NIK: Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych źle przygotowany i grozi opóźnieniem modernizacji armii

Najwyższa Izba Kontroli (NIK) opublikowała raport, w którym wskazuje na poważne problemy w funkcjonowaniu Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych (FWSZ) – instytucji odpowiedzialnej za finansowanie modernizacji polskiej armii. Jak podkreśla NIK, „nierzetelne przygotowanie podstaw funkcjonowania Funduszu wydatkującego corocznie kilkadziesiąt miliardów złotych negatywnie wpłynie na fundamentalny cel jego utworzenia, jakim było przyspieszenie modernizacji Sił Zbrojnych RP w obliczu rosnących zagrożeń”.

Braki w planowaniu i groźba redukcji zadań

Izba uznała za szczególnie niepokojące dwa aspekty. Po pierwsze, brak zaplanowania spłaty kosztów wynikających z zaciągania kolejnych zobowiązań. Po drugie, błędne podejście do kwestii podatku VAT od zakupów sprzętu wojskowego. W efekcie MON musi doraźnie poszukiwać środków w budżecie obronnym, co – jak ostrzega NIK – prowadzi do przesuwania w czasie części zadań, a nawet ich rezygnacji. „W konsekwencji zagraża to terminowemu osiąganiu poszczególnych zdolności operacyjnych przez Siły Zbrojne RP” – stwierdzono w raporcie.

Kontrole NIK i rosnące ryzyko finansowe

Z uwagi na znaczenie bezpieczeństwa finansowego dla stabilności państwa, NIK przeprowadziła dwie doraźne kontrole realizacji planów finansowych FWSZ za lata 2022 i 2023. Ustalenia wykazały „systemowe oraz przede wszystkim aktualne zagrożenia dla rozwoju polskich Sił Zbrojnych”.

Fundusz, utworzony w Banku Gospodarstwa Krajowego, dysponuje środkami z emisji obligacji, kredytów, pożyczek, corocznych wpłat z budżetu państwa oraz wpływów resortu obrony. Celem była modernizacja armii, jednak znaczna część środków musi być przeznaczana na spłatę zadłużenia i obsługę kosztów.

Globalny kontekst i wzrost wydatków Polski

Rosyjska agresja na Ukrainę w 2022 roku doprowadziła do rekordowego wzrostu wydatków obronnych w skali świata. Według Stockholm International Peace Research Institute, globalne nakłady obronne w 2023 roku wzrosły o 6,8% i osiągnęły 2,44 bln USD – najwyższy poziom w historii. Polska odnotowała największy roczny wzrost w Europie – o ponad 70%, do poziomu ponad 120 mld zł.

Ustalenia dotyczące finansowania

Przyjęta w 2022 roku ustawa o obronie Ojczyzny zwiększyła minimalny poziom wydatków na obronność do 3% PKB oraz utworzyła FWSZ jako dodatkowe źródło finansowania. Problemem stała się jednak struktura zadłużenia. Według NIK, do 2035 roku koszty obsługi instrumentów dłużnych wyniosą ponad 403 mld zł, podczas gdy zasilenie Funduszu z budżetu zaplanowano na poziomie jedynie 46,1 mld zł – czyli niespełna 12%.

„Rolowanie zobowiązań poprzez dalszą emisję obligacji nie jest rozwiązaniem, lecz odraczaniem problemu w czasie” – ocenia Izba. Wskazuje także, że FWSZ stał się jednym z najdroższych instrumentów obsługiwanych przez BGK.

Błędne założenia i niedoszacowania

NIK zwraca uwagę, że planowanie Funduszu obarczone było błędnymi założeniami, w tym dotyczącymi VAT-u, który początkowo miał być finansowany z długu. „Zbyt późna refleksja, że rozwiązanie to byłoby nieuzasadnione ekonomicznie i potencjalnie niegospodarne, pogłębiła skalę niedoboru środków finansowych” – stwierdzono w raporcie.

Ponadto, prognozy sporządzono w 2022 roku w oparciu o nieaktualne dane, nie uwzględniając kredytów i pożyczek. „Bez powyższych informacji Minister Obrony Narodowej nie był w stanie pełnić skutecznego nadzoru nad Funduszem, szczególnie w ujęciu planistycznym” – zauważa NIK.

Realizacja planów w 2023 roku

Plan finansowy Funduszu na 2023 rok zakładał wydatki w wysokości 45,9 mld zł, jednak zrealizowano jedynie 23,3 mld zł. Kontrola ośmiu zadań wykazała, że zmiany wynikały m.in. z przesunięć harmonogramów płatności, problemów formalnych po stronie kontrahentów czy opóźnień w pozyskiwaniu finansowania dla tzw. pakietu koreańskiego.

Zdaniem NIK, „założenia ujęte w harmonogramie dla Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych na rok 2023 były nierealne”.

Wnioski i rekomendacje

W konkluzji Izba apeluje o opracowanie realistycznej i długookresowej strategii finansowania, która uwzględni możliwości budżetowe i zapewni osiągnięcie planowanych zdolności operacyjnych przez armię. „Proces konstruowania prognozy wieloletniej Funduszu powinna poprzedzić rzetelna analiza jego uwarunkowań” – podkreśla NIK.

Raport zaznacza również, że część danych objęta jest klauzulą tajności, a kontrola nie obejmowała oceny zgodności FWSZ z konstytucyjnymi zasadami jawności i przejrzystości budżetu.

Obligacje w odwrocie, akcje na szczytach – rynki testują cierpliwość Fedu

Powszechnie oczekiwana obniżka stóp procentowych Rezerwy Federalnej zaowocowała wyprzedażą amerykańskich obligacji i aprecjacją dolara. Można odnieść wrażenie, że rynki spodziewały się jeszcze bardziej gołębiego wyniku posiedzenia i nie usatysfakcjonowało ich, że tylko jeden z członków Komitetu opowiedział się za cięciem o 50 pb.

Kluczowe punkty:

  • PLN pozostaje stabilny mimo mieszanych wieści lokalnych.
  • Fed dokonał pierwszej w tym roku obniżki stóp procentowych.
  • USD i akcje umocniły się po cięciu.
  • W Europie uwaga skupi się w tym tygodniu na wskaźnikach PMI.
  • BoE utrzymał stopy procentowe, inflacja jest uporczywa.

Ceny akcji ponownie wzrosły, podobnie jak dolar – wydaje się, że pozostanie on na razie ściśle w przedziale, w którym znajduje się od pierwszych dni lata.

W tym tygodniu poznamy wyjątkowo mało danych. Uwaga skupi się na wtorkowych (23.09) wstępnych odczytach PMI za wrzesień, które są wyprzedzającymi wskaźnikami wzrostu w rozwiniętych gospodarkach, szczególnie europejskich. Poza tym będziemy uważnie obserwować amerykański rynek obligacji skarbowych, na którym rentowności średnio- i długoterminowych obligacji zdają się ignorować cięcie Fedu i pozostają na razie uporczywie wysokie.

PLN

Patrząc na ostatnie wiadomości, można by pomyśleć, że nad złotym zaczynają gromadzić się czarne chmury. Kolejna agencja ratingowa, tym razem Moody’s, obniżyła perspektywę ratingu Polski do „negatywnej”. Nie jest to zaskoczenie, ale stanowi potwierdzenie, że napięcia fiskalne zwracają uwagę.

Jednocześnie dynamika płac wyhamowała jeszcze silniej, co może zachęcić NBP do dalszych obniżek stóp procentowych. Kluczowe twarde dane są z kolei mieszane. Kurs EUR/PLN jest jednak tylko nieznacznie wyższy niż na początku ubiegłego tygodnia i wciąż bardzo bliski poziomu 4,25, który pozostaje naszą prognozą. W nadchodzących dniach uwaga skupi się głównie na zagranicy, krajowy kalendarz jest bowiem raczej pusty.

EUR

Po tym jak Europejski Bank Centralny obniżył stopy procentowe do 2%, co wydaje się minimum tego cyklu, wiadomości ze strefy euro przestały mieć tak silny wpływ na rynek walutowy.

Wzrost gospodarczy jest niewielki i ledwo wystarcza, by strefa euro nie wkroczyła w recesję – wspierają go wciąż silne zatrudnienie i wydatki na usługi. Wskaźniki PMI (wtorek 22.09) pokażą nam najświeższy obraz wspólnego bloku.

USD

Rynki różnorako zareagowały w ubiegłym tygodniu na powszechnie oczekiwaną obniżkę stóp procentowych Fedu o 25 pb. Akcje odnotowały ją jako wydarzenia pozytywne, jak zresztą niemal wszystkie informacje w ostatnim czasie, i sięgnęły nowych maksimów.

Rynek obligacji zdaje się jednak odzwierciedlać rozczarowanie tym, że spośród decydentów tylko Miran, nowopowołany przez prezydenta Donalda Trumpa zagłosował za cięciem o 50 pb. Jednocześnie w dot plocie wyraźne widoczne było rozproszenie, które sugeruje głęboki podział w kwestii tego, czy Fed powinien skupić się na przekraczającej cel inflacji, czy ochładzającym się rynku pracy. W tym tygodniu najistotniejszy dla dolara będzie sierpniowy raport dotyczący inflacji PCE (czwartek 25.09).

GBP

Bank Anglii utrzymuje postawę wait-and-see. Odczytom zarówno głównej, jak i bazowej miary inflacji bliżej było do 4% niż do 3%, co jest zgodne ze stagflacyjnym kontekstem, który sprawia, że bankowi centralnemu trudno uzasadnić dalsze cięcia. Raport z brytyjskiego rynku pracy dostarczył w ubiegłym tygodniu sprzeczne informacje.

Choć dane ankietowe sugerują silny wzrost zatrudnienia, to podatkowe dane etatowych pracowników pokazały kolejny niewielki spadek w ujęciu miesięcznym. Takich niespójności nie było w danych dotyczących budżetu rządowego w sierpniu, zgodnie z którymi wydatki i deficyt w dalszym ciągu wyprzedzają wszelkie prognozy. Uważamy, że ryzyka spadkowe dla funta są zrównoważone przez wsparcie wysokich stóp procentowych i niską wycenę według większości miar.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk i Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Alan Beroud, prezes PKP S.A., został przewodniczącym Wspólnoty Kolei Europejskich (CER)

0

Dziś w Gdańsku, w przeddzień rozpoczęcia międzynarodowych targów kolejowych TRAKO, podczas posiedzenia Zgromadzenia Ogólnego Wspólnoty Kolei Europejskich oraz Zarządców Infrastruktury Kolejowej wybrano nowy skład Komitetu Zarządzającego organizacji na kadencję 2026-2027.

Wspólnota Kolei Europejskich oraz Zarządców Infrastruktury Kolejowej (Community of European Railway and Infrastructure Companies – CER) to organizacja reprezentująca interesy europejskich przedsiębiorstw kolejowych i zarządców infrastruktury. Jej nowym przewodniczącym wybrany został Alan Beroud, prezes zarządu PKP S.A. i Grupy PKP oraz przewodniczy Międzynarodowego Związku Kolei (UIC). Natomiast wiceprzewodniczącymi CER w kolejnej kadencji są: Vincent Ducrot, prezes SBB, Sophie Dutordoir, dyrektor generalna SNCB, Andreas Matthä, prezes ÖBB oraz Jiří Svoboda, dyrektor generalny SZCZ. Nowy Komitet Zarządzający rozpocznie swoją kadencję 1 stycznia 2026 r.

Chcę nadać naszej organizacji nowy, istotny impuls poprzez wniesienie mojego doświadczenia i wiedzy wynikającej z dynamicznego rozwoju sektora kolejowego w Polsce. Jestem głęboko przekonany, że ta środkowo-wschodnioeuropejska perspektywa będzie cennym wkładem i wartością dodaną do obecnej pracy i dynamiki organizacji. Wykorzystanie tego potencjału przyniesie korzyści nam wszystkim i naszej wspólnej sprawie, jaka polega na budowaniu CER i uczynieniu europejskiego sektora kolejowego tak silnym, wpływowym, zdeterminowanym i zjednoczonym, jak nigdy dotąd – powiedział Alan Beroud.

Stanowisko przewodniczącego CER to kolejne ważne działanie prezesa PKP S.A., który od 3 lipca 2024 r. jest także przewodniczącym Międzynarodowego Związku Kolei (UIC) – największej globalnej organizacji kolejowej, zrzeszającej prawie 200 podmiotów z około 100 państw. Dzięki połączeniu tych dwóch, niezmiernie ważnych funkcji, głos polskiego sektora kolejowego będzie jeszcze silniej reprezentowany na międzynarodowej arenie.

– Dzięki mojemu doświadczeniu i aktywnemu zaangażowaniu w sektor kolejowy – w tym kierownictwu dynamicznie rozwijającej się Grupy PKP, a także piastowaniu prestiżowego stanowiska przewodniczącego UIC – mogę sprawić, abyśmy wszyscy pracowali na rzecz pomyślnej kontynuacji budowania i promowania silnej, zjednoczonej i wiodącej pozycji europejskiego sektora kolejowego i jego głosu pod patronatem CER. Głosu, który powinien być słyszalny i jasny, szczególnie w obecnej niestabilnej sytuacji geopolitycznej w Europie, która istotnie wpływa na dyskusje na temat konkurencyjności Unii Europejskiej, mobilności, bezpieczeństwa i nowych unijnych priorytetów strategicznych i inwestycyjnych – dodał prezes PKP S.A.

Podczas spotkania przedstawicieli najważniejszych kolei reprezentowanych w CER w Gdańsku, tuż przed rozpoczęciem międzynarodowych targów kolejowych TRAKO, omówione zostały najistotniejsze zagadnienia związane z pracami organizacji, obecnymi inicjatywami stowarzyszenia oraz aktualną sytuacją sektora kolejowego w Europie.

Wspólnota Kolei Europejskich oraz Zarządców Infrastruktury Kolejowej jest organizacją zrzeszającą europejskie przedsiębiorstwa kolejowe i zarządców infrastruktury. Jej głównym celem jest promowanie zrównoważonego transportu kolejowego w Europie poprzez kształtowanie polityki transportowej, wspieranie inwestycji oraz poprawę efektywności i konkurencyjności sektora kolejowego. CER działa na rzecz harmonizacji przepisów i standardów w Unii Europejskiej, co sprzyja rozwojowi jednolitego rynku kolejowego.

Rynki ignorują obniżkę perspektywy Polski, skupiają się na Fed

Nie mogło być inaczej – rating dla Polski znalazł się w strefie negatywnej. Uwagę analityków wciąż przykuwa jednak klimat na rynkach po cięciu stóp w Stanach Zjednoczonych. Złoto i srebro przebijają dotychczasowe szczyty, a w tle oczekiwane osłabienie USD wskutek kontynuacji luzowania monetarnego. 

Perspektywa ratingu negatywna

Zanosiło się na to już od pewnego czasu. Agencja ratingowa Moody’s ostrzegała przed możliwymi konsekwencjami wzrostu deficytu budżetowego, a teraz stało się – rating kredytowy dla Polski zmienił perspektywę ze stabilnej na negatywną. Decyzja była spodziewana, tym bardziej że dwa tygodnie temu na podobny ruch zdecydowała się agencja Fitch. I tyle w tym temacie złego, bo tak naprawdę taka decyzja niewiele zmienia, co widać dzisiaj po braku reakcji rynku. Z drugiej strony już od pewnego czasu decyzje agencji nie wywierają takiego wpływu na rynki, jak to wcześniej bywało. Aktualnie rząd ma niewiele możliwości, by zwiększyć dochody budżetowe. Z kolei sporym bagażem aktualnie jest zwiększenie wydatków na obronność do poziomu 5% PKB. Oczywiście trzeba pamiętać też o pozostawieniu całego pakietu wsparcia socjalnego, co staje się powoli naszym wyróżnikiem w Europie. Dlaczego więc inwestorzy nie zniechęcają się do krajowych aktywów? Bo tak naprawdę dramatu nie ma, mamy jeden z najsilniejszych wzrostów gospodarczych w Europie.

Dolar wraca do osłabienia

Opadł nieco kurz na rynkach po ubiegłotygodniowej obniżce stóp w USA o 25 pkt bazowych.  W centrum uwagi inwestorów były przede wszystkim prognozy dotyczące kosztu pieniądzach w kolejnych latach. Większość decydentów z Fed widzi w tym roku przestrzeń do jeszcze dwóch obniżek po 25 pkt bazowych. Co ważne, nie jest to zdecydowana większość, bo aż siedmiu członków uważa, że nie powinno się ruszać już stóp w tym roku. Nie może więc dziwić, że początkowa reakcja rynków była pod znakiem umocnienia USD, bo zobaczyliśmy tak naprawdę jastrzębi wydźwięk FOMC, potwierdzony przez Powella podczas konferencji prasowej. Dzisiaj jednak początek tygodnia przebiega pod dyktando wzrostów na głównej parze walutowej świata, a kurs rośnie o 0,25%. Tym samym wracamy pod granicę 1,18.

Inflacja PCE ważna w tym tygodniu

Perspektywa dalszego luzowania monetarnego – nawet w liczbie dwóch obniżek w tym roku oraz po jednej w 2026 i 2027 – powinna spowodować, że dolar amerykański będzie w lekkim odwrocie. I właśnie te oczekiwania dodatkowo napędzają wzrosty na złocie czy srebrze, z którymi USD jest ujemnie skorelowany. Oba surowce biją niemal tydzień w tydzień kolejne historyczne rekordy. Złoto przebiło poziom 3720 USD za uncję, a srebro jest bliskie testowania oporu na poziomie 44 USD. W tym tygodniu kluczowy będzie odczyt inflacji PCE z USA, który poznamy w piątek. Jest to miara, którą wykorzystuje Fed do oceny perspektyw w polityce monetarnej. Oczekiwania wyglądają tak, że dynamika cen ma nieco spowolnić w porównaniu z poprzednim miesiącu i wynieść 0,2% m/m, podczas gdy w lipcu było to 0,3%. Każda niższa wartość może oznaczać otwarcie furtki dla spekulacji odnośnie dalszych obniżek stóp przez Fed.

Jak system do budżetowania wspiera kontrolę kosztów i oszczędności?

Przychody rosną, ale wydatki rosną jeszcze szybciej. Znasz to? Kojarzysz moment, kiedy okazuje się, że brakuje pieniędzy na podstawowe zobowiązania? Coraz więcej firm sięga po systemy do budżetowania, które porządkują finanse, pomagają znaleźć oszczędności i dają realną kontrolę nad kosztami. Sprawdź, kiedy takie narzędzie sprawdza się najlepiej i jakie korzyści może przynieść Twojej firmie.

Dlaczego kontrola kosztów i budżetu jest kluczowa w firmie

Dobre zarządzanie budżetem to jeden z najważniejszych elementów prowadzenia biznesu. Każda firma, niezależnie od wielkości, musi wiedzieć, na co wydaje pieniądze i jak zmienia się struktura jej wydatków. Brak kontroli nad finansami często kończy się tym, że rosnące przychody nie idą w parze z zyskami. Właściciel koncentruje się na sprzedaży, a jednocześnie traci kontrolę nad kosztami, które po cichu „zjadają” wypracowany wynik.

Regularne przeglądanie budżetu pozwala szybko zauważyć, gdzie pojawiają się nadmierne wydatki i jakie obszary wymagają korekty. To także podstawa do podejmowania decyzji. Łatwiej zaplanować inwestycję albo przesunąć środki, jeśli mamy pełny obraz finansów. Z pomocą przychodzą tu aplikacje finansowe. Nie są jednak sobie równe, bo wyróżniają się interfejsem, funkcjonalnościami, czy też abonamentem. Przykładem narzędzia wartego uwagi jest Budget Studio. Aplikacja, która pozwala uporządkować finanse Twojej firmy w prosty sposób. Opowiemy o niej więcej w dalszej części tekstu.

Najczęstsze błędy w zarządzaniu finansami

Jednym z najczęstszych problemów jest rozproszenie danych. Część kosztów zapisywana jest w Excelu, część w systemie księgowym, a reszta krąży w mailach. W takiej sytuacji przygotowanie zestawienia zajmuje dużo czasu i obarczone jest ryzykiem błędów.

Drugim, równie ważnym błędem jest całkowity brak planowania. Wiele firm działa z dnia na dzień, bez określonego budżetu i prognoz. Skutkuje to tym, że problemy z płynnością wychodzą na jaw dopiero wtedy, gdy brakuje pieniędzy na bieżące zobowiązania.

Często zdarza się też, że niewielkie przekroczenia wydatków są bagatelizowane. Z czasem takie drobne „niedopatrzenia” kumulują się i tworzą poważną lukę finansową. Systematyczna kontrola kosztów pozwala uniknąć takich sytuacji.

System do budżetowania – definicja i sposób działania

System do budżetowania to oprogramowanie, które pomaga firmie planować i monitorować finanse w jednym miejscu. Dzięki niemu wszystkie informacje o przychodach i kosztach są uporządkowane, łatwo dostępne i aktualne. Działanie jest proste. Przedsiębiorca wprowadza dane, przypisuje je do odpowiednich kategorii, a system pokazuje, jak wygląda wykonanie budżetu. Można od razu sprawdzić, gdzie wydatki są zgodne z planem, a gdzie występują przekroczenia. Oczywiście nie trzeba tego robić ręcznie – można też zaimportować odpowiednie pliki lub bazy danych.

Rozwiązania oferowane przez Budget Studio (https://www.budget.studio/) działają właśnie w ten sposób. Centralizują dane, eliminują chaos w plikach i pozwalają spojrzeć na finanse w ujęciu całościowym, co znacząco ułatwia podejmowanie decyzji i oszczędza czas.

Najważniejsze funkcje oprogramowania budżetowego

Programy budżetowe umożliwiają planowanie kosztów i przychodów w różnych okresach – miesięcznych, kwartalnych czy rocznych. Ułatwiają monitorowanie wykonania planu, przygotowywanie raportów i analiz.

Coraz częściej takie systemy łączą się z innymi narzędziami, np. z programem księgowym. Dzięki temu przedsiębiorca nie musi ręcznie przenosić danych – wszystko aktualizuje się automatycznie, a ryzyko błędów spada praktycznie do zera.

Jak budżetowanie wspiera oszczędności?

System do budżetowania pozwala szybko zobaczyć, gdzie trafiają pieniądze firmy i jakie koszty mają największy udział w wydatkach. Dzięki przejrzystym raportom łatwo odróżnić obszary kluczowe od tych, które można ograniczyć lub przeorganizować. To ułatwia właścicielowi decyzję, gdzie rzeczywiście warto inwestować, a gdzie środki są marnowane.

Przykład? Firma usługowa, analizując dane w systemie, zauważyła, że wydatki na transport pracowników między oddziałami są wyższe, niż zakładano. Dopiero budżetowanie pokazało, że ta pozycja w kosztach rosła z miesiąca na miesiąc. Rozwiązaniem okazało się przeniesienie części spotkań do trybu online i wprowadzenie wspólnego harmonogramu podróży. Dzięki temu w ciągu roku udało się zmniejszyć koszty logistyczne o kilkanaście procent, nie obniżając jakości obsługi klientów.

Identyfikacja i eliminacja zbędnych wydatków

Systemy finansowe w spółkach ułatwiają wyłapywanie kosztów, które nie przynoszą wartości. Może to być nadmiar niewykorzystywanych licencji, zbyt częste zakupy materiałów biurowych czy abonamenty opłacane z przyzwyczajenia. W skali miesiąca takie wydatki mogą wydawać się niewielkie, ale w skali roku tworzą znaczną kwotę.

Oprogramowanie ułatwia też porównywanie wydatków między okresami. Dzięki temu szybko widać, gdzie koszty nagle wzrosły i co jest tego przyczyną. To pozwala działać od razu, zanim problem stanie się poważny.

Automatyzacja procesów i lepsze planowanie finansów

Drugą ważną korzyścią jest oszczędność czasu. Ręczne przygotowywanie zestawień czy raportów zajmuje wiele godzin, a i tak nie zawsze daje pełny obraz sytuacji. System wykonuje te zadania automatycznie, co pozwala zespołowi skoncentrować się na analizie i decyzjach.

Dzięki automatyzacji prognozy są też dokładniejsze. System na podstawie dotychczasowych wyników i tworzonych dzięki nim prognoz potrafi wskazać trendy i pokazać, jak zmiana przychodów czy kosztów wpłynie na wynik firmy. To ułatwia planowanie inwestycji i przygotowanie się na ewentualne spadki sprzedaży.

Tutaj właśnie widać przewagę rozwiązań takich jak Budget Studio. Głównym zadaniem takiego narzędzia jest realna pomoc w wykrywaniu ukrytych kosztów i wspieranie firm w podejmowaniu lepszych decyzji finansowych.

