Wartość pokory w przywództwie

Wewnętrzna pokora jest niedocenioną jakością prawdziwego przywódcy.
Niesłusznie, bo tylko liderzy posiadający tę cechę potrafią stworzyć najwyższej jakości zespoły, które osiągają spektakularne sukcesy, a nawet wznoszą firmę
na wyższy poziom.

„Wewnętrzna pokora”, często jest mylona z „byciem pokornym” w potocznym znaczeniu tego słowa. Według dr Roberta Hogana pokora jest psychologicznym przeciwieństwem narcyzmu.

Wewnętrzna  pokora – co oznacza?

Dzięki wewnętrznej pokorze manager potrafi ze zrozumieniem słuchać swoich podwładnych, pozyskiwać potrzebne dane, a także przyjmować krytykę i być gotowym na zmianę planów, gdy sugerowane wcześniej  rozwiązanie nie przynosi efektów. Posiadanie tej cechy gwarantuje skuteczne przywództwo. Pozwala managerowi przyciągnąć do swojego zespołu osoby o wysokich kwalifikacjach i osiągać nadzwyczajne, zawodowe sukcesy.

Większość z nas uważa, że przywódca wykazujący pokorę nie zyska dużej popularności w dzisiejszych czasach, gdzie wielu chce osiągnąć status celebryty. Niesłusznie, bo ta cecha pomaga właściwe wyczuć swoje mocne i słabe strony, a także widzi jakie cechy dominują w jego zespole. Prawdziwy lider jest skromny, rozważny i refleksyjny a wszystkie sukcesy zawodowe przypisuje pracy zespołowej. – tłumaczy Magdalena Giryn, Country Manager, Assessment Systems Polska.

Jakie zachowania cechują „skromnego przywódcę”?

Według dr Roberta Hogana, amerykańskiego psychologa, przywódcy z wewnętrzną pokorą pracują dla dobra firmy, a nie dla samych siebie. Słuchają informacji zwrotnej
i chętnie uznają błędy, a jeśli decyzja okaże się niewłaściwa to szukają innego rozwiązania. Ten ostatni punkt jest niezwykle istotny, ponieważ aż 50% wszystkich decyzji biznesowych jest błędnych.

Skromni przywódcy tworzą środowiska pracy, które są otwarte i przejrzyste, ponieważ mają dobre relacje z podwładnymi, a także umieją docenić wkład pracy podwładnych.

Znalezienie skromnego przywódcy w świecie biznesu nie jest łatwe, ale i nie jest nie możliwe. Dr Hogan za pomocą opracowanych przez siebie skal osobowości ustalił pięć kluczowych obszarów związanych z wewnętrzną pokorą:

Skala Arogancji – skromni przywódcy uzyskują niższe wyniki na tej skali.
To oznacza, że nie są zainteresowani autopromocją i nie przeceniają własnych umiejętności. Wysokie wyniki na skali władzy wskazują na tendencję do asertywnego promowania siebie, przeceniania własnych zdolności i kompetencji, a także mogą zawyżać oczekiwania do odnoszenia sukcesów.

Skala Nieelastyczności – skromni liderzy są otwarci na krytyczne opinie i chętni do znalezienia sposobów rozwoju w obszarach, które mogą być dla nich wyzwaniem. Wysokie wyniki cechują osoby, które w stresie stają się agresywne, uparte i mają problem z podejmowaniem trafnych decyzji.

Skala Władzy – nie powinno być niespodzianką, że osoby z wewnętrzną pokorą mają niskie wyniki na tej skali. Są bardziej zainteresowani współpracą niż osiągnięciem osobistego sukcesu.

Skala Rozpoznawalności – skromny przywódca nie chce ściągać na siebie uwagi innych, co oznacza, że będzie w niższych obszarach na tej skali.

Skala Hedonizmu – zauważono, że osoby z wewnętrzną pokorą na ogół wolą trzymać się z dala od centrum uwagi. Zależności pomiędzy hedonizmem a pokora nie są jeszcze dobrze znane – wymagają pogłębionych badań.

Rekrutacje na wysokie stanowiska często są przeprowadzone intuicyjnie. Niestety, liderzy z wewnętrzną pokorą są trudni do wykrycia w ten sposób. Firmy, którym zależy  na osiągnięciu sukcesów powinny polegać na sprawdzonych narzędziach i dokładnych danych. Dzięki kwestionariuszom osobowości dr Roberta Hogana osoby odpowiedzialne za rekrutacje mogą dokonać obiektywnej oceny kandydata na lidera, ponieważ nie są brane pod uwagę wiek, płeć, uprzedzenia, stereotypy, czy inne kwestie pozamerytoryczne. – mówi Magdalena Giryn, Country Manager, Assessment Systems Polska.

EBREX przedłużył kontrakt z Fordem na obsługę polskiego rynku do 2024 r.

Ebrex Polska przedłużyła umowę do 2024 roku na zarządzanie działaniami związanymi ze składowaniem części zamiennych Forda w Polsce. Centrum Dystrybucji Części znajduje się w Teresinie pod Warszawą w ProLogis Park Teresin, gdzie Ebrex Polska wynajmuje 10 700 m2 powierzchni magazynowej. 

Umowa między Ford Polska a Ebrex Polska obejmuje kompleksową obsługę logistyczną, od magazynowania i zarządzania zamówieniami, po obsługę posprzedażową polskich dealerów, oraz uzupełnianie asortymentu o około 16 000 części z centralnego magazynu Forda w Kolonii.

Współpraca między Ford i Ebrex w międzynarodowym transporcie, magazynowaniu i dystrybucji rozpoczęła się w 2006 roku. W najtrudniejszym, początkowym okresie dostaw części zamiennych na rynek rosyjski, jako dostawcy usług transportowych, firmie udało się zredukować koszty i czas dostawy.

„Umowa  dotycząca kompleksowej obsługi logistycznej dla Forda jest ważnym wyróżnieniem i daje nam motywację do dalszego rozwoju. Nasz przypadek pokazuje, że w przetargach dla dużych, międzynarodowych korporacji szanse na wygraną mają również mniejsi operatorzy. Trudna, dynamicznie zmieniająca się sytuacja na rynku wymaga elastycznego podejścia, aby na co dzień spełniać oczekiwania klientów, przy zachowaniu najwyższych standardów jakości. Stopniowo budujemy naszą pozycję rynkową, angażując wyszkolonych pracowników i indywidualnie podchodząc do wymagań klienta „- komentuje Arvid Meijer, Dyrektor Zarządzający w Ebrex Polska.

„Na decyzję o powierzeniu Ebrex Polska usług logistycznych miały wpływ takie czynniki jak wygranie polskiego przetargu, możliwości ograniczenia kosztów, zaangażowanie w doskonałą obsługę, elastyczność, szybkie i wydajne rozwiązania poprzez ‘płaską’ strukturę organizacji. Nie bez znaczenia było zaangażowanie kierownictwa firmy na wszystkich etapach współpracy”- powiedział Gerrit Hebmueller, menadżer działu zakupów w Ford of Europe.

„Nominacja nowego operatora logistycznego była ważną decyzją dla naszej firmy i pokazuje, że w ramach kontraktowania usług logistycznych, istnieje możliwość zachowania niezależności poprzez zmianę dostawcy. W Europie współpracujemy z kilkudziesięcioma firmami transportowymi, ale tylko z kilkoma operatorami logistycznymi, którzy są częścią naszej wspólnej rodziny Ford i dostawców 3PL. Przemysł motoryzacyjny, także w czasach zawirowań gospodarczych, musi docierać do każdego klienta zapewniając wysoką jakość rozwiązań technologicznych jak i  usług. Jesteśmy przekonani, że EBREX przyczyni się do wspólnego sukcesu będąc częścią strategii naszej firmy”- dodał Gerrit Hebmueller.

Polacy europejskimi królami zakupów świątecznych online

Najpopularniejszym miejscem robienia przedświątecznych zakupów są wciąż sklepy stacjonarne, z których skorzysta prawie 60 proc. Polaków. To jednak obok Wielkiej Brytanii najsłabszy wynik w Europie. Jak wynika z badania firmy doradczej Deloitte „Zakupy świąteczne 2018” z roku na rok Polacy dostrzegają coraz więcej zalet kupowania w sieci. Aż 82 proc. respondentów najbardziej ceni sobie fakt, że może zrobić zakupy w dogodnym dla siebie czasie. Internet jest także miejscem, gdzie prawie połowa konsumentów szuka pomysłów na prezenty. Co zaskakujące, Polacy najchętniej ze wszystkich pytanych  inspirują się forami i blogami w kwestii tego, co podarować bliskim. Sklepy stacjonarne są natomiast najbardziej popularnym wyborem przy kupowaniu żywności.

W międzynarodowym badaniu Deloitte wzięli udział respondenci z 10 europejskich krajów, w tym także z Polski. Wśród pytań zadanych ankietowanym znalazły się nie tylko kwestie dotyczące świątecznych budżetów, ale również zakupów przedświątecznych robionych w sieci.

W tym roku na prezenty planujemy przeznaczyć około 532 zł, z czego 236 zł (55 euro) wydamy w Internecie. – Po Brytyjczykach, którzy aż 55 proc. budżetu przeznaczonego na prezenty wydadzą w sieci oraz  Niemcach, jesteśmy liderami w zakupach online, wyprzedzając tym samym Holandię, która jeszcze rok temu była przed nami. Wciąż większość, bo 58 proc. respondentów, deklaruje, że świąteczne prezenty kupi w tradycyjnych sklepach. To jednak relatywie mało, biorąc pod uwagę 70 proc. europejskiej średniej – mówi Wojciech Górniak, Dyrektor, Lider zespołu ds. sektora dóbr konsumenckich w Deloitte.

Coraz większe zaufanie do e-commerce

Jedna trzecia klientów obdaruje bliskich prezentami kupionymi w sklepach internetowych, które mają przynajmniej jeden oddział stacjonarny, a jedna czwarta skorzysta z platform e-commerce. Coraz częściej wybieramy zakupy online przez aplikacje mobilne. W ten sposób zamierza kupić prezenty 27 proc. pytanych. Pod tym względem ponownie wyprzedzamy inne kraje, średnia dla Europy to bowiem 24 proc. Tą najbardziej innowacyjną drogą najczęściej kupujemy nowoczesny sprzęt. Z respondentów, którzy planują zakup mobilnych urządzeń elektronicznych typu smartwatch czy smartband, aż 57 proc. najchętniej dokona tego zakupu właśnie przez aplikację na telefonie lub tablecie. Z komputera skorzysta 56 proc. planujących podarunki o charakterze sportowym lub związane z domem. Wyniki tegorocznego badania Deloitte pokazują, że na internetowym rynku wciąż dużo do zrobienia mają sprzedawcy żywności. Ankietowani deklarują, że tylko 11 proc. budżetu przeznaczonego na jedzenie świąteczne wydadzą w sieci. W tradycyjny sposób wolimy też kupować kosmetyki i perfumy.

Polacy cenią wygodę

Tradycyjne sklepy wygrywają przede wszystkim możliwością natychmiastowego otrzymania zakupionych rzeczy (81 proc.) oraz bezpośrednim kontaktem ze sprzedawcą i uzyskaniem od niego fachowej porady (79 proc.). Dla 76 proc. respondentów ważna jest ochrona ich danych osobowych, którą gwarantuje tradycyjna forma zakupów, a dla kolejnych 71 proc. – bezpieczeństwo płatności. Potwierdza to najczęściej deklarowana forma płatności w stacjonarnych sklepach, aż 57 proc. badanych za zakupy zapłaci gotówką. Na użycie karty kredytowej zdecyduje się nieco ponad jedna trzecia respondentów.

– Ponad 80 proc. klientów, którzy wybierają sklepy internetowe, docenia fakt, że mogą zrobić zakupy w dowolnie wybranym przez siebie czasie. Internet to także baza opinii innych ludzi o produktach, co docenia aż trzy czwarte kupujących w sieci. Prawie tyle samo badanych deklaruje, że kupuje w Internecie ze względu na wygodę wynikającą z dostawy zakupów prosto do domu – mówi Jan Kisielewski, Dyrektor w dziale strategii marki i badań konsumenckich, Deloitte. Co ciekawe, wybierając tę metodę zakupów niemal połowa klientów (45,3 proc.) płaci za pomocą cyfrowych portfeli jak Apple Pay, Android Pay czy PayPal. Kartę debetową wybiera 39 proc. klientów.

Po inspiracje do sieci

Pomysłów na prezenty szuka w Internecie aż połowa badanych. Po Włoszech jest to trzeci najwyższy wynik w ankietowanych krajach. W sklepach stacjonarnych inspiracji szuka nieco ponad 37 proc. klientów, jest to trzeci od końca wynik przed Brytyjczykami i Austriakami. Szukamy w nich zazwyczaj pomysłów na prezenty w kategorii żywność i napoje (48,4 proc.). Z kolei z Internetu najchętniej korzystamy poszukując pomysłów na prezenty do domu (63,2 proc.) i mobilną elektronikę (59,9 proc.), m.in. urządzenia pomagające mierzyć naszą aktywność (activity tracker) czy zegarki (smartwatch). Nieco ponad jedna czwarta w kwestii zakupu prezentu pyta o opinię rodzinę i znajomych. – Polacy nie są praktyczni w kwestii kupowania prezentów. Tylko nieco ponad jedna czwarta z nas kupuje takie podarunki, o które została poproszona. Dla porównania – robi tak prawie połowa mieszkańców Austrii. To, co natomiast najbardziej zaskakuje, to wysoka pozycja wśród źródeł inspiracji internetowych forów oraz blogów. Pomysłów na podarunki szuka za ich pośrednictwem aż 24 proc. zapytanych Polaków. To najwyższy wynik w Europie – mówi Radosław Pidzik, Starszy Menedżer w zespole strategii cyfrowych i transformacji Deloitte. Wybór Amazona jako pierwszego źródła inspiracji pokrywa się z mapą lokalizacji jego sklepów. Najczęściej pomysłów szukają tu mieszkańcy Niemiec, Austrii, Włoch, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Podobnie jak reszta Europejczyków szukając prezentów najczęściej korzystamy z wyszukiwarek (55,3 proc.). Na drugim miejscu (49 proc.) są strony poszczególnych marek lub producentów, a na trzecim (43,7 proc.) strony z kuponami.

Jesteśmy drugim za Portugalią krajem, który inspirację znajduje także w social mediach (25,8). Wykorzystujemy je już nie tylko jako formę kontaktu z innymi, ale też przeglądamy za ich pośrednictwem produkty, które planujemy kupić bliskim (60,5 proc.) i sprawdzamy ich ceny (58,8 proc.)

Informacje o badaniu:
Badanie online przeprowadzono w dniach 27 września – 22 października 2018 roku, wśród blisko 9,2 tys. respondentów w przedziale wiekowym od 18 do 65 lat. Tegoroczna edycja analizuje dane z dziesięciu krajów europejskich (Austria, Belgia, Niemcy, Włochy, Holandia, Polska, Portugalia, Rosja, Hiszpania i Wielka Brytania).

Zmiany w przepisach od 1 stycznia 2019 r.

Polscy przedsiębiorcy już od 1 stycznia 2019 roku będą mogli liczyć na znaczące zmiany w przepisach, które z założenia mają przyczynić się do uproszczenia i tym samym ułatwienia prowadzenia działalności gospodarczej. Jedne z najważniejszych nowelizacji, które obejmą również sektor MSP, dotyczą m.in.:

  • Możliwości zaliczania do kosztów uzyskania przychodu wydatków wynikających
    z zatrudnienia małżonka i dzieci w prowadzonym przez podatnika przedsiębiorstwie
  • Zwiększenia poziomu kosztów związanych z eksploatacją samochodu
    do 75 proc. względem zapowiadanych wcześniej 50 proc. oraz podwyższenia
    limitu amortyzacji dla aut osobowych
  • Podniesienia – z 1,2 mln euro do 2 mln euro – progu przychodów uprawniającego do uzyskania statusu ‘małego podatnika’
Agnieszka Baran-Płomińska, Prezes Zarządu Aforti Collections / Grupa AFORTI
Agnieszka Baran-Płomińska, Prezes Zarządu Aforti Collections / Grupa AFORTI

Niemal równolegle z publikacją projektu ustawy budżetowej, która z założenia ma wprowadzić dodatkowe przywileje dla przedsiębiorców, ukazał się również rządowy projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu wprowadzenia uproszczeń dla przedsiębiorców w prawie podatkowym i gospodarczym oraz projekt nowelizacji ustaw o PIT i CIT, wnioskowany przez Ministerstwo Finansów.

W ocenie ekspertów Aforti Collections każdy ze wspomnianych projektów stanowi bez wątpienia zapowiedź nie tylko wsparcia przedsiębiorców w zakresie podejmowania inicjatyw biznesowych, ale również ułatwienia w prowadzeniu firmy na poziomie podatkowym, księgowym, finansowym i urzędowym. Planowane zmiany mogą bowiem pozytywnie oddziaływać na rozwój małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce, którym najtrudniej jest – ze względu na oczywiste ograniczenia kadrowe, finansowe i organizacyjne – funkcjonować w gąszczu przepisów, które co do zasady bardziej zniechęcają niż aktywizują do zakładania i prowadzenia własnej firmy.

Wynagrodzenie małżonka i małoletnich dzieci pełnoprawnym kosztem przedsiębiorcy

Jedną z najważniejszych zmian, która będzie obowiązywać już od 1 stycznia 2019 roku jest możliwość uwzględnienia wynagrodzenia małżonka i małoletnich dzieci, zatrudnionych przez przedsiębiorcę w swojej firmie, w kosztach uzyskania przychodu. Projekt ustawy rządowej złożonej do Sejmu utrzymuje jednocześnie zakaz zaliczania do tychże kosztów: pracy własnej przedsiębiorcy oraz członków jego rodziny, ale właśnie z wyłączeniem żony, męża oraz niepełnoletniego dziecka, których zatrudnienie będzie regulowane w kontekście kosztów na takich samych zasadach, jakie obowiązują przy zatrudnianiu osób spoza rodziny. Jest to szczególnie istotne w przypadku tzw. firm rodzinnych, dla których dotychczasowe regulacje rodziły znaczące , żeby nie powiedzieć – krzywdzące, konsekwencje finansowe.

Eksploatacja auta prywatno-firmowego z 75 proc. progiem kosztowym przy podwojeniu limitu amortyzacji przy zakupie samochodu

Z początkiem 2019 roku przedsiębiorcy korzystający z aut firmowych mogą liczyć na to, że wydatki związane z eksploatacją samochodu w celach służbowo-prywatnych, tj. koszt paliwa, serwisowania i napraw czy zakupu części zamiennych, itp., będą stanowiły koszt na poziomie 75 proc. kwoty netto widniejącej na fakturze zakupowej, a nie jak wcześniej zapowiadało Ministerstwo Finansów – tylko 50 proc. Jednocześnie, niezmiennie 100 proc. wydatków eksploatacyjnych będzie kosztem przedsiębiorstwa w przypadku aut użytkowanych wyłącznie w celach służbowych, rozliczanych w tym przypadku w oparciu o szczegółową ewidencję przebiegu.

Należy jednocześnie pamiętać, że w przypadku podatku VAT odliczeniu dla samochodów użytkowanych w celach służbowo-prywatnych będzie podlegać jedynie 50 proc. kwoty podatku wskazanej na fakturze. Istotne jest również to, że ograniczenie w odliczeniu wspomnianych wydatków dotyczy tylko tych przedsiębiorców, którzy nie złożą do Urzędu Skarbowego odpowiedniego oświadczenia, dotyczącego wykorzystywania auta wyłącznie do celów prowadzonej działalności gospodarczej, a tym samym nie zdecydują się na prowadzenie szczegółowej ewidencji przebiegu pojazdu. Zmiany zostały wprowadzone w ramach uchwalonych już nowelizacji w ustawach o PIT i CIT.

Równocześnie od 1 stycznia 2019 limit amortyzacji dla firmowych aut wzrośnie niemal dwukrotnie. Aktualnie przedsiębiorca może zaliczyć do kosztów prowadzonej działalności pełne odpisy amortyzacyjne jedynie w odniesieniu do samochodów osobowych, których wartość nie przekracza 20 tys. euro (ok. 86 tys. zł). Przy autach wycenianych powyżej tej kwoty, odpisy stosowane są tylko do wspomnianego progu, a pozostała część nie podlega amortyzacji. Projekt nowelizacji ustaw o PIT i CIT, przedstawiony przez Ministerstwo Finansów, zakłada jednak niemal dwukrotne zwiększenie od 1 stycznia 2019 roku limitu amortyzacji – z ok. 86 tys. zł do niemal 150 tys. zł dla pojazdów spalinowych i hybrydowych oraz do 225 tys. zł dla pojazdów elektrycznych, co powinno ucieszyć przedsiębiorców.

Mimo jednoczesnych korzyści i ograniczeń dla przedsiębiorców, związanych z rozliczeniem w kosztach zakupionego auta, można przyjąć, że na podwyższonym limicie amortyzacji skorzysta znacząca liczba właścicieli firm, zwłaszcza z sektora MSP, których wartość samochodów z reguły nie przekracza kwoty 150 tys. zł.

Mniej biurokracji, krótsze terminy, łatwiej o status ‘małego podatnika’

Nowelizacja kluczowych dla przedsiębiorców ustaw, wprowadza także kolejne udogodnienia na poziomie organizacyjno-księgowym.

Projekt rządowej ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu wprowadzenia uproszczeń dla przedsiębiorców w prawie podatkowym i gospodarczym przewiduje chociażby – w ramach zmian w ustawie o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne – zniesienie obowiązku prowadzenia karty przychodów, ewidencji wyposażenia czy ewidencji zatrudnienia. To znacząco zminimalizuje koszty i czas przeznaczany każdego miesiąca przez przedsiębiorców na działania techniczno-organizacyjne, pozwalając im skupić się na prowadzeniu biznesu.

Nie sposób pominąć również planowanych zmian w ustawie o podatku od towarów i usług, przewidujących m.in. skrócenie – ze 150 do 90 dni – terminu umożliwiającego wierzycielowi zastosowanie przepisów regulujących „ulgę na złe długi”. Analogiczne zmiany dotyczą obowiązku po stronie dłużnika. W ocenie ekspertów Aforti Collections, spółki specjalizującej się w zarządzaniu należnościami i usługach windykacyjnych, zmiana ta niesie za sobą pozytywne konsekwencje
dla wierzycieli
, wprowadzając mechanizm motywujący dłużników do wcześniejszej spłaty.

Jednocześnie, mimo tego, że w projekcie ustawy o zmianie niektórych ustaw nie ma wskazania dotyczącego zmiany stawki podatku CIT dla ‘małego podatnika’ z 15 proc. na 9 proc. – to projekt ten wprowadza podwyższenie progu przychodów uprawniającego do uzyskania statusu ‘małego podatnika’ z 1,2 mln euro do 2 mln euro. Zmiana ta poszerzy krąg spółek, które będą mogły skorzystać
z uproszczonej formy sporządzania sprawozdań finansowych.

Zmiana przepisów sposobem na sukces mikro i makrogospodarczy?

Bez wątpienia rzeczywistość gospodarcza, fiskalna i podatkowa przedsiębiorcy po 1 stycznia 2019 może ulec znaczącej i finalnie zapewne pozytywnej zmianie, choć jednocześnie nie na tyle spektakularnej, by prowadzenie działalności gospodarczej stało się tak sprzyjające rozwojowi przedsiębiorczości.

Niemniej, według ekspertów Aforti Collections, zapowiadane nowelizacje niosą pozytywny wydźwięk gospodarczy, dając polskim przedsiębiorcom nadzieję na poprawienie ich dotychczasowej sytuacji. Tym samym, należy zgodzić się z uzasadnieniem pierwszego ze wspomnianych projektów, w którym czytamy między innymi, że „podejmowanie tego rodzaju działań legislacyjnych, (…) może wpłynąć
na uwolnienie przedsiębiorczości
. Uproszczenie regulacji i procedur odciąża przedsiębiorstwa i ich pracowników od wykonywania niektórych zbędnych formalności administracyjnych, w efekcie zwiększa skuteczność gospodarowania posiadanymi zasobami i koncentrację na podstawowej działalności przedsiębiorcy. Dla gospodarki oznacza to wzmocnienie konkurencyjności i jej efektywności, co wpływa także pozytywnie na wzrost PKB”.

Głosowanie nad brexitem. Kurs funta z potencjałem do spadku

Bałagan na brytyjskiej scenie politycznej wchodzi na wyższy poziom wraz z uruchomieniem procedury wotum nieufności do przywódcy Partii Konserwatywnej. Przy nieuporządkowanej kwestii brexitu niema czasu do stracenia i głosowanie odbędzie się jeszcze dziś wieczorem. Premier May nie zamierza oddać przywództwa bez walki. Dla funta nie wynika z tego nic dobrego.

