Restrukturyzacja może uratować firmę przed upadłością w czasach pandemii. Przyspieszone postępowanie układowe w 7 krokach

Apel powstałego właśnie Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług nie pozostawia złudzeń – sieci handlowe stoją na krawędzi. Muszą ponosić koszty stałe, w tym koszty zatrudnienia pracowników i koszty najmu, a zakaz handlu odciął ich od dopływu gotówki. Z podobnymi problemami zmaga się branża hotelowa, gastronomiczna, transportowa oraz szeroko pojęty sektor usług. Nie ma zamówień, nie ma klientów, więc firmy tracą płynność finansową. Aby uniknąć upadłości, coraz więcej firm przygotowuje wnioski o otwarcie uproszczonego postępowania układowego. Dlaczego w tej sytuacji to idealne rozwiązanie na zapewnienie biznesom przetrwania? Jak przeprowadzić szybko restrukturyzację? Na te pytania odpowiada mec. Robert Szczepanek  z kancelarii Causa Finita.

Zamrożenie zobowiązań z okresu pandemii

Uproszczone postępowanie układowe cechuje niewiele formalności i szybka procedura. Mogą z niego korzystać wszyscy przedsiębiorcy, od osób fizycznych prowadzących jednoosobową działalność, po spółki akcyjne. W założeniu powinno ono trwać 2-3 miesiące i dać firmie ochronę przed wierzycielami. Jest tylko jeden szkopuł. Ochrona taka obejmuje długi sprzed otwarcia postępowania układowego. To jednak w przypadku koronawirusa nie problem. Większość przedsiębiorstw była generalnie rentowna przed wybuchem pandemii i najprawdopodobniej odzyska rentowność po odwołaniu ograniczeń w handlu. Chodzi jednak o narosły w tym okresie ciężar długów, który może nie pozwolić im przetrwać.

Dlatego przedsiębiorstwa, które zaczynają odczuwać problemy z płynnością finansową, powinny składać wnioski już teraz. W ten sposób właściciele firm mogą zabezpieczyć się przed wierzycielami, a co ważne, firma może dalej funkcjonować szukać nowych rynków zbytu, nowych możliwość. Oczywiście, trzeba pamiętać, że podczas przyspieszonego postępowania układowego, dłużnik musi na bieżąco regulować aktualne zobowiązania.

Wierzyciele nie pójdą do komornika ani nie wypowiedzą umów a firma działa

Co daje firmie otwarcie przyspieszonego postępowania układowego? Przede wszystkim, narosły w okresie pandemii garb długów przestaje jej na jakiś czas ciążyć. Żaden wierzyciel nie może iść z nimi do komornika. Dotyczy to nie tylko wynajmujących i dostawców, ale również banków (o ile nie są zabezpieczone rzeczowo) oraz – pod pewnymi warunkami – Urzędów Skarbowych i ZUS. Co więcej, bezpieczne są także umowy najmu lokali, w których firma prowadzi swoje sklepy, biura czy restauracje. Właściciele nie mogą ich wypowiedzieć, chyba, że na podstawie okoliczności, jakie zaszły już po otwarciu uproszczonego postępowania układowego. To samo dotyczy banków i udzielonych kredytów. Jeżeli środki zostały oddane do dyspozycji przedsiębiorcy w okresie trwającej pandemii, umowa kredytowa nie może zostać wypowiedziana, chyba, że po otwarciu postępowania przez sąd firma dalej nie płaci rat. Otwarcie postępowania po zakończeniu epidemii daje ponadto firmie jeszcze jedną korzyść – realną szansę na restrukturyzację zobowiązań narosłych w okresie, kiedy nie było zamówień i klientów z powodu pandemii.

Zobowiązania zmniejszone albo rozłożone na raty

Co firma powinna zawrzeć w propozycjach układowych? Z jednej strony propozycje muszą być realne, a z drugiej – nie mogą przekraczać granic pewnej tolerancji. Koniec końców wierzyciele muszą układ zaakceptować. Przepisy mówią, że propozycje mogą polegać na zmniejszeniu wysokości zobowiązań, rozłożeniu ich na raty, odroczeniu terminów zapłaty a nawet na konwersji wierzytelności na udziały lub akcje. Dopuszczalne są tu oczywiście rozmaite kombinacje.

Sąd powinien rozpoznać wniosek o otwarcie przyśpieszonego postępowania układowego w terminie tygodnia od dnia jego złożenia. Postanowienie zapada na posiedzeniu niejawnym. Może więc zostać wydane pomimo zamknięcia sądów z powodu koronawirusa. Sądy nie organizują w tym czasie rozpraw, ale wnioski starają się rozpoznawać normalnie.

Jeżeli wniosek zostanie rozpoznany pozytywnie, sytuacja stanie się, zważywszy na okoliczności, bardziej niż komfortowa. Przedsiębiorstwo będzie mogło nadal funkcjonować, i to prawie zupełnie normalnie. Bez potrzeby oglądania się na długi z okresu pandemii, firma będzie mogła nadal prowadzić swoje sklepy, biura czy restauracje, zamawiać towar i zatrudniać pracowników. W swojej nazwie będzie musiała oczywiście dodać słowa: „w restrukturyzacji” oraz przekonać swoich kontrahentów, że to tylko stan przejściowy, a firma pozostaje godnym zaufania partnerem. Niemniej jednak, jest to cena, którą warto zapłacić za uśmierzenie bólu głowy związanego z narosłymi w okresie epidemii długami. Oczywiście istnieją pewne ograniczenia. Przede wszystkim, dla czynności przekraczających zwykły zarząd majątkiem przedsiębiorstwa (takich jak chociażby sprzedaż biurowca) wymagana jest zgoda powołanego przez sąd nadzorcy sądowego.

Wierzyciele powinni wziąć udział w głosowaniu

Kiedy wszystkie dokumenty, propozycje i plany są dopracowane, sąd zwołuje zgromadzenie wierzycieli, na które w praktyce mało który z nich fatyguje się osobiście. Wierzyciele najczęściej głosują korespondencyjnie, na specjalnie przygotowanych kartach. Układ zostaje zawarty, kiedy zaakceptują go wierzyciele posiadający 2/3 ogólnej sumy wierzytelności objętej układem, stanowiący ponad 50% ogólnej ich liczby. Mowa oczywiście o wierzycielach, którzy brali udział w głosowaniu. Jeżeli któryś z nich sprawę zaniedbał i nie wziął udziału w głosowaniu – jego głosu nie liczy się ani „za”, ani „przeciw”. Natomiast zawarty układ w pełni go wiąże.

Wniosek o restrukturyzację  ochroni chroni menadżerów przed odpowiedzialnością osobistą

Nie wiadomo, czy apel Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług zostanie ostatecznie wysłuchany przez rząd. Pandemia koronawirusa kiedyś się jednak skończy, a wraz z nią – odwołane zostaną ograniczenia prowadzenia biznesu. Dobrze przeprowadzone uproszczone postępowanie układowe z pewnością pomoże wówczas firmom złapać głęboki oddech. Wznowienie działalności będzie o wiele łatwiejsze, gdy komornicy nie będą pukać do drzwi, a wynajmujący grozić wyrzuceniem z obiektów. Postępowanie, wdrożone odpowiednio wcześnie, pozwoli uniknąć upadłości, a także ochroni menadżerów przed odpowiedzialnością osobistą. W połączeniu z innymi instrumentami pomocowymi, projektowanymi aktualnie przez władze, może pomóc firmie powrócić do gry.

Przyspieszone postępowanie układowe w 7 krokach:

  1. Przygotuj dokumenty: wniosek, wstępny plan restrukturyzacyjny (w Internecie jest dużo wniosków i opracowań na ten temat) oraz wykaz majątku z szacunkową wyceną
  2. Popracuj nad propozycjami układowymi. Oszacuj, jak daleko możesz się posunąć. Przeprowadź pierwsze negocjacje   z przychylnymi wierzycielami, lobbuj, staraj się zbudować większość.
  3. Uruchom komunikację marketingową. Ważne, by Twoja firma nie była stygmatyzowana z powodu restrukturyzacji. Sytuacja jest trudna, ale takie rzeczy się zdarzają a Ty masz konkretny plan na powrót do gry;
  4. Zabezpiecz środki na działalność operacyjną po otwarciu przyspieszonego postępowania układowego
  5. Złóż wniosek
  6. Postępuj zgodnie z wytycznymi nadzorcy sądowego oraz postanowieniami sędziego komisarza
  7. Wykonuj układ zgodnie z jego treścią

JR HOLDING ASI S.A. notuje ponad 165 mln zł zysku brutto w 2019 r.

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., zakończyła 2019 rok rekordowym zyskiem brutto w wysokości ponad 165 mln zł. Osiągnięty wynik finansowy jest najlepszym w całej historii Spółki.

Emitent wypracował w 2019 r. ponad 165 mln zł zysku brutto, co jest rekordowym wynikiem w jego wieloletniej historii. W minionym roku JR HOLDING ASI S.A. została wpisana przez Komisję Nadzoru Finansowego do Rejestru Zarządzających Alternatywnymi Spółkami Inwestycyjnymi. Osiągnięcie przez Spółkę tak wysokiego zysku wynika przede wszystkim z rozwoju spółek portfelowych i wzrostu ich wartości oraz świadczy o potencjale portfela inwestycyjnego w skład, którego wchodzą podmioty działające w różnorodnych i bardzo perspektywicznych branżach m.in. odnawialnych źródeł energii, gier komputerowych, nowych technologii oraz od niedawna, biotechnologii. Zarząd JR HOLDING ASI S.A. jest niezwykle zadowolony z wypracowanych w minionym roku wyników finansowych.

„Nasze wyniki finansowe za 2019 r. są odzwierciedleniem filozofii rozwoju Spółki, która oparta jest na budowaniu wartości. W minionym roku uzyskaliśmy status ASI oraz opublikowaliśmy nową strategię rozwoju na lata 2020-2022. Zakłada ona całkowite wyjście z segmentu nieruchomościowego i reinwestycję środków w nowe projekty inwestycyjne z obszaru odnawialnych źródeł energii, gier komputerowych oraz nowych technologii – biotechnologii czy sztucznej inteligencji. Naszym celem jest także zmiana rynku notowań na rynek główny GPW w Warszawie oraz osiągnięcie do końca 2022 r. aktywów o wartości 1 mld zł. Uważam jednak, że ten drugi cel może zrealizować zdecydowanie wcześniej.” – mówi January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

Portfel inwestycyjny JR HOLDING ASI S.A. cechuje duża dywersyfikacja, która powinna umożliwić odporność na zmiany rynkowe. Jedną ze spółek portfelowych jest notowana na rynku NewConnect Columbus Energy S.A. będąca liderem na rynku nowoczesnej energetyki, w tym fotowoltaiki w Polsce. JR HOLDING ASI S.A. jest także największym akcjonariuszem Setanta S.A. – spółki notowanej na Głównym Rynku GPW w Warszawie, która jest w trakcie połączenia z wydawnictwem gier komputerowych ALL IN! GAMES Sp. z o.o. Kolejnym podmiotem portfelowym jest notowany na rynku NewConnect producent gier komputerowych ONE MORE LEVEL S.A., pracujący aktualnie nad swoją największą produkcją – grą „Ghostrunner”. W portfelu inwestycyjnym Emitenta znajduje się również notowana na rynku NewConnect spółka Thunderbolt S.A., która buduje globalną platformę szkoleniowo-edukacyjną TopLevelTennis.com, na której zamieszczane będą nagrania z największymi światowymi gwiazdami tenisa ziemnego. JR HOLDING ASI S.A. posiada też pakiet akcji Premium Fund S.A. z rynku NewConnect, która nabyła 100% udziałów Mousetrap Games Sp. z o.o. działającej w branży gier mobilnych. Z kolei spółka portfelowa, notowana na rynku NewConnect, Synerga.fund S.A. posiada 8% udziałów w spółce ALL IN! GAMES Sp. z o.o. oraz ma odpowiadać za marketing i skalowanie terapii na świecie, a także budowę globalnej marki. Przedsięwzięcie polegające na wdrożeniu terapii leczenia stwardnienia rozsianego jest realizowane w spółce Adelante Sp. z o.o., w której JR HOLDING ASI S.A. jest wiodącym inwestorem. Ponadto, w ostatnim czasie Emitent nabył 10% pakiet akcji notowanej na rynku NewConnect spółki Medcamp S.A., która realizuje projekty biotechnologiczne i posiada w swoim portfelu akcje Genxone S.A. Spółka ta ogłosiła, że jako pierwszy prywatny podmiot w Polsce zacznie wykonywać badania genetyczne w kierunku wykrywania koronawirusa SARS-Cov-2 (COVID-19).

„Uważam, że wszystkie nasze spółki portfelowe będą w średniej oraz długiej perspektywie czasowej odporne na skutki spowolnienia gospodarczego wynikającego z epidemii koronawirusa. Mogą wręcz odnotować wzrost skali prowadzonego biznesu w obecnie panujących warunkach. Realizowane przez nas działania inwestycyjne zostały zauważone i dobrze ocenione przez rynek, bowiem kurs naszych akcji zanotował w poprzednim roku 6-krotny wzrost, któremu towarzyszyły bardzo wysokie obroty. Jestem przekonany, że skuteczne realizowanie przyjętej strategii rozwoju pozwoli nam nadal zwiększać wartość Spółki, czego zapewne oczekują od nas Akcjonariusze.” – dodaje Prezes Ciszewski.

Czystsze powietrze nad Europą i Chinami podczas epidemii

Satelity umieszone na ziemskiej orbicie pokazują nie tylko to, co fizycznie dzieje się na Ziemi, ale również wiele zanieczyszczeń, które znajdują się w atmosferze. Są to na przykład szkodliwe substancje pochodzące z samochodów i ciężarówek, spalania paliw kopalnianych w elektrowniach czy działalności przemysłowej. Okazuje się, że ograniczenie aktywności ludzi związane z epidemią koronawirusa ma dodatkowy skutek, w postaci lepszej jakości powietrza.

Sytuacja w Europie

Wraz z rozwojem epidemii wirusa najpierw w Chinach, a potem w Europie podjęto bezprecedensowe środki w celu ograniczenia przepływu ludzi. W wielu miejscach stanął przemysł, transport towarowy oraz większość usług. Satelity pokazują, jak wpływa to na stan atmosfery.

Ostatnie zdjęcia z europejskich satelitów Sentinel, a właściwie jednego, konkretnego satelity Sentinel-5P, który wyposażony jest w przyrząd TROPOMI, dokumentują m.in. emisję dwutlenku azotu. Mapy przedstawiają średnie tygodniowe wartości pomiarów gęstości kolumn NO2 w okresie od połowy lutego do połowy marca 2020 roku. Jeśli chodzi o pomiary dotyczące Europy, obserwujemy redukcję emisji NO2 dotyczącą północnych Włoch. I to w okresie, kiedy standardowo Włochy zmagają się z zimowym smogiem  – wyjaśnia Sybrand van Beijma, Earth Observation Data Specialist z firmy CloudFerro, która jest operatorem platformy CREODIAS.EU.

W ramach platformy CREODIAS udostępniane są satelitarne zdjęcia z monitoringu Ziemi na zlecenie Europejskiej Agencji Kosmicznej. Na platformie można wyszukiwać, przeglądać i przetwarzać w ramach udostępnionej infrastruktury chmurowej ogromne zbiory danych w postaci historycznych i spływających na bieżąco obrazów z satelitów.

Zamknięte miasta w Chinach

Chińskie władze wprowadziły ograniczenia wcześniej niż europejskie państwa, czego efekty jeszcze lepiej widać na zdjęciach z Sentinela-5P: – Jeśli porównamy zdjęcia z ostatnich kliku- kilkunastu tygodni, widzimy znaczące zmiany w jakości powietrza w Chinach. Na zdjęciu wykonanym w okolicy Nowego Roku widać normalny, standardowy poziom NO2. Natomiast na początku lutego, kiedy już niektóre chińskie miasta właściwie odcięto od świata, a przemysł się zatrzymał, można zaobserwować gwałtowny spadek emisji zanieczyszczeń. Następnie, w okresie kiedy część przemysłu powoli wraca do normalnego funkcjonowania widzimy wzrost emisji, jednak nie jest to jeszcze poziom sprzed epidemii wirusa – tłumaczy ekspert z CloudFerro.

Oba przypadki pokazują, że środki zapobiegawcze wprowadzane przez poszczególne kraje, wpływające na ograniczenie transportu i produkcji, mają spory wpływ na zmniejszenie zanieczyszczenia atmosfery.

Analiza została wykonana na podstawie zdjęć satelitarnych z Sentinel-5P, dostępnych na platformie CREODIAS.EU.

„Kontratyp koronawirusa” – analiza projektu nowelizacji specustawy dot. Tarczy Antykryzysowej.

Adwokat Dawid Rasiński, Dział Prawa Karnego oraz Dział Compliance Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy
Adwokat Dawid Rasiński, Kancelaria Sadkowski i Wspólnicy

Zgodnie z projektem ustawy o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw z dnia 21 marca 2020 r. (dalej: „projekt ustawy antykryzysowej”, „projekt ustawy”) strony umowy w sprawie zamówienia publicznego powinny niezwłocznie poinformować się wzajemnie o wpływie okoliczności związanych z COVID-9 na należyte wykonanie tej umowy, o ile wpływ taki wystąpił lub może wystąpić (art. 1 projektu ustawy dodaje art. 15r do obowiązującej ustawy).

Zamawiający oraz wykonawca umowy zawartej w trybie prawa zamówień publicznych powinni potwierdzić wpływ koronawirusa na należyte wykonanie tej umowy, poprzez przedłożenie drugiej stronie oświadczenia lub dokumentów, które mogą dotyczyć w szczególności (art. 15r ust. 1):

  • liczby i stanowisk pracowników lub osób świadczących pracę za wynagrodzeniem na innej podstawie niż stosunek pracy, które uczestniczą lub mogłyby uczestniczyć w realizacji zamówienia:
  1. podlegających obowiązkowej hospitalizacji w związku z przeciwdziałaniem COVID-19,
  2. podlegających obowiązkowej kwarantannie lub nadzorowi epidemiologicznemu w związku z pozostawaniem w styczności z osobami, których zdrowie zostało zagrożone przez COVID-19,
  3. zwolnionych od wykonywania pracy z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki nad dzieckiem, o którym mowa w art. 32 ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 25 czerwca 1999 r. o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa, lub dzieckiem legitymującym się orzeczeniem o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności do ukończenia 18 lat albo dzieckiem z orzeczeniem o niepełnosprawności w przypadku zamknięcia żłobka, klubu dziecięcego, przedszkola, szkoły lub innej placówki, do których uczęszcza dziecko, lub niemożności sprawowania opieki przez nianię lub dziennego opiekuna z powodu rozprzestrzeniania się COVID-19;
  • decyzji wydanych przez Głównego Inspektora Sanitarnego lub działającego z jego upoważnienia państwowego wojewódzkiego inspektora sanitarnego, w związku z przeciwdziałaniem COVID-19, nakładających na wykonawcę obowiązek podjęcia określonych czynności zapobiegawczych lub kontrolnych;
  • poleceń wydanych przez wojewodów lub decyzji wydanych przez Prezesa Rady Ministrów związanych z przeciwdziałaniem COVID-19, o których mowa w art. 11 ust. 1 i 2;
  • wstrzymania dostaw produktów, komponentów produktu lub materiałów, trudności w dostępie do sprzętu lub trudności w realizacji usług transportowych;
  • okoliczności, o których mowa w pkt 1-4, w zakresie w jakim dotyczą one podwykonawcy lub dalszego podwykonawcy.

Dalej w projekcie ustawy wskazano, iż każda ze stron umowy może żądać przedstawienia dodatkowych oświadczeń lub dokumentów potwierdzających wpływ okoliczności związanych z wystąpieniem COVID-19 na należyte wykonanie tej umowy. Zamawiający (wykonawca) powinien na podstawie otrzymanych dokumentów i oświadczeń przekazać wykonawcy (zamawiającemu) w terminie 7 dni swoje stanowisko wraz z uzasadnieniem odnośnie do wpływu okoliczności związanych z wystąpieniem COVID-19 na należyte wykonanie umowy. Termin ten liczony jest od otrzymania ostatnich dokumentów.

Jeżeli umowa zawiera postanowienia dotyczące kar umownych lub odszkodowań z tytułu odpowiedzialności za jej niewykonanie lub nienależyte wykonanie – w stanowisku, o którym mowa powyżej, zamawiający (wykonawca) powinien przedstawić wpływ okoliczności związanych z wystąpieniem COVID-10 na należyte wykonanie umowy oraz wpływ zmiany umowy na zasadność ustalania i dochodzenia tych kar lub odszkodowań, lub ich wysokość.

Zamawiający, jeżeli stwierdzi, że okoliczności związane z wystąpieniem koronawirusa mogą wpłynąć lub wpływają na należyte wykonanie umowy, może w uzgodnieniu z wykonawcą dokonać zmiany umowy, w szczególności poprzez:

  • zmianę terminu wykonania umowy lub jej części, lub czasowe zawieszenie wykonywania umowy lub jej części,
  • zmianę sposobu wykonywania dostaw, usług lub robót budowlanych,
  • zmianę zakresu świadczenia wykonawcy i odpowiadającą jej zmianę wynagrodzenia wykonawcy

– o ile wzrost ceny spowodowany każdą kolejną zmianą nie przekroczy 50% wartości pierwotnej umowy.

Projekt ustawy antykryzysowej przewiduje wprowadzenie przepisu, którego wartość normatywna stanowi swoisty „kontratyp koronawirusa COVID-19”.

Otóż, zgodnie z projektem (art. 1 dodający art. 15t do ustawy obowiązującej) nie popełnia przestępstwa, o którym mowa w art. 296 § 1-4 kodeksu karnego (przestępstwo niegospodarności), kto nie ustala lub nie dochodzi od strony umowy (zawartej w trybie zamówień publicznych) należności powstałych w związku z niewykonaniem lub nienależytym wykonaniem tej umowy na skutek okoliczności związanych z wystąpieniem COVID-19, o których mowa powyżej (pkt 1-5), lub zmienia umowę w sprawie zamówienia publicznego zgodnie z wyżej wskazanymi zasadami.

W tym miejscu przywołać należy treść art. 296 § 1 k.k., który stanowi:

Kto, będąc obowiązany na podstawie przepisu ustawy, decyzji właściwego organu lub umowy do zajmowania się sprawami majątkowymi lub działalnością gospodarczą osoby fizycznej, prawnej albo jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej, przez nadużycie udzielonych mu uprawnień lub niedopełnienie ciążącego na nim obowiązku, wyrządza jej znaczną szkodę majątkową, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5

Mając powyższe na uwadze, jeżeli na wykonanie (należyte wykonanie) umowy w sprawie zamówienia publicznego mają wpływ okoliczności związane z wystąpieniem wirusa COVID-19 (np. wstrzymanie dostaw materiałów potrzebnych do realizacji zamówienia), to Meneger (np. prezes zarządu, dyrektor jednostki) może bez narażenia się na odpowiedzialność karną odstąpić od ustalania lub dochodzenia od drugiej strony należności powstałych w związku z niewykonaniem lub nienależytym wykonaniem tej umowy (kary umowne, odszkodowania) lub może dokonać zmiany tejże umowy.

Przenalizujmy przykładowy stan faktyczny, w którym zachowanie Menegera nie będzie stanowić przestępstwa niegospodarności.

Wykonawca informuje pisemnie Zamawiającego, iż termin realizacji zamówienia (stworzenie systemu informatycznego) jest zagrożony na skutek okoliczności związanych z wystąpieniem COVID-19, a to obowiązkową kwarantanną większości pracowników Wykonawcy, wobec czego wnosi on o zmianę umowy poprzez wydłużenie terminu realizacji prac. Do pisma dołączone jest oświadczenie Wykonawcy o liczbie pracowników poddanych kwarantannie obowiązkowej (jeśli wykonawca dysponuje może wysłać skan decyzji Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego o konieczności poddania się kwarantannie). Zamawiający w terminie 7 dni poinformował wykonawcę, iż uznaje, że przedstawione okoliczności związane z epidemią koronawirusa mają wpływ na wykonanie umowy, wobec czego wyraża zgodę na zmianę umowy poprzez wydłużenie terminu realizacji zamówienia. Ponadto, Zamawiający odniósł się w swym stanowisku do kary umownej zastrzeżonej w umowie na wypadek niedochowania terminu realizacji umowy (w wysokości 200 tys. zł), wskazując, iż na skutek przytoczonych okoliczności odstępuje od naliczania kary umownej.

Dyrektor jednostki, występującej jako Zamawiający,  we wskazany kazusie nie będzie ponosił odpowiedzialności karnej, albowiem jego zachowanie nie nosi cech bezprawności, która została wyłączona  przepisem projektowanej ustawy.

Konkludując, należy stwierdzić, iż komentowany przepis odnosi się expressis verbis jedynie do zachowania Menegera, podejmującego decyzje w imieniu jednej ze stron umowy w sprawie zamówienia publicznego. Jednakże zasady postępowania określone w projekcie ustawy w odniesieniu do wpływu koronawirusa na umowy zawarte w trybie publicznym, mogą być punktem odniesienia dla kontraktów komercyjnych. W przypadku umów komercyjnych (nie zawieranych w trybie ustawy PZP), tryb postępowania w zakresie stwierdzenia przeszkody spowodowanej koronawirusem powinien być tożsamy lub zbliżony.

Adwokat Dawid Rasiński, Kancelaria Sadkowski i Wspólnicy

Jak zachować płynność finansową w sytuacji zaburzonego łańcucha dostaw?

W przypadku wielu firm trudno dziś mówić o inwestowaniu w rozwój. W tej chwili najważniejsze jest utrzymanie płynności finansowej i przetrwanie kryzysowego okresu. Sytuacja związana z łańcuchem dostaw, zwłaszcza tych z Dalekiego Wschodu zmienia się bardzo dynamicznie, są już jednak zwiastuny powrotu do normalności. Firmy czeka długa walka o to, aby wyjść z tego kryzysu obronną ręką. Sytuacja jest trudna, ale w przypadku zapotrzebowania na kapitał obrotowy przedsiębiorstwa mogą liczyć na wiele opcji.

Krystyna Kalinowska, Dyrektor Inwestycyjny, Podlaski Fundusz Kapitałowy
Krystyna Kalinowska, Dyrektor Inwestycyjny, Podlaski Fundusz Kapitałowy

Krystyna Kalinowska, dyrektor inwestycyjny w Podlaskim Funduszu Kapitałowym ocenia sytuację małych i średnich przedsiębiorstw w obliczu zaburzonego łańcucha dostaw oraz ich szanse na pozyskanie kapitału.

Sytuacja epidemiologiczna w Chinach ulega stopniowej poprawie, jednak jeszcze długo będziemy odczuwać skutki przestoju w chińskich fabrykach. Trudna sytuacja może dotknąć szeregu polskich firm, które ze względu na braki towarów i komponentów sprowadzanych z Azji, będą musiały ograniczyć produkcję i sprzedaż. Niższy popyt ze strony konsumentów nie powstrzyma kurczących się zapasów magazynowych. Wiele polskich firm może wkrótce stać się niezdolnych do realizacji bieżących zobowiązań. Największym wyzwaniem staje się obecnie utrzymanie płynności finansowej przedsiębiorstw. W walkę o poprawę sytuacji angażuje się rząd oraz banki, kapitału można szukać także w ofercie instytucji pozabankowych.

Dlaczego firmom grozi utrata płynności?

O groźbie utraty płynności finansowej już w zeszłym roku mówiła jedna trzecia polskich firm[1]. W roku obecnym, ze względu na kryzys wywołany pandemią koronawirusa, sytuacja robi się jeszcze trudniejsza, a prognozy dotyczące zapotrzebowania na kapitał obrotowy nabierają aktualności. Problem dotyczy między innymi przedsiębiorstw, które ze względu na zaburzony łańcuch dostaw generują niższe przychody, lecz wciąż muszą regulować zobowiązania. Wsparcie firmom oferują rządowe programy osłonowe, równie istotne mogą okazać się indywidualnie dopasowane propozycje finansowania.

Według zeszłorocznego raportu PARP, najczęstszymi przyczynami zagrożenia utratą płynności finansowej były opóźnienia w płatnościach ze strony kontrahentów oraz utrata klientów. Badani przedsiębiorcy obawiali się przede wszystkim rosnących cen materiałów i usług niezbędnych do działania firmy oraz pogarszającej się terminowości w regulowaniu płatności. Z początkiem tego roku niektóre z tych obaw zaczęły się materializować. Epidemia koronawirusa w Chinach sprawiła, że przez ponad miesiąc tamtejsze fabryki pozostawały nieczynne. Obawy polskich firm związane z brakiem towarów i komponentów oraz ich rosnącymi cenami stały się uzasadnione. Teraz z kolei, gdy epidemia na dobre przeniosła się do Europy, niemal we wszystkich branżach zapanowała ogromna niepewność.

