Rosyjskie drony nad Polską – przełomowy moment dla bezpieczeństwa Europy

W nocy z 9 na 10 września 2025 roku doszło do wydarzenia, które wielu ekspertów określa jako przełomowe w historii bezpieczeństwa europejskiego. Podczas zmasowanego ataku Rosji na Ukrainę liczne drony Shahed naruszyły przestrzeń powietrzną Polski. Według oficjalnych danych, polskie służby obronne zarejestrowały aż dziewiętnaście takich przypadków. Co najmniej trzy z maszyn zostały zestrzelone przez polskie siły zbrojne, a pozostałe skierowały się z powrotem w stronę granicy. Incydent nie spowodował ofiar w ludziach, ale uznany został za bezprecedensowe naruszenie suwerenności państwa członkowskiego NATO i Unii Europejskiej.

Tego typu sytuacja była przewidywana przez analityków już wcześniej, jednak jej skala i intensywność zaskoczyły nie tylko Polskę, ale i całą wspólnotę euroatlantycką. O ile wcześniej zdarzały się pojedyncze przypadki wlatywania rosyjskich obiektów w przestrzeń powietrzną sąsiadów Ukrainy, o tyle nocny atak charakteryzował się skoordynowaną intensywnością. Z perspektywy Warszawy nie była to zwykła pomyłka nawigacyjna, lecz świadome testowanie zdolności obronnych Polski i NATO. W efekcie podjęto decyzję o natychmiastowym podniesieniu gotowości bojowej.

Premier Donald Tusk potwierdził, że już o godzinie 22:06 we wtorek polskie wojsko otrzymało pierwsze informacje o zmasowanym rosyjskim uderzeniu na Ukrainę. Kilkadziesiąt minut później, wobec jasnych sygnałów o zbliżaniu się obiektów w stronę granicy, w tryb alarmowy postawiono zarówno lotnictwo, jak i systemy obrony powietrznej. W akcji brały udział polskie myśliwce F-16, śmigłowce i zestawy przeciwlotnicze, które na bieżąco reagowały na pojawiające się zagrożenia. Wczesne uruchomienie środków obronnych sprawiło, że naruszenia przestrzeni udało się w dużej mierze opanować, zanim spowodowały one realne szkody.

Rosyjskie drony Shahed – narzędzie wojny i prowokacji

Shahedy, które naruszyły polską przestrzeń powietrzną, to bezzałogowe statki powietrzne produkcji irańskiej, szeroko wykorzystywane przez Rosję w wojnie przeciwko Ukrainie. Ich charakterystyczną cechą jest relatywnie niski koszt produkcji oraz możliwość przenoszenia ładunków wybuchowych na duże odległości. W połączeniu z trudnością ich wykrywania na dużych wysokościach stanowią one poważne wyzwanie dla systemów obrony powietrznej.

Z perspektywy Polski pojawienie się tych maszyn na własnym terytorium stanowiło nową jakość zagrożenia. O ile do tej pory drony te były utożsamiane z teatrem działań wojennych na Ukrainie, o tyle teraz ich obecność w przestrzeni NATO-owskiego państwa wyraźnie rozszerza granice konfliktu. Nieprzypadkowo analitycy podkreślają, że było to celowe działanie Moskwy, mające sprawdzić determinację Zachodu do obrony własnego terytorium. W tym sensie drony stały się nie tylko narzędziem wojskowym, ale również polityczną prowokacją.

Shahedy nie są technologią nowoczesną w rozumieniu najnowszych bezzałogowych systemów bojowych, ale ich liczba i sposób wykorzystania czynią je skutecznymi narzędziami presji. Eksperci wskazują, że w momencie masowych ataków, nawet zaawansowane systemy obrony powietrznej mogą zostać przeciążone. Dlatego naruszenie polskiego nieba było odczytywane nie tylko jako incydent, ale jako test granic zdolności operacyjnych NATO.

Reakcja Polski – gotowość bojowa i decyzja polityczna

Polska odpowiedziała na incydent w sposób zdecydowany. Siły Zbrojne natychmiast podniosły gotowość, a systemy obrony zostały aktywowane, aby chronić ludność cywilną i infrastrukturę krytyczną. Premier Donald Tusk poinformował, że wojsko było w pełnej gotowości przez całą noc – od godziny 22:00 do wczesnych godzin porannych. Dzięki temu udało się przechwycić część zagrożeń i uniknąć strat w ludziach.

Jednak reakcja Polski nie ograniczyła się do działań wojskowych. Rząd, we współpracy z prezydentem, podjął decyzję o uruchomieniu art. 4 Traktatu Północnoatlantyckiego. Oznacza to wniosek o pilne konsultacje sojusznicze w NATO w związku z zagrożeniem bezpieczeństwa i integralności terytorialnej. Tusk w swoim wystąpieniu w parlamencie wyraźnie podkreślił, że Polska nie będzie traktowała tego wydarzenia w oderwaniu od szerszego kontekstu – jego zdaniem jest to element wojny prowadzonej przez Rosję nie tylko przeciwko Ukrainie, ale całemu wolnemu światu.

Premier zaapelował, aby nie zbliżać się do szczątków dronów, które mogą być niebezpieczne i zawierać materiały wybuchowe. Każdy, kto znajdzie obiekt przypominający fragment drona, powinien natychmiast zgłosić to odpowiednim służbom.

Artykuł 4 NATO – znaczenie i konsekwencje

Decyzja o powołaniu się na art. 4 Traktatu Północnoatlantyckiego ma ogromne znaczenie polityczne i strategiczne. Przepis ten daje każdemu państwu członkowskiemu prawo do zwołania konsultacji, jeśli uzna, że jego bezpieczeństwo lub integralność terytorialna jest zagrożona. W przeciwieństwie do art. 5, nie uruchamia on automatycznie mechanizmu kolektywnej obrony, ale stwarza przestrzeń do uzgodnienia wspólnego stanowiska i skoordynowania działań.

W historii NATO art. 4 był wykorzystywany kilkukrotnie, m.in. przez Turcję w związku z konfliktem syryjskim. Polska po raz pierwszy zdecydowała się sięgnąć po ten instrument w kontekście bezpośredniego naruszenia swojej przestrzeni powietrznej przez obcy sprzęt wojskowy. To pokazuje, że sytuacja oceniana jest jako wyjątkowo poważna i wymagająca wsparcia sojuszników.

Artykuł 4 stanowi sygnał polityczny nie tylko do państw NATO, ale również do Rosji. Wysyła jasne przesłanie, że incydent nie zostanie potraktowany jako incydentalna pomyłka, lecz jako naruszenie wymagające wspólnej odpowiedzi. Dla Warszawy oznacza to także otwarcie drogi do negocjowania dodatkowych środków wsparcia – od wzmocnienia obrony powietrznej po rozmieszczenie dodatkowych sił sojuszniczych na wschodniej flance.

NATO: pierwsza bezpośrednia odpowiedź powietrzna

NATO w swoim komunikacie potwierdziło, że był to pierwszy w historii przypadek, kiedy samoloty sojuszu podjęły działania bezpośrednio w obronie przestrzeni powietrznej państw członkowskich wobec zagrożenia z zewnątrz. W operacji uczestniczyły siły z kilku krajów – Holandii, Niemiec, Włoch i Polski – które wspólnie patrolowały przestrzeń i reagowały na incydenty. Cała akcja trwała od około 23:30 we wtorek do 6:30 rano w środę.

Generał Alexus Grynkewich, głównodowodzący sił NATO w Europie, podkreślił, że reakcja była „szybka i zdecydowana”. Według niego, sojusz zademonstrował zdolność do natychmiastowego działania i gotowość do obrony każdego centymetra swojego terytorium. Dla wielu obserwatorów oznacza to nowy etap w działaniach NATO – od wsparcia Ukrainy w formie dostaw sprzętu i szkoleń, do realnej obrony własnych granic w obliczu rosyjskich prowokacji.

Reakcje polityczne w Polsce – głos Donalda Tuska

Premier Donald Tusk, przemawiając w polskim parlamencie, nazwał incydent „wojną wypowiedzianą wolnemu światu”. Jego zdaniem Polska musi liczyć na pełną solidarność sojuszników, a konsultacje w ramach art. 4 to dopiero początek szerszej współpracy. Podkreślił, że oczekuje „znacznie silniejszego wsparcia” i że same słowa nie wystarczą.

Tusk zaznaczył, że Polska nie traktuje tego wydarzenia jako lokalnego problemu, lecz jako element globalnej konfrontacji. Jego wypowiedź była skierowana zarówno do sojuszników, jak i do społeczeństwa polskiego, które w ostatnich latach obserwuje rosnące napięcia na wschodniej granicy. W opinii premiera Rosja świadomie poszerza zakres wojny, testując odporność i jedność Zachodu.

Bezpieczeństwo obywateli – ostrzeżenia i działania

Po incydencie władze Polski rozpoczęły zakrojone na szeroką skalę poszukiwania szczątków dronów, które spadły na terytorium kraju. Premier poinformował, że na szczęście nie odnotowano żadnych ofiar ani rannych. Podkreślił jednak, że szczątki mogą stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia i życia mieszkańców.

Rząd wydał specjalne ostrzeżenia, aby nikt nie zbliżał się do podejrzanych obiektów. Zalecono natychmiastowe zgłaszanie takich znalezisk policji, straży pożarnej lub pod numer alarmowy 112. W komunikatach podkreślano, że fragmenty dronów mogą zawierać resztki materiałów wybuchowych i być śmiertelnie niebezpieczne. To pokazuje, że naruszenie przestrzeni powietrznej ma również wymiar praktyczny – wpływa na codzienne poczucie bezpieczeństwa obywateli.

Reakcje Unii Europejskiej – solidarność i potępienie Rosji

Na incydent zdecydowanie zareagowały instytucje i przywódcy Unii Europejskiej. Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, nazwała go „bezprecedensowym naruszeniem europejskiej suwerenności” i zapewniła, że „Europa stoi po stronie Polski”. Jej słowa spotkały się ze standing ovation w Parlamencie Europejskim.

Roberta Metsola, przewodnicząca PE, podkreśliła, że Polska ma pełne prawo do obrony i że cała Unia pozostaje zjednoczona. Antonio Costa, przewodniczący Rady Europejskiej, stwierdził, że takie incydenty są bezpośrednim zagrożeniem dla bezpieczeństwa obywateli i infrastruktury całej Europy. Dodał też, że wspólnota w pełni popiera działania Warszawy.

Również prezydent Francji Emmanuel Macron wyraził pełną solidarność z Polską, ostrzegając Rosję przed dalszą eskalacją. W swojej wypowiedzi zaznaczył, że Francja nie będzie akceptować żadnych kompromisów w kwestii bezpieczeństwa sojuszników. Podkreślił też, że wkrótce omówi sytuację z nowym sekretarzem generalnym NATO, Markiem Ruttem.

Znaczenie incydentu dla NATO i UE

Eksperci wskazują, że incydent ma kluczowe znaczenie strategiczne. Po raz pierwszy NATO zmuszone było do bezpośredniej obrony własnego terytorium w obliczu zagrożenia związanego z wojną w Ukrainie. To wyraźny sygnał, że konflikt nie jest lokalny, lecz obejmuje szerszy obszar i wymaga globalnych odpowiedzi.

Dla Unii Europejskiej wydarzenie to stało się testem solidarności. Jasne i jednoznaczne wsparcie udzielone Polsce przez najważniejsze instytucje i przywódców pokazuje, że wspólnota rozumie wagę sytuacji. W praktyce może to oznaczać przyspieszenie prac nad wspólnymi systemami obrony powietrznej i większe inwestycje w bezpieczeństwo energetyczne oraz militarne.

Naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony mogą być początkiem nowego etapu eskalacji. Możliwe scenariusze obejmują dalsze prowokacje, w tym próby ataków na infrastrukturę krytyczną. Polska i NATO przygotowują się do wzmocnienia wschodniej flanki, m.in. poprzez rozmieszczenie dodatkowych sił i systemów obronnych.

Z drugiej strony, wydarzenia mogą przyspieszyć integrację obronną w ramach UE. Dyskusje o europejskiej tarczy antyrakietowej i wspólnych zakupach systemów obrony powietrznej mogą nabrać nowej dynamiki. W dłuższej perspektywie incydent stanie się również argumentem za zwiększeniem wydatków obronnych w wielu państwach członkowskich.

Fałszywe zdjęcia tworzone przez AI coraz większym problemem dla ubezpieczycieli

Sztuczna inteligencja daje ogromne możliwości, ale niestety – także oszustom. Coraz częściej wykorzystywana jest do tworzenia realistycznych fałszywych zdjęć, które trafiają do ubezpieczycieli i firm wynajmujących mieszkania.

Jak działają oszuści?

Wybierają sytuację, w której liczą na szybkie pieniądze. Przykładowo, kierowca zgłasza szkodę komunikacyjną i dołącza zdjęcia auta z wgniecionym zderzakiem czy pękniętą szybą. W rzeczywistości samochód stoi cały i nigdy nie brał udziału w kolizji. To sztuczna inteligencja dodała zniszczenia!

Podobny schemat pojawia się w przypadku wynajmu mieszkań. Najemca kończy umowę i przesyła właścicielowi zdjęcia mebli z rysami albo podłogi z dużymi uszkodzeniami. W rzeczywistości sprzęty są w porządku, a sztuczna inteligencja tylko „dorysowała” defekty.

Dlaczego to działa?

Narzędzia do edycji obrazów po podaniu im dokładnych instrukcji, generują uszkodzenia bardzo realistycznie. Odwzorowują światło, cień i fakturę materiału tak, że trudno je podważyć. Często nie zmieniają przy tym całości obrazu. Narzędzia te są łatwo dostępne i nie wymagają specjalistycznych umiejętności edytorskich. — informuje Elwira Charmuszko, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa.

Jakie są skutki?

Firmy ubezpieczeniowe mogą wypłacić odszkodowania na podstawie sfałszowanych dowodów. W efekcie muszą rekompensować te straty, a najprostszym sposobem jest podnoszenie składek wszystkim klientom, również tym uczciwym.

Najemcy mieszkań narażają się na niesłuszne obciążenia finansowe. Mogą zostać zmuszeni do potrącenia z wpłaconej kaucji lub zapłacić za rzekome szkody, których nigdy nie było. Czasami prowadzi to do długich i kosztownych sporów sądowych.

Rosnące składki, spadek zaufania i coraz większe wydatki na systemy bezpieczeństwa odbijają się na każdym z nas, nawet jeśli nigdy nie próbowaliśmy nikogo oszukać.

Co dalej?

Sztuczna inteligencja nie zniknie. Wręcz przeciwnie, będzie coraz lepsza w tworzeniu fałszywych obrazów. Dlatego musimy działać dwutorowo: z jednej strony rozwijać narzędzia „obronne”, a z drugiej budować świadomość, że nie każdy materiał, który widzimy jest prawdziwy.

 

Eskalacja napięć geopolitycznych: naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej i atak Izraela w Doha

Jeżeli komuś się wydawało, że w geopolityce sytuacja się uspokaja, to wczorajszy wieczór i noc musiały być szokiem. Nad Polską zestrzelono rosyjskie drony, a w Katarze Izrael przeprowadził atak bombowy. W tle dalsze problemy Węgier powodowane wysoką inflacją.

Naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej

Wczoraj doszło do wielokrotnego naruszenia przez rosyjskie drony polskiej przestrzeni powietrznej. Wiadomość potwierdziło Dowództwo Operacyjne. Na Wschodzie od wczoraj jest bardzo gorąco. Ze względu na koncentrację wojsk przy granicy spowodowaną ćwiczeniami białorusko-rosyjskimi doszło do zamknięcia granicy Polski z tymi państwami. Jak to często bywa w sytuacjach konfliktowych, wydalono również dyplomatę podejrzanego o działalność szpiegowską. Biorąc pod uwagę skalę eskalacji napięć i szerokie omawianie tematu w mediach zachodnich, można by oczekiwać silnej reakcji rynków. Od rana widzimy przecenę polskiego złotego. Jednak ruch ten zaczął się na poważnie dopiero tuż przed otwarciem giełdy. Trochę ponad 1 grosz straty to nie jest jednak, jak na ważne wydarzenie, duży ruch. Większą zmianę widać na giełdzie, ale tuż po otwarciu nadal jest to niecały 1% w dół. Biorąc pod uwagę skalę wydarzeń, ta reakcja rynków pokazuje, że na razie zdrowy rozsądek wygrywa jeszcze z emocjami.

Inflacja na Węgrzech

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu cen na Węgrzech. Miało być 4,3% i właśnie tyle zobaczyliśmy. Dlaczego to ważny odczyt? W tym roku Węgrzy tylko raz pokazali niższy odczyt – 4,2% w kwietniu. Inflacja się stabilizuje, ale problem polega na tym, że nie na poziomie, którego chcieliby Węgrzy. Dodatkowo podwyższona inflacja nie pozostawia miejsca na obniżki stóp procentowych, a wysoki koszt kredytu dociska gospodarkę. Z drugiej strony wysokie stopy procentowe powodują, że inwestorzy cały czas patrzą na forinta przychylnie. Niby gospodarka, która rośnie ułamki procenta rocznie to złe miejsce na inwestycje, ale skoro waluta płaci tak dobre odsetki, to jednak warto. W rezultacie od początku roku forint podrożał względem złotego już 4%.

Izrael przyznaje się do ataków w Katarze

Wczoraj doszło również do ataków Izraela na członków Hamasu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że cel przebywał w stolicy Kataru – mieście Doha. Państwo żydowskie przyznało się od razu do ataku i poinformowało, że uprzedzało USA. Amerykanie są tutaj w bardzo niewygodnej sytuacji, bo oba te kraje są ich ważnymi sojusznikami w regionie. Co ciekawe, groźba eskalacji w tej części świata nie przełożyła się na razie na rynek ropy. Widać kolejne maksima na złocie, co w ostatnich dniach nie jest jednak niczym nadzwyczajnym. Kolejnym efektem tego wydarzenia było umocnienie się dolara, który już wczoraj odzyskiwał część ostatnich strat względem euro. Podczas dużych napięć na świecie dolar nadal uchodzi za bezpieczną przystań. Co ciekawe, nie widać na razie reakcji na franku szwajcarskim.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:45 – Szwajcaria – wystąpienie prezesa banku centralnego,

14:30 – USA – inflacja producencka.

Autor: Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

AI zmienia oblicze sektora ubezpieczeń – od automatyzacji po decyzje strategiczne

Ponad połowa liderów sektora ubezpieczeniowego widzi w sztucznej inteligencji klucz do rozwoju nowych produktów i usług, a 67% firm planuje zwiększenie udziału AI w budżecie w nadchodzącym okresie. Z raportu KPMG „Inteligentne rozwiązania w sektorze ubezpieczeń” wynika, że 85% traktuje ją jako źródło przewagi konkurencyjnej. Mimo rosnącego potencjału sztucznej inteligencji firmy ubezpieczeniowe wciąż zmagają się z szeregiem barier utrudniających skalowanie tej technologii. Wyzwania dotyczą zarówno aspektów strategicznych, jak i operacyjnych – od braku spójnej wizji rozwoju po niedostateczne przygotowanie danych.

Nowa rola AI w usługach ubezpieczeniowych

Sztuczna inteligencja w sektorze ubezpieczeń przeszła drogę od automatyzacji powtarzalnych procesów do podejmowania decyzji o wysokim znaczeniu biznesowym, takich jak ocena ryzyka czy dynamiczne ustalanie cen. Coraz częściej AI wspiera także działania w czasie rzeczywistym, m.in. w zapobieganiu nadużyciom czy w spersonalizowanej obsłudze klienta. W najbardziej zaawansowanych firmach systemy AI są wpisane w codzienną operacyjną rzeczywistość, wspierając agentów, underwriterów czy działy likwidacji szkód.

Kluczowe pozostaje jednak to, że technologia ta pełni rolę narzędzia wspierającego człowieka – z zachowaniem kontroli ludzkiej tam, gdzie w grę wchodzą kwestie etyczne, zgodność regulacyjna czy niestandardowe przypadki.

Firmy ubezpieczeniowe w coraz szybszym tempie wykraczają poza etap pojedynczych wdrożeń technologii i budują spójne strategie oparte na sztucznej inteligencji. Celem nie jest już wyłącznie automatyzacja procesów, lecz tworzenie organizacji zdolnej do elastycznego zarządzania ryzykiem i personalizacji oferty w czasie rzeczywistym. Takie podejście pozwala integrować dane, modele analityczne i operacje biznesowe w ramach jednej, adaptacyjnej struktury. W polskim sektorze ubezpieczeń rośnie zainteresowanie wykorzystywaniem danych behawioralnych i kontekstowych do projektowania spersonalizowanych produktów. Jednocześnie wyzwaniem pozostaje szybkie tempo zmian technologicznych i niepewność inwestycyjna. Dlatego tak ważna staje się zdolność organizacji do skalowania i modyfikowania rozwiązań w miarę rozwoju technologii – mówi Andrzej Gałkowski, Partner, Lider doradztwa dla sektora bankowego, Head of AI w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Zaawansowane rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji otwierają drogę do tworzenia bardziej reaktywnych i samouczących się modeli obsługi klienta. Przykładem są dynamiczne polisy, które na bieżąco uwzględniają zachowania użytkownika lub zmieniające się parametry ryzyka. Takie podejście może istotnie skrócić czas likwidacji szkód, poprawić ocenę ryzyka i ograniczyć liczbę nadużyć. W Polsce zastosowanie takich narzędzi będzie wymagać nie tylko modernizacji systemów informatycznych, ale również budowy zaufania klientów do zautomatyzowanych decyzji. Potrzebne będzie także wypracowanie przejrzystych standardów etycznych i regulacyjnych, które umożliwią bezpieczne wdrażanie AI w krytycznych obszarach działalności ubezpieczeniowej – mówi Tomasz Dąbkowski, Partner Associate w Dziale Usług Finansowych, Szef Grupy Aktuarialnej w KPMG w Polsce.

Wyzwania i bariery rozwoju sztucznej inteligencji w branży ubezpieczeń

Choć AI zyskuje na znaczeniu, firmy ubezpieczeniowe wciąż zmagają się z szeregiem barier. Najczęściej wskazywane ograniczenia to: niedostosowane ramy regulacyjne oraz niski poziom zaufania – jedynie 25% organizacji w pełni ufa tej technologii. Tylko 19% firm ubezpieczeniowych ma w pełni zintegrowaną strategię AI powiązaną z celami operacyjnymi na wszystkich poziomach organizacji, a 72% wskazuje niedostateczne przygotowanie danych jako największe ograniczenie. Wyzwanie stanowi również pogodzenie rozwoju AI z celami zrównoważonego rozwoju – 75% stawia realizację strategii zrównoważonego rozwoju wyżej niż implementację AI. Dodatkowo 3 na 4 badanych ubezpieczycieli woli wstrzymać większe inwestycje do czasu większej stabilizacji rynku, a ponad połowa respondentów czuje się przytłoczonych nadmiarem informacji oraz obawia się zależności od dostawców technologii AI.

Banki pod presją innowacji. Agenty AI przejmują inicjatywę

Sektor usług finansowych czerpie wymierne korzyści z wdrożeń dotyczących sztucznej inteligencji. Najczęściej jednak liderzy mówią o rozwoju sztucznej inteligencji w ich organizacjach w kontekście GenAI. Jak wykazano w ostatnim wspólnym badaniu SAS i KPMG, już w 2024 roku 17 proc. badanych liderów w bankowości w pełni zintegrowało GenAI z podstawowymi procesami swoich organizacji. Jak wygląda z kolei wdrażanie obecnie najbardziej dynamicznie rozwijającej się technologii, jaką jest agentic AI?

Agenty AI to zasilane przez sztuczną inteligencję systemy, które wykonują złożone zadania oraz podejmują decyzje przy różnym stopniu zaangażowania człowieka – mówi Miłosz Trawczyński, Consulting Director w SAS Polska. – Poprzez integrację danych, wykorzystywanie analitycznych procesów workflow oraz silnika decyzyjnego, agenty mają zdolności adaptacji i złożonego rozumowania, co daje im przewagę nad tradycyjnymi chatbotami i dużymi modelami językowymi (LLM). Co ważne, nieustannie stają się one coraz bardziej samodzielne, gromadzą wiedzę z funkcjonowania i realnie usprawniają podejmowanie decyzji – dodaje ekspert.

Agent AI to już nie reaktywny chatbot, a samodzielny system, który potrafi zaplanować działania, wybrać narzędzia i doprowadzić zadanie do końca. W praktyce oznacza to, że agentowi AI można przydzielić obsługę procesów w taki sam sposób, jak samodzielnemu pracownikowi, a ten weźmie za nie odpowiedzialność: od obsługi klienta, przez analizę ryzyka, po zarządzanie danymi. Sektory, w których znaczącym elementem bieżących operacji jest bezpośrednia obsługa klienta czy analiza danych, a więc np. sektor finansowy, mogą szczególnie skorzystać na tego typu rozwiązaniach. Dla banków jest to szansa na zwiększenie wykorzystania potencjału wykwalifikowanych pracowników przy realizacji kluczowych, strategicznych zadań.

Wiele potrzeb bankowości

Kluczowe obszary, w których banki mogą potrzebować usprawnienia swoich operacji, to m.in. monitorowanie transakcji w celu wykrywania podejrzanych zachowań, rozpatrywanie wniosków klientów i natychmiastowe wykrywanie prób założenia fałszywych kont, wykonywanie audytów wewnętrznych w celu zapewnienia zgodności z regulacjami, czy dbanie o bezpieczeństwo danych udostępnionych stronom trzecim. W tym zakresie dane syntetyczne oraz agenty AI mogą okazać się szczególnie skuteczne.

– Zdolność do samodzielnego działania to kolejny krok w rozwoju sztucznej inteligencji. Autonomiczne działanie oznacza także dostosowywanie się agentów AI do zmian i nowych uwarunkowań w oparciu o dane i udoskonalaniu swojego zachowania w miarę upływu czasu – mówi Miłosz Trawczyński.

Agentic AI opiera się na algorytmach planowania, uczeniu się przez wzmocnienie lub współczynnikach pomagających zorientować agentów na dany cel, aby realizowały złożone zadania. Dzięki temu, technologia ta  jest szczególnie skuteczna w dynamicznych środowiskach, gdzie niezbędne jest podejmowanie decyzji w czasie rzeczywistym i zdolność adaptacji. W miarę, jak systemy agentic AI zyskują autonomię, ich zdolność do podejmowania strategicznych decyzji na dużą skalę rośnie i staje się coraz bardziej znacząca dla realizowanych procesów. Nowoczesne agenty AI mogą skutecznie badać, analizować i syntetyzować informacje, a do tego dostosowywać i optymalizować przepływy pracy pod nieobecność człowieka.

Złożony, choć prosty w obsłudze system

Banki mają świadomość, że odpowiednie, transformacyjne wdrożenia najnowszych technologii są kluczem do zachowania konkurencyjności w czasach cyfrowej dywersyfikacji usług finansowych. Jak wynika z raportu Future of Intelligent Banking: AI, Risk and Innovation in 2025, zdecydowana większość banków tradycyjnych spodziewa się dalszego zaostrzenia konkurencji ze strony banków wyłącznie cyfrowych, fintechów oraz Big Techów.

– Agentic AI działa poprzez postrzeganie, rozumowanie i działanie, a w zależności od potrzeb może uczyć się wspólnie z użytkownikami lub bez nich. To fundament ewentualnego przechodzenia do wdrożeń kompleksowych ekosystemów AI w środowiskach wielochmurowych i hybrydowych – mówi Miłosz Trawczyński. – Żeby to się udało, firmy powinny tworzyć jasne strategie synchronizacji różnych obszarów sztucznej inteligencji, z agentic AI na czele. Każdy taki proces wdrożenia wymaga jednak jednostkowej, zindywidualizowanej identyfikacji kluczowych obszarów i procesów, w których możliwa jest automatyzacja – dodaje ekspert.

SAS wspiera swoich klientów na różnych etapach rozwoju i dostosowania agentów AI, od pozyskiwania i analizy danych po budowanie, wdrażanie i monitorowanie rozwiązań. Umożliwia też ciągłe śledzenie wydajności, nadzór i bezpieczeństwo, oferując kompleksowe i usprawnione podejście do zarządzania agentami AI w ramach całego ich cyklu życia.

Wyżej wymieniony raport Future of Intelligent Banking: AI, Risk and Innovation in 2025  jest oparty na odpowiedziach 1700 menedżerów wyższego szczebla z całego świata oraz na pogłębionych wywiadach z wybranymi członkami kadry kierowniczej sektora bankowego i fintech. Publikacja jest kontynuacją badania Banking in 2035, opublikowanego przez Economist Impact i SAS w 2022 roku. Z kolei raport The road to integration: The state of AI and machine learning adoption in anti-money laundering compliance, będący kontynuacją badania z 2021 r., pokazuje skalę wykorzystania AI i ML w obszarze przeciwdziałania praniu pieniędzy.

EBC ponownie zrobi pauzę – brak cięć stóp procentowych w 2025 r. niemal pewny

Wszystko wskazuje na to, że EBC w czwartek ponownie zdecyduje się na pauzę. Wydaje się, że decydenci z Rady Prezesów są zadowoleni z miejsca, w którym obecnie znajduje się polityka monetarna banku. Możliwe są jednak rewizje prognoz PKB i inflacji – obu w górę.

Kluczowe punkty:

  • EBC w czwartek ponownie dokona pauzy.
  • Wzrost strefy euro jest bardziej odporny, niż oczekiwano.
  • Inflacja wciąż oscyluje wokół celu 2%.
  • Wysoka niepewność gwarantuje postawę wait and see.
  • Możliwe są rewizje w górę prognoz wzrostu i inflacji.
  • Lagarde wesprze rynkowe wyceny – bez cięć w 2025 r.

