone na rynek rosyjski.

Rynek czeka na decyzję RPP. Bazowy scenariusz to utrzymanie stóp na poziomie 3,75 proc.

Najbliższe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej odbędzie się w dniach 8–9 kwietnia. Będzie ono pierwszym po marcowej decyzji o obniżce stóp procentowych o 25 pb, która sprowadziła stopę referencyjną NBP do poziomu 3,75%. Inflacja w Polsce wyraźnie spadła i znajduje się w pobliżu celu inflacyjnego NBP wynoszącego 2,5% (±1 pkt proc.). Oznacza to, że presja cenowa w gospodarce znacząco osłabła, choć inflacja w sektorze usług pozostaje relatywnie wyższa niż w przypadku towarów.

Jednocześnie gospodarka utrzymuje umiarkowane tempo wzrostu, co sugeruje stabilne warunki makroekonomiczne bez oznak przegrzania koniunktury. W takich warunkach bank centralny może prowadzić bardziej elastyczną politykę monetarną.

Po marcowej obniżce stóp procentowych najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na kwietniowym posiedzeniu jest utrzymanie stóp na poziomie 3,75%, aby ocenić wpływ wcześniejszego luzowania polityki pieniężnej na inflację i aktywność gospodarczą. Na oczekiwania rynku wpływają jednak dodatkowe czynniki. W ostatnich tygodniach obserwowane było wyraźne wybicie stawek IRS, które odzwierciedlają rynkowe oczekiwania dotyczące przyszłych stóp procentowych i kosztu pieniądza w dłuższym okresie. Wzrost tych stawek może sugerować, że inwestorzy zaczęli wyceniać większą niepewność co do dalszych obniżek lub możliwość bardziej stabilnej ścieżki stóp.

Dodatkowym źródłem ryzyka dla polityki monetarnej jest sytuacja geopolityczna. Trwający konflikt z udziałem Iranu znacząco podniósł ceny surowców energetycznych – cena ropy przekroczyła w ostatnich dniach 110–116 USD za baryłkę, a napięcia w regionie powodują zakłócenia na rynku energii i transporcie surowców. Wyższe ceny energii mogą w kolejnych miesiącach ponownie zwiększać presję inflacyjną na świecie, co stanowi istotny czynnik ryzyka również dla Polski. W przypadku utrzymywania się wysokich cen ropy banki centralne mogą być zmuszone do bardziej ostrożnego podejścia do dalszych obniżek stóp.

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na posiedzeniu RPP w dniach 8–9 kwietnia jest utrzymanie stóp procentowych na poziomie 3,75%. Rada może przyjąć strategię wyczekiwania, obserwując wpływ wcześniejszej obniżki oraz rozwój sytuacji na rynkach globalnych. Jednocześnie wyższe stawki IRS oraz napięcia geopolityczne na rynku energii zwiększają niepewność dotyczącą dalszej ścieżki stóp procentowych, co może skłaniać RPP do bardziej ostrożnej polityki w kolejnych miesiącach.

ORLEN kupuje instalację poliolefin w Policach

0

ORLEN podpisał przedwstępną umowę sprzedaży wszystkich akcji spółki Grupy Azoty Polyolefins. Tym samym zwiększy swój udział w tym przedsiębiorstwie z 17,3 proc. do 100 proc. Finalizacja transakcji planowana jest na III kwartał tego roku.

– Zakup instalacji w Policach winduje pozycję ORLENU w tej części świata. Dzięki niej staniemy się szóstym największym producentem polipropylenu w Europie. Wiemy, że rynek jest trudny, ale Grupa ORLEN ma kompetencje, by wykorzystać wartość tej instalacji i lepiej optymalizować produkcję oraz sprzedaż na rynkach europejskich. Docelowo zachowamy także 400 miejsc pracy w województwie zachodniopomorskim i kolejne setki powiązane z tym zakładem – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Umowa zakłada nabycie wszystkich akcji, które obecnie nie są w rękach ORLENU, a także zapewnienie finansowania niezbędnego do zakończenia restrukturyzacji spółki.

W ramach transakcji ORLEN zapewni 1,35 mld zł na pokrycie zobowiązań wobec wierzycieli wynikających z Postępowania o zawarciu częściowego układu, a także porozumień pozaukładowych. W efekcie dojdzie do spłacenia wszystkich zobowiązań spółki oraz finalnego rozliczenia kontraktu.

W konsekwencji ORLEN przejmie spółkę wolną od zobowiązań – za wyjątkiem długu wobec koncernu, wynoszącego równowartość zapewnionego finansowania. Sama transakcja zakupu akcji GAP opiewa na symboliczne 4 zł. Przyjęte warunki transakcji zakładają płatności w formule earn-out dla kluczowych wierzycieli, ale dopiero w momencie, gdy GAP z wypracowanego zysku pokryje 100 proc. zainwestowanych przez ORLEN środków.

Polscy inwestorzy wierzą w GPW i Japonię, ostrożniej patrzą na USA

Saxo Bank opublikował najnowszą edycję badania Investor Forecast, przedstawiającego oczekiwania inwestorów indywidualnych na najbliższe sześć miesięcy. Wyniki wskazują, że polscy inwestorzy zachowują konstruktywne, choć wyważone podejście do rynków finansowych – z wyraźnym uprzywilejowaniem rynku krajowego oraz rosnącym zainteresowaniem Japonią, przy jednoczesnej większej ostrożności wobec Stanów Zjednoczonych i Europy.

Mimo utrzymującego się pozytywnego sentymentu, polscy inwestorzy pozostają bardziej niż globalnie wyczuleni na ryzyka makroekonomiczne i poziomy wycen. Badanie przeprowadzono wśród klientów Saxo Banku od 6 lutego do 1 marca 2026 roku (w Polsce: 203 respondentów), a większość odpowiedzi zebrano przed atakiem USA i Izraela na Iran.

Polska i Japonia na czele oczekiwań inwestorów

Polscy inwestorzy wykazują ponadprzeciętną wiarę w krajowy rynek – 53,7% respondentów oczekuje jego wzrostu w najbliższym półroczu, co stanowi wynik wyższy niż globalna średnia. Równie wysokie oczekiwania dotyczą Japonii (55,6%), która – podobnie jak w ujęciu globalnym – pozostaje jednym z najbardziej preferowanych kierunków inwestycyjnych.

Globalny rynek akcji również postrzegany jest pozytywnie (51,9% wskazań na wzrost), choć optymizm ten jest nieco słabszy niż w badaniu globalnym. Na tym tle wyraźnie bardziej zachowawcze pozostaje podejście do rynku amerykańskiego – aż 43,8% polskich inwestorów spodziewa się jego spadku, co czyni USA najsłabszym spośród analizowanych rynków. Europa pozostaje neutralna, z wysokim udziałem odpowiedzi „bez zmian” (40,4%), co wskazuje na brak jednoznacznego kierunku oczekiwań.

Młodsi inwestorzy bardziej skłonni do ryzyka

Najmłodsi respondenci (18–35 lat) wykazują najwyższy poziom optymizmu zarówno wobec rynku polskiego, jak i globalnego, a także największe zainteresowanie Japonią. Starsze grupy inwestorów częściej przyjmują bardziej zachowawcze podejście – widoczne w większym udziale odpowiedzi „bez zmian” oraz większej koncentracji na ryzykach geopolitycznych.

W podziale na płeć widać, że mężczyźni częściej deklarują większą skłonność do podejmowania ryzyka i bardziej optymistyczne oczekiwania wobec rynków, podczas gdy kobiety częściej wskazują na potrzebę ostrożności i większą wrażliwość na czynniki ryzyka.

Stabilne strategie, ale z większą ostrożnością w tle

Większość polskich inwestorów (56,7%) planuje utrzymać dotychczasową strukturę portfela w najbliższym półroczu, co wpisuje się w globalny trend „pozostania przy obranej strategii”. Jednocześnie relatywnie większy niż globalnie odsetek inwestorów rozważa ograniczenie dywersyfikacji (18,2%), co może wskazywać na rosnącą ostrożność i większą koncentrację na wybranych klasach aktywów.

Jednym z najważniejszych czynników wpływających na potencjalne zmiany strategii pozostają obawy o przewartościowanie rynków – wskazuje na nie 64,4% respondentów w Polsce. Ponad połowa (53,3%) bierze pod uwagę także możliwy wpływ polityki Donalda Trumpa.

Wśród czynników wpływających na decyzje inwestycyjne na pierwszy plan wysuwają się możliwości związane ze sztuczną inteligencją (61,2%), obawy o wyceny oraz czynniki polityczne. Jednocześnie tylko 42% polskich inwestorów deklaruje optymizm wobec wzrostu gospodarczego – wyraźnie poniżej poziomów globalnych.

Geopolityka pozostaje kluczowym czynnikiem dla rynków – blisko połowa respondentów (49,3%) wskazuje ją jako najważniejszy driver w nadchodzącym kwartale. Na dalszych miejscach znajdują się rozwój technologiczny (20,2%) oraz wyniki spółek (13,8%).

Na świecie dominuje ostrożny optymizm, a Japonia zyskuje szczególną uwagę

Na poziomie globalnym inwestorzy również utrzymują umiarkowanie pozytywne nastawienie, jednak ich optymizm jest bardziej zrównoważony niż w Polsce. Podczas gdy lokalnie dominuje pozytywna ocena rynku krajowego, globalnie największą uwagę przyciąga Japonia – blisko dwie trzecie inwestorów (63%) na świecie oczekuje tam wzrostów, wobec 57% dla rynku globalnego i jedynie 40% dla rynku amerykańskiego.

Podobnie jak w Polsce, większość inwestorów globalnych nie planuje istotnych zmian w portfelach – 63% deklaruje utrzymanie obecnej ekspozycji, 27% rozważa wejście w nowe obszary, a 10% ograniczenie dywersyfikacji. Jednocześnie globalnie silniej wybrzmiewają obawy o przewartościowanie rynków, wskazywane przez 69% respondentów.

Inwestorzy wyraźnie poruszają się dziś po cienkiej granicy między optymizmem a ostrożnością. Trzeba przy tym pamiętać, że badanie zostało przeprowadzone przed eskalacją konfliktu z udziałem USA, Izraela i Iranu, a późniejsze wydarzenia mogły wpłynąć na zmianę sentymentu wielu inwestorów. Jednocześnie jednym z najbardziej wyrazistych wniosków pozostaje silne zaufanie do rynku japońskiego. Podczas gdy wielu inwestorów z rezerwą podchodzi do wysokich wycen, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, Japonia jest coraz częściej postrzegana jako rynek, na którym reformy strukturalne i poprawa jakości zarządzania mogą nadal wspierać wzrost – komentuje Charu Chanana, główna strateg inwestycyjna w Saxo Banku.

W szerszym ujęciu wyniki pokazują, że mimo napięć geopolitycznych i szybkich zmian technologicznych inwestorzy nie są skłonni do radykalnych zmian w portfelach, koncentrując się raczej na monitorowaniu ryzyka i selektywnym podejściu do inwestycji.

O badaniu

Badanie zostało przeprowadzone w okresie od 6 lutego do 1 marca 2026 roku wśród klientów Saxo Banku. W Polsce wzięło w nim udział 203 respondentów. Ankieta dotyczyła oczekiwań inwestorów wobec rynków finansowych w okresie od 1 kwietnia do 30 września 2026 roku.

Warto zaznaczyć, że większość odpowiedzi została zebrana przed wydarzeniami geopolitycznymi z końca lutego 2026 roku, które mogły wpłynąć na zmianę sentymentu rynkowego.

Coal Energy podpisał memorandum o współpracy z właścicielem trzech kopalń i zakładu przeróbczego w Hiszpanii

Coal Energy S.A., notowana na GPW spółka z branży górniczej, podpisała memorandum o współpracy z właścicielem trzech kopalń antracytu oraz przedsiębiorstwa zajmującego się przerobem hałd antracytowych w Hiszpanii. Spółka oceni potencjał aktywów zlokalizowanych w prowincjach Asturia, León i Palencia na północy Hiszpanii – łączne zasoby w granicach obszarów koncesyjnych przekraczają 80 mln ton, a wolumen masy skalnej zgromadzonej w zwałach wynosi około 2 mln ton. Projekt wpisuje się w realizowaną przez spółkę strategię rozszerzania działalności o surowce strategiczne i przemysłowe.

– Antracyt jest surowcem, który odgrywa istotną rolę w przemyśle metalurgicznym – trudno go zastąpić w wielu procesach hutniczych. Według przyjętej współpracy zamierzamy przeanalizować złoża i ewentualnie określić plan na ich wykorzystanie. Aktywa po wstępnych analizach odznaczają się dobrymi parametrami jakościowymi i udokumentowaną historią dostaw dla dużego odbiorcy przemysłowego – mówi Wiktor Wiśniowiecki, prezes Coal Energy S.A.

Memorandum o współpracy obejmuje trzy kopalnie antracytu: Miura Mine, Cerredo Mining Group oraz Cristal Mine, a także zakład przeróbczy Instalaciones Lavadero De San Luis, zajmujący się przerobem hałd antracytowych. Wszystkie trzy kopalnie znajdują się obecnie w stanie zakonserwowania, jednak ich działalność może zostać wznowiona stosunkowo szybko – w ciągu kilku miesięcy.

– Antracyt w granicach obszarów górniczych wszystkich trzech kopalń, a także zgromadzony w hałdach, charakteryzuje się wysoką jakością: niską zawartością siarki i popiołu, co przekłada się na atrakcyjną cenę wydobywanego surowca – wyjaśnia Wiktor Wiśniowiecki.

Łączny wolumen zasobów w granicach obszarów koncesyjnych kopalń przekracza 80 mln ton. Łączny wolumen masy skalnej zgromadzonej w zwałach wynosi około 2 mln ton, a istniejący zakład przeróbczy umożliwia przetwarzanie około 1000 ton na dobę.

Specjaliści Coal Energy S.A. opracują w pierwszej kolejności efektywny model funkcjonowania trzech kopalń antracytu oraz działalności związanej z przerobem zwałów. Na podstawie przygotowanego modelu techniczno-ekonomicznego zostanie określony dalszy plan współpracy.

– Projekt hiszpański jest dla nas naturalnym krokiem. Dysponujemy wiedzą operacyjną i doświadczeniem, które pozwalają nam ocenić potencjał tych aktywów i zaplanować efektywne wznowienie wydobycia, po określeniu ekonomicznego sensu tej aktywności – dodaje Wiktor Wiśniowiecki, prezes Coal Energy S.A.

Inflacja w Polsce i eurolandzie niższa od oczekiwań. Rynki patrzą na Zatokę Perską

Wczoraj poznaliśmy dwa ważne odczyty inflacji konsumenckiej. Nie jest aż tak źle, jak sądzono, ale wpływ wojny w Zatoce Perskiej na ceny jest olbrzymi. W samym konflikcie rynki zobaczyły sygnały możliwego wygaszania. Czy słusznie? Nie wiadomo, ale zarówno ropa, jak i dolar były wczoraj w odwrocie.

Inflacja w Polsce

Wczoraj poznaliśmy wstępny wskaźnik inflacji za marzec. Wzrosła ona względem lutego o 0,9% do 3,0%. Pokazuje to głównie wpływ wojny w Zatoce Perskiej. Owszem, w marcu obniżyliśmy stopy procentowe, co było bardzo odważnym ruchem ze strony RPP. Nadal jednak – pomimo tak gwałtownego wzrostu cen – mamy dobrą sytuację, gdzie realne stopy procentowe są dodatnie. Realne, czyli takie skorygowane o inflację. Rynek zareagował osłabieniem złotego, ponieważ analitycy spodziewali się inflacji na poziomie 3,3%. Niższy od oczekiwań wzrost cen to także mniejsza szansa na podwyżki stóp. W obecnej sytuacji bardzo sprawnie przeszliśmy bowiem z obniżania na podnoszenie. Powodem są oczywiście bardzo umiarkowane sukcesy koalicji izraelsko-amerykańskiej w wojnie z Iranem. Wojnie, która zamiast być kilkudniową operacją specjalną, powoli przekształca się w pełnoprawny konflikt regionalny. Nie jest to zresztą pierwszy przypadek, gdy w głowach strategów wojna kończy się w kilka dni, a rzeczywistość szybko to weryfikuje – i to zwykłym ludziom przychodzi płacić koszty.

Nerwowe komunikaty

Administracja prezydenta USA usilnie stara się wciągnąć do wojny w Zatoce Perskiej kolejne kraje. Komunikaty samego prezydenta są coraz bardziej dosadne. Silna krytyka spada szczególnie na Wielką Brytanię, ale dostaje się też np. Francji. Raz pojawia się informacja o gotowości do dalszych bombardowań, kolejnym razem mówi się o szybkim wycofaniu wojsk z regionu i zostawieniu odblokowania Cieśniny Ormuz innym państwom. Rynki nie wiedzą, czy jest to próba zakończenia konfliktu, czy jego intensyfikacji. Patrząc na działania inwestorów na rynku ropy naftowej, to raczej zakończenia. Ropa, mimo tego całego zamieszania, odbiła się wczoraj od okolic 110 USD za baryłkę i zmierza dzisiaj nad ranem do poziomu 100 USD. Temu rynkowi pomaga też fakt, że ataki ostatnimi czasy wyraźnie starają się mijać infrastrukturę wydobywczą i eksportową.

Inflacja w strefie euro

Wczoraj poznaliśmy również łączny wskaźnik cen dla strefy euro. Wyniósł 2,5% i okazał się symbolicznie niższy od oczekiwań mówiących o 2,6%. W ciągu miesiąca oznacza to 0,6% wzrostu cen. Biorąc pod uwagę, że cel EBC wynosi 2%, nadal jesteśmy relatywnie blisko. Jeśli sytuacja będzie eskalować, możliwe są jednak reakcje w polityce stóp procentowych. Warto jednak zwrócić uwagę, że inflacja bazowa w strefie euro spadła w marcu symbolicznie o 0,1%. Na rynku byliśmy wczoraj świadkami umocnienia euro względem dolara, ale był to raczej efekt realizacji zysków i próby wycenienia pozornego uspokojenia w Zatoce Perskiej, niż faktycznej siły europejskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Asseco z historycznym wynikiem. Zysk netto skoczył o 119 proc. do ponad 1,1 mld zł, a przychody wyniosły 16,8 mld zł

W 2025 roku Grupa Asseco wypracowała 16,8 mld zł przychodów ze sprzedaży, z czego 12,6 mld zł stanowiła sprzedaż własnych produktów i usług informatycznych. Zysk operacyjny był o 11% wyższy niż w 2024 roku i ukształtował się na poziomie 1,6 mld zł. Rekordowy w historii zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej, po wzroście o 119%, wyniósł 1,1 mld zł. Asseco kontynuowało rozwój działalności na rynkach międzynarodowych, wzmacniając swoją pozycję m.in. poprzez akwizycje. W minionym roku Grupa powiększyła się o 13 nowych spółek.

Wyniki Asseco pozostają silnie zdywersyfikowane geograficznie. W 2025 roku segment Asseco Poland zwiększył przychody ze sprzedaży o 12% rok do roku, osiągając poziom 2,3 mld zł. Działalność w tym obszarze koncentrowała się na dostarczaniu zaawansowanego oprogramowania i usług wspierających cyfryzację sektora finansowego, realizacji kluczowych projektów dla administracji publicznej oraz umacnianiu współpracy z klientami sektora energetycznego oraz ochrony zdrowia.

Rynki zagraniczne reprezentowane przez segmenty Formula Systems i Asseco International odpowiadały łącznie za 86% przychodów Grupy. Sprzedaż w segmencie Asseco International ukształtowała się na poziomie 4,6 mld zł, co oznacza wzrost o 12% w stosunku do 2024 roku. W tym segmencie odnotowano zwiększenie przychodów w spółkach Asseco Central Europe w Czechach i Słowacji, a także wyższe przychody z rozwiązań ERP skupionych w Grupie Asseco Enterprise Solutions. Sprzedaż wzrosła również w Asseco South Eastern Europe. W segmencie Formula Systems zanotowano 9,8 mld zł przychodów, czyli o 12% więcej rok do roku. Na ten wynik przełożyły się m.in. wzrost sprzedaży i wzmocnienie rynkowej pozycji Matrix IT i Magic Software.

W 2025 roku sfinalizowana została transakcja sprzedaży większościowego pakietu akcji spółki Sapiens, w wyniku której udział Grupy Asseco – poprzez Formula Systems – zmniejszył się z 43,5% do 18,7% w nowej strukturze właścicielskiej, co oznacza utratę kontroli nad tą spółką i zmianę jej ujęcia w wynikach finansowych. Transakcja wygenerowała 499 mln zł zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej a zachowanie pakietu mniejszościowego pozwala na utrzymanie ekspozycji na dalszy wzrost Sapiensa.

„2025 rok był dla nas rekordowy – wypracowaliśmy najwyższy w naszej 35-letniej historii zysk netto, który przekroczył 1,1 mld zł. To znaczące osiągnięcie, szczególnie w kontekście wymagającego i niepewnego otoczenia, w jakim prowadzimy działalność. Konsekwentnie realizujemy przyjętą strategię, której fundamentem pozostaje tworzenie i rozwój najwyższej jakości własnego oprogramowania dla instytucji oraz przedsiębiorstw działających w kluczowych sektorach gospodarki. To właśnie model oparty na produktach własnych, kompetencjach domenowych i długoterminowych relacjach z klientami stanowi o sile, a także odporności Asseco. Rozwój Grupy Asseco opieramy zarówno na wzroście organicznym, jak i akwizycjach. Interesują nas spółki z doświadczonymi zespołami, które chcą rozwijać się w ramach naszego modelu federacyjnego lub poprzez integrację z Asseco. W 2025 roku zrealizowaliśmy 13 przejęć. Szczególną uwagę kierujemy na firmy z obszaru cyberbezpieczeństwa oraz rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, ale pozostajemy otwarci na podmioty wzmacniające nasze kompetencje w kluczowych sektorach” powiedział Adam Góral, Prezes Zarządu Asseco Poland.

Skonsolidowany portfel zamówień Asseco na rok 2026, w obszarze oprogramowania i usług własnych, ma obecnie wartość ponad 10,8 mld zł i jest o 19% wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W kursach stałych wzrost wynosi 13%.

W 2026 roku koncentrujemy się na dalszym umacnianiu pozycji Asseco jako lidera cyfryzacji w kluczowych sektorach gospodarki – bankowości, energetyce, telekomunikacji, opiece zdrowotnej oraz administracji publicznej, a także rozwoju w segmentach produktowych – systemach ERP, płatnościach i usługach zaufania. Fundamentem naszego biznesu pozostają własne produkty i kompetencje technologiczne, które systematycznie rozszerzamy. Jednym z naturalnych kierunków budowania długoterminowej wartości Asseco jest sztuczna inteligencja. Wdrażamy ją zarówno w naszych produktach, jak i w całym cyklu rozwoju oprogramowania, co zwiększa naszą efektywność i jakość dostarczanych rozwiązań. Podchodzimy do AI pragmatycznie – jako do technologii, która ma realnie wspierać biznes i tworzyć wartość dla klientów” – dodał Adam Góral.

Asseco konsekwentnie buduje wartość dla Akcjonariuszy i dzieli się z nimi wypracowanym zyskiem. Od debiutu na GPW Spółka wypłaciła swoim Akcjonariuszom ponad 3,8 mld zł dywidendy. W tym roku Zarząd Spółki zarekomendował Walnemu Zgromadzeniu wypłatę 1 051 mln zł dywidendy za 2025 rok, co oznacza 13,05 zł na jedną akcję biorącą udział w dywidendzie.