Kiedy system do budżetowania przynosi największe efekty

Z takiego narzędzia skorzysta każda firma, ale szczególnie dobrze sprawdza się ono tam, gdzie biznes zaczyna się rozwijać i rosnąć. Wraz ze wzrostem przychodów i liczby pracowników pojawia się coraz więcej faktur, kontrahentów i kategorii wydatków. Ręczne kontrolowanie wszystkiego staje się wtedy po prostu nierealne.

System do budżetowania daje właścicielowi poczucie bezpieczeństwa. Może delegować zadania finansowe, a jednocześnie na bieżąco śledzić wyniki i reagować, jeśli coś zaczyna odbiegać od planu. Dzięki temu rozwój firmy odbywa się w sposób uporządkowany, bez utraty płynności.

Przykłady zastosowania w małych i średnich firmach

Małe firmy docenią prostotę: zamiast kilku plików Excela i chaotycznych notatek mają jedno miejsce, w którym wszystko jest widoczne. Średnie przedsiębiorstwa zyskają oszczędność czasu i automatyzację procesów, co przy większej skali działalności ma ogromne znaczenie. Z kolei w firmach szybko rosnących system pomaga utrzymać kontrolę nad finansami w momencie, gdy koszty i przychody zmieniają się bardzo dynamicznie.

Czy warto zainwestować w systemy do budżetowania?

System do budżetowania pozwala firmie planować, monitorować i analizować finanse w sposób uporządkowany. Dzięki niemu przedsiębiorca widzi, gdzie pojawiają się niepotrzebne wydatki, ma lepsze prognozy i szybciej reaguje na zmiany. Warto.

To rozwiązanie, które oszczędza czas i pieniądze, a jednocześnie daje większy spokój w prowadzeniu biznesu. Kontrola kosztów przestaje być żmudnym obowiązkiem i staje się naturalnym elementem zarządzania firmą.

Rosnący popyt na pojazdy elektryczne zmienia rynek pracy w motoryzacji

Rosnący popyt na pojazdy elektryczne, zaostrzenie regulacji środowiskowych oraz gwałtowny rozwój technologii stawiają sektor motoryzacyjny w obliczu fundamentalnej transformacji. Procesy produkcyjne, projektowe i operacyjne ulegają cyfryzacji oraz elektryfikacji, obejmując cały łańcuch wartości – od R&D po obsługę posprzedażową. Jednak tempo zmian technologicznych wyraźnie wyprzedza zdolność rynku pracy do adaptacji. Coraz więcej firm zmaga się z niedoborem specjalistów od elektromobilności, automatyzacji i ESG, co nie tylko spowalnia rozwój innowacji, ale stanowi poważne ryzyko strategiczne dla konkurencyjności całego ekosystemu automotive. To wszystko rodzi pytanie jak branża poradzi sobie z pogłębiającą się luką kompetencyjną i czy inwestycje w technologie nadążą za inwestycjami w ludzi.

Elektromobilność rośnie w siłę

W 2025 roku po drogach całego świata będzie poruszać się ponad 1,6 miliarda pojazdów[1], a popyt na nowe auta pozostaje niezmiennie wysoki. Każdego dnia produkowanych jest ponad 150 tysięcy nowych samochodów, z czego już co piąty to model elektryczny. Tylko w pierwszym kwartale 2025 roku globalny rynek EV odnotował wzrost o 29% rok do roku, osiągając wolumen sprzedaży na poziomie 4,1 miliona egzemplarzy[2]. Choć Polska nadal znajduje się poza czołówką pod względem liczby rejestracji, również tu widać dynamiczne zmiany. Pod koniec lipca 2025 roku w naszym kraju zarejestrowanych było łącznie 103 503 samochodów z całkowicie elektrycznym napędem[3]. Tylko w ciągu siedmiu miesięcy przybyło 23 243 pojazdów z napędem elektrycznym – to aż o 65% więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku[4]. Trend jest jasny: elektromobilność przestaje być niszowym segmentem, a staje się dominującym kierunkiem rozwoju globalnej motoryzacji. Pytanie tylko, czy systemy edukacji, rynek pracy i struktury organizacyjne firm nadążą za tak dynamiczną zmianą technologiczną.

Rynek motoryzacyjny pod presją transformacji

Sektor motoryzacyjny pozostaje jednym z filarów światowej gospodarki – w samej Unii Europejskiej odpowiada za 7% PKB i tworzy ponad 13 milionów miejsc pracy[5]. Jednak trwająca transformacja technologiczna zmienia jego oblicze w sposób fundamentalny. Przemysł, który przez dekady opierał się na stabilnych strukturach zatrudnienia i powtarzalnych procesach produkcyjnych, dziś staje się areną intensywnej walki o nowe kompetencje. Aż 56% firm z branży automotive deklaruje trudności w pozyskiwaniu specjalistów, a 48% przyznaje, że potrzebuje całkowicie nowych zestawów umiejętności – często nieistniejących jeszcze kilka lat temu[6]. Struktura zatrudnienia w sektorze ulega wyraźnej reorientacji. Tradycyjne role w obszarze produkcji zanikają lub są automatyzowane, podczas gdy rośnie zapotrzebowanie na wysoko wykwalifikowanych ekspertów: programistów i architektów systemów, inżynierów baterii i chemików materiałowych, specjalistów ds. robotyki, data science czy zarządzania energią i infrastrukturą ładowania.

Skala deficytów talentów nie ogranicza się do wybranych regionów – jest globalna. Brytyjski Institute of the Motor Industry[7] prognozuje, że do 2031 roku w samym tylko Zjednoczonym Królestwie zabraknie około 3000 wykwalifikowanych techników obsługujących pojazdy elektryczne. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych oczekuje się aż 26-procentowego wzrostu zatrudnienia wśród programistów pracujących dla przemysłu motoryzacyjnego. To pokazuje, że zdolność do przyciągania i rozwijania odpowiednich kompetencji staje się jednym z najważniejszych czynników determinujących przyszłą pozycję rynkową firm motoryzacyjnych – niezależnie od ich wielkości czy pochodzenia.

Transformacja motoryzacji to już nie tylko kwestia technologii, ale również odpowiedzialności środowiskowej i społecznej. Wraz z rosnącą presją ze strony inwestorów oraz coraz bardziej rygorystycznymi regulacjami klimatycznymi, firmy z sektora automotive muszą nie tylko wdrażać elektromobilność, ale również kompleksowo dostosowywać swoje operacje do zasad zrównoważonego rozwoju. Oznacza to konieczność budowania struktur i kompetencji pozwalających na efektywne raportowanie ESG, optymalizację śladu węglowego i realizację strategii odpowiedzialnego łańcucha dostaw. – Coraz większe znaczenie mają także kompetencje miękkie, jak np. umiejętność zarządzania zmianą, pracy w interdyscyplinarnych zespołach czy kreatywnego rozwiązywania problemów. Dzisiejsze środowisko automotive to przestrzeń hybrydowa, w której na równych prawach współdziałają inżynierowie, programiści, analitycy ESG oraz eksperci od customer experience. – mówi Szymon Kluba, recruitment manager HR Contact.

Automotive konkuruje o talenty

W miarę jak motoryzacja przechodzi cyfrową i energetyczną rewolucję, coraz wyraźniej zarysowuje się nowe pole konkurencji – walka o talenty. Aż 33% firm z sektora automotive wskazuje inne branże jako główne źródło rywalizacji o pracowników. Konkurują z nimi nie tylko inne firmy motoryzacyjne, ale również sektory o dużej dynamice technologicznej, takie jak IT, FinTech, logistyka czy przemysł kosmiczny. W tym kontekście planowanie kompetencji i systemowy reskilling przestają być dodatkiem do strategii HR – stają się jej fundamentem. – W raporcie „Future of Jobs 2025” podkreślono, że spośród 100 pracowników na globalnym rynku aż 59 będzie musiało przejść szkolenia lub przekwalifikowanie do 2030 roku. Myślę, że to dość trafna diagnoza – zaznacza Szymon Kluba. – Liderzy rynku, tacy jak BMW, już teraz inwestują w rozwój kompetencji przyszłości. Tylko ten jeden producent szkoli 70 000 pracowników w zakresie przetwarzania w chmurze, analizy danych i sztucznej inteligencji. – dodaje Szymon Kluba, recruitment manager HR Contact.Z drugiej strony w wielu przypadkach bardziej efektywne okazuje się pozyskanie specjalistów z pokrewnych branż, takich jak FinTech, IT czy przemysł obronny, niż długotrwałe szkolenie pracowników od podstaw. Kompetencje w zakresie AI, analityki danych czy rozwiązań chmurowych są w dużej mierze transferowalne i coraz częściej to właśnie one decydują o konkurencyjności firm w motoryzacji – zaznacza Kluba.

Luka kompetencyjna staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań dla całego ekosystemu motoryzacyjnego – od producentów pojazdów, przez dostawców technologii, aż po firmy świadczące usługi posprzedażowe. W obliczu dynamicznej transformacji technologicznej oraz coraz wyższych oczekiwań rynkowych, przedsiębiorstwa coraz częściej wdrażają kompleksowe strategie zarządzania talentami: inwestują w zaawansowane procesy rekrutacyjne, rozwijają strukturalne programy reskillingu i upskillingu, a także zacieśniają współpracę z uczelniami technicznymi, by kształtować kompetencje przyszłości już na etapie akademickim. – Remodeling branży wymaga strategicznego, długofalowego podejścia do zarządzania zasobami ludzkimi. Kluczowe znaczenie ma dziś nie tylko identyfikacja przyszłych luk kompetencyjnych, ale również tworzenie skalowalnych modeli rozwoju kadr. Dobrze zaprojektowane planowanie kompetencji, systemowe programy przekwalifikowań oraz umiejętność pozyskiwania talentów z sektorów pokrewnych pozwalają firmom z większą elastycznością reagować na rosnące zapotrzebowanie na specjalistów w obszarach IT, inżynierii i technologii – podsumowuje Kluba.

[1] https://autokunbo.com/number-of-cars-in-the-world-2025-key-stats-figures/

[2] https://source.benchmarkminerals.com/article/global-ev-sales-up-29-in-2025-from-previous-year

[3] https://www.pzpm.org.pl/pl/Elektromobilnosc/Licznik-Elektromobilnosci/Lipiec-2025

[4] https://www.pzpm.org.pl/pl/Elektromobilnosc/Licznik-Elektromobilnosci/Lipiec-2025

[5] https://commission.europa.eu/topics/business-and-industry/boosting-european-car-sector_pl

[6]https://pl.gigroup.com/wp-content/uploads/2023/11/Automotive-Globalne-trendy-HR-2024-wersja-skrocona_PL_.pdf

[7]https://www.reuters.com/sustainability/climate-energy/auto-sector-scrambles-retool-workforce-electric-automated-future-2024-11-19/

E-commerce w Polsce traci udział w handlu, mimo wzrostów w wybranych kategoriach

Jak pokazują dane GUS, sprzedaż detaliczna w sierpniu była wyższa o 3,1 proc. niż rok temu. Natomiast w porównaniu z lipcem zanotowano delikatny spadek – o 0,4 proc. W handlu przez internet sytuację mamy podobną, ale zmiany są znacznie wyraźniejsze. Licząc rok do roku e-commerce zyskał 4,9 proc., ale w jednocześnie stracił aż 6,2 proc. w porównaniu z lipcem.

I choć te dane mogą wydawać się tylko kolejnym potwierdzeniem sezonowości w handlu, to w tle rozgrywa się coś znacznie ciekawszego – i nieco niepokojącego.

W sierpniu kontynuowany był trend spadkowy udziału sprzedaży internetowej w całkowitej sprzedaży detalicznej. Wskaźnik ten wyniósł 8,1 proc., czyli aż o 0,5 punktu procentowego mniej niż miesiąc wcześniej. To dziewiąty miesiąc z rzędu bez wzrostu.

A przez ostatnie pięć lat sytuacja była przewidywalna: szczyt w listopadzie (Black Friday, święta), potem spadek o ok. 2 pp., wiosenne wahania i stopniowe odbudowywanie wyniku latem. W tym roku ten cykl się załamał. Zamiast odbicia, mamy konsekwentne osuwanie się w dół.

Czy to oznacza, że udział e-commerce nie wróci już do poziomów dwucyfrowych, nawet w sezonie świątecznym? A może wręcz przeciwnie – zobaczymy gwałtowniejsze skoki i równie szybkie spadki?

To możliwe, bo widać wyraźnie, że zmienia się nie tylko tempo, ale charakter wzrostów w e-commerce. Może już nie chodzi o to, ile sprzedaży odbywa się online, tylko co i jak konsumenci kupują w tym kanale.

Przykład? Kategoria „Pojazdy samochodowe, motocykle, części”, która od miesięcy konsekwentnie rośnie – w sierpniu odnotowano tu wzrost o ponad 330 proc. rok do roku. To kontynuacja silnego trendu, który trwa od początku roku i sugeruje rosnące zaufanie do zakupów online w segmentach wysokobudżetowych.

Dynamicznie rośnie też sprzedaż przez internet w kategorii „Żywność, napoje i wyroby tytoniowe” – tu wzrost wyniósł ponad 66 proc. rok do roku. Coraz częściej konsumenci korzystają z kanału online w kategoriach codziennych i powtarzalnych, które jeszcze niedawno uchodziły za „offline’owe z natury”.

Znajduje to swoje potwierdzenie w działaniach największych graczy. Frisco – lider e-grocery w Polsce z 50-procentowym udziałem w rynku – po raz pierwszy od 2020 r. jest blisko rentowności. W drugim kwartale 2025 r. firma poprawiła wszystkie kluczowe wskaźniki: sprzedaż +25% r/r, średnia wartość koszyka +8%, liczba aktywnych klientów +11%.

Z jednej strony mamy więc rosnącą różnorodność kategorii, w których e-commerce się rozwija. Z drugiej – spadający udział w całości handlu. To nie musi być sprzeczność. To może być sygnał, że e-commerce dojrzał, a jego dalszy rozwój będzie zależeć nie od skali, ale od umiejętności trafienia w zmieniające się potrzeby klientów – i od jakości całego procesu zakupowego: od płatności, przez logistykę, aż po obsługę posprzedażową.

Autor: Miłosz Mickiewicz, dyrektor ds. sprzedaży i rozwoju biznesu w Grupie Comperia.pl SA

Opóźnienia w przetargach drogowych. Czy tempo inwestycji uda się utrzymać?

W 2024 roku wydano na drogi 19 mld zł, a w planach jest podobna kwota – nawet więcej, bo około 20 mld zł. W tym samym czasie wybudowano jeszcze więcej kilometrów: w ubiegłym roku 155 km, a w tym planuje się aż 400 km, w tym odcinek ekspresówki S7 do Krakowa czy fragment obwodnicy Trójmiasta. Ogłoszono też przetargi na rozbudowę autostrady Warszawa–Łódź oraz kolejne fragmenty S2, S12, S17, S19 – wszystko po to, by przyspieszyć realizację projektów. Obecnie zrealizowano ponad 5200 km z planowanych 8000 km docelowo – co już jest dużym krokiem naprzód. Jeśli tempo się utrzyma, to nie będzie zagrożenia dla realizacji celów zapisanych w rozporządzeniu Rady Ministrów. W ubiegłym roku tempo realizacji inwestycji drogowych było zdecydowanie wyższe. Obecnie firmy podkreślają, że takie tempo musi być utrzymane, bo wciąż głównym problemem jest brak odpowiedniego finansowania. Środki unijne odgrywają tu rolę raczej jako dodatek – podczas gdy fundusz drogowy, dzięki zadłużeniu, realizował sprawnie od 1300 do 1500 km dróg rocznie. Jednak przerwy między ogłaszaniem nowych przetargów i rozstrzyganiem ich nie mogą być tak duże, jak obecnie.

– Na pierwsze półrocze planowano przetargi o wartości około 13,5 mld zł, z czego wykonano zaledwie 1,3 mld zł. Podczas spotkania z firmami drogowymi słyszeliśmy, że w trzecim i czwartym kwartale uda się nadgonić opóźnienia – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – To bardzo niepokojące, bo dotąd takie nierówności w tempie ogłaszania i rozstrzygania przetargów nie występowały. Pytanie, czy nie mamy też problemu z długiem publicznym – czy kolejne zobowiązania zaciągane przez Krajowy Fundusz Drogowy nie pogłębiają sytuacji. Z punktu widzenia zrównoważonego rozwoju warto jednak, aby politycy zaczęli jeszcze mocniej koncentrować się na kolei – bo mniejsze potrzeby w zakresie obsługi długofalowych inwestycji drogowych umożliwiłyby zwiększenie możliwości finansowych tego sektora. Przypomnę, że oprócz środków unijnych w ramach programów na koleje wydajemy już ponad 80 mld zł na budowę i modernizację nowych, szybkich linii kolejowych (powyżej 300 km/h), co wiąże się z wyższymi kosztami, ale też z dużym potencjałem rozwoju – wylicza Adrian Furgalski.

Studenci nakręcają popyt – ceny najmu mieszkań i akademików biją rekordy

0

Koniec wakacji i zbliżający się początek roku akademickiego to zawsze intensywny czas na rynku najmu mieszkań przez większe zainteresowanie mieszkaniami ze strony studentów. Z raportu Rankomat.pl i Rentier.io wynika, że stawki za najem mieszkań nie tylko nie spadają, ale sięgają już nawet 80 zł za metr. Obecnie wynajęcie 50-metrowego mieszkania w dużym mieście kosztuje przeciętnie od 2000 zł w Częstochowie do 4000 zł w Warszawie, nie wliczając rachunków. W miastach uniwersyteckich tańszą alternatywą są akademiki. Miejsce w pokoju wieloosobowym to wydatek rzędu 400-500 zł, podczas gdy ceny „jedynek” dochodzą już do 1500 zł we Wrocławiu.

Ceny najmu w miastach: Warszawa osiągnęła 80 zł/m2

Dane z sierpnia 2025 r. pokazują, że rozpiętość cen najmu w miastach jest wciąż szeroka. Najwięcej trzeba zapłacić w Warszawie – 80 zł za metr kwadratowy. Najmniej w Częstochowie, bo 39 zł/m2, czyli ponad dwa razy mniej niż w stolicy.

W porównaniu z poprzednim miesiącem stawki najmu wzrosły w dwóch najdroższych miastach, czyli Warszawie i Gdańsku równo o 1,5%, a w dwóch kolejnych nieco spadły. Tak było w Krakowie i Wrocławiu, ale tam obniżki były notowane poniżej 1%. Wyraźniej zmieniła się cena najmu w Łodzi i Białymstoku, bo o 2,5% na korzyść najemcy. Przez miesiąc najbardziej urosły ceny w drogiej Gdyni (+3,7%), gdzie teraz stawka wynosi 62 zł/zł, a miasto jest piątą najdroższą lokalizacją w zestawieniu. Wzrosły też stawki w Sosnowcu (+3,3%), jednak obecna stawka na poziomie 43 zł/m2 to nadal jedna z najniższych.

W porównaniu do sierpnia 2024 r. rekordowe wzrosty najmu zanotowały Toruń (+9,9%) i Lublin (+9,8%). Sporo zmieniła się też cena w Bydgoszczy (+8,6%), a w Częstochowie jako jedynym mieście najem przez rok nieznacznie spadł (-1,7%).

Sierpień był wyraźnie gorącym okresem na rynku najmu mieszkań. Ożywienie powodowali głównie studenci zarówno ci dopiero rozpoczynający naukę, jak i obecni, którzy z różnych względów zmieniali lokum. Najemcy mieli w czym wybierać, bo nowych, unikalnych ofert było o 10% więcej niż miesiąc wcześniej. Łącznie w 17 największych miastach dostępnych było prawie 61 tys. ogłoszeń, a ceny są średnio o 4% wyższe niż rok temu. Wzrost cen można tłumaczyć tym, że właściciele mieszkań starają się droższym wynajmem rekompensować inflację, co zarazem ogranicza pole do negocjacji. Rynek najmu pozostanie aktywny aż do końca września, dopiero po tym czasie należy spodziewać się wyciszenia. Z kolei czynsze nadal będą rosły, jednak raczej nie szybciej niż inflacja – ocenia Anton Bubiel, prezes Rentier.io.najem 0825

Szczecin, Sosnowiec i Radom – kredyt tańszy od najmu

Najem mieszkania 50 m2 w sierpniu 2025 r. kosztował przeciętnie od 1965 zł w Częstochowie do 4000 zł w Warszawie, nie wliczając rachunków. Dla porównania, rata kredytu takiego mieszkania wahała się od 1829 zł w Sosnowcu do 4735 zł w Warszawie. Pomimo obniżek stóp procentowych najem wciąż zwykle jest tańszy niż rata kredytu. Wyjątki to Szczecin, Sosnowiec i Radom. Najlepiej wypadł Sosnowiec, gdzie zapłacilibyśmy 336 zł mniej za ratę w banku niż za najem. Najgorszy stosunek miał Kraków – tam rata kredytu była w sierpniu o 924 zł miesięcznie wyższa od najmu mieszkania.

W ostatnich latach poprawiła się rentowność wynajmu mieszkań dzięki wysokim stopom procentowym i zamrożeniu, co w niektórych lokalizacjach spowodowało nawet spadki cen mieszkań. Natomiast w 2025 roku trzykrotna obniżka stóp wzmocniła popyt na zakup lokali. Część obecnych najemców rozważa więc kupno, co w dłuższej perspektywie może ograniczać opłacalność wynajmu. Jednocześnie nastroje rynkowe pozostają chwiejne, co widać choćby w reakcji na ostatnie ataki dronów – część osób odkłada decyzje zakupowe w oczekiwaniu na stabilizację sytuacji. W krótkim i średnim terminie nie spodziewam się większych zmian w poziomie rentowności, natomiast w długim horyzoncie, przy założeniu stabilności geopolitycznej, prawdopodobny jest stopniowy jej spadek – podsumowuje Anton Bubiel.kredyt 0825

Już prawie 1500 zł za miejsce w akademiku

Cenową alternatywą dla mieszkania jest najem miejsca w domu studenckim. Stawki w akademikach są dość zróżnicowane i zależą głównie od tego, czy student chce mieszkać sam, czy ze współlokatorami w jednym pokoju. Każdy uniwersytet indywidualnie wycenia ceny noclegów w swoich domach studenckich, przez co akademik w Gdańsku czy Warszawie wcale nie jest najdroższy, jak by sugerowały stawki najmu na rynku nieruchomości w tych miejscowościach.

Spośród 15 miast uniwersyteckich najtańsze miejsce w domu studenckim oznacza wydatek rzędu 400 zł miesięcznie – tak jest w akademiku należącym do Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Minimalna stawka najwięcej kosztuje studentów Uniwersytetu Śląskiego – to 717 zł w Katowicach. Najniższe ceny dotyczą miejsca w pokoju wieloosobowym, najczęściej zamieszkanym przez 2 lub 3 studentów.

Górny pułap cen w akademiku, a dokładnie w pokoju jednoosobowym, wynosi 646 zł w Zielonej Górze i 710 zł w Opolu. Uniwersytet Zielonogórski jako jedyna uczelnia z całego zestawienia dolicza jeszcze opłatę za media, więc ostateczna cena najmu może ulec zmianie. Najwięcej za miejsce w akademiku trzeba zapłacić we Wrocławiu. Stawki w Kredce i Ołówku sięgają 1470 zł za miesiąc w „jedynce”. Powyżej 1000 zł kosztuje akademik także w Katowicach, Krakowie, Warszawie, Poznaniu i Olsztynie.

Z kolei kilka miast uniwersyteckich ma dość spłaszczone ceny miejsc w akademikach, jak Gdańsk (różnica widełek cenowych wynosi 230 zł), Opole (różnica 260 zł) i Zielona Góra (różnica 212 zł).akademiki

Metodologia

Powyższa analiza dotyczy mieszkań występujących w ogłoszeniach internetowych z okresu od 1 do 31 sierpnia 2025 r. dla 17 miast. Wyliczenia sporządzono na podstawie 25 tys. ogłoszeń najmu. Publikujemy wyniki tylko, gdy liczba ogłoszeń jest nie mniejsza niż 100.

PRCH: handel stawia na parki i convenience, centra zmieniają funkcję

0

Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) opublikowała najnowszy raport „Rynek obiektów handlowych w Polsce – I połowa 2025 r.”. Wynika z niego, że na koniec czerwca 2025 r. zasoby nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce osiągnęły 13,95 mln mkw. GLA, a wskaźnik nasycenia wzrósł do 372 mkw. na 1000 mieszkańców. W pierwszych sześciu miesiącach roku oddano do użytku 132,6 tys. mkw. nowej powierzchni, z czego 83,4% stanowiły parki handlowe. W budowie jest kolejne 561 tys. mkw. GLA, z planowanym otwarciem do końca 2026 r.