Sporo się działo na brytyjskiej scenie politycznej w ciągu ostatniej dobry, ale finalnie plotki o zgłoszeniu wniosku o wotum nieufności dla premier May zostały potwierdzone. Głosowanie na razie dotyczy tylko parlamentarzystów Partii Konserwatywnej, ale przegrana May otworzy drogę dla wotum nieufności dla całego rządu i opozycja nie omieszka skorzystać z okazji. Według procedury 48 listów z prośbą o głosowanie zostało złożone w Komitecie 1922, a głosowanie ma się odbyć dziś wieczorem po 19:00. Twardzi brexitowcy są wściekli na May za odwołanie głosowania nad projektem porozumienia brexitu, który z resztą by odrzucili. Teraz potrzeba 158 głosów posłów za odwołaniem May, a później rozpocznie się proces wyboru nowego lidera partii i premiera, co może zająć 2 tygodnie albo półtora miesiąca. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że chęć zbicia kapitału politycznego i wykorzystanie słabej pozycji May przysłania najważniejszą kwestię – przyszłość brexitu. Na razie od przeciwników May nie słychać nic o alternatywnej wersji umowy brexitu, która prawdopodobnie zostanie odrzucona przez UE, w opinii której jedyna możliwa umowa jest już przygotowana i innej nie będzie. Premier May jednak jeszcze się nie poddaje i w ciągu następnych godzin może przekonywać posłów, że są możliwe poprawki (nie w samej umowie, ale w postaci załączników), które rozwiążą problematyczną kwestię backstopu (tj. brak terminu jego wyłączenia). Karuzela nagłówków rozpędza się do prędkości dźwięku.

Niepłynny rynek funta był wczoraj zdany na pastwę spekulacyjnej sprzedaży, a dziś wydaje się, że więcej „do ugrania” jest na pozytywnych niespodziankach. Po wskaźnikach rynku opcji nie widać, aby inwestorzy przyspieszyli z zabezpieczeniami przed ryzykiem tąpnięcia funta. To sugeruje, że rynek jest przesycony pesymizmem i inwestorzy czekają teraz na rozwój wypadków. Nadal możemy widzieć załamanie notowań funta, jeśli wewnętrzne walki o przywództwo u Torysów przerodzą się w głosowanie nad obaleniem rządu i realne stanie się zagrożenie brexitu bez umowy.

W cieniu brexitowej farsy znajdą się dane makro. Od strony USD istotny będzie odczyt CPI z USA za październik. CPI pokaże słabość przez spadki cen paliw, ale inflacja bazowa powinna wypaść dobrze. Jeśli nie, reakcja rynku będzie silna, biorąc pod uwagę ożywione spekulacje o zatrzymaniu cyklu podwyżek stóp procentowych Fed.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

ONE MORE LEVEL S.A. oczekuje premiery gry „God’s Trigger” w 1 kw. 2019 r.

ONE MORE LEVEL S.A. (poprzednio Laser-Med S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, poinformowała o przesunęciu terminu premiery gry „God’s Trigger” na 1 kw. 2019 r. Produkcja ta trafi jednocześnie na platformy PC (Steam), Microsoft Xbox One, Sony Playstation 4.

Spółka poinformowała, że premiera gry „God’s Trigger” będzie przesunięta na pierwszy kwartał 2019 roku. Podjęta decyzja o zmianie terminu premiery wynika z wypracowanej w porozumieniu z wydawcą gry – Techland Sp. z o.o. – strategii marketingowej oraz z konieczności dokonania ostatnich finalizacji niektórych elementów projektu. Premiera gry „God’s Trigger” jest planowana na wszystkie platformy jednocześnie, a więc na komputery PC (Steam), Microsoft Xbox One oraz Sony Playstation 4. ONE MORE LEVEL S.A. poinformuje o konkretnej dacie premiery gry w momencie otrzymania informacji od wydawcy. Zarząd Spółki oczekuje, że produkcja ta odniesie duży sukces rynkowy i pozwoli budować pozycję rynkową w branży producentów gier.

„Oceniając obecny potencjał projektu zdecydowaliśmy się na dokonanie kilku modyfikacji, które jeszcze bardziej podniosą jego jakość projektu. Nasza decyzja oparta była również o wyniki konsultacji z działem marketingu, który śladem innych firm zdecydował się na przesunięcie działań marketingowych na pierwszy dogodny okres po premierze jednego z największych hitów sprzedażowych ostatnich lat – Red Dead Redemption 2.” – komentuje Iwona Cygan-Opyt, Prezes Zarządu Spółki ONE MORE LEVEL S.A.

W tym roku ONE MORE LEVEL S.A. przedstawiła grę „God’s Trigger” podczas targów Electronic Entertainment Expo 2018 (E3) w Los Angeles oraz w trakcie amerykańskich targów PAX WEST w Seattle. Flagowa produkcja Spółki została również zaprezentowana na krajowym rynku podczas największych polskich targów poświęconych tematyce gier komputerowych – Poznań Game Arena 2018.

ONE MORE LEVEL S.A. w czerwcu 2018 r. zawarła umowę licencyjną z podmiotem, który będzie wyłącznym Wydawcą nowej gry z gatunku FPP produkowanej przez Spółkę. Całkowity budżet tego projektu wynosi 4,5 mln zł. Nowa gra z gatunku FPP powstanie przy użyciu technologii Unreal Engine, a jej zapowiedź została przewidziana na drugą połowę 2019 r. Gra będzie docelowo tworzona na platformy PC, Xbox oraz PlayStation.

„Spółka regularnie transferuje kolejnych pracowników do prac nad nowym projektem. Otworzyliśmy również rekrutację, która już przynosi pierwsze efekty m.in. przez zatrudnienie doświadczonego art directora, który będzie czuwał nad spójnością wizji artystycznej nowej gry.” – podkreśla Prezes Cygan-Opyt.

W 3 kw. 2018 r. Spółka wypracowała 81 tys. zł zysku netto przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 1.257 tys. zł. Po trzech kwartałach 2018 r. zysk netto ONE MORE LEVEL S.A. wzrósł do 294 tys. zł wobec 230 tys. zł rok wcześniej, a przychody netto ze sprzedaży do poziomu 3.238 tys. zł z 279 tys. zł. Zwiększenie zysku netto oraz przychodów ze sprzedaży jest rezultatem zmiany profilu działalności Spółki i koncentracji na produkcji gier komputerowych.

Co piąta firm z sektora MŚP planuje zwiększyć zatrudnienie

Prawie 20 proc. firm z sektora MŚP planuje w ciągu najbliższego roku pozyskać nowych pracowników. Rąk do pracy najczęściej szukać będą przedsiębiorstwa zatrudniające do 249 osób. Redukcję etatów zapowiada tylko 5 proc. właścicieli mikro, małych i średnich firm – wynika z badania Diners Club Polska.

Z danych zebranych w raporcie „Kondycja polskich MŚP” opracowanym na zlecenie Diners Club Polska wynika, że pracownicy mogą spać spokojnie. Co piąta firma z sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw planuje zwiększyć zatrudnienie w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Prawie 68 proc. właścicieli zadeklarowało, że liczba ich pracowników utrzyma się na tym samym poziomie, a tylko 5,4 proc. firm przyznało, że myśli o redukcji etatów.

W porównaniu do ubiegłorocznej edycji badania nastroje są jednak mniej optymistyczne. W 2017 r. aż o połowę więcej przedsiębiorców zamierzało szukać nowych pracowników. O 25 pkt. proc. wzrosła natomiast liczba firm, w których zatrudnienie pozostanie bez zmian. Podobnie jak rok temu, tylko co dwudziesta firma z tego sektora planuje zwolnienia.

– Główny powód, dla którego planowany wzrost zatrudnienia jest mniejszy, to sytuacja na rynku pracy. Rekordowo niskie bezrobocie powoduje, że coraz trudniej pozyskać i utrzymać w firmie dobrze wykwalifikowanych pracowników. Jak wynika z naszych badań, polskie mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa również mniej optymistycznie patrzą w przyszłość, niż przed rokiem – mówi Paweł Kałudow z Diners Club Polska.zatrudnienie

Najstabilniej u największych

Plany powiększenia personelu zależą od wielkości przedsiębiorstwa. Jak wynika z badania Diners Club Polska, najczęściej zatrudniać zamierzają firmy średnie (między 50 a 249 pracowników) – 33,3 proc. przedsiębiorstw. Z kolei ponad 60 proc. z nich planuje utrzymać liczbę pracowników na takim samym poziomie. Nowe osoby zatrudniać chce również 20 proc. mikro firm (do 9 pracowników), a zredukować etaty tylko 1,7 proc. z nich.

Na przeciwnym biegunie plasują się firmy małe (10-49 pracowników). Tylko 12,9 proc. ich właścicieli planuje powiększenie swoich zespołów, a 15 proc. chce zwalniać.

W MŚP zatrudnienie jest stabilnie

Mimo optymistycznych zapowiedzi sprzed roku, tylko części firm z sektora MŚP udało się zwiększyć zatrudnienie. Zaledwie 16 proc. badanych przedsiębiorstw w ciągu ostatnich 12 miesięcy powiększyło personel – jest to najniższy wynik od trzech lat. Systematycznie wzrasta natomiast liczba firm, w których zatrudnienie pozostaje bez zmian – z 57 proc. w 2016 r. do 74,7 proc. w tegorocznym badaniu.zatrudnienie 2

Spadła też  liczba przedsiębiorstw, które redukują etaty. W minionym roku tylko co dziesiąta firma ograniczyła liczbę pracowników, co jest zbliżonym wynikiem do zeszłorocznego badania, ale aż o połowę lepszym, niż dwa lata temu.

Nota metodologiczna:

Badanie zostało zrealizowane przez Instytut Badań i Raportów Społecznych (IBRIS) we wrześniu 2018 r. na podstawie wywiadów z 500. właścicielami mikro, małych i średnich przedsiębiorstw z całej Polski. Wykorzystano metodę telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI). Błąd oszacowania = 4 proc., poziom ufności 0,95.

SAVILLS: wpływ rewolucji coworkingowej na rynek nieruchomości

Rewolucja coworkingowa, która trwa w Polsce od ponad dwóch lat, zdążyła już wywrzeć znaczący wpływ na to, jak obecnie przebiega proces najmu powierzchni biurowej. Firma doradcza Savills identyfikuje kluczowe zmiany na rynku nieruchomości biurowych, które nastąpiły w ostatnim czasie w wyniku rozwoju elastycznych miejsc pracy.

Zgodnie z danymi Savills w 2018 r. pięć największych rynków biurowych w Polsce wzbogaciło się łącznie o 50 000 mkw. powierzchni elastycznej oferowanej przez operatorów biur serwisowanych oraz coworków. Na rynek weszły m.in. takie firmy jak: WeWork, New Work czy BE Yourself, dołączając do już obecnych jak Regus, Business Link czy Mindspace. Tym samym zasoby elastycznych miejsc pracy w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Łodzi wynoszą już łącznie 163 000 mkw., z czego najwięcej przypada na stolicę Polski (114 000 mkw.) i Kraków (25 000 mkw.).

Jarosław Pilch, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills
Jarosław Pilch, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills

„Twierdzenie, że coworki i biura serwisowane rozwijały się dynamicznie w ostatnim czasie nie oddaje skali rewolucji, jakiej jesteśmy świadkami. W ciągu minionych 12 miesięcy niemalże co kilka dni ogłaszane były nowe lokalizacje operatorów elastycznych miejsc pracy. Część z tych firm podpisała umowy najmu na obiekty, które otwarte zostaną dopiero w przyszłym roku lub nawet za dwa lata. Wówczas nastąpi chwila prawdy dla nowego fenomenu. Być może będziemy wtedy świadkami konsolidacji wśród operatorów lub spadku cen za wynajem takich powierzchni. Z pewnością jednak nie ma powrotu do ery sprzed rewolucji coworkingowej” – mówi Jarosław Pilch, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills.

Według firmy doradczej Savills w wyniku zmian, jakie zaszły na rynku nieruchomości biurowych w związku z rozwojem elastycznych miejsc pracy dostrzegalna jest konkurencja o najemców pomiędzy operatorami biur serwisowanych i coworków a właścicielami budynków biurowych oferujących tradycyjną powierzchnię. Efektem tego jest uelastycznienie warunków najmu przez wynajmujących starsze powierzchnie oraz tworzenie przez deweloperów swoich własnych marek coworkingowych.

Ponadto analitycy Savills zwracają uwagę na to, że na rynku zaczęły być dostrzegalne transakcje hybrydowe, czyli takie w których firmy wynajmują część powierzchni w tradycyjnym biurze a część w biurze serwisowanym lub coworku, co pozwala zachować im większą elastyczność biznesową. Najemcy mogą również wykorzystać elastyczne powierzchnie w pierwszych miesiącach działalności po wejściu na polski rynek, zanim przeniosą się do biura docelowego, a także skorzystać z niej w okresie pomiędzy zakończeniem aktualnej umowy najmu a przeprowadzką do nowego biura.

Właściciele budynków biurowych, zainspirowani działalnością operatorów coworkingowych, coraz częściej rozważają dziś także zatrudnianie community managerów, czyli osób dedykowanych do budowania społeczności wśród najemców i użytkowników budynku, np. poprzez organizację eventów. Nowoczesne rozwiązania projektowe stosowane we współczesnych biurach serwisowanych i coworkach mogą spowodować wzrost wydatków na aranżacje powierzchni wśród najemców tradycyjnych powierzchni, którzy będą chcieli oferować przyszłym pracownikom równie wysoką jakość miejsca pracy.  Zmiany wynikające z rewolucji coworkingowej dostarczają także nowych wyzwań przy wycenie nieruchomości i ocenie ich potencjału na rynku inwestycyjnym.

 

„Tempo rozwoju elastycznych miejsc pracy sprawia, że łatwo nie dostrzec jak szybko zmieniły one nasze podejście do wynajmu powierzchni biurowych. W wyniku transformacji społecznych i rozwoju nowych technologii firmy oczekują dziś rozwiązań szybszych i bardziej elastycznych. Rynek najmu powierzchni biurowych wygląda obecnie zupełnie inaczej, niż jeszcze kilka lat temu. Każda zmiana, która, tak jak coworki, zaburza tradycyjny model działania rynku, rodzi pytania i wątpliwości. O ile tylko jest ona odpowiedzią na realny popyt, to nie ma od niej odwrotu” – dodaje Jarosław Pilch z firmy doradczej Savills.

Tabela 1. Kluczowe zmiany, jakie zaszły na rynku nieruchomości biurowych w wyniku ekspansji operatorów coworków i biur serwisowanych.Kluczowe zmiany, jakie zaszły na rynku nieruchomości biurowych w wyniku ekspansji operatorów coworków i biur serwisowanych

Grudzień najtrudniejszym miesiącem roku dla portfela Polaka

Gwiazdka, Sylwester, niezliczone promocje to wyjątkowo trudny czas dla budżetu domowego. Niemal dwie trzecie Polaków wskazuje, że właśnie w grudniu najczęściej zdarzają się im problemy z opłaceniem koniecznych rachunków i rat – wynika z badania wykonanego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Gdy brakuje pieniędzy na płatności, w pierwszej kolejności przesuwane są na później spłaty pożyczek od znajomych i rodziny, wpłaty na rzecz szkoły, opłaty za przedszkole i żłobek, alimenty oraz raty za samochód.

Ostatni miesiąc roku, ze względu na Święta Bożego Narodzenia i Sylwestra, potrafi dać się we znaki budżetom domowym Polaków – wynika z badania „Nastawienie do finansów”* wykonanego przez Quality Watch na zlecenie BIG InfoMonitor. W kategorii „Najtrudniejsze miesiące roku pod względem finansowym” (badani mogli wskazać dwa takie miesiące), grudzień wytypowało 62 proc. badanych. Aż tylu osobom zdarza się mieć wówczas problemy z uregulowaniem zobowiązań m.in. bieżących rachunków, czynszu czy też rat kredytów i pożyczek. Wielu z ankietowanych wychodzi na prostą co najmniej do lutego, a nawet do marca. O problemach finansowych w styczniu mówi jeszcze 33 proc. ankietowanych. Trzecim w zestawieniu najbardziej kłopotliwych miesięcy jest wrzesień, na który wskazało 15 proc. respondentów. Co zrozumiałe, częściej wymieniały go osoby posiadające dzieci, które muszą wyposażyć swoje pociechy na nowy rok szkolny.

Najgorzej znoszą koniec roku młodzi i mieszkańcy woj. świętokrzyskiego

Wracając do grudnia, to o problemach właśnie w tym okresie, częściej mówią kobiety – 67 proc. niż mężczyźni – 56 proc. oraz osoby młode między 18-24 rokiem życia a także od 25 do 34 roku życia – 67 proc. wskazań. Stosunkowo najlepiej znoszą grudniowe wydatki budżety osób, które mają 45-54 lata.Grudzień najtrudniejszym miesiącem roku dla portfela PolakaJeśli chodzi o województwa, organizacja świąt Bożego Narodzenia oraz grudniowe zakupy stanowią największe wyzwanie finansowe dla mieszkańców świętokrzyskiego – aż 81 proc. ankietowanych z tego regionu uważa, że jest to najtrudniejszy miesiąc w roku. Powyżej średniej dla kraju, wytypowali też grudzień mieszkańcy woj. łódzkiego – 69 proc. Najlepiej radzą sobie z zamknięciem roku na Lubelszczyźnie, gdzie w porównaniu ze średnią dla Polski, „tylko”46 proc. badanych wymieniło grudzień jako ciężki okres dla budżetu domowego. Całkiem nieźle wypada też Podlasie, gdzie na ostatni miesiąc roku skarży się 52 proc. mieszkańców.

Grudzień najtrudniejszym miesiącem roku dla portfela Polaka 2

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

– Dane BIG InfoMonitor potwierdzają, że w grudniu ciężko jest zapanować nad finansami i w efekcie w lutym i marcu trafia do rejestru zazwyczaj więcej dłużników niż wynoszą średnie miesięczne statystyki – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Wierzyciel może bowiem wpisać dłużnika do BIG, jeśli płatność jest opóźniona o co najmniej 30 dni, a niezapłacona kwota wynosi min. 200 zł. O takim zamiarze trzeba powiadomić dłużnika wcześniej listem poleconym. W kopercie będzie wezwanie do zapłaty ostrzegające, że jeśli dług nie zostanie uregulowany to za 30 dni od wysłania wezwania dłużnik trafi do rejestru. Obecnie w bazach BIG InfoMonitor oraz w BIK, z zaległościami przekraczającymi 200 zł, widnieje prawie 2,8 mln osób. Ich łączne przeterminowane zobowiązania dochodzą do 73,4 mld zł. Średnio na osobę przypada 26,6 tys. zł.

Co by tu przełożyć na później?

Niejedna osoba pod naporem grudniowych wydatków, w których mieszczą się gwiazdkowe prezenty i organizacja świąt, a także liczne zakupy na powszechnych w tym czasie „promocjach” nie jest w stanie dopiąć domowego budżetu. A wtedy albo idzie po pożyczkę, albo „zapomina” zapłacić bieżące rachunki. – Jeśli z trudem udaje się wiązać koniec z końcem, to nie należy się oszukiwać, że z dołożoną do napiętego budżetu ratą “drobnego” kredytu czy pożyczki damy sobie radę. Jest niemal pewne, że w takiej sytuacji, po dwóch trzech miesiącach ta mała rata wprowadzi nas na listę dłużników w BIG – przestrzega Sławomir Grzelczak. – Przekładanie płatności rachunków też jest groźne, szczególnie gdy odpuszczamy sobie duże kwoty. Taki ruch sprawi, że w kolejnym miesiącu znów będzie problem, bo nie będziemy w stanie uregulować płatności za dwa miesiące. Decydując się na takie działanie trzeba mieć świadomość, że nieopłacenie w terminie np. rachunku za telefon będzie wiązało się z opłatą karną, w którą mogą być włączone przyznane na początku umowy rabaty, do tego dojdą odsetki. Niespłacenie całego zadłużenia na karcie kredytowej spowoduje z kolei, że policzone zostaną odsetki od wszystkich transakcji dokonanych kartą w minionym okresie rozliczeniowym. Odcięciem i ponowną opłatą za przyłączenie może się skończyć igranie z rachunkiem za energię elektryczna czy gaz – dodaje prezes BIG InfoMonitor.

Grudzień najtrudniejszym miesiącem roku dla portfela Polaka 3Według badania „Nastawienie do finansów”, niepłacenie czynszu czy też rachunków za media to już ostatnia „deska ratunku”. Gdy brakuje pieniędzy w portfelu na szczycie listy płatności do przełożenia na później jest spłata pożyczki od znajomych i rodziny – pokazuje kolejność w jakiej badani uszeregowali 13 rodzajów płatności według hierarchii spłaty (im niższa wartość średniej, tym wyższa pozycja w rankingu). Na liczącej 13 punktów liście koniecznych opłat, długi wobec rodziny i znajomych znalazły się na końcu, poza 9. pozycją. Następne na liście do skreślenia, w razie kłopotów, są wydatki na dzieci: opłaty na szkołę (również poza 9. miejscem), za przedszkole, żłobek oraz alimenty (8. pozycja). Pod koniec rankingu płatności znajdują się też raty za samochód. Tuż za 7. miejscem są też inne zakupy ratalne. Na 7. pozycji karta kredytowa, rata pożyczki z firmy pożyczkowej oraz rachunek za telefon, telewizję kablową oraz internet. Płatnicze priorytety to czynsz, rachunki za media oraz rata kredytu mieszkaniowego i tuż za podium rata kredytu konsumpcyjnego zaciągniętego w banku.

*Badanie zrealizowane na zlecenie BIG InfoMonitor przez Quality Watch, techniką komputerowo wspomaganych wywiadów internetowych (CAWI) na reprezentatywnej próbie 1296 dorosłych mieszkańców Polski, październik 2018 r.

Polacy wciąż nie odrobili lekcji z długoterminowego oszczędzania

Koniec aktywności zawodowej często kojarzy się z realizacją celów i marzeń. Blisko co piąty Polak wyobraża sobie, że emeryturę spędzi na podróżowaniu, wynika z badania IBRiS przeprowadzonego na zlecenie Nationale-Nederlanden. Równie ważne dla ankietowanych jest dbanie o relacje rodzinne oraz rozwój pasji. Ze względów finansowych ta pozytywna wizja emerytury rzadko odnajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Według Zakładu Ubezpieczeń Społecznych statystyczne świadczenie w Polsce wynosi bowiem 2179 zł brutto (1806 zł netto). Dlatego aż 40 proc. Polaków planuje utrzymywać się na emeryturze, podejmując dodatkową pracę.

Czas na życie rodzinne

Polacy mają pozytywne wyobrażenie o życiu na emeryturze. Prawie co piąty respondent chciałby ten czas przeznaczyć na podróże. Najczęściej to marzenie osób w wieku 30-39 lat (51 proc.). Kolejne 18 proc. ankietowanych chciałoby natomiast więcej czasu spędzać z rodziną i przyjaciółmi. Popularnością cieszą się wszelkie działania związane z realizacją marzeń oraz wspieraniem rodziny.

To nieco inny obraz niż Polacy deklarowali jeszcze kilka lat temu. Z raportu „Skłonność do oszczędzania na emeryturę” przygotowanego w 2016 roku wynika, że oprócz czasu spędzonego z najbliższymi bardzo ważny jest ten poświęcony na przebywanie w domu i odpoczynek. W badaniu tym dużo rzadziej deklarowano również chęć podróży.

Oczekiwania finansowe a rzeczywistość

Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE
Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE

Aż 62 proc. ankietowanych jest przekonanych, że aby utrzymać obecny standard życia będzie miesięcznie potrzebować powyżej 2 500 złotych. Natomiast ponad połowa respondentów (54 proc.) uważa, że ich miesięczne świadczenie będzie wynosić do 1 500 złotych. Z analizy przeprowadzonego badania zauważalna jest duża dysproporcja pomiędzy przewidywanymi wydatkami a oczekiwaniami finansowymi po zakończeniu aktywności zawodowej. Tymczasem, jak podaje ZUS, najczęściej wypłacana kwota emerytury wynosiła 1 066 zł brutto – czyli 906 zł netto (dane za marzec 2018 r.).