Rosja wstrzymuje eksport benzyny

0

Rosja od 1 kwietnia 2026 roku wstrzymuje eksport benzyny. Oficjalnym powodem tej decyzji jest chęć ustabilizowania sytuacji na krajowym rynku paliw.

Decyzja ma charakter czasowy i według zapowiedzi ma obowiązywać do końca lipca. Rosyjskie władze chcą w ten sposób ograniczyć presję na ceny paliw w kraju oraz zabezpieczyć podaż przed sezonem zwiększonego popytu.

Równocześnie Rosja nadal utrzymuje w mocy dekret zakazujący sprzedaży ropy naftowej i produktów naftowych tym państwom oraz firmom, które stosują w kontraktach zachodni pułap cenowy na rosyjską ropę. Mechanizm ten został wprowadzony pod koniec 2022 roku jako odpowiedź na działania państw G7, Unii Europejskiej i Australii, które ustaliły maksymalną cenę zakupu rosyjskiej ropy transportowanej drogą morską. Celem Zachodu było ograniczenie dochodów Moskwy z eksportu surowców, przy jednoczesnym utrzymaniu globalnej podaży ropy.

Problem polega jednak na tym, że skuteczność zachodnich ograniczeń od dawna budzi wątpliwości. Rosja stopniowo przebudowała swoje kanały eksportowe, w dużej mierze opierając się na tzw. flocie cieni. W efekcie znaczna część rosyjskiego eksportu ropy odbywa się dziś poza bezpośrednim wpływem państw nakładających sankcje.

Rosja stara się utrzymać kontrolę nad cenami paliw w kraju, jednocześnie wykorzystując sytuację na globalnym rynku energii do wzmacniania swojej pozycji eksportowej tam, gdzie to nadal możliwe.

Zarząd B-Act zarekomendował wypłatę dywidendy

Zarząd B-Act SA, notowanej na NewConnect inżynieryjnej spółki specjalizującej się w doradztwie i nadzorze inwestycji budowlanych, zarekomendował wypłatę dywidendy w wysokości 9 groszy na akcję, co oznacza wzrost o 12,5% rdr. Łącznie, po zatwierdzeniu przez walne zgromadzenie, do akcjonariuszy trafi 881 tys. zł brutto. Dzień dywidendy oraz termin wypłaty dywidendy zostaną ustalone przez Walne Zgromadzenie.

W 2025 r. B-Act pokazał konsekwentny wzrost względem poprzedniego roku. Spółka odnotowała 18,2% wzrost przychodów (rdr.) osiągając poziom 33,0 mln zł. Z kolei zysk netto w ubiegłym roku wyniósł 1,8 mln zł i był wyższy o 6,4% w porównaniu do 2024 r. Bardzo dobry rok przełożył się na dalszą poprawę kondycji finansowej oraz  stanu gotówki. Na koniec grudnia 2025 r. spółka B-Act dysponowała środkami pieniężnymi w wysokości 6 mln zł.

Zarząd Spółki zarekomendował wypłatę dywidendy w wysokości 881 325 zł brutto, co daje 9 groszy na jedną akcję – oznacza to rdr. 12,5% wzrost dywidendy. To już trzeci rok z rzędu, w którym B-Act będzie dzielić się zyskiem z akcjonariuszami. Rekomendacja została pozytywnie zaopiniowana przez Radę Nadzorczą Spółki. Ostatecznie o wypłacie dywidendy zadecydują akcjonariusze Spółki na najbliższym ZWZ.

Systematyczne dzielenie się zyskiem z akcjonariuszami jest dla nas niezwykle istotne, ponieważ buduje długoterminowe zaufanie inwestorów i wzmacnia wiarygodność B-Act na rynku kapitałowym. Stabilna sytuacja finansowa Spółki pozwala nam nie tylko konsekwentnie rozwijać działalność, ale również regularnie realizować politykę dzielenia się wypracowanym zyskiem z akcjonariuszami – mówi Adam Białachowski, prezes B-Act.

W ubiegłym roku B-Act wypłacił łącznie 783,4 tys. zł brutto dywidendy, co przełożyło się na 0,08 zł na akcję. Od początku obecności na NewConnect B-Act wypłacił akcjonariuszom już blisko 1,5 mln zł.

Tylko 40% firm w KSeF przed obowiązkiem 1 kwietnia. System może nie wytrzymać dołączenia milionów podmiotów

0
  • Od 1 kwietnia KSeF jest obowiązkowy dla większości firm.
  • Bez KSeF nie można legalnie wystawiać faktur. Dokument bez numeru KSeF „nie istnieje” dla VAT.
  • 1 lutego, w czasie pierwszego etapu wdrażania do KSeF, według KAS, zalogowało się ok. 320 tys. podmiotów, co spowodowało przeciążenia systemu.
  • Obecnie do KSeF powinno dołączyć około 2,7 mln firm.
  • Według danych Faktura.pl w dniu poprzedzającym obowiązek KSeF tylko 40% firm działało w systemie.
  • Administracja przygotowuje na początek kwietnia scenariusze kryzysowe. Warto sprawdzać komunikaty Ministerstwa Finansów w tej sprawie.
  • Ekspert Faktura.pl odpowiada na najważniejsze pytania o KSeF, jakie przedsiębiorcy zgłaszali przed kwietniowym „szczytem”.

Od 1 kwietnia obowiązek korzystania z Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF) obejmuje kolejną grupę przedsiębiorców – w tym przede wszystkim małe i średnie firmy. Dla nich to koniec z papierowymi fakturami. To największa zmiana w rozliczeniach od lat i test realnego przygotowania. Firmy, które nie wdrożyły KSeF, nie mogą legalnie wystawiać faktur i zarabiać.

– Na dzień przed rozszerzeniem obowiązkowego korzystania z KSeF podłączonych do systemu było zaledwie ok. 40% użytkowników w naszym programie. Oznacza to, że istotna część przedsiębiorców wchodzi w nową rzeczywistość bez pełnego przygotowania – często na ostatnią chwilę. Skalę napięcia najlepiej widać po danych z obsługi klienta. Do naszego działu wsparcia trafia obecnie kilkadziesiąt zgłoszeń dziennie – ocenia Kamil Fac z Faktura.pl

Problemy już przy 320 tys. firm. Teraz dołączają miliony

1 lutego br., gdy od północy działał KSeF obowiązkowy dla dużych podmiotów, szef KAS (Krajowej Administracji Skarbowej) informował, że ok. 320 tys. użytkowników zalogowało się do systemu. Od 1 kwietnia system rozszerza się na praktycznie cały rynek – nawet do 2,8 mln przedsiębiorstw w Polsce.

Tymczasem problemy z systemem pojawiały się w marcu, jeszcze przed największym obciążeniem, kilka razy. Awarie miały miejsce 6, 13 czy 19 marca. Ministerstwo Finansów informowało o utrudnieniach w działaniu, zapowiadało prace serwisowe i uspokajało.

Równolegle resort publikował procedury na wypadek awarii, w tym scenariusze przejścia w tryb offline oraz sposób komunikowania przerw w działaniu systemu. Jeszcze przed wejściem obowiązkowości państwo przygotowywało się na sytuacje kryzysowe – które dziś, w pierwszych dniach kwietnia, przestają być jedynie wariantem teoretycznym.

Przedsiębiorcy, którzy do tej pory wystawiali faktury w prostym programie lub nawet na papierze, muszą dziś zmierzyć się z integracją, autoryzacją i poprawnością danych w systemie centralnym. Właśnie ta grupa najczęściej zgłasza dziś wątpliwości i ryzyko błędów jest u niej największe.

Co się stanie, jeśli firma nie połączy się z KSeF na czas? Czy za brak przejścia grożą kary?

W marcu liczba pytań związanych z KSeF rosła bardzo szybko. Najważniejsze wątpliwości to te zasadnicze: czy firma może działać, jeśli nie połączy się z KSeF?

Jeśli firma nie wdroży KSeF na czas, w praktyce nie będzie mogła legalnie wystawiać faktur — dokument bez nadania numeru KSeF „nie istnieje” dla VAT. Oznacza to naruszenie przepisów, ryzyko kar (ale dopiero od 2027 roku, 2026 rok to okres przejściowy) oraz problemy z kontrahentami, którzy nie odliczą VAT i mogą wstrzymać płatności. W skrajnym przypadku może to sparaliżować działalność, bo brak możliwości wystawiania faktur oznacza brak normalnego obrotu gospodarczego – ostrzega Kamil Fac z Faktura.pl.

Inne, najczęstsze pytania dotyczące KSeF

  1. Co zrobić, jeśli nie mogę się zalogować?

Najpierw sprawdź podstawy: czy działa profil zaufany, podpis kwalifikowany lub logowanie przez bank/mObywatel. Jeśli problem nadal występuje, możliwe, że jest to chwilowa niedostępność KSeF albo błąd techniczny. Trzeba spróbować ponownie lub sprawdzić komunikaty Ministerstwa Finansów. W sytuacji pilnej możesz tymczasowo wystawić fakturę w trybie offline, a po odzyskaniu dostępu przesłać ją do KSeF w wymaganym terminie. Sprzedaż może być kontynuowana, ale obowiązki wobec KSeF trzeba później uzupełnić. Na wypadek takich sytuacji warto mieć wsparcie w postaci dobrze zintegrowanego z systemem programu, który często upraszcza logowanie i komunikację z KSeF, ograniczając takie problemy.

  1. Czy mogę prowadzić działalność i wystawiać faktury w kwietniu, jeśli nie dołączyłem do KSeF?

To zależy od Twojej sytuacji. Jeśli w kwietniu 2026 r. masz już obowiązek korzystania z KSeF i nie mieścisz się w limicie, to nie — nie możesz prawidłowo wystawiać faktur poza systemem, więc działasz niezgodnie z przepisami. Natomiast jeśli korzystasz z okresu przejściowego i Twoja sprzedaż nie przekracza 10 000 zł miesięcznie, możesz jeszcze wystawiać faktury poza KSeF. To jednak rozwiązanie tymczasowe — po przekroczeniu limitu albo po zakończeniu okresu przejściowego i tak musisz przejść na KSeF.

  1. Czy muszę coś akceptować? Czy księgowa może to zrobić za mnie?

Przedsiębiorca musi się samodzielnie zarejestrować w KSeF przez Profil Zaufany, mObywatela, pobierając token KSeF lub certyfikat. Nie może tego zrobić za niego księgowa, ponieważ nie ma ona dostępu do rządowego konta klienta.

Jakie są najczęstsze problemy użytkowników KSeF?

Najczęstsze problemy wynikają z braku obycia z narzędziami cyfrowymi, a nie z samego KSeF. Wielu użytkowników nie wie, jak się zalogować (np. czym jest profil zaufany), myli się przy wyborze sposobu logowania albo nie rozumie komunikatów systemu.

– Często pojawiają się bardzo podstawowe trudności — logujący się nie wiedzą, gdzie zapisał się plik XML lub PDF, jak go znaleźć na komputerze, albo jak go ponownie wysłać. Problemem bywa też samo wystawienie faktury — użytkownicy nie rozumieją różnicy między PDF a dokumentem w KSeF, nie wiedzą, dlaczego system odrzucił plik albo co oznacza błąd w strukturze. Do tego dochodzi brak nawyku pracy w trybie online — np. co oznacza przypadkowe wylogowanie i utrata danych czy trudność w odnalezieniu wystawionych faktur w KSeF – podsumowuje Kamil Fac z Faktura.pl

***

W pierwszym dniu działania obowiązkowego KSeF dla dużych firm (1 lutego 2026 r.) doszło do poważnych problemów z logowaniem, spowodowanych głównie awarią Profilu Zaufanego i ograniczeniami limitów zapytań. Mimo zapewnień o stabilności, wielu przedsiębiorców nie mogło wystawić ani odebrać faktur, co wymusiło korzystanie z trybów awaryjnych. Jeżeli te problemy powtórzą się w pierwszych dniach kwietnia, skala problemu może być bezprecedensowa i realnie wpłynąć na płynność działania tysięcy firm.

Końca wojny nie widać, a droższa ropa znów podbijają inflację w Polsce

Koniec inflacyjnego eldorado w Polsce – inflacja CPI za marzec osiągnęła poziom 3% r/r. Za nami także kolejna niespokojna noc na Bliskim Wschodzie, a Iran stanowczo dementuje informacje o prowadzeniu rozmów z USA. Oczekiwania inflacyjne mogą przemodelować polityki monetarne EBC i Fed. Kto pierwszy dokona podwyżki stóp?

Ceny znów przyspieszają

Dzisiaj GUS opublikował dane inflacyjne za marzec tego roku. Niespodzianki nie było. To, co dzieje się na notowaniach ropy naftowej czy gazu ziemnego, musiało znaleźć swój wydźwięk w publikacji. Wynik w relacji r/r wyniósł 3%, a w porównaniu z lutym był to wzrost o 1%. Analitycy oczekiwali, że sytuacja może być jeszcze gorsza i osiągniemy nawet 3,3% r/r. Taka dynamika inflacji kończy okres dość spokojnie prowadzonej polityki monetarnej w Polsce. Wskaźnik CPI od początku roku był niemal idealny. Zarówno w styczniu, jak i w lutym był to poziom 2,1%, a więc w granicach celu inflacyjnego, co przekładało się na solidne argumenty za obniżkami stóp. Wybuch wojny na Bliskim Wschodzie wywrócił jednak wszystko do góry nogami, a wzrosty cen ropy naftowej niemal od razu przełożyły się na ceny paliwa na stacjach. Według szacunków ekspertów, to właśnie droższe tankowanie dołożyło aż 0,8% do marcowego wzrostu CPI. Patrząc przez pryzmat polityki monetarnej – opublikowane na poprzednim posiedzeniu projekcje inflacji średniorocznej na poziomie 2,3% stają się mocno nieaktualne. Wdrożenie pakietu CPN przez rząd wprowadza pewną ulgę dla klientów na stacjach paliw, ale kluczowe pytanie brzmi: jak długo potrwa konflikt i blokada cieśniny Ormuz, które będą determinować wyższe ceny ropy naftowej?

Nikłe szanse na szybkie zakończenie wojny

Skoro jesteśmy już przy konflikcie na Bliskim Wschodzie – kolejna noc daje jasny sygnał, że może on potrwać jeszcze długo. Nie dość, że strona irańska znów dementuje informacje o trwających rozmowach dyplomatycznych, to jeszcze doszło do szeregu ataków rakietowych z jednej i drugiej strony. Niespokojna noc miała miejsce również w innych krajach – w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kuwejcie i Arabii Saudyjskiej. Zamiast więc szukać światełka w tunelu i liczyć na szybkie zakończenie wojny, mamy kolejny dzień z eskalacją, a opcja ataku lądowego przez siły USA zmusza inwestorów do szukania bezpiecznych przystani dla kapitału. EUR/USD osunął się w okolice 1,1450, a notowania ropy WTI osiągnęły poziom blisko 106 USD za baryłkę. Na parkietach giełdowych mieszane nastroje, choć kolejny dzień z rzędu mamy podobny układ – mocno tracą rynki azjatyckie (Nikkei dzisiaj -1,58%), a z kolei na parkietach europejskich (w tym także w naszym kraju) widzimy próby odbicia.

EBC tym razem nie chce się spóźnić

Warto także spojrzeć na to, jak wyższe oczekiwania inflacyjne mogą przełożyć się na przyszłe decyzje banków centralnych. Patrząc przez pryzmat notowań głównej pary walutowej świata możemy zobaczyć, jak kształtują się perspektywy dalszych decyzji EBC i Fed. Sporo mówi się o tym, że kryzys energetyczny bardziej dotknie nasz kontynent, podobnie jak to było w przypadku wybuchu wojny w Ukrainie. Skok inflacyjny, który może nastąpić już znajduje swoje odzwierciedlenie na kontraktach na stopę procentową. Według szacunków analityków w najbliższym półroczu koszt pieniądza w strefie euro wzrośnie mocniej niż w USA. Rynek zakłada więc silniejszą reakcję EBC. Pytanie, w jakim stopniu będzie miało to odzwierciedlenie na rynku walutowym.

KSeF od 1 kwietnia – nerwy są możliwe, chaos nie jest przesądzony

W związku z drugim etapem wdrożenia Krajowego Systemu e-Faktur początek kwietnia może przynieść mikroprzedsiębiorcom sporo nerwów, ale nie musi oznaczać paraliżu. Najbliższe dni będą przede wszystkim testem – dla samego systemu, narzędzi logowania oraz firm, które dopiero uczą się nowego modelu fakturowania. Najgorsze, co dziś można zrobić, to działać w panice.

Wokół KSeF narosło wiele obaw. Przedsiębiorcy pytają o bezpieczeństwo danych, ryzyko awarii czy pomyłek przy fakturowaniu oraz o to, czy system rzeczywiście wytrzyma większe obciążenie. Niepokój jest tym większy, że dla najmniejszych firm KSeF nie tylko nowy obowiązek, ale także zmianę codziennych nawyków) i konieczność uporządkowania współpracy z księgowością.

Obowiązkowe korzystanie z systemu wchodzi w życie w jednym z najtrudniejszych dla przedsiębiorców momentów w roku. Między lutym a końcem kwietnia oni oraz księgowi mierzą się z wyjątkowo napiętym kalendarzem: wyborem formy opodatkowania, nowym JPK_V7 z oznaczeniami KSeF, informacjami rocznymi IFT-2R i CIT-8 oraz zeznaniami PIT. Wdrożenie tak dużej zmiany w tym czasie – gdy biura rachunkowe pracują ze wzmożoną intensywnością – oznacza dla wielu firm szczególne obciążenie. Tym bardziej potrzebne są teraz spokój, porządek i jasny podział odpowiedzialności między przedsiębiorcą a księgowością.

Jutro może być nerwowo, ale nie musi być to chaos

Końcówka marca pokazuje rosnące zainteresowanie przedsiębiorców integracją z KSeF, a wcześniejsze doświadczenia pokazały, że nawet jeśli sam system działa, problemy z narzędziami uwierzytelniającymi mogą realnie utrudnić dostęp. Tak było choćby przy awarii Profilu Zaufanego.

To właśnie dlatego ryzyko zatorów, problemów z logowaniem czy wolniejszego obiegu faktur wydaje się realne. Im więcej firm jednocześnie będzie próbowało wejść do systemu i wysyłać dokumenty, tym większe napięcie wokół pierwszych dni działania KSeF. To będzie duży sprawdzian nie tylko dla technologii, ale też dla cierpliwości przedsiębiorców.

Właściciele firm powinni dziś sprawdzić trzy rzeczy

Najmniejsi przedsiębiorcy powinni zacząć od podstaw. Po pierwsze: sprawdzić, czy mają narzędzia, które pozwolą im zalogować się do KSeF – Profil Zaufany, aplikację mObywatel, e-dowód albo bankowość elektroniczną. Bez tego nie będzie mowy o sprawnym korzystaniu z systemu.

Po drugie: jak najszybciej ustalić z księgowością, kto za co odpowiada – kto wystawia faktury, kto odbiera dokumenty z KSeF, kto odpowiada za program do fakturowania i czy jest on zintegrowany z systemem. W praktyce to właśnie brak jasnych zasad współpracy może wywołać większy chaos niż sam start KSeF.

Po trzecie: zachować spokój. To szczególnie ważne, bo nawet jeśli 1 kwietnia nie uda się od razu wystawić faktury w KSeF, nie oznacza to automatycznie paraliżu działalności – przy sprzedaży zrealizowanej w kwietniu termin na wystawienie faktury upływa dopiero 15 maja. Ten bezpiecznik powinien obniżyć temperaturę emocji.

Największym błędem może być pośpiech

W atmosferze wdrożenia łatwo skupić się wyłącznie na kwestiach technicznych, a zapomnieć o bezpieczeństwie. Tymczasem certyfikat KSeF daje bardzo szerokie możliwości działania w imieniu przedsiębiorcy. Osoba, która posiada certyfikat i hasła, może nie tylko wystawiać faktury, ale także odbierać dokumenty wystawione na rzecz firmy. W niepowołanych rękach to realne pole do nadużyć.

Dlatego certyfikatów nie należy przekazywać osobom ani podmiotom, których wiarygodności nie jesteśmy pewni. Bezpieczniejszym rozwiązaniem jest upoważnienie konkretnych osób w KSeF do działania w imieniu firmy na własnych uprawnieniach zamiast udostępniania certyfikatu właściciela.

To początek nowego porządku, a nie jednodniowy alarm

KSeF wymusza zmianę myślenia o fakturowaniu. W praktyce kończy się era swobodnego przesuwania dokumentów „na później”, antydatowania faktur czy nieformalnego anulowania sprzedaży po wystawieniu dokumentu księgowego. Nowy system premiuje działanie tu i teraz: faktura trafia do KSeF, a ewentualne zmiany wymagają korekty.

Dlatego na początek kwietnia najmniejszym przedsiębiorcom doradzałabym przede wszystkim spokój i metodyczne działanie. Jutro może przynieść nerwy, przeciążenie informacyjne i pierwsze trudności organizacyjne, ale nie musi oznaczać chaosu. Dla wielu firm będzie to po prostu wymagający początek nowej rzeczywistości, do której trzeba się szybko, ale rozsądnie dostosować.

Do 35. roku życia kredyt, później gotówka. Tak finansuje się zakup mieszkań w Polsce

Dane płynące od użytkowników Otodom rzucają nowe światło na strukturę finansowania nieruchomości w Polsce. Podczas gdy 55% nabywców do 35. roku życia polega na kredycie hipotecznym, wśród osób 35+ proporcje te się odwracają – tu 58% transakcji realizowanych jest głównie ze środków własnych. Biorąc pod uwagę, że obie grupy poszukują niemal identycznych metraży i to przede wszystkim na rynku wtórnym, gotówka w portfelu staje się dziś zdecydowanym atutem w drodze po własne M.

Na polskim rynku mieszkaniowym wiek wyznacza bardzo wyraźną granicę w sposobie finansowania nieruchomości. Z badania Otodom przeprowadzonego wśród użytkowników serwisu wynika, że jedynie co trzecia osoba do 35. roku życia może sobie pozwolić na zakup mieszkania w większości finansowany ze środków własnych, a około 16% posiłkuje się rozwiązaniem mieszanym (zebrana gotówka + kredyt hipoteczny). Dla większości jednak głównym sposobem nabycia lokalu jest zaciągnięcie długoterminowego zobowiązania w banku.

Jak wyjaśnia Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom, obraz rynku wyraźnie zmienia się w przypadku kupujących powyżej 35. roku życia. – W tej grupie kredyt jako główne źródło finansowania zakupu deklaruje już tylko 25% nabywców, czyli o 30 p.p. mniej niż wśród osób poniżej 35. roku życia. Jednocześnie niemal 6 na 10 transakcji ma charakter zdecydowanie gotówkowy – podkreśla ekspert i zauważa co najmniej trzy przyczyny tego zjawiska.

– Po pierwsze, działa czynnik czasu. Osoby po 35 roku życia miały go po prostu więcej na zgromadzenie kapitału. Po drugie, dla wielu z nich nie jest to pierwsza transakcja. Zakup kolejnego mieszkania bywa pokrywany ze sprzedaży poprzedniego, co naturalnie zwiększa udział gotówki w finansowaniu nowego zakupu. Po trzecie, znaczenie może mieć także samo nastawienie do zadłużenia. W obecnych realiach o dostępności mieszkania decydują nie tylko cena czy zdolność kredytowa, ale przede wszystkim możliwość nabycia lokalu bez wsparcia lub z ograniczonym udziałem banku. To właśnie ona staje się dziś najsilniejszą kartą przetargową w rękach kupującego – tłumaczy Paweł Jarząbek.