Dynamiczna podaż w małych miastach i aglomeracjach

W I połowie 2025 r. 61% nowej podaży zrealizowano w miastach do 100 tys. mieszkańców, a 35,5% w największych aglomeracjach. W porównaniu z rokiem 2024 oznacza to dalszą polaryzację inwestycji w kierunku najmniejszych i największych ośrodków miejskich. Największe obiekty oddane do użytku to m.in. Designer Outlet Kraków, park handlowy Łabędzka w Gliwicach oraz M Park Mrągowo.

Rynek inwestycyjny: 1,7 mld euro i dominacja parków handlowych

Pierwsze półrocze 2025 r. przyniosło 63 transakcje o łącznej wartości ok. 1,7 mld euro, co odpowiada wynikom z analogicznego okresu 2024 r. Segment magazynowy odpowiadał za 40% wartości, a handel – za 19%, przy czym w handlu kluczową rolę odegrały parki handlowe i obiekty convenience, które stanowiły 50% liczby transakcji i 59% wartości w tym segmencie. Największe transakcje w sektorze handlowym obejmowały m.in. zakup portfela 10 parków A Centrum przez czeskiego inwestora My Park oraz przejęcie CH Glinki w Bydgoszczy przez Redkom Development.

Obroty i odwiedzalność

Indeks PRCH pokazuje, że w I połowie 2025 r. obroty najemców centrów handlowych wzrosły o 1,1% rok do roku, osiągając średnio 1 022,30 PLN/mkw., przy jednoczesnym spadku odwiedzalności (footfall) o 2,1%. Największe wzrosty sprzedaży odnotowały kategorie: usługi (+6,8%), zdrowie i uroda (+5,1%), gastronomia (+5,1%) oraz rozrywka (+4,6%).

– Dane potwierdzają ewolucję roli obiektów handlowych – to już nie tylko miejsca zakupów, lecz także przestrzenie spotkań, rozrywki i budowania doświadczeń – podkreśla Hanna Ołbińska, Starszy Konsultant ds. Analiz i Badań Rynku, PRCH.

Typowy zakres usług stomatologicznych w klinice stomatologicznej

Stomatologa należy odwiedzać co najmniej raz na pół roku, nawet jeżeli w jamie ustnej nie dzieje się nic niepokojącego. Jednak wizytę kontrolną trzeba przyspieszyć, jeżeli pacjent zmaga się z bólem zęba albo chce poprawić swój uśmiech. Wielu z nich szuka pomocy w klinikach stomatologicznych, które oferują znacznie szerszy zakres usług niż małe gabinety dentystyczne.

Profilaktyka stomatologiczna

Zabiegi profilaktyczne pomagają zapobiegać próchnicy i chorobom przyzębia. Podstawową usługą w tym zakresie jest higienizacja, która polega na usunięciu osadów, przebarwień i złogów nazębnych (tzw. kamienia nazębnego). Stomatolog wykorzystuje w tym celu różne narzędzia, w tym specjalne szczoteczki i pasty, aparaty powietrzno-piaskowe (piaskowanie) oraz ultradźwiękowe skalery (skaling). W ramach profilaktyki stomatologicznej wykonuje się również lakowanie bruzd oraz lakierowanie z zastosowaniem lakierów fluorkowych. Ponadto każda osoba powinna udać się na wizytę kontrolną co najmniej dwa razy w roku.

Stomatologia zachowawcza

U każdego stomatologa pacjent może skorzystać z leczenia zachowawczego, które obejmuje m.in. usuwanie ognisk próchnicy oraz wypełnianie ubytków w zębach. W pierwszej kolejności lekarz stawia diagnozę na podstawie wywiadu oraz badania jamy ustnej. W klinikach wykonuje się również RTG pantomograficzne w celu dokładnego zbadania stanu uzębienia. Jeżeli próchnica jest ograniczona do zębiny lub szkliwa, wówczas leczenie sprowadza się do oczyszczenia zęba i założenia plomby. Natomiast gdy infekcja lub uszkodzenie zęba sięga miazgi, wówczas potrzebne jest bardziej skomplikowane i czasochłonne leczenie kanałowe.

Chirurgia stomatologiczna

Jednym z najczęściej wykonywanych zabiegów w ramach chirurgii stomatologicznej jest ekstrakcja zęba. Jest to usunięcie zębów nienadających się do leczenia zachowawczego, wykonywane w znieczuleniu miejscowym i z zastosowaniem kleszczy, dźwigni oraz innych narzędzi. Przy bardziej skomplikowanych przypadkach należy udać się do kliniki, która oferuje chirurgiczne usunięcie zębów. W klinikach stomatologicznych wykonywane są również inne zabiegi, np. resekcje korzeni, korekty wędzidełka warg czy zabiegi regeneracyjne dziąseł.

Leczenie protetyczne

Klinika stomatologiczna zajmuje się również leczeniem braków w uzębieniu. Warto pamiętać, że jest to problem złożony. Braki zębowe utrudniają żucie pokarmów i prawidłową wymowę, a także mogą przyczynić się do zmiany wyglądu twarzy. Leczenie protetyczne może obejmować uzupełnienie częściowych uszkodzeń zębów i pojedynczych braków, jak i odbudowę całego uzębienia. W zależności od zaawansowania problemu lekarz może zaproponować uzupełnienie stałe lub ruchome, w tym:

  • mosty;
  • licówki;
  • implanty, wkłady koronowo-korzeniowe;
  • wkłady koronowe i korony (kompozytowe, metalowe, porcelanowe);
  • protezy (akrylowe i szkieletowe).

Leczenie ortodontyczne

Leczenie wad zgryzu dostępne jest w gabinetach ortodontycznych oraz klinikach, które oferują kompleksowe usługi stomatologiczne. Leczenie ortodontyczne polega na skorygowaniu nieprawidłowego ustawienia zębów za pomocą specjalnych aparatów. U dzieci stosuje się aparaty ruchome, natomiast u młodzieży i dorosłych sprawdzają się aparaty stałe. Wyróżniamy aparaty metalowe, samoligaturujące oraz aparaty estetyczne (kryształowe i porcelanowe). Niektóre wady zgryzu można leczyć przezroczystymi nakładkami, które są niemal niewidoczne dla otoczenia.

Inne usługi dostępne w klinikach stomatologicznych

W klinikach stomatologicznych szczególną uwagę poświęca się małym pacjentom, którzy często wymagają zastosowania bezstresowych metod leczenia (znieczulenie komputerowe, sedacja wziewna). W takich placówkach można również skorzystać z różnych zabiegów wybielania zębów, w tym m.in. wybielania nakładkowego lub wybielania lampą Beyond. Klinika stomatologiczna dysponuje również sprzętem do badań obrazowych, dzięki czemu nie trzeba umawiać się do innej placówki na wykonanie zdjęcia rentgenowskiego zębów. Niektóre kliniki oferują również terapię logopedyczną, która jest wskazana przy leczeniu ortodontycznym.

Donosy do skarbówki – jakie sprawy dominują?

Do jednostek KAS docierają informacje sygnalne, zwane potocznie donosami, dotyczące różnych naruszeń przepisów prawa podatkowego. Sygnaliści zwracają uwagę m.in. na brak wydawania paragonów, nieopodatkowany najem oraz tzw. życie ponad stan. Są też zgłoszenia związane z działalnością handlową w Internecie, a także z organizacją nielegalnych gier hazardowych i loterii. Izby Administracji Skarbowej podają przykładowe sytuacje, w których informacje sygnalne przyczyniły się do ujawnienia nieprawidłowości.

Tematyka donosów

W informacjach sygnalnych, a więc tzw. donosach, do jednostek KAS najczęściej poruszane są zagadnienia związane z naruszeniem przepisów prawa podatkowego. Jak przekazują Izby Administracji Skarbowej, zgłoszenia dotyczą m.in. rozliczania niezapłaconych faktur jako kosztowych, a także braku wydawania paragonów, terminala lub kasy fiskalnej. Pojawiają się też doniesienia w kwestii zaniżania dochodów poprzez niewystawianie faktur za wykonane usługi lub nieopodatkowany najem lub dzierżawę itp.

– Obywatele reagują na sytuacje, które są dla nich najbardziej widoczne w codziennym życiu. To tłumaczy, dlaczego tak duża część zgłoszeń nie znajduje później potwierdzenia w działaniach KAS. Podatnicy mogą bowiem zmieniać swoje zachowania w zależności od okoliczności, a zdarzenie zauważone przez sygnalistę wcale nie musi odzwierciedlać stałej praktyki. Innym powodem może być brak wystarczających dowodów – komentuje Aldona Międlar-Adamska, radca prawny z kancelarii Ars Aequi.

Z kolei Sebastian Polański z Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu zaznacza, że często pojawiają się zgłoszenia dotyczące spraw pracowniczych. To np. zapłata wynagrodzenia częściowo na rachunek bankowy, a częściowo – do ręki, zatrudnianie na czarno lub brak odprowadzania przez pracodawcę składek do ZUS. Tego typu informacje, oprócz analizy pod kątem naruszania prawa podatkowego, przekazywane są również do odrębnych instytucji, takich jak ZUS lub PIP. Jak dodaje Bartosz Stróżyński, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Bydgoszczy, powszechne są także zgłoszenia dotyczące tzw. życia ponad stan, w tym nabywania dóbr materialnych (nieruchomości, samochodów itp.), a także nieopodatkowywania najmu. Ponadto od kilku lat duża ilość informacji sygnalnych dotyczy działalności handlowej prowadzonej w Internecie za pośrednictwem mediów społecznościowych i portali aukcyjnych. Zgłoszenia związane są z różnymi branżami, m.in. beauty, turystyczną, transportową i budowlaną.

– Takie informacje świadczą o przenoszeniu się aktywności gospodarczej do obszaru online, szczególnie do mediów społecznościowych i portali aukcyjnych. Tam działalność często prowadzona jest w sposób mniej sformalizowany. Dla części podatników takie kanały mogą sprawiać wrażenie bezpieczniejszych, bo łatwiej tam działać nieformalnie, bez rejestracji działalności czy wystawiania faktur. Internet daje też poczucie anonimowości i rozproszenia – dodaje mec. Międlar-Adamska.

Do tego dochodzą informacje sygnalne, którymi zajmują się urzędy celno-skarbowe. Takie zgłoszenia odnoszą się najczęściej do nieprawidłowości związanych z nielegalną produkcją oraz sprzedażą wyrobów akcyzowych, a także z organizacją nielegalnych gier hazardowych i loterii. Są również powiadomienia związane z handlem towarami podrobionymi czy nielegalnym wykorzystaniem paliwa żeglugowego jako oleju opałowego.

– Niekiedy sygnaliści domagają się informacji o wynikach przeprowadzonych czynności służbowych, np. kontroli podatkowej. Jednak z uwagi na przepisy o tajemnicy skarbowej nie mogą otrzymać takich wiadomości. Zgłaszający nieprawidłowość nie jest stroną prowadzonych czynności służbowych. Stronami w każdym przypadku są organ podatkowy i kontrolowany podmiot. Sygnalista może jedynie otrzymać potwierdzenie, że sprawa wpłynęła do organu i jest przez niego rozpatrywana – wyjaśnia dr Sebastian Osiński, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Szczecinie.

Od sygnału do wykrycia

Jak przekazuje część Izb Administracji Skarbowej, informacje sygnalne niejednokrotnie przyczyniły się do ujawnienia nieprawidłowości w zakresie realizacji obowiązków podatkowych. Bartosz Stróżyński, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Bydgoszczy, wspomina zgłoszenie dotyczące unikania płacenia podatków przez osobę fizyczną. Ona po zamknięciu działalności gospodarczej kontynuowała świadczenie usług związanych z opieką nad zwierzętami pod przykrywką stowarzyszenia, jednak bez ewidencjonowania przychodów. Przeprowadzona weryfikacja potwierdziła informacje zawarte w donosie, tj. m.in. niezarejestrowanie siedziby stowarzyszenia pod podanym adresem, brak ewidencji przychodów oraz niezgodności w deklaracjach podatkowych. W wyniku przeprowadzonej przez pracowników US kontroli podatkowej w podmiocie powiązanym ustalono zobowiązanie podatkowe w wysokości blisko 205 tys. zł.

– Ten przykład pokazuje, że przepisy podatkowe są skutecznie egzekwowane nawet w pozornie ukrytych strukturach. Informacja sygnalna pełni tutaj funkcję katalizatora kontroli, nie przesądza o winie, ale umożliwia organom skierowanie uwagi na podmiot, który wymaga pogłębionej analizy – stwierdza radca prawny Aldona Międlar-Adamska.

Z kolei Radosław Hancewicz, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Białymstoku, wspomina o zgłoszeniu dotyczącym małżeństwa, które okresowo zawieszało działalność gospodarczą i chwaliło się tym. Na czarno wykonywało projekty wnętrz i remonty mieszkań za duże kwoty, bez odprowadzania podatku. Inny zawiadamiający zgłosił, że kolejny raz kupował od osoby, która sprzedaje części do motorowerów na dużą skalę i nie otrzymał dowodu zakupu.

– Jeden z obywateli zasugerował sprawdzenie działalności prowadzonej w mediach społecznościowych przez osobę świadczącą usługi astrologiczne, wróżenia i medium. Informator wyraził swoje zaniepokojenie, gdyż – jego zdaniem – taka działalność nosi znamiona wykorzystywania osób znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej. Dodał, że pomimo wysokich opłat pobieranych za te usługi, nie są wystawiane paragony ani żadne potwierdzenia zapłaty. Kolejna informacja sygnalna ujawniła, że na jednym z portali społecznościowych prowadzone są transmisje sprzedażowe. Po ich zakończeniu usuwane są wszystkie ślady związane z ich prowadzeniem, a za zrealizowaną w ramach tych transmisji sprzedaż odzieży nie otrzymuje się żadnych dowodów zakupu – wylicza Bartosz Stróżyński z Izby Administracji Skarbowej w Bydgoszczy.

Jak podkreśla Agata Zienkiewicz z Izby Administracji Skarbowej w Rzeszowie, dzięki wpływającym informacjom sygnalnym, zostały ujawnione sytuacje dotyczące m.in. prowadzenia niezarejestrowanej działalności gospodarczej, nieewidencjonowania sprzedaży za pomocą kasy fiskalnej, niezgłoszonego najmu mieszkań czy niewydawania paragonów przez podatników. Natomiast Sebastian Polański z Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu zwraca uwagę na zgłoszenia dotyczące nielegalnych automatów. Społeczeństwo bardzo często ma dokładne informacje na temat ich położenia. Są to obiekty intencjonalnie lokowane w miejscach trudno dostępnych lub dodatkowo maskowane.

– Ujawnione nieprawidłowości oznaczają uszczuplenie dochodów budżetu państwa i naruszenie zasad uczciwej konkurencji. Osoby działające poza systemem podatkowym unikają opodatkowania i obowiązków ewidencyjnych. Z jednej strony prowadzi to do strat fiskalnych. Z drugiej – daje im nieuczciwą przewagę nad przedsiębiorcami działającymi legalnie. W efekcie rynek zostaje zaburzony, a państwo traci środki na finansowanie usług publicznych – podsumowuje radca prawny z kancelarii Ars Aequi.

Produktoskop wchodzi w finalną fazę – AI na tropie podwójnej jakości produktów

Projekt „Produktoskop”, którego celem jest opracowanie innowacyjnego systemu wyszukiwania i raportowania produktów budzących wątpliwości co do jakości, ze szczególnym uwzględnieniem przypadków stosowania praktyk „Dual Quality”, wszedł w finalną, trzecią fazę realizacji w ramach programu Infostrateg. Na jego realizację, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przeznaczy dodatkowy 1 mln złotych.

W 2021 roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgłosił do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju problem występowania na polskim rynku zjawiska podwójnej jakości produktów. Polega ono na tym, że identyczne produkty oferowane w różnych krajach Unii Europejskiej (występujące pod tą samą nazwą i w takich samych opakowaniach) różnią się składem lub jakością — często na niekorzyść polskiego konsumenta. Przykłady produktów sprzedawanych w różnych krajach, w których dotychczas występowały różnice w składzie nieuzasadnione preferencjami konsumentów to m.in. napoje bezalkoholowe o różnej zawartości soku, majonez o różnej zawartości jaj czy sery o różnej zawartości tłuszczu. Choć praktyka ta jest niezgodna z obowiązującym prawem, jej wykrycie, udowodnienie i powstrzymanie stanowi poważne wyzwanie.

Instytucje broniące praw konsumentów reagują dopiero na doniesienia klientów, jednak nie wszyscy ten problem zgłaszają. W odpowiedzi na zgłoszenie UOKiK, NCBR ogłosiło trzeci konkurs w ramach strategicznego programu Infostrateg, koncentrując temat badawczy wokół wskazanego problemu. Nowa inicjatywa wykorzysta sztuczną inteligencję do analizy opinii konsumentów i identyfikacji produktów codziennego użytku, które warto poddać testom laboratoryjnym. Celem jest ograniczenie nieuczciwych praktyk marketingowych, które wprowadzają klientów w błąd co do składu i właściwości towarów.

Projekty realizowane w ramach programu Infostrateg podzielone są na trzy fazy, a do kolejnych etapów przechodzą wyłącznie najlepiej ocenione inicjatywy. W toku realizacji programu, projekt Produktoskop, realizowany przez Sieć Badawczą Łukasiewicz – Poznański Instytut Technologiczny oraz Politechnikę Poznańską jako jedyny przeszedł właśnie do ostatniej, trzeciej fazy realizacji. Prowadzone w jego ramach prace mają się zakończyć w pierwszej połowie 2026 roku.

Wyniki projektu posłużą do wdrożenia w działalności UOKiK rozwiązań pozwalających oceniać czy w poszczególnych krajach istnieją różnice jakościowe produktów oraz umożliwią monitorowanie sytuacji w Polsce oraz UE w tym zakresie. Nie powinno być różnic w jakości produktów sprzedawanych pod tą samą marką i z samą etykietą niezależnie od rynku geograficznego, a producenci nie powinni tłumaczyć każdej różnicy w jakości „dostosowaniem produktów do gustów klientów”. Wyniki projektu zostaną udostępnione również konsumentom, aby zwiększać ich wiedzę, umożliwiać dokonywanie racjonalnych wyborów konsumenckich oraz chronić ich interesy – powiedziała Marta Sikorska, koordynatorka programu Infostrateg w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju.

Analiza zbiorów danych

W toku prac w projekcie, badacze przeanalizowali ogromne zbiory danych dostępnych w internecie, obejmujące recenzje w wyszukiwarkach i porównywarkach cen, sklepach internetowych i martketplace’ach, blogach czy w social mediach z całej Europy. Nie ograniczyli się do opinii tekstowych – rozpoznawali także obrazy, nagrania audio i treści audiowizualne zamieszczane na YouTube czy portalach społecznościowych takich jak Instagram czy Tik Tok. Wyzwaniem okazało się również pozyskanie nieustrukturyzowanych danych ze stron internetowych oraz powiązanie konkretnych produktów ze sobą.

Kluczem było wytworzenie narzędzia zdolnego do analizy różnorodnych typów informacji w jednym ekosystemie – tłumaczy dr inż. Maciej Niemir z Łukasiewicz – Poznańskiego Instytutu Technologicznego, kierownik po stronie lidera projektu. – Opracowaliśmy rozwiązanie, które umożliwia przetwarzanie tekstu, obrazów i dźwięku przy wykorzystaniu zaawansowanych algorytmów sztucznej inteligencji. Analizowane treści są anonimizowane zapewniając ochronę danych osobowych, dzielone na znalezione produkty i komentarze do nich, a następnie wielostopniowo oceniane pod względem charakteru i wydźwięku danych opinii. To podejście pozwala dokładniej rozpoznawać przypadki, w których produkt wprowadzany na różne rynki ma odmienny skład lub właściwości.

Realizacja tego projektu była możliwa dzięki współpracy z wieloma naukowcami oraz zaangażowaniu zespołu anotatorów, którzy przygotowali dane do procesów uczenia maszynowego. Kluczowym elementem było także opracowanie dedykowanych, wielojęzycznych modułów AI, które zapewniają wysoką szybkość i skuteczność analizy. Dzięki temu UOKiK będzie mógł precyzyjnie identyfikować potencjalne przypadki podwójnej jakości – podkreśla dr inż. Mikołaj Sobczak z Politechniki Poznańskiej, kierownik naukowy projektu.

Aplikacja zasugeruje produkt do testów

Rezultatem projektu będzie aplikacja wykorzystująca sztuczną inteligencję, zdolna do przeszukiwania zasobów Internetu w celu zbierania bieżących opinii konsumenckich dotyczących szerokiego wachlarza produktów konsumenckich i na ich podstawie sugerująca produkty do testów laboratoryjnych oraz proponująca akredytowane laboratoria zdolne do przeprowadzenia niezbędnych analiz. Produktoskop będzie reagował natychmiast, gdy w sieci pojawi się recenzja sugerująca stosowanie dual quality. Dzięki temu UOKiK będzie mógł od razu wytypować dany produkt do kontroli, nie czekając na oficjalne zgłoszenia konsumentów. Całkowita wartość dofinansowania, jakie otrzyma projekt z NCBR to 5,7 mln zł.

W drugiej fazie realizacji tematu badawczego w programie Infostrateg, projekt Produktoskop rywalizował z rozwiązaniem tworzonym przez konsorcjum w składzie: Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy oraz Instytut Podstaw Informatyki Polskiej Akademii Nauk. W toku oceny raportów z realizacji II fazy oraz w wyniku przeprowadzonych testów funkcjonalnych opracowanych systemów, powołany przez NCBR zespół ekspertów wskazał na Produktoskop, jako zwycięski projekt zakwalifikowany do trzeciej fazy.

Konkurs INFOSTRATEG realizowany jest ze środków krajowych, pochodzących z dotacji celowej na realizację strategicznych programów badań naukowych i prac rozwojowych. Więcej informacji znajduje się na stronie: gov.pl/ncbr

Rekordy złota i srebra, oczekiwania wobec danych PCE i wizowe ryzyko dla sektora technologii

W piątek w USA opublikowane zostaną dane dotyczące inflacji mierzonej wskaźnikiem PCE z wyłączeniem cen żywności i energii – miary preferowanej przez Rezerwę Federalną. Rynek oczekuje, że inflacja bazowa wzrosła w sierpniu o 0,2%, co oznaczałoby spowolnienie w porównaniu z lipcowym odczytem na poziomie 0,3%. Malejąca presja cenowa mogłaby dać Fed większą elastyczność w kształtowaniu polityki pieniężnej, zwłaszcza w kontekście słabnącego rynku pracy.

Przewodniczący Rezerwy Federalnej, Jerome Powell, tłumaczył niedawną – pierwszą w tym roku – obniżkę stóp procentowych właśnie spowolnieniem dynamiki zatrudnienia. Jednocześnie podkreślił, że bank centralny uważnie śledzi dalszy rozwój sytuacji inflacyjnej. W nadchodzącym tygodniu swoje stanowisko przedstawią również inni przedstawiciele Fed, w tym sam Powell, który zabierze głos we wtorek. Oprócz inflacji, inwestorzy zwrócą uwagę na dane o wydatkach konsumpcyjnych oraz dochodach gospodarstw domowych, które zostaną opublikowane w piątek. Oczekuje się, że realny wzrost wydatków uległ wyraźnemu spowolnieniu. Oba wskaźniki pozostają kluczowe dla oceny przyszłej ścieżki wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych.

W kontekście oczekiwań dotyczących kolejnych cięć stóp procentowych rośnie zainteresowanie tzw. bezpiecznymi aktywami. Złoto osiągnęło nowy rekord cenowy, rosnąc o 0,9% do poziomu 3 719.95 USD za uncję i przebijając dotychczasowy szczyt z ubiegłego tygodnia. Srebro zyskało jeszcze mocniej, drożejąc do 43.77 USD za uncję. W piątek na NYSE Arca odnotowano również rekordowy obrót opcjami na fundusz iShares Silver Trust, który wyniósł 1,2 mln. Pokonanie przez złoto poziomu 3 708 USD oraz przełamanie przez srebro bariery 43 USD może sygnalizować dalszy wzrost cen metali szlachetnych. Rynki finansowe wyceniają obecnie niemal dwa kolejne cięcia stóp procentowych w USA do końca roku. Główne impulsy dla tej wyceny pojawią się już niebawem – w postaci wspomnianych danych o inflacji PCE oraz wtorkowego wystąpienia Powella.