Sytuacja stała się szczególnie dotkliwa dla odbiorców docelowych, ale jeszcze bardziej dla firm będących pośrodku łańcucha dostaw. W ich przypadku utrata płynności finansowej wiąże się nie tylko z niemożnością spłaty bieżących zobowiązań, ale przede wszystkim z zaburzeniem ciągłości dostaw, które często muszą być realizowane z dużym wyprzedzeniem. Dziś chińskie fabryki pracują już normalnie, a ich odbiorcy mówią o szybkim nadrabianiu zaległości. Problem przeniósł się jednak do Europy, gdzie łańcuch dostaw załamuje się w zatłoczonych portach oraz na przywróconych granicach państwowych. Sytuację przedsiębiorców dodatkowo utrudniają rosnące kursy walut, przez które sprowadzenie zamówionej w Chinach partii towaru staje się mniej opłacalne.

Na jakie wsparcie mogą liczyć firmy w obliczu kryzysu?

Ogłoszony przez rząd, pięcioczęściowy pakiet antykryzysowy obejmie m.in. działania osłonowe dla firm oraz rynku pracy. Zgodnie z zapowiedziami, przedsiębiorcy mogą liczyć na udogodnienia w płatnościach podatków, dopłaty do wynagrodzeń pracowników czy odroczenie składek ZUS. Ważnym aspektem mają być działania wpływające na poprawę płynności finansowej firm. Znalazły się wśród nich gwarancje kredytowe, mikro pożyczki do wysokości 5 tys. zł oraz leasing operacyjny dla sektora transportowego. Szczególnie istotne będą wszelkie instrumenty umożliwiające firmom utrzymanie zatrudnienia, gdyż odcięte z dnia na dzień od przychodów firmy będą zmuszone do redukcji kosztów poprzez zwolnienia. Zapowiedziano również, że szereg rozwiązań o charakterze gwarancyjnym oraz płynnościowym jest przygotowywany przez Polski Fundusz Rozwoju, Bank Gospodarstwa Krajowego oraz Agencję Rozwoju Przemysłu. Na ten moment nie są jednak znane bliższe szczegóły. Już teraz pojawiają się jednak głosy, że w obliczu tej sytuacji działania te będą niewystarczające. Pytaniem jest również, jak szybko rozwiązania te uda się wprowadzić w życie oraz jaka będzie reakcja banków, które ostatnimi czasy raczej zaostrzały kryteria przyznawania kredytów.

Specjalny fundusz przeznaczony na walkę ze skutkami pandemii utworzyła też Unia Europejska. Łącznie będzie on wynosił 37 mld EUR, a Polska będzie jednym z największych beneficjentów i otrzyma 7,4 mld EUR wsparcia. Obok wydatków związanych z opieką zdrowotną, środki te zostaną przeznaczone przede wszystkim na wsparcie małych i średnich przedsiębiorstw, które boleśnie odczuwają skutki kryzysu.

Alternatywą dla firm poszukujących kapitału może okazać się oferta instytucji pozabankowych. Proponowane przez nie rozwiązania takie jak np. private debt są łatwiej dostępne i bardziej elastyczne. Dzięki temu, że bazują na indywidualnej ocenie biznesu i dostosowują konstrukcję finansowania do realnych potrzeb firmy, mogą lepiej sprawdzić się w kryzysowej sytuacji. Zwłaszcza w przypadku firm, które borykają się z problemem zaburzonego łańcucha dostaw i z powodu opóźnień lub przestojów w dostawach, muszą jednorazowo zamrozić więcej gotówki w zaliczkach i przedpłatach. Jest to rozwiązanie, które może pomóc w szybszym przywróceniu stabilności działania. Niewątpliwym atutem instytucji pozabankowych, poza ich elastycznością, jest także to, że oferują nie tylko pomoc w utrzymaniu płynności finansowej, lecz także w odpowiednim zarządzaniu kapitałem obrotowym.

[1] PARP „Raport o stanie małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce”, Warszawa, czerwiec 2019

Koronawirus uderza w producentów elektroniki. Problemy nie dotykają jednak wszystkich

0

Pandemia koronawirusa wpływa na działalność i kondycję finansową polskich firm. Nie wszystkie mają jednak problemy. Około 15 proc. przedsiębiorstw z sektora MŚP deklaruje, że ich sprzedaż i produkcja w ostatnim czasie wzrosły – wynika z badania na zlecenie KRD. Mimo kłopotów bigtechów takich jak Apple czy Samsung i przestojów w produkcji elektroniki problemy omijają jak na razie producentów i dystrybutorów akcesoriów cyfrowych. Część z nich notuje wręcz wzrosty, ponieważ klienci w obawie przed brakiem towaru i niemożliwością realizacji dostaw wypełniają swoje magazyny po brzegi.

– Mimo sytuacji związanej z koronawirusem nie odnotowaliśmy żadnych spadków zainteresowania akcesoriami mobilnymi wśród użytkowników. Te produkty cały czas dobrze się sprzedają, fabryki pracują – może nie w 100 proc. tak jak wcześniej, ale stocki mamy pełne. Mamy kilkanaście kategorii, w których znajduje się od kilku do kilkudziesięciu różnych produktów, więc nawet jeżeli któregoś z nich zabraknie, jesteśmy w stanie zastąpić go innym – mówi agencji Newseria Biznes Kacper Kowalewski, prezes zarządu Baseus Polska, producenta takich rozwiązań jak ładowarki, powerbanki, słuchawki czy nawilżacze powietrza.

Kryzys związany z pandemią koronawirusa dotkliwie odbija się na gospodarce i kondycji przedsiębiorstw. Jak wynika z badań przeprowadzonych pod patronatem Krajowego Rejestru Długów, 38 proc. polskich firm z sektora MŚP było zmuszonych z tego powodu podnieść koszty prowadzenia działalności, a 28 proc. zauważyło spadek płynności finansowej. Mniej więcej 1/3 zanotowała ograniczenie sprzedaży i produkcji.

Problemy dotykają nie tylko małych i średnich przedsiębiorstw, ale i globalnych koncernów. Technologiczny giganci – m.in. Google, Apple i Microsoft – byli zmuszeni wstrzymać swoją produkcję i zamknąć fabryki w Chinach, co przełożyło się na ich wyniki finansowe. Apple oficjalnie poinformowało, że jego wyniki kwartalne będą niższe od prognozowanych, m.in. wskutek zatrzymania linii produkcyjnych iPhone’ów, a Samsung musiał zamknąć jedną z fabryk w Korei Południowej, gdzie produkowany jest najnowszy flagowiec Galaxy Z Flip.

Marcowe badania pod patronatem KRD pokazują jednak, że nie wszystkie firmy notują straty z powodu pandemii koronawirusa. Około 15 proc. zadeklarowało wręcz, że ich sprzedaż i produkcja w ostatnim czasie wzrosły. Kłopoty omijają jak na razie producentów i dystrybutorów akcesoriów mobilnych.

– Nie odnotowaliśmy żadnych spadków: ani zainteresowania, ani sprzedaży. Cały czas działamy, wysyłamy towar, więc wszystko jest w porządku – mówi Kacper Kowalewski.

W związku z koronawirusem firma odnotowała wręcz wzrost sprzedaży, ponieważ jej klienci – w obawie przed brakiem towaru i niemożliwością realizacji dostaw – wypełniają swoje magazyny po brzegi.

Prezes firmy Baseus ocenia też, że w przypadku dużych rynkowych graczy nawet wstrzymanie produkcji w chińskich fabrykach nie spowoduje znaczących przestojów, ponieważ zazwyczaj mają ją ulokowaną w różnych zakładach. Zatrzymanie linii produkcyjnych w jednej czy dwóch fabrykach może spowodować co prawda chwilowe problemy, ale nie jest równoznaczne z końcem działalności.

Jak podkreśla, marka w każdej kategorii produktowej ma od kilku do kilkunastu różnych zamienników i nawet jeżeli jednego z nich zabraknie – jest w stanie zastąpić go innym, tej samej jakości i o tych samych parametrach.

 Klienci nie mają z tym problemu, bo najważniejsze są dla nich parametry i funkcjonalność produktu – mówi Kacper Kowalewski.

Marka nie tylko nie odnotowała dotąd problemów związanych z łańcuchem dostaw i sprzedażą, ale też rozwija działalność. Co tydzień do jej oferty dołącza po kilka nowych produktów, a na specjalne potrzeby klientów uruchomiła również nową gałąź – produkcję płynów, żeli i ściereczek antybakteryjnych. Z ewentualnymi problemami muszą liczyć się jednak mniejsi gracze, o słabszej pozycji rynkowej.

– Są na pewno takie firmy – w tym nawet polscy producenci – które są zdecydowanie mniejsze i też produkują akcesoria mobilne, korzystając z fabryk w Chinach. One mogą mieć problemy, ale nie chcę wyrokować, bo na razie nie mamy takich informacji – mówi prezes zarządu Baseus Polska.

Ceny paliw będą nadal spadać. Tanieje ropa, a popyt na stacjach benzynowych maleje

0

Ceny ropy są najniższe od 2002 roku. W ślad za nimi lecą na łeb na szyję ceny paliw na stacjach benzynowych. Z powodu pozostawania większości osób w domach frekwencja tankujących jest nawet o połowę niższa niż zazwyczaj. To oznacza duże problemy właścicieli stacji benzynowych.

Średnie ceny paliw w Polsce spadły w ostatnim tygodniu o 22–23 gr na litrze, a oleju napędowego o 24 gr. Obecnie średnie ceny to 4,52 zł za 1 litr w wypadku benzyny 95 i 4,60 zł za litr diesla – informuje Biuro Maklerskie Reflex. Na niektórych stacjach ceny spadły nawet poniżej 4 zł na litrze. Prognozy zwiastują dalsze spadki. Według portalu E-petrol.pl w tym tygodniu (23–29 marca) średnia cena benzyny 98 będzie się mieściła w przedziale 4,49–4,70 zł, cena 95-tki między 3,99 a 4,30 zł, zaś cena diesla – między 4,30 a 4,55 zł za litr. Najtańszy tradycyjnie będzie gaz LPG. E-petrol.pl prognozuje jego cenę na 1,97–2,06 zł za litr.

Gwałtowne obniżki cen w hurcie dają dużą szansę na pogłębienie spadków cen na stacjach w kolejnych dniach, jednak ich skala będzie już prawdopodobnie dużo mniejsza – oceniają eksperci BM Reflex. – Odbicie na rynku ropy naftowej i osłabienie złotego spowodują odbicie cen hurtowych na rynku krajowym, co może ograniczać skłonność do głębokich korekt na stacjach w dół. Niemniej na razie nie ma zagrożenia wzrostem cen detalicznych – piszą analitycy.

Spadki są pokłosiem najszybszego od 1991 roku spadku cen ropy. Jest ona najtańsza od 18 lat. 18 marca cena baryłki teksańskiej ropy WTI spadła poniżej 22 dol., a europejskiej ropy Brent zbliżyła się od góry do ceny 25 dol. Od początku roku spadki te są rzędu 60 proc. To efekt koronawirusa i zamrożenia światowych gospodarek. Ceny „czarnego złota” spadają czwarty tydzień z rzędu. Wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin powiedział w telewizji publicznej, powołując się na rozmowy z prezesami spółek paliwowych, że zaobserwowano bardzo wyraźny spadek sprzedaży benzyny na stacjach benzynowych, nawet o połowę.

– Wydaje się, że dzisiaj problemem dla wszystkich staje się nie poziom cen, ale poziom sprzedaży paliw. Oznacza to przede wszystkim problemy właścicieli stacji – komentuje BM Reflex. – Ograniczenie wyjazdów służbowych i prywatnych, pozostanie w domach i praca zdalna będą przekładały się na niższe zapotrzebowanie na paliwa.

Dodatkowym czynnikiem obniżającym ceny ropy naftowej na światowych rynkach jest wojna cenowa między Arabią Saudyjską a Rosją. Tych dwóch z trzech największych na świecie producentów „czarnego złota” nie porozumiało się na spotkaniu OPEC+ 6 marca, gdyż Rosja odmówiła dalszego cięcia wydobycia. W efekcie tego Arabia Saudyjska zapowiedziała zwiększenie wydobycia od kwietnia i obniżenie cen. Rzecz polega na tym, że koszty wydobycia w Arabii Saudyjskiej są znacznie niższe niż w Rosji. Jednak i tak sięgają 35 dol. za baryłkę, więc Saudowie będą musieli dopłacać do produkcji.

Prezydent USA zasugerował w czwartek podjęcie w odpowiednim czasie mediacji między Rosją i Arabią Saudyjską. Oczywiście jego celem jest ocalenie amerykańskich łupków. Niestety cel Rosji i Arabii Saudyjskiej, w cieniu rzekomego konfliktu, może być ten sam – doprowadzenie do spadku produkcji ropy naftowej z łupków w USA. Poza tym im dłużej ceny ropy naftowej pozostaną na niskich poziomach, tym większe ryzyko problemów z produkcją i wzrostu jej cen w dłuższym okresie – podsumowuje BM Reflex.

Polska najszybciej rosnącym rynkiem biurowym w Europie Środkowo-Wschodniej. Najnowszym trendem są elastyczne biura

Wielu najemców biur – zarówno indywidualnych, jak i biznesowych – ma coraz bardziej zindywidualizowane potrzeby albo w miarę rozwoju swojej działalności wyrasta ze współdzielonych biur. Decydują się wtedy najczęściej na biura w modelu flex office, który jest jednym z najszybciej rosnących trendów na rynku nieruchomości. Według JLL w ubiegłym roku powierzchnia elastycznych biur w Polsce wyniosła 240 tys. mkw., a na rynku wciąż jest ogromny potencjał do wzrostu. Operator elastycznych biur New Work chce go wykorzystać i do końca przyszłego roku być obecny już w 27 lokalizacjach w Polsce, która jest dla firmy kluczowym rynkiem w regionie.

– Sharing economy opisuje obecną sytuację na rynku – wszyscy chcą się dzielić, ale tylko do pewnej granicy. Kiedy ktoś chce prowadzić własne rozmowy telefoniczne – woli mieć własne biuro. Dlatego też koncepcja gospodarki współdzielonej, która została podchwycona przez WeWork czy LinkedIn – obejmująca duże przestrzenie co-workingowe z małymi biurkami dla poszczególnych osób – na dłuższą metę nie jest przyjmowana przez rynek aż tak dobrze. Wiele osób – w miarę rozwijania swojej działalności – wyrasta ze sceny co-workingowej, buduje własne firmy i chce odzyskać swoją prywatność – mówi agencji Newseria Biznes Hubert Abt, dyrektor generalny i założyciel New Work.

Ekonomia współdzielenia (sharing economy czyli wymiana dóbr między użytkownikami odgrywa coraz ważniejszą rolę w globalnej gospodarce. W sektorach takich jak transport czy nieruchomości zdobyła już znaczną część rynku. Według firmy PwC jeszcze w 2014 roku wartość globalnego rynku usług dzielonych wynosiła raptem 15 mld dol. Tymczasem do 2025 roku globalny przychód z ekonomii współdzielenia ma już sięgnąć 335 mld dol. i to tylko w pięciu sektorach (usługi finansowe, transport, hotelarstwo, turystyka i HR). Ten trend zyskuje wśród konsumentów rosnącą popularność, ponieważ odpowiada na kilka ważnych potrzeb: niskie ceny, indywidualizację i wygodę. Według Eurobarometru niemal co czwarty Europejczyk skorzystał już z usług oferowanych na platformach współdzielenia.

Na podstawie sharing economy wyrosło w ostatniej dekadzie wiele biznesów – takich jak Uber, WeWork czy Airbnb – które pozyskały miliardowe finansowanie i klientów, stając się światowymi gigantami. Z drugiej strony – ten model budzi też coraz więcej kontrowersji, m.in. w kontekście prawa, które nie nadąża za zmieniającym się rynkiem, i problemów finansowych – bo wiele biznesów, które wyrosły zgodnie z zasadami gospodarki współdzielenia, w praktyce okazało się nieefektywnych finansowo.

Założyciel New Work Hubert Abt ocenia, że trend sharing economy co prawda rewolucjonizuje rynek, ale w praktyce wielu klientów – zarówno indywidualnych, jak i biznesowych – ma coraz bardziej zindywidualizowane potrzeby albo po prostu z czasem „wyrasta” ze współdzielenia, w miarę rozwoju swojej działalności.

– Klientów można podzielić na trzy kategorie. Pierwsza to osoby pracujące w przestrzeniach co-workingowych, ludzie z laptopami, których wszyscy znają z WeWork i Starbucksa. Oni wpisują się w nurt elastyczności na życzenie i wielu możliwych lokalizacji – mówi Hubert Abt. – Dalej mamy małe i średnie firmy zatrudniające 5-15 pracowników, które potrzebują gotowego miejsca, gdzie można się wprowadzić, i elastycznych warunków, bez wieloletnich zobowiązań czy nakładów inwestycyjnych. Ostatnią grupą są klienci korporacyjni, ci najwięksi: firmy typu Heineken, Lufthansa czy Tata Consultancy, potrzebujący ogromnych przestrzeni do pracy, z których część – ze względu na zmiany w relacjach pracodawca – pracownik, musi być zarządzana w sposób elastyczny. Około 50 proc. pracowników nie jest już zatrudniona na stałe, więc duże firmy potrzebują coraz większej przestrzeni w swoich biurach funkcjonującej na elastycznych warunkach. 

Firmy – od małych po te duże – mają większe potrzeby niż tylko wynajęcie współdzielonej przestrzeni biurowej. W związku z tym New Work oferuje im biura w modelu flex office, czyli w pełni wyposażone i zaaranżowane, wraz z ich obsługą biurową, administracyjną i techniczną oraz  możliwością wynajmu na określony czas.

– Pracownicy korzystający z przestrzeni co-workingowych znajdą się wszędzie, lecz firmy mają już inne potrzeby – mówi Hubert Abt.

Jak podkreśla, cyfryzacja i zmiany zachodzące w relacjach pracodawca – pracownik sprawiają, że produkty dostarczane na rynek muszą być elastyczne. Dlatego też elastyczny wynajem biur to segment rynku, który z każdym rokiem nabiera rozpędu. Potwierdzają to dane firmy doradczej JLL, z których wynika, że dynamiczny rozwój tego sektora jest jednym z najszybciej rozwijających się trendów na rynku nieruchomości komercyjnych. W 2019 roku podaż elastycznych przestrzeni biurowych na 24 największych rynkach Europy wzrosła o 29 proc, a Polska jest jednym z liderów. Powierzchnia elastycznych biur na polskim rynku wyniosła w ub.r. 240 tys. mkw., ale wciąż jest potencjał do wzrostów, bo w Warszawie raptem 2,5 proc. oferty to elastyczne przestrzenie biurowe.

– Flex to słowo klucz w całej branży. Obecnie możemy mówić o renesansie takich usług ze względu na popyt i przemiany społeczne spowodowane cyfryzacją – mówi Hubert Abt. – Elastyczność to podstawowa korzyść dla klientów. Korporacje wymagają przestrzeni biurowej na życzenie, czegoś w rodzaju wejściówki na siłownię. Wszystko musi już na nich czekać, razem z kawą i pizzą. Mniejsi klienci potrzebują prywatności bez nakładów inwestycyjnych, a korporacyjni stawiają na bezpieczeństwo, trwałość, zarządzanie rekrutacją i potrzebują o wiele większych przestrzeni. Nie wszystkie potrzeby są więc takie same, ale elastyczność pozwala każdemu klientowi wynająć biuro tylko na określony okres, bez jakichkolwiek nakładów inwestycyjnych.

Jak podkreśla, Polska to dla New Work największy rynek w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Do 2021 roku już około 70 proc. portfolio firmy ma być zlokalizowane właśnie na polskim rynku.

– Polska gospodarka jest największa w regionie, ma szybszą dynamikę w porównaniu z mniejszymi krajami, takimi jak Węgry czy Czechy. Dlatego też możemy tak szybko się tu rozwijać. W Polsce wynajmujemy już w trzech miastach (Kraków, Łódź, Warszawa – przyp. red.), a wkrótce będziemy dostępni w kolejnych. Dla porównania, w pozostałych krajach mamy po jednym mieście i ta różnica decyduje o naszej dynamice rozwoju w Polsce – mówi Hubert Abt.

Polska jest także najszybciej rosnącym rynkiem biurowym w regionie CEE. Według JLL ubiegły rok był rekordowy i charakteryzował się świetnymi wynikami rynków regionalnych – zarówno po stronie podażowej, jak i popytowej. Prym wciąż wiedzie jednak Warszawa, która na dodatek w zeszłym roku odnotowała spektakularny poziom popytu – wskazują eksperci JLL. Obecnie w stolicy w budowie znajduje się prawie 800 tys. mkw. powierzchni biurowej, z czego ponad połowa zostanie oddana do użytku w 2020 roku – podaje Savills w styczniowym raporcie.

– Musimy być tam, gdzie mamy najwięcej klientów – mówi Hubert Abt. Elastyczny najem przestrzeni biurowej jest potrzebny wszędzie, ale musimy brać pod uwagę skalę ekonomiczną, jeśli chodzi o ilość dostępnej przestrzeni w danym mieście. Im większe miasto, tym mamy jej więcej i otwieramy ją wcześniej.

Założyciel New Work zapowiada, że do 2021 roku firma chce być obecna łącznie w 27 lokalizacjach w Polsce. Obecnie pracuje nad dodatkowymi siedmioma projektami o łącznej powierzchni 20 tys. mkw. Planuje otworzyć biura m.in. w Gdańsku, Wrocławiu, Poznaniu i Katowicach oraz na mniejszych rynkach regionalnych, takich jak Białystok. Wprowadzi też kolejne lokalizacje w Łodzi i Warszawie.

Praca zdalna to ogromne wyzwanie dla firm. Nieautoryzowane aplikacje i urządzenia mogą je narazić na milionowe straty

Popularyzacja pracy zdalnej oraz narzędzi chmurowych przyczynia się do wzrostu zagrożeń związanych z tzw. Shadow IT, czyli wykorzystywaniem w ramach firmowej sieci rozwiązań technologicznych niezatwierdzonych przez administratorów. Niezweryfikowane pod kątem bezpieczeństwa urządzenia i aplikacje mogą stać się obiektem ataku cyberprzestępców. Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa pracują nad narzędziami, które pozwolą zminimalizować ryzyko ingerencji w firmową sieć za pośrednictwem Shadow IT.

– Gartner szacuje, że w roku 2020 co trzeci udany cyberatak będzie wykorzystywał Shadow IT. Coraz więcej słyszy się o wycieku danych, atakach ransomware, infekowaniu urządzeń wykorzystywanych w instytucjach. Stosowanie aplikacji w chmurze też nie ułatwia sytuacji. Sondaż Skyhigh mówi, że przeszło 70 proc. menedżerów IT nie zdaje sobie sprawy ze skali zagrożenia Shadow IT w ich organizacjach. Szacuje się, że średnia instytucja finansowa wykorzystuje około tysiąca aplikacji w chmurze, z czego tylko 7 proc. spełnia wymagania bezpieczeństwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sebastian Wąsik, Country Manager na Polskę w baramundi software AG.

Pracodawcy pozwalający na wykorzystywanie prywatnych telefonów w ramach firmowych struktur informatycznych narażają się na spore niebezpieczeństwo. Z najnowszych danych opublikowanych przez brytyjską organizację Which wynika, że aż 42,1 proc. urządzeń z Androidem, które są aktywnie użytkowane, nie spełnia podstawowych norm bezpieczeństwa. Taki odsetek sprzętów korzysta bowiem z systemu w wersji 6.0 bądź starszej, dla których nie są wydawane nowe poprawki bezpieczeństwa. Używanie ich w ramach firmowej sieci może ułatwić cyberprzestępcom przeprowadzenie skutecznego ataku.

Źródłem zagrożenia są nie tylko przestarzałe i niesprawdzone urządzenia, ryzykowne jest także korzystanie z niesprawdzonych aplikacji, które mogą przyczynić się do wycieku poufnych danych. Specjaliści ds. bezpieczeństwa z firmy Wandera na początku 2020 roku przytoczyli przykład aplikacji do chmurowej konwersji dokumentów Cometdocs, w której wykryto groźne niedopatrzenie – aplikacja mobilna nie szyfrowała plików przed wysłaniem ich na serwer, przez co mogły paść łatwym łupem cyberprzestępców.

– Działy IT powinny zwiększyć kontrolę nad wykorzystywaniem różnych rozwiązań we własnej organizacji. Można wykorzystywać do tego narzędzia, które zminimalizują ludzki czynnik ryzyka. Możemy mieć większą kontrolę nad użytkownikiem. Działy IT odpowiadają za to, czy infrastruktura jest zabezpieczona. Nieświadomość tego, że użytkownicy wykorzystują nieautoryzowane aplikacje, może być brzemienna w skutki. To przekłada się na konkretne pieniądze, na efekty biznesowe, np. wyciek danych, kary ze względu na RODO – przestrzega ekspert.

Liczba prywatnych urządzeń wykorzystywanych w ramach firmowych sieci będzie stale rosła, dlatego branża technologiczna pracuje nad redukcją ryzyka ataku za pośrednictwem Shadow IT. Rozbudowane narzędzia tego typu udostępniają m.in. korporacje wyspecjalizowane w dostarczaniu chmurowych rozwiązań biznesowych.

Microsoft Cloud App Security to zintegrowana usługa bezpieczeństwa, której celem jest monitorowanie przepływu danych oraz analiza potencjalnych zagrożeń w czasie rzeczywistym przy wykorzystaniu technologii chmurowych. Potrafi automatycznie identyfikować aplikacje i usługi w ramach organizacji oraz analizować przeszło 70 czynników ryzyka. Firma z Augsburga opracowała z kolei zestaw narzędzi baramundi Management Suite przystosowany do pracy w rozproszonym środowisku biznesowym. bMS automatyzuje wykrywanie podatności i dystrybucję łat oraz pozwala na zdalne zarządzanie wszystkimi urządzeniami wykorzystywanymi w przedsiębiorstwie, dzięki czemu specjaliści ds. IT mają pełny wgląd w dane przepływające przez firmową sieć.

– Są narzędzia, które umożliwiają rozdzielenie części prywatnej i firmowej, żeby wyjść naprzeciw ryzykom, zabezpieczyć przed wyciekiem danych i przejmowaniem różnych informacji, a w przypadku kradzieży urządzenia zdalnie wyczyścić tylko część firmową. Są też bazy, tzw. CVE, w których możemy sprawdzić, czy aplikacja ma dużą, czy małą podatność, czy są one istotne, czy nie. Praktycznie każdy software ma lub może mieć tę podatność – twierdzi Sebastian Wąsik.

Według analityków Fortune Business Insights globalny rynek cyberbezpieczeństwa w 2019 roku był wart 112 mld dol. Do 2027 roku ma rosnąć w tempie 12,6 proc. średniorocznie, by osiągnąć wartość niemal 282 mld dol.

Magda Gessler: otworzyłam sklep internetowy. Powstał, by wszyscy mieli dostęp do smakołyków, które pamiętam z dzieciństwa

Restauratorka otworzyła sklep internetowy Schronisko Smaków Magdy Gessler. Dostępne są w nim między innymi przetwory, naturalnie wędzone mięsa, miody czy świeże pieczywo. Specjały przygotowywane są zgodnie z długoletnią tradycją przez wykwalifikowany zespół pod czujnym okiem restauratorki.

– Sklep internetowy powstał, by wszyscy mieli dostęp do smakołyków, które pamiętam z czasów mojego dzieciństwa. Mama i babcia zawsze konserwowały przysmaki sezonowe w szkle, a później przetrzymywały je w spiżarni. Dzięki temu czułam się bezpieczna. Obecnie niewiele osób ma czas, by robić przetwory. Nasza przeszkolona załoga zatrzymuje czas lata, jesieni, żeby Państwo mogli skosztować smaków, mieszkających w mojej głowie i duszy – mówi w wozmowie z agencją Newseria Lifestyle Magda Gessler.

Magda Gessler tłumaczy, że przez 10 lat prowadzenia programu „Kuchenne rewolucje” nieustannie walczyła z chemią spożywczą i szkodliwymi konserwantami. Sklep jest owocem jej dotychczasowych działań. Specjały, które się w nim znajdują są bowiem konserwowane jedynie w sposób naturalny – przez sterylizację, gotowanie czy wędzenie.

Dawniej ludzie w sposób nadzwyczajny pochylali się nad jedzeniem. Mieli czas, by przykładać się do jego wykonywania. Starali się nie ze względu na możliwość zarobku, ale z powodu jakości i miłości do bliskich. To właśnie chcę powtarzać, by ludzie, którzy ciężko pracują mieli przyjemność otworzenia słoika, na przykład z świeżą konfiturą z malin – tłumaczy.

W Schronisku Smaków można znaleźć jedynie starannie wyselekcjonowane produkty. Restauratorka zapewnia, że najważniejsza jest dla niej jakość. W konsekwencji ilość schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca staranności wykonania. Sprawdzone przysmaki powstają w górach – dzięki temu nie mają kontaktu smogiem i zanieczyszczeniami znajdującymi się w miejskim powietrzu.

Produktem numer jeden w naszym sklepie internetowym jest szynka – długo wędzona i peklowana.  Wędzenie odbywa się na prawdziwym drzewie olchowym lub owocowych i trwa od 12 do 24 godzin. Dzięki temu szynka pachnie ogniskiem. Cudowna jest również kiełbasa krakowska – bardzo dobrze doprawiona z odrobiną pieprzu. Jest też boczek, który ubóstwiam. Wszystkie produkty są chude, mają w sobie niewielką ilość tłuszczu. Chleb pieczemy sami w piecu w Bukowinie Tatrzańskiej – mówi restauratorka.

