Relacja z „Sustainable Economy Summit” i Laureaci “Responsible Business Awards”

28 listopada w hotelu Intercontinental odbyła się ostatnia już tegoroczna konferencja organizowana przez Executive Club. „Sustainable Economy Summit” bo o nim mowa w całości poświęcony był tematyce zrównoważonego i odpowiedzialnego biznesu. Tym razem przygotowaliśmy dwa panele dyskusyjne oraz wieczorną galę rozdania statuetek „Responsible Business Awards”. Wydarzenie odbyło się pod patronatem honorowym Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Sustainable Economy Summit (7) Sustainable Economy Summit (1) Sustainable Economy Summit (5)Konferencję rozpoczęło wystąpienie Pana Janusza Szulika, Prezesa Zarządu, Grupa INTER Polska. Mówca podkreślał wagę ubezpieczenia zdrowotnego pracowników a także samego zdrowia jako najważniejszego kapitału przedsiębiorstwa.

Następnie nadszedł czas na pierwszy panel dyskusyjny moderowany przez Profesora Piotra Płoszajskiego – Kierownika Katedry Teorii Zarządzania, SGH. Po krótkim wstępie i przytoczeniu pochodzenia pojęcia zrównoważonego rozwoju (pierwotnie odnosiło się ono do sposobu gospodarowania lasem aby wycinać tylko tyle drzew ile potrzeba) moderator zaprosił panelistów. W dyskusji udział wzięli: Anna Lewandowska – Dyrektor Działu Inflammation & Immunology, Pfizer Polska; Andrzej Losor – Dyrektor Marketingu i Komunikacji, Grupa Górażdże; Janusz Szulik – Prezes Zarządu Grupa INTER Polska oraz Zbigniew Warmuz – Prezes Zarządu, Synthos. Dyskusja dotyczyła innowacji dla zrównoważonego rozwoju. Prelegenci wspólnie podkreślili ogromną wagę edukacji jako głównego czynnika zmian podejścia do segregacji odpadów oraz zmiany zachowań konsumenckich. Do tych procesów dostosowują się przedsiębiorstwa wprowadzając coraz nowsze techniki produkcji ograniczające szkodliwe substancje. Zmianom tym sprzyjają również dyrektywy UE dotyczące profilaktyki zdrowotnej oraz redukcji emisji szkodliwych substancji, które obniżają koszty zmniejszonej produktywności pracowników. Podsumowaniem panelu dyskusyjnego była metafora mówiąca o tym, że skoro produkowane są zegary, które mają działać przez 10 000  lat to sprawmy aby wtedy miał kto na nim sprawdzać godzinę.Sustainable Economy Summit (2) Sustainable Economy Summit (9) Sustainable Economy Summit (8)

Drugi panel dyskusyjny zainaugurował jego moderator – Profesor Bolesław Rok z Katedry Przedsiębiorczości i Zarządzania w Akademii Leona Koźmińskiego. Mówca podkreślił, że działania państwa w zgodzie z zasadami zrównoważonego rozwoju zapisane są w artykule 5 obowiązującej konstytucji. Następnie Profesor zaprosił do dyskusji prelegentów do których należeli: Katarzyna Balashov – Dyrektor Komunikacji Korporacyjnej, IKEA Retail; Robert Daniluk – Dyrektor ds. Jakości, Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju, Lyreco Polska; Iwona Jacaszek-Pruś – Dyrektor ds. korporacyjnych, Kompania Piwowarska; Marek Kopyto – Country Manager, Unilever Polska oraz Katarzyna Rudnicka – Prezes Zarządu, VIVENGE. Dyskusja skupiła się przede wszystkim na wyzwaniach jakie firmom stawia zrównoważony rozwój oraz na realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju. Jest ich łącznie 17 i zostały przyjęte przez wszystkich członków ONZ w 2015r. poprzez Agendę na rzecz zrównoważonego rozwoju 2030. Prelegenci zgodnie stwierdzili, że aby efektywnie realizować te cele należy umieścić je jako elementy strategii firmy i zrównać np. z celami finansowymi. Dopiero wtedy można liczyć na ich efektywną realizację. Jako aktualnie bardzo ważne wyzwanie wskazano ograniczenie plastiku. Pozytywnym wnioskiem z tej dyskusji był fakt iż przedsiębiorstwa prowadzą bardzo zaawansowane działania eliminujące ten produkt z ich biznesów. Rozmawiano także o wzrastającej świadomości pracowników, którzy nierzadko swoją postawą są w stanie skłonić pracodawcę do podjęcia działań na rzecz lokalnej społeczności poprzez np. budowę oczyszczalni ścieków.

Sustainable Economy Summit (4)Zwieńczeniem konferencji była gala rozdania statuetek „Responsible Business Awards”, które uhonorowały te spółki i przedsiębiorców, którzy wdrażają idee odpowiedzialnego biznesu oraz wyróżniają się działaniami w zakresie zrównoważonego rozwoju. Podczas tej edycji rozdano 12 nagród w 9 kategoriach oraz 3 nagrody specjalne!Sustainable Economy Summit (6)

LAUREACI  „DIAMENTÓW TOP INDUSTRY”:

WIZJONER ODPOWIEDZIALNEGO BIZNESU

Dominika Bettman, Prezes Zarządu, Siemens Polska – laureat

LIDER ZRÓWNOWAŻONEGO BUDOWNICTWA

Skanska SA – laureat

LIDER ZRÓWNOWAŻONEJ PRODUKCJI

Unilever Polska – laureat

LIDER EKOLOGII W ENERGETYCE

Schneider Electric Polska – laureat

LIDER TECHNOLOGII DLA ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU

BASF Polska – laureat

Robert BOSCH – wyróżnienie

LIDER ETYKI W BIZNESIE

Lyreco Polska – laureat

LIDER FAIR TRADE

Eurocash SA – laureat

IKEA Polska- laureat

LIDER ZRÓWNOWAŻONEGO FINANSOWANIA

ING Bank Śląski SA – laureat

LIDER ZAANGAŻOWANIA PRACOWNICZEGO

Benefit Systems SA- laureat

VIVENGE- laureat

Nagrody Specjalne:

DIAMENT CSR

Pfizer Polska – laureat

Konsalnet Holding SA – laureat

PKO Bank Polski SA – laureat

Partnerzy Główni: Pfizer Polska, Synthos SA. Partnerzy: ENGIE Polska, Grupa Górażdże, Grupa INTER Polska, Lyreco Polska, Kompania Piwowarska SA, Porsche Inter Auto Polska, Vivenge. Partnerzy Gali: Autoland, Benefit Systems SA. Partner Security: Konsalnet Holding SA.

Azja? Branża rolno-spożywcza szuka nowych kierunków eksportu

Branża rolno-spożywcza jest bardzo istotnym sektorem z punktu widzenia polskiego handlu zagranicznego. W 2017 roku krajowi przedsiębiorcy z tej branży wyeksportowali towary o wartości ponad 27 miliardów euro, co stanowiło 20-procentowy udział w polskim eksporcie ogółem. Kluczowym momentem dla polskich firm w tym obszarze było wejście do Unii Europejskiej. Od 2004 roku wartość towarów wysyłanych z Polski do krajów członkowskich wzrosła o ponad 22 miliardy euro, czyli 420 proc. W 2017 roku eksport żywności wzrósł o 12 proc. r/r. Polska awansowała tym samym na siódme miejsce w kategorii największych eksporterów żywności w Unii Europejskiej.

– Unia Europejska stanowi obecnie 82 proc. udziału w polskich eksporcie w sektorze rolno-spożywczym. Istotne jest, że odnotowuje on dodatnie saldo handlu zagranicznego w tym obszarze – powiedział serwisowi eNewsroom Tomasz Ślagórski, wiceprezes KUKE – KUKE ocenia, że dalszy dynamiczny wzrost może być kontynuowany – ale polscy przedsiębiorcy powinni rozpocząć ekspansję zagraniczną poza Europę. Dzięki ostatnio podpisanym porozumieniom, w tym bilateralnemu na eksport drobiu z Chinami oraz o wolnym handlu z Japonią, przed krajowymi firmami z branży otwierają się nowe możliwości wyjścia na rynki azjatyckie. Należy przy tym podkreślić, że Chiny to aż 1,4 miliarda konsumentów, a Japonia blisko 130 milionów potencjalnych klientów. Ekspansja ta może wiązać się jednak z ryzykami. Jednym z nich jest niewypłacalność kontrahenta, jak również możliwość nieotrzymania od niego zapłaty. KUKE proponuje w tym zakresie ubezpieczenie należności handlowych, które pozwala minimalizować ryzyko kredytowe związane z potencjalnym brakiem płatności za dostarczone towary – podkreślił Ślagórski.

Ilu Polaków nie stać na pokrycie kosztów ogrzewania?

Spadek temperatur za oknem sprawia, że temat ogrzewania staje się bardziej aktualny. Podobnie jak co roku, Polacy narzekają na koszty ogrzewania. Takie wydatki rzeczywiście stanowią duże obciążenie dla wielu budżetów domowych. Ciekawe dane Eurostatu pokazują jednak, że systematycznie zmniejsza się odsetek Polaków niemogących odpowiednio ogrzać swojego lokum.

Europejski Urząd Statystyczny (Eurostat) regularnie sprawdza wiele aspektów związanych z jakością życia oraz zagrożeniem biedą. Wspomniana instytucja w ramach swoich badań dotyczących ubóstwa, szacuje m.in. udział mieszkańców krajów członkowskich UE, którzy doświadczają różnych przejawów niedostatku. Jednym z takich przejawów jest niemożność wystarczającego ogrzania lokum.

Wedle danych Eurostatu, udział mieszkańców Polski niemogących odpowiednio ogrzać swojego domu lub lokalu, przez kolejne lata zmieniał się następująco:Ilu Polaków musi mieszkać w chłodzie

Zdaniem ekspertów portalu RynekPierwotny.pl powyższe wyniki bez wątpienia są optymistyczne i pokazują, że skala tzw. ubóstwa energetycznego zmniejszała się z roku na rok. Zaprezentowane powyżej dane warto porównać z udziałem mieszkańców Polski narażonych na biedę lub społeczne wykluczenie. Ten kolejny wskaźnik przez ostatnie lata zmieniał się następująco:Ilu Polaków musi mieszkać w chłodzie 2

Drugi z analizowanych wskaźników potwierdza, że od połowy minionej dekady znacząco zmniejszyła się skala ubóstwa w Polsce. Trudno oczekiwać innych wyników, skoro Polska przez ostatnie 12 lat – 13 lat cechowała się wysokim średniorocznym tempem wzrostu gospodarczego i równomiernością rozkładu dochodów zbliżoną do unijnej średniej.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Vienna House otwiera nowy hotel w Warszawie

W lutym 2019 roku w biznesowej dzielnicy stolicy Polski zostanie otworzony hotel Vienna House Mokotow Warsaw. Zlokalizowany w pobliżu lotniska jest przeznaczony głównie dla osób podróżujących służbowo, ale także dla gości ceniących industrialne wzornictwo, tętniące życiem lobby, kreatywne spotkania i pierwszorzędną kuchnię.

Vienna House otwiera nowy hotel w WarszawiePolska staje się coraz bardziej atrakcyjnym krajem dla rynku konferencyjnego i międzynarodowego biznesu. W tym roku dołączyła do grupy krajów rozwiniętych w indeksie FTSE Russell. W 2017 roku polski rynek konferencyjny wzrósł o 11%, a polskie porty lotnicze obsłużyły o 17% więcej pasażerów niż w ubiegłym roku. Warszawa, jako stolica Polski, jest coraz popularniejszym celem podróży służbowych, a Mokotów/Służewiec jest największym centrum biurowym, w którym swoją siedzibę ma wiele międzynarodowych firm. Ta szybko rozwijająca się dzielnica jest idealną lokalizacją dla kolejnego hotelu Vienna House w Polsce.

„Decyzja o otwarciu hotelu w Warszawie była dla nas oczywista. Wybór Mokotowa też nie był przypadkowy. To miejsce, gdzie kwitnie biznesowe życie stolicy i któremu ciągle brakuje hoteli i lokali gastronomicznych” – podkreśla Rupert Simoner, CEO Vienna House. „Vienna House Mokotow Warsaw nie będzie tradycyjnym hotelem. Będzie to miejsce, gdzie osoby podróżujące służbowo, oprócz pracy, będą mogły spędzić przyjemne chwile. Do ich dyspozycji będzie lobby bar, strefa fitness z widokami na miasto, restauracja Greenhouse, taras w stylu włoskiego placu i miejsce kreatywnych spotkań.

Wyposażenie wnętrz cechuje wysoka jakość ze szczególnym uwzględnieniem zrównoważonego rozwoju, inteligentnych technologii, bezpłatnego i szybkiego WiFi oraz wystroju odzwierciedlającego industrialną przeszłość dzielnicy. Dużo zieleni i miejsca coworkingowe, a także zdrowe jedzenie, to cechy charakterystyczne tego hotelu.” – dodaje Marta Karteczka, dyrektor generalna Vienna House Mokotow Warsaw.

Vienna House Mokotow Warsaw znajduje się zaledwie 10 minut jazdy samochodem od Lotniska Chopina. Usługi obiektu zostały opracowane z myślą o najwyższym komforcie gości biznesowych, którzy doceniają nowoczesne rozwiązania technologiczne, wysoką jakość i troskę o środowisko. Dla osób zaznajomionych z projektowaniem wnętrz hotel połączył industrialny charakter dzielnicy z nowoczesnymi trendami projektowymi i sztuką. Betonowe i stalowe elementy łączą się z bujną zielenią, a okna sięgające od podłogi do sufitu stwarzają uczucie przebywania na zewnątrz, w naturalnym środowisku.

W każdej chwili goście mogą zdecydować, czy chcą spędzić czas w towarzystwie czy samodzielnie. Mają też możliwość zameldowania i wymeldowania się samodzielnie za pomocą smartfona lub specjalnych stacji albo w tradycyjny sposób – w recepcji. Informacje o atrakcjach w okolicy mogą uzyskać od recepcjonistów lub za pośrednictwem mobilnego concierge. Jest on dostępny po zalogowaniu się do bezpłatnej sieci szybkiego WiFi.

Przyjazne lobby jest połączone z barem, restauracją i pomieszczeniami konferencyjnymi. Bar jest głównym miejscem spotkań, a strefy coworkingowe zostały zaprojektowane tak, by zapewniać wystarczająco dużo miejsca dla mniejszych spotkań, swobodną pracę i prywatność.

Kreatywne spotkania w idealnej atmosferze

„Każdy, kto spędzi czas w kreatywnej strefie spotkań, już nigdy nie będzie chciał wejść do tradycyjnej sali konferencyjnej.” – mówi Marta Karteczka. „Koncepcja, jaką oferujemy we wszystkich hotelach Vienna House, jest wspaniałą odmianą dla codziennego życia konferencyjnego. Chcemy być pewni, że nasi goście są w pełni zadowoleni. Dlatego też postawiliśmy na inteligentne i kreatywne wyposażenie oraz specjalne wnęki, aby stworzyć wyjątkową, prostą i luźną atmosferę”.

Strefa konferencyjna o powierzchni 180 metrów kwadratowych składa się z czterech sal. Trzy sale można dowolnie łączyć, a z części lobby i restauracji można stworzyć foyer. Okna sięgające od podłogi do sufitu wpuszczają do wszystkich sal światło słoneczne o każdej porze roku. W czasie przerw podawane są zdrowe, zrównoważone i świeże produkty w wyjątkowy sposób, zapewniając uczestnikom odpowiednią dawkę energii. Lokalizacja w samym sercu warszawskiej dzielnicy biznesowej sprawia, że organizacja spotkań w obiekcie jest idealnym pomysłem dla firm szukających niestandardowych przestrzeni konferencyjnych i szkoleń. Kolejną korzyścią dla organizatorów spotkań i gości biznesowych jest 50 miejsc parkingowych w garażu podziemnym.

Gościnność i pokoje

Goście mogą wybrać spośród różnych opcji śniadaniowych. Ci, którzy spieszą się na poranny samolot, mogą skorzystać z opcji „grab & go”. Jest ona dostępna od poniedziałku do piątku, od godziny 5:30. Goście, którzy mają więcej czasu, mogą delektować się obfitym śniadaniem w formie bufetu obejmującym zdrowe i świeże soki oraz koktajle, domowe przetwory i produkty regionalne. Restauracja Greenhouse oferuje pierwszorzędne steki, a także dania wegetariańskie ze świeżych, regionalnych składników.

Wszystkie 164 pokoje mają długie łóżka o długości 2,10 metra oraz biurka umieszczone w oddzielnej części. Pokoje Superior są dodatkowo wyposażone w szezlong lub rozkładaną sofę, stolik kawowy i designerski ekspres do kawy. Dla alergików przeznaczono 6 pokoi, a 19 pokoi można łączyć z sąsiadującymi. Wystrój wnętrz stanowi kombinację betonowych i stalowych elementów z naturalnymi materiałami, takimi jak drewno i wełna w ciepłych kolorach. Telewizory Smart TV mają inteligentny system sterowania, a designerska łazienka jest małą strefą spa. Te udogodnienia w pokojach pozwalają skupić się zarówno na pracy, jak i na odpoczynku w czasie wolnym.

Wszystkie pokoje wyposażono w okna sięgające od podłogi do sufitu. Znajdują się one także w studiu fitness na 6. piętrze, gdzie goście mogą wykonać trening wytrzymałościowy i siłowy, podziwiając jednocześnie panoramę Mokotowa.

Kurs euro do dolara w okolicach 1,135. Złoty pod presją

Na rynku walutowym nadal głównym tematem pozostaje Brexit. Decyzja premier T.May o przełożeniu głosowania nad przyjęciem treści umowy wyjścia Wielkiej Brytanii z UE doprowadziła do nasilenia niezadowolenia wśród części członków jej własnej partii skutkującego złożeniem wotum nieufności. May obroniła stanowisko przewodniczącej Partii Konserwatywnej, ale nie zmienia to faktu, że temat Brexitu nadal będzie ciążyć nastrojom w Europie.

Kurs EUR/USD utrzymuje okolice 1,135 obecnie dodatkowo nieznacznie wspierany doniesienia z Europy, gdzie rząd Włoch ma obniżyć wielkość deficytu założonego w projekcie przyszłorocznego budżetu, łagodząc spór z KE. Ponadto na rynek dotarły informacje o planach zmiany polityki przemysłowej Pekinu i większym otwarciu tamtejszego rynku dla zagranicznych firm oraz o dużych zakupach przez Chińczyków amerykańskiej soi, pierwszych od ogłoszenia „rozejmu” w wojnie handlowej.

Presja na wspólną walutę nadal jednak pozostaje, co widać m.in. po nieudanych atakach na 1,14 co negatywnie wpływa na notowania złotego, m.in. podnosząc w ostatnich dniach kurs EUR/PLN powyżej 4,30 (obecnie bliżej 4,29).

Nastrojom na rynkach CEE nie sprzyja zakładana na grudzień podwyżka stóp przez Fed (wspierana kondycją rynku pracy i inflacją powyżej celu Fed-u), nawet jeśli czy to w treści komunikatu czy w wynikach dla nowych projekcji makroekonomicznej mogą pojawić się elementy wskazujące na planowane spowalnianie tempa normalizacji polityki pieniężnej w USA. Po zakładanej grudniowej podwyżce, przedziałowy poziom stóp w USA będzie wynosił 2,25-2,50% podczas gdy w strefie euro stawka depozytowa utrzymywana jest obecnie poniżej zera i raczej nie zapowiada się, aby jej poziom wkrótce mógł zostać podniesiony, zważywszy na spowalniającą gospodarkę EZ. W perspektywie dwóch lat rynek FRA zakłada utrzymanie ujemnej stawki depozytowej. Różnica poziomów stóp procentowych pomiędzy US a EZ nadal będzie więc wspierała dolara kosztem euro i walut ryzykownych.

Choć w środę pozytywnie zaskoczyły dane produkcyjne ze strefy euro (w październiku wzrost o 1,2% r/r wobec 0,7% oczekiwanych), nie zmienia to faktu, że gospodarka europejska spowalnia, na co wskazywał m.in. słaby odczyt dla zamówień przemysłowych, częściowo odzwierciedlający osłabienie wzrostu światowego handlu.

Na coraz słabsze dane europejskie uwagę zwróci zapewne EBC podczas zaplanowanego na czwartek posiedzenia, choć trudno jest oczekiwać, aby zmianie uległa polityka pieniężna (nadal pozostanie zapewne akomodacyjna ze względu na utrzymującą się niską inflacją bazową). Obecnie rynek wycenia wyjście EBC z ujemnych stóp procentowych nie wcześniej niż za 2 lata. Nie jest wykluczone, że zgodnie z nieoficjalnymi doniesieniami po grudniowym zakończeniu QE bank zdecyduje się TLTRO uczynić stałym instrumentem ze zmienną stopą procentową, albo jako pierwszą nieznacznie podniesie jedynie ujemną obecnie stawkę depozytową, co de facto oznaczałoby utrzymywanie nadal łagodnej polityki monetarnej w strefie euro.

Obok EBC w czwartek posiedzenia decyzyjne odbędą też Bank Szwajcarii i Bank Norwegii oraz poznamy tygodniowy raport z rynku pracy w USA (initial  jobless claims).

Wykres dnia: Wzrost cen w amerykańskiej gospodarce wyhamowuje, jednak obecne poziomy zarówno CPI, jak i PPI pozwalają Fed po raz kolejny w tym roku podnieść stopy procentowe o 25 pb.

Wzrost cen w amerykańskiej gospodarce wyhamowuje, jednak obecne poziomy zarówno CPI, jak i PPI pozwalają Fed po raz kolejny w tym roku podnieść stopy procentowe o 25 pb
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Michał Styś: Współczesny biznes lubi być blisko siebie

Już od ponad pół wieku miasta na całym świecie próbują, z lepszym bądź gorszym skutkiem, powtórzyć sukces północnej części Doliny Santa Clara w Kalifornii, znanej potocznie jako Dolina Krzemowa. Dlaczego ciągnie swój do swego? Jak na skróceniu dystansu korzystają zarówno małe, jak i duże podmioty? Michał Styś, dyrektor zarządzający firmy OPG Property Professionals, z wykształcenia architekt i urbanista wyjaśnia, jak owo zjawisko wpływa na kształt przestrzeni miejskiej, a w konsekwencji – współczesny rynek nieruchomości.

Michał M. Styś Dyrektor OPG
Michał M. Styś
Dyrektor Zarządzający
OPG Orange Property Group

W kontekście rozwoju gospodarczego miast od dłuższego czasu mówi się o nowych hubach technologicznych czy zagłębiach nowoczesnych usług dla biznesu. Z czego wynika owa potrzeba bliskości, nie tylko branżowej, ale i topograficznej?

Michał Styś: W poszukiwaniu firm o podobnym profilu, skumulowanych w bliskim otoczeniu, moglibyśmy cofnąć się jeszcze do czasów rewolucji przemysłowej w Europie, kiedy to jak grzyby po deszczu wyrastały kolejne przedsiębiorstwa produkcyjne, tkalnie, szwalnie funkcjonujące w ramach dużych kompleksów fabrycznych. Dostęp do kluczowych zasobów i infrastruktury komunikacyjnej był oczywiście ważny, choć, podobnie jak dziś, chodziło o coś więcej. Skupienie podmiotów działających w podobnych obszarach ułatwia nawiązywanie współpracy w formie partnerstw czy większych klastrów, co umożliwia osiąganie wspólnego celu, jakim jest dynamiczny rozwój. Dawniej można było mówić o integracji i optymalizacji łańcucha produkcyjnego, dziś – o płynnym przepływie technologii i zasobów ludzkich, łatwiejszej współpracy czy korzyściach marketingowych. Tworzenie takich zagłębi pozwala także tworzyć sieć usług lepiej dopasowanych do potrzeb klientów i branż, w których operują dane podmioty.

Praktycznie każde większe miasto chciałoby mieć własną Dolinę Krzemową. Paradoksalnie, powtórzyć sukces jest często trudniej, niż osiągnąć go po raz pierwszy. Na czym polega recepta?

MS: Przedsiębiorstwa z Doliny Krzemowej wyróżnia mocno rozwinięte podejście do kwestii innowacyjności, ich strategie innowacji są niejako zrośnięte z ogólnym planem rozwoju firmy. Dlatego czynnikiem sukcesu byli tu na pewno ludzie z wizją, determinacją oraz konsekwencją w działaniu. Ale specjalizacja danej przestrzeni sprzyja też profesjonalizacji kadr. Branżowe zagłębia nie tylko przyciągają doświadczonych specjalistów, lecz kładą też mocne fundamenty pod rozwój młodych pracowników wywodzących się z okolicznych uczelni. Niewątpliwym atutem Doliny Krzemowej byli położeni blisko siebie inwestorzy venture capital, rządowe centra badawcze oraz wysokiej klasy uczelnie: MIT, Berkeley, Harvard czy Caltech. Uniwersytet Stanforda dzieli od siedziby Intela zaledwie osiemnaście kilometrów, od Google’a – sześć.

Skróćmy zatem nieco dystans i przyjrzyjmy się, jak zagłębia branżowe funkcjonują na poziomie przestrzeni miejskiej. W jaki sposób zjawisko to wpływa na rynek nieruchomości?

