W listopadzie wzrosła liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy

Wartość BIK Indeksu – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM), informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Najnowszy listopadowy odczyt wyniósł + 23,1% i jest wyższy od odczytu październikowego o 5,7 p.p. Wartość indeksu na poziomie  + 23,1% oznacza, że w listopadzie 2018 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe, na kwotę wyższą o 23,1%, w porównaniu z listopadem 2017 r.

– W listopadzie 2018 r., w porównaniu do października 2018 r., wartość indeksu wzrosła o 5,7 p.p. Odczyt nadal jest bardzo wysoki, co powinno przełożyć się na wysoką sprzedaż kredytów w listopadzie, pomimo że miesiąc ten miał o jeden dzień roboczy mniej (12 listopada) – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Łącznie w listopadzie o kredyt mieszkaniowy zawnioskowało 31,34 tys. osób w porównaniu do 29,73 tys. rok wcześniej (+7,1%). Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w listopadzie 2018 r. wyniosła 261,68 tys. zł, tj. o 9,4% więcej niż rok wcześniej. Wzrost indeksu, podobnie jak w poprzednich miesiącach, spowodowany jest zarówno wzrostem liczby wnioskodawców, jak i średniej kwoty wnioskowanego kredytu.

Wzrostowi liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy sprzyja nadal bardzo dobra obecna sytuacja gospodarstw domowych, której towarzyszy optymizm, co do ich przyszłej sytuacji finansowej. Natomiast wnioskowanie o wyższe kwoty kredytów mieszkaniowych niż w 2017 r. może mieć swoje główne źródło we wzroście cen nieruchomości, choć w ostatnim kwartale wzrost cen niej jest już tak dynamiczny oraz wzroście zdolności kredytowej z uwagi na wzrost dochodów gospodarstw domowych, któremu towarzyszą nadal rekordowo niskie stopy procentowe – tłumaczy Główny Analityk BIK.

Większość pracowników na załatwianie spraw prywatnych w pracy przeznacza do 30 minut dziennie

Śmiało można stwierdzić, że sukcesywnie rośnie poziom swoistego „zacierania się” granic pomiędzy tym, co tworzy sferę życia zawodowego i tego, co stanowi część prywatną. Dotyczy to zarówno czasu wolnego poświęcanego przez pracowników na czynności zawodowe, jak i czasu pracy przeznaczanego na zajęcia niezwiązane z pracą. W badaniu „Życie w pracy” firmy rekrutacyjnej Michael Page, 6 na 10 badanych przyznało bowiem, że na załatwianie prywatnych spraw w pracy przeznacza do 30 minut dziennie. 27 proc. respondentów poświęca na to do godziny, a prawie 11 proc. jeszcze więcej czasu.

9 na 10 ankietowanych potwierdziło, że w godzinach pracy rozmawia z kolegami i współpracownikami na tematy niezwiązane z obowiązkami zawodowymi. Niecałe 80 proc. w tym czasie załatwia również swoje prywatne sprawy – np. organizuje wizyty u lekarza. Z kolei 67 proc. w pracy poszukuje także informacji dotyczących życia prywatnego.

Zgodnie z ostatnimi badaniami Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), Polacy zajmują 7. miejsce na świecie pod względem ilości czasu spędzonego w pracy – w 2016 roku było to 1928 godzin. Wobec takich danych, nie dziwi więc fakt, że Polacy poświęcają część czasu w pracy na załatwienie prywatnych spraw.

Ponadto, jak pokazuje badanie Michael Page, 60 proc. respondentów w godzinach wykonywania obowiązków służbowych wysyła prywatne maile – 9 proc. wykorzystuje w tym celu służbową pocztę. Natomiast, 57 proc. rozmawia przez telefon z przyjaciółmi i rodziną, a nieco ponad połowa używa do tego również chatów i smsów. Z kolei, do przeglądania w pracy kanałów social media – Facebook, Twitter, Instagram itp. – przyznało się ponad 47 proc. respondentów.

Kurs funta spada po orzeczeniu TSUE, że Wielka Brytania może jednostronnie wycofać się z brexitu

Brytyjska polityka to smutny obraz kłótni i krytyki jedynego rozwiązania rozwodu z UE, jednak bez prób przedstawienia alternatywy. Dzisiejsze głosowanie nad ratyfikacją projektu porozumienia zostało odwołane, w rezultacie kształt, termin, a nawet idea brexitu stoją pod znakiem zapytania. Niepewność dusi funta, choć coraz więcej inwestorów zaczyna trzymać się od niego z daleka.

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May potwierdziła wczoraj, że zaplanowane na dziś głosowanie w sprawie ratyfikacji projektu porozumienia z UE ws. brexitu nie odbędzie się. Krytyka opozycji dla porozumienia była tak silna, że w ciągu ostatnich dni nie udało się rządowi zebrać wystarczającego poparcia. Porażka w głosowaniu wyrzucałaby projekt brexitu do kosza, co oznaczałoby jeszcze większy chaos. Teraz May ma zamiar zwrócić się do liderów UE z prośbą o wprowadzenie zmian do procedury backstopu, choć ostatnie komentarze ze strony szefa KE Junckera czy prezydenta RE Tuska wskazują, że renegocjacja nie wchodzi w grę. Mimo to May twierdzi, że przywódcy państw „są otwarci do działania w dobrej wierze w przypadku backstopu”. Brytyjscy politycy jednak w to nie wierzą i zakładają najgorszy scenariusz, w którym Irlandia Północna na zawsze pozostanie w obrębie europejskiej unii celnej i handlowo wyodrębniona z Wielkiej Brytanii. Osobiście nie dziwię się członkom Izby Gmin, gdyż w interesie UE jest odstraszyć inne kraje od rozważenia opuszczenia unii, więc taka decyzja musi wyglądać na bolesną i kosztowną. Jednak sprzeciw do projektu porozumienia bez wysunięcia sensownej alternatywy jest absurdalny i tylko przeciąga agonię. Od początku było wiadomo, że w negocjacjach to UE będzie miała zawsze przewagę i trzeba było od momentu poznania wyników referendum myśleć, jak zaasekurować się na wypadek problemów, takich jak backstop. Czas został zmarnowany i teraz stoimy przed scenariuszem, że na trzy miesiącem przed data brexitu może nie być nic ustalone. May może lub nie wywalczyć zmiany w backstopie z liderami UE. Parlament może przyjąć/odrzucić nowe porozumienie. Data brexitu może zostać przesunięta albo skończymy z powtórnym referendum. Nie można niczego wykluczyć. Dla funta oznacza to kontynuację chaosu. GBP traci choć nie w szokowym tempie, co jednak bierze się z tego, że aktywność na rynku jest minimalna – mało kto chce uczestniczyć w tym cyrku, szczególnie że wystarczy jeden nagłówek w serwisach informacyjnych, by obrócić sytuację do góry nogami. Strach jednak jest obecny, co widać po wycenach opcji walutowych. Zmienność implikowana dla trzymiesięcznych opcji na GBP/USD skoczyła do najwyższych wartości od czasu referendum w 2016 r.; podobne ekstrema osiąga wycena strategii delta risk reversal. Inwestorzy zabezpieczają się przeciw dużym wahaniom funta, widząc większe zagrożenie przeceny.

Poza śledzeniem komentarzy politycznych w temacie brexitu, reszta zaplanowanych wydarzeń jest lżejszego kalibru. Indeks ZEW nie pokaże nic dobrego przy słabej postawie rynku akcji. W Wielkiej Brytanii mamy szereg danych z rynku pracy, które z powodów opisanych powyżej będą zignorowane. PPI z USA przygotuje nas na ważniejszy odczyt CPI w środę.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs funta dołuje. Wielka Brytania może odwołać brexit

Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że Wielka Brytania może jednostronnie wycofać się z brexitu. T. May wycofała się z zapowiadanego na dziś głosowania w brytyjskim parlamencie nad umową rozwodową z UE, by poszukiwać w Brukseli nowych ustępstw. D. Tusk na czwartek zwołał szczyt ws. brexitu, ale zastrzegł, że nie ma mowy o renegocjacji porozumienia. Spekuluje się, że zmiany mogą zostać wprowadzone w deklaracji o przyszłych stosunkach UE z Wlk. Brytanią, ale to raczej nie wystarczy by przekonać niechętną obecnej umowie większość brytyjskich deputowanych. Narastająca niepewność i ryzyko nieuporządkowanego brexitu osłabiają funta. Przełożenie głosowania w brytyjskim parlamencie dot. Brexitu pogorszyło nastroje, a najmocniej ucierpiał na tym funt wyznaczając wielomiesięczne minimum wobec dolara. Kurs GBP/PLN spadł chwilowo do poziomu najniższego od sierpnia br. 4,72.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Podczas poniedziałkowej sesji w centrum uwagi pozostawały doniesienia z Wielkiej Brytanii. Wzrost gospodarczy (1,5% r/r) oraz produkcja przemysłowa (-0,6% r/r) okazały się poniżej oczekiwań, tylko nieznacznie wpływając na osłabienie funta. Inwestorzy przede wszystkim koncentrowali się na Brexicie. Od rana na rynek docierały bowiem sprzeczne informacje wskazujące z jednej strony na możliwe odwołanie, a z drugiej strony potwierdzające planowane na wtorek głosowanie nad przyjęciem treści umowy wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Ostatecznie obawiając się wysokiej porażki w parlamencie, która osłabiłaby pozycję premier T.May, brytyjski rząd zadecydował o odłożeniu w czasie głosowania. Funt mocno osłabił się. GBP/USD chwilowo spadł do 1,25 zaś EUR/GBP zbliżył się do 0,909. Spadki brytyjskiej waluty były widoczne także na polskim rynku, gdzie za funta chwilowo płacono około 4,72 zł, czyli najmniej od sierpnia br.

Silniejszy dolar do funta nasilił spadek kursu EUR/USD wywołany publikacją zaskakująco słabego indeksu Sentix, który w grudniu odnotował poziom ujemy (-0,3) wobec prognozowanych 8,1. To czwarty z rzędu spadek wartości indeksu, który tak niski nie był od grudnia 2014 roku. Dane pokazują, że nastroje niemieckich inwestorów nie są najlepsze z powodu obaw eskalacji konfliktu handlowego (częściowo odpowiedzialne za to są obawy obłożenia cłem USA importu aut z Niemiec i ich słabsza sprzedaż w Chinach), sporu w sprawie budżetu Włoch i zbliżającego się Brexitu. Przy umacniającym się dolarze do euro kurs EUR/PLN wzrósł do 4,295. W najbliższym czasie złoty pozostając pod wpływem czynników globalnych powinien powiększyć straty i można spodziewać się, że notowania euro na koniec roku przetestują 4,33 PLN.

Na krajowym rynku stopy procentowej poniedziałkowa sesja przyniosła niewielki spadek rentowności obligacji skarbowych. Wciąż jednak notowania papierów 2-letnich utrzymywały się blisko 1,55%, a 10-letnich powyżej 3,0%. Siła polskiego rynku mogła nieco zaskakiwać, ponieważ jednocześnie na wartości traciły papiery w Europie oraz US Treasuries. W Polsce wciąż utrzymują się też wysokie ASW w sektorze 10 lat. Częściowo tłumaczyć to można odpływem kapitału z TFI – w listopadzie było to aż 1,89 mld PLN wg danych IZFiA (w X 2018 1,5 mld PLN, a miesiąc wcześniej blisko 3 mld PLN).

Na świecie utrzymuje się podwyższona awersja do ryzyka, co widać było m.in. po spadających indeksach na giełdach akcji. Wydarzeniem sesji była informacja o przełożeniu wtorkowego głosowania w brytyjskim parlamencie w sprawie umowy Brexitu. Trudności ze znalezieniem większości koniecznej do zatwierdzenia umowy skutkowały spadkiem rentowności papierów brytyjskich na całej długości krzywej. Umocniły się też obligacje we Włoszech, gdzie zapowiedź korekty budżetu na 2019 r. uspokoiła nieco inwestorów (w tej sprawie w środę premier ma spotkać się z przewodniczącym KE). W przypadku innych państw UE dominowały jednak wzrosty rentowności obligacji.

W najbliższych dniach spodziewać się można stabilizacji notowań polskich obligacji, szczególnie na krótkim końcu krzywej. Większej zmienności oczekiwać można w przypadku długoterminowych papierów. Wycenom ciążyć może zbliżający się piątkowy przetarg zamiany, ale i posiedzenie EBC (poprzez prawdopodobne podtrzymanie zamiaru wyjścia z ujemnej stopy depozytowej). W efekcie notowania 10-letnich papierów mogą rosnąć w kierunku 3,10%.

Wykres dnia: Zapowiedzi korekty włoskiego budżetu uspokoiły inwestorów. W efekcie różnica pomiędzy rentownościami 10-letnich włoskich a niemieckich obligacji spadła poniżej 300 pb. Mimo to wciąż pozostaje wysoka.

różnica pomiędzy rentownościami 10-letnich włoskich a niemieckich obligacji spadła poniżej 300 pb
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Mirosław Budzicki / PKO Bank Polski

ABS Investment S.A. koncentruje się na rozwoju spółek portfelowych

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną, zamierza koncentrować się na rozwoju spółek wchodzących w skład obecnego portfela inwestycyjnego. Liczba pozycji inwestycyjnych uległa zmniejszeniu i w najbliższym czasie możliwe są kolejne wyjścia z inwestycji.

Zarząd ABS Investment S.A. będzie prowadził działania mające na celu jak najlepsze wykorzystanie potencjału spółek znajdujących się obecnie w portfelu inwestycyjnym. Na koniec 3 kw. 2018 r. w jego składzie znajdowało się 21 podmiotów notowanych na rynku publicznym oraz 12 podmiotów, w których Emitent posiada udziały lub nienotowane akcje. Całkowita wartość portfela inwestycyjnego wynosiła 21,27 mln zł, z czego ponad 18,17 mln stanowiły akcje spółek notowanych. Zmniejszenie liczby pozycji powinno przełożyć się na wzrost efektywności działań nadzorczych oraz doradczych w odniesieniu do spółek portfelowych. Niekorzystne otoczenie rynkowe na giełdach będzie miało odzwierciedlenie w wydłużeniu horyzontu inwestycyjnego. ABS Investment S.A. zamierza czekać na poprawę sytuacji rynkowej, która umożliwi osiągnięcie wyższych wycen rynkowych. Dodatkowo, wyceny wielu notowanych podmiotów są obecnie na tyle atrakcyjne, że stwarzają okazję do przeprowadzenia bezpiecznych i perspektywicznych inwestycji oraz dokonania uśrednień cen nabycia.

Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.
Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

„Obecnie w portfelu ABS przynajmniej 50% pozycji osiągnęło już taki poziom dojrzałości, że można uznać, iż nadszedł czas na zmiany właścicielskie. Moje założenia sprzed 4 lat były takie, że w latach 2015-2017 ABS skupi się na budowaniu pozycji i na wzroście wartości spółek portfelowych. Efektem tej pracy były bardzo dobre wyniki wypracowane przez ABS w latach 2015-2017. Proces budowania portfela zakończyliśmy w połowie 2017 roku, co zbiegło się również z wnioskiem o wpisanie na listę Alternatywnych Spółek Inwestycyjnych. Od 2017 r. rozpoczęte zostały przymiarki do zamykania pozycji inwestycyjnych. Niestety ostatnie dwa lata są fatalne dla rynku Newconnect oraz małych i średnich spółek. Oliwy do ognia dolała afera GetBack, która mocno podważyła zaufanie dla krajowego rynku kapitałowego. Szczególnie boleśnie obeszła się z rynkiem TFI, który musi mierzyć się z falą umorzeń jednostek, co dodatkowo pogarsza sytuację małych i średnich spółek, które i bez tego mają coraz trudniejsze warunki do działania. W związku z powyższym w kolejnych dwóch latach zamierzam dążyć do uzyskania maksymalnych strumieni dywidend ze spółek portfelowych oraz do ograniczenia ich ilości o ok. 30-40%. Dodatkowo widzę konieczność łączenia się spółek mających status ASI w celu ograniczenia kosztów, zwiększenia koncentracji pakietów w spółkach oraz poprawy jakości nadzoru i zarządzania.” – podkreśla Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

ABS Investment S.A. utrzymuje stabilną sytuację finansową i posiada niski poziom zadłużenia w relacji do posiadanych aktywów. W związku ze złożeniem przez Emitenta wniosku o wpis do rejestru Zarządzających ASI nie generuje on przychodów ze sprzedaży. Głównymi źródłami przychodów Spółki są obecnie dywidendy, odsetki oraz wyjścia z inwestycji. W najbliższym czasie możliwe są kolejne exity ABS Investment S.A., które będą uzależnione od uzgodnienia atrakcyjnych cen sprzedaży posiadanych pakietów. Aktualna wycena rynkowa Spółki kształtująca się na poziomie ok. 5,7 mln zł nie odzwierciedla wysokości kapitałów własnych sięgających ponad 19,7 mln zł, a wskaźnik C/WK nie przekracza 0,3. Zarząd ABS Investment S.A. jest przekonany, że realizowana polityka inwestycyjna oraz poprawa koniunktury na rynkach kapitałowych pozwolą na wzrost osiąganych zysków i zwiększenie wartości rynkowej.

„Wyniki ABS w prostym stopniu zależą od wartości spółek portfelowych. Ta z kolei zależna jest nie tylko od ich wyników i wydarzeń, jakie w nich mają miejsce, ale również od koniunktury na rynku kapitałowym. W ostatnich dwóch latach w mojej ocenie został zachwiany balans między jednym a drugim. To znaczy w spółkach miało miejsce wiele pozytywnych wydarzeń, wiele z nich poprawiło wyniki, wypłaciło dywidendy, a nie przełożyło się to na wzrost ich wartości, zainteresowania nimi czy też na poprawę płynności. Oznacza to, że obecnie rynek kapitałowy jest pogrążony w głębokim marazmie. Powoduje to konieczność kolejnej zmiany koncepcji działania. Do tej pory byłem przekonany, że naturalnym kolejnym właścicielem dla spółek z portfela ABS są inwestorzy finansowi, którzy zagwarantują dostęp do większego kapitału i sprawniejszego zarządzania. Wobec aktualnej sytuacji na rynku uważam, iż należy się zwrócić w kierunku inwestorów branżowych oraz podmiotów zagranicznych. Pogarszające się warunki działania w małych i średnich spółkach np. koszty pracy, słaby dostęp do kapitału, częsty brak ciągłości działania czy wzrastające ryzyko prawne i fiskalne powinny przyspieszyć proces fuzji i przejęć w tym obszarze rynku. – dodaje Prezes Jarosz.

We wrześniu br. ABS Investment S.A. dokonała nabycia 400.000 akcji notowanej na rynku NewConnect spółki Instytut Szkoleń i Analiz Gospodarczych S.A. i przekroczyła w ten sposób próg 5% udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA. Z kolei na początku 2018 r. Zarząd ABS Investment S.A. poinformował, że po przeprowadzonych rozmowach z Zarządem notowanej na rynku NewConnect spółki Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. (BBC) podjął decyzję o przeanalizowaniu opcji strategii rozwoju Spółki polegającej na możliwości stworzenia Grupy Kapitałowej z BBC jako podmiotem zależnym lub połączenia się z BBC w drodze przejęcia tej spółki.

Komentarz do ustawy o cyberbezpieczeństwie: „Posypią się kary finansowe”

200 tys. zł kary – większość podmiotów nie wykona zadań w terminach wyznaczonych ustawą o cyberbezpieczeństwie.

Problemy z interpretacją przepisów ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa oraz bardzo krótki czas na wypełnienie zadań nałożonych przez ustawodawcę przysporzą przedsiębiorcom sporo problemów. Kary finansowe za niewykonanie obowiązków wynikających z ustawy grożą zarówno firmom objętym legislacją, jak i osobom zajmującym kierownicze stanowiska.

Od początku roku tylko do września 2018 w polskiej sieci doszło do ponad 2,5 tysiąca incydentów związanych z naruszeniem bezpieczeństwa (dane NASK). Teraz atak cyberprzestępcy będzie kosztował przedsiębiorców jeszcze więcej. Zgodnie z ustawą o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, która weszła w życie 28.08.2018 r., sankcje finansowe grożą OUK – objętym ustawą operatorom usług kluczowych oraz osobom zajmującym kierownicze stanowiska, którzy nie dopełnili swoich obowiązków.

Najbardziej zagrożone sektory

Oczywiście zdecydowana większość firm objętych ustawą już posiada odpowiednie wdrożenia oraz własne zespoły ludzi czuwających nad ochroną infrastruktury – to przede wszystkim sektor bankowości, finansów i operatorzy sieci. Natomiast brakuje rzetelnych danych, które pokazywałyby na ile bezpieczne są systemy wykorzystywane przez urzędy i jak często jednostki administracji publicznej stykają się z zagrożeniami.

Poza tym, jak mówi Dawid Bałut, CEO TestArmy CyberForces: – Publicznie niewiele wiadomo o stanie bezpieczeństwa w przedsiębiorstwach energetycznych, transportowych i z sektora zdrowotnego. Ukrywanie tych informacji przez organizacje zazwyczaj sugeruje, że poziom bezpieczeństwa jest niższy niż byśmy sobie życzyli. Zachowują takie informacje dla siebie w obawie o negatywną krytykę społeczeństwa oraz ściągniecie na siebie większej uwagi cyberprzestępców. Dlatego mierzymy się dzisiaj także z wyzwaniem kulturowym, wymagającym zrozumienia i zaakceptowania tego, że choć cyberbezpieczeństwo nie generuje bezpośrednich zysków, służy do minimalizowania strat finansowych oraz reputacyjnych w przypadku skutecznego ataku hakerskiego.

Trzy miesiące na wdrożenie przepisów w życie

Do tej pory brakowało regulacji państwowych w kwestii cyberbezpieczeństwa. Dlatego, choć dla części przedsiębiorców jest to temat nowy, jego realizacja nie może być rozciągnięta w czasie. Wdrożenia rozwiązań poprawiających stan bezpieczeństwa oczekuje się już teraz. Za niewykonanie obowiązków – grożą kary finansowe.

Odliczanie czasu rozpoczyna się w momencie otrzymania decyzji administracyjnej o uznaniu podmiotu za operatora usług kluczowych (OUK) i wpisania go do wykazu – organy państwowe miały na to czas do 9 listopada 2018 r. Od tego dnia przedsiębiorstwo ma zaledwie trzy miesiące na wdrożenie rozwiązań, które będą umożliwiać dokonywanie szacunku ryzyka dla usług kluczowych. Musi też być w stanie sprawnie zarządzać, zgłaszać i usuwać wszystkie incydenty związane z bezpieczeństwem, posiadać osobę odpowiedzialną na cyberbezpieczeństwo i prowadzić aktywne działania edukacyjne wobec użytkowników.

Tymczasem, jak ostrzega Dawid Bałut, problemem wielu organizacji jest choćby interpretacja przepisów ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. – Może dojść do sytuacji, w której podmioty nierozumiejące wymagań zaniżą wagę incydentu, nie zgłaszając go do odpowiednich urzędów – tłumaczy ekspert. Dlatego ważne jest, aby instytucje państwowe zaczęły tworzyć mocne więzi z firmami, które będą wspierać działania zabezpieczające oraz rozwijać know-how w dziedzinie bezpieczeństwa. – Nawet ważniejsze niż aspekty techniczne jest to, aby organy państwowe budowały oparte na zaufaniu relacje z biznesem, dzięki którym ten sektor nie będzie obawiał się komunikacji w sprawie incydentów. Strach i chaos są dla nas największym wrogiem, na którego musimy się przygotować – dodaje Dawid Bałut.

Na tym nie koniec obowiązków. Ustawa daje podmiotom sześć miesięcy na wdrożenie adekwatnych do oszacowanego ryzyka środków technicznych i organizacyjnych pozwalających zbierać dane o zagrożeniach i podatnościach. Organizacja musi też już stosować środki, które będą zapobiegać incydentom i minimalizować skutki potencjalnego nadużycia systemów.

Po dwunastu miesiącach od otrzymania decyzji, podmiot musi przygotować i przekazać pierwszy kompletny audyt.

Posypią się kary?

Obowiązków jest sporo, a proces ich wdrożenia trudny, wysoce niestandardowy, wymagający specjalistycznej wiedzy i doświadczenia. Tymczasem kary finansowe za niedopełnienie obowiązków wynikających z ustawy wynoszą od tysiąca do nawet miliona złotych!

200 tys. zł zapłacą firmy, które nie przeprowadziły audytu lub nie wykonały zaleceń pokontrolnych w wyznaczonym terminie. 150 tys. zł – gdy OUK nie będzie systematycznie przeprowadzał zarządzania ryzykiem wystąpienia incydentu i szacowania takiego ryzyka. 100 tys. zł grozi w momencie niewdrożenia środków technicznych i organizacyjnych uwzględniających wymagania ustawy. Karami finansowymi objęte są również osoby zajmujące kierownicze stanowiska, które nie dopełnili swoich obowiązków – do 200% miesięcznego wynagrodzenia. Minimalna kara finansowa wynosi tysiąc złotych. Maksymalna – 1 milion złotych! Taka sankcja grozi w przypadku stwierdzenia uporczywego naruszania przepisów ustawy.

Czy podmioty zdążą w czasie wyznaczonym przez ustawodawcę i unikną słonych sankcji finansowych?

Ustawa to pierwszy krok do zwiększenia poziomu bezpieczeństwa całego kraju. Choć potrzeba ochrony cyberprzestrzeni jest krytyczna, trzeba pamiętać, że do tej pory Polska nie podejmowała znacznych inwestycji w zarządzanie cyberbezpieczeństwem. Dlatego w mojej opinii większość organizacji nie będzie w stanie wykonać nałożonych zadań w terminie wyznaczonym przez ustawodawcę i będzie mierzyć się z ryzykiem wysokich kar finansowych. Trzymam kciuki za realizację tego jakże potrzebnego projektu, jednak apeluję do organów rządowych o praktyczność i zdrowy rozsądek. Jeśli chcemy czegoś od firm oczekiwać, to musimy je najpierw odpowiednio wyedukować oraz wspierać – podsumowuje Dawid Bałut.

Work Service zakończył proces restrukturyzacji zadłużenia

W poniedziałek, 10 grudnia 2018 r. z sukcesem zakończyła się jedna z najbardziej skomplikowanych transakcji restrukturyzacji zadłużenia ostatnich lat na polskim rynku. Grupa Work Service S.A. pozyskała nowe limity faktoringowe, dokonała restrukturyzacji i refinansowania obligacji oraz spełniła warunki wejścia w życie zmienionej umowy kredytowej z konsorcjum banków. Jest to wynik trwających od początku listopada negocjacji z kredytodawcami i obligatariuszami oraz spełnienia warunków umów zawartych w dniach 5 i 6 grudnia 2018 r. W rezultacie finansowanie bankowe spółki zostaje przedłużone do końca marca 2020 r., a w przypadku obligacji do końca maja 2020 r. Zawarte umowy umożliwiają Grupie kontynuację procesu restrukturyzacji operacyjnej.

