eurobank raport za rok 2018

O 13,5% r/r wzrosła w 2018 r. wartość depozytów zgromadzonych przez klientów w eurobanku, osiągając rekordowy poziom 7,7 mld zł. eurobank umocnił swoją pozycję na rynku kredytów konsumpcyjnych – ich saldo wzrosło do 5,8 mld zł, czyli o 7,4% r/r. Bank pozyskał w tym czasie 125 tys. nowych klientów. Zaoferował im m.in. bezpłatne konto „W pełni” oraz pożyczkę internetową. Działania eurobanku od marca 2018 r. są wspierane przez nową kampanię wizerunkową, w której kluczową rolę odgrywają… wampiry.

W czwartek 28 marca 2019 r. eurobank opublikował wyniki finansowe oraz raport z aktywności w 2018 r. Wynik na działalności bankowej w 2018 r. ukształtował się na poziomie 721,4 mln zł (717,2 mln zł w 2017 r.). Wynik netto wyniósł 103,1 mln zł (102,8 mln zł w 2017 r.).

eurobank w 2018 r. umocnił pozycję na rynku kredytów konsumpcyjnych. Ich saldo wzrosło do poziomu 5,8 mld zł (+7,4 proc. r/r). Jednocześnie saldo depozytów zgromadzonych przez klientów wzrosło do najwyższego w historii eurobanku poziomu 7,7 mld zł (+13,5 proc. r/r).

Kondycja finansowa eurobanku pozostaje bardzo dobra. Potwierdzają to wskaźniki kapitałowe, spełniające wszystkie wymogi regulacyjne: współczynnik wypłacalności w 2018 r. wzrósł do 16,12 proc. (16,01 proc. w 2017 r.), a współczynnik kapitałowy Tier 1 – do 14,18 proc. (13,61 proc. w 2017 r.).

Finanse eurobanku są regularnie badane przez analityków agencji ratingowej Fitch. W 2018 r. podnieśli oni ocenę eurobanku (Viability Rating) do „bb+” i jednocześnie utrzymali rating długoterminowy (IDR) na poziomie „A-”.

Alexis Lacroix – prezes eurobanku
Alexis Lacroix – prezes eurobanku

– Rezultaty osiągnięte przez eurobank w 2018 r. są satysfakcjonujące. Był to dla nas ważny rok pod względem rozwoju oferty produktowej. Odnotowaliśmy bardzo dobre wyniki sprzedaży, czego dowodzą między innymi dane o wzroście poziomu salda kredytów. Bardzo cieszy nas również zaufanie, którym obdarzają nas klienci, deponując u nas swoje oszczędności – podkreśla Alexis Lacroix, prezes eurobanku.

– Cały czas dążymy do tego, by klienci mieli dostęp do naszych usług nie tylko w dużych miastach, lecz także w mniejszych miejscowościach w całej Polsce. Dlatego postawiliśmy na rozwój sieci franczyzowej, zachęcając kolejnych partnerów do współpracy – dodaje.

5 listopada 2018 r. Bank Millennium i Societe Generale podpisały umowę dotyczącą zakupu eurobanku przez Bank Millennium. Przedmiotem transakcji jest nabycie przez Bank Millennium 99,79% akcji eurobanku za cenę referencyjną wynoszącą 1,83 mld zł. Transakcja wymaga zgód nadzorców rynku.

Nowoczesne produkty w ofercie eurobanku

W 2018 r. eurobank kontynuował realizację celu, którym jest oferowanie prostych i nowoczesnych rozwiązań dla klientów indywidualnych. Wśród nowych propozycji znalazły się m.in. pożyczka internetowa i bezpłatne konto „W pełni”. Użytkownicy bankowości mobilnej dostali również nowe funkcjonalności.

  • Pożyczka internetowa została wprowadzona na rynek w kwietniu 2018 r. eurobank zaproponował w ten sposób alternatywę dla kredytów konsumenckich online oferowanych przez firmy pożyczkowe. Pożyczka jest w pełni digitalowa – od momentu złożenia przez klienta wniosku internetowego do udostępnienia mu środków na koncie mija 15 min. eurobank rozwija ofertę pożyczki internetowej – w tym celu nawiązuje współpracę z partnerami wspierającymi w dotarciu do nowych grup klientów. Od lutego 2019 r. ofertę pożyczki internetowej eurobanku widzą m.in. użytkownicy serwisu sprzedajemy.pl, zainteresowani kupnem pojazdu.
  • Konto „W pełni” w sierpniu 2018 r. zastąpiło w ofercie eurobanku dostępne wcześniej rachunki w ramach pakietów „Na co dzień”, „Active” oraz „Prestige”. Nowe konto jest całkowicie bezpłatne, bez żadnych dodatkowych warunków. Posiadacze konta „W pełni” zyskali dostęp do dodatkowych propozycji, w tym programu „Codziennie zyskuję” – w jego ramach eurobank zwraca 5 proc. (max. 60 zł miesięcznie) wydatków bezgotówkowych na rozrywkę, podróże, sport lub rekreację.
  • Aplikacja mobilna „eurobank mobile 2.0” w 2018 r. została wzbogacona o nowe funkcjonalności. Jej użytkownicy dostali możliwość zatwierdzania transakcji wykonywanych w serwisie eurobank online za pośrednictwem mobilnej autoryzacji – ta nowoczesna metoda potwierdzania transakcji to alternatywa dla haseł sms i tokena GSM.

Wzrost liczby nowych klientów. Wysokie oceny jakości obsługi

W 2018 r. do eurobanku dołączyło 125 tys. nowych klientów. Obok rozwoju oferty produktowej eurobank niezmiennie stawiał na poprawę jakości ich obsługi. Efektem tych działań są wysokie noty wystawiane eurobankowi przez klientów: 95 proc. z nich wysoko ocenia wizytę w oddziale, 86 proc. – obsługę na infolinii (wskaźniki oznaczają odsetek ocen 4 i 5 w pięciostopniowej skali).

eurobank wdrożył platformę do obsługi klientów w kanałach zdalnych. Rozwiązanie pozwala szybciej obsługiwać klientów – np. dzięki przeniesieniu usługi odblokowania dostępu do bankowości internetowej do kanału automatycznej obsługi IVR ta czynność zajmie 1 min. zamiast dotychczasowych 3 min. Został również skrócony czas oczekiwania klienta na automatyczną informację o kwocie środków dostępnych na jego koncie.

Wysoka jakość obsługi klientów zarówno w placówkach, jak i w kanałach zdalnych ponownie została doceniona przez ekspertów z portalu MojeBankowanie.pl. W rankingu „Instytucja Roku 2018” eurobank znalazł się w gronie trzech banków, które zostały wyróżnione jednocześnie w obu kategoriach.

„Na codzienne i niecodzienne sprawy”. Nowa kampania wizerunkowa eurobanku

Działania eurobanku w 2018 r. były wspierane przez nową platformę komunikacyjną – eurobank pokazuje w niej, że jest instytucją, która potrafi sprostać oczekiwaniom nawet najbardziej wymagających klientów. Wykorzystuje przy tym hasło: „Na codzienne i niecodzienne sprawy”.

Bohaterami nowej kampanii zostały trzy postaci wampirów. Felix, Vlad i Maciek prowadzą widzów przez propozycje, które eurobank ma dla klientów. Kampania wyróżnia się humorystycznym przekazem, co sprawia, że jest lepiej rozpoznawalna wśród przekazów reklamowych.

W nowej platformie komunikacyjnej Piotr Adamczyk pozostaje reklamową twarzą eurobanku. Jego zadaniem jest dodawanie przekazom powagi – łączy on świat potrzeb wampirów ze światem finansowych rozwiązań eurobanku.

Pracownicy eurobanku wspierają cele społeczne

W 2018 r. eurobank kontynuował dwie kluczowe akcje z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu: Our People Round The World oraz #BezSmogu.

  • W ramach akcji Our People Round The World pracownicy eurobanku pokonują dystans, uprawiając dyscypliny sportowe związane z przemieszczaniem się, a eurobank płaci 1 zł za każdy kilometr. W 2018 r. akcja została przeprowadzona po raz drugi. Jej efekt to 100 tys. zł przekazanych na cele charytatywne. Tę kwotę podzieliły między sobą Fundacja Mam Marzenie pomagająca chorym dzieciom oraz wrocławskie Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt.
  • Dzięki drugiej edycji kampanii #BezSmogu stan powietrza mierzy już 100 czujników smogu, zamontowanych na placówkach eurobanku w całej Polsce. Odczyty można na bieżąco śledzić na stronie airly.eu/map/pl oraz w aplikacjach Airly dostępnych dla systemów Android oraz iOS.

Światowy Kongres Kosmiczny w Abu Dhabi

Czy jest szansa, aby już niedługo w nasze ręce trafiły produkty wytworzone w kosmosie? – to jedno z zagadnień, o którym rozmawiali uczestnicy Światowego Kongresu Kosmicznego, który zakończył się właśnie w Abu Dhabi.

Światowy Kongres Kosmiczny
Światowy Kongres Kosmiczny

Światowy Kongres Kosmiczny to jedno z najważniejszych wydarzeń w branży space. W tym roku od 19 do 21 marca, zgromadził kilka tysięcy osób z kilkudziesięciu krajów, również z Polski. Spotkali się tam liderzy globalnego przemysłu kosmicznego. Byli wśród nich reprezentanci ponad 700 kluczowych agencji kosmicznych, przestrzeni komercyjnych, środowisk akademickich i końcowych użytkowników usług kosmicznych. Celem tego przedsięwzięcia było zdefiniowanie polityki kosmicznej i opracowanie strategii dotyczącej stosowania najnowszych technologii w tym zakresie.

Paweł Rymaszewski, prezes Thorium Space
Paweł Rymaszewski, prezes Thorium Space

– Do najciekawszych zagadnień, o których była mowa z pewnością należy możliwość przeniesienia produkcji przemysłowej do przestrzeni kosmicznej – opowiada jeden z prelegentów kongresu, Paweł Rymaszewski, prezes Thorium Space, producenta satelitów i anten dedykowanych branży kosmicznej. – Okazuje się, że to już nie tylko sfera marzeń, ale całkiem realna perspektywa. Ziemia pozostałaby wówczas przestrzenią mieszkalną i handlową, a większość przemysłu przeniesiona zostałaby poza naszą planetę. Co interesujące, pozyskiwanie materiałów produkcyjnych z kosmosu jest bardzo prawdopodobne już w ciągu najbliższej dekady.

Wśród tematów poruszanych na tegorocznym kongresie znalazły się również takie jak: budowanie globalnego programu kosmicznego, efektywny transfer technologii między branżami powiązanymi z sektorem space a także bezpieczeństwo działań prowadzonych w przestrzeni międzyplanetarnej. Dyskutowano również o spójnej polityce bezpieczeństwa przestrzeni kosmicznej, długoterminowym zachowaniu środowiska kosmicznego oraz regulacjach prawnych stymulujących wdrażanie innowacji w branży, a także zarządzaniu ruchem kosmicznym. Uczestnicy porozmawiali również o uczciwym wykorzystaniu przestrzeni kosmicznej i najważniejszych wyzwaniach związanych z wysyłaniem ludzi w kosmos. Jednym z kluczowych zagadnień była obronność.

– Światowy Kongres Kosmiczny to właściwe miejsce, dla kogoś, kto chce poznać nowe trendy w działalności kosmicznej i technologie, które wyprzedzają cały globalny biznes – uważa Ilias Fermini, zastępca dyrektora Centrum Sharjah Astronomy and Space Sciences ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

– To wyjątkowa okazja, aby spotkać się zarówno z podmiotami komercyjnymi, jak i instytucjami, w dynamicznym środowisku, obiecującym doprowadzić do powstania nowej generacji rynku kosmicznego – uważa Luca Rossetini, dyrektor zarządzający we włoskiej firmie D-Orbit.

Nowością podczas tegorocznego kongresu była specjalna strefa dla startupów. Młodzi przedsiębiorcy z sektora kosmicznego mogli zaprezentować swoje produkty i usługi inwestorom wysokiego ryzyka, którzy chcą ulokować środki w ich przedsięwzięcie na etapie rozruchu. Mogli również wziąć udział w szybkich sesjach pitchingowych i otrzymać konkretne informacje zwrotne, jak ulepszyć swoją ofertę i w jaki sposób zabezpieczyć przyszłe finansowanie swoich inwestycji.

Ważnym punktem programu było również forum młodych liderów kosmicznych, podczas którego zaprezentowano nową generację liderów i inżynierów, zainteresowanych branżą space. Cały dzień poświęcony był rozwojowi młodych profesjonalistów i studentów, którzy rozwijają swoje ambicje zawodowe związane z przestrzenią kosmiczną i lotniczą.

– Tak duże zainteresowanie i wsparcie młodych talentów, rozpoczynających swoją karierę w biznesie kosmicznym, jest tylko potwierdzeniem, że branża ta, mimo ogromnej niszowości, ma ogromne perspektywy rozwoju – uważa Paweł Rymaszewski. – Zarówno młode, doskonale wykształcone kadry, jak i coraz większa liczba startujących innowacyjnych przedsiębiorców, będą miały ogromny wpływ na to, w jakim kierunku podążać będzie cała branża space. Jednak tak duże zainteresowanie działaniami związanymi z kosmosem, nie pozostawia wątpliwości, że postęp w tej dziedzinie w najbliższych latach będzie ogromny.

Gospodarzem Światowego Kongresu Kosmicznego była Agencja Kosmiczna ZEA. Kongres odbywał się pod patronatem Jego Wysokości Szejka Mohammeda bin Rashida Al Maktoum, wiceprezydenta i premiera Zjednoczonych Emiratów Arabskich i władcy Dubaju.

Jeden dostawca tachografów z Europy to za mało

Spotkanie w ramach CORTE, The Confederation of Organisations in Road Transport Enforcement, ujawniło szereg wątpliwości związanych z wdrożeniem tachografów nowej generacji. Ich instalowanie w nowych fabrycznie pojazdach zaplanowano na połowę czerwca br. Pozostałe samochody, zgodnie z pomysłem europosłów, powinny być wyposażone w inteligentne rejestratory do 2034 roku.

Jak Bruksela rozwiąże problem w sytuacji, gdy na niespełna trzy miesiące przed datą wejścia w życie nowej ustawy tylko jeden europejski producent jest gotowy, by wprowadzić na rynek nowe urządzenie? Co z przewoźnikami spoza Wspólnoty, którzy wykonując przewozy w ramach AETR, nie będą musieli spełniać wymogów regulacji dotyczących tachografów smart? Czy warsztaty, kalibrujące te urządzenia, będą gotowe na czas, by przeprowadzić niezbędne prace i dlaczego Holandia domaga się półrocznego przesunięcia terminu wdrożenia inteligentnych systemów rejestrujących czas pracy kierowców zawodowych?

15 czerwca 2019 roku na rynek wchodzą tachografy nowej generacji, które charakteryzują się m.in. możliwością przeprowadzenia zdalnej kontroli, automatycznym rejestrowaniem położenia pojazdu na starcie i mecie podróży oraz co trzy godziny jazdy. Głównym zadaniem rejestratorów 4.0. jest zmniejszenie ilość przypadków manipulacji zapisem urządzenia, z czym już od dłuższego czasu walczą służby kontrolne w całej Europie. Okazuje się jednak, że temat tych inteligentnych systemów budzi wiele wątpliwości nie tylko wśród przewoźników, ale także wśród producentów i dostawców IT dla transportu, europosłów i ekspertów rynku TSL w Polsce.

Przedstawiciele krajów Wspólnoty zwracają uwagę, że na drodze wdrożenia nowych urządzeń napotykają problemy związane z ich certyfikacją, akredytacją punktów serwisowych oraz z wydawaniem kart warsztatowych. Stan wdrożenia nowych inteligentnych systemów rejestrujących czas pracy kierowców zawodowych nie napawa optymizmem. Problemy są widoczne na drodze legislacyjnej, ale wyraźne jest też wskazanie na trudności techniczne, bo urządzenie czwartej generacji to kombinacja dotychczasowego tachografu z nowymi funkcjonalnościami  – mówi Jakub Ordon, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców (OCRK).

Nie będzie gdzie kalibrować

Karty – kierowcy, przedsiębiorstwa oraz kontrolne wydane do starszych wersji rejestratorów zgodnie z założeniami będą współpracowały z nowymi urządzeniami. Karty warsztatowe, wykorzystywane do tej pory, jako jedyne nie są kompatybilne z urządzeniami smart. Co to oznacza? Tak zwane inteligentne tacho może wejść do użytku tylko po kalibracji w serwisach. Placówki upoważnione do przeprowadzanie takich prac muszą dysponować kartami warsztatowymi wydanymi specjalnie do tej wersji urządzenia. Tymczasem, na przykład w Szwecji, na terenie której znajduje się 285 podmiotów zajmujących się instalacją, kontrolą i kalibracją tachografów, wydano do tej pory zaledwie jedną kartę warsztatową.

To pokazuje skalę problemu. A ten tkwi w konieczności doposażenia warsztatów w odpowiedni sprzęt do kontroli i kalibracji nowych rejestratorów. Warsztat, zanim uzyska kartę, zobowiązany jest do przeszkolenia kadry. Musi także przejść audyt oraz akredytację stosownego urządzenia, co generuje dodatkowe koszty – zauważa Jakub Ordon. – Według ostrożnych szacunków jednego z producentów inteligentnych tachografów – do czerwca ok. 50% warsztatów w Niemczech będzie posiadało odpowiednie urządzenia potrzebne do kalibracji tachografów, jednak nie wiadomo, czy będą one wyposażone w karty warsztatowe, które są niezbędne – dodaje ekspert OCRK.

Gdzie uczciwa konkurencja?

Międzynarodowa Unia Transportu Drogowego (IRU) zwraca także uwagę na problem uczciwej konkurencji i funkcjonowania jednolitych zasad dla wszystkich przewoźników na rynku europejskim. Przewoźnicy spoza UE, wykonując przewozy w ramach umowy AETR, nie będą zobligowani do posiadania inteligentnych tachografów.

Taka sytuacja spowoduje wzrost przewagi rynkowej firm transportowych zza wschodniej granicy, które będą mogły realizować frachty przy wykorzystaniu nowego taboru z tachografami starszej generacji
zauważa Jakub Ordon.

A jednak ktoś się już przygotował?

Podczas, gdy Holandia domaga się 6-miesięcznego przesunięcia daty wprowadzenia smart tachografów, jedynym krajem, który wykazał swoje przygotowanie do ich wprowadzenia, okazuje się być Wielka Brytania. Jednak, jeśli dojdzie do tzw. twardego Brexitu, to sytuacja Brytyjczyków łudząco będzie przypominać położenie krajów trzecich. Co za tym idzie – urządzenia nowej generacji nie będą wobec nich wymagane na terenie UE – komentuje Piotr Żółty z Inelo.  

Mimo problemów i opóźnień na ten moment nie mówi się o przesunięciu daty wprowadzenia nowych tachografów. Eksperci ostrożnie przyglądają się procesom przygotowującym do wdrażania inteligentnych urządzeń na terenie UE. Warto podkreślić, że kwestie te dotyczą tylko nowych ciężarówek, gdyż zgodnie z rozporządzeniem 165/2014 – pozostałe pojazdy ciężarowe mają zostać wyposażone w tachografy 4.0. do 2034, czyli mają na to aż 15 lat!

IDM: Uwagi do projektu Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego

Przygotowanie rządowej Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego (SRRK) od lat było postulatem środowiska krajowych domów maklerskich. Wyzwania, jakie stoją przed polską gospodarką, w tym konieczność zwiększenia jej produktywności i konkurencyjności, wymagają znacznego zwiększenia udziału rynku kapitałowego w finansowaniu potrzeb rozwojowych polskich przedsiębiorstw.

W stanowisku Izby przedstawiamy zasadnicze uwagi do projektu, które koncentrują się   na uwarunkowaniach działalności krajowych domów i biur  maklerskich. Szczegółowe  uwagi  do opublikowanego tekstu Strategii zawarte są w załącznikach.

1.       Modyfikacji wymaga główny cel SRRK. Celem Strategii powinno być zwiększanie udziału rynku kapitałowego w finansowaniu potrzeb rozwojowych najbardziej dynamicznych i innowacyjnych przedsiębiorstw dla zwiększenia produktywności kapitału, a nie „obniżenie kosztu finansowania”.

Zasadniczą przesłanką takiej modyfikacji jest potrzeba podporządkowania wizji rozwoju krajowego rynku kapitałowego, wspieraniu zmian strukturalnych krajowej gospodarki, prowadzących do jej unowocześniania. Unowocześnienie gospodarki wymaga kierowania kapitału do najbardziej nowoczesnych polskich przedsiębiorstw, w czym system bankowy, z uwagi na obowiązujące go ograniczenia, nie jest w stanie zastąpić rynku kapitałowego.

To głównie rynki kapitałowe, a nie banki finansują innowacje, które są źródłem wzrostu produktywności i konkurencyjności przedsiębiorstw. Rynki kapitałowe wspierają unowocześnianie gospodarki poprzez przesuwanie kapitałów do bardziej efektywnych zastosowań.

Akumulacja kapitału i efektywna alokacja zasobów, handel, zabezpieczanie się i dywersyfikacja ryzyka, wycena to najważniejsze procesy dla wzrostu gospodarczego. Ich prawidłowy przebieg nie jest możliwy bez dobrze funkcjonującego rynku kapitałowego. Rynek kapitałowy jest więc kluczowy w unowocześnianiu polskiej gospodarki.

2.       SRRK powinna koncentrować się na zwiększeniu finansowania potrzeb rozwojowych najbardziej dynamicznych i innowacyjnych średnich i małych przedsiębiorstw (MŚP), a nie „wzroście konkurencyjności rynku kapitałowego poprzez wykorzystywanie nowych technologii”.

Pozyskiwanie kapitału odbywa się za pośrednictwem emisji pierwotnych instrumentów finansowych, jak akcje czy obligacje, kierowanych przez przedsiębiorców do inwestorów. Po to, aby rynek kapitałowy się rozwijał oraz wspierał gospodarkę, procesy transferu kapitału od inwestorów do przedsiębiorców powinny mieć szeroki i rosnący charakter (liczba emisji, wartość emisji, branże).

Dla zwiększenia pozytywnego wpływu rynku kapitałowego na finansowanie MŚP i wzrost gospodarczy centralne znacznie ma poprawa efektywności rynku, w tym zwiększenie płynności, rozwój bazy analitycznej, zwiększenie skali działalności i aktywności właścicielskiej inwestorów instytucjonalnych

czy lepsza ochrona inwestorów mniejszościowych. Lepsza ochrona inwestorów przekłada się m.in. wyższą ̨atrakcyjność́ rynku w oczach potencjalnych inwestorów (przyciąga płynność)́ i na wyższe nakłady na B+R w notowanych spółkach.

Model rynku kapitałowego, jaki wyłania się z zapisów Strategii, to miejsce elektronicznego handlu instrumentami finansowymi, najlepiej przy wykorzystaniu urządzeń mobilnych.

Takie postrzeganie rynku  –  koncentracja  na  rynku  wtórnym,  pomija  jego  główną  rolę w gospodarce, tzn. transfer kapitałów do gospodarki za pośrednictwem rynku pierwotnego oraz jego wycenę na rynku wtórnym. Widoczny w Strategii nacisk na wdrażanie nowych technologii, elektronicznego handlu produktami finansowymi (urządzenia mobilne, standaryzowane portfele, itp.)

pomija fakt, że są to rozwiązania z zakresu ułatwiania i organizacji handlu na rynku wtórnym. Handel algorytmiczny, sam w sobie, nie może funkcjonować jako cel bez odpowiedniej już płynności na rynku, a przede wszystkim, bez kluczowych elementów rynku, czyli inwestorów i ich kapitału.

Giełda, zgodnie ze strategią, planuje koncentrację na algorytmicznym handlu wysokich częstotliwości, choć zdecydowana większość spółek notowanych na GPW, z uwagi na kapitalizację i płynność obrotu, nie może być przedmiotem tej formy zawierania transakcji.

Wykorzystywanie nowych technologii tradingowych służy największym 20 spółkom z indeksu WIG20 i odpowiada na oczekiwania zdalnych członków giełdy. W długim terminie płynność największych podmiotów notowanych na rynku giełdowym będzie przetransferowana na zewnątrz, a GPW, wobec konkurencji globalnej, pozostanie rynkiem małych i średnich spółek, ze względu na strukturę polskiej gospodarki.

Dodatkowo, Strategia zawiera sprzeczne ze sobą propozycje. Z jednej strony proponowane są zapisy preferujące inwestycje długoterminowe oraz dyskryminujące inwestorów krótkoterminowych. Z drugiej strony Strategia rekomenduje wdrożenie handlu algorytmicznego, który stanowi najbardziej rozwiniętą formę krótkoterminowych transakcji spekulacyjnych.

  1. Strategia preferuje inwestorów długoterminowych pomijając fakt, że aby rynek kapitałowy spełniał prawidłowo swoje zadania musi być rynkiem płynnym, co nie jest możliwe bez inwestorów krótko i średnioterminowych. Zawarta w SRRK propozycja zmniejszenia opodatkowania dywidend od akcji trzymanych przez co najmniej trzy lata jest rozwiązaniem niewłaściwym, bo obniża płynność, która jest najlepszym sumarycznym kryterium oceny atrakcyjności rynku.
  2. Konieczne jest wprowadzenie preferencji podatkowych dla inwestowania przez gospodarstwa domowe, w celu zwiększenia podaży krajowego kapitału.

Strategia nie adresuje problemu niewłaściwej struktury oszczędności gospodarstw domowych, gdzie blisko połowa środków znajduje się na niskooprocentowanych rachunkach bankowych.  To nieporównywalnie więcej niż w krajach wyżej rozwiniętych. Taka struktura jest szkodliwa zarówno dla polskiej gospodarki, bo ogranicza podaż krajowego kapitału dla polskich firm na rynku kapitałowym, jak i dla samych oszczędzających, którzy nie uczestniczą we wzroście produktywności polskiej gospodarki. Należy więc wprowadzić preferencje podatkowe poprzez likwidację lub zmniejszenie opodatkowania inwestycji (tzw. podatek Belki) w stosunku do przychodów odsetkowych na rachunkach bankowych dla zachęcenia do konwersji oszczędności w kapitał dostępny na rynku kapitałowym.

  1. Warunkiem wypełniania przez rynek kapitałowy jego podstawowych funkcji jest istnienie silnych krajowych domów maklerskich. Gwałtownie pogarszająca się rentowność domów maklerskich jest istotnym czynnikiem ryzyka dla dalszego rozwoju rynku kapitałowego.

Każdy plan na rzecz długoterminowego rozwoju polskiej gospodarki powinien obejmować rozwój rynku kapitałowego oraz krajowych domów maklerskich, jako istotnego warunku jego powodzenia.

Słaba kondycja finansowa krajowych domów maklerskich to czynnik, który będzie hamować rozwój polskiego rynku kapitałowego w obszarze finansowania innowacyjnych przedsiębiorstw. Po zakończeniu wielkich prywatyzacji, które przyciągały krajowy i zagraniczny kapitał na naszą Giełdę, dalszy rozwój rynku kapitałowego będzie odbywał się przez przyciąganie na nią mniejszych i średnich spółek, szczególnie z sektora nowych technologii.

Dzięki działalności krajowych domów maklerskich oszczędności Polaków, inwestowane bezpośrednio lub za pośrednictwem funduszy emerytalnych i inwestycyjnych, finansują rozwój przedsiębiorstw, a tym samym gospodarki.

Domy maklerskie, które zajmują się obsługą inwestorów oraz doradzają przedsiębiorstwom  w pozyskiwaniu kapitału, od lat na podstawowej działalności notują straty. W 2018 r. branża pokazała 215 mln zł straty na działalności podstawowej.

Negatywnym czynnikiem wpływającym na kondycję branży maklerskiej są wysokie koszty transakcyjne. Na polskiej giełdzie otwarcie i zamknięcie pozycji jest o wiele droższe niż na innych, konkurencyjnych parkietach, np. w Turcji.

Innym negatywnym czynnikiem jest łatwy dostęp do polskiej giełdy dla zagranicznych banków i firm inwestycyjnych, tzw. zdalnych członków, których udział w obrotach na rynku akcji GPW wynosi już ponad 50%. Liberalna polityka Giełdy wobec zdalnych członków doprowadziła do sytuacji, w której zaczynają oni dominować na warszawskim parkiecie. W 2009 r. zdalni członkowie mieli niespełna 10% udziału w wartości obrotu akcjami na GPW, natomiast w 2018 r. ich udział osiągnął wartość 50%. Wzrost udziału zdalnych członków nie przyciąga nowych inwestorów, odbywa się natomiast ze stratą dla krajowej branży maklerskiej. Mimo rosnącego udziału zdalnych członków w obrotach na GPW, płynność całego rynku giełdowego spada. Dalszy scenariusz zdarzeń dla warszawskiego parkietu można już dziś przewidzieć, analizując mniejsze rynki Europy Zachodniej, gdzie najwięksi zdalni brokerzy globalni zdominowali lokalne domy maklerskie, a następnie zaczęli promować przenoszenie spółek na swoje macierzyste rynki, marginalizując lokalne parkiety. Ogranicza to potencjał do tworzenia wysokiej jakości miejsc pracy w krajowej branży maklerskiej, zdolność do zasilania polskiego budżetu z podatków płaconych przez zatrudnionych i firmy inwestycyjne z siedzibą w Polsce, jak również osłabia zdolność do dalszej budowy centrów kompetencji w kraju. Spółki o małej i średniej kapitalizacji znajdują się poza obszarem zainteresowania zdalnych członków giełdy. Przedsiębiorstwa te są bowiem obsługiwane prawie wyłącznie przez krajowe domy maklerskie. Globalne banki nie są zainteresowane rozwojem rynku NewConnect czy rynku obligacji korporacyjnych CATALYST.

Czynnikiem osłabiającym kondycję branży są także bezpośrednie i pośrednie koszty regulacji, często nieadekwatne do potrzeb klientów, wielkości rynku i funkcjonujących na nim domów maklerskich. Regulacje nie tylko konsumują zasoby, ale również ograniczają prowadzenie działalności w wielu obszarach rynku kapitałowego. Od lat IDM zwraca uwagę na „gold plating”, czyli wprowadzanie przez regulatora i nadzorcę dodatkowych ponad wymagane przez przepisy UE regulacji oraz na niestosowanie „zasady proporcjonalności” w przyjmowaniu legislacji unijnej bez uwzględnienia realiów krajowego rynku. W efekcie, branża jest przeregulowana, co obniża jej konkurencyjność ze szkodą dla bezpieczeństwa inwestorów i stabilności całego systemu. Domy maklerskie rozbudowują działy compliance, kosztem liczby analityków czy maklerów. Mniejsza liczba analityków to mniejsze pokrycie analityczne spółek, które oznacza większe ryzyko dla inwestorów. Dzięki analizom przygotowywanym przed domy maklerskie, inwestorzy otrzymują dostęp do rzetelnych informacji na temat spółek, co przekłada się na wzrost zainteresowania nimi i zwiększa skłonność do inwestycji.

6. Teza SRRK o zacofaniu technologicznym krajowych domów maklerskich, które osłabiają rynek kapitałowy, jest fałszywa.

Krajowe domy maklerskie korzystają z takich samych rozwiązań technologicznych jak zagraniczne instytucje. Cały czas udoskonalane są narzędzia służące do obsługi zarówno indywidualnych, jak i instytucjonalnych inwestorów.

Problemem polskiego rynku kapitałowego jest m.in. niedostateczna ilość i jakość emitentów instrumentów pierwotnych (akcje, obligacje) a nie szybkość transakcji na giełdzie, czyli rynku wtórnym.

Zasadniczym problemem branży nie jest technologia, ale wysokie koszty transakcyjne, nieproporcjonalne obciążenia regulacyjne i rosnący udział zdalnych członków w obrotach na GPW. Obniżają one potencjał rozwojowy branży polskich domów maklerskich, powodują wysokie straty na podstawowej działalności i obniżenie pokrycia analitycznego spółek, ze szkodą dla całego polskiego rynku kapitałowego.

7. Interesy Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, jako centralnej instytucji infrastrukturalnej rynku, powinny być podporządkowane krajowemu rynkowi kapitałowemu.

Giełda oferuje swoim klientom, tj. domom maklerskim, platformę transakcyjną do obsługi inwestorów. Realizowana od lat przez Giełdę strategia odchodzenia od służebnej roli oferowania domom maklerskim taniego dostępu do infrastruktury rynku giełdowego, na rzecz działań mających na celu maksymalizację zysków dla akcjonariuszy, może mieć negatywne skutki dla krajowego rynku kapitałowego, szczególnie, jeśli jej prowadzeniu nie towarzyszy bieżąca analiza zysków i strat w wymiarze gospodarczym.