MS: Zajmując się na co dzień identyfikacją i analizą możliwości inwestycyjnych widzę, że współczesny biznes poszukuje. Lubi miejsca niestandardowe, klimatyczne, z charakterem. Osobiście fascynuje mnie historia Silicon Docks, którą miałem okazję śledzić bezpośrednio, pracując w Dublinie. Znajdująca się w centrum miasta dzielnica portowa przeszła głęboką zmianę – od zdegradowanych terenów borykających się z piętrzącymi się problemami socjo-ekonomicznymi do nowoczesnej dzielnicy i hubu technologicznego, w którym swoje oddziały otworzyli m.in. Facebook, Twitter, LinkedIn, Amazon czy Google. Wszystko to za sprawą niezwykle udanej rewitalizacji, w której duży udział miała budowa nowych przestrzeni typu mixed-use, zorientowanych na potrzeby zarówno gigantów, jak i mniejszych podmiotów. Nad kanałami rzeki Liffey znalazło się miejsce na biura, usługi, mieszkania, ciekawą gastronomię i bogatą ofertę kulturalną. Prawdziwe miasto w mieście.

Co do tego typu miejsc przyciąga biznes?

MS: Mimo postępującej na naszych oczach cyfryzacji i wirtualizacji, małe odległości w świecie rzeczywistym i skupienie biznesów w jednym miejscu sprzyja podejmowaniu współpracy. Zagłębia otwierają drzwi do rozwoju dla mniejszych firm o wysokim potencjale intelektualnym, a jednocześnie zapewniają dużym graczom dostęp do bazy talentów oraz pozwalają łatwiej outsourcować specjalistyczne zadania na zewnątrz. Oczywiście warto też wspomnieć o kwestii budowania wizerunku pracodawcy. Możliwość wyskoczenia na lunch do pobliskiej, klimatycznej knajpki czy kreatywna atmosfera w biurze to atuty, na które coraz częściej zwracają uwagę pracownicy. Mniej formalny charakter ułatwia współpracę globalnych firm technologicznych ze startupami i inkubatorami przedsiębiorczości, które mogą się spotkać na przykład w położonym na parterze ramen-barze czy gastro-pubie.

Czy mamy szanse powtórzyć sukces Silicon Docks w Polsce?

MS: Jak najbardziej, biorąc pod uwagę potencjał intelektualny oraz determinację ludzi z branż technologicznych i wyspecjalizowanych usług dla biznesu, a także to ile mamy w polskich miastach klimatycznej, poprzemysłowej zabudowy. W Warszawie rozwijana jest przestrzeń dawnej Wytwórni Wódek „Koneser”, gdzie swoje biuro otworzyło Google. Doświadczenia wyniesione z Irlandii staramy się przełożyć w Łodzi na projekt OFF Piotrkowska Center. W starej fabryce bawełny Franciszka Ramischa tworzymy kreatywny ekosystem, kusząc kolejne firmy technologiczne wyjątkowym klimatem miejsca, unikatową ofertą gastronomiczną oraz dostosowaną do zróżnicowanych potrzeb powierzchnią na wynajem. Znalazło się tu już miejsce zarówno dla obiecujących, łódzkich startupów, które zamieszkują przestrzeń Co\Walk HUB, jak i renomowanych firm, takich jak UNIT9, która jest wiodącą na świecie agencją interaktywną, specjalizującą się w komercyjnych zastosowaniach VR i AR. Wraz z rewitalizacją starych i budową nowych obiektów, przybywa u nas podmiotów, dzięki którym OFF staje ważnym punktem na technologicznej mapie Łodzi i regionu.

Digitalizacja dokumentacji pracowniczej zaoszczędzi gospodarce 130 mln zł

Od początku 2019 roku zaczną obowiązywać nowe regulacje prawne dotyczące prowadzenia dokumentacji pracowniczej. Przedsiębiorcy będą mogli przechowywać akta osobowe i płacowe swoich pracowników w formie cyfrowej bez konieczności przetrzymywania wersji papierowej. Dzięki temu będą mogli zredukować koszty, zwiększyć bezpieczeństwo i oszczędzić czas. Według Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, dzięki cyfryzacji dokumentacji firmy zatrudniające około 500 pracowników będą mogły zredukować koszty nawet o 200 tys. zł rocznie. Przygotowując się do wdrożenia nowych przepisów Work Service przeprowadził digitalizację 8 mln dokumentów.

Ministerstwo Rozwoju szacuje, że łączne roczne koszty administracyjne w polskiej gospodarce z tytułu prowadzenia i przechowywania dokumentacji pracowniczej wynoszą 130 mln zł. W ramach projektu #100zmianDlaFirm Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii we współpracy m.in. z Ministerstwem Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej i Zakładem Ubezpieczeń Społecznych przygotowało projekt ustawy dotyczącej przechowywania akt pracowniczych.

W rezultacie od 1 stycznia 2019 roku firmy będą miały możliwość przetrzymywania dokumentacji osobowej i płacowej swoich pracowników również w formie elektronicznej i nie będą musiały przechowywać jej w formie papierowej. Zmiany te mają za zadanie wesprzeć przedsiębiorstwa w rozwoju technologicznym. Digitalizacja dokumentów pozwoli na przyspieszenie procesu opracowywania akt, zaoszczędzi czas wyszukiwania i weryfikacji danych oraz znacznie zredukuje koszty. Według szacunków MPiT – w przypadku firm zatrudniających około 500 pracowników – cyfryzacja dokumentacji może zaoszczędzić nawet około 200 tys. zł rocznie.

– Elektroniczna forma dokumentów pracowniczych szczególnie polecana jest dużym podmiotom, których struktura organizacyjna jest rozproszona, a dokumentacja papierowa powstaje i jest przechowywana w wielu miejscach. Jednocześnie zachodzi konieczność jej regularnego przekazywania wewnątrz organizacji. Dzięki digitalizacji dokumentów firmy mogą zaoszczędzić pieniądze, czas, a także sporo miejsca – mówi Robert Presz, kierownik Zespołu Archiwum w Work Service. – Wprowadzenie nowych standardów obiegu dokumentacji ułatwi prowadzenie audytów i zabezpieczy dokumentację przed utratą, zniszczeniem czy uszkodzeniem. W Work Service w ciągu ostatnich 6 lat przeprowadziliśmy cyfryzację 8 mln dokumentów. Gdyby ułożyć je jeden obok drugiego, dałoby to ponad pół kilometra, co stanowi niemal połowę długości dolnej promenady Stadionu Narodowego w Warszawie – dodaje Robert Presz.

Choć w obecnych warunkach prawnych każde przedsiębiorstwo w Polsce musi przechowywać akta pracownicze w formie papierowej, wiele firm  – mając na uwadze, że od Nowego Roku zmienią się przepisy – odpowiednio wcześniej zdecydowało się na digitalizację dokumentacji. W związku z tym Work Service od 6 lat proponuje takie rozwiązanie, które pozwala na optymalizację procesu zarządzania dokumentacją kadrową. Rozwiązaniem tym jest digitalizacja i parametryzacja akt osobowych, zarówno byłych, jak i obecnie zatrudnionych pracowników. Dokumenty w wersji elektronicznej przechowywane są u klienta, lub na serwerach przez Work Service. W przypadku przechowywania dokumentów na serwerach Work Service, udostępnianie dokumentów klientowi odbywa się przy wykorzystaniu dowolnej przeglądarki internetowej, lub na urządzeniach mobilnych.

Kiedy i jak zakończy się „wojna handlowa”?

Czy czeka nas eskalacja konfliktu między USA a Chinami? A może to tylko teatr polityczny? Eksperci Ebury skłaniają się bardziej ku drugiej możliwości.

Jakub Makurat – dyrektor generalny Ebury Polska
Jakub Makurat – dyrektor generalny Ebury Polska

W ostatnich miesiącach kluczowym tematem w świecie finansów była kwestia napięć polityczno-gospodarczych między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Skutki tego konfliktu odczuwają także polscy inwestorzy i przedsiębiorcy. Szczególnie zaniepokojeni są polscy eksporterzy i importerzy mający kontakty handlowe z Państwem Środka. Z myślą o nich postanowiliśmy zebrać najważniejsze fakty ostatnich miesięcy, a także zastanowić się co może się dalej wydarzyć w tym konflikcie” – zapowiada analizę Jakub Makurat, dyrektor generalny Ebury Polska.

Wydarzenia ostatnich miesięcy

Jednym z głównych założeń polityki prezydenta USA było obniżenie deficytu w handlu zagranicznym. Donald Trump podjął w tym celu zdecydowane kroki:

  • (Marzec 2018) USA nakładają 25-procentowe cło na wyroby ze stali i 10-procentowe cło na wyroby z aluminium.
  • (Czerwiec 2018) USA nakładają 25-procentowe cła na ekwiwalent ok. 50 mld USD chińskiego importu, przede wszystkim wyroby przemysłowe.
  • (Lipiec 2018) Trump grozi cłami na wszystkie produkty importowane z Chin.
  • (Wrzesień 2018) USA nakładają 10-procentowe cło na dodatkowe 6.000 towarów importowanych z Chin, o łącznej wartości 200 mld USD (w 2019 r. cło miało wzrosnąć do 25%, obecnie proces wzrostu ceł został jednak wstrzymany).
  • (Listopad 2018) Trump grozi 10-procentowy cłem na import „laptopów i iPhone’ów”.

Chińskie władze nie pozostały obojętne i zdecydowały się na „odwet”. I tak ogłoszono m.in. wprowadzenie opłat celnych na 6.000 grup towarów importowanych z USA (o łącznej wartości 60 mld USD). Odwetowi towarzyszy strach przed pogorszeniem relacji handlowych z USA, ponieważ jest to największy partner handlowy Chin. Wymiana ze Stanami Zjednoczonymi to aż 20% chińskiego eksportu i 10% całego importu kraju.

Szybko stało się jasne, że w przypadku eskalacji tej „wojny handlowej” Chiny mogą wpaść w tarapaty. A kraj, choć gospodarczo radzi sobie dobrze na tle innych światowych gospodarek, tak w ostatnim czasie wyraźnie zwalnia. Ostatnio w konsekwencji m.in. pogorszenia nastrojów spadły wszystkie wskaźniki opisujące aktywność przedsiębiorstw. Choćby we wrześniu wskaźnik PMI Caixin dla przemysłu spadł do poziomu 50. Silnie obniżył się również indeks aktywności przedsiębiorstw z sektora przetwórczego Markit, zwalnia również sprzedaż detaliczna.

Samo tempo wzrostu gospodarczego jest wyraźnie niższe niż jeszcze kilka lat temu. Przykładowo, wzrost PKB Chin w 2010 r. był dwucyfrowy (12%), tymczasem w trzecim kwartale 2018 r. wyniósł on 6,5% w ujęciu rocznym. Jest to najwolniejsze tempo wzrostu od pierwszego kwartału 2009 r. Co istotne, prognozy zakładają dalsze wyhamowywanie wzrostu gospodarczego – w 2019 r. ma on wynieść 6,3% rocznie.

Warto zaznaczyć, że wzrost gospodarczy Chin w 2018 r. dotychczas był wspierany przez dobrą sytuację eksportu (odpowiada on za ok. 20% chińskiego PKB). Konsekwencje wojny handlowej mogłyby więc negatywnie odbić się na wzroście gospodarczym Państwa Środka i przyspieszyć wytracanie jego tempa. Ryzyko realizacji tego scenariusza, obok obaw związanych z zaburzeniem globalnych łańcuchów dostaw, wprowadzało spory niepokój wśród uczestników rynku finansowego. W jego konsekwencji nastąpił przepływ kapitału do walut powszechnie uznawanych za bezpieczne, tj. dolara, jena i franka szwajcarskiego. Inwestorzy równocześnie zaczęli spodziewać się wyższej zmienności na CNY, co obrazuje poniższy wykres.

Implikowana zmienność kursu USD/CNY (grudzień ’17-grudzień ‘18)

Implikowana zmienność kursu USD CNYŹródło: Thomson Reuters Datastream

Na szczęście rynki finansowe złapały ostatnio trochę oddechu. Podczas szczytu G20 Donald Trump spotkał się z przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej – Xi Jinpingiem. Spotkanie było owocne i skutkowało decyzją o wstrzymaniu procesu wprowadzania dodatkowych opłat celnych na okres 90 dni (w tym zatrzymania wzrostu 25-procentowego cła na w chińskich produkty o równowartości 200 mld dolarów z obecnych 10-procent). Ponadto Chiny zgodziły się na wspieranie amerykańskiego eksportu, aby ograniczyć nierówności w handlu. Zwiększyły się więc szanse na zawarcie porozumienia w sprawie. handlu.

Jaka była reakcja rynku?

Po ostatnim spotkaniu prezydenta Trumpa z Xi Jinpingiem, juan chiński (CNY) zaczął odrabiać straty z poprzednich miesięcy, lecz obecnie nadal jest zdecydowanie słabszy w stosunku do dolara amerykańskiego niż na początku roku. Podobny poziom juan osiągał w maju 2008 r., czyli u szczytu kryzysu. We wrześniu CNY był najsłabszy względem euro od 4 lat. Z kolei w parze z polskim złotym, juan w całym 2018 r. pozostawał względnie stabilny.

Kurs USD/CNY i EUR/CNY (grudzień ’17-grudzień ‘18)

Kurs USD CNY i EUR CNYŹródło: Thomson Reuters Datastream

Wyprzedaż CNY w 2018 r. była w istotnym stopniu spowodowana znaczną siłą USD. Oprócz tego, że dolar amerykański jest uznawany za walutę bezpieczną, którą skupują inwestorzy w „niespokojnych czasach”, waluta zyskiwała przede wszystkim z uwagi na wewnętrzną siłę oraz słabość drugiej głównej waluty – euro.

Finansowy świat w napięciu czeka na dalszy rozwój wypadków w rozgrywce USA i Chin. Analizując bieżącą sytuację: nie uważamy, żeby Gabinet Donalda Trumpa prowadził działania mające na celu zaburzenie sytuacji w światowym handlu, a dalsze opłaty celne na całość chińskiego eksportu naszym zdaniem nie zostaną wprowadzone.

Protekcjonistyczną retorykę prezydenta Trumpa uznajemy w głównej mierze za teatr polityczny, a jego groźby za technikę negocjacyjną: zmiany wprowadzane przez prezydenta Trumpa zazwyczaj zaczynają się od głośnych deklaracji, które pod koniec okazują się mieć niewielkie znaczenie.

Autorzy: Analitycy Ebury (Matthew Ryan i Roman Ziruk)

Trendy technologiczne na rok 2019 według Cisco

Zgodnie z przewidywaniami, rok 2018 upłynął pod znakiem większej gotowości do wykorzystania bogactwa danych w ramach organizacji. Optymalizacja i zarządzanie środowiskami multicloud stanowiły priorytet dla wielu przedsiębiorstw, podobnie jak potrzeba umieszczenia cyberbezpieczeństwa w centrum strategii biznesowej. Oba te trendy pozostaną aktualne w roku 2019.

W nadchodzącym roku najpewniej będziemy obserwowali intersującą mieszankę „ewolucji” – ekspansję i rozwój trendów, które są obecnie na rynku oraz „rewolucji” zmieniających się oczekiwań, co wymusi na organizacjach szybszą cyfrową transformację i implementację nowych technologii.

  1. Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe staną się codziennością

Dzięki pracy społeczności badaczy, większej dostępności gotowych zbiorów danych, wzrostowi mocy obliczeniowej oraz postępowi matematycznemu, w ciągu ostatnich kilku lat, sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe zyskały szansę na błyskawiczny rozwój.

Innowacje w zakresie sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego pozwoliły rozwiązać wiele problemów, z którymi zmagał się biznes, przez co w technologii tej pokładane są ogromne nadzieje. Niektóre zastosowania, szczególnie konsumenckie, takie jak autonomiczne samochody czy roboty przypominające człowieka, wpływają na wyobraźnię opinii publicznej. Powszechny entuzjazm jest jednak tylko częściowo uzasadniony, ponieważ przedsiębiorstwa wciąż uczą się, jak wdrażać AI i ML (ang. Artificial Intelligence i Machine learning).

Po pierwsze, aby móc wdrożyć AI i ML, biznes musi odpowiednio zarządzać zasobami cyfrowymi: procesem pozyskiwania, przetwarzania i obiegu danych, które dostarczają systemom informacji, służących do wizualizacji danych. Na ich podstawie specjalista może wyciągać wnioski, przewidywać następstwa oraz tworzyć szerszy obraz danego zagadnienia biznesowego. Mimo ogromnych oczekiwań, 2019 będzie rokiem, w którym sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe raczej przyśpieszą pracę człowieka i wesprą go w procesach podejmowania lepszych decyzji, niż zrobią to za niego. Przykładowo, fundusze hedgingowe już teraz wykorzystują AI do wsparcia nowych modeli handlowych. W czasach ogromnych niedoborów specjalistów działy HR sięgają po sztuczną inteligencję w celu pozyskania i utrzymania pracowników.

Cisco wykorzystuje AI i ML do rozwiązywania realnych problemów w sposób pragmatyczny. Przykładowo, analizuje ogromne zbiory danych sieciowych, identyfikuje i zapobiega rozprzestrzenianiu się zagrożeń lub zapewnia sprawniejszy przepływ pracy. Cisco DNA Analytics może wydobywać dane dotyczące telemetrii sieciowej, bezpiecznie je anonimizując, agregując oraz ucząc się zawartych w nich wzorców. Następnie sprawnie przekazuje zdobytą wiedzę i spostrzeżenia wszystkim klientom. Umożliwia to redukcję kosztów operacji sieciowych oraz zwiększenie poziomu bezpieczeństwa. Z kolei Cisco Encrypted Traffic Analytics (ETA) jako pierwsze rozwiązanie na rynku wykorzystuje uczenie maszynowe do wykrywania złośliwego oprogramowania w ramach szyfrowanego ruchu sieciowego bez potrzeby odszyfrowywania go. Natomiast Cisco WebEx Assistant używa przetwarzanie języka naturalnego do rozpoznawania głosu czy automatycznego „wdzwaniania” się na spotkania. Możemy spodziewać się dalszego, dynamicznego rozwoju tej technologii w 2019 roku.

  1. Internet się rozrasta w niewyobrażalny wcześniej sposób

Jak wynika z raportu Cisco Visual Networking Index (VNI), do 2022 roku ruch IP w sieci osiągnie większy poziom niż w całej dotychczasowej historii Internetu.

Zapotrzebowanie odnośnie przepustowości będzie wciąż rosło w równym tempie. Globalny ruch IP wzrośnie trzykrotnie w okresie 2017 – 2022. Skumulowany roczny wskaźnik wzrostu wyniesie 26%.

Do 2022 roku ponad 60% światowej populacji będą stanowili użytkownicy Internetu. Osoby dopiero wkraczające w ten cyfrowy świat będą miały do czynienia z zupełnie inną siecią – łączącą ludzi w ich codziennym życiu za pośrednictwem urządzeń wearables, inteligentnych urządzeń gospodarstwa domowego oraz autonomicznych samochodów. Mniej widoczny, lecz nie mniej znaczący dla rozwoju sieci, będzie szeroki wachlarz sensorów Internetu rzeczy – wykorzystywanych np. w portach w celu optymalizacji i zapewnienia bezpieczeństwa żeglugi lub projektach smart city mających na celu ułatwienie znajdowania miejsc parkingowych, co wpływa na ochronę środowiska. Ponad 28 miliardów urządzeń i połączeń będzie online, a ponad połowa z nich będzie związana z komunikacją M2M (machine-to-machine).

Wszystkie te dodatkowe połączenia wpłyną na znaczny wzrost przepustowości, a także szybkości Wi-Fi oraz Internetu mobilnego. Średnia prędkość połączeń z siecią, zarówno szerokopasmową, jak i bezprzewodową, ulegnie podwojeniu do 2022 roku, a w przypadku połączeń w sieciach mobilnych potrojeniu, w porównaniu z rokiem 2017.

  1. Od ultra-HD, do wideo na żywo i wirtualnej rzeczywistości (VR) – wzrost znaczenia mediów wizualnych będzie wymagał dużej przepustowości sieci

Już do 2022 r. treści wideo będą stanowić 82% całego ruchu IP. W tym czasie kontent wideo na żywo wzrośnie 15-krotnie w stosunku do stanu z 2017 r. W 2022 r. będzie stanowił już 17% całego internetowego ruchu wideo.

Ruch generowany przez wirtualną i rozszerzoną rzeczywistość również wzrośnie, ponieważ technologie te staną się coraz popularniejsze wśród konsumentów. Będzie to spowodowane większą dostępnością sprzętu i rosnącym zasobem treści do konsumpcji. W ciągu następnych pięciu lat ruch związany z aplikacjami wykorzystującymi rzeczywistość wirtualną i rozszerzoną ma wzrosnąć 12-krotnie. W przyszłym roku powinniśmy zaobserwować także więcej zastosowań VR w biznesie, od wirtualnych prezentacji po testy i oceny produktów i nieruchomości online.

  1. Łączność komórkowa będzie nadal rosnąć, a sieć 5G zacznie wychodzić z bloków startowych

W 2019 roku mobilny ruch danych nadal będzie rósł szybciej w stosunku do innych form ruchu w sieci. W związku z wczesnym etapem rozwoju sieci 5G, protokoły 3G i 4G nadal będą używane w 2019 roku.

Według raportu Cisco Visual Networking Index, już do 2022 roku 22% globalnego ruchu internetowego będzie pochodziło z sieci komórkowych (wzrost z 12% w 2017 r.). Do 2022 roku około 3% urządzeń / połączeń mobilnych w skali globalnej będzie w stanie obsłużyć technologię 5G. Co ciekawe, prawie 12% globalnego ruchu mobilnego będzie pochodziło właśnie z 5G.

Zgodnie z oczekiwaniami, operatorzy sieci komórkowych z całego świata rozpoczynają wprowadzanie próbnych sieci 5G (Lifewire: Dostępność sieci 5G na całym świecie). Wielu ekspertów z branży uważa, że wdrożenia 5G na dużą skalę zaczną kształtować się dopiero w 2020 r., kiedy standardy sieci mobilnych, optymalne biznesplany, spektrum związanych z tym usług i inne kwestie operacyjne zostaną dopracowane.

  1. Technologia blockchain otworzy rynek na nowe innowacyjne zastosowania, nie tylko dla dużych przedsiębiorstw

Blockchain nadal będzie rozwijać się w obszarach związanych z zarządzaniem łańcuchem dostaw, sieciami, cyfrową tożsamością czy handlem walutami. Prawdopodobnie wszyscy najwięksi dostawcy usług w chmurze wdrożą rozwiązania oparte o blockchain już do końca 2019 roku i technologia ta stanie się niezbędnym elementem oferty związanej ze sztuczną inteligencją (AI) i Internetem rzeczy (IoT) już w ciągu najbliższych kilku lat.

Równie interesujące jest wykorzystanie blockchaina poza biznesem. Wśród wielu zastosowań, technologia ta może służyć m.in. do zwalczania handlu dziećmi, sprawdzania czy minerały w produktach pochodzą ze źródeł wolnych od konfliktów, a także do kupowania i sprzedaży energii na niezależnych mikrogiełdach.

Eksperci Cisco wierzą w wartość partnerstw z takimi organizacjami, jak Trusted IoT Alliance, Hyperledger i Blockchain Research Institute, mających na celu zbadanie potencjału technologii blockchain. Tego typu inicjatywy będą odgrywać coraz większą rolę w odkrywaniu innowacyjnych sposobów i możliwości użycia blockchaina w ciągu najbliższych kilku lat.

  1. Firmy będą coraz częściej musiały przedefiniować wykorzystanie ich sieci

W 2019 roku coraz więcej firm będzie musiało skoncentrować się na transformacji sieci, aby nadal móc dostarczać klientom najwyższej jakości usługi.

Niestety dzisiejsze sieci nie zostały zbudowane tak, aby zaspokoić potrzeby, które narodzą się w ciągu najbliższych kilku lat. Niezależnie od technologii – 5G, wirtualna rzeczywistość, IoT czy sztuczna inteligencja (AI) / uczenie maszynowe (ML) – za wszystkimi trendami, które zyskują na znaczeniu, stoi cyfrowy szkielet składający się z wielu publicznych i prywatnych sieci. Co więcej, biorąc pod uwagę, że do 2020 roku milion rzeczy co godzinę będzie pojawiać się online, obecna infrastruktura sieciowa stanie się coraz bardziej obciążona. Wzrost liczby urządzeń, wymagań dotyczących przepustowości i powierzchni ataków oznacza także, że manualne administrowanie sieciami stanie się niepraktyczne.

Firmy muszą mieć możliwość włączania dowolnego urządzenia z dowolnego miejsca w dowolnym czasie w wielu domenach. To, co wcześniej uważano za niezależne sieci – budowane oddzielnie i połączone ze sobą – musi teraz zostać skonsolidowane w jedną, wielodomenową architekturę. Powinna ona być wysoce zautomatyzowana, przewidywać działania, dążyć do samooptymalizacji, uczenia się i naprawy, a bezpieczeństwo traktować jako fundament.

Uspokojenie wokół brexitu

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May przetrwała próbę odsunięcia jej od przywództwa w Partii Konserwatywnej, ale skala rebelii tylko podkreśla brak szans na ratyfikację projektu brexitu w parlamencie. W idealnym scenariuszu wczorajsze wydarzenia można odczytywać jako wzrost szans na łagodny brexit pozytywny dla GBP. Ale w polityce nie zawsze chodzi o racjonalne decyzje, a inwestorzy nie są naiwni, by już teraz odzyskać wiarę w funta.