W tle tych wydarzeń istotne znaczenie zyskała również decyzja prezydenta USA o wprowadzeniu nowej opłaty w wysokości 100 000 dolarów za złożenie wniosku o wizę H-1B. Nagła zapowiedź zmian – początkowo ogłoszona bez wyraźnych szczegółów – wywołała silne reakcje wśród firm technologicznych oraz zagranicznych specjalistów pracujących w Stanach Zjednoczonych. Choć Biały Dom doprecyzował później, że opłata obejmuje wyłącznie nowe aplikacje i nie dotyczy osób już posiadających wizę H-1B ani wniosków o jej przedłużenie, początkowa niejasność skłoniła wiele przedsiębiorstw do działań prewencyjnych. Część firm wstrzymała rekrutacje lub rozpoczęła analizę możliwości relokacji działalności poza USA.

Wiza H-1B od lat stanowi fundament systemu zatrudniania zagranicznych specjalistów w sektorach opartych na wiedzy, szczególnie w branży technologicznej. Wprowadzenie tak wysokiej opłaty – wielokrotnie przewyższającej dotychczasowe koszty aplikacyjne – może istotnie ograniczyć dostęp do tego instrumentu, zwłaszcza dla mniejszych firm i startupów. W dłuższej perspektywie może to osłabić konkurencyjność amerykańskiego sektora technologicznego na rynku globalnym. Z drugiej strony, może to być także karta przetargowa do dalszych relacji USA-Indie, którą Trump chce wykorzystać. W 2024 roku 71% beneficjentów wizy H-1B pochodziło z Indii.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

FED studzi nastroje, ale rynki grają swoje

Na rynkach widzimy jednocześnie rekordy amerykańskich giełd, złota i… niespodziewaną przecenę kryptowalut. Chińczycy utrzymują zawrotnie niskie stopy procentowe, bojąc się baniek spekulacyjnych. Kanada z kolei pokazuje słabsze dane o sprzedaży detalicznej.

Chiny nie zmieniają stóp

W nocy z niedzieli na poniedziałek poznaliśmy dane na temat chińskiej polityki monetarnej. Stopa pożyczkowa pięcioletnia utrzymana została na poziomie 3,5%. Z kolei stopa jednoroczna wynosi 3%. W obydwóch przypadkach są to najniższe wartości, które są pozostają bez zmian od maja. Należy zwrócić uwagę, że w sierpniu Chiny po raz piąty w tym roku miały spadek cen w ujęciu rocznym. Pokazuje to, że tamtejsza gospodarka ma miejsce na dalsze cięcia stóp. Jednak patrząc na tamtejszy kryzys zadłużenia niewykluczone, że kolejne obniżki są wstrzymywane celowo. Może to być próba uniknięcia kolejnej bańki spekulacyjnej np. na rynku nieruchomości.

W co grają inwestorzy?

Na rynku widać spore zamieszanie. Dotychczas giełda, kryptowaluty i złoto szły ramię w ramię. Inwestorzy zakładali, że aktywa te są odpowiedzią na spadające koszty kapitału, a tym samym na niższe raty odsetkowe z opartych o te koszty inwestycji. Kluczowym w tym układzie wydarzeniem wydaje się ostatnia konferencja prasowa prezesa FED. Studził on mocno nastroje, zapowiadając spowolnienie tempa obniżek stóp procentowych. Widać jednak po notowaniach kontraktów terminowych, że rynki mają odmienne zdanie. W rezultacie zarówno złoto, jak i giełdy nadal idą w górę, bijąc kolejne rekordy. Na złocie był moment korekty, ale dzisiaj od rana znów mamy rekord wszechczasów. Giełdy niemal zignorowały te wypowiedzi. Zostają jeszcze kryptowaluty. Te długo były dość silne, ale dzisiaj od rana na sesji azjatyckiej i potem otwarciu w Europie doszło do silnej przeceny. Czas pokaże, czy to tylko realizacja zysków dużych inwestorów, czy dzieje się coś ważnego na rynku.

Słabsze dane z Kanady

W piątek opublikowano dane na temat sprzedaży detalicznej w Kanadzie. W lipcu odnotowano spadek o 0,8%. Natomiast wstępne sierpniowe odczyty przyniosły nam wzrost o 1%. Jest to na razie tylko prognoza przedstawicieli Kanadyjskiego Urzędu Statystycznego, natomiast pozytywna. Rynki oczekują bowiem zaledwie wzrostu o 0,4% w sierpniu. Po tej wiadomości przewidywanie to powinno ulec zmianie. Słabiej wypadają niestety wyniki z wykluczeniem samochodów. Dane te często wlicza się osobno, gdyż zakup auta jest z oczywistych powodów rzadszym i dużym wydarzeniem, które jednak mocno zaburza statystykę. Słabsze odczyty bez aut pokazują, że problem jest potencjalnie większy, tylko został zamaskowany sprzedażą samochodów. Pod koniec dnia dolar kanadyjski zyskiwał, co pokazuje, że rynki dobrze przyjęły zapowiedź poprawy w sierpniu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych liczne wystąpienia członków FED.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

European Union Contest for Young Scientists (EUCYS) – polskie projekty inspirują i zmieniają przyszłość nauki

Jakkolwiek to robicie, robicie to w Polsce dobrze! – dało się usłyszeć w kuluarach po ogłoszeniu wyników European Union Contest for Young Scientists (EUCYS) – najważniejszego konkursu naukowego dla młodzieży w Europie. Jury wyróżniło wszystkie trzy projekty z naszego kraju.

Podczas EUCYS 2025 w Rydze jedną z czterech równorzędnych pierwszych nagród oraz nagrodę honorową w postaci udziału w London International Youth Science Forum (LIYSF) otrzymał Antoni Łuczak, tegoroczny maturzysta i absolwent XIV Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Staszica w Warszawie. Praca Antoniego wprowadza nowe metody łączące ze sobą dwie pozornie odległe, gałęzie matematyki. W efekcie możliwe jest wykazanie zależności pomiędzy klasyczną geometrią szkolną a bardziej zaawansowanymi koncepcjami. – Wielu uczniów traktuje geometrię jako oderwany przedmiot, bez powiązania z resztą matematyki. Moje badania pokazują, że istnieją takie związki i że można stosować zaawansowaną teorię w dobrze znanym kontekście. Mam nadzieję, że dzięki temu więcej osób zainteresuje się matematyką na poziomie akademickim – mówi laureat.

Emil Pająk, absolwent V Liceum Ogólnokształcącego im. A. Struga w Gliwicach, został uhonorowany nagrodą specjalną EIROForum, w postaci tygodniowego stażu w Institute Laue-Langevin (ILL Award) w Grenoble. Jurorzy docenili opracowany przez Emila unikalny filament do druku 3D. Materiał, oparty na TPU i wzbogacony ponad 30% cząstek magnetycznych, pozwala wytwarzać elastyczne struktury reagujące na pole magnetyczne bez użycia energii elektrycznej. Dzięki temu otwiera nowe możliwości zarówno w robotyce miękkiej, jak i w medycynie – od projektowania miniaturowych stentów po potencjalne terapie miażdżycy. – Zainspirowała mnie praca MIT z 2018 r., ale chciałem uzyskać podobny efekt na prostych, dostępnych drukarkach 3D. To dopiero początek mojej drogi badawczej – zaznacza Emil Pająk. Staż w ILL może pomóc w rozwijaniu tego i innych projektów naukowych Emila.

Zuzanna Kassner, uczennica I Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Skłodowskiej-Curie w Pile, została wyróżniona zaproszeniem na Luxembourg International Science Expo. Opracowany przez Zuzannę płynny nawóz na bazie nanocząstek chitozanu pozwala ograniczyć zużycie wody nawet o 75% w okresach ekstremalnej suszy, nie powodując jednocześnie negatywnych skutków dla upraw. Rozwiązanie jest tanie, przyjazne środowisku i może być stosowane w rolnictwie, ogrodnictwie, a nawet w astrobiologii i uprawach w przestrzeni kosmicznej. – Nano Support ma na celu nie tylko sprawdzenie potencjału nanotechnologii w rolnictwie. Może także poprawić jakość życia wielu społeczeństw, łagodząc kryzys głodu. Zaczynałam swoje eksperymenty na strychu rodzinnego domu i nie marzyłam, że zajdę tak daleko. Dlatego jestem ogromnie wdzięczna wszystkim, którzy mnie wspierali – podkreśla Zuzanna Kassner.

Profesor Jan Madey z Instytutu Informatyki Uniwersytetu Warszawskiego, który jest jurorem Polskiej Edycji EUCYS i od 30 lat towarzyszy reprezentantom podczas finałów międzynarodowych nie ukrywa dumy. – Wierzyłem w nich, w ich pomysły, przygotowanie i wiedzę. Miałem jednak obawy, czy po dwóch dość owocnych latach w EUCYS jury zdecyduje się przyznać Polakom kolejne nagrody. Jednak jakość projektów wyłanianych przez krajowe jury nie pozostawia wątpliwości – podkreślił opiekun polskiej reprezentacji.

Antoni, Emil i Zuzanna to przykłady młodych ludzi, którzy z pasją i konsekwencją realizują własne pomysły badawcze. Nasza praca z nimi w Funduszu ZDOLNI udowadnia, że inwestowanie w talenty przynosi efekty i inspiruje innych – podkreśla Maria Mach, dyrektor Funduszu ZDOLNI.

European Union Contest for Young Scientists organizowany jest przez Komisję Europejską od 1989 roku i nagradza samodzielne badania oraz odkrycia młodych naukowców. Polska edycja, znana jako „Odkrycia”, prowadzona jest przez Fundusz ZDOLNI.

Międzynarodowe finały EUCYS odbywają się co roku w innym mieście. Tym razem gospodarzem była Ryga, gdzie w dniach 15–20 września spotkali się młodzi naukowcy z całej Europy. Ich projekty oceniano pod kątem oryginalności, metodologii i znaczenia społecznego. Laureaci otrzymują nagrody finansowe i specjalne wyróżnienia, ale przede wszystkim zyskują doświadczenie, międzynarodowe kontakty i szansę na rozwój kariery naukowej.

Wakacje składkowe popularne wśród przedsiębiorców. W Zachodniopomorskiem skorzystało już prawie 100 tys. firm

Tylko w województwie zachodniopomorskim z wakacji kredytowych dla przedsiębiorców skorzystało już prawie 100 tysięcy firm sektora MŚP. Mechanizm ten cieszy się dużym zainteresowaniem i stanowi dużą ulgę dla przedsiębiorców, ale oczekiwania są wyższe, bo większe są potrzeby małych firm.

Od grudnia ubiegłego roku przedsiębiorcy mogą raz w roku za wybrany miesiąc nie płacić za siebie składek na ubezpieczenia społeczne oraz Fundusz Pracy i Fundusz Solidarnościowy. To rozwiązanie, które jako Północna Izba Gospodarcza chwalimy, choć na pewno przedsiębiorcy bardziej potrzebują holistycznych rozwiązań systemowych wspierających ich nie przez jeden miesiąc, a przez cały rok, pozwalając na spokojniejsze prowadzenie działalność gospodarczej.

– Wiemy jednak, że dla sektora MŚP nawet jeden miesiąc w roku, gdy nie trzeba martwić się o składki – jest rozwiązaniem pożądanym i szeroko wykorzystywanym. Nasze obserwacje pozwalają na tezę, że największym zainteresowaniem ta ulga cieszy się w grudniu, styczniu oraz w miesiącach wakacyjnych. Dla jednoosobowych działalności gospodarczych i małych firm to rozwiązanie dobre na czas spowolnienia tempa pracy, gdy zleceń jest mniej. W wielu branżach jest to właśnie początek roku lub ścisły sezon wakacyjny – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Przedsiębiorcy sektora MŚP, szczególnie pracujący w handlu, usługach, przetwórstwie czy drobnym przemyśle od lat zwracają uwagę, że rosnące koszty prowadzenia działalności gospodarczej są dla wielu firm obciążeniem tak poważnym, że trudno jest bilansować zyski i zobowiązania na poziomie, który umożliwiałby spokojne prowadzenie firmy. Jako Północna Izba Gospodarcza zwracamy uwagę na to, że składki na ubezpieczenia społeczne, składka zdrowotna czy koszty pracy, w tym rosnąca płaca minimalna, to składowe, które w przypadku małych firm, są często tak wysokie, że przedsiębiorcy nie kontynuują pracy jako JDG, a wracają na etaty – dodaje Hanna Mojsiuk.

Wakacje składkowe są krokiem w dobrą stronę. Statystyki pokazują, że kierunek jest słuszny – tylko skala wsparcia musi być większa.

– Jest to mechanizm, który daje przedsiębiorcom oddech w trudniejszych miesiącach funkcjonowania i to na pewno jest największa zaleta wakacji od składek. Wielu przedsiębiorców skorzystało z mechanizmu już w grudniu 2024 roku. W te wakacje też miałem wiele sygnałów, że przedsiębiorcy wybierali lipiec lub sierpień, jako miesiąc w którym mogą pozwolić sobie na lekkie spowolnienie tempa pracy i wypoczynek – mówi ekspert gospodarczy i ubezpieczeniowy Paweł Skotnicki.

– Wielu przedsiębiorców sektora MŚP zwraca uwagę, że mógłby on zostać także zweryfikowany pod kątek dostępności. Mowa np. o przedsiębiorcach zatrudnionych na etacie, a jednocześnie prowadzących JDG. Podobnie jest w przypadku firm mających umowy B2B z byłymi pracodawcami. Czasem tryb przejścia z etatu na własną działalność nie było ich inicjatywą, a jednocześnie nie mają możliwości skorzystania z preferencji – dodaje Skotnicki.

– Wakacje składkowe mogą też oznaczać wyższe zobowiązania podatkowe. Przedsiębiorcy rozliczający się na zasadach ogólnych oraz liniowo zapłacą wyższy podatek, oraz składkę zdrowotną. Zalet jest jednak nadal więcej niż wad, stąd duże zainteresowanie programem – mówi Paweł Skotnicki.

Nie kariera, lecz zdrowie psychiczne i czas wolny są priorytetem dla Millenialsów i Gen Z

  • 59% osób w wieku 18-34 chce pracować w 2-5 firmach
  • 87% uważa, że niezależność finansowa jest bardzo ważna
  • 94% codziennie spędza czas w mediach społecznościowych, ale 44% chciałoby robić to rzadziej

Pokolenie Millenialsów (urodzone w latach 1981–1996) jako pierwsze dorastało w erze internetu. Kolejne, czyli generacja Z (urodzona w latach 1997–2007), przechodziło ten etap życia w czasach mediów społecznościowych. Zbadane przez EY osoby w wieku 18-34 lat to pierwsze globalne pokolenie zmieniające utrwalone normy społeczne. Raport – Pierwsze globalne pokolenie. Nowe spojrzenie na dorosłość w zmieniającym się świecie – to efekt rozmów z 10 tys. osób w 10 krajach.

Owi młodzi dorośli zmagają się z presją dorosłego życia i podejmują dorosłe decyzje, ale nie robią tego w tradycyjny sposób, zgodnie z historycznie przyjętą kolejnością. Aż 86% respondentów ankietowanych na całym świecie uważa się za dorosłych. Co więcej, 40% czuło się dorosłymi już w wieku 18 lat, chociaż 60% nadal mieszka z rodzicami.

Będąc dorosłymi odrzucają dotychczasowy model życia: ukończenie studiów, znalezienie stabilnej pracy, ślub, kupno domu, posiadania dzieci, przejście na emeryturę w ustawowo wyznaczonym wieku. To grupa pragmatycznych ludzi, którzy – jak pokazało badanie EY – podchodzi do ważnych etapów życia nie z buntem, ale ze sceptycyzmem i globalną perspektywą. Taka postawa nie pozostaje bez wpływu na to, jak postrzegają pracę i finanse.

Kariera zawodowa

Ponad połowa badanych (59%) uważa, że musi kilkakrotnie zmienić miejsce pracy. Dorosłe życie chcą spędzić w dwóch do pięciu organizacji. Jednak już 14% wybrało możliwość pracy w nawet 10 różnych firmach.

„Dla młodych ludzi zmiana pracy nie jest niczym negatywnym czy stresującym, wręcz przeciwnie. Szukają pracodawców, którzy będą podzielać ich wartości, postawią im realne wyzwania i będą ich doceniać” – mówi Katarzyna Ellis, Partnerka EY, Lidera zespołu People Consulting.

Młodzi ludzie nie zamierzają poświęcić swego życia w całości pracy czy gromadzeniu zasobów materialnych. Badanie EY pokazało, że zamiast „równowagi między życiem zawodowym a prywatnym”, szukają pracy, która da im stabilne życie, ale jednocześnie zapewni dużo wolnego czasu. Zwłaszcza że aż 51% ocenia swoje zdrowie psychiczne i fizyczne jako najważniejszy wyznacznik sukcesu. W efekcie na nowo definiują, czym jest udane życie. Naturalnie jednak pragną dobrze zarabiać – 87% wskazało, że finansowa niezależność jest dla nich bardzo ważna – ale pieniądze przestają być jedynym wyznacznikiem sukcesu.

Jak podkreśla Wioletta Marciniak-Mierzwa, Dyrektorka w zespole People Consulting, EY Polska, pracodawcy stoją dziś przed zupełnie nowym wyzwaniem: muszą na nowo zdefiniować podejście do ścieżek kariery i motywowania młodych. To pokolenie, które żąda nie tylko rozwoju zawodowego, lecz także swobody w kształtowaniu własnych zasad pracy i życia. Elastyczność, możliwość wyznaczania własnych granic i stylu pracy czy ochrona przed wypaleniem zawodowym – to dla nich codzienność, nie przywilej. Pracodawcy, którzy chcą zdobyć i zatrzymać młode talenty, powinni budować środowisko pracy w zgodzie z ich wartościami i otworzyć się na kulturę, która stawia człowieka w centrum. Wtedy z większym prawdopodobieństwem przyciągną tych, którzy są gotowi zmieniać świat biznesu, nie tylko siebie.

Pokolenie smartfonów

W zasadzie wszyscy (99%) młodzi ludzie, z którymi rozmawiał EY, mają smartfony i to od wielu lat – pierwszy dostali mając średnio 16 lat. W efekcie stały się ich głównym narzędziem dostępu do informacji.

Millenialsi dorastali w erze informacji, poznając nowe sposoby pracy i konsumpcji, zaś pokolenie Z wychowało się w erze mediów społecznościowych. Zdecydowana większość ankietowanych (94%) codziennie z nich korzysta. Jednocześnie aż 44% respondentów stwierdziło, że wolałoby spędzać mniej czasu w mediach społecznościowych, ale już 24% chciałaby z nich korzystać częściej niż obecnie. Największą różnicą między generacją Millenialsów a Z jest sztuczna inteligencja, przede wszystkim generatywna. GenAI to pierwsza technologia, z którą Millenialsi nie mieli styczności w okresie dojrzewania.

„Zrozumienie, jak technologia kształtuje światopogląd młodych ludzi, ma kluczowe znaczenie dla pracodawców. Pokolenie Z jako pierwsze zostało ukształtowane przez technologię i media społecznościowe. Konwergencja tych doświadczeń ma charakter globalny i w efekcie przekłada się na zbliżone oczekiwania pracowników w różnych regionach geograficznych. Dodatkowo, nadejście GenAI sprawia, że możliwość budowania bezpośrednich relacji międzyludzkich będzie istotnym czynnikiem przy podejmowaniu zatrudnienia” – podsumowuje Katarzyna Ellis.

O badaniu
Badanie EY – – Pierwsze globalne pokolenie. Nowe spojrzenie na dorosłość w zmieniającym się świecie – zostało przeprowadzone na reprezentatywnej próbie 10 tys. osób w wieku od 18 do 34 lat w 10 krajach w ostatnim kwartale 2024 roku. Rozmawiano z młodymi ludźmi w ich ojczystych językach w Arabii Saudyjskiej, Brazylii, Chinach, Indiach, Japonii, Niemczech, Południowej Korei, RPA, Szwecji oraz USA.

TLC Group przejmuje spółkę Forest Gorlice – powstaje grupa przemysłowa o planach na 100 mln euro

Grupa TLC, międzynarodowy producent konstrukcji stalowych i systemów zabezpieczeń budowlanych, przejęła udziały w spółce Forest Gorlice SA – firmie z niemal 100-letnią tradycją w produkcji ekskluzywnych wyrobów z litego drewna. Dzięki transakcji do Grupy dołącza zespół 180 pracowników. Po przejęciu w skład Grupy TLC wchodzi już 10 spółek, w 4 krajach, zatrudniających niemal 700 pracowników. Po przejęciu Grupa TLC osiągnie łączne obroty na poziomie około 100 mln euro i zarządza 4 zakładami produkcyjnymi o łącznej powierzchni ponad 35 tys. m2.

TLC Group to polska-szwedzka grupa spółek specjalizująca się w projektowaniu i produkcji rozwiązań dla przemysłu i budownictwa. Grupa obejmuje 9 spółek działających w Polsce, Szwecji, Francji i Niemczech, a jej oferta jest dostępna globalnie – projekty realizowane są już w ponad 50 krajach.

Grupa zatrudnia ponad 500 osób, posiada trzy zautomatyzowane zakłady produkcyjne o powierzchni 20 tys. m², przetwarza rocznie ok. 7 tys. ton stali i realizuje 1,5 tys. projektów rocznie. Jej działalność oparta jest na wysokich standardach jakości i bezpieczeństwa, potwierdzonych międzynarodowymi certyfikatami TÜV oraz Bureau Veritas.

Forest Gorlice S.A. to producent drewnianych wyrobów premium – od tradycyjnych wieszaków i akcesoriów kuchennych po kolekcje dedykowane branży hotelarskiej i modowej. Firma, której korzenie sięgają lat 20. XX wieku, należy dziś do grona najbardziej rozpoznawalnych producentów wysokiej jakości akcesoriów drewnianych w Polsce i Europie.

Forest Gorlice pozostanie przy własnej produkcji ekskluzywnych wyrobów przeznaczonych dla branży modowej, hotelarskiej oraz do zastosowań domowych. Na ten moment synergia z działalnością TLC jest niewielka, a decyzję o współpracy podjęliśmy głównie z uwagi na lokalny patriotyzm. Dostrzegamy jednak duży potencjał rozwoju w dotychczasowym portfolio Forestu, a dodatkowo zyskujemy bezpieczeństwo i stabilne miejsce produkcyjne dla TLC, ponieważ nasze obecne tereny zostały już w pełni zagospodarowane – tłumaczy Łukasz Osikowicz, dyrektor Zakładu Produkcyjnego TLC i prezes Zarządu Forest Gorlice.

Włączenie Forest Gorlice do Grupy TLC otwiera nowe perspektywy rozwoju dla obu spółek. W pierwszej fazie planowane są inwestycje w marketing i sprzedaż, wdrożenie systemów zarządzania, unowocześnienie zakładu oraz rozwój nowych produktów.

Scanway rozpoczyna II fazę projektu SEMOViS – powstaje największy w Polsce teleskop optyczny do obserwacji Ziemi

Scanway, polski lider optycznej technologii obserwacyjnej z kosmosu, rozpoczął II fazę projektu SEMOViS finansowanego ze środków z Europejskiej Agencji Kosmicznej ESA. Spółka opracowuje największy w Polsce teleskop optyczny zdolny do obrazowania Ziemi z rozdzielczością poniżej 1 metra na piksel, który trafi do satelity o masie ok. 100 kg, w ramach konstelacji budowanej przez Marble Imaging z Niemiec. Scanway dołączy w ten sposób do wąskiego grona europejskich firm oferujących instrumenty o bardzo wysokiej rozdzielczości. Wynikiem I fazy projektu był zrealizowany z sukcesem etap PDR (ang. Preliminary Design Review) oznaczający zakończenie wstępnych prac R&D, w tym przeglądu projektu, oceny koncepcji i jego zgodności z wymaganiami.