Giełda od lat realizuje premię monopolistyczną skutkującą tym, że wartość wytworzona przez domy maklerskie przy obsłudze inwestorów jest niesprawiedliwie dzielona. Jej wynikiem są zyski Giełdy, przy jednoczesnych stratach domów maklerskich na obsłudze inwestorów.

Giełda jest beneficjentem aktywności domów maklerskich i ich klientów, tj. inwestorów i emitentów, a jej interes powinien być podporządkowany interesom innych uczestników rynku. Zwolnienie zarządu Giełdy z obowiązku maksymalizacji zysku i ustalenie zasad funkcjonowania z poszanowaniem interesu ekonomicznego, zarówno Giełdy, jak i domów maklerskich, są konieczne dla rozwoju rynku kapitałowego w Polsce.

8. Propozycja jednolitej licencji bankowej jest szkodliwa dla rynku kapitałowego i gospodarki. Banki i firmy inwestycyjne finansują inne rodzaje przedsięwzięć inwestycyjnych.

W Strategii kilkakrotnie podkreślano zalety wspólnej licencji bankowej i maklerskiej, pomijając fakt, że włączanie domów maklerskich w struktury banku jest z reguły równoznaczne z ograniczaniem przez banki działalności maklerskiej. W ostatnich latach obserwowaliśmy wiele przypadków, w których po wchłonięciu domu maklerskiego w struktury banku modyfikowano zakres jego usług na korzyść sprzedaży produktów bankowych, obarczonych mniejszym ryzykiem inwestycyjnym. Notowane są nawet przypadki wycofywania się z animowania akcji na giełdzie, co obniża płynność obrotu.

Rynki kapitałowe współpracują ale też konkurują z bankami. Doświadczenia pokazują, że system anglosaski, z dominującą rolą firm inwestycyjnych i dużym udziałem rynku kapitałowego w finansowaniu gospodarki, znacznie lepiej wspiera rozwój innowacyjnej gospodarki niż systemy zachodnioeuropejskie. Propozycja SRRK idzie w odwrotnym kierunku.

Tzw. „Big Bang” zapoczątkowany w latach lat 80-tych, czyli zniesienie rozgraniczenia pomiędzy bankami komercyjnymi, a firmami maklerskimi, miał szereg negatywnych konsekwencji. W znacznym stopniu przyczynił się do kryzysu na rynkach finansowych w latach 2007/8, którego skutkiem były straty w gospodarce o skali niespotykanej od czasów Wielkiej Depresji lat 30-tych.

9. Brak uregulowania własność środków w OFE.

W SRRK za jedną z barier uznano postrzeganą przez rynek niepewność prawną związaną z m.in. reformami systemu emerytalnego (np. OFE). W dokumencie nie pokazano jednak żadnych działań odnoszących się do tej bariery, a jej usunięcie uważamy za niezwykle ważne dla odzyskania zaufania inwestorów do polskiego rynku kapitałowego.

10. Krytyczne znaczenie dla rozwoju rynku kapitałowego w Polsce ma wsparcie polityczne i przywództwo na szczeblu rządu.

SRRK zakłada ustanowienie pełnomocnika ds. jej realizacji w strukturach Ministerstwa Finansów. Uważamy, że absolutnie konieczne, dla skuteczności realizacji Strategii, jest znacznie wyższe umocowanie takiej osoby w strukturze władzy, jako pełnomocnika Rządu lub Premiera. Bardzo ważne jest też, aby żeby realizacja strategii była wyłącznym zadaniem pełnomocnika i żeby składał on okresowe, np. półroczne sprawozdania ze swej działalności.

***

Sukces realizacji Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego będzie zależeć od tego, czy uda się nam odbudować wiarygodność rynku.

Odgrywanie przez rynek kapitałowy pozytywnej roli w społeczeństwie silnie zależy od postrzegania rynku przez społeczeństwa. Wydarzenia, które dotknęły wszystkie instytucje rynku kapitałowego w ostatnim czasie osłabiły wizerunek rynku i nadszarpnęły zaufanie Polaków. Dlatego dziś konieczne jest zaangażowanie polityków, nadzorcy i praktyków rynku w odbudowę wiarygodności rynku. IDM popiera wszelkie inicjatywy opisane w SRRK w tym zakresie, w szczególności dotyczące przestrzegania zasad Ładu Korporacyjnego przez spółki giełdowe i utworzenia sądu rynku kapitałowego dla skuteczniejszej egzekucji prawa i ochrony inwestorów.

Wyniki badania „Poziom wiedzy finansowej Polaków 2019″

Prawie połowa Polaków (49%) deklaruje, że ich wiedza o finansach jest mała lub bardzo mała. Dla 65% badanych najtrudniejszym do przyswojenia tematem jest cyberbezpieczeństwo, a także kredyty i pożyczki, co deklaruje 44% z nas. Trzy czwarte Polaków twierdzi, że bardzo dokładnie czyta zapisy w umowach finansowych, jednak aż 23% osób z wykształceniem podstawowym przyznaje, że przy ich podpisywaniu sprawdza jedynie podstawowe dane – to główne wnioski z badania „Poziom wiedzy finansowej Polaków 2019”, zaprezentowanego podczas III Kongresu Edukacji Finansowej i Przedsiębiorczości. 

Jak wynika z badań przeprowadzonych w marcu br. na zlecenie Warszawskiego Instytutu Bankowości (WIB) i Fundacji Giełdy Papierów Wartościowych (FGPW) jedynie 9% Polaków określa swoją wiedzę finansową jako dobrą lub bardzo dobrą. Szczególnie nisko swoje podstawy znajomości ekonomii, oceniają młodzi w wieku 18-34 lata (57% wskazań) oraz osoby powyżej 65. roku życia (56% wskazań). Duże problemy ten obszar wiedzy sprawia również mieszkańcom wsi, wśród, których 58% osób nie określa własnego poziomu znajomości zagadnień finansowych choćby jako przeciętnego. Polacy najsłabiej oceniają swoją wiedzę z zakresu cyberbezpieczeństwa (65%). W dalszej kolejności krytycznie spoglądamy na poziom wiedzy o kredytach i pożyczkach (44%).

Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich
Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich

Wyniki badań samooceny wiedzy finansowej Polaków pokazują, że prowadzone działania edukacyjne są potrzebne i wymagają dalszego rozwoju oraz współpracy między różnymi środowiskami tak jak ma to miejsce w przypadku Programu „Bankowcy dla Edukacji”, a także systemowego zaangażowania oświaty i mediów. Jednocześnie warto podkreślić, że 42% bankowców już zauważa stopniowy wzrost świadomości ekonomicznej klientów. Niemniej, w kontekście chociażby dynamicznego rozwoju bankowości elektronicznej, niedobór wiedzy w zakresie cyberbezpieczeństwa zadeklarowany przez 65% badanych stanowi bardzo istotne wyzwanie, któremu należy sprostać – powiedział Prezes Związku Banków Polskich – Krzysztof Pietraszkiewicz.

Wyniki analizy „Poziom wiedzy finansowej Polaków 2019” warto porównać z ocenami bankowców, którzy na zlecenie Związku Banków Polskich zostali zapytani w lutym br. o to jak oceniają poziom wiedzy klientów banków. Ponad połowa (56%) ocenia go jako przeciętny, a prawie jedna trzecia (27%) jako dobry. Optymizmem może napawać fakt, że zdaniem 42% pracowników sektora bankowego podnosi się stopniowo poziom wiedzy finansowej ich klientów. Jako jedno z najtrudniejszych zagadnień dla klientów banków wskazane zostało również cyberbezpieczeństwo (24%); lecz na pierwszym miejscu w tej kategorii znalazło się inwestowanie (62%).

Podobna ocena ekspertów pokrywa się z opinią respondentów – jak wynika z badania, 64% z nas nie jest obecnie zainteresowanych inwestowaniem na Giełdzie Papierów Wartościowych. Wśród podstawowych obaw dotyczących lokowania kapitału na warszawskim parkiecie Polacy wymieniają nieprzewidywalność rynku finansowego, lęk przed ryzykiem i brak wiedzy. Badanie potwierdza jednak, że 62% respondentów wie na czym polega inwestowanie na GPW lub zna podstawowe terminy związane z tą tematyką, takie jak „akcje” czy „obligacje” – osoby te różnią się jednak w podejściu do dalszego pogłębiania wiedzy lub chęci wypróbowania jej w praktyce.

Pozytywnie – również w kontekście wprowadzenia programu Pracowniczych Planów Kapitałowych – wyglądają wyniki dotyczące oszczędzania długoterminowego. 40% badanych zna kilka narzędzi służących odkładaniu pieniędzy na cele emerytalne i – co ważniejsze – planuje ich stosowanie w przyszłości. Wśród osób w wieku 18-34 lat ten odsetek wynosi aż 66%. Z kolei 39% ankietowanych wie, że istnieją możliwości oszczędzania na emeryturę, ale do tej pory nigdy się nimi nie interesowała.

Marek Dietl, prezes Zarządu GPW
Marek Dietl, prezes Zarządu GPW

Wyniki badania potwierdzają, że kierunek naszych działań edukacyjnych, obliczony na przyciągnięcie nowych inwestorów na Giełdę, jest słuszny. W jego realizacji z pewnością pomogą nasze inicjatywy strategiczne oraz implementacja zapisów zawartych w rządowej Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego. Optymizmem napawają dane dotyczące podejścia Polaków do oszczędzania długoterminowego. Trzeba zrobić wszystko, aby to pozytywne podejście przekuć w wysoki poziom partycypacji w startującym programie PPK. Chcemy jako GPW aktywnie wspomagać PFR w informowaniu pracodawców i pracowników o zaletach tego projektu. Wdrożenie programu PPK oznacza, że przyszli emeryci będą mogli bezpośrednio skorzystać z owoców wzrostu gospodarczego – mówi Marek Dietl – Prezes GPW.

Jedną z podstaw świadomości ekonomicznej Polaków okazuje się umiejętność rzetelnego czytania zawieranych umów. Jak wynika z badania na zlecenie WIB i FGPW, 75% osób deklaruje, że bardzo dokładnie czyta lub przynajmniej stara się czytać zapisy w umowach, choć jednocześnie przyznaje, że nie zawsze rozumie wszystkie jej elementy. Niepokojący jest fakt, że blisko co czwarta osoba z wykształceniem podstawowym przyznaje się do sprawdzania jedynie podstawowych zapisów i danych.

Z badania wynika również, że informacje na temat finansów i ekonomii Polacy najchętniej czerpią z mediów (68%) i Internetu (66%). Co ciekawe, dla połowy badanych to banki i inne instytucje finansowe są ważnym źródłem wiedzy ekonomicznej.  Jako najbardziej preferowaną formę nauki (68%) podstaw finansów, bankowości czy inwestowania wskazano spotkania bezpośrednie, ze szczególnym uwzględnieniem lekcji i wykładów. Do ankietowanych przemawiają również poradniki i infografiki (55%), a także filmy edukacyjne oraz platformy e-learningowe (oba po 53%).

Rozwój elektromobilności w Polsce – infrastruktura, a nie dopłaty

W krajach Europy Zachodniej jednym z podstawowych narzędzi zachęcających do zakupu samochodu elektrycznego są dopłaty. Sprowadzają one cenę takiego auta do kosztów pojazdów z napędem klasycznym. To przekonuje tamtejszych kierowców do tego rodzaju zakupów. Polski rynek kieruje się innymi prawami. Przeciętni nabywcy korzystają najchętniej z komisów i oferty samochodów używanych – a nie z salonów nowych aut. Samochodami elektrycznymi zainteresowane są najczęściej firmy. Każda dopłata i obniżka jest dla nich ważna – ale zazwyczaj korzystają z finansowania, więc proces zakupowy wygląda inaczej. Należy zacząć od mniejszych zmian, a dopiero później rozważyć kwestię dopłat.

– W Polsce grono osób oburzonych dopłatami do samochodów, na których stać bogatych, będzie bardzo duże. To istotna przeszkoda dla polityków przy podejmowaniu decyzji w tej sprawie – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Drzewiecki, prezes IBMR Samar – Firmy zainteresowane kupnem pojazdów elektrycznych – podejmując decyzję będą analizować także inne czynniki. Przede wszystkim chcą być postrzegane jako ekologiczne. To o tyle ważna kwestia, że już dziś – nawet bez dopłat – wybierają takie auta. Oprócz tego są jeszcze podmioty państwowe, na które ustawa o elektromobilności wymusza tego typu zakupy. Czynnikiem zachęcającym do wybierania samochodów elektrycznych są także wszystkie inne korzyści – wynikające z poruszania się nimi. Polska na początku musi skoncentrować się na rozbudowaniu infrastruktury. Powinna być ona ogólnie dostępna. Liczba punktów ładowania ma być dostatecznie duża, aby kierowcy mogli swobodnie z nich korzystać. W rozwoju elektromobilności pomogłaby także większa swoboda poruszania się po zatłoczonych miastach. Do tego dochodzi łatwość parkowania. Dzisiaj podstawowym problemem dla zmotoryzowanych są korki, korzystanie z buspasów – przywileju autobusów, ale i aut elektrycznych – oraz brak miejsc parkingowych – podsumował Drzewiecki.

Nie dyskutuj! Chyba, że wiesz, jak to robić

Stoisz przed niełatwym zadaniem poprowadzenia dyskusji podczas szkolenia lub spotkania z pracownikami? Wiedz, że rola prowadzącego ma kluczowe znaczenie dla jej przebiegu. Jak kierować rozmową, żeby grupa wyniosła z niej jak najwięcej?

Dyskusja ma skłaniać jej uczestników do uczenia się, pomagać w określaniu i rozwiązywaniu problemów czy przybliżaniu określonych tematów. – Poprzez tę formę wymiany poglądów wyostrza się zdolność myślenia i w naturalny sposób wyrabia się umiejętność współpracy. Słuchając, staramy się bowiem zrozumieć i docenić doświadczenia i punkt widzenia innych, uczymy się polegać na ich ideach. Pomóc może w tym prowadzący, który odpowiednio kształtuje rozmowę, wyznaczając jej temat, pilnując, by z niego nie zbaczać oraz ułatwiając wymianę zdań pomiędzy rozmówcami – mówi Michał Brywczyński, trener z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland. Na co powinieneś zwrócić uwagę, żeby uczestnicy spotkania wynieśli z niego jak najwięcej?

Początki bywają trudne

Jeżeli kiedykolwiek prowadziłeś dyskusję, być może wiesz, jak stresujące bywa milczenie w oczekiwaniu na odpowiedź z sali, szczególnie tę pierwszą. Uniknąłeś częstego błędu i rozpocząłeś od pytania otwartego, a nie takiego, na które można odpowiedzieć krótkim „tak” lub „nie”, ale nadal słyszysz ciszę? – Warto wyrobić w sobie nawyk spokojnego czekania. Z jednej strony uczestnicy nieprzyzwyczajeni do dyskusji mogą początkowo milczeć i zwlekać z zabraniem głosu. Z drugiej zaś, miejmy też świadomość tego, że jeśli zauważą, że prowadzący robi pauzę tylko na trzy-cztery sekundy, po czym sam kontynuuje, mogą celowo przeczekać tę chwilę napięcia – mówi Michał Brywczyński z Integra Consulting Poland. – Pamiętajmy też o tym, że widok zdenerwowanej, zmartwionej lub wykazującej brak zainteresowania i wiary w zaangażowanie grupy twarzy lidera nie zachęca do zabrania głosu – dodaje. Kiedy więc czekasz w ciszy, bądź spokojny i zrelaksowany, rozejrzyj się po sali, nawiązuj kontakt wzrokowy z każdym z uczestników. Po odczekaniu chwili (jej długość powinna zależeć od stopnia skomplikowania zagadnienia, np. tego, czy trzeba przypomnieć sobie jedynie fakty, a może zaproponować rozwiązanie nieco bardziej złożonego problemu) można powtórzyć pytanie. Jeśli masz możliwość wykorzystania flipchartu lub prezentacji, dobrą praktyką jest zapisanie pytania tak, żeby było widoczne dla wszystkich. Jeśli będzie to konieczne, zapytaj, czy są jakieś propozycje i ponownie cierpliwie nieco odczekaj. Gdy już pojawi się tak upragniony pierwszy komentarz, doceń jego autora, zachęcając tym samym kolejnych członków dyskusji do zabrania głosu. Powiedz po prostu „Dobrze” bądź „Dziękuję” i zapytaj kolejną osobę o zdanie.

Nie trać czujności i pomóż wciągnąć się w dyskusję… wszystkim

Myśl zawartą w wypowiedzi uczestnika możesz wykorzystać do kontynuacji tematu i rozwinięcia rozmowy. To szczególna forma pochwały, która pomaga zachęcić do dalszego aktywnego udziału. Dodatkowe pytania oparte na wcześniejszych spostrzeżeniach lub też krótkie uwagi po każdej serii komentarzy pomogą ci także w nakierowaniu grupy na określony tor. Jeśli chcesz zachęcić jej członków do krytycznego myślenia, zapytaj np. „Jakie macie wątpliwości związane z tym argumentem?” lub „Jaką odpowiedź dałby ktoś, kto ma przeciwstawny punkt widzenia?”. Unikaj natomiast słów, które dałyby do zrozumienia, że znasz jedyną dobrą odpowiedź, a pozostałe osoby muszą jedynie zgadnąć, co masz na myśli. Zamiast tego tak formułuj pytania, by wyrazić chęć poznania ich opinii, np. „Marku, a ty co myślisz o…” – Często prowadzący boją się pytać o zdanie osoby mało aktywne, zapominając, że ci mniej śmiali czasami potrzebują odrobiny zachęty, żeby wyrazić swoją, często bardzo wartościową opinię. Oczywiście, jeśli ktoś nie ma ochoty mówić, należy to uszanować, dlatego jeśli reakcją na pytanie bezpośrednie jest cisza, można zostawić furtkę na wyjście z twarzą, mówiąc np. „Aniu, jeszcze nie słyszałem twojej opinii, jak widzisz tę sytuację? – pauza dramatycznie się przedłuża – oczywiście możesz powiedzieć „podaj dalej” – podpowiada Michał Brywczyński z Integra Consulting Poland. Podczas dyskusji na forum pojawia się też niebezpieczeństwo jej zdominowania przez kilku członków i bierności pozostałych. Jak temu zapobiegać? – Zanim zaprosimy do wspólnej rozmowy, możemy poprosić uczestników o zapisanie na kartce trzech odpowiedzi na zadane pytanie – ta technika sprawdza się, gdy celem jest zebranie doświadczeń, wniosków indywidualnych i ich przedstawienie na forum. Dobrze jednak wiedzieć, że  powoduje przywiązanie do swoich opinii, można więc wykorzystać ją również, jeśli chcemy spolaryzować grupę i zależy nam na różnicy poglądów. Alternatywnie, zachęćmy grupę do rozważenia tematu w parach lub trzyosobowych zespołach i przedstawienia później wniosków pozostałym. Da im to większe poczucie bezpieczeństwa, prowadzącemu jednak mniejszą kontrolę. Zgłębianie zagadnienia może odbyć się też w zespołach, które następnie przedstawią na forum swoje stanowisko, najlepiej w formie pisemnej – np. w postaci sześciu najważniejszych obserwacji, wniosków czy pytań na karteczkach, które zostaną przyklejone na flipcharcie – mówi Michał Brywczyński z Integra Consulting Poland.

Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść

Nawet najbardziej ożywione dyskusje muszą się kiedyś skończyć. Niektórzy prowadzący wychodzą z założenia, że powinno to nastąpić, gdy osoby na sali przejawiają znudzenie i nie zgłaszają już swoich pomysłów. – Najlepiej jednak wybrać moment, gdy wciąż jest duże zainteresowanie i każdy chce jeszcze kontynuować wymianę poglądów. Doświadczeni prowadzący m.in. w ten sposób zyskują uznanie członków grupy i ich chęć uczestnictwa w kolejnych rozmowach. Obserwujmy więc dokładnie, co dzieje się na sali, aby dostrzec odpowiedni czas na finał. Gdy zdecydujemy się na ten krok, dajmy pewne ostrzeżenie, że czasu pozostało już niewiele. Pytając np. „Czy ktoś ma jakieś komentarze zanim zakończymy?”, pozwolimy wypowiedzieć się osobom, które chciały coś dodać, a tym, którzy się nie odzywali damy znak: teraz albo nigdy. Podsumujmy też główne punkty i – jeśli będzie to uzasadnione – pogratulujmy jakości spotkania, wskazując konkretne kwestie, które wyjątkowo nas ożywiły – mówi Michał Brywczyński z Integra Consulting Poland. Pamiętaj, że forma zakończenia ma wpływ zarówno na proces uczenia się, jak i na entuzjazm uczestników względem kolejnych spotkań. Po etapie „odkrywania”, kiedy pytania mają naprowadzać na zidentyfikowanie lub zebranie zasadniczych kwestii, powinny więc paść też takie, które pomogą w doskonaleniu zrozumienia, a następnie zastosowaniu wiedzy, która pojawiła się podczas dyskusji. Do utrwalenia wniosków bardzo przydatne będzie też streszczenie najważniejszych punktów. Dzięki odpowiedniemu podsumowaniu możesz przyczynić się do tego, by grupa wyniosła z całej dyskusji jak najwięcej.

Polskich pracowników łączą zainteresowania

Sport, książka i muzyka to pierwsza trójka zainteresowań, o których w swoich CV informują Polacy, wynika z badania sposobów spędzania wolnego czasu przez osoby aktywne zawodowo przeprowadzonego przez Grupę Progres. Panowie najczęściej przeznaczają go na sport, panie na czytanie książek.

Aktywni zawodowo Polacy deklarują, że na pracę poświęcają około 44 godzin tygodniowo.* Gdy już nie koncentrują się na obowiązkach zawodowych, swój wolny czas najchętniej przeznaczają na sport (46 proc.), czytanie książek (39 proc.) i słuchanie muzyki (39 proc.). Na kolejnych miejscach znajdują się film (32 proc.), motoryzacja (21 proc.), historia (18 proc.) i podróże (11 proc.).

Mężczyźni sportowcy, panie oczytane

Z badania Grupy Progres wynika, że Polki najchętniej czytają książki (50 proc.) i słuchają muzyki (33 proc.). Tyle samo wskazań (17 proc.) otrzymały film, sport, motoryzacja, podróże czy historia. Wśród zainteresowań, które wymieniają panie znajdują się także gotowanie, moda, sztuka, taniec, zdrowy styl życia i jeździectwo.

Analiza czasu wolnego mężczyzn aktywnych zawodowo pokazuje, że największa grupa poświęca go na sport (69 proc.), oglądanie filmów (44 proc.) i słuchanie muzyki (44 proc.). Kolejne miejsca zajmuje motoryzacja (37 proc.), książka (31 proc.), historia (19 proc.) i podróże (6 proc.). Panów interesuje także polityka, majsterkowanie, wędkarstwo, gry komputerowe czy informatyka.

Podwójne zainteresowania

Aktywni zawodowo Polacy średnio deklarują posiadanie trzech zainteresowań. Rekordziści aż dziesięciu pasji. Kobiety najczęściej wymieniają dwa (33 proc.), cztery (17 proc.) i pięć (17 proc.) zainteresowań. Mężczyźni natomiast trzy (19 proc.), sześć (12 proc.) i siedem (12 proc.) pasji. Co piąty badany nie potrafi określić swojego hobby.

Traktowanie kwestii zainteresowań w kontekście zawodowym, nadal nie jest normą w Polsce.  Szczególnie widać to po analizie aplikacji naszych rodaków. Wielu z nich umieszczając w CV informację nt. swoich pasji nie traktuje ich jako znaczącej części całości składanej aplikacji, stąd powtarzalność najbardziej popularnych przykładów: sport, książka, muzyka. W życiorysach kandydaci nie przykładają też większej  uwagi do przedstawienia swojego hobby w bardziej interesujący sposób. Często piszemy sztampowo o zainteresowaniach i w konsekwencji, pojawiają się problemy,  gdy rekruter nagle zadaje bardziej szczegółowe pytania. Ta chyba najbardziej niedoceniana przez kandydatów rubryka w CV często może okazać się trampoliną do lepszej pracy. Hobby nierzadko jest uzupełnieniem obrazu kandydata i pokazuje go w szerszym kontekście, nie tylko przez pryzmat doświadczenia zawodowego.

Badanie przeprowadzono na grupie 28 330 osób zatrudnionych w 2018 r. przez Grupę Progres.

* Bilansu Kapitału Ludzkiego 2018, PARP i UJ

Elektroniczny Notarialny Sąd Polubowny – Ultima Ratio. Jak działa?

Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio
Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio

Bankructwo lub sukces firmy zależy czasem od opracowania biegłego sądowego, wydającego opinie w sprawie sądowej. Szybkość realizacji takiego opracowania przez specjalistę w czasie rozprawy decyduje niejednokrotnie o przyszłości przedsiębiorstwa. Niestety – na opinie biegłych w sądach powszechnych trzeba często czekać 3-6 miesięcy. Czy można krócej?  Na te pytanie starają się odpowiedzieć mec Robert Szczepanek, współtwórca pierwszego w Polsce, w pełni elektronicznego, notarialnego sądu polubownego Ultima Ratio oraz dr inż. arch. Adam Baryłka, Prezes Polskiego Stowarzyszenia Rzeczoznawców i Biegłych Sądowych w Warszawie.

W Polsce brakuje biegłych sądowych

Mała lokalna firma – podwykonawca budowy kładki nad torami- czeka na zapłatę 200 tysięcy złotych z tytułu wykonanych prac. Generalny wykonawca kwestionuje wykonanie przedmiotu umowy. Sprawa trafia do sądu, bada ją biegły sądowy – ekspert, który pomaga właściwie ocenić materiał dowodowy.  Opinia jest gotowa po 5 miesiącach. W tym czasie mała lokalna firma ma kłopoty z płynnością, czasem bankrutuje. Do takich sytuacji dochodzi często w różnych branżach polskiej gospodarki.

Dlaczego wykonanie takiego opracowania trwa tak długo? Należy pamiętać, że średnia rynkowa wartość prywatnej opinii rzeczoznawcy w zależności od specjalności waha się od 5 do 7 tysięcy złotych. Tymczasem wynagrodzenie biegłych sądowych (tych samych specjalności) w sądach powszechnych jest regulowane przez rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości, a jego wysokość w 2018 roku wynosiła co do zasady… 22,90 złotych za godzinę.

– Matematyka jest nieubłagana – aby wynagrodzenie biegłego sądowego za jedną opinię sporządzoną na zlecenie sądu powszechnego odpowiadało realiom rynkowym, biegły musi ją przygotowywać… 262 godziny. Innymi słowy, za szybkie przygotowanie opinii jest on karany niższym wynagrodzeniem! Po co się więc spieszyć? Między innymi z tego powodu brakuje przy sądach powszechnych biegłych, a opinie są wydawane długimi miesiącami – komentuje Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio.

Opinia on-line w 10 dni?

Pozyskiwanie opinii biegłych sądowych znacznie szybciej jest możliwe, o ile zostanie potraktowane jak normalny, dobrze zaplanowany i powtarzalny proces. Tak się dzieje w pierwszym w Polsce w pełni on-line sądzie polubownym ULTIMA RATIO, dzięki współpracy tej instytucji z Polskim Stowarzyszeniem Rzeczoznawców i Biegłych Sądowych w Warszawie. Stowarzyszenie to zrzesza kilkuset członków i jest największą organizacją rzeczoznawców i biegłych sądowych w Polsce.

A jak wygląda wydanie opinii w 10 dni? Otóż, arbiter ULTIMA RATIO prowadzący sprawę przesyła wprost z systemu zlecenie wykonania opinii do Stowarzyszenia, to zaś wskazuje eksperta pożądanej specjalności. Biegły, zaraz po przyjęciu zlecenia, otrzymuje dostęp do profilu sprawy w serwisie internetowym Ultima Ratio. To tam biegły zapoznaje się z materiałem dowodowym. Jak łatwo zauważyć, biegły może zacząć pracę od razu i pracować w czasie i miejscu według własnego uznania. Jeżeli sytuacja wymaga bezpośredniego kontaktu biegłego z przedmiotem opinii, Stowarzyszenie wskazuje biegłego z konkretnej, najbliższej miejscowości.

– Po przygotowaniu opinii, biegły prezentuje ją bezpośrednio w serwisie Ultima Ratio, na profilu danej sprawy. Na jej czacie odpowiada na pytania i wątpliwości stron. Opinie z pięciu najbardziej popularnych specjalności: rachunkowości, grafologii, techniki samochodowej, szacowania wartości ruchomości i nieruchomości oraz z informatyki – są realizowane co do zasady w terminie 10 dni od daty zlecenia. Co ważne wynagrodzenie biegłych zostało ustalone z góry i ma charakter ryczałtowy za sporządzenie jednej opinii z danej specjalności – komentuje Adam Baryłka, Prezes Polskiego Stowarzyszenia Rzeczoznawców i Biegłych Sądowych.

Dodatkowo w Ultima Ratio pracę biegłych koordynuje zewnętrzna, wyspecjalizowana organizacja a nie – tak jak w sądach powszechnych – sędzia prowadzący sprawę. To pozwala uniknąć sytuacji, w której arbiter samodzielnie wybiera biegłych sądowych z listy, nie mając z nimi wcześniejszego kontaktu ani możliwości upewnienia się co do ich dostępności. Po drugie – biegły pracuje na profilu danej sprawy w serwisie Ultima Ratio – nie musi w konsekwencji czekać na akta sprawy ani uczestniczyć rozprawie sądowej celem odpowiedzi na zarzuty stron. W efekcie w Ultima Ratio opinia rzeczoznawcy dla danej sprawy i dla przedsiębiorcy wydawana jest w 10 dni.

Ponad pół miliona przedsiębiorców ma problem z opłaceniem składek. Zadłużeni mogą liczyć na pomoc ZUS

Ponad pół miliona przedsiębiorców ma problem z opłaceniem składek. Zadłużeni mogą liczyć na pomoc ZUS 1

Na koniec 2018 roku ponad pół miliona przedsiębiorców miało zaległości w opłacaniu składek pobieranych przez ZUS. Łącznie zadłużenie płatników składek wyniosło 14,5 mld zł. Firmy, które mają problemy z terminowym opłacaniem należności, mogą liczyć na pomoc, bo Zakład Ubezpieczeń Społecznych umożliwia im spłatę zadłużenia w ratach. Do końca 2018 roku udzielono ok. 49 tys. ulg w spłacie składek.

– Układ ratalny to możliwość spłaty zadłużenia w dłuższym okresie, w miesięcznych ratach, a ich wysokość jest dostosowana do możliwości przedsiębiorcy. Wniosek o rozłożenie zadłużenia na raty, oprócz danych identyfikacyjnych, powinien zawierać informacje o tym, jakie należności przedsiębiorca chce rozłożyć na raty, czy będzie to całość zadłużenia, czy też część, przyczynę powstania zadłużenia, uzasadnienie, dlaczego nie jest w stanie spłacić go jednorazowo, własną propozycję spłaty, czyli termin płatności raty i jej wysokość – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Banaś z Departamentu Realizacji Dochodów w Centrali ZUS.

Z danych ZUS wynika, że na koniec 2018 roku ponad 500 tys. płatników zadłużyło się na kwotę 14,5 mld zł. Dużą grupę zadłużonych przedsiębiorców stanowią małe firmy niezatrudniające pracowników. Z danych ZUS wynika, że ok. 296 tys. płatników prowadzących działalność gospodarczą i płacących składki sami za siebie ma dług sięgający 4,8 mld zł. Dłużnicy mogą jednak liczyć na pomoc ZUS, który rozkłada należności na raty, a wyjątkowych sytuacjach może umorzyć dług.

– Kwotę zadłużenia można sprawdzić na Platformie Usług Elektronicznych ZUS albo u doradcy płatnika składek w każdej naszej placówce. Również u konsultanta w centrum obsługi telefonicznej – numery telefonów są dostępne na stronie internetowej. Można też złożyć u nas wniosek o informację o stanie konta płatnika składek – wymienia Katarzyna Banaś.

Dane pokazują, że coraz więcej przedsiębiorców korzysta z rozłożenia spłaty zadłużenia z tytułu składek na raty. ZUS podaje, że w 2018 roku wpłynęło ok. 70 tys. wniosków i udzielono 49 tys. ulg. Dla porównania, w tym samym okresie 2017 roku zawarto ok. 45 tys. ulg.