W nadzwyczajnym głosowaniu posłowie Partii Konserwatywnej poparli premier May stosunkiem głosów 200 do 117, tym samym przywódczyni Torysów jest chroniona przed kolejnym takim głosowaniem przez najbliższe 12 miesięcy. Jednak w sprawie negocjacji brexitu niewiele się zmieniło. Ponieważ 1/3 posłów jej partii stała się jej opozycją, umowa rozwodowa z UE w obecnej formie nie ma szans zatwierdzenia w parlamencie. Wielka Brytania i GBP pozostają z nawisem ogromnego ryzyka politycznego. Jeśli May chce dalej walczyć o uzgodniony brexit, dziś i jutro na szczycie UE musi zyskać wsparcie ze strony europejskich przywódców na modyfikacje umowy. W opublikowanym wczoraj drafcie do komunikatu po szczycie liderzy deklarują chęć do szukania dodatkowych form zagwarantowania dobrej woli dla dalszych negocjacji. W niejasnym przekazie chodzi o przekreślenie scenariusza przedłużania backstopu w nieskończoność, czyniąc Wielką Brytanię stałym członkiem unii celnej. Jednak teraz premier May potrzebuje czegoś więcej, wiedząc, że jej własna partia nie da jej wystarczającej ilości głosów do ratyfikacji umowy brexitu. Dla pozyskania głosów parlamentarnej opozycji May może być skłonna poszukać łagodniejszych warunków rozwodu. Skoro nie ma sensu już szukać wsparcia konserwatywnej frakcji własnej partii, może lepiej iść na rękę bardziej pro-unijnej opozycji. W idealnym scenariuszu wczorajsze wydarzenia można odczytywać jako wzrost szans na łagodny brexit pozytywny dla GBP. Ale w polityce nie zawsze chodzi o racjonalne decyzje, a inwestorzy nie są naiwni. Funta czeka częściowe odreagowanie ostatnich zawirowań, ale w żadnym wypadku nie można ogłosić, że najgorsze ma za sobą.

Uspokojenie wokół brexitu pozytywnie jest też przyjmowane przez EUR, któremu wyraźnie szkodziły zawirowania w Wielkiej Brytanii, za to na wszystkim korzystał USD. Dziś EUR ma własny temat do rozgryzienia. Europejski Bank Centralny z oczywistych względów pozostawi stopy procentowe bez zmian, ale prawdopodobnie oficjalnie zakomunikuje zakończenie programu skupu aktywów. Mimo to w obliczu rozczarowujących danych ze strefy euro i niepewności wokół rozwoju sytuacji globalnej można oczekiwań ostrożnego tonu komunikatu. Prezes Draghi może podkreślać przejściowy charakter niektórych negatywnych czynników, ale bank raczej jest zmuszony do nieznacznego obniżenia prognoz wzrostu i inflacji. Jeśli jednak w dalszym ciągu EBC ocenia ryzyka dla perspektyw jako „równoważące się”, powinien też podtrzymać forward guidance dla polityki stóp procentowych – stopy pozostaną na obecnym poziomie co najmniej „do końca lata 2019 r.” Dla EUR wydźwięk zgodny z aktualnymi oczekiwaniami może być pretekstem do sprzedaży faktów i redukcji części krótkich pozycji narosłych w dniach poprzedzających decyzję.

Norges Bank powinien utrzymać stopę procentową bez zmian (czw). Niższe ceny ropy, sygnały osłabienia wśród głównych partnerów handlowych i oznaki spowolnienia w kraju argumentują za ostrożnym podejściem. Mimo to NB jest na drodze normalizacji polityki, więc projekcja ścieżki stopy procentowej prawdopodobnie dalej powinna wskazywać prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki w I kw. Obniżenie ścieżki byłoby ciosem dla NOK.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Święta wpędzają w długi. Z powodu wydatków w Boże Narodzenie ponad 60 proc. Polaków ma problemy z opłaceniem bieżących zobowiązań

Święta wpędzają w długi. Z powodu wydatków w Boże Narodzenie ponad 60 proc. Polaków ma problemy z opłaceniem bieżących zobowiązań 1

Ostatni miesiąc roku to wyjątkowo trudny czas dla finansów Polaków. Święta Bożego Narodzenia, prezenty, przygotowania do sylwestra czy sezonowe wyprzedaże sprawiają, że części osób trudno jest dopiąć domowy budżet. Mają problemy ze spłatą kredytów, pożyczek czy bieżących rachunków. Co trzecia osoba na prostą wychodzi w styczniu, niektórzy dopiero w marcu – wynika z danych BIG InfoMonitor. Przekładanie płatności rachunków i zapożyczanie się nie rozwiążą problemu, a tylko pogłębią zadłużenie – podkreślają eksperci. To właśnie w lutym i marcu do rejestru trafia zazwyczaj najwięcej dłużników.

– Spytaliśmy Polaków o wskazanie dwóch najtrudniejszych dla swojego portfela miesięcy w roku. Pewnie nie jest zaskoczeniem, że prawie 2/3 wybrało grudzień. To wyjątkowo trudny czas dla naszych finansów. Wydatki są na tyle duże, że 1/3 badanych powiedziała, że dopiero w styczniu wychodzą na prostą, a niektórym zdarza się jeszcze w lutym mieć problemy finansowe i kłopoty z opłacaniem zobowiązań po tym, jak ich kieszenie wydrenowały wydatki świąteczne i sylwestrowe – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Halina Kochalska, ekspertka Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.

Z badania „Nastawienie do finansów” wykonanego przez Quality Watch na zlecenie BIG InfoMonitor wynika, że 62 proc. Polaków ma w grudniu problemy z opłaceniem bieżących rachunków, czynszu, rat kredytów i pożyczek. Świąteczne i sylwestrowe zakupy stanowią wyzwanie finansowe częściej dla kobiet (67 proc.) niż dla mężczyzn (56 proc.).

– Wśród badanych na problemy finansowe wynikające z okazji grudniowych wskazują też osoby młode, między 18 a 34 rokiem życia (67 proc.). Większość z nich poza prezentami świątecznymi i wydatkami związanymi z organizacją Bożego Narodzenia, przykłada się też do organizacji sylwestra albo musi wyłożyć spore pieniądze na imprezy sylwestrowe. Te dwa wydatki razem są już sporym obciążeniem – analizuje Halina Kochalska.

Badanie pokazało również, jak grudniowe wydatki wpływają na sytuację finansową mieszkańców poszczególnych województw.

– Problemy finansowe w grudniu częściej wskazują mieszkańcy województwa świętokrzyskiego (81 proc.). Także mieszkańcy województwa podlaskiego i lubelskiego mówili w ok. 50 proc. przypadków, że jest to dla nich okres problematyczny pod względem finansów. Negatywnie wyróżnia się jeszcze województwo łódzkie, gdzie 69 proc. badanych stwierdziło, że w grudniu nie jest łatwo dla portfela – wskazuje ekspertka BIG InfoMonitor.

Część osób nie jest w stanie wytrzymać grudniowych wydatków i ma problemy z dopięciem budżetu. A wówczas albo idzie po pożyczkę, albo odkłada na kolejne miesiące opłacenie bieżących rachunków. Gdy brakuje pieniędzy w portfelu, najczęściej na później przekładamy spłatę pożyczki od znajomych i rodziny.

– Pożyczki od najbliższych i znajomych na pewno nie zostaną spłacone w grudniu. My potrzebujemy więcej pieniędzy w tym czasie, ale dłużnik też na pewno nam ich wtedy nie odda. Następnie przekładane na później są wszelkie płatności szkolne, składki, rady rodzicielskie. Przekładamy też chętnie płatności za przedszkole czy żłobek. Polacy mniej przejmują się także ratą za samochód. Z kolei rata kredytu mieszkaniowego jest na szczycie hierarchii spłacalności – wymienia Halina Kochalska.

Niektórych kuszą krótkoterminowe pożyczki, a podczas zakupu bożonarodzeniowych prezentów – odroczone raty płatności. To jednak, zwłaszcza w połączeniu z przekładaniem części rachunków na później, może się skończyć poważnymi kłopotami. Dane BIG InfoMonitor wskazują, że to w lutym i marcu do rejestru dłużników trafia zazwyczaj więcej osób niż wynoszą średnie miesięczne statystyki. Obecnie 2,8 mln osób ma dług przekraczający 200 zł. Łączne przeterminowane zobowiązania przekraczają 73 mld zł, a jedna osoba ma do spłaty średnio 26,6 tys. zł.

– Ważne, żeby nie przekładać rachunków na szczególnie wysokie kwoty, bo w przyszłym miesiącu znów będziemy mieć problem z opłacaniem wszystkiego. Jeśli wierzyciel nie jest cierpliwy, po wysłaniu wezwania do zapłaty może nas już po 30 dniach od terminu płatności wpisać do rejestru dłużników biura informacji gospodarczej. Obecność w rejestrze sprawi, że będziemy mieć ograniczony dostęp do kredytów, pożyczek, różnego rodzaju zakupów usług telekomunikacyjnych, telewizyjnych i abonamentów – podkreśla Halina Kochalska.

Warszawa pierwszym europejskim miastem z mobilną siecią 5G. Już wkrótce technologia ta pomoże zrewolucjonizować produkcję, rozrywkę czy medycynę

Warszawa pierwszym europejskim miastem z mobilną siecią 5G. Już wkrótce technologia ta pomoże zrewolucjonizować produkcję, rozrywkę czy medycynę 2

Sieć 5G ma fundamentalne znaczenie dla polskiej gospodarki, porównywalne z wynalezieniem prądu czy półprzewodników – uważają eksperci T-Mobile. Technologia ta pozwoli rozwinąć przemysł 4.0., usprawnić produkcję i transport, medycynę, a nawet rolnictwo. W następnym kroku rozwinie się przemysł oparty o wirtualną i rozszerzoną rzeczywistość. T-Mobile uruchamia w Polsce pierwszą sieć 5G. W Warszawie powstało też centrum HASH5G_LAB, które pokaże wizję przyszłości możliwą dzięki nowej technologii.

– Sieć 5G dla polskiej gospodarki ma fundamentalne znaczenie. Mniej więcej takie jak wynalezienie i zastosowanie prądu w gospodarce bądź wynalezienie półprzewodników. 5G samo w sobie nic nie wnosi, natomiast otwiera drzwi do kompletnej zmiany modelu produkcji i usług. To fundamentalna zmiana dla całej gospodarki – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rafał Federowicz, dyrektor Departamentu Sieci Stałej i Usług w T-Mobile.

Piąta generacja sieci w porównaniu do 4G oferuje znacznie szybsze łącza komunikacji i większą pojemność sieci. Daje możliwość przesyłania danych z prędkością wielokrotnie większą, liczoną w gigabitach na sekundę. Rządowa Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju wskazuje, że uruchomienie sieci 5G w Polsce jest podstawą czwartej rewolucji przemysłowej. Automatyzacja procesów pozwoli na stworzenie w pełni inteligentnych fabryk, które będą umiały reagować na zmiany cen surowców na rynkach czy popytu ze strony klientów.  Tym samym zwiększy się konkurencyjność polskiej gospodarki.

– Jest pewna sekwencja segmentów gospodarki, które skorzystają z 5G. Najpierw są te, które są już gotowe do wykorzystania sieci 5G – mowa o przemyśle, produkcji, transporcie. Na samym końcu wejdą takie rozwiązania jak przemysł oparty o rozwiązania bazujące na wirtualnej rzeczywistości bądź rozszerzonej rzeczywistości, dlatego że przemysł musi dojrzeć do tego, żeby zaadoptować 5G dokładnie w tych obszarach – tłumaczy Rafał Federowicz.

Nowa sieć stwarza także nowe perspektywy rozwoju smart cities – obsługiwane w tej technologii miniaturowe czujniki ukryte w elementach infrastruktury miejskiej pomogą rozładowywać korki, zarządzać miejscami parkingowymi i oświetleniem ulicznym, a nawet kontrolować wywóz nieczystości.

Sieć znajdzie zastosowanie m.in. w rolnictwie – dzięki specjalnym czujnikom łatwo będzie stwierdzić, kiedy konieczne będzie spryskanie upraw, czy w którym dokładnie miejscu będzie to potrzebne. Łatwiejsza stanie się hodowla zwierząt, gdzie tylko faktycznie chore zwierzęta dostaną antybiotyk.

– Technologia 5G to nie tylko prędkość. To przede wszystkim precyzja, która nierzadko uratuje nam życie. Będziemy mogli prowadzić bardziej skomplikowane operacje, nie tylko tu i teraz, ale też zdalnie, czyli lekarz ze Stanów Zjednoczonych będzie mógł operować pacjenta w Rzeszowie – wskazuje Małgorzata Rybak-Dowżyk, Dyrektor ds. Komunikacji Korporacyjnej w T-Mobile.

Technologia 5G ma przede wszystkim ułatwiać życie. To, co obecnie jest trudne do zrealizowania, dzięki znacznie większej prędkości przepływu danych, stanie się codziennością. Czas opóźnienia transmisji danych skróci się z dzisiejszych 50 milisekund do nawet zaledwie 1 milisekundy, to zaś będzie miało ogromne znaczenie dla rozwoju internetu rzeczy oraz wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości. Dzięki wysokim przepustowościom i niskim opóźnieniom możliwe będą np. transmisje na żywo w wirtualnej rzeczywistości. Świat rozrywki całkowicie się zmieni.

– Fakt, że 5G samo w sobie wprowadza usługi low latency, czyli bardzo krótkiego opóźnienia, powoduje, że otwiera się całkowicie nowy sektor gospodarki w rozrywce i w mediach. Tutaj mówimy np. o grach opartych o AR i VR, które będą mogły w ogóle mieć zastosowanie. Do tej pory tego nie było – wskazuje Rafał Federowicz.

Nowa generacja sieci nie jest już kwestią przyszłości. T-Mobile w ubiegły piątek uruchomił sieć  5G w centrum Warszawy. Przedstawiciele operatora podkreślają, że to nie element testów nowej technologii, ale pełnoprawna sieć.

– . Cieszę się, że to właśnie Polska jest jednym z pierwszych krajów, który dziś T-Mobile uruchamia pierwszą prawdziwą sieć 5G. Tak jak technologia 2G rozpoczynała się w Warszawie, tak i dzisiaj, po 22 latach, mamy w centrum Warszawy zainstalowane anteny 5G, które posłużą do rozwoju kolejnej sieci na terenie całego kraju – podkreśla Małgorzata Rybak-Dowżyk.

W centrum Warszawy działa pięć stacji bazowych 5G nadających w paśmie 3,5 GHz, z szerokością kanału wynoszącą 100 MHz. Każda ze stacji posiada światłowodowe podłączenie do sieci 10 Gb/s. Z czasem zasięg będzie rozszerzany na kolejne lokalizacje i miasta.

Wraz z uruchomieniem sieci T-Mobile otworzył na Placu Defilad HASH5G_LAB, czyli centrum, w którym można osobiście sprawdzić, w jaki sposób sieć 5G zmieni nasze życie. Zwiedzający zobaczą fabrykę przyszłości, spróbują nowych form rozrywki i będą mogli pokierować inteligentnym miastem.

– Pokażemy, jakich usług wkrótce będą mogli oczekiwać klienci. W tej przestrzeni możemy zobaczyć wiele przykładów rozwiązań, które są oparte np. o immersive media, czyli rozszerzoną czy wirtualną rzeczywistość. Wierzymy, że to jest interfejs następnej generacji, którym będziemy się posługiwali na co dzień i to są właśnie usługi, których możemy tutaj doświadczyć – mówi Jakub Probola, szef Centrum Innowacyjności Deutsche Telekom.

Instytut Jagielloński: zakup fregat dla Marynarki Wojennej szkodzi jej interesom. Fregaty, które nie przetrwają nawet kilku minut w razie wojny, mogą kosztować nawet 12 mld zł

Instytut Jagielloński: zakup fregat dla Marynarki Wojennej szkodzi jej interesom. Fregaty, które nie przetrwają nawet kilku minut w razie wojny, mogą kosztować nawet 12 mld zł 3

Ostatnie wydarzenia związane z rosyjską agresją na Morzu Azowskim pokazały, jak ważna jest ochrona Bałtyku – podkreślają eksperci. Tymczasem polska Marynarka Wojenna nie ma żadnych zdolności odstraszania. MON chce zakupić dla niej trzy fregaty przeciwlotnicze za około 12 mld zł, ale eksperci Instytutu Jagiellońskiego podkreślają, że taki zakup mija się z celem. Bliskość naszpikowanego rakietami Obwodu Kaliningradzkiego powoduje, że przeciwlotnicze fregaty mogą zostać zniszczone w pierwszych minutach konfliktu. Czas lotu najnowszych rosyjskich pocisków z Kaliningradu do Zatoki Gdańskiej to około  40 sekund. Co także istotne, zakup fregat oznaczać będzie koniec pozostałych programów modernizacyjnych ważnych dla zdolności bojowych Marynarki Wojennej.

 Polska Marynarka Wojenna jest w opłakanym stanie. Od kilkudziesięciu lat jest pozbawiona jakiegokolwiek projektu modernizacyjnego, pozostawiona sama sobie, niedoinwestowana i traktowana trochę po macoszemu w porównaniu do innych rodzajów Sił Zbrojnych, pozbawiona wizji rozwoju – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Łukasz Kister, ekspert ds. bezpieczeństwa Instytutu Jagiellońskiego, koordynator projektu „Dostęp do morza zobowiązuje!”.

W ramach projektu „Dostęp do morza zobowiązuje” Instytut Jagielloński podkreśla degradację zdolności operacyjnych Marynarki Wojennej, która jest najbardziej zaniedbanym rodzajem Sił Zbrojnych RP. Pomimo licznych deklaracji MON, nie są prowadzone żadne działania mające na celu wzmocnienie bojowych zdolności sił morskich. Tymczasem – jak pokazują ostatnie wydarzenia związane z rosyjską agresją na Morzu Azowskim – Morze Bałtyckie jest jednym z obszarów wymagających wzmożonej obrony.

Według ostatnich doniesień, MON chce priorytetowo zakupić dla Marynarki Wojennej trzy fregaty przeciwlotnicze. Instytut Jagielloński szacuje ich koszt na około 12 mld zł, na podstawie kosztów budowanych w ostatnich latach w Europie okrętów tej klasy – brytyjskich fregat Type 45, niemieckich Klasse 124 czy też francusko-włoskich typu Horizon/Orizzonte. Żeby zapewnić obronę przeciwlotniczą północnej Polski, co MON planuje jako ich główne zadanie, polskie fregaty nie mogłyby być ani mniejsze, ani gorzej wyposażone, ani tańsze.

Instytut podkreśla też, że fregaty przeciwlotnicze to wysoce wyspecjalizowane i bardzo kosztowne okręty. Na świecie nie wykorzystuje się ich do obrony lądu, ale wyłącznie do obrony grup innych okrętów – przede wszystkim lotniskowców. Co istotne, fregaty nie mają szans zapewnić obrony przeciwlotniczej północnej Polski.

 Bałtyk , jako mały ale dość zagęszczony akwen, nie jest miejscem dla realizacji zadań przy wykorzystaniu tego rodzaju jednostek. Tutaj potrzebujemy środków odstraszania, narzędzi, które pozwolą właściwie zabezpieczyć polskie interesy i zareagować na różnego rodzaju niepożądane zdarzenia. Przykład wydarzeń na Morzu Azowskim pokazuje, jak bardzo potrzebujemy mieć zdolności odstraszania potencjalnego wroga – podkreśla dr Łukasz Kister.

Ze względu na bliskość Kaliningradu i rozmieszczoną tam ilość rakiet przeciwokrętowych (ponad 150, w tym rakiety naddźwiękowe Onyks i niedługo hipersoniczne Cyrkon) fregaty w razie konfliktu nie zapewnią obrony przeciwlotniczej polskiego terytorium., gdyż nie będą mogły operować w pobliżu naszego wybrzeża. Czas lotu rakiety hipersonicznej o prędkości ponad 7 tys. km/h z terenu Obwodu Kaliningradzkiego do odległej o niecałe 100 km Zatoki Gdańskiej to raptem 40 sekund. Taka rakieta zostanie wykryta ze znacznie mniejszej odległości, czas reakcji będzie więc jeszcze krótszy i nie wystarczy na obronę, szczególnie przy ataku wielu rakiet jednocześnie. Fregaty, które chce kupić MON za około 12 mld złotych będą więc nieprzydatne do obrony Polski.

Jak zwracają uwagę eksperci, fregaty przeciwlotnicze nadają się głównie do ochrony sojuszniczych (amerykańskich, brytyjskich czy francuskich) lotniskowców. Według wiedzy ekspertów Instytutu Jagiellońskiego żadne inne państwo NATO nie przewiduje wykorzystania swoich fregat na wodach polskiej części Bałtyku w przypadku wojny, właśnie ze względu na bliskość i ilość rosyjskich rakiet i systemów antydostępowych.

 Ten pomysł zakupu fregat jest trudny do wyjaśnienia. Przez wiele lat słyszeliśmy o różnych potrzebach modernizacyjnych Marynarki Wojennej, ale fregaty się w nich nie pojawiały. Pomijamy temat okrętów podwodnych, korwet wielozadaniowych, czyli okrętów, na temat których przez ostatnich kilka lat toczyła się dyskusja wynikająca z dokumentów strategicznych, wyznaczających kierunek rozwoju morskich Sił Zbrojnych. Na tym powinniśmy się skupiać, nie możemy co chwilę wyciągać z kapelusza kolejnego pomysłu. Wydatek 12 mld zł na fregaty, które nie są priorytetowym elementem modernizacji Marynarki Wojennej, pewnie znacząco – o ile nie w całości – zakończyłby pozostałe projekty – mówi dr Łukasz Kister.

Jak dodaje, wszelkie wydatki na zakupy dla Marynarki Wojennej powinny wynikać z przemyślanej wizji. Dotychczasowe plany modernizacji Marynarki Wojennej zakładały zakup wyposażonych w rakiety manewrujące okrętów podwodnych za około 10 mld zł (program Orka) oraz mniejszych okrętów nawodnych – korwet i patrolowców – za około 5 mld zł (programy Miecznik i Czapla).

 Zbudujmy najpierw właściwą strategię, powiedzmy po co nam jest potrzebna marynarka, do czego chcemy wykorzystywać potencjał morski. A wtedy będziemy wiedzieli jakie narzędzia do tych działań są najlepsze i jakie powinniśmy zakupić i wydatkować z budżetu, który nie jest zbyt duży – podkreśla dr Łukasz Kister.

Instytut Jagielloński zwraca także uwagę, że decyzja MON o zakupie fregat przeciwlotniczych jest sprzeczna z wynikami symulacji przeprowadzonych przez resort w ramach Strategicznego Przeglądu Obronnego z 2016 r., które wskazują na brak możliwości operowania okrętów nawodnych na Bałtyku w czasie wojny.

Jest to kolejna już próba MON dotycząca zakupu tego typu jednostek. Poprzednia – zablokowana w sierpniu br. przez premiera Mateusza Morawieckiego – dotyczyła zakupu używanych, 30-letnich fregat z Australii. Na wstrzymanie zakupu tych jednostek wpłynęła właśnie ich niezdolność do przetrwania na Bałtyku w przypadku konfliktu.

Seniorzy coraz chętniej kupują w sieci. E-sklepy muszą się dostosowywać do tej grupy klientów

Seniorzy coraz chętniej kupują w sieci. E-sklepy muszą się dostosowywać do tej grupy klientów 4

Osoby 55+ są coraz bardziej aktywne w sieci. Chętniej korzystają z mediów społecznościowych, a już prawie co trzeci senior robi zakupy przez internet. Eksperci podkreślają, że aby zachęcić ich do e-zakupów, sklepy powinny ułatwić nawigację na stronie, udostępnić przesyłki za pobraniem i różne formy kontaktu. Kluczowa jest również wiarygodność sprzedawcy, którą potwierdzają certyfikaty bezpieczeństwa czy opinie innych internautów.

Seniorzy nie kupują w sieci tak powszechnie jak inne grupy wiekowe, ale już prawie 1/3 z nich to robi. W grupie wiekowej 55–64 lata jest to 27 proc., a w grupie wiekowej 65+ jest to 29 proc. Kupują oni bardzo często ubrania i dodatki, akcesoria, perfumy, kosmetyki, książki, muzykę, filmy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Rak, Country Manager Trusted Shops w Polsce.

Z badania „Zakupy Polaków w internecie” przeprowadzonego na zlecenie Trusted Shops przez SW Research wynika, że już 93 proc. internautów kupuje online. Coraz aktywniejszą grupą wśród e-klientów są seniorzy. Raport Gemiusa „E-commerce w Polsce 2018” podaje, że osoby w wieku 50+ najchętniej kupują w internecie odzież i dodatki (53 proc.), kosmetyki i perfumy (46 proc.) oraz książki i płyty (43 proc.). W przyszłości planują też zakupić w sieci wycieczki i meble. Choć do e-sklepu najczęściej trafiają z wyszukiwarki, to rośnie liczba seniorów aktywnie korzystających z mediów społecznościowych. CBOS podaje, że social media w tej grupie wiekowej notują wzrost na poziomie 132 proc. w ciągu roku. Jeszcze większy, bo ok. 200 proc., notują porównywarki cenowe.

Dla ludzi w wieku 50 lat i starszych szczególne znaczenie przy wyborze sklepu internetowego ma poczucie bezpieczeństwa. Daje im je kilka elementów. Pierwszy to dane kontaktowe, czyli adres i nazwa firmy, NIP i numer telefonu, drugi to certyfikaty bezpieczeństwa wydawane przez zewnętrzne firmy, np. takie jak Trusted Shops. Trzeci element to opinie innych użytkowników, które dla seniorów są bardzo ważne – wymienia Anna Rak.

Gemius podaje, że na wybór konkretnego sklepu wpływają także jasne informacje dotyczące możliwości zwrotu i reklamacji zakupionych rzeczy. Nielsen Norman Group wskazuje zaś, że wprowadzenie na stronie ułatwień dla seniorów przekłada się nawet na 30-proc. wzrost liczby transakcji.