W poniedziałek doszło do wejścia w życie aneksu do umowy kredytowej z Bankiem BGŻ BNP Paribas, Bankiem Millennium, Santander Bank Polska oraz PKO Bank Polski, w rezultacie czego ostateczny termin spłaty zobowiązań bankowych został przedłużony do 31 marca 2020 r. Do tego dnia Work Service może korzystać z całości limitów kredytów obrotowych – które obecnie wynoszą ok. 110 mln zł – pozostałych po dokonanej na koniec października spłacie przez spółkę 104 mln zł zadłużenia w wyniku sprzedaży Exact Systems. Zawarcie umowy kredytowej było możliwe po spełnieniu przez Work Service warunków określonych w umowie z bankami zawartej 5 grudnia br. Jednym z warunków wejścia w życie aneksu było uzyskanie limitów faktoringowych na kwotę min. 55 mln zł, które zapewnią Grupie Work Service bieżącą płynność i możliwość bezpiecznego funkcjonowania w najbliższych miesiącach. Warunek ten został spełniony w poniedziałek i umożliwił wejście w życie aneksu z bankami.

W wyniku porozumienia obligatariusze instytucjonalni wszystkich serii – obejmując nowe emisje bądź zmieniając warunki istniejących – zostaną spłaceni w nowym terminie 29 maja 2020 r., przy czym spółka nie będzie zobowiązana do żadnej amortyzacji tych obligacji w trakcie trwania programu. Restrukturyzacja wszystkich serii obligacji odbyła się bez umorzeń (haircut) długu Work Service wobec obligatariuszy. Drobni obligatariusze indywidualni zostali w pełni spłaceni, wraz z zaległymi odsetkami, w tym odsetkami za zwłokę. Restrukturyzacja nie byłaby możliwa bez porozumienia z największymi obligatariuszami indywidualnymi, którzy zgodzili się na częściową spłatę swoich obligacji, a pozostałą kwotę w wysokości 1,6 mln zł rolowali na nowe obligacje i otrzymają ich spłatę do 29 maja 2020 r.

Spłata drobnych obligatariuszy indywidualnych oraz części dużych obligatariuszy indywidualnych odbyła się dzięki emisji obligacji nowej emisji, które w kwocie 7 mln zł objęli założyciele i mniejszościowi akcjonariusze Work Service S.A. – Panowie Tomasz Misiak i Tomasz Hanczarek. Wszystkie nowo emitowane serie obligacji oraz istniejąca seria o zmienionym terminie wykupu – zostały zabezpieczone pakietem zastawów oraz poręczeń udzielonych przez czeską i słowackie spółki Grupy Work Service.

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami zakończyliśmy negocjacje z kredytodawcami i kluczowymi obligatariuszami, w rezultacie których doszło do podpisania umowy kredytowej. Była to bardzo skomplikowana transakcja restrukturyzacji, ponieważ obejmowała jednoczesną restrukturyzację umów kredytowych, limitów faktoringowych, obligacji wobec inwestorów instytucjonalnych oraz obligacji wobec inwestorów indywidualnych. Jest to bardzo ważny krok w kierunku spłaty zobowiązań oraz realizacji strategii rozwoju naszej grupy. Konsekwentnie dążymy do zminimalizowania zadłużenia poprzez sprzedaż aktywów. Zawarte umowy z bankami i faktorami, jak również porozumienie z kluczowymi obligatariuszami, korzystnie wpłyną na sytuację finansową i płynność spółki. Rozmowy prowadzone od ponad miesiąca zakończyły się sukcesem przede wszystkim dzięki wysokim kompetencjom naszych doradców, którzy wspierają nas swoją wiedzą i fachowym podejściem na każdym kroku tego procesu – mówi Maciej Witucki, prezes zarządu, Work Service S.A.

Kluczowe dla sukcesu restrukturyzacji okazało się zaangażowanie firm faktoringowych – BGŻ BNP Paribas Faktoring, Coface Poland Factoring, Bibby Financial Services oraz Banku Millennium. Rolę doradcy finansowego w procesie restrukturyzacji zadłużenia Work Service pełni zespół z firmy doradczej PwC, na czele z Michałem Lewczukiem, dyrektorem w zespole ds. finansowania i restrukturyzacji. Rolę doradcy prawnego dla Work Service pełni zespół kierowany przez Miłosza Gołębia, radcę prawnego, partnera w Clifford Chance.

Raport NIK o stabilności sektora bankowego w Polsce

Sektor bankowy w Polsce jest stabilny – wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez NIK. W ramach tej kontroli NIK badała funkcjonowanie nadzoru makroostrożnościowego nad sektorem finansowym, którego celem jest zapewnienie stabilności, bezpieczeństwa oraz przejrzystości rynku finansowego. Został on wdrożony skutecznie i podniósł ogólny poziom bezpieczeństwa sektora bankowego oraz jego odporność na niepożądane zjawiska i zawirowania rynkowe.

Najwyższa Izba Kontroli oceniła, że w okresie objętym kontrolą – tj. od listopada 2015 r. do listopada 2017 r. – Narodowy Bank Polski i Minister Finansów, tworzące dwa z czterech filarów głównych sieci bezpieczeństwa finansowego, rzetelnie wykonywały swoje zadania nadzorcze w kluczowych aspektach dla zapewnienia stabilności sektora bankowego. Jednocześnie NIK zwraca uwagę, że Minister Finansów jako podmiot odpowiedzialny za implementację prawa unii europejskiej w obszarze instytucji finansowych przyczynił się do przyjęcia wymaganych aktów prawnych z opóźnieniami.

Działania Komisji Nadzoru Finansowego nie były także wolne od nieprawidłowości. NIK stwierdziła bowiem, że Komisja m.in. podejmowała za mało działań nadzorczych wobec banków spółdzielczych. Zdarzały się nawet przypadki braku skutecznej reakcji na nieprawidłowości w tych bankach. Urząd Komisji nie nadzorował także w sposób wystarczający pracy kuratorów bankowych oraz nie przestrzegał zasad doboru kandydatów na to stanowisko.

Głównymi instytucjami odpowiedzialnymi ustawowo za zapewnienie bezpieczeństwa i stabilności sektora bankowego są: Ministerstwo Finansów (MF), Narodowy Bank Polski (NBP), Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) i Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG).

W listopadzie 2015 r. weszła w życie ustawa z dnia 5 sierpnia 2015 r. o nadzorze makroostrożnościowym nad systemem finansowym i zarządzaniu kryzysowym w systemie finansowym. Nadzór ten obejmuje identyfikację, ocenę i monitorowanie ryzyka systemowego, powstającego w instytucjach i na rynkach finansowych lub w ich otoczeniu oraz działanie na rzecz wyeliminowania lub ograniczenia tego ryzyka. Ustawa zmieniła też dotychczasowe zadania i uprawnienia Ministra Finansów, NBP, KNF i BFG, dotyczące monitorowania i przeciwdziałania ryzyku systemowemu na rynku finansowym. Ponadto wprowadziła nowe wymogi kapitałowe dla banków, które stanowią bufory bezpieczeństwa na wypadek wystąpienia ryzyka zakłócenia w funkcjonowaniu banku i całego sektora bankowego. Wdrożenie postanowień ustawy było kluczowe dla bezpieczeństwa funkcjonowania rynku finansowego, w tym szczególnie sektora bankowego. Organem odpowiedzialnym za nadzór makroostrożnościowy i zarządzanie kryzysowe stał się Komitet Stabilności Finansowej (KSF). Gdy KSF zajmuje się kwestiami nadzoru makroostrożnościowego na jego czele stoi Prezes NBP. Członkami są: Minister Finansów, Przewodniczący KNF i Prezes Zarządu BFG.

Gdy przedmiotem obrad KSF jest zarządzanie kryzysowe rolę przewodniczącego przejmuje Minister Finansów. Zarządzanie kryzysowe obejmuje działanie na rzecz utrzymania lub przywrócenia stabilności systemu finansowego w przypadku bezpośredniego jej zagrożenia.NIK o stabilności sektora bankowegoTym samym od listopada 2015 r. w Polsce funkcjonują dwie formy nadzoru nad sektorem bankowym – makroostrożnościowa i mikrostrożnościowa. Tę ostatnią sprawuje KNF. Obie formy nadzoru łącznie obejmują działania zarówno na rzecz utrzymania stabilności pojedynczych instytucji finansowych oraz wypełniania przez nie wymogów regulacyjnych, jak i stabilności oraz bezpieczeństwa całego systemu finansowego. Zgodnie z odpowiednimi ustawami celem nadzoru nad rynkiem finansowym jest między innymi zapewnienie prawidłowego funkcjonowania tego rynku, jego stabilności, bezpieczeństwa oraz przejrzystości. Natomiast celem nadzoru nad bankami jest między innymi zapewnienie bezpieczeństwa środków pieniężnych gromadzonych na rachunkach bankowych oraz zgodności działalności banków z przepisami ustawy Prawo bankowe, rozporządzenia UE nr 575/2013, statutem i decyzją o wydaniu zezwolenia na utworzenie banku, a także zgodności działalności prowadzonej przez banki z przepisami ustawy o obrocie instrumentami finansowymi.

Oba nadzory realizują różne cele pośrednie, ale w perspektywie długoterminowej powinny wspólnie przyczyniać się do osiągnięcia stabilności sektora bankowego jako celu ostatecznego.

NIK o stabilności sektora bankowego 1Nadzór jest niezwykle istotny z punktu widzenia państwa, bowiem aktywa sektora bankowego stanowią około 70% aktywów całego systemu finansowego. Sektor ten jest głównym źródłem finansowania gospodarki, a depozyty bankowe są największym składnikiem aktywów finansowych gospodarstw domowych. Dlatego szczególne znaczenie dla zachowania stabilności systemu finansowego ma utrzymanie stabilności sektora bankowego.

NIK o stabilności sektora bankowego 3Celem kontroli było w szczególności sprawdzenie, czy członkowie Komitetu Stabilności Finansowej rzetelnie wypełniali obowiązki ustawowe w zakresie nadzoru makroostrożnościowego i zarządzania kryzysowego, oraz w zakresie nadzoru mikroostrożnościowego nad poszczególnymi instytucjami sektora bankowego.

Kontrolę przeprowadzono w: Ministerstwie Finansów, Narodowym Banku Polskim i Komisji Nadzoru Finansowego. NIK nie ma natomiast uprawnień do kontrolowania Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, w sytuacji gdy realizowane przez tę instytucję zadania nie wiążą się z wykorzystaniem majątku lub środków państwowych lub komunalnych.

Najważniejsze ustalenia kontroli

Najwyższa Izba Kontroli oceniła, że w okresie objętym kontrolą – tj. od listopada 2015 r. do listopada 2017 r. – skontrolowane podmioty, tworzące sieć bezpieczeństwa finansowego, w kluczowych aspektach z punktu widzenia stabilności całego sektora bankowego, rzetelnie wykonywały swoje zadania z zakresu nadzoru makro- i mikroostrożniościowego. Nie oznacza to jednak, że NIK w ich działaniu nie stwierdziła żadnych nieprawidłowości. Wystąpiły one w sprawowaniu przez KNF nadzoru nad bankami spółdzielczymi oraz w działalności legislacyjnej Ministra Finansów.

Minister Finansów oraz Prezes NBP rzetelnie wypełniali obowiązki, wynikające z ustawy o nadzorze makroostrożnościowym i zarządzaniu kryzysowym. Jednym z istotnych zagadnień, którym zajmował się KSF w zakresie makro, była kwestia portfela walutowych kredytów mieszkaniowych i potencjalnych konsekwencji systemowych restrukturyzacji tego portfela. Na podstawie przeprowadzonych analiz KSF uznał, że uzasadniona jest potrzeba restrukturyzacji walutowych kredytów mieszkaniowych na zasadzie dobrowolnego porozumienia pomiędzy bankami i kredytobiorcami. Szczególnie dotyczy to kredytobiorców, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej, w niezawinionych przez siebie okolicznościach. KSF ostrzegał jednocześnie przed ryzykiem systemowym, które może powstać w kontekście potencjalnych skutków proponowanych rozwiązań prawnych o przewalutowaniu tych kredytów. W opublikowanych komunikatach podkreślał, że inicjatywy legislacyjne, dotyczące tego zagadnienia, powinny być konstruowane i wdrażane ostrożnie, tak aby nie naruszały stabilności systemu finansowego, nie zmniejszały istotnie jego odporności, a także nie ograniczały zdolności banków do kredytowania gospodarki.

Zgodnie z polskim prawem nadzór mikroostrożnościowy nad sektorem bankowym i poszczególnymi instytucjami tego sektora sprawuje KNF. Efektem tych działań był wzrost średniego poziomu spełniania przez banki wymogów nadzorczych w zakresie płynności i adekwatności kapitałowej. Z danych sprawozdawczych banków oraz analiz NBP wynika, że w 2017 r. zahamowana została spadkowa tendencja zyskowności banków. Względnie stabilna była również sytuacja sektora banków spółdzielczych, którego aktywa stanowią około 7% aktywów całego sektora bankowego.

NIK o stabilności sektora bankowego 3Jednak niska efektywność związana z modelem biznesowym tego sektora stanowiła wyzwanie dla zyskowności banków spółdzielczych i ich zdolności do rozwoju, szczególnie w środowisku niskich stóp procentowych. W większości przypadków banki te spełniały nadzorcze wymogi kapitałowe i utrzymania płynności finansowej. Poprawę stabilności sektora banków spółdzielczych w zakresie płynności i wypłacalności mają zapewnić tworzone od 2015 r. systemy ochrony instytucjonalnej. Niepokojącym zjawiskiem była słaba jakość portfela kredytowego w tym sektorze.

NIK o stabilności sektora bankowego 4NIK stwierdziła, że w ramach działań nadzorczych KNF monitorowane były zagrożenia dla stabilności tego sektora, wykonywany był nadzór analityczny nad bankami oraz przeprowadzane były inspekcje w bankach. NIK stwierdziła jednak przypadki braku skutecznych działań nadzorczych w stosunku do banków spółdzielczych, nierzetelnie prezentujących dane w formularzach samooceny przekazywanych KNF do badania i oceny nadzorczej. Na dzień 30 czerwca 2017 r. postępowaniem naprawczym było objętych siedem banków komercyjnych i 43 banki z sektora spółdzielczego. Do nadzorowania realizacji programów naprawczych w dwóch bankach spółdzielczych i w jednym banku zrzeszającym ustanowieni byli kuratorzy. NIK oceniła, że KNF nie podjęła działań w celu zapewnienia przez kuratorów poprawy efektywności wdrażania założeń programu postępowania naprawczego przez dwa banki. W związku z wyjaśnieniami Urzędu, że nie dysponuje on środkami prawnymi do oddziaływania na kuratorów, NIK wnioskowała o zwrócenie się do Ministra Finansów o podjęcie działań legislacyjnych wprowadzających dodatkowe przepisy umożliwiające KNF oddziaływanie dyscyplinujące na kuratorów celem zapewnienia skuteczności i efektywności wdrażania programów postępowania naprawczego i planów naprawy. Obecnie jedynym rozwiązaniem, jakie może być zastosowane, jest rozwiązanie radykalne w postaci odwołania kuratora. NIK stwierdziła także, że na liście kandydatów na kuratorów, sporządzonej przez UKNF, znajdują się osoby, które nie mają do tego kwalifikacji.

NIK zwróciła również uwagę na ograniczoną częstotliwość inspekcji w bankach spółdzielczych. W okresie od 2014 r. do końca I kwartału 2017 r. 84% banków spółdzielczych nie było objętych żadnymi czynnościami kontrolnymi ze strony KNF. W tej grupie były banki, które powinny być objęte szczególnym nadzorem inspekcyjnym, z uwagi na nadanie im, w procesie badania i oceny nadzorczej, ocen wskazujących na podwyższony poziom ryzyka, oraz w związku z realizowaniem programów postępowania naprawczego. Zdaniem NIK, ograniczona częstotliwość inspekcji w bankach spółdzielczych wynikała z niewłaściwie ustalonych priorytetów nadzorczych dla sektora bankowego, co w konsekwencji nie zapobiegło zjawiskom kryzysowym w działalności niektórych banków spółdzielczych.

NIK o stabilności sektora bankowego 5Pozytywnie mimo stwierdzonych nieprawidłowości oceniona została działalność Ministra Finansów w zakresie zarządzania kryzysowego oraz wdrażania i wykonywania prawa Unii Europejskiej dotyczącego funkcjonowania sektora bankowego. W wyniku przeprowadzonej kontroli NIK stwierdziła, że dyrektywy istotne dla bezpieczeństwa i funkcjonowania sektora bankowego dostosowywane były do polskiego prawa z opóźnieniem od 4 do 22 miesięcy, a biorąc pod uwagę daty publikacji rozporządzeń wykonawczych do ustaw wdrażających przepisy prawa unijnego, z opóźnieniem nawet do 30 miesięcy. Wynikało to z dużej liczby projektów aktów prawnych, ich złożoności, dużej liczby podmiotów biorących udział w procesie legislacyjnym, ale także z opóźnień w podejmowaniu prac nad przygotowaniem projektów aktów prawnych w Ministerstwie Finansów. Na opóźnienia we wdrażaniu dyrektyw unijnych do porządku krajowego wpływ miała również długotrwałość procesu legislacyjnego na etapie po przedłożeniu projektów ustaw na posiedzenia Rady Ministrów.

NIK o stabilności sektora bankowego 6

NIK wskazała na potrzebę rozważenia ewentualnych działań legislacyjnych w celu:

  1. zmiany art. 46 ustawy o nadzorze makroostrożnościowym nad systemem finansowym i zarządzaniu kryzysowym w systemie finansowym, by wyeliminować wątpliwości związane z wyliczaniem buforów (kwot podnoszących kapitał banku) relatywnie do sytuacji panujących w poszczególnych bankach oraz ograniczyć zakres uznaniowości Komisji Nadzoru Finansowego;
  2. wprowadzenia dodatkowych przepisów umożliwiających Komisji Nadzoru Finansowego oddziaływanie dyscyplinujące na kuratorów (np. w postaci konsekwencji finansowych), poprzedzające ich ewentualne odwołanie, celem zapewnienia skuteczności i efektywności wdrażania programów postępowania naprawczego i programów naprawy przez bank;

Przygotowanie projektów tych regulacji należy do kompetencji Ministra Finansów.

B. Wnioski de lege lata

Zdaniem NIK, w celu zapewnienia bezpieczeństwa sektora bankowego zasadne jest także:

  1. kontynuowanie dotychczasowych działań skierowanych na wzmacnianie stabilności banków komercyjnych, w tym w szczególności realizujących programy postępowania naprawczego;
  2. zintensyfikowanie działań na rzecz wspierania stabilności banków spółdzielczych, w tym zapewnienie przez Urząd Komisji Nadzoru Finansowego odpowiedniej częstotliwości inspekcji w tych podmiotach i odpowiedniej reakcji na nieprawidłowości zidentyfikowane w ich działaniu;
  3. zapewnienie terminowej implementacji przepisów dyrektyw unijnych do prawa krajowego.

Nieprawidłowości w działaniach KNF i jej Urzędu

  1. Badając 12 losowo wybranych formularzy zgłoszenia gotowości do podjęcia funkcji kuratora w bankach NIK wykryła, że 7 kandydatów nie posiadało określonych w uchwale KNF minimalnych kwalifikacji w zakresie doświadczenia zawodowego i wykształcenia, niezbędnych do pełnienia tej funkcji. NIK stwierdziła też, że w prowadzonej przez Urząd KNF bazie kandydatów na kuratorów i członków zarządów komisarycznych zarejestrowane były osoby nieposiadające minimalnych kwalifikacji w zakresie doświadczenia zawodowego i wykształcenia, niezbędnych do pełnienia tych funkcji, określonych w uchwale KNF (były to w szczególności osoby z tytułami magistra politologii, historii, administracji, inż. ekonomiki i organizacji przemysłu spożywczego, bez doświadczenia bankowego).
  2. KNF nie podejmowała skutecznych działań nadzorczych w stosunku do banków, które nierzetelnie prezentowały dane w formularzach samooceny BION (Badanie i ocena nadzorcza – jedno z narzędzi nadzorczych wykorzystywanych w ramach nadzoru ostrożnościowego). Trzy banki spółdzielcze dokonały korzystniejszej oceny jakości kredytów w formularzach samooceny BION za 2016 r. niż powinny. Oceniły, że osiągane parametry jakości kredytów na tle konkurencji są przeciętne/lepsze, a wsparcie techniczne procesów decyzyjnych jest przeciętne/wystarczające. Podały też, że wdrożyły arkusze zdolności kredytowej. KNF zweryfikowała te dane i nadała wyżej wymienionym bankom istotnie niższe oceny cząstkowe BION na poziomie 3,5 (ocena budząca zastrzeżenia) i 4 (ocena bardzo niekorzystna). Mimo tak niskich ocen KNF nie wydała zaleceń nadzorczych dla tych banków. P.o. Dyrektora Departamentu Banków Spółdzielczych wyjaśnił to faktem skierowania w tym czasie zaleceń poinspekcyjnych, akceptacją przez KNF programu postępowania naprawczego oraz prowadzonymi procesami łączeniowymi, a także bezpośrednim dialogiem nadzorczym z bankiem znajdującym się w trudnej sytuacji finansowej. Zdaniem NIK, działania te były niewystarczające i zwiększały ryzyko niskiej wiarygodności przekazywanych przez banki informacji o charakterze jakościowym w procesie BION.
  3. Zdaniem NIK, nierzetelnie oszacowana była ocena BION jednego banku spółdzielczego za II kwartał 2017 r. Urząd KNF już 12 września 2017 r. znał wyniki audytu, wskazujące na złą sytuację finansową tego banku. Wyniki te dawały podstawę do nadania bankowi oceny 4 lub F, tj. oceny wskazującej na bardzo niekorzystną sytuację lub banku uznanego za zagrożony upadłością. Tymczasem 8 listopada 2017 r. Urząd KNF nadał bankowi ocenę za II kwartał 2017 r. na poziomie 3,1, tj. ocenę budzącą zastrzeżenia ogólną sytuacją banku.
  4. W ramach badania kwartalnych ocen BION NIK stwierdziła, że przekroczony był termin określony w Procedurze BION na nadanie i zaakceptowanie kwartalnej oceny BION w przypadku oceny za II kwartał 2016 r. dla jednego z banków spółdzielczych o 18 dni, a w przypadku oceny za II kwartał 2017 r. dla innego banku spółdzielczego o osiem dni.
  5. NIK stwierdziła, że przekroczone były terminy, określone w Podręczniku i Procedurze BION, na przygotowanie programu oceny nadzorczej banków na 2016 r. Przewodniczący KNF zaakceptował ten program dla banków komercyjnych 20 dni, a dla banków spółdzielczych 2,5 miesiąca po terminie.
  6. NIK zwraca uwagę, że KNF nie podjęła działań w celu zapewnienia przez kuratorów bankowych poprawy efektywności wdrażania założeń programów postępowań naprawczych przez dwa banki. Zdaniem NIK, skoro Urząd uznaje, że brak efektów realizacji programu naprawczego nie jest wystarczającą podstawą do interwencji KNF, to wskazać należy, że obowiązujące przepisy nie służą właściwej realizacji celów nadzoru. Działalność kuratora powinna być oceniana przez pryzmat celu do jakiego został powołany, a KNF powinna mieć narzędzia by w razie braków w tym zakresie móc na bieżąco reagować. Priorytetem jest bowiem ochrona środków zgromadzonych w bankach a nie ochrona kuratora. W związku z tym, KNF powinna rozważyć zwrócenie się do Ministra Finansów o podjęcie działań legislacyjnych wprowadzających dodatkowe przepisy umożliwiające KNF dyscyplinowanie kuratorów celem zapewnienia skuteczności wdrażania programów postępowania naprawczego i programów naprawy.
  7. Zdaniem NIK, w latach 2014 – 2016 UKNF nie podejmował skutecznych działań w zakresie zwiększenia liczby etatów w związku ze zwiększonymi obowiązkami o charakterze inspekcyjnym i nadzorczym. Informacje dodatkowe o zaopatrzeniu etatowym do projektów budżetów KNF na te lata nie zawierały wystarczającego uzasadnienia potrzeb analitycznych i inspekcyjnych sektora bankowego. W latach 2014 – I kwartał 2017 r. UKNF przeprowadził inspekcje tylko w 92 bankach spółdzielczych, co świadczy o tym, że ponad 80 % ogólnej liczby banków spółdzielczych (556) nie było objętych żadnymi czynnościami kontrolnymi ze strony KNF.

Gwarancje depozytów

Zgodnie z art. 17 ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 10 czerwca 2016 r. o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, systemie gwarantowania depozytów oraz przymusowej restrukturyzacji (Dz. U. z 2017 r. poz. 1937, ze zm.) środki pieniężne zgromadzone przez deponenta na rachunkach bankowych w danym banku w wysokości do równowartości 100 tys. euro objęte są ochroną gwarancyjną Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

W tych branżach i regionach Polski firmy zwiększą zatrudnienie

Produkcja przemysłowa, transport i logistyka oraz budownictwo to branże, w których firmy planują najbardziej zwiększyć zatrudnienie w pierwszym kwartale 2019 roku. Najwięcej nowych pracowników będą poszukiwać pracodawcy w południowej, południowo-zachodniej i wschodniej Polsce. Początek roku będzie dobrym czasem na poszukiwanie nowego zatrudnienia, choć ofert pracy będzie mniej niż w bieżącym kwartale – potwierdza opublikowany dziś raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” przedstawiający plany rekrutacyjne polskich firm na pierwszy kwartał 2019 roku.

Polscy pracodawcy w ramach raportu ManpowerGroup zdradzili swoje plany zatrudnienia na pierwszy kwartał 2019 roku. 13% firm chce powiększać swoje zespoły, podczas gdy 5% planuje redukcję etatów (79% nie przewiduje tu żadnych zmian). To sprawia, że prognoza netto zatrudnienia, czyli wyrażona w procentach różnica pomiędzy liczbą pracodawców deklarujących wzrost i spadek zatrudnienia wynosi +8%, zaś poddana korekcie sezonowej sięga +12%. W praktyce oznacza to, że popyt na pracowników w okresie styczeń-marzec wciąż będzie bardzo silny.