– Do sytuacji, że nie wyrażamy zgody na układ ratalny, dochodzi rzadko, ale może się tak stać, gdy ocena współpracy z dłużnikiem pokazuje, że w rzeczywistości nie miał na celu spłaty zadłużenia, a  działania, które podejmował, były tylko działaniami na zwłokę. Możemy również odmówić rozłożenia długu na raty, jeśli jest prowadzone skuteczne postępowanie egzekucyjne i spłata należności nastąpi szybciej niż w ramach układu ratalnego – mówi ekspertka ZUS.

W wyjątkowych sytuacjach ZUS może też umorzyć należności z tytułu składek. Jest to jednak stosowane niemal wyłącznie wtedy, gdy należności są całkowicie nieściągalne.

– Składki za pracowników, finansowane przez przedsiębiorcę, mogą być umorzone jedynie w przypadku ich całkowitej nieściągalności. Całkowita nieściągalność może wystąpić m.in., gdy przedsiębiorca zaprzestał prowadzenia działalności, a jednocześnie nie posiada majątku, z którego można by te należności egzekwować. W takiej sytuacji składki finansowane przez pracowników nie mogą być umorzone – wskazuje Katarzyna Banaś.

W Polsce powstaje centrum finansowe koncernu farmaceutycznego GSK. Pracę znajdzie tam docelowo nawet 300 osób

W Polsce powstaje centrum finansowe koncernu farmaceutycznego GSK. Pracę znajdzie tam docelowo nawet 300 osób 2

GSK, jeden z największych inwestorów w polskim przemyśle farmaceutycznym, otwiera w Poznaniu jedno z trzech centrów finansowych na świecie. Będą tu prowadzone prace nad nowoczesnymi i innowacyjnymi rozwiązaniami z zakresu rachunkowości i księgowości dla całej grupy. Polska odgrywa coraz większą rolę na rynku europejskim w eksporcie usług. Już teraz stanowią one ok. 20 proc. całkowitego naszego eksportu, a w najbliższych latach ten segment będzie rosnąć szybciej niż eksport towarów. To tylko jeden z przykładów inwestycji w naszym kraju opartej o innowacje – podkreśla Tadeusz Kościński, wiceminister przedsiębiorczości i technologii.

Istotnym aspektem naszych inwestycji są centra usług biznesowych, takie jak centrum usług IT w Poznaniu. Centrum finansowe będzie stanowić doskonałe uzupełnienie dla naszego poznańskiego Centrum Usług Biznesowych GSK IT. Znamy Polskę bardzo dobrze, postrzegamy ją jako środowisko przyjazne biznesowi, stabilne i przewidywalne dla prowadzenia działalności gospodarczej. Widzimy też dobry poziom usług i infrastrukturę, ale moim zdaniem najważniejszym czynnikiem jest kapitał ludzki i jakość pracowników – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Nikos Xydias, dyrektor generalny GSK w Polsce.

GSK Finance Hub to pierwsze tego typu centrum koncernu w Europie. Inwestycja o wartości ok. 30 mln zł pozwoli na utworzenie 200–300 nowych miejsc pracy dla specjalistów z obszaru finansów. Jeszcze w tym roku obecny zespół GSK powiększy się o 80 osób.

– Nasze światowe centra finansowe mają za zadanie wspieranie na poziomie regionalnym naszych lokalnych spółek w obu Amerykach, Azji i Europie. Mamy już takie placówki w Malezji i na Kostaryce, a kolejne otwieramy właśnie w Poznaniu do obsługi 29 krajów ze Starego Kontynentu. Wszystkie nasze centra regionalne przyczynią się do wzmocnienia trzech głównych segmentów naszej działalności – leków, szczepionek i produktów ochrony zdrowia –podkreśla Mark Heathcote, starszy wiceprezes ds. usług finansowych, GSK.

Nowo powstałe centrum GSK Finance Hub będzie pracować nad wdrażaniem innowacyjnych rozwiązań, będzie też włączone w rozwój funkcji finansów grupy oparty na nowoczesnych rozwiązaniach technologicznych, w tym na inteligentnej automatyzacji procesów finansowych, wykorzystującej technologię mobilną czy robotyzację procesów.

Centrum finansowe skupi się na dostarczaniu usług o wartości dodanej dla naszych lokalnych spółek w całej Europie. Będą one dotyczyć takich kwestii, jak planowanie i prognozowanie, zamknięcia finansowe, kontrola, specjalistyczna księgowość i sprawozdawczość zarządcza – wskazuje Shane Renders, starszy wiceprezes ds. gospodarki własnej, danych i analityki, GSK.

Łącznie w ciągu 20 lat działalności w Polsce firma GSK zainwestowała tu 2 mld zł. Fabryka leków każdego dnia wytwarza 8,7 mln tabletek i 1,3 mln kapsułek dostarczanych do ponad 130 krajów. W 2017 roku rozpoczęto produkcję innowacyjnych, chronionych patentem leków stosowanych w terapii HIV. Tylko w 2018 roku GSK przeprowadziło 50 badań klinicznych o łącznej wartości 12,1 mln zł.

W 2005 roku spółka utworzyła Centrum Usług Biznesowych GSK IT, które obecnie ma sześć specjalistycznych zespołów wspierających procesy badawczo-rozwojowe i prace nad nowymi lekami i szczepionkami.

GSK Finance Hub to inwestycja w usługi dzielone. Mamy pierwsze miejsce w Europie w inwestycjach tego typu. Są one dla nas bardzo ważne. Tym bardziej że istnieją one nie tylko w Warszawie, lecz także w innych dużych miastach – przekonuje Tadeusz Kościński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii.

Z raportu „Global Trade Forecast” banku HSBC wynika, że obecnie usługi stanowią ok. 20 proc. całkowitego eksportu z Polski. Prognozy wskazują, że w najbliższych 15 latach eksport usług z Polski będzie rósł w tempie ok. 7 proc. rocznie, szybciej niż eksport towarów.

To dla nas najważniejsze, żeby inwestorzy rozwijali u nas nie tak jak do tej pory gospodarkę opartą na imitacjach, ale opartą o innowacje, gdzie będzie współpraca z uniwersytetami, badania, rozwój, rejestrowane patenty, dobre miejsca pracy, a pracownicy będą mogli się dalej rozwijać i podnosić swoje kwalifikacje – przekonuje wiceminister.

GSK już od lat związana jest z Poznaniem, stąd wybór lokalizacji na centrum finansowe był oczywisty. Miasto jest ujmowane w prestiżowych rankingach i badaniach jako jeden z najszybciej rozwijających się ośrodków zewnętrznych usług biznesowych. Atutem Poznania są m.in. wykwalifikowane kadry oraz potencjał akademicki – w mieście jest 25 uczelni, na których kształci się niemal 120 tys. osób.

Poznań jest jednym z najszybciej rozwijających się miast w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Największe atuty to zróżnicowana gospodarka, wysoko wykwalifikowana kadra i wysoka jakość życia. Mamy świadomość, że dla inwestorów bardzo ważne są nie tylko wskaźniki ekonomiczne, lecz także jakość życia, dlatego zgodnie ze Strategią Rozwoju Miasta 2020+ staramy się sukcesywnie tę jakość podnosić – podkreśla Tomasz Doleżał z Biura Obsługi Inwestorów Urzędu Miasta Poznania.

Dodatkowo GSK ma w Gądkach pod Poznaniem Centrum Dystrybucyjno-Logistyczne, które zarządza dostawami leków i szczepionek na rynki europejskie. Z kolei za dystrybucję produktów ochrony zdrowia odpowiada Centrum Dystrybucyjno-Logistyczne znajdujące się pod Warszawą.

30 lat telewizji satelitarnej w Polsce. Za kilka lat satelity będą już dostarczać treści w jakości 8K

30 lat telewizji satelitarnej w Polsce. Za kilka lat satelity będą już dostarczać treści w jakości 8K 3

Pierwsze anteny satelitarne zaczęły pojawiać się na fasadach budynków w Polsce 30 lat temu. Wszystkie były nakierowane na satelitę ASTRA 1A, który nadawał sygnał telewizyjny do krajów Europy Zachodniej i Środkowej, w tym Polski. Obecnie telewizja satelitarna w Polsce ma już ugruntowaną pozycję, korzysta z niej około połowa polskich gospodarstw domowych. Mimo pojawienia się nowych technologii przekazu, w Europie satelity nadal pozostają dominującym sposobem odbioru telewizji i transmisji treści wideo. Za kilka lat to właśnie satelity mogą być głównym dostawcą treści w jakości 8K, która dopiero wkracza na rynek.

30 lat temu technologia satelitarna była absolutnie czymś nowym. Satelita – w odróżnieniu od innych technologii dystrybucji sygnału telewizyjnego i radiowego – „nie widzi” granic, w związku z tym nadaje na dane terytorium geograficzne. Dzięki technologii satelitarnej 30 lat temu Polacy mieli możliwość dostępu do kanałów, treści i stacji radiowych zachodnich – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Ornass-Kubacki, prezes zarządu, Astra CEE.

Wszystkie pojawiające się wówczas anteny nakierowane były w jeden punkt na niebie – pozycję orbitalną 19.2°E, z której nadawany był sygnał z satelity ASTRA 1A. Należący do luksemburskiej spółki SES, satelita rozpoczął swoją misję w pierwszych miesiącach 1989 roku. Pod koniec 1988 roku został on wyniesiony na orbitę przez rakietę Ariane 4 z kosmodromu Kourou w Gujanie Francuskiej. Stamtąd nadawał sygnał telewizyjny do krajów Europy Zachodniej i Środkowej, w tym Polski. Dzięki temu Polacy – po raz pierwszy na taką skalę – mogli odbierać sygnał satelitarny.

– Wtedy wydawało się to abstrakcyjne i nierealne, że ktoś może zamontować sobie na dachu małą, 60-centymentrową antenę i mieszkając na prowincji w górach czy nad morzem, „komunikować się” z satelitą, który jest 36 tys. km nad Ziemią – podkreśla Marcin Ornass-Kubacki.

Początkowo z ASTRA 1A transmitowane były kanały FilmNet, Sky TV, skandynawski TV3 i MTV Europe. Nieco później dołączyło wiele niemieckich kanałów, jak RTL plus, Sat.1 i Pro7. O skali popularności telewizji satelitarnej w tamtym czasie świadczy osiągnięcie zasięgu 17 mln gospodarstw domowych w Europie już w 1990 roku. Widzom w Polsce telewizja z satelity ASTRA uchyliła okno na świat i pozwoliła zapoznać się z treściami zagranicznych kanałów, podczas gdy monopol telewizji państwowej został przełamany dopiero rok później, a pierwsza ogólnopolska telewizja prywatna powstała w 1992 roku.

W czasach PRL-u mieliśmy w większości regionów trzy programy telewizyjne, w niektórych było pięć, jak Telewizja Wisła czy TV Puls. Wraz z pojawieniem się Astry w 1989 roku otrzymaliśmy dodatkowe 16 kanałów w pierwszym roku, a po czterech latach mieliśmy już 48, więc to był ogromny skok – mówi Jacek Silski, prezes zarządu Polskiej Izby Radiodyfuzji Cyfrowej.

Jak podkreśla, w Polsce telewizja satelitarna od wielu lat ma ustabilizowaną sytuację, korzysta z niej połowa polskich gospodarstw domowych.

Dzisiaj telewizja satelitarna – w porównaniu do telewizji naziemnej i kablowej – daje o wiele lepszą jakość obrazu i większy wybór. To są tysiące programów, czego żadna telewizja kablowa w Polsce nie oferuje. Poza tym, jeżeli ktoś chce mieć bardzo dobrą jakość obrazu w 4K, to satelita z pewnością przeważy, bo ma takie możliwości techniczne – mówi Jacek Silski.

Wobec rosnącego zapotrzebowania na dostarczanie wysokiej jakości kontentu po 30 latach satelity nadal pozostają dominującym sposobem odbioru telewizji i transmisji treści wideo, zarówno w Polsce, jak i w Europie.

W międzyczasie technologia poszła do przodu, dziś mamy również inne sposoby dystrybucji sygnału telewizyjnego i radiowego. Niemniej jednak po tych 30 latach tylko nasza firma dostarcza sygnał telewizyjny dla 156 mln gospodarstw domowych w całej Europie, w Polsce są to blisko 3 mln gospodarstw. W związku z tym wydaje się, że telewizja satelitarna nadal ma przed sobą wielką przyszłość – mówi Marcin Ornass-Kubacki.

Jak podkreśla, transmisja za pośrednictwem satelity nadal ma dużą przewagę z uwagi na – niezależność od warunków geograficznych czy politycznych i brak konieczności połączenia z infrastrukturą naziemną, co gwarantuje niezawodność przekazu nawet w przypadku klęski żywiołowej.

W tej chwili pojawiły się satelity elektryczne i mniejsze, bardziej sfokusowane na dane terytorium. Jest również duży nacisk na obniżenie kosztów budowy i wyniesienia satelitów. Normalnie liczy się je w dziesiątkach, jeśli nie setkach milionów euro. Natomiast obecnie, dzięki postępowi technologicznemu, to się zmienia. Co więcej, czas życia satelity na orbicie to maksymalnie około 15–17 lat, ale dzięki satelitom o napędzie elektrycznym, to również będzie się zmieniać – mówi Marcin Ornass-Kubacki.

Co istotne, satelita pozwala na przesyłanie tysięcy gigabajtów danych na sekundę, dzięki czemu daje nieograniczone możliwości transmisji kontentu bez względu na jego wagę. Dlatego sprawdza się w przypadku nadawania treści w oryginalnej rozdzielczości 4K. SES przy użyciu satelity ASTRA 3B przeprowadził już także transmisję w jeszcze wyższej jakości – 8K, która dopiero wkracza na rynek. Za kilka lat to właśnie technologia satelitarna może sprawdzić się jako dostawca najwyższej jakości treści bez ograniczeń związanych z przepustowością.

– Dostępne dziś technologie będą rozwijały się równolegle i uzupełniały nawzajem. Tam, gdzie jest łatwy dostęp do infrastruktury kablowej i światłowodowej, tam siłą rzeczy mocno będzie rozwijać się ten segment. Natomiast w miejscach, gdzie ten dostęp jest trudniejszy albo potrzebna jest większa masowość, klasyczne już dzisiaj technologie jak broadcasting naziemny czy nadawanie satelitarne będą miały zastosowanie. Myślę, że wszyscy przedsiębiorcy, w tym nadawcy satelitarni, w przyszłości będą też udostępniali usługi internetowe, co może się okazać nieodzowne w przypadku połączeń z miejsc trudno dostępnych – mówi Witold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Jak ocenia, telewizja staje się coraz bardziej spersonalizowana, coraz bardziej dopasowana do indywidualnych oczekiwań odbiorcy i ten trend będzie się rozwijał. Zwłaszcza że młodsze pokolenia widzów są przyzwyczajone do korzystania z usług spersonalizowanych i „na żądanie”. Natomiast liniowe usługi telewizyjne czy radiowe także będą utrzymywać swoją pozycję na rynku.

To bardzo dobrze widać na przykładzie analiz rynku telewizyjnego czy radiowego, czyli tam, gdzie technologie internetowe są już gotowe zastąpić tradycyjny, liniowy przekaz. Widać jednak, że linearne usługi nadal trzymają się mocno. Oczywiście ten rynek będzie coraz bardziej podzielony między różnych dostawców, różne kategorie usług i technologie. Myślę jednak, że wszystko to będzie działało komplementarnie. Na końcu wygra ten, kto zaoferuje najlepszy produkt – mówi przewodniczący KRRiT.

Astra, która 30 lat temu zapoczątkowała w Polsce erę telewizji satelitarnej, dysponuje obecnie flotą 56 satelitów, które pokrywają sygnałem 99 proc. powierzchni Ziemi. Dostarcza nie tylko kanały telewizyjne, ale także stacje radiowe, internet oraz usługi multimedialne za pośrednictwem systemu satelitarnego. W Polsce widzowie mogą odbierać za pośrednictwem satelitów Astry ponad 400 kanałów FTA, w tym 80 w jakości HD.

Podczas Targów Teletechnika 2019 Astra otrzymała jubileuszową nagrodę od Prezesa Polskiej Izby Radiodyfuzji Cyfrowej, Jacka Silskiego za 30 lat obecności i działalności na polskim rynku.

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa: Rośnie ryzyko ataku hakerów na sektor energetyczny. Mogą skutkować paraliżem i bezradnością całego państwa

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa: Rośnie ryzyko ataku hakerów na sektor energetyczny. Mogą skutkować paraliżem i bezradnością całego państwa 4

Cyberataki na infrastrukturę teleinformatyczną liczy się w tysiącach w każdej sekundzie. Rośnie też ryzyko cyberataków na sektor dostaw energii. Kolejne destrukcyjne ataki to tylko kwestia czasu. Szczególnie narażone są infrastruktura energetyczna, wodno-ściekowa, sektor finansowy czy ochrony zdrowia i ubezpieczeń, kluczowe dla bezpieczeństwa kraju. Bezpieczeństwo powinno być skoncentrowane nie na pojedynczym obiekcie, a na całym procesie. Każdy z elementów tego łańcucha dostaw powinien być chroniony równie starannie na zasadzie najsłabszego ogniwa – przekonuje dr Krzysztof Malesa, zastępca dyrektora Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.

– Analiza danych, które są dostarczane przez zespoły reagowania na incydenty komputerowe, pokazuje, że cyberataków na wszelką infrastrukturę i na wszelką działalność, która wiąże się z teleinformatyką jest bardzo wiele. Tak naprawdę setki, może tysiące w każdej sekundzie. Na szczęście w większości z nich udaje się zapobiegać, jak na razie nie byliśmy świadkami bardzo poważnej sytuacji kryzysowej, która wynikałaby z przeprowadzonego w zaplanowany sposób cyberataku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Krzysztof Malesa, zastępca dyrektora Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.

O tym, że wojna przenosi się do sieci, nie trzeba już nikogo przekonywać. Dobitnie przekonała się o tym Estonia, która w 2017 roku została całkowicie sparaliżowana – hakerzy uderzyli w najważniejsze instytucje, została przerwana łączność, mieszkańcy stracili dostęp do banków i urzędów. To jednak był tylko pokaz siły. Największym zagrożeniem są ataki wymierzone w sektor energetyczny – skuteczne zainfekowanie firmy kluczowej z punktu bezpieczeństwa może skutkować nie tylko paraliżem, lecz także absolutną bezradnością i bezsilnością całego państwa. Tym samym łatwiej przeprowadzić kolejne ataki, niszczące kolejne sektory.

Taki czarny scenariusz jest całkiem możliwy, dlatego większość państw inwestuje w systemy cyberbezpieczeństwa.

– Analizy potwierdzają, że bezpieczeństwo powinno być skoncentrowane nie na pojedynczym obiekcie, a na całym procesie. Na procesie, który może przebiegać przez wiele podmiotów, który może przecinać administrację, obszar przedsiębiorcy prywatnego i potem znowu wracać do administracji. I każdy z elementów tego łańcucha dostaw powinien być chroniony równie starannie na zasadzie najsłabszego ogniwa – przekonuje dr Krzysztof Malesa.

Raport Deloitte „An integrated approach to combat cyber risk. Securing industrial operations in oil and gas” wskazuje, że w niektórych przypadkach nie jest potrzebna zaawansowana technologia czy wiedza, aby zaatakować wewnętrzne systemy informatyczne firm energetycznych.

– Nie musi być koniecznie tak, że działania hakerów będą bardzo wysublimowane czy zaawansowane. Wydaje się, że inteligentny cyberprzestępca, który chciałby dokonać takiego ataku, będzie szukał raczej najsłabszego ogniwa. To wcale nie musi być maszyna, takim słabym ogniwem może być człowiek – wskazuje zastępca dyrektora Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.

O skali zagrożenia najlepiej świadczą próby ataków, które obserwujemy od lat. Już w 2003 roku jedna z amerykańskich elektrowni jądrowych w stanie Ohio została zainfekowana wirusem Slammer, który zablokował system odpowiedzialny za chłodzenie reaktora. Z kolei w 2014 roku zhakowane zostały systemy komputerowe operatora elektrowni jądrowej w Korei Południowej. W 2015 roku atak na ukraińską energetykę pozbawił prądu mieszkańców zachodniej Ukrainy, rok później – część Kijowa.

Słowacka firma ESET pod koniec 2018 roku poinformowała natomiast, że hakerzy zainfekowali złośliwym oprogramowaniem trzy firmy energetyczne i transportowe w Polsce i na Ukrainie.

– Żeby postrzegać bezpieczeństwo w sposób nowoczesny, musimy się nauczyć myśleć o nim jako o bezpieczeństwie dostaw pewnych łańcuchów usług czy pewnych kluczowych procesów, które pozwalają obywatelowi finalnie skorzystać z końcowego produktu, czyli dostępu do energii elektrycznej. Energia elektryczna służy nie tylko obywatelowi, lecz także służy dużemu przemysłowi, służy bezpiecznemu funkcjonowaniu administracji, naszej obronności i wielu innym sferom życia – wskazuje ekspert.

Polska skutecznie zablokowała część potencjalnie groźnych ataków, nie oznacza to jednak, że jest bezpieczna.

– Oprócz twardych inwestycji w energetykę, w system przesyłowy czy w wytwarzanie, czyli w bloki energetyczne, warto powiedzieć o know-how, o miękkim podejściu do bezpieczeństwa. I jako przykład mogę podać działania Rządowego Centrum Bezpieczeństwa na rzecz wyposażenia wytwórców energii elektrycznej i operatora systemu przesyłowego w najlepsze światowe praktyki w zakresie cyberbezpieczeństwa automatyki przemysłowej, czyli systemów, które sterują urządzeniami w głębi sieci elektroenergetycznej – mówi dr Krzysztof Malesa.

Krajowy rynek najmu instytucjonalnego dopiero raczkuje. Szansą na jego pobudzenie nowa ustawa o FINN-ach

0

Krajowy rynek najmu instytucjonalnego dopiero raczkuje. Szansą na jego pobudzenie nowa ustawa o FINN-ach 5

Według wcześniejszych zapowiedzi w tym roku ma wejść w życie tzw. ustawa o FINN-ach, czyli firmach inwestujących w najem nieruchomości, które będą odpowiednikami działających w wielu krajach REIT-ów. Dyrektor Funduszu Mieszkań na Wynajem Rafał Malik podkreśla, że powinno to pobudzić rynek najmu instytucjonalnego, który w Polsce dopiero raczkuje. Zapowiada również kolejne inwestycje funduszu, które mają trafić na rynek jeszcze w tym roku. 

– Rynek najmu instytucjonalnego w Polsce dopiero raczkuje. Jako Fundusz jesteśmy największym podmiotem tego rodzaju, w tym momencie mamy 1 820 mieszkań dostępnych dla klientów, natomiast widzimy dużą perspektywę rozwoju – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Malik, dyrektor Funduszu Mieszkań na Wynajem.

Najem instytucjonalny został wprowadzony w znowelizowanej ustawie o ochronie praw lokatorów, która obowiązuje od 2017 roku. Jego zasady są zbliżone do najmu okazjonalnego, jednak w tym przypadku wynajmującym może być wyłącznie podmiot, który prowadzi działalność polegającą na wynajmowaniu mieszkań.

Najem instytucjonalny ma równoważyć interesy obu stron umowy najmu. Najemca ma gwarancję umowy i wysokości stawki opłaty waloryzowanej o wskaźnik inflacji, ma też pewność, że nie zaskoczy go zmiana czynszu czy nagłe wypowiedzenie umowy i skrócenie okresu najmu.

– Główne zalety w najmie instytucjonalnym to równość stron w umowie, stałość cen dla naszych klientów oraz prawo pierwszeństwa wynajmu kolejnego mieszkania. Dodatkowo jest to dostępność usług 24/7 w przypadku wystąpienia jakichkolwiek usterek – precyzuje Rafał Malik.

Jak podkreśla, polski rynek najmu jest dopiero w fazie rozwoju, w ciągu ostatnich kilku lat jego udział wzrósł z 1,8 proc. do obecnych 5 proc. Natomiast wciąż jest on nieporównywalnie mniejszy niż w krajach Europy Zachodniej, gdzie udział najmu w rynku nieruchomości oscyluje na poziomie 30–50 proc. Wciąż jest więc ogromny potencjał wzrostu.

– Patrząc z perspektywy stopy zwrotu, najbardziej perspektywicznym rynkiem jest Warszawa. Możemy spojrzeć też na miasta z północy Polski, czyli głównie Gdańsk i Sopot. Tam zainteresowanie klientów jest największe, podobnie jak stopy zwrotu, które oscylują między 5,5 a 6 proc. – mówi Rafał Malik.

Polski rynek mieszkań na wynajem zdominowany jest przez inwestorów indywidualnych i wciąż niewiele jest na nim podmiotów, które oferują najem instytucjonalny. Dyrektor Funduszu Mieszkań na Wynajem podkreśla, że ten segment rynku może pobudzić ustawa o FINN-ach.

– Ustawa na razie znajduje się w Komisji Finansów. Liczymy na to, że to będzie kolejny impuls, który spowoduje, że rynek instytucjonalnego najmu nieruchomości będzie rozwijał się szybciej – mówi Rafał Malik.

Projekt ustawy o firmach inwestujących w najem nieruchomości (FINN) autorstwa resortu finansów we wrześniu ub.r. został przyjęty przez Radę Ministrów. Według wcześniejszych zapowiedzi ma wejść w życie w tym roku. Polskie FINN-y, czyli fundusze inwestujące w najem nieruchomości, będą odpowiednikami działających w wielu krajach REIT-ów (skrót od Real Estate Investment Trust), które lokują kapitał na komercyjnym rynku nieruchomości na wynajem. Jednak w odróżnieniu od rynków zachodnioeuropejskich polskie REIT-y będą mogły inwestować wyłącznie w lokalne mieszkaniowe (z wyłączeniem np. nieruchomości hotelowych). 

Fundusz Mieszkań na Wynajem to pierwsza i obecnie największa w Polsce instytucja zajmująca się wynajmem instytucjonalnym, zarządzana przez PFR Nieruchomości. Jego celem jest zwiększanie puli mieszkań na wynajem w największych aglomeracjach Polski.

– Oferta najmu instytucjonalnego skierowana jest praktycznie do wszystkich klientów, natomiast każdy musi przejść badanie zdolności czynszowej oraz weryfikację w bazie BIK, BIG. Patrzymy więc, czy klientów będzie stać na najem, czy będą w stanie u nas mieszkać i uiszczać opłaty. Z jednej strony dbamy o bezpieczeństwo swoje i płatności, które klienci będą regulować, natomiast z drugiej chcemy, aby klient też był bezpieczny, płacąc swoje rachunki i mając pewność mieszkania – wyjaśnia Rafał Malik.

Fundusz podpisuje umowy nawet na cztery lata, gwarantując niezmienność stawek czynszu. Ma w ofercie lokale w Warszawie, Piasecznie, Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu, Gdańsku i Katowicach, pozyskane od deweloperów albo poprzez samodzielne inwestycje. Lokale są oferowane na warunkach rynkowych, wyróżniają się wysokim standardem, pełnym wyposażeniem i wykończeniem pod klucz, w pakiecie jest też całodobowy serwis w przypadku awarii czy usterek.

– W tym roku planujemy oddać kolejne dwie inwestycje. Pierwszą będzie inwestycja w Poznaniu, który jest bardzo dobrze rokującym rynkiem i szybko się tam rozwijamy. Drugą jest Łódź, gdzie nie mieliśmy dotąd żadnej inwestycji, natomiast na tym rynku również widzimy duży potencjał – mówi Rafał Malik.  

Krajowyi rynek najmu instytucjonalnego dopiero raczkuje. Szansą na jego pobudzenie nowa ustawa o FINN-ach

0

Krajowyi rynek najmu instytucjonalnego dopiero raczkuje. Szansą na jego pobudzenie nowa ustawa o FINN-ach 6

Według wcześniejszych zapowiedzi w tym roku ma wejść w życie tzw. ustawa o FINN-ach, czyli firmach inwestujących w najem nieruchomości, które będą odpowiednikami działających w wielu krajach REIT-ów. Dyrektor Funduszu Mieszkań na Wynajem Rafał Malik podkreśla, że powinno to pobudzić rynek najmu instytucjonalnego, który w Polsce dopiero raczkuje. Zapowiada również kolejne inwestycje funduszu, które mają trafić na rynek jeszcze w tym roku. 

– Rynek najmu instytucjonalnego w Polsce dopiero raczkuje. Jako Fundusz jesteśmy największym podmiotem tego rodzaju, w tym momencie mamy 1 820 mieszkań dostępnych dla klientów, natomiast widzimy dużą perspektywę rozwoju – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Malik, dyrektor Funduszu Mieszkań na Wynajem.

Najem instytucjonalny został wprowadzony w znowelizowanej ustawie o ochronie praw lokatorów, która obowiązuje od 2017 roku. Jego zasady są zbliżone do najmu okazjonalnego, jednak w tym przypadku wynajmującym może być wyłącznie podmiot, który prowadzi działalność polegającą na wynajmowaniu mieszkań.

Najem instytucjonalny ma równoważyć interesy obu stron umowy najmu. Najemca ma gwarancję umowy i wysokości stawki opłaty waloryzowanej o wskaźnik inflacji, ma też pewność, że nie zaskoczy go zmiana czynszu czy nagłe wypowiedzenie umowy i skrócenie okresu najmu.

– Główne zalety w najmie instytucjonalnym to równość stron w umowie, stałość cen dla naszych klientów oraz prawo pierwszeństwa wynajmu kolejnego mieszkania. Dodatkowo jest to dostępność usług 24/7 w przypadku wystąpienia jakichkolwiek usterek – precyzuje Rafał Malik.

Jak podkreśla, polski rynek najmu jest dopiero w fazie rozwoju, w ciągu ostatnich kilku lat jego udział wzrósł z 1,8 proc. do obecnych 5 proc. Natomiast wciąż jest on nieporównywalnie mniejszy niż w krajach Europy Zachodniej, gdzie udział najmu w rynku nieruchomości oscyluje na poziomie 30–50 proc. Wciąż jest więc ogromny potencjał wzrostu.

– Patrząc z perspektywy stopy zwrotu, najbardziej perspektywicznym rynkiem jest Warszawa. Możemy spojrzeć też na miasta z północy Polski, czyli głównie Gdańsk i Sopot. Tam zainteresowanie klientów jest największe, podobnie jak stopy zwrotu, które oscylują między 5,5 a 6 proc. – mówi Rafał Malik.

Polski rynek mieszkań na wynajem zdominowany jest przez inwestorów indywidualnych i wciąż niewiele jest na nim podmiotów, które oferują najem instytucjonalny. Dyrektor Funduszu Mieszkań na Wynajem podkreśla, że ten segment rynku może pobudzić ustawa o FINN-ach.

– Ustawa na razie znajduje się w Komisji Finansów. Liczymy na to, że to będzie kolejny impuls, który spowoduje, że rynek instytucjonalnego najmu nieruchomości będzie rozwijał się szybciej – mówi Rafał Malik.

Projekt ustawy o firmach inwestujących w najem nieruchomości (FINN) autorstwa resortu finansów we wrześniu ub.r. został przyjęty przez Radę Ministrów. Według wcześniejszych zapowiedzi ma wejść w życie w tym roku. Polskie FINN-y, czyli fundusze inwestujące w najem nieruchomości, będą odpowiednikami działających w wielu krajach REIT-ów (skrót od Real Estate Investment Trust), które lokują kapitał na komercyjnym rynku nieruchomości na wynajem. Jednak w odróżnieniu od rynków zachodnioeuropejskich polskie REIT-y będą mogły inwestować wyłącznie w lokalne mieszkaniowe (z wyłączeniem np. nieruchomości hotelowych). 

Fundusz Mieszkań na Wynajem to pierwsza i obecnie największa w Polsce instytucja zajmująca się wynajmem instytucjonalnym, zarządzana przez PFR Nieruchomości. Jego celem jest zwiększanie puli mieszkań na wynajem w największych aglomeracjach Polski.

– Oferta najmu instytucjonalnego skierowana jest praktycznie do wszystkich klientów, natomiast każdy musi przejść badanie zdolności czynszowej oraz weryfikację w bazie BIK, BIG. Patrzymy więc, czy klientów będzie stać na najem, czy będą w stanie u nas mieszkać i uiszczać opłaty. Z jednej strony dbamy o bezpieczeństwo swoje i płatności, które klienci będą regulować, natomiast z drugiej chcemy, aby klient też był bezpieczny, płacąc swoje rachunki i mając pewność mieszkania – wyjaśnia Rafał Malik.