Jeżeli chcemy, żeby seniorzy u nas kupowali, to musimy pomyśleć o kilku elementach. Pierwszy z nich to ich wizerunek w reklamie, czy oni się będą z nim identyfikowali. Drugi element to dostosowanie strony, m.in. bardzo łatwa nawigacja, numer telefonu kontaktowego – seniorzy mówią o tym, że to jest dla nich bardzo ważne, żeby mogli zadzwonić i uzyskać ewentualną poradę. Seniorzy bardzo chętnie płacą za pobraniem, więc ten element również powinien być udostępniony na stronie. Dużym udogodnieniem jest również możliwość powiększenia czcionki na naszej stronie internetowej – mówi country manager Trusted Shops.

Sklepy mają jednak problem z tym, żeby zachęcić seniorów do zakupów. Choć stereotyp seniora ma coraz mniej wspólnego z rzeczywistością, za zmianami nie nadąża marketing. W efekcie tylko 30 proc. identyfikuje się z postaciami ze spotów.

W reklamach ukazany jest fałszywy obraz seniorów. Występują oni najczęściej jako babcia, dziadek bądź osoba chora i w związku z tym tylko 33 proc. seniorów identyfikuje się z tym wizerunkiem – przekonuje Anna Rak.

Szacuje się, że do 2050 roku populacja osób w wieku 60+ wzrośnie do 13,7 mln osób. Tym samym seniorzy będą stanowić blisko 40 proc. społeczeństwa.

– W ciągu ostatnich kilku lat nasze całe społeczeństwo postarzało się o 7 lat. To będzie kiedyś bardzo duża grupa docelowa, więc warto już teraz zadbać o te zmiany na stronie – podkreśla Anna Rak.

Mniejszy stres, większa wydajność pracowników i lepsza atmosfera. Pozytywny wpływ psów w biurach dostrzega coraz więcej firm

Mniejszy <a title=stres, większa wydajność pracowników i lepsza atmosfera. Pozytywny wpływ psów w biurach dostrzega coraz więcej firm" title="Mniejszy stres, większa wydajność pracowników i lepsza atmosfera. Pozytywny wpływ psów w biurach dostrzega coraz więcej firm" />

stres-większa-wydajność-pracowników-i-lepsza-atmosfera.-Pozytywny-wpływ.jpg” alt=”” align=”left” hspace=”10″ />

Obecność psa poprawia humor, pozytywnie wpływa na zdrowie i samopoczucie człowieka. Czworonogi pomagają lepiej radzić sobie ze stresem, dają też większą wiarę we własne siły i możliwości. Coraz więcej firm dostrzega korzystny wpływ zwierząt na środowisko pracy. Pies w biurze rozładowuje stres, poprawia wydajność pracowników i pomaga im zacieśniać relacje. Dlatego wiele korporacji przystosowuje przestrzeń do obecności czworonogów. Przykładem może być firma Mars Polska.

– Coraz więcej biur otwiera swoje drzwi dla czworonożnych przyjaciół swoich pracowników. Dzieje się tak ze względu na coraz szerszą świadomość benefitów, jakich możemy doświadczać dzięki zwierzętom w biurze – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Małgorzata Głowacka, lekarka weterynarii, ekspertka naukowa firmy Mars Polska.

Badanie PAWrometerTM przeprowadzone na zlecenie sieci szpitali dla zwierząt Banfield Pet Hospital wskazuje, że obecność psa w pracy ma pozytywny wpływ na pracowników. Przede wszystkim zmniejsza się poziom stresu (93 proc.), rosną morale (93 proc.) i przywiązanie do firmy (91 proc.). Pracownicy przyznają, że w ten sposób łatwiej też zachować równowagę między życiem prywatnym a zawodowym.

 Okazuje się również, że zwierzęta pomagają we wzmacnianiu relacji pomiędzy pracownikami, budują zaufanie, dzięki czemu w naturalny sposób poprawia się współpraca między osobami w danej grupie, co przekłada się na naszą efektywność. Osoby, które przychodzą z psami do biura, muszą często robić krótsze przerwy na spacer i jak pokazują badania, właśnie oni są bardziej produktywni i bardziej wytrzymali – przekonuje Małgorzata Głowacka.

Według badania PAWrometerTM psy wspierają budowanie wizerunku firmy, co jest istotne zwłaszcza dla milenialsów. Możliwość spędzenia z czworonogiem czasu w firmie buduje lojalność, a pracownicy nie mają wyrzutów sumienia z powodu zostawienia psa samego na kilka godzin. Zwierzęta wprowadzają przyjazną atmosferę i tym samym pozytywnie wpływają na prowadzone negocjacje.

 Biuro przyjazne zwierzętom to fantastyczna idea. Trzeba jednak pamiętać o tym, że musimy się do tego dobrze przygotować. Należy uzyskać wszelkie niezbędne zgody właścicieli budynków czy gruntów – wymienia Małgorzata Głowacka.

Zezwolenie pracownikom na przyprowadzanie zwierząt wymaga też od firmy wygospodarowania odpowiedniej przestrzeni dla czworonogów i akcesoriów przydatnych zwierzętom i ich opiekunom. Nie można jednak zapominać o pracownikach, dla których kontakt ze zwierzętami z różnych względów nie jest wskazany – dla nich potrzebne będą przestrzenie wolne od czworonogów. Dla komfortu wszystkich zainteresowanych stron trzeba także pomyśleć o określeniu jasnych zasad obowiązujących opiekunów czworonogów i pozostałych pracowników.

 Dla nas obecność psów w biurze to naturalny sposób realizacji naszej misji tworzenia lepszego świata dla zwierząt. Od 2012 roku nasza filia w Niepołomicach jest otwarta dla zwierząt. Od tego roku również pracownicy warszawskiego biura mogą się cieszyć towarzystwem swoich czworonogów –podkreśla ekspertka Mars Polska.

Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji rodzi się nowa gospodarka. Automatyzacja zmieni rynek pracy, zlikwiduje część zawodów i przyczyni się do powstania nowych

Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji rodzi się nowa gospodarka. Automatyzacja zmieni rynek pracy, zlikwiduje część zawodów i przyczyni się do powstania nowych 5

W chwili obecnej powstają pierwsze zalążki nowej gospodarki opartej na sztucznej inteligencji, automatyce oraz robotyce. Zautomatyzowane maszyny powoli wkraczają na rynek pracy, zmieniając jego oblicze. Roboty mogą zastąpić człowieka przy wykonywaniu najprostszych prac związanych z magazynowaniem czy transportem. Z drugiej strony popularyzacja rozwiązań automatycznych przyczynia się do ewolucji współczesnych zawodów i profesjonalizacji personelu.

– Nowa gospodarka jest dla nas przyszłością, więc cały czas zgadujemy, w którą stronę ona mogłaby pójść. Oczywiście najczęściej pojawiającym się hasłem jest łączenie inteligencji białkowej, ludzkiej, z tą inteligencją sztuczną. Próbujemy cały czas odgadnąć, w jakim kierunku to się będzie rozwijać – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. SGH dr hab. Tomasz Rostkowski z Instytutu Kapitału Ludzkiego SGH.

Naukowcy i futurolodzy od lat zwracają uwagę na rosnącą rolę sztucznej inteligencji oraz robotów na współczesnym rynku pracy. Automatyzacja wydaje się być realnym zagrożeniem dla wielu pracowników wykonujących najprostsze, powtarzalne czynności, o czym świadczą m.in. badania przeprowadzone przez McKinsey Global Institute na obywatelach 46 krajów oraz 800 zawodach.

Wstępne analizy wykazały, że automatyzacja może odebrać pracę co piątemu pracownikowi, a w krajach wysoko rozwiniętych takich jak Niemcy czy Stany Zjednoczone – nawet co trzeciemu zatrudnionemu. Pracownicy z krajów rozwijających się są najmniej zagrożeni utratą pracy, co wiąże się bezpośrednio z niższymi inwestycjami w nowe technologie.

– Często podkreśla się, że likwidacji będą ulegały najprostsze stanowiska pracy. Otóż one nie będą ulegały likwidacji bez powodu, po prostu nie stać nas na popełnianie błędów. Ludzie nadają się znakomicie do kreowania nowych rozwiązań, do nadzorowania urządzeń, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że w codziennej, monotonnej pracy nie tylko zdarzają się błędy, to jeszcze być może byłoby wybaczalne, ale już konsekwencje tych błędów dla ludzkiego życia są ogromne – przekonuje dr hab. Tomasz Rostkowski.

Innym problemem dotyczącym technologii sztucznej inteligencji jest moralność. Z tym problemem jako pierwsi zmierzą się projektanci autonomicznych samochodów. Dziś pojazdy te stanowią jedynie ciekawostkę, ale za kilka lat trafią do powszechnego użytku. W Tokio autonomiczne taksówki wyjadą na drogi już w 2020 roku, a rok później Toyota we współpracy z Uberem ma stworzyć pierwszą flotę inteligentnych miniwanów.

Naukowcy będą musieli wyposażyć te pojazdy w algorytmy, które pomogą podjąć decyzje o tym, jak postępować w kryzysowych sytuacjach. Pracownicy MIT przeprowadzili badania nad tym zagadnieniem w ramach projektu Moral Machine. Naukowcy udostępnili kwestionariusz, w którym stawiali badanych w roli inteligentnego samochodu z zepsutymi hamulcami. Rolą ankietowanych było wskazać, kogo powinna uśmiercić sztuczna inteligencja, jeśli uniknięcie wypadku okaże się niemożliwe.

W eksperymencie wzięło udział przeszło 2 mln ankietowanych z całego świata, którzy udzielili 40 mln odpowiedzi na różne scenariusze. W ten sposób próbowano stworzyć podwaliny algorytmu moralności, którą mogłaby się kierować sztuczna inteligencja sterująca autem.

 Trwają dyskusje zwłaszcza na temat etyki, czyli tego, na ile możemy zaufać urządzeniom, gdzie jest ludzka odpowiedzialność za bardzo trudne wybory, z którymi te urządzenia mają się stykać. Wydaje się, że najciekawszym w nowej gospodarce jest to, że ona nie została de facto zdefiniowana, nie wiemy w jakim kierunku to się będzie rozwijać. Od strony technologii jesteśmy spokojni, nasi inżynierowie naprawdę dokonują w tej chwili nadzwyczajnych cudów. To, co nas martwi w szczególności, to reakcja ludzi na tę technologię – mówi ekspert.

Powód, dla którego to branża autonomicznych samochodów może w pierwszej kolejności odebrać ludziom pracę, jest prosty – inteligentne samochody szybciej reagują na to, co dzieje się na drodze. Algorytmy nie męczą się, nie rozpraszają i mogą działać bez przerwy przez wiele godzin. Kierowca jest najsłabszym ogniwem samochodu, odbierając mu władzę nad pojazdem, znacząco zwiększamy bezpieczeństwo pasażerów.

– Kiedyś ludzie byli zatrudniani dlatego, że byli silni, obecnie coraz więcej tego rodzaju prac wykonują urządzenia, które są jeszcze silniejsze. Dziś ludzi potrzebujemy do zupełnie innych zadań – twierdzi dr hab. Tomasz Rostkowski.

Według analityków z Market Research Engine globalny rynek rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji będzie się rozwijał w najbliższych latach w średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 37 proc., a w 2024 roku przekroczy wartość 191 mld dol.

Polska z pełnomocnikiem rządu ds. cyberbezpieczeństwa. Będzie bezpośrednio nadzorował powstający krajowy system bezpieczeństwa w sieci

Polska z pełnomocnikiem rządu ds. cyberbezpieczeństwa. Będzie bezpośrednio nadzorował powstający krajowy system bezpieczeństwa w sieci 6

W ramach wdrażania ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa rząd powołał swojego pełnomocnika, który zajmie się monitorowaniem działania wspomnianego systemu. Do jego zadań będzie należeć koordynowanie prac nad systemami stosowanymi zarówno w sektorze rządowym, militarnym, jak i komercyjnym. Nowy pełnomocnik ma duże uprawnienia w obszarze cyberbezpieczeństwa, w tym m.in. możliwość dopuszczenia lub wykluczenia produktów, które z perspektywy bezpieczeństwa Polski uzna za szkodliwe albo ryzykowne.

Powołanie pełnomocnika przez polski rząd jest rezultatem przyjęcia Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie środków na rzecz wysokiego, wspólnego poziomu bezpieczeństwa sieci i systemów informatycznych na terytorium Unii Europejskiej (NIS). Wdrożenie dyrektywy ma przygotować państwa członkowskie na ataki ze strony cyberprzestępców wymierzone w operatorów usług kluczowych, czyli przedsiębiorstwa z sektorów bankowych, energetycznych, finansowych, infrastruktury cyfrowej, służby zdrowia, transportowych oraz wodociągowych. Ministerstwo cyfryzacji szacuje, że w skład operatorów infrastruktury krytycznej wejdzie od 500 do 600 podmiotów gospodarczych.

Rola pełnomocnika rządu ds. cyberbezpieczeństwa została przewidziana w nowej ustawie o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, która weszła w życie pod koniec sierpnia br.

– Pełnomocnik ma szereg zadań, które zostały zapisane wprost w ustawie o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, m.in. jednym z nich jest nadzór nad efektywnym działaniem całego systemu, czyli weryfikacja na bieżąco i rekomendowanie ewentualnych zmian, w tym zmian prawnych, które miałyby spowodować, że ten system działa efektywnie. Ustawa była implementacją dyrektywy NIS, ale jednocześnie wprowadzeniem w Polsce zupełnie nowej organizacji zarządzania cyberbezpieczeństwem – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Karol Okoński, nowy pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa.

Pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa będzie jednym z trzech urzędników wchodzących w skład nowego organu, tzw. kolegium, które ma koordynować działanie wszystkich krajowych systemów cyberbezpieczeństwa. Zgodnie z ustawą będzie wdrażać Strategię Cyberbezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej we współpracy z Ministrem ds. Informatyzacji i Ministrem Obrony Narodowej.

– Moim celem jest upewnienie się, że cały system działa sprawnie nie tylko poprzez fakt, jak zareagujemy na rzeczywiste zagrożenia, lecz także poprzez odpowiednie zbudowanie procesów symulujących, testujących i poprzez pewnego rodzaju szkolenia. Pełnomocnik może inicjować m.in. wspólne ćwiczenia reakcji na odpowiednie wydarzenia w cyberprzestrzeni – mówi Karol Okoński.

Nowy pełnomocnik rządu ds. cyberbepieczeństwa będzie monitorował pracę zespołów reagowania na incydenty komputerowe. Ma usprawniać przepływ informacji w ramach poszczególnych instytucji zajmujących się cyberbezpieczeństwem oraz pełnić rolę branżowego mediatora, aby przyspieszyć wprowadzenie zmian niezbędnych do zapewnienia bezpieczeństwa cybernetycznego usług kluczowych.

– Ważnym elementem jest również budowa rynku cyberbezpieczeństwa w Polsce. Widzę tu duży potencjał i szansę dla roli pełnomocnika w skoordynowaniu działań związanych z badaniami i rozwojem pomiędzy obszarami militarnym, cywilnym i ośrodkami nauki. Pełnomocnik po zasięgnięciu opinii kolegium może wydawać rekomendacje odnośnie dopuszczenia lub wykluczenia pewnych produktów, które z perspektywy bezpieczeństwa Polski uważamy za szkodliwe albo ryzykowne – tłumaczy ekspert.

Aby w pełni wdrożyć dyrektywę NIS, pełnomocnik będzie także reprezentował polski rząd na arenie międzynarodowej. Ma sprawować nadzór nad wdrażaniem ujednoliconej certyfikacji usług z zakresu cyberbezpieczeństwa, czyli rozwiązań, które ułatwią wymianę certyfikatów bezpieczeństwa pomiędzy krajami członkowskimi. W dalszej perspektywie będzie odpowiedzialny również za powołanie europejskiej sieci centrów kompetencji ds. cyberbezpieczeństwa.

– Chcemy w maksymalny sposób wykorzystać ustanawianą właśnie legislację europejską. Liczymy na to, że odpowiednio przeprowadzona implementacja nowych przepisów spowoduje, że Polska może się stać ważnym graczem na arenie europejskiej przynajmniej, jeśli chodzi o producentów sprzętu oraz firmy, które dostarczają usługi z zakresu cyberbezpieczeństwa – mówi Karol Okoński.

Według raportu opracowanego przez agencję MarketsandMarkets, wartość globalnego rynku cyberbezpieczeństwa wzrośnie z 153 mld dol. w 2018 do 248 mld dol. w 2023 roku przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 10 proc.

Energetyka wiatrowa – rosną koszty produkcji i finansowania

Europejscy producenci turbin wiatrowych prawdopodobnie utrzymają czołową pozycję przez najbliższe 10 lat.

Energia wiatrowa, podobnie jak pozostałe odnawialne źródła energii, odnotowuje intensywny wzrost na całym świecie od połowy pierwszej dekady bieżącego stulecia. Sprzyjają temu takie czynniki jak silne wsparcie ze strony rządów, niższe koszty przeprowadzenia inwestycji (w porównaniu z energetyką jądrową czy węglową) oraz mniej szkodliwy wpływ na środowisko. Inaczej niż w przypadku paneli słonecznych Chiny nie są w stanie wyprzedzić Europy w energetyce wiatrowej, ponieważ tamtejsi producenci turbin są mocno uzależnieni od lokalnego rynku i bardzo wrażliwi na wszelkie zmiany w zakresie pomocy publicznej. Renomowana europejska jakość znajduje oparcie w dużym ekosystemie, w którym pielęgnuje się innowacyjność i konkurencyjność, a także w globalnym zasięgu struktur sprzedażowych. Coface oczekuje, że europejscy producenci utrzymają dominującą pozycję przez najbliższą dekadę dzięki zaawansowaniu technicznemu oraz intensywnemu wsparciu finansowemu na poziomie krajowym i europejskim.

Wojna handlowa i koniec łatwego dostępu do finansowania będą źródłem presji na branżę w 2019 r.

Do szybkiego rozwoju energetyki wiatrowej przyczyniają się spadające ceny turbin, ale to stanowi z kolei problem dla producentów, ponieważ szkodzi ich rentowności i może skłaniać do ograniczenia inwestycji. Z drugiej strony rosną koszty surowców, a w ślad za nimi także koszty produkcji. Branża musi zmierzyć się z wyzwaniami:

Trwająca wojna handlowa

Głównym surowcem do produkcji turbin wiatrowych jest stal, więc branża ucierpi z powodu protekcjonistycznych środków wprowadzanych od czerwca 2018 r. Dodatkowe koszty spowodowane toczącą się wojną handlową nie będą jeszcze odczuwane w tym roku dzięki zabezpieczeniom i wynegocjowanym warunkom kontraktów z dostawcami, ale już w 2019 r. ceny surowców prawdopodobnie wzrosną. Wyższe koszty nie przełożą się na ceny sprzedaży, ale zaszkodzą ostatecznym wynikom finansowym producentów.

Tanie finansowanie odchodzi do przeszłości

Dotychczas rozbudowa farm wiatrowych opierała się na dotacjach publicznych i łatwym dostępie do finansowania. Wobec zacieśniania polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych, spodziewanego pod koniec roku zakończenia luzowania ilościowego przez Europejski Bank Centralny oraz wstrzymania dotacji przez rządy niektórych państw, utrzymanie płynności prawdopodobnie stanie się trudniejsze. Sytuację zaostrzy dodatkowo konkurencja między producentami turbin, prowadząca do ponownego spadku cen. Coface przewiduje, że w branży dojdzie do kilku fuzji, które umożliwią producentom osiągnięcie odpowiedniej wielkości pozwalającej wpływać na obniżenie kosztów surowców i sprzętu.

Już co druga wiadomość e-mail to SPAM

Co łączy mielonkę z USA, nieśmiertelną grupę Monty Python oraz noblistę Paula Romera, który nie odbierał telefonu? Jest to SPAM, czyli niechciane, natarczywe wiadomości. Z najnowszych badań polskiego Internetu wynika, że aż 53% wiadomości to SPAM zawierający reklamy lub co gorsza szkodliwe dla komputerów oprogramowanie. 

– Nie odebrałem, ponieważ sądziłem, że to SPAM– powiedział Paul Romer z New York University* , tegoroczny laureat nagrody Nobla z dziedziny ekonomii. SPAM pierwotnie to nazwa konserwowej mielonki wieprzowej produkowanej od lat 30. XX wieku. W popkulturze określenie to zapisało się dzięki grupie Monty Python. Pod koniec jednego ze skeczów grupy osadzonego w scenerii restauracji pojawiają się wikingowie, którzy zaczynają głośno śpiewać piosenkę o treści: „SPAM, SPAM, lovely SPAM, wonderful SPAM”, skutecznie zakłócając rozmowę klientów.

Skąd pochodzi najwięcej SPAM-u?

Wiodącą pozycję wśród krajów, z których rozsyłany jest SPAM stanowią Chiny (14.36%). Za nimi plasują się Stany Zjednoczone (12.11%), co ciekawe na trzeciej pozycji są nasi zachodni sąsiedzi – Niemcy, odpowiedzialni za 11.12% globalnego SPAM-u**.

Jak wygląda sytuacja w polskim Internecie?

Badania ilości SPAM-u przechodzącego przez rodzime serwery przeprowadziła spółka nazwa.pl – największy w Polsce rejestrator domen i dostawca usług hostingowych. Badaniu poddano kilka milionów kont email oraz kilkaset milionów wysyłanych i odbieranych miesięcznie wiadomości wychodzących z kont ponad 600 tys. klientów firmy. Na podstawie tych danych spółka przeprowadziła analizę, z której wynika, że 53% wiadomości, które były skierowane do użytkowników tej firmy to SPAM zawierający reklamy lub co gorsza szkodliwe dla komputerów oprogramowanie. Wiadomości takie zostały jednak wychwycone przez filtry antywirusowe oraz filtry antyspamowe działające na bardzo zaawansowanych mechanizmach detekcji.

Krzysztof Cebrat, prezes zarządu nazwa.pl
Krzysztof Cebrat, prezes zarządu nazwa.pl

Poczta elektroniczna to bardzo ważna dla naszych Klientów usługa, dlatego nad poprawnym jej działaniem czuwa zespół inżynierów, którzy 24 h na dobę monitorują funkcjonowanie wszystkich systemów antyspamowych i antywirusowych. Przy tak dużej skali działalności jak nazwa.pl nawet 1% niezdiagnozowanych przypadków SPAM-u oznaczałby miliony przepuszczonych szkodliwych wiadomości e-mail” – Krzysztof Cebrat, prezes zarządu nazwa.pl

Ochrona u dostawców usług Walka ze SPAM-em to priorytet dla firm hostingowych. Pomaga w tym technologia automatycznej detekcji znanych zagrożeń w postaci list RBL (Real-time Blackhole List) znanych nadawców SPAM-u, filtry bazujące na słowach kluczowych, zaawansowane heurystyki, oprogramowanie antywirusowe oraz co najważniejsze zespoły wykwalifikowanych inżynierów, którzy podejmują reakcje również na podstawie indywidualnych zgłoszeń użytkowników. Takie rozwiązania skutecznie blokują SPAM, co na końcu objawia się tym, że klienci firmy nie otrzymują niechcianych wiadomości.

Walka ze SPAM-em przypomina nieco walkę z wirusami, działamy cały czas prewencyjnie, staramy się przechytrzyć spamerów jednak oni, tak jak wirusy, cały czas mutują swoje wiadomości, a firmy hostingowe muszą reagować na bieżąco. Ważne, aby nie odpuszczać i skutecznie przeciwdziałać temu zagrożeniu” – Krzysztof Cebrat, prezes zarządu nazwa.pl

*https://www.apnews.com/87598b3d269f4891984c0d7304ab2c1e ** https://securelist.com/spam-and-phishing-in-q2-2018/87368/

GalCap Europe wchodzi na polski rynek

Nowy gracz na polskim rynku nieruchomości – GalCap Europe sfinalizował zakup pierwszych aktywów w Polsce. Inwestor nabył od Amhola dwa historyczne budynki biurowe zlokalizowane w centrum Warszawy – Wilcza 46 i Mokotowska 33/35. Strony zadecydowały o nieujawnianiu kwoty transakcji. Kupującemu w transakcji doradzały firmy Savills, Linklaters, Crido i DIL. Sprzedającego reprezentowały firmy Colliers International i MDDP.

Dwa butikowe budynki biurowe położone w południowej części Śródmieścia oferują łącznie 7500 mkw. powierzchni biurowej i handlowej. Do prestiżowego grona najemców nieruchomości należą m.in. Muzeum Historii Polski, Instytut Adama Mickiewicza, Wyższy Urząd Górniczy, a także Biuro Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorstw oraz popularne restauracje, takie jak Bazar Kocha i Nolita, jedne z najbardziej prestiżowych w Warszawie.

GalCap Europe w 2015 roku założyli dr Manfred Wiltschnigg, Marco Kohla i Paul Hallam. Firma inwestuje i zarządza aktywami w Austrii i regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Do grona jej klientów należą niemieckie fundusze emerytalne, firmy ubezpieczeniowe, inwestorzy indywidualni oraz fundusze private equity, dla których GalCap Europe pełni rolę lokalnego partnera w danym regionie.

Amhola to międzynarodowy fundusz private equity działający na rynku nieruchomości komercyjnych i mieszkaniowych w Polsce, Irlandii, Wielkiej Brytanii i Danii. W Polsce firma skupia się na inwestowaniu w nieruchomości biurowe, zlokalizowane w Warszawie w ramach Centralnego Obszaru Biznesu, które posiadają potencjał do przeprowadzenia rewitalizacji i rozbudowy.

„Nabycie obu nieruchomości to dla nas kolejny ważny krok na drodze do zbudowania zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego” – powiedział Marco Kohla, partner zarządzający GalGap Europe. „Prestiżowa lokalizacja oraz ponadczasowy charakter budynków Wilcza 46 i Mokotowska 33/35 znakomicie wpisują się w profil portfela inwestycyjnego, który konsekwentnie budujemy w regionie. Oba aktywa to doskonałe przykłady naszej strategii, opartej o budowanie wartości nieruchomości i skupionej na uznanych obiektach w najbardziej centralnych lokalizacjach, niekoniecznie z zabezpieczonymi długoterminowymi umowami najmu” – dodał.