Kredyt hipoteczny to nie tylko wyzwanie finansowe, ale przede wszystkim ogromne obciążenie emocjonalne. Jak wynika z raportu Otodom „Szczęśliwy dom. Męskie oblicza szczęścia” zobowiązanie wobec banku rzadko bywa postrzegane jako fundament bezpieczeństwa. Dla wielu mężczyzn znacznie częściej staje się źródłem stresu. Aż 70% respondentów przyznaje, że negatywnie wpływa na ich komfort psychiczny i codzienny spokój.

Różny kapitał, te same cele, czyli jakich mieszkań szukają klienci gotówkowi i kredytobiorcy?

Portfel kupującego ma kluczowe znaczenie, ponieważ obie grupy wiekowe celują w niemal identyczny segment rynku. Widać to w średnich parametrach wyszukiwanych lokali. Przeciętny metraż wynosi około 54 mkw. w grupie do 35 lat i 55 mkw. wśród osób 35+. W obu przypadkach dominują mieszkania dwu- i trzypokojowe. W praktyce oznacza to, że rywalizacja toczy się często o bardzo podobne nieruchomości.

To o tyle istotne, że uwaga obu grup koncentruje się przede wszystkim na mieszkaniach z drugiej ręki. Ten skumulowany popyt sprawia, że na rynku wtórnym, na którym decyzje podejmują indywidualni sprzedający, forma finansowania zyskuje fundamentalne znaczenie. Gotówka oznacza szybkość i większą pewność transakcji, podczas gdy procedura kredytowa wiąże się z czasem i spełnieniem dodatkowych warunków. Przy zbliżonej cenie to właśnie ta różnica często przesądza o wyborze oferty – mówi Paweł Jarząbek.

W których miastach dominują transakcje ze środków własnych?

Sposób finansowania nieruchomości to jednak nie tylko kwestia wieku. Ogromną rolę odgrywa tu również geografia rynku. Wśród osób do 35. roku życia zakup za środki własne jest szczególnie popularny wśród mieszkańców Katowic i Wrocławia (odpowiednio 44% i 38% ankietowanych wskazało ten model finansowania jako dominujący). Stolica Górnego Śląska wyróżnia się również w grupie 35+, gdzie aż 72% transakcji odbywa się z przewagą środków własnych nad kredytem. Na kolejnym miejscu znajduje się Łódź z wynikiem 67%. To jednocześnie rynek, na którym różnica w sile nabywczej obu grup zaznacza się najmocniej. Luka sięga 39 p.p. Większy dystans odnotowano tylko na północy Polski.

– W Trójmieście różnica w udziale transakcji opartych na środkach własnych (gotówce) wynosi aż 43 p.p. (60% w grupie 35+ wobec 17% do 35 lat). W efekcie jest to dziś jeden z najtrudniejszych rynków dla nabywców finansujących zakup nieruchomości kredytem hipotecznym – przyznaje menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Blisko średniej dla całego kraju pozostaje za to Warszawa, gdzie 35% użytkowników Otodom przed 35. rokiem życia i 55% osób 35+ deklaruje możliwość sfinansowania zakupu mieszkania w większości ze środków własnych. Mniejszy rozdźwięk między obiema grupami widać jedynie we Wrocławiu i Poznaniu (18 p.p.). W stolicy Wielkopolski 54% kupujących po 35. roku życia i 36% młodszych nabywców wskazuje gotówkę jako główną podstawę zakupu.

Cyberatak na szefa FBI. Stare dane, nowa presja geopolityczna

Hakerzy z powiązanej z Iranem grupy Handala ogłosili, że włamali się do prywatnej skrzynki mailowej dyrektora FBI, Kasha Patela. W sieci pojawiły się jego zdjęcia oraz materiały o charakterze osobistym. Według przedstawiciela Departamentu Sprawiedliwości USA, cytowanego przez agencję Reutera, opublikowane fotografie „wydają się autentyczne”.

Choć sprawa dotyczy prywatnego konta może być elementem szerszej presji w cyberprzestrzeni, w opinii ekspertów może być częścią kampanii sprzed kilku lat. – „Pojawiły się doniesienia, że prywatne konto mailowe dyrektora FBI zostało naruszone przez hakerów. Na podstawie dotychczas ujawnionych materiałów wydaje się, że mamy do czynienia głównie ze starszą korespondencją i plikami osobistymi sprzed wielu lat, a nie dowodem na trwające włamanie. Choć sytuację należy traktować poważnie, wstępne sygnały wskazują, że mogą to być dane historyczne — potencjalnie z dawnego konta lub kopii zapasowej w chmurze — które zostały ponownie wykorzystane i nagłośnione dla zwiększenia efektu. Nadal monitorujemy sytuację w miarę postępu śledztwa i pojawiania się zweryfikowanych informacji” – uważa Gil Messing, Chief of Staff w firmie Check Point Software Technologies.

Uderzenie w symbol instytucji

Sami hakerzy nie kryją propagandowego wymiaru operacji. „Kash Patel, obecny szef FBI, który kiedyś z dumą widział swoje nazwisko na głównej stronie agencji, teraz znajdzie je na liście ofiar, których systemy zostały skutecznie zhakowane” — napisali w oświadczeniu.

Incydent potwierdził anonimowy urzędnik Departamentu Sprawiedliwości. FBI nie odpowiedziało dotąd na prośby o komentarz. Według dostępnych informacji, atak nie dotyczył infrastruktury agencji, lecz prywatnej skrzynki mailowej powiązanej z wcześniejszymi wyciekami danych.

Kim jest Handala

Handala określa się jako propalestyńska grupa hakerów i — według źródeł — działa w ścisłym powiązaniu z władzami w Teheranie. Organizacja pojawiła się w cyberprzestrzeni w czasie wojny w Strefie Gazy, szybko rozszerzając zakres swoich operacji. 11 marca br. grupa przeprowadziła atak na amerykańską firmę Stryker, dostawcę sprzętu i usług medycznych z siedzibą w Michigan. Według deklaracji hakerów, w wyniku operacji usunięto znaczną ilość danych przedsiębiorstwa. Handala twierdzi również, że zaatakowała koncern zbrojeniowy Lockheed Martin, jednak firma nie potwierdziła naruszenia swoich systemów.

Skala i charakter wycieku

Materiały udostępnione przez hakerów obejmują ponad 320 wiadomości e-mail z lat 2010–2019. Zawierają głównie dane osobiste, w tym informacje dotyczące podróży, finansów oraz wybrane wątki biznesowe. Wśród opublikowanych plików znajdują się także zdjęcia oraz różnego rodzaju dokumenty.

Reuters nie był w stanie w pełni zweryfikować autentyczności wszystkich wiadomości, jednak wskazuje, że adres e-mail odpowiada wcześniejszym przypadkom powiązanym z wyciekami danych.

Cyberwojna w nowej odsłonie

Eksperci zwracają uwagę, że nawet jeśli dane nie są aktualne, ich publikacja może mieć znaczenie wizerunkowe i polityczne. Ataki na osoby pełniące najwyższe funkcje państwowe wpisują się w szerszy trend działań hybrydowych, w których celem jest nie tylko pozyskanie informacji, ale również ich selektywne ujawnianie. W tym kontekście incydent z udziałem szefa FBI można postrzegać jako element rosnącej aktywności grup powiązanych z państwami, które wykorzystują cyberprzestrzeń jako narzędzie nacisku i destabilizacji.

Inflacja w strefie euro wzrosła do 2,5 proc., a oczekiwania wobec stóp wyraźnie się zmieniły

Marcowy odczyt inflacji konsumenckiej w strefie euro przyspieszył do 2,5 proc. w ujęciu rocznym z 1,9 proc. w lutym, głównie w reakcji na napięcia na Bliskim Wschodzie i wzrost cen surowców energetycznych. Wynik okazał się jednocześnie nieznacznie niższy od oczekiwań rynkowych (2,6 proc.). Inflacja bazowa ukształtowała się na poziomie 2,3 proc. w ujęciu rocznym, również lekko poniżej prognoz.

Największa zmiana zaszła jednak w oczekiwaniach dotyczących polityki monetarnej. Jeszcze niedawno rynek wyceniał obniżkę stóp procentowych w 2026 roku, natomiast obecnie scenariusz przesunął się w stronę ich podwyżek. To efekt skokowego wzrostu cen ropy i gazu, które zwiększają ryzyko utrwalenia presji inflacyjnej.

Na tym etapie trudno jednak przesądzać o dalszej ścieżce stóp procentowych. Kluczowym czynnikiem pozostaje rozwój sytuacji geopolitycznej – zarówno długość, jak i skala konfliktu będą determinować siłę szoku podażowego. W konsekwencji Europejski Bank Centralny przyjmuje obecnie bardziej wyczekujące podejście, co znalazło odzwierciedlenie w decyzji o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie podczas marcowego posiedzenia.

Inflacja w Polsce w marcu silnie w górę, ale żywność nie zdrożała

Nie jest zaskoczeniem, że inflacja w marcu mocno wzrosła do 3 proc. z 2,1 proc. w lutym. To efekt konfliktu na Bliskim Wschodzie, który wybuchł na przełomie lutego i marca i bardzo szybko przełożył się na ceny paliw oraz kurs złotego. Co ważne, nie jest to wyłącznie polski problem, bo podobny wzrost inflacji widać także w innych krajach Europy. Na razie wzrost cen paliw nie przełożył się jeszcze na ceny żywności, co jest szczególnie ważne przed Wielkanocą. Dziś weszły też w życie obniżki cen paliw, które powinny częściowo ograniczyć dalszą presję cenową. W tej sytuacji na razie możemy zapomnieć o kolejnych obniżkach stóp procentowych.

Inflacja znowu mocno dała o sobie znać. Według wstępnego szacunku GUS ceny w marcu wzrosły o 3 proc. r/r, wobec 2,1 proc. w lutym. To wyraźne przyspieszenie i mocny sygnał, że wydarzenia na Bliskim Wschodzie zaczęły odbijać się na portfelach polskich konsumentów. Skala tego wpływu jest dobrze widoczna właśnie w marcowym odczycie. Konflikt rozpoczął się 28 lutego, a więc praktycznie na przełomie miesięcy. Dzięki temu jego skutki niemal od razu znalazły odbicie w danych inflacyjnych. Najmocniej zadziałał wzrost cen ropy naftowej, któremu towarzyszyły zaburzenia w światowych łańcuchach dostaw związane z problemami w cieśninie Ormuz. Do tego doszło jeszcze osłabienie złotego, które dodatkowo wzmocniło efekt drożejącej ropy.

Wzrost inflacji w Polsce wpisuje się zresztą w szerszy, globalny trend. U nas wskaźnik wzrósł z 2,1 proc. do 3 proc. W Niemczech inflacja zwiększyła się do 2,7 proc., a w Hiszpanii z 2,3 proc. do 3,3 proc. Widać więc, że skala wzrostu w Polsce jest zbliżona do tego, co obserwujemy w innych krajach. Można się spodziewać, że kolejne publikacje z Europy pokażą podobny kierunek.

W ujęciu miesięcznym inflacja w marcu tego roku wzrosła o 1 proc. To mocny wzrost wobec stycznia i lutego, gdy inflacja rosła o 0,7 i 0,3 proc. To jednak wyraźnie mniejszy wzrost od tego, co widzieliśmy w 2022 roku po wybuchu wojny w Ukrainie. Układ czasowy był wtedy podobny, bo wojna rozpoczęła się w lutym, a już w marcu inflacja w ujęciu miesięcznym wyniosła 3,3 proc. A w kolejnych miesiącach presja cenowa tylko rosła.

Jak pokazują dane GUS, głównym źródłem marcowego wzrostu cen były paliwa. W ujęciu miesięcznym ich ceny wzrosły aż o 15,4 proc. Jednocześnie ceny żywności pozostały bez zmian, co pokazuje, że wzrost cen paliw nie przełożył się jeszcze na ceny żywności. To istotne, bo właśnie ten mechanizm zwykle najmocniej utrwala inflację na podwyższonym poziomie.

Jednocześnie dziś w życie weszły rozwiązania osłonowe obniżające ceny paliw dzięki redukcji VAT i akcyzy. W efekcie cena paliwa spada z poziomu przekraczającego 7 zł 50 gr do 6 zł 16 gr. To powinno częściowo wyhamować inflację i ograniczyć ryzyko jej dalszego, szybkiego wzrostu. Szacunki wskazują, że efekt pakietu osłonowego może obniżyć inflację o około 1 punkt procentowy w perspektywie najbliższych miesięcy.

Dla inwestorów to wciąż bardzo ważny temat. Z najnowszego badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego wynika, że inflacja pozostaje dziś największą obawą polskich inwestorów indywidualnych. Za najważniejsze zagrożenie dla swoich inwestycji uznaje ją 27 proc. badanych, wobec 24 proc. kwartał wcześniej. Tym samym inflacja wyprzedziła konflikt międzynarodowy, który wskazuje obecnie 25 proc. respondentów. I trudno się temu dziwić, bo wysoka inflacja wpływa nie tylko na codzienne wydatki, ale też na oczekiwania wobec stóp procentowych, kursu złotego i wyników spółek.

Obecny poziom inflacji wpłynie istotnie na przyszłe decyzje RPP o stopach procentowych. Stopy zostały obniżone 4 marca, a kolejne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej odbędzie się po świętach, 8 i 9 kwietnia. W tej sytuacji najbardziej prawdopodobny wydaje się brak zmian. Podwyżki stóp są w obecnej sytuacji mało prawdopodobne, ale czeka nas teraz dłuższy okres wyczekiwania i analizy napływających danych.

AI w polskich firmach to wciąż eksperyment. 54% ma problem z integracją, 39% obawia się o dane

Sztuczna inteligencja stała się jednym z najczęściej powtarzanych haseł w kontekście transformacji technologicznej firm. Dane pokazują jednak, że jej realny udział w polskim rynku wciąż jest niewielki. W 2025 r. rozwiązania AI stanowiły zaledwie kilka procent wartości rynku, choć prognozy wskazują, że do 2031 r. udział ten wzrośnie trzykrotnie.

Za tym wzrostem nie stoi jednak masowe wdrażanie zaawansowanych systemów, lecz próby integrowania AI z istniejącymi procesami, systemami i narzędziami. To właśnie w tym miejscu pojawiają się największe bariery. Według Raportu PMR Market Experts by Hume’s “Rynek sztucznej inteligencji w Polsce w 2026”, ponad połowa firm deklaruje trudności z integracją AI z obecnym środowiskiem IT, a niemal 39% obawia się o bezpieczeństwo i prywatność danych. Jednocześnie zaledwie co dziesiąta organizacja uważa, że jest w pełni gotowa do wdrożenia AI w całej firmie.

Problemem nie jest AI

Jak zauważają eksperci, problem nie polega na braku zainteresowania technologią, lecz na niewystarczającym przygotowaniu przedsiębiorstw do jej wdrożenia.

Firmy chcą korzystać z AI, ale często zaczynają od narzędzi, zamiast od analizy danych i ułożenia procesów. W efekcie projekty nie spełniają ich oczekiwań i najczęściej są przerywane lub poddawane modyfikacjom. Należy pamiętać, że AI nie działa w próżni. Musi być osadzone w uporządkowanych danych i bezpiecznym środowisku – mówi Piotr Niemczyk, Prezes Zarządu Tipping Point Works.

Szczególnie wyraźnie widać to w firmach produkcyjnych i handlowych, gdzie decyzje operacyjne często nie są jeszcze podejmowane w oparciu o dane ze względu na ich rozproszenie. Jednocześnie doświadczeni pracownicy wykonują manualne obliczenia w wielu arkuszach kalkulacyjnych, co marnuje ich potencjał i czas, a także prowadzi do błędów i braków analitycznych. To właśnie w tych organizacjach potencjał AI jest największy, ale jednocześnie najczęściej niewykorzystany.

Organizacje twierdzą, że chcą wdrażać AI predykcyjne, ale często nie wiedzą, czy ich dane są kompletne, spójne i wiarygodne. Pierwszym krokiem nie jest więc model AI, tylko zebranie wiedzy i zrozumienie, jakie decyzje dziś podejmowane są intuicyjnie i gdzie dane mogłyby realnie wesprzeć planowanie, prognozowanie czy optymalizację kosztów lub procesów  – dodaje Piotr Niemczyk.

AI jest w firmach, ale nie w ich strategiach

Z badania “Rynek sztucznej inteligencji w Polsce w 2026” wynika też, że coraz więcej firm formalizuje zasady korzystania z narzędzi AI przez pracowników, co pokazuje, że temat jest obecny operacyjnie, ale nadal nie jest strategicznie uporządkowany.

AI bardzo często pojawia się oddolnie. Pracownicy korzystają z narzędzi, bo dzięki nim oszczędzają czas, poprawiają jakość pracy czy rozwijają swoją wiedzę. Natomiast po stronie zarządów brakuje odpowiedzi na pytanie, jak to bezpiecznie, sensownie i systemowo wdrożyć. To jest dziś największa luka, szczególnie w firmach produkcyjnych, gdzie dane historyczne są ogromnym, ale niespożytkowanym zasobem.

Ekspert podkreśla, że kluczowe jest odejście od narracji „wdrażamy AI” na rzecz podejścia, w którym technologia jest narzędziem do rozwiązywania konkretnych problemów biznesowych.

W przypadku organizacji produkcyjnych i handlowych nie mówimy o eksperymentach z chatbotami, lecz o bardzo konkretnych zastosowaniach: planowaniu produkcji, prognozowaniu sprzedaży i zamówień, optymalizacji kosztów, ograniczaniu przestojów czy wsparciu decyzji operacyjnych. AI nie powinno być traktowane jako osobny projekt, a naturalne rozwinięcie pracy na danych, które firmy już posiadają. Dzięki temu przestaje być eksperymentem i staje się realnym wsparciem w podejmowaniu decyzji biznesowych – podsumowuje Piotr Niemczyk, Prezes Zarządu Tipping Point Works.

Świąteczne wydatki na żywność pod znakiem równowagi. Polacy podzieleni w kwestii ograniczania kosztów

W tym roku 38,2% Polaków zamierza zredukować wydatki na świąteczne artykuły spożywcze względem poczynionych w ub.r. (w 2025 r. względem 2024 r. – 41,9%). 39,5% rodaków nie przewiduje takich cięć (poprzednio – 36,2%). Z kolei 17,1% konsumentów jest niezdecydowanych (rok temu – 17,6%), a dla 5,2% ta kwestia nie ma znaczenia (wcześniej – 4,3%). Ci, którzy decydują się ograniczyć ww. koszty względem zeszłorocznych, przeważnie mają na myśli 10-15% – 28,1% (w 2025 r. – 24,9%). Natomiast wydatki o ponad połowę – 2,2%.

Z raportu Grupy Blix i UCE RESEARCH pt. „Plany zakupowe Polaków na Wielkanoc 2026” wynika, że 38,2% ankietowanych zamierza ograniczyć tegoroczne wydatki na wielkanocne artykuły spożywcze względem zeszłorocznych (w 2025 roku w stosunku do 2024 roku – 41,9%). 39,5% respondentów zajmuje przeciwne stanowisko (poprzednio – 36,2%). Natomiast 17,1% badanych jeszcze nie wie, co zrobi (rok temu – 17,6%). Z kolei dla 5,2% konsumentów nie ma to znaczenia (przed rokiem – 4,3%).

– Wyniki pokazują dość zrównoważony obraz nastrojów konsumenckich. Z jednej strony 38,2% Polaków deklaruje ograniczenie wydatków na wielkanocne zakupy spożywcze. Jednak takich osób jest mniej niż rok temu, co może sugerować lekką poprawę poczucia stabilności finansowej. Z drugiej strony już 39,5% nie planuje cięć. To wskazuje, że dla dużej części gospodarstw domowych święta pozostają okresem, w którym nie chce się rezygnować z tradycji i standardu zakupów. W efekcie można mówić raczej o stabilizacji postaw niż o wyraźnym zwrocie w stronę oszczędzania – komentuje Mateusz Dąbrowski, jeden ze współautorów raportu z Grupy Blix.

Jak wyjaśnia Łukasz Moszyński, drugi ze współautorów raportu z Grupy Blix, na decyzje ponad 38% Polaków o ograniczaniu wydatków nadal wpływa inflacja oraz ogólna ostrożność finansowa. Konsumenci częściej planują zakupy, unikają nadmiaru i reagują na możliwe wzrosty cen przed świętami. Jednocześnie część osób po prostu koryguje wcześniejsze, „hojniejsze” podejście do zakupów. Nie bez znaczenia jest też większa świadomość konsumencka w zakresie ograniczania marnowania żywności i bardziej selektywnego podejścia do koszyka zakupowego.

– Nie zamierzają ograniczać wydatków najczęściej osoby o stabilniejszej sytuacji finansowej lub takie, które traktują święta jako wyjątkowy czas, mniej podatny na oszczędzanie. Można przypuszczać, że w tej grupie są również konsumenci, którzy mają już wypracowany budżet i nawyki zakupowe, dzięki czemu nie odczuwają potrzeby dodatkowych ograniczeń. W ich przypadku kluczowe jest utrzymanie jakości i tradycji, nawet kosztem wyższych wydatków – dodaje Mateusz Dąbrowski.

Respondenci, którzy zamierzają ograniczyć wydatki na zakupy wielkanocne względem zeszłorocznych, wskazali, o ile procent chcą je obniżyć. W tym przypadku najwięcej osób podało przedział 10-15% – 28,1% (w 2025 roku – 24,9%). W TOP3 znalazły się też takie warianty, jak od 15% do 20% – 18,3% (poprzednio – 24%), a także do 10% – 17,5% (rok temu – 14,2%).

– Jeśli chodzi o skalę cięć, dominują umiarkowane ograniczenia – najczęściej o 10-15%. To pokazuje, że Polacy raczej optymalizują koszyk zakupowy niż radykalnie go redukują. Takie zmiany są odczuwalne, ale nie prowadzą do istotnego obniżenia jakości czy liczby produktów na świątecznym stole. W praktyce oznacza to np. wybór tańszych zamienników, promocji lub mniejszych ilości produktów – analizuje Łukasz Moszyński.

Dalej w zestawieniu widać przedział od 20% do 30% – 12,7% (poprzednio – 15,5%). Wśród osób, które przewidują ograniczenia, jeszcze nie potrafi określić ich zakresu 12,5% badanych (12,4%). Natomiast najrzadziej konsumenci planują zredukować wydatki o więcej niż 50% – 2,2% (w 2025 roku – 1,3%), od 40% do 50% – 3,4% (4,3%), a także od 30% do 40% – 5,3% (3,4%).

– Relatywnie niewielki odsetek osób planujących ograniczenia powyżej 30% pokazuje, że skrajne oszczędzanie dotyczy tylko części gospodarstw domowych. Jednocześnie brak zdecydowania sugeruje, że część konsumentów zachowuje elastyczność i będzie podejmować decyzje bliżej świąt, reagując na bieżącą sytuację cenową. W praktyce dla rynku oznacza to stabilny, choć bardziej świadomy popyt. Konsumenci będą szukać promocji, planować zakupy i ograniczać marnowanie, ale nie rezygnować masowo z wielkanocnych zakupów – podsumowuje Mateusz Dąbrowski.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Raport Grupy Blix i UCE RESEARCH pt. „Plany zakupowe Polaków na Wielkanoc 2026” został oparty na specjalnym badaniu opinii aktywnych konsumentów, przeprowadzonym metodą CAWI (Computer-Assisted Web Interviewing) na próbie 1089 osób w wieku 18-75 lat.