Fundusz podpisuje umowy nawet na cztery lata, gwarantując niezmienność stawek czynszu. Ma w ofercie lokale w Warszawie, Piasecznie, Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu, Gdańsku i Katowicach, pozyskane od deweloperów albo poprzez samodzielne inwestycje. Lokale są oferowane na warunkach rynkowych, wyróżniają się wysokim standardem, pełnym wyposażeniem i wykończeniem pod klucz, w pakiecie jest też całodobowy serwis w przypadku awarii czy usterek.

– W tym roku planujemy oddać kolejne dwie inwestycje. Pierwszą będzie inwestycja w Poznaniu, który jest bardzo dobrze rokującym rynkiem i szybko się tam rozwijamy. Drugą jest Łódź, gdzie nie mieliśmy dotąd żadnej inwestycji, natomiast na tym rynku również widzimy duży potencjał – mówi Rafał Malik.  

Polacy coraz częściej szukają innowacyjnych rowerów. Rośnie sprzedaż modeli elektrycznych i gravelowych

Polacy coraz częściej szukają innowacyjnych rowerów. Rośnie sprzedaż modeli elektrycznych i gravelowych 7

Co roku w Polsce sprzedaje się ponad milion rowerów. Wartość rynku szacowana jest na ponad miliard złotych. W sprzedaży dominują rowery miejskie. Coraz częściej sięgamy po te z napędem elektrycznym, jednak ze względu na stosunkowo wysoką cenę, mają one jeszcze niewielki udział w rynku. Wśród tradycyjnych szybko rośnie natomiast sprzedaż rowerów szosowych z tarczowymi hamulcami i rowerów gravelowych, do jazdy po wymagającym podłożu. Przy wyborze jednośladu nie należy się jednak kierować modą, ale rzeczywistymi potrzebami, a przy zakupie zwracać uwagi nie tylko na cenę, lecz także na jakość – podkreśla Tadeusz Skwarczyński z Merida Polska.

– Kategorią najmocniejszą jest kategoria rowerów elektrycznych, która wzorem rynku niemieckiego przeżywa dosyć dużą ekspansję na rynku polskim. Drugą dziedziną, gdzie też obserwujemy dosyć duży wzrosty zainteresowania klientów, są rowery szosowe. Tutaj zwracam uwagę szczególnie na rowery z hamulcami tarczowymi. Trzecią kategorią są rowery gravelowe. Rokrocznie do Polski trafia ich coraz więcej i są one sprzedawane praktycznie już na początku sezonu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tadeusz Skwarczyński, product manager w Merida Polska.

Zwłaszcza te ostatnie cieszą się w Polsce dużym zainteresowaniem.

– Są to bardzo uniwersalne rowery przeznaczone do jazdy po szutrach. Konstrukcyjnie są zbliżone do rowerów szosowych i przełajowych, ale nimi nie są. Łączą bardzo dużo dziedzin i dyscyplin. Mogą służyć jako rowery wyprawowe, treningowe oraz jako rowery do codziennego użytku. Mają bardzo duże spektrum zastosowań i właśnie dlatego cieszą się takim dużym zainteresowaniem – mówi Tadeusz Skwarczyński. – Rowery gravelowe pojawiły się dopiero kilka lat temu i szturmem zdobyły rynek.

Polskie Stowarzyszenie Rowerowe podaje, że stopień nasycenia jednośladami w naszym kraju jest jeszcze zdecydowanie niższy niż w Europie i wynosi 300 pojazdów na tysiąc osób przy dwukrotnie wyższej europejskiej średniej (dane za 2016 rok), ale szybko gonimy czołówkę. Najpopularniejsze są wciąż zwykłe rowery miejskie i górskie, coraz częściej sięgamy po rowery przystosowane do jazdy po różnych nawierzchniach (np. po drogach szutrowych, żwirze) i po elektryki, te jednak wciąż stanowią niewielki odsetek.

– Jeśli chodzi o wzrost ilościowy, to dominują rowery klasyczne, ale procentowo przodują rowery elektryczne. Ale jest to spowodowane elektem skali. Jeśli sprzedamy nie 100, a 200 rowerów elektrycznych, to mamy 100 proc. przyrostu. W wypadku rowerów klasycznych ten przyrost procentowy jest mniejszy, bo tu mówimy o sprzedaży rzędu kilkuset tysięcy rowerów rocznie – ocenia Skwarczyński.

Na zakup elektryków decyduje się niewiele osób, przede wszystkim ze względu na cenę.

– Dopóki rowery elektryczne nie osiągną poziomu cenowego średniej klasy rowerów, to raczej trudno mówić o tym, żeby one zagrażały tradycyjnym dwóm kółkom. Tym bardziej że rowery elektryczne to produkt dla innego klienta. Trzeba jednak pamiętać o tym, że klasyczny rower jest sposobem rekreacji, zdrowego stylu życia, a rower elektryczny raczej trzeba traktować jako alternatywę dla skuterów czy komunikacji miejskiej – wskazuje przedstawiciel Merida Polska.

Rowery elektryczne sprawdzają się przede wszystkim na krótkich wycieczkach i wszędzie tam, gdzie zależy nam na czasie, np. podczas zakupów czy szybkiego dojazdu w dane miejsce. Dlatego część osób zamiast na zakup, decyduje się na wypożyczenie takiego pojazdu. Jak podkreśla Tadeusz Skwarczyński, wypożyczalnie nie są konkurencją dla sprzedawców rowerów, również tych tradycyjnych.

– Rowery do wypożyczenia są też alternatywą dla taksówek. Jeśli ktoś szuka roweru do jazdy rekreacyjnej, to raczej zdecyduje się na jego zakup, a nie wypożyczenie. Po dłuższym okresie użytkowania jest to bardziej opłacalne rozwiązanie. Jeśli ktoś używa rower okazjonalnie, to faktycznie wypożyczalnie są dobrym rozwiązaniem, ale obserwujemy, że 90 proc. klientów kupuje rower z myślą o tym, by regularnie na nim jeździć – zauważa Skwarczyński.

Jak przypomina, przy wyborze roweru nie warto kierować się modą, ale jakością i przeznaczeniem jednośladu.

– Na rynku jest bardzo dużo podobnych rowerów, w katalogach one wglądają identycznie, ale diabeł tkwi w szczegółach. Rowery różnią się od siebie choćby geometrią, jakością wykonania ramy oraz detali, które wpływają na późniejsze użytkowanie. Ostatnią rzeczą, którą bym się sugerował, to jest osprzęt i cena. Ona zawsze będzie mieć dominujące znaczenie, ale to nie powinien być priorytet przy wyborze roweru – mówi Tadeusz Skwarczyński.

Hybrydowa powłoka ochroni wyświetlacze zaginanych telefonów. Trwają także prace nad ultracienkim, giętkim szkłem Gorilla Glass

Hybrydowa powłoka ochroni wyświetlacze zaginanych telefonów. Trwają także prace nad ultracienkim, giętkim szkłem Gorilla Glass 8

Na rynku smartfonów pojawia się coraz więcej urządzeń z zaokrąglonym czy zginanym ekranem. Najnowsze, składane modele to może być rewolucja na rynku telefonów, ale to wyzwanie przede wszystkim dla firm produkujących rozwiązania do mechanicznej ochrony wyświetlaczy. Polska firma opracowała nowy materiał hybrydowy łączący szkło z elastyczną folią i twierdzi, że jest gotowa na rewolucję elastycznych smartfonów. Jednocześnie opracowywana jest technologia zaginanego, czystego szkła.

– Jako pierwsza firma zdołaliśmy połączyć szkło z folią również na zaokrąglone telefony. Impact jest bardzo odporny na uderzenia. Mamy na to bardzo efektowne testy. Rzucamy półkilogramowym ciężarkiem na monitor telefonu, który nie pęka. Możemy nim wbijać nawet gwoździe. Teraz jest bardzo modne szkło, które bardzo łatwo pęka i trzeba je bardzo często wymieniać. Tendencja idzie więc w hybrydę, czyli mieszankę folii ze szkłem, dzięki czemu ochrona jest elastyczna i bardziej odporna na uderzenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Golda z gorzowskiej firmy MyScreenProtector.

Już niedługo na rynku może się pojawić szereg smartfonów z zaginanymi, elastycznymi wyświetlaczami. To wyzwanie przede wszystkim dla producentów szkieł ochraniających wyświetlacze przed uderzaniami czy innymi uszkodzeniami mechanicznymi. O ile ekrany zaokrąglone, które na rynku są już obecne od jakiegoś czasu, m.in. w smartfonach Samsunga, Apple’a czy Huawei, takiej ochrony już się doczekały, o tyle nad ochroną dla ekranów zginanych prace wciąż trwają.

Inżynierowie z Corning Gorilla Glass pracują już nad ultracienkim, giętkim szkłem o grubości 0,1 mm i pięciomilimetrowym promieniu wygięcia. Corning w celu jego opracowania korzysta z doświadczeń zdobytych przy opracowywaniu Willow Glass, które może się zwijać jak kartka papieru. Proces technologiczny stosowany przy Willow Glass nie pozwala jednak w praktyce na implementację takiego szkła w smartfonach.

Polska firma stawia na nieco inne rozwiązanie, czyli połączenie szkła z folią.

– Nasza technologia jest gotowa na wszystkie innowacje, jeśli chodzi o wyświetlacze, również na łamane telefony, jak i np. czytniki linii papilarnych w nowych Samsungach S10. Mamy przygotowane już rozwiązanie w formie właśnie hybrydy, czyli folii. Ze szkłem jest trochę problem, pracujemy nad tym, bo po prostu ten sensor jest bardzo delikatny, ale jesteśmy na dobrej drodze. Zanim jakiś nowy model wyjdzie, jesteśmy już na to przygotowani – przekonuje Marcin Gola.

Technologię hybrydową w produkcji materiałów chroniących ekran telefonu rozwija już polska firma 3mk. Wypuściła ona na rynek pierwszą niepękającą hybrydę FlexibleGlass Max chroniącą ekran telefonu, również ten zaokrąglony. Mająca grubość 0,2 mm powłoka szklana złączona z PET cechuje się odpornością na zarysowania na poziomie 7H, co oznacza ochronę przed ostrymi przedmiotami, a także, jak deklaruje producent, wzmacnia ekran o 250 proc.

Analitycy z Market Research Future zakładają, że rynek zabezpieczeń do wyświetlaczy smartfonów będzie wart w 2022 roku ponad 49 mld dol. Jednocześnie już dziś aż 90 proc. smartfonów na całym świecie ma ochronę wyświetlacza.

Timeqube – polski pogromca nieproduktywnych spotkań

Najprostsze pomysły są zwykle najlepsze. Tą zasadą kierowali się twórcy Timeqube, nowego produktu, rodem z Polski, który właśnie wkracza na światowy rynek, mając za zadanie zrewolucjonizować sposób prowadzenia spotkań biznesowych. Twórcy startupu mają na to wyjątkowo prosty patent – Timeqube to świecąca kostka, która zmienia kolory wraz z upływem czasu. Prostota tego rozwiązania, już na etapie przedsprzedaży sprawiła, że zainteresowały się nią globalne korporacje, a zamówienia pojawiły się z ponad 25 krajów, na wszystkich kontynentach.

Timeqube to autorski koncept Andrzeja Dobruckiego, który przez 12 lat pracował w dużych korporacjach i jak wiele osób dostrzegł zasadniczy problem spotkań: są za długie i nieproduktywne, często zdominowane przez 1-2 osoby, podczas gdy reszta uczestników po prostu wyłącza się mentalnie. Jego obserwacje, potwierdziły liczne badania. Każdego dnia na całym świecie odbywa się blisko 80 milionów spotkań biznesowych. Jednocześnie, wg. badań University of North Carolina, przeprowadzonych na ponad 180 managerach wyższego szczebla, 71% uważa pracowników je za z reguły nieefektywne[1]. To poważny problem, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że trendy wskazują, że spotkać będziemy się coraz częściej. Okazało się, że rozwiązanie tego problemu wcale nie musi być skomplikowane, wystarczy uświadomić uczestnikom spotkań tempo upływu czasu, bez stosowania „rozpraszaczy”  w postaci smartfonowych aplikacji czy inwazyjnych timerów. Tak narodził się pomysł świecącej kostki, która w subtelny sposób wykorzystuje kolory, żeby informować o pozostałym czasie spotkania.

Sekret tkwi w kolorach

Dzięki temu, że mózg ludzki rozpoznaje w pierwszej kolejności właśnie kolory, urządzenie pozwala “zasiać” w podświadomości informację o płynącym czasie, jednocześnie nie stresując i nie rozpraszając. Timeqube ma postać 8-centymetrowego świecącego sześcianu, widocznego niezależnie od kąta patrzenia. Operuje on kolorami, które doskonale znamy z sygnalizacji ulicznej. Przejścia między kolorami odbywają się w połowie i pod koniec wybranego programu a sama zmiana choć płynna, delikatnie zwraca naszą uwagę i przypomina o pozostałym czasie.  Zasada działania Timeqube została zaprojektowana na podstawie badań percepcji i wpływu kolorów na mózg – zielony wywołuje u nas poczucie spokoju i wzmaga kreatywność, pomarańczowy pobudza do działania, przyspiesza proces myślowy, czerwony natomiast skłania do podsumowań.[2]

Dzięki Timeqube, spotkania kończą się przed czasem lub w najgorszym razie – o czasie. Uczestnicy łatwiej koncentrują się na temacie spotkania, rzadziej wchodzą w zażarte dialogi i chętniej słuchają innych uczestników. Ważne jednak, by na początku spotkania “zakontraktować” ze wszystkimi, że będą przestrzegać pokazywanego przez Timeqube czasu. To zadanie organizatora spotkania. – przekonuje Andrzej Dobrucki, CEO Timeqube.

Technologiczne rękodzieło, w całości produkowane w Polsce

Timeqube jest w całości, ręcznie produkowany w Polsce. Produkcja odbywa się w Zielonej Górze, małymi partiami i ma charakter manufakturowy – część elementów twórcy produkują samodzielnie m.in. w technologii wysokiej jakości druku 3D.  Co ciekawe, i bardzo rzadkie wśród starupów hardwarowych na świecie– twórcy Timeqube’a nie korzystali ze wsparcia żadnych funduszy, w całości samofinansując swój pomysł.

Timeqube posiada 6 programów czasowych : 2, 5, 15, 30 , 45 i 60 minut. Dają one dość szeroki wachlarz zastosowania i nie są przypadkowe. 30 i 60 minut to standardowe czasy spotkań biznesowych. Urządzenie stawiamy na stole pozwalając wszystkim wzajemnie kontrolować czas spotkania. Z kolei 15 minut pozwala na omówienie 4 tematów w ciągu godziny. 2 i 5 minut to czasy przydatne przy spotkaniach typu Daily Standup (z metodologii zwinnych) lub progress meetingach, gdzie każdy uczestnik posiada swój czas wypowiedzi a następnie przekazuje kostkę kolejnej osobie. 45 minut to program dla nauczycieli, trenerów, coachow i prelegentów. Pozwala wzajemnie kontrolować czas prezentacji zarówno przez prezentera jak i widownię. Timeqube nie bez przyczyny nie łączy się ze smartfonem, bowiem twórcy uważają, że urządzenia połączone zabierają za dużo naszej uwagi i często rozkojarzają zamiast pomóc w koncentracji. By wystartować lub wyzerować zadany program, wystarczy kostkę nacisnąć, czemu towarzyszy charakterystyczny klik. Prostota zarówno urządzenia, jak i użytkowania jest tutaj kluczowa.

Początek drogi z międzynarodowym sukcesem

Twórcy urządzenia już w przedsprzedaży otrzymali zamówienia z ponad 25 krajów na wszystkich kontynentach. W sumie prace nad produktem trwały niecałe 6 miesięcy. W tej chwili Andrzej wraz ze wspólnikiem Mikołajem Skubiną, dostarczają gotowy od niedawna produkt klientom. Warszawie robią to osobiście. Andrzej Dobrucki tłumaczy to tak:

Chcemy poznać naszych klientów, zobaczyć w jakich warunkach Timeqube będzie wykorzystywany i jak jeszcze możemy pomóc ulepszyć kulturę spotkań biznesowych. Na wczesnym etapie rozwoju najważniejsze jest, by jak najwięcej nauczyć się o potrzebach klientów, aby produkt mógł w odpowiednią stronę ewoluować.

Timeqube powstawał w ramach WeWork Labs, programu akceleracyjnego w WeWork Krucza – jednego z najpopularniejszych obecnie biur coworkingowych w Warszawie. WeWork Labs to wydzielona przestrzeń w biurach WeWork, gdzie startupy dostają wsparcie programowe i mentorskie, umożliwiające im jak najszybsze globalne wyskalowania swoich produktów, poprzez międzynarodową sieć mentorów oraz inwestorów, jak i globalny network, umożliwiający startupom korzystanie z każdej przestrzeni WeWork Labs na całym świecie.

Produkt można zamawiać przez stronę internetową timeqube.com, a jego cena to 89 EURO.

[1] https://hbr.org/2017/07/stop-the-meeting-madness

[2] Effects of Object Color Stimuli on Human Brain Activities in Perception and Attention Reffered to EEG Alpha Band Response, Journal of Physiological Anthropology, Czerwiec 2007

Gdzie Lexus produkuje samochody?

W ofercie Lexusa znajdziemy wiele modeli – od hybrydowego hatchbacka, przez średniej wielkości SUV-a, po dużą limuzynę i grand tourera. W tym roku do tej listy dołączają dwa kolejne auta – sedan ES i crossover UX. Sprawdziliśmy, gdzie produkowane są wszystkie auta Lexusa dostępne na polskim rynku.

 

Lexus CT

CT to pierwszy w historii luksusowy hatchback z napędem hybrydowym. Lexus produkuje to auto od 2010 roku. Samochód powstaje w składającym się z trzech zakładów – Miyata, Kanda i Kokura – kompleksie, w prefekturze Fukuoka, na japońskiej wyspie Kiusiu.

Lexus UX

UX jest najnowszym i zarazem najmniejszym SUV-em Lexusa, a także pierwszym autem tego segmentu w ofercie japońskiej marki, które wyposażono w układ hybrydowy 4. generacji i oparto na nowej platformie GA-C. UX również powstaje na Kiusiu i właśnie debiutuje w naszych salonach.

Lexus NX

Kompaktowy SUV NX również jest produkowany w zakładzie Toyota Motor Kyushu. Napędzane przez napęd hybrydowy lub wyłącznie spalinowy auto powstaje od 2014 roku i jest najpopularniejszym w Europie SUV-em Lexusa.

Lexus RX

RX to kolejny samochód, który wyjeżdża z fabryki na Kiusiu. Auto zaprezentowano w 1998 roku, a w 2004 dzięki wersji hybrydowej RX stał się pierwszym w historii luksusowym, hybrydowym SUV-em. Samochód jest teraz dostępny również w wersji 7-osobowej – RX L. Od kilku lat samochód jest również produkowany w kanadyjskiej fabryce w Cambridge.

Lexus LX

Produkowany od 1995 roku model LX jest największym SUV-em Lexusa. Chociaż auto nie jest oficjalnie oferowane w Europie Zachodniej, w zeszłym roku w polskich salonach japońskiej marki znalazła się limitowana seria 50 egzemplarzy auta. Każdy egzemplarz tego potężnego, opartego na ramie auta wyjeżdża z japońskiej fabryki w mieście Tahara, położonym w prefekturze Aichi.

Lexus LC

Japońska fabryka Motomachi to jeden z najsłynniejszych zakładów Toyoty i Lexusa. To właśnie w tym zakładzie powstawał supersamochód LFA. Dzisiaj w tej zaawansowanej fabryce powstaje inne sportowe auto Lexusa, czyli napędzany silnikiem V8 albo napędem hybrydowym z motorem V6 model LC, zaprezentowany w 2016 roku.

Lexus RC

Model RC został wprowadzony przez Lexusa w 2014 roku. A ostatnio przeszedł wyraźny facelifting. To dwudrzwiowe coupé, występujące w wariantach spalinowym i hybrydowym, powstaje w fabryce Tahara, podobnie jak wiele innych modeli Lexusa.

Lexus RC F

W japońskim zakładzie Tahara powstaje również o wiele mocniejszy brat modelu RC, Lexus RC F. Wyposażone w silnik V8 o pojemności 5 l auto również zostało ostatnio odświeżone. Zmiany dotknęły nie tylko wyglądu auta, ale również zawieszenia i aerodynamiki. W tym roku powstała również jeszcze bardziej ekstremalna wersja tego sportowego coupé – RC F Track Edition.

Lexus IS

Kompaktowy sedan Lexusa o oznaczeniu IS zadebiutował na początku 1999 roku. Aktualnie w sprzedaży jest trzecia generacja auta, z turbodoładowanym silnikiem benzynowy 2.0 lub napędem hybrydowym wyposażonym w motor o pojemności 2,5 l. Auto jest produkowane w dwóch japońskich fabrykach – Tahara i Kyushu.

Lexus ES

Sedan ES to kolejna nowość Lexusa na europejskim rynku. Chociaż ten model jest jednym z najdłużej produkowanych samochodów japońskiego producenta, dopiero teraz oficjalnie trafił do Europy, z napędem hybrydowym pod maską. Przednionapędowa limuzyna jest produkowana na przede wszystkim na Kiusiu, ale także w Georgetown, w amerykańskim stanie Kentucky.

Lexus LS

LS to jedno z najważniejszych aut w historii Lexusa. To właśnie flagowa, potężna limuzyna była pierwszym samochodem japońskiej marki i do dzisiaj pozostaje dla Lexusa prawdziwym klejnotem w koronie. Od samego początku, czyli 1989 roku LS jest produkowany w fabryce Tahara, a dzisiaj powstaje już piąta generacja tego modelu.

Korzystna dla przedsiębiorców zmiana w ustawie o OZE

  • • Nie będzie zmian w wysokości opłaty zastępczej w projekcie ustawy o odnawialnych źródłach energii. Ministerstwo Energii wzięło pod uwagę negatywną opinię Rady OZE przy Konfederacji Lewiatan.
  • Przedsiębiorcy mają także nadzieję na pozytywne rozstrzygnięcie innych kwestii dotyczących, m.in. zachowania ważności przez pozwolenia na budowę elektrowni wiatrowych, wydłużenia wieku urządzeń wchodzących w skład instalacji OZE oraz terminu na sprzedaż, po raz pierwszy, energii elektrycznej.
Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan
Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan

– Nowa wysokość opłaty zastępczej byłaby kolejną na przestrzeni kilku lat modyfikacją systemu, co nie wpływa pozytywnie na pewność obrotu prawnego i inwestycyjnego. Skutki zmiany byłyby trudne do przewidzenia. Dlatego dobrze, że resort energii z niej rezygnuje i daje sobie czas na przeprowadzenie rzetelnych analiz i konsultacji – mówi Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Wątpliwości budziło powiązanie wartości opłaty zastępczej z cenami energii na giełdzie oraz arbitralnie ustalanymi wartościami w oparciu o obecny LCOE dla odnawialnych źródeł energii.

System kolorowych certyfikatów został stworzony, by zapewnić stabilne warunki dla inwestorów i instytucji finansowych, którzy zaangażowali się w realizację celów związanych z OZE. Ewentualne zmiany w zakresie opłaty zastępczej powinny być rozważane dopiero w terminie późniejszym.

– Mamy nadzieję na pozytywne rozstrzygnięcie również pozostałych kwestii podnoszonych przez Lewiatana, a dotyczących m.in. zachowania ważności przez pozwolenia na budowę elektrowni wiatrowych, wydłużenia wieku urządzeń wchodzących w skład instalacji OZE oraz terminu na sprzedaż, po raz pierwszy, energii elektrycznej – dodaje Dominik Gajewski.

Rada OZE proponuje wydłużenie ustawowego terminu na sprzedaż energii elektrycznej w ramach systemu aukcyjnego o kolejne 6 miesięcy.

Możliwe scenariusze Brexitu a zasady pobytu obywateli Wielkiej Brytanii w Polsce

W chwili obecnej, po przyjęciu przez Radę Europejską konkluzji z nadzwyczajnego posiedzenia w dniu 21 marca 2019 r. wystąpienie Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej ma nastąpić 12 kwietnia (w przypadku braku przyjęcia umowy wystąpienia przez Wielką Brytanię) albo 22 maja (w przypadku przyjęcia umowy wystąpienia) 2019 r. W związku z tym mogą zmienić się zasady pobytu Brytyjczyków w Polsce. Wciąż nie jest rozstrzygnięte na jakich zasadach nastąpi Brexit. Urząd do Spraw Cudzoziemców przedstawia aktualnie możliwe scenariusze i uzależnione od nich zasady pobytu obywateli Wielkiej Brytanii w Polsce po Brexicie.

Obecnie obywatele Wielkiej Brytanii i członkowie ich rodzin niebędący obywatelami UE mogą przebywać w Polsce przez okres do 3 miesięcy bez konieczności spełniania jakichkolwiek warunków pobytu, innych niż posiadanie ważnego dokumentu podróży. Jeżeli pobyt trwa powyżej 3 miesięcy, Brytyjczycy, tak jak wszyscy obywatele Unii Europejskiej zobowiązani są zarejestrować swój pobyt w Polsce. Członkowie ich rodzin, którzy nie są obywatelami Unii Europejskiej mają natomiast obowiązek uzyskać kartę pobytu członka rodziny obywatela UE. Realizacja tych obowiązków możliwa jest bezpłatnie w urzędzie wojewódzkim właściwym ze względu na miejsce przebywania.

Scenariusz 1: Brexit na podstawie umowy wystąpienia między Wielką Brytanią i Unią Europejską

Komisja Europejska opublikowała projekt umowy wystąpienia, która dotychczas nie przeszła niezbędnych procedur wewnętrznych w Wielkiej Brytanii i tym samym nie wiadomo czy będzie obowiązywać od 23 maja 2019 r.

Główne założenia umowy wystąpienia:

okres przejściowy od daty wejścia w życie umowy do 31 grudnia 2020 r. W jego trakcie zasady pobytu i pracy obywateli Wielkiej Brytanii w Polsce pozostaną bez zmian. Swoboda przepływu osób pomiędzy Wielką Brytanią a UE zostanie zatem w tym okresie utrzymana;

– sprawy związane z pobytem obywateli Wielkiej Brytanii i członków ich rodzin po zakończeniu okresu przejściowego uregulowane są w Części Drugiej projektu umowy wystąpienia pt. „Prawa obywatelskie”;

– po zakończeniu okresu przejściowego obywatele Wielkiej Brytanii i członkowie ich rodzin będą posiadać prawo pobytu w Polsce jeśli:

  1. korzystali z prawa pobytu w Polsce zgodnie z prawem UE przed zakończeniem okresu przejściowego;
  2. w dalszym ciągu mieszkają w Polsce.

– prawo stałego pobytu będzie przysługiwać co do zasady po upływie 5 lat nieprzerwanego pobytu (zgodnie z prawem UE, na warunkach przewidzianych w dyrektywie 2004/38/WE). Okresy legalnego pobytu lub pracy zgodnie z prawem Unii, przypadające na czas przed zakończeniem okresu przejściowego i po nim, będą wliczane do wymaganego okresu uprawniającego do nabycia prawa stałego pobytu;

potwierdzeniem posiadania prawa pobytu lub prawa stałego pobytu będzie dokument zawierający adnotację, że został wydany zgodnie z umową wystąpienia;

– dokumenty będą wydawały urzędy wojewódzkie właściwe ze względu na miejsce pobytu.

Scenariusz 2: Brexit bez zawarcia umowy między Wielką Brytanią i Unią Europejską (tzw. bezumowny)

Na wypadek braku wejścia w życie umowy wystąpienia pomiędzy Wielką Brytanią a Unią Europejską w dniu 15 marca 2019 r. uchwalona została ustawa regulująca m.in. status pobytowy obywateli tego państwa oraz członków ich rodzin na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Wejdzie ona w życie z dniem wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Zakłada ona ustanowienie okresu, w którym pobyt obywateli Wielkiej Brytanii i członków ich rodzin na terytorium Polski bezpośrednio po dacie Brexitu będzie uznawany za legalny. Określa także podstawy prawne dla udzielenia im zezwoleń na pobyt czasowy oraz stały, uzależniając to od dysponowania w dniu poprzedzającym dzień wystąpienia  Wielkiej Brytanii z UE prawem pobytu lub prawem stałego pobytu. Co ważne, ustawa przewiduje domniemanie posiadania jednego z takich praw przez osoby będące właścicielami w dniu poprzedzającym jej wejście w życie ważnych dokumentów wydanych przez polskie organy obywatelom Unii Europejskiej i członkom ich rodzin. Stąd też uzyskanie stosownych zezwoleń po Brexicie na podstawie projektowanych przepisów będzie znacząco łatwiejsze dla osób posiadających te dokumenty. Rejestracja i uzyskanie kart pobytu członka rodziny obywatela UE może być więc ułatwieniem dla obywateli Wielkiej Brytanii i członków ich rodzin, którzy będą chcieli pozostać w Polsce po Brexicie.

Główne założenia ustawy regulującej status pobytowy Brytyjczyków w Polsce:

od daty Brexitu do 31 grudnia 2020 r. pobyt i praca obywateli Wielkiej Brytanii i członków ich rodzin będą uznawane za legalne jeśli dzień przed Brexitem będą posiadali prawo pobytu w Polsce;

wprowadzenie nowych, dedykowanych dla Brytyjczyków rodzajów zezwoleń na pobyt czasowy (na 5 lat) i stały (na czas nieokreślony), o które będzie można się ubiegać w okresie od daty Brexitu do 31 grudnia 2020 r.;

domniemanie posiadania prawa pobytu lub prawa stałego pobytu w Polsce dzień przed Brexitem dla osób posiadających w tym dniu zaświadczenie o zarejestrowaniu pobytu obywatela UE, dokument potwierdzający prawo stałego pobytu, kartę pobytu lub kartę stałego pobytu członka rodziny obywatela UE – uproszczenie postępowania o zezwolenie na pobyt czasowy lub stały dedykowanego Brytyjczykom;

uprawnienie do uzyskania zezwolenia na pobyt stały po upływie 5 lat legalnego nieprzerwanego pobytu również po Brexicie, na określonych warunkach;

– uzyskanie zezwolenia na pobyt będzie uprawniało do podejmowania pracy;

– wnioski o zezwolenia na pobyt będą rozpatrywane przez urzędy wojewódzkie właściwe ze względu na miejsce przebywania.

Scenariusz 3: zmiana terminu Brexitu

Istnieje także możliwość ponownego przesunięcia daty wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Aby do tego doszło Rada Europejska w porozumieniu z Wielką Brytanią musiałyby podjąć jednomyślną decyzję o wydłużeniu okresu negocjacji.

Źródła i metody uzyskiwania informacji gospodarczych

Dla bezpiecznego funkcjonowania przedsiębiorstwa i jego rozwoju niezbędne jest pozyskanie wielu danych z otoczenia biznesowego i przetwarzanie ich w przydatne do prowadzenia działalności gospodarczej informacje. Również rozpoznanie partnerów biznesowych i kontrahentów oraz ich stały monitoring winny dostarczać niezbędnych danych do podjęcia decyzji odnośnie do zasadności nawiązania z nim współpracy, jej kontynuacji lub zaprzestania. Poniżej przedstawiamy główne źródła informacji gospodarczych i metody ich pozyskiwania.

Otwarte źródła informacji

Wiele osób uważa, że całość użytecznej informacji o charakterze wywiadowczym jest uzyskiwana z tajnych źródeł informacji. Oczywiście nie jest to prawdą. W ocenie admirała Zachariasa (zastępca szefa wywiadu sił morskich USA) w czasie drugiej wojny światowej 95% informacji wywiad sił morskich USA uzyskiwał ze źródeł otwartych, 4% ze źródeł półoficjalnych i tylko 1% ze źródeł tajnych (niejawnych). W zasadzie można przyjąć, że takie same proporcje dotyczą obecnie informacji zdobywanych przez wywiad gospodarczy. Analitycy specjalizujący się w dziedzinie wywiadu twierdzą, że z gazet periodyków, wykładów zagranicznych uczonych, materiałów konferencji naukowych, targów czy wystaw można uzyskać wszystkie dane niezbędne do dokonania koniecznych uogólnień i stworzenia pełnego obrazu wydarzeń mających miejsce w określonych państwach oraz w różnych sferach ludzkiej aktywności, począwszy od polityki, a na gospodarce skończywszy. Dla wywiadu gospodarczego, który w jego profesjonalnym rozumieniu jest procesem gromadzenia, przetwarzania, analizowania i dystrybucji informacji wywiadowczych w przedsiębiorstwie lub dla przedsiębiorstwa, prowadzonym legalnymi metodami i z wykorzystaniem legalnych środków (patrz: vismagna.pl), wykorzystywanie ogólnie dostępnych źródeł informacji jest sprawą absolutnie kluczową.