„Transakcja ta jest znakomitym punktem startowym dla kolejnych inwestycji GalCap Europe w Polsce. Oba budynki znajdują się w najbardziej prestiżowych lokalizacjach w Warszawie, które pozostaną atrakcyjne dla najemców, będąc odporne na wzrost podaży powierzchni biurowej w przyszłości” – powiedział Marek Paczuski, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w Savills.

„Butikowe i historyczne budynki biurowe zlokalizowane w prestiżowych punktach Warszawy to atrakcyjna nisza, zarówno dla deweloperów jak i instytucjonalnych inwestorów. Podaż tego rodzaju obiektów w Warszawie jest ograniczona i są one wynajęte mniejszym najemcom, których właściciele typowych wielkopowierzchniowych budynków biurowych nie są w stanie przyciągnąć” – dodaje Hubert Iwanicki, Associate Director, dział doradztwa inwestycyjnego w Colliers International.

GPW ogłosiła dwunasty skład indeksu RESPECT

  • W skład indeksu wejdzie rekordowa liczba 31 spółek, w tym 3 nowe
  • Od pierwszej publikacji w 2009 r. RESPECT Index zwiększył wartość o 70 proc.
  • Po raz pierwszy GPW przyznała Certyfikat RESPECT

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie ogłosiła nowy skład indeksu spółek odpowiedzialnych społecznie (RESPECT Index). W wyniku przeprowadzonej weryfikacji w skład indeksu po XII edycji wejdzie 31 spółek – w tym dwie zupełnie nowe (Amrest Holding SE, CCC S.A.) oraz firma PKN Orlen S.A., która wraca do indeksu po rocznej przerwie. W tegorocznej edycji RESPECT Index liczba nowych spółek jest najwyższa w historii.

– Z roku na rok rośnie liczba spółek, które prowadzą działalności zgodnie z zasadami CSR oraz tych, które doceniają znaczenie uwzględniania czynników pozafinansowych w komunikacji z inwestorami. W XII edycji RESPECT Index znalazło się aż 31 firm. Dodatkowo, w tegorocznej edycji po raz pierwszy wprowadziliśmy certyfikat RESPECT przyznawany spółkom, które nie mogą wejść do indeksu, ale są zainteresowane potwierdzeniem spełniania najwyższych standardów biznesu odpowiedzialnego społecznie na GPW. Jednocześnie we współpracy z Urzędem Regulacji Energetyki po raz pierwszy zostaną przyznane nagrody dla spółek dbających o jakość relacji z kontrahentami. Gratulujemy wszystkim laureatom tegorocznej edycji i życzymy dalszych sukcesów w rozwoju społecznie odpowiedzialnej działalności – powiedziała Izabela Olszewska, członek zarządu GPW.

GPW przyznała po raz pierwszy certyfikat RESPECT. Nowa formuła projektu jest skierowana do spółek, które nie mogą zostać uczestnikami RESPECT Index, a chcą potwierdzić spełnianie wymogów biznesu odpowiedzialnego społecznie. Certyfikaty są przyznawane spółkom po spełnienie takich samych wymogów jak w przypadku kwalifikacji do indeksu, w szczególności poprzez wypełnienie ankiety i uzyskanie odpowiedniej liczby punktów. Pierwszą spółką, która otrzymała certyfikat jest Provident Polska.

W skład tegorocznej edycji indeksu weszło 31 spółek (w kolejności alfabetycznej):

  • Agora S.A.
  • Amrest Holidngs SE
  • Apator S.A.
  • Bank Handlowy w Warszawie S.A.
  • Bank Millennium S.A.
  • Bank Ochrony Środowiska SA
  • Bank Pekao S.A.
  • CCC S.A.
  • Budimex S.A.
  • Elektrobudowa S.A.
  • Energa S.A.
  • Fabryki Mebli „FORTE” S.A.
  • Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.
  • Grupa Azoty S.A.
  • Grupa LOTOS S.A.
  • ING Bank Śląski S.A.
  • Inter Cars S.A.
  • Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.
  • KGHM Polska Miedź S.A.
  • Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.
  • mbank S.A.
  • Orange Polska S.A.
  • PCC Rokita S.A.
  • PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.
  • PGNIG S.A.
  • PKN Orlen S.A.
  • PZU S.A
  • Santander Polska S.A.
  • Tauron PE S.A.
  • Trakcja PRKiI S.A.
  • Zespół Elektrociepłowni Wrocławskich Kogeneracja S.A.

Nowy skład RESPECT Index będzie obowiązywał od 27 grudnia 2018 r.

Spółki do indeksu są kwalifikowane na podstawie liczby uzyskanych w badaniu punktów. Średnia liczba punktów wszystkich spółek wynosiła 63,7 – nieznacznie więcej niż rok temu. W indeksie 18 spółek reprezentuje przemysł, 9 finanse i 4 usługi. W podziale na sektory średni wynik spółek reprezentujących przemysł wyniósł 65,2 pkt., finanse 64,2 pkt. oraz usługi 55,5 pkt.

Wyniki notowań indeksu RESPECT pokazują, że spółki tworzące ten wskaźnik charakteryzują się wyższą stopą zwrotu niż przeciętna rynkowa wyrażona indeksem WIG. Od listopada 2009 roku do grudnia 2018 r., w ciągu dziewięciu lat istnienia indeksu, zwiększył on swoją wartość o 70 proc. W tym czasie indeks szerokiego rynku WIG wzrósł o 47% a WIG20 spadł o 4%.

RESPECT Index to pierwszy w Europie Środkowo-Wschodniej indeks spółek odpowiedzialnych. Projekt został wprowadzony przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie w 2009 roku, kiedy ogłoszono pierwszy skład Indeksu. RESPECT Index obejmuje swoim portfelem polskie i zagraniczne spółki z Głównego Rynku GPW. Do indeksu aspirować mogą spółki o najwyższej płynności, czyli wchodzące w skład indeksów WIG20, mWIG40 lub sWIG80. Trafiają do niego firmy, które przechodzą trzystopniową weryfikację prowadzoną przez GPW i Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych, prowadzące w nienaganny sposób komunikację z rynkiem poprzez raporty bieżące i okresowe oraz swoje strony internetowe. Trzecim warunkiem jest odpowiedzialne społecznie zachowanie wobec środowiska, społeczności i pracowników, które jest analizowane na podstawie ankiety weryfikowanej przez audytora projektu. Zgodnie z obecną formułą, badanie spółek i rewizja składu indeksu jest przeprowadzana raz w roku, w jego drugiej połowie. Udziały spółek w indeksie są określane na takich samych zasadach, jak w przypadku innych indeksów giełdowych – pod uwagę brane są akcje w wolnym obrocie, przy czym wagi największych spółek są ograniczane do 25 proc., gdy liczba uczestników jest mniejsza niż 20 spółek, lub do 10 proc. w pozostałych przypadkach.

Badanie IBM: połowa Polaków ufa sztucznej inteligencji

Choć obecnie w Polsce bezpośrednie doświadczenia ze sztuczną inteligencją ma zaledwie 23 proc. osób, to ponad 80 proc. z nas oczekuje szerszego zastosowania tej innowacji już w ciągu najbliższych 3 lat – wynika z badania opinii i postaw społecznych wobec sztucznej inteligencji przeprowadzonego na zlecenie IBM.

O sztucznej inteligencji słyszeli już niemal wszyscy, a dokładniej 92 proc. Polaków, ale jeszcze stosunkowo niewielka część społeczeństwa, bo zaledwie jedna czwarta, zetknęła się z tą innowacją bezpośrednio. Nie wpływa to jednak na nasze spore oczekiwania wobec sztucznej inteligencji. Aż 8 na 10 Polaków spodziewa się szerszego zastosowania sztucznej inteligencji w ciągu najbliższych 3 lat – wynika z najnowszego badania opinii społecznej przeprowadzonego na zlecenie I+-BM przez ośrodek badawczy NMS Market Research.

W naturalny sposób wykorzystanie sztucznej inteligencji w codziennym życiu jest najbardziej oczywiste dla młodych osób w wieku 18-24 lata, biegłych w korzystaniu z najnowszych technologii. To właśnie przedstawiciele „generacji Z” w największym stopniu przewidują rozwój sztucznej inteligencji w nadchodzących latach (88 proc.). Co ciekawe, takie odpowiedzi pojawiały się równie często wśród respondentów
w wieku 55-65 lat (84 proc.). Największe korzyści płynące z zastosowania sztucznej inteligencji widzimy w branży elektronicznej (70 proc. wskazań), ogólnie rozumianym przemyśle (47 proc.), a także w przypadku rozwoju sieci społecznościowych czy internetu (35 proc.). Prawie jedna trzecia Polaków wskazuje, że sztuczna inteligencja w pozytywny sposób przyczyni się także do rozwoju medycyny.

Sztuczna inteligencja wyczekiwana w opiece zdrowotnej

Już teraz 4 na 10 mieszkańców Polski z chęcią widziałoby wykorzystanie systemów sztucznej inteligencji jako wsparcia dla lekarzy przy wyborze skutecznego leczenia. Nasze zaufanie do sztucznej inteligencji w tym obszarze jest jednak ograniczone
i zakłada jedynie pomoc specjalistom, a nie podejmowanie niezależnych decyzji. Tylko 37 proc. Polaków powierzyłoby postawienie diagnozy sztucznej inteligencji zamiast lekarzowi, a w przypadku wyboru sposobu leczenia ta liczba jest jeszcze mniejsza (26 proc.).

Oczywiście Polacy widzą więcej korzyści płynących z rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję w codziennym życiu. Jako największe ich zalety wskazują łatwiejsze wykonywanie obowiązków domowych oraz łatwiejsze podróżowanie, a także bardziej efektywną pracę.

Jarosław Szymczuk, Dyrektor Generalny, IBM Polska i Kraje Bałtyckie
Jarosław Szymczuk, Dyrektor Generalny, IBM Polska i Kraje Bałtyckie

„W Polsce i innych krajach Europy Środkowej w ciągu ostatnich trzydziestu lat zaszły olbrzymie zmiany. Efektem gigantycznego skoku w rozwoju gospodarczym jest otwartość ludzi na nowe technologie, również zastosowanie sztucznej inteligencji.
W IBM jesteśmy przekonani, że rozwiązania oparte o sztuczną inteligencję pomogą polskim firmom tworzyć innowacje, pobudzą wzrost koniunktury i otworzą możliwości działania na nowych rynkach” –
mówi Jarosław Szymczuk, Dyrektor Generalny, IBM Polska i Kraje Bałtyckie.

Jakie nastawienie do sztucznej inteligencji mają inni mieszkańcy Europy?

Badanie na zlecenie IBM zostało przeprowadzone we wrześniu i październiku tego roku na reprezentatywnej grupie 1521 osób w wieku 18-65 lat z Polski, Czech
i Węgier. Jego celem było porównanie nastawienia mieszkańców poszczególnych krajów do sztucznej inteligencji. Okazało się, że uczestnicy badania pokładają spore nadzieje w tej innowacji, a najbardziej otwarci w kwestiach sztucznej inteligencji
w naszym regionie Europy są Węgrzy. Blisko dwie trzecie przedstawicieli tej nacji ufa rozwiązaniom opartym o sztuczną inteligencję, podczas gdy wśród Czechów ten odsetek stanowi 56 proc. Najbardziej sceptyczni w tym zestawieniu okazali się Polacy (53 proc.).badanie IBM

Opinie mieszkańców i przedstawicieli biznesu

Powyższe opinie w zestawieniu z wynikami wcześniejszych badań przeprowadzonych przez IBM Institute for Business Value wśród 5 tys. menedżerów najwyższego szczebla z całego świata pozwalają na ciekawe porównania. Raport opublikowany we wrześniu tego roku wskazuje na znaczącą zmianę w postrzeganiu sztucznej inteligencji przez liderów rynku w kontekście generowania wartości biznesowej i wzrostu przychodów. Dane udostępnione przez IBM pokazują, że 82 proc. firm i 93 proc. przedsiębiorstw o najlepszych wynikach rozważa wdrożenie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji lub już to robi z myślą o zwiększeniu zysków.

Nowa inwestycja Angel City Wrocław z pozwoleniem na budowę

Nowa inwestycja – Angel City Wrocław

Rozpoczęły się prace budowlane przy realizacji Angel City – nowej, prestiżowej inwestycji na mapie Wrocławia. Zaprojektowany w Londynie budynek powstanie na Przedmieściu Oławskim przy zbiegu ul. Walońskiej i Traugutta, tuż obok apartamentowców Angel Wings i Angel River.

Ron Ben Shahar w Angel Care
Ron Ben Shahar, partner Angel Poland Group

Angel Poland Group, deweloper prężnie działający we Wrocławiu, przygotowuje się do realizacji kolejnej inwestycji. To już pewne, że obok Angel Wings i niedawno ukończonego Angel River powstanie Angel City. Inwestor otrzymał pozwolenie na budowę. Prace ziemne rozpoczęły się w grudniu. Sprzedaż mieszkań zostanie uruchomiona w pierwszym kwartale 2019 roku, natomiast zakończenie budowy zaplanowano na II kwartał 2021 roku. – Poza samym projektem jednym z największych atutów inwestycji jest jej lokalizacja. To centrum miasta, ale w sąsiedztwie terenów rekreacyjnymi, realizowanych w ramach rewitalizacji nabrzeży rzeki Oławy – podkreśla Ron Ben Shahar, partner grupy deweloperskiej Angel Poland.

Angel City to budynek, który powstanie przy skrzyżowaniu ul. Traugutta z Walońską. Od Traugutta Angel City będzie 6-piętrowy, zaś od strony Walońskiej – 9-piętrowy. W Angel City powstanie 370 mieszkań o zróżnicowanych układach i metrażach. Zdecydowana większość z tarasami, balkonami lub loggiami.

W Angel City, podobnie jak w apartamentowcach Wings i River, każdy znajdzie coś dla siebie. Zaprojektowaliśmy różne typy mieszkań, od kameralnych – jednopokojowych, aż po komfortowe, stumetrowe apartamenty z widokami na południe Wrocławia. Mieszkańcy podobnie jak w nowo wybudowanym Angel River, będą mogli liczyć na wiele udogodnień w obiekcie. Przewidziano również prawie 2000 mkw. powierzchni usługowej na parterze budynku – zapowiada Natalia Sawicka, dyrektor sprzedaży i marketingu Angel Poland Group – obszar Zachód.

Coraz większe zapotrzebowanie na biura w Warszawie

Zapotrzebowanie na biura w Warszawie jest coraz większe, rośnie również absorpcja nowej powierzchni, wskaźnik pustostanów maleje, a na rynku odnotowywany jest wzrost czynszów i zwiększenie wolumenu inwestycji. W przyszłym roku miasto powinno jeszcze bardziej umocnić swoją pozycję biurowego lidera CEE. Zatem – dlaczego Warszawa?

Warszawa to lider regionu Europy Środkowo-Wschodniej pod względem wzrostu ekonomicznego oraz dojrzałości rynku biurowego. Mocna koniunktura gospodarcza pozwala na dalszy optymizm.

Dlaczego właśnie tutaj?

Warszawa, jako biznesowa stolica regionu CEE, jest chętnie wybierana przez globalnych gigantów technologicznych, takich jak Facebook, Google i Samsung, wiele firm doradczych, w tym Deloitte, EY, KPMG i PWC oraz inne międzynarodowe i polskie korporacje. Co więcej, oprócz firm już tu obecnych, na Warszawę decydują się kolejni światowi gracze, czego świetnym przykładem są inwestycje banków J.P. Morgan czy Standard Chartered.

Anna Młyniec, JLL
Anna Młyniec, JLL

„Dzięki doskonałej marce, dynamicznemu wzrostowi PKB rok do roku, znaczącym zmianom infrastrukturalnym i największej puli talentów w Polsce, Warszawa nadal z powodzeniem przyciąga międzynarodowe firmy. Warto przy tym podkreślić, że stołeczna gospodarka ewoluuje w kierunku zaawansowanych usług, w szczególności z obszaru bankowości i finansów, ubezpieczeń, doradztwa, mediów, a także sektora technologicznego. Atrakcyjność inwestycyjna miasta może być dodatkowo wzmocniona dzięki awansowi Polski do grona państw rozwiniętych w indeksie FTSE Russsell”, komentuje Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL.

Atrakcyjność inwestycyjna Warszawy jest nierozerwalnie związana z różnorodnym rynkiem biurowym, który jest w stanie odpowiedzieć na oczekiwania każdej firmy. Może to być globalny gigant poszukujący najnowocześniejszego biura w prestiżowej lokalizacji, średniej wielkości korporacja, która koncentruje się na kwestii najkorzystniejszych dojazdów do pracy dla pracowników, mała firma, potrzebująca lokalizacji blisko swoich kluczowych klientów, a także start-up lub freelancer, dla których kluczowe są efekty synergii w środowisku coworkingowym. W Warszawie jest miejsce dla wszystkich.

Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL

“Warszawę cechuje niezwykle wysoka aktywność najemców, co pomaga wyjaśnić fenomen tak wysokiego wzrostu nowoczesnych zasobów biurowych. Aktualnie stolica oferuje 5,4 mln mkw. biur, a kolejne 740 000 mkw. powierzchni jest w budowie z datą finalizacji do 2021 roku. Mimo że najwięcej nowej podaży trafi na rynek w 2020, to Warszawę charakteryzuje wyjątkowa chłonność i równowaga pomiędzy podażą i popytem”, wyjaśnia Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Na koniec 2017 roku firmy zajmowały w stolicy o 360 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej więcej niż rok wcześniej, co było drugim najlepszym wynikiem wśród europejskich miast. Lepszy rezultat osiągnał jedynie Paryż – 440 000 mkw. Warto jednak zauważyć, że ma on około 10-krotnie większą ilość całkowitej powierzchni biurowej.

„W ujęciu procentowym, patrząc na chłonność versus podaż, Warszawa zajmuje zdecydowanie pierwszą pozycję, deklasując zachodnioeuropejskie miasta, takie jak np. Dublin, Frankfurt, Bruksela, Madryt, Barcelona, Berlin czy Lizbona, które są postrzegane jako niezwykle konkurencyjne lokalizacje”, dodaje Mateusz Polkowski.

Dlaczego teraz?

“Wysoka aktywność deweloperska jest podtrzymywana przez ciągle rosnące zapotrzebowanie na powierzchnię biurową. Od 2015 zainteresowanie najemców biurami stale rośnie, a tylko pomiędzy pierwszym a trzecim kwartałem tego roku na stołecznym rynku wynajęto 632 000 mkw. powierzchni. Mocna kondycja stołecznego rynku biurowego wynika częściowo z dużego zróżnicowania najemców. Szczególnie aktywne są firmy z sektora usług biznesowych, doradztwa, bankowości, ale też operatorzy elastycznych przestrzeni biurowych”, dodaje Anna Młyniec.

Poziom pustostanów w Warszawie pozostaje w tendencji spadkowej i pod koniec III kwartału 2018 wyniósł 10%. W centralnych regionach wynosi 6,6%, co jest najniższym wynikiem od 2012 roku.

Najwyższe czynsze transakcyjne wzrosły w centralnych częściach Warszawy ze względu na wysoki popyt, niski wskaźnik pustostanów (który jest znacznie poniżej średniej dla całego miasta) oraz rosnące koszty budowy (wzrost średnio o 15-20% w porównaniu z 2012 r.). W szerokim centrum czynsze dla najlepszych nieruchomości wynoszą od 17 euro do 23,5 euro / mkw. /miesiąc, a poza nim od 11 euro do 15 euro/ mkw. / miesiąc.

“Stawki czynszowe w Warszawie osiągnęły już najniższy możliwy poziom. W tym momencie naturalną konsekwencją spadającego współczynnika pustostanów, zwłaszcza w centralnych obszarach Warszawy, oraz rosnącymi kosztami pracy (wzrost o ok. 30% od 2012), jest presja na wzrost czynszów w najbliższej przyszłości. Potwierdza to badanie przeprowadzone na terenie całej Europy, które wskazało, że Warszawa znajduje się w czołówce miast, gdzie te czynniki powinny przyspieszyć  podniesienie stawek czynszowych”, podsumowuje Mateusz Polkowski.

Więcej informacji na temat rynku biurowego w Warszawie i jego przyszłości można znaleźć w najnowszym raporcie JLL Why Warsaw? Why now?

Trend m-commerce przyspiesza. 4 na 10 polskich e-konsumentów kupi prezenty świąteczne na smartfonie

  • Trend m-commerce przyspiesza. Już niemal co drugi polski internauta (45%) kupuje mobilnie przynajmniej raz w tygodniu.
  • Tę formę płatności doceniamy szczególnie w okresie przedświątecznym, najchętniej kupując prezenty w domowym zaciszu.
  • Dla polskich e-konsumentów największymi zaletami zakupów z wykorzystaniem telefonu są szybkość (63%) oraz płatności one-click (33%).

Mastercard opublikował wyniki europejskiego badania na temat popularności zakupów internetowych dokonywanych na urządzeniach mobilnych. Wynika z niego, że zakupy na smartfonie stają się coraz powszechniejsze wśród polskich internautów, a ich szybkość i wygoda są szczególnie doceniane w okresie przedświątecznym.

Popularność zakupów internetowych stabilnie rośnie. Jednym z czynników, który to determinuje, jest możliwość ich realizacji również na urządzeniach mobilnych. To forma, po którą coraz częściej sięgają polscy e-konsumenci. W badaniu Mastercard już 68% z nich uznało, że zdarza im się robić zakupy w ten sposób co najmniej okazjonalnie. Natomiast już ponad co dziesiąty (13%) badany deklaruje, że robi internetowe zakupy wyłącznie na smartfonie.

Szybkość i wygoda w cenie

Niemal co piąty internauta (18%) deklaruje w badaniu Mastercard, że kupuje mobilnie częściej niż raz w tygodniu, co jest najwyższym wynikiem w Europie, a raz w tygodniu – 27%. Ogólnie zatem już niemal co drugi (45%) polski e-konsument robi zakupy w ten sposób raz w tygodniu lub częściej, a wyższe wskaźniki odnotowano jedynie w dwóch krajach – w Niemczech i Wielkiej Brytanii (po 48%).

Spośród wszystkich transakcji realizowanych przez ankietowanych z Polski już co czwarta (25%) jest dokonywana mobilnie. Pod względem koszyka mobilnych zakupów prym w Europie wiodą Niemcy (31%), zaś stawkę zamykają Rosja i Francja (po 20%).

Internetowe zakupy w telefonie Polacy doceniają przede wszystkim za szybkość (63% wskazań, najwięcej w Europie). Kupowanie w ten sposób nie wymaga już nie tylko podróżowania i osobistego odwiedzania sklepu, ale nawet czekania na uruchomienie komputera. Ten ostatni ustępuje więc miejsca telefonowi – urządzeniu, które zawsze mamy pod ręką. Drugą najczęściej wymienianą zaletą (33%) są płatności typu „one-click”. Dziś polscy konsumenci mogą płacić online bez konieczności wpisywania danych do logowania do banku, ani długich kodów liczbowych. Pozwalają na to portfele cyfrowe, takie jak Masterpass, które, umożliwiając bezpieczne zapisanie w nich danych karty płatniczej, maksymalnie upraszczają płatność. Trzecią zaletą m-commerce wymienianą przez ankietowanych jest prostsza nawigacja (24%), zapewniana np. przez responsywne strony WWW czy aplikacje zakupowe.

Ominąć przedświąteczne kolejki

Zalety mobilnych zakupów internetowych są szczególnie doceniane w czasie przedświątecznej gorączki. Już prawie 4 na 10 polskich internautów (38%) deklaruje, że w tym roku kupi mobilnie znaczną część świątecznych prezentów. Pod tym względem w Europie najbardziej postępowi są Włosi (48%), a konserwatywni – Holendrzy, spośród których 46% nie zrobi przed świętami żadnych mobilnych zakupów.

Jak pokazują badania[1], kolejki są jednym z najbardziej frustrujących elementów wizyty w sklepie. Zakupy mobilne stanowią odpowiedź na tę bolączkę, ponieważ umożliwiają wygodną realizację transakcji w dowolnym miejscu i czasie, pozwalając jednocześnie uniknąć tracenia czasu w kolejkach do kas. Zgodnie z wynikami badania Mastercard polscy internauci najczęściej kupują mobilnie w domowym zaciszu, na kanapie (82%) lub w łóżku (33%). Niemal połowa (49%) e-konsumentów robi takie zakupy w dni robocze między 17:00 a 21:00. To pokazuje, że m-commerce pozwala również poradzić sobie z innym problemem, jakim są ograniczone godziny otwarcia sklepów stacjonarnych.

W okresie przedświątecznym jesteśmy szczególnie „zabiegani”. W efekcie co piąty ankietowany (21%) kupuje mobilnie prezenty będąc w pracy lub na uczelni, zaś 40% robi to między godziną 12:00 a 17:00, czyli w godzinach tradycyjnie zarezerwowanych na pracę. Możliwość kupowania w biegu, między jedną czynnością a drugą, sprawdza się również m.in. podczas czekania na autobus lub pociąg, kiedy to robienie zakupów deklaruje 11% badanych.