Bank Millennium zwiększył zysk o 67 proc. i nie wypłaci dywidendy za 2025 rok

30 marca 2026 roku odbyło się Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Banku Millennium, m.in. podsumowujące aktywność biznesową i wyniki finansowe Banku i Grupy Kapitałowej Banku Millennium za 2025 rok. Prezes Zarządu Joao Bras Jorge przedstawił wyniki Banku i Grupy za 2025 rok, a WZA zatwierdziło m.in. roczne sprawozdanie finansowe, obejmujące sprawozdawczość zrównoważonego rozwoju i sprawozdanie Rady Nadzorczej za rok obrotowy 2025, udzieliło absolutorium wszystkim członkom Zarządu i Rady Nadzorczej oraz zadecydowało o przeznaczeniu zysku za 2025 rok w całości na kapitał rezerwowy.

Joao Bras Jorge, Prezes Banku Millennium podsumował wyniki Grupy Banku Millennium i wpływ sytuacji makroekonomicznej na aktywność Grupy Banku Millennium w 2025 roku.

„Mimo znaczących wyzwań geopolitycznych, polska gospodarka pozostawała bardzo silna i nadal się rozwija. W 2024 roku wzrost PKB wynosił 3%, w 2025 roku 3,6%, a oczekiwania ekonomistów na 2026 rok wynoszą 3,8%, co pozwala spodziewać się w tym roku wzrostu inwestycji. Według prognoz bezrobocie pozostanie na tym samym niskim poziomie i mimo, że wzrost wynagrodzeń będzie mniejszy, jest wyższy niż inflacja, więc realne dochody rosną, a to ważny aspekt w kwestii utrzymanych przez Bank kredytów. W 2025 roku stopa procentowa została obniżona o 175 punktów bazowych, co miało wpływ na zyskowność banków – obecnie jest na poziomie 3,75% i prognozujemy, że pozostanie na tym poziomie do końca 2026 roku. W 2025 roku w całym sektorze wartość depozytów wzrosła 9,5% r/r, wartość wzrost kredytów 5,7% r/r, a wartość kredytów dla firm wzrosła aż o 9% r/r.

Przez ostatnie 5 lat bank miał znaczący wzrost skorygowanych wyników dzięki rozwojowi biznesu i wolumenów, a także dzięki środowisku wysokich stóp procentowych, które wspierały zyskowność. Po dwóch latach 2021 i 2022, gdy bank odnotował straty, od 2023 bank osiągał pozytywny zysk netto, pomimo wysokich kosztów kredytów frankowych. Grupa Bank Millennium S.A. osiągnęła w 2025 roku zysk netto w wysokości 1 202 mln PLN, co oznacza wzrost o 67% r/r oraz ROE na poziomie 14,3%. Rok ten charakteryzował się ograniczoną liczbą pozycji nadzwyczajnych, głównie związanych z kosztami portfela kredytów hipotecznych w walutach obcych. Ten solidny wynik został wsparty przez ogólnie stabilny wynik na działalności podstawowej, wyższe dochody pozaodsetkowe, niższe odpisy z tytułu ryzyka kredytowego oraz nieznacznie niższe obciążenie podatkiem CIT.”

Prezes Bras odniósł się także do strategii Banku: „2025 rok był pierwszym rokiem wdrażania strategii Wartość i Wzrost’28, której celem jest utrzymanie rozwoju bankowości detalicznej, szczególnie jeśli chodzi o liczbę aktywnych klientów, utrzymanie relacji z klientami oraz rozwój portfela kredytów, depozytów i portfeli funduszy inwestycyjnych.  Bardzo ambitny cel to rozwój bankowości korporacyjnej, w tym podwojenie portfela kredytów dla firm. Zgodnie ze strategią banku planujemy też powrócić do wypłaty dywidendy od roku 2027, w roku 2028 osiągnąć ROE na poziomie 18%, mieć wskaźnik C/I na poziomie 37% i jednocześnie utrzymać wysoką strukturę kapitałową ze wskaźnikiem Tier 1 na poziomie 15%, a także utrzymać wysoką jakość portfela kredytowego ze wskaźnikiem kredytów zagrożonych na poziomie 4%.

Pierwsze wyniki wdrażania strategii Wartość i Wzrost były już widoczne w zeszłym roku. Liczba aktywnych klientów wyniosła 3 miliony 270 tysięcy (140 tysięcy nowych aktywnych klientów) i to tempo wzrostu pozwoli nam osiągnąć cel założony na rok 2028, czyli 3,7 mln aktywnych klientów. W realizacji celu cyfryzacji klientów z główną relacją z bankiem jesteśmy na dobrej drodze. Widać też w wynikach NPS ze klienci wybierają nasz bank jako oferujący najlepszą jakość obsługi klienta. Osiągnęliśmy znaczący sukces, jeśli chodzi o najambitniejszy aspekt naszej strategii, czyli rozwój bankowości przedsiębiorstw – portfel kredytów dla firm zwiększył się o 20% r/r i oznacza wzrost o 3 miliardów PLN. Jesteśmy pewni, że przekroczymy cel założony na rok 2028. Jeśli chodzi o cel finansowy i ryzyko, także osiągnęliśmy założony cel.

Zarząd Banku jest przekonany, że zrównoważona polityka dywidendy jest ważna. Długoterminowo ta polityka to wypłata dywidendy na poziomie 35-50% zysku netto Banku. W roku 2027 planujemy wypłacić dywidendę z zysku wypracowanego w roku 2026. Natomiast biorąc pod uwagę stanowisko KNF w sprawie polityki dywidendowej na rok 2026 zarząd Banku wnioskuje wobec Walnego Zgromadzenia propozycję zatrzymania całkowitego zysku netto wypracowanego w 2025 roku w kapitały własne Banku – podsumował Joao Bras Jorge, Prezes Banku Millennium.

Olga Grygier–Siddons, Członkini i Przewodniczącej Rady Nadzorczej Banku Millennium S.A., przedstawiła m. in. sprawozdanie Rady Nadzorczej za rok obrotowy 2025 oraz raport Rady Nadzorczej z funkcjonowania polityki wynagradzania w Banku i sprawozdanie o wynagrodzeniach.

Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy rozpatrzyło i zatwierdziło m.in.:

 

– sprawozdanie finansowe Banku Millennium S.A. i łączne sprawozdanie Zarządu z działalności Banku Millennium S.A. i Grupy Kapitałowej Banku Millennium S.A., obejmującego w szczególności sprawozdawczość zrównoważonego rozwoju Banku Millennium S.A. i Grupy Kapitałowej Banku Millennium S.A.

– sprawozdanie finansowe Grupy Kapitałowej Banku Millennium S.A. za rok obrotowy 2025

– sprawozdanie Rady Nadzorczej Banku Millennium S.A. za rok obrotowy 2025

– uchwałę w sprawie przeznaczenia części kapitału rezerwowego na

pokrycie wpływu zmiany algorytmu obliczania efektywnej stopy procentowej dla

pożyczek z okresowo stałym oprocentowaniem

 

Walne Zgromadzenie udzieliło absolutorium wszystkim członkom Zarządu Banku Millennium S.A. i członkom Rady Nadzorczej Banku Millennium S.A. z wykonania obowiązków w roku obrotowym 2025, wyraziło pozytywną opinię na temat sprawozdania Rady Nadzorczej o wynagrodzeniach członków Zarządu i Rady Nadzorczej Banku oraz zatwierdziło politykę równowagi płci w Grupie Banku Millennium S.A.

 

Walne Zgromadzenie, zgodnie z rekomendacją Rady Nadzorczej, zdecydowało o przeznaczeniu zysku za 2025 rok w całości na kapitał rezerwowy.

Rola CFO w firmach wyraźnie się zmienia. Coraz więcej odpowiedzialności poza finansami

0


Aż 92% dyrektorów finansowych (CFO) w Polsce deklaruje wzrost zakresu odpowiedzialności w ostatnich latach, a 93% angażuje się w projekty wykraczające poza tradycyjną funkcję finansową – wynika z raportu KPMG w Polsce i ACCA Polska „CFO Pulse Ewolucja roli CFO”. Już 36% CFO przejmuje coraz więcej kompetencji poza finansami, 31% prowadzi projekty transformacyjne, a 68% odpowiada za analitykę i strategię danych w swoich firmach. Ponadto firmy, w których CFO obejmuje rolę CDO (Chief Data Officer), są bardziej zaawansowane we wdrożeniach AI w funkcji finansowej – bez względu na wielkość spółki.

Z badania KPMG przeprowadzonego we współpracy z ACCA Polska na próbie 213 osób odpowiedzialnych za funkcję finansową w firmach w Polsce wynika, że zakres odpowiedzialności dyrektorów finansowych systematycznie się rozszerza, obejmując coraz więcej obszarów operacyjnych i strategicznych. Ponad jedna trzecia respondentów wskazuje na przejmowanie zadań spoza finansów, a niemal co trzeci CFO odpowiada za projekty transformacyjne.

Rosnące znaczenie analityki znajduje odzwierciedlenie w działaniach firm – 21% CFO deklaruje większy nacisk na wykorzystanie narzędzi predykcyjnych. W praktyce oznacza to przesunięcie akcentów z raportowania historycznego na wsparcie decyzji biznesowych w oparciu o dane i prognozy.

Cyfryzacja i efektywność operacyjna pod nadzorem CFO

CFO odgrywają istotną rolę w projektach związanych z cyfryzacją i automatyzacją funkcji finansowej. 32% badanych odpowiada za wdrażanie rozwiązań technologicznych, takich jak systemy ERP czy narzędzia oparte na sztucznej inteligencji.

Znaczące zaangażowanie widać również w obszarze optymalizacji modeli operacyjnych (22%), w tym centralizacji procesów i rozwoju centrów usług wspólnych. Co piąty CFO odpowiada za relacje z inwestorami i pozyskiwanie finansowania, co podkreśla rolę funkcji finansowej w budowaniu stabilności organizacji i zaufania rynku.

Ewolucja roli CFO odbywa się przede wszystkim poprzez rozszerzanie tradycyjnych kompetencji finansowych o nowe obszary. Najsilniej widać to w zakresie cyfryzacji i automatyzacji, gdzie dyrektorzy finansowi angażują się w projekty związane z wdrożeniami systemów, zarządzaniem danymi i rozwojem analityki wspierającej decyzje biznesowe. Jednocześnie coraz częściej uczestniczą w projektowaniu modelu operacyjnego organizacji – od centralizacji procesów finansowych po rozwój centrów usług wspólnych – pełniąc rolę integratora między finansami, operacjami i technologią. W efekcie CFO coraz częściej pełni rolę nie tylko strażnika wyników finansowych, lecz także partnera odpowiedzialnego za budowę spójnego systemu informacji zarządczej w organizacji, oraz projektowania, nadzorowania i wdrażania projektów, które wpływają na wartość przedsiębiorstwa – mówi Maciej Bałabanow, CFA, Partner Associate, Advisory, Szef Zespołu Strategii w KPMG w Polsce.

zakres odpowiedzialności dyrektorów finansowych systematycznie się rozszerza

Dane i technologia zmieniają funkcję finansową

Obszar danych staje się jednym z najważniejszych elementów budowania przewagi konkurencyjnej. 68% CFO angażuje się w analitykę i strategię danych, a 15% przejmuje pełną odpowiedzialność za ten obszar, pełniąc funkcję Chief Data Officera.

Firmy, w których CFO odpowiadają za dane pełniąc równocześnie rolę CDO (15% ankietowanych przypadków), są bardziej zaawansowane w wykorzystaniu sztucznej inteligencji w finansach. Brak zaangażowania w obszarze strategii danych – deklarowany przez 27% respondentów – może ograniczać zdolność organizacji do efektywnego wykorzystania informacji w procesach zarządczych.

Wyzwania we współpracy z zarządem

Choć już co piąty dyrektor finansowy (21%) deklaruje pełnienie funkcji partnera strategicznego poprzez aktywne uczestniczenie w podejmowaniu decyzji dotyczących rozwoju organizacji, zakres obowiązków CFO wiąże się również z wyzwaniami organizacyjnymi. Najczęściej wskazywaną barierą jest ograniczone zrozumienie złożonych kwestii finansowych przez pozostałych członków zarządu (37%). Istotną kwestią dla respondentów pozostaje także postrzeganie roli CFO wyłącznie przez pryzmat funkcji kontrolnej i raportowej (26%).

CFO jako architekt wartości przedsiębiorstwa

Wyniki badania wskazują na trwałą zmianę roli dyrektora finansowego – od funkcji skoncentrowanej na kontroli kosztów do roli współodpowiedzialnej za tworzenie wartości organizacji. CFO coraz częściej uczestniczą w projektowaniu modeli operacyjnych, ocenie inwestycji oraz budowie spójnego systemu informacji zarządczej.

Najlepsi dyrektorzy finansowi, których obserwujemy nie pytają już tylko „ile to kosztuje”, ale „ile to jest warte i jak to zmierzyć”. To przesunięcie perspektywy – z raportowania przeszłości na współkształtowanie przyszłości – jest dziś jednym z najważniejszych wyzwań transformacyjnych funkcji finansowej w Polsce i na świecie – podkreśla Maciej Bałabanow, CFA, Partner Associate, Advisory, Szef Zespołu Strategii w KPMG w Polsce.

O raporcie:

Raport „Ewolucja roli CFO” to trzecia publikacja z cyklu „CFO Pulse”, przygotowanego przez KPMG w Polsce i ACCA Polska. Badanie zostało przeprowadzone w listopadzie 2025 roku metodą CATI na próbie 213 osób odpowiedzialnych za funkcję finansową w średnich i dużych przedsiębiorstwach działających w Polsce. W grupie dużych firm wszyscy uczestnicy badania pełnili funkcję dyrektora finansowego, natomiast wśród średnich firm dyrektorzy finansowi stanowili 38% respondentów, a główni księgowi 62%. Z próby wyłączono małe przedsiębiorstwa i podmioty zatrudniające mniej niż 10 pracowników.

Niemiecka inflacja zgodna z prognozami, dolar wraca do łask inwestorów

Weszliśmy w okres publikacji wskaźników inflacji za pierwszy miesiąc wojny w Zatoce Perskiej. Widać jej wpływ, ale nie można mówić o powodach do paniki. W tle znów zyskuje dolar amerykański, a oczekujący na wybory forint ma za sobą solidne umocnienie w ostatnich dniach.

Inflacja w Niemczech

W przeciwieństwie do piątkowych danych z Hiszpanii, wzrost cen w Niemczech nie zaskoczył rynków. Niemiecka solidność – miało być 2,7% i jest 2,7%. Oznacza to wzrost w ciągu pierwszego miesiąca wojny o 0,8% (z 1,9% w lutym). Czy jest to poziom, który powinien budzić niepokój? Warto pamiętać, że cel inflacyjny to zejście do 2% w dłuższej perspektywie. Jesteśmy powyżej tego poziomu, ale niewiele. Pogoda w tym roku nie rozpieszcza, ale powoli kończy się sezon grzewczy, więc wzrosty cen gazu dla gospodarstw domowych nie będą już tak dotkliwe. W rezultacie na razie wątpliwe jest by EBC zareagował na obecną sytuację. Raczej będzie starał się przeczekać. Ewentualne obniżki stóp procentowych wydają się jednak w najbliższym czasie wykluczone. Musimy pamiętać, że po ewentualnym końcu wojny ceny paliw będą wracały w stronę normy, ale nie stanie się to od razu.

Dolar znów zyskuje

Wczoraj na głównej parze walutowej widzieliśmy chwilowe zejście poniżej poziomu dolara i czternastu centów za jedno euro. Sytuacja geopolityczna mocno sprzyja amerykańskiej walucie. Jest ona cały czas uważana za bezpieczną przystań. Warto jednak zwrócić uwagę, że oczekiwania co do docelowych poziomów stóp procentowych za oceanem wciąż ewoluują. Nadal obniżek należy oczekiwać w przyszłym roku, ale dzisiaj konsensus wskazuje już na wrzesień, a nie na grudzień. Pokazuje to, że rynki powoli zaczynają oczekiwać mniejszego wpływu wojny w Zatoce na długoterminowe stopy procentowe. Powodem jest najprawdopodobniej fakt, że FED ma podwójny mandat – zadaniem tej instytucji jest dbanie zarówno o poziom cen, jak i o wzrost gospodarczy. Ten drugi wskaźnik jest również zagrożony. Im silniejsze będą jednak oczekiwania przyspieszenia cięć stóp procentowych z powodu problemów gospodarki, tym słabiej powinien wyglądać dolar na rynku.

Forint mocniejszy przed wyborami

W ostatnich dwóch tygodniach na rynku widać wyraźne umocnienie się forinta względem wielu walut, w tym polskiego złotego. Analitycy zwracają uwagę na dwa ważne powody tego stanu rzeczy. Z jednej strony są to wysokie stopy procentowe na Węgrzech. Co prawda w lutym je obniżono, ale do poziomu 6,25%. W całej UE więcej ma tylko przeżywająca poważne problemy Rumunia – 6,5%. W rezultacie forint płaci bardzo solidne odsetki, co przyciąga kapitał. Do tego trzeba dodać nadchodzące wybory. Obecnie sondaże mówią o potencjalnej dużej zmianie. Rządząca formacja Fidesz Viktora Orbana traci do swojego głównego konkurenta już ponad 10%. W większości państw taki rezultat na dwa tygodnie przed wyborami oznacza już jasnego zwycięzcę. Musimy jednak pamiętać, że na Węgrzech nadal jest bardzo wysoki wskaźnik niezdecydowanych wyborców oraz specyficzna ordynacja wyborcza premiująca duże ugrupowania. W rezultacie wynik wcale nie jest jeszcze przesądzony.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

7R pozyskało 52 mln zł z emisji obligacji serii D

0

7R z sukcesem przeprowadziło emisję obligacji serii D o łącznej wartości 52 mln zł. Obligacje zostały wyemitowane na okres 3 lat, a ich oprocentowanie zostało ustalone na poziomie WIBOR 6M + 4,25%. W emisji uczestniczyli inwestorzy instytucjonalni oraz wybrani inwestorzy prywatni.

Pozyskane środki zostaną przeznaczone na dalszy rozwój portfela magazynowego 7R.

Warunki emisji potwierdzają rosnące zaufanie rynku kapitałowego do 7R oraz konsekwentną poprawę postrzegania ryzyka kredytowego spółki. Marża w ramach serii D wyniosła 4,25%, wobec 4,80% w poprzednich emisjach w PLN, a także znacznie poniżej 5,5% z emisji denominowanej w EUR. Spadek kosztu finansowania oznacza dla 7R większą efektywność pozyskiwania kapitału i tworzy dodatkową przestrzeń do dalszego zwiększania skali działalności.

Pozyskanie finansowania na coraz lepszych warunkach jest bezpośrednim efektem konsekwentnej realizacji naszej strategii finansowej oraz poprawy profilu kredytowego Grupy 7R. Spadek kosztu długu zwiększa efektywność alokacji kapitału i daje nam większą elastyczność w dalszym skalowaniu działalności. Emisja obligacji serii D wzmacnia strukturę finansowania 7R i wspiera długoterminowy rozwój portfela magazynowego w Polsce, Czechach oraz Niemczech, gdzie planujemy zbudowanie portfela bilansowego w wysokości 800 tys. mkw. w ciągu najbliższych kilku lat – skomentował Tomasz Mika, Członek Zarządu i CFO w 7R.

Uplasowanie obligacji zbiega się również z pozytywnymi informacjami rynkowymi o popycie na powierzchnie magazynowe, który w ubiegłym roku wyniósł 6,8 mln mkw., co stanowi drugi w historii wynik, ustępujący swoim rozmiarem jedynie rekordowemu rezultatowi z 2021 roku. Malejący wakat istniejącej powierzchni powoduje rosnące zainteresowanie nowymi projektami, zarówno na głównych rynkach, jak i w lokalizacjach wschodzących.

Dziękujemy inwestorom za zaufanie okazane 7R w wymagającym i zmiennym otoczeniu rynkowym. Sukces emisji oraz istotne obniżenie marży potwierdzają rosnące zainteresowanie inwestorów naszym profilem kredytowym oraz jakością aktywów. To wyraźny sygnał, że rynek kapitałowy pozytywnie ocenia stabilność finansową 7R i długoterminowy potencjał naszego biznesu – powiedział Piotr Pikiewicz, Head of Debt & Treasury w 7R.

Sejm uchwalił ustawę o zarządzaniu danymi. UODO z nowymi kompetencjami

0

27 marca 2026 roku Sejm przyjął ustawę o zarządzaniu danymi, po wcześniejszym rozpatrzeniu poprawek wniesionych przez Senat. Nowe przepisy mają umożliwić pełne stosowanie w Polsce unijnego Aktu w sprawie zarządzania danymi, znanego jako DGA. Ustawa zacznie obowiązywać po upływie trzech miesięcy od dnia ogłoszenia, które nastąpi po podpisaniu jej przez Prezydenta RP.

Przyjęte regulacje wyznaczają ważną rolę Prezesowi Urzędu Ochrony Danych Osobowych. To właśnie ten organ będzie odpowiadał za kwestie związane z pośrednictwem danych, rejestracją organizacji altruizmu danych, a także za kompetencje dotyczące przekazywania danych nieosobowych do państw trzecich. Oznacza to, że UODO zyska nowe zadania wykraczające poza dotychczasową ochronę danych osobowych i stanie się jednym z kluczowych uczestników systemu nadzoru nad obiegiem danych w Polsce.

Unijny Akt w sprawie zarządzania danymi ma służyć budowie bardziej przejrzystych i bezpiecznych zasad korzystania z danych w gospodarce i administracji. Jednym z najważniejszych założeń jest uregulowanie ponownego wykorzystywania określonych kategorii danych znajdujących się w posiadaniu podmiotów sektora publicznego. Chodzi o informacje, które mimo że pozostają w zasobach publicznych, podlegają ochronie praw osób trzecich i dlatego wymagają szczególnych zasad udostępniania.

Nowe przepisy wprowadzają również ramy prawne dla działalności dostawców usług pośrednictwa danych. Celem tego rozwiązania jest zwiększenie zaufania między tymi, którzy dane udostępniają, a tymi, którzy chcą z nich korzystać. W praktyce ma to ułatwić rozwój rynku usług opartych na danych, przy jednoczesnym zapewnieniu większej przejrzystości i bezpieczeństwa całego procesu.

Istotnym elementem nowych regulacji jest także promowanie tzw. altruizmu danych. Mechanizm ten ma zachęcać do dobrowolnego udostępniania danych w interesie publicznym, na przykład na potrzeby badań naukowych, ochrony zdrowia czy realizacji innych celów społecznych. Ustawodawca zakłada, że dzięki jasnym zasadom i odpowiedniemu nadzorowi wzrośnie gotowość do dzielenia się danymi tam, gdzie może to przynieść korzyści całemu społeczeństwu.

DGA przewiduje ponadto funkcjonowanie Europejskiej Rady ds. Innowacji w zakresie Danych. Jej zadaniem będzie wspieranie spójnego stosowania przepisów w państwach członkowskich oraz wymiana dobrych praktyk pomiędzy krajami Unii Europejskiej. Ma to pomóc w tworzeniu jednolitego podejścia do zarządzania danymi i ograniczyć ryzyko rozbieżności interpretacyjnych między poszczególnymi państwami.