– Polski rynek pracy jest stabilny, a prognozy potwierdzają, że firmy jeszcze nie nasyciły się nowymi pracownikami i w najbliższych miesiącach nadal możemy się spodziewać dużej rywalizacji o kadry. Jest to szczególnie widoczne w produkcji przemysłowej, która od lat jest najbardziej stabilnym sektorem rynku w Polce i cieszy się najbardziej optymistycznymi prognozami pracodawców – mówi Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup. – W kontekście zatrudniania pracowników z Ukrainy z dużą uwagą przyglądamy się również planom pracodawców za naszą zachodnią i południową granicą, gdzie rządy pracują nad złagodzeniem procedur związanych z pracą obcokrajowców. Odnotowane tam prognozy zatrudnienia są jednak o kilka punktów procentowych niższe, co w praktyce oznacza, że szanse na znalezienie nowej pracy będą tam zdecydowanie mniejsze niż w Polsce – dodaje Iwona Janas.

Najwięcej nowych etatów w produkcji i w logistyce

Prognoza netto zatrudnienia dla sektorow Q1 2019Jak potwierdza raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” firmy przemysłowe (prognoza netto zatrudnienia +21%) oraz związane z branżą logistyczną i transportem (+20%) są w czołówce pracodawców, którzy w pierwszym kwartale 2019 roku najczęściej będą poszukiwać nowych pracowników. Plany związane ze znacznym powiększaniem swoich zespołów deklarują też pracodawcy z branży budowlanej (+15%), związanej z kopalniami i przemysłem wydobywczym (+14%) oraz handlem (+12%). Najmniejsze chęci zatrudnienia nowych pracowników zadeklarowały firmy związane z energetyką, gazownictwem i wodociągami (+2%) oraz restauracje i hotele (+5%). W ujęciu rocznym plany rekrutacyjne polskich firm poprawiły się w sześciu sektorach rynku, pogorszyły się w dwóch a dla jednego z nich pozostają bez zmian.

Ożywienie na Południu

Prognoza netto zatrudnienia dla regionow Q1 2019Wśród sześciu uwzględnionych w raporcie ManpowerGroup regionów Polski najlepsze perspektywy zatrudnienia wskazali pracodawcy z południowej (+16%) i południowo-zachodniej (+15%) Polski. Kandydaci poszukujący pracy powinni też zwrócić uwagę na województwa we wschodniej (+13%) i północno-zachodniej (+12%) Polsce, gdzie na początku roku powinni mieć sprzyjającą sytuację. Najsłabsze, ale nadal korzystne dla kandydatów i pracowników perspektywy zatrudnienia wskazały firmy zlokalizowane w północnej części naszego kraju (+9%). W stosunku do pierwszego kwartału 2018 roku plany rekrutacyjne poprawiły się w trzech regionach, w jednym pogorszyły się, a w dwóch pozostały bez zmian.

Polska w regionalnej czołówce

Polska z prognozą zatrudnienia na poziomie +12% jest piątym rynkiem w regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka) gdzie w pierwszym kwartale 2019 roku będzie najłatwiej o pracę. Najbardziej optymistyczne prognozy wskazali pracodawcy ze Słowenii (+19%), Grecji (+18%), Węgier (+15%) i Rumunii (+15%). Najmniejsze chęci na powiększanie swoich zespołów wykazały firmy w Szwajcarii (+2%), Hiszpanii (+3%) i we Włoszech (+3%). A jak wygląda prognoza u naszych sąsiadów? W Słowacji pracodawcy wskazali prognozę na poziomie +10%, w Niemczech +8%, zaś w Czechach +4%. W ujęciu globalnym, spośród 44 przebadanych rynków najwyższy wynik uzyskano w Japonii (+27%) i Tajwanie (+21%), najsłabszy w Argentynie (-4%).

Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia to kwartalne badanie, które mierzy intencje pracodawców związane ze zwiększeniem lub zmniejszeniem całkowitego zatrudnienia w ich oddziale w najbliższym kwartale. Badanie jest przeprowadzane od ponad 55 lat, aktualnie wśród 60 000 pracodawców w 44 krajach i jest jednym z najbardziej wiarygodnych badań rynku pracy na świecie. Raport dla I kwartału 2019 r. został opracowany na podstawie wywiadów indywidualnych przeprowadzonych od 17 do 30 października 2018 r. W Polsce wyniki raportu ManpowerGroup publikowane są od II kwartału 2008 r. Badanie jest przeprowadzane na reprezentatywnej grupie co najmniej 750 pracodawców.

Raport z badania jest bezpłatny i ogólnodostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy. Wyniki dla wszystkich badanych 44 krajów i terytoriów, a także interaktywne narzędzie umożliwiające ich analizę, są dostępne na stronie: http://manpowergroup.com/meos.

Co roku przed Bożym Narodzeniem wycina się 6 mln choinek. W walce ze smogiem i zanieczyszczeniem powietrza pomóc może wypożyczalnia drzewek

Co roku przed Bożym Narodzeniem wycina się 6 mln choinek. W walce ze smogiem i zanieczyszczeniem powietrza pomóc może wypożyczalnia drzewek 1

Co roku w ramach bożonarodzeniowej tradycji w Polsce wycina się nawet 6 mln drzew. Każda wycięta choinka to więcej dwutlenku węgla, bardziej zanieczyszczone powietrze i większe ryzyko smogu. Rozwiązaniem może być wypożyczenie świątecznego drzewka, które po Bożym Narodzeniu trafi z powrotem do szkółki. Firma Volvo już po raz drugi rusza z akcją „Wypożyczalnia choinek”. W tym roku do domów może trafić 500 choinek. Za każde wypożyczone drzewko Volvo zasadzi kolejne dziesięć, czyli łącznie nawet 5 tysięcy.

– W tym roku postanowiliśmy już po raz drugi uruchomić akcję „Wypożyczalnia choinek Volvo”. Polega ona na tym, że możemy za 55 zł od dealera Volvo wypożyczyć sobie żywą choinkę, a następnie po świętach oddać taką choinkę i ta choinka dalej będzie żyła, ponieważ zostanie zasadzona – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Stanisław Dojs, PR manager Volvo Car Poland.

Polacy są przywiązani do bożonarodzeniowej tradycji. Większość rodzin kultywuje zwyczaj łamania się opłatkiem przy wigilijnym stole, przygotowuje wolne miejsce przy stole, a także wspólnie ubiera choinkę. Choć część osób kupuje sztuczną, większość wybiera tę pachnącą, prosto z lasu. W efekcie co roku przed Bożym Narodzeniem wycina się nawet 6 mln drzewek.

– Chcemy ocalić w tym roku 500 choinek, w zeszłym roku ocaliliśmy 200. Dodatkowo zasadzimy 5 tys. choinek, aby odcisnąć pozytywny ślad ekologiczny. W akcję włączyła się także Ambasada Szwecji oraz Fundacja Nasza Ziemia, więc nie jesteśmy w tym sami – wskazuje Stanisław Dojs.

Idea wypożyczania choinek ma pomóc środowisku. Ocenia się, że jedno duże drzewo, do 25 metrów wysokości, usuwa w ciągu dnia tyle dwutlenku węgla, ile emitują dwa jednorodzinne domy. Jedna, ok. 60-letnia sosna produkuje zaś tyle tlenu, ile potrzebują trzy osoby. Drzewa oczyszczają także powietrze z bakterii i gazów, a liście zatrzymują pyły pochodzące ze spalin i kominów. Tym samym wspomagają w walce ze smogiem.

– Cała akcja również doskonale wpisuje się w to, co dla Volvo jest odpowiedzialnością społeczną i misją, aby zadbać o środowisko. Jesteśmy tym producentem, który spod masek swoich samochodów postanowił w ciągu kilku lat usunąć całkowicie silniki diesla, a także w dłuższej perspektywie zelektryfikować całkowicie naszą ofertę, tak aby nasze auta były hybrydowe bądź elektryczne i tylko takie. Zatem nasze myślenie o ekologii jest długofalowe i obejmuje nie tylko samochody, ale także ochronę drzew – przekonuje Stanisław Dojs.

Akcja „Wypożyczalnia choinek” startuje 17 grudnia. Za drzewko trzeba zapłacić 55 zł i oddać je najpóźniej do 5 stycznia 2019 roku do salonu Volvo, z którego odebrało się choinkę. Więcej informacji i liczba salonów, gdzie można wypożyczyć drzewko, znajduje się na stronie choinkavolvo.pl.

Marka Volvo od lat dba o ochronę środowiska naturalnego. Jesteśmy jednym z liderów rozwijania napędów elektrycznych i hybrydowych, chcemy także w ciągu kilku lat zrezygnować ze stosowania silników Diesla. Wypożyczalnia choinek Volvo to kolejna inicjatywa mająca na celu zadbanie o naszą planetę. Niewielka zmiana naszych świątecznych przyzwyczajeń może w perspektywie kilku lat ocalić tysiące drzew. Mamy wielką nadzieję, że nasza akcja spodoba się Polakom i niebawem uda nam się zwiększyć jej zasięg i skalę – powiedział Stanisław Dojs, PR manager Volvo Car Poland.

Biotechnologia jednym z motorów rozwoju innowacyjności polskiej gospodarki. Rynek badań klinicznych ma szanse wzrosnąć dwukrotnie

Biotechnologia jednym z motorów rozwoju innowacyjności polskiej gospodarki. Rynek badań klinicznych ma szanse wzrosnąć dwukrotnie 2

Biotechnologia to perspektywiczna gałąź gospodarki, która ma w Polsce duże szanse rozwoju. Eksperci podkreślają jednak, że potrzebny jest do tego przyjazny ekosystem, na który złożą się ramy prawne, system finansowania, dobrze wykształcone kadry oraz współpraca sektora przemysłu i nauki. Dzięki temu polski rynek badań klinicznych, które są istotną częścią biotechnologii, może być wart dwukrotnie więcej niż dzisiaj – podkreśla doradca ministra zdrowia.

 W tej chwili rynek badań klinicznych, które są integralną częścią biotechnologii, jest w Polsce wart trochę ponad 1,2 mld zł. Szacuje się, że mógłby być wart nawet 3 mld, więc przed nami jeszcze sporo do zrobienia. Już dzisiaj, mówiąc o rozwiązaniach prawnych czy o powołaniu Agencji Badań Medycznych, mamy dużą szansę, żeby ta kwota stała się realna w ciągu kilku lat ­– mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Radosław Sierpiński, doradca Ministra Zdrowia oraz pełnomocnik ds. utworzenia Agencji Badań Medycznych.

Dyrektor ds. korporacyjnych Amgen podkreśla, że konieczne jest również wypracowanie odpowiednich instrumentów wsparcia finansowego dla biotechnologii. Jak wynika z badania „Biotechnologia w Polsce. Branżowy punkt widzenia”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, 29 proc. przedstawicieli spółek uznaje warunki gospodarcze dla funkcjonowania firm biotechnologicznych w Polsce za „dobre” albo „bardzo dobre”.

 Biotechnologia to przyszłość nowoczesnej medycyny. Żeby mogła się rozwijać, trzeba stworzyć odpowiedni ekosystem, w którym jest miejsce dla naukowców, przemysłu i dla państwa, trzeba nie tylko stworzyć daną myśl biotechnologiczną, ale też wprowadzić innowację w życie i ją skomercjalizować – mówi Jacek Graliński, dyrektor ds. korporacyjnych Amgen.

W Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju premiera Morawieckiego biotechnologia jest wymieniona także jako jeden z motorów innowacyjności polskiej gospodarki. To jedna z najszybciej rosnących branż, napędzana zarówno przez innowacyjne projekty badawcze polskich firm biotechnologicznych, jak i inwestycje zagranicznych firm z tego sektora, które przyciąga wykwalifikowana kadra i zaplecze naukowe.

Biotechnologia jest z pewnością perspektywiczną gałęzią gospodarki. Bieżące działania rządu i wypowiedzi premiera jasno pokazują, że musimy skupić się na działaniach innowacyjnych. To są koła zamachowe gospodarki, które zapewniają jej szybki i wartościowy rozwój, a jednocześnie przekładają się na nowe miejsca pracy dla wykwalifikowanej kadry i specjalistów – podkreśla dr Radosław Sierpiński.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w ubiegłym roku działalność w obszarze biotechnologii prowadziło 188 polskich przedsiębiorstw, a ich liczba sukcesywnie wzrasta. Prawie dwie trzecie (60,1 proc.) to małe, maksymalnie 50-osobowe przedsiębiorstwa. W sektorze biotechnologii pracuje w sumie prawie 9,5 tys. osób. Natomiast działalność badawczą i rozwojową w dziedzinie biotechnologii prowadziły w ubiegłym roku 243 podmioty, których nakłady na ten cel wyniosły 911,9 mln zł i były o 39,8 proc. wyższe w ujęciu rocznym. Nakłady wewnętrzne przedsiębiorstw stanowiły 53,8 proc. tej kwoty, sektora szkolnictwa wyższego – 44,3 proc., natomiast sektora rządowego wraz z sektorem prywatnych instytucji niekomercyjnych – 1,9 proc. W działalność B+R w dziedzinie biotechnologii zaangażowanych jest ponad 7,5 tys. pracowników.

 Polska biotechnologia jest na wczesnym etapie rozwoju, musi dojrzeć. Poprzez działania Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii czy Ministerstwa Zdrowia tak naprawdę dopiero tworzymy właściwą legislację, rozwiązania prawne i mechanizmy finansowe, które umożliwią tej bardzo innowacyjnej dziedzinie gospodarki stanie się wartościową jej częścią w Polsce – mówi dr Radosław Sierpiński.

– W Polsce są warunki do tego, żeby rozwijała się biotechnologia, czego najlepszym dowodem są firmy biotechnologiczne, które sobie nieźle radzą. Natomiast mogłaby się rozwijać szybciej i sprawniej. Warto popatrzeć, jak radzą sobie kraje, które są liderami w rozwoju biotechnologii na świecie, np. Stany Zjednoczone albo państwa Europy Zachodniej. One mają odpowiednie warunki do tego, żeby biotechnologia stała się bardziej powszechna, m.in. poprzez tworzenie ram prawnych dla komercjalizacji innowacji i wdrażania ich w życie – dodaje Jacek Graliński.

Z badania Deloitte wynika, że problem dostępu do środków pieniężnych jest największą barierą w rozwoju branży biotechnologicznej – według 60 proc. przedstawicieli firm z tego sektora największym czynnikiem ryzyka dla działalności branży jest dostęp do finansowania, w tym do środków publicznych i funduszy unijnych.

– Pojawiają się rozwiązania, które wspierają finansowo rozwój biotechnologii. Jest szereg przykładów, z których możemy czerpać i zastanowić się, co moglibyśmy zrobić w Polsce. Można stworzyć odpowiednie ramy prawne, można zachęcać fundusze venture capital, żeby były bardziej obecne w Polsce, można przybliżyć naukowców do przemysłu i odwrotnie, żeby faktyczne rozwiązania znajdowały swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości – wylicza Jacek Graliński.

W ramach Programu Rozwoju Biotechnologii (zainicjowanego w SOR) w najbliższych latach Polski Fundusz Rozwoju zainwestuje w ten sektor około 300 mln zł. Celem programu ma być powstanie takiego ekosystemu, który umożliwi tworzenie innowacyjnych technologii i leków z przeznaczeniem na polski i globalny rynek. Kolejnym narzędziem będzie Wirtualny Instytut Badawczy – rządowy projekt, w ramach którego na biotechnologię w ciągu najbliższych 10 lat przeznaczone zostanie 500 mln zł. Będzie on finansowany ze środków Funduszu Nauki Polskiej. Zarządzany przez Bank Gospodarstwa Krajowego instrument ma m.in. rozwiązać problem niskiej podaży i komercjalizacji innowacyjnych pomysłów, który wynika z braku stabilnego i elastycznego systemu finansowania.

W Polsce jest bardzo duży potencjał do realizacji projektów biotechnologicznych. Możemy przyciągnąć inwestorów wysoko wykwalifikowaną kadrą naukową. Jest duże zainteresowanie Polską ze strony zarówno firm biotechnologicznych, jak i funduszy inwestujących w projekty biotechnologiczne. Jesteśmy na początku drogi, ale myślę, że – biorąc pod uwagę zainteresowanie naszym krajem – na pewno będziemy obserwować dużą dynamikę rozwoju projektów biotechnologicznych – ocenia Marta Gajęcka, doradca prezydenta Andrzeja Dudy.

Rozwój biotechnologii w Polsce był tematem debaty zorganizowanej przez Instytut Studiów Wschodnich w ramach rozwinięcia tematyki poruszanej na tegorocznym Forum Ochrony Zdrowia. Od 9 lat jest ono integralną częścią Forum Ekonomicznego w Krynicy, największego i najważniejszego forum gospodarczo-politycznego w Europie Środkowo-Wschodniej. Debata ekspercka „Czy biotechnologia 2.0 jest szansą dla polskiej nauki i gospodarki?” odbyła się 3 grudnia w warszawskim Domu Dziennikarza przy ul. Foksal.

Polska żywność może stracić konkurencyjność na rynkach eksportowych przez wzrost kosztów produkcji. Winny jest m.in. drożejący prąd

Polska żywność może stracić konkurencyjność na rynkach eksportowych przez wzrost kosztów produkcji. Winny jest m.in. drożejący prąd 3

Polski eksport wciąż jest mocno uzależniony od rynków unijnych. Do tej pory produkty „made in Poland” wygrywały ceną, teraz same muszą stawić czoła tańszej żywności np. z Ukrainy. Zdaniem Andrzeja Gantnera z Polskiej Federacji Producentów Żywności producenci powinni poszukać nowych rynków zbytu i wyspecjalizować się w segmencie premium.

– Patrząc na to, jak zmienia się konkurencja wewnątrz Unii Europejskiej i na potencjalne możliwe zagrożenia, chociażby brexit, wydaje się, że musimy bardzo mocno pracować nad uruchamianiem rynków krajów trzecich. Nad tym pracuje cała Unia Europejska – są zawierane kolejne umowy o wolnym handlu, np. z Kanadą czy Japonią – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności. – Mówi się też o innych umowach handlowych w krajach azjatyckich. Wszyscy widzą, że UE, w tym Polska, bez rozwoju eksportu do krajów trzecich wewnętrznie się zadusi i w końcu wejdzie w fazę recesji.

Polski eksport wciąż rośnie, ale w tempie wolniejszym od importu, co powoduje, że nasz kraj ponownie ma ujemne saldo obrotów handlu zagranicznego. Inaczej jest w przypadku żywności, której Polska wysyła za granicę niemal o połowę więcej, niż sprowadza. W ciągu trzech pierwszych kwartałów 2018 roku polskie firmy sprzedały zagranicznym kontrahentom towary za 162 mld euro, z czego produkty rolno-spożywcze odpowiadały za 21,4 mld euro. Sprowadzono natomiast do kraju artykuły spożywcze i surowce za 14,5 mld euro (dane wstępne Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi). Zdecydowaną większość odbiorców stanowią kraje Unii Europejskiej, które odpowiadają za 17,7 mld euro, czyli za niemal 83 proc. całej kwoty. Zróżnicowanie kierunków eksportowych nie tylko zabezpieczyłoby rynki zbytu na przyszłość, lecz także pozwoliłoby zwiększyć skalę działania.

– Na wszystkich rynkach potencjalnie najatrakcyjniejszych, np. na rynku chińskim, indyjskim, części rynków afrykańskich, również arabskich, generalnie panuje olbrzymia konkurencja, nie tylko krajów z UE, ale też pozaunijnych – informuje Andrzej Gantner. – Tutaj stykamy się z bardzo poważnym problemem kosztów produkcji żywności w UE, które są znacząco wyższe niż u niektórych istotnych graczy poza nią. To wyraźnie widać już nawet na rynku polskim, gdzie producenci zmagają się z tzw. kontyngentami bezcłowymi z Ukrainy. Widać, jak wielka jest jest przewaga kosztowa ukraińskich produktów.

Do tej pory to Polska wygrywała konkurencję na unijnym rynku niskimi cenami, ale koszty działalności gwałtownie wzrosły wraz ze spadkiem bezrobocia i narastaniem presji płacowej oraz rosnącymi cenami energii elektrycznej. Prąd drożeje z powodu wzrostu cen węgla, a na tym surowcu oparta jest polska energetyka, i gwałtownie drożejącym uprawnieniom do emisji CO2. Eksperci przewidują, że trend ten będzie się utrzymywał.

Okazuje się, że mamy jedną z najdroższych energii elektrycznych w całej UE, a to ewidentnie przekłada się na koszty produkcji przemysłu żywnościowego, który jest jednym z najbardziej energochłonnych przemysłów w gospodarce – tłumaczy dyrektor generalny PFPŻ. – Rosną również bardzo szybko tzw. koszty ogólne, wokół firm produkcyjnych. To poniekąd podważa naszą konkurencyjność i powoduje, że w dłuższym okresie albo przyjmiemy strategię, że będziemy starali się głównie sprzedawać produkty premium, albo zaczniemy tracić nasze przewagi. 

Platforma polskiego start-upu ułatwi sprawdzanie partnerów biznesowych. Dane z JPK pomagają rzetelnie ocenić ich finanse

Platforma polskiego start-upu ułatwi sprawdzanie partnerów biznesowych. Dane z JPK pomagają rzetelnie ocenić ich finanse 4

Firmom brakuje wiarygodnych informacji o kondycji finansowej ich kontrahentów. W momencie podpisania długoterminowych umów kluczowa jest wiedza, czy dostawca dostarczy towar, a odbiorca będzie w stanie za niego zapłacić – mówi Anna Gałązka, współtwórca start-upu ZweryfikujFirmę. Spółka rozwija rozwiązanie, które umożliwia ocenę finansową firm na podstawie danych z jednolitych plików kontrolnych.

 JPK ma niesamowity potencjał. Od tego roku praktycznie wszyscy przedsiębiorcy w Polsce co miesiąc wysyłają swoje JPK do organów podatkowych. Co jest dla nas szczególnie istotne jako dla biegłych rewidentów, to wiarygodność tych danych – przedsiębiorcy wysyłają je do organów podatkowych, więc dane są wiarygodne – mówi agencji Newseria Biznes Anna Gałązka, prezes start-upu ZweryfikujFirmę.

ZweryfikujFirmę to start-up, który zajmuje się analizą danych z JPK w sposób w pełni automatyczny. Dedykowana platforma umożliwia ocenę finansową przedsiębiorstw na podstawie danych z jednolitych plików kontrolnych. Pozwala to zweryfikować jej kondycję na podstawie aktualnych i wiarygodnych informacji.

– Tym, na czym chcemy się skupić i na czym nam bardzo zależy, jest stworzenie produktu dla przedsiębiorców – ratingu, certyfikatu, który zapewni możliwość weryfikowania kontrahenta. Obecnie nie mamy wiarygodnych informacji finansowych o przedsiębiorcach. My chcemy te informacje wyciągać z JPK i stworzyć rzetelny rating, bazujący na wiarygodnych danych finansowych. Przedsiębiorcy mają z tym problem, ponieważ nie wiedzą, co dzieje się u kontrahentów, a w momencie podpisania długoterminowych umów jest to kluczowe, aby wiedzieć, czy dostawca dostarczy towar, a odbiorca będzie w stanie za niego zapłacić – tłumaczy Anna Gałązka.

Z jednej strony firma może uwiarygodnić się w oczach kontrahentów, zamawiając analizę własnych danych i uzyskując certyfikat na jej podstawie. Z drugiej strony może zbadać kondycję finansową potencjalnego partnera biznesowego na podstawie udostępnionego przez niego JPK.

Od stycznia 2018 roku obowiązek sporządzania comiesięcznego Jednolitego Pliku Kontrolnego, który zawiera ewidencję zakupu i sprzedaży VAT, mają już wszystkie przedsiębiorstwa. Łącznie dotyczy on ponad 1,6 mln podmiotów.

Start-up tworzy m.in. produkt dla instytucji finansowych. Współpracuje z największym bankiem w Polsce – PKO BP nad pilotażowym programem, którym testuje, jak dane z JPK można wykorzystać w ocenie kredytobiorców. Obok współpracy z PKO BP, start-up chce również nawiązać partnerstwo z firmami leasingowymi czy firmami faktoringowymi.

 Pliki JPK nie są ogólnie dostępne. Pozyskują je instytucje finansowe, a nasze rozwiązanie jest zainstalowane w systemie bankowym, więc wszystko pozostaje po stronie banku. W przypadku produktu dla przedsiębiorców – będziemy musieli stworzyć platformę, na którą będziemy ściągać JPK. Poszukujemy partnera, który by nas uwiarygodnił. Rozmawialiśmy już z przedsiębiorcami, którzy ocenili pozytywnie ten pomysł. Chodzi tylko tak naprawdę chodzi o wiarygodność start-upu, który te dane analizuje i później wystawia certyfikat – podkreśla prezes start-upu ZweryfikujFirmę.

Ćwiczące dzieci mają większe szanse na sukces w przyszłości. Sport pomaga kształtować zestaw odpowiednich kompetencji

Ćwiczące dzieci mają większe szanse na sukces w przyszłości. Sport pomaga kształtować zestaw odpowiednich kompetencji 5

Otwartość, umiejętność pracy w zespole, wiara we własne możliwości i realizację zamierzonych celów – to cechy, które dzieci zyskują dzięki regularnej aktywności fizycznej. Składają się one na tzw. profil mistrza i są pomocne na drodze do osiągania życiowego sukcesu. Z badań przeprowadzonych w ramach programu „Lekkoatletyka dla każdego” wynika, że profilem mistrza charakteryzuje się 30 proc. ćwiczących, przy 21,5 proc. w grupie niećwiczących.

– Profil mistrza jest zestawem kompetencji, które dziecko zdobywa. Jest to umiejętność pracy w grupie, to, jak sobie dziecko radzi w kontaktach z rówieśnikami, na ile umie wykonywać polecenia, na ile jest w stanie postawić sobie własny cel i potem dążyć do jego osiągnięcia – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Blanka Mellova, kierownik Centrum ds. Żywienia, Zdrowia i Wellness w Nestlé Polska.

Wyniki badania HASHzacznijodlekkiej potwierdzają, że regularne uprawianie sportu pomaga w kształtowaniu tego zestawu kompetencji, czyli wzmacnia cechy pomagające osiągnąć sukces w życiu.

– Dzieci, które regularnie ćwiczą, lepiej czują się w grupie nastolatków, łatwiej osiągają cele, umieją sobie te cele postawić. Co trzecie dziecko z grupy aktywnie ćwiczących osiąga właśnie taki zestaw cech, określanych profilem mistrza. Wśród dzieci, które nie ćwiczą regularnie, jest to co piąte dziecko – mówi Blanka Mellova.