– Już dzisiejsze dane pokazują, że świadczenia z systemu emerytalnego mogą być niewystarczające, aby spełniać potrzeby i plany przyszłych emerytów. Prognozy ekonomiczne również nie są optymistyczne. Według szacunków wartość emerytury osób kończących karierę zawodową w latach 2040–2050 będzie wynosić około 30–40 proc. ostatniego wynagrodzenia brutto – mówi Grzegorz Chłopek, prezes Nationale-Nederlanden PTE. –  Bez dodatkowych oszczędności Polacy będą uzależnieni od wsparcia rodziny czy pomocy państwa lub zmuszeni do pracy po osiągnięciu wieku emerytalnego – dodaje.

Plan finansowy

Polacy coraz częściej zdają sobie sprawę, że w przyszłości poziom świadczeń z ZUS będzie niedostateczny. Tylko co dziesiąty respondent planuje po osiągnięciu wieku emerytalnego nie korzystać z żadnych dodatkowych źródeł. Aby utrzymać dotychczasowy styl życia, aż 40 proc. uczestników ma zamiar podjąć dodatkową pracę. To najczęściej wskazywany plan na pozyskanie pieniędzy na życie. Z kolei 30 proc. Polaków deklaruje, że przeznaczy na ten cel swoje oszczędności odłożone w depozytach. Zaledwie 8 proc. planuje wykorzystać możliwości trzeciego filara emerytalnego, czyli Indywidualnego Konta Zabezpieczenia Emerytalnego oraz Indywidualnego  Konta Emerytalnego.

– Zaletą obu produktów jest optymalizacja podatkowa. W przypadku IKZE, na ulgę nie trzeba czekać do emerytury. Wpłacone w danym roku kalendarzowym kwoty można odpisać od podstawy opodatkowania w zeznaniu rocznym PIT. Po ukończeniu 65. roku życia, kiedy oszczędności będą wypłacane, pobrany zostanie zryczałtowany podatek w wysokości 10 proc. dokonywanej wypłaty.  Natomiast oszczędności gromadzone w ramach IKE są całkowicie zwolnione z podatku od zysków kapitałowych. Trzeba jednak spełnić kilka warunków, m.in. osiągnąć wiek uprawniający do wypłaty pieniędzy (60 lat), dokonywać wpłat przez pięć dowolnych lat kalendarzowych lub wpłacić ponad połowę środków nie później niż na pięć lat przed ich wypłatą – tłumaczy Grzegorz Chłopek.

Badanie zrealizowane zostało na zlecenie Nationale-Nederlanden przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych w dniach 23-24 listopada 2018 roku. W ramach badania ilościowego przeprowadzono wywiady przy użyciu techniki CATI, na reprezentatywnej grupie dorosłych Polaków (n=1100).

Dimitris Raptis prezesem Globalworth Poland

Dimitris Raptis zastąpi na stanowisku CEO Globalworth Poland Małgorzatę Turek, która pełniła tę funkcję od września 2017 roku. W tym czasie odpowiadała za wdrożenie strategii firmy oraz jej rozwój na polskim rynku, po tym jak Globalworth nabył pakiet kontrolny w platformie nieruchomościowej GPRE. Dimitris Raptis obejmie nową rolę (interim CEO) po zatwierdzeniu przez zarząd.

Firma poinformowała również o powołaniu z początkiem grudnia Łukasza Duczkowskiego na stanowisko Dyrektora ds. Inwestycji (Head of Investments). Łukasz Duczkowski posiada ponad 10-letnie doświadczenie na rynku inwestycyjnym oraz w obszarze finansowania nieruchomości, które zdobył pracując dla HSBC, Colliers International oraz Griffin Real Estate. Dotychczasowy Dyrektor ds. Inwestycji Globalworth Poland, Artur Apostoł, został z kolei nominowany na stanowisko Dyrektora Operacyjnego (Chief Operating Officer, COO). CFO Globalworth Poland pozostaje Rafał Pomorski.

Dimitris Raptis – CEO Globalworth Poland
Dimitris Raptis – CEO Globalworth Poland

Po pozyskaniu większości udziałów w GPRE, prawie rok temu, udało nam się ogłosić zakup kolejnych budynków biurowych w Polsce o łącznej wartości prawie 680 mln EUR. W ten sposób, w prawie 6 miesięcy staliśmy się liderem sektora biurowego. Tak wielkie osiągnięcie, zrealizowane w tak krótkim czasie, było możliwe dzięki bezcennemu wkładowi polskiego zespołu Globalworth. Specjalne podziękowania chciałbym złożyć Małgorzacie Turek. Dynamiczny rozwój firmy nie byłby możliwy bez jej zdolności przywódczych, wiedzy oraz wsparcia, jakie otrzymaliśmy na każdym z etapów budowania naszego biznesu w Polsce. Życzę również Małgorzacie kolejnych sukcesów. Globalworth Poland będzie dalej wzmacniać swoją pozycję na rynku, przy wsparciu naszego wyjątkowego zespołu, który będziemy dalej rozwijać. – Dimitris Raptis

Praca w Globalworth Poland była dla mnie wspaniałym doświadczeniem. Ostatni rok to dla firmy wyjątkowo intensywny czas, a dla mnie duża satysfakcja, że miałam okazję współpracować z tak świetnym zespołem w okresie wchodzenia spółki na polski rynek. Moim koleżankom i kolegom życzę wielu kolejnych sukcesów. Jestem przekonana, że uda im się osiągnąć każdy cel i dalej budować pozycję Globalworth, jako lidera rynków w Polsce i Rumunii. – Małgorzata Turek

Dimitris Raptis posiada ponad 20-letnie doświadczenie zawodowe w obszarze usług finansowych oraz zarządzania inwestycjami na rynku nieruchomości. Od 2013 roku, czyli momentu powstania Globalworth, pełni tam funkcję Zastępcy Dyrektora Generalnego oraz Dyrektora ds. Inwestycji. Jako CEO Globalworth Poland Dimitris Raptis będzie odpowiedzialny za nadzorowanie realizacji strategii grupy na polskim rynku.

Wzrost cen energii w Polsce największy w całej Europie

Na wzrost cen energii elektrycznej w Polsce wpływają najbardziej dwa czynniki. Pierwszym jest brak spójnej polityki energetycznej, która bardzo długo nie była aktualizowana. Wszelkie działania podejmowane w tym zakresie są chaotyczne, a nie spójne i długoterminowe. Oprócz tego chodzi o wzrost cen prawa do emisji CO2, co zwiększa koszt wytworzenia energii w konwencjonalnych blokach węglowych. W zakresie energetyki cały świat podąża w stronę określonych rozwiązań. Polska – zmierzając w przeciwnym kierunku – będzie na tym tracić, a jej możliwości kiedyś się wyczerpią. Obecnie jesteśmy tego świadkami. Wzrost cen energii elektrycznej w Polsce jest największym wzrostem w całej Europie. Wszystkie kraje wybierają i dofinansowują odnawialne źródła energii, albo starają się chociaż ograniczać konwencjonalne paliwa kopalniane. Zarządzają miksem energetycznym w bardziej racjonalny i odpowiedzialny sposób przez stanowienie stabilnego prawa. Konieczne są negocjacje z krajami sąsiednimi – gdzie energia elektryczna jest tańsza.

Potrzebne jest też wsparcie rodzimych przedsiębiorców, którzy w przypadku rozproszonej energetyki są w stanie niwelować negatywne skutki rosnących cen.

– Tak, jak w przypadku drożenia paliwa, wzrost cen energii elektrycznej oznacza dla konsumenta wyższe ceny wszystkich towarów i usług. Powstrzymanie wzrostu cen energii wymaga zastanowienia się nad dwiema możliwościami – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Musiał, prezes Pracowni Finansowej – Pierwszą jest import z krajów, gdzie jest ona tańsza. Przykładem są nasi wschodni sąsiedzi. Ukraina wytwarza energię za pomocą elektrowni atomowych. Nadal nie przesyła jej do Polski, co mogłoby okazać się dla nas dobrym rozwiązaniem – zwłaszcza w trudnych momentach, gdy zdarzają się blackouty czy przymusowe wyłączenia dużych zakładów produkcyjnych.

Odpowiednie umowy bilansujące umożliwiłyby posiłkowanie się energią zza granicy. Inny sposobem na zatrzymanie wzrostu cen lub ich obniżenie jest inwestowanie w najtańsze i najbardziej opłacalne źródła.

Chodzi o energetykę wiatrową – zwłaszcza lądową, w której Polska posiada największe doświadczenie i know-how. W tym sektorze u rodzimych przedsiębiorców zostaje też najwięcej pieniędzy. Cały biznes związany z potrzebną infrastrukturą wymaga kompetencji, które w Polsce występują. Do budowy zatrudniane są firmy lokalne, tak samo jak przy zamawianiu części. W ten sposób znaczna część kapitału zostaje w kraju. W przypadku inwestycji w energetykę morską zostalibyśmy go pozbawieni, co ostatecznie zwiększyłoby cenę samych projektów. W konsekwencji znowu nastąpiłby wzrost cen energii, który musiałby zamortyzować nakłady inwestycyjne. Dodatkowo należy pamiętać o mikroinstalacjach na gospodarstwach domowych. Panele fotowoltaiczne są w stanie wyprodukować energię na potrzeby domu. Przez odpowiedni miks i politykę energetyczną Polska może utrzymać w ryzach ceny energii. Najdroższy prąd w Europie, którego doświadczymy już od 2019 roku, jest spowodowany trzymaniem się jednej, określonej drogi – bez patrzenia na otoczenie rynkowe – ocenił Musiał.

Polacy nie zapłacą więcej za prąd. Rekompensaty popłyną z nowego funduszu

Polacy nie zapłacą więcej za prąd. Rekompensaty popłyną z nowego funduszu 1

Zapowiadane na przyszły rok podwyżki cen prądu nie będą odczuwalne dla gospodarstw domowych – wynika z projektu ustawy powstającej w Ministerstwie Energii. Działania osłonowe obejmą też mikro-, małych i średnich przedsiębiorców. Wzrost cen zostanie pokryty ze specjalnego Funduszu Efektywności Energetycznej i Rekompensat (FEER). Do jego wprowadzenia przygotowują się spółki energetyczne. – FEER pokazuje, że zarówno minister energii, jak i spółki energetyczne chcą być po prostu fair względem klientów – mówi Filip Grzegorczyk, prezes Tauron Polska Energia.

Gospodarstwa domowe, zgodnie z zaprezentowanym przez ministra energii projektem ustawy, nie zapłacą w nowym roku więcej za prąd. Oczywiście prezes URE ustali nową taryfę i wzrost cen energii, który w tej taryfie zostanie wyznaczony, zostanie skompensowany wszystkim gospodarstwom domowym ze specjalnego funduszu [Funduszu Efektywności Energetycznej i Rekompensat (FEER) – red.] utworzonego przez ministra energii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Filip Grzegorczyk, prezes Tauron Polska Energia.

Program rekompensat obejmie 15 mln gospodarstw domowych w całej Polsce. Nie będą one musiały podejmować żadnych działań, by skorzystać z rabatu. Firmy energetyczne będą wystawiać faktury i pomniejszać je o rabat, a następnie będą mogły się ubiegać o rekompensaty u zarządcy rozliczeń.

Mikro-, mali i średni przedsiębiorcy również nie odczują skutków wzrostu cen energii na rynku hurtowym, przy czym oni będą zobowiązani do wystąpienia o rekompensatę. Jeśli chodzi o duży biznes, to zawsze jesteśmy otwarci na rozmowy, jesteśmy w stanie negocjować, ale też trzeba wyraźnie powiedzieć, że duży biznes doskonale odnajduje się w warunkach rynkowych – wyjaśnia Filip Grzegorczyk.

Beneficjentami programu będą także tacy odbiorcy prądu, jak hospicja, domy opieki społecznej, akademiki, internaty, domy dziecka. Koszt programu rekompensat szacowany jest na 4–5 mld zł. Będzie on sfinansowany m.in. ze sprzedaży uprawnień do emisji dwutlenku węgla, budżetu państwa oraz spółek energetycznych.

Środki ze spółek mają być przeznaczane na wzrost efektywności energetycznej w samorządach i firmach. Rekompensaty mają się pojawić na rachunkach od kwietnia 2019 roku.

Propozycja Ministerstwa Energii to wyraz odpowiedzialności za bezpieczeństwo Polaków wobec zagrożenia wzrostu cen energii, a w konsekwencji – ubóstwem energetycznym. Wprowadzenie tych zmian wymaga, po pierwsze, bardzo pilnego uchwalenia zaprezentowanej ustawy, co jest po stronie ministerstwa, a po drugie, wymaga zmian w systemach billingowych spółek, które sprzedają na co dzień energię elektryczną. Myślę, że bardzo szybko się z nimi uporamy, tak szybko, jak tylko to będzie możliwe – mówi Filip Grzegorczyk.

Ministerstwo Energii podkreśla, że ustawa osłonowa to jeden z elementów zmian, które mają wzmacniać bezpieczeństwo energetyczne kraju oraz niwelować zjawisko ubóstwa energetycznego. Wśród pozostałych są m.in. przygotowany dokument „Polityka energetyczna Polski do 2040 roku”, procedowana ustawa o wysokosprawnej kogeneracji, a także działające już regulacje o rynku mocy czy OZE.

Dziś ceny energii w Polsce są jednymi z niższych w Europie. Według zaprezentowanych przez Ministerstwo Energii analiz w latach 2013–2018 nastąpił spadek cen o 14 proc.

Brak większych zmian

Brak większych zmian. Spadki rentowności polskich papierów 10-letnich wyhamowały i utrzymują się ponad poziomem 3%. Złoty dalej traci na wartości. Ciążący nastrojom temat Brexitu osłabił euro do 1,131 USD, co pchnęło kurs EUR/PLN w okolice 4,30.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Wtorkowa sesja przyniosła dalsze spadki notowań złotego. Chwilowo podczas sesji europejskiej kurs EUR/PLN wzrósł powyżej 4,30. Złoty osłabiał przy taniejącym euro do dolara po tym jak po spotkaniu z brytyjską premier T.May, kanclerz Niemiec A.Merkel oznajmiła, że nie będą prowadzone z Wielką Brytanią żadne dalsze negocjacje w sprawie Brexitu. Na rynku pojawiły się też informacje, że złożono liczbę listów wymaganą do przeprowadzenia głosowania nad usunięciem premier May ze stanowiska przewodniczącej Partii Konserwatywnej.

Jeszcze w pierwszych godzinach handlu widać było nieznaczne odreagowanie poniedziałkowych spadków notowań wspólnej waluty do dolara, a EUR/USD powrócił w okolice 1,14. Choć sygnały, jakie napływały ze strony europejskich polityków dot. zmiany porozumienia w sprawie warunków Brexitu były negatywne, rynek najwyraźniej nie stracił nadziei. Poranny ruch wzrostowy euro dodatkowo wspierała publikacja indeksu gospodarczego ZEW dla Niemiec, którego grudniowy poziom -17,5 znacznie przewyższył oczekiwania rynkowe. Nie zmienia to faktu, że nadal ujemny wynik oznacza w badaniu przewagę pesymistów obawiających się słabego wzrostu gospodarczego niemieckiej gospodarki w czwartym kwartale br., odczuwających niepewność związaną z handlem międzynarodowym i ostateczną formą Brexitu. Czynniki te mają bowiem szczególnie ujemny wpływ na prywatne inwestycje i niemiecki eksport. Danych nie należy więc „nadinterpretować”, jak zaznaczył szef instytutu ZEW, stąd nie wystarczyły one do utrzymania porannych wzrostów euro. Z danych makro z USA na pierwszy plan wyszła inflacji cen producentów. W listopadzie PPI wzrósł o 0,1% m/m przy prognozie zakładającej brak zmiany. Od odczyt okazał się lepszy niż oczekiwano, co dodatkowo wsparło dolara, to jednak w porównaniu z październikiem (+0,6%) zauważalne jest mocne spowolnienie. W ujęciu rocznym wskaźnik PPI wyniósł 2,5%.

Na rynku stopy procentowej nie doszło do większych zmian, a krzywe utrzymywały się na poziomach, na które zeszły w trakcie ubiegłego tygodnia. Spadki rentowności polskich papierów 10-letnich wyhamowały i utrzymują się ponad poziomem 3%. W tym tygodniu publikacje z lokalnej gospodarki zaplanowane są dopiero na koniec tygodnia, kiedy poznamy finalne dane CPI oraz bilans na rachunku bieżącym. Odczyty inflacji z regionu Europy Środkowo-Wschodniej potwierdzają spowolnienie wzrostu cen w Rumunii oraz na Węgrzech, które okazały się niższe od oczekiwań rynkowych. Spowolnienie dynamiki CPI ogranicza presję na wzrosty rentowności papierów krótkoterminowych, co powinno sprzyjać dalszej stabilizacji polskich papierów.

Brak paliwa do wzrostu rentowności obligacji w Polsce wynika również ze spadku oczekiwań na działania Fed w przyszłym roku. Obecnie rynek wycenia zaledwie jeden ruch amerykańskich władz monetarnych w 2019r. Dodatkowo inwestorzy od końca września zdecydowanie zredukowali liczbę swoich pozycji krótkich kosztem pozycji długich, co potwierdza spadek wiary rynku w potencjał do podwyżek stóp przez Fed.

W środę w centrum uwagi znajdą się dane z USA. CPI może pokazać słabość przez spadki cen paliw, jednak inflacja bazowa CPI nie powinna mocno zaskoczyć wspierając grudniową podwyżkę stóp przez Fed. Tylko duże rozczarowanie może sprowokować rynek do silnej reakcji. Prognozy wskazują na wzrost CPI o 0,0% m/m i bazowego CPI o 0,2% m/m.

Wykres dnia: Spadek pozycji krótkich wobec długich na amerykańskich obligacjach pokazuje coraz niższe oczekiwania na działania Fed w przyszłym roku.

Spadek pozycji krótkich wobec długich na amerykańskich obligacjach pokazuje coraz niższe oczekiwania na działania Fed w przyszłym roku
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Przedsiębiorstwa mają do odegrania coraz ważniejszą rolę w ochronie klimatu. Biznes istotnym uczestnikiem COP24

Przedsiębiorstwa mają do odegrania coraz ważniejszą rolę w ochronie klimatu. Biznes istotnym uczestnikiem COP24 2

Szczyt klimatyczny COP24 w Katowicach potrwa do końca tygodnia. Obok polityków i ekspertów uczestniczą w nim przedstawiciele nauki i biznesu, którzy mają do odegrania istotną rolę w przeciwdziałaniu zmianom klimatycznym. Pokazuje to przykład 3M – na przestrzeni ostatnich 15 lat przedsiębiorstwo zredukowało emisję gazów cieplarnianych o 68 proc., a prawie 1/5 wolumenu energii konsumowanej przez firmę pochodzi dziś ze źródeł odnawialnych. Nowoczesny biznes musi obecnie uwzględniać ochronę środowiska i cele zrównoważonego rozwoju, a firmy tworzyć innowacje, które będą je wspierać.

 Nasza obecność na szczycie klimatycznym COP24 wynika ze stuprocentowej zbieżności celów przyjętych w ramach tego wydarzenia oraz założeń Porozumienia Paryskiego. Chodzi o to, w jaki sposób możemy uczestniczyć w procesie zmniejszania emisji, a tym samym ograniczania zmian klimatycznych, jak możemy wspierać adaptację do zmian klimatycznych oraz przede wszystkim, w jaki sposób możemy wykorzystać naukę i technikę, aby osiągnąć powyższe cele – mówi agencji Newseria Biznes Alain Simonnet, dyrektor zarządzający 3M na region Europy Wschodniej i Polskę.

Szczyt klimatyczny COP24 w Katowicach potrwa do 14 grudnia. Biorą w nim udział przedstawiciele 195 państw, które w 2015 roku przyjęły Porozumienie Paryskie. Ich głównym zadaniem jest wypracowanie ostatecznego kształtu (tzw. mapy drogowej), w jakim zostanie wdrożona ta międzynarodowa umowa, która kładzie nacisk na radykalną redukcję emisji dwutlenku węgla.

Przedstawiciele firm mają w dyskusji o zmianach klimatu ważny głos, bo – jak podkreśla Alain Simonnet z 3M – w tej chwili nowoczesny biznes musi już odbywać się w oparciu o zasady zrównoważonego rozwoju i z poszanowaniem środowiska. Przedsiębiorstwa – zwłaszcza firmy produkcyjne – mogą podejmować cały wachlarz działań, żeby przyczyniać się do przeciwdziałania zmianom klimatu i tworzyć innowacje, które będą ten cel wspierać.

3M jest tego dobrym przykładem: od 2005 przedsiębiorstwo zmniejszyło zużycie wody o ponad 37 proc., a na przestrzeni ostatnich 15 lat emisja gazów cieplarnianych została zredukowana o 68 proc. Prawie 1/5 wolumenu energii konsumowanej dziś przez firmę pochodzi ze źródeł odnawialnych. Do połowy przyszłej dekady ten odsetek ma sięgać już 25 proc. Przyjęty przez firmę program „2025 Sustainability Goals” zakłada również osiągnięcie zerowej ilości odpadów w 30 proc. zakładów produkcyjnych 3M – ten cel został już prawie całkowicie zrealizowany.

Na COP24 3M poszło o krok dalej i ogłosiło swój pierwszy wymóg o charakterze formalnym dotyczący wprowadzania na rynek nowych produktów. Od 2019 roku każdy z nich będzie zgodny z Deklaracją Zrównoważonego Rozwoju przyjętą przez 3M. Deklaracja Zrównoważonego Rozwoju 3M obejmuje wiele aspektów procesu powstawania i wprowadzania na rynek nowych produktów, których jest około tysiąca każdego roku. To między innymi ponowne wykorzystywanie materiałów, recykling, gospodarka energią i odpadami, oszczędność wody, odpowiedzialny łańcuch dostaw czy zastosowanie materiałów odnawialnych, odpowiednich dla danego rozwiązania – od początku do samego końca cyklu życia każdego produktu. Zobowiązanie 3M obejmuje również produkty, które mają przede wszystkim na celu pomóc rozwiązywać problemy środowiskowe lub społeczne, takie jak poprawa jakości powietrza, ograniczenie emisji gazów cieplarnianych czy zwiększenie bezpieczeństwa pracowników i pacjentów w placówkach opieki zdrowotnej i zakładach przemysłowych.

– Ambitne cele przyjęte w ostatnim czasie przez 3M opierają się na trzech filarach. Są to: nauka w obszarze procesu produkcyjnego, nauka na rzecz społeczności oraz nauka w obszarze klimatu – wymienia Alain Simonnet.

Nauka w obszarze procesu produkcyjnego obejmuje takie metody projektowania i wytwarzania produktów, które wymagają zastosowania jak najmniejszych ilości materiałów i wody przy jednoczesnym wytwarzaniu minimum odpadów. Mówiąc w skrócie, jest to optymalizacja produkcji przy ograniczonym zużyciu surowców.

 Jeden z naszych najważniejszych zakładów produkcyjnych na świecie jest zlokalizowany w Polsce i ten aspekt naszych działań jest w tym zakładzie niezwykle istotny. Nasze procesy są projektowane i ewoluują dokładnie w tym kierunku. Dotyczy to wyboru dostawców, surowców, recyklingu materiałów, m.in. substancji rozpuszczalnych w wodzie, eliminowania rozpuszczalników i ograniczania odpadów. Dla przykładu w ramach całkowitej produkcji realizowanej w naszych zakładach we Wrocławiu osiągnęliśmy zerowy wskaźnik składowania odpadów na wysypiskach śmieci – podkreśla Alain Simonnet.

Drugi filar strategii 3M – nauka w obszarze klimatu – skupia się na produktach i rozwiązaniach, które pomagają ich użytkownikom działać w sposób ukierunkowany na ograniczanie emisji dwutlenku węgla i gazów cieplarnianych oraz przyczyniają się do efektywniejszego zarządzania energią czy zasobami wodnymi. Jak wynika z Raportu Zrównoważonego Rozwoju firmy („2018 Sustainability Report”) w ubiegłym roku produkty 3M pomogły klientom zredukować emisję gazów o 13 mld ton. Od momentu zainaugurowania w 1975 roku programu Pollution Prevention Pays firma zrealizowała już ponad 15 tys. projektów mających na celu ochronę środowiska naturalnego, które wpisują się w założenia United Nations Global Compact ONZ.

 Mamy w tym obszarze szereg rozwiązań, które zostały wytworzone, opracowane lub pozyskane w Polsce. Do przykładów należą kleje stosowane w branży motoryzacyjnej, filtry na potrzeby bioupraw oraz szereg innych rozwiązań i produktów, które przyczyniają się do ograniczania emisji lub ułatwiają adaptację do zmian klimatycznych przy coraz mniejszym przyczynianiu się do tych zmian – mówi Alain Simonnet.