Uchwalenie ustawy o zarządzaniu danymi to kolejny krok w dostosowywaniu polskiego porządku prawnego do unijnych regulacji dotyczących gospodarki cyfrowej. Nowe przepisy mają nie tylko uporządkować zasady przepływu danych, lecz także zwiększyć zaufanie do ich wykorzystywania przez administrację, biznes i organizacje działające w interesie publicznym. W dłuższej perspektywie ustawa może mieć duże znaczenie dla rozwoju usług cyfrowych, innowacji oraz współpracy opartej na bezpiecznym udostępnianiu informacji.

Ożywienie na rynku nieruchomości w lutym. Mieszkania sprzedają się szybciej

Luty 2026 r. przyniósł wyraźne ożywienie na rynku mieszkaniowym: skrócił się czas sprzedaży, wzrosła liczba udzielanych kredytów, a popyt ponownie nabrał dynamiki. Jednocześnie oferta mieszkań nadal się kurczy, a ceny – choć stabilne w ujęciu miesięcznym – utrzymują się na relatywnie wysokim poziomie. W tle tych zmian pojawia się jednak istotna zmiana makroekonomiczna: zakończenie cyklu obniżek stóp procentowych i rosnąca niepewność co do ich przyszłego kierunku. Zestawienie najważniejszych wydarzeń w lutym br. przygotowali eksperci SonarHome.pl.

Luty nie przyniósł gwałtownych zmian cen ofertowych w największych miastach. W większości z nich stawki pozostały na poziomie zbliżonym do stycznia, co wskazuje na chwilową stabilizację rynku. Wyjątkiem okazał się Poznań, gdzie ceny wzrosły o blisko 2% miesiąc do miesiąca. W ujęciu rocznym wzrosty są nadal widoczne, choć umiarkowane – najmocniej wyróżniają się Gdańsk (+6%) oraz Poznań (+4%) – wynika z analizy SonarHome.pl, platformy umożliwiającej wycenę mieszkania i znalezienie agenta.

Jednocześnie wyraźnie kurczy się liczba dostępnych ofert. Trend spadkowy rozpoczął się już w drugiej połowie 2025 roku i na początku 2026 roku przeszedł w fazę stabilizacji – liczba ogłoszeń przestała gwałtownie maleć, ale pozostaje wyraźnie niższa niż wcześniej. Największe spadki podaży odnotowano we Wrocławiu i Krakowie (po ok. -15% rok do roku) oraz w Poznaniu (-10%). W Warszawie i Łodzi zmniejszenie oferty było łagodniejsze.

Rynek wszedł w fazę ograniczonej podaży, która przy odbudowującym się popycie może w kolejnych miesiącach wywierać presję na wzrost cen, nawet jeśli dziś jeszcze tego wyraźnie nie widać. Na tym tle wyróżnia się Gdańsk, gdzie liczba ofert niemal się nie zmieniła, a ceny mimo to rosną, co może świadczyć o silnym popycie wynikającym z poprawy zdolności kredytowej kupujących – mówi Anton Bubiel, ekspert rynku mieszkaniowego SonarHome.

Kredyty wpływają na szybszą sprzedaż mieszkań

Luty – po słabszym styczniu – przyniósł wyraźne odbicie aktywności rynkowej. Czas potrzebny na sprzedaż mieszkań skrócił się we wszystkich największych miastach, co potwierdza powrót do typowego dla rynku tempa po sezonowym spowolnieniu. Średni czas sprzedaży w sześciu największych miastach wynosi obecnie 108 dni. Najdłużej na kupca czekają sprzedający w Krakowie i Wrocławiu (ok. 111 dni), a najszybciej transakcje realizowane są w Poznaniu (ok. 103 dni).

Styczniowe wydłużenie czasu sprzedaży było efektem sezonowości. Luty potwierdził, że fundamenty popytu pozostają mocne, a kupujący wracają na rynek szybciej, niż można było się spodziewać – zauważa Anton Bubiel.

Silnym impulsem dla rynku pozostaje kredyt hipoteczny. Liczba udzielonych kredytów wzrosła o ponad 54% rok do roku, a także o 8,5% względem stycznia. Równocześnie liczba osób wnioskujących o finansowanie sięgnęła 45 tys., co oznacza wzrost o blisko 23% miesiąc do miesiąca.

Koniec obniżek stóp procentowych i rosnąca niepewność

Ważnym kontekstem dla rynku mieszkaniowego są decyzje monetarne. Najnowsze sygnały z banku centralnego wskazują, że cykl obniżek stóp procentowych dobiegł końca, a polityka pieniężna przechodzi w fazę wyczekiwania.

Pojawiają się również głosy sugerujące możliwość podwyżek stóp w przyszłości, szczególnie w kontekście utrzymującej się inflacji i zwiększającej się liczby czynników ryzyka geopolitycznego, takich jak napięcia na Bliskim Wschodzie, które mogą wpłynąć na ceny energii i transportu. Dodatkową składową niepewności pozostają dyskusje o potencjalnych zmianach podatkowych – w tym o podatku katastralnym lub dodatkowym opodatkowaniu kolejnych nieruchomości.

Co to oznacza dla kupujących i inwestorów?

Obecna sytuacja rynkowa tworzy mieszany obraz. Z jednej strony rosnący popyt i ograniczona podaż mogą sprzyjać wzrostowi cen. Z drugiej – brak dalszych obniżek stóp procentowych ogranicza potencjał poprawy dostępności kredytów. Dla kredytobiorców oznacza to konieczność podejmowania decyzji w warunkach stabilnych, ale niekoniecznie korzystniejszych kosztów finansowania. W scenariuszu pogorszenia sytuacji makroekonomicznej raty kredytów mogą nawet wzrosnąć.

Konsumenci i inwestorzy stają się bardziej ostrożni, zarówno ze względu na koszt pieniądza, jak i niepewność regulacyjną. Najbliższe miesiące mogą sprzyjać sprzedającym – zwłaszcza jeśli ograniczona oferta spotka się z utrzymującym się wysokim popytem. Kluczowe będzie jednak to, czy zdolność kredytowa kupujących pozostanie na obecnym poziomie – podsumowuje rynkową sytuację Anton Bubiel.

Marcowy wzrost inflacji w Polsce słabszy od oczekiwań analityków

Wstępne marcowe odczyty inflacji CPI w Polsce wyniosły odpowiednio 1 proc. w ujęciu miesięcznym i 3 proc. w ujęciu rocznym. Te odczyty są wyraźnie wyższe od poprzednich (0,3 proc. m/m i 2,1 proc. r/r), ale równie wyraźnie niższe od prognoz (1,4 proc. m/m i 3,3 proc. r/r). To może oznaczać, że chociaż w wyniku konfliktu na Bliskim Wschodzie należy się spodziewać wyższej inflacji to jednak pierwsze szacunki były odrobinę przereagowane. Dopóki jednak konflikt się nie zakończy to należy się pogodzić z dużą niepewnością, a co za tym również większymi rozbieżnościami pomiędzy prognozami i właściwymi odczytami.

Rynek pracy wchodzi w fazę ostrożności. Firmy zamrażają rekrutacje, a pracownicy trzymają się etatów

Skutki geopolitycznej destabilizacji, z którą na bieżąco musi radzić sobie polska gospodarka, widać już na rynku pracy. Firmy coraz częściej zamrażają rekrutacje i ograniczają najmniej efektywne stanowiska, jednocześnie przyspieszając automatyzację procesów. W efekcie rośnie zjawisko „job huggingu”. Pozornie zwiększa to stabilność zespołów i zmniejsza rotację, ale nie przekłada się na produktywność, ani na prawdziwą lojalność. Co więc mogą zrobić pracodawcy? Wyniki badania Trenkwalder pokazują, jakie działania naprawdę wiążą pracownika z organizacją.

Zaburzenia geopolityczne, stagnacja na świecie i pełzająca inflacja sprawiły, że w oczekiwaniu na lepsze czasy, polskie firmy przeszły w tryb optymalizacji, próbując osiągnąć wzrost produktywności poprzez automatyzację i zamrożenie rekrutacji.  W lutym br. stopa bezrobocia po raz pierwszy od września 2021 wzrosła do poziomu 6,1 proc., a liczba ofert pracy zgłaszanych do urzędów pracy była o 40 proc. mniejsza niż w ubiegłym roku i wyniosła zaledwie 31,7 tys. To najniższy poziom od 15 lat. Z kolei według danych systemu rekrutacyjnego Element dla Grant Thornton na 50 największych portalach rekrutacyjnych opublikowano o 7 proc. mniej ogłoszeń o pracę niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

OD RYNKU PRACOWNIKA DO RYNKU OSTROŻNOŚCI

Spadek liczby ofert pracy i ostrożniejsze podejście firm do rekrutacji tworzą nową rzeczywistość, w której pracownicy coraz częściej porzucają myśl o zmianie zatrudnienia. Widoczne zaczyna być zjawisko tzw. „job huggingu”, czyli kurczowego trzymania się przez pracowników miejsca zatrudnienia, pomimo braku satysfakcji zawodowej. Wg. najnowszego „Barometru Polskiego Rynku Pracy”, aż 22 proc. Polaków  deklaruje, że nic nie jest w stanie nakłonić ich do zmiany obecnego miejsca zatrudnienia – nawet wyższe wynagrodzenie. Pracownicy wybierają strategię bezpieczeństwa, której nie należy mylić z lojalnością.
W raporcie Trenkwalder „Wyzwania pracodawców. Strategie budowanie lojalności pracowników”[1], przeprowadzonym wśród 500 pracodawców i 500 pracowników, zarówno pracodawcy (52,4 proc.), jak i pracownicy (69,4 proc.) wskazali, że wysoka jakość pracy i zaangażowanie w obowiązki zawodowe to dwa najważniejsze czynniki, które świadczą o prawdziwej lojalności pracownika. Realne zaangażowanie, inicjatywa czy gotowość do podejmowania dodatkowej odpowiedzialności pomogą więc odróżnić lojalnego pracownika od job huggersa.

POZORNA LOJALNOŚĆ PRACOWNIKÓW, REALNE PROBLEMY PRACODAWCÓW

Jak wynika z raportu Trenkwalder aż 44,6 proc. pracodawców postrzega obecnie swoich pracowników jako umiarkowanie lojalnych, czyli częściowo zdystansowanych i nie w pełni zaangażowanych w życie organizacji. W efekcie organizacje funkcjonują w warunkach pozornej stabilizacji – zespoły się nie zmieniają, ale ich efektywność i dynamika rozwoju mogą stopniowo słabnąć.

– Zjawisko „job huggingu” warto analizować nie jako przejaw stabilizacji, ale jako sygnał ostrzegawczy. To moment, w którym firmy powinny przyjrzeć się lojalności i zaangażowaniu pracowników i ocenić, czy jest autentyczne, czy to może tylko pozorna gra na przeczekanie. – podkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej, CEO agencji zatrudnienia Trenkwalder i Członek Zarządu Polskiego Forum HR.

SEKRETY BUDOWANIA LOJALNOŚCI – CZEGO OCZEKUJĄ PRACOWNICY?

W tej sytuacji kluczowe staje się pytanie, co w praktyce buduje prawdziwą lojalność pracowników – taką, która przekłada się na ich zaangażowanie i efektywność. Badanie Trenkwalder, pokazuje, że dla 53 proc. respondentów kluczową rolę odgrywa stabilne wynagrodzenie oraz bezpieczeństwo finansowe.

To oznacza, że strategie, pomysły i działania HR warto zderzać z piramidą potrzeb Maslowa, aby zrozumieć co zadziała, albo dlaczego nie działa. Według Abrahama Maslowa, amerykańskiego psychologa i autora teorii potrzeb, potrzeby wyższe aktywizują się dopiero wówczas, gdy niższe są już zaspokojone.

– W organizacjach oznacza to, że pracownik nie rozwinie się, ani nie będzie w pełni zaangażowany, jeśli nie ma poczucia bezpieczeństwa. W praktyce, jeżeli wynagrodzenie pracownika będzie nierynkowe, to benefity pozapłacowe, szkolenia czy warsztaty rozwojowe nie zwiążą go z organizacją, a mogą zadziałać wręcz odwrotniezaznacza Ewelina Glińska-Kołodziej. – Pracownik, który ma zapewnione stabilne warunki zatrudnienia i przewidywalność, czyli poczucie bezpieczeństwa, otrzymuje fundament, dzięki któremu może skupić swoją energię na rozwoju, a nie na obawach.dodaje Ewelina Glińska-Kołodziej.Działana pracodawcy zwiększanie lojalności

Blisko 47 proc. ankietowanych zwraca uwagę na zachowanie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym, a 38 proc. na elastyczny czas pracy. Tym samym pracownicy coraz wyraźniej mówią: chcemy pracować dobrze, ale nie kosztem siebie.

– To pokazuje głęboką zmianę paradygmatu. Dziś praca nie definiuje całego życia, lecz stanowi jego część – ważną, ale nie jedyną, równorzędną z innymi sferamimówi Ewelina Glińska-Kołodziej.

PRACOWNICY CHCĄ BENEFITÓW I DOCENIENIA ZAMIAST AWANSÓW

Według raportu Trenkwalder, 35 proc. ankietowanych zapytanych o działania pracodawców, które skutecznie zwiększają lojalność, wskazuje na kwestię różnorodności benefitów pozapłacowych, 34 proc. docenia programy zdrowotne i pakiety medyczne, a 32 proc. zwraca uwagę na kwestię szacunku dla doświadczenia i kompetencji pracowników.

Ciekawym wnioskiem jest relatywnie niskie znaczenie awansów czy programów rozwojowych w kontekście lojalności (27 proc. wskazań) – to sygnał, że wielu pracowników nasyciło się już tytułami. Nie chodzi więc o kolejne dodatki, lecz o prawdziwą troskę o dobrostan – równowagę, docenienie i kulturę współpracy.

Dla pracowników bardzo ważne są potrzeba przynależności, akceptacji, współpracy, otwarta komunikacja i poczucie, że jest się częścią zespołu. To właśnie wtedy zaczyna kiełkować autentyczna więź z firmą. Gdy w kolejnym kroku organizacja konsekwentnie wzmacnia potrzebę uznania poprzez szacunek i docenianie pracownika, daje mu poczucie wpływu na decyzje, możliwość rozwijania kompetencji i budowania autorytetu, pracownik zaczyna postrzegać ją jako miejsce, w którym może się rozwijaćprzekonuje Ewelina Glińska-Kołodziej, CEO agencji zatrudnienia Trenkwalder i Członek Zarządu Polskiego Forum HR.

POKOLENIA A SKUTECZNOŚĆ STRATEGII LOJALNOŚCIOWYCH

Badanie Trenkwalder pokazało, że pracownicy w dużym stopniu potwierdzają intuicje pracodawców. Dla „Zetek” najważniejsza jest elastyczność i work-life-balance, a dopiero na trzecim miejscu stabilne wynagrodzenie. Natomiast starsze pokolenia (Milenialsi, Pokolenie X i Baby Boomers) najwyżej cenią sobie stabilne wynagrodzenie i bezpieczeństwo finansowe, ale też szacunek dla swojego doświadczenia zawodowego i kompetencji.

Firmy, które potrafią to docenić, zyskują nie tylko lojalność, ale i ambasadorów marki pracodawcy. W obliczu starzejącego się społeczeństwa i malejącej liczby kandydatów na rynku pracy, ta umiejętność nabiera strategicznego znaczeniapodkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej.Działania pracodawcy ocena pracowników wg pokoleń

Według danych GUS, współczynnik przyrostu naturalnego w Polsce od stycznia do września 2025 roku wyniósł -4,3%, co potwierdza, że nadchodzi czas, w którym utrzymanie doświadczonych pracowników stanie się jednym z kluczowych wyzwań HR. Dlatego przyszłość lojalności nie będzie należała do tych, którzy oferują najwięcej benefitów, lecz do tych, którzy najlepiej rozumieją potrzeby swoich ludzi – niezależnie od wieku, doświadczenia i etapu życia zawodowego.

Jak zaznacza CEO agencji zatrudnienia Trenkwalder, najtrwalszą lojalność można zbudować na szczycie piramidy Maslowa, czyli tam, gdzie pojawia się kreatywność, poczucie sensu i samorealizacji. Jeśli pracownik widzi, że jego praca ma znaczenie, a cele firmy są spójne z jego wartościami, lojalność staje się naturalną konsekwencją, a nie wymuszoną strategią.

[1] „Wyzwania pracodawców. Strategie budowanie lojalności pracowników”, Trenkwalder, Listopad 2025. Badanie przeprowadzone we współpracy z pracownią badawczą Openfield wśród 500 pracowników i 500 pracodawców
z sektora prywatnego z różnych branż
.

Jen pod presją, dolar w ofensywie. Rynki boją się eskalacji i stagflacji

Główna para walutowa świata poniżej 1,15 – to jedna z wielu konsekwencji wzrostu niepewności na Bliskim Wschodzie. Protokół z posiedzenia BoJ sugeruje, że podwyżki stóp są nieuniknione, a pierwsze dane dotyczące konsumentów wskazują na znaczne pogorszenie nastrojów, zarówno w Europie, jak i w USA. 

Znów sygnał eskalacyjny

Na rynku FX rozpoczynamy kolejny tydzień wojny na Bliskim Wschodzie. Pozbawiona spójności narracja obu stron sprawia, że trudno oczekiwać szybkiego zakończenia konfliktu. Prezydent USA ogłosił 15-punktowy plan pokojowy, ale jednocześnie mówi też o przejęciu irańskiej ropy i zajęciu wyspy Chark. Początek tygodnia przebiega pod znakiem umocnienia dolara amerykańskiego, który w relacji do euro schodzi poniżej granicy 1,15. Do wojny dołączyli rebelianci z Huti, co jest czynnikiem eskalującym i zwiększa ryzyko zakłóceń w globalnych dostawach. Na indeksie dolarowym znów widzimy próbę wyjścia ponad poziom 100 pkt. Wartość indeksu była już w tym miejscu kilka razy, ale za każdym razem opór zadziałał. Kolejne godziny handlu pokażą, jak będzie tym razem.

Chwilowa ulga dla JPY?

Sporo dzieje się ostatnio na jenie japońskim, a także na giełdzie w Tokio. To kolejny dzień wyprzedaży, a Nikkei tylko dzisiaj stracił blisko 4%. Jen umocnił się dzisiaj o 0,5% do dolara amerykańskiego po „ostatecznym ostrzeżeniu” rządu, który stwierdził, że nie będzie dalej biernie patrzył, jak kapitał spekulacyjny osłabia jena. Kurs USD/JPY przebił w piątek wieczorem granicę „bólu” na poziomie 160. Jej przekroczenie ma zdaniem analityków  skłonić władze Kraju Kwitnącej Wiśni do interwencji na rynku walutowym. Deprecjacja waluty znacznie zwiększa koszt importu towarów, a przy tak wysokich cenach ropy naftowej może prowadzić do wyższej inflacji, a w konsekwencji do stagflacji. A tego władze w Japonii chcą za wszelką cenę uniknąć. Dzisiaj jenowi pomaga też opublikowany protokół z ostatniego posiedzenia BoJ, który wskazuje, że kilku członków z dziewięcioosobowego gremium opowiada się za przyśpieszonym tempem zacieśniania monetarnego. Sytuacja na Bliskim Wschodzie powinna sugerować nawet wyższą skalę podwyżki stóp, co rynki odczytały jako coś więcej niż 25 pkt bazowych. Japonia niemal całą ropę i gaz importuje, a większość właśnie przez Cieśninę Ormuz. Dalsza jej blokada i wzrost cen surowców może uderzyć bezpośrednio w gospodarkę. Istotne jest więc pytanie, czy BoJ już 28 kwietnia zdecyduje się na podwyżkę stóp.

Fatalne nastroje konsumentów

Przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie musiał w końcu przełożyć się na pogorszenie nastrojów wśród konsumentów. Opublikowany dzisiaj raport Komisji Europejskiej pokazał, że w marcu zaufanie konsumentów spadło do poziomów niewidzianych od 2023 r. To bez wątpienia efekt szoku energetycznego, który ma aktualnie miejsce. Nie może więc dziwić największy niepokój, który widać w raporcie. W przypadku  oczekiwań inflacyjnych nastąpił wzrost z 17,2 do aż 43,4 pkt. Nie inaczej jest w USA. Piątkowy raport Uniwersytetu Michigan pokazał znaczne pogorszenie nastrojów gospodarstw domowych i wzrost oczekiwań inflacyjnych. Dla EBC i Fed takie dane są bardzo niepokojące, gdyż załamanie konsumpcji (w USA to blisko 70% PKB) może wpłynąć na pogorszenie wzrostu gospodarczego. Te dane można traktować jako prognostyk co do  kolejnych napływających odczytów. Tym bardziej, że cena ropy WTI znów przekracza dzisiaj poziom 100 USD za baryłkę, co dość szybko będzie miało odzwierciedlenie na stacjach benzynowych.

Wojna w Iranie bez przełomu. Kurs dolara i ceny energii nadal rosną

Rozpoczyna się drugi miesiąc wojny w Iranie. Wciąż nie widać realnych perspektyw zawieszenia ognia ani otwarcia cieśniny Ormuz.

Kluczowe punkty:

  • PLN znów pod presją w obliczu konfliktu na Bliskim Wschodzie.
  • Na początku drugiego miesiąca wojny w Iranie USD radzi sobie dobrze.
  • Ceny energii rosną, mimo że Trump szuka drogi wyjścia.
  • Zgodnie z danymi PMI obawy związane z wojną oddziałują już na aktywność biznesową.
  • Komunikaty EBC budzą wątpliwości co do podwyżki stóp procentowych w kwietniu.
  • Rentowności 10-letnich obligacji w Wlk. Brytanii są najwyższe od 2008 r.
  • W piątek poznamy raport NFP z USA.

Perspektywa przedłużającego się konfliktu, którego wynik nie jest pewny, sprawiła, że akcje, obligacje i niemal wszystkie waluty z wyjątkiem dolara amerykańskiego odnotowały spadki. Wyprzedaż przyspieszyła przed zamknięciem handlu w piątek i dalej trwała w poniedziałek podczas wczesnego handlu w Azji. Ceny surowców energetycznych kierują się w górę, a wraz z nimi rosną ceny innych surowców – to jedyna ważna klasa aktywów, która zyskuje na sytuacji. Dane makroekonomiczne z całego świata zaczynają odzwierciedlać konsekwencje wojny, czyli wyższą inflację i słabszy wzrost gospodarczy.

Największy wpływ na rynki mają oczywiście wciąż nagłówki dotyczące wojny w Iranie. Podobnie jak podczas chaosu po „dniu wyzwolenia”, nieprzewidywalne oświadczenia Trumpa mają coraz mniejszy wpływ na codzienne wahania cen aktywów. Choć przewidzenie dalszego przebiegu wojny jest właściwie niemożliwe, poznamy w tym tygodniu kluczowe odczyty makroekonomiczne, które powinny pokazać, jak wpływa ona na największe gospodarki. Najważniejsze spośród nich to amerykańskie dane z rynku pracy w marcu, których zwieńczeniem będzie raport NFP (non-farm payrolls) w piątek (03.04) i wskaźnik ISM PMI dla przemysłu w środę (01.04) oraz wstępny odczyt inflacji HICP w marcu w strefie euro we wtorek (31.03).