„Jesteśmy świadkami tego, jak zyskujący na znaczeniu sektor m-commerce rewolucjonizuje sposób, w jaki kupujemy. Smartfon stał się centrum dowodzenia naszym codziennym życiem, więc to naturalne, że coraz częściej wykorzystujemy go także do internetowych zakupów. Za potrzebami współczesnych konsumentów nadążają też szybkie i wygodne płatności cyfrowe, dostosowane do ery mobilnej. Zakupy i płatności w telefonie pozwalają nam oszczędzać czas. Dzięki temu więcej bezcennych chwil możemy spędzać z naszymi najbliższymi, co w okresie świąt jest szczególnie ważne” – mówi Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny polskiego oddziału Mastercard Europe.

Do m-koszyka: ubrania, książki i elektronika

Polscy internauci kupują na smartfonach najczęściej ubrania i akcesoria (54%), przedmioty związane z kulturą – książki, bilety do kina, teatru i na koncerty (44%) oraz elektronikę (43%). Coraz częściej posiadaczom telefonów zdarza się w ten sposób płacić za bilety komunikacji miejskiej (34%) oraz za parkingi (20%).

Przy zakupach mobilnych polscy internauci chętnie korzystają z aplikacji na telefon. Deklaruje tak 81% ankietowanych w badaniu Mastercard, co jest drugim najwyższym wskaźnikiem w Europie, po Hiszpanii i Rosji (83%). Większość respondentów (64%) wskazała, że w ciągu ostatniego roku korzystała z 2-5 aplikacji zakupowych. Ideą ich użycia jest zwiększenie wygody i bezpieczeństwa kupowania w telefonie.

Telefonem płacimy za zakupy online i offline

Konsumentom coraz trudniej jest wyobrazić sobie zakupy bez smartfona. Oprócz używania go w e‑commerce, coraz częściej Polacy wykorzystują go także do płatności zbliżeniowych w sklepach fizycznych. Umożliwiają to popularne portfele cyfrowe, takie jak Google Pay czy Apple Pay, oraz mobilne aplikacje banków w standardzie HCE, w których można bezpiecznie zapisać swoją kartę płatniczą. Umożliwia to technologia tokenizacji, realizowana w usłudze MDES (Mastercard Digital Enablement Service).

Według najnowszych danych branżowych[2] już ponad 1,8 mln wydanych w Polsce kart płatniczych zostało zapisanych w urządzeniach mobilnych, czyli 3-krotnie więcej niż jeszcze rok temu. Co więcej, już 36% ankietowanych użytkowników kart[3] w Polsce uważa mobilne płatności zbliżeniowe za wygodne, 39% za szybkie, zaś 37% za bezpieczne.

Telefon daje także możliwość robienia zakupów wielokanałowo, np. kiedy w sklepie tradycyjnym chcemy zapłacić online. Tak działa właśnie rozwiązanie Carrefour Scan&Go. Dzięki niemu konsument może podczas zakupów samodzielnie skanować telefonem kody produktów, a następnie zapłacić za nie w aplikacji, korzystając z portfela cyfrowego Masterpass.

[1] „Czy Polacy są gotowi na sklepy bez kas?”, MAISON dla Mastercard, 2017 r.

[2] Raport PRnews.pl: Liczba mobilnych kart zbliżeniowych HCE w III kw. 2018 r.

[3] Badanie POLASIK Research przeprowadzone na reprezentatywnej grupie Polaków korzystających z płatności zbliżeniowych, maj 2018.

Porozumienie Ministerstwa Cyfryzacji i GPW w sprawie wykorzystania technologii blockchain

  • Ministerstwo Cyfryzacji oraz GPW podpisały porozumienie na rzecz wykorzystania technologii blockchain na rynku kapitałowym. 
  • Współpraca z GPW wesprze działania Ministra Cyfryzacji w zakresie wdrażanie projektów cyfryzacji państwa wykorzystujących technologię blockchain

Ministerstwo Cyfryzacji i Giełda Papierów Wartościowych zawarły porozumienie w sprawie współpracy w obszarze zastosowań technologii blockchain w przestrzeni publicznej. Celem porozumienia jest zwiększenie wykorzystania technologii blockchain na rynkach kapitałowych, a następnie wdrożenie analogicznych rozwiązań tam, gdzie mogą ona poprawić wydajność, skuteczność i produktywność procesów w gospodarce i w administracji.

Współpraca Ministra Cyfryzacji i GPW może stanowić podstawę wypracowania propozycji wymagań dla projektów realizowanych z użyciem technologii blockchain oraz otwartych danych publicznych, co wpisuje się w megatrendy technologiczne (w tym np. sztuczną inteligencję czy internet rzeczy).

Marek Dietl, prezes Zarządu GPW
Marek Dietl, prezes Zarządu GPW

Poprzez podpisane dzisiaj porozumienie, GPW deklaruje istotne wsparcie w procesie cyfryzacji państwa. Do tej pory, zaledwie 5 proc. spośród najważniejszych giełd na świecie zastosowało blockchain, zaś 70 proc. pracuje nad wdrożeniem tej technologii. Skupiając się na jej implementacji, mamy szansę znaleźć się w światowej awangardzie. Na rynku kapitałowym, blockchain może stać się istotnym elementem funkcjonowania rynku obligacji i pożyczek, nowego rynku prywatnego, systemów post trade, e-votingu czy rozliczania transakcji online – powiedział Marek Dietl, prezes zarządu GPW.

Wśród najważniejszych priorytetów Ministra Cyfryzacji i GPW jest opracowanie standardów bezpieczeństwa w obrocie gospodarczym i w administracji publicznej, stworzenie środowiska testowego (sandbox), służącego ewaluacji nowych rozwiązań dla administracji publicznej i gospodarki, a także opracowanie wymagań dla rozwiązań, obejmujących tokenizację dokumentów, papierów wartościowych i praw, wspierających bezpieczeństwo i skuteczność obrotu gospodarczego oraz procesów w administracji.

Blockchain jest technologią umożliwiającą zawieranie transakcji, przechowywanie lub organizowanie informacji w sposób transparentny i bezpieczny. Dzięki wykorzystaniu kryptografii transakcje zawierane za pośrednictwem blockchaina nie wymagają weryfikacji przez instytucje pośredniczące. Można też dysponować niezawodnym systemem identyfikacji. Zastosowania blockchain będą się przyczyniać do stworzenia w Polsce przyjaznego i bezpiecznego środowiska dla nowych firm technologicznych.

Właściciele aut z dużymi silnikami zapłacą większe podatki

Zapowiedź nowych regulacji padła podczas szczytu klimatycznego COP24 w Katowicach. Premier Mateusz Morawiecki nie przedstawił szczegółów rozwiązania, ale prace nad nim już trwają. Na cenzurowanym znajdą się pojazdy o pojemności skokowej silnika wynoszącej co najmniej 2000-2500 cm³. Nie mają one dużego udziału w rynku. Jednak, zdaniem Jakuba Farysia, prezesa Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, takie regulacje nie przyniosą więc istotnych zmian dla środowiska i budżetu państwa. Lepiej wzorować się na krajach UE, w których już obowiązuje zasada „więcej trujesz, więcej płacisz”. 

Ministerstwo Finansów pracuje nad zmianami podatkowymi, które mają zniechęcić Polaków do kupowania pojazdów o dużych pojemnościach silników, tj. tych powyżej 2-2,5 litra. Z zapowiedzi wynika, że nowe regulacje zostaną wprowadzone na przestrzeni lat. O takich planach poinformował premier Mateusz Morawiecki podczas szczytu klimatycznego COP24 w Katowicach.

Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego
Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego

– Rozumiem, że zapowiedź pana premiera była w kontekście czystości powietrza i środowiska. Krótko mówiąc, chcemy mniej truć i przyjmujemy założenie, że samochody z dużymi silnikami, tj. o większej pojemności, a jeszcze nie wiemy, jaka będzie to granica, szkodzą bardziej. Jednak w Polsce takich aut w parku samochodów osobowych jest mniej niż 10% – zaznacza Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Z analiz PZPM wynika, że rejestracje nowych samochodów z silnikiem co najmniej dwulitrowym stanowią zaledwie kilka procent rynku. Wśród nich są również auta hybrydowe różnych producentów. W przypadku używanych pojazdów, wspomniany odsetek jest nieco większy i prawdopodobnie przekracza 10%.

– Problem nie leży w dużej pojemności, a w jakości obecnego parku samochodowego w Polsce i braku rozwiązań, które będą promowały zakup nowszych pojazdów. Samochód z normą Euro 6, w tym hybrydy z silnikiem 2,3 czy 2,5 litra, są znacznie bardziej przyjazne środowisku niż dwunastoletni diesel 1,8 czy 1,9 –  stwierdza prezes Faryś.

Co roku do Polski przybywa ok. 400 tys. samochodów, które są starsze niż 10 lat. Przynajmniej połowa z nich posiada silniki wysokoprężne, często bez filtra DPF lub z wyciętym DPF-em. To niewątpliwie obszar, w którym można znaleźć przyczynę smogu i zanieczyszczonego powietrza.

– Premier wypowiedział tylko kilka zdań o tych planach. Moim zdaniem, wprowadzenie tego podatku będzie miało bardzo mały efekt z punktu widzenia czystości środowiska. Tego samego możemy się spodziewać w przypadku wpływów do budżetu – dodaje Jakub Faryś.

W większości państw UE obowiązują już daniny oparte o parametry emisyjne. Ich wysokość jest uzależniona od różnych parametrów, np. od normy CO2. Ponadto są różnego rodzaju zachęty. Dla przykładu we Francji funkcjonuje system bonus malus. Osoba kupująca samochód o mniejszej emisji dwutlenku węgla dostaje premię od państwa.

– Podatki unijne są zróżnicowane, ale jest żelazna, podstawowa zasada – im więcej trujesz, tym więcej płacisz. Nie należy więc skupiać się na jednej grupie pojazdów, np. z silnikami powyżej 2-2,5 litra, bo to nie rozwiąże problemu. Jeżeli chcemy osiągnąć efekt ekologiczny, to sięgnijmy po projekt zmiany ustawy o podatku akcyzowym, który od dłuższego czasu czeka w sejmie. On bowiem zakłada powyższe rozwiązanie – informuje Jakub Faryś.

Park pojazdów w Polsce zdecydowanie wymaga odświeżenia i powinno to wydarzyć się w miarę szybko. Jednak zamknięcie granic przed poszczególnymi grupami pojazdów nie będzie sensowne. Należy wprowadzić rozwiązania, które będą zachęcały do kupowania nowszych aut.

– Pamiętajmy, że jesteśmy narodem niezamożnych ludzi. Wyobrażenie, że nagle np. 80% kupujących ruszy do salonów po nowe auta, jest mało realne i kompletnie oderwane od rzeczywistości. Natomiast z całą pewnością możemy wprowadzić system „więcej trujesz, więcej płacisz” – podsumowuje prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Większość kasjerów zadowolona z zakazu handlu w niedzielę

Decyzję rządu o ograniczeniu handlu w niedzielę uznaje za dobrą dla siebie aż 71% kasjerów, którzy wzięli udział w III już edycji badania platformy TakeTask. To samo wykazała poprzednia analiza. Po raz drugi ubyło przeciwników wśród osób bezdzietnych, a przybyło ich w gronie rodziców. Zatarła się między nimi różnica. W dużych miastach wzrósł odsetek pracowników, którzy nie zauważają, by zyskali więcej wolnego czasu, a w małych i średnich ośrodkach – zmalał. 45% wszystkich respondentów deklaruje, że pasuje im praca w niedzielę. I tu ostatnio nastąpił wzrost. Natomiast w każdej edycji zwiększa się udział sprzedawców twierdzących, że ich miesięczne zarobki wcale się nie zmniejszyły. Od samego początku bardzo zawęziła się grupa ludzi niezdecydowanych co do tego, czy zamiast wolnego dnia woleliby mieć wyższą stawkę godzinową.

Ogólny poziom poparcia dla ograniczenia handlu w niedzielę wśród kasjerów i kasjerek od drugiej edycji badania utrzymuje się na identycznym, bardzo wysokim poziomie – 71%. Tylko za pierwszym razem było ich 56%. Odsetek przeciwników wynosił na początku 28%, potem spadł do 22%. Obecnie jest to 25%. Zatem w tym zakresie tak naprawdę niewiele się zmieniło.

– Początkowo, tj. w I i II fali badania, wśród bezdzietnych respondentów odsetek przeciwników zakazu handlu był ponad dwukrotnie wyższy niż w gronie rodziców. Obecnie w obu grupach niezadowolenie deklaruje jedna czwarta badanych. Osoby niemające dzieci raczej uważały, że zmiana nie była dedykowana dla nich. Ponadto obawiały się obniżki zarobków. Jednak z czasem dostrzegły więcej zalet nowego rozwiązania. Z kolei różnica w opiniach matek i ojców wynikała z malejącego udziału niezdecydowanych – informuje Sebastian Starzyński, prezes zarządu platformy TakeTask.

Natomiast 76% ankietowanych przyznało, że w co drugą niedzielę zyskało więcej czasu dla siebie, rodziny i znajomych w porównaniu z okresem sprzed marca br. W II edycji badania ten odsetek wyniósł 81%, a w I fali był na poziomie 66%. Z analizy wynika również, że następuje stały wzrost osób niezgadzających się z tym stwierdzeniem wśród mieszkańców dużych miast. Najpierw było ich 19%, potem 24%, a obecnie jest to 28%. Jednocześnie ciągle maleje grupa mieszkańców średnich i małych miast, którzy nie zgadzają się z ww. opinią. Kolejno było ich 24%, 14% i ostatnio 13%.

– W dużych ośrodkach jest inne tempo życia. Ponadto więcej osób potrzebuje elastyczności zatrudnienia. Wśród nich są studenci. Oni też wybierają branże pozwalające na dopasowanie czasu pracy z zajęciami na uczelni. W średnich i małych miastach jest nieco inna specyfika handlu. Nie ma aż tylu placówek. Z drugiej strony, tam zwykle mniej pracowników potrzebuje niestandardowych rozwiązań. I z tego wynika większość różnic w deklaracjach obu grup – komentuje Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu.

Z kolei 45% respondentów stwierdziło, że praca w niedzielę im pasuje. Sebastian Starzyński zwraca uwagę na postawy mieszkańców dużych miast. Oni częściej niż w ubiegłych edycjach badania wskazywali „tak”. Nastąpił wzrost z 39% (I fala) i 38% (II fala) do 59%. Tym osobom może bardziej zależeć na braniu dni wolnych w środku tygodnia, by załatwić wiele spraw, m.in. w urzędach, na spokojnych zakupach czy też w szkołach w przypadku wychowywania dzieci. I dlatego chętniej przychodziłyby one do pracy w niedzielę.

– Nie każdy chce być zatrudniony na pełny etat w tych samych godzinach przez 5 dni w tygodniu. Handel stwarza spory wybór pod tym względem. Dla przykładu, w Niemczech dużo kobiet, które są po urlopie macierzyńskim, ceni sobie możliwość pracy w niedzielę. Dla nich jest to sposób na stopniowy powrót do aktywności zawodowej. I podobnie może być w Polsce – podkreśla Maciej Ptaszyński.

Jeszcze przed marcem br. prognozowano, że jednym ze skutków wprowadzenia nowych przepisów będzie zmniejszenie miesięcznych zarobków pracowników handlu. W pierwszym badaniu nie zgodziło się z tym stwierdzeniem 37%, a w drugim – już 56%. Ostatnio ta grupa powiększyła się do 62%, co było wynikiem spadku udziału respondentów niemających zdania. W ostatniej fali niezdecydowanych zostało tylko 10%. W opinii Sebastiana Starzyńskiego, potencjał do zmiany poglądów jest już dość niewielki, oczywiście o ile nie odwróci się sytuacja na rynku pracy.

– Na wątek wynagrodzeń nie należy patrzeć tylko przez pryzmat ograniczenia handlu. Z pewnością nie jest on kluczowy. W tym momencie mamy do czynienia z dobrą koniunkturą gospodarczą i z rynkiem pracownika. To przekłada się na oferowanie wyższych stawek, również dla kasjerów. Kandydaci do pracy i już zatrudnieni mają najlepsze możliwości negocjacyjne od lat – stwierdza dyrektor generalny PIH.

Jak zauważa dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, walczące o rynek sklepy dyskontowe bardzo mocno podniosły poprzeczkę wynagrodzeniową. W tej chwili podstawowe pensje są kalkulowane między 3500 a 4000 zł brutto. Inne formaty handlowe, szczególnie supermarkety, również podniosły płace. W wielu przypadkach były to podwyżki o ok. 500 zł brutto. I dlatego kasjerzy mogą dobrze oceniać swoją sytuację zarobkową.

– W okresie letnim zaobserwowaliśmy wzrost liczby osób, które deklarowały konieczność dodatkowej pracy w sobotę do późna lub bardzo wcześnie w poniedziałek. Teraz sytuacja wygląda inaczej. Wyraźnie widać to w dużych miastach. Poprzednio 36% ich mieszkańców nie zgadzało się z takim stwierdzeniem, a ostatnio – 59%. Wzrost jest wynikiem zmniejszenia się ilości osób potwierdzających niekorzystne sytuacje. To dobry sygnał, że sieci coraz lepiej sobie radzą z organizacją pracy przed i po wolnych niedzielach  – ocenia prezes zarządu platformy TakeTask.

Ankietowani po raz kolejny odpowiedzieli też na pytanie o to, czy zamiast wolnego dnia wolą wprowadzenie 2,5 razy wyższej stawki godzinowej we wszystkie niedziele. W tej kwestii opinie w dalszym ciągu się polaryzują. Od I do III edycji badania odsetek zwolenników tego pomysłu wzrósł z 43% do 53%, a przeciwników przybyło z 29% do 39%. Już tylko 8% respondentów nie ma zdania. I od samego początku ich udział spadł aż o 20%.

– Dla mnie akurat zaskakujący jest wzrost liczby przeciwników wśród osób bezdzietnych, najpierw z 23% do 25%, a następnie – do 32%. Ponadto zwiększyło się poparcie dla tego pomysłu w grupie rodziców, z 39% do 41%, a ostatnio – do 52%. Znacznie wyższa stawka za niedzielną pracę może być atrakcyjną opcją również dla części matek i ojców, dla których byłaby okazją do poprawienia sytuacji finansowej w gospodarstwie domowym – wskazuje Sebastian Starzyński.

Jednak, według opinii dr. Falińskiego, wprowadzenie 2,5 razy wyższej stawki godzinowej w Polsce jest nierealne. Ekspert przypomina, że zwolennikiem tej koncepcji był przede wszystkim OPZZ. Ale wizja ewentualnej zmiany prawdopodobnie wystraszyła pracodawców. Obecnie większość formatów handlowych konkuruje przecież z dyskontami, które stale obniżają ceny. Wprowadzenie tego typu rozwiązania, niezwykle kosztownego, zrodziłoby pytanie o rentowność wielu firm.

– Moim zdaniem, podwyższenie stawki godzinowej nie byłoby problemem dla sieci, bo obowiązywałoby wszystkich graczy. Natomiast zwiększyłoby to atrakcyjność handlu jako miejsca pracy, na czym oczywiście zyskaliby kasjerzy. Uważam, że ważniejszym powodem niewprowadzenia tego rozwiązania, poza kwestiami światopoglądowymi i politycznymi, była obawa, że inne branże zaczęłyby się domagać tego samego, w tym sektor budżetowy – podsumowuje prezes zarządu platformy TakeTask.

Pierwsze badanie opinii kasjerów odbyło się w lutym br. w 20 miastach, gdzie analizą objęto 118 pracowników. 59,3% z nich to rodzice, a 40,7% – osoby bezdzietne. Po raz drugi przeprowadzono ankietę pod koniec czerwca br. Wówczas w badaniu wzięło udział 134 osób z 38 ośrodków. 61,9% ankietowanych miało dzieci, a 38,1% – nie. Natomiast trzecia edycja została zorganizowana końcem października br. i objęła 36 miast oraz grupę 101 osób. Wśród nich było 67 rodziców i 34 bezdzietnych respondentów.

Coface: Wzrost gospodarczy w 2019 r. zwolni do poziomu 3,7 proc.

Międzynarodowa firma Coface podwyższyła swą tegoroczną prognozę wzrostu PKB do 5,0 proc., ale ocenia, że w przyszłym roku nie da się utrzymać wzrostu konsumpcji na tak wysokim poziomie. To jeden z powodów, że przyszłoroczny wzrost gospodarczy będzie znacząco niższy.

Coface podniosło swą prognozę wzrostu PKB dla Polski z 4,6 do 5,0 proc. Przyszłoroczny wzrost ma wynieść 3,7 proc.

– Od dziewięciu kwartałów wzrost konsumpcji jest wysoki, jego solidne tempo przekracza 4,0 proc. Nie da się utrzymać konsumpcji na tak wysokim poziomie, choć nadal pozostanie główną siłą napędową polskiej gospodarki- mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Moonlit Games S.A. kupiło prawa do produkcji Ignis: Duels of Wizards

Moonlit Games S.A., kupiło prawa do produkcji Ignis: Duels of Wizards. Premiera tytułu na platformie Steam planowana jest na drugi kwartał 2019 roku.

Od strony produkcyjnej zespół Moonlit Games już wcześniej zajmował się projektem, ale wydawcą miała być spółka Fat Dog Games. W listopadzie br. całość praw została wykupiona przez Moonlit. Decyzja podyktowana została dobrą znajomością produkcji oraz przeświadczeniem o jej potencjale sprzedażowym. Podobne gry, takie jak Battlerite czy Bloodline Champions, cieszą się dużą popularnością. Pierwszy z nich ma 3 710 000, a drugi 659 000 pobrań.

Ignis: Duels of Wizards na tle innych tytułów wyróżnia unikatowa i autorska mechanika walki – gracze mają możliwość sterowania trajektorią każdego pocisku wypuszczanego przez ich postać. Zależnie od upodobań, mogą albo modyfikować parabole, albo ręcznie zmieniać kierunek lotu. Rozgrywka w Ignis opiera się na serii krótkich, dynamicznych i intensywnych starć. Dzięki temu, w przeciwieństwie do innych gier z gatunku MOBA, mecz nie wymaga zarezerwowania dłuższego czasu – ocenia Piotr Gardeła, CEO/CFO Moonlit Games S.A.

Ignis: Duels of Wizards będzie więc bardziej przystępna dla osób, które chcą zrobić sobie krótką przerwę od aktualnie wykonywanych obowiązków na kilkunastominutową rozgrywkę.

Poza platformą Steam, tytuł wydany będzie również na konsole PlayStation, Xbox oraz Nintendo Switch. Przewidywana cena gry to 15-20 USD.

Kto pracuje na nasze emerytury?

Ci, którzy przejdą na emeryturę od drugiej połowy 2019 r., mogą zyskać ok. 500 zł rocznie dzięki coraz większej grupie pracujących w Polsce imigrantów. Jak to możliwe? Wynika to wprost z ustawowej metody waloryzacji kapitału na nasze przyszłe świadczenie emerytalne – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Napływający do Polski imigranci stanowią znaczne wsparcie dla krajowej gospodarki. W większości są to młode i chętne do pracy osoby, które zmniejszają negatywne ekonomiczne skutki starzenia się polskiego społeczeństwa. Dodatkowo stanowią również pomoc dla pracodawców, którzy mają problemy z zatrudnieniem wykwalifikowanych osób.

Co ciekawe, przyjeżdżający do Polski Ukraińcy, Białorusini czy obywatele krajów azjatyckich mają także wpływ na nowo przyznane świadczenia emerytalne. Całościowy efekt tego wpływu będzie widoczny już od drugiej połowy 2019 r., kiedy w waloryzacjach kont emerytalnych zostaną uwzględnione wszystkie lata okresu największego napływu imigrantów.

Szczęście przechodzących na emeryturę

Osoby zbliżające się do wieku emerytalnego mogą mówić o szczęściu. Dobra koniunktura zwiększa zatrudnienie i wynagrodzenia pracujących, a dzięki temu więcej pieniędzy wpływa do ZUS-u. Dotyczy to również składek na ubezpieczenie emerytalne.

Według ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (art. 25 ust. 6) waloryzacja kapitału początkowego (to, co zgromadziliśmy przed 1999 r.) oraz składki na ubezpieczenie emerytalne zależą od inflacji i realnego wzrostu sumy przypisu składek wszystkich ubezpieczonych.

W latach 2016-2017 wskaźnik waloryzacji wyniósł odpowiednio 106,37 proc. i 108,68 proc. – według danych z ZUS. To oznacza, że kapitał emerytalny (z wyłączeniem subkonta, które jednak w niewielkim stopniu zwiększa świadczenie odchodzących niedługo na emeryturę) został powiększony o 6,37 proc. oraz o 8,68 proc. Można się spodziewać, że podobny wynik do 2017 r. zostanie również osiągnięty w 2018 r., biorąc pod uwagę wpływy do ZUS-u za trzy kwartały br. W jakim stopniu jednak do wzrostu wskaźnika waloryzacji przyczynili się imigranci?

Wzrost składek dzięki imigrantom

Dane NBP (Prezentacja Projekcji Inflacji z 13 listopada br.) pokazują, że Ukraińcy zwiększyli całkowitą liczbę pracujących o 0,8 proc. zarówno w 2016 r., jak i 2017 r. Biorąc dodatkowo pod uwagę dane ubezpieczonych obcokrajowców w ZUS, podobny wzrost utrzymał się również w 2018 r.

Dzięki imigrantom liczba pracujących i płacących składkę emerytalną w Polsce w latach 2016-2018 zwiększy się o ok. 2,5 proc. Godzinowe zarobki tych osób są prawdopodobnie niższe niż średnia w Polsce, ale biorąc pod uwagę, że pracują oni więcej niż Polacy (54 godziny tygodniowo w aglomeracji warszawskiej – według badania NBP „Obywatele Ukrainy pracujący w Polsce”) oraz są zatrudnieni w większych miastach, można przyjąć, że ich wkład finansowy do systemu ZUS jest analogiczny do tego, jaki przeciętnie wynosi dla obywatela Polski.