Trzecim filarem przyjętej przez firmę strategii jest wykorzystywanie zdobyczy naukowych na potrzeby lokalnych społeczności. Ekspert 3M zwraca uwagę na wyniki ostatniego globalnego badania 3M „State of Science Index”, które pokazują, że konsumenci w coraz większym stopniu dostrzegają wpływ nauki na ich otoczenie i jakość życia. Prawie połowa Polaków (49 proc.) dostrzega znaczenie nauki dla funkcjonowania społeczeństw, a 37 proc. twierdzi, że ma ona przełożenie na ich życie codzienne.

– Nasze badania pokazują, że mamy teraz wyśmienitą okazję, żeby szerzyć na świecie – a zwłaszcza w Polsce – wiedzę na temat tego, jak zdobycze naukowe i techniczne mogą pomagać nam zwalczać zmiany klimatyczne i ich konsekwencje. Dlatego niezwykle ważne jest to, abyśmy jako przedsiębiorstwo bazujące na zdobyczach naukowych, którego głównym celem jest wdrażanie technologii na potrzeby życia codziennego, nawiązywali kontakty z innymi firmami sektora technicznego oraz uniwersytetami, szkołami i społecznościami lokalnymi. Dzięki temu będziemy mogli zmieniać nasze przyzwyczajenia i wspólnie opracowywać rozwiązania, które będą miały pozytywny wpływ na środowisko – podkreśla dyrektor zarządzający 3M na region Europy Wschodniej i Polskę.

W ubiegłym roku łączne nakłady 3M na działalność badawczo-rozwojową osiągnęły 1,9 mld dol. Ponad 70 mln dol. firma przeznaczyła na wsparcie edukacji, ochrony środowiska i programów skierowanych do społeczności lokalnych. Globalna organizacja była jedną z pierwszych na świecie, które zintegrowały swoją działalność biznesową z działaniami na rzecz zrównoważonego rozwoju.

W 2022 roku w domach może być nawet 500 urządzeń podłączonych do internetu. Inteligentne urządzenia monitorują dom czy dbają o jakość powietrza

W 2022 roku w domach może być nawet 500 urządzeń podłączonych do internetu. Inteligentne urządzenia monitorują dom czy dbają o jakość powietrza 3

Do 2021 roku do sieci będzie podłączonych już blisko 28 mld urządzeń. Z tego ponad połowę będą stanowić urządzenia internetu rzeczy, które będą się ze sobą komunikować bez udziału człowieka. Najwięcej tego maszyn znajduje obecnie zastosowanie w obszarach smart dom, wearables oraz RTV i AGD. Do 2022 roku w typowym gospodarstwie domowym może być już nawet 500 urządzeń podłączonych do sieci. Już teraz na rynku dostępne są smart telewizory, sprzęt audio czy lodówki, ale inteligentne mogą być też rolety czy okna, które reagują na jakość powietrza i aktualną pogodę.

W Polsce podchodzimy do zagadnienia internetu rzeczy jako do czegoś, co jest melodią przyszłości, co jest związane z filmami science-fiction. Faktycznie chodzi o internet i rzeczy, ale głównie o dane, które są przesyłane przez różne smart urządzenia, i to, w jaki sposób możemy je zastosować – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Szymon Lisowski, wiceprezes Socjomanii.

Ericsson szacuje, że już do 2021 roku na 28 mld urządzeń podłączonych do internetu blisko 16 mld będą stanowiły urządzenia IoT. Oznacza to, że niemal wszystkie urządzenia, które służą lub jeszcze do niedawna służyły w świecie analogowym, mogą być podłączone do internetu i dzięki temu będą działać szybciej i lepiej. Dzięki IoT rozwija się idea smart city, gdzie urządzenia wyposażone w czujniki i podłączone do internetu wspierają infrastrukturę miejską, np. monitoring czy systemy zarządzania ruchem w czasie rzeczywistym. Inteligentne mogą być też miejskie meble – ławki solarne, kosze na śmieci czy wiaty przystankowe.

– Dla przykładu Los Angeles stosuje odpowiednie czujniki, które kontrolują ruch, wysyłają dane do komputera, który steruje ponad 4 tys. świateł w mieście, tak żeby rozładować w odpowiedni sposób korki – mówi Szymon Lisowski.

Raport IAB „Internet Rzeczy w Polsce” wskazuje, że obecnie najwięcej urządzeń znajduje zastosowanie w obszarach smart dom, RTV i AGD czy wearables, czyli ubrań, biżuterii i gadżetów wyposażonych w sensory zdolne łączyć się z internetem. Moduły WiFi instalowane są nawet w drobnych sprzętach domowych, coraz powszechniejsze są inteligentne lodówki. IoT wykorzystywane jest też w systemach bezpieczeństwa – monitoringu, alarmów. Według IAB Polska to właśnie kategoria smart dom ma największy potencjał związany z IoT. Gartner przewiduje, że do 2022 roku w gospodarstwie domowym może być nawet 500 urządzeń podpiętych do internetu.

W Polsce najczęściej korzystamy z rozwiązań typu smart home, czyli np. sterowanie oświetleniem, bramą garażową czy klimatyzacją za pomocą smartfona lub tabletu. Często myślimy o smart home jako o domu, który przygotowuje automatycznie tosty, parzy kawę, od razu włącza oświetlenie i jeszcze budzi właściciela. Technologicznie faktycznie jest to możliwe, natomiast w praktyce wykorzystujemy częściej połączenie mniejszej liczby sprzętów – przekonuje Szymon Lisowski.

Urządzenia IoT mają ułatwić życie, podejmując decyzje bez właściciela – np. inteligentne lodówki, które same zamawiają kończące się właśnie produkty. Na rynku dostępne są też rolety, które reagują na światło na zewnątrz i automatycznie opuszczają się przy dużym nasłonecznieniu. Velux poszedł o krok dalej i stworzył rozwiązanie Velux Active, które dzięki inteligentnym czujnikom steruje jakością powietrza w pomieszczeniu.

System bazuje na informacjach z czujnika, który umieszczamy na poddaszu i który mierzy poziom wilgotności, stężenie dwutlenku węgla czy temperaturę. Z drugiej strony system łączy się również z najbliższymi stacjami meteorologicznymi, które podają mu dane dotyczące prognozy pogody, i na tej podstawie otwiera lub zamyka okna, opuszcza rolety, żeby zadbać o jak najlepszą jakość powietrza. Kiedy wychodzimy spod prysznica, w domu jest duszno i wilgotno, wtedy system samodzielnie, automatycznie otwiera okna. Również, kiedy gotujemy, system otworzy okna – tłumaczy Katarzyna Gałek, product manager w Velux.

System wystarczy podłączyć do kontaktu i WiFi, nie są potrzebne specjalne centrale. Aplikacja Velux Active współpracuje też z systemem Apple HomeKit, dzięki czemu można głosowo sterować urządzeniem. Wystarczy powiedzieć Siri, żeby otworzyła okno dachowe lub przygotowała pomieszczenie do wieczornego odpoczynku.

Sercem produktu jest oprogramowanie, które udoskonalamy i dostosowujemy do potrzeb naszych użytkowników od dnia wprowadzenia produktu na rynek. To bardzo korzystne dla naszych konsumentów, bo oznacza, że nawet jeżeli ktoś w tym roku kupił Velux Active, będzie mógł się cieszyć również funkcjonalnościami, które wprowadzimy za rok czy dwa lata, bo program wymaga jedynie aktualizacji, której dokonujemy za pośrednictwem internetu –przekonuje Katarzyna Gałek.

Tegoroczne święta będą znacznie bogatsze. Polacy wydadzą na ich organizację prawie 24 mld zł

0

Tegoroczne święta będą znacznie bogatsze. Polacy wydadzą na ich organizację prawie 24 mld zł 4

Średnie wydatki polskiej rodziny na tegoroczne obchody Bożego Narodzenia wzrosną wobec ubiegłorocznych o niemal 140 zł. Jeszcze wyższe będą w przypadku tych gospodarstw domowych, które zasilane są świadczeniem Rodzina 500 plus. O ile żywność Polacy zakupią głównie w dyskontach oraz hiper- i supermarketach, to po prezenty udadzą się raczej do sklepów internetowych. Zarówno przy zakupach, jak i porównywaniu ofert konsumenci coraz częściej korzystają ze smartfonów i aplikacji mobilnych.

Jak wynika z badania, które na zlecenie Banku Millennium przeprowadził IBRiS, statystyczna polska rodzina deklaruje, że w tym roku wyda na święta 1754 zł, czyli o 139 zł więcej niż w ubiegłym roku. Chodzi tutaj o łączne wydatki na organizację świąt, prezenty, przygotowanie uroczystości rodzinnych i podróże – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Iwona Jarzębska, dyrektor ds. public relations w Banku Millennium. – Polacy coraz chętniej przeznaczają swoje fundusze na konsumpcję. Wynika to z bardzo wysokiego poziomu zatrudnienia w Polsce, a także z podwyżek naszych wynagrodzeń i pozytywnej perspektywy, jaką widzą przed sobą polscy konsumenci. 

Łącznie Polacy planują w tym roku przeznaczyć na święta prawie 24 mld zł, o 8,6 proc. więcej niż przed rokiem. Rodziny korzystające ze świadczenia Rodzina 500 plus wydadzą na tegoroczne święta średnio 1973 złote, o 219 zł więcej niż wynosi średnia dla wszystkich konsumentów.

Polacy tradycyjnie planują się udać po artykuły spożywcze do dyskontów i sieci handlowych – podkreśla Iwona Jarzębska. – Jeżeli chodzi o prezenty, to chociaż większość z nas idzie po nie do konkretnego sklepu, to widzimy, że coraz większą rolę odgrywają zakupy w internecie, a zwłaszcza dokonywane przez smartfony. Wzrost wynosi aż 14 pkt proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Do sklepów dyskontowych zamierza się udać po produkty spożywcze 60 proc. pytanych. 46 proc. planuje wizyty w hiper- i supermarketach, a mniej więcej co trzeci konsument uda się na bazar oraz do sklepu innego niż dyskont, hiper- czy supermarket. Co ciekawe, są już chętni do kupowania świątecznych przysmaków przez internet. W tym roku świąteczne zakupy spożywcze online, tradycyjnie za pomocą komputera, zrobi 6 proc. pytanych, a dodatkowe 4 proc. respondentów wykorzysta w tym procesie urządzenia mobilne. Jeszcze rok temu nie było chętnych na świąteczne zakupy spożywcze przez smartfona. Inaczej niż w wypadku prezentów i informacji o nich.

Najpopularniejszymi prezentami świątecznym są wciąż kosmetyki i perfumy. Drugie miejsce zajmują zabawki, to jest najpopularniejszy prezent dla dzieci. Na trzecim miejscu są książki – informuje przedstawicielka Banku Millennium.

Po kosmetyki lub perfumy dla najbliższych zamierza sięgnąć ponad połowa – 53 proc. – konsumentów. Zabawki kupi 45 proc. pytanych, książki – 40 proc., a ubrania – 34 proc. Więcej niż trzech na dziesięciu mikołajów sprezentuje słodycze. Częściej niż co szósty zamierza dać w prezencie pieniądze lub podarunek luksusowy, np. zegarek czy droższy alkohol. Na zakup elektroniki zdecyduje się blisko 15 proc. badanych. Prawie 12 proc. rozważa zakup gier komputerowych, a co dziesiąty obdaruje bliskich kartą podarunkową.

Polacy poszukują przed świętami promocji. Głównym źródłem informacji są wciąż gazetki publikowane przez centra handlowe, ale widzimy, że coraz większą popularnością cieszą się portale internetowe i aplikacje mobilne, które takie informacje dla konsumentów przygotowują. Przykładem aplikacji, w której można znaleźć okazje przedświąteczne, jest goodie. To platforma smartshoppingowa, w której nasi klienci mogą znaleźć najlepsze oferty, a również skorzystać z funkcji cashback, czyli odzyskać część wydatków na zakupy. Mogą dokonywać w ten sposób zakupów w tysiącu sklepów internetowych – dodaje Iwona Jarzębska.

Coraz więcej Polek korzysta z medycyny estetycznej. Zabiegi stają się bardziej skuteczne, bezbolesne i ze znacznie krótszym czasem gojenia

Coraz więcej Polek korzysta z medycyny estetycznej. Zabiegi stają się bardziej skuteczne, bezbolesne i ze znacznie krótszym czasem gojenia 5

Zabiegi medycyny estetycznej są w Polsce coraz popularniejsze. To już nie tylko botoks, lecz także zabiegi, które pozwalają stopniowo cofnąć wiek biologiczny skóry. Większość osób trafia do lekarzy medycyny estetycznej w celu poprawy swojego wyglądu, a tym samym polepszenia samopoczucia. Najpopularniejsze zabiegi to mezoterapia, laseroterapia i lipoliza. Wzrost popularności medycyny estetycznej to także efekt postępu technologicznego. Część zabiegów wymaga zaledwie kilku dni rekonwalescencji i można je dopasować do indywidualnych potrzeb pacjenta. 

– Medycyna estetyczna diametralnie różni się od chirurgii plastycznej. Około 60 proc. Polaków myli te pojęcia i uważa, że jest to to samo, ale tak nie jest. Chirurgia plastyczna to skalpel oraz duża ingerencja w skórę i tkanki podskórne. Taka gruntowna przebudowa rysów twarzy często kończy się efektem sztuczności. W medycynie estetycznej trendem jest kompleksowość. Dbamy o skórę holistycznie, dbamy o całe ciało i prowadzimy pacjenta drogą przebudowy struktury skóry – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Marek Pitucha, lekarz medycyny estetycznej w Holistic Clinic.

Zabiegi chirurgii plastycznej przeważnie wymagają znieczulenia, skupiają się na efekcie końcowym, np. trwale poprawionych rysach twarzy. Medycyna estetyczna natomiast koncentruje się na spowolnieniu procesów starzenia się skóry, odbudowuje jej struktury i poprawia kondycję.

Jak wynika z badań, na naturalne metody poprawy wyglądu decyduje się coraz więcej osób. Jeszcze w 2015 roku z zabiegów medycyny estetycznej korzystało ok. pół miliona Polaków. Obecnie, jak wynika z badania Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti-Aging, lekarze przyjmują najczęściej dziesięciu pacjentów tygodniowo. Ponad połowa pacjentów (56 proc.) trafia do lekarzy medycyny estetycznej w wieku 40–50 lat. Co trzecia osoba decyduje się na zabiegi w wieku 30–40 lat, kiedy pojawiają się pierwsze oznaki starzenia.

 Nowym trendem w medycynie estetycznej jest smart ageing, który polega na tym, że w sposób zrównoważony, powolny i naturalny chcemy obniżyć wiek biologiczny skóry. Nie robimy tego radykalnie. Unikamy sztuczności, stawiając na naturalność. Wprowadzamy pacjenta w program kompleksowej regeneracji, ale nie tylko skupiamy się na skórze, lecz także na zdrowym trybie życia, odpowiedniej diecie i aktywności – dodaje dr Marek Pitucha.

W gabinetach medycyny estetycznej kobiety najczęściej chcą zadbać o wygląd twarzy, szyi, dekoltu i brzucha. Decydują się wówczas na mezoterapię (dostarczenie bezpośrednio do skóry właściwej substancji leczniczych, regenerujących lub odżywczych), laseroterapię lub lipolizę. Na rosnącą popularność zabiegów medycyny estetycznej wpływa postęp technologiczny, jaki dokonuje się w tym zakresie.

– Postęp technologiczny w medycynie estetycznej jest bardzo duży i faktycznie w tej chwili możemy sobie pozwolić na bardzo dużo zabiegów, które w krótkim czasie, po krótkiej rekonwalescencji przynoszą bardzo dobre efekty. Dajemy pacjentom możliwość sięgnięcia po takie zabiegi, dzięki którym w przeciągu weekendu możemy dojść z powrotem do dawnej kondycji, mamy odnowioną skórę i możemy wrócić do pracy po 3–4 dniach – tłumaczy Marek Pitucha.

Ogromny postęp technologiczny dokonał się zwłaszcza w laseroterapii.

 Przełomem jest chociażby wprowadzenie najnowszego lasera hybrydowego HALO, który łączy dwa lasery w jednym, i podczas jednego zabiegu możemy zrobić dwa – wskazuje lekarz medycyny estetycznej w Holistic Clinic. – Mamy możliwość dostosowania zabiegu indywidualnie do każdego rodzaju skóry. Za postępem technologicznym idzie bardzo duża indywidualizacja dostosowana do potrzeb pacjenta.

Laser Halo pozwala odmłodzić skórę, poprawia jej ukrwienie, przyspiesza też procesy lecznicze. Łączy dwie długości fali: 1470 nm (laser nieablacyjny) działa na zmiany barwnikowe naskórka i skóry, miejsca zwiotczenia i zmarszczki, zaś długość fali 2940 nm (laser ablacyjny) usuwa warstwę rogową i naskórek, przyspiesza gojenie i poprawia efekty leczenia. Sam zabieg trwa ok. 30 minut, a dzięki nowoczesnemu systemowi chłodzenia jest znacznie mniej bolesny niż wykonywany za pomocą tradycyjnego lasera.

Algorytm sztucznej inteligencji sam ustali sugerowaną cenę produktu w sklepach. Pozwoli to sieciom handlowym zwiększyć zyski nawet kilkukrotnie

Algorytm sztucznej inteligencji sam ustali sugerowaną cenę produktu w sklepach. Pozwoli to sieciom handlowym zwiększyć zyski nawet kilkukrotnie 6

Rentowność tradycyjnych sklepów szybko spada. Sieci detaliczne najczęściej korzystają z arkuszy w Excelu i w ten sposób zarządzają cenami sprzedaży. Standardowo nakładają marżę i w ten sposób liczą na zysk. Rentowność wyższą o nawet 2 mln zł przy obrotach ok. 100 mln zł mogą jednak przynieść algorytmy sztucznej inteligencji. Technologia uwzględni zmiany w zachowaniach zakupowych klientów czy działania konkurencji i na tej podstawie zarekomenduje cenę. Zmiana cen towarów nawet o 1 proc. przynosi nawet 11 proc. wzrostu wartości marży.

– Ceny odgrywają bardzo istotną rolę w tym, jak klienci postrzegają sklep i jaką mają chęć do zakupów. My zajmujemy się doborem najlepszych wartości cen, żeby sklep mógł osiągać najlepsze możliwe rezultaty. Czasem sklepom zależy na udziale w rynku i wtedy powinniśmy dążyć do tego, żeby sprzedać jak najwięcej. Czasem sklepom zależy na marży, wtedy ustawiamy ceny tak, żeby sklepy mogły uzyskać jak najlepszą marżę, nawet jeżeli sprzedadzą mniej sztuk – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Cezary Kosiński, współzałożyciel Pricing Tags.

Nowe technologie coraz częściej wykorzystywane są w handlu. Sprawdzają rozkład produktów na półkach, podpowiadają, jak zmienić układ, by zainteresować klientów. Dzięki specjalnym algorytmom ustalane są kolory wystaw, zapach w sklepie czy natężenie światła. Specjalne kamery śledzą wyraz twarzy klienta i na tej podstawie analizują, czy zainteresował się danym produktem. Sprawdzają też sposób poruszania się po sklepie i na tej podstawie rozmieszczają produkty. Nie zawsze jednak takie działania przynoszą zamierzony efekt, czyli przede wszystkim – większe zyski. Podnoszenie marży jest w takiej sytuacji działaniem krótkowzrocznym.

System Pricing Tags przygotowuje dodatkowe rekomendacje w reakcji na przykład na zmiany cen u konkurentów albo przewidywane zmiany pogody. Technologia uczenia maszynowego pomaga wyliczyć rekomendację cen i w ten sposób dostosować się do zmieniających się warunków w otoczeniu i zmian w zwyczajach klientów. Jednocześnie system generuje raporty, które pokazują, jak sprawdzała się dotychczasowa polityka cenowa, jak wpływała na wyniki sklepu, a jak mogą to zmienić rekomendowane ceny.

– Nieduża sieć, która ma 25 placówek, a każda z nich robi średnio około 4 mln obrotu rocznie, sieć robi 100 mln zł obrotu rocznie. Profitowość ma na poziomie 400 tys. zł, czyli 0,4 proc. Dzięki zastosowaniu naszego systemu, są w stanie wygenerować do 2 mln dodatkowej gotówki, czyli ich profitowość wzrasta 5–6 razy – wylicza Cezary Kosiński.

Jak podkreśla ekspert, dla firmy to same korzyści. Nie tylko dodatkowa gotówka, lecz także odciążenie pracowników i lepsza wydajność pracy. Założyciele Pricing Tabs chcą się stać hubem big data, gromadząc wszystkie informacje, które mogą pomóc w zarządzaniu siecią sklepów.

– Współpracujemy także z firmami partnerskimi, które dostarczają nam inne rodzaje danych, np. o układzie produktów na półkach. Są firmy, które instalują kamery mierzące, fotografujące, obliczające, które produkty są na półkach. Współpracujemy z firmami, które mierzą przepływ klientów, tzw. heat maps, czy takimi, które mierzą zdejmowanie produktów z półek – wymienia Cezary Kosiński.

Według analityków MarketsandMarkets rozwiązania sztucznej inteligencji na rynku sprzedaży detalicznej osiągną w 2022 r. wartość 5 mld dol.

Elektroniczny pierścionek zastąpi klucz lub pilota do otwierania samochodu. Stare rozwiązania zastępuję także technologia oparta na biometrii

Elektroniczny pierścionek zastąpi klucz lub pilota do otwierania samochodu. Stare rozwiązania zastępuję także technologia oparta na biometrii 7

Nowe technologie rewolucjonizują przemysł motoryzacyjny. Nowe samochody to prawdziwe centra rozrywki z wbudowanymi aplikacjami, które maksymalnie odciążają kierowców. Coraz więcej funkcji mają też kluczyki. Już nie tylko służą do zamykania i otwierania drzwi. Pozwalają sprawdzić poziom zabezpieczeń, ustawić klimatyzację, przełączyć światła czy przestawić samochód. W niektórych przypadkach umożliwiają też osiągnięcie wyższej prędkości. Coraz więcej samochodów działa w systemie bezkluczykowym. Połączyć się z samochodem można też za pomocą inteligentnego pierścionka z nadajnikiem NFC i RFID.

– W branży motoryzacyjnej dokonał się ogromny postęp technologiczny – obecnie większość marek i modeli samochodów ma dostęp do internetu, wbudowane systemy GPS i rozrywki. Wiele samochodów wyposażono w system bezkluczykowy, a nasza technologia działa w dokładnie ten sam sposób – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Daniel Blondell, dyrektor operacyjny w firmie McLear.

Samochody stają się coraz bardziej inteligentne i autonomiczne. Na rynku pojawiają się urządzenia, których zadaniem jest jak najbardziej ułatwić życie kierowcom i zwiększyć ich bezpieczeństwo. To jednak niejedyne zmiany technologiczne w branży motoryzacyjnej. Zmiany dotknęły też kluczyki do samochodu. Ze zwyczajnego breloczka, którego rolą było otwarcie i zamknięcie drzwi, stały się prawdziwym centrum dowodzenia. Pilot do jednego z samochodów BMW ma mały ekran, na którym można sprawdzić, czy wszystkie drzwi są zamknięte oraz jaki jest poziom paliwa. Można też sterować światłami, klimatyzacją, a nawet przeparkować samochód. Klucz do jednego z modeli ferrari umożliwia z kolei rozwinięcie wyższej prędkości, inaczej niemożliwej do osiągnięcia.

Powoli jednak era pilotów się kończy. Teraz coraz więcej firm wprowadza bezkluczykowe techniki na uruchomienie samochodu – biometryczne lub za pomocą urządzeń wykorzystujących technologię NFC i RFID.

– Kluczyki w tych systemach wykorzystują technologię RFID, więc gdy kierowca podchodzi do pojazdu, samochód już wie, że jest blisko, bo kluczyk komunikuje się z samochodem, który dokonuje uwierzytelnienia i pozwala na dostęp, otwarcie drzwi i naciśnięcie guzika na kierownicy, uruchamiającym samochód. Pierścionek tylko zastępuje kluczyk jako mechanizm – tłumaczy Daniel Blondell.

Każdy pierścionek ma przypisany niepowtarzalny numer identyfikacyjny. Po ściągnięciu aplikacji McLear należy wprowadzić do niej numer identyfikacyjny. Dzięki temu łączymy aplikację z pierścionkiem. Technologia NFC pozwala na transfer danych między dwoma urządzeniami znajdującymi się blisko siebie, jednocześnie zużywając mało energii i maksymalnie upraszczając cały proces.