Oprócz mięs, ryb, sosów czy przetworów z warzyw i grzybów w sklepie internetowym Magdy Gessler można znaleźć również produkty słodkie, które świetnie nadają się do deserów i jako przekąski pomiędzy posiłkami. Wszystkie wykonane są z naturalnych owoców, co sprawia, że zawierają w sobie niezbędne witaminy, także witaminę C, która przyczynia się do ochrony komórek przed stresem oksydacyjnym.

Oczywiście mamy też słodką półkę – lato zamknięte w szkle, na czele z moim ukochanym sokiem malinowym. Kiedy jest zimno sok malinowy działa jak lekarstwo. Natomiast bez konfitury malinowej, nie wyobrażam sobie kruchych ciasteczek. W Schronisku Smaków jest również konfitura pigwowa i syrop korzeniowy, który pobudza krążenie i wzmacnia odporność – zwraca uwagę.

Jak podkreśla restauratorka, produkty są wytwarzane na bieżąco i dostarczane klientom w krótkim czasie, co gwarantuje świeżość.

Sławomir Dudek: Dług Polski na poziomie 55% PKB jest realny

Jeśli złoty polski osłabnie w tym roku podobnie tak jak w 2008 r., to jest możliwe, że przebijemy dług na poziomie 55 procent Produktu Krajowego Brutto – wynika z analizy Pracodawców RP. Ryzyko jest realne, nie możemy się ograniczyć do drukowania pieniądza przez NBP, musimy też szukać oszczędności w budżecie – np. poprzez zawieszenie 13-tej i 14-stej emerytury.

Według naszych wyliczeń, dodatkowe potrzeby pożyczkowe mogą wynieść w 2020 roku ponad 100 miliardów złotych, to jest:

  • ubytek dochodów jednorazowych (opłata przekształceniowa OFE, dochody ze sprzedaży dodatkowych pozwoleń na emisję CO2, dochody ze sprzedaży pasma 5G) w kwocie ok. 20 mld zł,
  • ubytek podatków i składek z tytułu recesji w gospodarce w kwocie ok. od 20 do 40 mld zł,
  • koszty pakietu ustaw tzw. Tarczy Antykryzysowej w kwocie ok. 66 mld zł – nie mamy jednak informacji o pełnym koszcie tego pakietu, gdyż nie dołączono do niego Oceny Skutków Regulacji i bazujemy na kwocie ogłoszonej przez rząd wcześniej.

„Bazowa ustawa jest przygotowana legislacyjnie dobrze – za to należą się gratulacje, ale tylko do niej dołączono Ocenę Skutków Regulacji, zawierającą działania na sumę ok. 12 mld zł – pozostałe projekty nie mają wyliczeń lub nadal są wariantowe. Co istotne, pakiet nie zwiera propozycji Prezydenta dotyczącej zawieszenia składek dla firm zatrudniających do 9 pracowników, przy spełnieniu kryterium przychodowego. A ten projekt ma kosztować 13 mld zł, tylko że… miesięcznie” – mówi dr Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Pracodawców RP. „To oznacza, że dziś nie da się przygotować rzetelnej oceny wpływu sytuacji kryzysowej i pakietu Tarczy na finanse publiczne. Potrzeba więcej czasu na dokładne wyliczenia” – podkreśla ekspert.

W analizowanym przez Pracodawców RP scenariuszu, dług publiczny zapisany w planie na 2020 r. w kwocie 1 039 mld zł (ponad bilion zł) może wzrosnąć od ok. 106 do 126 mld złotych. Ustawa budżetowa zakładała pierwotnie, że relacja państwowego długu publicznego (PDP) do PKB wyniesie 43,8 proc. Niższy wzrost PKB w skrajnym scenariuszu, nominalna stabilizacja PKB, to przyrost tej relacji do ok. 46 proc. (czyli plus 2,2 pp.). Należy uwzględnić też ryzyko kursowe i ewentualne trwałe osłabienie złotego. Na dziś to 10 proc. deprecjacji kursu wobec głównych walut, a według symulacji Ministerstwa Finansów każde 10 proc. to ok. 1 pp. relacji PDP do PKB – czyli dług na poziomie 47 proc. Dodając do tego szacowane dodatkowe potrzeby pożyczkowe (106-126 mld zł), uzyskujemy dług publiczny wielkości ok. 51,7 do 52,5 proc. PKB. Do progu 55 proc. zostaje więc bardzo niewiele, bo tylko 2,5 proc. PKB. Jeśli nasza waluta osłabnie jak w 2008 roku, to jest możliwe, że przebijemy poziom 55 proc. PKB.

Co do konieczności stosowania się do reguły wydatkowej, to mamy klauzulę wyjścia – w przypadku wprowadzenia stanu klęski żywiołowej można planować w budżecie wydatki większe niż ograniczenie Stabilizującej Reguły Wydatkowej. Jednak w przypadku progu bezpieczeństwa dla państwowego długu publicznego takiej klauzuli nie ma. Po przekroczeniu długu wyższego niż 55 proc. PKB trzeba będzie zastosować działania sanacyjne przewidziane w art. 86 Ustawy o Finansach Publicznych (np. brak realnej waloryzacji emerytur, mrożenie wynagrodzeń itd.). Po przebiciu 55 proc. można również zastosować art. 38 pkt. 3 tej ustawy, czyli przyjęcie do wyliczenia PDP średniorocznego kursu walutowego, a nie kursu z końca roku i uwzględnienie kwoty wolnych środków pieniężnych na rachunku budżetu. Osłabienie złotego może być jednak trwałe w kolejnych miesiącach, i średnia nie zadziała, a środków na rachunkach w obecnej sytuacji płynnościowej też nie będzie.

Mamy też w rezerwie środki europejskie, które mogą złagodzić potrzeby pożyczkowe, o ile nie są one już zawarte w obecnych planach (nie są to nowe środki, tylko niewykorzystane). Kolejne pytanie to kwestia dochodów podatkowych: czy ubytek 40 mld zł w skrajnym scenariuszu to wszystko? „Niektórzy ekonomiści szacują, że spadek dochodów będzie głębszy. W latach 2008-2009, w czasie poprzedniego kryzysu, dochody podatkowe zmniejszyły się o ok. 3 pp. PKB! W tym roku sytuacja może być jednak jeszcze gorsza. Musimy więc szukać oszczędności w budżecie, abyśmy uniknęli tego, niestety realnego, ryzyka” – podkreśla dr Dudek.

Znieść zakaz handlu w niedziele – apel Pracodawców RP dot. Pakietu Antykryzysowego

Pracodawcy RP apelują o całkowite zniesienie zakazu handlu w niedziele, które musi zostać zawarte w pakiecie antykryzysowym – na kolejne nowelizacje i zmiany nie ma czasu. W pakiecie ustaw tzw. Tarczy Antykryzysowej zaproponowano jedynie możliwość przyjmowania towaru w sklepach w niedziele – to tylko pozorne złagodzenie zakazu, który należy natychmiast znieść dla naszego bezpieczeństwa! Skończmy z politycznymi kalkulacjami, społeczeństwo oczekuje realnego wsparcia, a nie kombinowania, jak nie narazić się Solidarności.

Nie chodzi tylko o firmy czy biznes – chodzi o bezpieczeństwo całego społeczeństwa, o możliwość zapewnienia wszystkim stałej dostępności produktów pierwszej potrzeby.

W przekazanym stronie społecznej pakiecie ustaw antykryzysowych proponuje się jedynie możliwość „wykonywania czynności związanych z handlem, polegających na rozładowywaniu, przyjmowaniu i ekspozycji towarów pierwszej potrzeby oraz powierzania pracownikowi lub zatrudnionemu wykonywania takich czynności” w niedziele. Jeśli więc w małej miejscowości zabrakłoby towarów pierwszej potrzeby, a dostawa dotarłaby w niedzielę, to lokalna społeczność musiałaby czekać na możliwość zakupienia niezbędnych produktów i żywności do poniedziałku. Taki scenariusz w dobie stanu epidemii do czysty absurd. Łatwo wyobrazić sobie ponadto, jakiej presji społecznej poddani byliby pracownicy takiego sklepu – będąc w pracy nie mogliby otworzyć go i sprzedać towaru potrzebującym!

Równie istotna jest kwestia bezpieczeństwa zdrowotnego. Wszyscy apelują obecnie, abyśmy zachowywali bezpieczną odległość między sobą, aby do placówek handlowych wpuszczać po kilka osób. Zniesienie zakazu handlu w niedziele jest tu idealnym rozwiązaniem, rozszerzającym możliwość dokonywania zakupów w czasie i ułatwiającym zapewnienie mniejszego zagęszczenia wśród kupujących.

Duży spadek tempa wzrostu PKB w roku 2020, ale prawdopodobna recesja nie potrwa długo

Obserwując stan gospodarki chińskiej, ekonomiści generalnie przewidują duży, silnie skoncetrowany w czasie spadek tempa wzrostu polskiego, a także europejskiego i swiatowego PKB – połączony w kwartałach II i III 2020 prawdopodobnie z recesją gospodarczą.

– Natomiast po tych dwóch, trzech kwartałach kryzysu, w niektórych branżach spodziewałbym się stosunkowo szybkiego odbicia – powiedział serwisowi eNewsroom Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club, członek Polskiej Akademii Nauk.

Należy zauważyć różnicę między obecnym kryzysem, a tym w 2008 roku, który zaczął się od kłopotów spowodowanych nadmiernym zadłużeniem gospodarstw domowych i rządów, często tak dużym, że niezdolnych do obsługi długów. Upadające w rezultacie banki doprowadziły w drugiej fazie i na dość długo do problemów w życiu wielu osób, przedsiębiorstw i państw.

Tym razem jest odwrotnie. Rozprzestrzeniający się po świecie wirus, uderza w pierwszej fazie w sferę realną, wpływając negatywnie na finanse prywatne i publiczne w drugiej fazie.

– W odróżnieniu od poprzednich kryzysów gospodarczych, mamy tym razem do czynienia najpierw z szokiem w obszarze zdrowotnym, a dopiero następnie z szokiem w sferze gospodarczym, w dodatku początkowo silnie powiększonym działaniami administracyjnymi władz publicznych, nakierowanymi na obronę życia ludzi i ograniczenie czasu trwania szoku zdrowotnego. Oczekiwałbym więc początkowo dużego spadku tempa wzrostu PKB w skali światowej, także polskiego i europejskiego PKB – nawet stanu recesji w następnych dwóch, trzech kwartałach. W niektórych branżach czeka nas bowiem niemal całkowite zamrożenie aktywności. Z kolei zapowiadane teraz przez rządy, a wprowadzane już przez banki centralne działania w odpowiedzi na te dwa szoki, zmierzają lub będą zmierzać do ograniczenia czasu trwania szoku gospodarczego. W rezultacie w przyszłym roku, a prawdopodobnie już w kwartale IV spodziewajmy się powrotu do może nie całkiem normalnej sytuacji, ale do w miarę zadawalającej – uspokaja Gomułka.

Pracodawcy RP: Należy zawiesić wypłatę 13. i 14. emerytur albo katastrofa

W nadzwyczajnej sytuacji trzeba szukać oszczędności, w innym przypadku finansom publicznym grozi katastrofa. Polska, jak każdy kraj, nie ma zasobów bez dna – obecny budżet centralny wymaga poważnej przebudowy, dlatego należy natychmiast zawiesić wypłatę 13. i 14. emerytur – uważają Pracodawcy RP.

„13. i 14. emerytura to świadczenia dodatkowe, których wprowadzenie uzasadniano dobrą sytuacją budżetową i gospodarczą. Tyle, że dziś to już odległa historia” – przypomina dr Sławomir Dudek, Główny Ekonomista Pracodawców RP i podkreśla: „Dzisiejsza sytuacja wymusza jedyną rozsądną decyzję – zawieszenie tych dodatkowych świadczeń do momentu, kiedy sytuacja gospodarcza i finansowa państwa wróci do stanu sprzed recesji wywołanej koronawirusem”.

Skali kosztów, jakie trzeba będzie ponieść w związku z pandemią jeszcze nie znamy. „Już wiemy, że musimy przekroczyć regułę wydatkową, że budżet będzie nowelizowany – on wymaga nie korekty, tylko poważnej przebudowy. Potrzebne jest olbrzymie wsparcie dla gospodarki, już dziś są w naszym kraju branże, w których przychody spadły dosłownie do zera” – podkreśla dr Dudek.

Przypomnijmy, że aby ratować płynność polskich firm i miejsca pracy, Narodowy Bank Polski zdecydował się na wyjątkowe, niestandardowe działania, będące w istocie monetyzacją  długu publicznego, zwaną w ekonomii drukowaniem pieniądza.

Odpowiedzialny przedsiębiorca, któremu brakuje dziś pieniędzy na normalne wynagrodzenia czy zaliczki na podatki, zrezygnuje z rozdawania swojemu zespołowi drogich prezentów z okazji nadejścia wiosny – to przecież oczywiste. Oczekujemy, że dla odpowiedzialnych za finanse publiczne takie samo postępowanie z budżetem centralnym będzie równie oczywiste.

#ZostańWDomu – jak mieszkańcy Polski, Włoch i Wielkiej Brytanii ograniczają rozprzestrzenianie się koronawirusa

Warszawska spółka specjalizująca się w Big Data – Cloud Technologies – wzięła pod lupę aktywności Polaków, Włochów i Brytyjczyków. Trzy diametralnie inne nacje, z trzech różnych regionów Europy o trzech różnych nastawieniach. Analiza danych geolokalizacyjnych pokazuje, że Polacy na tle innych narodów dotychczas najbardziej ograniczyli swoją mobilność i zdecydowali się pozostać w domach.

Koronawirus rozprzestrzenia się w dynamicznym tempie na całym świecie. Portale informacyjne, telewizja i prasa porzuciły inne tematy, skupiając się wyłącznie na raportowaniu i prognozowaniu skutków, jakie wywołuje globalna panika. A ta, niczym echo, wpływa już nie tylko na obywateli, ale i na całą gospodarkę.

Nic więc dziwnego, że każdy wypatruje końca pandemii i z utęsknieniem czeka na powrót do normalności, kiedy wszyscy chodzili do pracy, dzieci do szkoły, a świat funkcjonował normalnie. Kiedy skończy się ta sytuacja – tego jeszcze nie wiemy. Jednak dzięki analizie Big Data, możemy ocenić, która nacja najpoważniej i najszybciej zareagowała na nowe zagrożenie.

21 dni później

Analitycy Cloud Technologies, spółki przetwarzającej na co dzień anonimowe dane o kilku miliardach urządzeń podłączonych do Internetu na 200 rynkach świata, dokonali analizy mobilności społeczeństwa na podstawie danych geolokalizacyjnych pochodzących głównie ze smartfonów. W tym celu zebrano informacje z okresu od 24 lutego do 15 marca, jednocześnie ignorując wcześniejsze dni trwania epidemii, ponieważ wówczas obowiązywały jeszcze ferie zimowe, a te mocno zakłóciłyby realny obraz sytuacji i to, jak poruszali się ludzie na terenie Europy. Co istotne, przy analizie nie zostały uwzględnione dane o zachowaniach użytkowników, którzy odbywali dłuższe podróże w jedną stronę, co wskazywało na to, że mamy do czynienia na przykład z osobami powracającymi do domu po urlopie.

Celem analizy było sprawdzenie, czy obywatele poszczególnych krajów ograniczyli swoje życie towarzyskie, co może pomóc w ograniczeniu rozpowszechniania się wirusa. – zauważa Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies i dodaje: – W naszej analizie wykorzystaliśmy dane mobilne, pochodzące głównie z telefonów komórkowych, a geolokalizacja została oparta o system GPS. Na co dzień taką samą technologią wspieramy naszych klientów przy tworzeniu kampanii reklamowych on-line.

W ramach opracowanej analizy odległości zostały znormalizowane, tak aby możliwe było porównanie między różnymi krajami. Potrzeba normalizacji wynika z tego, że średnie odległości w poszczególnych krajach znacząco się różnią (wpływ na to może mieć średnia odległość między miejscem zamieszkania a miejscem pracy, czy chociażby klimat i pogoda).

Trzy narody – trzy podejścia

W swojej analizie analitycy z Cloud Technologies wzięli pod lupę trzy nacje, które zamieszkują skrajnie różne rejony Europy oraz reprezentują zupełnie różne podejścia do tematu prewencji epidemiologicznej. Polacy, Włosi i Brytyjczycy byli “badani” przez okres trzech tygodni pod kątem tego, jaką odległość pokonał statystyczny mieszkaniec tych rejonów.

Przygotowane wykresy przy pomocy współczynnika aktywności przedstawiają średnią odległość, jaką pokonał statystyczny mieszkaniec danego kraju. Ciągła niebieska linia określa średnią dzienną odległość, zaś przerywana bordowa linia to punkt odniesienia, który przedstawia średni dystans, jaki mieszkańcy danego kraju przebyli w ciągu tygodnia przed wybuchem epidemii. Dzięki temu łatwo możemy porównać stopień aktywności sprzed i w trakcie trwania badania.

Polska:Polska

Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies S.A.
Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies S.A.

Analizując sytuację w Polsce, wyraźnie widać, że od 9 marca, czyli 5 dni po odnotowaniu pierwszego przypadku zakażenia koronawirusem w kraju, odległość przebyta przez statystycznego Polaka ma tendencję spadkową. Na przedstawionym wykresie uwidaczniają się też periodyczne, dwudniowe spadki – są to weekendy (01.03 i 08.03 – niedziele).

Co natomiast widoczne jest już na pierwszy rzut oka to drastyczny spadek aktywności Polaków. Nasi rodacy wykazali się największą wstrzemięźliwością w przemieszczaniu spośród wszystkich badanych przez nas nacji, co może przyczynić się do ograniczenia skutków działania wirusa. Nasza aktywność spadła blisko o połowę, co oznacza, że sumiennie i solidarnie podeszliśmy do apelów władz i pozostaliśmy w domach. – zauważa Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.

Kolor czerwony oznacza urządzenia należące do osób, które przemieszczały się. Zielone natomiast to urządzenia, które należały do osób niezmieniających miejsca pobytu.

Włochy:Włochy

Jak pokazuje wykres, dopóty nie wprowadzono we Włoszech zakazu zgromadzeń w całym kraju oraz dopóki nie zamknięto szkół i uniwersytetów, mieszkańcy półwyspu apenińskiego dosyć luźno podchodzili do kwestii zagrożenia, jakie niesie za sobą rozprzestrzenianie się wirusa – co może być przyczyną obecnej sytuacji, w jakiej znaleźli się Włosi.

Mimo dużo wcześniejszego pojawienia się koronawirusa we Włoszech w porównaniu z Polską, dopiero od 9 marca, gdy wprowadzono odpowiednie zakazy, Włosi zmobilizowali się, by pozostać w domach. Wówczas możemy zaobserwować wyraźny spadek aktywności, rozumianej jako przemieszczanie się. Pomimo tego, że Włosi to dziś jedna z najbardziej dotkniętych epidemią nacji na świecie, nie zredukowali oni tak swoich aktywności, jak miało to miejsce w Polsce.

Kolor czerwony oznacza urządzenia należące do osób, które przemieszczały się. Zielony natomiast to urządzenia, które należały do osób niezmieniających miejsca pobytu.

Wielka Brytania:Wielka Brytania

Ciekawy punkt odniesienia stanowi tu na pewno Wielka Brytania, gdzie decyzje podejmowane przez rząd budziły sporo kontrowersji. Brytyjskie władze do 15 marca, czyli do momentu trwania badania, nie wprowadzały żadnych ograniczeń w zakresie funkcjonowania społeczeństwa czy gospodarki.

Ma to swoje potwierdzenie w danych. Wykres wyraźnie wskazuje, że faktycznie Brytyjczycy w żadnym stopniu nie zrezygnowali z życia towarzyskiego, a ich sposób funkcjonowania nie uległ specjalnym zmianom.

Kolor czerwony oznacza urządzenia należące do osób, które przemieszczały się. Zielone natomiast to urządzenia, które należały do osób niezmieniających miejsca pobytu

Dane będzie nam wyzdrowieć

Przeprowadzona przez Cloud Technologies analiza, uwidacznia wiele różnic, jakie odnotowano pomiędzy poszczególnymi nacjami, jednak czy ma to przełożenie na to w jakim tempie i kiedy ludzie, jak i gospodarki zaczną zdrowieć?

To bardziej pytanie do epidemiologów, ekonomistów, jak i psychologów społecznych, aczkolwiek więcej jak oczywistym wydaje się, że ograniczenie aktywności jest czynnikiem, który może wpłynąć na ograniczenie rozprzestrzeniania się koronawirusa. Patrząc w ten sposób, możemy być dumni z naszych rodaków, którzy tak odpowiedzialnie podeszli do tej kwestii. Pozostaje mieć nadzieję, że taką postawą będą się cechować do końca obowiązywania zalecanych ograniczeń w kontaktach i przemieszczaniu się. – zauważa Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.

Gdy już wygramy wojnę o zdrowie, przyjdzie nam zmierzyć się z równie poważnym skutkiem pandemii – gospodarka, będzie wymagała od nas wiele pracy i poświęceń, jednak nie jest to nic z czym ludzkość by sobie nie poradziła w przeszłości. Jak twierdzi Światowe Forum Ekonomiczne: choroby zakaźne kształtowały ekonomię od stuleci – pomyśl o Czarnej Śmierci, dżumie, cholerze, hiszpańskiej grypie i SARS. Nowy koronawirus (Covid-19) najprawdopodobniej zostanie dodany do tej listy i stanie się częścią naszej zbiorowej pamięci jako wydarzenie, które ukształtowało społeczeństwa i gospodarki.

Przedstawione analizy zostały wykonane na podstawie anonimowych danych, jakie pozyskano z urządzeń mobilnych, w tym przede wszystkim telefonów komórkowych podłączonych do Internetu. Aby zapewnić odpowiednią precyzję, geolokalizacja została określona w oparciu o system GPS.

Aktualnie na rynkach Polski, Włoch i Wielkiej Brytanii w sumie analizowane są 394 miliony urządzeń. Wykorzystane dane były zbierane między 24 lutego a 15 marca tego roku i poddane zostały normalizacji w celu umożliwienia porównania poszczególnych rynków.

PGS apeluje o ostrożne planowanie ograniczeń transportu i zawieszenie zmian stawek VAT

Polska Grupa Supermarketów (PGS), skupiająca ponad 600 placówek handlu spożywczego w kraju, funkcjonujących pod szyldem m.in. Top Market, zwraca się do rządu z apelem o ostrożne planowanie ograniczeń transportu – inicjatywa, która może sparaliżować sprawny system zaopatrzenia sklepów spożywczych.

Nasz apel kierowany jest do Prezesa Rady Ministrów w obliczu pojawiających się przestrzeni publicznej informacji o planowanym zamknięciu lub ograniczeniu dostępu do Warszawy. Pragniemy zwrócić uwagę na fakt, iż decyzje takie wraz z wprowadzeniem podziału stolicy na strefy skutkowałby znacznym ograniczeniem możliwości transportu towarów spożywczych i w konsekwencji ograniczeniem bieżącego dostępu obywateli do żywności – podkreśla Michał Sadecki, prezes PGS.

PGS zwraca uwagę na coraz trudniejsze warunki pracy wielu placówek spożywczych w kraju i w stolicy: stałe dbanie o zaopatrzenie sklepów w artykuły antybakteryjne oraz zabezpieczenia w postaci ochrony kas, współpraca i monitoring pracowników, obawiających się w swoje zdrowie w miejscu pracy, negocjacje cenowe z dostawcami jako środek zapobiegawczy w sytuacji rosnących cen produktów (mięso, warzywa, produkty mleczne), utrzymanie terminowego łańcucha dostaw do wszystkich placówek w kraju.

W tak trudnej sytuacji, gdzie działania właścicieli pojedynczych, małych sklepów skoncentrowane są na ochronie pracowników oraz Klientów przy jednoczesnym dbaniu o utrzymanie minimalnych poziomów rentowności, PGS wzywa do podjęcia przez rząd natychmiastowych działań wspierających przedsiębiorców w tym sektorze – w tym pilnego przesunięcia wprowadzenia zmiany stawek VAT oraz nowej struktury JPK, które mają zostać wprowadzone od 1 kwietnia 2020r.

– W tej trudnej dla wszystkich sytuacji rząd winien ułatwić pracę przedsiębiorcom, odstąpić od kolejnych zmian i utrudnień administracyjnych, dając im nadzieję na lepszą perspektywę w przyszłości – postuluje prezes PGS.

Pogarszają się nastroje przedsiębiorców

Wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury gospodarczej pogorszył się dla wszystkich analizowanych branż – podał dzisiaj GUS.

Dzisiejszy komunikat GUS o koniunkturze gospodarczej dostarcza pierwszych danych o sentymentach polskich przedsiębiorstw już po tym jak koronawirus zaczął dyrygować gospodarką. Nie jest zaskoczeniem, że wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury gospodarczej pogorszył się dla wszystkich analizowanych branż – przy czym składowe dotyczące stanu bieżącego pozostają jeszcze na plusach (nawet dla najwcześniej i najsilniej dotkniętych branż), podczas gdy składowe prognostyczne są najczęściej na minusach, ewentualnie wyraźnie korygowane w dół.

Koniunktura w analizowanych przez GUS sektorach:

  • przetwórstwo przemysłowe (dane wyrównane sezonowo -2,8/dane niewyrównane: -1,1); jeszcze w marcu na niewielkim plusie, ale przy wyraźnie pogarszających się perspektywach na przyszłość. Dane sprzed miesiąca najprawdopodobniej uwzględniały w większym stopniu ograniczenia po stronie podażowej, aniżeli zamrożony w wielu branżach popyt. Z uwagi na charakter szoku, przetwórstwo jest bardzo zróżnicowane wewnętrznie, czego dane GUS nie mogą pokazać. Spodziewamy się, że przetwórstwo rolno-spożywcze i chemiczne, czy produkcja urządzeń wybranych typów deklaruje poprawę.
  • budownictwo (-2,3/-1,9): budownictwo dawało w ostatnich miesiącach nadzieję, że hamowanie gospodarki nie będzie tak ostre. To już nieaktualne, co więcej jego problemy będą funkcją sytuacji innych działów.
  • handel: w handlu hurtowym sentymenty firm na niewielkim plusie (+1,3/+0,4), co jednak stanowi wyraźne pogorszenie w stosunku do ostatnich miesięcy; w handlu detalicznym systematycznie gorzej (-2,7/-3,1) – trudno oczekiwać poprawy, wziąwszy pod uwagę ograniczenia w handlu w wybranych lokalizacjach oraz wyraźną zmianę preferencji konsumenckich, wynikającą z niepewności. Nawe wyraźna orientacja klientów na handel online nie rozwiązuje problemu tego sektora. Dodatkowo, akumulowane zapasy dość naturalnie ograniczają popyt w przyszłości.
  • transport i logistyka (-6,1/-5,8): branża, która pełni funkcję pomocniczą wobec innych. W efekcie zamrożenie działalności gospodarczej uderza rykoszetem. A nie jest to pierwsze ryzyko biznesowe, jakie w ostatnich miesiącach doświadczyło ten sektor – warto przypomnieć choćby Brexit.
  • zakwaterowanie i gastronomia (-8,1/-9,1): tu uderzenie jest bezpośrednie, a jego skala jest jeszcze daleko niedoszacowana. Wspomnianą wcześniej zmianę preferencji potęgują ograniczenia w sposobie świadczenia usług gastronomicznych.
  • informacja i komunikacja (+16,1/+16,8): wygaszenie aktywności gospodarczej w całej gospodarce oraz ryzyka związane w bankructwami mogą w długim okresie ograniczyć popyt; w krótkim, o ile istnieją możliwości świadczenia usług, kluczowe jest zapotrzebowanie klientów.
  • finanse i ubezpieczenia (niewyrównane sezonowo +22,6): tu paradoksalnie rośnie zapotrzebowanie na usługi, przede wszystkim po stronie klientów instytucjonalnych, a zapowiadana interwencja publiczna.

Pewną podpowiedź na temat tego, jakiej trajektorii możemy spodziewać się w kwietniowym komunikacie, dostarczają dane z Niemiec. Tam koniunktura w biznesie notuje drastyczne spadki, których skala jest porównywalna z rzeczywistością kryzysu 2008-2009, a to jeszcze nie koniec. W szczególności, spadków doświadczy np. budownictwo, które w takich sytuacjach reaguje z opóźnieniem.

Komentarz Sonii Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan

Budownictwo mieszkaniowe w okresie styczeń-luty 2020 r.

W okresie dwóch pierwszych miesięcy 2020 roku oddano do użytkowania więcej mieszkań niż przed rokiem. Wzrosła również liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, natomiast spadła liczba mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym.

Mieszkania oddane do użytkowania

Według wstępnych danych, w okresie styczeń-luty 2020 r. oddano do użytkowania 33,5 tys. mieszkań, tj. o 3,3% więcej niż przed rokiem. Deweloperzy przekazali do eksploatacji 20,0 tys. mieszkań (0,7% więcej niż w analogicznym okresie 2019 r.), natomiast inwestorzy indywidualni – 12,8 tys. mieszkań, tj. o 9,1% więcej niż w 2019 r. W  ramach tych form budownictwa wybudowano łącznie 98,0% ogółu mieszkań oddanych do użytkowania (odpowiednio 59,8% i 38,2%). Więcej mieszkań niż przed rokiem oddano do użytkowania w budownictwie spółdzielczym (328 wobec 280); w pozostałych formach (komunalne, społeczne czynszowe i zakładowe) łącznie oddano 339 mieszkań (wobec 515 w ub. roku).