Scenariusz, w którym Europejski Bank Centralny decyduje się we wrześniu na cięcie stóp procentowych, uważamy za niemal niemożliwy. Poprzeczka dla kolejnej obniżki stóp procentowych znajduje się obecnie na tyle wysoko, że nawet perfekcyjny skok Armanda Duplantisa mógłby doprowadzić do jej strącenia. Podczas ostatniego posiedzenia w lipcu EBC po raz pierwszy od ponad roku utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie i nie dał przy tym rynkowi sygnałów, że to jednorazowa decyzja. Ton prezeski Christine Lagarde był naszym zdaniem delikatnie jastrzębi. Podkreśliła odporność gospodarki, która powinna zostać wsparta przez ogromną stymulację fiskalną w Niemczech. Dodatkowo decydenci wydają się coraz bardziej przekonani, że w średnim terminie inflacja znajdzie się blisko celu.

Wzrost strefy euro jest bardziej odporny, niż oczekiwano

Wydarzenia od czasu ostatniego posiedzenia utwierdzają nas w przekonaniu, że EBC co najmniej do końca roku nie będzie zmieniać wysokości stóp procentowych. Inflacja w strefie euro utrzymuje się blisko wynoszącego 2% celu banku, a presja cenowa – przynajmniej na razie – okazuje się mniej dotkliwa niż w USA. Gospodarka bloku również radzi sobie całkiem nieźle. Odporny lokalny popyt (wspierany przez prężny rynek pracy) i niewielki wzrost aktywności biznesowej nie dają powodów do obaw.

Wykres 1: Wskaźniki PMI w strefie euro (2022 – 2025)

Wysoka niepewność gwarantuje postawę wait and see

Decydenci stoją jednak w obliczu czynników, których wpływ na gospodarkę bloku jeszcze przez jakiś czas nie będzie znany. Za największe wydarzenie ostatnich miesięcy można uznać podpisanie porozumienia handlowego między USA a Unią Europejską. Choć jego warunki są wysoce asymetryczne, istniały gorsze scenariusze. W krótkim terminie będzie to miało zapewne mieszane konsekwencje dla gospodarki – bezpośredni wpływ ceł może zostać zrównoważony przez spadek niepewności i odzyskanie przez europejskie firmy możliwości planowania.

Nie wiadomo na razie, na ile wyższe wydatki w Niemczech wesprą europejską gospodarkę, i nie będzie to odzwierciedlone w danych wcześniej niż w 2026 r. Wzrost niepewności politycznej wywołanej kolejnym upadkiem francuskiego rządu również nie zachęca banku do dalszego rozluźniania polityki monetarnej. Podczas konferencji prasowej dziennikarze bez wątpienia będą wypytywać Lagarde o sytuację nad Sekwaną. Rynki reagują jednak na ostatnie zawirowania jak dotąd dość spokojnie – uważamy, że nie ma palącej potrzeby, by Rada Prezesów interweniowała w tej kwestii.

Możliwe rewizja w górę prognoz PKB i inflacji

W czwartek poznamy także nowe projekcje ekonomiczne banku. Biorąc pod uwagę większy optymizm EBC względem gospodarki i ostatnie pozytywne zaskoczenia wskaźnikami PMI, rewizja w górę prognoz wzrostu gospodarczego na 2025 r. jest możliwa, przy czym wciąż obecna niepewność może sprawić, że będzie ona niewielka. Nieco trudniej określić poglądy banku na inflację, również tutaj jednak oczekujemy bardzo małej rewizji w górę – pozytywne nastawienie banku względem gospodarki powinno implikować oczekiwania wyższej presji cenowej.

Lagarde prawdopodobnie wesprze rynkowe wyceny

Jeśli chodzi o wskazówki dotyczące dalszej ścieżki stóp procentowych, spodziewamy się w dużej mierze powtórki z lipca. Lagarde prawdopodobnie ponownie powie, że bank jest w „dobrym miejscu”, sugerując przy tym, że stopy pozostaną zapewne na dłuższy czas na niezmienionym poziomie. Nie sądzimy, że EBC odsunie oczekiwania rynkowe – Lagarde raczej wesprze rynkowy pogląd, że cięcia są mało prawdopodobne co najmniej do końca roku. W kontraktach swap wycenia się obecnie ok. 16 pb. obniżek do końca I kwartału 2026 r. Naszym zdaniem cykl obniżek mógł się już jednak zakończyć.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (11.09) o godz. 14:15, a konferencja prasowa prezeski Lagarde rozpocznie się 30 minut później.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

TSUE oceni WIBOR – kluczowa opinia Rzecznika już 11 września 2025 r.

11 września 2025 roku Rzecznik Generalny TSUE przedstawi opinię w sprawie C-471/24, dotyczącą stosowania wskaźnika WIBOR w umowach kredytowych. Wynik tego postępowania może przesądzić o sytuacji setek tysięcy kredytobiorców w Polsce i poprawić położenie konsumentów w relacjach z bankami.

– „Kredytobiorca podpisując umowę, nie ma ani narzędzi, ani wiedzy, aby w pełni zweryfikować ryzyka zmiennego oprocentowania, w szczególności właściwości i przyczyn zmienności wskaźnika WIBOR. Dodatkowo brak wykonania obowiązków informacyjnych przez banki w tym zakresie nieuchronnie prowadzi do zawarcia umowy kredytu obciążonej wadami prawnymi.” – wyjaśnia dr Sebastian Frejowski, radca prawny i pełnomocnik kredytobiorców z Kancelarii Frejowski Twardygrosz Wspólnicy sp.k.

WIBOR – co budzi wątpliwości?

WIBOR (Warsaw Interbank Offered Rate) od lat decyduje o oprocentowaniu kredytów hipotecznych i konsumenckich w Polsce. Rata kredytu składa się z marży banku i zmiennego WIBOR-u, którego poziom – jak wskazują krytycy – nie opiera się na realnych transakcjach, lecz na deklaracjach banków.

Dla przykładu, jak wynika z danych administratora wskaźnika, w kwietniu 2024 r. udział rzeczywistych transakcji w wyznaczeniu WIBOR 6M wyniósł zaledwie 2%, a aż 98% stanowiły wewnętrzne szacunki banków. – „W praktyce WIBOR to nie koszt realnych międzybankowych przepływów pieniężnych, ale szacunki i symulacje kilku największych instytucji finansowych w Polsce” – podkreśla dr Frejowski.

Spór przed TSUE – o co chodzi?

Sprawa C-471/24 trafiła do Trybunału po pytaniu prejudycjalnym sądu krajowego. Sednem postępowania jest rozstrzygnięcie czy klauzule odwołujące się do WIBOR mogą zostać uznane za niedozwolone (abuzywne) i wyłączone z umowy. Z perspektywy mec. Frejowskiego najważniejsze dla konsumentów jest stanowisko TSUE w odniesieniu do zakresu obowiązków informacyjnych wykonywanych przez banki, a odnoszących się do zmiennego oprocentowania i WIBOR.

Co dalej z WIBOR-em?

Niezależnie od wyroku TSUE, od 2027 r. WIBOR zostanie zastąpiony nowym wskaźnikiem POLSTR (WIRF), opartym na rzeczywistych transakcjach overnight. Ma on zwiększyć przejrzystość i stabilność rynku. – „Zmiana systemowa to krok w dobrą stronę, ale nie można zapominać o rzeszy kredytobiorców, którzy w przeszłości podjęli decyzję o zaciągnięciu kredytów wprowadzeni w błąd, a teraz z negatywnymi konsekwencjami muszą zmagać się samodzielnie.

5 najważniejszych faktów o sprawie WIBOR przed TSUE

  1. Sprawa C-471/24– dotyczy pytania, czy klauzule umów odwołujące się do WIBOR mogą być uznane za abuzywne.
  2. 11 września 2025 r.– opinia Rzecznika Generalnego TSUE; wyrok możliwy na przełomie 2025/2026 r.
  3. Wątpliwości wobec WIBOR– opiera się głównie na szacunkach banków, nie na rzeczywistych transakcjach.
  4. Skutki dla kredytobiorców– możliwe obniżenie rat lub nawet unieważnienie całej umowy.
  5. Przyszłość wskaźników– od 2027 r. WIBOR zostanie zastąpiony wskaźnikiem POLSTR (WIRF).

Co powinien zrobić kredytobiorca już dziś?

  • Przeanalizuj umowę– sprawdź, jak opisano zasady oprocentowania.
  • Skonsultuj się z prawnikiem– oceń, czy klauzule mogą być abuzywne.
  • Śledź orzecznictwo– obserwuj wyroki sądów w sprawach WIBOR.
  • Przygotuj się na różne scenariusze– od obniżki rat po unieważnienie umowy.

Kwantowy skok w możliwościach obliczeniowych

Świat technologii obliczeniowych rozwija się w nadzwyczajnym tempie, a firmy na całym świecie starają się w nim utrzymać. Choć komputery kwantowe (QC) mają potencjał, by zrewolucjonizować technologię, jeszcze przez pewien czas nie zastąpią komputerów klasycznych. Dlatego najbardziej obiecującą drogą jest podejście Hybrid Quantum-Classical Computing (HQCC), w którym procesory kwantowe uzupełniają komputery klasyczne, aby wspólnie rozwiązywać najbardziej złożone wyzwania.

Według IDC[1] globalny rynek komputerów kwantowych ma osiągnąć wartość 8,9 mld USD do 2028 roku, co jasno pokazuje rosnące zapotrzebowanie na rozwiązania wspierane przez kwanty. Ale co to oznacza dla biznesu już dziś? I jak firmy mogą zacząć korzystać z synergii między klasycznymi a kwantowymi systemami?

Obliczenia kwantowe: wielkie możliwości, konkretne trudności

Dzisiejsze komputery kwantowe wciąż znajdują się na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Dysponują ograniczoną liczbą kubitów i charakteryzują się niską niezawodnością – łatwo o błędy, a stabilność pozostawia wiele do życzenia. Aby mogły znaleźć praktyczne zastosowania w biznesie, konieczne są istotne postępy zarówno w obszarze sprzętu, jak i algorytmów. Dodatkowym wyzwaniem jest kontrola nad tymi systemami: złożona natura zjawisk kwantowych utrudnia utrzymanie spójności i dokładności wyników. To z kolei wymaga zaawansowanych narzędzi do korekcji błędów i stanowi barierę w skalowaniu – zwiększaniu liczby kubitów i mocy obliczeniowej

Co więcej, dzisiejsze komputery kwantowe mają ograniczoną skuteczność w rozwiązywaniu kluczowych zadań, takich jak optymalizacja czy uczenie maszynowe – a to właśnie one są krytyczne w biznesie i nauce. Dlatego tak istotne staje się podejście HQCC, które łączy moc procesorów kwantowych ze stabilnością i niezawodnością systemów klasycznych. Dzięki temu można skuteczniej mierzyć się z wyzwaniami dotąd uznawanymi za niemożliwe, zachowując jednocześnie wszystkie zalety tradycyjnych rozwiązań.

Jak się przygotować na wejście w „świat kwantów”: od czego zacząć w firmie?

Warto zrozumieć, że HQCC nie jest alternatywą dla obecnych operacji HPC, lecz ich uzupełnieniem. Mimo swojego potencjału, wdrażanie HQCC wiąże się z kilkoma krytycznymi wyzwaniami, takimi jak konieczność integracji różnych systemów i aplikacji, niedobór talentów oraz nieustanny postęp sprzętowy. Mając to na uwadze, firmy, które już teraz zaczną badać rozwiązania hybrydowe, będą lepiej przygotowane, gdy możliwości kwantowe będą się rozwijać.

Warto zacząć od tych trzech punktów:

  1. Zacznij od nauki i eksperymentów. Ponieważ obliczenia kwantowe to wciąż rozwijająca się dziedzina, pierwszym krokiem jest zbudowanie podstaw. Kiedy przyjdzie czas na eksperymenty, warto korzystać z emulacji – czyli symulowania działania komputerów kwantowych na sprzęcie klasycznym. Dzięki temu można opracowywać, przenosić i optymalizować kod bez konieczności inwestowania w drogi sprzęt, unikając wysokich kosztów początkowych.
  2. Identyfikuj konkretne wyzwania; Nie każda sprawa wymaga kwantowej mocy obliczeniowej i nie rozwiąże ona wszystkich problemów. Tam, gdzie chodzi o proste obliczenia i jedną precyzyjną odpowiedź (np. wyliczenie podatku czy przygotowanie listy płac), klasyka wystarczy i sprawdza się lepiej. Kluczem jest wyszukiwanie sytuacji trudnych do zamodelowania z powodu dużej liczby zmiennych oraz przypadków kluczowych dla Twojej działalności, gdzie usprawnienie operacji wyraźnie wpływa na wynik finansowy.
  3. Wdrażaj. Zadbaj o bezproblemowe przejście do produkcji i realne korzyści biznesowe. HQCC oferuje elastyczne podejście do wdrażania rozwiązań kwantowych. Łącząc przetwarzanie klasyczne z mocą obliczeń kwantowych, hybrydowe systemy kwantowo-klasyczne (HQCS) umożliwiają tworzenie i testowanie algorytmów kwantowych w znanym środowisku klasycznym, zanim trafią na kosztowny sprzęt kwantowy. Dzięki temu możesz płynnie przechodzić do produkcji, przyspieszyć wejście w erę obliczeń kwantowych i zminimalizować ryzyka związane z adopcją nowej technologii.

Skrzyżowanie HQCC i sztucznej inteligencji

Sztuczna inteligencja (AI) i komputery kwantowe coraz częściej się ze sobą łączą. W miarę jak modele AI stają się coraz bardziej złożone, a systemy klasyczne zaczynają napotykać ograniczenia wydajności i zużycia energii, potencjał technologii hybrydowych takich jak HQCC – łączących możliwości AI i obliczeń kwantowych – jest ogromny.

AI wspiera rozwój obliczeń kwantowych poprzez:

  • Optymalizację obciążeń: inteligentnie przydziela zadania między procesory klasyczne i kwantowe.
  • Poprawę efektywności algorytmów: udoskonala algorytmy kwantowe, aby działały sprawniej na sprzęcie kwantowym.
  • Przyspieszenie rozwoju: umożliwia postępy w obliczeniach kwantowych bez konieczności korzystania z dedykowanego sprzętu kwantowego.

Z kolei HQCC może przyspieszyć rozwój samej AI dzięki:

  • Niezrównanej mocy obliczeniowej: komputery kwantowe potrafią rozwiązywać skomplikowane problemy, z którymi klasyczne systemy sobie nie radzą, co pozwala skalować modele AI w takich obszarach jak nauka o materiałach czy odkrywanie leków.
  • Wyższej efektywności energetycznej: łącząc przetwarzanie klasyczne i kwantowe, HQCC może dostarczać lepszą efektywność energetyczną w zadaniach AI.

To dwukierunkowe powiązanie tworzy synergię między AI i obliczeniami kwantowymi, zwiększając wydajność obu obszarów i otwierając nowe możliwości w wielu branżach, w miarę jak obie technologie dojrzewają.

Patrząc w przyszłość: mądry krok naprzód

Era hybrydowych obliczeń to nie tylko kwestia technologii – to transformacja. Wyobraź sobie świat, w którym problemy wymagające lat pracy można rozwiązać w kilka dni, a nawet godzin. Dzięki płynnej integracji HQCC ta wizja szybko staje się rzeczywistością. Dla przedsiębiorstw myślących przyszłościowo wdrażanie rozwiązań hybrydowych to droga do odblokowania długofalowego wzrostu, większej efektywności i innowacyjności.

Autor: John Roese, Global CTO & Chief AI Officer – Dell Technologies

[1] Źródło: https://www.idc.com/getdoc.jsp?containerId=US52708324

Powrót do zysków: PHN odnotowuje 174 mln PLN zysku wobec 76 mln PLN straty rok wcześniej

W pierwszym półroczu 2025 r. Grupa PHN osiągnęła przychody operacyjne na poziomie 429,1 mln PLN, co oznacza wzrost o 41% w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. W tym samym czasie zysk netto wyniósł 174,2 mln PLN, podczas gdy w pierwszym półroczu 2024 r. Grupa PHN odnotowała stratę w wysokości 76,0 mln PLN.

Skorygowana EBITDA Grupy PHN w pierwszym półroczu 2025 r. uległa znaczącej poprawie, osiągając 87,8 mln PLN, w porównaniu do 66,1 mln PLN w analogicznym okresie roku ubiegłego, co potwierdza wzrost efektywności operacyjnej oraz skuteczną realizację przyjętej strategii.

– Wyniki osiągnięte w pierwszym półroczu 2025 r. potwierdzają stabilną kondycję Grupy PHN oraz skuteczność realizowanej strategii „Nowy Start”. Wyraźna poprawa wyników finansowych, w połączeniu z dynamiczną realizacją programu inwestycyjnego, dowodzi, że konsekwentnie budujemy wartość dla naszych akcjonariuszy i partnerów biznesowych, jednocześnie umacniając pozycję Grupy PHN na rynku nieruchomości – powiedział Wiesław Malicki, Prezes Zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości S.A.

W segmencie działalności deweloperskiej przychody ze sprzedaży wyniosły 83,1 mln PLN, w porównaniu do 1,3 mln PLN osiągniętych w pierwszym półroczu 2024 r. Tak znaczący wzrost wynika z zakończenia realizacji projektów deweloperskich, czego efektem było przekazanie nabywcom lokali mieszkalnych w ramach trzech inwestycji: KOLEJ NA 19 w Warszawie, Osiedle ŁAN we Wrocławiu oraz Osiedle Olimpijczyk II w Łodzi.

– Osiągnięty w pierwszym półroczu 2025 r. poziom przychodów operacyjnych oraz poprawa skorygowanej EBITDA odzwierciedlają dobrą kondycję finansową Grupy PHN i świadczą o skuteczności działań w zakresie zarządzania kosztami. Wyniki te tworzą solidne podstawy do dalszego, zrównoważonego rozwoju i budowania wartości Grupy w przyszłości – dodał Wiesław Malicki.

Grupa PHN kontynuuje realizację programu inwestycyjnego w sektorze nieruchomości komercyjnych, mieszkaniowych, logistycznych oraz odnawialnych źródeł energii. W obszarze biurowym osiągnięto kolejny ważny etap w budowie nowoczesnego biurowca VENA przy al. Prymasa Tysiąclecia 83 w Warszawie. Budynek klasy A o powierzchni około 15 tys. mkw. osiągnął stan surowy zamknięty i zawieszenie wiechy, a obecnie prowadzone są prace elewacyjne i wykończeniowe. Równolegle prowadzony jest proces komercjalizacji obiektu. Zakończenie budowy zaplanowano na I kwartał 2026 r. Jednocześnie Grupa PHN przygotowuje kolejną inwestycję biurową – w miejscu obecnego biurowca INTRACO przy ul. Stawki 2 w Warszawie powstanie nowoczesny, energooszczędny wieżowiec o wysokości 107 m i powierzchni najmu około 27,6 tys. mkw. Obiekt będzie spełniał najwyższe standardy ekologiczne, zgodne z unijną taksonomią.

W obszarze mieszkaniowym Grupa PHN konsekwentnie rozwija portfel inwestycji. Obecnie w realizacji znajdują się cztery projekty: Młoda Białołęka II i Apartamenty Jana Pawła 34 w Warszawie, Nowa Nakielska by PHN I w Bydgoszczy oraz Nowe Zabłocie w Krakowie. Łącznie obejmują one 517 mieszkań. Na początku bieżącego roku zakończono także budowę drugiego etapu Osiedla Olimpijczyk w Łodzi. W przygotowaniu są kolejne przedsięwzięcia mieszkaniowe, w tym kontynuacja prestiżowego projektu Yacht Park w Gdyni, następne etapy Osiedla ŁAN we Wrocławiu oraz Młodej Białołęki w Warszawie. W planach znajdują się również projekty premium w prestiżowych lokalizacjach, takich jak Foksal 10 i Lotaryńska 11 w Warszawie, gdzie powstaną kameralne apartamenty o podwyższonym standardzie. Dla inwestycji Foksal 10 dokonano uzgodnień konserwatorskich, a do końca bieżącego roku planowane jest złożenie wniosku o pozwolenie na budowę. Jednym z innowacyjnych projektów w nadchodzących latach będzie też rewitalizacja Osiedla Wilanów w Warszawie. W ramach pierwszego etapu powstanie około 90 komfortowych mieszkań w czterech budynkach, a całość przedsięwzięcia ma na celu stworzenie nowoczesnej, przyjaznej przestrzeni mieszkalnej, łączącej tradycję z nowoczesnością.

Grupa PHN rozwija także działalność w obszarze odnawialnych źródeł energii. Pierwsza farma o niemal 28 MW mocy zainstalowanej powstanie przy miejscowości Owińska w gminie Czerwonak w Wielkopolsce. Spółka pozyskała finansowanie w wysokości 33,5 mln PLN na budowę tej farmy o mocy około 18 MW. Szacuje się, że około 70% wyprodukowanej energii zostanie przeznaczone na potrzeby własne nieruchomości Grupy PHN, co przełoży się na obniżenie śladu węglowego i wzrost atrakcyjności oferty najmu dla obecnych i przyszłych klientów.

Grupa PHN pozostaje konsekwentna w realizacji strategii „Nowy Start” na lata 2025–2030, której celem jest budowa silnej pozycji na rynku nieruchomości w oparciu o cztery filary: Development, Najem, Budownictwo i PRS. Strategia przewiduje m.in. budowę 3 200 mieszkań, 40 tys. mkw. powierzchni biurowej oraz 600 tys. mkw. powierzchni logistycznej do 2030 r. Wyniki pierwszego półrocza 2025 r. stanowią solidny fundament pod realizację tych ambitnych założeń oraz kontynuację stabilnego, zrównoważonego wzrostu wartości Grupy.

Żabka refinansuje zadłużenie i podpisuje nową umowę kredytów senioralnych

Grupa Żabka poinformowała o podpisaniu umowy kredytów senioralnych o równowartości 3,5 mld PLN, z terminem zapadalności w 2031 roku. Nowe finansowanie przewiduje obniżenie marż w stosunku do dotychczasowej umowy, co przełoży się na niższe koszty obsługi zadłużenia.

Refinansowanie i redukcja zadłużenia

Środki z nowej umowy kredytowej zostaną przeznaczone przede wszystkim na refinansowanie zobowiązań wynikających z obecnych kredytów senioralnych, a także na finansowanie i refinansowanie kapitału obrotowego oraz ogólnych potrzeb korporacyjnych spółek z Grupy Żabka.

Jednocześnie spółka zdecydowała się na dobrowolną, całkowitą spłatę kredytu zaciągniętego przez Zabka Automatic Logistics w wysokości 74,7 mln PLN oraz na obniżenie zadłużenia o 82,5 mln EUR. Dzięki temu Grupa ograniczyła również swoją ekspozycję na ryzyko walutowe.

W efekcie, przy obniżonych marżach kredytowych, spółka będzie płaciła niższe odsetki w kolejnych okresach sprawozdawczych.

Większe możliwości emisji obligacji

Nowa umowa kredytowa przewiduje również zwiększenie dopuszczalnego limitu emisji obligacji przez spółki z Grupy Żabka do 2 mld PLN, w ramach istniejących limitów zadłużenia.

Wypowiedzi zarządu

Tomasz Suchański, CEO Grupy Żabka:

„W czasie IPO zapowiadaliśmy obniżenie kosztów naszego finansowania i konsekwentnie realizujemy ten cel. Po udanej emisji obligacji na rynku Catalyst zawarcie nowej umowy kredytowej to kolejny krok w kierunku umacniania naszej struktury kapitałowej.”

Marta Wrochna-Łastowska, CFO Grupy Żabka:

„Konsekwentnie pracujemy nad optymalizacją struktury finansowania, obniżeniem kosztów kapitału i jego dywersyfikacją. Podpisana dziś umowa kredytów senioralnych to bardzo ważny krok w kierunku obniżenia kosztów obsługi zadłużenia i wzmocnienia pozycji gotówkowej Grupy. Cieszy nas także duże zainteresowanie ze strony instytucji finansujących.”

Kluczowe parametry umowy kredytów senioralnych

  • Kredytobiorca: Żabka Polska sp. z o.o.
  • Poręczyciele: Grupa Żabka, Zabka International S.à r.l.
  • Agent i agent zabezpieczeń: ING Bank N.V., London Branch
  • Łączna wartość kredytów: 3,269 mld PLN oraz 63 mln EUR
  • Termin zapadalności: 2031 r.
  • Oprocentowanie: zmienna stopa procentowa – WIBOR (dla PLN) lub EURIBOR (dla EUR) + marża zależna od wskaźników finansowych i realizacji celów ESG
  • Warunki udostępnienia: standardowe warunki zawieszające typowe dla tego rodzaju transakcji

Nowa umowa kredytów konsorcjalnych jest kolejnym etapem w procesie dywersyfikacji źródeł finansowania Grupy Żabka i budowania stabilnej struktury kapitałowej, pozwalającej ograniczyć koszty zadłużenia i zwiększyć bezpieczeństwo finansowe spółki.

Jawność cen mieszkań obowiązkowa od 11 września – nowe przepisy dla deweloperów

Od 11 września 2025 roku każdy deweloper w Polsce będzie zobowiązany do publikowania cen mieszkań i domów oferowanych w sprzedaży. To efekt nowelizacji ustawy o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego oraz ustawy o Deweloperskim Funduszu Gwarancyjnym.

Zmiana ma zwiększyć transparentność rynku nieruchomości, wzmocnić konkurencję i ułatwić klientom podejmowanie decyzji zakupowych.

Nowelizacja i jej zakres

Przepisy weszły w życie 11 lipca 2025 r. Od tej daty obowiązek publikacji cen obejmował wyłącznie inwestycje, których sprzedaż rozpoczęła się po wejściu w życie nowelizacji. Od 11 września 2025 r. zasady zostają rozszerzone na wszystkich deweloperów i wszystkie projekty, bez względu na moment rozpoczęcia sprzedaży.

Obowiązki deweloperów

Nowe przepisy nakładają na deweloperów szereg wymogów. Każdy podmiot sprzedający mieszkania i domy musi:

  • publikować cenę za m² powierzchni użytkowej,
  • ujawniać ceny mieszkań, domów i pomieszczeń przynależnych (np. komórek lokatorskich czy miejsc postojowych),
  • pokazywać wszystkie dodatkowe koszty, jakie poniesie nabywca,
  • udostępniać historię zmian cen danego lokalu.

Ważne jest, że informacje te muszą być dostępne bezpośrednio na stronie internetowej dewelopera. Umieszczenie ich wyłącznie na portalach ogłoszeniowych nie spełni wymogów ustawy.

Co to oznacza dla klientów?

Zdaniem ekspertów jawność cen nie powinna znacząco wpłynąć na średnie ceny transakcyjne na rynku. Zmianie może jednak ulec polityka sprzedażowa firm.

Możliwe są dwa główne scenariusze:

  1. Spadek stawek ofertowych – zamiast indywidualnych rabatów deweloperzy mogą od razu obniżać ceny w cennikach.
  2. Podwyżki cen – część firm może wprowadzać wyższe stawki jako zabezpieczenie przed ewentualnymi karami za naruszenia nowych przepisów.

Dane w jednym miejscu – wyzwania z centralnym rejestrem

Zgodnie z ustawą deweloperzy muszą przekazywać cenniki także do portalu dane.gov.pl, w otwartych plikach. W założeniu serwis miał stać się centralnym źródłem informacji o cenach.

W praktyce jednak pojawiają się problemy:

  • dane są rozproszone,
  • brakuje jednolitych standardów raportowania,
  • wyszukiwanie jest czasochłonne.

Aby poprawić sytuację, Ministerstwo Cyfryzacji zapowiedziało wprowadzenie nowej kategorii „deweloperzy” na portalu, co ma ułatwić filtrowanie i dostęp do informacji.

Wsparcie dla branży

Polski Związek Firm Deweloperskich (PZFD), który od początku popierał wprowadzenie jawności cen, podjął działania edukacyjne. Organizacja przygotowała przewodnik wyjaśniający zasady publikowania cen, w tym sposób prezentacji mieszkań ponownie wprowadzanych do sprzedaży wraz z pełną historią zmian cen.

Dodatkowo PZFD zorganizował cykl 15 szkoleń – 7 online i 8 stacjonarnych – w których uczestniczyło ponad 3300 osób. W wydarzeniach wzięli udział zarówno deweloperzy zrzeszeni w PZFD, jak i niezrzeszeni.

Klienci doceniają, gdy wszystkie informacje są od razu dostępne. Dobrze, że od 11 września cała branża zacznie działać według jednolitych zasad” – podkreśla Przemysław Dziąg, zastępca dyrektora generalnego PZFD.

Nowe przepisy mają szansę wprowadzić realną zmianę w relacjach między deweloperami a nabywcami. Choć nie rozwiążą wszystkich problemów rynku nieruchomości, to zwiększą przejrzystość ofert i umożliwią klientom podejmowanie bardziej świadomych decyzji.

Rzecznik MŚP apeluje o zmianę koncepcji systemu Rozszerzonej Odpowiedzialności Producentów

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców (MŚP) przedstawił swoje uwagi do projektu ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych (UC100), nad którym pracuje Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Zdaniem Rzecznika, obecnie proponowane rozwiązania w zakresie Rozszerzonej Odpowiedzialności Producentów (ROP) wymagają zmian, aby lepiej odpowiadały realiom funkcjonowania mikro-, małych i średnich firm.