– Naszym inteligentnym pierścionkiem dzięki technologii NFC i RFID można więc otwierać drzwi do samochodu czy uruchamiać jego silnik. Nazywamy to formatem – kluczyk można zastąpić pierścionkiem, choć jednym i drugim można otworzyć samochód i uruchomić silnik. Technologia zostaje taka sama, tylko możemy wybrać inny format – mówi Daniel Blondell.

McLear obecnie prowadzi rozmowy z producentami samochodów. Według raportu MarketsandMarkets rynek dziesięciu najważniejszych technologii na rynku automotive, wśród których są m.in. dostęp do usług internetowych oraz systemy bezpieczeństwa, będzie wart do 2021 r. ponad 139 mld dol.

Branża modowa potrzebuje wykwalifikowanych kadr

  • Polski rynek odzieżowo-tekstylny należy do najatrakcyjniejszych w Europie Środkowo-Wschodniej.
  • Ogromnym wyzwaniem dla przedsiębiorstw z sektora przemysłu mody jest jednak brak wykwalifikowanych pracowników.

W 2016 r. w branży tekstylnej pracowało 60,1 tys. osób w ponad 5 tys. firm. W przeszło 13 tys. zakładach odzieżowych pracowało 100 tys. osób, a w przemyśle skórzanym niecałe 3 tys. firm zatrudniało 27,5 tys. osób (dane GUS na koniec 2016 r.). Statystyki te nie obejmują jednak całej grupy osób związanej z branżą mody w sposób inny niż zatrudnienie w produkcji, która jest trudno mierzalna ze względu na rodzaj wykonywanej działalności (blogosfera, influencerzy, osoby związane z marketingiem modowym) oraz rotację i dynamikę zmian w branży – wynika z najnowszego raportu pt. „Rynek mody w Polsce”, przygotowanego przez KPMG we współpracy z Akademią Biznesu i Prawa Mody Uczelni Łazarskiego.

Nowe specjalizacje w branży mody

Branża modowa, zarówno w Polsce, jak i na świecie, przechodzi obecnie istotne zmiany. Wpływa na to m.in. rozwój nowoczesnych technologii. Dynamika zmian zachodzących w samej branży, a także ich interdyscyplinarność oraz nowe narzędzia sprzedaży i marketingu rodzą duże zapotrzebowanie na nową, wyspecjalizowaną kadrę, bez której rozwój firm z branży mody może być zagrożony. Szkolnictwo, zarówno zawodowe, średnie, jak i wyższe staje się dzisiaj w niespotykanym dotąd stopniu odpowiedzialne za właściwe przygotowanie kadry zawodowej, z uwzględnieniem nowych specjalizacji przystosowanych do potrzeb rynku pracy. Nowe zawody w przemyśle mody powstają w wyniku połączenia lub przekształcenia istniejących specjalizacji. Dodatkowo pojawiają się nowe specjalizacje, których powstanie wymusiły zmiany zachodzące na rynku.

– Szeroko rozumiana branża mody stwarza duże możliwości kreowania nowatorskich specjalizacji. W przemyśle modowym, ze względu na jego złożoną specyfikę, ważna jest wiedza nie tylko z obszaru projektowania czy inżynierii w zakresie włókiennictwa i przemysłu mody, ale także zarządzania, w tym zarządzania marketingowego, komunikacji, prawa mody. Niezwykle istotne są także tzw. umiejętności miękkie. Rozwój odpowiednich kwalifikacji oraz kompetencji pracowników tego sektora warunkuje jego stabilny wzrost i powinien być przedmiotem zainteresowania, zarówno na poziomie polityki sektorowej, jak i działań pojedynczych przedsiębiorców. Ma to tym większe znaczenie, że w 2016 r. w branży tekstylnej, odzieżowej oraz skórzanej pracowało blisko 200 tysięcy osób. To liczba porównywalna z populacją większego miasta – mówi Agnieszka Oleksyn-Wajda, radca prawny, autorka części raportu pt. „Wyzwania i szanse edukacji w branży mody”, kierownik Akademii Biznesu i Prawa Mody Uczelni Łazarskiego, członek rady nadzorczej Związku Przedsiębiorców Przemysłu Mody LEWIATAN.

Wpływ pracodawców na edukację

Wpływ pracodawców na dostosowanie programów nauczania oraz form kształcenia do rynku pracy w branży mody jest coraz większy. Szkoły oferujące edukację w branży mody często nawiązują bezpośrednie partnerstwa merytoryczne z branżowymi przedsiębiorcami oraz pracodawcami. Dzięki takiej kooperacji przedsiębiorcy oraz pracodawcy mają realny wpływ na tematykę, standardy nauczania oraz specjalizacje oferowane przez szkoły, a menedżerowie z firm odzieżowych niejednokrotnie prowadzą praktyczne zajęcia w formie warsztatów, ćwiczeń i konwersatoriów.

– Coraz większą rolę w łączeniu edukacji z przemysłem mody odgrywa Związek Przedsiębiorców Przemysłu Mody LEWIATAN oraz Sektorowa Rada ds. Kompetencji Przemysłu Mody i Innowacyjnych Tekstyliów. Celem Rady Sektorowej, której liderem jest Związek Przedsiębiorców Przemysłu Mody Lewiatan jest przede wszystkim zapewnienie współpracy między przedsiębiorcami i szkołami w celu dostosowania kształcenia do potrzeb danej branży. Rada skupia interesariuszy sektora tekstylno – odzieżowo – skórzanego, tj. przedstawicieli środowisk naukowych, edukacyjnych, związków pracodawców, izb sektorowych i przedsiębiorców – mówi Bogusław Słaby, Prezes Związku Przedsiębiorców Przemysłu Mody LEWIATAN oraz Sektorowej Rady ds. Kompetencji Przemysłu Mody i Innowacyjnych Tekstyliów.

Branża mody rynkiem o dużym potencjale

Przemysł mody stanowi część rynku o dużym potencjale. Korzyści wynikające z tempa zmian w tym segmencie, zarówno tych dokonujących się obecnie, jak i mających zajść w najbliższej przyszłości, obejmą nie tylko pracodawców, ale w nie mniejszym stopniu także personel oraz końcowych odbiorców-konsumentów.

Elementy wpływające na dynamiczny rozwój branży mody są jednocześnie tymi czynnikami, które utrudniają dopasowanie oferty edukacyjnej do potrzeb rynku pracy. Nowe zawody i specjalizacje na rynku powstają szybciej niż programy edukacyjne opracowywane przez szkoły. Wyzwaniem dla szkolnictwa jest też zapewnienie standaryzacji oferowanych programów edukacyjnych. To przekłada się na zapewnienie stabilnej i niezakłóconej obecności specjalizacji na rynku oraz ich jakości.

– Temat edukacji w branży mody nabiera ogromnego znaczenia, szczególnie teraz gdy widzimy braki kadrowe praktycznie na każdym poziomie. Celem kształcenia jest zdobycie kompetencji, które w przyszłości przełożą się na łatwość w znalezieniu zatrudnienia – mówi Iwona Kossman, prezes Revo Technologies, wiceprezes Związku Przedsiębiorców Przemysłu Mody LEWIATAN, wcześniej CEO w Deni Cler, Bonnier i Marquard Media.

Pełne wyniki raportu przygotowanego przez KPMG we współpracy z Akademią Biznesu i Prawa Mody Uczelni Łazarskiego można pobrać ze strony kpmg.pl oraz fe.ckp.lazarski.pl.

5 najlepszych miejsc na zimowy wyjazd według Europejczyków

Norweskie miasto Bergen zostało wskazane przez Europejczyków jako wymarzony cel zimowej podróży – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Budget Polska. Wśród Polaków na pierwszym miejscu, oprócz drugiego największego miasta Norwegii, znalazła się Laponia.

Jeszcze przed okresem zimowych wyjazdów, Budget Polska – marka wynajmu samochodów w przystępnych cenach – zleciła przeprowadzenie ogólnoeuropejskiego badania, z którego dowiadujemy się, dokąd mieszkańcy Europy najchętniej udaliby się w tym czasie.

Położone na zachodnim wybrzeżu Norwegii, otoczone górami Bergen okazało się najpopularniejszym, wymarzonym celem wyjazdu. Wskazało je 13 proc. zapytanych Europejczyków. Drugie pod względem wielkości norweskie miasto wyprzedziło Laponię (Finlandia), Quebec (Kanada), Phuket (Tajlandia) oraz Wiedeń (Austria).

Wśród Polaków na czele listy wymarzonych celów zimowej podróży królują ex aequo Bergen i Laponia. Obydwie destynacje wskazało 12 proc. ankietowanych. Tuż za nimi znalazł się Wiedeń. Do stolicy Austrii chciałoby się udać 11 proc. Polaków.

Jakie są najciekawsze zabytki i atrakcje, co warto zobaczyć w pięciu wymarzonych miejscach na zimowy wyjazd według Europejczyków? Informacje te znajdziecie w zestawieniu przygotowanym przez Budget Polska.

Bergen (Norwegia)

Duża miejscowość, która zachowała urok niewielkiego miasteczka. Bergen słynie z malowniczego położenia na wybrzeżu, jest otoczone siedmioma górami.

Bergen to idealne miejsce dla osób ceniących kulturę. W mieście odbywa się wiele koncertów – przede wszystkim w Håkonshallen – średniowiecznym budynku, wzniesionym jako dwór królewski oraz w nowoczesnej sali Ole Bull.

W mieście znajdą coś dla siebie również miłośnicy zakupów. Znajduje się tu znana fabryka sreber – Arven. To stąd wywodzi się Oleana – popularna marka ubrań. Osoby ceniące piękne widoki powinny wybrać przejażdżkę kolejką Fløibanen. Przejazd rozpoczyna się w centrum miasta. Kolejka zabiera podróżujących 320 metrów nad poziom morza, na sam szczyt góry Fløyen, w zaledwie osiem minut.

Okolice Bergen to również raj dla narciarzy. Położony około niedaleko miasta kurort Voss zachęca stokami o różnym poziomie trudności, które zaspokoją potrzeby każdego amatora śnieżnego szaleństwa. Miłośnicy pieszych wędrówek powinni natomiast udać się do resortu Eikedalen.

Laponia (Finlandia)

Nie może dziwić, że region, w którym mieszka Święty Mikołaj, znalazł się w pierwszej piątce wymarzonych celów zimowej podróży mieszkańców Europy. Laponia, położona w północnej Finlandii – na kole podbiegunowym, oferuje odwiedzającym niepowtarzalną atmosferę. Ciągnące się kilometrami lasy, drewniane chaty, cisza i spokój – można tu poczuć się jak w bajce.

W Laponii atrakcje dla siebie znajdą amatorzy praktycznie każdego rodzaju wypoczynku – miłośnicy sportów zimowych, osoby chcące podziwiać zorzę polarną, a także turyści nastawieni na zwiedzanie. W Muzeum Nauki Arktikum poznają oni kulturę i historię północy, dowiedzą się wiele o tutejszej przyrodzie.

Quebec (Kanada)

Dla tych, którym nie straszna mroźna, kanadyjska zima, Quebec to idealny cel podróży. Odwiedzający miasto w lutym będą mieli okazję zobaczyć zimowy karnawał. W ramach tego wydarzenia co roku odbywają się bale maskowe, pokazy śnieżnych rzeźb, zawody sportowe, bankiety pod gołym niebem oraz parady.

W okolicach miasta znajdują się cztery ośrodki narciarsko – snowboardowe, do których z całym sprzętem i bagażem najwygodniej dotrzemy autem. Słynący ze znakomitych spa Quebec ma też ofertę dla turystów, którzy chcą zaznać odrobiny relaksu. Odwiedzając to miasto, nie można również zapomnieć o spróbowaniu kanadyjskiego przysmaku – cukierków z syropu klonowego.

Phuket (Tajlandia)

Największa tajska wyspa, słynąca z rajskich plaż, przyciąga wielu turystów, którzy chcą skorzystać ze słonecznej pogody zimą. Osoby szukające nieco mniej uczęszczanych miejsc, mogą wyruszyć w przejażdżkę po wyspie i zboczyć nieco z głównych tras.

Miłośnicy historii powinni odwiedzić centrum stolicy wyspy, która nosi tę samą nazwę. Znajduje się w niej wiele starych domów, muzeów, sklepików oraz restauracji.

Aby dotrzeć do najpiękniejszych plaż warto udać się samochodem na północną część wyspy, gdzie znajduje się „bananowa plaża”, otoczona palmami. Z drugiej strony, na południu można znaleźć plażę Ya Nui, słynącą z nurkowania.

Aby podziwiać lokalną kulturę, warto zagubić się w uliczkach miasta Phuket, gdzie znajdziemy murale, które pojawiają się na wielu budynkach.

Wiedeń (Austria)

W poszukiwaniu świątecznej atmosfery warto wybrać się do Wiednia. Od połowy listopada działa tu aż 20 bożonarodzeniowych jarmarków. Znaleźć na nich można wszystko, czego dusza zapragnie o tej porze roku – od świątecznych przysmaków, dzieł sztuki aż po wyroby rzemieślnicze.

Wiedeń to również stolica walca. Jego miłośnicy mają tu do wyboru ponad 400 balów. W mieście znajdziemy również wiele wspaniałych pałaców i muzeów. Podczas wizyty w Wiedniu nie sposób nie odwiedzić Katedry św. Szczepana. Imponujący, gotycki kościół został wzniesiony w dwunastym wieku.

Lotnisko pod Wiedniem znajduje się nieco ponad 20 kilometrów od centrum. Osoby, które wolą być niezależne i nie chcą czekać na autobus lub pociąg, mogą dostać się do miasta wynajętym samochodem. Auto ułatwi również zwiedzanie wiedeńskich gospód oraz malowniczych miejscowości na obrzeżach miasta.

***

* Badanie zostało przeprowadzone przez agencję Sapio na zlecenie Avis Budget Group, wśród ponad 14,000 konsumentów w Europie w wieku 18-66 lat, w tym 1,000 Polaków.

PwC doradcą Grupy Work Service w procesie restrukturyzacji zadłużenia

Grupa Work Service z sukcesem zakończyła proces restrukturyzacji zadłużenia. Spółka pozyskała nowe limity faktoringowe, dokonała restrukturyzacji i refinansowania obligacji oraz spełniła warunki wejścia w życie zmienionej umowy kredytowej z konsorcjum banków. Doradcą finansowym Grupy Work Service w całym procesie było PwC.

Zakończenie procesu restrukturyzacji zadłużenia to wynik trwających od początku listopada negocjacji z kredytodawcami i obligatariuszami oraz spełnienia przez spółkę warunków umów. W rezultacie finansowanie bankowe spółki zostaje przedłużone do końca marca 2020 r., a w przypadku obligacji do końca maja 2020 r. Zawarte umowy umożliwiają Grupie Work Service kontynuację procesu restrukturyzacji operacyjnej.

Rolę doradcy finansowego w procesie restrukturyzacji zadłużenia Work Service pełnił zespół z firmy doradczej PwC, na czele z Michałem Lewczukiem, dyrektorem w zespole ds. finansowania i restrukturyzacji.

Większość procesów restrukturyzacji w Polsce trwa od 6 do 12 miesięcy. W przypadku Grupy Work Service udało się to przeprowadzić z sukcesem w 1,5 miesiąca. Proces ten napawa nas ogromnym optymizmem, że umiemy w Polsce robić transakcje o jakich historycznie słuchaliśmy tylko opowieści lub czytaliśmy artykuły z Wielkiej Brytanii lub USA. To było coś naprawdę niesamowitego. – Michał Lewczuk, dyrektor w zespole ds. finansowania i restrukturyzacji Zespół ds. finansowania i restrukturyzacji PwC w Polsce stanowi 25 ekspertów.

Doświadczenie z zakresu restrukturyzacji finansowej i operacyjnej połączone ze specjalistyczną wiedzą sektorową to kluczowe czynniki powodzenia złożonych procesów restrukturyzacyjnych, w których uczestniczymy. To była bardzo trudna transakcja – unikalna na rynku polskim – tym bardziej jest czego gratulować spółce i osobom z nią związanym. Przed grupą wciąż wiele wyzwań w zakresie restrukturyzacji operacyjnej i sprzedaży spółek, ale udało się stworzyć warunki do dalszych prac w tym zakresie. – Paweł Dżurak, partner w PwC, lider zespołu ds. finansowania i restrukturyzacji

Kluczowe dla sukcesu restrukturyzacji okazało się również zaangażowanie firm faktoringowych – BGŻ BNP Paribas Faktoring, Coface Poland Factoring, Bibby Financial Services oraz Banku Millennium.

Właściciele polskich biznesów rodzinnych z optymizmem patrzą w przyszłość

Liderzy firm rodzinnych coraz optymistyczniej oceniają perspektywę rozwoju prowadzonych przez siebie biznesów. 84% z nich oczekuje wzrostu przychodów w kolejnych dwóch latach – to najwyższy wskaźnik od 2007 r. Właściciele polskich biznesów rodzinnych są jeszcze bardziej pozytywni w ocenie przyszłości, aż 93% badanych spodziewa się lepszych wyników – to wnioski z najnowszej edycji raportu firmy doradczej PwC „Global Family Business Survey 2018”.

Dopiero dziesięć lat po kryzysie finansowym właściciele firm rodzinnych na świecie odzyskali pewność siebie notowaną wcześniej. 84% respondentów badania PwC na świecie deklaruje, że w perspektywie kolejnych dwóch lat przychody ich firm będą wyższe. Co ciekawe, 16% z nich przewiduje wręcz dynamiczny wzrost przychodów. Na tle swoich globalnych kolegów polscy liderzy rodzinnych biznesów wypadają jeszcze lepiej – 93% spodziewa się lepszych wyników, choć tylko 7% mówi o dynamicznym rozwoju.

Najbardziej optymistyczne są firmy na Bliskim Wschodzie i w Afryce – 28% respondentów spodziewa się dynamicznego wzrostu w kolejnych miesiącach. Również wysoki odsetek takich odpowiedzi zanotowały Azja (24%), Europa Wschodnia (17%) i Ameryka Północna (16%).

Spodziewany dynamiczny wzrost na rynkach wschodzących to biznesowy potencjał, który dostrzegają także polskie przedsiębiorstwa już działające na zagranicznych rynkach lub planujące ekspansję. Za przykład posłużyć mogą aktywności LUG Light Factory w Argentynie, Grupy Pietrucha w Malezji czy firmy Ursus w krajach afrykańskich. Często zdarza się, że bardziej odległe czy egzotyczne kierunki ekspansji wybierają firmy, w których stery objęli lub są zaangażowani w prowadzenie biznesu sukcesorzy, czyli często pokolenie od zawsze funkcjonujące w globalnym świecie. – Piotr Michalczyk, partner w PwC, lider praktyki polskich firm prywatnych

Z badania PwC wynika, że liderzy firm rodzinnych dużą wagę przywiązują do wartości, co ich zdaniem odróżnia ich od pozostałych przedsiębiorstw i pozwala osiągać lepsze wyniki. 75% respondentów na świecie (70% w Polsce) uważa, że ich kultura organizacyjna zbudowana na wartościach daje im istotną przewagę konkurencyjną na rynku. Jednak tylko 49% analizowanych firm (14% w Polsce) zdecydowała się na spisanie i komunikowanie wartości, którymi kieruje się w swojej działalności.

Ważną kwestią, podkreślaną przez autorów raportu, jest również planowanie strategiczne. Z badania wynika, że nadal 21% firm rodzinnych nie posiada planu strategicznego, a w przypadku 30% taki plan istnieje, ale nie jest szczegółowy. Z kolei wśród firm, które opracowały strategię średnioterminową (49%), w minionych dwóch latach 42% osiągnęły dwucyfrowy wzrost przychodów.

Wyzwania firm rodzinnych

Trzy najważniejsze wyzwania, na które wskazują firmy rodzinne na świecie, to: innowacje (66%), dostęp do talentów i kluczowych umiejętności (60%) oraz cyfryzacja (44%).

Dodatkowo, w przypadku polskich firm rodzinnych, od kilku lat jednym z kluczowych wyzwań pozostaje sukcesja. Wielu właścicieli takich przedsiębiorstw chciałoby przekazać w przyszłości stery członkom rodziny (60% polskich respondentów). W przypadku 79% polskich firm rodzinnych następne pokolenie, czyli potencjalni sukcesorzy, pracuje w firmach swoich rodziców. Mimo tego, aż 53% rodzinnych biznesów nie posiada żadnego planu sukcesji.

Sukcesja to wieloletni, zaplanowany proces, w którym sukcesorzy mają jasno określoną ścieżkę przygotowania do przyszłej roli. W cały proces włączeni powinni być nie tylko członkowie rodziny, ale i pracownicy oraz klienci. Sukcesor powinien zbudować z nimi partnerskie relacje. Ważne jest także jasne określenie roli nestorów po sukcesji. – Piotr Michalczyk, partner w PwC, lider praktyki polskich firm prywatnych

Ceny mieszkań w 2019 r. – co planują deweloperzy?

Czy w 2019 roku ceny mieszkań będą nadal rosnąć? W jakich inwestycjach i lokalizacjach najszybciej mogą iść w górę? Czy deweloperzy obserwują dalszy wzrost kosztów budowy i zakupu gruntów, które mają zasadniczy wpływ na wycenę mieszkań? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Tylko w ostatnich 12 miesiącach ceny mieszkań wzrosły średnio o 10 proc. Z uwagi na trudności z podażą nowych inwestycji, jak i rosnące ceny gruntów oraz wykonawstwa należy się spodziewać dalszego ich wzrostu. Przy czym, dynamika powinna być mniejsza niż dotychczas, co potwierdzają także dane za trzeci kwartał br.

Warto podkreślić, iż pomimo tego że ceny mieszkań nieprzerwanie rosną od 2013 roku, na przykład w Krakowie, czy Warszawie wciąż są one niższe niż przed dekadą, kiedy inflacja wyniosła 20 proc., a zarobki średnio wzrosły o 70 proc. Natomiast przy utrzymujących się, niskich stopach procentowych kupujący mają obecnie wciąż bardzo wysoką zdolność nabywczą, mogą pozwolić sobie na zakup dwa razy większego mieszkania niż na przykład w 2007 roku.

Andrzej Gutowski, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu Ronson Development

W przyszłym roku nie powinniśmy oczekiwać znaczących wzrostów cen mieszkań. Już teraz da się zauważyć, że pojawił się „sufit” i klienci zaczynają mieć opory związane z ceną. Oczywiście każda lokalizacja ma swoje prawa i wciąż w najlepszych dzielnicach elastyczność kupujących jest większa, ale można powiedzieć, że rynek osiągnął pewne maksimum. Dotyczy to również kosztów. Ceny gruntów ustabilizowały się, a budowa drożeje minimalnie, co pozwala przypuszczać, że rok 2019 będzie pod tym względem stabilny.

Aleksandra Goller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Skanska Residential Development Poland

Rosnące ceny gruntów, jak i usług wykonawczych mają bezpośrednie przełożenie na rentowność nieruchomości i ceny mieszkań. Te jednak nie wzrastają już tak znacząco, jak w ostatnich kilkunastu kwartałach. Oczywiście największy przyrost stawek za metr kwadratowy dotyczy lokalizacji centralnych, głównie z uwagi na kurczące się zasoby gruntów, a co za tym idzie ograniczoną dostępność tego produktu. Warszawa jest jednak największym w Polsce rynkiem mieszkaniowym z bardzo zróżnicowaną ofertą, z której każdy na pewno wybierze mieszkanie dostosowane do własnych potrzeb.

Wioletta Kleniewska, dyrektor Biura Sprzedaży i Marketingu Polnord S.A.

Najbardziej dynamicznie rosną i będą rosły ceny mieszkań w atrakcyjnych lokalizacjach, tj. dobrze skomunikowanych z rozwiniętą infrastrukturą, jak i w rejonach, gdzie podaż jest niewielka a popyt wciąż duży, jak na przykład w warszawskim Wilanowie.

W przypadku segmentu popularnego należy też spodziewać się dalszych korekt cenowych. Nie tak dynamicznych, jak w ciągu ostatnich miesięcy, ale jednak uwzględniających rosnące ceny wykonawstwa oraz coraz wyższe koszty związane z zakupem nowych gruntów inwestycyjnych.

Waldemar Wasiluk, wiceprezes zarządu Victoria Dom S.A.