Powierzchnia użytkowa mieszkań oddanych w okresie styczeń-luty 2020 r. wyniosła 3,1 mln m2, czyli o  7,1% więcej niż w analogicznym okresie roku 2019. W porównaniu do okresu styczeń-luty 2019 r. przeciętna powierzchnia użytkowa 1 mieszkania zwiększyła się o 3,3 m2 – do poziomu 93,5 m2.

Tablica 1. Mieszkania oddane do użytkowania

Wyszczególnienie

2020

II I-II
Liczba mieszkań II 2019=100 I 2020=100 Liczba mieszkań I-II 2019=100
Ogółem
16 050 106,6 92,2 33 459 103,3
Indywidualne 6 355 116,6 98,8
12 789
109,1
Przeznaczone na sprzedaż lub wynajem 9 381 102,5 88,3 20 003 100,7
   w tym na wynajem 87 103,6 107,4 168 55,3
Spółdzielcze 80 40,2 32,3 328 117,1
Komunalne 130 94,9 Ponad 8-krotnie więcej 145 59,2
Społeczne czynszowe 102 129,1 113,3 192 94,1
Zakładowe 2 5,6 . 2 3,0

 

Mieszkania, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym

W pierwszych dwóch miesiącach 2020 r. wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia budowy 37,3 tys. mieszkań, tj. o 0,5% mniej niż w analogicznym okresie roku 2019. Pozwolenia na budowę największej liczby mieszkań otrzymali deweloperzy (23,3 tys.) oraz inwestorzy indywidualni (13,8 tys.), tj. odpowiednio o 2,5% mniej i 9,8% więcej niż w okresie

styczeń-luty 2019 r. Łącznie w ramach tych form budownictwa otrzymano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia budowy z projektem budowlanym dla 99,6% ogółu mieszkań. Mniej niż w analogicznym okresie 2019 r. odnotowano mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym w budownictwie spółdzielczym (27 mieszkań wobec 326) oraz w pozostałych formach budownictwa (117 wobec 643).

Tablica 2. Mieszkania, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia
z projektem budowlanym

Wyszczególnienie

2020

II I-II
Liczba mieszkań II 2019=100 I 2020=100 Liczba mieszkań I-II 2019=100
Ogółem
18 920 112,3 103,0 37 290 99,5
Indywidualne 7 028 106,8 103,2
13 841
109,8
Przeznaczone na sprzedaż lub wynajem 11 855 118,9 103,5 23 305 97,5
Spółdzielcze 23 8,0 575,0 27 8,3
Komunalne 14 107,7 13,6 117 29,2
Społeczne czynszowe . . .
Zakładowe . . .

 

Mieszkania, których budowę rozpoczęto

W okresie styczeń-luty 2020 r. rozpoczęto budowę 33,8 tys. mieszkań, tj. o 12,1% więcej niż w analogicznym okresie roku 2019. Deweloperzy rozpoczęli budowę 20,6 tys. mieszkań, a inwestorzy indywidualni 12,3 tys., czyli łącznie 97,5% ogólnej liczby mieszkań. Zarówno w budownictwie przeznaczonym na sprzedaż lub wynajem, jak i w budownictwie indywidualnym odnotowano wzrosty odpowiednio o 2,4% i 31,5% r/r. Więcej mieszkań, których budowę rozpoczęto, zaobserwowano również w budownictwie spółdzielczym (471 mieszkań wobec 292), a także w pozostałych formach budownictwa (385 wobec 356).

Tablica 3. Mieszkania, których budowę rozpoczęto

Wyszczególnienie

2020

II I-II
Liczba mieszkań II 2019=100 I 2020=100 Liczba mieszkań I-II 2019=100
Ogółem
17 875 107,2 112,5 33 766 112,1
Indywidualne 6 845 114,3 126,3
12 265
131,5
Przeznaczone na sprzedaż lub wynajem 10 616 102,7 105,9 20 645 102,4
    w tym na wynajem 63 80,8 37,1 233 197,5
Spółdzielcze 314 430,1 200,0 471 161,3
Komunalne 28 40,0 59,6 75 85,2
Społeczne czynszowe 32 14,9 14,3 256 95,5
Zakładowe 40 . 285,7 54 .

 

Szacuje się, że na koniec lutego 2020 r. w budowie pozostawało 825,8 tys. mieszkań,
tj. o 4,1% więcej niż w analogicznym okresie roku 2019.

Wykres 1. Ruch budowlany w obszarze budownictwa mieszkaniowego w Polsce

Ruch budowlany w obszarze budownictwa mieszkaniowego w Polsce
Źródło: GUS

Najwięcej mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia
z projektem budowlanym oraz których budowę rozpoczęto w okresie styczeń-luty 2020 r., odnotowano w województwie mazowieckim (odpowiednio 7,2 tys. i 7,5 tys.) i wielkopolskim (4,1 tys. i 4,4 tys.). Największą liczbą mieszkań oddanych do użytkowania charakteryzowało się województwo mazowieckie (6,1 tys. mieszkań) i małopolskie (4,5 tys.).

Wykres 2. Ruch budowlany w obszarze budownictwa mieszkaniowego według województw (styczeń-luty 2020 r.)

Ruch budowlany w obszarze budownictwa mieszkaniowego według województw
Źródło: GUS

Pomoc publiczna w czasach pandemii

Przedsiębiorcy otrzymali w ostatnich dniach wiadomość elektroniczną z informacją, że Minister Rozwoju pracuje nad pakietem osłonowym dla firm w związku z ogłoszoną pandemią SARS-CoV-2. Opracowywany pakiet osłonowy to zestaw propozycji zmian w prawie, które mają pomóc przedsiębiorcom odczuwającym negatywne skutki związane z rozprzestrzenieniem się koronawirusa. Najważniejsze ułatwienia mają dotyczyć: ulg w należnościach, w tym udogodnienia w płatnościach podatków i składek ZUS. Nie wszyscy jednak wiedzą, że wiele z tych rozwiązań dostępnych jest już dzisiaj. Możliwości te wyjaśnia adwokat dr Jacek Drosik z Kancelarii Prawnej Ślązak, Zapiór i Wspólnicy w Katowicach.

Ulgi w spłacie zobowiązań w sprawach indywidualnych

Przede wszystkim każdy przedsiębiorca może ubiegać się o udzielanie indywidualnych ulg w spłacie zobowiązań podatkowych czy ZUS. Taka możliwość wynika wprost z przepisów art. 67a i nast. ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 900 z późn. zm. – dalej OrdPU) oraz art. 29 ust. 1 ustawy z dnia 13 października 1998 roku o systemie ubezpieczeń społecznych (tekst jedn. Dz.U. z 2015 roku, poz. 121 z późn. zm.) i może być zastosowana niezależnie od regulacji jakiejkolwiek specustawy. Podobne ulgi, na podstawie art. 64 w związku z art. 55, art. 60 i 68 ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych (t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 869 z późn. zm. – dalej UFP) mogą być stosowane wobec niepodatkowych należności budżetowych o charakterze publicznoprawnym, czyli takich jak dotacje czy mandaty karne, a także w stosunku do zobowiązań stanowiących należności pieniężne mające charakter cywilnoprawny, przypadające organom administracji rządowej, państwowym jednostkom budżetowym czy państwowym funduszom celowym, co wynika z art. 55 UFP. Do tych ostatnich zobowiązań zalicza się m.in. opłaty za użytkowanie wieczyste.

Pomoc generalna

Poza indywidualną pomocą dla przedsiębiorców, ustawodawca przewidział również możliwość udzielania ulg w spłacie zobowiązań podatkowych o charakterze generalnym. Na podstawie art. 22 § 1 pkt 1 OrdPU minister właściwy do spraw finansów publicznych może, w drodze rozporządzenia, w przypadkach uzasadnionych interesem publicznym lub ważnym interesem podatników, odstąpić w całości lub w części z poboru podatków, określając rodzaj podatku, okres, w którym następuje zaniechanie, i grupy podatników, których to dotyczy.

Ulgi indywidualne wymagają wniosku przedsiębiorcy

Żadna z przywołanych  form pomocy (indywidualna czy generalna) nie jest realizowana automatycznie, ponieważ w każdym z przytoczonych przepisów ustawodawca posłużył się zwrotem „może”, który jest techniczną formą upoważnienia do rozstrzygnięcia sprawy na zasadzie uznania administracyjnego (zob. E. Ochendowski, Prawo administracyjne. Część ogólna. Toruń 2005, s. 201). Uznanie administracyjne istnieje wtedy, gdy administracja dla urzeczywistnienia stanu prawnego, może wybierać między różnymi rozwiązaniami. Norma prawna nie determinuje wówczas w sposób jednoznaczny skutku prawnego, lecz pozostawia w sposób wyraźny dokonanie takiego wyboru organowi administracyjnemu (Ibidem). Niemniej, bez względu zatem na to, czy parlamentarzyści uważają za stosowne tworzenie kolejnych ustaw specjalnych, Minister Finansów mógł już wcześniej i może nadal podjąć działania, do których upoważnia go Ordynacja Podatkowa, a które mogą pomóc podatnikom dostosować się do zmieniających warunków związanych z pandemią koronawirusa. Wobec bierności ministra, przedsiębiorcy już teraz mogą występować z wnioskami indywidualnymi. Za pozytywnym rozpatrzeniem tych wniosków przemawiają przesłanki udzielenia ulg, którymi są interes publiczny lub ważny interes podatnika.

Kiedy pomoc może zostać udzielona

Przez interes publiczny rozumiemy dążenie do osiągnięcia określonych celów, które zamierza osiągnąć społeczeństwo (zob. S. Presnarowicz [w:] C. Kosikowski, L. Etel,  R. Dowgier, P. Pietrasz, S. Presnarowicz, Ordynacja podatkowa, Warszawa 2006, str. 780)., „miarodajna jest tutaj konstytucja i zgodne z nią ustawodawstwo, a właściwie całe prawodawstwo” (E. Ochendowski, Prawo administracyjne…, str. 23). Interes publiczny powinien być więc badany przez cele, które przede wszystkim wynikają z ustaw. Będzie to zatem przede wszystkim ochrona zdrowa, która wprost wynika z art. 68 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. (Dz. U. Nr 78, poz. 483 z późn. zm.), ale również ochrona pracy, która zgodnie z art. 24 tej ustawy znajduje się pod ochroną Rzeczypospolitej Polskiej. Odstąpienie od poboru podatków czy udzielenie ulgi indywidualnej z pewnością pozwoli przedsiębiorcy przeznaczyć zaoszczędzone pieniądze na zakup  większej liczby artykułów pierwszej potrzeby oraz skorzystanie z usług kurierów, co ograniczy konieczność wychodzenia z domu i zmniejszy ryzyko zakażenia siebie, ale i innych. Może być to zakup środków dezynfekujących, zmiana organizacji pracy etc. Dziwić może, że Minister Finansów rozporządzeniem z dnia 11 lipca 2018 r. w sprawie zaniechania poboru podatku od czynności cywilnoprawnych od umowy sprzedaży lub zamiany waluty wirtualnej (Dz. U. poz. 1346 z późn. zm.) zwolnił z podatku podatników uzyskujących z tego źródła przychody, nie korzysta natomiast z tej kompetencji w sytuacji pandemii koronawirusa. Bierność Ministra Finansów jest o tyle niezrozumiała, że urzędnicy Ministerstwa Rozwoju szukają rozwiązań, które Minister Finansów może natychmiast wprowadzić w oparciu o posiadane kompetencje. Nie ulega wątpliwości, że pomoc leży nie tylko w interesie publicznym, ale także w sferze ważnych interesów podatników. Udzielenie okresowej ulgi, wielu przedsiębiorcom pozwoli przetrwać najtrudniejszy okres pandemii, dzięki czemu w przyszłości nadal będą płacić podatki. Tych podatków państwo nie uzyska, jeżeli przedsiębiorcy nie poradzą sobie z trudnościami spowodowanymi pandemią, w efekcie czego będą zmuszeni ogłosić upadłość lub podjąć decyzje o likwidacji działalności gospodarczej.

Z kolei ważny interes to „taki, od którego wiele zależy, mający dla kogoś dużą wagę, duże znaczenie, znaczący, doniosły, cenny” (Nowy Słownik Języka Polskiego pod redakcją E. Sobol, Warszawa 2002, str. 1111). Nie ma ważniejszego interesu, niż życie, zdrowie, ochrona miejsc pracy.

Sama możliwość udzielenia pomocy nie wystarczy

Organy administracyjne dysponują już zatem kompetencjami niezbędnymi do pomocy przedsiębiorcom walczącym ze skutkami pandemii. Przedsiębiorcy nie powinni czekać i  już dziś powinni składać wnioski. Należy jednak pamiętać, że pomoc nie jest automatyczna, stąd zasadnicze znaczenie będzie miał, w przypadkach spraw indywidualnych, dobrze umotywowany i udokumentowany wniosek. Organ administracyjny nie sporządzi wniosku za przedsiębiorcę, bo to przedsiębiorca jest tym uczestnikiem postępowania wyjaśniającego, który jest najlepiej zorientowany w jej sytuacji (zob. M. Szubiakowski [w:] M. Szubiakowski, M. Wierzbowski (red.) A. Wiktorowska, Postępowanie administracyjne – ogólne, podatkowe i egzekucyjne, Warszawa 2002, s. 115), dlatego tylko on może wskazać związek pandemii korona wirusa z jego sytuacją ekonomiczną, rodzinną, finansową itp. Innymi słowy tylko dobrze umotywowanym wnioskiem może przekonać, że za udzieleniem mu pomocy od Państwa, przemawia jego ważny interes lub pomoc leży w interesie publicznym.

Nie ma sensu czekać na rozwój prac parlamentarnych. Prawodawca już upoważnił organy administracyjne do działania. Użycie zwrotu niedookreślonego, a takie występują przecież w każdym z przytoczonych na wstępie przepisów, może być rozumiane tak, jak gdyby ustawodawca powiedział decydentowi „ty, wykształcony prawniczo, mądry, doświadczony decydencie, akceptujący moje wartości (dobitnie podkreślmy – akceptowane społecznie) i dysponując rzeczywistym rozeznaniem konkretnej sytuacji uczyń tak jak ja – ustawodawca uczyniłbym, gdybym dysponował pełnym konkretnym rozeznaniem sytuacji”(zob. Z. Ziembiński, Teoria prawa, Warszawa-Poznań 1978, s. 201). Warto mieć na uwadze fakt, że Minister Rozwoju pracuje wprawdzie nad pakietem osłonowym dla firm. Nie wiadomo jednak, jaka będzie finalna wersja zaproponowanych udogodnień i przede wszystkim – kiedy wejdą w życie. Tymczasem przedsiębiorcy muszą już gromadzić pieniądze na zaliczkę, na podatek dochodowy (do 20go marca) i VAT (płatny do 25go marca).

„Biznes w czasach zarazy”, czyli działania osłonowe innych państw

USA, Francja, Hiszpania, Szwajcaria i Australia przedstawiły działania osłonowe swoich rządów podczas webinarium „Biznes w czasach zarazy” Międzynarodowej Organizacji Pracodawców (IOE), do której – jako jedyny polski przedstawiciel – należą Pracodawcy RP.

„Uczestnicy dzielili się doświadczeniami swoich krajów z walki z wirusem, działaniami podejmowanymi przez ich rządy w celu łagodzenia skutków gospodarczych i sposobami, jakimi ich organizacje podchodzą do problemów firm członkowskich” – relacjonuje Marta Kaźmierczak, ekspert Pracodawców RP ds. międzynarodowych. „Podkreślano, że koronawirus to nie tylko kryzys zdrowotny, ale i ekonomiczny – o zasięgu globalnym, który wpłynie na firmy i pracodawców” – dodaje ekspertka.

3 klucze

Jak zaznacza ekspertka Pracodawców RP, uczestnicy webinarium podkreślali, że planując działania osłonowe należy brać pod uwagę trzy czynniki: konieczność działania z wyprzedzeniem, odpowiedzialność w doborze środków, które nie zawsze będą łatwe dla otoczenia biznesowego oraz nowe sposoby pracy.

JAK NIEKTÓRE PAŃSTWA WSPIERAJĄ SWOJE ŚRODOWISKA BIZNESOWE

USA (relacja – Gabriella Rigg Herzog, USCIB)

Pakiet pomocowy (Stimulus Package) został ogłoszony w poniedziałek 16.03. Rynki zareagowały błyskawicznie. Sekretarz Stanu zachęca do szybkiego tempa pracy w legislacji. Kongres USA zatwierdził kwotę do 7 miliardów dolarów na niskooprocentowane pożyczki na katastrofy, szczególnie na małe firmy dotknięte COVID-19.

Braki w sklepach dotyczą materiałów i wyrobów medycznych (np. płyny dezynfekujące), ale obserwuje się innowacyjne podejście niektórych firm (m.in. destylarni, browarów), które wykorzystując w swych procesach produkcyjnych wysokoprocentowe alkohole, zaczynają wytwarzać brakujące środki.

Organizacja USCIB (United States Council for International Business) śledzi sytuację uważnie, pracuje zdalnie i jest w stałym kontakcie ze swoimi członkami w celu pracy nad inicjatywami o kluczowym znaczeniu, m.in. nad inicjatywą w ramach partnerstwa dla zrównoważonego rozwoju („Business Fights Poverty”). Federalna organizacja SBA (Small Business Administration) planuje pomoc w ramach programu pożyczek na wypadek szkody gospodarczej (Economic Injury Disaster Loans Program) dla firm, które poniosły poważne szkody w kwalifikującym się obszarze klęski żywiołowej.

FRANCJA (relacja – Anne Vauchez, MEDEF)

Francuska gospodarka w styczniu br. miała problemy z łańcuchem dostaw i zanotowała pierwsze zaburzenia w działaniu firm. W lutym gwałtowne spadki dotknęły m.in. branż hotelarskiej, restauracyjnej i transportowej. W marcu, z związku z ogłoszeniem zakazu zgromadzeń powyżej 5 000 osób, negatywny wpływ odczuły sektory związane z organizacją wydarzeń masowych, usług przewozowych czy gastronomicznych. Francuski indeks akcji CAC40 zanotował spadek o 35 proc. w porównaniu do stanu z 1 stycznia br.

W ramach ekonomicznych i finansowych środków rząd będzie wspierał firmy w negocjacjach w sprawie zmiany harmonogramu pożyczek bankowych oraz zagwarantuje do 300 miliardów euro w ramach pożyczek bankowych. Ponadto zawieszone zostaną płatności składek społecznych i podatków bezpośrednich (w pewnych indywidualnych przypadkach, na wniosek, stosowane będą zwroty podatku) oraz rachunków i opłat (opłaty za wodę, gaz, energię elektryczną). Utworzony zostanie specjalny fundusz w wysokości jednego miliarda EUR dla 400 tys. mikroprzedsiębiorców (samozatrudnienie, restauracje, sklepy) o obrotach mniejszych niż 1 milion EUR, którzy utracili 70 proc. obrotu w okresie pomiędzy marcem 2019 r. a marcem 2020 r. Pierwsza wypłata kwoty będzie miesięcznie wynosiła 1500 EUR, a potem odbywać się to będzie na podstawie analizy konkretnego przypadku.

W ramach środków społecznych jako regułę przyjęto telepracę we wszystkich przypadkach, gdzie jest to możliwe (40 proc., 8 milionów pracowników). Jeśli nie jest możliwa, pracodawca ma obowiązek odpowiedniego dostosowania organizacji pracy (odpowiednia odległość, ograniczenia spotkań, podróży, stołówki z siedzeniami oddalonymi od siebie o 1 metr).  Wszystkie firmy doświadczające spadku aktywności mogą zastosować skrócony czas pracy. Przewidywane jest również wsparcie dla pracowników będących rodzicami dzieci poniżej 16. roku życia, których dotknęło zamknięcie szkół i przedszkoli – będą oni korzystać z zasiłków chorobowych.

Organizacja MEDEF (Mouvement des Entreprises de France) na bieżąco uczestniczy w dialogu z władzami i gromadzi informacje od swoich członków o aktualnych problemach w poszczególnych sektorach. W marcu br. zaproponowała rządowi przyjęcie awaryjnych środków i prowadzi rozmowy dotyczące dodatkowego wsparcia dla biznesu. Organizacja powołała w swoich strukturach jednostkę kryzysową do udzielania odpowiedzi na problemy związane z koronawirusem.

HISZPANIA (relacja – Miriam Pinto Lomena, CEOE)

Organizacja CEOE (Confederacion Espanola de Organizaciones Empresariales) przedstawiła rządowi Hiszpanii listę oczekiwań firm członkowskich zmagających się z sytuacją kryzysową – w zakresie płynności (szybkie mechanizmy wsparcia dla MŚP i samozatrudnionych), tymczasowych zwolnień z procedur (uproszczenie i usprawnienie), składek społecznych (zawieszenie obowiązku płatności), telepracy (usprawnienie wdrażania), płatności podatków (automatyczne i nieoprocentowane odroczenia oraz gwarancji publicznych (usprawnienie dostępu do kredytów).

13 marca br. przyjęto pierwszy plan pomocy z budżetu państwa. Przewidziano m.in. pomoc w wysokości 14,4 miliarda EUR dla MŚP i samozatrudnionych oraz 3,8 miliarda EUR dla systemu opieki zdrowotnej – nie jest ona jednak wystarczająca. 18 marca rząd hiszpański zmobilizował dodatkowe środki w wysokości 200 miliardów EUR (20 proc. PKB Hiszpanii).

Podkreślono, że problemem w Hiszpanii są też znaczące braki w środkach ochrony osobistej, która jest niezbędna dla sklepów. Dodatkowe wyzwanie to telepraca, w szczególności wymogi sprzętowe, wydajność, raportowanie czasu pracy.

SZWAJCARIA (relacja – Blaise Matthey, FER)

Środki podejmowane przez rząd Szwajcarii na poziomie federalnym są minimalne. W najbliższych 3 miesiącach spodziewana jest recesja w ubezpieczeniach społecznych. Na złagodzenie skutków społecznych pandemii ma zostać przeznaczone 10 miliardów CHF. Fundusze zatrudnienia nie zapewnią wystarczającej pomocy.

Organizacja FER (Federation des Entreprises Romandes) skupia się na negocjacjach z rządem swojego kraju – tak, aby zostały niezwłocznie przyjęte rozwiązania najlepsze dla szwajcarskiego biznesu.

AUSTRALIA (relacja – Scott Barklamb, ACCI)

Australia przechodzi najgorszy kryzys od 1997 r., co wynika także z konsekwencji niedawnych pożarów, które pustoszyły kraj. Środki ograniczające dotknęły m.in. handel detaliczny, transport, organizację masowych wydarzeń. Biznes reorganizuje swoją pracę w kierunku pracy zdalnej. Obserwuje się dużą elastyczność australijskich pracodawców, co do miejsca i czasu wykonywania pracy przez pracowników (praca zmianowa, korzystanie z urlopów, niestandardowe formy pracy).

Australijska Izba Przemysłowo-Handlowa (ACCI) opracowała dla swoich członków  „Employer Guide” – przewodnik, w którym odpowiadają na pytania stawiane przez ich członków. W tym celu Izba organizuje również regularnie konferencje tematyczne. Po kataklizmie pożarów zastosowano zwolnienie z opłat członkowskich w lokalnych organizacjach zrzeszających przedsiębiorców.

Pracodawcy RP

Hotelarze: Tarcza rządu to nie jest dla nas realna pomoc! Straty branży hotelarskiej to już pół miliarda i każdego miesiąca dochodzi kolejne pół miliarda złotych

Branża hotelarska negatywnie zareagowała na rządowe propozycje, które miałyby pomóc w związku z sytuacją związaną z koronawirusem. Ich zdaniem rządowa „tarcza antykryzysowa” to pozorowane, ogólnogospodarcze propozycje, które w nikłym stopniu mogą pomóc polskim hotelarzom w trakcie największego kryzysu gospodarczego, zwłaszcza dla nich. Dlatego w kolejnym liście do premiera Mateusza Morawieckiego apelują do rządu o wprowadzenie rozwiązań sektorowych, które uratują polskich hotelarzy przed bankructwem.

Z apelem wyszli hotelarze z Pomorza Zachodniego, w którym funkcjonuje 20 proc. wszystkich miejsc noclegowych w Polsce, dotknięci restrykcjami oraz ograniczeniami wprowadzonymi przez rząd. Jednak już do tej pory postulaty poparło prawie 150 hotelarzy z całego kraju, którzy dołączyli się do apelu.

Konieczna większa pomoc, by uniknąć zwolnień pracowników

We wspólnym liście, który trafił do polskiego rządu alarmują, że ich sytuacja z dnia na dzień staje się coraz bardziej dramatyczna – spadki obłożenia osiągają dziś drastyczny poziom pomiędzy 90 a 100 proc. Straty liczone są już w wysokości poł miliarda złotych, a każdy kolejny miesiąc przyniesie kolejne pół miliarda strat. Ich zdaniem przy 90 proc. zamkniętych hoteli i przestoju powinno dojść do zniesienia wymogu minimalnego wynagrodzenia wraz z przejęciem przez państwo większej części płacy. Bo – jak podkreślają – nawet niskie wypłaty wydają się korzystniejsze niż masowe zwolnienia. W przypadku urlopu bezpłatnego powinien być wypłacany zasiłek. Hotelarze zwracają uwagę na brak uproszczenia uciążliwej i nieskutecznej procedury odroczenia terminu płatności składek na ZUS. „Za trzy miesiące będzie trzeba zapłacić skumulowaną kwotę, gdy może dopiero wtedy będziemy wychodzili z kryzysu. Składki ZUS i podatki za pracowników powinni być umorzone lub skutecznie odroczone” – zauważają w liście do polskiego rządu. Tymczasem w projekcie ustawy dotyczącej tzw. tarczy, pomimo zapowiedzi nie znalazło się nawet to odroczenie. Proponowana jest zmiana terminu płatności za użytkowanie wieczyste z marca do czerwca, gdy w tym czasie nie będzie najprawdopodobniej żadnych przychodów, więc to jest równie niedorzeczne.

Większe możliwości kredytowe i elastyczność w płatnościach dla hotelarzy

Hotelarze krytykują też fakt, że proponowane przez polski rząd zawieszenie płatności spłacania kredytów dotyczy tylko osób fizycznych, a nie przedsiębiorców. Ich zdaniem takie rozwiązanie powinno obejmować zarówno operatorów hoteli, jak i inwestorów – bo problemy tych ostatnich też spowodują zamykanie hoteli. W ocenie branży hotelowej w zaproponowanej tarczy antykryzysowej zabrakło również konkretnych rozwiązań kredytowych dla małych i dużych przedsiębiorstw, którymi często są większe hotele. Zdaniem hotelarzy „pożyczki na poziomie 5 tys., mają charakter upokarzający”. I apelują o kredyty obrotowe na poziome przychodów w miesiącu poprzedzającym kryzys. Zdaniem hotelarzy w rozwiązaniach rządowych powinny pojawić się propozycje, które doprowadziłby do niezwłocznego zwrotu podatków dla przedsiębiorstw na podstawie złożonych już deklaracji. W ich ocenie w „tarczy antykryzysowej” nie uwzględniono postulatu czasowego zawieszenia płatności i wstrzymania egzekucji skarbowej bieżących podatków, składek i innych danin publicznych w branży hotelarskiej. Podobnie brak możliwości odliczenia straty z zyskiem do opodatkowania z ubiegłego roku pomiędzy powiązanym inwestorem a operatorem hotelu.

Czego jeszcze oczekują hotelarze? Na przykład przynajmniej zawieszenia bez odsetek na 6 miesięcy opłat za odbiór odpadów czy media, takie jak energia woda czy ciepło. Pojawiły się zapowiedzi w tym zakresie, a ostatecznie mają dotyczyć osób fizycznych.

Hotelarzom grozi bankructwo

Jak podkreślają hotelarze, nieprzyjęcie ich postulatów będzie oznaczało pozostawienie hotelarzy samych sobie oraz narażenie na bankructwo dużych i małych przedsiębiorstw hotelarskich. „Warto przypomnieć, że turystyka stanowi 7 proc. PKB Polski oraz 10 proc. PKB i wszystkich zatrudnionych w województwie, więc to będzie problem dla wszystkich lokalnie i w kraju” – zaznaczają w liście do rządu hotelarze z Pomorza Zachodniego i wskazują, że przykładowo na Węgrzech takie wsparcie sektorowe zostało już wprowadzone. W tzw. tarczy nawet branże energochłonne i technologiczne, które nie zostały dotknięte w takim stopniu jak branża hotelarska, zostały dodatkowo uwzględnione.

Wynagrodzenie pracownika w czasie epidemii. Czy pracodawca musi je wypłacać?

Ogłaszamy na obszarze Polski stan zagrożenia epidemicznego – powiedział rząd i pozamykał lub ograniczył klientom dostęp do poszczególnych form działalności i przemieszczania się. Co więcej, cały kraj funkcjonuje pod hasłem „zostań w domu”. Jak w tych warunkach funkcjonować mają przedsiębiorcy, których firmy nie mogą zrobić sobie wakacji, tak jak uczniowie? Nie ma odbiorców towarów i usług, nie ma przychodu przedsiębiorstwa, nie ma środków na kredyty, leasingi, rachunki i wynagrodzenia. Te ostatnie pracodawca musi wypłacać. Czy na pewno?