„Kopalnią wiedzy” dla wywiadu gospodarczego stał się Internet i tzw. wywiad analityczny[1]. Mówiąc o możliwościach wywiadu analitycznego, warto zauważyć, że pojawienie się nowych technologii informacyjnych w sieci praktycznie wyrównało możliwości konkurentów w pozyskiwaniu niezbędnych informacji wyjściowych. W związku z tym coraz ważniejsza staje się szybkość wyszukiwania i poprawna analiza. Dlatego na znaczeniu zyskują procesory gromadzenia danych, które pomagają „wyodrębnić” i przeanalizować niezbędne informacje z dużych zbiorów informacyjnych. Specjaliści zdają sobie sprawę z tego, iż wywiad gospodarczy może być teraz prowadzony bez konieczności hakowania komputerów, a po prostu za pomocą przetwarzania ogromnej ilości informacji z wykorzystaniem specjalnych algorytmów, które są dostępne dla każdego użytkownika Internetu.

Warto jeszcze wspomnieć o innym mechanizmie w znacznym stopniu ułatwiającym nie tylko obróbkę informacji gospodarczych (również tych ze źródeł otwartych), ale również całościowe zarządzanie przedsiębiorstwem, z ogromną ilością niezbędnych do przetworzenia danych. W USA i Europie Zachodniej w biznesie od lat funkcjonuje tzw. Business Intelligence (znany również jako BI). Pojęcie to nie oznacza jednak wywiadu biznesowego, a jest po prostu zestawem narzędzi IT (architektura systemu, aplikacje analityczne oraz bazy danych) umożliwiających dokonywanie analiz danych w czasie rzeczywistym w celu uzyskania informacji biznesowej (wywiadowczej).

Pośrednie atrybuty wywiadowcze

Atrybut (cecha) wywiadowczy jest przejawem aktywności badanego podmiotu, według której można sądzić o charakterze jego działalności. Żadne zdarzenie nie zachodzi samo z siebie, w oderwaniu od otaczającego go środowiska. Praktycznie każdemu zjawisku towarzyszą pewne niezależne procesy, których istnienie może być i powinno zostać wykryte. Można powiedzieć, że pozostaje aktualne stare przysłowie „nie ma dymu bez ognia”.

Jedną z metod pośrednich atrybutów wywiadowczych jest analiza przyczynowo-skutkowa. Jeśli z A wynika B, a z B wynika C, to obserwując C, można wyciągnąć określone wnioski na temat A. Znajomość związków przyczynowo-skutkowych może spowodować, że obserwując zewnętrzne oznaki, możemy drogą analityczną dojść do zrozumienia istotnych przyczyn obserwowanych zjawisk, nie widząc i nie doświadczając ich bezpośrednio.

Jednak przy całej swojej atrakcyjności metody pośrednich atrybutów wywiadowczych mają istotne niedostatki:

  • związek pomiędzy badanymi zjawiskami jest określony zawsze z pewnym prawdopodobieństwem;
  • związki pomiędzy zjawiskami mogą być wielokrotne, a wtedy obserwacje można interpretować niejednoznacznie i jednocześnie na rzecz często sprzecznych hipotez;
  • ze względu na brak zweryfikowanych danych, obszarem analizy mogą być nie tylko zawiłości nieustanowionych związków, ale także nieść z sobą swego rodzaju „czarne dziury”, w których prawidłowości mogą nie istnieć.

Przykład 1. Aktywność polskiego prezydenta można z dużym prawdopodobieństwem prześledzić, obserwując przemieszczanie się grupy reporterskiej TVP1.

Przykład 2. Pomimo tego, że amerykański program jądrowy, „Projekt Manhattan”, był ściśle tajny, Amerykanie nie byli w stanie całkowicie ukryć pracy nad stworzeniem bomby atomowej. W szczególności Erich Gimpel[2] przypomina, że był w stanie bardzo dokładnie określić miejsce produkcji broni atomowej i stopień zaawansowania prac nad bronią jądrową, śledząc następujące pośrednie atrybuty aktywności wywiadowczej w USA:

  1. Zidentyfikowane dostawy uranu do USA. Uran przybywał do Stanów Zjednoczonych z północy Kanady, a także w mniejszych ilościach z Konga Belgijskiego. Transport tego strategicznego i bardzo specyficznego surowca można prześledzić dość łatwo dzięki podjętym przez Amerykanów podwyższonym środkom bezpieczeństwa.
  2. Na rzece Columbia bez wyraźnej potrzeby na rzecz przemysłu i rolnictwa została zbudowana specjalna odnoga. Wiadomo, że do chłodzenia reaktora jądrowego potrzebna jest znaczna ilość wody.
  3. W Oak Ridge w Tennessee w ciągu kilku miesięcy zbudowano ogromny sześciopiętrowy budynek fabryki.
  4. Do bazy wojskowej w Arizonie z wybrzeża Pacyfiku oddelegowano w tym czasie dwóch doświadczonych pilotów B 29, największego amerykańskiego bombowca strategicznego. Na poligonie w Arizonie piloci ci zajmowali się na pierwszy rzut oka bezsensownymi działaniami, od czasu do czasu wznosząc się w powietrze z makietą super ciężkiej bomby. Przy tym sami piloci nie mieli pojęcia, dlaczego to robią.

Przykład 3. W latach 70. XX w. analiza pierwotnej informacji o szczególnym zachowaniu pracownika MSZ ZSRR A. Ogorodnika dała podstawy do jego identyfikacji, jako agenta CIA. Jednym z pośrednich dowodów kontaktów Ogorodnika z amerykańskim wywiadem stała się pełna zgodność dat i godzin jego spacerów w parkowo-leśnym regionie Moskwy z grafikiem podwyższonej aktywności[3] wywiadowczej pracowników rezydentury CIA w Moskwie.

Informacja operacyjna

Informacja operacyjna jest to informacja docierająca do komórki wywiadu drogą operacyjną tj. w rezultacie prowadzenia przedsięwzięć operacyjnych i realizacji działań wywiadowczych. Należy przy tym zaznaczyć, że uzyskiwanie informacji gospodarczych metodami operacyjnymi przez państwowy wywiad ekonomiczny wchodzi w zakres tzw. działań operacyjno-rozpoznawczych, do których wywiad ten jest upoważniony ustawowo.

Natomiast w przypadku komórki wywiadu gospodarczego w przedsiębiorstwie tego typu działania mogą „ocierać się” o zabronione w wywiadzie gospodarczym przedsięwzięcia, z arsenału szpiegostwa przemysłowego.

Informacje o charakterze operacyjnym uzyskiwane są głównie przez pozyskane do współpracy osobowe źródła informacji (OZI), a do działań operacyjnych służących zdobywaniu informacji gospodarczych należą między innymi:

  • wykorzystanie własnej pozycji OZI wewnątrz korporacji do uzyskiwania informacji i dokumentów;
  • prowadzenie tzw. pracy typowniczej tj. wskazywanie osób z dostępem do informacji i z tzw. motywem werbunkowym (np. charakterystyka osób z działu ryzyka danej firmy);
  • włamania do biur własnej instytucji z wykorzystaniem znajomości systemów zabezpieczeń, czego efektem są: kradzieże dokumentów, laptopów, dysków i innych nośników (niekiedy zgłaszane jako przepadek mienia, a nie informacji);
  • pozyskanie danych niezbędnych do cyberataków przeciwko elementom systemu informacyjnego;
  • przygotowanie danych dla przeprowadzenia operacji skierowanych przeciwko „mobilnym” menadżerom, którzy pracują na służbowych komputerach w podróżach, hotelach itp.;
  • wykorzystywanie bezmyślności i ignorancji pracowników i menadżerów z uwzględnieniem:
  • przypadkowych lub towarzyskich pogawędek na temat interesów,
  • studiowania dokumentów firmy w podróżach: pociągach, samolotach i innych miejscach publicznych,
  • prowadzenia rozmów na tematy służbowe w biurach innych instytucji, środkach transportu publicznego, restauracjach,
  • pozostawiania dokumentów bez nadzoru i zabezpieczenia na biurkach, ale również w miejscach publicznych,
  • pozostawiania elektronicznych nośników z nieskasowanymi informacjami poufnymi,
  • włamania do biur konkurencji, w których przechowywana jest wartościowa informacja,
  • włamania komputerowe, przechwytywanie rozmów i informacji przesyłanych drogami telekomunikacyjnymi. Dotyczy to faksów i telefonów, ale także poczty elektronicznej,
  • wykorzystanie metod hakerskich w celu przejęcia informacji przechowywanych i przetwarzanych w sieciach i systemach teleinformatycznych,
  • podsłuchiwanie rozmów telefonicznych,
  • tropienie, inwigilacja i lokalizacja kierowniczej kadry konkurenta z wykorzystaniem obserwacji fizycznej, GPS, kamer, a także zdjęć satelitarnych,
  • wręczanie łapówek w celu kompromitacji i szantażu,
  • przeszukiwanie śmietników w celu odszukania porzuconych materiałów informacyjnych.

Informacja ekspercka

Szczególną grupę źródeł informacji stanowią eksperci w określonej specjalizacji zawodowej. Praca z tego typu źródłami jest stosunkowo złożona ze względu na możliwość uzyskania wykluczających się rezultatów. Dlatego właściwy wybór eksperta jest kluczem do jakości otrzymywanych informacji.

Ekspert to specjalista w interesującej nas dziedzinie, którego fachowa wiedza i kontakty (zarówno praca, jak i hobby) zapewniają pierwszorzędną orientację w rozpracowywanym temacie. Ekspertyza pozwala na nowe spojrzenie na istniejący problem, zdobycie podstawowych materiałów, przejście do nieznanych dotąd źródeł informacji. Ogólna wiarygodność danych uzyskanych jest najczęściej bardzo wysoka.

Informacja „pracownicza”

Na etapie identyfikacji możliwych źródeł informacji gospodarczej dla firmy konieczne jest przeprowadzenie dogłębnej analizy relacji informacyjnych występujących pomiędzy pracownikami danego przedsiębiorstwa i jego zarządu a członkami organów władzy państwowej, organów porządku publicznego, kręgów bankowych i mediów. Analiza ta przeprowadzana jest w celu oceny możliwości ich efektywnego wykorzystania i uwzględnienia tych powiązań w interesie przedsiębiorstwa. Po dogłębnym zbadaniu dostępnych możliwości informacyjnych pracowników kierownictwo przedsiębiorstwa i grupa wywiadu gospodarczego muszą wspólnie ustalić, kto konkretnie z pracowników powinien utrzymywać kontakty z tym czy innym urzędnikiem, dziennikarzem itp.

Obowiązkowe uczestnictwo kierownictwa firmy w systemie wywiadu gospodarczego wynika stąd, że w niektórych przypadkach jedynie kierownictwo wyższego szczebla może mieć dostęp do konkurencyjnych przedsiębiorstw, instytucji państwowych i innych organizacji, celem uzyskania wiarygodnych informacji przydatnych przedsiębiorstwu. Amerykańskie doświadczenia wskazują, że najwyżsi menadżerowie 70-80% swoich godzin pracy spędzają w zewnętrznych organizacjach. Co oni tam robią? Odpowiedź jest bardzo prosta: pracują tam z informacjami.

Do rozwiązywania problemów informacyjnych należy zatem obowiązkowo zaangażować nie tylko pracowników komórki wywiadu gospodarczego, ale także pracowników innych działów funkcjonalnych przedsiębiorstwa. Jednocześnie należy wziąć pod uwagę indywidualną zdolność i chęć danego pracownika do udziału w tym „specjalnym zadaniu marketingowym”. W przypadku niechęci pracownika do współpracy z grupą wywiadu gospodarczego możliwe jest jego wykorzystanie „w ciemno” tj. poprzez uzyskanie niezbędnych informacji np. za sprawą zakamuflowanej ankiety lub w formie pisemnego sprawozdania z wykonanej pracy. Natomiast, jeżeli pracownik przedsiębiorstwa zgadza się wykonywać zadania jednostki wywiadu gospodarczego, musi mieć zapewnione wszelkiego rodzaju doradztwo i wsparcie informacyjne.

Należy zauważyć, że pisemne raporty pracowników przedsiębiorstwa dotyczące otrzymanych informacji są ważne nie tylko z punktu widzenia ich natychmiastowego wykorzystania. Zasadą powinno być obowiązkowe zapisywanie wszystkich dokumentów informacyjnych na nośnikach elektronicznych i przechowywanie ich w zintegrowanym banku danych.

Ogromne znaczenie dla gromadzenia informacji ma wykorzystanie filii, oddziałów, biur sprzedaży i centrów usługowych przedsiębiorstwa, które mogą w znacznym stopniu przyczynić się do rozwiązania różnych zadań informacyjnych centrali.

Powszechnie wiadomo, że duże zachodnie firmy i korporacje aktywnie wykorzystują swoje oddziały w różnych krajach do gromadzenia informacji politycznych i gospodarczych o kraju, w którym są rozmieszczone.

Przykład. W wykorzystaniu własnych pracowników w celu uzyskiwania istotnych dla firmy informacji biznesowych przoduje korporacja Mitsui, w której otwarcie propagowana jest teza: „Informacja – źródłem siły życiowej firmy”. Pracownicy tej firmy, pracujący w 200 oddziałach, przedstawicielstwach i biurach w różnych krajach świata, wysyłają do centrali korporacji około 80 tysięcy wiadomości w ciągu tygodnia za pośrednictwem łączności satelitarnej. Zbieranie różnych użytecznych informacji stanowi integralną część obowiązków każdego pracownika korporacji.

Wykorzystanie możliwości organizacji zewnętrznych w zdobywaniu informacji

Ze względu na fakt, że kierownictwo firmy co do zasady jest zainteresowane w informacjach o różnym charakterze (informacje ogólne, gospodarcze, finansowe, polityczne, na temat technologii, tła gospodarczego, przestępczości itp.), niekiedy komórka wywiadu gospodarczego zmuszona jest do ustanowienia kontaktów biznesowych poprzez wyspecjalizowane firmy, których głównym profilem działalności jest gromadzenie i analiza informacji dotyczących określonego obszaru zainteresowania. Kwestia finansowania zewnętrznej struktury informacyjnej (tzw. outsourcingu) jest rozstrzygana w zależności od wielkości i charakteru zadań, które ta struktura będzie realizować. Do tych wyspecjalizowanych firm zaliczyć należy przede wszystkim różnego rodzaju agencje detektywistyczne i wywiadownie gospodarcze, ale także niezależne ośrodki badawcze specjalizujące się w „wyławianiu” niezbędnych danych z Internetu. W Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych gromadzenie informacji z Internetu i ich odsprzedawanie „potrzebującym” firmom od dawna jest bardzo dochodowym biznesem. Biznes ten koncentruje się m.in. na informacyjno-analitycznym wsparciu kluczowych firm z takich sektorów gospodarki, jak przemysł lotniczy, transport czy energia.

Specyficznymi wywiadowniami gospodarczymi, a jednocześnie bazami danych, które dostarczają określonych informacji, w naszym kraju są Biura Informacji Gospodarczej (BIG). Ich działalność reguluje Ustawa z dnia 9 kwietnia 2010 r. o udostępnianiu informacji gospodarczej i wymianie danych gospodarczych. W Polsce funkcjonują takie Biura Informacji Gospodarczej, jak: Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor S.A., Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej S.A., Rejestr Dłużników ERIF Biuro Informacji Gospodarczej S.A.

Natomiast na podstawie Ustawy z 29 sierpnia 1997 r. Prawo bankowe funkcjonują dwa rejestry kredytowe utworzone przez Związek Banków Polskich i banki. Są to:

– System Biuro Informacji Kredytowej S.A., które jest specyficzną wywiadownią gospodarczą. Zasoby informacyjne BIK służą zarówno bankom, jak i klientom. W BIK można uzyskać informację: ile klient ma zobowiązań, jakie to są zobowiązania, czy terminowo obsługuje zobowiązania, jakie jest prawdopodobieństwo spłaty kredytu;

– System Bankowy Rejestr (w Związku Banków Polskich).

Pod patronatem Związku Banków Polskich funkcjonują również dwie inne bazy danych:

AMRON – System Analiz i Monitorowania Rynku Obrotu Nieruchomościami

SARFiN – System Analiz Rynku Finansowania Nieruchomości;

Natomiast Główny Urząd Kartografii i Geodezji zarządza dwiema innymi bazami danych:

– Zintegrowanym Systemem Informacji o Nieruchomościach, będącym centralnym repozytorium kopii zbiorów danych ewidencji gruntów i budynków oraz

– Powiatowymi Rejestrami Cen i Wartości (nieruchomości), zawierającymi informacje o transakcjach bez kredytów.

Kluczowe znaczenie dla uzyskiwania informacji gospodarczych w Polsce ma z całą pewnością Krajowy Rejestr Sądowy (KRS), funkcjonujący na podstawie Ustawy z dnia 20 sierpnia 1997 r. KRS daje możliwość uzyskania informacji o każdym przedsiębiorcy podlegającemu obowiązkowi wpisu do KRS w formie odpisu, wyciągu lub odpowiedniego zaświadczenia w kilkudziesięciu ekspozyturach Centralnej Informacji Krajowego Rejestru Sądowego na terenie całego kraju. KRS jest scentralizowaną, informatyczną bazą danych składającą się z trzech osobnych rejestrów: rejestru przedsiębiorców, rejestru stowarzyszeń, innych organizacji społecznych i zawodowych, fundacji oraz publicznych zakładów opieki zdrowotnej i rejestru dłużników niewypłacalnych.

Przykłady wpływu informacji uzyskanych przez komórki wywiadu gospodarczego na działalność przedsiębiorstwa

Przykład 1. Do przedsiębiorstwa K zgłasza się firma N z ofertą rozmieszczenia akcji spółki K o wartości 25 milionów USD, na amerykańskich giełdach papierów wartościowych. Za swoją usługę żąda 450 000 USD, z zastrzeżeniem 50% przedpłaty. Na pytania o to, kto konkretnie przeprowadzi badanie rynku amerykańskiego i rozmieści akcje, zarząd firmy N reaguje bardzo wymijająco. Aby uzyskać niezbędne wstępne informacje, komórka wywiadu gospodarczego przedsiębiorstwa K otrzymuje zadanie zweryfikowania wiarygodności i wypłacalności potencjalnych partnerów.

Korzystając z wcześniej znanych baz informacyjnych, komórka wywiadu gospodarczego uzyskała podstawowe informacje o rejestracji, dokumentach założycielskich przedsiębiorstwa N i jego poprzedniej działalności gospodarczej.

Natomiast, aby uzyskać informacje na temat amerykańskiego partnera firmy N, dział wywiadu gospodarczego firmy złożył wniosek do wywiadowni gospodarczej. Po dwóch tygodniach otrzymano szczegółową odpowiedź.

W efekcie przeprowadzonych przez komórkę wywiadu gospodarczego działań informacyjnych zarządowi przedsiębiorstwa został złożony szczegółowy raport z przeprowadzonych działań informacyjno-rozpoznawczych. W dokumencie tym przedstawiono analizę zebranych danych i zalecono odmowę dalszej współpracy z firmą N. W uzasadnieniu stwierdzono, że:

– firma N została zarejestrowana zaledwie na sześć miesięcy przed złożeniem oferty handlowej przedsiębiorstwu K;

– pod adresem, gdzie zarejestrowana została firma N, zarejestrowano jeszcze około 250 różnych firm i organizacji, co oznacza, że firma N została zarejestrowana pod „kupionym” adresem prawnym;

– kierownictwo firmy N przed złożeniem swojej oferty K zaangażowane było w zupełnie inny rodzaj działalności i poniosło na tym polu znaczące straty;

– firma N nie przeprowadzała żadnych transakcji giełdowych podobnych do proponowanej Przedsiębiorstwu K;

– amerykański partner firmy N naprawdę istnieje, ale jednocześnie nie wykazuje żadnej jawnej działalności inwestycyjnej. Firma jest zarejestrowana w małym miasteczku, w którym zajmuje skromne biuro. Jego personel składa się tylko z dwóch osób.

Po zapoznaniu się z raportem kierownictwo przedsiębiorstwa K zdecydowało, że kontynuowanie współpracy z firmą N byłoby bezcelowe.

Podobnie jak w przypadku każdej innej działalności, skuteczność wywiadu gospodarczego jest określana przez system „koszt-efekt”. W przypadku działalności wywiadowczej występują trzy rodzaje efektów: zysk, ekonomia środków i zapobieganie szkodom materialnym i moralnym.

W przedstawionej sytuacji efektem było zapobieżenie stratom w kwocie 450 000 USD w płatnościach za usługi firmy N. Czas i koszty ustalenia jej wiarygodności wynosiły trzy tygodnie i około 500 USD (w tym opłaty za rachunki telefoniczne i podróże). Kierownictwo firmy wyraźnie wykazało, że jednostka wywiadu gospodarczego osiągnęła doskonałe wyniki przy niskich kosztach i wysokiej wydajności, zapobiegając znacznym stratom finansowym i moralnym przedsiębiorstwa.

Przykład 2. Do zarządu banku A zgłasza się firma, która ma w tym banku rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy. Szef firmy obawia się, że pieniądze za przekazane wcześniej kontrahentowi towary nie wpłynęły na jego rachunek.

Służba bezpieczeństwa banku A otrzymuje zadanie rozpoznania sprawy. W ramach przeprowadzonych działań informacyjno-rozpoznawczych, służba uzyskała informacje, że firma współpracowała z tym partnerem po raz pierwszy, a towary zostały wysłane do przedstawiciela partnera po otrzymaniu jedynie kopii polecenia zapłaty faksem.

Służba bezpieczeństwa banku A skontaktowała się również z działem bezpieczeństwa banku B, w którym znajdował się rachunek rozliczeniowy firmy nabywcy. Wewnętrzne dochodzenie przeprowadzone w tym banku wykazało, że nakaz zapłaty jest fałszywy, a wskazany w nim rachunek bankowy jest zablokowany od roku. Sama firma i jej właściciel mają znaczne długi. Osoba wskazana w treści pełnomocnictwa do odbioru towarów znajduje się na liście poszukiwanych przez władze od dwóch lat. Numery kontaktowe firmy były własnością miejskiego oddziału łączności. W rezultacie firma poniosła nieodwracalne straty w wysokości około 200 000 EUR.

W tym przypadku do powstania strat firmy F przyczynił się prawdopodobny brak świadomości kierownictwa tej firmy co do zasad funkcjonowania wywiadu gospodarczego we współczesnym biznesie, co wiązało się z zaniechaniem podstawowego sprawdzenia partnera gospodarczego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Krzysztof Surdyk

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

[1] patrz art. „Wywiad analityczny w Internecie” https://www.wywiad-gospodarczy.pl/wywiad-analityczny-w-internecie.html

[2] Niemiecki szpieg, pracownik wywiadu wojskowego Abwehry. W czasie drugiej wojny światowej wspólnie z Williamem Colepaughem został przerzucony z tajną misją wywiadowczą do USA (operacja Elster). Zatrzymany przez FBI w Nowym Yorku w 1944 r., został skazany na karę śmierci, zamienioną następnie na dożywocie. Po wyjściu z więzienia Alcatraz w 1955 r. wrócił do RFN. Autor książki Spy For Germany.

[3] W żargonie operacyjnym służb specjalnych, „podwyższona aktywność pracowników zagranicznych służb specjalnych” oznacza jednoczesny wyjazd z ambasady w diametralnie różnych kierunkach wszystkich rozpoznanych pracowników służb, z dalszym bezcelowym przemieszczaniem się po mieście. Amerykanie praktykowali takie przedsięwzięcia celem rozproszenia sił i środków obserwacji zewnętrznej kontrwywiadu, odwrócenia uwagi od operacji prowadzonych na schowkach ze szczególnie cenną agenturą.

Sztuka rekrutacji w czasach Social Media, to sztuka budowania relacji

W grupie Praca Warszawa na Facebooku jest ponad 180 tysięcy osób, 97 proc. polskich managerów jest na Linkedinie, a spawaczy z samej tylko Warszawy jest na tym portalu siedmiuset. Żeby znaleźć kandydata rekruter musi dziś nie tylko śledzić media społecznościowe (nawet Instagrama), zbierać leady rekrutacyjne i budować baseny talentów. Musi też wzbudzać zaufanie i budować relacje. 

W stwierdzeniu, że polski rynek pracy przeniósł się do portali społecznościowych, nie ma ani grama przesady. Korzysta z nich już około 20 mln Polaków, to aż 47 proc. całej populacji kraju (na marginesie hasło „spawacz” na Facebooku wypluwa całą listę list dyskusyjnych, z których wiele ma po kilkanaście tys. członków). Miejsca – nawet wirtualnego – które skupia tak ogromną grupę potencjalnych pracowników nie sposób jest ignorować.

– Dziś nie chodzi już o „być czy nie być” w social mediach, tylko o to jak w nich być. Media społecznościowe zaczynają wieść prym w rekrutacji i to jest trend na fali wznoszącej widoczny na całym świecie. To tam jest bicie serca rynku pracy – mówi Krystian Dryniak, prezes agencji digitalowej Social Media London Style oraz spółki Software House Wise Guys, które specjalizują się m.in. w rekrutacji specjalistów IT. – Dla rekruterów i firm ważna staje się transparentność, bo na portalach społecznościowych użytkownicy wymieniają się doświadczeniami, opiniami i żadna próba ukrycia czy przekręcenia faktów się nie uda.

Liczy się też strategia, bo kandydata, który może odpowiedzieć na wiele ofert pracy, trzeba zachęcić do aplikowania. Do tej pory pracodawcy i rekruterzy byli zarzucani CV i tylko je analizowali, natomiast dziś, żeby zdobyć pracownika, nomen omen, muszą się napracować. Większość polskich firm nie wykazuje chęci na zrozumienie i zaadoptowanie do nowych warunków. Tymczasem aktualnie na świecie rekruterzy nie gromadzą już CV tylko tzw. leady rekrutacyjne, czyli imię, nazwisko, mail i numer telefonu kandydata. Wszystko po to, aby proces rekrutacji przyspieszyć i nie tworzyć dodatkowych barier w procesie aplikowania na dane stanowisko.

Baseny talentów i direct search

Portale społecznościowe, kiedy pozna się ich możliwości, zapewniają skuteczniejszy proces rekrutacji w porównaniu do tradycyjnego. Metoda direct search, czyli wyszukiwanie osób o konkretnych umiejętnościach i doświadczeniu skraca i przyspiesza rekrutację. Najlepiej sprawdza się na Linkedinie, który jest społecznością specjalistów. Bezpośrednie dotarcie do nich pomaga, ponieważ około 70 proc. wszystkich kandydatów do pracy to tzw. kandydaci pasywni, czyli tacy, którzy jej aktywnie nie szukają, ale są otwarci na nowe propozycje.

Mainstreamowy pod tym względem Facebook, który jest największym portalem społecznościowym, przyciąga większość kandydatów z różnych branż. Tutaj sprawdzają się grupy, na których można publikować oferty pracy i bezpośrednio się komunikować. Zainteresowani pracą wymieniają się między sobą opiniami o pracodawcy, atmosferze w firmie i informacjami o stawkach wynagrodzeń. Od niedawna Facebook umożliwia również stronom pracodawców zamieszczanie ofert pracy, które algorytm promuje wśród potencjalnych zainteresowanych. Jest to usługa bezpłatna.

Portal umożliwia także tworzenie tzw. basenów talentów i jest to jedna ze skuteczniejszych metod pozyskiwania nowych pracowników. To strony kariery, gdzie firmy komunikują, jak wygląda praca u nich, przedstawiają swoich pracowników i ich sukcesy, możliwe ścieżki rozwoju zawodowego.

– W ten sposób, dla jednej z największych firm w Polsce i jednocześnie bardzo wymagającego pracodawcy, zwiększyliśmy ilość aplikacji od programistów z 600 do 1200 – mówi Krystian Dryniak.

Baseny talentów powstają również na Instagramie, który jest portalem popularnym wśród osób w wieku 18-35 lat, szczególnie kobiet.

Personal branding kandydata

Social media, oprócz dotarcia do kandydatów, dają też narzędzia do ich oceny, głównie pod względem sposobu komunikacji, budowania kontaktów i udostępniania wartościowych treści. Szczególnie na Linkedinie są to łatwe do zweryfikowania wskaźniki, które wspierają pracę rekruterów. Social Selling Index, który to określa, może być przydatny w przypadku szukania przedstawicieli handlowych bądź osób, których praca w dużej mierze polega na kontaktowaniu się z innymi ludźmi. W Polsce to dopiero przyszłość, ale we Francji weszło już prawo, które zezwala rekruterom na ocenę przyszłych pracowników właśnie przez analizowanie ich profili w mediach społecznościowych.

Rekruter, czyli manager kariery

Rynek pracy pracownika to ogromne wyzwanie dla rekruterów. Trudność w dotarciu do kandydatów i pozyskania ich, nieodbieranie przez nich telefonów i niestawianie się na rozmowy rekrutacyjne, udział w rekrutacji tylko po to, żeby sprawdzić swoją pozycję na rynku, rezygnacja z dopiero co otrzymanego stanowiska i nie przychodzenie pierwszego dnia do pracy to tylko część codziennych problemów. Rzeczywistość rynku pracy się zmieniła i rekruterzy, na nowe problemy, muszą znaleźć zupełnie nowe rozwiązania. Niektóre z nich rozwiązują radykalnie pracodawcy – w liście intencyjnym, który kandydat podpisuje na początku procesu rekrutacji, może być zapis o karach pieniężnych w przypadku niestawienia się do pracy po otrzymaniu zatrudnienia. Nie jest to rozwiązanie idealne, ale skala takich zachowań jest na tyle duża, że pracodawcy decydują się na nie coraz częściej. Artur Skiba, prezes agencji Antal i członek zarządu Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia (SAZ) jest jednak zdania, że kluczem do zmiany tego typu zachowań kandydatów jest budowanie z nimi relacji.

– Kandydaci nie czują w stosunku do konsultantów żadnej lojalności, traktują ich jako osoby, które chcą na nich zarobić. Żeby być skuteczny, rekruter musi być bliżej potencjalnego pracownika, utrzymywać z nim bieżący kontakt i być rzeczywistym doradcą, a nie tylko agentem, który chce zarobić na jego CV. Kandydat musi być dziś traktowany na równi z klientem – mówi Artur Skiba.

Dodaje, że ten, kto autentycznie interesuje się danym człowiekiem i potrafi doradzić mu właściwe kroki dla jego dalszej kariery, wygrywa.

– Pracodawcy i agencje rekrutacji doskonale zdają sobie sprawę z tego, że technologia ma dziś ogromny wpływ na procesy rekrutacyjne. Z drugiej strony my staramy się cały czas podkreślać, że jednocześnie muszą być w nich obecne prawdziwe relacje międzyludzkie. Owszem, sztuczna inteligencja i dane z portali społecznościowych wspierają naszą pracę, nie możemy jednak zapomnieć, że głównym zasobem firm jest człowiek – mówi Iwona Szmitkowska, prezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia i prezes spółki Work Service. Dodaje, że właśnie dlatego hasło Technologia_Człowiek_Kultura jest wiodącym hasłem tegorocznego piątego Międzynarodowego Kongresu Rekrutacyjnego, który SAZ organizuje 9 kwietnia w Warszawie.

Najpierw trzeba się obwąchać!

Budowanie relacji to metoda znana w rekrutacji, jednak wciąż mało wykorzystywana w Polsce. To jeden z aspektów działania tzw. turkusowych organizacji, czyli firm, w których decyzje o zatrudnieniu  danej osoby podejmowane są wspólnie przez wszystkich członków zespołu. Marek Wzorek, executive i biznes coach, wykładowca i współzałożyciel firmy ecoCoach, który sam przeszedł rekrutację w turkusowym stylu, jako jeden z pierwszych wprowadził ten model do Polski.

– Pracowałem wtedy jeszcze na stanowisku prezesa firmy igus Polska. W naszym kraju nazwaliśmy ten proces „dniem kandydata”, a w Niemczech, tam, gdzie ja byłem rekrutowany, nazywają go „dniem obwąchiwania się” – mówi Marek Wzorek. W ostatnim etapie takiego procesu rekrutacyjnego kandydat zostaje zaproszony do firmy na pół dnia roboczego. Jest oprowadzany po budynku, rozmawia z każdą osobą z zespołu, do którego aplikuje, zapoznaje się z kulturą organizacyjną, atmosferą w pracy, często idzie razem z zespołem na lunch, a wszystko odbywa się w przyjaznej i swobodnej atmosferze. Aby dana osoba została zatrudniona musi otrzymać pozytywną ocenę zespołu.