Ceny mieszkań powoli stabilizują się wraz ze stabilizacją kosztów generalnych wykonawców oraz materiałów budowlanych. Zakładamy, że ten poziom utrzyma się w perspektywie całego 2019 roku.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Ceny mieszkań nadal będą kształtować się w oparciu o ceny transakcyjne gruntów oraz koszty realizacji projektów. Spodziewamy się powolnej stabilizacji kosztów wykonawstwa, natomiast polityka cen gruntów nadal zostaje niewiadomą. Nie można wykluczyć kolejnych podwyżek cen mieszkań, ponieważ dotychczasowe korekty, średnio o około 10 proc., nie odzwierciedlają wzrostów po stronie realizacji inwestycji.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu Grupy CTE

Wydaje się, że poziom cen mieszkań osiągnął górną granicę i zdolności kredytowe kupujących nie pozwolą na dalsze podwyżki. Możliwy jest scenariusz, w którym spora liczba planowanych inwestycji zostanie zawieszona. Jednocześnie doświadczenia dojrzałych, zachodnich rynków wskazują, że model zaspokajania własnych potrzeb mieszkaniowych poprzez zakup mieszkania nie jest jedynym możliwym rozwiązaniem. Być może przyszłość rynku mieszkaniowego to fundusze kapitałowe, które są odbiorcami mieszkań deweloperskich w celu wynajmu.

Sebastian Barandziak, członek zarządu Dekpol S.A.

Spodziewamy się dalszego wzrostu cen mieszkań. W dużej mierze będzie to wynik coraz wyższych kosztów gruntów oraz budowy. Najbardziej wrażliwe na zmiany będą inwestycje realizowane w unikalnych lokalizacjach. Spodziewany wzrost wartości nieruchomości w czasie będzie zaś stanowić dodatkowe źródło zysku dla osób inwestujących w mieszkania na wynajem. To właśnie sprawia, że popyt na dobrze zlokalizowane apartamenty na wynajem i aparthotele utrzymuje się na wysokim poziomie.

Izabela Woźnica-Letka z zielonogórskiego biura sprzedaży EBF Development

Aktualnie ceny mieszkań zmieniają się dosyć dynamicznie, dlatego trudno określić, jakie stawki będą oferować deweloperzy w 2019 roku. Oczywiście zasadniczy wpływ na wzrost cen mają rosnące koszty budowy, a więc materiałów budowlanych oraz wynagrodzenia dla podwykonawców. Poza tym, drożeją działki budowlane, a ich liczba zmniejsza się systematycznie szczególnie w dużych miastach. Dlatego przed wprowadzeniem nowej inwestycji przeprowadzamy skrupulatną analizę rynku, by ustalić ostateczne ceny mieszkań. Staramy się utrzymywać ceny rynkowe, obowiązujące w danym rejonie.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Koszty wykonawstwa i ceny gruntów mają zasadnicze znaczenie dla wzrostu cen mieszkań. Na rynku obserwować możemy dość stabilną relację popytu i podaży. Nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie zaistniały czynniki, które miałyby zwiększyć popyt, czy wpłynąć na spadek podaży. Głównym czynnikiem, który może zdecydować o zmianie cen to z pewnością wzrost kosztów produkcji.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Dalszy wzrost cen mieszkań w 2019 roku jest nieunikniony. Szczególnie w przypadku takich lokalizacji, gdzie grunty pod inwestycje zostały zakupione w ciągu ostatnich dwóch lat. W tym czasie większość dobrze usytuowanych działek było w wysokich cenach nabywanych przez deweloperów. Dochodzi do tego wzrost kosztów wykonawstwa. Dlatego deweloperzy chcąc osiągnąć zysk będą zmuszeni do podnoszenia cen mieszkań.

Rafał Zdebski, dyrektor handlowy Inpro S.A.

Spodziewamy się stabilizacji cen lub ich lekkiej korekty, głównie ze względu na rosnące koszty budowy. Zapotrzebowanie na nowe mieszkania utrzymuje się na wysokim poziomie pomimo wzrostu cen. Branży służy niskie bezrobocie, wzrost wynagrodzeń i ciągle niskie stopy procentowe. W przypadku Trójmiasta wzrost cen jest ściśle skorelowany z konkretną lokalizacją. W niektórych rejonach Gdańska, jak Przymorze, czy Wyspa Spichrzów ceny nieruchomości w ostatnim czasie bardzo wzrosły.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Jeśli chodzi o koszty wykonawstwa prognozujemy raczej stabilizację kosztów. Choć sądzę, że punkt równowagi i tak znajduje się na wysokim poziomie. Bierzemy pod uwagą niewielki spadek cen materiałów. Nie przypuszczam natomiast by wyśrubowane ostatnio koszty pracy spadły do wcześniejszego poziomu. Zakładam też, że ceny mieszkań ustabilizowały się i deweloperzy nie mają już dużej przestrzeni do podnoszenia stawek, by zrekompensować sobie wysokie koszty budowy i gruntów. W ten sposób godzą się siłą rzeczy z obniżeniem marży deweloperskiej w perspektywie średnioterminowej.

Justyna Ciesielka, specjalista ds. sprzedaży w Planetbud Development

Niestety, możemy spodziewać się dalszego wzrostu cen na rynku pierwotnym, właśnie ze względu na rosnące koszty budowy.

Olga Pietrzak, specjalista ds. sprzedaży i marketingu w firmie Skaland

Tradycyjnie stawki najszybciej będą szły w górę w przypadku inwestycji zlokalizowanych w atrakcyjnych częściach miast z bogatą, okoliczną infrastrukturą i udogodnieniami komunikacyjnymi. Wzrosty mogą być także odczuwalne w najbardziej popularnym wariancie mieszkań, których metraż mieści się w przedziale 40-60 mkw.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Wszystkie przesłanki z szeroko pojętego rynku nieruchomości utwierdzają nas w przekonaniu, że 2019 rok nie będzie wyjątkiem w kwestii cen mieszkań. Wciąż rosnąca inflacja, koszty materiałów i robocizny przekładają się bezpośrednio na wysokość nakładów związanych z procesem budowy. Natomiast duży wpływ na ceny gruntów ma utrzymujący się na wysokim poziomie popyt. Wszystkie te czynniki wpływają na wzrost cen mieszkań, który moim zdaniem, utrzyma się także w 2019 roku.

Autor: Dompress.pl

Czy deweloperzy pobiją ubiegłoroczny rekord?

Comiesięczne komunikaty GUS-u mówią o liczbie mieszkań oddawanych do użytku przez deweloperów, która znacząco „przebija” nawet dane sprzed dziesięciu lat. Dopiero trzeci tydzień stycznia 2019 r. przyniesie nam wstępne informacje o tym, ile mieszkań deweloperzy ukończyli w bieżącym roku. Już teraz można jednak przypuszczać, że roczny wynik po raz drugi z rzędu może przekroczyć poziom 100 000 mieszkań…Inf. pras. – Czy deweloperzy pobiją rekord

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl w ramach swojej analizy rekordowych wyników deweloperów, postanowili sprawdzić liczbę mieszkań oddawanych do użytku przez takich inwestorów. Miesięczne informacje GUS-u prezentowane na poniższym wykresie, dotyczą okresu pomiędzy styczniem 2016 r. oraz październikiem 2018 r. W przypadku takiego horyzontu czasowego, dysponujemy już danymi, które uwzględniają nową metodologię Głównego Urzędu Statystycznego. W tym kontekście warto przypomnieć, że GUS od początku bieżącego roku do grupy mieszkań przeznaczonych na sprzedaż lub wynajem dolicza też lokale i domy budowane przez przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Wcześniej takie mieszkania były uwzględniane jako wynik działalności inwestorów indywidualnych, a kategoria „na sprzedaż lub wynajem” obejmowała jedynie inwestycje spółek deweloperskich.

W drugiej połowie roku inwestorzy wyraźnie przyspieszyli

Dane GUS-u pokazują, że na początku bieżącego roku liczba ukończonych mieszkań deweloperskich dość znacząco spadła. Takie okresowe spadki, które były notowane już wcześniej, po części wynikają z sezonowości prac budowlanych (zobacz dane z początku 2017 r. na końcowym wykresie). Wstępne statystyki GUS-u sugerują, że w drugim kwartale br. sytuacja zaczęła wracać do długookresowej normy. Kolejne miesiące przyniosły natomiast wyniki sugerujące kontynuację długookresowego, wzrostowego trendu. Warto nadmienić, że od początku stycznia do końca października 2018 r. wszyscy krajowi deweloperzy ukończyli 86 887 mieszkań. Analogiczne wyniki z dziesięciu miesięcy 2016 r. oraz 2017 r. (okres styczeń – październik) wynosiły odpowiednio: 70 984 mieszkania i 82 567 mieszkań.

Wg analityków portalu RynekPierwotny.pl w świetle danych Głównego Urzędu Statystycznego bardzo prawdopodobne wydaje się pobicie historycznego rekordu, który dotyczy liczby mieszkań oddanych do użytkowania przez wszystkich deweloperów. Tacy inwestorzy od stycznia do grudnia 2017 r. ukończyli 105 027 mieszkań (lokali oraz domów). Wynik dotyczący 2018 r. może być nawet zbliżony do 110 000 mieszkań. Długookresowe dane z poniższej tabeli przypominają, że jeszcze w latach 2012 – 2015 liczba oddawanych do użytku mieszkań deweloperskich oscylowała na poziomie 65 000 – 75 000 sztuk rocznie.

Rok 2019 także przyniesie wysyp ukończonych projektów

Nie można przesądzać, że ewentualny rekord liczby ukończonych mieszkań deweloperskich z 2018 roku, utrzyma się przez kolejne lata. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na dane (patrz wykres poniżej). Przedstawia on liczbę mieszkań rozpoczynanych przez spółki deweloperskie (lata 2016 – 2017) oraz wszystkich deweloperów (I – X 2018 r.).

Jak tłumaczy portal RynekPierwotny.pl pomimo pewnej niespójności danych związanej ze zmianą metodologii GUS-u, można zauważyć utrzymanie wysokiego tempa aktywności inwestycyjnej deweloperów w 2017 r. i 2018 r. Ze względu na mniej więcej dwuletni cykl budowy mieszkań, w 2019 r. możemy spodziewać się wysypu lokali rozpoczętych od stycznia do grudnia 2017 r. Dużą liczbą nowych mieszkań oddawanych do użytkowania, będzie się cechował również rok 2020. Można oczekiwać, że w tym czasie deweloperzy będą już rozpoczynać mniej lokali niż obecnie (m.in. ze względu na prognozowany spadek tempa wzrostu gospodarczego i prawdopodobny wzrost oprocentowania kredytów mieszkaniowych oraz lokat).Deweloperzy oddane mieszkania RP wyk.1

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

W końcu! e-ZLA to mniej korekt dokumentacji rozliczeniowej z ZUS

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) wskazują, że wprowadzenie elektronicznych zwolnień lekarskich pozwoli przedsiębiorcom na mniej korekt dokumentacji rozliczeniowej z ZUS. To bardzo ważny element, który nie tylko ograniczy biurokrację i koszty administracyjne w firmach, ale także pozwoli na lepsze zarządzanie finansami. Istotne znaczenie ma to w przypadku firm zatrudniających osoby niepełnosprawne – gdzie występuje bezpośredni wpływ korekt dokumentacji ZUS na poziom uzyskiwanych dofinansowań.

Pracodawca otrzyma informację o zwolnieniu lekarskim bezpośrednio z systemu, za pośrednictwem profilu informacyjnego płatnika składek na Platformie Usług Elektronicznych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (PUE ZUS). Warunkiem jest jednak posiadanie profilu PUE ZUS przez pracodawcę. Teoretycznie do końca 2015 roku profile powinni założyć wszyscy płatnicy, którzy wysyłają dokumenty do ZUS za więcej niż 5 osób. Jeżeli pracodawca nie posiada jednak profilu, wystawiający zwolnienie lekarz zobaczy to już w momencie wystawiania zwolnienia i wręczy pracownikowi podpisany przez siebie wydruk zwolnienia.

Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)
Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)

„Dzięki e-zwolnieniom pracodawcy z pewnością mogą liczyć na ograniczenie kosztów administracyjnych, szybciej uzyskana informacja o nieobecności pracownika pozwoli też sprawniej zorganizować zastępstwo, a więc zminimalizować zakłócenia w codziennym funkcjonowaniu firmy. Im większe przedsiębiorstwo, tym zanotuje szybciej i więcej korzyści. Zalety odczuje również ubezpieczony, czyli pracownik. Odpadnie mu obowiązek informowania pracodawcy o chorobie. Korzyść będzie jeszcze większa, jeżeli ubezpieczony pracuje u kilku pracodawców Zakładamy, że system będzie coraz bardziej przyjazny i wydajny. Od stopniowej rezygnacji z papierowego obiegu dokumentów nie ma odwrotu” – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Zgodnie z ustawą z dnia 10 maja 2018 r. zmieniającą ustawę o zmianie ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa oraz niektórych innych ustaw od 1 grudnia 2018 r. zwolnienia lekarskie są wydawane prawie wyłącznie w formie elektronicznej. Pierwotnie dobrowolność stosowania zwolnień elektronicznych miała obowiązywać do 31 grudnia 2017 r., potem (po nowelizacji z dnia 21 kwietnia 2017 r.) do 30 czerwca 2018 r., a ostatecznie do 30 listopada 2018 r.

Kurs funta odrabia część strat po wczorajszych spadkach

Wczoraj rynek walutowy reagował głównie na informacje związane z Brexitem. Dziś sytuacja nieco się uspokaja, a funt odrabia część strat. 

Brytyjska waluta rozpoczęła wtorek umocnieniem. W czasie godzin porannych funt odrobił ok. jedną trzecią wczorajszych start związanych z decyzją premier May. W poniedziałek waluta traciła ok. 1% w relacji do głównych walut i złotego, w konsekwencji informacji o tym, że głosowanie ws. porozumienia, które premier May wynegocjowała z UE w brytyjskim parlamencie zostanie przełożone. Obecnie nie mamy informacji, kiedy takie głosowanie będzie miało miejsce. Zgodnie ze słowami premier ma ono odbyć się do 21 stycznia.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,29-4,30. Uwaga części obserwatorów skupia się na sytuacji we Francji. Emmanuel Macron ugiął się wczoraj w obliczu protestów i zadeklarował m.in. zwrócenie się do rządu w kwestii podwyżki płacy minimalnej o 100 EUR miesięcznie od stycznia. Działania te nie są jednak zbyt pozytywną informacją dla finansów publicznych, gdyż całość obciążenia z tytułu wzrostu płacy minimalnej (ocenianego na ok. 8-10 mld euro) ma wziąć na siebie państwo, co utrudni poprawę wskaźników fiskalnych (dług publiczny kraju w 2017 r. wynosił 97% PKB, deficyt pozostaje głęboko ujemny, rok temu był równy 2,6% PKB). Informacje z Francji, mimo iż dość interesujące, nie przekładają się jednak w istotnym stopniu na euro – waluta wczoraj reagowała niemal wyłącznie na zamieszanie związane z Brexitem.

Dzisiejsze odczyty indeksów ZEW w Niemczech i strefie euro były nieco lepsze od oczekiwań. Nastroje ekonomiczne zarówno względem bieżącej sytuacji, jak i perspektyw największej europejskiej gospodarki są wyraźnie minorowe, jednak i tak w grudniu były lepsze niż oczekiwano. Dane nie mają jednak istotnego przełożenia na wycenę wspólnej waluty, ta zyskuje m.in. z uwagi na dzisiejsze umocnienie funta i słabość dolara amerykańskiego.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek spadł o 0,7%, wahając się w widełkach 4,72-4,79. Obecnie nie do końca wiadomo, jak rozstrzygnięta zostanie kwestia Brexitu. Głosowanie w brytyjskim parlamencie zostało przeniesione, a premier May będzie próbowała renegocjować porozumienie, które w obecnej formie nie zostałoby najpewniej zaakceptowane przez brytyjski parlament. Europejscy oficjele wyraźnie zadeklarowali jednak, że nie będą prowadzić rozmów w tej kwestii. Coraz więcej mówi się o możliwości przeprowadzenia drugiego referendum: wczoraj Trybunał Stanu UE ogłosił, że Wielka Brytania może jednostronnie zrezygnować z Brexitu.

Dzisiejsze dane płynące z Wielkiej Brytanii są pozytywne. Dynamika płac w Zjednoczonym Królestwie przyspieszyła do 3,3% rocznie z poziomu 3,1% notowanego miesiąc wcześniej. Jest to najwyższe nominalne tempo wzrostu płac od ponad 8 lat. Docelowo przyspieszenie dynamiki płac powinno wspierać gospodarkę Wielkiej Brytanii, jak i zacieśnianie polityki monetarnej ze strony Banku Anglii. Obecnie jednak nikt o tym specjalnie nie myśli: w centrum uwagi inwestorów pozostaje Brexit.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek wzrósł o 0,6%, wahając się w widełkach 3,75-3,78. Wczorajsze dane JOLT z amerykańskiego rynku pracy pokazały odbicie w porównaniu do poprzedniego miesiąca: w październiku nowych ofert pracy było 7,079 mln (jest to drugi najwyższy wynik w historii statystyk), pozostałe dane z raportu również były dość dobre. Raport JOLT nadal wskazuje na dobrą kondycję amerykańskiego rynku pracy.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – inflacja PPI w USA w listopadzie
  • 18:00 – raport WASDE o sytuacji rolnictwa w USA

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Deficyt w handlu zagranicznym rośnie

Ważne dla firm: Unijne gospodarki odnotowują coraz bardziej odczuwalne spowolnienie, którego cechą jest niższy popyt na towary zagraniczne, w tym z Polski.

Jak wynika z opublikowanych dzisiaj danych GUS o obrotach towarowych handlu zagranicznego, eksport w październiku br. wyniósł 21,0 mld euro w porównaniu do 19,0 mld euro przed rokiem (wzrost 10,5%), natomiast import 21,6 mld (18,6 mld euro w październiku 2017, 16,2% r/r). Mamy więc do czynienia z ujemnym saldem rzędu 600 mln euro, które pogłębia się. Jeszcze przed rokiem eksport był na lekkim plusie. Po dziesięciu miesiącach br. deficyt w handlu zagranicznym wzrósł do 3,2 mld euro.

Wprawdzie ujemne saldo odnotowano w handlu z krajami Europy Środkowo-Wschodniej i krajami rozwiniętymi, ale handel z krajami UE przyniósł niższe saldo dodatnie w relacji rocznej. Nie zaskakuje to w świetle opóźnienia cyklu polskiej gospodarki w relacji do gospodarek zachodnioeuropejskich. Odnotowują one coraz bardziej odczuwalne spowolnienie, którego immanentną cechą jest niższy popyt na towary zagraniczne. Tymczasem dobra koniunktura w Polsce przekłada się na wciąż duże zainteresowanie produktami zagranicznymi. Stąd dysproporcja narasta.

W kontekście ostatnich wydarzeń warto przypomnieć, że 80% sprzedaży za granicę polskich dóbr i usług trafia do UE. Dominującym partnerem handlowym pozostają niezmiennie Niemcy, ale na drugiej pozycji znajduje się Wielka Brytania.

Stąd, scenariusz Brexitu może mieć istotne znaczenie nie tylko dla pracowników, ale również dla naszych relacji handlowych. Warto przypomnieć, że na stole leży przynajmniej 8 scenariuszy rozwodu, ostatnie z nich pojawiły się wczoraj. Scenariusze przewidujące twarde rozstanie, mogą przełożyć się na impas wynikający z braku niezbędnego prawodawstwa, np. norm jakości produktów. Wówczas można oczekiwać przejściowego wzrostu eksportu do Wielkiej Brytanii związanego z gromadzeniem zapasów, który zakończy się wraz z wejściem w życie nowych postanowień. Już teraz jednak wiadomo, że pesymistyczny wariant przyniesie Wielkiej Brytanii twarde lądowanie (analizy IMF z sierpnia), ale i dla Unii nie będzie to aksamitny rozwód.

Komentarz Soni Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan

Holandia wciąż atrakcyjnym rynkiem pracy dla Polaków?

Według najnowszych danych GUS w Holandii w 2017 r. przebywało 120 000 naszych rodaków. Biorąc pod uwagę także niezarejestrowane osoby, liczba ta może przekroczyć 200 000 osób. Eksperci prognozują, że coraz więcej Polaków będzie wyjeżdżać do pracy w Holandii. Co ich przyciąga do zatrudnienia tym w kraju?

Na koniec 2017 roku na emigracji przebywało 2,5 mln Polaków, czyli o 25 tys. więcej niż w 2016 r. Według danych GUS niezmiennie najpopularniejszym kierunkami emigracji są Wielka Brytania i Niemcy. Na podium plasuje się również Holandia, gdzie liczba przebywających Polaków wzrosła w porównaniu do 2016 r. o 3,4 proc.

Wielka Brytania od wielu lat dla Polaków ważnym miejscem emigracji zarobkowej, jednak wobec Brexitu spodziewamy się, że odsetek osób chętnych do wyjazdu znacząco się zmniejszy. Niemcy są wciąż popularnym kierunkiem, szczególnie ze względu na bliskie położenie. Jednak w ostatnim czasie to Holandia jest wymieniana jako bardzo atrakcyjne i przyjazne miejsce do pracy i życia dla Polaków. Zauważamy wzrost zainteresowania zatrudnieniem w tym kraju – mówi Patrycja Liniewicz, International Recruitment Director OTTO Work Force.

Bez języka?

Dla wielu osób jedną z największych przeszkód w podjęciu pracy za granicą jest bariera językowa. W związku z brakiem pracowników firmy coraz częściej odpowiednio dostosowują miejsca pracy i stwarzają możliwość współpracy z krajowym koordynatorem tak, aby zminimalizować potrzebę komunikowania się w obcym języku.

Obserwujemy, że na rynku pojawia się coraz więcej ofert dla osób, które nie komunikują się w języku obcym, na ten moment, aż 60 proc. naszych ogłoszeń nie zawiera kryterium językowego. Pracodawcy zagraniczni zauważyli, że liczba osób, które posługują się językami obcymi jest ograniczona. Szczególnie w Holandii obserwujemy ten trend. Przy podstawowych pracach znajomość języka nie jest wymagana, a całe środowisko wokół pracy dostosowane jest do Polaków. Jednocześnie jest bardzo dużo szkoleń, kursów języka holenderskiego w przystępnych cenach – zauważa Patrycja Liniewicz.

Możliwości rozwoju

Polacy są największą grupą migracyjną w Holandii. Eksperci podkreślają, że Holendrzy w przeciwieństwie do Niemców, czy Brytyjczyków są bardziej otwarci wobec emigrantów. Ponadto, zagraniczni pracownicy mają w tym kraju dużą szansę rozwoju zawodowego i zdobycia stałej pracy.

Obserwujemy bardzo wielu Polaków, którzy pracują w Holandii i zajmują wysokie stanowiska menedżerskie. Jednocześnie nie odczuwają żadnej różnicy w traktowaniu przez współpracowników i są traktowani przez pryzmat kompetencji, a nie narodowości. Ponadto zauważamy, że osoby, które wyjeżdżają do tego kraju mają większe możliwości rozwoju kariery zawodowej i awansu niż w przypadku Niemiec, czy Wielkiej Brytanii – dodaje Patrycja Liniewicz.

Zarobki rosną

Dla wielu osób jedną z podstawowych motywacji do podjęcia pracy poza granicami Polski są wyższe zarobki. Od 1 stycznia 2019 r. w Holandii będą obowiązywały nowe stawki płacy minimalnej. Ustawowa płaca minimalna (brutto) wzrośnie o 1,3% i wynosi dla osoby powyżej 22 lat 1615,80 euro miesięcznie. Podane kwoty dotyczą pracy wykonywanej w pełnym wymiarze czasowym tj. 36, 38 lub 40 godzin tygodniowo.

Holandia jest stabilnym rynkiem. Prognozujemy wzrost ofert pracy i zainteresowania zatrudnieniem pracowników z Polski w Holandii. Uważamy, że coraz więcej naszych rodaków będzie wyjeżdżać do pracy właśnie do Holandii – podsumowuje Patrycja Liniewicz, International Recruitment Director OTTO Work Force.

TOP5 prac sezonowych przed Świętami. Ile można zarobić?

Święty Mikołaj, kurier, sprzedawca choinek, cukiernik i kelner – z analizy Personnel Service wynika, że takie stanowiska w sezonie zimowym najchętniej wybierają pracownicy z Ukrainy. Zatrudniając się na nich nasi wschodni sąsiedzi mogą zarobić nawet do 35 zł brutto za godzinę. Eksperci zwracają uwagę, że Ukraińcowi wystarczy tydzień pracy sezonowej w Polsce, żeby zarobić równowartość ukraińskiej miesięcznej pensji na tym samym stanowisku.