Na mocy uregulowań Kodeksu cywilnego, przede wszystkim artykułów 357¹, 471 i 495, wskutek wystąpienia siły wyższej, czy też nadzwyczajnej zmiany okoliczności, zobowiązany do świadczenia może się z jego spełnienia zwolnić, czy też za pośrednictwem sądu rozwiązać wiążącą go z innym podmiotem umowę. Wykazując związek przyczynowy między panującą epidemią koronawirusa, a wprowadzanymi w związku z nią odgórnie ograniczeniami rynkowymi, przedsiębiorcy mogą uwolnić się od obowiązku spełniania ciążących na nich zobowiązań kontraktowych, spłat rat kredytowych i leasingowych, bez ponoszenia za to odpowiedzialności odszkodowawczej. Przepis art. 471 stanowi bowiem, że dłużnik jest zobowiązany do naprawienia szkody wynikłej z niespełnienia ciążącego na nim świadczenia, pod warunkiem, że powodem jego niespełnienia była okoliczność, za którą to on ponosi odpowiedzialność.

Co pracodawca musi i czego nie może?

Powyższe regulacje nie mają jednak zastosowania do stosunków pracy, jako szczególnie chronionych przez państwo i prawo. Dotyczy to tylko stosunków opartych o umowę o pracę. Pracownicy wykonujący dla pracodawcy pracę na umowę zlecenie lub dzieło są pozbawieni tej szczególnej ochrony. Zatem pracodawcy, pomimo wystąpienia siły wyższej – takiej jak ogólnoświatowy kryzys gospodarczy spowodowany epidemią koronawirusa – nie mogą nie spełnić wobec pracowników podstawowych świadczeń, takich jak wypłata wynagrodzenia. Pracownicy mogą więc – nawet mimo niezależnej od pracodawcy niewypłacalności zakładu pracy – domagać się zapłaty, nawet jeśli nie świadczą pracy. Przepis art. 81 § 1 Kodeksu pracy stanowi bowiem, że: „Pracownikowi za czas niewykonywania pracy, jeżeli był gotów do jej wykonywania, a doznał przeszkód z przyczyn dotyczących pracodawcy, przysługuje wynagrodzenie wynikające z jego osobistego zaszeregowania, określonego stawką godzinową lub miesięczną, a jeżeli taki składnik wynagrodzenia nie został wyodrębniony przy określaniu warunków wynagradzania – 60% wynagrodzenia. W każdym przypadku wynagrodzenie to nie może być jednak niższe od wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę, ustalanego na podstawie odrębnych przepisów” (Dz.U. 1974 nr 24 poz. 141, ze zm.).

Oznacza to, że pracownikom, którzy nie mają wynagrodzenia prowizyjnego, ani nie pracują na akord, a mają w umowie określoną stawkę godzinową lub wysokość stałego miesięcznego wynagrodzenia, należy się zasadnicze wynagrodzenie w normalnej wysokości. Jeśli takie warunki wynagradzania nie zostały określone w umowie o pracę, pracującym na akord lub otrzymującym wynagrodzenie prowizyjne należy się wynagrodzenie w wysokości 60%. Niemniej w obu przypadkach wysokość wypłacanego w takich okolicznościach wynagrodzenia nie może być niższa od minimalnego wynagrodzenia za pracę. To tzw. wynagrodzenie postojowe, należne pracownikowi nawet jeśli nie wykonuje żadnej pracy, a gotowość do niej wykazuje w trakcie trwającego stosunku pracy. Oczywiście, pracodawca może w czasie epidemii skierować pracownika do wykonywania innej pracy i zlecić jej wykonywanie zdalnie, ale jeśli nie ma takich możliwości lub charakter prowadzonej przez niego działalności na to nie pozwala, to musi pracownikowi wypłacać pensję, bez względu na to, czy pracownik ten wykona dla niego pracę czy nie.

Odesłanie pracownika na urlop bezpłatny

Pracodawca nie spełniając obowiązku wypłaty wynagrodzenia, prócz konieczności jego wypłaty, naraża się dodatkowo na sankcje z art. 282 § 1 Kodeksu pracy, a więc grzywnę w wysokości od 1 000 do 30 000 zł. Wydawać by się mogło że w tych warunkach najbardziej salomonowym rozwiązanym byłoby odesłanie pracownika do domu na bezpłatny urlop, bez rozwiązywania stosunku pracy, na czas trwającego kryzysu. Zachowałby pracę, do której powróciłby po ustaniu epidemii powodującej utratę płynności finansowej przedsiębiorstwa, a pracodawca mógłby tę pogłębiającą się niewypłacalność zatamować.

Jednak nawet to jest według polskiego prawa pracy niemożliwe jednostronną decyzją pracodawcy. Prawo pracy nie przewiduje bowiem instytucji przymusowego urlopu. Zgodnie z art. 174 § 1 Kodeksu pracy, na bezpłatny urlop można wysłać pracownika jedynie na jego pisemny wniosek.

Urlop zaległy i okres wypowiedzenia

Kodeks pracy przewiduje pośrednie, korzystne dla pracodawcy rozwiązanie. Może skierować pracownika na zaległy urlop płatny, jeśli ten nie wykorzystał go do 30 września. Potwierdza to na swojej stronie internetowej Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej: „W przypadku zaległego urlopu wypoczynkowego, który nie został wykorzystany do 30 września następnego roku kalendarzowego, pracodawca ma prawo wysłać pracownika na zaległy urlop – nawet bez jego zgody – np. w okresie zagrożenia koronawirusem. Stanowisko to jest prezentowane przez Państwową Inspekcję Pracy” (www.gov.pl/web/rodzina). To samo uprawnienie przysługuje pracodawcy wobec pracownika, który znajduje się w okresie wypowiedzenia.

Co jeśli przyczyny nie dotyczą pracodawcy?

Tyle że w przepisie art. 81 § 1 Kodeksu pracy ustawodawca zawarł sformułowanie: „doznał przeszkód z przyczyn dotyczących pracodawcy”. Można więc wysunąć uzasadnione domniemanie, że jeśli przyczyna, dla której pracownik nie może wykonywać pracy nie leży po stronie pracodawcy, to ten pracodawca nie musi wypłacać pracownikowi wynagrodzenia postojowego, a za przyczynę taką należy uznać sytuację, jaka nastąpiła w związku z epidemią koronawirusa. Jednakże nie może się na nią powołać każdy pracodawca, który stał się niewypłacalny w związku ze światową pandemią, powodowanym nią kryzysem gospodarczym i takimi ograniczeniami działalności, jakie wprowadził w Polsce ogłoszony stan zagrożenia epidemicznego.

To nie pracodawca odbiera pracownikom pracę

Każdy przypadek, każdego przedsiębiorcy, powinien być rozpatrywany indywidualnie. Trzeba bowiem rozróżnić sytuację, gdy pracodawca nie może korzystać z pracy swojego pracownika, bo sklep w którym tę pracę miałby świadczyć znajduje się w galerii handlowej, której działalność zamknął rząd rozporządzeniem Ministra Zdrowia z 13 marca 2020 r. (Dz.U. 2020 poz. 433). Tu pozbawienie pracownika pracy nie jest wynikiem „przyczyny” leżącej po stronie pracodawcy, a wydanego w odpowiedzi na panującą epidemię aktu władzy państwowej. W takim wypadku to do niej – a nie do przedsiębiorcy – pracownik takiego zamkniętego przez Ministra Zdrowia sklepu powinien zwrócić się o rekompensatę, czy też wypłatę owego wynagrodzenia postojowego.

Co innego, gdy działalność sklepu, czy restauracji nie została zamknięta odgórnie, a jej prowadzenie jest jedynie ograniczone zarówno formalnie rozporządzeniem rządu, jak i praktycznie – brakiem przepływu klientów. To właściciel takiego zakładu pracy podejmuje decyzję i ryzyko gospodarcze, czy w takich warunkach przywoływać pracownika do pracy. Brakiem powodzenia ekonomicznego podjętego ryzyka nie może później obarczać pracownika, który pracę wykonał, odmawiając mu wypłaty wynagrodzenia. W tych okolicznościach powinien on, nie chcąc owego ryzyka podejmować, odesłać pracownika do domu na przymusowy urlop bezpłatny. W przypadku powstałych w przyszłości ewentualnych sporów wywołanych na tym tle przez pracownika, siła wyższa epidemii koronawirusa i spowodowana nią nadzwyczajna zmiana sytuacji będą stanowić podstawę do obrony swojego stanowiska przez pracodawcę. Przy całkowitym braku porozumienia między pracownikiem a pracodawcą okoliczności te mogą także stanowić podstawę rozwiązania stosunku pracy.

Przedsiębiorca nie może być jedynym, który ponosi ciężar epidemii

Rząd przedstawił 18 marca 2020 r. projekt tarczy antykryzysowej, której pierwszym i głównym filarem jest ochrona miejsc pracy. Zakłada on państwową gwarancję wypłat wynagrodzeń w wysokości 80%, w podziale: 40% pracodawcy, 40% państwo. Państwo zdaje więc sobie sprawę, że płacenie w obecnej sytuacji wynagrodzeń postojowych w wysokości 100%, a nawet 60%, to zbyt duże, a przede wszystkim niesprawiedliwe, obciążenie dla przedsiębiorców. Zwłaszcza, że to samo państwo ogranicza lub zamyka przedsiębiorcom możliwość normalnego funkcjonowania.

Oczywistym jest, że pracownicy chcą otrzymać wynagrodzenie za wykonaną pracę, jak i mając swoje zobowiązania, nie chcą być wysyłani na bezpłatny urlop. Co w takiej sytuacji ma zrobić przedsiębiorca-pracodawca, który z uwagi na panującą epidemię koronawirusa po prostu nie ma pieniędzy na wypłaty, bo on nie ma możliwości zarobić na swoje zobowiązania.

Pracodawca nie może być jedynym, który poniesie konsekwencje zaistniałej sytuacji i jedynym, którego kosztem państwo toczyć będzie walkę z epidemią. Wydaje się najbardziej uczciwym rozwiązaniem, by pracownik zgadzał się w tym okresie na tymczasowe odejście na bezpłatny urlop. Być może uratuje to pracodawcę, jego zakład pracy, a więc i miejsce pracy pracownika. To bardziej solidarnościowe rozwiązanie, niż domaganie się od ratującego ten zakład przedsiębiorcy wynagrodzenia za czas postoju, czyli za niewykonywanie pracy. Wybór postępowania w tej kryzysowej dla wszystkich sytuacji pozostaje zostawić pracownikom i pracodawcom. Ewentualne powstałe później spory rozstrzygać będzie sąd, a jak orzekł Sąd Najwyższy w wyroku z 3 lutego 2016 r.: „Wykładnia art. 81 § 1 k.p. powinna uwzględniać zarówno interesy pracodawcy, jak i pracownika” (sygn akt II PK 339/14).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Koronawirus (COVID-19) a polskie prawo ochrony konkurencji i konsumentów

Epidemia koronawirusa ma istotny wpływ na prowadzenie działalności gospodarczej. Zarówno przedsiębiorcy, jak i konsumenci spotykają się z niecodziennymi sytuacjami na rynku. Poniżej przedstawiamy ogólną analizę wpływu epidemii COVID-19 na poszczególne aspekty polskiego prawa ochrony konkurencji oraz zakres kompetencji Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji
i Konsumentów („UOKiK”) w związku z zaistniałą sytuacją.

Kontrola koncentracji

Jak dotąd żadne szczególne środki dotyczące systemu kontroli koncentracji nie zostały wprowadzone. Zatem wciąż możliwe jest dokonywanie zgłoszeń zamiaru koncentracji, które powinny zostać rozpoznane w ustawowym terminie 1 miesiąca (sprawy w I fazie) lub 5 miesięcy (sprawy zakwalifikowane do II fazy). Należy mieć na uwadze, że czas trwania postępowań antymonopolowych w sprawach kontroli koncentracji może być dłuższy niż zwykle, nawet w przypadku spraw nieskomplikowanych (niemniej UOKiK ma obowiązek wydania decyzji w ustawowym terminie). Również prowadzenie badań rynku w sprawach bardziej skomplikowanych może być utrudnione. W przeciwieństwie do Komisji Europejskiej czy francuskiego Urzędu Ochrony Konkurencji (Autorité de la concurrence), UOKiK nie zwrócił się dotychczas do przedsiębiorców o powstrzymanie się z notyfikacjami, które mogą zostać złożone w późniejszym terminie. Niemniej, zważywszy na powagę sytuacji, rekomendacja taka wydaje się uzasadniona. Możliwe, że UOKiK będzie bardziej skłonny do kontaktów pre-notyfikacyjnych z przedsiębiorcami (co w porównaniu do innych jurysdykcji rzadko ma miejsce w Polsce), w celu wcześniejszego zbadania koncentracji przed formalnym ich zgłoszeniem[1].

Praktyki ograniczające konkurencję

Po pierwsze trwająca sytuacja kryzysowa może spowodować zmianę kwalifikacji prawnej porozumień lub jednostronnych działań przedsiębiorców mających pozycję dominującą. W szczególności, niektóre rodzaje porozumień horyzontalnych (tj. zawartych pomiędzy konkurentami), które stanowiłyby naruszenie art. 101 ust. 1 TFUE[2]  lub art. 6 ust. 1 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów[3], mogą zostać uznane za legalne w aktualnej sytuacji. Porozumienia tego rodzaju mogą skorzystać z wyłączenia indywidualnego określonego w art. 101 ust. 3 TFUE lub art. 8 ust. 1 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów.

Należy jednak mieć na uwadze, że postanowienia takich antykonkurencyjnych porozumień mogą stać się legalne po jednoczesnym spełnieniu czterech warunków, takich jak:

  • przyczynienie się do polepszenia produkcji, dystrybucji towarów lub do postępu technicznego lub gospodarczego;
  • zapewnienie nabywcy lub użytkownikowi odpowiedniej części wynikających z porozumień korzyści;
  • niezbędności;
  • brak możliwości wyeliminowania konkurencji na rynku.

Ponadto, to na przedsiębiorcy spoczywa obowiązek wykazania spełnienia przesłanek wyłączenia indywidualnego. Zatem, niezależnie od dynamicznej sytuacji, a także mając na uwadze 5-letni okres przedawnienia, pożądane jest gromadzenie wszelkiego rodzaju dowodów, takich jak dane rynkowe oraz korespondencja, aby mieć możliwość wykazania w przyszłości, że określona forma współpracy była konieczna. Podobnie przedstawia się sytuacja jednostronnych praktyk przedsiębiorców dominujących, którzy mogą np. w czasie kryzysu wstrzymywać dostawy na rzecz swoich stałych klientów.

Opisane powyżej podejście jest zgodne z bieżącą polityką zagranicznych organów ochrony konkurencji. Dobrym przykładem jest komunikat brytyjskiego Competition and Markets Authority, który oświadczył, że „nie ma zamiaru prowadzić działań wymierzonych we współpracę przedsiębiorców lub ograniczanie dostępności produktów, jeśli rozwiązania takie są niezbędne dla ochrony konsumentów, np. w celu zabezpieczenia dostaw”. Jednocześnie, organ Zjednoczonego Królestwa ostrzegł, że “nie będzie tolerował niegodziwych działań przedsiębiorców wykorzystujących sytuację kryzysową jako „przykrywkę” zmowy, która nie jest niezbędna. Dotyczy to wymiany informacji o długoterminowej strategii cenowej i biznesowej, gdy nie jest to konieczne z perspektywy potrzeb obecnej sytuacji”[4]. W podobnym duchu wypowiedział się kanadyjski Komisarz ds. Konkurencji Matthew Boswell. Z jednej strony zapowiedział on uważne monitorowanie nieuczciwych praktyk przez organ, a z drugiej zaznaczył, że „kanadyjskie prawo ochrony konkurencji dopuszcza prokonkurencyjne współdziałanie przedsiębiorców w celu zapewnienia dostaw towarów i usług po przystępnych cenach, aby zaspokoić potrzeby Kanadyjczyków”[5].

Jednocześnie organy antymonopolowe uważnie monitorują działania przedsiębiorców w czasie kryzysowej sytuacji. Przykładowo UOKiK wszczął postępowanie w sprawie wypowiedzenia umów przez hurtownie zaopatrujące szpitale w sprzęt ochronny (w tym maski chirurgiczne). Zgodnie z komunikatem prasowym, tego rodzaju nagłe rozwiązanie umów mogło mieć na celu uzyskanie znacznie wyższych cen od aktualnych klientów (szpitali)[6]. Obecnie UOKiK przygląda się działaniom dwóch hurtowni farmaceutycznych. Organ bada, czy miało miejsce naruszenie zakazu praktyk ograniczających konkurencję (antykonkurencyjnego porozumienia lub nadużycia pozycji dominującej). Ponadto UOKiK uruchomił specjalną infolinię dla szpitali.

Po drugie niektórzy przedsiębiorcy mogą zostać zmuszeni przez władze publiczne do działań o charakterze antykonkurencyjnym. Dobrym przykładem są przepisy art. 11 ust. 2-5 polskiej specustawy dotyczącej COVID-19[7], które ustanawiają podstawy prawne do wydawania przez Prezesa Rady Ministrów wiążących poleceń lub zawierania umów przez podmioty niepubliczne, w tym przedsiębiorców. Niektóre z tego rodzaju środków mogą mieć charakter ograniczający konkurencję. Niemniej mogą one skorzystać z tzw. state action defense, zgodnie z którą działania przedsiębiorców wymuszone przez władze publiczne nie stanowią naruszenia art. 101 ust. 1 lub art. 102 TFUE oraz art. 6 ust. 1 lub 9 ust. 1 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Dobrym przykładem jest decyzja Prezesa Rady Ministrów nakładająca na serwisy internetowe Allegro oraz OLX obowiązek zaprzestania sprzedaży niektórych produktów farmaceutycznych i paramedycznych. Należy jednak pamiętać, że doktryna state action – będąca wyjątkiem od ogólnych zakazów określonych w przywołanych przepisach – jest zawężająco interpretowana przez sądy unijne. Zatem, w sytuacjach tego rodzaju zalecana jest konsultacja z doradcą z zakresu prawa konkurencji.

Relacje konsumenckie

Kryzys związany z COVID-19 może skłaniać do zachowań skutkujących wyrządzeniem szkody konsumentom. Dotyczy to między innymi:

  • odmowy zwrotu opłaconego z góry wynagrodzenia z tytułu świadczenia usług;
  • wprowadzania w błąd konsumentów co do właściwości niektórych produktów, np. w zakresie antybakteryjnego działania;
  • podnoszenia cen niektórych produktów.

W oficjalnym komunikacie UOKiK poinformował, że zgodnie z odpowiednimi przepisami, podróżujący (klienci biur podróży) są uprawnieni do zwrotu kosztów, jeżeli zostali zmuszeni do rezygnacji z imprezy na skutek nadzwyczajnych okoliczności. Sytuacja pasażerów (klientów linii lotniczych) jest niejednoznaczna ze względu na brak specyficznych regulacji w tym zakresie. Niemniej, Prezes UOKiK Tomasz Chróstny wyraził oczekiwanie, że „linie lotnicze także powinny zachować się odpowiedzialnie i monitorować bieżącą sytuację, aby uniknąć zagrożenia dla zdrowia pasażerów”[8]. Nie można wykluczyć, że UOKiK będzie skłonny wszczynać postępowania przeciwko przedsiębiorcom, którzy odmówili konsumentom zwrotu kosztów usług, które nie były faktycznie świadczone w czasie stanu zagrożenia epidemiologicznego.

Odnośnie informacji wprowadzających w błąd, tego rodzaju komunikaty mogą stanowić nieuczciwe praktyki rynkowe stanowiące również, zgodnie z art. 24 ust. 2 pkt 3 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów. Stosowanie tego rodzaju praktyk zagrożone jest karą pieniężną w wysokości do 10% rocznego obrotu przedsiębiorcy, która to kara może zostać nałożona przez UOKiK.

Najbardziej problematyczna sytuacja związana jest z podwyżkami cen. Chociaż organy antymonopolowe zwykle powstrzymują się z ingerowaniem w polityki cenowe przedsiębiorców, UOKiK zakomunikował, że nieuczciwe podwyżki cen detalicznych będą traktowane jako pobieranie marż sprzecznych z zasadami współżycia społecznego[9]. Taka kwalifikacja prawna może skutkować wszczynaniem przez UOKiK postępowań dotyczących naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Zatem, detaliści powinni być w stanie przedstawić dowody na okoliczność, że podwyżka cen była niezbędna w aktualnej sytuacji (np. ze względu na wzrost cen surowców).

Panująca sytuacja jest wnikliwie monitorowana przez UOKiK, który utworzył zespół przeznaczony do zwalczania nieuczciwych praktyk handlowych w czasie kryzysu związanego z COVID-19. Zatem, należy oczekiwać, że UOKiK będzie prowadził w najbliższych latach postępowania dotyczące tego rodzaju praktyk.

Podejście UOKiK nie różni się w istotny sposób od działań organów ochrony konkurencji we Włoszech[10], Wielkiej Brytanii[11] oraz Australii[12].

Przewaga kontraktowa

Zważywszy na znaczenie łańcucha dostaw żywności w czasie epidemii COVID-19, praktyki dużych przedsiębiorców (dostawców lub nabywców) względem słabszych kontrahentów mogą być oceniane na gruncie tzw. ustawy o przewadze kontraktowej[13]. Zgodnie z art. 6 tej ustawy, zakazane jest nieuczciwe wykorzystywanie przewagi kontraktowej, który to zakaz skierowany jest zarówno do dostawców, jak i nabywców. Przewaga kontraktowa została natomiast definiowana jako znacząca dysproporcja w potencjale ekonomicznym stron. Dotychczas ustawa ta była wykorzystywana przez UOKiK jako narzędzie walki z dużymi przedsiębiorcami, którym zarzucano wykorzystywanie mniejszych kontrahentów, co miało miejsce np. w relacjach między dużymi przetwórcami żywności zaopatrywanymi przez rolników indywidualnych[14] lub relacje pomiędzy sieciami supermarketów a mniejszymi dostawcami[15]. Mając na uwadze sytuację spowodowaną epidemią COVID-19 oraz niejasność podstawowych pojęć ustawy, regulacja ta może być wykorzystywana przez UOKiK w szczególności do walki ze znaczącymi podwyżkami cen hurtowych lub cen surowców. Tego rodzaju podejście zostało również zakomunikowane przez Prezesa UOKiK w oficjalnym oświadczeniu[16].

Zatory płatnicze

Z dniem 1 stycznia 2020 r. UOKiK uzyskał kolejną kompetencję, tj. możliwość prowadzenia postępowań przeciwko przedsiębiorcom, którzy nie regulują wymagalnych zobowiązań pieniężnych w sytuacji, gdy suma wartości świadczeń pieniężnych niespełnionych oraz spełnionych po terminie wynosi co najmniej 2 mln zł w okresie 3 kolejnych miesięcy[17]. UOKiK ma kompetencję do nakładania kar pieniężnych proporcjonalnych do wartości świadczenia oraz kwoty odsetek w sytuacji, gdy wobec przedsiębiorcy zostanie stwierdzone opóźnianie się ze spełnieniem świadczeń pieniężnych. Jednakże w odniesieniu do zatorów powstałych na skutek COVID-19 dłużnik może podnosić, że opóźnienie spowodowane było działaniem siły wyższej. Zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego[18], administracyjna kara pieniężna nie może zostać nałożona w takich okolicznościach. Niemniej, przedsiębiorca powinien być w stanie wykazać, że opóźnienie spowodowane było epidemią COVID-19.

Autor: Szymon Gołębiowski, adwokat, senior associate w Taylor Wessing w Warszawie

[1] Przykładowo, amerykańska Federalna Komisja Handlu (Federal Trade Commission) przyjmuje wyłącznie zgłoszenia w formie elektronicznej (dokumenty papierowe nie są przyjmowane od 17 marca 2020 r.). Zob.: https://www.ftc.gov/news-events/blogs/competition-matters/2020/03/changes-bureau-procedure-during-covid-19-coronavirus

[2] Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (Dz.Urz. C 326, 26.10.2012, s. 47–390).

[3] Ustawa z dnia 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów (tekst jednolity – Dz.U. 2019 r. poz. 369 z późn.zm.).

[4] https://www.gov.uk/government/news/covid-19-cma-approach-to-essential-business-cooperation

[5] https://www.canada.ca/en/competition-bureau/news/2020/03/statement-from-the-commissioner-of-competition-regarding-enforcement-during-the-covid-19-coronavirus-situation.html

[6] https://www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=16260

[7] Ustawa z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz.U. 2020 r. poz. 374).

[8] https://www.gov.uk/government/topical-events/coronavirus-covid-19-uk-government-response

[9] https://www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=16322

[10] https://en.agcm.it/en/media/press-releases/2020/3/ICA-Coronavirus-the-Authority-intervenes-in-the-sale-of-sanitizing-products-and-masks

[11] https://www.gov.uk/government/topical-events/coronavirus-covid-19-uk-government-response

[12] https://www.accc.gov.au/consumers/consumer-rights-guarantees/covid-19-coronavirus-information-for-consumers

[13] Ustawa dnia 15 grudnia 2016 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwemu wykorzystywaniu przewagi kontraktowej w obrocie produktami rolnymi i spożywczymi (tekst jednolity – Dz.U. 2019 r. poz. 517 z późn.zm.).

[14] Np. decyzja UOKiK z dnia 1 października 2019 r. RGB-15/2019; decyzja Prezesa UOKiK z dnia 5 marca 2018 RGB-3/2018.

[15] https://www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=15796

[16] Zob. przypis 9.

[17] Art. 13b ust. 2 ustawy z dnia 8 marca 2013 r. o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych (tekst jednolity – Dz.U. 2019 r. poz. 118 z późn.zm.).

[18] Art. 189e ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. – Kodeks postępowania administracyjnego (tekst jednolity – Dz.U. 2020 r. poz. 256 z późn.zm.).

Tarcza antykryzysowa. Nie zaimponuje Europie, która nie cofnie się nawet przed nacjonalizacją

Ogłoszona w dniu wczorajszym przez premiera Mateusza Morawieckiego tzw. tarcza antykryzysowa jest niewątpliwie znaczącym kołem ratunkowym dla polskiego biznesu, która, na pierwszy rzut oka, robi wrażenie. 212 mld zł na sanację polskiej gospodarki i wsparcie przedsiębiorców, to kwota wydawałoby się imponująca. Diabeł wszak, jak zwykle, tkwi w szczegółach, a jeśli się im przyjrzeć to okaże się, iż tak naprawdę tylko 61,3 mld zł (a więc niecałe 14 mld euro) ma pochodzić z budżetu, pozostała część to m.in. gwarancje zapewnione przez Bank Gospodarstwa Krajowego.

Środowiska przedsiębiorców i pracodawców (BCC, Lewiatan, Polska Rada Biznesu) doceniając szybką reakcję rządu, pozostają sceptyczne wobec wielu rozwiązań uważając, iż nie przedstawiono wizji dla biznesu nakreślonej na 2-3 lata. Niektórzy w mocnych słowach określają cały pakiet jako dobrze skrojoną propagandę, z której nic nie wynika (np. Janusz Jankowiak).

Istotnie, premier na konferencji prasowej nie omieszkał triumfalnie obwieścić, iż żaden kraj Europy nie przygotował tak szerokiego, spójnego, komplementarnego pakietu ochronnego dla swoich przedsiębiorców, jak to uczyniła Polska. Czyżby? Warto się więc przyjrzeć niektórym deklaracjom i działaniom europejskich przywódców.

Aby na wstępie nie sięgać po przykłady ekonomicznych gigantów, dysponującymi potencjałami nieporównywalnymi z Polską, warto nadmienić, iż w dziewięciomilionowej Szwecji, w dniu 16 marca 2020 r. tamtejszy bank centralny „dorzucił” 30 mld dolarów do programu skupu obligacji, dzięki czemu całkowity pakiet obejmujący finansowanie bankowe i pomoc państwa sięgnął już blisko 200 mld dolarów. W obliczu takich kwot, polskie 220 mld zł (w istocie 61,3 mld zł – 15 mld dolarów) wygląda dość blado. Nie warto więc nadmiernie chełpić się polskimi programami, zwłaszcza, że za chwilę wkroczymy w świat kwot astronomicznych.

Pomysły na nacjonalizację

Nacjonalizacja w liberalnej gospodarce wolnorynkowej nigdy nie była dobrym rozwiązaniem, ale słowo to coraz częściej pojawia się w ustach prominentnych polityków i finansistów. Zacznijmy od Francji, która gotowa jest sięgnąć po tę najcięższą broń z ekonomicznego arsenału, aby chronić swoje największe firmy przed zawirowaniami rynkowymi. Francja zrywa swoje dotychczasowe plany budżetowe, a jej minister finansów, Bruno Le Maire, zapowiedział, iż państwo będzie interweniować wszelkimi niezbędnymi sposobami, aby chronić majątek kraju i nie zawaha się nawet przed nacjonalizacją.