Obawy sektora MŚP

W opinii Rzecznika, dotychczasowa koncepcja ROP może skutkować nadmiernymi obciążeniami administracyjnymi i finansowymi dla przedsiębiorców z sektora MŚP. Zwrócono uwagę, że system, zamiast wspierać firmy w realizacji obowiązków środowiskowych, może stać się dla nich barierą rozwoju.

„Chcemy, aby system ROP nie był barierą w prowadzeniu działalności, lecz wspierał przedsiębiorców w wypełnianiu obowiązków środowiskowych. Dlatego proponujemy rozwiązania, które z jednej strony zwiększą skuteczność gospodarowania odpadami, a z drugiej zabezpieczą interesy najmniejszych firm” – podkreśla Agnieszka Majewska, Rzecznik MŚP.

Postulat modelu hybrydowego

W wystąpieniu skierowanym do Ministerstwa zaproponowano wprowadzenie modelu hybrydowego, wzorowanego na rozwiązaniach funkcjonujących w innych państwach Unii Europejskiej. Taki system miałby łączyć większą efektywność gospodarowania odpadami z zachowaniem kluczowych kompetencji nadzorczych i kontrolnych po stronie administracji publicznej.

Uproszczenie procedur i konsultacje społeczne

Rzecznik MŚP wskazał także na konieczność uproszczenia procedur związanych z zawieraniem umów i rozpatrywaniem wniosków przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który ma pełnić rolę organizacji odpowiedzialnej za ROP. Podniesiono również potrzebę wydłużenia czasu konsultacji publicznych – z uwagi na złożoność projektu oraz jego istotne konsekwencje dla przedsiębiorców.

Przekazane uwagi dotyczą wyłącznie ROP i nie odnoszą się do systemu kaucyjnego. Rzecznik MŚP zapowiedział dalsze monitorowanie prac legislacyjnych i aktywne wspieranie przedsiębiorców w procesie konsultacji, aby wypracowane rozwiązania były zarówno skuteczne ekologicznie, jak i przyjazne dla biznesu.

Ceny w sklepach rosną wolniej, ale wciąż szybciej niż inflacja

0

Ceny w sklepach rosną coraz wolniej, ale wciąż są na wyższym plusie niż poziom inflacji. W sierpniu br. codzienne zakupy zdrożały rdr. o 5,1%, czyli mniej niż w lipcu i czerwcu. Sama żywność też wykazała słabszy wzrost niż w poprzednich miesiącach, bo na poziomie 4,3% rdr. Tak wynika z analizy przeszło 92,6 tys. cen z ponad 43,6 tys. sklepów. W TOP5 podwyżek rdr. widać art. tłuszczowe – 17,7%, używki – 11,7%, owoce – 11,6%, słodycze i desery – 9,6%, a także nabiał – 7,6% rdr. Natomiast na 17 analizowanych kategorii aż 4 zaliczyły spadki rdr. Na minusie rdr. zanotowano karmy dla zwierząt – 2,7%, art. dla dzieci – 2,4%, chemię gospodarczą – 1,1%, jak również produkty sypkie (np. cukier i mąkę) – 0,3%.

Według cyklicznie wydawanego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w sierpniu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 5,1% rdr. Dotyczyło to 17 kategorii, w tym żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz pozostałego asortymentu, np. chemii gospodarczej i art. dla dzieci. W lipcu wzrost rdr. wyniósł 5,7%, a w czerwcu – 5,8%.

– Wciąż mamy do czynienia z podwyżkami, choć coraz mniejszymi. Dostosowanie cen w sklepach do poziomu ogólnej inflacji zajmie 9-12 miesięcy, głównie ze względu na opóźnione przełożenie zmian makroekonomicznych na poziom cen detalicznych – komentuje dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.

Autorzy raportu ponadto zwracają uwagę na rozbieżność między dynamiką wzrostu cen w sklepach detalicznych a oficjalnym wskaźnikiem ogólnej inflacji, opublikowanym niedawno przez Główny Urząd Statystyczny (GUS), który w sierpniu wyniósł 2,8% rdr.

– Codzienne zakupy, które analizujemy w naszym comiesięcznym raporcie, najsilniej kształtują postrzeganie inflacji. Dlatego, mimo że ogólna inflacja jest stosunkowo niska, konsumenci wciąż odczuwają wyższe ceny podstawowych produktów. Problem pogłębia fakt, że sklepy zmniejszają ich gramaturę – dodaje dr Robert Orpych.

Z kolei dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito zauważa, że sklepy z opóźnieniem reagują na zmniejszenie inflacji. – Dzięki temu mogą poprawić swoje wyniki finansowe i osiągnąć dodatkowy zysk. Jednak w kolejnych miesiącach różnica między poziomem inflacji a tempem wzrostu cen w sklepach zmniejszy się – przewiduje ekspert.

W sierpniu br. ceny samej żywności poszły w górę o 4,3% rdr. W lipcu zdrożały rdr. o 4,9%, a w czerwcu – o 5,1% rdr. Zatem tutaj też widać spadek dynamiki wzrostu cen. Natomiast różnica między wszystkimi kategoriami a samą żywnością jest wciąż widoczna.

– Żywność, która przez lata napędzała wzrosty, teraz je stabilizuje. To wynik normalizacji cen na rynkach zbożowych, dobrych zbiorów w kraju i wysokiej bazy porównawczej z 2024 r. Kluczowa jest też rywalizacja największych sieci handlowych, która hamuje ceny podstawowych produktów – zauważa dr Robert Orpych.

Tym razem na minusie znalazły się aż cztery kategorie. W lipcu dot. to tylko jednej, a w czerwcu – trzech. – Wahania mogą być efektem specyfiki poszczególnych kategorii i czynników wpływających na poziom ich cen. W kolejnych miesiącach sytuacja będzie wyglądała podobnie, ale nie ma powodów, aby liczba taniejących kategorii rosła – przekonuje dr Artur Fiks.

Na pierwszym miejscu w rankingu drożyzny (tak jak w lipcu) widać art. tłuszczowe z podwyżką o 17,7% rdr. W lipcu wzrost rdr. wyniósł 14,2%, a w czerwcu – 15,7% rdr. Średnią tej kategorii zawyżają margaryna, masło oraz olej ze wzrostami o 23,8%, 17,2% i 12,2% rdr.

– Tempo wzrostu cen art. tłuszczowych niepokoi. Główne przyczyny to zmniejszona podaż mleka na rynkach światowych, rosnące koszty produkcji i znaczne podwyżki cen oleju palmowego. Nadal producenci zmagają się z wysokimi kosztami pasz i energii. I przenoszą je na konsumentów – mówi dr Robert Orpych.

Na drugiej pozycji są używki (identycznie jak w lipcu), które podrożały o 11,7% rdr. We wcześniejszych miesiącach podwyżki wyniosły 10,3% i 14,8% rdr. W tej kategorii ceny najbardziej zawyża kawa mielona i rozpuszczalna – o 26,2% i 20,2% rdr.

– Wskaźnik dynamiki cen wciąż rośnie dwucyfrowo z powodu rekordowo drogiej kawy na rynkach światowych. Niestety, nie ma perspektyw na zmianę trendów. Wynika to ze zmian klimatycznych, problemów w łańcuchu dostaw i dużej ilości podmiotów w nich uczestniczących oraz ze spekulacji – tłumaczy dr Artur Fiks.

Na trzecim miejscu (tak samo jak poprzednio) są owoce ze średnim wzrostem o 11,6% rdr. Wcześniej zdrożały rdr. o 9,1% i 11,5% rdr. – Znaczący wzrost cen owoców w lecie wskazuje na głębszy problem. Jest on wywołany czynnikami klimatycznymi, ale też spadkiem produkcji, rosnącymi kosztami importu i presją płacową w sadownictwie. Spadek podaży w połączeniu z niskimi zapasami doprowadził do gwałtownego wzrostu cen owoców, w tym mrożonych – analizuje dr Robert Orpych.

Czwarte są słodycze i desery (miesiąc wcześniej poza TOP5), które podrożały o 9,6% rdr. W lipcu ich ceny poszły rdr. w górę o 6,8%, a w czerwcu – o 16,1%. W tej kategorii większość artykułów jest na lekkim plusie lub delikatnym minusie, ale czekolada i wyroby czekoladopodobne drożeją mocno dwucyfrowo.

– W obliczu historycznego wzrostu kosztów kakao w maju czekolada i wyroby czekoladopodobne musiały zdrożeć, ale to jest proces, który nie następuje natychmiastowo. Choć ceny surowca spadły w sierpniu, to nadal utrzymują się na wysokim poziomie. Zmniejszenie liczby promocji w sklepach na ten asortyment też przyczynia się do wyższej średniej ceny na półce – objaśnia dr Robert Orpych z WSB Merito.

TOP5 drożyzny zamyka nabiał ze wzrostem na poziomie 7,6% rdr. W lipcu zdrożał rdr. o 6,1%, a w czerwcu – o 7,4% rdr. Tę kategorię napędzają rosnące ceny jaj (w sierpniu – o 22,4% rdr.). Pozostałe artykuły są na lekkim jednocyfrowym plusie. – Wzrost cen jaj jest spowodowany chorobami, które poważnie uszczupliły stada kur niosek i dodatkowo utrudniły ich odbudowę. W efekcie jaja będą drożeć aż do Bożego Narodzenia – uważa dr Artur Fiks.

Zaraz za TOP5 są napoje bezalkoholowe, które podrożały o 6,6% rdr. Dalej w zestawieniu podwyżek widać ryby ze wzrostem rdr. na poziomie 6,2%, pieczywo – 5,5%, mięso – 5,3%, a także wędliny 5,2%. – W lecie na ceny napojów wpływa przede wszystkim popyt. Ryby drożeją ze względu na niską odporność na wysokie temperatury i wynikające z tego wysokie koszty transportu. Natomiast pieczywo regularnie drożeje o kilka proc. rdr. w skali miesiąca. Wynika to głównie ze wzrostu kosztów produkcji. Podobnie jest w przypadku mięsa i wędlin – wylicza dr Artur Fiks.W ostatniej drożejącej trójce są dodatki spożywcze (np. ketchupy, majonezy i musztardy) i środki higieny osobistej ze wzrostami po 3,9% rdr. Najmniej podrożały rdr. warzywa, bo o 3,8% rdr. Z kolei na największym minusie rdr. są karmy dla zwierząt – 2,7%. Dalej na liście spadków rdr. widać art. dla dzieci – 2,4%, chemię gospodarczą – 1,1%, a także produkty sypkie (np. cukier i mąkę) – 0,3%.

– W przypadku karm znaczenie ma silna konkurencja cenowa. Koniec wakacji sprzyjał obniżkom cen art. dla dzieci, choć wzrosły koszty wyprawki szkolnej. Gwałtowny wzrost cen chemii gospodarczej z lipca uległ korekcie w sierpniu. Produkty sypkie, takie jak pszenica i cukier, tanieją w hurcie. To znajduje odzwierciedlenie w sklepach – wylicza dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 8 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z sierpnia 2025 r. i analogicznego okresu z 2024 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą ponad 92,6 tys. cen detalicznych z ponad 43,6 tys. sklepów należących do 61 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Brak wotum zaufania nie zatrzyma popytu: francuska gospodarka odbije w 2026 r.

Cztery kwartały z rzędu spadku inwestycji francuskich firm, mniejsza ich rentowność – jej szczyt w 2024 jest już tylko wspomnieniem, gospodarstwa domowe szukają oszczędności, ale… w 2026 roku spodziewamy się ożywienia gospodarczego we Francji napędzanego: zmniejszeniem niepewności handlowej, odbiciem gospodarczym w Niemczech, (słabym, ale zawsze) ożywieniem w sektorze budowlanym i stopniową normalizacją stóp oszczędności gospodarstw domowych – czytaj: „wzrostem ich konsumpcji”. Eksporterze – mimo wszystko kierunek Francja!

  • Co brak votum zaufania dla francuskiego rządu oznacza dla firm eksportujących na tamtejszy rynek? Nie spodziewamy się perturbacji popytowych, a nawet (pomimo tych politycznych turbulencji) – pewnej stabilnej poprawy w 2026 roku, czego wyrazem jest spodziewana poprawa tempa wzrostu PKB z 0,6% w br. do 1,1% w 2026r., także dzięki poprawie konsumpcji wewnętrznej.
  • Łyżka dziegciu, a raczej realizmu: aby ustabilizować stosunek długu do PKB bez konsolidacji fiskalnej Francja musiałaby osiągnąć wzrost na poziomie +2,3do +2,4%, – co jest mało prawdopodobne
  • Wracając do bieżącego zamieszania, a więc powrotu do szkoły (pracy) na politycznej scenie: La rentrée rozpoczął się kolejnym głosowaniem nad wotum zaufania
    po impasie politycznym w sprawie budżetu na 2026 r. Rząd premiera Bayrou nie przetrwał, co sprawia, że najbardziej prawdopodobnym scenariusza do końca roku będzie osłabiony budżet (20 mld EUR oszczędności w porównaniu z pierwotnymi 44 mld EUR)
  • Mimo to można spodziewać się utrzymania kursu pewnej rewizji (wydatków) agencji publicznych, ściślejszej kontroli wydatków na opiekę zdrowotną, niższych transferów do samorządów lokalnych oraz ograniczenia lub zniesienia nieefektywnych luk podatkowych.
  • Spready OAT (francuskie średnio i długoterminowe obligacje skarbowe o zapadalności 2 do 50 lat) ustabilizują się zapewne na poziomie około 80-90 punktów bazowych, a deficyt budżetowy Francji prawdopodobnie wyniesie około -5% PKB w 2026 r., nawet jeśli następny rząd zdecyduje się na specjalną ustawę zamiast uchwalenia formalnego budżetu.
  • Najgorszym scenariuszem (o prawdopodobieństwie szacowanym przez nas na 15%) byłyby nowe przedterminowe wybory, które mogłyby mocno wpłynąć na wzrost gospodarczy w obliczu zaostrzonych warunków finansowania (spready OAT byłyby wtedy na poziomie 100-110 punktów bazowych) i utrzymać deficyt na poziomie około -5,4% w przyszłym roku.
  • Jeśli jednak spready francuskie osiągną poziom 100–120 pb, EBC prawdopodobnie spowolni lub nawet wstrzyma obecne tempo zacieśniania ilościowego (QT), a ruch w kierunku 120–150 pb może uruchomić instrument ochrony transmisji (TPI), który przywróciłby spready do przedziału 80–90 pb.

Wzrost PKB Francji był dotychczas powolny, hamowany przez słaby popyt krajowy i eksportowy. Szacujemy, że niepewność polityczna i zaostrzone warunki finansowe (w porównaniu ze scenariuszem „bez rozwiązania parlamentu w 2024 r.”) w ciągu ostatniego roku spowodowały zmniejszenie francuskiego wzrostu gospodarczego o 0,2 punktu procentowego i zwiększyły deficyt budżetowy o 4 mld EUR z powodu niższego wzrostu gospodarczego i wyższych stóp procentowych. Wojna handlowa i podwyższenie ceł amerykańskich z 1,3% do 13% spowodują dalszy spadek francuskiego eksportu o 5 mld EUR (-0,2% PKB). W perspektywie długoterminowej oczekujemy jednak wzrostu PKB Francji na poziomie +0,1% kw./kw. w III kwartale i +0,2% kw./kw. w IV kwartale 2025 r., a siłą napędową francuskiego wzrostu gospodarczego będzie umiarkowany, ale jednak – popyt krajowy, przy czym gospodarstwa domowe skłaniały się do ograniczania konsumpcji dóbr i zwiększania swoich oszczędności. Inwestycje francuskich przedsiębiorstw skurczyły się już w drugim kwartale 2025 r. – był to już czwarty z rzędu kwartał ich ograniczania, prawdopodobnie pod wpływem niepewności politycznej i podwyżek podatków dla przedsiębiorstw. Marże francuskich firm spadły o 1,4 pp do 31,4% wartości dodanej brutto od szczytowego poziomu w 2024 r.

Tym niemniej, prognozy Allianz Trade wzrostu PKB zakładają +0,6% na 2025 r. i +1,1% na 2026 r. Przewidujemy ożywienie gospodarcze we Francji w 2026 r., któremu sprzyjać powinny: zmniejszenie niepewności handlowej, odbicie gospodarcze w Niemczech, (słabe, ale jednak) ożywienie w sektorze budowlanym i stopniowa normalizacją stopy oszczędności gospodarstw domowych (czytaj – ich większa skłonność do konsumpcji). Niemniej jednak horyzont ryzyka w prognozach Allianz Trade francuskiego PKB na 2026 r. jest negatywny w związku z utrzymującym się impasem politycznym. Aby ustabilizować stosunek długu do PKB bez konsolidacji fiskalnej Francja musiałaby osiągnąć wzrost na poziomie +2,3do +2,4%, – co jest mało prawdopodobne.

Sezon powrotu do szkoły we Francji rozpoczął się kolejnym głosowaniem nad wotum zaufania. Premier Bayrou ogłosił głosowanie nad wotum zaufania na 8 września, aby zapewnić sobie poparcie dla swojego ambitnego planu budżetowego (pakiet fiskalny o łącznej wartości 44 mld EUR, czyli 1,4% PKB), którego celem było zmniejszenie deficytu publicznego z 5,8% w 2024 r. do 4,6% w 2026 r. (rząd przewidywał 5,4% w 2025 r.). Ponieważ prawie połowa tego planu miała formę podwyżek podatków, budżet Bayrou spowodowałby spadek tempa wzrostu PKB o 0,6 punktu procentowego w 2026 r., a jednocześnie prawdopodobnie nie osiągnąłby celu fiskalnego ze względu na (1) zbyt optymistyczne założenia dotyczące oszczędności w służbie zdrowia i poboru podatków oraz (2) brak jasnej i spójnej strategii strukturalnych cięć wydatków, które pozwoliłyby osiągnąć docelowy deficyt na poziomie -2,8% PKB do 2029 r.

Reakcja rynku odzwierciedla raczej długoterminowe ryzyko fiskalne niż krótkoterminową niepewność polityczną. Spread 10-letnich obligacji skarbowych w stosunku do Niemiec, wynoszący 80 punktów bazowych, pozostaje na poziomie wartości godziwej i jest zbliżony do prognozy Allianz Trade. Pod względem poziomów znajdujemy się w górnej części przedziału od czasu ogłoszenia przedterminowych wyborów w czerwcu 2024 r. Bardziej niepokojący jest bezwzględny poziom rentowności, który obecnie jest najwyższy od 2009 r. na bardzo długim końcu krzywej rentowności. Francja jest obecnie postrzegana przez rynki jako emitent niebędący emitentem podstawowym, bliższy Włochom, a spread może jeszcze wzrosnąć w zależności od rozwoju sytuacji politycznej w przyszłym tygodniu. W najbliższym czasie odbędzie się kilka przeglądów ratingów kredytowych, w tym Fitch (AA- z negatywną perspektywą) 12 września, Moody’s (Aa3 stabilny) 24 października i S&P (AA- z negatywną perspektywą) 28 listopada.

Wykres 1: Prognozy dotyczące deficytu budżetowego Francji i wzrostu PKB w różnych scenariuszach – przyjętych jeszcze przed samym głosowaniem

Osłabiony budżet

(50% prawdopodobieństwa)

Rząd tymczasowy, ustawa specjalna

(prawdopodobieństwo 30%)

Przedterminowe wybory (15% prawdopodobieństwa) Zwycięstwo Bayrou

(5% prawdopodobieństwa)

Deficyt fiskalny
(% PKB)
5,0 5,1 5,4 4,9
Wzrost PKB 1,1 1,0 0,6 0,9

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Ostatecznie rząd Bayrou zgodnie z oczekiwaniami (prawdopodobieństwo tej opcji było i tak najmniejsze) nie uzyskał wotum zaufania, co oznacza, że do końca roku najprawdopodobniej zostanie przyjęty budżet o ograniczonym zakresie, zgodnie z wcześniejszymi oczekiwaniami. W tym scenariuszu bazowym spready francuskich obligacji skarbowych OAT wyniosą najprawdopodobniej 80–90 punktów bazowych, a wprowadznie budżet może zostać odłożone do początku 2026 r. w związku z trudnymi negocjacjami z partiami politycznymi. Spodziewamy się podjęcia konsolidacji fiskalnej rzędu 20 mld EUR, czyli około połowy planu fiskalnego Bayrou. Koszt pakietu fiskalnego w kontekście wzrostu gospodarczego w 2026 r. będzie niewielki. Oprócz złagodzenia warunków finansowych w związku z poprawą sytuacji na rynkach finansowych, zbytnio nie powinny ucierpieć wydatki prywatne. Deficyt fiskalny osiągnie zapewne 5% PKB w 2026 r., co stanowi spadek z 5,5% w bieżącym roku. Oczekiwać można, że francuski dług publiczny wzrośnie do 117% PKB w 2025 r. i 119% w 2026 r. Koszty odsetkowe osiągną 2,5% PKB w 2026 r. (77 mld EUR), w porównaniu z 2,3% w 2025 r. (68 mld EUR). Spodziewamy się, że złagodzony budżet zachowa niektóre elementy planu Bayrou, przynajmniej częściowo, w tym: usprawnienie (przegląd kosztów) instytucji publicznych, usprawnienie i ściślejszą kontrolę wydatków na opiekę zdrowotną, niższe transfery do samorządów lokalnych oraz ograniczenie lub zniesienie nieefektywnych luk podatkowych. Prawdopodobnie nie obejmie on jednak ogólnego zamrożenia świadczeń socjalnych, zniesienia dwóch dni świątecznych i zamrożenia progów podatku dochodowego od osób fizycznych.

Rząd może alternatywnie zdecydować się na ustawę specjalną zamiast ustawy budżetowej (prawdopodobieństwo scenariusza szacowane przez Dział Anbaliz Ekonomicznych Allianz Trade na 30%), co spowodowałoby wzrost spreadów OAT do 90-100 punktów bazowych. W tym scenariuszu, nawet pomimo tego, że Bayrou nie uzyskał wotum zaufania, prezydent Macron może poprosić go o pozostanie na stanowisku i kierowanie rządem tymczasowym. Utrzymujący się impas polityczny spowodowałby, że warunki finansowe i spready OAT byłyby nieco bardziej restrykcyjne niż w scenariuszu z osłabionym budżetem, ale wyniki makroekonomiczne i fiskalne byłyby nieco podobne. Szacujemy, że oparcie się na ustawie specjalnej pozwoliłoby zrealizować około połowy planu fiskalnego Bayrou (20 mld EUR). Ogólnie rzecz biorąc, wzrost gospodarczy mógłby być nieco niższy (+ 1%), a deficyt nieco wyższy (-5,1%) w 2026 r. Scenariusz ten zwiększyłby jednak presję na prezydenta, aby ogłosił przedterminowe wybory w 2026 r.

Przedterminowe wybory i poważny kryzys polityczny spowodowałyby wzrost spreadów OAT do 100-110 punktów bazowych, ale wydaje się to mało prawdopodobne (prawdopodobieństwo wystąpienia tego scenariusza szacowane na 15%). W tym scenariuszu nasiliłyby się walki polityczne, zwiększając presję na prezydenta Macrona, aby podał się do dymisji. Wzrost PKB spadłby do+ 0,6% w 2026 r. w wyniku zaostrzenia warunków finansowych i fragmentacji politycznej. Powołany zostałby rząd tymczasowy, który prawdopodobnie skorzystałby wtedy ze specjalnej ustawy (tj. konsolidacji fiskalnej o wartości 20 mld EUR). Deficyt fiskalny pozostałby stabilny (na poziomie około 5,4% PKB) ze względu na niski wzrost gospodarczy, który negatywnie wpływa na pobór podatków. Od samego początku najmniej prawdopodobnym scenariuszem (5%) była wygranna przez Bayrou głosowania nad wotum zaufania i przyjęcie budżetu w proponowanej formie – trudno więc nazwać wynik głosowania zaskoczeniem.

Aby EBC uruchomił instrument ochrony transmisji, spready francuskich obligacji skarnbowych OAT musiałyby być znacznie większe. Niezależnie od rozwoju sytuacji, EBC prawdopodobnie nie uruchomi instrumentu ochrony transmisji (TPI), co oznaczałoby powrót do luzowania ilościowego (QE). Członek zarządu EBC Isabel Schnabel jasno stwierdziła, że ostatnie zwiększenie spreadów francuskich odzwierciedla problem na poziomie krajowym, a rynki słusznie wyceniają wyższe premie za ryzyko ze względu na pogorszenie się francuskich fundamentów fiskalnych. Niemniej jednak tak zwany „put EBC” pozostaje w mocy, pośrednio ograniczając zmiany spreadów nawet dzisiaj. Jeśli dojdzie do silnego rozprzestrzenienia się kryzysu na inne kraje lub pojawią się oznaki „nieuporządkowanej dynamiki rynku” – kryteria EBC wyznaczające aktywację TPI – to spodziewamy się, że bank centralny nie zawaha się przed interwencją. Naszym zdaniem, gdyby spready francuskie gwałtownie wzrosły do poziomu 100–120 pb, EBC prawdopodobnie spowolniłby lub wstrzymał obecne tempo luzowania ilościowego (QT). Przesunięcie w kierunku 120–150 pb mogłoby spowodować aktywację TPI. Powinno to spowodować powrót spreadów do poziomu 80–90 pb.

Wykres 2: Korelacja między spreadami włoskich i francuskich obligacji skarbowych, pb

Korelacja między spreadami włoskich i francuskich obligacji skarbowych

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

January Ciszewski przejmuje kontrolę nad SatRev

January Ciszewski, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich inwestorów, zwiększył swoje zaangażowanie w SatRev, przejmując kontrolę nad 42% akcji spółki. W ten sposób buduje wokół niej ekosystem spółek z branży kosmicznej, technologicznej i AI, mający realizować ambitne projekty space. SatRev – dzięki własnym suwerennym zdolnościom kosmicznym i ostatnim sukcesom, takim jak opracowany, zbudowany i wyniesiony skutecznie satelita BlueBON czy zrealizowana stacja naziemna w Omanie – staje się kluczowym graczem na rynku spacetech w Polsce i w Europie.

Ciszewski od lat inwestuje w branże przyszłości, konsekwentnie stawiając na sektory, które z czasem okazują się przełomowe dla całej gospodarki. Taki sukces osiągnął w przypadku Columbus Energy S.A. i branży zielonej energii, gdzie jako jeden z pierwszych zainwestował w OZE osiągając ponadprzeciętne stopy zwrotu.

Po zrealizowanych w poniedziałek transakcjach zakupu akcji od Grzegorza Zwolińskiego i Damiana Fijałkowskiego Ciszewski (bezpośrednio oraz za pośrednictwem spółek JRH ASI S.A. i Imperio ASI S.A.) posiada łącznie 42% udziałów w SatRev. Przejmuje tym samym faktyczną kontrolę nad jednym z najdynamiczniej rozwijających się podmiotów polskiego rynku NewSpace.

Zwiększając zaangażowanie w SatRev liczę na kolejne sukcesy spółki, która przez ostatni rok mojego zaangażowania w nią już zmieniła się nie do poznania. Budujemy wokół spółki ekosystem spacetech i jednocześnie prowadzimy rozmowy o współpracy z podmiotami z branży kosmicznej AI i deeptech i telekomunikacyjnej. Liczymy też na to, że będą się zgłaszać kolejne firmy i startupy, z tych branż, które widzą synergię we współdziałaniu z SatRev. W ten sposób organizuję wokół spółki klaster spacetech” – deklaruje January Ciszewski.

Ta wizja już zaczyna się materializować. SatRev udowodnił, że potrafi realizować projekty na poziomie międzynarodowym, projektując i budując od podstaw satelity, a następnie zarządzając nimi w pełni samodzielnie. W styczniu 2025 r. na orbitę skutecznie wyniesiono i uruchomiono operacyjnie satelitę BlueBON – efekt współpracy z koreańską firmą TelePIX . Pierwsze dostarczone przez niego obrazy zostały upublicznione w kwietniu tego roku. Satelita został zaprojektowany z myślą o monitorowaniu tzw. „błękitnego węgla”, czyli naturalnych ekosystemów morskich pochłaniających CO₂, a jego misja wpisuje się w globalne trendy związane z ochroną klimatu. Wrocławskie centrum kontroli misji SatRev steruje satelitą, korzystając zarówno z własnych stacji naziemnych, jak i rozwiązań partnerskich w Szwecji i Republice Południowej Afryki.

Podczas tegorocznego Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego (MSPO) w Kielcach spółka, jako pierwsza w Polsce dysponując własnym komercyjnym satelitą, zaprezentowała kolejne wykonane samodzielnie zdjęcia powierzchni Ziemi. Aktualne możliwości pozyskiwania obrazów sięgają nawet 6 tys. km² dziennie. Sukces ten potwierdził kluczową przewagę spółki nad innymi, polegającą na tym, że SatRev posiada suwerenne zdolności kosmiczne t.j. pełną kontrolę nad procesem – od projektu i budowy satelity, przez jego wyniesienie, dwukierunkową komunikację, aż po odbiór i analizę danych – bez udziału jakichkolwiek pośredników, w tym, co szczególnie ważne, zagranicznych. Pobieranie danych jest szyfrowane i dobywa się w paśmie X. Spółka posiada autorskie oprogramowanie do zarządzania misją satelitarną, własny komputer pokładowy i radio oraz wydajny system zasilania.