  • Rozpoczęcie II fazy projektu SEMOViS uruchamia transzę zaliczkową w wysokości 0,9 mln EUR i obejmuje przygotowanie modelu kwalifikowanego, testowanie oraz zbudowanie na jego bazie modelu docelowego, lotnego w 2026 roku
  • Całkowita kwota finansowania projektu z ESA wynosi 3,94 mln EUR, z czego 3,2 mln EUR przypada na Scanway, który do tej pory otrzymał 0,6 mln EUR
  • Projekt SEMOViS wpisuje się w biznesowe kierunki rozwoju Scanway związane z udziałem w projektach konstelacyjnych oraz produkcją coraz większych instrumentów optycznych, co otwiera przed Spółką nowe rynki

Zakończenie z sukcesem przeglądu PDR i rozpoczęcie II fazy projektu SEMOViS potwierdza, że nasz instrument optyczny spełnia założone wymagania, a posiadana infrastruktura umożliwia stworzenie kluczowego elementu do satelity demonstracyjnego, który stanowi początek budowy dużej konstelacji satelitarnej przez Marble Imaging z Niemiec. Naszym zadaniem jest opracowanie teleskopu zdolnego do obrazowania Ziemi z rozdzielczością poniżej 1 metra na piksel, co oznacza, że instrument optyczny będzie około 2x większy niż teleskop, jaki dostarczyliśmy w projekcie EagleEye oraz około 4x cięższy od tamtego rozwiązania. W ten sposób Scanway dołączy do wąskiego grona europejskich firm oferujących instrumenty optyczne o bardzo wysokiej rozdzielczości komentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

Finansowanie projektu SEMOViS pochodzi z puli środków opcjonalnych w ramach zwiększonej przez Polskę składki do Europejskiej Agencji Kosmicznej ESA na lata 2023–2025. Realizacja projektu przy bliskiej współpracy z ESA podkreśla gotowość Scanway do obsługi kolejnych kontraktów, w tym z nadchodzącej nowej puli środków w ramach polskiej składki do ESA na lata 2026–2028, która będzie rekomendowana przez polskich decydentów na listopadowym posiedzeniu Rady Ministerialnej ESA (CM25) – dodaje.

Satelita demonstracyjny będzie wyposażony w teleskop o średnicy zwierciadła 450 mm, co umożliwi uzyskanie rozdzielczości (GSD) poniżej 1 metra na piksel w paśmie widzialnym (VIS) z niskiej orbity Ziemi (ok. 500 km). Możliwe jest również doposażenie o instrument w paśmie podczerwonym (SWIR) z rozdzielczością poniżej 10 metrów na piksel. Przetwarzanie danych będzie wykonywane za pomocą opracowanych przez Marble Imaging i Scanway algorytmów, a uzyskane w ten sposób dane i analizy będą stanowić cenne źródło informacji dla wielu potencjalnych klientów z Europy i świata.

– Prowadzone przez nas prace R&D nad największym w historii Spółki instrumentem optycznym są kluczowe zarówno dla budowy przyszłej konstelacji satelitarnej wspólnie z Marble Imaging, jak i wiodącej pozycji Scanway wśród europejskich firm zdolnych do dostarczania instrumentów o bardzo wysokiej rozdzielczości. Podobnie jak z Nara Space z Korei Płd., liczymy w przyszłości na możliwość rozszerzania umowy o kolejne jednostki oparte na obecnie opracowywanych przez nas rozwiązaniach dla satelity demonstracyjnego. Posiadanie w portfolio produktu z potwierdzonym flight heritage i zdolnym do prowadzenia zobrazowań o rozdzielczości poniżej 1 metra na piksel, otwiera przed nami segment większych satelitów o wadze +100 kg, zwiększając grono potencjalnych klientów Spółki. Model lotny teleskopu zamierzamy przygotować do przekazania do partnera na przełomie 2026 i 2027 roku podkreśla Mikołaj Podgórski, COO Scanway S.A.

DHL eCommerce przejmuje APM Solutions i przyspiesza rozwój sieci automatów paczkowych w Polsce

0

DHL eCommerce ogłosiło zamiar przejęcia wszystkich udziałów w firmie APM Solutions, stawiając decydujący krok w strategicznej ekspansji szybko rosnącego sektora logistyki e-commerce w Polsce. W wyniku transakcji, DHL zyska pełną kontrolę nad siecią automatów, która wcześniej była rozwijana we współpracy z firmą Cainiao. Zamknięcie transakcji jest uzależnione od zatwierdzenia przez odpowiednie organy regulacyjne.

Decyzja DHL potwierdza konsekwentne zaangażowanie firmy w rozwój infrastruktury dostaw w Polsce i wsparcie sprzedawców większą elastycznością usług kurierskich out-of-home (OOH). Dzięki pełnej kontroli nad spółką APM Solutions, DHL przyspieszy rozwijanie sieci automatów paczkowych DHL Box 24/7. Do końca przyszłego roku, firma planuje mieć ich 10 000. Dzięki temu zapewni niezawodną i wygodną alternatywę rynkową do odbioru paczek dla sprzedawców oraz konsumentów.

Ta transakcja to kamień milowy na naszej drodze do bycia wiodącym dostawcą usług logistycznych dla rynku e-commerce w Polsce” – powiedział Pablo Ciano, CEO DHL eCommerce. „Przejmując pełną kontrolę nad APM Solutions, będziemy jeszcze szybciej reagować na potrzeby rynku, dając sprzedawcom i konsumentom realny wybór oraz oferując innowacyjne, niezawodne usługi.” – dodał Ciano.

Inwestycje w Polsce są częścią szerszej, europejskiej strategii DHL. W ciągu ostatnich trzech lat firma inwestowała w naszym kraju średnio 235 milionów euro rocznie. Na rozwój w Europie przeznaczy ok. 1 mld euro w ciągu pięciu lat. Dzięki tym nakładom, DHL rozwinie swoją sieć automatów paczkowych na takich rynkach jak Wielka Brytania, Włochy, kraje Beneluksu, Turcja i Czechy.

Tak dynamiczny rozwój naszej sieci automatów paczkowych w Polsce nie byłby możliwy bez determinacji naszych pracowników oraz sprawdzonego partnera. Teraz nadszedł czas, by postawić następny krok w realizacji naszej strategii, opartej na dostarczaniu prostych i wygodnych rozwiązań dla naszych klientów” – tłumaczy Agnieszka Świerszcz, CEO DHL eCommerce Polska.

Przejęcie udziałów w APM Solutions to naturalna ewolucja współpracy z Cainiao, które odegrało kluczową rolę w początkowej fazie tworzenia sieci automatów DHL w Polsce. Jako ceniony, wieloletni partner oraz klient, Cainiao będzie w dalszym ciągu rozwijać swoją międzynarodową sieć dystrybucyjną, aby obsługiwać rynki światowe, w tym Polskę, a DHL liczy na dalszą, owocną współpracę.

Hakerzy paraliżują systemy odprawy na europejskich lotniskach

Zakrojony na szeroką skalę cyberatak wymierzony w systemy odprawy i wejścia na pokład zakłócił w weekend (20 września) ruch lotniczy na kilku głównych europejskich lotniskach, powodując opóźnienia i frustrację pasażerów. Przedstawiciele portów lotniczych potwierdzili w sobotę, że atak uderzył w kluczowego dostawcę technologii używanego przez wiele lotnisk, zmuszając je do przejścia na obsługę ręczną.

– Branża turystyczna opiera się na danych w czasie rzeczywistym i globalnym systemie wymiany informacji. Działające w tym sektorze firmy –w tym linie i porty lotnicze, są niewątpliwie narażone na ataki cybernetyczne. Co więcej, intensywna współpraca z zewnętrznymi dostawcami usług – takimi jak płatności, systemy rezerwacji, odprawy i uwierzytelniania danych – dodatkowo zwiększa powierzchnię potencjalnego ataku. Dla cyberprzestępców to idealny cel – ostrzega Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.            

W Brukseli, w wyniku cyberataku możliwa była wyłącznie ręczna odprawa i boarding, a incydent miał „duży wpływ” na rozkład lotów. „W piątek wieczorem, 19 września, miał miejsce cyberatak na dostawcę usług systemów odprawy i boardingowych, który dotknął kilka europejskich lotnisk, w tym Lotnisko w Brukseli” – przekazano w oświadczeniu.              

W Niemczech władze berlińskiego lotniska Brandenburg poinformowały, że w piątek wieczorem zaatakowano dostawcę systemów obsługi pasażerów, co skłoniło operatorów do odłączenia połączeń z zaatakowanymi systemami w ramach środka ostrożności.     

Polskie władze zareagowały na informacje. Wicepremier Krzysztof Gawkowski stwierdził: „Uważnie przyglądamy się sytuacji. Na ten moment nie ma sygnałów o zagrożeniu dla lotnisk w Polsce„.

Lotnisko Heathrow w Londynie – najbardziej ruchliwe w Europie – również potwierdziło zakłócenia, opisując incydent jako „problem techniczny” dotyczący jednego z jego dostawców usług. „Collins Aerospace, dostawca systemów odprawy i boardingowych dla kilku linii lotniczych na wielu lotniskach na świecie, doświadcza problemu technicznego, który może powodować opóźnienia dla odlatujących pasażerów” – podało Heathrow w oświadczeniu. Lotnisko poradziło podróżnym sprawdzanie statusu swoich lotów i przeprosiło za niedogodności

Dostawcą usług znajdującym się w centrum zakłóceń jest Collins Aerospace – amerykańska firma technologii lotniczych i obronnych, założona w 2018 roku i będąca spółką zależną RTX Corp. (wcześniej Raytheon Technologies). Collins dostarcza technologie, które pozwalają pasażerom samodzielnie odprawiać się, drukować karty pokładowe i etykiety bagażowe oraz nadawać bagaż w kioskach samoobsługowych.              

Collins w swoim oświadczeniu przyznał, że jest „świadomy cybernetycznych zakłóceń” w działaniu swojego oprogramowania MUSE (Multi-User System Environment) na „wybranych lotniskach”. Firma podkreśliła, że nadal możliwa jest ręczna odprawa i że „aktywnie pracuje nad rozwiązaniem problemu i przywróceniem pełnej funkcjonalności swoim klientom tak szybko, jak to możliwe”. Collins dodał, że „wpływ ogranicza się do elektronicznej odprawy pasażerów i nadawania bagażu i może być złagodzony poprzez operacje ręczne”.         

Cyberatak nie dotknął wszystkich europejskich lotnisk. Lotniska Roissy, Orly i Le Bourget w rejonie Paryża nie zgłosiły żadnych zakłóceń, co podkreśla selektywny charakter incydentu.

Zdarzenie to ponownie uwidacznia podatność kluczowej infrastruktury w Europie na cyberataki oraz efekt domina, jaki zakłócenia u jednego dostawcy technologii mogą wywołać dla milionów pasażerów i dziesiątek lotnisk jednocześnie.

https://edition.cnn.com/2025/09/20/travel/europe-airports-cyber-attack-intl

Polacy nie chcą zakładać firm – tylko 3% planuje własny biznes w ciągu trzech lat

Tylko 3% Polaków deklaruje, że w ciągu najbliższych trzech lat planuje założyć własną firmę. To najniższy wynik spośród 51 badanych państw. Jednocześnie aż 83% mieszkańców Polski uważa, że rozpoczęcie działalności gospodarczej jest proste. Te sprzeczności ujawnia najnowszy raport Global Entrepreneurship Monitor (GEM) Polska, przygotowany przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości i Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach.

Polacy doceniają starania przedsiębiorców, ale sami rzadko chcą nimi zostać
Aż 63% respondentów uważa, że przedsiębiorcy odnoszący sukcesy zasługują na uznanie. Jednak zaledwie 43% postrzega prowadzenie firmy jako atrakcyjny sposób na życie zawodowe. Jest to jeden z najniższych wyników w Europie. Te wskaźniki pozostają niemal niezmienne od 2022 roku i są znacznie niższe niż rekordowe odczyty z lat 2018–2019, kiedy ok. 80% Polaków deklarowało pozytywne nastawienie do przedsiębiorczości.

Na spadek atrakcyjności prowadzenia działalności gospodarczej wpływa z jednej strony korzystna sytuacja na rynku pracy, z drugiej – wzrost kosztów pracy, surowców i usług, niepewność gospodarcza czy brak przewidywalności otoczenia prawnego.

– Z jednej strony mamy wysoką świadomość szans rynkowych i pozytywną ocenę warunków formalnych do prowadzenia działalności, z drugiej, niski poziom gotowości do działania. To pokazuje, że problemem nie są już wyłącznie bariery administracyjne, lecz przede wszystkim czynniki psychologiczne: lęk przed porażką, brak pewności co do stabilności przepisów czy niska wiara we własne kompetencje. Potrzebujemy działań, które zbudują kulturę przedsiębiorczości opartą na odwadze, edukacji i wsparciu – wskazuje Krzysztof Gulda, p.o. prezesa Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Udział osób, które choć widzą szanse biznesowe, nie podejmują ich w obawie, że nie odniosą sukcesu, wynosi 52%. To wyższy wynik niż europejska średnia (47%).

Coraz mniej młodych firm

W ciągu ostatnich 14 lat odsetek Polaków w wieku 18–64 lat prowadzących młode firmy (do 3,5 r. na rynku) zmniejszył się z 9,1% do 2,5%. Jednocześnie udział osób prowadzących dojrzałe firmy (ponad 3,5 r.) wzrósł z 5% do 12,8%. W rezultacie w Polsce – w przeciwieństwie do większości pozostałych 50 państw świata – dominują firmy dojrzałe, a udział nowych przedsiębiorstw utrzymuje się na niskim poziomie.

W 2024 r. w porównaniu z poprzednim rokiem udział młodych firm niemal się nie zmienił, natomiast przybyło dojrzałych (wzrost o 1,2 p.p.). Od 2017 roku w Polsce obserwuje się przewagę firm dojrzałych nad młodymi, co odwróciło wcześniejszy trend.

– Raport GEM 2025 pokazuje, że w Polsce spada liczba młodych firm: z 9,1% w 2011 roku do zaledwie 2,5% dziś, podczas gdy udział przedsiębiorstw dojrzałych rośnie. To zjawisko wyjątkowe na tle innych krajów i sygnał, że potrzebujemy silniejszego wsparcia dla osób na starcie działalności. PARP odpowiada na te wyzwania, oferując zarówno finansowanie, jak i programy szkoleniowe czy doradcze, które mają pomóc młodym firmom szybciej rosnąć i wypełniać lukę innowacyjności w gospodarce – mówi Paulina Zadura, dyrektor Departamentu Analiz i Strategii w PARP.

Firmy z konieczności, nie z pasji

Dlaczego Polacy decydują się na własną działalność? Przede wszystkim z potrzeby zapewnienia sobie źródła utrzymania. Aż 71% właścicieli młodych firm wskazuje, że założyło firmę z powodu braku ofert na rynku pracy, a 38% – z chęci osiągania wyższych dochodów. Znacznie rzadziej motywuje ich dążenia do zmiany świata (16%) czy potrzeba kontynuowania rodzinnej tradycji (11%).

W innych krajach europejskich częściej motywacją do założenia firmy jest potrzeba wpływu na otoczenie, kontynuowanie tradycji rodzinnej czy chęć wzbogacenia się. Konieczność zapewnienia sobie utrzymania jest rzadziej wskazywana niż w Polsce, choć jej znaczenie na tle innych motywacji jest największe.

Dlaczego ludzie wycofują się z prowadzenia działalności gospodarczej?

Najczęstsze powody wycofywania się z działalności to brak rentowności (35% w Polsce, 26% w Europie) oraz polityka rządu, skomplikowane przepisy i system podatkowy (28% vs 10%). Przejście na emeryturę było powodem zaprzestania działalności przez 10% przedsiębiorców w Polsce (6% w Europie). Polska notuje najwyższy odsetek osób wskazujących bariery regulacyjne jako główny problem wśród wszystkich 51 państw badanych przez GEM.

Niewykorzystany potencjał biznesowy

Raport GEM Polska 2025 pokazuje, że chociaż polski ekosystem przedsiębiorczości ma wiele elementów, które dobrze funkcjonują, to wciąż pozostaje dużo do zrobienia. Zdaniem ekspertów uczestniczących w badaniu istotne jest wzmocnienie obszarów związanych z B&R i transferem wiedzy z nauki do biznesu. Wsparcia wymaga również edukacja przedsiębiorczości z naciskiem na początkowe etapy kształcenia.
O raporcie
Global Entrepreneurship Monitor (GEM) to największe na świecie badanie przedsiębiorczości, prowadzone od 26 lat w ponad 50 krajach rocznie. Polski raport przygotowywany jest przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości i Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach. Najnowsza edycja powstała na podstawie badania ilościowego przeprowadzonego w 2024 roku na reprezentatywnej próbie 8000 Polaków w wieku 18–64 lat oraz badania jakościowego z udziałem 38 ekspertów nt. uwarunkowań rozwoju przedsiębiorczości.

Jastrzębie sygnały z Japonii, ostrożność z Londynu i polityczne napięcia w Waszyngtonie

Bank Japonii serwuje jastrzębią niespodziankę, pozytywny omen dla JPY. Bank Anglii z trybem ostrożnościowym w polityce monetarnej. Trump nie daje za wygraną, sprawa odwołania członkini Fed w Sądzie Najwyższym.

Umocnienie JPY

Dzisiaj w nocy poznaliśmy decyzję BoJ w sprawie stóp procentowych. Jeśli zaskoczeniem nie był brak zmiany kosztu pieniądza, to już rozkład sił wśród decydentów i rozpoczęcie redukcji posiadanych aktywów w ETF takowe stanowiło – i to z jastrzębim wydźwiękiem. Dwóch członków Banku Japonii zagłosowało za podwyżką stóp do poziomu 0,75%. Jest to mniejszość w 9. osobowym składzie, niemniej jednak pokazuje, że oczekiwania analityków, że w końcu zobaczymy zmianę, nabiera realnych kształtów. Działania na stopach to nie jedyne narzędzie polityki monetarnej. Chęć zacieśnianie można też uzyskać w postaci choćby redukcji bilansu banku i na taki właśnie krok zdecydował się Bank Japonii. Owszem, jeśli chodzi o redukcję portfela obligacji, to już ona trwa. Teraz jednak dołączy do tego posiadany portfel ETF akcji. Ruch na aktywach jest mocno rozłożony w czasie, niemniej jednak pokazuje, że BoJ chce w końcu normalizować politykę monetarną. Po samej decyzji JPY w znaczący sposób się umocnił. Po konferencji prasowej prezesa BoJ nastroje na jenie nieco ostygły, a to za sprawą sugestii, że nadal występują ryzyka – choćby słabej aktywności gospodarczej w Kraju Kwitnącej Wiśni, czy nadal wysokiej dynamiki wynagrodzeń, które mogą hamować drogę zacieśniania.

Gdzie zmierza polityka monetarna na Wyspach?

W ostatnich dniach widać ostrożne podejście banków centralnych do prowadzonej polityki monetarnej. Takowe było widać po Fed, gdzie zobaczyliśmy ruch o 25 pkt bazowych, również w przypadku wspomnianej wyżej Japonii. Do tego „peletonu” dołączył także wczoraj Bank Anglii. BoE wczoraj nie zaskoczył i utrzymał poziom stóp w wysokości 4%, a rozkład wśród decydentów wyniósł 7-2. Dwóch członków optowało za obniżką o 25 pkt bazowych. Przewidywana była również decyzja odnośnie zmniejszenia tempa redukcji bilansu, wskutek nadmiernej zmienności na rynku długu. Nie poznaliśmy przyszłej ścieżki Banku Anglii w kontekście polityki monetarnej po tym posiedzeniu, a czynnikiem hamulcowym jest wysoka dynamika inflacji, prawie dwukrotnie przekraczająca cel. Rynek aktualnie wycenia raptem jedną obniżkę stóp w całym przyszłym roku, co może stanowić istotny pozytywny element w kontekście notowań GBP.

Instancja najwyższa

Jakiś czas temu pisaliśmy o zamieszaniu w strukturach Fed, a raczej chęci usunięcia członkini Rady Gubernatorów przez prezydenta Trumpa, wskutek zarzutów o składanie fałszywych oświadczeń we wniosku o kredyt hipoteczny. Prezydent USA zwolnił Cook ze skutkiem natychmiastowym, ale że nie ma takiej mocy prawnej, to sprawa trafiła do instytucji sądowych. Wczoraj administracja Trumpa „pochwaliła” się informacją, że zwróciła się do Sądu Najwyższego o pozwolenie na odwołanie członkini. Sprawa o tyle ważna, że mocno uderza nie tylko w wiarygodność banku centralnego, ale także jego niezależność. Przypomnijmy, że wcześniej Sąd Apelacyjny nie zezwolił na odwołanie, więc sprawa trafiła „wyżej”. Trump po raz kolejny udowadnia, że robi wszystko by mieć większy wpływ na politykę pieniężną państwa, a nie wystarczą mu już choćby obraźliwe słowa pod adresem prezesa Fed. Póki co temat jest dość pomijany na rynkach, niemniej jednak decyzja o odwołaniu, może spowodować silną reakcję choćby na rynku długu i bezpowrotnie podkopać niezależność Fed.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Coal Energy celuje w 9 mln ton węgla z Bobrek-Miechowice i rozwój wydobycia metali ziem rzadkich

Coal Energy S.A., spółka z branży górniczej, notowana na GPW zaktualizowała strategię rozwoju na lata 2025–2027 r. Firma planuje uzyskać koncesję na eksploatację części złoża węgla kamiennego „Bobrek Miechowice” na styku granic Zabrza i Bytomia. Szacowane zasoby pokładów, gdzie zamierza rozpocząć wydobycie spółka to 9 mln ton. Coal Energy przygotowuje się również do przetargów koncesyjnych w Rumunii i analizuje możliwość wydobycia surowców krytycznych, w tym metali ziem rzadkich z hałd powydobywczych w Polsce i Rumunii. Na rynku ukraińskim spółka planuje pozyskanie partnerów z USA do realizacji wspólnych projektów w obszarze wydobywczym.

Zaktualizowana strategia Coal Energy na lata 2025 – 2027 opiera się o 4 filary:

  1. Wydobycie węgla w Polsce i Rumunii
  2. Świadczenie usług górniczych w Polsce i Rumunii,
  3. Rozwój wydobycia surowców krytycznych w Europie Środkowo-Wschodniej oraz na Ukrainie,
  4. Usługi doradcze dla sektora zasobów mineralnych na rynku globalnym.

W Polsce Coal Energy rozpoczyna procedurę uzyskania koncesji na eksploatację części złoża „Bobrek-Miechowice” na pograniczu Bytomia i Zabrza. Niewykorzystane i nieeksploatowane dotąd pokłady serii 400 szacowane są na ponad 9 mln ton zasobów. W celu wsparcia procesu koncesyjnego, Spółka jest wybierze specjalistycznego doradcę, koordynującego i odpowiedzialnego za proces. W celu złożenia wniosku o koncesję wcześniej firmy musi przedstawić:

  1. raport geologiczny zatwierdzony przez Ministerstwo Środowiska;
  2. raportu o Oddziaływaniu na Środowisko (Raport OOŚ)
  3. projekt Zagospodarowania Złoża (PZZ), określającego sposób udostępnienia i eksploatacji zasobów;
  4. teren przemysłowy do udostępnienia zasobów i uzyskanie dokumentów potwierdzających możliwość jego wykorzystania;

W Rumunii, gdzie procedura uzyskania koncesji jest szybsza i prostsza, spółka planuje udział w przetargach koncesyjnych organizowanych przez National Regulatory Authority in the Mining, Petroleum and Geological Storage of Carbon Dioxide. Celem firmy jest dostęp do złóż wysokiej jakości węgla antracytowego. W związku z powyższym, prezes spółki spotykał się już z rumuńskim ministrem energii i kierownictwem urzędu regulującego proces uzyskania koncesji. Dodatkowo, na rynku rumuńskim firma celuje również w projekty związane z wydobyciem surowców krytycznych, w tym metali ziem rzadkich. W tym obszarze władze Coal Energy są w kontakcie z rumuńskimi ministerstwem gospodarki. Firma widzi potencjał odzyskiwania metali krytycznych, w szczególności metali ziem rzadkich, w hałdach powydobywczych. Podobne projekty spółka ma przeanalizowane również w Polsce.

Nasza historia pracy w Ukrainie pozwala nam nie tylko efektywnie prowadzić procesy wydobywcze i uzyskiwać lepszą rentowność. Mamy doświadczenie również w zakresie wydobycia węgla z hałd i teraz zamierzamy sięgnąć po technologie, pozwalające na odzyskiwanie metali krytycznych, w szczególności pierwiastków ziem rzadkich, które znajdują się w hałdach w Polsce oraz Rumunii. W zakresie surowców krytycznych widzimy również potencjał w Ukrainie, gdzie aktualnie poszukujemy partnerów amerykańskich do realizacji wspólnego projektu – zapowiada Wiktor Wiśniowiecki, prezes i założyciel Coal Energy S.A.

Poza projektami wydobywczymi w Polsce, Rumunii i Ukrainie spółka zamierza kontynuować działalność w zakresie usług górniczych. Ta część biznesu realizowana obecnie w Polsce przynosi firmie zyski od 2023 roku.

Coal Energy planuje również założenie spółki zależnej zajmującej się doradztwem dla sektora wydobywczego. Nowy obszar obejmie wycenę aktywów, due diligence i doradztwo transakcyjne. Pierwszy projekt realizowany jest już w USA w segmencie rud polimetalicznych.

Aktualizacja strategii odzwierciedla nasze ambicje rozwoju w Europie Środkowo-Wschodniej oraz zaangażowanie w dywersyfikację działalności. Dzięki pozyskanemu finansowaniu i rozpoczętym projektom, Coal Energy staje się aktywnym uczestnikiem transformacji energetycznej regionu i buduje fundamenty pod nowe źródła przychodów” – podkreśla Wiktor Wiśniowiecki.

Spółka zabezpieczyła środki finansowe na realizację procedur koncesyjnych w Polsce i Rumunii oraz prace przygotowawcze związane z projektami wydobycia i rozwoju nowych segmentów działalności.

Rekordowy rajd złota – wzrost o 42% r/r. Goldman Sachs prognozuje nawet 5 000 USD

0

Rynek jest już ekstremalnie wykupiony. Nowy rekord ceny złota z połowy września to 3 689 USD za uncję. Rok do roku cena złota wzrosła o 42%, a od początku roku o 39%.

Wejście na poziom ponad 3 700 USD wydaje się bardzo bliskie. Na spocie już został chwilowo przekroczony ten poziom, a na kontraktach terminowych stało się to wcześniej.

– Duża część prognoz instytucji finansowych już się spełniła i prognozy są teraz coraz bliżej ekstremalnych poziomów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB. – Najnowsza prognoza Goldman Sachs to 3 800 USD na koniec tego roku. Pojawiły się prognozy z ceną 4 000 USD w przyszłym roku, a Goldman Sachs idzie dalej w swych prognozach, przewidując przy sprzyjających warunkach cenę 5 000 USD za uncję. Rynek jest już ekstremalnie wykupiony.

Nawet amerykański rynek akcji nie wzrósł tak mocno. A jest to efekt słabości dolara i oczekiwań na serię obniżek stóp procentowych przez Fed, zapoczątkowany wrześniową obniżką o 25 pkt. bazowych.

Na globalnych rynkach akcji pojawiła się wyraźna fala optymizmu po decyzji Fed o obniżce stóp procentowych. S&P 500, Nasdaq i Dow Jones ustanowiły nowe historyczne rekordy, a szczególnym beneficjentem cięcia kosztów finansowania okazała się branża technologiczna. Inwestorzy wracają do spółek wzrostowych, które korzystają z niższego dyskonta przepływów oraz większego apetytu na ryzyko.

Powodów do niepewności po stronie inwestorów jest jednak wiele, to konflikty zbrojne i wojny handlowe. Giełdowe indeksy znajdują się na rekordowych poziomach, ale inwestorzy zastanawiają się czy takie poziomy będą do utrzymania.

ETF-y zwiększyły ilość złota w swoich skarbcach do poziomów niewidzianych od 2022 r. Wartość tych inwestycji jest na historycznych szczytach, choć ilość uncji zgromadzonego złota przez te fundusze jest niższa od rekordowego 2020 r.

Złoto wygrywa z dolarem wśród inwestorów poszukujących bezpiecznej przystani. Konkurencja pomiędzy bezpiecznymi przystaniami nasila się ze względu na nieprzewidywalność decyzji D.Trumpa. tym bardziej, że zadłużenie USA jest rekordowe.

Banki centralne na całym świecie inwestują w złoto wybierając bezpieczną przystań. Tu akurat mamy też polską ciekawostkę, mamy zapowiedź NBP, że zwiększy ilość złota w rezerwach do 30%.

– NBP jest jednym z głównych graczy na rynku kupujących złoto i prawdopodobnie pozostanie nim w 2026 r. – komentuje ekspert XTB.

Złoty jest bardzo silny, pozostaje wśród najdroższych walut w relacji do dolara w tym roku. Od początku tego roku zmienność na parze EUR/PLN jest ekstremalnie niska, tego nie można powiedzieć o dolarze, stąd też niższy wzrost ceny złota w złotych wynoszący rok do roku, wynoszący ponad 20%, a więc istotnie niższy niż dla inwestujących w złoto w dolarach.

– Jednak inwestując z złoto zyskujemy nie tylko ekspozycję na aktywo, które jest uznawane za bezpieczną przystań, ale też uzyskujemy ekspozycję walutową i nie musimy trzymać dolarów w portfelu – wyjaśnia M. Stajniak z XTB. – Inwestycję w złoto powinniśmy jednocześnie traktować jako długoterminową inwestycję, chcąc minimalizować ryzyko.

Rzecznik MŚP: koszty nowych regulacji transportowych sięgną kilkudziesięciu tysięcy zł na firmę

Minister Majewska zgłasza uwagi do nowelizacji ustawy o drogach publicznych. Celem projektu przedstawionego przez Ministerstwo Infrastruktury jest wzmocnienie procesu cyfrowego zarządzania ruchem i mobilnością na drogach, zwiększenie bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz wdrożenie Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/2661. Realizacja tych założeń wiąże się z szeregiem nowych obowiązków nakładanych na organy publiczne i przedsiębiorców, zwłaszcza operatorów i przewoźników w transporcie publicznym.

W piśmie do Ministra Infrastruktury Dariusza Klimczaka Rzecznik MŚP zauważa, że nałożenie na przedsiębiorców nowych obowiązków – związanych z przekazywaniem danych w wymaganym formacie przez system teleinformatyczny oraz ich aktualizacją, a także oceną zgodności i obowiązkami kontrolnymi – pociąga za sobą konieczność poniesienia dodatkowych kosztów w wysokości kilkudziesięciu tysięcy zł na jeden podmiot. Jednocześnie projekt przewiduje uruchomienie rozwiązania informatycznego dedykowanego dla mikroprzedsiębiorców oraz małych gmin, którego koszt poniesie Minister Infrastruktury. Zdaniem Minister Agnieszki Majewskiej zasadne jest rozszerzenie bezpłatnego dostępu do tego rozwiązania dla małych oraz – przynajmniej w ograniczonym zakresie – średnich firm. Ważne też jest, by projektowane regulacje weszły w życie równolegle do wdrożenia udostępnianego przedsiębiorcom oprogramowania.

Trzy nowe fundusze VC zasilone kapitałem PFR Ventures – 240 mln zł z programu FENG

0

PFR Ventures podpisało kolejne trzy umowy z zespołami zarządzającymi funduszami venture capital w ramach programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Nowe fundusze będą dysponować kapitałem o łącznej wartości ponad 410 mln PLN, z czego wkład PFR Ventures wynosi blisko 240 mln PLN. Środki zostaną wykorzystane na inwestycje w innowacyjne polskie start-upy.

Alokowane przez PFR Ventures środki trafią do Momentum Capital Partners, Navivo Capital oraz vastpoint. Pierwsi dwa zarządzający pozyskali je z programu PFR KOFFI, którego strategia zakłada inwestycje w zaawansowane innowacyjne projekty na etapie wzrostu. Z kolei vastpoint to fundusz, który wykorzystuje środki w ramach programu PFR Otwarte Innowacje i będzie działał w modelu koinwestycyjnym zapewniając środki także dla nowoczesnych firm na etapie zalążkowym.

Szczegóły alokacji:

Nazwa funduszu Kapitalizacja (mln PLN) Wkład PFR Ventures (FENG, mln PLN)
Momentum Capital Partners 146 80
Navivo Capital Poland 143 80
vastpoint 80+44* 77

* Fundusz koinwestycyjny. Pierwsza część równania to kapitalizacja funduszu, a druga to minimalna wartość kapitału prywatnego, jaką musi przyciągnąć zespół zarządzający w ramach dokonywanych inwestycji

Momentum Capital Partners to fundusz typu wzrostowego („growth equity”) o kapitalizacji 146 mln PLN, inwestujący w spółki na etapie dynamicznego wzrostu. Obejmuje on pakiety mniejszościowe, angażując od 5 do 20 mln PLN w projekt. Jego strategia zakłada inwestycje w spółki z zwalidowanym i skalowalnym modelem biznesowym, działające w segmentach rynku charakteryzujących się ponadprzeciętnym oczekiwanym tempem wzrostu. Poza kapitałem, zespół Momentum, oferuje wsparcie strategiczne i wiedzę operacyjną, dostarczając unikalną propozycję wartości dla przedsiębiorców skalujących swoje biznesy.

Navivo Capital Poland powstało, aby wspierać polskie startupy w ekspansji nie tylko kapitałem, ale i praktycznym doświadczeniem. Zespół zarządzający ma doświadczenie w budowie globalnych firm, w które zainwestował łącznie setki milionów złotych, co przyczyniło się do uzyskania przez nie statusu regionalnych liderów. Aktywnie angażuje się w rozwój operacyjny spółek, pomagając im skalować biznes międzynarodowo. Dokonał też dwudziestu udanych wyjść z inwestycji.

Vastpoint jest prowadzony przez trzy partnerki, z unikalnym, międzynarodowym doświadczeniem operacyjnym, inwestorskim i przedsiębiorczym. Fundusz będzie wspierał najbardziej ambitnych polskich founderów (głównie na etapie zalążkowym), koncentrując się na sektorach AI, HealthTech i SaaS. Dzięki wiedzy zdobytej w Y Combinator, ElevenLabs, własnych start-upach oraz wiodących europejskich funduszach VC, vastpoint oferuje nie tylko kapitał, ale także dostęp do sieci kontaktów i wiedzy o budowaniu globalnych firm.

Ponad 410 mln zł nowych środków to kolejny silny impuls dla rozwoju polskich innowacji. Dzięki funduszom unijnym z programu FENG udało się zmobilizować kapitał prywatny i wesprzeć wejście na rynek nowych zespołów inwestycyjnych o zróżnicowanym doświadczeniu, kompetencjach i strategiach działania. To właśnie ta różnorodność tworzy szerokie możliwości wsparcia młodych, innowacyjnych firm. Inwestując kapitał, inwestujemy także w zmianę, która napędza cały ekosystem venture capital – mówi Mikołaj Raczyński, wiceprezes w Polskim Funduszu Rozwoju.

Podpisane właśnie umowy zwiększyły dostępność kapitału dla innowacyjnych firm o 60%. Środki UE inwestowane przez nasze fundusze trafiły już do 15 firm. Szacujemy, że budżet dostępny we wszystkich aktywnych funduszach VC z naszego portfela to około 3 mld PLN, z czego 1 mld PLN to kapitał aktywowany dzięki Funduszom Europejskim dla Nowoczesnej Gospodarki – powiedziała, Rozalia Urbanek, członkini zarządu w PFR Ventures.

Polskie dane osłabiają złotego, rynki odwracają się od funta

Słabsze dane z polski lekko osłabiły złotego. Na Wyspach brak niespodzianki w sprawie stóp procentowych. Rynki nie ufają jednak funtowi i mimo braku wyraźnych sygnałów nastąpiła wyprzedaż funta. Norwegia tnie stopy, a Japonia pozostawia je bez zmian.

Dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy dane z kraju – produkcja przemysłowa w sierpniu jak co roku w ujęciu miesięcznym się zmniejszyła. Rynki spodziewały się, że spadek wyniesie 7,4%, a wyniósł zaledwie 7,1%. Dlaczego na sierpień spodziewamy się takiej sytuacji? Wyjaśnienie to sezon urlopowy oraz także często przerwy produkcyjne w większych zakładach. Drugim ważnym odczytem były informacje na temat przeciętnego zatrudnienia i wynagrodzenia. Niestety nie rosną one tak szybko, jak oczekiwano. Ich wzrost wynosi 7,1% wobec oczekiwanych 8%. Zatrudnienie spada jednak wolniej, niż sądzono. Nadal mamy jednak spadki. W sierpniu w przedsiębiorstwach zatrudniających 10 i więcej pracowników pracowało o 12 tysięcy osób mniej, a średnie wynagrodzenie dla takich firm wyniosło w sierpniu 8769,08 zł.

Bank Anglii nie zaskakuje, za to funt tak

Na wczorajszym posiedzeniu Banku Anglii nie doszło do zmiany stóp procentowych. Nie było to niespodzianką. Już sierpniową decyzję o obniżce podjęto jednym głosem przy przewadze 5 do 4. We wrześniu chętnych do cięcia było zaledwie dwóch członków tamtejszego gremium decyzyjnego, a siedmiu głosowało za utrzymaniem wskaźników. Problemem jest fakt, że główna stopa procentowa wynosi obecnie 4%.  Z jednej strony to dużo więcej niż 2,15% w UE i równy wynik z USA. Z drugiej strony inflacja wynosi 3,8% i znajduje się w trendzie wzrostowym. Gdyby doszło do obniżki, inflacja przekraczałaby stopy procentowe. Konferencja prezesa Banku Anglii również nie dała sygnałów ku spadkom. Wczoraj rynek reagował dość spokojnie, lekko nawet odchodząc od funta. Dzisiaj od rana jednak widzimy prawdziwy odwrót po słabych, ale jednak lepszych od oczekiwań danych o inflacji.

Pozostałe banki centralne

Wczoraj poznaliśmy również decyzję Norwegii w sprawie stóp procentowych. Obniżka do 4% była prognozowana przez rynki. Komentatorzy zwracają jednak uwagę, że inflacja od kwietnia podskoczyła z 2,5% do 3,5%, co powoduje, że przestrzeń na dalsze obniżki się kończy. Bez zmian stóp z kolei odbyło się w Japonii. Tam jednak główna stopa procentowa wynosi 0,5%, a inflacja 2,7%. Jest to duża różnica względem sytuacji na zachodzie. Trzeba jednak pamiętać, że kraj ten od lat nie widział wysokiej inflacji. W ostatnich latach szczyty wynosiły 4%, co jest poziomem, do którego w innych krajach inflacja jest zbijana. Bank Japonii stara się zresztą obudzić gospodarkę poprzez utrzymywanie podniesionego poziomu wzrostu cen.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna.

Autor: Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dwie rosyjskie grupy cyberprzestępców połączyły siły atakując ukraińskie instytucje

0

Analitycy ESET odkryli pierwsze znane przypadki współpracy pomiędzy cyberprzestępczymi grupami Gamaredon i Turla. Obie grupy są powiązane z główną rosyjską agencją wywiadu FSB i wspólnie atakowały kluczowe cele w Ukrainie. Geneza współpracy obu grup sięgać może… czasów zimnej wojny i KGB.

Po raz pierwszy w historii zaobserwowano, że narzędzie należące do cyberprzestępczej grupy Gamaredon zostało użyte do ponownego uruchomienia oprogramowania szpiegowskiego grupy Turla na jednej z maszyn w Ukrainie. Analitycy  ESET wykryli także, że oprogramowanie grupy Turla zostało zainstalowane z użyciem narzędzi Gamaredon. Wspólne działania obu grup pokazują, że rosyjskie operacje cyberwojenne coraz częściej bazują na synergii jednostek wyspecjalizowanych w masowych infekcjach i precyzyjnym cyberszpiegostwie.

Gamaredon to grupa APT (Advanced Persistent Threat), znana z zaawansowanych kampanii cyberataków, nakierowanych przede wszystkim na instytucje rządowe, organizacje wojskowe oraz inne strategiczne cele. Działa co najmniej od 2013 roku i odpowiada za liczne ataki, głównie wymierzone w ukraińskie instytucje rządowe. Z kolei Turla, znana również jako Snake, to jedna z najbardziej znanych grup cyberszpiegowskich, aktywna co najmniej od 2004 roku, a być może już od końca lat 90. Jej celem są przede wszystkim podmioty wysokiego szczebla, takie jak rządy i placówki dyplomatyczne w Europie, Azji Centralnej i na Bliskim Wschodzie. Grupa jest znana z włamania do Departamentu Obrony USA w 2008 roku oraz do szwajcarskiej firmy obronnej RUAG w 2014 roku.

– W ciągu tego roku ESET wykrył obecność Turli na siedmiu urządzeniach w Ukrainie. Ponieważ Gamaredon infekuje z kolei setki, jeśli nie tysiące komputerów, sugeruje to, że Turla atakuje tylko w określonych miejscach – prawdopodobnie tam, gdzie znajdują się wysoce wrażliwe informacje – mówi Matthieu Faou, analityk cyberzagrożeń w ESET, który odkrył współpracę Turli i Gamaredon wspólnie z Zoltánem Rusnákiem.

– Gamaredon jest znany ze stosowania ataków typu spearphishing (a więc ukierunkowanego phishingu) i złośliwych plików na nośnikach wymiennych, dlatego jedna z tych metod była najbardziej prawdopodobną przyczyną infekcji. Wierzymy z dużą pewnością, że obie grupy współpracują, choć każda z nich w inny sposób powiązana jest z FSB – wyjaśnia Rusnák.

Według Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Gamaredon jest prawdopodobnie prowadzony przez oficerów Centrum 18 FSB (znanego także jako Centrum Bezpieczeństwa Informacyjnego) na Krymie, które wchodzi w skład kontrwywiadu FSB i zachowuje luźne powiązania z II Zarządem Głównym KGB, odpowiedzialnym za bezpieczeństwo wewnętrzne Związku Radzieckiego. Z kolei Narodowe Centrum Cyberbezpieczeństwa Wielkiej Brytanii przypisuje grupę Turla do Centrum 16 FSB, które jest główną rosyjską agencją wywiadu sygnałowego i bezpośrednim spadkobiercą 16. Zarządu KGB, odpowiedzialnego głównie za pozyskiwanie zagranicznych informacji wywiadowczych poprzez przechwytywanie i analizę sygnałów elektronicznych.

W czasach sowieckich obie struktury KGB często działały ramię w ramię, np. dzieląc się obowiązkami w zakresie monitorowania zagranicznych ambasad na terenie Rosji. W 2018 roku Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) zaobserwowała, że będące ich spadkobiercami Centra 16 i 18 prowadziły wspólną kampanię cyberszpiegowską (o kryptonimie SpiceyHoney). Inwazja Rosji na Ukrainę w 2022 roku prawdopodobnie wzmocniła tę współpracę.    Odkrycie ESET po raz pierwszy demaskuje natomiast współpracę wywodzących się najprawdopodobniej z nich, współczesnych grup APT Gamaredon i Turla. Dane ESET jednoznacznie pokazują też, że aktywności Gamaredon i Turli w ostatnich miesiącach skupiają się na ukraińskim sektorze obronnym.

Galerie na minusie. W wakacje było mniej klientów, spadł też ruch. Do tego skrócił się czas pobytu

0

W okresie tegorocznych letnich wyprzedaży galerie i centra handlowe odwiedziło o 3,9% mniej klientów niż rok wcześniej. Średni czas pobytu w tego typu obiektach skrócił się o 5,2% rdr. Liczba wizyt spadła o 1,4% rdr. Natomiast ich częstotliwość wzrosła o 2,6% rdr. Z kolei struktura ruchu pokazuje, że w ww. czasie klienci najczęściej wybierali małe placówki (mające 5-20 tys. mkw.) – 24,9% (rok wcześniej – 24,8%), a także największe galerie (liczące powyżej 60 tys. mkw.) – 23,9% (poprzednio – 24,3%). Najrzadziej kierowali się do dużych obiektów (obejmujących 40-60 tys. mkw.) – 11,8% (w ub.r. – 12,4%). Do tego szczegółowe dane pokazują, że liczba klientów zmniejszyła się rdr. we wszystkich województwach. Częstotliwość wizyt rdr. wzrosła w czternastu, a spadła – w dwóch.

Jak wynika z raportu Proxi.cloud, Grupy BLIX i UCE RESEARCH (pochodzącego z analizy zachowań ponad 1,4 mln konsumentów), w okresie tegorocznych letnich wyprzedaży (od 26 czerwca do 31 sierpnia) liczba klientów w galeriach i centrach handlowych była o 3,9% mniejsza niż rok wcześniej. Do tego o 1,4% rdr. spadła liczba wizyt. Średni czas spędzany w ww. placówkach zmniejszył się o 5,2% rdr. Z kolei częstotliwość wizyt wzrosła o 2,6% rdr.

– Delikatny spadek liczby klientów i skrócenie średniego czasu pobytu w galeriach handlowych to sygnały, że konsumenci zmieniają sposób korzystania z tych miejsc, ale nie są to powody do niepokoju. Wzrost częstotliwości wizyt pokazuje, że Polacy nadal regularnie i chętnie odwiedzają tego typu obiekty, lecz robią to częściej i bardziej celowo, spędzając tam mniej czasu. Coraz częściej łączą wizyty z konkretnym zadaniem, np. odbiorem zamówienia, szybkimi zakupami czy krótkim spotkaniem w gastronomii – mówi Mateusz Chołuj, jeden ze współautorów raportu z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Natomiast dr Krzysztof Łuczak, jeden ze współautorów raportu z Grupy BLIX, dodaje, że na powyższe zmiany wpływa rosnąca świadomość cenowa oraz rozwój e-commerce, który przenosi część zakupów do kanałów online i sprawia, że wizyty w galeriach są lepiej zaplanowane. To zakłada, że są krótsze i mniej spontaniczne, ale częstsze. Spadek średniego czasu pobytu raczej wynika z nastawienia klienta niż z warunków panujących w galeriach handlowych.

– Dla zarządców i najemców to wyraźny sygnał, że warto inwestować w rozwiązania przyspieszające proces zakupowy – od intuicyjnej nawigacji po sklepach, przez łatwy dostęp do promocji, po rozwój kas samoobsługowych czy usług click&collect. Takie ułatwienia podnoszą komfort klientów i mogą zwiększać ich lojalność. Inwestycje w rozwiązania proklienckie mają sens i będą coraz ważniejszym czynnikiem przyciągającym klientów – przekonuje Marcin Lenkiewicz, drugi ze współautorów raportu z Grupy BLIX.

Jak dodaje ekspert, nie mamy do czynienia ze spadkiem zainteresowania wyprzedażami letnimi, tylko z mniej intensywnym popytem na sezonowe produkty. Lato w tym roku było chłodniejsze, niż oczekiwano. Konsumenci mogli odczuwać mniejszą potrzebę kupowania lekkich ubrań, strojów plażowych czy dodatków, bo pogoda nie dawała ku temu okazji. – Kolejna sprawa to fakt, że kanały online często startują z promocjami wcześniej niż sklepy stacjonarne, zaspokajając potrzeby zakupowe części klientów. Dla galerii to sygnał, że warto rozpoczynać wcześniej akcje rabatowe – zwraca uwagę Mateusz Chołuj.

Raport informuje również o strukturze ruchu klientów według wielkości obiektu (podział na 5 typów, przedziały od poniżej 5 tys. mkw. do powyżej 60 tys. mkw.). W okresie tegorocznych letnich wyprzedaży największy udział miały małe centra i galerie handlowe (tj. od 5 tys. do 20 tys. mkw.) – 24,9% (rok wcześniej – 24,8%). Następne w zestawieniu są największe tego typu obiekty (tj. powyżej 60 tys. mkw.) – 23,9% (poprzednio – 24,3%). Na końcu znajdują się duże galerie (tj. od 40 tys. do 60 tys. mkw.) – 11,8% (w ub.r. – 12,4%).

– Dane pokazują, że klienci coraz częściej wybierają mniejsze galerie ze względu na bliskość, łatwy dojazd i możliwość szybkich zakupów. Największe centra wciąż przyciągają dużą część ruchu, ale ich udział minimalnie spada, co sugeruje, że wizyty są bardziej okazjonalne i zaplanowane. Obiekty średnie i duże tracą, bo nie oferują ani pełnego doświadczenia zakupowego jak największe jednostki handlowe, ani wygody małych centrów. Kluczowe znaczenie ma więc połączenie lokalizacji i odpowiedniego miksu marek. Oferta wyprzedaży jest ważna, ale to wygoda i szybkość wizyty decydują, dokąd pojedzie klient – analizuje dr Krzysztof Łuczak.

Szczegółowe dane pokazują również, że w tym roku w czasie letnich wyprzedaży liczba klientów zmniejszyła się rdr. we wszystkich województwach. Największe spadki zanotowano w kujawsko-pomorskim – o 6,4% i świętokrzyskim – o 6,3%. Najmniej w dół poszły obiekty w woj. łódzkim – o 2,4%. Z kolei liczba wizyt rdr. spadła w dziesięciu województwach, a wzrosła w sześciu. Największy minus zaliczyło świętokrzyskie – na poziomie 7,6%, a największy plus – pomorskie – 2,7%.