Kogo miałaby dotyczyć nacjonalizacja? Już w zeszłym tygodniu Le Maire zapowiedział, że rząd wesprze firmy, w których ma udziały. Obejmuje to szeroki katalog firm począwszy od sektora turystycznego, który został szczególnie mocno dotknięty. Rząd posiada znaczne udziały m.in. w Airbus SE i Renault SA, Air France-KLM i Aeroports de Paris, a także pośredni pakiet akcji w spółce PSA Group produkującej Peugeota.

Air France-KLM uziemił samoloty i podjął kroki w celu uzyskania środków pieniężnych, ostrzegając, że drastyczna redukcja kosztów to jedynie połowa utraconej w 90% zdolności sprzedaży. Globalny operator lotniska ADP został również dotknięty wstrzymaniem ruchu lotniczego, najpierw do Chin, a następnie do Stanów Zjednoczonych. Obecnie już niemal wszędzie.

Europejscy producenci samochodów, w tym PSA, Fiat Chrysler Automobiles NV i Volkswagen AG, podjęli również nadzwyczajne kroki, aby przeżyć. Mimo to nacjonalizacje i dokapitalizowanie oznaczają delikatne i złożone negocjacje z innymi państwami. Rządy holenderski i francuski dyskutowały już o dokapitalizowaniu Air France-KLM, ale każdy ruch musi być skoordynowany.

Wielka Brytania jest również gotowa na nacjonalizację. Brytyjski minister transportu Grant Shapps zasugerował w Izbie Gmin, że linie lotnicze, przewoźnicy kolejowi i firmy autobusowe, w razie konieczności, mogą zostać czasowo znacjonalizowane, aby zapewnić ciągłość transportu podczas pandemii koronawirusa. Środek ten może zapobiec „upadkowi” wielkich przewoźników. Paradoksalnie konserwatyści sięgają po pomysł Partii Pracy z wyborów z 2017 r., która zobowiązała się przywrócić własność publiczną kolei i zwiększyć rolę miejskich publicznych spółek autobusowych. Partia Pracy jest w opozycji, ale jej obietnice mogą zrealizować konserwatyści, którzy 3 lata temu o takich pomysłach nie śnili w najczarniejszych koszmarach. W kolejce do upaństwowienia stoi brytyjski przemysł lotniczy prosząc o pomoc w wysokości wielu miliardów funtów, ostrzegając, że ograniczenie podróży zagroziło jego rentowności.

Włochy zamierzają ratować bankrutującą Alitalię

Włoski rząd oświadczył, że planuje renacjonalizację tego przewoźnika w ramach awaryjnego planu ratowania gospodarki, który został nakreślony w dekrecie rządowym opublikowanym 16 marca 2020 r. Włoskie media podały, że ponowna nacjonalizacja linii lotniczej może kosztować podatników do 600 mln euro (670 mln dolarów). Szczegóły włoskiego programu ratowniczego mają zostać sfinalizowane w przyszłym miesiącu.

Warto wiedzieć, iż Alitalia przegrywała ostrą konkurencję z tanimi przewoźnikami, jak EasyJet i Ryanair. Analitycy ostrzegają, że firma jest zbyt mała, za to ma nadmierną liczbę pracowników w stosunku do obsługiwanych lotów. Przewoziła tylko 22 mln pasażerów, a jej udział w rynku we Włoszech spadł do 14% w 2018 roku. Dla porównania, każdego roku niemieckie linie Lufthansa i Delta Airlines z Atlanty przewoziły około 180 mln pasażerów.

Państwa przejmują odpowiedzialność za utrzymanie firm i pracowników

Lepszym pomysłem niż nacjonalizacja wydają się duże programy pomocowe kierowane do przedsiębiorstw i pracowników. Wielcy gracze ekonomiczni składają poważne deklaracje. Ułatwia im to Unia, która rozluźniła ograniczenia dotyczące pomocy publicznej, aby dać szansę rodzimym przemysłom.

Prezydent Francji Emmanuel Macron ogłosił, iż państwo, które „jest na wojnie”, udzieli gwarancji nawet na 300 mld euro (335 mld dolarów) pożyczek bankowych dla francuskiego biznesu. Co więcej, Macron obiecał, iż wszystkie proponowane reformy – w tym jego własna, kontrowersyjna reforma emerytalna – zostaną wstrzymane, rząd zapewni, że żadna firma nie upadnie, a specjalny fundusz solidarności zostanie przeznaczony dla pracowników dotkniętych skutkami rozprzestrzeniania się wirusa. W tej chwili przygotowuje się awaryjny budżet, który wyniesie 45 mld euro na pokrycie pensji robotników. Zadłużenie Francji wzrośnie powyżej 100% produkcji gospodarczej, ale rząd się nie zawaha.

Rząd kanclerz Angeli Merkel zamierza sfinansować plan stymulacyjny o wartości nawet 150 mld euro (162 mld dolarów), aby zrekompensować skutki kryzysu gospodarczego wywołanego koronawirusem. Oprócz tego istnieje program płynności dla przedsiębiorstw o wartości 610 mld dolarów. To jednak wydaje się nadal niewystraczające. Tak uważa m.in. Markus Soeder, przywódca Bawarii. Dodatkowo rząd rozważa dodatkową pomoc dla małych firm i osób prowadzących działalność na własny rachunek. Uważa się, że tu potrzeba dużego pakietu finansowania na poziomie krajowym w wysokości co najmniej 100 mld euro, a prawdopodobnie 150 mld euro. Program płynności, który rząd Merkel ogłosił w zeszłym tygodniu, może być bezużyteczny, ponieważ wiele banków nie byłoby w stanie udzielić niezbędnych pożyczek.

Według magazynu Der Spiegel rząd planuje przeznaczyć 40 mld euro na dodatkową pomoc dla osób prowadzących działalność na własny rachunek, a także dla małych firm. Z tego 30 mld euro stanowiłoby pożyczki dla zagrożonych przedsiębiorstw.

Indeks Instytutu Ifo prognozuje, że największa gospodarka Europy może w tym roku skurczyć się o 1,5–6%.

Hiszpania zobowiązała się zmobilizować środki w wysokości 200 mld euro na działania pomocowe dla rodzimego biznesu. Premier Hiszpanii Pedro Sánchez ogłosił połączenie gwarancji kredytowych, dotacji państwowych i finansowania prywatnego, które może wynieść nawet 20% PKB kraju. Uznał, że „są to wyjątkowe okoliczności, które wymagają wyjątkowych środków”.

Czy rząd Polski docenia skalę zagrożenia?

Pytanie o nacjonalizację w warunkach polskich prawdopodobnie (z naciskiem na to słowo) nie ma sensu, ponieważ wielkie flagowe przedsiębiorstwa albo pozostają w rękach państwa, albo ma ono w nich poważne udziały.

Sens ma natomiast inne pytanie: czy rząd ogłaszając „tarczę antykryzysową” ma świadomość istoty i powagi zagrożenia? Istnieją co do tego wątpliwości. Jedno dziś jest pewne – program „nie powala”, zwłaszcza w kontekście działań, jakie podejmują państwa Europy. Zdaniem niektórych ekspertów (np. Grzegorza Baczewskiego, dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan) albo rząd i prezydent nie doceniają skali zagrożenia gospodarki albo nie mają pomysłu, co mogli by w tej sytuacji zrobić. Wydaje się brakować rozwiązań dla firm, które już znalazły się na granicy upadłości. Gwarancje i odroczenia kredytowe nie wystarczą.

Należy pamiętać, iż szumnie ogłaszana tzw. „praca zdalna”, to w większości wypadków fikcja. Zakłady produkcyjne stoją, transport nie funkcjonuje – duże firmy przestają zarabiać co uniemożliwia wypłatę pensji. Realne rozwiązanie polegałoby na przejęciu przez Skarb Państwa zobowiązań do wypłaty pensji pracownikom.

Rada Dialogu Społecznego nie ma wątpliwości, iż rząd nie tylko nie docenia zagrożenia, ale kompletnie nie konsultuje swoich decyzji „wypracowywanych na kolanie”, na potrzeby konferencji prasowych. Zarzuca, iż brak jest w programie mechanizmów niezbędnych do zachowania płynności finansowej przedsiębiorstw.

Wydaje się, iż rząd istotnie winien zasiąść do szybkich, ale wszechstronnych konsultacji. To jedyne rozwiązanie, które w jakimś sensie pozwoli mu podzielić się odpowiedzialnością, a z drugiej strony rozładuje strach o dalszy los firm i pracowników, który bynajmniej nie został rozładowany „tarczą antykryzysową”.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 23.03-27.03.2020

Dane makro stały się drugorzędne, gdyż historyczne odczyty nie znaczą już nic, a bieżące badania nastrojów są niezaskakująco fatalne. W konsekwencji inwestorzy będą wypatrywać posunięć rządów w walce z wirusem i oceniać środki zaradcze łagodzące szkody wynikające z zastopowania funkcjonowania gospodarek.

Przyszły tydzień: III pakiet fiskalny USA, PMI z USA/EU/Wlk. Brytanii, wnioski o zasiłek z USA, BoE

USA

W danych z USA powinno pokazać się wiele dowodów wpływu COVID-19. Choć jeszcze dane o sprzedaży domów (wt) pokazać załamanie popytu z opóźnieniem, tak w odczytach PMI (wt) i zamówieniach na dobra trwałe (śr) już będzie można zobaczyć wpływ zakłóceń łańcucha dostaw. Prawdziwym szokiem może być gwałtowny skok liczby nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (czw) w związku z zamknięciem wielu punktów usługowych i zakładów pracy. Szczyt w czasie Globalnego Kryzysu Finansowego wyniósł 665 tys., ale tym razem może być szybko przebity. Jedyne, co może zatrzymać wzrost liczby wniosków przed przekroczeniem 1 mln to opóźnienia w procesowaniu wniosków przez urzędy. Finalny odczyt indeksu nastrojów konsumentów (pt) nie utrzyma wstępnego wyniku i należy spodziewać się silnej korekty w dół. Na to wszystko musi szybko odpowiedzieć rząd USA i uwaga będzie skupiona na szczegółach trzeciego pakietu fiskalnego wysokości ok. 1 bln USD, który ma zostać przedstawiony już w poniedziałek. Jeśli pakiet rozczaruje, Wall Street wróci do silnych spadków. Jeśli nie, stabilizacja klimatu inwestycyjnego może osłabić presję w poszukiwaniu płynności w USD, co przejściowo może osłabiać walutę.

Strefa euro

Wstępne odczyty indeksów PMI dla sektorów przemysłowego i usługowego ze strefy euro (wt) wskażą silne spadki, odzwierciedlając szok gospodarczy wywołany epidemią koronawirusa. Ponieważ dane będą niepełne z częścią ankiet z pierwszej połowy miesiąca, należy się nastawić na dwustopniowe uderzenie z negatywną korektą w odczytach finalnych na początku kwietnia. Rewizja niemieckiego indeksu Ifo (śr) oraz indeks nastrojów konsumentów KE (pon) potwierdzą drastyczne pogorszenie sytuacji gospodarczej. Europa staje się epicentrum kryzysu, co już znajduje ujście w wycenie europejskich aktywów.

Wielka Brytania

Podobnie jak w strefie euro, tak i w Wielkiej Brytanii marcowe odczyty indeksów PMI (wt) powinny pokazać silne tąpnięcie. Nawet pomimo tego, że ograniczenia prowadzenia działalności na Wyspach następowały z pewnym opóźnieniem względem wydarzeń w Europie kontynentalnej, to i tak indeksy powinny pokazać silne wyhamowanie aktywności. Bank Anglii w tym miesiącu ma już za sobą dwa nadzwyczajne posiedzenia, po których doszło do obniżek stopy procentowej (łącznie do 0,1 proc.), uruchomienia programu wsparcia finansowania przedsiębiorstw i ogłoszenia nowego QE na 200 mld GBP. Bank prawdopodobnie kupił sobie trochę czasu na obserwowanie rozwoju sytuacji. Nie spodziewamy się dalszego luzowania po przyszłotygodniowym posiedzeniu (czw).

Polska

W Polsce podaż pieniądza (pon) i stopa bezrobocia (wt) będą miały charakter drugorzędny. Wstępna presja na wyprzedaż złotego została opanowana przy 4,60 za euro z podejrzeniem interwencji instytucjonalnej. W kolejnych dniach intersujące będzie, czy przy następna fala paniki rynkowej spotka się z podobnym blokowaniem osłabienia waluty. Zainteresowaniem będą się też cieszyć kolejne aukcje skupu obligacji i operacje repo przez bank centralny jako źródło informacji o potrzebach płynnościowych sektora bankowego.

Australia i Nowa Zelandia

W Australii w przyszłym tygodniu powinien być przedstawiony nowy pakiet fiskalny. PMI i indeks nastrojów konsumentów (pon) więcej powiedzą o bieżącej sytuacji. W Nowej Zelandii dane o bilansie handlowym za luty (wt) powinny pokazać spadek eksportu towarów rolnych do Chin z powodu COVID-19. AUD i NZD pozostaną pod presja przy podwyższonej wrażliwości na pogorszenie perspektyw globalnego wzrostu.

Kanada

W Kanadzie przed nami tydzień bez ważnych danych, chyba że Bank Kanady dokona niezapowiedzianej obniżki stóp procentowych. Sprowadzenie stóp procentowych do zera przez Fed jest pewnym drogowskazem dla BoC i sygnały o pogorszeniu sytuacji gospodarczej prędzej czy później skłonią bank do luzowania. Poza tym CAD pozostaje zdany na pęd ku pozyskiwaniu płynności w USD i huśtawkę cen ropy naftowej – obie niekorzystne czynniki w ostatnim czasie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

6 działań, które muszą się znaleźć w tarczy antykryzysowej

Dziś priorytetem wszystkich środowisk powinno być: ratowanie miejsc prac oraz utrzymanie płynności przedsiębiorstw. Zapewni to Polakom środki do życia, a firmy ochroni przed bankructwami. Lewiatan przeprowadził szerokie konsultacje z firmami i wybrał sześć priorytetowych postulatów, które muszą znaleźć się w tzw. tarczy antykryzysowej.

Wśród najważniejszych postulatów znalazły się:

  1. Abolicja wszelkich danin publicznych co najmniej do 1 lipca, w tym przede wszystkim podatków i składek ZUS oraz odroczenie terminów na złożenie deklaracji i zeznań podatkowych do 1 lipca 2020 r.
  2. Dofinansowanie wynagrodzeń w czasie przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy przy obniżonych obrotach, zmniejszonej skali lub wstrzymaniu działalności firm dla utrzymania zatrudnienia.
  3. Zapewnienie pracownikom zasiłku chorobowego w przypadku zwolnień, odosobnienia pracowników z powodu COVID-19, zamiast wynagrodzenia.
  4. Wsparcie płynności poprzez uwolnienie środków pieniężnych zgromadzonych na kontach VAT i przyspieszenie zwrotów podatku VAT z deklaracji.
  5. Odroczenie wejścia w życie nowej matrycy stawek VAT oraz wprowadzenia JPK_V7M i JPK_V7K do końca 2020 r.
  6. Wydłużenie ważności orzeczeń lekarskich i odstąpienie od badań wstępnych medycyny pracy. Zatrudnienie cudzoziemców.

Poniżej omówienie najważniejszych postulatów Konfederacji Lewiatan:

1. Abolicja wszelkich danin publicznych co najmniej do 1 lipca, w tym przede wszystkim podatków i składek ZUS oraz odroczenie terminów na złożenie deklaracji i zeznań podatkowych do 1 lipca 2020 r.

Wprowadzenie od 1 marca do 1 lipca br. powszechnej abolicji dla firm od wszelkich danin publicznych, w tym przede wszystkim podatków PIT, CIT VAT oraz składek płaconych do ZUS (ubezpieczenie emerytalne, rentowe, chorobowe, wypadkowe, zdrowotne, Fundusz Pracy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych). W przypadku składek na ZUS należy zadbać o ciągłość praw ubezpieczonych, zwłaszcza w zakresie ubezpieczenia zdrowotnego i chorobowego. Pomimo nieopłacania składek przez płatników, na indywidulanych kontach ubezpieczonych należałoby dokonać zapisów pozwalających na uwzględnienie tego okresu do późniejszej wysokości świadczenia, na podstawie średniej składki z poprzednich miesięcy.

W obecnej sytuacji, w której firmy nie mogą zapewnić ciągłości funkcjonowania, i w związku z absencją pracowników, niezbędne jest odroczenie terminów na złożenie deklaracji i zeznań podatkowych do 1 lipca 2020 r.

2. Dofinansowanie wynagrodzeń w czasie przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy przy obniżonych obrotach, zmniejszonej skali lub wstrzymaniu działalności firm dla utrzymania zatrudnienia.

Należy dostosować ustawę o szczególnych rozwiązaniach związanych z ochroną miejsc pracy do obecnej sytuacji. Okres 6 miesięcy spadku obrotów, który uprawniałby do wsparcia, jest zbyt długi w stosunku do konieczności pilnego podjęcia działań służących ochronie miejsc pracy. Należy wprowadzić możliwość składania wniosku na podstawie spadku obrotu za miesiąc marzec i kolejne w stosunku do analogicznego okresu 2019 r. Przy czym warunek powinien dopuszczać także uwzględnianie okresów przyszłych, o ile przedsiębiorca udowodni spadek obrotów na podstawie udokumentowanych informacji o zmniejszonych zamówieniach, zerwanych kontraktach itp. Mając na uwadze wzrost wysokości płacy minimalnej w ostatnich latach, kwota dofinansowania powinna zostać podwyższona, co najmniej do 40% średniej krajowej.

3. Zapewnienie pracownikom zasiłku chorobowego w przypadku zwolnień, odosobnienia pracowników z powodu COVID-19, zamiast wynagrodzenia.

Proponujemy wprowadzenie rozwiązania, które zmniejszy obciążenia finansowe pracodawców w sytuacji, kiedy brak możliwości świadczenia pracy przez pracownika wynika z decyzji właściwego organu. W takim przypadku pracodawca nie był zobowiązany do wypłaty wynagrodzenia. Pracownik otrzymywałby zasiłek chorobowy.

4. Wsparcie płynności poprzez uwolnienie środków pieniężnych zgromadzonych na kontach VAT i przyspieszenie zwrotów podatku VAT z deklaracji.

Kluczowe znaczenie dla firm w okresie kryzysu związanego z epidemią COVID-19 i późniejszym ryzykiem wystąpienia głębokiego spowolnienia gospodarczego, bądź recesji, jest zachowanie płynności finansowej. Stosowanie mechanizmu podzielonej płatności oznacza blokowanie ogromnych kwot podatku na kontach VAT. Uwolnienie tych środków może nastąpić poprzez dokonanie wpłaty należności podatkowych lub poprzez płatność w mechanizmie podzielonej płatności.

Postulujemy, aby w kryzysowym okresie, tj. do końca 2020 r. urzędy skarbowe zwalniały środki zgromadzone na koncie VAT w maksymalnie skróconym terminie – 14 dni. Jednocześnie zwrot kwoty podatku VAT wynikający z deklaracji VAT, a dokonywany na wniosek podatnika na konto VAT, powinien być dokonywany niezwłocznie, nie dłużej jak w terminie 5 dni, biorąc pod uwagę, że pieniądze te, z punktu widzenia budżetu państwa, będą „bezpieczne”, tj. możliwe do wykorzystania wyłącznie w ramach mechanizmu podzielonej płatności.

Zasadne jest także zobowiązanie urzędów skarbowych do dokonywania standardowych zwrotów podatku VAT w maksymalnym terminie 14 dni, a nie jak ma to miejsce obecnie w terminie maksymalnym wynoszącym 60 dni.

5. Odroczenie wejścia w życie nowej matrycy stawek VAT oraz wprowadzenia JPK_V7M i JPK_V7K do końca 2020 r.

Mając na uwadze potrzebę prowadzenia prac związanych z wdrożeniem nowej matrycy stawek VAT wspólnie ze zmianami w JPK_VAT, postulujemy odroczenie wejścia w życie tych zmian do końca 2020 r. Efektem będzie przywrócenie stanu, w którym oba te pakiety (JPK_V7M i JPK_V7K oraz CN) wejdą w życie równocześnie.

Przesunięcie terminu do 1 stycznia 2021 (i odpowiednie przesunięcie dla kolejnych grup) składania nowych struktur JPK_VAT jest konieczne, ponieważ składanie nowych plików JPK_VAT nie dotyczy, wbrew powszechnie panującemu przekonaniu, tylko połączenia JPK_VAT z formularzem deklaracji VAT, ale przede wszystkim wymuszają dokonanie czasochłonnej i wielowymiarowej analizy w obszarze grup produktów i usług, typów (procedur) transakcji oraz typów dokumentów w celu oznaczenia ich w systemach księgowych w nowy, niespotykany wcześniej sposób.

6. Wydłużenie ważności orzeczeń lekarskich i odstąpienie od badań wstępnych medycyny pracy. Zatrudnienie cudzoziemców.

Konieczne jest wydłużenie ważności badań wstępnych, kontrolnych, okresowych przez okres obowiązywania ustawy z 2 marca 2020 r. dotyczącej przeciwdziałania COVID-19.

Należy odstąpić od badań wstępnych, kontrolnych w szerszym zakresie niż jest to obecnie dopuszczalne. W najbliższym okresie, tam gdzie do pracy nie są wymagane wyjątkowo szczegółowe badania, możemy opierać się na oświadczeniach pracowników, iż nie ma przeciwskazań do podjęcia określonej pracy albo przeprowadzać telefoniczną rozmowę z lekarzem, który potwierdzałby elektronicznie firmie czasowe dopuszczenie do pracy.

W przypadku cudzoziemców konieczne jest również wydłużenie okresu obowiązywania oświadczeń, zezwoleń o pracę i zezwoleń na pobyt czasowy przez okres obowiązywania tzw. specustawy z dnia 2 marca 2020 r.

Koronawirus u pracownika – procedura postępowania dla pracodawcy

Prezentujemy procedurę wskazującą krok po kroku, w jaki sposób powinien zachować się pracodawca, kiedy dowiaduje się, że u jego pracownika stwierdzono koronawirusa.

Oto jakie czynności zobowiązany jest podjąć pracodawca:

  1. Poinformować o zagrożeniu pracowników – wynika to z art. 207(1) Kodeksu pracy (dalej – Kp) – pracodawca jest obowiązany przekazywać pracownikom informacje o zagrożeniach dla zdrowia i życia.
  2. Poinformować o sytuacji Sanepid – wynika to z art. 5 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych.
  3. Podjąć działania, które doprowadzą do zorganizowania pracy w sposób zapewniający bezpieczeństwo (art. 207 par. 2 Kp), które w tym konkretnym przypadku mogą polegać na:
  • zarządzeniu dezynfekcji stanowiska pracy chorego pracownika, narzędzi, które używał;
  • wydaniu polecenia pracy zdalnej tym pracownikom, którzy mogą tak pracować – do czasu wydania decyzji w sprawie kwarantanny przez Sanepid;
  • można wydać pracownikom wykorzystanie zaległego urlopu;
  • nowe przepisy nie rozstrzygają, co z pracownikami, którym nie da się zlecić pracy zdalnej – tu w zależności od sytuacji i zaleceń sanepidu do czasu rozstrzygnięcia przez sanepid, czy osoby te będą objęte kwarantanną, czy nie – pracodawca może zdecydować o zarządzeniu przestoju/porozumieć się z pracownikiem, co do zwolnienia z obowiązku świadczenia pracy/ porozumieć się z pracownikiem, że uda się do lekarza po zwolnienie/ porozumieć się z pracownikiem w sprawie wykorzystania bieżącego urlopu wypoczynkowego/kontynuować pracę;
  • mierzeniu temperatury ciała wszystkich pracowników. Nie ma co prawda oficjalnego stanowiska Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych w tej sprawie, ale zdążył się wytworzyć jednolity pogląd, że jest to dopuszczalne.
  1. Poinformować pracowników o działaniach podjętych w związku z zaistniałą sytuacją – wynika to z art. 207 (1) Kp.
  2. Sanepid może zdecydować o poddaniu osoby zdrowej, która miała styczność z chorym kwarantannie na okres 21 dni licząc od ostatniego dnia styczności. Ostatni dzień styczności jest więc początkiem okresu wliczanego do kwarantanny. Decyzja o zastosowaniu kwarantanny wskazuje jej okres i miejsce odbywania. Jest doręczana tylko pracownikowi. Pracownik ma obowiązek niezwłocznie poinformować pracodawcę o treści decyzji (to wynika z zasad usprawiedliwiania każdej z nieobecności określonych w rozporządzeniu), ale zgodnie z wyjaśnieniami ZUS dostępnymi na tej stronie samą decyzję o kwarantannie pracownik może dostarczyć pracodawcy/ZUS już po zakończeniu kwarantanny – to wynika stąd, że nie może opuszczać miejsca kwarantanny, ale oczywiście informacyjnie powinien przesłać skan/zdjęcie tak szybko, jako będzie możliwe.
  3. Okres kwarantanny zarządzonej przez Sanepid (i tej po powrocie z zagranicy) zrównany jest w ustawie o świadczeniach pieniężnych w razie choroby i macierzyństwa z okresem niezdolności do pracy wskutek choroby – przysługuje za nie wynagrodzenie chorobowe (do 33 dni w roku kalendarzowym, a w przypadku pracowników po 50 roku życia – do 14 dni płatne przez pracodawcę) i zasiłek chorobowy. Być może nowa specustawa to zmieni (są takie postulaty) i zasiłek chorobowy będzie przysługiwał od pierwszego dnia kwarantanny (czyli pracodawca w ogóle nie będzie ponosił jej kosztu).

Dorota Brzezińska-Grabarczyk, adwokat, partner w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci. Specjalizuje się w rozwiązywaniu sporów sądowych z zakresu prawa pracy, prawa spółek, nieuczciwej konkurencji oraz w sprawach budowlanych. Ekspert w dziedzinie projektów inwestycyjnych.

Zapłata podatku, a koronawirus jako siła wyższa

Koronawirus sparaliżował działanie polskich przedsiębiorców. Panująca obecnie sytuacja stała się przyczyną kryzysu, którego nie można było przewidzieć. Przedsiębiorcy nie mając żadnych szans odczytać nadchodzącego załamania, zostali postawieni przed faktem dokonanym w postaci braku możliwości przeciwdziałania oraz wdrożenia odpowiednich rozwiązań. Taki stan rzeczy dotyczy głównie mikroprzedsiębiorców, którzy stanowią ponad 90% wszystkich przedsiębiorstw funkcjonujących w Polsce. Brak odpowiedniej wysokości kapitału własnego takich podmiotów w połączeniu ze spadającą płynnością finansową oraz wzrostem bieżącego zadłużenia nie pozwala na regulowanie bieżących zobowiązań, w tym zobowiązań podatkowych. Stąd już krótka droga do upadłości, bowiem trudno wyobrazić sobie implementację działań naprawczych w obliczu nagłego odpływu odbiorców.

W świetle powyższego, zasadnym staje się pytanie czy w takiej sytuacji możliwe jest zaprzestanie zapłaty podatków z uwagi na siłę wyższą jaką niewątpliwie jest koronawirus.

Obowiązek zapłaty podatku

Zgodnie z Konstytucją, każdy jest obowiązany do ponoszenia ciężarów i świadczeń publicznych, w tym podatków, określonych w ustawie. Według konstytucjonalistów, powinność ta wynika z obowiązku utrzymywania kraju, a więc zapewnieniu możliwości suwerennego funkcjonowania i wypełniania zadań dla dobra wspólnego. Jest to zatem obowiązek o charakterze powszechnym i dotyczy wszystkich, którzy pozostają w związku z Polską, korzystając przy tym z jej opieki[1].

Tyle na temat przymusowego obowiązku płacenia podatków mówi Konstytucja. W rezultacie, w samej Konstytucji, jak również w innych aktach prawnych brak jest regulacji prawnych, które zawieszałyby lub eliminowałyby ten obowiązek w przypadku sytuacji nadzwyczajnej z jaką mamy obecnie do czynienia. To pierwsza zła wiadomość dla podmiotów z ujemnym bilansem. Niestety, druga wiadomość również nie napawa optymizmem. Ustawy podatkowe wprowadzają bowiem memoriałową metodę rozpoznawania przychodów. Oznacza to, że przychód podatkowy powinien zostać rozpoznany w momencie realizacji świadczenia. Z analogiczną sytuacją mamy do czynienia na gruncie podatku od towarów i usług. Obowiązek podatkowy powstaje w momencie wykonania usługi bądź dostawy towaru. W konsekwencji, obowiązek podatkowy powstaje już w momencie wykonania świadczenia, pomimo braku fizycznego otrzymania środków. Skutki są łatwe do przewidzenia. Najlepiej zobrazuje to umowa najmu z miesięcznym okresem rozliczeniowym. Upływ każdego takiego okresu generuje obowiązek zapłaty podatku, niezależnie od wpływu środków do kasy przedsiębiorstwa.

Ani Konstytucja, ani ustawy podatkowe nie zawierają zatem uprawnienia pozwalającego na brak zapłaty podatku. Obowiązujące prawo nie wprowadza więc klauzuli generalnej na którą mogą powołać się podatnicy dotknięci skutkami zaistniałej sytuacji.

Wygaśnięcie zobowiązania podatkowego

Powyższe zdaje się potwierdzać Ordynacja podatkowa, która wyraźnie mówi w jakich okolicznościach wygasa zobowiązanie podatkowe, a więc kiedy przestaje istnieć więź prawna obligująca podatnika do zapłaty podatku. Pośród katalogu takich przypadków trudno odnaleźć możliwość powołania się na stan w jakim obecnie przyszło nam funkcjonować. Podatnikowi pozostaje zatem zapłata podatku albo skorzystanie z ulg, również uregulowanych przez Ordynację.