– W ten sposób następuje wzajemna weryfikacja, zespół poznaje kandydata i bardziej ocenia go pod względem tego jaki jest, niż co potrafi, a kandydat też może poczuć czy praca w danej firmie i z danymi ludźmi będzie mu odpowiadać – mówi Marek Wzorek. – To jest dłuższy proces niż standardowa rekrutacja, ale skuteczniejszy, ponieważ buduje wzajemne zaufanie.

Dodaje, że taka formuła zatrudniania, kiedy kandydat jest oceniany przez zespół pracowników i sam również ocenia zespół, wymaga więcej dojrzałości i potraktowania rekrutacji poważnie po obydwu stronach procesu. Jednak po przejściu jej kandydat od razu czuje się częścią zespołu.

Krystian Dryniak, Artur Skiba oraz Marek Wzorek, będą trzema spośród ośmiu prelegentów na 5th International Recruitment Congress. Więcej informacji o Kongresie znajduje się na stronie: www.kongresy.saz.org.pl

Chmura napędza sprzedaż serwerów

Według najnowszych danych firmy analitycznej IDC, światowe przychody rynku serwerów w IV kwartale 2018 roku wzrosły o 12,6 proc. w stosunku do tego samego okresu w roku poprzednim. W sumie wyniosły one 23,6 miliarda dolarów.

Rynek serwerów, po kilku latach kurczenia się, od paru kwartałów utrzymuje sporą, dwucyfrową dynamikę sprzedaży. Dzieje się tak na skutek szeregu czynników: wymiany sprzętu na nowy, wykorzystywania serwerów jako podstawowych elementów składowych infrastruktury definiowanej z oprogramowaniem, rosnącego zapotrzebowania na moc obliczeniową oraz dużego i ciągle rosnącego zapotrzebowania na sprzęt ze strony dostawców usług chmurowych.

Rosnący popyt na serwery

Sebastian Lagana, menedżer ds. badań infrastruktury i technologii w IDC, komentuje wyniki badania – Inwestycje dostawców chmury obliczeniowej w sprzęt rosną nieco wolniej, niż w poprzednich kwartałach, co prawdopodobnie jest wynikiem sporych rezerw. Większa dynamika wzrostu wydatków jest widoczna po stronie klientów korporacyjnych, którzy z jednej strony inwestują w infrastrukturę lokalną, a z drugiej w chmurę publiczną i hybrydową. Te segmenty generowały w badanym okresie spory wzrost sprzedaży.

Co ciekawe, polski rynek produktów serwerowych rośnie zdecydowanie szybciej od światowego.  Zgodnie z badaniami Contex, w 2018 roku przychody dystrybutorów w Polsce ze sprzedaży produktów serwerowych wzrosły o 23,3 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Dla porównania, w krajach Europy Zachodniej średni wzrost wynosił 10,4 proc.

Outsourcing usług IT w Polsce

Polski rynek usług IT wyceniany jest według różnych szacunków na 30-40 mld zł i w ciągu bieżącego roku ma wzrosnąć o około 4 proc. Naturalnym efektem aprecjacji rynku, napędzanej globalnym i wewnętrznym wzrostem zapotrzebowania na usługi IT w głównych sektorach rynku, są inwestycje w infrastrukturę. W przypadku segmentu dostawców usług cloud computingu, jest to potrzeba rozbudowy centr danych.

Z jednej strony zakupy sprzętowe są efektem wymiany urządzeń na nowsze i szybsze, z drugiej – rozwoju rynku. Warto wspomnieć, że Polska jest coraz częściej traktowana jako technologiczny hub dla firm czy instytucji zachodnich, którym korzystanie z naszych usług, np. chmurowych, po prostu się opłaca. Jakość polskich usług jest bardzo ceniona, co sprawia, że obecnie jesteśmy jednym z trzech najbardziej popularnych rynków wybieranych jako dostawca różnego rodzaju usług informatycznych w Europie – komentuje wyniki sprzedaży sprzętu w Polsce Przemysław Mujta, Technical Sales Manager z CloudFerro, polskiej firmy dostarczającej usługi oparte na chmurze obliczeniowej.

Opinię, że w najbliższych latach chmura obliczeniowa będzie intensyfikować transformację cyfrową polskich firm, potwierdzają także opinie głównych graczy na rynku. Według badania Microsoftu przeprowadzonego niedawno na kilkuset przedstawicielach zarządu i dyrektorach ds. IT firm w Polsce, aż 63 proc. z nich jest przekonanych, że będzie wykorzystywać usługi cloud computingu.

Kolejne głosowania w sprawie Brexitu. Braki podwyżek stóp

Już dzisiaj kolejne głosowania w sprawie Brexitu. Zarówno węgierski, jak i nowozelandzki bank nie podniosły wbrew oczekiwaniom inwestorów stóp procentowych.

Dzisiaj seria głosowań w Wielkiej Brytanii

Właśnie odrzucono, zgodnie zresztą z oczekiwaniami, petycję w sprawie zaprzestania Brexitu. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie liczba osób podpisanych pod wnioskiem. 5,8 miliona robi duże wrażenie. Nie zmienia to faktu, że w referendum ponad trzykrotnie większa grupa osób poparła opuszczenie struktur unijnych. Dzisiaj odbędą się głosowania w sprawie wskazania kierunków dalszego postępowania. Co ciekawe inwestorzy patrzą optymistycznie na te ruchy. Po wczorajszych informacjach o planowanych głosowaniach funt umacniał się wyraźnie względem pozostałych walut. Oznacza to, że nie wierzą oni w możliwość doprowadzenia do tzw. twardego Brexitu. Pozostały realnie dwa tygodnie by Wielka Brytania wypracowała warunki opuszczenia wspólnoty. W przeciwnym razie może nie zdążyć tego zrobić przed wyborami do europarlamentu.

Węgrzy i Nowozelandczycy nie zmieniają stóp

Wczoraj Bank Narodowy Węgier, a dzisiaj w nocy Nowej Zelandii opublikowały decyzje w sprawie stóp procentowych. Oba banki centralne pozostawiły je na niezmienionym poziomie. W obu przypadkach inwestorzy liczyli na podwyżki lub chociaż ich zapowiedź na przyszłość, na co dowodem są zmiany wartości walut po samej decyzji. Dolar nowozelandzki, który przed decyzją kosztował 2,63 zł spadł do 2,59 zł z kolei forint spadł z 1,36 grosza poniżej 1,35 grosza. Skoro waluta traciła na wartości to znaczy, że po decyzji inwestorzy sprzedawali ją przenoszą się na inne rynki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:30 – USA – bilans handlu zagranicznego.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Brexit dotknie polskie firmy – ucierpią zwłaszcza najmniejsi

Niezależnie od tego, z jakim scenariuszem brexitu będziemy mieć do czynienia, będzie miał on wpływ na Polaków, którzy współpracują z brytyjskimi kontrahentami albo są zatrudnieni przez tamtejszych pracodawców. Czy mają się czego obawiać? Jakie nowe obowiązki na nich spadną? Na te pytania odpowiadają eksperci firmy inFakt.

Wyjście z Unii Europejskiej

Wielka Brytania jest członkiem UE od 1 stycznia 1973 roku, a prawdopodobnie w tym roku ją opuści. Obecnie wciąż jeszcze trwają rozmowy i negocjacje na temat tego, jak brexit ma wyglądać. Mówi się o dwóch scenariuszach: „miękkim” lub „twardym”. Pierwszy zakłada podpisanie umowy wyjścia oraz ustanowienie okresu przejściowego do końca 2020 roku. W drugim przypadku Wielka Brytania wyjdzie z Unii bez umowy, bez jakichkolwiek uzgodnień i z wieloma niewiadomymi odnośnie przyszłych relacji. Według obecnych ustaleń stałoby się tak 12 kwietnia.

Miękki czy też uporządkowany brexit byłby korzystny dla obu stron – Unii Europejskiej oraz Wielkiej Brytanii. Oznacza więcej czasu na przygotowanie się do tego, że Wielka Brytania będzie poza UE, stanie się krajem trzecim. Niezależnie od tego, co zostanie postanowione – najbliższe ustalenia będą bardzo istotne zarówno dla przedsiębiorców, jak i osób prywatnych.

Wpływ brexitu na relacje biznesowe

Polskie Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii od dłuższego czasu sygnalizuje, jakie będą konsekwencje dla podatników w zależności od tego, jaki rodzaj brexitu będzie ostatecznie miał miejsce. Warto się temu przyjrzeć – tym bardziej, że według szacunków brytyjskiego urzędu statystycznego (ONS) w Wielkiej Brytanii mieszka prawie milion Polaków. Także spora grupa polskich przedsiębiorców ma styczność z rynkiem brytyjskim.

Brexit twardy

Jeśli będzie on miał miejsce, to Wielka Brytania stanie się dla państw UE krajem trzecim, jak np. Chiny czy Paragwaj. Oznacza to, że nie będzie swobodnego przepływu towarów, usług i kapitału. Zapewne przywrócone zostaną kontrole graniczne – wjeżdżając do Wielkiej Brytanii, trzeba będzie mieć paszport.

  • Konsekwencje dla handlu

Po wyjściu Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty najprawdopodobniej nastąpią utrudnienia w handlu, a co za tym idzie rynek brytyjski przestanie być tak atrakcyjny dla przedsiębiorców jak obecnie.

Przestaną obowiązywać umowy o wolnym handlu, wrócą kontrole graniczne, np. weterynaryjne czy dotyczące bezpieczeństwa produktów. W wielu przypadkach mogą wystąpić opóźnienia w dostawach towarów spowodowane koniecznością dochowania formalności na granicy. Jeśli nie będzie żadnych dodatkowych ustaleń, to relacje gospodarcze, handlowe na linii UE – Wielka Brytania będą odbywać się na zasadach Światowej Organizacji Handlu (WTO).

Jak wskazują eksperci inFakt, polscy przedsiębiorcy najprawdopodobniej będą musieli dopełniać formalności celnych, którym wcześniej nie podlegali. Będzie to np. obowiązek: zarejestrowania się w usłudze e-Klient (platforma do usług celno-skarbowych), składania zgłoszeń i deklaracji celnych, płacenia należności celnych oraz wystąpienia o nadanie nr EORI (identyfikator w sprawach celnych). Towary przywożone lub wywożone będą podlegać odprawie, podczas której może być naliczone cło, akcyza lub VAT. Ze względu na brak swobodnego przepływu towarów, usług i kapitału, zakup usług lub towarów będzie oznaczał rozliczenie importu, natomiast sprzedaż będzie traktowana jak eksport. W transporcie drogowym konieczne będzie posiadanie zezwoleń na wykonywanie przewozu, a w konsekwencji wnoszenie kolejnych opłat i dochowywania dodatkowych formalności.

  • Konsekwencje dla zatrudnienia pracowników

Gdy Wielka Brytania stanie się krajem trzecim, nie będzie swobodnego przepływu pracowników. Dla przedsiębiorców delegujących osoby do pracy lub też dla osób pracujących w Wielkiej Brytanii okres po Brexicie będzie z pewnością nie lada wyzwaniem. Może też wystąpić problem z przekazywaniem, przetwarzaniem i ochroną danych osobowych. Niewykluczone, że wprowadzone zostaną pozwolenia na pracę lub czasowe ograniczenia pobytu.

  • Konsekwencje podatkowe

Zmieni się także sposób naliczania i rozliczania podatku VAT od 12 kwietnia 2019 r. Najprawdopodobniej transakcji zawartych od 12 do 30 kwietnia oraz z kolejnych okresów podatnicy nie będą wykazywali w informacji podsumowującej VAT-UE.

Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt
Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt

– Często spotykam się z przedsiębiorcami z branży IT, którzy świadczą swoje usługi dla firm z Wielkiej Brytanii. Obecnie wystawiają faktury bez VAT-u, z adnotacją „reverse charge”, a transakcję sprzedaży wykazują w deklaracji VAT i w informacji podsumowującej VAT-UE – mówi Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-podatkowy w firmie inFakt. – Po wyjściu Brytyjczyków z Unii rozliczenie dla tych przedsiębiorców będzie wyglądać bardzo podobnie. Wciąż będzie wystawiana faktura bez VAT-u, sprzedaż zostanie wykazana w deklaracji VAT, ale już nie będzie się pojawiać w VAT-UE. Jeśli brexit nastąpi 12 kwietnia, to przedsiębiorca moim zdaniem powinien wystawić dwie faktury –  jedną za okres do 11 kwietnia włącznie, a drugą za pozostałą część miesiąca.

Brexit miękki

W przypadku uporządkowanego brexitu i okresu przejściowego do końca 2020 r.:

  • wymiana towarów powinna odbywać się bez naliczania ceł i VAT-u z tytułu importu towarów;
  • na granicach nie będzie kontroli celnych, sanitarnych czy fitosanitarnych;
  • przepływ pracowników, towarów, usług powinien pozostać na dotychczasowych zasadach.

Miękki Brexit byłby więc znacznie korzystniejszy dla funkcjonujących w Wielkiej Brytanii polskich przedsiębiorców i pracowników. Natomiast kształt relacji UE ze Zjednoczonym Królestwem od 2021 roku będzie zależeć od dalszych umów zawartych między stronami.

Skutki dotkliwe zwłaszcza dla najmniejszych

Wyjście Wielkiej Brytanii z pewnością będzie miało spory wpływ na polską gospodarkę oraz na działanie polskich przedsiębiorców. – Duże firmy powinny poradzić sobie z tą zmianą, gdyż zazwyczaj posiadają środki, doradców i prawników, dzięki którym brexit będzie dla nich łatwiejszy. Większe wyzwanie czeka małych i średnich przedsiębiorców, zwłaszcza tych, którzy nigdy nie funkcjonowali poza UE – uważa Aneta Socha-Jaworska. – Zakup, a także sprzedaż poza UE, mogą wiązać się z dodatkowymi kosztami i formalności, którym mogą nie podołać. Ze względu na finanse sektor MŚP może zdecydować się na rezygnację ze współpracy z brytyjskim kontrahentem i poszukiwać rynków wewnątrz Wspólnoty.

Geoblockchain – blockchain wzbogacony przestrzennie

Z badań przeprowadzonych przez IDC wynika, że wartość europejskiego rynku blockchain już w 2022 roku osiągnie wartość 3,5 mld dolarów. Zdaniem firmy badawczej, Europa jest drugim co do wielkości rynkiem dla tej technologii, a wydatki na wdrażanie i rozwój rosną o ponad 80% z roku na rok. Wraz ze wzrostem znaczenia rejestrów rozproszonych, firmy zajmujące się zbieraniem, analizowaniem i przetwarzaniem danych przestrzennych upatrują w nich szansę na tworzenie lepszych usług związanych z monitorowaniem oraz weryfikowaniem obiektów i procesów, które mają swoje odniesienie w przestrzeni.  

Technologia blockchain od początku wzbudza wiele emocji, głównie za sprawą kryptowalut, które w pierwszych latach funkcjonowania gwarantowały bajońskie zarobki osobom zajmującym się ich wydobywaniem i obrotem. Pomimo wahań kursu „cyfrowego kruszca”, transparentność i publiczny charakter blochchaina powoduje, że poza rzeszą przeciwników, którzy upatrują w niej początek końca rozwoju ekonomicznego i gospodarczego, technologia ma zagorzałych zwolenników, którzy wieszczą jej duży sukces i szukają kolejnych obszarów zastosowania. Blockchain to nie tylko wirtualna waluta, ale mechanizm, który pozwala na usprawnienie wielu obszarów gospodarki takich jak produkcja, logistyka, handel czy energetyka.

W dużym uproszczeniu blockchain to nowy sposób komunikacji i przechowywania informacji. Zamiast zapisywania ich w centralnych bazach danych, technologia ta rejestruje dane w rozproszonym rejestrze. W przypadku publicznego łańcucha blockchain, informacja może być rejestrowana nawet na kilku tysiącach komputerów. Każda transakcja, która występuje pomiędzy stronami, jest weryfikowana i rejestrowana na każdym komputerze lub węźle blockchain z osobna i staje się nowym blokiem w uporządkowanym chronologicznie łańcuchu. Takie podejście sprawia, że dane zapisywane są w wielu miejscach, dzięki czemu są łatwiej dostępne, przejrzystsze i trudniejsze do zmiany lub naruszenia przez cyberprzestępców.

Małgorzata Grzywacz, Dyrektor Marketingu z firmy Esri Polska zajmującej się dystrybucją oprogramowania do analiz przestrzennych
Małgorzata Grzywacz, Dyrektor Marketingu z firmy Esri Polska zajmującej się dystrybucją oprogramowania do analiz przestrzennych

Koncepcja geoblockchain to kolejny krok w ewolucji blockchain, która zakłada wzbogacanie rejestrów o dużo dokładniejsze informacje na temat transakcji. Zwykły rejestr blockchain pokazuje to, co się zdarzyło, np. towar X został przekazany od dostawcy Y do odbiorcy Z. Dodanie do rejestrów informacji pochodzących z urządzeń IoT (czujników i sensorów) pozwala sprawdzić, nie tylko jakie towary zostały przekazane, ale gdzie miało to miejsce i w jakich warunkach. – komentuje Małgorzata Grzywacz, Dyrektor Marketingu z firmy Esri Polska zajmującej się dystrybucją oprogramowania do analiz przestrzennych.

Geoblockchain dla biznesu

Jeżeli chodzi o wykorzystanie tej technologii w biznesie, to może ona posłużyć, np. do ewidencji wartości transakcji między stronami. Innym przykładem jest rejestracja szczegółów dotyczących przekazania gruntu, gdzie transakcja jest rejestrowana przez rzeczoznawcę i urząd skarbowy. Geoblockchain dobrze sprawdza się także w zarządzaniu łańcuchem dostaw. Wykorzystanie technologii do rejestrowania i śledzenia przepływu towarów pozwala prześledzić całą drogę produktu od wytwórcy do punktu sprzedaży.

Według raportu IDC, po blockchain najchętniej sięgają branże: finansowa, produkcyjna i usługowa. W przypadku branży finansowej widać chęć wykorzystania tej technologii w takich obszarach jak inteligentne umowy (smart contracts), zarządzanie tożsamością w sieci czy transfer kapitału. Sektor automotive koncentruje się na kwestiach dostępu do samochodu, czy np. samego bagażnika, co ma sens w przypadku nowych usług wprowadzonych niedawno przez firmę Amazon na terenie USA.

Jedną z firm, która w niedalekiej przyszłości zamierzają wdrożyć tę technologię jest Porsche. Testowane aplikacje obejmują otwieranie i zamykanie pojazdu za pomocą systemu czy nadawanie tymczasowych uprawnień dostępowych. Technologia ta może być także wykorzystana przez firmy wynajmujące samochody na godziny, gdzie kwestia bezpiecznego i szybkiego dostępu do auta jest czynnikiem kluczowym, czy firmy flotowe do śledzenia lokalizacji i kondycji pojazdu. Głównym atutem tego rozwiązania jest jej wysokie bezpieczeństwo i szybkość działania.

Dodanie informacji geograficznej (GIS) do technologii blockchain pozwala na śledzenie wszystkich transakcji na mapie, co odkrywa przed nami zupełnie nowe zależności i może być wykorzystane w sytuacjach kryzysowych. Przykładem może być logistyka produktów, o krótkim czasie przydatności do spożycia. Wszystkie podmioty zaangażowane w dostawę mają jasną informację, w jakim czasie i w jakich warunkach dany towar był przewożony, a w przypadku zatrucia pokarmowego u klientów, można szybko ustalić, gdzie doszło do nieprawidłowości – nad takim rozwiązaniem pracuje obecnie amerykański Walmart.

Czy to technologia dla mnie?

Przykładem na to, że geoblockchain ma szansę zmienić sposób w jaki prowadzimy biznes jest niedawne partnerstwo firm Esri i XYO Network, zajmującej się rozwojem technologii łączącej blockchain i GIS.  Twórcy tego rozwiązania wskazują na kolejne obszary, gdzie opracowane przez nich tokeny blockchain mogą zastąpić GPS. Chodzi, np. o lepszą weryfikację czy dana osoba faktycznie była w danym miejscu o danej porze nawet w sytuacji, gdy znajdowała się pod ziemią czy w na obszarze gęsto zabudowanym. Pozwoli to na ograniczenie manipulacji związanych, np. z wystawianiem niepochlebnych opinii o danym lokalu przez konkurencję, czy minimalizację oszustw w takich grach jak, np. Pokemon Go.

Podjęcie decyzji o wdrożeniu technologii blockchain/geoblockchain powinno być oparte na czterech głównych przesłankach, które usankcjonują inwestycję. Po pierwsze, czy istnieją obiekty (wirtualne lub rzeczywiste), których kondycja może zmieniać się wraz z upływem czasu, i które z tego powodu powinny być monitorowane (produkty spożywcze, transakcje finansowe, samochody)? Po drugie czy rejestry dotyczące tych obiektów mieszają się lub zamykane są w innych systemach? Jeżeli tak to blockchain może pomóc w utrzymaniu jednego systemu. Po trzecie, czy prędkość dostępu do ważnych danych jest na odpowiednim poziomie? Po czwarte, czy lokalizacja danych jest ważna z punktu działania biznesu?

– Nowoczesne rozwiązania GIS są w stanie dodać element przestrzenny do technologii blockchain, dzięki czemu firmy mogą z dużą dokładnością śledzić wszelkie transakcje i rozpatrywać poszczególne scenariusze biznesowe w oparciu o zrozumiałe aplikacje mapowe. – podsumowuje Małgorzata Grzywacz.

Badanie IDC, Cisco i EXATEL – Bezpieczne sieci bezprzewodowe fundamentem cyfrowej zmiany

Sieci bezprzewodowe już od kilkunastu lat są standardem wykorzystywanym zarówno w biznesie, jak i coraz częściej w jednostkach administracji publicznej. Powszechność stosowania tej technologii sprawia jednak, że organizacje nie postrzegają ich jako narzędzia umożliwiającego oferowanie nowych, innowacyjnych usług. Istnieje też wiele, często nieuzasadnionych, obaw o ich bezpieczeństwo.

Tymczasem, jak wynika z najnowszego raportu IDC, infrastruktura WLAN jest jednym z kluczowych filarów tworzenia strategii transformacji cyfrowej w biznesie oraz usługach publicznych i jednostkach administracji. Umożliwia nie tylko budowę rozwiązań opartych o Internet rzeczy (IoT), ale także wdrażanie modeli wielokanałowej sprzedaży (omnichannel), kontakt z mieszkańcami i regularny, nieograniczony dostęp do usług w modelu SaaS.

Rozwiązania sieci bezprzewodowej z powodzeniem są coraz chętniej wykorzystywane nie tylko w sektorze bankowym, energetycznym czy transporcie. Wychodząc naprzeciw przyzwyczajeniom obywateli, sięga po nie także administracja publiczna. Co ważne, sami dostawcy technologii coraz lepiej rozumieją nowe zasady gry, wprowadzając i promując np. narzędzia do zarządzania środowiskiem sieciowym w chmurze.

Badanie IDC, Cisco i EXATEL wykazało, że 2/3 polskich organizacji udostępnia sieć WiFi pracownikom, gościom czy klientom. Aż w 95,5% przypadków sieć WiFi jest przeznaczona do użytku pracowników, a w 73,5% udostępniana jest gościom danej organizacji.

Sieci bezprzewodowe można eksploatować na wiele różnych sposobów, często wychodzących poza stereotypowy dostęp do Internetu. Katalog możliwości, jakie daje WiFi jest obszerny, począwszy od inteligentnych budynków (gdzie możliwe do zastosowania scenariusze to nawigacja wewnątrz budynków czy zarządzanie aktywami), po wsparcie systemów obsługi klientów lub mieszkańców. Co ciekawe, aż 41% respondentów badania IDC jest zdania, że rozwiązania bezprzewodowe budują pozytywny wizerunek organizacji.

Pierwszym krokiem do pozbycia się kabli jest… bezpieczeństwo

Sieci bezprzewodowe WLAN powinny być niezbędnym elementem polityki bezpieczeństwa w każdej organizacji. Aby jednak podróż w „bezprzewodowym” kierunku przebiegła pomyślnie, przedsiębiorstwa muszą na nowo zdefiniować kwestię bezpieczeństwa IT oraz postawić ją na czele listy priorytetów. Nowocześnie rozumiane bezpieczeństwo, w ujęciu holistycznym, stanowi bowiem podstawę każdej strategii transformacji cyfrowej.

Przemysław Kania, Dyrektor Generalny Cisco w Polsce
Przemysław Kania, Dyrektor Generalny Cisco w Polsce

„Ważne, aby już u podstaw wszystkich działań związanych z wykorzystaniem sieci bezprzewodowych leżało cyberbezpieczeństwo. Badania oraz praktyki rynkowe pokazują, że pełne monitorowanie przestrzeni radiowej pozwoli uchronić firmę od cyberataku lub innych zagrożeń w sieci. Tymczasem jedynie 48% dyrektorów, kierowników oraz specjalistów odpowiedzialnych za infrastrukturę IT lub sieciową, którzy wzięli udział w badaniu przyznaje, że ich organizacje monitorują sieć radiową organizacji. Niestety oznacza to, że ponad połowa (52%) firm nie wprowadza takich praktyk, mimo tego, że jest to zdecydowanie najbardziej skuteczna i proaktywna metoda wykrywania niebezpiecznych zdarzeń w sieci, oferowana przez współczesne rozwiązania WLAN” – mówi Przemysław Kania, dyrektor generalny Cisco w Polsce.

Tymczasem badanie IDC, Cisco i EXATEL pokazuje, że głównym narzędziem zapewniającym bezpieczeństwo w firmach jest fizyczne odseparowanie sieci bezprzewodowej od LAN (78,8% ).

„Najlepszą praktyką z zakresu cyberbezpieczeństwa jest zasada ograniczonego zaufania. Do wszystkiego – czy jest to łącze przewodowe czy bezprzewodowe. Fizyczna separacja jest dobrym rozwiązaniem, ale jednym z tych ostatecznych. Bo – jako organizacja – ograniczamy wtedy mobilność naszych pracowników. Przywiązujemy ich do stanowisk pracy, a nie jest to konieczne. Dobrze zaprojektowana i zabezpieczona sieć bezprzewodowa może być traktowana na równi z „kablem”. Do tego trzeba jednak odpowiednich narzędzi i informacji z monitoringu sieci oraz ruchu, VPN-ów, czy właściwej konfiguracji dostępów. Nie każda organizacja może to wykonać samodzielnie. Ale dzięki outsourcingowi te kompetencje można dość łatwo pozyskać” – mówi Jakub Syta, dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w EXATEL.

Kluczowe dane dotyczące stosowania zabezpieczeń sieci WiFi:

  • 87% badanych oczekuje, że WiFi samo w sobie będzie bezpieczne.
  • 79% uczestników badania przyznaje, że w ich organizacji sieć WiFi jest odseparowana od sieci wewnętrznej.
  • Uwierzytelnianie oraz autoryzowanie dostępu użytkowników jest istotne dla 79% ankietowanych.
  • Prawie połowa (48%.) wskazało na identyfikowanie i monitorowanie zagrożeń w przestrzeni radiowej.
  • 12% osób, które brały udział w badaniu wskazało na inne zabezpieczenia.

Kluczowe wnioski z badania w zakresie ułatwienia pracy przez WLAN:

  • Ułatwienie pracy pracownikom jest istotne dla 65%. uczestników badania.
  • 61% wskazuje na ułatwienie dla klientów i gości.
  • 41%. zaznacza korzyści wizerunkowe (np. Przyjazne Państwo).
  • Redukcja kosztów operacyjnych związanych z częstą przebudową sieci LAN jest istotna dla 27% osób.
  • 14% wskazuje na funkcje analityczne.

Bez wątpienia bezpieczne sieci bezprzewodowe są równie istotne, co bezpieczne sieci LAN. Tym bardziej, że w niedalekiej przyszłości to bezprzewodowy dostęp do sieci będzie podstawowym modelem korzystania z Internetu. Badanie IDC przeprowadzone we współpracy z Cisco i EXATEL pokazuje jednak, że rynek wciąż wymaga edukacji i namacalnych przykładów wdrożeń. Jego ewolucję przyspieszają zmieniające się modele pracy, wzrost mobilności i nowych form dostępu do aplikacji biznesowych etc. Dlatego istotnym elementem jest inspirowanie decydentów do tego, aby tworzyć nowe usługi dla biznesu w oparciu o bezpieczne sieci WiFi i jak w pełni wykorzystać ich potencjał.

Młodzi Polacy nie myślą o finansach na emeryturze. PPK zmienią ten trend?

Aż 68% Polaków w wieku 18-24 lat nie myśli o emeryturze, ponieważ to dla nich zbyt odległy temat, z kolei 52% osób starszych nie chce martwić się na zapas. To wnioski z badania “Życie na emeryturze – wyobrażenia i postawy Polaków”, zrealizowanego na zlecenie Izby  Zarządzających Funduszami i Aktywami przez ARC Rynek i Opinia.

Ponad 40% Polaków rzadko lub w ogóle nie myśli o emeryturze, najczęściej z powodu odległości w czasie tego zjawiska, taką odpowiedź wskazywali młodzi ludzie w wieku 18-24 lat. 57% ankietowanych w wieku 18-24 lat wskazywało również, że są za młodzi i mają jeszcze dużo czasu do emerytury. Taką odpowiedź zaznaczali częściej mężczyźni (24% do 19%). Młodsi Polacy wskazywali również że nie chcą martwić się na zapas (22%) częściej na taką odpowiedź wskazywały kobiety (38% do 34%). Tylko 7% wskazało, że nie ma czasu o tym myśleć, a 3% nie myśli, ponieważ podjęło działania w tym kierunku, przy czym więcej mężczyzn zaznaczyło taką odpowiedzi (9% do 4%).

Starsze osoby w wieku 45-64 lat najczęściej wskazywały, że nie myślą o emeryturze, ponieważ nie chcą martwić się na zapas. Częściej taką odpowiedź zaznaczały kobiety (38% do 34%). Co ciekawe osoby w podeszłym wieku nie myślą też o emeryturze, ponieważ nie mają na to czasu. Taką odpowiedź wskazało 19% ankietowanych, z niewielką przewagą kobiet (15% do 14%). Tylko 11% osób w wieku 45-64 lat nie musi się martwić emeryturą ponieważ podjęło działania w tej sprawie. Tutaj zdecydowanie więcej odpowiedzi wskazali mężczyźni (9% do 4%).

Kobiety myślą o emeryturze częściej niż mężczyźni. 23% kobiet bardzo często myśli o emeryturze przy czym mężczyzn tylko 16%. Często – 40% kobiet a 41% mężczyzn, tutaj widać niewielką tylko przewagę płci męskiej. Natomiast rzadko o emeryturze myślą zazwyczaj mężczyźni (29% do 24%). Z kolei bardzo rzadko 9% mężczyzn i 4% kobiet.

prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami
prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami

– Im szybciej zaczniemy myśleć o emeryturze tym efektywniej zaczniemy gromadzić środki na godne życie w przyszłości. Wypłata z ZUS to tylko jedno ze źródeł finansowania naszych potrzeb na emeryturze. Polecam także inwestycje w bezpieczne instrumenty finansowe. Wystarczy odłożyć 100-200 zł miesięcznie, aby po kilkunastu latach mieć znaczącą, dodatkowę gotówkę. Na pewno warto także zadbać o udział w Pracowniczych Programach Kapitałowych i zapytać swojego pracodawcę o szczegóły. Pierwsze grupy pracowników będą mogły z tego skorzystać już od 1 lipca 2019r. komentuje prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.

Czy mieszkanie bezczynszowe to mieszkanie bez opłat?

Mariusz Łubiński, Prezes Zarządu Admus Sp. z o.o.
Mariusz Łubiński, Prezes Zarządu Admus Sp. z o.o.

Oferty mieszkań bezczynszowych kuszą brakiem comiesięcznych opłat i sporymi oszczędnościami Przed podjęciem decyzji o zakupie tego rodzaju lokalu warto dokładnie sprawdzić, czy mieszkania bezczynszowe faktycznie pozbawione są opłat.

Określenie „mieszkania bezczynszowe” sugeruje, że właściciel lokalu zwolniony jest z comiesięcznych opłat związanych z utrzymaniem nieruchomości. W teorii tak jest, praktyka wygląda jednak nieco inaczej. Czynsz administracyjny składa się z dwóch elementów, części niezależnej oraz zależnej od instytucji zarządzającej osiedlem. Opłaty niezależne to opłaty za media, wodę, prąd i ogrzewanie – lokatorzy tak czy inaczej muszą je uiszczać. W rzeczywistości mieszkańcy lokali bezczynszowych nie ponoszą opłat związanych z wynagrodzeniem firmy zarządzającej nieruchomością, zarządu wspólnoty i osób pracujący w spółdzielni, są to opłaty zależne. W ich skład wchodzą również środki przeznaczona na Fundusz Remontowy.