Polacy coraz rzadziej decydują się na prace dorywcze, zarówno w sezonie letnim jak i zimowym. Przedsiębiorcy odczuwają spadek zainteresowania taką formą zatrudnienia, szczególnie wśród osób młodych, które coraz częściej dobrze zarabiają nawet już na stażach i praktykach. A to właśnie na prace dorywcze jest największe zapotrzebowanie w okresie przedświątecznym. Korzystają na tym imigranci zarobkowi, którzy łatwo mogą znaleźć krótkoterminowe zatrudnienie z atrakcyjnym wynagrodzeniem. Dlatego w tym roku do wielu polskich domów prezenty przyniesie Święty Mikołaj z Ukrainy – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

Świąteczna gorączka na rynku pracy

Oferty dla zimowych pracowników sezonowych pojawiły się już na początku listopada, ale prawdziwy boom na rynku pracy tymczasowej przypada na grudzień. Szałowi świątecznych zakupów towarzyszy znaczny wzrost produkcji i sprzedaży artykułów oraz usług, a to generuje tysiące dodatkowych miejsc pracy, głównie w handlu i logistyce. I nawet pomimo oferowania atrakcyjnych stawek godzinowych, pracodawcom niełatwo te wakaty wypełnić.

TOP5 zimowych prac sezonowych dla pracowników z Ukrainy

Kategoria zarobków Od
(zł/h brutto)
Do
(zł/h brutto)
Święty Mikołaj 20 35
Kurier 20 24
Sprzedawca Choinek 14 21
Cukiernik 14 19
Kelner 14 18
Źródło: analiza Personnel Service

 

TOP1 – Święty Mikołaj

Stawka: 20-35 zł/h

Obecność Świętego Mikołaja jest niezbędnym elementem świątecznej atmosfery właściwie w każdym centrum handlowym. Jak wskazują ogłoszenia rekrutacyjne, osoba ubiegająca się o pracę w tej roli powinna być obdarzona odpowiednim głosem i umiejętnością nawiązywania dobrych kontaktów z dziećmi. Posiadanie długiej brody oraz mikołajowych krągłości jest dodatkowym atrybutem kandydata. Pracownicy z Ukrainy spełniający te warunki mogą w ten sposób zarobić do 35 zł/h. Wyższe stawki oferowane są Świętym Mikołajom za odwiedziny dzieci w domach podczas Wigilii – nawet do 100 zł/h.

Mniej intratnym zajęciem jest rola pomocników Mikołaja. Elfy i Śnieżynki mogą liczyć na nieco niższe stawki godzinowe (15-20 zł/h), czyli tyle ile zazwyczaj otrzymują hostessy podczas akcji promocyjnych.

TOP2 – kurier

Stawka: 20-24 zł/h

Każdy rodzic wie, że najważniejszym pomocnikiem Świętego Mikołaja jest niezawodny kurier, który na czas dostarczy zamówione prezenty. Dla firm kurierskich grudzień to najgorętszy okres w roku – liczba przesyłek wzrasta już od listopada, aby osiągnąć apogeum tuż przed Wigilią.

Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service
Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service

Zwiększone zapotrzebowanie na dostawców w ostatnich latach wynika ze wzrostu popularności zakupów przez internet. Jak pokazują dane Gemius, w tym roku ze sklepów online skorzysta już 56% Polaków. Główne przewagi e-commerców nad tradycyjnymi placówkami handlowymi to przede wszystkim całodobowa dostępność, na którą wskazało 87% konsumentów, a także wygoda i szybkość zakupów. Prawdziwy test organizacyjny dla firm kurierskich nadchodzi jednak w grudniu. Aby paczki w okresie wzmożonych zakupów na czas znalazły się pod choinką, potrzeba dodatkowych kilku tysięcy kurierów. Tak duży popyt uzasadnia, dlaczego kurierzy z Ukrainy mogą zarobić nawet 24 zł/h – mówi Krzysztof Inglot.

TOP3 – sprzedawca choinek

Stawka: 14-21 zł/h

Choinka to kolejny z bożonarodzeniowych symboli, cieszący się niesłabnącą popularnością wśród kupujących i bez którego trudno sobie wyobrazić prawdziwe święta. W tym wypadku sezon zaczyna się na około 2 tygodnie przed Wigilią, ale praca trwa 7 dni w tygodniu, po kilkanaście godzin na dobę. Jest to więc dobry moment na szybkie uzupełnienie domowego budżetu. Ukrainiec pracujący jako sprzedawca choinek, w zależności od regionu kraju i wielkości miejscowości, może otrzymać od 14 do nawet 21 zł/h.

Dla porównania sprzedawca na tymczasowym stoisku świątecznym w supermarkecie, oferującym np. bombki i inne ozdoby czy drobne prezenty, dostanie 14-18 zł.

TOP4 – cukiernik

Stawka: 14-19 zł/h

W okresie świąteczno-noworocznym chętnie podejmujemy gości lub sami wybieramy się w odwiedziny do rodziny lub znajomych. A gdy mowa o polskiej gościnności, to do głowy od razu przychodzi nam ciasto i kawa. Zwiększona konsumpcja słodkości powoduje, że w miesiącach zimowych częściej poszukiwane są osoby, które zajmą się wyrobem i dekorowaniem ciast, pierników i wszelakich deserów. Na stanowisku cukiernika Ukrainiec otrzyma do 19 zł/h.

TOP5 – kelner

Stawka: 14-18 zł/h

Branża gastronomiczna w naszym kraju osiąga najwyższe zyski w okresie wakacyjnym, chociaż są regiony w których restauratorzy z utęsknieniem wypatrują nadejścia zimowych miesięcy. Przed świętami najwięcej ogłoszeń o pracę tymczasową zamieszczają restauracje i hotele w górskich kurortach turystycznych. Polacy niekoniecznie chcą na nie aplikować, dlatego pracodawcy sięgają po Ukraińców – pracujący jako kelnerzy otrzymują oferty zarobków w przedziale 14-18 zł/h, w zależności od posiadanego doświadczenia. Natomiast za obsługę kelnerską w trakcie zabawy sylwestrowej mogą zarobić nawet 34 zł/h brutto.

Ukraińcy mogą pracować w Polsce maksymalnie 6 lub 9 miesięcy, dlatego w przeciwieństwie do szukających zawodowej stabilizacji Polaków, chętnie korzystają z ofert pracy tymczasowej. Zimą w naszym kraju mogą liczyć na nawet 4-5 krotnie wyższe zarobki niż na Ukrainie. Na przykład jako kurier w swojej ojczyźnie otrzymaliby średnio zaledwie 5 zł/h, podobnie w gastronomii i hotelarstwie. Oznacza to, że wystarczy im tydzień pracy sezonowej w Polsce, żeby zarobić równowartość ukraińskiej miesięcznej pensji na tym samym stanowisku – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Współpraca ludzka i dług technologiczny, czyli 2018 rok w branży teleinformatycznej

Rok dla świata technologicznego to cała dekada zmian. Ewoluują systemy, technologie i narzędzia. Wdrażane są nowe rozwiązania. Innowacyjne i nowoczesne firmy, chcące nadążyć za tempem przemian rynkowych muszą patrzeć wstecz i wyciągać wnioski wynikające z błędów i sukcesów konkurencji. Jak zatem wyglądał rok 2018 w branży teleinformatycznej?

Collaboration, czyli systemy umożliwiające współpracę międzyludzką na dużych odległościach takie jak kanały głosowe, wideo czy tekstowe stały się jednym z gorących tematów ubiegłego roku. Popularność i znaczenie innowacji wdrażanych na tym polu to jeden z tematów pojawiających się na ustach branżowych specjalistów w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Migracja rozwiązań na nowe platformy

W 2018 roku firmy z branży teleinformatycznej takie jak Cisco czy Sevenet, stanęły przed dużym wyzwaniem. Jak stworzyć wielostronne spotkania wideokonferencyjne na szeroko skalowalnym środowisku wirtualnym zapewniające uczestnictwo i pełną współpracę użytkowników korzystających z innych systemów? Odpowiedzią okazała się być migracja
i rozbudowa istniejących rozwiązań wideokonferencyjnych wykorzystujących stare mostki oraz osadzenie ich w nowoczesnych rozwiązaniach Cisco Meeting Server.

Migracja systemów na CMS pozwoliła na bardziej elastyczne dostosowanie rozwiązań
do potrzeb Klientów
– mówi Karol Machaliński, Kierownik Zespołu Video Sevenet, firmy, która w 2018 roku otrzymała nagrodę Cisco Architectural Excellence Partner of the Year: Collaboration. – Dobierając odpowiednie zasoby serwera w środowisku wirtualnym możemy elastycznie skalować ilość i jakość obsługiwanych połączeń wideokonferencyjnych. Dodatkowo CMS otworzył prawdziwą współpracę z rozwiązanymi innych producentów. Możliwa jest pełna komunikacja i integracja, między systemami wideokonferencyjnymi Cisco, a użytkownikami wykorzystującymi min. rozwiązania Microsoft.

Istotną kwestią ubiegłego roku było również stworzenie rozwiązań pozwalających
na rozszerzenie funkcjonalności systemów Collaboration bez potrzeby budowania własnej infrastruktury oraz wykorzystywania dużych nakładów finansowych. Rozwiązaniem rozwiniętym na dużą skalę w 2018 roku okazało się przeniesienie działań na platformy chmurowe takie jak Cisco Webex Teams czy Cisco Webex Meeting.

Rosnący dług technologiczny

Dług technologiczny to pojęcie, które już od lat towarzyszy przedstawicielom biznesu i branży okołotechnicznej. Termin ten określa sytuację, w których brak regularnych działań – takich jak kontrola jakości i optymalizacja kodu oraz tempo zmian technologicznych – powodują znaczące spowolnienie rozwoju, powiększając jeszcze bardziej nasze techniczne zadłużenie. Jest to swego rodzaju perpetuum mobile branży IT.

Według nieoficjalnych danych koszty utrzymania systemów obarczonych długiem technologicznym przekraczają poziom 80% całościowych kosztów utrzymania. W ciągu ubiegłego roku procent firm, szukających profesjonalnego wsparcia przy wdrażaniu nowoczesnych systemów, zapobiegających wzrastaniu długu stale wzrastał. Tego typu działania ewoluują i możliwość zaprezentowania najbardziej innowacyjnych rozwiązań w tym zakresie może okazać się usługą nie tylko pożądaną, ale i niezbędną.

W 2019 roku przedstawiciele branży teleinformatycznej i IT muszą pochylić się nad problemami sprawnego wdrażania rozwiązań chmurowych do systemów Collaboration, implementacji rozwiązań pozwalających na wielostronne spotkania online oraz skalowania działań zapobiegającym rozwojowi długu technologicznego. Liczne regulacje i normy prawne, które pochylają się nad tematyką rozwiązań branżowych będą coraz jaśniej nakreślać drogi rozwoju oraz schematy działań i oferowanych usług.

Gospodarka o obiegu zamkniętym otwiera przed firmami nowe możliwości rozwoju

Oddziaływanie ludzi na środowisko jest coraz większe. Liczba ludności przez ostatnie pół wieku wzrosła dwukrotnie: z 3,7 mld do 7,6 mld. Powoduje to, że zużycie surowców naturalnych wzrasta niewspółmiernie do możliwości regeneracyjnych Ziemi. Zwiększeniu ulega również ilość odpadów, które są nieprawidłowo zagospodarowane, co oznacza duże straty dla środowiska naturalnego. Odpowiedzią na te wyzwania jest gospodarka o obiegu zamkniętym (GOZ). Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „Zamknięty obieg – otwarte możliwości”, gospodarka odpadami i zarządzanie surowcami są w Polsce nieefektywne. Model GOZ zakładający w Polsce redukcje o 1 proc. zużycia materiałów i energii we wszystkich sektorach stwarza możliwość uzyskania dla gospodarki 19,5 miliarda złotych wartości dodanej.

Irena Pichola, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej, partner w Deloitte
Irena Pichola, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej, partner w Deloitte

W ostatnich pięciu dekadach nastąpił duży postęp w rozwoju ekonomicznym i jakości życia na świecie. – Nasze życie się wydłuża, coraz więcej z nas żyje w miastach, poprawie ulega także nasza sytuacja finansowa. Wraz ze wzrostem populacji i zwiększającymi się dochodami zwiększa się grupa konsumentów, w tym przede wszystkim klasy średniej, której wpływ ekonomiczny jest ogromny. Prognozy pokazują, że konsumpcja klasy średniej może odpowiadać za jedną trzecią globalnego PKB w 2030 roku – mówi Irena Pichola, Partner, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

W parze ze zwiększeniem konsumpcji idzie wyższe zużycie surowców naturalnych. W ostatnich dwóch dekadach widoczne jest przyśpieszenie wzrostu zużycia surowców naturalnych, z średniorocznego tempa na poziomie 2,4 proc. między 1970 a 2000 rokiem do 3,2 proc. w ostatnich 17 latach. Obecnie ludzkość zużywa 1,6 razy więcej zasobów niż pozwalają na to możliwości regeneracyjne Ziemi. Gdyby cała populacja Ziemi żyła na tym samym poziomie, co kraje o wysokich dochodach, to konsumowalibyśmy blisko cztery razy więcej zasobów naturalnych niż jest dostępnych.

Julia Patorska
Julia Patorska, Lider zespołu analiz ekonomicznych Deloitte

Co równie ważne, wzrasta także ilość generowanych odpadów. Bank Światowy ocenia, że w wyniku wzrostu liczebności populacji oraz urbanizacji odpady komunalne generowane globalnie osiągną 3,4 mld ton w 2050 roku, co oznacza aż 70-procentowy wzrost w porównaniu do 2 mld ton wygenerowanych w 2016 roku. – Co istotne, są one źle zagospodarowane, co prowadzi do utraty wartości w gospodarce i stwarza ryzyko środowiskowe. Szacunki rynkowe pokazują, że w wyniku nieefektywnego wykorzystania opakowań z tworzyw sztucznych aż 95 proc. ich wartości jest tracona w gospodarce – mówi Julia Patorska, Starszy Menedżer, Lider zespołu analiz ekonomicznych, Deloitte.

Dlaczego GOZ?

Brunon Bartkiewicz prezes ING Banku Śląskiego
Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego

W gospodarce o obiegu zamkniętym wartość produktów i materiałów jest utrzymywana jak najdłużej, a ilość odpadów, podobnie jak wykorzystanie zasobów, jest ograniczana do minimum. Po osiągnięciu przez dany produkt końca przydatności do użycia, zasoby pozostają w obrębie gospodarki, tak by móc je ponownie wykorzystywać. – Zaangażowanie w tematykę zrównoważonego rozwoju jak i gospodarki o obiegu zamkniętym jest wyrazem naszych przekonań osobistych, jak również perspektywy wykreowania wielomiliardowego rynku związanego z tą częścią gospodarki. Rozwijamy swoją wiedzę, zbieramy doświadczenia, bo wierzymy, że taka będzie przyszłość. – mówi Brunon Bartkiewicz, Prezes Zarządu ING Banku Śląskiego.

Raport Deloitte wskazuje na to, że Polsce wciąż daleko do modelu gospodarki o obiegu zamkniętym. Jeżeli chodzi o zużycie surowców (biomasa, rudy metali, niemetaliczne minerały i paliwa kopalne) zajmujemy trzecie miejsce w UE, zaraz za Niemcami i Francją. Jednocześnie wysokie zużycie w Polsce przekłada się na słabą wydajność materiałową. W tym obszarze na przykład Czechy i Słowacja osiągają dwa razy lepsze rezultaty. Również gospodarka odpadami jest mało efektywna. Z jednej strony poziom odzysku (w tym recyklingu i odzysku energetycznego) wszystkich odpadów w Polsce i Europie jest podobny, a z drugiej strony Polsce daleko jest do spełnienia celów Dyrektywy Odpadowej, która mówi o osiągnięciu w 2020 roku poziomu 50 proc. recyklingu i przygotowania do ponownego użycia odpadów komunalnych. W 2016 r. recykling odpadów komunalnych wynosił w Polsce 35 proc.

Wymierne korzyści

Co Polsce dałoby wprowadzenie GOZ? Niewątpliwie redukcję zanieczyszczeń i większą efektywność energetyczną. – Pozwoliłoby to również na wyzwolenie innowacji i technologiczny postęp polskiej gospodarki. Przygotowane przez Deloitte wyliczenia pokazują, że już nawet redukcja o 1 proc. zużycia materiałów i energii we wszystkich sektorach daje możliwość uzyskania wartości dodanej dla gospodarki na poziomie 19,5 miliarda złotych – mówi Irena Pichola. Pozytywny wpływ GOZ jest wynikiem ograniczenia popytu na dobra, które drożeją i charakteryzują się nieelastycznym popytem Te środki można wtedy przeznaczyć na dobra i usługi, wytwarzane przez sektory bardziej produktywne lub te, które dzięki wzrostowi inwestycji i innowacyjności przyczynią się do znaczącego rozwoju gospodarczego. Zmiany w kierunku GOZ polegają de facto na przekształceniu istniejących łańcuchów wartości, a więc struktury gospodarki, jak i jej wymiany zagranicznej.

Aby jednak uwolnić ten potencjał, potrzebne jest współdziałanie i wymiana informacji pomiędzy wszystkimi zainteresowanymi stronami: rządem, biznesem, organizacjami pozarządowymi i społeczeństwem. – Skuteczne wdrożenie gospodarki o obiegu zamkniętym wymaga zaangażowania liderów biznesu i zmiany ich sposobu myślenia tak, aby w GOZ zaczęli dostrzegać nowe szanse dla rozwoju przedsiębiorstwa. Wpisuje się to w widoczny od wielu lat trend aktywności firm w rozwiązywaniu problemów ekologicznych i społecznych, a także w przejmowaniu odpowiedzialności za swoje oddziaływanie na środowisko naturalne. Gospodarka cyrkularna w firmie będzie efektywnie wdrażana tylko wtedy, gdy ta wyznaczy sobie jasne cele, które będą komunikowane pracownikom i z którymi będą się oni utożsamiali – mówi Maciej Adamkiewicz, Prezes Zarządu Adamed Pharma.

W Polsce już teraz nie brakuje firm, które działają na rzecz efektywności energetycznej i środowiskowej. – Żywiec Zdrój wspiera ideę gospodarki obiegu zamkniętego, dążąc do zwiększania poziomu recyklingu opakowań plastikowych w Polsce. Zobowiązujemy się, że już w 2020 roku taka sama ilość plastiku, jaką wprowadzimy na rynek zostanie zebrana i poddana recyklingowi. Jednocześnie będziemy też zwiększać udział przetworzonego plastiku ( rPET) w naszych opakowaniach, tym samym wpływając na zwiększenie efektywności systemu odzysku opakowań w Polsce – mówi Frédéric Guichard, Prezes Zarządu Żywiec Zdrój S.A..

Raport „Zamknięty obieg – otwarte możliwości” powstał we współpracy z ING Bankiem Śląskim, Żywiec Zdrój S.A., Adamed Pharma oraz przy wsparciu firm AmRest i Veolia. Patronat honorowy objęły Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju, Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, Ministerstwo Środowiska, Forum Odpowiedzialnego Biznesu, Centrum UNEP/GRID-Warszawa, Agencja Rozwoju Mazowsza S.A.

Ceny w nowych państwach UE rosną wolniej. Znów Brexit

Zarówno w Rumunii jak i na Węgrzech wzrost cen nie jest już tak szybki jak jeszcze kilka miesięcy temu. Głosowanie w sprawie Brexitu odłożone, ale w Wielkiej Brytanii wciąż się dzieje.

Inflacja zwalnia

Wzrost cen w Rumunii i na Węgrzech nie jest tak szybki jak dotychczas, a spada szybciej niż sądzili analitycy. Ceny w Rumunii w ujęciu rocznym rosną o 3,4% to spadek o 0,9% wobec oczekiwanych 0,6% spadku. Z kolei na Węgrzech ceny rosną o 3,1% czyli o 0,4% wolniej od oczekiwań i o 0,7% wolniej niż w poprzednim okresie. Dlaczego te dane są ważne dla rynków walutowych. Wielu analityków wskazywało, że bardzo szybko rosnące ceny spowodują, że banki centralne tych państw będą zmuszone interweniować. By walczyć z inflacją musiałyby podnosić stopy procentowe. Wzrost stóp procentowych tworzy walutę bardziej atrakcyjną dla inwestorów, gdyż stopy inwestycji o niskim ryzyku rosną. W rezultacie taki ruch umacniałby walutę. W rezultacie oprócz tego, że to dobry sygnał dla gospodarki, jest również bodziec tłumiący umocnienie się waluty na te dobre dane.

Znowu zamieszanie wokół Brexitu

Wczoraj rząd Theresy May odwołał dzisiejsze głosowanie nad Brexitem. W rezultacie jedna zła wiadomość zderzyła się tego samego dnia z wczorajszymi słabszymi danymi z gospodarki. Rezultatem była kolejna przecena funta. W szczytowym momencie brytyjska waluta traciła na wartości 6 groszy. Dzień zamknęła 4 groszową stratą po szybkiej korekcie. Kolejne dni pokażą jak się sytuacja rozwinie. Dzisiaj odbędzie się debata, ale nie na temat Brexitu a na temat odwołania głosowania nad wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Patrząc na to co się dzieje widać wyraźnie, że partie przygotowują się już do przedterminowych wyborów. Można się zatem spodziewać zwiększonej zmienności na parach walutowych z funtem w najbliższym czasie. Dzisiejsze dane z brytyjskiego pracy wypadły nawet odrobinę lepiej od oczekiwań co tymczasowo stabilizuje funta. Bezrobocie utrzymało się na poziomie 4,1% z kolej wynagrodzenia rosną szybciej niż oczekiwano.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych makroekonomicznych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Czym jest STIR i jak działa w praktyce?

Śledzenie operacji na koncie, możliwość blokady każdego rachunku na 72 godziny – wokół STIR, czyli nowego narzędzia administracji skarbowej pojawia się wiele pytań i kontrowersji. Eksperci z firmy inFakt wyjaśniają, czym jest to narzędzie i czy rzeczywiście przedsiębiorcy mogą mieć powody do obaw.

Czym jest STIR?

STIR to System Teleinformatyczny Izby Rozliczeniowej. Wykorzystuje niejawne algorytmy do analizy danych pochodzących m.in. z JPK_VAT, CEIDG, KRS oraz danych o zakładanych rachunkach bankowych. Banki oraz SKOKi są zobowiązane dostarczać izbie rozliczeniowej informacje o nowo otwieranych oraz prowadzonych dla podmiotów kwalifikowanych rachunkach bankowych. STIR ma z założenia być jednym z elementów składających się na większy program uszczelnienia systemu podatkowego w Polsce.

Warto nadmienić, że podmiotami kwalifikowanymi są:

  1. a) osoby fizyczne będąca przedsiębiorcami w rozumieniu art. 4 ust. 1 ustawy z dnia 6 marca 2018 r. – Prawo przedsiębiorców;
  2. b) osoby fizyczne, które prowadzą działalność zarobkową na własny rachunek, ale niebędące przedsiębiorcami w rozumieniu ustawy, o której mowa w lit. a;
  3. c) osoby prawne;
  4. d) jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej, której ustawa przyznaje zdolność prawną.

Jak w praktyce działa nowy system? STIR nie rzadziej niż raz dziennie automatycznie ustala wskaźnik ryzyka dla podmiotu kwalifikowanego. Następnie o podmiotach o podwyższonym wskaźniku ryzyka informowany jest szef Krajowej Administracji Skarbowej, a także banki i SKOKi – w zakresie prowadzonych przez nie rachunków. Co istotne, sami zainteresowani, czyli podmioty kwalifikowane, nie otrzymują takich informacji. Eksperci z firmy inFakt wskazują, że wszystkie rozwiązania związane ze STIR dotyczą rachunków rozliczeniowych. Wynika z tego, że obostrzenia opisane poniżej nie dotyczą mikroprzedsiębiorców, którzy w ramach prowadzonej działalności korzystają z rachunków osobistych.

Czy jest się czego bać?

Szef Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) jest upoważniony do zarządzenia blokady rachunku na czas nie dłuższy niż 72 godziny. Dzieje się tak, jeśli dane wskazują, że podmiot kwalifikowany może wykorzystywać banki lub SKOK-i do wyłudzeń skarbowych lub do czynności, które mogą do nich bezpośrednio prowadzić. Na takie postanowienie nie przysługuje zażalenie. Ponadto szef KAS może przedłużyć czas blokady rachunku do 3 miesięcy w przypadku uzasadnionej obawy, że podmiot nie wykona zobowiązania podatkowego przekraczającego równowartość 10 tys. euro. W tym wypadku podmiot już będzie mógł złożyć zażalenie.

Jeśli nie będzie można zaskarżyć działania szefa KAS, to wówczas będzie on mógł dowolnie blokować rachunki bankowe przedsiębiorców, dla których został wyliczony podwyższony wskaźnik ryzyka – zauważa Piotr Ciszewski, ekspert ds. podatków w firmie inFakt.