Ulgi

Przedmiotowe ulgi mogą przybrać formę odroczenia terminu płatności podatku, rozłożenia go na raty oraz umorzenia zaległości podatkowej.

Tym co najbardziej zainteresuje przedsiębiorców jest zapewne umorzenie zaległości podatkowej, uwarunkowanej zaistnieniem ważnego interesu przedsiębiorcy. Dopiero tutaj możemy się doszukać pewnego podobieństwa do braku obowiązku zapłaty podatku w ogóle. Niestety, skorzystanie z tego dobrodziejstwa jest uzależnione od decyzji organu podatkowego. Dobra wiadomość jest jednak taka, że koronawirus i jego następstwa mogą stanowić ku temu racjonalne uzasadnienie.

Niestety, ustawodawca pozostawił organom dość dużą swobodę. Przejawia się ona w użyciu przez prawodawcę zwrotu „organ może”, co oznacza, że fiskus nie ma obowiązku każdorazowego umorzenia podatku w przypadku wystąpienia ważnego interesu podatnika. Potwierdza to najnowsze orzecznictwo NSA, w którym stwierdza się, że w przypadku uznania, iż spełniona została przesłanka do umorzenia, to jednak organ dokonuje wyboru opcji decyzyjnej: zastosuje ulgę albo odmówi jej udzielenia. Nawet wystąpienie „ważnego interesu podatnika” lub „interesu publicznego”, nie obliguje organu podatkowego do zastosowania ulgi w każdym przypadku, bowiem nie istnieje wprost prawo podatnika do uzyskania ulgi (por. wyrok II FSK 1362/19 – wyrok NSA z dnia 2019.12.04).

Podsumowując, pomimo że obowiązujące prawo dopuszcza możliwość niepłacenia podatku, to jednak jest ona w całości uzależniona od decyzji aparatu skarbowego. Dodając do tego, że skorzystanie z instytucji umorzenia wymaga przeprowadzenia postępowania podatkowego, to wygaśnięcie obowiązku zapłaty nastąpi dopiero po jego zakończeniu i otrzymaniu pozytywnej decyzji. Zakładając bardzo korzystny scenariusz, czyli wydanie decyzji przez organ podatkowy w terminie 2 miesięcy, okazać się może, że w tym okresie fiskus zdąży przeprowadzić postępowanie egzekucyjne, które jeszcze bardziej pogorszy sytuację przedsiębiorcy.

Odpowiedzialność karna

Brak zapłaty podatku – jako wykroczenie skarbowe – jest penalizowane przez Kodeks karny skarbowy. Aby jednak doszło do popełnienia omawianego wykroczenia musi istnieć wina podatnika rozumiana tutaj jako obiektywna zdolność zachowania się zgodnie z prawem. Innymi słowy, wykroczenie nie wystąpi, jeśli od podatnika nie można wymagać zachowania zgodnego z prawem, którego nie jest w stanie wykonać. Nie będzie ryzykiem przyjęcie, że wystąpienie namacalnego związku pomiędzy obecną sytuacją epidemiczną w kraju, a brakiem środków na zapłatę podatku, wyeliminuje winę.

Taką tezę potwierdzają zresztą wypowiedzi resortu finansów, który zamierza odroczyć termin zapłaty zobowiązań podatkowych właśnie z uwagi na utratę płynności finansowej przez przedsiębiorców.

Podsumowanie

W krajowym porządku prawnym brak jest regulacji prawnych pozwalających przedsiębiorcom na jednostronne wstrzymanie, bądź całkowite zaprzestanie płacenia podatków. Wola w tym zakresie należy tylko do prawodawcy, co może przejawić się w uchwaleniu odpowiedniej ustawy.

Przedsiębiorcom pozostaje jedynie skorzystanie z możliwości umorzenia zaległości podatkowej, co z kolei jest uzależnione do dyskrecjonalnej woli urzędu skarbowego.

Skutkiem tego, w obecnym stanie prawnym brak jest możliwości powołania się na siłę wyższą, powodującą wygaśnięcie zobowiązania podatkowego.

Korzystna wiadomość jest taka, że brak zapłaty podatku nie powinien wiązać się z nałożeniem odpowiedzialności karnej.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

[1] Art. 84 Konstytucja RP, Komentarz, red. Safjan/Bosek 2016.

Pakiet antykryzysowy to za mało. Zrezygnujmy ze split payment, zawieśmy podatki i ZUS

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt
Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

18 marca zostały przedstawione założenia pakietu antykryzysowego. Projekt oparty jest na pięciu filarach, a dwa pierwsze skierowane są dla pracowników i przedsiębiorców.

Pracownicy

Przedsiębiorcom, którzy spełnią kryteria związane ze spadkiem obrotów czy zarejestrowaniem straty finansowej, państwo ma pokryć 40 proc. pensji pracowników do wysokości średniego wynagrodzenia w gospodarce. Pracodawca będzie mógł też obniżyć płace o 60%, o ile nie przeprowadzi zwolnień. Należy pamiętać, że wypłacana pensja nie może być w tej sytuacji niższa niż płaca minimalna.

Z kolei samozatrudnieni, osoby na umowach zleceniach i o dzieło w związku ze spadkiem dochodów otrzymają jednorazowe świadczenie w wysokości około 2 tys. zł. Pakiet przewiduje także dodatkowy zasiłek opiekuńczy na czas 14 dni dla osób, które opiekują się dzieckiem do 12 roku życia. Zmieni się także termin złożenia PIT. Podatnicy będą musieli to zrobić do końca czerwca.

Przedsiębiorcy

W drugim filarze, skierowanym do przedsiębiorców, planowane są m.in. gwarancje kredytowe, mikropożyczki do wysokości 5 tysięcy zł na 12 miesięcy, leasing operacyjny dla sektora transportowego oraz szereg rozwiązań o charakterze gwarancyjnym i płynnościowym dostarczanych przez Polski Fundusz Rozwoju, Bank Gospodarstwa Krajowego i Agencję Rozwoju Przemysłu.

Pakiet zakłada również odroczenie płatności składek ZUS o 3 miesiące lub rozłożenie ich na raty.  Ponadto wprowadza rozwiązanie, na mocy którego umowy o usługi budowlane zawarte w trybie zamówień publicznych będą przedłużone o czas trwania zagrożenia epidemicznego.

Czy to wystarczy?

Zaproponowane zmiany to o wiele za mało. Przykładowo: czy pożyczka w wysokości 5 tysięcy złotych pozwoli zachować płynność finansową przedsiębiorcy? Albo czy odroczenie płatności ZUS o trzy miesiące będzie korzystne, skoro już od czerwca przedsiębiorcy będą musieli płacić skumulowane składki? Najprawdopodobniej będzie to przecież moment, w którym przedsiębiorstwa dopiero będą próbowały się podnieść po czasie kryzysu.

Moim zdaniem rząd mógłby zdecydować się na odstąpienie od płatności split payment, a dodatkowo uwolnić środki zgromadzone na koncie VAT. Taki zabieg z pewnością mógłby poprawić płynność finansową wielu przedsiębiorców. Przypomnijmy, że stosowanie mechanizmu split payment jest od 1 listopada 2019 roku obowiązkowe dla niektórych branż i usług. Za niestosowanie się do niego grożą kary. Z obawy przed nimi wielu przedsiębiorców stosuje taki tryb płatności, nawet jeśli wymóg prawny ich nie dotyczy.

Kolejną dobrą propozycją mogłoby być np. niepłacenie podatków z wystawionych, a nieopłaconych przez nabywców faktur. Oczywiście, dziś przedsiębiorca może skorzystać z tzw. ulgi na złe długi, jednak musi czekać na przeterminowanie płatności aż 90 dni. W obecnej sytuacji można by było umożliwić podatnikom rozliczenia podatków w formie kasowej, tj. w okresie, za który otrzymali płatność za wykonane zlecenie. Taka ulga mogły by być stosowana do faktur przychodowych. Najlepszym rozwiązaniem byłoby odejście od ściągania należności publicznoprawnych i to nie na trzy miesiące, tak jak w przypadku ZUS, ale na okres o wiele dłuższy. Z pewnością pomogłoby to w zachowaniu płynności wielu przedsiębiorcom.

Na koniec warto zauważyć, że wiele punktów medycyny pracy jest zamkniętych albo odmawia przyjęcia pracowników na badania. W związku z tym należałoby zwolnić czasowo od obowiązków przechodzenia badań wstępnych lub okresowych do pracy.

Inwestycyjny boom mieszkaniowy w potrzasku koronawirusa

Ciąg dalszy przesuwania środka ciężkości inwestycyjnej prosperity w kierunku budownictwa indywidualnego. Jednak w świetle bezprecedensowej sytuacji zagrożenia epidemicznego i oczekiwanego gospodarczego trzęsienia ziemi, załamanie boomu na pierwotnym rynku mieszkaniowym wydaje się przesądzone.

W lutym statystyki inwestycyjne pierwotnego rynku mieszkaniowego wyglądały jak na początek roku w pełni standardowo. Jest to okres ich stabilizacji na stosunkowo niskim poziomie przed wiosenno-letnim sezonem budowlanym, gdy to następuje ich wybicie. Jego pierwsze symptomy widać było już w lutym w przypadku danych mieszkań rozpoczętych oraz oddanych do użytkowania. Tym samym rynek już nastawiał się na kolejne miesiące ciężkiej pracy i windowania statystyk inwestycyjnych.

Po raz kolejny dała o sobie znać tendencja silnie rosnącej dynamiki danych dotyczących indywidualnego budownictwa jednorodzinnego, przy względnej stabilizacji tych dotyczących aktywności inwestycyjnej deweloperów.

I tak budujący na własne potrzeby po dwóch miesiącach br. oddali do użytkowania 12,8 tys. lokali – o 9,1 proc. więcej rdr, a deweloperzy niemal równo 20 tys., co oznacza roczny progres rzędu zaledwie ułamka procenta. W przypadku mieszkań rozpoczętych wygląda to odpowiednio: 12,3 tys. i 31,5 proc. indywidualne oraz 20,6 tys. i 2,4 proc. deweloperzy. W nowych pozwoleniach zaś 13,8 tys. i 9,8 proc. oraz 23,3 tys. i minus 2,5 proc.

Rynek inwestycyjny potwierdza więc rysujący się już w poprzednich raportach GUS trend coraz silniej rosnącego zainteresowania Polaków indywidualnym budownictwem jednorodzinnym, przy względnej stabilizacji dynamiki budownictwa deweloperskiego. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to postępująca drożyzna lokali deweloperskich jest, albo raczej była jednym z głównych powodów takiego stanu rzeczy.

Niestety, w związku z bezprecedensową sytuacją globalnego zagrożenia epidemicznego, która niesie ze sobą zagrożenie dla parametrów rodzimej gospodarki oraz sytuacji społeczno-ekonomicznej mieszkańców kraju, raczej nieunikniona wydaje się jakaś forma załamania koniunktury na mieszkaniowym rynku pierwotnym w każdym z możliwych aspektów.

Pierwszym symptomem oczekiwanego cofnięcia parametrów inwestycyjnych mieszkaniówki są docierające sygnały o paraliżu urzędów odpowiedzialnych za formalności konieczne do uruchamiania budów, przede wszystkim za wydawanie pozwoleń na budowę. Tym samym ich statystyki w kolejnych miesiącach zapewne spadną, niewykluczone, że do wręcz symbolicznych wartości.

Jednak nawet niezależnie od statystyk nowych pozwoleń należy oczekiwać spadku także wolumenów rozpoczynanych budów, tak przez deweloperów jak i inwestorów indywidualnych. Jest to oczywiste w świetle bezprecedensowego zagrożenia i w konsekwencji niespotykanego dotąd w powojennej historii kraju potencjału rzeczywistości kryzysowej.

Wg portalu RynekPierwotny.pl jedynie dane dotyczące mieszkań oddawanych do użytkowania mogą w przewidywalnej perspektywie uniknąć gwałtowniejszych turbulencji. Deweloperzy z dużą determinacją będą bowiem dążyć do zakończenia szczególnie tych najbardziej zaawansowanych inwestycji, by przekazać je nabywcom i ostatecznie zamknąć.

Przede wszystkim należy mieć świadomość, że obecna sytuacja społeczno – gospodarcza kraju jest wciąż bardzo trudna do precyzyjnej oceny, przede wszystkim z racji swojej precedensowości. Stąd pojawiające się jeszcze dość często opinie bagatelizujące destrukcyjny wpływ pandemii koronawirusa m.in. na krajowy rynek nieruchomości, w tym głównie mieszkaniowych, wg których już za 3-4 miesiące wszystko wróci do normy. Tymczasem szanse na tak optymistyczny scenariusz są dosłownie zerowe, a co gorsza, możemy mieć i najprawdopodobniej już mamy do czynienia z kryzysem o niespotykanej sile rażenia, którego skutki zostaną rozłożone na lata. Niestety, inwestycyjny boom w mieszkaniówce znalazł się na dobre w potrzasku koronawirusa.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

W lutym produkcja w górę, ale w marcu już tak dobrze nie będzie

W lutym br. produkcja wzrosła. To optymistyczna wiadomość. W kolejnym miesiącu zobaczymy już kumulację wygaszania produkcji wynikającej z braku materiałów, popytu, braku pracowników i wymogów sanitarnych.

Jak podaje dzisiaj GUS, w lutym br. dynamika produkcji sprzedanej przemysłu wyniosła 4,9% r/r (przed rokiem 6,9%) oraz 2,2% m/m. Korekta sezonowa przyniosła wzrosty o odpowiednio 3,2% r/r oraz 1,3% m/m. W lutym dodatnia dynamika dotyczyła wszystkich grup produktów: najsilniej inwestycyjnych (5,9% r/r), ale i dobra konsumpcyjne trzymały się mocno (3,6-4,6%). Zupełnie nietypowo na tle ostatnich miesięcy znaczna większość branż przemysłu (28, z udziałem wartości dodanej na poziomie 95,6%) była na plusie. W szczególności nieco powyżej średniej znalazło się przetwórstwo (a na ogólny wynik in minus wpłynęło górnictwo). Najwyższe, ponad 10-procentowe dynamiki odnotowały produkcja pozostałego sprzętu transportowego (16,8% r/r, tu jednak typowe są duże jednostkowe zakupy), urządzeń elektrycznych (12,1%) i wyrobów z metali (11,5%).

Byłaby to więc dość optymistyczna wiadomość, gdyby nie fakt, że to ostatnie takie dane, a komunikat marcowy przyniesie zaostrzenie spadków. W kolejnym miesiącu zobaczymy już kumulację wygaszania produkcji wynikającej z (chronologicznie): braku materiałów, braku popytu, braku pracowników i wymogów sanitarnych. Wzrostów można spodziewać się w branżach priorytetowych w dobie pandemii, np. chemicznej, ewentualnie produkcji sprzętu medycznego. Pod znakiem zapytania stoi sposób statystycznego opisu przebranżowionej produkcji (np. z tekstylnych, które rozpoczną produkcję maseczek chirurgicznych).

Komentarz Sonii Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Lewiatana

W czasach pandemii 88 proc. firm wykorzystuje pracę zdalną

Praca zdalna została wdrożona w 88 proc. firm, a 13 proc. pracodawców wskazało, że część ich pracowników przebywa na kwarantannie. W ponad 70 proc. przedsiębiorstw pracownicy skorzystali z zasiłku opiekuńczego na dziecko w wieku do 8 lat, wprowadzonego w związku z epidemią koronawirusa – wynika z ankiety przeprowadzonej przez Konfederację Lewiatan.

Ustawa z 2 marca br. wprowadziła możliwość uzyskania zasiłku opiekuńczego na dziecko do lat 8 w związku z zapobieganiem epidemii COVID-19. Skorzystali z tej możliwości pracownicy ponad 70 proc. przedsiębiorstw, które wzięły udział w ankiecie. Swoje obowiązki w formie pracy zdalnej wykonywało 21 proc. pracowników, a taką możliwość zatrudnienia wdrożyło 88 proc. firm.

– Z ankiety wynika, że 11 proc. zatrudnionych była nieobecna w pracy. Z tej grupy najwięcej osób nie pracowało z powodu zawieszenia lub ograniczenia produkcji (m.in. branża automotive, produkcja obuwia), choć ta przyczyna dotyczyła tylko kilku zakładów produkcyjnych – mówi Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Pozostałe nieobecności były związane z urlopami (w tym bezpłatnymi) i zwolnieniami chorobowymi z powodów innych niż COVID -19. 13 proc. pracodawców wskazało, że wśród ich pracowników są osoby przebywające na kwarantannie domowej.

Ankieta została przeprowadzona 16 marca i objęła 210 przedsiębiorstw zatrudniających prawie 110 tys. pracowników.

Pracodawcy RP apelują do Ministra Zdrowia o zapewnienie bezpiecznych warunków pracy wszystkim jednostkom służby zdrowia

Apelujemy o zapewnienie bezpiecznych warunków pracy nie tylko wydzielonym szpitalom zakaźnym, ale również wszystkim jednostkom służby zdrowia, które realizują swój obowiązek pomocy pacjentom – piszą Pracodawcy RP w liście do Ministra Zdrowia Łukasza Szumowskiego.

– Pracodawcy RP popierają wszelkie działania zmierzające do skutecznego zapobiegania oraz zwalczania chorób zakaźnych, w tym wirusa SARS-CoV-2. Doceniamy również dotychczasowy wysiłek Pana Ministra i całego resortu zdrowia, a także olbrzymi wysiłek oraz poświęcenie wszystkich profesjonalistów medycznych, jednak w dalszym ciągu dostrzegamy kwestie, które wymagają priorytetowego podejścia – czytamy w liście.

– Dzisiaj droga pacjenta do lekarza jest znacząco utrudniona, a przecież wszyscy jesteśmy pacjentami. Nie należy też zapominać, że prawa pacjenta wciąż obowiązują i wszyscy pacjenci pozostają pod taką samą ochroną jak dotychczas, bez względu na rodzaj postawionego rozpoznania – podkreślają Pracodawcy RP.

– Polscy pacjenci oraz polscy świadczeniodawcy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony jest potężne zagrożenie związane z epidemią koronawirusa, a z drugiej – pacjenci z olbrzymim spektrum chorób będący w trakcie terapii lub oczekujący na pomoc medyczną, często konieczną, wymagającą natychmiastowych decyzji terapeutycznych i działania – zwracają uwagę eksperci.

Pracodawcy RP

Koronawirus a spłata kredytów i rat leasingowych przez przedsiębiorców

Generalną regułą stosunków zobowiązaniowych, umów, jak i podstawowym obowiązkiem ich stron, jest spełnienie ciążących na nich zobowiązań. Potwierdza to przepis art. 353 Kodeksu cywilnego, stanowiący, że w stosunkach tych wierzyciel może żądać od dłużnika świadczenia, a dłużnik powinien świadczenie spełnić. Od reguły tej istnieją odstępstwa, a jedną z przesłanek takich odstępstw jest wystąpienie siły wyższej, czyli czynnika, który uniemożliwia dłużnikowi spełnienie świadczenia. Takim czynnikiem jest panująca obecnie epidemia koronawirusa, powodująca utratę płynności finansowej przedsiębiorców. Czy przedsiębiorcy mogą się na nią powoływać i nie spłacać rat leasingowych oraz rat zaciągniętych kredytów?

W środę 18 marca 2020 r., rząd ogłosił projekt specustawy, będącej tarczą antykryzysową krajowej gospodarki. Przewiduje ona 212 mld zł wsparcia dla zakładów pracy, celem zachowania miejsc pracy w obliczu problemów finansowych przedsiębiorstw. – „Dla przedsiębiorców, których obroty spadną, przewidujemy możliwość dopłat do wynagrodzeń pracowników” – zadeklarował Premier Mateusz Morawiecki.

Świadomość władzy co do pogłębiającego się kryzysu gospodarczego, w wyniku postępującej epidemii nowego wirusa, zmusiła rządzących do przeznaczenia części środków antykryzysowej tarczy na wsparcie firm w spłacie ich zobowiązań. Ma ono przybrać postać udzielania gwarancji kredytowych, zapewnienie płynności finansowej poprzez m.in. preferencyjne mikropożyczki, czy warunki leasingu operacyjnego, a także odroczenie lub rozłożenie na raty płatności składek ZUS.

W dobie epidemii Państwo chce ratować gospodarkę i niewypłacalnych przedsiębiorców przed upadłością, mając świadomość skali sytuacji nadzwyczajnej, w jakiej się znaleźli. A jak informuje Światowa Organizacja Zdrowia, pandemie mogą trwać miesiącami lub latami. Jak więc mają sobie radzić ze spłatą swoich bieżących zobowiązań przedsiębiorcy, do których pomoc państwa jeszcze nie dotarła lub też okaże się niewystarczająca?

Raty kredytów i leasingów

Pacta sunt servanda, czyli obowiązująca w obrocie gospodarczo-prawnym reguła prawa rzymskiego stanowi, że umów należy dotrzymywać. Podstawowym obowiązkiem strony umowy jest spełnienie zaciągniętego na jej podstawie zobowiązania. Z obowiązku tego zostaje jednak zwolniona, gdy spełnić zobowiązania nie może wskutek wystąpienia przeszkody, za którą nie ponosi odpowiedzialności. Potwierdza to treść art. 471 Kodeksu cywilnego: „Dłużnik jest obowiązany do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi” (Dz.U. 1964 nr 16 poz. 93, ze zm.).

W przedmiocie zaciągniętych przez przedsiębiorców kredytów i zawartych leasingów oznacza to, że nieregulowanie przez nich wynikających z tych umów rat i opłat z powodu siły wyższej, nie będzie obarczone odpowiedzialnością za powstałe z tego powodu szkody. Epidemia koronawirusa, jako okoliczność niewykonania zobowiązania za którą przedsiębiorca nie ponosi odpowiedzialności, skutkuje uwolnieniem go od kar umownych, czy innej odpowiedzialności odszkodowawczej.

Samo powołanie się na siłę wyższą nie wystarczy

Chcąc uwolnić się od konieczności realizacji zobowiązania z powodu epidemii koronawirusa przedsiębiorcy muszą pamiętać o niezwykle istotnej kwestii, na którą zwrócił uwagę Sąd Najwyższy w uchwale z 26 października 2007 r. (sygn. akt. III CZP 30/07). Wystąpienie siły wyższej nie stanowi o automatycznym zwolnieniu z odpowiedzialności. Niezbędne jest zajście związku przyczynowego oraz zbieżności w czasie pomiędzy zdarzeniem będącym siłą wyższą, a brakiem realizacji umowy.

Dlatego też, tak jak powołać się na nią może obecnie np. właściciel sieci kin, dyskoteki, restaurator, szkoły prywatnej, organizator koncertów, teatry, czy biura turystyczne, tak trudno byłoby o to firmie farmaceutycznej, producentowi masek ochronnych, czy płynów do dezynfekcji. Podczas gdy przedstawiciele jednych branż stają przed widmem upadłości, z powodu odgórnego podczas zagrożenia epidemicznego ograniczenia ich działalności lub całkowitego jej zakazu, inni notują rekordowe zyski. Oczywiście producent leków może w dobie epidemii ogłosić, że nie jest w stanie spłacać rat kredytu i opłat leasingowych, bo jego firmę zamknięto na wiele dni z powodu kwarantanny, po której pracownicy nie powrócili do pracy, a on nie mógł znaleźć nowych. Jednak to na nim spoczywa obowiązek wykazania tego. Ciężar udowodnienia związku przyczynowego między epidemią koronawirusa, a niemożnością regulowania swoich zobowiązań spoczywa na tym, który na siłę wyższą się powołuje.

Dodatkowe umowy, aneksy

Siła wyższa zawiesza wykonanie zobowiązania na czas jej trwania, zwalnia dłużnika z obowiązku spełnienia świadczenia, a przede wszystkim z odpowiedzialności za powstałe z tego tytułu szkody. Zaistnienie przeszkody w spłacie rat kredytowych i leasingowych, w postaci siły wyższej, zwalnia więc przedsiębiorcę z obowiązku ich regulowania w okresie trwania tej siły wyższej. Nie oznacza jednak, że spowoduje wygaśnięcie umów, czy zezwoli bankom i leasingodawcom na ich wypowiedzenie. Przedsiębiorcy będą po prostu zobowiązani do wypełnienia tych umów do końca po ustaniu siły wyższej.

Ale to obostrzenia kodeksowe. Nic nie stoi na przeszkodzie, by strony umów rozszerzyły je poprzez zapisy umowne. Wówczas, jeśli to zostanie wyraźnie wskazane w umowie, rozszerzeniu może też ulec odpowiedzialność przedsiębiorcy o przypadki siły wyższej. Dlatego lepiej dla przedsiębiorców, by nie podpisywali przedkładanych im obecnie przez banki i leasingodawców dodatkowych umów, czy aneksów. Poprzez ich zawarcie mogą wyłączyć bowiem swoją kodeksową ochronę przed odpowiedzialnością za niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania, nawet jeśli byłoby to skutkiem niezależnej od nich siły wyższej.

Podsumowanie

W czasie trwania siły wyższej wierzyciel nie może domagać się wykonania zobowiązania. Przedsiębiorcy, którzy w obecnej sytuacji nie są w stanie regulować swoich zobowiązań leasingowych i kredytowych, nie muszą zawierać z bankami, czy leasingodawcami żadnych dodatkowych uzgodnień, w przedmiocie ich spłaty. Jeśli niewypłacalność, a zatem niemożność spełnienia wskazanych zobowiązań, jest następstwem okoliczności, za które przedsiębiorcy ci nie ponoszą odpowiedzialności, a taką okolicznością jest panująca pandemia koronawirusa, to spełnią je po jej ustaniu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

BPO/SSC: nawet odporni odczują skutki kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa

Sektor nowoczesnych usług w Polsce wykorzystuje całą swoją wiedzę by sprawnie zarządzać kryzysem – wynika z badań firmy Mercer przeprowadzonych w połowie marca wśród członków Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych ABSL. W chwili ogłoszenia pandemii aż 80% badanych firm miało gotowe plany utrzymania ciągłości biznesu, a 70% z nich od razu było zdolnych przestawić się na tryb pracy zdalnej. Jednak samo przygotowanie nie ochroni sektora przed skutkami pandemii.  Przedstawiciele ABSL postulują o wprowadzenie długofalowych rozwiązań umożliwiających realizację zadań. 

Gotowi na kryzysy

Sektor nowoczesnych usług zatrudnia w Polsce blisko 310 000 osób w centrach obsługi procesów biznesowych (BPO), centrach usług wspólnych (SSC/GBS), IT czy centrach badawczo-rozwojowych(R&D).

Aż połowa z obecnych w Polsce podmiotów działa w skali globalnej. Znakomita większość (80%) w momencie pojawienia się wirusa w Polsce posiadała gotowy plan utrzymania ciągłości działania (Business Continuity Plan) lub program naprawczy (Disaster Recovery Plan), często przygotowywane i testowane m. in. w Indiach, a ostatnio również w Chinach, w szczycie koronowirusowego kryzysu.

Praca zdalna tak, choć nie zawsze możliwa

Firmy sektora nowoczesnych usług obsługują z Polski jednostki biznesowe rozsiane po całym świecie. Posiadają technologie oraz know-how pozwalający na pracę zdalną, a dzięki inwestycjom w infrastrukturę teleinformatyczną w większości przypadków zdolne są do szybkiego przestawienia swoich pracowników na pracę z domu. Już w pierwszych dniach kryzysu koronawirusowego z takiej możliwości skorzystało 30% pracowników branży, a możliwość natychmiastowego wdrożenia trybu zdalnego deklarowało 70% firm zrzeszonych w ABSL.

–  Z naszego badania wynika, że blisko jedna trzecia badanych (30%) nie zgłasza obecnie żadnych problemów z przejściem pracowników na pracę zdalną. 40% jednak przyznaje, że charakter niektórych prac na to nie pozwala – podkreśla Krzysztof Nowak, Partner, Mercer.

Przygotowani, ale świadomi trudności

Chociaż sektor nowoczesnych usług jest przygotowany, nie oznacza to, że pandemia nie zachwieje jego funkcjonowaniem. Aż 71% badanych przez Mercer firm przyznaje, że będą zmuszone do przesunięcia realizacji niektórych projektów. Prawie jedna trzecia (29%) obawia się zakłóceń w swoim łańcuchu dostaw, identyczny odsetek spodziewa się opóźnień w realizacji zleceń.

Mimo trudnej sytuacji, firmy z branży dość pozytywnie postrzegały swoją sytuację. W chwili realizacji badania zakończonego 19 marca, tylko 15% badanych już zdecydowało o korekcie swoich celów biznesowych. Jedna trzecia (33%) rozważała taką możliwość, zaś ponad połowa (52%) była zdecydowana zrealizować plany.  Paweł Panczyj, Dyrektor ds. Strategii i Rozwoju, ABSL jednocześnie stanowczo podkreśla – Sytuacja może jednak ulec zmianie, na co największy wpływ będą miały m. in. rozwiązania zaproponowane przez rząd.