Ważnym kamieniem milowym było uruchomienie w czerwcu 2025 roku stacji naziemnej w Omanie. Projekt zrealizowany we współpracy z omańskim technologicznym innowatorem – firmą ETCO – to przykład rozwiązań, które można skalować globalnie. Stacja naziemna, wyposażona w zaprojektowaną we Wrocławiu antenę o średnicy 3,5 m i unikalną kopułę chroniącą przed trudnymi warunkami pustynnymi, działa w modelu G-SaaS (Ground Station as a Service). Dzięki modułowej architekturze można ją łatwo rozbudowywać o kolejne anteny, pasma komunikacyjne czy integrację z systemami AI.

Budowa tej stacji to przykład, jak polskie firmy mogą przejmować inicjatywę w obszarach krytycznych dla przyszłości – od technologii kosmicznych po infrastrukturę strategiczną. Suwerenność danych, niezależność operacyjna i szybki dostęp do informacji stają się dziś fundamentem bezpieczeństwa i rozwoju. W tym kontekście ważne jest też, że SatRev to spółka ze 100% polskim kapitałem” – komentuje Ciszewski.

Ambicje SatRev sięgają dalej niż pojedyncze projekty. Spółka rozwija technologię w kierunku dostarczania kompleksowych usług – od projektowania i budowy satelitów, po pozyskiwanie i analitykę danych.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z rozmów podczas zakończonych targów MSPO w Kielcach, ponieważ mogliśmy zaprezentować nasze kompetencje w zakresie budowy suwerennych zdolności kosmicznych. Odnotowaliśmy duże zainteresowanie ze strony potencjalnych kontrahentów i liczymy na kontynuację obiecujących rozmów, które – mamy nadzieję – przełożą się na podpisanie kontraktów” – deklaruje dr Daniel Więzik, Dyrektor Generalny SatRev.

Rosnące globalnie zapotrzebowanie na rozwiązania kosmiczne, a zwłaszcza ich połączenie z sektorem obronnym, daje SatRev szansę na wejście w nowe partnerstwa. Spółka liczy na współpracę z Wojskiem Polskim oraz instytucjami UE i NATO, które coraz mocniej inwestują w technologie satelitarne.

Zrealizowane z pełnym sukcesem, projekty z partnerami międzynarodowymi z Korei (TelePIX) i Omanu (ETCO) udowadniają, że SatRev przeszedł już tzw. „dolinę śmierci” i wyłonił się z niej jako spółka posiadająca kompleksowe rozwiązania i cenne prawa własności intelektualnej (IP). Moim zdaniem stanie się globalnym graczem na rynku spacetech” – dodaje Ciszewski.

To naturalny kierunek, zważywszy na wzrost znaczenia szybkiego dostępu do danych, bezpieczeństwa komunikacji i monitoringu satelitarnego w obliczu zmieniającej się sytuacji geopolitycznej. W tym kontekście jeszcze większego znaczenia nabiera rola Januarego Ciszewskiego jako kluczowego inwestora w projekcie.

„Inwestując w perspektywiczne sektory starałem się zawsze wyprzedzać trendy i tak było w przypadku branży zielonej energii (OZE) oraz fotowoltaiki. Podobnie, zwiększając dziś zaangażowanie w sektor kosmiczny w Polsce, uważam że kreują się właśnie kolejne ogromne szanse, zwłaszcza dzięki projektom wykorzystującym synergie w sektorach space, AI i defence. SatRev jako w 100% polska spółka przyniesie korzyści Polsce i polskim inwestorom” – mówi Ciszewski.

„Podejmowane obecnie działania kapitałowe oraz strategiczne są efektem mojej rocznej intensywnej pracy z managerami i inżynierami SatRev, która zaowocowała właśnie realizacją zaplanowanych przez spółkę kluczowych celów – obrazowania z satelity BlueBon oraz ukończenia stacji naziemnej w Omanie. Założeniem było, że kiedy zakończą się one sukcesem, to zaangażuję się mocniej w spółkę zarówno finansowo jak i strategicznie. W wyniku transakcji kapitałowych dokonaliśmy też zmian w Zarządzie oraz wzmocnimy zespół SatRev i samą spółkę, a następnie będziemy dążyć do większego rozwoju projektu na fundamencie, który SatRev i jego zespół świetnych naukowców i inżynierów już położył” – zapowiada January Ciszewski.

SatRev nie zwalnia tempa na pozostałych polach i równolegle przygotowuje się do wejścia na rynek NewConnect poprzez odwrotne przejęcie notowanej spółki ECL S.A. Prace nad transakcją są zaawansowane, a debiut giełdowy się zbliża. To ważny krok, który otworzy firmie dostęp do szerszego kapitału i pozwoli na dalszy rozwój w skali globalnej.

Kompleksowe wsparcie prawne dla biznesu – od energii, przez edukację, po transakcje M&A

Współczesna gospodarka i ewoluujące prawo stawiają przed przedsiębiorcami wyzwania wymagające elastyczności, wiedzy oraz fachowego doradztwa. Prowadzenie firmy lub instytucji edukacyjnej bez świadomości regulacji prawnych – od koncesji energetycznych, przez organizację placówek oświatowych, aż po strategiczne transakcje kapitałowe – staje się praktycznie niemożliwe.

Dlatego kompleksowa obsługa prawna zyskuje na znaczeniu, umożliwiając całościowe spojrzenie na biznes i bezpieczne planowanie rozwoju.

⚡ Prawo energetyczne – fundament nowoczesnej gospodarki

Wyzwania współczesnego sektora energetycznego

  • Rozwój odnawialnych źródeł energii
  • Dostosowanie do regulacji unijnych
  • Złożone procedury koncesyjne

Przedsiębiorcy z tej branży potrzebują nie tylko kompetencji technicznych, ale przede wszystkim solidnego wsparcia prawnego.

Praktyczne aspekty obsługi prawnej

  • ✅ Przygotowywanie umów przesyłowych
  • ✅ Doradztwo przy projektach inwestycyjnych
  • ✅ Wsparcie w uzyskiwaniu decyzji administracyjnych

W takich sytuacjach nieocenione jest doświadczenie specjalisty. Profesjonalny adwokat od prawa energetycznego to nie tylko doradca, ale i partner biznesowy, który:

  • Pomaga nawigować w skomplikowanych regulacjach
  • Chroni interesy przedsiębiorstwa w sporach z organami administracji
  • Minimalizuje ryzyko prawne w projektach inwestycyjnych

🎓 Prawo oświatowe – wsparcie dla instytucji edukacyjnych

Złożoność przepisów oświatowych

Choć może się wydawać, że prawo oświatowe dotyczy wyłącznie placówek edukacyjnych, w rzeczywistości wpływa na życie wielu osób:

  • Dyrektorzy szkół
  • Nauczyciele
  • Rodzice
  • Uczniowie

Typowe obszary sporów

  • 📋 Procedur rekrutacyjnych
  • 👨‍🏫 Obowiązków kadry pedagogicznej
  • 📊 Metod oceniania

Rola specjalisty prawnego

Każda placówka oświatowa musi funkcjonować zgodnie z wieloma regulacjami i podlega kontroli organów nadzoru. To sprawia, że wsparcie prawne staje się koniecznością – zarówno przy opracowywaniu dokumentacji, jak i w sytuacjach spornych.

Profesjonalny prawnik od prawa oświatowego potrafi:

  • ⚖ Udzielić fachowej porady
  • 🏛 Reprezentować stronę w postępowaniach
  • 🔧 Wskazać rozwiązania pozwalające uniknąć przewlekłych problemów

💼 Fuzje i przejęcia – strategiczne decyzje rozwojowe

Znaczenie transakcji M&A

Rozwój przedsiębiorstwa często wymaga odważnych decyzji strategicznych. Jedną z nich są fuzje i przejęcia, stanowiące istotny element strategii wzrostu w wielu sektorach.

Charakterystyka procesów M&A

  • 🔄 Wieloetapowe
  • 🧩 Skomplikowane
  • ⚠ Obarczone znacznym ryzykiem

Kluczowe elementy transakcji

  1. Rzetelnej analizy należytej staranności
  2. Przygotowania przejrzystej dokumentacji
  3. Prowadzenia trudnych negocjacji
  4. Zapewnienia zgodności z prawem

Rola specjalistycznej kancelarii

Bez fachowego wsparcia prawnego przedsiębiorca naraża się na ryzyko kosztownych błędów. W takich sprawach kluczową rolę odgrywa kluczową rolę odgrywa fuzje i przejęcia spółek – kancelaria obsłudze transakcji kapitałowych.

Zespół prawników potrafi:

  • 🔍 Przewidzieć potencjalne zagrożenia
  • 📋 Zapewnić przejrzystość procedur
  • 🤝 Prowadzić cały proces od wstępnych rozmów do finalizacji

🎯 Kompleksowe wsparcie prawne – inwestycja w bezpieczeństwo

Wyzwania współczesnego biznesu

  • 📜 Nowe regulacje
  • 📈 Rosnące wymagania instytucji nadzoru
  • 💪 Presja konkurencyjna

Znaczenie strategicznego partnerstwa

Funkcjonowanie bez fachowego doradztwa staje się coraz trudniejsze. Kluczowe jest wsparcie kancelarii łączącej różne specjalizacje i potrafiącej spojrzeć na potrzeby klienta kompleksowo.

Obszary wsparcia

  • ⚡ Dynamicznego sektora energetycznego
  • 🎓 Skomplikowanych przepisów oświatowych
  • 💰 Wielomilionowych transakcji kapitałowych

💡 Podsumowanie

Warto zainwestować w bezpieczeństwo i rozwój, powierzając swoje sprawy ekspertom łączącym wiedzę z praktycznym doświadczeniem. Profesjonalne doradztwo prawne to nie koszt, ale inwestycja w przyszłość firmy.

Asseco: Tylko 1/3 polskich firm korzysta z AI

Jak wynika z raportu „Cyfrowe wyzwania polskiego biznesu”, przygotowanego przez PMR na zlecenie Asseco Cloud, zaledwie 31% firm deklaruje, że korzysta z systemów sztucznej inteligencji lub uczenia maszynowego. Choć AI to jedno z najczęściej pojawiających się haseł w przestrzeni technologicznej, jego implementacja w polskich organizacjach pozostaje ograniczona. Zdaniem ekspertów sukces inicjatyw z zakresu sztucznej inteligencji i innych projektów cyfryzacyjnych wymaga stworzenia odpowiedniego środowiska w chmurze obliczeniowej.

Polskie firmy chętnie korzystają z technologii, które mają bezpośredni wpływ na optymalizację procesów operacyjnych oraz bezpieczeństwo informacji. Wśród najcześciej wymienianych rozwiązań znalazły się systemy do archiwizacji danych – 90% odpowiedzi, kopie zapasowe – 86% odpowiedzi oraz oprogramowanie finansowo-księgowe i kadrowo-płacowe – 82% odpowiedzi. Eksperci Asseco Cloud zwracają uwagę, że są to dość podstawowe rozwiązania, niezbędne do prowadzenia bieżącej działalności w większości organizacji. Dużo niższy odsetek deklarowanych wdrożeń dotyczy innowacyjnych technologii z obszaru analityki (Business Intelligence) – 53% odpowiedzi czy systemów do prototypowania – 37% wskazań.

Polski biznes potrzebuje innowatorów

Cyberbezpieczeństwo zyskuje w polskim biznesie coraz wyższy priorytet, 6 na 10 firm deklaruje korzystanie z rozwiązań z zakresu bezpieczeństwa IT oraz zapewnienia ciągłości działania. Problemem pozostają innowacje. Jedynie 12% polskich przedsiębiorstw wskazało, że stara się być w czołówce cyfrowego wyścigu, wcześniej eksperymentując i wdrażając nowe technologie. Z kolei aż 41% firm obserwuje i czeka z wdrożeniem dopiero wtedy, gdy technologia jest dobrze sprawdzona i powszechnie stosowana.

O ograniczonym stopniu innowacji świadczy również fakt, że mniej niż co trzeci respondent badania Asseco Cloud i PMR przyznał, że jego firma korzysta ze sztucznej inteligencji. Biznes wciąż szuka przykładów praktycznych zastosowań i sposobów na wykorzystanie potencjału tej technologii. Realizacja projektów wykorzystujących inteligentne algorytmy wymaga stworzenia odpowiedniego środowiska IT, które umożliwi łatwe skalowanie oraz odciąży zespół od codziennych czynności, pozwalając skupić się na rozwoju produktów i usług.

„Cloud computing jest katalizatorem cyfrowej transformacji biznesu i technologią stanowiącą podstawę większości projektów innowacyjnych, w tym tych z zakresu AI. Chmura działa w tle, nie jest widoczna, ale przynosi liczne korzyści wynikające z jej wdrożenia. Uczestnicy naszego badania wskazali m.in. większą dostępność i skalowalność zasobów IT (54% odpowiedzi), usprawnienia w zakresie automatyzacji procesów (49% odpowiedzi), a także lepszą wydajność systemów i aplikacji (46% odpowiedzi)” – mówi Marcin Lebiecki, Wiceprezes Zarządu Asseco Cloud. „Współpraca z partnerem technologicznym, który wesprze organizacje w stworzeniu odpowiedniego środowiska chmurowego, pozwala skupić się na rozwoju produktów i usług oferując wartość dodaną klientom” – dodaje Wiceprezes Asseco Cloud.

Regulacje przyczynią się do zwiększenia budżetów na bezpieczeństwo IT

Respondenci badania Asseco Cloud i PMR wskazali również czynniki, które przyczyniają się do przyspieszenia rozwoju technologicznego. Istotnymi z nich są zmiany regulacyjne, takie jak NIS2 czy DORA, które mobilizują przedsiębiorstwa do wdrożenia odpowiednich rozwiązań m.in. z obszaru berbezpieczeństwa IT. Strategie dostosowania do wymogów regulacyjnych różnią się w zależności od wielkości organizacji. Duże przedsiębiorstwa deklarują zwiększenie budżetu na cyberbezpieczeństwo i monitorowanie sieci (65% odpowiedzi). Mniejsze organizacje stawiają na szkolenia pracowników (64% odpowiedzi). Choć polskie firmy coraz aktywniej przygotowują się do wdrożenia regulacji, takich jak DORA czy NIS2, napotykają na szereg poważnych wyzwań. Najczęściej wskazywanymi przez przedsiębiorstwa są wysokie koszty dostosowania systemów i obciążenia administracyjne.

Badanie przeprowadzone przez PMR i Asseco Cloud miało na celu sprawdzenie gotowości na wyzwania technologiczne dużych i średnich polskich firm, a także identyfikację barier i potrzeb w obszarze cyfryzacji. W badaniu uczestniczyło 115 przedstawicieli biznesu odpowiedzialnych za obszary zarządzania infrastrukturą IT w przedsiębiorstwie.

Raport „Cyfrowe wyzwania polskiego biznesu” jest dostępny na stronie: https://www.asseco.cloud/raport2025.

Dziś premiera iPhone’a 17, iPhone’a Air, Apple Watcha 11 i nowych AirPods. Czy Apple odzyska blask?

Dziś wieczorem Apple pokaże nowego iPhone’a 17 i całą serię produktów, które mają rozbudzić emocje inwestorów i klientów. Według nieoficjalnych informacji pojawi się także wyjątkowo smukły iPhone Air. Czy będzie to największe od lat odświeżenie oferty, które skłoni konsumentów do wymiany starszych modeli na nowe? I czy przekona Wall Street, która od dawna patrzy krytycznie na wysoką wycenę spółki i jej problemy, takie jak opóźnienia w rozwoju sztucznej inteligencji czy spowolnienie sprzedaży w Chinach. Dodatkowym zagrożeniem mogą być cła, które utrudnią osiągnięcie sukcesu, choć Tim Cook robi wszystko, aby tak się nie stało. Podczas ostatniej kolacji prezesów big techów aż osiem razy dziękował Donaldowi Trumpowi.

Apple nie ma w tym roku łatwego życia. Sprzedaż iPhone’ów rozczarowuje, popyt w Chinach jest słabszy, a inwestorzy pytają, gdzie jest strategia firmy w obszarze sztucznej inteligencji. Akcje spółki pozostawały w tyle za konkurencją. Dopiero sierpień przyniósł przełom, a Apple odnotowało najlepszy miesiąc na giełdzie od ponad roku, rosnąc o 12 proc.. Powodem były dobre wyniki finansowe i rosnące oczekiwania przed premierą iPhone’a 17.

Przychody w ostatnim kwartale wzrosły o 10 proc., do 94 miliardów dolarów i był to najsilniejszy kwartalny wzrost od 2021 roku. Sprzedaż iPhone’ów zwiększyła się o 13 proc. rok do roku, co pokazuje, że klienci wciąż czekają na nowości z Cupertino. Pomogły promocje w Chinach i przedłużająca się dyskusja o nowych cłach, która skłoniła klientów do wcześniejszych zakupów w obawie przed wzrostem cen.

Widzowie dzisiejszej premiery, zgodnie z zapowiedzią, mają przeżyć efekt „opadającej szczęki”. Trzeba jednak pamiętać, że Apple co roku pokazuje „najlepsze” i „najszybsze” urządzenia w historii. Tym razem jednak zapowiedzi mogą okazać się uzasadnione, bo to najmocniejsze od lat odświeżenie oferty. Nowa linia iPhone’a 17 obejmie także ultracienki model Air. Do tego dojdzie Apple Watch 11, AirPods i być może pierwsza zapowiedź składanego telefonu. Nieoficjalne informacje mówią także o nowych goglach wirtualnej rzeczywistości.

Już w czerwcu Apple pokazało system iOS 26, który będzie zainstalowany na nowych iPhone’ach oraz części starszych urządzeń. Szczególnie ciekawym krokiem jest znaczny wzrost funkcjonalności systemu iPadOS, dzięki czemu iPad zyskuje możliwości do tej pory zarezerwowane dla laptopów. Wcześniej Apple rozdzielało te dwie kategorie, aby uniknąć kanibalizacji, teraz jednak postawiło na integrację. Może to oznaczać wzrost sprzedaży tabletów, choć kosztem komputerów Mac.

Apple musi nadrobić opóźnienia w sztucznej inteligencji, bo konkurencja już wdraża AI w swoich urządzeniach. Spółka zapowiada dopiero teraz znaczące inwestycje w ten obszar. Tim Cook przyznał, że wydatki na AI wzrosną „istotnie”, a przejęcia mają przyspieszyć rozwój.

Mimo wyzwań fundamenty Apple są solidne. Firma sprzedała już trzy miliardy iPhone’ów, a baza użytkowników wciąż się powiększa. Rekordowa lojalność klientów sprawia, że kolejne zakupy są niemal pewne. Apple może też liczyć na bilans, którego pozazdrościłaby każda firma – 100 miliardów dolarów wolnych przepływów gotówkowych rocznie, 110 miliardów wydanych na skup akcji i regularne dywidendy.

Jednym z kluczowych ryzyk pozostają jednak cła, bo aż 80 proc. urządzeń powstaje w Chinach, co naraża Apple na skutki napięć handlowych i politycznych decyzji. Dlatego spółka przenosi część produkcji do Indii oraz planuje rozwój fabryk w USA. Tim Cook, dbając o relacje z Donaldem Trumpem, podczas ostatniej kolacji prezesów firm technologicznych w Białym Domu zadeklarował rekordowe 600 miliardów dolarów inwestycji w USA. Podkreślał, że polityka administracji stworzyła warunki dla tak dużego zaangażowania, a Apple traktuje współpracę z rządem jako element strategii innowacyjności i bezpieczeństwa rozwoju.

Problemem pozostaje wycena. Akcje kosztują dziś trzydziestokrotność prognozowanych zysków, co jest wyraźnie powyżej średniej dla indeksu S&P500. Analitycy oceniają potencjał wzrostu na zaledwie 1 proc., co oznacza, że po sierpniowym rajdzie przestrzeń do dalszych zwyżek jest ograniczona.

Historia pokazuje, że kurs Apple zwykle rośnie przed premierą iPhone’a, a potem słabnie, gdy entuzjazm opada. Tym razem dodatkowym wsparciem dla notowań mogą być jednak obniżki stóp procentowych w USA, które poprawią nastroje konsumentów i których rynek spodziewa się już w przyszłym tygodniu.

Apple to marka zarabiająca miliardy i otoczona wyjątkowo lojalną społecznością klientów. Aby jednak przekonać inwestorów, potrzebuje teraz nie tylko mocnego iPhone’a 17, lecz także realnej strategii  rozwoju sztucznej inteligencji. Najbliższe tygodnie pokażą, czy Apple odzyska blask, czy pozostanie w cieniu konkurentów.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Chiny zlikwidują polską elektronikę? Wojna o metale ziem rzadkich uderza w polskich eksporterów

  • Chiny wprowadzają drastyczne ograniczenia eksportu kluczowych metali ziem rzadkich, co może sparaliżować wytwarzanie elektroniki na całym świecie.
  • Polska jako europejski lider produkcji telewizorów (50 proc. unijnej produkcji) i eksportu maszyn cyfrowych (55 proc. eksportu UE) znajdzie się na pierwszej linii uderzenia.
  • Eksperci ostrzegają przed nadchodzącym wzrostem kosztów produkcji związanym z niedoborem surowców, zwłaszcza dla podwykonawców czy ogólnie sektora MSP.
  • Polski rynek smart TV, który ma osiągnąć przychody 2,48 mld dolarów do 2030 roku, może zostać poważnie zagrożony przez chińską blokadę surowców.

W minionych tygodniach napięcia handlowe między Waszyngtonem a Pekinem były duże i niepokojące dla światowego handlu. Jednym z ich przejawów jest zapowiedź Chin o wprowadzeniu drastycznych ograniczeń w eksporcie kluczowych metali ziem rzadkich. Taka decyzja to zły sygnał dla wielu gałęzi przemysłu. W szczególności może ona sparaliżować produkcję elektroniki na całym świecie – w tym w Polsce, która urasta to roli lidera w tej dziedzinie na rynku europejskim.

Elektronika – ważny towar eksportowy Polski

Warto zwrócić uwagę, że elektronika jest dziś jednym z najlepiej rozwijających się segmentów polskiego eksportu. Nasz kraj to prawdziwy europejski potentat w produkcji telewizorów – 50 proc. europejskiej produkcji telewizorów LCD pochodzi właśnie z Polski. W naszym kraju wytwarza się około 20 mln odbiorników rocznie, z czego 90 proc. trafia na rynki zachodnie.

Podobnie sytuacja wygląda w kategorii maszyn cyfrowych do przetwarzania danych. Polska kontroluje ponad 55 proc. unijnego eksportu i jest trzecim co do wielkości eksporterem tych urządzeń na świecie. Dodatkowo nasz kraj przoduje w UE, jeśli chodzi o eksport akumulatorów litowo-jonowych. W polskich rękach jest 20 proc. wspólnotowego rynku, choć ostatnio zmniejszył się. Kroki Pekinu wprowadzające ograniczenia eksportu metali ziem rzadkich, zapalają czerwoną lampkę wśród przedsiębiorców działających w tych branżach.

Chińska broń ekonomiczna uderza

Od kwietnia 2025 roku Chińskie Ministerstwo Handlu wprowadziło surowe kontrole eksportowe obejmujące siedem kluczowych metali ziem rzadkich: samar, gadolin, terb, dysproz, lutet, skand i itr. Decyzja ta stanowi bezpośrednią odpowiedź na podwyżki ceł wprowadzone przez administrację Donalda Trumpa. Odbije się rykoszetem także na polskich firmach.

– Firmy z sektora elektronicznego powinny już dziś przygotowywać się na spore wzrosty kosztów produkcji. Niedobór metali ziem rzadkich może znacznie utrudnić możliwości i opłacalność ich funkcjonowania w ciągu najbliższych miesięcy. Przedsiębiorcy z branż, które korzystają z tych zasobów już dziś stają przed koniecznością zabezpieczenia rezerw finansowych i poszukiwanie alternatywnych dostawców surowców czy podzespołów, nawet jeśli będą oni drożsi. Ważne będzie w tej sytuacji przyspieszanie obiegu pieniądza. Uzyskana dzięki temu płynność finansowa pozwoli być bardziej elastycznym i lepiej reagować na zmieniające się warunki handlowe czy cła – mówi Magdalena Martynowska-Brewczak, Członkini Zarządu eFaktor, specjalizującego się w finansowaniu MŚP.

Wiele polskich branż pod presją

Metale ziem rzadkich to fundament nowoczesnej gospodarki. Przyglądając się bliżej niektórym z nich, można zwrócić uwagę, że np. terb i dysproz są niezbędne w produkcji turbin wiatrowych czy silników pojazdów elektrycznych. Z kolei np. gadolin jest kluczowy dla obrazowania medycznego, a we wspomnianych, zaawansowanych systemach elektronicznych powszechne zastosowanie znajduje samar.

Dlatego sektor energetyki odnawialnej czy branża motoryzacyjna również mogą odczuć w najbliższym czasie zawirowania w handlu międzynarodowym. Turbiny wiatrowe wymagają magnesów neodymowych wzbogaconych terbem i dysprozem, a silniki elektryczne w pojazdach EV także potrzebują specjalnych magnesów zawierających metale ziem rzadkich. Szczególnie dotkliwy może być wpływ na polski sektor akumulatorów – również jednego z wiodących podmiotów w UE.

Niedobory metali ziem rzadkich uderzą także w przemysł zbrojeniowy (systemy nawigacji i radary), telekomunikację (stacje bazowe 5G), a nawet jubilerstwo (lantanowce używane w produkcji luksusowych zegarków).

– Oczywiście te zmiany będą najbardziej odczuwalne dla mniejszych podmiotów. Największe koncerny mają zapasy na kilka miesięcy, łatwiej im też konkurować o surowce. Mniejsze firmy żyją z dnia na dzień i mogą być zmuszone do podnoszenia swoich cen. Szczególnie bolesne jest zawsze wstrzymanie produkcji, więc właściciele firm MSP powinni podejmować kroki zapewniające im solidnych partnerów, którzy pozwolą im przetrwać trudniejszy czas. Mam tu na myśli poszukiwanie alternatywnych dostawców, ale też firmy, które będą mogły wesprzeć ich w utrzymywaniu płynności finansowej – analizuje Magdalena Martynowska-Brewczak z eFaktor.

Ograniczenia uderzą w polskie fabryki globalnych marek

Amerykańscy producenci ostrzegają przed poważnymi niedoborami w łańcuchach dostaw. Już w maju chiński eksport niektórych powiązanych materiałów znacząco spadł. Eksperci zastanawiają się, jak długo ten stan się utrzyma i jakie będą skutki obecnej wojny handlowej.

Dla Polski, gdzie według wcześniejszych szacunków rynek smart TV ma osiągnąć przychody 2,48 mld dolarów do 2030 roku przy rocznym wzroście 17,2 proc., chińskie ograniczenia mogą być szczególnie bolesne. Status Polski jako europejskiego lidera produkcji telewizorów i hegemona w produkcji maszyn cyfrowych oznacza, że zakłócenia uderzą w fabryki globalnych marek – LG, Philips, TCL i Sharp.

Wobec chińskich ograniczeń kraje zachodnie intensywnie poszukują alternatywnych źródeł dostaw. Australia, Kanada i kraje skandynawskie posiadają złoża metali ziem rzadkich, ale uruchomienie ich eksploatacji wymaga lat przygotowań i miliardowych inwestycji.

Chiny po raz pierwszy „uzbroiły” metale ziem rzadkich w 2010 roku podczas sporu z Japonią. Obecna eskalacja pokazuje, że Pekin traktuje kontrolę nad metalami ziem rzadkich jako strategiczną broń w wojnie handlowej z Zachodem. Czy polska elektronika przetrwa chińską blokadę? Czas pokaże, ale era tanich metali ziem rzadkich zdaje się dobiegać końca.

UJ stawia na edukację przedsiębiorczą. Nowa gra planszowa „Biznes na medal” trafi do szkół

Uniwersytet Jagielloński finalizuje prace nad programem, który ma pomagać rozwijać kompetencje przedsiębiorcze i menedżerskie uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Osią programu jest nowa, planszowa gra symulacyjna, towarzyszące jej scenariusze lekcji oraz warsztaty dla szkół i nauczycieli.

Jedną z inicjatyw Uniwersytetu Jagiellońskiego związanych z transferem wiedzy do otoczenia jest nowy program wsparcia szkół w edukacji ekonomicznej i rozwoju kompetencji przedsiębiorczych. W tym celu w Instytucie Spraw Publicznych na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ zaprojektowano planszową grę „Biznes na medal”, która w realistyczny sposób odzwierciedla warunki, w jakich prowadzi się niewielki biznes. Wokół nowej gry budowana jest również propozycja warsztatów dla nauczycieli i placówek edukacyjnych, a także scenariusze lekcji, by w sposób optymalny móc rozwijać kompetencje przedsiębiorcze.

Narzędzie dla nauczycieli i szkół

Naszą ideą jest udostępnienie nauczycielom przedmiotu biznes i zarządzanie oraz prowadzącym doradztwo zawodowe atrakcyjnego narzędzia, które w ciekawy sposób umożliwia rozwijanie kompetencji potrzebnych do zarządzania przedsiębiorstwem. Narzędziem tym jest gra symulacyjna oparta na wiedzy naukowej i doświadczeniach z życia, w której uczestnicy wcielają się we właścicieli restauracji. Wokół tej gry zapewniamy także scenariusze lekcji oraz różnego rodzaju warsztaty, przygotowujące nauczycieli do wykorzystania jej w praktyczny sposób podczas lekcji, aby zaangażować uczniów i jednocześnie uzyskać maksymalny efekt edukacyjny – wyjaśnia twórca gry, dr hab. Mateusz Lewandowski, prof. UJ.