– Spadek liczby klientów oraz liczby wizyt w województwach odzwierciedla ogólnopolski trend. Na   zróżnicowanie zmian mogły wpłynąć takie czynniki, jak oferty na danym obszarze, ewentualne remonty poszczególnych centrów i galerii handlowych czy poziom zamożności mieszkańców danego regionu. Największe spadki ogółem zaobserwowano w województwie świętokrzyskim, które – według wielu zestawień ekonomicznych – nie należy do najzamożniejszych obszarów. Z kolei wzrost liczby wizyt w województwie pomorskim może być pochodną zwiększonego ruchu turystycznego w warunkach kiepskiej pogody jak na okres wakacji – wyjaśnia Mateusz Nowak, drugi ze współautorów raportu z Proxi.cloud.

W okresie tegorocznych letnich wyprzedaży częstotliwość wizyt wzrosła rdr. w czternastu województwach, a spadła – w dwóch. Największe wzrosty widzimy w pomorskim – o 5,6%, a także lubuskim – o 4,8%. Natomiast spadki odnotowano w świętokrzyskim – o 1,4%, jak również w śląskim – o 0,7%. Z kolei czas wizyty zmniejszył się rdr. we wszystkich województwach, najbardziej w podkarpackim – o 6,4%, łódzkim – o 6,3%, jak również zachodniopomorskim – o 6,3%. Najsłabszy spadek rdr. odnotowano w świętokrzyskim – o 3,6%.

– Zmiany częstotliwości wizyt są pochodnymi różnic dot. ich ilości oraz liczby klientów. Z kolei zmiany średniego czasu pobytu w obiekcie dla żadnego z województw nie odbiegają znacznie od wartości dla całego kraju. To oznacza, że wzorce zachowań konsumentów są do siebie bardzo zbliżone w całej Polsce. Dane o spadkach średniego czasu wizyty nie powinny być niepokojące dla galerii i centrów handlowych, ponieważ duża część z nich wynika z przeprowadzonych usprawnień w obszarze obsługi klienta – uważa Mateusz Nowak.

Jak podsumowuje Mateusz Chołuj, w całym kraju obserwujemy zbliżony wzorzec zachowań, z delikatnymi różnicami wynikającymi z lokalnych uwarunkowań. Dla tego typu obiektów oznacza to potrzebę koncentracji na tym, by ułatwiać i przyspieszać zakupy, bo tego oczekują klienci – niezależnie od województwa.

Opis metody analitycznej/badawczej

Analiza została przeprowadzona przez firmę technologiczną Proxi.cloud i Grupę BLIX, we współpracy z UCE RESEARCH, w oparciu o dane z okresu od 26.06 do 31.08.2025 roku z odniesieniem do analogicznego okresu 2024 roku, z wykluczeniem świąt oraz niedziel niehandlowych. Analiza objęła zachowania konsumentów odwiedzających galerie i centra handlowe.

Wielkość próby wyniosła ponad 1 420 810 unikalnych konsumentów. Aby wejście badanej osoby w geofence było zarejestrowane jako wizyta klienta w danej galerii lub centrum handlowym, wizyta musiała trwać co najmniej 5 minut i nie więcej niż 6 godzin. Finalnie zbadano ruch w 714 placówkach, których lokalizacje zostały pozyskane ze stron internetowych galerii i sieci handlowych oraz z Google Maps. Dodatkowo galerie podzielono ze względu na wielkość powierzchni – największe – powyżej 60 000 m², duże – od 40 000 m² do 60 000 m², średnie – od 20 000 m² do 40 000m², małe – od 5 000 m² do 20 000 m², najmniejsze – poniżej 5 000 m².

Dane zostały zgromadzone poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących autorską technologię, opartą o geofencing metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych. Rozwiązanie pozwala zbierać dane pasywnie oraz cechuje się dużą dokładnością lokalizowania użytkownika (dokładność od 2 do 20 metrów zależna jest od metody ustalania pozycji przez urządzenie mobilne). Technologia ta zapewnia pełną kontrolę nad dokładnością lokalizacji, a promień każdego geofencingu dostosowany jest do wielkości poszczególnych budynków. Ponadto, znany jest również czas przebywania użytkowników w danej lokalizacji, co stanowi dodatkowy poziom ochrony przed zliczaniem okolicznego ruchu pieszego czy ruchu pracowników badanych punktów.

Kopanie bitcoina – problem klimatyczny czy motor rozwoju OZE?

Kopanie bitcoina krytykowane jest za znaczne zużycie energii. Po pierwsze, w porównaniu z innymi branżami nie jest ono aż tak wielkie. A po drugie, może wykorzystywać energię dotąd marnotrawioną albo produkowaną przez tanie źródła odnawialne tam, gdzie jest jej nadmiar.

Wykopywanie bitcoina (ang. bitcoin mining) to proces zabezpieczenia kryptograficznego sieci bitcoin: jej stanu, transakcji oraz podaży bitcoinów (BTC). Proces ten przypomina rozwiązywanie zadań matematycznych za pomocą sieci komputerowej, co pozwala na zabezpieczenie bazy danych bitcoina w ramach jego globalnego rejestru (w technologii blockchain).

Operatorzy centrów danych (ang. miners) przetwarzają transakcje, grupują je w bloki i – w dużym uproszczeniu – rozwiązują za pomocą kart graficznych zadania matematyczne, aby odebrać nagrodę w postaci „bloku” bitcoinów (nazywa się to procesem proof of work). Każdy blok oferuje nagrodę w postaci nowych bitcoinów – ich podaż została zdefiniowana w momencie stworzenia sieci w 2009 r. i od tamtej pory maleje. To przewidywalna polityka monetarna tej waluty, zapisana matematycznie i zabezpieczona kryptograficznie przez sieć proof of work.

Właśnie ten proces zużywa energię elektryczną i wymaga sprzętu niezbędnego dla zapewnienia bezpieczeństwa sieci. Wszystko po to, by żaden podmiot nie był w stanie jej zhakować i zmienić bazy danych – rejestru z zapisami historii transakcji całej sieci, ani obecnego jej stanu, pokazującego, które konta posiadają ile bitcoinów. Polecam szczegółowy opis tego procesu w publikacji Fidelity: „The Economics of a Bitcoin Halving: A Miner’s Perspective”.

Z biegiem lat maleje liczba bitcoinów, które można wykopać:

  • 2009: 50 BTC za blok
  • 2012: halving: 25 BTC za blok
  • 2016: halving: 12,5 BTC za blok
  • 2020: halving: 6,25 BTC za blok
  • 2024: halving: 3,125 BTC za blok
  • 2028: halving: 1,5625 BTC za blok

Wykopane bloki i nagroda w postaci bitcoinów przypadających na blok

wykres
Źródło wykresu: https://www.lseg.com/content/dam/ftse-russell/en_us/documents/research/bitcoin-halving.pdf

Wedle opracowania University of Cambridge Center for Alternative Finance pt. Cambridge Digital Mining Industry Report z maja 2025, sektor bitcoin mining rozwija się w zawrotnym tempie. Krytycy twierdzą, że kopanie bitcoina, które jest niezbędne do zabezpieczenia sieci i prowadzenia przelewów/handlu kryptowalutą, konsumuje ogromne ilości energii. W 2021 r. całkowite zużycie jej przez sieć bitcoin stanowiło jednak mniej niż 0,1 proc. całego zużycia energii na świecie. Dziś wynosi, według Cambridge Bitcoin Electricity Consumption Index (CBECI), najbardziej uznawanego źródła danych, około 138 TWh (terawatogodzin) rocznie. To około 0,5 proc. globalnego zużycia energii elektrycznej w 2024 r., co można porównać np. do rocznego jej zużycia w Polsce czy światowego zużycia jej na AI w centrach danych w 2025 r. (źródła: https://www.polytechnique-insights.com/en/columns/energy/bitcoin-electricity-consumption-comparable-to-that-of-poland/, https://www.theverge.com/climate-change/676528/ai-data-center-energy-forecast-bitcoin-mining). To oczywiście dużo, ale w ten sposób zabezpiecza się pewną konkretną wartość rynkową i zaspokaja potrzebę uczestników rynku. Dla porównania, sektor ICT, który obejmuje centra danych, sieci komunikacyjne i urządzenia użytkowników, w 2020 r. zużywał około 5 proc. energii elektrycznej na świecie. W 2023 r. zużycie wyniosło już ponad 1000 TWh (https://post.parliament.uk/research-briefings/post-pn-0677/).

Można tu także sięgnąć po porównanie z ilością zużytej energii i zasobów ludzkich na prowadzenie przelewów między bankami w systemach SWIFT, IBAN i w tradycyjnych systemach finansowych. Tradycyjny system bankowy, z dziesiątkami milionów pracowników, budynkami biurowymi, serwerami do obsługi płatności i infrastrukturą rozliczeniową konsumuje wielokrotnie więcej zasobów energetycznych i ludzkich niż bitcoin.

Warto też dodać, że bitcoin, tak jak zastosowanie oprogramowania w innych branżach, podnosi efektywność prowadzonej działalności i zmniejsza potrzebę zatrudnienia, a także posiadania sprzętu i nieruchomości w niektórych częściach starszej infrastruktury.

Krytycy kopania bitcoina wysuwają na pierwszy plan konieczność walki ze zmianami klimatu, wiążącą się z unijną polityką dekarbonizacji (kontestowaną i krytykowaną za efekt w postaci deindustrializacji). Ignorują przy tym korzyści z sieci, która zabezpiecza ponad 2 biliony dolarów kapitalizacji bitcoina, pełniącego rolę waluty rozliczeniowej, środka przechowywania wartości i wymiany. Dla setek milionów użytkowników spełnia on przynajmniej jedną z tych trzech funkcji, tworząc system technologiczny, który ma potencjał z czasem zastąpić globalne systemy rozliczeń międzybankowych, w tym SWIFT.

Spora część energii wykorzystywanej przez bitcoina pochodzi z zasobów energetycznych, które – gdyby nie wykorzystanie ich do kopania BTC – byłyby marnowane. To nadwyżki energii odnawialnej, gaz ziemny zwykle spalany przy wydobyciu ropy, a także metan z wysypisk śmieci. Kopanie bitcoina można prowadzić wszędzie tam, gdzie dostępne są tanie źródła energii i połączenia internetowe. BTC w sposób naturalny kieruje się więc ku zasobom energetycznym, które są „trudne”, np. z powodów geograficznych, i nie mogą być efektywnie wykorzystane przez innych konsumentów energii.

Kopanie bitcoina tym samym wspiera rozwój odnawialnych źródeł energii (OZE): po pierwsze poprzez monetyzację jej nadwyżek, a po drugie poprzez tworzenie popytu na rozwój technologii OZE i inwestycje w miejscach odległych od sieci energetycznych. Kopanie bitcoina zwiększa lub zmniejsza zużycie energii, w zależności od jej dostępności, a to stabilizuje sieci energetyczne mające wysoki udział OZE. Dla przykładu, Stany Zjednoczone umocniły pozycję największego globalnego centrum wydobywczego bitcoinów (75,4 proc. wydobycia; dla porównania, na Kanadę przypada tylko 7,1 proc.). Gaz ziemny stanowi tam największe pojedyncze źródło (38,2 proc.) finansowania kopania bitcoina, a odnawialne źródła energii – licząc je łącznie – stanowią większość miksu energetycznego (52,4 proc.).

Centra bitcoin mining wykorzystują energię wodną (Bhutan, Norwegia), geotermalną (Islandia, Salwador) oraz wiatrową i słoneczną podczas szczytów produkcji, gdy ceny prądu spadają poniżej granicy opłacalności jego wytwarzania. W przypadku energetyki jądrowej kopanie bitcoina zapewnia stały odbiór energii bazowej, poprawiając ekonomikę elektrowni atomowych. Np. centra bitcoin mining w Teksasie wyłączają się podczas szczytowego zapotrzebowania. Do zasilania mining operations podmioty wykorzystują tam także gaz naturalny, który zostałby spalony na próżno (towarzyszy on wydobyciu ropy i nie zawsze można go wykorzystać z braku gazociągów – red.).

Model ten powoduje, że kopanie bitcoina staje się narzędziem optymalizacji i rozwoju energetyki. Działalność ta już pomaga finansować projekty OZE, które bez stałego odbiorcy byłyby nieopłacalne: elektrownie wodne w odległych lokalizacjach czy farmy wiatrowe, które inaczej trzeba by czasowo wyłączać z powodu nadmiernej produkcji. Co ciekawe, najnowszym obszarem rozwoju staje się orbita okołoziemska (space data centers). Wygenerowany tam dzięki panelom fotowoltaicznym prąd jest „przekształcany” w bity przesyłane do sieci na Ziemi, a dzięki umieszczeniu w kosmosie sprzęt do wydobycia BTC jest naturalnie chłodzony. Przynosi to przeróżne korzyści różnym rynkom – od finansowego, po technologię OZE, rynek gazu, energię nuklearną, aż po technikę kosmiczną.

Dzięki zaprogramowanemu zmniejszaniu nagród za bloki (halving) sieć bitcoin wraz z upływem czasu staje się coraz bardziej efektywna energetycznie. Gdy wraz z liczbą użytkowników i zastosowań jej użyteczność rośnie, zużycie energii systematycznie spada. Oznacza to, że w długim terminie bitcoin będzie wykorzystywał coraz mniejszy odsetek swojej kapitalizacji rynkowej na utrzymanie bezpieczeństwa sieci, docelowo prawdopodobnie poniżej 1 proc. globalnego zużycia energii, nawet gdyby zaczęły zeń korzystać miliardy użytkowników.

Jeśli to wszystko uwzględnimy, to czy warto ograniczać rozwój technologii, bo dziś wielu ludziom wydaje się ona nieistotna? Na początku XX wieku też panowała opinia, że wóz konny jest bezpieczniejszy niż „szybki i groźny” Ford T. Czy jest racjonalna  decyzja Komisji Europejskiej, która ostatnio ograniczyła inwestycje w AI poprzez EU AI Act i politykę dekarbonizacji?

Autor: Robert Kowalski
————————-
Autor jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich i współzałożycielem Gyfted. Przedsiębiorca z doświadczeniem w branży Bitcoin w Dolinie Krzemowej i na Stanford University.

Nowe kierunki i więcej miejsc – Corendon Airlines rozwija siatkę połączeń na 2026 rok

Corendon Airlines ogłosił rozszerzenie swojej siatki połączeń i wzrost liczby miejsc w nadchodzącym sezonie letnim 2026. Zmiany dotyczyć będą przede wszystkim pasażerów z Polski, Niemiec i Austrii, a także biur podróży i touroperatorów działających na tych rynkach. Linie zapowiadają, że w Polsce przepustowość niemal się podwoi, a na trasach Warszawa–Antalya oraz Katowice–Antalya loty trzy razy w tygodniu będą realizowane przez cały sezon od kwietnia do października. Wprowadzono również nowe kierunki – do Heraklionu na Krecie i Hurghady w Egipcie, z częstotliwością sześciu rejsów tygodniowo.

Największy przyrost miejsc dotyczyć będzie rynku niemieckojęzycznego. W Niemczech oferta w sezonie letnim 2026 wzrośnie o około 20% w porównaniu do roku 2025, a w Austrii nawet o 30%. Stabilna pozostanie liczba miejsc ze Szwajcarii, jednak planowanie siatki z Bazylei może być utrudnione z powodu prac modernizacyjnych na pasie startowym zaplanowanych na wiosnę 2026 roku. W Wielkiej Brytanii przewidywany jest umiarkowany wzrost liczby połączeń, a największe tempo rozwoju zapowiedziano w Polsce.

Nową propozycją na polskim rynku są loty z Katowic do Heraklionu. Połączenie rozpocznie się w kwietniu 2026 roku i będzie realizowane dwa razy w tygodniu – we wtorki i soboty. Jak podkreśliła Halina Strzyżewska, Country Sales Manager w Corendon Airlines, Grecja jest kluczowym kierunkiem strategicznym przewoźnika, a nowa trasa wzmocni obecność linii w Polsce i umożliwi większej liczbie pasażerów dostęp do popularnych atrakcji turystycznych.

Rozwój siatki Corendon Airlines w 2026 roku obejmuje również inne regiony. Turcja, tradycyjny filar działalności przewoźnika, zanotuje jednocyfrowy wzrost, natomiast Hiszpania odnotuje aż 90% przyrost miejsc, a Egipt ponad 150%. Grecja zwiększy swoją ofertę o 12%, ze szczególnym uwzględnieniem lotów do Heraklionu i na Kretę. Wzrost przepustowości ma przełożyć się na bardziej zróżnicowaną i elastyczną ofertę dla klientów.

W sezonie letnim 2026 linie lotnicze planują ulokować dziesięć samolotów w czterech niemieckich portach lotniczych – dwa razy więcej niż rok wcześniej. Flota obejmie cztery maszyny w Düsseldorfie oraz po dwie w Hanowerze, Kolonii/Bonn i Norymberdze. Zwiększenie liczby bazowanych samolotów ma pozwolić na bardziej efektywne zarządzanie operacjami i szybsze reagowanie na zapotrzebowanie rynku.

Corendon Airlines stawia również na rozwój najważniejszych kierunków wakacyjnych. Loty do Hurghady z niemieckich portów, takich jak Norymberga, Düsseldorf czy Kolonia/Bonn, zostaną zwiększone z trzech do pięciu tygodniowo. Wiele tras, które w 2025 roku dostępne były jedynie w ograniczonym okresie, zostanie przedłużonych na cały sezon letni. Dotyczy to m.in. połączeń do Hurghady z Berlina, Hamburga czy Monachium oraz lotów na Wyspy Kanaryjskie z Hanoweru i Norymbergi. Dodatkowo nowością będą połączenia z Münster/Osnabrück do Heraklionu.

Nowe kierunki pojawią się także w sezonie zimowym 2025/2026. Od listopada Corendon Airlines uruchomi połączenia do Sharm El-Sheikh w Egipcie, które będą obsługiwane dwa razy w tygodniu z Düsseldorfu, Hanoweru i Norymbergi. Egipski kurort, położony na południowym krańcu Półwyspu Synaj, cieszy się dużą popularnością wśród turystów poszukujących ciepłych destynacji zimą.

Dzięki zapowiedzianym zmianom Corendon Airlines planuje umocnić swoją pozycję na rynku europejskim i wzmocnić ofertę skierowaną do podróżnych z Polski, Niemiec i Austrii.

Potrzebne przepisy chroniące przed deepfake’ami – apel Prezesa UODO

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, Mirosław Wróblewski, zwrócił się do wicepremiera i ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego z postulatem wprowadzenia nowych regulacji prawnych, które skutecznie ochronią obywateli przed negatywnymi skutkami deepfake’ów.

Dlaczego prawo wymaga zmian?

Deepfake’i, czyli treści audio i wideo generowane lub zmanipulowane przy użyciu sztucznej inteligencji, stają się coraz trudniejsze do odróżnienia od materiałów autentycznych. Choć technologia ta ma także pozytywne zastosowania (np. w filmach), rosnąca dostępność prowadzi do licznych nadużyć.

Prezes UODO wskazuje, że obecne przepisy – obejmujące ochronę wizerunku w prawie autorskim, dobra osobiste w Kodeksie cywilnym, a także regulacje RODO i Kodeksu karnego – jedynie częściowo odnoszą się do problemu. Brakuje jednak rozwiązań umożliwiających szybkie usuwanie nielegalnych treści i skuteczne dochodzenie roszczeń przez ofiary.

Jakie zagrożenia niesie deepfake?

Według UODO, wykorzystanie tej technologii może prowadzić m.in. do:

  • kradzieży tożsamości i podszywania się pod inne osoby,
  • szantażu, nękania i dyskredytacji,
  • oszustw finansowych i manipulacji zachowaniami,
  • tworzenia fałszywych dowodów sądowych,
  • omijania systemów biometrycznych,
  • manipulacji politycznej i dezinformacji, zwłaszcza w czasie kampanii wyborczych,
  • zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego.

Do UODO trafiają już zgłoszenia dotyczące nadużyć. Wśród nich znalazły się: fałszywe informacje o śmierci i problemach osobistych dziennikarki, spreparowane zdjęcie uczennicy szkoły podstawowej oraz wykorzystanie wizerunku lekarzy w nieprawdziwych reklamach.

Propozycje zmian

Prezes Wróblewski postuluje m.in.:

  • stworzenie szczególnych przepisów regulujących odpowiedzialność za tworzenie i rozpowszechnianie deepfake’ów,
  • ułatwienie ofiarom zgłaszania naruszeń i dochodzenia zadośćuczynienia,
  • zobowiązanie platform internetowych do wykrywania i oznaczania treści zmanipulowanych,
  • wprowadzenie procedur szybkiego usuwania szkodliwych materiałów,
  • rozwój programów edukacyjnych i narzędzi do weryfikacji autentyczności treści.

Przykłady z zagranicy

Niektóre kraje już podejmują działania:

  • Dania – pracuje nad zmianą prawa autorskiego, umożliwiającą żądanie usunięcia deepfake’ów z platform i dochodzenie odszkodowań,
  • Francja – wprowadziła obowiązek oznaczania deepfake’ów w mediach społecznościowych i nowe przestępstwa karne związane z ich użyciem,
  • USA – regulacja TAKE IT DOWN Act zobowiązuje platformy do usuwania zgłoszonych deepfake’ów w ciągu 48 godzin.

Zdaniem Prezesa UODO brak precyzyjnych regulacji w Polsce powoduje, że ofiary deepfake’ów pozostają bez skutecznej ochrony. Dlatego apeluje on o jak najszybsze prace legislacyjne, które dostosują polski porządek prawny do realiów epoki sztucznej inteligencji i zagwarantują bezpieczeństwo obywateli.

Deregulacja. Planowane ważne zmiany dotyczące Zintegrowanego Planu Inwestycyjnego

Jednym z elementów deregulacji jest wprowadzenie zmian dotyczących Zintegrowanego Planu Inwestycyjnego. W dniu 25 lipca 2025 r. do Sejmu wpłynął projekt w tej sprawie, a w dniu 4 sierpnia 2025 r. został on skierowany do pierwszego czytania w komisjach. Ustawa ma wejść w życie po upływie 14 dni od dnia jej ogłoszenia. Wobec tego, że projekt zawiera jedynie trzy artykuły, jego procedowanie powinno przebiegać bardzo sprawnie.

Planowanie i zagospodarowanie przestrzenne reguluje ustawa z dnia z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym [dalej: upzp]. Nowelą z dnia 7 lipca 2023 r.[1] do systemu planowania i zagospodarowania przestrzennego wprowadzono szczególną formę planu miejscowego – zintegrowany plan inwestycyjny (ZPI).

ZPI, jak każdy plan miejscowy, musi być zgodny planem ogólnym. Warto zauważyć, że proces planistyczny podlega weryfikacji pod względem prawnym. Zgodnie z art. 28 ust. 1 upzp, istotne naruszenie zasad sporządzania planu ogólnego, istotne naruszenie trybu jego sporządzania, a także naruszenie właściwości organów w tym zakresie, powodują nieważność uchwały rady gminy w całości lub części. Rozstrzygnięcie nadzorcze wojewody podlega kontroli sądowej. Rozwiązanie ustawowe jest prawidłowe, a działania nadzorcze podlegają kontroli sądowej. Trudno z jednostkowego rozstrzygnięcia nadzorczego wojewody[2], które nie zostało poddane kontroli sądowej, wywodzić daleko idące skutki, a zwłaszcza wyrażać obawę o możliwość paraliżu budowlanego.

Obecnie ZPI uzupełnia, a od 1 stycznia 2026 r. zastąpi uchwałę o ustaleniu lokalizacji inwestycji mieszkaniowej, podejmowaną na podstawie tzw. specustawy mieszkaniowej.[3]

ZPI obejmuje obszar inwestycji głównej oraz inwestycji uzupełniającej.

Wejście w życie ZPI powoduje utratę mocy obowiązującej planów miejscowych lub ich części odnoszących się do terenu objętego tym zintegrowanym planem inwestycyjnym.

ZPI daje gminom dużą swobodę w lokalizowaniu i realizacji inwestycji, przy czym nie muszą to być wyłącznie inwestycje mieszkaniowe.

ZPI jest uchwalany przez radę gminy na wniosek inwestora, po przeprowadzeniu negocjacji i zawarciu umowy urbanistycznej, określającej zasady i warunki realizacji inwestycji oraz zobowiązania stron.

Obecnie projektowana zmian ustawy wyposaża radę gminy w kompetencję ustalania w formie uchwały, stanowiącej akt prawa miejscowego, zasad określania postanowień umów urbanistycznych. Skorzystanie z tego uprawnienia przez radę gminy ma na celu umożliwienie wprowadzenia jasnych i przewidywalnych dla obu stron regulacji dotyczących zakresu zobowiązań między gminą a inwestorem. Przyjęcie ogólnych reguł uczestnictwa inwestora w realizowaniu i finansowaniu inwestycji określanych w umowie urbanistycznej znane byłoby już na samym początku negocjacji treści danej umowy, tak żeby inwestorzy nie byli zaskakiwani na późniejszym etapie.

W projekcie dopuszczono przy tym możliwość różnego określania przez radę gminy zasad postanowień umów urbanistycznych, z uwagi – w szczególności – na rodzaj lub parametry inwestycji głównej.

W upzp szczegółowo określone zostało postępowanie po wpłynięciu wniosku o ZPI oraz procedura sporządzenia ZPI.

Załącznikiem do wniosku o uchwalenie ZPI jest projekt tego planu. Aby wniosek został przyjęty i skierowany do dalszego procedowania, załączony projekt planu musi spełniać podstawowe kryteria w zakresie jego zawartości i sposobu jego zredagowania oraz formy, jak każdy plan miejscowy.

Procedura sporządzania ZPI – co do zasady – jest zgodna z ogólnymi zasadami procedury sporządzania planu miejscowego. Przepisy pozwalają na szybkie przeprowadzenie postępowania. Rada gminy może wyrazić zgodę na przystąpienie do sporządzania planu i bezpośrednio po tym burmistrz albo prezydent miasta prowadzi negocjacje z inwestorem oraz w razie potrzeby z osobą trzecią, ustalając treść projektu umowy urbanistycznej oraz ZPI. Umożliwiono jednoczesne wystąpienia o opinie i uzgodnienia, a jeżeli wymagają tego przepisy odrębne – zgody na zmianę przeznaczenia gruntów rolnych i leśnych na cele nierolnicze i nieleśne, oraz ogłoszenia o rozpoczęciu konsultacji społecznych. Ograniczono również do 14 dni termin dokonania uzgodnień i przedstawienia opinii. Konsultacje społeczne mogą trwać do 21 dni. Do 14 dni skrócono termin wprowadzania do projektu ZPI zmian wynikających z uzyskanych opinii, dokonanych uzgodnień oraz konsultacji społecznych.

W obecnym projekcie nowelizacji zawarty jest przepis pozwalający na znaczne przyspieszenie procesu sporządzania ZPI, poprzez rezygnację z wyrażania zgody przez radę gminy na przystąpienie do sporządzania ZPI. Rada gminy raz zajmować się będzie ZPI, po przedstawieniu jej przygotowanego już ZPI.

Bez zmian pozostają pozostałe elementy procedury, a w szczególności:

  • Rada gminy nie może wnieść poprawek do projektu ZPI, może jednak podjąć uchwałę o zwróceniu zintegrowanego planu inwestycyjnego do wójta, burmistrza albo prezydenta miasta wraz z propozycjami poprawek do umowy urbanistycznej, w tym do załącznika określającego projekt ZPI. W takim przypadku przewidziano ponowione negocjacje z inwestorem;
  • do czasu zawarcia umowy urbanistycznej wójt, burmistrz albo prezydent miasta może odstąpić od negocjacji z inwestorem, o czym musi poinformować radę gminy.

Autor: Zbigniew Cieślak, Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy

[1] Ustawa z dnia 7 lipca 2023 r. o zmianie ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. poz. 1688 ze zm.).

[2] Unieważnienie przez Wojewodę Śląskiego planu ogólnego Pyskowic.

[3] Ustawa z dnia 5 lipca 2018 r. o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących (Dz. U. z 2021 r. poz. 1538 oraz z 2023 r. poz. 553 i 803).

OTCF inwestuje w INTERSPORT. Wspólna strategia ma wzmocnić ofertę i e-commerce

INTERSPORT Polska S.A. zawarł umowę objęcia akcji z OTCF S.A., właścicielem marki 4F i dotychczasowym akcjonariuszem Spółki, jednym z liderów branży sportowej. Inwestycja wzmacnia partnerstwo obu firm i wpisuje się w długoterminową strategię transformacji INTERSPORT, zwłaszcza w obszarze oferty produktowej, a także wzmacnia pozycję spółki na konkurencyjnym rynku sportowym.

Silna synergia i wspólna wizja rozwoju

INTERSPORT umocnił strategiczną współpracę z OTCF, a nowa inwestycja stanowi ważny etap w umacnianiu pozycji obu firm. W kolejnych krokach partnerzy będą pogłębiać istniejącą współpracę w obszarze e-commerce, tworząc solidny fundament do realizacji nowych wspólnych inicjatyw i innowacyjnych projektów.

Dodatkowy kapitał na strategię omnichannel

Pozyskany kapitał przeznaczony zostanie na intensyfikację kluczowych działań strategicznych INTERSPORT. W centrum planów znajduje się dalszy rozwój modelu omnichannel, tak aby oferta OTCF była prezentowana w sposób spójny i komplementarny zarówno online, jak i w sklepach stacjonarnych. Dzięki temu klienci zyskają większą swobodę w wyborze formy zakupów – od wyszukiwania produktów w internecie, przez finalizację transakcji w sklepach stacjonarnych, po zamówienia online z odbiorem osobistym, czy możliwością dokonywania wygodnych zwrotów w punktach sprzedaży.

Wzrost zaufania rynku i perspektywy rozwoju

Informacja o przedwstępnej umowie z właścicielem marki 4F spotkała się z pozytywnym odbiorem rynku kapitałowego – kurs akcji INTERSPORT Polska S.A. wzrósł o blisko 50% (+0,540 zł), osiągając najwyższy poziom od wielu miesięcy. To wyraźny sygnał zaufania inwestorów do przyjętej strategii
oraz jej długoterminowego potencjału.

„Umocnienie współpracy z OTCF to nie tylko wzmocnienie finansowe, ale także strategiczna decyzja, która pozwoli nam jeszcze szybciej realizować przyjęte cele. Miniony rok nie był łatwy dla naszej współpracy, jednak wspólnie znaleźliśmy sposób, aby krok po kroku odbudować silne partnerstwo. Pod koniec 2024 roku klienci ponownie mogli zobaczyć w naszych sklepach produkty marek 4F i Under Armour, a w połowie 2025 roku rozpoczęliśmy także sprzedaż online. Teraz, dzięki nowej inwestycji, którą sfinalizujemy w najbliższych dniach, otwieramy kolejny rozdział tej współpracy. Zainteresowanie inwestorów i wzrost notowań pokazują, że rynek dostrzega wartość i potencjał, jaki tkwi w naszej transformacji” – podkreśla Aivars Bunde, Prezes Zarządu INTERSPORT Polska S.A.

Nowe możliwości dla sportowców i aktywnych konsumentów

Rozszerzenie partnerstwa z OTCF to także znaczący krok w kierunku rozwoju sportowego retailu w Polsce. Dzięki dodatkowym środkom INTERSPORT Polska będzie w stanie szybko reagować na rosnące potrzeby konsumentów poszukujących nowoczesnych i zróżnicowanych produktów sportowych, a także oferować im jeszcze lepszą jakość obsługi. Wspólne działania obu firm będą wzmacniać obecność marek takich jak 4F czy Under Armour, które są synonimem jakości i innowacji na rynku odzieży i sprzętu sportowego.

Małe modele, wielkie zmiany. Jak sztuczna inteligencja usprawnia sektor administracji publicznej w UE

Do 2030 roku 75% przedsiębiorstw w UE ma korzystać z narzędzi wspieranych przez AI. Obecnie odsetek ten wynosi zaledwie 18% – wynika z raportu o stanie cyfrowej dekady 2025. Inspiracją dla biznesu może okazać się sektor publiczny. Polska i inne unijne gospodarki rozwijają narodowe modele AI, które mają wspierać urzędników i obywateli oraz przyspieszać budowę e-państw. Wdrażaniu tych inicjatyw towarzyszą jednak wyzwania dotyczące wydajności usług, zapewnienia cyfrowej suwerenności oraz kosztów szkolenia specjalistów i utrzymania nowych rozwiązań IT.

Sztuczna inteligencja coraz śmielej wkracza do sektora publicznego w krajach Unii Europejskiej. W Rumunii algorytmy AI wspierają rolników w składaniu wniosków o fundusze unijne, oszczędzając setki dni pracy urzędników. W Niemczech federalne centrum ITZBund rozwija projekt KIPITZ do inteligentnego przetwarzania dokumentów i analizy treści, a Ministerstwo Spraw Zagranicznych (Auswärtiges Amt) prowadzi prace nad platformą PLAIN do analizy oraz wizualizacji danych. Oba niemieckie systemy powstają zgodnie z zasadą One-for-all (EfA), co oznacza, że raz zbudowane rozwiązanie może być wdrażane także w innych instytucjach publicznych.

Polska nie pozostaje w tyle. W lipcu 2025 roku udostępniono nową, zoptymalizowaną wersję narodowego modelu językowego PLLuM. Ma on wspierać cyfryzację administracji i codzienny kontakt obywateli z urzędami: od wirtualnego asystenta AI, który pojawi się w aplikacji mObywatel z końcem 2025 roku, po narzędzia automatyzujące pracę urzędników. Pierwsze instytucje, w tym Urząd Miasta w Gdyni i Lubuski Urząd Marszałkowski, już prowadzą testy nowej technologii. Dołączenie do nich zapowiedziała Częstochowa.

Małe modele zamiast gigantów

Zainteresowanie europejskich państw własnymi modelami AI jest zrozumiałe. Sztuczna inteligencja ma szansę w rewolucyjny sposób przyspieszyć i ułatwić pracę urzędników, ale korzystanie z dużych, globalnych modeli językowych często jest zbyt kosztowne, pochłania zbyt wiele zasobów i bywa niedopasowane do lokalnych potrzeb. W praktyce lepiej sprawdzają się rozwiązania mniejsze, wyspecjalizowane i zoptymalizowane do wykonywania konkretnych zadań.

Ich przewagą jest to, że można je szybciej dostroić do potrzeb administracji, na przykład do przetwarzania urzędowych dokumentów w lokalnym języku czy obsługi zapytań obywateli bez konieczności trenowania na ogromnych zbiorach danych. To nie tylko przyspiesza ich wdrożenie, ale też obniża koszty utrzymania infrastruktury IT: mniejsze modele AI wymagają mniej mocy obliczeniowej, pamięci i energii, więc są tańsze w eksploatacji.

Dbałość o język i precyzyjne dane szkoleniowe

Małe, wyspecjalizowane narzędzia bazujące na sztucznej inteligencji mogą realnie usprawniać funkcjonowanie sektora publicznego, ale ich skuteczność zależy przede wszystkim od jakości materiału, na którym są trenowane. W przypadku modeli narodowych ogromne znaczenie ma nie tylko dopasowanie do lokalnego języka i terminologii urzędowej, ale też poszanowanie praw autorskich i przepisów regulujących dostęp do treści. Kluczowe jest więc, aby dane treningowe pochodziły ze sprawdzonych, wiarygodnych źródeł – takich jak publikacje naukowe, otwarte zasoby udostępniane na licencjach typu Creative Commons czy zbiory tworzone przez ekspertów. Tylko wówczas powstają modele, które posługują się językiem precyzyjnym i starannym, co przekłada się na większą wiarygodność i akceptację społeczną prezentowanych wyników.

Kontrola nad danymi i technologią zawsze i wszędzie

W kontekście sektora publicznego szczególnego znaczenia nabiera dziś kwestia suwerenności cyfrowej. Obejmuje ona nie tylko wiedzę o tym, gdzie dane są przetwarzane i możliwość ich swobodnego przenoszenia, ale także suwerenność technologiczną – czyli niezależność oraz pewność co do jakości i bezpieczeństwa wykorzystywanego sprzętu, oprogramowania czy usług – oraz suwerenność operacyjną. Ta ostatnia dotyczy utrzymania kontroli nad krytycznymi procesami i ciągłością działania usług. Jednym z podejść wspierających te trzy filary jest wykorzystanie otwartego oprogramowania w systemach IT sektora publicznego. Dzięki open source i przejrzystym zasadom współpracy instytucje mogą korzystać z rozwiązań stworzonych w innych jednostkach, modyfikować je i dostosowywać do własnych potrzeb. Udane wdrożenie w jednym urzędzie staje się fundamentem innowacyjnych usług w kolejnych, przyspieszając cyfryzację administracji i obniżając jej koszty.

Hybrydowe panaceum na złożoność

Sektor publiczny działa dziś w skomplikowanym ekosystemie, w którym różne systemy, ich dostawcy i wymogi regulacyjne muszą tworzyć spójną całość. Odpowiedzią na to wyzwanie jest otwarta chmura hybrydowa, łącząca elastyczność środowisk publicznych z bezpieczeństwem i zgodnością rozwiązań prywatnych. Dzięki temu instytucje mogą rozwijać nowe usługi dla obywateli, jednocześnie chroniąc strategiczne zasoby i utrzymując pełną kontrolę nad danymi. Hybrydowe platformy ułatwiają też standaryzację i automatyzację procesów, co obniża koszty, wzmacnia odporność ekosystemu IT i pozwala skalować moc obliczeniową tam, gdzie jest potrzebna, żeby efektywnie wykorzystywać potencjał AI.

Inwestycje we wzmacnianie kompetencji

Rozwój sztucznej inteligencji w administracji publicznej to nie tylko kwestia technologii i infrastruktury, ale również inwestycji w ludzi. W 2024 roku tylko 44% Polaków posiadało podstawowe umiejętności cyfrowe, a według założeń Komisji Europejskiej wskaźnik ten powinien wzrosnąć do 80% w ciągu najbliższych pięciu lat. Nie lepiej jest z odsetkiem wykwalifikowanych pracowników sektora technologii informatycznych w UE. Z raportu o stanie cyfrowej dekady 2025 wynika, że kraje unijne są dopiero w połowie drogi do osiągnięcia celu zakładającego zatrudnienie 20 milionów specjalistów ICT do 2030 roku.

Aby narzędzia AI mogły realnie zwiększyć dostępność i jakość usług publicznych potrzebne jest zatem edukacja wspierająca zwiększanie specjalistów IT na rynku pracy, a także podnosząca kompetencje cyfrowe obywateli. Dopiero połączenie nowoczesnych narzędzi z przygotowanymi do ich obsługi ludźmi pozwoli w pełni wykorzystać potencjał cyfryzacji.

Autor: Wojciech Furmankiewicz, dyrektor Red Hat ds. technologii i rozwiązań w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Źródła:

Raport Komisji Europejskiej: State of the Digital Decade 2025: Keep building the EU’s sovereignty, 2025.

O projekcie KIPITZ: https://www.itzbund.de/SharedDocs/Videos/DE/Mediathek/20250117-Gehres-Kipitz.html

O projekcie PLAIN: https://plain.diplo.de/plain-de

Komunikat NASK: PLLuM w nowej odsłonie. Rodzina polskojęzycznych modeli językowych się powiększa

Weekend z misją: jak Polacy odkrywają nowy wymiar regeneracji – w zgodzie z naturą i samym sobą

Zmęczenie, stres i brak czasu na prawdziwy odpoczynek to codzienność większości z nas. Według danych firmy Human Power aż 80% Polaków odczuwa przewlekłe zmęczenie, a 70% przyznaje, że nawet w czasie wolnym trudno im naprawdę odpocząć. Czy to znaczy, że musimy na nowo uczyć się, jak wypoczywać?

Nowa filozofia podróży – odpoczynek, który ma sens

Coraz częściej wybieramy wyjazdy, które łączą relaks ciała i umysłu z troską o naturę i lokalne społeczności. W badaniach aż 44% respondentów deklaruje, że podczas krótkich wypadów chce przede wszystkim obcować z przyrodą, a 30% stawia na pogłębiony kontakt z samym sobą i własnym zdrowiem psychicznym.

To zjawisko wpisuje się w szerszy trend odpowiedzialnej turystyki, która zakłada minimalizowanie negatywnego wpływu podróży na środowisko i maksymalizowanie korzyści dla lokalnych społeczności. – Dziś podróżowanie to nie tylko zdobywanie nowych miejsc, ale też sposób na poprawę jakości życia i świadome budowanie dobrostanu – podkreśla psycholog i rehabilitant kliniki Columna Medica.

Stres, który trzeba „zresetować”

Tempo życia rośnie, a wraz z nim poziom stresu. Pracujemy coraz więcej – aż 72% Polaków poświęca pracy zawodowej osiem i więcej godzin dziennie. Przewlekłe napięcie odbija się na zdrowiu fizycznym i psychicznym: obniża odporność, zwiększa drażliwość i prowadzi do wypalenia zawodowego. – Nie chodzi tylko o chwilę wytchnienia, ale o głęboką regenerację, która pozwala wrócić do życia z nową energią – przypominają psychologowie.Columna Medica

Columna Medica – weekend, który leczy

Na te potrzeby odpowiada Columna Medica – klinika rehabilitacyjna i hotel wellness położony w samym sercu Polski, w 100-letnim lesie, zaledwie 20 minut drogi od Łodzi. To miejsce, które redefiniuje pojęcie krótkiego urlopu. – Kluczem do skutecznej regeneracji jest połączenie relaksu ciała, kontaktu z naturą i wsparcia emocjonalnego – mówi Renata Kubiak, dyrektor Columna Medica. – Widzimy to u naszych pacjentów – wielu z nich odzyskuje siły już po kilku dniach spędzonych w odpowiednim środowisku.

Columna Medica oferuje indywidualne terapie i fizjoterapię, masaże lecznicze, zajęcia ruchowe (joga, pilates, aquafitness), SPA, konsultacje dietetyczne i kliniczną opiekę żywieniową. Komfortowe wnętrza i profesjonalna kadra medyczna przyciągają nie tylko Polaków, ale także pacjentów z Niemiec, Skandynawii, Kuwejtu czy Izraela.

Wyjątkowym atutem jest także kuchnia – pod okiem szefa Michała Bieleckiego i dietetyk klinicznej Katarzyny Arkuszyńskiej powstają posiłki, które nie tylko smakują, ale też wspierają proces regeneracji organizmu.Columna Medica

Odpoczynek zamiast ucieczki

Choć eksperci wskazują, że optymalny dla regeneracji jest urlop trwający 2–3 tygodnie, nawet kilka dni może przynieść wymierne efekty. Kluczem jest odpowiednie zaplanowanie czasu i wybór miejsca, które zapewni ciszę, spokój i kontakt z naturą – bez „przebodźcowania” charakterystycznego dla miejskich kurortów. – Nie trzeba lecieć na Bali, by poczuć się jak nowo narodzonym – przekonuje Renata Kubiak, dyrektor Columna Medica – Wystarczy kilka godzin jazdy i weekend spędzony w sosnowym lesie, z dala od zgiełku.

Rosnące zainteresowanie wypoczynkiem w duchu „self-connection” i świadomego kontaktu z naturą to nie tylko moda, ale realna zmiana modelu biznesowego w turystyce. Odpowiedzialne podróżowanie opiera się na filarach: zrównoważonego zarządzania zasobami, etycznej współpracy z lokalnymi społecznościami, ochrony dziedzictwa kulturowego, edukacji turystów i mieszkańców oraz transparentności biznesu.

Branża, która w porę dostrzeże te zmiany, może zyskać coś więcej niż zysk finansowy – może zbudować prawdziwą wartość i lojalność gości, którzy szukają sensu w tym, jak odpoczywają.

Thorium Space pozyskało finansowanie i szykuje się do debiutu na NewConnect

Thorium Space, polska spółka technologiczna z sektora kosmicznego, z sukcesem zakończyła rundę finansowania. Pozyskane środki pozwolą nie tylko na realizację projektu prowadzonego wspólnie z Europejską Agencją Kosmiczną, lecz przede wszystkim umożliwią komercjalizację kluczowych produktów spółki. Spółka jednocześnie przygotowuje dokumenty w celu debiutu na NewConnect z zamiarem ich złożenia jeszcze w bieżącym roku.

Runda została w całości objęta przez dotychczasowych, znaczących inwestorów Thorium Space, którzy potwierdzili swoje zaufanie do potencjału technologicznego i kadrowego spółki. W ramach zmian organizacyjnych, dotychczasowy Prezes Zarządu Paweł Rymaszewski przeszedł z Zarządu do Rady Nadzorczej Spółki, jednocześnie obejmując stanowisko CTO, aby skupić się na realizacji strategicznych projektów.

– Z oczywistych względów branża, w której działa Thorium to bardzo gorący temat. Europa też musi stworzyć własną skalowalną i całkowicie niezależną platformę komunikacyjną będącą przeciwwagą dla Starlinka. Dotyczy to nie tylko rozwiązań komercyjnych, ale przede wszystkim wojskowych. Thorium jest znaczącym i istotnym fragmentem tych strategicznych puzzli. Cieszy, że polska myśl inżynieryjna i technologiczna wnosi poważny wkład w budowanie europejskiej niezależności i zmniejszenie dystansu technologicznego do największych potęg. Mój optymizm buduję na bazie wysokiego poziomu zaawansowania technologicznego, jaki reprezentuje Thorium, stąd podwojenie już niemałego zaangażowania kapitałowego w projekt. – mówi o spółce Maciej Zientara, jeden z głównych inwestorów, który kolejny raz wziął udział w rundzie inwestycyjnej.

Zamknięcie rundy finansowania to kolejny krok na drodze do upublicznienia Thorium Space – spółki, która w ostatnich latach intensywnie inwestowała w rozwój unikalnych technologii dla systemów komunikacji satelitarnej.

Thorium Space koncentruje swoją działalność na rozwoju zaawansowanych terminali satelitarnych oraz w pełni cyfrowych payloadów komunikacyjnych dla satelitów telekomunikacyjnych. Flagowym, stale rozwijanym produktem spółki jest terminal satelitarny Aurora, bazujący na inteligentnej antenie macierzowej w paśmie Ka. Umożliwia on elektroniczne sterowanie wiązką, komunikację z satelitami na różnych orbitach oraz jednoczesną transmisję i odbiór danych z dwóch niezależnych satelitów, zapewniając wyjątkową elastyczność operacyjną. Thorium oferuje także antenę macierzową jako samodzielny produkt.

Terminal promowy w Gdyni dla Stena Line. Polskie konsorcjum Polsca składa odwołanie

Przetarg na wyłączne korzystanie z Publicznego Terminalu Promowego w Gdyni wygrany został przez Stena Line, czyli szwedzkiego operatora połączeń promowych. Konsorcjum Polsca, w skład którego wchodzi szczecińskie Unity Line nie rozumie tej decyzji i składa odwołania. Konsorcjum zbudowane na podstawie spółek polskich, w tym Polskiej Żeglugi Morskiej nie wyklucza podjęcia akcji prawnej zmierzającej do zmiany rozstrzygnięcia komisji przetargowej w Gdyni.

Komentarz Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

Budujemy w Polsce nowoczesny terminal promowy, mamy chętnie polskie konsorcjum do jego obsługi, a powierzamy je na zasadzie wyłączności do 2032 roku spółce spoza Polski. Czy tak powinna wyglądać repolonizacja gospodarki morskiej? W tej sprawie jest wiele znaków zapytania. Decyzja portu w Gdyni powinna być dokładnie uzasadniona do wiedzy opinii publicznej.

Repolonizacja przemysłu nie może być teorią. Zaczniemy w nią wierzyć, kiedy będziemy mieć realne dowody na to, że polskie przedsiębiorstwa uzyskują preferencję we własnym kraju. Podczas współorganizowanego przez Północną Izbę Gospodarczą Międzynarodowego Kongresu Morskiego padały zapewnienia, że właśnie od gospodarki morskiej zaczniemy procesy repolonizacyjne. Z wielkim zaskoczeniem przyjmuję informację, że przetarg na wyłączne korzystanie z Publicznego Terminala Promowego w Gdyni nie uzyskuje polska spółka w którą zaangażowane są narodowe podmioty jakie jak PŻM czy PŻB, tylko skandynawski operator. Sytuacja tym bardziej wymaga analizy, że to właśnie polska spółka zaproponowała lepsze warunki komercyjne.

Port w Gdyni stwierdził niewykonalność oferty, a na dodatek nie doszło do rozmów wyjaśniających ze spółką Polsca. Decyzja została oprotestowana. Jako Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie popieramy stanowisko wygłoszone przez dyrektora naczelnego Polskiej Żeglugi Morskiej Dariusza Doskocza. Decyzja portu w Gdyni powinna być wyjaśniona, a Ministerstwo Infrastruktury powinno w wyraźny sposób zaznaczyć, jakie preferencje gospodarcza będą realnie funkcjonować w naszym kraju. Jeżeli narodowy operator przekonuje, że jest w stanie wykonać zadanie ogłoszone w przetargu i ofertuje lepszą stawkę finansową, a jednocześnie przegrywa ważny przetarg, to znaczy, że wciąż jesteśmy w pewnym trójkącie bermudzkim decyzyjności – nie będąc faworytem we własnym kraju, na użytkowanie własnej infrastruktury.