Ważne są rozwiązania wspierające procesy

Sytuacja sektora usług wspólnych uzależniona jest od wielu czynników pozasektorowych.  Ogłoszona przez rząd tarcza antykryzysowa to krok w dobrym kierunku. Czterdziestoprocentowe dopłaty do wynagrodzeń z pewnością pomogą wielu firmom utrzymać płynność finansową oraz zatrudnienie. Szczególnie tam, gdzie konieczna okaże się np. zatrzymanie produkcji lub świadczenia usług. – W przypadku sektora nowoczesnych usług kluczowe są rozwiązania wspierające realizację procesów, szczególnie, że marzec to miesiąc sporządzania bilansów rocznych. Dlatego ABSL apeluje m. in. o odroczenie niektórych terminów, doraźne zmiany w systemie rozliczeń podatkowych oraz o zdalną komunikację z urzędami skarbowymi – dodaje Paweł Panczyj, Dyrektor ds. Strategii i Rozwoju, ABSL

Komentarz: Paweł Panczyj, Dyrektor ds. Strategii i Rozwoju, ABSL

Nieobecność wielu pracowników może powodować niewydolność działów księgowych w firmach. Biura rachunkowe, z których usług korzysta większość przedsiębiorców, nie są wstanie zapewnić terminowego wypełnienia licznych obowiązków sprawozdawczych ciążących na podatnikach. Niezbędne jest zatem odroczenie przez rząd terminów na złożenie deklaracji i zeznań podatkowych.

Przedsiębiorcy zrzeszeni w ABSL uważają, że w obecnej sytuacji pierwszy obowiązek sprawozdawczy powinien zostać odroczony. Warto dodać też, że nie został jeszcze opublikowany wzór raportu, który ma być składany przez przedsiębiorców. W przypadku dużych podatników przeprowadzających w skali miesiąca wiele transakcji handlowych, każdy nowy obowiązek sprawozdawczy oznacza zmiany w systemach księgowych, a zmiana w systemach księgowych i automatyczne rozwiązania wymagają dyskusji i analiz w ramach przedsiębiorstwa, w tym z ekspertami IT. W konsekwencji, od momentu opublikowania wzoru raportu, do chwili jego wdrożenia musi być zapewniony odpowiedni czas na przygotowanie się do nowego obowiązku.

Wnosimy też o umożliwienie zdalnej komunikacji z organami podatkowymi – nie tylko poprzez ePUAP, ale i urzędowe skrzynki mailowe inspektorów podatkowych. Zabiegamy o przywrócenie kwartalnego rozliczenia VAT dla wszystkich podatników oraz uproszczenie procedur korzystania ze środków zgromadzonych na rachunku VAT.

Jak widać potrzeb i oczekiwań jest wiele – wszystkie postulaty, które zgłosiły nasze firmy członkowskie, zostały przekazane do odpowiednich Ministerstw.

Niby stabilizacja

Kurs złotego teoretycznie ustabilizował swój poziom. Nie ustabilizował jednak zmienności. 203% zmiany w ciągu dnia, to wartości, które w normalnych warunkach wystepują na rynkach kryptowalutowych i spółkach spekulacyjnych, a nie walutach państw na naszym poziomie rozwoju.

Korekta na rynkach

Po wczorajszym odbiciu się od okolic 4,60 zł dzisiaj złoty odzyskał trochę na wartości. Kosztuje już “zaledwie” 4,52 zł. W dół szły również inne waluty za wyjątkiem funta. Frank kosztuje 4,30 zł po przecenie 5 groszowej. Dolar z kolei 4,20 po niemal 10 groszowej przecenie. Przy tak silnych ruchach korekty nie mogą dziwić. Inwestorzy/spekulanci muszą bowiem kiedyś realizować zyski, a przy takiej zmienności na rynku jest mniej zleceń oczekujących, w związku z czym mniejsze oferty powodują większą zmienność. Nie znaczy to wcale, że pomimo dobrego początku dnia złoty nie zakończy tygodnia na nieciekawych poziomach dla kupujących.

Obligacje nieatrakcyjne

Początek obecnego kryzysu był związany z przenoszeniem kapitału z rynków ryzykownych do bezpieczniejszych. W dół szły giełdy i surowce energetyczne, a w górę obligacje, czy złoto. Jednak już tydzień temu inwestorzy przyjęli jeszcze większą awersję do ryzyka i zaczęli przenosić środki do gotówki, która nie powinna stracić (po za inflacją). W rezultacie widzieliśmy silną przecenę, zarówno złota, jak i obligacji państwowych. Przecena przeważnie sięgała około 0,75% w przypadku rentowności 10 letnich obligacji. Oznacza to, że taka obligacja traciła na wartości około 7,5%. Warto zwrócić uwagę, że pomimo tej przeceny inwestorzy dalej są skłonni dopłacać do niemieckich obligacji, bo to tańszy sposób trzymania gotówki w euro niż bank przez ujemne stopy procentowe.

Wielka Brytania ponownie obniża stopy procentowe

Wczoraj Bank Anglii jednogłośnie doprowadził do obniżki stóp procentowy z 0,25% do 0,1%. Poprzednia redukcja była o 0,5%, aczkolwiek teraz zbliżając się nieuchronnie do 0% i potencjalnie ujemnych wartości Brytyjczycy nie chcą powtórzyć błędu strefy euro i pozostać bez możliwości reakcji. Stąd najprawdopodobniej pozostawienie dodatniej symbolicznej wartości 0,1%. Po tej decyzji było widać pewną przecenę funta, ale zbiegła się ona w czasie z jego bardzo silnym umacnianiem i bardzo szybko została skorygowana.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl 

Areszty i więzienia potencjalnymi epicentrami koronawirusa

Amerykanie biją na alarm: areszty i więzienia szybko stają się niebezpiecznym miejscem dla więźniów i personelu – wylęgarnią koronawirusa. Ale to nie tylko problem amerykański, ale również świata, a więc i polski. Nie ma tu miejsca na półśrodki – należy podjąć działania radykalne, wręcz rewolucyjne.

Koronawirus gorszy niż HIV

Nikogo nie trzeba przekonywać, iż koronawirus już wpływa na systemy odbywania kar. Przeniknął przez mury więzień i dotknął specyficznej grupy – wyjątkowo podatnej na zarażenie i choroby. Niesprzyjające warunki w więzieniach, aresztach i innych obiektach izolacji ułatwią jego rozprzestrzenianie się w najbliższej przyszłości. Łatwo to zobrazować na przykładzie już obecnego w więzieniach wirusa HIV z tym, że w porównaniu z koronawirusem, może okazać się problemem mało znaczącym. Według Światowej Organizacji Zdrowia (ang. World Health Organization – WHO) rozpowszechnienie HIV w więzieniach jest 15 razy wyższe niż w całej populacji dorosłych. Zalecane środki leczenia HIV są zazwyczaj niedostępne w zakładach karnych, tylko około 5% krajów realizuje programy zapobiegające rozprzestrzenianiu się HIV w warunkach izolacji. Współdzielenie strzykawek wśród więźniów zażywających narkotyki jest powszechne. Inne czynniki ryzyka HIV to niebezpieczny seks ze względu na brak dostępności prezerwatyw, przemoc seksualna, inne zachowania seksualne wysokiego ryzyka oraz tatuowanie i przekłuwanie ciała (piercing).

Tymczasem koronawirus, który jest bardziej śmiercionośny i zaraźliwy niż grypa, może poczynić w zakładach karnych prawdziwe spustoszenie i mieć dalekosiężne konsekwencje. W krajach, w których pandemia na dobre się zadomowiła, koronawirusem zostali zarażeni zarówno strażnicy, jak i więźniowie. Wirus przetoczył się przez chińskie więzienia pod koniec lutego, odnotowano około 500 przypadkach zachorowań w co najmniej czterech placówkach odosobnienia, zlokalizowanych w trzech prowincjach. We Włoszech, drugim po Chinach kraju dotkniętym koronawirusem w największym stopniu, co najmniej 7 więźniów zmarło nie w wyniku zarażenia, ale z powodu zamieszek i protestów, jakie wybuchły po wprowadzeniu przez władze więzienne ograniczeń dotyczących odwiedzin. W marcu Iran tymczasowo uwolnił około 70 000 więźniów, aby rozładować zagęszczenie i pomóc w powstrzymaniu epidemii.

Problem jest niezwykle poważny, bowiem statystyki są nieubłagane. Każdego dnia w więzieniach na świecie przebywa ok. 10 milionów osób, w tym osoby tymczasowo aresztowane. Prawie połowa z nich przypada na Stany Zjednoczone, Rosję i Chiny. W ciągu roku na całym świecie 30 milionów osób, na dłużej lub krócej, doświadcza pozbawienia wolności, a na wszystkich 5 kontynentach liczba więźniów systematycznie wzrasta.

System penitencjarny USA ma problem

W Stanach Zjednoczonych obawy związane z potencjalną epidemią koronawirusa w więzieniach są szczególnie uzasadnione, ponieważ kraj ma największą więzienną populację na świecie. Około 2,3 miliona osób jest izolowanych w więzieniach, aresztach, domach poprawczych, ośrodkach detencyjnych, czy szpitalach psychiatrycznych. Wskaźnik uwięzienia wynoszący 655 na 100 000 osób oznacza, że w USA zamyka się ludzi w dwa razy większym tempie niż w Rosji, ponad pięć razy większym niż w Chinach, ponad sześć razy większym niż w Kanadzie i Francji, prawie dziewięć razy większym niż Niemczech i prawie 17 razy większym niż Japonii (New York Times z 17.03.2020). Nawet stany, w których liczba uwięzionych jest najmniejsza, zamykają więcej osób niż większość innych krajów. Szacuje się, że wskaźnik uwięzienia w Massachusetts – najmniej represyjnym stanie – był ponad dwukrotnie wyższy niż w Anglii i Walii i prawie trzykrotnie wyższy niż w Korei Południowej.

Istnieje stereotyp, że więzienia to zamknięte środowiska. Tak nie jest, a więźniowie nie stanowią populacji objętej kwarantanną – do więzień codziennie napływają setki tysięcy pracowników więziennych, sprzedawców, pracowników służby zdrowia, nauczycieli i gości – wszyscy mogą przenosić wirusa z więzienia do swoich domów i społeczności.

W więzieniach niemożliwy jest fizyczny dystans między ludźmi, zaś opieka medyczna obciążona i na niskim poziomie. Szczególnie dotkliwy jest brak mydła, środków dezynfekujących. W więzieniach i aresztach ludzie dzielą łazienki, pralnie i jadalnie. Toalety w celach rzadko mają pokrywy. Zbiornik toalety służy również jako zlew do mycia rąk, szczotkowania zębów i innych czynności higienicznych. Tymczasem odkażanie rąk nie jest dozwolone w większości więzień ze względu na zawartość alkoholu w środkach dezynfekujących.

Pracownicy są pełni obaw, bowiem już odnotowuje się pierwsze przypadki zarażeń. W federalnym systemie więziennictwa USA, w którym przebywa ponad 175 000 osób, zawieszono wszystkie wizyty na 30 dni, w tym większość wizyt prawników. Zakazano również transferu więźniów między zakładami, z kilkoma wyjątkami. Wiele stanowych i lokalnych więzień, w których przetrzymywana jest większość uwięzionych, również zawiesiła wizyty. 13 marca 2020 r. Federalny Departament Korekcyjny ogłosił, że we wszystkich 122 federalnych zakładach poprawczych wstrzymuje się odwiedziny rodzin, przyjaciół i adwokatów na 30 dni. Adwokaci alarmują, że zakłady poprawcze nie są odpowiednio przygotowane do powstrzymania epidemii w swoich murach. Rekomendacje udzielane przez federalne Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom – takie jak trzymanie się w odległości 6 stóp od innych osób i rutynowe dezynfekowanie powierzchni – są prawie niemożliwe do wykonania za kratami. Więzienne służby medyczne są źle zaopatrzone na co dzień, więc gdyby zarażenia koronawirusem miały przybrać masowy charakter, więźniowe będą transportowani do „cywilnych” szpitali. Tymczasem pracownicy szpitali w rozmowie z „NYT” nie wyobrażają sobie, aby lokalny szpital dawał więźniom pierwszeństwo, jeśli trzeba będzie podejmować trudne decyzje dotyczące ratowania życia.

Jakie podejmować środki zaradcze?

Według ekspertów, więzienia i areszty wkrótce staną się epicentrami pandemii koronowirusa, jeśli będzie kontynuowana dotychczasowa profilaktyczna bezczynność. Ta prognoza nie dotyczy wyłącznie więziennictwa Stanów Zjednoczonych.

Stowarzyszenia publicznych adwokatów w Nowym Jorku wezwały do uwolnienia zatrzymanych w miejskich więzieniach, w tym na wyspie Rikers, gdzie są przetrzymywane osoby za naruszenia warunków zwolnienia warunkowego, mają ponad 50 lat i wcześniej zdiagnozowane problemy zdrowotne.

Szybko należy rozwiązać problem tymczasowo aresztowanych. Statystki w USA są przerażające. Podczas gdy rocznie ponad 600 000 osób przekracza bramy więzień, każdego dnia do tymczasowego aresztu trafia około 612 000 osób. Ponad połowa osób przebywających w areszcie pozostaje tam tylko przez 2-3 dni. Podobnie, chociaż w mniejszej skali, problem wygląda w innych krajach.

Pojawiają się kolejne inicjatywy. Niektóre prokuratury polecają swoim prokuratorom, aby nie sprzeciwiali się wnioskom obrońców o uchylenie aresztowania z powodu wykroczeń lub drobnych przestępstw, jeżeli osoba oskarżona nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego.

Kolejnym powodem do niepokoju jest duża populacja starszych i chorych więźniów. 40% osadzonych w USA cierpi na schorzenia przewlekłe. Zwykle są to starsi więźniowie, stanowiący grupę ryzyka jeśli chodzi o wirus COVID-19. W więzieniach stanowych i federalnych w Stanach Zjednoczonych przebywa 274 000 osób w wieku 50 lat lub starszych. Gdyby tę grupę wyizolować od reszty więźniów, to stanowiłaby siódmą pod względem liczebności populację więzienną na świecie.

Statystki wyraźnie wskazują, iż wskaźnik recydywy wśród starszych więźniów, zwolnionych po odbyciu długich wyroków, jest bliski zeru. Gubernatorzy i wymiar sprawiedliwości rozważają więc jednorazowy przegląd tej grupy osadzonych pod kątem zapewnienia natychmiastowej opieki medycznej lub zwolnienia z dalszego odbywania kary. Ważne jest, aby decyzje zapadały szybko. Organy wymiaru sprawiedliwości mogą zmniejszać liczbę osadzonych na kilka sposobów:

  • wykroczenia i przestępstwa, które nie zagrażają bezpieczeństwu publicznemu, przekwalifikować na czyny niepodlegające karze więzienia,
  • stosowanie nadzoru zamiast aresztowań za wszystkie przestępstwa o niskiej szkodliwości społecznej,
  • zwolnienie wszystkich aresztowanych, którzy nie mogą uiścić kaucji.

Ale i te kroki nie idą wystarczająco daleko. Należy sięgać po bardziej radykalne, które proponują przedstawiciele Inicjatywy Polityki Więziennej (ang. Prison Policy Initiative), określając je jako „zasady zdrowego rozsądku”. Do tych, które mogą spacyfikować potencjalną epidemię w więzieniach zaliczają:

  • uwolnienie wszystkich chorych i starszych więźniów,
  • zaprzestanie pobierania opłat za opiekę medyczną w więzieniach,
  • ograniczanie decyzji o areszcie tymczasowym do wyjątkowych wypadków,
  • przerwanie odbywania kar pozbawienia wolności za naruszenia rygorów zwolnienia warunkowego, naruszenie nadzoru policyjnego itp.

W tym samym duchu sformułowane są wytyczne waszyngtońskiego Stowarzyszenia Szeryfów i Szefów Policji (ang. Washington Association of Sheriffs and Chiefs Police), szczególnie istotne dla stanu Waszyngton, który ma drugą, po stanie Nowy Jork, najwyższą liczbę zgłoszonych przypadków zarażenia koronawirusem. Stowarzyszanie postuluje zwolnienie z więzień wybranych grup osadzonych, masowe udzielanie urlopów zwłaszcza osobom starszym i chorym. Trzeba to uczynić natychmiast, bo późniejsze zwolnienia tylko rozleją falę zakażeń na terenie kraju.

Reasumując, wybuch epidemii koronawirusa w więzieniach i aresztach może przerodzić się w koszmar. Więzienia nie są gotowe na pandemię. Jej wybuch może potencjalnie rozprzestrzenić się także na powiązane społeczności. Wybuch epidemii w miejscu odosobnienia może nadwerężyć lokalne, „cywilne” systemy opieki zdrowotnej, ponieważ setki lub tysiące zarażonych nagle będą potrzebować opieki medycznej, której więzienia nie są w stanie zapewnić.

Więzienia i areszty wciąż mają czas na przygotowanie się do walki z koronawirusem, ale ten czas się powoli kończy. Może to być kilka dni, może tydzień lub dwa… W miarę rozprzestrzeniania się koronawirusa możliwości się kurczą. Wiele krajów będzie musiało stawić czoła nowym wyzwaniom w swoich więzieniach, ale Stany Zjednoczone są wyjątkowe, ponieważ mają miliony ludzi uwięzionych w tysiącach więzień, aresztach i innych ośrodkach, z których każdy może stać się siedliskiem epidemii.

Wszystkie inne strategie hamowania tempa zakażeń są istotne, ale wtórne. Chodzi tu m.in. o organizowanie widzeń bez kontaktu lub za pomocą połączenia wideo-telefonicznego, wzmożenie codziennej higieny. Postuluje się także badania przesiewowe więźniów, a następnie izolowanie ich, jeśli uzyskają wynik pozytywny.

W warunkach polskiego systemu penitencjarnego zwolnienie z aresztów osób, które nie są oskarżone o przestępstwa przeciwko zdrowiu i życiu, wydaje się rozsądnym rozwiązaniem z uwagi na dużo większe zagrożenie epidemiologiczne w aresztach i ich przeludnienie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Test przywództwa. Jakich liderów potrzebujemy w kryzysie?

Wybuch epidemii koronawirusa i jego konsekwencje w turystyce, transporcie, gastronomii i wielu innych branżach skutkuje nie tylko kryzysem ekonomicznym, ale nasila również poczucie strachu. Z końcem lutego 2020r. ARC Rynek i Opinia podało, że 75 % Polaków przewiduje wpływ koronawirusa na polską gospodarkę, a 87% na gospodarkę światową. Specjalistom trudno przewidzieć realny wpływ na ekonomię. W zależności od źródła, między 30%, a 100 % przedsiębiorstw w Polsce odczuło już negatywne skutki kryzysu i mierzy się z rosnącą obawą
o jutro. 

„Nie zatrzymasz fal, ale możesz nauczyć się surfować” – Jon Kabat-Zinn

– Brak informacji wzmaga stres i nasila chęć redukcji niepewności. Nietolerancja wobec niepewności jest jednym z kluczowych czynników wywołujących depresję i lęk. Sposób, w jaki musimy zaakceptować ją lub coś nieznanego może doprowadzić do załamania naszego stanu emocjonalnego. – komentuje sytuację Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista w zakresie HR i psychologii międzykulturowej.

Zdaniem socjologów nieprzewidywalne, globalne i radykalne skutki przemian, zachodzące
we wszystkich obszarach życia człowieka, powodują permanentny stan niepokoju, niepewności i zagrożenia. Tolerancja niepewności jest często opisywana jako ważna umiejętność liderów (Cohen i March 1986, Huber 2003).

Jakich liderów potrzebujemy w kryzysie?

– Osoby, które posiadają dobrze rozwiniętą tolerancję niepewności zachowają spokój i będą lepiej funkcjonować w trudnych warunkach. Zatem, co wpływa na jej poziom? Między innymi takie czynniki, jak: przewidywanie skutków, branie odpowiedzialności za własne działania, umiejętność szybkiego dostosowania się do zmieniających się warunków (takich, jak cyfryzacja czy umiejętność pracy zdalnej), umiejętność zachowania zimnej krwi przy jednoczesnej szybkiej zmianie perspektywy, umiejętność radzenia sobie z pojawiającymi się przeszkodami, odporność psychiczna. – wyjaśnia Katarzyna Richter.

Czy polskie firmy są przygotowane na kryzys? Mogłoby się wydawać, że tak. Większość wdrożyła procedury antykryzysowe, szybko dostosowując się do zmian rynkowych. Jaki jest jednak stan faktyczny? Aktualna sytuacja to prawdziwy test, który zweryfikuje, czy firmy faktycznie były przygotowane na kryzys i jak sobie z nim poradzą.

Świadomy lider

– Obecna sytuacja to przede wszystkim test przywództwa. Pokazuje nasze przygotowanie, myślenie długoterminowe i przewidywanie, a także posiadaną elastyczność działania, gotowość uczenia się i wychodzenia poza schemat. Aktualnie potrzebujemy liderów, którzy dostrzegają w trudnej sytuacji możliwości, są otwarci na wyzwania, posiadają samodyscyplinę i dobre nawyki. Tacy liderzy  będą lepiej radzić sobie w tych i każdych innych okolicznościach. – mówi Katarzyna Richter oraz dodaje:

– Przykładem szybkiego działania i przystosowania się do sytuacji kryzysu epidemiologicznego może być LVMH, która wstrzymała produkcję perfum Dior i Givenchy i zaczęła produkować żel antybakteryjny, podobnie jak Verdant Spirits, szkocki producent ginu, który przestawił linię produkcyjną i rozpoczął produkcję żelu do dezynfekcji rąk, czy AskHenry, która oferuje usługi konsjerża i wprowadza do swojej oferty wykonywanie zakupów spożywczych dla swoich klientów.

Świadomy lider to osoba, która potrafi zarządzać sobą i innymi. Potrafi zapanować nad emocjami i podejmować decyzje z głową wolną od piętrzących się myśli. Rola uważności i wellbeingu odgrywa w sytuacjach kryzysowych zasadniczą rolę. Świadomy lider przejdzie do działania według procedur antykryzysowych, a jeśli w firmie nie ma planu działania kryzysowego, to skupi się na szybkim jego stworzeniu. Ważne przy działaniu jest spojrzenie na sytuację z perspektywy pracownika, jak wpłynie to na jego stan psychofizyczny. Zastanowienie się, jak pracownicy radzą sobie z tolerancją sytuacji niepewnej. O czym myślą? Co ich stresuje? Najczęściej jest to martwienie się o ciągłość pracy, zapewnienie opieki nad dzieckiem, stabilność finansowa.

Rola komunikacji w sytuacji kryzysowej jest nie do przecenienia

Autentyczność, transparentność i czas przekazania informacji pracownikom jest kluczowa, wpływa na  to, jak pracownicy odpowiedzą na sytuację kryzysową.

Rozpoczęcie komunikacji z pracownikami leży po stronie lidera. Rozmowa może zredukować stres i pomóc w zrozumieniu sytuacji, ponieważ uzyskają oni wiedzę o tym, jak obecny kryzys  wpływa na ich pozycję i co pracodawca będzie robić, aby ich wesprzeć. Cisza i brak komunikacji z pracownikami jest najgorszą opcją, jaką można wybrać, gdyż powoduje rozprzestrzenianie się negatywnych emocji takich, jak strach i niepokój oraz szerzenie plotek i utratę zaufania. – podkreśla Katarzyna Richter oraz dodaje:

– Ważne jest, aby liderzy pozostali jak najlepiej poinformowani i czerpali wiedzę z wiarygodnych źródeł. Przy konstruowaniu komunikatów do pracowników warto wziąć pod uwagę ich perspektywę, sprawić, aby komunikat odnosił się do ich uczuć i obaw oraz był spójny z wartościami organizacji, którą reprezentują.

Sytuacja pandemii to lekcja pokory dla nas wszystkich, w której kluczową rolę odegrają spokój, tolerancja niepewności oraz umiejętność szybkiego dostosowywania się do dynamicznie zmieniających się warunków.  

Cisza na rynkach, ale jeszcze nie koniec burzy

Rynek akcji kontynuuje rajd ulgi po pozytywnej sesji w czwartek i zdaje się, że zmęczenie spadkami i chęć równoważenia pozycji przed weekendem stwarza wrażenie ulgi. Trzeba jednak pamiętać, że w kwestii walki z pandemią niewiele uległo zmianie na lepsze i choć władze fiskalne i monetarne dokładają starań, szkody dla gospodarki globalnej wyrządzone przez kryzys będą olbrzymie.

Wczorajsze dane z Niemiec i USA były tylko preludium tego, co przyniosą kolejne tygodnie. Indeks niemieckiego instytut Ifo wskazał na najgorsze nastroje w biznesie od sierpnia 2009 r. przy największym miesięcznym pogorszeniu nastrojów do 1991 r. Historyczny spadek z miesiąca na miesiąc zaliczył też indeks aktywności biznesowej w rejonie Filadelfii. Wzrost liczby nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA w ubiegłym tygodniu był jeszcze reaktywnie skromny (z 211 tys. do 282 tys.), ale kolejne odczyty mogą pójść w miliony, kiedy o zasiłek zaczną się zgłaszać osoby z zamkniętych restauracji, kin i innych punktów usługowych. Jakkolwiek w Europie działania w zakresie ochrony miejsc pracy i wynagrodzeń są bardziej proaktywne, tak nieuniknione jest obniżenie konsumpcji prywatnej, nie mówiąc o zamrożeniu inwestycji. Nie widomo, jak długo potrwa lockdown i jak hojne będą rządy w ratowaniu firm zagrożonych upadłością. W USA doradca ekonomiczny Białego Domu zasugerował przejmowanie udziałów w spółkach, choć nie wiadomo jak będzie się to odnosić do aktualnych akcjonariuszy. Z tego może zrodzić się kolejny chaos na Wall Street (a za nim na innych giełdach).

Obserwowane dziś rano mocne odbicie indeksów może stwarzać wrażenie powrotu optymizmu, ale osobiście zachowałbym czujność. Przed weekendową przerwą inwestorzy mogą przejawiać tendencję do redukcji ryzyka, co w obliczu ostatnich spadków sugeruje wychodzenie z krótkich pozycji. Polowanie na okazje wśród przecenionych aktywów może dodatkowo podsycać wzrosty, ale ta grupa inwestorów równie łatwo będzie porzucać papiery przy pojawieniu się najmniejszego powodu do obaw. Także na FX wyróżnia się przerwanie ośmiodniowego rajdu USD, jednak sygnały z rynku pieniężnego sugerują, że zaburzenia w postaci masowego poszukiwania płynności w USD nie zniknęły. Otwarcie nowych linii swapowych w USD przez Fed z innymi bankami centralnymi (które mogą teraz pożyczać dolary lokalnym instytucjom) pomaga, ale jeszcze nie powstrzymuje pędu ku bezpiecznej walucie rezerwowej świata. Rynek walutowy może wkrótce stać się następnym obszarem (po stabilizacji rynku długu i wsparciu pożyczkowym banków i firm), który będzie wymagał interwencji banków centralnych, by pohamować umocnieni USD. To z pewnością jeszcze nie koniec burzliwych czasów dla rynków finansowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Oglądalność youtuberów wzrosła o 30% w czasie pandemii

W czasie pandemii oglądalność wideo youtuberów zrzeszonych w sieciach grupy LTTM wzrosła o 30%. Znacząco wydłużył się czas oglądania materiałów (o 30%) oraz zwiększyła się liczba wyświetleń filmów (o 27%). Tylko od 12 do 15 marca łączna liczba wyświetleń na YouTube wyniosła aż 133 miliony, a średni czas oglądania 753 miliony minut (522 dni).

Porównując te dane do analogicznych dni (piątek – niedziela) pierwszego tygodnia marca zauważalny jest wzrost na poziomie 28 milionów wyświetleń oraz 170 milionów minut czasu oglądania (watchtime). Ta zmiana została odnotowana w sieci LTTM we wszystkich grupach demograficznych widzów. Większą popularnością cieszą się zarówno kanały dziecięce, gamingowe, edukacyjne, jak i te z kategorii beauty, rozrywki czy specjalistycznych treści tematycznych i hobby. Dane zostały opracowane na podstawie ponad 800 kanałów zrzeszonych w sieci.

O 30% wzrosła oglądalność YouTube w czasie pandemii

Czas pandemii oznacza nie tylko czasu zwiększonej konsumpcji mediów, ale także zaobserwowany przez nas wzrost aktywności twórców treści. Dzięki temu wielu klientom pomogliśmy w ekspresowym tempie przenieść budżety, między innymi z działań OOH na kampanie z influencerami. W naturalny sposób obserwujemy też zwiększone zainteresowanie e-commersów influencer marketingiem – specjalnie dla tej grupy wprowadziliśmy nowe możliwości rozliczeń współprac z influencerami, między innymi w oparciu o modele CPM, CPC lub wykorzystanie kodów rabatowych – komentuje Paweł Stano, wiceprezes grupy LTTM i prezes LifeTube.

Influencerzy nie tylko angażują się w akcje edukacyjne czy informacyjne (takie jak zainicjowana niedawno akcja #KoronaCizGłowyNieSpadnie, w której wzięło udział już ponad 60 topowych twórców), ale tworzą obecnie więcej treści skierowanych do ich społeczności. Swoje materiały często tworzą w domowym studio, nie korzystając ze wsparcia ekipy filmowej lub ograniczając je do niezbędnego minimum – dzięki temu produkcja ich treści nie została w większości przypadków wstrzymana.