Gra „Biznes na medal” pozwala wcielić się w mikroprzedsiębiorców prowadzących lokalne restauracje, a potem rozwijających ich sieć. Jest to realistyczna symulacja biznesu, uwzględniająca różnego rodzaju uwarunkowania rynkowe, co ułatwia dzieciom zrozumienie istoty zarządzania firmą poprzez doświadczenie. Celem jest też to, by poprzez rozgrywkę przyswajać podstawowe pojęcia używane w biznesie w sposób uniwersalny. Z drugiej strony, dzięki grze nauczyciele zyskują ciekawe konteksty, które mogą w dowolny sposób rozwijać i pogłębiać w trakcie prowadzonych lekcji.

Planowanie, decyzje i odpowiedzialność w warunkach biznesowych

Podczas rozgrywki uczniowie poznają rodzaje decyzji, jakie trzeba podejmować prowadząc biznes, a także konsekwencje z nich wynikające. Poznają też uwarunkowania ekonomiczne, w jakich funkcjonują przedsiębiorstwa. W grze pojawiają się takie zagadnienia jak: zarządzanie zasobami, podaż i popyt, konkurencyjność, przychody i koszty, skalowanie biznesu.

W opinii pomysłodawcy i twórcy gry, patrząc nawet bardzo szeroko na obecny rynek gier planszowych, w Polsce brakuje tego rodzaju pozycji, które są ukierunkowane na doświadczenie i zrozumienie istoty prowadzenia przedsiębiorstwa.

– W zasadzie mamy dwie główne grupy gier dotyczących tematyki biznesowej. W pierwszej są tytuły czysto rozrywkowe, często oparte na silniku słynnej gry Monopoly. One zbyt mocno zależą od elementu losowego i nie odzwierciedlają rzeczywistych warunków, w jakich prowadzi się biznes. Prawdę mówiąc nie rozwijają one u młodych ludzi tych zdolności i intuicji, które potrzebne są przy prowadzeniu przedsiębiorstw. W drugiej grupie jest kilka gier o charakterze edukacyjnym, ale tytuły te uczą w sposób wycinkowy pewnych zagadnień ekonomicznych i raczej oderwanych od realiów małych firm. Co więcej, często są one niedostępne albo trudno dostępne. W stworzonej na UJ symulacji największy nacisk położono na planowanie działań oraz podejmowanie decyzji, które determinują powodzenie lub niepowodzenie firmy. Znacznie większe jest też zanurzenie w realiach oddających charakter prawdziwego rynku – dodaje dr hab. Mateusz Lewandowski.

Model współpracy ze szkołami

UJ organizuje współpracę ze szkołami poprzez swoją spółkę celową – InnoCel Sp. z o.o. Szkoły i nauczyciele zainteresowani wykorzystaniem gry podczas lekcji mogą brać udział w certyfikowanym szkoleniu, w ramach którego otrzymają materiały i wiedzę niezbędne do wykorzystania gry podczas lekcji. Po szkoleniu InnoCel zapewnia dodatkowe wsparcie w zakresie wykorzystania gry na lekcjach. Na ten moment jest to jedyny model współpracy, który zakłada pokrycie kosztów przez szkołę, ale szukamy partnerów, którzy mogliby na dużą skalę sfinansować koszty wprowadzenia gry do szkół.

Po informacje o „Biznes na medal” zapraszamy na stronę pod adresem https://biznesnamedal.uj.edu.pl mówi Piotr Kalarus, prezes Spółki Celowej Uniwersytetu Jagiellońskiego InnoCel Sp. z o.o.

Skąd pomysł na taką inicjatywę?

Pomysł na program wsparcia w rozwoju kompetencji przedsiębiorczych wynika po części z badań rynkowych, jak i analizy dostępnych obecnie gier i symulacji ekonomicznych. Z raportu „Aspiracje ludzi młodych odnośnie ich przyszłej kariery zawodowej” z 2022 r., wynika, że 27% osób w wieku 18-30 lat rozważało przez ostanie 6 miesięcy założenie własnej firmy, a w tym gronie ponad połowa (55%) ma pomysł na biznes. Jednocześnie aż dla połowy młodych osób, które badano, prowadzenie swojej firmy wiąże się z dużym ryzykiem. Z kolei raport „Przedsiębiorczość młodych” (również z 2022 r.) wskazuje, że młodym przedsiębiorcom brakuje wiedzy, m.in. w zakresie budżetowania i rachunkowości, finansowania działalności i pozyskiwania środków oraz planowania.

Na tle tych informacji warto przypomnieć, że wg danych publikowanych w 2024 r. przez PARP w Polsce jest ponad 2,5 mln mikroprzedsiębiorstw, ale jednocześnie wg danych GUS spośród firm założonych w 2022 r. pierwszego roku działalności nie przetrwało aż 33% firm.

–Jesteśmy dość zaradnym narodem, doświadczonym historycznie, który nauczył się szukać rozwiązań w trudnych sytuacjach i wcielać je w życie. Duch przedsiębiorczości jest więc do pewnego stopnia naszą cechą narodową. Nie oznacza to jednak, że ludzie, którzy zakładają dziś firmy, rzeczywiście są i czują się do tego przygotowani. Myślę, że gdyby edukacja przedsiębiorcza była efektywniejsza, nasze mikroprzedsiębiorstwa lepiej by sobie radziły i lepiej się rozwijały. Obecnie prognozy demograficzne wskazują, że liczba ludności będzie mocno spadać, a wraz z nią skurczy się rynek. To oznacza, że kompetencje przedsiębiorcze będą niezwykle przydatne i cenione – ocenia dr hab. Mateusz Lewandowski.

Dostrzegając deficyt narzędzi edukacyjnych na tym polu, zrodził się pomysł, by stworzyć program dla szkół wspierający skuteczny rozwój przedsiębiorczości wśród uczniów.

– Gra to jeden z komponentów ekosystemu edukacji przedsiębiorczej, który jako uniwersytet chcemy aktywnie współtworzyć i rozwijać. Dlatego obecnie zapraszamy nie tylko szkoły i nauczycieli, ale też przedstawicieli wydziałów edukacji urzędów miast do tego, by wspólnie z nami brali udział w badaniach potencjału przedsiębiorczego młodych. Wyniki tych badań pozwolą analizować rozwój kompetencji przedsiębiorczych na konkretnym terenie. Takie dane mogłyby wspierać władze samorządowe na przykład w podejmowaniu decyzji w zakresie polityki edukacyjnej miasta – mówi dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał, dyrektorka Centrum Transferu Technologii UJ, CITTRU.

Pilotaże

UJ do tej pory przeprowadził szereg pilotaży w szkołach oraz wśród studentów w Inkubatorze Przedsiębiorczości UJ, gdzie młodzi ludzie w różnym wieku testowali i oceniali zarówno grę, jak i jej walory edukacyjne. Pilotaże wypadły bardzo obiecująco – aż 86% grających stwierdziło, że chętnie wzięliby ponownie udział w rozgrywce, co w dzisiejszych warunkach jest dużym osiągnięciem.

Roz(g)rywka ekonomiczna także w rodzinnym gronie

„Biznes na medal” zaprojektowano tak, by docelowo gra mogła istnieć na rynku również jako niezależny i samodzielny produkt, dając możliwość rodzinnej rozrywki i jednocześnie zapewnić walory edukacyjne poza szkołami.

– Zależało nam na tym, by dać rodzinom większy wybór mądrych gier ekonomicznych, w które mogą zagrać z dziećmi, dobrze się bawić, a przy okazji edukować w obszarach przedsiębiorczości. „Biznes na medal” w dużej mierze wypełnia istniejącą lukę na polu realistycznych symulacji biznesu – dodaje dr hab. Mateusz Lewandowski.

AML w praktyce: jak sztuczna inteligencja wspiera firmy w walce z praniem pieniędzy

Mimo ustawowych obowiązków związanych z przeciwdziałaniem praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, w wielu polskich firmach nadal brak wymaganych procedur lub funkcjonują one jedynie na papierze. Identyfikacja i weryfikacja kontrahentów to procesy złożone, żmudne i obarczone ryzykiem ludzkiego błędu. Branża IT pokazuje, że AML to kolejne pole do efektywnej współpracy biznesu i AI. 

Do wdrożenia odpowiednich procedur w zakresie AML (ang. Anti-Money Laundering) zobligowane są podmioty zdefiniowane w ustawie o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Są to tzw. instytucje obowiązane, w tym m.in. banki, fundusze inwestycyjne, biura rachunkowe, notariusze, adwokaci czy radcowie prawni, ale również każdy przedsiębiorca w zakresie, w jakim przyjmuje lub dokonuje płatności za towary w gotówce o wartości równej lub przekraczającej 10 tys. euro, niezależnie od przedmiotu prowadzonej działalności. Obowiązkiem po stronie biznesu jest nie tylko analiza ryzyka i stosowanie środków bezpieczeństwa zapobiegających praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, ale przede wszystkim stały proces identyfikacji i weryfikacji kontrahentów.

– Przepisy związane z AML, choć nie nowe, wciąż przysparzają przedsiębiorcom kłopotów. Wiele mikro-, małych i średnich firm wprawdzie ma świadomość, że podlegają obowiązkom w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy, ale wymagane procedury funkcjonują u nich tylko na papierze lub są odkładane na później. Wsłuchując się w realia biznesu, mamy przekonanie, że potrzeba rozwiązań, które oferuje nie tylko pełną zgodność z przepisami, ale przede wszystkim prostotę obsługi nie wymagającą dodatkowych nakładów na szkolenia czy rozwijanie kompetencji cyfrowych w zespole – mówi Mateusz Sawaryn, radca prawny i partner zarządzający w kancelarii prawnej Sawaryn i Partnerzy.

Biznes wciąż z ograniczonym zaufaniem podchodzi do automatyzacji procesów. Tymczasem wykorzystując najnowsze technologie – m.in. zaawansowaną analitykę danych, sztuczną inteligencję (AI) oraz szyfrowaną komunikację API – firmy mogą zapewnić sobie błyskawiczną weryfikację klientów, wykluczając konieczność ręcznego przeszukiwania wielu rejestrów, w tym CEIDG, KRS i CRBR.

– AML to kolejne pole aplikacyjne dla sztucznej inteligencji, gdzie „maszyna” doskonale odnajduje się w powtarzalnych czynnościach, które w rękach człowieka generują podwyższone ryzyko błędu. Technologia AI to sprzymierzeniec firm, dzięki której nie tylko spełnią wymagania regulatorów, ale też skutecznie ochronią się przed ryzykiem finansowych nadużyć. Skalowalność systemu pozwala rozwiązywać problemy przedsiębiorstw bez względu na rozmiar czy przedmiot działalności. Na podkreślenie zasługuje też fakt, że automatyzacja pozwala firmom utrzymać wysoką poufność i bezpieczeństwo przetwarzanych danych – mówi Sebastian Sokołowski, prezes zarządu Transition Technologies MS.

Efektem współpracy software house’u TTMS oraz kancelarii prawnej Sawaryn i Partnerzy jest AML Track,  kompleksowa platforma informatyczna służąca do automatyzacji procesów związanych z przeciwdziałaniem praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Nowoczesne oprogramowanie jest w stanie automatycznie sprawdzić kontrahentów na polskich, unijnych, brytyjskich i innych listach sankcyjnych, tworzyć raporty z wynikami weryfikacji i łatwo porównywać dane, np. adresy czy numery dokumentów.

Jedną z funkcji oprogramowania AML Track jest generowanie części wymaganych dokumentów, w tym oceny ryzyka, procedury AML, oświadczeń PEP (osób zajmujących eksponowane stanowiska polityczne), zgłoszeń naruszeń czy zawiadomień o przestępstwie.

EBC utrzyma stopy procentowe bez zmian – inflacja i wzrost dają przestrzeń do stabilizacji

Europejski Bank Centralny prawdopodobnie utrzyma stopy procentowe bez zmian w najbliższy czwartek i pozostawi je na niezmienionym poziomie. Sprzyja temu układ sił: inflacja wydaje się być dziś bliższa celu 2 proc. niż wynikało to z wcześniejszych założeń EBC, a perspektywy wzrostu stopniowo się poprawiają. W takich warunkach przedstawiciele banku centralnego mogą czuć się komfortowo ze stopą depozytową na poziomie 2 proc.

Rynek nie spodziewa się cięcia w czwartek. Zgodnie z sondażem Bloomberga wszyscy ekonomiści oczekują utrzymania parametrów polityki pieniężnej, a kontrakty terminowe (Overnight Index Swap) również nie wyceniają zmian. Spekulacje dotyczące kolejnych redukcji w dalszej części roku podtrzymują pojedyncze, bardziej „gołębie” głosy z Rady Prezesów, a według doniesień Reutersa część rozmów wewnątrz EBC dopuszcza powrót do tematu obniżek. Moim zdaniem jednak EBC w tym roku skupi się na stabilizacji warunków monetarnych i nie dokona już żadnych większych zmian w parametrach polityki pieniężnej.

Jednocześnie nie jest wykluczone, że instytucja nie podniesie swojej ścieżki inflacyjnej. Obecna projekcja zakłada dalszy spadek dynamiki cen, z przejściowym dołkiem na poziomie 1,4 proc. w I kwartale 2026 r. i powrotem do 2 proc. na początku 2027 r. Możliwa rewizja w górę może wynikać z prognoz wyższych cen ropy naftowej oraz podbicia ścieżki cen energii. To może mieć bezpośrednie przełożenie na inflację. Na uwagę zasługuje również ostatni wzrost oczekiwań inflacyjnych wśród gospodarstw domowych. Wzrost do 2,5 proc. (z 2,4 proc. poprzednio) nie jest na pierwszy rzut oka duży, jednak z ekonomicznego punktu widzenia może być istotny. Pamiętajmy, że oczekiwania inflacyjne gospodarstw domowych są jednym z kluczowych „kanałów transmisji” inflacji w długim horyzoncie, bo wpływają na decyzje o płacach, cenach i konsumpcji jeszcze zanim faktyczna inflacja się zmieni.Dlatego banki centralne tak uważnie pilnują, by oczekiwania na 3–5 lat naprzód były trwale zakotwiczone blisko celu. W tym kontekście nawet drobny ruch mediany z 2,4 do 2,5 proc. może być ważny. To sygnał kierunku, oczekiwania zaczynają oddalać się od celu, co zwiększa ryzyko „odkotwiczenia”

Aktywność w strefie euro poprawia się. Złożony indeks PMI dla strefy euro wzrastał w trzech ostatnich miesiącach, osiągając 51,0 pkt — poziom zwykle zapowiadający nieznaczne ożywienie w horyzoncie trzech–sześciu miesięcy. Szczególnie wyraźne odbicie widać w przemyśle: subindeks przekroczył ostatnio granicę 50 pkt po raz pierwszy od trzech lat. Ostrożny optymizm może wynikać z poprawy warunków finansowania, które przynajmniej częściowo kompensują bariery handlowe z USA. Samo porozumienie taryfowe — choć oznacza wyższe cła niż wcześniej — zmniejsza niepewność polityki handlowej. Prezes Christine Lagarde podkreśla, że poziom ceł jest „bliski założeniom z czerwca”.

Finalnie w czwartek możemy otrzymać lekką rewizję w górę projekcji wzrostu PKB na III kwartał, a co za tym idzie — także dla całego roku, przy jednoczesnym nieznacznym podniesieniu ścieżki inflacji ogółem w kierunku celu. Projekcja dla inflacji bazowej prawdopodobnie pozostanie bez większych zmian i nadal będzie zbiegać do 2 proc. Taki obraz nie dostarcza przekonujących argumentów ani za szybkim luzowaniem, ani za ponownym zacieśnianiem. Najbardziej spójną strategią wydaje się utrzymanie status quo — EBC może przez pewien czas „przyglądać się danym” i prowadzić politykę na poziomie, z którym czuje się komfortowo, czyli przy stopie depozytowej na poziomie 2 proc.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Obywatele Ukrainy są objęci ochroną czasową pomimo veta Prezydenta

0

W ubiegłym tygodniu Urząd do Spraw Cudzoziemców wydał oświadczenie informując, że opinia odnośnie potrzeby udzielania obywatelom Ukrainy ochrony międzynarodowej (statusu uchodźcy lub ochrony uzupełniającej) nie zmieniła się – w większości przypadków brak jest podstaw do objęcia wnioskodawców taką ochroną.

Dzięki zgłaszanym przez pracodawców obawom, urząd zajął w końcu oficjalne stanowisko o które nam chodziło, teraz z dużo większym spokojem czekamy na rozwój pracy nad nowelizacją ustawy weryfikującej prawo cudzoziemców do świadczeń i regulującą kwestię pobytu obywateli Ukrainy po 30.09 br. zwanej specustawą. – komentuje Yuriy Grygorenko, dyrektor Centrum Analitycznego Gremi Personal.

UdSC oficjalnie poinformował, że pomimo niepodpisania przez Prezydenta RP ustawy dotyczącej pomocy obywatelom Ukrainy, obywatele Ukrainy są objęci ochroną tymczasową do czasu wskazanego decyzją Rady Unii Europejskiej i ich legalny pobyt jest zapewniony tj. do 4 marca 2026 r. i zostanie przedłużona do 4 marca 2027 r.

Jednocześnie UdSC przypomina, że od marca 2025 roku urzędnicy stosują indywidualną ocenę sytuacji cudzoziemców ubiegających się o udzielenie ochrony międzynarodowej (status uchodźcy lub ochrona uzupełniająca). Ma to związek ze znacznym wzrostem liczby składanych wniosków od połowy 2023 roku. USC podkreśla również, że w zdecydowanej większości przypadków brak jest podstaw do udzielenia obywatelom Ukrainy ochrony międzynarodowej, zwłaszcza że nadal są oni objęci ochroną czasową.

Rząd obecnie pracuje nad rozwiązaniami regulującymi kwestie istotne dla obywateli Ukrainy w Polsce w odrębnej ustawie, której inicjatorem jest Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Wczoraj Ministerstwo zapowiedziało wczoraj bliski rychły koniec wielomiesięcznych prac zapowiadając najważniejsze zmiany:

  • lepszą identyfikację cudzoziemców – obowiązek posiadania numeru PESEL podczas ubiegania się o świadczenia. MSWIA zapowiedziało też prace nad weryfikacją biometryczną obywateli Ukrainy;
  • obywatele Ukrainy korzystający z małego ruchu przygranicznego nie będą uprawnieni do otrzymywania świadczeń;
  • uszczelnienie systemu ochrony zdrowia by uniemożliwić nadużycia. Katalog świadczeń zdrowotnych dla uchodźców z Ukrainy będzie węższy;
  • ustawa wprowadza warunek: wypłata obcokrajowcom spoza UE świadczeń dla rodziny (800 +) tylko jeśli przynajmniej jedno z rodziców jest aktywne zawodowo.

Najważniejsze jest, aby obywatele Ukrainy w Polsce mieli pewność co do swojego legalnego pobytu, dostępu do pracy, edukacji i podstawowej ochrony zdrowia. Uszczelnienie systemu odbieramy pozytywnie, bo wzmacnia ono poczucie stabilności w społeczeństwie i ogranicza źródła niepotrzebnych napięć między Polakami a Ukraińcami. – ocenia Grygorenko.

Według raportu UdSC z 24 lutego 2025 r., z ochrony czasowej w Polsce korzysta prawie 1 mln osób. Dokładna liczba to 993 tys. zarejestrowanych osób, głównie kobiety i dzieci.

Dane przekazane przez Eurostat również potwierdzają te liczby – na koniec stycznia 2025 r. w Polsce było 993 015 osób objętych ochroną tymczasową. W marcu 2025 r. liczba wzrosła nieznacznie do 997 120 osób. W czerwcu 2025 r. odnotowano kolejny wzrost – 992 500 osób, co stanowi największy miesięczny przyrost w UE.

Według danych z ZUS na koniec lipca 2025 r., w Polsce pracowało 1 248 062 cudzoziemców, z czego 824 470 to obywatele Ukrainy. Stanowiło to aż 67% wszystkich zatrudnionych spośród obcokrajowców.

AI bez ludzi nie zadziała – dlaczego firmy wciąż nie wykorzystują pełnego potencjału sztucznej inteligencji?

W środowiskach biznesowych przez ostatnie kilka lat wprowadzano w życie pierwsze strategie wykorzystania sztucznej inteligencji. Jednak, mimo upływu czasu, wciąż niewiele firm realizuje cały potencjał tej technologii. Najnowsze badania wskazują wyraźną przyczynę: większą uwagę skupia się na technicznych aspektach AI niż na ludziach, którzy ją wdrażają. Michał Zajączkowski, Dyrektor Zarządzający Kyndryl Poland, omawia raport o gotowości pracowników na implementację sztucznej inteligencji i wskazuje jak sprostać związanym z tym wyzwaniom.

Opublikowany pod koniec maja raport Kyndryl People Readiness Report zbadał 25 różnych branż – z naciskiem na bankowość i finanse, produkcję, telekomunikację, ubezpieczenia, opiekę zdrowotną i energetykę w 8 krajach. Wnioski z badań nie pozostawiają wątpliwości: znaczna większość firm musi dostosować strategię wdrażania sztucznej inteligencji do swojego personelu, jeśli nie chce zostać w tyle.

Aż 71% liderów biznesowych stwierdza, że ich personel nie jest przygotowany na skuteczne wdrożenie AI. Przy tym, co zastanawiające, tylko 42% uważa budowanie zaufania pracowników do tej technologii za jedno z najważniejszych działań. Taki rozdźwięk pomiędzy świadomością a działaniem jest kluczową barierą dla sukcesu. Czy zaangażowanie personelu jest kluczem do pełnego wykorzystania AI?

Obawy pracowników zmartwieniem dyrektorów

Sztuczna inteligencja budzi obawy nie od dziś w formie historii sci-fi, ale dzisiejsze wyzwania są osadzone w realnej dynamice miejsca pracy. To z nimi mierzą się przedsiębiorstwa.

Połowa dyrektorów firm donosi, że pracownicy obawiają się utraty pracy z powodu AI, a podobna część dostrzega niechęć lub nawet wrogość wobec jej wdrażania. Mimo powszechnej implementacji sztucznej inteligencji to nastawienie stanowi poważną przeszkodę w pełnym wykorzystaniu jej potencjału.

Kolejnym wyzwaniem jest rozdźwięk między kadrami zarządzającymi operacjami biznesowymi a tymi odpowiedzialnymi za kwestie techniczne i IT. CEO oceniają nastawienie pracowników wobec AI gorzej niż CTO i CIO oraz są mniej skłonni do priorytetowego traktowania szkoleń w porównaniu do rekrutacji specjalistów. Ponadto wysiłki na rzecz budowania umiejętności pracowników w zakresie sztucznej inteligencji podejmowane są przez mniejszość firm, a gdy do nich dochodzi są często niewystarczająco dobrze zorganizowane. Wiele mówi fakt, że w co trzeciej organizacji nie zdefiniowano sfer, w których pracownicy będą potrzebowali szkoleń. Raport Kyndryl podkreśla, że tylko 36% firm wdrożyło ustrukturyzowaną strategię zarządzania zmianami w celu wsparcia wdrażania sztucznej inteligencji.

W kontrze do większości

Wobec licznych wyzwań wyłania się grupa liderów, którzy stawiają im czoła nadając tempo wdrażania sztucznej inteligencji, wyznaczając dobre praktyki i angażując się w realnie skuteczne działania.

Ich pozycję najlepiej wyjaśnia garść danych. Według raportu całkiem spora część organizacji, aż 69%, używa AI głównie do tworzenia produktów i usług albo umożliwienia wzrostu. Niemal dwukrotnie mniejsza część, 35%, w pełni zintegrowała sztuczną inteligencję ze swoimi operacjami, a jeszcze mniej liczna, 29%, twierdzi, że ich kadry są gotowe skutecznie z niej korzystać.

Firmy wysuwające się na prowadzenie we wdrażaniu AI należą do wąskiego grona 14% organizacji zaliczających się do wszystkich trzech grup.

Skąd ich wiodąca rola? Po pierwsze, wprowadzają solidną strategię zarządzania zmianą. Problemy z brakiem zaufania czy strachem przed zastąpieniem często wynikają z tego jak rewolucja w działaniu firmy kieruje emocjami ludzi. Jasny plan wdrożenia zmian adresuje i niweluje te obawy.

Drugim krokiem budowania zaufania i entuzjazmu wobec sztucznej inteligencji jest wprowadzenie dla niej ram zarządzania (governance) oraz ogólnej strategii implementacji AI. Ich utworzenie pozwala zarządowi biznesowemu oraz technicznemu pracować na jednakowych, wspólnych podstawach, co ułatwia komunikację, zmniejszając różnicę zdań i pozwala dostrzec potrzeby pracownika.

Trzeci wyróżnik to bezpośrednie dbanie o personel. Firmy wiodące we wdrażaniu AI częściej adresują wprost obawy o utratę pracy, starają się ograniczać stronniczość sztucznej inteligencji czy zapewniają otwarte kanały komunikacji i przejrzystość celów jej implementacji. Co ważne, wdrożenia są tym skuteczniejsze, im częściej pracownicy mogą się wykazać. Inicjatywy, które promują ich aktywność to m.in. tworzenie zespołów umożliwiających pracę z AI, rozszerzanie stanowisk i obowiązków o jej użycie czy zapewnianie dostępu do zdobywania zewnętrznych certyfikatów.

Ludzie ponad maszyny

Efekty takiego podejścia widać gołym okiem. Prawie 75% firm wyznaczających tempo we wdrażaniu sztucznej inteligencji w pełni przekształciło HR tak, aby uwzględniać AI, a 85% z nich deklaruje, że personel jest w pełni gotowy do sprostania związanym z nią zmianom w ciągu najbliższych 5 lat.

Liderzy są poza tym lepiej przygotowani do organizacji pracy i szkoleń swoich kadr. Mogą oni w czasie rzeczywistym inwentaryzować zdolności pracowników w obsłudze AI, łatwiej rozpoznając przy tym luki umiejętności, z którymi trzeba im pomóc. Nie powinno więc dziwić, że aż 72% zatrudnionych w tych firmach jest entuzjastycznie nastawionych wobec sztucznej inteligencji i rzadziej obawia się o utratę pracy.

Chociaż liderzy w implementacji sztucznej inteligencji znacznie wyprzedzili peleton, to pozostali wciąż mogą poprawić swoją sytuację – wystarczy zaczerpnąć z praktyk wiodących organizacji i dostrzec kluczową rolę, jaką odgrywają ludzie. Zyska się przy tym więcej, niż tylko lepsze wdrożenie technologii: będzie to także przyjazna kultura pracy oparta na zaufaniu.

Autor: Michał Zajączkowski, Dyrektor Zarządzający Kyndryl Poland

Pokolenie Z stawia na akcje zamiast nieruchomości – raport Revolut

  • Młodzi Polacy (pokolenie Z) pytani o kluczowe aktywa do długoterminowej budowy majątku, częściej wskazują na akcje spółek (27%), niż na inwestycje w rynek nieruchomości (25%). 
  • 59% Polaków inwestujących z Revolut to osoby w wieku 18-34 lat, co świadczy o rosnącym udziale młodego pokolenia wśród inwestorów aktywnych na rynku kapitałowym.
  • 42% transakcji zasilających konta inwestycyjne polskich klientów Revolut w wieku 18-24 lat to transakcje automatyczne, będące zaokrąglonymi końcówkami z codziennych płatności.
  • Choć inwestorki wciąż stanowią mniejszość, ich udział zwiększa się wśród osób młodych, od zaledwie 18% wśród klientów Revolut w wieku 35-54 lat, do 24% w przedziale 18-34 lat.
  • Głównym źródłem informacji o inwestowaniu dla pokolenia Z są w Polsce social media (21%), porady inwestycyjne online mogą być jednak ryzykowne i narażać młodych na straty.

Revolut zbadał jak inwestują młodzi Polacy. Skąd czerpią informacje o inwestowaniu? Na jakie produkty inwestycyjne stawiają? Ile średnio inwestują? Analiza objęła zagregowane dane o transakcjach klientów Revolut oraz wyniki badania opinii Revolut Money Report z 20 krajów Europy, w tym Polski, z czerwca 2025 r. Zmiana pokoleniowa w inwestowaniu jest faktem.

Jak inwestuje pokolenie Z

Powiedzieć, że młodzi inwestują inaczej niż starsze pokolenia to nic nie powiedzieć. To jedyne pokolenie, które w ogólnopolskim badaniu opinii Santander TFI z lipca 2025 r. zapytane o to gdzie kupujesz produkty inwestycyjne najczęściej wskazywało na Revolut (37%). Zarówno w badaniu Santandera (30%) jak i Revolut (21%) głównym źródłem informacji o inwestowaniu dla osób młodych są social media. Za największą różnicę międzypokoleniową można jednak uznać dobór aktywów do budowy majątku w długim terminie.Revolut Money Report - inwestycje - kluczowe aktywa

Koniec ery nieruchomości?

Wydaje się, że młode pokolenie zrywa z tradycją rodziców i dziadków, którzy budowanie majątku w długim terminie wiązali i wiążą z inwestycjami w nieruchomości. Pokolenie Z woli rynek kapitałowy. Wśród Polaków w wieku 18-24 lat akcje były kluczową klasą aktywów do budowy majątku (27% wskazań), zostawiając w tyle nieruchomości (25%). Zupełnie inaczej niż w starszych grupach wiekowych, szczególnie 34-54 lat (39%), gdzie prym wiodły nieruchomości (np. mieszkania, ziemia, fundusze REIT).