Warto również podkreślić, że algorytmy stosowane przez STIR są niejawne. – Obecnie system monitoruje ponad 5,6 mln rachunków podmiotów kwalifikowanych. Na podstawie tych danych system „uczy się” działania i być może jego pierwsze analizy nie będą do końca trafione. Z danych na październik wynika, że w wyniku działania STIR dokonano blokady 20 rachunków bankowych, w tym 17 na więcej niż 72 godziny. W wyniku blokady zabezpieczono około 6 mln zł, co pokazuje skalę działania danego mechanizmu – wyjaśnia Piotr Ciszewski. – Pamiętajmy jednak, że STIR działa w oparciu o uczenie maszynowe, więc w miarę funkcjonowania i uzupełniania go coraz większą ilością danych powinien być coraz bardziej precyzyjny.

Do tej pory, zgodnie z informacją Ministerstwa Finansów, STIR wskazał około 26 tysięcy podmiotów wysokiego i podwyższonego ryzyka wykorzystania sektora finansowego do wyłudzeń skarbowych.

Od 2019 r. rewolucyjne zmiany dotyczące podatków: VAT i akcyzowego

Urzędnikom Ministerstwa Finansów zdecydowanie brakuje konsekwencji w podejmowanych działaniach. Z jednej strony chcą ułatwić przedsiębiorcom odzyskanie nadpłaconego podatku, a z drugiej planują rozwiązania mające zniechęcić firmy do dyskusji z kontrolującym ich organem. Podatnik musi zachować wzmożoną czujność wobec aparatu skarbowego.

Raz zapłaconego podatku nie oddamy (najlepiej) nigdy

Organy podatkowe od lat konsekwentnie odmawiały podatnikom zwrotu nadpłaty podatku VAT i akcyzy, jeśli ekonomiczny ciężar tego podatku poniósł już inny podmiot np. kontrahent występującego o zwrot daniny przedsiębiorcy. Fiskus argumentował, iż taki zwrot stanowiłby dla podatnika bezpodstawne wzbogacenie, a na poparcie swojego poglądu niezmiennie przywoływał uchwałę Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 22 czerwca 2011 r., sygn. I GPS 1/11. Skład orzekający uznał w niej, iż nie jest nadpłatą kwota podatku akcyzowego uiszczona z tytułu sprzedaży energii elektrycznej, jeśli ten, kto go uiścił nie poniósł uszczerbku majątkowego”. Zdaniem Sądu w sytuacji, gdy występujący o zwrot nadpłaty podatnik nie poniósł w istocie ciężaru opodatkowania, bo kwotę akcyzy uwzględnił już w cenie towaru, a tym samym uniknął straty, która wymagałaby rekompensaty, to nie ma podstaw, aby takiego zwrotu nadpłaty dokonać. Stanowisko resortu finansów najwyraźniej jednak w ostatnim czasie złagodniało, gdyż od 2019 r. w Ordynacji podatkowej pojawić mają się rewolucyjne zmiany dotyczące podatków: VAT i akcyzowego. Wprawdzie fiskus w dalszym ciągu będzie mógł powoływać się na zasadę bezpodstawnego wzbogacenia, jednak prawo do odmowy na tej podstawie zwrotu nadpłaty możliwe będzie jedynie wtedy, gdy dla podatków rozliczanych okresowo przekroczy ono w okresie rozliczeniowym 100 tysięcy złotych, a w przypadku pozostałych danin 100 tysięcy złotych z tytułu jednej czynności. Jakkolwiek próg, poniżej którego bezpodstawne wzbogacenie nie będzie miało zastosowania, wydaje się stosunkowo niski, to na pewno jest to istotny przełom i korzystne rozwiązanie dla wielu przedsiębiorców. Dla podatników akcyzy planowana zmiana jest tym istotniejsza, że dotychczas organy właściwie z „automatu” odmawiały im zwrotu nadpłaty, bez względu na próg kwotowy. Jakkolwiek w tej sprawie fiskus wydaje się wychodzić naprzeciw potrzebom przedsiębiorców, to proponowane zmiany w zakresie kontroli celno-skarbowych budzą wątpliwości, jeśli chodzi o szczerość jego intencji.

Płać i nie dyskutuj

Najnowsza koncepcja resortu finansów obecnie znajdująca się na etapie prac sejmowych zakłada, że podatnik, otrzymawszy wynik kontroli celno-skarbowej, tylko raz będzie mógł skorygować złożoną deklarację podatkową. Jeśli następnie uzna, że dokonane przez niego rozliczenia wbrew twierdzeniom kontrolujących były jednak prawidłowe, to ponowna deklaracja, w zakresie, jakim cofa ustalenia kontroli, będzie już bezskuteczna. W obecnie obowiązującym stanie prawnym podatnicy często uiszczają zaległy podatek zgodnie ze wskazaniami organu, aby w ten sposób uchronić się przed odsetkami i ewentualnymi sankcjami karnoskarbowymi. Następnie jednak często ponownie korygują zeznanie i spierają się z fiskusem, dążąc do uzyskania zwrotu nadpłaconego podatku. Projektowane rozwiązania wykluczają taki scenariusz, stawiając przedsiębiorcę przed niełatwym dylematem: zapłacić podatek i nie dyskutować z kontrolującymi, czy podjąć walkę, narażając się na długoletnią batalię, widmo rosnących odsetek i groźbę odpowiedzialności karnoskarbowej. Resort finansów najwyraźniej zakłada, że wielu podatników będzie obawiało się tak znacznego ryzyka i dla świętego spokoju zaakceptuje stanowisko organu KAS, wybierając niejako bilet w jedną stronę. W swoich rachubach fiskus może się jednak mocno (nomen omen) przeliczyć.

Trzeba walczyć o swoje racje

Prowadzący kontrolę celno-skarbową rzadko podchodzą do rozpoznawanych spraw z należytą wnikliwością. W wielu przypadkach jeszcze przed podjęciem jakichkolwiek czynności z góry formułują tezę, do której następnie starają się dobrać fakty i argumenty, a jeżeli się one nie zgadzają, to – jak mawiał klasyk – „tym gorzej dla faktów”. Potężna broń, którą ma być brak możliwości korekty deklaracji podatkowej, dodatkowo ułatwi urzędnikom zadanie. Wszak, po co należycie uzasadniać podjętą decyzję, skoro większość podatników zapewne i tak nie będzie z nią polemizować? Dyskusja z oponentem, który jest zamknięty na argumenty i nie rozumuje w sposób racjonalny, to z pewnością niełatwe zadanie. To oczywiście nie oznacza, że podatnik ma rezygnować z obrony swojego stanowiska i godzić się na samowolę fiskusa. Chociaż spór z fiskusem to niejednokrotnie długa i wyboista droga, to zdecydowanie warto podjąć trud, aby dotrzeć do mety z satysfakcjonującym rezultatem.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Połowa MŚP uważa, że w 2018 r. pogorszyły się warunki prowadzenia firmy

  • 50 proc. przedsiębiorstw ocenia, że warunki prowadzenia firmy w 2018 roku pogorszyły się w porównaniu z latami poprzednimi.
  • 40 proc. uważa, że się nie zmieniły, a 11 proc. jest przekonanych, że się poprawiły.
  • Tak wynika z badania nastrojów przedsiębiorców zrealizowanego na zlecenie Konfederacji Lewiatan.

Najgorzej oceniają warunki prowadzenia działalności w tym roku przedsiębiorstwa średnie (53 proc.) i małe (49 proc.). O tym, że pogorszyły się warunki prowadzenia firmy jest natomiast przekonanych 41 proc. dużych przedsiębiorstw.

Zdaniem tylko 8 proc. średnich firm i 11 proc. małych warunki prowadzenia biznesu w tym roku się poprawiły. W przypadku dużych przedsiębiorstw odsetek ten był wyższy i wyniósł 19 proc.

Ponad połowa przedsiębiorców (56 proc.) jest pozytywnie nastawiona do prowadzenia firmy w 2019 roku, w kontekście biznesowym, ale tylko 33 proc. w kontekście zmian w prawie i działań administracji.

37 proc. firm jest negatywnie nastawiona wobec działalności w przyszłym roku w kontekście biznesowym, a aż 61 proc. w kontekście zmian w prawie.

I w tym przypadku, w kontekście zmian w prawie, firmy duże, zatrudniające ponad 250 osób, są największymi optymistami. Tylko 34 proc. negatywnie prognozuje prowadzenie firmy w kontekście zmian w prawie. Tymczasem dla firm średnich ten odsetek wynosi 65 proc., a dla małych 62 proc.

Badanie zrealizowała firma SMARTSCOPE w listopadzie br., na reprezentatywnej grupie 300 małych, średnich i dużych przedsiębiorców, zatrudniających przynajmniej 10 pracowników, metodą CATI.

2019 r. pod znakiem spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego

Rok 2019 stać będzie pod znakiem spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego względem wysokich poziomów w latach 2017-2018, przewidują ekonomiści Banku Pekao S.A.

Powodem spowolnienia między innymi spadek wzrostu konsumpcji, wynikający z wolniejszego tempa wzrostu płac oraz zatrudnienia, oraz słabsze tempo inwestycji

  • Ekonomiści Banku Pekao zakładają utrzymanie się wskaźnika inflacji konsumenckiej poniżej celu inflacyjnego RPP przez większą część 2019 i brak zmian stóp procentowych w całym roku
  • Analitycy Pekao Investment Banking spodziewają się pogłębienia spadków na rynku akcji oraz podwyższonej zmienności notowań
  • Preferowane sektory to te o mniejszej wrażliwości zysków na spowolnienie gospodarcze: telekomunikacja i technologie, spółki energetyczne oraz dystrybutorzy dóbr szybkozbywalnych

Gospodarka

Wśród czynników wewnętrznych wpływających na spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego będzie m.in. spowolnienie tempa wzrostu konsumpcji prywatnej (głównej siły napędowej PKB w ostatnich latach), wynikające z wolniejszego tempa wzrostu płac oraz zatrudnienia. Kolejny czynnik to nieznacznie – ale jednak słabsze – tempo wzrostu inwestycji.

– Po stronie inwestycji publicznych statystyki pokazują słabnące tempo podpisywania nowych umów, równocześnie zaś wyraźnie rosną ceny, co ograniczać będzie tempo realizacji nowych projektów – powiedział Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao S.A. – Firmy prywatne mają szereg argumentów za zwiększaniem inwestycji, m.in. wysokie wykorzystanie mocy produkcyjnych, ograniczone zasoby pracy i rosnące jej koszty, niski koszt kapitału, jednak sygnały nadchodzącego spowolnienia wzrostu PKB działają hamująco, obok wciąż utrzymującej się niepewności regulacyjnej.

Bazowy scenariusz inflacji przewidywany przez analityków banku zakłada utrzymywanie się wskaźnika inflacji konsumenckiej (CPI) poniżej celu inflacyjnego RPP (2,5%) przez większą część roku 2019 – dopiero pod koniec roku oczekują oni zbliżenia się przez CPI do poziomu 3%. Wobec takiego scenariusza RPP prawdopodobnie nie dokona zmian stóp procentowych w całym roku 2019 – pierwszych podwyżek oczekujemy na początku 2020. Czynnikami niepewności dla scenariusza inflacyjnego są m.in. ceny energii. Istotnym czynnikiem dla poziomu cen będzie cena ropy naftowej.

Rok 2019 będzie ciekawy dla rynku pracy. Z jednej strony wciąż należy oczekiwać wzrostu płac w przedsiębiorstwach (szacujemy tempo tego wzrostu na ok 6% r/r, względem ponad 7% w roku bieżącym), z drugiej strony sytuacja będzie się mocniej niż w tym roku różnicować. Największych wzrostów płac (choć wciąż jednocyfrowych) należy spodziewać się tam, gdzie jest największy odsetek nieobsadzonych miejsc pracy, czyli przede wszystkim w budownictwie, a także w transporcie i magazynowaniu. Dynamika zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw wciąż będzie dodatnia, ale wyraźnie niższa (1,2% r/r) niż w roku bieżącym (3,4%). Będzie to wynikało z jednej strony ze słabnącego tempa wzrostu produkcji przemysłowej (a więc niższego popytu na nowych pracowników), ale także z ograniczeń podażowych (szczególnie w budownictwie).

Sądzimy iż stopa bezrobocia zbliży się w 2019 do poziomów bezrobocia naturalnego czyli ok.  3,7% dla wskaźnika bezrobocia BAEL oraz ok 5,8% dla wskaźnika bezrobocia rejestrowanego (na koniec 2018 szacowany na 5,9%) – a więc osiągnie poziomy, na których najprawdopodobniej ustabilizuje się w kolejnych latach. Potencjał spadkowy wskaźnika bezrobocia prawdopodobnie ulegnie wyczerpaniu.

Rynek akcji

Zdaniem analityków Pekao Investment Banking S.A. spadki indeksu WIG, który od stycznia tego roku stracił już 12%, mogą być kontynuowane w 2019 w związku ze zwiększoną niepewnością co do perspektyw dla światowej gospodarki. Wskaźniki wycen mogą ulec dalszej kompresji zbliżając się do poziomów notowanych w latach 2011 oraz 2015/16, kiedy to podobnie jak dzisiaj inwestorom towarzyszyła podwyższona niepewność.

– W naszym bazowym scenariuszu zakładamy, że spadek notowań WIG może sięgnąć kilkanaście procent wobec obecnych poziomów. Jednocześnie zakładając łagodne spowolnienie gospodarcze uważamy, że dołek notowań powinien zostać wyznaczony w trakcie pierwszych trzech kwartałów roku – powiedział Marcin Gątarz, szef działu analiz Pekao Investment Banking.

Przy braku negatywnych niespodzianek makroekonomicznych w Polsce i na świecie wyniki finansowe spółek w 2019 powinny ostatecznie okazać się solidne. Pekao IB prognozuje dla analizowanych spółek 5-procentowy wzrost zysku netto w kolejnym roku. Powinno to stanowić podstawę dla zakładanej poprawy notowań akcji w ostatnich miesiącach 2019. Dodatkowo ostatnie miesiące kolejnego roku powinny przynieść pierwsze napływy kapitału związane z uruchomieniem PPK, co jest czynnikiem mający potencjał do wsparcia notowań akcji na GPW.

Spodziewając się pogłębienia spadków na rynku akcji oraz podwyższonej zmienności notowań w modelowym portfelu analitycy Pekao IB preferują sektory o mniejszej wrażliwości zysków na spowolnienie gospodarcze takiej jak: telekomunikacja i technologie, spółki energetyczne oraz dystrybutorów dóbr FMCG. Za uzasadnione uważamy z kolei niedoważanie sektorów cyklicznych takich jak banki, wydobycie oraz spółki handlu detalicznego odzieżą.

Polacy o kredytach: bezpieczniej pożyczać w banku niż u rodziny

Polacy zdecydowanie wolą pożyczać pieniądze od banku niż od rodziny – wynika z Indeksu Bezpieczeństwa Finansowego. Jak pokazało badanie zrealizowane na zlecenie Nest Banku, aż 83% ankietowanych uważa, że pożyczanie pieniędzy od banku jest bezpieczne lub raczej bezpiecznie. To samo o pożyczkach od rodziny czy znajomych może powiedzieć jedynie niespełna 48% z nas.

Nikogo chyba nie zdziwi fakt, że dla ponad 80% ankietowanych zaciąganie kredytów w firmach pożyczkowych jest niebezpieczne. Podobnie ma się sytuacja w przypadku SKOKów (63%) czy zastawów w lombardach (77%). Natomiast aż 83% badanych za najbardziej bezpieczne miejsce do zaciągania kredytów uważa bank. Zaskakujące jest to,  że takie samo zdanie o pożyczkach od rodziny czy znajomych wyraziło jedynie 48% respondentów.

– Mogłoby się wydawać, że najprostszym sposobem sfinansowania świątecznych wydatków czy ferii zimowych będzie pożyczka od bliskich. Badanie Nest Banku pokazuje jednak, że Polacy o wiele bardziej ufają w tej kwestii bankom, niż własnej rodzinie – zauważa Bartłomiej Babicz, Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Detalicznej w Nest Banku. – Właściwie nie powinno to dziwić. Polacy cenią sobie jasne, uczciwe zasady i ufają instytucjom finansowym. Otrzymują od banku jednoznaczną informację – ile, kiedy muszą oddać i na jakich zasadach. W przypadku pożyczki nieformalnej nie mamy gwarancji wysokości raty czy terminu spłaty –dodaje Bartłomiej Babicz. – Mając na uwadze kredytowe potrzeby rodzin już jakiś czas temu wprowadziliśmy do naszej oferty Nest Kredyt Rodzinny. Jest on odpowiedzią na potrzebę realizacji nagłych i niespodziewanych wydatków. Stanowi także pewną alternatywę dla wspomnianych pożyczek od rodziny i znajomych – dodaje.

Które produkty bankowe Polacy uznają za bezpieczne, a których się obawiają?
Najbardziej bezpiecznymi produktami bankowymi zdaniem Polaków są rachunki płatnicze i konta oszczędnościowe. W przypadku tych dwóch produktów jedynie 4% badanych stwierdziło, że mogą być niebezpieczne dla portfela. Za niemal tak samo bezpieczne uważamy lokaty oraz ubezpieczenia. Stawkę zamykają kredyty – aż 35% badanych uważa je za produkt niebezpieczny.

Bartłomiej Babicz, Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Detalicznej w Nest Banku
Bartłomiej Babicz, Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Detalicznej w Nest Banku

– Kredyt czy pożyczka budzą w nas skrajne emocje. Z jednej strony możemy dzięki nim realizować marzenia czy wyjść z trudnej sytuacji. Z drugiej strony sam proces zadłużania niesie ze sobą lęki i obawy: Czy dam radę spłacić pożyczkę? Czy nie zmieni się moja sytuacja osobista, zawodowa, finansowa? – mówi Bartłomiej Babicz, Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Detalicznej w Nest Banku – Wszystkie te obawy sprawiają, że tracimy poczucie bezpieczeństwa i rodzi się w nas niepokój o stabilność finansową. I tutaj istotna staje się rola banków, których zadaniem powinno być dostarczenie produktów kredytowych wspierających poczucie bezpieczeństwa – dodaje Bartłomiej Babicz.
Co mogłoby sprawić, że poczujemy się w procesie zaciągania kredytu bezpiecznie?
Okazuje się, że do cech kredytu wywołujących poczucie bezpieczeństwa należą: jasne i uczciwe zasady, brak ukrytych kosztów, gwarancja niezmiennego oprocentowania, niska rata, możliwość wcześniejszej spłaty czy negocjowania warunków umowy. Co ciekawe jedynie 16% badanych stwierdziło,  że ubezpieczenie do kredytu wpływa na ich poczucie bezpieczeństwa.

Indeks Bezpieczeństwa Finansowego to badanie zrealizowane na zlecenie Nest Banku w czerwcu 2018 roku przez instytut Kantar Millward Brown na reprezentatywnej grupie Polaków. Celem badania było sprawdzenie postaw i przekonań Polaków w zakresie ich bezpieczeństwa finansowego. Indeks bada, czy Polacy czują się bezpiecznie ze swoimi finansami, czy mają obawy o przyszłość oraz jak rozumieją bezpieczeństwo finansowe.
Materiał nie stanowi oferty handlowej w rozumieniu art. 66 Kodeksu cywilnego. *Indeks Bezpieczeństwa Finansowego to badanie opinii zrealizowane na reprezentatywnej grupie Polaków przez Instytut Kantar Millward Brown, w dniach 06 czerwca 2018 – 13 czerwca 2018 r.

Czy smart city mogą stać się safe city?

W listopadowym marszu w Warszawie wzięło udział ponad 250 tys. osób[1], a za złamanie przepisów policja wciąż szuka kilkudziesięciu uczestników[2]. W 2017 roku zarejestrowano już prawie 8 tys. imprez masowych[3], a ich liczba rośnie z roku na rok – podobnie jak związane z nimi zagrożenia. Miasta wciąż zmagają się z aktami wandalizmu, zakłócaniem porządku czy kradzieżami samochodów, których sprawcy identyfikowani jedynie w co piątym przypadku[4]. Czy smart city mogą stać się safe city?

Sprawcy nieznani

W ciągu ostatnich pięciu lat co piąty Polak (19%) padł ofiarą kradzieży, włamania, pobicia lub napadu[5]. Tymczasem wykrywalność przestępstw polegających na uszkodzeniu mienia w 2017 roku wyniosła jedynie 33%[6]. Coraz istotniejsza staje się więc zarówno prewencja, jak i wykrywanie sprawców – tym bardziej, że koszty ponoszone przez policję w związku z masowymi imprezami i ich zabezpieczaniem w ubiegłym roku wyniosły już ponad 58 milionów złotych[7].

Inteligentne miasto

Rosnąca przestępczość, ciągły napływ ludności do aglomeracji czy presja na optymalizację ruchu drogowego to zaledwie początek listy wyzwań, z którymi mierzą się dziś miasta. Jednym z rozwiązań pozwalających zadbać o bezpieczeństwo na drogach, ulicach czy stadionach są inteligentne systemy wideo. Automatycznie analizują one nagrywany materiał w czasie rzeczywistym, potrafią wykrywać ruch oraz dźwięk, mierzyć przepływ ludzi czy rozpoznawać numery rejestracyjne pojazdów.

Kamery, wykorzystując sztuczną inteligencję, śledzą ścieżki pasażerów na lotniskach i w miejscach publicznych oraz dostarczają danych na temat podejrzanych zachowań czy przenoszonych przedmiotów. Mogą również identyfikować newralgiczne punkty i powiadamiać o możliwych zagrożeniach, pomagając w procesie ewakuacji.

Piotr Bettin, menedżer ds. rozwoju biznesu inteligentnych systemów wideo w firmie Konica Minolta
Piotr Bettin, menedżer ds. rozwoju biznesu inteligentnych systemów wideo w firmie Konica Minolta

Sama obecność kamer odstrasza przestępców, zapobiegając włamaniom i aktom wandalizmu. Gdy natomiast dochodzi do wykroczeń czy wypadków, inteligentne systemy wideo pomagają służbom w koordynacji działań oraz wykrywaniu sprawców. Na podstawie zautomatyzowanej analizy są także w stanie wskazać miejsca, w których najczęściej popełniane są przestępstwa, by prewencyjnie kierować tam patrole policji. Pozwalają zredukować liczbę fałszywych alarmów nawet o 90% – mówi Piotr Bettin, menedżer ds. rozwoju biznesu inteligentnych systemów wideo w firmie Konica Minolta.

Informacja kluczem do bezpieczeństwa

Według badania Instytutu McKinsey, nawet najbardziej nowoczesne miasta wdrażające inteligentne rozwiązania są wciąż na początku drogi. Wykorzystanie inteligentnych aplikacji, danych i technologii może jednak poprawić wskaźniki jakości życia w miastach – uratować życie nawet 300 osób rocznie, skrócić średnią dojazdów do pracy o 15–30 minut czy przyspieszyć czas reakcji w nagłych wypadkach o 20–35%[8].

Inteligentne kamery pozwalają gromadzić dane dotyczące transportu, środowiska czy ochrony zdrowia. Czujniki oraz inne urządzenia z zakresu Internetu rzeczy (ang. Internet of Things, IoT) umożliwiają lepsze zarządzanie infrastrukturą miejską. Minimalizują opóźnienia oraz chronią personel, pasażerów i zasoby przed różnego rodzaju incydentami, zapobiegając nawet aktom terrorystycznym – dodaje Piotr Bettin. 

[1] https://twitter.com/MSWiA_GOV_PL/status/1061932887786881025

[2] http://www.policja.waw.pl/pl/dzialania-policji/aktualnosci/48027,Srodmiejska-policja-poszukuje-osob-ktore-uzywaly-rac-aktualizacja.html

[3] Raport Komendy Głównej Policji „Bezpieczeństwo imprez masowych w 2017 roku”

[4] http://www.statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/kradzieze-samochodow/122334,Raport-2017-utracone-pojazdy.html

[5] Poczucie bezpieczeństwa i zagrożenia przestępczością, CBOS 2018:

https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2018/K_061_18.PDF

[6] http://www.statystyka.policja.pl/st/przestepstwa-ogolem/przestepstwa-kryminalne/7-wybranych-kategorii-p/uszkodzenie-mienia/121610,Uszkodzenie-rzeczy.html

[7] Raport Komendy Głównej Policji „Bezpieczeństwo imprez masowych w 2017 roku”

[8] Raport McKinsey Global Institute „Smart cities: digital solutions for a more livable future” 2018