Tzw. profilem mistrza charakteryzowało się 30 proc. osób ćwiczących w ramach programu „Lekkoatletyka dla każdego” (LDK). Tymczasem w grupie niećwiczącej było to 21,5 proc. Szczególnie duża różnica widoczna była pomiędzy dziewczętami z mniejszych miejscowości biorącymi i niebiorącymi udziału w programie. 28 proc. dziewcząt z pierwszej grupy wykazała się cechami świadczącymi o profilu mistrza, podczas gdy w drugiej grupie wskaźnik ten wyniósł tylko 18 proc.

– Regularna aktywność fizyczna jest absolutnym kluczem do osiągnięcia dobrostanu, odpowiedniej masy ciała w stosunku do wzrostu, ale też do osiągnięcia kompetencji społeczno-emocjonalnych. Jest to jednak tylko jedna część. O sukcesie i dobrostanie naszego dziecka decyduje też odpowiednio zbilansowana dieta, to, czy dziecko ma czas na odpoczynek, czy śpi odpowiednio długo – mówi Blanka Mellova.

Badanie HASHzacznijodlekkiej to projekt przeprowadzony przez Wydział Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) w Warszawie, Polski Związek Lekkiej Atletyki (PZLA) oraz Nestlé Polska.

Pierwszy w Europie sąd arbitrażowy do rozstrzygania sporów wokół blockchain powstał w Polsce. Technologia wciąż nie jest uregulowana prawnie

Pierwszy w Europie sąd arbitrażowy do rozstrzygania sporów wokół blockchain powstał w Polsce. Technologia wciąż nie jest uregulowana prawnie 6

Technologia blockchain obecnie nie jest w żaden sposób uregulowana prawnie, podkreślają eksperci. Nie funkcjonują żadne reguły prawne, które określają sposób funkcjonowania usług opartych na tej technologii. Pierwsze tego typu próby dopiero powstają, m.in. w Chinach, na Malcie czy w Szwajcarii. Pionierem może okazać się jednak Polska. Przedstawiciele Izby Gospodarczej Blockchain i Nowych Technologii powołali pierwszy w Europie Sąd Polubowny ds. Blockchain, który ułatwi prowadzenie sporów pomiędzy przedsiębiorcami i firmami korzystającymi z tej technologii.

– Blockchain nie jest uregulowany prawnie i w zasadzie nie da się go prawnie uregulować. To jest nowa i fascynująca technologia, dzięki której możemy świadczyć fascynujące, innowacyjne usługi. Możemy zatem mówić jedynie o regulowaniu sposobu w jaki te usługi mają być świadczone. Takie próby są już podejmowane w tej chwili, na Malcie czy też w Szwajcarii – mówi agencji Newseria Innowacje Marcin Wachowski, członek Izby Gospodarczej Blockchain i Nowych Technologii.

Zdecentralizowany charakter technologii blockchain jest jej największą zaletą, a jednocześnie wadą. Nie istnieją rozwiązania prawne, które pozwalają skutecznie wpływać na usługi oparte na blockchain, co może zniechęcać przedsiębiorców do inwestowania w tę technologię. Problem dostrzegły zarówno organizacje blockchainowe, jak i przedstawiciele władz sądowniczych na całym świecie. Na rynku pojawiają się już pierwsze propozycje rozwiązań, które pozwalają regulować ten rynek, a niektóre sądy akceptują w procesie postępowania dowody blockchainowe. Jako pierwszy zaakceptował je w tym roku chiński Internetowy Sąd Hangzhou.

Chiny mogą okazać się prekursorem w sankcjonowaniu dowodów blockchainowych. Internetowy Sąd Hangzhou planuje dopuścić je do powszechnego użytku w sprawach dotyczących łamania praw autorskich, powołując się przy tym na specyfikę regionu. W mieście Hangzhou zamieszkuje większość słynnych i wpływowych pisarzy i copywritterów tworzących w internecie, których prace są nielegalne powielane i dystrybuowane. Dowody zebrane za pośrednictwem technologii blockchain mają ułatwić autorom dochodzenie swoich praw.

Większości sporów związanych z technologią blockchain wciąż jednak nie można rozwiązać na drodze prawnej. W Polsce powstał pierwszy w Europie i jeden z pierwszych na świecie sądów polubownych ds. blockchain.

– Rolą tego sądu będzie rozpoznawanie sporów pomiędzy przedsiębiorcami korzystającymi z technologii blockchain, jak również przedsiębiorcami, którzy chcą w tej technologii uczestniczyć, świadczyć usługi dla firm lub którzy dopiero wchodzą na rynek blockchain. Pośrednim celem jest gromadzenie prawników, teoretyków, praktyków oraz przedstawicieli biznesu, którzy posiadają wiedzę w tej trudnej technologii i którzy będą prowadzić dialog z administracją publiczną, ustawodawcą i regulatorami po to, ażeby przełamywać bariery dla rozwoju tej technologii w Polsce – mówi Marcin Wachowski.

Sąd został powołany przez Izbę Gospodarczą Blockchain i Nowych Technologii, która powstała w celu reprezentowania branży blockchain i prowadzenia rozmów z organami rządowymi co ma poskutkować popularyzacją tej technologii. Nowy organ, pomimo że powstał w Polsce, będzie mógł rozstrzygać spory na całym świecie, a jego orzeczenia, po uznaniu przez sąd powszechny i po stwierdzeniu wykonalności, będą miały moc sądu powszechnego.

– Sąd Polubowny będzie działał w Polsce, ale pod rozstrzygnięcie będzie można poddać spór powstały na całym świecie. Aby to uczynić, w umowie pomiędzy firmą a jej klientem, czy też w regulaminie, trzeba będzie zawrzeć klauzulę arbitrażową. Natomiast w przypadku sporów, które już powstały, będzie można skorzystać na podstawie umowy z takiego arbitrażu ad hoc. Takie klauzule oraz umowy arbitrażowe już niedługo będą dostępne na stronie internetowej sądu i Izby Gospodarczej Blockchain i Nowych Technologii – twierdzi ekspert.

Według marketsandMarkets wartość światowego rynku blockchain wyniesie w 2018 roku 1,2 mld dol.  Szacuje się, że do 2023 roku branża będzie rozwijać się w tempie ponad 80 proc. średniorocznie i osiągnie wartość ponad 23 mld dol.

Postęp technologiczny może pomóc skutecznie chronić środowisko i życie ludzi. Wyzwaniem jest zmiana podejścia do nowych technologii

Postęp technologiczny może pomóc skutecznie chronić środowisko i życie ludzi. Wyzwaniem jest zmiana podejścia do nowych technologii 7

Najnowsze technologie coraz szybciej stają się dostępne dla szerokiej rzeszy odbiorców, lecz wyzwaniem stojącym przed współczesną cywilizacją jest to, by posługiwać się nimi umiejętnie i wykorzystywać tak, by odpowiadały na potrzeby cywilizacji i środowiska  naturalnego. Postęp technologiczny pozwala np. na skuteczniejsze przeprowadzanie akcji ratunkowych w przypadku katastrof. Z kolei zwiększona świadomość konsumentów skutkująca zmianami w ich oczekiwaniach wymusza na podmiotach gospodarczych zwrot w kierunku tworzenia w zgodzie z naturą.

Zdaniem specjalistów zajmujących się projektowaniem, sprawą kluczową dla skutecznego wdrażania zasad zrównoważonego rozwoju jest to, by zmienić podejście do pojmowania postępu technologicznego i nowych technologii. Nie powinny się one stawać celem same w sobie, lecz stanowić narzędzia służące do realizacji ambitnych założeń, takich jak chociażby ochrona środowiska naturalnego.

– Podejście ekologiczne było wcześniej czymś niszowym, a przecież jest ono kluczowe dla życia ludzi. Nadal zresztą jesteśmy niewystarczająco na to nastawieni, pozostało wiele do zrobienia, szczególnie w zakresie edukacji, ekologii i walki z globalną katastrofą, jaką są zmiany klimatyczne, a projektowanie odgrywa tu większą rolę niż wielu ludziom się wydaje – przekonuje Hartmut Esslinger, niemiecki projektant i wynalazca, a zarazem właściciel firmy Frog Design, który zasłynął jako twórca filozofii projektowania „Snowwhite” opracowanej dla Apple. Współpracował on również m.in. z Sony.

Przykładem wykorzystania dostępności technologii w służbie człowiekowi mogą być natomiast chociażby działania Organizacji Narodów Zjednoczonych. Frog Design wspólnie z  Biurem ONZ ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (UN OCHA) opracowały Humanitarian Data Exchange (HDX), platformę, która umożliwia pracownikom z ONZ, organizacji pozarządowych, rządu i uniwersytetów radykalną poprawę udostępniania danych w ekstremalnych sytuacjach. HDX zapewnia zestandaryzowany sposób udostępniania pracownikom pomocy istotnych danych dotyczących ofiar, ocen uszkodzeń i infrastruktury.

Standardy danych opracowane przez UN OCHA sprawiają, że platforma jest skalowalna i łatwa w użyciu. Oznacza to, że ​​pracownicy mogą zarówno przesyłać nowe dane, jak i interpretować istniejące informacje. Rozwiązanie, które oparte jest o otwarte dane może zrewolucjonizować pomoc w przypadku katastrof, a tym samym pozwolić uratować życie wielu osób.

– Technologia to zawsze tylko narzędzie. Musimy nauczyć się, jak lepiej sobie z nią radzić, bo niezależnie od tego, z jakiej technologii korzystamy, to my, jako ludzie, powinniśmy z niej korzystać, a nie podporządkowywać się jej. Wiele osób powie, że nie rozumie, na czym to polega. To jest jedno z prawdziwych wyzwań – musimy dążyć do większej przystępności technologii, ale najpierw ludzie muszą ją opanować, a potem przejść do następnego etapu – twierdzi Hartmut Esslinger.

Według Elona Muska, właściciela firm Tesla i SpaceX, każdy produkt wymagający instrukcji obsługi jest wadliwy. Twórcy nowych urządzeń technologicznych powinni zatem stawiać na to, by ich obsługa była intuicyjna. Z raportu Design in Tech wynika, że firmy technologiczne wykazują obecnie bardzo wysoki popyt na specjalistów w dziedzinie designu. Firmy takie jak Facebook, Google i Apple osiągnęły wzrost zatrudnienia takiego personelu o 65 proc. w ujęciu rok do roku.

Integrated Learning. Ewolucja, rewolucja czy kontratak na otaczającą rzeczywistość

Rynek szkoleniowy musi być czujny – zmienia się świat, biznes i zmieniają się ludzie, a szczególnie ich sposób przyswajania wiedzy. Rozwój nowoczesnych technologii, wpływających na warunki pracy, jest niezwykle dynamiczny, a najbardziej pożądane kompetencje i umiejętności pracowników ewoluują. Szkolenia, aby były efektywne, muszą uwzględniać dokonujące się stale zmiany i być dostosowane do aktualnych warunków i wyzwań. Odpowiedzią na współczesne potrzeby związane ze zdobywaniem wiedzy i umiejętności są nowoczesne programy edukacyjne oparte o metodę Integrated Learning. Na czym polega i jakie korzyści przynosi ona szkolonym pracowników oraz organizacjom? Grupa Nowe Motywacje opracowała szczegółowy materiał opisujący kompleksowo tę nowatorską metodę.

Integrated Learning to prawdziwa rewolucja na rynku szkoleń w Polsce. Metoda ta całkowicie zmienia priorytety w myśleniu o budowaniu kompetencji poprzez programy edukacyjne. Główny nacisk, który dotychczas kładziono na procesy rozwojowe odbywające się w „sali szkoleniowej” zostaje przeniesiony bezpośrednio do miejsca pracy uczestników szkolenia. Dzięki temu pracownicy mają szansę na nieustanną, praktyczną konfrontację zdobywanej wiedzy w swoim codziennym środowisku zawodowym.

Szkolenia prowadzone metodą Integrated Learning są wieloetapowymi i rozciągniętymi w czasie procesami, dzięki którym nadmiar nowych informacji nie jest przytłaczający dla uczestników. Integrated Learning nie ogranicza się jedynie do doboru technik, ale przede wszystkim do projektowania indywidualnego programu szkoleniowego. Zabieg ten pozwala z kolei na ciągłą ewaluację stosowanych rozwiązań oraz wykorzystywanie zaawansowanych technologicznie narzędzi. Dzięki temu szkolenia uzyskują maksymalne zaangażowanie uczestników a pracodawcy pewność, że przekazywana wiedza znajduje realne zastosowanie w codziennych obowiązkach zawodowych zatrudnionych, co z kolei przynosi realne korzyści organizacjom, w których pracują.

Integrated Learning, jako rewolucyjna metoda edukacyjna, staje się ostatnio bardzo popularna na rynku szkoleniowym w wielu krajach. Jej popularność, wynikająca bezpośrednio z wysokiej skuteczności, nie idzie jednak w parze z merytoryczną bibliografią przybliżającą poszczególne aspekty metody. Najlepszym dowodem na to może być choćby fakt, że Integrated Learning wciąż nie doczekał się jednolitej i uniwersalnej definicji – tłumaczy Grzegorz Święch, Wiceprezes i partner Grupy Nowe Motywacje. – Właśnie dlatego, jako eksperci prowadzący szkolenia w oparciu o szereg jej elementów przygotowaliśmy szczegółowe opracowanie kompleksowo opisujące mechanizmy działania potrzebne do zrozumienia jej istoty, niezbędne działania, które trzeba podjąć projektując taki proces szkoleniowy, a także korzyści stosowania tej metody – dodaje.

White Paper „Integrated Learning. Ewolucja, rewolucja czy kontratak na otaczającą rzeczywistość?” to pierwsze na polskim rynku, bezpłatne kompendium wiedzy o tej nowatorskiej metodzie. Metodzie, która opiera się już nie tylko na łączeniu technik szkoleniowych, ale na integracji całego procesu szkoleniowego w oparciu o dotychczasowe doświadczenia pracownika w jego środowisku pracy. Integrated Learning to także odpowiedź na współczesne potrzeby edukacyjne, wymuszające dostosowanie procesu uczenia do zmian zachodzących w życiu osobistym i zawodowym. Dlatego tak ważne jest, aby poznać wszystkie jej aspekty i dogłębnie zrozumieć specyfikę szkoleń prowadzonych w oparciu o tę metodę.

White Paper „Integrated Learning. Ewolucja, rewolucja czy kontratak na otaczającą rzeczywistość?” można pobrać bezpłatnie ze strony www.nowemotywacje.pl

Andrzej Sugajski: Spowolnienie gospodarcze przełoży się na dynamikę wzrostu branży leasingowej

Z punktu widzenia udziału w polskim PKB, branża leasingowa odnotowała znaczny przyrost pod koniec 2017 roku. Wtedy wyniósł on 3,4 proc., a w 2018 roku spodziewany jest wzrost o kolejne 0,5 pp. – do 3,9 proc. To wynik znacznie wyższy niż średnia w Unii Europejskiej. Pod koniec 2017 roku – w Europie – udział w PKB inwestycji współfinansowanych przez sektor leasingowy wynosił średnio 1,6 proc. Polska odnotowuje pod tym względem lepszy wynik niż Niemcy, Wielka Brytania, Hiszpania, Francja czy Czechy.

– Rynek leasingu jest silnie skorelowany z gospodarką, dlatego będzie się on rozwijać na równi z gospodarką – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sugajski, dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu – Ekonomiści sygnalizują spowolnienie gospodarki w najbliższych latach. Przełoży się to na dynamikę wzrostu branży leasingowej. Nie będzie się ona rozwijać tak prężnie, jak do tej pory. Duży udział w rynku leasingu stanowią samochody osobowe. W ten sposób finansowane są przedsiębiorstwa handlowe, a więc i pośrednio popyt konsumpcyjny. W ostatnich latach konsumpcja odpowiadała nawet za 60 proc. PKB w Polsce. Dzięki temu zwiększył się też udział branży leasingowej w finansowaniu PKB – podsumował  Sugajski.

Święta 2018. Prezenty kupimy w galerii handlowej lub on-line, wydamy do 400 zł

Na zakup prezentów świątecznych przeznaczymy w tym roku najczęściej od 200 do 400 zł. Nieco ponad 50 proc. Polaków planuje zrobić zakupy w galeriach handlowych, niemal tyle samo w sklepach on-line – wynika z badania SW Research przeprowadzonego na zlecenie firmy Wyjątkowy Prezent. Według pytanych idealny prezent to taki, który wpisuje się w zainteresowania lub jest praktyczny, najbardziej nietrafionym są elementy garderoby.

Zakup świątecznych prezentów przewiduje zdecydowana większość Polaków. Jedynie 4 proc. w ogóle nie ma tego w planach.  Najwięcej z nas (35 proc.) przeznaczy na upominki od 200 do 400 zł, zakupy w przedziale od 100 do 200 zł planuje 20 proc., a w budżecie do 100 zł chce się zmieścić 7 proc. respondentów. Mniej więcej co piąty Polak chce zrobić zakupy za 400-600 zł, a 11,5 proc. za kwotę wyższą niż 600 zł.

Zakupy z wyprzedzeniem. Stacjonarnie i on-line

Rosnąca popularność zakupów w sieci daje się zauważyć także w przypadku prezentów. Prawie 52 proc. Polaków planuje w tym roku skorzystać z oferty sklepów on-line, a 37 proc. zrobić świąteczne zakupy za pośrednictwem popularnych aukcji i giełd internetowych. Wielu z nas wciąż jednak woli tradycyjne miejsca sprzedaży takie, jak: galerie handlowe (53,5 proc.), supermarkety (45 proc.) oraz mniejsze sklepy (28 proc.).

– Jak pokazują tegoroczne badania – zakupu prezentów na święta nie zostawiamy na ostatnią chwilę. Ponad 41 proc. Polaków chce je zrobić co najmniej miesiąc wcześniej. Blisko połowa z nas planuje zająć się szukaniem upominków pod choinkę na tydzień lub dwa tygodnie przed świętami. 4 proc. ankietowanych przyznało, że zrobi to w dzień Wigilii lub dzień przed nią. Biorąc pod uwagę szeroki wachlarz dostępnych dziś możliwości, w tym natychmiastowe zakupy on-line, z pewnością uda im się zdążyć przed pierwszą gwiazdką – mówi Michał Kaleta z firmy Wyjątkowy Prezent, oferującej upominki w formie przeżyć.

Prezenty idealne i te mniej chciane

Wśród prezentów wymienianych jako najbardziej oczekiwane, na pierwszym miejscu znalazła się… gotówka (odpowiedziało tak 19 proc. badanych). Polacy chcieliby znaleźć pod choinką również m.in.: kosmetyki (14 proc.), elektronikę (13 proc.), biżuterię (11 proc.) czy voucher prezentowy (8 proc.). Według 40 proc. badanych, idealny prezent to taki, który trafia w gust, wpisuje się w zainteresowania. 35 proc. Polaków preferuje natomiast prezenty bardziej praktyczne i funkcjonalne.

Zwyczaje prezentowe Polaków wciąż się zmieniają i dziś dla blisko jednej czwartej z nas najbardziej atrakcyjnym jest prezent zaskakujący, budzący emocje, pozwalający przeżyć coś niezwykłego. Takim upominkiem może być karta podarunkowa – na zabieg kosmetyczny, typu masaż czy peeling (które wskazało 37,5 proc. badanych), prezent w formie emocjonującego przeżycia, takiego jak skok ze spadochronem (27 proc.), czy też zaproszenie na wydarzenie kulinarne, typu degustacja wina lub kurs gotowania (19 proc.) – dodaje Michał Kaleta z firmy Wyjątkowy Prezent.

Niezmienne pozostaje pierwsze miejsce na liście najbardziej niechcianych prezentów. Od lat we wszelkich opiniach wymieniane są tu skarpety. W tym roku wskazało na nie 12 proc. pytanych. Wśród podarunków niepożądanych pod choinką znalazły się także inne ubrania, sprzęt kuchenny, perfumy, książki czy alkohol. Najbardziej nietypowymi odpowiedziami na pytanie o niechciany podarunek były: kadzidełko, lekarstwa, płyn do mycia nóg, prezerwatywy, łapka na muchy, blaszany naszyjnik, a nawet… dziecko.

Informacja o badaniu

Badanie zostało zrealizowane w dniach 13-14 listopada 2018 przez agencję SW Research. Wyniki opracowano na podstawie odpowiedzi reprezentatywnej próby 1018 Polaków w wieku powyżej 18 lat. Badanie zostało zrealizowane z wykorzystaniem ankiety internetowej metodą CAWI.

Popyt na warszawskie biura wyższy od podaży

Bartłomiej Zagrodnik – Walter Herz.
Bartłomiej Zagrodnik – Walter Herz

Warszawa jest europejskim liderem pod względem rozwoju gospodarczego, co doskonale widać na rynku biurowym, który w ostatnich latach dokonał niezwykłego skoku, jeśli chodzi o jakość oferowanej powierzchni. – Powstające na terenie aglomeracji obiekty należą do najnowocześniejszych na naszym kontynencie. Realizowane inwestycje przyniosą miastu za dwa trzy lata, nie tylko spektakularne budynki, ale także pozwolą wykreować nową, atrakcyjną przestrzeń miejską – przyznaje Bartłomiej Zagrodnik, Partner Zarządzający i Prezes Zarządu Walter Herz.

Coraz większa różnorodność oferty warszawskiego rynku biurowego idzie w parze z wyjątkowo dynamicznym wzrostem podaży. Warszawa dysponuje już 5,43 mln mkw. nowoczesnej powierzchni, a jak wynika z danych Walter Herz, w budowie na terenie aglomeracji pozostaje aktualnie około 790 tys. mkw. biur. Taki wolumen zaspokaja jedynie roczny popyt na powierzchnię biurową w Warszawie, który w 2017 roku przekroczył 800 tys. mkw.

W okresie pierwszych trzech kwartałów tego roku do najemców trafiło już ponad 630 tys. mkw. powierzchni biurowych, o 8 proc. więcej niż w rekordowym pod względem absorpcji 2017 roku. Jak zauważa Bartłomiej Zagrodnik, tak duży i wciąż rosnący popyt na stołeczne biura sprawia, że mimo niezwykłej aktywności deweloperów, możemy dziś mówić o pewnego rodzaju luce podażowej na warszawskim rynku.

Najnowszym, wyraźnym trendem jest intensywny rozwój w Warszawie operatorów przestrzeni coworkingowych, których aktywność widoczna jest także w strukturze popytu. Tylko w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2018 roku firmy z tego sektora wynajęły w mieście prawie 90  tys. mkw. powierzchni biurowej, generując około 14 proc. popytu na warszawskie biura. Analizy Walter Herz wskazują, że w ścisłym centrum miasta jedna czwarta wynajętej w tym roku powierzchni trafiała w ręce operatów coworkingowych.

Rosnące drapacze chmur zmienią biznesową mapę Warszawy

Niesłabnące zainteresowanie lokalizacją ze strony największych światowych graczy dopinguje inwestorów do działania. W tym roku w Warszawie ruszyła budowa dziesięciu projektów biurowych, oferujących łącznie ponad 270 tys. mkw. powierzchni.

Przy ulicy Żelaznej wystartowała m.in. przygotowywana od wielu lat realizacja kompleksu ArtN opartego na rewitalizacji zabudowań dawnej fabryki Norblina. Na skrzyżowaniu dwóch linii metra rozpoczęła się budowa biurowca Central Point, a przy Burakowskiej kampusu biurowego Forest z 78 tys. mkw. powierzchni. Niedawno przy rondzie Daszyńskiego zaczęła się również realizacja 140 metrowej wieży Generation Park Y.

W Warszawie prowadzona jest budowa wielu widowiskowych obiektów, które w większości oddane zostaną w 2020 roku. Po ich ukończeniu biznesowa mapa Warszawy bardzo się zmieni. Przede wszystkim dzięki ogromnej rozbudowie obszaru w pobliżu ronda Daszyńskiego na Woli, gdzie powstaje nowocześnie zaprojektowana dzielnica biurowa.

Szklane wieże i biura loftowe

W Warszawie inicjowane są inwestycje, w których powstaną wieże biurowe, pozwalające zdetronizować wciąż najwyższy w mieście, 231 metrowy Pałac Kultury i Nauki.

W 2020 roku nie tylko w Warszawie, ale i w Unii Europejskiej najwyższym budynkiem biurowym będzie wieża, powstająca aktualnie w kompleksie Varso w pobliżu Dworca Centralnego przy skrzyżowaniu alei Jana Pawła II z Chmielną. Obiekt zaoferuje łącznie 145 tys. mkw. powierzchni. Drugim co do wielkości projektem biurowym, który ma zostać oddany w tym samym roku będzie usytuowany przy rondzie Daszyńskiego kompleks The Warsaw Hub z 75 tys. mkw. powierzchni.

W przyszłym roku także w Wolskim City zostanie ukończona inwestycja Mennica Legacy Tower z powierzchnią ponad 60 tys. mkw. W biurową topografię tego rejonu miasta wpiszą się też takie obiekty jak 195 metrowy Skyliner (44 tys. mkw.), czy kolejne budynki inwestycji Generation Park i Spark (70 tys. mkw.). Od tempa komercjalizacji The Warsaw Hub firma Ghelamco uzależnia zaś termin rozpoczęcia budowy położonego w pobliżu wieżowca Unit Warsaw, który wraz z urządzeniami technicznymi na dachu osiągnie wysokość 202 metrów. Niedaleko, przy rondzie ONZ stanie też 150 metrowy budynek PHN Tower.

Zdaniem Bartłomieja Zagrodnika, do najciekawszych warszawskich realizacji biurowych należą z pewnością także te oparte na rewitalizacjach dawnych zabudowań industrialnych. Najemcami wypełniła się już będąca na ukończeniu Elektrownia Powiśle. Po niemal dekadzie oczekiwania ruszył wspomniany już projekt ArtN, a w następną fazę przygotowań do budowy weszła inwestycja Bohema, zlokalizowana w miejscu dawnej fabryki Polleny na warszawskiej Pradze. W tej, coraz popularniejszej, stołecznej dzielnicy otwarta została też jesienią komercyjna część Konesera, wielofunkcyjnego kompleksu, który powstał na terenie dawnej Warszawskiej Wytwórni Wódek.

Warszawski Służewiec poprawia jakość

Spore zmiany przechodzi w ostatnim czasie warszawski Służewiec, największa strefa biznesowa w Polsce. Pomimo swego ogromnego potencjału, w biurowcach zlokalizowanych na terenie zagłębia wskaźnik pustostanów jest dwukrotnie wyższy od średniej notowanej w mieście i trzykrotnie wyższy niż w centrum. Na tym obszarze prowadzone są inwestycje infrastrukturalne, które mają wpłynąć na poprawę atrakcyjności dzielnicy dla inwestorów. Chodzi głównie o poprawę infrastruktury drogowej i nowe połączenia komunikacyjne.

Jednocześnie deweloperzy wychodzą z inicjatywą by poprawić środowisko pracy i nie tylko konsekwentnie zmieniają do niedawna jednolitą biurową funkcję tego obszaru poprzez inwestycje o charakterze mieszkalnym, hotelowym, czy usługowym, ale także wprowadzają udogodnienia mające zwiększyć popularność Służewca po godzinach pracy. Ma to służyć zatrzymaniu odpływu najemców do rozrastającego się biznesowo centrum miasta. Co w połączeniu z oferowanymi konkurencyjnymi stawkami czynszowymi przynosi pożądany skutek.

Coraz mniej wolnych powierzchni

W ciągu 9 miesięcy tego roku rynek warszawski urósł o niemal 200 tys. mkw. powierzchni.  Deweloperzy oddali do użytku 20 budynków biurowych, w większości zlokalizowanych w centralnej strefie aglomeracji. Jak wskazują eksperci Walter Herz, ich stopień komercjalizacji po zakończeniu budowy sięgał średnio 70 proc.

Szacunkowe obliczenia wskazują, że w 2019 roku w Warszawie przybędzie około 270 tys. mkw. powierzchni. Żeby jednak mieć większy wybór firmy poszukujące dużych powierzchni w centralnej części stolicy będą musiały poczekać co najmniej do 2020 roku.

Współczynnik niewynajętej powierzchni w Warszawie jest obecnie najniższy od 5 lat i wynosi średnio około 10 proc., a w centralnych regionach miasta przekracza zaledwie 6 proc. W ciągu ostatnich 12 miesięcy poziom pustostanów obniżył się o około 3 proc. Najwięcej pustych biur jest w rejonie ulicy Żwirki i Wigury i na warszawskim Służewcu, około 17-19 proc.

Kurs euro, franka, dolara i funta – Analiza techniczna 10.12.2018 Mateusz Wielewicki

Nadchodzący tydzień może obfitować w sporą zmienność na parach walutowych. Przyczynią się do tego między innymi wydarzenia związane z Brexitem, decyzją EBC czy odczytami ze Stanów Zjednoczonych.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 02.12.2018-10.12.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2670 3,7649 3,7457 4,7495
Maksimum 4,2933 3,8040 3,7907 4,8279

 

Kurs franka CHF/PLN

Kurs franka CHF/PLNNotowania pary CHF/PLN od kilku miesięcy ograniczają swoje ruchy między poziomami 3,73 zł, a 3,81 zł. Na początku zeszłego tygodnia wydawało się jednak, że po odbiciu się kursu od lini oporu przy 3,81 oraz przy chwili wsparcia dobrych nastrojów na rynkach południowy ruch na tej parze walutowej utrzyma się nieco dłużej. Pomimo tego, że na rynkach ucichł temat włoskiego budżetu, a Chiny wraz ze Stanami Zjednoczonymi zawiesiły na chwilę ogień w sporze celnym to słabsze dane z polskiego przemysłu nie pozwoliły na dalsze umocnienie naszej waluty. Taka sytuacja doprowadziła do tego, że ponownie kurs CHF/PLN zagościł w okolicy poziomu 3,80 zł i zbliża się do punktu oporu oddalonego o zaledwie jeden grosz w górę.

Kurs euro EUR/PLN

Kurs euro EUR/PLNPodobnie sytuacja wygląda na parze EUR/PLN. Tyle tylko, że tutaj znajdowaliśmy się chwilowo się w okolicy dolnego ograniczenia aktualnego trendu bocznego. Trwająca już od dłuższego czasu konsolidacja nie pozwala by kurs przebił okolice poziomów 4,26 zł lub 4,34 zł. Za każdym razem gdy cena zdaje się naruszyć te poziomy, zawraca. Tym samym ponownie znajdujemy się mniej więcej pośrodku wyznaczonego trendu. Aktualnie cena euro wynosi nieco powyżej 4,29 zł. W nadchodzącym tygodniu powinniśmy zobaczyć jednak większe ruchy na tej parze walutowej, a być może nawet uda się wybić z konsolidacji. Pierwszym decydującym momentem tego tygodnia o sile euro będzie jutrzejsze głosowanie ws. porozumienia wypracowanego między Wielką Brytanią a UE. Z kolei w czwartek poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych w Strefie Euro. Dodatkowo na konferencji Mario Draghiego inwestorzy oczekiwać będą konkretnych decyzji w sprawie programu QE.

Kurs dolara USD/PLN

Kurs dolara USD/PLNNa parze USD/PLN znajdujemy się w krótkoterminowym trendzie spadkowym, który został chwilowo zatrzymany na poziomie 3,75 zł, czyli na wrysowanym poziomie oporu. W tym tygodniu pierwsze ważne informacje ze Stanów Zjednoczonych mogące w większy sposób zmienić notowania dolara napłyną do nas dopiero w środę. Będzie to odczyt inflacyjny. Szczególną wagę do niego przywiązywać będą członkowie FED. Od kiedy mówi się o zmniejszeniu liczby podwyżek stóp procentowych w USA, każde ważniejsze odczyty, mogące wpływać na decyzję Rezerwy będą bacznie obserwowane.

Kurs funta GBP/PLN

Kurs funta GBP/PLNZ całą pewnością ten tydzień będzie bardzo kluczowy dla notowań funta brytyjskiego. Już jutro odbędzie się bowiem głosowanie w brytyjskim parlamencie nad porozumieniem dotyczącym opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. Wszystko wskazuje na to, że Theresie May nie uda się zdobyć wystarczającego poparcia. Tym samym ponownie znajdziemy się w sytuacji dużej niepewności. Z całą pewnością inwestorzy nie będą zadowoleni z takiego obrotu sprawy, co może źle wpłynąć na notowania funta. Obserwatorzy twierdzą również, że przegrane głosowanie doprowadzi do dymisji Premier, co wprowadzi jeszcze większą niestabilność na Wyspach.

Mateusz Wielewicki- dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Raport: 65 proc. firm w Polsce traci przy rozliczaniu podatku od nieruchomości

Podatek od nieruchomości jest istotnym kosztem przedsiębiorstw, ale jego prawidłowe rozliczenie wciąż pozostaje dużym wyzwaniem. 65 proc. firm w Polsce odprowadza za niski lub za wysoki podatek od nieruchomości, gubiąc się w gąszczu przepisów prawno-podatkowych. Niemal co drugie przedsiębiorstwo ma nadpłaty, a wśród największych płatników podatku jest to aż 71 proc. Podatnicy mogą odzyskać nadpłacone kwoty nawet do 5 lat wstecz – wynika
z raportu Ayming Polska „Podatek od nieruchomości. Grunt to… rozliczyć go prawidłowo”.
 

Z analizy Ayming Polska wynika, że dwie na trzy firmy odprowadzają podatek od nieruchomości w nieodpowiedniej wysokości. Nieprawidłowości w jego rozliczaniu mają swoją przyczynę m.in. w kwestiach administracyjno-prawnych. W Polsce mamy 2478 gmin, które są beneficjentami podatku i jednocześnie organami tworzącymi „lokalne systemy podatkowe”. Każdy z tych systemów może różnić się od siebie wysokościami stawek, zwolnieniami podatkowymi, formularzami deklaracji czy interpretacjami przepisów prawa podatkowego. Jest to szczególnie problematyczne dla przedsiębiorstw posiadających nieruchomości w kilku lokalizacjach, bowiem muszą liczyć się z odmiennym podejściem do rozliczania podatku w każdej gminie.

Gąszcz przepisów prawno-podatkowych

Choć ustawa dotycząca podatku od nieruchomości jest krótka, to powszechnie uznaje się ją za bardzo skomplikowaną. Na podatek od nieruchomości często mają wpływ zmiany
w przepisach niepodatkowych, ponieważ ustawa o podatkach i opłatach lokalnych odwołuje się m.in. do takich ustaw, jak: Prawo budowlane, o podatkach dochodowych czy nawet (choć nie bezpośrednio) do ustawy o portach i przystaniach morskich. Podatek od nieruchomości przysparza problemów zarówno podatnikom, jak i organom podatkowym, co często ma swoje odzwierciedlenie w rozbieżnościach interpretacyjnych.

Odwoływanie się do ustaw specjalistycznych, niejednoznaczność przepisów oraz często brak spójności orzecznictwa sądów administracyjnych powodują, że właściwe określenie wysokości należnego podatku od nieruchomości stało się wyzwaniem dla wielu przedsiębiorstw. Bez rozległej znajomości prawa podatkowego i budowlanego oraz orzecznictwa sądowego  prawidłowe rozliczenie podatku bywa bardzo trudne. Dla przykładu, problematyczne są różnorakie instalacje techniczne, które wychodzą poza obrys budynku. Czy w związku z tym należy je kwalifikować jako budowle? Przepisy w tym zakresie są nieprecyzyjne a orzecznictwo jest niejednolite – wskazuje Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik, Dyrektor linii biznesowej Finance & Innovation Performance w Ayming Polska.

Najwięksi nadpłacają najwięcej

44 proc. firm w Polsce, których obciążenie z tytułu podatku od nieruchomości w skali roku wynosi powyżej 200 tys. zł, odprowadza daninę w zawyżonej wysokości. A im większy płatnik, tym większe prawdopodobieństwo, że podatek jest rozliczany w nieprawidłowy sposób. Jak wynika z raportu Ayming Polska, aż 71 proc. firm odprowadzających ponad 3 mln rocznego podatku ma nadpłaty. Weryfikacja rozliczenia pozwala odzyskać je nawet do 5 lat wstecz, a dodatkowo – zredukować obciążenia podatkowe w przyszłości.

Nadpłaty podatku biorą się z nieznajomości aktualnych przepisów prawa i nieśledzenia zmian w ustawodawstwie, zakwalifikowania składników majątku do nieodpowiedniej kategorii podatkowej lub bazowania na nieprawidłowych pomiarach budynków i budowli. Analiza Ayming pokazuje, że najwięcej nadpłat przedsiębiorstw (44 proc.) dotyczy budowli, co ma związek z mało przejrzystą definicją budowli, zawartą w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych. 25 proc. nadpłat to konsekwencja problemów z prawidłowym określeniem powierzchni użytkowej budynków, a 31 proc. wynika z niewłaściwego zakwalifikowania gruntów do odpowiedniego podatku. Prawidłowe naliczanie podatku od nieruchomości jest szczególnie ważne już na etapie planowania przyszłych inwestycji. Dzięki temu przedsiębiorcy mogą oszacować przyszłe wydatki i uniknąć nadpłat.

Podatek a relacja z gminą

Wpływy z podatku od nieruchomości trafiają do gminy, która jest zarówno beneficjentem daniny, jak i organem podatkowym, który ustala jej wysokość. Z doświadczenia Ayming Polska wynika, że wielu przedsiębiorców wzbrania się przed złożeniem deklaracji korygującej wysokość podatku, obawiając się pogorszenia relacji z władzami gminnymi. Jednak złożenie deklaracji niejednokrotnie powoduje nawiązanie takiej relacji, co ułatwia wzajemne kontakty w przyszłości. Organom podatkowym również zależy na prawidłowym rozliczeniu podatku od nieruchomości, ponieważ podlegają kontroli m.in. Regionalnej Izby Obrachunkowej. Poza tym firmy zwrot ewentualnych nadpłat mogą wykorzystać na rozwój swojej działalności, dzięki czemu zyska też gmina.

Za brakiem chęci do odzyskania nadpłaconego podatku od nieruchomości kryje się obawa przed pogorszeniem relacji z władzami gminnymi. Warto pamiętać, że wiele gmin stosuje zwolnienia podatkowe w podatku od nieruchomości, traktując je jako element strategii rozwoju lokalnej przedsiębiorczości w planowaniu swojej polityki dochodowej. Środki zaoszczędzone zarówno dzięki preferencjom podatkowym, jak i odzyskanym nadpłatom przedsiębiorstwo może przeznaczyć na nowe inwestycje w gminie czy tworzenie nowych miejsc pracy. Jest to sytuacja, w której długofalowo zyskują obie strony – zauważa Magdalena Burzyńska, Dyrektor Zarządzający w Ayming Polska.

Link do raportu Ayming Polska „Podatek od nieruchomości. Grunt to… rozliczyć go prawidłowo”: https://bit.ly/2B1EiEc.

Metodyka: analiza została przeprowadzona na próbie 1975 projektów weryfikujących opłaty z tytułu podatku od nieruchomości ponoszone przez przedsiębiorstwa zatrudniające powyżej 200 osób i płacące podatek od nieruchomości w wysokości powyżej 200 tys. zł rocznie.

Wpływ upadłości firmy na majątek dłużnika

Ogłoszenie upadłości firmy rodzi określone konsekwencje dla majątku dłużnika. Z dniem wydania postanowienia przez sąd aktywa przedsiębiorcy wchodzą do tzw. masy upadłościowej, która ma służyć zaspokojeniu wierzycieli.

Majątkiem, który podlega zajęciu przez syndyka będą m.in. nieruchomości, czy ruchomości (np. maszyny, pojazdy), a także wierzytelności należne upadłemu. Obowiązujące regulacje wskazują, że w skład masy upadłościowej bankruta zalicza się majątek należący do niego w dniu ogłoszenia upadłości, a także ten nabyty w toku postępowania upadłościowego.

Upadłość osoby fizycznej, która prowadzi działalność gospodarczą wiąże się też z przejęciem zarządu przez syndyka nad składnikami majątkowymi przysługującymi upadłemu w drodze postępowania spadkowego. Dodatkowo, w procesie likwidacji masy upadłości należy również uwzględnić majątek wspólny małżonków.

Z kolei techniczne ustalenie składu masy upadłościowej następuje na skutek przygotowania spisu inwentarza i spisu należności przez syndyka prowadzącego postępowanie.

Upadłość firmy nie musi oznaczać utraty całkowitego majątku przez dłużnika. Ustawodawca przewidział sytuacje, w których występują pewne wyłączenia. Co do zasady, mieniem niewchodzącym do masy upadłościowej będą te składniki majątkowe, które są wyłączone spod egzekucji komorniczej na gruncie przepisów kodeksu postępowania cywilnego, np. wynagrodzenie za pracę dłużnika w części niepodlegającej zajęciu. Katalog tychże składników jest jednak szerszy, a w konkretnych warunkach może dojść do wyłączenia określonych ruchomości z masy upadłościowej przez sędziego-komisarza.

Upadłość firmy a mienie nienależące do upadłego

Podstawowymi dokumentami, którymi posługuje się syndyk przy sporządzaniu spisu inwentarza i należności są księgi rachunkowe oraz dokumenty bezsporne. W takiej sytuacji, gdy z dokumentacji wynika, że dany składnik majątkowy jest własnością innego podmiotu lub osoby (np. auto będące przedmiotem lesingu), to nie powinien od podlegać włączeniu do spisu.

Jeśli tytuł prawny do konkretnego przedmiotu podlega określonym sporom i jest kwestionowany, to konieczne jest przedstawienie przez stronę roszczącą sobie prawa do danego mienia wniosku o wyłączenie z masy upadłościowej.

Masa upadłościowa a czynności upadłego

W momencie ogłoszenia upadłości dłużnika dochodzi do utraty prawa zarządu nad mieniem, które wchodzi do masy upadłościowej. Co więcej, upadły traci też możliwość korzystania i dysponowania konkretnymi przedmiotami. Istotną kwestią jest jednak to, że sędzia-komisarz określa zakres, a także czas, przez który upadły wraz z rodziną mogą pozostawać w nieruchomości faktycznie zamieszkiwanej. Z reguły jest to możliwe do momentu spieniężenia lokalu mieszkalnego przez syndyka.

Zgodnie z art. 77 ust. 1 ustawy Prawo upadłościowe, czynności prawne upadłego dotyczące mienia wchodzącego do masy upadłościowej są bezwzględnie nieważne.

Więcej na temat prawa upadłościowego oraz restrukturyzacyjnego na blogu https://www.restrukturyzacja-kancelaria.pl

Amerykańsko-izraelski fundusz Lazar Vision Fund inwestuje w UseCrypt

Izraelscy eksperci z wiodących cyberagencji wojskowych dołączają do zespołu Usecrypt. Technologia, która zmieniła zasady bezpiecznego przesyłania i przechowywania danych w chmurze, ma szansę wkrótce zastąpić firmowego e-maila. Zainteresowanie spółką wyrazili zagraniczni inwestorzy – w tym izraelsko-amerykański fundusz VC.

Sercem Usecrypt Safe – rozwiązania dedykowanego na komputery – jest technologia szyfrowania informacji HVKM, gwarantująca brak technicznej możliwości dostępu do danych przez dostawcę chmury, producenta oprogramowania lub „pośredników” (np. dyrektorów i administratorów IT). Umożliwia szyfrowanie danych na komputerze, w przestrzeni ‘’cloud’’ oraz przesyłanie i współdzielenie dowolnej wielkości zaszyfrowanych plików pomiędzy zaufanymi użytkownikami aplikacji.

W tym roku Usecrypt rozszerzył swoją ofertę o rewolucyjny komunikator Usecrypt Messenger (dostępny w AppStore oraz GooglePlay), który jako jedyny uniemożliwia wyjęcie historii rozmów i konwersacji z urządzenia użytkownika oraz sprawdza czy telefon nie jest podsłuchiwany.

Usescrypt niedawno ogłosił globalną ekspansję, otwierając pierwsze biuro w Nowym Jorku oraz kolejne oddziały w Tel-Awiwie i Nikozji, a także nawiązał współpracę z najlepszymi izraelskimi ekspertami do spraw bezpieczeństwa informacji.

‘’Kiedy odkryliśmy UseCrypt byliśmy zdumieni praktycznością zbudowanego przez firmę systemu. Korzystając z naszego doświadczenia i technologii UseCrypt, możemy oferować najbardziej innowacyjne narzędzie bezpiecznej komunikacji” – mówi Israel Levinson, były oficer ochrony wojskowej, posiadający ponad 17-letnie doświadczenie w izraelskiej armii, który dziś dołącza do Rady Nadzorczej Usecrypt.

Innowacyjność systemu została doceniona przez magazyn Computerworld i nagrodzona tytułem „Best in Cloud 2018”. Co więcej, współpracę z firmą nawiązał ostatnio EYnovation Polska – program akceleracyjny EY Polska dla najbardziej innowacyjnych i najszybciej rozwijających się technologii.

Nasz zespół ds. innowacji używa UseCrypt Messenger do komunikowania najważniejszych kwestii strategicznych, operacyjnych, a także ustalania zgodności dotyczących naszych projektów” – podkreśla Krzysztof Witkowski, Associate Partner EY i szef EYnovation.

Fundusz Lazar Vision Fund wchodzi do akcjonariatu polskiej firmy

Nawiązanie współpracy z przedstawicielami izraelskich agencji bezpieczeństwa i powołanie do Rady Nadzorczej firmy ekspertów – Israela Levinsona oraz Michaela Ifargana, zbiegło się w czasie z objęciem 10% akcji polskiej firmy przez Lazar Vision Fund, amerykańsko-izraelski fundusz private equity. To już drugi inwestor instytucjonalny w spółce. Na początku roku do akcjonariatu Usecrypt dołączyło jedno z wiodących polskich TFI inwestujących w wysokie technologie.

„Wierzymy, że UseCrypt ma szansę stać się kolejnym liderem na światową skalę. Dlatego zdecydowaliśmy się dołączyć do projektu i wykorzystać nasze doświadczenie, aby wesprzeć najbezpieczniejszą, masowo zastosowaną technologię szyfrowanej komunikacji” – mówi Michael Ifargan, były podpułkownik agencji bezpieczeństwa danych IDF, z 25-letnim doświadczeniem w zakresie bezpieczeństwa danych wojskowych.

’Zabezpieczenie rządowych oraz korporacyjnych danych stanowi dziś główny problem.” – podkreśla Ifargan. „Większość ataków koncentruje się na aparacie telefonicznym. To właśnie on jest najsłabszym ogniwem. Dzieje się tak dlatego, że odszyfrowana na urządzeniu wiadomość czy rozmowa, przenika do systemu operacyjnego telefonu.” – dodaje Michael Ifargan.

„To właśnie zabezpieczenie historii rozmów i wiadomości na telefonie oraz zagwarantowanie pełnej poufności przesyłanych danych dzięki przekazaniu krytycznej części kluczy szyfrujących użytkownikowi wyróżnia Usecrypt na tle konkurencji, a użytkownikom przywraca prywatność. Od dziś również globalnie.” – podsumowuje Israel Levinson.

Dokumentacja ZUS – zmiany od 2019 r., e-akta i obowiązki pracodawcy

Z dniem 1 stycznia 2019 r. wejdą w życie przepisy dotyczące nowych zasad prowadzenia akt pracowniczych na potrzeby ZUS. Regulacje pozwolą skrócić obowiązkowy czas ich przechowywania z 50 do 10 lat dzięki elektronizacji. Płatnicy chcący prowadzić dokumentację za pośrednictwem tzw. e-akt będą zobowiązani przekazywać co miesiąc do ZUS nowy zakres danych, dochowując przy tym przewidzianych prawem wymogów, zwłaszcza w zakresie ochrony danych osobowych.

Kodeks pracy (Dz.U. 1974 nr 24 poz. 141 ze zm.; dalej: k.p.), w art. 94 pkt 9a i 9b nakłada na pracodawców obowiązek prowadzenia i przechowywania dokumentacji dotyczącej stosunku pracy oraz akt osobowych pracownika. Z kolei ustawa z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (Dz.U. 1998 nr 162 poz. 1118 ze zm.) stanowi, że „Płatnik składek jest zobowiązany przechowywać listy płac, karty wynagrodzeń albo inne dowody, na podstawie których następuje ustalenie podstawy wymiaru emerytury lub renty, przez okres 50 lat od dnia zakończenia przez ubezpieczonego pracy u danego płatnika” (art. 125a ust. 4).

Cele nowelizacji

Od nowego roku zacznie obowiązywać ustawa z 10 stycznia 2018 r. o zmianie niektórych ustaw w związku ze skróceniem okresu przechowywania akt pracowniczych oraz ich elektronizacją (Dz.U. 2018 poz. 357). Niektóre jej przepisy weszły w życie już w lutym 2018 r., wraz z ich ogłoszeniem w Dzienniku Ustaw RP. Zgodnie z uzasadnieniem ustawy ma ona za zadanie skrócić okres zobowiązania pracodawców do przechowywania dokumentacji pracowniczej z 50 do 10 lat i umożliwić prowadzenie jej w formie elektronicznej.

Krótszy czas archiwizacji oraz wprowadzenie tzw. e-akt ma zoptymalizować proces prowadzenia i przechowywania dokumentów dotyczących stosunku pracy. Po stronie pracodawców ma zmniejszyć koszty administracyjne i magazynowania, a pracownikom zapewnić większe bezpieczeństwo realizacji uprawnień emerytalno-rentowych. Przekazane drogą elektroniczną dane do ZUS będą znajdowały się w jego zasobach, co uchroni pracowników przed ich utratą np. w przypadku likwidacji przechowującego je w formie papierowej zakładu pracy.

Dla kogo skrócony czas archiwizacji?

Pracodawcy i zleceniodawcy będą mogli przechowywać dokumentację pracowniczą w formie e-akt przez okres 10 lat liczony od końca roku kalendarzowego, w którym ustał stosunek pracy lub zakończyła się umowa zlecenia dla każdego nowo zatrudnionego po 31 grudnia 2018 r. Pracodawca będzie miał również prawo objąć krótszym okresem archiwizacji dane pracowników zatrudnionych pomiędzy 1 stycznia 1999 r. a 31 grudnia 2018 r. Wówczas niezbędne będzie złożenie w ZUS oświadczenia ZUS OSW, czyli oświadczenia o zamiarze przekazania raportów informacyjnych ZUS RIA na temat wszystkich ubezpieczonych zatrudnionych w tym okresie, a następnie złożenie tych raportów. Akta zatrudnionych przed datą 1 stycznia 1999 r. pracodawcy i zleceniodawcy będą przechowywali na starych zasadach 50-letniego okresu archiwizacji.

Obowiązki i odpowiedzialność pracodawcy

W związku z przekazaniem do ZUS raportu ZUS RIA, na pracodawcy/zleceniodawcy będzie spoczywał obowiązek informacyjny wobec pracownika/zleceniobiorcy. Mowa tu m.in. o przekazaniu pracownikowi kopii złożonego raportu celem umożliwienia mu weryfikacji jego zawartości czy pouczeniu o skróconym okresie przechowywania dokumentacji pracowniczej. Pracodawcy muszą również pamiętać, że art. 94 pkt 9a i 9b k.p. wymagają od nich nie tylko prowadzenia akt pracowniczych, ale i przechowywania ich w warunkach chroniących przed uszkodzeniem lub zniszczeniem. Niedopełnienie któregoś z tych obowiązków zagrożone jest karą grzywny od 1 tys. do 30 tys. zł (art. 281 pkt 6 i 7 k.p.). Od 1 stycznia 2019 r. zgodnie z brzmieniem przepisów art. 94 pkt 9a i 9b ustawy nowelizującej pracodawcy będą zobowiązani do przechowywania dokumentacji pracowniczej w postaci papierowej lub elektronicznej „(…) w sposób gwarantujący zachowanie jej poufności, integralności, kompletności oraz dostępności, w warunkach niegrożących uszkodzeniem lub zniszczeniem przez okres zatrudnienia, a także przez okres 10 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym stosunek pracy uległ rozwiązaniu lub wygasł, chyba że odrębne przepisy przewidują dłuższy okres przechowywania dokumentacji pracowniczej” (Dz.U. 2018 poz. 357; art. 1 pkt 3).

Nowelizacja a RODO

Nowelizacja kodeksu pracy, dodając w nim art. 944–9412, doprecyzowuje obowiązki pracodawców związane z dokumentacją ZUS m.in. w zakresie jej udostępniania, udzielania informacji czy też jej zniszczenia. Do najważniejszych należą jednak te związane z zagwarantowaniem jej poufności, integralności, dostępności i ogólnego bezpieczeństwa, czyli spełnienia wymogów obowiązującego od 25 maja 2018 r. rozporządzenia o ochronie danych osobowych, zwanego potocznie RODO. O ciążących na pracodawcach obowiązkach przestrzegania obostrzeń RODO przy wprowadzaniu zmian w firmie w zakresie dokumentacji ZUS, mówią sami twórcy nowelizacji. W jej uzasadnieniu zawarto bowiem, że „Projektowane rozwiązania są zgodne z postanowieniami rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE” (Projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku ze skróceniem okresu przechowywania akt pracowniczych oraz ich elektronizacją z 06.11.2017 r. RM-10-137-17).

Wysokie kary finansowe dla przedsiębiorców

Zakład Ubezpieczeń Społecznych w komunikacie w sprawie zmiany zasad prowadzenia dokumentacji pracowniczej informuje, że przedsiębiorcy zmuszeni będą dostosować posiadane w firmie programy kadrowo-płacowe, tak by ewidencjonowały wymagane przez nowe przepisy dane. Dostosowujący się do nowych regulacji pracodawcy muszą robić to przede wszystkim zgodnie z zasadami przetwarzania danych osobowych. Może się to wiązać z koniecznością przygotowywania polityki i wewnętrznego regulaminu ochrony danych osobowych i ochrony baz danych w firmie, jak i utworzeniem dokumentacji przetwarzania danych osobowych. Warto więc przeprowadzić w przedsiębiorstwie audyt prawny lub sięgnąć po dedykowaną usługę doradztwa dotyczącego RODO. Przedsiębiorcy muszą bowiem pamiętać, że naruszenie obowiązków wynikających z ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych w przypadkach mniejszej wagi zagrożone jest karą pieniężną do 10 mln EUR lub do 2% całkowitego rocznego światowego obrotu z poprzedniego roku obrotowego. W skrajnych przypadkach górne granice tych kar wzrastają dwukrotnie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Słabe dane makroekonomiczne od rana

Maciej Przygórzewski, główny analityk Walutomat i Internetowykantor.pl
Maciej Przygórzewski, główny analityk Walutomat i Internetowykantor.pl

Brytyjski wzrost gospodarczy oraz produkcja przemysłowa poniżej oczekiwań. Turecka gospodarka w ujęciu kwartalnym się kurczy. To samo dotyczy również Japonii.

Słabsze dane z Wysp Brytyjskich

O 10:30 poznaliśmy zarówno dane na temat wzrostu PKB jak i produkcji przemysłowej. Wzrost gospodarczy okazał się o 0,1% słabszy od oczekiwań i wyniósł w ujęciu rocznym 1,5%. Słabiej wypadła produkcja przemysłowa, która w skali roku spada o 0,6% zamiast rosnąć o oczekiwane 0,1%. Co ciekawe dane te nie pociągnęły za sobą w dół funta. Powodem tej reakcji jest fakt, że funt już jest blisko najniższych poziomów ostatnich tygodni a zatem jego wartość i tak jest relatywnie niska.

Turecka gospodarka się kurczy

Ankara nie jest ulubionym miejscem dla inwestorów by lokować swoje pieniądze. Kraj uchodzi za niestabilny a silna władza centralna wcale nie pomaga ograniczyć tych ryzyk. Dodatkowym problemem jest waluta, która od początku 2018 roku skoczył z 3,8 liry za dolara przez moment do 7 lir za dolara by teraz oscylować wokół poziomu 5,3 liry. Spadek gospodarki w ujęciu kwartalnym, który właśnie ma miejsce po raz pierwszy od 2016 roku kiedy doszło do przewrotu, jest zaskoczeniem. Tak silnie słabnąca lira spowodowała bowiem gwałtowne przesunięcie pomiędzy eksportem a importem. Import spadł w ciągu roku o 16,7% zaś eksport wzrósł o 13,6%.

Japonia znów zwalnia

Gospodarka Japonii regularnie pokazuje spadki kwartalne. Teraz dane pokazały coś czego wielu analityków się obawiało – brak wzrostu gospodarczego w ujęciu rocznym. Nie jest to na szczęście spadek, ale od dwóch lat udawało się Japonii utrzymywać przez wszystkie kwartały ponad 1% wzrostu PKB rocznie co dla tej gospodarki jest dużym osiągnięciem. Rynki zareagowały wyprzedażą jena. Japońska waluta straciła od publikacji niemal 0,5% na wartości względem dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych makroekonomicznych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Andrzej Goleta: 7 grzechów głównych w zarządzaniu cyfrowym produktem

Andrzej Goleta, Digital Marketing Manager sieci reklamowej Adexon
Andrzej Goleta, Digital Marketing Manager sieci reklamowej Adexon

Zarządzanie produktem nie jest łatwym zadaniem, zwłaszcza w tak szybko zmieniającym się świecie. Szczególnie jeżeli chodzi o branże cyfrową, która z każdym rokiem zaskakuje nas czymś nowym. W zarządzaniu produktem potrzeba intuicji, która wyjdzie naprzeciw potrzebom oraz dostarczy uniwersalne rozwiązanie. Na co należy uważać chcąc osiągnąć sukces w działaniu?

  1. Leap of faith

W wielu przypadkach zdarza się tak, że ktoś tworzy pomysł, zatrudnia pracowników, wydaje w ciągu miesiąca kilkanaście tysięcy złotych na jego rozwój. W miarę działający produkt zostaje wypuszczony na rynek, ale po jakimś czasie okazuje się, że nie przeszedł pozytywnie pierwszych testów użytkowników.

Menadżer produktu stara się dostosować produkt oraz dostarczyć jego ostatnią, ulepszoną wersję. W tym celu zatrudnia sprzedawcę lub marketingowca, jednak i to rozwiązanie zawodzi. Takie sytuacje bardzo często można spotkać w startupach, które nie są w stanie precyzyjnie określić poziomu swojego rozwoju. Dodatkowo, często bywa tak, że tworzenie produktu nie jest poprzedzone rozmowami z klientami, brakuje testów i dokładnej ich analizy.

  1. Słuchaj klientów

Podstawą działania firmy jest model zorientowany na klienta. Należy na bieżąco rozwiązywać ich problemy oraz słuchać, co mają do powiedzenia na temat produktu. Menadżer produktu zbiera zaś wnioski, sporządza listę i zaczyna pracę nad jego udoskonaleniem. Z drugiej strony, należy mieć zawsze złoty środek i być dla klienta doradcą oraz ekspertem w swojej dziedzinie, który mówiąc krótko, sprowadzi go na ziemię. Bardzo często dochodzi do sytuacji, że klient ma zbyt idealistyczne podejście do produktu lub usługi, dlatego potrzebuje przewodnika, który ukierunkuje jego pomysł oraz pomoże w jego realizacji.

  1. Ślepe kopiowanie konkurencji

Można, a wręcz należy przeanalizować działania konkurencji, by na ich podstawie określić własne mocne i słabe strony. Niektóre rynki tak właśnie działają, tworzą produkt w oparciu o już istniejące rozwiązania. W wielu przypadkach firmy wprowadzają rozwiązanie na rynek, ale nie mają już budżetu na jego ekspansję. Nawet jeżeli posiada on pewną liczbę użytkowników, to powstaje pytanie jak zdobyć kolejnych i w jaki sposób rozwijać produkt dalej. W takich przypadkach firmy posiłkują się na działaniach konkurencji. Jednak ważne jest, aby zrozumieć w czym konkurencja jest lepsza i co tak naprawdę działa w ich przypadku. Bowiem może dojść do sytuacji, w której firma może kopiować błędy, a nie osiągnięcia.

  1. Źle przeprowadzone badania

Analiza badań jest podstawowym narzędziem szukania odpowiedzi na pytania: jaki rodzaj produktu stworzyć oraz jakie problemy rozwiązać. Wiodącą formą badań są ankiety, jednak ich podstawowym problemem jest to, że zaczynają one zmieniać proces poszukiwania problemu w wybór jednego, uniwersalnego rozwiązania. Ankiety są badaniem ilościowym, które działają dobrze na duże grupy osób, mające tylko statystycznie potwierdzić lub zaprzeczyć danej kwestii. Przed rozpoczęciem badań ankietowych trzeba zrozumieć o co należy pytać, dlatego konieczne jest przeprowadzenie wstępnych badań jakościowych, które często sprowadzają się do formy wywiadu.

Kolejnym problemem, który pojawia się w kwestii badań to określenie grup fokusowych. Dzięki temu można usłyszeć opinie konkretnych osób, a nawet ich reakcje na opinie innych. Należy jednak podejść do tego krytycznie, bowiem może dojść do sytuacji groupthink – badający nie chcą wyrażać swoich osobistych doświadczeń i zgadzają się z opinią osoby, która jest dominująca w grupie, choć sami myślą inaczej. Innym problemem grup fokusowych jest to, że nie można zgłębić doświadczeń, problemów i myśli danej osoby, a to jest często najcenniejsze w badaniach na etapie znalezienia problemu, który należy rozwiązać.

  1. Brak wymiernych korzyści

Takie błędy są najbardziej widoczne na landing page’ach oraz podczas prezentacji produktów. Menadżer jest zachwycony technologią czy interfejsem i sprzedaje go klientowi w postaci ogólnych stwierdzeń, jak np. nowy interfejs czy twórca raportów. Okazuje się, że klienci w takich hasłach nie widzą konkretnych korzyści, jakie oferuje im produkt i dlaczego miałby być w ogóle interesując z perspektywy ich firmy.

  1. Biznesplan to fakty

Tradycyjna definicja biznesplanu określa go jako ideę, która mówi że warto z góry obliczać dochody oraz wydatki produktu i o ile jest to możliwe, to powinno się to odbywać co miesiąc. Z drugiej strony dotyczy to typowej, powtarzalnej produkcji już istniejących produktów. Przy tworzeniu nowego cyfrowego produktu czy usługi, te liczby niestety nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Szczególnie jeśli mowa o rynku cyfrowym, który wciąż się zmienia i ciężko jest go jednoznacznie oszacować.

  1. Mierz siły na zamiary

Osoby, które zaczynały swoje kariery oraz rozwijały się w środowisku korporacyjnym, w momencie gdy przechodzą do kontekstu rynkowego nierzadko próbują stworzyć pierwszą, idealną wersję produktu z duża liczbą funkcji. Kryje się w tym niemożliwość skupienia uwagi na jego wartości oraz odkryciu. Do tego często dochodzi problem, by zamiast wydać prototyp produktu na rynek, menadżer stara się doprowadzić do perfekcji pewne funkcje czy sam system. Z tego powodu dochodzi do stałych opóźnień jego uruchomienia. Dodatkowo, możliwym powodem takiego zachowania może być lęk przed błędem i porażką. Jest to o tyle istotne, że środowisku przedsiębiorców takie sytuacje blokują dalsze możliwości zarządzania efektywnie produktem.

Kluczowym elementem dla wzrostu każdej organizacji jest lepsza koordynacja i komunikacja między menadżerem produktu a innymi obszarami w biznesie. Im sprawniejszy będzie przepływ informacji, tym wyraźniejsza będzie ścieżka do wzrostu. W momencie gdy wszystkie obszary organizacji zaczynają się komunikować, to produkty zaczynają osiągać nowe poziomy doskonałości, co dowodzi o ich dobrym zarządzaniu.

Autor: Andrzej Goleta, Digital Marketing Manager sieci reklamowej Adexon

Decyzja brytyjskiego parlamentu i spotkanie EBC w centrum uwagi rynków

Bieżący tydzień będzie obfitował w informacje istotne dla rynku walutowego. Inwestorzy na przestrzeni najbliższych kilku dni będą skupiać się na polityce: zarówno międzynarodowej, jak i monetarnej.

Enrique Diaz-Alvarez – Ebury
Enrique Diaz-Alvarez

Podwyżki stóp procentowych w USA w 2019 roku stają się coraz mniej pewne, co wyraźnie odbiło się na rentownościach amerykańskich obligacji. Ich spadek z kolei pociągnął w dół USD. Protesty we Francji nie odcisnęły szczególnego piętna na euro – waluta w ubiegłym tygodniu nie była poddana większym wahaniom. Interesujące były natomiast zmiany kursu funta brytyjskiego – z coraz większą pewnością można stwierdzić, że uzgodniona przez premier May umowa o Brexicie zostanie odrzucona podczas głosowania w Izbie Gmin.

W kontekście sytuacji walut rynków wschodzących warto wspomnieć o tym, iż nieco wyższe ceny ropy naftowej spowodowały, że najlepiej radzącymi sobie walutami ostatniego tygodnia były waluty krajów eksportujących surowiec. Zyskiwały zwłaszcza rubel rosyjski i peso kolumbijskie. Najgorzej radziły sobie z kolei waluty krajów importujących ropę – w tym lira turecka i rand południowoafrykański.

 

Nadchodzący tydzień może wstrząsnąć rynkiem walutowym. We wtorek brytyjski parlament zagłosuje nad treścią umowy uzgodnionej przez Theresę May, co niezależnie od wyniku może przełożyć się na silną zmienność na GBP. W czwartek odbędzie się spotkanie Europejskiego Banku Centralnego, które z kolei ma potencjał do wsparcia wspólnej europejskiej waluty, jeżeli instytucja ta utrzyma dość optymistyczną retorykę sugerującą zamiar podniesienia stóp procentowych mimo niedawnych słabych danych, zwłaszcza tych o inflacji.

PLN

Polski złoty pozostawał względnie stabilny w ubiegłym tygodniu, waluta nawet nieco zyskała w relacji do funta brytyjskiego i dolara amerykańskiego. Poprzedni tydzień przyniósł kilka istotnych informacji z Polski. Indeks PMI dla przemysłu w listopadzie spadł poniżej poziomu 50, wyznaczającego ekspansję sektora i znalazł się na najniższym poziomie od 4 lat. Do ostatnich, niższych odczytów przyczynia się sytuacja na krajowym rynku pracy oraz spadek popytu zewnętrznego w kontekście m.in. wojny handlowej. Ostatni odczyt nie powinien budzić paniki, jednak może sugerować nadchodzące wytracanie tempa wzrostu gospodarczego w Polsce.

Podczas ostatniej konferencji RPP prezes Glapiński potwierdził, że nie spodziewa się podwyżek stóp procentowych w 2019 r. Rynek obecnie również w mniejszym stopniu wycenia taki ruch w przyszłym roku. MRPiPS podało z kolei, że stopa bezrobocia w Polsce wzrosła w listopadzie do 5,8% (z 5,7% miesiąc wcześniej). Wzrost stopy bezrobocia w listopadzie nie jest niczym przesadnie dziwnym, jednak zbiorcze dane z ostatnich kilku miesięcy zdają się sugerować, że prawdopodobnie doszliśmy do tzw. ściany na rynku pracy.

Nadchodzący tydzień nie przyniesie zbyt wielu informacji z Polski. W piątek poznamy jedynie rewizję wskaźnika inflacji CPI w listopadzie. Wstępny szacunek dość mocno zaskoczył ekonomistów i pokazał, że inflacja spadła do poziomu 1,2% i tym samym znalazła się poniżej dolnych widełek celu inflacyjnego banku centralnego.

GBP

W tym tygodniu jedynym istotnym wydarzeniem dla funta brytyjskiego będzie wtorkowe posiedzenie parlamentu i wszystkie jego konsekwencje. Panuje niemal pełne przekonanie, że porozumienie o wyjściu z UE nie zostanie zaakceptowane przez Izbę Gmin – stąd istotnym będzie nie sam wynik głosowania nad treścią umowy, ale liczba głosów przeciw. Naszym zdaniem, jeżeli przewaga głosujących na „nie” przekroczy liczbę 80, wysoce prawdopodobne będzie rozwiązanie rządu Theresy May. W takim scenariuszu wzrosłoby również ryzyko tzw. twardego Brexit, co z kolei mogłoby spowodować gwałtowną deprecjację funta brytyjskiego.

EUR

Czwartkowe spotkanie EBC rozstrzygnie, czy ostatnie rozczarowujące dane gospodarcze płynące ze strefy euro są wystarczającym argumentem, żeby przekonać Radę Prezesów do odroczenia planów względem podwyżek stóp procentowych. O ile uważamy, że silne spadki indeksów PMI są tylko tymczasowym zjawiskiem, dużo trudniej jest zignorować niski poziom inflacji bazowej we wspólnym bloku walutowym. Oczekiwania rynku względem podwyżek już teraz są jednak bardzo ograniczone. Inwestorzy oczekują, że stopa depozytowa nie wzrośnie powyżej zera przed 2021 r., co odbieramy jednak jako przesadny pesymizm. Naszym zdaniem zmienność na głównej parze w kontekście najbliższego spotkania EBC może być wyższa, jeśli retoryka Banku będzie mniej gołębia niż zakłada konsensus. Nie jest wykluczone, że w takim wypadku, w konsekwencji tzw. short-squeeze doszłoby do umocnienia euro.

USD

Chociaż dane z opublikowanego w ostatnim tygodniu raportu z amerykańskiego rynku pracy nieco rozczarowały, uważamy, że dalej wskazują one na siłę amerykańskiej gospodarki. Zgadzamy się jednak z opinią rynku, iż prawdopodobieństwo kontynuacji podwyżek stóp procentowych w 2019 roku jest coraz niższe. FOMC może wstrzymać się z kolejnymi podwyżkami, żeby sprawdzić, czy umiarkowana presja inflacyjna doprowadzi do faktycznego przyspieszenia dynamiki cen – sami nie sądzimy, żeby miało to nastąpić prędko. Nadal spodziewamy się podwyżki stóp procentowych podczas grudniowego spotkania, jednak niewykluczone, że w przyszłym roku stopy procentowe pozostaną niezmienione. W związku z tym w najbliższych miesiącach różnica między stopami procentowymi krajów G10, a USA może spadać, co może być źródłem lekkiej deprecjacji USD.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury Polska

GPW rozpoczyna publikację indeksów dywidend

  • 27 grudnia br. GPW rozpocznie obliczanie i publikację trzech nowych indeksów: WIG20dvp, mWIG40dvp oraz sWIG80dvp
  • Indeksy należą do grupy indeksów dywidend i będą obliczane na podstawie dochodów z tytułu dywidend pieniężnych wypłacanych przez spółki wchodzące w skład indeksów bazowych (odpowiednio: WIG20, mWIG40, sWIG80).

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie od sesji 27 grudnia br. rozpocznie obliczanie
i publikację trzech indeksów dywidend: WIG20dvp, mWIG40dvp oraz sWIG80dvp. Indeksy będą prezentowały skumulowane dywidendy wypłacane przez spółki wchodzące w skład indeksu bazowego (odpowiednio: WIG20, mWIG40, sWIG80) w danym roku kalendarzowym.

Marek Dietl, prezes Zarządu GPW
Marek Dietl, prezes Zarządu GPW

Rozpoczynamy publikację nowych indeksów, ponieważ stanowią znakomite źródło informacji o dywidendach wypłacanych na naszym rynku. Jest to informacja szczególnie istotna dla tych, którzy poszukują atrakcyjnych i stabilnych zwrotów z inwestycji. Na GPW notowanych jest wiele spółek, które regularnie wypłacają dywidendy wyższe niż odsetki od instrumentów dłużnych. Są to zarówno spółki duże, będące uczestnikami indeksu WIG20, jak również średnie oraz małe należące odpowiednio do indeksów mWIG40 oraz sWIG80 – mówi Marek Dietl, prezes GPW

Indeksy dywidend są również ważnym źródłem informacji dla inwestorów zawierających transakcje na indeksowych instrumentach pochodnych (kontraktach terminowych oraz opcjach), których wycena musi uwzględniać dywidendę. W przyszłości GPW planuje rozpoczęcie notowania kontraktów terminowych na indeksy dywidend pozwalających na zabezpieczanie ryzyka dywidend związanego z inwestycjami
w instrumenty pochodne.

Obecnie stopa dywidendy dla indeksu WIG20 wynosi 1,9% w skali roku, a dla indeksów mWIG40 oraz sWIG80 odpowiednio: 3,1% i 4,7%[1].

Nowe indeksy nie będą kumulować dywidend z poprzednich lat, dlatego ich wartość będzie pod koniec każdego roku zerowana. W ten sposób na początku kolejnego roku indeksy startują z wartością zero (brak dywidend) i zliczają dywidendy od nowa. Wartość indeksu na koniec roku będzie stanowić sumę dywidend wypłaconych przez spółki danego indeksu bazowego w danym roku.

Zerowanie indeksów będzie się odbywać na pierwszej sesji giełdowej po trzecim piątku grudnia. W tym roku taka sesja przypadnie 27 grudnia, dlatego dzień ten jest dniem debiutu nowych indeksów.

W kalkulacji indeksów uwzględniane będą wyłącznie zwykłe dywidendy pieniężne, w tym zaliczki na poczet przewidywanej dywidendy. Przeliczenie indeksów z uwzględnieniem kolejnych dywidend będzie następować na pierwszej sesji giełdowej notowania akcji bez dywidendy.

Indeksy będą publikowane w trybie jednolitym o godzinie 11:00. Wartości indeksów dywidend będą przeliczone wstecz od 2 stycznia 2007 r.

[1] Stan na sesję z dn. 7 grudnia 2018 r.

Polski św. Mikołaj kupuje w sieci. Zamiast elfów pomaga mu AI

  • Aż 44 proc. planowanego przez Polaków budżetu na prezenty zostanie wydane w kanale online.
  • W tym roku, polska rodzina wyda średnio na święta 1168 zł, to o 6 proc. więcej niż przed rokiem.
  • Polski św. Mikołaj w sieci ma potężnego sojusznika to m.in. narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, wpływające na naszą decyzję zakupową.

Grudzień to czas żniw w wirtualnym handlu, to także najbardziej dochodowy okres dla firm działających online. Jedynie 30 proc. Polaków zadeklarowało zakup prezentów w listopadzie lub wcześniej, to o 3 proc. więcej niż rok temu (wg raportów Deloitte*). Jednocześnie znaczenie zakupów w e-commerce rośnie – w tym roku aż 44 proc. pieniędzy przeznaczonych na prezenty pozostawimy w sklepach internetowych. Rok wcześniej Polacy wydali online 42 proc. budżetu przeznaczonego na zakupy świąteczne.

Dynamika wzrostu wydatków w kanale online to ważny i jasny sygnał dla właścicieli sklepów internetowych do wzmożonego „polowania” na klientów. Tym bardziej, że w tym roku Polacy planują wydać na święta średnio 1168 zł. Mikołajki, Boże Narodzenie i Sylwester to czas, w którym wygrywają Ci sprzedawcy online, którzy zawczasu przygotowali swoje e-sklepy na boom sprzedażowe. Mowa m.in. o rozwiązaniach sprzedażowych, korzystających z dobrodziejstw sztucznej inteligencji, potrafiących podbić sprzedaż o kolejne kilkanaście procent – mówi Paweł Wyborski, prezes spółki QuarticOn, twórca silnika rekomendacji dla e-commerce.

W tym roku, przeciętna rodzina Kowalskich wyda o 286 zł więcej, niż w ubiegłym roku, co stanowi 6 proc. wzrost budżetu w stosunku do faktycznych wydatków w 2017 r. Polacy deklarują, że na prezenty przeznaczą minimalnie więcej niż na żywność. Pierwsza kategoria pochłonie ok. 45 proc. bożonarodzeniowego budżetu, a druga 44 proc.

Kiedy online wygra z offline?

Kupujący (77 proc.) uważają, że zakupy online mają swoje niepodważalne przewagi: są bardziej transparentne od tradycyjnych form sprzedaży. Dlaczego? Internet daje możliwość dowiedzenia się, co inni konsumenci myślą o produktach, do tego aż 3 na 4 kupujących wspomniało o możliwości zrobienia zakupów w dowolnym momencie i możliwości dostawy zakupionego towaru pod same drzwi. Ponad 70 proc. Polaków docenia możliwość porównania cen produktów w różnych sklepach, co więcej uważamy, że zakupy online są mniej czasochłonne, niż standardowe zakupy w zatłoczonych centrach handlowych.

Klienci od lat coraz bardziej doceniają korzyści płynące z zakupów online. Wprowadzenie np. świątecznego klimatu do szaty graficznej, dedykowanych kategorii produktowych, specjalnych promocji z okazji Bożego Narodzenia i użycie AI do podsuwania im produktów, które są do nich dopasowane – przełożą się z pewnością na większe zyski – dodaje Wyborski.

Co kupuje św. Mikołaj?

W tym roku, podobnie jak w poprzednich latach, kupujący zdecydują się na kosmetyki i perfumy. Na podium znalazły się również słodycze i książki. Rok wcześniej kolejność pomiędzy tymi dwiema kategoriami była odwrotna. Polski Mikołaj jest królem promocji – aż 54 proc. kupujących wskazuje obniżkę cen jako główny czynnik wpływający na decyzję zakupową. Inspiracji na podarunki Polacy szukają nie tylko na promocyjnych etykietach, ale również na forach i blogach (24 proc.). Warto jednak podkreślić, że na tle Europy, to właśnie Polacy są skłonni częściej przekraczać założony budżet na wydatki świąteczne – w 2017 r. ponad połowa ankietowanych zadeklarowała, że przekroczyła pierwotny budżet o ponad 200 zł.

Elektromobilność? Tak, ale najpierw rozwój inteligentnych sieci energetycznych

Ministerstwo Energii zakłada, że do 2025 r. w Polsce zostanie zarejestrowany milion pojazdów elektrycznych, które będą generować zapotrzebowanie na energię elektryczną w wysokości ok. 2,3-4,3 TWh rocznie. Ambitne cele rozwoju elektromobilności wymagają zagwarantowania zwiększonych dostaw prądu. By uniknąć destabilizacji sieci, niezbędne są inwestycje w rozwój inteligentnych sieci energetycznych (ISE) i opomiarowanie.

Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający w firmie Enefit Polska
Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający w firmie Enefit Polska

Infrastruktura wymaga zmian

W kolejnych latach pokrycie zużycia energii przez rozwijający się segment pojazdów elektrycznych, a także zaspokojenie zapotrzebowania na moc w szczytach energetycznych będą stanowić wyzwanie dla producentów energii, operatora sieci przesyłowej i operatorów systemów dystrybucyjnych. Na obecnym etapie prac trudno jednoznacznie określić, jak bardzo rozwój elektromobilności wpłynie na sieć przesyłową. Można natomiast być pewnym, że zmiana ta, poważnie obciąży lokalne sieci – moc ładowarek do samochodów elektrycznych wynosi zazwyczaj od kilku do 50 kW w przypadku stacji szybkiego ładowania prądem stałym, choć powstają już też mocniejsze: 150kW a nawet 350kW[1]. Dlatego tak ważna jest modernizacja infrastruktury na obszarach, gdzie planowana jest instalacja nowych stacji ładowania. Warto by odpowiednie wymagania techniczne były zawczasu uwzględniane także tam, gdzie obecnie stacje ładowania nie są jeszcze instalowane – szczególnie dotyczy to budynków użyteczności publicznej oraz biurowców. W zrównoważeniu zwiększonego popytu na energię pomocne będzie także zachęcanie posiadaczy pojazdów elektrycznych do ładowania ich w godzinach nocnych, kiedy zapotrzebowanie na prąd spada nawet o 30% (PSE).

W kierunku inteligentnych sieci energetycznych

Wdrożenie ISE pozwoli m.in. zapewnić jakość i niezawodność zasilania niemożliwą do osiągnięcia w systemach tradycyjnych, umożliwi pełną integrację konwencjonalnych i rozproszonych zasobów energetycznych, dostarczy odbiorcom informacji umożliwiających pełniejszy udział w rynku energii oraz zabezpieczy interesy małych odbiorców i wytwórców poprzez aktywny udział w optymalizacji warunków pracy sieci. Dodatkowo, instalacja inteligentnych liczników zużycia energii oraz wprowadzenie dynamicznych taryf na energię elektryczną zachęci odbiorców indywidualnych i biznesowych do produkcji własnej energii oraz zużywania jej, gdy cena jest najniższa.

Jednym z potencjalnych rozwiązań, których wprowadzenie w Polsce przyczyniłoby się do zmniejszenia nadmiernego obciążenia sieci przesyłowej, jest zwiększenie możliwości lokalnego produkowania i zużywania energii. Taką możliwość wdrożył w Estonii Enefit Green – spółka zależna Eesti Energia działająca w obszarze energetyki odnawialnej. W 2018 r. Enefit Green wybudował elektrownie słoneczne o łącznej mocy 7 MW, z których wyprodukowana energia jest w stanie zasilić ponad 2000 gospodarstw domowych przez cały rok. Przykładem komercyjnego rozwiązania jest budowa elektrowni słonecznej na największej farmie mleczarskiej w Estonii. Eesti Energia sfinansowała budowę elektrowni, jest jej właścicielem i odpowiada za konserwację instalacji. Natomiast wyprodukowaną energię odkupuje od spółki przedsiębiorstwo mleczarskie. Na dachu farmy, Enefit Green zainstalował łącznie 644 panele słoneczne o mocy 174 kW i powierzchni ponad 1000 m2.

Jeszcze więcej innowacyjnych rozwiązań

W rozwoju ISE coraz szersze zastosowanie zyskuje sztuczna inteligencja (AI). Wdrożenie metod AI umożliwi przewidywanie zapotrzebowania na energię czy kontrolę i zarządzanie produkcją. System kontroli ładowania i rozładowania urządzeń i samochodów elektrycznych w biurach i gospodarstwach domowych, zarządzany przez AI oznacza w praktyce możliwość ładowania urządzeń na zmianę, w kolejności priorytetów, bądź gdy zużycie energii jest niewielkie. Szczególnie interesujące wydaje się włączenie do sieci samochodów elektrycznych i traktowanie ich jako mobilnych magazynów energii.

Jedną z technologii testowanych przez branżę energetyczną w USA oraz Europie jest blockchain. Uznawana przez analityków za jedną z sześciu najintensywniej rozwijanych technologii na świecie w 2018 roku, pozwala między innymi zawierać transakcje sprzedaży energii w kilka sekund. Dzięki eliminacji centralnego pośrednika, zostaje obniżony koszt zakupu energii, a prosumenci zyskują możliwość bezpośredniej sprzedaży energii sąsiadom. Technologia blockchain zyskuje zastosowanie także w handlu między jednostkami OZE a klientami przemysłowymi. Rozwiązanie gwarantuje dostawę energii elektrycznej z konkretnego źródła produkcji do określonego odbiorcy za wykorzystaniem publicznej sieci.

[1] Dane Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych

Autorem komentarza jest Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający w firmie Enefit należącej do estońskiej grupy Eesti Energia – największego wytwórcy energii elektrycznej w krajach bałtyckich. Strategiczny cel grupy zakłada zwiększenia portfela wytwórczego do 40% energii elektrycznej z odnawialnych i alternatywnych źródeł do 2021 roku.

Robisz świąteczne zakupy w sieci? Uważaj na fałszywe e-sklepy

Rozpoczął się sezon na świąteczne zakupy, co oznacza jeszcze większą liczbę transakcji online. Tam, gdzie pojawiają się pieniądze, działają też niestety cyberprzestępcy, którzy zechcą wykorzystać brak ostrożności osób robiących zakupy w e-sklepach.

W poszukiwaniu korzystnych ofert można natknąć się na sklep, który proponuje podejrzanie niskie ceny, znacznie odbiegające od proponowanych u konkurencji. Można natrafić również na taki, który żąda bezzasadnie wysokich opłat za dostawę pobraniową, ale za to oferuje darmową wysyłkę w przypadku opłacenia zamówienia z góry. Wszystkie opisane praktyki powinny być dostatecznie jasnymi sygnałami ostrzegawczymi, że taki sklep należy omijać.  – Możemy w najbliższym czasie spodziewać się wysypu fałszywych stron zakupowych, prób wyłudzeń danych i oszustw e-mailowych – mówi Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet w Polsce.

Specjaliści Fortinet radzą, jak zweryfikować, czy sklep online nie został stworzony przez cyberprzestępców.

  • Nie zaleca się otwierania podejrzanych e-maili z ofertami. Jeżeli jednak taka wiadomość została już otwarta, to przed kliknięciem w link kierujący do promocji warto najechać na niego kursorem myszy. Ten prosty zabieg powinien ujawnić kryjący się za nim adres URL. Podejrzenia powinna wzbudzać nietypowa, długa nazwa zawierająca cyfry czy myślniki. Warto przyjrzeć się również, czy w adresie łudząco przypominającym link do popularnych sklepów nie zastąpiono liter cyframi, jak np. amaz0n.com czy aIIegro.pl, gdzie zamiast małej litery „L” pojawia się wyglądająca niemal tak samo duża litera „I”.
  • Warto wpisać adres sklepu do wyszukiwarki internetowej, aby sprawdzić, czy inni klienci wystawiali opinie lub ostrzegali przed nieuczciwymi praktykami.
  • Po wejściu na stronę podejrzanego sprzedawcy (nigdy przez link, najlepiej wpisać adres „z palca”), warto uważnie się jej przyjrzeć i odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Czy witryna wygląda profesjonalnie? Czy podstrony ładują się odpowiednio szybko? Czy pojawia się sporo okienek z podejrzanymi reklamami? Jeśli tak, należy zachować szczególną ostrożność.
  • Jeśli w opisach ofert roi się od literówek, błędów gramatycznych oraz brakuje szczegółów technicznych (zwłaszcza w przypadku elektroniki), można mieć poważne wątpliwości co do uczciwości sprzedającego.
  • Jaki system płatności proponuje sprzedawca? Należy unikać sklepów, które wymagają bezpośrednich przelewów z banku lub form płatności niemożliwych do wykrycia oraz upewnić się, że sprzedający akceptuje najpopularniejsze karty kredytowe. Warto również dowiedzieć się w swoim banku, w jaki sposób zabezpiecza płatności online za pomocą kart.
Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet
Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet

Zakupy w internecie stają się coraz łatwiejsze, ale musimy pamiętać, że udogodnienia łączą się z potencjalnym ryzykiem. Cyberprzestępcy z powodzeniem stosują socjotechniki, dzięki którym są w stanie wyłudzić dane osobowe i pieniądze – podsumowuje Robert Dąbrowski z Fortinet. – Warto poświęcić czas na edukowanie siebie i swoich najbliższych, a podczas zakupów zachować „chłodną głowę”.

Tegoroczna świąteczna gorączka napędzi rekordowe zyski w handlu

Tegoroczne Boże Narodzenie zapowiada się rekordowo – przeciętna polska rodzina wyda przed Świętami średnio o 6% więcej niż przed rokiem. Z perspektywy producentów i sprzedawców to niepowtarzalna okazja, aby słupki sprzedażowe poszybowały w górę. Pozostaje kluczowe pytanie, gdzie i na co klienci wydadzą te pieniądze?

Według prognoz, przeciętna wysokość rodzinnego budżetu przeznaczonego na świąteczne wydatki w tym roku wyniesie 1168 zł,  w porównaniu do 1104 zł w 2017 r. (dane za Deloitte[1]) Oznacza to wzrost obrotów w handlu offline o 5%. Tu Polska jest zielonym punktem na mapie: to najwyższy skok wśród 10 przebadanych krajów europejskich o podobnym schemacie konsumpcji.

  • Patryk Górczyński, ASM Sales Forc
    Patryk Górczyński, dyrektor zarządzający ASM Sales Force

    Przyglądamy się uważnie zachowaniom konsumentów i ich decyzjom zakupowym w okresie przedświątecznym. Pomimo tego, że coraz chętniej szukamy prezentów korzystając z mediów społecznościowych, for internetowych oraz wyszukiwarek, to nadal jednak najczęściej kupujemy offline. To właśnie w stacjonarnych sklepach zostawiamy większość zakładanego, świątecznego budżetu – komentuje Patryk Górczyński, dyrektor zarządzający ASM Sales Force, spółki zależnej ASM Group, czołowego polskiego holdingu, specjalizującego się w świadczeniu kompleksowych usług outsourcingu i wsparcia sprzedaży.

Atmosfera zbliżających się świąt, wzmacniana intensywną komunikacją marketingową oraz umiejętnie przygotowaną strategią sprzedażową tworzą razem warunki sprzyjające wydawaniu pieniędzy, ponad zaplanowany budżet. W takich wypadkach Polacy nie ograniczają się jedynie do świątecznych prezentów. Według badań Deloitte, w ponad budżetowych wydatkach królują artykuły spożywcze oraz wycieczki zagraniczne. Zdaniem Patryka Górczyńskiego, w przypadku np. artykułów FMCG, to dopracowane szczegóły sprawiają, że konsumenci decydują się na nieplanowane wcześniej zakupy akurat w tym a nie innym sklepie. Bogata i szeroka oferta produktów? To konieczny, ale niewystarczający warunek. Prawdziwy sekret tkwi w wykorzystaniu potencjału narzędzi merchandisingu tak, aby ekspozycja przykuła uwagę klienta,  obudziła w nim potrzebę posiadania, a następnie przekonała do zakupu. Jednym ze sprawdzonych sposobów jest ustawienie obok siebie produktów pochodzących z różnych kategorii, których łączy jednak wspólny cel jak np. zdalnie sterowany samochód i komplet niezbędnych do jego uruchomienia baterii, czy stand z foremkami do ciastek w świątecznych kształtach przy półce z przyprawami czy książkami kucharskimi.

  • Cross-merchandising bazuje na intuicyjnym powiązaniu uzupełniających się produktów oraz warstwie emocjonalnej klienta. W czasie świąt mało kto z nią dyskutuje. Na emocje konsumentów ma także wpływ odpowiednia muzyka oraz świąteczny zapach unoszący się w sklepie. Z kolei racjonalnie podejmowane decyzje zakupowe opierają się przede wszystkim na cenie. To atrakcyjne promocje rokrocznie królują wśród czynników znacząco wpływających na zwiększenie wydatków przez konsumentów – mówi Patryk Górczyński, dyrektor zarządzający ASM Sales Force Agency.

Za najskuteczniejszą formę promocji w Polsce uważa się zatem obniżkę ceny produktu czy usługi. Wg badań, wciąż niemal 70 proc. konsumentów nad Wisłą korzysta z tej formy promocji. Popularność zdobywają też inne metody zachęcenia Polaków do szerszego otwarcia portfeli: to m.in. konkursy tematyczne, zaproszenia na imprezy oraz wydarzenia sponsorowane a także zwrot pieniędzy w razie braku efektów (dane za badaniem „Monitor promocji” ARC Rynek i Opinia).

Tajną bronią producentów, a jednocześnie jedną z największych przewag handlu offline nad online są też ludzie czyli kompetentni sprzedawcy, udzielający profesjonalnej porady. Oprócz dodatkowych pracowników, ułatwiających decyzje zakupowe zagubionym w świątecznym szale klientom, warto także pomyśleć o oddzielnej strefie pakowania prezentów. Taka usługa pomoże zaoszczędzić cenny w czasie świąt czas i stanie się wartościową przewagą konkurencyjną. W tym roku kwitnący, przedświąteczny handel potrzebuje wsparcia wielotysięcznej, dodatkowej armii pracowników. Analitycy ASM Group szacują, że zapotrzebowanie na pracowników tymczasowych w grudniu wzrośnie średnio aż o 30 % (w sklepach małoformatowych ok. 10-20 %, w sklepach wielkoformatowych ok. 50%) w stosunku do grudnia 2017 r.

Warto pamiętać o tym, że wszystkie powyższe techniki, triki i strategie nie odniosą sukcesu bez przestrzegania złotych zasad sprzedaży: zapewnienia ekspozycji produktów przy kasach lub na skrzyżowaniach przejść, ułożeniu ich na środku półki umieszczonej na wysokości oczu klienta, czyli ok. 160 cm oraz zapewnieniu dużej, ale nie nadmiernej ilości rozłożonego towaru przy dobrej widoczności ceny.

[1] Deloitte. Raport: Zakupy Świąteczne 2018 https://www2.deloitte.com/content/dam/Deloitte/pl/Documents/Reports/pl-raport-zakupy-swiateczne-2018.pdf?nc=1

Tydzień będzie pełen emocji

Amerykański rynek pracy w listopadzie rozczarował. I to rozczarował podwójnie: dynamiką wynagrodzeń i liczbą nowych etatów. Wręcz idealnie wpisuje się to w gołębi zwrot w komunikacji Rezerwy Federalnej i dyskusję o odwróceniu krzywej rentowności.

Dolar jest słaby i nie należy liczyć na szybkie odwrócenie tej tendencji. EUR/USD na razie zbliżył się do 1,1450, ale kontynuuje mozolną wspinaczkę do 1,15. O trwałe wyjście ponad ten poziom może już jednak być trudniej. Mocne są waluty defensywne, USD/JPY na fali wyprzedaży na rynku akcji i spadku rentowności i długu USA 10Y cofnął się do 112,50. Takie środowisko to woda na młyn wzrostowej korekty w notowaniach metali szlachetnych: uncja złota dziś kosztowała 1250 USD, czyli najwięcej od lipca. W odbiciu notowań kruszcu upatrujemy tendencji, która ma szansę rozwinąć się w dłuższy i trwalszy trend. EUR/PLN mozolnie dryfuje w kierunku 4,30. Nie widzimy perspektyw na wyraźne umocnienie w obecnym, niesprzyjającym otoczeniu zewnętrznym. W przestrzeni G-10 widzimy pole do umocnienia walut naftowych, czyli CAD i NOK. Zwłaszcza korona norweska, wsparta dzisiejszymi, wysokimi odczytami inflacyjnymi powinna sobie dobrze radzić.

Tydzień będzie pełen emocji: zdominuje go analiza zamierzeń Fed, posiedzenie ECB, głosowanie nad brexitem w brytyjskim parlamencie i krystalizowanie się tendencji na rynku ropy po cięciu wydobycia przez OPEC.

Rynek skupia teraz większą uwagę na danych z USA po tym, jak Fed wyłączył autopilota i przyszłe decyzje będzie opierał o napływające wskazania z gospodarki. Rozczarowanie raportem z rynku pracy było pierwszym ciosem dla USD i każdy kolejny może przybliżyć do nokautu, szczególnie że rynek jest mocno obkupiony dolarem, kiedy w ostatnich tygodniach wykorzystywał go jako kierunek ucieczki od ryzyka. CPI (śr) pokaże słabość przez spadki cen paliw, ale inflacja bazowa powinna wypaść dobrze. Jeśli nie, reakcja rynku będzie silna. Sprzedaż detaliczna (pt) będzie musiała się zmierzyć z odreagowaniem silnych danych za październik (0,8 proc.), więc diabeł będzie tkwił w szczegółach i wyniku tzw. sprzedaży bazowej, gdzie spodziewany jest solidny odczyt (0,4 proc.).

W strefie euro na pierwszym planie będzie decyzja EBC (czw). W ostatnich wypowiedziach prezes Draghi podkreślał wpływ czynników przejściowych na pogorszenie w danych i komunikat raczej pozostanie w tym tonie. Od strony polityki bank powinien ogłosić koniec skupu aktywów od początku przyszłego roku, będąc do tego zmuszonym przez obwarowania dotyczące zaangażowania w obligacje danego emitenta. Złagodzenia wydźwięku EBC będzie szukał w decyzji o reinwestycji środków z zapadających obligacji, np. poprzez zasygnalizowanie kontynuacji reinwestycji długo po terminie pierwszej podwyżki stóp procentowych. Forward guidance w kwestii stóp procentowych powinien pozostać bez zmian (podwyżka nie wcześniej niż „po lecie” przyszłego roku). EBC nie ma interesu w wybrzmieniu jastrzębio, zatem i dla EUR nie ma pola do umocnienia. Dodatkowym czynnikiem ryzyka są wstępne szacunki PMI (pt), gdzie spodziewane są spadki indeksów.

W Wielkiej Brytanii mamy bogaty kalendarz z PKB, bilansem handlowym, produkcją przemysłową (pon) i raportem z rynku pracy (wt). PKB za październik ma pokazać skromny wzrost o 0,1 proc. – ostatni miesiąc, zanim mocniej mogą być odczuwalne negatywne wibracje z rynków zewnętrznych. Uwagę przyciągnie też dynamika wynagrodzeń z większą wrażliwością na rozczarowanie. Kluczowe wydarzenia będą jednak działy się w brytyjskim parlamencie, gdzie na wtorek zaplanowane jest głosowanie nad projektem umowy brexitu. Ostatni kalkulacje wskazują na porażkę rządu May, w rezultacie głosowanie może zostać odroczone, a niepewność o termin i kształt brexitu będzie się przeciągać. Kierunek dla funta pozostają zagadką.

Norges Bank powinien utrzymać stopę procentową bez zmian (czw). Niższe ceny ropy, sygnały osłabienia wśród głównych partnerów handlowych i oznaki spowolnienia w kraju argumentują za ostrożnym podejściem. Mimo to NB jest na drodze normalizacji polityki, więc projekcja ścieżki stopy procentowej prawdopodobnie dalej powinna wskazywać prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki w I kw. Obniżenie ścieżki byłoby ciosem dla NOK. Czwartek przynosi też decyzję Szwajcarskiego Banku Narodowego, ale nie spodziewamy się niczego interesującego (stopy bez zmian).

W Australii w centrum uwagi będą indeksy nastrojów w biznesie (wt) i wśród konsumentów (śr). Po fatalnych danych o PKB za II kw., potwierdzenie kontynuacji pogorszenia sytuacji firm i gospodarstw domowych będzie podsycać oczekiwania na złagodzenie stanowiska RBA i przy ciągnięciu tematu wojen handlowych będzie dodatkowym balastem dla AUD. Dane z kanadyjskiego rynku budowlanego (pon) będą drugorzędne, podczas gdy rynek CAD będzie starał się przetrawić gołębi zwrot BoC, silne dane z rynku pracy i perspektywy rynku ropy po decyzji OPEC o redukcji wydobycia. Ostatnio silne spadki cen ropy mogły spotęgować presję wyprzedaży CAD, co przełożyło się na zbyt pesymistycznej wyceny perspektyw polityki BoC. Spodziewamy się, że loonie stać na odreagowanie ostatniej słabości.

Sporządził: Bartosz Sawicki
Kierownik Dep. Analiz
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Najbliższe dni nie będą sprzyjać wzrostom ani kursu euro ani złotego

Ostatnie dni na rynku walutowym przyniosły konsolidację EUR/USD w przedziale pomiędzy 1,131-1,144 co pozwoliło EUR/PLN utrzymywać rejony około 4,273-4,29 pomimo gwałtownie zmieniających się nastrojów graczy rynkowych. Technicznie oznacza to, że złoty nadal pozostaje w ramach długoterminowej konsolidacji. Oczekujemy, że najbliższe tygodnie przyniosą wybicie EURPLN w górę w kierunku 4,33 na koniec roku, za czym stać będą przed wszystkim czynniki globalne.

W piątek w centrum uwagi rynków pozostawały rządowe dane z amerykańskiego rynku pracy. Przyrost w listopadzie 155 tys. nowych miejsc pracy w sektorach poza rolnictwem choć pozostaje solidny, to jednak wykazuje spowolnienie wobec październikowego odczytu (podobnie jak publikowany wcześniej ADP). Dane powinny wystarczyć, aby przekonać Fed do podniesienia stóp procentowych jeszcze w tym miesiącu (19 XII). Rynek staje się jednak coraz bardziej ostrożny w kwestii tempa normalizacji amerykańskiej polityki monetarnej w 2019 roku. W ostatniej projekcji Fed sygnalizował, że w przyszłym roku planuje trzy podwyżki. Rynek widzi szanse na co najwyżej ćwiartkę i zaczyna wskazywać na możliwe zakończenie bądź wstrzymanie cyklu podwyżek stóp procentowych w USA. Jeśli Fed rzeczywiście zszedłby z obranej dwa lata temu ścieżki, pokazując to w grudniowej projekcji, wówczas dolar mógłby znaleźć się pod presją, przynajmniej z monetarnego punktu widzenia. Fundamentalnie nadal nie pozostanie raczej zagrożony ze strony wspólnej waluty, której dodatkowo ciążyć może oczekiwany, przedłużający się konflikt handlowy pomiędzy USA a Chinami.

Zaraz po G20 inwestorów ogarnął optymizm. Rozmowy D.Trumpa z Xi Jinpingiem rozbudziły nadzieje na szybkie zamknięcie tematu. Dobre myśli szybko jednak uleciały, a na rynki powróciła kwesta możliwego wręcz nasilenia konfliktu po tym jak na wniosek USA, w Kanadzie aresztowana została dyrektor finansowa Huawei (wg doniesień oskarżona o łamanie sankcji nałożonych przez USA na Iran). W ocenie inwestorów może to być element „twardej gry” USA, wskazujący, że do końca konfliktu jest jeszcze daleko.

Ponadto, pomimo lekko odbiegających od prognoz danych amerykańskich wydaje się bowiem, że Fed dalej może pozostawać jastrzębi, kontrastując z polityką EBC, który zaczyna „szukać” sposobów załagodzenia skutków planowanego na koniec 2018 roku zakończenia QE. Nieoficjalnie mówi się o uczynieniu TLTRO stałym instrumentem ze zmienną stopą procentową, czy podniesieniu jedynie ujemnej obecnie stawki depozytowej, co de facto oznaczałoby utrzymywanie nadał łagodnej polityki monetarnej w strefie euro.

W najbliższych dniach w centrum uwagi znajdzie się posiedzenie EBC (poza zapowiedzią zakończenia QE pozostanie zapewne gołębie) oraz głosownie umowy brexitowej w parlamencie UK (pierwsze głosowanie raczej nie będzie po myśli premier T.May). W poniedziałek poznamy indeks Sentix dot. EZ, a oczekiwane pogorszenie nastrojów może ciążyć dzisiaj wspólnej walucie. Najbliższe dni nie powinny więc sprzyjać wzrostom notowań ani euro ani złotego.

Wykres dnia: Bieżące dane makro wystarczają, aby przekonać Fed do podniesienia stóp procentowych w grudniu. Rynek staje się jednak coraz bardziej ostrożny w kwestii tempa normalizacji amerykańskiej polityki monetarnej w 2019 roku.

amerykańskiej polityki monetarnej w 2019 roku
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Czy fundusze wierzytelności to dobra alternatywa? Beata Kielan, prezes GoTFI

Zarządzanie wierzytelnościami to rynek trudny, ale cieszy się coraz większym zainteresowaniem inwestorów. Ostatnie wydarzenia rynkowe, nieco zniechęciły inwestorów, ale czy słusznie? Nadal jest to ciekawy wehikuł inwestycyjny do dywersyfikacji portfela i uzyskiwania dochodu pasywnego. Oczywiście, żeby się to udało, trzeba spełnić kilka warunków. Jak inwestować w wierzytelności? Dlaczego warto zainteresować się funduszami zamkniętymi? Dowiedz się, w jaki sposób zarządza się funduszami wierzytelności.

Gdy koniunktura jest dobra, osoby, które spłacają długi mają lepsze możliwości płatnicze. Z drugiej strony więcej osób decyduje się zaciągnąć dodatkowe zobowiązania.

Trzeba pamiętać, że obrót wierzytelnościami to nie tylko długi niespłacane – to również rynek „żywych”, nieprzeterminowanych wierzytelności z tytułu pożyczek osób fizycznych, małych i średnich firm, leasingu, factoringu. Ciekawym rynkiem stają się wierzytelności zabezpieczone nieruchomościami. – tłumaczy Beata Kielan, prezes GO TFI, specjalizującego się w tego typu narzędziach finansowych.

To wszystko jest dobrym prognostykiem dla rynku inwestycji związanych z wierzytelnościami. Czy to dobry sposób na inwestycje? Jak się na tym rynku zarabia? Zacznijmy od długów, które nie są spłacane. Na początku łańcucha są banki lub inne instytucje, które chcąc pozbyć się części wierzytelności pochodzących od swoich klientów, sprzedają je ze sporym dyskontem. Wtedy firma, która je kupuje, zarabia na odzyskaniu tego długu. Negocjuje bowiem z dłużnikiem nowe warunki spłaty, realizuje zabezpieczenia albo po prostu przeprowadza windykację sądową. Zwykle jest w tym przypadku bardziej efektywna niż pierwotny wierzyciel. Jeśli wierzytelność została kupiona za kilka procent nominalnej wartości, wystarczy odzyskać część długu, by już inwestycja się zwróciła.


– W przypadku „żywych” wierzytelności pierwotny wierzyciel dzieli się swoim zyskiem z nabywcą pakietów. Taka inwestycja jest mniej ryzykowna niż inwestycja w obligacje pierwotnego wierzyciela, gdyż inwestuje się w wiele wierzytelności o wystandaryzowanym ryzyku kredytowym. Tak więc jest to metoda na zmniejszenie specyficznego ryzyka kredytowego, a pakiet wierzytelności staje się instrumentem finansowym
– dodaje Beata Kielan z GO TFI.

I to właśnie takie pakiety wierzytelności nabywa fundusz sekurytyzacyjny. Jest on stworzony w formie FIZ (funduszu inwestycyjnego zamkniętego). W przeciwieństwie do funduszy otwartych, które oferują jednostki uczestnictwa, fundusz zamknięty emituje certyfikaty inwestycyjne. Poza tym nie zawsze jest możliwość inwestowania w taki produkt przez każdego. Fundusz sekurytyzacyjny, zgodnie z ustawą o funduszach inwestycyjnych może zawrzeć umowę gwarancji osiągnięcia konkretnego zysku z inwestycji (wypłaty określonych kwot).

Certyfikaty inwestycyjne, o których wspominaliśmy wcześniej, odwzorowują posiadane przez fundusz inwestycyjny wierzytelności. Gdy pakiet wierzytelności zostanie kupiony, serwicer, czyli firma, która obsługuje wierzytelności na rzecz funduszu, odzyskuje długi albo po prostu administruje nieprzeterminowanymi wierzytelnościami. Jej zadaniem jest między innymi, przypominanie o płatnościach, negocjowanie rat, realizacja zabezpieczeń.