Większa różnorodność

Młodzi Polacy (18-34 lat) dominują liczebnie wśród klientów Revolut inwestujących na rynku kapitałowym (59%). Budują bardziej zdywersyfikowane portfele inwestycyjne, gdzie istotny udział (największy, względem portfeli innych grup wiekowych) mają fundusze indeksowe ETF (28%). Jeśli chodzi o regularne inwestowanie i geografię młodzi stawiają na USA, najpopularniejszymi funduszami są ETF odwzorowujące indeks S&P 500. Choć inwestorki pozostają nadal w mniejszości, ich udział zwiększa się wśród młodych, od 18% wśród klientów Revolut w wieku 35-54 lat, do 24% w przedziale 18-34 lat. To pozytywny trend.

Inwestycje automatyczne

Pokolenie Z potrafi łączyć codzienne zakupy z planowaniem przyszłości finansowej. Wielu młodych używa w tym celu mechanizmu zaokrąglania końcówek z codziennych wydatków, który automatycznie przenosi “resztę” na konto inwestycyjne. 42% transakcji zasilających konta inwestycyjne klientów Revolut w wieku 18-24 lat pochodzi z tego źródła (największy odsetek ze wszystkich grup wiekowych). Klienci Revolut z Pokolenia Z przeznaczają na inwestycje średnio 185 zł miesięcznie. Te nawyki mogą zaprocentować.

Ryzykowne porady

Badanie Revolut wskazuje, że głównym źródłem informacji o inwestowaniu dla pokolenia Z są w Polsce social media (21%). Czy to przewaga czy ryzyko? Na pytanie czy zdarzyło Ci się stracić pieniądze w efekcie finansowej porady online twierdząco odpowiedziało 27% ogółu badanych (29% w grupie 18-24 lat). Młodzi częściej niż ogół badanych (18% vs 14%) przyznawali się do niskich kwotowo strat (do 4300 zł), ale także (6% vs. 5%) tych najwyższych (ponad 21500 zł). Porady inwestycyjne z internetu mogą być ryzykowne.Revolut Money Report - inwestycje - ryzykowne porady

Obawa przed scamami

Na pytanie co niepokoi Cię najbardziej w poradach finansowych online, respondenci w Polsce wskazywali najczęściej (możliwość wyboru do 3 odpowiedzi) na oszustwa i scamy (48%), piramidy finansowe (29%) i mylące opinie (27%). Młodzi, oprócz oszustw (40%) i piramid (31%), boją się też manipulacji ceną typu Pump & Dump (27%). Znacznie mniejsze obawy, także wśród młodych, budzą porady nie dostosowane do potrzeb (14% i 12%) czy brak odpowiedzialności influencerów (14% i 15%). Do porad warto podchodzić z rezerwą.Revolut Money Report - inwestycje - obawy

“Obserwujemy wyraźną zmianę podejścia do budowania majątku i sposobu w jaki inwestuje młode pokolenie. Nie odkładają budowania swojej finansowej przyszłości do momentu zakupu mieszkania i domu. Zaczynają znacznie wcześniej, inwestują mniejsze kwoty, korzystają z narzędzi, które kiedyś były domeną wyłącznie profesjonalnych inwestorów. Trend ten jest efektem zwiększonej edukacji finansowej i dostępności nowych platform” – powiedział Rolandas Juteika, Head of Wealth & Trading (EEA) w Revolut.Revolut Money Report - inwestycje - źródła wiedzy

* * *
Źródła:
(1) Dane własne Revolut w oparciu o zagregowane dane transakcyjne klientów (od stycznia do lipca 2025 r).

(2) Pokolenia na rynku inwestycji to badanie opinii zlecone przez Santander TFI, przeprowadzone online (CAWI) w okresie kwiecień-maj na grupie 1147 Polaków, w tym 213 z pokolenia Z 18-30 lat (lipiec 2025 r)

(3) Badanie opinii Revolut Money Report zlecone firmie badawczej Dynata objęło 20021 osób pełnoletnich w 20 krajach (Szwajcarii, Niemczech, Włoszech, Grecji, Hiszpanii, Portugalii, Francji, Belgii, Holandii, Szwecji, Finlandii, Polsce, Litwie, Czechach, Słowacji, Węgrzech, Rumunii, Bułgarii, Irlandii i Wielkiej Brytanii), w tym 1000 respondentów w Polsce (17 czerwca 2025 r).

Spadająca inflacja wzmacnia rynek najmu zwrotnego. Branża liczy na dwucyfrowy wzrost liczby transakcji

Wchodzenie do Polski międzynarodowych funduszy i rekordowe transakcje najmu zwrotnego to dopiero początek. Niektórzy eksperci spodziewają się dalszego wzrostu zainteresowania tą strukturą finansowania. Jak twierdzą, sprzyja temu spadek inflacji, który zwiększa atrakcyjność stałych stawek czynszowych, zapewniając firmom stabilność kosztową i większą przewidywalność w planowaniu budżetów. Prognozuje się, że zagraniczni inwestorzy mogą jeszcze szerzej wejść na nasz rynek i powiększyć go w tym roku o 10-15% rdr. Jednak warunkiem do tego jest dalszy spadek inflacji. Gdy GUS ogłosił, że jej poziom zszedł poniżej 3%, nastąpiło pewne ożywienie. Teraz potrzebne jest utrzymanie malejącego trendu.

Echo spadającej inflacji

Rynek nieruchomości komercyjnych odnotowuje rosnącą aktywność w obszarze transakcji najmu zwrotnego (sale leaseback, SLB). Coraz większe zainteresowanie tym modelem finansowania wykazują międzynarodowe fundusze, przede wszystkim ze Stanów Zjednoczonych i z Wielkiej Brytanii, a także duże podmioty z Europy Zachodniej, które dostrzegają w Polsce znaczący potencjał rozwojowy. Jednym z kluczowych przykładów jest rekordowa w skali Europy Środkowo-Wschodniej transakcja spółki Eko-Okna. Sprzedano dwie fabryki w Kędzierzynie-Koźlu i Wodzisławiu Śląskim amerykańskiemu funduszowi za 1 mld zł.

– Po wielu udanych transakcjach w 2024 roku i rekordowej transakcji w maju 2025 roku możemy spodziewać się dalszego wzrostu zainteresowania tą strukturą finansowania. Sprzyja temu m.in. spadek inflacji, który zwiększa atrakcyjność stałych stawek czynszowych, zapewniając firmom stabilność kosztową i większą przewidywalność w planowaniu budżetów – komentuje Agnieszka Radkiewicz z INWI.

Według najnowszych danych GUS-u, poziom inflacji w sierpniu spadł poniżej 3%. Branża to wyjątkowo obserwuje i czeka na utrwalenie tego stanu w dłuższej perspektywie, żeby „pchnąć” rynek w nowym kierunku. – Ta informacja została też zauważona przez zagranicznych inwestorów, wśród których widać swego rodzaju mocniejsze ożywienie w temacie. Liczą oni, że trend spadającej inflacji jest stały i będą mogli szerzej wejść na nasz rynek. W mojej ocenie, ww. wypadkowe mogą w tym roku – oczywiście przy zachowaniu dalszej tendencji spadku inflacji – powiększyć nasz rynek nawet o 10-15%, patrząc na to rok do roku. Jest więc na co czekać – stwierdza Radkiewicz.

Z kolei dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito wyjaśnia, że spadająca inflacja teoretycznie zwiększa atrakcyjność stałego czynszu. Jednak przy tego typu transakcjach mówimy o umowach nawet 30-letnich. I pomimo faktu, że inflacja zeszła z poziomów dwucyfrowych do wskaźnika poniżej 3%, to wciąż pozostaje powyżej celu inflacyjnego NBP. Jeśli ta sytuacja się utrzyma, to stały czynsz w długim okresie nadal będzie tracił na realnej wartości, co jest zaletą i wadą w zależności od strony transakcji.

– W mojej ocenie, w warunkach spadającej inflacji najem zwrotny staje się instrumentem bardziej selektywnym, tj. nie dla wszystkich firm, bowiem w każdym przypadku kluczowa jest kalkulacja opłacalności. Przy malejącej inflacji realny koszt przyszłych czynszów zmienia się. Przedsiębiorca musi dokładnie przeanalizować, czy kapitał pozyskany ze sprzedaży przyniesie wystarczający zwrot. To szczególnie istotne przy umowach zawieranych na 20-30 lat – mówi dr Robert Orpych.

Jednym z najważniejszych motywatorów dla firm decydujących się na najem zwrotny jest odzyskanie środków zamrożonych w nieruchomościach, poprzez ich sprzedaż, a następnie wynajem. – W otoczeniu malejącej inflacji kapitał pozyskany ze sprzedaży nieruchomości nie traci na wartości nabywczej, a jednocześnie uniezależnia przedsiębiorstwo od dodatkowych zobowiązań hipotecznych. Firmy coraz częściej wolą reinwestować odzyskany kapitał w automatyzację, rozwój linii produkcyjnych czy ekspansję na nowe rynki – przekonuje Agnieszka Radkiewicz.

Proces rozłożony w czasie

Zdaniem eksperta z Uniwersytetu WSB Merito, informacja, że inflacja spadła poniżej 3% sama w sobie nie zwiększy znacząco zainteresowania najmem zwrotnym. – Przedsiębiorcy wyciągnęli wnioski z czasów wysokiej inflacji. Obawiają się, że długoterminowe zobowiązania o stałej wartości nominalnej mogą być dla nich pułapką w warunkach zmienności gospodarczej. Natomiast transakcja typu sale and leaseback to przecież zobowiązanie na dekady – zaznacza ekspert.

Jak przewiduje dr Orpych, znaczący wzrost zainteresowania najmem zwrotnym nastąpi, gdy inflacja ustabilizuje się trwale poniżej 3%, stopy procentowe spadną do poziomów sprzed okresu pandemii (nawet poniżej 2%), a przedsiębiorcy odzyskają zaufanie do stabilności gospodarczej. To oznacza, że prawdziwy boom na sale and leaseback jest dopiero przed nami.

– Po okresie podwyższonych stóp procentowych i dużej niepewności rynkowej, już pojawiają się wyraźne sygnały poprawy. Obniżające się stopy procentowe redukują koszt kapitału zarówno dla inwestorów, jak i najemców, co bezpośrednio przekłada się na korzystniejsze warunki transakcyjne – zwraca uwagę ekspertka z INWI.

W opinii Agnieszki Radkiewicz, w miarę jak Europa zmierza ku środowisku niższych stóp procentowych, transakcje sale leaseback w Polsce zaczynają odgrywać kluczową rolę w strategiach finansowych przedsiębiorstw oraz portfelach inwestycji nieruchomościowych. – Rosnący popyt w sektorach takich, jak logistyka, przemysł czy handel detaliczny, sprawia, że rynek najmu zwrotnego nieruchomości w Polsce jest przygotowany na utrzymanie trendu wzrostowego w nadchodzących latach, zwłaszcza w obliczu wyzwań związanych ze spowolnieniem gospodarczym i zarządzaniem zadłużeniem – podkreśla ekspertka.

Natomiast dr Orpych przewiduje, że normalizacja stóp procentowych będzie procesem rozłożonym w czasie. – Obecnie, pomimo obniżania, wciąż pozostają na relatywnie wysokim poziomie. Fundusze oczekują określonej rentowności na poziomie co najmniej 7-8% rocznie. To przekłada się na wysokie czynsze i nie pozostaje bez wpływu na popularność tego instrumentu – zauważa ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Decydujący pieniądz

Do tego dr Robert Orpych dodaje, że sale and leaseback może być atrakcyjnym rozwiązaniem, zwłaszcza dla firm potrzebujących płynności. Jest to bezpieczna metoda pozyskania kapitału ze sprzedaży nieruchomości, stale zyskująca na popularności w naszym kraju. Dodatkowo czynsz stanowi koszt uzyskania przychodu, co samo w sobie jest korzystne podatkowo.

– W obecnym otoczeniu gospodarczym, charakteryzującym się rosnącymi potrzebami inwestycyjnymi, transakcje typu sale and leaseback pozwalają firmom zachować stabilność finansową. Wykorzystując ten mechanizm, firmy mogą odmrozić swój kapitał i zainwestować go w rozwój działalności, nowe technologie lub spłatę zobowiązań. Jednocześnie zachowują prawo do korzystania z nieruchomości na dogodnych warunkach najmu, bez wpływu na bieżącą działalność operacyjną – wskazuje Agnieszka Radkiewicz.

Ekspert z Uniwersytetu WSB Merito zastrzega jednak, że ostatecznie suma czynszów w długim okresie znacznie przekroczy wartość sprzedanej nieruchomości. Dodaje również, że koszty wynajmu będą obciążały wynik operacyjny przez lata. To nie jest więc uniwersalnym rozwiązaniem dla każdego przedsiębiorstwa. Jego atrakcyjność zależy od strategii i potrzeb konkretnej firmy. Podmiot posiadający nadwyżki finansowe, który nie musi pilnie pozyskiwać kapitału, może w ogóle nie rozważać takiej opcji. Co więcej, najem zwrotny nie jest też tak bardzo atrakcyjny dla firm, które w najbliższym czasie planują restrukturyzację lub chcą zachować pełną kontrolę nad swoją nieruchomością. Jej utrata może stanowić poważne ograniczenie, jeśli firma będzie chciała dostosować nieruchomość do zmieniających się warunków rynkowych lub swoich strategicznych potrzeb.

– Polska gospodarka, szczególnie sektor przemysłowy i logistyczny, obecnie znajduje się w fazie intensywnej transformacji, napędzanej inwestycjami w nowe technologie i automatyzację. W tym kontekście firmy muszą konsekwentnie stawiać na rozwój i modernizację. Transakcje typu sale and leaseback umożliwiają im uwolnienie kapitału z nieruchomości i przeznaczenie go na unowocześnianie linii produkcyjnych czy wdrażanie zautomatyzowanych systemów magazynowych – podsumowuje ekspertka z INWI.

Złoto znów bije rekordy. Skąd ten skok cen?

Notowania złota biją kolejne rekordy, a cena spot w poniedziałek przekroczyła poziom 3,6 tys. dolarów za uncję. Także w polskiej walucie kruszec kosztuje najwięcej w historii, przebijając pułap 13 tysięcy złotych. Co stoi za tymi wzrostami?

Po pierwsze, na najnowszy wzrost notowań wpłynęły słabe dane z rynku pracy w USA. W sierpniu przyrost miejsc pracy był znacznie niższy od oczekiwań (tylko 22 000 nowych miejsc pracy wobec oczekiwanych 75 000), co zwiększyło oczekiwania inwestorów na rychłą obniżkę stóp procentowych przez amerykańską Rezerwę Federalną.

Spowolnienie na rynku pracy sugeruje, że Fed będzie zmuszony złagodzić politykę monetarną, co z kolei sprzyja wzrostowi cen złota jako aktywa bezpiecznego. Swoje “trzy grosze” mógł dorzucić także Donald Trump, nakładając cła w wysokości 50 proc. na towary importowane z Indii. To może w tym roku obniżyć indyjski PKB o co najmniej 0,5 proc.

Do tego trzeba dołożyć osłabienie wartości dolara amerykańskiego, co również przyczyniło się do wzrostu wartości złota. Wciąż duże znaczenie ma też niepewność geopolityczna, w tym brak porozumienia pokojowego między Rosją a Ukrainą. To też skłania inwestorów do poszukiwania bezpiecznych aktywów takich jak złoto.

Połączenie słabszych danych makroekonomicznych w USA, oczekiwań na cięcia stóp procentowych przez Fed, osłabienia dolara oraz niepewności geopolitycznej spowodowało rekordowy wzrost ceny złota do poziomu powyżej 3600 USD za uncję. Nowy rekord królewski kruszec ustanowił także w rodzimej walucie, przekraczając 13 000 złotych.

Inwestorzy czekają na ruch Fed…

Nie da się jednak ukryć, że za dynamicznymi wzrostami stoją przede wszystkim oczekiwania wobec polityki Rezerwy Federalnej. Po wystąpieniu Jerome’a Powella podczas dorocznego sympozjum w Jackson Hole inwestorzy uznali, że pierwsza obniżka stóp procentowych w USA jest już praktycznie przesądzona i może nastąpić we wrześniu.

Rynek wycenia, że Fed zdecyduje się na cięcie o 25 punktów bazowych, a dalsze ruchy będą uzależnione od napływających danych gospodarczych. Powell jednoznacznie przyznał, że „otworzyło się okno” do łagodzenia polityki pieniężnej, ale podkreślił, że proces ten będzie przebiegał ostrożnie i w wolniejszym tempie niż sugerują politycy i część inwestorów.

Polityczny kontekst decyzji Fed jest wyjątkowo napięty. Prezydent Donald Trump od wielu tygodni domaga się radykalnych obniżek, wskazując m.in. na rekordowe koszty obsługi długu publicznego Stanów Zjednoczonych, który przekroczył już 37 bilionów dolarów.

… i obawiają się o niezależność tej instytucji

Dodatkowo niepokój na rynkach wywołała decyzja Trumpa o zwolnieniu Lisy Cook, członkini Rady Gubernatorów Fed. To wydarzenie stało się symbolem podważania niezależności banku centralnego i wzmocniło niepewność co do jego stabilności. Dla inwestorów takie sygnały to impuls do szukania bezpiecznych aktywów, a złoto w tej roli sprawdza się najlepiej.

Do wzrostu notowań przyczyniły się także zawirowania na rynku fizycznego kruszcu. W sierpniu okazało się, że część sztabek złota importowanych do USA, m.in. ze Szwajcarii, objęto dodatkowymi taryfami celnymi. Choć później administracja amerykańska zapowiedziała wyłączenie złota z tej listy, rynek do dziś pozostaje zaniepokojony.

W efekcie powstały przejściowe niedobory w dostawach i wzrosła różnica między ceną spot a notowaniami kontraktów terminowych, która w szczytowym momencie przekraczała 100 USD za uncję. Takie zakłócenia zwiększają zmienność i skłaniają uczestników rynku do dalszego zabezpieczania pozycji w złocie.

Ile kruszcu chcą mieć Chiny?

Nie mniej istotnym czynnikiem pozostaje polityka banków centralnych, przede wszystkim w Azji. Ludowy Bank Chin oficjalnie deklaruje posiadanie nieco ponad 2300 ton złota, jednak niezależne szacunki mówią nawet o ponad 5000 tonach.

Różnice w raportowanych danych handlowych pomiędzy Kanadą a Chinami wskazują, że rzeczywisty poziom zakupów jest znacznie wyższy niż oficjalnie przyznawany. Jednocześnie z Ameryki Południowej płyną informacje o rekordowych dostawach. Peru już w pierwszej połowie roku sprzedało do Chin więcej złota niż w całym roku poprzednim.

Takie działania świadczą o tym, że złoto traktowane jest jako strategiczny element rezerw, a popyt ze strony banków centralnych pozostaje jednym z fundamentów obecnego trendu wzrostowego.

NBP: nawet 30 proc. złota w polskim skarbcu

Polski wątek na rynku złota jest równie interesujący. Narodowy Bank Polski od dłuższego czasu deklaruje chęć utrzymywanie rezerw złota powyżej 20 procent wartości aktywów, a w lipcu dokonał symbolicznej sprzedaży około 150 kilogramów, pokazując gotowość do aktywnego zarządzania tym składnikiem.

Prezes NBP Adam Glapiński zapowiedział też, że złoży wniosek o zwiększenie udziału złota w rezerwach nawet do 30 procent. Jeśli decyzja ta zostałaby zrealizowana, oznaczałoby to konieczność zakupu kilkuset ton dodatkowego kruszcu, co miałoby istotny wpływ nie tylko na krajowe rezerwy, ale i na globalny rynek złota.

Jednocześnie Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na symboliczną obniżkę stóp procentowych do poziomu 4,75 procent, sygnalizując ostrożne luzowanie polityki pieniężnej. W tle pozostaje rosnący deficyt budżetowy, który w 2025 roku ma wynieść 6,9 procent PKB – najwyżej w historii – oraz wydatki na zbrojenia i świadczenia socjalne.

5000 USD za uncję na horyzoncie?

Banki inwestycyjne coraz częściej podnoszą swoje prognozy cenowe dla złota. JPMorgan wskazuje, że w perspektywie 2026 roku notowania mogą sięgnąć nawet 4000 USD za uncję, a Goldman Sachs w scenariuszu bazowym widzi poziomy 3700-4000 USD, z możliwością wybicia wyżej w razie dalszej eskalacji napięć politycznych i utraty zaufania do Fed.

Niektóre analizy zakładają, że w ekstremalnych warunkach, przy silnym odpływie od dolara i dalszej akumulacji przez banki centralne, złoto mogłoby dojść nawet do 4500-5000 USD. Jesteśmy w fazie, w której złoto łączy sygnały krótkoterminowe z trwałą zmianą strukturalną popytu.

Z jednej strony mamy oczekiwania na obniżki stóp w USA i osłabienie dolara, z drugiej – niepewność polityczną i instytucjonalną wokół Fed oraz rosnące zakupy banków centralnych, szczególnie w Azji. Wszystko to sprawia, że złoto pozostaje aktywem strategicznym, a dla inwestorów indywidualnych to fundament zdywersyfikowanego portfela.

Autor: Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver i Goldenmark

Chaos polityczny w Japonii i Francji, USD traci – ropa naftowa w górę

Mapa ryzyk politycznych, geopolitycznych i gospodarczych niestety staje się coraz gęstsza, a kolejne państwa tracą swoich premierów. Słabe dane z amerykańskiego rynku pracy osłabiają USD i umożliwiają zakończenie trwających od tygodni konsolidacji. Wycena ropy naftowej odbija po niespodziance ze strony OPEC+.

Ryzyko za ryzykiem

Zdecydowanie żyjemy w czasach, kiedy w polityce i geopolityce nie może być nudno. W weekendowych, zmasowanych bombardowaniach Ukrainy przez rosyjskiego agresora (określanych jako najbardziej intensywne od początków wojny) nie tylko znowu zginęli cywile, ale zaatakowana została również siedziba rządu w Kijowie. Przedstawiciele amerykańskiej administracji nazywają te działania eskalacją, a prezydent Donald Trump ponownie podsyca spekulacje o nałożeniu nowych sankcji na Rosję. W weekend rezygnację złożył japoński premier Shigeru Ishiba, co otwiera nowy rozdział w tamtejszej polityce i rozpoczyna walkę o najwyższy urząd. Zamieszanie w jednej z największych gospodarek świata uderza w jej walutę i to dwoma kanałami. Z jednej strony sama niepewność uderza w JPY (USD/JPY sięga 148 ¥), z drugiej strony nie pomaga możliwe przejęcie teki premiera przez przeciwnika restrykcyjnej polityki fiskalnej. Japończycy postanowili ubiec Francuzów, którzy prawdopodobnie już wieczorem stracą swojego szefa rządu. Francois Bayrou wystąpi dziś o wotum zaufania do parlamentu (z powodu braku poparcia dla swojej propozycji budżetu), ale arytmetyka jest dla niego nieubłagana i nic nie wskazuje na to, aby miał je uzyskać. W ten sposób druga gospodarka UE straci już trzeciego premiera od początku 2024 roku. Kolejny krok będzie należał do prezydenta Emmanuela Macrona. Albo wyznaczy on nowego szefa rządu, który będzie szukał poparcia w parlamencie albo od razu rozpisze wybory. Niezależnie od ostatecznej decyzji Pałacu Elizejskiego, niekończący się chaos polityczny we Francji z pewnością nie pomaga ani Wspólnocie, ani euro. A to dobra informacja dla osłabionego dolara.

USD pod presją, PLN zyskuje

Piątkowe słabe dane z amerykańskiego rynku pracy nie pozostawiły wątpliwości, że FOMC zetnie stopy już 17 września. Co więcej do gry weszła nawet opcja obniżki od razu o 50 pb (FedWatch od CME Group wskazuje na 10% szansę takiego ruchu). Nawet jeśli 17 września obniżka zgodnie z oczekiwaniami wyniesie 25 pb, to nie umilkną rozważania o dalszej ścieżce luzowania. Ostatni odczyt wysokiej wagi, czyli wskaźnik inflacji CPI dla USA, zobaczymy w czwartek. Na ten moment coraz wyraźniej realizuje się scenariusz, w którym Amerykanie dopiero wchodzą na ścieżkę obniżek stóp (a strefa euro ma już ją za sobą). Potwierdzeniem tego scenariusza ma być czwartkowa decyzja EBC o utrzymaniu kosztu pieniądza (druga z rzędu). Fundamentalnie taki układ powinien osłabiać USD i wspierać EUR, któremu w zyskach szkodzić może teraz głównie sytuacja wewnętrzna (np. polityka we Francji). Kurs EUR/USD po piątkowych danych zza oceanu wyszedł górą z trwającej ponad miesiąc konsolidacji i dotarł na lokalne szczyty przy 1,176 $. W poniedziałek eurodolar wrócił w zasięg trendu bocznego, ale po południu przeprowadza retest jego górnego ograniczenia. Układ szerokiego rynku przekłada się na zyski złotego, który spycha kursy głównych walut coraz niżej. Kurs EUR/PLN zszedł poniżej 4,25 zł, kurs USD/PLN poniżej 3,62 zł. Widać mimo wszystko oznaki zwrotu ku bezpiecznym przystaniom, ale taki walor jest aktualnie najlepiej widoczny na franku, a kurs CHF/PLN zbliżył się do 4,56 zł.

OPEC+ pomaga ropie

Po bardzo słabym pierwszym tygodniu września (zniżka o ponad 3% i wyrównanie sierpniowych minimów), ropa naftowa wraca do łask. Główna pomoc dla wyceny surowca przyszła ze strony OPEC+. Na pierwszy rzut oka decyzja o zwiększeniu podaży powinna skutkować odwrotnym zachowaniem czarnego złota. Jednak w tym wypadku mieliśmy do czynienia z klasycznym rynkowym hasłem kupuj plotki, sprzedawaj fakty. Inwestorzy spodziewali się odważniejszej decyzji kartelu, a październikowe zwiększenie produkcji będzie najniższym od kilku miesięcy. Oczywiście w przypadku OPEC+ od razu pojawiły się spekulacje, że najnowsze uzgodnienia organizacji to nie tylko efekt obaw o popyt na ropę. Odpowiedzialni mają być też sami członkowie kartelu, których część zwiększyła już wydobycie ponad ustalone limity, więc październikowy pułap ma być po prostu odzwierciedleniem rzeczywistości. Analitycy wskazują na dodatkowy element prowzrostowy dla ropy, czyli podobno zbliżający się wreszcie pakiet sankcji wymierzony przez USA w Rosję. Przed godz. 14 baryłka ropy Brent wyceniana jest na 66,75 $.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Czy skrócony tydzień pracy w produkcji i logistyce jest możliwy? Dla pracowników fizycznych może być problemem

Skrócony tydzień pracy zyskał wielu zwolenników na świecie – we Francji od lat funkcjonuje 35-godzinny standard, a w Wielkiej Brytanii aż 92% firm uczestniczących w największym pilotażu zdecydowało się wprowadzić to rozwiązanie na stałe. W Polsce rozmowa na ten temat toczy się głównie wokół pracowników biurowych, tymczasem Smart Solutions HR kieruje uwagę na produkcję i logistykę. To właśnie tam pojawia się najważniejsze pytanie: czy krótszy tydzień pracy można wprowadzić w sektorach, które wymagają stałej obecności pracowników?

Ramy prawne i organizacyjne

Obowiązujące przepisy przewidują, że czas pracy w Polsce nie może przekraczać 8 godzin na dobę i przeciętnie 40 godzin tygodniowo w pięciodniowym rozkładzie. Kodeks pracy dopuszcza jednak system równoważny, pozwalający na wydłużenie dnia pracy do 12 godzin, co w praktyce otwiera drogę do bardziej elastycznego planowania grafików. W przypadku pracowników blue-collar krótszy tydzień pracy wymaga jednak nie tylko zmian formalnych, ale także przeorganizowania funkcjonowania zakładów – od harmonogramów produkcji, przez system zmian, aż po logistykę wewnętrzną i zaplecze socjalne.

W przypadku pracowników tymczasowych, sezonowych oraz zatrudnionych na stanowiskach niższego szczebla, gdzie rozliczenie odbywa się na podstawie przepracowanych godzin, czterodniowy tydzień pracy może wydawać się mało praktycznym rozwiązaniem. Wynagrodzenie tych osób jest bezpośrednio zależne od liczby roboczogodzin, a skrócenie tygodnia pracy mogłoby oznaczać realny spadek dochodów, który musiałby zostać w jakiś sposób wyrównany. Dostosowanie skróconego tygodnia do branż opartych na pracy fizycznej może stanowić większe wyzwanie niż w przypadku pracowników biurowych, ale na szczęście nie jest niemożliwe. Kluczem jest odpowiednie przygotowanie – wskazuje Natalia Myskova, Prezes Zarządu Smart Solutions HR.

Perspektywa zakładów

Pracodawcy podkreślają, że każda reorganizacja systemu pracy musi zachować integralność procesów produkcyjnych i operacyjnych. W zakładach przemysłowych i centrach logistycznych kluczowe znaczenie ma nieprzerwana działalność – nawet niewielkie braki kadrowe czy przesunięcia czasowe wymagają dostosowania grafików, co może wpływać na płynność dostaw i organizację transportu. Dobrym przykładem jest firma ML System z Rzeszowa, która produkuje zaawansowane technologicznie szkło. Przedsiębiorstwo wprowadziło czterodniowy tydzień pracy, zwiększając czas jednej zmiany z 8 do 10 godzin. Dzięki temu udało się utrzymać dotychczasową wydajność, a efektywność wzrosła o 5%. Poprawiły się także morale pracowników i spadła rotacja, co pokazuje, że dobrze zaplanowane wdrożenie może przynieść wymierne efekty.

Największym wyzwaniem przy wdrożeniu czterodniowego tygodnia pracy w zakładzie produkcyjnym jest takie zorganizowanie procesów oraz przestrzeni produkcyjnej, aby utrzymać dotychczasową efektywność pracy wykonywanej obecnie w systemie pięciodniowym. Wymaga to przede wszystkim reorganizacji rozkładu zmian, dostosowania harmonogramów produkcji oraz odpowiedniego przygotowania zaplecza, takiego jak szafki pracownicze, kantyny czy transport. Należy również pamiętać, że każdy zakład produkcyjny funkcjonuje w ramach określonych ograniczeń – zarówno przestrzennych, jak i wydajnościowych – dlatego kluczowe będzie znalezienie rozwiązań, które pozwolą zachować ciągłość i jakość produkcji przy zmienionej organizacji pracy – podkreśla Hanna Wilkoszyńska, HR Business Partner w HL Display Gliwice Factory & RDC.

Testowanie nowych rozwiązań zawsze przynosi pozytywne efekty zarówno dla pracowników, jak i organizacji. Dla pracownika na pewno początkowym problemem staje się przystosowanie do nowego systemu pracy. Wiele osób nie lubi zmian, burzy to ich ład oraz wprowadza chaos. Wprowadzenie jakiegokolwiek rozwiązania bez możliwości przetestowania wprowadza zamieszanie, które odbija się na efektywności produkcji. Im więcej czasu na przygotowanie się do zmiany mają pracownicy i organizacja, tym łatwiej da się ją wprowadzić i szybciej przynosi zamierzony efekt – dodaje Grzegorz Moskwa, specjalista ds. personalnych, Hilton Foods Poland.

Między kosztami a korzyściami

Z perspektywy Smart Solutions HR kluczowym wyzwaniem przy wdrażaniu krótszego tygodnia pracy dla pracowników blue-collar jest nie tylko aspekt organizacyjny, ale także wpływ takiej zmiany na całą strukturę kosztów przedsiębiorstwa. W zakładach produkcyjnych i magazynach mniejsza liczba dni pracy wymaga często dodatkowego planowania nadgodzin, utrzymania dostępności maszyn i ciągłości łańcuchów dostaw.

Skrócony tydzień pracy może być bardziej korzystny dla firm, które stawiają na efektywność i dobrostan swoich pracowników. Największą korzyścią jest poprawa work-life balance – pracownicy, mając więcej czasu na regenerację, są bardziej zmotywowani, mniej narażeni na wypalenie zawodowe, a to bezpośrednio przekłada się na ich efektywność. Oczywiście, nie każda branża będzie mogła łatwo dostosować się do tego modelu. Produkcja, logistyka czy służba zdrowia wymagają obecności pracowników przez większość dni tygodnia, a skrócenie czasu pracy może oznaczać dodatkowe koszty – mówi Agnieszka Kolanowska, Strategic Partnership Manager w Smart Solutions HR.

Pilotaż czterodniowego tygodnia pracy

W Polsce ruszył nabór do pilotażu czterodniowego tygodnia pracy, którego celem jest ocena skuteczności tego modelu w różnych branżach, także w produkcji i logistyce. Firmy, które zdecydują się na udział w projekcie, mogą otrzymać do 200 tys. zł wsparcia finansowego na pokrycie kosztów wdrożenia. Założeniem programu jest skrócenie tygodnia pracy do czterech dni przy zachowaniu wynagrodzenia i pełnej efektywności. Eksperci będą monitorować wpływ zmian na produktywność, dobrostan pracowników i koszty operacyjne. Udział jest dobrowolny, a decyzja o kontynuacji modelu po zakończeniu programu zostanie oparta na wynikach analizy.

W jaki sposób można skrócić tydzień pracy?

Form skrócenia tygodnia pracy jest kilka. Jednym z rozwiązań jest wydłużenie dobowych zmian i rozłożenie ich na cztery dni, tak aby tygodniowy czas pracy pozostał bez zmian. Inne podejście to stopniowe wprowadzanie dodatkowych dni wolnych, np. jednego piątku w miesiącu, co pozwala sprawdzić wpływ takiego systemu na organizację. Z sondażu przeprowadzonego przez Research Partner na panelu Ariadna wynika, że 57% Polaków preferowałoby model czterodniowy, podczas gdy 17% wolałoby skracanie godzin każdego dnia. Jednocześnie 70% badanych obawia się, że zmiana mogłaby wiązać się z obniżeniem pensji.

Choć wprowadzenie krótszego tygodnia pracy wśród pracowników blue-collar wiąże się z szeregiem wyzwań organizacyjnych i finansowych, Smart Solutions HR podkreśla, że temat ten nie powinien być odkładany na później. Międzynarodowe doświadczenia pokazują, że zmiana, odpowiednio przygotowana i wsparta testami, może przynieść wymierne korzyści – od poprawy kondycji i motywacji pracowników po większą lojalność wobec pracodawcy.

Pharmena ma umowę na wykonanie badań biokompatybilności swojego przyszłego wyrobu medycznego na trudno gojące się rany

Pharmena SA, biotechnologiczna spółka notowana na głównym parkiecie GPW, zawarła umowę ze specjalistyczną firmą na opracowanie Planu Oceny Biologicznej, wykonanie badań związanych z oceną biokompatybilności wyrobu medycznego oraz opracowanie Raportu Oceny Biologicznej przyszłego wyrobu medycznego przeznaczonego do stosowania w trudno gojących się ranach. Proces biokompatybilności jest ostatnim etapem przed badaniami klinicznymi.

Trudno gojące się rany to poważny problem medyczny i społeczny, który szczególnie dotyka pacjentów z chorobami przewlekłymi, takimi jak cukrzyca. W takich przypadkach naturalne procesy gojenia są zaburzone – rany mogą utrzymywać się tygodniami lub miesiącami, prowadząc do powikłań, infekcji, a nawet amputacji. Naszym celem jest stworzenie skutecznego i bezpiecznego produktu, który będzie realną odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie rynku i potrzeby pacjentów – powiedziała Marzena Wieczorkowska, wiceprezes zarządu Pharmena SA. Podpisanie umowy na wykonanie badań biokompatybilności to bardzo ważny krok na drodze do rozpoczęcia badań klinicznych naszego wyrobu medycznego – dodaje.

Pod koniec 2023 roku Spółka poinformowała o rozpoczęciu prac nad wdrożeniem produktu na rynek. Pharmena ma już za sobą kilka kamieni milowych w tym projekcie. Spółka dokonała już opracowania koncepcyjnego oraz stworzenia wstępnej receptury.

W lipcu br. Spółka zawarła umowę ze specjalistyczną firmą z branży na opracowania dokumentacji wyrobu medycznego oraz wytworzenie serii walidacyjnych przyszłego wyrobu medycznego. Produkty wytworzone w ramach serii walidacyjnych zostaną przeznaczone do badań klinicznych wyrobu, potwierdzających jego skuteczność.

Wcześniej Pharmena zleciła także opracowanie i walidację metody analizy zawartości substancji czynnych w przyszłym wyrobie medycznym. Opracowana metoda analizy ma zostać zastosowana w dalszym rozwoju projektu oraz po jego komercjalizacji, w trakcie procesu produkcyjnego zgodnie ze standardem dobrej praktyki produkcyjnej – GMP.

Po zakończeniu procesu biozgodności wyrobu, polska spółka biotechnologiczna będzie mogła przejść do badania klinicznego oraz certyfikacji. Po zakończeniu formalności produkt Pharmeny trafi do sprzedaży na rynku Unii Europejskiej, co jak zakłada Spółka nastąpi w 2027 r.

Globalny rynek trudno gojących się ran w 2022 roku oszacowano na ponad 20 mld USD, z czego blisko 20% stanowiły produkty do zastosowania w warunkach domowych. Prognozy wskazują, że rynek ten będzie rozwijać się w tempie ok. 5,5% rocznie w ciągu najbliższej dekady.

cyber_Folks rozpoczyna emisję akcji na sfinansowanie przyszłych M&A

Zarząd cyber_Folks zdecydował o rozpoczęciu procesu budowania księgi popytu na nie więcej niż 1.134.400 nowych akcji w celu pozyskania finansowania na realizacje transakcji M&A. Aktualnie Grupa ma zidentyfikowane 5 potencjalnych celów akwizycyjnych o jednostkowej wartości 15 – 150 mln euro. W perspektywie 12 miesięcy Grupa może przeprowadzić jedną lub kilka transakcji o łącznej wartości do 1 mld zł, które zostaną sfinansowane wpływami z emisji akcji lub z wykorzystaniem również finansowania dłużnego.

Podwyższenie kapitału zakładowego o maksymalnie 8 proc. dotychczasowych akcji zostanie przeprowadzone w granicach uchwalonego przez Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy w maju 2025 r. kapitału docelowego.

– Emisja akcji strategicznie wzmocni nasze działania w obszarze M&A. Dzięki pozyskaniu finansowania już na tym etapie zyskamy większą elastyczność i skuteczność negocjacyjną, podobnie jak miało to miejsce przy okazji przejęcia MailerLite przez Vercom, po udanym IPO. Analizujemy kilka podmiotów, które potencjalnie wzmocnią naszą bazę klientów i międzynarodową obecność, umożliwiając osiągnięcie synergii sprzedażowych, kosztowych oraz R&D. – komentuje Jakub Dwernicki, prezes cyber_Folks.

Zgodnie z założeniami Grupy, potencjale cele akwizycyjne to podmioty technologiczne, działające w obszarach, w których Grupa cyber_Folks jest już obecna. Realizacja ewentualnych transakcji wzmocni bazę klientów, szansę na działania cross-sell, międzynarodową pozycję i geograficzną dywersyfikację przychodów, jak również osiągniecie synergii w działaniach R&D i  zagranicznej sprzedaży produktów Grupy. Ich wyceny EV/EBITDA wahają się od wysokich wartości jednocyfrowych do średnich dwucyfrowych – w oparciu o prognozy na 2026 r., z uwzględnieniem zidentyfikowanych synergii.

– Planowane przejęcia powinny zwiększyć przychody z obecnych lub nowych rynków zagranicznych, wzmacniając naszą pozycję w Europie – dodaje Dwernicki.

Emisja przeprowadzana jest w drodze subskrypcji prywatnej i skierowana do inwestorów kwalifikowanych, z wyłączeniem w całości prawa poboru. Jednocześnie dotychczasowym akcjonariuszom cyber_Folks, którzy według stanu na koniec dnia 5 września 2025 r. posiadali co najmniej 0,5% akcji Spółki, będzie przysługiwało prawo pierwszeństwa w zakresie objęcia nowych akcji w liczbie umożliwiającej utrzymanie ich udziału w ogólnej liczbie głosów na Walnym Zgromadzeniu Spółki na poziomie sprzed emisji akcji serii E.

8 września 2025 r. cyber_Folks zawarła umowę plasowania akcji z mBank S.A. – Biuro Maklerskie oraz Wood & Company Financial Services, a.s. Spółka Akcyjna, Oddział w Polsce.

Firmy wracają do biur – rośnie średnia powierzchnia najmu

Zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe w Polsce rośnie, szczególnie w ośrodkach regionalnych. Tendencja do redukcji zajmowanych powierzchni odwraca się, firmy zaczynają zwiększać przestrzeń do pracy.

– Coraz silniej przebijająca się potrzeba powrotu do pracy stacjonarnej to dobry sygnał dla sektora biurowego. Nowych inwestycji biurowych jest nadal jak na lekarstwo, ale zainteresowanie najmem rośnie, co w ostatnich miesiącach mogliśmy obserwować przede wszystkim na rynkach regionalnych. Dobrym prognostykiem dla sektora biurowego jest też wzrastająca średnia powierzchnia najmu – informuje Mateusz Strzelecki, Partner / Head of Tenant Representation w Walter Herz. – Miasta regionalne wyprzedzają Warszawę pod względem popytu i liczby projektów w realizacji. Warszawski rynek notuje natomiast wyższy przyrost nowej podaży, który w regionach jest tym roku znikomy – dodaje.

Skok popytu na biura w regionach

Na wszystkich rynkach biurowych dominują renegocjacje umów. Firmy wolą przedłużać kontrakty niż przenosić się do innych lokalizacji. W zajmowanych biurach zatrzymują je wysokie koszty związane z relokacją. Trend najbardziej pogłębia się w Krakowie i Wrocławiu, gdzie odnawianych umów jest najwięcej. Istotne jednak, że w największych miastach w Polsce w ostatnich miesiącach notowany jest spory wzrost zapotrzebowania na powierzchnie biurowe.

Wzmożona aktywność najemców sprawiła, że do połowy bieżącego roku na 8 największych rynkach regionalnych, poza Warszawą wynajęte zostało łącznie niemal 400 tys. mkw. powierzchni. A to oznacza ponad  50 proc. wzrost łącznego popytu w regionach drugim kwartale br. w porównaniu z tym samym okresem w 2024 roku.

W pierwszym półroczu 2025 roku w Warszawie do najemców trafiło natomiast około 300 tys. mkw. biur, podobna ilość, jak rok wcześniej.

W strukturze regionalnego popytu wybija się Kraków, którego udziałem był w ostatnich miesiącach największy wzrost zapotrzebowania na powierzchnie. W drugim kwartale br. w stolicy Małopolski wolumen wynajmu był zbliżony do popytu w Warszawie. Na krakowskim rynku biurowym, jak oblicza Walter Herz, do połowy tego roku zakontraktowane zostało przeszło 170 tys. mkw. powierzchni, we Wrocławiu podpisane zostały umowy na ponad 80 tys. mkw. biur, a w Trójmieście chłonność rynku przekroczyła w tym czasie 50 tys. mkw. Wiodącą rolę poza Warszawą niezmiennie odegrali najemcy z branży IT i sektora usług dla biznesu.

Nowe projekty inicjowane tylko w Warszawie

Wysokie koszty realizacji inwestycji oraz utrzymujący się w regionach spory poziom pustostanów, przekraczający średnio 17 proc. sprawia, że inwestorzy wstrzymują się z budową nowych projektów. Regiony zyskały w tym roku tylko śladową ilość nowej powierzchni, dzięki ukończeniu w Poznaniu niewielkiego budynku biurowego.

W Warszawie z kolei w pierwszym półroczu br. oddane zostało 85 mkw. nowej powierzchni w czterech projektach. Ukończony został m.in. budynek biurowy The Bridge (47 tys. mkw.) i Office House (27 tys. mkw.) w wielofunkcyjnym kompleksie T22. W drugiej połowie roku na warszawskim rynku planowane jest oddanie do użytkowania projektu V-Tower (32 tys. mkw.) i budynku Studio A (26 tys. mkw.).

W realizacji pozostaje m.in. wieża biurowa Skyliner II i Upper One. W trakcie przygotowania do budowy są natomiast w Warszawie kolejne budynki w kompleksie VIBE, nowy biurowiec w inwestycji przy Towarowej 22 oraz projekt LightOn Warsaw (23 tys. mkw.), zlokalizowany przy ulicy Prostej 69. Współczynnik powierzchni niewynajętej w Warszawie oscyluje w okolicy 10 proc., utrzymując się na stabilnym poziomie.

W całej biurowej Polsce w budowie pozostaje zaledwie przeszło 320 tys. mkw. powierzchni, w tym 190 tys. mkw. łącznie w największych miastach regionalnych i 130 tys. mkw. w Warszawie. Na krakowskim rynku, gdzie buduje się najwięcej, w realizacji jest około 65 tys. mkw. powierzchni, a w Poznaniu przeszło 50 tys. mkw.

Jeśli planowane terminy oddania inwestycji zostaną przez deweloperów dotrzymane, krajowe zasoby biurowe mają szansę zwiększyć się w tym roku o ponad 200 tys. mkw. nowej powierzchni, szacują analitycy Walter Herz.

AGH współtworzy pierwszy w Polsce magazyn energii oparty na sile grawitacji

Transformacja energetyczna Europy wymaga nie tylko inwestycji w odnawialne źródła energii, lecz także w innowacyjne metody jej magazynowania. Jednym z najciekawszych przedsięwzięć w tym obszarze jest GrEnMine (Gravitational Energy storage in the post-Mine areas) – międzynarodowy projekt, którego celem jest wykorzystanie terenów pogórniczych jako nowoczesnych magazynów energii grawitacyjnej.

Nowa energia dla starych miejsc

Idea stojąca za GrEnMine opiera się na prostym, a jednocześnie efektywnym mechanizmie fizycznym – wykorzystaniu siły grawitacji. Energia jest magazynowana poprzez podnoszenie ciężkich bloków (np. betonowych lub stalowych) w momencie nadwyżki energii elektrycznej w systemie. Gdy pojawia się zapotrzebowanie, masy są opuszczane w dół, a wytwarzana energia trafia z powrotem do sieci.

W przeciwieństwie do magazynów bateryjnych, rozwiązania grawitacyjne nie wymagają użycia metali ziem rzadkich, charakteryzują się długą żywotnością i nie generują trudnych do zagospodarowania odpadów. To sprawia, że są bardziej przyjazne środowisku i wpisują się w koncepcję gospodarki cyrkularnej.

Zadania AGH: od geotechniki po transformację regionów

Kluczową rolę w projekcie odgrywa Centrum Energetyki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Zespół ekspertów opracowuje szczegółowe modele geotechniczne terenów pokopalnianych, oceniając ich stabilność oraz potencjał do lokalizacji ciężkich systemów magazynujących energię.

Stworzenie polskiego magazynu energii grawitacyjnej to istotny krok w stronę niezależności energetycznej i transformacji naszych regionów pogórniczych. Dzięki temu nie tylko odzyskujemy zdegradowane tereny, ale też dajemy im nową rolę w zielonej gospodarce. Systemy te jednak nie mogą być ulokowane wszędzie – wymagają odpowiednich warunków geotechnicznych i różnicy poziomów terenu – podkreśla prof. Marek Cała z AGH, lider zespołu uczestniczącego w projekcie.

Międzynarodowa współpraca i europejski kontekst

Technologie magazynowania energii grawitacyjnej są rozwijane na świecie, m.in. przez Energy Vault w Szwajcarii, Gravitricity w Wielkiej Brytanii czy firmy ARES i Gravity Power w USA. GrEnMine wyróżnia się jednak tym, że należy do pierwszych tego typu inicjatyw realizowanych w ramach Unii Europejskiej.

Projekt ma charakter międzynarodowy i angażuje partnerów z kilku krajów: Politechnikę Wrocławską, AGH w Krakowie, PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna S.A., Poltegor-Instytut, VUHU a.s., University of Petrosani, Technical University of Crete, Four Point Sp. z o.o., LTGNTTORYCHETA Achladas A.E. oraz Societatea Complexul Energetic Oltenia S.A.

Całość finansowana jest z unijnego programu Research Fund for Coal and Steel (RFCS), a zakończenie prac zaplanowano na czerwiec 2027 roku.

W stronę skalowalnych magazynów energii

Celem GrEnMine jest opracowanie technologii, która będzie nie tylko innowacyjna, lecz także skalowalna i możliwa do wdrożenia w różnych regionach Europy. W ten sposób zdegradowane tereny poprzemysłowe mogą zyskać nowe życie, stając się fundamentem transformacji energetycznej i wspierając lokalne gospodarki.

Projekt łączy zatem trzy elementy: odzysk środowiskowy, innowację technologiczną i zrównoważony rozwój regionów. Jeśli GrEnMine zakończy się sukcesem, Polska i Europa mogą stać się pionierami w rozwoju zielonych technologii grawitacyjnych, które pozwolą magazynować energię w sposób efektywny i przyjazny środowisku.

Google ukarany przez Komisję Europejską rekordową grzywną. Stawką jest rynek reklamy internetowej i globalne relacje handlowe

W piątek Komisja Europejska ogłosiła nałożenie kary w wysokości 2,95 miliarda euro na Google, amerykańskiego giganta technologicznego należącego do Alphabet Inc. Kara jest efektem kilkuletniego postępowania antymonopolowego, w którym unijni regulatorzy badali praktyki koncernu na rynku reklamy internetowej.

Zdaniem Brukseli, Google nadużywało swojej dominującej pozycji, faworyzując własną technologię reklamową kosztem konkurencji. Chodzi przede wszystkim o system AdX – jedną z największych giełd reklamowych online na świecie – który, według ustaleń KE, był sztucznie uprzywilejowany w łańcuchu dostaw reklamy cyfrowej.

Kara ta, choć nie jest pierwszą w historii działań UE wobec Google, należy do największych w historii unijnego prawa antymonopolowego. Decyzja zbiegła się w czasie z narastającymi napięciami między Waszyngtonem a Brukselą dotyczącymi regulacji cyfrowych i polityki podatkowej wobec gigantów technologicznych.

Kontekst sprawy: jak działa rynek reklamy cyfrowej

Reklamy internetowe i rola Google

Reklama internetowa to obecnie jedno z najważniejszych źródeł przychodów branży cyfrowej. W 2024 roku jej globalna wartość przekroczyła ponad 600 miliardów dolarów, a udział Google w tym rynku szacuje się na około 28–30%.

Google jest nie tylko dostawcą popularnych usług wyszukiwarki, YouTube czy Gmaila, ale przede wszystkim największym pośrednikiem reklamowym. Jego platformy reklamowe – Google Ads, AdSense oraz AdX – odgrywają kluczową rolę w łączeniu reklamodawców z właścicielami stron internetowych i aplikacji mobilnych.

Czym jest AdX?

Google AdX (Ad Exchange) to platforma giełdowa, na której w ułamku sekundy odbywają się aukcje przestrzeni reklamowej. Wydawcy oferują powierzchnię na swoich stronach, a reklamodawcy konkurują o jej zakup. Algorytmy decydują, która reklama zostanie wyświetlona użytkownikowi – i po jakiej cenie.

Według Komisji Europejskiej, Google nie tylko kontroluje tę giełdę, ale również dostarcza narzędzia po obu stronach rynku – dla reklamodawców i wydawców. Ten konflikt interesów miał pozwolić firmie na systematyczne preferowanie własnych rozwiązań.

Zarzuty Komisji Europejskiej

Komisja Europejska w swoim komunikacie wskazała na kilka kluczowych naruszeń:

  • Faworyzowanie własnych usług – Google miał stosować praktyki, które sztucznie zwiększały atrakcyjność platformy AdX w porównaniu do konkurencyjnych giełd reklamowych.
  • Wzmocnienie pozycji dominującej – działania spółki doprowadziły do tego, że AdX stał się centralnym punktem w europejskim ekosystemie reklamy cyfrowej.
  • Ograniczenie konkurencji – poprzez preferencje dla własnych narzędzi, Google utrudniał rozwój niezależnych dostawców technologii reklamowych.
  • Negatywny wpływ na wydawców i reklamodawców – KE uznała, że praktyki Google skutkowały wyższymi opłatami dla użytkowników jego usług i mniejszym wyborem dla klientów końcowych.

Komisja nakazała Google natychmiastowe zaprzestanie tych praktyk oraz wprowadzenie zmian w modelu działania, które wyeliminują konflikt interesów. Firma ma 60 dni na przedstawienie planu wdrożenia.

Reakcja Google

Oficjalne stanowisko firmy

Google nie zgadza się z decyzją Komisji. Spółka zapowiedziała odwołanie się od kary, argumentując, że zarzuty są nieuzasadnione i mogą mieć negatywny wpływ na europejską gospodarkę cyfrową.

Lee-Anne Mulholland, wiceprezes ds. regulacyjnych, skomentowała decyzję w ostrych słowach:

„To posunięcie nakłada nieuzasadnioną grzywnę i wymaga zmian, które zaszkodzą tysiącom europejskich firm, utrudniając im zarabianie pieniędzy.”

Według koncernu, proponowane przez UE rozwiązania osłabią efektywność całego ekosystemu reklamowego i utrudnią wydawcom generowanie przychodów.

Historia sporów Google z UE

To nie pierwszy raz, gdy Google staje w obliczu unijnej kary antymonopolowej. W ostatnich latach koncern został ukarany kilkoma wysokimi grzywnami:

  • 2017 r. – 2,42 mld euro za nadużycia związane z Google Shopping.
  • 2018 r. – 4,34 mld euro za praktyki związane z systemem Android.
  • 2019 r. – 1,49 mld euro za ograniczanie konkurencji w sektorze reklam internetowych.

Łącznie daje to ponad 10 miliardów euro kar w ciągu niespełna dekady.

Konsekwencje gospodarcze i polityczne

Napięcia w relacjach UE–USA

Decyzja Komisji może stać się kolejnym punktem spornym w relacjach handlowych między Brukselą a Waszyngtonem. Prezydent USA Donald Trump wielokrotnie krytykował unijne działania wobec amerykańskich gigantów technologicznych, nazywając je „próbą ograniczania dominacji USA w globalnym sektorze cyfrowym”.

Niedawno Trump zagroził, że państwa, które wprowadzają podatki cyfrowe lub regulacje utrudniające działalność amerykańskich firm, mogą spotkać się z odwetem w postaci ceł lub ograniczenia dostępu do technologii.

Europejska strategia cyfrowa

Z punktu widzenia UE, sprawa Google wpisuje się w szerszą strategię zwiększania kontroli nad rynkiem cyfrowym. W ostatnich latach przyjęto m.in. Akt o rynkach cyfrowych (DMA) oraz Akt o usługach cyfrowych (DSA), które mają zapewnić większą transparentność i ograniczyć wpływ największych platform.

Decyzja wobec Google to kolejny dowód na to, że Bruksela konsekwentnie stara się zmniejszyć asymetrię sił między globalnymi gigantami a lokalnymi firmami.

Wpływ na rynek reklamy cyfrowej

Potencjalne zmiany w ekosystemie

Eksperci przewidują, że jeżeli Google będzie zmuszone do zmiany swojego modelu, rynek reklamy internetowej w Europie może ulec znacznym przeobrażeniom. Możliwe scenariusze to:

  • większy dostęp konkurencyjnych platform do rynku,
  • obniżenie opłat dla wydawców,
  • bardziej zróżnicowana oferta reklamowa dla konsumentów.

Obawy przedsiębiorców

Z drugiej strony, niektórzy analitycy podzielają obawy Google, że zbyt rygorystyczne regulacje mogą utrudnić działalność mniejszym firmom. Brak integracji usług, który wymusza Komisja, może oznaczać konieczność korzystania z wielu różnych narzędzi, co zwiększy koszty operacyjne.

Znaczenie globalne

Sprawa Google i UE ma charakter precedensowy również na szczeblu międzynarodowym. Regulacje wprowadzane w Europie często stają się wzorem dla innych regionów świata. Podobne postępowania toczą się już w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Indiach.

Można więc spodziewać się, że decyzja Komisji Europejskiej wywrze presję na inne kraje, by zaostrzyły swoje podejście do nadzoru nad platformami technologicznymi.

Podsumowanie

Decyzja Komisji Europejskiej o nałożeniu na Google kary 2,95 mld euro to jeden z najważniejszych momentów w historii unijnej polityki antymonopolowej. Sprawa ma nie tylko wymiar finansowy, ale również polityczny i gospodarczy, ponieważ dotyczy przyszłości całego ekosystemu reklamy cyfrowej.

Google broni swojego modelu i zapowiada apelację, podczas gdy Bruksela podkreśla konieczność ochrony uczciwej konkurencji. W tle narastają napięcia transatlantyckie, które mogą wpłynąć na relacje handlowe między UE a USA.

Jedno jest pewne – giganci technologiczni muszą liczyć się z coraz większą presją regulacyjną, a rynek cyfrowy wchodzi w nową erę, w której równowaga między innowacją a kontrolą prawną będzie kluczowa dla jego przyszłości.

Podatek katastralny na polskim rynku nieruchomości – recepta na pustostany czy zagrożenie dla stabilności rynku?

Podatek katastralny to w dyskusji o przyszłości polskiego rynku mieszkaniowego jeden z najbardziej kontrowersyjnych pomysłów. W odróżnieniu od obecnego systemu, w którym wysokość podatku zależy od powierzchni nieruchomości, kataster opiera się na wartości rynkowej lokalu lub domu. Takie rozwiązanie funkcjonuje w wielu krajach Unii Europejskiej, gdzie stawki wahają się zazwyczaj między 0,5 a 3% rocznie. W Polsce obecne obciążenia są symboliczne i właściciel 100-metrowego mieszkania płaci rocznie nieco ponad sto złotych. Gdyby jednak wprowadzono podatek katastralny w wysokości 1% wartości nieruchomości, to stawka dla właściciela tego samego mieszkania w Warszawie wyniosłaby już około 15 tysięcy złotych rocznie. Różnica jest więc diametralna. Kataster oznaczałby radykalny wzrost obciążeń w stosunku do obecnych stawek, i to właśnie budzi największe emocje w debacie publicznej. Dla przykładu: posiadanie domu w mniejszej miejscowości, wartego 700 tysięcy złotych, oznaczałoby konieczność zapłaty podatku w wysokości 7 tysięcy rocznie. To kwoty, które dla wielu gospodarstw mogą być trudne do udźwignięcia.

Większa dostępność mieszkań dzięki katastrowi?

Powodów, dla których temat katastru wraca, jest kilka. Po pierwsze, obserwujemy gwałtowny wzrost cen mieszkań napędzany m.in. przez programy kredytowe. Po drugie, w Polsce mieszkania stały się swoistym „złotem” – główną lokatą kapitału. Wynika to ze słabo rozwiniętego rynku inwestycyjnego oraz negatywnych doświadczeń z polisolokatami czy obligacjami. W efekcie ci, którzy mają gotówkę lub zdolność kredytową, kupują nieruchomości, bo historycznie ich wartość rosła i dawała zysk przewyższający inflację. Niektórzy wynajmują mieszkania i generują bieżące dochody, inni po prostu je trzymają, licząc na wzrost wartości.

Podatek katastralny miałby zmniejszyć atrakcyjność takiego inwestycyjnego podejścia i poprawić dostępność mieszkań dla osób kupujących je w celu zaspokojenia własnych potrzeb. Nie można też pominąć głosu instytucji międzynarodowych – OECD i MFW od lat wskazują, że obecny system opodatkowania nieruchomości jest nieefektywny, nie odzwierciedla rzeczywistej wartości majątku i generuje znikome wpływy w relacji do PKB.

Kto za to zapłaci?

Oczywiście, kataster niesie ze sobą zarówno szanse, jak i poważne ryzyka. Z jednej strony mógłby ostudzić rynek, zatrzymać niekontrolowany wzrost cen i zwiększyć dochody samorządów, które po obniżkach podatków dochodowych cierpią na chroniczne niedofinansowanie. Dodatkowe wpływy mogłyby zostać przeznaczone na budownictwo mieszkaniowe czy lokalną infrastrukturę. Z drugiej strony taki podatek mógłby oznaczać gwałtowny wzrost czynszów, bo właściciele lokali na wynajem próbowaliby przerzucić dodatkowe koszty na najemców.

Dla osób mieszkających we własnych mieszkaniach oznaczałby on natomiast nowe, często bardzo wysokie obciążenia. Najbardziej narażeni byliby emeryci i osoby o niskich dochodach, które posiadają wartościowe nieruchomości, ale nie dysponują bieżącą gotówką. To klasyczny przykład asset rich, cash poor – właściciele mogliby być zmuszeni do zadłużania się, a nawet sprzedaży mieszkań, by poradzić sobie z podatkiem.

Warto w tej dyskusji spojrzeć szerzej i ocenić konsekwencje dla całego rynku mieszkaniowego. Kataster mógłby doprowadzić do masowej sprzedaży pustostanów, których w Polsce jest ponad 1,8 miliona. Nawet jeśli na rynek trafiłaby tylko część z nich, to i tak oznaczałoby to istotny wzrost podaży i korektę cen sięgającą nawet 50%. Taki szok mógłby mieć też poważne skutki dla banków – spadek wartości nieruchomości oznacza spadek wartości zabezpieczeń kredytów hipotecznych, co odbiłoby się na bilansach instytucji finansowych.

Który scenariusz jest realny?

Rozmawiając o katastrze, trzeba też pamiętać o aspekcie politycznym. W Polsce około 87–90% gospodarstw domowych żyje we własnych lokalach, co oznacza, że powszechny podatek katastralny dotknąłby kilkunastu milionów obywateli. To rozwiązanie absolutnie kontrowersyjne, które uderzałoby w szeroki elektorat. Dlatego nikt realnie nie mówi dziś o wariancie obejmującym wszystkie nieruchomości.

Najczęściej rozważane są scenariusze ograniczone – opodatkowanie drugiego lub trzeciego mieszkania. Taki wariant pozwala chronić właścicieli jednego lokalu, a jednocześnie obciąża przede wszystkim inwestorów i rentierów. Wpływy do budżetu byłyby niższe niż w wariancie powszechnym, ale nadal istotne – od kilku do kilkunastu miliardów złotych rocznie – zaś skutki społeczne mniej drastyczne.

Czy zatem podatek katastralny to dobra droga? Odpowiedź nie jest prosta. Z jednej strony wydaje się, że to rozwiązanie jest bardziej sprawiedliwe niż obecny ryczałt, bo lepiej odzwierciedla faktyczny majątek obywateli. Z drugiej jednak, jego wprowadzenie bez odpowiedniego przygotowania mogłoby przynieść więcej szkody niż pożytku. Oznacza co prawda większe wpływy do gmin i uspokojenie rynku, ale też może nieść ze sobą ryzyko gwałtownego wzrostu obciążeń i destabilizacji rynku.

Jeśli temat ma wracać na poważnie, to moim zdaniem potrzebne są szerokie konsultacje, stopniowe wdrażanie nowych rozwiązań i wprowadzenie ulg dla grup wrażliwych – seniorów, rodzin wielodzietnych czy osób z niepełnosprawnościami. Alternatywą mogłoby być wprowadzenie podatku od pustostanów, który zmusiłby właścicieli do efektywnego wykorzystania nieruchomości, lub progresywnego podatku od wartości, a nie od liczby mieszkań. Polska specyfika jest taka, że mieszkania są podstawową formą lokowania kapitału, dlatego wszelkie zmiany muszą być wprowadzane powoli i ostrożnie. W przeciwnym razie zamiast stabilizacji możemy doczekać się szoku, który uderzy zarówno w właścicieli, jak i w najemców.

Autor: Anton Bubiel – ekspert rynku mieszkaniowego w SonarHome

PARP wydłuża nabór do STEP Seal

Trwa nabór wniosków do „Inicjatywy STEP dla projektów z pieczęcią suwerenności Innovation Fund (Fundusz Innowacyjny)” – europejskiej pieczęci jakości STEP Seal, która wyróżnia projekty o wysokim potencjale strategicznym. To możliwość dla polskich innowatorów, by zwiększyć swoje szanse na uzyskanie wsparcia z programów unijnych i krajowych. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) wydłuża termin składania wniosków do 14 października br. Środki przeznaczone na dofinansowanie projektów w tym naborze to aż 40 mln zł.

STEP łączy zasoby i potencjał istniejących programów UE – takich jak Horyzont Europa, InvestEU czy Fundusz Innowacyjny – aby wspierać to, co kształtuje przyszłość: technologie cyfrowe i deep-tech, rozwiązania zeroemisyjne oraz biotechnologie. W Polsce inicjatywa została włączona do Programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG), dzięki czemu firmy mogą sięgnąć po nowe źródła finansowania innowacyjnych projektów badawczych, rozwojowych i inwestycyjnych. Za wdrażanie programu odpowiadają m.in. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR).

STEP Seal – europejska pieczęć do sukcesu

STEP Seal, czyli tzw. pieczęć suwerenności, otrzymują projekty, które odpowiadają na kluczowe wyzwania technologiczne Europy i spełniają wysokie standardy jakościowe ustalone w konkretnych unijnych konkursach. Komisja Europejska przyznaje to wyróżnienie inicjatywom zgłaszanym w ramach pięciu programów wspierających rozwój innowacji, zdrowia, cyfryzacji, obronności i badań – w tym m.in. Horyzont Europa, Digital Europe, EU4Health, Europejski Fundusz Obronny i Fundusz Innowacyjny.

Celem przyznawania pieczęci jest zwiększenie szans projektów na zdobycie wsparcia finansowego z programów krajowych oraz ułatwienie łączenia tych środków z funduszami dostępnymi na poziomie Unii Europejskiej.

Pieczęć suwerenności to znak jakości istotny przy pozyskaniu inwestycji publicznych i prywatnych poprzez poświadczenie wkładu konkretnego projektu w osiąganie celów STEP. Projekty z pieczęcią suwerenności mogą uzyskać finansowanie skumulowane, czyli oprócz wsparcia uzyskanego w programie Innovation Fund (Fundusz Innowacyjny) mogą otrzymać dodatkowe środki ze źródeł krajowych (w tym przypadku z programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki, działanie 5.1 Fundusz Wsparcia Technologii Krytycznych).

Kto może liczyć na wsparcie?

O pomoc finansową w ramach naboru ogłoszonego przez PARP mogą ubiegać się przedsiębiorcy (MŚP i duże), których wnioski złożone w programie Innovation Fund (Fundusz Innowacyjny) zostały już ocenione przez Komisję Europejską i znany jest wynik końcowy tej oceny oraz otrzymały specjalny certyfikat potwierdzający przyznanie pieczęci suwerenności.

Ministerstwo Rozwoju i Technologii opublikowało na swojej stronie internetowej listę polskich projektów, które zostały wyróżnione przez Komisję Europejską pieczęcią STEP. Wsparcie mogą otrzymać wnioskodawcy, którzy realizują samodzielnie projekt z ww. listy.

W sektorze czystych i zasobooszczędnych technologii uznanie zyskały projekty firm BZK Energy Sp. z o.o. oraz Windar Polska Sp. z o.o., i to one mogą brać udział w naborze STEP Seal prowadzonym przez PARP.

Na co można przeznaczyć dofinansowanie?

W ramach naboru w programie FENG wybrane projekty mogą otrzymać wsparcie na pokrycie kosztów inwestycji dotyczących obszarów i technologii krytycznych. Dofinansowanie można przeznaczyć na szeroki zakres działań inwestycyjnych. Przedsiębiorcy mogą sfinansować m.in. zakup maszyn i urządzeń, nieruchomości, a także nabycie robót oraz materiałów budowlanych niezbędnych do realizacji projektu. Wsparciem objęte są również wartości niematerialne i prawne, takie jak licencje czy know-how. Dodatkowo, mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa mogą ubiegać się o dofinansowanie usług doradczych, w tym doradztwa w zakresie innowacyjności oraz usług szkoleniowych, jeśli są one kluczowe dla skutecznej realizacji przedsięwzięcia.

Maksymalna kwota dofinansowania projektu wynosi 40 mln zł. Maksymalny poziom dofinansowania projektu to 85% kosztów kwalifikowalnych. Minimalny wkład własny jako % wydatków kwalifikowalnych wynosi 15%.

Wnioski należy składać za pośrednictwem Lokalnego Systemu Informatycznego dostępnego na stronie internetowej PARP do 14 października 2025 r.

Raport o zatrudnieniu w USA kluczowy dla Fed i Wall Street. Gospodarka zwalnia, polityka podgrzewa emocje

Oczekiwania wobec sierpniowego raportu o zatrudnieniu w USA wskazują na dalsze osłabienie dynamiki wzrostu zatrudnienia. Analitycy przewidują, że liczba nowych miejsc pracy poza rolnictwem wzrośnie jedynie o 75 tys., co oznaczałoby czwarty z rzędu miesiąc ze wzrostem poniżej 100 tys. Tak słabe tempo nie było obserwowane od czasów pandemii. Stopa bezrobocia ma natomiast wzrosnąć do 4.3%, osiągając najwyższy poziom od 2021 roku.

Spowolnienie na rynku pracy wynika z połączenia kilku czynników: niepewności gospodarczej, wysokich kosztów operacyjnych dla firm oraz niestabilnej polityki handlowej prezydenta Donalda Trumpa. Dodatkowo, najnowszy raport ADP dla sektora prywatnego pokazał zaledwie 54 tys. nowych miejsc pracy, głównie w turystyce, budownictwie i usługach biznesowych. Coraz słabsze plany zatrudnienia oraz rosnąca liczba wniosków o zasiłki dla bezrobotnych tylko potwierdzają pogarszające się warunki na rynku pracy.

Sytuacja ta ma bezpośredni wpływ na oczekiwania wobec polityki Rezerwy Federalnej. Rynki finansowe niemal jednomyślnie zakładają, że podczas wrześniowego posiedzenia Fed (16–17 września) dojdzie do cięcia stóp procentowych o 0.25 pkt proc. Jeśli jednak średnia trzymiesięczna wzrostu zatrudnienia spadnie poniżej 50 tys., możliwe będzie głębsze obniżenie stóp. Problemem pozostaje utrzymująca się presja inflacyjna, która ogranicza pole manewru banku centralnego i zmusza go do balansowania między wsparciem dla słabnącego rynku pracy a koniecznością walki z inflacją. Indeks SP500 w oczekiwaniu na bardziej “gołębią” politykę FED znajduje się obecnie na historycznych szczytach w rejonie 6520 pkt. To z kolei oznacza, że dzisiejszy odczyt może być kluczowy dla podtrzymania obecnego trendu na Wall Street.

Nie bez znaczenia pozostaje także kontekst polityczny. W wyniku znacznych rewizji danych z poprzednich miesięcy, które pokazały, że wcześniejsze odczyty zawyżały skalę poprawy, prezydent Trump zdecydował się na zwolnienie szefowej Biura Statystyki Pracy. Decyzja ta wzbudziła obawy o niezależność instytucji statystycznych i spotęgowała niepewność co do wiarygodności oficjalnych danych.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Kolejne rozczarowanie na rynku pracy w USA – sierpniowe dane NFP znacząco poniżej prognoz

Departament Pracy USA opublikował w piątek najnowsze dane o zatrudnieniu w sektorze pozarolniczym (NFP – non-farm payrolls). Wyniki za sierpień 2025 r. wypadły zdecydowanie słabiej od oczekiwań ekonomistów i stały się kolejnym sygnałem ostrzegawczym dla amerykańskiej gospodarki.

Sierpniowy odczyt: tylko 22 tys. nowych miejsc pracy

Zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wzrosło w sierpniu o zaledwie 22 tys. etatów, podczas gdy konsensus rynkowy zakładał przyrost na poziomie około 75 tys.. To drugi z rzędu słabszy odczyt, wskazujący na wyraźne spowolnienie dynamiki tworzenia nowych miejsc pracy.

Na tle prognoz rozczarowuje również rewizja wcześniejszych danych:

  • lipcowy wynik został skorygowany w górę, ale tylko symbolicznie – do 79 tys. z 73 tys.,
  • znacznie mocniej ucierpiał czerwiec, którego dane zrewidowano w dół – z pierwotnych 147 tys. najpierw do 14 tys., a obecnie nawet do ujemnych 13 tys..

Tak duże korekty w dół pokazują, że wcześniejszy obraz rynku pracy był zbyt optymistyczny.

Prywatny sektor również zawodzi

W sektorze prywatnym zatrudnienie wzrosło o 38 tys., czyli o połowę mniej niż oczekiwały prognozy (75 tys.). Co więcej, dane za lipiec zostały obniżone z 83 tys. do 77 tys., co dodatkowo pogarsza interpretację sierpniowego wyniku.

Struktura wzrostu wskazuje, że praktycznie cały przyrost etatów pochodził z sektora opieki zdrowotnej i usług społecznych. Od 2023 r. to właśnie ta gałąź gospodarki odpowiada za największą część wzrostu zatrudnienia, a od maja 2025 r. niemal w całości tłumaczy dodatni bilans nowych miejsc pracy.

Gospodarka wyraźnie hamuje

Jeszcze pod koniec 2023 r. i na początku 2024 r. gospodarka USA tworzyła miesięcznie nawet 200 tys. etatów i więcej. Dzisiejsze dane pokazują, że dynamika zatrudnienia znacząco spadła.

Słabość rynku pracy można tłumaczyć kilkoma czynnikami:

  • rosnącą niepewnością gospodarczą,
  • wysokimi kosztami operacyjnymi dla firm,
  • ograniczeniem inwestycji w związku z niestabilną polityką handlową,
  • przesunięciem zatrudnienia w stronę sektorów niskomarżowych i dotowanych, takich jak ochrona zdrowia.

Reakcja rynków finansowych

Po publikacji danych dolar osłabił się wobec głównych walut, a rentowności amerykańskich obligacji skarbowych wyraźnie spadły. Oznacza to, że inwestorzy zwiększyli swoje oczekiwania co do obniżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną.

Słabsze dane z rynku pracy mogą być interpretowane jako sygnał, że Fed będzie miał więcej przestrzeni do luzowania polityki monetarnej, aby podtrzymać wzrost gospodarczy.

Podsumowanie

Sierpniowe dane NFP to kolejny sygnał, że amerykański rynek pracy znajduje się w fazie wyraźnego spowolnienia. Zaledwie 22 tys. nowych miejsc pracy wobec prognozowanych 75 tys., połączone z dużymi rewizjami w dół za poprzednie miesiące, rysuje obraz znacznie słabszy niż dotąd zakładano.

Choć sektor opieki zdrowotnej i społecznej wciąż utrzymuje pozytywny bilans, reszta gospodarki praktycznie nie tworzy nowych etatów. To zwiększa presję na Fed, by w kolejnych miesiącach przyspieszył cykl obniżek stóp procentowych.

NCBR ogłasza nowe nabory STEP – wsparcie dla czystych technologii

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) ogłosiło dwa nowe nabory w ramach Platformy Technologii Strategicznych dla Europy – STEP, w obszarze czystych i zasobooszczędnych technologii. Przedsiębiorstwa oraz konsorcja naukowo-przemysłowe mogą starać się o łącznie 300 mln zł na projekty B+R z programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki. Działanie ma wesprzeć niezależność Unii Europejskiej od rynków zewnętrznych i wzmocnić suwerenność technologiczną Europy.

Europa wciąż pozostaje zależna od zewnętrznych dostawców w obszarze czystej energii, szczególnie z regionu Azji. Przykładowo, aż 84% światowej produkcji paneli fotowoltaicznych pochodzi z Chin – osiem z dziesięciu największych na świecie fabryk zlokalizowanych jest właśnie w tym kraju. Z drugiej strony, w przypadku energetyki wiatrowej rzadko publicznie podnosi się kwestię trudności związanych z recyklingiem komponentów turbin, takich jak łopaty. Ich żywotność, zależnie od zastosowanej technologii, wynosi zazwyczaj od 20 do 30 lat. W Niemczech pierwsze instalacje wiatrowe właśnie osiągają kres swojej użyteczności, co rodzi nowe wyzwania dla sektora. – powiedział prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – Zakup technologii z rynków zewnętrznych z pewnością nie stanowi trwałego rozwiązania dla wyzwań związanych z transformacją energetyczną. Właśnie dlatego Komisja Europejska powołała inicjatywę STEP, która jako jeden z kluczowych priorytetów wskazuje rozwój czystych i zasobooszczędnych technologii. Celem STEP jest pobudzenie europejskiego potencjału innowacyjnego i stworzenie warunków do uniezależnienia się od importu technologii niezbędnych do przeprowadzenia zielonej transformacji. Inicjatywa ta ma być impulsem do budowy silnego, konkurencyjnego sektora technologii energetycznych w Europie.

Program koncentruje się również na budowie europejskich łańcuchów wartości oraz wzmacnianiu bezpieczeństwa gospodarczego. Chodzi tu m.in. o wyspecjalizowanie się danego kraju w produkcji czy recyklingu konkretnych komponentów. Poprzez STEP Komisja Europejska dąży do budowy silniejszego przemysłu europejskiego, do wzmocnienia pozycji Europy na arenie międzynarodowej oraz zwiększenia jej odporności na wyzwania globalne, takie jak kryzysy klimatyczne czy geopolityczne.

Zielone technologie dla Europy

W naborach STEP prowadzonych przez NCBR o dofinansowanie mogą ubiegać się przedsiębiorstwa oraz ich konsorcja z innymi przedsiębiorstwami, organizacjami badawczymi lub organizacjami pozarządowymi, które prowadzą działalność na terytorium Polski. Wśród priorytetowych tematów, na których koncentrują się nabory znajdują się:

  • Technologie słoneczne (np. fotowoltaika, technologie słonecznej termicznej energii elektrycznej),
  • Technologie lądowej energii wiatrowej i technologie morskiej energii odnawialnej,
  • Technologie baterii i magazynowania energii,
  • Technologie pomp ciepła i energii geotermicznej,
  • Technologie wodorowe (np. elektrolizery: wodorowe ogniwa paliwowe),
  • Zrównoważone technologie biogazu i biometanu,
  • Technologie wychwytywania i składowania CO2,
  • Technologie sieci elektroenergetycznej (np. technologie ładowania elektrycznego w transporcie, technologie służące cyfryzacji sieci),
  • Technologie rozszczepienia jądrowego (np. technologie jądrowego cyklu paliwowego),
  • Technologie zrównoważonych paliw alternatywnych,
  • Technologie energii wodnej,
  • Technologie energii odnawialnej nieobjęte poprzednimi kategoriami (np. technologie energii dyfuzji, technologie energetyczne otoczenia inne niż pompy ciepła, technologie biomasy, technologie pozyskiwania gazu składowiskowego, technologie gazu z oczyszczalni ścieków),
  • Technologie efektywności energetycznej związane z systemem energetycznym (np. technologie sieci ciepłowniczej),
  • Technologie paliw odnawialnych pochodzenia niebiologicznego,
  • Rozwiązania biotechnologiczne w dziedzinie klimatu i energii,
  • Transformacyjne technologie przemysłowe na rzecz dekarbonizacji,
  • Technologie transportowania i wykorzystywania CO2,
  • Technologie napędu wiatrowego i elektrycznego w transporcie,
  • Technologie jądrowe nieobjęte poprzednimi kategoriami.

Dwie ścieżki do sukcesu

Technologie krytyczne oraz technologie ich łańcuchów wartości rozwijane będą w ramach projektów badawczo-rozwojowych, obejmujących badania przemysłowe i prace rozwojowe albo tylko prace rozwojowe, dofinansowane przez NCBR w dwóch ścieżkach:

  • Ścieżka A – dla projektów badawczo-rozwojowych, które wnoszą na rynek wewnętrzny UE innowacyjny lub najnowocześniejszy lub przełomowy element o znaczącym potencjale gospodarczym (wymagana jest kombinacja co najmniej dwóch z tych elementów),
  • Ścieżka B – dla projektów badawczo-rozwojowych, które przyczyniają się do ograniczania lub zwalczania strategicznej zależności Unii.

Budżet naborów to łącznie 300 mln zł (150 mln zostanie przeznaczonych na Ścieżkę A oraz drugie tyle – na Ścieżkę B).

Nabór wniosków o dofinansowanie dla projektów w Ścieżce A (Innowacyjność) rozpocznie się 6 października i potrwa do 14 listopada 2025 r. (w ostatnim dniu naboru do godz. 16.00). Z kolei nabór wniosków w Ścieżce B (Strategiczna niezależność) rozpocznie się 29 września i potrwa do 12 listopada 2025 r. (w ostatnim dniu naboru do godz. 16.00).

Poza projektami badawczo-rozwojowymi, znajdującymi się w gestii Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, w ramach inicjatywy STEP możliwe jest również finansowanie projektów o charakterze inwestycyjnym, obejmujących m.in. budowę linii produkcyjnych, rozbudowę zakładów czy wdrażanie kontroli jakości – w tym przypadku wnioski będą przyjmowane przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości.

Realizowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju nabór programu STEP w obszarze czystych i zasobooszczędnych technologii jest realizowany w ramach Priorytetu 5. „Wsparcie projektów realizujących cele inicjatywy STEP” programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki.

Polacy coraz chętniej donoszą skarbówce. Większość mija się z prawdą

W I połowie br. liczba informacji sygnalnych, potocznie określanych donosami, skierowanych do jednostek KAS, wzrosła o ponad 4% w porównaniu z analogicznym okresem 2024 roku. Jednak dane te nie są pełne, ponieważ jeszcze nie zakończył się okres sprawozdawczy za pierwsze półrocze. Jak zapewniają urzędnicy, wszystkie zgłoszenia są weryfikowane, również te anonimowe. W tej grupie znajdują się też sprawy przekazywane do ZUS-u, policji czy prokuratury. Natomiast trzeba też zaznaczyć, że nieprawidłowości dotyczące prawa podatkowego zostają potwierdzone tylko w znikomej części przypadków.   

Więcej donosów

Jak wynika z danych przekazanych przez 16 Izb Administracji Skarbowej, w I połowie br. liczba informacji sygnalnych, a więc tzw. donosów, skierowanych do jednostek KAS wyniosła 37,2 tys. Przy tym zestawienie nie jest pełne, bowiem nie zakończył się obowiązek sprawozdawczy urzędów skarbowych w tym zakresie. Zatem na chwilę obecną to o 4,2% więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku, kiedy było ich 35,7 tys. Natomiast, zestawiając tegoroczne dane z tymi z I połowy 2023 roku, widać wzrost o 6%. Wówczas odnotowano 35,1 tys. takich przypadków.

– Dane te można odczytać jako sygnał umiarkowanego, acz wyraźnego wzrostu aktywności obywateli w zakresie zgłaszania potencjalnych naruszeń prawa podatkowego raczej tutaj nie widać. Z jednej strony może to wynikać z rosnącej świadomości podatników oraz łatwiejszego dostępu do oficjalnych kanałów zgłaszania. Z drugiej strony – może odzwierciedlać rzeczywisty wzrost nieprawidłowości w obrocie gospodarczym – komentuje prawnik Alicja Woźniak z kancelarii Ars Aequi.

Jak stwierdza Sebastian Polański z Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu, w porównaniu z latami poprzednimi obserwowana jest tendencja rosnąca otrzymywanych informacji za pośrednictwem Krajowego Telefonu Interwencyjnego KAS. Powodem wzrostu liczby zgłoszeń może być udostępnienie, poza całodobowym telefonem interwencyjnym oraz e-mailem, dodatkowych kanałów komunikacyjnych umożliwiających przekazanie informacji. To mobilna aplikacja na telefon e-Paragony oraz formularz elektroniczny na stronie BIP MF.

– Skala zjawiska informacji sygnalnych jest w ujęciu względnym relatywnie niewielka. Liczba zgłoszeń stanowi jedynie część spraw rozpatrywanych przez administrację skarbową. W porównaniu z liczbą podatników nie można jej uznać za dużą, choć nie jest też marginalna. Można ją określić jako umiarkowaną i zauważalną – dodaje ekspertka z Ars Aequi.

Zgłoszenia pod lupą

Z kolei Anna Jasnosz, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Kielcach, podkreśla, że KAS podchodzi do informacji sygnalnych rzetelnie, skrupulatnie, z dużym naciskiem na szybką i skuteczną weryfikację. Każda z nich jest poddawana wnikliwej analizie i weryfikowana w celu potwierdzenia lub zaprzeczenia treści przekazanych przez osobę zgłaszającą. W przypadku potwierdzenia treści przekazanych w informacji sygnalnej następują działania na dalszych etapach prowadzenia sprawy.

– O kolejności weryfikowania spraw decyduje data wpływu. Nie ma znaczenia, czy zgłaszający podpisał się swoimi danymi, czy zamierza pozostać anonimowy. Zdarzają się również przypadki, że zgłaszający, chcąc ukryć tożsamość, posługuje się nieprawdziwymi danymi osobowymi. Takie sprawy również poddajemy merytorycznej analizie pod kątem ryzyka wystąpienia nieprawidłowości z zakresu działania Krajowej Administracji Skarbowej – wyjaśnia dr Sebastian Osiński, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Szczecinie.

Jak zaznacza podkom. Sebastian Pakalski, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Gdańsku, decyzja o reakcji na informację sygnalną pozostaje w gestii właściwego naczelnika urzędu skarbowego lub urzędu celno-skarbowego. Działania sprowadzają się jednak w pierwszej kolejności do analizy otrzymanej informacji. Następnie może dojść do przeprowadzenia czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, kontroli celno-skarbowej lub też innych działań przewidzianych powszechnie obowiązującym przepisami prawa. Natomiast Agnieszka Jóźwin-Dalecka, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Opolu, zaznacza, że zgłoszenia najczęściej zawierają opis różnych sytuacji obrazujących naruszenia prawa podatkowego. Jeśli informacje sygnalne nie dotyczą tej tematyki, przekazywane są do właściwych organów, np. ZUS-u, policji czy prokuratury.

– Kierunek działania, w którym decyzja o reakcji na informacje sygnalne pozostaje w gestii właściwego naczelnika, można uznać za odpowiedni. Pozwala to na elastyczne podejście do każdego zgłoszenia. Priorytetowe traktowanie analizy otrzymanej informacji przed podjęciem dalszych czynności jest zasadne. Minimalizuje to ryzyko nadmiernej ingerencji w sytuacje podatników oraz zapewnia, że decyzje kontrolne są podejmowane w oparciu o rzetelne dane – stwierdza Alicja Woźniak.

Potwierdzenie nieprawidłowości

Tylko część Izb Administracji Skarbowej dysponuje statystykami dotyczącymi skuteczności przekazywanych informacji sygnalnych. IAS w Szczecinie podaje, że w I połowie br. nieprawidłowości zostały potwierdzone w przypadku 4,5% zgłoszeń do urzędów skarbowych. Rok wcześniej było to 11%, a w pierwszych sześciu miesiącach 2023 roku – 7%. Średnia dla analizowanego okresu (pierwsze półrocza w latach 2023-2025) wyniosła więc 7,5%. IAS w Białymstoku wskazuje, że – według danych szacunkowych – ok. 80-90% informacji sygnalnych trafiających do urzędów skarbowych nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości, a ok. 75% – do urzędu celno-skarbowego. W Małopolsce średnio trzy czwarte spraw z anonimowych doniesień odkładanych jest do akt.

– Choć obywatele są aktywni w sygnalizowaniu potencjalnych uchybień, to większość zgłoszeń nie odnosi się do faktycznych naruszeń prawa podatkowego. Część sygnalistów dysponuje ograniczoną wiedzą prawną lub nie zna szczegółów sytuacji danego podatnika. Nie można jednak wykluczyć, że część zgłoszeń ma charakter instrumentalny. Dokonana jest z pobudek osobistych, chęci zemsty czy zazdrości – dodaje ekspertka z kancelarii Ars Aequi.

Jak podkreśla Bartosz Stróżyński, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Bydgoszczy, treść i sposób formułowania informacji wskazuje często na emocjonalny stosunek zawiadamiającego. Można się zatem domyślać, że zgłoszeń dokonują osoby skonfliktowane ze sobą w codziennym życiu – rodzina, sąsiedzi, klienci, byli wspólnicy i pracownicy. Informacje dotyczą zarówno przedsiębiorców, jak i osób fizycznych, które nie prowadzą działalności gospodarczej.

– Mimo niskiego odsetka spraw potwierdzonych, działania podejmowane po otrzymaniu informacji sygnalnych wykazują skuteczność w ramach systemu administracji skarbowej. Weryfikacja każdego zgłoszenia pozwala m.in. wyłapać realne naruszenia, dokumentować potencjalne ryzyka oraz zapewnić, że działania kontrolne są prowadzone zgodnie z obowiązującymi przepisami. Proces ten pełni również funkcję prewencyjną – podsumowuje Alicja Woźniak.