Z tego wynika również, że w trzy lata imigranci mogli zwiększyć fundusz emerytalny ZUS właśnie o ok. 2,5 proc. Ponieważ waloryzacja konta emerytalnego zależy od wzrostu realnego sumy przypisu składek, to imigranci wyraźnie zwiększą emerytury dla tych, którzy przejdą na świadczenie ZUS od lipca 2019 r.

O 500 zł rocznie wyższe świadczenie

Dane ZUS pokazują, że średnia emerytura przyznana w 2017 r. wynosiła 2156 zł brutto. Przy przeciętnym wieku jej otrzymania (62,3 lata – dla kobiet i mężczyzn) i liczby miesięcy oczekiwanej długości życia świadczeniobiorcy (243 – według tablic GUS) zgromadzony kapitał statystycznego emeryta nieco przekracza 500 tys. zł.

Przynajmniej 80 proc. środków jest zgromadzona w części kapitału początkowego i składek emerytalnych (bez subkonta), co oznacza, że współczynnik waloryzacji dla ok. 400 tys. zł zgromadzonych w ZUS jest zależny od wpływów imigrantów.

W rezultacie dzięki napływowi Ukraińców czy Białorusinów w latach 2016-2018 kapitał przeciętnego emerytura przechodzącego na świadczenie ZUS od drugiej połowy 2019 r. zwiększy się o ok. 10 tys. zł (2,5 proc. z 400 tys. zł). Ponieważ oczekiwana długość życia przeciętnego emeryta (od 62. roku życia) wynosi ok. 20 lat, to mniej więcej o 500 zł rocznie zwiększy się jego świadczenie dzięki napływowi imigrantów z ostatnich 3 lat.

Francja zaufała polskim rozwiązaniom dla kierowców

Aż w 18 europejskich państwach kontrola czasu pracy kierowców prowadzona jest na polskim oprogramowaniu Inelo, w tym między innymi w Niemczech, Wielkiej Brytanii, a teraz również we Francji, czyli w krajach, do których najczęściej jeżdżą kierowcy ciężarówek z Polski.

Andrzej Oślizło, prezes Grupy Inelo
Andrzej Oślizło, prezes Grupy Inelo

Dynamicznie zmieniające się regulacje dotyczące czasu pracy kierowców zawodowych są często powodem naruszeń, za które przedsiębiorcom grożą wysokie kary finansowe. Ważne są tutaj odpowiednie rozwiązania IT, które zapewnią niezawodność i najwyższej jakości usługę kontroli przerw i odpoczynków. Teraz do grona naszych partnerów dołączyła Francja, która jest kluczowym rynkiem dla polskich przewoźników. Współpraca z francuskimi służbami daje firmom transportowym gwarancję na monitorowanie czasu pracy ich kierowców zgodnie z francuskim prawem i unijnymi regulacjami – mówi Andrzej Oślizło, prezes Grupy Inelo.

Francuskie Ministerstwo Przekształceń Ekologicznych i Solidarnych wybrało oprogramowanie TachoScan Control, dzięki czemu służby, które dokonują kontroli samochodów ciężarowych i kierowców na terenie Francji, będą pracowały w oparciu o rozwiązania polskiego dostawcy. Zamówienie dotyczy nawet do 1050 licencji na program zgodny z francuskimi przepisami prawa, który będzie wykorzystywany przez tysiące funkcjonariuszy z Inspekcji Transportu Drogowego, Żandarmerii, Policji oraz Służby Celnej. – Takie oprogramowanie jest niezbędne do prowadzenia działań mających na celu wykrywanie nieprawidłowości w pracy kierowców zawodowych, a tym samym podnoszenia bezpieczeństwa na drodze. Przedsiębiorcy, wysyłający swoich pracowników w przewozach międzynarodowych lub kabotażowych, powinni pamiętać, że o ile przepisy w zakresie przestrzegania przerw i odpoczynków są takie same w całej Unii Europejskiej, to kary za naruszenia znacząco różnią się od tych obowiązujących w Polsce. Sankcje są dużo wyższe i mogą mieć wpływ na kondycję finansową prowadzonej działalności. Dlatego obecnie tak ważny jest solidny i stabilny partner, który wspiera firmy w prowadzeniu ewidencji czasu pracy ich kierowcy, prowadzi prawidłowe rozliczenia i doradza w interpretowaniu kłopotliwych zapisów  – przekonuje prezes Grupy Inelo.

Wymagający partner

Francja to drugi, zaraz za Niemcami, najczęściej wybierany kierunek delegowania polskich pracowników. Regularne trasy do Republiki Francuskiej wykonuje aż 14% rodzimych ciężarówek.[1] Podróżują tam również przewoźnicy zmierzający do krajów Zjednoczonego Królestwa. Służby kontrolujące transport powyżej 3,5 tony znane są ze swojej skrupulatności i częstych kontroli. Bardzo dokładnie sprawdzają wskazania tachografów, dzięki którym można stwierdzić czy kierowca prawidłowo wykorzystał dostępny czas pracy oraz wykonał odpowiednią ilość odpoczynków i przerw. Należy też wziąć pod uwagę francuską biurokrację. Wymaga ona od kierowców posiadania przy sobie dokumentów, takich jak przetłumaczone na język francuski zaświadczenie o delegowaniu, umowa o  pracę (dla pracowników agencji pracy tymczasowych – kopie umów o pracę tymczasową oraz o  udostępnienie pracownika) oraz druk „A1’’ (zaświadczenie o podleganiu pod ZUS w Polsce). Ponadto firma musi posiadać przedstawicielstwo na terenie Republiki, by na przykład pośredniczyć w kontaktach z lokalnymi służbami kontroli. – Francja to wymagający rynek dla polskich przewoźników. Tym bardziej cieszy fakt, że proponowane przez Inelo rozwiązania spotkały się z uznaniem najważniejszych instytucji dbających o bezpieczeństwo w ruchu drogowym w tym kraju. Polscy eksperci przeprowadzą również cykl szkoleń skierowanych do francuskich inspektorów i funkcjonariuszy, co tylko potwierdza naszą wiedzę i pozycję w branży transportowej w Polsce i w Europie – komentuje Andrzej Oślizło.

Doświadczony dostawca

Oprócz Francji, Wielkiej Brytanii oraz Niemiec, oprogramowanie Inelo w codziennej pracy wykorzystują funkcjonariusze w Rumunii, Czechach, Estonii oraz na Litwie i Łotwie, a także w Polsce Holandii, Luksemburgu, Słowacji, Słowenii. – Polska jakość i wiedza doceniane są na rynkach Unii Europejskiej. Niedawno do grona naszych partnerów dołączyła również Policja w Szwajcarii oraz Inspekcja Transportu Drogowego w Macedonii. Ekspansja na rynki zagraniczne umacnia pozycję Grupy Inelo jako doświadczonego dostawcy usług wspierających codzienną pracę służb kontrolnych, firm transportowych oraz kierowców. Jako lider w branży TSL stale pracujemy nad nowymi propozycjami łączącymi telematykę i nowoczesne rozwiązania informatyczne – informuje Bartosz Najman, wiceprezes Zarządu Inelo.

Grupa Inelo łączy marki OCRK, które prowadzi ewidencję czasu pracy kierowców dla firm z szeroko rozumianej branży transportowej, oraz Inelo, będące producentem programów IT, niezbędnych do prowadzenia działalności przewozowej oraz działań służb kontrolnych mających na celu podnoszenie bezpieczeństwa na drodze.

[1] Badanie Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców, wrzesień 2018.

Wynagrodzenie w Polsce zrówna się ze średnią unijną za 59 lat

W ostatnich latach poziom średniego polskiego wynagrodzenia stale rośnie, tym samym odrabiamy duży dystans wobec bogatszych krajów Unii Europejskiej. Jednak ta przepaść wciąż jest ogromna. Aby polskie zarobki zrównały się ze średnią unijną, potrzeba aż 59 lat.

Minione ćwierć wieku to dla polskiej gospodarki okres dynamicznego rozwoju. Od 1991 r. nie odnotowano ani jednego roku z ujemną dynamiką PKB, co jest unikalnym wynikiem wśród wszystkich krajów obecnej Unii Europejskiej. Dynamiczny rozwój polskiej gospodarki nie w pełni przekłada się jednak na wzrost wynagrodzeń. W latach 2000-2017 płace w Polsce rosły rocznie średnio o 0,9 proc. wolniej niż dynamika PKB. Od 2000 roku PKB w Polsce wzrósł o 83,8 proc., tymczasem średnie polskie wynagrodzenie – po uwzględnieniu inflacji – zwiększyło się tylko o 59,6 proc. Jak wynika z raportu Grant Thornton, gdyby ta dynamika wynagrodzeń w Polsce rosła równo ze wzrostem PKB, przeciętny zatrudniony w Polsce pracownik w 2017 roku średnio zarabiałby o 1834 zł brutto więcej, niż ma to miejsce obecnie (średnia pensja wynosiłaby nie 4517 zł a 6351 zł). A zliczając łącznie od 2000 roku wszystkie „stracone” w ten sposób pensje, przeciętny Polak zarobiłby o 190,3 tys. zł więcej.

Polsce pod względem wynagrodzeń nadal wiele brakuje też do średniej unijnej. Według danych z Eurostatu, średnie miesięczne wynagrodzenie mieszkańca UE wynosi prawie 2,9 tys. EUR brutto. Jest to niemal trzy razy więcej niż średnie zarobki mieszkańca Polski, którego miesięczna pensja wynosi 982 EUR. Najwyżej w zestawieniu najlepiej zarabiających państw UE znajduje się Luksemburg, którego pracownik dostaje średnio ponad 4,5 tys. EUR miesięcznie. Najmniej zarabia się natomiast w Bułgarii (460 EUR miesięcznie). Te wyniki stawiają Polskę na ósmej pozycji od końca w rankingu na średnie miesięczne wynagrodzenia w Unii.

Na podstawie danych z Eurostatu w raporcie stworzono symulację procesu doganiania przez Polskę bogatszych państw UE pod względem średnich wynagrodzeń. Obliczenia oparto na założeniu, że dla każdego państwa dynamika wynagrodzeń z ostatnich trzech lat, dla których dostępne są porównywalne dane (2014-2016), utrzyma się na tym poziomie w przyszłości.

Gdyby w Polsce średnie wynagrodzenie wzrastało stale o 4,53 proc. rocznie (dynamika odnotowana w latach 2014-2016), to nasz kraj najszybciej dogoniłby Portugalię – stałoby się to już w marcu 2023 roku. Ostatnim doganianym krajem byłyby natomiast Niemcy – ze względu na relatywnie wysoką dynamikę wzrostu płac odnotywaną w ostatnich latach u naszych zachodnich sąsiadów (w porównaniu do innych bogatszych krajów UE) wynagrodzenia Polski i Niemiec zrównałyby się dopiero w maju 2077 roku.

Co ciekawe, dokładnie w tym samym czasie – w maju 2077 roku – dogonilibyśmy również średnią pensję w całej Unii Europejskiej. Na pierwszy rzut oka może wydawać się to nieco zaskakujące. Intuicja podpowiadałaby, że średnia unijna zostanie osiągnięta znacznie wcześniej, tzn. gdzieś w połowie między pierwszym i ostatnim dogonionym państwem. Należy jednak pamiętać, że do obliczenia średniej unijnej brane są pod uwagę nie tylko te kraje, które uda nam się dogonić (bogatsze od Polski i z niższą od nas dynamiką), ale też te biedniejsze państwa, których naturalnie nigdy nie „dogonimy”, bo już teraz je wyprzedzamy. Uwzględnienie tych państw sprawia, że okres doganiania średniej unijnej „wydłuża się”.

Wyniki badania pokazują, że nawet pomimo bardzo optymistycznego założenia szybkiego wzrostu średnich płac w Polsce (4,53 proc. realnie wydaje się na tle historycznych danych i innych krajów wysokim wynikiem), nasz kraj dzieli duża odległość pod względem wynagrodzeń od najbogatszych państw UE. Co więcej, Rumunia, która obecnie ma jedną z najniższych średnich rocznych pensji w całej Unii – ze względu wysoką dynamikę wzrostu (8,3 proc. w latach 2014-2016) – dogoniłaby Polskę już w listopadzie 2029 roku.

Postanowiono również sprawdzić, kiedy wynagrodzenia w Polsce osiągną aktualny stan średniej unijnej i innych krajów UE. Innymi słowy, staramy się odpowiedzieć na pytanie, ile lat dzieli nas od poziomów, jakie obecnie panują w krajach UE. W tym przypadku podczas obliczeń założono, że wynagrodzenia w Polsce rosną w tempie 4,53 proc. (odnotowanym w ostatnich trzech latach), natomiast, dla pozostałych państw przyjęto zerową dynamikę.

Okazuje się, że jeśli wynagrodzenia w Polsce będą rozwijać się w takim tempie, jak w ostatnich latach, to poziom zarobków, jaki obecnie panuje średnio w UE, osiągniemy za 21 lat. Z kolei jeśli chcielibyśmy porównać się do wysokich zarobków Luksemburga oraz Danii – Polska jest aktualnie 32 lata w tyle za tymi państwami. Jeśli chodzi o Niemcy – ich obecny poziom osiągniemy za 28 lat.

10 najważniejszych wydarzeń na rynku nieruchomości komercyjnych w 2018 r.

Kolejny rok na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce dobiega końca. Choć podsumowania liczbowe ostatnich 12 miesięcy jeszcze przed nami, możemy pokusić się o ocenę, że był to zdecydowanie dobry okres dla polskiego rynku. Eksperci Colliers International wybrali 10 wydarzeń, które istotnie wpłynęły na kształt rynku nieruchomości w Polsce.                                                                               

  1. Wejście do Polski giganta co-workingu – WeWork

Firma podpisała umowy najmu w czterech lokalizacjach w Warszawie. W grudniu otwarto pierwsze biuro WeWork w budynku Cedet przy ul. Kruczej. Trwają przygotowania do pozostałych biur w Browarach Warszawskich, Mennica West Building oraz w Europejskim.

  1. Wrocław przekracza granicę 1 mln mkw. powierzchni biurowej

Stolica Dolnego Śląska jest drugim po Krakowie rynkiem regionalnym, gdzie zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej przekroczyły poziom 1 mln mkw.

  1. E-commerce motorem napędowym popytu na rynku magazynowym w 2018 r.

Największą transakcją na rynku w roku 2018 z udziałem firmy zajmującej się handlem internetowym było wynajęcie magazynu BTS przez spółkę Hillwood dla firmy Zalando. Obiekt o powierzchni 120 tys. mkw. powstaje w Olsztynku.

  1. Polska Centralna największym magazynowym placem budowy w kraju

Na koniec roku w regionie łódzkim w budowie pozostaje ponad 500 tys. mkw. powierzchni przemysłowo-magazynowej. Wśród realizowanych inwestycji można wymienić m.in. budowę centrum logistycznego dla sieci Zalando (126 tys. mkw.) w Głuchowie (Tuszyn) oraz budowę największego magazyny dla sieci Leroy Merlin (124 tys. mkw.) w Piątku.

  1. Polska Strefa Inwestycji zastąpiła Specjalne Strefy Ekonomiczne

Wejście w życie Ustawy o wspieraniu inwestycji (w czerwcu tego roku), w ramach której niemal 100% terenów inwestycyjnych w kraju objętych zostało możliwością uzyskania ulg podatkowych przez inwestorów polskich i zagranicznych. Okres zwolnienia wynosi w PSI wynosi 15 lat, a zatem jest prawie dwukrotnie dłuższy niż ten przyznawany w ostatnim czasie w ramach SSE (8,5 roku).

  1. Wprowadzenie pierwszych ograniczeń dotyczących handlu w niedziele

Od stycznia br. w Polsce obowiązują przepisy wprowadzające stopniowo zakaz handlu w niedziele. W roku 2018 handel był dozwolony w dwie niedziele w miesiącu, w roku 2019 handlowa pozostanie tylko jedna niedziela, a od stycznia 2020 obowiązywać będzie całkowity zakaz handlu w niedziele.

  1. Budynki mix-used otwierają się na lifestyle

Ważnym wydarzeniem na rynku warszawskim było otwarcie Centrum Praskiego Koneser i rozpoczęcie budowy kilku kolejnych obiektów o funkcjach mieszanych, w tym: Elektrowni Powiśle, ArtN i Browarów Warszawskich. W odróżnieniu od standardowych budynków mix-used, obiekty te prócz funkcji mieszkaniowej, biurowej, handlowej, łączą w sobie także funkcję prospołeczną. Poprzez tworzenie i udostępnianie terenów publicznych dla mieszkańców i organizację otwartych eventów już na etapie budowy, stają się ważnym elementem kształtowania tkanki miasta.

  1. Otwarcie hotelu marki Raffles w Europejskim

To trzeci obiekt tej luksusowej marki w Europie. Hotel został otwarty w Warszawie w miejscu dawnego Hotelu Europejskiego.

  1. Wejście na rynek nowego kapitału z Azji

Inwestorzy z Korei Południowej, Malezji i Filipin dokonali pierwszych zakupów inwestycyjnych na rynku polskim. GLL Real Estate Partners w imieniu koreańskiego funduszu nabył biurowiec CEDET w Warszawie, Savills Investment Management w imieniu funduszu Employees Provident Fund of Malaysia (jednego z największych funduszy emerytalnych na świecie) zakupił Galerię Katowicką, natomiast filipiński fundusz ISOC Holdings Inc. swoją aktywność na rynku polskim rozpoczął od zakupu dwóch budynków Silesia Business Park w Katowicach.

  1. Sprzedaż Domów Towarowych „Wars Sawa i Junior” w Warszawie

Transakcja opiewała na kwotę ponad 300 mln EUR, czyli niemal 1,3 mld PLN. Dokonano jej przy najniższej odnotowanej w historii polskiego rynku inwestycyjnego stopie zwrotu szacowanej na ok. 4%. Nowym właścicielem Warsa, Sawy i Juniora została spółka Atrium European Real Estate Limited.

Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International
Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International

— Biorąc pod uwagę wydarzenia z tego roku możemy spodziewać się, że przyszły rok przyniesie odpowiedzi na wiele nurtujących pytań, np. jaki skutek dla rynku będzie miał wprowadzony w 2018 r. zakaz handlu w niedzielę, co stanie się z REIT-ami i czy nowa ustawa o PSI faktycznie przełoży się na wzrost inwestycji w Polsce ze strony zarówno dużych międzynarodowych koncernów, jak również rodzimych, małych i średnich firm. Z uwagą będziemy śledzić wszystkie wydarzania, które mają wpływ na polski rynek nieruchomości — mówi Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Świąteczna gorączka zakupów sprzyja hakerom – uwaga na podejrzane e-maile

Według badań F-Secure, 9 na 10 prób zainfekowania użytkowników złośliwym oprogramowaniem to efekt rozsyłania spamu przez cyberprzestępców. W 69% przypadków wiadomości kierują odbiorców na strony internetowe zawierające szkodliwe treści, a pozostałe 31% zachęca do pobrania złośliwych załączników. W okresie świątecznym hakerzy aktywnie wysyłają fałszywe powiadomienia o nieudanej dostawie prezentu czy otrzymaniu faktury za zakupy. Na co powinniśmy uważać, aby nie paść ofiarą cyberprzestępców?

W oczekiwaniu na Mikołaja

Tegoroczny Black Friday ustanowił rekord sprzedaży w e-sklepach. Na zakupy w sieci Polacy wydali o 176% więcej, niż wynosiła średnia dzienna w październiku – na każdy koszyk przypadło przeciętnie 190 zł. Liczba transakcji wzrosła o 112% w stosunku do średniej dziennej z października[1], a to jedynie rozgrzewka przed świątecznymi zakupami.

Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure
Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure

W tygodniach poprzedzających święta niemal każdy z nas spodziewa się przesyłki, a to sprawia, że tracimy czujność. Wiadomość od kuriera zazwyczaj nie wzbudza żadnych podejrzeń, dlatego klikamy w link odsyłający do śledzenia paczki. Niestety na zaufaniu do znanych firm oraz przedświątecznej gorączce zakupów korzystają cyberprzestępcy. Przeprowadziliśmy eksperyment, który wykazał, że spreparowane e-maile nawiązujące do Black Friday czy Cyber Monday charakteryzują się o 39% wyższą otwieralnością. Takie wyniki powinny dać nam wszystkim do myślenia – ostrzega Karolina Małagocka, ekspert ds. prywatności w firmie F-Secure.

Okup traci popularność, ale…

Badacze ds. cyberbezpieczeństwa obserwują spadek popularności oprogramowania typu ransomware, które blokuje dane użytkowników i wymusza okup za ich odzyskanie. Nie oznacza to jednak, że zagrożenie minęło – cyberprzestępcy zaczęli po prostu stosować inne metody. Według danych F-Secure obecnie tylko 6% załączników w e-mailach ze spamem zawiera ransomware, a już 42% stanowią trojany bankowe.

Jak się chronić?

W przypadku e-maili od nieznanych nadawców (szczególnie firm kurierskich czy sklepów) należy dokładnie czytać treść wiadomości, a także unikać otwierania załączników i klikania w linki.

Wszelkie błędy językowe lub zastępowanie liter liczbami w adresach stron internetowych powinny wzbudzać podejrzenia. Warto również zwrócić uwagę na typ załącznika – hakerzy próbują uśpić czujność, stosując podwójne rozszerzenia plików, przykładowo: faktura.pdf.exe. Nie mniej istotne jest regularne aktualizowanie oprogramowania, a także stosowanie rozwiązań ochronnych na wszystkich urządzeniach – radzi Karolina Małagocka.

[1] https://www.kir.pl/o-nas/aktualnosci/black-friday-winduje-obroty-w-e-commerce-takze-w-polsce,249.html

Theresa May przed kolejną próbą

W środę inwestorzy powinni obserwować wotum nieufności przeciwko premier May oraz odczyty amerykańskiej inflacji.

Dziś uwaga inwestorów skupia się przede wszystkim na sytuacji w Wielkiej Brytanii. Ostatecznie przeciwnikom Theresy May udało się zebrać wymaganą liczbę 48 podpisów pod wnioskiem uruchamiającym proces głosowania nad wotum nieufności wobec premier Wielkiej Brytanii. Głosowanie ma odbyć się dziś wieczorem (po godzinie 18). Aby pozostać na stanowisku, May musi uzyskać poparcie co najmniej 158 z 315 Torysów. W obecnej chwili wygląda na to, że premier powinna wyjść z sytuacji obronną ręką, tak przynajmniej sugerują wyceny bukmacherów i zachowanie funta brytyjskiego, który mimo, iż znajduje się na niskich poziomach, tak pozostaje dość stabilny.

Jeśli Theresa May przetrwa dzisiejsze głosowanie nie będzie można uruchomić wobec niej analogicznej procedury przez rok. Jeśli z kolei nie uzyskałaby wystarczającej liczby głosów, w ciągu kilku tygodni doszłoby do wyboru jej następcy. W kontekście Brexitu jednak raczej niewiele by to zmieniło: strona europejska twardo obstaje przy swoim i wyraźnie stwierdza, że nie będzie podejmować prób renegocjacji porozumienia z Wielką Brytanią.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek wzrósł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,29-4,30. Euro w ostatnim czasie pozostaje nieco słabsze, co ma związek m.in. z zamieszaniem wokół Brexitu oraz siłą dolara amerykańskiego. Informacje płynące ze strefy euro nie są bowiem wcale złe: wczorajsze dane ZEW o nastrojach ekonomicznych w Niemczech wprawdzie nadal wskazywały na słaby sentyment, tak jednak były lepsze od oczekiwań. Dzisiejsze dane o produkcji przemysłowej w krajach wspólnego bloku w październiku również zaskoczyły na plus: dynamika wyniosła 1,2% w ujęciu rocznym wobec oczekiwanego poziomu 0,7%. Mimo, iż względnie niska, tak roczna dynamika produkcji pozostaje obecnie wyższa niż w trzech poprzedzających miesiącach.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,74-4,78. Wczorajsze dane z brytyjskiego rynku pracy zaskoczyły na plus. Stopa bezrobocia w październiku wprawdzie zgodnie z oczekiwaniami pozostała na niezmienionym poziomie 4,1%, wyraźnie przyspieszyła jednak dynamika płac, która zarówno w przypadku wskaźnika mierzącego sam wzrost, jak i tego mierzącego wzrost uwzględniający bonusy pokazała poziom 3,3% w ujęciu rocznym. W przypadku indeksu nieuwzględniającego premii jest to najwyższa nominalna dynamika płac w Wielkiej Brytanii od ok. dekady. W przypadku bardziej wahliwego indeksu uwzględniającego bonusy jest to najwyższa dynamika od ponad ośmiu lat. Wyższe płace powinny wspierać brytyjską gospodarkę oraz przekładać się na wyższe perspektywy podwyżek stóp ze strony BoE. Jednak wpływ odczytów na rynek walutowy był ograniczony – inwestorzy cały czas skupiają się przede wszystkim na kwestiach związanych z Brexitem, a te nie napawają optymizmem i raczej nie sprzyjają brytyjskiej walucie

Wczoraj premier Theresa May spotkała się z Angelą Merkel. Kanclerz Niemiec, podobnie jak inni europejscy liderzy (Donald Tusk, czy Jean-Claude Juncker) odrzuciła możliwość renegocjacji porozumienia z Wielką Brytanią. Niezależnie od tego, jaki będzie dzisiejszy rezultat wotum nieufności wobec May, mało prawdopodobne wydaje się, żeby europejscy oficjele zmienili nastawienie w kwestii negocjacji.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek wzrósł o 0,4%, wahając się w widełkach 3,77-3,80. Dolar amerykański w ostatnim czasie nieco zyskuje. Oprócz zamieszania w Europie w związku z Brexitem, amerykańskiej walucie mogło pomóc odbicie rentowności amerykańskich papierów dłużnych po serii ostatnich spadków.