Nazwa „mieszkania bezczynszowe” bywa często niewłaściwie rozumiana, sugeruje, że właściciele lokali nie ponoszą żadnych opłat, w rzeczywistości uiszczają opłaty niezależne. Bardzo ważną kwestią na jaką należy zwrócić uwagę mówiąc o tzw. „bezczynszówkach” jest brak Funduszu Remontowego. To moim zdaniem największy minus tego typu nieruchomości. Każdy remont, czy nawet naprawa niewielkiej usterki wymaga do mieszkańców zorganizowania specjalnego budżetu na ten cel oraz wybrania firmy, która podejmie się tego zadania. Konieczność przeprowadzenia remontu, a przede wszystkim wygospodarowanie środków na jego sfinansowanie, to sytuacja niezwykle konfliktogenna. Nie wszystkim mieszkańcom w takim samym stopniu może zależeć na remoncie, a przede wszystkim nie wszystkich może być na niego stać.

Lokale bezczynszowe to w dużej mierze mieszkania znajdujące się w kamienicach, które nie są w najlepszym stanie technicznym i wymagają częstych remontów. Przed podjęciem decyzji o zakupie mieszkania w tego rodzaju nieruchomości warto dowiedzieć się jak mieszkańcy rozwiązują kwestie związane z naprawami i czy nie dochodzi w związku z nimi do konfliktów międzysąsiedzkich.

Nadawanie lokalom mieszkalnym statusu „bezczynszowych” bywa nadużywane. Miesięczne koszty utrzymania są pomniejszone de facto o kwoty związane z utrzymaniem zarządu, które po podziale na wszystkich mieszkańców, zwłaszcza w przypadku dużych nieruchomości są naprawdę niewielkie. Brak Funduszu Remontowego jest z kolei bardzo ryzykownym sposobem na ograniczenie wydatków. Chociaż środki na nim zgromadzone nie są rozdysponowywane na bieżąco, w sytuacji, gdy trzeba przeprowadzić duży remont lub gdy dojdzie do awarii są na ten cel zabezpieczone.

Przed podjęciem decyzji o zakupie mieszkania w inwestycji bezczynszowej należy dokładnie przeanalizować wszystkie plusy i minusy. Rozwiązanie, które pozornie daje możliwość ograniczenia wydatków, w rzeczywistości może wiązać się z wyższymi kosztami.

Autor: Mariusz Łubiński, Prezes Zarządu Admus Sp. z o.o., firmy wyspecjalizowanej w zarządzaniu nieruchomościami.

STO (Security Token Offering) – technologia, która zmieni światowy biznes?

Branża finansowa jako pierwsza rozpoznała ogromny potencjał technologii Blockchain (łańcucha bloków). Wraz z pojawieniem się tych systemów oraz smart contracts rozwinęły się nowe sposoby pozyskania kapitału na projekty biznesowe. Do niedawna ICO (Initial Coin Offering) była najpopularniejszą metodą finansowania projektów technologicznych, która szturmem weszła na rynek. Aktualnie jest coraz częściej zastępowana przez STO (Security Token Offering), który został mianowany jej zastępcą. Czy STO stanie się przyszłością branży?

Kamil Rafał Gancarz – polski finansista, przedsiębiorca, prezes fundacji Blockchain Development Foundation
Kamil Rafał Gancarz – polski finansista, przedsiębiorca, prezes fundacji Blockchain Development Foundation

Dotychczas projekty oparte na technologii Blockchain zbierały fundusze za pomocą ICO, która umożliwiała inwestorom z całego świata inwestowanie w zupełnie nowe projekty start-upowe. Jednak mała wiarygodność ICO i zawirowania regulacyjne sprawiły, że rozwinął się nowy sposób finansowania – STO (Security Token Offering). Oferuje on tokeny, które posiadają cechy papierów wartościowych i podlegają pod ustawę o obrocie papierów wartościowych oraz spełniają wszystkie wymogi z nimi związane. Jest to więc dużo bezpieczniejszy sposób finansowania, ze względu na obowiązek emisji asset tokenów na Blockchainie w ramach sztywnych wymogów prawnych w sprawie prospektu emisyjnego, pozwalając tym samym nabywcom tokenów posiadać udziały w realnym przedsiębiorstwie.

Kiedy na świecie pojawiła się możliwość pozyskania środków za pomocą ICO, w celu finansowania określonych projektów, Komisja Nadzoru Finansowego informowała, że dokonywanie inwestycji w tokeny jest wysoce ryzykowne. Ale to tylko jedna strona medalu i nie można od razu „wylewać dziecka z kąpielą”. Aktualnie coraz więcej start-upów właśnie w ten sposób pozyskuje pieniądze, oczywiście inwestując w takie projekty należy zachować ostrożność. Od dłuższego czasu ICO ma jednak złą opinię i zaczęto je zastępować z powodzeniem STO, który jest aktualnie najpopularniejszą formą na pozyskiwanie kapitału na różnego typu projekty blockchainowe. Myślę, że STO może stać się przyszłością branży, ponieważ reprezentuje sprzedaż tokenów posiadających cechy papierów wartościowych, a nie zwyczajnych tokenów użytkowych. Dzięki temu przyciąga poważniejszych inwestorów, którzy mogą je nabyć jako fundusz Venture Capital lub Private Equity czy też nawet fundusz inwestycyjny – mówi Kamil Gancarz, prezes fundacji Blockchain Development Foundation.

Oprócz STO inną możliwością finansowania projektów technologicznych jest Utility Token, czyli tzw. token użytkowy. Stanowi jednostkę rozliczeniową dla sieci – im większy rozrost sieci, tym większa jest użyteczność tokena. Wraz ze wzrostem rozmiarów sieci oraz transakcji wewnątrz niej powstaje zapotrzebowanie na tokeny.

Tokeny użytkowe nie są zaprojektowane jako inwestycje, ale nie oznacza to, że nie przynoszą zysków. Mają pewne zastosowanie w projekcie i nie reprezentują udziału firmy. Ich cena może wzrosnąć, jeśli wzrośnie zapotrzebowanie na usługę lub produkt. Użyteczność takich tokenów jest wciąż rozwijana oraz ulepszana i w przyszłości inwestycja w nie może przynieść duże zyski, choć nie zawsze tak jest. Jeszcze inną opcją finansowania projektów jest stworzenie zupełnie nowej kryptowaluty, która stworzy nowe zasady i wykorzysta lepsze technologie. A środki pozyskane z pierwszej emisji nowej waluty firma przeznaczy na rozwój całego projektu – kontynuuje ekspert.

W niedalekiej przyszłości cały świat czeka duży rozwój pod względem technologii Blockchain oraz ogromna tokenizacja w różnych dziedzinach życia gospodarczego i społecznego. Klasyczne giełdy będą musiały w końcu rozważyć wdrożenie tokenów inwestycyjnych lub stracą pewną część rynku. Jak zapowiadają eksperci, technologia Blockchain coraz szybciej dotyka również rynek nieruchomości.

Jak można zauważyć, aktualnie najszybszy wzrost finansowania poza sektorem Blockchain i fintech, widać w branży nieruchomości. W sierpniu 2018 r. Building Block Inc. ogłosiła powstanie REIT (Real Estate Investment Trust) – funduszu, który wykorzystuje rosnącą efektywność technologii Blockchain i zapewnia nowy sposób inwestowania w jeden z najbardziej znanych i zaufanych aktywów na świecie, czyli nieruchomości. Dzięki temu umożliwione zostaną wypłaty dywidendy, bezpieczne głosowanie użytkowników oraz inteligentne funkcje kontraktowe, które będą wykonywane automatycznie po spełnieniu ustalonych wcześniej parametrów. To nie jedyny przykład wykorzystywania technologii Blockchain – dodaje Gancarz.

Blockchain zmienia dosłownie wszystko – od dokonywania płatności, po sposoby pozyskiwania finansowania na rynkach finansowych. Przedsiębiorstwa coraz bardziej powinny się nim interesować oraz brać pod uwagę finansowanie i inwestowanie za pomocą technologii Blockchain, która jest przyszłością biznesu. Wystarczą odpowiednie regulacje prawne, właściwy rachunek bankowy, dobra jurysdykcja oraz przygotowanie prawne, aby Blockchain był bezpieczny. Istotni są również odpowiedni doradcy oraz przygotowanie marketingowe, a także bank, który nie zablokuje środków i będzie rozumiał istotę naszego biznesu i modelu finansowania. Spełniając te warunki, nie musimy obawiać się o nasz biznes i czerpać korzyści ze zmieniającego się świata.

Kamil Rafał Gancarz – polski finansista, przedsiębiorca, prezes fundacji Blockchain Development Foundation. Członek szwajcarskiego stowarzyszenia Crypto Valley Association, wspierającego rozwój technologii Blockchain i ekosystemów kryptograficznych oraz organizacji Mensa Polska. Jako międzynarodowy konsultant finansowy i biznesowy pozostaje na bieżąco z najnowszymi metodami wykorzystania mechanizmów technologii Blockchain w przedsiębiorstwach i wśród tzw. high-net-worth individuals (zamożnych osób fizycznych). Prelegent podczas III edycji Kongresu 590 organizowanego pod honorowym patronatem Prezydenta RP. W 2018 roku Kamil Gancarz odebrał nagrodę Pegazów Biznesu za działalność Fundacji.

E-administracja według szejków. VMware wirtualizuje usługi publiczne w Abu Dhabi

Jeszcze 60 lat temu w Abu Dhabi nie było elektryczności i dróg. Dzisiaj stolica Zjednoczonych Emiratów Arabskich przyciąga globalny biznes i staje się istotnym węzłem splatającym międzynarodowe interesy. Miasto staje się również prawdziwym liderem i wzorem do naśladowania w zakresie e-usług publicznych. Władze już teraz dają mieszkańcom szansę załatwienia wszystkich spraw cyfrowo, w oparciu o chmury, kontenery PKS i wirtualne sieci.

Pod koniec 2014 r. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich ogłoszony został program rozwojowy „Strategia innowacji narodowej”, którego celem jest przekształcenie kraju w ciągu siedmiu lat w najbardziej innowacyjne państwo świata. Już teraz w Emiratach można zarejestrować firmę w tzw. strefach wolnocłowych. Mieszkańcy ZEA chwalą się, że można to zrobić w ciągu 20 minut. Jednym z miast w kraju szejków, które na poważnie wzięło się za realizację wizji inteligentnego miasta jest Abu Dhabi. Tamtejsze Biuro ds. Rozwoju Usług Cyfrowych stworzyło cyfrową platformę administracyjną o nazwie TAMM, która umożliwi mieszkańcom załatwienie niemal każdej sprawy za pośrednictwem Internetu.

Administracja bez kolejek i urzędów

Biuro ds. Rozwoju Usług Cyfrowych w Abu Dhabi (ADSSSA – Abu Dhabi Smart Solutions and Services Authority) w ramach projektu „Ghadan 21” pracuje nad konsolidacją ponad 1600 różnorodnych usług administracji publicznej w pakiet 80 e-usług. Platforma TAMM ma umożliwić mieszkańcom kupno/sprzedaż domu, umówienie wizyty lekarskiej czy założenie firmy z poziomu komputera lub dowolnego urządzenia mobilnego, bez konieczności wizyty w urzędzie. Projekt jest jeszcze w fazie testów, ale pełen pakiet e-usług ma być dostępny w ciągu trzech lat. Nowa generacja usług publicznych wspierana jest przez innowacyjne rozwiązania firmy VMware, lidera w dziedzinie wirtualizacji oraz innowacji dla biznesu.

Współpraca z VMware odzwierciedla nasze cyfrowe ambicje, by zaoferować obywatelom szereg nowoczesnych usług publicznych, które są łatwo dostępne i efektywne. Upraszczając działanie administracji publicznej w oparciu o cyfryzację wspieramy zarówno obywateli i mieszkańców miasta, jak i naszych gości oraz potencjalnych inwestorów. Dzięki dostępowi do jednej platformy, która integruje wszystkie najważniejsze e-usługi, znika konieczność odwiedzania urzędów czy nawet ich stron internetowych. Wszyscy oszczędzają czas, a władze działają szybko i wydajnie – komentuje dr. Rauda Al Saadi, dyrektor generalna Biura ds. Rozwoju Usług Cyfrowych w Abu Dhabi

Technologie VMware w krainie szejków

Biuro ds. Rozwoju Usług Cyfrowych w Abu Dhabi wykorzystuje technologie VMware, by zespoły IT mogły przede wszystkim tworzyć nowe e-usługi właściwie od ręki. Pakiety rozwiązań w ramach platformy TAMM działają niczym mikrousługi oparte na rozwiązaniu VMware Enterprise PKS. To wyspecjalizowana usługa polegająca na wdrażaniu kontenerów Kubernetes i działająca na chmurze prywatnej vSphere. Rozwiązanie umożliwia uruchamianie i zarządzanie różnymi aplikacjami w oparciu o niezależne od siebie klastry danych. Narzędzie gwarantuje ponadto wysoką dostępność oraz niezawodność działania e-usług, m.in. dzięki automatycznym aktualizacjom i monitoringowi bezpieczeństwa.

Abu Dhabi jest prawdziwym liderem w zakresie cyfrowej transformacji administracji publicznej. Cieszymy się, że to właśnie dzięki naszym rozwiązaniom, mieszkańcy otrzymują dostęp do efektywnych i nowoczesnych e-usług, z dowolnego miejsca czy urządzenia i to kiedy tylko chcą. Nasze rozwiązania chmurowe dają administracji publicznej swobodę działania, a działom IT czas i możliwość tworzenia nowych rozwiązań, które będą spełniać wymogi przyszłości – komentuje Jean Pierre Brulard, wiceprezes VMware i dyrektor generalny na region EMEA.

PKS dla Abu Dhabi zawiera także zintegrowane z nim rozwiązanie VMware NSX-T, które oferuje funkcje sieciowe przystosowane do technologii 5G oraz innowacyjne bezpieczeństwo oparte na mikrosegmentacji. W dobie licznych cyberataków na instytucje publiczne, rozwiązanie to może znacząco utrudnić działanie potencjalnym crackerom. Mikrosegmentacja wymusza bowiem na cyberprzestępcy łamanie zabezpieczeń nie jednego systemu, a wielu wyodrębnionych warstw aplikacji. Wdrożone rozwiązania posiada również specjalny rejestr kontenerów tzw. Harbor, który wspiera inicjowanie środowisk typu multicloud. Według Gartnera do 2020 r. ponad trzy czwarte firm będzie rozwijać infrastrukturę opartą na wielu chmurach.

E-usługi po europejsku

Abu Dhabi jest drugim, po Singapurze, nieeuropejskim miastem, które dynamicznie i kompleksowo rozwija technologie smart city oraz w pełnie digitalizuje administrację publiczną. Także w Europie cyfrowa rewolucja w kierunku e-administracji zatacza coraz szersze kręgi. Według statystyk UE prym wiodą Dania, Szwecja, Finlandia i Holandia. W Polsce niestety tylko niecałe 43 proc. e-usług publicznych umożliwia załatwienie sprawy w całości przez Internet. Dane wyraźnie pokazują jednak, że mieszkańcy naszego kraju oczekują znacznie większych inwestycji w tym zakresie. Polacy coraz chętniej sięgają bowiem po e-usługi – w 2017 r. skorzystało z nich aż 31 proc. osób w wieku 16–74 lata i wskaźnik cały czas rośnie.

Grupa WARTA podsumowuje 2018 r.

Wyjątkowa jakość likwidacji szkód oraz wysoki poziom współpracy z pośrednikami zapewniły Warcie zwiększenie przypisu składki oraz zachowanie wysokich wskaźników rentowności. W 2019 r. Warta będzie wdrażała kolejne innowacje między innymi podnoszące jakość obsługi klienta i przyśpieszające proces likwidacji szkód.    

  • Spółka majątkowa Warty zebrała w 2018 r. 5,6 mld zł składki przypisanej brutto, o 9,0 proc. więcej niż w 2017 r.
  • Warta utrzymuje pozycję lidera pod względem wzrostu sprzedaży ubezpieczeń na życie ze składką regularną, co przełożyło się na wzrost składki przypisanej brutto w spółce życiowej do poziomu 809,9 mln zł (0,5 proc. r/r).
  • Łącznie obie spółki Warty zebrały w ubiegłym roku składkę w wysokości niemal 6,4 mld zł.
  • Wartość odszkodowań i świadczeń osiągnęła niemal 4,3 mld zł.
Jarosław Parkot, Prezes Zarządu Warty
Jarosław Parkot, Prezes Zarządu Warty

– Pomimo wymagających warunków rynkowych i zmian regulacyjnych, 2018 był bardzo dobrym rokiem dla Warty. Wdrażane w poprzednich latach nowe technologie i rozwiązania pozwoliły zaoferować klientom najwyższą wśród ubezpieczycieli jakość obsługi posprzedażowej. Potwierdza to m.in. obiektywne zestawienie Rzecznika Finansowego. Widzimy również rosnące zainteresowanie korzystaniem z aplikacji Warta Mobile czy innowacyjnych funkcjonalności Warty na Facebook’u, które obrazują naszą dostępność i otwartość na klienta. To, jak również nowoczesna taryfikacja oraz wyjątkowy poziom współpracy z pośrednikami, przełożyło się na kolejny wzrost przychodów i wyników finansowych, nawet w porównaniu z bardzo dobrym rokiem 2017. Wyjątkowa na tle rynku rentowność firmy pozwala nam ambitnie wdrażać kolejne projekty dotyczące na przykład zaangażowania sztucznej inteligencji i automatyzacji w likwidację szkód czy szerokiego wykorzystania Big Data w taryfikacji ubezpieczeń komunikacyjnych i majątkowych. Pozytywne efekty tych prac będą widoczne dla klientów jeszcze w tym roku – mówi Jarosław Parkot, Prezes Zarządu Warty.   

Ubezpieczenia majątkowe

Łączny przypis składki brutto w 2018 r. wyniósł 5,6 mld zł, osiągając wzrost o 9,0 proc. względem 2017 r. Ubezpieczenia dla klientów indywidualnych zebrały składkę o 8,9 proc. wyższą w porównaniu do 2017 r., osiągając poziom 4,1 mld zł. Podczas gdy składka z ubezpieczeń korporacyjnych wzrosła o 9,2 proc., osiągając poziom 1,5 mld zł.

Kolejny rok z rzędu Warta osiąga stabilny wzrost składki przypisanej brutto. Dużą rolę odgrywa w tym wykorzystywanie nowoczesnych narzędzi Big Data, które pozwoliły firmie m.in. na szybszą i skuteczniejszą analizę danych wykorzystywanych podczas taryfikacji. Dla przykładu polisy komunikacyjne w Warcie są wyliczane w oparciu o ponad 600 zmiennych, które pozwalają faktycznie indywidualnie dopasować cenę ubezpieczenia do klienta. Jeszcze w tym roku ich liczba może wzrosnąć do tysiąca, co pokazuje jak zaawansowanym i skomplikowanym procesem jest obecnie wyliczanie składki. W Warcie, dzięki wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi analitycznych, klient otrzymuje propozycję ceny już po kilku sekundach od wprowadzenia podstawowych danych.

– Wdrażane przez nas innowacje muszą spełniać jedno zadanie, czyli przynosić wymierne, użyteczne korzyści dla klienta i firmy. Takim rozwiązaniem są m.in. narzędzia Big Data, które w naszej firmie pozwalają zaoferować potencjalnie mało szkodowym klientom dobrą cenę polisy przy zachowaniu rentowności firmy na bardzo wysokim poziomie. Tylko w 2018 r. ROE spółki majątkowej wyniosło 20,9 proc. co jest bardzo wysokim wynikiem na tle rynku  – podkreśla Jarosław Parkot.

Nowy kształt przybiera w Warcie segment ubezpieczeń korporacyjnych, czego efektem jest już ubiegłoroczny, dynamiczny wzrost składki. Warta pracuje obecnie nad dalszym podniesieniem rentowności tej linii biznesowej poprzez m.in. dalszy dynamiczny wzrost sprzedaży, automatyzację
i uproszczenie procesów oraz podniesienie jakości obsługi klientów i szkód.

Likwidacja szkód – nowe technologie podnoszą komfort klienta

Majątkowa spółka Warty zlikwidowała 501 tys. szkód w 2018 r. co przełożyło się na 3,4 mld zł w formie odszkodowań i świadczeń.

W 2018 r. Warta kontynuowała plan wdrażania nowych technologii w zakresie likwidacji szkód i operacji. W tym czasie zautomatyzowano 13 procesów związanych między innymi z wypłatą świadczeń z ubezpieczeń grupowych, rejestracją umów kupna i sprzedaży samochodów czy wypowiedzeń umów OC ppm. Rozpoczęto również projekty z wykorzystaniem sztucznej inteligencji oraz rozwijano wykorzystywane już mobilne rozwiązania, ułatwiające klientom przejście przez proces likwidacji szkód. Efektem tych działań było m.in. osiągnięcie pozycji lidera w gronie ubezpieczycieli majątkowych zebranych w sprawozdaniu Rzecznika Finansowego. To jedyne w pełni obiektywne zestawienie pokazujące, którzy ubezpieczyciele najlepiej radzą sobie z likwidacją szkód klientów.

– Wdrażane w poprzednich latach nowe technologie przełożyły się na rosnącą jakość obsługi klienta. Również w ubiegłym roku wdrożyliśmy wiele rozwiązań przyśpieszających likwidację szkód i podnoszących komfort naszych klientów. W 2019 r. będziemy kontynuowali obrany kierunek wdrażając kilkanaście robotów automatyzujących procesy oraz uruchomimy kolejne rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję w zakresie rozpoznawania mowy podczas telefonicznego zgłaszania szkody i obrazu w trakcie wyceny szkód. Mają one znacząco skrócić czas potrzebny na rozwiązanie problemu klienta, a naszym pracownikom pozwolą skupić sią na bardziej skomplikowanych sprawach – podkreśla Jarosław Parkot.

Ubezpieczenia życiowe – dynamiczny wzrost w ubezpieczeniach ze składką regularną

W 2018 r. Warta kontynuowała strategię oparcia spółki życiowej na produktach ze składką regularną, osiągając zdecydowanie najwyższą dynamikę sprzedaży na rynku, która wyniosła 19 proc. w porównaniu z 2017 r. i osiągnęła poziom 660,2 mln zł. Wzrost ten pozwolił zniwelować niższą sprzedaż produktów ze składką jednorazową, które jednak nadal utrzymują  należne im miejsce w ofercie Warty. Łącznie życiowa spółka Warty zebrała 809,9 mln zł składki przypisanej brutto.

– Decyzja o skupieniu uwagi na produktach ze składką regularną przynosi spektakularne wyniki. Warta utrzymuje pozycję lidera pod względem wzrostu sprzedaży w tej kategorii ubezpieczeń. W 2018 r. sprzedaż wzrosła o 19 proc., przy średniej dla rynku na poziomie 0,4 proc. Co więcej, w okresie od 2016 do 2018 r. zwiększyliśmy przypis w tym segmencie ubezpieczeń o niemal 50 proc. wykorzystując potencjał bardzo dobrych  produktów i szerokiej sieci agentów majątkowych i życiowych – mówi Prezes Zarządu Warty i dodaje: W obecnym roku będziemy kontynuowali obrany kurs dotyczący produktów dla klientów indywidualnych. Wprowadzimy również znaczące zmiany w procesach i ofercie dla przedsiębiorstw, w tym m.in. wprowadzając innowacyjny model sprzedaży poprawiający rentowność przy zachowaniu dalszego, dynamicznego wzrostu składki. Dużo uwagi poświęcamy również Pracowniczym Planom Kapitałowym. Chcemy odgrywać na tym rynku znaczącą pozycję.

W grudniu 2018 r. Warta jako pierwsza firma ubezpieczeniowa potwierdziła prowadzenie Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK). PPK Warta  umożliwi gromadzenie i inwestowanie oszczędności oraz zaoferuje pracownikom ochronę ubezpieczeniową. Za zarządzanie aktywami odpowiadać będzie zespół wewnętrznych ekspertów. Warta posiada ponad 20-letnie doświadczenie w prowadzeniu produktów inwestujących środki bezpośrednio w papiery wartościowe.

Wynik finansowy – rosnąca rentowność

Jednym z efektów rosnącej sprzedaży są bardzo dobre wyniki finansowe obu spółek Warty. Wyniktechniczny spółki majątkowej w 2018 r. wyniósł 380,3 mln zł i był wyższy od osiągniętego w 2017 r. o niemal 23 proc. Wysoki poziom na tle całego rynku utrzymuje również wynik finansowy nettoktóry osiągnął w ubiegłym roku 468,5 mln zł (wzrost w stosunku do roku 2017 o 43 proc.), co w efekcie przełożyło się m.in. na wyższy wskaźnik ROE w porównaniu z rynkiem ubezpieczeń majątkowych.

Wynik techniczny spółki życiowej wyniósł 52,1 mln zł (wzrost o 4,4 proc. r/r), a wynik netto 34,4 mln zł, co oznacza wzrost o 16,4 proc. względem 2017 r.

Warta utrzymuje wysoki poziom bezpieczeństwa finansów klientów, czego dowodem są wskaźniki wypłacalności kształtujące się powyżej wymogów ustawowych. Obecny rating Warty przyznany przez Standard & Poor’s niezmiennie pozostaje na wysokim poziomie A+ z perspektywą stabilną. Warta jest jedynym z zarejestrowanych w Polsce ubezpieczycieli z tak wysoką oceną.

B+R po polsku: co nas motywuje, a co ogranicza

Tylko 15,25 proc. spośród 400 polskich przedsiębiorstw sektora Hi-Tech przebadanych przez Polski Instytut Ekonomiczny podejmowało lub planowało podjąć współpracę międzynarodową w obszarze B+R. Na przeszkodzie stają przede wszystkim biurokracja i niewystarczające wsparcie finansowe. Mimo to udział wyrobów zaawansowanych technicznie w polskim eksporcie stanowi już niemal 46%, a pod względem wsparcia podatkowego dla B+R jesteśmy w pierwszej trójce krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Przedsiębiorcy z sektora rozwiniętych technologii, którzy byli ankietowani we wrześniu 2018 roku przez Polski Instytut Ekonomiczny przyznali, że najczęściej do podjęcia współpracy zagranicznej motywuje ich dostęp do nowoczesnej infrastruktury badawczej – aż 85 proc. respondentów wskazało go jako ważny lub bardzo ważny. Niewiele mniejsze znaczenie przywiązują do możliwości uzyskania współfinansowania działalności B+R ze strony partnera zagranicznego oraz zwiększenia innowacyjności przedsiębiorstwa i jego wyrobów lub usług.B R po polsku co nas motywuje a co ogranicza

Z kolei głównymi barierami wpływającymi na współpracę międzynarodową w obszarze B+R są zbiurokratyzowany system wspierania badań naukowych i wdrożeń, ograniczony dostęp do dostawców nowych technologii oraz zbyt małe środki publiczne przeznaczane na działalność B+R w przedsiębiorstwach.

Znaczenie współpracy międzynarodowej w zakresie B+R w obszarze technologii Hi-Tech będzie systematycznie rosnąć z uwagi na jej wpływ na konkurencyjność przedsiębiorstw i rozwój społeczno-gospodarczy krajów. Przemawiają za tym wysokie koszty i konieczność współdziałania najwyższej klasy specjalistów z różnych dziedzin. Istotny jest też podział ryzyka między partnerów – komentuje Katarzyna Dębkowska, kierownik zespołu foresightu gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Poprawa zaawansowania eksportu

Wyroby zaawansowane technologicznie stanowią już blisko połowę polskiego eksportu towarów ogółem (45,8 proc. w 2017 r.). To około dwukrotnie wyższy udział niż we wstępnej fazie transformacji gospodarczej w Polsce (24,8 proc. w 1995 r.). Co ciekawe, to firmy z rodzimym kapitałem w ostatnich latach w większym stopniu stymulowały zaawansowanie polskiego eksportu.

O ile w latach 1996-2004 na firmy z wyłącznie polskim kapitałem przypadało tylko 15 proc. przyrostu polskiego eksportu wyrobów wysokiej i średnio-wysokiej techniki, a zasadniczą jego część – 85 proc. – tworzyły firmy z kapitałem zagranicznym, o tyle w latach 2010-2017 proporcja ta uległa odwróceniu (64 proc. wobec 36 proc.) – komentuje Janusz Chojna, kierownik zespołu handlu zagranicznego w Polskim Instytucie Ekonomicznym.B R po polsku co nas motywuje a co ogranicza 2

Wsparcie podatkowe w obszarze B+R

Polska może się też pochwalić hojnym wsparciem podatkowym w obszarze B+R. OECD bada tego typu ulgi za pomocą tzw. Indeksu B. Jego wartość określa poziom dochodu przed opodatkowaniem, jaki musi osiągnąć przedsiębiorstwo, żeby wykazać dodatni przepływ finansowy ponosząc wydatki na B+R. Obecny poziom wskaźnika lokuje Polskę na trzecim miejscu pod względem hojności wsparcia w regionie, po Litwie i Słowacji, a wśród krajów Unii Europejskiej zajmujemy 7miejsce.  Wskaźnik dla Polski wzrósł wraz z wprowadzeniem w ostatnich latach ulg na działalność badawczo-rozwojową. Od 2018 r. ulga w Polsce wynosi 100 proc. kosztów kwalifikowanych dla wszystkich przedsiębiorstw oraz 150 proc. dla przedsiębiorstw posiadających status centrum badawczo-rozwojowego – podsumowuje Ignacy Święcicki, kierownik zespołu gospodarki cyfrowej w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Tożsamość cyfrowa – nowa koncepcja Mastercard

Mastercard przedstawił model tożsamości cyfrowej dostosowany do wymogów współczesnego, coraz bardziej cyfrowego świata. Koncepcja ta została opisana w dokumencie pt. Restoring Trust in Digital Interactions, który opisuje ramowe założenia dotyczące sposobu działania cyfrowej tożsamości, gdzie w centrum każdej cyfrowej interakcji znajduje się jednostka.

Model ten obejmuje proponowane przez Mastercard zasady zarządzania tożsamością cyfrową, które powinny stanowić podstawę nowego systemu. Koncentrują się one na zagadnieniach takich jak: prawo do własności danych, ich poufność i zgoda na ich przetwarzanie, a także przejrzystość, bezpieczeństwo i dostępność systemu. Można je sprowadzić do następującego podstawowego prawa jednostki: „Moja tożsamość jest moją własnością i mam kontrolę nad moimi danymi osobowymi”.

Przeciwdziałanie wykluczeniu Każdy ma prawo do tożsamości cyfrowej
Własność Każda osoba jest właścicielem swojej tożsamości i danych osobowych
Prostota Używanie tożsamości cyfrowej powinno być proste i intuicyjne dla każdego
Poufność Każda osoba ma prawo do zachowania w poufności swoich danych dotyczących tożsamości cyfrowej
Udzielanie zgód Tożsamość cyfrowa danej osoby nie może być używana ani udostępniana bez wyraźnej zgody tej osoby lub w sposób niezgodny z prawem
Przejrzystość Każda osoba ma prawo wiedzieć, w jaki sposób jest używana i udostępniana jej tożsamość cyfrowa
Bezpieczeństwo danych Dane identyfikacyjne i transakcje, w których wykorzystywana jest tożsamość cyfrowa, powinny być przechowywane z zachowaniem najwyższych standardów bezpieczeństwa
Prawa osobiste
dot. danych
Każda osoba powinna mieć prawo dostępu do swoich danych dotyczących tożsamości, ich poprawiania i usuwania, a także możliwość dochodzenia roszczeń w przypadku naruszenia tych praw
Uczciwe użytkowanie Dane dotyczące tożsamości będą używane wyłącznie do celów zgodnych z prawem oraz zasadami uczciwości i równego traktowania
Wybór Każda osoba powinna mieć prawo do wyboru dostawcy usług tożsamości cyfrowej oraz prawo do ich zmiany lub rezygnacji z nich

Próbujemy znaleźć odpowiedź na jedno z najważniejszych pytań w erze wszechobecnego internetu: Jak mamy zaufać komuś, kogo nie znamy, kogo nie widzimy i z kim nie spotykamy się osobiście?” — mówi Ajay Bhalla, prezes Mastercard ds. cyberbezpieczeństwa i danych. „To obszar, który badamy już od pewnego czasu i dyskutujemy o nim z wieloma różnymi grupami. Dzięki tej wiedzy wyobrażamy sobie świat, w którym tożsamość użytkownika i urządzenia działające w jego imieniu można natychmiast i bezpiecznie zweryfikować, w którym dostęp uzyskuje się bez haseł, a dane są wymieniane tylko za zgodą konsumenta” – dodaje.