Obecnie w Polsce działa 139 rozwiązań inwestycyjnych tego typu. Możliwe są dwie formy prawne tego typu podmiotów: tzw. standaryzowane fundusze sekurytyzacyjne, oraz niewystandaryzowane. W przypadku funduszu wystandaryzowanego przynajmniej 75% aktywów muszą stanowić wierzytelności z jednej puli, stąd nie cieszą popularnością i brak jest na rynku takiego rozwiązania.

Na koniec września 2018 aktywa funduszy sekurytyzacyjnych przekroczyły poziom 4,6 mld zł netto.

Aktywa netto segmentów (w mln zł) i udział w rynku

Rodzaj funduszu Aktywa (IX 2018 r. ) Udziały w rynku (IX 2018 r)
Absolutnej stopy zwrotu 10 739 3,9%
Akcji 29 059 10,6%
Aktywów Niepublicznych 94 747 34,4%
Dłużne 46 556 16,9%
Gotówkowe i pieniężne 54 921 20,0%
Mieszane 31 448 11,4%
Nieruchomości 2 322 0,8%
Rynku surowców     834 0,3%
Sekurytyzacyjne 4 651 1,7%
razem 275 277 100%

Źródło: Analizy Online na podstawie raportów TFI

Jak powinno się inwestować w fundusze wierzytelności?

W przypadku inwestowania w fundusz wierzytelności powinno się zwrócić uwagę na:

  1. Rodzaj wierzytelności – czy są przeterminowane, czy nieprzeterminowane, kim są dłużnicy, a także źródło pochodzenia takich długów
  2. Czy i jakie zabezpieczenia spłaty wierzytelności zostały ustanowione ;
  3. Jeśli fundusz zawarł umowę gwarancji stopy zwrotu – to istotna jest tutaj ocena ryzyka kredytowego oraz niezależności podmiotu gwarantującego. Ostatnie wydarzenia rynkowe potwierdziły, że gwarantem nie może być podmiot zarządzający, w tym serwicer, a do tej pory była to przeważająca forma gwarancji. W każdym przypadku takiej „gwarancji” wystąpiły trudności ze spłatą, a w ostateczności upadłość podmiotu gwarantującego lub w inny sposób uniknięto realizacji zobowiązań na rzecz uczestników, a fundusze straciły. Jeśli podmiot gwarantujący będzie niezależny od Towarzystwa oraz serwicera, większe jest prawdopodobieństwo, że dokona prawidłowej oceny kredytowej struktury inwestycyjnej oraz jej metodologii wyceny i odzysku.
  4. Stosowane przez fundusz metody administrowania długami,
  5. Stosowane zasady wyceny – przy czym, liczy się zarówno sposób wyznaczania przepływów jak i stopy dyskontowej – tak, żeby odzwierciedlała faktyczne ryzyko rynkowe stopy procentowej oraz marżę za ryzyko kredytowe.

To ile zarobi fundusz zależy oczywiście od wielu czynników. Jednym z najważniejszych jest umiejętność fachowej, a także trafnej weryfikacji pakietu wierzytelności, czyli przede wszystkim wyceny inwestycyjnej takiego portfela, szybka reakcja na wydarzenia rynkowe.

Nie mniej ważne jest doświadczenie towarzystwa w zarządzaniu takimi wierzytelnościami, doświadczenie we współpracy z serwiserami, oraz w wycenie pakietów a także serwiserów, czyli firmy, która specjalizuje się w zarządzaniu wierzytelnościami – mówi Beata Kielan z GO TFI.

Jak może zarabiać na wierzytelnościach klient?

Popularność inwestycji w alternatywne inwestycje powoduje, że Towarzystwa Funduszy muszą aktywnie pozyskiwać nowych klientów. Wyszukują więc inwestycje o wysokich oczekiwanych stopach zwrotu, co w scenariuszu bazowym, daje wyższą oczekiwaną stopę zwrotu, oraz maksymalną płynność – niż oprocentowanie lokat bankowych czy obligacji skarbowych. Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych oferują też okresową wypłatę dochodu z funduszy sekurytyzacyjnych w trakcie trwania inwestycji, w celu zwiększenia płynności.  Ważne by TFI miało zespół ekspertów, który ma profesjonalne podejście do zarządzania. Zapewnia to efektywność i stabilność biznesu. Na takiej współpracy korzystają obie strony.

Czy teraz jest dobry moment na inwestycje:

– W 2010 roku nabywaliśmy pakiety wierzytelności z IRR od 40 – 100%. Byliśmy pierwsi. Potem rynek stał się bardziej dojrzały, a ceny stopniowo rosły – obniżając oczekiwaną rentowność, aż doszło do przegrzania rynku. Rynek został dotknięty wieloma problemami rozwijającego się rynku, nie mniej jednak aktualnie ceny spadły, pojawiło się wiele alternatyw. Moim zdaniem nadal brakuje standaryzacji przyjętych do wycen funduszy modeli (nie do wycen inwestycyjnych) – co nie zapewnia porównywalności oceny.  – przekonuje Beata Kielan

Co musisz wiedzieć o inwestowaniu w fundusze wierzytelności? RAMKA

  1. Pamiętaj, że inwestując w fundusz wierzytelności (sekurytyzacyjny) nabywasz certyfikaty inwestycyjne. Za twoje pieniądze, fundusz kupuje wierzytelności, którymi potem zarządza. Zysk pojawia się w momencie skutecznego odzyskiwania wierzytelności. Rośnie wtedy wartość aktywów funduszu i coraz więcej wart jest certyfikat inwestycyjny.
  2. Inwestycja taka, w zależności, od ceny po jakiej jest nabywana może dać przewidywalny zysk.
  3. Zyski nie są zależne od koniunktury giełdowej – nie mają zmienności rynkowej
  4. Stopa zwrotu zależy od umiejętności zarządzających i ich doświadczenia a nie od przypadku (z czym możemy mieć często do czynienia w przypadku lokowaniu pieniędzy w akcje).
  5. Ze względu na nieskorelowany z rynkiem zysk, w miarę przewidywalny, może być dobrym uzupełnieniem portfela inwestycyjnego
  6. Pojedyncze certyfikaty inwestycyjne mają zwykle dużą wyższą cenę niż jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych, a także minimalny zapis to 40 tys. euro, znaczy to, że musisz dysponować większym kapitałem niż w przypadku FIO, żeby taką inwestycję rozpocząć.

Trzeba też pamiętać, że to nie są fundusze o nieograniczonej płynności, co też powoduje, że w zasadzie powinno się w taki fundusz inwestować środki, które raczej nie będą potrzebne na pralkę – ale np.; na edukację dzieci.

W skrócie:

Wierzytelność to najprościej mówiąc zobowiązanie, dług, świadczenie, które nie zostały zrealizowane. Może ono być odkupione np. przez fundusz wierzytelności za ułamek wartości, który chce zarobić na odzyskaniu tego długu

Fundusz sekurytyzacyjny to fundusz, który inwestuje w wierzytelności. W przeciwieństwie do funduszy otwartych, wydaje certyfikaty, a nie jednostki funduszy inwestycyjnych.

CFO odegrają kluczową rolę w transformacji cyfrowej przedsiębiorstw

Ponad trzy czwarte (76%) dyrektorów finansowych dużych, globalnych firm zauważa, że ich rola i zakres zadań ulegają w ostatnich latach dużym przeobrażeniom. Coraz częściej, oprócz podstawowych umiejętności w obszarze finansów, sprawowanie funkcji CFO wymaga zaawansowanych kompetencji w obszarze cyfryzacji, statystyki, a także umiejętności współpracy.

Badanie przeprowadzone przez Accenture wśród dyrektorów finansowych dużych, międzynarodowych firm dowodzi, że osoby sprawujące tę funkcję odgrywają kluczową rolę we wdrażaniu przełomowych rozwiązań cyfrowych w całej organizacji. Współcześni CFO nadzorują nie tylko finanse, ale także uczestniczą aktywnie w realizacji inwestycji w obszarze digital w całym przedsiębiorstwie.

Z raportu Accenture „The CFO Reimagined: From Driving Value to Building the Digital Enterprise” wynika, że ponad 8 na 10 CFO (81%) deklaruje, że do ich głównych obowiązków należy wskazywanie obszarów dostarczających nowej wartości w biznesie. Trzy czwarte respondentów (77%) twierdzi, że ma realny wpływ na przeprowadzenie zakrojonej na szeroką skalę transformacji w obszarze działalności operacyjnej przedsiębiorstwa.

Rola CFO ewoluowała przez ostatnie lata od księgowego do partnera biznesowego oraz doradcy strategicznego dla całego przedsiębiorstwa, który jednocześnie pełni funkcję strażnika ekonomicznego, pilnującego, by inwestycje w obszarze digital przyniosły konkretne i wymierne rezultaty. CFO są obecnie odpowiedzialni za wdrażanie rozwiązań cyfrowych, wykorzystanie analityki predyktywnej oraz sztucznej inteligencji do bardziej trafnej interpretacji danych na potrzeby podejmowania kluczowych decyzji biznesowych, które przynoszą dodatkową wartość, podnoszą wydajność i umożliwiają realizację założonej strategii w różnych obszarach – wyjaśnia Steve Culp, starszy dyrektor zarządzający w Accenture oraz globalny dyrektor praktyki finansów i ryzyka.

CFO jako strażnik inwestycji w obszarze digital

Obecnie technologia wspiera ok. 34% operacji w obszarze finansów firmy. Przewiduje się, że do 2021 roku prawie połowa (45%) tych działań zostanie zautomatyzowana. Wraz z postępującą automatyzacją rutynowych operacji księgowych standardowa lista obowiązków CFO zaczyna coraz częściej obejmować działania związane z planowaniem strategicznym, doradztwem i analityką. Automatyzacja czynności w dziale finansowym pozwala CFO skoncentrować się na nowych, bardziej ambitnych zadaniach oraz wspólnie z innymi przedstawicielami najwyższej kadry zarządzającej podejmować odpowiednie działania w oparciu o wnioski wyciągnięte dzięki analizie danych.

Wykorzystanie danych przez CFO nie ogranicza się tylko do działu finansowego, wskutek czego dyrektorzy finansowi będą musieli zostać bardziej wtajemniczeni w przełomowe technologie, jak AI czy analityka. Tylko w ten sposób będą w stanie uczestniczyć w procesie cyfryzacji całej organizacji, tworzyć nowe modele biznesowe oraz odkrywać nowe strumienie przychodów – dodaje dr Christian Campagna, starszy dyrektor zarządzający Accenture Strategy, CFO & Enterprise Value.

Kwalifikacje CFO w przyszłości

Wraz z ewoluującą rolą CFO zmieniają się także kwalifikacje niezbędne na stanowisku dyrektora finansowego. Obecnie osoby sprawujące tę funkcję muszą posiadać szeroki zakres kompetencji, począwszy od umiejętności wizualizacji danych po elastyczne podejście do inch interpretacji. Większość CFO dostrzega, że wiedza stricte finansowa będzie coraz słabiej powiązana z wiodącym zakresem ich działań, które będą wymagały zaawansowanych umiejętności cyfrowych, operacyjnych oraz współpracy. Ponad trzy czwarte ankietowanych twierdzi, że zmiana musi być błyskawiczna i głęboka, ponieważ tradycyjne role w obszarze finansów nie będą niedługo spełniały rzeczywistych wymagań.

 Transformacja cyfrowa jest obecnie koniecznością dla większości przedsiębiorstw zarówno tych globalnych, jak i działających na lokalnych rynkach, w tym w Polsce. Ma ona bardzo duży wpływ na pracowników, którzy powinni skupić się na rozwijaniu nowych kompetencji. W szczególnej sytuacji są dyrektorzy finansowi i ich zespoły, które zaczynają odgrywać pierwszoplanowe role w ukierunkowaniu przedsiębiorstw na nowe rozwiązania. Wymaga to od nich przede wszystkim dostarczania rzetelnych danych w czasie rzeczywistym, a także znajomości nowych technologii i wpływu, jaki mogą one wywrzeć na organizacje – mówi Dominik Wójcik, dyrektor w dziale transformacji biznesowej Accenture w Polsce. – Największym wyzwaniem dla CFO będzie rekrutacja i szkolenie wykwalifikowanych pracowników w taki sposób, by zrozumieli, jak zbierać dane w celu pozyskania z nich jak największej ilości informacji – podsumowuje.

O badaniu

W badaniu uczestniczyło ponad 700 dyrektorów finansowych na całym świecie oraz ponad 200 specjalistów z branży finansowej. Wszyscy respondenci pracowali dla międzynarodowych przedsiębiorstw o wartości miliardów dolarów, działających w różnych sektorach i regionach na świecie.

Świąteczne Zakupy Polaków 2018 – wyniki badania na zlecenie PayPal

Jak wynika z corocznego badania „Świąteczne Zakupy”, przeprowadzonego na zlecenie PayPal, drugi rok z rzędu Polacy są jednym z najbardziej zestresowanych narodów.

Dlaczego przedświąteczne zakupy tak bardzo stresują Polaków? Dla 66 proc. badanych problemem są zatłoczone ulice (to o 5 p.p. więcej niż w zeszłym roku), przepełnione sklepy, a także korki na drogach. Ponad połowa (54 proc. vs 68 proc. w 2017 r.) martwi się o to, że nie znajdzie wybranego prezentu, 50 proc. boi się przekroczenia wyznaczonego budżetu (wzrost o 4 p.p. w porównaniu z ubiegłym rokiem), a 49 proc. irytują nieuprzejmi ludzie w kolejkach (55 proc. w 2017 r.). Współczesna technologia oferuje jednak skuteczne rozwiązania na przedświąteczne szaleństwo, a Polacy coraz chętniej je wykorzystują.Świąteczne Zakupy 2018

Ciepłych, rodzinnych, mobilnych świąt

Jednym ze sposobów na walkę z przedświątecznym stresem są zakupy online. W tym roku 4 na 10 badanych Polaków kompletuje listę prezentów online, a 27 proc. z nich kupuje upominki za pomocą urządzeń mobilnych (to wzrost o 10 p.p. w porównaniu do ubiegłego roku). Prawie jedna czwarta m-konsumentów twierdzi, że największą zaletą tego rodzaju zakupów jest możliwość zrobienia ich w dowolnym miejscu oraz momencie, w którym wpadną na pomysł.

Dla co piątego Polaka zakupy mobilne to także sposób na uniknięcie długich kolejek, tłumów i poszukiwania miejsca parkingowego w centrum handlowym. Z kolei 10 proc. docenia elastyczność takiego rozwiązania, ponieważ dzięki temu nie muszą odrywać się od bieżących obowiązków.

Zza oceanu pod twoją choinkę

Ponad połowa Polaków martwi się, że ich prezent będzie nietrafiony. Nic więc dziwnego, że coraz częściej wybierają oni zakupy online za granicą.

Marcin Glogowski, Dyrektor Generalny PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej
Marcin Glogowski, Dyrektor Generalny PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej

– W porównaniu z ubiegłym rokiem, liczba Polaków kupujących prezenty świąteczne za granicą wzrosła o około 20 p.p. W tym roku ponad połowa z nas (54 proc.) planuje takie zakupy, zarówno z powodu niższych kosztów, ale także dlatego, że w ten sposób łatwiej znaleźć coś wyjątkowego – zauważa Marcin Glogowski, Dyrektor Generalny PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej. – Polacy mają jednak wciąż pewne obawy związane z zakupami za granicą – martwimy się, że przesyłka do nas nie dotrze (53 proc.), że otrzymamy coś innego niż zamówiliśmy (50 proc.) lub że zwrot lub wymiana prezentu będzie skomplikowana (42 proc.). Cieszę się, że możemy tutaj pomóc, szczególnie w okresie świątecznym, oferując ochronę kupujących[1] czy usługę zwrotu kosztów odesłania przedmiotu[2].

Wyjątkowość to nowy standard
Z jednej strony Polacy martwią się, czy ich prezenty przypadną do gustu najbliższym, z drugiej natomiast cały czas wybierają podobne produkty. Podobnie jak w 2017, najczęściej dajemy bliskim książki (36 proc.), zestawy prezentowe (32 proc.) i akcesoria (28 proc.).

– Chociaż pod choinką wciąż można znaleźć skarpetki lub zestawy kosmetyczne, bardzo cieszy mnie to, że Polacy zaczynają szukać również jakościowych, unikatowych prezentów. Ja również jestem wśród tych 25 proc. osób, które wolą mniejsze e-sklepy, bo przykładają uwagę do jakości kupowanych produktów – komentuje Giela Abdelwahab, Consumer Development Manager PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej. – Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że to właśnie tam można znaleźć prezenty, które wyróżnią się spośród innych. Trzeba tylko upewnić się, że w razie problemów chroni cię dobra polityka zwrotów, a jeżeli nie, to czy wybrana metoda płatności pomoże w rozwiązaniu ewentualnych trudności.

Co ciekawe, w trakcie świąt Polacy lubią obdarowywać również siebie. 44 proc. deklaruje, że wyda na prezenty dla najbliższych przynajmniej 400 złotych, a 31 proc. podobną kwotę przeznaczy również na prezenty dla siebie. 1/3 polskich konsumentów przewiduje, że kupi więcej niż rok temu – to znacznie powyżej średniej badanych krajów (26 proc.).

O badaniu:
Na zlecenie PayPal, Kantar Millward Brown przeprowadził wywiady z reprezentatywną próbą respondentów, po ok. 1000 (w sumie 11 017) dorosłych (w wieku 18-65 lat) w 11 krajach (Belgia, Czechy, Grecja, Holandia, Izrael, Norwegia, Polska, Republika Południowej Afryki, Rosja, Szwecja, Węgry). Wywiady zostały przeprowadzone w formie ankiety online (Access Panel Guided) między 17 października a 5 listopada 2018 roku.

Koniec roku z rekordem w opóźnieniach płatności

Odsetek firm, których kontrahenci opóźniają płatności powyżej 60 dni osiągnął w IV kwartale niemal 54 proc. To rekordowy poziom ostatnich dwóch lat, wynika z badania na temat zatorów płatniczych, przeprowadzanego na zlecenie BIG InfoMonitor. Firmy handlowe oraz działające na rynkach lokalnych uważają, że na początku 2019 r. będzie jeszcze gorzej. Z kolei producenci oraz firmy posiadające ponad 50 odbiorców liczą, że sytuacja się poprawi. Jednocześnie z 67 do 90 proc. zwiększył się też przez rok udział firm, które w ogóle doświadczyły problemów z opóźnionymi płatnościami kontrahentów. Coraz częściej zaczyna się od 7, 14 dni opóźnienia.

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

Czwarty kwartał, to tradycyjnie trudniejszy okres dla firm handlujących z odroczonym terminem płatności. – Już na początku czwartego kwartału problem dotknął większej liczby firm niż miało to miejsce wcześniej, a przed przedsiębiorcami jeszcze ciężki grudzień. To niestety trudny czas jeśli chodzi o ściąganie płatności, bo wiele firm chce wykazać na zamkniecie roku możliwie najkorzystniejsze wskaźniki finansowe i wolą m.in. zatrzymać więcej gotówki w kasie niż uregulować zobowiązanie – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Koniec roku z rekordem w opóźnieniach płatności

Na przekraczające 60 dni opóźnienia płatności kontrahentów, w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, wskazuje obecnie 54 proc. firm. To o 4 proc. więcej niż w poprzednim kwartale i najwięcej w ciągu ośmiu kwartałów – wynika z badania* na temat zatorów płatniczych, przeprowadzanego na zlecenie BIG InfoMonitor. Zwiększył się też udział firm doświadczających opóźnień ponad 30 dniowych z blisko 54 do ponad 59 proc. Najczęściej o przeterminowanych należnościach o ponad 30 i ponad 60 dni informują firmy współpracujące z ponad 50 kontrahentami. Jeśli chodzi o branże to najbardziej skarży się na niesolidnych odbiorców handel.Koniec roku z rekordem w opóźnieniach płatności 2

Rozpowszechniają się opóźnienia do 7 i do 14 dni

Badanie pokazuje jednocześnie, że w tym roku w ogóle więcej firm miało do czynienia z opóźnionymi płatnościami kontrahentów. W IV kw. tego roku o takich doświadczeniach informowało blisko 90 proc. przedsiębiorstw wobec 67 proc. w analogicznym okresie zeszłego roku.Koniec roku z rekordem w opóźnieniach płatności 3

– Zdarza się zdecydowanie więcej przeterminowań o 7, 14 dni. Pytanie: Czy były to incydentalne sytuacje, czy też próby testowania reakcji dostawców? Niestety firmy-wierzyciele swoim zachowaniem zazwyczaj sprzyjają kontrahentom-dłużnikom, bo w obawie o zepsucie relacji nie upominają się o pieniądze – mówi Sławomir Grzelczak. – Przestrzegałbym jednak przed bierną postawą, bo dzisiejsze 14-dniowe opóźnienia za chwilę mogą się wydłużyć do kilku miesięcy. Jak pokazują nasze analizy, firmy, które przeciągają płatność ponad miesiąc, w 9 na 10 przypadków, nie regulują zobowiązania również po dwóch miesiącach – dodaje.Koniec roku z rekordem w opóźnieniach płatności 4

Dlatego przed każdym podpisaniem umowy należy sprawdzić opinie na temat kontrahenta w internecie, wpis w e-KRS, zajrzeć do rejestru BIG, czy aby nie pojawiły się tam jakieś informacje o długach, bo rutyna i nieuzasadnione zaufanie mogą dużo kosztować. W Rejestrze BIG InfoMonitor jest już obecnie wpisanych blisko 232 tys. firm, które nie zapłaciły swoim kontrahentom niemal 5,5 mld zł. Jeśli przedsiębiorstwo nie płaci warto jak najszybciej wysłać mu wezwanie do zapłaty, zapowiadające wpis do rejestru dłużników BIG. Im szybsza reakcja, tym większa szansa, że wezwanie zadziała. Jeśli nie zadziała, można dłużnika wpisać do rejestru BIG, a to sprawi, że będzie miał utrudniony dostęp do kredytów, usług leasingowych, faktoringowych czy ofert telekomów, a jeśli kontrahent sprawdza BIG to będzie to również kłopot z transakcjami handlowymi.

Więcej zatorów płatniczych – swoim kontrahentom nie płaci prawie co druga firma

Nie otrzymuję płatności, więc sam nie jestem w stanie zapłacić i tak problem jednej firmy przekazywany jest następnej, bo niemal połowa przedsiębiorstw oczekujących na pieniądze (47,4 proc.) nie płaci też swoim dostawcom, tym samym narażając na problemy także ich dostawców itd. W ten sposób opóźnione płatności zataczają coraz szersze kręgi. A jak wynika z deklaracji MSP, w ostatnich miesiącach tego roku, nieuregulowane płatności stają się częściej przyczyną powstawania zatorów płatniczych niż w poprzednich kwartałach, gdy problem przekazywało dalej mniej niż 40 proc. firm.Koniec roku z rekordem w opóźnieniach płatności 5

Przybyło optymistów liczących na poprawę sytuacji

Prognozy co do narastania problemu zatorów są wśród MSP w większym stopniu optymistyczne niż wcześniej. 22 proc. spodziewa się spadku liczby niespłaconych należności. Oznacza to, że obecnie 6,4 proc. więcej firm prognozuje poprawę spłaty zaległych należności względem III kwartału. 21 proc. przedsiębiorców borykających się z zatorami uważa jednak, że problem opóźnionych płatności będzie narastał.Koniec roku z rekordem w opóźnieniach płatności 6

Wśród optymistów przeważają producenci oraz firmy współpracujące z ponad 50 kontrahentami. Negatywnie patrzy w przyszłość handel a także przedsiębiorstwa działające na rynku lokalnym (nie wykraczające poza województwo).

*Badanie „Skaner MSP, wśród mikro, małych i średnich firm”. przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, październik 2018 r.

Przewodnik po rynkach afrykańskich od Banku BGŻ BNP Paribas

Bank BGŻ BNP Paribas przygotował „Przewodnik po rynkach afrykańskich” dla firm korporacyjnych i MSP. To pierwsze tak kompleksowe opracowanie przygotowane specjalnie na potrzeby polskiego biznesu. Przedsiębiorcy znajdą w nim wskazówki i praktyczne informacje z zakresu prowadzenia firmy na rynkach afrykańskich, budowania relacji z kontrahentami i pracownikami. Publikacja została przygotowana przez ekspertki z zakresu socjologii, afrykanistyki, ekonomii i politologii: dr Malwinę Bakalarską, dr Annę Masłoń – Oracz oraz dr Katarzynę Nawrot. „Przewodnik po rynkach afrykańskich” zawiera również historie przedsiębiorców, którzy odnieśli sukces na rynkach zagranicznych i dzielą się doświadczeniami i wyzwaniami z jakimi się zmierzyli.

„Przewodnik po rynkach afrykańskich” powstał w ramach Programu Handlu Zagranicznego, który Bank BGŻ BNP Paribas prowadzi wspólnie z Partnerami: KUKE, Bisnode oraz dziennikiem Rzeczpospolita. Firmy korporacyjne i z sektora MSP mogą otrzymać wsparcie w zakresie poszukiwania nowych rynków zbytu i wiarygodnych kontrahentów dzięki międzynarodowej sieci powiązań Partnerów Programu.

Jerzy Śledziewski, wiceprezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas, obszar Bankowości Korporacyjnej
Jerzy Śledziewski, wiceprezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas, obszar Bankowości Korporacyjnej

– Afryka składa się z ponad pięćdziesięciu krajów, zróżnicowanych pod względem kulturowym i politycznym. Decyzja o rozpoczęciu kontaktów handlowych powinna być poprzedzona rzetelną analizą danego rynku, aby móc w pełni wykorzystać szanse związane z perspektywami znaczącego podnoszenia się poziomu życia mieszkańców Afryki – podkreśla Jerzy Śledziewski, wiceprezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas odpowiedzialny za Obszar Bankowości Korporacyjnej i MSP.

Po pierwszej, udanej wiosennej edycji, jesienna seria spotkań z przedsiębiorcami w sposób szczególny prezentuje możliwości ekspansji zagranicznej ukierunkowanej na młode, szybko rozwijające się rynki kontynentu afrykańskiego. Polski biznes dostrzega szanse drzemiące w Afryce, co pokazują Wydarzenia Programu Handlu Zagranicznego, które zarówno w dużych jak i mniejszych miastach, cieszą się dużym zainteresowaniem. Naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorców z Polski wychodzi szeroka sieć kontaktów BNP Paribas, poprzez którą mogą oni otrzymać wsparcie 11 centrów Finansowania Handlu oraz 36 Centrów Biznesowych z których obecnie korzysta ponad 17 000 afrykańskich firm korporacyjnych i MSP.

Firmy zainteresowane otrzymaniem przewodnika, zapraszamy do kontaktu z lokalnym Centrum Bankowości Korporacyjnej bądź Centrum Biznesowym MSP Banku BGŻ BNP Paribas.