PLN

Złoty ponownie radzi sobie gorzej, a kurs EUR/PLN zbliża się do poziomu 4,30. Krajowe odczyty ekonomiczne były niespecjalnie dobre. Sprzedaż detaliczna pogłębiła spadek z początku roku – oczekiwany był łagodniejszy. Stopa bezrobocia wzrosła zaś do 6,1%, jak szacowało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Pewne rozluźnienie na rynku pracy jest widoczne, potrzebujemy jednak więcej danych, by przekonać się, na ile jest ono przejściowe. W tym tygodniu poznamy wstępny odczyt inflacji w marcu (wtorek 31.03), który będzie uwzględniać początkowy wpływ wojny na Bliskim Wschodzie. Oczekuje się jej silnego wzrostu z 2,1% w lutym do ponad 3%. W kwietniu, w obliczu rządowych działań osłonowych, powinna ponownie zbliżyć się do 2%.

Krajowe informacje mają jednak niewielki wpływ na walutę, a kurs EUR/PLN zależy praktycznie całkowicie od nagłówków dotyczących Bliskiego Wschodu.

EUR

W ubiegłym tygodniu euro osłabiło się przez coraz gorsze nagłówki dotyczące wojny w Iranie, niemniej utrzymuje się wciąż w przedziale, który obserwujemy od początku lata. Wskaźniki PMI znacznie spadły, lecz – podobnie jak w Wielkiej Brytanii – pozostają spójne z powolnym wzrostem, nawet po tym, jak kadra zarządzająca zaczęła uświadamiać sobie konsekwencje wojny w Iranie. Sektor przemysłowy ponownie pozornie wydaje się odporny, sądzimy jednak, że jego siła będzie krótkotrwała. Wydaje się ona raczej efektem wyścigu firm o zgromadzenie zapasów przed oczekiwanym wzrostem cen niż wynikiem rzeczywistej ekspansji napędzanej popytem.

Komunikaty Europejskiego Banku Centralnego sugerują, że nie będzie on wahał się przed podwyżkami stóp procentowych w odpowiedzi na wzrost presji inflacyjnej spowodowany skokiem cen surowców energetycznych, co prawdopodobnie pomaga wspólnej walucie odbić się z ostatnich minimów. Niemniej ostatnie wypowiedzi członków Rady Prezesów nie potwierdziły wprost ruchu w górę w kwietniu i zarówno termin, jak i skala zacieśniania polityki monetarnej pozostają otwartą kwestią. Biorąc pod uwagę jastrzębi przechył w EBC, wstępny odczyt inflacji we wtorek (31.03) może być najważniejszym od wielu miesięcy.

USD

Dzięki rewolucji łupkowej, która zakończyła zależność USA od importu surowców energetycznych i uczyniła z nich eksportera netto, Stany Zjednoczone nie są narażone na najpoważniejsze konsekwencje skoku cen surowców energetycznych. Znajduje to odzwierciedlenie w umocnieniu się dolara względem pozostałych walut G10. Spodziewamy się dalszych jego wzrostów tak długo, jak długo wojna będzie trwała bez perspektyw na jej zakończenie. Pewną pociechą może być fakt, że Donald Trump przynajmniej wydaje się dążyć do relatywnie szybkiego wycofania się z wojny. Przekonamy się, czy będzie w stanie przeprowadzić kontrolowaną deeskalację w taki sposób, by mógł ją przedstawić jako swoje zwycięstwo.

Dolarowi ciąży obecnie przede wszystkim relatywna gołębiość Rezerwy Federalnej, która wydaje się mniej chętna niż inne banki centralne G10, by na skok cen energii zareagować podwyżkami stóp procentowych. Zamiast przygotowywać się na wyższe stopy w USA, rynki futures spodziewają się obecnie zaledwie ich utrzymania na obecnym poziomie do końca roku. Perspektywy te wystawią na próbę w tym tygodniu dane z rynku pracy (piątek 03.04). Oczekuje się, że wojna w Iranie wpłynie na nie w stosunkowo niewielkim stopniu, co mogłoby skłonić większą liczbę członków FOMC do poparcia wyższych stóp procentowych.

GBP

Funt, który w ubiegłym tygodniu osłabił się względem dolara i euro, zaczyna odczuwać pełny wpływ wojny w Iranie. Jak dotąd jedynym istotnym odczytem, który odzwierciedla wpływ wojny na brytyjską gospodarkę, były ubiegłotygodniowe wstępne wskaźniki PMI. Zbiorczy był niższy niż w lutym, daleko mu jednak było do katastrofalnego poziomu – zgodnie z nim gospodarka wciąż rośnie, choć powoli. Sektor przemysłowy doświadczył zaskakującego odbicia, niemniej było to spowodowane po części gromadzeniem zasobów i zakłóceniami podaży, które sztucznie podniosły wskaźnik.

Jednocześnie gwałtowna wyprzedaż obligacji skarbowych na całym świecie była na brytyjskim rynku szczególnie silnie odczuwana – rentowności benchmarkowych obligacji 10-letnich wzrosły w ubiegłym tygodniu do najwyższego poziomu od 2008 r. Obawy dotyczące inflacji w Wielkiej Brytanii są w pełni uzasadnione. Bank Anglii szacuje obecnie, że ze względu na wzrost kosztów energii inflacja konsumencka osiągnie w dalszej części roku szczyt na poziomie ok. 3,5–4%. Wykluczy to z pewnością dalsze obniżki stóp procentowych, biorąc pod uwagę osłabienie rynku pracy, nie jesteśmy jednak przekonani, że poskutkuje agresywnym zacieśnianiem polityki monetarnej. Wyceniane przez rynki trzy podwyżki w 2026 r. wydają się nam przesadne.

Rosną zasoby instytucjonalnego najmu mieszkań. Ożywienie także w prywatnych akademikach

Sektor instytucjonalnego najmu mieszkaniowego (PRS) w Polsce rozbudowuje się dynamicznie. W 2025 r. na rynek wprowadzono 5821 lokali, co było rekordowym wynikiem – wskazuje raport CBRE „2026 Poland Real Estate Market Outlook”. W 2026 r. możliwy jest porównywalny wynik. Równolegle z rozwojem rynku PRS rośnie sektor prywatnych akademików. W 2025 r. w takich obiektach przybyło trzy razy więcej miejsc niż rok wcześniej. Zdaniem ekspertów CBRE, w bieżącym roku ten wynik może zostać powtórzony.

W minionych 5 latach w sektorze PRS uruchomiono najem blisko 24,7 tys. mieszkań, czyli 87 proc. całej dostępnej obecnie na rynku podaży. W samym 2025 r. na rynek wprowadzono 5821 lokali, a więc rekordową liczbę, choć rezultat poprzedniego roku poprawiony został jedynie o około 100 mieszkań.

Choć teoretycznie sektor PRS i mieszkań na sprzedaż konkurują o podobne grunty, obserwujemy przesuwanie się sektora PRS coraz bardziej w kierunku budynków długoterminowego zakwaterowania realizowanych na gruntach usługowych. Dzięki temu zwiększa się katalog gruntów, na których deweloperzy mogą realizować projekty przeznaczone na długoterminowy najem oraz poszerza się przestrzeń do współpracy z inwestorami instytucjonalnymi. Wielu deweloperów jest otwartych na współpracę z inwestorami instytucjonalnymi na rynku najmu lub na budowę własnej platformy z mieszkaniami na wynajem. Te plany stopniowo mogą się realizować ze względu na umiarkowane wyniki sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym – mówi Agnieszka Mikulska, ekspertka rynku mieszkaniowego w CBRE.

Na koniec minionego roku liczba lokali w instytucjonalnym najmie w największych miastach w Polsce przekraczała łącznie 28,5 tys. Obiekty PRS cieszą się dużym i stabilnym popytem ze strony najemców. Poziom pustostanów na rynku sięga przeciętnie 3,5 proc.

Rozwojowi sektora sprzyja zmniejszony popyt na mieszkania na sprzedaż, zwłaszcza w porównaniu do okresu obowiązywania Bezpiecznego Kredytu 2% czy wcześniejszych niskich stóp procentowych. Skutkuje to ograniczeniem liczby nowych mieszkań na wynajem wprowadzanych na rynek przez osoby prywatne. Z drugiej strony zwiększa liczbę gospodarstw domowych, które korzystają z rynku najmu, nie mogąc sobie pozwolić na zakup mieszkania.

Oferta dla studentów rośnie w siłę

Wraz z rozwojem rynku PRS rośnie pula lokali kierowanych przede wszystkim do studentów, czyli sektor prywatnych akademików. W 2025 r. uruchomiono najem rekordowej, trzykrotnie wyższej niż w poprzednim roku, liczby ponad 3800 miejsc w 12 prywatnych domach studenckich. Aktualne plany inwestorów wskazują, że w 2026 r. ten wynik się powtórzy.

– Dla sytuacji na rynku mieszkaniowym istotne będą zmiany demograficzne i społeczne. Na mapie Polski pojawią się miejsca, które na skutek procesów demograficznych będą się wyludniać, tworząc nowe wyzwania dla rynku mieszkaniowego. Natomiast w największych aglomeracjach popyt mieszkaniowy pozostanie duży – dodaje Agnieszka Mikulska, CBRE.

Kurs dolara rośnie wraz z napięciem wokół Cieśniny Ormuz

Zapowiadany przełom na wojnie nie nadszedł. Walki nadal trwają, atakowane są cele w państwach niebędących bezpośrednio zaangażowanych, a Cieśnina Ormuz pozostaje wciąż niemal zablokowana. Dolar i ropa zyskują. Inflacja na razie nie taka straszna.

Kolejny weekend bez przełomu

Zapowiadane szybkie zakończenie wojny w zatoce i udrożnienie Cieśniny Ormuz wciąż nie nastąpiło. Przed weekendem widzieliśmy typową reakcję rynkową przygotowującą się na wzrost ryzyk: w górę szła ropa naftowa i dolar amerykański. Dzisiaj nad ranem ropa dalej drożeje, głównie dlatego, że Cieśnina Ormuz w dalszym ciągu jest realnie nieżeglowna. Owszem, teoretycznie widać pojedyncze przepływające statki z państw przyjaznych Iranowi, ale nie jest to skala, która powodowałaby jakąkolwiek stabilizację. W rezultacie ropa naftowa wróciła do poziomu 109 USD za baryłkę, czyli w okolice sprzed wpisu prezydenta USA o zawieszeniu broni i postępach w rozmowach pokojowych. Wygląda na to, że te postępy są na razie wolniejsze, niż pierwotnie zakładano.

Dolar znów poniżej 1,15

Gdy trwoga, to do dolara. Podobnie jest teraz na rynku. Jeszcze po zeszłotygodniowych doniesieniach o rozmowach pokojowych oglądaliśmy dolara po 3,66 zł. Dziś to już 3,73 zł. Ruch ten składa się zarówno ze zmian globalnych, jak i lokalnych. Kurs euro wobec dolara wyraźnie spadł wraz z gasnącym optymizmem: na głównej parze walutowej przeszliśmy z poziomu 1,16 USD za EUR do 1,15. Do tego nasza rodzima waluta – polski złoty – również był w odwrocie. Często tak bywa, że wraz z odpływem pieniędzy za ocean, są one zasysane nie tylko ze strefy euro, ale również z państw naszego regionu. Trzeba również pamiętać, że waluty państw rozwijających się nie lubią się z niepokojem na rynku, a tym właśnie jest obecna Wojna w Zatoce Perskiej.

Dobre dane z Hiszpanii

W piątek Hiszpania pokazała dane na temat inflacji. To oczywiście wstępne odczyty, bo marzec się jeszcze nie skończył. Hiszpania z jakiegoś powodu jest pierwszym z dużych państw, które pokazują szacunki dotyczące zmian cen. Warto zwrócić uwagę na to, że oczekiwano wzrostu inflacji w skali roku do 3,7% z 2,3% w lutym. Finalnie wstępny wynik wyniósł 3,3%. Z jednej strony wzrost o 1% w skali miesiąca to poważny problem. Z drugiej – wszyscy widzimy, co dzieje się na rynkach w związku z wojną w Zatoce Perskiej. Fakt, że znaleźliśmy się o 0,4% poniżej oczekiwań analityków, sugeruje, że nie jest aż tak źle, jak sądzono. Wybuch inflacji jest powodem, przez który wiele banków centralnych zapowiada możliwe podwyżki stóp procentowych. Jeżeli inflacja nie będzie rosła aż tak szybko, może uda się ich uniknąć. To byłoby korzystne dla portfeli kredytobiorców, których – poza wysokimi paragonami – mogłyby dodatkowo obciążyć wyższe raty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – wstępny odczyt inflacji.

Należy też pamiętać, że w weekend zmieniliśmy czas na letni i wróciliśmy do standardowej różnicy stref czasowych względem USA.

Święta pod kontrolą budżetów. Polacy w tym roku wydają ostrożnie, ale bez większych cięć

0

Jak wynika z najnowszego raportu rynkowego, 38,1% Polaków planuje utrzymać swój świąteczny budżet na zeszłorocznym poziomie. Chodzi o ilość pieniędzy przeznaczanych na zakup żywności na Wielkanoc, w tym napojów bezalkoholowych. 34,7% rodaków zapowiada podniesienie zakresu wydatków. Natomiast 17,5% konsumentów stwierdza, że ich budżet będzie niższy niż rok temu. Z kolei 7,2% osób nie potrafi się określić w tej kwestii. Tylko 2,5% badanych nic nie wyda na ww. cel, bo np. nie obchodzi świąt lub wyjeżdża w tym czasie. Autorzy raportu twierdzą, że Polacy w tym roku są raczej ostrożni, ale nie przeżywają kryzysu. Do tego po wynikach widać, że obecnie raczej funkcjonują w warunkach umiarkowanej stabilizacji z elementami lekkiej presji kosztowej.

Z raportu UCE RESEARCH i Shopfully Poland pt. „Polacy na świątecznych zakupach. Wielkanoc 2026” wiemy, jak konsumenci oceniają swój tegoroczny budżet na zakup żywności (w tym napojów bezalkoholowych) na Wielkanoc w odniesieniu do zeszłorocznego. 38,1% respondentów zapewnia, że będzie on taki sam jak poprzednio. Jak stwierdza Robert Biegaj, współautor raportu, taka deklaracja świadczy o próbie utrzymania gospodarstwa domowego na dotychczasowym poziomie wydatków.

– To można interpretować jako sygnał względnej stabilizacji zachowań konsumenckich. Wielu rodaków przyzwyczaiło się do określonego poziomu wydatków na świąteczne zakupy i stara się utrzymać podobny budżet, dostosowując do niego listę produktów lub korzystając z promocji. W tej grupie mogą być także osoby, które rok temu nie ograniczały wydatków na święta i chcą utrzymać podobny standard wielkanocnego stołu – komentuje ekspert.

Z kolei 34,7% Polaków zapowiada, że ich tegoroczny budżet będzie wyższy niż poprzedni (6,9% – znacznie wyższy, 27,8% – wyższy). Robert Biegaj uważa, że takie podejście może wynikać z kilku czynników. Po pierwsze, część konsumentów zakłada, że ceny produktów spożywczych przed świętami mogą być wyższe niż rok temu. Dlatego z góry planuje większe wydatki. Po drugie, w wielu przypadkach może to oznaczać chęć podniesienia nieco standardu świąt, np. kupienia większej liczby produktów lub lepszej jakości artykułów, choć niekoniecznie w bardzo dużej skali. To potwierdza fakt, że większość osób z tej grupy mówi raczej o nieznacznie wyższym budżecie.

– Nie można też wykluczyć wpływu indywidualnej poprawy sytuacji finansowej części gospodarstw domowych, np. dzięki podwyżkom wynagrodzeń czy premiom. To pokazuje, że sytuacja materialna części Polaków mogła w ostatnim roku nieco się poprawić, co pozwala im podejść do świątecznych wydatków z większą swobodą – mówi ekspert z Shopfully Poland.

Natomiast 17,5% uczestników sondażu stwierdza, że ich budżet będzie niższy (13,1% – niższy, 4,4% – znacznie niższy). – To grupa ostrożniejszych finansowo konsumentów. W części przypadków może to wynikać z konieczności ograniczenia wydatków z powodu indywidualnej sytuacji finansowej, np. wyższych bieżących kosztów życia. Możliwe też, że część respondentów planuje podejść do zakupów bardziej rozsądnie niż w ub.r. Należy podkreślić, że niższy budżet wcale nie musi oznaczać rezygnacji ze świątecznych produktów, lecz raczej bardziej racjonalne planowanie zakupów, np. większe korzystanie z promocji, porównywanie cen czy ograniczenie liczby kupowanych artykułów – analizuje Robert Biegaj.

Z raportu wynika też, że 7,2% Polaków nie potrafi się określić. – Te osoby podejmą decyzję bliżej świąt. W ich przypadku wysokość wydatków zależeć może od aktualnych cen w sklepach, dostępnych promocji lub bieżącej sytuacji finansowej. Część respondentów może też po prostu nie mieć jeszcze sprecyzowanych planów zakupowych – zwraca uwagę współautor raportu.

2,5% rodaków nic nie wyda na ww. cel, bo np. nie obchodzi świąt lub wyjeżdża w tym czasie. Zdaniem eksperta, to relatywnie niewielka grupa. Najczęściej są to osoby, które nie celebrują Wielkanocy, spędzą ten czas poza domem, np. w innym kraju. Ewentualnie będą uczestniczyć w spotkaniach organizowanych przez innych członków rodziny. W skali całej populacji nie jest to zaskakujący wynik, ponieważ święta nie dla wszystkich wiążą się z organizacją własnych zakupów i przygotowań.

– Deklaracje uczestników tego sondażu należy traktować przede wszystkim jako informacje orientacyjne, barometr nastrojów, a nie precyzyjne porównanie kwotowe rok do roku. Dane wskazują raczej to, jak Polacy postrzegają swoje wydatki i plany zakupowe, niż ile faktycznie wyda każda rodzina. Porównywanie budżetów rdr. przez respondentów obarczone jest naturalnym ryzykiem niedokładności, bo większość osób nie prowadzi szczegółowych rejestrów wydatków świątecznych i często bazuje na pamięci lub odczuciach – przekonuje Robert Biegaj.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Raport pt. „Polacy na świątecznych zakupach. Wielkanoc 2026” powstał na kanwie specjalnego badania opinii publicznej. Badanie zostało przeprowadzone na początku marca 2026 roku metodą CAWI (Computer-Assisted Web Interview), polegającą na realizacji ankiet internetowych wspomaganych komputerowo. Badanie zostało zrealizowane przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH i Shopfully Poland na ogólnopolskiej próbie 1008 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat. Respondenci zostali dobrani w sposób kwotowo-losowy (tj. pod względem wieku, płci i regionu) z wykorzystaniem panelu badawczego, a udział w badaniu miał charakter anonimowy.

Nie hakerzy, lecz rutyna. To proste błędy otwierają drzwi do cyberataków

Najczęściej bagatelizowane zagrożenia są zarazem najbardziej powszechne: phishing, fałszywe wiadomości, prośby o pilny przelew, a także brak aktualizacji systemów. To właśnie te „proste” pomyłki stoją za około 70-85% udanych ataków, a według raportów CERT Polska i firm security (np. Check Point) ponad 80-90% incydentów zaczyna się od błędu popełnionego przez człowieka. Tradycyjne filtry i procedury przestają wystarczać, jeśli nie towarzyszy im świadome zachowanie użytkowników. Dlatego dziś kluczowym elementem cyberodporności nie są wyłącznie technologie, lecz kultura bezpieczeństwa, regularne szkolenia oraz budowanie nawyku zatrzymania się i weryfikacji – zwłaszcza wtedy, gdy pojawia się presja czasu lub emocji.

Tam, gdzie zawodzi rutyna, zaczynają się straty

Cyberbezpieczeństwo firm przegrywa dziś rzadziej z wyrafinowanym hakerem, a częściej z codzienną rutyną: kliknięciem w fałszywy link, podaniem hasła na spreparowanej stronie, otwarciem zainfekowanego załącznika czy presją czasu w dziale finansów. Ten czynnik pozostaje najtańszą i najskuteczniejszą drogą wejścia do organizacji. Jednocześnie sztuczna inteligencja wzmacnia cyberprzestępców – usuwa typowe „czerwone flagi”, przyspiesza personalizację ataków i umożliwia ich prowadzenie na masową skalę.

Jak zauważa Adam Kassenberg, kierownik specjalizacji Cybersecurity w Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych, w realnym świecie nie wygrywa najbardziej zaawansowana technologia, ale konsekwentne przestrzeganie podstawowych zasad.

 – To rutynowy phishing, podszywanie się pod przełożonego czy kontrahenta oraz brak aktualizacji oprogramowania odpowiadają za realne straty — mówi. – Te zagrożenia są na pierwszy rzut oka „nudne”, więc łatwo je zlekceważyć, aż do momentu, gdy firma staje przed zablokowanymi danymi lub przelewem kilkuset tysięcy złotych w ręce oszusta podkreśla ekspert.

Rośnie wykrywalność, ale spora część ataków pozostaje „niewidzialna”

Rośnie wykrywalność incydentów, ale wciąż spora część ataków pozostaje „niewidzialna”. – Skala zgłoszeń rośnie, jednak liczby pokazują jedynie to, co zostało zaraportowane. Tylko 10-20% poważniejszych incydentów trafia do CERT/CSIRT lub UODO – reszta pozostaje w „szarej strefie” z obawy przed konsekwencjami wizerunkowymi, presją kontrahentów albo po prostu nie mają procedur, by rozpoznać, który incydent wymaga formalnego zgłoszenia podkreśla Adam Kassenberg.

Z danych CERT Polska wynika, że w 2025 r. zarejestrowano 658 tys. zgłoszeń, a obsłużono/zarejestrowano ok. 261 tys. incydentów (wobec ok. 103 tys. w 2024 r.). Wzrost o ponad 150% wynika głównie z lepszych narzędzi wykrywania i większej świadomości, a niekoniecznie z lawinowego przyrostu liczby ataków.

– Wiele firm żyje w przekonaniu, że nic się nie stało, bo niczego nie zauważyły. Tymczasem brak wykrycia nie oznacza braku incydentu – zwraca uwagę Kassenberg. – Te liczby pokazują skalę problemu, ale nie pokazują pełnego obrazu. Widać głównie to, co zostało wykryte i zgłoszone.

W praktyce najtrudniejsze do zauważenia są małe wycieki danych oraz przypadki, w których firma nieświadomie pełni rolę „pomostu” w kolejnych cyberatakach. – W praktyce „niewidzialne” są szczególnie drobne wycieki i sytuacje, w których organizacja staje się punktem pośrednim do kolejnych ataków i, co gorsza, odkrywa to dopiero po czasie – dodaje ekspert. Tego typu zagrożenia pozostają ukryte, a ich skutki stają się widoczne dopiero po czasie – od naruszenia bezpieczeństwa partnerów, przez utratę zaufania klientów, aż po poważne konsekwencje finansowe i prawne.

W publicznej wyobraźni dominują spektakularne ataki APT (Advanced Persistent Threat), często sponsorowane przez państwa, jednak w praktyce codzienną presję na biznes wywierają masowe kampanie wyłudzeń i złośliwe załączniki trafiające regularnie do setek tysięcy polskich użytkowników i firm.  – Prawdziwe straty generuje rutynowy phishing, oszustwa takie jak podszywanie się pod szefa lub kontrahenta oraz brak aktualizacji oprogramowania – zauważa ekspert. – Te zagrożenia są „nudne”, więc łatwo je bagatelizować, aż do momentu, gdy firma stoi z zablokowanymi danymi lub przelewem kilkuset tysięcy złotych na konto oszusta.