Model Mastercard jest oparty na zasadzie „prywatność z założenia”, gdzie dane dotyczące tożsamości nie są gromadzone, ani agregowane. Proponuje on cyfrowe interakcje, w których wymiana danych jest ograniczona do minimum i następuje tylko w sytuacjach, gdy jest konieczna. Według tej koncepcji dane są skutecznie chronione i efektywnie wykorzystane, dzięki czemu użytkownicy utrzymują nad nimi kontrolę, a cyfrowa tożsamość osoby jest bezpiecznie powiązana z jej smartfonem.

Dostęp do cyfrowej tożsamości da konsumentom nowe możliwości w ich interakcjach online z firmami, dostawcami produktów i usług oraz ich społecznościami. Dzięki temu robienie zakupów w sieci, otwarcie konta w banku czy złożenie zeznania podatkowego stanie się jeszcze prostsze. Nowy system usprawni też wykorzystanie e-maila czy mediów społecznościowych. Zmniejszy również ryzyko oszustw i kradzieży tożsamości.

„Wprowadzenie tożsamości cyfrowej wymaga połączenia sił. Opierając się na naszym strategicznym partnerstwie z Microsoft i współpracy z wieloma firmami z branży, chcemy ukierunkować wysiłki wszystkich zaangażowanych graczy, aby wspólnie zdefiniować zasady działania nowego systemu oraz zarządzania nim. Razem mamy realną szansę sprawić, że funkcjonowanie jednostki w sieci będzie znacznie bardziej efektywne, a jednocześnie bezpieczne” – powiedział Ajay Bhalla.

1.       Definicja tożsamości cyfrowej

W latach 2018–19 Mastercard zebrał wiodących specjalistów i zainteresowane strony z całego świata w celu zbadania możliwości, jakie stwarza tożsamość cyfrowa[i]. Wykorzystując te dyskusje oraz swoje wieloletnie doświadczenie w zakresie uwierzytelniania i weryfikacji danych, firma opracowała własną definicję tożsamości cyfrowej. Według  Mastercard tożsamość cyfrowa jest:

  • Zbiorem aktualnych, wysokiej jakości danych cyfrowych definiujących osobę, który w razie potrzeby umożliwia weryfikację tożsamości;
  • Zestawem dynamicznych informacji, które można wielokrotnie wykorzystywać do różnych celów;
  • Środkiem, za pomocą którego dana osoba może potwierdzić swoje uprawnienia dotyczące dostępu do usługi lub uprawnienia do wykonania określonej operacji;
  • Konsekwencją powstania dynamicznej sieci obejmującej rozproszone źródła danych (np. banki, operatorów sieci komórkowych czy instytucje administracji publicznej).

2.       Główne wyzwania związane z weryfikacją tożsamości:

  • Tożsamość, jakiej używamy do kontaktów z instytucjami administracji publicznej, uzyskiwania dostępu do usług czy dokonywania płatności, może być zagrożona. Do oszustwa lub kradzieży tożsamości często wystarczy włamanie się do jednej tylko bazy danych. W sytuacji, gdy użytkownicy muszą wielokrotnie udostępniać znaczną ilość swoich danych osobowych różnym podmiotom, pojawiają się ryzyka dotyczące bezpieczeństwa tych danych.
  • Ludzie nie mają dziś kontroli nad swoimi danymi identyfikacyjnymi, a w obszarach, w których przysługują im prawa, często brakuje przejrzystości.
  • Brak prostego, bezpiecznego i niezawodnego sposobu potwierdzania tożsamości w internecie utrudnia konsumentom działanie online, zwiększa ryzyko oszustw, utrudnia zapewnienie prywatności danych i ogranicza dostęp do usług.
  • Duża część światowej populacji w ogóle nie ma możliwości potwierdzenia swojej tożsamości w wiarygodny sposób. Najbiedniejsze 40% ludzi ma najbardziej ograniczony dostęp do dowodów tożsamości[ii].
  • Ponad miliard osób nie ma podstawowego, weryfikowalnego świadectwa urodzenia, co jest powodem ich społecznego wykluczenia. ONZ stwierdziła, że bez oficjalnego potwierdzenia tożsamości nie ma realnego dostępu do usług finansowych, służby zdrowia, usług publicznych czy do technologii[iii].
  • W samych Stanach Zjednoczonych 16,7 mln osób w 2017 r. padło ofiarą oszustw dotyczących tożsamości[iv]. W 2016 r. straty poniesione w wyniku oszustw opartych na „syntetycznej” tożsamości, gdzie przestępcy tworzyli fałszywe tożsamości łącząc prawdziwe dane wielu osób, wyniosły 6 mld USD.[v]

3.       Rozwiązanie dla weryfikacji tożsamości cyfrowej

Mastercard pomaga w zmianie sposobu tworzenia tożsamości w świecie online. W szczególności wszyscy potrzebujemy:

  • Usługi zgodnej operacyjnie w skali globalnej — zamiast wielu niszowych, zamkniętych systemów;
  • Udostępniania danych w sposób kontrolowany przez użytkownika — zamiast udostępniania ich szeroko i bez kontroli;
  • Rozwiązań biometrycznych — zamiast statycznych danych identyfikacyjnych;
  • Cyfrowego identyfikatora wielokrotnego użytku — zamiast kilkuset haseł;
  • Systemu, w którym znajdzie się miejsce dla wszystkich — zamiast selektywnego systemu wykluczającego ubogich.

[i] Future Agenda

[ii] Bank Światowy

[iii] Celem Zrównoważonego Rozwoju ONZ nr 16.9 jest zapewnienie wszystkim tożsamości prawnej do 2030 roku

[iv] Raport „2018 Identity Fraud: Fraud Enters a New Era of Complexity” firmy Javelin Strategy & Research — ze strony https://www.iii.org/fact-statistic/facts-statistics-identity-theft-and-cybercrime

[v] http://www.acg.net/synthetic-identity-fraud-cost-banks-6-billion-in-2016-auriemma-consulting-group/

Polacy coraz bardziej doceniają dobre wina

Polacy nie tylko piją coraz więcej wina, ale i coraz bardziej doceniają jego jakość, chętniej sięgają po produkty z wyższej półki, bardziej luksusowe, a więc droższe – oceniają eksperci zrzeszeni w Związku Pracodawców Polska Rada Winiarska. Członkowie ZP PRW to największe w Polsce przedsiębiorstwa zajmujące się produkcją, importem i dystrybucją win i napojów winiarskich. 70% win i wyrobów winiarskich produkowanych lub butelkowanych w Polsce to efekt ich pracy.

– Z naszych obserwacji wynika, że od pewnego czasu Polacy są skłonni wydać więcej, ale też spędzić więcej czasu nad wyborem odpowiedniego wina – zauważa Magdalena Zielińska, Prezes Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa. –  W księgarniach i w Internecie dostępnych jest coraz więcej poradników pozwalających dokonać wyboru zgodnego z regułami sztuki sommelierskiej, stopniowo wzrasta więc wiedza i doświadczenie polskich konsumentów. Wprawdzie jeszcze daleko nam do kultury krajów winiarskich, ale zmiany, które nastąpiły w ostatnich latach, są bardzo znaczące. Skłaniają firmy branży winiarskiej do ciągłego rozwoju portfolio, tak, by zadowolić coraz bardziej wymagających klientów.

Potwierdzają to przedsiębiorcy zrzeszeni w Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa. Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu, głównym kierunkiem importu win były głównie kraje bloku wschodniego. Dziś nasi członkowie mają w swojej ofercie  trunki z różnych krajów świata, m.in. z Hiszpanii, Francji, Włoch, Australii, Niemiec, Chille, Argentyny, USA czy Izraela.

Dobrym przykładem jest chociażby Dom Wina, jeden z najstarszych polskich importerów i dystrybutorów win i alkoholi mocnych,  działający na rynku od 1996 roku. Firma sprowadza dziś wina od ponad 100 dostawców z 5 kontynentów.  – Pijemy coraz lepsze wina i jesteśmy skłonni zapłacić za nie więcej – przyznaje Witosław Stępień, Dyrektor Marketingu i PR Domu Wina. –  Powód? Zmiana stylu życia, edukacja, podróże i oczywiście podnoszące się za sprawą koniunktury dochody.

– Na te zmiany rzeczywiście  składają się zarówno rosnące możliwości finansowe Polaków, wynikające ze wzrostu dochodów, jak i wzrost świadomości konsumentów – potwierdza Jakub Nowak, Prezes firmy Jantoń. –  Cieszące się ogromną popularnością programy kulinarne, rozwój branży HoReCa, podróże, podczas których poznajemy nowe regiony i smaki, sprawiają, że coraz większą wagę przywiązujemy do jakości trunków.

Istotnie, premiumizacja  to aktualnie jeden z głównych trendów obserwowanych na światowym rynku alkoholi. – Trend ten  w odniesieniu do segmentu wina w Polsce jest szczególnie wyraźnie wyczuwalny, gdyż zbiega się z obserwowaną wyraźną zmianą kultury konsumpcji alkoholu w naszym kraju. Pijemy coraz więcej wina, stopniowo rośnie wiedza winiarska Polaków. A wraz ze wzrostem wiedzy mamy coraz większe wymagania co do jakości. Cel konsumpcji też staje się inny – już nie ilość, lecz jakość jest istotna – mówi Magdalena Zielińska, Prezes ZP PRW.

Jakub Nowak, Prezes firmy Jantoń dodaje jeszcze, że zmienił się styl życia Polaków: – Zaabsorbowani pracą, po ciężkim dniu oczekujemy odrobiny relaksu. Lampka dobrego wina ma sprawić nam przyjemność.

Polacy, choć piją jeszcze niewiele wina i napojów winiarskich (w porównaniu z innymi narodowościami), podążają za wieloma światowymi trendami i są ciekawi nowości. Przykładem może

być tu moda na wina musujące i zmiana modelu ich konsumpcji – aktualnie pijemy je już nie tylko w sylwestrowy wieczór czy podczas celebrowania ważnych chwil, lecz także w ciągu całego roku, a szczególnie latem, dla orzeźwienia.

Klientów traci natomiast segment tanich win owocowych.

Według przewidywań ZP PRW, w 2019 roku spożycie wina wzrośnie, zgodnie zresztą ze stabilną dynamiką obserwowaną w latach ubiegłych. Szczególny potencjał dotyczy segmentu win wytrawnych, co związane jest z rozwojem kultury konsumpcji w kierunku wzorców pochodzących z zachodu i południa Europy. Z pewnością jednak, jeszcze przez dłuższy czas, przeciętny Kowalski będzie preferował wino półsłodkie i półwytrawne. Warto zaznaczyć, że od lat sukcesywnie rośnie średnia cena nabywanej butelki wina – dziś jest to już ponad 15 złotych.

Dane dotyczące konsumpcji wina i wyrobów winiarskich łącznie wskazują, że przeciętny mieszkaniec Polski spożywa ich ok. 6,1 l rocznie. Dla porównania, Chorwaci, Francuzi i Portugalczycy piją ponad 40 l wina gronowego rocznie.

Kiedy na polskich drogach pojawi się milion samochodów elektrycznych?

Rynek elektromobilności rozwija się bardzo dynamicznie, głównie za granicą. Pozycję lidera pod tym względem zajmują Chiny. Europa jednak nie pozostaje w tyle. Wszystkie tutejsze koncerny samochodowe na lata 2020-2021 przewidują produkcję kilku modeli aut elektrycznych. Nie będzie to już więc jedynie produkt Tesli. Jeżeli Polska chce uczestniczyć w tym podziale pracy i rynku komunikacyjnego – musi związać się z jednym z dużych koncernów. Nie jesteśmy w stanie wyprodukować własnego pojazdu. Na razie zakładany milion samochodów elektrycznych na polskich drogach do 2025 roku jest niemożliwy do osiągnięcia, nawet ze wsparciem zza granicy.

– Związanie się z zagranicznym koncernem w kwestii samochodów osobowych jest konieczne. Historycznie najbliższy, najdłużej obecny na polskim rynku jest Fiat – powiedział serwisowi eNewsroom Włodzimierz Ehrenhalt, wiceprezes zarządu Stowarzyszenia Energetyki Odnawialnej (SEO) – Rozpoczęcie wspólnej produkcji elektrycznych samochodów byłoby bardzo korzystne. Początkiem współpracy mógłby być Fiat 500. Polska powinna zająć miejsce w tym przedsięwzięciu jako dostawca części – płyt podłogowych czy akumulatorów. Nie należy spodziewać się własnego, masowego produktu w postaci auta elektrycznego.

Szansą dla polskiego przemysłu jest także wyspecjalizowanie się w konkretnej branży. Mogą być nią elektroładowarki. Sektor ten na pewno będzie się rozwijać. Nie ulega wątpliwości, że czas samochodów spalinowych dobiega końca. Prawdopodobnie proces ten zajmie jeszcze kilkadziesiąt lat, ale jednocześnie rynek pojazdów elektrycznych będzie wzrastać. Polska jest jedynym krajem w Europie, w którym ich sprzedaż spadła. Wszędzie trend jest odwrotny. Przyczyną jest brak odpowiednich mechanizmów i zachęt w naszym kraju. To także niepewność, co do źródła prądu, który zasili auta elektryczne. Jeśli miałby pochodzić z elektrowni węglowych, takie rozwiązanie nie miałoby sensu – wskazał Ehrenhalt.

Polska ma szansę zostać pionierem w prewencji nowotworowej

Rak to druga najbardziej zabójcza choroba w Polsce. Odpowiada za 24 proc. wszystkich zgonów w kraju. Według szacunków na nowotwór zachoruje prawie połowa mężczyzn oraz ponad jedna trzecia kobiet. Specjaliści z działającego przy Uniwersytecie Warszawskim zespołu Warsaw Genomics przekonują, że badania genetyczne mogą przynieść znaczne korzyści nie tylko całemu społeczeństwu, ale także gospodarce. W przygotowanym we współpracy z Deloitte raporcie pt. „Recepta w genach. Korzyści gospodarcze z przesiewowych badań genetycznych jako elementu profilaktyki nowotworowej” szacują, że powszechna profilaktyka w latach 2016-2035 pozwoliłaby uniknąć straty PKB rzędu 90,4 mld zł.

Korzyści płynące z badań przesiewowych w zakresie profilaktyki antynowotworowej są nie do przecenienia. Przede wszystkim umożliwiają wykrycie raka we wczesnych, a zatem łatwiejszych do leczenia stadiach, a tym samym zmniejszenie śmiertelności z powodu tej choroby. Ponadto niektóre metody diagnostyczne, jak na przykład kolonoskopia mogą również zapobiegać występowaniu raka poprzez identyfikowanie i usuwanie polipów w jelicie grubym. – Te badania wydają się być wprost niezbędne w Polsce, gdzie pacjenci wciąż zbyt późno dowiadują się o chorobie. Każdy pacjent powinien mieć regularnie wykonywane badania profilaktyczne, takie jak kolonoskopia, kobiety również cytologię, USG i mammografię piersi. Niestety, aktualny plan badań profilaktycznych nie uwzględnia osobistej sytuacji konkretnej osoby np. obciążenia rodzinnego chorobą nowotworową. Indywidualne podejście do pacjenta i zaproponowanie mu planu działań ochronnych, zgodnych z jego obciążeniem genetycznym, pozwoli na skuteczniejszą profilaktykę również dla osób, które dzisiaj umierają przed osiągnięciem wieku, w którym typowo rozpoczynamy prewencję – mówi prof. Mirosław Wielgoś, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Opracowany na Uniwersytecie Warszawskim Program „Badamy Geny” nie tylko pozwala wykryć raka w jego najwcześniejszym stadium, ale również już samo ryzyko zachorowania. Badanie metodą opracowaną przez zespół Warsaw Genomics obejmuje w całości 70 genów, podczas gdy w standardowych badaniach wykonywanych w Polsce w celu określenia genetycznego ryzyka zachorowania na raka piersi lub jajnika, analizuje się jedynie kilka punktów w kilku genach. Eksperci mogą ocenić, czy w którymkolwiek z nich istnieje wada zwiększająca ryzyko zachorowania. W sumie są w stanie sprawdzić ponad 50 tys. potencjalnych uszkodzeń. – Przeprowadziliśmy analizę ekonomiczną wprowadzenia badania prowadzonego przez Warsaw Genomics jako badania przesiewowego, dostępnego dla całego społeczeństwa. Wyniki tylko upewniły nas w przekonaniu, że powszechne badania genetyczne mają sens także w populacji ogólnej. Po przebadaniu 20 tysięcy osób wiemy, że nawet 1,5 proc. z nich jest obciążonych mutacjami wysokiego ryzyka w genach BRCA1 i BRCA2, których uszkodzenia zwiększają przede wszystkim ryzyko nowotworów piersi, jajnika i prostaty. Są to liczby zgodne z amerykańskimi danymi Myriad Genetics. Jednocześnie dziś już wiadomo, że badanie tylko tych dwóch genów jest mniej opłacalne niż badanie uwzględniające większą liczbę potencjalnie zmutowanych genów. Analizując 70 genów znajdujemy mutację zwiększającą ryzyko zachorowania na raka u co 20-stej osoby – mówi prof. Krystian Jażdżewski, inicjator Programu Badamy Geny.

U osób przebadanych w ramach programu Badamy Geny wykryto ponad 1000 znanych nieprawidłowości genetycznych, w tym ponad 300 w genach BRCA1 i BRCA2. Metoda ekspertów z Warsaw Genomics pozwala uchwycić o 50 proc. więcej nosicielek mutacji wysokiego ryzyka nowotworu piersi lub jajnika. Inaczej mówiąc, wielogenowe populacyjne badania genetyczne pozwalają na uniknięcie zachorowania lub wczesną terapię około 2,4 tys. zachorowań na raka piersi i 650 zachorowań na raka jajnika na 1 mln osób.

Ile kosztuje rak

Eksperci Deloitte oszacowali koszty bezpośrednie i pośrednie leczenia oraz opieki nad pacjentami z nowotworami piersi, prostaty, jajnika i jelita grubego w 2016 r., a także prognozy tych kosztów do 2035 r. w dwóch scenariuszach. Pierwszy nie zakłada żadnych zmian w stanie obecnym, drugi natomiast to scenariusz wprowadzenia programu prewencyjnego opartego na powszechnym badaniu genetycznym. Oszacowane zostały dwa rodzaje kosztów – bezpośrednie, takie jak koszty prewencji, diagnostyki i leczenia oraz pośrednie, tj. nieobecności w pracy lub niższej produktywności pracy osób chorych i ich opiekunów, a także koszty zgonów osób w wieku produkcyjnym.

Wprowadzenie powszechnego przesiewowego badania genetycznego dla całej populacji oznaczałoby wzrost kosztów prewencji o 42,9 mld złotych do 2035 r. W efekcie osoby o podwyższonym ryzyku zachorowania dostałyby skierowanie na częstsze badania diagnostyczne, aby wykryć potencjalną chorobę we wczesnym stadium. – Załóżmy, że spośród ponad 14 mln przebadanych osób, te które okażą się być w grupie podwyższonego ryzyka nie zaniechają regularnych badań, a ewentualne wykrycie u nich nowotworu nastąpi wcześniej niż pozwala na to obecny system prewencji. To oznaczałoby oszczędności z tytułu kosztów leczenia w wysokości 6,2 mld zł do 2035 roku, a zatem blisko tyle co rocznie przeznacza się na całą opiekę onkologiczną w Polsce – mówi Julia Patorska, lider zespołu ds. analiz ekonomicznych w Deloitte.

Analizując koszty pośrednie eksperci obliczyli, że po wprowadzeniu programu „Badamy geny” koszty wynikające z niezdolności do pracy osób chorych zmniejszyłyby się z 71,0 mld zł do 60,7 mld zł, a te związane z pogorszeniem jakości wykonywanej pracy spadłyby z 89,0 mld zł do 21,0 mld. Natomiast koszty jakie niosą dla gospodarki przedwczesne zgony zmniejszyłyby się z 23,3 mld zł do 14,4 mld zł. – Przyjęta metoda badawcza genów jest unikalna i żaden inny kraj jeszcze nią nie dysponuje, co daje przewagę konkurencyjną i możliwość eksportu stosowanej technologii. Dodatkowy wydatek z budżetu państwa skierowany na powszechne przesiewowe badania genetyczne może przyczynić się także do rozwoju branży biomedycznej w Polsce – dodaje Julia Patorska. Wykonanie pojedynczego badania Warsaw Genomics kosztuje 599 zł, a nie 6 tys. zł (średnia cena europejska), a więc jest dziesięciokrotnie tańsze. Wynika to z nowatorskiej metody – w każdej rundzie badania analizuje się 600 osób, szukając mutacji u jednej z nich, wykorzystuje się informację zawartą w całej puli próbek.

Polska ma zatem szansę zostać pionierem w tym zakresie.

Już dwa lata temu Deloitte, jako pierwszy pracodawca w Polsce, rozpoczął program „Badamy Geny”, oferując swoim pracownikom nowatorską metodę badań genetycznych. Po tym jak zakończyliśmy program, ponad połowa z naszych pracowników potwierdziła, że ta inicjatywa zwiększyła ich świadomość na temat profilaktyki nowotworowej. To bardzo ważne, bo największym i najbardziej dotkliwym kosztem choroby jest ten, który ponoszą pacjenci. I tu rola profilaktyki jest nieoceniona – mówi Marek Metrycki, partner zarządzający Deloitte.

Kurs funta może poszybować, ale …

Bankierzy centralni krajów rozwiniętych prześcigają się w sprawianiu rynkom gołębich niespodzianek, a dziś w nocy nowym członkiem klubu został nowozelandzki RBNZ. Kurs NZD się załamał i na dłuższy czas utracił zaufanie poszukiwaczy ryzykownych inwestycji. Patrząc do przodu, w środę brytyjski parlament będzie głosował nad alternatywnymi scenariuszami dla brexitu.

Bank Rezerwy Nowej Zelandii zgodnie z oczekiwaniami utrzymał stopę OCR bez zmian na 1,75 proc., ale w komunikacie dokonał zaskakującego zwrotu w gołębią stronę twierdząc, że kolejny ruch na stopach procentowych jest bardziej prawdopodobny w dół niż w górę. Wcześniej ryzyka te były zrównoważone, ale teraz bank uważa, że perspektyw globalnego wzrostu uległy pogorszeniu, co rzutuje na nastroje przedsiębiorstw i popyt krajowy. Reakcja rynku była wyraźna z NZD/USD tracącym 1,5 proc. do 0,68. Rynek stopy procentowej dodał 19 pb do wyceny obniżek do końca roku, łącznie dyskontując cięcie o 37 pb. Szok rynku bierze się po części z tego, że choć obawy o globalne ożywienie mogą być duże, to jeszcze nie wykazały one przenikania w dane z Nowej Zelandii, które można uznać za względnie solidne. Także kurs kiwi (ważony obrotami handlu – miara preferowana przez RBNZ) blisko 74 jest spójny z ostatnimi prognozami banku centralnego. Wygląda więc na to, że RBNZ dmucha na zimne i w obliczu gołębiej zmiany tonu RBA i Fed nie chce zostać odosobniony i ryzykować relatywną aprecjacją NZD do AUD i USD. Jeśli rzeczywiście dane z Nowej Zelandii zaczną się psuć, wówczas każde kolejne posiedzenie może przynieść obniżkę stopy procentowej. Ale osobiście mam wątpliwości czy bank zdecyduje się na ruch, czy czasem dzisiejszy komunikat nie jest tyko zapobiegawczym działaniem. Ponieważ łatwiej jest zmienić jedno zdanie w komunikacie z powrotem na brzmiące neutralnie niż ryzykować pogorszenie konkurencyjności gospodarki w wyniku decyzji innych banków centralnych.

Czy brytyjscy politycy określą się, jakiej chcą alternatywy dla brexitu? Mają do wyboru m.in. bezumowny brexit, unię celną, umowę handlową w stylu norweskim lub kanadyjskim, powtórzone referendum, przyspieszone wybory. Z opcji wyłączony jest aktualny plan premier May, gdyż ta wciąż zbiera poparcie i liczy, że uda jej się przeforsować zaakceptowaną przez UE wersję porozumienia. Zatem z jednej strony dzisiejsze głosowania mogą nie przynieść konkretów, choć jak pisałem wczoraj, wszystko, co zyska poparcie, a nie jest bezumownym brexitem albo przyspieszonymi wyborami, będzie dla funta umiarkowanie pozytywne. Także ograniczenie liczby możliwych opcji dla procesu brexitu usunie część premii za niepewność o to, jak pogmatwana może być przyszłość Wielkiej Brytanii i GBP. Wiele może zależeć od tego, czy w międzyczasie premier May faktycznie zbierze poparcie przed trzecim głosowaniem nad swoim planem, które może być jeszcze w tym tygodniu. Według wczorajszych doniesień, May rzekomo chce zaoferować swoją rezygnację w zamian za poparcie eurosceptycznej frakcji torysów. Według słów lidera ERG Jacoba Rees-Mogga bezumowny brexit jest lepszy niż plan May, ale plan May jest lepszy niż niewychodzenie [z UE] w ogóle. A takie ryzyko stoi przed brexitowcami, jeśli parlament wymusi poszukiwanie alternatywnego planu w trakcie kolejnych wielomiesięcznych negocjacji. Problem w tym, że May potrzebuje więcej głosów niż od ERG – także z DUP i opozycji. Podsumowując to wszytko, w kolejnych dniach prawdopodobnie zamknie się droga dla wielu niebezpiecznych wizji brexitu i zostanie albo plan May, albo droga ku łagodniejszej wersji brexitu. Przemawia to za optymizmem w stosunku do funta, ale nie zapominajmy, że to polityka.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Firmy z wielkopolskiego najbardziej terminowe w płatnościach

  • Wielkopolska – firmy tu działające średnio płacą lepiej, niż w innych województwach. W lutym średnia wartość znacznie przeterminowanych należności (ponad 120 dni po terminie) wynosiła tu tylko 4,3% ich wartości, przynajmniej o połowę mniej, niż w większości pozostałych województw.
  • W ubiegłym roku liczba niewypłacalności w woj. wielkopolskim wzrosła o 63%, w okresie I-II 2019 wzrost ten nadal ma dużą skalę +40% r/r. Negatywny efekt zjawiska zmniejsza trochę forma niewypłacalności – w ub. roku blisko 70% z nich stanowiły postepowania naprawcze
  • Struktura niewypłacalności – największy procentowo wzrost kłopotów wyrażonych niewypłacalnością w sektorze handlu i usług, wciąż dużo ich jest także m.in. w sektorze produkcyjnym
  • Tradycja wielkopolskiej przedsiębiorczości sprzyja prowadzeniu działalności i rozwojowi także poza stolicą regionu i większymi skupiskami, ale także w wielu mniejszych miejscowościach. Efekt – pomimo, iż dysproporcje istnieją (m.in. w dochodzie na mieszkańca), to na tle innych województw nie są one aż tak duże

Z Programu Analiz Należności Euler Hermes, będącego największym tego typu projektem w kraju (analiza należności od 200 tys. odbiorców na kwotę blisko 40 mld złotych w skali miesiąca) wynika, iż firmy z województwa wielkopolskiego przeciętnie bardzo dobrze płacą za swoje należności. W lutym 2019 roku średni okres, po jakim odbiorcy z 12 województw regulowali swoje należności wynosił poniżej 80 dni, i w tej grupie byli odbiorcy z woj. wielkopolskiego, podczas gdy w pięciu województwach był on dłuższy. Liczy się nie tylko dobry termin obiegu należności (obejmujący m.in. najkrótsze w Wielkopolsce na tle kraju opóźnienie w spłacie zobowiązań – średnio tylko 13 dni po terminie płatności), ale też wartość zaległości i strat, jakie generują odbiorcy z tego regionu. Firmy z woj. wielkopolskiego płacą w terminie aż 86% wartości należności (najlepiej w kraju – przeciętnie wartość ta jest o rząd wielkości, czyli o 10% niższa). Ponadto – również najrzadziej generują tzw. złe długi, czyli znacznie (ponad 120 dni po terminie) przeterminowane należności, które w odniesieniu do odbiorców z tego regionu wynoszą łącznie 4,2% sumy ich zobowiązań. Jedynie firmy z trzech województw pochwalić się mogą generowaniem strat na zbliżonym, niskim poziomie (mowa o woj. lubuskim, podkarpackim i mazowieckim z ok 4,8% wartością tak przeterminowanych zobowiązań). W pozostałych województwach firmy generują trudne długi odpowiadające od 6 do 9% wartości ich zobowiązań, a w dwóch – przekraczające nawet odpowiednio 11%.

Wielkopolskie firmy płacą najlepiej w Polsce swoim kontrahentomŹródło: Euler Hermes z grupy Allianz

Wysoka rzetelność w regulowaniu zobowiązań przez firmy z Wielkopolski jest godna uznania w świetle danych o niewypłacalnościach, które niestety nie są pozytywne. W 2018 r. liczba niewypłacalnych firm w woj. wielkopolskim wzrosła aż o 63% r/r (z 63 firm w 2017r do 103 w 2018r.). Krzepiące jest to, że w świetle danych o obiegu należności, firmy te nie przenosiły na dużą skalę swoich problemów na dostawców, nie ma dużej eskalacji efektu domina opóźnionych płatności i trudnych długów. Ma to zapewne związek z tym, iż aż 72 ze wspomnianych 103 niewypłacalności miało w ub. roku formę postepowania naprawczego, a nie likwidacyjnego. Tym niemniej, gorsza kondycja i dyscyplina płatnicza wielu polskich firm, o czym świadczy czwarty już (w 2019r.) rok z rzędu wzrostu liczby ich niewypłacalności, przełożyła się zwłaszcza na wielkopolskie firmy handlowe (dwukrotny wzrost – z 13 do 27 niewypłacalności r/r) oraz usługowe (dwu i półkrotny wzrost z 10 w 2017 do 25 niewypłacalności w ubiegłym roku). Mniejsza na ich tle dynamika wzrostu liczby kłopotów firm budowlanych i produkcyjnych niekoniecznie świadczy o zmniejszeniu skali ryzyka w tych sektorach, ale wynika z punktu odniesienia – ich wzrostu i dużej liczby już wcześniej.

Aktualnie, po dwóch pierwszych miesiącach 2019r. pomimo tak dużego wzrostu liczby niewypłacalności przed rokiem, trend ten nie ustępuje, a dynamika niewiele się zmniejsza – obecnie jest to 40% więcej niewypłacalnych wielkopolskich firm r/r (21 w okresie I-II 2019 wobec 15 w analogicznym okresie przed rokiem). Mapa kłopotów w podziale na branże w Wielkopolsce nie zmieniła się w stosunku do ub. roku – nadal najliczniejsze są niewypłacalności firm handlowych oraz usługowych. Wpływ na to ma także znaczna skala niewypłacalności w lokalnym budownictwie już wcześniej, kilka lat temu, gdy dotknęła ona zwłaszcza wielkopolskie firmy wyspecjalizowane w pracach towarzyszących inwestycjom infrastrukturalnym – nie tylko samych prac drogowych, ale także wykonujących wodo- i rurociągi, sieci przesyłowe, kanalizacyjne etc.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.Wielkopolskie firmy płacą najlepiej w Polsce swoim kontrahentom 2

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Przypadki występowania niewypłacalności pokrywają się z mapą gospodarczą regionu. Pomimo tego, iż spośród 103 niewypłacalności w Wielkopolsce w ub. roku aż 36 z nich dotyczyło firm zarejestrowanych w Poznaniu, to na tle innych województw nie jest to dużo… Zazwyczaj w głównej aglomeracji działa (i upada…) nawet 50% i więcej firm z danego regionu. Ponadto pozostałe skupione są w wybranych centrach, skupiskach przemysłowych. Na ich tle Wielkopolska przy zachowaniu dużej roli na gospodarczej mapie przez stolicę – Poznań, nie ciąży cała ku temu ośrodkowi, a ponadto – nie jest skupiona tylko wokół większych miast województwa. Lokalna rozwinięta i pielęgnowana tradycja przedsiębiorczości sprawia, iż aktywne (i przeżywające kłopoty) są nie tylko firmy z Konina, Kalisza, Ostrowa Wielkopolskiego czy Piły, ale także w wielu mniejszych ośrodkach takich jak Swarzędz, Buk, Kostrzyn, Turek, Kościan, Opatówek, Mosina czy Stęszew. Świadczy to także o stosunkowo bardziej równomiernym rozwoju regionu na tle reszty kraju – zarówno pod względem infrastrukturalnym, jak i potencjału ludzkiego Wielkopolski.

Wielkopolskie firmy płacą najlepiej w Polsce swoim kontrahentom 3Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz