Telematyka – nowe technologie wkraczają na rynek ubezpieczeń

Coraz popularniejszym tematem w Polsce staje się telematyka. Według ekspertów rynku ubezpieczeń jest przyszłością w kalkulacji składek ubezpieczeniowych. Rynek ubezpieczeń komunikacyjnych w Polsce, od połowy 2018 roku odnotowuje spadek cen polis – zarówno w sektorze klienta korporacyjnego, jak i indywidualnego. Drastyczne podwyżki cen ubezpieczeń z końca 2015 roku przyczyniły się do wzmożonej dbałości klientów o wynik szkodowy swojego portfela oraz szukanie rozwiązań, które ułatwią zarządzanie tą szkodowością.

15% spadek średniej wartości polisy odzwierciedla sytuację szkodową naszych Klientów i fakt polepszenia ich wyników – głównie poprzez edukacje, rozmowy i odpowiednie konstruowanie umów ubezpieczenia – mówi Newsrm.tv, Marta Strzelczyk, Dyrektor Działu Ubezpieczeń komunikacyjnych, Marsh Polska.

Na czym polega telematyka? To coraz popularniejsze rozwiązanie polega na badaniu zachowań kierowcy. Następnym bardzo ważnym krokiem procesu jest analiza, która ma na celu eliminowanie niekorzystnych zjawisk, mających wpływ nie tylko na szkodowość, ale także na obniżenie kosztów związanych z eksploatacją pojazdu.

Jak komentuje ekspertka ważna jest jednak praktyka, która pokaże czy analiza stylu jazdy kierowcy, w różnych jego aspektach, realnie wpływa na poprawę przebiegów szkodowych. Obserwacje pokazują, że ubezpieczyciele nadal podchodzą do tematu bardzo ostrożnie, ze względu na brak, bądź małą ilość analiz danych telematycznych i ich odniesienie do wyników szkodowych konkretnego Klienta. Według ekspertki nadal nie można stwierdzić czy zachodzi korelacja pomiędzy danymi uzyskanymi z urządzeń telematycznych – takimi jak prędkość, czy hamowanie, a zaistniałą szkodą.

Afera KNF a funkcjonowanie polskiego systemu bankowego

Komisja Nadzoru Finansowego jest mało medialnym organem i niewielu Polaków zdaje sobie sprawę z istnienia tej „policji finansowej” w naszym krajuDlatego ostatnia afera dotycząca KNF- u nie miała większego wydźwięku społecznego. Obywateli bardziej przejmują sytuacje, kiedy zatrudnianie są osoby z najbliższego otoczenia osób sprawujących władzę – niż to, że doszło do nieprzestrzegania procedur w tej instytucji.

–  Należy odróżnić polski system bankowy i jego stabilność od funkcjonowania instytucji, które ten system nadzorują. Mamy w Polsce zupełnie inne obszary dotyczące sektora bankowego i jego działania oraz samej Komisji Nadzoru Finansowego – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha –  Dotychczas sytuacje, kiedy poszczególne banki miały problemy finansowe nie wpływały na ocenę tego sektora jako takiego. Nie powstały zagrożenia, które mogłyby doprowadzić do jakiegokolwiek objawu paniki w społeczeństwie. Kwestie tego, czy w KNF-ie były przestrzegane procedury nie są przedmiotem zainteresowania opinii publicznej. Jak widać problem w Polsce nie tkwi w braku regulacji, ale w ich stosowaniu – ocenił Sadowski.

Co trzeci Polak ma polisę na życie. Tylko w ubiegłym roku ubezpieczyciele wypłacili ponad 20 mld zł odszkodowań

Co trzeci Polak ma polisę na życie. Tylko w ubiegłym roku ubezpieczyciele wypłacili ponad 20 mld zł odszkodowań 1

Już co trzeci Polak zabezpiecza swoją przyszłość polisą na życie. W ciągu ostatniej dekady ubezpieczyciele wypłacili z polis życiowych prawie 233,5 mld zł, a w 2017 roku wartość odszkodowań i świadczeń na życie wzrosła ponad 11 proc. w ujęciu rocznym. Podejście do oszczędzania i planowania na przyszłość zmienia się, gdy w rodzinie pojawia się śmierć i ciężka choroba. Świadomość ubezpieczeniowa Polaków jest jednak coraz większa. Dlatego polskim rynkiem interesują się nowi gracze ubezpieczeniowi.

– Rynek ubezpieczeń w Polsce jest stosunkowo młodym rynkiem, bo niespełna 30-letnim. Przez ten czas kształtowaliśmy produkty i świadomość ubezpieczeniową Polaków, ale ciągle sporo brakuje nam do takich krajów jak Finlandia czy Wielka Brytania. Jednak rośniemy i świadczyć może o tym chociażby wartość wypłaconych klientom świadczeń. Tylko przez ostatnie 10 lat rynek ubezpieczeń na życie wypłacił Polakom w najtrudniejszych momentach ich życia ponad 233 mld zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Małgorzata Morańska, rzecznik prasowy Unum Życie TUiR.

Największym europejskim rynkiem ubezpieczeniowym jest Wielka Brytania. Zgodnie z raportem Insurance Europe w 2016 roku wartość składki przypisanej brutto wyniosła 250,7 mld euro. We Francji i Niemczech było to ok. 200 mld euro. Na tym tle Polska wypada dość skromnie z wartością składki na poziomie 12,3 mld euro. Rynek jednak stopniowo rośnie. Jednym z jego perspektywicznych obszarów są ubezpieczenia na życie.

– Polacy coraz częściej i chętniej sięgają po polisy na życie. Z naszych badań wynika, że ma ją już co trzeci Polak. Ogromną rolę w popularyzacji takich ubezpieczeń odgrywają pracodawcy oferujący pracownikom grupowe polisy na życie. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jeszcze jest gros osób nieprzekonanych do wartości ochronnej tych produktów. Niestety to najczęściej doświadczenie śmierci w rodzinie bądź ciężkiej choroby zmienia ich zdanie na temat produktów ubezpieczeniowych – wskazuje Małgorzata Morańska.

Polisa na życie zabezpiecza klientów oraz ich bliskich w razie choroby, wypadku czy śmierci. Pozwala utrzymać standard życia nawet przez kilka lat po tragedii. Tylko w 2017 roku Polacy otrzymali ponad 20,3 mld zł. świadczeń. Ubezpieczenia te mogą służyć także do długoterminowego inwestowania lub oszczędzania, np. na przyszłą emeryturę.

Raport PIU „Jak ubezpieczenia zmieniają Polskę i Polaków” wskazuje, że ponad połowa osób, które mają ubezpieczenie na życie, kupiła je, ponieważ zależy im na zabezpieczeniu najbliższych w przypadku swojej choroby lub śmierci. Jak wynika z badań Pramerica Życie, ponad 70 proc. ubezpieczonych jest przekonanych, że zapewni w ten sposób swoim bliskim podobny standard życia w razie choroby lub śmierci. Z kolei 61 proc. osób, które nie mają polisy na życie, czuje w tym obszarze niepewność. Jak wynika z wyliczeń PIU, przy śmierci żywiciela rodziny, który zarabiał średnią krajową, rodzina w ciągu 4 lat ma do dyspozycji o ponad 158 tys. zł mniej. Tę lukę polisa na życie może zniwelować.

 Świadomość ubezpieczeniowa Polaków będzie rosła wraz z wartością wypłaconych klientom świadczeń. Tylko w zeszłym roku rynek ubezpieczeń na życie wypłacił Polakom 11 proc. więcej świadczeń niż w roku poprzednim, zatem rynek ubezpieczeń musi rosnąć – przekonuje rzeczniczka Unum.

Wraz ze wzrostem świadomości Polaków rośnie także liczba firm ubezpieczeniowych zainteresowanych krajowym rynkiem. Raport PIU „Ubezpieczenia w liczbach” wskazuje, że w Polsce na koniec 2017 roku działało 27 zakładów ubezpieczeń na życie. Po przejęciu spółki Pramerica Życie TUiR, działającej w kraju od 20 lat, na polski rynek wchodzi amerykańska grupa ubezpieczeniowa Unum.

–  Oprócz zmiany nazwy dla naszych klientów nie przewidujemy rewolucyjnych zmian, natomiast z czasem w oparciu o doświadczenie naszego właściciela będziemy oferować nowe produkty, które w jeszcze szerszym zakresie będą chronić klientów w Polsce. Słowo „unum” to łacińskie „jeden” – to symbol wspólnej pracy naszych wszystkich spółek dla ponad 30 mln klientów na całym świecie – podkreśla Małgorzata Morańska.

Dyrektorzy finansowi wyznaczają kierunki cyfrowych zmian w firmach. To wymaga od nich dodatkowych kompetencji

Dyrektorzy finansowi wyznaczają kierunki cyfrowych zmian w firmach. To wymaga od nich dodatkowych kompetencji 2

Dyrektorzy finansowi odegrają kluczową rolę w cyfrowej transformacji przedsiębiorstw – wynika z globalnego badania Accenture. Już w tym momencie 76 proc. CFO ocenia, że rola i zakres ich obowiązków ulegają dużym przeobrażeniom. Oprócz nadzorowania finansów aktywnie uczestniczą w realizacji inwestycji w ich organizacjach z zakresu cyfryzacji. Dlatego w przyszłości funkcja dyrektora finansowego będzie w coraz większym stopniu wymagać zaawansowanych kompetencji cyfrowych, umiejętności współpracy i analizy danych w czasie rzeczywistym – podkreślają eksperci Accenture. 

 Transformacja cyfrowa stała się koniecznością dla większości przedsiębiorstw. Co może zaskakiwać, nowe technologie już teraz bardzo wyraźnie wpływają na sposób funkcjonowania działów finansowych, w tym na rolę dyrektorów finansowych. Według Accenture to właśnie dyrektorzy finansowi oraz ich zespoły odegrają istotną rolę w procesie transformacji cyfrowej – mówi agencji Newseria Biznes Dominik Wójcik, dyrektor w dziale transformacji biznesowej Accenture. – To właśnie pod nadzorem CFO będą przeprowadzane kluczowe inwestycje w nowe technologie oraz innowacyjne rozwiązania, które będą miały na celu np. podwyższenie przychodów, zwiększenie marży bądź poprawienie konkurencyjności firmy – dodaje.

Cyfrowa transformacja dotyczy zarówno procesów związanych z obsługą klienta, jak i wewnętrznego funkcjonowania organizacji. Oprócz wykorzystania nowych technologii wymaga adaptacji pracowników do nowego otoczenia – podwyższania ich kompetencji, szkoleń czy zmiany sposobu wykonywania pracy.

Transformacja cyfrowa ma uzasadnienie w wielu przypadkach: gdy konieczne jest podwyższenie wartości przedsiębiorstwa, gdy organizacja wymaga redefinicji bądź poprawy pozycji rynkowej. Jest to jedyna droga dla przedsiębiorstw, które chcą uzyskać pozycję lidera w danej branży. Bez digitalizacji na dłuższą metę będzie to bardzo trudne do wykonania – mówi Dominik Wójcik.

Jak podkreśla, przedsiębiorstwa, które podejmą decyzję o przeprowadzeniu takiej ewolucji, muszą zadbać o to, żeby zmiany przenikały z góry do dołu organizacji, obejmując wszystkie elementy łańcucha wartości, wszystkie istniejące struktury i systemy.

– Wynikiem transformacji cyfrowej mogą być zupełnie nowe modele biznesowe. Polega ona nie tylko na wprowadzaniu zmian w sposobie funkcjonowania przedsiębiorstwa, lecz przede wszystkim ma na celu zmianę tego, czym faktycznie przedsiębiorstwo jest. Pociąga to za sobą zasadniczo inne podejście do planowania i organizacji biznesu – mówi Dominik Wójcik.

Wiodącą rolę dyrektorów finansowych w tym procesie potwierdziło badanie Accenture („The CFO Reimagined: From Driving Value to Building the Digital Enterprise”) przeprowadzone wśród ponad 700 dyrektorów finansowych oraz ok. 200 specjalistów od finansów w globalnych przedsiębiorstwach. Jednocześnie pokazało ono wyzwania związane z nową rolą CFO. Ponad połowa z nich obawia się, że ich działania są za bardzo reaktywne, a za mało proaktywne, zaś procesy dotyczące analityki są niewystarczająco efektywne i wymagają poprawy.

Obecnie około 34 proc. zadań wykonywanych przez działy finansowe jest zautomatyzowanych. Do roku 2021 prawie połowa (45 proc.) będzie już oparta na zaawansowanych technologiach. Wraz z postępującą automatyzacją rutynowych operacji księgowych standardowa lista obowiązków dyrektorów finansowych będzie coraz częściej obejmować działania związane z planowaniem strategicznym, doradztwem i analityką. Już w tej chwili większość CFO dostrzega, że z czasem wiedza stricte finansowa będzie w coraz mniejszym stopniu powiązana z ich zakresem obowiązków.

 Dyrektor finansowy, aby sprostać nowej roli, będzie musiał ciągle podnosić swoje kompetencje, takie jak biegłość w znajomości nowoczesnych, przełomowych rozwiązań, które docelowo zrewolucjonizują jego branżę – podkreśla dyrektor w dziale transformacji biznesowej Accenture.

Dotyczy to także pozostałych członków działów finansowych. Potrzebne będą takie umiejętności, jak zdolności analityczne, prezentacja i interpretacja danych, dobra komunikacja i zdolność efektywnego porozumiewania się z biznesem tak, aby zbudować z nim odpowiedni dialog.

Jednym z największych wyzwań dla CFO będzie rekrutacja lub szkolenie pracowników w taki sposób, żeby rozumieli, jak zbierać dane w celu pozyskania z nich jak największej liczby informacji. W zakresie jego obowiązków będzie również zapewnienie odpowiednich narzędzi dla jego zespołów.

Lider w branży przekąsek zwiększa inwestycje we Wrocławiu. Nowe receptury słodyczy trafiają stąd na cały świat

0

Lider w branży przekąsek zwiększa inwestycje we Wrocławiu. Nowe receptury słodyczy trafiają stąd na cały świat 3

We wrocławskim Centrum Badań, Rozwoju i Jakości firmy Mondelēz International tworzone są nowe produkty kultowych marek słodyczy lubianych na całym świecie – to tutaj powstają m.in. receptury czekolad Milka czy ciastek Oreo. W kilkanaście miesięcy po otwarciu wrocławskiego ośrodka globalny potentat zdecydował o jego rozbudowie. Za 5 mln dol. stworzona zostanie nowa przestrzeń technologiczna i pilotażowa fabryka dla nowych kategorii produktowych. Oprócz czekolady i ciastek we Wrocławiu będą powstawać też nowe receptury gum do żucia i cukierków znanych brandów. Stąd trafią m.in. na rynki Europy Zachodniej, do Rosji, Afryki i na Bliski Wschód. 

– Innowacje mają dla nas ogromne znaczenie. Nasi klienci cały czas szukają nowych doznań i wariacji na temat ich ulubionych produktów. Staramy się wyprzedzać trendy w branży spożywczej i łączymy to z możliwościami, jakie stwarzają nowe technologie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kevin Powell, wiceprezydent ds. jakości, badań i rozwoju kategorii ciastek, gum i cukierków w Mondelēz International. – Wrocław centrum ma kluczowe znaczenie dla naszych inwestycji, ponieważ zbiegają się w niej różne kategorie produktów – czekolada, gumy i cukierki oraz ciastka. To ważne, bo świetne pomysły rodzą się, gdy łączymy pozornie odmienne rzeczy.

Uruchomione wiosną ubiegłego roku w Bielanach Wrocławskich warte 17 mln dol. Centrum Badań, Rozwoju i Jakości Mondelēz International jest częścią globalnej sieci i jednym z trzech tego typu ośrodków firmy w Europie. W tutejszych laboratoriach tworzone są nowe produkty kultowych marek słodyczy, testowane są także nowe, innowacyjne technologie ich wytwarzania. We wrocławskim centrum pracuje zespół ok. 200 specjalistów (eksperci 28 narodowości, pochodzący z czterech kontynentów) – poczynając od technologów żywności, przez ekspertów z zakresu prawa żywnościowego, testów konsumenckich, badań jakościowych, projektów opakowań, po inżynierów procesu produkcyjnego.

W specjalnym Centrum Badań Sensorycznych starannie dobrani testerzy tworzą swego rodzaju kartę identyfikacyjną produktu, za pomocą której precyzyjnie opisuje się ponad  parametrów dotyczących smaku, zapachu czy tekstury produktu.

– Centrum zajmuje się pracami badawczo-rozwojowymi w czterech kategoriach produktowych, a mianowicie w czekoladzie, ciastkach, gumach do żucia i cukierkach. Mamy tutaj zespoły projektowe złożone z wielu specjalistów, które kreatywnie tworzą nowe produkty dla tych kategorii i udoskonalają obecne procesy produkcyjne – mówi Adam Gajewski, dyrektor Centrum Badań, Rozwoju i Jakości w Mondelēz International.

– Kategoria gum i cukierków jest dla nas bardzo istotna. To jeden z naszych filarów, obok którego mamy jeszcze ciastka i czekoladę. Należą do nas największe światowe marki, jak np. Trident, Dirol, Sour Patch Kids, Swedish Fish i Halls. Są to duże i prężnie rozwijające się marki, obecne w rosnących kategoriach produktów – dodaje Kevin Powell.

Kilkanaście miesięcy po otwarciu wrocławskiego ośrodka globalny potentat zdecydował o jego rozbudowie. Kosztem dodatkowych 5 mln dol. stworzona zostanie nowa przestrzeń technologiczna (1,2 tys. mkw.) i pilotażowa fabryka dla nowych kategorii produktowych. W Centrum mają być prowadzone prace nie tylko nad produktami z segmentu czekolady i ciastek, lecz także nad innowacyjnymi recepturami gum do żucia i cukierków marek znanych na całym świecie. Priorytetem będą prace nad rozwojem produktów dla rynków Europy, z Francją, Wielką Brytanią, Rosją i Turcją na czele, oraz dla Bliskiego Wschodu i Afryki. Do rynków o dużym potencjale zalicza się również Europa Centralna, w tym Polska.

– Dzięki ostatniej inwestycji, która pozwoliła skompletować portfolio produktowe, to centrum stanie się holistycznym ośrodkiem badawczo-rozwojowym dla szeroko rozumianej kategorii przekąsek. Będziemy pracować już nie tylko nad innowacjami w tych poszczególnych kategoriach, lecz także będziemy starali się tworzyć innowacje wynikające z połączenia, z przenikania się tych technologii i receptur, które tutaj zainstalowaliśmy – mówi Adam Gajewski.

Jak podkreśla, nowa inwestycja we Wrocławiu to kolejny wkład Mondelēz w innowacyjność polskiej gospodarki, która jest dla firmy strategiczną lokalizacją. Sieć produkcyjna firmy na terenie kraju obejmuje siedem zakładów, w tym m.in. fabrykę wyrobów czekoladowych w Skarbimierzu, która – wraz z otwartą trzy lata temu tzw. Linią Przyszłości – jest jednym z najnowocześniejszych ośrodków produkcyjnych w Europie.

– We Wrocławiu możemy liczyć na wspaniałe zaplecze naukowo-intelektualne w postaci uniwersytetów i placówek naukowych, które budują potencjał kreatywności. Możemy liczyć na przyjazną atmosferę biznesową, tworzoną na wszystkich szczeblach władzy – począwszy od lokalnej, a skończywszy na administracji centralnej. Stworzyliśmy tutaj ok. 250 miejsc pracy dla wysoko wykwalifikowanej kadry pracowniczej. Są to osoby, które ukończyły studia wyższe i mają doświadczenie naukowe związane z technologią żywności, inżynierią procesu, jakością, bezpieczeństwem żywności czy doświadczenie prawne związane ze znakowaniem produktu – mówi dyrektor wrocławskiego Centrum Badań, Rozwoju i Jakości.

– Takie inwestycje mają kolosalne znaczenie dla miasta i całej aglomeracji wrocławskiej. Pomagają nam budować gospodarkę opartą na wiedzy i umacniają naszą pozycję jako lidera w zakresie nowych technologii, miasta, które ma największą liczbę centrów rozwojowo-badawczych w Polsce. Mondelēz oferuje fantastyczne możliwości rozwoju zawodowego dla młodych ludzi, a my się staramy być atrakcyjnym miastem dla mieszkańców i ściągać talenty z zewnątrz. Dzięki takim inwestycjom jesteśmy wysoko pozycjonowani jako atrakcyjne miasto do rozwoju kariery zawodowej – dodaje Ewa Kaucz, prezes zarządu Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej.

Lekarze z Gdańska chcą ograniczyć liczbę powikłań po udarach mózgu. W badaniach wykorzystają m.in. techniki sztucznej inteligencji

Lekarze z Gdańska chcą ograniczyć liczbę powikłań po udarach mózgu. W badaniach wykorzystają m.in. techniki sztucznej inteligencji 4

Każdego roku udar mózgu dotyka ponad 80 tys. Polaków. U wielu z nich w trakcie leczenia występują poważne powikłania, takie jak krwotok śródczaszkowy. Lekarze z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego i Siemens Healthineers chcą zminimalizować to ryzyko. Dzięki innowacyjnym badaniom będzie możliwe typowanie pacjentów, u których istnieje wysokie ryzyko wystąpienia powikłań. Z taką wiedzą lekarz będzie mógł w każdym przypadku ocenić ryzyko, jakie wiąże się z poddaniem danego pacjenta specjalistycznej terapii, i zaproponować bezpieczniejszą alternatywę. W ramach projektu zostaną zebrane dane obrazowe i kliniczne, a badacze skorzystają m.in. z technologii opartych na sztucznej inteligencji. 

– Udary mózgu są najważniejszą przyczyną niepełnosprawności osób dorosłych na świecie i jedną z najczęstszych przyczyn zgonów. Na szczęście w ostatnim czasie doszło do rewolucji terapeutycznej w ich leczeniu. Mamy dwie bardzo ważne metody terapeutyczne: metodę farmakologiczną, czyli trombolizę dożylną, w rzadkich przypadkach także dotętniczą, oraz trombektomię mechaniczną. W kontekście projektu, który zaczynamy, bardzo ważna jest indywidualizacja terapii, czyli bardzo dobra, prawidłowa selekcja pacjentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Bartosz Karaszewski, kierownik Kliniki Neurologii Dorosłych Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Gdański Uniwersytet Medyczny – we współpracy z Siemens Healthineers – rozpoczął projekt pod nazwą „Identyfikacja markerów ryzyka wystąpienia krwawienia śródczaszkowego związanego z leczeniem trombolitycznym ostrych udarów niedokrwiennych”. Jego celem jest ograniczenie liczby poważnych działań niepożądanych leczenia specyficznego udaru mózgu, takich jak krwotok śródczaszkowy, który radykalnie pogarsza rokowania pacjentów.

– Chcemy też rozszerzyć okno terapeutyczne, czyli  okres, w którym możemy rozpocząć terapię, dla pacjentów leczonych specyficznie. Wiemy, że jest grupa pacjentów, którzy nawet do 24 godzin – albo i dłużej – mieliby dobre rokowania po zastosowaniu tych metod terapeutycznych. Jednak indywidualizacja leczenia, czyli kwalifikacja do terapii, musi być o wiele bardziej wyrafinowana niż w standardowym oknie terapeutycznym – mówi prof. Bartosz Karaszewski. – Mamy już pewne dane na ten temat, ale chcemy je bardziej zindywidualizować za pomocą metod neuroobrazowych, połączonych z metodami biologii molekularnej i klasyczną oceną kliniczną.

W ramach projektu zostaną zebrane dane obrazowe, kliniczne i proteomiczne od pacjentów z udarem niedokrwiennym mózgu. Wykorzystując analizę matematyczną, głębokie uczenie i metody sztucznej inteligencji, badacze chcą wytypować czynniki pozwalające przewidzieć, u których pacjentów wystąpi krwawienie śródczaszkowe w czasie leczenia. Mając taką wiedzę, lekarz będzie mógł ocenić, z jakim ryzykiem wiąże się poddanie danego pacjenta terapii trombolitycznej i zaproponować inne, bezpieczne leczenie, które zapobiegnie skutkom niepożądanym.

– Będziemy stosować badanie metodą rezonansu magnetycznego w kwalifikacji chorych do leczenia trombektomią i trombolizą. Będziemy także szukać czynników, które pozwolą nam ocenić, dlaczego u pewnej grupy chorych wystąpiły powikłania w postaci krwawienia – prof. Edyta Szurowska, kierownik Zakładu Radiologii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, prorektor ds. klinicznych Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. – W przyszłości ten projekt pozwoli nam wyeliminować tę grupę chorych, u których przebieg leczenia będzie niekorzystny. Myślę, że dla wszystkich neurologów posiadanie takiej wiedzy w momencie wdrażania leczenia będzie bardzo istotne.

W trakcie projektu zostaną wykorzystane innowacyjne rozwiązania Siemens Healthineers, które umożliwiają dokładniejsze niż do tej pory obrazowanie ośrodkowego układu nerwowego, w szczególności w przebiegu ostrych udarów niedokrwiennych.

– Nasze rozwiązania pozwalają wyeliminować niepożądaną zmienność pochodzącą od pacjenta dzięki zastosowaniu innowacyjnego rozwiązania systemu BioMatrix. Ta technologia – oparta m.in. o sztuczną inteligencję – dopasowuje się do pacjenta. To ważne w przypadku udarów niedokrwiennych, kiedy pacjent jest niewspółpracujący, nieprzytomny – mówi dr Kamil Gorczewski, menadżer współpracy naukowej i klinicznej w Siemens Healthineers – W tym projekcie będziemy stosować wyrafinowane techniki statystyczne, techniki głębokiego uczenia oraz sieci neuronowe. Te techniki – oparte o sztuczną inteligencję – są tak dobre, jak dobre są dane wykorzystywane w procesie uczenia tych narzędzi do samodzielnego podejmowania decyzji. Jesteśmy przekonani, że dane, które otrzymamy dzięki współpracy z Gdańskim Uniwersytetem Medycznym, będą najwyższej jakości i pozwolą naszym narzędziom opartym o sztuczną inteligencję celnie różnicować grupę pacjentów poddanych leczeniu trombolitycznemu. 

Żywiec Zdrój mocno stawia na ekologię. Firma już w 2020 roku zobowiązuje się zbierać i przetwarzać tyle samo plastiku, ile wprowadzi na rynek

Żywiec Zdrój mocno stawia na ekologię. Firma już w 2020 roku zobowiązuje się zbierać i przetwarzać tyle samo plastiku, ile wprowadzi na rynek 5

Każdego roku Europejczycy wytwarzają 25 mln ton odpadów z tworzyw sztucznych, z których do recyklingu trafia niespełna 30 proc. Na poziomie legislacyjnym podejmuje się coraz więcej działań, które mają podnieść ten wskaźnik. W proekologiczną politykę coraz aktywniej włącza się też prywatny biznes. Marka Żywiec Zdrój już w 2020 roku zbierze i podda recyklingowi taką samą ilość plastiku, jaką wprowadzi na rynek. Firma zamierza również wspólnie z partnerami działać na rzecz efektywnego systemu zbiórki i recyklingu, tak by w 2025 w Polsce możliwy był recycling min. 90 proc. butelek PET. 

– Dziś wszystkie butelki, etykiety i nakrętki, które wprowadzamy na rynek, w 100 proc. nadają się do przetworzenia jako surowce wtórne. To oznacza, że jeśli są właściwie segregowane, mogą dostać drugie życie. To bardzo ważne, bo dziś na rynku wskaźnik recyklingu opakowań plastikowych wynosi tylko 30 procent – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną  Newseria Biznes Frédéric Guichard, prezes Żywiec Zdrój SA. – W Żywiec Zdrój jesteśmy przekonani, że ani jedna plastikowa butelka nie powinna trafić do środowiska. Właśnie dlatego podejmujemy teraz ważne zobowiązanie, tak aby działać na rzecz zwiększenia efektywności systemu zbiórki i recyclingu w Polsce.

Z szacunków Komisji Europejskiej wynika, że co roku Europejczycy wytwarzają 25 mln ton odpadów z tworzyw sztucznych, z czego jedynie niecałe 30 proc. jest poddawane recyklingowi. Przyjęta w styczniu ogólnoeuropejska Strategia dla Tworzyw w Gospodarce o Obiegu Zamkniętym zakłada, że do 2030 roku wszystkie opakowania z tworzyw sztucznych na rynku Unii Europejskiej mają się nadawać do recyklingu. W te działania proekologiczne coraz aktywniej włącza się prywatny biznes.

– Jako Żywiec Zdrój zobowiązujemy się dzisiaj do podjęcia działań na rzecz efektywnego systemu zbiórki i recyklingu butelek plastikowych w Polsce, by możliwe było odzyskanie do 2025 roku ponad 90 proc. opakowań PET. W pierwszym kroku zobowiązujemy się, że już w 2020 roku taka sama ilość plastiku, jaką wprowadzamy na rynek, zostanie zebrana i oddana do recyklingu – mówi Frédéric Guichard.

Marka podkreśla, że bierze pełną odpowiedzialność za pełen cykl życia swoich produktów. Dlatego już w 2020 roku taka sama ilość plastiku, jaką wprowadzi na rynek, zostanie zebrana i poddana recyklingowi. Ponadto Żywiec Zdrój będzie stopniowo zwiększać udział przetworzonego plastiku w swoich butelkach, jednocześnie pracując nad rozwiązaniami alternatywnymi dla plastikowych opakowań. Już teraz dzięki współpracy z organizacją odzysku i innymi producentami firma przewyższa o 10 proc. prawny obowiązek zbiórki i recyklingu plastiku.

– Efektywne zbieranie i ponowne wykorzystanie odpadów opiera się na trzech głównych czynnikach. Pierwszym jest design – wszystkie opakowania muszą być zdatne do recyklingu. Drugim aspektem jest zaangażowanie konsumentów, ponieważ wszystko zależy od tego, czy prawidłowo segregują śmieci – zmierzamy wykorzystać całą siłę naszej marki, aby podnosić świadomość społeczeństwa w tym zakresie. Kolejnym kluczowym elementem jest działanie na rzecz bardziej efektywnego systemu, do czego zachęcamy wszystkie uczestniczące w nim – wymienia Frédéric Guichard.

Realizacja celów, do których zobowiązała się firma, będzie to możliwa dzięki współdziałaniu z Rekopolem oraz rozszerzonej współpracy z innymi uczestnikami systemu zbiórki i recyklingu, jak również dzięki kampaniom edukacyjnym prowadzonym zarówno lokalnie, jak i w skali ogólnopolskiej z wykorzystaniem opakowania i innych kanałów komunikacji.

– Działanie na rzecz bardziej efektywnego systemu zbierania i recyklingu butelek plastikowych to ogromne wyzwanie. Sami z pewnością sobie z nim nie poradzimy. Potrzebna jest ścisła współpraca z partnerami i władzami, co pozwoli na promowanie gospodarki o obiegu zamkniętym. Chodzi o możliwość ponownego wykorzystania zebranych butelek plastikowych do produkcji kolejnych przedmiotów, w tym również kolejnych butelek. Już dziś udział przetworzonego surowca PET w naszych opakowaniach wynosi średnio 12 proc., a długofalowo będziemy dążyć do zwiększenia jego obecności – tym samym generując większy popyt rynkowy na przetworzony surowiec – mówi Frédéric Guichard.

Kwestia opakowań stanowi obecnie jedno z największych wyzwań zarówno dla polskiej, jak i europejskiej gospodarki. Obecnie stosowane metody ich produkcji wymagają zmian. Mimo rosnącej świadomości Polaków w kwestii środowiskowej wskaźniki poziomu zbiórki i recyklingu odpadów z tworzyw sztucznych są niewystarczające.

Rośnie rola kobiet w IT i nowych technologiach. Blisko 800 pań pracuje już w zakresie kryptologii i cyberbezpieczeństwa państwa

Rośnie rola kobiet w IT i nowych technologiach. Blisko 800 pań pracuje już w zakresie kryptologii i cyberbezpieczeństwa państwa 6

W ciągu następnej dekady wpływ kobiet na globalną gospodarkę będzie co najmniej tak znaczący, jak wpływ ponad miliardowych populacji Chin i Indii – podaje Citi Research. Kobiety są też coraz silniejsze w branży informatycznej i technicznej. W największych start-upach technologicznych kobiety zajmują co trzecie stanowisko. Coraz większa jest liczba pań decydujących się na założenie munduru wojskowego i tych, które angażują się w cyberbezpieczeństwo kraju. Łącznie w korpusach informatyki, kryptologii i cyberbezpieczeństwa pracuje ok. 800 kobiet.

– Ministerstwo Obrony Narodowej i resort obrony narodowej są otwarci na kobiety, ekspertów z branży IT, po kierunkach również matematycznych, informatycznych, czy inżynierów. Mamy zarówno instytuty badawcze, jak i instytucje zajmujące się obroną, cyberbezpieczeństwem, kryptologią czy rozwojem technologii informatycznych – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Anna Pacholska z Ministerstwa Obrony Narodowej.

Na całym świecie rządy inwestują w cyberbezpieczeństwo. Według danych Interpolu wpływy z cyberprzestępczości przekroczyły te z narkobiznesu i szacuje się je na 500 mld dol. rocznie. Nawet kilkudziesięciu ataków hakerskich doświadczyła zdecydowana większość polskich firm. Narażone są także systemy państwa. Wojny przenoszą się do wirtualnego świata, a zablokowanie działania instytucji państwowych mogłoby zakłócić funkcjonowanie całego kraju. Dlatego budowane są całe zespoły wojsk, które mają zadbać o szeroko pojęte cyberbezpieczeństwo.

Kobiety coraz mocniej wkraczają do świata nowych technologii i informatyki. Szacuje się, że wśród 50 jednorożców co trzecie stanowisko zajmuje kobieta. W całej Europie wśród 17 mln inżynierów i naukowców 7 mln to kobiety. W Polsce na 1,2 mln naukowców i inżynierów 600 tys. to właśnie panie.

– Jeśli chodzi o kompetencje, one nie mają płci. Tak samo jesteśmy otwarci na ekspertów kobiety, jak i ekspertów mężczyzn. Bardzo zachęcamy kobiety do szukania pracy w instytucjach resortu obrony narodowej. Nie szukamy tylko żołnierzy, ale mamy też bardzo bogatą ofertę dla stanowisk cywilnych, a oferta ta wiąże się z bardzo ciekawymi zadaniami i tematami, których nigdzie indziej na rynku cywilnym nasi eksperci nie są w stanie znaleźć – przekonuje Anna Pacholska.

Coraz większe jest też zainteresowanie młodych Polek kierunkami technicznymi i informatycznymi. Raport „Kobiety na politechnikach” wskazuje, że udział kobiet wśród studentów kierunków informatycznych w Polsce wynosi 14,3 proc. W ciągu roku odsetek wzrósł o jedną ósmą. Jest to historycznie największy wzrost w tej dziedzinie. Liczba studentek informatyki rośnie w tej chwili dwa razy szybciej niż studentów płci męskiej. Jak podaje Komisja Europejska, tylko dzięki kobietom PKB ma szansę rosnąć o 16 mld euro rocznie.

Pań nie brakuje także w wojsku. W Polsce – według danych MON – zawodową służbę wojskową pełni ponad 6 tys. kobiet (blisko 6 proc. ogółu żołnierzy). Coraz więcej kobiet trafia do informatycznych sekcji.

– Mamy nadzieję, że stanowiska związane z IT i nowymi technologiami będą chętniej obsadzane przez kobiety. Chcielibyśmy, żeby resort obrony narodowej też był traktowany jako ciekawe miejsce pracy właśnie dla kobiet, bo nie szukamy wyłącznie komandosów, którzy biegają z bronią, ale szukamy prawdziwych ekspertów i wierzymy, że kobiety, które mają naturalną pracowitość i kreatywność, że również u nas będą chciały pracować i nie będą się tego bały, tylko podejmą to wyzwanie – podkreśla Anna Pacholska.

Resort obrony podaje, że już teraz w korpusie łączności i informatyki pracuje 770 kobiet, znacznie mniej w kryptologii – 17.

PZPM: Autobusy elektryczne stworzą zupełnie nowe możliwości, np. wjazdu do środka centrum handlowego. Rządowe wsparcie powinno jednak obejmować także hybrydy

PZPM: Autobusy elektryczne stworzą zupełnie nowe możliwości, np. wjazdu do środka centrum handlowego. Rządowe wsparcie powinno jednak obejmować także hybrydy 7

Koncentracja wyłącznie na elektromobilności to błąd. Rządowe i legislacyjne wsparcie powinno uwzględniać również hybrydy – będące dobrym łącznikiem na drodze do zeroemisyjności – oraz technologie wodorowe, których rozwój mógłby pchnąć polską naukę i gospodarkę do przodu – ocenia Michał Wekiera, dyrektor wykonawczy PZPM. Elektromobilność to również wyzwanie dla samorządów – z jednej strony przyczyni się do ograniczenia smogu i stworzy nowe możliwości planowania przestrzennego, z drugiej strony będzie się wiązać z wydatkami, których miasta mogą nie udźwignąć.

– Niestety, ustawa o elektromobilności i działania NCBiR w bardzo dużym stopniu koncentrują się wyłącznie na pojazdach elektrycznych, z naciskiem na baterie, tylko częściowo uwzględniając inne technologie. Natomiast – naszym zdaniem – błędem jest pominięcie technologii hybrydowych. One są doskonałym łącznikiem na drodze do zeroemisyjności. Inne technologie wymagają zaawansowanych badań i mogłyby zdecydowanie pchnąć polską naukę do przodu – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Wekiera, dyrektor wykonawczy Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Według ACEA w 2017 roku zarejestrowano w Polsce tylko 439 samochodów z napędem w pełni elektrycznym, a w I kwartale 2018 Polacy kupili 152 takie auta (co i tak stanowiło wzrost o 130 proc. w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej). Udział elektryków w polskim rynku motoryzacyjnym nie przekracza kilku procent, ale szybko rośnie, na co wpływ ma m.in. przyjęta na początku roku ustawa, która wprowadza system zachęt i ulg podatkowych dla nabywców takich aut. Z drugiej strony rozwój elektromobilności hamuje wciąż słabo rozwinięta w Polsce infrastruktura do ładowania pojazdów elektrycznych, co utrudnia korzystanie z nich na dużą skalę.

Elektryki są zasilane bateriami litowo-jonowymi, a w tej chwili ponad połowa ich produkcji – opartej na ograniczonych zasobach – pochodzi z Chin (według ICCT). Dlatego rządowe i legislacyjne wsparcie powinno szerzej obejmować także technologie wodorowe i hybrydowe. Jak podkreśla dyrektor PZPM, pojazdy hybrydowe są nadal zdecydowanie tańsze od elektryków i bardziej elastyczne w użytkowaniu.

– W momencie, kiedy nie mamy jeszcze wystarczająco rozbudowanej infrastruktury ładowania, pojazd hybrydowy może być rozwiązaniem, które pozwoli nam dojść do celu zerowej emisyjności – mówi Michał Wekiera.

Ustawa o elektromobilności nałożyła określone cele do realizacji na samorządy. Wymagany udział autobusów zeroemisyjnych w miejskich flotach ma wynieść 5 proc. do 2021 roku i 30 proc. do 2028 roku – ten wymóg dotyczy 80 gmin i powiatów o liczbie mieszkańców przekraczającej 50 tys. Realizacja tych założeń będzie dla samorządów oznaczać zwiększone koszty, ponieważ autobusy elektryczne czy hybrydowe są nawet 2,5-rotnie droższe w zakupie. Kwestią, która może uwarunkować rozwój elektromobilności w Polsce, jest również cena prądu.

– Na dziś nie wiemy, jaka będzie w przyszłości cena prądu w przypadku wykorzystania go na cele transportowe. Obecnie dużą część dochodów budżetu państwa stanowi akcyza z paliwa. Kiedy będziemy zużywać go mniej, bo przestawimy się na prąd – państwo zacznie szukać dochodów i niewykluczone, że cena prądu zostanie oakcyzowana i może wzrosnąć. To będzie stanowić wyzwanie dla budżetów samorządów – podkreśla Michał Wekiera.

Z opublikowanego w marcu raportu „Paliwa alternatywne w komunikacji miejskiej”, opracowanego przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA), wynika, że w ciągu najbliższych 10 lat na ulicach polskich miast ma się pojawić już około 3,5 tysiąca autobusów elektrycznych bądź zasilanych paliwami alternatywnymi. Podstawową korzyścią dla samorządów będzie ograniczenie emisji spalin i poprawa jakości powietrza, jednak takie pojazdy stworzą zupełnie nowe możliwości, choćby w obszarze planowania przestrzennego.

– Autobus elektryczny jest dużo cichszy, w związku z tym może wjeżdżać w miejsca, o których do tej pory nawet nie myśleliśmy. Przykładowo, może wjechać do środka centrum handlowego czy podwozić pasażerów do wnętrza szpitala. Ponieważ nie emituje substancji szkodliwych, może wjechać do zamkniętego pomieszczenia. Autobusy elektryczne to dla miast duża szansa – podkreśla Michał Wekiera, dyrektor wykonawczy Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Według analiz Mordor Intelligence, globalny rynek autobusów elektrycznych osiągnie do 2023 r. wartość blisko 90 mld dol. i będzie rosnąć w najbliższych pięciu latach w tempie 25 proc. średniorocznie.

Avis Budget Group wdrożyło technologię connected cars

Avis Budget Group wdrożyło technologię samochodów połączonych (ang. connected cars) w Niemczech i Szwajcarii. To kolejny krok na drodze do realizacji głównego celu firmy, który zakłada, że do 2020 roku jej flota na całym świecie, w tym również w Polsce, będzie składać się wyłącznie z pojazdów połączonych.

Terminem „samochody połączone” (ang. connected cars) określa się pojazdy, które dzięki połączeniu z internetem, umożliwiają gromadzenie, analizę i korelowanie danych o aucie. Pozwala to lepiej zarządzać samą flotą oraz ruchem miejskim.

Samochody połączone z siecią w kolejnych krajach

Avis Budget Group w pierwszej kolejności wdrożył technologię connected cars w Wielkiej Brytanii, Belgii, Luksemburgu oraz Holandii. W tych czterech państwach samochody połączone są dostępne od maja tego roku. Obecnie w Szwajcarii i Niemczech firma posiada w sumie ponad 3 tysiące połączonych samochodów Opla oraz PSA. Kolejni producenci aut proponują rozwiązania umożliwiające łączność pojazdów, stąd w nadchodzących miesiącach ich liczba będzie rosła.

Korzyści dla firmy i klienta

Technologia connected cars dostarcza korzyści zarówno Avis Budget Group, jak i osobom korzystającym z jego usług. Pozwala między innymi precyzyjnie określić zużycie paliwa przez danego użytkownika auta, co zwiększa transparentność wynajmu. Przyspiesza również proces odbioru i zwrotu pojazdu, dzięki automatycznemu zebraniu i dostarczeniu do systemu niezbędnych informacji.

– Wykorzystanie danych z samochodów połączonych umożliwia osiągnąć znaczne oszczędności oraz poprawić wygodę korzystania z naszych usług. Dostarczane na bieżąco, precyzyjne informacje, pozwalają zapewnić jeszcze większą satysfakcję klienta, zwiększyć efektywność naszej codziennej pracy oraz zoptymalizują utrzymanie samochodów – wymienia Mark Servodidio, President International Avis Budget Group.

Avis Budget Group zadeklarował, że do 2020 roku należąca do niego flota na całym świecie, również w Polsce, będzie składała się jedynie z samochodów połączonych.

Giełdowy Indeks Produkcji wzrósł w listopadzie o 2.85%

Pogarszające się nastroje w przemyśle nie powstrzymały pozytywnego odbicia na akcjach polskich spółek produkcyjnych. W listopadzie mieliśmy do czynienia z poprawą kursu Giełdowego Indeksu Produkcji, który po fatalnym październiku wzrósł o 2.85% i zamknął miesiąc na poziomie 882.82 punktów. 

W indeksie GIP60 znów przeważały spółki notujące miesięczny spadek wartości. Jednak tym razem różnica ta była niewielka (32 spółki spadkowe i 26 wzrostowych), a wzrosty były przeważnie mocniejsze niż spadki, co przełożyło się na listopadowe przełamanie negatywnego trendu i wzrost wartości indeksu GIP60 do poziomu 882.82 punktów (+2.85% m/m).

Najwyższą średnią miesięcznych stóp zwrotu w listopadzie osiągnęły spółki projektujące i dystrybuujące odzież, w skrócie: „projektanci”. Należy tutaj zaznaczyć, że średni wzrost na poziomie 7.64% m/m to przede wszystkim zasługa 25.87% wzrostu na akcjach spółki CCC. Równie dobrze poradziły sobie spółki odzieżowe, które oprócz projektowania i dystrybucji, zajmują się również produkcją. Ta grupa spółek w listopadzie wypracowała średni wzrost na poziomie 6.97% m/m. Również w tym przypadku duża część wzrostu to zasługa jednej spółki. Chodzi o CDRL, której wartość rynkowa wzrosła w listopadzie o 19.03%. Dodatnią średnią stopę zwrotu wypracowały jeszcze tylko firmy z sektora metalurgiczno-hutniczego (3.55% m/m) i chemicznego (0.92% m/m).

W zeszłym miesiącu mieliśmy do czynienia z najniższymi, od początku prowadzenia badań, stopami zwrotu trzech liderów rankingu GIP60 – tylko ROPCZYCE wypracowały wówczas miesięczny wzrost wartości powyżej 10%. W listopadzie sytuacja przedstawia się zgoła odmiennie i podium rankingu GIP60 zajęły spółki, które solidarnie wypracowały ponad 25% miesięczną stopę zwrotu, a lider zbliżył się nawet do 50%.

Podium dla Dolnego Śląska

Zwycięzcą listopadowego rankingu GIP60, za sprawą wzrostu ceny akcji o 45.54% m/m, została spółka FEERUM. Jest ona jednym z największych w Polsce producentów elewatorów, silosów zbożowych i suszarni ulokowany w Chojnicach na Dolnym Śląsku, a także jedną z tych spółek, które w tym roku straciły wyjątkowo dużo na wartości rynkowej. Jeszcze parę sesji temu jej kurs znajdował się na poziomie 1/3 tego, co na początku roku. Co więcej, praktycznie cały listopadowy wzrost ceny akcji tej spółki został wypracowany na dwóch ostatnich sesjach miesiąca. Powodem takiego nagłego zwrotu jest duży kontrakt na dostawę kompleksów silosów zbożowych na Ukrainę, podpisany z Epicentr K LCC. Łączna wartość umowy sięga ponad 200 mln zł, czyli ponad dwukrotnie więcej niż suma przychodów spółki za pierwsze trzy kwartały tego roku.

Miejsce drugie, w przedostatnim rankingu GIP60 w tym roku, zajęła GRUPA AZOTY za wzrost ceny akcji o 26.18%. Jest to największy koncern chemiczny w Polsce, zlokalizowany w okolicach Tarnowa, ale posiadający zakłady produkcyjne m.in. w Puławach, Kędzierzynie-Koźlu, Policach, Gdańsku, Gorzowie, Chorzowie, a nawet w Niemczech (Guben). Na potwierdzenie dużej skali działalności warto dodać, że GRUPA AZOTY to drugi w Unii Europejskiej producent nawozów mineralnych i trzeci producent nawozów wieloskładnikowych. Ponadto, firma zajmuje się także produkcją tworzyw konstrukcyjnych, alkoholi OXO i plastyfikatorów. W listopadzie pojawiło się sporo informacji dotyczących jej samej i jej otoczenia, m.in. wyniki finansowe za III kwartał, gdzie można było zauważyć wzrost przychodów, ale i stratę netto na poziomie 105 mln zł. Spadającą rentowność zarząd tłumaczy wzrostami cen gazu, surowców energetycznych oraz uprawnień do emisji CO2. W listopadzie MSCI ogłosiło również rewizję swoich indeksów, w wyniku której GRUPA AZOTY opuściła pod koniec miesiąca główny indeks MSCI Poland i została przeniesiona do indeksu mniejszych spółek (small cap). Kolejna informacja związana jest z nabyciem 100% udziałów w niemieckiej spółce Goat TopCo GmbH. Kolejnym pozytywnym bodźcem dla kursu akcji była decyzja Parlamentu Europejskiego w sprawie limitów kadmu w nawozach, którą spółka określiła jako zadowalającą.

Najniższy stopień podium w listopadowym GIP60 przypadł spółce CCC (25.87% m/m). Kolejnemu producentowi z Dolnego Śląska (Polkowice) zajmującemu się projektowaniem i dystrybucją obuwia na terenie Polski oraz w większości krajów Europy środkowowschodniej. Raport okresowy za pierwsze trzy kwartały 2018 roku wykazał wzrost przychodów na poziomie 15.6% r/r, ale także spadek zysku operacyjnego o 40.1% r/r. Na spadek rentowności spółka zareagowała informacjami o planach rozwoju na rynkach zagranicznych, w tym przede wszystkim na rynku niemieckim, gdzie spółka skupia się na zwiększeniu rentowności poprzez optymalizację kosztów.

Zmiana nastrojów w przemyśle europejskim

Listopadowe badanie nastrojów panujących wśród menedżerów największych firm produkcyjnych wykazało nieznaczny spadek PMI w strefie euro z 52.0 do 51.8 punktów. Złożyło się na to kilka wzrostów w takich państwach, jak Hiszpania (z 51.8 do 52.6), Austria (z 53.8 do 54.9), Irlandia (z 54.9 do 55.4), czy Grecja (z 53.1 do 54), ale także wiele spadków. Nastroje pogorszyły się w np. w  Niemczech (z 52.0 do 51.8), Francji (z 51.2 do 50.8), Holandii (z 57.1 do 56.1), we Włoszech (z 49.2 do 48.6) i w Czechy (z 52.5 do 51.8). Spośród wszystkich krajów europejskich tylko w trzech zanotowano w listopadzie odczyt PMI poniżej granicy 50.0 pkt. Były to Włochy (48.6), Turcja (44.7) i Polska (49.5).

Polskie nastroje najgorsze od lat

Spadek PMI w naszym kraju z poziomu 50.4 punktów w październiku do 49.5 w listopadzie był już czwartym z rzędu, a wartość 49.5 jest najniższym odczytem od września 2014 roku i przerywa rekordowy, ponad czteroletni, okres nieprzerwanego wzrostu polskiego sektora przemysłowego. Za pogorszenie koniunktury odpowiada zarówno spadek nowych zamówień, jak i produkcji i zatrudnienia.

Czwarty miesiąc z rzędu spada liczba nowych zamówień eksportowych, i to pomimo względnie niskiego kursu naszej waluty. Niepokojący jest także spadek nastrojów u naszego głównego partnera handlowego, który również negatywnie oddziałuje na sytuację na naszym rodzimym rynku.

Do pozytywnych sygnałów należy zaliczyć normalizację stosunków handlowych na linii Waszyngton-Pekin. Zawieszenie broni w trwającej od paru kwartałów wojnie celnej powinno pozytywnie wpłynąć na globalną sytuację ekonomiczną. Tak odebrały tę informację rynki kapitałowe, które od początku sesji znacznie zyskują na wartości i GPW nie jest tutaj wyjątkiem. Miejmy nadzieję, że jest to zapowiedź „Rajdu św. Mikołaja”, który pozwoli odpracować przynajmniej część spadków z tego roku.

Ameryka niezależna energetycznie

Gdy wszyscy oczekiwali na komunikat OPEC na temat redukcji podaży ropy naftowej, pojawiła się znacznie bardziej interesująca informacja. Według cotygodniowych Departamentu Energii Stany Zjednoczone stały się krajem dostarczającym światu ropę i jej produkty – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

W poprzedniej dekadzie Amerykanie importowali netto (różnica pomiędzy importem i eksportem) nawet 13 milionów baryłek dziennie (b/d) ropy i jej produktów. To olbrzymia wielkość wynosząca ok. 15 proc. globalnego popytu. Stanowiło to także 25-krotność zapotrzebowania na ropę w Polsce.

Spadek zapotrzebowania na ropę i paliwa z zagranicy dało się zaobserwować w USA już od 2010 r., chociaż jeszcze wtedy deficyt wymiany handlowej tych towarów sięgał dziennie 10 mln b/d. Dzięki rewolucji łupkowej malał on jednak sukcesywnie, by osiągnąć średni dzienny poziom we wrześniu br. na poziomie 2,27 mln b/d. To była najniższa wartość przynajmniej od 1973 r. – według danych EIA.

Historyczny moment

Według bardziej aktualnych, ale jednocześnie zmiennych i często rewidowanych danych, USA w ostatnim tygodniu listopada wyeksportowały więcej ropy i jej produktów niż zakupiły na świecie. Osiągnięte zostało dodatnie historyczne saldo wymiany handlowej na poziomie 231 tys. b/d.

Ten wynik prawdopodobnie się nie utrzyma, gdyż oczywiście w ciągu dwóch miesięcy praktycznie niemożliwe byłoby takie zwiększenie wydobycia ropy. Nadwyżka więc wynika z obserwowanego silnego obniżenia importu w poprzednim tygodniu. Średni import ropy w ostatnim miesiącu wyniósł 7,6 mln b/d (amerykańskie wydobycie wyniosło 11,7 mln b/d), a w badanym tygodniu tylko 7,2 mln. Dodatkowo eksport zwiększył się o 760 tys. b/d i wyniósł 3,2 mln b/d. Cały czas jednak saldo wydobycia ropy pozostawało silnie ujemnej.

Do kalkulacji EIA brany jest jednak również bilans produktów ropy naftowej i częściowo wydobycia gazu. Ponieważ z jednej baryłki ropy naftowej (42 galony) powstaje według EIA 45 galonów produktów naftowych, w procesie przerobu ropy pojawia się dodatkowo o ok. 1 mln b/d produktów. Amerykańska benzyna jest eksportowana np. do Meksyku.

Bardzo mocno rośnie podaż produktów ciekłych (etan, propan, butan), które powstają w czasie przerobu gazu ziemnego oraz ropy naftowej. Produkcja wynosi ok. 4,5 mln b/d, w większości są one eksportowane. Wchodzą one również w bilans ropy naftowej i jej produktów. Dzięki rewolucji łupkowej w USA ich podaż wzrosła dwukrotnie w ciągu sześciu lat.

Amerykańska niezależność energetyczna to już praktycznie fakt, mimo że oczyszczona z tygodniowych wahań stała nadwyżka pojawi się za ok. dwa lata. Wydarzenia na rynku surowców energetycznych zdecydowanie polepszają geopolityczną pozycję Stanów Zjednoczonych. Czy te informacje mogą mieć także pozytywny wpływ dla Polski oraz Unii Europejskiej?

Korzyści również dla nas

Fakt, że Amerykanie przestaną wysysać ropę z całego świata, ma negatywny wpływ na ceny tego surowca, a więc i pozytywne skutki dla krajów importujących ropę. Z kolei państwa należące do OPEC i Rosja czują się obecnie zagrożone, że premia, którą uzyskiwały z eksportu „czarnego złota”, będzie się zmniejszać.

OPEC i Rosja próbują się ratować, zawiązując sojusz i ograniczając podaż, ale ma to tylko przejściowy pozytywny skutek dla kartelu. W kolejnych latach dzięki rewolucji łupkowej w USA zarówno Polska, jak i cała Unia Europejska będą mniej płacić za ropę i jej produkty, a więcej środków zostanie na inwestycje publiczne czy prywatne oraz konsumpcję gospodarstw domowych.

Konkurs Mikroprzedsiębiorca Roku 2018

Już niespełna 2 tygodnie dzielą nas od zakończenia przyjmowania zgłoszeń w czternastej edycji Konkursu Mikroprzedsiębiorca Roku. Konkurs w którym najmniejsze firmy z całej Polski mają szansę na przedstawienie swoich osiągnięć oraz zdobycie głównej nagrody – 40 tys. złotych. Udział w Konkursie jest bezpłatny, jedynym wymogiem jest wypełnienie formularza zgłoszeniowego oraz spełnienie podstawowych warunków konkursu: mniej niż 10 zatrudnionych pracowników oraz obrót roczny nieprzekraczający 2 mln euro.

Tytuł „Mikroprzedsiębiorca Roku 2018” oraz nagroda pieniężna – to nie jedyne odznaczenia przygotowane przez organizatorów. Przyznane zostaną także 4 dodatkowe wyróżnienia i nagrody finansowe w kategoriach Start (dla najmłodszych mikroprzedsiębiorstw), Progres (dla firm w „średnim wieku”), Senior (dla firm działających na rynku najdłużej) oraz Młody Biznes (dla mikroprzedsiębiorstw prowadzonych przez osoby poniżej 30. roku życia). Dbając o promocję przedsiębiorczości we różnych regionach Polski, Kapituła Konkursu przygotowała także 8 specjalnych wyróżnień dla najprężniej rozwijających się mikrofirm z całego kraju. Ostateczne wyniki Konkursu zostaną ogłoszone w marcu 2019 r. podczas Gali Finałowej, która tradycyjnie odbędzie się w siedzibie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Celem naszego Konkursu jest nie tylko promocja i wspieranie przedsiębiorczości, ale również inspirowanie innych do rozpoczęcia własnego przedsięwzięcia, które będzie nie tylko źródłem dochodu, a i pasją na całe życie. Poświęcenie się oraz zaangażowanie zawsze muszą być wynagradzane, zwłaszcza jeśli stoi za tym innowacyjny i efektywny biznes, z dużym potencjałem – Ewa Sobkiewicz, Prezes Zarządu IFR.

Sławomir S. Sikora, Prezes Zarządu Citi Handlowy
Sławomir S. Sikora, Prezes Zarządu Citi Handlowy

W dotychczasowych edycjach Konkursu wzięło udział blisko 3000 przedsiębiorców z przeróżnych branż, z których ponad 130 zostało nagodzonych. To Konkurs, w którym od lat wspieramy polską przedsiębiorczość, będąca paliwem dla naszej gospodarki. Z dużym zadowoleniem przyglądam się laureatom naszego Konkursu, którzy z roku na rok są coraz bardziej innowacyjni, ale też coraz bardziej odważni. Jak pokazuję nasz program, mikro przedsiębiorcy już nie myślą o Polsce jako jedynym rynku, ale stawiają pierwsze kroki także na rynkach zagranicznych. To tendencja, której mocno kibicuje, bo nie mam wątpliwości co do konkurencyjności polskich biznesów i wierzę w to, że laureaci Konkursu Mikroprzedsiębiorca Roku mogą odnosić sukcesy na światowych rynkach – Sławomir S. Sikora, Prezes Zarządu Citi Handlowy.

Konkurs Mikroprzedsiębiorca Roku jest cyklicznie organizowany od 2005 roku. Od zeszłego roku operatorem Konkursu jest Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych. Konkurs Mikroprzedsiębiorca Roku realizowany jest w partnerstwie z Citi Handlowy (partner strategiczny), Fundacją Kronenberga przy Citi Handlowy (partner merytoryczny) oraz finansowany ze środków Citi Foundation. Konkurs wspiera także Koalicja na rzecz mikroprzedsiębiorczości w skład której wchodzą renomowane instytucje i organizacje biznesowe. Dla wyłonienia zwycięzców, zebrano Kapitułę, członkami której są znani polscy eksperci i przedsiębiorcy.Mikroprzedsie╠Ębiorca_Roku_2018-Plakat_A4

Zgłoszenia do Konkursu przyjmowane są poprzez formularz na stronie internetowej Konkursu [www.mikroprzedsiebiorcaroku.com] od 5 listopada do 19 grudnia 2018 r.

Rynki nieco spokojniejsze, obawy jednak pozostają

Zmienność na rynku walutowym w ostatnim czasie nie jest duża – sytuacja nieco odbiega od tej na pozostałych rynkach finansowych, szczególnie na rynku akcji. Dziś dla rynku walutowego kluczowe będą dane z amerykańskiego rynku pracy.

Pomimo osłabienia w pierwszej części wczorajszego dnia, złoty ostatecznie był w stanie odrobić praktycznie wszystkie straty w relacji do głównych walut. Polskiej walucie mogła pomóc lekka poprawa nastrojów widoczna w stabilizacji na rynkach akcji. Główne amerykańskie indeksy wprawdzie otworzyły się wczoraj z ujemną luką, jednak zyskiwały na przestrzeni całej sesji. Dziś rosną ceny akcji europejskich giełd, a indeksy odrabiają część wczorajszych strat.

Niekoniecznie jednak mamy do czynienia z powrotem do normalności –  ruchy na futures na amerykańskie indeksy sugerują, że dziś giełdy również mogą otworzyć się z ujemną luką. Powody, które stały za ostatnią falą wyprzedaży również nie zniknęły. Są to: różnica między rentownościami obligacji USA na długim i krótkim końcu krzywej wynosi kilkanaście punktów, negocjacje USA i Chin również jeszcze zdają się nie obfitować w istotne rozstrzygnięcia.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,28-4,29.

Dzisiejsza rewizja szacunku dynamiki PKB w III kwartale br. przyniosła obniżkę odczytu rocznego z 1,7 do 1,6%. Tym samym wzrost w strefie euro w poprzednim kwartale był najniższy od czterech lat. Dane nie miały jednak istotnego przełożenia na euro – zawarte w wycenie waluty nastawienie do perspektyw europejskich gospodarek i tak nie jest zbyt dobre, pogorszyć go mogłaby jedynie głębsza rewizja lub ewentualny spadek kwartalnej dynamiki do poziomu bliższego zeru (obecnie wynosi 0,2%).

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek wzrósł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,80-4,82.

Wyceny bukmacherów w Wielkiej Brytanii dotyczące przyszłości Brexitu sugerują, że szanse na akceptację przez brytyjski parlament porozumienia forsowanego przez premier May są coraz mniejsze. Funt jednak nie traci, a radzi sobie relatywnie dobrze, co związane jest prawdopodobnie z tym, że brak akceptacji porozumienia coraz częściej nie jest oceniany jako „no-deal Brexit”, tylko również jako możliwa furtka do drugiego referendum (w którym większość Brytyjczyków prawdopodobnie zagłosowałaby za pozostaniem w UE).

USD

Kurs USD/PLN w czwartek spadł o 0,3%, wahając się w widełkach 3,75-3,79. Dolar wczoraj był słaby również w relacji do głównych walut, co związane było prawdopodobnie z poprawą sentymentu na rynkach. Walucie raczej nie sprzyjały również odczyty makroekonomiczne. Większość danych z USA wczoraj rozczarowała. Zmiana zatrudnienia ADP w listopadzie wyniosła ok. 180 tys. (oczekiwano 200 tys.), w dół zaktualizowano również dane z poprzedniego miesiąca. Cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych były wyższe od prognoz, zamówienia amerykańskich fabryk w październiku z kolei pokazały głębszy miesięczny spadek. Na plus wczoraj zaskoczyły dane o aktywności: indeks ISM w listopadzie pokazał poziom 60,7 wobec oczekiwanego odczytu 59,2, lekko w górę zrewidowano również odczyt PMI dla sektora.

Dziś poznamy kluczowy raport z amerykańskiego rynku pracy w listopadzie. Zgodnie z opinią konsensusu dane powinny być niemal tak dobre, jak w poprzednim miesiącu, jednak ostatnie odczyty ADP i cotygodniowe dane o liczbie bezrobotnych sugerują, że odczyty mogą wypaść słabiej. Mniej istotna będzie publikacja wskaźników nastrojów konsumentów i prognozy inflacji Uniwersytetu Michigan w USA w grudniu. Pod koniec dnia przemawiać ma Lael Brainard z FOMC.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – raport NFP z amerykańskiego rynku pracy w listopadzie
  • 16:00 – wskaźniki nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan w USA w grudniu
  • 18:00 – przemawia Lael Brainard z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Nowe przepisy leasingowe spowodują mniejszy popyt na auta z segmentu premium

Zmiany podatkowe dla leasingu pojazdów osobowych, które mają wejść już od 1 stycznia 2019 roku mogą spowodować mniejszy popyt na auta z segmentu premium. Zdaniem ekspertów rynkowych, może to być nawet o 8% niższa wartość. Dotyczyć to będzie modeli w cenie powyżej 150 tys. zł (spalinowe) i 225 tys. zł (elektryczne). Przy średniej wartości leasingu na poziomie 94 tys. zł, u większości użytkowników wszystko zostanie po staremu, a więc w tym zakresie sprzedażowym nic nie powinno się zmienić. Na razie z danych Związku Polskiego Leasingu za III kwartał br. wynika, że dynamika na rynku osobówek sięgnęła 23,9% r/r.

W ocenie ekspertów z Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego i ze Związku Dealerów Samochodów, wprowadzenie nowych przepisów może doprowadzić do zmniejszenia sprzedaży aut luksusowych o ok. 5-8%. Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu (ZPL), podkreśla jednak, że w związku ze zwiększeniem limitu wydatków za nabycie lub leasing samochodów osobowych do 150 tys. zł, znakomita większość przedsiębiorstw korzystająca z takich usług będzie mogła w 100% zaliczyć raty leasingowe do kosztów podatkowych. Średnia wartość leasingowanego pojazdu wynosi obecnie 94 tys. zł.

– Zapowiadane ograniczenie może zmniejszyć popyt na rynku pojazdów już w I półroczu 2019 roku, szczególnie w segmencie premium. Na razie spodziewamy się jednak ożywienia sprzedażowego w IV kwartale 2018 roku. Klienci będą wymieniali samochody niezależnie do planowanych zmian. Leasing jest najkorzystniejszą formą finansowania aut i daje większe możliwości w budowaniu struktury jego spłaty w porównaniu z innymi formami – komentuje Robert Bendlewski, dyrektor sprzedaży bezpośredniej w Departamencie Pojazdów Idea Getin Leasing.

Rosnącą aktywność na rynku już widać. Marcin Stasiak, kierownik ds. produktów i rozwoju rynków w EFL (Europejski Fundusz Leasingowy) informuje, że zapowiedź wprowadzenia od nowego roku zmian w rozliczeniu leasingu operacyjnego aut przyspiesza decyzje zakupowe przedsiębiorców, którzy taką inwestycję planowali w niedalekiej przyszłości. Dodaje też, że ilustrują to dane ZPL. Wynika z nich, że po III kw. tego roku dynamika na rynku aut osobowych osiągnęła poziom 23,9% r/r.

– Nowe reguły zaczną obowiązywać od 1 stycznia 2019 roku. Przedsiębiorcy mogą jednak skorzystać z dotychczasowych zasad, jeśli podpiszą umowę leasingu do końca 2018 roku. Warto odnotować, że z treści projektu ustawy wynika, że wystarczającym warunkiem korzystania z dotychczasowych przepisów jest samo zawarcie umowy w 2018 roku, co oznacza, że termin odbioru pojazdu nie ma istotnego znaczenia. Jednak według informacji Ministerstwa Finansów znaczące odroczenie momentu jego wydania, może być rozpatrywane jako obchodzenie prawa podatkowego – mówi Robert Bendlewski.

W myśl nowych przepisów, klienci nie będą mogli w pełni zaliczyć do kosztów podatkowych wydatku na nabycie auta firmowego o wartości przekraczającej 150 tys. zł netto. Jego część zostanie obłożona podatkiem dochodowym. Andrzej Sugajski tłumaczy, że w przypadku zakupu samochodu osobowego o wartości 200 tys. zł brutto dodatkowy wydatek wyniesie ok. 3 tys. zł tj. 1,5% jego początkowej wartości. Zapewne dla jednych przedsiębiorców ten dodatkowy wydatek będzie nie do przyjęcia, a dla innych stanie się kolejnym kosztem poniesionym w ramach prowadzonej działalności.

– Z usług firm leasingowych korzystają przede wszystkim mikro- i małe przedsiębiorstwa. Podmioty o obrotach do 20 mln to ponad 70% klientów, w tym ponad połowa to spółki o obrotach do 5 mln zł rocznie. A zatem większości naszych klientów zmiany w tym zakresie nie będą dotykały w znaczący sposób – twierdzi kierownik z EFL.

Dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu wskazuje też pewne korzyści dla przedsiębiorców. Do tej pory, jeśli wartość samochodu była większa niż 20 tys. euro, nie mogli oni w pełni zamortyzować pojazdu. Dzięki podniesieniu limitu do 150 tys. zł będzie to już możliwe, o ile nie przekroczą tej kwoty. Ekspert wyjaśnia też, że o ile lata temu ważne dla firm były kwestie podatkowe, tak teraz istotniejsze są inne sprawy – elastyczność i dostępność produktu oraz brak konieczności angażowania własnych środków.

– Nowe rozwiązania są co do założeń zbieżne z tymi, jakie od pewnego czasu funkcjonują już na gruncie podatku od towarów i usług (VAT). Wprowadzają one ograniczenie, które przedsiębiorcy muszą uwzględnić przy korzystaniu z każdej formy nabycia pojazdu, zakupu za gotówkę, kredytowania, pożyczki czy leasingu – podsumowuje Marcin Stasiak.

Francja wycofuje się ze wzrostu akcyzy. Bezrobocie w Polsce wzrosło o 0,1 pkt proc.

Demonstracje doprowadziły do ustępstw Paryża, pytanie czy spełnione zostaną również dalsze żądania. Rekordowy deficyt handlowy USA. Bezrobocie wzrosło, ale nie ma powodów do obaw.

Francja wycofuje się ze wzrostu akcyzy

W wyniku protestów podwyżka podatków na paliwo nie pojawi się nie tylko w pierwszej połowie, ale również w cały 2019 roku. Rząd ugiął się pod protestami społecznymi. Problemem Paryża jest to, że ruch protestujący w ciągu niemal trzech tygodni uzyskał taką siłę, że pomimo spełnienia postulatu idzie dalej. Pojawiają się żądanie wzrostu płac i emerytur. Jak sytuacja będzie się tak rozwijać, to niedługo zamiast poprawiać sytuację budżetu Macron będzie się starał by nie pogorszyła się ona zbytnio. Jest to bardzo zły sygnał dla wspólnej waluty.

Wojna handlowa bez sukcesów

Pomimo prowadzonych przez Donalda Trumpa działań deficyt handlowy USA jest najwyższy od dekady. Dlaczego tak jest? Powód jest dość prosty mocny dolar i niskie podatki. W efekcie USA konsumuje i ściąga towarów na potęgę, a import kuleje. Droga waluta powoduje, że towary importowane są relatywnie tanie, z drugiej strony amerykański eksport przy tak mocnym dolarze nie jest już tak konkurencyjny. Rosnące stopy procentowe tylko dodatkowo pogłębiają ten problem ściągając coraz więcej kapitału do USA.

Rośnie bezrobocie w Polsce

Listopadowa stopa bezrobocia wyniosła w Polsce 5,8% wobec 5,7% w październiku. Czy jest to powód do obaw? Jeszcze nie. Warto zwrócić uwagę, że bezrobocie co roku rośnie pod koniec prac sezonowych w rolnictwie i turystyce. Może to spokojnie tłumaczyć przyrost o 0,1%. W poprzednich latach te efekty nie były aż tak widoczne. Skoro bezrobocie spadało o ponad 1% rocznie to efekt końca prac sezonowych był neutralizowany przez spadek bezrobocia. O tym, że sytuacja na rynku pracy wciąż jest dobra świadczy fakt, że wciąż jest to wskaźnik o 0,7% niższy niż w zeszłym roku. Bezrobocie liczone metodą europejską BAEL jest jeszcze niższe i wynosi już mniej niż 4%. Warto natomiast zwrócić uwagę, że perspektywy spadku są już bardzo ograniczone, bo bezrobocie jest po prostu niskie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Sąd pouczył fiskusa: przepisy prawa podatkowego to nie tylko te, które noszą taką nazwę

W ramach wzmożonej polityki uszczelniania systemu fiskalnego organy podatkowe odmawiają udzielania interpretacji podatkowych. To pozwala im przerzucić odpowiedzialność za ewentualne błędy interpretacyjne na podatnika. W sprawie będącej przedmiotem rozstrzygnięcia WSA w Opolu z 4 października 2018 r. organ odmówił wydania interpretacji, podnosząc, że wniosek o jej wydanie nie dotyczy przepisów prawa podatkowego. Sąd pouczył organ, że „…pojęcia „przepisy prawa podatkowego”, o którym mowa w art. 14b § 1 o.p., nie można ograniczać wyłącznie do ustaw, które w swoim tytule zawierają takie pojęcie” (I SA/Op 245/18).

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Jedna z gmin, wykonując zadania własne użyteczności publicznej, zaspokaja zbiorowe potrzeby wspólnoty w zakresie dostarczania wody i odprowadzania ścieków za pośrednictwem zakładu budżetowego – Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Działalność ta jest opodatkowana VAT. Gmina wykorzystuje do niej infrastrukturę wodno-kanalizacyjną, z której korzysta również na potrzeby własne, nieopodatkowane VAT-em. Adresatem faktur VAT dokumentujących wydatki na budowę i utrzymanie tej infrastruktury jest gmina. Po zakończeniu inwestycji w infrastrukturę wodno-kanalizacyjną została ona nieodpłatnie przekazana zakładowi. Dlatego też wartość związanych z nią odpisów amortyzacyjnych środków niematerialnych i prawnych wykazywana jest po stronie przychodów zakładu. Infrastruktura ujmowana jest również w stanie środków obrotowych na początku okresu sprawozdawczego w sprawozdaniu z wykonania planu finansowego zakładu.

Ustalenie wartości prewspółczynnika

Gmina wystąpiła do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z zapytaniem, czy słusznie stoi na stanowisku, że w zakresie rozliczeń działalności zakładu nie trzeba wskazanych wartości odpisów amortyzacyjnych oraz środków obrotowych ujmować w mianowniku proporcji tzw. prewspółczynnika. Obliczany zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Finansów z dnia 17 grudnia 2015 r. w sprawie sposobu określania zakresu wykorzystywania nabywanych towarów i usług do celów działalności gospodarczej w przypadku niektórych podatników (Dz.U. 2015 r. poz. 2193, dalej: Rozporządzenie) prewspółczynnik pozwala podatnikowi ustalić jaką wartość podatku naliczonego VAT może odliczyć w zakresie, w jakim wykonuje działalność gospodarczą.

Gmina podkreślała, że wskazane przysporzenia zakładu są wykazywane po stronie jego przychodów jedynie dla celów rachunkowych. „Wartości te nie są bowiem przychodem z działalności wykonywanej przez Zakład (…) w rozumieniu ustawy o finansach publicznych (…), a tylko przychody, zgodnie z Rozporządzeniem, należy brać pod uwagę przy wyliczaniu prewspółczynnika” (I SA/Op 245/18).

Fiskus odpowiada tylko na pytania z przepisów podatkowych

W marcu 2018 r. Dyrektor KIS odmówił wydania interpretacji podatkowej, wskazując, że wniosek gminy dotyczy zagadnień z zakresu ustawy o finansach publicznych, która nie jest ustawą podatkową w rozumieniu art. 3 pkt 1 Ordynacji podatkowej (Dz.U. 1997 nr 137 poz. 926 ze zm., dalej: o.p.), a zgodnie z art. 14b § 1 o.p. przedmiotem interpretacji indywidualnej Dyrektora KIS mogą być tylko przepisy prawa podatkowego.

Następnie, w odpowiedzi na zażalenie gminy, Dyrektor KIS już jako organ odwoławczy podniósł, że gmina nie żąda wydania interpretacji przepisów prawa podatkowego, a potwierdzenia prawidłowości podstawienia przywołanych przez siebie danych pod wzór obliczania prewspółczynnika. Pytanie gminy dotyczyło bowiem „przychodów wykonanych zakładu budżetowego”, a pojęcie to wyjaśnione jest w § 2 pkt 11 Rozporządzenia, jako „przychody zakładu budżetowego w rozumieniu ustawy o finansach publicznych”. Jak stwierdził dyrektor KIS, ustawa o finansach publicznych jest aktem prawnym dedykowanym wprost podmiotom takim jak gmina. Dlatego to ona jest organem predestynowanym do udzielenia odpowiedzi na pytanie zadane we wniosku o wydanie interpretacji.

Podatnik pytał tylko, jak prawidłowo rozliczyć podatek

Rozpatrujący skargę gminy Wojewódzki Sąd Administracyjny w Opolu nie miał wątpliwości, że pytanie dotyczące obowiązku uwzględnienia wskazanych we wniosku odpisów amortyzacyjnych i stanu środków obrotowych umożliwić miało gminie właściwe, prawidłowe rozliczenia podatku naliczonego. Dodatkowo w samej ustawie o podatku od towarów i usług (Dz.U. 2004 nr 54 poz. 535 ze zm., dalej: ustawa o VAT) na mocy przepisów art. 86 ust. 2a i 22 zawarte jest odesłanie do Rozporządzenia, jako precyzującego sposoby określania proporcji. A zgodnie z art. 3 pkt 2 o.p., pod pojęciem przepisów prawa podatkowego rozumie się również „przepisy aktów wykonawczych wydanych na podstawie ustaw podatkowych” – a za ustawę podatkową z pewnością można uznać ustawę o VAT.

Przepisy prawa podatkowego to nie tylko te, które noszą taką nazwę

Uchylając wydane w pierwszej i drugiej instancji postanowienia Dyrektora KIS oraz przyznając rację skarżącej gminie, sąd pouczył organ, że przepisy podatkowe w połączeniu z przepisami innych gałęzi prawa stanowią część jednego, obowiązującego w Polsce porządku prawnego. Same ustawy podatkowe odwołują się często do pojęć i instytucji z innych dziedzin prawa. Dlatego podatnik, występując o wydanie interpretacji podatkowej, ma prawo oczekiwać, że organ interpretacyjny udzieli mu rzetelnej informacji, umożliwiającej dokonanie prawidłowego rozliczenia podatku, odwołując się w razie potrzeby również do tych innych dziedzin prawa.

„(…) pojęcia „przepisy prawa podatkowego”, o którym mowa w art. 14b § 1 o.p., nie można ograniczać wyłącznie do ustaw, które w swoim tytule zawierają takie pojęcie, lecz chodzi o rzeczywistą treść zawartych w ustawach regulacji mających wpływ na opodatkowanie” (I SA/Op 245/18).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Słabsze dane uderzyły w kurs dolara

Awersja wobec ryzyka spycha rentowności obligacji w dół. Słabsze dane z USA uderzyły w dolara pomimo wzrostu awersji do ryzyka po zaostrzeniu konfliktu na linii USA-Chiny. Złoty zakończył sesję powyżej poziomu z otwarcia dnia.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Czwartek przyniósł umocnienie złotego, pomimo, że jeszcze podczas sesji europejskiej PLN wyraźnie osłabiał się, a kurs EUR/PLN chwilowo wzrósł powyżej 4,293. Po publikacji słabszych od oczekiwanych danych z USA (raport ADP, zamówienia w przemyśle) doszło do odreagowania. EUR/PLN spadł w okolice 4,278 czemu sprzyjały wzrosty euro, chwilowo nawet do 1,14 USD.

Po optymizmie związanym ze szczytem G20 praktycznie nie ma już śladu. Aresztowanie w Kanadzie (na wniosek USA) dyrektor finansowej Huawei (córki założyciela chińskiego giganta w branży telekomunikacyjnej) wywołało nowe napięcie pomiędzy USA a Chinami. Inwestorzy obawiają się, że może być to element twardej gry D.Trumpa, prowadzącej do eskalacji sporu handlowego. Nasilenie konfliktu geopolitycznego, w którym USA chcą narzucić Chinom politykę wobec Iranu (Pekin zaś chciałyby dominować w Azji,) może zaprzepaścić sukces rozmów obydwu stron, jaki udało się osiągnąć podczas szczytu G20. Chiny skrytykowały USA i Kanadę za dokonane aresztowanie. Na fali rosnącej awersji do ryzyka, na rynek powrócił popyt na bezpieczne waluty. Silne spadki widać zaś było na rynkach EM, które dotknęły również złotego w przedpołudniowych godzinach czwartkowego handlu

Obok polityki, w czwartek w centrum uwagi dodatkowo pozostawały amerykańskie dane gospodarcze, których publikacja zmieniła zarówno obraz rynku ero/dolara, jak i euro/złotego. Choć ADP nadal pokazał solidny wynik (179 tys. nowych etatów w sektorze prywatnym), jednak niższy od oczekiwanego poziom uderzył w dolara, co umocniło waluty CEE, w tym złotego. Do tego rozczarował też wynik dla zamówień w przemyśle (w listopadzie -2,1% m/m), co  w sumie spowodowało, że EUR/PLN z nawiązką zniósł przedpołudniowe wzrosty.

Popyt na bezpieczne aktywa widoczny jest również na rynku dłużnym. W czwartek zauważalnie spadały rentowności obligacji amerykańskich, które w porównaniu do ostatniej sesji zeszły o blisko 10pb. Również w dół kierowała się niemiecka krzywa dochodowości, gdzie nowe tegoroczne minima osiągnięte zostały na rentownościach papierów 10-letnich, które już tylko nieznacznie przekraczają 20pb. Silna awersja wobec ryzyka widoczna jest również na rynkach giełdowych, gdzie w Europie DAX tracił wczoraj blisko 3%, WIG20 około 2,5% a amerykańskie Dow Jones oraz S&P500 odpowiednio 1,7% oraz 1,4%. Wzrostom cen obligacji oraz spadkom indeksów akcyjnych towarzyszy rosnąca zmienność, zdecydowanie wyższa niż w trzecim kwartale tego roku. Takie ruchy napędzał również powrót do spadków cen ropy naftowej, gdzie Brent ponownie jest poniżej 60USD/bbl, a WTI blisko granicy 50USD/bbl.

Spadek rentowności na rynkach bazowych przełożył się również na zmiany polskiej krzywej dochodowości, gdzie środek oraz dłuższy koniec obniżyły się o około 5pb. Oprócz czynników zagranicznych pozytywne dla polskiego rynku stopy procentowej były doniesienia na temat budżetu, gdzie Minister Finansów T. Czerwińska poinformowała, że po listopadzie została zanotowana nadwyżka, co nie było obserwowane w ostatnich latach.

W piątek w centrum uwagi znajdą się dane z rynku pracy wg NFP. Prognoza wskazuje na przyrost nowych miejsc pracy w sektorach poza rolnictwem rzędu 200 tys., co powinno wystarczyć, aby przekonać Fed do podniesienia stóp procentowych jeszcze w tym miesiącu.

Wykres dnia: Po listopadzie w budżecie ponownie została odnotowana nadwyżka, co daje wsparcie dla wycen polskich skarbowych papierów wartościowych. W ubiegłych latach w tej części roku regularnie notowany był deficyt.

wsparcie dla wycen polskich skarbowych papierów wartościowych
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Zintegrowany Plan na Rzecz Energii i Klimatu

Obniżenie emisyjności w Polsce wymaga zmiany polityki energetycznej i surowcowej. Należy wyeliminować takie sytuacje jak tegoroczna, kiedy lawinowo rośnie import węgla kamiennego. Jednocześnie budowane są źródła na to właśnie paliwo. Do końca roku trzeba zaprezentować tzw. Zintegrowany Plan na Rzecz Energii i Klimatu – który przedstawi Unii Europejskiej, jaka będzie ścieżka ograniczenia emisji w Polsce i jakie nowe źródła będą wchodzić do krajowego miksu energetycznego.

– Układając plan należy wziąć pod uwagę krańcowy koszt wytworzenia energii, czyli liczyć pieniądze w energetyce – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego –  Mówienie o ideologii – bez uwzględnienia statystyk i przełożenia na resztę gospodarki, stwarza ryzyko, że polska energetyka przez następne lata będzie bardzo negatywnie wpływać na wzrost  gospodarczy i konkurencyjność. Jeśli chodzi o odnawialne źródła energii, to jesteśmy już bardzo blisko celu zakładanego na 2020 rok. Unia Europejska jednak przez ostatnie kwartały dynamicznie wprowadza nowe elementy polityki energetyczno-klimatycznejczyli reformy systemu EU ETS. To także nowe regulacje dotyczące emisji, tzw. BAT oraz będący na finiszu prac – pakiet zimowy. Te wszystkie elementy wprowadzają nowe wyzwania. Do roku 2030-40, a nawet 2050 powinniśmy zaprojektować, jak polska gospodarka będzie ograniczać swoją emisyjność – ocenił Roszkowski.

Alior Bank podsumowuje efekty programu RBL_START

Program akceleracyjny Alior Banku – RBL_START – dobiegł końca. W ramach podsumowania trwającego 15-tygodni programu odbył się Demo Day, podczas którego startupy zaprezentowały wypracowane we współpracy z mentorami i ekspertami rozwiązania.

Inauguracja programu RBL_START miała miejsce we wrześniu br. Pierwsza edycja upłynęła pod hasłem trendów w nowych technologiach, ze szczególnym naciskiem na open banking, blockchain, a także roboadvisory. Partnerami programu zostali: PZU, Giełda Papierów Wartościowych, Huge Thing, Mastercard, IBM, Google Cloud, AWS oraz Microsoft. Mentorzy oraz eksperci zakwalifikowali do akceleratora 8 startupów spośród blisko 100 zgłoszonych firm z całego świata. Do współpracy zostały zaproszone: Investsuite, PayPo, Aazzur, AI Busters, Blockey, Spendee, Kekemeke / POSbistro oraz Bankzee.

Krzysztof Bachta
Krzysztof Bachta

Innowacyjność jest w DNA Alior Banku i widać to na co dzień, bo generujemy wiele bardzo dobrych innowacyjnych pomysłów wewnątrz organizacji. Z kolei współpraca ze startupami, sięganie po partnerstwa, pozwalają nam na generowanie dodatkowych pomysłów, które często jeszcze lepiej trafiają w potrzeby naszych klientów. Startupy korzystają na tym, że mają swojego pierwszego klienta oraz ludzi z branży, którzy pomagają dopracować produkt i sprawdzić go na rynku. My z kolei poza samymi pomysłami mamy korzyści z szybszego wdrażania rozwiązań – mówi Krzysztof Bachta, wiceprezes kierujący pracami zarządu Alior Banku.

Szyte na miarę

W czasie trzymiesięcznej akceleracji startupowi partnerzy Alior Banku wzięli udział w licznych warsztatach i indywidualnych konsultacjach z najlepszymi ekspertami na rynku. Ich głównym celem było wypracowanie efektywnego modelu współpracy z biznesem oraz dostosowanie rozwiązań do wymagań technologicznych banku. Startupy sprawdzały także zgodność rozwiązań z potrzebami klientów. Zdobyte przez uczestników umiejętności zweryfikowane zostały w praktyce, m.in. podczas szeregu spotkań z mentorami, konferencji biznesowych czy w ramach VC Speed Dating – wyjątkowego wydarzenia na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, w którym uczestniczyli przedstawiciele funduszy inwestycyjnych.

Uczestnicy RBL_START wzięli udział w London Bootcamp, który pozwolił na poznanie specyfiki brytyjskiego rynku i ekosystemu startupowego. Podczas wyjazdu odbyły się sesje networkingowe umożliwiające młodym firmom nawiązanie cennych kontaktów biznesowych.

Alior Bank ma spore doświadczenie we współpracy z ekosystemem startupowym – zrealizowaliśmy kilka projektów w partnerstwie ze startupami, byliśmy także partnerem zewnętrznych programów. Postawiliśmy na własny akcelerator, aby zbudować proces współpracy ze środowiskiem startupowym dopasowany do potrzeb dużej instytucji finansowej, jaką jest nasz bank. Założenia RBL_START obejmują takie aspekty, jak badania z klientami, dostęp do środowiska testowego, praca wraz z mentorem nad modelem współpracy i business case’em, analiza pod kątem bezpieczeństwa oraz integracji systemów – powiedziała Kamila Wincenciak, FinTech Partnership Manager w Alior Banku.

Sprawdzone pod każdym kątem

Startupom biorącym udział w programie RBL_START udostępniono środowisko testowe Alior Bank Developer, które pozwala na bezpieczny sposób integracji rozwiązań z API Alior Banku. Warto przy tym dodać, że Alior Bank jest obecnie jedną z 8 instytucji, które zostały wytypowane przez KNF do roli operatora piaskownicy regulacyjnej. O ile jednak pierwsze testy tego środowiska ruszą z początkiem przyszłego roku, to uczestnicy RBL_START już dziś mogą sprawdzać kompatybilność swoich rozwiązań z technologią banku. Przedstawiciele startupów mieli okazję zadebiutować także u polskiego regulatora, biorąc udział w spotkaniach w ramach Innovation Hub Komisji Nadzoru Finansowego. Ich rolą było zaopiniowanie modelu współpracy z bankiem pod kątem zgodności regulacji.

Akcelerator stawia nie tylko na testy w zakresie dopasowania technologii, ale również odbioru startupowych rozwiązań przez docelowych klientów. Badania z użytkownikami odbywały się przez cały okres trwania programu i łącznie zajęły 8 dni. W tym czasie w RBL_LAB przeprowadzano wywiady i testy na grupie kilkudziesięciu osób w wieku od 8 do 60 lat, weryfikując zarówno wersje początkowe rozwiązań jak i ich kolejne modyfikacje.

Aktualnie w Alior Banku trwają prace nad przygotowaniem planu i harmonogramu wdrożenia projektów pilotażowych z wybranymi startupami. Jednym z efektów akceleratora była także inwestycja Alior Banku w rozwiązanie oferujące odroczone płatności w internecie – PayPo. Startup pozyskał 4 mln zł poprzez zakupienie przez bank 20% udziałów w spółce.

Partner przedsięwzięcia, PZU, zadeklarowało kontynuację współpracy ze startupami AI Busters oraz Aazzur. Z pierwszym z nich, w ramach ‘proof of concept’ bada rolę korespondencji mailowej w procesie obsługi klienta. W zakresie pilotażu przykładają szczególną uwagę do agregacji tematów, analizy wiadomości oraz przygotowania sugestii odpowiedzi. W ramach pilotażu z Aazzur badane będą możliwości wygenerowania i prezentacji spersonalizowanej oferty PZU dla klientów na podstawie ich decyzji zakupowych i finansowych.

Partnerstwo w programie akceleracyjnym RBL_Start stanowi dla PZU cenny wkład w obszar rozwoju współpracy ze środowiskiem startupowym. Dzięki zaangażowaniu mentorów i ekspertów z wewnątrz organizacji udało nam się zdobyć cenną wiedzę na temat nowych technologii i innowacyjnych rozwiązań oferowanych przez startupy – powiedział Dyrektor Zarządzający ds. Digitalizacji PZU Szymon Mitoraj.

Nabór do kolejnej edycji programu rozpocznie się już w pierwszym kwartale 2019 r. Podobnie jak za pierwszym razem, bank poszuka rozwiązań stanowiących wartość dodaną zarówno dla biznesu oraz jego klientów. Do rekrutacji zaproszone zostaną zarówno startupy, których rozwiązania są na wczesnym etapie rozwoju (co najmniej MVP – minimum valuable product), jak i te posiadające w pełni działające produkty, którym zależy na rozpoczęciu działalności na szerszą skalę we współpracy z bankiem.

Święta Bożego Narodzenia będą tylko nieznacznie droższe niż przed rokiem

Mijający rok upływa pod znakiem wojen handlowych, suszy w Europie oraz rosnących cen energii. W efekcie wielu konsumentów obawia się, że tegoroczne święta Bożego Narodzenia będą wyraźnie droższe niż przed rokiem. Przedmiotem poniższej analizy jest odpowiedź na pytanie czy te obawy są uzasadnione.

Za znaczną część wydatków świątecznych odpowiadają zakupy żywności. Można oczekiwać, że w tym roku jej ceny będą o ok. 0,6 proc. wyższe w ujęciu rocznym. Jest to niewielki wzrost na tle historycznym biorąc pod uwagę, że w poprzednie święta Bożego Narodzenia żywność zdrożała o 5,4 proc. Choć ceny żywności ogółem zmienią się w niewielkim stopniu w porównaniu do ubiegłorocznych świąt, to zmiany cen poszczególnych produktów mogą być znaczące. Najsilniej zdrożeją warzywa (o ok. 8 proc.) oraz pieczywo i produkty zbożowe (o ok. 6 proc.), co jest związane ze skutkami tegorocznej suszy, jaka wystąpiła w Europie. Nieznacznie droższe będą także ryby i owoce morza (o ok. 2 proc.). Mniej zapłacimy natomiast za owoce (o ok. 13 proc.), co wynikać będzie z ich rekordowych tegorocznych zbiorów. Tańsze niż przed rokiem będą także nabiał (o ok. 2 proc.), a także oleje i tłuszcze (o ok. 1 proc.), w tym masło. Ceny mięsa ukształtują się na poziomie zbliżonym jak przed rokiem, na co złożą się wyższe ceny drobiu (o ok. 3 proc.) i niższe ceny wieprzowiny (o ok. 3 proc.). Zbliżone do ubiegłorocznych będą także ceny słodyczy, przy czym w przypadku przetworzonych produktów ceny będą nieznacznie wyższe w ujęciu rocznym, podczas gdy ceny samego cukru spadną aż o ok. 20 proc.

Mniej zapłacimy natomiast za prezenty. Ceny odzieży i obuwia będą o ok. 3 proc. niższe niż przed rokiem. Można oczekiwać, że nieznacznie tańsze niż przed rokiem będą również sprzęt audiowizualny, fotograficzny, telekomunikacyjny i informatyczny, a także książki.

Więcej kosztować nas będą natomiast świąteczne powroty do domów ze względu na wyższe ceny paliw. Choć od października ceny ropy naftowej Brent wyrażone w złotych spadły już o prawie 30 proc. ze względu na jej zwiększoną produkcję w USA, to należy pamiętać, że ceny paliw na stacjach spadają z kilkutygodniowym opóźnieniem i w o wiele mniejszej skali. W efekcie w tegoroczne święta paliwa będą najprawdopodobniej o ok. 10 proc. droższe niż przed rokiem.

Podsumowując, tegoroczne święta Bożego Narodzenia będą tylko nieznacznie droższe niż przed rokiem. Wyższe ceny paliw w znacznym stopniu zostaną skompensowane przez nieco niższe ceny prezentów świątecznych. Z kolei wzrost cen żywności będzie ograniczony. Co więcej, uwzględniając utrzymujące się bardzo dobre nastroje konsumenckie związane z bardzo dobrą sytuacją na rynku pracy, a także umiarkowanym wzrostem wynagrodzeń można oczekiwać, że większość konsumentów w swoich portfelach nie odczuje tegorocznych podwyżek.

Autorem komentarza jest Jakub Olipra, ekonomista w banku Credit Agricole.

Kurs dolara pod presją

Wygląda na to, że przed obawami o globalne spowolnienie rynki finansowe mogą uratować… skutki obaw o globalne spowolnienie. Dolar jest pod presją przy rosnących spekulacjach, że Fed rozważa zmianę nastawienia na mniej restrykcyjne w obliczu niepewnego otoczenia ekonomicznego, co paradoksalnie pomaga rynkowi akcji i aktywom ryzykownym. Dziś testem sentymentu będą dane z rynku pacy USA.

Wrażliwość inwestorów na komentarze z Fed wyraźnie wzrosła w ostatnim czasie i nie milkną spekulacje na temat tego, jak będzie wyglądać ścieżka polityki pieniężnej w przyszłym roku. A dokładniej, czy po podwyżce w tym miesiącu kolejne są jeszcze możliwe. Z resztą i wokół decyzji na posiedzeniu FOMC 19 grudnia narastają wątpliwości – wycena prawdopodobieństwa spadła do 70 proc. Rynek szczególną uwagę przywiązuje do słów członków Fed, kiedy mają charakter inny niż jastrzębi. W ciągu ostatniej doby członkowie Fed Kaplan, Bostic i Williams zwrócili uwagę na niepewność otoczenia zewnętrznego i wyzwania związane z sytuacją w globalnej gospodarce, w tym wojnę handlową. Takie frazy, jak „cierpliwość” i „USA nie będą odporne” na spowolnienie globalne zaczęły być prosto intepretowane jako przygotowywanie gruntu na pauzę w podwyżkach, albo całkowite zakończenie cyklu jeszcze w tym roku. Takie wnioski zaszkodziły USD i obniżyły rentowności obligacji skarbowych USA, co jednak pomogło rynkowi akcji i zdjęło presję z walut ryzykownych. I to pomimo tego, że komentarze z Fed opierają się na obawach o perspektywy globalnego wzrostu. Mam problem z doszukaniem się logiki w tym ciągu przyczynowo-skutkowym. To jak byśmy byli w chorobie, ale na chwilę nam się poprawiło, kiedy dowiedzieliśmy się, że sąsiad też zaczął narzekać na zdrowie. Żeby się nie okazało, że rynek nadinterpretuje skalę zmiany nastawienia Fed i przecenia szanse zakończenia podwyżek stóp procentowych. Fed przede wszystkim związuje swoje decyzje z danymi z gospodarki i jeśli te pozostaną silne, Fed pozostanie pewny swojej strategii zacieśniania.

Inwestorzy teraz będą prześwietlać dane z USA bardziej skrupulatnie, a raport z rynku pracy jest pozycją grubego kalibru. Rynek pracy bez wątpienia jest jednym z najsilniejszych filarów gospodarki USA i dostępność pracy pośrednio stoi za wysokimi wskazaniami indeksów nastrojów i zaufania konsumentów. Zatrudnienie w sektorze pozarolniczym w listopadzie ma wzrosnąć o ok. 200 tys. (konsensus Bloomberga) po części wskutek odbudowy miejsc pracy po zaburzeniach z poprzednich miesięcy wywołanych huraganami. Choć wczoraj raport ADP wskazał na niższy przyrost (179 tys.), ostatnio oba raporty mocno się rozmijały i ADP stracił wartość predykcyjną. Większe wahania odczytu NFP co najwyżej mogą być katalizatorem dla podstawowej reakcji na kluczowy element raportu – płace. Spodziewany jest silny wzrost o 0,3 proc. m/m., a jeśli ten wynik zostanie pobity, wzrosną szanse na dalsze podwyżki Fed w 2019 r. Rynek ostatnio mocno zredukował swoje oczekiwania na przyszły rok (do jednej podwyżki), więc mocne dane zaburzą te oczekiwania.

Dziś też ciągniemy temat OPEC, który wczoraj nie był w stanie osiągnąć porozumienia w kwestii ograniczenia wydobycia i decyzję odłożył na dzisiejsze zebranie rozszerzone o udział Rosji. Przecieki sugerują, że kartel planuje zrealizować plan minimum i ściąć produkcję o ok. 1 mln baryłek/dzień – decyzja zgodna z oczekiwaniami, ale niewystarczająca, by usunąć z rynku nawis podaży. Ropa traciła wczoraj nawet 5 proc. jako skutek rozczarowania niektórych inwestorów takim obrotem spraw. Z obecnych poziomów wygląda na to, że rynek zakłada najgorsze a decyzja o redukcji o 1 mln b/d już nic na rynku nie zmieni, ale z drugiej strony większe cięcia będą niespodzianką. Wymagałoby to jednak dużej kontrybucji ze strony Rosji, na co się nie zanosi.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Firmy szukają sposobów na zmniejszenie zużycia i kosztów energii. PGNiG pomaga zaprojektować i wdrożyć odpowiednie rozwiązania

Firmy szukają sposobów na zmniejszenie zużycia i kosztów energii. PGNiG pomaga zaprojektować i wdrożyć odpowiednie rozwiązania 8

Większa efektywność energetyczna opłaca się wszystkim: indywidualnym odbiorcom pomaga obniżyć rachunki, firmom – ograniczyć koszty działalności i przynieść nowe środki na inwestycje, a w skali makro – zwiększyć konkurencyjność całej gospodarki. Przekłada się również na mniejszą emisję gazów cieplarnianych, dzięki czemu ogranicza problem smogu. Firmy, które zdecydują się na działania proefektywnościowe, mogą liczyć na wsparcie i dotacje. 40 proc. naszych partnerów biznesowych jest zainteresowanych tymi zagadnieniami – podkreślają przedstawiciele PGNiG.

– Poprawa efektywności energetycznej to coś więcej niż zwykłe ograniczenie zużycia energii. Tutaj bardzo istotne jest zagadnienie efektu użytkowego. Ideą poprawy efektywności energetycznej jest mniejsze zużycie energii przy tym samym efekcie użytkowym, czyli zapewnieniu komfortu cieplnego czy świetlnego – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Płachecki, ekspert ds. efektywności energetycznej w Departamencie Innowacji i Rozwoju Biznesu PGNiG SA.

Zagadnienia związane z efektywnością energetyczną były tematem spotkania w InnVento, centrum start-upowym PGNiG. Efektywność energetyczna ma długą listę zalet. Podnosi bezpieczeństwo energetyczne, pozwala ograniczyć problem ubóstwa energetycznego (który według Instytutu Badań Strukturalnych dotyka 12 proc. mieszkańców Polski, czyli ok. 4,6 mln osób) oraz racjonalizuje wykorzystanie dostępnych źródeł energii. Co istotne, przyczynia się też do zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych i smogu. Według danych Danfoss ograniczenie zużycia energii w budynkach, które obecnie odpowiadają za blisko 40 proc. całkowitego światowego zużycia energii, to jeden z najbardziej efektywnych ekonomicznie sposobów redukcji dwutlenku węgla. Obecnie ponad 70 proc. polskich domów jednorodzinnych ma niski i bardzo niski standard energetyczny (przy czym według danych PE ok. 75 proc. to energia wykorzystana nieefektywnie), a tym samym wysokie zapotrzebowanie na ciepło.

Zarówno gospodarstwa domowe, jak i przedsiębiorstwa mają do dyspozycji wachlarz działań podnoszących efektywność energetyczną – od ocieplenia ścian i dachów po wymianę źródła ogrzewania. Jak wynika z ubiegłorocznego badania Kantar Millward Brown na zlecenie Ayming Polska, 93 proc. polskich przedsiębiorstw deklaruje, że energia elektryczna to istotna pozycja w ich kosztach.

 Według naszych badań około 40 proc. klientów biznesowych, którzy z nami współpracują, jest zainteresowanych rozwiązaniami z zakresu audytu efektywności energetycznej. We współpracy z nami, poprzez wypracowanie pewnych rozwiązań optymalizacyjnych, są one w stanie poprawić swoją konkurencyjność – mówi Tomasz Kras, Dyrektor Departamentu Strategii i Rozwoju PGNiG OD. – Jest to szczególnie ważne dla organizacji działających w branżach energochłonnych – tam, gdzie koszty energii są istotnym elementem łącznych kosztów działalności.

Co istotne, efektywność energetyczna to już nie tylko trend, lecz także prawny wymóg. Na tym aspekcie mocno skupia się zarówno polska, jak i unijna polityka klimatyczna. W Polsce w październiku ubiegłego roku weszła w życie ustawa o efektywności energetycznej (zgodnie z Dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady 2012/27/UE), która nałożyła na wszystkie duże przedsiębiorstwa (ponad 6 tys. podmiotów) obowiązek wykonania audytu energetycznego. Ustawa wprowadziła również zmiany w systemie świadectw efektywności energetycznej, tzw. białych certyfikatów, które firma może odsprzedać na Towarowej Giełdzie Energii i w ten sposób częściowo zrekompensować koszty poniesione na inwestycje proefektywnościowe (aby otrzymać takie świadectwa od URE, firma realizuje przedsięwzięcie służące poprawie efektywności energetycznej, dla którego oszczędność energii zostaje potwierdzona audytem efektywności energetycznej).

Białe certyfikaty, czyli świadectwa efektywności energetycznej, to dokument potwierdzający ilość zaoszczędzonej energii przy wykorzystaniu różnego rodzaju procesów zoptymalizowania wykorzystania energii. Świadectwa te mają swoją wartość, możemy nimi handlować na giełdzie i w chwili obecnej są one bardzo pożądanym towarem na rynku energii – mówi Tymoteusz Pruchnik, prezes zarządu Gas-Trading SA.

Komisja Europejska w 2016 roku przedstawiła pakiet „Czysta energia dla wszystkich Europejczyków”. Jednym z jego celów jest właśnie podnoszenie efektywności energetycznej, która mogłaby nie tylko obniżyć emisję dwutlenku węgla, lecz także przyczynić się do zmniejszenia wydatków na import energii, które wynoszą 350 mld euro rocznie (według danych Parlamentu Europejskiego). W listopadzie Parlament Europejski potwierdził tymczasowe porozumienie osiągnięte z Radą Europejską w sprawie efektywności energetycznej, które zakłada wiążący cel dla całej UE – poprawy efektywności energetycznej o 32,5 proc. do 2030 roku. W Polsce przedsiębiorcy, którzy zdecydują się na działania proefektywnościowe, mogą liczyć na duże wsparcie m.in. z Banku Gospodarstwa Krajowego, NFOŚiGW oraz środków unijnych.

– Prowadzimy pilotażowe projekty z zakresu efektywności energetycznej. Jest to elementem rozbudowy naszego portfolio usług i produktów okołoenergetycznych. W ramach tych projektów wspólnie z naszymi klientami wypracowujemy rozwiązania, które mają doprowadzić do modernizacji źródeł wytwórczych, w tym źródeł kogeneracyjnych. Staramy się być partnerem dla naszych klientów, więc jeżeli ich zapotrzebowanie dotyczy nie tylko nośników energii, lecz także rozwiązań umożliwiających racjonalne zużycie tej energii, to pomagamy im zaprojektować i wdrożyć takie rozwiązania – mówi Tomasz Kras.

– W PGNiG jest wiele obszarów poprawy efektywności energetycznej. Są one związane z ograniczeniem zużycia energii w tzw. core businessie, czyli wydobyciu i przetwarzaniu węglowodorów. Ale obejmuje to również wszelkie działania pomocnicze, związane z administracją i zarządzaniem. Wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia ze zużyciem energii, tam również ta efektywność powinna być wpleciona w naszą działalność – dodaje Paweł Płachecki.

Na 22 mln pojazdów w Polsce tylko 0,1 proc. to pojazdy elektryczne. W tym roku zarejestrowano ich nieco ponad 1,1 tys.

Na 22 mln pojazdów w Polsce tylko 0,1 proc. to pojazdy elektryczne. W tym roku zarejestrowano ich nieco ponad 1,1 tys. 9

W ciągu 11 miesięcy roku zarejestrowano w Polsce blisko 1,2 tys. samochodów osobowych z napędem elektrycznym. To o jedną piątą więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku – wynika z analizy PZPM na podstawie danych Centralnej Ewidencji Pojazdów. Na tle rynku to jednak wciąż niewiele. Na 22 mln pojazdów w Polsce tylko około 0,1 proc. to pojazdy elektryczne. Zmienić ma to ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych, ale wyzwań jest bardzo dużo.

Jesteśmy daleko w tyle za innymi krajami. Nie porównujmy się z Norwegią, gdzie jest 24 proc. pojazdów EV i zeroemisyjnych, z Austrią, gdzie jest pięciokrotnie więcej niż w Polsce. U nas na 22 mln aut plus 2 mln pojazdów z zewnątrz mamy około 0,1 proc., co jest znikomą liczbą, ale to jest zaczarowane kółko – nie ma pojazdów, bo nie ma infrastruktury, nie ma infrastruktury, bo nie ma czegoś innego. Ten zaczarowany krąg powinniśmy szybko przerwać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr inż. Jerzy Majcher, ekspert ds. energetyki.

Jak wynika z listopadowego raportu PZPM, samochody z napędem elektrycznym przekroczyły do końca listopada poziom z całego 2017 roku o 212 sztuk. Wśród zarejestrowanych w ciągu 11 miesięcy br. samochodów jest 546 bateryjnych i 634 hybryd typu plug-in.

Ustawa o elektromobilności przewiduje system zachęt dla kupujących, w tym zniesienie akcyzy na samochody elektryczne, większe odpisy amortyzacyjne dla firm, zwolnienie ich z opłat za parkowanie czy możliwość poruszania się pojazdów o napędzie elektrycznym po pasach dla autobusów. Na upowszechnienie takich aut największy wpływ będzie jednak mieć obniżenie ich cen.

Ustawa ma zmienić naszą mentalność i uwidocznić profity wynikające z jej wdrożenia: ekologiczne, społeczne jako najważniejsze, również oszczędnościowe. Wystarczy porównać liczby, one dziś pokazują przewagę pojazdów z napędami elektrycznymi, natomiast nakłady na nie w porównaniu do aut z tradycyjnym napędem są diametralnie wysokie – mówi dr inż. Jerzy Majcher. – Trzeba mieć świadomość, że przy dzisiejszych relacjach cenowych opłaca się wtedy, kiedy pojazd przejeżdża ponad 50 tys. km rocznie.

Według ustawy już w 2020 roku gminy i powiaty powyżej 50 tys. mieszkańców powinny zapewnić udział pojazdów elektrycznych we flocie użytkowanych pojazdów na poziomie 10 proc. Dodatkowo podobne wymogi dotyczą świadczenia usługi komunikacji miejskiej oraz innych zadań własnych gminy. Docelowo co najmniej 30 proc. pojazdów będzie musiało być zero- lub niskoemisyjna. To stwarza wyzwania w obszarze energetycznym.

Na ten zapisany w ustawie milion samochodów trzeba byłoby przeznaczyć około 5–6 TWh energii wytwarzanej w elektrowniach konwencjonalnych lub w elektrowniach ze źródłami odnawialnymi, czyli fotowoltaice i wiatrakach. Gdyby one zawiodły, bo i taki wariant może wchodzić w grę, to wtedy musimy mieć co najmniej jeden duży blok gotowy tylko do zasilenia tym wolumenem energii transportu drogowego i to jest wyzwanie – mówi Jerzy Majcher.

Według prognoz Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych na ulicach polskich gmin i miast ma jeździć ponad 3,5 tys. autobusów elektrycznych. Jednym z problemów jednak jest konieczność ładowania przez nie baterii i stworzenie analogicznej do stacji paliw infrastruktury punktów ładowania pojazdów. Taka sieć powoli powstaje. Przykładem może być ogólnopolska sieć stacji szybkiego ładowania GreenWay, która do 2020 roku chce mieć 200 takich punktów, w tym 10 ultraszybkich i 135 szybkich.

– Największym beneficjentem, który może skorzystać na rozwoju elektromobilności, są właściciele stacji paliw lub dystrybutorzy energii elektrycznej, bo to dla nich jest duży rynek. Milion samochodów napędzanych elektrycznie to z całą pewnością jest wyzwanie dla spółek dystrybucyjnych – dodaje Jerzy Majcher.

Jak podkreśla, jest to jednak zyskowny rynek i firmy zdają sobie z tego sprawę.

Polska szczególnie narażona na zmiany klimatu. To ostatni moment na przygotowanie ochrony przed ich negatywnymi konsekwencjami

Polska szczególnie narażona na zmiany klimatu. To ostatni moment na przygotowanie ochrony przed ich negatywnymi konsekwencjami 10

Polska nie jest przygotowana na globalne zmiany klimatyczne, przede wszystkim na częstsze i bardziej dotkliwe susze – podkreśla prof. dr hab. Stanisław Czaja z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Niezbędne jest wypracowanie systemów, które będą chroniły przed negatywnymi konsekwencjami zmian klimatycznych – bardziej racjonalne gospodarowanie wodą, uprawy odporne na pogodę, systemy ostrzegania i wsparcia ekonomicznego. Dane KE wskazują, że w latach 1976–2006 liczba regionów i osób dotkniętych suszami wzrosła prawie o 20 proc., a łączny koszt susz osiągnął 100 mld euro.

 Polska znajduje się w najbardziej zagrożonych obszarach, które najbardziej odczują zmiany szybkości obiegu wody w przyrodzie. Będziemy suchszym krajem. Nie mamy zbyt wielkich zasobów wody, a będą nam się częściej zdarzały lata, kiedy poziom wody w Wiśle będzie znikomy. Drugie zagrożenie to różnego rodzaju ekstremalne zjawiska. To jest ewidentny wyraz globalnych zmian klimatycznych. Dla nas to wyzwanie będzie szczególnie trudne, ponieważ my nie mamy dobrze przygotowanych systemów, które by nas broniły – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. dr hab. Stanisław Czaja z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Raport Intergovernmental Panel on Climate Change opracowany przez zespół naukowców wskazuje, że przekroczenie granicy bezpiecznego wzrostu średniej globalnej temperatury na poziomie do 1,5°C do końca wieku grozi nieodwracalnymi zmianami i konsekwencjami szkodliwymi dla społeczeństw i ekosystemów. Już teraz jednak można zaobserwować negatywne skutki zmiany klimatu – częstsze i bardziej intensywne susze w lecie, nawałnice, huragany czy trąby powietrzne. Zmiany klimatu sprawiły, że częstotliwość i intensywność susz oraz szkody, jakie wywołują one w środowisku i gospodarce, znacząco wzrosły w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Raport Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu wskazuje, że mamy jeszcze kilkanaście lat na to, by wypracować systemy, które pomogą nam w pewnym stopniu chronić się przed tymi zjawiskami.

– Chodzi o lepsze, racjonalne gospodarowanie wodą, różnego rodzaju uprawy bardziej odporne na zmiany pogody, klimatu. Plus oczywiście systemy ostrzegania i wspierania, również ekonomicznego, tych, którzy zostaną dotknięci skutkami tych zjawisk. Mamy na to jeszcze czas, gdyby patrzeć od strony optymistycznej – ocenia prof. Stanisław Czaja.

Komisja Europejska postuluje zwiększenie wykorzystania wody odzyskiwanej, w szczególności do nawadniania w rolnictwie. Ponowne wykorzystanie ponad 50 proc. całkowitej objętości wody pochodzącej z oczyszczalni ścieków w Europie i teoretycznie dostępnej do nawadniania pozwoliłoby uniknąć ponad 5 proc. bezpośredniego poboru z wód powierzchniowych i podziemnych, a tym samym o ponad 5 proc. zredukować ogólny deficyt wody.

Wzrost temperatury odbija się także na uprawach. Bank Światowy szacuje, że za każdy dodatkowy wzrost temperatury globalnej o 1°C globalne zbiory pszenicy spadną o 6, a ryżu o 10 proc.

Musimy sobie uświadomić jako społeczeństwo, że globalne zmiany klimatyczne to nie jest tylko ciekawostka czy temat medialny – podkreśla prof. Stanisław Czaja. – Jak pokazują niektóre modele, pod koniec tego stulecia, a zatem za dojrzałego życia naszych wnuków, będziemy mieli średnią temperaturę wyższą o 3,5–4 stopnie. Przy czym ta, która zapewnia optymalne warunki do życia i funkcjonowania dla człowieka, to ok. 15 stopni, więc konsekwencje dla gospodarki będą bardzo poważne. Musimy przede wszystkim sobie uświadomić, i to szybko, że te zmiany są, a później zastanowić się, co możemy zrobić, żeby te konsekwencje globalnych zmian klimatycznych trochę osłabić.

Druga ważna rzecz – jak podkreśla – to uświadomienie sobie tego, że zmiany klimatyczne dotyczą całego globu, dlatego konieczna jest globalna współpraca w tym zakresie.

Nie załatwimy problemu globalnych zmian klimatycznych w Polsce albo w Szwecji, albo w innym kraju. My musimy to rozwiązać w skali globalnej. To będzie wymagało nie tylko rozwiązań i instrumentów, które można zastosować w krajach wysoko rozwiniętych, które stać na to, lecz także transferu zasobów do tych biedniejszych, którzy nie poradzą sobie z tym wyzwaniem – mówi prof. Czaja.

Tradycyjne czarne plomby stomatologiczne zawierają niebezpieczną rtęć. W Polsce wciąż są dopuszczone do użytku

Tradycyjne czarne plomby stomatologiczne zawierają niebezpieczną rtęć. W Polsce wciąż są dopuszczone do użytku 11

Amalgamaty stomatologiczne, czyli tzw. czarne plomby, mogą powodować osłabienie, bóle głowy oraz kłopoty żołądkowo-jelitowe. Mają też toksyczny wpływ na rozwój płodu i organizm niemowlęcia. Z tego powodu zostały całkowicie zakazane w krajach skandynawskich. W Polsce wciąż są dopuszczone do użytku, ale odchodzi się od ich stosowania. Zabronione jest jedynie ich stosowanie u kobiet w ciąży, matek karmiących oraz dzieci. Gdy stomatolog stwierdzi, że ząb lub plomba są ukruszone, najlepiej wymienić wypełnienie amalgamatowe na kompozytowe.

Amalgamaty stomatologiczne, nazywane także czarnymi plombami, tworzone są ze stopu srebra, rtęci, cyny i miedzi. Wykorzystywane są w stomatologii od ponad 150 lat, w ostatnim czasie ich użycie jest jednak ograniczane ze względu na szkodliwy wpływ rtęci na organizm człowieka. W wielu krajach, m.in. Szwecji, Danii i Norwegii, amalgamaty zostały całkowicie wycofane z użytku, na terenie Unii Europejskiej wprowadzono natomiast ograniczenia w ich użytkowaniu. Do stopniowego wycofywania produktów stomatologicznych zawierających rtęć wzywa konwencja z Minamaty, ratyfikowana w 2017 roku. Określa ona dziewięć obszarów stopniowego redukowania amalgamatu dentystycznego.

 Opary rtęci wpływają toksycznie na nasz organizm. Są głównie zagrożeniem dla płodów, dlatego od 1 lipca 2018 roku zabronione jest stosowanie amalgamatów u matek karmiących, kobiet w ciąży i dzieci poniżej 15 roku życia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joanna Witwicka, lekarz stomatolog z kliniki Den-Med w Warszawie.

Amalgamaty stomatologiczne były cenione przez dentystów ze względu na ich wyjątkową trwałość – w zębie mogą przetrwać nawet 30 lat. Zawarta w nich rtęć może jednak powodować osłabienie, bóle głowy czy kłopoty żołądkowo-jelitowe. Nie chronią też całkowicie przed próchnicą, są bowiem umieszczane w zębie na zasadzie zaklinowania, a nie łączą się ze szkliwem i zębiną. W przypadku odłamania fragmentu tego rodzaju wypełnienia w powstałej szczelinie mogą się gromadzić bakterie, co prowadzi do rozwoju próchnicy wtórnej.

 W dzisiejszych czasach zamiast amalgamatów stosowane są różnego rodzaju materiały kompozytowe na bazie nanowypełniaczy. Nowoczesne wypełnienia łączą się chemicznie z zębem i zachowana jest szczelność brzeżna, dużo rzadziej robi się próchnica wtórna w takich zębach – mówi Joanna Witwicka.

Jeśli amalgamat jest w dobrym stanie, nie trzeba go usuwać. Mogłoby to niepotrzebnie narazić organizm pacjenta na kontakt z tym szkodliwym pierwiastkiem, jakim jest rtęć.  Decyzję tę należy podjąć w momencie, gdy lekarz podczas przeglądu stwierdzi brak szczelności brzeżnej, ukruszenie zęba lub samej plomby amalgamatowej bądź pęknięcie samego wypełnienia.

– Jest to metal, więc on się kurczy i rozkurcza w reakcji na ciepłe i zimne. W pewnych sytuacjach potrafi rozsadzić nam ząb, czyli plomba zostaje, natomiast ząb się rozlatuje. W momencie, kiedy szkliwo jest niepodbudowane zębiną, to taka plomba działa rozpychająco na ząb i go osłabia – mówi Joanna Witwicka.

W Europie rośnie popularność żywności wegańskiej i wegetariańskiej. To ważne ze względów zdrowotnych i środowiskowych

W Europie rośnie popularność żywności wegańskiej i wegetariańskiej. To ważne ze względów zdrowotnych i środowiskowych 12

Z danych Europejskiego Związku Wegetarian wynika, że w krajach Unii Europejskiej jest coraz więcej wegetarian i wegan. Liderem pozostają Niemcy, gdzie na diecie bezmięsnej jest już co dziesiąta osoba. Także w Polsce ekologiczne i wysokojakościowe produkty roślinne cieszą się coraz większą popularnością. Z badań Instytutu Homo Homini przeprowadzonych na zlecenie firmy LightBox wynika, że 3,7 proc. respondentów określa się wegetarianami, a 1,6 proc. przestrzega diety wegańskiej. Intensywnie reaguje na to branża spożywcza. Coraz częściej w dużych marketach możemy kupić produkty wegańskie takie jak tofu, tempeh czy jogurty sojowe.

Istotny wkład w popularyzację żywności wegańskiej i wegetariańskiej w ostatnim czasie miała nowa piramida żywienia i Światowa Organizacja Zdrowia WHO, która potwierdziła, że odpowiednio zbilansowana dieta roślinna służy zdrowiu na każdym etapie rozwoju człowieka. Konsumentom na całym świecie zaczyna więc zależeć na tym, aby w ich jadłospisie było więcej owoców, warzyw, ziaren oraz nasion.

– Podobna tendencja, w kierunku większego popytu na produkty wegańskie, panuje w całej Europie. W wielu krajach nastąpił duży wzrost popularności, w niektórych nawet dwukrotny w porównaniu z ubiegłym rokiem, więc jest to bardzo duży postęp. Coraz więcej osób pyta o produkty wegańskie – mówi agencji informacyjnej Newseria Renato Pichler, ekspert w obszarze weganizmu i wegetarianizmu.

Do ograniczenia spożycia produktów odzwierzęcych przekonują również względy etyczne oraz troska o środowisko naturalne. Z prognoz ONZ wynika, że jeżeli konsumpcja mięsa do połowy XXI wieku się podwoi, to gospodarstwa rolne będą musiały zwiększyć produkcję paszy oraz hodowle aż o 70 proc., tak by wyżywić 9 mld ludzi. Już teraz 1/3 gruntów ornych wykorzystywana jest na uprawy roślin paszowych dla zwierząt hodowlanych.

– Produkcja żywności pochodzenia zwierzęcego zabiera ogromną ilość gruntów. Najpierw trzeba wyprodukować paszę dla zwierząt. Z kolei po uboju nie ma możliwości zagospodarowania całego zwierzęcia na mięso, które trafia na nasze stoły. W całym procesie zużywana jest olbrzymia ilość zasobów, energii oraz wody. Przykładowo, produkcja kilograma wołowiny pochłania aż 50 tys. litrów wody. Produkcja mięsa jest większym obciążeniem dla środowiska niż transport międzynarodowy, dlatego bardzo ważne jest ograniczenie spożywania produktów mięsnych i mlecznych – wyjaśnia Renato Pichler.

Eksperci wskazują, że dieta roślinna staje się dominującym światowym trendem. Taki styl życia doceniany jest m.in. za wywieranie pozytywnego wpływu na dobrostan zwierząt i zrównoważony rozwój środowiska.

– Po pierwsze, nie musimy zabijać zwierząt, aby wytworzyć żywność. Po drugie, tniemy koszty środowiskowe, a wiemy, że ochrona środowiska to ogromne wyzwanie, spójrzmy chociażby na zmiany klimatyczne. Trzecie zagadnienie to zdrowie samych ludzi, bo zyskują dostęp do zdrowej żywności pochodzenia roślinnego – mówi Renato Pichler.

Ekspert podkreśla, że wegańska żywność jest dobrą alternatywą dla osób, które borykają się z cukrzycą, nadwagą albo cierpią na różnego rodzaju nowotwory lub inne choroby cywilizacyjne. Trzeba jednak pamiętać o tym, że produkty wegańskie i wegetariańskie mają odrębne definicje, dlatego ważne jest, aby konsumenci mogli je bez problemu odróżniać.

– Oferujemy czytelną deklarację. Konsument sprawdza wszystkie składniki i na tej podstawie stwierdza, czy produkt rzeczywiście jest wegański. Przykładowo, niektórzy ludzie twierdzą, że ryby są wegetariańskie. Nic bardziej mylnego, bo ryba to przecież też zwierzę. Wszystko można sprawdzić w międzynarodowych normach, które przygotowała dla nas Europejska Unia Wegetariańska. Kiedy produkt ma certyfikat V-Label, możemy być pewni, że jest wegański – tłumaczy Renato Pichler.

Certyfikat informujący klienta o tym, że dany produkt jest wegański, jest bardzo ważny. Daje bowiem stuprocentową pewność, że na żadnym etapie produkcji, przetwarzania i pakowania towar nie miał styczności ze składnikami odzwierzęcymi, które mogłyby się znaleźć w jego składzie.

– W Polsce poczyniono spore postępy, jeśli chodzi o wprowadzenie certyfikatu V-Label, szczególnie w takich sieciach handlowych jak Biedronka. Myślę, że możemy tutejsze sukcesy w tym zakresie stawiać za wzór dla innych krajów, pokazując im, jak dużo osiągnęliście w ostatnich latach. Ten projekt to przedsięwzięcie międzynarodowe, które angażuje partnerów z całej Europy. Nie chodzi tylko o produkty wegańskie, lecz także o sprawiedliwy handel i rolnictwo ekologiczne. Ludzie coraz częściej chcą wiedzieć, co spożywają, a certyfikat V-Label jest tu pomocny – mówi Renato Pichler.

Blockchain szansą na poprawę bezpieczeństwa w bankowości. Zabezpieczy transakcje i zapobiegnie praniu brudnych pieniędzy

Blockchain szansą na poprawę bezpieczeństwa w bankowości. Zabezpieczy transakcje i zapobiegnie praniu brudnych pieniędzy 13

Trwa rewolucja w sektorze finansowym. Technologia blockchain jest coraz częściej stosowana przy wysyłce dokumentów czy realizacji szybkich przelewów międzynarodowych. To alternatywa dla tradycyjnych form dokumentacji papierowej, przy tym znacznie bezpieczniejsza. Większość bankowców uważa, że technologia stanie się powszechna w ciągu 10 lat. Już teraz pojawiają się komercyjne wdrożenia technologii blockchain w bankowości – Banki ING oraz HSBC India z powodzeniem wykonały transakcję za pośrednictwem platformy blockchain R3, a klienci PKO BP otrzymali zmiany regulaminów produktowych drogą elektroniczną.

– Nie jestem zwolennikiem utopijnych prognoz i uważam, że możemy podejść do blockchain na dwa sposoby i rozważyć zmianę podstaw zaplecza systemów, których obecnie używamy. Przykładem takiego działania, które zostało zastosowane w praktyce, jest to, co zrobiliśmy w PKO BP. Możliwe, że była to największa operacja faktycznego wdrożenia technologii blockchain na potrzeby sektora bankowego – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Grant Blaisdell, współzałożyciel polsko-brytyjskiej firmy Coinfirm.

Blockchain to technologia służąca do przeprowadzania transakcji bezpośrednich (peer to peer) w internecie. Jest uważana za najbezpieczniejszą metodę zapisu i przechowywania danych. Prace nad wykorzystaniem technologii blockchain w sektorze finansowym trwają już od kilku lat. Ocenia się, że w przyszłości na jej bazie mógłby powstać zupełnie nowy system płatniczy. Technologią blockchain interesują się wszystkie najważniejsze banki i instytucje finansowe.

Według badania VMware technologię blockchain wdraża ponad dwie trzecie amerykańskich banków o aktywach przekraczających 100 mld dol. Także w Polsce pojawiają się pierwsze komercyjne wdrożenia technologii. PKO BP wysłał do 5 mln klientów nowe regulaminy produktowe w formie cyfrowej. To największe w Europie zastosowanie technologii blockchain w bankowości.

– Dzięki naszym działaniom doszło do zwiększenia poziomu zaufania w zakresie sporządzania, wprowadzania do rejestrów i wysyłania dokumentów przez bank do klientów. Dzięki temu klienci banków i użytkownicy ich rozwiązań na całym świecie mogą mieć 100 proc. pewności, że dokumenty, które do nich trafiają, zostały rzeczywiście wysłane przez ich bank, nie przez oszusta. To tylko przykład, jak technologia może usprawnić nie tylko wewnętrzne działania systemu finansowego, lecz także zwiększyć komfort korzystania z niego przez użytkowników – tłumaczy Grant Blaisdell.

Niedawno Banki ING oraz HSBC India z powodzeniem wykonały transakcję za pośrednictwem platformy blockchain R3. To pierwsza w branży platforma blockchain zintegrowana z platformą elektroniczną do wydawania i zarządzania elektronicznym listem przewozowym. Dla handlu platforma to całkowita rewolucja – łączy wszystkie strony transakcji w jednym miejscu. Dzięki temu terminy związane z wymianą dokumentacji eksportowej skracają się z nawet 10 do mniej niż jednego dnia. Z kolei dostępna komercyjnie od października platforma xRapid pozwala na szybkie płatności transgraniczne (do dwóch minut), które są nawet o 70 proc. tańsze od dotychczasowych.

Blockchain służy także do bezpiecznego wprowadzania walut wirtualnych na rynek.

– Współpracujemy z japońskim bankiem, który stworzył własną wersję stabilnej kryptowaluty, określanej mianem stablecoin, którą powiązano z kursem jena japońskiego. Jest ona obecnie testowana przez pracowników małego sklepu spożywczego. Jedną z usług, którą realizujemy, jest zapewnienie zabezpieczenia przed jej wykorzystaniem do prania brudnych pieniędzy – wskazuje współzałożyciel Coinfirm.

Cyfrowa waluta może całkowicie zmienić system monetarny. Utworzenie własnego stablecoina pokrytego przez yuana rozważają Chiny. Kolejne stablecoiny powstają m.in. w USA – monety stworzone przez Circle czy Gemini Dollar, zaakceptowane już przez amerykańską Komisję Nadzoru Finansowego. Blockchain znacznie zwiększa też bezpieczeństwo, nie tylko transakcji, lecz także przy próbie ataku ransomware. Przykładem może być istniejąca wirtualnie sieć AMLT.

– Wyobraźmy sobie, że użytkownik trafił na oprogramowanie typu ransomware, którego oszuści używają w celu wymuszenia określonych działań na użytkowniku, powiązanych z rachunkiem kryptowalutowym. Użytkownik nie może zgłosić takiego nadużycia, bo nie ma takiego miejsca. Dlatego właśnie opracowaliśmy system, do którego można zgłosić podobne przypadki, a jeśli przekazane informacje potwierdzą się, to zostają one wprowadzone na naszą platformę AMLT i każdy jej użytkownik będzie widział ostrzeżenia np. o powiązaniach z nielegalną działalnością – mówi Grant Blaisdell

Według raportu firmy badawczej Research and Markets wartość globalnego rynku technologii blockchain do 2023 roku ma wzrosnąć do 6 mld dol.

Teoria sterowania rewolucjonizuje branżę technologiczną. Pomoże opracować wydajniejsze systemy lotu oraz usprawnić sztuczną inteligencję w samochodach

Teoria sterowania rewolucjonizuje branżę technologiczną. Pomoże opracować wydajniejsze systemy lotu oraz usprawnić sztuczną inteligencję w samochodach 14

Wraz z dynamicznym rozwojem nowych technologii naukowcy coraz częściej sięgają po zagadnienia z teorii sterowania. Dzięki dogłębnej analizie procesów zachodzących w naturze badacze mogą wypracować modele matematyczne, umożliwiające stworzenie systemu sterowania, który pozwoli zmusić konkretne obiekty do pracy w pożądany sposób. Badania te sprawdzą się zarówno podczas opracowywania nowoczesnych napędów na potrzeby lotnictwa, jak i w branży motoryzacyjnej, do usprawnienia inteligentnych samochodów.

– Teoria sterowania ma zastosowanie wszędzie, w bardzo wielu kierunkach, m.in. w telekomunikacji i biomedycynie. Sterowanie adaptacyjne i stochastyczne to są bardzo ważne rzeczy, każdy system ma w sobie jakąś przypadkowość i niepewność. Mózg jest uważany za jeden z najtrudniejszych systemów, tak samo jak finanse czy market – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Bozenna Pasik-Duncan z Uniwersytetu w Kansas.

Badaniami nad systemami sterowania stochastycznego i adaptacyjnego zajmują się naukowcy z AFOSR (Air Force Office of Scientific Research). Ich praca ma pomóc w opracowaniu m.in. innowacyjnych napędów na potrzeby lotnictwa cywilnego, wojskowego oraz branży kosmicznej. Teoria sterowania pomaga zrozumieć procesy zachodzące zarówno podczas lotu samolotem, jak i podczas przemieszczania się satelitów na orbicie okołoziemskiej.

Studia nad teorią sterowania prowadzą także naukowcy odpowiedzialni za tworzenie inteligentnych samochodów. Aby stworzyć pojazd, który będzie w stanie podejmować autonomiczne decyzje bez udziału człowieka, należy opracować system sterowania, który będzie w stanie przewidzieć, jak auto zachowuje się np. na danej powierzchni przy konkretnej szybkości. Dzięki temu komputer pokładowy będzie w stanie precyzyjnie zaplanować kolejne manewry, kiedy inne auto nagle zajedzie mu drogę czy kiedy pieszy wybiegnie na ulicę.

– Najnowocześniejsze zastosowania teorii sterowania i systemów spotykamy w samolotach. W niedługiej przyszłości samochody będą jeździły bez kierowcy, tu także teoria sterowania ma zastosowanie – mówi Bożenna Pasik-Duncan.

Z kolei badacze z Uniwersytetu w Delaware oraz Uniwersytetu Wirginii twierdzą, że zagadnienia z teorii sterowania sprawdzą się podczas wdrażania zaawansowanych systemów urządzeń połączonych działają w ramach inteligentnych miast.

Wykorzystanie sterowania adaptacyjnego i stochastycznego umożliwi analizowanie w czasie rzeczywistym położenia oraz celu podróży inteligentnych aut, a następnie takie skoordynowanie ich trasy podróży oraz cyklów świateł, aby usprawnić ruch miejski i uczynić go bardziej bezpiecznym. Systemy autonomicznego sterowania tkanką miejską pozwolą okiełznać chaos na drogach i opracować optymalną trasę przejazdu dla każdego pojazdu.

– Teraz pracujemy nad rzeczą, której dotychczas nie było. Są to pierwsze wyniki, gdzie szum, jakiekolwiek zakłócenie w systemie jest opisane procesem, który nie jest markowskim procesem – opowiada Bozenna Pasik-Duncan.

Proces markowski to proces stochastyczny, w którym do wyznaczenia prawdopodobieństwa przebywania procesu w konkretnym zbiorze w dowolnym momencie w przyszłości wystarczy znajomość położenia w bieżącym momencie. Przykładem procesu Markowa jest np. zajmowanie i zwalnianie łączy w centrali telefonicznej. Opisanie zakłóceń jako procesu niemarkowskiego otworzy dalsze pole do prac nad usprawnianiem sterowania.

– W każdym systemie jest jakieś zakłócenie, jest tzw. szum i ten szum trzeba modelować. Sposób jego modelowania to jest na razie największe wyzwanie. Nie każdy proces, który jest znany i doskonale opanowany, spełnia warunki praktyczne. Dlatego trzeba dobrać taki model, taki proces, który będzie spełniał warunki praktyczne, i to jest to, nad czym pracujemy – tłumaczy ekspertka.

Analitycy MarketsandMarkets szacują, że rynek rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji dla przemysłu do końca 2023 roku osiągnie wartość 4,88 mld dol. W najbliższych latach będzie się rozwijał w tempie ponad 52 proc. średniorocznie.

Potrzebna dyskusja na temat obowiązkowej zmiany opon w Polsce

Raport Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego na temat wpływu ogumienia na bezpieczeństwo na drodze to bogate zestawienie faktów i danych z istniejących badań. Co z niego wynika? Jak dotąd to pierwsze polskojęzyczne opracowanie, które potwierdza wzrost świadomości kierowców w tym obszarze. Raport umożliwi przeprowadzenie w Polsce rzetelnej dyskusji opartej na potwierdzonych faktach. Powinna ona dotyczyć zwłaszcza kwestii regulacji prawnej wymogu dopasowywania ogumienia do pory roku w naszym kraju, co ma już miejsce w wielu państwach Unii Europejskiej.

– Intensywne działania edukacyjne prowadzone w ostatnich latach sprawiły, że kierowcy zaczęli uznawać opony za element pojazdu istotny dla bezpieczeństwa jazdy. Niestety wciąż widać, że istnieje pewna grupa uczestników ruchu, do której działania te nie docierają – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Zboralski, redaktor naczelny portalu BRD24.pl – Nadal około 30 proc. kierowców uważa, że opony zimowe, czy całoroczne z homologacją zimową wcale nie są konieczne. Raport PZPO udowadnia jednak, że nie jest to prawdą. Odpowiedzią na ich wątpliwości są zawarte w nim szczegółowe dane, których w Polsce niestety brakuje. Pochodzą one z Niemiec czy Stanów Zjednoczonych i pokazują dokładnie, jak zwiększa się ryzyko wypadku podczas jazdy np. na niedopompowanych oponach, o za małej wysokości bieżnika czy niedopasowanych do sezonu – wskazał Zboralski.

Dentons doradza JLL przy połączeniu z REAS

Doradztwo Dentons objęło kompleksowe wsparcie przy transakcji, w tym przeprowadzenie badania due diligence oraz przygotowanie i negocjacje dokumentacji transakcyjnej. Zespołem prawników doradzających przy transakcji kierował counsel Marcin Paliwoda, wspierany przez prawniczkę Monikę Wilczak. Nadzór nad transakcją sprawował Piotr Dulewicz, partner kierujący Zespołem Fuzji i Przejęć w kancelarii Dentons.

Dzięki transakcji, portfolio usług oferowanych przez JLL powiększy się o doradztwo z obszaru nieruchomości mieszkaniowych. Tym samym JLL będzie pierwszą na polskim rynku firmą doradczą, która będzie obsługiwać wszystkie segmenty rynku nieruchomości.

JLL jest międzynarodową firmą doradczą świadczącą kompleksowe usługi na rynku nieruchomości, sklasyfikowaną na liście Fortune 500. JLL zatrudnia ponad 88 000 osób i obsługuje klientów w 80 krajach. REAS jest zespołem doradczym, od ponad 20 lat specjalizującym się w zagadnieniach związanych z rynkiem nieruchomości mieszkaniowych.

Rynek gastronomiczny w Polsce

Całkowita wartość rynku gastronomicznego w Polsce szacowana na rok 2018 wzrosła o ponad 10 p.p. względem roku ubiegłego. Zwiększyła się również liczba punktów gastronomicznych, szczególnie w segmentach restauracji i restauracji hotelowych oraz punktów sezonowych.

Deklaracje konsumenckie odzwierciedlają dane z rynku. Polacy wyraźnie chętniej chodzą do lokali gastronomicznych – odsetek odwiedzin wzrósł o 11 p.p. względem 2017 roku. Jednocześnie nieznacznie spadła średnia liczba odwiedzin w ciągu roku, co wskazuje, że wśród odwiedzających jest więcej osób korzystających z usług gastronomii od niedawna. Średnie miesięczne wydatki na gastronomię wynoszą ponad 100 zł na osobę.

Częstotliwość odwiedzania lokali gastronomicznych wzrosła we wszystkich grupach społeczno-demograficznych, szczególnie wśród osób w średnim wieku i z mniejszych miejscowości.

Polacy coraz swobodniej czują się w lokalach gastronomicznych i chętnie odwiedzają nowe typy miejsc (wzrosła liczba osób wskazujących 4 lub więcej lokali odwiedzonych w ciągu roku). Nadal najchętniej odwiedzane są pizzerie i restauracje. Spośród lokali sieciowych najpopularniejsze są sieci: McDonald’s i KFC, mimo odnotowanych kilkuprocentowych spadków liczonych rok do roku.

Można zaobserwować zmianę stylu wizyt w lokalach gastronomicznych – coraz częściej stanowią one oczywiste, „naturalne”, miejsce spotkań ze znajomymi lub powód spontanicznych wizyt bez okazji. Popularne są także odwiedziny po drodze, po przekąskę, jak również w trakcie podróży.

Wśród osób odwiedzających lokale gastronomiczne co druga osoba zamawia dania na wynos, co trzecia odwiedza punkty gastronomiczne znajdujące się w strefach food court w centrach handlowych.

Nastroje właścicieli i managerów lokali gastronomicznych, podsumowujące bieżący rok działalności, są pozytywne, szczególnie w zakresie obserwowanego trendu rozwoju branży. Obiekcje restauratorów dotyczą głównie rosnących kosztów prowadzenia działalności, w tym kosztów pracy i rotacji pracowników.

Izabela Jagodzińska, analityk GfK w dziale Consumer Panels & Services komentuje: „Na tegoroczne wzrostowe wyniki gastronomii wpłynęła dobra koniunktura gospodarcza, w tym rosnące wynagrodzenia, oraz utrzymująca się drugi rok z rzędu inflacja. Pozytywny wpływ na rozwój polskiej gastronomii miała również wyjątkowo sprzyjająca pogoda w sezonie wiosenno-jesiennym oraz mistrzostwa świata w piłce nożnej, odbywające się latem br.”

O badaniu
Powyższe analizy powstały na podstawie danych pochodzących z „Raportu gastronomicznego 2018”, który opisuje rynek z trzech perspektyw – właścicieli, konsumentów i otoczenia rynkowego. Prezentowana jest między innymi wartość rynku, obroty punktów gastronomicznych oraz udział kategorii produktowych w obrotach, liczba punktów gastronomicznych. Szczegółowo zostały również przeanalizowane kwestie współpracy punktów z dostawcami/ producentami i przedstawicielami handlowymi.

Bezrobocie wzrosło po raz pierwszy od stycznia

Ważne dla firm: Rynek pracy ma za sobą okres dynamicznego przyspieszenia popytu na pracę i związanego z nim rekordowo dużego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia.

W listopadzie br. stopa bezrobocia wyniosła 5,8 proc. i wzrosła o 0,1 pkt proc. w porównaniu z październikiem – szacuje resort rodziny, pracy i polityki społecznej. W ostatnich trzech latach bezrobocie na przełomie października i listopada utrzymywało się na tym samym poziomie, a wzrost wartości wskaźnika miał miejsce dopiero w grudniu. Tegoroczny wzrost wystąpił wcześniej niż w latach ubiegłych. Dane z ostatnich lat wskazują, że wzrost zapotrzebowania na pracowników związany z realizacją zleceń wynikających z okresu świątecznego nie jest wystarczający dla ograniczenia wpływu innych czynników powodujących wzrost bezrobocia w końcówce roku.

Również opublikowane ostatnio wyniki Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności – posługujące się odmienną metodologią – wskazują na pierwszy od 2014 roku wzrost odsetka osób pozostających bez pracy. Jednocześnie nie można ignorować wskaźników makroekonomicznych wskazujących na osłabienie tempa wzrostu gospodarczego w perspektywie krótkoterminowej.

W porównaniu do poprzednich miesięcy wzrosła również liczba osób zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy do 951,6 tys., co oznacza wzrost o 14,3 tys. osób w stosunku do października. Z początkiem roku można się spodziewać również powrotu do rejestrów powiatowych urzędów pracy osób, które zakończyły bez efektu udział w programach aktywizacyjnych finansowanych ze środków Funduszu Pracy.

Powyższe dane mogą wskazywać, że rynek pracy ma za sobą okres dynamicznego wzrostu popytu na pracę i równie szybko rosnącego przeciętnego wynagrodzenia. Najbliższe miesiące przyniosą stabilizację wielkości zatrudnienia, co jest również wynikiem działań pracodawców, które miały na celu dostosowanie sposobu funkcjonowania przedsiębiorstw do ograniczonej dostępności pracowników.

Komentarz Moniki Fedorczuk, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Ślad węglowy polskiego biznesu

W związku z trwającym Szczytem Klimatycznym ONZ wiele mówi się o węglu i jego wpływie na stan środowiska. Większość dyskusji dotyczy szkodliwości tego, używanego w energetyce, tymczasem do wzrostu temperatury na Ziemi przyczynia się także emitowanie gazów cieplarnianych przez przedsiębiorstwa, a w przypadku sektora przemysłu wytwórczego, również produkowane przez niego produkty. To właśnie biznes, obok rządów i samorządów oraz osób indywidualnych, stanowi trzeci fundament  w walce o odwracanie zmian klimatu.

Wpływ pojedynczego produktu na środowisko – jak go zmierzyć ?

25 września 2017 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło Agendę 2030, a więc rezolucję, wyliczającą cele zrównoważonego rozwoju, zaakceptowaną przez wszystkie 193 kraje członkowskie. Wśród 17 głównych wyzwań, ujętych w dokumencie, znalazły się także zadania dotyczące biznesu, a zaliczają się do nich m.in. zrównoważone uprzemysłowienie, zrównoważona konsumpcja i produkcja dóbr, działania na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatu i ich skutkom oraz podejmowanie globalnego partnerstwa na rzecz realizacji powyższych celów. Większość wyliczonych w rezolucji zadań została zredagowana bardzo ogólnie, co utrudnia stworzenie strategii ich realizacji oraz ewentualne egzekwowanie efektów. Można by stwierdzić, że dokument wskazał metę podróży w kierunku zrównoważonego rozwoju – cel, jaki powinno zrealizować środowisko biznesowe, nie dając jednak mapy i  narzędzi, które pomogłyby do niego dotrzeć.

Odpowiedzią na problem z mierzalnością działań na rzecz środowiska w biznesie stał się tzw. ślad węglowy (ang. carbon footprint). Jest to narzędzie umożliwiające określenie wpływu danego przedsiębiorstwa lub pojedynczego produktu na środowisko, dzięki wyliczeniu jego całkowitej emisji gazów cieplarnianych. W zależności od przyjętej metodologii i zakresu, wskaźnik emisji dwutlenku węgla danego produktu może obejmować cały cykl jego życia, aż po recykling lub jedynie proces jego powstawania i dystrybucji, zakończony przekazaniem w ręce klienta. Ślad węglowy obejmuje emisje dwutlenku węgla, metanu, podtlenku azotu i innych gazów szklarniowych (cieplarnianych), przyczyniających się do wzrostu temperatury na Ziemi. Wyraża się go w ekwiwalencie CO2 na jednostkę funkcjonalną produktu bądź danego podmiotu. Obliczanie śladu węglowego produktu polega na analizie jego emisyjności na wszystkich etapach, począwszy od wydobycia i produkcji surowców w nim wykorzystanych, przez proces produkcji, aż po transport, itd.

Klienci, kontrahenci, środowisko oraz sam przedsiębiorca – oni wszyscy mogą skorzystać na redukcji śladu węglowego

Szczegółowa analiza wszystkich etapów działalności pozwala zidentyfikować te, które w największych stopniu przyczyniają się do emisji gazów cieplarnianych. Ta świadomość pozwala firmom łatwiej zaplanować i wdrożyć działania w kierunku zredukowania śladu węglowego, na który wpływ mogą mieć nawet niewielkie zmiany, np. zmiana sposobu transportu towaru. Coraz częściej dokonywanie takich obliczeń wymusza na przedsiębiorcach sam rynek, a pytania o ślad węglowy produktu pojawiają się w zapytaniach ofertowych, szczególnie tych, pochodzących od zachodnich kontrahentów. Rosnąca świadomość społeczna w zakresie ekologii oraz uznanie ograniczenia emisji gazów cieplarnianych za główny cel polityki klimatycznej Europy i Świata sprawiły, że oddziaływanie biznesu na środowisko dla wielu staje się kryterium oceny równie istotnym jak cena czy jakość produktów oraz usług. Coraz popularniejsze staje się tzw. „znakowanie węglowe”, a więc umieszczanie informacji o śladzie węglowym produktu bezpośrednio na jego opakowaniu. Jednym z najczęściej stosowanych certyfikatów jest deklaracja dążenia do zmniejszania owej emisji, weryfikowana przez brytyjską organizacją Carbon Trust.

Czy wkład w ochronę środowiska może stanowić o przewadze biznesowej? W Polsce praktyka „chwalenia się” zmniejszaniem śladu węglowego jest jeszcze mało powszechna, jednak wiele zagranicznych firm otwarcie prezentuje dane o wskaźnikach emisji CO2 przez ich produkty, przedstawiając je jako świadectwo kultury firmy, a także element przewagi nad konkurencją. Przykładem może być Interface, producent płytek dywanowych, który według ankiety GlobeScan/SustainAbility Leaders Survey zajmuje trzecią pozycję na liście światowych liderów zrównoważonego rozwoju (mając przez sobą Unilever i Patagonię). Firma zmniejszyła ślad węglowy swoich produktów o rekordowe w branży 60%, a pozostałą część rekompensuje inwestycjami w projekty walczące z emisją gazów cieplarnianych. Dzięki temu, może oferować swoim klientom nie tylko produkty neutralne pod względem emisji CO2, ale także ich własny wkład w działania na rzecz środowiska, którego dokonują równocześnie z zakupem. O sukcesie tego działania najlepiej świadczy fakt, że Interface postanowił iść o krok dalej, tworząc prototyp płytki, w której to procesie produkcji wchłanianie dwutlenku węgla z atmosfery przewyższa jego emisję, a więc w efekcie finalnym zmniejsza się jego ilość w atmosferze.

Wykorzystanie materiałów pochodzenia biologicznego i opakowania w 100% recyklingowane – sposoby biznesu na bycie bardziej „eko”

Dbałość o pochodzenie materiałów stosowanych w produkcji oraz możliwość poddania recyklingowi wytwarzanych towarów to obok stosowania energii odnawialnej, jedne z najpopularniejszych sposobów na zmniejszanie śladu węglowego przez przemysł wytwórczy. W styczniu 2018 roku na Światowym Forum Ekonomicznym 11 największych, globalnych firm, m.in. Coca-Cola i Welmart, zobowiązało się do pełnego recyklingu, ponownego użycia lub kompostowania swoich opakowań do 2025 roku. Z kolei producent klocków LEGO zadeklarował zwiększenie udziału ekologicznych materiałów w produkcji swoich towarów. Jako jeden ze sposobów realizacji tej obietnicy wskazał wykorzystanie plastiku wytwarzanego z trzciny cukrowej, do formowania plastycznych elementów zabawek, np. dekoracyjnych krzewów i roślin.  Według opublikowanego w tym roku rządowego raportu „Realizacja Celów Zrównoważonego Rozwoju w Polsce” w latach 2004- 2016 Polska dokonała niewielkiej poprawy w zakresie wydajności zasobów, jednak ciągle niewiele ponad jedną czwartą odpadów poddawane jest recyklingowi, co sprawia, że nasz kraj plasuje się poniżej średniej europejskiej.

Choć obecny wkład polskiego rynku biznesowego w działania na rzecz ochrony środowiska nie jest jeszcze tak znaczący jak w przypadku opisanych powyżej, globalnych firm, to zauważalne jest coraz większe zainteresowanie tym tematem przez samych przedsiębiorców, ale także ich konsumentów i kontrahentów. Być może to nie polityczne zalecenia, ale właśnie wymagania bezpośrednich uczestników rynku sprawią, że obliczanie i redukowanie śladu węglowego już niedługo staną się powszechną praktyką także polskich firm.

Co nam gwarantuje Bankowy Fundusz Gwarancyjny?

Choć banki i SKOK-i działające w Polsce zasadniczo są instytucjami stabilnymi, zawsze jest ryzyko, że któraś z nich będzie miała problemy i upadnie. Na szczęście pieniądze klientów ulokowane na rachunkach w podmiotach objętych gwarancjami Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG) są bezpieczne. Problem w tym, że jedynie do określonej kwoty…

Jak mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl dr Sebastian Łukaszewski z Mojebankowanie.pl, portalu prowadzącego badanie Instytucja Roku: „W razie wystąpienia z wnioskiem o upadłość banku lub SKOK-u BFG wypłaca klientom ich oszczędności. Jego gwarancjami objęte są w zasadzie wszystkie depozyty klientów indywidualnych i firm niefinansowych. Należy podkreślić, że depozyty gwarantowane są do kwoty równowartości 100 tys. euro, czyli aktualnie ponad 420 tys. zł”. Co ważne, limit ten dotyczy środków zgromadzonych przez klienta w danym banku lub SKOK-u na wszystkich kontach (zarówno w złotych, jak i walutach obcych) łącznie, a nie tylko na jednym. W przypadku rachunków wspólnych każdemu współwłaścicielowi gwarantowana kwota przysługuje oddzielnie.

Wypłata gwarantowanych środków rozpoczyna się nie później niż w ciągu siedmiu dni roboczych od daty wystąpienia przez Komisję Nadzoru Finansowego z wnioskiem o ogłoszenie upadłości banku lub SKOK-u. BFG informuje wcześniej na swojej stronie internetowej, gdzie (w którym innym banku) i od kiedy można otrzymać należne pieniądze. Klienci, którzy nie odbiorą ich w przewidzianym terminie, mogą przez pięć lat zrobić to bezpośrednio w BFG.

Oczywiście niektóre osoby nie zdają sobie sprawy z tego, że ich pieniądze zgromadzone na rachunkach są chronione, i w przypadku, gdy pojawiają się jakieś kłopoty, często wpadają w panikę. Dlatego też rolą instytucji finansowych jest informowanie swoich klientów o gwarancjach BFG. „Banki przygotowują specjalne materiały, które mówią o tym, w jaki sposób depozyty są gwarantowane przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Takie informacje są dostępne w oddziałach (w każdej placówce) w postaci ulotek i na stronie internetowej. Dzięki temu klienci mogą spokojnie, czy w oddziale, czy we własnym domu, zapoznać się z tym, co jest najważniejsze w kontekście bezpieczeństwa ich środków” – zauważa Marta Dałkiewicz, dyrektor Wydziału Projektów Mobilnych i Internetowych w Getin Noble Banku.

Słabszy złoty. Na rynki powrócił niepokój

Na światowe rynki powrócił niepokój. Negatywny sentyment nie sprzyja również złotemu.

W środę polski złoty zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie w relacji do euro i dolara amerykańskiego, nieco osłabił się natomiast w parze z funtem brytyjskim. Zmienność na rynku walutowym była dość niska.

Dziś polska waluta jednak traci, co związane jest prawdopodobnie z pogorszeniem nastrojów na rynkach. Indeksy akcji kontynuują ostatnią wyprzedaż: niemiecki główny indeks DAX otworzył się z luką i od wczoraj spadł już o ok. 2,5%, amerykańskie giełdy były wczoraj zamknięte, jednak spadki na indeksach futures sugerują, że istnieje spore ryzyko, że dziś otworzą się na czerwono.

Za bezpośredni katalizator spadków uznawane są obawy o relacje USA i Chin w konsekwencji ostatnich posunięć Stanów Zjednoczonych, które doprowadziły do zatrzymania w Kanadzie dyrektor finansowej chińskiej firmy Huawei w związku z oskarżeniami o obchodzenia przez firmę amerykańskich sankcji na Iran. Przez obserwatorów jest to uznawane za pokaz siły USA, który może rzutować na dialog obu państw w kwestii handlu. Znaczenie w kontekście ostatnich spadków na rynkach akcji mają również obawy o możliwą inwersję krzywej rentowności w konsekwencji relatywnie silnego spadku rentowności na długim końcu, co miałoby sugerować wzrost ryzyka recesji w USA.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,28-4,29. Wczorajszy dzień przyniósł lekką rewizję w górę wstępnego odczytu PMI dla usług w listopadzie. Indeks wyniósł 53,4 wobec wcześniejszego odczytu 53,1 pkt. Dane cały czas są jednak wyraźnie słabsze niż te notowane w poprzednich miesiącach i sugerują dość umiarkowane tempo wzrostu gospodarczego w ostatnim kwartale.

GBP

Kurs GBP/PLN w środę wzrósł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,80-4,83.

W przeciwieństwie do ostatnich odczytów PMI dla przemysłu i budownictwa Wielkiej Brytanii, indeks dla usług wczoraj nie zaskoczył na plus, a na – i to dość duży – minus. Wskaźnik spadł z poziomu 52,2 w październiku do 50,4 w listopadzie pozostając ledwo powyżej granicy wyznaczającej ekspansję sektora. Był to najgorszy odczyt PMI od lipca 2016 r. (wtedy indeks zanurkował do poziomu 47,4 w związku z natychmiastowym pogorszeniem nastrojów i silnymi obawami po ogłoszeniu wyniku referendum w Wielkiej Brytanii). Dane mogą sugerować bardzo niskie tempo wzrostu gospodarczego w Wielkiej Brytanii w końcówce roku.

Inwestorzy cały czas skupiają uwagę na kwestii wyjścia Wielkiej Brytanii z UE i nadchodzącego głosowania nad porozumieniem dotyczącym Brexitu w brytyjskim parlamencie. Wyceny zakładów bukmacherskich sugerują, że obecnie coraz większa część Brytyjczyków spodziewa się, że porozumienie nie zostanie zaakceptowane. Niemniej, niekoniecznie oznacza to od razu wzrost ryzyka tzw. no-deal Brexit, obecnie coraz więcej mówi się o możliwości przeprowadzenia drugiego referendum. Prawdopodobnie z tego też powodu brytyjska waluta radzi sobie względnie dobrze.

USD

Kurs USD/PLN w środę spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 3,77-3,79.

Nastroje wokół relacji USA-Chiny są zmienne: z jednej strony USA nakazały aresztowanie CFO chińskiej firmy Huawei, z drugiej natomiast retoryka Trumpa na Twitterze była wczoraj wyraźnie bardziej pozytywna Chinom niż w poprzednich dniach. Chiny z kolei zapowiedziały kary dla kradnących własność intelektualną – „liberalne” podejście do tej kwestii było jednym z zarzutów USA względem Chin i jedną z przyczyn stojących za ofensywą w relacjach handlowych.

Z uwagi na wczorajszą żałobę po śmierci prezydenta George’a W.H. Busha nie działały amerykańskie giełdy. Publikacja większości istotnych danych z USA została z kolei przesunięta na dziś. Jedyną istotną publikacją z wczoraj była tzw. Beżowa Księga FED, w której szczególną uwagę poświęcono kwestii wojny handlowej USA i Chin oraz związanych z tym obaw biznesu i potencjalnego negatywnego wpływu na gospodarkę.

Pierwszymi istotnymi odczytami z USA, które poznamy dziś będą dane ADP i szacunki bilansu handlowego USA w listopadzie. Oprócz tego opublikowane zostaną również cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych. Później poznamy dane PMI i ISM dla sektora usług USA w listopadzie. Pod koniec dnia przemawiać ma również Raphael Bostic z FOMC.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – bilans handlowy USA w październiku
  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA
  • 14:30 – dane ADP z amerykańskiego rynku pracy
  • 15:45 – rewizja wskaźnika PMI dla sektora usług USA w listopadzie
  • 16:00 – wskaźnik ISM dla sektora usług USA w listopadzie
  • 16:00 – zamówienia fabryk USA w październiku
  • 18:15 – przemawia Raphael Bostic z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Nowym prawem w płonące odpady

W pierwszej połowie 2018 r. w całej Polsce wybuchło ok. 70 pożarów składowisk i miejsc magazynowania odpadów. To stanęło u podstaw lipcowej nowelizacji ustawy o odpadach oraz innych ustaw, która weszła w życie 5 września 2018 r.

Większość pożarów nie była przypadkowa, zaś status miejsc zbierania oraz przetwarzania odpadów i pociągnięcie ich zarządców do odpowiedzialności stanowiły nie lada problem. Zazwyczaj ogień był sposobem na pozbycie się magazynowanych od dłuższego czasu odpadów. Przed nowelizacją większość z nich mogła być magazynowana nawet przez trzy lata – obecnie okres ten nie może przekroczyć roku. Wyjątek stanowi jedynie niezanieczyszczona gleba lub ziemia przeznaczona do wykorzystania do celów budowlanych w związku z budową obiektów liniowych.

Straż pożarna ma głos

Wiosenne pożary przełożyły się na to, że lipcowa ustawa znowelizowała także ustawę Prawo o ochronie środowiska – w zakresie dotyczącym pozwoleń na wytwarzanie odpadów. Wniosek o wydanie takiego pozwolenia musi zawierać m.in. odpowiednie zaświadczenia o niekaralności, ale także operat przeciwpożarowy, uzgodniony z Państwową Strażą Pożarną (PSP).

– Pozwolenie na wytwarzanie odpadów może zostać wydane dopiero po kontroli przeprowadzonej przez komendanta powiatowego (miejskiego) PSP w zakresie spełniania przez miejsce magazynowania odpadów wymagań przepisów ppoż. oraz zgodności z warunkami określonymi w operacie przeciwpożarowym. Opinia pokontrolna jest ostateczna i wiążąca dla organu wydającego pozwolenie, a zatem negatywna opinia skutkuje odmową wydania pozwolenia – podkreśla Anna Pięta, trener w Akademii EcoMS, która prowadzi m.in. szkolenia prawne z zakresu gospodarki odpadami.

Najpierw masa, potem… zabezpieczenie roszczeń

W myśl znowelizowanych przepisów wnioskujący o wydanie zezwolenia na zbieranie lub przetwarzanie odpadów zobowiązany jest m.in. do wskazania maksymalnej masy poszczególnych rodzajów odpadów i maksymalnej łącznej masy wszystkich rodzajów odpadów, które mogą być magazynowane w tym samym czasie oraz w okresie roku.

Dane dotyczące maksymalnej masy poszczególnych rodzajów odpadów, które mogą być magazynowane w tym samym czasie, mają posłużyć do wyliczenia wysokości zabezpieczenia roszczeń, umożliwiającego pokrycie kosztów wykonania zastępczego decyzji nakazującej usunięcie odpadów z miejsca nieprzeznaczonego do ich magazynowania.

– Ten ostatni aspekt dotyczy także usunięcia odpadów i ich zagospodarowania łącznie z odpadami stanowiącymi pozostałości z akcji gaśniczej. To pokłosie sytuacji z wiosny, gdy po wielu pożarach w miejscach magazynowania odpadów okazywało się, że nikt nie poczuwa się do uprzątnięcia pogorzeliska i nie sposób wyegzekwować odpowiedzialności od podmiotu składującego odpady – zwraca uwagę Anna Pięta.

W przypadku zbierania odpadów niebezpiecznych, odzysku odpadów przez wypełnianie terenów niekorzystnie przekształconych oraz zbierania albo przetwarzania odpadów komunalnych lub pochodzących z przetwarzania odpadów komunalnych wnioskujący o stosowne pozwolenie lub zezwolenie zobowiązany jest dołączyć do wniosku dokument potwierdzający prawny tytuł do nieruchomości w formie aktu notarialnego.

Śmieciowe wideo i ważne terminy

Kolejnym elementem mającym wzmocnić nadzór nad miejscami magazynowania odpadów jest wymóg instalowania wizyjnego systemu kontroli. To formalne określenie monitoringu wideo, który ma ułatwić identyfikację przyczyn i sprawców pożarów.

– Na razie pewny jest termin wprowadzenia wymogu istnienia tego systemu. To 22 lutego 2019 r. Podmioty, które stosowne pozwolenie lub zezwolenie zdobyły przed wejściem w życie nowelizacji ustawy o odpadach, są zobowiązane uruchomić system w ciągu 6 miesięcy od wejścia w życie nowelizacji, a więc do 5 marca 2019 r. – wylicza Anna Pięta. – Znane są też ogólne wymagania co do samego systemu. Szczegóły określi rozporządzenie wykonawcze, które jest obecnie na etapie projektowania – dodaje.

Podmioty, które przed wejściem w życie nowelizacji ustawy uzyskały zezwolenie na zbieranie i/lub przetwarzanie odpadów lub pozwolenie na wytwarzanie odpadów/pozwolenie zintegrowane uwzględniające zbieranie lub przetwarzanie odpadów, są zobowiązane w ciągu 12 miesięcy od wejścia w życie tej ustawy wystąpić o zmianę posiadanej decyzji. Niespełnienie tego obowiązku będzie skutkować wygaśnięciem dotychczasowych zezwoleń lub pozwoleń zintegrowanych, w zakresie gospodarki odpadami.

Kary z dużą liczbą zer

Lipcowa nowelizacja ustawy o odpadach i innych ustaw wprowadza kary administracyjne za zbieranie lub przetwarzanie odpadów bez zezwolenia w wysokości od 10.000 do nawet 1.000.000 złotych.

Taka sama górna granica kary obowiązuje za gospodarowanie odpadami niezgodnie z pozwoleniem. Niższy jest za to dolny próg – 1000 zł.

– Nowelizacja ustawy wprowadza możliwość naliczenia kar w podwójnej wysokości w przypadku powtórnego jej wymierzenia za zbieranie lub przetwarzanie odpadów bez wymaganego zezwolenia oraz za gospodarowanie odpadami niezgodnie z posiadanym zezwoleniem. Recydywa zdecydowanie się nie opłaca – podsumowuje Anna Pięta.

Znaczenie kontrwywiadu gospodarczego dla współczesnego biznesu

Bezpieczna firma to taka, której zarząd i pracownicy są świadomi jakich aktywów i wrażliwych informacji są depozytariuszami, znają zagrożenia, jakie niesie walka konkurencyjna i w konsekwencji wdrożyli niezbędne środki chroniące w sposób skuteczny jej aktywa finansowe oraz inne zasoby materialne i niematerialne. Innymi słowy: to podmiot i ludzie o wysokiej kulturze informacyjnej (korporacyjnej) traktujący priorytetowo kwestie bezpieczeństwa. Jednym z ważnych elementów szeroko rozumianej polityki bezpieczeństwa jest kontrwywiad gospodarczy, który obok wywiadu jest swoistym fenomenem okresu globalizacji. Wywiad i kontrwywiad gospodarczy to współcześnie przedsięwzięcia, które winny się znaleźć w zestawie „narzędzi„, służących skutecznemu zarządzaniu bezpieczeństwem firmy. Dla lepszego zrozumienia istoty zadań kontrwywiadowczych i znaczenie kontrwywiadu należy przyjrzeć się zasadniczym zagrożeniom, przed jakimi stoi współczesny biznes.

Zagrożenia współczesnego przedsiębiorstwa

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Dzisiejsza firma stoi przed szeregiem poważnych zagrożeń, które mają charakter zarówno globalny, jak i sektorowy czy lokalny. Menedżerowie najczęściej obawiają się przeregulowanej gospodarki, niestabilnej polityki podatkowej, niepewnej sytuacji geopolitycznej, ograniczonego dostępu do kluczowych umiejętności, deficytu i zadłużenia, rosnącej cyberprzestępczości, tempa zmian technologicznych, zachowań konsumentów i wielu innych.

Jeśli zagrożenie sprowadzić do poziomu codziennych zmagań konkurencyjnych, to przede wszystkim odczuwa się wzmożoną, ostrą walkę konkurencyjną w sektorze. Chodzi tu głównie o wywiad konkurenta, przestępczość gospodarczą, oszustwa i nadużycia pracownicze, szpiegostwo przemysłowe, cyberprzestępczość, naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa.

„Wirtualizacja biznesu, technologia cloud computingu, połączenie biznesu z mediami społecznościowymi, dynamiczny wzrost urządzeń mobilnych przetwarzających informacje, a nade wszystko zacierający się tradycyjny podział pomiędzy pracą w biurze i w domu – wszystko to składa się na szybkość i złożoność zmian, ale i wzrost poziomu zagrożeń. Wskazane czynniki w połączeniu z ciągle rosnącym zjawiskiem cyberprzestępczości powodują, że powiększa się luka między istniejącymi programami bezpieczeństwa informacji a nowymi wyzwaniami”. Jest to refleksja płynąca z wielu prowadzonych badań.

„Źródła zagrożeń można ująć w cztery główne kategorie:

  • niedostosowanie wymogów bezpieczeństwa do specyfiki przedsiębiorstwa;
  • niska świadomość pracowników, niedostateczny poziom lub brak szkoleń;
  • brak spójnej, kompleksowej polityki bezpieczeństwa informacji;
  • nowe, zaawansowane technologie komunikacyjne.”

Dynamiczny wzrost znaczenia Internetu w komunikacji biznesowej zwiększa zagrożenia hackerstwem, cyberprzestępczością, bezpośrednią kradzieżą aktywów finansowych. Z pespektywy bezpieczeństwa finansów firmy warto zwrócić uwagę na kategorię przestępstw i nadużyć pracowniczych, które bezpośrednio, niekiedy natychmiast, wpływają na jej kondycję i wydolność.

Pracownicy firmy głównym zagrożeniem jej finansów

W kwietniu 2018 r. Międzynarodowe Stowarzyszenie Certyfikowanych Biegłych ds. Przestępstw Gospodarczych (ang. Association of Certified Fraud Examiners – ACFE) opublikowało kolejną, dziesiątą już edycję badań dotyczących nadużyć pracowniczych „Report to the Nations. 2018 Global Study on Occupational Fraud and Abuse”. Wyniki są interesujące, ale zarazem niepokojące.

Łączna globalna wartość szkód wyrządzonych wskutek nadużyć i oszustw pracowniczych to kwota 7 mld USD, chociaż nie jest to wartość pełna, bowiem wiele przedsiębiorstw z różnych powodów nie zgłasza tego rodzaju przestępstw. 55% badanych firm straciło mniej niż 200 tys. USD, 11% w przedziale 200-400 tys. USD, 7% w przedziale 400-600 USD, 3% w przedziale 600-800 tys. USD, 2% w przedziale 800 tys.-1 mln USD, natomiast aż 22% – powyżej 1 mln USD. Warto odnotować, iż ponad 40 przypadków wykryto dzięki sygnalistom (whistleblowerom), zaś 14% zgłosiły osoby chcące zachować anonimowość.

W przedsiębiorstwach zatrudniających poniżej 100 osób średnia strata finansowa wyniosła 200 tys. USD, w nich sygnaliści zgłosili 29% przypadków, natomiast brak wewnętrznej kontroli był przyczyną 42% nadużyć. W przedsiębiorstwach zatrudniających ponad 100 osób średnia strata wynosiła 104 tys. USD, whistleblowerzy zgłosili 44% przypadków nadużyć, a brak wewnętrznej kontroli był przyczyną 25% tego rodzaju zdarzeń.

Nadużycia pracownicze to zasadniczo trzy podstawowe kategorie przestępstw. Na pierwszym miejscu plasują się sprzeniewierzenia aktywów (89% badanych), jednak były one najmniej dotkliwe, bo średnia strata w wyniku ich popełnienia wyniosła 114 tys. USD. Druga kategoria to korupcja (38%), która była o wiele bardziej bolesna dla firmy; średnia strata z tego powodu wyniosła 250 tys. USD. Rzadszą, natomiast bardziej wyrafinowaną kategorię stanowiło fałszowanie sprawozdań finansowych (10% badanych), z których każdy przypadek generował szkodę w wysokości 800 tys. USD.

Istotna dla naszych rozważań jest również kwestia sprawców nadużyć i oszustw pracowniczych. Istnieje bowiem ścisła zależność pomiędzy szczeblem popełniającym przestępstwo, a wysokością szkody. Sprawcami 44% nadużyć byli zwykli pracownicy, zaś średni koszt ich przestępstwa wynosił 50 tys. USD. Kadra menedżerska była sprawcą 34% nadużyć, zaś średni koszt straty finansowej to już 150 tys,. USD. Sprawcami 19% nadużyć byli właściciele lub członkowie zarządu firmy. Koszt ich przestępstwa to średnio 850 tys. USD.

Trendy te potwierdzają również inne badania. Według najnowszego raportu PwC (Global Economic Crime Survey 2018) 49% badanych firm było ofiarą nadużycia lub przestępstwa gospodarczego co stanowi wzrost w stosunku do 2016 r. – wówczas dotyczyło to 36% firm. 52% przypadków to sprawcy wewnątrz firmy, a 40% sprawcy z zewnątrz. Sprawcami 24% przypadków nadużyć i przestępstw gospodarczych była wyższa kadra kierownicza.

Z doświadczeń polskich przedsiębiorstw wynika, że nieco ponad połowa wszystkich przypadków nadużyć jest popełniana przez osoby spoza organizacji (57%). Jednak aż 20% wszystkich przestępstw zostało popełnionych przez przedstawicieli kadry menedżerskiej.

Kontrwywiad gospodarczy panaceum na straty aktywów finansowych?

Zaprezentowane wyniki badań są niepokojące, jeśli podejść do nich czysto matematycznie, ale można je również interpretować optymistycznie. Wskazują bowiem na wzrost skuteczności wykrywania nadużyć, większą świadomość i poziomu bezpieczeństwa w firmach.

Duże firmy organizują specjalistyczne piony bezpieczeństwa bądź wprost komórki wywiadu i kontrwywiadu gospodarczego, których zadaniem jest nie tylko rozpoznanie i walka z konkurentem, ale szeroko rozumiana profilaktyka bezpieczeństwa wewnątrz organizacji.

Kontrwywiadowczą ochronę traktować dzisiaj należy niemal tożsamo z polityką bezpieczeństwa, jakkolwiek dostrzegać należy również różnice. Duże firmy czy korporacje przejęły wprost metody z kontrwywiadu państwowego, wzbogaciły je, uczyniły bardziej skutecznymi, dysponują niejednokrotnie większymi środkami i nie dbają o ograniczenia, jakie kontrwywiadowi państwowemu narzucają przepisy.

Zabezpieczenie kontrwywiadowcze obejmuje dwa elementy: ochronę i osłonę. Przez ochronę firm należy rozumieć system zabezpieczeń fizycznych, w tym IT, natomiast osłona to piecza nad ludźmi, którzy mogą być obiektem zainteresowania wywiadu konkurenta lub źródłem problemów. Współcześnie dla kontrwywiadu w firmach większym problemem są ludzie, aniżeli zabezpieczenia fizyczne.

Kontrwywiad nie tylko reaguje na ataki wywiadu konkurencyjnego, ale jego działania obejmują również m.in. badania i zapobieganie przestępstwom, kradzieżom, postawom korupcyjnym. Pracownicy kontrwywiadu interesują się również sferą obyczajowości, bowiem obszary te potencjalnie stanowią cel dla penetracji wywiadowczych.

Możliwości kontrwywiadu gospodarczego są niezwykle szerokie. K. Turaliński specyfikuje takie, które mają kapitalne znaczenie dla ochrony zasobów finansowych firmy:

  • utrudnianie przestępcom zdobywania informacji o potencjalnych ofiarach – m.in. o posiadanym kapitale, miejscach zamieszkania, powiązaniach kapitałowo-osobowych itp.;
  • utrudnianie szpiegostwa przemysłowego i czynów nieuczciwej konkurencji opartych na pozyskaniu informacji poufnych;
  • utrudnianie działalności windykatorów, wywiadu gospodarczego i prywatnych detektywów oraz innych osób postronnych;
  • ukrycie struktury organizacyjnej podmiotów gospodarczych i holdingów;
  • ukrycie tożsamości inwestorów, organizatorów przedsięwzięć gospodarczych i ich beneficjentów;
  • zablokowanie egzekucji z majątku przy jednoczesnym zachowaniu swobody operacyjnej.

Sprawdzanie pracowników

Ważnym profilaktycznym zadaniem kontrwywiadu w obszarze bezpieczeństwa finansowego jest sprawdzanie pracowników przed zatrudnieniem oraz w jego trakcie, jeśli w ich zachowaniach pojawiają się niepokojące symptomy. Są to niekiedy działania wręcz nieodzowne, prowadzone pod kątem wiarygodności przedstawionych dokumentów, zaświadczeń itp., a także ewentualnej podatności na kradzież, korupcję, zwerbowanie przez firmy konkurencyjne.

Oczywiście sprawdzeniu nie podlega wszystko i wszyscy; kontrwywiad precyzyjnie określa cele w tym zakresie. Inny jest przypadek świeżo upieczonego absolwenta z CV mieszczącym się na kartce papieru, który podejmuje pierwszą w życiu pracy, a zgoła odmienny przypadek człowieka z kilkunasto- lub kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, który aplikuje na kierownicze stanowisko w wielkiej korporacji.

Kontrwywiad może sprawdzać tych pracowników firmy, którzy będą mieli szeroki dostęp do tajemnicy przedsiębiorstwa, w tym zwłaszcza członków zarządu, menedżerów wyższego szczebla, decydujących w ramach swoich kompetencji o polityce kadrowej i wykorzystaniu poważnych środków finansowych. Zazwyczaj nie „odpuszcza” osobom zarządzającym systemami informatycznymi firmy, pracownikom z dostępem do R&D, zwłaszcza do wyników, które mogą zmienić krajobraz konkurencyjny na rynku. Sprawdza się również tych, których dokumenty budzą uzasadnione wątpliwości. Reasumując, kontrwywiad wkracza tam, gdzie potencjalne straty finansowe, jakie zatrudniani pracownicy mogą spowodować na wskutek zaniedbań, zaniechań, ignorancji czy świadomych szkodliwych działań, wpłyną negatywnie na pozycję konkurencyjną firmy i wielokrotnie przewyższą koszty włożone w procedury weryfikacyjne.

Pracownicy kontrwywiadu, przy udziale pracodawcy, określają zakres sprawdzenia. Ujmując w uproszczeniu, należy badać spójność deklaracji z faktami, zgodność dokumentów z rzeczywistością. Sprawdzane są formalne kwalifikacje (miejsca zatrudnienia, zajmowane stanowiska, wykształcenie, kursy itp.), dotychczasowe osiągnięcia zawodowe (co robił w poprzedniej pracy, realizowane projekty, efekty), ewentualny konflikt interesów (czy ma jakieś związki z byłymi pracodawcami bądź rodzinne z konkurencją , gdzie jest zatrudniona rodzina) czy wreszcie osobowość, a więc wiarygodność, lojalność, podatność na nałogi, cechy charakteru, w tym konfliktowość.

Kontrwywiad pracuje również nad grupą pracowników zwalnianych Jak pokazują badania amerykańskie ma ona istotny wpływ na bezpieczeństwo firmy. Ponad 50% zwalniających się lub tracących posadę pracowników było w posiadaniu poufnych informacji przedsiębiorstwa, 40% z nich zamierzało wykorzystać te dane w nowym miejscu pracy, a 52% uważało, iż wykorzystanie tajemnicy w nowej pracy dla konkurencji nie jest przestępstwem.

Bezpieczne finanse zależą od wiarygodnych, sprawdzonych partnerów

Potencjalnym i aktualnym partnerom (kontrahentom) należy ufać w ograniczonym stopniu i ich sprawdzać. To również ważny obszar działania kontrwywiadu. Zasada jest taka, iż obligatoryjnie sprawdza się partnerów, z którymi do tej pory nie robiło się interesów, zaś okresowo tych, z którymi określone projekty były realizowane w przeszłości. Sprawdzania dokonuje się wyłącznie legalnymi metodami i środkami. Można realizować je w dwojaki sposób: za pomocą outsourcingu wywiadowczego czyli siłami wynajętej firmy wywiadowczej, lub we własnym zakresie, jeśli komórka kontrwywiadowcza w firmie jest dostatecznie silna i kompetentna. Jednak na ten drugi sposób, w warunkach polskich, stać niewiele przedsiębiorstw. Nawet te większe, które posiadają wyspecjalizowane komórki wywiadu i kontrwywiadu gospodarczego, nie zawsze mają ludzi przygotowanych niekiedy do działań detektywistycznych. A takie należy również podejmować przy weryfikacji określonego podmiotu.

Kontrwywiadowców przede wszystkim interesują bądź winny interesować następujące kwestie:

  • czy partner jest wiarygodny, a więc czy jest tym, za kogo się podaje, czy jest realny a nie wirtualny;
  • aktywność partnera lub jej brak w stowarzyszeniach gospodarczych, organizacjach i zrzeszeniach branżowych, co może świadczyć o dobrym „ukorzenieniu” w środowisku gospodarczym;
  • analiza powiązań personalnych osób zasiadających w zarządzie i organach nadzorczych. Istotne są informacje o ich udziale i formach tego udziału w innych podmiotach;
  • charakterystyki personalne menedżerów w firmach partnerskich czy konkurencyjnych. W wielu przypadkach osobowość menedżera, jego styl zachowań mogą zwiastować podejmowanie takich, a nie innych decyzji;
  • sytuacja finansowa – ważne jest ustalenie na ile jest wiarygodny finansowo, ile posiada zobowiązań, jakie to są zobowiązania, czy je terminowo obsługuje, jakie jest prawdopodobieństwo spłaty kredytu;
  • dbałość partnera o tajemnice przedsiębiorstwa, handlowe lub inne informacje wrażliwe.

Wszystkie te obszary mają duże znacznie przy zawieraniu kontraktów, w konsekwencji decydują o kondycji finansowej i przyszłości firmy.

Podsumowanie

Wszystkie podmioty gospodarcze funkcjonujące na rynku, są obiektami działań lub co najmniej zainteresowania wywiadu, ale tylko wobec niektórych prowadzi się działania szpiegowskie. Ochrona kontrwywiadowcza winna być paradygmatem każdej organizacji dysponującej wrażliwymi informacjami, zasobami materialnymi, zwłaszcza aktywami finansowymi.

Poziom i podjęte środki kontrwywiadowczego zabezpieczania muszą być adekwatne tzn. dostosowane do zasobów informacyjnych i zagrożeń. Każda polityka bezpieczeństwa to znalezienie złotego środka pomiędzy dwiema filozofiami: potrzebą dzielenia się wiedzą (need to share), a zasadą wiedzy niezbędnej (need to know).

System bezpieczeństwa firmy, w tym również bezpieczeństwa finansów, nie może opierać się na zaufaniu, ale na procedurach (wydzielone zasoby, zakres kompetencji, szkolenia, sprawdzanie osób, dostęp, ciągłość, kontrola itp.). Inwestycje w bezpieczeństwo, w ustrukturyzowane piony kontrwywiadu bądź wywiadu gospodarczego, najczęściej nie przynoszą wymiernych, widocznych rezultatów, ale ich brak zawsze przynosi straty materialne i wizerunkowe.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Marek Ciecierski, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Jacy pracownicy byli poszukiwani w listopadzie 2018 roku? Raport GoldenLine

W listopadzie 2018 za pośrednictwem Wyszukiwarki Kandydatów wiadomość od rekrutera otrzymało 27 931 osób posiadających profil zawodowy w serwisie GoldenLine. Najczęściej poszukiwani byli specjaliści z obszarów: IT – rozwój oprogramowania, Inżynieria, Sprzedaż, Produkcja oraz Finanse/Ekonomia. Najwięcej wiadomości rekruterzy wysłali do osób mieszkających w województwie mazowieckim, śląskim i dolnośląskim, a także do tych w wieku 27-36 lat.infografika_listopad2018

Kogo szukali rekruterzy za pomocą Wyszukiwarki Kandydatów?

W bezpośrednim dotarciu do kandydatów wspiera pracodawców Wyszukiwarka Kandydatów. W listopadzie 2018 roku wiadomość od rekrutera z zaproszeniem do procesu rekrutacji za pośrednictwem GoldenLine otrzymało 27 931 użytkowników posiadających profil zawodowy w serwisie. Jak wynika z analiz GoldenLine, wśród osób, które otrzymały wiadomość od rekrutera, 18% miało zaznaczoną na profilu specjalizację IT – rozwój oprogramowania. Na drugim miejscu znaleźli się kandydaci z zaznaczoną specjalizacją Inżynieria (15%), na trzecim zaś Sprzedaż (10%). Tuż za podium uplasowały się osoby ze specjalizacją Produkcja (9%) oraz Finanse/Ekonomia (9% osób, które otrzymały zaproszenie do procesu rekrutacji, miało zaznaczoną na profilu tę specjalizację).

Jaki jest wiek poszukiwanych pracowników?

W listopadzie 2018 roku najwięcej ofert otrzymali kandydaci pomiędzy 27. a 36. rokiem życia; 55% osób, które otrzymały zaproszenie do procesu rekrutacji, było w tym wieku. 13% zapytanych przez rekrutera osób było w wieku 18 – 26 lat. Z kolei 20% osób, które zostały bezpośrednio zaproszone do procesu rekrutacji, znalazło się w przedziale wiekowym 37 – 44 lata.

Z jakich województw pochodzą najczęściej poszukiwani pracownicy?

W listopadzie na GoldenLine najwięcej wiadomości od rekrutera otrzymały osoby mieszkające w województwie mazowieckim (20%), śląskim (18%), dolnośląskim (15%), małopolskim (10%) i wielkopolskim (10%). Przy tym największe zapotrzebowanie rekrutacyjne jest w dużych miastach – spośród osób, które otrzymały w ubiegłym miesiącu wiadomość od rekrutera, 15% mieszka w Warszawie, 10% we Wrocławiu, 7% w Krakowie, 6% w Poznaniu, 4% w Łodzi oraz 3% w Katowicach.

Znajomość języków obcych – kogo szukali rekruterzy?

Znajomość języków obcych również jest istotna dla rekruterów. Wśród 27 931 osób, które otrzymały na GoldenLine zaproszenie do procesu rekrutacji bezpośrednio od pracodawcy, 83% włada językiem angielskim na poziomie podstawowym, dobrym lub biegłym. Innym często występującym językiem jest język niemiecki (zna go 32% użytkowników, którzy otrzymali wiadomość od rekrutera) oraz rosyjski (10% użytkowników). Język francuski zna 7% osób, które dostały zaproszenie do procesu rekrutacji, z kolei 5% zna język hiszpański.

Jakich pracowników poszukiwali rekruterzy za pośrednictwem ogłoszeń o pracę?

W lipcu 2018 roku pracodawcy zamieścili w serwisie GoldenLine 3 226 ogłoszeń. Większość z nich została skierowana do kandydatów zamieszkujących województwo mazowieckie (17%), śląskie (10%), dolnośląskie (10%), małopolskie (8%) oraz wielkopolskie (6%).

Jak wynika z analiz GoldenLine, największa liczba ofert dedykowana była osobom pracującym w obszarze Produkcja i objęła 21% wszystkich opublikowanych ogłoszeń. Na kolejnych miejscach znalazły się: Sprzedaż (15%), Obsługa klienta/Call Center (12% wszystkich ofert), Inżynieria/Elektronika/Technologia (11% ofert), Praca fizyczna (10%).

Zadośćuczynienie za zniszczone więzi emocjonalne

Ubezpieczyciel przyznał duże zadośćuczynienie rodzinie kobiety, która po wypadku komunikacyjnym znajduje się w stanie wegetatywnym. To jeden z pierwszych takich przypadków w naszym kraju. Na Zachodzie takie decyzje są normą od lat, w Polsce – dotąd nie. Dlatego ta sprawa daje nadzieję na podobne rozwiązanie tysiącom osób, które również znalazły się w takiej sytuacji.

Życie szczęśliwej rodziny z Gliwic przerwał dramatyczny wypadek: jadąca rowerem 40-letnia wówczas żona, mama i córka została potrącona przez Opla Astrę. Kobieta doznała tak poważnych obrażeń, że lekarze stwierdzili stan wegetatywny, co znaczy, że jej funkcje życiowe zostały nieodwracalnie upośledzone. Bliscy (mąż, córka i ojciec, którym się opiekowała) nie mogą już nawiązać z nią kontaktu – dbają o nią, mówią do niej, ale nie wiadomo, czy poszkodowana to słyszy.

Wina bezsporna

Zdaniem sądu winną tej tragedii była w 100 procentach kobieta kierująca samochodem. Została skazana na 2 lata ograniczenia wolności polegającego na obowiązku wykonywania nieodpłatnej pracy na cele społeczne (20 godzin na miesiąc). Sąd zakazał jej też prowadzenia pojazdów przez 5 lat.

Firma ubezpieczeniowa, w której sprawczyni wypadku miała wykupioną polisę, przyznała ofierze 100 tys. zł zadośćuczynienia. Kiedy bliscy poszkodowanej zwrócili się o pomoc do firmy Auxilia, jej prawnicy od razu zajęli się dwoma kwestiami – przede wszystkim uznali, że zadośćuczynienie dla poszkodowanej jest stanowczo za niskie. W związku z tym złożyli odwołanie od decyzji towarzystwa ubezpieczeń żądając znacznie wyższej kwoty. Poza tym postanowili domagać się zadośćuczynienia dla pośrednio poszkodowanych, czyli dla rodziny. – To trudne zadanie, bo o ile w wielu państwach zachodnich to norma, to w Polsce, niestety, nie  – mówi Kamila Barszczewska, wiceprezes  zarządu Auxilia S.A. 

Potrójny sukces!

Sprawa okazała się swego rodzaju precedensem (choć polskie prawo, w odróżnieniu od anglosaskiego, nie jest precedensowe): ubezpieczyciel przyznał zadośćuczynienie bliskim poszkodowanej kobiety, co wcześniej nigdy się nie zdarzało.

Co najważniejsze, stało się to na etapie postępowania polubownego, a więc jeszcze zanim sprawa trafiła do sądu. W naszej 15-letniej historii to pierwsze takie rozstrzygnięcie, a podejrzewam, że w ogóle jedno z pierwszych w Polsce – podkreśla Kamila Barszczewska z wrocławskiej firmy. – Równie istotne jest to, że przyznano bardzo wysokie kwoty, bo mąż otrzymał 65 tysięcy złotych, córka – 60 tysięcy, a ojciec – 40 tysięcy – mówi.

Te pieniądze już zostały wypłacone. To jednak nie zamknęło sprawy – prawnicy reprezentujący rodzinę poszkodowanej rozmawiają ciągle z ubezpieczycielem o wypłacie kolejnych kwot świadczeń, m.in. o podwyższeniu kwoty zadośćuczynienia dla pozostającej w stanie wegetatywnym kobiety.

Nadzieja dla wielu innych

Jakie argumenty użyte przez prawników sprawiły, że firma ubezpieczeniowa zgodziła się z ich argumentacją? Przede wszystkim powołali się na uchwałę Sądu Najwyższego. Zgodnie z nią sąd może przyznać zadośćuczynienie za krzywdę osobom najbliższym poszkodowanego, który na skutek czynu niedozwolonego doznał ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu. A właśnie tak było w przypadku mieszkanki Gliwic.

Poza tym Sąd Najwyższy zaznaczył, że „dobra osobiste” odnoszą się do więzi emocjonalnych, jakie łączą osoby najbliższe. – W przypadku ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, w wyniku którego niemożliwe jest kształtowanie prawidłowych relacji rodzinnych, dobro osobiste w postaci więzi emocjonalnych łączących ludzi sobie bliskich, zostaje naruszone – wyjaśnia Kamila Barszczewska. – To bardzo ważne, bo takie rozstrzygnięcie daje nadzieję tysiącom innych osób, które znalazły się w podobnej sytuacji, ale dotąd ich argumentacja nie znajdowała uznania w oczach ubezpieczycieli – dodaje.