Dziś istotne dla dolara będą odczyty amerykańskiej inflacji CPI i bazowej inflacji CPI w USA w listopadzie, które poznamy w drugiej części dnia. Wczorajsze listopadowe odczyty inflacji producentów pokazały wyższy odczyt od oczekiwań (2,7% wobec 2,5% rocznie), budząc lekki optymizm. Niewykluczone, że dzisiejszy odczyt CPI pokaże mniejszy od oczekiwanego spadek (dynamika cen konsumpcyjnych w listopadzie ma wynieść 2,2% wobec 2,5% rocznie miesiąc wcześniej). Możliwy wyższy odczyt mógłby nieco wpłynąć na oczekiwania względem działań Rezerwy Federalnej w przyszłym roku i tym samym wesprzeć amerykańską walutę w drugiej części dnia.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – inflacja CPI i bazowa inflacja CPI w USA w listopadzie
  • po 18:00 – głosowanie nad wotum nieufności wobec premier Wielkiej Brytanii

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Agencja ds. bezpieczeństwa cybernetycznego

UE tworzy nową agencję ds. bezpieczeństwa cybernetycznego. Jednostka powstanie na bazie istniejącej już Europejskiej Agencji ds. Bezpieczeństwa Sieci i Informacji (ENISA). Jej głównym zadaniem będzie koordynowanie działań państw członkowskich w zapobieganiu cyberatakom i reagowaniu na cyberprzestępstwa.

Porozumienie w tej sprawie opracowały kraje członkowskie i Parlament Europejski. O ochronę Internetu w Unii Europejskiej ma zadbać m.in. system certyfikacji bezpieczeństwa cybernetycznego produktów i usług. Zaufanie i bezpieczeństwo mają fundamentalne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania naszego jednolitego rynku cyfrowego. Porozumienie w sprawie kompleksowej certyfikacji produktów cyberbezpieczeństwa i wzmocnienia unijnej agencji ds. cyberbezpieczeństwa to kolejny krok na drodze do ukończenia budowy tego rynku – komentuje wiceszef KE Andrus Ansip.

ENISA będzie niezależnym centrum wiedzy specjalistycznej, którego zadaniem będzie uświadamianie obywateli wspólnoty o zagrożeniach w sieci. Przez pierwsze sześć miesięcy 2018 roku odnotowano w Polsce ponad 6 mln prób cyberataków. Jestem przekonany, że do końca roku ten wynik się podwoi. Każdy krok w kierunku minimalizowania ryzyka utraty danych lub pieniędzy w wyniku działania hakerów jest kierunkiem w dobrą stronę. Wirusy, konie trojańskie, robaki – z tym mamy do czynienia już od wielu lat. Cyberprzestępcy ciągle jednak pracują nad nowymi oszustwami i sposobami zdobycia naszych poufnych danych. Trzeba na to reagować i uświadamiać użytkowników sieci o potencjalnych ryzykach, a tych z każdym rokiem jest coraz więcej – twierdzi Bartosz Gadzimski, właściciel firmy hostingowej Zenbox.

Agencja zajmie się również certyfikacją infrastruktury krytycznej. Chodzi przede wszystkim o sieci energetyczne i transportowe. Certyfikaty bezpieczeństwa np. aut podłączonych do sieci będą uznawane we wszystkich krajach UE.

Porozumienie musi zostać zatwierdzone przez komisję przemysłu, badań naukowych i energii, a następnie przez cały Parlament Europejski. Muszą je także ostatecznie zaakceptować kraje członkowskie w ramach Rady UE.

Polski rynek powierzchni handlowych po IV kw. 2018

Polski rynek handlowy jest już mocno nasycony – w latach 2014-2018 rozwijał się w tempie średnio 4% rocznie, czyli o połowę wolniej niż w okresie 2009-2013 (8%). Cały czas przybywa jednak nowej powierzchni – w 2018 r. w Polsce powstało 21 nowych obiektów handlowych, a 15 zostało rozbudowanych. Zestawienie „TOP10 miast z największym nasyceniem powierzchnią handlową” (powyżej 200 tys. mieszkańców) otwierają Poznań, Gdańsk i Lublin. Z kolei najmniej przestrzeni handlowej na 1000 mieszkańców znajdziemy w Radomiu, Częstochowie i Toruniu. Tak wynika z najnowszego raportu CBRE podsumowującego rynek nieruchomości handlowych w 2018 roku „Market View: polski rynek handlowy po IV kw. 2018”.

Magdalena Frątczak, Szef Działu Powierzchni Handlowych w CBRE
Magdalena Frątczak, Szef Działu Powierzchni Handlowych w CBRE

Możemy już zdecydowanie powiedzieć, że rynek centrów handlowych w Polsce osiągnął dojrzałość. Od lat 90-tych ubiegłego wieku, gdy pojawiły się pierwsze tego typu obiekty, nasz kraj przeszedł ogromną metamorfozę. Od hipermarketów, poprzez rozbudowę części butikowych, do centrów społecznościowych, z rozbudowaną gastronomią i obszarem rozrywkowym. Ich rozwojowi sprzyja stały wzrost siły nabywczej polskich konsumentów i zmiana stylu życia, dzięki której Polacy więcej czasu spędzają na rozrywkach poza domem. W najbliższej przyszłości możemy spodziewać się m.in. rozwoju ulic handlowych i obiektów typu „convenience” – pozwalających szybko i wygodnie zrobić zakupy „przy okazji” – mówi Magdalena Frątczak, Szefowa Sektora Handlowego w CBRE.

Zakupowa mapa Polski

Z najnowszego raportu CBRE, opisującego stan rynku handlowego w Polsce w całym 2018 roku „Market View: polski rynek handlowy po IV kw. 2018 r.” wynika, że największe nasycenie przestrzenią handlową wśród miast powyżej 200 tys. mieszkańców występuje obecnie w Poznaniu i wynosi aż 1257 mkw. na 1000 mieszkańców. Tuż za nim znajduje się Gdańsk z 1177 mkw., a podium zamyka Lublin – 1152 mkw. Z kolei najmniej przestrzeni handlowej na 1000 mieszkańców – od 600 do 656 mkw. – znajdziemy w Radomiu, Częstochowie i Toruniu, które znalazły się poza pierwszą dziesiątką. W porównaniu do innych miast wciąż niskie nasycenie przestrzenią zakupową ma Warszawa. Wynika to przede wszystkim z nieporównywalnie dużej liczby mieszkańców.

Stolica jednak przoduje wśród aglomeracji biorąc pod uwagę całkowitą liczbę dostępnej powierzchni handlowej, która wynosi prawie 1,7 mln mkw. Za nią plasuje się Górny Śląsk (1,2 mln mkw.), a podium domyka Trójmiasto (795 tys. mkw.).

Warszawa jest również numerem jeden jeśli chodzi o przestrzeń handlową w budowie – 135 tys. mkw. W Łodzi, która jest na drugim miejscu, buduje się już zdecydowanie mniej, bo 23 tys. mkw. Tuż za nimi jest Górny Śląsk z 21 tys. mkw. powstających obiektów.

Handlowy plac budowy

W ciągu ostatnich 12 miesięcy w Polsce przybyło 430 tys. mkw. powierzchni handlowej (+3,7% r/r) – wynika z raportu CBRE „Market View: polski rynek handlowy po IV kw. 2018 r.”. Porównując ostatnie pięć lat (2014-2018) z okresem 2009-2013 zauważalne jest jednak wolniejsze tempo rozwoju obiektów – średnio 4% rocznie wobec 8% rocznie. W 2018 r. zbudowano 21 obiektów handlowych, ale aż 15 zostało rozbudowanych. Nasz kraj ma już ponad 500 różnych centrów zakupowych – rynek jest nasycony. Dlatego coraz częstszym krokiem staje się powiększenie, szczególnie starszych obiektów. Przyczyną takich decyzji są przede wszystkim silna pozycja nowych centrów handlowych i rozwój sklepów internetowych – by nie pozostawać w tyle pod względem komfortu i oferty, starsze obiekty modernizują swoją przestrzeń, szczególnie strefy gastronomiczne, rozrywkowe, socjalne i parkingi.

Galerie na celowniku inwestorów

Podobnie jak w poprzednich latach, nieruchomości handlowe pozostają na liście ulubionych projektów inwestorów w Polsce. Choć obecnie w kraju powstaje nieco mniej nowych obiektów, to na zainteresowaniu zyskują nieruchomości o ustabilizowanej pozycji na rynku. Długa działalność na rynku pozwala inwestorom łatwiej wycenić nieruchomość i przewidzieć przyszłe wyniki.

Ważnymi wydarzeniami na rynku handlowym w 2018 r. były transakcje zakupu dwóch obiektów, położonych przy warszawskich ulicach handlowych. Chodzi o kompleks handlowy Wars Sawa Junior przy ul. Marszałkowskiej i biurowiec CEDET, dawniej Centralny Dom Towarowy, położony przy Kruczej. CBRE miało przyjemność reprezentowania kupujących w obu tych transakcjach tak ważnych z punktu widzenia rynku. To obiekty o długiej historii i stabilnej pozycji, dlatego kupujący je inwestorzy mogą liczyć na długoterminowy stabilny wzrost wartości – mówi Michał Stanisławski, Zastępca Dyrektora, Dział Rynków Kapitałowych, CBRE. Perspektywy rozwoju ekonomicznego Polski są bardzo dobre, co sprawia, że potencjał wzrostu rynku handlowego jest duży, a od właścicieli i zarządców centrów handlowych zależy w jakim stopniu przełoży się na wzrost wartości ich portfeli. Konsolidacja rynku obiektów handlowych postępuje. Uważam jednak, że Polska nadal ma do zaoferowania wiele atrakcyjnych projektów inwestycyjnych zarówno dla inwestorów zorientowanych na wzrost ich obecnego polskiego portfela jak i tych, którzy dopiero rozważają wejście do kraju. Do tego, w trakcie budowy są nowe obiekty, które za jakiś czas będą przedmiotem obrotu – dodaje Michał Stanisławski.

Nowy rok, stare wyzwania

Nadchodzi nowy rok, ale stare wyzwania pozostają. 2019 rok to kolejne 12 miesięcy z zakazem handlu, którym będzie objętych jeszcze więcej niedziel. W związku z tym, rozpoczęte w minionych miesiącach działania i inicjatywy właścicieli, zarządców i najemców, mające na celu minimalizowanie negatywnych skutków regulacji, będą kontynuowane. Dodatkowo, wszystkie strony rynku muszą liczyć się z rosnącymi kosztami pracowników spowodowanymi między innymi wyższą stawką wynagrodzenia minimalnego. Wzrost kosztów wygenerują tez podwyżki cen energii, które mają wynieść nawet 20-30%.

Istniejące obiekty handlowe, czy brak dostępności odpowiednich działek, będzie z czasem ograniczać bądź wręcz uniemożliwiać budowę innych nowoczesnych projektów handlowych. Z tego powodu właściciele centrów handlowych skupią się na możliwościach rozbudowy i modernizacji istniejących obiektów oraz dopasowaniu ich oferty do potrzeb klientów. Spodziewamy się, że w 2019 r. w Polsce może przybyć ok. 0,5 mln mkw. nowej powierzchni handlowej – prognozuje Magdalena Frątczak z CBRE.

Pieniądze w polskim banku nie są już bezpieczne

Żyjemy w szybko zmieniających się czasach. Do niedawna powiedzenie „jak w banku” oznaczało, iż mamy do czynienia z czymś pewnym. Powiedzenie to wzięło się oczywiście z przekonania, iż środki ulokowane w banku są pewnie zabezpieczone. To już jest niestety przeszłość.

Nowe regulacje

Tajemnica bankowa i ochrona wkładów bankowych od lat ulega stopniowemu ograniczaniu. Na szczególną uwagę zasługuje niedawno wprowadzona regulacja. Chodzi o ustawę z 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Jej przepisy weszły w życie z dniem 13 lipca 2018 r., zastępując poprzednio obowiązującą ustawę z 16 listopada 2000 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu.

Co prawda poprzednia ustawa również przewidywała możliwość blokowania kont bankowych, ale w obecnie obowiązującej doprowadzono te regulacje do absurdu. W zasadzie nikt nie może być pewien, czy jego pieniądze w banku nie zostaną zablokowane.

Jak to działa?

Mechanizm jest następujący: jeżeli bank poweźmie podejrzenie, iż środki na rachunku mogą mieć związek z praniem pieniędzy albo finansowaniem terroryzmu, ma obowiązek zawiadomić o tym Generalnego Inspektora Informacji Finansowej. Należy podkreślić, iż nigdzie nie jest napisane, co oznacza, iż środki są podejrzane oraz na jakiej podstawie dokonuje się takiej oceny. Może to oznaczać przelewy z krajów podejrzewanych o finansowanie terroryzmu, przelewy o znacznych kwotach bez wystarczająco jasnego opisu itp. Słowem, subiektywna ocena urzędnika bankowego może na każdego z nas sprowadzić znaczne kłopoty, i to nie tylko finansowe.

Samo przekazanie tej informacji do Generalnego Inspektora powoduje, iż ruch na rachunku bankowym zostaje wstrzymany na okres 24 godzin. Tak więc praktycznie rzecz ujmując, sam bank wstępnie blokuje rachunek bankowy.

Po otrzymaniu informacji Generalny Inspektor Informacji Finansowej może sam arbitralnie założyć blokadę danego rachunku bankowego. W ciągu 24 godzin Generalny Inspektor ma czas na zweryfikowanie podejrzeń (znowu nie wiemy, według jakich kryteriów). W tym czasie może sam przedłużyć blokadę do 94 godzin. Oprócz tego ma obowiązek powiadomić o sprawie prokuratora, a ten ma prawo do zarządzenia blokady rachunku na okres do sześciu miesięcy. Dla porządku należy dodać, iż w praktyce blokadzie podlegają nie tylko środki „podejrzane”, ale całe saldo rachunku, również pieniądze, które wpłyną na rachunek w przyszłości w czasie obowiązywania blokady. Inną istotną kwestią jest to, iż prokurator w takich przypadkach blokuje nie tylko rachunek, na którym znalazły się „podejrzane” środki, ale może zablokować również inne rachunki należące do danej osoby. Podstawa prawna dla takiej czynności jest wątpliwa, ponieważ ustawa z dnia 1 marca 2018 r. nie przewiduje możliwości blokowania wszystkich rachunków bankowych należących do danej osoby, jeżeli środki „podejrzane” wpłynęły tylko na jeden z nich. Niemniej praktyka stosowania tych regulacji i kierunek, w jakim pójdą sądy w rozpatrywaniu zażaleń na takie postanowienia, wskażą nam w przyszłości wykładnię przepisów w tym zakresie.

Konsekwencje blokady

Nietrudno sobie wyobrazić jakie skutki np. dla przedsiębiorcy może wywołać taka blokada. Przyjmując, iż zostanie ona założona np. na kontach bankowych przedsiębiorcy prowadzącego działalność gospodarczą, będzie ona oznaczała praktyczny paraliż przedsiębiorstwa. Żadne środki nie wpłyną do przedsiębiorstwa, a przedsiębiorca straci możliwość regulowania swoich zobowiązań. Zupełnie poważnie należałoby wtedy rozważyć złożenie wniosku o upadłość.

Wyrażenie zgody na transfer znacznych środków pieniężnych bez sensownego uzasadnienia ekonomicznego naraża właściciela rachunku bankowego na blokadę wszystkich rachunków (w tym pochodzących z jak najbardziej legalnych źródeł) oraz na podejrzenie udziału w przestępstwie prania brudnych pieniędzy uregulowanym w artykule 299 § 1-7 kodeksu karnego. Może to oznaczać wielkie problemy, łącznie z karą pozbawienia wolności. W takim przypadku należy podjąć niezwłoczną obronę swoich interesów, bowiem brak aktywności może bardzo dużo kosztować, nie tylko w sensie finansowym.

Alternatywa – konto bankowe za granicą

Działania Państwa obierają kierunek totalnej inwigilacji. Skłoniło to wiele firm do założenia rachunków bankowych będących poza zasięgiem działania organów polskiego Państwa, czyli do przeniesienia ich za granicę. W innych krajach równouprawnienie podmiotów gospodarczych działa w praktyce.

Decydując się na taki ruch, trzeba jednak dołożyć należytej staranności, aby zastosowane rozwiązanie było zgodne z polskim i zagranicznym prawem. Samodzielne próby zakładania konta zagranicznego mogą okazać się czasochłonne i mają małe szanse na powodzenie. Warto tu skorzystać z doświadczenia i fachowej wiedzy wyspecjalizowanych firm. Per saldo może się to okazać tańsze i szybsze.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Raport: Cztery osobowości pracowników i jeden rynek pracy

Wzrost znaczenia elastyczności, zdrowy styl życia, deformalizacja pracy wraz z dywersyfikacją zarządzania HR – najnowszy raport Antal i Sodexo odkrywa nowe oblicze rynku pracy. Wyodrębnia również 4 główne postawy pracowników. Kim są: Zdystansowany Zawodowiec, Zwinny Profesjonalista, Bezpieczny Tradycjonalista oraz Praktyczny Inicjator? Jakie są ich wymagania względem pracodawcy? Co motywuje ich do pracy?

Raport przedstawia opis postaw Polaków na rynku pracy, które ewoluowały na przestrzeni lat. Analizowane w nim są oczekiwania pracowników wobec idealnego pracodawcy w zakresie: mobilności i czasu pracy, miejsca pracy, wynagrodzenia i benefitów, stylu komunikacji w organizacji, atmosfery oraz stylu zarządzania. Na podstawie tych preferencji wyszczególniono 4 dominujące typy osobowości pracowników na dzisiejszym rynku pracy. Z raportu dowiadujemy się, że rodzaj motywacji pracownika zależy nie tylko od jego osobistych preferencji, ale również od branży jaką reprezentuje.

– Jesteśmy świadkami rewolucji zarządzania kapitałem ludzkim, która wymaga od firm umiejętnego zarządzania potencjałem wielopokoleniowych i różnorodnych zespołów, na niespotykaną do tej pory skalę. Ten raport doskonale oddaje tę różnorodność – postaw, celów, ambicji, motywatorów i oczekiwań. Prezentowane 4 typy osobowości w dużym uproszczeniu pokazują jak bardzo jesteśmy do siebie podobni, a zarazem różni. Nie chodzi tylko o wiek czy płeć, ale o różne oczekiwania, potrzeby, a nawet sposób myślenia czy reagowania. Sztuką staje się umiejętność wykorzystania tej różnorodności – czyli pełnego wykorzystania tkwiącego w nas potencjału i kreowanie pozytywnego środowiska pracy rozumianego jako employee experience – powiedział Arkadiusz Rochala, Dyrektor Generalny, Sodexo Benefits and Rewards Services.

Nowoczesny model pracy – czego chcą dziś pracownicy?

 Wciąż obserwujemy wzrost oczekiwań w zakresie elastyczności pracodawcy

 Jak wynika z raportu, aż 81% pracowników w Polsce chce elastycznie zaczynać i kończyć czas pracy w zależności od natężenia obowiązków i prywatnych zobowiązań. W zamian są w stanie zaakceptować brak stałego miejsca pracy w biurze czy konieczność biznesową zostania w pracy po godzinach, np. przy wzmożonej intensywności projektów.

Rośnie znaczenie zdrowego stylu życia, również w pracy

Dla 76% pracowników ważna jest możliwość wygodnego dbania o zdrowy styl życia. Istotne są również związane z tym benefity, np.: konsultacje z dietetykiem, owocowe poniedziałki czy karty lunchowe.

Przestajemy chodzić w garsonkach i garniturach

Miejsca pracy ulegają deformalizacji – 97% pracowników ceni swobodną atmosferę, otwartą komunikację oraz chce mieć możliwość wyboru wygodnego ubioru.

Rośnie kultura partycypacyjna w aspekcie HR

Aż 92% badanych chce mieć wpływ na działania HR, rozwój firmy i jej kulturę organizacyjną. Zależy im, aby samodzielnie wybierać benefity pozapłacowe czy szkolenia. Chętnie angażują się w akcje społeczne i charytatywne organizowane przez pracodawcę.

Kluczowym wymiarem oceny pracodawcy są wynagrodzenia i benefity

Wyniki przeprowadzonego badania potwierdzają, że wśród czynników racjonalnych, wpływających na ocenę pracodawcy, nadal niezmiennie prym wiodą wysokość oferowanego wynagrodzenia oraz oferta świadczeń pozapłacowych. Na kolejnych miejscach respondenci uplasowali: możliwości rozwoju, wartości społeczne, zgodność z zainteresowaniami oraz możliwości uczenia się.

Artur Skiba, dyrektor zarządzający Antal International
Artur Skiba, dyrektor zarządzający Antal International

Funkcjonowanie na współczesnym rynku pracy opiera się przede wszystkim na partnerstwie oraz wzajemnej satysfakcji pracownika i pracodawcy. Tylko holistyczne podejście do modelu współpracy, znajomość potrzeb i preferencji oraz dostosowanie oferty do panujących standardów, może przełożyć się na sukces i obopólne korzyści. Na znaczeniu zyskują elastyczność pracy, zdrowy styl życia, wynagrodzenie i benefity, a czasy formalizmu odchodzą już do lamusa – wyjaśnia Artur Skiba, prezes Antal.

4 osobowości pracowników

W raporcie „Cztery osobowości – jeden rynek pracy”, pracownicy zostali zbadani w dwóch wymiarach: kulturowym oraz funkcjonalnym. Pierwszy z nich dotyczy obszarów związanych z atmosferą w pracy, stylem wykonywania zadań, kulturą organizacyjną, podejściem do work-life balance / work-life integration. Z kolei wymiar funkcjonalny obejmuje warunki ekonomiczne, sposoby rozliczeń pracowników z zadań, systemy wynagrodzenia, warunki biurowe, bezpieczeństwo pracy czy formę umowy. Na tej podstawie wyróżniono 4 typy postaw pracowników: Zwinny Profesjonalista, Praktyczny Inicjator, Bezpieczny Tradycjonalista oraz Zdystansowany Zawodowiec.4 osobowości pracowników

Co drugi pracownik w Polsce to Zwinny Profesjonalista

Niezwykle ciekawy jest procentowy udział typów osobowości wśród polskich pracowników. Zwinni Profesjonaliści stanowią zdecydowaną większość, bo aż 55% pracowników w kraju. Ten typ reprezentuje nieco częściej mężczyzna niż kobieta (57% do 52%) i są to głównie przedstawiciele sprzedaży (aż 76%) oraz wyższej kadry zarządzającej (59%), prawnicy i HR-owcy (57%). Branże, w których najczęściej spotkasz Zwinnego Profesjonalistę, to: Agencje marketingowe (100%), Ubezpieczenia (86%) Handel detaliczny (73%), Farmacja (71%).Co drugi pracownik w Polsce to Zwinny Profesjonalista

Firmy, zainteresowane zatrudnieniem kandydatów z tej grupy, powinny przede wszystkim zaprezentować ofertę pracy podkreślając elementy, które są kluczem do serc Zwinnych Profesjonalistów. Są to: możliwość łączenia życia prywatnego i realizacji pasji z pracą, świetna atmosfera, otwartość we współpracy z szefem oraz możliwości wyboru narzędzi rozwojowych czy benefitów. Współcześni zawodowcy to osoby, które poszukują nowych, ciekawych doświadczeń także w sferze zawodowej i docenią niestandardowe działania pracodawców, warto, więc zainwestować w odświeżenie materiałów rekrutacyjnych i employer brandingowych, nowe formy rekrutacji czy kreatywne kampanie – wyjaśnia Anna Piotrowska-Banasiak, Development Director w Antal.

Pozostałe osobowości polskich pracowników, wyróżnione w raporcie, reprezentują: Praktyczny Inicjator (26%), Bezpieczny Tradycjonalista (10%) oraz Zdystansowany Zawodowiec (10%). Jak podkreślają eksperci Antal – do każdego typu  pracownika należy dostosować ofertę pracodawcy, aby skutecznie prowadzić działania z zakresu rekrutacji, polityki płacowej, doboru benefitów, rozwoju pracowników czy employer brandingu. Ważna jest również dywersyfikacja oferty pod kątem specjalizacji pracowników czy branży.

Typ pracownika Charakterystyka
Zwinny Profesjonalista Prezentuje on postawę elastyczną i liberalną. Z drugiej strony, od pracodawcy również wymaga wyjścia w kierunku jego potrzeb. Praca dla niego powinna się mocno przenikać z życiem prywatnym.
Praktyczny Inicjator Zna swój cel i skupia się na jego realizacji. W pracy spędzi czasu tyle ile to konieczne, koncentrując się w pełni na zadaniach, ale zamykając drzwi do biura przestaje też myśleć o pracy. Chyba, że chodzi o integrację z pracownikami na stopie prywatnej – jako ceniący towarzystwo w takich sytuacjach go nie zabraknie.
Bezpieczny Tradycjonalista To osoba ceniąca stabilizacją i bezpieczeństwo pracy w obszarze funkcjonalnym i konserwatywnym. Jest odpowiedziany za określony obszar, lubi jasne i przewidywalne sytuacje. Gra w pojedynkę.
Zdystansowany Zawodowiec Zna swoje miejsce w organizacji i zależy mu na jasnej, formalnej strukturze. Woli pozostawać na swojej, dobrze znanej połowie boiska.  Broni tradycyjnych zasad w kulturze organizacyjnej, ale potrafi być elastyczny, jeśli względy funkcjonalne za tym przemawiają.

 

Więcej informacji dostępnych w raporcie pod linkiem: https://antal.pl/trendy/raporty-rynku-pracy/1706-cztery-osobowosci-jeden-rynek-pracy