Ekspert wymienia m.in. fałszywe wiadomości od znanych firm, dostawców benefitów czy nawet zgubione pendrive’y. To ważny wniosek dla zarządów: ryzyko nie zawsze rośnie wraz z technologicznym zaawansowaniem atakującego, często rośnie po prostu wraz z natężeniem i skalą prób. W końcu „ktoś w firmie kliknie w podesłany link”.

Łańcuch dostaw: jedno słabe ogniwo otwiera drzwi do dziesiątek firm

Drugim niedocenianym trendem są ataki na łańcuch dostaw (supply chain). W polskich firmach temat bywa traktowany jako problem wielkich korporacji, podczas gdy realnie dotyczy także średnich i mniejszych podmiotów korzystających z popularnych narzędzi i podwykonawców.

 – Jeden zhakowany podwykonawca może otworzyć drzwi do dziesiątek, a nawet setek firm jednocześnieostrzega Kassenberg. Zwraca także uwagę na to, że organizacje rzadko wymagają od dostawców audytów bezpieczeństwa, nie monitorują dostępu osób trzecich i nie analizują, skąd pochodzą biblioteki lub aktualizacje oprogramowania. Problem dotyczy nie tylko dostawców. Czasem mogą to być firmy serwisowe czy podmioty mające fizyczny dostęp do infrastruktury.

AI ułatwia cyberataki: perfekcyjny phishing, deepfake’i i złośliwe programy

Sztuczna inteligencja nie tworzy nowej kategorii ryzyka. Ona wzmacnia stare, znane techniki, czyniąc je tańszymi i skuteczniejszymi. – Na razie przewagę zyskują atakujący. AI ułatwia phishing, deepfake’i i automatyzację atakówmówi Adam Kassenberg, wskazując, że w krótkim czasie przestępcy szybciej zaadaptują AI do ofensywy niż organizacje przygotują się do obrony.

W praktyce sztuczna inteligencja otwiera nowe możliwości dla cyberprzestępców. Pozwala na tworzenie spersonalizowanego phishingu, wolnego od typowych błędów językowych i precyzyjnie dopasowanego do roli oraz kontekstu ofiary. Umożliwia masową produkcję deepfake’ów – zarówno głosowych, jak i wideo – co może prowadzić do oszustw sięgających setek tysięcy, a nawet milionów złotych. AI wspiera też automatyzację spear-phishingu wymierzonego w kadrę zarządzającą oraz przyspiesza tworzenie wariantów złośliwego oprogramowania, w tym polimorficznego malware, który łatwiej omija tradycyjne mechanizmy wykrywania.

W 2025 r. sztuczna inteligencja znacząco obniżyła próg wejścia do skutecznego phishingu i tworzenia deepfake’ów. Ataki, które kiedyś wymagały tygodni pracy, dziś można przygotować i skalować w ciągu godzin.

Dla biznesu oznacza to przede wszystkim obniżenie kosztów przygotowania ataku oraz skrócenie czasu jego realizacji. Tam, gdzie wcześniej oszust musiał „ręcznie” tworzyć wiadomości i narażał się na błędy, dziś kampanie mogą być prowadzone szybciej, efektywniej i znacznie taniej.

1%: ryzyko nie w liczbie prób, tylko w skutkach

Choć większość prób ataków jest skutecznie blokowana przez zabezpieczenia, ryzyko koncentruje się w tej niewielkiej części ataków, które przełamują ochronę, oraz w drobnych incydentach, które bywają ignorowane, aż eskalują. – Ten przysłowiowy „1%” może zatrzymać firmę na tygodnie. Ale drobne incydenty, jeśli są ignorowane, mogą prowadzić do eskalacji i poważniejszych naruszeń – podkreśla Adam Kassenberg, ostrzegając jednocześnie przed konkretnymi liczbami.

Według szacunków z lat 2024–2025 średni koszt incydentu dla polskiej firmy wynosił ok. 30–35 tys. zł, jednak w przypadku średnich i większych przedsiębiorstw realne straty (w tym przestoje, kary, utrata kontraktów, odszkodowania) często sięgały od 500 tys. do kilkunastu milionów złotych.

Ekspert zwraca uwagę, że często koszty pośrednie, takie jak utrata zaufania klientów czy przerwa w działalności, są znacznie wyższe niż sam okup czy naprawa systemów.

Kto jest najbardziej narażony?

Z perspektywy rynku nie wszystkie organizacje są atakowane „tak samo”. Najbardziej narażone sektory (2024–2025) to: produkcja i przemysł, usługi profesjonalne/BPO/IT/telekom, ochrona zdrowia, retail i e-commerce, sektor publiczny oraz infrastruktura krytyczna (dostawcy wody, energii elektrycznej i odbiorcy odpadów). W 2025 r. CERT odnotował wyraźny wzrost ransomware w sektorze produkcyjnym i energetycznym (np. incydent z 29 grudnia 2025 r. w farmach wiatrowych i elektrociepłowni).

Są też wyraźne różnice w profilu ryzyka. Małe firmy częściej padają ofiarą prostego phishingu i „commodity ransomware”, bo mają słabszą ochronę i rzadziej aktualizują systemy; częściej też nie raportują incydentów, więc statystyki są zaniżone. Natomiast duże firmy częściej padają ofiarą ukierunkowanych ataków, ransomware-as-a-service, kradzieży danych w celu szantażu oraz ataków przez łańcuch dostaw, ponieważ dysponują znacznie większą „powierzchnią” narażoną na zagrożenia.

To oznacza, że „jedna strategia dla wszystkich” nie działa oraz że średnie firmy mogą być paradoksalnie w najtrudniejszym położeniu: są już wystarczająco atrakcyjne dla ransomware, a nadal niedoinwestowane w procesy i ekspertów od cyberzagrożeń.

Dlaczego to temat dla zarządu, nie tylko dla IT

Adam Kassenberg zwraca uwagę, że największą barierą w firmach jest sposób myślenia o cyberbezpieczeństwie: bywa ono traktowane jako „problem działu IT”, a nie jako ryzyko strategiczne. – Statystyki w większości zarządów pozostają abstrakcyjnymi liczbami. Dopiero przełożenie ich na konkretne scenariusze biznesowe – przestój, straty, kary – robi różnicę — podkreśla.

Wśród decyzji zarządczych, które najczęściej prowadzą do poważnych incydentów, wymienia się m.in. cięcie budżetów na bezpieczeństwo „w imię optymalizacji”, brak wdrożenia MFA na wszystkich kontach, brak ćwiczeń reakcji na incydenty, nieegzekwowanie aktualizacji oraz brak audytu bezpieczeństwa dostawców. W tle pojawia się jeszcze jedno zjawisko, określane jako „malowanie trawy na zielono” – raportowanie bezpieczeństwa jako dobrego, ponieważ formalnie istnieją procedury, choć w praktyce nie funkcjonują one skutecznie.

W tym kontekście Adam Kassenberg podsumowuje jasno sedno problemu: – Cyberbezpieczeństwo nie jest tematem pobocznym ani jednorazowym zakupem – to element kultury organizacyjnej. W debacie publicznej najbardziej brakuje uczciwej rozmowy o kosztach ludzkich błędów oraz o tym, że najdroższą ochroną jest ta, której w ogóle nie trzeba uruchamiać – czyli prewencja przez kulturę bezpieczeństwa, regularne symulacje phishingowe i egzekwowanie podstawowych zasad (MFA, aktualizacje, weryfikacja przelewów pod presją).

98 proc. firm w EMEA planuje zwiększyć inwestycje w sztuczną inteligencję

Aż 98% firm w regionie EMEA planuje zwiększyć inwestycje w sztuczną inteligencję do końca 2026 roku, a niemal co piąta z nich zakłada wzrost nakładów o ponad połowę – wynika z badania Red Hat. Jednocześnie przedsiębiorstwa coraz wyraźniej porządkują swoje podejście do tej technologii. Dla 75% podmiotów priorytetem strategii AI na najbliższe 18 miesięcy jest wdrażanie rozwiązań w praktyce, zapewnienie transparentności działań oraz optymalizacja kosztów. Sztuczna inteligencja przestaje być obszarem pojedynczych eksperymentów, a staje się elementem długofalowego planowania i zarządzania.

Przekłada się to na sposób, w jaki firmy w Europie projektują swoje strategie AI z myślą o szerszym ekosystemie IT. Trzy na cztery podmioty wskazują konieczność dostosowania strategii chmurowej do potrzeb sztucznej inteligencji, a niemal ten sam odsetek uznaje kwestie suwerenności AI za jeden z głównych obszarów uwagi na najbliższe półtora roku. Dla 73% respondentów istotnym elementem strategii pozostaje również bezpieczeństwo. Potwierdza to potrzebę powiązania rozwoju AI z istniejącą architekturą chmurową oraz obszarami zarządzania ryzykiem i kontroli. W europejskim kontekście trend ten dodatkowo wzmacnia rosnące znaczenie unijnych regulacji, w tym AI Act, które wymuszają większą przejrzystość, kontrolę nad danymi oraz odpowiedzialne podejście do wdrażania sztucznej inteligencji.

Zderzenie strategii z realiami wdrożeń

Wraz ze wzrostem inwestycji w AI firmy coraz wyraźniej dostrzegają przeszkody związane z jej wdrażaniem. Badanie Red Hat wskazuje, że 30% przedsiębiorstw mierzy się z brakiem współpracy między zespołami zajmującymi się AI a działami IT, a 27% ma trudność z jednoznacznym określeniem wartości zwrotu z inwestycji w sztuczną inteligencję. Co czwarta badana firma zwraca ponadto uwagę na brak transparentności modeli sztucznej inteligencji. Wyniki te sugerują, że dla wielu firm wyzwaniem nie jest już samo uruchamianie inicjatyw AI, lecz ich uporządkowanie i nadanie im spójnych ram zarządczych.

Mimo wskazywanych barier firmy nie zwalniają tempa wdrożeń AI i koncentrują się na zwiększaniu skali jej wykorzystania. Trzy na cztery przedsiębiorstwa stawiają sobie za priorytet upowszechnienie korzystania ze sztucznej inteligencji wśród pracowników, a 74% podkreśla rosnące znaczenie agentowej AI, czyli rozwiązań automatyzujących bardziej złożone zadania. Wskazuje to na rosnącą rolę sztucznej inteligencji w codziennej pracy oraz stopniowe rozszerzanie zakresu jej zastosowań.

Co kraj to potencjał

W badaniu Red Hat wzięły udział firmy prowadzące działalność w dziewięciu krajach regionu EMEA. Ponad połowa z nich (57%) przyznaje, że ich państwo już jest globalnym ośrodkiem rozwoju sztucznej inteligencji, a kolejne 36% uważa, że może się nim stać w ciągu najbliższych trzech lat. Jednocześnie na poziomie poszczególnych rynków widać wyraźne różnice w tempie i dojrzałości tego procesu.

W Holandii aż 93% firm uważa, że ich kraj już dziś jest globalną potęgą AI, podobnie jak w Szwecji (77%) czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich (71%). W Niemczech i Hiszpanii dominuje bardziej ostrożne podejście – odpowiednio 53% i 70% przedsiębiorstw wskazuje, że ich państwo dopiero ma potencjał, aby osiągnąć taką pozycję w najbliższych latach. Na drugim biegunie znajdują się Włochy, gdzie tylko 36% firm uważa, że kraj już dziś jest liderem AI, a 24% nie wierzy, że stanie się nim w przewidywalnej przyszłości.

Mimo różnic w poziomie optymizmu firmy, które uważają, że ich kraj nie przewodzi jeszcze w obszarze sztucznej inteligencji, wskazują na bardzo podobne systemowe bariery rozwoju AI. W regionie EMEA najczęściej wymieniane przez respondentów są niedostateczne ramy polityczne i strategiczne na poziomie krajowym, na które zwraca uwagę 43% respondentów, a także ograniczenia związane z finansowaniem oraz dostępem do infrastruktury obliczeniowej (po 41%). Jednocześnie charakter tych wyzwań wyraźnie różni się między rynkami. W Holandii aż 57% firm zauważa niedostatki w obszarze polityki i strategii państwa na rzecz rozwoju sztucznej inteligencji, podczas gdy w Niemczech i Szwajcarii częściej podkreślany jest brak zaangażowania sektora prywatnego (47% i 48% respondentów). W Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Hiszpanii szczególnie wyraźnie wybrzmiewa problem dostępności odpowiedniej infrastruktury (odpowiednio 62% i 52%). Istotnym wyzwaniem pozostaje także luka kompetencyjna – w skali całego regionu 38% firm wskazuje na niedobory talentów jako jedną z barier wdrażania sztucznej inteligencji.

Z badania Red Hat wynika, że rozwój AI w regionie EMEA wchodzi w fazę porządkowania i integracji. Firmy z jednej strony planują znaczące zwiększenie inwestycji, z drugiej – równolegle koncentrują się na obszarach takich jak bezpieczeństwo, suwerenność, transparentność oraz integracja AI z architekturą chmurową. O powodzeniu tych działań zdecyduje nie tylko tempo wdrożeń, lecz przede wszystkim zdolność przedsiębiorstw do przejścia od zbioru rozproszonych narzędzi do spójnej strategii platformowej, która umożliwi zarządzanie sztuczną inteligencją w całej organizacji.

O badaniu: 

Badanie przeprowadzone przez firmę Censuswide objęło 909 menedżerów i dyrektorów IT (w tym osoby pełniące funkcje związane z infrastrukturą oraz infrastrukturą chmurową) oraz inżynierów AI (w tym inżynierów oprogramowania w obszarach AI/ML, inżynierów NLP i LLM oraz analityków danych) z firm zatrudniających ponad 500 pracowników w regionie EMEA (we Francji, Niemczech, Włoszech, Holandii, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Wielkiej Brytanii). Spośród tej grupy 100 respondentów pochodziło z Wielkiej Brytanii. Censuswide przestrzega zasad Market Research Society i zatrudnia badaczy będących członkami tej organizacji oraz postępuje zgodnie z kodeksem postępowania MRS i wytycznymi ESOMAR. Censuswide jest również członkiem British Polling Council.

Rynek PRS w Polsce rośnie mimo wyzwań. Inwestorzy stawiają na najem instytucjonalny

Instytucjonalny rynek mieszkań na wynajem staje się coraz ważniejszym elementem rynku mieszkaniowego, notując wzrosty podaży i przyciągając kapitał zarówno krajowy, jak i zagraniczny – takie wnioski płyną z raportu BNP Paribas Real Estate Poland „Instytucjonalny rynek mieszkań na wynajem (PRS)” za II połowę 2025 roku.

Dynamiczny rozwój PRS

Instytucjonalny rynek mieszkań na wynajem (PRS) w Polsce intensywnie się rozwija. W ostatnich latach zarówno podaż, jak i zainteresowanie inwestorów, krajowych i zagranicznych, systematycznie rosną. W samym 2025 roku przybyło 5,8 tys. mieszkań, co stanowi drugi najwyższy wynik roczny w historii tego rynku, potwierdzając etap stabilnego wzrostu.

Jak zauważają analitycy BNP Paribas Real Estate Poland, rośnie również popyt na wynajem mieszkań. Wynika to między innymi z ograniczonej dostępności zakupu mieszkań – w porównaniu z okresem niskich stóp procentowych i funkcjonowania programu „Bezpieczny Kredyt”. W efekcie fundamenty sektora pozostają silne.

Atrakcyjność segmentu PRS opiera się na stabilnych fundamentach rynkowych, w tym utrzymującym się silnym popycie na mieszkania na wynajem, długoterminowych trendach demograficznych oraz rosnącej preferencji dla elastycznych form zamieszkania w porównaniu z własnością mieszkaniową. W średnim horyzoncie czasowym segment mieszkaniowy powinien pozostać jednym z kluczowych obszarów rynku nieruchomości – podkreśla Arkadiusz Bielecki, Dyrektor Działu Wycen, BNP Paribas Real Estate Poland.  

Dominują duże miasta

Instytucjonalny rynek mieszkań na wynajem w Polsce pozostaje silnie skoncentrowany w największych aglomeracjach miejskich. Na koniec 2025 roku najwięcej zasobów znajdowało się w Warszawie (32%), Krakowie (19%) i Wrocławiu (16%).

Do największych budynków oddanych do użytkowania w 2025 roku należy projekt Kraków Romanowicza (673 mieszkań), Katowice Korczaka (523 mieszkań), AFI Home Metro Zachód w Warszawie (517) oraz UP2U Piątkowska w Poznaniu (460 mieszkań).

Liderem rynku pozostaje Resi4Rent (20% zasobów rynku), a Fundusz Sektora Mieszkań dla Rozwoju odpowiada za 16% rynku.

Więcej mieszkań w regionach

W latach 2026–2027 planowane jest oddanie kolejnych 5 tys. mieszkań. Biorąc pod uwagę lokalizacje nowych inwestycji, rośnie znaczenie rynków regionalnych, co potwierdza fakt, że Warszawa znajduje się dopiero na trzecim miejscu (24% nowej podaży). Do końca 2027 roku najwięcej nowych mieszkań zostanie oddanych do użytku we Wrocławiu (30%) i Trójmieście (26%).

Wśród największych inwestycji planowanych do oddania w ciągu dwóch najbliższych lat znajdą się projekt Wrocław Bardzka (620 mieszkań) i Gdańsk Nowomiejska (569 mieszkań), realizowane przez Resi4Rent oraz Lett Nocznickiego w Warszawie (480 mieszkań) od NREP.

Warszawa najdroższa, regiony z potencjałem

Typowe czynsze za mieszkania jednopokojowe w sektorze PRS w Warszawie kształtują się w przedziale od 2800 do 3900 zł miesięcznie. W innych dużych miastach poziom stawek jest wyraźnie niższy i bardziej zróżnicowany: w Trójmieście wynosi 2600 – 3000 zł, we Wrocławiu 2300 – 2700 zł, a w Krakowie 2200 – 2700 zł.

Dane wskazują, że Warszawa utrzymuje najwyższy poziom czynszów, przy jednoczesnym rosnącym znaczeniu rynków regionalnych. Różnice w stawkach mogą sprzyjać dalszej dywersyfikacji inwestycji PRS poza stolicą, szczególnie w większych miastach oferujących relatywnie niższe koszty wejścia i stabilny popyt na najem.

Rekordowe transakcje inwestycyjne

Wartość transakcji inwestycyjnych w sektorze PRS w Polsce na koniec 2025 roku przekroczyła poziom odnotowany w rekordowym 2024 roku. W samej drugiej połowie 2025 roku łączna wartość inwestycji w sektorze mieszkań na wynajem oraz prywatnych akademików wyniosła 108 mln euro, co oznacza wzrost o 4% rok do roku.

W okresie od stycznia do grudnia 2025 roku sfinalizowano kilka znaczących transakcji. Największą z nich był zakup projektu AFI Home Metro Szwedzka (ex. Bohema) przez OKAM Capital o wartości 76 mln euro. Kolejne istotne transakcje obejmowały nabycie obiektu AFI Metro Zachód przez Dom Development od AFI Europe za 61 mln euro oraz zakup Gdańsk Old Town przez Modernę od NREP za 35 mln euro.

Atrakcyjność sektora wynika z relatywnie wysokich stóp zwrotu na poziomie 5,5 – 6,5%, pomimo utrzymującej się ograniczonej skali aktywności inwestycyjnej. Jednocześnie dalsza ekspansja sektora napotyka istotne ograniczenia, w tym niepewność regulacyjną, ryzyko walutowe oraz wysokie koszty gruntów i finansowania – podkreśla Karolina Wojciechowska, Dyrektorka Działu Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Własność prywatna a najem

Według danych Eurostatu, około 87% mieszkańców Polski zamieszkuje lokale będące własnością ich gospodarstw domowych, podczas gdy jedynie 13% korzysta z najmu. Tym samym Polska od wielu lat należy do krajów o najniższym udziale najmu komercyjnego w strukturze mieszkaniowej w Unii Europejskiej.

Prognozy wskazują jednak, że do 2040 roku, mimo utrzymania dominującej roli własności, udział osób mieszkających we własnych lokalach będzie stopniowo maleć na rzecz wzrostu znaczenia rynku najmu. Trend ten wspierają m.in. rosnąca mobilność społeczeństwa, napływ pracowników zagranicznych oraz utrzymujące się wysokie koszty kredytów hipotecznych.

Małe firmy ostrożne wobec KSeF. Pierwsze doświadczenia częściej negatywne niż pozytywne

Ponad 80% właścicieli małych i mikroprzedsiębiorstw miało już do tej pory styczność z Krajowym Systemem e-Faktur, ale tylko ok. 18% korzysta z niego na co dzień do wystawiania faktur – wynika z badania IFIRMA. Jednocześnie pierwsze doświadczenia nie są pozytywne: 45% ankietowanych ocenia pierwszy etap wdrożenia negatywnie (w tym 36% – bardzo źle), a ponad połowa badanych opowiada się za odroczeniem lub złagodzeniem obowiązku pełnego wdrożenia KSeF.

Na krytyczną ocenę pierwszego etapu wdrożenia KSeF mogły wpływać doświadczenia firm z pierwszego miesiąca działania systemu. Wśród najczęściej wskazywanych trudności znalazły się: problemy techniczne, na które wskazało 21,3% badanych, oraz konieczność wykonywania dodatkowych czynności po stronie firm (19,5%). W dalszej kolejności respondenci wymieniali: braki lub niejasności w wytycznych Ministerstwa Finansów, trudności z uprawnieniami, certyfikatami i autoryzacją oraz opóźnienia w przetwarzaniu dokumentów.

Największe obawy firm to nadal bezpieczeństwo danych i ryzyko popełnienia błędów

Aktualne obawy przedsiębiorców związane z KSeF w dużej mierze pozostają zbieżne z tymi, które były wyrażane jeszcze przed uruchomieniem systemu. W badaniu IFIRMA przeprowadzonym w grudniu 2025 r. najczęściej wskazywanym źródłem niepokoju były pomyłki wynikające z nowych procedur (24% badanych) oraz bezpieczeństwo danych i poufność informacji (22%). W najnowszej edycji ankiety te same kwestie pozostają wśród najczęściej wskazywanych obaw, jednak na pierwszy plan wysuwa się bezpieczeństwo danych (22%), a także o przerwy w działaniu systemu (20%) oraz zaistnienie błędów wynikających z nowych procedur (20%).

Wraz z pierwszymi doświadczeniami z KSeF ciężar obaw przesunął się z etapu przygotowań i hipotetycznych scenariuszy na poziom praktycznego działania systemu. W najnowszym badaniu właściciele firm najczęściej wskazywali kwestie związane z bieżącym funkcjonowaniem systemu. Co istotne, obawy utrzymują się mimo zapewnień administracji skarbowej, że za 2026 r. nie będą nakładane kary za błędne stosowanie KSeF, a sankcje za naruszenie obowiązków w systemie mają zacząć obowiązywać dopiero od 1 stycznia 2027 r. Może to sugerować, że sam okres ochronny nie wystarcza dziś przedsiębiorcom do odzyskania poczucia bezpieczeństwa – co drugi ankietowany przyznaje, że nadal odczuwa niepewność związaną z funkcjonowaniem systemu – komentuje Joanna Łuksza, kierownik Zespołu Ekspertów Księgowych w IFIRMA.PL.

Ponad połowa firm gotowa na KSeF, ale równie wiele chce odroczenia pełnego wdrożenia

W odpowiedziach przedsiębiorców widać wyraźne poparcie dla rozwiązań, które dawałyby firmom więcej czasu na dostosowanie się do nowych zasad. 56% respondentów popiera możliwość przesunięcia terminu pełnego wdrożenia KSeF lub odejścia od jego obowiązkowego charakteru, a 44% badanych opowiada się za wydłużeniem okresu przejściowego o co najmniej 2 lata.

Choć pierwsze doświadczenia z systemem nie zawsze były pozytywne, wyniki badania pokazują również sygnały stopniowej adaptacji przedsiębiorców do nowego modelu fakturowania. Ponad połowa firm deklaruje dziś, że jest gotowa na pełne przejście na KSeF lub znajduje się bardzo blisko tego etapu. 39% badanych wskazuje, że są już przygotowani do działania w systemie w pełnym zakresie, a kolejne 18% ocenia, że potrzebuje jedynie dopracowania kilku elementów, aby osiągnąć pełną gotowość – jednocześnie co drugi ankietowany uważa, że jego firma w ogóle nie jest przygotowana – wyjaśnia ekspertka IFIRMA.PL.

Firmy dostrzegają koszty, ale też zalety

Proces dostosowania do wymogów KSeF wiązał się również z dodatkowymi nakładami pracy i kosztami po stronie przedsiębiorców. 47% badanych już odczuwa lub spodziewa się wzrostu kosztów obsługi księgowej, podczas gdy jedynie ok. 7% doświadczyło ich spadku lub liczy na to. Mimo tych wyzwań i utrzymujących się obaw część małych i mikro firm dostrzega praktyczne zalety systemu oraz jego potencjał do uproszczenia codziennych procesów.

Jedną z najbardziej oczywistych korzyści jest większa widoczność faktur w jednym systemie oraz ograniczenie konieczności przesyłania dokumentów między firmą, kontrahentami i biurem rachunkowym. W praktyce oznacza to mniej wiadomości e-mail, mniej załączników i łatwiejszy dostęp do dokumentów wtedy, gdy są potrzebne – podsumowuje Joanna Łuksza z IFIRMA.PL.

O badaniu

Badanie zostało zrealizowane przez IFIRMA na przełomie lutego i marca 2026 roku w formie anonimowej ankiety online wśród właścicieli małych i mikro przedsiębiorstw. Próba wyniosła 319 respondentów. Celem badania było sprawdzenie, jak firmy korzystają dziś z KSeF, jak oceniają pierwszy etap wdrożenia systemu, jakie trudności napotkały w pierwszym miesiącu jego działania oraz na ile są gotowe na pełne przejście do nowego modelu fakturowania.

Podział Synektika dokonany – sąd zarejestrował emisję akcji Syn2bio

27 marca 2026 roku sąd rejestrowy wpisał do KRS podwyższenie kapitału zakładowego Syn2bio związane z emisją akcji podziałowych dla akcjonariuszy Synektika. Oznacza to formalne zakończenie procesu podziału Synektika na dwa niezależne podmioty. W efekcie, obok notowanego już na giełdzie Synektika, około 16 kwietnia br. na warszawskim parkiecie zadebiutują akcje Syn2bio – spółki, do której wydzielona została działalność związana z badaniami nad kardioznacznikiem oraz przyszłą komercjalizacją tego innowacyjnego radiofarmaceutyku do diagnostyki chorób serca.

– Podział Synektika stał się faktem. Do Syn2bio wydzieliliśmy działalność związaną z rozwojem kardioznacznika – naszym flagowym projektem badawczo-rozwojowym. Spółka ta ma zapewnione środki na kontynuowanie badań klinicznych przez kolejnych 12–14 miesięcy. Syn2bio będzie ponadto mogła ubiegać się o finansowanie z grantów, dotacji oraz programów przeznaczonych dla MŚP, które dla Synektika – jako dużego przedsiębiorstwa – nie były już dostępne. Z kolei Synektik, który dotychczas finansował koszty badań, zyska przestrzeń do dalszej poprawy rentowności i zwiększania wypłat dywidendy – przypomina ideę podziału Cezary Kozanecki, założyciel i prezes Synektika oraz prezes Syn2bio.

– Dzięki podziałowi wkrótce na GPW notowane będą dwie niezależne firmy o odmiennym profilu działalności, przyciągające inwestorów o różnym podejściu do ryzyka i oczekiwaniach. Pozwoli to na bardziej adekwatną wycenę obu spółek, lepiej odzwierciedlającą ich potencjał i kierunki rozwoju. Sądzę, że w dłuższej perspektywie powinno to przełożyć się na wzrost wartości akcji obu firm – ocenia Cezary Kozanecki.

Ostatnia prosta przed debiutem Syn2bio na GPW

Zarejestrowane przez sąd podwyższenie kapitału zakładowego Syn2bio związane jest z emisją łącznie 8.529.129 akcji Syn2bio (na taką samą liczbę akcji dzieli się obecnie kapitał Synektika). Zostaną one przydzielone akcjonariuszom Synektika w stosunku 1 do 1 – za każdą 1 akcję Synektika posiadaną w tzw. dniu referencyjnym inwestor otrzyma 1 akcję Syn2bio. Nastąpi to automatycznie, bez konieczności podejmowania dodatkowych czynności przez akcjonariuszy.

Intencją Spółki jest, aby dzień referencyjny został wyznaczony na 7 kwietnia br. W takim scenariuszu, sesja giełdowa 1 kwietnia (tj. dwa dni sesyjne przed dniem referencyjnym) będzie ostatnią, na której będzie możliwość nabycia akcji Synektika uprawniających do uczestnictwa w podziale. Oznacza to zarazem, że kurs odniesienia na kolejną sesję (2 kwietnia) zostanie pomniejszony o wartość działalności wydzielanej do Syn2bio, czyli o około 7,73% (proporcja ta wynika z wyceny sporządzonej wcześniej na potrzeby planu podziału, wg stanu na 30 czerwca 2025 r.). Wartość ta będzie jednocześnie stanowiła kurs odniesienia dla pierwszej sesji notowania akcji Syn2bio na GPW. Według przyjętego harmonogramu, giełdowy debiut Syn2bio spodziewany jest około 16 kwietnia br. Dzień wcześniej akcje tej spółki pojawią się na rachunkach akcjonariuszy.

Głównym przedmiotem działalności Syn2bio będzie dalszy rozwój projektu kardioznacznika oraz jego komercjalizacja, a w przyszłości także poszukiwanie nowych, innowacyjnych cząsteczek farmaceutycznych. Pozostała działalność prowadzona obecnie przez Synektik pozostanie w dotychczasowej spółce. Będzie się on zatem nadal zajmować m.in. dystrybucją i serwisem innowacyjnych urządzeń medycznych, opracowywaniem własnych rozwiązań informatycznych oraz produkcją i sprzedażą radiofarmaceutyków.

***

Przewidywany harmonogram publicznej oferty akcji Syn2bio – dalsze kroki

1 kwietnia 2026 r. Ostatni dzień sesyjny, w którym będzie można nabyć akcje Synektik S.A. uprawniające do objęcia akcji Syn2bio S.A.
7 kwietnia 2026 r. Dzień Referencyjny
10 kwietnia 2026 r. Podjęcie przez GPW uchwały o wprowadzeniu akcji Syn2bio S.A. do obrotu na rynku regulowanym
15 kwietnia 2026 Rejestracja akcji Syn2bio S.A. na rachunkach akcjonariuszy
16 kwietnia 2026 r. Pierwszy dzień notowania akcji Syn2bio S.A. na rynku regulowanym GPW

 

AI w elektronicznym arbitrażu gospodarczym. Cicha rewolucja, która zmienia sposób rozstrzygania sporów

Od niszy do globalnego trendu. Sztuczna inteligencja coraz śmielej wkracza do świata arbitrażu gospodarczego online – jednej z najważniejszych metod rozwiązywania sporów w różnych sektorach gospodarki: finansowym, IT, budowlanym, ubezpieczeniowym czy e-handlu. To, co jeszcze kilka lat temu było domeną startupów legal tech, dziś jest wdrażane przez największe instytucje arbitrażowe na świecie. Nie chodzi jednak o zastąpienie arbitrów sztuczną inteligencją. AI pełni rolę narzędzia, które przyspiesza pracę, porządkuje dane i wspiera podejmowanie decyzji. W praktyce oznacza to jedno: arbitraż online staje się szybszy, tańszy i bardziej dostępny.

Jak AI zmienia arbitraż gospodarczy w praktyce

Współczesne narzędzia AI wspierają niemal każdy etap postępowania arbitrażowego. Przede wszystkim rewolucjonizują analizę materiału dowodowego. W dużych sporach gospodarczych liczba dokumentów idzie w tysiące stron. Systemy AI są w stanie w kilka minut przeanalizować dane, które wcześniej wymagały tygodni pracy zespołów prawników. Zgodnie z założeniami unijnego AI Act, systemy wykorzystywane w procesach decyzyjnych o skutkach prawnych – w tym w arbitrażu – mogą być kwalifikowane jako rozwiązania wysokiego ryzyka, co wiąże się z obowiązkiem zapewnienia odpowiedniego nadzoru człowieka, transparentności oraz kontroli nad sposobem działania algorytmów. Równolegle organizacje branżowe, takie jak Chartered Institute of Arbitrators, podkreślają, że AI powinna wspierać efektywność i jakość postępowań, ale nie może zastępować decyzji podejmowanych przez arbitrów.

Wprowadzając do wymiaru sprawiedliwości AI trzeba pamiętać, że w obszarze rozstrzygania sporów nie ma miejsca na w pełni autonomiczne systemy. Dlatego projektując nowe funkcjonalności zakładamy, że najbardziej zaawansowane narzędzia – zwłaszcza te związane z przygotowywaniem pism procesowych – powinny pozostawać w rękach profesjonalnych pełnomocników. Przyczyny są bardzo proste: AI Act zakłada, że decyzje co do wyników generowanych przez algorytmy sztucznej inteligencji w systemach wymiaru sprawiedliwości podejmuje wyłącznie człowiek. Wyniki takie muszą więc podlegać późniejszej analizie przez człowieka, który bierze za nie odpowiedzialność prawną. Jedyną zaś grupą zawodową mającą do takich czynności kompetencje, zarówno profesjonalne jak i ustrojowe, są właśnie adwokaci i radcowie prawni. To nie jest zatem ograniczenie technologii, tylko świadomy wybór modelu, który ma zapewnić bezpieczeństwo i przewidywalność postępowania. – komentuje Robert Szczepanek, założyciel Ultima RATIO., pierwszego dostawcy systemu IT dla arbitrażu online w Polsce.

Ultima RATIO. rozwija narzędzia oparte na AI w sposób ściśle powiązany z arbitrażem gospodarczym online. Spółka pracuje nad rozbudową swojego systemu w dwóch głównych obszarach. Pierwszym z nich jest tzw. Contract Studio – środowisko przygotowywania umów, w którym użytkownik będzie mógł zarówno wygenerować dokument od podstaw, oprzeć się na własnym wzorze, jak i stworzyć samą klauzulę arbitrażową. System ma na bieżąco analizować treść dokumentu, w tym weryfikować kwestie formalne, takie jak umocowanie osób podpisujących do reprezentacji stron. Drugim elementem jest rozwój modułu Case Builder, który ma stanowić centralny punkt obsługi sprawy arbitrażowej. Po dodaniu materiału dowodowego system będzie automatycznie weryfikował jego kompletność i spójność, identyfikując brakujące dowody i niespójności faktyczne, takie jak brak strony danego dokumentu czy brak podpisu na dokumencie. Będzie też weryfikował potencjalne braki formalne. Integralną częścią tego rozwiązania ma być panel asysty proceduralnej, który porządkuje materiał sprawy poprzez tworzenie osi czasu zdarzeń oraz tzw. mapy sporu – zestawienia argumentów i kontrargumentów wraz z przypisanym materiałem dowodowym. System ma również wspierać przygotowywanie pism procesowych – w tym pozwów, odpowiedzi na pozew oraz stanowisk stron – a także projekty rozstrzygnięć.

Sztuczna inteligencja nie powinna zastępować arbitra ani pełnomocnika. Jej rolą jest uporządkowanie materiału sprawy, wskazanie braków formalnych i wsparcie w analizie argumentów. Dzięki temu ciężar pracy przesuwa się z czynności technicznych na strategię i merytorykę sporu. W naszej ocenie to właśnie w tym kierunku będzie rozwijał się arbitraż online w najbliższych latach. –  komentuje Robert Szczepanek, założyciel Ultima RATIO.

Największe instytucje już korzystają z AI

To nie są pilotaże – to realne wdrożenia. London Court of International Arbitration (LCIA) współpracuje z platformami wykorzystującymi AI do analizy orzecznictwa i argumentacji prawnej. Narzędzia te pozwalają szybciej identyfikować precedensy i budować spójne linie argumentacyjne. Singapore International Arbitration Centre (SIAC) dostosował swoje regulaminy do wykorzystania AI. Strony i arbitrzy mogą korzystać z technologii przy analizie dowodów czy zarządzaniu sprawą – instytucja stworzyła środowisko „AI-ready”. Podobne podejście przyjął Hong Kong International Arbitration Centre (HKIAC), który testuje rozwiązania legal tech i wprowadza je do praktyki w sposób pragmatyczny, bez nadmiernych regulacji. W Stanach Zjednoczonych American Arbitration Association (AAA/ICDR) poszła o krok dalej – wprowadziła formalne wytyczne dotyczące korzystania z AI przez arbitrów. Dopuszcza użycie technologii m.in. do analizy dokumentów czy przygotowania uzasadnień, ale jednocześnie jasno wskazuje: decyzja musi należeć do człowieka, a użycie AI powinno być transparentne. Najbardziej zaawansowane wdrożenia znajdują się dziś w Azji, szczególnie w Chinach. Instytucje takie jak Shenzhen Court of International Arbitration, Guangzhou Arbitration Commission czy Shanghai International Arbitration Center wykorzystują AI znacznie szerzej niż ich europejskie odpowiedniki. Technologia pełni tam rolę „cyfrowego sekretarza” – automatycznie transkrybuje rozprawy, tłumaczy wypowiedzi, analizuje dowody i przygotowuje projekty wyroków. W niektórych przypadkach testowano nawet wykorzystanie AI do prowadzenia rozpraw i rozstrzygania prostszych spraw. Z kolei China International Economic and Trade Arbitration Commission (CIETAC) wdrożyła systemy pełnej cyfryzacji postępowań – od składania pozwów po analizę dowodów.

Mimo dynamicznego rozwoju technologii, jedno pozostaje niezmienne: odpowiedzialność za wyrok spoczywa na arbitrze. Na całym świecie obowiązują podobne zasady. AI nie może samodzielnie wydawać wyroków, a arbiter nie może delegować decyzji na algorytm. Strony powinny być informowane o wykorzystaniu AI, a dane muszą być chronione zgodnie z zasadami poufności. To nie tylko kwestia prawa, ale także zaufania do systemu arbitrażowego. Wszystko wskazuje na to, że AI stanie się standardem w arbitrażu szybciej, niż wielu się spodziewa. W perspektywie dwóch lat można oczekiwać powszechnego wykorzystania AI w większości spraw, powstania szczegółowych regulacji dotyczących AI i coraz większego znaczenia narzędzi przewidujących wyniki postępowań. komentuje Robert Szczepanek, założyciel Ultima RATIO.

Co się zmieniło – i dlaczego to ma znaczenie

Wprowadzenie AI do arbitrażu przyniosło trzy fundamentalne zmiany.

  • Po pierwsze – czas. Spory, które trwały miesiącami, dziś mogą być rozstrzygane znacznie szybciej.
  • Po drugie – koszty. Automatyzacja ogranicza konieczność angażowania dużych zespołów prawników.
  • Po trzecie – dostępność. Arbitraż przestaje być narzędziem wyłącznie dla największych firm.

Rynki tracą nadzieję na deeskalację

To pytanie intryguje coraz większe grono obserwatorów konfliktu na Bliskim Wschodzie. Pierwsze odczyty dynamiki cen za marzec wskazują wzrosty, a medialny chaos informacyjny i obawy inflacyjne podbijają strach u inwestorów. Rynki reagują ucieczką kapitału do bezpiecznych przystani. Tym razem testu safe haven nie zdaje japoński jen. Czy po weekendzie notowania amerykańskiej ropy wrócą powyżej 100 USD za baryłkę? 

Umierają nadzieje na deeskalację

W czwartek dowiedzieliśmy się o wydłużeniu ultimatum Trumpa dla Iranu o kolejne 10 dni. W tym czasie Stany Zjednoczone mają nie atakować obiektów energetycznych wroga. Kiedyś taka informacja dałaby rynkom znaczną ulgę, jednak wczoraj oznaczała dosłownie kilkunastominutową naiwną wiarę w deeskalację. Chwilowe wzrosty amerykańskiej giełdy, czy spadki cen ropy (np. WTI z 94,5 USD na 89 USD) pozostawiły jedynie długie cienie nawet na wykresach o interwale 5-minutowym, po czym notowania szybko wróciły do wcześniejszych poziomów. Rynek aż za bardzo chce usłyszeć o zakończeniu wojny, jednak nawet szybka kalkulacja staje się chłodną i natychmiast przemawia inwestorom do rozsądku. W mijającym tygodniu pojawiło się kilka argumentów sugerujących wydłużanie się konfliktu. Zaczęło się od odrzucenia propozycji 15-punktowego planu pokojowego USA. Następnie przechodziliśmy przez doniesienia o możliwym dołączeniu Arabii Saudyjskiej czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich do działań zbrojnych, czy przedstawienie przez Iran zupełnie odmiennych od amerykańskich warunków zakończenia walk. Piątek to natomiast doniesienia o możliwej interwencji lądowej Amerykanów na Bliskim Wschodzie. To wszystko podbija obawy na rynkach.

Rynek wycenia ryzyko

Ruchy rynkowe mówią jedno — aktywa ryzykowne idą w odstawkę. Na rynku forex umacnia się amerykański dolar. Kurs EUR/USD w piątkowe południe wraca do 1,15 USD, a USD/PLN rośnie do 3,72 PLN. Strach uderza w złotego, który traci także do euro, funta czy franka. EUR/PLN to już 4,29 PLN, GBP/PLN to 4,95 PLN, a CHF/PLN to 4,67 PLN. Na czerwono świecą się europejskie indeksy giełdowe, podobnie jak kontrakty terminowe na amerykański rynek kapitałowy. Tracą także kryptowaluty. Wzrostów doświadczamy na wykresach surowców energetycznych. Odmiana amerykańska „czarnego złota” szybuje do 97 USD za baryłkę, a handlowana w Londynie przebija 104 USD. Jeżeli w drugiej części sesji nastroje nie ulegną zmianie, a w weekend dojdzie do nawet najmniejszej eskalacji konfliktu, poniedziałkowe otwarcie rynków może ponownie okazać się nad wyraz emocjonujące. Przy takim zbiegu okoliczności wykres ropy WTI może po raz kolejny próbować pokonać barierę 100 USD. Jeżeli jednak w ostatnich dniach marca rynek otrzyma rzetelne informacje mówiące o łagodzeniu napięć na Bliskim Wschodzie, możemy wrócić w okolice 95 USD za baryłkę, a nawet niżej.

Inflacja zaczyna straszyć

W piątkowym kalendarzu makroekonomicznym uwagę analityków zwrócił odczyt tempa wzrostu cen w Hiszpanii. Zarówno roczne, jak i miesięczne dane są wyższe od poprzednich, jednak nie dorównują wygórowanym oczekiwaniom. Wstępna inflacja konsumencka zwyżkuje z 2,3% r/r do 3,3% r/r. Okrągły punkt procentowy to istotny skok, jednak do prognozowanego 3,7% r/r trochę zabrakło. Czy zwyżki zostaną odnotowane w innych krajach, dowiemy się w pierwszej połowie przyszłego tygodnia. We wtorek publikacje z gospodarek strefy euro od Eurostatu, a także szybki szacunek od GUS-u. Tego samego dnia poznamy inflację bazową w Japonii. Będzie ona istotna dla jena, gdyż japońska waluta w ostatnich dniach traciła na forex. Kurs USD/JPY ponownie zbliżył się do 160 JPY, czyli poziomu kojarzonego z interwencjami Banku Japonii. Problem w tym, że aktualnie sytuacja Kraju Kwitnącej Wiśni komplikuje się coraz bardziej, gdyż gospodarka ta w dużej mierze oparta jest na importowanej, coraz droższej ropie. To właśnie ten fakt osłabia JPY, co sprawia, że w tym kryzysie ewidentnie nie jest on bezpieczną przystanią, jak miało to miejsce podczas poprzednich zawirowań, na skutek masowego odwracania transakcji carry trade.

Rosną ceny ropy i obawy o stopy procentowe

Miniony weekend był relatywnie spokojny na tle poprzednich. To jednak wcale nie oznacza, że ten też taki będzie. Za oceanem trwa dyskusja, co ze stopami procentowymi. Iran zamierza przepuszczać przyjazne statki. Norwegowie również boją się wzrostu cen.

Stopy procentowe za oceanem

Mamy obecnie rosnącą różnicę pomiędzy oczekiwaniami rynków co do stóp procentowych w USA a przewidywaniami samych członków FED. Te drugie prezentowane są w formie kropek na wykresach, zwanych czasem „fedokropkami”. Obecna sytuacja jest o tyle zadziwiająca, że na grudzień kropki wszystkich członków FED znajdują się na niższych poziomach niż wycena kontraktów rynkowych na stopę procentową. Co to oznacza w praktyce? Mamy dwie możliwości. Pierwsza zakłada, że rynki nadmiernie boją się wojny i czeka nas spora przecena dolara po ustaniu walk, związana z powrotem oczekiwań obniżek stóp – niskich, ale jednak. Druga możliwość to zmiana nastawienia członków FED wraz z przedłużającym się zaangażowaniem USA w Zatoce Perskiej i realizacja scenariusza walki z rosnącą inflacją, co powinno sprzyjać dolarowi.

Co z Cieśniną Ormuz?

Teoretycznie Iran deklaruje, że statki państw niebędących wrogo nastawionych mogą przekraczać Cieśninę Ormuz. Na liście tych krajów wymienione zostały m.in. Chiny, Indie, czy Rosja. Taka wiadomość technicznie powinna przecież uspokoić sytuację. Nic bardziej mylnego. Pomimo tej deklaracji ceny ropy naftowej znów idą w górę. Tutaj trzeba pamiętać jeszcze o kilku kwestiach. Po pierwsze, nie wiemy, jak stabilna jest sytuacja. Po drugie, koszty przewozu ropy wystrzeliły w górę, co też wpływa na ceny. Po trzecie, statki nie płyną przez brak ważnych ubezpieczeń. Efekt jest taki, że mamy już 103 dolary za baryłkę, a zbliżający się weekend raczej nie spowoduje, że cena będzie dzisiaj spadać. Zwyczajowo przed weekendem inwestorzy przygotowują się na negatywne scenariusze. Nie możemy oczywiście wykluczyć nagłych wiadomości z Białego Domu, jak to miało miejsce na początku tygodnia.

Norwegia nie zmienia stóp procentowych

Wczoraj – zgodnie z oczekiwaniami – Bank Norwegii nie zmienił stóp procentowych. Pozostały one na poziomie 4%. Rynek oczekiwał natomiast zmiany nastawienia. W rezultacie sam fakt, że na konferencji nie zapowiedziano wycofania się z obniżek, nie jest dużą niespodzianką. Możliwość podnoszenia stóp okazała się jednak pewnym zaskoczeniem. Zwłaszcza że najnowsza ścieżka oczekiwanych poziomów stóp procentowych dla tego kraju wynosi obecnie na koniec roku 4,25%-4,5%. Mamy zatem kolejny bank centralny, który uważa, że obecna sytuacja będzie powodowała nie tylko, że wstrzymanie cięć, ale wręcz może wymuszenie podwyżek stóp procentowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.